[00:01] - To think for yourself and question authority. Haha! Cześć wam łobuziaki, dziewczyny i chłopaki. Witam wszystkich serdecznie w Radiu Na Fali. Witam wszystkich serdecznie w hiperprzestrzeni bardzo późną porą. W Polsce godzina 23:00 polskiego czasu aktualnie. A na świecie to nie wiem. Na świecie zależy gdzie. Też jest dobra godzina. Zawsze jest dobra godzina.
No właśnie. To witam wszystkich oficjalnie w dzisiejszej hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Oczywiście pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Na Fali i słuchaczy Radia Paranormalium. Za chwilę wskoczę na czata Radia Na Fali, także zapraszam wszystkich serdecznie: www.radionafali.com zakładka „Chat" na górze. Po drodze jeszcze trzeba wspierać radio oczywiście, żeby nie było tak, że... No właśnie. Hmm. No. Okej, zapraszam oczywiście oprócz tego, żeby wspierać, wskakiwać na czata. Będzie troszkę linków dzisiaj jak zwykle.
Zapraszam oczywiście, żebyście odwiedzali nas na Facebooku: radionafali.com. Wszyscy wiedzą, o co chodzi. Włazić, linkować, lajkować i robić tam zarazę. Ja tu się troszkę będę bawił gałkami po drodze jeszcze przez chwilę. A dzisiaj co, słuchajcie. No właśnie, co dzisiaj w hiperprzestrzeni? Dzisiaj właściwie druga część związana, może niekoniecznie druga część, bo to właściwie troszkę osobny temat, ale niejako związany z czymś, o czym mówiłem tydzień temu. O tych wszystkich tajemniczych liniach energii, liniach mocy, starych neolitycznych konstrukcjach, kamieniach na drogach i wszystkich tych dziwnych historiach. Bo oprócz tego wszystkiego, co mówiłem ostatnio, jest jeszcze kolejna sprawa z tym związana. A ta kolejna sprawa to coś, co jest bardzo intrygujące.
Coś, co stanęło... Nie wiem, jak to powiedzieć właściwie. Stanęło i zniknęło z książek historii sto lat temu. Czyli wszystkie te historie z eterem, wszystkie te historie z tajemniczymi wynalazcami i z tym, jak się Paweł Einstein dopowiedział, że już eteru nie ma. No i tu się okazuje, że jest kilka dziwnych rzeczy związanych z dźwiękiem, z tym, jak się fala rozchodzi. I to jest to pytanie, słuchajcie: pytanie o falę. Czym jest fala? Co się dzieje z tą falą? Czy starożytni wiedzieli, co to jest fala? Czy w ogóle używali fali?
Także falowo dzisiaj. Falisty odcinek dzisiaj, proszę państwa. Dzisiaj będę próbował wrzucić kilka ciekawych teorii, bo kto może sprawdzić? Oczywiście jasne, że wszyscy możemy sprawdzić. No ale może nie dzisiaj. Także dzisiaj właśnie na ten temat. Teorie o tych wszystkich dziwnych historiach związanych z dźwiękiem, generalnie z częstotliwościami, z tym, co dociera do naszych receptorów. No właśnie. I przypominam, że możecie śmiało dzwonić: radionafali.com. Taki jest adres na Skypie, także zapraszam serdecznie, żeby brać się, podłączać mikrofony.
Jeżeli macie jakieś pomysły na ten temat, żeby śmiało po prostu dzwonić, się wbijać i rozmawiać. Nie siedzieć tam tak pochowanymi gdzieś po kątach. Przy okazji pozdrawiam oczywiście tych, którzy słuchają tego jako podcastu gdzieś, nie wiadomo gdzie, bo oczywiście nie wszyscy słuchają tego na żywca. A wy oczywiście słuchacie jak najbardziej Radia Na Fali, oczywiście w hiperprzestrzeni, retransmitowanej też w Radio Paranormalium. Mam na imię Tomek. A dzisiaj, słuchajcie, o falach. Może nie do końca tylko o falach. To w ogóle jest generalnie taki problem, przynajmniej dla mnie, jak mam usiąść i powiedzieć, o czym dzisiaj będzie. O życiu, człowieku. O życiu.
Mówiłem, że zacznę o trąbkach. To tak życiowo zacznę o trąbkach. Trąbka bardzo życiowy instrument, słuchajcie. Szczególnie w czasach wojennej pożogi w Ameryce, która była opanowana przez takie gigantyczne trusty, korporacje Rockefellera, Standard Oil i nie tylko. Właściwie wszystko było zmonopolizowane w okolicach pierwszej wojny światowej. To się wtedy nazywało wielka wojna. Armia amerykańska postanowiła, że tak powiem, zrobić porządek z tymi całymi orkiestrami, które grały te marszowe piosenki i przygrywały te skoczne melodyjki dla żołnierzy, żeby nie czuli się tak samotnie, jak dostają kulkę z tym wszystkim. I wymyślono, że wszystkie trąbki od tej pory będą produkowane przez właściwie jedną firmę. To się ustandaryzuje. Zrobi się po prostu standard takiej trąbki wojskowej, na której się wygrywa te wszystkie melodyjki i że będzie była jedna firma i będzie z tym wszystkim spokój.
Oczywiście będzie to robiła jak zwykle firma Rockefellera. Ta jedna jedyna właściwa, innej nie ma. No i dostała zamówienie. No i oni wymyślili standard na trąbki. No i co z tym standardem zrobili? Bo to jest taka rewolucyjna historia troszeczkę. Może bez przesady, nie ma tam żadnego Che Guevary po drodze. Jest to tylko i wyłącznie kawałek blachy. Kawałek stali, w którą się dmucha i to brzmi. Ale tą stal trzeba nastroić, bo każda trąbka, każdy instrument ma swój strój.
No i wymyślono, że te wszystkie trąbki będą wyprodukowane tak, żeby stroiły dźwięk A na 440 herców. Jak to brzmi? Dobra, mam tu pomoce naukowe. Mam to wszystko dzisiaj za pomocą pomocy naukowych, dźwiękowych. Próbował uwidocznić. Okej, to nie jest dobre słowo, ale usłyszycie sami. Po prostu usłyszcie sami. To jest 440 herców. Dokładnie. No i taki pojawił się genialny pomysł w 1917 roku, żeby zamówić trąbki dla wszystkich orkiestr wojskowych w Ameryce.
I wszystkie trąbki i wszystkie instrumenty wojskowe będą strojone dokładnie do częstotliwości A 440 herców, tak żeby nie było, że później ta trąbka nie pasuje do cymbałków, te cymbałki nie pasują do trąbki, coś tam jeszcze nie pasuje do tego wszystkiego i ta orkiestra nie brzmi. Za wszystkim oczywiście stał Rockefeller i jest pewna bardzo poważna teoria z tym związana. Można powiedzieć, że teoria konspiracji. Nie jest to za bardzo konspiracja, bo wiadomo, że dziwnym trafem się okazało, że tylko jedna firma potrafi robić trąbki na świecie. W Ameryce jest to firma Rockefellera. Nie wiem, czy konspiracja do końca. Może tak miało być. Kto to wie? Niezbadane są koleje losu i z tej okazji generalnie armia amerykańska zaczęła się stroić na właśnie 440 herców. To nie jest naturalny strój, o czym za chwilę powiem, bo wrócę do tych wszystkich tajemniczych starożytnych kamieni.
A co! Tam opowiem wam troszkę, o co z tym chodzi. No i co z tą trąbką? W 1939 roku okazało się, że właściwie w Anglii i w Niemczech stwierdzono, że to jest doskonały pomysł, żeby wszystkie orkiestry i wszystkie instrumenty muzyczne wykorzystywane przez wojsko, straż pożarną czy jakąkolwiek sformalizowaną orkiestrę, na której ciąży ciężka państwowa pieczątka, używała zestandaryzowanych instrumentów, które mają dokładnie tą samą nutę i można nastroić i grać dokładnie w tym samym tonie wszystko, w tej samej nucie. No i w 1939 roku ten standard wprowadzono zarówno w Anglii, jak i w Niemczech Hitlera. W 1975 roku ten standard nazwano oficjalnie ISO 16. To jest standard dotyczący strojenia częstotliwości A, czyli że wszystkie instrumenty produkowane w miejscu, które jest objęte tym standardem. Tak się rozglądam dookoła, czy przypadkiem jestem objęty tym standardem. Powinny stroić właśnie dokładnie tak. Ja tu mam pewne pomoce dydaktyczne.
Sekundę, już do państwa wracam. Już wracam z pomocą dydaktyczną. Doskonała pomoc. Teraz usłyszycie różnicę pomiędzy tym strojeniem a czymś, co jest związane z jakąś niesamowitą historią, która prawdopodobnie ginie gdzieś w odmętach historii i odmętach ludzkiej cywilizacji, w odmętach wszystkiego. Dobra, na razie sprawdźmy dźwięk 440 herców. To jest nasz dźwięk. Nie wiem, czy nie powinien być głośniej. Okej, jest głośno. A to jest 432 herce. Słyszycie drganie?
A to jest ten dźwięk, który powinien być teoretycznie. Czyli troszeczkę niżej. Co się okazuje? Okazuje się, że dziwnym trafem przemysłowcy i tacy troszeczkę, powiedziałbym, psychopaci, trochę bardziej do leczenia klinicznego w jakiejś dobrej klinice, ustanowili standard dla wszelkich instrumentów muzycznych na świecie. No i co z tym standardem jest związane? Z tym standardem jest związana w ogóle ciekawa historia, bo się okazuje, że jest taki troszeczkę, że tak powiem, nie wiem, jak to powiedzieć. Taki kiepski ten standard, taki troszeczkę z czapki wyciągnięty bym powiedział, taki bardzo cienki, bo starożytni w ogóle mieli zupełnie inny pomysł na wszystko. I się okazuje, że te starożytne pomysły na dźwięk i na to, jak się stroić, na to, jak to wszystko powinno dobrze brzmieć, są zupełnie inne. I że gdzieś przez zupełny przypadek cywilizacyjny, prawdopodobnie z powodu chciwości oraz innych różnych słabości różnych możnych tego świata, wytyczono coś takiego jak standard 440 herców. No o co w tym wszystkim chodzi?
No dobra, opowiem wam dzisiaj troszkę więcej na ten temat, a na razie zanim wam opowiem, włączę sobie jakąś muzyczkę. A później pogadam troszkę o tych kamieniach, o tych starych kamieniach, o tych dziwnych jaskiniach, dziwnych rzeczach. Jakie tam są dźwięki? Bo tam też jest specyficzny dźwięk w tych wszystkich pomieszczeniach też tam są rezonanse i wibracje, bym powiedział poprawnie chyba. A wy oczywiście słuchacie Radia Nafali i audycji „Hiperprzestrzeń” retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja oczywiście zapraszam wszystkich na czata, żeby sobie włazili tam, sobie po prostu byli na miejscu. Ja to za chwilę jakieś linki będę wrzucał związane z tą całą opowieścią dzisiejszą o tym, co trzęsie, o wibracjach. No właśnie nie wiem, jak to nazwać. My potocznie używamy właściwie słowa wibracje i właściwie jest to poniekąd chyba najbardziej celna nazwa, aczkolwiek taka troszeczkę powiedziałbym, że nie wypełnia pełnego spektrum, które się za tym wszystkim kryje. Słuchajcie, właśnie tak mówiłem o tym standardzie strojenia, że wymyślono w latach 30.
właśnie tuż przed latami 30., że to z Ameryki się wzięło, żeby stroić instrumenty na 440 herców, że jak słyszymy na przykład kupujemy taki stroik do gitary, bo mamy na przykład gitarę akustyczną albo mamy jakikolwiek inny instrument i stroimy właśnie do takiego tunera, który kupujemy w sklepie. On z reguły pokazuje właśnie taki numerek 440 herców to jest dokładnie ta częstotliwość A. No i to się wzięło, że tak powiem, wymyślono taki standard. Łatwe w produkcji, nie wiadomo skąd się wzięło właściwie. Okej, dobra. W sumie są ku temu hipotezy, bo wspomniałem o tym, też powiem. Jest ku temu jedna hipoteza, którą można nazwać teorią spiskową, która mówi dokładnie o tym, że ta częstotliwość 440 herców jest po prostu zła, że nie jest to najlepsze. Dla ludzkiego organizmu. Ta częstotliwość powoduje, mówiąc z grubsza i w skrócie, że człowiek staje się zmulony intelektualnie, nie spełna władzy nad sobą i podąża w apatię, słucha się liderów i tak dalej. Sprzyja to praniu mózgów, maszerowaniu w lewo, maszerowaniu w prawo, maszerowaniu w lewo.
