[00:30] - Witam wszystkich serdecznie w Radiu Na Fali oczywiście. Witam wszystkich bardzo serdecznie w ten piękny sobotni wieczór w hiperprzestrzeni oczywiście. Ja mam na imię Tomek. Audycja jest retransmitowana w Radiu Paranormalium oraz nie wiem gdzie. Gdzieś w kosmosie oczywiście przez wszystkich. Przez kosmos jest retransmitowana. Dokładnie. Słuchacie Radia Na Fali, radionafali.com. Zapraszam wszystkich, wskakiwać na czata. Nie ma dzisiaj zbyt dużo linków, ale o tym, dlaczego nie ma dzisiaj zbyt dużo linków, powiem za chwilę.
Słuchajcie, dzisiaj kontynuacja tematu sprzed tygodnia o stresach, nerwach i tak dalej. Żeby mi nie było stresowo, jest troszkę kosmicznego dźwięku dzisiaj z nami. Dobra, wystarczy tego szaleństwa. Enough tego kosmosu. Właśnie chciałem podziękować przede wszystkim wielce sponsorom. Peace and love moi drodzy, naprawdę dziękuję za wspieranie radyjka. Każda suma się tak naprawdę liczy, jaka jest prawda, bo są to niezależne media robione własnym sumptem. Nikt nie stoi, nikt nie smaruje, nikt nie każe niczego reklamować, nic z tych rzeczy. I bardzo dobrze. I o to właśnie chodzi, że sami się generalnie musimy zrzucić na to, żeby działało.
Także dziękuję wszystkim tym, którzy się zrzucają. Peace and love, moi drodzy. Kocham was ludzie, po prostu dzięki wam tak naprawdę to działa, bo dzięki wam po prostu jest, jak to się elegancko mówi, szmalec, kasiora, bej czy jak to się nazywa, żeby płacić za te całe serwery. Zrobiłem akcent kosmiczny. Dobra, koniec tego kosmosu. Teraz już zostajemy w lesie. Taki jest pomysł. A co dzisiaj? To może za chwilę, bo jeszcze chciałem powiedzieć, żebyście wpadali oczywiście na radionafali.com na czata. Chciałem powiedzieć, że jestem oczywiście na Skypie: radionafali.com.
Taki jest adres na Skypie. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Chciałem powiedzieć, że Radio Na Fali jest oczywiście na Facebooku. Wszystko działa. Musiałem sprawdzić dla pewności, czy wszystko jest okej, ale wszystko jest idealnie wręcz dzisiaj. Także mam nadzieję, że nie będzie żadnych problemów technicznych, jak ostatnio było. Ale to w ogóle był dziwny dzień, wszystko się dziwnie działo. To może ja, zanim zacznę w ogóle cokolwiek opowiadać, skoro się przywitałem z całym szanownym państwem. Jeszcze raz witam szanowne państwo. Więcej nie będę już witał.
Właśnie, bo zapominam zawsze. Tego zawsze zapominam. Chciałem bardzo serdecznie pozdrowić, moi drodzy, wszystkich was, którzy słuchacie tego jako podcastu, gdzieś zasuwając przez ten szalony świat w słuchawkach, w samochodach, słuchając tego gdzieś w głośnikach. Gdziekolwiek jesteście w tym momencie, czujcie się pozdrowieni. Groźnie zabrzmiało. Dobra, a dzisiaj kontynuacja o stresie troszeczkę. Może nie tyle o stresie, ile o innych metodach, o zdrowiu, ludzkim organizmie i o tym, co nam dolega. O takich troszkę cywilizacyjnych historiach i o tym, jak z tych cywilizacyjnych historii się leczyć, jak wracać do normy i tak dalej. Wszystkie rzeczy, których wam konowały, które nazywają się lekarzami w dzisiejszych czasach nie powiedzą. A ja sobie siedzę w lesie.
Znaczy nie siedzę w lesie, ale las mam w słuchawkach. Wszyscy mają las w słuchawkach, nie tylko w głośnikach. I tak samo jak wy słucham „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, proszę ja was, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Radionafali.com. Wpadajcie i słuchajcie. Dobra, to już nie będę więcej mówił, nic powtarzał. Wbijam się, moi drodzy, w temat, bo temat jest bardzo intrygujący. Nie uda mi się na pewno dzisiaj wyeksploatować wszystkiego z tego tematu. Mam nadzieję, że przynajmniej jakąś taką sporą część, a nie mniejszą, bo tego jest tyle, że ciężko to wszystko przerobić. Jest potęga tego, aż mi ciężko to w ogóle powiedzieć, jaka potęga jest tego.
O czym w ogóle dzisiaj będę mówił? Będę troszkę się posilał. Nie będę wam cytował wszystkich naukowych terminów, nie będę wam cytował wszystkich nazw mądrych profesorów, badań, instytutów, placówek badawczych, wszystkich tych rzeczy. Oszczędzę wam tego. I na sprawę, że nie stoję przed dużą, a właściwie nie mam za plecami dużej białej tablicy, na której jest wyświetlane coś, żebym mógł takim wskaźnikiem laserowym wam na tych wszystkich wykresach pokazywać, o co w ogóle chodzi i co się tutaj tak naprawdę dzieje. Bo tłumaczenie bez tego to jest troszkę takie... Nie wytłumaczę wam zbyt wiele. Także postanowiłem, że opuszczam takie progi tłumaczenia naukowego, bo to i tak się na nic nie zda i powiem jak człowiek człowiekowi, jak krowa po prostu na rowie. Czy ja dobrze mówię? Co ja mówię z tą krową na rowie?
Jak krowie w rowie? Kiedyś był taki powiedzonko, nie pamiętam. Mniejsza o to. Zostawmy te szalone powiedzonka z krowami. Krowy nie latają, a my czasami sobie odlatujemy. Także dzisiaj będzie. Chociaż krowy może też odlatują czasami. Dobra, zostawmy te krowy. Zostawmy mleko, zostawmy łaty. Zajmijmy się naszym zdrowiem, a nie zdrowiem czterokopytnych Dokładnie.
Dzisiaj troszkę o naturze uzależnień, o naszej mentalności, o tym, jak z tego się wyciągnąć, co pomaga wyjść, przebudować sobie mózg, co pomaga się zorganizować, skonsolidować i pozbierać do kupy i być całkiem okej ze sobą, zamiast szaleć i robić dziwne rzeczy i być bardzo toksycznym dla otoczenia. Bardzo toksycznym przede wszystkim dla siebie, bo to później jest dla otoczenia. Dzisiaj troszkę chcę wspomnieć, skąd się część rzeczy bierze, jakie są na to rozwiązania, bo nie żyjemy już w czasach świeczki. W ogóle chciałem dzisiaj jakimiś przysłowiami rzucać, ale widzę, że mi centralnie nie wychodzi . Nie żyjemy w starych czasach, zabytkowych czasach. Nie żyjemy w czasach, gdzie wierzono w eugenikę, zrobiono niesamowitą ilość badań. To, czym się dzisiaj będę posiłkował, jest w rzeczywistości bardzo naukowe i ma bardzo poważne korzenie. Są to wyniki badań prowadzonych przez Fundację MAPS, tudzież ludzi zrzeszonych dookoła Fundacji MAPS. Jest to fundacja, która zajmuje się badaniem wszystkich substancji psychoaktywnych i tego, jak wpływają na nasze zdrowie. Chyba wszystko z takich rzeczy.
Więcej nie będę marudził, więcej się dowiecie po prostu po drodze. Jeszcze mam nadzieję, że zdążę dzisiaj wspomnieć troszkę o biorezonansie, bo też jest to istotna sprawa, chociaż nie wiem, czy wyrobię. Mam nadzieję, że wyrobię z tym wszystkim. To może zacznę od samego początku, od przypomnienia troszkę refleksji, która była w poprzednim odcinku, że mieszkamy w takiej społeczności, w takiej sytuacji, przynajmniej jeżeli mieszkamy w dużych miastach, w cywilizacji, używamy pewnych specyficznych metafor, według których konstruujemy sobie rzeczywistość i ona wygląda tak, jak wygląda, że musimy wstać, pójść do pracy, musimy zarobić pieniądze, musimy zapłacić rachunek, musimy zrobić milion zupełnie nikomu na cholerę niepotrzebnych rzeczy, które wszystkich marszczą, męczą i wkurzają i szlag wszystkich trafi. Ale mimo to wszystko to robimy nieustannie twierdząc, że tak właśnie musi być, bo inaczej świat się rozsypie. Oczywiście jest to gówno prawda. Nie ma to nic wspólnego z naturą świata i z tym, czy się rozsypie, czy nie. Tak po prostu sobie wymyśliło kilku psychopatów. Jest to troszeczkę zaplanowane też, bo to nie jest przypadkowa historia. Dużo ludzi nad tym pracowało, w ogóle nie zdając sobie sprawy ze skutków ubocznych tego wszystkiego, bo wszyscy gonili do tego, żeby...
Nie wiem co. Trudno powiedzieć, bo kiedy sięgam pamięcią do tyłu i sobie przypominam wszystkie te postacie, o których czytałem i od których się uczyłem, które odpowiadają za masową propagandę i za współczesny obraz świata, jaki mamy dookoła, to co tu dużo mówić, to są po prostu świry, chorzy psychicznie ludzie, którzy nie mieli wystarczająco empatii i byli w stanie robić innym ludziom krzywdę. I to tak niektórych zachwyciło, że jest taka maszyna do zabijania albo taka maszyna do niszczenia innych ludzi, że po prostu stwierdzili: „Wow, ten człowiek przełamał granicę. To jest taki sens świata. Tak właśnie ma być”. Jeszcze była masa innych rzeczy po drodze pod tytułem eugenika. Zdaje się poprawie mówię. Zawsze niepoprawnie to wymawiam. Było kilka innych szalonych pomysłów, takich jak szalony pomysł Karola Darwina, szalony pomysł o tym, że przenosimy nasze cechy charakteru przez DNA. Była masa durnych, przygłupawych pomysłów, łącznie z tymi, że na przykład nasze choroby są w DNA i że jak się rozkoduje DNA, to znajdziemy lekarstwo na wszystkie owe choroby.
Masa kretyńskich pomysłów przez ostatnie 50 lat. Oczywiście wszystkie te pomysły tak naprawdę są związane tylko i wyłącznie z trzepaniem tłustej kasy przez gigantyczne korporacje. Nie ma się co czarować, że jest inaczej, bo inaczej nie jest, a efekt tego mamy na co dzień. Efekt mamy taki, że czytając co jakiś czas zrobione badania na temat jak wygląda społeczność dookoła, jak wyglądają ci ludzie, do których nie lubimy mówić: „Cześć, hi, how is it going?”, bo się ich boimy, bo nie znamy ich i w ogóle: „Odejdź stąd, nie widzę cię. Spuść wzrok w podłogę, nie patrz się na mnie”. Tego typu rzeczy. To się okazuje, że wszyscy mamy świra. Wszyscy dorastaliśmy w psychozie maniakalnej, która jest orientowana na pompowanie własnego ego do niewyobrażalnych rozmiarów, na pompowanie własnego portfela do niewyobrażalnych rozmiarów, ponieważ nasz portfel ma odzwierciedlać nasze ego. Przynajmniej tak mówi ta cywilizacja. Czyli im więcej sobie garnków ze złotem nazbieramy, tym ważniejsi jesteśmy.
Pamiętam, cały czas były w radiu, na fali takie telefony: „A ja mam więcej, ja mam więcej”. To są takie klasyczne przykłady choroby psychicznej, takiej granie do leczenia. Dzisiaj troszkę o tym, jak leczyć takie choroby psychiczne, które wynikają z tego, że w ogóle nie ogarniamy samych siebie. Jesteśmy pełni uzależnień. Przede wszystkim jesteśmy zakłamani. Naturą uzależnienia jest kłamstwo i to takie ordynarne kłamstwo wobec siebie i kolejne kłamstwo wobec innych. Bo jeżeli kłamiemy wobec siebie, automatycznie kłamiemy wobec innych. Gdzie się to zaczyna? Co było pierwsze, czy kura, czy jajko? Tego wam nie powiem dzisiaj.
To generalnie odpuszczę. Mechanizm jest dosyć prosty. Jeżeli okłamujecie kogoś, jeżeli ja w ogóle kogoś okłamuję, to wiem o tym, że kłamię. To nie jest żadna tajemnica dla mnie. Ja po prostu wiem, że ściemniam w tym momencie i nie wyrzucę tego z głowy. To jest oczywiste jak słońce na niebie. No i co? I kiedy wracam do samego siebie, do środka, muszę to kłamstwo jakoś zmanipulować w sobie. Zaczynam okłamywać, że nie, że kłamałem w słusznej racji, żeby to miało sens, ręce i nogi, i tak dalej. Generalnie całe społeczeństwo jest oparte troszeczkę na tym syndromie kłamania.
Są takie bardzo ciekawe amerykańskie badania, które mówią, że właściwie wszyscy kłamią ileś tam razy dziennie. Ale to jest oczywiście bullshit, bo się okazuje, że wszystkie te badania właściwie mówią dokładnie o tym, że nie tyle kłamiemy, ile jesteśmy zmuszani do kłamstwa od dziecka. Tak nas troszkę trenują rodzice, tak się sami tresujemy, tak generalnie tresuje nas cała cywilizacja. Nie jest dobrze mówić prawdę. Jest takie amerykańskie fajne powiedzonko na ten temat, które brzmi, że jeśli chcesz mówić prawdę, koleś, to lepiej przygotuj sobie siodło zawczasu. Chyba rozumiecie, o co chodzi. Na tym to polega. Tak to wygląda z tej strony. A z drugiej strony kłamstwo jest patologią. To jest obraz rzeczywistości, która nie istnieje.
W tym momencie nasze połączenia neuronowe w mózgu, które odbierają cały obraz rzeczywistości, który istnieje dookoła nas i funkcjonuje sobie dookoła. Przepraszam bardzo, musiałem na Skypie dodać, bo ktoś się odzywał. To ten obraz rzeczywistości, który mamy, jest skorumpowany naszym kłamstwem i w pewnym momencie zaczynamy przekręcać swoją głowę w drugą stronę i mówić: „Może jest tak, jak sobie wymyśliliśmy, a to niech będzie tak, jak sobie wymyśliliśmy” i brniemy. To jest droga po równi pochyłej. Brniemy w kłamstwo. Zaczyna się od małych kłamstw. Kłamiemy sobie przede wszystkim, że coś zrobimy, czegoś później nie robimy, później znajdujemy usprawiedliwienie na to. Wszystkie tego typu historie, wszystkie triki, które odgrywamy ze sobą, całe te gierki. Najgorsze są gierki, które odgrywamy ze światem dookoła, bo te gierki korumpują nas w tak potworny sposób, że to się odbija dosyć fizycznie. Każda z tych gierek buduje specyficzne połączenie neuronowe w naszej głowie.
Buduje połączenie pomiędzy centrami, autostradę informatyczną. Ta informacja zasuwa sobie po wybudowanej drodze jak gdyby nigdy nic. Im więcej informacji na tej drodze, tym mocniejsza i szersza jest autostrada. Zamienia się potem w drogę większą, później szerszą, później zamienia się w gigantyczną autostradę i wszystkie informacje, które mamy, automatycznie przez mózg są przepuszczane przez tą autostradę, ponieważ tam jest większa przepustowość, tudzież jest to jedyny drożny kanał, sprawny, działający, więc wszystkie informacje idą tamtędy. Są informacje, które opierają się na kłamstwie. Po jakimś czasie takiego treningu kłamania, wciskania kitów, niebycia przede wszystkim transparentnym, czyli takim czystym sam ze sobą i ze światem dookoła. Obawy, lęki. Próbujemy maskować nasze lęki. Nazywa się to maskaradą w języku polskim, odwalaniem szopki. Tak można powiedzieć.
