[00:00] - Witam w hiperprzestrzeni przede wszystkim. Witam słuchaczy. Oprócz tego, że Radio Na Fali, to oczywiście słuchaczy Radia Paranormalium, które retransmituje hiperprzestrzeń. Także witam. Za chwilę się już pojawiam na czacie Radia Na Fali, radionafali.com. Lecę tu z dzbankiem z ciepłą herbatą. Od czego chciałem zacząć? Od czegoś bardzo specjalnego. Chciałem podziękować wszystkim sponsorom, wszystkim mecenasom radia za wsparcie dla mnie po prostu, żebym zakupił nową maszynę, czyli nowy mikser, bo była afera ze starym mikserem, który po prostu zmarł. Nie można było z powodów technicznych się wpiąć inaczej w system, wrócić do nadawania jak kupując nowy mikser, na który trzeba było zebrać fundusze.
Także peace and love, moi drodzy. Dziękuję bardzo serdecznie za wsparcie. To było niesamowite. Udało się w ciągu dosłownie czterech dni zebrać całą sumę, zamówić to wszystko. To wszystko przyjechało. Nadaję już do was z nowej maszyny. Także jestem bardzo szczęśliwy, proszę państwa. Wow! Rewelacja! Witam wszystkich serdecznie jeszcze raz.
Słuchajcie, rewelacja. Mam taką ekstazę, bo nowy sprzęt, troszkę gałek, suwaków. Także będę dzisiaj nadawał w szalonej ekstazie po powrocie na antenę. Dzisiaj oprócz tego, że dziękuję wszystkim sponsorom. Peace and love. Dzisiaj o ścieżkach mocy, o punktach mocy, o liniach energetycznych, o czymś, co się nazywa geomancja i jest traktowane przez oficjalny świat nauki jako nie mniej nie więcej herezję. Ciekawa historia, proszę państwa. Także dzisiaj o tym wszystkim. Będzie troszkę bajek, bo właściwie zacznę troszkę opowieści od bajek, bo to się okazuje, że taka historia jest troszkę złożona, bo to niby linie, niby chodzi o linie, jakieś tajemnicze drogi i tak dalej. Energie, takie wręcz opowieści prababci, dziadków.
Wszystkie te historie z bajek. Żeby nie być gołosłownym, choćby historia o tym, że kiedy ruszamy w któreś miejsce, trafiamy na rozdroże, a na rozdrożu jest kamień, a ten kamień ma pewną moc i jak się coś zrobi, to pod tym kamieniem na przykład coś mieszka, jakiś duch, który doradza, w którą stronę się udać, prawda? Tego typu historie. Także jest tego niesamowita ilość. Nie wiem, jak powiedzieć. Wiadra bajek, historii, opowieści, niesamowite ilości tego wszystkiego w naszej historii zakodowane. A z drugiej strony mamy historie UFO, które się pojawiają w dziwnych miejscach, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak. I wszystkie te tajemnicze sprawy dookoła. Wydaje mi się, że między tymi wszystkimi starymi opowieściami, starymi bajkami, które mówią o czaroksiężnikach, o tych wszystkich tajemniczych magicznych liniach, wszystkie te hipotezy w sumie, właściwie nie jesteśmy pewni, co tak naprawdę się działo. Po prostu wszystko, co mamy to hipotezy i bajki na ten temat.
Mamy te nowoczesne rzeczy, czyli odkrycia związane z falą skalarną. Bardzo taka rzecz, jak to się mówi po angielsku „edge”, czyli już same granice aktualnej nauki. Kwestia fizyki, która mówi już o fizyce plazmowej, kwestia w ogóle innego podejścia do sprawy. To są te wszystkie rzeczy związane z wynalazkami Tesli między innymi, jeżeli ktoś z was się tym interesuje. Czyli zupełnie innym pomysłem na rzeczywistość. Jak się okazuje, te dwie rzeczy, łącznie z pojawianiem się dziwnych obiektów nie wiadomo skąd na niebie. To wszystko, jak się okazuje, ma bardzo intrygujący wspólny pomost. Tak naprawdę wszystkie te historie prawdopodobnie opowiadały dokładnie o tym samym. Tak jest i taki jest pomysł na dzisiaj, proszę państwa. Także dzisiaj o tym wszystkim w hiperprzestrzeni.
A wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Dzisiaj o tajemniczej energii, która krąży po planecie Ziemia, o tym, że ta energia się kierunkuje w jakiś dziwny sposób, o liniach tej energii, o drogach tajemniczych, o niesamowitych historiach i geomancji, bo tak to się nazywa. Nazywane jest to często jako pseudonauka. Geomancja. Nikt, kto jest z takich poważnych naukowców tego całkiem serio. No właśnie, jak z tym traktowaniem serio jest? Ja dzisiaj mam masę bajek, masę opowieści. Zanim zacznę, muszę się wydziękować wszystkim za ten nowy mikser, bo po nim się rewelacyjnie wszystko słychać i mój głos całkiem donośnie brzmi i wszystko jest naprawdę super. Także naprawdę rewelacja. Myślę, że ten mikrofon po prostu nareszcie dostał kopyta na tym solidnym mikserze.
Taka jest prawda, bo jest dedykowany pod ten sprzęt. Także ja przy tej okazji chciałem podziękować tak imiennie wszystkim sponsorom, którzy od razu się rzucili na hasło wsparcia zakupów miksera i dorzucili się automatycznie do miksera, bo trwało to cztery dni i sprawa została załatwiona. Także wow! Niesamowite. To się nazywa coś. Tak to powinno być, żeby nie robić, tylko zrobić. Elementarna rzecz. To ja może zacznę od podziękowań. Może zacznę od kobiet, czyli od Anny i od Darii. Mateusz, Raffaello, Bondi, Janek4DH, Marcin, Hardor, Marek, Grzegorz, Adam W., Znienacka, Klan, Anonimowy, Mateusz oraz Meatman.
Także dziękuję kochani serdecznie. Peace and love. Naprawdę bez waszego wsparcia nie brzmiałbym tak rewelacyjnie. Nie wiem, czy w ogóle bym brzmiał. A dzięki temu wszystko jest na antenie i się nadaje. Nadaje i nagrywa, i streamuje. Hiperprzestrzeń i nie tylko. To koniec na chwilę tych podziękowań i zaczynam tą opowieść. Od czego miałem zacząć? To może zacznę od tych szamanów, bo to jest intrygująca historia.
Każdy z was na pewno kojarzy tą niesamowitą rzecz, którą jest zachowanie szamana. Z reguły zachowuje się jak kompletny świr. Nie wiadomo w ogóle, o co chodzi, ale taki klasyczny archetyp, że jest ktoś, kto bierze parę kamyków do ziemi albo jakichś dziwnych urządzeń, najczęściej kamyków. Przynajmniej nie wbijałem się w ten temat. Uznajmy, że to kamyki. Bierze te kamyki, potrząsa nimi i wyrzuca. Kojarzycie z kośćmi? W Europie jest gra w kości. Kości mają takie oznaczenia na ściankach cztery, pięć i tak dalej. Wspomniałem o geomancji, która jest uznawana za pseudonaukę.
Geomancja ma swoją historię. Czym jest geomancja? Geomancja jest taką starą wiedzą, która jest bardzo mocno związana z tym, co taki szaman robi, wyrzucając coś na ziemię i próbując odczytać obraz świata z tego, co na tej ziemi się, że tak powiem, na tym piasku się wysypie z tych kamyków, które on tam wyrzuca z dłoni. Trochę jak tutaj w radiu Na Fali wieczorową porą wyrzucam I-Dżing. Dokładnie ta sama historia. Właściwie I-Dżing też jest geomancją de facto. Jedna z najstarszych nazw geomancji to Vastu Shastra. Oryginalna nazwa, bo to jest pewna praktyka, dosyć specyficzna w hinduizmie. Bardzo stara praktyka, która jeszcze jest w buddyzmie, z uzarania buddyzmu, z uzarania wielu systemów filozoficznych na Dalekim Wschodzie. To jest coś, co jest bardzo stare, coś, co jest przekazywane z pokolenia na pokolenie i nikt nie wie, jak bardzo stare to jest.
Korzenie tej wiedzy są odnajdywane w korzeniach każdego systemu filozoficznego na Wschodzie. Taka najstarsza rzecz z najstarszych. I to się oryginalnie nazywa Vastu Shastra. Ma taką oryginalną hinduską nazwę. No i co to jest? Teoretycznie oznacza to, że siedziba człowieka, miejsce pochówku jego przodków oraz miejsce świątyń, w których oddaje cześć bogom, muszą być tak usytuowane, by otaczająca je wokół natura wywierała jak najlepszy wpływ na żyjących i nie tylko. Uważano, że zmarli również mają do tego prawo. Dlatego miejsca grobowców czy ołtarzy im poświęconych również powinny znajdować się pod wpływem sprzyjających sił natury. Wierzono bowiem, że duchy zmarłych przodków będą wówczas pomagać żyjącym i wspierać ich. Dokładnie o tym mówi owa historia Vastu Shastra.
Ja jestem już na czacie, tak że zapraszam wszystkich słuchaczy, którzy słuchają aktualnie live, żebyście wpadli aktualnie na czata Radia Na Fali: radionafali.com, zakładka „Chat”. Ja tam już wrzucam te wszystkie linki, żebyście mogli sobie spokojnie sami przeczytać, co to jest. Ja to oczywiście przed chwilą rzuciłem takim cytatem. Nie żebym sam to wymyślił. To oczywiście jest kawałek z Wikipedii, która opisuje pod polskim hasłem „geomancja” jako pseudonaukę. Czy to taka pseudonauka? Ja mam taką tezę, że to nie jest do końca pseudonauka, ale mamy przed sobą troszeczkę czasu i kilka bardzo ciekawych spostrzeżeń na ten temat. W Chinach nazywa się to feng shui, bo to jest dokładnie to samo. To jest po prostu nauka o Ziemi i kosmosie, o tym, jak te wszystkie siły ze sobą funkcjonują. Nikola Tesla nazywał to falą skalarną.
Wiemy z niepotwierdzonych źródeł, że fali skalarnej używają amerykańskie łodzie z napędem jądrowym, z napędem atomowym. Te wojskowe łodzie podwodne. I to jest taki telefon, którego nikt nie jest w stanie złamać i dowiedzieć się, w jaki sposób się komunikują z bazą i w ogóle znaleźć tego sposobu na komunikację, bo to jest taka fala, której po prostu nie można złapać. Tajemnicza historia. Jest jeden taki szalony naukowiec w Niemczech, którego imienia chyba teraz nie pamiętam w tym momencie, który napisał taką bardzo poważną pracę naukową na ten temat. Jest taki bardzo poważany naukowiec, bo to matematyk, który dostał jakąś specjalną nagrodę w Sankt Petersburgu dla jednego z największych geniuszy matematycznych aktualnego stulecia. No i ten człowiek wymyślił właśnie telefon też na falę skalarną. Okazało się, że niestety został zamknięty za to w więzieniu. Taka historia o tym wszystkim. Ale wróćmy troszkę do tych szamanów i do tych wszystkich rzeczy, bo nam się często opowiadało w dzieciństwie różne niesamowite bajki i my to traktujemy często jako bajki, a w rzeczywistości ma to bardzo dużo wspólnego z tym, o czym wspomniałem na samym początku, czyli z czymś, do czego powoli zaczyna przyznawać się nauka, że jest to taka ukryta informacja przed nami.
To jest spisek jak spisek, po prostu wolna energia i wiele innych rzeczy dookoła. I w ogóle sposób, w jaki powinniśmy być może pomyśleć o świecie, jeżeli chcemy się dostać do takich odkryć naukowych i niekoniecznie spalać ropę przez cały czas, tudzież po prostu zmienić naszą cywilizację na lepszą. No i wszystko zaczyna się od tego właśnie szamana, który bierze ten swój woreczek, mieli jakieś kamyczki, kości czy cokolwiek tam ma, bierze i wyrzuca to na ziemię. Jeżeli kojarzycie ogrody zen, to jest dokładnie ta sama historia. Są takie ogrody, w których jest dużo piasku, piękny żółty piasek, rozłożone kamyki i chodzi o to, żeby elegancko tymi grabkami dookoła grabić ziemię dookoła tych kamyków, żeby taki był elegancki wzorek, który nigdzie nie ulega załamaniu i nie ma żadnych kantów. Ta fala się tak ładnie rozchodzi. To jest dokładnie to samo, co byście zrobili, jeżeli wzięlibyście kilka porządnych kamieni i zrzucili je do rzeki albo do jeziora. Właściwie najlepiej do jeziora takiego, w którym woda dosyć mocno stoi i dzięki temu można obserwować fale. Nagle okazuje się, że pojawia się fala. To jest dokładnie tak samo, jakbyśmy wzięli trzy połączenia elektryczne, trzy kable i trzy zworki i generalnie jak przyłożyli, może by była jakaś iskra, może byłoby jakieś niezłe widowisko.
