Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:00] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:05] - Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:12] - Zagadkowe obiekty.
[00:13] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
[00:23] - Tajemnicze istoty.
[00:24] - To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu.
[00:31] - Niezwykłe wizje.
[00:33] - Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
[00:40] - Klątwy.
[00:40] - Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać.
[00:47] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:51] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę. Widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: „Strzelaj!”
[01:04] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru przy naszej elektronicznej skrzynce na listy. Bowiem dzisiejszy odcinek podcastu Mówią Świadkowie wypełnią w całości relacje nadesłane do Radia Paranormalium drogą tekstową. Poznamy dziś garść relacji o obserwacjach UFO, bliskich spotkaniach z dziwnymi istotami, błędach w Matrixie i zdarzeniach związanych z żywym folklorem. Usłyszymy też opisy kilku zdarzeń, które jakby to ujęła szefowa Nieznanego Świata Anna Ostrzycka Remuszko, można określić mianem nieprzypadkowych przypadków. Kilka razy odwiedzimy też granicę między snem a jawą oraz zajrzymy w zaświaty. A zatem zaczynajmy. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w sierpniu 2025 roku. Słuchając ostatnio relacji o błędach w naszym świecie, zwróciłem uwagę na opowieść jednego z korespondentów, który mówił o zagubionych 14 kilometrach dobrze znanej mu trasy.
Mnie również przydarzyło się coś podobnego. W tamtym czasie pracowałem w domu opieki w Portadown w Irlandii, położonym ponad 13 mil od mojego miejsca zamieszkania. Trasę tę, w większości prowadzącą autostradą, pokonywałem codziennie pięć razy w tygodniu. Znałem ją niemal na pamięć. Tego dnia wracałem z pracy jak zwykle po godzinie 17:00, ponieważ moje zmiany trwały od 7:00 do 17:00. Pamiętam moment wjazdu na autostradę, a następne, co pamiętam, to chwila, gdy parkowałem samochód pod domem. Cały odcinek przejazdu autostradą jakby wyparował z mojej świadomości. Nie pamiętam kompletnie niczego z tej części podróży. Co ciekawe, dotarłem do domu z opóźnieniem. Żona zapytała mnie, gdzie byłem.
Spóźniłem się około 10 minut, więc było jeszcze zbyt wcześnie, żeby zaczęła do mnie dzwonić. Kiedy powiedziałem jej, że nie pamiętam, jak wróciłem do domu, najpierw zaczęła się ze mnie śmiać. Gdy jednak zauważyła, że nie żartuję, powiedziała, że powinienem na siebie uważać. Całą sytuację zrzuciłem wtedy na zmęczenie. Do dziś jednak nie daje mi spokoju pytanie, jak mogłem prowadzić samochód, zupełnie nie pamiętając jazdy. Czy jechałem niejako na automacie? Jak to możliwe, że bezpiecznie pokonałem całą trasę i nie spowodowałem żadnego wypadku? Niestety, w tamtym czasie nie miałem jeszcze kamerki samochodowej, więc nie posiadam żadnego dowodu poza własnym słowem. Mimo że później wielokrotnie pokonywałem tę samą drogę, podobna sytuacja nigdy więcej mi się nie przydarzyła. Co ciekawe, również inne osoby opisywały dziwne zjawiska występujące na tej trasie.
Zarówno ja, jak i kilka innych osób doświadczyliśmy tam pewnego osobliwego zjawiska pogodowego. Zdarzało się, że wjeżdżaliśmy pod krótki wiadukt w czasie deszczu, a po wyjechaniu po jego drugiej stronie nie było już po nim najmniejszego śladu. Jezdnia była całkowicie sucha. Wyglądało to tak, jakby wiadukt stanowił dokładną granicę strefy łopatów. Słyszałem również opowieści o pojawiających się przy tej trasie autostopowiczach. Jest to o tyle dziwne, że większość drogi prowadzi przez pola i łąki, więc właściwie nie bardzo wiadomo, skąd ci ludzie mieliby się tam brać. Poza tym łapanie autostopu bezpośrednio na autostradzie jest nielegalne. Można to robić przy zjazdach czy na parkingach, ale przebywanie w tym celu na samej autostradzie może skończyć się mandatem. Skąd więc mieliby brać się tam ci ludzie? Niestety nie znam nikogo, kto zatrzymałby się i zabrał któregoś z takich autostopowiczów.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w sierpniu 2025 roku.
[05:24] - Chciałabym opowiedzieć o dwóch niezwykłych wydarzeniach, które miały miejsce w odstępie kilku lat. W obu przypadkach zetknęłam się z czymś, co wyglądem przypominało znaną z amerykańskich relacji istotę określaną mianem Mothmana. Od wielu lat mieszkam na południu Niemiec, w Badenii-Wirtembergii. Chcę zaznaczyć, że nie piję alkoholu, nie używam narkotyków ani żadnych innych substancji mogących wpływać na moją percepcję. Pierwsza historia sięga 2017 roku. Mieszkam sama na parterze i dla większego poczucia bezpieczeństwa postanowiłam zamontować w drzwiach wejściowych zamiast tradycyjnego wizjera cyfrową kamerę na podczerwień. Urządzenie reagowało na ruch i wykonywało zdjęcia również w nocy, nawet gdy na klatce schodowej nie paliło się światło. W 2018 roku wyjęłam z kamery kartę SD i postanowiłam przejrzeć zapisane na niej zdjęcia na laptopie. Moją uwagę zwróciły szczególnie dwa z nich. Na pierwszym widoczna była całkowicie czarna, bardzo wysoka postać z ogromnymi, rozpostartymi skrzydłami.
Według mojego oszacowania mogła mieć około 2,6 metra wysokości. Miała duże, wyraźnie czerwone oczy oraz potężną szczękę przypominającą wielki dziób. Jej ciało zdawało się pokryte czarnym pierzem, sierścią albo grubym puchem. Skrzydła przypominały coś pośredniego między skrzydłami nietoperza a dużego ptaka drapieżnego. Widok ten zrobił na mnie ogromne wrażenie. Pokazałam zdjęcie sąsiadom oraz mojemu przyjacielowi, prosząc ich, aby spokojnie mu się przyjrzeli i powiedzieli, co na nim widzą. Ich opisy były bardzo podobne do mojego. Drugie zdjęcie przedstawiało coś zupełnie innego. Widoczna była na nim niewielka, bardzo jasna postać, mająca według mojego oszacowania około 1,1 metra wysokości. Cała jakby świeciła i mieniła się różnymi kolorami.
Wyglądało to tak, jak gdyby jej ciało lub strój pokrywały tysiące maleńkich punktów świetlnych przypominających kolorowe diody LED wielkości główki od szpilki. Postać miała na sobie coś przypominającego kombinezon, a na plecach znajdował się przedmiot podobny do plecaka, również pokryty tymi drobnymi światłami. Zastanawiałam się później, w jaki sposób te postacie mogły dostać się na klatkę schodową. Drzwi wejściowe do budynku były wówczas stare i często się nie domykały. Zdarzało się również, że sąsiedzi wychodzący późnym wieczorem z psami pozostawiali je niedomknięte, przez co mogły stać otwarte nawet przez całą noc. Ani ja, ani osoby, którym pokazałam zdjęcia, nie potrafiliśmy jednoznacznie wyjaśnić tego, co przedstawiały. Pierwsza postać bardzo mocno kojarzyła mi się z Mothmanem. Do dziś natomiast nie mam pojęcia, czym mogła być niewielka, wielobarwna istota z drugiego zdjęcia. Kilka lat później przeżyłam kolejne wydarzenie, które jeszcze bardziej przypomniało mi o tamtej fotografii. Było to w sierpniu 2022 roku, podczas urlopu na Mazurach nad jeziorem Tałty.
Panowały wtedy duże upały, dlatego również noce były bardzo ciepłe. Okna w moim pokoju hotelowym wraz z drzwiami balkonowymi pozostawały szeroko otwarte. Tamtej nocy obudziłam się dokładnie o godzinie 2:20, ponieważ musiałam pójść do toalety. Nie zapalałam światła. Kiedy już wstałam i poprawiałam koszulę nocną, mimowolnie spojrzałam przez okno łazienki. Moją uwagę zwrócił gwałtowny ruch na gałęzi dużego drzewa rosnącego niedaleko hotelu. Drzewo było bardzo dobrze widoczne z mojego pokoju znajdującego się na najwyższym piętrze, właściwie na poddaszu. Noc była jasna i księżycowa. Panowała przy tym zupełna cisza. Wytężyłam wzrok i po chwili zorientowałam się, że na gałęzi coś siedzi.
Była to jakaś istota lub stworzenie przypominające swoim wyglądem ogromnego Mothmana. Miało bardzo długie skrzydła. Tak długie, że w pozycji siedzącej zdawało się trzymać je skrzyżowane z przodu ciała. Sama postać, nawet siedząc, miała według mojego oszacowania około 120 centymetrów wysokości. Najbardziej rzucały się w oczy jej duże, pomarańczowo-czerwone oczy, wielkością przypominające piłeczki tenisowe. Co jakiś czas wydawało mi się, że ich barwa przechodzi w żółtą. Przez dłuższą chwilę obserwowałam tę istotę, jednocześnie zastanawiając się, co powinnam zrobić. Początkowo pomyślałam, żeby natychmiast zamknąć wszystkie okna. Skoro stworzenie miało skrzydła, mogło przecież podlecieć do mojego balkonu. Po chwili uznałam jednak, że okno w łazience było zbyt małe, aby mogło się przez nie przedostać.
Balkon znajdował się natomiast w miejscu dość dobrze oświetlonym przez stojące w pobliżu latarnie. W końcu wróciłam do łóżka. Następnego dnia po śniadaniu poszłam pod drzewo, na którym widziałam nocą tę istotę. U jego podstawy zauważyłam dużą ilość świeżo strąconych liści. Wyglądało to tak, jakby coś poruszającego się po gałęzi zrzuciło je na ziemię. Bardzo mnie to poruszyło, dlatego pobiegłam do właściciela hotelu i zapytałam, czy któryś z wcześniejszych gości wspominał kiedyś o dziwnych obserwacjach w tej okolicy. Zainteresował się moim pytaniem, więc poprosiłam go, aby poszedł ze mną pod drzewo. Kiedy zobaczył leżące na ziemi liście, wyraźnie się zdziwił. Powiedział, że poprzedniego dnia dokładnie je tam wygrabił i zastanawiał się, skąd pojawiło się ich tak dużo. Opowiedziałam mu wtedy o tym, co zobaczyłam w nocy.
