Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:05] - Para Radio. Poznajemy nieznane. Serdecznie zapraszam. Arek Paterek. Para Radio. Poznajemy nieznane. Arek Paterek z tej strony. Witam wszystkich słuchaczy i z góry bardzo przepraszam tych, którzy na audycję czekali, a także tych, którzy na audycję nie czekali. Tych, którzy czekali na audycję przepraszam dlatego, że tak długo kazałem na nią czekać. Tych, którzy na nią nie czekali przepraszam, bo właśnie wróciłem do studia i zamierzam wracać do tego studia jeszcze nie raz, nie dwa.
Zacznijmy może od tego, że dzisiaj w naszej audycji gości będzie dwóch. Dzięki jednej z tych osób, które dzisiaj się w radio wypowiedzą Para Radio nie zniknęło z eteru w trakcie tej długiej i nieoczekiwanej nieobecności. Jest to Marek Sęk, czyli Ivellios z Radia Paranormalium. Witaj Marku.
[01:02] - Witaj Arku.
[01:03] - A także Adam Borowski, znany wszystkim słuchaczom Para Radia. Witaj Adamie.
[01:07] - Witam was.
[01:09] - Panowie, spotykamy się troszeczkę wirtualnie, ale zawsze się spotykamy razem w naszym studiu grudziądzkiego radia internetowego. Po to właśnie, bo mamy rok 2012. I jeżeli wierzyć niektórym przesłankom mało nam życia zostało, bo w tym roku w grudniu czeka nas koniec świata. I taki właśnie jest dzisiejszy temat: końce świata. Mówię końce, bo tych końców było już kilka, jednak żaden nie nastąpił. A może nastąpił? I właśnie o tym porozmawiamy. Przed programem razem z kolegami, którzy już tutaj czekają i ich mikrofony grzeją się do działania, powiedzieliśmy sobie, że zaczniemy może chronologicznie, ale najpierw czym jest ten koniec świata? Marku, powiedz może czym ten koniec świata jest?
[02:01] - Tak najogólniej rzecz biorąc koniec świata to potencjalny, różnie wyobrażany proces zakończenia w ogóle istnienia świata. Sam koniec świata albo też strach przed nim przypuszczalnie narodził się w tekstach religijnych. Koniec świata można znaleźć praktycznie w każdej religii. Tak na przykład chrześcijanie wierzą w powtórne przyjście Jezusa i koniec czasów. Protestanci z kolei wierzą w niebowstąpienie. Przywódcy Mormonów twierdzą, że zbliżamy się do końca naszego czasu. Świadkowie Jehowy głoszą, że zobaczymy nie koniec świata, ale tego, w jaki sposób ten świat funkcjonuje. W islamie odnajdujemy ślady dnia Sądu Ostatecznego. Hindusi głoszą zaś, że świat obróci się w chaos, a dla Greków koniec świata oznaczał detronizację Zeusa. Żydzi, katolicy, prawie wszystkie religie posiadają jakiś element odnoszący się do końca świata.
I każda z tych religii posiada pewne znaki, które można interpretować w różny sposób, zależnie od tego, kto w jaką religię wierzy. Takie znaki, które mogą oznaczać, że koniec już nastąpił, jak te głoszone przez wyznawców preteryzmu na przykład, którzy wierzą, że czasy ostateczne nadeszły w 70. roku p.n.e., gdy Rzymianie zburzyli świątynię żydowską. Również w innych religiach różne takie podobne znaki mamy. Prawdopodobnie jednak to, co uznajemy za czasy ostateczne, tak naprawdę zaczęło się około roku 500 p.n.e. wraz z zaratusztrianizmem, który mówił o czasie podobnym do tego w tekstach żydowskich, chrześcijańskich i muzułmańskich.
[03:50] - Czyli krótko mówiąc, czasy ostateczne się troszeczkę przeciągają.
[03:56] - Przeciągają się już od tysięcy lat, od pierwszego momentu, kiedy takie właśnie wzmianki pojawiły się w tekstach, tak jak mówiłem, religijnych.
[04:07] - Tak jak powiedziałem na samym początku, mówimy o końcach świata, bo te końce, tak jak przed chwilą wspomniałeś, przewijały się, przewijały, powtarzały. Kiedy już wiemy, czym w teorii jest ten koniec świata, powiedzmy sobie może o tym, jakie były te najsłynniejsze końce świata, bo na nich się skupimy. Później przejdziemy do troszeczkę innych, może bardziej psychologicznych kwestii tego. Tu na pewno Adam będzie miał troszeczkę więcej do powiedzenia. Marku, jak to było z tymi końcami świata? Kiedy pojawiły się te najbardziej pierwsze, że tak powiem, końce świata?
[04:44] - Takie najstarsze końce świata, które interesują chrześcijan, były związane głównie z przyjściem Mesjasza. I tutaj dwie takie ciekawe historie. Otóż w roku 156 n.e. pojawił się pewien rekordzista, jeśli chodzi o ilość wyznawców. Frygijczyk imieniem Montanus. On nazwał sam siebie inkarnacją Ducha Świętego i mówił, że zgodnie z Ewangelią według świętego Jana ukaże rzeczy, które mają się stać, takie jak objawienie się królestwa Chrystusa, który fizycznie miał przyjść z niebios na ziemię i przemienić Frygię w Ziemię Świętą i tak dalej. W dniu, w którym miał się pojawić sam Jezus Chrystus, do Frygii przybyły tysiące ludzi. Oczekiwane królestwo jednak się nie pojawiło, co osłabiło wiarę w to, że takie wydarzenie w ogóle kiedykolwiek nastąpi. I po historii z Montanusem miało miejsce jeszcze kilka takich fałszywych alarmów i wszystkie kończyły się w podobny sposób. Ostatni taki alarm miał miejsce w połowie XVII wieku, kiedy to mieliśmy ostatniego właściwie znanego pretendenta do zostania Mesjaszem Którym był turecki Żyd o imieniu Sabbatai Zevi i zyskawszy wielu wyznawców, w pewnym momencie opuścił ich w 1666 roku, kiedy został skazany na wbicie na pal przez sułtana Mehmeda IV.
Jak później ustalili badacze eschatologii, to jest taki dział traktujący o tak zwanych czasach ostatecznych, rzeczach ostatecznych i tego typu rzeczach. To jest dział należący do teologii. Wczesnochrześcijańscy teoretycy byli bardzo biegli w pisaniu książek i wyjaśnianiu, dlaczego dzień Sądu Ostatecznego jeszcze nie nadszedł. I tak też było w przypadku tego Żyda Sabbataj Zevi. Niemniej jednak, mimo istnienia wszelkich dowodów, wiara w nadejście końca wszystkiego i tego tu wszystkiego wciąż pozostawała bardzo silna. I tak na przykład z takich najbardziej znanych dat można wymienić choćby rok 999, 31 grudnia.