Być może. Generalnie jest to coś, co nas otacza, coś, co jest naprawdę dookoła i to jest dosyć intrygujące, bo o ile często mówimy w przypadku szamanów, patrząc na tych ludzi, że ci kolesie są świrami, przecież jak można z fusów, jak można z kamyków, jak można z kości, jak można z takich rzeczy po prostu wróżyć cokolwiek. Ale dowcip polega na tym, że właściwie tak naprawdę opowiadają tą samą historię, która się wiąże z łapaniem prądu elektrycznego, że to jest po prostu różnica potencjału na świecie dookoła, którą odkrył niejaki Faraday Maxwell i wszyscy ci legendarni. To przede wszystkim Grecy odkryli pocierając bursztyn i nagle się okazało do bursztynu, który jest potarty o kawałek materiału bawełny na przykład, albo lnu przede wszystkim. Nagle robi się ładunek elektryczny, iskry skaczą pomiędzy tymi bursztynami, robi się przez chwilę jasno i w ogóle dzieją się takie dziwne rzeczy, prawda? Jak to wyjaśnić? Fenomen znany od tysięcy lat, można powiedzieć. I szamani robią to tak, że właśnie nie używają bursztynu. Robią to dokładnie kamykami. Wyrzucają coś na powierzchnię ziemi i scytują załamania, w jaki sposób to się ułożyło.
Oczywiście legenda mówi o tym, że wszystkie te rzeczy są związane z intuicją, że to wszystko jest intuicyjne, że to się stąd bierze, że to nie jest coś, co można racjonalnie zbadać. Na przykład ułożymy, że kamyki leżą tak, a nie w inny sposób i to jest po prostu oznaka tego, a nie tego. Chociaż cholera wie właściwie. Ja to nie potrafię rzucać tymi kamykami tak z woreczka, także nie znam się na tym. Nie powiem wam, co to oznacza i jak się tym posługiwać. Umiem I-chingiem rzucić co najwyżej. No kostkami mogę rzucić, ale to każdy może rzucić kostkami. Z kostkami jest bardzo łatwo. No ale dokładnie geomancja ma bardzo dużo wspólnego właśnie z rzucaniem kostkami, gdzie już to zostało sformalizowane, bo w przypadku szamanów to są właśnie takie kamyki i to musi być szaman. To musi być człowiek, który wie, jak te moce się rozkładają.
To, że kamyk zielony leci troszkę bardziej na prawo od czarnego i to oznacza, że w tym momencie człowieku ruszasz w drogę albo cokolwiek tam oznacza. Intrygujące, intrygujące. Ja wrócę za parę chwil do tego, bo to jest naprawdę intrygujące, ale na razie skoczę troszkę dalej, bo to jest dokładnie ta sama historia co z rzucaniem kostką. Tylko że geomancja właściwie jest bardzo starą nauką. Bardzo starą, bardzo starą. Ten polski opis w Wikipedii jest troszkę żałosny, bym powiedział bardzo żałosny, bo jest bardzo ubogi. W geomancji występuje coś takiego jak określenie: wszystko ma swój podział, każdy kształt ma. Jest coś takiego jak figury geomantyczne. Tak to się nazywa. Geomantic figures.
Figury. Jest ich 16. Czyli generalnie, że świat i cała przestrzeń dookoła nas się dzieli na 16 elementów. Każdy z nich jest takim świętym elementem. To jest taki święty podział nauki, znaczy nie nauki, tylko świata dookoła, całej naszej percepcji, tego, co się dzieje, tego, czym jesteśmy i dokąd zmierzamy i skąd przyszliśmy. I każdy z tych 16 wzorków ma swój pattern graficzny. To wyglądają, to są takie kwadraciki, tylko że obrócone o 45 stopni. Ja już wam podsyłam na czata. Tutaj słuchajcie, już wszystko podsyłam na czata, żeby nie było. Także zapraszam wszystkich słuchaczy serdecznie RadioNaFali.com na czata tych, którzy słuchają live.
Pozdrawiam wszystkich tych, którzy słuchają jako podcastu, bo mają zajęcia i inne obowiązki w życiu. Także was zapraszam, żebyście odwiedzili stronę Radio Na Fali, Hiperprzestrzeń. Tam jest zakładka Audycje i podcasty, także sobie wskakujcie i zobaczcie Hiperprzestrzeń i generalnie pod każdym odcinkiem są linki do tych wszystkich rzeczy, o których mówię. Także tam spokojnie znajdziecie wszystkie te historie. Okej, dajcie mi sekundę, bo ja to muszę powklejać linki na czata. To nie jest takie łatwe, żeby to wszystko opanować w jednym momencie za pomocą jednej ręki. Okej, chyba mi się udało. Słuchajcie, chyba mi się udało. No dobra, to ja może przeczytam w ogóle opisy do tych 16 elementów, bo to jest taki archetyp świata, z jakich emocji jest zbudowany świat. Bo te wszystkie wierzenia, o czym często mówię, prawie zawsze mówię o emocjach, o tym, że świat jest zbudowany z emocji.
Wibracja jest emocją, emocja jest wibracją. Zwał jak zwał. Plazma. Dobre słowo i takie nowoczesne. Słuchajcie, bo jest opis, bo każdy z tych 16 elementów ma swoją interpretację. Nie wiem, może nie będę czytał chyba tej całej interpretacji tych wszystkich elementów, bo tego jest trochę. Ja wam po prostu może wkleję linka, może tylko powiem troszeczkę. Okej, trochę wam powiem, żeby nie było, że nic nie mówię. Generalnie to jest taki główny podział na podstawowe elementy, czyli ogień, powietrze, woda i ziemia. To jest taki platoński jeszcze bym powiedział podział, czyli taki, że świat składa się z tych czterech elementów, a każdy z nich zawiera wszystkie pozostałe.
No i oczywiście te wszystkie pozostałe to są te elementy, w których to się łączy. Tak na przykład siedem dni tygodnia mają podporządkowane siedem planet. Legenda mówi, że w tamtych czasach w ogóle widziano tylko siedem planet na niebie, ale tego nie wiemy do końca. No i oprócz tego jest to podporządkowane pod coś, co się mówi jako święte figury. Tak to można właściwie nazwać. Tak to nazywano. Figury nokturne, alchemiczne, po prostu średniowieczne nazwy. Ja właściwie nawet nie wiem za bardzo, o co chodzi, bo oni strasznie pokręcone te wszystkie rzeczy robili. Kiedyś opowiadałem z tej okazji, zdaje się kilka rzeczy na temat właśnie takich To nie są astronomiczne, to są właściwie alchemiczne, heretyckie podejście do astronomii. To jest coś zupełnie innego.
Ale wracajmy do znaczeń tych figur geomagnetycznych. Geomantycznych, przepraszam. Pierwsza figura to jest droga, the way. Kolejna reprezentuje... Przepraszam bardzo, jak zwykle zamieszanie. Widzę, że są dwa różne tłumaczenia i każde z tych tłumaczeń mówi zupełnie inną rzecz. Aha, już wiem. Przepraszam bardzo. Jak zwykle się pomyliłem i nie czytałem w kolejności. Bo są dwa rodzaje kolejności: po numerach i po figurach, jak się okazuje.
Nie jestem alchemikiem takim specjalistycznym, także się troszeczkę mogę czasami walnąć, ale dobrze, że mam tu przypadkiem notatki. Lecę z tą opowieścią dalej. Via to termin określający drogę lub ulicę, czyli generalnie ruszasz w drogę. Kolejny punkt to jest coniunct, czyli łączenie się z łaciny, jednoczenie się. Bo to wszystko ma swoje łacińskie nazwy. Kolejny to jest fortuna major, czyli wielkie szczęście. Kolejny to jest populus, czyli tłum, dużo ludzi. Kolejny to jest carcer, czyli więzienie z łaciny, bo to jest cela, zdaje się, z łaciny, o ile dobrze pamiętam. Kolejny to jest fortuna minor, czyli mniejsze szczęście. Acustito czyli pomnażanie, powiększanie dóbr.
Laetitia, czyli wesołość, szczęście, radość. Puella to jest panienka. Amissio, stracony. Tristitia, chyba tak się poprawnie czyta, czyli żal. Puer to jest chłopiec. Albus to jest śmiertelnie biały. Kolejny z tych znaczków oznacza capt. To jest suma wszystkich uczynków, które człowiek zrobił. Głowa smoka, tak to się nazywa. Tak mam tu w podpowiedzi zapisane.
Kolejny to jest rubeus, oznacza rubinowy. Stąd się wzięła nazwa rubin. I ostatni, caudia, oznacza drogę smoka. „Porzućcie nadzieję ci, którzy tu wkraczacie”. To oznaczają wszystkie te podstawowe znaczki geomantyczne. I z tych znaczków się generalnie robi te wszystkie wróżby. To jest troszeczkę tak jak ten szaman, tylko że ten szaman nie ma tego opisanego. Nasza cywilizacja trochę to uprościła, bo właściwie geomancja skróciła się do takiego zapisu jak zwykła kostka do rzucania, taka kostka do gier. Kolejnym dzieckiem geomancji, gdzie ta informacja, wiedza została zakodowana, jest tarot, gdzie te 16 elementów to jest, zdaje się, 16 czy ileś podstawowych kart, gdzie właściwie jest taki odpowiednik jeden do jeden do tych geomantycznych. Przynajmniej takie legendy są.
Oczywiście wiadomo, że jest jeszcze kilka innych hipotez dookoła tego wszystkiego. Jest taka bardzo ciekawa tradycja w Azji, w Kazachstanie. Ona się nazywa kumalak i też jest związana dokładnie z geomancją. To jest właściwie jedna z nielicznych zachowanych tradycji na świecie, gdzie jest chyba ten moment przejścia pomiędzy taką transformacją, że my już mamy kostkę, już mamy numery, już każde z tych 16 numerów ma konkretną cechę, więc już możemy właściwie jakieś oprogramowanie robić na ten temat. To już tak jak I-Dżing, że jest 64 heksagramy, każdy ma znaczenie i możemy programować po prostu w tym jakieś algorytmy na przykład i sprawdzić, co z tego wyjdzie. Porównując do takiego bardzo oryginalnego archetypu, czyli takiego bardzo szamańskiego, że to są własne amulety, które tylko my znamy, które pracują tylko i wyłącznie z naszą intuicją. Takim połączeniem właśnie są tradycje typu kumalak, gdzie lokalny, można powiedzieć, szaman czy właściwie taki człowiek wioski, jak to odprawia, bo to się robi na to, żeby po prostu zawitało szczęście wioski i żeby się darzyło. Taki rytuał nazywa się kumalak. Dziwna nazwa. Polega na tym, że bierze się 41 kupy owcy.
Dokładnie. Ona jest wyschnięta ta kupa owcy, także ona już nie śmierdzi. Ja wiem, że to brzmi tak brutalnie dosyć dla człowieka z takiej cywilizacji reklamy pasty do zębów i chusteczek higienicznych oraz dezodorantów pod pachy, ale tam się używa takich rzeczy. Inna sprawa to jest opał. To się zbiera po prostu normalnie z pól i to jest genialny opał, który strasznie długo trzyma ciepło. W ogóle jest bardzo ekologiczny, bo to w ogóle nie śmierdzi, jak się okazuje. Idealnie służy lokalnej społeczności. Ma tam kilka swoich funkcji poza tym, że jest opałem. Jedną z tych funkcji jest to, że się robi takie kulki z tego i rozkłada się takie 41 kulek. Pośród tych 41 kulek robi się te wszystkie kulki, później kładzie się coś jeszcze, kładzie się później chusteczkę, później człowiek, który odprawia tą ceremonię, musi dotknąć każdej z tych kulek swoim własnym czołem, tak żeby uaktywnić trzecie oko, w cudzysłowie mówiąc.
Coś w tym stylu. Taka pokręcona historia naprawdę, dosyć elegancko pokręcona. W ten sposób sczytuje przyszłość. On już tam przekłada, układa te wszystkie kupki, później zbiera na cztery kupki, później z tych każdych kupek odkłada kolejną. Na końcu zostaje To jest taka zabawa w żetony. Naprawdę nie będę wam opowiadał zasad, bo to trochę jak opowiadać zasady gry w krykieta w radiu. Nikt nie jest w stanie tego wytrzymać na żywca. I-ching jeszcze jest do ogarnięcia, bo I-ching, takie systemy matematyczne są dla nas do ogarnięcia. My to kumamy, a w takich tradycjach jak kumulak jest dziwne to troszeczkę. Na podstawie kumulaka zrobiono grę, która jest bardzo popularna w tamtej części Azji i normalnie gra się w tą grę.
