Imię Jego jest Eliasz. Maria Cuccia, ciąża, poronienie i UFO
Opublikowano w dziale UFO - nieznane obiekty latające
Czy objawienie może wydarzyć się wszędzie - nawet w zwykłej amerykańskiej kuchni? Taka właśnie historia przydarzyła się Marii Cuccii, przeciętnej mieszkance Kalifornii, której życie diametralnie się zmieniło po tajemniczym spotkaniu z... Eliaszem. Przesłanie, jakie rzekomo usłyszała, doprowadziło do powstania książki His Name is Elijah, stanowiącej połączenie osobistych przeżyć, religijnych wizji i duchowej misji.

Kim naprawdę jest Maria Cuccia, co dokładnie wydarzyło się pewnej nocy w 1992 roku i jak jej opowieść wpisuje się w szerszy krajobraz zjawisk paranormalnych i religijnych? Czy mamy do czynienia z prawdziwym objawieniem - czy też może z kolejnym przypadkiem współczesnej mitologii?
Zacznijmy od początku
Maria Cuccia to amerykańska pisarka i prelegentka, która zasłynęła nietypową i kontrowersyjną historią z pogranicza zjawisk paranormalnych. Urodziła się w dzielnicy Queens w Nowym Jorku, a dorastała na spokojnych przedmieściach Long Island. Z zawodu była nauczycielką gry na pianinie, prowadziła szczęśliwe życie rodzinne wraz z mężem i trzema córkami.
Mimo że jej codzienność początkowo nie różniła się od życia tysięcy innych młodych matek, jedno dziwne nocne zdarzenie w 1992 roku na zawsze odmieniło jej los. Wydarzenie to stało się dla niej początkiem wieloletniej podróży w poszukiwaniu prawdy - podróży, która ostatecznie zaowocowała napisaniem książki His Name is Elijah (Imię Jego jest Eliasz - w niniejszej publikacji będzie używana spolszczona wersja tego imienia).
Nocne spotkanie w 1992 roku
Był rok 1992. Maria Cuccia miała wówczas 31 lat i mieszkała na Long Island. Każdy dzień wypełniała jej praca nauczycielki gry na pianinie oraz troska o dom i trzy córki w wieku 9, 7 i 4 lat. Nic nie zapowiadało, że pewnej czerwcowej nocy wydarzy się coś niezwykłego.
Według relacji Marii, wszystko zaczęło się około godziny 3 nad ranem. Obudziła się nagle i spostrzegła, że przez sufit sypialni przenika jasny snop światła, jakby skierowany prosto na nią. Nim zdążyła zareagować, poczuła dziwne drżenie i elektryczne mrowienie w ciele, po czym - jak twierdzi - jej ciało uniosło się ku górze w silnym promieniu światła. Zdezorientowana, w ułamku sekundy miała zostać wyciągnięta przez sufit i wyniesiona w niebo z zawrotną prędkością. Chwilę później zorientowała się, że znajduje się wewnątrz jakiegoś obiektu przypominającego statek kosmiczny.
W półmroku wnętrza dostrzegła trzy istoty humanoidalne w długich, białych, kapturzastych szatach. Postacie te miały niezwykły wygląd - Maria opisuje, że z miejsc, gdzie powinny być ich twarze, emanowało oślepiające światło. Istoty te nie odzywały się głosem, ale Maria wyczuwała ich obecność i intencje telepatycznie. Jedna z nich wskazała jej gestem, by spojrzała przez duże okno lub ekran w ścianie. Gdy to zrobiła, zaniemówiła: na zewnątrz zobaczyła grupę dzieci, które wyglądały na hybrydy ludzi i obcych. Dzieci te miały cechy częściowo ludzkie, częściowo zaś przypominały klasyczne opisy istot pozaziemskich (tzw. "szaraków") - miały na przykład nienaturalnie duże głowy, drobne szczupłe ciała i wielkie, ciemne oczy.

W pewnym momencie jedna z istot (wyglądająca na żeńską postać opiekunki) przyprowadziła bliżej okna jednego chłopca z tej grupy. Chłopiec ten około ośmioletni, o dużych oczach w odcieniu oliwkowym, zatrzymał na niej wzrok. Maria poczuła nagle głębokie poruszenie emocjonalne - jak opisuje, fala bezwarunkowej miłości zalała ją na widok tego dziecka. W oczach stanęły jej łzy. Wtedy chłopiec powoli uniósł swoją drobną dłoń i niepewnie jej pomachał, jakby ją rozpoznawał. Cuccia wspomina, że w tym momencie instynktownie, w myślach, zadała pytanie: „Czy to jest mój syn?”.
Odpowiedź nadeszła telepatycznie od jednej z wysokich istot w białych szatach: „Tak. To twój syn” - usłyszała w swojej głowie. Zaskoczona i oszołomiona Maria pytała dalej w myślach: „Jak to możliwe? Jak ma na imię?”. Kolejna odpowiedź brzmiała: „Ma na imię Eliasz. Został ci zabrany osiem lat temu, gdy byłaś w trzecim miesiącu ciąży - stało się to w słusznym celu. Pewnego dnia zrozumiesz, dlaczego. Teraz musisz wracać. Poszukaj znaczenia jego imienia”.
Wypowiadane bezgłośnie słowa wydawały się jednocześnie uspokajające i przerażające. Maria poczuła, jak jej umysł walczy z szokiem - bo rzeczywiście osiem lat wcześniej była w ciąży, którą niespodziewanie utraciła. W 1984 roku, będąc w trzecim miesiącu ciąży, doświadczyła poronienia lub niewyjaśnionego zniknięcia płodu. Teraz słyszała, że to nie był przypadek ani zwykła tragedia - według istot, jej nienarodzone dziecko zostało wzięte przez nich i żyje gdzieś daleko jako hybryda ludzko-kosmiczna.
Nim zdołała zadać kolejne pytania, Maria poczuła kolejne szarpnięcie świadomości. W jednej chwili scena na statku rozpłynęła się – Maria ocknęła się z powrotem we własnym łóżku. Była roztrzęsiona, zalana potem i łzami. Serce waliło jej jak młot. Rozejrzała się desperacko, ale sypialnia tonęła w nocnych ciemnościach, tak jakby nic się nie stało. Głos, który brzmiał już jak echo w jej głowie, powtarzał: „Sprawdź znaczenie imienia Eliasz…”
Wciąż czując ogromny emocjonalny wstrząs, Maria zerwała się z łóżka. Na półce miała książkę z imionami dla dzieci - gorączkowo ją odnalazła i przewróciła kartki do imienia Eliasz. Tam przeczytała, że imię to wywodzi się z hebrajskiego i oznacza „Jahwe jest moim Bogiem” (lub w interpretacji chrześcijańskiej: „Pan jest moim Bogiem/Zbawcą”). Widząc te słowa, Maria ponownie się rozpłakała. Całe to doświadczenie - od pojawienia się światła aż do odkrycia znaczenia imienia - było dla niej przytłaczające i święte zarazem. Spędziła resztę nocy, siedząc na podłodze, tuląc książkę i szlochając aż do świtu, nie mogąc dojść do siebie po tym, co przeżyła.
Szok, niedowierzanie i samotność
Następnego dnia Maria podzieliła się swoją historią z mężem, jednak nie spotkała się ze zrozumieniem. Wręcz przeciwnie - jej mąż zareagował skrajnym sceptycyzmem i niepokojem o jej stan psychiczny. Trudno mu się dziwić: opowieść żony brzmiała nieprawdopodobnie i wyglądała jak żywcem wyjęta z filmu science-fiction albo z koszmarnego snu. Maria nalegała jednak, że to nie był sen - czuła, że wydarzyło się to naprawdę, choć w żaden racjonalny sposób nie umiała tego wyjaśnić.
