Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy, x teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przewijało się przez. No, no, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, ja mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak, jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Patrząc na obecną pogodę w Polsce, trudno nie odnieść wrażenia, że słynna bestia ze Wschodu postanowiła powrócić i uderzyć ze zdwojoną siłą. Przydałoby się zatem nieco tej bestii poprzeszkadzać, rozgrzewając atmosferę kolejnym odcinkiem podcastu Mówią Świadkowie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dobry wieczór państwu.
Dwudziesty ósmy już odcinek ponownie w całości wypełnią relacje o obserwacjach UFO. Będziemy mieli dzisiaj mały ufologiczny miszmasz, ponieważ wśród przygotowanych na dziś relacji będą obserwacje latających trójkątów, zdarzenia przypominające wzięcia, a także bliskie spotkanie z aż trzema bliżej niezidentyfikowanymi, dwunożnymi istotami.
Zanim jednak przejdziemy do prezentacji opisów tych zdarzeń, pozwólcie Państwo, że tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy.
Skype: Radio.paranormalium kropka pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com ukośnik radio paranormalium.
Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl. Radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. A więc dzwońcie, piszcie, dzielcie się swoimi historiami, gdyż każda relacja jest na wagę złota. Pewną tradycją w audycji Mówią Świadkowie stały się już trwające kilka do kilkunastu minut bloki zawierające czytane moim głosem relacje nadesłane drogą tekstową. Nie inaczej będzie i w tym odcinku. Tym razem jednak postanowiłem wprowadzić małą zmianę i zrobić taki blok z korespondencją tekstową już na samym początku dzisiejszego odcinka. Zapraszam zatem do wysłuchania kilku krótkich, aczkolwiek miejscami dość wstrząsających opisów zdarzeń z udziałem UFO. Relacji z Wielkiej Brytanii będzie towarzyszyło zdjęcie nadesłane przez słuchacza. UFO nad miejscowością Żerczyce koło Nurca w województwie podlaskim. Obserwacja dokonana między majem a czerwcem tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego czwartego roku. "Jechałam autobusem do domu. Było bezchmurne popołudnie. Wracałam ze szkoły.
Miałam szesnaście lat. Byłam zmęczona, więc zapadłam w jakiś taki stan bezmyślenia. W autobusie było może trzy do pięciu osób. Patrzyłam tak bezmyślnie przez okno i kiedy zauważyłam kulę na niebie wielkości takiego wielkiego księżyca w pełni, nie od razu zareagowałam. Dopiero po kilku sekundach przypłynęła myśl: co to jest? Kula była metaliczna, czarna, ale wiedziałam, że jest trójwymiarowa. Lekko odbijała światło. Obracała się wolno wokół własnej osi. Wydaje mi się, że miała coś na środku, jakąś obręcz. Wolno opuszczała się nad las przed wioską Żerczyce.
Minęliśmy to miejsce, a ja się odwróciłam i patrzyłam, dopóki nie schowała się za drzewami. Mam wrażenie, że lądowała w tym lesie bądź poza nim. Nie krzyczałam na innych, aby patrzyli. Nie wiem, czy ktoś jeszcze to zauważył. Ja wiedziałam, co widzę. Od około dwunastego roku życia interesowałam się sprawami UFO. Byłam już po lekturze całej serii książek Lucjana Znicza. Pamiętam to. Długo się nad tym zastanawiałam, ale dla mnie akurat oczywiste jest, że nie jesteśmy sami, że kosmos jest pełen życia, tak samo jak Ziemia. Chciałabym tylko, żeby wreszcie przestali się chować." UFO nad Barlinkiem w sierpniu dwa tysiące dwudziestego roku....W sobotę, piętnastego sierpnia, około godziny dwudziestej drugiej, po wyjściu na balkon zauważyłem na południowej stronie nieba coś, czego nigdy dotąd nie widziałem. Najpierw sądziłem, że jest to część Drogi Mlecznej, mimo że było to zjawisko zauważalne zbyt blisko horyzontu. Zaczęło się od grupy świateł gdzieś w oddali, które były uformowane i widoczne na kształt łuku zwróconego w prawą stronę. Były to światła dość niewyraźne, mimo czystego nieba, w liczbie około trzydziestu. Domyślam się, że musiały znajdować się poza atmosferą. Z dostępnych mi informacji, a więc i porównań, nie pasowały one ani do ISS, ani do satelitów SpaceX Starlink, ani nawet do Perseidów. Zbliżały się dość szybko, nie wydając żadnego dźwięku, przelatując nad domem wizualnie w niedalekiej odległości, jednak bez dostrzegalnych szczegółów, lecąc w kierunku północnym.
Tuż nad domem zauważyłem, że była to gromada świateł, dość chaotyczna w swym kształcie, bez uporządkowania, szybko przemieszczająca nocne niebo. Charakterystyczne było to, iż tuż za wspomnianą grupą świateł leciało jedno samotne światło w tej samej prędkości i odległości za grupą. Do dziś nie wiem, czym było zauważone przeze mnie zjawisko, które wywarło na mnie niecodzienne i osobliwe wrażenie. UFO nad Czarnocinem w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym roku. Latem tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego ósmego roku byłem świadkiem obserwacji UFO w miejscowości Czarnocin nad Zalewem Szczecińskim. Byłem wtedy na kolonii w ośrodku Frajda. Miałem jedenaście lat. Do zdarzenia doszło w nocy. Obudziłem się na łóżku i zobaczyłem, że pokój spowity jest czerwonym światłem wydobywającym się zza okna. W pierwszej chwili pomyślałem, że to chyba jakiś samochód stoi na tylnych czerwonych światłach. Przyjechano w sprawie kogoś lub czegoś, jednak nie było słychać żadnych odgłosów. Wstałem więc z łóżka i spojrzałem przez uchylone okno.
Ponad koroną drzew wisiał czerwony, kulisty obiekt, wewnątrz którego coś się działo. Sprawiał wrażenie, jakby obserwował okolicę. Z pewnością nie był to księżyc ani fajerwerki. Pamiętam, że wyglądało to trochę, jakby wybudowano dziwną latarnię w środku nocy. Obiekt z mojej perspektywy był mniej więcej wielkości samochodu względem będących tam drzew i zabudowań. Znajdował się w odległości około pięćdziesięciu metrów.
W pokoju byłem z kolegą. Postanowiłem go obudzić. Mówiłem do niego. Zacząłem nim potrząsać. Nie reagował. Pamiętam, że w pierwszej chwili pomyślałem, że nie żyje. Jednak jego wyraz twarzy sprawiał wrażenie, jakby spał głębokim snem lub był nieprzytomny. Nie chciałem włączać światła, żeby nie zwracać na siebie uwagi.
Zresztą odniosłem wrażenie, że i tak się nie zapali. Postanowiłem usiąść i poczekać, co się dalej wydarzy, ale nic więcej się nie stało. W końcu doszedłem do wniosku, że mogę tak sobie jeszcze długo posiedzieć, dlatego położę się spać.
Co ma być, to będzie. Tak też zrobiłem i niedługo potem zasnąłem. Obudziłem się rano. Nie starałem się o tym rozmyślać ani mówić. Pomyślałem, że kiedyś da się to jeszcze jakoś wyjaśnić. Korespondencja nadesłana na skrzynkę mailową Radia Paranormalium dwudziestego ósmego maja dwa tysiące dziewiętnastego roku. "Mam czterdzieści dziewięć lat.
Mieszkam w Wielkiej Brytanii od trzynastu lat w południowo-wschodnim hrabstwie Kent, Dartford i okolice. W momencie, w którym piszę tą relację z moich przeżytych doznań, mieszkam na polu w miejscowości Holly, które kupiłem osiem lat temu.
