[00:51] - Cześć ziemianie! Witam wszystkich serdecznie. Witam wszystkie ziemianki i wszystkich ziemian. Już dobrze mnie słychać. Tak że witam wszystkich serdecznie w „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Witam wszystkich bardzo serdecznie na czacie. Oczywiście witam wszystkich z Radia Na Fali, które retransmituje… Co ja mówię? Z Radia Paranormalium, które retransmituje „Hiperprzestrzeń”. Tak że pozdrawiam i tych z Radia Na Fali, macznego radia, i tych z Radia Paranormalium i tych wszystkich was pozdrawiam.
Przede wszystkim tych, którzy słuchają offline, bo nie każdy słucha online. Niektórzy słuchają offline. Tak że pozdrawiam serdecznie. Dziękuję bardzo wszystkim sponsorom za wsparcie. Słuchajcie, kolejne koszulki w drodze, gdzieś tam w świat lecą. Tak że dziękuję bardzo serdecznie. A dzisiaj, słuchajcie, „Hiperprzestrzeni”. Właśnie, zanim zacznę, elektryczny w ogóle temat. Wracamy troszkę do kwestii prądów elektrycznych. Przepraszam bardzo, jak zwykle gałkami się troszkę bawię.
A ja przypominam, że jutro żebyście sobie wskoczyli na stronę www.radionafali.com. Też to zrobię. Dokładnie to zrobię teraz. I żebyście odwiedzili ostatnią „Hiperprzestrzeń” o nazwie „Goście z krainy snu”. Ja przypominam o tym, że jutro są warsztaty w Londynie. To jest Osborne House, Loxford Gardens, Highbury, London N5 1FX. Zresztą zapraszam serdecznie, wejdźcie na naszą stronę internetową. Stronę internetową oczywiście Radia Na Fali www.radionafali.com. Znajdziecie tam ostatnią „Hiperprzestrzeń”, tam są linki. Tak że jeżeli ktoś z was mieszka w Londynie, to zapraszam jutro bardzo serdecznie.
Tam są wszelkie możliwe informacje na ten temat. Ja jestem już na czacie. Absolutnie jestem. Przepraszam bardzo, ja tu w ogóle organizuję to wszystko. Tak że jestem już oczywiście na czacie, jak najbardziej. Pozdrawiam wszystkich oczywiście na czacie. Będę tam się wam jak zwykle pojawiał sporadycznie mniej lub bardziej. Jak to przystało z czatem. Jestem oczywiście na Skypie www.radionafali.com. Przepraszam bardzo, co ja mówię?
Radionafali.com to jest nasz adres na Skypie. Tak że zapraszam wszystkich serdecznie. Jeżeli ktoś będzie chciał się odezwać i będzie miał jakiś pomysł, to zapraszam serdecznie. Moi drodzy, koniec ogłoszeń, wszystkich tych rzeczy. No dobra. Słuchajcie, poproszę jeszcze kawkę? Nie, mam kawę. Dobra, już koniec ogłoszeń. Wystarczy na dzisiaj. No dobra.
Słuchajcie, wspierajcie Radio Na Fali finansowo jak nic. To jest bardzo ważne ogłoszenie. A co! Tak że zapraszam do wspierania radia. Tu jeszcze raz pozdrawiam, macham do wszystkich sponsorów. I co? Zaczynamy nasz temat, moi drodzy. Nasz dzisiejszy temat w „Hiperprzestrzeni” jest troszkę przedłużeniem. Ja w ogóle w tej krainie prądu elektrycznego siedzę od jakiegoś czasu. Mam taką swoją niezdrową sesję na temat różnych dziwnych urządzeń free energy i wszystkich rzeczy dookoła związanych z rozumieniem świata, rozumieniem istoty bytu.
Nie wiem, jak to powiedzieć. Rozumieniem wszystkiego w ogóle dookoła. Jak mnie wzięło na rozumienie wszystkiego dookoła, to zacząłem sobie śledzić te wszystkie rzeczy i jest to objaw mojej prywatnej fiksacji na ten temat. Bo to się tak troszkę mówi, że niby ludzie rozumieją świat, że oświecenie, iluminacja, zrozumienie, świadomość, a kto wie, jak funkcjonuje świat dookoła. Było kilku takich facetów, którzy doskonale wiedzieli na ten temat wiele rzeczy. Może nie wiedzieli wszystkiego, ale wiedzieli naprawdę wiele. Ta cywilizacja o tych ludziach kompletnie zapomniała. Nie tyle zapomniała, ile specjalnie, moim zdaniem i z premedytacją doprowadziła do sytuacji, gdzie nikt o tych ludziach już nie wie dzisiaj. O tych ludziach się nie mówi, zostali usunięci w cień. I w ogóle stoi za tym taki bardzo, nie wiem, jak to powiedzieć, spisek?
Jest to, co by nie mówić, spisek. Spisek ludzi, którzy twierdzili, że za energię trzeba płacić. Że energia, która jest dookoła i jest generalnie łatwo dostępna, jest właściwie za darmo, bo jest wszędzie. Wszystko jest energią. Stało się najbardziej dochodowym towarem XX i XXI wieku. To jest taki fenomen cywilizacyjny. To trochę jakby na przykład deszczówka stała się najbardziej dochodowym towarem na rynku. Jakby ktoś zakazał wszystkim używania wody spadającej z nieba i zaczął ją sprzedawać. Dokładnie podobnie jest z prądem elektrycznym i w ogóle z energią, której używamy dookoła. Nie do końca w to wszyscy wierzą.
Jest stygma na tak zwanym free energy, czyli na wolnej energii. Jak zwykle jest dużo ludzi kłócących się o definicję słowa. Dla mnie jest dosyć proste. Wolna energia znaczy out of grid, czyli z dala od siatki energetycznej, dużej elektrowni, wszystkich tego typu historii i tak dalej. Energia, którą człowiek może sobie wytwarzać z prostego urządzenia, które ma u siebie w domu, które ma sam. Nie musi nikomu za to płacić i dzięki temu jest wolny i nie musi płacić co miesiąc rachunków ani za ogrzewanie, ani za całą resztę, ani za nic. Na dodatek jeszcze ma tyle tej energii, że właściwie nie ma co z nią robić, to może rozdawać wszystkim ludziom dookoła, bo jej jest aż tyle. Tej energii jest tyle, że ktoś z was na pewno słyszał takie informacje, że energia, która towarzyszy rozładowaniu elektrycznemu, które nazywamy piorunem, wystarczyłaby do zasilenia iluś tam set tysięcy dużych, gigantycznych miast. Są takie szacunki. Dzisiaj troszkę o facecie, który wpadł na to, jak to szacować, jak to wszystko mielić, jak to wszystko liczyć.
Bo my normalnie znamy tylko Teslę, znamy tylko historię z Edisonem. Niektórzy z nas znają może troszkę więcej nazwisk jak Viktor Schauberger. Znamy takie nazwiska jak Wilhelm Reich, znamy troszkę innych ludzi. Co my na ten temat tak naprawdę wiemy? Niewiele wiemy na ten temat, bo cała ta wiedza została bardzo mocno zakopana po to, żeby nam o tym nie mówić, bo jak się okazuje, tej energii jest tyle, że największym absurdem, jednym z największych właściwie, jeżeli nie największym absurdem dzisiejszych czasów jest dokładnie to, że płacimy komuś pieniądze za używanie prądu elektrycznego, za używanie energii. Za to, że mamy coś, co powoduje, że jest ciepło albo że działają nasze sprzęty elektryczne. To jest fenomen. Dzisiaj troszkę o tym fenomenie opowiem i opowiem o ludziach, którzy się kryli za odkryciem tego fenomenu i o tych ludziach, którzy zostali zapomniani, specjalnie zasypani, przygruzowani popiołem, żeby nikt tego nie wyciągał na zewnątrz. Żebyśmy wszyscy wierzyli w to, że musimy budować koniecznie duże reaktory atomowe, że musimy spalać węgiel, że musimy kopać dziury w ziemi, żeby wyciągnąć ropę, że musimy robić masę głupich, kompletnie irracjonalnych rzeczy. W sytuacji, gdzie właściwie jesteśmy w stanie budować urządzenia, mówię o urządzeniu wielkości pudełka na buty, które jest w stanie generować tyle prądu z siebie, moi drodzy, że zasiliłoby takie myślę cztery posesje domków jednorodzinnych, bym powiedział.
Na to wygląda. I takie rzeczy działy się już 100, 150 lat temu. O tym wszystkim będę dzisiaj wspominał i opowiadał o początkach prądu elektrycznego. Troszkę wrócę do tego. Wspominałem o prądzie i przy Maxwellu, i przy Faradayu, i przy wszystkich tych rzeczach. Przynoszę zawsze szelest kartek. Taki troszkę techniczny temat będę chciał bardzo nietechnicznie opowiedzieć tak, żeby was nie zanudzić, żeby nie być jakimś takim Beltrem, żeby nie robić jakichś strasznych historii. Pamiętacie historię z Galvani, którą opowiadałem, jeżeli słuchaliście? Że Galvani wybudował antenę. Jeden z pierwszych kosi, który zrobił antenę, która odbiera prąd elektryczny, niskie napięcie.
On tymi napięciami traktował żabie udka i żaby, mięśnie się kurczyły i tak dalej. Galvani oczywiście robił troszkę inne rzeczy. Oprócz tego prądem z pierwszych akumulatorów traktował ludzi, bo to były takie czasy, że krojono wtedy ludzi na takie dosyć brutalne eksperymenty. Ale zostawmy wszystkie początki prądu elektrycznego, bo nas najmniej w sumie dzisiaj interesują. Później był Volta oczywiście, później był Faraday, później wszystkie te historie związane z eterem, Samuelem Morsem, Josephem Henrym. Odkryciem tego, że ta dziwna energia, o której mówimy, ta dziwna, niesamowita energia, czyli prąd elektryczny, to jest tylko kawałek tej energii dookoła nas. Co to za kawałek jest? Ten kawałek mówi o tym, że ta energia jest ze sobą w jakiś sposób związana. Żyjemy w czymś, co dzisiaj nazywamy polem kwantowym. Nie będę motał, nie chcę nam motać strasznie.
Będę starał się wszystko dosyć prosto wytłumaczyć, bo chodzi o zwyczajny koncept, czyli pomysł, że wszyscy i wszystko na świecie jest ze sobą połączone. Że nie ma czegoś takiego, jak mówił Newton i jak mówił Einstein, że wszystko jest relatywnie ze sobą niezwiązane, że tu się stanie coś, tam się stanie coś. To jest jakiś tam efekt strzydeł. Niby Newtona, niby nie do końca i tak dalej. Tak zwana fizyka relatywistyczna, fizyka Einsteinowa, fizyka atomowa. Ci wszyscy panowie, wszystkie te legendarne postaci, które stworzyły podwaliny właściwie pod współczesny fizyk, który myśli o tych wszystkich relatywnych bzdurach. Mógł sobie usiąść z tą żarówką, sobie poświecić nad książką Alberta Einsteina, który wszystkie te głupoty wymyślał. Musi użyć wynalazków, które wymyślili ludzie, którzy w to nie wierzyli. Za tymi wszystkimi wynalazkami, za prądem elektrycznym stali ludzie, którzy wierzyli, że wszystko jest ze sobą połączone jak nic i nie ma na to innej opcji. Zanim wbiję w ten temat, to oczywiście jakaś muzyczka, moi drodzy, żeby nie było tak, że tak gadam, gadam i gadam.
Oczywiście słuchacie w hiperprzestrzeni w Radiu Nafalia. Ja mam na imię Tomek. Hiperprzestrzeń jest transmitowana w Radiu Paranormalium. Zachęcam wszystkich słuchaczy Radiu Paranormalium. Posłuchajmy troszeczkę muzyki. Posłuchajmy. Tak, tak, ja tu sobie popijam już kawkę, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni”, jak gdyby nigdy nic w radiu Nafani i oczywiście transmitowanie w Radiu Paranormalium. Także pozdrawiam wszystkich słuchaczy serdecznie. Serdecznie pozdrawiam tych, co słuchają live i tych, co słuchają w pracy, jak się dowiaduję. Do roboty!
Dobrze, żartowałem. Pozdrawiam serdecznie. Słuchajcie, no to co? To lecimy z tym tematem. To może zostawię te początki elektryczności i tak będę co jakiś czas wracał do jakichś historii związanych z Maxwellem i tak dalej, bo tego się w dzisiejszych czasach w szkołach nie uczy. Współczesna fizyka, generalnie nie chcę za dużo mówić, kwestie związane z prądem elektrycznym po prostu tłuki. Taka jest prawda. Dlatego wszyscy używamy silników spalinowych w samochodach i dlatego używamy ropy, bo taka jest prawda, że współczesną cywilizację stworzyły tłuki, które nie za bardzo kumają, o co chodzi. Nie spodobały im się Tesla, nie spodobali się kilku innych z powodów religijnych. No i spalamy to, co spalamy.
Ale wróćmy może do początku tej historii, żeby wyjaśnić, dlaczego spalamy to, co spalamy. Słuchajcie, cała historia z prądem elektrycznym, tak jak wspominałem w pierwszym odcinku, zaczęła się troszkę wcześniej. Ten prąd gdzieś tam się pojawiał. Była ta cała historia z żarówką, tym, że można tym oświecić ciemności, niczym w opowieści Goethe. Czy jakoś tak. To może zacznijmy od miejsca, które chyba najlepiej było, czyli od Maxwella. Słuchajcie, trzeba wrócić do tego Maxwella nieszczęsnego, bo Maxwell zrobił bardzo ciekawą rzecz. Poza tym, że był filozofem i wymyślił, siedząc, patrząc na kable, podłączając te wszystkie kable do tych pierwszych akumulatorów, bateryjek, wymyślał pierwsze zasady. Starał się sformułować pierwsze zasady, na których ten cały prąd elektryczny — jeszcze, tak jak mówiłem, też nie było w ogóle nazwy za bardzo prąd elektryczny — jak te moce funkcjonują. Wiadomo było, że prąd elektryczny jest tylko jedną z kilku mocy.
Jest reprezentacją czegoś, co można nazwać wielką czwórką. Jakoś tak. Albo wielką trójką. Zależy, jak na to spojrzymy. Generalnie pomysł był taki, że to jest tylko część mocy, która się manifestuje i że odkryto kawałek tego wszystkiego. I ten kawałek tego wszystkiego trzeba jakoś opisać. Maxwell był właściwie filozofem. Siedział i sobie się zastanawiał. I pomysł był taki, że jeżeli podłączę akumulator na plus i minus, kabel tak a siak, a drugi kabel podłączę na minus i plus i przytulę je do siebie, to się na przykład odepchną. A jeżeli podłączę wszystkie w tym samym kierunku, to się na przykład przytulą do siebie.