Zaniepokojony stanem emocjonalnym żony i dziwnymi szczegółami jej relacji, mąż Marii namówił ją, by udała się do psychiatry. Liczył, że specjalista wyjaśni to jako zaburzenie snu lub urojenie i zaleci leczenie. Maria zgodziła się na wizytę, choć już wtedy przeczuwała, że jej wersja wydarzeń może zostać odrzucona. Rzeczywiście, w trakcie konsultacji psychiatra uznał, że Maria doświadczyła epizodu psychotycznego. Jej opowieść o zabranym nienarodzonym dziecku, świetle i istotach pozaziemskich lekarz zinterpretował jako objawy poważnego zaburzenia, być może wywołanego stresem lub nierównowagą neurochemiczną. Zaproponował Marii farmakoterapię (leki antypsychotyczne) i dalsze leczenie psychiatryczne.
Maria jednak odrzuciła taką diagnozę i plan. W głębi duszy była przekonana, że to, co przeżyła, było prawdziwe - może niewiarygodne i trudne do pojęcia, ale realne w inny sposób niż zwykłe doznania. Nie czuła się osobą chorą psychicznie. Bała się też, że leki stłumią jej zdolność do pamiętania szczegółów tego wydarzenia lub - co gorsza - zagłuszą „prawdę”, jaką starały się jej przekazać tajemnicze istoty.
Zamiast tego postanowiła poszukać własnej drogi, by poradzić sobie z doświadczeniem. Zrozumiała, że musi być ostrożna w dzieleniu się swoją historią, aby nie narazić siebie i rodziny na wykluczenie społeczne czy drwiny. Już wkrótce w okolicy zaczęły krążyć szepty i plotki - w końcu wieść o tym, co „opowiada pani Cuccia”, szybko się rozeszła po sąsiedztwie. Maria czuła, że musi chronić swoje dzieci przed piętnem „dzieci tej wariatki od UFO”. Dlatego zamknęła się w sobie i przez pewien czas nikomu więcej o sprawie nie mówiła.
Przez lata Maria prowadziła sekretny dziennik, w którym spisywała wszystkie wspomnienia z feralnej nocy, swoje odczucia, sny i ewentualne kolejne dziwne zdarzenia. Pisanie pamiętnika miało dla niej charakter terapeutyczny - pozwalało uporządkować myśli i dać upust emocjom, których nie mogła wyrazić na głos.
W samotności próbowała też rozwikłać znaczenie usłyszanych przekazów. Zastanawiała się, dlaczego akurat imię Eliasz, dlaczego jej dziecko miałoby zostać zabrane przez inne istoty i jaki „dobry cel” mogły mieć na myśli. Nurtowało ją też, czy to zdarzenie było jednorazowe, czy może w jej życiu - być może już od dzieciństwa - działo się więcej niewyjaśnionych rzeczy, na które wcześniej nie zwracała uwagi.
W kolejnych latach Maria doznawała epizodów, które tylko utwierdzały ją w przekonaniu, że nie była to iluzja. W swoich relacjach wspomina na przykład, że czasem w nocy czuła czyjąś obecność - raz obudziła się z przeświadczeniem, że u stóp jej łóżka stoi jakiś mężczyzna (który jednak zaraz zniknął). Innym znów razem widziała przez okno dziwne światła na niebie nad swoim domem lub słyszała nisko przelatujące niezidentyfikowane helikoptery, jakby ktoś ją obserwował. Takie incydenty - choć ulotne i trudne do udokumentowania - sprawiały, że Maria coraz mniej wątpiła w swoje doświadczenie z 1992 roku. Jednocześnie jednak wciąż czuła się bardzo samotna z tą wiedzą. Potrzebowała się wygadać komuś, kto by jej nie wyśmiał ani nie odesłał do szpitala.

Pierwsze publiczne wyznanie - telewizyjny talk-show
Przełom nastąpił w połowie lat 90. Pewnego poranka Maria natrafiła w telewizji na program typu talk-show o nazwie “The Other Side”, nadawany przez stację NBC. Był to popularny wówczas program prowadzony przez dr. Willa Millera - psychologa i duchownego, który poruszał tematy niezwykłe i paranormalne (od zjawisk PSI, przez duchy, po alternatywne metody leczenia). W tamtym odcinku prowadzący zwrócił się do widzów z pytaniem, które Marię zelektryzowało: (cytując z pamięci) „Czy ty lub ktoś, kogo znasz, doświadczyliście uprowadzenia przez obcych i macie trudność z przekonaniem bliskich, że to było realne? Jeżeli tak, skontaktujcie się z nami - chcemy poznać waszą historię”. Maria poczuła, jak serce zaczyna jej bić szybciej. To brzmiało, jakby pytanie było skierowane wprost do niej. W jednej chwili podjęła decyzję: zadzwoni pod podany na ekranie numer.
Producenci programu szybko oddzwonili, zainteresowani jej opowieścią. Po wstępnych rozmowach zaproponowali Marii występ w jednym z kolejnych odcinków “The Other Side”, w segmentach poświęconych rzekomym uprowadzeniom przez UFO. Co istotne, zaproszono również jej męża, aby oboje mogli opowiedzieć, jak takie wydarzenie wpływa na rodzinę: Maria miała przedstawić swoją wersję przed publicznością w studiu, a jej mąż - wyjaśnić, dlaczego nie daje wiary tym rewelacjom. Dla Cuccii była to szansa, by przerwać milczenie i opowiedzieć swoją „prawdę” publicznie, być może też usłyszeć od innych uczestników, że nie jest jedyną osobą z takim przeżyciem.
Maria i jej mąż polecieli więc do Los Angeles, gdzie nagrywano program w studiach NBC. W odcinku wyemitowanym w 1995 roku Maria po raz pierwszy publicznie opowiedziała o swoim spotkaniu z 1992 roku, opisując szczegółowo nocne porwanie na statek, postacie w bieli oraz chłopca Eliasza, którego uznała za odebrane jej dziecko.
Jej mąż siedzący obok wysłuchał tego z poważną miną, po czym wyraził przed widownią swoje zdanie - jak można się domyślić, podtrzymał on swoje niedowierzanie. Mówił, że kocha swoją żonę i widzi, iż to przeżycie wstrząsnęło nią do głębi, jednak on sam jest przekonany, że nie było to realne zdarzenie. Sugerował, że Maria mogła mieć bardzo realistyczny koszmar lub że potrzebuje pomocy lekarskiej, bo nadal wierzy w rzeczy, których - jego zdaniem - nie było. Publiczność w studiu słuchała tego uważnie; część osób spoglądała na Marię ze współczuciem, część być może z sceptycyzmem.
Co ważne, w odcinku uczestniczyło także kilku innych gości oraz ekspert. Okazało się, że Maria nie była jedyną osobą z takim „tajemnym” doświadczeniem. Inne zaproszone osoby również opowiadały o swoich bliskich spotkaniach z UFO czy obcymi istotami, a ich relacje miały wiele punktów wspólnych z historią Cuccii (np. paraliż senny, jasne światła, postacie pojawiające się w sypialni, poczucie zabrania na pokład obcego statku i eksperymenty medyczne dokonywane na ludziach). Na kanapie eksperckiej zasiadła zaś Barbara Lamb - znana hipnoterapeutka i badaczka zjawiska uprowadzeń, która przez lata pracowała z setkami rzekomych ofiar wzięć przez obce istoty (z ang. alien abduction).
