Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj! Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W Radiu Paranormalium rozpoczynamy kolejny, dwudziesty siódmy już odcinek najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie, czyli audycji Mówią Świadkowie, w której prezentujemy wybrane, najciekawsze relacje o obserwacjach niewyjaśnionych zjawisk spośród zgłoszeń trafiających na naszą redakcyjną skrzynkę.
Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dobry wieczór państwu. Pod koniec roku 2020 zapowiadałem, że na początku następnego, oby pod wieloma względami lepszego roku 2021, pojawią się odcinki poświęcone obserwacjom UFO. I pierwsza taka właśnie ufologiczna uczta w tym roku zaraz się rozpocznie. Uczta, można powiedzieć, mocno przyprawiona, bowiem kilku relacjom towarzyszyć będzie prezentacja zdjęć, nagrań wideo i innych materiałów ilustracyjnych udostępnionych przez świadków obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających.
Wśród materiałów ilustracyjnych znajdą się głównie szkice sytuacyjne, pozwalające lepiej zwizualizować sobie okoliczności każdego z opisywanych zdarzeń. Materiały te będą zarówno wyświetlane na wideo, jak też udostępnione w opisie tej audycji w naszym archiwum. Zanim jednak przejdziemy do prezentacji przygotowanych na dziś relacji, pozwolicie Państwo, że przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny: Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem.
Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. A więc dzwońcie, piszcie, dzielcie się swoimi historiami, gdyż każda relacja jest na wagę złota. I te właśnie magiczne słowa, zasłyszane w jednym z wcześniejszych odcinków audycji Mówią Świadkowie, zachęciły jednego z naszych słuchaczy do podzielenia się ciekawym zdarzeniem z 1999 roku, kiedy to żołnierze przebywający wówczas w Gdyni dokonali pewnej niezwykle intrygującej obserwacji. Za chwilę wysłuchamy dość obszernej wiadomości, jaką słuchacz nagrał na naszej radiowej sekretarce, a zaraz potem odtworzony zostanie zapis rozmowy z nim.
Dzień dobry, witam. W sumie chyba po jednym zdaniu z Państwa audycji, które tam słucham od paru lat, chociaż miałem jakąś tam przerwę. Mianowicie tam brzmiało, że każda relacja jest ważna. Chciałem się podzielić taką obserwacją, która miała dosyć dawno miejsce, bo dwadzieścia, w zasadzie teraz będzie dwadzieścia lat. O tyle była interesująca, że będąc wtedy człowiekiem dorosłym, nie obserwowałem, a była także przez parę innych osób. Nie wiem, być może jest to coś, co można łatwo wytłumaczyć.
Ja sobie do tej pory tego nie mogłem wytłumaczyć, jak i wtedy te osoby, które obserwowaliśmy. No, ale przejdę do sedna, o co chodziło? No to na pewno dziewięćdziesiąty ósmy rok, jakiś miesiąc letni, może maj, może sierpień. Odbywałem wtedy zastępniczą służbę wojskową. Wtedy akurat byłem w Gdyni, na Oksywiu, na pocie wojennym Oksywie. I akurat tego wieczoru, tamtego dnia spełniłem tuh, dyżurowego kompanii. Nasz, nasza kompania była dosyć blisko morza.
No, o dwudziestej drugiej, gdzieś około dwudziestej drugiej przyjechał kolega patrol od nas. Jeden z kolegów jeszcze postanowił iść pobiegać na zewnątrz, na bieżni, która tam też się znajdowała, blisko morza.
I po pewnym czasie przybiegł do mnie, mówiąc, żebym szybko szedł z nim właśnie w kierunku morza. Mmm, no to myślałem, że sobie żartuje. Ja mówię: nie mogę opuścić barykady, tym bardziej, że dyżurny już poszedł spać.... No, ale widzę, że jest dosyć przyjęte tym, co ci pokazać. No, niedaleko to było. Udałem się z nim, bardziej godzina koło dwudziestej drugiej trzydzieści, w tych granicach. Nie, może wiele sobie nie pamiętam teraz, bo to, że jak mówię, minęło prawie dwadzieścia trzy lata. W każdym bądź razie pokazuje mi na niebo nad morzem jakiś obiekt, no, wielkości księżyca, ale księżyc na pewno nie. Bardzo jasno świecący. Wyglądało to jak re, jak re-re-reflektor. Pomyślałem, że to jest jakiś jeden obiekt. Potem, jak się dobrze było przyjrzeć, to składał się z wielu mniejszych obiektów, właśnie takich reflektorów, które są blisko siebie. Mniej więcej tak, jak światła na stadionie, jak na niej platformie umieszczonych jest tam tych parę, paręnaście reflektorów. Było to nieruchome. Trochę dziwnie było.
Trudno określić też odległość, bo mówię było dość ciemno nad morzem, nie było żadnego punktu odniesienia. W każdym bądź razie to, co obserwowaliśmy jeszcze oprócz mnie, jego chyba dwie osoby były z mojej kompanii. Też poinformowaliśmy oficera dyżurnego, który przyszedł z nami, obserwował. Było to nieruchome gdzieś do dziesięciu minut, nie więcej.
Następnie tego właśnie, tej formacji, tych świecących reflektorów, jak to nazywam do tej pory, opadało to sobie gdzieś w padł wietrz, takie elementy opadały sobie powoli na dół, gasnąc i zgasły. Ale... jeszcze po gaśnięciu była taka właśnie poświata, jak właśnie przy zgaszonym reflektora. Natomiast tych obiektów, obiektów gdzieś tam została sobie u góry. Jeszcze przez chwilę była nieruchoma, po czym zgasła tak nagle, jakby ktoś prąd wyłączył.
Co jeszcze ciekawe, ale to już jest relacja tego kolegi, który jako pierwszy to widział. Tego ja osobiście nie widziałem. Stwierdził, że biega. Początkowo wziął to właśnie za księżyc, ale wydało mi się dziwne, było za jasne.
Stanął. Obiekt był dwa razy większy w porównaniu z tym, co obserwowaliśmy. Podzielił się według jego relacji na dwie części. Jedna odfrunęła, odleciała w kierunku, w kierunku Helu. Natomiast ta druga, którą my już obserwowaliśmy, przesunęła się bardziej w bok i była w pozycji, w której my to już widzieliśmy. I co było później? No, co prawda później jeszcze słyszałem o tym, że, że, że oficer dyżurny na to zgłaszał, że przyszła informacja, że niby są jakieś mienia Helu, chociaż tak się zastanawiam do tej pory, jakie mogą być śmigłowce? Nie słychać. Poza tym raczej tak blisko, blisko siebie, blisko siebie. Nie, nie, nie, nie grupują się, no bo wiadomo, uwięzić się, potoczyły. Mówię od głosu nie było, że to była już godzina nocna, godziny nocne, więc, więc późno wieczorne. Jak mówię, dwudziesta druga trzydzieści i ta obserwacja chyba do dwudziestej trzeciej. Tak prowadzona jest prowadzona jeszcze krócej, ale my tam przebywaliśmy, więc żadnego tam odgłosu śmigłowca czy jakichkolwiek odgłosów nie było.
Samolotu no, wiadomo, samolot raczej jest w ruchu, więc też nawet nie wiem. No, tak jak powiedziałem się roku, że pod wpływem tego zdania, które usłyszałem od Państwa, że, że, że, że każda relacja jest ważna, postanowiłem się tym podzielić. No, dziewięćdziesiąty rok. Dawno. Dlaczego teraz dopiero? No, ja nigdy tego tam nic nie robiłem, bo tym, tym, tam, tym informacjom też tam dzieliłem się z rodziną, znajomymi. Każdy jakoś tam z ciekawością, z ciekawością przyjął. Nie wiem. Być może łatwo to wytłumaczyć.
Być może jest to jakieś zjawisko naturalne. Nie wiem. No, w każdym bądź razie dla mnie, dla obserwujących wyglądało dziwnie. I z tego, co potem jeszcze słyszałem, także żołnierze inni żołnierzy tam z okrętów czy też jednostek na aktywie też nie było to wyjaśnione. Do tej pory nie było. No, no to na tyle. Dziękuję. Pozdrawiam.
Do usłyszenia. Tak, słucham? Halo, dobry wieczór. Tutaj po tej stronie Marek Synk, Ivelios, Radio Paranormalium. Umawialiśmy się na, na wieczór, na krótką rozmowę na temat pana obserwacji, którą pan zgłosił. Ja nie będę tutaj oczywiście pytał o szczegóły, ponieważ pana wiadomość na skrzynce głosowej jest dosyć taka konkretna. Dosyć dokładnie pan przedstawił to zdarzenie. Natomiast mam parę takich pytań, jakby doprecyzowujących, takich bardziej szczegółowych. Rozumiem.