Mając piętnaście, dziewiętnaście lat przeczytałem większość, jak nie wszystkie książki fantastyczno-naukowe. Zbierałem je całymi tomami, które kupowałem w większości w antykwariatach na terenie Wrocławia, gdzie mieszkałem przed wyjazdem do Anglii. W całym swoim życiu byłem przekonany, że wokół każdej gwiazdy są planety. Piszę to, aby naświetlić moje nastawienie do możliwości istnienia innych ras, które zamieszkują podobne światy. To jest kosmos. Tyle wstępu. Mam w pamięci zdarzenie, którego nie byłem pewny, czy to aby nie był sen. Wydarzenie to pamiętam fragmentarycznie. Gdy wyszedłem z baraku, w którym mieszkam, po przejściu kilkunastu metrów coś mnie zafrasowało i spojrzałem do góry. Zobaczyłem na wysokości czterech, pięciu metrów coś w rodzaju czarnej krawędzi, jakby tafli grubego, czarnego lodu i kłębiącej się pary, która maskowała tą krawędź. Nie jestem w stanie określić wielkości, ponieważ tu urywa się to, co pamiętam. Poza tym pamiętam to, co wtedy pomyślałem: muszę zrobić fotkę. Nie pamiętam nic poza tym. Nie wiem, jak znalazłem się z powrotem w łóżku i nie potrafię określić dokładnej daty. Wydaje mi się, że zdarzenie miało miejsce w roku dwa tysiące dziewiętnastym, na przełomie lutego i marca, kiedy sporadycznie spałem na polu w baraku. W tym czasie bywałem w nocy na polu, ponieważ spalałem drewniane przedmioty, zbędne szpargały, a także takie, które z racji mojej pracy lepiej było spalić z uwagi na koszty wywiezienia ich na wysypisko. Całe zajście opisane wyżej nie było pamiętane przeze mnie aż do czasu, kiedy to miesiąc temu odwiedziłem moją mamę w szpitalu. Miałem spotkanie z urzędnikami socjalnymi. W trakcie tego spotkania, w pomieszczeniu, w którym przebywałem, było okropnie gorąco i zdjąłem sweter. Po jakiejś chwili zorientowałem się, że całe towarzystwo w trakcie rozmowy zerka na moje ręce.
Mimochodem i ja popatrzyłem. Przeszył mnie dreszcz, gdyż na moich rękach, na zgięciach miałem ślady po nakłuciach, takie same jakby po oddawaniu krwi. I w tym samym momencie przypomniałem sobie o zajściu z UFO na polu. Do dzisiaj mam traumę. Patrzę cały czas w niebo z obawą."... Nie wychodzę po zmroku.
Mieszkam na polu. Dwa dni temu, to jest czwartego czerwca dwa tysiące dziewiętnastego roku, coś zawisło nad moim barakiem i buczało i głos podpowiadał mi, abym wyszedł na zewnątrz, sprawdził. Byłem przerażony i nie wyszedłem. Dodam, że mam przekonanie, że mam coś wszczepione w barku. Boli mnie w tym miejscu, czasami bez przyczyny i coś w prawym oku. Nie przeszkadza mi to w widzeniu, ale wiem, że wcześniej tego nie miałem. Potrafię określić kształt przedmiotu, który mam umieszczony na dnie oka. Uważam, że taka technologia pozwala obcym na śledzenie moich poczynań. Mam możliwości techniczne spróbować sfilmować zdarzenie, jeśli takie nastąpi, lecz muszę się do tego przygotować, chociażby z powodu tego czegoś w oku. Muszę ich przechytrzyć.
Nadmienię, że chciałbym wyjaśnić całe to zdarzenie, bo nie daje mi to spokoju. Cały czas jak debil patrzę na chmury z obawy przed niewiadomym i ostatnio zrobiłem zdjęcie, gdy wędrowałem przez pole do pobliskiego sklepu. Jakość jest słaba, bo obiekt był bardzo daleko. Aby zobaczyć obiekt trzeba maksymalnie powiększyć zdjęcie. Obiekt ten był widoczny około sześciu do ośmiu minut. Jak wychodzę po zmierzchu z baraku, to przy każdym dziwnym hałasie włos mi się jeży. Moje życie przewróciło się do góry nogami. Nie wiem, co zwróciło uwagę obcych. Wspomnę też, że przed kilkoma laty medytowałem. Teraz powróciłem do medytacji. Potrafię sprokurować myślami dziwny efekt. Szukałem w internecie podobnych ludzi, którzy wykształcili coś podobnego, lecz nie znalazłem. Może to właśnie to przyciągnęło to coś. To UFO. Efekt nazywam zwarciem.
Bardzo ciężko go wywołać i nie jest to na zawołanie. Występuje w mojej medytacji nieoczekiwanie i trwa bardzo krótko. Doznania, które występują przy nim, porównuję z porażeniem prądem umiejscowionym w całym moim mózgu oraz światłem wybuchającej supernowej. Nie wiem, co mógłbym jeszcze napisać. Wydaje mi się, że to już wszystko.
Opis załączonej fotografii. Zdjęcie z obserwacji wzrokowej obiektu widocznego na fotografii. Obiekt wyglądał na bryłę prostokątną w położeniu pionowym. W momencie zrobienia zdjęcia słońce zachodziło po lewej stronie od obiektu.
Łuna światła widoczna po lewej stronie obiektu była odbiciem światła zachodzącego słońca. Tak mi się wydaje. Obiekt był widoczny około sześć do ośmiu minut. Nie poruszał się. Zdjęcie zrobione jedenastego maja dwa tysiące dziewiętnastego roku o godzinie dwudziestej trzydzieści siedem.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o zawartość skrzynki mailowej Radia Paranormalium. Po krótkim przerywniku przejdziemy do prezentacji relacji zarejestrowanych drogą telefoniczną. Nie wyłączajcie komputerów, nie gaście smartfonów, nie odchodźcie od odbiorników.
Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko, że z wyłączeniem jest już, powiedzmy troszeczkę gorzej. Posłuchaj nieznanego! Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium.
Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko, że z powrotem jest już, powiedzmy troszeczkę gorzej. Archiwum Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl. Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia, że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach, przeżycia na granicy światów- mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W drugiej części dzisiejszej audycji wysłuchamy zapisu rozmowy ze słuchaczem, który podzielił się dwoma ciekawymi zdarzeniami. Po raz pierwszy chyba w historii Radia Paranormalium wysłuchamy opisu obserwacji obiektu bądź kilku obiektów UFO w kształcie trójkąta, dokonanej przy pomocy radaru. Obserwacja dokonana w pobliżu polskiego wybrzeża.
Na prośbę świadka nie podajemy dokładnej lokalizacji. Druga relacja będzie z kolei dotyczyła zdarzenia, w którym doszło do tak zwanego missing time, czyli zgubienia odcinka czasu podczas obserwacji dziwnego zjawiska. Posłuchajmy.
Może zacznijmy od zdarzenia. Może polećmy chronologicznie od 2019 roku. Kiedy to mniej tak dokładnie było? Jaka to była miejscowość? Jak się zachowywał obiekt, jak wyglądał, ile ich było i tak dalej. Pierwsza obserwacja była bodajże w 2019 lub 2020. Właśnie dokładnie nie pamiętam. Było to w trakcie pełnienia służby w wojsku i na radiolokacji na radarach....
Pierwszą obserwację, jaką miałem, to było około godziny też właśnie północnych. Między dwudziestą czwartą a pierwszą w nocy na radarze pojawił się wielki obiekt. Znikąd, po prostu znikąd. Pojawiły się trzy punkty po formacji. Był to trójkąt równoramienny. Szybko, szybko sprawdziłem to linijką. Mniej więcej nie wiem, czy to był jeden obiekt, czy to były trzy obiekty. Mianowicie był to no po prostu coś wielkiego albo trzy obiekty, albo jeden wielki. Średnica mogła wynosić nawet jeden bok mógł wynosić. Jeśli to był jeden obiekt, to jeden bok mógł wynosić kilka kilometrów nawet. Więc tutaj jakby nie, nie mam pojęcia, czy takie obiekty w ogóle istnieją wielkie, więc mogło to być. Mogły to być trzy punkty formacji po prostu. Pojawiły się znikąd, przeleciały wzdłuż wybrzeża od strony Szczecina aż po Gdańsk. Więc tutaj i zniknęły. A była to prędkość taka, że, że żaden okręt ani jednostka pływająca nie osiąga takich prędkości.
Oczywiście nie osiągają takich prędkości również te nasze ziemskie wynalazki, rzutowce i tego typu rzeczy. Ziemskie bym wykrył i na pewno bym dostał informację, że takie coś ma miejsce, jakieś ćwiczenia, czy bym wszystko wiedział, że to nasze obiekty by się zgłosiły do nas po prostu zalecą. Więc to wykluczone, że to wojskowe obiekty. Tym bardziej wykluczone, żeby to były obiekty z innego państwa lecące. Coś musiało być to niezidentyfikowanego.
A czy ktoś jeszcze jest w stanie potwierdzić tę obserwację? Jacyś pana koledzy z pracy? Nie, nie. Wszystko. Wszystko ukryłem. Nikomu nie mówiłem, bo to wiadomo, jak jest. Zaraz można- Zaczyna się ta cała biurokracja i te, te różne.
Tak, u nas nawet nie wiem, czy są na to jakieś odpowiednie. Sądzę, że, że, że zaraz by sprawę utajniono i człowiek by poszedł szukać pracy. A kiedy to mniej więcej było? Jaki to był okres? To był przełom czerwca i lipca, tak? Jeżeli dobrze pamiętam. Tak, tak, tak.
Tylko właśnie nie pamiętam, czy to był tak dziewiętnasty rok. Dokładnie dziewiętnasty rok. Tak, bo w dwudziestym miałem inną obserwację, ale to za chwilę o niej i wydaje mi się, gdzieś miałem zdjęcia, ale nie mogę się dogrzebać.