Barbara Lamb potwierdziła na antenie, że doświadczenia takie jak Marii są zgłaszane przez zaskakująco wiele osób. Powiedziała nawet - powołując się na badania i sondaże - że w samych Stanach Zjednoczonych liczba ludzi, którzy uważają, iż zostali uprowadzeni przez pozaziemskie istoty, może przekraczać pięć milionów. Ta szokująca liczba (kilka milionów potencjalnych „ukrytych” ofiar uprowadzeń) wynika m.in. z ankiety Roper Poll z lat 90., w której pewien odsetek respondentów zaznaczył występowanie charakterystycznych oznak związanych z uprowadzeniami (takich jak niewyjaśnione blizny, wrażenie zagubionego czasu, dziwne sny itp.). Lamb podkreśliła, że wielu ludzi milczy o tych przeżyciach w obawie przed wyśmianiem - dokładnie z takich powodów, z jakimi zmagała się Maria.
Dla Marii występ w telewizji był momentem przełomowym. Po emisji programu czuła ogromną ulgę: wreszcie mogła otwarcie opowiedzieć o swoim przeżyciu i nie została uznana za wariatkę. Otrzymała też słowa wsparcia - zarówno od innych gości na planie, jak i później od nieznajomych widzów, którzy skontaktowali się z nią (niektórzy dzielili się własnymi, podobnymi historiami). Oczywiście sceptycy pozostali sceptykami, ale już samo przerwanie zmowy milczenia wiele dla niej znaczyło. Jak później mówiła, nie chodziło jej o to, by wszystkich przekonać co do realności swojego spotkania - chodziło o przełamanie izolacji i wstydu.
Niestety, domowe konsekwencje tego telewizyjnego „coming outu” były mieszane. Mąż Marii wciąż pozostawał niewierzący i prawdopodobnie niechętnie patrzył na dalsze nagłaśnianie sprawy. Można przypuszczać, że różnica w postrzeganiu rzeczywistości między nimi powodowała napięcia w małżeństwie. Po latach Maria, opisując to co się wydarzyło, wspominała o swoim mężu jako „ówczesnym” - co sugeruje, że ich drogi życiowe się rozeszły, jednak szczegóły prywatnych losów rodziny Cuccia nie są publicznie znane. Ważne jest jednak to, że Maria po programie nie wycofała się już całkowicie. Zyskała odwagę, by dalej szukać odpowiedzi i dzielić się swoją historią, choćby w kręgach ludzi otwartych na tematykę UFO.

Życie po abdukcji: muzyka, medytacja i poszukiwanie prawdy
Po występie telewizyjnym Maria Cuccia skupiła się na dwóch rzeczach: ochronie swoich dzieci przed niechcianą uwagą oraz próbie zrozumienia, dlaczego to wszystko ją spotkało. Przez kolejne lata kontynuowała pisanie dzienników, notując wszelkie wspomnienia, sny i refleksje dotyczące spotkania z Eliaszem i obcymi istotami.
Nie zdecydowała się jednak na regresję hipnotyczną, choć wielu innych świadków UFO w tamtym okresie poddawało się hipnozie, by przypomnieć sobie więcej szczegółów. Maria początkowo nie ufała hipnozie w obawie przed podatnością na sugestie. Niemniej w prywatnym zakresie badała temat uprowadzeń - czytała książki ufologiczne, raporty badaczy i świadectwa innych kobiet, które twierdziły, że obcy zabrali im nienarodzone dzieci.
Okazało się, że jej historia nie jest odosobniona. Od lat 80. pojawiały się relacje licznych kobiet opisujących bardzo podobny scenariusz: niezidentyfikowane istoty pobierające od nich komórki jajowe lub zarodki, tajemnicze zniknięcia ciąż (tzw. “missed pregnancy”), a potem spotkania z hybrydowymi dziećmi, które rzekomo z tych ciąż powstały. To zjawisko określano często jako program hybrydyzacji, który miałby być elementem szerszego planu obcych - choć nikt nie wiedział, czemu miałby on służyć (hipotezy wahały się od prób ratowania ginącej rasy kosmitów poprzez krzyżowanie z ludźmi, po eksperymenty genetyczne mające tworzyć istoty zdolne do życia na Ziemi).
Maria zaczęła nawiązywać ostrożne kontakty z innymi rzekomymi „doświadczającymi” (ang. experiencers), co dało jej poczucie wspólnoty. Wsparcie i zrozumienie znalazła też w środowiskach New Age - duchowego ruchu, który w latach 90. przeżywał rozkwit.
Cuccia od młodości kochała muzykę (w końcu była pianistką), więc jednym ze sposobów, w jaki radziła sobie z emocjami, była twórczość muzyczna i medytacja. Zaczęła komponować kojące utwory instrumentalne, które miały pomagać w relaksacji, uzdrawianiu wewnętrznym i łagodzeniu lęków. Wkrótce wydała własnym sumptem dwie płyty z muzyką medytacyjną. Ku jej zaskoczeniu, albumy te stały się popularne na targach i festiwalach zdrowia oraz duchowości (takich jak Whole Life Expo w Kalifornii). Jeden z jej krążków, zatytułowany “Circadian Breath”, okazał się bestsellerem wśród odwiedzających targi - najwidoczniej rezonował z publicznością poszukującą wyciszenia i równowagi.
Działalność muzyczna Marii sprawiła, że zaczęła funkcjonować w branży artystycznej. Założyła nawet własną małą wytwórnię o nazwie Elijah Records - nazwaną oczywiście na cześć domniemanego syna-hybrydy. W ten sposób imię Eliasz stało się dla niej czymś w rodzaju symbolu i motywacji do dalszych działań. Poprzez muzykę Maria wyrażała zarówno tęsknotę i ból (po stracie dziecka, którego nigdy nie było jej dane wychować), jak i nadzieję oraz miłość (które odczuła podczas spotkania z tym chłopcem we śnie czy na jawie). Tworzenie i dzielenie się tą twórczością traktowała jako formę autoterapii, a zarazem misji - chciała pomagać innym ludziom zrozumieć, że nawet z traumatycznego, niezrozumiałego przeżycia można czerpać siłę i inspirację.
Ciekawostką jest, że historia Marii zainspirowała także innych twórców. W 1995 roku producent muzyczny Gerry Cannizzaro oraz wokalista Patt Connolly (związani z rockową grupą Parousia) nawiązali z nią współpracę nad unikatowym projektem - koncepcyjnym albumem muzycznym opartym na opowieści Marii. Projekt ten, wydany pod tytułem “Abduction” (ang. wzięcie, uprowadzenie), miał formę muzycznej opowieści ilustrującej doświadczenie porwania przez obcych i emocje z tym związane. Maria była współtwórczynią tego albumu: udzieliła głosu, nagrała partie na syntezatorze i podzieliła się swoimi zapiskami, które zainspirowały warstwę tekstową utworów.
Producent opisujący później pracę nad tym albumem wspominał, że choć opowieść Marii wydawała mu się niewiarygodna, a nawet niedorzeczna, to jednocześnie wpisywała się w ówczesny klimat popkultury lat 90., zafascynowanej UFO. Album “Abduction” stał się więc jednym z wielu przejawów fenomenu, który w tamtym okresie przenikał do głównego nurtu - obcy i uprowadzenia pojawiały się w książkach, filmach, programach telewizyjnych, a nawet muzyce rozrywkowej. Dla Marii była to kolejna platforma, by opowiedzieć swoją historię, tym razem w artystycznej formie.