Po chwili zastanowienia przyznał, że kilka lat wcześniej słyszał już podobną historię Wówczas jednak nie potraktował jej poważnie, ponieważ osoba, która opowiadała o swoim doświadczeniu, miała nadużywać alkoholu. Uznał więc wtedy, że świadkowi coś się przywidziało. Mnie znał już wcześniej, ponieważ był to mój czwarty pobyt w tym hotelu. Nie potrafię powiedzieć, czym była obserwowana przeze mnie istota ani czy rzeczywiście miała jakikolwiek związek z postacią uchwyconą kilka lat wcześniej przez kamerę w Niemczech. Podobieństwo było jednak na tyle duże, że oba wydarzenia od razu połączyły mi się w pamięci. Do dziś nie wiem, z czym właściwie miałam do czynienia. Wiem jedynie, że po tych doświadczeniach znacznie trudniej jest mi uznać opowieści o podobnych stworzeniach wyłącznie za wytwór ludzkiej wyobraźni.
[13:20] - Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w sierpniu 2025 roku.
[13:27] - Jestem stałą słuchaczką Radia Paranormalium od paru lat. Chciałam podzielić się z wami wydarzeniem, o którym nigdy nie słyszałam na antenie, a które bardzo mocno utkwiło mi w pamięci. Miało to miejsce około siedmiu lat temu. Miałam wtedy mniej więcej 10 lat. Byłam sama na górze, w swoim pokoju na pierwszym piętrze i sprzątałam klatkę świnki morskiej. Cała rodzina przebywała na dole. W korytarzu wisiała wtedy folia, ponieważ trwał remont. Kilka razy usłyszałam jej szelest, ale pomyślałam, że to wiatr albo że brat się wygłupia, więc nie zwracałam na to większej uwagi. Za trzecim razem szelest był jednak wyraźnie głośniejszy. Nagle przez drzwi do pokoju, znajdujące się po mojej lewej stronie, wbiegł kot poruszający się na dwóch łapach.
Miał mniej więcej 1,5 metra wysokości i był trójkolorowy, biały z czarnymi i rudymi łatami. Na plecach miał łuk oraz kołczan ze strzałami. Kiedy wbiegł do pokoju, czas jakby na chwilę zwolnił. Spojrzeliśmy na siebie. Po chwili wszystko jakby znowu przyspieszyło. Kot okrążył mnie, pobiegł w prawo, a następnie jakby zniknął, wbiegając w ścianę. To wydarzenie bardzo mocno utkwiło mi w pamięci. Opisana przeze mnie postać przypomina japońskiego bakeneko lub nekomatę, jednak nigdy nie słyszałam o podobnych relacjach w waszych audycjach ani nie spotkałam się z czymś takim w polskim folklorze. Czy mieliście kiedyś zgłoszenia dotyczące czegoś podobnego? Czy ktoś z redakcji albo słuchaczy spotkał się kiedyś z relacją o dwunożnym kocie?
Będę bardzo wdzięczna za jakąkolwiek informację.
[15:15] - Zakładając oczywiście, że autorka tej relacji rzeczywiście zaobserwowała jakąś istotę czy postać o nieznanej naturze, jej podobieństwo do bakeneko można próbować wyjaśnić mechanizmem interpretacji niezwykłego doświadczenia przez ludzki umysł. W momencie zetknięcia się z czymś, czego nie potrafimy jednoznacznie rozpoznać, nasza świadomość, a mówiąc ściślej mechanizm określany niekiedy mianem interpretatora, próbuje nadać obserwowanemu zjawisku sens, odwołując się do znanych już wzorców i skojarzeń. Nie musi to przy tym oznaczać, że świadek już w chwili obserwacji pomyślała o bakeneko. Takie skojarzenie mogło pojawić się dopiero później, podczas prób opisania i zrozumienia zapamiętanego doświadczenia. Najbliższym percepcji tego konkretnego świadka kulturowym odpowiednikiem dwunożnej antropomorficznej postaci kota okazał się w tym przypadku motyw znany z mitologii japońskiej, a współcześnie szeroko rozpowszechniony przez japońską popkulturę, między innymi mangę, anime i gry komputerowe. Oczywiście istnieje również prostsze wyjaśnienie. Całe doświadczenie mogło mieć charakter percepcyjny, senny albo wynikać z mechanizmów pamięci. Zwłaszcza że świadek była wówczas dzieckiem, a relację odtwarza po około siedmiu latach. Nie sposób więc na podstawie samego opisu rozstrzygnąć, czy mamy tu do czynienia z obserwacją czegoś zewnętrznego, nietypowym doświadczeniem świadomości, czy też zniekształconym wspomnieniem. Właśnie ta niejednoznaczność czyni jednak tę relację dodatkowo interesującą.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w sierpniu 2026 roku. Długo się zbierałem, by napisać tę wiadomość, ale nie ma co dłużej zwlekać. Chciałbym opowiedzieć o wszystkim paranormalnym, co mi i moim bliskim przydarzyło się w moim dotychczasowym życiu. Mam 42 lata i pochodzę z małej miejscowości na Podlasiu. Od ośmiu lat mieszkam w Holandii. Pierwszym paranormalnym zjawiskiem, z jakim miałem do czynienia, było wyjście z ciała, które stało się mimowolnie. To było 24 lata temu, kiedy miałem 18 lat. Zmarł mój dziadek, z którym byłem bardzo zżyty i wtedy jego ciało w trumnie leżało w domu. Nie było wówczas domów pogrzebowych. W nocy przed pogrzebem przyśnił mi się dziadek i wtedy właśnie doświadczyłem wyjścia z ciała.
Mój dziadek przyszedł do mnie gdzieś w półśnie. Czułem jego obecność i nagle znalazłem się pod sufitem. Wiedziałem, że jeśli spojrzę w dół, to tam zobaczę moje ciało leżące na łóżku. Byłem w szoku. Dziadek mówił, żeby się o niego nie martwić, że wkrótce się spotkamy. Oczami wyobraźni widziałem, jak wsiada do takiego starego pociągu i w ogóle wszystko było jak w starym filmie. Dziadek był w długim, czarnym płaszczu i kapeluszu. Wsiadł do pociągu i odjechał. Nie dało się tego powstrzymać i wtedy nagle wróciłem do ciała i się obudziłem. Ale nie byłem zaspany, jak to zwykle po nocy.
Mogłem od razu siadać za kierownicę rajdówki i prowadzić auto z maksymalną prędkością. Nigdy nie czułem się bardziej wyspany. Rok po śmierci dziadka babcia, która była kobietą mocno stąpającą po ziemi, również miała dziwną sytuację. Dziadek przed śmiercią mówił, aby nie kupować węgla na kolejną zimę, gdyż ten, który jest wystarczy. Stało się tak, że dziadek zmarł, a do naszej miejscowości zawitali sprzedawcy węgla, którzy jeździli ciężarówką i chodzili od domu do domu pytając, czy nie potrzeba węgla. Od razu sprzedawali z paki z tej ciężarówki. Zajechali także do nas i babcia pomyślała: "A wezmę tonę". Chłopaki zaczęli węgiel pakować, a babcia zeszła do piwnicy, aby zobaczyć, czy jest miejsce na ten węgiel. Ale w wejściu do pomieszczenia, gdzie leży węgiel, stała taka drewniana kłoda, która od wielu, wielu lat była wbita między dwie ściany i służyła jako półka. Nikt nigdy jej nie ruszał.
Babcia wróciła z piwnicy na podwórko i powiedziała chłopakom, że węgla jednak nie bierzemy. Po czym przyszła do kuchni, gdzie siedziałem ja z mamą i siostrą i opowiedziała nam tę sytuację z pewnym przerażeniem lub może bardziej zdumieniem w oczach. Zeszliśmy na dół, by zobaczyć tę kłodę w drzwiach, ale ona była już na swoim miejscu. Znaliśmy babcię dobrze i wiedzieliśmy, że mówi prawdę. Następne wydarzenie miało miejsce w roku 2002. W tej miejscowości, z której pochodzę, moi znajomi widzieli UFO. Ja tego nie wiedziałem. Spotkałem się z nimi i wtedy mi opowiedzieli o tej sytuacji. Było ich trzech. Mówili, że ten obiekt nie miał świateł, ale odbijało się w nim uliczne oświetlenie.
Był wieczór. Obiekt przeleciał nisko i powoli nad budynkami i poleciał w stronę kościoła, gdzie stracili go z oczu i za chwilę wrócił tą samą drogą, ale nieco szybciej. Myślę, że mówili prawdę. Kolejne zdarzenie było w roku 2004 i było to w Warszawie. Byłem na studiach w Warszawie, a mój wykładowca, który był najostrzejszym nauczycielem, jakiego znałem w życiu, podczas jednego z egzaminów poprawkowych, na którym było może z pięć osób, opowiedział, że widział w Warszawie, w jakimś parku na Ursynowie jaszczurowatą postać, która poruszała się jak człowiek. Podniosła kamień i zeszła pod ten kamień, jakby schodziła w dół po schodach. Nie wydawało mi się, żeby kłamał, ale z drugiej strony ta historia była mocno niedorzeczna. Dopiero później dowiedziałem się o istnieniu reptilian. Następna historia miała miejsce w miejscowości, z której pochodzę. Byłem na podwórku i pod dom podjechała znajoma autem.
Akurat była w okolicy i widziała mnie na podwórku. Staliśmy na chodniku pod domem i rozmawialiśmy. I kiedy na nią patrzyłem kątem oka zauważyłem postać, która wychyla się zza żywopłotu. Jest na moim podwórku. Postać ta miała kształt człowieka. Dokładnie to wiedziałem. Głowę i początek ramion. Ale była to postać jakby z dymu. Taka trochę przeźroczysta. Jednak była realna, ponieważ jak się wychylała, to oparła się o bramkę, która była niedomknięta i pod naporem tej postaci się domknęła, co wywołało charakterystyczny szczęk metalu.