Okazuje się, że w naszym mózgu nic innego poza tymi autostradami do odwalania tej szopki już nie ma. Nawet jak nie chcemy skłamać, to jest takie: „Fuck, znowu powiedziałem źle, znowu skłamałem, znowu się na tym złapałem” i zaczynamy budować sobie fałszywy obraz rzeczywistości. Jest to tak nałogowe i zastanawiam się, skąd to się bierze. W pewnym momencie to już korumpuje kompletnie nasz mózg i cały obraz rzeczywistości dookoła jest kompletnie spieprzony i kompletnie chory. Nie wierzycie? Zobaczcie na przydupasów, których nazywamy politykami. Zobaczcie, jak ci ludzie się zachowują. To jest klasyczny przykład pełnej choroby psychicznej. Są ludzie, którzy myślą, że wykonując coś bardzo toksycznego, zrobią coś dobrego. Bzdura oczywiście, ale są od tego już uzależnieni.
To jest uzależnienie, które z tego wynika. Absolutnie. Jest to pełne szaleństwo. Nikt z normalnych ludzi nie jest w stanie zatrzymać tych wariatów. I to nie chodzi tylko o polityków. Chodzi, tak jak wspominałem w poprzednim odcinku hiperprzestrzeni, o policjantów, o wszystkich ludzi służb mundurowych, tam, gdzie nie posługujemy się naszą własną intuicją, naszym własnym odczuwaniem świata, tylko musimy wykonywać zakłamane, kłamliwe rozkazy, które ściągają nas bardzo mocno w dół i doprowadzają do takiego... Nie będę opowiadał, do czego to doprowadza, nie będę wymyślał, tylko powiem wam ciekawą historyjkę, która dzieje się naprawdę, dzieje się każdego dnia. Dzieje się to w Strefie Gazy, a mianowicie chodzi o młodych ludzi w Izraelu, którzy są wcielani do wojska. Jak taki człowiek ląduje w Strefie Gazy, to dostaje rozkaz od dowódcy. Rozkaz polega na tym, że musi jak najbardziej upodlić Palestyńczyków.
Wszystkich. Oni rozstawiają posterunki graniczne i zabawa polega na tym, że muszą ich przetrzymywać jak najdłużej i doprowadzać ich do skrajnych sytuacji. Mają ich wymęczyć. Dosłownie. Jest taki rozkaz. Taki rozkaz dostaje każdy młody człowiek. Wyobraźcie sobie, że jesteście fantastycznym, cudownym człowiekiem, który ma gigantyczną ilość empatii do całego świata, chce naprawić świat, chce zrobić coś dobrego, chce zrobić coś pozytywnego. Jak lądujecie w sytuacji, gdzie pod groźbą tego, że wylądujecie w więzieniu, tego, że ktoś was pobije, wiele powodów i wiele niebezpiecznych rzeczy, które mogłyby czyhać na was, kiedy odmówicie tej sytuacji. Teoretycznie tak się straszy was od samego dziecka, że musicie to zrobić. Efekt jest taki, że lądujecie w sytuacji, gdzie ktoś wam mówi, że musicie wziąć i skrzywdzić drugiego człowieka, którego nigdy w życiu na oczy nie widzieliście.
Ten człowiek za chwilę będzie tu pewnie przejeżdżał jakimś samochodem, bo tu jest posterunek graniczny w Strefie Gazy i waszym zadaniem jest zatrzymać ten samochód i doprowadzić tych ludzi do skrajnego wyczerpania emocjonalnego. Dosłownie. Taki jest rozkaz. To jest oficjalnie na papierze spisane, jest masa dokumentacji na ten temat. Tym zajmuje się wojsko izraelskie. Nauczyli się od nazistów. Na to wygląda. Twardo się uczyli i nauczyli się bardzo skutecznie, bo są zdecydowanie lepsi niż naziści. Zajmują się przede wszystkim, pierwsza rzecz, rozdzielaniem mam od dzieci, takich małych. Mają doprowadzić rodziny do zapaści nerwowej i wykonują wszystkie te rzeczy.
Ja nawet nie chcę opisywać, co ci ludzie robią, bo to jest przerażające barbarzyństwo. To jest ludobójstwo, co tu dużo mówić. Po skończeniu służby wojskowej ci ludzie są roztrzaskani, bo każdy człowiek jest dokładnie taki sam, każde dziecko jest takie samo. Kiedy przez ostatnie dwa lata wszystkie dzieci biłeś, każde 10-letnie dziecko brałeś i tłukłeś karabinem do nieprzytomności, następnie łamałeś mu ręce i nogi, następnie wyrzucałeś z radiowozu jak ścierwo, to co się dzieje, kiedy się rodzi twoje własne dziecko? Wszystkie obrazy zaczynają wracać. Ba, nawet nie trzeba czekać na moment, kiedy urodzi się twoje własne dziecko. Generalnie obrazy wracają samodzielnie, same z siebie w nocy i tak dalej. To jest pierwsza rzecz. To jest świat, w którym żyjemy, moi drodzy. To jest bardzo skrajny przykład tego świata.
Nikomu nie życzę bycia służbą mundurową. Ja się od tego wykręciłem. Kosztowało mnie dużo stresu, naprawdę dużo stresu. Zapłaciłem gigantyczną łapówę. Było to lata temu. Chcieli mnie wcielić do armii, chcieli zrobić ze mnie bandziora. Nie dałem się. Uciekałem, miałem rozprawy w sądzie, nie stawiałem się. Milicja mnie ścigała. Nie mieszkałem w domu.
Ciekawie było. Był to bardzo egzotyczny moment mojego życia, ale wygrał pokój i miłość. Nie poszedłem do armii, nie założyłem brązowych butów, także I am the winner. You motherfucker. Dokładnie. Tyle im pokazałem, proszę państwa, tyle im pokazałem. Ja miałem szczęście, natomiast nie wszyscy mają takie szczęście. Pomimo tego wszystkiego jeszcze ten cały stres odbił się na mnie, bo praktycznie przez pięć lat, czy chciałem, czy nie, żyłem w stresie, że zostanę za chwilę aresztowany, zostanę odstawiony do więzienia wojskowego, będzie prokurator wojskowy, aż ciążyła taka kara na mnie, że rozprawa sądowa byłaby tylko 15-minutowa. Wyszłaby jakiś typ i powiedział: „Koleś, do pierdla!” i tak by się skończyła rozprawa. Tak to wyglądało.
Generalnie troszkę mnie to przeorało, bo nie jest to sympatyczna sytuacja, kiedy człowiek żyje z wyrokiem. Nie wiadomo kiedy wyciągnie dokument, pokaże gdzieś, a tu ktoś zadzwoni po milicję, a tu coś się stanie i tak dalej. Są takie sytuacje. Taka zwykła, prosta sprawa. Człowiek chce sobie żyć po swojemu i tu nagle się okazuje, że nie może. Wiele historii na ten temat. Stresy się w ogóle biorą w człowieku z wielu spraw. Jedną, o której mówiłem, nie wiem, czy tak dosyć mocno powiedziałem w zeszłym tygodniu, to jest stres związany z tym, że budujemy swój własny obraz nas samych po to, żeby dostosować się do społeczeństwa. Zaczyna się od rodziców, że rodzice na przykład mają ambicje i chcą z nas zrobić kogoś wielkiego, wielkiego człowieka, bo im się nie udało. Automatycznie ładują w nas te wszystkie rzeczy.
Ładują cały czas. A my jesteśmy zupełnie innymi ludźmi. Zawsze byliśmy innymi ludźmi, dlatego urodziliśmy się innymi ludźmi i nie jesteśmy naszymi rodzicami. To jest jeden główny powód. Nie mamy obowiązku spełniać niczyich zachcianek, niczyich ambicji ani czyichś marzeń. Jeżeli ktoś ma marzenie zostać kimś sławnym, tudzież wykonywać jakąś robotę, żeby czuć się z tego powodu bardziej pewnym i bardziej stabilnie, to jest jego prywatna sprawa. Nawet jeżeli są to nasi kochani rodzice, powinniśmy o tym cały czas pamiętać, że to jest ich prywatna sprawa i wara im od naszych spraw pod tym względem. Niestety życie bywa okrutne. Naszych rodziców nikt tego nie nauczył. Oni sami zostali tak wychowani, więc część przekazali tego shitu nam.
Ja dorastałem z obrazem własnego siebie. Myślę, że milion ludzi na świecie dorasta aktualnie z obrazem własnego siebie, pomimo tego, że właściwie nie powinniśmy tak żyć. Absolutnie. O co chodzi z tym obrazem nas samych? To jest taki obraz, o którym mawiał swego czasu Rudolf Steiner w swojej szkole psychologii, nazywając ją skrupą, że budujemy taką skrupę dookoła siebie i ta skrupa służy temu, żeby nikt nas nie dotknął, żeby nic nas nie zraniło, bo tak naprawdę jesteśmy bardzo delikatnymi, wrażliwymi istotami. Lubimy miłość, pokój i same dobre sprawy. Lubimy się przytulić, lubimy powiedzieć coś miłego. Wszystkie tego typu sprawy. Lubimy taką pozytywną ekspresję. Tak mamy w naturze.
Tak jest zbudowany fizycznie nasz organizm. Dlatego stres jest tak bardzo destrukcyjny i nas niszczy. To jest przede wszystkim główna odpowiedź. Stres nigdy nie pomagał. Absolutnie. Ja tu jeszcze raz powtórzę, że to jest taki mit, że stres pomaga zrobić dobrze robotę. Są ludzie, którzy mówią: „Zepnę się w ostatnim momencie, bo stres mi pomaga, dopinguje mnie”. Nieprawda. Nigdy w życiu nie widziałem dobrze zrobionej roboty pod wpływem stresu. Zawsze był to kawał siermiężnego gówna odwalonego na kolanie, który się rozsypywał następnego dnia.
Tak to zawsze wygląda. Nie działa. Nic na świecie tak nie działa. Wszyscy o tym doskonale wiedzą. Oczywiście my cały czas żyjemy w takiej stresowej sytuacji, że chcemy w to wierzyć, bo taki jest świat dookoła, że stres, że musimy się z czymś identyfikować, że musimy coś zrobić. Ta skrupa w nas to jest kolejną częścią tej skrupy, którą sobie budujemy, żeby nas świat nie skrzywdził, bo on ciągle od nas czegoś chce i albo jesteśmy dobrzy, albo jesteśmy źli. Zawsze jest kara. Albo dobrze, albo źle. Okazuje się, że dzieci na przykład, czyli my, kiedy jesteśmy mali, mamy bardzo narcystyczną naturę, taką bardzo sensitive. Jeżeli powiesz do małego dziecka, że coś jest okej, to dziecko się cieszy i to jest naprawdę rewelacyjna sprawa.
Dziecko dostaje dużo radości i wszystko działa. Ale jeżeli powiesz, że coś jest nie, to następuje taki shutdown. Wszystkie emocje się wygaszają i dziecko próbuje zbudować sobie swoją własną wewnętrzną osłonę przed tym, żeby się nie czuć kiepsko, bo nikt nie lubi się czuć kiepsko. To jest pierwsza elementarna sprawa. Z tego, że nikt nie chce czuć się kiepsko, a żyjemy w bardzo kiepskiej cywilizacji, właściwie gównianej cywilizacji, a nie kiepskiej. Już nie udawajmy, że jest lepiej niż gorzej. Pojawiają się wszelkiego rodzaju uzależnienia, czyli papierosy i alkohole przede wszystkim, bo to jest charakterystyczne dla naszej cywilizacji. To jest legalne i wszyscy możemy tego używać i wszyscy używają. To jest nasza ucieczka. To jest taki klasyczny pattern, który jest odgrywany w naszej głowie, że jak się czujemy zestresowani, to zapalamy papierosa, jak się czujemy zestresowani albo musimy coś odreagować, to sobie robimy drinka i wszystkie tego typu historie.
Masa tego jest. Chodzi o to, że uciekamy w nałóg. Jest to nasza jaskinia, w której się chowamy przed całym światem. Im poważniejsza substancja, im bardziej uzależniająca, odcinająca nas od empatii, czyli od bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem, tym bardziej wkręcająca. Czyli wszystkie opiaty, kokaina, cały ten shit, bo to pozbawia nas jakiejkolwiek empatii, powoduje, że nasze ego staje się większe niż planeta, na której mieszkamy i większe niż Układ Słoneczny. W tej sytuacji nie istnieją inni ludzie, istnieje tylko nasz personalny interes do załatwienia. Mamy swoją skrupę, jesteśmy rycerzem, idziemy jak czołg, przecinak, nie dajemy się. Dajesz, dajesz, łodź i tak dalej. Wszystkie tego typu bzdury. Robimy coś, robimy napędzani, a później umieramy, nie wiadomo z jakiego powodu, na zawał serca w bardzo młodym wieku albo dzieją się nam jakieś dziwne choroby.
W dzisiejszych czasach dwudziestolatkowie i dzieci chorują na raka. To jest intrygująca historia i o tym się nie mówi, bo sprzedaje się terapie za grube miliony ludziom i się nie mówi, dlaczego są chorzy. Tylko po to, żeby móc ich utrzymywać cały czas w chorobie i kasować na kasę, bo do tego się to sprowadza. A wszyscy mają stres dookoła, bo tę kasę trzeba skądś wziąć i ten stres się roznosi. Słyszeliście na pewno o czymś takim, co się nazywa zjawisko kwantowe w fizyce. Strasznie modne słowo ostatnio. To polega na tym, że jedna cząsteczka odzwierciedla zachowanie drugiej tak przez przypadek, że jak jedna rzecz zachowuje się w taki sposób, to zaraża drugą. To jest jak infekcja wirusowa, tak to można nazwać. Jeżeli usiądziemy pośrodku dwóch kiepsko czujących się osób, to zaraz zaczniemy czuć się kiepsko. Jeżeli usiądziemy pośrodku dwóch bardzo sympatycznych, zadowolonych osób, które się śmieją, zaraz zaczniemy się śmiać razem z nimi.
To jest właśnie efekt kwantowy. Nic mniej, nic więcej. Tak to wygląda. A co z tym rakiem i z tymi chorobami i tak dalej? A wy słuchacie oczywiście radia Na Fali, jak najbardziej. Hiperprzestrzeni retransmitowanej też w Radiu Paranormalium. Zaraz, jak zwykle mikrofon sobie ustawiam. Nie, już chyba ustawiłem, dobra. Techniczne sprawy, zawsze musi być coś technicznego. Dzisiaj w Hiperprzestrzeni o stresach, nerwach i tym, jak sobie z tym wszystkim radzić w dzisiejszych szalonych czasach, gdzie właściwie wszyscy jesteśmy poddawani bardzo bezwzględnej walce.