Pan wspominał, że obiekt składał się z wielu takich jakby mniejszych obiektów, wyglądających jak reflektory, chyba stadionowe czy coś tego typu. Tak, tak. Zgadza się. Bardzo blisko, bardzo blisko siebie, bardzo w takim skupisku. Dosyć o tym, że na pierwszy rzut oka wydawał się, jakby to był jeden obiekt, ale przy takim dokładniejszym przyjrzeniu się było widać właśnie, że to jest parę obiektów. No i później dwa czy trzy obiekty, które się oddziły. To, co ja widziałem, bo kolega jeszcze oczywiście, który jako pierwszy zaobserwował te, to zjawisko, mówił, że było to dwa razy większe. Podzieliło się, jedno się przesunęło w bok, to my obserwowaliśmy, a drugie, drugie odleciało w kierunku Helu.
Czyli kolega jakby obserwował najpierw taką jakby, taką jakby całość, która się rozdzieliła na dwie części, tak? Tak, tak, tak, tak, tak. Początkowo też mówił, bo potem jak rozmawialiśmy, wiadomo, taki temat dosyć, dosyć wtedy żywy był, że początkowo biegając, myślał, że to księżyc. Tylko że wydało mu się trochę za jasne, bo księżyc raczej ma takie stonowane światła. To takie mówię dla mnie. Ja odnosiłem wrażenie, jak na stadionie są platformy z tymi reflektorami. Właśnie to tak dosyć mocno, mocno, mocno właśnie świeciło, w taki sposób. Wtedy właśnie- Bardzo jaskrawo.
Bardzo jaskrawo, takie jasne, bardzo jaskrawe światło, typowo reflektorowe. A te reflektory układały się w jakiś konkretny kształt? Tworzyły może jakąś formację? Czy było coś widać między nimi? To znaczy. To znaczy między nimi nic nie było. One były bardzo ścisłe. Tworzyły okrąg, były koliste. Też trudno było określić, czy to jest okrągłe. Raczej mogę powiedzieć, że okrągłe, no ale równie dobrze można powiedzieć, że jak się rurę obserwuje, z tyłu też jest okrągła. Tak? Także raczej to jakby... Raczej nie jestem w stanie określić. Chyba nikt nie był w stanie określić, czy to było kuliste, czy to było płaskie.
... Było okrągłe na pewno, ale, ale to wszystko to, co mogę powiedzieć na temat kształtu, kształtu tego obiektu, które tam wtedy zaobserwowaliśmy, zauważyliśmy. Czy byliście panowie jedynymi świadkami tej obserwacji?
Nie, nie byliśmy. Oprócz yy tego kolegi mnie był na pewno oficer dyżurny, bo akurat zgłaszałem to jako podoficer dyżurny. Jakkolwiek kompanii mu to zgłaszałem, było prawdopodobnie jeszcze dwóch innych kolegów z naszej kompanii. Później, w następnych dniach słyszałem, że także marynarze z okrętów to widzieli, chociaż z nimi nie rozmawiałem. Także na pewno obserwowała to większa liczba ludzi. Ilu dokładnie? Nie wiem. No, tu przypuszczam, że przynajmniej nas wtedy było pięciu. No, to dwadzieścia cztery lata minęły, ale raczej jestem przekonany, że to było około pięć osób, może więcej z mojej kompanii.
Na pewno jeszcze, jeszcze w następnych tam powiedzmy dniach. Słyszałem, że marynarze z okrętów też obserwowali, którzy mieli tak, bo to drugie było, więc raczej wojsko wtedy już spało. Tym bardziej mówię to była zasadnicza służba wojskowa, ale też wiem, też na pewno obserwowała to inne osoby. Nie byliśmy jedyni.
A czy dyskutowaliście panowie może z kolegami z jednostki? Co to mogło dokładnie być? Czy ta obserwacja jakoś odbiła się, rozumiem, jakimś echem? Tak, tak, na pewno tak. Przede wszystkim oficer dyżurny, który też był świadkiem, stopniu chorążego. Z tego, co pamiętam, nazwiska niestety już nie pamiętam.
Zgłaszał to dalej. Później nawet w miarę szybko przekazał informację, o której nawet wspominałem, nagrywając się do Państwa, że były to ćwiczenia na Helu, ale raczej wątpiliśmy w to, bo po pierwsze byśmy o tym wiedzieli. Po drugie jednak z tego, co pamiętam, to z Gdyni do Helu w linii prostej jest chyba siedemnaście kilometrów przez morze, jakby chcąc płynąć. Więc, więc to tak też nie jest łatwo obserwować te obiekty. Tym bardziej one były bliżej nas, a nie jakieś tam światełka migające w oddali. Na pewno dyskutowaliśmy. Wykluczyliśmy samoloty z oczywistej sprawy, że, że musiałoby to się poruszać. Śmigłowce za blisko siebie, a tym bardziej, że w późniejszej swojej tak zwanej karierze miałem okazję też pracować na, na lotnisku wojskowym. Śmigłowce widziałem i o ile jeszcze powiedzmy z daleka nie, może nie być słychać śmigłowca, chociaż to maszyna dosyć hałaśliwa, no to jednak zdecydowanie za blisko, żebyśmy mogli mówić o jakichś tam światłach szperacza śmigłowca. Nie było w ogóle żadnego dźwięku. To było ciekawe, że nic nie słyszeliśmy, żadnego warkotu, żadnego świstu. W zasadzie nawet te obiekty, które później tam się z dwa, trzy, które oddzieliły, tak spokojnie opadały w kierunku morza, gasły, w wodzie nie wlatywały. No, tak nam się wydawało, że nie wlatywały do tego morza. Chociaż było ciemno, więc perspektywy nie mieliśmy jakiejś tam, powiedzmy, odniesienia do niczego. Gasły nagle z poświatą. Na pozostałe te obiekty, które były, były na niebie, zgasły nagle, tak jakby prąd ktoś wyłączył. I tyle tego było. Później jeszcze w miarę swoich możliwości, gdzieś tam staraliśmy się jakieś następne obserwacje prowadzić. Niestety nic już takiego nie zaobserwowaliśmy. Raz, co prawda sądziliśmy, że coś się pojawiło.
Okazało się później, że to było jedynie światło okrętu, statku, który tam gdzieś, gdzieś cumował i to wszystko. Później był... Nie zaobserwowaliśmy w każdym bądź razie, w miarę swoich możliwości, jakichś tam tego typu zjawisk i w zasadzie spadło na niczym, bo, bo nie mogliśmy tego przyjąć, przypiąć niczego. Później, w późniejszych latach pojawił się gdzieś tam, powiedzmy, te chińskie lampiony.
Wtedy raczej, raczej chyba nie występowały w Polsce, ale to też miałem okazję widzieć, więc do tej pory się zastanawiam, co to było. Czy jakieś zjawisko naturalne, czy, czy, czy, czy coś powiedzmy coś, co można wytłumaczyć, a my tego nie widzieliśmy. W każdym bądź razie tłumaczenie, które my dostaliśmy, że to były raczej jakieś ćwiczenia na Helu, raczej z dużą, z dużym, z dużym dystansem do tego podchodziliśmy. Nadal do tego podchodzę, bo, bo no, nie jestem w stanie powiedzieć, co dokładnie widziałem. W każdym bądź razie było chyba to jedyne takie zjawisko, którego sobie nie mogę wytłumaczyć, bo nie raz tam człowiek widział jakieś tam światła na niebie, no ale wiadomo, samolot, śmigłowiec, nie satelita, odbicie czegoś. A to jest takie zjawisko, że analizując na wiele możliwych sposobów, tak naprawdę do tej pory nie doszedłem, co to mogło być. Tym bardziej że mówię, unosiło się to na pewno nad morzem. Nie było to gdzieś tam na poziomie, poziomie linii statków, gdzie jeszcze możemy powiedzieć o jakichś światłach, ale tym bardziej nie o takiej grupie statków. No a to, co mówiliśmy wcześniej, to kolega jedynie, jak on obserwował, że to coś się podzieliło, odleciało w jedną stronę Helu, drugie przesunęło się w bok. Także zjawisko do tej pory, do tej pory dla mnie jest zagadką. Nie wiem, naprawdę nie wiem, co to może być. Co prawda nie sam od wielu lat się interesuję zjawiskiem UFO.
Państwa tam programu słucham od paru lat i byłem ciekaw, czy akurat powiedzmy ktoś ma podobne ze słuchaczy doświadczenia. inaczej się nie spotkałem i opowiadając to, no nie robiłem z tego jakiejś wielkiej tajemnicy. Czy rodzinie, czy znajomym też byli, nie byli w stanie zadać jakiejś odpowiedzi w sposób bardzo możliwy z faktami, że mówię albo nie wiem. Samolot.