Nie pamiętam, swoją nazwę pokręconą. Zaraz wam dam linka, bo gdzieś tutaj specjalnie zapisałem te wszystkie linki po to, żeby później wam podrzucać te wszystkie sprawy. To się nazywa Togus Kurgon. Gra, która jest kolejnym krokiem z tej przepowiedni, bo normalnie to funkcjonuje jako taka przepowiednia. Jest używane do wróżenia przyszłości i powodzenia dla wioski, a z drugiej strony transformowało to do czegoś takiego jak szachy lokalne. Tylko oczywiście nie gra się żadnymi kupami owies, tylko gra się nasionami. Oryginalnie grało się nasiona fasoli, robiło się takie przegródki i się odsypuje kamyki na przegródki. To też ma jakieś swoje zasady. Wkleiłem wam to wszystko na czata. Nie będę wam opowiadał o dziwnych, egzotycznych grach gdzieś z Azji, bo naprawdę nie mam pojęcia, jak w te gry grać i się tylko zamotam i niczego wam nie opowiem.
Także zapraszam do linków, tam są wszystkie te rzeczy, ale generalnie chodzi o to, że jest to jedyny taki zachowany, przynajmniej można tak antropologicznie powiedzieć, jeden z nielicznych zachowanych systemów, gdzie jest taki interfejs pomiędzy tym, zanim się zaczęło taką konkretnie opisaną matematyką, którą my już możemy używać w takim alchemicznym znaczeniu, a takim oryginalnym, bardzo szamańskim. Gdzieś tam w Azji, pośrodku Azji to jeszcze przetrwało i jest do tej pory używane. To nie jest wcale nic takiego egzotycznego. W Europie to troszeczkę inaczej ewoluowało. Poszło w trochę zupełnie innym kierunku. A w jakim kierunku? To może ja wam po prostu opowiem, a zanim wam opowiem, w jakim kierunku, to posłuchajmy czegoś, bo mam trochę starocina dzisiaj jak zwykle. Po długiej przerwie, proszę państwa. Dokładnie. To przerwa na muzyczkę, ja tu na herbatkę.
Przypominam, że zapraszam wszystkich serdecznie na czata radiowego: radionafali.com. Także wpadajcie, logujcie się na czata, tam wklejam wszystkie te linki o tych wszystkich grach, tych wszystkich opowieściach. Jeżeli ktoś z was będzie się chciał nauczyć jakichś egzotycznych gier, które są uprawiane tylko i wyłącznie gdzieś w Azji, jest okazja. Jest taka gra. Przypomina to, nie wiem, czy to mahjong się nazywa, czy jakoś tak. Ma się takie żetony czarne i białe. Bardzo podobny klimacik gry i się przekłada te żetony w takim drewnianym pudełku. Kurde, nie pamiętam. Noga jestem straszna z takich gier, w ogóle jest fatalna pamięć do takich rzeczy. Ale jakby ktoś mógł mi podpowiedzieć na czacie, to zapraszam serdecznie.
Radio Na Fali retransmitowane w Radiu Paranormalium. Hiperprzestrzeń. A ja mam na imię Tomek. A wy słuchacie Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Właśnie, a ja dzisiaj opowiadam o takich rzeczach, o liniach mocy, o geomancji, o ley lines. I będzie też o UFO, bo jak się okazuje, te wszystkie rzeczy, które brzmią niby tak bardzo daleko od siebie, myślę, że mają bardzo dużo wspólnych mianowników i myślę, że w wielu sytuacjach może się okazać, że mówimy dokładnie o czymś tym samym, proszę państwa, bez lipy. To jest dokładnie ta sama sytuacja. Wracając do tej całej historii z tą geomancją i z tym systemem matematycznym, w który zakodowano geomancję w postaci czy to kart tarota, czy to I-chingu, bo I-ching jest kolejny, tak jak wspominałem, taką historią, czyli też geomancją. Systemem geomantycznym tak można powiedzieć. Miałem jeszcze wspomnieć tak szybciutko o tym...
Dobra, to może ja po prostu wrócę do Europy, bo tak nie ma co się już bujać po tym całym świecie. Git. Przepraszam bardzo, jak zwykle zamieszanie w notatkach. Dobra, to powiem wam jeszcze jedną rzecz. To dla wszystkich maniaków takich graficznych przedstawień. Skoro już jestem przy tej geomancji, tych wzorkach i tych kostkach, kartach tarota i tak dalej, to tak szybko wam opowiem o jednej rzeczy: że jeżeli narysujecie sobie krzyż, ale tak w drugą stronę, do góry nogami, to, co Kościół katolicki na przykład uznaje za jakąś herezję straszną, to nie do końca jest herezja. To się wzięło skądinąd. Jeżeli teraz wyobrazicie sobie, że krzyż nie jest de facto krzyżem, tylko składa się z kropek, czyli mamy jedną kropkę, drugą kropkę. To jest nasze poziome ramię, prawda? Jedno i drugie z lewej na prawo.
I teraz robimy kolejną kropkę na górze i kolejną na dole. Czyli mamy krzyżyk wzdłuż. I teraz dodajemy jeszcze tak, że ten krzyżyk jest troszeczkę wyższy w górę niż niższy w dół. Wygląda jak odwrócony taki normalny krzyż do góry nogami. I to jest takie graficzne przedstawienie w geomancji tego, jak jest skonstruowany cały świat. Ten punkt na samej górze oznacza głowę, oznacza ogień. Ten punkt poniżej, czyli pomiędzy tą kreską poziomą a głową oznacza kark, szyję, czyli powietrze. Ten punkt poziomy, czyli te dwa punkty na jednej linii, które tworzą to ramię krzyża, to krótsze ramię krzyża oznaczają nasze ciało, czyli wodę. A ten punkt na samym dole, ten, który jest końcem krzyża, jeżeli go odwrócimy do góry nogami, oznacza dokładnie nasze stopy, czyli ziemię. Jest to oryginalne znaczenie odwróconego krzyża, które zostało zmanipulowane potwornie.
Ale to już inna historia. O tych manipulacjach to już nawet nie chcę rozmawiać dzisiaj specjalnie, bo to nawet nie ma sensu. To jest ten tajemniczy krzyż. To jest ten element, który się wszędzie pojawia we wszystkich możliwych systemach filozoficznych, wszędzie, gdzie tylko się da wbić łopatę i się wykopuje jakieś bardzo stare kultury, które pozostawiły po sobie ślady. Zawsze znajdujemy graficzne przedstawienie krzyża. To jest oczywista rzecz. To jest struktura energetyczna. To jest taki przepływ energii, gdzie energia ognia, powietrza i ziemi przepływa przez wodę, energetyzując ją. Czy kojarzycie już teraz, o czym mówię? Ley lines, żyły wodne, cieki wodne.
Jeżeli jest żyła wodna, która sobie gdzieś tam płynie, jest jakieś zakrzywienie elektrograwitacyjne w skorupie Ziemi, które idzie pionowo, bo z reguły tak to właśnie wygląda. To, co się może okazać, to mamy dokładnie ten sam schemat, prawda? To jest wpływ jednej energii na drugą. Dokładnie tak, jakbyśmy rzucili tymi kamieniami na taflę jeziora. To jest coś, co nazywamy prądem elektrycznym z drugiej strony. To może wrócę do bajek, bo tak technicznie się zrobiło, prawda? A to są w ogóle ciekawe historie. Jestem bardzo mało dzisiaj oryginalny, ale to taki temat, że właściwie nawet nie ma co być oryginalnym. Także posłużyłem się troszkę informacjami, które sobie tu przetłumaczyłem na język polski. Nie jestem autorem tego wszystkiego.
Myślę, że część z tych rzeczy, część z tych tekstów znajdziecie bez problemu w Wikipedii na wersji angielskiej, chociaż powinniście bez problemu znaleźć. Nie ma polskiego tłumaczenia, także troszkę potłumaczyłem. Przeczytam wam troszeczkę teraz na ten temat kilka historii, które zebrałem. Bo w Anglii zjawisko geomancji jest znane nie jako feng shui, tak jak na przykład w Chinach i Japonii, w ogóle na Wschodzie. Nie tak jak to się nazywało? Vastu shastra z Indii. Ten system filozoficzny z Indii. Tylko w Anglii to się nazywa po prostu ley lines. No i nie tylko, bo to wcześniej miało jeszcze inną nazwę, bo ley lines to jest taka nowoczesna nazwa. Ale o tym za chwilę.
Dobra, to może zacznę od samego początku. Słuchajcie, jest taka tradycja w Anglii, w Irlandii też, że jeżeli się robi kondukt żałobny, to zwłok nigdy nie prowadzi się przez pole, bo przeniesienie zwłok ludzkich przez pole powoduje nieurodzaj. Psują się plony. W całej Anglii, Europie do dzisiaj uważa się, że dotyk trupa w trumnie przynosi ci szczęście, bo to pomaga duchowi opuścić w całości, w 100% swoje ciało, a jednocześnie przynosi szczęście żyjącemu, który właśnie to zrobił. Wykonał dobry uczynek dla zmarłego. Kolejna rzecz. To jest miejsce w Szkocji właściwie. Jest coś takiego jak dziwne, tajemnicze światła. To jest taka legendarna historia w Anglii. Tutaj jest bardzo długa tradycja.
Troszkę jak takie corn kids w Ameryce, można powiedzieć. Taka dosyć długa. Generalnie są miejsca, gdzie pojawiają się dziwne światła na niebie. I w Szkocji są na przykład takie tradycje, że takie pojawiające się światła na skrzyżowaniu dróg oznaczają lub mogą być wróżbą zbliżającej się śmierci. Są też wierzenia celtyckie, ponoć druidzi przechowywali tą informację, że ludzka dusza odchodzi w postaci płomienia lub światła. Kolejna historia to jest taka wyspa Aranmore w Irlandii, gdzie jest taka tradycja, że na każdy pogrzeb trzeba usypać taką kupkę z kamieni gdzieś przy drodze z okazji pogrzebu, jeżeli idzie kondukt żałobny tą drogą. Jest w ogóle takie miejsce w Anglii, które się nazywa Katedra Świętego Davida, St David's Cathedral. Ono jest oczywiście cały czas, także nie ma problemu. Już wklejam linka na czata, także zapraszam wszystkich serdecznie, żebyście mi tam nie znikali z czata, bo jest dzisiaj pełno linków. Jest taka historia, którą opisał niejaki Gerald z Walii, Giraldus Cambrensis w XIII wieku.
Taką historię o dziwnej marmurowej kładce prowadzącej z kościoła nad strumykiem Alun w St David's. Taki marmurowy kamień. Nazywano go Lechi Fel, mówiący kamień, ale to jest jakiś dialekt lokalny. Także generalnie nie jestem w stanie przeczytać oryginalnej nazwy, ale tłumacząc na polski oznacza to mówiący kamień. Bo raz, gdy po nim przeniesiono zwłoki, ciało na cmentarz, kamień przemówił i wysiłek tej mowy, jaką musiał zrobić kamień, żeby przemówić, że nie, że mu się nie podoba to, że nie może być zwłok transportowanych po tym kamieniu spowodował, że kamień pękł mimo swojej gigantycznej wielkości. A tam tysiące ludzi po tym kamieniu przechodziły pielgrzymując do Katedry Świętego Dawida, która była jedną z trzech najbardziej popularnych katedr do pielgrzymowania przez 300 lat. Taka historia z tą katedrą. No i ten kamień pękł wtedy, jak przeprowadzono zwłoki po nim. No i od tamtej pory Ponieważ był potężny, ponoć wielki. Zapis mówi, że trzech metrów długości, trzech szerokości, dziewięciu grubości.
Taki gigantyczny marmurowy kamień, kładka, most. Nie wiadomo jak stary, prawdopodobnie neolityczny zabytek. Kto to wie, że pękł mimo swojej wielkości i że pomimo, że był w stanie znieść ciężar tysięcy pielgrzymów, to pękł. I wiara w to wydarzenie była tak powszechna, że nigdy więcej zwłoki nie zostały transportowane, przeniesione po tym moście, a ten został zastąpiony innym w XVI wieku, a lokalizacja tego oryginalnego już nie jest nam do dzisiaj znana. Także cała historia zaginęła. Znamy ją tylko z kronik. Czy jest to prawda, czy nie? Nie mam bladego pojęcia. Kolejna legenda mówi, że Merlin przepowiedział śmierć angielskiemu królowi, zdobywcy Irlandii, ranionemu przez człowieka z czerwoną ręką. Król Henryk II udał się na pielgrzymkę do St.