Gdzie klasyczną zasadą w reklamach, wszystkie reklamy nas straszą. Reklamy straszą nas tym, że jak na przykład nie będziemy wyglądali wystarczająco atrakcyjnie według aktualnie panującego modelu, który wymyślił producent jakichś przygłupawych ciuchów albo nie wiadomo czego, to znaczy, że nie jesteśmy już trendy. Tak to mniej więcej wygląda. Generalnie jesteśmy ładowani tym cały czas od początku do końca, przez cały dzień, jeżeli ktoś uczestniczy w tym wyścigu. To powoduje, że mamy potworny dysonans, bo właściwie żaden człowiek nie wygląda tak jak z Photoshopa. Każdy człowiek ma swój własny zapach, nikt nie jest sterylny, nikt nie jest wymysłem producentów od reklamy. I to jest największy problem. Ludzie próbują się do tego upodobnić, czy chcą, czy nie. Cały ten system jest tak skonstruowany, żeby nas pchać w tym kierunku, żebyśmy musieli tak wyglądać, żeby tak właśnie było. A wiemy doskonale, że tak nie jest i nasz organizm się buntuje.
Może nasza logika jeszcze sobie z tym radzi, układa sobie to w głowie i próbujemy to zaszeregować. Nie, tak musi być. Ja muszę wstać rano, pójść do pracy, załatwić to, zrobić tamto, siamto. Tak muszę myśleć, tak muszę robić. Inaczej się nie da. O ile jeszcze głowa sobie radzi, to organizm kompletnie odmawia posłuszeństwa. Tak jak wspominałem, głowa sobie wybudowuje ten pattern. Jest to jedna autostrada, którą zasuwają te wszystkie kiepskie, gówniane myśli w tę i z powrotem. I to wszystko. I wydaje nam się, że sobie radzimy, że tak właśnie powinno być, że na tym polega nasze życie, że umrzemy, skończy się, będzie czarny dół i koniec, i po nas.
Jakoś tak. Ale nasze ciało mówi nam coś zupełnie innego i cały czas się buntuje przeciwko tej szalonej teologii, która jest dookoła nas, temu całemu destrukcyjnemu środowisku. Cały czas próbuje wrócić nas przypomnieć, że jest zupełnie inny pattern zachowawczy w naszym organizmie, że jest coś zupełnie innego, że jest coś zupełnie obok, coś, co jest zdrowe, działa i tak powinno wyglądać, a nie to, co my sobie próbujemy w jakiś sposób logicznie wyjaśnić. Staramy się zmusić i dopasować. To troszkę tak, jakby próbować założyć buty, które są o pięć numerów za małe przez obcięcie sobie palców u nóg. To jest dokładnie taka sama sytuacja. Wszyscy poobcinaliśmy te palce i dziwimy się, że nam krwawią, że nas nogi bolą i nie możemy biegać. Jasne, że nie możemy biegać, bo mamy niewłaściwy rozmiar buta i w ogóle nie powinniśmy mieć tego buta. Powinniśmy biec być może na bosaka, przynajmniej wtedy, kiedy jest ciepło. Wróćmy do naszego patternu, bo co się okazuje?
Okazuje się, że nasze choroby, które w ogóle mamy, stres, bo wszystko to jest chorobą, to jest stan chorobowy. Nie ma co się rozdzielać i kombinować, że to jest coś innego, a tamto coś innego. To jest choroba. Jesteśmy chorzy. Zaczyna się od choroby duszy dokładnie. Indianie nazywali to chorobą duszy. Bierze się to z zewnątrz. Choroby powstają z zewnątrz. To jest ten eksperyment, te badania z dziećmi, że jak się dziecku mówi tak, to dziecko jest zadowolone, szczęśliwe, a jak się mówi nie, to dziecko próbuje sobie wybudować granicę, taką, która je oddzieli od tej negacji. Czyli wniosek: doświadczenie z zewnątrz, które przyjmujemy, buduje naszą interakcję z rzeczywistością.
To doświadczenie i interakcja z rzeczywistością na zewnątrz powoduje, że układamy sobie w głowie sprawy tak, a nie inaczej i nasz organizm później traktuje te wszystkie rzeczy tak, a nie inaczej i generalnie jesteśmy albo chorzy, albo zdrowi. Wygląda na to, że to owo doświadczenie z zewnątrz ma największy wpływ na to, czy jesteśmy chorzy, czy nie jesteśmy chorzy. Wiadomo, że w toksycznym otoczeniu będziemy bardzo szybko chorzy, bo toksyczne otoczenie będzie nas zarażało swoją toksycznością i to wszystko będzie lądowało na nas. My będziemy próbowali się przed tym bronić. A że stan obrony jest stanem wycofania się organizmu, a nie, że tak powiem, iścia do przodu, a organizm człowieka nie jest skonstruowany, żeby się cofał do tyłu. Nie jesteśmy żółwikami ani krabami, nic z tych rzeczy. Jesteśmy normalnymi istotami, które sobie idą do przodu cały czas. I kiedy zaczyna się ten moment wycofania, osłanianie przed atakiem, zaczynamy się kurczyć sami w sobie. Zaczynamy się zamykać. Przede wszystkim automatycznie włącza się ten syndrom obronny.
Okazuje się, że empatia nas rani, że inni ludzie nas ranią i wyłączamy w sobie jakąkolwiek empatię do innych ludzi. Jeżeli na przykład odwiedzaacie jakieś fora internetowe, tego typu miejsca, myślę, że wielu z was to robi. Spotkacie wielu tak zwanych trolli czy jak to się nazywa. To są ludzie, którzy mają problem z empatią, ponieważ są już bardzo mocno wycofani. Nie wszyscy, nie chciałbym robić analizy medycznej dla tych wszystkich ludzi, ale mniej więcej jest to dokładnie ten sam mechanizm. To jest takie wycofanie, które później kończy się agresją. Próba atakowania wszystkiego na ślepo. Tak to wygląda. Jest to blokowanie pewnych emocji. Specjalnie blokujemy te emocje, żeby nie poczuć się człowiekiem, bo robimy wszystko, tylko nie to, co powinniśmy robić.
Tylko żeby się nie poczuć człowiekiem, tylko żeby nie zrozumieć innego człowieka, tylko żeby nie dopuścić do siebie żadnych emocji, które spowodują, że zobaczymy w nim kogoś, kto jest taki sam jak my. Nie, tego nie chcemy. Chcemy widzieć w nim wszystko, tylko nie samych siebie. To jest taka ucieczka od lustra. Czas najwyższy wrócić do tych substancji psychoaktywnych, bo są metody na to, żeby sobie z tym radzić. Cały dowcip tej sytuacji polega na tym, że to bardzo kiepskie doświadczenie buduje bardzo trwałe połączenia neuronowe w naszej głowie. Bardzo trwałe. To nie są połączenia, które znikają w ciągu ułamka sekundy. Znikają tylko dlatego, że sobie usiądziemy i pomedytujemy przez tydzień albo dwa. Absolutnie to z tym nic wspólnego.
To doświadczenie jest na tyle intensywne i bardzo często towarzyszy nam od bardzo wczesnych lat dziecięcych. Tak jak wspominałem w poprzednim odcinku „Hiperprzestrzeń”, są jeszcze stresy, które mamy po rodzicach w pamięci mięśniowej, które do nas przychodzą, które doskonale pracują z takimi stresami, które my sobie wymyślamy. I to się robi taki śmiertelny kombos, który nas elegancko wykańcza i wykańcza wszystkich ludzi dookoła nas z reguły. Tak to wygląda. To są te autostrady w głowie. Co zrobić, żeby się pozbyć tych autostrad? Wygląda na to, że najbardziej zabronione substancje i te, które były używane od tysiącleci, to są właśnie substancje psychoaktywne, które powodują, że ten stres się resetuje. Jest na to kilka powodów związanych, takich czysto medycznych. Mam tu telefonik. Halo, halo!
Witam serdecznie.
[33:03] - Dobry wieczór.
[33:05] - Dobry wieczór panu.
[33:06] - Tak nieśmiało zapytam, czy można?
[33:10] - Śmiało. Proszę, bo ja tu z tematem. Proszę mi coś dorzucić do tematu, jak pan coś ma.
[33:16] - Tomek, wiesz, bo to bardzo ciężki temat.
[33:19] - To nie jest ciężki temat. To jest taki normalny temat, proszę pana, wszyscy żyjemy w tym świecie. Proszę tutaj nie robić z nikogo takiej krowy ciężkiej. Normalny temat.
[33:31] - Kombinowałem, mówię: co mu powiedzieć? Dobra, powiem mu jedno: Tomek, kocham cię.
[33:37] - Bardzo dobrze.
[33:38] - Zajmuj się audycją dalej. Pa.
[33:39] - Dziękuję bardzo. Ja ciebie też.
[33:41] - Na zdrowie. Na zdrowie.
[33:45] - Na zdrowie, man. Dokładnie o to chodzi. Infinite love.
[33:49] - Tak się karmić i to wystarczy wszystkim.
[33:52] - Dokładnie tak się karmić. Jeszcze powiem o jednej rzeczy, bo karmienie się miłością to jest jedna rzecz, proszę kolegi Grzegorza, a jest jeszcze kilka rzeczy związanych z naszymi zachowaniami, które bardzo ciężko wyleczyć tylko i wyłącznie w ten sposób, bo one zawsze będą wracały do nas w jakiś sposób. Są metody na to, żeby już nie wracały. I te metody są znane na świecie od tysięcy lat. Mamy specjalnie przygotowany mózg i receptory w głowie do tego.
[34:19] - Trzeba sobie uzmysłowić, że pewne formy zachowań są zaprogramowane, że ktoś nam przekazał. Znaleźć ten moment, kiedy mi ktoś przekazał taką formę zachowania, taką formę reakcji na coś. Kiedy to się stało? Kiedy ja miałem swoje zdanie, a kiedy przyszło do mnie to, że ktoś mi podpowiedział: ty, stary, na to masz tak zareagować. Mówisz: ale ja mam swoje reakcje na to. Pierdol się.
[34:50] - Dokładnie. To jest jedna rzecz. Powiem o tym, bo to jest część tej całej historii, którą się robi, o której chcę dzisiaj opowiedzieć. O tej terapii, takiej bardzo skutecznej terapii, która powoduje, że wszystkie te dziwne lęki, łącznie właśnie z tymi lękami związanymi z naszymi przodkami, znikają, że sobie resetujemy cały swój organizm i zaczynamy właściwie in blanco, można powiedzieć.
[35:13] - In cogito bym powiedział, ale trochę się wstydzę.
[35:16] - Rozumiem. To ja wyłączam, kolego, chyba że chcesz jeszcze dodać coś.
[35:23] - Kocham cię, Tomek. Leć z audycją i wyłączaj.
[35:27] - Dobra. Kocham cię, człowieku. Dokładnie. I kocham też was, moi drodzy. To ja lecę z tą historią. Okazuje się, że największy problem z tym stresem jest taki, że nawet jeżeli uda nam się go zbić przez praktyki medytujące i tak dalej, przez wszystkie takie rzeczy, które robimy świadomie, obecni tu i teraz, w tym świecie, tak jak jesteśmy, sobie siedzimy, nie zmieniając naszej świadomości, nie przeprowadzając naszej świadomości w inny wymiar i tak dalej, to w tym świecie nie do końca jesteśmy w stanie tego zorganizować. Bo cokolwiek byśmy nie myśleli, zawsze ta główna część informacji będzie automatycznie przekierowywana w naszym mózgu na tą autostradę, która się nazywa stres. Czy chcemy, czy nie. To jest jedyna działająca autostrada w naszym mózgu, w tej części głowy i tak to wygląda. To nie jest kwestia tego, czy nam się chce, czy nam się podoba, czy nam się wydaje, że jest inaczej, że sami to pozmieniamy.
Może nam się wydawać, może nam się chcieć, ale rzeczywistość jest okrutna. Mamy to w głowie, tak to wygląda, tak to działa, tak ta autostrada się zachowuje i wszystkie informacje są przekierowywane na ten jeden główny punkt. To jest dosyć widoczne w skanach mózgu, gdzie wszystkie te miejsca, gdzie stres się kumuluje, gdzie są rozbudowane te autostrady, które budujemy, żyjąc w tym takim stresogennym Społeczeństw, czy jak to nazwać, one są bardzo mocno widoczne i kiedy procesujemy jakąkolwiek inną myśl, to dokładnie te same obszary zajmują się przerabianiem tej myśli. Czyli de facto właściwie cokolwiek byśmy nie myśleli, zawsze mózg wysyła na tą autostradę i przybija tam pieczątkę stresu. I nawet jak czujemy się dobrze, wszystko jest okej, to robimy jakieś dziwne rzeczy, które niszczą cały świat dookoła. To enigmatycznie troszkę brzmi. Słuchajcie, na pewno nie raz słyszeliście o takich toksycznych związkach, gdzie para bardzo się wyniszcza. Kochają się, są doskonałe ze sobą, nie potrafią bez siebie żyć. Wiedzą, że są tymi dwoma połówkami brakuje jednego jabłka i tak dalej. Ale z pewnych powodów dochodzi do bardzo dziwnych zachowań i po prostu non stop się gryzą i nie wiedzą, skąd to się wszystko bierze, dlaczego tak to wygląda.
To jest właśnie ta autostrada, wszystkie te emocje, które mamy w głowie, one tak czy siak, czy chcemy, czy nie, one przymykają tą autostradę. I to jest ten moment, że coś się dzieje w naszym życiu, a my po prostu sięgamy po fajkę i odpalamy fajkę, bo papieros jest naszym powrotem do starego patternu. To jest nasza natura uzależnienia, taka identyfikacja z czymś, żeby się identyfikować z czymś innym, a nie z tą myślą, która nam przyszła do głowy, bo ta myśl w głowie zawsze jest skażona po prostu, to jest zawsze skażona woda i trzeba to odkazić. Co robią substancje psychoaktywne? Przede wszystkim psylocybina, bo to jest główna rzecz, o której chcę dzisiaj wspomnieć. Psylocybina robi taką fantastyczną rzecz, o czym nie wiedziano do tej pory. Zanim powiem, co wiedziano, czego nie wiedziano, to może powiem, co robi. Generalnie psylocybina dokładnie, idealnie rozładowuje ten cały stres i jest po prostu perfekcyjnym lekarstwem. Dlatego jest chyba nielegalna oczywiście. Ale o co tu chodzi?
Dlaczego to się dzieje? Oprócz tego, co widzieliśmy już od paru lat po wyniku bardzo poważnych badań prowadzonych tu w Londynie, w Stanach i w wielu innych miejscach — mówiłem, że nie będę cytował nazw, nie będę cytował, wszystko będzie w linkach do audycji „Hiperprzestrzeń” w radionafali.com — budują się nowe połączenia neuronowe. To jest to, o czym mówiłem w zeszłym tygodniu, że psylocybina stymuluje mózg i budują się gigantyczne autostrady, równoległe do tej autostrady, którą ciągle używamy. I robi się jeszcze jedna rzecz, która się nie dzieje nigdy, kiedy jesteśmy świadomi w tej rzeczywistości, w tej materialnej rzeczywistości. Czyli co? Czyli wyłącza się ta autostrada, po której zasuwają kiepskie myśli. To jest coś, co robi psylocybina. Nie tylko aktywizuje wszystkie inne obszary mózgu, w których się dzieją niesamowite rzeczy, dzięki czemu ta informacja dociera wszędzie, gdzie tylko może dotrzeć i nie jest skażona tym kiepskim myśleniem. Oprócz tego wyłącza tą kiepską autostradę. Po prostu przekierowuje ruch z tej kiepskiej autostrady, rozbija go zupełnie na inne miejsca, tak że ten pattern zachowawczy, który znamy przez całe życie, od dziecka, czasami życie zawodowe, cokolwiek, po prostu znamy przez lata i używamy tego patternu, tak się zachowujemy, nagle jest po prostu wyłączony.