Na ten dźwięk natychmiast się schowała za żywopłot. Ja szybko udałem się tam, aby zobaczyć, co to za postać i gdzie ucieka, ale nikogo już nie było. Chodziłem i szukałem jej po podwórku, ale nikogo nie było. Mieszkałem przy ruchliwej ulicy. Do tego był ciepły letni wieczór, a w chwili gdy ta postać się pojawiła zapanowała totalna cisza i brak ruchu na ulicy, na co zwróciła uwagę moja znajoma. Przestraszyła się i odjechała. Ostatnie dziwne wydarzenie miało miejsce niedawno. Zmarł mój stary znajomy, z którym się bardzo lubiliśmy. Zmarł nagle. Utopił się w morzu podczas wyjazdu na wakacje.
Bardzo intensywnie o nim zacząłem myśleć po jego śmierci, mimo że tego nie chciałem. Jakby pchał się do mojej głowy. Kilka dni po jego śmierci, kiedy byłem sam w mieszkaniu, miał miejsce taki incydent, że szczoteczka do mycia zębów zleciała z półki i przeleciała około dwóch metrów. Pomodliłem się za niego i w myślach prosiłem, by pozwolił mi spokojnie żyć. Incydent powtórzył się. Szczoteczka znów poleciała, tym razem nawet dalej. Wtedy zapaliłem świecę i żegnałem się z nim w myślach. Chat GPT mi podpowiedział, aby tak zrobić. Od tamtej pory spokój. Jeżeli mi się coś jeszcze przypomni, to napiszę.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w czerwcu 2026 roku.
[23:48] - Piszę do Was, ponieważ przez lata gromadziłam w sobie historie, które z trudem mieszczą się w ramach zwykłej rzeczywistości. Czuję, że nadszedł czas, by się nimi podzielić. Moje przebudzenie zaczęło się bardzo wcześnie. Miałam zaledwie półtora roczku. Podczas rodzinnej imprezy, kiedy dorośli świętowali w innym pokoju, ja, choć powinnam spać w łóżeczku, wygramoliłam się przez brakujący szczebel, usiadłam przed akwarium z włączoną lampą i patrząc na swoje dłonie wypowiedziałam zdanie, którego nie zapomnę nigdy. "Ja żyję. Ja znowu żyję". Kolejnym wczesnym wspomnieniem jest wizyta u babci pod Brodnicą. Siedząc latem przy otwartym oknie i patrząc na jej przepiękne kwiatowe rabaty, usłyszałam rozmowę mamy i babci dobiegającą z kuchni. Choć nie znałam tego języka, rozumiałam wszystko.
To było moje pierwsze zderzenie z czymś, co wykracza poza znany mi świat. Z czasem doświadczenia stały się bardziej namacalne. Gdy miałam około 6-7 lat, bawiłam się w polach zboża moich dziadków. Było ono już bardzo wysokie. Mój pies nagle zaczął głośno szczekać i wpadł w zboże. Pobiegłam za nim i po około 20-30 metrach dotarłam do środka pola. Znalazłam tam idealny, równo wydeptany okrąg. Zboże było perfekcyjnie ułożone, niezadeptane. Dziadkowie nie zwrócili na to uwagi, myśląc, że bajam. Rok lub dwa później, w jesienne, szare popołudnie zobaczyłam nad lasem obiekt o średnicy 80-100 metrów.
Był oddalony o około 150-200 metrów. Nie wydawał żadnego dźwięku. Poruszał się w sposób nielogiczny, wykonując ostre figury: romb, kwadrat, by po chwili z ogromną prędkością wystrzelić w górę. Moje życie naznaczone było granicznymi momentami: dwoma wypadkami na motocyklu w wieku 12 lat oraz walką z rakiem złośliwym, kiedy dawano mi zaledwie 3-4 miesięcy życia. Przeżyłam, a medytacja stała się kluczem do zmiany mojego postrzegania świata. Zaczęłam widzieć rzeczy takimi, jakimi są w istocie. Doświadczyłam zjawisk fizycznych, których nie potrafię wytłumaczyć. Jak noc, gdy mieszkając na dziewiątym piętrze obudziłam się w piżamie w biało-niebieskie paski, która była całkowicie pokryta zaschniętym błotem. Szczególnie trudny był okres po przeprowadzce do Anglii. Mój partner opowiadał, jak pewnej nocy nie mógł mnie dobudzić.
Próbował mną potrząsać, uderzył w ramię, ale był jak sparaliżowany. Widział w pokoju małe światła, które zdawały się mnie skanować. Jeszcze bardziej przerażające było wyznanie mojej córki. Kiedyś, po wspólnym oglądaniu filmu opowiedziała mi o nocy, w której zobaczyła w moim pokoju cztery wysokie, ponaddwumetrowe postacie w kombinezonach o wyglądzie humanoidów, które zabrały mnie przez ścianę i okno, podczas gdy ja lewitowałam, nie posiadając nóg. Dziś, mając 55 lat, podchodzę do tych spraw z pokorą. W żartach z dziećmi śmiejemy się z uporczywego swędzenia w jednym miejscu na plecach, że to może zachipowanie przez Anunaki. Ale w głębi duszy wiem, że rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona, niż nam wmawiano. Wiemy, że nic nie wiemy. Dziękuję wam za to, że dajecie przestrzeń na takie historie.
[28:05] - Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium we wrześniu 2026 roku. Trafiłem na waszą audycję przypadkowo i chociaż jestem człowiekiem, który w życiu raczej kieruje się racjonalizmem, to lubię słuchać i rozmawiać o niektórych tematach, jakie poruszacie w swoim podcaście. Nie jestem osobą wierzącą w sensie religijnym, ale pewne sprawy wydają mi się mimo wszystko interesujące. Dotykają kwestii, na których nie skupiam się na co dzień, ale mimo wszystko nie wykluczam całkowicie ich istnienia. Jest ku temu powód, ponieważ sam w życiu doświadczyłem kilku zdarzeń, które sprawiły, że pomimo swojego sceptycyzmu nie potrafię całkowicie zaprzeczyć na przykład istnieniu duszy czy duchów. Przedstawię państwu i słuchaczom tych kilka przypadków. Większość z nich, z wyjątkiem jednego, raczej nie uznałbym za szczególnie dziwne, bo można je racjonalnie wytłumaczyć. Tak czy inaczej, wydaje mi się, że to mogą być historie interesujące dla słuchaczy Radia Paranormalium. Zacznę od tej najbardziej dziwnej, ponieważ miała ona miejsce w dzieciństwie. To było u samego schyłku 1997 roku.
Miałem wówczas dziewięć lat. Wydarzenie to miało miejsce w Wigilię. Pamiętam dokładnie, bo to dzień, w którym zmarł mój dziadek. Cała historia dotyczy zresztą jego osoby. Wszyscy w domu jeszcze spali. Ja, rodzeństwo i babcia. Rodzice nie byli obecni w domu. Pojechali bardzo wczesną porą na targ do sąsiedniego miasta, aby kupić karpia i tak dalej. Gdzieś pomiędzy 6:00 a 7:00 rano obudził nas wszystkich głośny trzask stłuczonego szkła z parteru domu, który zajmowała babcia. W kuchni u babci potłukło się kilka talerzy, które jakimś sposobem wylądowały na podłodze.
Niedługo po tym zdarzeniu odezwał się nasz domowy telefon. To było połączenie ze szpitala w Krakowie. Dziadek zmarł w nocy z powodu nowotworu, z którym się zmagał od jakiegoś czasu. Całe zdarzenie łączę z osobą dziadka nie tylko ze względu na ten zbieg okoliczności, ale również inny fakt. Dziadek jako człowiek starej daty nieszczególnie dbał o zdrowie. Jak wszyscy w tamtych czasach palił na potęgę i oczywiście lubił się też napić. Gdy wracał do domu w stanie wskazującym, to bardzo często kłócił się z babcią. Oboje mieli bardzo porywcze charaktery. W każdym razie bywało tak, że gdy dziadek wracał do domu wypity i dochodziło do scysji z babcią, to w przypływie emocji wyciągał z szafek talerze i tłukł je o podłogę. Kolejna historia, którą chcę przytoczyć, dotyczy dziwnych snów, których doświadczałem w wieku nastoletnim.
Sny rozgrywały się w różnych miejscach, ale zasada, która w nich obowiązywała, zawsze była podobna. Można powiedzieć, że na swój sposób byłem uwięziony w jakimś miejscu, z którego próbowałem się wydostać. Sny nosiły trochę znamiona koszmarów sennych, ponieważ byłem uwięziony nie tylko w miejscu, ale też w swoistego rodzaju niemożliwej do rozwiązania pętli. Owa pętla bazowała trochę na logice przypominającej działanie gry wideo. Aby wydostać się z miejsca A, potrzebowałem przedmiotu, który znajdował się w miejscu B. Jednak gdy docierałem do miejsca B, okazywało się, że potrzebuję przedmiotu z miejsca A, aby dostać się do przedmiotu, po który tu przyszedłem i na odwrót. Do żadnego z przedmiotów nie sposób było się dostać, ponieważ wymagały w tym celu siebie nawzajem. W tych snach nieustannie kluczyłem pomiędzy dwoma punktami bezcelowo, nie mogąc nic wskórać. Za każdym razem, gdy budziłem się po takim śnie, czułem się kompletnie wyczerpany fizycznie, jak gdybym rzeczywiście spędził całą noc na bezsensownej wędrówce tam i z powrotem. Czytałem kiedyś o możliwości opuszczania duszy przez ciało, aby podróżować po świecie, ale wątpię, że w moim przypadku zaszło coś podobnego.
Wydaje mi się, że owe sny były jakimś odzwierciedleniem mojego stresu i lęków związanych ze szkołą oraz okresem dojrzewania i tak dalej. Drugim typem powracających snów, których w tamtym czasie doświadczałem, były koszmary, w których przed czymś uciekałem. Nigdy nie byłem w stanie zobaczyć, co mnie ściga, ponieważ byłem skupiony na próbach oddalenia się od ścigającego. Każdy z tych snów kończył się w ten sam sposób. W pewnym momencie potykałem się i traciłem równowagę. Nie przewracałem się, ale wskutek potknięcia moje ciało zaczynało zachowywać się tak, jakbym był kompletnie pijany. Nie byłem już w stanie złapać pionu i skutecznie uciekać, a mój niewidzialny prześladowca mnie doganiał. Na chwilę przed pochwyceniem zawsze się budziłem. Koszmary ustały, gdy poszedłem na studia. Od tamtego czasu już nigdy nie wróciły.
