[01:01] - Czołem, kosmonauci! Dobra. Witam wszystkich serdecznie w Radiu Na Fali. Witam wszystkich w hiperprzestrzeni o wieczorowej porze. Już wszystko jest okej. Jakieś echo słyszałem po drodze, ale usunąłem wszystkie zbędne echa. Także witam wszystkich jeszcze raz porządnie od początku do końca w hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali, transmitowanej w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Na Fali i Radiu Paranormalium. Już za chwilę się zaloguję na wszelkie czaty, na czat Radia Na Fali, www.radionafali.com, zakładka „Czat”, także proszę tam wskakiwać bardzo serdecznie. Tam za chwilę już będę.
Oprócz tego oczywiście przypominam, że nasz adres Skype'owy to jest oczywiście radionafali.com na Skype. Także tak nas znajdziecie, złapiecie i spotkacie. Dajcie jeszcze parę chwil, żebym się zalogował na to wszystko. Ledwo co zdążyłem. Herbaty sobie zrobić, przygotować się. A dzisiaj w hiperprzestrzeni, moi drodzy, wykończeniówka, że tak powiem. Nie tyle wykończę, bo nie zamierzam nic wykańczać. Temat, który ciągnę od dwóch odcinków, czyli temat prądu elektrycznego. Dzisiaj chciałem troszkę podsumować i wrzucić kilka brakujących rzeczy dookoła tego wszystkiego. Troszkę więcej o Tesli powiedzieć, troszkę więcej o tych wszystkich chłopakach powiedzieć.
Już poza tymi technicznymi rzeczami. Będzie oczywiście jak zwykle troszkę techniki, ale takiej bardzo łatwej do wytłumaczenia i zrozumienia. Także dzisiaj troszkę o tym systemie elektrycznym, o tych wszystkich szaleństwach elektrycznych, które zapomniano, zakopano, ukryto w tajemnicy. No właśnie, czas najwyższy to wszystko odkopać, przywrócić. Nie wiem gdzie, po prostu przywrócić zwyczajnie. Także słuchajcie, jeżeli ktoś z was jest ekspertem od tych spraw, w ogóle chce coś dodać na ten temat, bo to wcale nie trzeba być wielkim ekspertem, to zapraszam serdecznie, żeby się odzywać oczywiście do Radia Na Fali, radionafali.com na Skype. Ja tu już wskakuję w temacik, moi drodzy. Ja w ogóle oczywiście chciałem pozdrowić wszystkich sponsorów audycji bardzo serdecznie. Peace and love, moi drodzy. Nieważne jak dużo.
Oczywiście najlepiej, jakbyście wszystkie te pieniądze wysłali. Wszystkie. Ale prawda jest taka, że nieważne jak dużo, ważne, że wspieracie. Także pokój i miłość, słuchajcie, dla tych wszystkich, którzy wspierają. Nie tylko dla tych. Dla wszystkich. A ja szczególnie dziękuję tym, którzy wspierają Radio Na Fali i wspierają hiperprzestrzeń. Także merci beaucoup. Nie wiem, co powiedzieć. Aż tak jak panienka się poczułem.
Zaczerwieniłem się z tego wszystkiego, taki zawstydzony się zrobiłem. Dzisiaj troszkę o antenach chciałem z wami porozmawiać, troszkę o energii kształtu i takich wszystkich rzeczach. Trochę tego, co to w ogóle jest z tym całym prądem, z radiem i tymi wszystkimi hecami troszkę dookoła, bo jest przy tym kilka dziwnych tajemnic. Jest to wszystko bardzo mocno związane właśnie z legendarnymi postaciami, takimi jak Tesla, Walter Russell, Steinmetz i wielu innych z tamtych czasów. Także łącznie z Edem Leedskim od „Koralowego zamku”. To też ciekawa historia z tym wszystkim. Także dzisiaj będę próbował przyjrzeć się temu wszystkiemu i wyciągnąć generalnie wszystko, co się da wyciągnąć z tej całej prehistorii. Może nie prehistorii, może po prostu historii. Wyciągnąć na światło dzienne jak najwięcej tych faktów i zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie. Może ktoś dokona jakiegoś wiekopomnego, wielkiego odkrycia.
I don't know. Przypominam, że słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni”, jak najbardziej. Ja, no nie Tomek. Także proszę państwa, proszę śmiało się odzywać. Ja tu już się loguję na czat, jak zwykle. Może zacznę po prostu od jakiejś muzyczki, jak zwykle. Jak zacznę od muzyczki, to ja się zaloguję na te wszystkie czaty i tam już będę dostępny, obecny i komunikatywny. Wszystko już dzisiaj działa, także wow, super. Wczoraj były jakieś lekkie problemy techniczne ponoć wszędzie. Nikt nie wie, co się działo.
Może słońce, a może nie. Kto to wie? To co? Jakaś muzyczka, a ja wracam oczywiście po muzyczce. No właśnie. Oczywiście w lesie. W radiu na fali oczywiście, jak najbardziej, w hiperprzestrzeni. Co by nie było, a ja oczywiście na „Ja”, Tomek. Także słuchajcie, no co? Dzisiaj wykańczam te wszystkie elektryczne historie.
Nie tyle wykańczam, ile po prostu czas najwyższy sięgnąć po jakieś konkluzje z tego wszystkiego, tak sobie myślę. Historia jest niesamowita. Może zaczniemy od Alexandersona, od pana, na którym ostatnio skończyłem całą opowieść. Od człowieka, który wpadł na genialny pomysł, żeby puścić sygnał. W ogóle, żeby wziąć silnik elektryczny, podłączyć ten silnik, to wszystko się ze sobą połączy. I jak to się wszystko połączy, to zamiast klasycznych anten nadawania i wrzucania tam prądu z ustalonym napięciem i robienia z tego anteny jak Marconi, to żeby to wszystko załadować do silnika. Ten silnik wyprodukuje taką częstotliwość, że to się wrzuci w zupełnie inny sposób i nagle ten sygnał bez żadnych strat zostanie wysłany wszędzie w kosmos. Może zaczniemy od początku. Może zaczniemy od patentów i roku 1906 właściwie. To jest ciekawy moment, bo Tesla traci swojego największego sponsora.
Generalnie się okazuje, że J.P. Morgan, jak się dowiedział, czemu ma służyć wieża, którą buduje Tesla, dostał szaleństwa i stwierdził od razu taki shutdown. Dokładnie w tym samym roku Marconi patentuje swoje urządzenia. Tylko fenomen polega na tym, że patentując swoje urządzenia, to jest taki wał oczywiście, bo generalnie za Marconim stoi General Electric, czyli firma Edisona, która ma niezłe plecy. Generalnie popycha to tak, że w dziwny sposób patenty Tesli są patentowane jeszcze raz przez Marconiego. Tylko że Marconi zebrał dwadzieścia parę tych patentów Tesli do kupy, opisał to jeszcze raz i to opatentował jako swój patent. Oczywiście Tesla cały czas się śmiał, że to dosyć egzotyczny patent. Że to zabawne, że jeszcze raz ktoś to opatentował wszystko tylko dlatego, że wziął to do kupy. Ale efekt był taki, że właściwie od 1906 roku taka klasyczna komunikacja radiowa, czyli to, na co wszyscy pracowali do tej pory, czyli Tesla, Steinmetz, wszystkie te historie z tymi prehistorycznymi Maxwellami, Faradayem, wszyscy ci technicy, wszyscy ci inżynierowie, wszystkie te anteny, wbudowane radio. Okazało się, że wszystko to trzyma w łapie jedna firma i jeden koleś.
Dokładnie. I nikt nie może ruszyć sprawy. I się okazuje, że trzeba wymyślić coś nowego, bo generalnie co tu dużo mówić, nie da się tego przeskoczyć. Koleś opatentował wszystkie możliwe wejścia na falę eteru. Trzeba wymyślić coś nowego. W ogóle cała ta historia z wojnami patentowymi sięga troszkę wcześniejszych czasów. Pewnie wszyscy pamiętają tą historię, przynajmniej ci, którzy się interesują, wojnę pomiędzy Teslą i Edisonem. Edison nie mógł zrozumieć, jak działają silniki, ale chciał mieć kasę z tych silników, a Tesla, który rozumiał, jak działają silniki, chciał, żeby Edison się podzielił tą kasą, którą zarobi, ale Edison miał zupełnie inny pomysł. Nie lubił się niczym dzielić specjalnie. Miał jakiś taki problem z tym i generalnie panowie się rozeszli.
Te wszystkie historie to nie jest jedynie problem z tą wojną na karencji, z tą wojną na karencji na prąd, bo jeden wymyślił prąd. Słuchajcie, o co chodzi? Jeszcze raz powtórzę. Bo jeden wymyślił prąd stały i że wszystko na świecie chodzi na prąd stały, a drugi, że na prąd zmienny. Tesla, że na prąd zmienny. I Tesla wymyślił urządzenie, które produkowało ten prąd zmienny tak rewelacyjnie i przenosiło ten prąd zmienny bez żadnych strat wszędzie, gdzie się dało. Natomiast Edison miał gigantyczny problem z tym swoim prądem, który wiecznie skwierczał, wiecznie przepalał wszystko, wiecznie się gotowało, nic nie chciało działać tak, jak powinno działać, właściwie nikt nie wiedział, jak to powinno działać. Były z tego same problemy i nic z tego za bardzo nie było. Było coś tam, ale generalnie nic specjalnego. Nic specjalnego, moi drodzy.
Nic, na czym powinniśmy się zatrzymać w tym momencie. Kiedy doszło do historii z żarówką, okazało się, że Edison opatentował żarówkę. Opatentował to, że można zrobić urządzenie elektryczne, które daje światło, ale nie można było opatentować tego, że coś daje światło, bo to jak opatentować słońce troszeczkę. Edison opatentował kształt żarówki, dokładnie taki klasyczny kształt żarówki takiej wkręcanej z takim gwintem na dole i tym gwintem na zewnątrz, takim dużym, tą metalową stopką na dole. To jest patent Edisona, moi drodzy. Dokładnie takie żarówki wymyślił Edison. W tamtych czasach wyglądało to tak, że jak ktoś wymyślał jakiś patent, to starał się opatentować całą przestrzeń dookoła. Czyli na przykład, jeżeli wymyśliliście patent na coś, co się znajduje na łódce, staraliście się opatentować wszystko, co jest na łódce, łącznie razem z łódką, tak żeby już nikt nie mógł tego ruszyć i sprzedawać to jako taki gotowy, pełny produkt. Takie wszystko w jednym pakiecie. Czyli tak jak Edison.
Żaróweczki o określonym kształcie razem z kablami do tego, razem ze specjalnymi gniazdkami, razem ze specjalnymi wkrętami. I oczywiście do tego kontrola urządzeń świecących, czyli generalnie lampek, bo oczywiście lampki musiały mieć ten sam gwint co żarówka Edisona, żeby to się dało wkręcić i żeby to zadziałało. Także pomysł był taki od samego początku, żeby robić to tak, żeby patentować wszystko jak się da. Po prostu do oporu, moi drodzy, do oporu. Cały proces. To oczywiście była taka historia z tą żaróweczką, bo jak Edison przegrał tą swoją historię z prądem stałym, bo się okazało, że nie rozumie w ogóle, o co chodzi w tym prądzie. Jest świetnym eksperymentatorem, który słynie z tego, że z pasjami spędza całe życie w laboratorium, non stop coś kręcąc, kombinując, wysadzając w powietrze, dłubiąc, spryskując, robiąc i szuka non stop nowych rozwiązań. Taki po prostu technokrata bym powiedział. Taki technokrata, który nie za bardzo rozumie. Jak sam Tesla powiedział, że gdyby Edison potrafił się zatrzymać na moment i pomyśleć przez chwilę, gdyby mu się chciało poczytać kilka książek, pomyśleć troszeczkę, porobić kilka notatek i tak dalej, to okazałoby się, że zaoszczędziłby 99% swojego czasu, bo ponoć koleś strasznie marnotrawił czas.
Inna sprawa, że w ogóle za Edisonem chodziła taka opinia, że to jakiś śmietank, słuchajcie. Wszyscy widzieli, że koleś po prostu Śmierdzi. Powiem nieelegancko. Koleś po prostu nie lubił się myć. Śmierdział. Wiecznie siedział w laboratorium. Miał taki zwyczaj, że potrafił w całym zabryzganym jakimś kwasem albo nie wiadomo czym garniturze przyjmować interesantów w swoim biurze i tak dalej. Taki właśnie luj. I oczywiście troszkę przygłuchy na jedno ucho, bo jak był młody, to zrobił wybuch w swoim laboratorium, który pozbawił go troszeczkę jakości słuchu na jedno ucho. Taka historia.