To jest to zjawisko dysocjacji, tak się w psychologii nazywa. To jest to klasyczne: „Zgubiłem mapę” po substancjach psychoaktywnych. Ludzie gubią mapę, bo nagle się okazuje, że cały ten pattern, którym byli napędzani przez całe życie, czy to chciwość, czy strach, czy jakiś taki nieuzasadniony gniew w stosunku do siebie, właściwie bardziej po prostu frustrację, bo o gniewie jeszcze powiem troszeczkę, bo to jest bardzo intrygująca rzecz i to też nie jest takie złe i tak dalej. Także spokojnie. Generalnie w tym momencie ta autostrada jest automatycznie wyłączana, wszystkie informacje idą w zupełnie inną stronę, budują się nowe połączenia, wszystko jest przekierowywane dookoła. I tracimy mapę i po prostu nie wiemy, jak się zachować, bo wszystkie nasze standardy zachowawcze, wszystkie nasze metody, cała nasza strategia nagle znika. Nie ma, po prostu ta droga jest wyłączona. Po prostu nie wiemy, jak zrobić. To jest objaw paniki dla niektórych ludzi. To jest właściwie taki świetny papierek lakmusowy tego, jak mocno jesteśmy zainfekowani tym gównem dookoła.
Im mocniej przy takim tripie na początku, przy pierwszym gubimy mapę, tym bardziej jesteśmy zainfekowani. To jest klasyczna sytuacja. Im więcej z nas z tego wypływa, tym więcej w nas. Także im więcej wypłynie, tym lepiej dla nas. Jak się okazuje, po prostu wszystko w głowie. Wszystko w głowie! I te zblokowane obszary w naszym mózgu pomagają temu wszystkiemu dotrzeć we właściwy sposób i zacząć zachowywać się w normalny sposób. Kolejna rzecz przy psylocybinie, którą odkryto, to to, że nie warto robić tego pojedynczo. W sensie pojedynczego strzału. Chodzi o terapię, czyli jest to coś, co świetnie funkcjonuje, kiedy się robi jako terapię po prostu, czyli systematycznie, regularnie przez jakiś czas i jest to cały cykl, bo okazuje się, że czasami ta autostrada tego kiepskiego myślenia jest tak potężna i tak masywna, że nie jesteśmy w stanie jej przebudować w ciągu jednej sesji.
Absolutnie. Jest po prostu zbyt intensywna i jest ryzyko, że ten pattern pod tytułem fajki, browarek i tak dalej do nas za chwilę wróci i z powrotem utkniemy w tym samym. Bo tak samo jak substancje psychoaktywne, że tak powiem, pozbawiają nas takiej jednokierunkowej autostrady w głowie, budując i aktywizując cały nasz mózg, te substancje, które są legalnie ogólnie dostępne, generalnie powodują zamknięcie tych wszystkich dróg w naszym mózgu i budowanie tylko tej jednokierunkowej autostrady. Także to jest taki klasyczny objaw, jak rozpoznać, czy wszystko jest z nami okej. Taka jest prawda. Na to wygląda, moi drodzy. Nikt normalny nie potrzebuje ani alko, ani fajek, ani cannabis, ani heroiny, ani niczego. Nikt z nas nie potrzebuje być uzależniony od niczego. Nasz organizm radzi sobie sam świetnie ze sobą i wszystko jest okej. Jeżeli cokolwiek się takiego pojawia, że czujemy, że musimy po coś sięgnąć, żeby wybudować sobie osłonę zewnętrzną przed światem, to znaczy, że coś już jest nie okej.
Jak już musimy się identyfikować z czymś i zaczynamy szukać pierwszej plakietki, którą sobie przypniemy i powiemy, że to nie jesteśmy my, to jest ta plakietka, która jest przypięta do nas, to znaczy, że już czas na jakieś lekarstwo. To lekarstwo działa w ten sposób, że przebudowuje ten cały ruch w naszej głowie. Inaczej by się nie udało, bo gdyby te stare patterny zostały, te stare autostrady zostały i ta informacja tylko i wyłącznie dobudowywała te nowe. Robiono takie eksperymenty. Tak się dzieje, kiedy połykamy pigułkę, która jest placebo, która nie jest psylocybiną, nie jest substancją aktywizującą neurotransmiter, jest po prostu czysto i wyłącznie placebo. Okazuje się, że ten pattern nie jest zagojony. Tak można powiedzieć. Okazuje się, że wszystko jest fajnie, wszystko jest okej. Ludziom po wrzuceniu tego placebo się wydaje, że tripują, że są na grzybach, że niesamowite rzeczy się z nimi dzieją i tak dalej. Świetnie się sami oszukujemy.
Ten mechanizm jest nie do pobicia. Natomiast jeżeli się wrzuci naszą głowę na skan elektromagnetyczny i się zacznie sprawdzać poziom aktywności naszego mózgu w jego różnych częściach, okazuje się, że te stare autostrady ciągle istnieją i te stare autostrady ciągle procesują znaczną część informacji. Dlatego wszystkie takie historie, że ludzie się zbiorą, posiedzą sobie, pomyślą sobie o czymś fajnym i tak dalej, i to ich zmieni trwale, to tak nie do końca, proszę państwa, nie do końca. Przepraszam bardzo, jak zwykle las mi się skończył. Nie, las wrócił. Z powrotem w lesie. To jest ta różnica pomiędzy zwykłą medytacją, w której nie ma żadnych substancji psychoaktywnych a sytuacją, kiedy medytujemy z substancjami psychoaktywnymi. Podczas medytowania z substancjami psychoaktywnymi wszystkie te kiepskie autostrady są automatycznie wyłączane i mózg jest uczony nowego zachowania. Natomiast przy takim klasycznym podejściu, że właściwie nie stymulujemy mózgu w żaden sposób, robimy to tylko i wyłącznie na zasadzie pomyślimy sobie, zmienimy to w ten sposób. Okazuje się, że te stare autostrady ciągle są i one ciągle pracują, ciągle działają, bo one są zbyt solidne, żeby zniknęły w ciągu jednego dnia.
One są zbyt solidne, żeby w ogóle zniknęły z naszej głowy. One cały czas tam tkwią i zawsze będą nas blokowały. Tego się nie da uniknąć. Stąd się bierze też gniew. Mówiłem, że wspomnę o gniewie. Gniew nie jest czymś złym. Jeżeli ktoś się czasami wkurzy, jest wszystko okej. To jest normalna rzecz. Okazuje się, że gniew jest wstrząsem dla naszego organizmu, a właściwie dla naszego mózgu. Jeżeli sobie zobaczymy jeszcze raz na nasz mózg pod tym szalonym skanerem, jak wyglądają te obszary aktywności, okazuje się, że ta zablokowana energia, która tkwi w nas, ta jedna autostrada, czasami nas doprowadzi do skrajnego wyczerpania.
Nagle wybuchamy, wyrzucamy wszystkie emocje z siebie, całe spektrum różnych emocji. Ta informacja w głowie jest tak potężna, że nie jest w stanie się zmieścić na tej autostradzie i jak ją próbuje rozerwać. To jest ten wstrząs dla systemu. Dlatego po gniewnej kłótni człowiek czasami czuje się genialnie, bo nagle wyrzucił z siebie tyle emocji, nawet nie wiedział, że taki jest. Nawet nie wiedział. Później trzeba oczywiście przepraszać. „Kochanie, nie to miałem na myśli”. Wszystkie tego typu rzeczy. Ale generalnie, jeżeli chcecie, żeby wasz związek wytrwał długo, to nie miejcie pretensji, że wasza kobieta rzuca w was talerzami raz na jakiś czas. Jest to lepszą gwarancją lepszego związku niż moment, kiedy siedziałaby i kisiła te emocje w sobie.
Także jak już rzuci talerzem, to dobrze. Gorzej jak zacznie patrzeć na talerz i mówić: „Nie rzucę, bo dostaliśmy to od mamy”. To wtedy znaczy, że trzeba dobrego psychiatry. Zostawmy na razie gniew. To ja może włączę muzyczkę, bo tak gniewnie się zrobiło troszeczkę. Gniewnie. Yes. Niezłe, prawda? Dobra, wracamy do lasu. A tam było błękitne niebo, piękne dziewczyny.
Dokładnie. A my wracamy do stresu. Jak sobie poradzić z tym całym zamieszaniem i matiasem? Tak jak wspomniałem, dlaczego o tym mówię? Bo jest strasznie dużo dziwnych teorii na temat, jak sobie radzić ze stresem. Jest bardzo dużo ludzi, którzy mówią: „Okej, stary, usiądziesz sobie na macie, pomedytujesz sobie, stary, i stres ci przejdzie”. Bullshit, guys. Jeżeli ktoś miał bardzo poważny uraz stresowy przez parę lat, a prawda jest taka, że każdy z nas dorastając w miejscu, w którym dorastaliśmy, czyli Polska Rzeczpospolita Ludowa numer 3, bo to się PRL 3 nazywa, czy PRL 2 już teraz, nie wiem, która już wersja PRL-u aktualnie tam się odbywa. Nie jest to zdrowe. Wszyscy wiemy, jak wyglądają relacje między ludźmi dookoła.
Wszyscy wiemy, jak wyglądają święta w Polsce, wszyscy wiemy, jak wyglądają nasze kontakty z sąsiadami i nie tylko, i w jaki sposób funkcjonuje całe to miejsce i jak jest indoktrynowane z jednej i z drugiej strony. Wiemy doskonale, że mamy masę gówna w głowie, którego samo siedzenie na macie i czucie się dobrze przez 15 minut nie wystarczy z jednego prostego powodu. Ponieważ wtedy fizycznie nasz mózg nie jest w stanie wyłączyć tych wszystkich autostrad, które produkują to gówniane myślenie. Nie ma fizycznie takiej opcji w naszym organizmie, w naszym mózgu. Jeżeli ktoś mówi, że jest — kłamie. Bzdura. Są świetne badania placebo na ten temat. Tak jak wspomniałem, wybrano grupę ludzi uzależnionych od palenia papierosów. Jednym podawano placebo, drugim podawano psylocybinę. Okazuje się, że ludzie, którym podawano psylocybinę, nigdy już właściwie nie wrócili do palenia po którejś sesji, bo oczywiście sesji było ileś tam.
Był tylko jeden przypadek kolesia, który wrócił do palenia. To był koleś, który nie zrobił całej sesji, bo miał pracę. Musiał zniknąć. Zniknął i nie miał tych ostatnich trzech sesji i on wrócił do palenia. Natomiast ludzie, którzy brali placebo, czuli się tylko świetnie, bardzo krótko po. To jest taki moment, taki up and down, taki nabieg. Nabiegli, fajnie, wow, super, ja już nie palę. A po chwili się okazuje, że coś w naszym mózgu robi tak. Posłużę się tym urządzeniem, żeby zrobić specjalnie. Taki kosmos się robi w naszym mózgu i kiedy ten kosmos w naszym mózgu się zrobi, wszyscy ci, którzy nie używali psylocybiny, łapali za fajki.
Tego się nie da zmienić. Tę autostradę trzeba zniszczyć. Jedyną metodą na zniszczenie tej autostrady jest nie tylko wybudowanie innych, ale fizyczne wyłączenie tego połączenia. I to robią właśnie substancje psychoaktywne, czyli neurotransmitery. One wyłączają te połączenia, dzięki czemu mózg jest fizycznie zmuszony do zbudowania sobie nowych połączeń. Nie ma tego momentu, że on sobie buduje te nowe połączenia, a jak sobie już wybuduje, to stwierdzi, że jeszcze wróci do tego starego i pochodzi trochę na tym starym systemie. A ten stary system jest zainfekowany i cała zaraza wraca do nas. I z powrotem wracamy do wszystkich nałogów, gównianych zachowań, kłótni, wszystkich tych rzeczy. Także nie da się tego zrobić tylko i wyłącznie siedząc u psychologa na kozetce, gadając sobie z nim, wyrzucając swoje wspomnienia z dzieciństwa, cofając się do tego wszystkiego. To jest niestety za mało.
Fajnie by było, jakby to wystarczyło, ale niestety to nie wystarcza. Taka jest prawda. Dlatego nie jest dziwnym, że szamani, że wszyscy ci, którzy mieszkają tam, gdzie rośliny nie straciły swojego statusu, tam, gdzie się nie opakowuje jedzenia w plastik i sprzedaje jako organiczne. Zabawna sprawa. Wszędzie tam się używa substancji psychoaktywnych i używa się ich normalnie. To się po angielsku mówi daily base, czyli codziennie. Może nie codziennie, ale używa się tych substancji właśnie do pozbywania się co jakiś czas tych blokad, które są w nas, tej zblokowanej energii i żeby zablokować te autostrady, żeby te kiepskie autostrady nigdy nie przejęły kontroli nad całym ruchem w naszym mózgu. Dokładnie po to. Można się z tym kłócić, ale tu już na szczęście mamy masę badań naukowych na ten temat, masę zdjęć z tego, jak się zachowuje fizycznie mózg. Normalnie możemy śledzić zachowania naszych neurotransmiterów, zachowania naszych neuronów, tego, ile jest tego tak zwanego szarego płynu i co się z nim dzieje i tak dalej.
Wszystkie te historie. Także nie jest to już tylko i wyłącznie teoria wymyślona przez kogoś, kto mówi: „Stary, po kwasie poczujesz się lepiej”. Tak, na tym to polega. Po kwasie wszyscy czujemy się lepiej właśnie dlatego, że to kiepskie myślenie jest fizycznie wyłączone. To jest taki kompletny shutdown dla tej gównianej części systemu i ona się nie odbudowuje. Wszystko, co się odbudowuje, odbudowuje się na tym, niszcząc tą pierwotną strukturę. Także nie ma już możliwości powrotu do starego. To jest przede wszystkim główny atut i taka największa zaleta tych wszystkich substancji psychoaktywnych zwanych neurotransmiterami. Czy to jest peyoti, czy to jest psylocybina, czy to jest iboga, czy to jest LSD, czy to jest MDMA, czy to jest kilka innych substancji. Jest tego trochę.
DMT, przecież oczywiście ayahuasca. To jest właśnie rewelacyjna historia, że to już nie wraca. Po zaoraniu tej wadliwej autostrady nie pozostaje po niej ślad w naszej głowie. I ta zmiana jest tak trwała, że wyniki badań są po prostu niesamowite. Ludzie, którzy brali placebo po jakimś czasie, po roku, dwóch latach z powrotem jest powrót do starego patternu. Oni się nigdy nie leczą z tych starych zachowań. To jest trochę, jakbym widział swoich rodziców, którzy przez całe życie: „A założyłeś czapkę? A rękawiczki wziąłeś?”. To jest dokładnie to samo. Przez całe życie nigdy się nie nauczyli.
Całe życie, 80 lat. „A czapkę założyłeś?” Lato jest. Dokładnie o to chodzi w tym wszystkim. Ten pattern u nich cały czas w głowie pracuje. Ja sobie ten pattern wyorałem, także już go nie mam i już go nie będę i nie wpadnę na pomysł, żeby się zapytać kogoś o czapkę latem. I to jest dokładnie taka historia. Na tym to wszystko polega. Także nie da się tego zgubić tak zwyczajnie, zapominając i udając, że tego nie ma. Jak zwykle zamykając w szafie, udając, że od tej pory sprawa zniknęła. Nie, sprawa dalej jest w szafie i dalej będzie nas męczyła, dopóki nie przebudujemy tej struktury kompletnie od początku do końca.
