[ZAMKNIJ REKLAMY]
Kup reklamę w tym miejscu!









Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Zapraszamy na Warsztat Podróży Niefizycznych wg metody Bruce Moena. Dla Słuchaczy Radia Paranormalium specjalna zniżka!
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj

Agenci Ciemności


Dodano: 2016-02-19 01:53:00 | Wyświetleń: 3045 | Przeczytam później


Groźby ze strony tajemniczych Ludzi w Czerni, następujące po bliskim spotkaniu, rzadko - jeśli w ogóle - dochodzą do skutku. Jaki więc cel może kryć się za ich wizytami?

We wrześniu 1976 roku dr Herbert Hopkins, 58-letni lekarz i hipnoterapeuta, pracował jako konsultant w śledztwie dotyczącym przypadku domniemanej teleportacji UFO w amerykańskim stanie Maine. Pewnego wieczoru, gdy jego żona i dzieci wyszli z domu, zadzwonił telefon - mężczyzna podający się za wiceprzewodniczącego New Jersey UFO Research Organisation zapytał, czy może odwiedzić pana Hopkinsa tego wieczora, celem przedyskutowania pewnych szczegółów badanego przypadku. Dr Hopkins wyraził zgodę - wówczas wydawało się to naturalne. Podszedł do tylnych drzwi by włączyć światło, tak aby jego gość mógł odnaleźć drogę z parkingu, gdy jednak tam poszedł, zauważył że jest już tam mężczyzna wchodzący po stopniach ganku. "Nie widziałem żadnego samochodu, zresztą nawet gdyby miał samochód, nie podjechałby tak szybko pod mój dom", skomentował później zdumiony Hopkins.

Dr Hopkins nie czuł się wówczas jakoś szczególn5e zaskoczony tą wizytą. Mężczyzna ubrany był w czarny garnitur, czarny kapelusz, krawat i buty oraz białą koszulę. "Pomyślałem, że wygląda jak pracownik zakładu pogrzebowego", stwierdził później Hopkins. Jego ubranie było nieskazitelne - garnitur niepognieciony, spodnie idealnie sztywne. Gdy zdjął kapelusz, pokazał swoją kompletnie pozbawioną włosów głowę, nie tylko łysą, ale też pozbawioną brwi i rzęs. Skóra była trupio blada, usta jasnoczerwone. W trakcie rozmowy pocierał usta szarymi skórkowymi rękawiczkami, doktor zaś ku swemu zaskoczeniu spostrzegł, że usta tego człowieka były posmarowane, rękawiczki zaś poplamione pomadką!

Dopiero jednak po spotkaniu dr Hopkins zastanowił się głębiej jad dziwnością wyglądu i zachowania swojego gościa. Szczególnie niezwykłe było to, że jego gość stwierdził, że gospodarz posiada w portfelu dwie monety. I rzeczywiście tak było. Następnie człowiek ten poprosił lekarza, aby położył jedną z tych monet na swojej dłoni i zamiast w niego patrzył tylko w tę monetę. Gdy Hopkins się jej przyglądał, moneta poczęła jak gdyby się rozmywać, po czym stopniowo znikała. "Ani Ty ani nikt inny na tym planie już nigdy więcej nie zobaczy tej monety", powiedział gość. Po nieco dłuższej rozmowie na tematy ufologiczne, doktor Hopkins nagle spostrzegł, że mowa jego gościa coraz bardziej zwalniała. Mężczyzna następnie stanął niepewnie na nogach i powiedział, bardzo powoli: "Moja energia się kończy - muszę iść - do widzenia". Podszedł chwiejnie do drzwi i zszedł niepewnie po zewnętrznych stopniach, po jednym stopniu na każdy krok. Dr Hopkins zobaczył na drodze jaskrawe światło koloru błękitnawo-białego, wyraźnie jaśniejsze niż światło zwykłej lampy samochodowej. Wówczas jednak uznał, że musi to być samochód obcego gościa - choć ani go nie widział, ani nie słyszał.