Już mówiłem o jego obsesjach dźwiękowych. Wracając do tych wszystkich patentowych spraw. Edison specjalnie starał się to zrobić tak, żeby nikt inny nie mógł zrobić żarówki. Ale oczywiście żarówka nie była wynalazkiem tylko i wyłącznie Edisona. Edison był jednym z wielu kolesi, którzy wymyślili żarówkę i prawdę mówiąc Edison akurat wymyślił najgorszą żarówkę. Nie chodzi o technologię w środku. Tu muszę wam szybko opowiedzieć historyjkę żaróweczki. Jak wymyślono pierwszą żarówkę, to tam wkładano coś, żeby się żarzyło w tej żarówce i dawało światełko. Do tej pory część żarówek tak działa. Tam jest próżnia w środku, tam się drucik świeci i tak dalej.
I cały dowcip Edisona polegał na tym, że kiedy już był kompletnie zblazowany i nie wiedział, co zrobić, żeby spowodować, że żarówka będzie świeciła dłużej niż parę godzin, bo wszystkie żarówki w jego czasach świeciły dosłownie parę godzin, miały bardzo krótką żywotność. Było parę firm na świecie, które produkowały żarówki. To nie była wcale tajemnica i tylko i wyłącznie zastrzeżona rzecz dla Edisona. Absolutnie. Edison był jednym z ostatnich, którzy wpadli na ten pomysł. W Europie, we Francji produkowano żarówki, w Belgii, w Niemczech. Masa. Tylko oczywiście problem największy polegał na tym, żeby ta żarówka świeciła długo i w nieskończoność. Edison, jak każdy z tych wynalazców, non stop szukali jakiegoś materiału, który będzie ekonomiczny, będzie się opłacało go wstawiać do żarówki, nie będzie kosztował fortunę i będzie powodował, że żarówka działa. Były takie pomysły, żeby platynowe druty wstawiać, jakieś wolframowe druty.
Do tej pory są wolframowe w większości żarówek takich klasycznych, ponieważ wolfram wytrzymuje duże temperatury. Ale na jaki pomysł wpadł Edison? Legenda mówi, że Edison siedział przy wentylatorze bambusowym i bawił się kawałkami bambusa z tego wentylatora i podpalił troszkę tego bambusa zapalniczką. I się okazało, że jak spalił tego bambusa, to powstał taki węgielek, który nie za bardzo zmienił kształt. Zachował ten oryginalny kształt tej deseczki bambusowej i stwierdził, że to będzie najlepszy pomysł, żeby wrzucić tam bambusa. I się okazało, że spalony bambus na węgiel już się nie zniszczy, nie spali i tak dalej. Także pierwsze żarówki Edisona chodziły właśnie na ten węgiel z bambusa. Taki był pomysł. I to wszystko opatentował. Ale to nie była, tak jak mówiłem, jedyna żarówka na rynku.
Edison miał taką zaletę, że z reguły był ostatni w tych wszystkich wynalazkach, bo nie za bardzo kumał. Taka fama niesie. I kiedy Edison zaczął robić te swoje żarówki z tym pręcikiem w środku, się okazało, że na świecie powstał nowy trend wśród wynalazców, który zapoczątkował nie tylko Tesla, ale wielu innych z lampami. Nie będę tu wymieniał wszystkich twórców lamp, było ich trzech. Gdzieś tam może później podrzucę linki. A twierdzi się, że nawet więcej. Ale mniejsza o to. Generalnie okazało się, że wcale nie trzeba ładować żadnych drutów do lampy, żadnych dziwnych hec, żadnych korków. Nie trzeba żadnego wolframu, żadnego bambusa, żadnej platyny. Nic z tych rzeczy nie trzeba.
Nic. Bo problem żarówki był taki, że ona grzała. Jak to się nagrzewało, jak to zaczynało świecić, to się zaczynało nagrzewać. Też żarówki strzelały od tego i w ogóle całe historie. Wcale nie było takie łatwe. Od żarówek były bardzo często pożary, prawie jak od instalacji gazowej. Przynajmniej od tych pierwszych żarówek. To nie był produkt do domu przeznaczony. To było do szpitali przeznaczone głównie, na policję, może do sądu, tego typu miejsca. Po to służyły pierwsze żaróweczki.
Straż pożarna. Do tej pory w Ameryce jest takie miejsce, chyba od 100 lat oświetlane tą samą żarówką Edisona, bo to wytrzymałe jest, bo to jak się spali raz bambus, to może 1000 lat dalej, jak tam nikt nie będzie kopał w tą żarówkę ani walił młotkiem, to teoretycznie powinno przeżyć bez żadnego problemu. Chyba że po prostu wyparuje w jakiejś dziwnej fali antymaterii. Ale zostawmy fanom antymaterii. Tesla razem z innymi kumplami pociągnęli ten pomysł żaróweczki troszeczkę dalej, bo się okazało, że nic nie trzeba do środka ładować i żaróweczka może być pustym kawałkiem szkła w środku jak jarzeniówka i może sobie po prostu świecić. Wystarcza tam gaz odpowiedni włożyć i odpowiednią instalację do tego. I tu się zaczęła jazda. Edison już taki szczęśliwy, że udało mu się wszystko opatentować i że w momencie, kiedy Westinghouse, czyli firma, dla której pracował Tesla, dostała największe zlecenie zaraz po wygranej wojnie na to, czy ma być prąd zmienny, czy prąd stały z firmą General Electric, czyli z firmą Edisona. Dostają kontrakt na oświetlenie wystawy światowej w Chicago. Czy jakoś tak.
I dokładnie w tym samym momencie Edison się rzuca do opatentowania wszystkiego dookoła żarówki, absolutnie wszystkiego, tak żeby doprowadzić Teslę i cały Westinghouse do ruiny i zaorać ich tak, że nie będą mogli żadnej żaróweczki wkręcić, bo wszystkie gwinty, wszystko będzie opatentowane i kolesie nie będą mogli tego podłączyć. Oczywiście udało mu się to absolutnie w sensie opatentowania, ale nie wpadł na pomysł, że Tesla jest słupskim kolesiem, który w przeciwieństwie do niego rozumie wiele spraw i potrafi sobie to zrobić. I Tesla wymyślił nowy gwint do żaróweczki i zupełnie inaczej to potraktował. W taki sposób, że żarówka korzysta tylko z gazu w środku. Jak chcecie zobaczyć, jak wygląda taki klasyczny uchwyt do żaróweczki, który wymyślił i opatentował Tesla, to wszystkie jarzeniówki, które doskonale znacie, czyli takie dwa szpikulce wystające na przykład z boku, nie wystające na dole, tylko wystające z boku. Teraz zdaje się Chyba IKEA produkuje dosyć sporo takich żarówek, które są oparte na patencie Tesli, zdaje się. Ten patent już jest absolutnie legalny, wygasł, bo właściwie cała wojna dotyczyła patentów na to, jak tą żarówkę wkręcić do obsadki, mówiąc szczerze. Bo nic innego się nie da opatentować, nikt tak naprawdę nie rozumiał wtedy ani co to jest, ani jak to działa. Inna sprawa, że ciężko jest opatentować na przykład powietrze, ciężko jest opatentować ocean, wodę, wiatr. Słońce jest ciężko opatentować.
A moc, o której mówimy dzisiaj, to jest taka moc, która jest porównywalna do tych wszystkich mocy. To jest coś, co pomyka w falach eteru, moi drodzy. To ja może, bo tak się rozgadałem z tym wszystkim, z tą Teslą. Za chwilę powiem jeszcze parę słów o Tesli, bo to był nieziemski koleś. Najlepsza partia w Nowym Jorku w tamtych czasach. Koleś, za którym laski się dosłownie uganiały. I to nie jest dowcip. Były długie kolejki koronowanych głów, ludzi wszelkiego asortymentu, głównie wszelkich wielkich, sławnych ludzi z całego świata, którzy przyjeżdżali do Nowego Jorku, przepływali, żeby zobaczyć imć Nikolaja Teslę i zamienić z nim parę słów. Koleś był tak znany. To były takie czasy.
My sobie z tego nie zdajemy do końca sprawy, bo żyjemy w takich czasach, gdzie ludzie są strasznie apatyczni. Ale kiedyś to było tak, że jak publikowano jakieś odkrycie naukowe, poważnie, jak została opublikowana teoria względności Einsteina, to były zamieszki na ulicach. Taka jest prawda. Takie czasy były. Ludzie wychodzili, protestowali. To nie było tak, że wszyscy akceptowali w ciemno, jak leci, bo telewizja powiedziała i tak właśnie jest. Nie, nic z tych rzeczy. Nie wiem, czy ludzie byli bardziej krewcy, czy może po prostu mieli większe jaja, co tu dużo mówić. Dobra, to ja może muzyczkę włączę, a po muzyczce wracam do całej tej opowieści elektryczno-radiowej. Radiowo-elektrycznie.
A wy oczywiście słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja w ogóle zapomniałem, że nie zalogowałem się na Skype’a radiowego. Już się loguję. Ja tu się oczywiście zaczytałem w te wszystkie rzeczy, jak sobie przeglądam te wszystkie historie. À propos tych wojen patentowych przypominam, że oczywiście cały czas wklejam linki www.radionafali.com. Także zapraszam wszystkich słuchaczy bardzo serdecznie, żebyście wskoczyli na czata. Tam jest zakładka „chat” na stronie www.radionafali.com. Zalogowali się przez ten system Captchy, weszli na czata i tam są generalnie linki. Tu jest paru innych ludzi, także zapraszam. Ja tu już się loguję do systemu.
Ach, się rozgadałem, zapomniałem, poleciało. Wrócę, oczywiście, będę o tych wszystkich wojnach patentowych mówił, bo jeszcze wspomnę o wojnie patentowej pomiędzy telegrafami, bo tych systemów telegrafów też na świecie nie było tylko jedno. Marconi opatentował jedną rzecz i żył z tego patentu. Co nie znaczy, że to był jedyny patent na to, bo się okazało, że były jeszcze inne i były jeszcze inne firmy, które produkowały. Bo Marconi miał ten sam patent ze swoim nadajnikiem, radiem tym swoim, dokładnie jak nasz poprzedni kolega, czyli Edison. Czyli generalnie, żeby cały proces opatentować łącznie z kablami, ze wszystkim, co się da dookoła. Generalnie tak jak Edison miał taki pomysł, że tylko dlatego, że on był pierwszym kolesiem, który kładł wszędzie elektryczne kable i w ogóle był całą podstawę instalacji elektrycznej. Dlatego jak opatentuje te wszystkie historie dookoła żarówki, to Tesla nie będzie mógł przeskoczyć tego problemu i będzie zmuszony przegrać swój kontrakt. Straci na tym fortunę, straci dobre imię, straci wszystko, bo nie będzie mógł się podłączyć pod instalację, która tak czy siak była projektowana przez Edisona. Ale tu się okazało, że Tesla był łebski i tak jak wspomniałem, elegancko obszedł ten system, wręcz zaskoczył.
Okazało się, że jego żarówki świeciły o wiele lepiej, o wiele dłużej i nie było z nimi problemu, bo nie było żadnych elementów w środku metalowych ani żadnych ruchomych elementów w środku, które mogłyby ulec zniszczeniu. Także się okazało, że facet zbudował pierwszą neonówkę, która świeciła tak dużo, jak się dużo prądu tam dało. Historia nieprzeciętna. Oczywiście na dodatek tego wszystkiego ta żarówka świeciła wireless, czyli była bezprzewodowa. To już w ogóle doprowadzało Edisona do szału, który nie rozumiał, jak to się dzieje, że taki przybłęda z Europy, który nie dość, że jest zawsze czysty, świeży, pachnący, tłumy ludzi dookoła niego. Facet jest geniuszem, a on to taki amerykański Amerykanin i on nawet nie rozumie, jak to działa. Tesla bierze do ręki kawał szkła i to wszystko działa. Chore. Takie czasy były. Marconi, podobnie jak Edison, generalnie miał takie same pomysły i jak sobie wymyślił ten swój set do nadawania tego sygnału transatlantyckiego.