David. To takie popularne miejsce. Po powrocie z Irlandii, ponieważ oni wtedy wojowali z Irlandią, chcieli całą Irlandią zawładnąć, ale nie mogli. Henryk II chwalił się, że Merlin jest kłamcą, bo przepowiedział mu, że nigdy nie zdobędzie Irlandii, a on już jest w połowie Irlandii. Okazało się, że nigdy nie udało mu się zdobyć, że to była prawda, bo Henrykowi II nigdy nie udało się zdobyć całej Irlandii. Taka legenda. Uprzedzam, to są legendy. Nie mam żadnych papierów na to, nie ma żadnego zdjęcia, nie ma zdjęcia na Instagramie z imprezy, co było na stole. Także nie wiemy co się działo. Jest taka historia o wieśniakach w Devon.
Devon to jest takie hrabstwo w Anglii, takie bardzo stare. Tam jest bardzo dużo zabytków neolitycznych. Ciekawe miejsce, bardzo ciekawe. Trochę zastąp dalej. Bardzo tajemnicze, bardzo dużo dziwnych legend. Tam była taka historia dawno temu, chyba sto lat temu, że w Manton, taka mała wioska, podczas przewozu trumien miejscowi przejeżdżali trzy razy wokół cmentarnego krzyża, bo w Anglii często cmentarne krzyże to były oryginalne celtyckie krzyże, które później tylko przechrzczono, bo Celtowie stawiali swoje krzyże, a jak przyszli chrześcijanie, to powiedzieli: „Nie, to teraz już nie jest celtycki krzyż, to teraz jest katolicki krzyż”. No i przechrzcili to wszystko. Ale te celtyckie krzyże dalej stały w środku pola czy gdzieś tam na cmentarzach, czy w tych swoich miejscach. I ludzie dalej składali cześć dawnym bóstwom, dawnym tradycjom dookoła tych krzyży. No i właśnie wieśniacy z owej wioski Manton podczas przewozu trumien przejeżdżali trzy razy wokół cmentarnego krzyża celtyckiego, ku irytacji lokalnego wikariusza, którego szlag trafiał.
No i w końcu lokalnego wikariusza tak szlag trafił, że ci wieśniacy się sprzeciwiają jego zarządzeniom, żeby tego nie robić, tym herezjom. Usunął ten krzyż. Krzyż został zniszczony. Taka historia była. Miejsce, gdzie drogi się przecinają, są uważane za niebezpieczne, zamieszkałe przez specjalne duchy opiekuńcze. To jest w ogóle dziwna historia, bo przez jednych za niebezpieczne, przez drugich za bezpieczne. Jedna legenda mówi, że tam mieszkają właśnie duchy opiekuńcze, bo są to miejsca przejścia, gdzie nasz świat i świat pod ziemią się przecina wspólnie. Celtycki bóg Lugh wskazuje tam wszystkim właściwą drogę. Jeżeli człowiek jest uczciwy, prawy i tak dalej, to ten bóg zawsze ci wskaże tą odpowiednią drogę. To jest tak jak w tych wszystkich bajkach, o których wspomniałem na początku, że ten największy głupek z rodziny, ten, który poszedł po ratunek do umierającego, konającego ojca, tylko ten wybrał właściwą drogę na rozstaju dróg, bo tylko ten posłuchał właściwie tego dziwnego kruka, który przyleciał, usiadł na kamieniu albo zdarzyły się dziwne rzeczy dookoła.
Pamiętacie te legendy? Na pewno każdy z was słyszał. Przecież każdy czytał jakieś bajki w życiu, prawda? Wracając do tego celtyckiego boga. Ten bóg to jest właściwie bóg zmarłych. Błogosławił temu skrzyżowaniu. Każde skrzyżowanie było błogosławione przez tego boga. No i to jest główny powód, dla którego stawiano tam wszędzie krzyże chrześcijańskie. Teraz już chyba, mam nadzieję, kojarzycie, skąd w pogańskiej Polsce przy każdym rozstaju dróg stoi... No właśnie, co stoi?
Krzyżyk. Czy państwo kojarzą wszystkie te historie? Jak się ruszy w Polskę, ale taką naprawdę Polskę i to taką z dala od głównych szlaków, to tam wszędzie są te kapliczki przy drogach, takie żeby coś tam było. Nazywano to kamienie pokutne czasami. Jest masa nazw na to. Często ludzie to mylą z kamieniami milowymi, ponieważ dawniej, dawno, dawno temu, nikt nie wie, jak bardzo dawno temu, Rzymianie twierdzili, że to jest ich pomysł. Rzymianie kultywowali tą tradycję, ale ta tradycja wywodziła się jeszcze sprzed czasów Fenicjan z tego, co niektórzy archeolodzy twierdzą. To jak zwykle są stanowiska, jak zwykle kontrowersje. Nigdy nie wiadomo, kto ma rację. Ale Rzymianie jako pierwsi używali tych kamieni oficjalnie, tych kamieni milowych do oznaczania traktów i dróg.
Przeliczając na angielskie mile, to jest chyba 1,800 coś tam czy 1/8 mili. Jakoś tak był stawiany właśnie taki kamień drogowy. No i wiadomo było, że się idzie wzdłuż szlaku. Ale to też nie była rzymska tradycja, to tylko kamienie milowe, które są dosyć specyficzne i spotyka się często w zachodniej Polsce, bo akurat tak się zdarzyło, że w 1830 roku cesarz Niemiec i Austro-Węgier się tak umówili, że wracają do tradycji kamieni milowych i że przy każdej drodze w Niemczech będą stały kamienie milowe. W ogóle w Cesarstwie też. Taką tradycję jak w starożytnym Rzymie. Także często ludzie akurat mylą w Polsce te kamienie milowe sprzed Franciszka Józefa Z takimi prawdziwymi. Ja mówię o tych kamieniach, które są na rozstaju i rozdrożu, tam, gdzie bardzo często są kapliczki. W Polsce te kamienie były często niszczone, właściwie jeżeli nie prawie zawsze, często brane do budowy lokalnych kościołów. W Niemczech to się uchowało.
Bardzo często można znaleźć dużo zdjęć. Może nie dużo zdjęć, ale jeżeli ktoś z was szuka w internecie, znajdzie zdjęcia takich oryginalnych kamieni, które były zabrane z lokalnej drogi albo ze skrzyżowania lokalnego, które zostały wmurowane w ścianę kościoła. To była taka normalna tradycja i chodziło o to, żeby udowodnić poganom, że ich wiara jest nic niewarta i że najświętsze ich relikwie są tylko budulcem do świątyń tego prawdziwego Pana, tego wielkiego Pana. Generalnie bardzo mocno to niszczono. Ale wracajmy do tej całej opowieści, do tego celtyckiego boga Luga, który wskazuje wszystkim właściwą drogę w takich miejscach. Jest takim przewodnikiem podążającym śladami podróżnych, który jest takim duchem opiekuńczym, który idzie troszkę za nami, jeżeli wyruszamy w długą drogę. Jest jednocześnie bogiem zmarłych i błogosławił każde skrzyżowanie, każdy rozstaj dróg. Dlatego później właśnie tam stawiano te kamienie. Te kamienie miały tą pozytywną moc ponoć. Często jeżeli ktoś potrzebował poważnej wróżby, to właśnie takie wróżby stawiano na skrzyżowaniach dróg w Anglii na przykład.
Też w innych częściach Europy taka tradycja była. Ta tradycja jest z tym związana, że diabeł może się manifestować w takim miejscu, że duchy zmarłych mogą być na skrzyżowaniu. Szczególnie samobójców, wisielców, czarownic, wszystkich banitów, Cyganów. Wierzy się, że proste drogi ułatwiają przepływ duchów, tak jak Co tu się dzieje? Jak zwykle coś się przełączyło. Musiało się coś przełączyć. Nie mogło być tak doskonale. Wierzy się, że proste drogi ułatwiają przepływ duchów, a skrzyżowania i kamienie lub labirynty po drodze go spowalniają, utrudniają. Takim przykładem skrzyżowania było takie miejsce w Anglii, które się nazywa Tyburn. To było pod Londynem.
Teraz to jest w Londynie. Już oczywiście wklejam linka. To było miejsce, gdzie postawiono szubienicę na rozstaju, na rozdrożu dróg. Po prostu stawiano szubienicę. To jest też taka kolejna historia z tym związana. Takie miejsce, gdzie pozbawiano ludzi życia, żeby przypadkiem ich duchy szybko odleciały do nieba i nie zaatakowały tych wszystkich, którzy towarzyszą temu całemu zjawisku. Też ciekawa historia, bo niby się mówi, że Europa jest taka chrześcijańska, ale tego chrześcijaństwa to tyle, co kot napłakał tak naprawdę, jak człowiek się przyjrzy temu wszystkiemu. Tyburn to aktualnie jest miejsce już w Londynie, można je sobie spokojnie znaleźć bez problemów. Jest tam wmurowana specjalna tablica pamiątkowa w drogę, że dokładnie w tym miejscu stała ta szubienica. Taka specjalna szubienica w kształcie piramidy, która miała specjalny kształt piramidy z góry patrząc, żeby więcej ludzi można było wieszać za jednym razem, a nie mniej, bo jedna szubienica to było za mało.
To wtedy, jak Królestwo Brytyjskie postanowiło się oddzielić od Watykanu, postanowiło, że powywiesza wszystkich miłośników Watykanu, a szczególnie po rebelii, która próbowała odebrać władzę protestantom i parlamentowi brytyjskiemu. Po tym też się okazało, że miejsce katolika w Anglii jest tylko na szubienicy, ewentualnie na stosie. Także to była taka główna szubienica, na której wieszano praktycznie wszystkich katolików, jezuitów, później wszystkich tych, którzy wszczynali jakiekolwiek powstania przeciwko królowi. I ta szubienica stała bardzo długo. To było takie bardzo znane miejsce właśnie na rozstaju dróg, właśnie z tego powodu, żeby ta energia w ten sposób uciekała. Labirynt to jest ciekawa rzecz. Labirynt to jest miejsce, które według takich starych legend daje ochronę przed duchami, które mogą się kręcić dookoła. To jest jedna rzecz, a kolejna rzecz to jest intrygująca sprawa, bo na pewno wielu z was kojarzy. To jest coś, co każdy doskonale zna. Butelka na oknie.
Ładna, elegancka, fajnie wyglądająca butelka z zasuszonym kwiatem. Jakiś fajny wazon, ale szklany. Właśnie chodzi o to, żeby był szklany. Często przeźroczysty, z białego szkła. Niekoniecznie kolorowego, ale chodzi o to, żeby był błyszczący, taki półprzeźroczysty, odbijający, żeby był ten efekt lustra. I zasuszone rzeczy w tym wszystkim. Żadne świeże kwiaty, nie na zasadzie doniczki, że coś tam rośnie, tylko jeżeli już, to właśnie woda albo kamyki w środku, albo szklane kulki w środku. To też jest tradycja. I to jest stara tradycja, która też polega na tym, że to jest ochrona przed duchami, które mogą przeniknąć do mieszkań. To są butelki wiedźmy, tak to się nazywało.
Dawniej były po prostu okrągłe. Nie zawsze były przeźroczyste. Były gliniane na przykład, tak oryginalnie. To są takie okrągłe butelki, do których się wkładało kamyki na przykład, do których się wkładało różne rzeczy, które miały spowodować, że ten duch, który będzie chciał nas nawiedzić, czy klątwa, czy cokolwiek będzie chciało wlecieć nam przez okno, pogubi się w tym wszystkim. Jak zobaczy ten słoik, to po pierwsze się odbije widok od słoika na zasadzie lustra i na przykład taka czarownica się przestraszy, bo jej się wykręci twarz. No i generalnie taki duch się po prostu zagubi, żeby uroki się zaplątywały w tych wszystkich kulkach, w tych kamykach. Celem było złapanie całego zła, odbicia negatywnej energii od Odbicia negatywnej energii i jej powrotu do właściciela, który ją wysłał. Taka magia ludowa twierdzi, że butelka czarownicy chroni przed złymi duchami i magicznymi atakami, że przeciwdziała na czary rzucane przez czarownice, a także na niespodziewane nocne wizyty czarownic, które czasami wlatują nam w nocy przez okna. Kiedy czarownica widzi odbicie swojej zniekształconej twarzy w zniekształconym, zakrzywionym szkle, ucieka ze strachu. Często w okrągłym kształcie, według wierzeń kształt kuli w Europie to jest strażnik złego ducha.