I tu się pojawiła ta historia z kompasem, z magnesem, z odkryciem zjawiska magnetyzmu, w ogóle z odkryciem i połączeniem tego wszystkiego. Maxwell właściwie połączył to wszystko do kupy, czyli zjawisko elektromagnetyczne. Później oczywiście był Faraday do tego. Maxwell sformułował pierwszy taki logiczny pomysł, co to w ogóle jest i jak na to spojrzeć. Taki pierwszy, można powiedzieć, w naszych kategoriach naukowiec, czyli ktoś, który właściwie robiąc te eksperymenty, wziął pióro do ręki, kawałek papieru i postanowił to wszystko opisać. Ale sam jako taki właściwie nie pisał żadnych równań matematycznych. To jest dosyć zabawne, bo Maxwell nie był matematykiem de facto, był po prostu filozofem. Opisał prawa, używając właściwie języka logiki. Język logiki niewiele się zmienił do dzisiejszych czasów. To jest troszeczkę tak, jakbyśmy robili równanie na zasadzie, że deska spada szybko, czyli na przykład deska ma — zapisujemy sobie skrótowo D — spada, czyli leci w dół, że coś tam sobie zapisujemy, że spada, no to zapisujemy, że S, a że szybko sobie zapiszemy na przykład, że SZ.
I sobie możemy, operując tymi trzema literkami, skrótami, zrobić sobie równanie, jakiś algorytm, który nam opisze spadającą deskę, jeżeli dodamy do tego jeszcze jakieś elementy. Generalnie Maxwell używał matematyki dokładnie w ten sam sposób. Nazywa się to matematyka symboliczna. Właściwie nie opierało się na niczym i na Goethe. Nie miało żadnego oparcia w niczym poza numerkami i algebrą, że po prostu, jeżeli na przykład pewne rzeczy dodamy do siebie, to symbolicznie na przykład się zniosą. I tu się zaczęły wszystkie rzeczy, które do tej pory właściwie nauka taka oficjalna próbuje gdzieś tam zapchać w kąt, upchać pod dywanem, udawać, że nie ma, gwizdać i takie: „Co? Co mówiłeś? Co mówiłeś? Naprawdę? O, nie wiedzieliśmy”.
I tu są te słynne równania matematyczne, gdzie na przykład 1 + 1 = 0. Jak to możliwe? A możliwe, możliwe, bo są to równania tak zwane symboliczne, które operują mocami na mocy. Czyli jeżeli dodamy falę, która na przykład ma symbol 1, z drugą falą, która ma symbol 1 i wypuścimy te fale dokładnie w tym samym miejscu i napuścimy je na siebie, to zjawisko interferencji, czyli nakładania się fal, spowoduje, że one się, że tak powiem, zniosą, zniwelują albo wzmocnią, prawda? I tu się zaczyna jazda, bo ten 1, czyli to, co widzimy jako 1, może mieć plus albo minus, że właściwie nie ma już czegoś takiego jak 0 absolutne albo 1. Zawsze tylko widzimy jakiś stan skupienia. Taki miał pomysł Maxwell. Bardzo zresztą cenny. I to wszystko, co opisał, te swoje rozważania. I zrobił tam kilka takich bardzo prostych, nie wiem, jak to nazwać, algorytmów, bo to nawet nie równaniami można nazwać matematycznymi.
To są takie właśnie matematyka symboliczna, równania z matematyki symbolicznej, w której opisał takie podstawowe zasady funkcjonowania prądu elektrycznego. Niektóre z tych zasad tam są opisane na 20 stronach, w tych jego rozważaniach. To są takie rozważania, które tam idą ze strony na stronę, ten ciąg tych wszystkich pomysłów, czym to może być i tak dalej. Tam oczywiście zanim zaczyna te swoje rozważania z tą matematyką symboliczną, jest oczywiście opis, do tego cała legenda, co oznaczają te wszystkie skróty literowe i tak dalej, i tak dalej. Szef był taki, że jak Maxwell zaczął studiować tu w Londynie, to dostał specjalnego człowieka. Mu przydzielono specjalnego takiego specjalistę od matematyki, który siedział razem z nim i pomagał mu zapisywać te wszystkie rzeczy w równaniach. W ogóle jak Maxwell umarł, to zostawił po sobie masę prac, bo to był bardzo pracowity, dużo piszący człowiek. Generalnie został oddelegowany specjalny profesor na Uniwersytecie Cambridge, którego zadaniem było spisać te wszystkie Maxwell occasions, czyli wszystkie równania Maxwella i zamknąć w książkę. Maxwell i cały ten kawałek nauki był chlubą kolonialnej Anglii, bo dowcip polegał na tym, że właściwie wszystkie takie wynalazcze rzeczy działy się w tamtych czasach głównie w Ameryce albo we Francji, albo gdzieś tam. A Anglicy wtedy byli kolonią i chcieli też zdominować świat wynalazków.
A to wiadomo, nowa energia, nowe coś, nie wiadomo co, może to zacznie rządzić światem. Jak się okazało, oczywiście, że zaczęło rządzić światem. Do dzisiaj używamy prądu elektrycznego. Wszyscy jesteśmy równo od niego uzależnieni. Brytyjczycy wtedy wpadli na pomysł, żeby kontrolować tą całą wiedzę, że oni będą pilnowali tego wszystkiego i tak dalej. Z Maxwella zrobiono troszkę takiego półboga i jako że niewielu ludzi w ogóle rozumiało wtedy, o co chodzi w tej całej historii z prądem elektrycznym, właściwie przestano robić zbyt dużo eksperymentów w Anglii na uniwersytecie, bo to wszystko stało się bardzo akademicką nauką, szczególnie po wyprowadzeniu wszystkiego na wzory. I powstała gigantyczna kasta matematyków, którzy siedzieli i próbowali przeliczyć te wszystkie tajemnicze moce eteru, prądu elektrycznego, grawitację i połączyć to wszystko z prawem grawitacji. Bo oczywiście Anglicy byli bardzo dumni ze swoich osiągnięć naukowych, niezależnie od tego, czy to ma rację bytu, czy nie. To była po prostu duma Anglii. Brytyjskie uniwersytety promowały tylko i wyłącznie brytyjskie odkrycia naukowe.
Taki klasyczny lokalny faszyzm, który występował wtedy wszędzie. Wiadomo było, że żaden obcokrajowiec, żaden zagraniczny się tam nie dostanie, bo żaden zagraniczny nie dostanie tytułu sir. To jest brytyjska elita, to profesorowie z Oxfordu, z Cambridge piszący prace Maxwellu, Faradaya. Gdzie tam jakiś Ziutek bez dyplomu by się dostał w te wszystkie wysokie progi. Żadnych szans na to, to był taki hermetyczny świat. Tak oto Anglicy wyparowali z rynku rozwijającego się prądu elektrycznego, także zasnęli w czasie i przestrzeni. Tam się już nic za bardzo nie działo. Wszystko się przeniosło troszkę do Ameryki. Jest to związane przede wszystkim z odkryciem telegrafu, czyli tego, że można wysyłać informacje. Wiadomo, że kasa wtedy większa była w Ameryce niż w Anglii.
Na to wygląda. Tam się robiło główne interesy. A telegraf to oczywiście giełda jak najbardziej i wszystkie informacje związane z przepływem towarów. W tamtejszych czasach była to jedyna i najszybsza komunikacja globalna, na której zarabiało się gigantyczne pieniądze. Tak powstała fortuna Edisona. Edison w ogóle był takim ciekawym koleżką, który bardzo lubił eksperymentować i był zafascynowany od dziecka zjawiskami elektrycznymi. Jeszcze podczas jednego ze swoich eksperymentów wysadził swoje laboratorium, będąc dosyć młodym człowiekiem. Z tego zasłynął. To, zdaje się, jest opisane w wielu miejscach. Zdaje się przygłuchł troszeczkę na jedno ucho i przez to został troszkę takim fascynatem budowania urządzeń, które będą zapisywały dźwięk po to, żeby można było sobie odsłuchać, mówię: „Co?
Co mówiłeś?”. Bo on trochę przygłuchy był. Taki szuja. Stąd się wzięły jego fascynacje tymi wszystkimi urządzeniami do nagrywania i do przekazywania informacji. Tak powstały w ogóle warsztaty Edisona, to, że w ogóle taka firma powstała i że coś takiego robiono. Na czym zarabiał Edison pieniądze? Na tym, na czym wszyscy w tamtejszych czasach w tym biznesie, czyli na sprzedawaniu wyposażenia do budowania telegrafów. Każdy się ścigał oczywiście w tym, żeby skonstruować najbardziej optymalne urządzenie, które ma najmniej strat, ma najbardziej czysty sygnał i tak dalej. Można transmitować to na najdłuższe odległości, a najlepiej to już w ogóle bez kabla i tak dalej. Wszystkie te historie związane z optymalizacją wynalazków.
Edison zasłynął z tego, że zbudował taki genialny telegraf, taki idealny. Czekajcie, może zanim opowiem o tym telegrafie Edisona, to jeszcze opowiem, jak się zaczęło. Bo z telegrafem było tak, że jak go wymyślono, to postanowiono zrobić taki eksperyment, że ten telegraf, Graham Bell niby wymyślił, tak? Jakoś tak. Zaraz wam o tym powiem. Próbowano połączyć Anglię z kontynentem i puszczono pierwszy kabel. Puszczono go z Anglii na statkach. Parę statków te rolki wiozło, kabla było tyle, że na jednym statku się nie zmieściło, poszedłby na dno. Łączono to wszystko na środku Atlantyku i spuszczono ten kabel i wysłano pierwszą transmisję. Nikt wtedy jeszcze nie wiedział, że to jest antena, ale kabel zachował się jak gigantyczna antena i odebrał rezonans elektromagnetyczny Ziemi, szczególnie gdzieś tam na dnie oceanu.
Okazało się, że ten cały sygnał, który został wysyłany, a to wszystko jeszcze chodziło wtedy na prąd stały, bo tylko taki prąd wtedy znano. Podpięto te wszystkie akumulatory, te wszystkie cewki, takie pierwsze cewki, żeby tego woltażu było tam do oporu. I się okazało, że szumu w tym kablu jest tyle, że przekazanie pierwszej informacji od królowej brytyjskiej, informacji gratulacyjnej do Stanów Zjednoczonych, do prezydenta, nie pamiętam, jak się nazywał ówczesny prezydent, takiej, że w ogóle odpalono ten kabel i że działa, trwało około ośmiu czy 16 godzin, jakoś tak, bo co chwilę Oczywiście królowa napisała ten tekst, dała operatorowi telegrafu i wysyłali ten tekst chyba prawie przez pół doby, bo co chwilę koleś odpisywał tymi kropkami, kreskami alfabetem Morse'a. Właściwie Morse wymyślił telegraf. Dokładnie. Przepraszam bardzo, jak zwykle się zapomniałem. I takie pytanie przeczytał: „Czy możesz powtórzyć to całe zdanie, które przed chwilą było? Ponieważ mam zakłócenia i nic nie słychać”, a tam drugi wysyłał: „Mam zakłócenia. Czy możesz powtórzyć?”. I tak mniej więcej to trwało, taki troszkę głuchy telefon.
Po nastu godzinach walki udało im się przesłać trzy zdania królowej Wiktorii z gratulacjami, że wreszcie mamy transkontynentalną, transatlantycką łączność. Oczywiście kabel po paru dniach przestał działać. Tam się pojawił genialny pomysł, że za mało prądu jest w kablu. Wtedy w ogóle nikt nie wiedział o tym, jak działa elektryczność. Tak naprawdę to był taki fenomen, bo wiadomo było, że jest prąd elektryczny, że są urządzenia, które wychwytują brak tego prądu albo nie. I ten dzwonek albo dzwoni krótko, albo długo. I mamy ten alfabet Morse'a. Ding, ding, ding, ding. Ja mogę nawet zrobić taki coś takiego. To oczywiście mój kubek z kawą.
I nikt nie wiedział, jak ten prąd działa. Wszyscy myśleli, że jak da się dużo prądu, to będzie lepiej słychać sygnał. A wtedy był tylko znany jedyny prąd i to był prąd stały. Dołożono jeszcze większe akumulatory, takie gigantyczne, jak doładowali tego prądu stałego. A nikt wtedy nie wiedział tak naprawdę, jak robić kable. Wiadomo było tylko, że prąd biegnie po miedzi, po drucie miedzianym. Zrobili taki gruby drut miedziany owinięty gumą, jeszcze jakimś żelaznym czymś i puszczono to wszystko w dół na dno oceanu. Jak po paru dniach kabel zaczynał przestawać działać i więcej szumu z tego kabla było niż jakichkolwiek wiadomości, to wymyślili, że dadzą większy woltaż, większe napięcie. To wtedy było tak teoretyczne. Koleś siedział, coś tam zrobił na kartce papieru, rozpisał i stwierdził, że to powinno zadziałać, bo tak mu się wymyśliło.
To były naprawdę takie żywe, czyste eksperymenty. Nikt nie wiedział, co się stanie. Podłączyli i jak podłączyli ten wysoki woltaż, to ten kabel przestał działać. A to była najdroższa inwestycja tamtych czasów. Taka spektakularna porażka finansowa. To troszkę tak, jak wybudować dzisiaj centrum satelitarne, a następnie centrum satelitarne wysadzić w powietrze mniej więcej w ten sam sposób. Coś takiego. To trochę jakby się cały ten ośrodek CERN aktualnie wysadził w powietrze. Mniej więcej taka katastrofa. I się okazało, że rzeczywiście nie wiadomo, jak to działa do końca, że to były przypuszczenia i nie wiadomo, co robić dalej.
Oczywiście naprawiano ten kabel, trwało to osiem lat. W końcu się udało naprawić kabel i te informacje poszły. Ale jak już naprawiono kabel, to już się pojawia nowa generacja ludzi od prądu elektrycznego. Generacja z Edisonem na czele. Edison był tak łebskim kolesiem, bo strasznie dużo eksperymentował. Generalnie nic nie kumał. Poważnie. Są książki Edisona i tak dalej. Można sobie poczytać, bo on nawet swój głos nagrywał. Jeżeli ktoś wie, o co chodzi, to złapie całą historię.
Edison nic nie kumał z tego, co się dzieje. Edison był takim prostym eksperymentatorem. Po prostu brał coś do ręki i mówił: „Generalnie chcę, żeby to zadziałało tak i tak. I teraz zmarnuję swoje całe życie, ale zrobię, że to będzie działało tak i tak”, niezależnie od tego, czy to ma sens, czy to może tak działać. Metodą prób i błędów. Tesla miał o nim genialne zdanie. To jest chyba jedyne zdanie, które Tesla na temat Edisona wypowiedział. To było coś takiego: „Gdyby Edison nie był tak leniwy i gdyby chciało mu się czasami czegoś nauczyć, gdyby nie był takim ignorantem i nieukiem, to odkrycie tego, co odkrył, zajęłoby mu 1% czasu, który na to poświęcił”. Dokładnie. Nie tylko Tesla miał taki pomysł o Edisonie, bo to dosyć popularna opinia, że był uparty jak osioł i nie myślał chłopak.