Ostatnią rzeczą, którą chcę się podzielić, są dwa zdarzenia, które miały miejsce na przestrzeni ostatnich pięciu, może sześciu lat. W tym czasie dwukrotnie doznałem paraliżu sennego i muszę przyznać, że to były zdecydowanie jedne z najbardziej przerażających chwil w moim życiu. Po raz pierwszy przydarzyło mi się to podczas wizyty w domu rodzinnym. Od lat mieszkam w innym kraju. Byłem na urlopie w Polsce w odwiedziny u rodziców. Podczas pobytu w domu zajmowałem swój dawny pokój. Ten pierwszy raz mógł się wydarzyć w 2019 lub 2020 roku. Nie pamiętam dokładnie. Obudziłem się bez wyraźnego powodu. W pokoju panowały jeszcze kompletne ciemności.
Kątem oka dostrzegłem, że spod zasłoniętych rolet widać było, że pomału zaczyna świtać. W każdym razie co uderzyło mnie bardzo szybko, to fakt, że nie mogłem się poruszyć. Głowa, ramiona i nogi kompletnie nie reagowały. Wokół tak ciemno, że ledwo co widać. Spanikowałem. Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Zacząłem czuć, że się duszę. Czytałem kiedyś książkę o słowiańskim folklorze i pamiętam wpis na temat zmor, które obwiniano o duszenie ludzi w nocy poprzez siadanie na ich klatkach piersiowych. To było dokładnie to, co wtedy czułem, jakby ktoś uciskał mój mostek, żeby pozbawić mnie tchu. Duszenie się to najgorsze uczucie, jakiego doznałem.
Byłem przekonany, że umieram. W pewnym momencie po prostu puściło. Mózg chyba w końcu się zorientował, że sytuacja jest nieciekawa i wybudził się. Wystrzeliłem z łóżka jak z procy na równe nogi. Już do niego nie wróciłem, pomimo wczesnej pory. Spojrzałem na telefon. Było jakoś między czwartą a piątą nad ranem. Drugie tego typu doświadczenie miało miejsce jakieś dwa, może trzy lata po pierwszym. Tym razem rzecz rozegrała się już w moim wynajmowanym mieszkaniu w Wielkiej Brytanii. Podobnie jak za pierwszym razem, obudziłem się bardzo wczesnym rankiem bez powodu i zorientowałem się, że nie kontroluję swojego ciała.
Tym razem spałem na boku, a nie na plecach, jak w przypadku pierwszego zdarzenia. Mając w pamięci doświadczenie sprzed lat, starałem się nie spanikować, dzięki czemu nie zacząłem się dusić. Ale ten drugi raz mimo wszystko był o wiele bardziej niepokojący. Człowiek podświadomie czuje, gdy jest obserwowany lub ktoś przebywa w jego pobliżu. W tym momencie czułem się, jakby ktoś mnie obserwował, czego nie doświadczyłem przy pierwszym paraliżu. Podejrzewam, że stres wynikający z ponownego przechodzenia tej samej dolegliwości sprawił, że mój mózg zaczął sobie coś roić. Ale mógłbym przysiąc, że gdy tak leżałem nieruchomo na boku, patrząc w ścianę, to poczułem, jak ktoś wsuwa mi dłoń pod talię, a następnie przylega swoim ciałem do moich pleców. To uczucie trwało dosłownie kilka sekund, ale zlał mnie pot i byłem na swój sposób wdzięczny, że nie mogę się odwrócić. Od tamtego czasu nie doznałem już żadnych tego typu przypadłości i mam nadzieję, że już nigdy nie doznam. To były najgorsze chwile w moim życiu.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w kwietniu 2026 roku.
[36:43] - Mimo że mam dopiero osiemnaście lat, słucham waszego radia od około dwóch lat. W tym czasie przesłuchałam wszystkie odcinki mojej ulubionej serii, czyli Mówią Świadkowie, a obecnie na każdy kolejny czekam z niecierpliwością. W związku z tym również postanowiłam podzielić się czterema historiami. Dwiema, których doświadczyłam osobiście oraz dwiema, które przydarzyły się mojej mamie. Pierwsza historia miała miejsce na początku września 2020 roku. Było po północy, około sławetnej godziny 3:00, lecz nie pamiętam, czy była to noc z pierwszego na drugiego, czy z drugiego na trzeciego września. Na pewno jednak był to jeden z tych dni, ponieważ 2 września mam urodziny. Tamtej nocy zasnęłam w nietypowej dla mnie pozycji. Głowę miałam po przeciwnej stronie łóżka niż zwykle. Dzięki temu widziałam znajdujący się obok pokój, ponieważ prowadzące do niego drzwi zawsze pozostawały otwarte.
W nocy obudziłam się w kompletnej ciemności. Nie wykonując żadnego ruchu, po prostu otworzyłam oczy. Tuż za drzwiami ujrzałam postać. Była to świetlista sylwetka, pozbawiona jakichkolwiek szczegółów. Po prostu stała, a biła od niej łuna bardzo jasnego, białego światła. Mogłabym je porównać chyba jedynie do światła emitowanego przez nowoczesne żarówki LED. Postać miała około od 170 do 180 centymetrów wzrostu. Nie mam pojęcia, jak długo trwało całe zdarzenie. Wydaje mi się, że od kilku do kilkunastu sekund, choć miałam wrażenie, jakby dzieliło się ono na dwie części. Początkowo po prostu bezwładnie obserwowałam to coś bez najmniejszej myśli w głowie i bez żadnych emocji.
Dopiero po chwili dotarło do mnie, co właściwie widzę. Z tego swoistego letargu wyrwała mnie jedna myśl, jedno pytanie: „Ale na co ja patrzę?” Wtedy zerwałam się kompletnie spanikowana. Serce waliło mi jak oszalałe. Natychmiast włączyłam telewizor i sprawdziłam godzinę. Okazało się, że było już po trzeciej. Czekałam więc do czwartej i dopiero wtedy odważyłam się zajrzeć do sąsiedniego pomieszczenia. Niczego tam już nie było, a panował niemal taki sam mrok jak wtedy, gdy widziałam tajemniczą postać. Próbowałam później rozważyć to spotkanie na każdy możliwy logiczny sposób, ale moje próby spełzły na niczym. Był środek nocy, domownicy spali, a w pokoju nie znajdowało się żadne źródło światła, które mogłoby wywołać taki efekt. Światło z zewnątrz również nie powinno mieć możliwości przedostania się do środka, ponieważ mieszkałam na wsi pośród pól, a w oknach zawsze na noc opuszczaliśmy rolety.
Pamiętam też, że między postacią a ścianą znajdowała się ciemna przestrzeń, szeroka na około metr. Gdyby więc rzeczywiście był to jedynie jakiś snop światła, musiałby padać z góry albo z dołu. Ciekawy wydaje mi się również fakt, że zdarzenie miało miejsce akurat w dniu moich urodzin, a świetlista postać stała nad łóżkiem mojej siostry. O ile mi wiadomo, dawniej w tym budynku mieścił się chlew. Mam też wrażenie, że całe gospodarstwo mogło mieć dosyć ciężką atmosferę. Mówiąc oględnie, mój dziadek za kołnierz nie wylewał i wielokrotnie urządzał babci awantury. Po wsi krążyły również opowieści, że kiedyś pobił jej ojca, co mogło pośrednio przyczynić się do jego śmierci. Druga historia nie jest już stricte paranormalna, ale dotyczy snów i wydaje mi się na tyle ciekawa, że w pewnym stopniu zahacza o tę tematykę. Sen przyśnił mi się 6 stycznia 2026 roku. Znajdowałam się w domu mojej babci.
Byłam tam ja, moje dwie siostry, ciocia, z którą obecnie nie mam kontaktu oraz trup. Leżące na podłodze ciało przypominało moją babcię, choć wiedziałam, że to nie była ona. Razem z jedną z sióstr postanowiłyśmy przeciągnąć je do tak zwanej sieni, czyli znajdującego się w domu przedsionka. Panowała tam kompletna ciemność. Kiedy wracałyśmy, trup nagle ożył i zaczął czołgać się za nami w stronę kuchni. Przerażone uciekałyśmy. Skoczyłyśmy na krzesło, na którym zawsze siadała babcia. Wtedy trup wstał. Ktoś jeszcze krzyknął, że ma straszne oczy. Po chwili zaczął patrzeć wyłącznie na mnie.
Sny, jak wiadomo, bywają dziwne. Dokładnie tydzień później zostałam jednak potrącona przez samochód podczas przechodzenia przez pasy. Zawsze bardzo uważnie patrzę, czy coś nadjeżdża, a przede wszystkim, czy kierowca rzeczywiście się zatrzymuje. Oczywiście mógł to być zwykły zbieg okoliczności. Zastanowiło mnie jednak to, że mimo mojego zainteresowania historią, kryminologią i różnymi tajemnicami świata nigdy wcześniej nie śnił mi się martwy człowiek. Uważam też, że znaczna część snów bierze się z codziennych przeżyć i emocji. Gdyby więc ten sen był ich odzwierciedleniem, można by przypuszczać, że przeżywałam wówczas jakiś trudny okres. Tymczasem było dokładnie odwrotnie. Powiedziałabym wręcz, że był to jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Byłam szczęśliwa, radosna i właściwie wszystko układało się po mojej myśli.
Trzecia historia przydarzyła się mojej mamie około 30 lat temu. Niestety nie pamięta ona ani dokładnego dnia, ani nawet roku. Był wczesny wieczór. Mama odprowadzała swojego chłopaka do samochodu jego znajomych, którzy przyjechali po niego, ponieważ mieszkał w mieście powiatowym oddalonym o kilkanaście kilometrów. Samochód zatrzymał się przed długim, kilkumetrowym wjazdem na podwórko. Mama pożegnała się z chłopakiem. Samochód odjechał i wtedy jakby znikąd pojawił się mężczyzna ubrany całkowicie na czarno, z kapeluszem na głowie. Mama przestraszyła się i zaczęła uciekać. Nieznajomy cały czas za nią podążał. Gdy wbiegła do domu, natychmiast zamknęła drzwi na klucz.