To też taka informacja, która gdzieś tam zniknęła. Kule nas pilnują. Według tych wszystkich legend heretyckich to są strażniki złych duchów. Jak jest kulka z nami, to wszystko jest z nami okej. I to też takie zabawne parallel do dzisiejszego świata, bo można się oczywiście śmiać z tego, że kulka, ale jak ktoś z was się zajmuje śledzeniem fizyki plazmowej, budowy reaktorów, łącznie z reaktorami jądrowymi, które obsługują gigantyczną ilość manifestującej się energii, czyli generalnie plazmy, cokolwiek by to plazmą nie było, to jeżeli chcemy mieć najbardziej wydajne urządzenie, to wszystko musi się dziać w środku kulki, w środku piłki. Ten zderzacz cząsteczek, który się znajduje na granicy Szwajcarii i Anglii, też jest w kształcie kulki. Nie przez przypadek. To jest najlepszy, najbardziej optymalny kształt występujący w naturze, po którym energia idealnie krąży, idealnie funkcjonuje i właściwie te wszystkie zjawiska się rewelacyjnie manifestują, jeżeli tam się zapoda właściwe warunki. To jest główny powód, dla którego rośliny lepiej rosną w zaokrąglonych doniczkach niż w kanciastych doniczkach. To dlatego my też wolimy żyć bardziej otoczeni zaokrąglonymi kształtami niż kanciastymi.
Kanciaste są po prostu niezdrowe. Jest zbyt dużo odbić, a wszelkie zaokrąglone kształty wytłumiają te wszystkie odbicia i dzięki temu ta plazma czy jakakolwiek energia dookoła może się manifestować. Jest masa aplikacji naukowych, które zajmują się badaniem chociażby pieców hutniczych, gdzie wtryskuje się na przykład metal, taki jak złoto czy platynę, która wymaga bardzo wysokiej temperatury i bardzo stabilnej do topienia, bo jest bardzo ciężkim metalem do obróbki, jeżeli chodzi o piec, bo potrzebuje wysoką temperaturę, bardzo niewdzięczny. Używa się specjalnych pieców, które są właściwie okrągłe w środku, gdzie się wtryskuje pod ciśnieniem powietrze. Gdyby piec był kanciasty w kształcie szuflady, nie zadziałałoby. Zawsze ta temperatura miałaby nierównomierny rozkład. Najbardziej równomierny rozkład ciśnienia jest w kształcie kuli. Dlatego balon jest okrągły. Dlatego jak nadmuchujemy balon, to jest okrągły ni stąd, ni zowąd. Taka prosta rzecz.
Ale wracajmy do naszych linii energetycznych. Linie proste według tych wszystkich wierzeń ułatwiają podróże duszy, a zawiłe lub splątane mogą je usidlić. I te starożytne kamienie i labirynty robione z darni, bo tu w Anglii jest taka tradycja, że się zrywa darń i się buduje taki bardzo płytki labirynt. On ma dosyć specyficzny kształt. O tym to kiedy indziej. Bo najistotniejsze jest, czemu to służyło. Dokładnie służy to temu, żeby usidlić i zatrzymać duchy i energię, która przepływa tamtędy. I to jest tak popularnie praktykowane do dzisiaj właściwie podczas projektowania ogrodów. Nikt o tym głośno nie mówi, ale tu w Anglii chodzenie z różdżkami i przestawianie kamieni na polu jest czymś normalnym bardzo często. O tym się nie mówi zbyt może głośno, ale właściwie się robi to dosyć często.
I to nie tylko zresztą w Anglii, bo i we Francji jest to bardzo popularne, ale też w gazetach o tym nie przeczytacie. To musicie z farmerami pogadać, oni bardzo niechętnie, ale jak już poznacie ludzi, to nagle wam mówią, że tak, faktycznie są takie rzeczy i robi się takie rzeczy czasami. I to może nawet niekoniecznie tylko czasami. W różnych częściach Europy. W Skandynawii jest też taka tradycja. W Skandynawii w ogóle są jeszcze takie tradycje związane z negatywnym aspektem tego wszystkiego, że buduje się na przykład takie pułapki na złe duchy w lesie, na przykład w pojedynkę ustawiając kamienie albo budując takie małe labirynty. W Norwegii też są takie legendy na ten temat. Dużo takich historii. W Szwecji, w miejscu, które się nazywa Rosaling na Uppland jest taka droga, która została odkopana przez archeologów, którą były transportowane ciała zmarłych wikingów albo na łódź, żeby spłonęli na tej łodzi, albo gdzieś tam jakieś miejsce pochówku. Odkryto, że tam była specjalna droga właśnie z tego powodu, jak to wszystko transportowano takim specjalnym wozem.
Był specjalny zaprzęg i to była taka specjalna droga tylko po to. Holandia miała coś takiego jak Dovenloop Spookwagen. Tak to się chyba czyta. I tu się zaczyna właściwie nasza historia. Nazywa się to Death Roads dzisiaj po angielsku, czyli Droga Śmierci albo Ghost Roads, czyli Drogi Duchów. W średniowieczu cmentarze sytuowano na końcu tych dróg, dlatego zbiegają się bardzo często z lokacją cmentarzy. To są takie drogi, które przetrwały jeszcze do dzisiejszych czasów, ale o tym to za chwilę. Taką ciekawostkę à propos jeszcze zanim już skoczę do tego, jak to później i co dalej, to wspomnę jeszcze tylko o takim ciekawym miejscu w Chinach, które się znajduje. Jest takie gigantyczne mauzoleum cesarzy, zdaje się rodziny Ming w Nanjing. Tak, zdaje się dynastii Ming i nie tylko, bo tam są pochowani dostojnicy rządowi, żołnierze i tak dalej.
Jest takie gigantyczne mauzoleum wybudowane. Właściwie całe takie mauzoleum jest... Jak by to powiedzieć? Są specjalne drogi. Właściwie jest podzielone na dwa elementy, na dwa światy i jest specjalna droga dla duchów, która łączy te dwa światy. Właściwie całe to mauzoleum jest zbudowane w ten sposób, żeby duchy przodków, którzy tam zostali pochowani, zamieszkali, elegancko mogli podróżować w kosmos i gdziekolwiek indziej, żeby mogli elegancko opuścić ten świat bez żadnych problemów i żeby nie było żadnego zamieszania. I te drogi są specjalnie zaprojektowane. Na przykład wzdłuż takich dróg są ustawione gigantyczne monumentalne rzeźby słoni albo coś innego, albo są robione specjalne skrzyżowania, gdzie łączą się wszystkie drogi, a pośrodku stoi rzeźba żółwia, która ma taką stellę na sobie. Na stelli jest napisane nazwisko na przykład dostojnika, który został tam gdzieś pochowany, prawdopodobnie pod tą stellą czy jakoś tak. W środku tego wszystkiego stoi gigantyczny kurhan, w którym jest pochowany cesarz Chin ówczesny.
Niesamowita historia. I te wszystkie drogi zaprojektowano w tym całym kompleksie. To jest gigantyczny kompleks po to, żeby duchy elegancko mogły opuścić tą sferę i mogły się dostać tam, gdzie być powinny. Dokładnie. Co z tymi duchami i z tymi drogami śmierci, którymi transportowano na cmentarz i co z tym jest? Bo pamiętacie, jak wspomniałem o tym, że tam się pojawiały światełka i bardzo często, bo właśnie w tych legendach jest tak, że tam się pojawiały dziwne światełka, które zaczynają do ludzi mówić. Słuchajcie, zaczynają się dziwne rzeczy. Naprawdę dziwne. Proszę państwa, co za temat! A ja przypominam, że słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali.
Przepraszam bardzo, jakiś guzik nacisnąłem i się ściszyłem. A wy oczywiście słuchacie Radia Nafali, audycji „Hiperprzestrzenia”. Ja mam na imię Tomek. Audycja jest retransmitowana w Radiu Paranormalium, także pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium i słuchaczy Radia Nafali. Peace and love, moi drodzy. Peace and love. A dzisiaj o geomancji. Już nie będę powtarzał, o czym dzisiaj, bo wszyscy wiemy, bez przesady. Cała historia się kręci cały czas z tą kwestią kółka, czegoś okrągłego i tym, jak wygląda ten kształt świata i tego, że to się bierze, coś wysypuje jak ten szaman, taki system, że się bierze, coś wysypuje i że jak się coś wysypie, to przypomina to, słuchajcie. I teraz myślę, że to jest dobry moment, żeby połączyć pierwszą rzecz, może nie pierwszą rzecz, bo już kilka rzeczy połączyliśmy dzisiaj wieczorem, połączmy kolejną.
Pamiętacie, jak wspomniałem o tym szamanie, który bierze, wysypuje te swoje kamyki na ziemię i tak odczytuje, skąd się bierze cała rzeczywistość? Dobra, opowiem wam, jak to się robi. Żeby nie było, że nie mówię. Już nie będę trzymał tajemnic, prawda? Chodzi o to, to jest dokładnie ten sam mechanizm. Jeżeli macie strumień wody płynący, macie rzekę i jeżeli chcecie coś zrobić z tą rzeką czy ją uregulować, to co musicie zrobić? To musicie poprawić troszkę koryto tej rzeki. I w Austrii oraz w Niemczech robi się tak, że się bierze koparkę, przyjeżdżają panowie geodeci i według pomysłu takiego genialnego wynalazcy, który się nazywał Viktor Schauberger, wyrzucają taką specjalną paraboliczną konstrukcję z kamieni na dnie rzeki, która normalnie z reguły wylewa, zalewa okoliczne pola, zrywa mosty i robi same problemy. Pośrodku takiej rzeczki górskiej kładzie się kamienie, które kładzie się w kształcie lejka. Taki jeden kształt z lewej strony i z prawej strony, taki symetryczny na samym środku.
I się okazuje, że tak rozłożone kamienie w odpowiednim dystansie, odpowiedniej perspektywie powodują, że rzeka nie wylewa, trzyma się swojego koryta, wszystko jest idealnie i nie ma żadnych zniszczeń i woda jest zdrowa, wszystko jest jak najbardziej okej i wszystko działa doskonale i że jest to metoda na to, żeby funkcjonować elegancko z naturą i że ryby wracają do rzeki i tak dalej. Bo normalnie wykorzystywano tą metodę, że wykopywano, robiono taki stromy brzeg, kładziono betonowe płyty czy jakoś tak, taki stromy zakręt i twierdzono, że tak to powinno wyglądać. I się okazuje, że to trochę inaczej można rozwiązać. Nie obudowując rzekę z zewnątrz, tylko regulując ją w samym środku kilkoma głazami odpowiednio ułożonymi. I tam to dosyć zabawnie wygląda, bo to już nie jest tak, że to jest taki szaman, który bierze kamyki, wysypuje i mówi, że wie, co widać z tych kamyków, bo mu się wyłożyły w odpowiedniej kolejności, w odpowiedniej sekwencji. Tylko tam stoi taki pan w koparce, jest koparka duża, która ma taką łyżkę, zrzuca te kamienie do tej rzeczki. Tam po tych kamykach skacze taki pan w gumofilcach z takim GPS-em w ręku, żeby robić pomiary, czy przypadkiem ten kamień nie jest trochę za daleko albo za blisko. I przesuwa troszkę to w lewo, jeżeli trzeba, albo w prawo, albo gdzieś tam, bo to wszystko jest sprawdzane GPS-em satelitarnie, żeby to dokładnie miało ten swój paraboliczny kształt. No i co? Czary-mary?
Żadne czary-mary. Tu się okazuje, że jak najbardziej wszystko okej, bo właściwie to wróżenie to nie jest tylko i wyłącznie wróżenie, przepowiadanie czy dowiadywanie się przyszłości, tylko właściwie takie oryginalne rzucanie tymi wszystkimi przedmiotami. To, co robią szamani, nie służy tylko dowiadywaniu się, ale budowaniu też pewnego stanu. Chodzi o to, żeby rozładować energię, że właściwie całą informację, którą się pobiera, pobiera się z rozładowywanej energii, czyli dokładnie tak, jak my robimy, bo całą energię, którą my pobieramy, czyli prąd elektryczny, którego używamy, tudzież ogień, cokolwiek Pobieramy z rozładowywania tych wszystkich rzeczy dookoła. Czy rozładowujemy węgiel w piecu, że dzięki temu mamy ogień, czy rozładowujemy coś innego, dzięki czemu mamy prąd. Najlepiej rozładować plazmę, bo wtedy mamy tego prądu i tego wszystkiego dookoła. Wracając do naszych tajemniczych dróg ley lines, bo to wszystko jest ze sobą połączone. To wszystko z kosmitami, tymi dziwnymi światełkami na niebie. Tak to wygląda, że to wszystko jest bardzo mocno ze sobą połączone. To wcale nie jest takie oderwane od siebie.