Ponoć właśnie tak sprzyja, a jak wiemy ci na górze, którzy się nazywają politykami, bardzo lubią jak wszyscy inni na dole maszerują. Jest taka perwersyjna zabawa troszkę w tym, ale może nie będę wnikał tutaj w seksualne dewiacje. Przed tym strojeniem, przed tym standardem 440 herców, gdy się grało w Ameryce w 1917 roku, oczywiście też strojono instrumenty, bo to nie było tak, że całą muzykę wymyślono w Ameryce pod koniec pierwszej wojny światowej, tylko już istniało wcześniej. Taki bardzo podobny strój do tego wcześniej nazywał się strój kompromisowy. Nie używa się właściwie polskiego słowa. Używa się temperamente z włoskiego, czyli właściwie dokładnie to samo, czyli kompromisowy, temperamente, temperamentne. Ten strój właściwie zaczął się poniekąd od Bacha. To był taki wielki kompozytor, który spowodował, że strojenie instrumentów w ten sposób stało się popularne. Ale o co w tym chodzi? O co w ogóle chodzi w tym strojeniu instrumentów?
Już wam wyjaśniam. To brzmi enigmatycznie. Jakby ktoś nie był muzykantem albo nie grał na instrumencie, to się czuje samotny troszeczkę. Nie czuj się moja siostro i mój bracie samotny, już ci wyjaśniam, o co chodzi z tym tajemniczym strojeniem instrumentów. Jeżeli mamy strunę, mamy kawałek druta i rozciągniemy na dwóch czymś, że sobie będzie tak w powietrzu. Możemy na kiju na przykład rozwiesić drut na kiju, to będzie miał zawsze takie dum, dum, będzie sobie dudnił. Jak sobie wyliczymy i naciągniemy go odpowiednio mocno, to zaczynamy zmieniać troszeczkę częstotliwość latania tego sznurka. Jak sobie włączymy światło stroboskopowe, niekoniecznie musi być stroboskopowe, w normalnym też czasami widać. Jak tym sznurkiem naciągniętym na miotle pociągniemy za ten sznurek, to on się kiwa w jedną i w drugą stronę, tworząc taką elipsę. Ta elipsa to jest owa nasza fala.
Jeżeli będziemy go naciągać bardziej, ten drut będzie naciągnięty nieprzeciętnie, to tych elips będzie bardzo dużo. Generalnie będziemy w ten sposób podnosili tonację tego drutu. Przez ten sposób będziemy go dostrajali, on zacznie łapać częstotliwości. Pewne częstotliwości, które są dookoła nas, czyli drgania w określonych cyklach. Pierwszy drgania zanotował niejaki Hertz. O Hercu już kiedyś wspominałem, nie będę powtarzał. On zdefiniował to, że to jest coś, co się trzęsie raz na sekundę. To jest jeden herc. Tak jest. Jak się koleś zatrzęsiesz raz na sekundę, to jesteś po prostu herc koleś.
I ty dziewczyno też. Z liczenia tego wszystkiego wyszło, że jeżeli chce się mieć pięknie brzmiące dźwięki, które ładnie się dopasowują do siebie, to jak się weźmie ten drut i się go podzieli, to najlepsza jest inna częstotliwość. Się go podstraja, się go naciąga, żeby on brzmiał. Żeby on tak ładnie, czysto brzmiał, to właśnie trzeba go stroić troszeczkę niżej. W ogóle się nie da na przykład nastroić instrumentów muzycznych, żeby brzmiały idealnie. To jest kolejna sprawa, taka też ciekawostka. Nie wiem, czy wiecie, ale żadna orkiestra filharmoniczna nie stroi. Nie ma takiej orkiestry, która by stroiła w całości. To jest taki fenomen w muzyce, tylko tacy wytrawni fani muzyki klasycznej wiedzą o takich rzeczach. Dobra, to wam też powiem, żeby nie było, że nie jesteśmy wytrawni tutaj.
Słuchajcie, żadna orkiestra nie stroi, ponieważ fizycznie nikt nie jest w stanie nastroić akustycznych instrumentów, które są zbudowane z cieniutkiego drewienka. Tam siła naciągu jest czasami po 200, 300 kilogramów w takich skrzypcach, jak te struny ciągną. To jak to może trzymać te same parametry przez okres całego koncertu? Tam parę razy człowiek tymi smyczkami walnie w takie skrzypki, to już się ta struna troszkę rozstraja i nie trzyma. Jest taka zasada, że cała orkiestra stroi się do jednego dźwięku, że na początku pianista czy ktoś, kto jest głównym instrumentem. Słyszeliście takie dziwne dźwięki, jak się orkiestra filharmoniczna stroi, taki chaos kompletny w powietrzu. Wszyscy się stroją do ogólnej tonacji. To się nazywa właśnie strojenie kompromisowe i ono zawsze dokładnie polega na tych samych zasadach, że nigdy się nie stroi równo instrumentu, tylko się stroi jeden dźwięk, który brzmi tak samo, a resztę się stroi obok, troszeczkę wyżej albo niżej. Poważnie. Się specjalnie stroi tak, żeby nie stroiło, bo jakby orkiestra stroiła, to wyobraźcie sobie, że tam jest na przykład w okolicach dwudziestu paru instrumentów w takim podstawowym dużym zestawie i teraz te wszystkie instrumenty zagrałyby dokładnie jeden i ten sam ton, przypuśćmy w kilku interwałach, dokładnie w tym samym momencie taką samą częstotliwość.
To sobie wyobraźcie taki duży głośnik, taki naprawdę wyobraźcie sobie najbardziej jamański sound system, jaki kiedykolwiek w życiu moglibyście sobie wyobrazić. Największe głośniki, jakie możecie sobie wyobrazić. Głośniki wielkości nie wiem czego, po prostu wszystkiego. I teraz te głośniki rykną nagle i zrobią duf, duf, duf. Najlepsze będzie to, że jak się przemie na ścianę, która będzie po drugiej stronie, to ściana zacznie pękać w momencie, kiedy tego duf nie będzie, kiedy będzie ta cisza pomiędzy duf, duf. Wtedy właśnie będzie krach na ścianie, bo jak wszystkie te częstotliwości wejdą na siebie, to tworzą niesamowitą siłę. Właściwie dowcip jest taki, że te fale na siebie nachodzą i generalnie znikają, się wygłuszają nawzajem, powstaje martwa cisza. Efekt byłby taki, że gdyby udało się komukolwiek nastroić idealnie całą orkiestrę filharmoniczną, to orkiestra brzmiałaby mniej więcej tak. Ja teraz spróbuję brzmieć jak orkiestra filharmoniczna, która idealnie stroi. Dokładnie tak by wyglądało, jakby orkiestra stroiła idealnie.
Wszystko by skakało prawdopodobnie. Albo w ogóle byłaby cisza, albo byłby taki łomot, że cała hala tudzież budynek, w którym jest ta orkiestra, by się po prostu zawalił. Kto zna tą historyjkę, że się bierze kieliszek do ręki, jak ktoś ma wytrenowany głos, w szczególności jakaś diva operowa, zaczyna śpiewać do kieliszka swoim wysokim głosem. Co się dzieje? Kieliszek pęka. Dokładnie ten sam rezonans. Taka historia. Pierwszy właściwie opisał technicznie i zaczął mocno promować to strojenie temperamentowe był Jan Sebastian Bach. W 1691 roku nawet napisał specjalną etiudę, zdaje się, nosi jakiś temat, że to jest Musik Temperamente czy coś w tym stylu. Ku chwale tego, że tak powinna być komponowana zawsze muzyka i zawsze wszystko powinno tak stroić i zawsze wszystko powinno być tak zorganizowane.
Oczywiście to było grubo przed nim. Tylko że przed Bachem właściwie nie wiadomo było, czego do końca stroić te instrumenty, bo właściwie każdy stroił jak chciał. Przed Bachem troszkę pojawiły się kamertony, czyli takie urządzenia, gdzie można było wystroić i podać to dalej, bo to w ogóle czasy bez magnetofonów, bez telefonów komórkowych. Jak ktoś miał coś takiego , kamerton to się tak nazywa, to od tego stroił instrument. I każdy miał troszkę inne swoje własne kamertony, bo niektórzy stroili troszkę niżej, niektórzy troszkę wyżej i tak dalej. Ale co jest związane z tym troszkę innym strojeniem? Bo jeszcze przed Bachem, przed tym strojeniem troszkę wyżej, bo te całe strojenie 440 Hz wzięło się od czasów Bacha ponoć. Przynajmniej tak głosi fama, że on jako pierwszy zaczął podnosić dźwięk, żeby było jeszcze wyżej, jeszcze bardziej piskliwie, bo oryginalnie dawno temu, przynajmniej na to wygląda, stroiło się naprawdę troszeczkę niżej, a nie tak wysoko. Czyli generalnie z wiekiem im większa cywilizacja technokratyczna, tym bardziej piskliwy dźwięk dookoła. Tak to można w skrócie ująć.
Bach był pierwszym kolesiem, który zapoczątkował tą gonitwę do góry. A wcześniej? Wcześniej był bardzo ciekawy strój, który właściwie jest o wiele niższy i jest bardzo intrygujący, bo historia tego stroju sięga do czasów starożytnych Greków, przynajmniej oficjalnie zapisana. Czasami się mówi, że jest to proporcja Pitagorasa, bo właściwie jest to niejako proporcja Pitagorasa, bo jest to bardzo matematyczny pomysł. Nie bójcie się, wiem, że już wszyscy drżą na wspomnienie matematyki ze szkoły. Kto pamięta trójkąty Pitagorasa? Że wyglądają jak gacie. Każdy pamięta. Nieważne, o co tam chodziło. To jest naprawdę doesn't matter.
Zostawmy to. Naprawdę to nie tak, jak myślicie. Okej, chodzi o jedną zasadę, że mając dwie długości, można wyliczyć sobie trzecią, czy coś w tym stylu. Taka historyjka, że mając pojemność jednego równa się po prostu i drugiego można wyliczyć sobie, co znaczy trzy i te proporcje wynoszą trzy do dwóch. Tam jest trójkącik, a dookoła są takie prostokąty i ta proporcja jest trzy do dwóch. To jest ta tajemnicza pitagorejska piątka, jak to mawiano. To jest wcześniejsza historia. To jest w ogóle związane z pentagramem. Jeżeli się narysuje kółko i się kółko podzieli na średnicę kółka, z której się wyrysuje ten cyrkiel i się później tym cyrklem po okręgu tak jedzie dokładnie z tą samą odległością, to mamy pięć punktów. Jeżeli połączymy te pięć punktów, to mamy gwiazdkę pięcioramienną.
Piątka nie jest przez przypadek. To jest proporcja, taka naturalna proporcja koła. Z tym kołem też jest dodatkowa sprawa, że Pitagoras twierdził, że to nie tylko od jeden. Są takie zapisy w starożytnych tekstach, że koło ma największy rezonans jako obiekt, że to jest coś, co rezonuje z największą częstotliwością, najszybciej i najlepiej przenosi częstotliwości. Później do tego wrócę. Nie na darmo wszyscy bębniarze, jak przyjrzycie się, jak wyglądają zestawy perkusyjne, te talerze, które robią czy jakoś tak, one są okrągłe, bo to najlepiej brzmi. Gdyby były kwadratowe, nie brzmiałyby już tak samo. Gdyby były trójkątne, ten dźwięk dokładnie nie rozchodziłby się tak samo ładnie, tak elegancko i pięknie. Dokładnie o tą proporcję chodzi. Właściwie każdy z nas ją słyszy, brzmi może mistycznie, bo to się tak ciężko zorganizować czasami w głowie, wyobrazić.
Okej, no to co? Trójkąt brzmi inaczej, kwadrat brzmi inaczej i co? My tego po prostu nie widzimy. A to jest taka dosyć mocna energia. Właściwie wszystko wibruje dookoła. Tak, dokładnie. To wszystko brzmi inaczej. I to nie jest tak, że my tego nie słyszymy. Słyszymy to idealnie. To jest właśnie nasz talerz w zestawie perkusyjnym, ten metalowy, okrągły talerz, w który perkusista wali.