Zagadkowe ślady

Później, gdy rodzina doktora Hopkinsa wróciła do domu, sprawdzili oni podjazd i znaleźli ślady, które nie mogły należeć do samochodu - znajdowały się one na samym środku podjazdu, gdzie nie mogły wjechać koła. Następnego dnia ślady jednak zniknęły, mimo iż podjazd nie był używany.

Doktor Hopkins był bardzo wstrząśnięty tą wizytą, szczególnie gdy zdał sobie sprawę z nietypowego sposobu zachowania się obcego gościa. Nie jest zaskoczeniem, że był przerażony faktem iż dobrowolnie wykonał polecenie swojego gościa i wymazał taśmy z zapisem sesji hipnotycznych dotyczących przypadku, który badał, jak też nie brał udziału w dalszym toku śledztwa.

W późniejszym okresie dziwne zdarzenia spotykały zarówno doktora Hopkinsa, jak i jego najstarszego syna. Przypuszczał, że mają one jakiś związek z nietypową wizytą, nigdy więcej nie miał już jednak sposobności rozmawiać ze swoim gościem. Nie istnieje też żadna instytucja o nazwie New Jersey UFO Research Organisation.

Przypadek doktora Hopkinsa jest prawdopodobnie najlepiej opisanym zdarzeniem związanym z wizytą MiB, stawia on nas też przed najdziwniejszym problemem. Najpierw musimy zadać sobie pytanie, czy wyszkolony i uznawany doktor wymyśliłby taką dziwną opowieść, a jeśli tak, to jaki musiałby być tego przekonywający motyw? Z drugiej zaś strony, czy całe to zdarzenie mogło być jedynie złudzeniem, pomimo odnalezienia śladów przez innych członków rodziny? Czy prawda może leżeć gdzieś pomiędzy rzeczywistością a wyobraźnią? Czy prawdziwy odwiedzający, choćby nawet oszust podający fałszywe dane, odwiedził doktora z sobie tylko znanych pobudek, w jakiś sposób skłaniając doktora do wymyślenia całego zestawu dziwnych cech?

Tak naprawdę, najmniej prawdopodobnym wytłumaczeniem wydaje się to, jakoby całe zdarzenie rozegrało się w wyobraźni doktora. Gdy żona i dzieci wrócili do domu, znaleźli go w stanie poważnego wstrząsu, z włączonymi wszystkimi światłami, siedzącego przy stole na którym leżała broń. Potwierdzili oni istnienie śladów na podjeździe oraz serię zakłóceń w telefonie, które przypuszczalnie pojawiły się natychmiast po wizycie. Wydaje się więc, że nastąpiło jakieś rzeczywiste zdarzenie, aczkolwiek jego natura pozostaje niewyjaśniona.

Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych, zaniepokojone tym że osoby podające się za ich pracowników mogą nachodzić świadków UFO, uznały rzeczywistą naturę zjawiska. W lutym 1967 roku pułkownik George P. Freeman, rzecznik Pentagonu w sprawie Projektu Błękitna Księga, w wypowiedzi dla badacza ufologii Johna Keela stwierdził:

"Zagadkowi ludzie, ubrani w mundury Sił Powietrznych lub posiadający duże upoważnienia od agencji rządowych, uciszali świadków UFO. Sprawdziliśmy wiele takich przypadków i okazało się, że ludzie ci w żaden sposób nie byli powiązani z Siłami Powietrznymi. Nie udało nam się znaleźć na ich temat żadnych informacji. Udając oficerów Sił Powietrznych i agentów rządowych, popełniają oni przestępstwo o charakterze federalnym. Oczywiście, chcielibyśmy złapać któregoś z nich. Niestety, w chwili gdy dowiadujemy się o takich przypadkach, ślad zawsze jest już zbyt mocno zatarty. Nadal jednak próbujemy".

Czy jednak oszuści, o których mówił pułkownik Freeman, oraz dziwny gość doktora Hopkinsa są do siebie w jakikolwiek sposób podobni? Obserwacje UFO - podobnie jak sensacyjne przestępstwa - przyciągają wiele zaburzonych psychicznie osób, które w celu dotarcia do świadka są w stanie udawać upoważnionych oficjeli; i może być tak, że niektórzy z domniemanych MiB są po prostu tego rodzaju pseudobadaczami.