Taka jest prawda. Nie przez przypadek są te wszystkie ceremonie inicjacyjne w tych wszystkich niesamowitych plemionach i one są właśnie związane z bardzo mocnymi halucynacjami. O co chodzi z tymi halucynacjami? Bo to też troszkę demonizacja jest. Dużo ludzi mówi: „A tam stary ma jaki?”. Nie chcę komentować tego, bo ciężko komentować taki poziom inteligencji i wiedzy na temat, bo wystarczy sobie użyć wujka Google'a i sobie sprawdzić badania na temat substancji psychoaktywnych i dlaczego są tak ważne i co tak naprawdę robią w naszym organizmie, ile czynności w ogóle nie tylko w mózgu, ale też w receptorach w naszym organizmie aktywizują, że jeżeli ktoś podchodzi do tego w ten sposób, to chyba jest politykiem. Na to wygląda. Co ja chciałem, proszę państwa? Chciałem powiedzieć o bardzo ważnej rzeczy. Kolejna część, bo mówiłem o raku i o takich chorobach śmiertelnych.
Właściwie rak jest chorobą śmiertelną. Chodzi mi o choroby, od których nie ma ucieczki, czyli coś się w nas psuje i zaczyna się już psuć tak skutecznie, że nie jesteśmy w stanie się z tego wyleczyć. No i co się okazuje? Okazuje się, że sposób, w jaki żyjemy, dlatego zacząłem od takiego beating na temat, jak gówniana jest rzeczywistość, bo jest to bardzo mocno związane właśnie z tymi wszystkimi chorobami. Okazuje się, że rak i wiele innych rzeczy są de facto chorobami cywilizacyjnymi. To nie są choroby, które wynikają ze Z jakiegoś widzimisię. To wynika z tego, że mamy straszny syf dookoła. I nie tylko syf w postaci chemii, substancji radioaktywnych, plastiku, wszystkich tych toksycznych spraw, ale przede wszystkim toksycznego myślenia, moi drodzy. To jest najistotniejsza rzecz. Może nie tyle toksycznego myślenia, ile sposobu, w jaki żyjemy, bo wcale nie trzeba toksycznie myśleć.
Są świetne przykłady. Ja tu się posłużę przykładami z książki Gabora Maté. To jest pan psycholog, który się zajmuje stresem pourazowym, takimi sprawami, o których dzisiaj mówię. Polecam jego książkę, zdaje się tytuł „When Body Says No”. Gabor Maté, tak się nazywa kolega z Kanady, jest niesamowitym psychologiem. Zajmuje się badaniem tych wszystkich rzeczy. Później wam podrzucę linka do tego wszystkiego. W tej książce jest opisana masa świetnych przypadków, ale ja podrzucę taki, który mnie naprawdę mocno zainspirował. Była to kobieta, która miała ciężkie życie, bo życie bywa ciężkie i my generalnie staramy się to złagodzić. Nikt z nas nie chce czuć się kiepsko, więc kiedy mamy kiepskie życie, staramy się za wszelką cenę znaleźć coś pozytywnego w tym kiepskim życiu, żeby się po prostu czuć fajnie ze sobą, żeby się nie kopać przez całe życie w dupę.
Wymyślamy sobie to fajne samopoczucie i w pewnym momencie przekraczamy pewną, czasami niewidoczną granicę i zaczynamy się terroryzować tym dobrym samopoczuciem. I to tak bardzo mocno. Na każdą negatywną rzecz, która się wydarza w naszym życiu, zaczynamy reagować z takim, powiedziałbym, maczynnym i ojcowskim zrozumieniem. Takim: „Tak. No cóż, żyje się dalej”. Stulamy uszy po sobie, przyjmujemy tą emocję, ona jest kompletnie nierozładowana i bierzemy ją na siebie, na klatę. Robimy bananowy uśmiech na twarzy i mówimy: „Hehe, jakoś to będzie, hehe” i idziemy dalej. To troszkę tak, jakbyśmy dostali prądem elektrycznym, takim po pięć milionów wolt, po czym wstali z ziemi. Dokładnie taka sytuacja i próbowali czuć się dobrze, udawali przed każdym, żeby czuć się dobrze. Właśnie o to chodzi.
O to, że udajemy już przed samymi sobą, że czujemy się dobrze. Gniecie nas jak jasna cholera. Obcieliśmy sobie te palce, żeby się zmieściły do tego buta, który jest o pięć numerów za mały. Krwawi to, boli, chodzić się nie da, ale uśmiech na twarzy. Keep smile, man, keep smile. It's cool, man. It's cool, it's fantastic. It's awesome, dude! Tak to działa oczywiście. Oczywiście jest taki terror.
Ja tu wrócę troszkę do tych starych niemieckich psychiatrów, którzy mówili o tych skrupach, o tym, że budujemy sobie skrupę i ten uśmiech staje się, jak na ironię, w dzisiejszych czasach uśmiech jest naszą skrupą. W Polsce akurat odrzucenie i troszkę inne wzorce zachowawcze funkcjonują. W Polsce ludzie się izolują. Natomiast na Zachodzie, gdzie z kolei jest taki terror sukcesu, jest z kolei w drugą stronę. Teraz to powoli dociera do Polski. Mechanizm jest dokładnie ten sam. Zapomniałem tego słowa! Tak to jest, jak się nie mówi na co dzień po polsku. God damn. Dobra, jak sobie przypomnę, to mechanizm wyparcia.
Oczywiście chodzi o ten mechanizm wyparcia. Sobie wypieramy po prostu kiepskie rzeczy tym uśmiechem. W tym momencie uśmiech zaczyna się już patologią, bo właściwie dochodzi do sytuacji, gdzie gdyby ktoś nam wbił nóż w brzuch, to my z uśmiechem mówimy: „Hey, man, it's cool, it's fine”, bo już po prostu nie kumamy. Granica, nawet jeżeli mamy umrzeć, to już w ogóle nie istnieje nic. Po prostu mamy swoją rolę, którą odgrywamy i właściwie rzeczywistość jest nieważna. Najważniejsze, żebyśmy mogli wyjść na scenę i odegrać swoją rolę. W tym momencie ta rola przejmuje kontrolę nad nami. Właściwie jesteśmy nikim innym jak tylko odgrywaną rolą. Powoduje to bardzo poważne problemy. Właśnie nie dostrzegamy, jak głęboko, jak powoli się zapadamy w patologię swojego życia, jak zaczynamy akceptować każdą gównianą sytuację.
Przepraszam bardzo, tu muszę sobie pokaszleć z boku troszeczkę od tego gadania. A deszcz pada, słuchajcie, ulewy nad wyspami, tonie wyspa. Efekt jest taki, że właściwie tracimy, po angielsku się ładnie nazywa touch with reality, czyli dotyk rzeczywistości. Tracimy w ogóle jakąkolwiek percepcję świata na co dzień i na wszystko reagujemy: „Hej, tak musi być”. Tutaj się, że tak powiem, wrzucę na osoby z rakiem, według tego przykładu, który opisał Gabor Maté. Okazuje się, że osoby, które są śmiertelnie chore, mają czasami taki zryw, że chcą zatrzymać się w życiu, nie chcą się poddać chorobie. To jest takie dziwne myślenie. Jakby z zewnątrz, dla tej cywilizacji wydaje się normalne, że jeżeli nie chcesz się poddać, to musisz kontynuować to, co robiłeś dalej. Czyli nie możesz przestać robić tego, co robiłeś. To cię utrzymuje na nogach.
To definiuje twoje ja, to definiuje twoje jestestwo, to definiuje twoje życie. Jeżeli tylko przestaniesz to robić, to natychmiast szlag cię trafi, ten rak cię zeżre. I to są takie historie, że ludzie mają raka, chodzą do pracy, mają tą plakietkę „Walczę z rakiem”, wszyscy im współczują i tak dalej. Nagle się okazuje, że żadna terapia z tymi ludźmi nie działa, że ci ludzie teoretycznie próbują być na bieżąco z rzeczywistością tak, żeby niczego nie stracić. Liczą na to, że funkcjonując w normalny sposób przegadają ... chorobę. Że jak będę się zachował normalnie i udawał, że choroby nie ma, to choroba sobie sama pójdzie, to rak sobie sam pójdzie i wszystkie choroby sobie same pójdą. A tu się okazuje, że nie do końca, bo choroby, które mamy, ale szczególnie takie śmiertelne typu rak, biorą się z tego, że spędziliśmy lata w destrukcyjnym, patologicznym środowisku i wzięliśmy to wszystko na siebie, bo żadna choroba nie bierze się znikąd i żadna choroba, szczególnie taka, nie powstaje w ciągu miesiąca. Chyba że ktoś się napromieniował mocno substancjami promieniotwórczymi, bo akurat postanowił odwiedzić elektrownię Fukushima. Natomiast nikt z nas, podejrzewam, nie odwiedzał elektrowni Fukushima i te choroby to jest efekt bardzo gównianego życia przez ileś tam lat.
To się po prostu zbiera. Kropelka do kropelki, tak sobie kapie przez 10 lat i nagle nie wiadomo, co się stało, bo człowiek właściwie zawsze był zdrowy. On zawsze uprawiał jogging, zawsze biegał, zawsze coś robił, zawsze był aktywny. Nagle się okazuje, że człowiek jest śmiertelnie chory. Oczywiście u nas się nie mówi o tym doświadczeniu, że tak naprawdę to nie jest ten moment, kiedy człowiek jest chory wtedy, kiedy jest chory, tylko że to jest grubo przed. To jest te parę lat przed tym, zanim zaczął być chory, to one go doprowadziły do tej sytuacji, w której jest teraz. Tak jak mówi stare powiedzonko, które zresztą bardzo prywatnie lubię: to, co dzieje się teraz, jest dokładnie tym, co zrobiliśmy wczoraj, moi drodzy. I to jest dokładnie ta sama historia, tylko że skala do śmiertelnych chorób to jest parę lat, trzeba parę lat pracować. Ja znam w rodzinie, znajomi dookoła rodziny i tak dalej, przypadki wylewów i wszystkich takich historii. A życie było toksyczne.
Było dużo uciekania od rzeczywistości, było dużo wódeczki, papierosik, coś takiego, żeby tylko schować się w tej szafie przed tymi strachami wszystkimi, przed światem. No i efekt był taki, że te systematyczne chowanie się w szafie od dzieciństwa doprowadziło do tego, że człowiek, duży, potężny facet w sile wieku się okazuje śmiertelnie chory i umiera po prostu w ciągu dosłownie paru minut wręcz. Taka historia i nikt nie wie skąd to się bierze. A to się bierze dokładnie z takich właśnie rzeczy, że to jest ta zblokowana energia, która nagle się uwalnia i zaczyna się zabijać i zabija nas w drugą stronę. Jak nic się zgubiliśmy i już nie ma szans wyjścia. Jedyną, o czym chcę powiedzieć, taką doskonałą metodą... Skończę ten przykład od Gabora. Ludzie generalnie chorzy na takie właśnie śmiertelne choroby wracają do pracy, próbują zachować się normalnie. No i jak na ironię właśnie ci, którzy zachowują się normalnie, próbują odgrywać tą swoją rolę z największym zapałem, jakim tylko można odgrywać rolę zdrowego człowieka, który nigdy się nie podda. „Nie dam się tej chorobie!” Umierają najszybciej.
I to nie jest nawet kwestia chemioterapii, która jest zaprojektowana tak, żeby zabiła każdego, kto się do niej dotknie, tylko to jest kwestia po prostu nastawienia. Jeżeli jesteś już śmiertelnie chory, bo twoje gówniane życie doprowadziło cię do takiej sytuacji, że te wszystkie patologie się na tobie odbiły i jeżeli jeszcze dalej kontynuujesz ten sposób życia, no to się stary nie dziw, że szlag cię trafi w przeciągu pięciu minut. Nie ma innej opcji po prostu. Jedyna metoda, żeby przeciwdziałać takim chorobom, to jest tak zwana profilaktyka. Leczy się oczywiście te choroby typu rak i tak dalej, ale to w ogóle temat na osobną historię. I tu w ogóle musiałbym zaprosić troszeczkę ludzi bardzo chętnie, którzy mają z tym większe doświadczenie niż ja. Ja po prostu stosowałem profilaktykę tak, że mnie po prostu nie złapało. Na to wygląda i chyba nie złapie, bo czemu ma złapać? Dokładnie. I się okazuje, że właściwie najlepszym lekarstwem, cokolwiek by nie mówić, jest profilaktyka związana z przebudowywaniem sobie sposobu myślenia.
To jest ten fenomen, że ludzie na przykład, jak to się mówi, terminowo chorzy na raka, czyli tacy, którzy mają już datę swojej śmierci wyznaczoną przez lekarza, jadą, stwierdzają, że rzucą wszystko w cholerę. „Nie będę walczył z tą chorobą. Jak mam zdechnąć, to po prostu zdechnę i tyle tego będzie. Nie będę się kopał z koniem. Rzucam tą robotę, sprzedaję wszystko, co mam. Ruszam w wyprawę dookoła świata i jadę napić się ayahuascy do dżungli albo cokolwiek innego”. Rozumiecie? Ludzie podejmują kompletnie szalone decyzje. Nie tyle szalone, ile fantastyczne decyzje, które właściwie powinni podjąć parę lat wcześniej i być może nie mieliby tej choroby. No i podejmują te decyzje i ruszają w świat.
Zostawiają stare życie, zostawiają stare paterny, ruszają w kompletnie nowe i nieznane. No i się okazuje, że po takiej wyprawie wracają do swojego domu, idą do lekarza na badania. Już tacy gotowi, że: „No to umrę”. Przychodzą do tego lekarza, badają się, a lekarz mówi: „Panie, pan żeś wyzdrowiał. Pan żeś rzucił wszystko w cholerę, wydał wszystkie oszczędności życia, napił się jakiejś śmierdzącej bryły w dżungli z Indianami. Panie halucynogeny, panie, bój się pan. Bój się Boga, panie. I wracasz pan zdrowy. I co tu się dzieje?” A to jest dokładnie to. To jest cały czas dokładnie historia o tym patternie w naszej głowie, który sobie jest i który trzeba przebudować.
Jak się okazuje, tylko bardzo silne emocje, skrajne emocje przebudowują ten pattern. Co przebudowuje? Tak jak wspomniałem, psylocybina, wszystkie substancje psychoaktywne, czyli neurotransmitery, ale też bardzo naturalna substancja, która też jest oczywiście w roślinach, jest prawie w każdej roślinie na tej planecie. Nazywa się DMT. Dlatego ayahuaska jest tak niesamowita i psylocybina, bo właściwie psylocybina jest chemicznie bardzo podobna do ayahuaski. To nie jest wcale tak daleko. To jest właściwie dokładnie to samo, można powiedzieć, tylko że trochę inaczej. No i to przebudowuje ten cały pattern w taki sposób, że mózg automatycznie nie chce przerabiać tych kiepskich emocji, których się nauczył przez to toksyczne życie i nie ma tego emocjonalnego paliwa, a nawet wręcz chemicznego paliwa w naszym organizmie do kontynuowania rozrostu jakiejkolwiek choroby. Nagle się okazuje, że choroba po prostu nie ma już z czego ciągnąć. Nie ma, że tak powiem, czym się odżywiać, nie ma jak się i czego złapać.