Jest taki szumiący, metaliczny dźwięk. Dokładnie o to chodzi. Tadam! Ale wróćmy do tej naszej proporcji pitagorejskiej, ponieważ Pitagoras wyliczył te proporcje trzy do dwóch równa się pięć. Jeżeli dodamy trzy do dwóch. Jeżeli dodamy 32 do 27, to mamy kolejną. Mamy 81 do 64. Czy coś wam mówią te proporcje? Sekwencja Fibonacciego troszeczkę, coś w tym stylu? Dokładnie.
Okazuje się, że w tym strojeniu, jeżeli się weźmie zasady Pitagorasa, o których on też pisał, że wszystko należy dzielić na konkretne interwały, że świat nie polega na tym, że my sobie wymyślimy coś, będziemy sobie dzielili od naszej miarki, tylko że świat ma już tą miarkę w sobie wpisaną i że trzeba być dziarskim kolesiem i kumać troszeczkę, gdzie jest ta dziarska miarka, którą trzeba wziąć ze świata, sobie zeskalować i już mamy. I chodzi nie o dokładny rozmiar tego odcinka, tylko o proporcje, w jaki sposób dzielimy ten odcinek. Czy to jest właśnie trzy do dwóch, czy to są jakiekolwiek inne proporcje. Czy to jest pięć kawałków, czy są trzy kawałki, czy jest ich osiem, to się okazuje istotą, o której między innymi wspominał Pitagoras i wielu innych. To w ogóle był taki troszeczkę inny kierunek myślenia w tamtych czasach, nie taki jak teraz. Ale wróćmy do naszego strojenia. Według Pitagorasa właściwie taką równą częstotliwością A jest nie 440 Hz, tylko owe nasze 432 Hz. Dokładnie ten dźwięk. I to jest oryginalny dźwięk A, czyli jest troszeczkę niżej od tego normalnego stroju. Co to powoduje?
Powoduje to, że jak zaczniemy sobie dzielić, bo oczywiście nutek mamy ileś tam, nutek mamy pięć i sobie gramy pomiędzy tymi nutkami. Jeżeli mamy strunę, to jak ją dzielimy w połowie, chodzi o to, żeby wszystkie te interwały z dzielenia struny, żebyśmy otrzymali konkretny dźwięk, nam się zgadzały matematycznie, idealnie. Jak podzielimy strunę idealnie według tego pitagorejskiego podziału, to otrzymujemy pięknie brzmiące interwały. Pięknie, czysto brzmiące tony. Jeżeli na przykład zaczniemy dzielić te częstotliwości już wymyślone w ostatnim stuleciu, czyli to 440 Hz, to się okazuje, że właściwie nie da się podzielić naszego dźwięku na taką mniejszą częstotliwość idealnie równo albo pomnożyć dwa razy większą częstotliwość albo interwał lub tonację. Też się nie da, bo zawsze mamy coś, co nam się dodaje, jakiś taki kawałek w tym wszystkim, że to nie pasuje, że te numery nam się gdzieś rozjeżdżają z rzeczywistością i to się w ogóle nie da wystroić, nie da się ustawić tak jak trzeba. To wszystko wariuje. To nie jest ten rezonans, o który chodzi. Okazuje się, że jedyny rezonans, prawdopodobnie o który chodzi, to jest ten, o którym pisał jeszcze swego czasu Pitagoras. Czyli musimy wrócić troszeczkę niżej i się nastroić, czyli wejść do 432 Hz.
I w tym podziale wszystko wygląda inaczej. W tym momencie na przykład dźwięk C, taki podstawowy, to jest 64 Hz. Kolejny skok, czyli kolejna oktawa wyżej to jest 128 Hz. Kolejna wyżej to jest 256, kolejna jest 512, kolejna jest 1024. Dokładnie jak w pamięci w komputerze, dokładnie taki sam system. Tak samo jak w I-Chingu, tak samo jak w ludzkim DNA. Dokładnie wszędzie ta sama sekwencja podziału. Jeżeli spojrzycie na ten podział dźwięku, na taką samą sekwencję w zwykły kwiat słonecznika, to dokładnie tą spiralkę, którą zobaczycie, to jest ta sama idea, ta sama proporcja. Polega to na tym, że właściwie taki ciąg naturalny, że sumuje się dwie liczby i z tego sumowania wychodzi liczba, którą się dodaje do kolejnej i sumuje kolejną. I tak oto można w niesamowity sposób sobie ciągnąć tą wartość w nieskończoność.
Dwa razy osiem, 16 i tak dalej. Trzy, dwa razy 128, 256. Później jest kolejna rzecz 512 i w ogóle realnie jeżeli się cofniemy, to 256 to jest dźwięk C na fortepianie, prawda? 512 to jest dźwięk E, ale wszystko musi być strojne niżej do 432 Hz. I to jest taka intrygująca częstotliwość, bo ta częstotliwość ma jeszcze to do siebie, że oprócz tego, że ma niesamowite benefity dla muzykantów, dla tych ludzi, którzy grają na instrumencie i stroją sobie instrumenty. To może ja szybko powiem o tych benefitach, bo może ktoś z was gra na gitarze albo gra na fortepianie, albo jakimkolwiek innym instrumencie i się stroi normalnie, żeby brzmieć tak jak powinien. Spróbujcie sobie tego eksperymentu, nastrójcie się niżej do 432 Hz. To jest odrobinę, tak jak mówię cały czas, niżej od 440 Hz. Spróbujcie sobie pograć w ten sposób i spróbujcie nagrać dźwięk. Efekt jest niesamowity.
Okazuje się, że wszelkie tak zwane wspólne harmoniczne, czyli jeżeli gramy akordami, czyli więcej niż jeden dźwięk naraz, gramy ich trzy, cztery, pięć albo i więcej czasami, brzmią ładniej, piękniej. To wszystko wybrzmiewa głębiej. Zabawna historia jest podczas nagrywania. Normalnie dźwięk czasami wpada na siebie. To się nazywa interferencja. Takie zjawisko, kiedy fale wpadają na siebie i się wytłumia, dzieją się dziwne rzeczy. Czasami coś skwierczy, brzęczy, buczy i nie wiadomo, jak to usunąć. Takie dziwne dźwięki, których w ogóle nie chcemy słyszeć w nagraniu. Okazuje się, że ten strój jest rewelacyjny, bo właściwie wszystkie te dźwięki znikają. Znikają wszelkie problemy z akustyką pomieszczenia, jeżeli jest normalnie wytłumione.
Wszystko idealnie brzmi, nic nie brzęczy, nic nie brumi, nic nie szaleje. Wszystko jest super. Taka ciekawostka. Inna sprawa, że jest to tonacja, która jest najbliżej ludzkiego głosu. Jeżeli ktoś z was śpiewa, niech sobie spróbuje pośpiewać właśnie z tą częstotliwością, się dostroić do niej. Jest to coś bardzo naturalnego, coś bardzo przysłaniającego. Jeżeli macie tuner, to w ogóle intrygującą historią jest to, że pieśni szamanów, na przykład takich Ikaros, które śpiewają piosenki do ayahuaski, brzmi dokładnie w 432 Hz bardzo często. To jest fenomenalne. Tak. A wy oczywiście słuchacie „Radio na fali”, hiperprzestrzeni retransmitowanej w Radiu Paranormalium.
Ja przypominam, że możecie śmiało dzwonić na radionafali.com. Taki jest adres na Skypie, także zapraszam serdecznie. Jeżeli ktoś ma jakąś ciekawą historię na ten temat, proszę bardzo, proszę dzwonić. Ja tutaj wracam do tych wszystkich opowieści o tych dziwnych dźwiękach i o tym, co robią te dziwne dźwięki, te dziwne fale. Właśnie chyba to najlepsza nazwa tego wszystkiego, tak mi się wydaje. Zresztą oczywiście nie jest to chyba idealna naukowa definicja, także nie wiem, ale to już chyba nie mój problem troszeczkę. Nie ja wymyślam definicje i nie ja za nie odpowiadam. Dokładnie. Słuchajcie, także wracając do tej całej historii, wychodzi na to, że Te oryginalne częstotliwości, które są wyliczane z tak zwanego pomysłu Pitagorasa, czyli tego, żeby sobie dodawać, sumować i żeby wszystkie wartości mają być eleganckie, podzielne, matematyczne, równe. Oprócz tego, że to ładnie wygląda w sensie liczb na kartce papieru, to jeszcze fajnie wygląda w sensie rezonansu w naszej ludzkiej głowie.
Oprócz tego bardzo intrygująco wygląda, jeżeli sprawdzimy rezonans bardzo dużej ilości dziwnych jaskiń, dziwnych pomieszczeń, które przetrwały z czasów neolitycznych. My je przynajmniej nazywamy najczęściej właśnie zabytkami neolitycznymi. Sami nie mamy pojęcia, jak stare są te budynki. Oficjalnie się szacuje, że niektórzy mówią 3000 lat, w co oczywiście nie wierzę absolutnie. Niektórzy mówią, że to 12 000 lat. Jest jeszcze kilka bardzo poważnych, solidnych tez na poparcie hipotezy, która mówi o tym, że są to budynki mające w okolicach prawdopodobnie 36 000 lat. To już zupełnie osobna historia. Wróćmy może do tego, czym są te budynki. Gdzieś miałem swoje notatki. Nigdy nie pamiętam nazw tych wszystkich rzeczy.
O nie, jak zwykle. Jest takie miejsce, które znajduje się w Szkocji. Właśnie teraz staram się sobie przypomnieć nazwę. Jest to właściwie taka góra. Nie tylko w Szkocji się znajduje takie miejsce. Jest parę miejsc na świecie. Są to rodzaje jaskiń, które są tak zorganizowane, tak zorientowane, że człowiek wchodzi do jaskini, która jest bardzo głęboka. Wchodzi, wchodzi, wchodzi, siada na samym końcu jaskini. To jest z reguły takie miejsce, które jest tak ustawione, że podczas przesilenia wiosennego słońce tam zagląda albo na przykład podczas przesilenia zimowego. Takie dosyć specyficzne.
Dokładnie ta sama historia, która się dzieje na Stonehenge, czyli generalnie wszystko jest ustawione względem kalendarza galaktycznego, zorientowane konkretnie na bardzo duże, poważne wydarzenia na niebie, które są konkretnymi cyklami, bo tu mówimy o cyklach 26 000 lat, tego typu historie. Jest taka dolina, o której się mówi, że to jest Królewska Droga w Szkocji. Na wyspach Orkney, tak to się nazywa, w Szkocji jest coś w rodzaju takiej komory. Wchodzi się przez duży korytarz. Właściwie wpełza się przez ten korytarz, bo on nie jest za bardzo duży. Wpełza się, dochodzi, siada się w takiej komorze, która jest w samym środku takiego kurhanu. Tak to można nazwać. Są tam trzy miejsca. Jest jedno miejsce dosyć specyficzne, które jest dedykowane do tego, żeby usiąść. Studenci Szkocji, zdaje się z Edynburga, akustyki czy jakoś tak, robili swego czasu badania na temat rezonansu w tych budowlach, bo jest to dosyć dobrze zachowany budynek.
Względnie dobrze, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że jest to budynek neolityczny z tamtych czasów. Postanowiono zrobić badania, jak się rozchodzi fala dźwiękowa w tym pomieszczeniu. Tym bardziej że jest bardzo dużo hipotez na temat tego, jak funkcjonuje nasz mózg, jak funkcjonują fale naszego mózgu w konfrontacji z falami, czy też częstotliwościami, które się wydobywają w konkretnych pomieszczeniach albo z konkretnymi częstotliwościami wzmacnianymi przez konkretne pomieszczenia. Tak jak na przykład idziemy do biura, siedzimy w betonowym, kanciastym budynku, to rezonuje pewne częstotliwości, które nie są miłe, nie są zdrowe, dlatego nie najlepiej się czujemy w takich miejscach. Bardzo oczywiste sprawy, które na nasze szczęście w dzisiejszych czasach można śmiało siąść i zacząć powoli mierzyć. Owi dzielni studenci zatargali tam cały sprzęt. Mikrofony, bardzo czułe mikrofony, które nagrywały dźwięk w bardzo szerokim spektrum, bardzo dobre głośniki, cały potężny sprzęt, czujniki i tak dalej. Zaczęli robić próbki nagrań. Otworzyli naturalną sytuację, czyli naturalne źródło dźwięku, które podejrzewa się, było używane w tamtych czasach, czyli duży, normalny celtycki bęben. Okrągły bęben na drewnianej ramie, taki duży, trzyma się w ręku, ma średnicę metra czasami.