Po prostu nie myślał. Ale za to miał układy, miał plecy. I z powodu tego, że jako pierwszy wskoczył w telegraf i zmontował telegraf, który wysyłał 15 słów na minutę idealnie czystym sygnałem, bez żadnych zakłóceń, dostał generalny kontrakt na giełdę nowojorską. To ludzie typu J.P. Morgan i tak dalej. Te wielkie, gigantyczne fortuny, które wtedy powstawały, wielkie monopole. I tak oto powstała cała ta historia. Proszę państwa, może jakąś muzyczkę, bo tak gadam. Generalnie chodzi o to, żebyście wiedzieli, skąd się wziął Thomas Edison, bo Thomas Edison nie wziął się znikąd, nie spadł z kosmosu. Generalnie zarobił pieniądze i stworzył swój pierwszy warsztacik elektryczny, taki wypasiony.
I w Europie, w Paryżu miał filię, w San Francisco miał filię i w Nowym Jorku miał filię, bo właśnie zarabiał na tych telegrafach i miał bardzo fajne telegrafy, które świetnie działały. To my teraz zostawiamy telegraf, ten cały prąd elektryczny. Oczywiście słuchacie w hiperprzestrzeni, co by nie mówić, w Radiu Na Fali, retransmitowanym w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam oczywiście wszystkich serdecznie. Przypominam, żeby wspierać to radio pieniędzmi, dużą ilością pieniędzy, wspierać tą audycję. Ja dziękuję wszystkim sponsorom. Ci, którzy wiedzą o koszulkach, to wiedzą. Dobra, a ja wracam do naszego tematu na dziś. Elektrycznego tematu i tyle. Bo tak mówię o tym Edisonie.
Słuchajcie, Edison jak robił ten telegraf, jeszcze wspomnę, dlaczego mówię o telegrafie. Zaraz się wszystko połączy z Teslą. Dowiecie się, skąd się w ogóle Tesla w tej całej historii wziął. Bo to też w książkach tyle legend jest na ten temat, tyle opowieści. A jak było naprawdę? Ja tu chciałem jeszcze właśnie à propos Edisona. Edison jeszcze co wymyślił? Wrzuciłem linka na czat, także zapraszam wszystkich serdecznie na www.radionafali.com. Tam jest zakładka „Czat”. Możecie sobie wejść, zalogować się tam.
Wrzucam linki, także dzisiaj będę wrzucał wszelkie możliwe ... linki o tych wszystkich ciekawych postaciach, które dzisiaj się pojawiły w całej opowieści. Zapraszam na czat. A my wracamy do Edisona w Nowym Jorku. Edison jako pierwszy zapłacił cenę narażenia się Rockefellerowi i kolesiom od wielkiej nafty, która już wtedy, w tamtych czasach była generalnie taka, że chłopaki trzęśli połową miasta, mieli gigantyczną ilość kasy i tworzyli pierwsze monopole. Korumpowali wszelkie możliwe rządy. Tak wtedy było. Tworzyli dosyć poważne lobby w Nowym Jorku przede wszystkim. Co te lobby zrobiło? Jak się pojawił telegraf, to oczywiście wszędzie pojawiły się kable, druty od telegrafu, bo każdy chciał mieć oczywiście telegraf.
Każde biuro chciało mieć połączenie z giełdą, każdy chciał mieć połączenie z portem. Są takie zdjęcia z Nowego Jorku z tamtych czasów, takie opowieści, że nie było widać nieba poprzez te kable, które wisiały nad ulicami, bo było tyle tych kabli, że nie wiadomo było, co z tym wszystkim robić. One się czasami paliły, przewracały, bo tam były transformatory, które musiały ładować napięcie, żeby był jakiś prądik w tym kablu i tak dalej. Wszystkie te historie. Akurat w sytuacji, kiedy prąd zaczynał się robić popularny i okazywało się, że być może prąd będzie bardzo poważną konkurencją dla gazu, nafty i światła pozyskiwanego dokładnie taką klasyczną, płonącą metodą, lobbyści związani z oświetleniem miasta wymyślili sobie taki przepis w Nowym Jorku, że żadne kable elektryczne nie mogą być ze względów bezpieczeństwa puszczane nad ziemią albo na ziemi, muszą być pod ziemią. Taki kompletny absurd. Myśleli, że zaorają kompletnie konkurencję w mieście, która się pojawiła, czyli Edisona. Oczywiście była jeszcze inna konkurencja do telegrafu. Nikt się za bardzo nie bał tego, że jeżeli zaorat Edisona, to się skończyły telegrafy, bo właściwie gigantyczną korporacją, która produkowała telegrafy oprócz Edisona, była korporacja Grahama Bella, która właściwie wymyśliła i wprowadziła na rynek te telegrafy. Edison tylko za pomocą eksperymentów, prób i błędów udoskonalił ten telegraf, że stał się taki doskonały.
Natomiast nie był jedyny, także nikt za bardzo się z Edisona jeszcze wtedy nie liczył. Edison bardziej musiał się liczyć z innymi. Jako pierwszy dostał po dupie za to, że chciał wejść na cudzy rynek. I dostał tak konkretnie po dupie, że uchwalono dosłownie prawie w ciągu miesiąca, zrobiono lobby, głosowanie w mieście i tak dalej. Straszono ludzi tym, że jeżeli kable z prądem będą szły nad ziemią w jakikolwiek sposób, to zaczną się płonąć domy i tak dalej. W rzeczywistości była to absolutna bzdura, bo tak naprawdę większość pożarów w Nowym Jorku i większość pożarów w ogóle na przykład w Londynie w tamtych czasach polegała właśnie z nieszczelności instalacji gazowej, która służyła do oświetlania miasta. Inna sprawa, że w tamtych czasach na przykład tylko bogaci ludzie mieli instalacje gazowe w domu. Chociażby nie dlatego, że była koniecznie droga, tylko dlatego, że była zbyt ryzykowna, że trzeba było siedzieć z tym, że dom może spłonąć, że trzeba mieć na kolejny dom chyba, coś w tym stylu. Nie było to zbyt popularne. Było po prostu zbyt ryzykowne mieć instalację gazową.
W tamtejszych czasach, jeżeli sobie weźmiecie stare kroniki XVIII-, XIX-, właściwie bardziej XIX- i XX-wieczne i sprawdzicie historie z miast, które były oświetlane gazem, zauważycie gigantyczną ilość pożarów powodowanych przez to gazowe oświetlenie. Więc elektryczność była takim świętym Graalem i był taki pomysł, żeby właśnie to zastąpić. Ale oczywiście, tak jak wspomniałem, właściciele gazu i ci, którzy robili te instalacje, zalobbowali w Nowym Jorku tak, że Edison musiał wykopać minimum półmetrowe doły, w których musiał kłaść te swoje kable, bo oczywiście inaczej nie można było tych kabli położyć. Inna sprawa, że wtedy był jeszcze tak zwany prąd stały. To już w ogóle osobna historia. Nie będę tłumaczył dokładnych rzeczy, żeby was nie zanudzić technicznymi rzeczami. Udało mu się położyć te kable. Ale tak jak mówiłem, tak jak dokładnie z telegrafem w tamtejszych czasach, tak samo nikt nie wiedział właściwie, co się dzieje z prądem. Wiadomo tylko, że prąd jest i jest generalnie stały, że po prostu jest w kablu. Wspominałem o tym eksperymencie, jak mierzono, jak sprawdzano, czy prąd się pojawia spontanicznie wszędzie, czy tylko gdzieś podróżuje z lewa do prawa.
O tym mówiłem. Chyba nie skończyłem. Jak pewien francuski mnich postanowił zrobić eksperyment w jakimś małym miasteczku we Francji. Wziął kawałek miedzianego drutu, który miał chyba kilometr długości. Wziął takie gigantyczne akumulatory jeszcze z tamtejszych czasów, takie akumulatory zbudowane przez kondensatory Faradaya. Baterie chyba Faradaya. Wziął to wszystko, podłączył do kabla i jak sprawdzał, czy prąd się pojawia wszędzie dokładnie w tym samym miejscu, popieścił wszystkich prądem, którzy stali i trzymali ten kabel i sprawdzał, czy wszyscy poskoczą w tym samym momencie. Efekt tego eksperymentu był taki, że jak podłączył ten miedziany drut do prądu, który wszyscy trzymali gołymi dłońmi i stali na bosaka na ziemi, to wszyscy poskoczyli dokładnie w tym samym momencie. Wniosek był taki, że prąd elektryczny jest spontanicznym rozładowaniem, które pojawia się wszędzie w tym samym momencie, a nie tak, że z lewa na prawo, że wpierw skoczył ten z lewej strony, a później tamci z prawej to dopiero przeszło. Nie.
Tyle wiedziano o prądzie. Nie było żadnej matematyki, żadnych równań, żadnych takich rzeczy. Wiedziano jedynie, że jest tak zwany dodatni i ujemny. Tak to nazwano. Miałem na to swoją własną teorię, ale to może na inny temat. Bardziej zgadzam się z takimi pomysłami, że to jest jedna wartość, która po prostu ma swój wektor. Wracajmy do tych wszystkich historii z kablami. Edison wymyślił swoje kable. Był taki pomysł jeszcze z tych pierwszych eksperymentów, że jak się puści prąd po kablu, to kabel się grzeje. Był taki pomysł, że prąd nie może wystarczająco szybko iść po kablu.
Później się okazało, że to nie kabel się grzeje, ale izolacja dookoła kabla i że każdy metr kabla powoduje, że ten prąd traci na wartości. Przypuśćmy jeden kilowat czy jakoś tak. Nie pamiętam już tych wszystkich wyliczeń, bo to inna sprawa, to było jakieś 100 lat temu z kawałkiem i te wszystkie urządzenia pomiarowe i te wszystkie miary z tamtych czasów to troszeczkę bardzo egzotyczne sprawy jak na dzisiaj. Ale jak położono te kable przez cały Nowy Jork, to się okazało, że prąd puszczony w tym kablu nie dochodzi do drugiego końca, bo właściwie znika gdzieś ten prąd, się rozładowuje i nic z tego nie ma. Więc Edison wściekły kompletnie, mając oczywiście gigantycznych sponsorów wtedy, bo chłopak wiedział, jak się ustawić. Dogadał się z gazem pod tym względem, stwierdził, że nie będzie robił im konkurencji, tylko będzie puszczał prąd pod ziemią bardziej do domowego użytku. Podpisał kontrakty ze swoimi klientami. To w ogóle taki dosyć egzotyczny numer, bo koszta tej budowy, położenia kabli, wybudowania tych wszystkich urządzeń, które poniósł Edison, były tak potężne, w setkach tysiącach, milionach dolarów prawie liczono jak na ówczesne czasy. Tak jakby dzisiaj mówić o setkach milionów dolarów dokładnie. Ale była na to kasa.
Oczywiście nikt się nie zastanawiał co i jak. Wiedziano, że to jest taki abstrakt, że nikt nie spłaci tego, używając do oświetlania domu, że to się po prostu nie zwróci. Ale Edison twardo parł w zaparte i wpadł na genialny pomysł, że on po prostu zwiększy wartość tego prądu elektrycznego, że on zrobi dokładnie ten sam pomysł, który zrobiono z tym kablem do telegrafu pod Atlantykiem. Tylko że on będzie robił to na krótkich odległościach, także w ten sposób zabezpieczy kabel przed paleniem się, żeby kable się nie paliły. Wybudował takie gigantyczne cewki, czyli takie okrągłe kolumny, na których się owija masy drutu dookoła, żeby wzmacniały sygnał, czyli z jednego wolta wpuszczonego na samym dole takiej kolumny na samej górze się otrzymuje na przykład 100 albo 1000 wolt, w zależności od tego, ile się tego drutu okręci dookoła, w takim skrócie mówiąc. I tak oto się podnosi wartość prądu elektrycznego. Jako że ten kabel nie chciał działać, żeby uratować całą inwestycję, żeby szlag wszystkiego nie trafił, żeby inwestorzy nie uciekli, Edison stwierdził, że będziemy na każdym rogu, co każdy kilometr będziemy budowali stację przekaźnikową, która będzie wzmacniała sygnał. I tu się zaczęły jazdy, bo wtedy był znany tylko jeden silnik elektryczny do produkowania stałego prądu. Ten silnik był taki, że oczywiście iskrzył, działy się dziwne rzeczy dookoła. Nikt nie wiedział, jak to działa.
To było troszkę na takiej zasadzie, że ktoś odkrył coś, że jak się kręci, to tu jest prąd elektryczny. Dlaczego? Nie wie nikt. Absolutnie nikt nie ma bladego pojęcia. Po prostu jest prąd. Jest tak jak szklana kula. Coś się dzieje i nikt nie wie, o co chodzi. Po prostu magia. Tysiące ludzi próbujących rozwikłać tą zagadkę, ale nikt tak naprawdę nie wie. Właściwie bardziej kwestia inżynieryjna.
Wszyscy inżynierowie się wtedy zastanawiali. W Anglii nie było tego problemu, bo Angielskie Towarzystwo Naukowe, Królewskie stwierdziło, że oni już wiedzą wszystko, że Maxwell, Faraday wyjaśnili już wszystko. Oni się nie muszą już zajmować. Co to mogą wziąć kartkę papieru, policzyć wzorem matematycznym, który będzie szedł przez 30 stron i wyjaśnią wszystko. Ale w Ameryce było troszkę inaczej, bo w Ameryce było to używane w praktyce, a nie tylko na papierze ten prąd. Rozwiązaniem było stawianie co róg ulicy przez Edisona tych gigantycznych cewek. Z tymi cewkami był problem, bo to robiło tyle prądu elektrycznego, że oczywiście to iskrzyło. To było wysokie na sześć stóp, czyli prawie dwa metry. Takie dwie kolumny stojące prawie dwa metry wysokości co róg ulicy po to, żeby przesłać ten kawałek prądu elektrycznego dalej. To się paliło, to się iskrzyło.
Działy się z tym takie rzeczy, bo tam był na dole silnik elektromagnetyczny i te dwie cewki, które wzmacniały efekt tego silnika, że więcej prądu w kablu było. Oczywiście Edison wymyślił dookoła tego swoje własne kable. Pierwszy kabel miał tylko dwa metalowe pręty w środku. W ogóle to był dziwny kabel. Miał dwa miedziane druty zalane gumą, a wszystko było w żelaznej rurze. Robiono takie eksperymenty jak zrobić tak, żeby kabel się nie grzał. I pierwszy koleś, zdaje się chyba Faraday na to wpadł, że jak owinie się magnesem ten kabel, to ten magnes jakoś odparowuje to grzanie i kabel się przestaje grzać i prąd lepiej sobie chodzi przez ten kabel. Próbowano coś takiego zrobić, ale okazało się, że namagnetyzowane żelazo, żeby wziąć te wszystkie kable i owijać taką taśmą, to kosztowałoby fortunę. Nikt w ogóle nie wiedział, jak to zrobić. Tu się pojawia nasz Tesla.