Dawno, dawno temu, jak dawno temu to było? To był chyba 1901 rok. W takim kółku powstał jeden z takich dżentelmeńskich klubów zrzeszający miłośników badania natury, przyrody, naturalistów, dżentelmenów z dużą ilością gotówki i wolnego czasu. Opublikował pracę na temat takich dziwnych starożytnych dróg, a właściwie jednej starożytnej drogi, którą autor nazwał ley line. Jak się nazywał ten człowiek? Czy ja to gdzieś mam? Słuchajcie, ja to gdzieś mam w jakiejś notatce. Już kojarzę. Słuchajcie. To był sir Norman Lockyer.
I on opisał jako pierwszy, że położenie kilku kamieni, które leżą sobie gdzieś tam w polu przy drogach w Anglii, jest skorelowane z tym, jak są położone gwiazdy na niebie. I to była pierwsza taka praca, spostrzeżenie, którą opublikował, właśnie z tym związane. Minęło troszeczkę czasu, całkiem nie tak dużo. W 1921 roku niejaki Alfred Watkins, kolejny dżentelmen, który miał wystarczająco dużo gotówki i wolnego czasu, 30 czerwca jadąc przez teren i robiąc takie dochodzenie, co jest w okolicy i portretując w ogóle okolicę, bo malował obrazki sobie tam w okolicy, robił zdjęcia, trafił na okolice Herefordshire i zadziwiło go to, że kiedy patrzy się w jednym kierunku, widzi coś w rodzaju linii. Linii, gdzie jest jeden obiekt, drugi obiekt, trzeci i to wszystko się tak elegancko układa. To wyglądało tak, jakby było zaprojektowane, że to w ogóle nie wygląda na naturę. W ogóle nie wygląda na przypadek przede wszystkim. Tu jeszcze się pojawia taka postać niejakiego Williama Henry Blake'a. William Henry Blake w 1870 roku, który też opublikował taką bardzo podobną pracę w Towarzystwie Archeologicznym, Brytyjskim Towarzystwie Archeologicznym na temat właśnie dziwnego ułożenia kamieni na polach. I ów nasz bohater, Alfred Watkins, zebrał to wszystko do kupy, założył takie towarzystwo lokalne i zaczął propagować tę informację, bo jak odkrył tą pierwszą linię pomiędzy polami w Herefordshire, że mu wszystko idealnie pasuje do siebie, że tu jeden kamień, tam zamek, tam coś tam, tam coś tam i nazwał to ley lines, czyli takie ścieżki energii, można powiedzieć.
Właściwie nie ma tłumaczenia na język polski, co znaczy ley lines. Tak jak powiedziałem, tradycje ley lines biorą się dokładnie ze ścieżek trupów, bo to jest dokładnie ta sama historia. I tu się okazuje, że niektóre z tych dróg, które się tak świetnie zachowały, to są w ogóle niesamowite historie. Bo te drogi nie dość, że mają na rozstajach kamienie, to jeszcze oprócz tego, kiedy się weźmie mapę, wyrysuje te wszystkie drogi i zrobi linie przez te kamienie, to się okazuje, że te wszystkie drogi tak naprawdę tworzą taką siatkę bardzo dziwnych połączeń. I to nazwano siatką geomagnetyczną Ziemi. Jest taka koncepcja, że jest to oczywiście taka starożytna siatka, którą wymyślono, która w ogóle istnieje, jest częścią naszej natury, jest takim standardem po prostu. Ale o tym to może troszkę później. Na razie opowiem wam troszkę historii związanych z tym, jak się w ogóle te całe pomysły rozwijały na te ley lines na świecie. W 1925 roku Alfred Watkins, ten koleś, który jako pierwszy zobaczył i założył to towarzystwo miłośników ley lines, jak zrobił to zdjęcie w 1921 roku i to opublikował, opublikował taką pracę, taką małą książeczkę, która się nazywa „Stare proste drogi”. W 1925 roku powołał małe towarzystwo miłośników starych, prostych dróg czy coś w tym stylu.
Towarzystwo przetrwało do 1939 roku i na początku wojny światowej się rozpadło. Niemniej istniało przez jakieś, tak jak wygląda, to całkiem nieźle istniało. Prawie 20 lat sobie pohulało. W międzyczasie w Niemczech w 1939 roku Joseph Heintz i Wilhelm Teudt odkryli takie same miejsca we wschodniej Saksonii. To jest niedaleko granicy Polski. To jest tam, gdzie są Czechy i tam, gdzie jest Polska. Ten sam narożnik to jest właśnie Saksonia. I oni odkryli masę takich średniowiecznych, właściwie na początku były to średniowieczne drogi. Kiedy zaczęli kopać dalej, się okazało, że to nie są do końca średniowieczne drogi, że to właściwie nawet nie są drogi do końca. Bo często jest tak, że droga jest obok, a to jest taki specjalny trakt, na którym nie ma żadnych śmieci, żadnych garnków, żadnych nic.
Taki ceremonialny, taki jakby tylko używany do specjalnych celów. Oczywiście w Niemczech to była cała heca z tym związana, bo to były czasy Hitlera i nazizmu, więc automatycznie wszystko zostało podporządkowane pod aryjskie ścieżki, jakieś tam aryjskie historie, jak zwykle Niemcy wymyślili do tego Dokładnie te same rzeczy odkryto we Wschodnich Prusach. Tak czy siak, był jakiś pretekst, żeby zacząć kopać i robić badania archeologiczne. Anyway, odkryto te wszystkie rzeczy i to są dokładnie takie stare drogi, które są zorientowane w taki sposób, że na końcu zawsze są kamienie. I to są inne kamienie. To nie są te same, o których wspominałem, które za czasów Cesarstwa Austro-Węgierskiego kazano ustawiać wzdłuż drogi, żeby zawsze człowiek mógł się zorientować, ile jest do najbliższej miejscowości czy w którym miejscu w ogóle jest na świecie. To były zupełnie inne. To były takie potężne głazy, często z różnymi dziwnymi symbolami wyrytymi na tych głazach. To są właśnie te głazy, które można spotkać czasami między innymi na Prusach też wmurowane w ściany zamków, wmurowane w stare kościoły jako elementy konstrukcyjne. Taką samą tradycję mają Indianie Kogi, którzy mieszkają w Wenezueli, mieszkają w górach, w bardzo starym miejscu, gdzie nie wiadomo, jak bardzo stare i kto je wybudował.
Są te dziwne kamienne tarasy, które mają tysiące lat albo cholera wie, jak stare są te tarasy. I tam jest podobna historia z tymi kamieniami. Dokładnie tak samo zbudowana siatka połączeń. Mamas, czyli ci szefowie u Indian Kogi mówią, że te kamienie są pełne energii, że to jest taka struktura energetyczna, która powoduje, że podróżując taką drogą człowiek się nie męczy i że taka droga jest bardzo zdrowa. Jest taki fenomen związany z tymi drogami, ponieważ o ile jeszcze takie kamienie mogły się bez problemu uchować gdzieś na Prusach tudzież w Saksonii, w Niemczech, o tyle u Indian Kogi w takim tropikalnym lesie na wysokości dwóch czy trzech tysięcy metrów, bo to są już całkiem niezłe górki, wyższe niż Tatry zdecydowanie, albo przynajmniej co najmniej takie. Tylko że całe tropikalne, porośnięte dżunglą i wszędzie jest mokro nieustannie, wszystko gnije, wszystko się rozpada. Ten proces erozji jest strasznie szybki. To te drogi zbudowane przez nie wiadomo kogo, po których się poruszają Indianie Kogi tam, gdzie oni mieszkają w tych górach Sierra Madre nie ulegają erozji. I to jest takim fenomenem, bo my na przykład jako cywilizacja nie potrafimy wybudować takiej drogi i położyć ją w środku dżungli, żeby jej szlag nie trafił, a oni potrafią. I te drogi sobie tam stoją.
Indianie Mamas mówią, że to dlatego, że one są zbudowane według specjalnych szlaków i to są szlaki, którymi podąża energia Mamy Ziemi. Ta energia Mamy Ziemi konserwuje automatycznie te kamienie, także one się nie psują, a wręcz odwrotnie one emanują dobrą energią i dlatego chodzenie po tych szlakach jest takie zdrowe i dlatego się chodzi po tych szlakach i przede wszystkim dlatego właśnie szlaki są w tym miejscu, gdzie są. To jest taka tradycja, która jak się okazuje, być może stała za tymi wszystkimi średniowiecznymi drogami śmierci, jak to nazywamy w Europie. W Polsce to są drogi na cmentarz, bo tak to się dokładnie nazywa i to są w ogóle osobne drogi. Są wszystkie te historie, o których wam wspominałem. O tym, że na przykład taką drogą nie można podróżować w nocy. Jest kilka takich dróg na świecie. Uchowały się, zdaje się w Holandii. Ciężko mi to wszystko ogarnąć, bo tego jest aż tyle, że naprawdę godzinami można by mówić. Jak zwykle muszę dotrzeć do notatek, które gdzieś sobie zachowałem.
Tak, mam. Właśnie te drogi w Holandii. To jest taki fenomen, bo tam została ta tradycja taka oryginalna, że tej drogi nie można normalnie używać, nie można po niej normalnie chodzić. Ona jest tylko ceremonialna. W przypadku średniowiecznej Europy główną ceremonią był pogrzeb. Tak się okazało. Podejrzewam, że te wszystkie stare pogańskie drogi przerobiono na drogi pogrzebowe. Inna sprawa, że bardzo często archeolodzy potwierdzają to, że jeżeli było jakieś stare miejsce, to często jakaś kultura, która przychodziła w tym miejscu jako nowa, używała tego starego miejsca jako pochówek dla swoich pomarłych, tak żeby oni, którzy zmarli w tej generacji, łączyli się z duchami przodków z tej bardzo starej generacji, która zostawiła to nie wiadomo co po sobie. Przynajmniej takie są hipotezy na ten temat. Ja bym się bardzo skłaniał właśnie w kierunku tych hipotez.
Inna sprawa, że na potwierdzenie tych hipotez jest masa dowodów, takich jak te dziwne kamienie, które znajdują się już nie tylko w Anglii, ale też w całej Europie. W Belgii są takie kamienie. Normalnie później były, tak jak wspomniałem, były brane, były często niszczone, używane do budowy. W niewielu miejscach się ocalały. Jest takie genialne miejsce, które się znajduje we Francji, które się nazywa Carnac. I tam jest taki gigantyczny, aleja upstrzona kamieniami. W dzisiejszych czasach, jak ktoś to pomierzył, okazało się, że to wszystko jest idealnie zorientowane na gwiazdy, że to jest taki duży kalendarz astronomiczny. Nie wiadomo przez kogo zbudowany, bo pokazuje bardzo dziwne daty i jeżeli ta hipoteza się potwierdza, to znaczy, że budowniczy tego kalendarza mieli pojęcie o cyklu precesyjnym, czyli mówimy o 26 tysiącach lat. Kolejnym takim fenomenem, tu na chwilę wrócę do Anglii, jest coś, co znajduje się bardzo blisko Stonehenge. To się nazywa Carsus Lane.
Nauka mówi, że to jest prehistoryczna droga zmarłych. Właściwie nie wiadomo, co to jest. Jest taka gigantyczna aleja, która się ciągnie przez wzgórza, dosłownie przez wzgórza. Jest po drugiej stronie Stonehenge. Jakby ktoś był na miejscu, to doskonale zna to myślę, że znajdzie bez problemu. I najlepszy numer jest taki, że tam jest takie gigantyczne Odkopano miejsce po gigantycznym kręgu kamiennym, który jest o wiele większy, który był oryginalnie o wiele większy niż samo Stonehenge. Stonehenge jest malutkie, najmniejsze, co mogło z tego zostać, ocalałe, jak się okazuje. Na dodatek jeszcze ta cała droga, po której te martwe dusze miały podróżować. Pierwszy chyba opisał William Stukeley i zrobił takie rysunki jeszcze w 1723 roku i opisał, że to jakieś rzymskie korzenie są tej drogi. Takie były pomysły, bo oczywiście na początku w Anglii określano wszystkie drogi i z reguły były rzymskimi drogami.