[07:08] - Właśnie o to chciałem cię zapytać, bo dzięki tej dacie zawdzięczamy pewną uroczystość, dzięki której rokrocznie-
[07:16] - Chyba nie trzeba mówić, jaką uroczystość.
[07:18] - Dzięki której rokrocznie dzień po tej uroczystości jest końcem świata, ale pod względem fizycznym dla wielu, ale to bardzo wielu osób. Chodzi tu oczywiście o?
[07:30] - Chodzi o Sylwestra.
[07:31] - No właśnie, może kilka słów o tej właśnie dacie. 31 grudnia roku 999.
[07:39] - I właśnie w tamtym czasie powszechnie był uznawany millenaryzm, czyli taki pogląd religijny głoszący bliskie nadejście tysiącletniego panowania Królestwa Bożego. I wówczas uważano powszechnie, że koniec świata nastąpi właśnie 31 grudnia w roku 1000. Przepraszam, w roku 999. Oczywiście koniec świata, jak wiemy, nie nastąpił. Lud w Rzymie zaczął wówczas świętować, co zapoczątkowało tradycję zabaw sylwestrowych, nazwanych tak od imienia wówczas panującego papieża Sylwestra II.
[08:17] - No właśnie, czyli tak niebanalna sytuacja jak koniec świata zrodziła nam zabawę noworoczną, czyli tego popularnego Sylwestra.
[08:28] - Tak. I wtedy koniec świata. Każdy, jakby większość ludzi na ziemi, w naszej strefie cywilizacyjnej, że tak powiem, większość ludzi koniec świata przeżywa dosłownie.
[08:40] - No właśnie dosłownie. I jest to koniec świata pod względem fizycznym.
[08:45] - Bardzo boleśnie.
[08:45] - Tak, bardzo bolesny koniec świata dla większości. Okej, był to rok 999. No i co dalej? Czy był jakiś przeskok, że nagle koniec świata wystąpi powiedzmy w roku 2000? Bo mówiliśmy tutaj o millenaryzmie, tak? O roku 2000 również chodziło mnóstwo plotek, mnóstwo jakichś teorii, ale chyba coś pomiędzy tymi datami było.
[09:10] - Tak, było bardzo wiele dat końca świata. Wymienię może kilka takich bardziej współczesnych. Rok 1969 to taka data wyczytana z przepowiedni, na przykład związanych z erą Wodnika. Wtedy też miała się wynurzyć Atlantyda. Miała wtedy nadejść nowa era, w której pokój poprowadzi planety, a miłość poruszy gwiazdy.
[09:38] - Pięknie powiedziane.
[09:41] - Z takich bliższych nam jeszcze dat. W 98 roku pojawiła się organizacja religijna Centro i głosiła ona też właśnie 98 rok jako datę końca świata. I tę datę również znajdujemy w zapiskach Edgara Cayce'go, który wiązał koniec świata z przebiegunowaniem Ziemi. Krótko potem, bo już w lipcu 1999 roku pojawiła się data końca świata, której niektórzy fascynaci dopatrzyli się w tekstach Nostradamusa. Coś tam było, że z nieba zstąpi straszliwy, siejący terror monarcha. Przed i po jego panowaniu panować będzie wojna w pełni pożogi. Taki cytat znalazłem. Nie wiem, czy to jest poprawne tłumaczenie, bo Nostradamusa bardzo ciężko się podobno tłumaczy, ale to jest jedna z takich najbardziej rozpowszechnionych wersji.
[10:41] - Sam nie próbowałeś tłumaczyć Nostradamusa?
[10:46] - Że tak powiem, nie jestem zbyt biegły w języku francuskim, by nie powiedzieć, że potrafię tylko powiedzieć oui. Ale czytałem różne inne źródła tłumaczy z języka francuskiego. No i dosyć tak się wypowiadali, że tłumaczenie tekstów Nostradamusa jest bardzo, bardzo karkołomnym zadaniem i najgorszym wrogom tego nie życzą. Także to o czymś świadczy.
[11:11] - No właśnie, panowie, kiedy jesteśmy przy kwestii Nostradamusa, chciałem was obu poprosić o wasze zdanie dotyczące jego przepowiedni i interpretacji jego przepowiedni. Co sądzicie o Nostradamusie i o jego przepowiedniach? Może Adamie, powitajmy się raz jeszcze i oddajmy ci głos.
[11:31] - Witam ponownie. Tak, witam was. Ja chciałem tylko dodać jedną kwestię taką poruszyć, bo zdaje się, że nie była poruszona kwestia Ragnaroka. Myślę, że też to jest interesujące. To jest skandynawskie wierzenie, że w walce bogów oraz ludzkości z siłami zła cały świat zostanie zniszczony. Myślę, że też to jest warte wspomnienia. To jest nawet słowo w wielu językach. Ragnarok oznacza dosłownie koniec świata. Natomiast jeżeli chodzi o Nostradamusa To ja powiem dosyć szablonową wersję. Powtarza się często, że trudno tutaj zinterpretować jednoznacznie, dlatego że każdy tekst może zostać zinterpretowany na wiele sposobów.
I tutaj jest dokładnie tak samo. Ja, szczerze mówiąc, kiedyś czytałem Nostradamusa i nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Pamiętam, nie wiem, czy to on pisał o Damaszku, że Damaszek ma zająć się ogniem. Coś w tym stylu. To mi utknęło w pamięci, bo teraz, jak wiemy, sytuacja w Syrii szczególnie wskazuje na pewien obrót spraw, który może na to wskazywać w dalszej perspektywie, więc myślę, że to warto obserwować. Natomiast tak ogólnie ja osobiście nie pasjonuję się aż tak bardzo przepowiedniami, bo uważam, że tyle się dzieje na chwilę obecną spontanicznie, symultanicznie na świecie, że nie trzeba tak naprawdę analizować tego, bo było tych przepowiedni bardzo dużo. Była przecież taka pani ślepa bodajże z Bułgarii czy z Rumunii, która też-
[13:10] - Baba Wanga?
[13:11] - Tak, dokładnie. Też przewidywała ta pani wiele rzeczy i różnie to wychodzi, więc ja osobiście się raczej dystansuję. Uważam, że warto to znać, ale mimo wszystko nie warto w to w 100% wierzyć, bo różnie, jak wiemy to wychodzi. Tak bym to widział.
[13:32] - Marku?