Jeden z bohaterów dzisiejszego wieczora. Tesla w ogóle pojawia się w dziwny sposób. Wszyscy znają tą historię, że przyjeżdża, zgłasza się do Edisona, bo ma ten list z poleceniem i tak dalej. Pracuje dla Edisona, wymyśla ten silnik. Za chwilę w ogóle... To może szybko przypomnę tą historię. Stwierdza, że rozwiąże problem Edisona z tymi palącymi się transformatorami, z tymi palącymi się jego silnikami, które straszą ludzi. Instalacje elektryczne się palą, to wysiada co jakiś czas. To była największa porażka Edisona, jego instalacje elektryczne. Taka jest prawda.
Było to właściwie zaraz po tym fiasku z tym kablem, z pierwszym kablem do telegrafu na dnie Oceanu Atlantyckiego dokładnie. Historia Edisona z prądem elektrycznym w Nowym Jorku wyglądała dokładnie tak samo. I co zrobiono? Tesla oczywiście się pojawiał w firmie Edisona. Proponuje mu rozwiązanie. Deal jest dosyć prosty. Różne legendy różnie podają, ale generalnie z tego, co przynajmniej mówi Tesla w swoich pamiętnikach, jest to 25 tysięcy dolarów, które Edison zaoferował mu za rozwiązanie problemu z przesyłaniem prądu. Tak, żeby nie zmieniać już kabli, nie robić nic nowego, specjalnego, żeby coś zrobić z tą technologią, żeby to zaczęło działać. Tu oczywiście Tesla wpada na genialny pomysł, żeby zrobić kręcący się silnik w środku i tak dalej, bo ten oryginalny elektryczny silnik był statyczny. Tam tylko jeden element się kręcił.
Właściwie nic się nie kręciło, tylko przełączały się magnesy i stąd się brał prąd, który napędzał wał. Tesla wymyślił silnik, którego właściwie używamy do dzisiaj praktycznie wszędzie: w naszych komputerach, w napędach do twardych dysków, w wentylatorach, w odkurzaczach. To jest dokładnie ten sam silnik elektryczny. Nikola Tesla. Oczywiście kiedy wymyślił to wszystko i przyniósł rozwiązanie Edisonowi, Edison kopnął go w tyłek. Powiedział, że nie zapłaci mu 25 tysięcy dolarów, ale da mu podwyżkę. Dał mu podwyżkę rzędu chyba 10 dolarów dodatkowo. Tesla chyba policzył, że gdyby zdaje się wyszło tak, że musiał pracować na te 25 tysięcy dolarów przez chyba 100 lat codziennie u Edisona. Stwierdził, że to chyba taki cienki interes i ponoć wyszedł. Po prostu podziękował i wyszedł.
Tam była taka historia z tym, że Edison powiedział, że Tesla nie rozumie amerykańskiego poczucia humoru. Tesla powiedział, że skoro nie rozumie, to chyba czas, żeby opuścił to biuro. I tak się skończyła współpraca panów. Inna sprawa, że oni się dobrze znali, bo to był taki dosyć wąski gang ludzi, którzy się zajmują prądem elektrycznym. Do tego gangu należał między innymi Abraham Graham Bell, który teoretycznie i praktycznie był jeszcze chyba do dwóch lat do tyłu właścicielem patentu na telegraf. W rzeczywistości buchnął ten patent od kolesia, który pracował dla niego. Kolesia, który się nazywał Elisha Gray. W ogóle z Elishą Gray było tak, że to był bardzo ciekawy koleś, bo to był jeden z tych szalonych naukowców, ludzi, którzy się wzięli w Ameryce za badanie prądu elektrycznego. Tak jak w Anglii był Maxwell, Faraday i tak dalej. To byli ludzie, którzy robili te wszystkie eksperymenty w Stanach.
O ile w Anglii się eksperymenty skończyły, bo ci wszyscy pionierzy poumierali, to nowa fala pionierów się pojawiła spontanicznie w Ameryce. ów Elisha Gray był jednym z tych pionierów. Co wymyślił ten człowiek? Ten człowiek właściwie wymyślił telegraf i opisał w swoim notesie. Później ten notes, dosłownie z tym opisem telegrafu trafił do Grahama Bella i Graham Bell dokładnie zerżnął cały opis oryginalnego notesu Elishy Gray. W dziewięćdziesiątym którymś tam roku rodzina Grahama Bella w jego pamiątkach znalazła ten notes i się okazało, że cały ten pomysł był plagiatem. Koleś po prostu buchnął notes wynalazcy, przepisał z niego cały patent i zarejestrował pod siebie. Tam w ogóle była historia. Inna sprawa, że skąd oczywiście znał Elishę Gray? Bo Elisha Gray pracował dla Grahama Bella, stąd się znali.
W ogóle Elisha Gray był wtedy takim znanym kolesiem. Umarł w sposób dosyć kiepski, bo ponoć został alkoholikiem i zniszczyło go to wszystko, bo się okazało, że wszyscy dookoła tylko czekali, pazerno na jego patenty. A Elisha Gray był tym kolesiem, który jako pierwszy właściwie wprowadził na salony Nikolę Teslę w Nowym Jorku. On był kolesiem, który zaprosił go do stowarzyszenia inżynierów elektrycznych. Był to taki lokalny gang, bym powiedział. To właśnie był człowiek, który odpowiadał za to, że skontaktował Teslę z tym całym nowojorskim gangiem. To nie był oczywiście cały gang. Ja tu Teslę troszkę ominę, bo nie będę tutaj za bardzo się wbijał w historie związane z Teslą. O Tesli to i tak myślę, że trzeba by pewnego dnia zrobić osobną audycję, proszę państwa. Wracając już do Edisona i tak dalej, pojawia się firma pod tytułem Western Union, która wykupuje ten cały motor, który nie strzela iskrami.
Tak powstaje prąd elektryczny, którego używamy do dzisiaj. W międzyczasie pojawiają się wszystkie teorie eteru. Przede wszystkim co się pojawia w głowie Tesli? W głowie Tesli pojawia się pomysł na to, żeby wreszcie zrobić — i w ogóle w zapiskach Tesli, z których niewiele z tego ocalało — pojawia się koncept, żeby zrobić doskonały motor. Taki silnik oparty właśnie na siłach eteru, który będzie oparty na perfekcyjnym magnetycznym vortexie bez żadnych mechanicznych elementów, że to będzie taka rewolucja. Początkiem tej rewolucji właśnie był silnik, rozwiązanie, które Tesla zaoferował Edisonowi. To nie było takie jeszcze pełne rozwiązanie. Po tym całym numerze Tesla został wykopany i zaczął pracować w firmie właśnie Western Union czy jakoś tak, przy kopaniu rowów do kładzenia kabli elektrycznych w Nowym Jorku. Jako że koleś jest właściwie inżynierem, także kilka słów, kilka zdań do inżyniera podczas kładzenia tych kabli i się okazuje, że szybko dostrzeżono jego talent, że mają tam inżyniera i że nie warto, żeby kopał rowy, tylko warto, żeby projektował te wszystkie rzeczy. Tym bardziej że tak jak mówię, w tamtych czasach naprawdę na palcach jednej ręki można było policzyć ludzi, którzy mają pomysł albo koncepcję na to, czym ten prąd jest.
Tak naprawdę wszyscy robili to eksperymentalnie, na zasadzie, że jeżeli ta cyfka działa, to po prostu działa. Nikt nie wie dlaczego. Po prostu działa. Podpięliśmy te kable tak, jak podpięliśmy. Nie wyleciało w powietrze. Jak podpięliśmy poprzednim razem odwrotnie, to wyleciało w powietrze, tak że teraz działa. Nikt nie wiedział, skąd to się wszystko bierze. Absolutnie. Taka kompletna magia. Czary-mary.
Tylko i wyłącznie eksperymentalnie. Tesla był generalnie wściekły na Edisona, na takie historie. Pojawia się firma Westinghouse, która znajduje wsparcie dla Tesli i inwestuje w niego 50 tysięcy dolarów, co było wtedy gigantyczną sumą. Dwa razy więcej niż to, co miało mu dać Edison za telegraf. Tesla bierze się za dopracowywanie tego silnika, bo oczywiście inna sprawa, w międzyczasie Edison patentuje silnik jako swój, kradnąc patenty Tesli i tak dalej. Cała ta historia. Ale jest jedna rzecz w tej całej opowieści. Edison nie ma bladego pojęcia, jak działają moce prądu elektrycznego. To był fenomen. Koleś budował urządzenia i nie miał bladego pojęcia, jak to wszystko działa.
W przeciwieństwie do Tesli, który właściwie nie robił żadnych eksperymentów. Tesla po prostu przychodził i mówił, że miał wizję. Dosłownie miał wizję i rysował to wszystko. Mówił, jakie mają być proporcje, jak to ma być zbudowane. Nie było czegoś takiego jak prototyp z błędami, a później wersja działająca. U Tesli zawsze prototyp był perfekcyjnie wykonany i właściwie mógł od razu być wersją finalną. Oczywiście Tesla zawsze mówił, że on coś zawsze ulepszył i tak dalej. Z Teslą był taki fenomen, że on potrafił zniknąć na dwa tygodnie i to rozwiązywał. Przez dwa tygodnie siedział na ławce, patrzył się na zachód słońca i rozwiązywał problem. W ten sposób robił sobie czasami notatki, czasami nie.
Także takie historie. W tym czasie Tesla właściwie jest jedynym człowiekiem, który jest w stanie technicznie i mentalnie zrozumieć ideę działania takiego silnika i tego, o co chodzi z tym prądem elektrycznym. Także Westinghouse od razu łyka go do siebie, wrzuca go na pokład, daje mu 50 tysięcy dolarów i proponuje zrobienie nowej wersji silnika, która będzie tym razem opatentowana przez Westinghouse. Oczywiście tu jest ten słynny patent Tesli razem z jego sponsorem, z którego później Tesla się pozbywa i tak dalej. I tu się pojawiają takie silniki na przykład 300-watowe, 50-kilowatowe, 60-kilowatowe. Gdzie zaczyna się słynna wojna na prąd stały i prąd zmienny i tak dalej. Później oczywiście Tesla odkrywa nowy typ prądu, który nazywa impulsem elektrycznym. To się troszkę inaczej nazywa. Niektórzy nazywają to energią skalarną. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium.
Dzisiaj o prądzie elektrycznym. Wracam do tych całych opowieści o Tesli, o tych początkach, bo nie dotarłem do głównej postaci dzisiaj, bo główną postacią nie jest wcale Nikola Tesla. Zupełnie inna postać. Ale wracajmy do tej całej historii, bo jesteśmy w momencie, kiedy muszę sprostować jedną rzecz, bo tu mnie poprawiono troszeczkę. Nie silnik do tego prądu elektrycznego Edison montował, tylko generator elektryczny. Te generatory Edisona tak zwane, przepraszam bardzo, a nie silniki elektryczne. Przepraszam bardzo. Generator. Bywa. To ja wracam.
Co się dzieje z Teslą? Bo Tesla odkrywa nowy typ prądu zwany owym impulsem elektrycznym. I co to w ogóle oznacza? Bo za tym czai się pewna dosyć mocna teza. Teza brzmi, że jeśli coś się potraktuje tym impulsem, to generalnie ta energia jest przekazywana przez każde ciało fizyczne. Czyli jeżeli jesteśmy w stanie wyciągnąć tą energię impulsową, ten impuls elektryczny z tego, co jest dookoła nas, to w tym momencie, jeżeli potrafimy to ukierunkować, to jesteśmy w stanie ożywić praktycznie każde urządzenie i tę tak zwaną oscylację, czyli to, że wszystko wiruje i że cały świat ma swoją własną dynamikę. Jesteśmy w stanie to sczytać i w tym momencie mamy dostęp do nieograniczonego zasobu energii w kosmosie, która jest dookoła nas. Dokładnie. I to dokładnie stwierdził Tesla, odkrywając tą swoją, po polsku mówiąc, impuls elektryczny. Właściwie, że to jest nowy typ prądu.
Tesla nazywał to energią skalarną. Jest to związane z propagacją po tak zwanej fali Eteru, wszystkimi tymi historiami, które zostały już dawno zapomniane przez współczesną ignorancką naukę. Nie wiem, co ma wspólnego z nauką. Co się dzieje dalej w Nowym Jorku? Tesla robi te wszystkie swoje rzeczy i w Nowym Jorku pojawia się człowiek, który jest bohaterem dzisiejszego odcinka. Później się pojawia, dopiero po godzinie. Taki spóźniony bohater. Pojawia się koleś, my go znamy pod nazwiskiem Charles Proteus Steinmetz. Oryginalne nazwisko to jest Karl August Rudolf Steinmetz, urodzony dokładnie w tym samym mieście, w którym ja się urodziłem, czyli we Wrocławiu. Skończył bardzo elitarną szkołę we Wrocławiu, resztki tej szkoły, kawałek tego budynku stoi, ocalał, ale tylko mały kawałeczek.
Z tego, co pamiętam. Dokładnie z Wrocławia. Pochodził z żydowskiej rodziny. Z żydowskiej rodziny, jakby ktoś się zastanawiał, o co chodzi. Skończył Uniwersytet Wrocławski. Bardzo ciekawa postać. Steinmetz miał — jak to się nazywa po polsku — miał garba i miał karłowatość. Generalnie wyglądał troszeczkę jak taki Quasimodo. Koleś był po prostu geniuszem. Koleś był ewidentnie geniuszem zafascynowanym tym nowoczesnym odkryciem, czyli prądem elektrycznym, tym, że jest zjawisko takie jak prąd stały i prąd zmienny.
To w ogóle było rewolucyjne wtedy. To w ogóle było związane też z ideami socjalnymi, społecznymi i tak dalej, bo to po prostu odkrycie nowego źródła energii, które jest kompletnie nieskończone. Wyobraźcie sobie, że mamy dostęp do nieskończonego źródła energii. W tym momencie nasza struktura społeczna, którą my znamy, ulega kompletnemu przeobrażeniu. Bo właściwie jaki jest powód, żeby dalej bawić się w te przypawa zabawy, w które bawimy się dzisiaj jako społeczeństwo, skoro Właściwie energię możemy mieć za darmo. I dokładnie takie refleksje miał młody, wtedy 20-letni jeszcze Steinmetz, który jak na ironię zapisał się do Partii Komunistycznej i zaczął w podziemiu drukować gazetę komunistyczną. Wszystko działo się we Wrocławiu, w 1880 któryś tam rok, czy jakoś tak. Jakoś tak 1880 któryś tam we Wrocławiu. Realnie okazuje się, że szybko policja wpada na trop. Steinmetz zostawia Wrocław, ucieka do Szwajcarii.
