Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd.
dostępne jest z poziomu forum
ARTYKUŁY
CIEKAWOSTKI
NAJNOWSZE FILMY
Relacja o ID #1595, wysłana przez Agnieszka

Data obserwacji: nie podano
Co zaobserwowano (przybliżona kategoryzacja): inne
Miejsce dokonania obserwacji: wieś Smrock Dwór koło Makowa Mazowieckiego




To jest historia, którą przeżyłam razem z moją siostrą. Ona nigdy nie chciała nikomu o tym opowiadać, ale ponieważ niestety już nie żyje, mogę wreszcie podzielić się nią z Wami. Ja osobiście opowiedziałam do tej pory tę historię trzem osobom, dwoje z nich to najbliższe mi osoby, a trzecia to regreserka, do której trafiłyśmy z siostrą parę lat temu, żeby dowiedzieć się wreszcie jakiś szczegółów. Niestety bezskutecznie. Jeszcze tylko dodam, że to co się nam przydarzyło wywarło na nasze życia przemożny wpływ i ukształtowało sposób patrzenia na wiele "paranormalnych" i "kosmicznych" spraw. Tyle tytułem wstępu.
Wakacje zawsze spędzałyśmy z siostrą u naszej babci na wsi. Tego lata miałam może jakieś pięć albo sześć lat, dokładnie nie pamiętam, ale na pewno nie chodziłam jeszcze do szkoły. To wydarzyło się w dzień, jakoś przed południem. Siedziałam na schodkach przed wejściem do domu babci. Siostry nie widziałam, musiała stać trochę za domem, po mojej prawej stronie, ale na tej samej osi widokowej. Na podwórku przed domem, trochę po lewej stronie rosła bardzo rozłożysta, jeszcze przedwojenna jabłoń, pod którą w upalne dni koncentrowało się życie. Pod tą jabłonią w chwili zdarzenia, przebywały babcia i trzy ciotki. Coś tam robiły i sobie pogadywały. Pies leżał koło nich, kury sobie leniwie chodziły i coś dziobały. Jednym słowem sielanka:)
Ja patrzyłam po skosie na prawo przed siebie, na miejsce, gdzie przed wojną stał stary dom babci. Na skraj lasu. Rosy tam olszyny i jakieś chaszcze. Było to miejsce, gdzie się"nie chodziło". Było tam zawsze nieprzyjemnie, ponuro i dziwnie. Nikt nam, dzieciakom nie zakazywał tam chodzić, ale unikaliśmy tego miejsca.
Od miejsca, w którym siedziałam, dystans był może jakieś mniej niż pół kilometra. Można to zresztą sprawdzić na mapie. Nie wiem, czemu akurat zaczęłam gapić się tam. Nie było tam nic ciekawego... Nie mogłam przestać... I w pewnym momencie, stało się coś bardzo dziwnego. Dużo później zidentyfikowałam to zjawisko, jako efekt Oz. Ale wtedy nie miałam pojęcia o ufo i "efektach ubocznych". Wrażenie było niesamowite, dziwne, ale nie byłam wystraszona. Poczułam się nagle, jakbym znalazła się w jakiejś szklanej bańce, w której wszystko jakby zastygło i nastała wewnątrz tej bańki niesamowita cisza. Jednocześnie na zewnątrz tej bańki zaczęło się nagłe zamieszanie. Kury zaczęły biegać i gdakać, pies wyskoczył i zaczął ujadać biegając w kółko, babcia i ciotki też jakoś nagle zaczęły pokrzykiwać coś, i być takie podekscytowane... Dla mnie to było tak, jakby to wszystko, co działo się na zewnątrz tej bańki, działo się w przyspieszonym tempie, jak na szybko przewijanej taśmie.
A ja siedziałam i tylko się patrzyłam na tamto miejsce. Nie pamiętam, kiedy to zjawisko się skończyło, nie wiem ile czasu upłynęło. Pamiętam za to moją rozmowę z siostrą. Ona była starsza ode mnie o dwa lata. Nie wiem, która z nas pierwsza opowiedziała to drugiej, ale okazało się, że moja siostra przeżyła i widziała dokładnie to samo, co ja, z jedną istotną różnicą. Ona pod tymi olszynami widziała tygrysa. Takiego jak maskotka, tylko dużego jak człowiek, i żywego. Pamiętam, że nawet jej zazdrościłam tego tygrysa...dlaczego ona widziała, a ja nie... Niesamowite jest to, że uwierzyłyśmy sobie natychmiast. I obie nikomu o tym nie powiedziałyśmy. Wracałyśmy do tej historii potem, w dorosłym życiu, wielokrotnie i za każdym razem wspomnienia były takie same. Pamiętam też ten moment, kiedy po raz pierwszy, po wielu latach, opowiedziałyśmy sobie znowu tę historię. Wspomnienia były i są, nadal takie świeże, jakby zdarzyło się to wczoraj. Szczegóły takie same. Wrażenia takie same. Co nam się przydarzyło?
Aha, jeszcze chyba powinnam dodać, że w tamtej okolicy działy się różne dziwne rzeczy i zarówno babcia, jak i ciotki często opowiadały historie o np dziwnych pojazdach na niebie. Żadna z nich nie słyszała o zjawisku ufo, kosmitach, a telewizji wtedy nie było... A mojej mamie, jak była dzieckiem przytrafiały się nocne wizyty, wysokich, ubranych na biało srebrzyście ludzi, jakby w skafandrach. Budziła się w środku nocy a oni pochylali się nad jej łóżkiem. I mówili coś takiego: ciii... śpij dziecko, śpi, nie bój się... Mama jakoś nigdy nie uznała tych istoto za np anioły. I nie mogła nikomu o tym powiedzieć. Jak chciała opowiedzieć o tym komuś, to czuła taką blokadę, że nie była w stanie wydobyć z siebie słowa, albo zaczynała mówić coś zupełnie innego. Dopiero jak już my z siostrą byłyśmy bardzo dorosłe, opowiedziała nam tę historię. I chyba nikomu innemu...
Z grubsza to jest wszystko, jeśli chodzi o akurat tę historię. Wiem, że nie za bardzo przychylnie odnosicie się Panowie, do snów oraz regresji czy hipnozy, ja zresztą też jestem ostrożna w tej kwestii, więc nie pisze o naszym z siostrą "paranormalnym śledztwie", jakie przeprowadziłyśmy.
Pozdrawiam,
Agnieszka Skrzecz.

















SŁUCHAJ NAS
SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
NEWSLETTER
RAMÓWKA NA DZIŚ
ARCHIWUM AUDYCJI
WESPRZYJ
RADIO PARANORMALIUM
NAJNOWSZE ARTYKUŁY
Copyright © 2004-2019 by Radio Paranormalium