Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:00] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:05] - Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe w grupach po dwa, trzy, i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:12] - Zagadkowe obiekty.
[00:13] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
[00:23] - Tajemnicze istoty.
[00:24] - To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu.
[00:31] - Niezwykłe wizje.
[00:33] - Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
[00:40] - Klątwy.
[00:40] - Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać.
[00:47] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:51] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: „Strzelaj!”
[01:04] - Mówią Świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Dziś wysłuchamy zapisu rozmowy ze słuchaczem, który przekazał garść ciekawych relacji, które można określić mianem historii duchowych. Będą zarówno obserwacje duchów, jak i zdarzeń jako żywo przypominających manifestacje poltergeistów, ale nie tylko. Państwu pozostawiam osąd w kwestii tego, jakie mechanizmy mogą stać za wystąpieniem tych zdarzeń. Przejdźmy zatem do wysłuchania dzisiejszej paranormalnej spowiedzi.
[01:53] - Możemy w sumie zaczynać, jeżeli mógłby ewentualnie te swoje historyjki poopowiadać, bo jest ich kilka. Jeśli chodzi o takie niecodzienne zdarzenia i z młodych lat i coś tam dziadek opowiadał i ze swoich doświadczeń osobistych i z doświadczeń moich bliskich i osób w moim kręgu. Także ogólnie to moja pierwsza taka rozmowa tego typu. W sensie, że ktoś się gdzieś tam ewentualnie tym zainteresował, więc nie wiem w sumie od czego zacząć. Przede wszystkim to, że zauważyłem, że z tych rozmów, których ja słucham u pana na tych audycjach, zauważyłem, że wszyscy się podpierają wiekiem i tym, że są świadomi swojego wieku i tego, że nie są jakimiś wariatami. Także ja się też pod to podpinam. Ja mam 36 lat, żona, dwójka dzieci, wiele doświadczeń życiowych różnego typu. Także to nie jest kwestia chęci pokazania się komukolwiek. Po prostu widzę, że się ludzie tym dzielą, to i ja postanowiłem coś od siebie dorzucić, taką małą cegiełkę związaną z czymś, co nie do końca jest w pewnym sensie wytłumaczalne. Także jeśli tak chronologicznie, to mam mniej więcej zacząć od lat tych najmłodszych, co zasłyszałem?
[03:14] - Tak mi się wydaje, że będzie tak najlepiej chronologicznie polecieć, jeżeli jest taka możliwość.
[03:25] - Jeśli chodzi teraz o takie stricte rzeczy związane ze mną. Ja na obecną chwilę mieszkam już w Polsce, ale historia, która mi się przydarzyła osobiście, jest historią z Anglii. Ja w latach 2013-2017 mieszkałem w Anglii, a w 2015 roku pobrałem się ze swoją małżonką i za chwilę po tym wyjechaliśmy. Ona ze mną wyjechała, dojechała do mnie. I pierwsza taka historia dotyczyła bardziej relacji mojego brata. Proszę sobie tylko tak wyobrazić. Ja spróbuję opisać rozłożenie pomieszczeń w domu, żeby pan mniej więcej zorientował się, o co chodzi. Wchodzimy frontalnie do przedsionka. Po lewej stronie mamy małą ubikację, po prawej stronie schody prowadzące na górę i wchodząc do przedsionka naprzeciwko siebie mamy salon. Wchodząc zaraz za drzwi do salonu po lewej ręce mamy drzwi na kuchnię i to jest istotne, że drzwi w tej kuchni otwierają się, jeżeli byśmy stanęli prosto do kuchni, to w prawą stronę otwierały się drzwi i za tymi drzwiami stał stół.
I teraz sytuacja wyglądała tak: to jest relacja mojego brata i ja mówię, mój brat jest osobą dość twardo stąpającą po ziemi, a wtedy jak wróciłem z pracy, to on był po prostu blady. Wszedłem do domu, on mówi mi coś takiego. Był w ubikacji po lewej stronie. W momencie, kiedy wychodził z tej ubikacji, naprzeciwko siebie miał te schody, które prowadziły na piętro i mówi, ewidentnie widział, że na dwóch ostatnich stopniach ktoś stał, ale już to było tak, jakby ktoś już wychodził do góry i zostały tylko nogi. Nie wiem, czy pan kojarzy, bo to było tak zza winkla, że widział, że ktoś po prostu jakby wychodzi do góry. I on sobie myślał, że to jestem może ja, że może wróciłem z pracy szybciej i po prostu mnie nie zauważył. Wtedy wszedł sobie do salonu i z salonu wszedł do kuchni, ale stał w tych drzwiach, że nie widział niczego na prawej stronie i jego żona stała przed nim przy kuchni. On się pyta: „Co, wrócił?” A ona mówi, że nie, że jeszcze po prostu nie wróciłem. A to może A ona mówi: „Nie, N. przecież siedzi tu przy stole”.
I on wtedy popatrzył się za te drzwi, patrzy, że ta N. to była siostra mojej szwagierki, czyli żony mojego męża. On w tym momencie popatrzył się za te drzwi, patrzy, że ona siedzi. Mnie oczywiście nie było. I w tym momencie zbladł i nogi mu się ugięły. I mówi: „Skoro P. jest jeszcze w pracy, a N. jest tutaj, to kto właśnie wyszedł na górę?”. On wtedy do niego: „Jak ktoś wyszedł na górę?”. A on mówi: „No kurwa, właśnie ktoś wyszedł nam na górę”.
I wtedy wszyscy we trójkę wstali i polecieli szybko na górę, a na górze mieliśmy tylko dwa pokoje i łazienkę. I po prostu oczywiście tam nikogo nie było. Po tej sytuacji, która się wtedy wydarzyła w kościele polskim, tam, gdzie mieszkaliśmy, okazało się, że jednym z kapłanów jest egzorcysta i my opowiedzieliśmy mu tę historię, tę sytuację i zaprosiliśmy go do siebie do tego domu. I tam gadka szmatka, opowiadamy mu, jak to wyglądało. I ten egzorcysta mówi tak: „Ja wam nie mogę odprawić egzorcyzmów w tym mieszkaniu, ponieważ to nie jest moja jurysdykcja”, bo oni tam mają swoje jurysdykcje do podziału, że to muszą jakieś decyzje czy zgody uzyskać, żeby coś takiego móc przeprowadzić. I mówi do nas: „Ja nie mogę przeprowadzić egzorcyzmów, mimo tego, że wiem, że w Anglii jest dużo takich sytuacji, ale możemy się pomodlić”. No i myśmy się pomodlili. On nam poszedł i poświęcił całe to mieszkanie. I na tamtą chwilę z tego mieszkania to wszystko, że tak powiem, się skończyło, bo to jest takie jedyne tylko, co ja pamiętam, że tam się coś ewentualnie działo.
[07:12] - A to jest jakiś taki starszy budynek? Wiadomo coś o historii?
[07:16] - To znaczy myśmy nie rozmawiali z tym naszym landlordem na ten temat. Ja wiem tylko tyle, że on to miał. Też kupił to wcześniej po kimś starszym i wynajmował to. Czy starszy? Nie wiem, jak określić wiek. To były takie domki w szeregowej zabudowie z takim ogródkiem. Takie angielskie typowo. To później Polacy kupili nawet, że tak powiem, remontowali ten dom od niego. Także to jest sytuacja, którą relacjonował mi brat, ale wierzę w nią bardzo mocno, ponieważ tak jak mówię, brat jest też mocno stąpający po ziemi, a wtedy wyszedłem do domu i normalnie blady jak ściana był, także też nie ściemniam.
[07:55] - Gdy racjonalista reaguje w taki sposób na zdarzenie takie z pogranicza naszej rzeczywistości, to rzeczywiście musiało to wywrzeć na nim duże wrażenie.
[08:04] - Przede wszystkim to, że mój brat jest osobą, która ma swój pogląd na świat. On sobie nie da, że tak powiem, czegoś wmówić. On zawsze mówi, że jeżeli mogę troszkę niecenzuralnie mówić, on ma wyjebane na kogoś innego. On jest sobą i on będzie robił tak, jak on uważa. Ja się nie raz śmiałem, że ty masz trochę za bardzo, że tak powiem, podejście takie z tym wyjebaniem, że po prostu niczym się w życiu nie przejmujesz. No ale mówi on żyje tak, jak żyje i nikt mu nie będzie gadał, co ma robić. On był w wojsku, co prawda wiadomo, tam się musiał podporządkować, ale też twardo stąpał tam w tym wojsku, bo to był w żandarmerii także mocno to, że tak powiem, stąpająca osoba. I teraz sytuacja, która dotyczy bezpośrednio mnie i mojej żony. Po ślubie, jak myśmy się już tam sprowadzili do tej Anglii, chwilę żeśmy pomieszkali właśnie wszyscy razem, po czym postanowiliśmy, że znajdziemy sobie po prostu swoje lokum. Nie chcemy mieszkać we wszyscy naraz, po prostu w jednym mieszkaniu i chcemy się gdzieś przenieść.
I znaleźliśmy sobie mieszkanko niedaleko w sumie od tego miejsca. Jedna z pierwszych, że tak powiem, nocy, którą żeśmy tam spędzali. Może nie była to pierwsza, ale tam nie było dużego stażu jeszcze zamieszkania tego mieszkanka przez nas. Po prostu ja z racji, że tak powiem, młodego stażu małżeństwa jeszcze nie wszystko między nami, że tak powiem, było jasne między mną i żoną. I ja mam po prostu problemy żołądkowe po zjedzeniu pewnych produktów. No i wtedy akurat wyszło tak, że tych produktów się po prostu najadłem. No i nie chciałem po prostu spać z żoną w pokoju, bo wiedziałem, że będzie to, że tak powiem, nieprzyjemnie mi się będzie z nią spało na zasadzie po prostu problemów gastrycznych.