W Szwajcarii wtedy obowiązuje coś takiego jak roczna wiza i każdy, kto przyjeżdżał wtedy do Szwajcarii, mógł siedzieć tam rok. Po roku musiał udowodnić, że Szwajcaria go dalej potrzebuje. Generalnie po roku kończyła się wiza. Steinmetz stwierdził po roku siedzenia w Szwajcarii, że jednak wybiera się do Nowego Jorku, do stolicy tamtejszych magików. A tamtejsi magicy robili rzeczy niesamowite. Tesla po odkryciu tego nowego prądu, poza tym, że to gdzieś tam wspomniał, opisał, jak to Tesla automatycznie buduje urządzenie, które generuje to zjawisko i robi ten cały prąd. Wszystko jest to oczywiście związane jeszcze wtedy z wojną wartości prądu elektrycznego, że są dwa rodzaje prądu elektrycznego. I Edison, który kładł te wszystkie kable po Manhattanie, zainwestował całą fortunę, całe swoje układy w ten swój rodzaj prądu. Ten, który powodował, że te wszystkie maszyny wywalało w powietrze, nic nie działało i tak dalej, bo nic z tego nie rozumiał. Ale miał na to patenty.
Natomiast pojawił się Tesla. Wymyślił prąd, wymyślił jak generować prąd zmienny, jak operować tym drugim prądem, który nie wymaga takiego zachodu, nie wymaga tyle urządzeń. Jest o wiele tańszy, nie jest problematyczny, jest łatwiejszy w obróbce, jest bardziej przewidywalny i tak dalej. Jest po prostu pod każdym względem lepszy. I tu zaczęła się wojna pomiędzy Teslą i Edisonem. Każdy oczywiście używał swoich koneksji. Za Teslą stał Westinghouse, za Edisonem stała giełda nowojorska i tak dalej. Tutaj się pojawia postać Elsha Greya, który wprowadził Teslę na salony techniczne Nowego Jorku. Tesla zrobił po prostu niesamowitą prezentację, która właściwie zmiażdżyła kompletnie Edisona, bo Edison właściwie nie rozumiał, co robi. Edison po prostu wiedział, że ma urządzenie, które działa i nie był w stanie wytłumaczyć, dlaczego działa.
Natomiast Tesla wiedział, dlaczego te rzeczy działają i zrobił pokaz swojego prądu elektrycznego i pokazał, jak to wszystko działa. Pokazał, jak zasilić to wszystko i tak dalej. Zrobił taki niesamowity eksperyment, bo to nie był jedyny pokaz. On zrobił taką serię pokazów. Na tym pokazie stawał na scenie, stawał to swoje urządzenie i generalnie urządzenie generowało tak gigantyczną ilość, tak rozładowywało przestrzeń, że pojawiała się plazma. Tesla sobie siadał na scenie czy jakoś tak, czy stał na scenie, brał do ręki te kable od tego urządzenia i zaczynał świecić światłem dookoła. Gazety pisały, że wygląda niczym święty, że ma aureolę dookoła głowy i tak dalej. Ludzie mówili, że widzą coś, co wygląda jak kosmos w tej aurze dookoła niego. Niesamowita historia. Wszystkie zdjęcia, które były z tych eksperymentów — była masa zdjęć — wszystkie spłonęły w pożarze laboratorium Tesli.
Ale był to tak szokujący pokaz. Ludzie posuwali kolejkami na ten pokaz. Tych pokazów była cała seria w Nowym Jorku. Generalnie jak Tesla pokazał, jak bezpieczny jest jego prąd i że właściwie może stać w samym centrum tego zamieszania i jest cały i zdrowy, a wręcz odwrotnie, wygląda to niesamowicie. Jest ciągle cały czas bezpieczny i wszystko jest okej. To po prostu powaliło Edisona. J.P. Morgan, jak to zobaczył, jak zobaczył Teslę, który stoi i świeci niczym święta osoba z obrazków, iskrzącym światełkiem dookoła i cały kosmos się pojawia dookoła Tesli, zainwestował nawet swoją kasę w Teslę dodatkowo. To w ogóle było zabawne. Właśnie po tym eksperymencie.
I stąd się wziął fenomen Tesli. Tak zaczęła się jego kariera. I w tym momencie oczywiście pojawia się Steinmetz w Nowym Jorku. Został wyrzucony z Europy za swoje komunistyczne sympatie. Bo to oczywiście kwestia z prądem elektrycznym, żeby właśnie pozbawić świat takiego, że tak powiem... On wierzył po prostu w komunizm. Co tu dużo mówić. Ja komunistą nie jestem i nie wierzę w komunizm, moi drodzy, taka jest prawda. W tamtych czasach to była taka rewolucyjna idea. Nikt nie za bardzo wiedział, jak to się skończy.
Wszyscy myśleli, że to tylko o równość chodzi. Ale to już zostawmy może komunistyczne historie na inną okazję, bo to nie o tym jest. I tak wszyscy wiedzą, o co chodzi z takimi teologiami jak komunizm, także nie muszę tutaj tłumaczyć. Generalnie cała ta historia z Teslą polega na tym, że odkrył urządzenie, które wykorzystuje tę falę impulsów i że jeżeli zbuduje się na przykład dwa takie urządzenia, które mają dokładnie tą samą częstotliwość i używają tej samej technologii impulsowej, to właściwie nie trzeba kłaść kabla między nimi i odległość w ogóle nie gra roli, bo te urządzenia w dziwny sposób komunikują się między sobą. Tesla te wszystkie rzeczy po kawałku zaczął patentować. Generalnie się okazało, że właściwie co tu dużo mówić, pojawiło się radio Tesli, pojawiły się inne rzeczy. Pojawił się przede wszystkim działający model czegoś, co możemy nazwać przesyłaniem prądu elektrycznego, jakiejkolwiek informacji, tak zwanym wireless, czyli bez kabla. Kompletnie bez żadnych kabli, bez niczego, po prostu dla całego świata wszystko transmitowane, właśnie propagujące, przenoszące się po jakimś dziwnym polu, które bardzo trudno opisać. I tu się właśnie pojawia Nasz wrocławiak. Wrocławiak, który postanowił rzucić niewdzięczną Europę, wybrać się do obiecującej przyszłość, sukces i powodzenia Ameryki.
Charles, właściwie Karl August Rudolf Steinmetz, kiedy staje przed urzędnikiem imigracyjnym w Ameryce, który się pyta Karl Augusta o jego nazwisko. Postanowił zmienić nazwisko na bardziej angielskie. Zmienia z Karl August Rudolf Steinmetz na Charlesa Proteusa Steinmetza. I tak oto pojawia się w Nowym Jorku. Jest to jedyny koleś, słuchajcie, bo tak mówię dookoła kolesia. Jest to jedyny koleś, który właściwie, jak się okazało, zaraz po Tesli jest w stanie zrozumieć w ogóle, o co chodzi w prądzie. Jest w stanie wziąć kawałek długopisu — wtedy były pióra, ołówka — i to wszystko opisać. A czasy są niesamowite. Tesla zaczyna mocno przebąkiwać o budowie tego systemu dla całego świata, żeby wszyscy już mieli prąd, żeby już nikt nie musiał płacić za prąd. Pojawia się Charles Steinmetz, który wie, jak to policzyć, wie, jak zbudować te wszystkie równania, żeby to wszystko działało.
W ogóle jak pojawia się Steinmetz, to zaczyna pracować troszkę dla Edisona, zaczyna pracować troszkę dla wielu ludzi dookoła, bo się okazuje, że jest niesamowicie uzdolnionym, genialnym matematykiem. Pierw zaczyna od jakiejś tam firmy, w której po prostu optymalizuje jakąś czynność, wymyśla jakieś tam wzory matematyczne. Okazuje się, że można to przełożyć na inżynierię i urządzenie jest bardziej wydajne. I w taki oto sposób się okazuje, że Steinmetz jest po prostu bardzo uzdolnionym matematykiem, który ma takie bardzo inżynierskie podejście, że koleś bierze, sobie pisze coś na kartce papieru, rozpisuje, potem idzie z tą kartką do inżyniera, tłumaczy mu i pan inżynier wie, ile na przykład mocy będzie miało urządzenie, jak na przykład nawinie tego kabla więcej albo mniej. I nagle się okazuje, że Steinmetz się nie myli, że wszystkie jego równania są idealne. Idealnie opisują szaleństwo związane z prądem, elektrograwitacją, wszystkimi tymi zjawiskami, które były tak nowoczesne, takie w ogóle właściwie na poziomie rozumienia troszkę jak magia w tamtych czasach. I właśnie ten uciekinier z Europy jako jedyny koleś jest w stanie skumać i przepisać to. Jako jedyny właściwie po Maxwellu zrobić coś w rodzaju równania, które o ile równania Maxwella zupełnie nie pasują do kwestii inżynierii — właściwie korzystając z równań Maxwella nie za wiele można sobie pokonstruować — to korzystając z równań Steinmetza można zbudować po prostu maszynę elektryczną. Bo największy problem, jak chłopaki zaczęli budować te silniki elektryczne i patentować te wszystkie rzeczy od czasów właśnie tego konfliktu pomiędzy Teslą a Edisonem, właściwie nie było nikogo, kto by za bardzo rozumiał, jak działają te wszystkie silniki, generatory elektryczne. I Steinmetz był pierwszym kolesiem, który właściwie opisał to na papierze.
I pierwszym kolesiem, który to tak uszeregował, że można było wziąć i odtworzyć ten silnik. Bo największy problem z tymi wszystkimi urządzeniami, które powstawały, budowane pod koniec XIX wieku właśnie przez tych wszystkich fantastycznych naukowców, było to, że nikt poza nimi nie rozumiał tej zasady. I tak jak nikt poza Teslą nie potrafił odtworzyć jego urządzeń i nie rozumiał za bardzo, jak to chodzi. Tak samo z wieloma było. Tak samo z Wilhelmem Reissem i wieloma, wieloma innymi. A właśnie Steinmetz był tym pierwszym kolesiem, który wiedział, jak to wszystko przetłumaczyć i co z tym zrobić. I Steinmetz, co dosyć ciekawe, właściwie założył ten cały nowojorski gang, bo był to koleś, który jako jedyny rozumiał, o co chodzi. Był kumplem, znał wszystkich, pracował właściwie z każdym. Był takim matematykiem do wynajęcia. Jak ktoś potrzebował opisać jakiś patent albo zrozumieć jakąś zasadę, to oczywiście wynajmował Steinmetza i pracował razem ze Steinmetzem.
Steinmetz w ogóle prowadził taki otwarty salon w swoim domu w Nowym Jorku, gdzie przyjmował praktycznie wszystkich chętnych, którzy mieli jakikolwiek pomysł, żeby się z nim podzielić i żeby popracować razem. Największą chyba tajemnicą historii, o której nikt nie chce mówić, bo wszyscy zawsze przedstawiają Steinmetza jako kolesia, który pracował z Edisonem. Steinmetz był jednym z największych przyjaciół Nikoli Tesli. To Steinmetz praktycznie stał za rysunkami i opisami technicznymi wielu patentów Nikoli Tesli. To był koleś, który się razem z nim, że tak powiem, bujał. Razem gadali o tych wszystkich rzeczach. Spędzał z nim masę czasu w laboratorium i tak dalej. Zresztą miał bardzo podobny charakter troszkę do Tesli. Steinmetz był takim dosyć, że tak powiem, normalnym kolesiem. Jak ktoś go wkurzył, to potrafił zniknąć na przykład na dwa tygodnie.
Jak go ktoś wkurzył w biurze albo coś takiego, albo w laboratorium, to po prostu miał jeden dom w Nowym Jorku, gdzieś tam przy fabrykach Westinghouse, jakoś tak. A drugi miał na Subarus, troszkę dalej, taki z jeziorkiem. Miał swój kajak, w którym pływał i tak dalej. Także troszkę siedział w firmie, a oprócz tego miał troszkę takie posiadłości za miastem, można powiedzieć, z kawałkiem ogrodu dosyć sporym. Jak go ktoś wkurzył, to po prostu miał to w dupie i wychodził. Dosłownie po prostu wychodził, wsiadał, wracał do domu i na przykład potrafił wrócić do pracy na przykład po tygodniu albo jakoś tak po prostu. Miał taki kaprys. Nie podobało mu się to i znikał. No i co robił? Bo on tak siedział w tym domu i wszyscy myśleli, że on tylko tak się denerwuje i on takie fochy strzela, a on po prostu tam siedział i pisał książki.
Jak wydał pierwszą książkę, to się okazało rewolucją, bo się okazało, że wreszcie po raz pierwszy inżynierowie elektryczni, czyli ludzie, którzy właściwie starają się zduplikować pomysł Tesli, wiedzą, jak to zrobić. Mają wszelkie wymiary, mają wszelkie parametry i mogą powoli się zastanawiać, z czym to się gryzie i z czym to się je. I to był pierwszy koleś, który w ogóle opisał Złamał główną matematykę, standardowy model matematyki, który mówi, że jeden plus jeden to jest dwa, bo się okazuje, że przy prądzie elektrycznym, przy tych dziwnych tajemniczych mocach, dzięki którym nasze laptopy, żarówki i wiele innych elektrycznych rzeczy dookoła nas działa, że tam wartości są jakieś z kosmosu i tam na przykład jeden ma różne wartości. Jeden może być dodatni, jeden może być ujemny. Jak się doda jeden ujemny do jedynki, która jest dodatnia, to oczywiście otrzymuje się zero. Czyli kompletnie inny model rzeczywistości, inny model matematyki, jakieś abstrakcyjne liczenie, coś zupełnie out of the box, poza percepcją współczesnego świata. Steinmetz wymyśla własne równania matematyczne i własne kalkulacje. Wszyscy inni opierali się zawsze na Maxwellu, na Faradayu, na uniwersyteckich pracach z Cambridge, z Oksfordu i tak dalej. Steinmetz po prostu wyrzuca to wszystko w kibel. Jest znienawidzony przez elitę uniwersyteckich matematyków, pomimo że ma tytuł profesorski i jest geniuszem.
Dużo mówić, jest jednym z najsłynniejszych geniuszy swoich czasów. Albert Einstein był mniej znany niż Steinmetz w swoich czasach. Koleś wymyśla własne równania, własne kalkulacje i wymyśla własną metodę symboliczną do robienia tych kalkulacji. To jest troszkę tak, jakby olać wszelkie możliwe zasady w matematyce, które istnieją. To jest tak, jakby wyrzucić wszystko w kibel. Tylko że fenomen polega na tym, że jego równania działają i ktokolwiek zbuduje maszynę opartą na jego równaniach, wygląda, że maszyna działa i dokładnie produkuje takie ilości prądu elektrycznego o takim, a nie innym natężeniu i napięciu, że jest tak, jak się zaplanowało. I to jest ten fenomen. Tu się zaczyna kolejna część tej całej historii. Tu jest tyle nazwisk, tyle opowieści przy tym wszystkim. Ja tak naprawdę po łebkach lecę.