Mam nadzieję, że gdzieś odzyskam. Może na dysku Google. Wtedy podeślę na maila. Miałem zdjęcia z radaru tych obiektów. Były to trzy obiekty. Wiadomo, wielkość obiektu jednego punktu można mniej więcej określić, że był bardzo duży. Można powiedzieć, że to był taki latający dom nasz rodzinny. Na pewno większy był niż zwykły kontenerowiec, który może osiągnąć do stu dwudziestu metrów, bo jego ślad i wielkość na radarze no mogę mniej więcej określić w taki sposób, że był większy od kontenerowca, czyli statku kontenerowego, tak zaopatrzeniowego, który może mieć długość stu dwudziestu metrów, więc to mógł być każdy z tych jeden. Pojedynczy z tych obiektów był większy od statku. Czyli wykluczam, że to był jakikolwiek statek lub samolot. Samolotów pasażerskich bym nie wykrył, bo są na wyższej wysokości, na większej wysokości, więc tutaj jakby nie mam zasięgu.
Czyli obiekt musiałby się dosyć, dosyć nisko nad ziemią przemieszczać, tak? Nisko i maksymalnie do dwóch i pół tysiąca kilometrów prędkość, bo większej też bym nie był w stanie określić i na pewno mniej więcej jak obiekt nisko lecący, załóżmy przykładowo dwieście, trzysta metrów nad wodą. To był maksymalnie, jak ja wykryłem. Czyli nad taflą wody mógł być, mógł być na wodzie, mógł być, no, w granicach trzystu metrów nad powierzchnią morza.
A obiekt cały czas czy, czy też obiekty cały czas poruszały się po linii prostej, tak? Po linii prostej, w idealnej formacji. Chwilowo czasem zanikały i pojawiały się. Mm rozumiem, że z, z kolegami z pracy nie było żadnych tam rozmów na ten temat? Nikt nic podobnego nie widział? Nic. Nikt nic nie wykrył. Nie było żadnych komentarzy.
Nie wiem, czy wykryli gdzieś indziej, na innych, na innych jednostkach. Tego nie wiem. Ja akurat pełniłem służbę nocną, więc byłem sam. Bo rozumiem o takich, o takich sprawach głośno się w pracy nie mówi raczej.
Raczej wszyscy są u mnie na przykład są sceptyczni co do tego, że mówią, że to głupota. Jeśli wspominam tylko, że takie zjawiska istnieją i to jest fakt, to od razu twierdzą, że, że człowiek no świro. A jak oceniłby pan prędkość poruszania się tego obiektu? Ile czasu trwała ta obserwacja? Tak, tak w ogóle.
No, ja miałem zasięg mniej więcej stu kilometrów i no nie wiem, czy ten obiekt, bo on nie był cały czas na radarze, tak? On się pojawiał i znikał, więc w tym czasie mógł się prawda... W tym czasie się te, nie wiem, czy teleportował, czy po prostu pojawiał się w innym miejscu, czy tak szybko przelatywał. Mianowicie, jak już wspominałem, no prędkość powyżej dwóch tysięcy kilometrów tak jest dostępna dla obserwacji radarowej, więc tutaj jakby albo on tak szybko po prostu się przetransportował w to następne miejsce, te trzy obiekty w danej formacji lub po prostu możliwe, że dokonały jakiegoś teleportu lub czegoś innego.
Bynajmniej to było zjawisko, które nie jest dostępne tak dla zwykłych ludzi i o których ludzie tak no, nie za bardzo. No też nie wszyscy wiadomo, w mojej jednostce czy w jakichkolwiek innych wojskach za bardzo nie chcą o tym rozmawiać tak, bo wiadomo, jak jest. Wszystko idzie pod dywan lub, lub robią z człowieka wariata. Więc tutaj ten obiekt no, wydaje mi się, że, że po prostu prędkość była jego nieosiągalna dla radaru, bo to było mianowicie zniknięcie trzech punktów, pojawienie się kilkudziesięciu kilometrów dalej. Więc to jest prędkość nieosiągalna dla żadnych naszych samolotów lub statków.
Nie pamiętam, czy już pytałem o ten szczegół. Jaka to była jednostka? Gdzie się znajdowała? No, za bardzo nie chciałbym o tym mówić. Nad wybrzeżem, między, między, między. Można tak powiedzieć. Między Kołobrzegiem a Szczecinem.
Dobrze, ja tutaj nie mam już więcej pytań. Właściwie nie mam. Pierwszy raz rejestruję obserwację radarową, więc nie za bardzo tutaj orientuję się, o co mógłbym jeszcze zapytać. Wszystkie zapytania, jakie przychodzą mnie do głowy już zadałem, bo warunki pogodowe chyba za bardzo tutaj nie grały jakiejś istotnej roli w tej obserwacji. Nie było chmur, bo chmury też bym wykrył, że, że, że jakaś formacja chmur, załóżmy, nadchodzi tak, bo też mam stację meteorologiczną, więc tutaj czyste niebo było. Czyli wszystko byłoby krótko mówiąc, krzt- ... Wszystko było pojawione jak na dłoni.
Pierwszy punkt od wybrzeża znajdował się na wy, długości od wybrzeża około dwóch kilometrów. Jak to sprawdziłem na początku. No i pobiegłem szybko też po latarkę. Oczywiście, żeby, żeby, ale nic, nic nie widziałem. Nie widziałem żadnych świateł, nie wiedziałem też dokładnie, gdzie go szukać, tak? Czy on jest na powierzchni wody, czy w powietrzu, ale nie było żadnych świateł, więc jeśli to był obiekt, to nieoświetlony.
Biorąc pod uwagę podawaną przez pana prędkość poruszania się obiektu, mógł pan po prostu nie zdążyć nawet go wyłapać wzrokowo. Także. Jeśli zastosowany miał silnik Alcubierre, to na pewno nie Dobrze, ja tutaj nie mam już więcej pytań odnośnie tego zdarzenia. Tutaj pan jeszcze wspominał o drugim zdarzeniu yy w domu związanym z zagubionym czasem. Czy mógłby pan coś na ten temat?
Dokładnie. Dokładnie. To też był przełom wakacji. Dokładnie nie pamiętam. Akurat to, to wiem, bo akurat w tym czasie zazwyczaj biorę urlop. Byłem na urlopie w domu i była to godzina... Oglądaliśmy z żoną w łóżku na laptopie film. No i żona przysnęła, więc ja stwierdziłem, no, że zrobię sobie przerwę na papierosa.
To były wakacje 2019 czy 2020? 2020, 2020. Dokładnie nie pamiętam, jaki to miesiąc był. Coś mi się kojarzy, że około 15 lipca, 15 czerwca, ale nie jestem pewien, bo wiem, że zapisywałem gdzieś te daty, ale po zmianie telefonu wszystko to uciekło i nie mam żadnej informacji. Nie mogę tutaj sobie za bardzo przypomnieć dokładniej. Pamiętam tylko, że to było równo dwudziesta czwarta, bo sprawdziłem zegarek. Mówię: idę zapalić. Jest dwudziesta czwarta. Mówię tak, akurat zapalę. No, a ja jestem biernym palaczem, więc jakby można powiedzieć, że papierosa spalam w kilkadziesiąt sekund. Tak? No, no, nie bawię się z papierosem, po prostu nie rozkoszuję się tym. Więc wyszedłem na balkon i akurat okno, bo też tutaj nad morzem mieszkam. Okno mam na, można powiedzieć, na morze, na północ.
Wyjście na balkon od strony północnej. No i wyszedłem na taras równo o dwudziestej czwartej. Odpaliłem tego papierosa i obserwowałem gwiazdy. No akurat lubię, to. Była piękna noc, żadnych chmur nie było. Pięknie było widać Gwiazdę Polarną. No i zaraz obok Gwiazdy Polarnej nagle pojawiło się światło. Stopniowo się pojawiało, ale w bardzo szybkim dość czasie, że można to było zarejestrować okiem, że po prostu jakby się zapalało coś. Jak wolno się jakieś tak, są takie żarówki, które się tak powoli, powoli rozpalają. To właśnie było coś takiego. Ale te światło było, można powiedzieć, przyrównać to do świateł ksenonowych samochodu. Było bardzo mocne, ale to była, to nie była ta barwa. To nie była taka zimna barwa. No, była po prostu ładniejsza, piękniejsza. Nie umiem tego określić. Nie znam przyrównania do żadnego takiego koloru, żeby to przyrównać.