[09:47] - Panu i żonie chyba, tak?
[09:49] - No tak, bardziej mi o to chodziło. Ona oczywiście nie miała z tym żadnego problemu, ale ja się troszkę krępowałem, więc powiedziałem: „Nie, ja się dzisiaj wyśpię tutaj w salonie. Ty — mówię — idź normalnie spać, nie przejmuj się, ciepła noc, ja sobie okno otworzę i nie będzie problemu”. No i oczywiście przegadywanki, ale no dobra, mówi: „No to idź”. No i poszedłem spać do tego salonu. I sytuacja jest następująca. Rano po tym, jak wstałem z łóżka, wiadomo, początek małżeństwa to i człowiekowi troszkę romantyzmu się powłączało. Składając pościel, którą tam miał, po prostu z tej pościeli ułożyłem takie wielkie serce na dywanie i że chodziłem na rano do pracy na godzinę 6:00, więc do 5:00 musiałem wychodzić, więc wiedziałem, że ona na pewno jeszcze sobie nie wstanie. No i pojechałem do tej pracy. I tak szczerze, kurczę, czekałem na jakiegoś SMS-a, może coś tam.
Wie pan, jak to jest, kurczę, może o, miło, coś tego, nie? Ale cisza, nic się nie dzieje. Myślę sobie: no ona jest taka trochę powściągliwa, może nie chce nic mówić do momentu, jak przyjdę. No ale ja wróciłem po pracy do domu. Tak chodzę, kurczę, zagaduję coś tego, jak tam dzień tego? A w porządku tego. Jak ci minął? Opowiada. Się pytam, czy nic nie było takiego. Ona mówi, że nie.
Mówi tutaj- To była bardzo luźna rozmowa, że my sobie robiliśmy takie, myśmy to nazywali bombki, że się wkręcaliśmy w różne sytuacje, jakieś takie żartobliwe. Ja w tym momencie widzę, że ona chyba nie łapie, o co mi chodzi. I mówię: „A tutaj w pokoju nic nie było?” Ona mówi: „No nie, pozbierałam tę pościel, co poskładałeś na łóżko i posprzątałam i zaczęłam robić obiad”. Ja tak chwila, mówię: „Jak poskładane na łóżku?” Ona mówi: „Tutaj pościel była, poskładałeś, tutaj zostawiłeś”. Ja w tym momencie sobie usiadłem, ona się tak na mnie patrzy i mówi: „Ale o co chodzi?” Ja mówię: „Wkręcasz mnie”. A ona mówi: „Nie, a dlaczego?” Ja mówię: „Ale poważnie, gdzie ta pościel była?” Ona mówi: „Tutaj na łóżku była poskładana w kosteczkę”. Ja w tym momencie musiałem głośno przełknąć ślinę, bo ona się sama wytoczyła i mówi: „O co chodzi?” A ja mówię do niej: „Ale wiesz, ja jej nie składałem na łóżko”. Ona mówi: „Ale jak to?” Ja powiedziałem jej: „Ułożyłem ci z tej kołdry serduszko na podłodze, żeby ci miło było z rana”. I ona wtedy otworzyła bardzo szeroko oczy i tylko było: „Aha”. I to była taka pierwsza sytuacja, która nas bardzo mocno zdziwiła, bo jak to wytłumaczyć?
Ja tu składam serce z całej kołdry na pół dywanu w pokoju, a tu mi mówi żona, że jest pościel złożona w kosteczkę i leży sobie normalnie na tapczanie czy tam na wersalce.
[12:30] - Wypisz, wymaluj jakaś złośliwa siła postanowiła panu popsuć niespodziankę dla żony.
[12:36] - Ale teraz pytanie: jaka, jak my we dwójkę tylko mieszkaliśmy i nikogo innego w tym domu nie było? Teraz sytuacja, kolejna złośliwość, że tak powiem, w tym domu pewnego razu. Może ktoś powie, że było coś popsute. Ale niech mi pan odpowie, jaki miałem cel zamykać się w łazience, idąc się myć, wiedząc, że jest tylko żona w domu? Jaki? Żaden. Nie zamykałem się, nie miałem takiej potrzeby. A po zamknięciu drzwi zablokowały mi się całkowicie drzwi na zasadzie takiej, jakby ktoś zamknął na zatrzask i ten zatrzask się zepsuł. Nie mogłem się z łazienki wydostać. Ja mówię, jedyne rozwiązanie, jakie w tamtym momencie znalazłem, to takie, że powiedziałem żonie: „Weź, zadzwoń do kolegi mojego”.
Wiedziałem, że jest budowlańcem, ma sprzęty. Przyjedzie, porozkręca to i wypuści mnie z tej łazienki. Bo jak wyjdę? I rzeczywiście tak też zrobiła. Zadzwoniła po niego, on przyjechał, rozebrał ten cały zamek z zewnątrz i mówi do mnie jeszcze z takim szyderem: „To po coś ty się w ogóle zamykał? Co, żony się wstydzisz?” Dlatego tak nawiązałem do tego. Ja mówię: „Ale ja się w ogóle nie zamykałem”. Dlatego mówię, że nie wiem, o co chodzi. Ja mówię: „Normalnie klamkę zamknąłem i tyle. Ja żadnego zatrzasku nie robiłem”.
Wyglądało tak, jakbyś się zatrzasnął bardzo mocno od środka i tam coś strzeliło w środku w tym zamku, jakaś tam zapadka czy coś. Tak że wymontował całkowicie wtedy ten zamek i już nie było tego problemu.
[14:11] - A to mogło się zrobić, że tak ujmę, w wyniku na przykład zbyt mocnego trzaśnięcia drzwiami? Mogło tam się coś poprzestawiać?
[14:18] - Ale ja nie trzasnąłem tymi drzwiami, nie miałem potrzeby trzaskania tymi drzwiami. Po prostu wszedłem do łazienki, jak za każdym razem wszedłem, zamknąłem za sobą drzwi. On mi to tak wyjaśnił, że wyglądało to tak, jakby ktoś bardzo mocno zamknął drzwi i coś tam strzeliło w środku, jakaś tam sprężyna czy coś. To akurat już może najbardziej chodzi o to, że w tych angielskich drzwiach te zamki, które były na dole, były naprawdę takie siermiężne, naprawdę trzeba było przyłożyć siły, żeby go zamknąć. To nie takie jak u nas. Teraz mam na przykład wymienione drzwi w domu, dosłownie można dmuchnąć w ten zamek i go się zamknie, tylko naprawdę trzeba było użyć siły, żeby go przymknąć. Ale pomijając ten aspekt. Teraz jest jeszcze jedna taka sytuacja z tego mieszkania. Pewnego razu postanowiliśmy sobie wymienić żarówki w domu i ja już stricte nie pamiętam ilości żarówek, które w żyrandolach miałem. Przyjmijmy, że było ich 20.
Na zasadzie takiej, że zaświeciłem wszystkie światła w każdym pokoju i liczyłem sobie żarówki. Istotną rzeczą jest żyrandol potrójny w salonie. Tam były dwa przyciski, jeden przycisk palił jedno światło, a dwa przyciski paliły wszystkie trzy światła. I była taka sytuacja, że pojechaliśmy z żoną kupić żarówki. Przykładowo naliczyłem ich 20. Kupiliśmy tych 20 ledowych żarówek, żeby wszystkie były takie same. Wracamy do domu, postanowiliśmy to wszystko powkręcać. Znaczy myśmy, ja, nie żona, bo ona się nie pchała do takich rzeczy. I tak jakoś wyszło, że ja wszystkie pokoje najpierw obszedłem i korytarz, i łazienkę i wszystko. I na koniec zostawiłem sobie właśnie salon.
I w salonie ogólnie było pięć żarówek. Był taki dosyć podłużny ten salon i zaraz na wejściu był ten żyrandol na trzy światła, a w dalszej części był na dwa światła. Najpierw sobie wymieniłem tam, gdzie były dwa światła, więc zostały mi fizycznie w ręku trzy żarówki, bo trzy powinienem wymienić. I ja łapię za jedną, wykręcam, wymieniam, łapię za drugą, wykręcam, wymieniam, łapię za trzecią, a trzeciej nie ma. I teraz ja mówię do mojej żony: „Ty już coś tu wykręcałaś?” Ona mówi: „Tata, ja ci się tam pcham do twoich rzeczy”. Ja mówię: „No ale przecież ten żyrandol zawsze świecił się na trzy żarówki. Ja tu nie mam żarówki w środku”. Ona mówi: „Co ty gadasz? Wkręcasz mnie”. Ja mówię: „Nie wkręcam cię, masz liczyć żarówki”.
I przeliczyliśmy żarówki, te wszystkie, które mi zostały po wymianie. I ewidentnie jednej brakowało. Przykładowo było 19, a powinno być 20, bo ja 20 żarówek naliczyłem i 20 kupiłem. I to jest też rzecz, której nie potrafię sobie wyjaśnić, bo myśmy wcześniej na to w ogóle nie zwracali uwagi, bo on nie był świecony od dołu, tylko te żarówki były od góry wkładane. I ja mówię: „Zawsze świeciły się trzy”, bo przecież bym zauważył, że się świeci. Jedna czy dwie, a nie trzy. A tam zawsze świeciły trzy. One były rozłożone w trójkąt, więc tak jak w Mercedesie jest gwiazdka, to każda żarówka na swoim końcu. Żeby były w skupieniu, to może bym się pomylił. Wiadomo, mogłoby mi się coś wydawać, ale każda była w innej części tego żyrandola, a ona mimo wszystko się świeciła.