Generalnie staje na samym początku tego tunelu. Przynajmniej taki był przebieg eksperymentu, tego badania, że na samym początku jest coś w rodzaju takich-- musielibyście tam być, żeby zobaczyć. Jest takie miejsce z boku, gdzie się staje i można grać dźwięk. Inna sprawa, że chłopaki próbowali grać na tym bębnie praktycznie w każdym miejscu tego tunelu. I co się dzieje? Okazuje się, że jeżeli gra się do tego tunelu na tym bębnie, to kształt tego tunelu rezonuje i zamuje częstotliwość w ten sposób, że osiąga ona bardzo podzielne interwały. Znaczy podzielne wartości można powiedzieć, bo to właśnie nie są interwały. Czyli ma bardzo wspólne częstotliwości z naturalnym strojeniem, które byśmy określili, że to jest strojenie do 432 herców. Coś naturalnego. Naturalny rezonans.
Jest to tak skonstruowane, że te rezonanse tak się na siebie, bo to nie jest oczywiście jeden rezonans, który się tam dzieje, bo to się wszystko oczywiście odbija od tych kamiennych ścian i wpada na siebie tych sygnałów na końcu do tej komory, która jest na samym końcu korytarza, trafia tam ileś i one się oczywiście tam wytłumiają w dziwny sposób. I się okazuje, że te rezonanse oprócz tego, że da się śmiało zapisać, jeszcze tworzą dosyć poważny wpływ na to, jak nam się myśli, jak nam się myśli układają w głowie i jak się czujemy w tym miejscu. Pierwsza taka hipoteza wysnuta przez tych badaczy była taka, że prawdopodobnie było to, przynajmniej przez jakiś czas, używane w celach szamańskich, bo siedzenie w takim miejscu poddanym takiej częstotliwości przez bardzo długi czas, jeżeli jest to niska częstotliwość i to jest tłuczenie na bębnie, czyli mówimy o częstotliwości w okolicach trzech do siedmiu herców Bo czemu nie? To jest taka medytacyjna częstotliwość. To jest tak jak nasz sen. To jest dokładnie ten sam moment. Jeżeli to się dzieje w ten sposób i to jest takie wzmocnienie, że te częstotliwości w taki sposób operują, się tak wzmacniają w tym miejscu, to właściwie mamy taką naturalną, przynajmniej powinniśmy mieć naturalną tendencję do zapadania się w taki stan wizyjny. Co tu dużo mówić, siedząc w takiej komorze w środku takiej neolitycznej konstrukcji. Jest wiele przykładów mówiących o bardzo dziwnym rezonansie w wielu takich budynkach. To nie jest jedyny przykład badania tego, co się dzieje z dźwiękiem, w jaki sposób się załamuje.
Były bardzo podobne badania robione w piramidzie w Gizie. Były podobne badania robione w wielu innych miejscach. I zawsze jest bardzo wspólny mianownik, który mówi o tym, że w jakiś dziwny sposób konstruktorzy tych budowli właściwie skoncentrowali się na bardzo specyficznym rezonansie, który ma bardzo dużo wspólnego z czymś takim, co się nazywa, przynajmniej w naszej cywilizacji, stanem wizyjnym. Tym, że mamy kontakt prawdopodobnie z inną rzeczywistością, z czymś, co jest obok. Kto to wie? Kto to wie, proszę państwa. Tu jest jeszcze sprawa generalnie UFO, ale o tym może za chwilę troszeczkę. Ja tu wrócę troszeczkę do pierwszej teorii, która jest jedną może nie tyle z głównych teorii, ale myślę, że taką bardzo intrygującą, związaną z tymi miejscami. Nie wiem, czy to jest główna teoria, ale brzmi intrygująco, tym bardziej że jest poparta troszeczkę tym, co się dzieje aktualnie w nauce, przynajmniej na takich obrzeżach nauki, takich bardzo intrygujących badaniach naukowych związanych z przenoszeniem myśli na odległość, z telepatią, komunikacją, wszystkie tego typu dziwne rzeczy. Jest teoria, która mówi o tym, że te wszystkie miejsca typu specjalne jaskinie, w Indiach są takie miejsca, o których się do tej pory mówi, przynajmniej takie legendy krążą, że służą do takiej specjalnej medytacji, że medytując w tym miejscu człowiek się przenosi nie wiadomo gdzie.
Masa takich miejsc jest w Ameryce Południowej, gdzie nawet miejsca się nazywają w ten sposób, że to jest brama niebios albo brama bogów, albo brama przejścia, albo coś tam innego. Często w ogóle te miejsca mają takie nazwy związane z przejściem, na przykład w polskiej kulturze to są wszystkie te kamienne historie, które się popularnie nazywa, że tam są diabły, że tam strasz, tam są wejścia do piekieł czy jakoś tak. Że to wszystko tajemnicze, magiczne moce, których się należy bać. Myślę, że wielu z was kojarzy wszystkie te historie, bo to takie dosyć popularne zdaje się. Wracając do tego rezonansu. Ta teoria jest mocno skojarzona z tym pomysłem, do czego poniekąd miały służyć kamienie na rozstajach dróg. Przynajmniej takie kamienie neolityczne, o których mówiłem już tydzień temu. Przynajmniej te stare konstrukcje, że poniekąd z jednej strony można traktować jako centra ceremonialne, rytualne, czy w tego typu świetle. Ale z drugiej strony wyjawia się bardzo ciekawa koncepcja, która mówi, że są to miejsca, które służyły do komunikacji, ewidentnie do komunikacji. Że ta komunikacja opierała się na jakiejś innej zasadzie, na częstotliwościach w zupełnie inny sposób używanych, na może innych częstotliwościach, może czymś takim specjalnym.
Dla nas to może brzmi jak abstrakcja i my generalnie nie mamy żadnych specjalnych nazw ani słów, żeby to opisać. Ostatnimi kolesiami, którzy się za to brali i poważnie to opisywali, byli właśnie ludzie typu Tesla, Steinmetz, Alexanderson. Kilku takich szalonych naukowców, którzy twierdzili i mówili o fali skalarnej, czyli o tym, że jest coś, co jest niewidoczne i że nie jest to praktycznie jedyna fala i jedyny sposób rozchodzenia się tego, co jest dookoła nas. Czyli zbieranie informacji, bo nasz mózg właściwie zgarnia tą całą informację, która gdzieś tam sobie parkuje w świecie dookoła. Okazuje się, że jest dużo argumentów, które przemawiają za tym, że takie miejsce mogło być potencjalnie dedykowane do komunikacji, że to takie centra, że w ten sposób, siedząc w takim miejscu i poddając się, z zewnątrz być może wygląda jak rytuał, bo stoi koleś, gra na bębnie, a tak naprawdę chodzi o wzbudzanie konkretnej częstotliwości. I ta częstotliwość uderza w taki sposób w nasz mózg, że elegancko wzbudza naszą szyszynkę. Ustawia taki rezonans naszego serca i naszego mózgu, że zaczynamy produkować dużo DMT albo innej substancji, albo wszystkich substancji naraz. I dzięki temu dostajemy możliwość funkcjonowania w troszeczkę innym zakresie częstotliwości. Być może ta informacja, ten kanał komunikacyjny, który gdzieś tam się na świecie przewija. Przepraszam bardzo, tak jak zwykle mi się...
Kit. Ten kanał komunikacyjny jest ukryty właśnie w tej częstotliwości, tak pomiędzy. Jest takie bardzo ciekawe parallel, właściwie jak się porówna to do takiego normalnego, rzeczywistego, istniejącego świata w sensie fizycznego, że mamy na przykład orkiestrę filharmoniczną, instrumenty i ktoś musi coś zagrać, żeby to zabrzmiało razem. To wygląda bardzo podobnie. Tylko że orkiestra robi to po prostu fizycznie. To jest to strojenie, gdzie każdy się troszeczkę inaczej stroi, minimalnie, żeby nikt nie był nastrojony dokładnie tak samo, bo jeżeli się nastroi tak samo, to wszystko wyleci w powietrze w cudzysłowie. To jest dokładnie ta sama historia, że właściwie cała ta harmonia i całe to spektrum dźwięku, cała ta informacja jest otrzymywana dopiero wtedy, kiedy każdy z tych elementów jest troszeczkę poza skalą o ten minimalny Specjalnie planowany interwał, minimalnie przesunięty, że to nigdy nie jest w miejscu piku, tylko zawsze troszkę odchodzi. Jest na to kilka bardzo intrygujących wyliczeń. Jest kilka intrygujących pomysłów z matematyki, które to opisują. Jest coś takiego jak ślimak Theodorasa.
To był jeden z greckich matematyków, który siedział nad tym pomysłem fraktalnym, nad tym, czy świat ma konstrukcję fraktalną, chociaż nie wiem, czy oni wtedy zajmowali się używaniem nazwy „fraktalny”. W dzisiejszych czasach to bardzo popularna nazwa. Dużo ludzi o tym mówi, że coś jest fraktalne. Ślimak Theodorasa to była taka idea, że jeżeli jest jeden trójkąt, to można generalnie pomnażać jego wartość, biorąc ją do kwadratu i tak dalej. Nie chcę tu was zamęczać, bo tu jest oczywiście definicja matematyczna. Generalnie jest to konstrukcja geometryczna pozwalająca stworzyć odcinek o długości równoległej pierwiastka z liczby naturalnej. Te wszystkie linki pod audycją. Nie chcę was tu zanudzać takimi rzeczami. Wszystkich maniaków zapraszam do używania wujka Google'a w takich sprawach. Jest niezastąpiony.
Wróćmy do naszej koncepcji. Dowcip polega na tym, że te interwały, strony w tych częstotliwościach są czymś takim, że daje się je bardzo łatwo przenosić, bardzo łatwo skalować. Jeżeli są w tych rezonansach, to świetnie ze sobą współgra, że mamy taką częstotliwość i taki rezonans, że to tworzy coś, co nazywamy dźwiękiem, jakimś specyficznym dźwiękiem, bo to jest dźwięk, który powoduje jakiś mocniejszy impakt do naszej głowy. Coś magicznego się dzieje. Dostajemy właśnie, nie wiem, czy dostajemy, czy po prostu miewamy wizje wtedy. Ciężko to nazwać. Współczesne eksperymenty wyglądają troszkę bardziej cywilizowanie, bo nikt nie siedzi w zimnej kamiennej jaskini gdzieś na północy Szkocji, marznąc w słuchawkach i próbując zapisywać wyniki doświadczenia naukowego. W dzisiejszych czasach zakłada się człowiekowi w laboratorium słuchawki, zakłada się specjalny taki czepek na głowę, który ma czujniki, które mierzą częstotliwości pracy mózgu w odpowiednich miejscach. Albo człowieka wsadza się do takiej kapsuły, która skanuje mózg w miarę na bieżąco i podaje, gdzie jest większa albo niższa częstotliwość elektromagnetyczna w głowie i puszcza się dźwięk. Okazuje się, że niektóre częstotliwości mają fenomenalny wpływ na nasze odbieranie rzeczywistości i ten fenomenalny wpływ powoduje, że czujemy się lepiej.
Oprócz tego, że czujemy się lepiej, zaczynamy widzieć rzeczy, których nie widzi nikt poza nami. Absolutnie. Jest taki szalony eksperyment rosyjskich naukowców. Nie pamiętam w tym momencie nazwisk tych kolesi, ale mniej więcej chodzi o to, że chłopaki skonstruowali coś w rodzaju ślimaka, patrząc z góry. Jest spiralka pomieszczenia zrobionego z aluminiowych płyt. One są wypolerowane. Są duże aluminiowe lustra, bardzo wysokie, w okolicach trzech metrów. Dosyć znany przez niektórych eksperyment. Może niektórzy z was już kojarzą. Wchodzi się tam do środka.
Tam w środku jest taki mały pokoik okrągły. Cała idea chodzi o to, że człowiek tam ląduje pomiędzy tymi lustrami. Właściwie jedyne co jest, to ten rezonans, który się od nas odbija do tych luster i z tych luster się odbija do nas i tak na zmianę, że wchodzimy w taką częstotliwość, gdzie wszystko jest odbiciem. Te aluminiowe ekrany powodują coś niesamowitego, jak człowiek tam wejdzie i posiedzi chwilę. Widziałem wideo z tego. Wygląda dosyć niesamowicie. Porządni panowie naukowcy nagle dostają wizji. Okazuje się, że po paru chwilach siedzenia w tym miejscu człowiek zaczyna widzieć pewne symbole na ścianach. Człowiek zaczyna w ogóle widzieć rzeczy, których nie powinien widzieć, bo kamera ich nie rejestruje i się okazuje, że coś się tam dzieje. Być może to jest troszeczkę tak jak z muzyką.