[13:34] - Ja nie przeczę, że Nostradamus pewnie miał jakieś wizje przyszłości, natomiast wydaje mi się, że w wielu tekstach po prostu próbował jakoś zawrzeć swoje przewidywania co do tego, co się stanie we Francji w czasie jego życia. A że to były takie treści, które nie za bardzo się podobały ówczesnym władcom francuskim, to musiał jakoś ukryć te pewne niezbyt wygodne rzeczy, używając właśnie takiego języka, żeby można to było zrozumieć na wiele sposobów. Zauważmy, że Nostradamus używa bardzo specyficznego zestawu słów.
[14:24] - Bardzo enigmatycznego.
[14:26] - Bardzo enigmatycznego. Właśnie z tego wynika ten problem, że praktycznie każdy tłumacz z języka francuskiego, który bierze się za Nostradamusa, każdemu wychodzi co innego. Także raczej skłaniam się ku temu, że Nostradamus próbował w tych swoich centuriach w wielu miejscach jakoś zaszyfrować informacje czy też przewidywania co do tego, co może się stać w najbliższej przyszłości. Niekoniecznie za kilkadziesiąt czy kilkaset lat, ale w najbliższej przyszłości, za jego życia. Pewne rzeczy dotyczące na przykład królów, którzy za jego czasów panowali.
[15:09] - Dobrze, odstawmy już Nostradamusa na bok. Wróćmy do końców świata, które się pojawiały, tych bardziej współczesnych, tych bliżej nas.
[15:22] - Z takich najbardziej współczesnych mamy na przykład rok 2001. To była data głoszona przez organizację religijną Dom Jahwe. Koniec świata miał wtedy być spowodowany wybuchem wojny atomowej, wskutek którego mieli w większości zginąć wszyscy ludzie na świecie. Było też bardzo wiele końców świata, takich ruchomych świąt, że tak to nazwę, związanych z ważnymi, najczęściej krwawymi wydarzeniami historycznymi, takimi jak rewolucja francuska, rewolucja październikowa, dwie wojny światowe. I właśnie wybuchowi pierwszej wojny światowej taki duży rozgardiasz towarzyszył. Wielu wówczas wierzyło, że wraz z końcem XIX wieku po prostu cywilizacja Zachodu popadła w zepsucie i poszukiwano wówczas wojny jako sposobu na oczyszczenie starego świata i przygotowanie się na nadejście nowego. I było tak do momentu, gdy wojenna rzeczywistość właściwie zniwelowała te oczekiwania, a sama wojna zaczęła być postrzegana jako kolejny przykład czegoś, co należało wyeliminować.
[16:36] - Były te końce świata. Teraz jesteśmy w takim dosyć newralgicznym okresie historii świata, jeżeli chodzi o właśnie te końce. Żyjemy sobie w roku 2012. Od momentu właściwie roku 2001 jesteśmy non stop straszeni tym, że właśnie w roku 2012 świat się skończy.
[17:00] - Wiesz co, Arku, właściwie jesteśmy straszeni już dużo dłużej, bo już od 1987 roku.
[17:07] - Tak, ale mówię-
[17:08] - Kiedy to miała miejsce harmoniczna konwergencja i takie niezwykłe ustawienie planet, które miało rzekomo stanowić prolog do wydarzeń mających nadejść za niecałe dwa miesiące.
[17:18] - Tak, ale chodzi mi właściwie o to, że kiedy w roku 2000 i 2001 świat się nie skończył, to straszenie wzmogło się bardziej, bo wiadomo przed rokiem 2000 i tą słynną pluskwą milenijną byliśmy straszeni, że świat się skończy przez awarię komputerów. Kiedy się to nie zdarzyło, to rok 2012 wyszedł na czoło peletonu.
[17:46] - Awarie komputerów się zdarzały i to całkiem poważne dla niektórych. Na przykład w Nowym Jorku w jednej z wypożyczalni jeszcze funkcjonujących wówczas kaset wideo komputer naliczył jednemu z klientów, że przetrzymuje kasetę 137 lat.
[18:04] - Jednak świat się nie skończył.
[18:06] - Jednak się świat nie skończył, ale katastrofa była.
[18:09] - Na kasecie wideo trudno, żeby świat się skończył, ale faktycznie takie psikusy na pewno się zdarzały. Rok 2012. Skąd ten rok w ogóle się wziął? Wiadomo, że jest to koniec kalendarza Majów.
[18:25] - Można powiedzieć, że w pewnym sensie datę tę nam zafundowali sami Majowie. Chociaż można tak powiedzieć też, że pomogli im w tym konkwistadorzy hiszpańscy. Jak wiadomo, Majowie byli mistrzami astronomii i dzięki nim mamy między innymi dwudziestkowy system liczbowy. Tak to się nazywa. Liczbę zero. Umiemy też przewidywać zaćmienia Księżyca oraz potrafimy mierzyć czas obrotu Księżyca wokół Ziemi. Majowie posiadali dwa kalendarze. Pierwszy kalendarz rytualny zwany Tzolk'in i drugi zwany Haab. Stąd mamy nazwę systemu Tzolk'in-Haab, w którym czas w Haabie był mierzony według roku słonecznego. Jeżeli chodzi o Tzolk'ina, to był on podzielony na dwie części.
Każdy dzień miał przypisaną liczbę od 1 do 13 oraz jeden z 20 symboli. Trzynastki kończyły się oczywiście szybciej niż dwudziestki i w kolejnym cyklu temu samemu dniu był przypisany inny symbol. Tak więc niemożliwa była powtórka kombinacji. W tym kalendarzu rok trwał 260 dni i po tym czasie wszystko się powtarzało. Dni miesiąca podawano od pierwszego do dziewiętnastego. Teraz kilka słów o kalendarzu Haab. To jest drugi z kalendarzy. On posługuje się z kolei rokiem słonecznym. Czyli można powiedzieć, że Haab to taki kalendarz świecki, zależny od pór roku, prac polowych oraz świąt. Kalendarz ten liczył sobie, podobnie zresztą jak nasz, 365 dni i podzielony był na 18 miesięcy po 20 dni każdy.
Zostawało pięć dni, które nie miały określonej funkcji. Uznawano je wówczas za dni pechowe, w jakich nie należy podejmować żadnych istotnych decyzji ani dokonywać transakcji. Obydwa te kalendarze funkcjonowały jednocześnie. Jeden taki cykl trwał 52 lata, po czym następowało liczenie od nowa.
[20:33] - No i właśnie.