Także nie potrafię tego do dzisiaj wytłumaczyć, ale wiem tylko tyle, że o ile mógłbym nawet podejrzewać, że mi się to wydaje, o tyle nieraz jak rozmawiałem o tym i mówiłem o tym zdarzeniu w jakichś sytuacjach związanych z imprezami czy przy rodzinie, to zawsze moja żona, jak nieraz się nie zgadzamy, tak w tej kwestii zawsze mówiła, głową kiwała na tak i potwierdzała moje słowa co do jednego, że tak po prostu było, bo ona też nie potrafi tego wyjaśnić, tak sytuację z tym kocem, jak sytuację z tą żarówką.
[17:59] - Ta sytuacja z żarówką mi przypomina sytuację, którą opisywała mi kiedyś słuchaczka z Tychów bodajże. Nie wiem, czy pan kojarzy. Jeżeli dobrze pamiętam, tam był chyba taki motyw, że miała swój jakiś taki ulubiony nożyk do owoców czy do czegoś i ten nóż jej pewnego razu spadł i zniknął. Tak po prostu. Przeszukała całe mieszkanie, całe pomieszczenie, w którym się wtedy znajdowała. Noża nie ma. To co się mogło z tą żarówką wtedy stać, prawda?
[18:29] - Ja w ogóle mam takie czasami sytuacje teraz związane stricte ze mną, że często na przykład robię coś, mam coś przed sobą, po czym się odwrócę i nagle nie mogę tego znaleźć. Kręcę się, latam dwa, trzy razy w to samo miejsce, patrzę, po czym po czwartym, piątym razie patrzę, a to dalej jest. I tego akurat nikomu jeszcze nie mówiłem, bo to jest dziwne, ale tak się dzieje. Tak się dzieje często w pracy na przykład mam na wysokości oczu taką półeczkę, tam odkładam wszystkie swoje przyrządy, którymi pracuję i na przykład odłożę sobie metrówkę, obrócę się na pięcie, metrówki nie ma. I nagle patrzę się w lewo, w prawo, może spadła. Patrzę, ona znowu jest na miejscu. I często tak jest nie tylko z metrówką, ale z jakimiś tam piśmienniczymi rzeczami też.
[19:19] - Tak jakby jakaś siła się nami bawiła i robiła nam psikusy poprzez ukrywanie rzeczy, których aktualnie używamy. Ja też przypominam sobie czasami, bez szczegółów co prawda, bo nie mam aż takiej dobrej pamięci, ale pamiętam, że zdarzało mi się, że na przykład bawiłem się czymś, jakąś taką małą rzeczą. Coś takiego małego spadło i w momencie kontaktu z podłogą po prostu to był ostatni moment, kiedy to widziałem.
[19:45] - Czasami może się coś odbić, wiadomo, pod jakimś tam kątem czy coś.
[19:48] - No tak.
[19:49] - Gdzieś tam poleci, nawet nie wiemy o tym, bo też tak czasami miałem. Powinno być na lewo, a było gdzieś z tyłu i nawet nie wiedziałem, że to tam mogłoby polecieć.
[19:57] - Ale prędzej czy później by się znalazło, prawda? Tutaj ani ten nożyk u słuchaczki się nie znalazł, ani ta zaginiona żarówka u pana się nie znalazła.
[20:07] - Nie, ta żarówka się nie znalazła właśnie. Nigdy nie znalazłem jej i zawsze miałem to w głowie, że jest to jedno pudełko, bo robiłem tak: jak wyjmowałem starą żarówkę, wkładałem do tego pudełka po tej nowej żarówce, żeby w razie W zostawić sobie na podmianki czy coś. Albo jak będę wychodził z tego mieszkania, to te swoje żarówki wykręcę. Bo tak było mniej więcej w Anglii. Jak się wychodziło, to zostawiało się mieszkania w takim samym stanie, w jakim się dostawało. A żarówki ledowe wymienić, to było 20 sztuk przykładowo, to nie było też tanio, to sobie chciałem je z powrotem wziąć do innego mieszkania, jakbym się miał przenosić. Niby śmieszne, niby nieśmieszne, ale tak ludzie tam też robili. Jeszcze w tym domu była taka sytuacja, że pewnego razu kupiła żona bagietkę. I ta bagietka była schowana w szafce tam, gdzie pieczywo trzymaliśmy sobie. I na drugi dzień rano chciałem sobie zrobić bagietkę do pracy.
Ja się otwieram, patrzę, a ta bagietka tak jakby pan od linijki wziął równiutko na długość, ja wiem, siedem, osiem centymetrów, równiutko dookoła obgryziona z tej pierwszej skórki. Ale obgryziona tak, jakby... Ja to na początku sobie mówiłem: „Pewnie jakaś mysz wpadła”, nie? Ale teraz tak, dwa pytania: czy mysz obgryzając taką bagietkę byłaby w stanie obgryźć ją dookoła nawet od spodu części leżącej? To jedna rzecz. I druga rzecz, w sumie trzy: czy byłaby w stanie obgryźć ją tak równiutko, jakby ktoś po prostu ją przyciął, dookoła ją obciął i tylko zdjął część tej skórki przykładowo do części końcowej? Nie wiem, jak to inaczej panu wytłumaczyć. Jakby z piętki po prostu było obgryzione te siedem centymetrów. I trzecia rzecz, to mi też nie daje spokoju: w jaki sposób mogłaby się tam dostać ta mysz, skoro wziąłem latarkę, obświeciłem wszystkie zakamarki od środka, z zewnątrz, wewnątrz. Mówi się, że mysz czy szczur może przejść przez bardzo małe otwory.
No dobra, tylko że jeżeli ja nie widzę nigdzie snopu światła bijącego z zewnątrz do środka szafki, tak samo jak w nocy zaświeciłem, schowałem latarkę do środka, zamknąłem drzwiczki, nigdzie mi na zewnątrz nie świeci, to ja się pytam, jak ona się tam dostała, skoro drzwiczki w tej szafce były jeszcze na taki specjalny, że tak powiem, jakby samodociskowy zamek. Nie wiem, czy pan kojarzy. Jak Ikea czasami ma, że tak się zamykają drzwi powoli i na końcu się dociąga. Coś takiego.
[22:37] - Ja kojarzę, że tutaj mam w domu takie drzwiczki, że tam jest taki jakby guziczek, który wpada i blokuje taka kulka.
[22:45] - To nawet nie guziczek, to po prostu były takie zawiasy, które miały w sobie taką sprężynę, że na początku wyhamowywały, a później po prostu dociągały. Te samodociągające się drzwiczki, coś takiego, tak to mogę powiedzieć. I też nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Jeżeli by to nawet był jakiś gryzoń, to jak on się tam dostał i jak stamtąd wyszedł? Mało tego, przy tej bułce nie było ani jednego okruszka. Wie pan, ja rozumiem, nieraz się chleb kładzie i się okruchy porobią, tak? A tutaj obgryziona równiutko bagietka, opędzlowana, obgryziona ta pierwsza skórka, ta taka chrupiąca. I co? I nie ma okrucha?
[23:19] - Jakby obcięta takim nożem precyzyjnie.
[23:23] - Bardziej jakby zeskrobana, wie pan? Bo to tak, jakby coś skrobało ją, bo to tylko ta wierzchnia pierwsza skóreczka ta chrupiąca, takie trzy milimetry. I tak równiutko dookoła, jakby ktoś ją obciął i tą tylko końcówkę zdjął. Tak to wyglądało. I to wyglądało dookoła, czyli jak leżała przykładowo spodem bagietka, od spodu też była obgryziona. Tak jakby obracało tym czy co, ja nie wiem, nie potrafię tego wyjaśnić. To są sytuacje takie związane właśnie ze mną. Jeśli jeszcze mogę, to mam dwie historie związane z bliskimi. Tylko nie chciałbym, żeby to później wyszło. Na zasadzie osoby, o której teraz będę mówił, może powiem to: te osoby były na wycieczce, na pielgrzymce.
Pamiętam, jak po powrocie z Medjugorie odbierałem te osoby z autokaru i trzy osoby ogólnie wychodziły, a powinny wyjść dwie. Okazało się, że ta trzecia osoba, wiadomo, jak to się jest na pielgrzymkach, za chwilę ktoś się z kimś poznaje. Okazuje się, że ta trzecia osoba to była znajoma. Powiem wprost: moi rodzice byli na pielgrzymce i wracając z tej pielgrzymki poznali tam gościa, który mieszkał w wiosce mojego ojca z dawnych czasów. Tylko to młody chłopak był. I te trzy osoby wychodzą z autokaru. Po pierwsze to, co mi dało takie dziwne uczucie, to to, że ten autokar był bardzo cichy. Jak moja mama wychodziła z moim ojcem, to oni tak bardzo cicho: „Trzymajcie się, wszystkiego dobrego”. Nie jakaś euforia, bo fajnie było, tylko było bardzo cicho, bardzo spokojnie. Wyszła moja mama, wyszedł mój tato i wyszedł ten chłopak.