Przez następny tydzień bała się nawet wyglądać przez okno. Niestety nie pamięta już żadnych szczegółów wyglądu tego człowieka. Nikomu też wtedy o całym zdarzeniu nie opowiedziała. Ciekawy może być jednak kontekst tej historii. Z ówczesnym chłopakiem mamy wiązało się wiele problemów. Zadawał się z podejrzanym towarzystwem z cieszącej się złą sławą dzielnicy miasta. Nadużywał alkoholu, a jego matka za wszelką cenę chciała go ożenić, żeby pozbyć się problemu z domu. Na szczęście mama ostatecznie się z nim rozstała. Później jednak on i jego koledzy wielokrotnie ją nękali. Spotykały ją również różnego rodzaju szykany.
Czy zatem tajemniczy mężczyzna mógł być swego rodzaju przestrogą albo zapowiedzią późniejszych kłopotów? Dodam jeszcze, że mama mieszkała wówczas na niewielkiej wsi, gdzie właściwie każdy znał każdego, a jej dom był oddalony od innych zabudowań o około kilometr. Dlatego pojawienie się tam nieznanego, ubranego całkowicie na czarno mężczyzny w kapeluszu było co najmniej zastanawiające. Ostatnia historia również przydarzyła się mojej mamie. Miało to miejsce na początku lat 2000, w okresie wakacyjnym. Mama pracowała wtedy w niewielkim osiedlowym sklepie wielobranżowym. Ponieważ właścicielka mieszkała niedaleko, mama codziennie po zamknięciu sklepu odnosiła jej klucze do domu. Pewnego dnia rano właścicielka powiedziała, że gdzieś wyjeżdża. Poprosiła więc mamę, aby po pracy jak zwykle przyniosła klucze, lecz tym razem zostawiła je w szczelinie pod dużą doniczką. Dzień mijał normalnie.
Mama pracowała jak zawsze. W pewnym momencie do sklepu wszedł jednak dziwny klient. Od samego początku uważnie się jej przyglądał, co lekko ją zaniepokoiło. Mimo to obsłużyła go bez żadnych problemów. Mężczyzna zrobił zupełnie zwyczajne zakupy. Kiedy zapłacił i miał już wychodzić, przez dłuższą chwilę patrzył na mamę. Przestraszyła się. Wtedy powiedział łagodnym, wręcz błagalnym tonem: „Proszę tam dzisiaj nie iść.” Mama bardzo się tym przejęła i rzeczywiście nie odniosła tego dnia kluczy. Nazajutrz okazało się, że doszło do włamania do domu właścicielki sklepu, prawdopodobnie właśnie w godzinach, w których moja mama zazwyczaj się tam pojawiała. Intuicja?
Przypadek? A może ten mężczyzna wiedział o planowanym włamaniu? Tego do dziś nie wiadomo. Osobiście uważam, że w naszym świecie wszystko jest możliwe. Mam jeszcze kilka innych historii, choć nie uważam ich za szczególnie niezwykłe, dlatego jedynie o nich wspomnę. W naszym nowym domu pewnego ranka, gdy nikogo oprócz psa nie było w środku, sama zapaliła się latarka z czujnikiem ruchu. Oczywiście mógł uruchomić ją pies, jednak jego zachowanie tego dnia również było dziwne. Mimo 10 lat zwykle był bardzo żywy. Za każdym razem cieszył się na nasz widok, a przede wszystkim zawsze chciał jak najszybciej wybiec na dwór. Tym razem nie zareagował nawet na wołanie.
Przez pewien czas nie mogliśmy go znaleźć i zaczęliśmy się nawet obawiać, że coś mu się stało. Ostatecznie znaleźliśmy go na legowisku w korytarzu. Było to nietypowe, ponieważ kiedy zostawał sam w domu, zawsze wchodził do pokoju rodziców i spał na ich łóżku. Kolejne nietypowe zjawiska mają miejsce w obecnym miejscu pracy mojej mamy, czyli w domu pomocy społecznej. Mama często pracuje na nocnych zmianach i zdarza jej się wtedy słyszeć jęki, krzyki albo płacz. Kiedy jednak sprawdza pokoje mieszkańców, okazuje się, że wszyscy śpią. Dla wielu osób jest to miejsce, które staje się ostatnim domem w ich życiu. Dlatego można się zastanawiać, czy podobne zjawiska mają z tym jakiś związek. Z tego, co mi wiadomo, w czasie wojny znajdowały się na tym terenie domy mieszkalne i niewielkie kamienice, w których mieli szukać schronienia Żydzi uciekający z pobliskiego getta. Są to również tereny północnego Mazowsza, które w ciągu swojej historii były świadkiem wielu tragicznych wydarzeń.
Kto zatem wie? Może jakaś historia w pewnym sensie nagrała się w tym miejscu, a dziś od czasu do czasu ponownie się odtwarza? To wszystko, czym chciałam się na dziś podzielić. Mimo szczerego zainteresowania tą tematyką, mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiała pisać do Was wiadomości opisującej kolejne własne przeżycie. Uważam, że nasze ziemskie życie jest etapem pięknym samym w sobie i należy je jak najlepiej wykorzystać bez nadmiernego wnikania w naturę tamtego świata. Dochodzę do wniosku, że czasami lepiej wiedzieć mniej, niż później żałować, że dowiedziało się zbyt wiele. Praktycznie nie znamy natury tego drugiego świata. Nie wiemy, czy jest dobry czy zły i prawdopodobnie za życia nigdy się tego nie dowiemy. Z góry dziękuję za przeczytanie mojej wiadomości. Bardzo chciałabym, aby moje historie pojawiły się w którymś z odcinków „Mówią Świadkowie”.
Chciałabym dowiedzieć się, czy ktoś miał podobne doświadczenia, a także poznać opinie innych osób. Być może pomogłoby mi to spojrzeć na opisane sytuacje z innej perspektywy i dopuścić również inne możliwości ich interpretacji. Dodam jeszcze, że wszystkie opisane wydarzenia miały miejsce na Mazowszu, na wsiach w okolicy Makowa Mazowieckiego oraz w samym Makowie, mniej więcej dwie godziny drogi od Warszawy. Na koniec chciałabym podkreślić, że wszystkie te historie są prawdziwe. Zresztą jaki miałabym cel w ich wymyślaniu? Ani mnie by to w niczym nie pomogło, ani tym bardziej państwu. Jeszcze raz dziękuję za uwagę. Pozdrawiam i życzę, abyście nigdy się nie zmieniali, a jeśli już, to tylko na lepsze.
[49:30] - Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w lipcu 2026 roku. Chciałbym podzielić się pewnym zdarzeniem, które do dziś tkwi mi w pamięci i które wciąż próbuję sobie wyjaśnić. Być może przyda się wam również na potrzeby programu albo badań nad tego rodzaju zjawiskami. Historia wydarzyła się około dwóch lat temu i obejmuje kilka dziwnych zdarzeń. Ich źródło mogło być różne. Nie mam co do tego pewności, dlatego po prostu opiszę, co się działo. Być może jakiś wpływ miał zakup samochodu po właścicielu, który niespodziewanie zmarł, ponieważ mniej więcej od tego czasu zacząłem obserwować różne dziwne zjawiska. Pierwszym z nich było wielokrotne odczuwanie dotyku, poklepywania po ciele, jakby ktoś przyjacielsko klepał mnie po plecach albo barku. Wracałem z pracy, chciałem odpocząć i kładłem się na chwilę, a już po pewnym czasie zaczynały się doznania dotykowe, szturchnięcia, klepnięcia i dotyk w różnej formie. Były one na tyle wyraźne i realne, że wielokrotnie natychmiast otwierałem oczy, sądząc, że obok znajduje się ktoś z domowników.
Nikogo jednak nie było. Zdarzało się również, że ktoś mnie wołał. Byłem zmęczony i nie miałem ochoty wstawać, a wtedy ktoś lub coś wypychało mnie za plecy z pozycji leżącej do siedzącej. Miałem wrażenie, jakby ktoś podkładał dłonie pod moje plecy i popychał mnie do góry. W ten sposób podnosiłem się do pozycji siedzącej właściwie bez użycia własnej siły. Co jakiś czas spadały albo przesuwały się drobne przedmioty, na przykład okulary leżące na stole. Kiedy byłem sam w domu, zdarzało się również, że podczas brania prysznica nagle gasło światło w łazience. Początkowo sądziłem, że przepaliła się żarówka, jednak za każdym razem okazywało się, że przełącznik światła został wyłączony. Był to zwykły, klasyczny włącznik oświetlenia, który nie powinien sam zmienić położenia. Wielokrotnie wariowały także kamery monitoringu, uruchamiając alarmy i informując o wykryciu intruza, mimo że na wykonanych zdjęciach nikogo nie było.
Wyjątkiem było jedno zdjęcie, na którym uchwycono coś przypominającego przeźroczystą, humanoidalną postać. Niestety obecnie nie mogę go znaleźć, ale jeśli uda mi się je odszukać, prześlę je. Dwukrotnie doświadczyłem również zdarzeń podczas snu, które były na tyle realistyczne, że do dziś nie mam pewności, czy rzeczywiście były tylko snami. Pierwsza sytuacja wydarzyła się w nocy. Przy moich nogach znajdowały się dwie postacie, które komentowały fizyczność mojego ciała, a konkretnie umięśnienie i wymiary łydek. Mam bardzo płytki sen i zazwyczaj budzi mnie nawet drobny hałas. Tymczasem wtedy jedynie na chwilę podniosłem głowę, usłyszałem te komentarze dotyczące mojego wyglądu i ponownie zasnąłem. Nie wiem, czy było to coś realnego, czy jedynie sen. Druga sytuacja wyglądała tak, że pewna postać poinformowała mnie, iż będzie wyciągać ze mnie coś, co jest dla mnie niezdrowe, czyli w pewnym sensie będzie mi pomagać. Siedząc przede mną, zaczęła poprzez moje rozchylone usta coś ze mnie wysysać.
Obudziłem się wówczas w pozycji siedzącej i łapczywie nabierałem powietrza, jakbym zbyt długo przebywał pod wodą. Miałem wrażenie, jakbym podczas tego procesu przez jakiś czas w ogóle nie oddychał. Poza wydarzeniami w domu pojawiały się również dziwne zdarzenia związane z urządzeniami mechanicznymi, a właściwie elektrycznymi. Krótko po zakupie wspomnianego samochodu przyjechał do mnie znajomy. Po kilku godzinach, kiedy chciał odjechać, okazało się, że ma problem z akumulatorem. Nie chodziło jednak o zwykłe rozładowanie. Jak się później okazało, akumulator został uszkodzony. Niedługo później przyjechał kolejny kolega. Tym razem nagle uszkodził się alternator, a wraz z nim również akumulator. Ponownie nie był on jedynie rozładowany, lecz faktycznie uszkodzony.