W następnych latach Maria Cuccia kontynuowała działalność twórczą i edukacyjną na mniejszą skalę, pozostając jedną z wielu osób na obrzeżach ruchu ufologicznego. Jej historia nie trafiła od razu na pierwsze strony gazet ani do powszechnej świadomości, ale krążyła w środowisku zainteresowanym zjawiskami paranormalnymi.
W 2005 roku epizod z Eliaszem doczekał się wzmianki w książce “Alien Rock” autorstwa Michaela Luckmana. Luckman badał związki między przemysłem muzycznym a wątkami pozaziemskimi - opisywał przypadki sławnych muzyków, którzy twierdzili, że widzieli UFO lub doświadczyli niewyjaśnionych zdarzeń, mających wpływ na ich twórczość. Maria, będąc zarówno muzykiem, jak i osobą z „kosmiczną” historią, wsparła autora informacjami i została ujęta w tej książce. Jej historia pojawiła się również w kompilacji inspirujących życiowych opowieści pt. “Turning Point Moments” (pod redakcją Christine Kloser), gdzie zamieściła rozdział własnego autorstwa zatytułowany właśnie “Mystery of an Altered Reality” (Zagadka Zmienionej Rzeczywistości) - opisała w nim pokrótce swoje przeżycie jako punkt zwrotny w życiu.
Mimo tych epizodycznych publikacji, przez wiele lat Maria nie zdecydowała się napisać pełnej książki o sobie. Dopiero niedawno, już w latach 2020. poczuła, że nadszedł właściwy moment. Świat zaczął bardziej poważnie traktować temat UFO (czy jak się je teraz określa oficjalnie, UAP - niezidentyfikowanych zjawisk powietrznych), głównie za sprawą odtajnianych nagrań i raportów rządowych o obserwacjach dziwnych obiektów na niebie.
Choć kwestia spotkań z kosmitami i uprowadzeń ludzi nadal pozostaje w sferze kontrowersji, dyskusja o istnieniu obcych cywilizacji nieco bardziej przebiła się do głównego nurtu. Maria uznała więc, że warto jeszcze raz spróbować opowiedzieć światu swoją historię - tym razem kompleksowo, szczerze i od siebie, w formie pamiętnika lub biografii.
W 2023 roku zaczęła intensywnie udzielać wywiadów w audycjach radiowych i podcastach poświęconych tematyce nieznanego. W kwietniu 2023 wystąpiła w popularnym programie radiowym Coast to Coast AM u George’a Noory’ego - jest to nocna audycja, której słuchają miliony fanów historii o UFO, zjawiskach paranormalnych i spiskach. Tam Maria opowiedziała swoją historię nowej publiczności, spotykając się z życzliwym przyjęciem. Pojawiła się też w innych audycjach internetowych, m.in. w Typical Skeptic Podcast (maj 2023) w cyklu „Experiencer Chronicles”, gdzie poza samą historią Eliasza poruszyła temat traumy i uzdrawiania poprzez muzykę oraz odniosła się do tego, jak jej przypadek ma się do historii innych osób.
W wywiadach tych Maria zaczęła ujawniać dodatkowe szczegóły, których wcześniej nie nagłaśniała: np. opowiedziała o pewnym zagadkowym zdarzeniu z dzieciństwa, gdy jako mała dziewczynka zniknęła na krótki czas z przystanku autobusowego i znaleziono ją ulicę dalej, nieświadomą, co się stało - dziś zastanawia się, czy to również nie było jakimś wczesnym uprowadzeniem. Mówiła też o Long Island jako miejscu o szczególnym natężeniu „dziwnej energii”, wspominając chociażby tajemnice bazy wojskowej w Montauk czy laboratorium Brookhaven (wokół obu lokalizacji krążą legendy związane z eksperymentami rządowymi i rzekomymi incydentami z UFO).
Maria z biegiem lat zainteresowała się również teoriami spiskowymi krążącymi w środowisku ufologicznym - na przykład śledziła prace dr. Stevena Greera (znanego działacza na rzecz tzw. disclosure, czyli ujawnienia prawdy o UFO), dyskutując o jego pomysłach odnoszących się do tajnych rządowych projektów i możliwych „fałszywych alarmach” z użyciem technologii UFO.
Pomimo tych wątków pobocznych, sednem historii Marii pozostało jej osobiste spotkanie z Eliaszem i przemiana, jaką to w niej wywołało. Maria przyznaje, że od 1992 roku czuje się, jakby dostała życiową misję - trochę podobnie jak osoby po przeżyciach z pogranicza śmierci (NDE) opisują, że wracają „odmienione” i chcą nieść innym przesłanie. Dla Marii tym przesłaniem jest zachęta do otwartości umysłu i do odwagi w mówieniu swojej prawdy, nawet gdy jest ona niewygodna czy niewiarygodna dla otoczenia.
W swoich prelekcjach i artykułach Maria Cuccia podkreśla, że milczenie z obawy przed byciem uznaną za „szaloną” było najtrudniejszym etapem jej życia - i że wiele osób wciąż tkwi w takim milczeniu. Stara się więc wspierać innych, którzy przeżyli coś niezwykłego, by nie tłumili tego w sobie. Mówi również o konieczności większej empatii społeczeństwa wobec ludzi zgłaszających takie przeżycia: nawet jeśli ktoś nie wierzy w dosłowność ich historii, powinien z szacunkiem wysłuchać i dostrzec autentyczne emocje i skutki takich doświadczeń.
Kulminacją tej wieloletniej ścieżki Marii Cuccii jest książka His Name is Elijah (co, nieco stylizując, można przetłumaczyć jako Jego Imię jest Eliasz). Ten zbiór wspomnień ukazał się drukiem w 2025 roku nakładem Cricket Light Publishing.
W książce Maria szczegółowo opisuje nie tylko samo zdarzenie z 1992 roku, ale także tło rodzinne, swoje dzieciństwo, reakcje bliskich, lata zmagania się z traumą i poszukiwania sensu. Zaznacza, że jest to opowieść o „miłości, stracie i odporności” oraz o zetknięciu zwykłego życia z „siłami wykraczającymi poza nasze zrozumienie”. Tytułowy Eliasz stanowi centralny motyw, ale równie ważne miejsce zajmuje przemiana wewnętrzna autorki - jej droga od przerażenia i zwątpienia, poprzez lata refleksji, aż do pewnej akceptacji i poczucia nadziei.
Książka jest skierowana do czytelników zainteresowanych tematyką niewyjaśnionych zjawisk i pamiętników duchowych przemian (we wstępie wydawca poleca ją fanom Whitleya Striebera czy Budda Hopkinsa - autorów głośnych książek o bliskich spotkaniach z obcymi). Można powiedzieć, że His Name is Elijah to zwieńczenie misji Marii Cuccii: opowiedzieć swoją historię własnym głosem i zachować ją dla potomności, niezależnie od tego, czy zostanie ona uznana za fakt, metaforę czy fikcję.

Szerszy kontekst: fenomen uprowadzeń przez obcych
Historia przedstawiona przez Marię Cuccię, choć brzmi niesamowicie, nie pojawiła się w próżni. Od dziesięcioleci na całym świecie ludzie opowiadają o podobnych doświadczeniach, a zjawisko to doczekało się nawet własnej nazwy i gałęzi badań - zarówno pseudonaukowych, jak i (co prawda na obrzeżach) akademickich. W języku angielskim używa się określenia alien abduction (po polsku uprowadzenie przez obcych, w literaturze ufologicznej funkcjonuje też określenie wzięcie), a osoby, które tego doświadczyły, nazywane są abductees (wzięci, porwani) albo łagodniej experiencers (doświadczający).