Jedną ze szczególnie dziwnych cech powtarzających się w doniesieniach o MiB jest niezręczność gości. Raz po raz opisywani są oni jako nieudolni - a jeśli udają oni żywych ludzi, z pewnością nie idzie im to najlepiej, gdyż świadkowie nabierają podejrzeń, widząc ich niestosowne zachowanie, obserwując sposób wyglądu lub mówienia, jak też zauważając ich brak wiedzy. Może też jednak być tak, że ci którzy sprawiali wrażenie oszustów niezbyt dobrze wykonywali swoją pracę, może więc istnieć wiele przypadków MiB, o których nigdy się nie dowiemy z prostego powodu - odwiedzającym udało się przekonać swoje ofiary, że nie ma w tym nic podejrzanego, bądź też doradzili im aby nikomu nie mówili o tej wizycie.



Niespełnione groźby

W rzeczy samej, często występującą cechą wielu wizyt MiB jest instruowanie świadka aby nie mówił nic o tej wizycie i żeby zaprzestał w ogóle działalności dotyczącej danego przypadku (oczywiście, o takich instrukcjach wiemy tylko dlatego, że świadkowie ich nie przestrzegali). W 1976 roku pewien świadek UFO z Kanady usłyszał od tajemniczego odwiedzającego, by przestał powtarzać swoją historię i zaprzestał jej zgłębiania, gdyż w przeciwnym razie zostanie nawiedzony przez trzech ludzi w czerni. "Zapytałem: `Co to ma znaczyć?`, a on odpowiedział: `No cóż, może zrobić się gorąco... może to pana kosztować pewne zranienie`". Rok wcześniej w Meksyku, świadkowi UFO Carlosowi de los Santos na drodze do wywiadu dla telewizji stanęły dwie duże czarne limuzyny. Jeden z pasażerów, ubrany w czarny garnitur, o urodzie typu "skandynawskiego", powiedział mu: "Spójrz, stary, jeśli cenisz sobie życie i swoją rodzinę, nigdy więcej nie opowiadaj o swojej obserwacji".

Nie ma jednak wiarygodnych przypadków spełnienia kiedykolwiek takich gróźb, mimo iż wielu świadków sprzeciwiło się i zignorowało ich ostrzeżenia. Choć MiB niewątpliwie mogą wydawać się złowróżbni, znani są z braku jakiejkolwiek rzeczywistej przemocy. W najgorszym przypadku można o nich powiedzieć, że często zastraszają świadków niezapowiedzianymi wizytami i telefonami, bądź też powodują u nich lęk samą swoją obecnością.

Choć świadek nie doświadcza żadnych form przemocy, dla śledczego jest to kolejny kłopotliwy aspekt tego zjawiska - gdyby doszło do fizycznej przemocy, pomogłoby to określić rzeczywistość zjawiska. Zamiast tego jednak, większość dowodów de facto posiada charakter pogłoskowy, często niezbyt wysokiej jakości - sprawy tak dobrze zbadane, jak przypadek doktora Herberta Hopkinsa, należą niestety do mniejszości.

Kolejną problematyczną kwestią jest zatrważający brak precyzji w wielu z tych doniesień. Popularny amerykański pisarz Brad Steiger twierdził, że setki ufologów, kontaktowców oraz przypadkowych świadków UFO twierdzą, że byli nawiedzani przez złowieszczych nieznajomych - przychodzili w grupach po trzy osoby i wszyscy ubrani byli na czarno, Steiger przytacza jednak tylko kilka rzeczywistych przypadków. Podobnie John Keel, ekspert w sprawach zjawisk niewyjaśnionych, twierdził że przy wielu okazjach naprawdę widział Cadillaki-widma, którymi podróżowali groźnie wyglądający pasażerowie o aparycji orientalnej, ubrani w czarne garnitury - jednak jak na doświadczonego reportera, w dziwny sposób unikał zagłębiania się w te obserwacje, czy też poświęcenia rozdziału lub linijki tak istotnej sprawie. Takie luźne stwierdzenia w charakterze dowodów są bezwartościowe - wszystkie one dokładają coś do mitu.