Później się okazało, że było o wiele starsze. Taka normalna tradycja była, że jak wchodzili Rzymianie na drogi, które zrobili Druidzi, to oczywiście niszczyli druidzkie nazwy i stwierdzali, że to jest rzymska droga teraz. Taka normalna rzecz. Słuchajcie, takie kręgi znajdują się też w Polsce. Nawet na czacie ktoś pisze. Oczywiście, że tak, ale z polskimi nie znamy tego ustawienia. Planu czarnego nikt jeszcze tak do końca nie rozszyfrował. Natomiast z tymi w Anglii jest już troszkę łatwiej, bo tam przynajmniej teoretycznie udało się to łatwo ustalić, bo nie zostało aż tak mocno zniszczone. I tak jak wspominałem, ten Cursus Lay, czyli ta gigantyczna aleja przy Stonehenge jest ukierunkowana idealnie wschód-zachód i tak dalej. Są takie bardzo dziwne proporcje w tym wszystkim, takie dosyć kosmiczne.
Tych linii jest troszeczkę. Nie wiem, czy wam w ogóle czytać o tych wszystkich liniach, bo książek na ten temat jest masa. Sam mam kilka. Mam jedną nawet w ręku jako ciągłą podpowiedź. Jest tak zwana York Minster Lay. Jest masa tego. Ale o co chodzi? Idea jest taka, że na tych liniach energii, tam gdzie stały kamienie, jak pojawiali się pracownicy firmy watykańskiej, to niszczyli wszystkie te kamienie albo jeżeli nie udało się zniszczyć, to budowali tam kościoły. I w Anglii te linie przetrwały w postaci kościołów. Często na przykład ten bardzo stary kamień, który tam dawniej oryginalnie stał, jest pod ołtarzem.
Gdzie cały kościół na tym stoi. Jest kilka takich miejsc w Anglii. I to są takie linie energii. Co wytyczały te linie energii? O tym wszystkim może za chwilę, bo to jest intrygujące. Zanim się rozgadam, to może zrobię sobie przerwę od tego gadania, łyknę troszkę herbaty, a my posłuchamy sobie muzyczki i opowiem wam o kilku bardzo ciekawych miejscach na ten temat. Właśnie przypominam, że jestem na czacie i że będę za chwilę wklejał wszystkie te linki. Dokładnie. Za chwilę wam podrzucę parę linków, także zapraszam wszystkich serdecznie na czata Radia Na Fali, radionafali.com, zakładka „Chat”. Włazić, logować się i ja tam zaraz podam jakieś linki do tego wszystkiego, o czym mówię dzisiaj.
Tej dziwnej opowieści o tych dziwnych drogach pełnych energii. Drogach, po których są takie zasady, że niby nie warto podróżować w nocy albo warto w nocy, bo o każdej porze jest dziwna energia, a tamtą energię się mocniej odczuwa niż słabiej i że to ma swoje znaczenie. Ale o tym to może za parę chwil. Może zacznijmy od tej muzyczki, proszę państwa. A wy słuchacie już dzisiaj Radia Na Fali, audycji „Hiperprzestrzeń”, retransmitowanej też w Radiu Paranormalium. Dzisiaj o tajemniczych miejscach pełnych energii. Wracam do tej opowieści, bo już niewiele czasu, a tyle do opowiadania, że w ogóle nie wiem, czy przypadkiem nie będzie drugiego odcinka, żeby to pokończyć, bo tego jest masa. Masa różnych hipotez i nie tylko na ten temat. Tak tylko rzucę, bo nie chcę zostawiać samopas z tymi dużymi alejami, że to tak dziwnie ukierunkowane, bo nie do końca dziwnie ukierunkowane, żeby nie było już takie enigmatyczne. Dosyć specyficzną sprawą dla tych ley lines, tak można to nazwać, dla tych bardzo spektakularnych dużych miejsc jest ich ustawienie względem wschodów, zachodów, północy i południa.
Żeby było zabawnie, ten system został zachowany w naszej zachodniej astrologii, tej klasycznej, jeszcze związanej troszkę z tarotem, z tymi wszystkimi rzeczami z Egiptu, gdzie świat ma swoją reprezentację w postaci kwadratu, który właściwie stoi na jednym ze swoich rogów pod kątem 45 stopni, a w środku masz taki mniejszy kwadrat. I o co chodzi? Podesłałem linka na czacie, także znajdziecie bez problemów. To się nazywa tak zwane klasyczne elementy, bo to ma swoją nazwę oczywiście, się nazywa klasyczne elementy astrologii. Astrologiczne. I o co chodzi w tym wszystkim? To jest taki koncept, że materia w całym świecie, kiedy zmienia swój stan skupienia, bo nic nie stoi w jednym miejscu, wszystko jest ciągle w ruchu, że materia ma dosyć specyficzny, niezmieniający się cykl. Że ogień zmienia się w ziemię i kiedy zmienia się w ziemię, to po drodze tej zmiany następuje susza. Że kiedy ziemia zmienia się w wodę, robi się zimno. Kiedy woda zmienia się w powietrze, robi się mokro.
Kiedy powietrze zmienia się w ogień, robi się gorąco. I te wszystkie punkty znajdują się pomiędzy, czyli pomiędzy powietrzem a ogniem jest gorąc. Dokładnie w połowie drogi. Czy jakoś tak I to jest taki alchemiczny koncept na to, jak funkcjonuje świat. Właściwie te drogi są bardzo mocno zorientowane, że dzieją się niesamowite rzeczy. Ja może zostawię te angielskie historie, bo one są tak świetnie opisane. Pewnego dnia zrobię o tym osobną audycję. Jest ciekawe miejsce, które się nazywa Carnac, jest we Francji. Jest to niesamowita historia, bo jest bardzo podobne pod wieloma względami do tego miejsca w Polsce. Jest takie miejsce w Polsce, gdzie są kamienne kręgi.
Nie wiem, czy to są stare wierzenia, które przetrwały lokalnie. Nie mam pojęcia, tak słyszałem. Nie wiem, czy to jest prawda, ale bardzo przypomina to oryginalne wierzenia, które są w Carnac. To jest taka gigantyczna konstrukcja megalityczna, aleja wyłożona gigantycznymi megalitami. Niektóre z tych kamieni mają swoją specjalną moc. Jeżeli tam pojedziecie, zobaczycie, że dookoła niektórych kamieni są wręcz wydeptane bardzo jasno widoczne ścieżki. Dookoła niektórych kamieni po prostu rośnie trawa, a niektóre są bardzo popularne. Są kamienie, które na przykład dają kobietom dzieci. Jeżeli kobieta ma problem z zajściem w ciążę, wystarczy przyjść, usiąść albo otrzeć się o ten kamień. Trzeba to zrobić w odpowiednim momencie dnia i właściwie nie tylko dnia, bo to w ogóle musi być właściwy dzień.
Czyli najlepiej, żeby to była na przykład pełnia albo żeby to była taka noc, kiedy właściwie nie ma księżyca na niebie, kiedy jest kompletnie ciemno i są tylko gwiazdy. Tylko w nocy i tylko po zachodzie słońca albo tuż przed wschodem słońca. To są takie magiczne pory. Bardzo dokładnie takie same historie jak z tak zwanymi magicznymi drogami. Przesądy w średniowiecznej Europie na temat dróg trwały bardzo długo. Takie stare alchemiczne, astrologiczne przesądy. Być może część najstarszej tradycji. W Europie nie podróżowano na przykład niektórymi szlakami, tymi najstarszymi szlakami przebiegającymi przez święte miejsca tak zwanych heretyków albo jakichś starych przodków. Nawet w czasach największych katolickich najazdów nie było odważnych, którzy by podróżowali w ciągu dnia tymi szlakami. Niektóre drogi były na przykład tylko dedykowane na to, żeby podróżować nimi nocami, a niektóre tylko dniem.
I to było dosyć specyficzne, zabawne, że pomimo, że cała armia zbrojnych pod mieczem, to w ogóle nikt nie łamał tego zakazu. Jeżeli to była taka droga, którą się podróżowało tylko za dnia, to nią się podróżowało tylko i wyłącznie za dnia. Bo co można było spotkać nocą na takiej drodze? Nocą można było spotkać na takiej drodze duchy przodków przede wszystkim, dziwne światła. Można było spotkać kobiety, które kuszą zbrojnych, wciągają do lasu i zagryzają. Wszystkie te opowieści o strzygach w lesie. Są takie specjalne drogi, bardzo specjalne i nimi się podróżuje w określonych porach, w określonych momentach i to nie zawsze. I tam są specjalne kamienie. Się podróżuje od kamienia do kamienia. Masa takich historii.
To naprawdę trwało bardzo długo w Europie. W Polsce jest sporo takich dróg. W ogóle w całej Europie jest sporo jeszcze takich dróg. Teraz nie ma takiej tradycji, że ktoś mówi: „Po nocy nie będę jechał”. Chociaż są takie miejsca, gdzie ludzie mówią, że jest taka droga, na której na przykład pojawiają się duchy ludzi, którzy zginęli w wypadku. Albo są drogi, gdzie jest na przykład więcej wypadków niż mniej. Są takie miejsca i to jest taki fenomen. My nie jesteśmy w stanie tego wytłumaczyć. Są oficjalne wyjaśnienia, że to jest na przykład prosta droga i to dlatego, bo kierowcy się męczą na prostej drodze, bo stają się zbyt leniwi i akurat w tym miejscu robią się tak leniwi, że zawsze wyrżną orła samochodem w coś. A to nie zawsze jest kwestia profilu drogi ani wszystkich technicznych aspektów.
Taki starożytny człowiek jakby przyleciał do naszego czasu w takiej maszynie czasu, to stanąłby, podrapał się w głowie i się spytał, czy może przypadkiem nie jest tak, że to miejsce ma w sobie jakąś taką energię, że dzieją się tam takie dziwne rzeczy. Są takie miejsca w Polsce, gdzie samochody jadą do góry. Jest masa takich miejsc na świecie. To nie jest naprawdę takie unikatowe. My o tym po prostu nie mówimy. Straciliśmy całą tradycję, całe bogactwo tych legend na ten temat. One, jak na ironię, przetrwały bardzo mocno w bardzo nowoczesnej w porównaniu do Polski Anglii, gdzie nie było takiego najazdu katolickiego i tylko dlatego to przetrwało. To się zmiksowało z lokalnymi celtyckimi legendami. Później, jak przyszli pierwsi chrześcijanie, to zaakceptowali część z tych informacji, także nie zostało to aż tak mocno zniszczone. Wracając do tej całej historii związanej z geomancją i z naszym szamanem na samym początku, który wyrzucił te wszystkie kamyki.
To wygląda troszeczkę tak i to jest kolejna hipoteza na ten temat i całkiem solidna, z poparciem dosyć solidnym, która mówi o tym, powołując się na to, że wewnątrz naszej planety, czy jest pustka, czy nie, jest coś, co jest w ruchu, bo prawdopodobnie, przynajmniej tak głosi tę hipoteza, jest coś, co się cały czas kręci, nadaje jakąś wibrację, coś, co utrzymuje jakąś dynamikę dookoła całego świata. Jedna z hipotez mówi, że jest to po prostu bardzo duży kryształ, na którym właściwie wszystko jest zbudowane i że te wszystkie niesamowite miejsca, które są wytyczane jako, my je nazywamy ley lines. To są miejsca, gdzie najwięcej tych ley lines, tych linii mocy się przecina. To są takie już ultra specjalne miejsca, jakim miejscem jest na przykład piramida. Dokładnie w tym miejscu jest wybudowany cały kompleks w Gizie z tą gigantyczną piramidą, ze Sfinksem. Cała ta historia dokładnie leży w tym miejscu. Wiele spraw, gigantyczna ilość budynków na świecie jest dokładnie położona w takich miejscach, gdzie siatka geomagnetyczna Ziemi się krzyżuje. Czyli generalnie jest bardzo dużo mocy, która się manifestuje potężnie. Istnieje teoria, która mówi, że nasz świat i właściwie każda planeta dookoła jest przypisana konkretnemu kształtowi, konkretnemu kryształowi. Stąd ta cała opowieść w tak zwanej świętej geometrii o symbolu drzewa życia.