Najbardziej zastanowił mnie wygląd mojej mamy. Ja mówię: „Co jest? Co się dzieje?”. Popatrzyłem się na mojego ojca, a ojciec mówi tylko: „W domu ci opowiem”. A moja mama tylko powiedziała: „Cześć synu”. Wsiadła do auta i tyle. I się nic nie odzywała. Ten chłopak też się nic nie odzywał, tylko nas ojciec przedstawił, wytłumaczył mi, kto to jest i pojechaliśmy do mieszkania, żeby śniadanie sobie zjedli, bo to było dosyć wcześnie rano, a ten chłopak czekał na kogoś z rodziny, żeby ktoś po niego przyjechał z tej miejscowości. Teraz sytuacja jest następująca: wracamy do domu i siedzimy przy stoliku, jemy śniadanie i oni są tacy bardzo cisi. Pytam: „O co chodzi?
Mamo, co się stało?”. Ona mówi tak: „Nie wiem, niech ci tata opowie”. I mój tata się w tym momencie rozpłakał. Ja mówię: „O co chodzi? Co się stało?”. Drżącym głosem, drżące ręce. Ja zauważyłem, że ten chłopak też wtedy w tym momencie przycichł. Kurczę, mam teraz normalnie ciary po całym ciele, jak panu mówię. On tak ucichł, ten chłopak. Rozmawialiśmy, ale on tak ucichł nagle.
Głowę spuścił w dół i tata mówi: „Mamie się coś stało w autokarze”. Ale ja mówię: „Ale jak? Co się stało?”. „Jeszcze nie wiemy”. Ja mówię: „Ale jak? Ale co?”. I tak jakby mój tata nie chciał nic mówić i tak jakby do tego chłopaka: „Może ty powiedz, bo jak ja powiem, to może mi nie uwierzyć”. Że ja mogę nie uwierzyć własnemu ojcu. I ten chłopak mówi: „Bo w pewnym momencie twoja mama po prostu straciła kontakt z rzeczywistością i zaczęła tak bardzo mocno krzyczeć”. Ale to był taki krzyk, że cały autokar w tym momencie stanął i ten ksiądz, który tam był z nimi podczas tej pielgrzymki, ja go później poznałem, po prostu podleciał do mojej mamy szybko i mówi: „Módlmy się, bo tu się coś dzieje”.
Ja już dzisiaj wiem, co to się wtedy działo, ale na tamten moment nie wiem, czy to śmiesznie zabrzmi, ale oni to wszyscy odebrali jako opętanie mojej mamy. W pewnym momencie tego zdarzenia ona tak strasznie zaczęła krzyczeć i ten ksiądz zaczął się modlić. Zaczęli prosić Matkę Boską o to, żeby przyszła, żeby ich wspomogła. I to gdzieś trwało z pięć minut, tak jak mi opowiadali. W tym momencie, jak ten chłopak mi to opowiadał, to mój tata płakał, bo on nie był po prostu w stanie zebrać myśli. Później tata mi to potwierdził. Ja tylko pamiętam, że ja powiedziałem do taty: „Tata, i ty myślisz, że ja bym ci w to nie uwierzył? Na tyle mnie nie doceniasz, że myślisz, że ja bym własnemu ojcu w coś takiego nie uwierzył?”. Też miałem do niego o to żal, że nie chciał mi tego powiedzieć, ale później mi to wszystko wytłumaczył. Powiedział, że on był sam jeszcze w takiej konsternacji, nie wiedział, co się dzieje.
Okazało się w późniejszym czasie, że moja mama zaczęła jeździć tutaj w moim mieście, gdzie mieszkam, był ksiądz egzorcysta, który w tym momencie już nie żyje. Ale ja też byłem u tego egzorcysty, bo swego czasu sam myślałem, że jestem przeklęty. Wrócę do tego tematu dlaczego. Ona była u niego na takim prześwietleniu przez egzorcystę, czy wszystko jest w porządku i w ogóle. Była u niego, była później jeszcze u innego. Rozmawiali. Suma summarum w tym momencie z mamą moją jest w porządku, ma tylko depresję. A to wszystko, co się wydarzyło, bardzo mocno zmieniło moją mamę na, wręcz bym powiedział, taka osoba trochę, że oboje są aż za bardzo w stronę Kościoła, panu powiem. Może nie fanatycznie czy coś, ale dużo się modlą, dużo chodzą do kościoła, bo moja mama, jak to jej później zostało wytłumaczone, przeszła ponowne narodziny w wierze czy coś takiego.
[29:26] - Taki rodzaj mistycznego doświadczenia. Coś typu objawienie na przykład.
[29:33] - Tak. Byłem świadkiem zdarzenia, kiedy moja mama, jeszcze będąc w fazie wracania duchowego do swojego stanu obecnego, w którym jest, bo to był proces, to trwało kilka miesięcy. To była taka sytuacja, kiedy pamiętam, jak moi rodzice wracali z kościoła, ja byłem akurat pod domem... domem, bo tam wracałem z pracy. Zajechałem do nich na chwileczkę pogadać i już widziałem, że z moją mamą jest coś nie tak, bo oni mieszkają w bloku i jak szła, to od klatki już widziałem, że strasznie ją spina. Ona już nie szła normalnie, tylko jakby człowiek był całe ciało sztywne. Już nawet ust nie otwierała, tylko już po tych schodach tak jak pingwin na sztywnych nogach. Ja ją podpierałem od tyłu, żeby nie poleciała, bo ona już nóg nie uginała. I przy tych drzwiach tylko było tak: „Yy, yy, yy.” Otwieraj te drzwi tak przez zęby. „Ja już nie wytrzymam, ja już nie mogę, ja już nie wytrzymam.” I to było zdarzenie, po którym rzeczywiście myślałem, że moja mama jest opętana.
Dosłownie to było tak, że tata szukał, tak jak na tych filmach. Ma niby dwa klucze, a nie może znaleźć właściwego. W końcu dorwał ten właściwy klucz, otworzył te drzwi i dosłownie moja mama wpadła jak przecinak przez te drzwi do przedpokoju i w przedpokoju po prostu taka sztywna. Telepało nią, po prostu nią telepało. I teraz ksiądz pewien powiedział, żeby się tym nie przejmować, że to jest po prostu taka faza, w której jej się nie powinno nic stać. I takich faz u niej widziałem dwie. Właśnie wtedy, tego wieczoru, kiedy wróciła z tego kościoła i jeszcze któregoś następnego dnia, kiedy jeszcze byliśmy w domu, siedząc przy stole, po prostu zaczęliśmy rozmawiać, po czym mama wstała i widziałem, że coś się dzieje, bo już na sztywnych nogach szła. Poszła wtedy do pokoju, po prostu wyciągnęła się na łóżku w pozycji półsiedzącej na narożniku, wyciągnęła nogi do przodu, ręce do boku i po prostu zaczęło nią telepać. Także to były takie sytuacje związane, teraz mi to mówię, już sobie to przetłumaczyłem na zasadzie tej duchowości, bo to już też zostało zweryfikowane przez parę osób. To po prostu tak jak pan mówi, coś jakby mistyczne przeżycie po tym powrocie z tego Medjugorie.
Ona twierdzi do dzisiaj, moja mama, że bardzo dużo wtedy po tym całym zdarzeniu płakała, ale ona płakała nie na zasadzie takiej, że płakała, bo jest smutno, tylko ona nie wiedziała, dlaczego płacze. Ona po prostu wiedziała, że płacze, a jak płacze, wiedziała, że musi się iść pomodlić. Jak się modliła, to jej przechodziło. Ale wtedy to naprawdę ona więcej czasu spędzała, że tak powiem, przy modlitwie niż żyjąc. Ale w tym momencie już jest wszystko wyprostowane.
[32:15] - A zdrowotnie z mamą wszystko jest okej? Poza oczywiście tą depresją, o której pan wspominał.
[32:21] - No to depresja teraz wyszła.
[32:24] - Bo te opisy tych zdarzeń z mamą, tego telepania, usztywnienie są dosyć takie, jakbym to ujął, przerażające co najmniej.
[32:35] - Ja panu powiem, jak ja wtedy to widziałem. Ten drugi raz nie. Ten pierwszy raz, jak zobaczyłem w tych drzwiach, co mówiła do mojego ojca: „Otwieraj te drzwi szybko, bo ja już nie wytrzymam”, to ja byłem w szoku. Ja normalnie trzymałem mamę wtedy na podłodze, głowę jej trzymałem, żeby się nie poobijała, ale ja to strasznie przeżyłem. Ja nawet później w nerwach do mojego brata, bo mój brat zaczął tam się zbijać. „A tego, świętoszki, świętoszki!” Ja mówię, opieprzyłem mojego brata. Mówię: „Gówno wiesz. Nic nie widziałeś. Ciebie przy tym nie było. Gdybyś przy tym był, to byś się osrał” do niego.
I tak to wyglądało.
[33:09] - Ja jeszcze takie mam pytanie odnośnie mamy, czy tak prewencyjnie robiliście może jakieś badania pod kątem-
[33:16] - Tak, robiliśmy badania, bo wie pan co? Mała robiła badania. Tam chodziło o to, że pewnie lekarze stwierdzili, że u niej to było na zasadzie menopauzy, po prostu zmiany hormonalne, że to jakaś reakcja zmian hormonalnych. No ale wie pan co? Ja nie widziałem, żeby ktoś w taki sposób-
[33:33] - Ja pierwsze słyszę, żeby ktoś tak przeżywał menopauzę, prawda?