Jest fantastyczne prelekcje na ten temat. Jak się nazywa profesor Eric Dollard. Oczywiście słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radio Paranormalium. Ja przypominam, że „Hiperprzestrzeń” nie jest jedyną audycją w Radiu Na Fali i zapraszam, żebyście wpadali do ramówki. Jest jeszcze teoria chaosu. Zapraszam na teorię chaosu. Zapraszam na podcasty, które mamy. Zapraszam na DJ-ów, zapraszam na Velona i na Skurę. Zapraszam oczywiście na wszelkie rzeczy, które znajdziecie w archiwum Radia Na Fali. Także śmiało, moi drodzy.
Ja zapraszam oczywiście od siebie na dokładkę w środę o godzinie 22 polskiego czasu. To tyle zaproszeń. Wszyscy się czują już zaproszeni, a ja wracam do naszego elektrycznego tematu i bohatera dzisiejszego wieczora prosto z Wrocławia, czyli Charlesa Steinmetza. Co on jeszcze zrobił z tymi kalkulacjami? Dlaczego on jest taki fenomenalny w tych kalkulacjach, oprócz tego, że tak doskonale działają i że można sobie policzyć i przymierzyć i tak dalej? Oprócz tego wszystkiego człowiek ten skalkulował, jak fenomen napięcia, jeszcze bez prądu elektrycznego. Sam fenomen napięcia, bo się okazuje na przykład, że to się nazywa hysteresis cycle. Generalnie jest tak zwany moment bez podłączenia, czyli nie zmienia się ciśnienie na przykład w jakimś układzie. To jest troszkę jak spojrzycie na przykład na układ, który jest w samochodzie, zwykłym samochodzie na benzynę i jak tam coś wybucha. Bo to jest układ spalinowy, tam jest ileś rurek połączonych, wszystko śmiga po tych rurkach i coś tam wybucha, coś wypluwa z tego, coś tam fryzkuje i tak dalej.
Człowiek odkrył, że tam nie ma czegoś takiego, żeby zachodziła zmiana ciśnienia podczas wybuchu, na przykład podczas eksplozji, że ciśnienie jest wszędzie te same i że ciśnienie to jest tak jak napięcie i że można to kalkulować i tak dalej. Facet był geniuszem, wymyślił niesamowite rzeczy. Jego trzy pierwsze książki, które napisał, są właściwie podstawą elektromechaniki do dzisiejszych czasów. Wszystkich rzeczy, których się uczymy praktycznie na temat, jak zbudować silnik elektryczny, prądnicę, tego typu rzeczy. Jeżeli musimy coś przeliczyć, skalkulować, to dokładnie używamy kalkulacji, które wymyślił Steinmetz. Wykonał takie manewry, że jest nieprzeciętny. Oryginalną kalkulację z Maxwella. Kolesie potrafili napisać 30 do 40 stron równanie, a on po prostu brał i było równanie, które było z pięciu znaków i zawierało się dokładnie w tym samym. I w przeciwieństwie do tamtego dużego na trzydzieści parę stron, które nie działało i nikt za bardzo nie wiedział, jak je w praktyce zastosować, to Steinmetz potrafił usiąść z tym równaniem, pokazać każdemu inżynierowi. Nagle się okazało, że każdy wie, jak to wykorzystać w praktyce.
Steinmetz pamiętał o dwóch zasadach, o których brytyjskie uniwersytety nie chcą pamiętać do dzisiaj. Już nie tylko brytyjskie. O tym, że Maxwell wymyślił dwa prawa. To się nazywa zapomniane prawo Maxwella, o czym nikt w dzisiejszych czasach absolutnie nie chce uczyć. Co wymyślił Maxwell? Maxwell stwierdził, że jest coś takiego, że świat się składa, to się nazywa transverse wave, czyli takiej transferycznej fali. Jak to wytłumaczyć po polsku? To jest jak fala na oceanie, czyli musi po czymś iść. Jeżeli taka fala istnieje, to znaczy, że jest jakaś struktura, po której się ta fala musi przenosić. To jest pierwsza rzecz.
A druga rzecz w tym zapomnianym prawie Maxwella to jest stwierdzenie, że jest coś takiego jak longitune. ... że jesteś w rodzaju fali longitude, tak się po angielsku nazywa, czyli fali, która ma ten sam kierunek przenoszenia energii, propagacji energii. Zawsze jest w tą samą stronę. I że świat dookoła nas składa się z tych dwóch rodzajów energii. Przynajmniej one kształtują świat, który widzimy. To twierdził Maxwell. Tego się do dzisiaj nie chce uczyć, bo to przeczy dominacji praw o grawitacji. Bo oczywiście się okazało, że człowiek, który wymyślił prawo o grawitacji ma tytuł sir. A ci, którzy wymyślili te wszystkie historie z prądem, to nie dość, że za bardzo nie studiowali na żadnym brytyjskim uniwersytecie, to jeszcze nie mają żadnego tytułu sir ani żadnego tytułu profesora.
Może tylko Steinmetz ma tytuł profesora, a reszta to w ogóle jaki to tytuł? Bo to tytuł z Niemiec jeszcze w Nowym Jorku. Wiadomo, żaden angielski uniwersytet, prawda? I to są rzeczy, o których kompletnie zapomniano. Generalnie Steinmetz był takim geniuszem, który to wszystko skleił do kupy. Poskładał tak, że siedział z Teslą, opisywał te jego wszystkie wynalazki. Praktycznie koleś był po prostu wszędzie. To on znał ten cały gang wszystkich tych inżynierów, którzy pracowali wtedy w Nowym Jorku. To on znał Waltera Russella, który robił te wszystkie niesamowite rysunki do energii. On kojarzył wszystkie te historie i ten cały gang nawet kilka razy się wspólnie sfotografował.
Jest takie słynne legendarne zdjęcie, gdzie Steinmetz stoi w otoczeniu gangu Alberta Einsteina i tych wszystkich inwestorów, inżynierów i tak dalej. Wszystkich tych wynalazców, którzy właściwie w tym momencie, kiedy świat decydował, czy idzie w kierunku ropy, czy w kierunku darmowego prądu. To był wszystko jeden gang. Słuchajcie, oni wszyscy się znali. Absolutnie. Einstein też znał Teslę i wszyscy ludzie doskonale. Świetnym przykładem jest Marconi, który był praktycznie wszędzie. Przyjechał wszędzie, pracował trochę dla Edisona, pracował trochę dla Tesli. Znał te wszystkie wynalazki. Nie wiedział, na jakiej zasadzie działa, ale wiedział, jak to działa.
I kiedy wrócił do siebie do Włoch, szybciutko wziął te wszystkie komponenty, które zobaczył u Tesli i u Edisona i nie tylko. Wziął te wszystkie komponenty do kupy, poskładał tak, jak widział to u Edisona i opatentował to jako radio. To jest fenomen, bo cały patent Marconiego opiera się na tym, że opatentował jeszcze raz dwadzieścia parę wynalazków Tesli. Tak naprawdę wszystko to jest dwadzieścia parę wynalazków Tesli i Tesla zawsze się z niego szydził. Mówił, że to dosyć oryginalny wynalazek. „Opatentował jeszcze raz moje wynalazki”. Gratulował mu tego, że taka sztuczka mu się udała. Koleś słynął z tego, że ukradł te wszystkie rzeczy. Po prostu kompletnie ukradł to wszystko. Ale był tak cwany z tym wszystkim, że znalazł bardzo szybko inwestorów na to wszystko.
Inna sprawa, że odkrył tylko jeden typ fali, że też nie rozumiał tak naprawdę, jak to wszystko działa i skąd się to wszystko bierze, jak to wszystko kontrolować. I postanowił, że zrobi na tym gigantyczną kasę. Korzystając już wtedy z tych inżynierskich rozwiązań właśnie Steinmetza i tak dalej, wybudował swój własny system anten. A w międzyczasie, ponieważ tak jak wspomniałem, Steinmetz był żywą legendą, pewien młody, genialny Szwed, też inżynier, też człowiek zafascynowany elektryką, prądem elektrycznym, wszystkimi zagadnieniami związanymi z tym całym fenomenem napięć i tak dalej. Ernst Alexanderson przyjeżdża ze Szwecji do Stanów Zjednoczonych i szybko od razu swoje kroki kieruje do Steinmetza. Siada z nim i się okazuje, że Ernst Alexanderson jest kolejnym geniuszem. Jest takim troszkę młodszym Teslą. Może nie jak Tesla, ale jest po prostu genialny i ma własny system na to, jak wykrzewić tą niesamowitą energię, o której wszyscy mówią dookoła. Zostawię na moment te nazwiska i opiszę sytuację dookoła. Wyobraźcie sobie, że macie w jednym mieście iluś szalonych wynalazców, z których każdy robi niesamowite urządzenia, które działają.
Nikt nie wie, na jakiej zasadzie to działa. Wszyscy mówią o niesamowitej energii, o czymś, co jest bardzo przyszłościowe. To trochę jakbyśmy wszyscy nagle zaczęli mówić o zimnej fuzji, ale tak naprawdę zaczęli mówić. Nie tak, jak teraz mówimy. Ciągle okazuje się, że przed światem stoi niesamowita alternatywa, że mamy nieograniczone źródła energii za darmo. Po prostu nieograniczone. I że stoimy na progu kompletnie innego świata. Świata, którego nikt się jeszcze nie spodziewa. Świata, który jest po prostu niesamowity. Świata bez kabli, bez spalania, bez dymu.
Świata strasznie czystego, strasznie ekologicznego i strasznie taniego, gdzie już nikt nie musi nikomu płacić za energię, bo właściwie ta energia jest dookoła. Może sobie brać do oporu. Największy problem jest właśnie z tym, że jest jej tak dużo. Największy problem, że ją trzeba ograniczać, żeby nie poniszczyła tam czegoś. I Alexanderson miał taki pomysł, żeby wykorzystać tą całą energię, bo to nie było takie egzotyczne. My dzisiaj w dzisiejszych czasach myślimy, jak się mówi współczesnemu kolesiowi, który ma parę tytułów naukowych z zakresu fizyki, mówi się o wolnej energii, to on tak się krzywi i mówi: „Ale to nie pasuje do modelu termodynamiki”. Problem polega z tym, że model termodynamiki nie pasuje do modelu świata. Także to jest silna sprawa. Gdyby było inaczej, żadna maszyna Tesli by nie zadziałała, łącznie z jego silnikami i innymi rozwiązaniami. Ale wtedy naukowcy myśleli inaczej.
Nie było limitów wtedy, nikt nie miał szufladek takich, nie siedział w szufladzie i nie był zaprogramowany tylko i wyłącznie do myślenia o jakimś gównianym pomyśle, który się nazywa czarne dziury, tudzież o innych głupotach, tylko ludzie szukali konkretnie rozwiązania. Wszyscy widzieli, że ta moc jest i każdy chciał być pierwszy. To był wyścig po prostu, kto pierwszy tak naprawdę wyciągnie soki z tej mocy, kto pierwszy odkorkuje ten korek w wannie i kto pierwszy stanie się właściwie panem Panem tej mocy. Moc była niesamowita, wszyscy ją zauważali. Każde eksperymenty robione w ówczesnych czasach, każde kalkulacje robione przez Steinmetza, a później sprawdzane przez inżynierów montujących te wszystkie maszyny, czy to dla Tesli, czy to dla kogokolwiek, potwierdzały eksperymentalnie istnienie potężnej energii dookoła nas. Energii, z której właściwie żadnych limitów, absolutnie żadnych limitów. Inwestorzy posuszaleli wtedy w Nowym Jorku. Ci ludzie mieli gigantyczne budżety. Słuchajcie, to tak, jakby mówić, że w dzisiejszych czasach naukowiec dostał sponsoring w wysokości 300 milionów dolarów jednorazowo. Wyobrażacie to sobie?
Takie fenomeny się działy i takie rzeczy były. Takie rzeczy absolutnie się wydarzały w tamtych czasach. Wszyscy czekali na ten moment, żeby zmienić świat i każdy chciał zmienić świat na lepsze. Jednym z tych kolesi był właśnie Alexanderson i on miał pomysł z antenami, żeby wykorzystać tą mistyczną moc. Po przeczytaniu książek Steinmetza, w których Steinmetz wyjaśnia, jak działała ta energia, postanowił zbudować na podstawie tego konceptu anteny. Tu sprawdził, jak wyglądały anteny Tesli, bo Tesla też miał taki pomysł i też go opisał. Też Steinmetz mu pomógł wyliczyć wszelkie kalkulacje dookoła tych anten, żeby to wszystko stanęło w tym jego niesamowitym miejscu w Colorado Springs i żeby można było ten prąd przesłać. Co się wydarzyło w 1903 roku, gdzie przesłał prąd z Colorado Springs prosto do Nowego Jorku bez żadnego kabla, tylko przez powietrze, co było niesamowite. Do tej pory jest to niesamowite, mówiąc szczerze. Kto dzisiaj tak robi, moi drodzy?
Ale wracajmy do Alexandersona. Alexanderson wpadł na genialny pomysł wykorzystania czysto i wyłącznie fali propagacji, fali tej niewidocznej energii, którą współczesna nauka tak wyśmiewa, do transmisji jakiegokolwiek sygnału po planecie Ziemia. Stwierdził, że właściwie nie trzeba budować nic specjalnego poza anteną, która jest wkopana w ziemię i właściwie nie trzeba nadawać niczego, co idzie eterem, powietrzem, jakimiś górnymi warstwami atmosferycznymi, tak jak na przykład miał pomysł Tesla, żeby z jonosfery ściągać i tak dalej. Zresztą genialny pomysł. O tym może kiedy indziej. Alexanderson miał pomysł, żeby słać wszystko pod ziemią. Ziemia ma swoją własną częstotliwość i to jest taka częstotliwość, która się nigdy specjalnie nie zmienia, zawsze jest stała i można ją wykorzystać do puszczenia swojej częstotliwości po niej i to będzie taka fala propagacji. W ten sposób można uniknąć sytuacji, że trzeba budować co ileś kilometrów czy set metrów anteny i przekazywać sygnał z anteny na antenę, skoro można wbudować jedną antenę w ziemię i w tym momencie ziemia jest jedną wielką anteną. Co jest dosyć fenomenalne i nie ma opóźnień w sygnale. To jest dokładnie ta historia, którą opisał Steinmetz w swoim badaniu naukowym.
Zrobił kalkulację fenomenu napięcia czy natężenia, że jeżeli pojawia się napięcie, to pojawia się wszędzie. Pierwszy wymyślił Steinmetz i on wymyślił to teoretycznie w swojej książce. Po czym Ernest Alexanderson, młody Szwed, chyba 19-letni wtedy koleś, przyjeżdża do Nowego Jorku, mówi: „Stary, czytałem twoją książkę, zafascynowała mnie. Zbudowałem to urządzenie. Faktycznie działa. Jesteś geniuszem. Możemy pracować razem?” I stwierdzili, że pracują razem. Ernest Alexanderson usprawniał swoje anteny i tak dalej. W międzyczasie Marconi miał wszystkie patenty na budowanie swojego systemu radiowego. Ukradzione oczywiście, ale miał za plecami gigantycznych sponsorów, takiego jak J.P.