Po prostu było to światło, ale inne. Takie jakby, wydawało mi się wtedy, że coś pięknego, że ja widzę najpiękniejszą rzecz na świecie, cokolwiek to było. No, takie uczucie po prostu miałem. I te światło się rozżarzyło. W momentalnym, momentalnym stopniu stało się jaśniejsze od, od tej Gwiazdy Polarnej i wydawało mi się, że błysk z niego poszedł. Ale nie jestem na sto procent pewien, że ono się rozżarzyło i błysnęło jeszcze mocniejszym światłem.
No i w tym momencie moja przygoda już dobiega końca, bo nic więcej nie pamiętam. Pamiętam tylko, że ocknąłem się dalej z tym papierosem w ręku, który już dawno był spalony i już się nawet nie palił. Już palców nie miałem poparzone po prostu. I widziałem jeszcze tylko to światło dalej, obok, obok tej Gwiazdy Polarnej, które momentalnie zgasło. I tyle. Tyle wiem.
Tyle nie mam. Mam jakby zanik pamięci co do tej obserwacji, bo pamiętam tylko rozbłysk i gaszenie się światła, po czym od razu spojrzałem na zegarek, bo dużo czytam o tych sprawach, tak dużo się interesuję, więc tutaj jakby nie miałem jakichkolwiek wątpliwości, że trzeba zobaczyć na zegarek. Jakbym miał jeszcze do sprawdzenia pola elektromagnetycznego, też bym sprawdził, ale nie mam żadnego sprzętu, więc sprawdziłem szybko zegarek. No i była dwunasta piętnaście, gdzie papierosa powinienem spaść maksymalnie do dwudziestej czwartej zero jeden i piętnastu minut nie pamiętam.
Czyli kwadrans uciekł. Krótko mówiąc. Uciekł dokładny kwadrans. Równiutko wybiło piętnaście. Jak spojrzałem na zegarek, od razu mi przyszła na myśl właśnie o zagubionym czasie. No i możliwość jakiejś, jakiejkolwiek abdukcji, ale boję się trochę hipnozy regresyjnej, więc tutaj nie wiem, czy to na tyle, czy chciałbym się dowiedzieć. Znaczy bardzo chciałbym się dowiedzieć, ale nie wiem, czy jest w okolicy jakikolwiek dobry fachowiec, który mógłby naprawdę nie oszukać i nie zrobić później z człowieka wariata.
Do czego mógłby pan porównać jasność tego obiektu? Pan mówił, że to się zrobiło w pewnym momencie jaśniejsze od Gwiazdy Polarnej. Jaśniejsze i większe. Nie wiem. Nie wiem, czy większe, czy nie wiem, czy to się przybliżało, czy po prostu jakby promień światła padał po prostu mi w oczy mocniej, bo wydawał mi się, że on tylko... Nie widziałem nigdzie poświaty, światła.
Po prostu to był błysk jak z flesza, ale o wiele wolniejszy, jakbyśmy go puścili w slow motion, odpalając jakiś film, tak? I był o wiele mocniejszy. I nie wiem właśnie, czy to był błysk, czy te po prostu światło nagle się zbliżyło do mnie.
Nie mam pojęcia. Nie, nie umiem tego. Nie widziałem żadnego obiektu, po prostu światło, a światło przy maksymalnym błysku wydawało mi się większe niż księżyc w pełni. Jakby mogło, nie wiem, czy przysłoniło, bo w momencie błysku nie widziałem nic. Ani Gwiazdy Polarnej, ani nieba. Po prostu tak, jakby promień był skierowany prosto w moje oczy. Nie umiem tego powiedzieć. Jak to mógłbym inaczej opisać? A czy obiekt emitował jakiś dźwięk czy coś? Czy coś pan słyszał w momencie jakby powiększenia się tego obiektu?
Myślę, że ten obiekt był bardzo, bardzo daleko, więc była zupełna cisza. Nawet nie jestem na sto procent pewien. No, ale wiał wtedy leciutki wiatr i w tym momencie cisza. Cisza, więc na dziewięćdziesiąt procent jestem przekonany, że to, co widziałem, to na pewno nie było ziemskie, bo z relacji innych świadków, z relacji z całego świata, tak?
... po prostu głucha cisza, ale to był dosłownie ułamek sekundy między rozbłyskiem a, więc tutaj jakby nie miałem czasu na myślenia, na, na, na, na dedukcję, co się dzieje. Więc obserwowałem, tylko byłem zamrożony i patrzyłem.
Czy miał pan wrażenie, że jakby całe otoczenie wokół pana zamarło? Coś w tym stylu, ale to tak też nie do końca, bo mówię, to był ułamek sekundy między tym, co pamiętam, a jakby można by to tak określić, trochę kolokwialnie, że moim powrotem, o! Między tą dziurą czasową. To był ułamek sekundy, więc tutaj jakby, no, nie słyszałem nic. No, byłem skupiony na tym obiekcie, więc też tak dokładnie nie mogę powiedzieć, czy...
wiadomo, ptaki w nocy nie latają, więc głucha cisza była. Tyle że wydaje mi się, że ustał wiatr, ale nie jestem na sto procent przekonany, że w tym momencie nie wiało nic. Była głucha cisza przez ten ułamek sekundy. Bo rozumiem, że obiekt cały czas pozostawał w takim samym, w tym samym miejscu? Nie poruszał się, nie przemieszczał. Tak, w tym samym położeniu obok Gwiazdy Polarnej, ale był na tyle daleko ode mnie.
Można powiedzieć, że był obok tej Gwiazdy Polarnej, że, że, że jakby można na tej samej odległości ode mnie, co Gwiazda Polarna. Bynajmniej tak mi się wydawało, że był bardzo daleko. Albo był to bardzo duży obiekt emitujący od małego do większego promienia. Nie mam pojęcia, na jakiej wysokości się znajdował. Wydawało mi się, że on jest obok Gwiazdy Polarnej i rozbłysk przysłonił wszystko. I tyle pamiętam. To była właśnie naj-najciekawsza obserwacja w moim życiu dokonana, bo jeszcze tam parę mniejszych, ale to po prostu przelatujące obiekty. To mało znaczące, bo możliwe, że to były satelity, choć satelity troszkę inaczej się poruszają, ale to zwykłe światła na niebie. Teraz dużo dostaję, dużo dostajemy relacji, przynajmniej jakiś czas temu dostawaliśmy. Widocznie świadomość społeczna się zwiększyła w tym temacie.
Relacje o obserwacjach Starlinków Elona Muska. Tak, tak, tak, tak, tak, tak. Nie miałem jeszcze okazji zaobserwować i trzeba po prostu poczytać, w którym momencie, gdzie przelatują i zaobserwować. No ale to zwykłe satelity, tak jak twierdzą ludzie, że to są do internetu, to nie, to nie jest to. To musi być coś innego, odpowiedzialne za coś jeszcze innego. To nie są zwykłe satelity, bo by tyle ich nie wysyłali.
I to tyle, jeśli chodzi o relację przekazaną przez tego słuchacza. Ale z trójkątami jeszcze się nie żegnamy, bowiem za chwilę kolejna relacja, tym razem od naszego słuchacza z Holandii. Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne.
Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie.
Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium, www.paranormalium.pl.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach, przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. I zgodnie z zapowiedzią przechodzimy do kolejnej relacji. Tym razem jeden z naszych słuchaczy, mieszkający w Holandii, podzielił się ciekawą obserwacją trójkątnego obiektu UFO nad miejscowością Gouda pod koniec lata 2020 roku.
Bardzo bym prosił o szczegóły obserwacji. Kiedy to było? Wszystko, co pan pamięta. Kiedy to było? Jak? Jak wyglądał obiekt, ile ich było i tak dalej. Wszystkie szczegóły. Dobrze. To było około pół roku temu. W nocy siedziałem na balkonie. To była może czwarta w nocy, trzecia i obserwowałem, tak mi się wydaje, że to była satelita, jedna z satelit, która przelatywała na niebie. Widziałem już te satelity nad moim niebem z Holandii. Widziałem do, do, dokładnie widziałem raz, kiedyś start tych satelit. One się nazywają chyba Space... Nie pamiętam tej nazwy. SpaceX's Starlink.
Tak, tak. I te satelity jakiś czas temu, parę, parę miesięcy temu był taki spektakularny wylot tych satelit. No to wtedy to widziałem, ale ja wiedziałem, że to są satelity i jakiś czas, i ja, i jakiś czas później siedziałem na tym balkonie właśnie około trzeciej, czwartej w nocy i to było nad Holandią. I widziałem taką właśnie jak satelitę, właśnie tylko jedną. I się zastanawiałem, czy to jest ta satelita, ponieważ w porównaniu z tym, co widziałem wcześniej, to ta mi się wydawała tak jakby troszeczkę niżej, powiedzmy.