Takie zagęszczenie, że tak powiem, takie, że tak powiem, zagęszczenie śmigłowców w jednym miejscu byłoby chyba nawet niebezpieczne, już nie mówiąc o możliwości... No tak, to raczej tak. To raczej, raczej raczej. To też wykluczyłem, no bo to wszystko było za bliskie. Widziałem śmigłowce, które latały w formacji, ale to nie to. To w ogóle nie można, można porównywać. One zawsze są oddalone w jakimś, no jako trzeba, byśmy obserwowali, gdzie po ciemku możemy, możemy nawet tego ruchu nie widzieć, to jednak one są gdzieś tam oddalone, oddalone od siebie, a to było bardzo ścisłe. Na pierwszy rzut oka to, co widzieliśmy, wydawało się jednym obiektem. Później, dopiero przy dokładnym yy patrzeniu się na to, było widać kontury jednak pojedynczych obiektów, ale bardzo ścisłe, ściśle ze sobą gdzieś tam połączonych.
No i nie było to, nie było, nie było. Też kwestia tego, że helikoptery, helikoptery, śmigłowce chyba nie są w stanie takiego światła wytworzyć, żeby to wyglądało jak, jak reflektor stadionowy. Tak? To znaczy, wie pan, szpera śmigłowca z przodu jest też dosyć silnym światłem, bo mówię, widziałem je nie raz, ale to jednak wygląda inaczej. Co jeszcze ciekawe, jak mówimy już o tym szperaczu. Jednak przy takim silnym reflektorze, który tym bardziej w nocy daje światło mające na celu lokalizację, powiedzmy tego, co tam przed poniżej zawsze widać smugę. To jednak ta smuga jest widoczna. Tutaj nie było nic widać, to coś nie rzucało smugi na nas, bo staliśmy gdzieś, powiedzmy twarzą w twarz.... czy też powiedzmy nad naszymi głowami, bo byśmy to widzieli. To po prostu emitowało światło, jasne światło, jak, jak, jak reflektor, ale z kolei niczego nie oświetlało. Czyli nie było takie jakby łuny dookoła tego obiektu, tak? To znaczy było zarysy widać tak, jak na przykład obserwuje pan, powiedzmy, reflektor. Przy takim dokładnym dojrzeniu widać taki zarys okrągły, z tym że reflektor, powiedzmy, stadionowy chociażby oświetla coś, daje łuny. Tutaj nie było nic. Coś po prostu było, świeciło, a że było ciemno, później oczywiście gdzieś tam doszliśmy do takiego wniosku, że nawet jakby to obserwowało port wojenne, no, gdzieś powinno to światło padać, tak?
No bo jednak mówię silne światło albo przynajmniej powinniśmy jakąś łunę nad głowami widzieć. Jeżeli by to powiedzmy, gdzieś dalej szło. Nie było nic takiego. To po prostu świeciło, emitowało światło same z siebie, dosyć jasne i tyle. Jeszcze może jedna sprawa. Co jest ciekawe, w zasadzie nie... Obserwacja przeze mnie i przez większość oczywiście tam osób zgromadzonych była prowadzona gdzieś tam do dziesięciu minut. Kolega, który tam to wcześniej widział, na pewno widział to dłużej, ale co ciekawe, jeżeli było to blisko portu wojennego, nie były tam poderwane samoloty wojskowe. No bo też się nad tym zastanawialiśmy. No, nie słyszeliśmy. Wtedy akurat dziewięćdziesiąty rok, więc wtedy były na wyposażeniu naszej armii, marynarki Migi, nawet MiG-21 Bis. Z tego, co pamiętam, dosyć głośna, dosyć głośna maszyna, tym bardziej latająca parami. Niestety nic takiego nie słyszeliśmy, nie zauważyliśmy, więc też to trochę było dziwne, że żadnej- To powinno na pewno wzbudzić jakiś alarm.
Tak. Tak, tak. Tym bardziej, że to nie była chwila, powiedzmy, parosekundowy czy tam parudziesięciosekundowy. Jednak gdzieś to dłużej trwało. Ale nie, nie było. Nie było poderwanych żadnych samolotów. W każdym bądź razie wtedy, kiedy my tam przebywaliśmy, no, tak jak mówiłem wcześniej, tam przez parę dni była dosyć mocna dyskusja. Nie doszliśmy w zasadzie do żadnych wniosków. Gdzieś tam może potem oparliśmy się też na tym informacje właśnie o tych ścigaczach, chociaż wydawało nam się wątpliwe. No, a poza tym wiadomo, jak to w latanicie w służbie wojskowej, też człowiek myślał o innych, o innych sprawach. No, chyba myślę, że to wszystko. To, co tam mogę przekazać po tylu latach. Mówię, miałem już do państwa chęć zadzwonić wcześniej, ale ostatnio czytając i słuchając gdzieś tam, że kawał lata, mówię: a zadzwonię, może, może się dowiem, może ktoś też miał podobne jakieś w tamtym okresie. Ktoś coś widział? Na pewno widziało to więcej ludzi. Nie byłem jedynym obserwatorem.
Niestety z osobami, z którymi to obserwowałem, z mojej jednostki już później kontaktu nie miałem po wojsku, więc nawet nie było okazji, żeby ten temat jeszcze raz przedyskutować, przeanalizować. I to tyle, jeśli chodzi o zdarzenie z okolic Gdyni z 1999 roku. Ta relacja, podobnie zresztą jak wszystkie pozostałe zgłoszenia docierające do Radia Paranormalium, została oczywiście przekazana współpracującym z naszym radiem ufologom, w tym między innymi Damianowi Treli, Arkadiuszowi Miazdzie, Piotrowi Cielebiasiowi i Arkadiuszowi Kocikowi.
O tym, że te zgłoszenia nie trafiają w próżnię i spotykają się z zainteresowaniem, świadczy najlepiej fakt, iż sporo z nich doczekało się szerszego omówienia zarówno w publikacjach internetowych, jak i w książkach Arkadiusza Miazgi i Damiana Treli. Każda taka relacja jest na wagę złota. Opis każdego takiego zdarzenia pozwala nam lepiej poznać naturę zjawiska, szerzej znanego jako UFO. Kolejne relacje zaprezentujemy po krótkiej przerwie. Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie Państwo z nami. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.
Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl. Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W drugiej części dzisiejszej audycji zaprezentuję Państwu wybrane relacje nadesłane drogą tekstową. UFO w okolicach miejscowości Krzywaczka, nieopodal Krakowa. Korespondencja mailowa.
"Jestem słuchaczem Radia Paranormalium od wielu lat. Osobiście nigdy nie byłem świadkiem lub nie słyszałem zdarzenia, które mógłbym zrelacjonować aż do dzisiaj. Dziś w nocy, to jest pierwszego grudnia, około czwartej nad ranem z miejscowości Krzywaczka pod Krakowem był widoczny obiekt. Udało się nagrać film. W załączniku wysyłam oryginał wraz ze zdjęciem. Czy ktoś potrafi ocenić, czy był to rzeczywiście niezidentyfikowany obiekt, czy może coś innego? Widziałem wiele filmów oraz zdjęć i przez charakterystyczne pulsacje jestem skłonny stwierdzić, że to obiekt UFO, aczkolwiek wolę film przesłać do analizy niż wyciągać pochopne wnioski. Film nagrał mój znajomy, który jest moim niedalekim sąsiadem. Całość zobaczył po powrocie do domu około czwartej nad ranem przez okno ze swojego pokoju. Obserwacja trwała przez kilka minut, ale znajomy nie jest w stanie stwierdzić, ile obiekt był widoczny, bo po prostu zasnął i nie pamięta. Dodam, że mój znajomy tematyką UFO raczej się nie interesuje, więc dlatego specjalnie nie przejął się tym i nie obserwował do końca, ale nagrał obiekt, bo wydawało mu się to dosyć dziwne. W załączniku załączam jeszcze mapę, na której zaznaczyłem dom znajomego i strzałkę, z której strony widział ten obiekt od okna. Generalnie obiekt był widziany w stronę kościoła w miejscowości Krzywaczka. Był daleko i wysoko, mógł więc być nad zupełnie inną miejscowością, ale w tamtym kierunku, którym wskazuje strzałka."...Relacja od słuchacza z Krakowa, z dzielnicy Nowa Huta. Nadesłana szesnastego września dwa tysiące osiemnastego roku. "Witam! Około godziny czwartej nad ranem moja mama, lat sześćdziesiąt siedem, widziała obiekt w kształcie kuli, który emitował światło.
Przeleciał nad budynkami w spokojnym tempie, potem przyspieszył i odleciał. Kula miała około jednego metra średnicy. Sam również widziałem klasyczne UFO w kształcie spodka emitującego światło koloru białego. Było to jednak trzydzieści lat temu. Też Kraków. Tym razem Stare Miasto. Do dziś bardzo wyraźnie pamiętam tamto zdarzenie. Pewnej ciepłej, letniej nocy usłyszałem dźwięk. Była to wibracja.