Pierwszym głośnym przypadkiem, który trafił do mediów, była relacja małżeństwa Betty i Barneya Hillów z USA, uprowadzonych rzekomo w 1961 roku podczas nocnej podróży samochodem. Ich historia - spisana później w książce i nagłośniona w prasie - zawierała wiele elementów, które staną się klasyczne dla tego typu narracji: zatrzymanie pojazdu przez niezidentyfikowane światła, okres „zagubionego czasu” (gdy świadkowie nie pamiętają, co się działo przez kilka godzin), następnie przebłyski wspomnień o badaniach medycznych prowadzonych przez dziwne istoty o dużych głowach i wielkich oczach.
W kolejnych latach pojawiały się inne doniesienia, jednak to właśnie od lat 80. nastąpiła prawdziwa eksplozja takich relacji w kulturze popularnej. Stało się tak z kilku powodów.
Psycholodzy i badacze-amatorzy (tacy jak Budd Hopkins czy dr David Jacobs) zaczęli stosować hipnozę, aby pomóc ludziom przypomnieć sobie „utracone” wspomnienia rzekomych uprowadzeń. Wiele osób pod hipnozą opowiadało szczegółowe historie o tym, jak byli zabierani na pokład statków kosmicznych, gdzie obcy prowadzili na nich różne procedury. Choć metodologia ta jest kontrowersyjna (hipnoza może wszak generować fałszywe wspomnienia pod wpływem sugestii terapeuty), to jednak przyczyniła się do nagłośnienia tematu.
W 1987 roku ukazała się książka “Intruders” Budda Hopkinsa, opisująca m.in. przypadek kobiety, która doświadczała serii uprowadzeń i podejrzewała, że obcy zabierali jej zarodki - w tym przypadku pojawiła się nawet scena bardzo podobna do historii Marii Cuccii, gdzie bohaterka spotyka na statku swoje hybrydowe dziecko. Książka stała się bestsellerem i doczekała się adaptacji telewizyjnej.
W tych samych latach na rynku pojawiły się inne wpływowe publikacje, np. “Communion” (Wspólnota, 1987) Whitleya Striebera - osobisty opis bliskiego spotkania, który trafił do szerokiej publiczności. Był to czas, gdy motyw UFO gościł nawet w talk-show u Oprah Winfrey czy w prasie codziennej. Punktem kulminacyjnym była praca dr. Johna Macka, renomowanego psychiatry z Harvardu, który po przebadaniu kilkudziesięciu rzekomych ofiar uprowadzeń stwierdził, że ich przeżycia nie mogą być łatwo zredukowane do halucynacji i postulował, że dzieje się coś autentycznego (choć może niematerialnego). Jego książka “Abduction: Human Encounters with Aliens” z 1994 roku wywołała sensację - poważny naukowiec argumentował, by nie odrzucać pochopnie tych relacji. To dodało sprawie rozgłosu i wiarygodności w oczach wielu ludzi.
Później, w latach 90., zjawiska paranormalne zyskały w popkulturze masową popularność. Serial “Z Archiwum X” (The X-Files), debiutujący w 1993 roku, spopularyzował wątek rządowych spisków i uprowadzeń przez kosmitów w czasie najlepszej oglądalności. Filmy jak “Close Encounters of the Third Kind” (w wersji polskiej Bliskie spotkania trzeciego stopnia, jeszcze w 1977) czy “E.T.” (1982) wcześniej oswoiły masową publiczność z wizją przybyszów z kosmosu, a w latach 90. hitem stał się film “Dzień Niepodległości” (Independence Day) opowiadający o inwazji obcych.
W tle tego wszystkiego rozwijały się subkultury zainteresowane new age, channelingiem (przekazami od obcych duchowych istot) i mistyką. W takim klimacie społecznym historie o uprowadzeniach przeniknęły do głównego nurtu - coraz więcej osób było skłonnych uznać je za potencjalnie prawdziwe lub przynajmniej możliwe. Dla innych stały się one „nowoczesnym folklorem” lub metaforą różnych lęków.
I właśnie w tym kontekście pojawia się opowieść Marii Cuccii. W 1992 roku elementy jej historii nie były już całkiem odosobnione - można dostrzec, że wiele z nich pokrywa się z powszechnymi wówczas motywami: nocna godzina (często 3:00, pora kojarzona z tzw. paraliżem sennym i koszmarami), jasne światło, uniesienie z łóżka (wiele osób zgłaszało uczucie lewitowania czy wyciągania z ciała - bywa to również symptomem snu na jawie), istoty o nietypowym wyglądzie (czasem opisywane jako “szaraki” o wielkich głowach, innym razem jako postacie świetliste czy w habitach - interpretacja mogła zależeć od osoby).
Motyw dziecka będącego hybrydą człowieka i kosmity jest wręcz klasyczny dla literatury ufologicznej tamtego okresu. Badacze tacy jak dr. David Jacobs utrzymywali, że celem uprowadzeń jest tworzenie pół-ludzkich, pół-kosmicznych istot; niektóre kobiety poddane hipnozie opowiadały, że obcy pobierali od nich komórki jajowe, a nawet wszczepiali im zapłodnione embriony, po czym po kilku tygodniach ciąży je usuwali. Następnie, podczas kolejnych uprowadzeń, kobiety te widywały dzieci, które - jak im sugerowano - były właśnie ich „zabranym” potomstwem, rozwiniętym w sztucznych warunkach.
Maria Cuccia nigdy nie przechodziła hipnozy, więc jej świadectwo nie jest wynikiem takiego procesu, jednak pewne elementy powtarzają się niemal jeden do jednego. Można to tłumaczyć na dwa przeciwstawne sposoby: albo rzeczywiście różne osoby doświadczają obiektywnie podobnych zdarzeń (co dla zwolenników hipotezy uprowadzeń stanowi dowód, że „coś jest na rzeczy”), albo też treść tych przeżyć kształtowana jest przez wspólny kulturowy scenariusz (co zdaniem sceptyków oznacza, że ludzie o bujnej wyobraźni, podatni na sugestię lub mający pewne zaburzenia snu wypełniają luki w świadomości znanymi im motywami z filmów, książek czy opowieści innych).
Warto zaznaczyć, że jak dotąd nie ma naukowego potwierdzenia istnienia fizycznych uprowadzeń ludzi przez obcych. Wszelkie tego typu relacje opierają się na subiektywnych wspomnieniach i ewentualnie pośrednich poszlakach (takich jak blizny na ciele, które równie dobrze mogą mieć inne wytłumaczenie - na przykład powstałe przez przypadkowe dotknięcie skóry rozgrzaną suszarką; zaginięcia na parę godzin bez świadków; czasem dziwne odczyty na radarach lub ślady promieniowania w miejscach obserwacji UFO, ale nic wprost wiążącego się z osobami rzekomo uprowadzonymi).