[33:37] - To depresja, to się zgodzę, że może tu mieć coś do czynienia. No ale nie te sytuacje. Nie, po prostu dla mnie to nie pasuje. Ale tak to zostało wyjaśnione. Oczywiście wszystkich szczegółów mama tam wtedy tym lekarzom nie mówiła odnośnie tych zdarzeń, tylko to, że się źle czuje, że nie może spać i w ogóle.
[33:59] - Też pewnie te różne szczegóły nie byłyby jakieś szczególnie istotne dla badania medycznego. To, co najistotniejsze, co by sobie lekarz pomyślał, prawda?
[34:10] - Tak. Dlatego to tak raczej nie. W międzyczasie jeszcze panu wspomniałem o tej sytuacji, że ja też się widziałem z tym księdzem raz, bo u mnie w życiu to było tak, że jak za młodu człowiek tam troszkę, że tak powiem, szalał z dziewczynami i w ogóle. Ale poznałem kiedyś taką dziewczynę. Zależało mi na niej bardzo, a jej na mnie jeszcze bardziej. I ja ją bardzo skrzywdziłem. Skrzywdziłem ją po prostu tym, że bez powodu, można powiedzieć, zerwałem znajomość. Po prostu rozszedłem się z nią w trakcie, jak poszedłem na studia i w tym momencie ona, ja nie zapomnę tych słów nigdy. Ona po prostu powiedziała do mnie w tym żalu i w tej złości, bo ona wiedziała, że tam inne dziewczyny i w ogóle, że tam się kręcą. I ona mi powiedziała wtedy: „Pamiętaj, że ty nawet jak będziesz w życiu z kimś, to zawsze będziesz sam”.
I to zapadło mi o tyle do głowy, że później moje wszystkie związki były takie nietrwałe. A jak już się, że tak powiem, pobrałem z żoną, to my do dzisiaj jesteśmy już dobrych dziewięć lat po ślubie, a do dzisiaj jeszcze mamy czasami takie akcje, kłótnie i nerwówki ze sobą, że po prostu ja się zastanawiam, gdzie jest ten błąd, gdzie to wszystko się kumuluje, dlaczego tak jest, a nie inaczej. Bo się mówi czasami o tych klątwach, że ktoś mógł na ciebie rzucić klątwę. Bo tak się nieraz mówi, że można kogoś przekląć nie na zasadzie, po prostu rzucić jakieś takie właśnie w złości, jakieś takie powiedzenie. Ja to sobie właśnie zawsze kojarzyłem z tym zdaniem tej mojej byłej dziewczyny. I właśnie w związku z tym też chciałem zobaczyć, czy ze mną jest wszystko w porządku. I właśnie byłem na rozmowie z tym księdzem egzorcystą i on mówi, bo to był człowiek, który wiadomo mi, że po aurach ludzi rozpoznaje. I on mówi, że: „Ja nie widzę u pana nic takiego”. Mówi: „Nie widzę, tylko to prawdopodobnie jest tak, że pan sam sobie to tak tłumaczy”, że po prostu ja sobie sam to tak tłumaczę, że po prostu te nerwy, to wszystko w sobie tak duszę i tak później to wszystko wychodzi, że ja sobie tłumaczę, że to pewnie przez to powiedzenie. Także to jest tylko taka proforma, dlaczego też miałem kontakt z tym egzorcystą.
[36:17] - Być może powiedzenie tymi kilkoma słowami dziewczyna wtedy coś w panu zaszczepiła. Coś, co teraz w panu kiełkuje.
[36:25] - No właśnie. Dlatego ja mówię, to mogło tak być. Mogło mieć coś takiego, bo mówię, mnie to się zawsze przypomina, jak po prostu miałem takie gorsze dni kiedyś, to tak sobie myślałem. Może to rzeczywiście to jest to, że mimo tego, że jestem z kimś, to zawsze jestem sam. Bo wszystko praktycznie w życiu, co robię, robię sam. Staram się radzić sobie ze swoimi problemami sam, żeby nie obarczać nikogo. Także dużo tego jest. I jeszcze jedna taka sytuacja związana może nie bezpośrednio ze mną, ale ze znajomymi moich teściów, którym poniekąd też ja pomogłem. Zaraz wyjdzie dlaczego. Swego czasu u nas w mieście były i są organizowane tak zwane mszę uzdrowienie.
Przyjeżdża taki dosyć znany tutaj egzorcysta, przeprowadza mszę i w ogóle. Ja byłem parę razy na tych mszach i na jednej z tych mszy po prostu sobie dałem, bo tam było na każdej mszy można było sobie egzorcyzmować sól, olej i wodę. I to wszystko było już później nieświęcone, tylko święcone, egzorcyzmowane, czyli tak jakby wyższa ranga, no nie? Pewnego razu, to było w zeszłym roku, to taka najświeższa sytuacja związana z takimi jakimiś paranormalnymi rzeczami, zjawiskami. Sytuacja wygląda następująco: to było w okresie Dnia Matki, coś takiego. Moja teściowa idąc do kościoła po prostu spotkała swoją znajomą. To było już po mszy. Ona wychodziła, tamta wchodziła, mówi: „A gdzie tak pędzisz?” Ona to wszystko później w domu opowiadała. Mówi: „Gdzie tak pędzisz?” A ona mówi: „Ach, idę tutaj do księży, bo mam problem”. Mówi: „Ale jaki ty masz problem?” Mówi: „A, to nie ze mną, tylko...”.
I tu sytuacja wygląda następująco: ona ma syna, który rozstął się ze swoją małżonką i poszedł mieszkać do domu swojej babci, która zmarła jakiś czas wcześniej. I w tym domu działy się ponoć bardzo złe rzeczy. W sensie po prostu tam straszyło. Dosłownie. Tam były jakieś krzyki, wrzaski, piski, drapanie w ściany, w podłogi, walenie po oknach. Różne rzeczy tam się po prostu działy. W momencie, kiedy on już wchodził do tego domu, to już nawet pies nie chciał tam wejść, bo już coś jakby czuł. I on się z tym wyznał do tej pani, że takie rzeczy się dzieją. Na początku w ogóle nie wiedział, czy w ogóle może to mówić, bo to świr, nie? Ale rzeczywiście to się okazało, że to ludzie słyszą dookoła tego domu, co tam się dzieje, co to za imprezy tam się odbywają, tam takie krzyki, huki, wrzaski.
I sytuacja jest następująca: ta pani przyszła do księży, żeby po prostu przyszli z modlitwą do tego domu. Ale oni stwierdzili, że tam wystarczy się pomodlić, obsypać solą progi drzwi, okien, poświęcić dom, pomodlić się i że wszystko ustanie. I gdzieś tak zrobili. Modlili się, mówi, cały wieczór. Użyli te wody, te świeczki, to wszystko. Ale to nie pomogło, bo ponoć w trakcie tej modlitwy to się znowu zaczęło. Później, po kilku dniach znowu spotkała teściowa tą panią i ona mówi, że musi do jakiegoś egzorcysty jechać, bo potrzebuje właśnie te egzorcyzmowane rzeczy. I ja mówię przecież do mojej teściowej: „Ja mam to wszystko, ja mogę jej to po prostu użyczyć. Da mi trochę, odleję sobie co tam potrzebuję i zrobi to”. I ona w międzyczasie przekazała jej te rzeczy.
I wtedy wyszła jedna taka dosyć istotna sytuacja tego całego zdarzenia. Ta pani, czyli mama tego gościa, kilka dni przed tym zdarzeniem jakby położyła bukiet kwiatów na grobie swojej mamy właśnie ze względu na Dzień Matki. A była skłócona ze swoim bratem, który mieszkał po sąsiedzku tamtego domu. Dosyć mocno, bo to chodziło właśnie o przekazywanie tego domu, tej ziemi tam dookoła, że to poszło tylko wszystko na nią, bo tamten był po prostu niedobry, w ogóle się tą kobietą po prostu nie zajmował. Mówią nawet, że pozwolił jej umrzeć, że był świadkiem tego, jak ona się dusi i jej nie udzielił pomocy. Pozwolił jej odejść po prostu, bo liczył na spadek. I co się okazało po fakcie, jak to wszystko już powychodziło, to ją coś tknęło, tą panią, bo ten syn mówił, że to najbardziej od prawej strony tego domu, czy jakoś tak. I oni tam zaczęli chodzić. Jak zaczęli chodzić dookoła tego domu, zobaczyli, że są uchylone okienka od piwnicy i weszli tam do tej piwnicy od strony domu i zobaczyli ten bukiet kwiatów, który ona dała matce na grób. Zobaczyli ten bukiet kwiatów po prostu wrzucony przez to okienko do tego domu.
I ona sobie to po prostu tłumaczy, tak jak później rozmawiała z księdzem, że najprawdopodobniej to ten brat usunął ten bukiet kwiatów z tego grobu i prawdopodobnie ta matka jako byt przyszła się po prostu o to upomnieć. Bo jak księża później powiedzieli, to pani musi po prostu kupić nowe kwiaty i dać na mszę za tą osobę i powinno się uspokoić. I rzeczywiście kupiła nowe kwiaty. Pomodlili się normalnie, dali na mszę. Msza się odbyła i jak ręką odjął, po tej mszy wszystko się zakończyło. Ale tam cyrki to ponoć były tragiczne. Tam talerzami rzucało w środku. Cyrk się tam ponoć w tym domu dział. Ja tam wszystkiego tak do końca nie opowiem, bo też wszystkiego może ta kobieta nie mówiła, ale na tyle, ile znam moją teściową i, że tak powiem, jej grono znajomych, to też to nie są żadne świry, tylko to są też poważni ludzie. I ta pani też jest od wielu lat znajomą mojej teściowej.