W trzecim przypadku jeden z domowników kupił samochód i już podczas pierwszego przyjazdu pod dom, chwilę po zaparkowaniu, wystąpiła usterka rozrusznika. Przez pewien czas wyglądało to tak, jakby niemal każdy, kto do mnie przyjeżdżał samochodem, doświadczał jakiejś awarii. Później miałem tym samochodem wypadek. Co ciekawe, około godzinę przed zdarzeniem jeden z pasażerów usłyszał komunikat. Nie wiedział skąd ani przez kogo wypowiedziany, żeby dobrze zapiął pasy, ponieważ dojdzie do zderzenia czołowego. Sam wypadek rzeczywiście niemal zakończył się czołówką. Sprawca jechał pod prąd i chyba tylko dzięki szczęściu udało się uniknąć najgorszego. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Ja lekko odbiłem kierownicą. Podobnie zrobił drugi kierowca.
Skończyło się na innych uszkodzeniach samochodów, ale bez zagrożenia życia. Domownicy zaczęli nawet żartobliwie albo pół żartem obwiniać mnie o to, że ściągnąłem do domu coś niedobrego, ponieważ zbyt dużo słucham i oglądam materiałów dotyczących niewyjaśnionych zjawisk. Jestem jednak przekonany, że nie miało to z tym żadnego związku. Samochód został później naprawiony w serwisie. Po naprawie powiedziałem na głos, że jeśli za niektóre z tych zdarzeń odpowiadał zmarły właściciel auta, to może już odpuścić. Powiedziałem, że dbam o samochody i nie musi się o ten pojazd martwić. Od tamtej pory wszystko ustało. Nie wydarzyło się już nic podobnego ani niewyjaśnionego. Jak zaznaczyłem na początku, nie wiem jednak, jaka rzeczywiście była przyczyna tych zdarzeń. W tym samym okresie obserwowałem i nadal obserwuję również pewne obiekty na niebie.
Ruszają się one w nietypowy, chaotyczny sposób, jakby przeskakiwały z miejsca na miejsce, a ich ruch nie jest płynny. Potrafią pozostawać w jednym rejonie przez wiele godzin. Zmieniają też barwy w regularnych odstępach, z białej na zieloną, seledynową i czerwoną. Zmiany kolorów są płynne, nie przypominają typowego migotania diody LED. Zdarzało mi się wykonywać w ich kierunku określone gesty ręką i odnosiłem wrażenie, że obiekty reagują, powtarzając podobne ruchy. Być może są to jakieś sondy. Trudno powiedzieć. W pewnym momencie zacząłem nawet wiązać z nimi zarówno wspomniane zdarzenia podczas snu, jak i nietypowe awarie akumulatorów. Równie dobrze mogło to być jednak jedynie moje przewrażliwienie wynikające z dużej liczby przypadków, które wystąpiły w stosunkowo krótkim czasie. Być może były to po prostu zbiegi okoliczności.
Przepraszam, że się nie przedstawiłem, ale zależy mi na tym, aby ta relacja nie była publicznie wiązana z moją osobą. Relacja przekazana do Radia Paranormalium drogą e-mailową w październiku 2021 roku. Mam dziś 38 lat, jednak do dziś noszę w sobie wspomnienie pewnego zdarzenia z dzieciństwa, którego nigdy nie potrafiłem sobie wytłumaczyć. Wszystko wydarzyło się na wsi, w miejscu położonym z dala od większych szlaków komunikacyjnych, również lotniczych. Nie byłem wtedy sam. Towarzyszył mi kolega, który również był świadkiem tego, co się wydarzyło. Najpierw zwróciliśmy uwagę na coś, co zapamiętałem jako rodzaj wibracji powietrza. Towarzyszył temu dźwięk. Dopiero później zobaczyliśmy przemieszczający się obiekt. Coś, co odebrałem wówczas jako pojazd.
Obiekt był w jakiś sposób oświetlony od wewnątrz. Widzieliśmy, jak leci, ale do dziś nie potrafię powiedzieć, czym właściwie był. Samo zdarzenie nie trwało długo i z zewnątrz może nie wydawać się szczególnie niezwykłe. Dla mnie miało jednak ogromne znaczenie. Przez wiele lat wspomnienie to wywoływało we mnie strach, a nawet coś, co określiłbym jako traumę. Z czasem te emocje osłabły, ale pozostała potrzeba zrozumienia tego, co wtedy zobaczyliśmy. Później zdobyłem wykształcenie techniczne. Zostałem magistrem inżynierem. Tym bardziej próbowałem znaleźć dla tego doświadczenia jakieś racjonalne wyjaśnienie. Interesowałem się matematyką, fizyką, chemią, astronomią, a także historią.
W pewnym sensie tamto wydarzenie wpłynęło na mój sposób postrzegania rzeczywistości i skierowało mnie ku poszukiwaniu odpowiedzi na bardzo wiele pytań. Mimo wiedzy, którą zdobyłem przez kolejne lata, nigdy nie udało mi się jednoznacznie wyjaśnić tego wspomnienia. Nie chodzi mi przy tym o przekonywanie kogokolwiek, że widziałem pojazd pozaziemski czy coś nadprzyrodzonego. Nie wiem, czym był ten obiekt. Wiem jedynie, że coś wtedy zobaczyłem i że widział to również mój kolega. Przez lata rozmawiałem o tym tylko z kilkoma osobami. Dzisiaj nie obawiam się już reakcji innych, tak jak kiedyś. Bardziej zależy mi na skonfrontowaniu tego doświadczenia z relacjami innych świadków. Jeżeli inni ludzie przeżyli coś podobnego, być może pozwoli mi to lepiej zrozumieć również własne doświadczenie. Dla mnie najważniejsze jest jedno: to wydarzenie pozostało ze mną przez całe życie i w znacznym stopniu wpłynęło na moje zainteresowania oraz sposób patrzenia na świat.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w styczniu 2026 roku.
[59:40] - Napiszę o jednej z wielu historii, które mi się przytrafiły. Od najmłodszych lat mam pewnego rodzaju doświadczenia. Można powiedzieć, że widzę więcej niż inni. Pierwsze z opisanych zdarzeń miało miejsce jeszcze przed pandemią. Była wiosna. Zaczynało się ściemniać, ale nie było jeszcze zupełnie ciemno. Panowała taka wieczorna szarówka. Mieliśmy wtedy gości. Podeszłam do okna, żeby opuścić rolety i nagle znieruchomiałam. Kilka metrów od domu, dokładnie naprzeciwko mnie, stała postać ubrana w czarny habit z kapturem na głowie.
Nie miała twarzy. W miejscu, gdzie powinna się ona znajdować, widziałam jedynie głęboką ciemność. Miałam wrażenie, że postać patrzy na mnie, a właściwie wręcz przewierca mnie wzrokiem. Czułam, jakby mnie sczytywała. Stała całkowicie nieruchomo. Ręce miała opuszczone wzdłuż ciała, a dłonie skrywały długie rękawy habitu. Stóp nie widziałam. Kiedy wreszcie odzyskałam możliwość ruchu i dotarło do mnie, na co właściwie patrzę, szybko opuściłam roletę. Co ciekawe, w tamtej chwili nie czułam strachu. Byłam przede wszystkim zaskoczona i zdumiona tym, że przez pewien czas nie mogłam się poruszyć.
Sześć tygodni później mój ojciec miał udar. Latem tego samego roku doszło do kolejnego podobnego zdarzenia. Stałam przed oknem w salonie. Jest ono bardzo duże i zajmuje niemal całą ścianę, a bezpośrednio przed nim znajduje się taras, na którym stoją meble ogrodowe. Było pod wieczór. Słońce właśnie zachodziło, ale wciąż było jasno. Wpadały jeszcze ostatnie promienie. Spojrzałam na męża, który kosił trawę i nagle zobaczyłam taką samą postać w habicie. Sunęła przez taras tuż przy szybie, zaledwie około metra lub półtora ode mnie. Tym razem postać na mnie nie patrzyła.
Odnosiłam wrażenie, że była zajęta własnymi myślami. Jej dłoni właściwie nie widziałam, ponieważ zasłaniały je długie, szerokie rękawy z dużymi wywinięciami. Ręce miała złożone jak do modlitwy, a między nimi znajdował się różaniec. Stóp również nie było widać. Zakrywał je długi, czarny habit. Postać nie szła w zwyczajny sposób. Unosiła się lekko nad płytkami tarasu i sunęła dalej, jak gdyby znajdujące się tam meble w ogóle dla niej nie istniały. Habit był czarny i przewiązany w pasie sznurem. Sama jestem niskiego wzrostu, ale ta postać była jeszcze niższa. Mogła mieć około metra, najwyżej 130 centymetrów wysokości.
Patrzyłam na nią zupełnie znieruchomiała i zaskoczona. Miałam przy tym bardzo wyraźne wrażenie, że ta istota krąży wokół naszego domu, jakby go pilnowała albo raczej pilnowała mnie. Odbierałam ją jako swego rodzaju strażnika. Była przy tym niezwykle realna i wyraźna, zupełnie jak żywy człowiek. Tym razem to ja miałam później problemy ze zdrowiem. Jeszcze przed wystąpieniem tej choroby przydarzyła mi się inna, dziwna sytuacja. Pewnej nocy obudziłam się i chciałam pójść do łazienki, która znajduje się tuż obok naszej sypialni. Nagle usłyszałam głos. Był niski, męski i bardzo wyraźny. Początkowo mówił cicho, więc zaczęłam nasłuchiwać, próbując ustalić, skąd dochodzi.
Zapaliłam światło na korytarzu. Na ciepłych płytkach leżał nasz kot. Intensywnie się we mnie wpatrywał i nerwowo machał ogonem, jakby był z czegoś niezadowolony. W pierwszej chwili przemknęła mi nawet absurdalna myśl, że może to on w jakiś sposób przemawia do mnie telepatycznie. Tymczasem głos stawał się coraz wyraźniejszy i coraz głośniejszy. Miałam wrażenie, że słyszę jakiś bardzo stary, wręcz pierwotny język, którego oczywiście nie rozumiałam. Powoli zaczęłam skradać się w stronę sypialni. W końcu odważyłam się zajrzeć do środka, chociaż strach niemal mnie paraliżował. Odwagi dodawała mi obecność kota, który cały czas mnie obserwował. Dzięki niemu miałam przynajmniej poczucie, że nie jestem zupełnie sama.