[20:33] - Oprócz systemu dwóch kalendarzy Tzolk'in-Haab Majowie stosowali także jeszcze tak zwaną Długą Rachubę, gdzie każdy dzień oznaczono liczbą dni, jaka upłynęła od pewnej daty zerowej zapisanej w pozycyjnym systemie dwudziestkowym. Przejdźmy może w tym miejscu do kwestii daty 21 grudnia 2012 roku, ponieważ omówienie całej kwestii Długiej Rachuby prawdopodobnie przekroczyłoby nasz dozwolony czas antenowy. To jest dosyć długa, dosyć obszerna rzecz, że tak powiem. 21 grudnia 2012. Część wyznawców teorii spiskowych właśnie tę datę uznaje za dzień, w którym nastąpi koniec świata, ponieważ data ta odpowiada dacie 13.00.0. Czwarty ahau, trzeci k'ank'in, podanej zgodnie z systemem właśnie wspomnianej Długiej Rachuby. I właśnie według Długiej Rachuby 21 grudnia 2012 roku ma nastąpić koniec świata. Tak przynajmniej teoretycy teorii spiskowych twierdzą. Tę datę łączy się również niekiedy z permutacjami I-Ching, co ma oznaczać ogromne zmiany, które w tym roku nastąpią oraz że nastąpi tak zwana, jak to badacze i fascynaci tej tematyki mówią, osobliwość, czyli zdarzenie o bezprecedensowym charakterze ontologicznym, które całkowicie zmieni życie na świecie. To w zasadzie wypełnia w całości kryteria wiary milenijnej opracowane przez historyka Normana Cohna.
Pozwolisz może, że w tym momencie troszeczkę powiem o tych kryteriach wiary milenijnej.
[22:22] - Ależ oczywiście.
[22:24] - I właśnie historyk Norman Cohn napisał kiedyś taką książkę zatytułowaną „Pościg za tysiącleciem”. To w języku angielskim „The Pursuit of the Millennium” i opisuje ona taki schemat, który wypatrzył we wszystkich scenariuszach milenijnych. One wszystkie posiadają pewne podstawowe idee. Taką główną ideą jest zbawienie, które jest zbiorowe i dotyczy każdego, choć nie każdy zostanie uratowany. Wydarzy się na ziemi, a nie gdzieś tam kiedyś tam po śmierci. Nadejdzie już wkrótce i nastąpi niespodziewanie. Nie znamy daty dnia ani godziny. Będzie ono całkowite i poskutkuje całkowitą przemianą życia, jakie znamy oraz zostanie osiągnięte za pomocą nadnaturalnych mocy. I według właśnie Normana Cohna w średniowieczu ludzie szaleli wręcz, oczekując tego milenium. Widzieli zepsucie wewnątrz Kościoła, upatrywali zbawienia w oczyszczającej apokalipsie.
Mówimy tu o apokalipsie oczywiście historycznej. I to doprowadziło do takich wartych odnotowania wydarzeń, jak na przykład powstanie około 1200 roku zakonu Braci i Sióstr Wolnego Ducha, grupy religijnej radykalnych chrześcijan, którzy z uwagi na nadchodzący rzekomy koniec czasów przyjęli taką wiarę, że stali się wolni od grzechu i żyli zgodnie z bożymi przykazaniami. No więc, że tak powiem, wykorzystywali to bardzo aktywnie. Chodząc od wsi do wsi brali na własność wszystko, co tylko chcieli i oddawali się hedonistycznym przyjemnościom, takim jak wolna miłość Chyba nie muszę mówić, o co chodzi. I pijaństwo, zachowując się jak hipisi w wydaniu średniowiecznym. W mniejszym stopniu kierując się teologią ta i inne milenijne sekty, a było tego bardzo dużo, poszukiwały ucieczki od życiowej biedy. Wyobrażali sobie nadchodzące z kosmosu odwrócenie, które pozwoliłoby żyjącym w niższej warstwie społecznej stanąć na czele stołu i najpotężniejszym spośród nich zjadać najsmaczniejsze kąski.
[24:46] - Wracając do kalendarza Majów. Powiem może zbyt prosto, ale kiedy pod koniec roku mój kalendarz się kończy, to zdejmuję go z lodówki i przyczepiam następny. Panowie, jak się możecie odnieść do kwestii skończenia kalendarza?
[25:04] - Ja tak słucham, Marek się elokwentnie wypowiedział na wiele rzeczy. Odnosząc się do twojego przykładu jest taka anegdota, że skończyło się miejsce i nie było możliwości dalszego pociągnięcia kalendarza. Jest taka opcja i zobaczymy już niedługo, czy jest ona prawdziwa. Ja chciałem jeszcze dodać taką jedną rzecz à propos obecnych wydarzeń, szczególnie na Bliskim Wschodzie, ponieważ jest tam aspekt religijno-metafizyczny. Chodzi o 12 imama, czyli Mahdiego, którego pojawienie się ma zapoczątkować eschaton. Myślę, że to można określić imamatyzacją eschatonu, czyli pojawieniem się końca świata w wymiarze fizycznym. Co ciekawe najwyższa władza Iranu, ajatollah, ostrzegł niedawno ludzkość, że te czasy ostateczne nadchodzą. Nic nie mówił o 21 grudnia. Po prostu powiedział: „Spodziewajcie się nadejścia 12 imama, który wprowadzi po czasie chaosu islam na całym świecie”. Myślę, że warto o tym pamiętać, że pewne zachowania polityków czy religijnych przywódców nie zawsze są tak racjonalne i tak oczywiste, jak by się nam mogło wydawać, bo jednak widać teraz na przykładzie Bliskiego Wschodu, że sytuacja tam nie zawsze jest taka, jak nam się wydaje.
Myślę, że warto to jednak brać pod uwagę, jak patrzymy, co się dzieje.
[26:45] - Przed audycją otrzymaliśmy kilka pytań od Pawła. Myślę, że postaramy się na nie odpowiedzieć. Są to cztery pytania. Myślę, że wspólnymi siłami wyczerpiemy temat całkiem dobrze. Pierwsze pytanie Pawła: „Ile to już końców świata przewidziano do tej pory?”
[27:05] - Podejrzewam, że żaden historyk tego dokładnie nie wie. Jeden koniec świata przeminął. Ktoś wymyślił zaraz następną datę, zaczął wyjaśniać, co poszło nie tak. Kolejna data. Kolejna data przeminęła. Właściwie koniec świata to jest święto ruchome, można powiedzieć. Podejrzewam, że nikt nie będzie w stanie powiedzieć dokładnie, ile końców świata już mieliśmy. W XX wieku z kilkanaście na pewno już było.
[27:39] - Adamie, pytanie kolejne myślę, że dla ciebie. Ile końców świata jest jeszcze w planach?