I tak oto raz jeszcze wracamy do możliwości, że w tym zjawisku nie ma nic więcej jak tylko mit. A może powinniśmy skreślić cały temat MiB jako złudzenie, produkt kreatywnej wyobraźni ludzi, których osobiste obsesje przyjmują akurat taki kształt dlatego, że odzwierciedlają takie czy inne dominujące w obecnej kulturze zainteresowania? Z jednej strony mamy kontaktowca Woodrow Derenbergera, który utrzymywał, że "dwaj ludzie ubrani na czarno" którzy próbowali go uciszyć byli wysłannikami Mafii - z drugiej zaś mamy teoretyka Davida Tansleya który zasugerował, iż są oni istotami parapsychicznymi, przedstawicielami ciemnych mocy, pragnącymi powstrzymać upowszechnianie prawdziwej wiedzy. Przedstawiając to bardziej jako fakt, Dominick Lucchesi twierdził, że pochodzili oni z jakiejś nieznanej, być może podziemnej cywilizacji, która zamieszkuje odległe rejony Ziemi - Amazonię, Pustynię Gobi, czy też Himalaje.

Istnieje jednak pewna cecha wspólna dosłownie wszystkich doniesień o MiB-ach, która być może zawiera klucz do rozwiązania problemu. Tą cechą jest posiadanie przez MiB-ów informacji, które powinny być dla nich niemożliwe do zdobycia - informacji tajnych, niewyjawianych prasie, zamiast opinii publicznej znanych prawdopodobnie tylko skromnemu gronu śledczych i urzędników, których zresztą czasami nawet oni nie posiadają. Odwiedzana osoba jest jedyną, która posiada tego typu wiedzę. Innymi słowy, ludzie w czerni oraz ich ofiary mają wspólną wiedzę, której prawdopodobnie nie posiada nikt inny. Co więcej, w prawie każdym przypadku ludzie w czerni zjawiają się u świadka w czasie, gdy ten jest sam - dla przykładu, w przypadku doktora Hopkinsa odwiedzający dzwonił wtedy, gdy jego żony i dzieci nie było w domu - nasuwa się nieuchronny wniosek, że musi istnieć jakiegoś rodzaju paranormalne połączenie pomiędzy MiB-ami a ludźmi, których odwiedzają.



Prawda - czy paranoja?

Dodajmy do tego inne cechy tego zjawiska, które niełatwo pogodzić z codzienną rzeczywistością. Na przykład, gdzie są powszechnie znane czarne samochody, gdy nie odwiedzają świadków? Czy są garażowane lub serwisowane? Czy nigdy nie doznają awarii ani nie biorą udziału w wypadkach? Czy może być tak, że materializują się z jakiegoś innego planu istnienia wtedy, kiedy są potrzebne?

To tylko kilka spośród pytań podnoszonych przez fenomen ludzi w czerni. Sprawę komplikuje fakt, że przypadki MiB obejmują szerokie spektrum, począwszy od takich w które łatwo uwierzyć, aż po całkowicie niewiarygodne. Jednym z ekstremów są wizyty, w trakcie których nie dzieje się nic naprawdę dziwnego, a jedyną anomalną cechą być może jest to, że odwiedzający podszywa się pod kogoś innego lub posiada niemożliwy do wytłumaczenia dostęp do prywatnych informacji. Drugim ekstremum są przypadki, w których jedynym wyjaśnieniem wydaje się to, że świadek uległ paranoi. W swojej publikacji "The Truth About the Men In Black", badaczka UFO Ramona Clark wspomina o niewymienionym z nazwiska śledczym, który spotkał trzech ludzi w czerni 3 lipca 1969 roku. "W oknie samochodu, którym podróżowali, znajdował się symbol połączony z nimi oraz ich wizytami. Symbol ten wywarł na tym człowieku głęboki wpływ. Nigdy nie widziałam osoby będącej w takim stanie absolutnego przerażenia".