Dźwięk był intensywny. Zaciekawiony wybiegłem na balkon. Było około północy i zobaczyłem ten spodek. Zawisł na niebie, na tle przeciwległej, starej kamienicy. Mieszkałem wtedy na ulicy Świętej Teresy. Obiekt po chwili odleciał, a w zasadzie znikł. Prędkość, z jaką się oddalił, była nieprawdopodobna. Towarzyszył temu cały czas dźwięk."
Wiadomość zawierająca opisy kilku obserwacji, nadesłana do Radia Paranormalium dwunastego września dwa tysiące osiemnastego roku. "Od jakiegoś czasu jestem wiernym słuchaczem Waszych audycji. Są ciekawe i poruszają tematy, które mnie interesują. Chciałbym się podzielić swoimi przeżyciami, które były związane z dziwnymi zjawiskami. Sierpień tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego czwartego roku. Byłem wtedy na wakacjach pod namiotem u znajomego gospodarza nad jeziorem Szelment Wielki. Był piękny, bardzo ciepły wieczór. Ponieważ w namiocie było bardzo duszno, postanowiłem położyć się na trawie przed namiotem. Niebo było usiane gwiazdami, a widoczność doskonała.
W pewnej chwili kątem oka dostrzegłem białą poświatę. Znad domu gospodarza wyleciała biała kula. Była wielkości i jasności księżyca w pełni. Gdy przelatywała nade mną, dostrzegłem cztery wystające jakby antenki, podobne jak na zdjęciach pierwszego radzieckiego satelity. Kula leciała dosyć nisko. Myślę, że nie wyżej jak pięćdziesiąt metrów, ponieważ po chwili zakryły ją rosnące przy jeziorze drzewa. Poruszała się dość szybko z zachodu na wschód. Całe zdarzenie trwało kilka, kilkanaście sekund.
Lipiec dwa tysiące piętnastego roku. Rzecz działa się w Chorwacji. Pojechałem ze znajomymi nad rzekę, gdzie rozłożyliśmy się na trawie. Był piękny, słoneczny dzień. Wysoko na niebie zauważyłem ożywiony ruch samolotów. Pomyślałem, że pewnie jest tam korytarz powietrzny. Były to duże pasażerskie samoloty lecące w osi północ-południe. Zacząłem się im przyglądać przez lornetkę. Obserwowałem jeden z samolotów, który leciał z północy na południe. W pewnej chwili zauważyłem, że z przeciwnego kierunku leci szara, matowa kula. W tej chwili poprosiłem kolegę, aby również wziął lornetkę i spojrzał we wskazanym kierunku, aby się upewnić, czy nie mam przywidzeń.
Zauważyłem, że kula leciała niżej niż samolot, ponieważ samolot przeleciał bezpośrednio nad nią. W chwili mijania się z samolotem kula zatrzymała się i po chwili ruszyła w tym samym kierunku co samolot i z tą samą prędkością. Kula miała średnicę około jednej trzeciej długości skrzydła samolotu, a na jej powierzchni było widać refleksy światła słonecznego.
Po chwili kula skręciła na zachód i z jednostajną prędkością oddaliła się, aż stała się niewidoczna. Kolega również widział to, co ja. Całe zajście trwało około jednej minuty. Rok dwa tysiące czwarty. Byłem u siebie w domu. Było późno, na pewno po północy.
Siedziałem na fotelu i oglądałem telewizję. Fotel stał tyłem do drewnianych schodów z parteru na piętro. Usłyszałem kroki i charakterystyczne skrzypienie schodów, tak jakby ktoś po nich wchodził. Pomyślałem, że pewnie to idzie moja żona, która spała na parterze. Kroki zbliżały się do mnie i zatrzymały się bezpośrednio za oparciem fotela. W tej chwili usłyszałem ciężki, charczący oddech za mną i wyczułem, jakby ktoś pochylał się w moim kierunku. Zerwałem się na równe nogi, ale nikogo nie było. Poszedłem na parter.
Żona i dzieci spały w swoich łóżkach. Nie wiem, co to mogło być." Obserwacja UFO nad Łodzią, dziewiętnastego kwietnia dwa tysiące osiemnastego roku. "Ta sytuacja wydarzyła się dziewiętnastego kwietnia, około dwudziestej drugiej, dwudziestej trzeciej. Położyłam się już spać, ale przebudził się mój synek śpiący w wózku obok. Usiadłam z nim w ramionach na łóżku i spoglądałam przez okno balkonu. Zauważyłam poruszający się obiekt.
Światło w postaci małej kropeczki. Pomyślałam, że to satelita, może nawet, że to ISS. Był dokładnie taki mały i poruszał się dokładnie w takim samym tempie. Nagle obiekt ten znacznie przyspieszył w kierunku Ziemi.
Powiedziałabym po skosie, w moim kierunku bądź w kierunku bloku i zaczął się powiększać, tak jakby leciał wprost na mnie. Trwało to trzy, cztery sekundy. W najbliższym momencie był wielkości, powiedzmy, cztery razy powiększonego Marsa, widzianego czasem na nieboskłonie, bez używania teleskopu. Chodzi mi o rozmiar, który widzimy gołym okiem. W pierwszej chwili pomyślałam, że to kometa.
Wiem, bez sensu. Bardzo się przestraszyłam, aż poderwałam się z łóżka, a serce podeszło mi do gardła. W tym momencie światło gwałtownie zaczęło się oddalać, po skosie, w prawo, do góry, aż znikło zupełnie. Chyba nie mógł to być dron, choć nie widziałam żadnego nocą. Jedynie obejrzałam teraz filmiki na YouTube, a nie przypominało to żadnego znanego mi pojazdu ani maszyny."... I to na razie tyle mojego czytania. Po krótkim przerywniku przejdziemy do kolejnej przygotowanej na dziś rozmowy telefonicznej. Radio Paranormalium ma paranormalny głos w Twoim domu. Nigdzie się nie wybierajcie. Słyszymy się ponownie już za chwilę. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarny Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype Radio kropka paranormalium kropka pl.
Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com ukośnik radio paranormalium.
Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio małpa paranormalium kropka pl. Radio małpa paranormalium kropka pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów- mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W trzeciej części dzisiejszej audycji zapoznamy się z dość świeżą obserwacją dziwnych obiektów nad Bukowiną Tatrzańską, ósmego grudnia dwa tysiące dwudziestego roku. Zaczęło się od SMS-a od jednego ze słuchaczy tam mieszkających. Tuż po nagraniu rozmowy z nim umieściłem na radiowym fanpage'u na Facebooku ogłoszenie, w którym poszukiwałem innych świadków pojawienia się tych obiektów.
W krótkim czasie nastąpił na radiowym Messengerze mały wysyp wiadomości zawierających opisy obserwacji oraz zdjęcia, z których część zostanie dziś zaprezentowana. Słuchaczowi, który jako pierwszy zgłosił obserwację UFO, udało się ponadto uwiecznić te obiekty na wideo. I właśnie jemu oddajmy teraz na chwilę głos. Teraz tak, co by pan chciał wiedzieć odnośnie tego zjawiska? No tak ogólnie opis obserwacji, kiedy, kiedy doszło do obserwacji, to wiemy.
Ósmy grudnia. Jaka to była dokładnie miejscowość? Trzynasta, to jest tak Bukowina Tatrzańska to jest zaraz okolice Zakopanego, przy, na wysokości Kościuszki trzydzieści sześć. Tam jest parking sklepu Gama. Nie chodzi mi o żadną reklamę sklepu, akurat tam nie mam żadnych udziałów ani nic. No i po prostu szedłem do szkoły po dziecko.
No i jeden z niewielu chyba, który patrzy często w niebo. No i pierwsza taka moja obserwacja. Myślę: a, pewnie balony, ale sobie myślę, kurczę, tak patrzę dwa balony. Minimalnie te obłoki chmur się przesuwają, bo wiadomo, że na przykład na ziemi może być tam powiedzmy wiatr, a u góry go nie będzie albo odwrotnie. Ale mówię, to dziwne na balony, bo to wyglądało jak dwie końcówki cyrkla. Na zasadzie wyglądało to, pierwsze patrzysz: ej, Gwiazda Polarna, a za chwilę patrzysz, są dwie. No, niemożliwe. Słonko było na mnie, jak się patrzy tam w stronę drogi, no to było tak, jak... Kurde, nie mogę określić kierunku, w którym tam gdzie biegłem, gdzie tak dalej. No, ale w każdym razie słonko było po mojej prawej, a to było tak, jak stajesz przodem, no to w tym kierunku tego. No, to było tak w lewo ode mnie, czyli tak na godzinę jedenastą. No i tak patrzę, dwa, dwa punkty, z czego ten pierwszy punkt po lewej, ten dalej, to przez parę sekund zrobił się tak jakby bardziej pionowy, czyli taka ja wiem, no, milimetr, dwa, to jakby pionowa figura, a tamten- Zmieniał kształt, tak?