W ogóle skandale były z tym, bo na przykład odmówił przekazania jakiejś bardzo ważnej wiadomości jednej królewskiej głowy do Theodore'a Roosevelta, tylko dlatego, że statek, który pośredniczył w przekazywaniu tego sygnału alfabetem Morse'a, używał urządzeń firmy Slaby Arco i Brown Siemens helski. I generalnie używał niemieckich urządzeń, które nie należały do firmy Marconiego. Marconi stwierdził, że skoro urządzenie jest niekompatybilne, on nie będzie przekazywał sygnału z niekompatybilnych urządzeń, które nie należą do niego. I to był wielki skandal. Później oczywiście była historia z Titanikiem, bo tam też była jakaś jazda z nadajnikami. Marconi był cwany i wbił się w dobre koneksje. Ruszył do Edisona, czyli miał za sobą cały General Electric, gigantyczne pieniądze J.P. Morgana i tak dalej. Wszystkie te historie. Inna sprawa, że jak opatentował to wszystko, to oczywiście J.P.
Morgan wyrzucił gigantyczną kasę na to, żeby Marconi zbudował swój system anten. Pierwsza rzecz, miały służyć do kierowania statkami po morzu, żeby na przykład była łączność z każdym statkiem handlowym, towarowym, bo to chodziło o transport towarów. Podjął się Marconi zbudowania czegoś takiego i zaczął budować swoje stacje radiowe. Oczywiście nie do końca wiedział, jak działają te wszystkie wynalazki Tesli. Z tym była bardzo ciekawa historia. Inna sprawa, że jak to wszystko skończono patentować, to był już rok 1906. Okazało się, że w przypływie tego szaleństwa patentowego Tesla i wszyscy inni kolesie zostali z rękami w nocniku, jak to się nieelegancko mówi, bo wszystkie patenty należały do kolesi, którzy w ogóle nie mieli bladego pojęcia, co tak naprawdę mają, bo po prostu ukradli wszystkie te patenty za pomocą nieprzeciętnej korupcji w Urzędzie Patentowym. Wszystko to wykupili, sprzedali, mając za sobą gigantyczne pieniądze z Wall Street i największych bogaczy, największe banki za sobą, tak że nie było żadnych szans. Ci kolesie położyli na wszystkim łapę. Zaczęły się dziwne historie.
Ale tylko wspomnę o tych wszystkich regulacjach radiowych, bo to dosyć istotna sprawa. W 1906 roku, kiedy wszystkie te patenty przeszły na jedną firmę, okazało się, że ta firma dodatkowo ma też patent na wszelkie możliwe lampy. Taka historia. Przynajmniej te używane w tym całym systemie radiowym. Potem się okazało, że Marconiego wykopano, o czym już wspominałem, że jak się zaczęła pierwsza wojna światowa. Inna sprawa, że było troszkę wcześniej, bo Roosevelt i cała administracja amerykańska bardzo nieprzychylnym okiem patrzyła na Marconiego. Inna sprawa, że Marconi był po prostu nieprzeciętnie chciwym kolesiem. Trwała wojna pomiędzy krajami, który kraj będzie miał monopol w radiu, który nada większy sygnał i w ogóle wszystkie tego typu historie. To było w poprzednim odcinku „Hiperprzestrzeni”, troszeczkę słuchacz o tym mówił. Efekt był taki, że z Marconim na przykład się procesowały rządy Kanady, które kiedy on zaczął budować stacje, to rząd Kanady stwierdził, że on musi zacząć płacić im za te stacje radiowe, za wynajem tych stacji radiowych i wszystkie historie dookoła.
Oczywiście problem polegał na tym, że Marconi opatentował cały ten system, patentując praktycznie urządzenia Tesli, które wspomagały ten system, jeszcze raz, pozbawiając Teslę wszystkich innych możliwości korzystania z tych urządzeń. Chociaż często służyły do czegoś zupełnie innego, a cała praca i to, że się sprawdzały w radiu, były dodatkowym zajęciem tych urządzeń. I tak oto zatrzymano naukę naprawdę bardzo skutecznie na jakiś niezły kawałek czasu. To może ja po prostu opowiem, co zatrzymano z tej nauki. Z tej nauki zatrzymano taką ciekawostkę. I tu troszeczkę naukowo się zrobi przez moment, bardzo naukowo. Wspomnę o hercach. Był taki niemiecki naukowiec, który się nazywał Hertz. Hertz stwierdził, że ta energia, która jest dookoła, fala, częstotliwość, że wszystko się trzęsie dookoła i że wszystko pulsuje. I że jeden taki puls, znaczy 100 pulsów na sekundę, to jest jednostka miary, że można powiedzieć, że wszystko dookoła pulsuje i można to zacząć sobie liczyć.
On stwierdził, że 100 cykli czegokolwiek, czy to jest fala, czy to jest fala na morzu, czy to jest fala powietrza, czy cokolwiek, co to jest. Po prostu jeżeli to jest 100 cykli na sekundę, to jest to jeden hertc. Tak sobie wymyślił Hertz od swojego nazwiska. To wszystko zostało rozkminione przez matematyków, fizyków. Heinrich Hertz tak się nazywał. Przez Heinricha i całą resztę. Mam już tu telefon. Halo, halo. Witam serdecznie.
[28:48] - Dzwonię, bo niestety-
[28:51] - Co niestety? Co się znowu stało, proszę pana?
[28:55] - Że nie 100, tylko że właśnie jeden hertc to jest jeden cykl na sekundę.
[29:01] - Przepraszam bardzo. Faktycznie. Okej, jeden cykl na sekundę.
[29:07] - Tak że w gwiazdku mamy 50 cykli na sekundę. Ale takie pytanie do ciebie, bo sam w sumie nie wiem, jak Tesla sobie wydumał, w jaki sposób on generował te fale elektromagnetyczne, czyli właśnie te herce, tą częstotliwość. Z tego, co ja wiem, to były nadajniki iskrowe, nie?
[29:33] - Były nadajniki iskrowe, ale nie wbijajmy się w takie bardzo techniczne sprawy, bo podejrzewam, że większość słuchaczy nie jest inżynierami elektrycznymi, tak że musimy trzymać taki poziom, żeby każdy kumał. Tak że nie mówimy o nadajnikach iskrowych.
[29:46] - Bo mówisz właśnie o tej bitce.
[29:50] - Dokładnie. Słuchaj, to ja się ciebie spytam, bo ty się znasz na takich sprawach. Bo tu jest w ogóle taka ciekawostka. Kiedy Hertz zaczął liczyć, przemierzać te wszystkie rzeczy, te wszystkie cykle, przynajmniej ci kolesie od prądu, kiedy się pojawił wreszcie prąd i zaczęto mierzyć ten prąd tymi cyklami, stwierdzono, że będą liczyć do kwadratu, do potęgi. Na przykład 1 kiloherc to jest 10 herców do trzeciej potęgi. Potem są megaherce.
[30:14] - Nie, to jest, no tak.
[30:16] - Potem są megaherce, czyli masz 10 do szóstej potęgi. Potem są gigaherce, 10 do dziewiątej potęgi. Potem są teraherce, czyli 10 do 12. Ten skok zawsze jest o trzy. Teraherce, bo giga jest teraz.
[30:27] - Po trzy zera i tam się dodaje ta literka.
[30:30] - Dokładnie. Jakby to wytłumaczyć normalnemu człowiekowi? Słuchajcie, to jest dokładnie ta sama praktycznie częstotliwość. To jest troszeczkę jak dźwięk na fortepianie. Fortepian ma ileś tam oktaw. Jest przypuśćmy pięć dźwięków C na tej całej klawiaturze i na przykład 10 do potęgi trzeciej to jest takie niskie C, takie bum basowe grane. A na przykład takie teraherce, czyli 10 do 12 potęgi to jest takie bardzo wysokie C, takie pa, aż wszystko poskacze.
[30:58] - To jest całkiem proste.
[31:00] - Oktawy, tak to się nazywa.
[31:02] - Na przykład buczy w wooferze, jakieś basy, basem wali i to buczenie, na przykład bu. To można przyjąć, że to jest na przykład 50 herców, 60 herców. Tak dla uzmysłowienia, jaka to jest częstotliwość, że to jest takie bu.
[31:21] - Ja tu mam urządzenie, mogę puścić. Słuchajcie, mogę zasymulować częstotliwości. Już włączam urządzenie. Mam takie urządzenie, które emituje te częstotliwości specjalnie.
[31:30] - Ja też mogę, ale musiałbym chwilę poszukać.
[31:35] - Rozumiem. Słuchajcie, mam 10 herców. Prawie niesłyszalne.
[31:39] - Nie, 10 nie przeleci. To 100 puść, 10 nie przeleci.
[31:42] - Czekajcie, idę na 100 herców, bo mam tu taki specjalny suwak. Okej, sekundę. Jestem na 101. Czekajcie. Okej, teraz muszę zrobić to wszystko głośniej.
[31:55] - 10 już obcina ta cała transmisja.
[31:59] - Jeszcze jest za cicho. Teraz jestem na 169 hercach.
[32:06] - Wiesz, ale puść 100. Tak, żeby było uwzględnione, że to jest 100.
[32:11] - Czekaj. Bo mam 103. Mam taką dużą trudność, żeby trafić na tą-
[32:17] - Aha, dobra. To nieważne. Tylko chodzi bardziej o to, że ogólnie to jest ilość cykli na sekundę. Czyli na przykład na sekundę, jak 100 razy będziesz stukał w stół, to jest właśnie 100 herców. A jak będziesz stukał raz na sekundę, to będzie jeden herc.
[32:35] - Dokładnie.
[32:36] - I teraz jest po tym następne. Że są te jednostki miary całe.
[32:41] - To są interwały po prostu. Bo to jest tak jak w muzyce na strunie, że możesz sobie skracać i zwiększać. To jest po prostu interwał, że masz dokładnie tą samą wartość, tylko wzmocnioną do którejś tam potęgi. To jest dokładnie to samo.
[32:51] - Jeszcze jest jedna sprawa à propos, bo mówimy teraz o radiu, że też częstotliwość i ogólnie trzeba też brać pod uwagę długość fali. Że im częstotliwość niższa, tym fala jest dłuższa.
[33:10] - Dokładnie.
[33:10] - Dłuższa fala, dlatego, że fala radiowa rozprzestrzenia się z prędkością światła, a światło ma-
[33:20] - Słuchajcie, moi kochani słuchacze, to jest dosyć istotna sprawa. Proszę o tym zapamiętać, bo ja o tym później wspomnę, bo tego dotyczy wynalazek Tesli i Alexandersona.
[33:32] - Fala radiowa ogólnie jest taka, że ma prędkość skończoną, że światło ma prędkość skończoną i to jest 300 000 kilometrów na sekundę. Więc jeżeli te cykle ogólnie są na przykład raz na sekundę i on się rozprzestrzenia z jakąś prędkością, to przez to, że jest raz na sekundę i ta sekunda trwa sekundę i prędkość tej fali też jest 300 000 kilometrów na sekundę, więc potrwa to dokładnie, ja mam to tak przeliczone, że na przykład w megahercach, że jeżeli na przykład jest częstotliwość 100 megaherców, czyli najpierw jest kiloherc, potem jest megaherc. Więc kiloherc to jest 1000 herców, czyli 1000 uderzeń na sekundę. Potem jest megaherc, czyli milion uderzeń na sekundę. A 100 megaherców to 100 megaherców. I to 100 megaherców ma długość fali około 3 metry. Jeżeli prędkość światła jest 300 podzielone przez częstotliwość. To jest taki mój uproszczony wzór.
[34:54] - Rozumiem, bo tam generalnie chodzi po prostu o to, że jest to liczone, że teoria i praktyka mówi o tym, że prędkość światła jest dokładnie-
[35:02] - Krótko wytłumaczę, jak ktokolwiek sobie nawet chciał zrobić jakąś antenę do telewizora, do byle czego, że jeżeli sobie podzieli prędkość światła przez częstotliwość, to uzyska długość fali. Idiotyczny wzór. Po skróceniu zer, jeżeli napiszemy na górze 300, a pod spodem napiszemy częstotliwość już w megahercach, czyli na przykład 300 przez 100 megaherców, ale bez żadnych zer, 300 przez 100, to uzyskamy półtora. I to jest właśnie długość fali półtora w metrach. To jest długość fali w metrach, więc 300 przez 100 megaherców wychodzi nam półtora metra długość fali. To jest ciekawa sprawa, dlatego, że ogólnie wszystkie anteny są budowane. Wiemy, że jedne anteny są dłuższe, drugie są krótsze. Czasem do CB są anteny 6-metrowe, gdzieś tam było widać gdzieś na domach. To były anteny głównie półfalowe, bo CB ma częstotliwość 80 megaherców.
[36:13] - Czyli generalnie tak zwane niskie częstotliwości to są te wszystkie wysokie fale. Wszystkie wysokie anteny to są właśnie Tak zwane niskie częstotliwości. Wszyscy ci z CB Radio i tak dalej korzystają. To łatwo zauważyć, że jest wysoka antena.