I to też nie jest tak, że oni sobie zbagatelizowali całą sytuację, tylko wiedzieli, że to coś jest na rzeczy. To nie jest takie powiedziane w eter. Tam się też rozbiło o to, że po prostu on jak zostawił tą żonę i poszedł do tego domu z kochanką. Znaczy z kochanką, z nową kobietą. I że to po prostu ta niby babcia nigdy nie lubiła tej drugiej wybranki, bo ona jeszcze żyła, jak on tam już z nią zachodził. I że to ponoć też na tej zasadzie, że ona ich tam gnębiła, żeby po prostu on z nią tam nie przebywał. Tak to sobie też tam tłumaczyli. Ale jaka w tym prawda, to ja to nie wiem do końca. Także nie chcę tutaj niczego sugerować.
[42:20] - Tutaj na pewno naruszono jedną zasadę, o której się mówi bardzo często, mianowicie nie zabiera się rzeczy z cmentarza, a już szczególnie nie wnosi się ich do domu, bo nie wiadomo, co się zawlecze.
[42:31] - Dokładnie, bo oni to tak też później, jak to wszystko przeanalizowali, mówili: „To nikt inny jak tylko ten gość, że on to po prostu zabrał i wrzucił”. Bo kto inny by to mógł zrobić? Tym bardziej, że wiedział, z którego grobu i do którego domu zanieść. Także on to zrobił na zasadzie jakiejś takiej złości, zemsty, bo oczywiście to później wyszło. Przyznać się nie przyznał oficjalnie: „Tak, ja to zrobiłem”, ale też nie powiedział, że nie. A jak brak odpowiedzi to też odpowiedź, nie? Także na tej zasadzie. To później wszystko powychodziło i dali jeszcze raz ten bukiet kwiatów, zakupili znicz, postawili na grobie i pomodlili się wtedy na Dzień Matki i wszystko ustało, wszystko się uspokoiło. Także to są takie właśnie moje relacje, które gdzieś tam Miałem, mam w swojej głowie, także tym się chciałem podzielić. Może się to komuś przyda, może nie.
[43:31] - To też jest takie potwierdzenie tego, że to, co często słyszymy od osób szczególnie starszych, wspominających jakieś dawne zdarzenia, to, co uznajemy za zabobony, niekoniecznie zabobonem musi być, prawda? Jest to pozafizyczna sfera, w której nie wiemy tak naprawdę, co bytuje.
[43:52] - Tak, dokładnie. Ja na przykład miałem księży egzorcystów jako swoich katechetów i jeden raz miałem propozycję od swojego katechety, czy bym nie chciał pójść na egzorcyzmy. Jest jeszcze jedna historia. Sytuacja jest następująca: jesteśmy w okresie szkoły średniej i właśnie ten ksiądz egzorcysta proponuje mi wzięcie udziału w rekolekcjach zamkniętych. Rekolekcje miały się odbyć w kościele. Miało to być na zasadzie z piątku na sobotę, z soboty na niedzielę, w niedzielę do domu. I ja mówię do niego: „A wie ksiądz, ja tego nie bardzo chcę”. On mówi: „Ale jak chodzi o pieniądze, to ja ci zapłacę”. Ja mówię: „Nie, to nie o pieniądze chodzi”, tylko ja mu mówię wtedy, że mi bardziej chodzi o to, że nie chcę jechać sam. Mówię: „Nie mam nikogo takiego, kto by ze mną pojechał”.
W sensie poszedł, bo to w moim mieście. A on mówi tak: „A jak ci kogoś znajdę?” Już nie miałem wyjścia. Mówię: „To jakby ksiądz kogoś znalazł, to może pójdę”. I proszę sobie wyobrazić, że znalazł najgorszego skurczybyka z całej szkoły. Może nie najgorszego, ale to jeden z takich ancymonów szkolnych.
[44:57] - Taki klasowy głupek, prawda?
[44:59] - Można tak powiedzieć. I to jest całkowicie innej klasy, ale szkoła nie za duża, żeśmy się znali. To ja mówię z tym koleżką: „No to co? To idziemy, nie?” Ja mówię: „No to idziemy”. My szliśmy tam jako chyba jedni z najświeższych narybków tego typu rekolekcji. I naprawdę żeśmy tam szli bardziej dla takiego fanu, jakaś tam przygoda czy coś. Tylko że mój fun skończył się już po pierwszych kilku godzinach obecności na tych rekolekcjach, bo sytuacja wygląda następująco: jesteśmy sobie na takiej sali, malutka sala, taka kameralna. Ja nie pamiętam, ile tam było, ze 30 osób wszystkiego. Wiek, przekrój naprawdę różny. Myśmy byli chyba jednymi z młodszych, będąc w tej szkole średniej, ale tam najstarsze osoby to gdzieś tam pod 60 były.
I jedna z tych osób to też był gość, który dał świadectwo cudu na sobie samym. O tym też powiem. Była taka sytuacja, że swoje modlitwy mieli. Pamiętam, że to były chyba rekolekcje św. Franciszka czy coś takiego. Nie będę tam ściemniał, bo nie pamiętam już. Naprawdę to było lata temu. I oni tam śpiewają sobie swoje pieśni różne, obrzędowe. My tam z tym kolegą tak stoimy i tak ja na niego, on na mnie i klaszczemy sobie w te ręce, jak oni klaszczą. My tam tekstu nie znamy, ale w pewnym momencie ja słucham, a gdzieś z przodu jest takie , tak jakby jakiś Turek się odezwał.
Takie arabskie to było na moje ucho. Ja się patrzę na tego , bo tak go nazwijmy. On się patrzy na mnie i się śmiejemy. Ale za chwilę z drugiej strony ktoś tak i ja mówię: „Kurde, co jest? Jaja sobie robią czy co?” Ja za chwilę patrzę kolejna osoba i kolejna osoba, i kolejna osoba. Wtedy chyba tak z sześć albo siedem osób zaczęło jakieś językowe rzeczy odprawiać. A z przodu stała taka dziewczyna. Ona miała ze 25 lat, może 27. Przed trzydziestką była. Teraz nie powiem dokładnie.
Przed trzydziestką była. Ona była świecką organizatorką, bo to były rekolekcje prowadzone przez stowarzyszenie świeckich. Ona była świecką osobą. Wzięła te rekolekcje, prowadziła jeszcze z dwoma takimi facetami. I ona w tym momencie stanęła na środku tyłem do nas, głowę uniosła do góry i zaczęła recytować modlitwę. Tylko teraz proszę sobie wyobrazić sytuację. Ludzie śpiewają. Ci się wygłupiają. Ja się tak śmiałem wtedy, że wygłupiają tymi językami, a ja dokładnie słyszę, co ona mówi. Ta dziewczyna będąc na samym przodzie, ja byłem na samym tyle, a ja dokładnie słyszałem, co ona mówi.
Ja teraz nie powtórzę słowo w słowo, ale wtedy słyszałem, że ona robi to coś na zasadzie takiej: „Panie Boże, dziękujemy ci, że jesteś z nami”. Po prostu modliła się w ten sposób. I my wtedy, bo ten gość, co był ze mną, on też to słyszał. I wtedy wychodzimy z tych rekolekcji, z tego pierwszego spotkania, bo to już było popołudnie, szliśmy na kolację. I wychodzi ten ksiądz i się na nas patrzy i się śmieje: „No jak tam chłopaki? Jak tam? Podobało się? Jak tam początek?” A ja tak mówię, tak patrzę się na niego i mówię: „Proszę księdza, co to było?” A on mówi: „Ale co?” I śmieje się. „Ty” do nas mówi. „Ksiądz wie, o co chodzi.
Co oni wyprawiali?” – mówię. A on tak się na nas patrzy, taki fajny uśmiech miał na twarzy i mówi tak: „A właśnie byliście świadkami zesłania daru języków”. Ja mówię: „Jak daru języków?” On mówi: „No tak, bo pamiętacie, jak Pan Jezus dał dar języków apostołom po to, żeby szli w świat i głosili?” Ja mówię: „No tak”. Mówi: „No właśnie. To te osoby dostały dar tych języków. Te języki, co wyście słyszeli, to były te języki staroaramejskie jakieś tam z czasów biblijnych”. Mówi: „A ta dziewczyna, co jest na przodzie, to was teraz zaskoczę, ona ma dar odczytywania tych języków, ale ten dar ma tylko wtedy, kiedy są te rekolekcje. Ona nie potrafi tego zrobić poza rekolekcjami”. Ja mówię sobie: „Aha, dobra, okej, nie ma sprawy. Zaakceptowane”.
Następny dzień się obudziliśmy i poszliśmy do takiej małej kapliczki na mszę. I podczas tej mszy, bo tak się rozpoczynały te rekolekcje, bo to było z piątku na sobotę, później sobota, bo rozpoczynały się te rekolekcje i w tych rekolekcjach była właśnie ta msza. I na tej mszy ja się patrzę, już tam trwa. I nagle patrzę, a jedna z pań z przodu będących po prostu się wywróciła. Ale to nie było tak, że ona po prostu za słaba, tylko ona się wywaliła tak, że normalnie uderzyła, bo ja stałem trzy ławki za nią, ale tak po skosie, więc dokładnie widziałem wszystko. Ona po prostu uderzyła głową o kant ławki. Ale ja patrzę tak, ona leży, nikt nie reaguje. Ja na tego On na mnie, bo myśmy byli świeżaki na tych rekolekcjach. Później się okazało, że takich jak my było jeszcze dwóch, ale to tacy niezorientowani w ogóle goście. Reszta wszyscy już byli na tych rekolekcjach, po prostu chodzą regularnie.