Znaczy ja bym powiedział, że może pod innym kątem ustawiony, bo ten pierwszy to świecił się cały czas jak gwiazda. One nie świeciły żadnym swoim światłem, żadnym pulsującym, tylko po prostu jakby były wypolerowane na srebrny kolor. Po prostu odbijały się, świeciły światłem odbitym, czyli tym słońcem, bo później, jak słońce zmieniało kąt widzenia, no to one przestawały być widoczne. No i co najlepsze, no te obłoki się przesuwały już tam, no bo takie były. To nie były żadne chmurki, tylko jakieś takie szare, no obłoki, nie wiem, co to są one. No i tak one się przesuwały. Te dwa punkty jak końcówka cyrkla stały obok siebie, zachowując równy dystans cały czas. Po czym na filmikach będzie widać, że w ciągu na jednym ciągu trzydziestu sekund gołym okiem tego nie szło tak zauważyć. Minut jakby piętnaście stopni, czyli poziomej linijki się przesunął z godziny trzeciej na godzinę szóstą.
Pierwszy punkt w stosunku do drugiego, po czym cofnął się z powrotem, zachowując mniej więcej ten sam dystans cały czas, czyli dosłownie jak dwie końcówki cyrkla. Później, jak się wyrównały z powrotem na godzinę trzecią, no to przesunęły się z mojego punktu widzenia, tak mówię, jak na prostą, od nosa na dwunastą z godziny jedenastej tak na godzinę drugą, tak po torach. I zaś to samo.
Zachowując cały czas równy dystans. To samo. Prawy punkt odnośnie lewego. Z godziny trzeciej zjechał na godzinę szóstą, potem zawrócił na godzinę trzecią i zaczęły się oddalać. Już zachowując równy dystans, czyli będąc tak, jak mówię, godzina trzecia, dziewiąta już oddalać się w stronę inną, tam przesuwać. No i oczywiście już potem straciłem to z widzenia, no bo zaczęło robić się tak, że to słonko zmieniało kąt świecenia, więc zaczęły gasnąć. No i dzwoniłem do lokalnej gazety, do TP24, czyli tutaj Tygodnik Podhalański. No, pierwszy gość stwierdził, że mogło to być, bo w Nowym Targu są paralotnie. No ale stwierdziliśmy, że-... z nimi, ale chyba olał temat, że ciężko jest, żeby dwie, żeby dwie paralotnie w ten sposób się zachowywały w stosunku do siebie. Że drony moim zdaniem też to nie mogły być, no bo po pierwsze były za wysoko, po drugie no nie było żadnego hałasu, żadnych jakichś tam światełek i tak dalej, więc szczerze mówiąc, no nie wiem, co to było, no jakby nie to, że słonko, no to nie byłbym w stanie nawet tego zauważyć. No na paralotni to chyba byłoby widać operatora tej paralotni, że tak powiem.
Znaczy, znaczy nie chodzi o paralotnie. Paralotnia to jest to, co lata na sile wiatru. Tak? Dobrze mówię. No, no to mówię. No, dziwne jest to, że zachowały się w ten sposób w stosunku do siebie, że jedno stało, drugie z godziny, trzecia jak tarcza zegara: z trzeciej na szóstą, potem powróciło. Przesunęły się jakby w bok i z powrotem z trzeciej na szóstą i z powrotem. I już potem, no ten, zachowały cały czas ten sam dystans. Też potem mówiliśmy, że może balony meteorologiczne, no ale kurczę, no jak chmury się przesuwają, wszystko się przesuwa w stosunku do siebie, taki sam dystans.
Mówię, no, jest to dziwne zjawisko dla mnie. No już samo to, że, że te balony, tak? Ten jeden, ten jeden obiekt wracał nawet do poprzedniej pozycji, to chyba wyklucza też. No dokładnie tak wyglądało, jakby pan miał zegarek i tarczowy i z godziny z trzeciej zjechał na szóstą i z powrotem. To fajnie. Wiem, że na filmach się nie powinno zoomować, bo dawniej się też interesowałem ufologią. Znaczy każdy laik pewnie. No i zdziwiło mnie to, że mówię i tam zawsze było, że dlaczego ci ludzie zoomują. No ale jak nagrywałem na normalnej rozdzielczości, to wydawało mi się, że mogą to być dla telefonu niewidoczne jako piksele. No nie wiem. No i ten pierwszy obiekt właśnie mówię, no, cały czas świecił się jak Gwiazda Polarna.
A ten jeden obiekt, który powiedzmy, robił za środek z tych dwóch punktów, no to na chwilę zmienił kształt. Na ostatni tak, że stał się jakby pionową kreseczką na chwilę, nie zmieniając położenia. Miał pan wrażenie, że obiekt porusza się w jakiś taki sposób inteligentny, skoordynowany? Wie pan co? Powiem tak: no, ja to obserwowałem przez jakieś piętnaście, dwadzieścia minut, nawet specjalnie na nagraniu jest chwycony potem kant dachu, żeby nie było, że to jakaś symulacja jeżdżenia po niebie i tak dalej.
No to jeden obiekt tam mówię, no, dosłownie jak cyrkiel. Jak pan robi, ten ostry punkt stał w miejscu, a tamten po prostu, no, zatoczył tak pół, jedno trzecią, jedno czwartą półkola, po czym zawrócił. Potem się przesunęły i z powrotem to samo. I potem już się zaczął oddalać, zachowując ten sam dystans w jakąś tam stronę.
Rozumiem, że obiekty nie emitowały żadnych dźwięków? Nie, nie, nie udało się nic- Nie było żadnych dźwięków, nie było żadnych świateł. Mówię, świeciły tylko dosłownie były wypolerowane jak bańka na choinkę i dzięki temu się odbijało od nich słońce. Przynajmniej ja miałem takie wrażenie. No i ja mówię: no, ja mam nagranie. Mam jakieś chyba dwa nagrania po minutach, chyba szybkie, trzydzieści sekund i sześciominutowe, gdzie, gdzie zoomuję na chwilę po to, żeby je było widać. Potem one gdzieś tam zanikają w tym, na tym niebie. No i one były naprawdę wysoko, bo o ile gdzieś tam samolot leci czy, czy jakieś nie wiem, coś innego na niebie, no to mówię, to już było tak naprawdę, naprawdę wysoko, no. No ja słabo się orientuję w tematach meteorologicznych, natomiast nie wydaje mi się, żeby, żeby wiatr mógł tak szybko zmieniać w taki sposób kierunek. Żeby, żeby to były balony, to musiałyby- Nawet się zmieniały. To mówię, zmieniałyby się. Nie zachowałyby się jak, no, dosłownie jak cyrkiel. No jak złożony cyrkiel. On się zachowuje tylko w dany sposób, tak? No to mówię. No i to dosłownie tak samo wyglądało. Mówię nie, to nie mogły być balony, bo balon mówię, nie zachowałby się w ten sam sposób, że trzymałby dystans. Zwłaszcza, że nie było między nimi jakiegoś połączenia widocznego. Mówię, goście, nawet ci, którzy latali tymi awionetkami, paralotniami. Mówię: no, też nie wiem, jakby musieli być wyszkoleni, żeby wykonać taki manewr. No, co dla mnie to raczej niemożliwe.
Czy byli jeszcze oprócz pana jacyś inni świadkowie, potencjalnie tego zdarzenia? Byli to pracownicy właśnie tego sklepu Gama przy ulicy, bo akurat mieli zmianę. Był też świadkiem. No i oni stwierdzili niby, że to były drony. Był też pan, który... bo tam są trzy sklepy do jednej sieciówki należące, który sprzątał akurat parking i nawet na jednym nagraniu, na pierwszym zacząłem się do niego śmiać, że chyba się nasrałem, bo widzę UFO. Nie, no, nie wiedziałem, jak to zagadać do gościa z tym tematem. No i też obserwował i mówi, że też nie wie, co to jest i nie może tego wyjaśnić. Także z trzy do pięciu osób mógłbym zebrać, które też to widziały swoimi oczami. Jeden, jeden temat. No, ten przykład pan sprzątający się też tym zainteresował i co chwilę patrzył. No a reszta no to popatrzyła, a pewnie balony albo jakieś drony, albo coś i poszli dalej. No, ale to byli w większości pracownicy sklepu. No wiadomo, to tam obowiązki wzywały, także nie mieli za bardzo czasu, chyba gapić się w niebo.
No dokładnie. No też to normalne, tak powiem, przepraszam za wyrażenie, dla pana i dla mnie, ale ludzie nie chcą wierzyć. Chcą wierzyć, że są jedyną inteligentną istotą w tym wszechświecie. To była rozmowa ze słuchaczem, który jako pierwszy zgłosił obserwację dziwnych obiektów nad Bukowiną Tatrzańską ósmego grudnia dwa tysiące dwudziestego roku. W trakcie zbierania relacji odebrałem również zgłoszenie o podobnej obserwacji, dokonanej cztery dni później w miejscowości Bańska Niżna. Postaram się niedługo skontaktować z autorem tej relacji w celu uzyskania dalszych szczegółów. Tymczasem pora na krótką przerwę, po której wysłuchamy ostatniej przygotowanej na dziś relacji. Choć pora niewątpliwie późna, to jednak nie wylogowujcie się jeszcze z Internetu.
Zaraza była w drodze do Damaszku i przemknęła obok karawany wodza na pustyni. „Dokąd pędzisz?” — zapytał wódz. „Do Damaszku. Mam zamiar zabrać tysiąc istnień”. W drodze powrotnej z Damaszku zaraza znowu mijała karawanę. Wódz powiedział: „Zabrałaś pięćdziesiąt tysięcy istnień, a nie tysiąc”. „Nie” — rzekła zaraza. „Ja wzięłam tysiąc. To strach zabrał resztę”. Nie daj się zastraszyć.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.... Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W ostatniej części dzisiejszej audycji wysłuchamy rozmowy ze słuchaczem z okolic Oleśnicy, który przekazał kilka niezwykle ciekawych historii od rodziny i znajomych dotyczących bliskich spotkań z zagadkowymi, latającymi obiektami. Jeżeli dobrze pamiętam, to tych historii Pan chciał trochę przekazać. Także jakby Pan mógł zacząć od tej, którą Pan najbardziej uważa za taką interesującą.
Dobrze. Na początku chciałem powiedzieć, że prześlę Wam na maila w PDF-ie taki materiał tutaj dostaniecie ode mnie oraz tam nagraną relację tam mojej rodziny odnośnie właśnie obserwacji. No dobrze, no to zaczynamy od przygotowania właśnie tego PDF-a i możemy zacząć. Pierwsza relacja dzieje się w roku około osiemdziesiątym, osiemdziesiątym trzecim. Świadek miał wtedy dziesięć, dwanaście lat. Z tego, co mówi, jest to mój ojciec. Tak, jak byłem mały, jak byłem mały, to ja pamiętam, że jako dzieciaka, jak siedzieliśmy gdzieś tam zawsze z rodziną, przy jakichś tam właśnie spotkaniach. Na początku nie wiem, który to był. Ja miałem wtedy po osiem, osiem, czterdzieści, dziesięć lat. Ja pamiętam, jak oni zawsze sobie siedzieli i to opowiadali sobie te historie. Moja babcia, mój ojciec i tam więcej osób, jak się spotykało, to opowiadali te historie, które się działy w tym miejscu. To jest Oleśnica, koło Chodzieży, województwo wielkopolskie, a dokładnie jest to osada Trojanka. Jest to dość malownicze miejsce, położone między stawami. Jak to się nazywa? Karpiowe stawy tak? No i naprawdę dużo można powiedzieć tam się działo, tam szczególnie myśliwi nocami obserwowali no cuda.
Podobno teraz nawet ostatnio, bo wiedziałem, ojciec mi opowiadał, że jakiś myśliwy nawet widział, w nocy natrafił na lądowanie jakiegoś pojazdu i jakieś tam istoty były. I mówi, że tak się przestraszył. Z tego, co pamiętam, nawet broń mu się zacięła, bo chciał strzelić w te istoty. No ale to dobrze. Wróćmy do tej opowieści mojego ojca. Według mnie najciekawszy. Już tutaj patrzę. Rzecz miała między osiemdziesiątym drugim a osiemdziesiątym piątym rokiem. Mój ojciec wtedy chodził do podstawówki. Jest to rocznik siedemdziesiąty trzeci. To był miesiąc luty. Zima. Wtedy jeszcze śniegi były, nie tak jak teraz, była zima i jego rodzice pilnowali tych ryb na stawie. Siedzieli tam obydwoje. Było to popołudnie i on jako dzieciak, wiadomo, biegał po tych stawach z buciem. To było około godziny osiemnasta. I jak jest staw spuszczony, to jest taki jak lód był wcześniej i staw się spuścić.
To jest pusty lód, taka przestrzeń jest, że można się fajnie bawić, był kółki i on to sobie to kół w tym stawie. A jak staw się spuści, to wtedy ta grobla jest dość wysoka i on tam wszedł na dół. No i bawi się, bawi, bawi. I w pewnym momencie mówi, widzi kątem oka. Nie zwrócił na to uwagi.
Kątem oka tak, widzi czerwone światło. Leci gdzieś tam, jeszcze nad polami, daleko jeszcze. Nie zwrócił na to uwagi. Nadal się bawi, ale mówi: w pewnym momencie zrobiło się tak jasne, czerwone światło, samo czerwone światło widzi.
I mówi, jak podniósł wzrok, to mówi, to widzi to od niego, jak ja mierzyłem, już to to na lidarze jak mierzyłem, to musiało to być od niego, z tego, co mówi, osiemdziesiąt metrów przed niego i mówi ten obiekt nisko lecąc. On tak mówi, badawczo leciał, badawczo, ale mówi wprost na niego to leciało, wprost na niego.
To mówię, ewidentnie on czuł, że jest nim zainteresowany. Powolutku leci w jego stronę i mówi: widział te światło czerwone spod spodu. Mówi, że oświetla po prostu ten płot, który odgradza pole, a te stawy to widział, jak oświetla tą trawę. Po prostu to płynie, te światło i na niego prosto idzie. Jak on to zobaczył, a już wcześniej była obserwacja przez moich dziadków. On słyszeli, opowiadali sobie ludzie o takich historiach, te historie.
On wiedział, że raczej tego trzeba unikać, więc zerwał się od razu. Mówi, że takiego strachu dostał. Pod tą górę. On nawet nie pamięta, że miał tyle siły, żeby biec. Mówi: zerwał się pod górę, po tym śniegu i szybko mówi biegiem do tej budki, a on mówił, widział po prostu, jak to go goni.
Wpadł do tej budki. Tam była moja babcia i dziadek. I mówi: UFO leci, UFO leci. Go goniło i mówi. W tym momencie, jak tylko zbiegł do tej budki, to obiekt odbił i poleciał w inną stronę. I później, i teraz jest rozbieżna relacja z tego, co mówi moja babcia. Opowiada, że kiedy on wpadł do tej budki, to oni wylecieli z budki i obserwowali ten obiekt. I rzeczywiście był. Wisiał nad takim stawem zimowym. Tam na mapach wszystko będzie. Wisiał nad stawem i wisiał. Nic więcej. Już w większej odległości. A on, ojciec mój, opowiada, że oni wszyscy patrzyli przez okienko i teraz tutaj niestety nie doszłem z nimi do porozumienia. Mój dziadek już nie żyje.
Żyje tylko moja babcia i mój ojciec, a mój ojciec tą relację zbierałem, nie wiem, rok temu może? Też tak niechętnie opowiadał i tak go nagrywałem, jak nie wiedział. Tak. I tak samo moja babcia, bo nie byli tak otwarci, żeby opowiadać.
Dla małego dziecka to jednak było dosyć mocne przeżycie, coś takiego spotkać. Tak, tak. A oni wiedzieli. Oni wiedzieli. Wiedzieli. Mój ojciec wiedział, że raczej tego trzeba unikać, bo z tego, co słyszał, opowiadał. No, dziecko się bało, tak?
Obiekt jak wyglądał? Wiadomo, było ciemno, ale jedno, co charakterystyczne było, to na środku był to dysk i taki dysk to był, tak dysk o wypukłościach, wypukłości u góry, na środku i na dole mówi. I z boku miało czerwone światełka, czerwone światełka i spod spodu też czerwone światło było, ale tylko czerwone światło było. Nic więcej. Kolorowe, kolorowe, czerwone światełka na rancie i spod spodu. I to oświetlało wszystko. Właśnie trawą ziemię, tak, tą trawę.
No i z tego, co opowiadał, no, przeleciało ten staw zimowy i chwilę się unosiło w tamtym miejscu i odleciało w inną stronę. Całkiem tam było-... w głębi już, bo już go nie widzieli tak. No i teraz taka jeszcze jest sprawa, że to nie jest jeszcze ostatnia relacja chyba podobnego obiektu, bo znowu natrafili na moja babcia- A mam takie jeszcze pytanie, czy ojciec mówił coś o ewentualnych dźwiękach wydawanych przez ten obiekt? O tym, w jaki sposób ten obiekt się poruszał, liniowo, zygzaki na przykład?