[36:26] - To już są megaherce. Wiadomo, że są dużo niższe i dawniej, w tych czasach były używane-
[36:32] - Właśnie do tego bym dzisiaj dążył, moi drodzy, do niskich częstotliwości, do buczenia.
[36:40] - Tak. Dobra, dajesz. Tylko tak się przypiąłem. À propos Tesli, to mówisz, że on iskrowe nalejniki używał, tak?
[36:53] - Dokładnie, na to wygląda.
[36:55] - Tak mi się też wydaje, że były iskrowe i tak są nazywane. Nie są żadnym nazwiskiem nazywane. Bo na przykład potem są Alexandersona, są też Marconiego, ale iskrowe są iskrowe i bez nazwiska.
[37:12] - Otóż to.
[37:13] - Ciekawa sprawa.
[37:14] - Dokładnie.
[37:16] - Dobrze, to słucham dalej. Na razie.
[37:18] - Dzięki za telefonik. To był Teflon. Słuchajcie, moi drodzy, wracam do tej całej opowieści. Zastałem się trochę w technicznych sprawach. Tłumacząc zwyczajnie, z tymi hercami jest tak, że jest jeden hertz i to jest coś w rodzaju długiej struny albo jak fortepian z niekończącą się klawiaturą, gdzie co siedem klawiszy wszystkie wartości się powtarzają, tylko są albo wyżej, albo niżej. I każdy siedem klawiszy, wszystkie 12 razem, czarne i białe, jest kolejny interwał. Jest niżej, niżej, niżej, niżej albo wyżej, wyżej, wyżej, wyżej. I to są właśnie te kiloherce. My jako ludzie generalnie mamy określony dosyć zasięg słyszenia częstotliwości, bo ludzki słuch to właściwie od 20 herców do 20 000 herców. Czyli słabiutko generalnie, bo taki zwykły pies to słyszy już ponoć od 10, czasami 7 herców.
Nie wiem, nie jesteśmy psami, więc nie wiadomo, ale można to sprawdzić. Jest prawdopodobnie zapisane, ktoś podejrzewam już to sprawdzał, ale generalnie zwierzaki słyszą lepiej niż my. My troszkę głusi jesteśmy pod tym względem. Zaczynamy dopiero od 20 herców. I o co chodzi z tymi antenami, z tymi wszystkimi historiami, z tymi wynalazkami? Kiedy Tesli się udało z żarówkami, zrobił tą wystawę światową, wszystko wyglądało rewelacyjnie. Ale chwilę później, kiedy do głosu doszedł Marconi ze swoim podejściem do życia i jeszcze na dodatek cała ta banda zawiązała swoje szeregi generalnie, żeby trzymać łapę na patentach, czyli General Electric Edisona. Okazało się, że Tesla w 1906 roku właściwie jedyne, co ma do roboty, to tylko tyle, żeby wychodzić i karmić gołębie, bo właściwie stracił sponsora, stracił mecenasów, stracił możliwości robienia swojego, budowania swojej elektrowni. Stracił praktycznie wszystko. Może nie do końca wszystko.
To w ogóle fascynująca postać z Teslą. Tesla nigdy nie był nędzarzem. To jest też jeden z takich mitów dookoła Tesli, że Tesla był biedakiem, takim nędzarzem. Nie, koleś w swoich czasach był, można powiedzieć, bilionerem, ale należał do takich ludzi, którzy całą kasę, którą mieli, inwestowali dokładnie takim samym zapałem, z którym ta kasa się pojawiała na ich koncie. Od tych wielkich fundatorów jak J.P. Morgan i tak dalej. Dosłownie miliony dolarów w tamtych czasach fundoły po jego koncie. To on dokładnie z takim samym zaangażowaniem wywalał te miliony, setki tysięcy na budowę prototypów, na swoje laboratorium, na prowadzenie tego naukowego dochodzenia, budowaniu swoich eksperymentów. Żeby było zabawniej, Tesla nie miał czasu za bardzo nawet tego patentować. Patentował to wszystko, to się działo, ale właściwie to był koleś, dla którego najważniejsze było to, żeby robić te eksperymenty, żeby zbudować tą maszynę.
I miał taki pomysł, żeby zbudować tą maszynę, o czym już wspominałem. Chodził za nim od wczesnej młodości, żeby zbudować maszynę, która nie ma żadnych mechanicznych elementów, tylko produkuje dowolny rodzaj energii z siebie tak zwyczajnie i że już nie trzeba nic wymieniać, nie ma żadnych łożysk, nic się tam nie grzeje, nic się tam nie przepala, nic się tam nie zmienia. Także można zbudować taką maszynę, postawić i będzie prądu i wszystkiego, czego potrzeba w cholerę do końca życia i do końca świata. Taki miał pomysł. Wpadł na ten pomysł, jak to zrobić i zaczął budować te wszystkie swoje rzeczy. W tym samym czasie Marconi zaczął opatentowywać te wszystkie historie po kolei. Jak już opatentował wszystko, to się okazało, że łącznie z takim zwykłym nalejnikiem wireless, który Tesla sam wymyślił, sam opatentował i sam miał patent na to oczywiście, się okazało, że teraz już nie ma na to patentu, bo to wszystko jest częścią systemu Marconiego i Tesla nie może nic używać, ponieważ Marconi po prostu jest właścicielem. Tesla właściwie w 1906 roku zaczyna wszystko kompletnie od zera. Inna sprawa, że tam jest historia, że Westinghouse zamyka kompletnie tą jego wieżę. Wieża zostaje w ogóle zburzona.
Chwilę później całe urządzenia są wywiezione, wszystko zostaje generalnie zamknięte kompletnie, a chwilę jeszcze przed Tesla ma ten gigantyczny sukces z przesyłaniem prądu z Niagary na wystawę światową. Jak to się odbyło? Tesla wziął do pomocy młodego geniusza, który przyjechał prosto do Steinmetza, czyli Alexandersona, młodego Szweda, który był zafascynowany falami radiowymi, elektrycznością i wszystkimi tymi historiami dookoła. Alexanderson miał ten genialny pomysł, żeby nie pieprzyć się za bardzo w budowanie wysokich anten, wieszanie drutu, wszystkich tych rzeczy. Alexanderson miał swój własny pomysł, bardzo podobny do tego, jak myślał Tesla. Właściwie to byli tacy troszkę bracia pod względem kumania, jak działa rzeczywistość i stwierdził dokładnie to samo co Co Tesla? Że właściwie nie ma co pchać się w powietrze, skoro można sygnał puścić ziemią. Skoro ziemia świetnie rezonuje, wszystko świetnie rezonuje, to dlaczego nie wykorzystać czegoś, co już jest, zamiast budować jakieś fale, przekaźniki i tak dalej. Inna sprawa była taka, że właściwie kiedy Marconi wszystko opatentował, to nie było powodu na budowanie jakichkolwiek anten na zewnątrz, bo właściwie wszystko było opatentowane przez Marconiego. Mogli przyjść prawnicy Marconiego powiedzieć, że oni dostają jeszcze pieniędzy za to i tyle.
Inna sprawa, że Marconi ze swoimi stacjami radiowymi to była gigantyczna porażka. Te stacje radiowe działały, jak nie działały. Była cała banda inżynierów dookoła, którą zatrudnił Marconi, która miała mu pomóc, żeby to działało. Czasy były takie, że naprawdę czasami przesłanie jednego telegramu zajmowało parę minut, jednego prostego zdania. Tam był taki miernik – Edison wymyślił ten nowy typ telegrafu, który przesyłał 15 słów na minutę. To już się zmieniło troszeczkę. Dzięki temu właściwie Marconi mógł sprzedawać swój system, bo do tego momentu ten system działał albo nie działał. Generalnie było to gigantyczne fiasko, które kosztowało gigantyczną fortunę. Taka jest prawda. Ale coś tam działało.
Można było wysłać sygnał, można było sprawdzić. Był już zaczątek. Dlatego zainwestowano w tego kolesia pieniądze. Inna sprawa, że ten koleś był bez skrupułów. Także J.P. Morgan i wszyscy pozostali wolali inwestować w kolesia, który jest bez skrupułów, licząc na to, że będzie wygodniejszy w pracy. Nie będzie taki etyczny, nie będzie chciał zmieniać świata na lepsze jak Tesla. Koleś jest dokładnie taki sam jak oni. Też jest chciwy i chodzi mu tylko o kasę. Także nie będzie nic więcej kombinował.
Będzie szczęśliwy, jak się mu da kasę. W ogóle z Marconim była taka historia, bo oczywiście kiedy zaczęła się wojna i wykopali go ze Stanów – on w ogóle był fanem Mussoliniego. Taki w ogóle dosyć ciekawy koleś. Jak to się mówi, kontrowersyjna postać. Czyli chciwy cwaniak, mówiąc zwyczajnie. Teraz się popularność polityczna zabrania mówić takich rzeczy. Chciwy złodziej właściwie. Inna sprawa, że ukradł jeszcze kilka innych patentów innym ludziom, za co był targany po sądach. Z Rosji ukradł masę patentów. W ogóle jakieś takie historie dookoła niego się ciągną.
Nieświeże i śmierdzące bym powiedział. Ale wróćmy do Tesli i do Alexandersona, bo Tesla miał genialny pomysł, jak zbudować tą falę, ten rezonans, korzystając z tych interwałów. Cały pomysł polegał na tym, że jeżeli jest na przykład kiloherc, megaherc, gigaherc, są takie skoki duże, co ileś tam jest skok i to się powtarza i to się zwielokrotnia albo się zmniejsza w zależności, w którą stronę skali idziemy, czy w dół, czy w górę wędrujemy. Tesla miał taki pomysł, żeby dostosować częstotliwość i puścić w tunelu troszeczkę, że jest jedna częstotliwość, na przykład 10 do szóstej i tam obok leci jakaś dodatkowa, która jest podłączona pod to. Troszkę takie tunelowanie, jakbyśmy sobie wybudowali taką rurę z jednej częstotliwości i w środku tej częstotliwości puścili drugą, która będzie pasowała harmonicjie. Czyli na przykład jeżeli sobie narysujemy tą falę, taką sinusoidę przed sobą i ta sinusoida będzie miała jedną górkę, dół, druga górka, dół, trzecia górka. I teraz, jeżeli sobie narysujemy pomiędzy tymi pośrodku linię i połączymy ją pośrodku, tą sinusoidę i jeżeli sobie na przykład pomiędzy włożymy trzy takie falki góra, dół, góra, dół, pomiędzy jeden taki łuk w górę, łuk w dół, kolejne trzy falki. Czyli na takiej pełnej sinusoidzie w górę i w dół mamy sześć małych falek, możemy skompresować. Coś na zasadzie compression, jak to się elegancko mówi. Czyli tam, gdzie była jedna fala, możemy teraz włożyć trzy fale, ale żeby wykorzystywały dokładnie tą samą proporcję i pasowały do tej długiej fali.
I wtedy ta długa fala będzie zachowywała się jak wzmacniacz, czyli będzie po prostu wypychała tą szybką falę. Popychała ją dalej, nie ingerując w nią, nie zmieniając jej, nie psując jej. I wszystko będzie idealnie chodziło. Tak najprościej. Słuchajcie, jak chcecie sprawdzić ten eksperyment, to jest mój ulubiony przykład na to. Wszyscy znają doskonale historię, jak zrobić dowcip z browarem komuś. Jak ktoś otwiera świeże piwo, nawet sobie wypije troszkę tego piwka z butelki i stuknąć mu w górę tego piwka i nagle całe się pieni i wylatuje na zewnątrz. To jest mniej więcej ten sam efekt, plus jeszcze dodatkowy się nazywa fala skalarna, ale to już inna sprawa. Ale to jest właśnie taki sam efekcik, że można sobie taki interwał wygenerować. Tylko że w butelce ten interwał nie ma miejsca, także od razu próbuje wybić wszystko, co jest z butelki.
Także tak to działa. I Tesla zorganizował sobie i wymyślił taki system, który nadawał sygnał dedykowany. Także odbiornik musiał być nastrojony dokładnie na tą samą częstotliwość, na te malutkie falki, jak nadajnik. I w ten sposób, kiedy mamy dwa dokładnie takie same układy zestrojone na tą samą częstotliwość iluś tam herców czy jakoś tak, mieszane częstotliwości, bo tam ileś ich było, to wszystko będzie działało. Taki pomysł miał. Tylko że wtedy sygnał był odbierany tylko przez urządzenie, które było skalibrowane dokładnie na tą samą częstotliwość. Alexanderson wymyślił, że jeżeli użyje tego silnika i wpuści tą częstotliwość tak mocno w ziemię i użyje takich niskich częstotliwości, to właściwie jak puści ten sygnał, to ten sygnał rozejdzie się wszędzie i można to zrobić tak, że nie trzeba się dostrajać do tego sygnału, bo ten sygnał po prostu będzie wszędzie. Nie trzeba się dostrajać urządzeń do tego sygnału, żeby go wyłapać. Co najwyżej będzie trzeba się tylko dostroić do sygnału, ale już nie całe urządzenie, tylko na skali sobie znaleźć miejsce, w którym jest ten sygnał. Trochę tak jak historia z radiem, kręcenie dużą gałką i przesuwanie tą wskazówką w lewo, w prawo bez wymiany radia.