Po pierwszym spotkaniu miało miejsce nieustanne prześladowanie. Zdarzały się tajemnicze telefony, a dom mężczyzny został przeszukany. Zaczął słyszeć głosy i widzieć dziwne kształty. "Czarne Cadillaki jeździły ulicą tuż przed jego domem i śledziły go, gdziekolwiek się udał. Pewnego razu nadjeżdżający Cadillac nieomal spowodował wypadek z udziałem jego i jego rodziny. We śnie nawiedzały go koszmary związane z MiB. Nie był w stanie odpoczywać, cierpiała na tym jego praca, a on sam obawiał się, że straci zatrudnienie".

Czy to wszystko rozgrywało się tylko w jego umyśle? Można by tak pomyśleć. Przyjaciel świadka potwierdził jednak, że gdy rozmawiali, przed jego domem tam i z powrotem przechadzał się dziwnie wyglądający człowiek. Był wysoki, wyglądał na 55 lat - i cały ubrany był na czarno.



Wybrany przypadek: Dziwna Para

24 września 1976 roku - zaledwie kilka dni po tym, jak doktorowi Herbertowi Hopkinsowi przerażającą wizytę złożył człowiek w czerni - jego synowa Maureen odebrała telefon od człowieka który twierdził, iż zna jej męża Johna, i który zapytał czy on i jego wspólnik mogą przyjechać i ich odwiedzić.

John spotkał się z tym człowiekiem w miejscowym barze szybkiej obsługi i zawiózł go do domu wraz z jego wspólniczką. Oboje przypominali ludzi po trzydziestce i nosili dziwnie staromodne ubrania. Szczególnie dziwnie wyglądała kobieta - gdy stała, wyglądała jak gdyby coś było nie tak z połączeniem jej nóg z biodrami. Oboje nieznajomi robili bardzo małe kroki, pochylając się do przodu, jak gdyby w obawie przed upadkiem.

W dziwny sposób siedzieli razem na sofie, gdy mężczyzna zadawał liczne, szczegółowe pytania dotyczące spraw osobistych. Czy John i Maureen oglądali dużo telewizji? Co czytali? I o czym rozmawiali? Przez cały ten czas mężczyzna poklepywał i czule obejmował swoją towarzyszkę, pytając Johna czy jest to właściwe i czy robił to w prawidłowy sposób.

John wyszedł na chwilę z pokoju, zaś mężczyzna próbował namówić Maureen aby usiadła przed nim. Pytał ją również "jak była zrobiona" i czy posiadała jakieś nagie zdjęcia.

Krótko potem kobieta wstała i oświadczyła, że chce wyjść. Mężczyzna również wstał, nie wykonując jednak żadnego ruchu. Mężczyzna znajdował się między kobietą a drzwiami, i wszystko wyglądało tak jak gdyby jedynym dla kobiety sposobem dostania się do drzwi było pójście po linii prostej, przechodząc bezpośrednio przez mężczyznę. Wreszcie kobieta zwróciła się do Johna i poprosiła: "Proszę go przesunąć, sama nie mogę tego zrobić". Wtem, nagle, mężczyzna wyszedł, a za nim podążyła kobieta - oboje szli po liniach prostych. Nie powiedzieli nawet "do widzenia".

Źródło: "The Unexplained", nr. 39, 1992
Przedruk: ufoevidence.org
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
Komentarze do artykułu

Twój nick:
E-mail (opcjonalnie):
Komentarz:



Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz
(wymagany email):
Uwaga: Jeśli chcesz odpowiedzieć na komentarz innego użytkownika, prosimy skorzystaj z przycisku "Odpowiedz". Pozwoli to uniknąć w przyszłości bałaganu w dyskusji.
BBcode:

[b][/b] - pogrubienie
[i][/i] - kursywa
[u][/u] - podkreślenie
[cytat][/cytat] - cytat
[cytat="NICK"][/cytat] - cytat z nickiem

Zanim napiszesz komentarz, koniecznie zapoznaj się z zasadami publikowania komentarzy na łamach strony Radia Paranormalium. Prosimy nie podawać w komentarzach adresów email - do tego służy odpowiednie pole!