I ja mówię tak: „Kurde, myślę, trzeba jej pomóc, nie?”. A on mnie łapie za rękę, mówi: „Zostaw, przecież mąż koło niej stoi”. I ja normalnie szok, bo nikt nie reaguje, a normalnie wyrżnęła babka o głęp. Zabiła się. Ale ja się patrzę, nie minęły z trzy minuty, ona wstała, usiadła na tej ławce i siedzi. Minęła ta msza, ona wychodzi z tej ławki i ten uśmiech na tej twarzy, który ona miała, to ja czegoś takiego nie widziałem. Taki spokój w oczach. Taki uśmiech szczery, przyjemny, miły wręcz. Takich uśmiechów się nie widzi na co dzień. To jest tak, jak dziecko się śmieje do rodzica.
Tak szczery. I księdza się pytam, mówię: „Wszechświęty, co to jest? Przecież ona wyrżnęła tą głupią, ona mogła się zabić”. A on się na nas patrzy. Ona sobie w tym momencie by nic nie zrobiła. Ja mówię: „Dlaczego?”. „Ona właśnie uzyskała dar Ducha Świętego, zesłania Ducha Świętego” — mówi. „Duch Święty na niej spoczął” — mówi. „I ona po prostu była w tak błogim stanie, że jej się w tym momencie nic nie stanie”. Ale mówi: „Jak nic?”.
Ja mówię: „To może ujmę to tak: był na takich rekolekcjach ten ksiądz, gdzie siedzieli wokół ogniska i śpiewali właśnie te pieśni. I w pewnym momencie jeden z mężczyzn, który tam był, doznał daru Ducha Świętego. I proszę sobie wyobrazić, ksiądz raczej nie powinien kłamać, tym bardziej nie w tej sytuacji, kiedy ja już widziałem, że tak powiem, byłem naocznym świadkiem takiego zesłania Ducha. Mówi: „Ten pan wpadł twarzą w to ognisko i sytuacja wyglądała następująco: dookoła jego twarzy, łącznie z tym, co było pod spodem, pod buzią, czyli te spalone węgielki żarzące się, to można było określić jak taka bańka nieprzepuszczająca niczego. To tak było na pięć centymetrów, taka poświata dookoła jego głowy. Do głowy, ramion, wiadomo, tych wszystkich elementów, które mogłyby zostać narażone na temperaturę. I to wszystko było jakby osłonięte. I on mówi: „Ten pan poleżał w tym ognisku może z pięć minut, po czym wstał normalnie, otrzepał się, siadł z nimi z powrotem i dalej kontynuował tą modlitwę, to wszystko z tym bananem na buzi. Nic mu się nie stało, nawet mu się włos nie przypalił na głowie”.
[51:59] - Po pięciu minutach siedzenia w ogniu to raczej by chyba już nie było co zbierać, prawda?
[52:05] - Nie. Dlatego mówię, on wpadł twarzą, po prostu leżał w ognisku. Po prostu oni byli dookoła tego ogniska, on po prostu spadł na to ognisko i nikt go nie tknął, nikt go nie ruszał. I na drugi dzień, ostatniego dnia tej niedzieli też były te sytuacje z tymi upadkami, ale tych sytuacji wtedy było ze trzy i też osoby po prostu padały jak muchy wtedy. Raz, dwa, trzy. Kurczę, ja mówię, nie wiedziałem, co się dzieje. Wręcz się bałem. Ale to już była taka msza zakończeniowa, msza się zakończyła, po czym były właśnie dwa świadectwa. I dwa świadectwa właśnie było. Jeden pan był od nas z miasta.
Ja go znam, wiem, gdzie mieszka ten gość. Później go pokojarzyłem. A drugi chłopak to był chłopak, który właśnie był jednym z organizatorów tych rekolekcji, bo po prostu on jeździ z tymi rekolekcjami dając świadectwo cudu na sobie. Zacznę od tego chłopaka. Jego świadectwo jest takie, że był na tamte czasy, on miał jakieś 34 lata wtedy, to było w okresie szkoły średniej, powiedzmy te 15 lat temu. Mówi, że od urodzenia miał wadę serca, ale jakaś ta wada serca była taka, że nie mógł przeprowadzić tej operacji do osiągnięcia pewnego wieku serca. Nie wiem, o co to dokładnie chodziło. Coś z zastawką. Po prostu musiało być serce na pewnym etapie rozwinięte, żeby można było to przeprowadzić, a później jeszcze musieli odpowiedni zespół zebrać. Jakoś tak to tłumaczył.
I on był taki sceptyczny, jeśli chodzi o religijność i w ogóle. Jego matka była bardzo wierząca i mówiła mu: „A, tego tam ksiądz przyjeżdża, może byś poszedł na tą mszę o uzdrowienie. Ja wiem, że ty nie wierzysz w to, ale chociaż przed tą operacją, żeby się pomodlić, żeby wszystko było w porządku”. I on tak pod namową tej matki, pod naciskiem tej matki poszedł na tą mszę, ale taki sceptyczny. I na końcu tych mszy o uzdrowienie zawsze jest taki motyw, że ksiądz prosi, proponuje, czy jeżeli ktoś chce błogosławieństwo takie osobiste, żeby podejść po prostu, on nałoży dłonie, pomodli się po prostu za tą osobę. Tam z intencją każdy sobie podchodzi. I ten chłopak mówi, że coś go tknęło wtedy, żeby tam podejść. I poszedł. I jak poszedł, relacja była jego taka: on uklęknął przed tym księdzem i ten nałożył na niego ręce i się tam modli. I on mówi tak: „Czuję takie dziwne ciepło od głowy zaczyna iść do dołu.
I tak doszło mi do okolicy serca, zrobiło mi się tak ciepło i poszło dalej przez całe ciało, przez nogi, doszło do palców, do stóp i później wracało, ale zintensyfikowane”. Mówi tak, że on miał wrażenie, że jak już do serca dochodziło, to mówi, że wrzątek. Ale mówi: „Kurde, nie zerwę się, nie będę uciekał”. Mówi, doczekał do końca. I co się okazało? Doczekał do końca. Poszedł do domu. To chyba było tydzień przed operacją. Wrócił do tego szpitala. I wiadomo, przed samą operacją jeszcze robi się badania takie poglądowe, czy wszystko jest w porządku, czy można przeprowadzić te wszystkie zabiegi.
I co się okazuje? Lekarz przychodzi do niego i mówi, że panie- albo . Już nie pamiętam. Tak mi się kojarzą te dwa imiona. On tego nie rozumie, ale nie wychodzi mu na żadnym badaniu konieczność operacji. Mówi: „Nie wychodzi mu żadna wada”. Co najśmieszniejsze, to jest lekarz, który prowadził go od urodzenia jako młody kardiolog. Zaczął go prowadzić i to wiadomo, to są już lata doświadczeń, ale mówi: „Ja nie widzę w ogóle tych zmian, które były do tej pory. Rejestrowaliśmy je przecież przez tyle lat”. Wiadomo, jak się chodzi do lekarza, wszystkie wyniki tu są.
I oni mówią: „Mamy tu historię”. Mówi: „Ale pan ma serce zdrowe”. I on wtedy usiadł. Ja się wtedy rozpłakałem. Mówi: „Ale jak?” A on mówi: „Nie wiem jak”. Ten lekarz mówi: „Nie wiem jak, ale to jest chyba cud”. I to jest właśnie świadectwo tego gościa. I w sumie ten pan miał bardzo podobne świadectwo, tylko on znowu miał kamicę nerkową i mówi, że jego kamienie były wielkości pięciozłotówki. I mówi: „Ta sama sytuacja”. Też poszedł do kościoła na tę mszę o uzdrowienie i to samo, to ciepło mówi, doszło do tych nerek.
Najśmieszniejsze było to, że oni opowiadali te świadectwa, nie będąc słuchaczami jednocześnie. Każdy indywidualnie to robił. Nie znali siebie w ogóle. Oni to po prostu powiedzieli tak samo. Ten gość właśnie też mówi, że był na tej mszy, że doszło do okolicy nerek. Zrobiło się tam bardzo ciepło, później wręcz gorąco. I tak samo poszedł na operację. Tydzień później kłuczę mówić operację na te nerki, a nerki czyste. Tam nic nie ma, czyściutko. Ani grama piaseczku.
Także to są takie dwa świadectwa jeszcze, jeśli chodzi o te rekolekcje związane z uzdrowieniem.
[56:20] - Można tak żartobliwie powiedzieć: NFZ ich nienawidzi.
[56:24] - Nie, NFZ ich nienawidzi.
[56:26] - To, co teraz pan opisywał o tych cudownych uzdrowieniach, ten proces, który tam wtedy zachodził, przywodzi mi na myśl to, o czym kiedyś czytałem w artykułach poświęconych świętym osobistościom pochodzenia hinduskiego, jak na przykład matka Meera, matka Lazzana. One organizują darshany. Matka Meera bodajże mieszka w Niemczech, matka Lazzana w Czechach. One organizują u siebie takie spotkania, tak zwane darshany, podczas których osoby szukające jakichś tam duchowych rzeczy uczestniczą w tych darshanach, tak jak uczestniczy się u nas, choćby w tych opisanych przez pana rekolekcjach. I też dochodzi do czegoś takiego, że gdy matka Meera na przykład przykłada komuś ręce do głowy, to też przechodzi takie światło, też następuje jakaś taka zmiana w zachowaniu.