[27:45] - Ja jeszcze chciałem się odnieść do tego, ile było, bo trzeba o tym pamiętać, że końce świata są codziennie. Kiedy ktoś odchodzi, to jest indywidualny koniec świata, który gdzieś tam dalej, mamy taką nadzieję, się rozwija. Natomiast to wszystko dzieje się na indywidualnym poziomie i trzeba o tym pamiętać. Ile ich jeszcze będzie? Nikt tego nie wie. Na to pytanie nikt nie może odpowiedzieć, bo nie wiemy tego. Trudno jest stwierdzić i odpowiedzi nie możemy dać, ile jeszcze będzie, bo to jest tyle, ile będzie trwać ludzkość i nasza świadomość istnienia. Tyle ich będzie. Tak można odpowiedzieć filozoficznie.
[28:29] - Kolejne pytanie.
[28:30] - Ja bym powiedział tak, że raczej tyle będzie końców świata, ile czasu będą trwały religie, bo to głównie religijny twór, ten koniec świata, koniec tego wszystkiego.
[28:43] - Również bardzo możliwe. Kolejne pytanie: „Czy napisanie książki o roku 2012 jest metodą na szybką promocję i zarobek?” Jeżeli ja mogę na to pytanie odpowiedzieć, to odpowiem, że oczywiście. W mojej opinii jest to bicie piany wyłącznie po to, żeby ludzie, którzy są podatni na takie informacje, na pewno takie książki będą kupowali i na pewno będą słuchali autora książek czy jakichkolwiek prelekcji, będą mu wierzyli bezgranicznie, że takie coś może się stać. Tutaj może po raz kolejny pokazać się osoba pokroju guru. Nie wiem, co o tym sądzicie.
[29:28] - Kojarzy mi się taka sprawa à propos nowego porządku świata. Tak trochę tutaj zahaczę. Pojawiła się jakaś sekta, bodajże w Czechach, która ostrzega przed reptoidami czy reptilianami z piekła i też nawiązuje do czasów ostatecznych. To powoduje taka data jak 21 grudnia w kolektywnej, jakby Jung to nazwał, psychice świadomości, że nawet osoby z pozoru tak zwane racjonalne, cokolwiek to znaczy, bo tak do końca też tego nie wiemy, zaczynają się zastanawiać, szczególnie jak patrzą teraz na sytuację na świecie. A może coś w tym jest? I wówczas nawet taka osoba z pozoru oszołom, który coś głosi, nagle zaczyna dostawać sygnały, że ludzie chcą go słuchać. Pamiętam taką scenę, jak byłem w Londynie. Był taki pan, na Oxford Street sobie chodził. Wszystkim mówił, że piekło się zbliża czy niebo, już wszyscy tam trafią. Niedługo.
I o dziwo sporo osób do tego człowieka podchodziło i całkiem poważnie rozmawiali. Myślę, że zawsze się takie osoby znajdą, bo to jest temat ciekawy o tyle, że ludzie chcą czegoś lepszego, szukają lepszej pozycji w swoim życiu z wielu powodów i to im daje nadzieję. Myślę, że każdy z nas ma coś takiego w sobie na pewnym poziomie, tylko niektóre osoby mają to bardziej rozwinięte od innych i na tym różne osobowości korzystają i manipulują ludźmi.
[31:07] - Wiecie, że z książkami można całkiem niezły biznes zrobić? Wiemy, że teraz jeszcze przez krótki czas aktywny będzie badacz, jak sam się nazywa Patrick Geryl. Nie wiem, czy dobrze to nazwisko wypowiedziałem.
[31:28] - Tak.
[31:30] - Ale przed nim też było kilku takich. Między innymi w 1969 roku pojawili się John Gribbin i Stephen Plagemann i opublikowali książkę pod tytułem „The Jupiter Effect”. To był bestseller w Stanach Zjednoczonych. Książka wieszczyła niszczycielskie rezultaty, takie jak trzęsienia ziemi, zalania i tak dalej, niezwykłego ustawienia planet po jednej stronie Słońca. I gdy do tego ustawienia planet w końcu doszło i nic się nie stało, napisali drugą książkę zatytułowaną „The Jupiter Effect Reconsidered” i wyjaśniali w niej, co poszło nie tak. Ale sequel nie sprzedał się już tak dobrze. Teraz bardzo dobrze jeszcze się sprzedają książki Patricka Geryla, chociaż też już coraz słabiej. Podejrzewam, że historia będzie wyglądała dokładnie tak samo. Geryl coś tam wyda za jakiś czas. Co poszło nie tak będzie wyjaśniał, ale ludzie już będą mieli wyrobione zdanie na ten temat.
[32:41] - Ja chciałem jeszcze powiedzieć, przypomniało mi się, pan się nazywał bodajże Harold Chapman. Był taki pan w Stanach Zjednoczonych.
[32:49] - Harold Camping.
[32:50] - Właśnie, tak. Ten pan. I też tutaj już zapowiadał, w maju chyba miał być koniec świata ostatni i jeszcze wcześniej. Nic się nie stało, jak wiemy i o dziwo tutaj jest też ciekawy aspekt psychologiczny. Osoby z nim związane dalej duża część z nich wierzy w to, że on dalej wie, kiedy nastąpi koniec świata, pomimo tego, że dwa razy nie trafił i to ewidentnie, dokumentnie nie trafił, a zarzekał się, że na 100%, że co to on nie zrobi, jak to się nie stanie. Ludzie jeździli przecież po całych Stanach, mieli ciężarówki oblepione, mówili ludziom: „Dołączcie się do nas, będziecie wybrani”. Pojawia się ten moment wybrania, który jest bardzo powszechnym elementem religii przede wszystkim najróżniejszych, protestantyzmu między innymi. I tu właśnie ten element się zawsze pojawia, że my jesteśmy tymi wybranymi, że tutaj zawsze, czy to jest 144 tysiące, czy milion, czy jedna osoba, to jest zawsze ten element, który jest wspólny.
[33:54] - Panowie, mi się wydaje, że nie jesteśmy duchowo przygotowani na koniec świata.
[34:00] - Ja bym powiedział jeszcze w kwestii Campinga, że właściwie więcej on tych końców świata wynalazł, bo już w 90. którymś tam roku głosił, że niedługo świat się skończy i tak dalej. On właściwie, wydaje mi się, przekłada te końce świata, jak mu pasuje.
[34:19] - Słuchajcie, mamy-
[34:21] - Jeżeli ktoś jest ciekawy, to można go też posłuchać, bo jego audycje w jego Family Radio, jak on to pięknie nazwał, tą swoją rozgłośnię. Część audycji nadaje też w języku polskim. Także jeżeli ktoś chce się pośmiać, to zapraszam do wysłuchiwania tam na falach krótkich. Jeżeli sygnał dojdzie, to ciekawą analizę psychologiczną można wykonać autorów.