Nie oznacza to oczywiście, że wszyscy opowiadający kłamią. Wielu badaczy, nawet tych sceptycznie nastawionych, przyznaje, że większość “wziętych” wierzy w realność swoich doświadczeń i przeżywa autentyczną traumę. Z psychologicznego punktu widzenia zjawisko to jest fascynujące: skąd biorą się tak bogate i spójne fałszywe wspomnienia u osób, które - poza tym jednym wycinkiem - funkcjonują normalnie? Czy mogą to być epizody szczególnie żywych snów połączonych z paraliżem przysennym? (Przypomnijmy: paraliż senny to stan, gdy w momencie zasypiania lub wybudzania ciało pozostaje uśpione i unieruchomione, ale umysł częściowo czuwa - często towarzyszą temu realistyczne halucynacje, np. cienie postaci w pokoju, uczucie przygniecenia klatki piersiowej, buczenie, czy też światła lub innego rodzaju omamy. Wiele kultur zna ten fenomen - dawniej mówiono o nocnych zmorach, dziś niektórzy interpretują go właśnie jako działanie obcych).
Inna możliwość to niezdiagnozowane epizody psychotyczne o krótkotrwałym charakterze - pewien odsetek populacji miewa pojedyncze lub rzadkie doświadczenia halucynacji wzrokowych/słuchowych czy urojeń, nie rozwijając jednak pełnej chronicznej choroby psychicznej. Gdy taka osoba dodatkowo interesuje się tematyką UFO lub żyje w środowisku, gdzie temat jest obecny, treść jej epizodu może przybrać formę spotkania z kosmitami. W przypadku Marii Cuccia lekarz właśnie postawił hipotezę krótkotrwałej psychozy - być może była to jakaś odmiana depresji poporodowej lub reakcji na stres (trzecie dziecko miała zaledwie kilka lat przed zdarzeniem, w domu sporo obowiązków - takie rzeczy mogły mieć negatywny wpływ na zdrowie psychiczne kobiety). Jednak Maria nie wykazywała żadnych objawów chorobowych w latach późniejszych poza podtrzymywaniem wiary w tamto zdarzenie - to skłaniało psychiatrów raczej do diagnozy uporczywego zaburzenia urojeniowego (ograniczonego do jednej specyficznej kwestii), niż schizofrenii czy innej ostrej choroby.
Wreszcie, istnieją interpretacje idące w stronę kulturowo-duchową: niektórzy religioznawcy i socjologowie uważają, że opowieści o uprowadzeniach przez obcych pełnią w epoce kosmicznej podobną rolę, jak dawniej opowieści o wzięciach do krainy elfów, czy też spotkaniach z aniołami czy demonami. Mówiąc wprost, być może jest to nowa forma doświadczenia mistycznego lub mitologicznego, którą nasz racjonalny umysł ubiera w kostium technologiczny (statki kosmiczne zamiast wierzbowych dziupli, laboratoria zamiast pieczar czarownic).
Zwolennicy tej szkoły niekoniecznie uważają wszystkich świadków za chorych - czasem dopuszczają możliwość, że świadomość tych osób rzeczywiście doświadczyła czegoś z pogranicza znanej rzeczywistości (np. w stanie odmiennej świadomości), ale interpretacja została przefiltrowana przez współczesne symbole. W przypadku Marii Cuccii można dostrzec pewne motywy quasi-religijne: istoty w białych szatach i świetle mogą kojarzyć się z aniołami; informacja o imieniu dziecka i polecenie sprawdzenia jego znaczenia brzmi niemal jak przekaz od istoty wyższej, mający duchowe przesłanie (imię Eliasz oznacza „Bóg jest moim Panem”).
Sama Maria zresztą początkowo przeżyła swoje spotkanie bardzo mistycznie - zalew miłości, łzy ulgi, poczucie świętości tej chwili. Tak reagują nie tylko rzekomi uprowadzeni, ale i osoby, które opisują np. objawienia religijne czy inne wizje o ogromnym ładunku emocjonalnym. Dlatego niektórzy zastanawiają się, czy przypadkiem zjawisko abdukcji nie jest współczesną formą doświadczenia religijnego - w kulturze, która kolonizuje wyobraźnię obrazami kosmitów, nawet przeżycie duchowe zostanie opowiedziane językiem ufologii.
Krytyczna analiza przypadku Marii Cuccii
Kiedy podchodzi się krytycznie i sceptycznie do historii takiej jak przypadek Marii Cuccii, należy rozważyć kilka aspektów.
Podobnie jak większość relacji o uprowadzeniach, opowieść Marii opiera się wyłącznie na jej osobistym świadectwie. Nie przedstawiono żadnych obiektywnych dowodów potwierdzających, że w nocy domniemanej abdukcji doszło do czegoś niezwykłego - nie ma zapisów z kamer (w 1992 r. zresztą brak było monitoringu domowego), nie zgłoszono też śladów fizycznych (np. wypalenia śladu w suficie przez rzekomy promień światła). Mąż Marii spał tej nocy obok niej i nie zauważył jej zniknięcia ani innych anomalii. Oczywiście można argumentować, że obcy dokonują tych działań w sposób niezauważalny dla postronnych, ale z perspektywy naukowej czyni to takie historie nieweryfikowalnymi.
Co więcej, Maria nie wspomina o typowych „dowodach” zgłaszanych czasem przez ofiary wzięć, jak choćby domniemane implanty w ciele czy nienaturalne blizny w miejscach wkłucia. Jej doświadczenie miało charakter czysto zmysłowy i psychiczny, co utrudnia oddzielenie, czy było zdarzeniem fizycznym, czy np. snem lub halucynacją.
Sam sposób, w jaki rozpoczęło się przeżycie - przebudzenie w środku nocy z niezwykłym zjawiskiem świetlnym - sugeruje możliwość zjawiska snu paradoksalnego. Godzina 3:00 nad ranem to moment, gdy najczęściej występują długie fazy REM (snu z szybkimi ruchami gałek, podczas którego śnimy intensywnie). Wiele osób doświadcza zjawisk hipnopompicznych (przy wybudzaniu) - np. budzą się częściowo, ale nadal śnią; mogą widzieć elementy otoczenia realnie, ale nakładają się na to projekcje senne.
Gdy Maria mówi, że widziała promień światła wpadający przez sufit, istnieje możliwość, że nadal była we śnie lub stanie półprzytomnym, a jej mózg wytworzył takie wyobrażenie. Poczucie paraliżu i unoszenia to klasyka paraliżu sennego lub tzw. out-of-body experience (OOBE, wrażenie opuszczania ciała). Sama Maria czuła się sparaliżowana dopiero w statku, ale moment uprowadzenia - uniesienia z łóżka - to typowy motyw, który można odnaleźć w wielu relacjach z pogranicza snu (np. ludzie czują, że “uniosło ich pod sufit”).
Z punktu widzenia sceptyka, najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest takie, że Maria miała niezwykle realistyczny sen o wzięciu na pokład UFO, który - z racji swojej intensywności emocjonalnej - został zinterpretowany po obudzeniu jako faktyczne zdarzenie. Co istotne, taki sen mógł czerpać z jakichś informacji, które dotarły do jej podświadomości wcześniej.
Choć Maria twierdzi, że nie interesowała się UFO przed 1992, to trudno żyć w społeczeństwie i całkiem nie słyszeć o tym fenomenie. Już w latach 80. głośno było o kilku przypadkach (choćby film “Uprowadzona” z 1989 roku opowiadał o kobiecie z Indiany, która utraciła ciążę w niewyjaśnionych okolicznościach po rzekomym spotkaniu z UFO). Być może Maria kiedyś przeczytała artykuł albo usłyszała wzmiankę na ten temat - a jej umysł, zaniepokojony i zmęczony życiem, wykorzystał te elementy, by „odegrać” własny dramat senny na podobnej kanwie.