Wyglądała dosłownie jak satelita, czyli nie różniła się od gwiazdy. Takie zwykłe białe światło, tylko że się tak przemieszczała ruchem prostoliniowym. No i w momencie, kiedy się patrzyłem na tą satelitę, kątem oka zobaczyłem taki mało dostrzegalny pojazd w kształcie, nie pojazd, ale jakiś statek latający.
Może nie wiem, czy to był statek. Nie wiem. Nie wiem, jak to nazwać, bo było to po prostu coś w kształcie trójkąta, które po prostu tak leciało prostopadle, ale bardzo szybko i nie było tak dosłownie widoczne. Ja widziałem światła, takie powiedzmy, były takie czerwone, może nie wiem, czy to były światła, takie punkciki czerwone, dostrzegalne, ale- Jeżeli dobrze, jeżeli dobrze rozumiem, to była taka formacja świateł, która się ułożyła po prostu w formację trójkąta, tak? Taka jest kadra.
Nie, nie, nie, to było- Czy między tymi światłami coś było widać, tak? Tak, tak, było, było widać bryłę i to było w kształcie.... trójkąta. Można porównać to do na przykład kształtu, może to głupio zabrzmi, latawca. Po prostu to był taki kształt trójkąta. Nie potrafię powiedzieć, czy to było wyżej, czy niżej od tej satelity, na którą właśnie patrzyłem, ale przelatywało po prostu tak, jakby nad moim blokiem. Ja mieszkam na ostatnim pię-piętrze. Nie wiem, jaka to była odległość, ale no była po prostu, wydawała się taka właśnie celowo, tak jakby to było celowo, że ona była dostrzegalna, ale tak jakby nie tak, żeby było ją widać. Ale ja ją jakoś zobaczyłem, bo po prostu się skupiłem na tej sa-satelicie, która się przemieszczała i kątem oka zobaczyłem, że coś się przemieszcza. I tak się przyjrzałem i to było dosłownie, nie wiem, parę sekund. Tak szybko przeleciało nad, nad, nad, nad moim blokiem. Tylko nie wiem, czy to było nad moim blokiem, czy to było wyżej, bardzo wyżej, ale w każdym razie widziałem taki, nie wiem. Później czytałem, że to mogą być drony takie jakieś na przykład, że to są te nowoczesne drony. Dlatego nie, nie jestem pewien, ale to było. To leciało bardzo szybko. Miało, miało bryłę trójkąta i takie delikatne czerwone światełeczka, które też były w kształcie trójkąta, ale były na tej bryle. To nie były same światła, które widziałem, tylko powiedzmy to była taka bryła i z czerwonymi, delikatnie świecącymi światełkami. I to było dosłownie tak szybko przeleciało i bez jednego głosu, nic po prostu. To było strasznie, tak jakby, no nie wiem. Pierwszy raz takie coś widziałem. Nie wiem, czy to miało związek z tymi satelitami, ale w każdym razie no nie wiem. Jeżeli to nie był jakiś, jeżeli to nie było jakieś UFO, to, to nie wiem, to, to musiała być jakaś naprawdę technologia wojskowa, o której powiedzmy nie wiemy, że istnieje, bo to nie, nie przypominało ani żadnego sa-samolotu, nie wydawało żadnych dźwięków. Nawet jak samolot leci bardzo wysoko, to ten dźwięk jednak dochodzi do ziemi i go czasem słychać. Tym bardziej jak coś przeleci bardzo szybko, a to po prostu. No nie wiem, jak to określić. To przeleciało po prostu tak jak mignęło, ale tak dość w takim tempie, że mogłem to widzieć. Ile mniej więcej czasu trwała ta obserwacja? Chwilkę tylko. No, to było tak.
To też nie było tak, że to był jakiś błysk, po prostu tylko ja to widziałem. Po prostu widziałem konkretnie kształt i te światełka. No, mi się wydaje, że to może było około, tak jak ja to widziałem, jak przelatuje nad moim blokiem, to może z parę sekund. Czyli raczej to wyklucza opcję, że to mógł być na przykład dron. A brak dźwięku wyklucza też opcję, że to mógł być jakiś samolot. No, samolot wydaje mi się na pewno nie, bo tak jak mówię, no raczej bym słyszał jakieś dźwięk, bo to było na tyle nisko, że ja widziałem właśnie tą bryłę, kształt i tylko te delikatne światełeczka. Mi się wydaje, że te światełeczka to właśnie były tylko po to, żeby on po prostu był dostrzegalny dla swoich, a nie był widzialny z ziemi, tak jakby dla ludzi, żeby się nie rzucał w oczy. Ale ja po prostu byłem skupiony na tej satelicie i jak go zobaczyłem przez szparek, a samolot mi się wydaje, że to na pewno nie był samolot, lecz no nie wiem. Dron. Nie znam się na dronach, nie wiem. Nie widziałem nigdy takiego drona. Jedyna- To musiałby być naprawdę bardzo duży dron.
Tak, to było. To było coś większego. To było na pewno wielkości jakiegoś samolotu odrzutowego. To, to na pewno, ale to na pewno też nie był samolot. To po prostu było tylko taki sam trójkąt. Nie było żadnych, przykładowo tam jakieś dysze widać czy jakiegoś tam kokpitu, to był po prostu taki od dołu. Jak ja go widziałem, to był taki trójkąt na tle z jasnymi światłami na dole. I to może ja to widziałem przez cztery, pięć sekund.
A jaka ty byłeś miejscowość? To w Goirle w Holandii i parę właśnie jakiś czas wcześniej, przed tym widziałem te satelity, jak startowały. To było też nad Holandią. Było widać i obserwowałem na balkonie. Leciały jedna za drugą i dlatego zwróciłem uwagę. Tylko nie potrafię powiedzieć, w jakim to było odstępie czasowym, ale zwróciłem uwagę, bo siedziałem na balkonie w nocy i się zastanawiałem: kurczę, czy to jest satelita? Ta, co ostatnio widziałem i czy to jest jedna z tych satelit? Bo wydawało mi się, że leci jakoś niżej, że tak jakby trochę mi nie pasowała. Ale byłem przekonany raczej, że to satelita.
No i w tym momencie, kiedy obserwowałem właśnie to kątem oka, widziałem, że coś się przemieszcza na niebie. I to właśnie był ten kształt, taki trójkąta. A jakie wtedy były warunki pogodowe? Było pochmurno, niebo czy niebo było czyste?
Nie, to było... Warunki były bardzo dobre. Były czyste. Widziałem gwiazdy. To było chyba nawet lato. Chyba to było cztery tygodnie temu, może trochę mniej. Czyli niebo było wyraźnie całkowicie widoczne, tylko na tle nieba przesuwał się obiekt- Tak.
-taki właśnie trójkątnego kształtu, tak? Tak, tak, on, on się nie przesuwał. On po prostu przeleciał. Tylko po prostu ja się patrząc w ten punkt, to zobaczyłem go przypadkiem kątem oka i jak zobaczyłem, że coś się przemieszcza, że coś przelatuje, to od razu tam skierowałem swój wzrok i zobaczyłem, że to jest taki trójkąt ze światełkami czerw-czerwonymi. No, nie potrafię powiedzieć, na jakiej był wysokości, ale mi się wydaje, że nie był, nie był wysoko. Mi się wydaje, że może był na takiej wysokości. Nie wiem.
No, no, trudno mi to powiedzieć. Czy on był taki duży, że ja go widziałem w takiej, w takiej bryle, czy on po prostu był nisko. No, ja nie jestem tak jakby specjalistą, żeby określać tą wysokość, ale no, widziałem go dokładnie i wiem, że po prostu tak sobie szybko przeleciał, bezszelestnie, po prostu bez żadnego dźwięku, nic. Tak w ogóle to było właśnie to, że widziałem taki jakiś-... Yy, mm, i jakieś urządzenia przelatujące be- bez dźwięku w ogóle zrobiły na mnie straszne wrażenie.
To było, jeżeli dobrze liczę, to było to około pół roku temu. Czyli to mogła być, mógł być sierpień, wrzesień. Jakoś tak te okolice, tak? Tak, tak, to było ciepło. To na, to na pewno było lato. To na pewno było lato, bo to, to był weekend. Chyba nawet wróciłem pamiętam, że właśnie siedziałem na balkonie, bo wróciłem od znajomych. Byłem, od znajomych i wyszedłem sobie jeszcze posiedzieć na balkonie i to już było tak dosyć późno. To było już bardziej tak przed ranem. Mi się wydaje. Może trzecia, może czwarta. Coś koło tego. I no i to, ale no, tak w ogóle to byłem trzeźwy. Nie, nie, nie, nie, nie jest tak, że tam coś widziałem po, po tym, że byłem jakieś pod wpływem. Coś widziałem. Byłem, byłem u znajomych tam, ale byłem trzeźwy i po prostu chciałem się przewietrzyć. Wyszedłem na balkon, a często wychodzę sobie na balkon popatrzeć w niego. Mam dobry widok na samej górze i akurat mam takie coś. A no także zadzwoniłem, bo może myślałem, że może państwo mi powiecie, czy mają jakąś wiedzę, czy są takie drony przypadkiem- Ja tylko mogę powiedzieć, że ja tylko mogę powiedzieć, że do Radia Paranormalium też kilka innych relacji tego typu przyszło, między innymi z Tyków, a to już relacja bardzo, bardzo taka dawna, prawie sprzed ćwierć wieku. Obserwacja, że cała rodzina obserwowała podobny obiekt. Też taki. Nie pamiętam, jaki on miał kształt, ale też było coś takiego, że było kilka świateł i pomiędzy nimi była czarna, czarna taka przestrzeń, czarne jakby wypełnienie.
Aha, nie no, ja to jestem pewien, że to był trójkąt. To był trójkąt. A czy on był? Czy on miał takie wcięcie, tak jakby to były takie... Czy on miał z tyłu jakieś jeszcze wycięcie czy coś, to nie wiem, ale on jak leciał przodem, to z przodu był taki trójkąt, dosłownie jak latawiec i te takie czerwone, obrysowe lampki miał o-o-o-od spodu. Niedawno, dosyć jakiś czas temu oglądałem program i dosłownie taki sam widziałem obiekt w programie jakimś tam.
Nie wiem, był jakiś program na jakimś kanale o jakichś właśnie takich zjawiskach UFO. No i też ktoś pokazywał, yy, było coś w programie też, że gdzieś tam ktoś widział też taki trójkąt. No i pomyślę kurde, to samo widziałem, praktycznie to samo. Nie wiem. Ktoś może pomyśleć, że to, że to jest niemożliwe, ale no kurde, no. Ostatnio właśnie siedziałem przed telewizorem i oglądałem. Mówię: "Kurde, to jest to samo". I, i też w telewizji był taki trójkąt i czerwone kropki miał pod spodem. No to już takie, takie obiekty też się już od dosyć dawna się sporadycznie obserwuje. Jeżeli, jeżeli dobrze pamiętam, taka pierwsza fala obserwacji tego typu właśnie obiektów, takich trójkątów latających, no, miała miejsce gdzieś na terenie Belgii i Francji na początku lat dziewięćdziesiątych.
Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Także, także nie jest to coś nowego. Do tej pory nie wiadomo, co to tak naprawdę może być. Yy, podejrzewa się obiekty jakieś wojskowe, no tylko że z, z... Te takie odrzutowce, nawet takie najbardziej nowoczesne, też jednak jakiś dźwięk tam wydają. Z tego, co się przynajmniej ja orientuję. No właśnie. No właśnie ja też tak myślałem, ale bardziej byłem przekonany, że to jakiś dron może być. No bo drony chyba nie wydają żadnych dźwięków. Nie wiem, jak to z tym dronami. Moja wiedza na temat w końcu na tych takich małych dronach, co może zakupić każdy i sterować pilotem. A wiem, że są te drony, takie zwiadowcze, używane w wojsku. No to nie wiem, jak one, na jak daleko tam jest posunięta technika. No to nie wiem.
Je-jedynie co, to mogę podejrzewać, że to właśnie jakiś nowoczesny dron bezzałogowy. Przykładowo. No drony są zazwyczaj bezzałogowe, ale jakiś nowoczesny i... No bo na pewno nie było to nic cywilnego. Ani, tylko te dwie opcje: albo jakiś dron, o którym my nie wiemy, że takie już są, albo, albo jakiś no, pojazd kosmiczny. No, nie wiem. Chyba.
W każdym razie jakieś, jakieś takie- Nie wiem. W każdym razie jakieś zwracające uwagę nie wiadomo co. Krótko mówiąc. A ten obiekt, rozumiem, poruszał się cały czas w linii prostej, tak? Nie robił jakichś tam nagłych manewrów. Tak, tak, tak, tak, tak. On po prostu tak, jakby miał już obraną trajektorię i leciał prościutko i dos-dosyć szybko.
Był to zapis rozmowy ze słuchaczem z Holandii, który opowiedział o swojej obserwacji UFO nad miejscowością Gouda pod koniec lata 2020 roku. Swoją drogą, że tak pozwolę sobie zażartować, jeśli ktoś z Państwa, podobnie jak ja, swój związek ze szkolnym przedmiotem o nazwie geografia zakończył na mocno naciągniętej czwórce, to zapewne dzięki dzisiejszej audycji przekonał się, że Gouda leży nie tylko w lodówce. Tak, tak, potwierdzam, można się już śmiać. Tym oto suchym żartem zaczynamy krótki przerywnik, po którym przejdziemy do prezentacji ostatniej przygotowanej na dziś relacji. Krótka chwila na szybkie zajrzenie do lodówki i za moment słyszymy się ponownie.
Zaraza była w drodze do Damaszku i przemknęła obok karawany wodza na pustyni. „Dokąd pędzisz?” - zapytał wódz. „Do Damaszku. Mam zamiar zabrać tysiąc istnień”. W drodze powrotnej z Damaszku zaraza znowu mijała karawanę. Wódz powiedział: „Zabrałaś pięćdziesiąt tysięcy istnień, a nie tysiąc”. „Nie” - rzekła zaraza. „Ja wzięłam tysiąc. To strach zabrał resztę”.
Nie daj się zastraszyć.... Słuchasz Radia Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Sprawdź zapowiedzi nadchodzących audycji na www.paranormalium.pl. Tam również znajdziesz pełne archiwum naszych audycji w formie mp3 do pobrania. Jeżeli masz smartfona z Androidem, zachęcamy do zainstalowania naszej aplikacji Radio Paranormalium 2019. Znajdziesz ją w sklepie Google Play oraz na www.paranormalium.pl.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W ostatniej części dzisiejszej audycji wysłuchamy relacji o bliskim nieomal spotkaniu z aż trzema dziwnymi, dwunożnymi istotami na Dolnym Śląsku w 2006 roku. Tej relacji będzie towarzyszył szkic sytuacyjny nadesłany przez słuchacza, pozwalający lepiej zwizualizować sobie przebieg zdarzenia. To się wydarzyło w 2006 roku na Dolnym Śląsku. Z tego, co pamiętam, kiedy dokładnie doszło do tej obserwacji? Jaka to była miejscowość? Jak się te istoty zachowywały? Jak wyglądały?
Wszystko, co pan pamięta, jakby mógł pan, jakbym mógł prosić. Dobrze, więc zaczynamy. Miała sytuacja miejsce w lipcu 2006 roku, gdzieś pod koniec lipca. Stwierdzam to po tym ze względu na suszę, która wtedy panowała i, i suchość zboża za płotem praktycznie, więc po tym poznaję, że to był lipiec, chwilę przed żniwami. Wpadł do mnie mój przyjaciel.
Często spędzaliśmy czas razem i postanowiliśmy tej nocy zostać w namiocie na, na ogródku. Tutaj drobna uwaga. Na prośbę świadka wycinam z nagrania dokładną nazwę miejscowości. Jest to mała wieś, wszyscy się znają, więc rozumiecie Państwo. Jaka to miejscowość?
To jest powiat trzebnicki, nieopodal Żmigrodu. No i postanowiliśmy zostać właśnie w tym namiocie na noc. Około godziny dwudziestej trzeciej, tak strzelam, ze względu na to, że chwilę wcześniej zrobiło się, zrobiło się dosyć szaro. Już zaczynał się mrok. Weszliśmy do tego namiotu, rozmawialiśmy. Nie, nawet nie pamiętam o czym, bo to było prawda czternaście lat temu, więc pamiętam, ile, ile pamiętam, tyle opowiem. Rozmawialiśmy.
No i już zbliżali się, zbliżaliśmy się do momentu, w którym mieliśmy iść spać. No i sytuacja, tak jak wcześniej wysłałem na, na tym szkicu, zaczęła się od silnego uderzenia w ten drewniany płot od strony północnej. No i my w pierwszym momencie zamilkliśmy. Nasłuchujemy. Pierwsza myśl była taka, że to jest znajomy, który wiedział, że zostajemy w namiocie tej nocy. Mieszka w tej samej miejscowości. No i nasłuchujemy. Myśleliśmy, że robi jakiś żart, więc cisza nastała i słyszymy po tym uderzeniu kilka sekund. Bardzo drobne kroki, bo to było dosyć... Właśnie sama sprawa była podejrzana tym, że to były bardzo krótkie kroczki, takie wręcz no, niskiej, niskiej postaci. Już po tych latach stwierdzam, bo nie raz o tym już rozmyślałem. No i ktoś po prostu przechodzi równolegle do namiotu, wchodzi na, na ogródek. Sucha była trawa, bo była susza, więc kroki były naprawdę dobrze słyszalne.
No, my zamilkliśmy. Siedzieliśmy w tym namiocie, totalna cisza i nasłuchujemy, co będzie dalej, nie wiedząc, czy to jest kolega, czy co się dzieje. No i w pewnym momencie powstał ten mechaniczny dźwięk, dość specyficzny. Ja go będę mógł zaraz przedstawić, bo już nauczyłem się go odtwarzać, tylko nie mam pewności, czy to było na, na takim jakby wdechu, na wciąganiu czy na wydechu, ale był mechaniczny i powtarzalny. I ta istota, która przeszła pierwsza, dała o sobie znać, właśnie uderzając w ten płot.
Przechodząc po tym, po tym trawniku, wydała ten dźwięk. My byliśmy przerażeni. W tym momencie w ogóle totalnie zamilkliśmy i następna była ta tutaj, koło huśtawki, który tam wysłałem na, na szkicu. Identyczny dźwięk. Właśnie położenie tych istot stwierdzam po dźwięku odbijającym z tamtych miejsc.
Następna była właśnie ta istota koło huśtawki. Chwilę później istota już na ogrodzie i dźwięki nie nakładały się na siebie, ale co prawda były kilkusekundowe odstępy. Były identyczne, idealnie, po prostu jednakowe. Także tak to wyglądało.
No i trwała cała sytuacja. Byliśmy przerażeni. Oczywiście w totalnej ciszy. Nie spodziewaliśmy się, co to jest, więc myśleliśmy, że to nas nie dotyczy i po prostu jesteśmy sobie w namiocie. Nikt nas tutaj nie widzi. Przeczekamy całą sytuację, żeby nie ryzykować. No i to najgorzej właśnie było z tą istotą, która była najbliżej, bo ona była bardzo dobrze słyszalna w odległości około strzelam trzy, trzy i pół metra maksymalnie od nas.
No i po upływie około trzydziestu minut te istoty sobie właśnie te dźwięki tak wydawały. My byliśmy cały czas w namiocie i istota, która była pierwsza, robiła kilka kroków w stronę namiotu i pamiętam tylko tyle, że była taka delikatna łuna jeszcze z lamp z miejscowości z daleka i miałem wrażenie, że zaraz zobaczę tą postać w ogóle jakiś, jakiś cień w połaci namiotu. No ale do tego nie doszło i sytuacja generalnie urwała nam się na momencie, w którym ta istota zbliżała się do namiotu.
Słyszeliśmy kroki, które zbliżają się w naszą stronę i od tamtego momentu nie wydarzyło się nic generalnie i nie wiemy, czy po prostu sytuacja... No nikt nie odszedł z tamtego miejsca. Dźwięki ustały. My siedzieliśmy, jak siedzimy. W ogóle nie zauważyłem żadnej utraty świadomości czy jakiejś zmiany. Niczego praktycznie, tylko tyle, że w takiej błogiej ciszy było słychać w oddali psy ujadające w tej miejscowości. I to było tyle. Także historia na, tak na opowiedzenie dość krótka, no ale wydaje mi się, że dość mocna zarazem.
Czy istoty zostawiły po sobie jakieś ślady, szczególnie w tym miejscu, skąd było słyszane to uderzenie? Nie, nie. Sprawdzaliśmy to ze względu na podejrzenia nasze całe, bo byliśmy ogromnie tym zdziwieni.
W ogóle jeszcze wyjście z tego namiotu, bo tutaj cała sytuacja zamilkła. Nic się nie zaczęło dziać. W ogóle nic nie słyszeliśmy, tylko te psy, które gdzieś tam sobie w oddali słyszeliśmy i nasłuchiwaliśmy jeszcze dosyć długi czas, żeby, żeby upewnić się, czy tam nic nie ma, czy możemy uciekać, bo mieliśmy nastroje takie typowo do ucieczki, ale mimo wszystko do końca zachowaliśmy zimną krew. W miarę sądząc po latach i około tam też myślę, że to trwało podobnie około dwudziestu minut, zanim upewniliśmy się, nasłuchując, że nikt już wokół nas nie ma.
Delikatnie, po cichu otwierając namiot i po prostu biegiem do domu, który nie znajduje się...... około pięćdziesięciu metrów może maksymalnie. No i wpadliśmy do domu, obudziłem rodziców. Moja mama jakby nigdy nic. Nie pamiętam, która była godzina. Ciężko stwierdzić. Wyszliśmy na zewnątrz z bratem, zabraliśmy race z namiotu, wróciliśmy do domu i na tym historia się skończyła. Na drugi dzień oczywiście w te miejsca udaliśmy się. Tym bardziej że na ogrodzie było dosyć sucho, był pył, piach, więc ciężko było czegoś nie zauważyć. Niestety nic. Również w tym miejscu, w którym było uderzenie, ani na trawie żadnych śladów nie zauważyliśmy.
Dobra, a braliście panowie może pod uwagę, że to mogła być jakaś nie wiem, zwierzyna leśna, jakieś, jakieś zwierzęta się dostały do ogrodu? No właśnie, przemyślałem to już naprawdę wiele, wielokrotnie i uważam, że, że nie.
To nie jest możliwe ze względu na to, że kroki były na dwóch nogach stawiane po tej suchej trawie. Czyli było, było wyraźnie słychać, że to jest istota jakaś dwunożna tak? Dokładnie, dokładnie. I właśnie przed tym uderzeniem również nie było słychać żadnych kroków. Jeżeli by coś zbliżało się od strony pól, byłoby słychać po zbożu.
Coś by przechodziło wokół nas na pewno byśmy to zarejestrowali, a po prostu zaczęło się od tego właśnie dosyć silnego uderzenia w płot, że cały wstrząsło się, zatrząsło i sytuacja się właśnie rozpoczęła w tamtym momencie.
Po inspekcji oczywiście okazało się, że płot jest cały, nie ma żadnego tam jakichś żadnych śladów, żadnych uszkodzeń. Nie, to nie było na tyle mocne, żeby, żeby go zniszczyć, prawda? Bo to było porównywalne no, do tamtych czasów. To takie mocne kopnięcie twardą piłką w płot. Po prostu coś na tej zasadzie.
A czy przed, przed pojawieniem się, jakby przed usłyszeniem tych istot panowie widzieliście bądź słyszeliście coś jeszcze? Czy one po prostu tak zwyczajnie się pojawiły, bo się pojawiły. Pojawiły się, bo się pojawiły. Żadnych, żadnych błysków, żadnych świateł, żadnych, żadnych zapowiedzi tej sytuacji nie było. Wszystko zaczęło się typowo od tego właśnie uderzenia i tego dźwięku. Teraz, po latach już, bo nie raz, nie raz już to analizowałem. Myślę, że albo to był jakiś błąd i uderzenie przez przypadek, albo to było sprawdzenie tego, na ile my jesteśmy czujni i być może jak zareagujemy na taki wstrząs. My po prostu zamilkliśmy i wydaje mi się też, że pamiętamy to wszystko. I właśnie Jakub, który był wtedy ze mną, znamy się do tej pory. Myślę, że mógłby opowiedzieć.
Może pamięta coś więcej, może troszeczkę inaczej by to opowiedział, ale jest, pamięta dokładnie tą sytuację. No, ja myślę, że warto byłoby, jeżeli jest taka możliwość, żeby, żeby też Jakub się w tym temacie wypowiedział. Panowie, panowie, podejrzewam, rozmawialiście później o tym, o tym zdarzeniu. Tak. Czy dzieliliście się jakimiś spostrzeżeniami na ten temat? Macie może jakąś interpretację, co to mogło być? No, interesuję się też tematem, być może dzięki tej sytuacji.
No tak, starałem się to przybliżyć do jakiejś istoty. To takie potencjalne szaraki ze względu na wielkość, bo to nie było wyższe niż namiot. Krótkie nóżki, przypuszczam jakieś stópki i z takich moich spostrzeżeń wydaje mi się, że to były kombinezony, które po prostu robiły dźwięk oddawania lub zasysania gazu, bo teraz tylko z tym sobie to kojarzę. Przez lata myślałem, że to mogą być jakieś stworzenia. W ogóle szukałem bardziej biologicznych, biologicznych powodów tych dźwięków, no ale ciężko to po prostu do czegoś przypisać, bo to było takie syknięcie z takim porządnym strzałem na początku, no, które w świecie takim zwierząt nie jest do wykonania przez żadne zwierzę tak naprawdę. Więc to też głównie przekonuje mnie do tego, że to może być coś nieznanego. Panowie, nie zarejestrowaliście jakby wyglądu tej istoty, tylko jak odgłosy tak? Same odgłosy.
Do końca, ja przypuszczam, że pamiętamy tą sytuację. Jeżeli ja ogólnie stawiam, powiem może ogólnie stawiam, że to mogło być no nie wiem, co uprowadzenie, ale bezpośredni kontakt z nami ta istota w pewnym momencie musiała mieć. Wydaje mi się, że zachowaliśmy pamięć i pamiętamy to całe zdarzenie ze względu na to, że zachowywaliśmy się jakby nigdy nic. Po prostu w ciszy nasłuchiwaliśmy. Był moment stresu, że już mówiliśmy do siebie, że zaraz przyjdzie coś pomocy. Słyszałem, jak mój dziadek chrapie przez okno, gdzieś tam w oddali, przez otwarte okno właśnie było go słychać. No i stwierdziliśmy, że to nie ma sensu. Może to coś nie wie, że my tu jesteśmy i przeczekałem całą sprawę. I pamiętamy ze względu na to, że bardzo późno nasza panika chyba wybuchła. I myślę, że w momencie, w którym już ten poziom stresu narósł na tyle, że zaczęliśmy panikować, od tamtego momentu nic nie pamiętamy. Upływu czasu ciężko stwierdzić. Telefony w tamtych czasach raczej, raczej nie wiem, czy mieliśmy nawet. Biegając do domu, nie myśleliśmy o tym, żeby patrzeć na zegarek, także mógłby tego czasu być troszeczkę więcej, ale jestem zaskoczony tym, że nic nie zarejestrowałem. No po prostu coś podchodzi ewidentnie w naszą stronę.
Nic się nie dzieje, nie odchodzi, żadnych syków później już nie słychać. Po sprawie tak naprawdę jest cisza totalna cisza. Wszyscy sobie zaczynają strzelać. Żadnych światełek, żadnych takich dziwnych znaków nie było.
Panowie, panowie, nie odnieśliście czasem wrażenia, że te istoty jakieś w jakimś specjalnym, w jakimś szczególnym celu się tam pojawiły? Coś robiły, coś konkretnego czy po prostu chodziły sobie dookoła?
Oprócz, oprócz tego uderzenia, przejścia właśnie słyszalne przejście najpierw na środek między no właśnie płot a namiot, a później w naszą stronę. I oprócz dźwięków, które wydawały z tych miejsc, które zaznaczyłem tak orientacyjnie, bo to jest troszeczkę rozjechane, tutaj nic się nie działo. Nic. Po prostu dźwięk typowy, jakby może nie jak nurek, bo to było takie. Mogę to przedstawić tylko nie wiem, jak to w telefonie zabrzmi. To może inaczej. Do czego? Do czego by pan, do czego by pan przyrównał ten dźwięk? Jeżeli. Jeżeli może pan.
Do czego? No właśnie. Pompowanie. Pompowanie bądź wypompowywanie powietrza sprężonego. Coś takiego z takim strzałem. I to trwało około dwóch, mam wrażenie trzech sekund i urywało się i po prostu kolejna istota wydawała identyczny dźwięk, tylko w innym punkcie. To jest, ja w tym miejscu mieszkałem, także orientuję się, skąd ten dźwięk mógł dobiegać. Do tego też znam mniej więcej położenie tego wszystkiego i na tym to się skończyło i oprócz tego podejścia nic więcej się już nie działo. To miało takie jakieś takie metaliczne podźwięk, tak?
No, tak jak mówię, no, najbliżej przy- przy- przyrównać to do sprężonego powietrza albo mocnego, gwałtownego wsysania bądź wypuszczania z takim momentem strzału na początku coś takiego. No, najbliżej właśnie ten dźwięk, który przedstawiam, jest tego, co słyszeliśmy tamtej nocy.
Rozumiem, że panowie nie mieliście, jakby nie odnieśliście wrażenia, że te istoty są jakoś w jakiś sposób zainteresowane tym namiotem i tym, kto tam siedzi w środku tak? No nie, no, jeżeli mielibyśmy, czulibyśmy-... Ta pierwsza myśl, która była tak myląca. Dlatego zanim wyszliśmy, no bo jeżeli to ten kolega, to na pewno nie wiesz, chyba że nie zachowaliśmy się jakoś głośno, żeby wiedział, że jesteśmy w nim. Albo jeżeli on nam robi psikusa, to my mu zrobimy. A jeżeli to był psikus, to by się skończył na ujawnieniu, przypuszczam, tego psikusa, a tutaj po prostu, no, nie można tego przypisać do, bo do takich spraw, które się zna na co dzień. Dlatego też to skłoniło mnie do tego, żeby do, do państwa się skontaktować i to opisać. Już przyznam szczerze, że kilka razy próbowałem, zazwyczaj jakąś tam drogą mailową. Na początku gdzieś- No z tymi mailami to tak różnie bywa. Te maile czasami do nas albo przychodzą, albo nie przychodzą, albo trafiają do spamu, albo jeszcze jakieś inne dziwne rzeczy się dzieją. My odpo, my odpi, odpisujemy to, to też nasza odpowiedź trafia do spamu z jakiegoś powodu, czasami także coś nam utrudnia tą komunikację mailową ze słuchaczami.
Tak, ale akurat to nie do państwa tego maila wtedy pisałem, bo od jakiegoś czasu słucham właśnie debat i generalnie skłoniła mnie debata, żywy folklor i polskie potwory. I po tamtych historiach, które usłyszałem właśnie w tamtych audycjach, stwierdziłem, że, że jednak ta historia no, zasługuje na jakąś taką krótką wzmiankę, bo zostanie zapomniana, a być może gdzieś będzie można ją porównać z czymś innym albo z jakąś inną obserwacją lub doświadczeniem.
Także. Dobrze, ja tutaj nie mam już żadnych pytań, jeżeli chodzi o to zdarzenie i jeżeli nie ma pan nic przeciwko, to ja podeślę zapis tej rozmowy. Podejrzewam, pan kojarzy takiego ufologa Damian Trela.
On mieszka właśnie w Legnicy, na Dolnym Śląsku- Mhm. -i podejrzewam, że będzie bardzo zainteresowany pana, pana relacją. On właśnie, czy nagrywam swoją drogą jego audiobooka „Tajemnice Dolnego Śląska” i tam jest też sporo takich właśnie podobnych motywów do tego, co pan opisał. Spotkania również nie tylko z UFO, ale również z jakimiś dziwnymi istotami.
Także myślę, że Damian na pewno będzie pan, będzie zainteresowany tą relacją. No, i jeżeli nie ma pan nic przeciwko, to podeślę również kontakt do pana. Pewnie jak najbardziej. Jeśli jest zainteresowany, ja z chęcią, z chęcią się dołożę tą historią. Nie widzę najmniejszego problemu, a myślałem jeszcze dodam do, do wcześniejszej rozmowy, że no, interesuję się też odmiennymi stanami świadomości, więc pomyślałem, że może jakaś hipnoza regresyjna mogłaby coś wyciągnąć więcej z tej całej sytuacji, bo jeżeli rzeczywiście był moment, w którym ta świadomość została jakoś przerwana bądź zamagana, jeżeli jest szansa, bo słyszałem o takich historiach, żeby do niej zajrzeć, to jeżeli byłby kontakt do takiej osoby, która jest w stanie to poprowadzić, z chęcią się zgłoszę do tego.
Być może uda się wyciągnąć coś więcej. No, myślę, że Damian będzie miał jakieś kontakta. Jeżeli nie Damian, to któryś z innych ufologów, bo ja te relacje wysyłam w ogóle wszystkim ufologom. Jeżeli i współpracującym z Radiem Paranormalium oczywiście. No i jeżeli jest jakiś ufolog mieszkający blisko świadka, to czasami zdarza się jakaś wizja lokalna nawet.
Także myślę, że myślę, że Damian będzie w stanie coś w tym temacie również podziałać. Mhm. Dobra, ja jeszcze skontaktuję się z Jakubem. Zapytam się, czy, czy wyraża zgodę na, na to, żeby tam właśnie się z nim skontaktować. Chciałby to opisać.
Może doda coś od siebie. Muszę się z nim skontaktować i po prostu na, na dniach albo no, może nawet dzisiaj uda mi się wysłać jego odpowiedź i numer. Zapytam, jak to wygląda z jego strony i myślę, że to będzie też miało jakieś większe poparcie prawne dwóch świadków to już jest, jest coś. No, w razie gdyby Jakub nie był zainteresowany rozmową telefoniczną, to można jeszcze pociągnąć komunikację tekstową na Messengerze na przykład albo na mailu, albo na GG.
Dobra, to ja mu to przekażę i myślę, że też się wypowie na ten temat. Tym bardziej że jego też to odbiło dosyć spore piętno i do tej pory to wspominamy. Także myślę, że powie parę słów na ten temat. I to by było na tyle w dzisiejszym odcinku podcastu „Mówią świadkowie”. Mówił do Państwa Marek Sęk „Ivellios”, Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na portalach społecznościowych. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarny: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.