I taki był pomysł Alexandersona. I tu się chłopaki zgadali. Alexanderson był kolesiem, który pomagał Tesli, zdaje się, robić przy tych silnikach troszeczkę. Także To w ogóle była taka historia. Nie mam na to zbyt dużo dokumentacji, bo nie jest tak łatwo znaleźć wszystkie te historie na temat Tesli i na temat tamtych wynalazców. Co jakiś czas było tak, że któremuś z nich płonęło całe laboratorium z dokumentacją, ponieważ chłopaki robili gigantyczną dokumentację. Tesla miał gigantyczną dokumentację. Tesla miał świra na tym punkcie i kolekcjonował praktycznie wszystko. W pudełkach elegancko wszystko poukładane, posortowane wszystko datami. Szaleństwo.
Żadnego chaosu, nic takiego. Był elegancko poukładany. Był tak poukładany jak niewielu ludzi i za każdym razem miał tego pecha, że tak mu się zdarzało, że to laboratorium często szło z dymem. Ups! Po prostu tak szło z dymem i szło. To ja może, proszę państwa, troszkę zostawię ten dym laboratorium Tesli i włączę jakąś muzyczkę, proszę państwa, bo troszkę się zagadaliśmy i ja myślę, że taką muzyczkę, która dawno nie leciała w tej audycji, a leci często w wieczorowej porze, a dzisiaj wieczorowa pora. Także zapraszam bardzo serdecznie. To posłuchajmy. Polska muzyka w Polskim Radiu, a wy oczywiście słuchacie jak najbardziej radia na fali, moi drodzy i audycji „Hiperprzestrzeń”. Ja mam na imię Tomek.
Retransmitowana jest audycja oczywiście poza tym wszystkich słuchaczy w Radiu Paranormalium. I przypominam, żeby wspierać finansowo. Chciałbym usłyszeć szelest. Właśnie monety nie szeleszczą. Także proszę wpłacać banknoty. Proszę wpłacać zdecydowanie banknoty. Im więcej zer, tym lepiej. Troszeczkę tak jak z odwrotną stroną niż z hercami. Im więcej, tym lepiej. Ale wracajmy do tej całej historii.
Ja tylko zawinę jeszcze przez chwilę przez Marconiego, już jak jestem, to jeszcze poopowiem o tym Marconim, bo to jest karma. Historia Marconiego to jest historia karmy. Jeżeli ktoś w karmę nie wierzy, to pomyślcie, być może karma działa, nie? Marconi, taki chciwy koleś, jak sprzedawał swój patent, jak buchnął to wszystko, to oczywiście pognał od razu do rządu Stanów Zjednoczonych i sprzedawał to wszystko na wojskowe kontrakty. No bo jasna sprawa. I oczywiście zakontraktował sobie marynarkę wojskową amerykańską na te swoje pierwsze nadajniki, które mu zresztą pomagały w transmisji transatlantyckiej. To w ogóle jakaś taka historia była z tą jego transmisją, że tam była taka podpucha i bardzo nieudana była ta pierwsza transmisja. To w ogóle cud, że ktokolwiek uznał, że to się wydarzyło. Taki po prostu cud. Dużo ludzi chyba zainwestowało pieniądze w Marconiego, także bardziej o to chodziło, że to się po prostu musiało wydarzyć, bo tak naprawdę minęło pięć lat dopiero od momentu, kiedy Marconi ogłosił, że transmisja się udała, do momentu, kiedy właściwie Marconi był w stanie robić jakiekolwiek sensowne transmisje ze swoimi antenami, takie konkretne.
Także ktoś tam musiał nieźle posmarować, że tak powiem. Marconi w ogóle, jak to wcześniej wspomniałem, niezłym cwaniakiem. Słuchajcie, co by dużo nie mówić, kiedy już był troszkę starszy, był członkiem, był wielkim fanem Duce, faszystą był po prostu. Był członkiem Wielkiej Rady Faszystowskiej we Włoszech. Dokładnie. Słuchajcie, na jego drugim ślubie kto był świadkiem? Sam Mussolini. I był honorowym obywatelem Watykanu. Wtedy Watykan był państwem kościelnym stuprocentowo. Także nie dość, że był obywatelem Watykanu, to prawie jak papież, prawda?
Taki koleżka ciekawa osobowość. Ale Marconi tak czy siak dostał zezwolenie na budowę tych swoich stacji radiolokacyjnych. Także zaczął budować te stacje. Wybudował ich parę na terenie Stanów, o czym już chyba wspominałem. Najważniejsza to właśnie ta, która nas najbardziej interesuje. To jest oczywiście stacja w New Brunswick, czyli od strony Pacyfiku, bo tam się działy niesamowite rzeczy. Jako że tak jak wspomniałem, te jego nadawanie za bardzo nie wychodziło, więc Marconi szukał ludzi, którzy przyjdą i naprawią te wszystkie rzeczy. Jednym z takich kolesi, który przyszedł naprawić to wszystko, był właśnie Alexanderson. W tym czasie Tesla właściwie siedział w Nowym Jorku, mieszkał w swoim luksusowym apartamencie, wywalając resztki swojej fortuny i karmiąc gołębie. Dokładnie tak to wyglądało.
A młody Alexanderson został zatrudniony przez General Electric po to, żeby pomóc Marconiemu odpalić ten system anten i wreszcie sprawić, żeby to cudowne coś, co miało być cudownym nie wiadomo cholera wie co, wreszcie, do jasnej cholery zaczęło działać po tylu latach, prawda? I udało się. Alexanderson zastosował te silniki i ruszyło. I dokładnie w tym momencie, kiedy ruszyło, jakoś tak się złożyło, że Armia Amerykańska przestraszyli się wszyscy, bo wszyscy zauważyli, że jest to przyszłość świata, taka komunikacja. US Navy generalnie pobiegło do prezydenta i wiele rzeczy się stało i postanowiono, że Marconi zostanie zaorany, proszę państwa. Także generalnie tak się to skończyło. US Navy po prostu przejęło cały system Marconiego. Tak po prostu. Oczywiście było to elegancko zrobione. Nie tak, że od razu go aresztowano albo coś w tym stylu, nic takiego się nie wydarzyło.
Generalnie historia wyglądała tak, że panowie przyszli do kolesia i powiedzieli mu, że od tej pory właściwie wszystko należy do RCI. Wszystko jest własnością US Navy, jeszcze nie RCI. Wszystko aktualnie podlega pod prezydenta Stanów Zjednoczonych. Marconi jedyne, co może zrobić, co może wziąć ze sobą, wychodząc z tego budynku swojej pierwszej głównej stacji nadawczej w New Brunswick, to może wziąć ze sobą co najwyżej kapelusz i swoją laskę. Natomiast wszystko, co tutaj jest, zostaje. Dokładnie w ten sposób. Jest nawet takie zdjęcie dokładnie z tego dnia, kiedy stoi razem z Alexandersonem. Alexanderson został wyznaczony oficjalnie przez armię amerykańską, po to żeby mu przekazać to wszystko. On miał zostać szefem. Dokładnie wyglądało tak, że w 1915 Marconi kupił ten pierwszy alternator wielkiej częstotliwości produkcji General Electric Company.
W tym momencie wszyscy przyklepali. Przyszło wojsko po Marconiego. Powiedzieli mu, że jest persona non grata w Ameryce, ma się wynosić. Wszystkie jego rzeczy tutaj zostają. Nie ma nic do gadania, a kolesiem, który przejmuje całą sprawę, jest Alexanderson. Alexanderson dostał zielone światło, żeby wybudować tą całą stację anten, którą wcześniej postawił Marconi. I tu się zaczyna cała historia. Alexanderson jest zupełnie innym typem kolesia. Jest młodym geniuszem, wychowawcą Steinmetza, podopiecznym właściwie Steinmetza, dobrym znajomym Tesli. Człowiekiem, który kuma, o co chodzi.
Ten człowiek wymyślił, że on teraz użyje tego swojego pomysłu i postawi ten swój generator niskich częstotliwości i wybuduje radio niskich częstotliwości. Jak zwyczajnie. Ja przypomnę tylko, słuchajcie moi drodzy, bo jak Marconi wybudował ten system, to pierwsze łodzie podwodne, łodzie wojskowe zaczęły z tego korzystać. Dlaczego łodzie podwodne? Za chwilę wrócę do tematu, bo to część tej całej opowieści. Alexanderson stwierdził, że jeżeli zrobi maszynę, która robi sygnał od 30 kiloherców do 300 gigaherców. Teraz już wiecie, dlaczego wam podałem tą skalę. Czyli taki bardzo szeroki zakres częstotliwości niskich, radio niskich częstotliwości i sinusoidalny, czyli sygnał, który wychodzi z tych silników. Jak się te kabelki podłączy do takiego oscyloskopu, do urządzenia, które to mierzy, wyświetla na ekranie, to się okaże, że to będzie w kształcie fali. Alexanderson wymyślił, że jak coś takiego się zrobi, wsadzi się w ziemię, wybuduje się odpowiednie dziury i się zrobi odpowiednią antenę w ziemi, taką właśnie opartą na pomyśle Tesli.
Zresztą Alexanderson nigdy nie udawał, że Tesla był jego inspiracją w tej materii, ale to jednak on był ojcem pomysłu na tą antenę. Wymyślił taką antenę, która jest oparta na czymś takim, co nazywamy złotą geometrią. To niesamowita historia. Buduje się antenę w ziemi, wkopuje się, robi się coś w rodzaju takiego kwiatka w ziemi, że stacja nadawcza jest budowana pośrodku, a dookoła niczym strzelające promyki słońca zakopuje się pod ziemią anteny. Ze specjalnymi urządzeniami, ze specjalnymi cewkami czasami i tak dalej. Jest cała historia na ten temat, dosyć poważna dokumentacja, jeżeli chcecie znaleźć. Może zostawmy tą dokumentację. Alexanderson zajmuje się budowaniem tej swojej stacji, bo ma ten genialny pomysł i ma całą stację radiową do wybudowania. Deal jest dosyć prosty. Ma zrobić urządzenie, które będzie amerykańską odpowiedzią na system Marconiego, ponieważ system Marconiego został praktycznie opatentowany wszędzie na świecie, a Amerykanie zostali zmuszeni do korzystania z patentów Marconiego.
Tak samo jak Kanadyjczycy i wszyscy inni dookoła. Więc pomysł był taki, żeby wykopać Marconiego, wziąć geniusza, posadzić na miejsce Marconiego i niech ten geniusz wymyśli jakiś nowy, alternatywny system radiowy, który zostanie opatentowany i któreś to patenty zostaną przy rządzie Stanów Zjednoczonych i nikt ich nie buchnie. I Marconi będzie można pokazać, żeby się gonił. O to chodziło. Alexandersonowi się to doskonale udaje. Buduje tą antenę. Ta antena zaczyna działać rewelacyjnie. Ta transmisja jest niebywale czysta. Dzieją się niesamowite rzeczy, w ogóle bardzo dziwne rzeczy. Te dziwne rzeczy zaczynają się, kiedy antena zaczyna pracować na 30 kilohercach i zaczyna się ją ustawiać troszeczkę niżej.
Zaczyna się zjeżdżać do tych naprawdę długich, niskich częstotliwości. Zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Bardzo dziwne. Wtedy w ogóle świat był taki troszeczkę dziwny. Ciężka walka o patenty, naprawdę ciężka. Walter Russell publikuje swoje prace chwilę wcześniej. Kim był Walter Russell? To też jest dosyć istotna postać tej opowieści, bo to był pierwszy facet, który właściwie narysował, jak powinny wyglądać prototypy takich anten i na czym polegają te wszystkie fale i propagacja tych wszystkich fal. Walter Russell był czymś w rodzaju filozofa, można powiedzieć w Stanach Zjednoczonych, pisarza, filozofa, poety, malarza. Był nawet architektem.