Morgana, który się wtedy odsunął od Tesli na rzecz systemu Marconiego. Marconi zaczął budować dokładnie w tym samym czasie, jest to początek poprzedniego stulecia, czyli 1903 rok, swój cały system anten. Pierwszy system był zbudowany taki, żeby skleić całą Amerykę. Pierwsza główna stacja nadawcza była w New Brunswick. Było pięć stacji wszystkiego. Druga była w New Jersey, trzecia była w Belize, czwarta była w Haygate i piąta była w Japonii. Na Hawajach, przepraszam. Jedna była na Hawajach, a ostatnia była w Japonii. Chodziło o to, żeby wysyłać sygnał pomiędzy tymi antenami, że ta sieć tych anten miała zapewnić propagację sygnału radiowego po tym całym obszarze, tak żeby statki mogły korzystać z tego wszystkiego. Oczywiście nie zdążył tego wszystkiego robić.
Kiedy te stacje ledwo co zaczęły działać, rząd Stanów Zjednoczonych wymyślił taką genialną rzecz. Słuchajcie, rzecz była mocno na widelcu. Tajemnicza energia, tajemnicze moce nie wiadomo skąd. Nagle się okazuje, że nie trzeba kupować ropy, nie trzeba słuchać się rządu, nie trzeba robić głupich rzeczy, że można mieć za darmo gigantyczny potencjał energetyczny, z którym nie wiadomo co zrobić i nikt nie może tego kontrolować. Jak rząd się o tym dowiedział, to od razu wpuścił swoje macki i duże korporacje i od razu próba kontroli. Więc co się dzieje? Oczywiście zanim wybucha II wojna światowa w 1910 roku, pojawia się pierwsza grupa lobbingowa przy Kongresie, która wymyśla pomysł, żeby wyregulować to wszystko regulacjami. Kiedy Alexanderson buduje swoje pierwsze anteny, Tesla w tym samym czasie buduje swoją instalację z gigantyczną cewką w Colorado Springs i tak dalej, nagle się okazuje, że ten korek zwany ktoś wyjął. Nagle się pojawia gigantyczna ilość innowacji technologicznych. To jest coś nie do ogarnięcia.
Nagle się okazuje, że mamy tą energię i że koniec ze spalaniem ropą, koniec z kontrolowaniem jakichkolwiek zasobów. Mamy nieograniczone zasoby jako ludzkość. I się okazuje, że każdy z tych ludzi wpada na dokładnie ten sam wynalazek. Tak samo jak Alexanderson montując te swoje anteny, nagle odkrywa, że może za pomocą tych anten ciągnąć niezliczoną ilość prądu elektrycznego z ziemi. Tesla wpada na bardzo podobne rozwiązania, gdzie się okazuje, że tego prądu jest wszędzie. Następuje wielka panika, jak zabronić tego wszystkiego, bo wiadomo, że prądu elektrycznego patentować się nie da, tak jak ropy na przykład, przez skład chemiczny i sposób spalania. Tu się nie da tego zrobić, jak w najzwyczajniej świecie. I zaczyna się powoli shutdown. Pierwsze wycofywanie się inwestorów dużych, którzy jednak przechodzą na stronę ropy w 1908 roku. Później w 1910 kongres wkłada pierwszą regulację na temat, że trzeba mieć specjalny papier, żeby w ogóle móc emitować sygnał z sieci przekaźników niskich częstotliwości.
Później mija raptem rok, dwa lata czasu. Nagle się okazuje, że wszyscy siadający do urządzenia, które ma antenę i emituje jakikolwiek sygnał w eter tak zwany, w powietrze, muszą mieć licencję Stanów Zjednoczonych i muszą mieć pełną licencję. Okazuje się, że Tesla, Alexanderson, Steinmetz, żaden z tych ludzi nie ma licencji. Nagle się okazuje, że wszelkie te badania związane z propagacją fal, z przesyłaniem sygnału radiowego, z przesyłaniem prądu elektrycznego na odległość za pomocą fal radiowych są kompletnie uwalone i są kompletnie nielegalne w Ameryce. 1912 rok. Zaczyna się od 1910 roku. Później jest kolejna poprawka tego prawa w 1912 roku, gdzie już jest kompletny shutdown, gdzie praktycznie wszystkie anteny zostają przejęte przez rząd Stanów Zjednoczonych i to prawo. Automatycznie znikają wszystkie niezależne radiostacje Stanów Zjednoczonych, wszystkie niezależne małe nadajniki. Wszystko znika i jest przejęte automatycznie przez armię Stanów Zjednoczonych pomiędzy 1913 a 1914. Kończy się złota era radia w Stanach Zjednoczonych.
Zaczyna się wojna w 1914 roku, pierwsza wojna światowa, więc automatycznie armia Stanów Zjednoczonych w tym momencie przejmuje, tylko czeka na ten moment, żeby wykopać Marconiego z jego całymi urządzeniami i z jego pomysłami ze Stanów Zjednoczonych, bo Włosi oczywiście są po stronie Niemców. Są przeciwnikami Stanów, także wojna jest świetnym pretekstem. Marconi zostaje wykopany, jego bazy zostaną przejęte przez General Motors Electric, czyli dawną firmę Edisona. Marconi był obcokrajowcem, także szybko został wykopany ze Stanów. Ale się okazało, że nikt właściwie za bardzo nie rozumie tego systemu, nie wie, co robić z tymi antenami. O ile Marconi jeszcze troszkę miał pojęcie jako konstruktor, to wszyscy ci, którzy przejęli, czyli armia Stanów Zjednoczonych, nie miała bladego pojęcia. Oczywiście mogli czytać książki Steinmetza, ale nie wszyscy rozumieli te książki. I kogo zaproszono? Steinmetza nikt nie chciał zaprosić za bardzo, bo był zbyt dużym chyba geniuszem, ale automatycznie wybór padł na Ernesta Alexandersona, czyli na protegowanego Steinmetza. Tego człowieka ze Szwecji, który wymyślił genialny sposób przesyłania sygnału przez ziemię.
Jak użyć ziemi jako wielkiej anteny, która bez żadnych opóźnień, bez żadnych zniekształceń przesyła każdy możliwy sygnał. Generalnie dostaje propozycję od armii Stanów Zjednoczonych po to, żeby zajął się kontrolowaniem, rozbudową i stworzeniem tego systemu anten. I w tym momencie Alexanderson łapie się za konstrukcję anten, która później zostaje przejęta w całości przez rząd Stanów Zjednoczonych pod nazwą RCA. I tak powstaje pierwsze główne radio w Ameryce. Taka ciekawostka. Ciekawe. To też jest troszkę związane z patentami, ponieważ w momencie, kiedy Marconi zostaje wykopany ze Stanów Zjednoczonych, automatycznie RCA, które zostało założone przez armię amerykańską, organizacja rządowa, automatycznie ściąga wszystkie patenty do siebie. To jest główny powód, żeby wziąć Alexandersona, żeby być później właścicielem tych wszystkich patentów. Także prezydent Franklin Delano Roosevelt wydał taki rozkaz, żeby skoncentrować wszystkie patenty, żeby to wszystko było pod kontrolą rządu, żeby nic z tej technologii nie wyciekło na zewnątrz. Tesla automatycznie i cała reszta ludzi zajmujących się tymi technologiami automatycznie ląduje w ciemnej piwnicy, bo wszelkie badania, które chcieliby robić, stają się absolutnie nielegalne.
Emitowanie jakiegokolwiek sygnału radiowego bez zezwolenia rządowego staje się nielegalne. Jest kompletny zakaz na to. Jedyne, co można zrobić, to odstawić buty do przedpokoju, powiesić płaszcz na haczyku, odstawić parasolkę w kąt. I tak się skończyła kariera genialnego wynalazku, odkrycia gigantycznej energii, która drzemie w ziemi. Nic się oczywiście z tym więcej dalej nie działo. Oczywiście się pojawiały później różne historie dookoła tego. Jak tylko Alexanderson zaczął eksperymenty ze swoimi antenami, to okazało się, że te anteny wyciągają z ziemi taką gigantyczną ilość prądu elektrycznego, że to jest nie do pomyślenia, zaczyna palić te systemy antenowe. I to było głównym powodem, dla którego te restrykcje zaostrzono. W 1917 roku powstaje specjalny zakaz budowania i konstruowania do publicznego użytku urządzeń typu wireless. Generalnie Tesla, budując swoją zabawkę pod tytułem łódź sterowaną zdalnie, ryzykował iść do więzienia.
Taka jest prawda, bo to było zakazane. To było nielegalne w Stanach wtedy. Mógł za to wylądować w więzieniu. Raz i wylądował w więzieniu i nie przeżył więzienia. Zakaz utrzymywał się dosyć długo, bo cała przestrzeń radiowa i cała ta wynalazcza przestrzeń w Ameryce była zamknięta do 1927 roku. Praktycznie nic się nie działo. Do tego momentu RCI skolekcjonowała praktycznie wszystkie patenty i kiedy zdjęto to prawo, okazało się, że nie ma już żadnej konkurencji. Wszyscy wynalazcy z poprzedniej epoki już dawno poumierali, zniknęli i wszyscy zapomnieli o tej fali kompresji. Wszyscy zapomnieli o tych wszystkich postaciach. W 1923 umiera Steinmetz.
Dwa lata przed jego śmiercią Albert Einstein dostaje nic nieznaczącą nagrodę pewnego przygłupiego, jak na ówczesne czasy milionera, czyli Alfreda Nobla. Z tą nagrodą wtedy nikt się nie liczył za bardzo na świecie, bo nikt nie traktował serio ani Einsteina, ani tych głupot, które przepisał bez kompletnego zrozumienia z prac innych ludzi. Nikt nie traktował poważnie profesorów w Londynie, którzy siedzieli i wymyślali te wszystkie równania, które drukowano w tomach, bo żaden z tych ludzi nie potrafił zbudować działającego modelu. Ale wystarczyło raptem grubo ponad 10 lat, żeby doprowadzić do sytuacji, kiedy praktycznie w Stanach nie ma już nikogo, kto by się mógł tym zająć tak naprawdę, bo od 1910 roku do 1927 to jest prawie 17 lat, moi drodzy. Czyli generalnie zamrożono wszystkie wynalazki. Jak tylko rząd Stanów Zjednoczonych się dowiedział, że może być energia za darmo, automatycznie zrobiono wszystko, żeby cała ta dziedzina nauki, cała ta historia została zamknięta, zagrzebana, zakopana, żeby nikt nigdy z powrotem nie zaczął kopać w tym miejscu. Wszystkie patenty Tesli zostały zarekwirowane. Wiele patentów Westinghouse'a zostało zarekwirowanych. Praktycznie wszystko poznikało, a ten cały gang się znał doskonale. To był taki fenomen, że do momentu, dopóki Steinmetz żył, ci wszyscy ludzie się świetnie znali i się świetnie kumplowali.
To działało. Jak tylko Steinmetz zmarł, wszystko się zaczęło rozsypywać. Część ludzi od razu przeszła do Edisona. Edison połączył się z Fordem. Długa historia. Myślę, że jeszcze nie raz o tym opowiem, o dalszej części tej historii, bo to oczywiście nie jest koniec tej całej historii. Ale generalnie to, co dzisiaj chciałem wam powiedzieć o tej niesamowitej funkcji, o tym, co robi prąd, o tym, co odkryli ci kolesie, o czym się dzisiaj kompletnie nie mówi. O tym, że są dwa rodzaje energii i żeby opisać coś, co stwierdził sam Steinmetz, żeby opisać prąd elektryczny, wymyślił, nazwał to absolutem. Stwierdził, że prąd w ogóle ma generalnie zawsze ten sam kształt. Tak po prostu.
Najzwyczajniej. I że są dwie najważniejsze wartości, które definiują to, co my nazywamy prądem. Te wszystkie dziwne moce. Jeżeli ktoś chciałby usiąść i to opisywać w równaniach, to się nazywa funkcje trygonometryczne, czyli generalnie tak zwane symboliczne operacje na funkcjach trygonometrycznych. Tak to brzmi. Czyli na obrazkach trójkąt, kółko, linijką sobie zmierzyć kąt. Trygonometria ze szkoły podstawowej dosłownie, że to się na tym opiera. A drugą hecą, którą trzeba zrozumieć, żeby w ogóle zacząć myśleć o tym prądzie elektrycznym i coś z tego w ogóle zaczynać rozumieć, to są tak zwane funkcje hiperboliczne. No właśnie. I tu się okazuje, że to są te dwie najważniejsze rzeczy, które po prostu trzeba wiedzieć.
I to wszystko. Steinmetz to wiedział. Nawet zbudował ciekawą rzecz, bo zbudował coś, co nazwał kamerą czasu. Nigdy tego nie opatentował, ale ponoć robił zdjęcia kamerą czasu. Tak to nazywano wtedy. Wygląda na to, że był to pierwszy człowiek, który skonstruował w sumie kamerę działającą. Używał do tego lamp Edisona. Taka ciekawostka. Urządzenie nie przetrwało do naszych czasów. Nikt go nie widział na oczy, nikt go nie sfotografował.
Ale też pamiętajmy, że praktycznie wszyscy ci wynalazcy byli bardzo cenzurowani przez ostatnie 60, 70 lat. Praktycznie te prace są z reguły zarekwirowane przez rząd Stanów Zjednoczonych, jeżeli chodzi o patenty. I to wszystko. Także jest to największa tajemnica świata. Ukryto przed nami największą tajemnicę świata grubo ponad 100 lat temu, zakopaną pod ziemię. Tajemnicę, która mówi o tym, że prąd jest dookoła nas i że naprawdę wystarczy tylko troszeczkę postarać się zrozumieć świat dookoła i że możemy bez problemu mieć gigantyczną ilość energii kompletnie za darmo. Mamy jej tyle, że właściwie nie wiemy, co z nią zrobić. Nie potrzebujemy ani pieniędzy, ani wycinać lasu, ani iść do pracy. Nic nie potrzebujemy. Po prostu energia jest, żeby się ogrzać, podgrzać, najeść, napić.
Naprawdę tego jest tyle, że nie wiadomo, co z tym zrobić. Właśnie, ale ciągle paru ludzi musi na tym zarabiać pieniądze. Fenomen. Wynalazek, który został zakopany na ponad 100 lat w piwnicy. Ja jeszcze wrócę do tych wszystkich wynalazków. Dokładnie. I to było na tyle, moi drodzy, z tej całej hiperprzestrzeni. Polecam wam serdecznie, jeżeli macie chwilę czasu, żeby sobie zobaczyć, poczytać te wszystkie prace Steinmetza, wszystkie rysunki Nikoli Tesli, za które Steinmetz mi nic nie odpowiadał. Wszystkie patentowe rysunki. Ciekawa historia.