[34:47] - Słuchajcie panowie, mam takie pytanie. Wydaje mi się, że najciekawsze i będziecie mogli, potocznie mówiąc popłynąć. Tym bardziej Adam. Pytanie brzmi: jaki jest najczarniejszy scenariusz końca świata, a jaki najłagodniejszy?
[35:03] - Najczarniejszy scenariusz jest taki, że spełni się dokładnie to, co miało się spełnić, czyli Ziemia wybucha. Aczkolwiek jak możemy zauważyć, taki scenariusz jest mało prawdopodobny w tym wymiarze. Jeżeli mamy nieskończoną liczbę wymiarów, już trochę abstrahując, to w jednym z nich się na pewno zdarzy ten scenariusz, ale nie sądzę, żeby to było w tym scenariuszu, w którym jesteśmy. Bo też warto się zapytać w takim razie, gdzie tutaj cały ten spisek, o którym tyle razy mówiliśmy? Jak to się ma do tej całości? Bo jednak pojawia się moment, gdzie coraz więcej osób, i to jest fakt, kupuje bunkry na różne okazje, szczególnie w USA ten biznes jest naprawdę rozwinięty. Tu się oczywiście pojawiają coraz większe teorie, że elita tak zwana wie o tym i albo się spodziewa załamania społecznego, albo Bóg wie czego. To nie jest wykluczone, ale nie wiemy, czy ma to związek koniecznie z końcem świata. Aczkolwiek może być tak, że nastąpi samospełniająca się przepowiednia w tym sensie, że wiele osób uzna, że to jest ten moment, kiedy należy, czy nie wiem, czy nastąpić jakaś transcendencja ma nastąpić. Znam takie osoby, które w to wierzą, że przejdą do innego wymiaru.
Jest taki pan w Arizonie mieszkający w tej chwili, który ma zamiar skoczyć ze skały w tym czasie, bo wierzy, że go przeniesie portal do centrum galaktyki. Jest to dosyć poważny człowiek. Jest to były prawnik, więc to nie jest osoba zupełnie bez pojęcia. Myślę, że takie przypadki będą. Ja osobiście tak myślę, że sytuacja będzie taka, że dużo osób Mimo wszystko sporo na całym świecie uzna, że jest ta data. Nie stało się nic. To ja spowoduję, że się stanie, bo sytuacja, jak wiemy, na świecie jest ta finansowa i wiele osób ma problemy finansowe. Coraz częściej słyszymy w wiadomościach: ktoś się zabił, ktoś kogoś zastrzelił, pieniędzy nie miał. Niestety to się wszystko ze sobą łączy, a taka data powoduje tylko, że jest dużo gorzej, bo jak pamiętam pluskwamilenina jak była, to sytuacja finansowa raczej zła nie była mimo wszystko globalnie. A teraz wiemy jak jest, jest zupełnie inna sytuacja, więc myślę, że warto na to zwrócić uwagę.
Także moim zdaniem końca świata raczej nie będzie w tym wydaniu, ale będzie na pewno efekt psychologiczny, który już teraz widzimy. Ten efekt Wertera słynny, że jeden widzi drugiego i mamy wtedy taką sytuację też, że na pewno ją odczujemy pośrednio w różnych sytuacjach. Na pewno coś tam zaistnieje.
[37:36] - Marku, pytanie do ciebie o te scenariusze najczarniejszy i najjaśniejszy.
[37:41] - Najczarniejszy wydaje mi się był wieszczony właściwie kilka lat temu, 26 maja 2006 roku. Wtedy przeleciała blisko Ziemi i właściwie podzieliła się na fragmenty kometa Schwassmann-Wachmann 3 i niektóre przepowiednie czy nawet portale internetowe już powstały w tym czasie wieszczące katastrofę. Ci autorzy mówili, że sama kometa uderzy w Ziemię i wtedy rozpocznie się wielki kataklizm, który zniszczy całe życie na tej planecie. Wydawało mi się wtedy, że to może być taki najbardziej czarny scenariusz, bo tak jak Adam mówił, Ziemia raczej nie zapowiada się, żeby wybuchła, ale scenariusz z jakimś ciałem kosmicznym uderzającym w naszą planetę myślę, że byłby takim najczarniejszym.
[38:41] - A najjaśniejszy?
[38:44] - Najjaśniejszy. Wszyscy wszędzie rozmawiają o końcu świata, wszyscy się przygotowują, a tu nagle okazuje się, że końca świata nie ma.
[38:54] - Najprostsze rozwiązania są najprzyjemniejsze.
[38:56] - Żyjemy.
[38:56] - Tak. Najprostsze rozwiązania, jak widać, są najprzyjemniejsze. Marku, poruszyłeś kwestię, o którą chciałem was zapytać. Bo jeżeli wierzyć archeologii, tej często ukrytej archeologii, końców świata poprzez to, że w naszą planetę coś przychrzaniło, czy to kometa, czy to nie daj Boże asteroida. Mówią, że był przynajmniej jeden taki koniec świata. Gdzieś tam znajdują w węglu głęboko jakieś misternie plecione łańcuszki i tak dalej. Wydaje wam się, że coś takiego rzeczywiście miało miejsce?
[39:39] - Ja może się do tego odniosę, ponieważ była ta słynna grupa Heaven's Gate, czyli Wrota Niebios. W 1997 roku było masowe samobójstwo, bodajże w Kalifornii. I właśnie jednym z podstawowych punktów było to, że Ziemia jest takim ogrodem, który się odnawia. Czyli jest to wątek, który się powtarza na poziomie takim bardziej absurdalnym, ale w rzeczywistości, jak wiemy też, bo dinozaury i tak dalej. Ale jak widać też jest to wątek, który pojawia się wśród różnych ludzi, którzy to potem wykorzystują do swoich celów.
[40:15] - Tak, ale uważasz, że jest to wiarygodne? To co mówią niektórzy, ci, którzy piszą w tych książkach o tak zwanej zakazanej archeologii?
[40:25] - Czyli co dokładnie? Że następuje powtórzenie pewnych kataklizmów, że była już cywilizacja, która była zniszczona, powiedzmy Atlantyda?
[40:33] - Dokładnie.
[40:35] - Ja wiem tylko tyle, że pojawiają się pewne pogłoski, że znaleziono w jakimś tam miejscu na Atlantyku jakąś wyspę i tak dalej, ale nie ma jasnego stwierdzenia, jasnych dowodów na to, że była jakaś zaawansowana technicznie cywilizacja, jaką miał rzekomo opisywać Platon. Nie ma na to dowodów, a taka cywilizacja według najróżniejszych podań miałaby być na poziomie nawet wyższym niż to, co mamy w tej chwili. Więc ja nie wiem. Takie perpetuum mobile jest możliwe, że tak się to wszystko powtarza, ale czy tak było? Z Biblii można wyczytać wielki potop, tak?