Ja bym stawiał na muzykę, że to jest chyba właściwy trop z tym wszystkim. Inna sprawa, że nie jestem tu pierwszy ani w ogóle oryginalny w żaden sposób, bo właściwie wszyscy ci kolesie, którzy mówili o dziwnych maszynach, które produkują niesamowitą ilość energii, chociażby takich jak Walter Kitty, który jeszcze w 1830 którymś roku budował te swoje maszyny, właściwie mówili o dokładnie tych samych sprawach. Mówili o muzyce. Wszyscy mówili o tym, że dźwięk ma swój ton, że wszechświat ma swój ton, że jest muzyka sfer, że każda planeta ma swój własny rezonans, że każdy przedmiot ma swój własny rezonans, że każdy minerał ma swój własny, że wszystko ma swoją własną częstotliwość. Dlatego wszystko elegancko działa i dlatego to wszystko funkcjonuje. I że to jest właściwie taki klucz do tego wszystkiego. My żyjemy w czasach twierdzenia Einsteina, gdzie jest troszeczkę inaczej. Inny pomysł na to wszystko. U nas jest tak, że masa w stosunku do prędkości i te wszystkie szalone pomysły Einsteina. A tu jest coś zupełnie innego.
Tu jest pomysł na to, że częstotliwość równa się masie oktawy, że to częstotliwość powoduje jak dużo jest masy i podnosząc oktawę do góry, czyli robiąc dźwięk coraz bardziej wysoki, tę masę zmniejszamy, a może zwiększamy, a robiąc basowe w drugą stronę. Właśnie o to chodzi. Tak budowali swoje urządzenia niejaki Tesla i wielu innych. Tesla zresztą mówił dokładnie o tym samym. Jest to zapisane w pracach Steinmetza, żeby się kierować czymś takim. Zresztą sam Steinmetz używał takiego pomysłu, żeby nie używać żadnych standardowych miar do robienia swoich różnych matematycznych wzorów, tylko sam wymyślał sobie swoje własne pojęcia, które pakował w te wzory i je sobie wyliczał. Jak się okazuje, równie skutecznie, że właściwie gdyby nie on, to do dzisiaj nie wiem, co byśmy robili. To on pierwszy napisał wzór jak ten silnik ma być zbudowany, jak to ma działać w taki sposób, że cały świat to zrozumiał i do dzisiaj z tego wszystkiego korzystamy. Nie jest to tylko i wyłącznie kwestia związana z czymś bardzo kosmicznym i poza nami. Jest to coś, co jest dookoła nas.
Może nie do końca zauważamy tego, ale ciągle się powołuję na ten sam numer, tak jak z magnesem. My też nie zauważamy pola dookoła magnesu. Traktujemy tylko serio ten kawałek czarnego czegoś, co jest magnesem, natomiast serio nie traktujemy tego pojęcia dookoła. Taka ciekawostka. Zostawmy może te wszystkie rzeczy i przejdźmy do pomiarów prądu, bo to jest intrygująca sprawa. Zanim przejdę do pomiarów prądu. Z prądem będzie troszkę jeszcze prądu w tym wszystkim. Jak zwykle nie może się obyć bez prądu. No tak, a w oczy się słuchacie hiperprzestrzeni w Radiu na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Się rozgadałem, zagadałem, w gardle mi wyschło.
Dalej kontynuuję tą całą opowieść, a wy możecie śmiało dzwonić. Jeżeli ktoś z was ma jakieś historie na temat fali, częstotliwości, wizji z tym związanych i czegokolwiek, co jest w ogóle związane z tym, o czym mówię, śmiało dzwońcie, śmiało się tym dzielcie, żeby nie było tak, że kisicie te informacje i trzymacie w sobie. To nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby się podzielić tymi informacjami. Dobra, to ja wracam do naszej historii z tymi częstotliwościami, bo tak troszkę zszedłem na takie bardzo techniczne strony. Nie chcę was męczyć w ogóle technicznym opisem częstotliwości, matematyki i całych tych herców dookoła. Generalnie tylko jeszcze wspomnę, że to po prostu się nazywa strojeniem pitagorejskim często. Wrócę jeszcze z takich ostatnich, może technicznych rzeczy, które powinienem opowiedzieć, bo to dosyć istotne w tym wszystkim, że starożytni coś na ten temat wiedzieli. To jest ten słynny symbol kwiatu życia. Takie kółeczka jedno obok drugiego tworzą taki elegancki wzorek.
Wszyscy doskonale wiedzą, to się nazywa kwiat życia. Bardzo często mandale są tak sypane, te buddyjskie wzory w taki sposób. Generalnie o co chodzi? Jest kółeczko i dookoła kilka innych kółeczek i kolejnych kilka innych. Tworzą taki piękny wzorek. W ogóle nie będę opisywać wzorki w radiu, jest troszkę karkolną sprawą, ale generalnie sprawa jest ciągle taka sama, że mamy kółko, bierzemy cyrkiel po prostu i jak robimy kółko, to mamy ten promień okręgu. Jak sobie dzielimy ten obwód okręgu na te kawałki, nie ruszając w ogóle cyrkla, to nam wyjdzie tych pięć punktów i te pięć punktów to jest pięć nut. I te pięć nut jak się rozegra, zagra ta dam dam, to się w ogóle nazywa na fortepianie, że to jest fis. I się w ogóle okazuje do tego, że właściwie wszystkie inne interwały, wszystkie inne proporcje, jeżeli sobie tak narysujemy, to się elegancko zawiera w tym rysunku. Czyli można sobie spekulować, że starożytni doskonale o tym wiedzieli i znali coś takiego, co my możemy nazwać fizycznym sposobem manifestowania się dźwięku, bo dokładnie tak wygląda to, że dźwięk się manifestuje.
To się często nazywa plazma, fizyka plazmowa i tak dalej. Wszystkie te historie dookoła. Jest taka koncepcja na to wszystko, że właściwie jedyny powód, dla którego w dzisiejszych czasach nie używamy tego strojenia, tych częstotliwości, to jest to, że jacyś możni tego świata czuwają nad tym, żebyśmy nie wpadli na ten trop. Bo co to jest ta naturalna częstotliwość, o której właśnie tak ciągle mówię? Te naturalne 432 herce. Oprócz tego, że tak elegancko się dostraja nasza głowa do tego, że przy medytacjach i że nagle pomaga nam wyjść troszeczkę poza obręb tego świata bardzo fizycznego, pozwala nam mieć wizje i odwiedzać inne miejsca, uczyć się innych informacji. To jest pierwsza rzecz. Kolejna rzecz fenomenalna to jest związana z rezonansem, który po prostu jest taki naturalny, że właściwie używając tych częstotliwości interwałów można wpływać na grawitację obiektu, na jego ciężar, na jego właściwości. Czyli generalnie tak jak wspomniałem, częstotliwość równa się masa. Jest taki świetny eksperyment, który zdaje się ostatnio był bardzo popularny i pokazywany praktycznie wszędzie, gdzie się tylko dało.
Ten eksperyment zrobiony w Japonii z podnoszeniem, utrzymaniem obiektów w powietrzu za pomocą dźwięku. Tam kilka takich kuleczek sobie wisiało w powietrzu i zmieniając natężenie, zmieniając częstotliwości dźwięku studenci czy tam pracownicy naukowi regulowali ten obiekt, który się budował z tych kuleczek w tej kapsule. Wszystko za pomocą dźwięku. Nic innego, żadnego powietrza, żadnej wody, nic innego. Po prostu sam dźwięk, który wpływa na masę, czy ona jest lżejsza, czy też robi się cięższa w zależności właśnie od tego, czym ją potraktujemy. I tu zaczynają się bardzo ciekawe historie związane z ludzkim organizmem i odkryciami, które właśnie zaczęły się w czasach Tesli. Zaczęły się właściwie od Waltera Rileya, zaczęły się być może troszeczkę wcześniej, gdzie okazało się, że postulaty już były za czasów Maxwella, że ten prąd elektryczny, który jest dookoła, my to przynajmniej nazywamy prądem elektrycznym. Może używajmy słowa plazma. Myślę, że chyba będzie ciekawiej, że ta plazma wszystko ma swoją częstotliwość i że jest pewna częstotliwość, którą możemy nazwać częstotliwością ludzkiego życia. I że jest coś takiego jak ładunek energii, który to życie stymuluje i jest ładunek energii, który potrafi to życie po prostu zaorać, zjeść, wypalić i nie zostanie ani śladu.
I się okazuje, że właściwie z czasem, kiedy kwestie inżynieryjne, doświadczenie ludzi takich jak Tesla i tak dalej rosło, pojawiali się nowi szaleni wynalazcy, między innymi Wilhelm Reich I wielu innych. Zaczęto próbować, co wyjdzie z połączenia częstotliwości z ludzkim organizmem. Czy to się naprawdę da leczyć tak, jak wynikało z teorii, która została opisana w tysiąc osiemset którymś tam roku? I się okazało, że doskonale to działa, że właściwie wszystko ma swoją częstotliwość. Inna sprawa, że wszystko zostało potwierdzone czymś takim jak fotografia Kirliana, pewnym dosyć specyficznym sposobem fotografowania. Kiedyś już wspominałem. Kładzie się obiekt na specjalną matrycę, która jest podpięta pod jeden kabelek. Jest coś, co jest podpięte pod drugi kabelek i robi się zdjęcie na kliszy. Robi się zdjęcie obiektu, który kładzie się na kliszy i widać całą aurę dookoła tego obiektu, bo zdjęcie rejestruje te częstotliwości, które normalnie są dla nas w żaden sposób niepomierzalne i niewidoczne. Tylko w ten sposób można zobaczyć, że coś się dzieje dookoła.
Podejrzewam, że podobnie jest z częstotliwościami. My też widzimy i rejestrujemy tylko bardzo wąski fragment tego wszystkiego. Ten pomysł na temat naturalnych częstotliwości polega na tym, że to jest jedyna metoda, żebyśmy się zestroili z czymś takim, co starożytni nazywali odwieczną biblioteką. Ludzie wierzący nazywają to Bogiem, inni nazywają to czasami Kroniki Akaszy. Słuchajcie, nazw jest parę. Po prostu łączymy się do absolutu, do miejsca, gdzie parkuje właściwie cała inteligencja ponoć i cała informacja na temat tego, jak skonstruowany jest świat. Zresztą nie na darmo wszystkie te rytuały tak zwane szamańskie często są oparte o to, żeby właściwie doprowadzić naszą częstotliwość pracy mózgu w dół, żebyśmy dostali właśnie stanu wizyjnego, żebyśmy mogli się skontaktować z duchami przodków, ze swoim własnym duchem, żebyśmy mogli wejść w zupełnie inną rzeczywistość. Bo my tak czy siak żyjemy w tej rzeczywistości, tak czy siak po tym transie wrócimy tutaj, ale chodzi o to, żebyśmy się czegoś nauczyli. Czegoś, co wymyka się temu systemowi poznawczemu, bo tu tak naprawdę bardzo niewiele widzimy, poza tym, że jest to piękny, spektakularny obraz. Co się okazało na początku stulecia z tymi właśnie szalonymi wynalazcami?
Między innymi Wilhelm Reich odkrył, że odpowiednia częstotliwość prądu stymuluje wzrost żywych komórek. On nazwał to bionami. To jest proces formowania się żywej komórki. To nawet nie jest komórka, bion, tylko proces formowania się. I że jest pewna specyficzna częstotliwość, która pomaga temu wszystkiemu, żeby to sobie rosło we właściwą stronę, we właściwym kierunku, żebyśmy nigdy nie byli zdrowi, żeby wszystko się elegancko wzrastało w nas i tak dalej. Jeżeli ktoś z was kojarzy termin, który się nazywa biorezonansem, to jest dokładnie to, o czym mówię. To jest dokładnie ta sama historia i okazuje się, że właściwie to, co my odkryliśmy, może nie tyle odkryliśmy, ile potem przywróciliśmy do życia i zaczęliśmy stosować jako cywilizacja niecałe 100 lat temu, czyli biorezonans, czyli używanie prądu do leczenia, prawdopodobnie było dosyć dobrze znane w bardzo starożytnych czasach. I te wszystkie budowle, przynajmniej większość tych budowli neolitycznych, została tak zbudowana, że zawierają ten potencjał energetyczny. To są niskie potencjały, ale takie bardzo mocno zdefiniowane. To jest cała ta historia związana z tajemniczymi kamiennymi kręgami w różnych miejscach, które mają legendy dookoła siebie.