No i w tym momencie choroba Idzie sobie w cholerę i tak to wygląda. To są te wszystkie niesamowite historie. Na pewno słyszeliście nie raz, nie dwa. Czytaliście w gazetach, widzieliście w telewizji, w kinie, gdziekolwiek. Jest masa historii o ludziach, którzy kiedy dowiedzieli się o tym, że są śmiertelnie chorzy, martwili się, a prowadzili bardzo poukładane życie, robili wszystko i kiedy się dowiedzieli, że ich czas już nadszedł, rzucili wszystko w jasną cholerę, wydali wszystkie oszczędności życia i uratowali swoje własne życie. Bam! I teraz pytanie: co robi co? Czy nasze otoczenie nas robi, czy to my powinniśmy zrobić otoczenie? Bo to też jest taka kolejna refleksja w tym wszystkim. Ale zanim przejdziemy do kolejnej refleksji, myślę, że posłuchamy sobie jakiejś miłej muzyczki.
Mnie tu troszeczkę wyrzuca z czata, moi drodzy i czasami ze Skype'a. Nie przejmujcie się, nie jest tak źle. Jeżeli ktoś z was chciałby zadzwonić, proszę bardzo serdecznie. Skype do Radia Na Fali to jest radionafali.com taki jest nasz adres, a wy oczywiście słuchacie radionafali.com. I nie zapomnieć mi tu wpłacać pieniędzy na radio. Oczywiście. Aż musiałem sobie kichnąć po prostu od tych pieniędzy. Także wspierajcie radio, moi drodzy, nie zapomnijcie o wspieraniu radika. Ja pozdrawiam oczywiście wszystkich tych, którzy wspierają. W ogóle jest taki miesiąc, że same kobiety wspierają radio.
Podoba mi się. To jest nareszcie ten żeński właściwy pierwiastek. Pierwiastek życia. Pierwiastek narodzin. Pierwiastek nowego. Bez niego żaden facet by nie istniał. Co by było z nami bez kobiet? Nic by nie było z nami. Nas w ogóle nie by na świecie. Dokładnie.
To może sobie posłuchajmy muzyczki, bo ja tu oczywiście jak zwykle się troszkę zamotałem. A szukam jednej rzeczy jak zwykle, bo się w ogóle oczywiście nie przygotowałem z tym wszystkim tak, jak powinienem, aż po prostu nie wiem. Ale już się przygotowałem. Już ruszamy. Nie, jeszcze nie, moi drodzy, ale będzie. Zapraszamy oczywiście wszystkich na wieczorową porę dzisiaj jak najbardziej. Także zróbcie sobie jakiś smalec z kawą jakby nigdy nic. A wy słuchacie oczywiście teraz i zawsze hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali. Proszę państwa, ja mam na imię Tomek. Audycja jest też transmitowana w Radiu Paranormalium, adres na Skype radionafali.com.
Jakbyście chcieli zadzwonić, jakby ktoś chciał zadzwonić, zapraszam serdecznie, śmiało, a ja lecę dalej z tą opowieścią, bo jest to bardzo intrygujące. Może intrygujące jak intrygujące. Myślę, że dobry kawał informacji, który może komuś pomóc. Mi pomogło. Miałem przez lata, o tym chyba nawet mówiłem parę razy już, bo to parę razy się przewijało w różnych rozmowach, czasami na wieczorowych porach. Miałem przez parę lat bardzo poważny problem ze swoimi uzależnieniami. Było kilka bardzo poważnych uzależnień, takich, no niekoniecznie, nigdy nie ładowałem żadnej heroiny ani nic z tych rzeczy, ale po prostu papierosy. I kilka uzależnień związanych z takim myśleniem o sobie. Bo natura uzależnień niekoniecznie oznacza, że jesteśmy uzależnieni od heroiny i od wódy i od takich rzeczy. To jest taka klasyczna rzecz.
To już jest taki agonalny stan, że tak powiem, do którego już uciekamy wtedy, jak już boimy się tak samych siebie, to już po prostu uciekamy w tym kierunku. Ja miałem problem z tytoniem, który rozwiązał się dzięki psylocybinie. Okazało się, że pattern w mojej głowie był tak mocno zapisany, że potrzeba było bardzo dużej ilości sesji przez parę lat po to, żeby po prostu się pozbyć tego. Później okazało się kilka innych historii, o których mówiłem zresztą chyba w poprzednim odcinku. Także nie będę tu nawet powtarzał w ogóle tej całej historii, także odsyłam wszystkich do poprzednich odcinków, przedostatniego odcinka. Tam, gdzie o tym troszkę chyba więcej mówię. Także wracając na naszą drogę, że tak powiem. Także mi pomogło elegancko wyorać tytoni. Zawsze był z tym problem, bo po fantastycznych tripach i niesamowitych doświadczeniach wracałem i nie miałem nigdy potrzeby palenia papierosów i robienia kilku innych rzeczy. Absolutnie.
Byłem absolutnie wyczyszczony, wszystko było okej i zawsze był jakiś taki moment, po którym to powoli chciało wrócić i taki moment mojej własnej decyzji, gdzie musiałem podjąć decyzję, żeby coś z tym zrobić. Albo wrócić jeszcze raz, albo nie. To jest taki klasyczny numer: ach, zapalę jednego. Ale to właściwie żadna różnica, czy człowiek zapali jednego, czy tysiąc. Człowiek albo pali, albo nie pali. Taka jest prawda. No i się okazało, że przez parę lat po prostu miałem, że tak powiem, niezamknięte sesje. Te sesje z psylocybiną robiłem prawdę gesagt bardzo nieregularnie i ta nieregularność była wymuszona wieloma powodami, ale generalnie mniejsza o powody, dlaczego było nieregularnie, ale nie działało aż tak idealnie jak regularne sesje. Tu się okazuje, że regularne sesje są po prostu nie do pobicia. To właśnie udowodniono ostatnio w wielu uniwersytetach, robiąc wiele badań i skanując wiele mózgów wielu szaleńców, którzy poddali się tym badaniom, żeby udostępnić tą informację światu, żeby wreszcie zamiast ciemności zapanowały jasności w tym temacie.
W moim przypadku było dokładnie podobnie. Miałem zawsze problem, bo w pewnym momencie, kiedy właściwie powinienem zrobić kolejną sesję, nie robiłem tej kolejnej sesji. Myślałem, że będzie wszystko okej. No i się okazało, że ten pattern się przebudowywał, ale nie aż tak intensywnie. A inna sprawa, że ta oryginalna autostrada w mojej głowie była bardzo mocna z wielu różnych powodów. Tutaj nie będę się, że tak powiem, uzewnętrzniał i wyrzucał swoich flaków na zewnątrz. Każdy, myślę, ma swoją własną historię i doskonale wie, o co chodzi. Przynajmniej łapie, o czym mówię. Każdy z nas ma takie myśli w głowie, z którymi żyje od setek tysięcy lat i nagle łapie, że to nie są dobre myśli w głowie i że warto się ich pozbyć. No i co zrobić, żeby się ich pozbyć?
Oczywiście u mnie działało i później nałogi wracały. Miałem taki feedback, że wracały z powrotem i z powrotem. Coraz mniej, co prawda. To była w ogóle niesamowita historia, bo wracało ich coraz mniej i to też był proces, rewelacyjny proces. Teraz jak się cofam pamięcią w tył. Kiedy byłem dziadkiem. Coś w tym stylu. Teraz widzę po prostu powoli. Pierwsze co się stało, to odstawiłem na przykład alkohole. Później odstawiłem pewien sposób życia, który był bardzo toksyczny.
Później były kolejne rzeczy, elementami. Papierosy właściwie były na samym końcu i ostatnią rzeczą, to było lata temu, po psylocybinie, a naprawdę jarałem jak smok, odpalałem fajkę za fajką. Nagle się okazało, że zgasiłem papierosa w połowie i już nie zapaliłem ani jednego więcej w życiu. Tak że dokładnie taka historia. I nigdy już nie miałem więcej ochoty. Starałem się, zastanawiałem nie raz: „Kurczę, może jednak zapalę? Spróbuję, jak to będzie”. Raz chyba spróbowałem i ściągnąłem jedną chmurę z papierosa. Myślałem, że żyknę. Stwierdziłem: „Nie, guys, it’s nothing for me.
Nothing. I just don’t like it”. I dalej nie palę. I tak to wygląda. I jeszcze kilka innych nałogów, takie nałogi same ze sobą, które człowiek ma. Też się pozbyłem takich gównianych myśli w głowie, które zawsze mi przybiegały najszybciej. Te myśli zawsze pojawiały się najszybciej. Okazało się, że moc patternu w głowie, że ten pattern trzeba bardzo systematycznie przebudowywać, że to nie jest taka robota, którą się robi na przysłowiowy odpierdol, że sobie raz człowiek wrzuci kwasika i pójdzie sobie na imprezkę, poszaleje. Nie, nic z tych rzeczy. Absolutnie.
Lepiej sobie wrzucić tego kwasa, posiedzieć sobie w domu na podłodze, zrobić sobie dzbanek z herbatą albo dzbanek z wodą z cytryną i sobie usiąść, samemu pomyśleć. Z przyjaciółmi dobrze jest. Ciekawa rzecz, bardzo polecam, jeżeli macie taką możliwość. Te terapie są rewelacyjnie skuteczne, co się okazało podczas badań, kiedy w terapii biorą udział trzy osoby. Ja też nie robiłem tego w taki sposób. To też może wina tego, że tyle lat mi to zajęło, żeby się uporać z takimi nałogami, pomimo tylu sesji. Okazuje się, że kiedy ma się dwóch terapeutów, czyli dwóch ludzi, którzy cię wspierają podczas takiej sesji, łatwiej się przebudowuje ten pattern. Zachowanie kwantowe. Jeżeli masz dwóch czystych ludzi obok siebie, to czystość tych ludzi emanuje na ciebie i sam zaczynasz, twój mózg zaczyna myśleć w inny sposób i zaczyna być częścią tego czystego świata, a nie tego toksycznego. To jest rewelacyjna rzecz i to jest coś, o czym jeszcze nie wiadomo do tej pory zbyt wiele.
Nie mówię zbyt wiele, bo taka klasyczna sesja zawsze była jeden na jeden. Pacjent, lekarz albo lekarz i pacjent. Nigdy nie było tak, że dwóch lekarzy i jeden pacjent. Teraz się okazało, że warto jest robić takie sesje większe. Jak się rzucimy do dżungli gdzieś daleko, to co odkryjemy? Odkryjemy fenomenalną sprawę. Odkryjemy, że nie przez przypadek ci wszyscy ludzie się zbierają razem dookoła ogniska i robią to razem. To nie jest tak, że oni sobie biorą tą roślinę i idą sami do lasu, po czym wracają po paru godzinach. Nie, cała wioska się zbiera i wszyscy robią razem, ponieważ bardzo łatwo jest wtedy wspólnie przebudować ten pattern. To zjawisko kwantowe w cudzysłowie odgrywa bardzo niebagatelną rolę w konstrukcji naszego mózgu, w tym, jak działa nasza antena, jak to jest skonstruowane, jakie informacje będziemy odbierali.
Tym bardziej akurat w takim momencie, kiedy jesteśmy bardzo wrażliwi i nasz mózg jest wręcz perfekcyjnie dostrojoną anteną do kosmosu, do wszystkich możliwych wibracji. Widzimy wizje, widzimy duchy przodków, które do nas przychodzą. Widzimy wszystko. Absolutnie wszystko. Właśnie à propos tych duchów przodków, bo chciałem wspomnieć o tym. To też jest taki element w tym wszystkim, że one nam pomagają, że tak powiem, po angielsku detach, czyli odejść, przestać się identyfikować z naszą skrupą, którą sobie budujemy od dzieciństwa. Taki przodek przychodzi w naszej wizji sprzed setek lat albo cholera wie skąd, śmierdzący trupem przychodzi i mówi: „Słuchaj, jestem twoim przodkiem i to, co robisz, jest naprawdę do dupy, stary, i to naprawdę ci nie pomoże”. I brzmi to tak, że człowiek już nie ma ochoty tego więcej robić. Mówi: „Okej, stary, naprawdę nie będę z tobą tego dyskutował. Posłucham się ciebie od razu”.
I tak to wygląda. Dlaczego to jest takie rewelacyjne? Ponieważ włącza nam się emocja, którą nazywamy współczuciem, proszę państwa, współczuciem, czyli empatia do innych ludzi i empatia do samego siebie, czyli mówiąc zwyczajnie miłość. Włącza nam się miłość do świata. Kto z was widział albo był pod wpływem substancji psychoaktywnych, doskonale wie, że nie sposób po nich nienawidzić świata. Kocha się cały świat. To jest ta niesamowita emocja, która leczy. I to połączenie tej emocji, ponieważ miłość ma największą częstotliwość, jeżeli chodzi o emocje, bo każda częstotliwość wzbudza rezonans w naszym ciele. Bicie serca o odpowiedniej częstotliwości, tempie i tak dalej. Mamy te siedem mięśni, ten ósmy, który zamyka wszystko dookoła w sercu.
Każdy z tych mięśni produkuje swój własny rezonans. Te rezonanse są wtedy najgłośniejsze i najbardziej dopasowane do naszego organizmu. Są wtedy idealne, docierają idealnie do mózgu, wzmacniają nasz mózg. Mózg wysyła drugi rezonans, który trafia do serca i tworzy się coś w rodzaju takiego biofeedbacku, takiej maszyny, perpetum mobile, który nas napędza i przeprogramowuje nasz mózg. To jest rewelacja. Myślę, że nie raz jeszcze coś na ten temat powiem. Dzisiaj się zamknę z tym tematem. Wracając do miłości i współczucia, dokładnie jest to ta emocja, ponieważ ta częstotliwość jest tak wysoka, że nie daje żadnych szans tym wszystkim słabym częstotliwościom, które budowały nasze stare struktury, bo te nasze struktury bazują na bardzo słabych częstotliwościach, takich bardzo nikłych. To jest związane z nienawiścią, z agresją i tak dalej. To nie jest stała konstrukcja.
Wystarczy odrobina miłości i nagle wszystko wybucha, rozsypuje się na kawałki i świat się zupełnie zmienia. Dokładnie tak to wygląda. Te substancje psychoaktywne pozwalają nam pozbawić się tej skóry, zgubić to krytyczne widzenie nas samych siebie. Wieczne kopanie się w dupę. I to jest szalenie istotne, bo gubimy coś, co jest naszą definicją. Gubimy zobowiązania, które zaciągnęliśmy nie wiadomo kiedy wobec samych siebie, żeby odegrać jakąś rolę. Nagle to wszystko znika, tego już wszystkiego nie ma i zaczynamy słyszeć swoje własne serce, swoją własną głowę. I to wszystko się przebudowuje, proszę państwa, elegancko, wszystko się robi od nowa. Czasami się pojawia jeszcze troszkę odrobina gniewu, musi się wyrzucić przy tym wszystkim, bo normalne jest to, że ta emocja musi się czasami rozładować, zależnie od tego, jak dużo jest tej emocji w nas nierozładowanej. Bo to też jest taki model elektrograwitacyjny właściwie.