Takich czasów się doczekaliśmy, proszę państwa. Oczywiście Alexanderson nie jest znany tylko i wyłącznie ze swoich anten, ponieważ znany jest przede wszystkim głównie z silnika, który nawet działa do dzisiaj. Bo stwierdził, że zamiast na przykład budować duże anteny, takie dziwne anteny, zbuduje silnik, który będzie emitował na przykład częstotliwość, konkretny cykl, na przykład od 20 do 200 cykli na minutę i że na przykład będzie miał 15 megawatów. I że jak postawi taki silnik na ziemi i wpuści anteny z tego silnika w ziemię, to ktokolwiek gdziekolwiek będzie na planecie Ziemia podłączy się do tej częstotliwości, w której pracuje ten silnik i dokładnie sobie wyciągnie tą całą informację. Taki wireless bez kabla. Po prostu system bezprzewodowy opierający się na budowaniu właściwie silników elektrycznych, które wysyłają impuls do ziemi. I to był pomysł Ernesta Alexandersona. Taki fenomen, że właściwie było paru kolesi. Każdy z nich wymyślił swoją własną metodę na pozyskiwanie energii. Tesla wymyślił tych metod parę, a Alexanderson wymyślił chyba z trzy czy cztery metody.
Steinmetz napisał o tym parę książek, o tych wszystkich metodach, gdzie je wszystkie uporządkował, opisał we wzorach, jak z nich korzystać, jak zbudować te wszystkie maszyny. Jedynymi kolesiami, którzy tego nigdy nie zrozumieli, byli Albert Einstein i Edison. No i to wszystko, co chciałem. Słuchajcie, mam tu telefonik jeszcze, także odbieram telefonik na koniec audycji. Witam serdecznie. Telefonie halo, halo, halo, halo.
[01:39:06] - Halo, halo Ekwador.
[01:39:08] - Witam panie. Panie telefonie witam serdecznie.
[01:39:13] - O dobra, udało mi się wyłączyć. À propos Alexandersona to chciałem tylko wspomnieć, że pierwsze takie nadajniki radiowe to właśnie były w systemie Alexandersona.
[01:39:28] - Mhm, dokładnie.
[01:39:29] - Były jakby takie wielkie, naprawdę to miały średnicę na przykład kilku metrów. Można sobie poszukać. Bardzo ciekawy ogólnie temat to jest historia radia, no nie?
[01:39:40] - Będzie. Podejrzewam, następny odcinek będzie właśnie wykończeniem tego wszystkiego, bo to bez radia się nie dałoby się inaczej.
[01:39:47] - Także fajnie, bo tematy ciekawe i dzisiaj przyznam, że z przyjemnością się słucha, bo jednak trochę poczytałeś.
[01:39:58] - Całe życie człowiek czyta. Całe życie, proszę pana. Patriotycznie jest tak. Słuchaj telefon, bo jest dzisiaj patriotycznie. Dzisiaj jest Steinmetz bohaterem, a Steinmetz się urodził dokładnie w tym samym mieście co ja, we Wrocławiu. Jest wrocławiak.
[01:40:11] - No może i wrocławiak, ale się jednak nie przyznaje, nie? No bo zmienił tam tego.
[01:40:15] - Nie, on się zawsze przyznawał, że właśnie, że z Wrocławia i nawet jak do Nowego Jorku się przeprowadził, on był bardzo zamożnym człowiekiem, zamówił sobie właśnie dom w holenderskim stylu, dokładnie taki jak we Wrocławiu, w którym dorastał.
[01:40:27] - Fajna sprawa.
[01:40:28] - Taka historia.
[01:40:29] - Tak sobie głęboko już to nie tego, ale tylko taka właśnie zajawka, nie, że pierwsze nadajniki radiowe to właśnie były jakby takie wielkie prądnice, tak jak normalnie dzisiaj jest silnik, tak właśnie jak nazywasz prawidłowo maszyna elektryczna, czyli to może pracować jako silnik, jako prądnica. Normalnie trzyfazowy, zwykły taki silnik, który sobie wyobrażamy, nie wiem, napędza cyrkularkę na przykład czy coś takiego. No to właśnie na tej samej zasadzie były pierwsze nadajniki radiowe robione tylko, że zamiast tych pięćdziesięciu herców, które tam zwykle są przystosowane, to właśnie były konkretnie budowane na konkretne częstotliwości, które miało się emitować w eter, nie? Czyli tam już w kilohercach i konkretnie moce kosmiczne także to. Znaczy wtedy akurat zaczęła się taka walka jakby państw, które radio będzie dalej słyszalne, które będzie miało większy zasięg i tak dalej. I niewątpliwie tą całą walkę wygrało polskie radio na całym świecie. Ono było słyszalne wszędzie i to był najmocniejszy nadajnik na całym świecie.
[01:41:40] - To prawda, ale Polacy używali chyba systemu Marconiego z tego, co. Czy systemu Alexandersona, bo to były jakby, z Alexandersonem było tak, że Amerykanie musieli przejść na Alexandersona, ponieważ jako jedyny był to amerykański system i Amerykanie mieli po prostu wszystkie patenty z tym związane i dlatego nie mogli ugryźć na przykład historii związanych z antenami Marconiego, ponieważ Marconi te wszystkie patenty były przy Marconim.
[01:42:07] - Znaczy ja to wybiegłem w ogóle dużo w przyszłość, nie? Bo chodzi mi tylko, że mówię, że walkę wygrał, nie? To po prostu już na sam koniec, że à propos tego mocy jakby emitowanej do eteru największą moc na świecie, jakby dzięki temu masztowi równemu półfali i tak dalej. Gdzie to było? Ten, co się zawalił tam w dziewięćdziesiątym którymś roku. Ten maszt, nie? Niby to oczywiście już nie było żadnego Alexandersona. To już był lampowy nadajnik na lampach takich chłodzonych cieczą, gdzie w ogóle w środku lampy ogólnie była para wodna. To już inny temat.
[01:42:48] - Jest taki pomysł, że Tesla chciał dokładnie to wybudować w tym. Ta druga część tej kopuły, która stała w Colorado Springs, była dokładnie na dole jest cewka. Jak się przyjrzysz na to, jak to wygląda na zdjęciach, te, które zostały, a na górze miał być właśnie zbiornik z wodą, który miał być dokładnie, bo chłopaki myślały o tym, bo woda ma doskonałe właściwości pod tym względem.
[01:43:07] - Super właściwości. Ogólnie woda idealnie czysta, czyli na przykład destylowana, czy ogólnie chodzi o to, że woda nie przewodzi prądu. Dopiero woda zanieczyszczona, stworzą się tam jony. Dopiero jakieś muszą być jony w wodzie, nie? Żeby mogła prąd przewodzić. Więc vapotron to się nazywało. Takie lampy, z których była para wodna, która była idealnie czysta i ona się nadawała idealnie do chłodzenia, dlatego że właśnie nie przewodziła prądu, nie? I właśnie na tej zasadzie był zbudowany ten nadajnik, który właśnie tam, no zapomniałem tego miasteczka, co to koło Warszawy, tam co.
[01:43:50] - W Raszynie.
[01:43:52] - Raszyn.
[01:43:52] - Raszyn, dokładnie najwyższy nadajnik na świecie.
[01:43:55] - To była największa antena, to było dwa megawaty w eter puszczane. Z tym że ta antena była takich super parametrów, że moc emitowana w eter była około trzech megawatów, nie? I to radio było słyszalne dosłownie wszędzie, nie? Że lepiej lub gorzej, ale można śmiało powiedzieć, że na całym świecie. I jakby dlatego mówię, że tą walkę na moc, która się zaczęła właśnie dużo wcześniej Właśnie zaczęła się od nadajników na zasadzie prądnicy działających. Bardzo fajne konstrukcje w ogóle, jak się na to patrzy gdzieś w muzeach. Zegarmistrzowska dokładność.
[01:44:42] - Szybciutko wrzucę taką historyjkę. Steinmetz oprócz tego, że napisał te swoje książki i w ogóle był sławny, to był sławny oprócz tego, że działał, to był sławny z tego powodu, że siedział z inżynierami i że razem z nimi był w stanie coś skonstruować. I był problem z kolejką w Nowym Jorku, bo cała kolejka naziemna była na prąd. I się okazało, że jak wybudowali tę elektrownię pomysłu Edisona, która tam dawała 15 megawatów i wysyłała ten prąd, to wszędzie ten prąd wybuchał. Były jakieś problemy, iskry, to w ogóle nie działało. Generalnie Steinmetz napisał te swoje równania swoją metodą symboliczną i przeprojektował to w ten sposób, że nie trzeba było przebudowywać tego wszystkiego, tylko dołożyć nowe transformatory czy jakoś tak przełożyć to wszystko. I nagle okazało się, że nowojorska kolejka wreszcie zaczęła działać. To było jedno z największych sukcesów Steinmetza, które właściwie zrobiło z niego gwiazdę. Bo można nareszcie z kolejki elektrycznej w mieście skorzystać.
[01:45:42] - Ja przyznam się szczerze, że o tym Steinmetzu to od ciebie pierwsze słyszę.
[01:45:47] - To jest cicha postać. Albert Einstein był nim zafascynowany. Wszyscy byli. To był największy geniusz swoich czasów. Einstein od niego ukradł swoje wszystkie rzeczy. Może nie wszystkie, bo tam kilka innych.
[01:45:57] - To inna była Einsteina rola i inny kierunek może.
[01:46:01] - Nie do końca. Jakbym się trochę nie zgadzał, ale to zostawię na inny odcinek.
[01:46:08] - Nie znam. Akurat na ten temat się do końca nie znam, bo po prostu pierwsze słyszę, a sobie będę musiał szukać, bo ciekawa sprawa. Także dzisiaj za audycję dziękuję bardzo, bo powiem, że bardzo ciekawa.
[01:46:23] - Będzie powrót do prądu elektrycznego, bo to jest tak fascynujące. To jest zagadka ludzkości. Zagrzebano wolną energię i zagrzebano jakieś 100 lat temu w ziemi. Dokładnie. Bo to jest kwestia związana z wolną energią.
[01:46:34] - Ja bym tak daleko nie szedł, że to jest wolna energia.
[01:46:38] - W cudzysłowie. Nie musisz płacić elektrowni, o to chodzi.
[01:46:41] - Nie. Przesył prądu na odległość to też skądś musiał być. To nie jest tak, że on się znikąd nie bierze.
[01:46:50] - To jest to odkrycie Alexandersona, które zostało schowane, że jak zakopano anteny w ziemi, to okazało się, że nie trzeba ich zasilać, bo anteny same siebie zasilają. A jak jeszcze się poprawi konstrukcję tych anten, to zamieniają się w gigantyczne akumulatory, właściwie w prądnice.
[01:47:06] - Prąd polega na różnicy potencjałów.
[01:47:08] - Dokładnie.
[01:47:09] - Uznać, że ziemia jest tym potencjałem zero, bo to chodzi wszystko o uznanie, bo równie dobrze można cokolwiek uznać potencjałem zero i od tego zera odmierzać inne potencjały. Jeżeli przyznasz, że ziemia jest zero, więc oczywiście, że jest wielki potencjał między ziemią a atmosferą, a wysokimi warstwami i tak dalej. Tylko że to jest potencjał napięcia. To jest właśnie napięcie, to jest możliwość. Wiadomo, te pioruny i ta energia gdzieś drzemie, to wszystko gdzieś siedzi, ale tak naprawdę te sposoby Tesli czy te, które ja gdzieś wyczytałem o tym. Nie wyobrażam sobie, że na tych sposobach, bo Tesla tak samo tę energię przesyłając na odległość, po prostu ją brał z tej swojej Niagary, z tej elektrowni.
[01:48:00] - Wiesz co, różnie. Jakby było kilka takich.
[01:48:05] - Chociaż sobie potrafię wyobrazić, że jakimś sposobem można by tą energię czerpać między różnicy potencjałów między atmosferą a ziemią, ale naprawdę to jest tak kosmiczne. To jest bardziej napięcie, nie prąd, bo chodzi o ten prąd elektryczny, który wywołuje pole magnetyczne i tak dalej. Jak przetworzyć to wielkie i to jeszcze stałe napięcie, które ciężko przetworzyć, bo ta różnica potencjałów jest stała. To chodzi, że tak jak Edison nad tym szedł, że na tym stałym napięciu ciężko było przesyłać. I ta różnica jest stała, ona się nie zmienia albo się bardzo wolno zmienia. Jakby była zmienna, to wiadomo, że tutaj transformatory i wszystko da radę. Tak to Tesla zaczął to wszystko kombinować i dzięki temu mamy tą możliwość dogadania się między sobą, ale przez to, że to jest stałe, nie wyobrażam sobie jak to zrobić.
[01:49:01] - Ja zapraszam do kolejnego odcinka, bo tyle powiem. Będę starał się to wszystko wyjaśnić, bo było kilku facetów, o których w ogóle kompletnie zapomniano. Fizyka w ogóle ich ignoruje, współczesna nauka, a oni wykonali takie rzeczy i to było 100 lat temu. Czas najwyższy to odkurzyć. Tyle powiem.
[01:49:17] - To na razie.
[01:49:19] - Dzięki wielkie za telefonik. To był Teflon. Dziękuję wielce. Słuchajcie, to tyle z tej dzisiejszej hiperprzestrzeni. Obiecuję, że do tematu w następnej podejrzewam wrócę i będę wykańczał właśnie na temat radia i wszystkich tych rzeczy związanych dookoła. Już może trochę mniej technicznie i trochę bardziej chciałbym się zastanowić nad tym ukrytym wynalazkiem wolnej energii. Jak to pochowano, jak to zostało ukryte. I opowiem wam troszkę na ten temat i ludzi, którzy w tym maczali palce i kilka hipotez dookoła tego i hipotez, jak to może potencjalnie działać i jak to może zrewolucjonizować nasze życie. Z tego typu historie. Wygląda na to, że już czekamy na to i to nie od nastu lat, tylko co najmniej jednego stulecia już na to wszystko, żeby to się wydarzyło.
Także dziękuję moi drodzy. Dziękuję serdecznie i wielce za słuchanie „Hiperprzestrzeni”. Zapraszam serdecznie na kolejną „Hiperprzestrzeń”. Mam nadzieję, że równie elektryczną. Mam nadzieję, że nie wynudziłem was tymi wszystkimi technicznymi opowieściami, bo to czasami muszę się bawić w takie techniczne opowieści. W końcu chcemy zrozumieć świat, a świat jest takim fenomenem na wszelkie możliwe sposoby. To nie jest tylko fenomen czystej świadomości. A to jest inna sprawa, że jak człowiek ma, jak mówi, taką czystą świadomość, to powinien doskonale rozumieć te techniczne rzeczy, bo to wszystko jest ze sobą powiązane. To tyle à propos tego wiązania. Także jeszcze raz dziękuję za słuchanie „Hiperprzestrzeni” i zapraszam na kolejną „Hiperprzestrzeń” za tydzień w sobotę.