Właściwie Walter Russell był wszystkim. Był postacią renesansu. To chyba najlepsze określenie. Jeżeli nie wiecie, skąd się wzięło w ogóle określenie New Age, wzięło się dokładnie z Waltera Russella. To jest jedno ze stwierdzeń Waltera Russella, który stwierdził, że nadszedł koniec starego człowieka, takiego materialistycznego, że nadejdzie nowa era, że nowa era jest dedykowana człowiekowi, który używa umysłu, duszy, serca i tak dalej. Takie historie. Nie ma to nic wspólnego z tym, co teraz nazywamy New Age. Absolutnie. Niemniej Walter Russell jest autorem tej nazwy de facto w 100%. W tamtych czasach było jeszcze kilku innych dla nas, bo najczęściej mówię zazwyczaj o Tesli, Steinmetsu, kilku innych kolesiach kręcących się bardziej w Nowym Jorku.
Oprócz tego byli na przykład panowie tacy jak Władimir, jak się nazywał? Znilin? Znilkin, Rosjanin. Koleś, który wymyślił telewizję pierwszą i właściwie wymyślił telewizję w 1905 czy 1906 roku, pracując właśnie dla RCA troszkę później. Za chwilę dojdę do tego. Generalnie chciałem wam powiedzieć, że było kilku takich bardzo ciekawych kolesi, którzy mówili ciągle o tej fali skalarnej. Mówili o tym, że coś się bardzo dziwnego dzieje, że generalnie jest dużo prądu dookoła. Lecę dalej z tą historią, moi drodzy. Czekaj, bo się troszkę zapętliłem. Nie, dobrze.
Wracamy do tej stacji radiowej, gdzie Alexanderson buduje te swoje wszystkie niesamowite anteny. Co się dzieje, kiedy anteny zaczynają działać? Wszystko jest okej. Okazuje się, że żeby utrzymać ochronę patentową, Stany Zjednoczone postanowiły zorganizować coś takiego jak grupę, taki parasol rządowo-prywatno-wojskowy. Nie wiadomo, jak to nazwać. Generalnie zostaje powołana spółka o nazwie RCA. RCA to jest RCA Corporation. To jest skrót od Radio Corporation of America. Zostaje powołany taki gigantyczny konglomerat, taka korporacja. Ona staje się właścicielem wszystkich patentów.
Wszystkie patenty, które podczas wymyślania, testowania, budowania tych anten w New Brunswick zostały wykonane przez Alexandersona, zostały skasowane przez armię Stanów Zjednoczonych i automatycznie przekazane do RCA. RCA jest zorganizowane przez General Electric, czyli przez byłą firmę Edisona. Taki gigantyczny trust na rynku. Wszyscy się zebrali, tak żeby zebrać wszystkie amerykańskie patenty, położyć na tym łapę, tak żeby nikt nie mógł tego dotknąć, tak żeby móc być monopolistą na całym rynku. Pojawia się firma RCA i pojawia się pierwszy szef firmy RCA, Sarnoff. Bardzo dziwna postać, troszeczkę bufoniasta. RCA to jest jedyna firma, która w tym momencie w Stanach działa. Co się dzieje po tym, kiedy Tesla już właściwie nie ma co robić, bo Marconi buchnął wszystkie patenty? Kiedy Tesla buduje nową metodę tak, żeby obejść swoje stare patenty i buduje nowy system od nowa, jest 1910, 1912 rok. Wchodzi regulacja rządowa specjalna, która akurat wtedy, kiedy amerykańskie wojsko przejmuje radiostację Marconiego, wchodzi specjalne prawo, które mówi o tym, że każdy, kto stoi przy urządzeniach nadawczych w Stanach Zjednoczonych, musi mieć specjalną licencję.
Ta licencja jest wydawana tylko przez jeden organ, przez US Navy. Oczywiście nie dają nikomu żadnej licencji poza własnymi operatorami. Następnie formuje się grupa RCA. Zaczyna się to w ogóle od 1914 roku, oficjalnie w 1918 już jest chyba działające. Co się dzieje? Wszystkie te historie przechodzą oczywiście do RCA i RCA właściwie staje się monopolistą, jeżeli chodzi o wszystkich inżynierów. Czyli jeżeli ktokolwiek chce coś zrobić, to musi tylko pracować dla RCA, ponieważ wychodzi nowe prawo, które zakazuje propagacji jakichkolwiek fal radiowych w eterze. Eter oficjalnie do dzisiaj się uznaje za coś, co oczywiście nie istnieje, że niby takie spooky science, że takie ha, ha, ha, śmiechy, chichy, bo tu Albert Einstein powiedział, że eteru nie ma. Ale jak sprawdzicie wszystkie dokumenty i zapisy prawne, to zauważycie jedną ciekawą rzecz, że do tej pory funkcjonuje prawo, które mówi o nadawaniu w przestrzeni eteru. Jest to zakazane i trzeba mieć licencję.
Taka historia. To ja może włączę jakąś muzyczkę i zaraz wam szybko opowiem, o co chodzi na sam koniec tej całej opowieści. Jak zwykle się rozbiegałem troszkę po wątkach. Taki temat troszkę szeroki, kompleksowy bym powiedział. To puśćmy troszkę muzyczki. A my jesteśmy w lesie, czyli w Radiu Na Fali, a oczywiście w hiperprzestrzeni jak najbardziej transmitowanej w Radiu Paranormalium. Tak że pozdrawiam wszystkich słuchaczy z radia i na fali Radia Paranormalium oraz wszystkich słuchaczy tych, którzy słuchają tego jako podcast. Tak że pozdrawiam cię, człowieku, gdziekolwiek zmierzasz w tym momencie ze słuchawkami albo i bez. Peace and love. Lecę dalej z tą historyjką, co się działo dalej z tymi panami, z tym radiem, z tym wszystkim.
Jak Marconi cwaniak został wykopany przez drugiego cwaniaka, który zobaczył, że jego kariera w armii się kończy, tak że postanowił założyć szybko taką wojskową rządową korporację. Czyli nasz założyciel, właściwie szef Sarnoff, szef RCA z takiego korpusu wojskowego zostaje szefem RCA, czyli korporacji, która steruje całym radiem w Ameryce. A takie są czasy, że wychodzi takie prawo w Ameryce, że praktycznie nie ma możliwości, żeby ktokolwiek prywatnie mógł nadawać jakikolwiek sygnał radiowy w eter. Absolutnie jest to zakazane, zabronione, nielegalne. Dokładnie tak jak w czasach prohibicji alkohol. Jedyną firmą, która ma możliwość robienia takich rzeczy jest RCA, bo jest to rządowa firma, która ma licencję na robienie tych rzeczy. Tak że jeżeli ktokolwiek chce cokolwiek robić w tym zakresie, musi być pracownikiem RCA w najzwyczajniej w świecie. Alexanderson był pracownikiem RCA. Kiedy wykopali wreszcie tego Marconiego, zostawmy tego nieszczęsnego nazistę, faszystę Marconiego. Alexanderson zaczął budować te anteny i zaczęły się dziać bardzo niesamowite rzeczy dookoła tych wszystkich anten.
Kiedy chłopaki zaczęli obniżać częstotliwości w dół, się okazało, że Anteny zaczynają odbierać jakiś dziwny rezonans. Tu chłopaki zaczęli śledzić, wrócili do pracy Waltera Russella i Tesli i tu się okazało, że jest coś w rodzaju specjalnej fali, która zasuwa po skorupie ziemskiej z niesamowitą prędkością i że dowcip polega na tym, że jak się dobrze zestroi silnik Alexandersona, który właściwie jest transmiterem niskiej częstotliwości i anteny zakopie się w ziemi, anteny mają odpowiedni kształt, odpowiednią proporcję w stosunku do silnika i tak dalej. To wszystko można sobie przemierzyć, przeliczyć. To się okazuje, że sygnał radiowy nadawany z jednego miejsca jest słyszalny dosłownie wszędzie. I tak się to zaczęło. Oczywiście zanim to stwierdzono, minęło chwilę czasu. Najpierw była masa eksperymentów, bo kiedy wprowadzono to prawo, to właściwie Tesla, wszyscy inni zostali kompletnie bez roboty, bo cokolwiek by nie zrobili, było po prostu nielegalne. Cokolwiek, jakikolwiek prototyp by się nie pojawił, automatycznie zostaliby aresztowani, tak że nie mogli nic absolutnie zrobić. Poza tym, że mogli zacząć książki pisać. Tesla karmił gołębie w Nowym Jorku, twierdził, że to właściwie wszystko, co może aktualnie, jak się go pytano.
Wracając, Walter Russell był o tyle cwany, że nie budował prototypów, tylko pisał książki na ten temat. Robił rysunki, robił schematy tego wszystkiego i tak to działało i tak to się przedostawało do świata. Alexanderson doskonale o tym wiedział, wykorzystywał masę tych rzeczy. Steinmetz wtedy odkrył taką zasadę, jak opisać coś, co nazywamy falą skalarną, jak opisać magnecyzm, jak to wszystko móc sobie przeliczyć tak zwyczajnie, żeby wybudować jakąś antenę, która po prostu działa, żeby można było to radio nadać. Jak RCI się pojawiło, to się pojawiły takie genialne pomysły, że właściwie jak jest już monopol, to ten monopol powinien zacząć rządzić światem. Były takie ambitne pomysły. Oczywiście zaczęto realizować te ambitne pomysły, a postacie dookoła były niesamowite. Jak zobaczycie na zdjęcie, kiedy Marconiego wykopano z jego stacji, jest takie słynne zdjęcie, ja tu już wklejam na czata, ze Steinmetzem jeszcze dwa lata przed śmiercią Steinmetza. Zrobione w tym samym roku, w którym Einstein dostał swoją nagrodę Nobla. Jest takie bardzo znane zdjęcie, które jest zrobione w tym miejscu, gdzie chłopaki stoją przed budynkiem, a za nimi jest taka fajna antena.
Bardzo ciekawa antena. Generalnie w tym budynku znajdowały się właśnie te gigantyczne silniki, generatory Alexandersona, które produkowały niską częstotliwość. Tam chłopaki siedzieli, chwilę to trwało. RCI to w ogóle była bardzo dziwna firma, bo właściwie kontrolowana przez wojsko w 100%, zrzeszająca praktycznie wszystkich chcących działać czynnie wynalazców w Stanach. To tam wynaleziono pierwszy telewizor, to tam wynaleziono system NTSC dokładnie w 1924 roku. To nie jest nic nowego. Był jeszcze inny wynalazca. To tam właśnie ów Władimir Zworykin wymyślił ten system. Oczywiście jak zwykle patent został przy firmie, a nie przy wynalazcy. Takie czasy były.
W Ameryce było troszkę jak w Rosji radzieckiej pod tym względem. Reżim konkretny. Pomysł był taki, takie ambitne pomysły, że RCI zbuduje radio, które nie będzie potrzebowało żadnego zasilania, bo wszyscy doskonale wiedzieli po eksperymentach z tą anteną w New Brunswick, tej gigantycznej antenie zakopanej dookoła budynku, że właściwie prąd jest dookoła i wystarczy odpowiedni kształt anteny i można ten prąd emitować na odpowiednich częstotliwościach gdzieś pochowanych pomiędzy gigahercami, pomiędzy megahercami, pomiędzy kilohercami, gdzieś tam pomiędzy tymi interwałami można puścić taką falę, która jest czystym prądem elektrycznym i wystarczy odpowiednio skonstruować i dodać kilka urządzeń do takiego radyjka i generalnie radyjko będzie sobie hulało i odbierało dokładnie radio. I to jeszcze to amerykańskie radio. Był taki pomysł, żeby zrobić taką właśnie globalną amerykańską stację radiową, że tylko nadajnik. Każdy odbiornik będzie wtedy kompletnie niezależny. Radio będzie działało cały czas i wszędzie. Prądu elektrycznego i tak dalej. Wystarczy tylko mieć sygnał radiostacji, której chcemy posłuchać, amerykańskiej radiostacji. Tylko na tej amerykańskiej radiostacji będzie działał prąd.
Taki był pomysł, żeby stworzyć taki system, który będzie kompletnie alternatywny dla wszelkich możliwych systemów, łącznie z systemem Marconiego na świecie, tak żeby wszyscy byli uzależnieni od tej amerykańskiej skrzynki, jest to radio, które będzie działało na tą częstotliwość. Zaczęły się eksperymenty. No i się okazało, że do końca nie znamy wyniku tych eksperymentów. To jest jedna z tych gigantycznych tajemnic. Stacja funkcjonowała, zamknięto ją po II wojnie światowej, chwilę później, w latach 70. jeszcze tam były robione eksperymenty. Nikt do końca nie powiedział, co się stało. Efekt jest taki, że firma, która właściwie miała w tym udział, pojawiła się jako producent systemów łączności do łodzi podwodnych z napędem jądrowym atomowym. I tu się okazało prawdopodobnie, tu się zaczynają spekulacje. To jest coś, co mówił Tesla, o czym mówiło wielu w tamtych czasach.