I te legendy mówią o tym, że jeden z tych kamieni na przykład powoduje, że rodzą się dzieci, że jak kobieta jest bezpłodna, to wystarczy, że się przytuli do tego kamyka i już będzie płodna. Inne, że człowiek się leczy z czegoś tam. Są takie dosyć specyficzne legendy dookoła tych wszystkich. Tak jak weźmiemy to urządzenie do mierzenia, takie do mierzenia nanotesli i zaczniemy mierzyć, co się dzieje z energią, z tym polem energii dookoła, to zobaczymy, że są duże zmiany. To tak samo jak w jajkach. Często mówię o tym przykładzie. Jak się weźmie takie urządzenie i pomierzy natężenie energii nad jajkiem i pod jajkiem, to się okazuje, że jajko załamuje w jakiś sposób przestrzeń, że pod jajkiem ten woltaż jest po prostu większy, że pod jajkiem jest plus zero coś tam jedna dziesiąta wolta. Sama z siebie, spontanicznie powstaje, ponieważ kształt jajka zakrzywia w taki sposób przestrzeń, że tam pojawia się taki potencjał natężenia elektrycznego. Tak można by to powiedzieć. O bardzo nikłym napięciu.
Ale jest. Wystarczy to tylko wiedzieć, jak użyć. I podobne historie są z tymi kamieniami, które są postawione w owych konstrukcjach neolitycznych. One też nie są przez przypadek. One wszystkie mają jakieś tam swoje konkretne potencjały. Zresztą swego czasu kilku szaleńców się rzuciło do badania tych kamieni w Anglii i zaczęli chodzić z tym miernikiem do nanotesli i się okazuje, że nie ma tu przypadku. Wszystkie kamienie są włożone dokładnie w ten sam sposób potencjałami w ziemię, jak powinny być włożone. Natomiast te, które są już włożone w dzisiejszych czasach, czasami są włożone, jak to się mówi, do góry nogami, czyli na przykład plus jest do plusa, nie do minusa. I są z tego powodu różne problemy ponoć. Nie wiem, nie przestawiałem dużych kamieni, nie sprawdzałem, jak to oddziałuje na moje życie.
Jak na razie mam jeszcze ogródek bez dużych kamieni w środku. Może pewnego dnia wstawię sobie gigantyczny kamień. I don't know. Słuchajcie, ale generalnie jest coś takiego jak ten rezonans i ten rezonans się manifestuje, czy chcemy tego, czy nie. Ten rezonans można też nazwać zagęszczeniem energii właściwie. Są słynne historie na temat domów, w których straszy. Często te domy stoją na granitowych uskokach. Często. Może nie zawsze. I tu jest jedno z takich bardzo ciekawych wytłumaczeń, dlaczego w tych miejscach straszy tudzież widzimy dziwne rzeczy.
Ponieważ powoli przesuwający się granit, który jest głęboko pod ziemią, nawet jeżeli on się przesuwa mikromilimetrami, to i tak nie jest istotne, bo jego powierzchnia może być bardzo duża i wystarczy, że on się przesunie minimalnie, lekko, to napięcie elektryczne, prąd, energia, która z tego wynika jest tak duża, że zawsze będzie szukała miejsca, żeby się zamanifestować. Jeżeli coś wystaje spoza ziemi, coś, co jest zbudowane z kamienia, coś, co ma ten sam potencjał elektryczny, to normalne będzie to, że ten potencjał będzie próbował się wyładować na czymś najbardziej zbliżonym do siebie. Czyli pierwsze gdzie skoczy, to skoczy na fundamenty takiego domu albo na taki domek, jeżeli taki domek jest elegancko z kamienia zbudowany. I tam się pojawiają bardzo często duchy. To są wszystkie te historie, które towarzyszą zamkom zbudowanym na skale, w których zawsze z reguły straszy. Być może jest to wytłumaczenie, nie wiem. Ale jest taka teoria. Ta cała ogólna teoria o możliwych tego świata mówi o tym, że zostaliśmy specjalnie odcięci od tej szamańskiej częstotliwości, od tej pitagorejskiej częstotliwości, po to, żeby można było nami sterować. Bo ta pitagorejska częstotliwość nie dość, że jest zdrowa, naturalna dla nas, to jeszcze oprócz tego ma właściwości lecznicze. Tak jak wspomniałem, chodzi o ten biorezonans.
To powoduje wzmacnianie się komórek. Kiepskie komórki są zabijane, jakieś grzyby czy tego typu historie, a takie zdrowe komórki sobie elegancko funkcjonują. Chodzi o tylko odpowiednią ilość napięcia tych kiloherców elektrycznych, czy tam herców, które śmigają po naszym organizmie. Kolejny aspekt tego wszystkiego to jest bycie teleportem do innego wymiaru. O tym, że jak już będziemy zdrowi i się wyleczymy i zaczniemy bez żadnych problemów, bez chodzenia do lekarza funkcjonować, to kolejną rzeczą jest to, że zaczniemy wiedzieć troszkę więcej na temat nas samych i zaczniemy mieć troszkę inną świadomość nas samych. Ponieważ człowiek jak ma mocne wizje albo mocne sny, albo w ogóle podróżuje gdzieś w swojej głowie do takich dosyć odległych, nieprzewidywalnych miejsc, to zapewne wraca z pewnymi refleksjami, które są nie do odrzucenia i często te refleksje wciela w życie. A te refleksje są z dala od materialistycznego widzenia świata, które ogonem ma z tym nic wspólnego, bo to jest taka częstotliwość czy właściwie rzeczywistość, w którą się wchodzi bez materii. Zamyka się oczy, ktoś tam gra na bębnie i nagle wpadamy w trans. A jeszcze jak jest do tego jakaś substancja psychoaktywna, która wspomaga ten trans i go wydłuża, to już w ogóle wchodzimy do innego świata. A wysłuchacie oczywiście hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium, jakiejś kosmicznej fali, która zasuwa gdzieś po strukturze kosmosu.
Na to wygląda. Nie wiem, co to jest. Jest masę nazw. Mówi się orgon, prana też jest taka nazwa na to wszystko. Wiele nazw, co kultura, to inna nazwa. Ale wracając do tego całego dźwięku i zamieszania z tym całym dźwiękiem i tym, dlaczego on jest taki nielubiany. Nie wiem dlaczego jest taki nielubiany, ale tradycja zakazywania pewnych dźwięków jest dosyć stara, że to był swego czasu taki dźwięk, który się nazywa tryton, czyli diabeł w muzyce. Taki specyficzny interwał, który ma bardzo szybki i mocny rezonans. Są takie dwie nuty, które elegancko rezonują. Się rozglądam troszeczkę.
Może nie będę teraz odgrywał trytonu, ale generalnie jest coś takiego. I to był interwał, który był zakazany w średniowieczu. W ogóle były nuty, które były przez Kościół katolicki zakazane, ponieważ wprowadzały słuchaczy w ekstatyczny trans i wszystko, co wprowadzało słuchaczy w ekstatyczny trans, było przez Kościół katolicki zakazane. Jedyne, co nie było zakazane, to były pieśni mnichów, które i tak były śpiewane tylko i wyłącznie w klasztorach wtedy. Wtedy tych pieśni nikt nie słyszał poza mieszkańcami klasztorów. Także z pewnych powodów zawsze jesteśmy pilnowani, żeby nie przekroczyć pewnej granicy, pewnego rezonansu. Na to wygląda. Z kolei w drugą stronę, w tych wszystkich „normalnych” kulturach, czyli wszystkich miejscach, gdzie nikt nie próbował zatruć szamana po to, żeby sprzedać więcej zegarków albo coś w tym stylu. Także tam te informacje przetrwały, tam one są praktykowane do dzisiaj i tam właściwie ten sposób na komunikację, przekazywanie sobie telepatycznie informacji funkcjonuje do dzisiaj. Czy to są Aborygeni, czy to są plemiona w Afryce, czy to są plemiona, które żyją sobie gdzieś w Amazonii.
To jest autentycznie stosowane do dzisiaj, ta metoda komunikacji. Nie jest już na taką skalę być może. Być może dawniej też były większe warunki, które bardziej sprzyjały tej komunikacji. Może po prostu wszyscy funkcjonowaliśmy w ten sposób, nie tylko wąska grupa. Także nie było tych zakłócaczy, tych, którzy zakłócają ten sygnał tymi swoimi dziwnymi urządzeniami, tym swoim dziwnym 440 herców, które po prostu nie rezonuje z niczym. Okazuje się, że niektóre częstotliwości mają jeszcze oprócz tego, że nie rezonują z niczym, tak jak to jest 440 herców, że mają nie najzdrowszy wpływ na nas, o czym mówiłem na samym początku, bo to są też częstotliwości związane między innymi z telefonami komórkowymi. Jak badania dzisiaj pokazują, jeżeli one nie są równomierne, nie są zrównoważone, to mają bardzo kiepski wpływ na nasze życie. Komórki poddane działaniom takich częstotliwości po prostu zwyczajnie umierają albo zamieniają się w jakąś patologię i też obumierają. To, co często nazywamy dzisiaj wszelkimi nowotworami, różnymi dziwnymi cywilizacyjnymi chorobami, często wynika prawdopodobnie z tej hecy związanej z częstotliwościami dookoła nas. Bo ta Ziemia ma swoją stałą częstotliwość.
Taki zbiór, wypadkowa kilku częstotliwości, które się nazywają częstotliwości Schumanna, bo ich jest parę, a zebrane do kupy tworzą taki pik na wykresie i ten pik to jest tam siedem przecinek coś tam. Nie pamiętam już dokładnie teraz. I to jest główna częstotliwość, w której wszystkie te fale nakładają się na siebie. O co chodzi z tym nakładaniem się fal? Bo to troszkę enigmatycznie w radiu brzmi: „nakładanie się fal na siebie”. Narysujcie sobie w wyobraźni rybę z dwóch kresek. Kreska na górze, kreska na dole, półokrągło. I teraz odejmijcie ogon. Macie taką łezkę, że tak powiem. I teraz przetnijcie ją w połowie i zróbcie jedną taką w połowie i drugą w połowie.
I teraz jeszcze raz. Takie pomnażanie. Coraz mniejszy. Się okazuje, że w jednym interwale pomiędzy jedną sinusoidą a drugą mieści się kolejny interwał, w którym są dwie nutki, potem jeszcze kolejne dwie, i tak to się duplikuje. I zasada jest zawsze ta sama. To, o czym wspominałem, że ten sposób, w jaki to się powiela, to jest troszkę jak sekwencja Fibonacciego. Zawsze się dodaje dwie istniejące liczby i wychodzi trzecia, potem znowu to samo. I proporcja dzięki temu jest cały czas zachowana i cały czas jesteśmy w tej samej skali, w zakresie tego samego rezonansu. I się okazuje, że jeżeli nałożymy na siebie zbyt dużo rezonansów i tworzy się bardzo chaotyczny obraz, to ma to bardzo fatalny wpływ na komórkę, bo ta komórka nie wie po prostu, czego się trzymać, bo jeden rezonans ją przesuwa w prawo, drugi w lewo, trzeci ją gniecie, czwarty ją kopie gdzieś od dołu i nie wiadomo, co ona ma robić. I się okazuje, że ludzki organizm ma swój naturalny rezonans i że ten naturalny rezonans, o którym kiedyś nawet wspominałem, jest dokładnie ten sam jak rezonans naszej planety, czyli rezonans Schumanna.