Jednym z najsmutniejszych, a zarazem najbardziej niezwykłych elementów historii Marii jest wątek jej nienarodzonego syna. Faktem jest, że Maria była w ciąży około roku 1984 i ciąży tej nie donosiła. Możemy domyślać się, że była to zapewne naturalna strata - poronienie w pierwszym trymestrze (co jest, niestety, dość częstym zjawiskiem biologicznym). Dla wielu kobiet takie doświadczenie jest bardzo bolesne psychicznie; jeśli nie przepracuje się żałoby, czasem pozostaje gdzieś głęboko ukryty żal, poczucie winy lub smutek po “dziecku, którego nie ma”.
Psychika ma różne mechanizmy radzenia sobie z taką stratą. Jednym z nich bywa tworzenie narracji, że dziecko jednak żyje w jakiś sposób - np. w niebie, w innym ciele, albo… zostało zabrane. I tu pojawia się motyw obcych jako swoistego „wytłumaczenia” niezrozumiałej straty. Z perspektywy psychologicznej można interpretować, że umysł Marii skonstruował marzenie kompensacyjne: zamiast przyjąć, że ciąża zakończyła się bezsensowną stratą, powstała opowieść o tym, że Eliasz żyje i został uratowany przez wyższe istoty dla wyższego celu. W takim układzie Maria z ofiary losu staje się poniekąd wybranką - jej dziecko jest wyjątkowe, ma kosmiczne przeznaczenie, a ona sama została dopuszczona do spojrzenia na niego i zapewniona, że „kiedyś zrozumie”. To nadaje bolesnej stracie głębszy sens.
Tego typu reinterpretacja bywa porównywana do mechanizmów religijnych („Bóg zabrał dziecko do siebie, bo było zbyt dobre na ten świat” - w taki lub podobny sposób rodzice często pocieszają się po stracie upragnionego dziecka). W przypadku Marii, Bóg został zastąpiony przez istoty pozaziemskie. Oczywiście, sama Maria zapewne szczerze wierzy, że to obcy powiedzieli jej o zabranym synu - jednak psycholog czy sceptyk mógłby zasugerować, że to jej własna podświadomość „przemówiła” do niej tym głosem, dając jej rodzaj ukojenia w cierpieniu.
Na początku lat 90. Maria opowiadała w zasadzie tylko o głównym incydencie z 1992 r. i jego następstwach. Później, stopniowo, pojawiały się nowe wątki - np. tajemniczy epizod z dzieciństwa, obserwacje helikopterów, odczucia bycia obserwowaną, czy przekonanie, że jej córki mogą też być w jakiś sposób dotknięte tym zjawiskiem (Maria zasugerowała kiedyś, że czuje jakby jej rodzina była częścią jakiegoś „eksperymentu” - być może miała na myśli, że skoro ona została wybrana, to i jej dzieci mogą być obserwowane przez obcych, lub też że w jej linii krwi tkwi jakaś szczególna cecha przyciągająca te zjawiska).
Takie rozszerzanie się narracji jest dość częste u osób zaangażowanych w społeczność ufologiczną. Pod wpływem rozmów, lektur i hipotez, pierwotne wspomnienie zostaje otoczone siecią interpretacji i dodatkowych elementów, nieraz odzyskanych w hipnozie lub poprzez intensywne rozmyślanie nad fragmentarycznymi snami.
Nie twierdzimy tutaj, że Maria cokolwiek zmyśliła - raczej wskazujemy, że pamięć ludzka nie jest stała, zwłaszcza w przypadku tak niecodziennych i emocjonalnych przeżyć. Z biegiem lat mogła ona uzupełniać luki, dopowiadać kontekst (świadomie lub nie), co sprawiło, że jej historia stała się jeszcze barwniejsza (np. wątek Montauk - być może ktoś ją zainteresował teorią, że na Long Island działa tajna baza eksperymentująca z kontrolą umysłu; to mogło zasugerować jej, że może to wojsko maczało palce w jej przypadku albo że okoliczny „dziwny klimat” sprzyja tym zjawiskom).
Dla krytycznego badacza takie zmiany budzą wątpliwości co do rzetelności źródła. Część argumentów sceptyków wobec uprowadzeń opiera się właśnie na tym, że ludzką pamięć można łatwo zniekształcić. Jeśli przez lata Maria dyskutowała z entuzjastami UFO, mogła mimowolnie przyjmować pewne ich sugestie jako część własnej historii. Na przykład Barbara Lamb, z którą miała styczność, jest gorącą orędowniczką tezy, że uprowadzenia występują wielopokoleniowo (tj. jeśli ty byłaś uprowadzona, to pewnie twoja matka lub dzieci też). Takie idee mogą zasiać ziarno w umyśle - potem człowiek doszukuje się w przeszłości czegoś, co by to potwierdziło.
Na koniec warto wspomnieć, że nawet jeżeli z zewnątrz historia Marii Cuccii wygląda nieprawdopodobnie, to dla niej jest ona subiektywnie prawdziwa i realna. Nawet najbardziej sceptyczne podejście nie zmienia faktu, że Maria doświadczyła intensywnego przeżycia, które ukształtowało jej życie. Być może z naukowego punktu widzenia był to zbieg snu, psychologicznych potrzeb i wpływów kulturowych - taka jest jednak natura ludzkich przeżyć. Nasze mózgi potrafią generować “rzeczywistości” nie do odróżnienia od zewnętrznego świata (choćby podczas snów czy halucynacji). Dla Marii moment, gdy dotknęła szyby oddzielającej ją od chłopca Eliasza, kiedy poczuła miłość zalewającą jej serce - to było absolutnie realne odczucie. Żadne logiczne argumenty tego nie odbiorą. Dlatego z perspektywy humanistycznej, jej historia - prawdziwa czy nie - jest ciekawym studium ludzkiego doświadczenia i radzenia sobie z nim.
Z jednej strony mamy izolację, brak zrozumienia otoczenia, podejrzenia o chorobę psychiczną - z drugiej, próbę nadania sensu czemuś chaotycznemu, stworzenia narracji, która integruje traumę (związaną z utratą ciąży) w większy plan kosmiczny. W efekcie Maria znalazła znaczenie i cel w swoim życiu - jej przekaz daje jej poczucie misji. Zamiast być “ofiarą przypadku”, stała się “świadkiem” czegoś niezwykłego i emisariuszką tej prawdy.
Można się z tego podśmiewać, ale można też dostrzec, że psychologicznie pomogło jej to pokonać depresję czy rozpacz. Co więcej, wielu ludzi, którzy zetknęli się z jej opowieścią (choćby przez książkę czy wywiady), mogło również poczuć się mniej samymi ze swoimi nietypowymi przeżyciami lub przemyśleć granice naszej rzeczywistości.
Czy Maria Cuccia to kontaktowczyni?
Choć historia Marii Cuccii została pierwotnie zaprezentowana jako quasi-religijne objawienie, wiele jej cech budzi skojarzenia z klasycznym nurtem tzw. kontaktowców, znanym z ufologii drugiej połowy XX wieku. Ludzie tacy jak George Adamski, Billy Meier czy Howard Menger również opisywali spotkania z nadprzyrodzonymi bytami, przekazując ludzkości duchowe i moralne przesłania. Warto więc przyjrzeć się, na ile doświadczenia Marii Cuccii pokrywają się z tym wzorcem.
Centralnym punktem relacji Cuccii jest spotkanie z Eliaszem - jej domniemanym nienarodzonym synem i jednocześnie bytem o silnie duchowym charakterze, który przekazuje jej przesłanie mające znaczenie dla przyszłości ludzkości. To klasyczny element narracji kontaktowców: kontakt z wyższą inteligencją, która ostrzega, naucza lub nawołuje do przemiany duchowej. U kontaktowców są to często istoty „kosmiczne”, u Cuccii - ktoś w rodzaju biblijnego proroka. Jednak funkcja tej postaci i jej rola przekaziciela są niemal tożsame.