Czyli jeżeli przyjmiemy bardzo dużo emocji, czyli w ogóle informacji ze świata, czyli właściwie przyjmujemy Gigantyczny potencjał energetyczny, który się mieli w naszej głowie, przerabia i tak dalej, bo nasza antena próbuje ten cały potencjał energetyczny przetrawić i przerobić, żebyśmy mogli dalej funkcjonować, bo właściwie od tego zależy nasze życie. To jest nasze spostrzeganie rzeczywistości. I kiedy coś tam nie działa, to ta energia gdzieś zostaje, ten kawałek prądu. Ja to nazywam prądem, bo tak mi wygodniej. A czy to jest prąd, to już jest inna sprawa. Ale co? Mam prawo. To moja audycja. Se powiem, jak chcę, a co! I z tej okazji...
Zaraz, co tu się dzieje? Przepraszam bardzo, ale jakie zamieszanie mam, bo zawsze musi być jakieś zamieszanie w tym wszystkim. Dobra, to się system poradzę jakoś. No dobra. Przepraszam bardzo, bo sobie z krzesłem narozrabiałem i musiałem sobie poradzić z krzesełkiem, żeby móc spokojnie usiąść na nim, bo mi deseczka wypadła. Już jest okej. Wracając do tych wszystkich substancji i do naszego samopoczucia. Wygląda na to, że tą całą energię trzeba rozładować, mówiąc najprościej, bo ona sobie mieszka wszędzie. Tak jak mówię cały czas, już masło maślane zacząłem mówić. Ale wracajmy.
Zostawmy to masło maślane. Idźmy dalej z tymi wątkami identyfikacji z czymś i działania substancji, które pozwalają nam się przestać identyfikować z tymi wszystkimi rzeczami. Pamiętajmy, że ta cała identyfikacja jest właściwie zapisana w naszych mięśniach, zapisana w naszej strukturze, bo to też jest taka pamięć, która towarzyszy nam przez całe życie. To jest dokładnie jakbyście sobie przyłożyli coś metalowego, nosili bardzo ciężkie klucze w kieszeni przez parę lat. To jest taki moment, że kiedy przestaniecie nosić te klucze, okazuje się, że czujecie, tych kluczy nie ma w kieszeni, ale czujecie, jakby ta kieszeń była po prostu ciężka, jakby coś z tej strony zawsze was uwierało. To jest dokładnie ten sam efekt. W głowie jest dokładnie tak samo. I właściwie, żeby było zabawniej, to jest dokładnie połączenie neuronowe, które nam zostaje w głowie po noszeniu tych kluczy. Właściwie nie musicie nic nosić w kieszeni, wystarczy, że wyjdziecie na łódkę i popływacie troszkę na łódce, gdzie cały czas buja. Mózg automatycznie się adaptuje do warunków na wodzie, czyli do bujania.
W pewnym momencie przestajecie odczuwać bujanie, wszystko jest okej i jest naturalne. I zaczyna się jazda, kiedy schodzicie na ląd. Wtedy nagle człowiek zaczyna rozumieć, że nie jest w stanie chodzić prosto, ponieważ jego mózg i właściwie połączenia neuronowe raptem trzy tygodnie kompletnie przetransponowały całą rzeczywistość i on już nie potrafi tak normalnie i się wywraca na przykład. Albo musi się czegoś złapać, żeby równo iść, bo mu się kręci i wydaje mu się, że jest cały czas na fali. Normalna historia. Słuchajcie, dlaczego o tym mówię? Mówię, żeby wam uświadomić, jak szybko przebudowuje się pattern w ludzkim umyśle i jak naprawdę bardzo niewiele to zajmuje. Oczywiście wszystkie te sesje, o których mówię, bardzo mocno pomagają, bo one przebudowują ten pattern przez blokowanie. Także nie jest to kwestia, że trzeba takie sesje robić przez lata, że to trwa pięć lat, że to trwa miliony lat. Nie, nic z tych rzeczy.
Takie sesje, czasami pięć, sześć sesji. Badania naukowe, o których dzisiaj wspominam, czyli robione przez Fundację MAPS, dotyczą bardzo często ludzi uzależnionych i to uzależnionych bardzo poważnie. Najłatwiej się bada ludzi uzależnionych od papierosów i od alkoholu i od narkotyków takich jak heroina, bo to od razu widać. Albo człowiek pali, albo nie pali, albo pije, albo nie pije, albo sobie ładuje w żyłę, albo nie ładuje, albo wciąga kreski, albo nie wciąga kresek. Tak to wygląda. I się okazuje, że ten pattern się tak szybko przebudowuje, że to jest po prostu fenomen. To jest szok, że nie trzeba wcale gigantycznych, złożonych terapii, które trwają lata. Podobnie jest z rakiem. Okazuje się, że taka akcja, jak człowiek wskoczy w taką sytuację, załaduje sobie taką substancję, zrobi sobie taką jedną sesję, drugą sesję, przeprogramuje sobie mózg. Nagle się okazuje, że w naszym organizmie znajdują się komórki, które samodzielnie zaczynają zwalczać raka na przykład.
Taka pierwsza rzecz. Z nałogami jest dokładnie to samo. Automatycznie wszystkie znikają. Ba, jest jeszcze ciekawsza sprawa, którą właśnie wykazały najnowsze badania na temat psylocybiny związane z nałogami, że ludzie, którzy mieli problem z empatią i tak dalej, ci, którzy brali placebo, oczywiście jak zwykle ta krzywa pnie się do góry, pnie i jest taki moment na równi i w pewnym momencie zaczyna spadać z powrotem, wracają do takiego stanu wyjścia. A jeżeli spojrzycie na wykres ludzi, którzy użyli substancji, a nie placebo, to ta krzywa idzie w górę, potem jest na jednym poziomie, potem jest taki skok i z powrotem idzie w górę. Nagle się okazuje, że to jest coś, od czego nie ma już odwrotu. Nasza empatia rośnie, czy chcemy, czy nie. Po prostu nie wyrwiemy już sobie empatii z głowy. No chyba że weźmiemy nóż i sobie odkroimy głowę. Nie jesteśmy w stanie się zmienić i wrócić do starego życia, jak się okazuje.
To jest taki rewelacyjny mechanizm, który nie występuje w żadnej innej formie terapii. Żadna inna forma terapii nie aktywizuje tego mechanizmu w nas, który przeciwdziała temu automatycznemu powrotowi do tego starego zachowania, które było autodestrukcyjne, które rujnowało nam życie. Absolutnie. Taki fenomen w tym wszystkim, że to jest droga tylko i wyłącznie w jedną stronę. Zresztą często jak słyszycie jakieś refleksje, jakieś opowieści o substancjach psychoaktywnych, to często ludzie mówią, że jest to po prostu jak droga w jedną stronę. Jest to doświadczenie własnej śmierci i tak dalej. Jest to często bardzo krytyczne doświadczenie dla wielu ludzi. Dla niektórych tylko, nie dla wszystkich. Dla mnie jest to fantastyczne. Nie ma już powrotu do siebie sprzed, że tak powiem.
I to jest z drugiej strony też największy problem tych terapii, ponieważ niewielu ludzi, jak na ironię, chce się poddać takiej terapii, ponieważ są przerażeni, że jeżeli stracą Stracą te swoje zobowiązania, które sobie powymyślali w stosunku do samych siebie. Stracą tą swoją definicję, którą sobie przez całe życie wymyślali, przynajmniej jedną, to ich świat się rozsypie. I to jest największy problem ludzi walczących na przykład z chorobą, którzy walczą z chorobą w ten sposób, że chodzą do tej samej pracy, która wywołała u nich tą chorobę. Żyją takim samym życiem, które doprowadziło ich do tej choroby i dziwią się wszyscy dookoła, że szlag ich trafia. Taka walka dla samej walki. Szaleństwo. Bardzo podobną rzeczą do tego wszystkiego jest sprawa związana z biorezonansem, moi drodzy. Ja dzisiaj bardzo niewiele powiem o biorezonansie, bo to bardzo techniczna sprawa i myślę, że chciałbym to zachować na nową serię, która się pojawi w Radiu Na Fali. Tam zrobić cały specjalnie odcinek poświęcony biorezonansowi, bo to jest rewelacyjna historia, bardzo kompleksowa i nie chciałbym niczego stracić z tej historii. To ja może włączę jakąś muzyczkę, zanim cokolwiek stracę i wrócę.
I oczywiście powiem wam, moi drodzy, co z tym biorezonansem jeszcze, bo to jest ciekawa historia i dokładnie ten sam mechanizm. Okazuje się, że nie ma tu żadnych czarów z mleka, żadnych fantasmagorii. Okazuje się, że jest bardzo prosty mechanizm działania naszego mózgu. Jak prosty? Wiemy już, jak działa, może w ten sposób. Wiemy, jak działa. Nie wiemy dokładnie, co to oznacza, bo to, że znamy tą część mechanizmu, nie oznacza, że wiemy już wszystko o naszym mózgu. Pamiętajmy o tym. Ale wiemy już, co robić z naszymi uzależnieniami. Wiemy, jak sobie z nimi radzić i to w sposób rewelacyjny.
W taki sposób, że heroiniści, którzy ćpali heroinę i kokainiści, bo kokaina, amfetamina, heroina są strasznie uzależniające, tak samo jak wóda i fajki. To jest dokładnie taki top. To są potworne nałogi, które są kompletnie destrukcyjne. Jak ktoś się w to wpierdzi, to droga jest prosto w dębowy piórnik. Jak ktoś ma jeszcze dużo pieniędzy i czystą kokainę, to przeżyje długo, bo ona nie wyniszcza organizmu. Ale to tylko niewielu ma tak. No i co się okazuje? Są to uzależnienia, które wpędzają ludzi w niesamowite problemy, tak bardzo głęboko, bo to gdzieś w naszej super podświadomości, gdzieś tam bardzo głęboko w nas siedzą te wszystkie problemy. No i się okazuje, że dosłownie trzy sesje z ayahuasca, czasami nawet jedna, stawiają ludzi na nogi. Fenomen jest taki, że właściwie nie ma syndromu głodu, nie ma syndromu odstawienia.
To jest największy fenomen związany z substancjami psychoaktywnymi. Normalnie, kiedy się odstawia jakąkolwiek używkę, jakikolwiek nałóg, nasz organizm ma automatycznie szok z drugiej strony, czyli żąda tej substancji, którą cały czas dostawał. Mamy taki szok, nie możemy spać. Wszyscy ci, którzy próbowali rzucić fajki. Jeżeli ktoś z was jest palaczem nałogowym i próbował rzucić papierosy, doskonale wie, o co chodzi. Jeżeli robił to w taki klasyczny sposób, to tak: nie może zasnąć, bo zapaliłby. Nie może tego, bo by tamto. Ciągle mu te fajki po głowie chodzą. To jest ciągle chodząca myśl, jak taki cień za nami. Cały czas się snuje i truje.
Cały czas. A jak się weźmie taką psylocybinę, raz, dwa, trzy albo ayahuasca, to się okazuje, że człowiek nagle nie ma pomysłu, żeby się zastanawiać nad fajką. Mi nie wpadł nigdy pomysł do głowy, żeby na imprezie się zastanawiać, że: a może jednak zapalę papierosa? To taki klasyczny odruch. Wszyscy palacze, którzy rzucili papierosy, boją się iść na imprezę, bo tam wszyscy piją alkohol i palą papierosy. Jak się napiję piwa, będę chciał zapalić. Czy jakoś tak. Taki strach paniczny przed tym. Natomiast ja nie miałem absolutnie żadnego i wszyscy ludzie, których znam, którzy przeszli tego rodzaju terapię, absolutnie nie mieli żadnych sensacji z organizmem. Nie działy się żadne rzeczy, nie ma żadnej ochoty powrotu do czegoś.
Nie ma tej strategii związanej z redefiniowaniem samego siebie. Czy to już jestem ja, ten nowy, czy jestem stary, czy powinienem zapalić papierosa jak ten stary ja, czy może go zostawić? A może tylko w połowie jestem nowy, a może w połowie stary? Nie ma żadnych negocjacji, nie ma odgrywania żadnych szopek, żadnego teatru przed sobą. Człowiek jest bardzo transparentny sam ze sobą. Przynajmniej takie jest moje prywatne doświadczenie. Jestem ekstremalnie transparentny, wręcz przerażająco transparentny i każde gówno, które robię, jest tak widoczne, że odechciewa mi się robić jakiegokolwiek gówna w moim własnym życiu. Po prostu szkoda. Naprawdę szkoda, bo to nie chodzi tylko o papierosy. To jak ci terapeuci.
Jeżeli oni zachowują się kwantowo, czyli dwóch fajnych ludzi usiądzie obok ciebie i ty poczujesz się fajnie, to jeżeli będzie więcej fajnych ludzi na świecie, którzy usiądą nawet niekoniecznie obok ciebie, ale gdzieś usiądą, to wiadomo, że świat będzie fajniejszy. To normalne. Nikt nie chce iść w drugą stronę, jak już wie, że może być fajnie, prawda? Tylko trzeba się przekonać, że może być fajnie. Trzeba to zrozumieć i trzeba przebudować ten swój mózg. Trzeba przebudować tą autostradę, w ogóle zbudować od nowa i roztrzaskać tą starą autostradę w ten sposób. Nie da się zbudować czegoś nowego na fundamentach starego pomysłu, które są kompletnie wadliwe. Taka jest prawda. Na to wygląda. Przynajmniej o tym mówią wszystkie badania, które aktualnie są dostępne z Fundacji MAPS.
Są to skanowanie mózgu. Ciekawe rzeczy, bo tam na przykład badano, jeżeli chodzi o papierosy, kobiety w wieku lat 50, 60 i facetów też, głównie kobiety, które nigdy w życiu nie brały żadnych substancji psychoaktywnych. To były zwykłe gospodynie domowe, które co najwyżej brały aspirynę i antybiotyki, jak były chore i to wszystko. Klasyczne gospodynie domowe z Ameryki, które nagle po iluś tam latach bycia gospodynią domową okazało się, że: „A zgłoszę się do eksperymentu, może rzucę palenie”. I nagle się okazywało, że pani w wieku lat 60 rzucała palenie, a paliła przez 50 lat prawie. Całe swoje życie jarała fajką 40 lat i nagle w ciągu dosłownie jednego miesiąca rzuca i już nie wraca. I to nie tylko to, bo tak jak wspomniałem, współczucie się rozlewa na innych ludzi. Rozlewa się potrzeba dzielenia miłością, a nie nienawiścią na innych ludzi. Rozlewa się zupełnie inna świadomość na świat. Samon.
Sam Jimmy. Sam Jimmy. Samon. Cross Down Traffic. Dobra. A wy słuchacie oczywiście Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Na linii Tomek. Dzisiaj mówię coś takiego. Mówię dzisiaj prawdę, jak mój stary powiedzonko: „Jeśli chcesz mówić prawdę, lepiej przygotuj sobie siodło.” Tak mówiono w westernach. Dzisiaj mówię prawdę, bo jest taka substancja, która powoduje, że resetujemy się, przestajemy walczyć ze sobą, przestajemy się siłować ze sobą i przestajemy być niewolnikami własnych iluzji.