Z pokoju syna słyszałam natomiast, że śpi głębokim snem. Zajrzałam do sypialni. Mąż również bardzo mocno spał, a tajemniczy głos nadal mówił. Miałam wrażenie, że dźwięk unosi się gdzieś wysoko, w pobliżu sufitu. Nie przekraczając progu sypialni, zaczęłam wołać męża po imieniu. Wtedy głos stopniowo zaczął cichnąć, aż w końcu zupełnie zanikł. Dopiero wtedy wbiegłam do sypialni i położyłam się do łóżka. Próbowałam obudzić męża, ale długo nie mogłam go dobudzić. Najświeższe i zarazem najmocniejsze z dziwnych, paranormalnych zdarzeń miały miejsce tydzień przed Wigilią 2025 roku. To jednak wciąż jeszcze próbuję sobie poukładać i przetrawić.
[01:05:12] - Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w czerwcu 2026 roku. Chciałbym podzielić się z państwem moim niewielkim doświadczeniem z pogranicza. Radia Paranormalium słucham od niedawna, jednak w krótkim czasie przesłuchałem wszystkie wasze podcasty z cyklu „Mówią Świadkowie”. Zaznaczę, że zostałem wychowany w wierze katolickiej. W późniejszym okresie życia przez wiele lat byłem jednak agnostykiem. Natomiast od dobrych kilku lat uważam, że skoro istnieje ten świat, to dlaczego nie miałyby istnieć również inne światy? To zaś, co zostało nam wpojone przez religię, według mnie nie jest prawdą. Jak sam to określam, coś istnieje, ale niekoniecznie w takiej formie, w jakiej przedstawia nam to religia. Pierwszego dnia wiosny 2024 roku zmarł mój brat. Miał 39 lat.
Przez prawie dwa lata walczyłem sam ze sobą, nie mogąc pogodzić się z jego śmiercią. Tym bardziej że wiedziałem, iż do jego śmierci doprowadziła nasza własna matka. Chociaż w tym przypadku, w moim odczuciu, nie wypełnia ona definicji tego słowa. Pod koniec 2025 roku kupiłem stare radio polskiej produkcji: Zodiaka firmy Unitra. Młodsi słuchacze nie pamiętają tamtych czasów. Ja jednak wracam do nich z nostalgią i właśnie dlatego lubię wypełniać swoją codzienną przestrzeń tego typu przedmiotami. Radio było w idealnym stanie wizualnym i technicznym. Nigdy jednak nie zostało przestrojone na obecnie używane pasmo FM. Zleciłem więc tę czynność specjaliście. Miało to miejsce na początku obecnego 2026 roku.
Kiedy przywiozłem odbiornik do domu, na zewnątrz panowała jeszcze zima. Próbując ustawić częstotliwości obecnych stacji radiowych, napotkałem pewne trudności. Radio posiada wiele funkcji i zakresów odbioru. Tego samego wieczoru wypiłem kilka piw, co wprawiło mnie w nostalgiczny nastrój i spotęgowało smutek po utracie brata. Zacząłem szukać stacji radiowych, obracając pokrętłem. Niestety słyszałem jedynie szumy, ponieważ jak się później okazało, niewłaściwie ustawiłem poszczególne przyciski. W tej tęsknocie za bratem zacząłem mówić do radia i zadawać pytania: czy jest tu z nami Iwan? „Ivan, czy tu jesteś?” Odpowiedzi nie było. Następnego dnia około godziny 18:00 siedziałem w pokoju. Na zewnątrz było już ciemno i zimno.
Nagle w przedpokoju ze ściany spadł obraz. Zaznaczę, że mieszkam w drewnianym domu o konstrukcji tak zwanej kanadyjskiej. Do zawieszenia obrazu użyta była typowa śruba do drewna, a nie gwóźdź. Sam obraz posiadał również ząbkowany wieszak, który powinien zapobiegać jego zsunięciu się. Dodam, że nigdy wcześniej ani nigdy później żaden obraz w moim domu nie spadł ze ściany, choć mam ich zawieszonych kilka. Czy był to przypadek? A może był to Ivan? Niech słuchacze odpowiedzą sobie sami. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w lipcu 2025 roku.
[01:08:37] - Dziękuję za waszą pracę. W końcu poczułam, że ze mną wszystko jest w porządku i że nie tylko mnie przytrafiały się w życiu dziwne rzeczy. Ale nie tym chciałam się dzisiaj podzielić. Moja babcia, urodzona w 1919 roku, opowiadała, że kiedy była młoda, ojciec jednego z jej sąsiadów grywał co sobotę w karty. Nie była to zamożna rodzina, a mężczyzna liczył na to, że w końcu uda mu się wygrać duże pieniądze. Miał tylko jednego partnera do gry, który odwiedzał go właśnie w soboty. Jego karciany partner nie mieszkał w tym miasteczku i właściwie nikt go nie znał. Czasami widywano go w miejscowej gospodzie. Rzadko z kimkolwiek rozmawiał. Siedział, obserwował, a potem wychodził bez słowa.
Zawsze był ubrany we frak, miał bujne czarne włosy, a jego buty były zawsze starannie wyglancowane, choć dziwnie małe, jakby dziecięce. To właśnie w gospodzie poznał go sąsiad babci i od tamtej pory zaczęli spotykać się co tydzień na grę w karty. Sąsiad zawsze przegrywał. Po jakimś czasie zaczął zachowywać się dziwnie. Był nerwowy, wystraszony i małomówny. W końcu żona zaczęła mu wypominać, że przegrywa ostatnie pieniądze, że musi przestać grać, bo dzieci chodzą głodne. Wtedy mężczyzna się załamał, rozpłakał i powiedział żonie, że nie może przerwać tych spotkań. Jego karciany partner oznajmił mu bowiem, że tylko on może zdecydować o zakończeniu ich wspólnych gier. Gdyby sąsiad sam przestał przychodzić, jego rodzinę miało spotkać nieszczęście. Powiedział też żonie, że bardzo się boi, ponieważ zauważył coś jeszcze.
Spod fraka jego karcianego partnera czasami wystawał ogon. Babcia opowiadała mi również, że kiedy była dzieckiem, w jej wsi wiele dzieci i osób dorosłych utopiło się w rzeczce, która wcale nie była głęboka. Za każdym razem, zanim ktoś się utopił, ludzie mieli widywać nad rzeczką topielca, biało-szarą postać, która siedziała nad wodą, uśmiechała się i gestem ręki zapraszała do wejścia do rzeki. Babcia twierdziła, że również go widziała. Myślę, że kiedyś nasze zmysły widziały, czuły i słyszały więcej, a teraz powoli tę zdolność zatracamy. Pozdrawiam państwa serdecznie i życzę dalszych cudownych audycji.
[01:11:23] - Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w sierpniu 2025 roku. Historia, którą chcę przytoczyć, wydarzyła się na początku lat 90. Zdarzenie miało miejsce na terenie Nadleśnictwa Sobibór. Dowiedziałem się o nim od mojego ojca, który w tamtym czasie pełnił funkcję leśniczego. Na wstępie warto przybliżyć realia tamtych lat. To był zupełnie inny świat niż dzisiejszy. Bez telefonów komórkowych, bez internetu, bez łatwego kontaktu z kimkolwiek. W wielu wsiach jedyny telefon stacjonarny znajdował się u sołtysa, o ile w ogóle był. Informacje rozchodziły się powoli, a ludzie byli bardziej powściągliwi w mówieniu o sprawach, które wykraczały poza codzienność. Jeśli ktoś zobaczył coś niezwykłego, najczęściej wolał milczeć.
W najlepszym wypadku skończyłoby się na uśmieszkach, w najgorszym na wezwaniu księdza. W tamtych czasach las był miejscem pełnym zagrożeń. Kłusownictwo, nielegalny wyrąb drewna, przemyt. Wszystko to stanowiło ponurą codzienność. Leśnicy, choć również wyposażeni w broń, często musieli stawiać czoła ludziom nie tylko zdeterminowanym, ale i uzbrojonym. Kłusownicy nierzadko dysponowali bronią palną. Od prymitywnych samoróbek, przez wojenne karabiny, aż po automaty Kałasznikowa. Byli wychowani w lesie, znali go jak własną kieszeń i potrafili poruszać się niemal bezszelestnie. Ich działalność nie ograniczała się jedynie do zastawienia sideł. Często dochodziło do celowych podpaleń, zatruwania zwierząt, zwłaszcza psów należących do leśników czy innych aktów mających na celu zastraszenie pracowników służby leśnej i zniechęcenie ich do wykonywania obowiązków.
Była to forma cichej, brutalnej wojny o dominację nad terenem. Po obu stronach znajdowali się ludzie zahartowani, odporni psychicznie i fizycznie, którzy nie cofali się łatwo przed trudnościami. Było lato. Ojciec razem z podleśniczym przemierzali przez las służbowym ARO 24, starym, ale sprawdzonym pojazdem. Wąska droga prowadziła głęboko w gęstwinę, daleko od najbliższych zabudowań. Szyby były opuszczone, ponieważ upał zaczynał dawać się we znaki. W pewnej chwili, zaledwie kilka metrów przed maską, z zarośli wybiegło dwóch mężczyzn. Wskoczyli na pakę auta i zaczęli krzyczeć, żeby natychmiast odjechać. Ojciec był zaskoczony, ale bardziej niż sam fakt ich obecności poruszyło go ich zachowanie. Byli wyraźnie przerażeni.
Co istotne, znał ich dobrze. To byli lokalni kłusownicy, ludzie obeci z lasem, doświadczeni i zazwyczaj chłodni w emocjach. Gdyby nie wydarzyło się nic poważnego, nie szukaliby ratunku u leśniczego. Widząc ich stan, ojciec bez słowa ruszył. Nie przejechali jednak daleko. Po chwili coś z ogromną siłą uderzyło w bok pojazdu od strony pasażera. Podleśniczy wychylił się przez okno, po czym gwałtownie zareagował, nakazując ojcu przyspieszyć. Ojciec nie dyskutował. Wcisnął gaz i ruszyli dalej, nie oglądając się za siebie. Kiedy dotarli do granicy lasu, ojciec zaproponował, by pasażerowie opuścili samochód, jednak ci zdecydowanie odmówili.