[57:17] - Temperatura.
[57:19] - Tak, temperatura, zmiana w ogóle w podejściu do życia u danej osoby, zmiana stanu zdrowia na lepsze oczywiście. Także to chyba działa bez względu na to, jakiego wyznania są uczestnicy takich...
[57:34] - Tak, jakąś wiarę trzeba mieć na pewno co do tego, że to się może wydarzyć. Chociaż tak jak mówię, w przypadku tego pierwszego gościa on to bardzo sceptycznie do tego podszedł. Mówi, że to, że podszedł do księdza, to coś go tak tknęło, mówi. Coś go tknęło, żeby pójść. Tak to właśnie wyglądało.
[57:50] - Tutaj też można zadać sobie pytanie, czy to rzeczywiście działa jakaś siła z zewnątrz za pośrednictwem tej osoby, którą nazywamy kapłanem, czy też może uczestnictwo w takich darshanach czy rekolekcjach, czy jakkolwiek to nazwać, uruchamia jakieś w nas drzemiące, niepoznane do końca moce umysłu na przykład, prawda?
[58:11] - Już w to się nie będę zagłębiał. Ja już tam słyszałem jednego takiego gościa ostatnio u pana na audycji, co próbował strasznie fanatycznie do tego podchodzić w jednym z pierwszych odcinków, bo ja jestem świeży na kanale, także w jednym z pierwszych tych pięciu odcinkach był taki gość, że próbował jakoś tam religijnie na to wszystko wpływać. Ja też jestem osobą wierzącą, ale nie próbuję na nikogo wpływać. A to, że ja wierzę w takie rzeczy, bo wierzę. Po prostu tak zostałem ukształtowany przez swoich rodziców, tak zostałem ukształtowany przez swoje środowisko, że po prostu wierzę. Miałem troszkę takich przykładów i ja nie mam podstaw do tego, żeby nie wierzyć, tym bardziej, że tak jak mówię, ktoś może mi wszystko zarzucić, ale nikt mi nie zarzuci tego, co widziałem na własne oczy w przypadku chociażby tych rekolekcji zamkniętych, bo wszystko już sobie dam wmówić. Tak samo z tą żarówką. Też mi nikt nie wmówi, że ta żarówka musiała tam być, ale ktoś ją wyjął. Kto? Ten koc do dzisiaj nie daje mi spokoju.
Mówi: „Jak? Skoro ja układam serce, to co? Zamknęły mi się oczy, ułożyłem kostkę i poszedłem do pracy?” Nie ma takiej możliwości.
[59:13] - Szczególnie, że wy sobie, jak można się domyślić, bardzo ufacie. Na tyle, że nie robilibyście sobie takich cyrków, prawda?
[59:20] - Powiem tak: skoro moja żona jest, że tak powiem, już w tych momentach wtedy była skonsternowana, to samo to już wtedy dawało mi do myśli, że tu nie ma żadnej krętki w tym. I my to do dzisiaj po prostu przekazujemy w tej samej formie. Forma jest niezmienna tej informacji. Po prostu nie mamy potrzeby ściemniać, bo my wiemy, co przeżyliśmy. W sensie nic nas tam nie straszyło, nic tam się złego nie działo. Ale takie dwa zdarzenia, to są takie dosyć znamienne. Ta żarówka, która świeciła, której fizycznie tam nie było. No i najbardziej ten koc. Jeżeli chodzi o mnie osobiście.
[59:57] - Było czuć od strony żony takie wrażenie: o czym on mówi? Jaki koc? Jakie serduszko?
[01:00:04] - Dlatego ja mówię, jak wróciłem z pracy, to próbowałem nagadywać, że może coś powie, że się może domyśleć. W końcu widzę, że ona chyba nie czai, o co mi chodzi. I mówi: „Tutaj na podłodze nic nie było”. Mówię: „Nie. Ułożyłeś w kosteczkę tą pościel, co była ułożona w kosteczkę na łóżku. To posprzątałem”. Mówi: „Jaka kosteczka? Jaka pościel? Jaki koc?” „Przecież – mówię – tutaj ułożyłem wielkie serducho na podłodze”. I ona właśnie wtedy była skonsternowana.
I ona wtedy właśnie myślała, że ja ją wkręcam, nie? A ja znowu myślałem, że ona mnie wkręca. I to było takie: kurde, ej, ale teraz mówimy już na serio, nie? „To na serio ci mówię. Tutaj było złożone”. Ja mówię: „Ja na serio ci mówię. Ja ci złożyłem serce”. Także to takie dziwne. Zresztą moja córka jak się urodziła w tamtym miejscu, to też było takie zdarzenie jednorazowe, że po prostu jednego razu bardzo się patrzyła w jeden punkt i uśmiechała się do tego punktu w rogu tego pokoju. Także ja ogólnie nie pamiętam tej akcji, tylko dziś ostatnio żeśmy rozmawiali i nawet ona mi przypomniała: „Co ty nie pamiętasz jak mała była, to śmiała się do tego.
Ręką machała mi przed twarzą, a ona w ogóle nie reagowała”. Też taka była sytuacja, że po prostu dziecko mi się patrzyło w jeden róg w tym pokoju i po prostu uśmiechała się do czegoś.
[01:01:14] - To jest kolejna sytuacja, która potwierdza to, że dzieci do pewnego wieku przynajmniej widzą więcej niż my.
[01:01:20] - Do trzech lat się mówi, coś takiego.
[01:01:23] - Może nawet do ośmiu w niektórych przypadkach. Tu różni autorzy różne widełki wiekowe podają.
[01:01:29] - Tak, widełki. Jedno tylko jeszcze mam zdjęcie, które rodzice dostali, będąc wtedy w Medjugorie. Jedna z osób robiących zdjęcia, które każdy sobie trzaskał. Nie wiem, czy pan kojarzy takie zdjęcie Matki Boskiej, która tak stoi z rozłożonymi dłońmi. Jedna osoba robiąca zdjęcia po prostu dostała taki refleks. My to nazwiemy refleksem świetlnym na tym zdjęciu. Ewidentnie jak się popatrzy na to zdjęcie, to jest forma tak samo, jakby Matka Boska stała, miała ręce rozłożone. Jedną z osób, która była wtedy na tamtej pielgrzymce był fotograf, który jest profesjonalnym fotografem, nie amatorem, który widział to zdjęcie i stwierdził wprost: „Nie jest to możliwe, żeby w ten sposób się zdjęcie prześwietliło”. To wtedy, podczas tamtych rekolekcji to zdjęcie zostało zrobione. Istnieje szansa na to, że mogę dostać to zdjęcie, tylko muszę się skontaktować z ojcem, czy on jeszcze to zdjęcie posiada.
Bo jak posiada, a podejrzewam, że posiada, to może mi to zdjęcie przesłać i wtedy mógłbym panu ewentualnie SMS-em czy MMS-em wysłać.
[01:02:35] - Najlepiej byłoby e-mailem, bo MMS-em zdjęcia są bardzo mocno kompresowane, żeby się zmieścić w tym limicie. 250 kilobajtów to jest malutko.
[01:02:45] - Dobra, tylko ewentualnie jak coś, to mógłby pan SMS-em wysłać maila i jak dostanę to zdjęcie, to będzie chyba bez problemu, żebym panu to wysłał.
[01:03:00] - I to już wszystkie relacje przekazane przez naszego dzisiejszego rozmówcę. Tak jak mówiłem we wstępie, państwu pozostawiam osąd w kwestii tego, jakie mechanizmy mogą stać za wystąpieniem opisanych przez niego zdarzeń. Jeśli natomiast sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Wszystkie wcześniejsze odcinki podcastu „Mówią Świadkowie” oraz inne audycje nadawane na antenie Radia Paranormalium znajdziecie do pobrania w archiwum podcastów na www.paranormalium.pl. Na naszej stronie znajdziecie również zapowiedzi kolejnych audycji, bazę artykułów, katalog polecanych książek i wiele innych interesujących treści. Zachęcam również do udzielania się na forum Radia Paranormalium pod adresem forum.paranormalium.pl, na którym możecie bez skrępowania dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Polecam również państwa uwadze magazyn „Nieznany Świat”, który jest jedynym aktualnie ukazującym się na polskim rynku periodykiem o tematyce ezoterycznej i parapsychologicznej. Zachęcam także do zasubskrybowania kanału czasopisma na YouTube. Polecam także państwa uwadze kanały „Biuro Duchów” Ady Edelman, „Przebudzenie” Kamila Nizio, „Ufo Historie” Piotra Cielebiasia oraz „Wehikuł Wyobraźni” Marka Żelkowskiego, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Zanim się rozłączymy, pozwolę sobie jeszcze skierować do państwa taką małą prośbę.
Otóż poszukuję egzemplarza numeru zerowego „Nieznanego Świata” z 1983 roku. Wiem, że jest dostępny w kilku dużych polskich bibliotekach, ale może ktoś z państwa będzie miał namiar, gdzie ten egzemplarz można ewentualnie skopiować, a najlepiej kupić. Cel archiwizacyjny. Będę wdzięczny za wszelkie informacje pod kontaktami Radia Paranormalium, które zostaną podane głosowo już za chwilę i które znajdziecie państwo również w opisie pod tą audycją. Mówił do państwa Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium – paranormalny głos w twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów.
Stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl.
radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki „Kontakt” na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Sięgnij już dziś po „Nieznany Świat”. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. „Nieznany Świat” – miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexto.pl. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium.
Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl.