Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy, i cztery w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie?
Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj! "Mówią Świadkowie" w Radiu Paranormalium. Drodzy Państwo, wygląda na to, że dwudziesty ósmy odcinek podcastu "Mówią Świadkowie" rozgrzał atmosferę tak skutecznie, że aż w większości kraju stopniał śnieg. Mając nadzieję, że dzisiejsza audycja nie spowoduje przyspieszenia globalnego ocieplenia, rozpoczynamy odcinek dwudziesty dziewiąty.
Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dobry wieczór Państwu. W dzisiejszym odcinku nieco odpoczniemy od tematyki ufologicznej. Dziś bowiem wysłuchamy kilku niezwykle ciekawych relacji o spotkaniach z duchami, wizytach osób zmarłych oraz zetknięciu się z dziwną, nieuchwytną siłą.
Zanim jednak przejdziemy do zapoznania się z przygotowanymi na dziś relacjami, pozwólcie Państwo, że przypomnę kontakty, pod którymi możecie dzielić się z Radiem Paranormalium swoimi historiami o spotkaniach z nieznanym. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny: Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem.
Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. A więc dzwońcie, piszcie, dzielcie się swoimi historiami, gdyż każda relacja jest na wagę złota. A dziś na dobry początek tradycyjnie już zajrzymy do naszej radiowej skrzynki e-mailowej, do której jakiś czas temu trafiły dwa dość obszerne i niezwykle ciekawe e-maile, które oczywiście za zgodą autorów pozwoliłem sobie odczytać i nagrać. Zapraszam zatem do słuchania.
Korespondencja, której autorka opisała kilka przeżyć zarówno swoich, jak i członków najbliższej rodziny: "Przypadków, o których chcę opowiedzieć, jest kilka. Niektóre z nich brzmią dość śmiesznie i sama praktycznie w nie nie wierzę, ale same ich brzmienie kwalifikuje je do miana paranormalne. A przynajmniej takie jest moje zdanie. Pierwsza historia dotyczy mojej osoby i jest w stu procentach prawdziwa. Wszystko miało swój początek, kiedy miałam zaledwie kilka lat.
Warto wspomnieć, że mieszkam w bloku i w mieszkaniu, w którym teraz mieszkamy wcześniej, zanim zjawił się tu mój ojciec, moja matka mieszkała tu sama, razem ze swoją babcią, a moją prababcią. Jej babcia zajmowała pokój, który teraz należy do mnie. I wracając do mnie, od kiedy miałam zaledwie kilka lat, bo od tego czasu pamiętam, co się działo, zaczęły się dziać dziwaczne rzeczy. Ja osobiście byłam przerażona tym wszystkim. Co kilka nocy, kiedy już nie mogłam wytrzymać, wołałam mamę i musiała ze mną spać, bo nie położyłabym się przez całą noc. Nigdy nic nie widziałam, ale czułam czyjąś obecność i słyszałam dziwne dźwięki, ciche stukania niewiadomego pochodzenia, coś jakby przygłuszone szuranie. Bałam się spojrzeć w drzwi, bo miałam takie przeświadczenie, że coś tam stoi i na mnie patrzy.
Jednak nic nigdy nie zobaczyłam. W miarę dorastania to przechodziło i wracało okresowo, co kilka lat, co jeden rok lub dwa. I schemat był taki sam, z tym, że nie wołałam matki. Teraz już to zniknęło całkowicie i z perspektywy czasu doszłam do pewnego wniosku. Mieszkam w pokoju mojej prababci. Po moim urodzeniu mogła mnie oglądać zaledwie przez trzy tygodnie i rozmawiałam o tym nawet z dwiema koleżankami i wspólnie się zgodziłyśmy, że to ona mogła przychodzić, żeby na mnie popatrzeć. Nigdy bowiem nie czułam negatywnych emocji przy takich okazjach, a bałam się jak każdy. Dlatego uważam, że to nie był żaden Lucyfer, tylko być może ona. Druga relacja także dotyczy mojej osoby, a przypadłość tą zauważyłam dopiero niedawno, ale wiem, że towarzyszyło mi to od samego urodzenia. Tyle że nie umiałam zbytnio tego nazwać ani zrozumieć.
Przeczytałam w internecie kiedyś o reinkarnacji. Cała opowieść ma początek w tym, że tuż przed moim urodzeniem lub zaraz po nim zmarła kuzynka mojej matki. Dorota. Nie dotrwała nawet do trzydziestu pięciu lat. Zawsze, gdy o niej myślę, czuję z nią taką dziwną więź, której nie umiem wytłumaczyć. Jakby jakaś jej część była częścią mnie. I właśnie w tamtym artykule o reinkarnacji przeczytałam, że aby dusza mogła przejść w następne istnienie, jej poprzednia postać musi umrzeć, zanim narodzi się jej kolejne wcielenie lub w określonym, krótkim czasie po jego narodzeniu. Czy coś koło tego.
Nie znam nikogo, kto miałby jakieś podobne odczucia do moich, ale samo to poczucie tej więzi zaczęło mnie zastanawiać, czy aby to nie jest prawda. Sama nie wiem, co myśleć na ten temat. Trzecia relacja dotyczy sanatorium, do którego jeździłam przez okres dziesięciu lat. I to jest właśnie ta relacja, w którą osobiście nie wierzę, bo brzmi śmiesznie, ale teoretycznie mogłaby się przytrafić....Opowiadały mi to znajome.
Podobno w gmachu tego budynku przed pierwszą wojną światową mieścił się zakon, w którym jak dzisiejsze pielęgniarki pracowały zakonnice i opiekowały się chorymi. Po drugiej wojnie mieścił się tam szpital dla gruźlików. W tamtych czasach podobno zdarzyła się pewna historia, jakoby jakiś chory zakochał się ze wzajemnością w jednej z zakonnic. On ponoć potem zmarł, a ona z rozpaczy napisała list. Ukryła go w wylocie kominowym i powiesiła się w jednym z pokoi. Istnieje kilka wersji co do tego, w którym pokoju się to zdarzyło. Podobno potem znaleziono ten list już w czasach obecnych, ale nie wiem, co w nim było dokładnie napisane, ani też go nie widziałam. Później inna znajoma opowiadała mi, jak jednej nocy w pokoju numer jeden miało miejsce pewne zajście. Nockę miała tylko jedna pielęgniarka, siostra P. Tak ją nazywałyśmy. Nagle rzekomo na ścianach zaczęły się pojawiać jakieś cienie przesuwające się, jakby po pokoju chodzili jacyś ludzie. Tylko że oprócz dziewczyn leżących w łóżkach, nikogo tam nie było.
Zaczęły piszczeć. Przyleciała pielęgniarka, zapaliła światło i wszystko znikło. Te opowiedziały jej o wszystkim. Ona niestety nie uwierzyła i kazała im spać. Zamknęła drzwi i zgasiła światło. Po jakimś kwadransie sytuacja rzekomo się powtórzyła, tyle że doszły do tego wszystkiego podobno jakieś głosy, niewyraźne, jakby kobiece. Dziewczyny znów zaczęły piszczeć i znów przyleciała siostra P. Tym razem rzekomo zobaczyła całe zajście. Przeraziła się i uciekła na oddział, na dół do pielęgniarek. Były dwie u chłopaków. Jak wynika z relacji, dziewczyny musiały siedzieć same po ciemku, bo żadna nie ważyła się wyjść z łóżka i zapalić światła. Czwarta opowieść jest prawdziwa i przydarzyła się mojemu ojcu, kiedy jeszcze nie był z matką. Nie wiem dokładnie, gdzie wtedy mieszkał z rodziną, ale cała opowieść skupia się na pradziadku. Mieszkał w małej wsi koło mojej miejscowości. Potem przeprowadził się z resztą do większego miasta, także położonego koło mojej miejscowości. Były tam różne zwady między nimi wszystkimi.
Nie wiem o co, ale wiem, że jakieś ciotki były łase na jego pieniądze. I sprawa ma się tak, że któregoś dnia wszyscy rano wstali, a on wciąż leżał. W końcu ktoś wszedł do pokoju i zobaczył, że dziadek zmarł. Co najśmieszniejsze, jedna z ciotek, których nie znam, trzy dni szukała w jego rzeczach, tych, w których zmarł, portfela z pieniędzmi, bo zawsze miał go przy sobie i wszyscy wiedzieli, że wtedy też go miał. A zdarzyło się tak, że przysnął w ubraniu i już się nie obudził.
Nie znalazła go. Zniknął po prostu jak kamfora. Rozmawiałam o tym z koleżankami i wspólnie stwierdziłyśmy, że żadna by się nie zdziwiła, gdyby rozkopać jego grób i gdyby w trumnie on się znalazł. Po prostu dziadek nie chciał dać przepuścić swoich pieniążków. Drugi aspekt tej sprawy to taki, że gdy ojciec był sam w domu, szklanka stojąca dwa metry od niego sama podskoczyła i przewróciła się. Powtarzam, że był sam w domu. Opowiedział o wszystkim, ale nikt mu nie uwierzył, że przyszedł dziadek. Drugi raz też miało miejsce jakieś zdarzenie, ale nie chciał powiedzieć jakie. Ja jednak wiem, że musiało być straszne, bo był wystraszony, jak o tym opowiadał. To by było na tyle.
Trochę się rozpisałam. Wiem, ale te rzeczy są bardzo dziwne. A przynajmniej trzy z nich. Korespondencja opatrzona tytułem: "Manifestacje". Swojego czasu, okolice 2011 roku, z jednym z moich kolegów byliśmy zapaleńcami, jeśli chodzi o wszelakie tematy wiążące się z rzeczami paranormalnymi.
Przestudiowaliśmy chyba cały Internet, kilka książek, między innymi "Życie po śmierci". Książka jest dość stara, wczesne lata dziewięćdziesiąte. Są w niej zawarte liczne opowiadania, eksperymenty i dłuższe wywody nad istotą śmierci. Między innymi można w niej przeczytać o gryzącej, niewidzialnej istocie, o zachowaniach zwierząt, koni, kotów, ludziach po śmierci klinicznej i masy innych ciekawostek.
Od niewinnych ciekawostek zaczęliśmy się powolutku zagłębiać w temat OB, duchów, demonologię czy innych nieokreślonych bytów, między innymi Shadow Men, ludzie cienie czy jak kto ich tam nazywa. W ramach małej dygresji dopowiem, że po kilku, kilkunastu godzinach dumania nad jego istotą, bytu budzącego odrazę, złość, wściekłość, obraliśmy wspólną wersję, że jest to byt zrodzony z masy negatywnej energii. Z miejsc, gdzie w jednym momencie wielu ludzi doznało krzywdy. Potężna ilość uwolnionej w jednym czasie i miejscu energii może być zarodkiem dla takiej istoty. Taka też wersja wydaje nam się najbardziej prawdopodobna. Z racji, że nigdzie informacji o pochodzeniu tego bytu nie można znaleźć. Wracając do tematu głównego, zaczęliśmy się coraz bardziej zgłębiać, odwiedzać cmentarze, nawiedzone miejsca, nagrywać EVP, pstrykać zdjęcia, wypalać tabliczkę, której nie skończyliśmy. I dzięki Bogu, każda rozmowa dotyczyła tylko zagadnień paranormalnych.
Żyliśmy tym światem. Coraz częściej łapałem się na tym, że zostawiałem włączone światło w przedpokoju, otwartą lodówkę albo włączony telewizor w pokoju gościnnym. Chociaż dałbym sobie głowę uciąć, że światło gasiłem, a telewizji nawet nie oglądałem. Tym bardziej, że ogólnie mocno stronię od siedzenia przed telewizorem....Coraz częściej w zwykłym, codziennym życiu dochodziło do incydentów niczym nieuzasadnionego, panicznego strachu, zimna czy przeświadczenia, że ktoś jest wśród nas, idąc przez park czy po schodach w bloku. Na szczęście stan ten opuszczał równie szybko, jak się pojawiał. Przychodził znienacka i trwał może z pięć sekund. Problem dotyczył nas oboje, mimo że na początku żaden z nas nie mówił o tym głośno. W momencie, kiedy mój towarzysz sam, bez mojej inicjatywy, zaczął przyznawać, że cała sytuacja robi się trochę co najmniej dziwna. Podobne odczucia strachu, podobne poczucie czyjejś obecności. Czy dlaczego, do cholery, leci woda z kranu w środku nocy? Tylko umocniły się moje obawy, że coś się dzieje. A to nie tylko moje psychozy.
Ciężko mi sklasyfikować to, co stało się pewnej nocy, kiedy kładłem się spać. Nie była to scena rodem z Hollywoodu. Nic nie lewitowało, nic nie płonęło. Niemniej w mojej pamięci pozostanie na zawsze. Miałem dość ciężki okres, trochę problemów się napiętrzyło. Kilka razy przeszło mi przez myśl, żeby skoczyć z okna. Nie były to oczywiście typowe myśli samobójcze, a jedynie takie dumanie, że: "Cholera, mam dość. Tak będzie łatwiej". Wszystko z przymrużeniem oka. Z taką krótką myślą przywitałem poduszkę, kładąc się do łóżka.
Nie zdążyłem skończyć myśli, a zacząłem słyszeć bliżej niezrozumiały dźwięk, szmer w lewym uchu. Pierwsza myśl była taka, że to powietrze mi piszczy w nosie lub w uchu. Nic wielkiego. Niestety, z przerażeniem w dochodzących dźwiękach zacząłem rozpoznawać kobiecy głos.
W dźwiękach tak wyraźnych, jakby ktoś szeptał wprost do ucha. Zdębiałem. Zalał mnie zimny pot, a serce ledwo dawało radę bić w tak szybkim tempie. W moim uchu rozległ się szept ze słowami: "Dalej, zrób to!" Powtórzony kilkakrotnie, za każdym razem głośniej i wyraźniej. Kiedy w skrajnym przerażeniu zerwałem się z łóżka, do mojego ucha dobiegł wrzask i już niezrozumiałe dźwięki. W totalnym amoku szukałem przełącznika od światła w pokoju. Zapaliłem każdą, nawet najmniejszą żaróweczkę w pokoju. Pierwszą myślą było biec przed siebie, a najlepiej do kościoła. Nie miałem pojęcia, co zrobić.
Pierwsza rzecz, jaka mi przyszła do głowy, to "Ojcze nasz" jako jedyna modlitwa, którą znam. Nie wiem również, co mną kierowało. Strach? Zacząłem rzucać w powietrze nakazy, rozkazy. Nie wiem, czy to dobre słowo o treści: "Odejdź, zostaw mnie". W tym momencie wszystko, co miało chociaż najmniejszy cień szansy powodzenia, było świetnym pomysłem, wartym spróbowania. W tym miejscu, chociaż wiem, że nie wypada, muszę sam siebie pochwalić, ale jakimś cudem udało mi się przezwyciężyć śmiertelny strach, a nawet podjąć inicjatywę, aby zrobić coś z całą tą sytuacją. Niestety, kiedy adrenalina opadła, lęk pokazał swoje prawdziwe kły.
Przez ponad dwa miesiące nie potrafiłem leżeć dłużej jak pół minuty w ciemnym pokoju. Zawsze paliła się lampka. Nie potrafiłem wejść po schodach do domu. Mieszkam na czwartym piętrze. Nie było opcji, jeśli po wejściu na klatkę paliło się światło. Sumiennie czekałem nawet pięć minut, aż zgaśnie, żebym mógł je zapalić ponownie. Dopiero wtedy mogłem iść bez strachu, że światło mi zgaśnie pośrodku drogi. Obydwoje porzuciliśmy niedługi czas później zabawy z nieznanym, mimo że nas wciąż tam ciągnie. Tematy o świecie metafizycznym są wciąż poruszane. Jesteśmy bierni w kwestii działań. Zagalopowaliśmy się trochę za daleko. Żaden z nas nie był gotowy tak naprawdę na to, co się stało czy mogło się stać. Po zaprzestaniu usiłowania nawiązania kontaktu podobna sytuacja nigdy więcej się nie zdarzyła.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o zawartość skrzynki mailowej Radia Paranormalium. Po krótkim przerywniku wysłuchamy pierwszej przygotowanej na dziś rozmowy. Ta około minutowa przerwa to świetna okazja, aby upewnić się, czy aby na pewno w tym pokoju jesteś tylko ty.
Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No, tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
Posłuchaj nieznanego! Radio Paranormalium, www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl. Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No, tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
Archiwum Radia Paranormalium, www.paranormalium.pl Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W drugiej części dzisiejszej audycji wysłuchamy wybranych fragmentów obszernej rozmowy ze słuchaczem mieszkającym w Szkocji, zarejestrowanej pod koniec 2019 roku.
Słuchacz ów podzielił się licznymi historiami zahaczającymi o różne dziedziny paranormalne. Dziś wysłuchamy historii o spotkaniach z duchami. ...Zaczniemy od tego ducha. Yy, jak byłem mały, to widziałem ducha mojej, yy, znajomej z bloku i ona miała operację, jakieś coś, coś z kręgosłupem i po prostu nie udała się ta operacja i ona zmarła. I później, ee, przyszła do mnie. Ja akurat byłem w piwnicy, tam sobie coś majstrowałem.
Chyba... Miałem wtedy chyba dziesięć lat, jak się nie mylę. Kiedy to mniej więcej mogło być? Ile lat temu? Ooo, dawno, w latach dziewięćdziesiątych jeszcze. No i ja w piwnicy sobie, w ogóle my się bawiliśmy w piwnicy, coś tam, w jakieś tam zabawy różne, w jakieś szukanego czy coś takiego, nie? No i jak, jak wtedy, jak robiłem sobie ten karmnik, z tego, co pamiętam, to poczułem, a byłem sam, yy, w piwnicy. Ona, ona mieszkała obok, w klatce obok. No i poczułem nagle, że coś, coś, coś, yy, no coś się dzieje. Się odwróciłem i ją zobaczyłem. Wow! I to był szok dla mnie. W ogóle zmieniło moje życie coś, bo pierwszy raz widziałem ducha i później, yy, przez lata następne widziałem różne rzeczy. Nie tylko duchy, ale to może później. No i ją zobaczyłem właśnie napuchniętą, w kitlu szpitalnym, niezadowoloną, taką przezroczystą, niebieskawą. Bardzo dokładnie ją widziałem, ze szczegółami w tej piżamie i unosiła się, unosiła się nad podłogą. Ona jakoś chciała panu coś przekazać? Jakiś, yy, nastąpił jakiś przekaz w myśli, jakiś przekaz werbalny, czy po prostu pojawiła się i była?
Nie, nie. Po prostu mi się tak pokazała. Nie było, nie było telepatii jakiejś tam, ale, yy, była niezadowolona. Była niezadowolona, że umarła i chyba to chciała mi przekazać tą mimiką twarzy. Taki szok. Wow, what's going on?
I takie niezadowolenie. Nie wiem, ile tak, nie wiem, ile to trwało. Tak parę, parę sekund, ale widziałem normalnie, no szczegóły tej piżamki. To taka to była taka halka. Nie wiem, nie wiem, jak to opisać. Taka, no, w jednej części taka, taka s... No, jak mają na operacji czy coś, nie? Ale w takie wzorki i takie jasno niebieskie, szare, takie.
Taka sepia. No i była. Wiem, że była napuchnięta i unosiła się tak trzydzieści centymetrów nad ziemią. No i co ja zrobiłem? To ja się odwróciłem i zacząłem dalej sobie tam coś w tym drewienku grzebać, nie? I dopiero jak minęła chyba minuta, to doszło do mnie. Nie wiem, to jest bardzo ciekawe, bo, yy, mózg mój to odrzucił, że ja ją zobaczyłem. Ja się odwróciłem i dalej sobie coś tam szperałem. I dopiero po minucie czy dwóch doszło do mnie, że zobaczyłem ją i ducha. I jak ja się wystraszyłem, wszystkie wnętrzności poszły mi do góry. Zamknąłem tą piwnicę i uciekłem do domu. No i chyba- Ale o jej śmierci pan się dopiero później dowiedział, że to się wydarzyło- Tak, tak.
-mniej więcej w tym czasie? Tak, tak, tak, jakoś tak. No, to tak, jakby chciała, tak jakby chciała panu oznajmić o tym, że się operacja nie udała i że, no, skończyło się, jak się skończyło. No, no dokładnie. Ona była w szoku tak, takim, że wow. Nie musiała, no, ile ona miała lat?
Tyle, co ja. Jeszcze my w tej piwnicy się tam bawiliśmy często, nie? Masakra. To mi, to mi naprawdę dało do myślenia wtedy. A czy ona później, ona później się jakoś pojawiła, też, yy, w pana snach? Czy jakoś w inny sposób się manifestowała?- Nie.
-Czy to było tylko jeden raz? Nie, nie, nie, nie, nie, nic nie było. Nawet ostatnio jest, ee... Sprawdzałem jej grób tam, gdzie mieszkam w Polsce. To znaczy ja mieszkam w UK teraz. No, jest, jest jej ten grób. To był chyba... Który to był rok? Dziewięćdziesiąty, nie wiem, pierwszy chyba czy takiego.
No, to już dosyć dawno. Pociągnijmy jeszcze temat tych, tych bytów różnych niematerialnych. No! Aha, bytów. No dobrze, no to, ee, widziałem byty też tutaj, duchy w Edynburgu, ale no i byty, yy, takie eteryczne, yy, takie smoliste, które po prostu latają. I on mi się, miałem to też nagrane, ale wykasowałem. Wykasowałem to nagranie, bo się wystraszyłem. Nie chciałem tego w ogóle mieć, yy, bo siebie, siebie nagrywałem i miałem nad sobą właśnie takiego byta, takiego, takie- Ale jak to wyglądało?
-taki latający dym czarny, taki smolisty, taki inteligentny, może trochę taki dziwny. Czy ten dym jakoś sprawiał wrażenie właśnie, yy, jakby był kierowany przez jakąś inteligentną siłę? No, coś takiego, no.
Reagował jakoś, reagował w jakiś sposób na pana zachowanie, na pana myśli i tak dalej? Nie, nie, nie, nie, nie. Po prostu ja go zobaczyłem na, na nagraniu moim. Była może opcja, żeby, że ten dym się z czegoś ulotnił? Jakieś źródło tego dymu mogło być?
Nie, ja nie palę. Nie. No, ja nie mówię, nie mówię akurat o papierosach czy tam jakichś innych tego typu rzeczach. Na przykład- Nie, nie, nie, to był... Ja już to widziałem też, bo oglądałem serię Paranormal Witness. Nie wiem, czy pan zna te seriale dokumentalne.
Ja w ogóle nie, nie oglądam telewizji, więc raczej o serialach dokumentalnych wolałbym się nie wypowiadać. No, no, to było paranormalne dokumenta, dokumenty.... I tam też były na, oryginalne też filmiki tam wrzucali, nie?
Nie wiem, czy jeszcze tam puszczałem tą serię. Z tą, z tą autentycznością, z autentycznością yy materiałów prezentowanych przez telewizję to jest często taka- Mhm. -dyskusyjna kwestia. No ale dobra. Ale prze-prezentowali coś podobnego do tego, rozumiem, co pan zaobserwował, tak?
No. Mhm, mhm. Tak, tak. No i to raz widziałem właśnie takie coś. A później to może przejdziemy do ee do tego ducha, tak? No to duch, yy to było tak jakoś w dwa tysiące dwunastym może. Yy ma pan tam zdjęcia, tak? Mhm, tak.
No i one są, te zdjęcie, nie da się w sumie taką Nokią zrobić, podrobić tego, nie, to. Yy no i ee był czas, był tam jakiś tam wieczór, że sobie sprzątałem i ee w pokoju na mieszkaniu i po prostu poczułem obecność taką mocną, silną, silną osobowość, że ktoś mi zagląda przez okno. A ja mieszkam na, na drugim piętrze i tutaj mam torowisko, i mam taki ogródek, i to było niemożliwe, żeby ktoś mi tu zaglądał, nie? No i w, i wziąłem, wziąłem telefon, bo pomyślałem, że może jakiś duch czy coś. I zrobiłem zdjęcie, i faktycznie duch był tak blisko okna, jak choćby przyklejony był twarzą do szyby, nie? No.