Zażądali, by zawieźć ich aż do wsi. Podleśniczy również był milczący, wyraźnie spięty. Ojciec postanowił więc jechać prosto do leśniczówki. Na miejscu kłusownicy opowiedzieli, co ich spotkało. Jeszcze przed świtem sprawdzali wnyki, gdy usłyszeli coś poruszającego się w zaroślach. Wtedy zobaczyli istotę. Dużą, o czerwonych oczach, masywną niczym niedźwiedź. Nie byli w stanie jednoznacznie określić, czym to było, ale zgodnie twierdzili, że nie przypominało żadnego znanego im zwierzęcia. Przerażeni porzucili broń i rzucili się do ucieczki. Tak przypadkiem natrafili na ojca i podleśniczego.
Opis stworzenia pokrywał się z tym, co według relacji ojca przez chwilę dostrzegł przez okno także podleśniczy. Miejsce uderzenia w bok samochodu było wyraźnie wgniecione. Uszkodzenie, którego nie sposób było przypisać przypadkowemu kontaktowi z gałęzią. Wszyscy uczestnicy zdarzenia byli trzeźwi. Najbardziej zastanawiające było to, co stało się później. Kłusownicy znani w okolicy z bezwzględnych działań nagle zrezygnowali z wypraw do lasu. Nie tylko zaprzestali kłusownictwa, ale całkowicie unikali puszczy. Ich zachowanie zmieniło się diametralnie, jakby coś w nich pękło. Podleśniczy również się zmienił. Niedawno zapytałem ojca, dlaczego tak nagle odszedł z pracy.
Okazało się, że formalnie nie zrezygnował. Został przeniesiony na stanowisko pracownika gospodarczego. Wszystko zaczęło się od tego, że przestał uczęszczać na dzienne obchody, które wykonuje się samodzielnie. Gdy przypadała na niego nocna zmiana w lesie, pojawiały się wymówki albo stawiał się pod wpływem alkoholu. A trzeba podkreślić, że w tamtych czasach picie wśród leśników nie było niczym niezwykłym. Skoro jednak zaczęło to być zauważalne, skala problemu musiała być poważna. Gdy sytuacja zaczęła zagrażać jego zatrudnieniu, ojciec, chcąc mu pomóc i być może rozumiejąc, co wywołało jego zachowanie, załatwił przeniesienie. Mimo wielu prób rozmowy, ojcu nigdy nie udało się dowiedzieć więcej o tym, co dokładnie wydarzyło się tamtego poranka. A on sam, choć analizował tę sytuację wielokrotnie, do dziś nie potrafi jej racjonalnie wyjaśnić. Na podstawie relacji ojca jestem mniej więcej w stanie określić, gdzie znajdowała się opisywana droga.
Nie mam jednak pewności, czy chodzi dokładnie o tę drogę, którą mam na myśli, ani w jakim stanie znajduje się ona obecnie. Mogę co prawda dopytać ojca, jednak od około dwóch lat z racji wieku jego pamięć nie jest już tak precyzyjna, dlatego nie wiem, czy takie ustalenia byłyby obecnie miarodajne. Kiedy jednak opowiadał mi o tym zdarzeniu, był jeszcze w pełni sprawny, dlatego nie mam podstaw, aby nie wierzyć jego relacji. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w lutym 2026 roku. Zawiera trzy historie. Pierwsza zatytułowana „Przewozu. Autostopowicz-widmo”. Miejscowość, w której mieszkam, położona jest nad rzeką Bug. Jeszcze 30 lat temu łódka pychówka była bardzo powszechnie stosowana podczas rozmaitych prac gospodarskich. Bardzo często ludzie podróżni lub chcący dostać się na przeciwległy brzeg musieli poprosić o pomoc miejscowych rybaków albo gospodarzy.
Zwyczajowo odbywało się to w następujący sposób. Widząc kogoś na łodzi, należało krzyknąć: „Przewozu!”, co oznaczało prośbę o przewiezienie na drugi brzeg. Z tym zwyczajem wiąże się ciekawa anegdota. Rybacy z mojej wioski czasami dla żartu odpowiadali w osobliwy sposób, co oddaje ta prosta rymowanka. „Przewozu, przewozu. Czekaj chuju do mrozu”. Bywało jednak, że rybacy słyszeli wołanie, podpływali do brzegu i nikogo tam nie zastawali. Z czasem wytworzyła się z tego lokalna legenda. Swoisty odpowiednik ówczesnego autostopowicza-widmo. Pewien człowiek opowiedział mi historię o tym, jak jego ojciec, pracując jesienną porą na łodzi w czasach PRL, również usłyszał z drugiego brzegu wołanie: „Przewozu, przewozu”.
Odpłynął tam, lecz nikogo nie zastał. Upewniwszy się, że nikogo nie ma w pobliżu, odbił od brzegu, a gdy znalazł się niemal na środku rzeki, znów usłyszał to samo wołanie. Postanowił więc sprawdzić miejsce jeszcze raz. Po ponownym dopłynięciu również nikogo nie znalazł. Brzeg był w tamtym czasie gęsto porośnięty i miejscami bardzo podmokły. Teren raczej trudno dostępny dla pieszego. Najbliższa wioska po drugiej stronie rzeki znajduje się kilka kilometrów od wody. Według relacji ów człowiek słyszał tajemnicze wołanie jeszcze kilkukrotnie, nawet przez kolejne dni, lecz później je ignorował, biorąc to za zły omen, jakby coś usiłowało przyciągnąć go do tego dziwnego miejsca. Druga relacja nosi tytuł: Kozłowy Most. Na skraju lasu, na końcu miejscowości znajduje się niewielki most nad ciekiem wodnym.
Miejsce to jest związane z przekazami ustnymi dotyczącymi postaci ukazujących się ludziom wracającym po zmroku. Nazwę swą most zawdzięcza relacjom, według których drogę w tym miejscu przebiegała zjawa w postaci kozła. Z tego powodu przesądni ludzie często obawiali się wracać do sąsiedniej miejscowości przez las. Pewna starsza kobieta opowiedziała mi, że wracając z wieczornej mszy świętej rowerem ujrzała w tym miejscu zjawę, ale w postaci człowieka. Według jej relacji zjawa zatrzymała się na środku drogi i zapytała ją: „No i co teraz?” Kobieta zdołała ją ominąć i wróciła bezpiecznie do domu. Starsza pani opowiedziała o tym swoim koleżankom, które stwierdziły, że również obserwowały w tym miejscu niewyjaśnione zjawiska. Nie tylko w postaci ludzkiej czy zwierzęcej, lecz także świetlistego, prostokątnego obiektu. W pobliżu mostu stoi kapliczka postawiona w czasach PRL. Niektórzy twierdzą, że zbudowano ją właśnie z powodu manifestujących się tam niewyjaśnionych zdarzeń. Udało mi się dotrzeć do rodziny jej fundatora.
Jego syn stanowczo zdementował tę pogłoskę, twierdząc, że kapliczka powstała jako wotum dziękczynne z zupełnie innego powodu. Ów starszy pan opowiedział mi jednak inną historię. Trzecia historia: Ogniki nad polami. Pewien starszy człowiek opowiedział mi, że wielokrotnie obserwował tajemnicze ogniki pojawiające się nad polami. Według niego zjawisko to było szczególnie częste w latach powojennych i miało związek z występowaniem nieoznakowanych mogił wojennych. Światła ukazywały się na polach przylegających do lasu i były dobrze widoczne z drogi. Miały formę płonących, unoszących się nad ziemią ogników. Według relacji świadka intensywność zjawiska zmniejszała się z biegiem lat, choć sporadycznie potrafi się pojawić do dziś. I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje nadesłane do Radia Paranormalium drogą tekstową. Zachęcam do dzielenia się swoimi odczuciami odnośnie usłyszanych dziś historii w sekcji komentarzy.
Jeśli zaś macie jakieś swoje przeżycia o trudnym do wyjaśnienia charakterze i chcielibyście się nimi podzielić, zachęcam do kontaktu. Zapowiedzi kolejnych audycji wypatrujcie na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl oraz we wpisach na naszych profilach społecznościowych. Na paranormalium.pl znajdziecie ponadto bogatą bazę artykułów, a także forum i czata, na których możecie bez skrępowania dyskutować z dala od censorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Na paranormalium.pl znajdziecie również pełne archiwum podcastów do pobrania w MP3, które ponadto opatrzone są streszczeniami i transkrypcjami o wysokiej dokładności, dzięki czemu przykładowo wyszukanie konkretnej wypowiedzi z któregoś z wcześniejszych odcinków Mówią Świadkowie powinno być jeszcze łatwiejsze. Polecam oczywiście również aktualny numer miesięcznika Nieznany Świat, który znajdziecie w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz na platformie elektronicznej Nowy e-kiosk, która z tego, co mi wiadomo, ma niebawem zastąpić dotychczasową platformę nexto.pl. Jeśli komuś zależy na możliwości pobierania zakupionych wydań Nieznanego Świata jako pliki PDF, to tam taka możliwość jest już udostępniona. Polecam również państwa uwadze kanał czasopisma na YouTube, gdzie obok zapisów spotkań w Nieznanoświatowej Księgarni znajdziecie również dźwiękowe wersje wybranych publikacji z archiwum czasopisma i nie tylko. Polecam również państwa uwadze kanały Biuro Duchów Ady Edelmen, Kamila Nizio Przebudzenie, Ufo Historie Piotra Cielebiasia oraz Wehikuł Wyobraźni Marka Żelkowskiego, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. To oczywiście nie są jedyne kanały, które warto odwiedzać, bowiem na stronie głównej naszego kanału na YouTube znajdziecie państwo odnośniki jeszcze do kilku innych wartych uwagi miejsc na tej platformie. Mówił do państwa Marek Sęk "Ivellios".
Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej.
Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl. radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. UFO Relacje — polska baza relacji o obserwacjach UFO: www.ufo-relacje.pl.
Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje — polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Sięgnij już dziś po Nieznany Świat, najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat — miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexto.pl.