Że nasza głowa pracuje w ten sposób, że nasze serce jest najbliżej tych częstotliwości, bo nigdy nie jesteśmy tak dokładnie idealnie. Jak byśmy byli idealnie, to po prostu byśmy zgasli. Nie ma czegoś takiego jak perfekcja w naturze. Po prostu nie istnieje. Wszystko jest z lekkim marginesem w tę albo w tamtą. Przy czym ten margines też jest mierzalny, bo on jest dokładnie taką samą sekwencją. To w ogóle zagadka natury w tym wszystkim. Ale wracając do tego wszystkiego, kiepski rezonans powoduje, że się rozsypujemy tak zwyczajnie. Dokładnie tak samo jak promieniowanie radioaktywne jest bardzo szybkim rezonansem, który jest w innej częstotliwości niż pole czegokolwiek, co funkcjonuje na tej planecie. Dlatego bomba atomowa i w ogóle energia atomowa jest taka niszcząca, ponieważ rezonans, z którego te cząsteczki są tak poza czasem, w którym my funkcjonujemy, poza tą naszą częstotliwością, jest tak intensywny, że wszystko się rozsypuje na pył i zaraża jeszcze swoim promieniowaniem kolejne.
Wracając do tych szalonych wynalazców sprzed 100 lat. Całą tę historię odkryli i zaczęli stosować, budując urządzenia, które się nazywa biorezonatorami, biostymulantami, biorezonatory najczęściej. I są to urządzenia, które właściwie podają nam odpowiednie dawki prądu elektrycznego po to, żeby wytłuc wszelkie bakterie, które mają zupełnie inną częstotliwość. Bo zdrowy organizm ma konkretny zakres częstotliwości od-do, a martwa, umierająca komórka ma już inny zakres częstotliwości. I się okazuje, że cały świat właściwie jest troszeczkę taką częstotliwością i że to pytanie bardzo akademickiej nauki, która gdzieś tam się rozmarzyła i stanęła w dwukroku pomiędzy, czy to jest fala, czy cząsteczka, tu w ogóle nie gra roli. Okazuje się, że właściwie cokolwiek chcemy o tym myśleć, to działa to jak fala. Czy to falą nazwiemy, czy nie, po prostu działa tak jak fala i nie da się przed tym po prostu uciec. I wszystkie te pomiary dookoła, wszystkie te historie, które są robione, mówią dokładnie to samo. Jeżeli ktoś z was ma taki analogowy woltomierz, przypominam, że cyfrowe, które są aktualnie bardzo często sprzedawane, te bardzo tanie chińskie cyfrowe urządzonka do pomiaru natężenia prądu elektrycznego, woltomierze są bardzo badziewiarskie. Nie kupujcie tego, bo one nie działają w ten sposób.
Cyfrowy nie działa. Trzeba mieć taki czuły, analogowy i możecie sobie sprawdzić na przykład, ile prądu elektrycznego ma w sobie samo jajko, tak samo z siebie, bo fala się na tym jajku załamuje i ładuje je tym prądem elektrycznym. I ten prąd w ogóle jest wszędzie. I ten prąd w ogóle zamienia się w rezonans, bo jak on wpada do tego jajka, to zaczyna rezonować. I nagle się okazuje, że wszyscy ci szaleńcy mówiący właśnie o tym, że energia z natury, że trzeba mieć kawałek lasu, że musi być właściwa częstotliwość, że dobrze jest, żeby było urządzenie z kryształów, które powoduje, że trochę ta częstotliwość dookoła się wyrównuje, jeżeli jest trochę zanieczyszczona, że ci wszyscy wariaci zaczynają brzmieć bardzo sensownie w tym wszystkim. Tylko my po prostu zapomnieliśmy o tym, na jakiej zasadzie to działa, bo nikt nie chce o tym za bardzo pamiętać, bo też jest to związane znowu, kolejna historia, z czymś takim, co się nazywa wolną energią w cudzysłowie. Bo jeżeli weźmiemy sobie takie jedno urządzenie, taką na przykład płytkę metalową, która rezonuje w częstotliwości na przykład 2160 herców i weźmiemy sobie drugą płytkę, która będzie miała niższy rezonans i zaczniemy sobie sprawdzać te wszystkie rzeczy, to jedna płytka będzie wzbudzała drugą. Jeżeli włożymy to do wody, to pomiędzy tymi płytkami zobaczymy, że fala ma w ogóle zupełnie inną charakterystykę. To ma swoją specjalną nazwę. Ja nigdy nie pamiętam nazw sprzyjające.
To się nazywa efekt Casimira w fizyce. I to działa po prostu wszędzie. Jeżeli ten efekt się zrobi nie tyle na płaskich taflach metalu, ile na zaokrąglonych kulach, ile jedną się włoży w drugą, to można uzyskać taki wynalazek pod tytułem: jedna kula wzbudza rezonans w drugiej i ten rezonans powoduje takie zakłócenie częstotliwości, że jak wsadzimy tą kulkę do wody, to ona nam zagotuje wodę. I był taki wynalazek takiego pewnego Australijczyka czy Nowozelandczyka, byłego pilota RAF-u, który wymyślił takie urządzenie, że wkładał do szklanki z wodą i to urządzenie automatycznie podgrzewało tę wodę do stanu wrzenia. To jest dokładnie ta sama Idea stojąca za tym, że bierze się rezonans dźwiękowy. Ten rezonans wzbudza fale i jest urządzenie, które ma rezonans z drugiej strony. One na siebie wpadają i w taki sposób na siebie wpadają, że powodują gigantyczną ilość energii. Ta energia się manifestuje w taki sposób, że się woda gotuje na przykład. I można takie urządzenia budować. I to jest kolejna sprawa związana właśnie dokładnie z tymi czystymi częstotliwościami.
Słuchajcie, żeby nie być gołosłownym, sam sobie brzdąkam troszkę na instrumencie. Takie mam hobby i mam instrument, który jest nastrojony na 432 herce. I powiem bardzo ciekawą rzecz, że też sobie robiłem eksperymenty na taki duży, gigantyczny, potężny, ciężki wzmacniacz, bo to jest elektryczny instrument. I specjalną kolumnę głośnikową, która też jest potężna, wielkości właściwie lodówki. Ten wzmacniacz jest na tyle ciężki, że normalnie do transportu potrzebuje dwóch ludzi, żeby można było to podnieść i przenieść w inne miejsce. Co się okazało? Przy odpowiednim rezonansie, kiedy to wszystko jest ustawione w odpowiednim akustycznym pomieszczeniu i wszystko jest wystrojone na częstotliwości 432 herców, okazuje się, że wzmacniacz, który waży prawie 30 kilogramów, nagle zaczyna być lekki. No, może nie jak piórko, ale prawie jak piórko i ten rezonans, to drganie jest takie, że on zaczyna się przesuwać w swoich własnych kierunkach po głośniku, bo głośnik po prostu wytwarza z siebie rezonans. Oczywiście nie ma żadnej podstawy, żeby to się przesuwało tylko i wyłącznie od drgania fizycznego kolumny, nie rezonansowego, tylko tego, że tam jest łup, łup, a akurat nic takiego się nie dzieje, tylko po prostu częstotliwość powoduje, że coś, co waży prawie 30 kilogramów, zaczyna się przesuwać tak po prostu jak pudełko zapałek w jedną albo w drugą stronę. Tak zwyczajnie.
Jeżeli ktoś z was ma instrument elektryczny, może to sobie sprawdzić. Trzeba mieć duże wzmocnienie, czyste częstotliwości, takie właśnie niezakłócone i dzieją się takie różne herce. To jest jedna rzecz. Kolejną sprawą są oczywiście wszystkim znane, o których ja bardzo często mówię, są patterny Cialdiniego. To są te wszystkie wzorki, które robi się z piasku, który się wysypie na metalowej płycie, którą się później potraktuje odpowiednią częstotliwością dźwięku. Okazuje się, że przecież te wszystkie częstotliwości, odgrywane w tych naturalnych interwałach pitagorejskich, jak byśmy to nazwali, są bardzo blisko tego, co obserwujemy w naturze. Właściwie obserwując te patterny widzimy naturę, takie odzwierciedlenie natury. Tego, jak się buduje skrupa żółwia, tego, jak się pattern na liściach układa, tego, jak się rzeka wylewa, jak się w ogóle cała natura tworzy. Jest coś takiego bardzo uniwersalnego w tym zakodowanego. To jest właśnie ten uniwersalis, który się manifestuje w kształcie.
Jest niejako tezą, która stoi za tym, że skoro kształt się manifestuje, to wyobraźmy sobie, ile informacji trzeba, żeby opisać kształt w naturze. Tego niewidocznego, żeby coś tam się zaczęło dziać i miało dokładnie taki, a nie inny kształcik. Dużo trzeba informacji. Czyli jeżeli trzeba tyle informacji, to normalne jest to, że ten kanał informacji musi być tak potężny, że oprócz tego, co my widzimy, tam przelatuje prawdopodobnie trzy razy więcej tego, czego nie jesteśmy w ogóle w stanie na tym poziomie mentalnym, gęstości, częstotliwości ogarnąć swoim umysłem. To jest wszystko coś, co nam unika, że musimy prawdopodobnie usiąść sobie w jakiejś takiej kamiennej niszy, w kamiennej jaskini wybudowanej przez starodawnego człowieka w starodawnych czasach po starodawnemu, dać sobie taki starodawny, prawdziwy rezonans i wtedy nagle wylądujemy w innej rzeczywistości. Jak się tak człowiek przyjrzy, to właściwie wygląda trochę tak, że jest to taka niechciana część cywilizacji troszeczkę, bo właściwie cały nasz pomysł na to, że mamy liderów, na to, że ktoś nam mówi, jak jest, na to, że są standardy przyjęte z góry, wymyślone przez innych, których nawet w ogóle na oczy nigdy nie widzieliśmy i że mamy spełniać te standardy. Okazuje się, że to wszystko stoi na glinianych nogach, bo w naturze jest zupełnie inny standard. Ten standard się bardzo lubi mocno manifestować na wszelkie możliwe sposoby. Jest coś takiego, że trzęsienia ziemi mają swoją specyficzną częstotliwość i są ludzie, którzy twierdzą, że dokładnie przed trzęsieniem ziemi, jeżeli się pracuje na tych właśnie częstotliwościach pitagorejskich, to są urządzenia, które notują jakieś dźwięki, jakieś dziwne zachowania się skrupy ziemskiej tuż przed trzęsieniem ziemi, że można na przykład w ten sposób wyhaczyć te rezonanse. Po prostu widzi się je wcześniej.
Jest masa historii na ten temat. Sama ta częstotliwość 432 herców jest intrygująca, bo jeżeli się człowiek potraktuje tą częstotliwością, to oprócz dźwięków podstawowych zaczyna czasami słyszeć coś w postaci duchów. Są takie historie. To jest częstotliwość, która w jakiś dziwny sposób aktywizuje jakieś części naszego mózgu. Zresztą nic dziwnego. Mózg jest po prostu kawałem organicznej gąbki. To jest taka po prostu zwyczajna gąbka, żelik. Jak ten żelik zacznie się teraz trząść, bo częstotliwość to jest ilość cykli na sekundę, jak potraktujemy go jakimś rezonansem, to nagle się okazuje, że ta informacja elektryczna przeskakuje w taki, a nie inny sposób, czyli może być szybciej albo powolniej, albo może dotrzeć w inne miejsce, może ją gdzieś wysłać cholera wie gdzie. Są takie eksperymenty. Jest słynna książka.
Ktoś napisał książkę o tym, jak być high, czyli jak mieć wizje bez używania żadnych substancji. Była taka specjalna płyta dołączona do tej książki, gdzie właśnie były nagrane wszystkie te dźwięki. Zresztą psychologowie zajmują się badaniem tych dźwięków od lat. Są słynne eksperymenty z różowy noise, hałas, biały hałas i tak dalej. Wszystkie takie dziwne dźwięki. Które mają służyć stymulowaniu naszego mózgu. Jest masa książek na ten temat, jest masa eksperymentów. To się ciągle robi, te eksperymenty po to, żeby sprawdzić, co się tak naprawdę dzieje, skąd się ta percepcja świata w nas dzieje. Bierze, że w ogóle wiemy, gdzie jesteśmy i co robimy. Jak na razie wszystko nas ciągle sprowadza ciągle i nieustannie do drzwi z napisem częstotliwości i grawitacja.
Jakby wszystko zależało od tajemniczych częstotliwości, od tego, jak często to cyka na sekundę, że ten bęben koniecznie trzeba mieć. Trzeba tłuc w ten bęben raz na jakiś czas i trzeba rozładowywać tą falę w głowie, wyrównywać. Geometria figur. Głowa jest okrągła, także idealnie się nadaje na taki rezonator, na taką antenę. Najlepsza geometryczna figura, jaką można sobie wyobrazić do tego. Fenomen. Cały ten spisek. Nie wiadomo, czy to spisek. Zawsze odrzucana część, przynajmniej przez tą cywilizację, taką logiczną cywilizację postępu, odrzucany ten mistyczny w cudzysłowie brat. Zawsze odrzucany i wykopywany za drzwi, tak jak te trytony w średniowieczu.