Wygląda na to, że po prostu tam dokonano tego genialnego odkrycia, ponieważ ponoć, jak głosi legenda, chłopaki zeszli z tymi częstotliwościami do tej bardzo niskiej, długiej fali poniżej 30 kiloherców. I kiedy zaczęli schodzić w dół, nagle się okazało, że antena działa z jednej strony idealnie jako nadajnik, czyli transmituje sygnał radiowy wszędzie wręcz perfekcyjnie i na przykład nie ma opóźnień, co jest w ogóle fenomenem, bo każdy sygnał transmitowany, przekazywany z przekaźnika na przekaźnik ma opóźnienia. Jak sygnał sobie przeleci przez pół świata, to masz pięć minut opóźnienia. A tu się okazuje, że jak antenę się wbije w dół i się zrobi częstotliwość tym silnikiem dziwnym Alexandersona, tą prądnicą, to nagle sygnał jest słyszalny wszędzie. O tak. Spontanicznie, w ciągu ułamka sekundy się pojawia dokładnie wszędzie, na całej planecie. I nie trzeba budować takich kosztownych stacji przekaźnikowych, które budował Marconi. Wystarczy tylko odpowiedni kształt anteny zakopanej w ziemi. I co dalej? Skręcając dalej tą gałkę, taką dużą gałkę, kręcąc w dół jeszcze niższe herce, okazuje się, że antena zaczyna drgać.
I antena przestaje używać zasilania, zaczynają palić się kable od zasilania. Po odłączeniu anteny, wyłączeniu zasilania do anteny i skręceniu tej gałki w dół jeszcze bardziej, okazuje się, że antena w dziwny sposób, nie wiadomo skąd bierze prąd. Są zdjęcia, takie unikatowe zdjęcia. Też tego nie mam. To też jest w książkach dostępne. Nie mam akurat zeskanowanego. Są zdjęcia z eksperymentów na tych antenach. Wystawały trzy metry nad ziemią, jakoś tak niecałe. I nagle się okazało, że z tych drutów wystających trzy metry nad ziemią strzelają gigantyczne pioruny. Takie błyskawice jak nie wiem co, po prostu gigantyczne.
Nagle się okazuje, że ta antena powoduje tak wielkie wyładowania elektryczne w otoczeniu, że nikt nie jest w stanie skumać, o co chodzi. Nagle antena zamieniła się w akumulator jednocześnie. Nie potrzebuje zasilania z zewnątrz. Emituje sygnał. Emituje go tak czysto, tak intensywnie. Nikt nie wie, jak to zrobić. Nikt nie wie, jak to zatrzymać. Generalnie anteny się popaliły, po prostu strzeliły. Nikt nie wiedział, jak zatrzymać, kiedy włączono proces. Okazuje się, że odkryto bardzo dziwną moc, bardzo dziwną energię, która gdzieś tam pulsuje.
I stąd był ten pomysł, żeby użyć tej energii do zbudowania tych wszystkich nadajników radiowych, które będą szerzyły amerykańską propagandę, że już nikt z nas nie będzie potrzebował kabla. Wystarczy tylko wziąć radyjko i wysterować na amerykańską radiostację i nadawać. Ale problem z antenami Alexandersona i jego silnikiem polegał na tym, że ten sygnał był wszędzie. Dosłownie wszędzie. Nie dało się go skompresować do jednego odbiornika. Nie dało się nic takiego zrobić. I tu jest taka legenda oczywiście, że ludzie związani z RCI wybrali się do Tesli, żeby Tesla rzucił na to swoim okiem i żeby udało się tą transmisję troszkę ukierunkować, ją ograniczyć, bo się okazuje, że taka normalna transmisja jest nielimitowana. Wystarczy sobie ustawić dowolną częstotliwość, którą chcemy. Oczywiście limit tych częstotliwości jest gigantyczny. Właściwie nie ma limitu, bo można je emitować co pół częstotliwości wchodzić albo coś tam.
Zależy jak precyzyjny jest ten sygnał i precyzyjny jest odbiornik tego sygnału. Wcale nie trzeba sobie deptać po piętach. Miejsca w eterze jest wystarczająco dużo, ale się okazuje, że wcale nie trzeba używać eteru. Wystarczy użyć planety Ziemia i działa to lepiej niż telefony komórkowe, lepiej niż cokolwiek innego. I to odkrycie zostało dokonane w 1921 roku w stacji radiolokacyjnej New Brunswick zaczęto przesyłać sygnały do statków wojskowych. Generalnie to było gwoździem do trumny. Okazało się, że technologia została opracowana prawdopodobnie w jakiś niesamowity sposób. Dokładnie w tym samym momencie na rynek cywilny zaczynają trafiać zaraz po wojnie, właściwie zaraz po tym, kiedy ośrodek zostaje zamknięty, takie rzeczy jak mikrofale i tak dalej. I komórki i tego typu rzeczy na rynek cywilny, czyli coś, co pracuje w bardzo wysokich częstotliwościach. A te wszystkie rzeczy, dziwne urządzenia, które same siebie zasilają, które wysyłają sobie idealnej jakości sygnał pracujący na niskich częstotliwościach, nagle zostały spowite kurzem, dymem tajemnicy.
Wszystko zostało przy RCI, przy tej wielkiej korporacji, na spraw, że RCI się rozrastało nieprzeciętnie. Właściwie było takim monolitem, który kontrolowało w całości rynek radiowy i rynek właściwie wszelkich wynalazków i patentów w Stanach Zjednoczonych przez 30 lat. Do RCI należały wynalazki takie jak wszystkie mikrofony, kamery telewizyjne, cały ten sprzęt dookoła, anteny nadawcze i tak dalej. To jest w ogóle osobny system. Cała Ameryka właściwie do tej pory pracuje dokładnie na systemie RCI, systemie do nadawania. Natomiast część Europy dalej pracuje, jeżeli coś w ogóle działa, na systemie Marconiego. Jest jeszcze kilka takich anten Marconiego, które gdzieś tam sobie stoją w polu. Niektóre z nich są jeszcze, na chodzie i się włącza na przykład na parę minut w roku, na jakieś tam pół dnia. Jakoś tak one nadają specjalny sygnał taki dla radioamatorów, takich maniaków radia, takich krótkofalówek i tak dalej. Oni właśnie próbują złapać ten sygnał z tych anten Marconiego.
Chyba we Włoszech jest jakieś takie miejsce, gdzie się jeszcze transmituje raz w roku. Czy we Francji? Nie pamiętam już, ale jest takie. Tak tylko zabytkowo, troszeczkę tak jak taka przejażdżka zabytkowym samochodem raz w roku. Trochę w ten sposób. Takie 15 minut cofnięcia się w czasie, coś w tym stylu. Co ja mówię? Przepraszam bardzo, zapaturzyłem się w swoje notatki jeszcze. Właśnie, bo ja tu jeszcze chciałem coś wam o tym wszystkim opowiedzieć. Przypominam, że dzisiaj Radio Na Fali jak najbardziej jest na żywo.
To wszystko się dzieje na żywo, dlatego ja tutaj mam takie momenty zatrzymania w czasie i przestrzeni. Próbuję ogarnąć notatki. Także jeżeli ktoś z was chce zadzwonić, radionafali.com taki jest nasz adres na Skype, także zapraszam serdecznie. A tu opowiem dalej tą historyjkę troszkę o tych wszystkich początkach, właściwie końcach radia. Bo jak się okazało, te wszystkie częstotliwości były i to, że wzięła się za to armia, było po prostu gwoździem do trumny radia. I do dzisiaj, jeżeli ktokolwiek z nas chciałby transmitować jakikolwiek sygnał, na przykład niskiej częstotliwości, wybudować sobie troszkę większą antenę, czy ją zakopać w ziemi, czy cokolwiek, to właściwie każdy z nas, gdziekolwiek jest na świecie, musi mieć licencję do tego. Czyli właściwie do tej pory wygląda na to, jak prawo jest tak skonstruowane, żeby zabezpieczyć te duże korporacje, tudzież nie wiem kogo przed tym, żebyśmy nie wrócili do tych czasów Tesli i czasów Waltera Russella, czasów Steinmetza i nie zaczęli budować sobie zbyt dużych urządzeń. Takich, co najwyżej możemy w ogrodzie wybudować, ale też nie urządzenie, które emituje na przykład jakieś częstotliwości, ponieważ jeżeli nas wychwycą na tych częstotliwościach, to musimy zapłacić karę za to, że emitujemy coś w eter, który oficjalnie nie istnieje, ale według prawa istnieje. To też taki jest fenomen. Ja generalnie myślę, moi drodzy, że tak naprawdę są te wszystkie rzeczy, te technologie funkcjonują, bo ślady tych technologii widać.
Gdzieś tam się pojawiają, jak człowiek śledzi te wszystkie nowoczesne wynalazki dookoła. Ciężko to ukryć. Wygląda na to, że te wszystkie nowoczesne wojskowe Urządzenia typu łodzie podwodne z atomowymi bombami i wszystkie szalone rzeczy, które są na Ziemi, wykorzystują dokładnie tą falę do częstotliwości, tą metodę do komunikacji. Tu jest cała ta legenda i pies pogrzebany troszeczkę. Opowiem wam moją spekulację na temat tych wszystkich dziwnych zdjęć satelitarnych, które są robione. Chociażby na Google Earth można zobaczyć te dziwne anteny, te dziwne urządzenia, które często są nazywane przez ludzi instalacją HAARP, czyli do zmian pogody i tak dalej. HAARP to nie jest do zmiany pogody. Już czytam oryginalną angielską nazwę. Muszę rzucić na internet. Już wam mówię.
High Frequency Active Auroral Research Program tak się nazywało. Te anteny, moi drodzy, taka jest moja refleksja, to nie są wcale jakieś specjalne anteny. Jeżeli się przyjrzymy, jak są zbudowane, to nie są właśnie do zmiany pogody. To nie są żadne HAARP-y, żadne do robienia błyskawic ani nic z tych rzeczy. To są dokładnie anteny niskich częstotliwości i gdzieś prawdopodobnie w budynkach, które są obok tych anten, stoją bardziej zaawansowane silniki. Właściwie nie tyle silniki. To są generatory Alexandersona, które produkują bardzo dziwne niskie częstotliwości, których my możemy w ogóle nie słyszeć, bo to już jest poza wszystkim. Te częstotliwości są neutralne dla świata, bo wcale nie trzeba robić specjalnie nowej częstotliwości. Wystarczy skorzystać z częstotliwości Schumanna, które są wszędzie dookoła na świecie. Cały globus tymi częstotliwościami rezonuje.
Wystarczy wprasować pomiędzy kilka częstotliwości Schumanna, znaleźć ten właściwy interwał, czyli kiedy jedna częstotliwość mija drugą i do kolejnego momentu, kiedy się będą mijały, znaleźć ten moment pomiędzy dwoma zakrętami i wrzucić tam, zakompresować kawałek naszego sygnału. I to wszystko. Nagle się okazuje, że możemy w ten sposób, używając tego fenomenu częstotliwości Schumanna, przekazywać sygnał bez żadnych strat w czasie, bez żadnych strat jakości praktycznie przez całą planetę w dowolnym kierunku. To jest w ogóle niesamowite. Wygląda na to, że te wszystkie bazy, te, o których się mówi, że są HAARP, że to są właśnie do robienia pogody i tak dalej, że to są najzwyczajniej w świecie zwykłe anteny radiolokacyjne, którymi na przykład komunikują się łodzie z napędem jądrowym. Wszystkie tego typu historie. To są właśnie te bazy, które się znajdują między innymi w Gakonie na Alasce. Takie bardzo specyficzne anteny. Po czym poznać, że to jest konstrukcja Alexandersona? Po czym takie przypuszczenia bardzo łatwo jest wysnuć?