  • hms (2016-02-19 15:09:56) #14160 | RAPORT
    Kilka lat temu pewna kobieta opowiedziała mi co zdarzyło sie jej gdy miała ok.8-10 lat.Akcja zdarzenia rozgrywała sie ok.25 lat wczesniej i dokładnego swojego wieku nie pamietała.Jej mama bracowała w szkole podstawowej w niedurzym miescie na wschodzie Polski.Pewnego dnia nie pamietam z jakiego powodu,poszła do miejsca pracy swojej mamy ,czyli do szkoły ,ktora sama dobrze znała ,bo chodziła do niej.Jej mama pracowala w szkole po jej zamknieciu.Nie pamietam czym sie zajmowała.Moze była sprzataczka?Ale nie to jest sednem sprawy.Dziewczynka ta weszła do szkoły i szukajac swojej mamy doszła do takiej wielkiej krzty która oddzielała dwie cześci szkoly.Prawdopodobnie część za kratą była częścią liceum.Stojac przed ta krata i nawołujac mamy usłyszala ,ze ktos idzie do niej za jej plecami.Okazało sie ,ze był to nieznajomy meżczyzna ubrany na czarno tokładnie tak jak w artykule powyżej.Człowiek ten zblizał sie do niej nic nie mówiac ale z ,jak to sama odebrała,wyraznym zamiarem zrobienia czegos złego.Strach ja sparalizował tak ,ze nie mogla nic zrobic tylko stała oparta o ta kratę.Gdy ten człowiek był juz bardzo blisko ,nagle dało sie słyszec jakies słowa ,dobiegajacy nie wiadomo skad.Okazało sie ,ze głos dobiegał z "zegarka"który mial ten człowiek na reku.Tarcza rozswieciła sie na zielono i słychac było dalsze słowa których dziecko nie rozumiało.Zrozymiała tylko z tonu tych słów ,ze były bardo nerwowe.Natomiast
    mężczyzna podniosł reke ,cos odpowiedział i czym predzej odszedł ,znikajac za rogiem korytarza.W tym samym momencie dały sie słyszec słowa matki dziewczynki ,odpowiadając na jej wołania.Sytuacja ta rozgrywała sie ok.30 lat temu.O smartwatchach i podobnych gadzetach nikt wtedy nie słyszał.

    Odpowiedz
  • To ja. (2016-02-20 2:23:25) #14162 | RAPORT
    Niezły żart -Nie wpisałes nicka i nie wprowadziłes tekstu.Naprawcie sobie bo cos wam ucieka.Wpisalem NICK i wprowadziłem w ramke 5 minut tekstu pisanego .Jak wcisnąłem -zapisz komentarz wszystko było wpisane.Drugi raz o spotkaniu faceta w czerni z dzieckiem 30 lat temu,pisac mi sie nie chce.

    Odpowiedz | Zobacz odpowiedzi (1)
  • Bars (2017-02-27 17:09:40) #35837 | RAPORT | E-mail
    Ludzie w Czerni (LwC=MiB) straszą ale nie słyszałem aby istotnie zrobili komuś krzywdę... A ten przypadek jest najstarszy i ciągle tylko ten przytaczają tak jakby nie było nic bardziej aktualnego ...

    Odpowiedz
Tagi
Inne artykuły
o podobnej tematyce
SŁUCHAJ NAS
SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
NEWSLETTER
RAMÓWKA NA DZIŚ
ARCHIWUM AUDYCJI
WESPRZYJ
RADIO PARANORMALIUM
POLECANE KSIĄŻKI
NAJNOWSZE FILMY
MY lubimy ICH, ONI lubią NAS - nasi partnerzy, współpracownicy i zaprzyjaźnione serwisy
Copyright © 2004-2018 by Radio Paranormalium