No tutaj rzeczywiście na tym zdjęciu widać coś takiego twarzowatego właśnie. No. Mhm. Natomiast to zdjęcie, zdjęcie na telefonie nie, nie należy do jakichś, yy że tak powiem, demonów wyrazistości. Szczerze mówiąc. Mhm, mhm, mhm. No i takie mam, takie mam wrażenie.
Oczywiście tutaj widziałem ten, ten szkic i on już dosyć- Mhm. -bardziej, dużo bardziej szczegółowy jest, jeżeli chodzi o porównanie z tym zdjęciem. Natomiast- -nie ma pan wrażenia, że tutaj zadziała po prostu jakaś, w jakiś sposób pareidolia?
Ta, taka zdolność, którą jeszcze odziedziczyliśmy po, po tam przodkach bardzo, bardzo dawnych, ee do rozpoznawania, czasem nieświadomego, podświadomego, kształtów twarzy w obiektach niebędących twarzami.
Mhm. Nie ma pan wrażenia, że tutaj- Nie, tam widać twarz na środku. Nie widzi pan tam twarzy na środku? Właśnie, właśnie o tym mówię. No, tylko że tak mi się wydaje, że to prawdopodobnie tutaj też ten szum po prostu się w taki kształt ułożył. Aha, szum tych pikseli, tak? Tak, tak.
Rozum... Nie, nie, tam widać twarz, tam jest, tam jest centralnie jest widać taką twarz. I to był, i to był duch. To był duch, bo silną, silną taką osobowość czułem taką... Coś na mnie tak- Czuł pan taką silną, silną, taką obecność, że coś, coś pana po prostu obserwuje, tak? Mocno, mocno, mocno. I on był drugi raz później u mnie też, ale to w dużym pokoju, tak. No i, i zrobiłem ten, zrobiłem te zdjęcie i później już tego nie czułem, tej obecności, nie? No i po dwóch dniach byłem w kuchni. Jakoś tam chyba zmywałem czy coś. Ee usiad- usiadłem sobie na fotelu i czuję: wow! I zno... Czuję znowu tą obecność.
Znowu ten, ten duch. Ja, ale nie miałem telefonu pod ręką i czuję go przede mną tak metr. Czuję, jak się na mnie patrzy, ale tak wow, mocno się, się lampi na mnie, nie? No i, no i też to pot... I tak potrwało to nie wiem, z pół minuty i nie, ale nie widzę go, ale czuję mocno go. Czuję go mocno i czuję, jak oddala się ode mnie i przez okno wylatuje.
Tak go, tak go wyczułem. Czy poza tym, takim odczuciem, że ktoś tu jeszcze jest i że jest pan obserwowany, czy zauważył pan może jakieś inne mm odczucia, doznania? Na przykład w postaci zmiany temperatury?
Nie, nie, nie, nie było. Aha, że zimno, że jak duch się pojawia- Tak, tak. Mhm. -jakieś zimno. Nie, nie, nie. Nie nigdy w ogóle tak. A widziałem parę razy duchy, także nigdy, nigdy nie, nie odczuwałem zimna czy zmiany temperatury.
Czyli po prostu czuł pan, że coś jeszcze obok, oprócz coś bądź ktoś op-, oprócz pana jeszcze w pokoju jest, tylkooo właśnie na tym, na takim odczuciu się jakby skończyło, w pewnym sensie. Tak, tak. No i on odleciał sobie i już nie było tego odczucia.
A czy pan w pokoju wtedy przebywał sam, jak rozumiem, tak? Tak, tak, tak. Czyli nie, nie było innych ewentualnych osób, które mogłyby coś tam poczuć, zobaczyć? Nie, nie. Mm a czy z-znane są panu jakieś fakty, potencjalnie interesujące pod tym względem, dotyczące historii budynku, w którym pan obecnie zamieszkuje bądź wówczas był?
Nie, ale tu się w Edynburgu to jest tyle duchów było. Już teraz od kilku lat nie widzę nic. Może dlatego, że się wibracje podnoszą. Ee wibracje Schumanna czy czujności Schumanna. Sorry. I od kilku lat nie widzę nic. Żadnych bytów, żadnych duchów. Po prostu nie wiem, czy choćby przeczyściło to jakoś nie, a, ale yy przeczyściło rzeczywistość, nie wiem, tym światłem wyższego rzędu.
Może po prostu pan, może po prostu pan już tak nie zwraca na to uwagi. Może dlatego pan- nie, nie. Myślę, że tak. Ja wyczuwam te wibracje od iluś tam lat, od, od dwutysięcznego piętnastego one mocno poszły do góry i-... prześwietliły rzeczywistość, że coraz mniej tego jest. Przynajmniej tu. Ja w Edynburgu nic nie, nie widzę, ale słyszałem też różne opowieści z duch, z duchami tutaj.
No właśnie, czy rozmawiał pan może jakoś? Zdarzyło się panu rozmawiać z, z sąsiadami bądź jakimiś innymi osobami na temat tego, mm, na temat jakichś takich dziwnych, nietypowych przeżyć? Może one coś- Tak, ale nie, nie tutaj, nie w tym budynku. Znam, znam, znam opowieści z tutaj z Edynburga, z tego miasta o duchach i, ale o UFO też nawet. Ale- Ale to są jakieś takie podania ludowe czy historie przekazywane przez osoby, które twierdzą, że rzeczywiście coś takiego widziały? Nie, przez osoby, które widziały.
Mhm. I może pan jakoś podsumować krótko, yy, co te osoby opowiadały? No, były. Na przykład mój znajomy to on mieszka też w Edynburgu, ale na innej dzielnicy. To, to widział jakiegoś, nie wiem, postać taką dziwną, która wylazła ze ściany, przeszła przez niego i zniknęła. I to była taka, taki duch, ale to był może, to był jakiś byt, taki starodawny, choćby z takim choćby, no, nie wiem, prastary, taki... takie coś starego, nie wiem, z drewna czy z kamienia. Taka, taka postać, taki, taki dziwna postać. Ja akurat, dziwne, bo on akurat uprawiał seks ze swoją partnerką i, i ona tam leżała. Nie, no wiadomo, co robił i się patrzył na ścianę, a on akurat wylazł z tej ściany, ee, ten byt. Przenikł go i, i po prostu przeleciał przez niego i gdzieś tam znikł. No i gościu był w szoku. Przestał, przestał, no i zapytał się tej partnerki, czy to widziała, czy ten, wiesz, był w szoku, nie? No, to ciekawa opowieść ogólnie. No, to jedna, a druga to mój znajomy, też inny. To widział, yy, nogi swojego zmarłego, yy, przyjaciela, który zginął w pożarze. To później widział jego nogi. Nie, to też jedna taka.
Yy, jego mama widziała ducha z pracy, mojego tego, tego znajomego, co widział nogi ducha przyjaciela, a jego siostra też w Edynburgu, tutaj w Szkocji, to jak była na imprezie, to sobie to się skaleczyła jakąś butelką rozbitą, bo była pijana i jak leżała na ziemi, i zanim przyjechała karetka, to widziała siebie z góry, jak ją reanimują.
No, można powiedzieć, klasyczne przeżycie NDE. No, no, no też- Różne przypadki chodzą po ludziach. Mhm. I to by było na tyle, jeśli chodzi o historie przekazane przez tego słuchacza. Dajcie znać w komentarzach, co o nich sądzicie, a jeśli przeżyliście coś podobnego, to zachęcam gorąco, aby się tymi historiami podzielić. Po krótkim przerywniku przejdziemy do ostatniej przygotowanej na dziś rozmowy.
Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia, że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. www.paranormalium.pl Zaraza była w drodze do Damaszku i przemknęła obok karawany wodza na pustyni. „Dokąd pędzisz? - zapytał wódz. „Do Damaszku. Mam zamiar zabrać tysiąc istnień." W drodze powrotnej z Damaszku zaraza znowu mijała karawanę. Wódz powiedział: „Zabrałaś pięćdziesiąt tysięcy istnień, a nie tysiąc". „Nie - rzekła zaraza - ja wzięłam tysiąc. To strach zabrał resztę." Nie daj się zastraszyć.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów - mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W ostatniej części dzisiejszego odcinka wysłuchamy zapisu rozmowy z jednym ze słuchaczy, który podzielił się licznymi relacjami o spotkaniach z nieznanym, zarówno swoimi, jak i swoich bliskich i znajomych. Będzie to kolejna swego rodzaju, tym razem nieco skondensowana, paranormalna spowiedź, w której poza wspomniankowanym na początku rozmowy krótkim wątkiem ufologicznym będą raczej dominowały opisy zdarzeń z udziałem niematerialnych istot i nadprzyrodzonych sił. W sumie to tak było kilka tych historii.
Nie bardzo wiem, od której zacząć. Mhm. No, to już od pana zależy. No, yy, najpierw taka historia właśnie- ... Ostatnio zajmuję się tematyką UFO i tak dalej, no ale nigdy takich rzeczy nie widziałem. Kiedyś sobie przypominam, jak w dzieciństwie widziałem takie coś, gdy byłem z siostrą. Normalnie gwiazda jak świeciła na niebie, tak spadła i po kilku sekundach wróciła na to same miejsce.
Takie coś widziałem. Także do tej pory mi to utkwiło w pamięci. No, wtedy mogłem mieć około, wiem, sześciu, siedmiu lat, nie? Jaki to mógł być rok? Do tej pory. Teraz mam dwadzieścia osiem. No, dziewięćdziesiąty ósmy, dziewiąty. Mniej więcej w tych latach.
W jakim miesiącu? Widziałem- Jakby mógł prosić dokładnie, dokładnie, jaka to była miejscowość, jak ten, jak ten obiekt się zachowywał i tak dalej. Jeżeli pan mógłby przytoczyć od razu wszystkie szczegóły, jakie pan pamięta.
Ten obiekt normalnie jak gwiazda spadająca w ten sam sposób spadł, jak i po około ośmiu, dziesięciu sekundach wrócił. To były, miejscowość, tam kiedyś mieszkałem, Szawły się nazywała. Teraz jestem akurat z Łosic. Się przeprowadziłem do miasta, bo mieszkam tutaj z kobietą, ale dzieciństwo i większą część życia właśnie mieszkałem tam. No, ale to jest taka mało ważna historia. No, niby siostra się ze mnie śmiała, bo akurat widziała, jak spadała, ale nie, nie zauważyła tego, że po prostu ta gwiazda no wraca na miejsce. Jak ja jej to powiedziałem, to wybuchła śmiechem. No i na tym się skończyło. No, nie chciała mi po prostu w to uwierzyć.
Jeżeli dobrze rozumiem, to ta gwiazda, ten, ten obiekt jakoś tak po linii prostej zniżył się, a potem wrócił, tak? Jakby po skosie, po skosie. Normalnie spadł za budynki, które widziałem za wsią. No to musiało iść daleko. Bardzo, tak.
Coś takiego. No i w późniejszych latach to już przejdę może do kolejnej historii. No bo to tak może na wstępo powiedziałem, bo ta sprawa też mnie w sumie nurtuje, no, że takie coś po prostu było. No, marzy mi się zobaczyć ten spodek, co niektórzy widzą, ale jak na razie niestety nie doświadczyłem takiego czegoś. Za to mam inne historie, bardziej w sferze duchowej.
Coś takiego, nie? Także kiedyś siostra tam i bracia starsi opowiadali o wy-wywoływaniu duchów. No i tam opowiadali, że tam się spotkali w jakiejś piwnicy. No i światła tam zgasły, te ze świec, nie? No i ja z kolegą i z bratem postanowiliśmy, że też sobie wywołamy duchy. Trochę się pobojimy, będzie strasznie i tak dalej, nie? Dobra zabawa ogólnie się nam szykowała. No to wziąłem Biblię i świece wzięliśmy. No i spotkaliśmy się w takim opuszczonym domu.
Tam kiedyś taka babcia mieszkała. Ona już umarła. No i położyliśmy to wszystko, świece odpaliliśmy, no i zaczęliśmy tam się modlić. Duchu, przybądź! Coś takiego. Rozmawialiśmy. No i już tak sobie zdawaliśmy sprawę, że już nic się nie będzie działo. Jednak się nie udało i tak dalej. Może trzeba jakieś tam zaklęcia czy coś. No wiadomo, to jak to dzieci, nie?
No, takie dziecięce zabawy, dosyć takie nierozważne. No, dzisiaj już bym nie ryzykował. Wie pan, nie byłbym taki odważny jak wtedy. No tak, no ale przechodząc do rzeczy, no to w jednej chwili po prostu się zerwaliśmy stamtąd. Mogłem mieć około dwunastu lat. To był może dwutysięczny drugi, trzeci rok, gdy jeszcze była taka stara droga u nas, asfaltowa, takie kamienie wystawały.
Naprzeciwko właśnie był mój dom. No i każdy z nas uciekał. Ten brat, mój młodszy i kolega. No i ja pamiętam, jak się wywróciłem na tej drodze, to całe kolano sobie zdarłem i nawet nie płakałem. Pamiętam do domu, że pobiegłem i siedziałem na łóżku skulony i płakałem. Nie, nie z powodu bólu kolana, tylko po prostu strachu. I później, jak się spotkaliśmy we trzech, zaczęliśmy opowiadać sobie, z jakiego powodu uciekliśmy. To każdy widział z nas to samo. Po prostu taka postać, jakby jak błękitne niebo, coś takiego. Tylko przezroczyste. Przeszło z jednej ściany i po prostu jakby wyszło od nas wewnątrz.
Każdy z nas w tym samym miejscu to widział i każdy z nas to samo opisywał. Tu może brat mój poświadczyć i ten kolega, że właśnie tak było. Co raz właśnie to wspominamy sobie tą sytuację także. No, a później w domu też jakieś szklanki teraz zadzwoniły. Coś takiego, ale takie nieznaczne. Po prostu mamie tego nie opowiadałem, bo się bałem, że będzie krzyczała. No i ta Biblia tam, i te świece zostały na, ja wiem, dopiero po miesiącu, jakoś w dzień, jeszcze z kolejnym kolegą dopiero poszliśmy, to zabraliśmy dopiero, bo żaden z nas się nie odważył tam wejść ponownie.
Czy udało się wam jakoś zauważyć kątem oka jakieś szczegóły wyglądu tej istoty? Wie pan co? Ona nie miała wyglądu. To po prostu była taka postać, że tylko głowę miała. No i tułów to jakby cień człowieka, coś takiego. Nie. Tylko że to było jakby tak zmaterializowane trochę. Po prostu takiego. no, jak błękitne niebo, takie- Tak jakby półprzezroczysta, taka aparycja, tak?
Mhm. Jakby jakiś taki hologram by przeszedł. Coś takiego. Rozumie pan, coś Czyli coś takiego, jakby miało gabaryty człowieka, ale nie dało się dostrzec szczegółów wyglądu. Krótko mówiąc. Dokładnie. Dokładnie. Normalnie taka postać. Ja wiem, około metra osiemdziesięciu takiego człowieka. Coś takiego to było. Rozumiem, że jakieś formy komunikacji z tą postacią między, między tą postacią a wami nie było. Jakaś komunikacja słowna, wymiana myśli, gestem, czucia, coś.
Zobaczyl i jak najprędzej stamtąd uciec. Tak. Nie, nie przyglądaliśmy się temu, tylko każdy to samo zauważył. To było takie dwie sekundy. Każdy się spojrzał w tamtą stronę i każdy biegiem. No, coś takiego właśnie. No i jeszcze mam przesiew kolejnej historii.
To jest taka sprawa właśnie, że no, nie lubię się chwalić, bo to nic dobrego nie wyszło i nie słyszałem też jak oglądam u pana te serie „Mówią Świadkowie", to też nie słyszałem o sprawie takiej jakby spełniona modlitwa, tak? No, mam trzech braci, w tym, w tym dwóch starszych i to jeden o dwanaście lat, drugi o jedenaście. No i ten najstarszy brat no lubił się tak nade mną trochę poznęczać jako dzieciaka. Tam mnie szturchał, coś tego nie wiadomo kto.... i łudził ze mną. Dla niego to była zabawa, a mi się to nie podobało, no bo ja chciałem się bawić czy tam coś. On mnie tam zatrzymywał, specjalnie tam się droczył ze mną. No i pewnego razu trochę mnie za mocno coś tam zdenerwował, coś. Już, już nie będę wnikał w szczegóły. Może nie będę tego opowiadał, bo to dość taka intymna sytuacja. No i ja pamiętam, że wybiegłem za ten dom, gdzie taki stary drewniany dom, tam mieszkałem. No i pamiętam, się skuliłem i płakałem taki i w sercu tako nienawiść.
Wie pan, więcej takich rzeczy nie miałem, żeby tak odczuwać taką złość. I modliłem się do Boga, żeby Bóg go ukarał za, za to, co on mi robi. Tak, pamiętam, siedziałem około piętnastu minut tam, żeby właśnie jakiś wypadek miał, żeby się połamał, żeby może, żeby się nie zabił, ale żeby miał nauczkę właśnie, że, że za te krzywdy, co on mi robi. O drugim bracie nic nie wspominałem, tylko też, że mógłby go wystraszyć, żeby też nie postępował w żadnym wypadku tak jak ten drugi brat. No i wie pan co? I dwa dni później, bo oni się zajmowali tam budowlanko, ojciec w budowlance siedział.
No i tam im się trafiła fucha. No i pojechali do, do pracy tam tynkować. No i później na noc tam zostali, bo akurat samochodu nie mieliśmy wtedy. Oni tam, ojciec do tej pory nie ma samochodu, prawo jazdy nie miał. Także ten człowiek, który im zlecił tę pracę u siebie, ich odwoził po prostu.
No, że robili do późna, żeby szybciej skończyć, to zostali u niego na noc. Na drugi dzień dokończyli i ich odwoził dopiero. Pamiętam, obudziłem się w nocy, jak mama i siostra płakała, że chłopcy mieli wypadek z ojcem, no i że podobno ten starszy brat nie żyje, bo ktoś tam zobaczył, że w czarnym worku. No, później się okazało, że tylko drugi brat go czarną kurtką przykrył, żeby zimno mu nie było. Leżał, ale wyglądało... po twarzku miał miednicę całą zmierzwioną.
No, ani ojcu, ani temu młodszemu bratu z tych starszych nic się nie stało, a właśnie ten został połamany. Ten, o który, co do którego, ten, którego dotyczyła modlitwa. Tak, dokładnie. Tak jakby samospełniająca się przepowiednia.
No właśnie, ja nie wiem, jak... I tu mam pytanie, bo jak się modliłem do Boga, tak? To ja nie wiem, kto tej modlitwy wysłuchał. Nie wiem, czy to Bóg mógłby zrobić coś tak okrutnego, no, czy, czy po prostu coś innego mnie wysłuchało, tak?
No, można powiedzieć, że to można, można powiedzieć, te, mm, używając takiego najbardziej, yy, najbardziej przyziemnego, że tak powiem, wytłumaczenia. Można powiedzieć, że to czysty przypadek, no ale jakieś zbieg, zbieżność czasowa z tą modlitwą i tego, tego wypadku ee- No, właśnie- Każe sądzić, że to- modlitwie.
Każe, każe coś tam snuć jakieś domysły. No, może, może być coś takiego, bo panowie byli wtedy w wieku tam kilkunastu lat, prawda? Oni mieli około, ja wiem, osiemnastu, siedemnastu, coś takiego. Ja miałem osiem, dziewięć nie więcej. No, tutaj nasuwa się też wytłumaczenie, które można, można jakby przypasować do tego zdarzenia z tą istotą, którą pan wcześniej opisywał. Że może po prostu jest coś takiego, że tłumaczy się na przykład aparycje, pojawienie się poltergeistów, że w ten sposób się po prostu rozładowuje energia osoby nastoletniej, energia dziecka, osoby nastoletniej i tak dalej. Nastolatkowie podobno mają pewne problemy z kontrolowaniem swojej energii i ona się tak właśnie w jakiś taki sposób bądź to widoczny, bądź to manifestuje w postaci jakichś rzuca- rzucających, jakiegoś rzucania przedmiotów i tego typu rzeczy. Nie, nie, takich, takich rzeczy to nie miało miejsca. No ale mówię, ta modlitwa.
Później dręczyło mnie sumienie, tak? I powiedziałem o tym jednemu bratu, drugiemu. To żaden nigdy nic mi na to nie odpowiedział, tylko tak głową pokręcił i bez słowa po prostu to zostawiali. Bracia nie za bardzo wierzą o tego typu rzeczy.
No, być może, no, ten młodszy, młodszy, bo jeszcze mam młodszego brata. Z nim na takie tematy rozmawiam, ale ze starszymi nie. No ale co do tej modlitwy, to ja mówiłem i jeszcze około dwóch, trzech lat temu im wspominałem. No to tak samo bez odpowiedzi to zostawiali.
No, są takie rzeczy, które, które ciężko skomentować. Ale to jest, zalicza się do rzeczy paranormalnych, prawda? No, można to przypasować do rzeczy paranormalnych jak najbardziej. Mhm. No i jeszcze chciałbym opowiedzieć z pracy jednego pracownika, bo ja się interesuję takimi właśnie rzeczami, nie? I po prostu zaczęliśmy sobie rozmawiać w pracy podczas przerwy śniadaniowej.
I tam kto tam jak się gdzieś wystraszył czy coś. No i właśnie taki pan Marek opowiedział, jak około trzydziestu lat temu szedł do pracy. On tam wtedy autobusy jakoś tak nie jeździły, tak jak teraz, że wszędzie są. Tylko mieszkając na wsi, to trzeba było, nie wiem, do kolejnej wsi bądź dalej gdzieś tam, gdzie był przystanek, żeby do pracy, on w Siedlcach pracował, musiał dojechać. No i musiał wychodzić około tam po, po trzeciej, bo po czwartej miał autobus do tych Siedlec, żeby na szóstą do pracy dojechać, tak? No i on przebywał tą drogę. No i z podwórka wychodziła pewna pani i opowiadał tu, tak słuchaliśmy, bo mówił dokładnie, że w kozaczki ubrana była, takie dłuższe poza kolana. Taką jesionkę miała na sobie. I mówi do niej, że: "O, widzę, pani idzie chyba też na autobus, to sam nie będę szedł". Ale zobaczył, że ona przeszła normalnie przez zamkniętą furtkę. Wtedy mówi, że włosy mu tak dęba stanęły, że mógłby młotkiem w nie cukać. No i mówi, że ta osoba zniknęła. No i mówi, że później, yy, no się bał po prostu na ten przystanek chodzić. Jak dochodził, to mówi, że tam mieszkał stary kawaler. Znaczy wdowiec, nie kawaler. Przepraszam bardzo. Wdowiec.
No i po prostu ten wdowiec-... jakieś osiemnaście dni później też umarł, a to prawdopodobnie była jego żona. Ta, ta istota. Czy kolega coś wspominał, że jakoby ta istota, ta, ta kobieta zareagowała jakoś na jego powitanie?
Nie, w ogóle się nie odezwała do niego. Po prostu szła w jego stronę. No to on tak stanął, zaczekał. Myślał, że no, starsza kobieta, tak koło sześćdziesiątki, jak on mówi. On wtedy miał około trzydziestki i po prostu do niej powiedział: „No, normalnie widział osobę” - mówi. Nie widać było, żeby jakiś duch czy coś. Normalny człowiek szedł. Tylko że nie wiadomo, jakim cudem przez zamkniętą furtkę ta osoba przeszła. Odeszła parę kroków i zniknęła. No wypisz, wymaluj jedna z historii typu ktoś kogoś zobaczył i się okazało po jakimś czasie, że ten ktoś zobaczony nie żyje, nie żyje już. Kiedyś też w podcaście mówiłem świadkowie. Taka historia była syn jednej słuchaczki zauważył sąsiada. Z tym, z tym sąsiadem się przywitał i ku swojemu zdziwieniu dowiedział się, że sąsiad nie żyje. No dokładnie.
Wie pan co? Panu powiem taką rzecz. Jak się słucha takich podcastów, co u pana, to tam może się wydawać, że tam ludzie zmyślają albo, albo jak? No ale jak słychać od takiego pana Marka, ja go wiem, że on jest wiarygodny, bo on mówi poważnie. Nie jest taki człowiek, co tam woda, ale to jest taki starszy, porządny człowiek. Jak on mi takie coś powiedział, to mi też lekko można powiedzieć, że włosy dęba stanęły.
No, ja nie wiem. Ja bym takie coś zobaczył teraz ja bym zawału dostał po prostu. Może dlatego nie każdy może takie rzeczy zobaczyć. Nie każdemu się takie rzeczy pokazuje. Ja nie wiem. No, niektórzy są tak bardziej, bardziej otwarci, inni mniej. Większość chyba mniej. Jednak no, szczególnie, szczególnie zauważyłem, że bardziej otwarci na tego typu sprawy są ludzie mieszkający na terenach właśnie wiejskich, poza miastem.
Być może. No i na koniec chciałbym jeszcze coś, coś głębszego w tym tkwi. No bo tu dodać humorystycznego, tak? Że wtedy nie wiem, czy to jest zbieg okoliczności właśnie, czy po prostu miałem akurat równo osiemnaście lat. Był lipiec, gorąco, straszne upalne dni. No i ojciec z bratem młodszym, bo już starsze rodzeństwo się wyprowadziło, tam domy, własne rodziny pozakładało. No i ja mieszkałem już sam z młodszym bratem i z ojcem. No a że ja tam taki za młodu trochę urwis byłem. No i przeskrobałem sobie i ojciec mnie nie chciał zabrać na wakacje nad morze. No i zostałem w domu. Jak zostałem w tym domu sam, pomyślałem, że lubię tam czasami trochę taki zastrzyk adrenaliny, trochę się pobawić. Sobie pomyślałem, że odszukam sobie w internecie jakiś horror i sobie go obejrzę. Dobra, włączyłem horror, tylko wie pan co? Nie pamiętam nazwy. Do tej pory nie mogę sobie przypomnieć tytułu, jak się nazywał, ale w każdym bądź razie było coś o duchach, o opętaniach, nie?
Pamiętam dokładnie, że w tym filmie było coś, że jakiejś tam osobie zawsze tam się budziła o trzeciej w nocy i że tam jakiś ksiądz tłumaczył egzorcysta, że to jest właśnie godzina demonów i tak dalej, nie? W końcu stwierdziłem, że przepraszam za słowo, ale przepierdzielę.
Nie chce mi się już tego oglądać, no bo już trochę za dużo się wystraszyłem. Jestem osobą taką dość wrażliwą, trochę na takie rzeczy i pomyślałem, że przesadziłem jednak trochę z tym horrorem, no bo jednak jestem sam w domu. Jak to na wsi, no to jeden dom od drugiego, tam jakiś kawałek jest. W razie czego nawet nikt mnie nie usłyszy, tak? No i sobie myślę pójdę spać. Jak pan pewnie już się domyśla, przebudziłem się w nocy i leżę. Leżałem około minuty i myślę oby nie godzina trzecia, nie? No spoglądam na zegarek trzecia zero zero w telefonie.
I się panu zmaterializowało. Krótko mówiąc. Ale co się zmaterializowało? Zmaterializowało się to, o czym pan tak myślał. Ale to możliwe, żeby tak człowiek się obudził o trzeciej w nocy? Tyle że to jeszcze nie koniec historii. Jeszcze, jeszcze nie skończyłem. I leżę, trzecia w nocy. No już serce mi wali, no bo wiadomo, dopiero się oglądało, że o tych trzecia, trzecia godzina demonów i tak dalej. Ja akurat też pechowo się o tej trzeciej w nocy obudziłem. Po chwili zaczynam słyszeć jakieś stukanie. To coś. Szklanka zadzwoniła na stole to coś. Ja już mówię: Jezu! Już zaczynam się modlić normalnie, Ojcze nasz i tak dalej.
Już zamknąłem oczy, bo w ogóle się bałem otworzyć oczu, nie? W pewnej chwili no wszystko ze stołu normalnie spadło. Cały obrusek wyleciał. Szklanki, talerze. Chciałem krzyczeć, ale normalnie nie, nie, nie potrafiłem wydobyć z siebie ani trochę głosu, tylko jakieś popiskiwanie.
Jakby, jakby myszy. No po prostu. No nie dałem rady krzyknąć ani się ruszyć. Normalnie taki paraliż. To było takie przerażenie, że naprawdę. Po chwili tak spojrzałem kątem oka, nawet głowy nie odwróciłem, tylko kątem oka spojrzałem i zobaczyłem kota sąsiada, jak wyskakuje przez okno. No mówię. I wtedy wstałem.
Się zerwałem. Światło zapaliłem. No, okno miałem otwarte, no bo wiadomo, jak wspomniałem wcześniej, upały były. No i tak, żeby trochę chłodniej się spało, no to te okna były otwarte. No ale no mówię, no takich chwil grozy, no to ja w życiu nie przeżyłem. Teraz wspominam to i często opowiadam o tym kolegom i tak dalej.
Fajnie jest się pośmiać, ale... No i właśnie, czy to jest taki przypadek, że obudziłem się o tej trzeciej? Jeszcze ten kot. Naprawdę no, dziwna sytuacja dla mnie. To ten kot właśnie zwalił z obruskiem i to wszystko. A no.
Bo, bo okno było tu przy stoliku. Aha. Jak on wskakiwał i tam chciał wyskoczyć, to cały obrusek zsunął, jak zobaczył, że ja się obudziłem, prawda? Wszystko panu zrzucił. No trochę śmieszna historia, ale czasami trochę humoru trzeba też wprowadzić.
Tak, dokładnie. No taka, taka rzeczywiście humorystyczna historyjka. Chociaż pewnie panu do śmiechu wtedy nie było w tym- Nie, nie. -w tym momencie. Ja no różne. I byłem na Energylandii, prawda? I no to wiadomo, tam też... i tak dalej. No ale człowiek da rady i krzyczeć ze strachu i w ogóle, ale tak, żeby mnie kompletnie zamurowało. Normalnie drętwy byłem, jakby nie wiem, ktoś mi coś wstrzyknął na paraliż i w ogóle. Nie spodziewałem się, że w ogóle tak można być przerażonym, jak wtedy ja byłem.
No, zdarzają się, zdarzają się czasami takie sytuacje. Czasem tak, czasem coś tak nas ludzi tutaj musi zaskoczyć w życiu. Krótko mówiąc. Ale wie pan, ja się zastanawiam, długi czas nad tym się zastanawiałem, czy to jest możliwe, żeby był taki przypadek, że po prostu coś mi podesłało tego kota, żeby mnie wystraszyło, żebym ja nie może takich rzeczy nie oglądał albo po prostu coś mnie chciało wystraszyć. Tylko dzięki temu kotu, no nie, nie zszedłem tam na zawał, że zobaczyłem tego kota. Jakbym nie zobaczył tego kota, to ja nie wiem, co to by było. Chyba do sąsiadów biegł w majtkach o trzeciej nad ranem. No, mi się, mi się bardziej tutaj wydaje, że, że jakoś tak pan się mimowolnie nastawił, że żeby o tej godzinie trzeciej się obudzić. No, jakieś tam zegary jednak mamy w tych naszych mózgach.
Często ludzie właśnie widują- Bardzo... Godziny, o których bardzo intensywnie myślą. Urodziny, godziny tak zwane, czyli jedenaste jedenaście, dwunasta dwanaście i tak dalej. I sporo jest takich ludzi, którzy nie potrzebują budzika, żeby wstać na przykład koło siódmej rano, bo już jakby sam umysł, sam, sam organizm zaczyna się budzić. Ja tak czasami mam. ... No to- Ja wstaję dosyć, o dosyć takich, o dosyć takich regularnych, co prawda późnych, ale jednak regularnych porach. Tak gdzieś koło godziny trzynastej. I już tak jakoś czuję, że ten sen mi się zaraz skończy.
Zaraz się obudzę. Już taki pobudzony się robię. Otwieram oczy, patrzę, za chwilę budzik tam wybija dwunastą czterdzieści, bo tak jest mniej więcej nastawiony. O, to pan późno wstaje! Dosyć późno. No, ale pewnie długo pan siedzi.
No, audycje same się nie nagrają, no. No, no właśnie. Tutaj, żeby mieć ciszę, to muszę troszeczkę dłużej posiedzieć, aż czekać czasami, aż wszyscy domownicy pójdą spać i się zrobi cicho. Także mogę dopiero wtedy często nagrywać.
Jeszcze dzieci. A i jeszcze jedna historia mi się przypomniała, wie pan. Moja mama umarła, gdy miałem trzynaście lat. No i w ten sam dzień śmierci mi się przyśniło, że po prostu ona umarła. Tylko, tylko, że żyła, tak? I po prostu jeździliśmy samochodem z bratem, no i szukaliśmy ubrania dla niej do trumny.
Pamiętam. I że w końcu znaleźliśmy. Pamiętam, taki brązowy płaszcz i brązowa suknia była. Płaszcz. No, to nie jest płaszcz, tylko taka jakby nie wiem, marynarka. Nie wiem, jak to się nazywa. Marynarka taka damska. No i zmarła pamiętam, że dziesięć dwunasta.
To pamiętam, ojciec akurat powiedział bratu, ja tylko spojrzałem przez okno i brat akurat rąbał drzewo. No i zobaczyłem, jak wbił tą siekierę w ten pieniek i przez to rąbać. Tam stoi i rozmawiają. Od razu się domyśliłem, o co chodzi, że pewnie mama nie żyje. No i później co się okazało? Że jak kupili strój faktycznie do tej trumny, to identyczny, jaki mi się śnił. I w tym samym miejscu jeszcze wisiał w domu, na tym samym wieszaku.
Czyli tak jakby pan wyśnił przyszłość niedaleką, niedaleką. Tylko że właśnie no, ja nie wiem, nie wiem, jak to powiedzieć. Wydawało mi się, że później tak mi się zdawało, że mam takie jakieś prorocze sny albo coś tak sobie wyobrażałem. Albo potrafię coś przeczuwać, bo nieraz jest coś takiego, że mi się dzisiaj wydaje przykładowo nie, że coś tam złego tutaj musi dzisiaj się dziać, nie? No, ale później już takie sytuacje nie miałem. To po prostu to mi się zdawało. Ale- Mogę zapytać o jedną rzecz. Mama chorowała czy umarła nagle?
Chorowała, wie pan, na raka. Tyle że ja jeszcze wtedy nie wiedziałem, że ona na raka choruje, bo jako dziecko to tam starsze rodzeństwo mi nie mówiło, tylko po prostu mama źle się czuje. Tam brzuch ją boli i tak dalej.
No, widziałem, musiał pan widzieć. Musiał pan jakoś widzieć czy wyczuwać, że z mamą coś jest nie w porządku, tak? Ja wiedziałam, że choruje ciężko, ale nie wiedziałem, że tak się skończy. No, można tutaj powiedzieć, że jakoś, jakoś tak pan się już zaczął nastawiać mimowolnie na to, że mama może odejść. No tylko że skąd akurat się wziął sen ze strojem, w którym mama będzie pochowana? Mhm.
To jest zagadka. W tym śnie właśnie jeszcze mama żyła i razem z nami szukała tego stroju. Niby wiadomo, że nie żyje, ale żyje. Jakby już nieżywa była, ale była z nami. No po prostu nie wiem, dlaczego mi się śniło.
Nikomu w rodzinie nikt nie mówił mi o takich rzeczy, że komuś coś takiego się śniło. Tylko mi akurat. Bo mama starszym braciom nie mówiła, w co ją mają ewentualnie ubrać. Nie, to dopiero, dopiero poszukiwania stroju były już bez, że tak powiem, jej konsultacji.
Nikt się nie spodziewał, że już umrze, bo ona nie była w takim stanie, że już w ogóle nie wstawała czy, czy coś od dłuższego czasu, tylko po prostu tam ją wzięli na badania, bo mieli jej tą wodę z brzucha spuszczać, jakiś tam guzer coś miała.
No i właśnie miała po kilku dniach wyjść, ale dzień wcześniej poszła do szpitala, a na drugi dzień w szpitalu umarła. No i właśnie strój ten był identyczny jak w moim śnie. Identyczny i tak samo wisiał.
To jest takie jakby prorocze senne. Jedyne, co mi tutaj przychodzi do głowy. Ciężko to jakoś tutaj skomentować, wytłumaczyć. Tylko że tak jednorazowo, tak, taki proroczy sen miałem. Nie mam tak do wszystkiego, że mi się śniło tak wielokrotnie, że coś tam przewiduję czy coś. Nie, to jeden raz takie coś. Może to była ingerencja już mamy duszy? Czy jak sobie to tłumaczę, że może ona już tak częściowo była w tamtym świecie?
Może jakoś objawiło się panu w tym śnie skojarzenie koloru czarnego z żałobą? To jest jednak dosyć mocno skojarzone z w naszym, w naszym kręgu kulturowym. ...Czarny strój kojarzy się ew- ewidentnie z- Nie, nie, to nie był czarny strój. To był taki bardziej brązowo kremowy, coś takiego. Nie był czarny. No, to jeszcze bardziej komplikuje sprawę, bo tu już czynnikami kulturowymi ciężko to wytłumaczyć.
I właśnie ten, ten, ten sen i ta historia z tą modlitwą to jest właśnie takie moje takie najbardziej nurtujące i takie coś takiego, co, co we mnie, co we mnie to utkwiło, tak? Już z tym duchem mniej nawet, jak, jak tym się przejąłem. No, może być coś takiego, że rzeczywiście tą modlitwą pan coś tam przywołał. No, tylko że najprostsze wyjaśnienie, jakie się tutaj, mm, jakie się tutaj, ee, pojawia, takie brzytwa Ockhama tak zwana, to, to, to, że to jednak był przypadek, czysty przypadek.
Ale tego wyjaśnienia z, tego wyjaśnienia z tą taką samospełniającą się przepowiednią czy też klątwą, czy modlitwą, czy jakkolwiek to nazwać, też nie da się właściwie, yy, wyeliminować. Ogólnie wie pan, to ja mam dużo, dużo takiego farta, bo tak samo moi koledzy mieli wypadek. Mnie akurat praca zatrzymała, że musiałem wstać wcześniej i nie mogłem z nimi pojechać. Oni wypadek mieli. Jeden zginął, drugi tam się trochę połamał. No, jechałem z kolegą skuterem, no on też w szpitalu wylądował strasznie.
Tam straszne powikłania miał. No a ja tylko przeleciałem nad nim, siedząc, bo bez kasku byłem. No i tylko łuk brwiowy sobie rzuciłem i tam w nogę się uderzyłem i tylko mi prześwietlenie czaszki zrobili i wypuścili do domu.
No ogólnie taki, takiego dobrego anioła stróża mam. Cała rodzina mówi. No, ja też miałem kiedyś, też miałem bardzo wiele takich sytuacji, że prawie bym, prawie bym zginął, tylko coś jakby takie dygnięcie się pojawiło. Takie, takie wzdrygnięcie przy przechodzeniu przez pasy, dzięki któremu to wzdrygnięciu żyję.
Nieraz mi się takie rzeczy zdarzają. Coś tam jak, coś tam jakby nas pilnuje, można powiedzieć. Jeszcze nie, nie wyprowadzamy się, nie wyprowadzajcie-- nie, nie ma jeszcze takiego wyprowadzania się na drugi świat. Masz tu zostać i jeszcze masz coś zrobić. Można tak pospekulować.
Fajnie by było wiedzieć co. Dokładnie. Pewnie bym prędko tego nie robił, żeby jeszcze z tego świata się nie zawijać. Może dlatego nie wiemy. I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Pozwolę sobie jeszcze uchylić rąbka tajemnicy w kwestii tego, co może się pojawić w kolejnych odcinkach podcastu „Mówią świadkowie". Otóż czeka na obrobienie kilka rozmów ze świadkami obserwacji UFO. Podobnie zresztą rzecz się ma z relacjami nadesłanymi drogą tekstową. Być może zatem odcinek ze zmianą kodu na trzy z przodu, bowiem będzie to odcinek trzydziesty, będzie poświęcony właśnie relacjom o obserwacjach niezidentyfikowanych obiektów latających i innych zjawisk łączonych z fenomenem UFO. A dziś już dziękuję Państwu za uwagę.
Mówił do Państwa Marek Sęk „Ivellios". Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny: Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem.
Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.