[41:14] - Tak.
[41:15] - Być może jest to jakaś wskazówka, ale my tak naprawdę nie wiemy. Erich von Däniken wspominał o tym, że na terenie Wielkiej Piramidy jest kilometr korytarzy nieodkrytych. Być może tam coś jest. My tak naprawdę tego nie wiemy. Myślę, że byłoby trzeba mieć dostęp do tego typu rzeczy. Czy słynna biblioteka w Aleksandrii, która była spalona. Być może też coś tam było więcej na ten temat. Takie właśnie wątki, myślę, wiele nam wyjaśniły. Powiem jeszcze tak może od siebie. Jest taki pan Michael Tellinger w Południowej Afryce.
On utrzymuje, że na terenie Afryki, szczególnie południowej Afryki, są miasta, pozostałości miast, które mają około 200 000 lat, co by się pokrywało z tymi różnymi podaniami sumeryjskimi na przykład o rasie tak zwanej Anunnaki. Samo słowo Anunnaki miało znaczyć, że przybyli z niebios na ziemię, więc być może coś w tym było, bo legenda głosi, że przybyli tutaj po to, żeby szukać złota. Więc kto wie. Być może coś w tym jest, ale w 100% nie możemy tego stwierdzić. Ktokolwiek by stwierdził w 100%, to uważam, nie jest osobą wiarygodną.
[42:32] - Marku, nie pytam cię o to, żebyś powiedział, czy w 100% coś takiego było, ale czy uważasz, że jakieś przesłanki ku temu, żeby w to uwierzyć istnieją?
[42:42] - Pewne przesłanki są, natomiast ja aż tak dobrze nie siedzę w tym temacie, dlatego nie chciałbym się wypowiadać. Natomiast właściwie jestem podobnego zdania co Adam. Nie ma póki co jeszcze dowodów naukowych pozwalających stwierdzić niezbycie, że te przesłanki są prawdziwe. Także na razie jestem w tej kwestii dość sceptyczny.
[43:09] - Podobno w naturze nic nie umiera.
[43:13] - Pierwsze prawo wszechświata: energia nie może zostać zniszczona, tylko przechodzi w inny stan.
[43:23] - No właśnie.
[43:24] - Dokładnie. Energia nie może zniknąć. Może się zmienić, ale nie może zniknąć.
[43:29] - Panowie, nie chcę was popędzać, ale widzę, dzisiaj się w grudziądzkim radiu internetowym strasznie kotłuje. Mamy jeszcze troszeczkę czasu. Co jeszcze o tych końcach świata można dodać z takich najważniejszych rzeczy?
[43:42] - Jeżeli mogę się wtrącić, jest to bardzo ciekawy fenomen, który nas czeka, bo jest to inna sytuacja niż te wcześniejsze końce, które nam są znane, szczególnie ta pluskwa. Właśnie z powodu tej konwergencji wszystkich czynników i psychologicznych, i sytuacji na świecie, którą teraz mamy. Uważam, że jest to bardzo ciekawe zjawisko, aczkolwiek może być niebezpieczne, bo uważam, że różne osoby o różnych skłonnościach, nazwijmy to ekstremistycznych, niekoniecznie terroryści. Mówię o osobach, takich samotnych wilkach bardziej, które postanowią coś zrobić czy sobie, czy innym. Uważam, że to będzie moment, kiedy wiele z takich osób się ujawni, dlatego że takie symbole to potężna rzecz w umyśle człowieka. Konkretna data, niezależnie od tego, czy ona jest prawdziwa, czy nie. Możemy zrobić tak, że będzie prawdziwa. Jak mamy taki przykład: dzień niepodległości, jakaś konkretna data. To jest podobny mechanizm psychologiczny, na podobnych elementach oparty. Oczywiście zupełnie inny, jeżeli chodzi o genezę, ale psychologicznie uważam, jest bardzo podobny i z tego punktu widzenia mnie osobiście to interesuje, ale nie spodziewam się jakichś asteroid czy innych armagedonów.
Myślę, że jest to dużo prostsze, aczkolwiek nie znaczy, że mniej niebezpieczne.
[45:11] - Marku?
[45:13] - Jeszcze w kwestii cech charakterystycznych końców świata. Może powiem parę słów o czymś takim, co niektórzy badacze nazywają gestem apokaliptycznym. To się pojawia najczęściej w czasach takich kryzysów jak teraz na przykład kryzys finansowy czy wcześniej czasy przed pierwszą i przed drugą wojną światową. Gest apokaliptyczny to takie pragnienie zerwania raz na zawsze i w ogóle z obecnymi warunkami życia. To wydaje się tkwić w naszej psychice i być formą takiej historycznej lub ewolucyjnej niecierpliwości. Za tą niecierpliwość mogą być odpowiedzialne takie uwarunkowania społeczne, polityczne lub kulturowe. W gruncie rzeczy jest to jednak reakcja taka sama jak przy utracie cierpliwości wywołanej czymś irytującym, sprawą doczesną i w takim akcie frustracji wyrzuceniem tego za drzwi w celu stworzenia sobie czystego porządku. I podczas gdy w naszym osobistym życiu może to skutkować niczym więcej jak tylko ciągiem takich fałszywych początków i brakiem wytrzymałości, to na większą społeczną i polityczną skalę może to oznaczać coś dużo bardziej poważnego. Na przykład właśnie tak jak wspominałem, wojny czy też sytuacje różne, które pojawiają się w czasach kryzysów takich głębokich jak na przykład ten, który mamy obecnie. I pewne prace na ten temat popełnił swego czasu niemiecko-żydowski myśliciel kulturalny.
On się nazywał Walter Benjamin. W takich esejach, jak na przykład „Destruktywny charakter”, „Krytyka przemocy” i część teologiczno-polityczna opowiadał się za potrzebą apokaliptycznego zniszczenia w celu przyciągnięcia tej, jak on to nazywał, ery mesjanistycznej. I obojętnie, czy byłaby to klasyczna wojna, czy też gniew boga Jahwe. Benjamin wierzył w potrzebę wystąpienia pewnego ostatecznego wydarzenia, które mogłoby z powrotem przemienić ten cały upadły świat w raj. Przemoc boskiej interwencji, nagła taka przemiana eschatologiczna formowały wyobrażenie Waltera Benjamina o historii, którą widział jako pojedynczą katastrofę, która może pomóc utrzymać wrak na wraku, jak on to ujął. I ten taki głód jakiegoś decydującego działania mającego uprzątnąć resztki świata po wygnaniu z Edenu określiło również kształt życia prywatnego Benjamina. I w roku 1940, próbując uciec przed nazistami, Benjamin popełnił samobójstwo, właściwie czyniąc samemu sobie taką apokaliptyczną przemoc, której przez tak długi czas upatrywał. Jeszcze w kwestii różnych takich wyzwań, już większych, cywilizacyjnych. Istnieje coś takiego, co nazywa się już w tej chwili goldilockowską teorią historii. To polega na tym, że cywilizacja staje przed różnymi wyzwaniami.