Podobnie jak kontaktowcy, Maria Cuccia jawi się jako „wybrana”, osoba, której powierzono zadanie rozpowszechnienia przesłania. Pojawia się tu motyw misji, często spotykany w literaturze ufologicznej - jednostka, pozornie przeciętna, zostaje raptownie obdarzona duchową wiedzą i odpowiedzialnością za losy innych. Taki motyw jest również obecny u Meiera czy Angelucciego.
Treść książki His Name is Elijah cechuje się prostotą języka, silnym ładunkiem emocjonalnym oraz dużą liczbą odniesień religijnych - co odróżnia Cuccię od typowych kontaktowców, którzy częściej posługują się językiem „techniczno-mistycznym” (np. opowieściami o podróżach statkami, technologii obcych, strukturach galaktycznych, czy też tym, co dany kontaktowiec robił czy choćby jadł podczas podróży na obce planety). Jednak obie formy przekazu wykazują cechę tzw. channelingu - czyli relacjonowania słów lub wizji obcego bytu, często w formie niemal automatycznego pisma lub wizji.
Największą różnicą między historią Marii Cuccii a klasycznymi kontaktowcami jest całkowity brak wątku pozaziemskiego lub technologicznego. Nie ma tu statków kosmicznych, podróży międzygwiezdnych, super-zaawansowanych technologicznie latarek rozpuszczających się w wodzie czy szczegółowych opisów preferencji kulinarnych obcych istot ani nawet wzmianki o obcych cywilizacjach. Jej przekaz osadzony jest całkowicie w estetyce religijnej i biblijnej. To odróżnia ją od nurtu ufologicznego i zbliża bardziej do mistycznych wizji znanych z historii chrześcijaństwa lub zjawisk takich jak channeling duchowy.
Analizując całość, można powiedzieć, że przypadek Marii Cuccii nie wpisuje się w pełni ani w nurt kontaktowców, ani w klasyczne objawienia religijne. Stanowi raczej hybrydę obu nurtów - z jednej strony korzysta z motywów wybraństwa i duchowego przesłania znanych z przekazów kontaktowców, z drugiej całkowicie pomija wątki ufologiczne i technologiczne, skupiając się na biblijnych archetypach. Taki model spotykany jest rzadziej, ale bywa obecny w tzw. kontaktach chrystusowych (np. u niektórych channelerów New Age), gdzie istoty duchowe jawią się jako postacie znane z religii, a nie kosmosu.
The truth is out there
Przypadek Marii Cuccii jest przykładem historii, która balansuje na cienkiej linii między wiarą a sceptycyzmem, doświadczeniem duchowym a potencjalną iluzją. Dla jednych będzie on dowodem na to, że „prawda jest gdzieś tam” - że obcy naprawdę eksperymentują z ludzkością, a wybrane osoby jak Maria są żywymi świadkami tych wydarzeń. Dla innych to klasyczny wynik zderzenia ludzkiej wyobraźni z kulturową mitologią UFO, gdzie głęboko osobiste przeżycia przybierają formę opowieści o kosmitach, bo taka narracja jest dostępna w naszych czasach.
Niezależnie od interpretacji, nie sposób odmówić tej historii niezwykłości. Maria Cuccia z przeciętnej mieszkanki przedmieść stała się - przynajmniej w kręgach zainteresowanych tematem - jedną z ikon tzw. Long Island UFO Mystery. Jej książka His Name is Elijah zbiera te wszystkie wątki w jedną całość, stanowiąc zarazem zaproszenie dla czytelnika: czy uwierzysz w moje doświadczenie? czy choć na chwilę zawiesisz niewiarę, by wejść w mój świat? Być może o to właśnie Marii chodzi - nie o naukowe przekonanie sceptyków, lecz o ludzkie współodczucie i otwartość na tajemnice, których nie umiemy objąć rozumem.
Historia Marii Cuccii uczy nas dwóch rzeczy jednocześnie. Po pierwsze, że ludzkie doświadczenie potrafi wykraczać poza to, co pojmujemy jako „normalne”, a osoby przeżywające takie zdarzenia potrzebują zrozumienia, a nie szyderstwa. Po drugie zaś, przypomina, iż musimy zachować zdrowy sceptycyzm, bo umysł może płatać figle, a świat popkultury i wiary mogą kreować bardzo przekonujące „rzeczywistości”.
W gruncie rzeczy, sprawa Marii Cuccii to nowoczesna opowieść o poszukiwaniu prawdy i miejsca w świecie - nawet jeśli ta prawda okazuje się subiektywna. Czy w ostatecznym rozrachunku Eliasz był rzeczywistym kosmitą, czy też symbolem wewnętrznej przemiany Marii Cuccii, to już pozostaje do oceny każdego czytelnika i słuchacza.
Radio Paranormalium
Bibliografia
Cannizzaro, Gerry, & Connolly, Patt. "'Abduction' - a True Life Story / Concept Album." ParousiaBuff.com, 19 czerwca 2018.
Cuccia, Maria. His Name Is Elijah: A Message of Hope and Truth from Heaven’s Warrior. Independently published, 2021.
Cuccia, Maria. "Mystery of an Altered Reality." Medium, 1 października 2025.
Jericho, Chris. "Maria Cuccia – Alien Abduction, Missing Time and the Boy Called Elijah." Talk Is Jericho (podcast), 15 grudnia 2025.
Lewis, James R., ed. The Gods Have Landed: New Religions from Other Worlds. Albany: State University of New York Press, 1995.
Luckman, Michael. Alien Rock: The Rock 'n' Roll Extraterrestrial Connection. New York: Pocket Books, 2005.
Melton, J. Gordon. Encyclopedia of American Religions. 8th ed. Detroit: Gale, 2009.
Outer Limits of Inner Truth (Mental Health News Radio Network). "Elijah’s Message: Maria Cuccia’s Astonishing Encounter & Life After Contact." 31 stycznia 2025.
Partridge, Christopher. The Re-Enchantment of the West: Alternative Spiritualities, Sacralization, Popular Culture and Occulture. Vol. 1. London: T&T Clark, 2004.
Redacted (Clayton Morris). "The Long Island UFO Abduction: The Mystery of Maria Cuccia." Materiał video, YouTube/Odysee, 17 października 2025.
Rogerson, Bernard. UFOs and Alien Contact: Two Centuries of Mystery. London: Carlton Books, 1998.
Schnabel, Jim. Dark White: Aliens, Abductions, and the UFO Obsession. New York: HarperCollins, 1994.
Strona autorska MariaCuccia.com – informacje biograficzne i opis książki His Name is Elijah.
The Other Side. NBC, odcinek o uprowadzeniach przez obcych z udziałem Marii Cuccii, 1995.
Tumminia, Diana G. Alien Worlds: Social and Religious Dimensions of Extraterrestrial Contact. Syracuse: Syracuse University Press, 2007.
Typical Skeptic Podcast. "Experiencer Chronicles #6 – Maria Cuccia, Alien Encounters & A Hybrid Named Elijah." Opis odcinka, 27 maja 2023.
Wywiad: Maria Cuccia na Coast to Coast AM z George’em Noorym, 18 kwietnia 2023 (audycja radiowa).
Zeller, Benjamin E. Heaven’s Gate: America’s UFO Religion. New York: NYU Press, 2014.