Nie będę rozwijał tego tematu, bo się pogubimy. Nie mamy tylu godzin, to jest tak kompleksowe. Pomysł jest taki, że pod nami jest taki duży kryształ, potężny kryształ i że ten kryształ rezonuje. Tak czy siak, część tego promieniowania słonecznego czy cokolwiek to jest dookoła nas się od tego kryształu odbija i emanuje. Dlatego tak istotne jest to, czy robimy coś w ciągu dnia, czy robimy coś w ciągu nocy. To inna sprawa, że doskonale wiemy chociażby z wielu eksperymentów w nauce, że na przykład fala fotonowa jest gorzej widoczna w ciągu dnia, ponieważ fotony, które są pobudzane przez słońce, to, co my nazywamy fotonami, wchodzą w interakcje z tymi fotonami, które my generujemy. W tym momencie jedne wykasowują drugie, także nie za bardzo z tego coś wychodzi. Dlatego ten wielki zderzacz cząsteczek jest wbudowany głęboko pod ziemią, po to, żeby fotony ze słońca nie zakłócały działania tego działa tam pod ziemią, bo one zakłócają. Słonko potrafi nieźle zakłócić wszystko. Dlatego wiele eksperymentów się robi właśnie w specjalnie izolowanych pomieszczeniach.
Mierzy się na przykład częstotliwości Schumanna w specjalnych komorach, które są gdzieś głęboko w kopalniach, na dnie kopalni, żeby było jak najmniej hałasu i szumu ze słońca, który dociera do Ziemi. Bo ten szum ma swój własny rezonans i wchodzi w interakcje z czymś dookoła nas i zmienia świat, zmienia sposób, w jaki odbieramy świat. Wracając do tego kryształu, na którym ponoć stoimy i do tego, że niektóre rzeczy dzieją się tylko w nocy albo tylko w dzień, ponieważ jest gigantyczna różnica potencjału energetycznego pomiędzy odbijaniem, pomiędzy sytuacją, gdzie promienie na siebie nachodzą albo się odbijają. Tu wychodzi taka rzecz, że właściwie może być coś w tym, proszę państwa, bo w tych punktach mocy co się dzieje? Może żeby wam wyjaśnić, co się dzieje w tych punktach mocy, ja się powołam na kolesia, który się nazywał Buckingham Fuller. Wszyscy mówili na niego Bucky Fuller. Taki koleś, który żył prawie 100 lat temu. Bucky Fuller był architektem, konstruktorem, projektował masę rzeczy. Poczekajcie, bo tu szukam linka jak zwykle. Wszystkie linki mam ze sobą dzisiaj, także chcę wam to wszystko zapodać, żeby nic nie stracić z tej całej opowieści.
Bucky Fuller wymyślił, że najlepszą i najbardziej efektywną metodą konstruowania kopuł na świecie jest użycie takiej bardzo specyficznej konstrukcji, czyli podzielenie kopuły na małe trójkąciki i budowanie kopuł ze składania małych trójkątów, które się układają w taki sześciokąt. I nie tylko, bo to się nazywa kopuła Fullera tak zwyczajnie w architekturze. Człowiek wyznawał teorię, że Ziemia jest takim statkiem kosmicznym, na którym wszyscy mieszkamy i że wszyscy powinniśmy mieć sympatycznie dla siebie i wszyscy powinniśmy dla siebie pracować, bo de facto mieszkamy na tym samym statku kosmicznym. Wymyślił coś takiego i się okazało, że kiedy się buduje kulkę, używając tej elementarnej świętej geometrii, to, co dawniej nazywano świętą geometrią, złotą geometrią, jakkolwiek to nazwiemy, takie pryncypia, które są dookoła nas, to jest chyba najlepsze słowo. To w tych miejscach, gdzie te linie się schodzą, tam, gdzie teoretycznie powinno być największe naprężenie, to naprężenie jest najlepiej likwidowane. Czyli jeżeli zbudujemy taką kopułę, właściwie nie mamy żadnego limitu co do wielkości, wytrzymałości. Właściwie ta kopuła jest niezniszczalna de facto. Buckingham Fuller ją zaprojektował i odkrył to, że w miejscach, gdzie te linie się krzyżują, powstaje bardzo duże naładowanie, właściwie rozładowanie mocy, takie gigantyczne. Teraz jak się buduje na przykład takie gigantyczne osłony do radarów, wiele rzeczy dookoła, możecie takie kopuły zobaczyć wszędzie, to się wykorzystuje dokładnie ten sam patent, czyli odpowiednik takiego dużego kryształu. To jest taka kryształowa struktura, jakby zamienić kulkę, która normalnie jest okrągła, skrystalizować ją, że zamienia się w małe ścianki, które są małymi trójkątami.
Nie będę was zamęczał takimi opowieściami, ale okazuje się, że coś, co było tylko i wyłącznie opowieścią w sferze bajek, taką teologią pod tytułem, że jak skrzyżują się trzy drogi na rozstaju trzech dróg. Zawsze taka legenda mówi o trzech drogach i kamień stoi pośrodku czy jakoś tak, że tam wystarczy przejść, puknąć i pojawia się diabeł. I że jak się przyjdzie o odpowiedniej porze, kiedy jest pełnia księżyca i zakręci się trzy razy, czyli jeżeli tam człowiek przyjdzie, zrobi jakiś wortex energetyczny, bo człowiek jest dużej ilości wodą, czy jak się tam pokręci dookoła może trzy razy, a tam może coś jest dookoła tego kamienia, to wywoła jakieś zniekształcenie tego pola elektrograwitacyjnego i być może połączy się z innym wymiarem. Chrześcijańskie legendy zawsze odradzały bywanie w takich miejscach. Katolicy i Kościół katolicki zawsze, że tak powiem, klną na takie miejsca. Jak nie można było tam postawić swojego krzyżyka, to miejsce było oczywiście diabelskie. Są tylko diabelskie kamienie w Polsce w dzisiejszych czasach. A to nie były wcale diabelskie kamienie. To są takie miejsca, gdzie się manifestują duchy, gdzie można było przyjść, porozmawiać z duchem przodków na przykład. Ponieważ wiadomo było, że wszyscy tamtędy chodzą, że to jest takie miejsce, że to nie tylko ludzie są na ziemi, że obok nas chodzą też duchy, że to wszystko jest dokładnie takim światem równoległym i że to są takie portale do tego świata równoległego.
To są te załamania. I kiedy te ley lines, te energetyczne linie przez siebie przechodzą i postawi się tam kamień, to właśnie ten kamień jest takim punktem, który skupia tę energię. Ona nie może sobie przeskoczyć dalej. Jest to, jak to się elegancko mówi, wyładowanie czy rozładowanie pola. Tesla nazywał to po prostu falą skalarną. Jeżeli weźmiecie takie urządzenie, które mierzy nanotesle i zaczniecie mierzyć ilość prądu albo napięcia elektrograwitacyjnego na samej górze kamienia i na dole, zobaczycie, że jest gigantyczny potencjał energetyczny w takim kamyku i że ta różnica wcale nie jest mała, że na górze jest plus, a na dole jest minus. I że jeżeli się odwróci taki kamień do góry nogami, położy na ziemi, to ta różnica potencjałów zaraża potencjał ziemi, tudzież potencjał ziemi w pewnym momencie zaczyna wyrównywać potencjał kamienia, tudzież go zmieniać. Bardzo intrygująca historia. To jest troszkę tak, jak kładzenie specjalnych głazów w specjalnych miejscach w korycie rzeki po to, żeby na przykład tę rzekę spowolnić albo żeby ją przyspieszyć, ale tak, żeby nie wyrywała wszystkich drzew z korzeniami z brzegów, tylko żeby płynęła w swoim własnym korycie. I to jest bardzo intrygująca rzecz, bo okazuje się, że ma to bardzo duże powiązania z tym, jak w dzisiejszych czasach powoli zaczyna się mówić o niezidentyfikowanych obiektach latających.
Coraz częściej pojawiają się relacje, i to nie tylko w Polsce, ale też obserwuję właśnie w Polsce relacje ludzi, którzy mówią o tym, że zaczynają medytować i zaczynają koncentrować swoją uwagę i dopiero wtedy zaczynają widzieć jakieś statki na niebie, jakieś obiekty, których nie są w stanie zidentyfikować. Starożytni mówili, że właściwie to nie było żadną wyjątkową rzeczą. To było czymś normalnym, że były takie drogi, miejsca, kamienie, gdzie wystarczyło tylko przyjść, usiąść sobie, posiedzieć i nagle zaczynało się widzieć duchy dookoła. Zaczynali przychodzić przodkowie i ci przodkowie przemawiali przez te kamienie. W ogóle historia ciekawa. Słowem, miejsca, w których straszy. Nasza kultura, w której my zostaliśmy wychowani, nazywa te miejsca demonicznymi, przybija im pieczątkę diabelską, że tam zawsze coś nas pochłonie, zje i pożre. W rzeczywistości wygląda na to, że być może być odwrotnie i to całkiem nieźle odwrotnie. Dużo jest jeszcze takich miejsc w Polsce. Myślę, że jakby tak pochodzić, poszukać, to troszkę człowiek by znalazł tego wszystkiego.
Jest taka legenda, to jest coś, co mówią Indianie, którzy używają ayahuasca i mieszkają w Amazonii. Może nie wszyscy, ale przynajmniej z tego, co ja się dowiedziałem, kiedy się ich pyta o statki kosmiczne, o UFO, to oni nie mówią o żadnych maszynach, żadnych silnikach, żadnych aluminiowych ramach, platynowych przełącznikach, kablach, silnikach grawitacyjnych. Oni nie mówią o tym w ten sposób. Oni mówią o tym, że te jasne obiekty, te kulki latające, które widzimy, które się manifestują właśnie w tych dziwnych miejscach, to te kulki to są duchy, to są dusze, to są istoty, to są byty, które podróżują pomiędzy wymiarami. I że właśnie w tych miejscach, gdzie jest załamanie tej siatki geomagnetycznej Ziemi, gdzie być może stoi duży kamień, który zmienia wszystko dookoła, że być może ten kamień ma taką energię, że tam następuje jakieś załamanie tej niewidocznej energii. My jej nie widzimy, bo to jest ciągle ta sama historia z magnesem. Naprawdę nam się wydaje, że widzimy bardzo dużo, ale tak naprawdę ile widzimy? Ile widzimy z takiej mocy magnesu? Nic nie widzimy. Puste powietrze, które przyciąga jeden kawałek metalu do drugiego, nic więcej.
I właśnie oni mówią, że jeżeli budujemy drogi, to te drogi są wykorzystywane nie tylko przez nas, ale przez ten cały niewidoczny świat. I to jest główny powód, dla którego każda porządna droga powinna być zbudowana i oparta na tej strukturze energetycznej. Bo kiedy odklejamy się od rzeczywistości duchowej, od swoich przewodników, przodków tego świata, w którym żyje ta nasza druga część, to w tym momencie nasze podróże tracą na wartości. Męczymy się w podróżach. To już nie jest to samo, co porządną drogą z porządnymi kompanami. Okazuje się, że być może właśnie to jest jedyna i najsłuszniejsza droga, metoda budowania dróg, żebyśmy elegancko podróżowali, żeby było jak w tym przysłowiu, że człowiek w drodze to mądry człowiek. Dokładnie. Że jak człowiek podróżuje, to go czyni mądrym. To też się nie wzięło chyba znikąd. Ja coś tak podejrzewam.
Zobaczymy, proszę państwa. Ciekawe. Takie teorie, proszę państwa, takie refleksje. Myślę, że do tematu geomancji jeszcze wrócimy nie raz i kamiennych kręgów i wszystkich historii. Ja dziękuję za słuchanie „Hiperprzestrzeni”. Pozdrawiam serdecznie. Dziękuję wszystkim sponsorom jeszcze raz za świeży sprzęt, na którym dzisiaj po raz pierwszy, aż z tremą troszeczkę mówię dzisiaj, bo tyle gałek dookoła, że wow, dawno tyle nie było. Także dziękuję bardzo wszystkim sponsorom. Peace and love, moi drodzy. Zapraszam wszystkich do wspierania „Radia Na Fali” na Patronicie.
Wspierajcie nas, wspierajcie mnie. Jest troszkę sprzętu dalej do kupienia, także zapraszam wszystkich bardzo serdecznie do pomagania. Niech to wszystko lepiej brzmi, niech to się lepiej nagrywa, niech to rusza w świat. Słuchajcie, linkujcie nas na Facebooku. Ja pozdrawiam oczywiście oprócz słuchaczy „Radia Na Fali” pozdrawiam słuchaczy „Radia Paranormalium”. Słuchajcie, „Radio Na Fali” ma już Twittera, jest na Twitterze, także zapraszam serdecznie. Znajdziecie radio-nafali. Znajdziecie to bez problemu. Wiem, że ktoś tweetuje. Także zapraszam serdecznie.
Zapraszam do odwiedzania, ściągania, wspierania, słuchania i zapraszam na wieczorową porę już za sekundę. I dziękuję jeszcze raz za słuchanie „Hiperprzestrzeni”. Może jeszcze raz powiem, tak profesjonalnie, żeby było. To była „Hiperprzestrzeń”.