Bo właściwie do tego się to wszystko sprowadza, że jesteśmy niewolnikami własnych iluzji, które sobie w procesie dorastania wtłoczyliśmy do głowy, czy cywilizacja nam wtłoczyła. Efekt jest taki, że te cywilizacyjne iluzje doprowadzają nas do tego, że umieramy znienacka na bardzo dziwne choroby. Nie wiadomo, skąd się biorą i jak to się leczy. Tysiące lekarzy próbuje wymyślić metodę, jak to zrobić. Metoda jest bardzo prosta, jest znana od lat 60. Moi drodzy. Pierwsze badania kliniczne na temat raka i chorób śmiertelnych związanych z substancjami psychoaktywnymi były robione w latach 50. i 60. Okazywało się, że u ludzi poddanych takiej terapii zwiększa się poziom radości w życiu, poziom współczucia, poziom miłości, poziom zrozumienia samych siebie i zrozumienia świata dookoła, takiego od serca. Wtedy się okazywało, to były 60.
lata, że próbka 58% ludzi bez żadnej dodatkowej terapii wracała do zdrowia. Czyli okazuje się, że wyzwolone dobre samopoczucie, wyzwolona miłość potrafi nas wyleczyć z największego gówna, jakiekolwiek nam się wydarzy. To jest fenomen, o którym normalnie medycyna nie chce mówić, bo medycyna mówi o tym modelu chemiczno-biologicznym, który jest gównianą nieprawdą. Ale ja już mam przygotowane siodło, także mogę tak mówić. Miałem powiedzieć o tym biorezonansie, bo to jest poniekąd bardzo po drodze. Nie będę za bardzo się rozpływał nad tym biorezonansem, bo to historia raczej do tej nowej serii, która nadchodzi w Radiu Na Fali o tajemniczych wynalazkach, o tym, jak zmienić świat na lepsze. Także tam będzie bardziej troszkę o tym. Ja tylko wspomnę troszkę o tym biorezonansie. W ogóle chyba całą audycję powinienem zrobić, bo to jest tak fenomenalna sprawa. Ale to będzie, moi drodzy.
Ale to nie dzisiaj. Tylko wspomnę. Biorezonans jest dokładnie bardzo podobnym mechanizmem. Właściwie nie tylko nasz mózg robi taką autostradę, po której lubi puszczać te same informacje. Nasz organizm ma to samo. Są partie mięśni, sposób, w jaki ich używamy, sposób, w jaki chodzimy, zawsze ten sam. Jak później czasami pójdziemy do lekarza, do masażysty, to taki masażysta mówi: „O, widzę, że pan tu ma bark troszeczkę taki.” Ja mówię: „A, bo siedzę dużo przy komputerze, wie pan.” I dokładnie są wszystkie tego typu historie, że mamy gdzieś zablokowaną energię, gdzieś coś nie przepływa, jakiś mięsień nie jest odpowiednio poruszony, wyruszony, wzruszony, czy jakoś tak. Czasami nawet systematyczne ćwiczenia gimnastyczne nie zawsze pomagają na takie sytuacje. Absolutnie. Tu się okazuje, że ciekawym rozwiązaniem jest biorezonans.
Urządzenia, które robią biorezonans akustyczno-elektryczny, jak to się nazywa, czyli drganie. Wywołują po prostu drganie na pewnych częstotliwościach i to drganie na pewnych częstotliwościach jest tym drganiem, które zabija wszelkie te dziwne mikroby, które sobie w nas żyją i blokują tak naprawdę cały przepływ energii w mięśniach. Bo to nie jest tak, że energia się blokuje samodzielnie w mięśniach. To są takie małe bakterie, małe grzybice, małe jakieś takie historie, które sobie tam żyją i pochłaniają tą całą energię. To one ją zjadają, a ona powinna sobie krążyć, ta energia po naszym ciele. A one ją zjadają, a ona powinna krążyć. One zjadają, a ona powinna krążyć. To trzeba je wybić, żeby nie zjadały, prawda? W biorezonansie właściwie bierze się dwie albo trzy częstotliwości, które mają takie fajne interwały między sobą. Nie będę konkretnie opowiadał, bo nie mam czasu za bardzo się rozwodzić na ten temat.
Słuchajcie, zapraszam, bo jest człowiek, który jest geniuszem na ten temat. Nazywa się Jan Taratajcio. To jest polski Wilhelm Reich połączony z Teslą. Facet jest geniuszem. Taka jest moja opinia. On najlepiej to tłumaczy. Ja polecam sobie obejrzeć jego wideo, jak on mówi o tym biorezonansie. Ale tylko tak wspomnę. Nie będę tłumaczył wszystkiego, tylko w skrócie. Te częstotliwości wprowadzają nas w taki rezonans, który jest troszeczkę, można powiedzieć, takim odpowiednikiem tego rezonansu, w który wprowadzany jest nasz mózg i nasze serce przez substancje psychoaktywne.
Dokładnie, bo to też jest rezonans, to też jest drganie pewnych częstotliwości. I ten rezonans aktywizuje nasz organizm. To jest taki naturalny rezonans, przy czym każda z istot funkcjonujących, każda materia, każda rzecz funkcjonująca w tym świecie ma swój własny rezonans. Drewno ma swój rezonans, stal ma swój rezonans, wszystko ma swój rezonans. I ludzki organizm ma swój rezonans. Ludzki organizm jest dosyć specyficzny, bo każdy żywy organizm ma konkretny rezonans. A wszystkie te grzyby, te dziwne, toksyczne rzeczy, które właściwie służą po to, żeby wszystkie martwe organizmy przetrawić, zamienić na pył i żeby coś nowego na tym wyrosło, mają zupełnie inną częstotliwość. Biorezonans polega na tym, że wykorzystuje się częstotliwość tych szkodliwych bakterii i te urządzenia emitują tą częstotliwość w taki sposób, że ona roztrzaskuje te złe bakterie. One się po prostu rozsypują. To jest trochę jak promieniowanie radioaktywne, można powiedzieć.
Tylko że nie jest to promieniowanie radioaktywne. Bo zasady wszędzie we wszechświecie są dokładnie te same. To nie jest żadna tajemnica. Wiadomo, że chodzi o rezonans, że chodzi o falę, która uderza z konkretną częstotliwością w obiekt i jeżeli ta fala jest na tyle skompresowana, to obiekt się rozsypuje. Słynne trąby jerychońskie dla niektórych, że dźwiękiem można roztrzaskać coś. To jest dokładnie ta sama zasada. Biorezonans jest generowaniem takiego dźwięku, takiej wibracji, który rozwala te wszystkie szkodliwe mikroby, które się po prostu rozsypują wtedy w naszym organizmie. Nasz organizm je samodzielnie wydala. Dzięki temu wraca właściwe ukrwienie, właściwe rozłożenie energii elektromagnetycznej w naszym organizmie. Dzięki temu mięśnie i cała ta reszta może sobie spokojnie funkcjonować.
To jest dokładnie taka sama historia i też wymaga iluś sesji. To jest dokładnie taka sama sprawa, jak substancje psychoaktywne. Nie robi się tego tylko raz, tylko robi się konkretną ilość sesji i to nas leczy w ten sposób. Dokładnie tak samo. To jest po prostu rezonans. Dokładnie to samo, jak psylocybina czy każda inna substancja, jaka się dostanie do naszego organizmu. Tylko po to, żebyśmy stracili kontakt z tą rzeczywistością, którą sobie sami wymyśliliśmy, z obowiązkami, historiami, żebyśmy stracili pamięć tego starego patternu. Rozumiem, że dla niektórych może być to bardzo przerażająca sytuacja, kiedy się okazuje, że wszystkie rzeczy, które wydawały im się bardzo ważne w ich życiu, które definiowały ich życie, które powodowały, że im się coś w ogóle chciało, nagle się okazuje, że te rzeczy nie mają żadnego znaczenia. To może być przerażające, owszem, ale nie ma się czego bać, ponieważ za chwilę pojawiają się rzeczy, które naprawdę mają poważne znaczenie i to takie większe. Nie tylko w naszym wymiarze, ale w wymiarze kwantowym.
Czyli już nie jedna osoba, tylko znajdujemy w sobie tyle empatii, że jesteśmy w stanie obdzielić tą empatią i miłością ludzi dookoła tak zwyczajnie, po prostu za nic. I właśnie o to w tym wszystkim chodzi, żeby to zdrowie w nas kwitło i żeby tego zdrowia w nas było tyle, że jak ono wykwitnie, że można było obdarować za darmo każdego dookoła. Wszystkie historie z tym związane, to może nie będę opowiadał teraz, zostawię, bo to już koniec dzisiejszej hiperprzestrzeni. Nie będę się rozpędzał na następne opowieści na ten temat. Wszystkie takie techniczne rzeczy. Niedługo zrobię audycję na temat biorezonansu, gdzie opowiem wszystkie rzeczy związane z techniczną sprawą, ponieważ to może brzmi jak magia i jak opowieści z Harry'ego Pottera, ale jest to po prostu real science, guys. I ta nauka ma dokładnie ponad 100 lat. Zaczęła się od niejakiego Waltera Kelly w 1830 którymś tam roku i generalnie trwa do dzisiaj. Została schowana po to, żebyśmy wszyscy kupowali jakieś gówniane tabletki i wierzyli w jakąś dziwną rzeczywistość wymyśloną przez koncerny farmaceutyczne, które nas próbują zamordować. Przede wszystkim wpadliśmy w pułapkę samych siebie, bo nie można zwalać wszystkiego na koncerny farmaceutyczne.
Bądźmy szczerzy sami ze sobą. Chcieliśmy się zgubić, zatracić w tym toksycznym świecie. Wybudowaliśmy toksyczny świat, gdzie kasa znaczy więcej niż żywy człowiek, gdzie książka, o której ktoś mówi, że jest święta, znaczy więcej niż żywy człowiek i kontakt z żywym człowiekiem. To mamy. To jest masa gówna dookoła. Teraz trzeba po prostu wziąć dużą szuflę i to wszystko we właściwe miejsce usunąć, żeby elegancko wysprzątać i żeby zaczęło ładnie pachnieć, a nie śmierdzieć dookoła. Żeby przestać się samemu zobowiązywać do jakichś toksycznych sytuacji, tylko nauczyć się dzielić radością, miłością z całym światem. I o to w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Jak się okazuje, jest to bardzo proste. Wystarczy parę sesji, które czasami trwają dosłownie dwa miesiące i ludzie z nałogów, w których tkwią po 20, 30 lat, jak ciężcy heroiniści, jak palacze papierosów, którymi ja byłem, a paliłem fajki przez 20 lat, jedno od drugiej.
Jak się okazuje, wszystkie te rzeczy znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki z bajki dla dzieci. Nie do wiary? A takich ludzi jest pełno na świecie. Jak to wytłumaczyć? Na szczęście jest to już wytłumaczone. Fundacja MAPS ma coraz więcej dowodów naukowych, coraz więcej skanów mózgów. Coraz więcej wiemy na ten temat. Wiemy już tę najważniejszą rzecz, że te substancje psychoaktywne blokują tą gównianą autostradę, która cały czas jest używana przez nasz organizm i naszą głowę. To była tajemnica do tej pory, bo właściwie nie widzieliśmy, jak to się dzieje. Widzieliśmy tylko tyle, że substancje psychoaktywne aktywizują szyszynkę, zwalniają obumieranie szarego płynu, który powoduje, że budują się powiązania neuronowe.
Normalnie ten szary płyn tak czy siak obumiera, ma takie swoje ratio czy zasadę, że obumiera ileś tam komórek na 24 godziny. Od momentu, kiedy się rodzimy, ta szara maź w naszym mózgu umiera. Taki jest standard i ona ma swój dokładny czas rozpadu. Kiedy wrzucamy substancje psychoaktywne, ten czas rozpadu spada do połowy. To już wiemy. Wiemy, że budują się nowe połączenia neuronowe, że się aktywizują przednie płaty czołowe, że się praktycznie aktywizuje cały mózg i że się aktywizują receptory kannabinoidowe, które odpowiadają za wiele pozytywnych rzeczy, takich jak produkowanie dopaminy w organizmie i management tej dopaminy, tak żeby nas żadna choroba nie złapała. Badania z ostatniego roku pokazały, że oprócz tego wszystkiego mamy tą dziwną autostradę w głowie, tą autostradę pełną kiepskich myśli i że cały ten fenomen jest związany z tym, że ta autostrada na czas leczenia jest po prostu zamykana. Dzięki temu budują się te wszystkie nowe połączenia. Jeżeli zrobimy to odpowiednią ilość razy, to ta kiepska autostrada się po prostu rozpadnie i wszystkie nowe myśli będą już chodziły tak naprawdę po tych właściwych torach, we właściwych miejscach i będzie w nas dużo miłości, współczucia i tego wszystkiego, czego tak naprawdę ten świat potrzebuje i czego my sami potrzebujemy po to, żeby być zdrowi, żeby móc się spokojnie do siebie przytulić, podać sobie ręce, być normalnymi, zdrowymi psychicznymi ludźmi, którzy się nie boją, nie definiują się strachem i nie definiują się jakimiś dziwnymi lękami z dzieciństwa albo z młodości, albo nie wiadomo skąd. I to by było na tyle z dzisiejszej hiperprzestrzeni.
Zapraszam oczywiście na następną. Moi drodzy, nie zapomnijcie, żeby wspierać Radio Na Fali. radionafali.com, zakładka Wspieraj RNF. Wspierajcie radio i jego finansów. Ja dziękuję bardzo serdecznie wszystkim sponsorom. Zapraszam do odwiedzenia archiwum, jak zwykle Radia Na Fali. Nie zapomnijcie też o Radiu Paranormalium, które retransmituje hiperprzestrzeń i nie zapomnijcie o Teorii Chaosu, moi drodzy, która oczywiście w każdy piątek o godzinie 24:00 w Radiu Na Fali, też w Radiu Paranormalium jest transmitowana. Tak się towarzysko porobiło, towarzystwo się robi, robi się community. Nice, miło. Także ja dziękuję bardzo serdecznie wszystkim za słuchanie.
Pozdrawiam tych wszystkich, którzy słuchają tego jako podcastu gdzieś tam nie na żywo. Tych najbardziej pozdrawiam, bo oni, kurczę, nie mogą zadzwonić ani się odezwać. Dziękuję w ogóle za maile bardzo serdecznie wszystkim tym, którzy wysyłają maile. Peace and love, moi drodzy. Rewelacyjnie dostawać maile od was. Pozdrawiam. I to było na tyle z dzisiejszej hiperprzestrzeni. Mam nadzieję, że już powoli kumacie, na czym polega ta cała kwestia z leczeniem własnej głowy. Jak się zorganizować z tym wszystkim, żeby nie zwariować i żeby nie wylądować w takiej sytuacji jak ci szaleni ludzie, którzy dostają raka i ciągle żyją w tym toksycznym świecie i nagle wszyscy się dziwią: „No ale jak to? On przecież ciągle chodził do pracy, on ciągle robił to samo.
I co, umarł?”. Tak, bo to, co robił, było toksyczne. Także jeżeli macie coś toksycznego w życiu do zrobienia, pieprznijcie to w jasną cholerę. Nieważne, ile was to będzie kosztowało, to może uratować wam życie. Mi taka decyzja uratowała życie, jak pieprznąłem wszystko w cholerę. Naprawdę nie jestem jedyny, moi drodzy. Jestem jednym z miliona, jeżeli nie biliona ludzi na świecie, którzy zrobili dokładnie to samo. Także polecam. Całkiem miło, relaksacyjnie i nice. I to była cała hiperprzestrzeń na dzisiaj.