Nic. Mówi tak samo babcia nic, zero dźwięku, ojciec zero dźwięku. Nic nie było słychać, tylko po prostu nisko unosił się i leciał. Mówi pierwsze co, to on, ten obiekt leciał już na niego. On cały czas na niego leciał. Po prostu jak on cały czas dopiero odbił w momencie, kiedy on się schował do tej budki. Tylko w tym momencie odbił momentalnie i poleciał w całkiem inną stronę. To było o dziewięćdziesiąt stopni, tam odbił w całkiem inną stronę. On ewidentnie musiał chyba być zainteresowany moim ojcem, ale kiedy zbiegł, to koniec. Już, już odpuścił sobie, więc najbliżej gdzieś tak jak mówiliśmy, pięćdziesiąt metrów od niego mogło być już jak dobiegł, bo gdzieś jak już zobaczył, to było osiemdziesiąt. A kiedy go goniło, to pewnie szybciej tam mogło się do niego zbliżyć. No, zobaczycie tam na mapce, jak to wygląda. No, tam rozrysowałem to i ojciec też mówi, że no, to tak było, więc potwierdził, że to mogło tak być. Także nie wiem. Mogę przejść do następnej historii- Oczywiście.
Właśnie rejonu, tam. Dobrze, ta obserwacja miała miejsce z tego, co mi powiedzieli moi dziadkowie, bo to jest moja babcia i dziadek już teraz. Ta relacja była przed wydarzeniem z osiemdziesiątego, osiemdziesiątego trzeciego, tak jak mój ojciec, z tego rzekomego tak zainteresowania się UFO moim ojcem.
Tak, to było przed, czyli przed osiemdziesiątym rokiem. Moja babcia i dziadek szli przez las między stawami. Ich córka mieszkała głębiej w lesie, jeszcze w innym miejscu. Nie pamiętam. To jest oddalone miejsce już około dwa kilometry od ich zamieszkania miejsca. No i wracają. Też ciemno. Zima to była i mój dziadek spojrzał na taki staw. To się nazywa Mała Papiernia. To się nazywa. No, spojrzał na staw i widzi znowu łunę czerwonego światła. No, to jak oni to zobaczyli, powiedział babci. Widzieli, że coś takiego leci. Się wystraszyli i uciekli w zarośla. Schowali się w zarośla.
To zimą, to jakie zarośla są? Przecież to, to... Ale się schowali. Po prostu czuli się bezpieczni tam. No i z tego, co opowiadali, to coś czerwonego, tak? Przeleciało nad nimi. W ogóle się nimi nie zainteresowało. Poleciało po prostu. Oni uważali, że jakby się nie schowali, to by się zainteresowali, że coś, jakaś interakcja by była w stosunku do nich. Ale mi się wydaje, że to coś ich chyba nie zauważyło. Po prostu nie było zainteresowane. No i całą tą drogę, jak już tak się wystraszyli, to szli takimi zaroślami między, bo to między stawem a drogą i szli przez zarośla aż do swojego domu. Przez tych zaroślach.
Tego, co mówili, tam nie wiem. Nie mieli żadnego zagubienia czasu czy czegoś tam. Takich rzeczy nie mieli. Babcia mówiła o tym. No, taka to relacja była. No, jakieś może pytania jeszcze? No, tutaj żadne pytanie mi się nie nasuwa.
Ewentualnie to, czy, czy w tym czasie też inni mieszkańcy okoliczni coś mogli widzieć? Czy może babcia z dziadkiem, może dziadkowie rozmawiali na ten temat z innymi mieszkańcami? Oni się spotykali często. Tam oni takich spotykali w domu. Tam jakiś leśniczy widział. Oni tam opowiadali między sobą takie rzeczy. Ja byłem mały. Wtedy ja jeszcze tych nie pamiętam. Najpełniej zapamiętałem tym ojca historię, jak jeszcze byłem mały, to mi jeszcze opowiadał, ale później już nim starszy, jak już później chyba starszy robił, to on już tak niechętnie wracał do tego.
Niechętnie. Nieraz próbowałem coś tam go wyciągnąć i coś od niego, ale już niechętnie. W końcu teraz tak naciągnąłem rok temu, żeby coś mi opowiedzieli, więc razem z babcią stali moją i mój ojciec i wtedy mi opowiedzieli tak, tak więcej, tak bardziej obszernie, tak żeby to jakoś tak w miarę poukładać i gdzieś to chociaż spisać, bo. No bo to przepadnie. Nie, szkoda takiej- No to trzeba. To wiadomo, to trzeba zarejestrować, póki jeszcze babcia żyje, póki da się jakoś jakieś informacje z niej, kolokwialnie mówiąc, wyciągnąć.
Dokładnie. Jest kolejna informacja. Właśnie znowu z okolic Krajanki. Także to też mój ojciec był świadkiem. Już był starszym chłopakiem. Gdzieś dwadzieścia musiał mieć dziewiętnaście, osiemnaście lat. Coś takiego. Więc to na początku lat dziewięćdziesiątych, jesienną porą to było.
Było to już ciemno. Było to już ciemno i w pewnym momencie zgasł prąd w domu. Matka, ojciec, jego siostra była razem ze swoim partnerem. Pełen komplet rodziny. I w pewnym momencie zabrakło prądu. I mój ojciec mówi: wyjrzał przez okno i przez okno zobaczył, że leci jakiś jasny obiekt na niebie.
Przeleciał koło ich domu i ten obiekt skierował się nad taką linię, która idzie przez stawę, linię wysokiego napięcia i mówi, że ten obiekt jasny. To było jasne światło. Zabił nad tą linią napięcia, nad tym prądem. Chwilę postał i wystrzelił z tych słupów. Mówi do góry. Momentalnie mówi. Leciał taką aleją kasztanową.
Nadleciał nad ten staw, nad te linie wysokiego napięcia. Stał chwilę i wystrzelił. I prąd wrócił wtedy, bo taka tam relacja była właśnie. I co jeszcze? Mogę jeszcze opowiedzieć historię, ale to już swoją, jedyną. Był to rok dwa tysiące szesnasty, maj. Razem z moją narzeczoną szliśmy na spacer i ona w pewnym momencie do mnie mówi. Ona tam kojarzy, że tam nieraz tam, tam się interesowałem takimi rzeczami i też tam mniej więcej wiesz, o co chodzi.
Więc można powiedzieć, że no zwróciła uwagę na to ktoś, bo to rzeczywiście coś było dziwnego. Tak? Ona mówi do mnie: „Patrz! - mówi - zobacz, co to jest? Mówi: co tam wisi nad lasem, nad takim stawkiem, nad oczkiem wodnym”. No, ja mówię: „Gdzie? - mówię. - No, ja tam nic nie widzę”. „No patrz” - mówi. „No zobacz, co to jest?”... Ja mówię, no widzę, rzeczywiście wisi jakieś, nie wiem, trzydzieści, czterdzieści metrów nad, no nad dziobami wisi obiekt, wisi kula. Kula taka jak jest od rowera, taka chromowana, dosłownie wypolerowana jak na, na srebro i widać było w nim, jeszcze pamiętam, w tej kuli było jak te słońce, bo to było już zachód słońca już się zbliżał, więc widać było, jak ten słońce się odbija od tej kuli. Dosłownie widać było, jak się odbija, tak jas-jasno, po prostu to światło biło, było ewidentnie widać, że coś fizycznego jest. I ja rzeczywiście zobaczyłem to. Spojrzałem na to, zarejestrowałem ten obraz i ta kula dosłownie dwie sekundy. Nie, że odleciała.
Ona znikła. Po prostu nie znikła tak momentalnie, tylko znikła tak powoli, jakby za mgłą, jakby zachodziła za mgłę. Nie wiem, czy ja miałem- Tak jakby powolutku, tak jakby powoli, powoli znikała. Dokładnie! Powoli za mgłę, powoli za mgłę zachodziła i nic już więcej tam nie widziałem w tym miejscu. Już kiedyś nieraz tam chodziłem obserwować to miejsce. Nic już tam nie było. To jest takie miejsce z takim lasem, taki mały las, taki stawek jest tam. No także mi się dwie osoby były, widziały to dwie osoby. Najpierw zobaczyła to moja narzeczona, więc chyba się nie przewidziało nic. Po prostu, no, ona to zobaczyła i rzeczywiście pokazała. No, mówię, no, widzieliśmy to razem. Mówię tak, no więc coś to musiało być tam fizycznego.
No, to są takie właśnie relacje tutaj z okolic Chodzieży, koło Oleśnicy. No, działo się tam szczególnie w latach właśnie osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Tam relacji ja podejrzewam, że tam by było więcej, tylko nie każdy chce o tym rozmawiać.
No i też część osób, ci myśliwi, to już też poumierali. Mieli pewnie ciekawe historie. Oni się dzielili tam w tych lasach, bo są tam lasy gęste, to tam się dzielili. Różne ciekawe, pewnie rzeczy widzieli, no ale wiadomo, że do takich osób dotrzeć czy tam, żeby oni coś powiedzieli, to jest pewnie ciężko.
Wychodzi, wychodzi na to, że Oleśnica, okolice Oleśnicy to taka wasza mała strefa anomalna. Biorąc pod uwagę ilość obserwacji. Tam ostatni raz nawet była obserwacja. Z tego tam jeszcze rozmawiałem, tam jakiś, jakiś obiekt. To był dwa tysiące szósty, taki dwa tysiące siódmy rok. Tam świadek jechał, wiózł swoją córkę do pracy. To jest na trasie między Oleśnicą a właśnie Chodzieżą, na trasie krajowej, drodze jedenast- jedenaste.
No to była relacja, że jakiś, jakaś kula, która ciągnie za sobą język ognia, leciała ze zachodu na wschód. Później była gdzieś tam jeszcze nawet wzmianka w lokalnej gazecie naszej chodzieskiej, chodzieskiej.
W Chodzieszani nie była o tym wzmianka. Taka tam taka ciekawostka i nic więcej. No to po prostu taka ciekawostka z tyłu gazety. Jak to wiadomo, tam jest po prostu coś leciało i na ostatniej stronie gazety tam taką informację dali. No, poleciało to w stronę Margonina podobno.
To jest w linii prostej jakieś dziesięć kilometrów od Chodzieży na, na wschód. No i gdzieś tam znikło po prostu. No to jeszcze pamiętam, była taka relacja odnośnie, bo u nas jest Dąbzynie, to się wzgórze sto dziewięćdziesiąt dwa metry ma. Były tam zamontowane kamery na tym wzgórzu. Miał to taki, taki człowiek, który internet radiowy udostępniał. Podobno na tych kamerach tam też jakieś dziwne rzeczy latały nad tym lasem, właśnie nad tym wzgórzem. Ale szczerze mówiąc, napisałem do tego, do tej osoby, to nie odezwała się nie odezwała się już. Już niestety nagrania może były ciekawe, ale podobno miał. Miał, miał je i i przechowywał te nagrania, ale zero kontaktu. No, no działo się, to działo się nad tą Trojanką.
Takie to historie tam z naszych okolic. A czy zdarzyło się panu zasł- zasłyszeć jakąś taką historię, która pana jakoś tak szczególnie uderzyła? Bo z tego, z tego, co tutaj pan przekazuje, to głównie jakieś obserwacje obiektów wysoko poruszających się na niebie. Czy było coś może takiego bardziej wyłamującego się jakby z, z tego pewnego schematu? Nie wiem. Według mnie, według mnie dla mnie najciekawszą historią właśnie jest relacja mojego ojca. Tak jak sobie po prostu coś go goniło.
Tak to według mnie- No, tutaj wyraźnie widać, że to UFO się zainteresowało młodocianym świadkiem. Tak, on uważa, że to czuł, że to leci na niego, że to się zainteresowało nim. No, moja babcia nawet mówiła, że ma porwać go z tego.
Po prostu zainteresowało się. No, jest to ciekawa relacja, bo jest to relacja mojego ojca i ja mu wierzę. No, tak samo mojej babci. No, oni tam nie mieli styczności, mieszkali na wiosce. To są prości ludzie, to byli no. To, co widzieli, to opowiedzieli. No to, co widzieli, to powiedzieli. Nikt nie chciał ani zarobić na tym, ani być popularnym.
Po prostu siedzieli. Często się spotykali ludzie, częściej kiedyś bardziej się spotykali, rozmawiali ze sobą. No i rozmawiali o takich rzeczach, że coś tam lata. Ale co to jest? Nikt nie wiedział. UFO słyszeli.
No, coś tam zasłyszeli, że jakieś UFO jest. No to więc opowiadali, że UFO lata. No, więc według mnie najciekawszą relacją jest relacja mojego właśnie ojca, bo dość, dość no, dość blisko wszedł w relację z tym obiektem. Tak? Dość blisko, tak. No, jest to tam jakiś taki, jest tam jakiś akcent dreszczyku, że go goniło.
Jeżeli to było pięćdziesiąt metrów tak około, no to właściwie to już podpada pod bliskie spotkanie chyba pierwszego stopnia. Jeżeli dobrze sobie przypominam tą klasyfikację. No, być może. No, no, no. Uciekł do tej budki i schował się w tej budce. No, powiedział: "UFO, UFO leci!" No, rodzicom powiedział. Rodzice no- Bo poza, poza takim, poza tym takim całkiem naturalnym lękiem, to ojciec chyba nic więcej o tego obiektu nie wyczuwał.
Żadnych jakichś negatywnych wpływów, nie? Nie, nie, nie, nie, nie. On już, ale to już, bo w domu on mówi, że wcześniej już się tam słyszało. On tam słyszał po prostu, że coś tam lata, coś tam. A widzieli światła, a kule latały. No, no to coś tam słyszeli.... Ale każdy raczej tam uważał, że trzeba tego unikać. Tylko zastanawia mnie jedno: dlaczego, jeżeli moja babcia z dziadkiem, którzy szli wcześniej i chowali się w tych krzakach przed tym czerwonym obiektem, co nad nimi leciał, to tak, jak zobaczyli, to się chowali. Ale wtedy, kiedy mój ojciec wyszedł, wszedł do tej budki i powiedział, że UFO leci, to oni wyszli na zewnątrz.
No, mi się wydaje, że właśnie powinni się chować i patrzeć przez okienko, które jest, ma wylot właśnie na ten staw zimowy. Właśnie to jest jedyne okienko w tej budce murowanej, które ma wylot na staw zimowy. Więc mój ojciec opowiada, że siedzieli w budce, a moi, moi dziadkowie niby podobno stali na zewnątrz tej budki i tu nie ma do dzisiaj naprawdę porozumienia. Moja babcia mówi, że ona stała i obserwowała, to jest, patrzyła się na ten obiekt. Ona pamięta też, że patrzy się na ten obiekt, że na zewnątrz. A mój ojciec mówi, że schowali się w tej budce. To jest jedyna nieścisłość i jedyna nieścisłość w tych całych historiach.
No, jakby nie było, to już trochę czasu od tej obserwacji minęło. Mogło być tak, że trochę czasu w tej budce spędzili, a dopiero potem wiesz, jej babcia jakoś tak zapamiętała tylko to, to wyjście. Tak, też tak mogło być. Tak.
Tak, tak, tak, tak, tak. Była jeszcze ostatnio, to, to ostatnia jakaś taka historia, co pojawiła się w lokalnej gazecie, a to wam też podeślę zdjęcie tego. Wiadomo, że to nie pisali, czy to były powiązane coś z UFO, czy coś, ale no, taka ciekawostka. W ostatnim, na ostatniej stronie było informacja odnośnie kręgu zrobionego w trzcinie nad jeziorem Miejskim w Chodziezy. No, dość regularny okrąg, tak jakby ktoś dmuchnął i na śro... tak w środek dmuchnął i ta trzcina się położyła. Dość duży okrąg to był. Miał z kilka metrów, równomierny okrąg, tak? I trzcina była idealnie położona, ta trzcina. No, ale to opisywali po prostu jako też ciekawostkę, że nie wiadomo, co to jest. Ja wam wyślę to, żebyście to zobaczyli zdjęcie. Ktoś po prostu zrobił zdjęcie i przysłał. To jest teraz piętnasty, szesnasty rok. Tam będzie data, takie najświeższe, można powiedzieć.
Coś, co tam, gdzieś tam może być związane z tym, z tym, z tym zjawiskiem właśnie. I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Dodam jeszcze tylko, że świadek, którego wypowiedzi mieliśmy przed chwilą przyjemność usłyszeć, to prawdziwy człowiek z pasją. Zaprezentowane dziś na wideo materiały ilustracyjne pochodzą z PDF-a, w którym opisał wszystkie przedstawione przez siebie zdarzenia w sposób tak dokładny i profesjonalny, że niejedna organizacja ufologiczna by się tego nie powstydziła. Naprawdę czapki z głów! Na koniec jeszcze parę słów o tym, czego można się spodziewać w audycji „Mówią Świadkowie" w dającej się przewidzieć przyszłości. Gwoli zapowiedzi pozwolę sobie ujawnić, że w którymś z kolejnych odcinków pojawi się relacja o, że tak to ujmę, bliskim spotkaniu nieomal oko w oko z kilkoma dwunożnymi istotami, po których zauważeniu dwaj przerażeni młodzi świadkowie postanowili czym prędzej ulotnić się do domu. Wiem, że w tym momencie narobiłem smaka, szczególnie fascynatom spotkań z żywym folklorem. I dobrze! Niech apetyt rośnie. Wypatrujcie zapowiedzi kolejnych audycji na www.paranormalium.pl oraz na profilach społecznościowych Radia Paranormalium. A dzisiejszy odcinek podcastu „Mówią Świadkowie” pora już powoli kończyć. Mówił do Państwa Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny: Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem.
Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.