Tak jak to, że nie można grać tych konkretnych dźwięków, bo one powodują, że ludzie się zbyt dobrze czują, że mają wizje, a podczas tych wizji widzą rzeczy, których nie powinni według liderów, którzy nimi sterują widzieć, ponieważ to zakłóca pracę liderów. Jest to intrygujące. Czai się za tym niesamowita zagadka i ja mam taką swoją własną koncepcję, która mówi o tym, że właściwie żyjemy w bardzo wąskim paśmie częstotliwości. Nie jestem oryginalny, bo to też jest taka koncepcja, która jest na świecie od prawie 200 lat, że widzimy tylko kawałek tej rzeczywistości i że jak tylko sobie robimy taką wyrwę w głowie, trochę sobie rozchylamy te płaty, jeden w lewo, drugi w prawo i zaczynamy widzieć tym trzecim okiem, które rejestruje już tylko częstotliwości niewidoczne dla fizycznych oczu, to może wtedy zaczynamy widzieć trochę więcej. Wbrew pozorom, a nie troszkę mniej. Może o to chodzi. To może posłuchamy jakiejś muzyczki. Ja pomyślę o tym troszeczkę. A was zapraszam, żebyście śmiało dzwonili, jeżeli macie na to jakiś pomysł do Radia Na Fali. radianafali.com.
Dzisiaj tak mało technicznie. Nie chcę was zanudzać technicznymi opowieściami. Chcę, żebyśmy się zastanowili nad pewnymi koncepcjami, które być może niedługo się okażą. Być może niedługo to będzie mainstreamem. Może już za naszego życia, może za chwil parę. Kto to wie? A bo oczywiście w hiperprzestrzeni, moi drodzy, w Radiu Na Fali, retransmitowanym w Radiu Paranormalium. Ja mam na imię Tomek. Ostatnie minuty, także jeżeli ktoś chce zadzwonić, śmiało zapraszam. To już końcówka tego odcinka.
Się rozgadałem. À propos tych częstotliwości jest bardzo intrygująca sprawa. Polecam wam się przyjrzeć. Jeżeli ktoś z was ma okazję bywać na wakacjach w jakichś tropikalnych, egzotycznych miejscach, to polecam spróbować popływać sobie z delfinem. Delfiny mają taką fenomenalną rzecz, że używają tych częstotliwości i ta częstotliwość jest bardzo intensywna, emituje się bardzo intensywnie i ma bardzo mocny wpływ na ludzi. To nie jest przypadek, że delfiny właściwie służą do terapii. Nie tyle służą, ile robią najlepszą terapię dzieciom z porażeniem mózgowym, gdzie się okazuje, że część mózgu fizycznie nie funkcjonuje, bo została porażona jakimś zbyt dużym napięciem i nie dochodzi impuls i ona jest po prostu niedziałająca. I się okazuje, że taka częstotliwość, którą wysyła z siebie delfin, bawiąc się z dzieciakiem w takim basenie, odblokowuje te punkty w mózgu, które normalnie były zablokowane. To mogą być urazy, różne historie. Jest wiele powodów.
Jak nie traktować częstotliwości w taki sposób? Jest coś takiego, że na przykład do dzisiaj właściwie główna medycyna mówi, że częstotliwość nie ma nic wspólnego z naszym życiem. Medycyna sprzedaje nam rozwiązania chemiczne, sprzedaje nam pigułki, sprzedaje nam płyny. Sprzedają wszystkie te niesamowicie intrygujące, kolorowe opakowania, nie wiadomo co jest w ogóle w tych opakowaniach, ale nikt tak naprawdę nie mówi o częstotliwości. Stało się standardem, że wszystko stroi się na 440 herców i wszystko działa na tych interwałach. Mamy coś takiego jak natłok chorób cywilizacyjnych, się okazuje. Kolejna rzecz to są oczywiście nieustanne problemy, które mają wszyscy wynalazcy, którzy próbują wrzucić na rynek cokolwiek związane z tymi częstotliwościami. Legendą tutaj jest Wilhelm Reich, który właściwie wybudował urządzenie do łapania tego orgonu. I właśnie dokładnie to robi to urządzenie. Zmienia po prostu częstotliwość, intensywność tego eteru dookoła nas, jego zagęszczenie.
Jak zagęszczenie tego eteru jest większe, to uzupełnia troszeczkę te braki, które mamy w sobie jeżeli żyjemy w tym troszkę toksycznym świecie. I wiele innych spraw z tym związanych. Jest to dosyć intrygujące. Ja myślę, że jest to właściwie chyba czarny koń współczesnej nauki, czegokolwiek byśmy nauką nie nazwali. Wszyscy obstawiali, że to będzie fizyka molekularna. Wszyscy obstawiali, że to będzie historia czarnych dziur. Wszyscy obstawiali różne niesamowite rzeczy. A ja myślę, że ten powrót może nastąpić dokładnie w kierunku częstotliwości bym powiedział. Częstotliwości i tego, jak wpływają na masy. Nie prędkości, nie pojęć Einsteina, nie takiego teoretyzowania i takich bzdur z tym związanych, tylko takiego konkretnego tego, jak to działa naprawdę w naturze.
Tego, jak jest to wszystko skonstruowane, tego, jak to funkcjonuje. Jeżeli weźmiecie sobie taki miernik elektryczny i zaczniecie mierzyć na przykład napięcie i natężenie prądu elektrycznego w wodzie w wodospadzie w górach. To jest w ogóle fenomenalny przykład. Nawet nie trzeba wodospadu. Wystarczy, że się mierzy na górze rzeki i na dole rzeki. Można sobie od razu odmierzyć ile na przestrzeni kilometra w takiej zdrowej rzece, w takim górskim strumieniu, który ma odpowiednią ilość wibracji w sobie, czyli ta woda się odpowiednio odbija od tych kamieni, że ten rezonans jest odpowiedni, się elegancko wszystko układa w sobie. Taka woda Się mówi, że woda życia, ale to nie jest tylko i wyłącznie przenośnia, bo ta woda zawiera w sobie prąd elektryczny. I to też jest tajemnica związana poniekąd z wodą, że woda przechowując ten prąd obdziela tym prądem każdego, kto chce z niego skorzystać, tylko dotknie tej wody. To jest tajemnica wody święconej we wszystkich świętych miejscach. Na początku były to święte miejsca, gdzie przychodzili ludzie i pielgrzymowali do tych ujęć wody, ponieważ woda, która się stamtąd wydobywała, była być może obdarzona największą pozytywną intencją wszystkich ludzi dookoła i miała w sobie to coś, co leczyło.
Słynne bajki o tym, że najmłodszy z synów poszedł po kropelkę wody życia, która uratuje starego, umierającego ojca i jako jedyny wrócił, bo wszyscy inni bracia po drodze wydali wszystko na dziewki, kokainę i wódkę, a on jedyny wrócił z tym kawałkiem wody i ta jedna kropelka właśnie tej wody zrobiła to cudo. Bo woda ma w sobie pamięć, pamięta ten rezonans, który przenosi dalej. Później w tych miejscach budowano kościoły, w których wykorzystywano to, że w tym miejscu jest dokładnie taka energia życia. Jest masa opowieści. Myślę, że te wszystkie opowieści nie są na darmo i nie przez przypadek i że coś takiego się autentycznie na świecie odbywa dookoła nas. My po prostu nie dostrzegamy takich rzeczy. Może nie tyle nie dostrzegamy, ile nie nauczyliśmy się dostrzegać takich rzeczy. Bo też kultura, w której żyjemy, nie jest ukierunkowana, żebyśmy szli w tym kierunku, żeśmy poszli do lasu i próbowali zrozumieć, jak funkcjonuje na przykład drzewo, w jaki sposób transportuje tą gigantyczną ilość wody przez rzędy wysokości prosto do góry, na sam czubek. To się wszystko samo pnie. W ogóle nie zwraca uwagi na żadną grawitację, która panuje dookoła.
Woda dociera na sam czubek drzewa spontanicznie. Jak to się wszystko odbywa? Rezonans w środku drzewa jest taki, a nie inny, że powoduje, że to się pnie do góry wszystko, że to zmienia swoje właściwości elektrograwitacyjne. Wystarczy, że jedno się zmieni, właściwość elektryczna, to zmieni się właściwość grawitacyjna, czyli częstotliwość tego sygnału, który wysyłamy, czyli tego, jak pobudzamy rzeczywistość dookoła, równa się masie tego świata. I to też jest inny koncept na rzeczywistość, bo to jest koncept, który mówi bardzo wyraźnie, że sposób, w jaki zrobimy swoje życie, odpowiada za to, jak zachowuje się ta masa, którą tworzymy, która jest dookoła nas, czy jakikolwiek przedmiot, jakakolwiek materia, którą tworzymy. Jeżeli ta częstotliwość, z którą my odbijamy się na tym świecie, chcemy cokolwiek zrobić, jest niewłaściwa, ma ten dziwny rezonans, to materia, którą zrobimy, nas zabije, bo ona będzie powielała ten fałszywy, kiepski rezonans, który będzie powodował, że się będziemy powoli rozsypywać coraz szybciej i szybciej. Dokładnie tak jak w przypadku bomby atomowej czy też promieniowania radioaktywnego. Taka sama historia, tylko że jest to kompleksowe podejście. W dzisiejszych czasach nie widzę jeszcze nauki na tym poziomie, ale mam nadzieję, że my już jesteśmy na tym poziomie, żeby móc powoli spojrzeć na świat troszkę bardziej kompleksowo i bardziej holistycznie. I być może cała ta heca z tymi częstotliwościami i zależnościami, które tam panują i tym, że wcale nie jest to takie młode, wcale nie jest to takie wyjątkowo unikatowe.
Okazuje się, że wszyscy od paru tysięcy lat doskonale o tym wiedzieli, używali tego w wielu konstrukcjach. My sami nie wiemy w ogóle nawet, jak z tego korzystać. Właściwie jesteśmy chyba w tej najgorszej sytuacji, bo nasi przodkowie wygląda na to, że byli o wiele mądrzejsi od nas. Przynajmniej dotarliśmy z powrotem do tego punktu, że powoli możemy zacząć się zastanowić, że częstotliwość, czyli cokolwiek robimy, jakakolwiek intencja, jakakolwiek myśl, którą wysyłamy w świat, kształtuje tą formę, która nas otacza. I że jeżeli ta częstotliwość będzie nie okej, to forma nas będzie jak duża szafa, która się na nas przewróci, nas zabije i tyle. Tak to może wyglądać. Także I don't know, moi drodzy. Ja całkiem poważnie zacząłem traktować te rzeczy z częstotliwościami i tymi rzeczami związanymi z drganiem. Kto wie? Ja myślę, że tak jest.
To już inna sprawa. Ale tu nie będę was zamęczał. Dziękuję wielce za słuchanie tego odcinka „Hiperprzestrzeni” i mam nadzieję, że wkroczymy w ten wiek, gdzie zaczniemy troszkę inaczej myśleć o częstotliwości, że częstotliwość równa się dokładnie masie albo masa równa się dokładnie częstotliwości. Dwie rzeczy się uzupełniają, że częstotliwość to jest coś, co generujemy z siebie i że jeżeli będzie okej z tym, to nasz świat dookoła będzie okej. Tego wszystkim, sobie, słuchaczom i wszystkim innym życzę. Dokładnie. Się zapętliłem dzisiaj i bardzo dobrze. To było tyle z „Hiperprzestrzeni”. Dziękuję serdecznie wszystkim słuchaczom. Zapraszam do tego, żebyście wspierali radyjko.
Radionafali.com zakładka „Wspieraj RNF”, żeby było na serwery, szmery, bajery, buzery, żeby było czym płacić. Także proszę bardzo wspierać. Zapraszam wszystkich serdecznie. Dziękuję wszystkim tym, którzy wspierali radio w poprzednim miesiącu. Za chwilę im podziękuję na wieczorowej porze. Dokładnie, zapraszam wszystkich na wieczorową porę. Okej, dobra. Finalnie koniec „Hiperprzestrzeni”. To była „Hiperprzestrzeń” w Radiu Na Fali transmitowana w Radiu Paranormalium.