I stanięcie twarzą w twarz z wyzwaniem. Jeśli to wyzwanie jest zbyt duże, to wówczas cywilizacja upada. Jeżeli wyzwanie nie jest wystarczająco duże i Cywilizacja przechodzi przez nie ze zbyt wielką łatwością, to po jakimś czasie staje się dekadencka i również upada. Jeżeli jednak wyzwanie jest właściwe, czyli niezbyt duże i niezbyt małe, to zmusza cywilizację do dokonania dostatecznego wysiłku służącego twórczemu rozwojowi. Arnold Toynbee był historykiem i większość cywilizacji, które badał, upadła lub stała się słaba.
[49:21] - Czyli krótko mówiąc, podsumowując już na sam koniec: koniec świata to raczej kwestia naszego umysłu i raczej metaforyczny sposób postrzegania pewnych rzeczy. Zgadzacie się z tym?
[49:39] - Tak, myślę, że każdy to w inny sposób odbiera. Mówi się, że wielu ludzi odbiera to tak samo, natomiast każdy koniec świata pojmuje na swój własny sposób i mogę się założyć, że przy dobrych wiatrach przyszły rok 2023 pokaże nam, że to, co robiliśmy do tej pory, robiliśmy dobrze. I jeżeli nic się nie wydarzy, to próba sprostania naszym wyzwaniom da nam coś do roboty, gdy apokalipsa nie nadejdzie.
[50:15] - Adam, słowo podsumowania?
[50:18] - Słowo podsumowania najlepsze jest takie, że pokaże je samo życie. Jak zobaczymy 21 grudnia minę Patryka Gryla. Chociaż myślę, że on doskonale zdaje sobie sprawę, że nic nie nastąpi. Aczkolwiek może sam się przekonał. Tego też nie wiemy, ale myślę, że życie nam samo pokaże, jakie jest podsumowanie. Trudno tutaj na te 60 parę dni przed samym zdarzeniem cokolwiek powiedzieć tak naprawdę. Jest wiele osób, które czeka na wielkie zmiany. Te zmiany następują, ale nie wiem, czy następują dlatego, że ta mistyczna data nas zabierze do innego wymiaru. Fajnie by było na pewno, żeby tak się unieść i dostać w ręce lepszy świat, ale myślę, że niestety nie jest to takie proste, że będziemy siedzieć w fotelach i nagle zostaniemy oświeceni. Także ja bym tak to widział.
[51:19] - Mnie się wydaje, że to będzie bardziej przemiana duchowa czy też przemiana mentalna, która da nam jakieś doświadczenie, które będziemy mogli wykorzystać już po końcu świata.
[51:35] - O ile w ogóle nastąpi jakakolwiek przemiana. Ja wam powiem tak może troszeczkę pół żartem, a raczej bardzo żartem. Ja na co dzień pracuję jako nauczyciel i końce świata, przynajmniej przede mną, zdarzają się bardzo często. I taki koniec świata to dla niektórych jest chwila, kiedy mówię „wyjmijcie karteczki”. Wydaje mi się, że dla wielu jest to koniec świata, sądząc po ich minach. Końce świata. Dzisiaj troszeczkę mówiliśmy, tak jak przewidziałem, popłynęliśmy troszeczkę w kwestie metaforyczne. Myślę, że bardzo dobrze, bo sam koniec świata według mnie to jest sprawa metaforyczna. I takim akcentem chyba kończymy dzisiejszy program. Ja wam bardzo dziękuję za wspólny powrót w eter ParaRadia.
Dziękuję, Marku. Dziękuję, Adamie.
[52:31] - Ja również dziękuję.
[52:32] - Dziękuję również.
[52:34] - Mam nadzieję, że będziecie słuchali ParaRadia tak, jak słuchaliście do tej pory, czyli w w miarę dobrych liczbach. Sam widziałem, że audycje archiwalne, które Marek uprzejmie puszczał w swojej stacji, cieszyły się, mimo braku jakiejkolwiek reklamy, dobrą słuchalnością, co bardzo mnie cieszyło i podtrzymywało na duchu, bo wcześniej niestety do radia wrócić nie mogłem. Ja zachęcam oczywiście do słuchania Radia Paranormalium, a także Grudziądzkiego Radia Internetowego.
[53:06] - Ja jeszcze tylko powiem, że audycje ParaRadia też się cieszą bardzo dużą pobieralnością, ponieważ niedawno w Radiu Paranormalium na stronie internetowej pojawiło się archiwum audycji i tam można sobie między innymi ParaRadio pobrać wszystkie odcinki dotychczas wyemitowane. Także z tego, co widzę, teraz patrzę na stronę, to one dosyć nawet sporą słuchalnością czy też pobieralnością, tak jak powiedziałem, się cieszą, więc jest dobrze.
[53:37] - Tym bardziej ja się cieszę, bo jest to dla mnie sygnał, że chyba warto robić to, co robimy razem, wspólnie również z wami. Chciałbym tylko dodać, że już za tydzień mamy kolejny temat. Nie będzie nic na dziko. Jeżeli nic się nie zmieni, za tydzień pomówimy sobie trochę o New Age'u, a raczej o tym, jak się New Age'u wystrzegać. O tym już za tydzień. Gościem będzie ktoś, kto już w ParaRadio występował. Ja chciałbym tylko podziękować wszystkim raz jeszcze za uwagę w dniu dzisiejszym. Chciałbym także zaprosić za tydzień. Zapraszam do słuchania Radia Paranormalium, Grudziądzkiego Radia Internetowego. Dziękuję panowie, że pomogliście mi z tym powrotem raz jeszcze.
[54:29] - My również dziękujemy za ciekawą audycję, mimo wszystko. Co by nie powiedzieć, trzy osoby to jest zawsze lepiej niż dwie.
[54:38] - Mam nadzieję, że na tym nie poprzestaniemy i nie raz, nie dwa jeszcze właśnie w ten sposób będziemy nagrywać. Czekam z niecierpliwością. A teraz pora, żeby się pożegnać. Ja się żegnam. Żegnają się moi goście, czyli Marek i Adam.
[54:55] - Do widzenia. Dziękuję za słuchanie.
[54:58] - Dobranoc i do usłyszenia.
[55:00] - ParaRadio. Poznajemy nieznane. Dobranoc.