Chociażby po kształcie anten, chociażby po tym, jak są ukierunkowane, że są z reguły ukierunkowane dokładnie z biegunami Ziemi, że są też zlokalizowane w specyficznym miejscu, gdzie na przykład rozładowanie elektryczne jest bardzo łatwe w gruncie. Jest kilka takich czynników, które powodują, że bardzo łatwo, jeżeli wiecie, o co chodzi, to nagle łapiecie, jak sprawy się mają. Tylko dokończę jeszcze szybko taki fenomen tej całej sytuacji polega na tym, że po latach, tak czy siak, firma Marconiego została wykupiona przez Amerykanów i właściwie firma Marconiego teraz się nazywa BAE Advanced Technology. To się nazywa BAT czy jakoś tak. I to jest firma, która robi oprogramowanie, sprzęt do łodzi atomowych i nie tylko, służący do namierzania tego wszystkiego i do komunikacji pomiędzy tym wszystkim. Czyli wygląda na to, że tajemniczy wynalazek Tesli, Alexandersona, te niesamowite historie związane z tą tajemniczą falą, która gdzieś tam propaguje po Ziemi i że można tą falę wykorzystywać, że nie trzeba już nic nowego robić tak naprawdę, trzeba tylko wskoczyć na tą falę i można nią płynąć po całej planecie w tą i w tamtą bez żadnych strat czasowych, bez niczego, do oporu. Nie ma żadnych limitów. Dodatkowo jeszcze można prąd z tego brać do oporu, także nadajnik nie musi mieć dodatkowego źródła zasilania i odbiornik tak samo. Także mogą korzystać z tego fenomenu, który występuje w naturze. Taki dowcip.
RCI planowało to zrobić. Tam są legendy, że RCI zbudowało takie radia, które same sobie grają, nie mają żadnego akumulatora ani trzeba wkładać w gniazdko, ani nic z tych rzeczy. Takie normalne radia FM w drewnianych skrzynkach jeszcze w latach 20. To tajemnica. To głęboko jest mocno zakopane, to nikt ma o tym nie wiedzieć. W ogóle się nie wydarzyło. Teraz ten cały system jest używany przez wojsko. Taka jest prawda. Dlatego mamy dostęp do mikrofali, czyli mamy dostęp do telefonów komórkowych. Wcześniej wojsko wykorzystywało telefonię komórkową i tak zwane szybkie częstotliwości terahercowe, gigahercowe i tak dalej, bo telefony komórkowe wysyłają bardzo szybką, potężną częstotliwość, generalnie bardzo intensywną, której nie jest w stanie zatrzymać żaden sygnał, bo jest tak szybka, że przechodzi praktycznie przez wszystko.
Natomiast te niskie częstotliwości też mają tą charakterystykę, że przechodzą przez wszystko, bo właściwie nic nie jest w stanie tego zatrzymać. Tylko że to już jest zupełnie w drugą stronę. To jest tak skonstruowane, że żadne urządzenie, które posiadamy w domu, nie jest w stanie wychwycić tego sygnału, żeby w ogóle skumać komunikację, na przykład militarną. Cokolwiek się dzieje w tym paśmie, byśmy musieli mieć urządzenia, które są dostępne tylko i wyłącznie dla załogi na przykład statków wojskowych, bo generalnie te urządzenia echolokacyjne, radiolokacyjne są do tej pory wykorzystywane na niskich częstotliwościach przez wojsko. Jeżeli ktoś z was chce na przykład mieć takie radio, to najlepiej szukać na demobilu wojskowe graty. Radia niskich częstotliwości, nadajniki niskich częstotliwości, anteny do tego i wszystkie tego typu historie. Jak się okazało, coś, co miało służyć do wyzwolenia świata, do spowodowania Tego, że będzie złoty elektryczny wiek i wszyscy będziemy mieli wszystko wreszcie normalnie, zbilansowane, zbalansowane. Tyle energii, ile potrzebujemy bez psychopatycznej zabawy o to, kto ma więcej czego. Nagle się okazało, że te wynalazki posłużyły dalej. One służą.
To nie jest tak, że ktoś to wszystko zakopał aż tak pod ziemię. To jest pod ziemią, ale to wszystko jest mocno w używaniu i jak się okazuje, jest to w używaniu przez tych, którzy na tym pokoju chyba najlepiej zarabiają, na pilnowaniu pokoju, czyli armia. I wygląda na to, że tak to się wydarzyło. Dlatego teraz mamy radio cyfrowe. Dlatego teraz w ogóle nie używamy na przykład takiej fali. Być może. I być może to jest pomysł, że jeżeli będziemy chcieli wrócić do takich historii, wrócić troszeczkę do tego sposobu pozyskiwania energii, to być może to jest rozwiązanie. Nadchodzi era nanotechnologii, także niedługo będzie można drukować sobie takie małe układy, małe radyjka, być może w tej technologii. Tylko że tam jest jeden drobny problem, że tam jest kilka anomalii elektromagnetycznych, które trzeba rozwiązać przy czymś takim. Alexandersonowi się to doskonale udało, kiedy montował te swoje anteny i chyba rozpracował ten system całkiem doskonale.
Właściwie przez całe życie chyba pracował dla RCA. RCA te patenty dzieliło razem z wojskiem, bo to właściwie ta sama firma, proszę państwa. I teraz jak wejdziemy sobie na Google'a i jak czasami nam ktoś mówi, że jakieś anteny do robienia chmur, do sterowania pogodą. Nie, proszę państwa, to nie jest do sterowania pogodą. Absolutnie nie ma z tym nic wspólnego. Są jakieś legendy, jakiś urban legend bym powiedział. Nic, moi drodzy. To są zwykłe anteny Alexandersona. To, co widzimy na zewnątrz, znaczy na górze, to są takie na przykład bardzo fajne, fraktalne struktury. To są te wystające części anten, a pod spodem są jeszcze zakopane kable pomiędzy tymi antenami i to, co się tak naprawdę dzieje, to się dzieje pod ziemią.
Taki fenomen. Oczywiście to wywiera jakiś tam efekt na niebie i tak dalej, bo oczywiście to wszystko ze sobą koreluje, ale to bynajmniej absolutnie nie ma nic wspólnego z bronią pogodową ani z takimi rzeczami. Chociaż może już w tych czasach ktoś wpadł na pomysł, jak wykorzystując na przykład taką antenę, taki nadajnik, wysyłać jakiś taki rezonans, który powoduje trzęsienie ziemi w którymś miejscu. Kto to wie? Tesla potrafił ponoć robić takie rzeczy. Jasna sprawa, że nie jest to tak, że ta technologia została zasypana, leżała i nikt się tym nie zajmował. Prawda jest taka, że wojsko cały czas – może nie całe wojsko, ale wiele wojskowych laboratoriów na świecie – generalnie siedzi nad tym, próbuje to rozkminić, próbuje to zrozumieć, próbuje to wykorzystać do swoich własnych celów. W sumie tak samo jak my w tym momencie próbujemy to zrozumieć i zastanowić się, jak przypadkiem wykorzystać coś takiego do zrozumienia w lepszy sposób świata. Być może ktoś z nas nagle dozna iluminacji i wybuduje jakąś taką maszynę właśnie w stylu Tesli, która będzie wykonywała takie niesamowite historie. No właśnie.
Zobaczymy. Może przed nami będzie wreszcie powrót do czasów sprawdzenia tego, co się tam kryło w tych niskich częstotliwościach, tego, o czym mówili wszyscy ci wynalazcy z XIX i XVIII wieku. Przynajmniej większa, znakomita część z nich budując te swoje prototypy oparte właśnie na takich radiowych rzeczach. Pamiętacie historię z Koralowym Zamkiem? Zapraszam wszystkich do galerii, do odcinka o Koralowym Zamku, gdzie Kamil opowiada swoje wrażenia, właśnie to, jak tam było. I generalnie są zdjęcia w galerii. Przyjrzyjcie się na to, co Ed Leedskalnin tam miał. On tam miał po prostu praktycznie dwa takie rozebrane radia lampowe z cewkami, transformatorami, generatorami. On to sobie generalnie sprawdzał, kombinował z magnesikami, sprawdzał, żeby dobrać właściwą częstotliwość. Wygląda na to, że to nie jest wcale aż tak mocno skomplikowane, jak się nam wydaje.
Po prostu nam się troszkę o tym nie mówi. Może takie czasy, że trzyma się to troszeczkę gdzieś tam z boku, żebyśmy przypadkiem nie zaczęli grzebać swoimi myślami, pomysłami gdzieś w tym rejonie, żebyśmy wszyscy szli w zupełnie innym kierunku. A to może trzeba się zatrzymać. Trzeba lutownicę wziąć do ręki i z całym tym swoim oświeceniem duchowym i cokolwiek tam jest, wziąć troszkę podręczników i lutownicę do ręki i troszkę polutować, zobaczyć, co z tego będzie. Wizja. Tesla i wszyscy ci kolesie mówili, że to wszystko przychodziło do nich w wizjach, że to jest naprawdę taki materiał, że jak z innej planety. Także może to jest przyszłość. To jest przyszłość substancji psychoaktywnych. Wniosek na dziś, moi drodzy i wniosek po tym tryptyku z prądem elektrycznym, z tymi częstotliwościami, z tymi wynalazkami, Hertzami, Teslami, Steinmetzami, Russellami i całą tą resztą to jest taki, że może dobrze by było połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli lutownicę z jakąś substancją psychoaktywną. Może nie naraz, żeby nie lutować po kwasie na przykład, bo to nie jest dobry pomysł.
Odradzam wszystkim. LSD jest nielegalne. Przypominam, jeszcze jest nielegalne. Tylko jeszcze do jutra. Jutro będzie już legalne. Także nie wiadomo. Może to jest rozwiązanie. Sprawdzajcie, czy nie macie jakiejś lutownicy, jakichś schemacików do robienia i to jest metoda. A jakby co, to po jakiegoś kwasika, po jakieś wizje. Pomyślcie troszkę nad tym.
Nad tymi falami, nad tym, jak chłopaki to robili. Jest to możliwe. Działa. Mamy na to dokumentację. Te budynki dalej stoją. Ta największa antena Alexandersona w New Brunswick jest dalej zakopana w ziemi. To jest tuż nad San Francisco. Jeżeli ktoś mieszka w San Francisco, może się wybrać. To jest jakieś trzy, cztery godziny jazdy spokojnie z San Francisco. Trzeba objechać cały cypel na górę.
Można tam dojechać samochodem. Do tej pory stoją resztki anten. Do tej pory można się tam wpiąć miernikiem i pomierzyć to wszystko. Wygląda to niesamowicie. Wow. Także działa. Działa i jest używane, jest w użyciu. Nie jest to żadne science fiction ani żadne fantasy. Jest to jak najbardziej działająca technologia, robi niesamowite rzeczy. Nie mamy do niej dostępu, nikt nam nie chce o niej za bardzo mówić.
Wszyscy udają, że jej po prostu nie ma tutaj, że sobie gdzieś wyszła. Ale wcale nigdzie sobie nie poszła. Wcale nigdzie sobie nie wyszła. Jest tu na miejscu, ja wam o niej mówię. Także słuchajcie: za lutownice, moi drodzy, i sprawdzać. Może któremuś z nas coś wreszcie wyjdzie z tego. Nam tam czasami coś wychodzi z tego wszystkiego lutowania. Także zapraszam. Niech więcej ludzi lutuje. Im więcej nas, tym lepiej.
Tyle chciałem powiedzieć o tym prądzie elektrycznym. A jeszcze będę wracał do tego prądu elektrycznego, bo przy nim jest masa różnych ciekawostek, ale na jakiś czas zrobię przerwę, moi drodzy. Także dziękuję bardzo serdecznie za słuchanie tych wszystkich niesamowitych opowieści o prądzie elektrycznym. Mam nadzieję, że poczuliście, jak prąd przechodzi przez was. I bardzo dobrze. Dziękuję bardzo serdecznie. Pozdrawiam wszystkich sponsorów audycji. Zapraszam wszystkich tych, którzy jeszcze sponsorami nie są. Sponsorujcie, moi drodzy! Na tych, którzy wpłacą tą sumę, czeka nagroda, która zostanie wysłana pocztą, bo zawsze jest wysyłana pocztą, jak każda nagroda zresztą.
Także zapraszam do wspierania. Ja przypominam, że „Hiperprzestrzeń” jest nadawana w Radio Na Fali. Jest to matczyne radio dla „Hiperprzestrzeni”, ale oprócz tego jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. Także proszę sprawdzać też Radio Paranormalium. Oczywiście zapraszam do „Teorii Chaosu” w piątek o godzinie 24:00 w każdy piątek. Zapraszam na DJ Avelona w środę o godzinie 20:00 i w piątek o godzinie 20:00. I zapraszam na dokładkę oczywiście, gdzie mówię o pieniądzach. Tylko o pieniądzach. Tam liczy się tylko kasa. Dokładka oczywiście w środę o godzinie 22:00 polskiego czasu.
Oczywiście w czwartek DJ Skura. Genialna muzyka, moi drodzy, także nie zapomnijcie o tym, że jest to radio, którego powinniście słuchać. Także dziękuję bardzo za słuchanie. To była dzisiejsza „Hiperprzestrzeń”. Niech kosmos pozostanie z wami.