Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:00] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:05] - Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy, i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:12] - Zagadkowe obiekty.
[00:13] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
[00:23] - Tajemnicze istoty.
[00:24] - To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu.
[00:31] - Niezwykłe wizje.
[00:33] - Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
[00:40] - Klątwy.
[00:40] - Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać.
[00:47] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:51] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę. Widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: „Strzelaj!”
[01:04] - Mówią Świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej nieco ponad godziny z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie, w którym ludzie tacy jak wy dzielą się swoimi spotkaniami z nieznanym. Całkiem szczerze, całkowicie anonimowo. Ta audycja wielu z państwa skłoni do zadania sobie kilku pytań o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości. Czym różni się zwykły sen od przekazu, który urzeczywistnia się następnego dnia? Co dzieje się, gdy nasza świadomość opuszcza ciało, a w głębokiej ciszy stajemy przed miejscami i ludźmi, którzy oficjalnie nie istnieją? Dziś poznamy historię kobiety, której życie od najmłodszych lat obfituje w trudne do wytłumaczenia zjawiska z pogranicza rzeczywistości i świata niefizycznego. Od doświadczeń opuszczania ciała w dzieciństwie, przez prorocze sny, aż po niezwykłe kontakty ze zmarłymi. Ta paranormalna spowiedź to osobista opowieść o wrażliwości na to, co niewidzialne.
Zapraszam do wysłuchania tej niezwykłej rozmowy.
[02:20] - Generalnie u mnie jest bardzo dużo wszystkiego i może na dzisiejszej rozmowie bardziej moglibyśmy się skupić na tych takich bardziej paranormalnych zdarzeniach. Więc takie pierwsze moje, moja taka pamięć pierwsza, którą pamiętam, to byłam bardzo, bardzo malutka, nie wiem, mogłam mieć dosłownie może miesiąc życia, może troszeczkę więcej. I była taka sytuacja, że byłam w jakimś ciemnym pomieszczeniu i widziałam siebie malutką, leżącą w czymś. Nawet nie wiem, co to było. I patrzyłam na siebie z góry i widziałam dwie postacie, które nade mną stały. Ale to było wszystko w takim bardzo szarym kolorze. I jedna z tych postaci była męska, druga była żeńska. I ta żeńska postać zastanawiała się. Ona się bardzo martwiła, czy ja sobie tutaj poradzę. Ta męska postać tak jakby podtrzymywała tamtą żeńską postać na duchu, że tak, że jest silna i da sobie radę.
To jest takie moje pierwsze wspomnienie z okresu, jak byłam naprawdę bardzo maleńka. Później nie pamiętam nic z takich dziwniejszych sytuacji. Zaczęło się generalnie, gdzie już zaczęłam pamiętać, to miałam z jakieś siedem, może osiem lat i moje ciało zaczęło się bardzo dziwnie zachowywać. Ono bardzo w środku latało. Można byłoby to porównać do pudełka zapałek. Jak potrząśniemy pudełkiem zapałek i te zapałki tak w środku latają. To ja miałam właśnie coś takiego, że moje ciało leżało w spokoju, ale w środku była taka olbrzymia burza. Wszystko, wszystko drżało i ja bardzo nie lubiałam tego stanu, bo miałam później jakieś dziwne loty i widziałam wszystko z góry. No ale jak to dziecko, wiadomo, nie bardzo kojarzyłam, o co chodzi. No w każdym bądź razie bardzo tego nie lubiałam i z czasem to bardzo mocno narastało.
W końcu gdzieś tak w okolicach jedenastu lat trafiłam przez przypadek, można powiedzieć, na książkę, którą pisał człowiek, który zajmował się hipnozą. Przeczytałam tą książkę i wtedy, już w tym momencie wiedziałam, że muszę się poddać hipnozie, żeby zobaczyć, dlaczego to wszystko mi się w ogóle przydarza i o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Największy taki przełom chyba przyszedł w momencie, jak miałam lat szesnaście. Wówczas zmarł mój dziadek i ja bardzo przeżyłam tą jego śmierć. Obwiniałam wszystko dookoła wręcz i tak jakby ta moja wiara w Boga, w Jezusa gdzieś bardzo, bardzo mocno podupadła i no tak, nawet wręcz można powiedzieć, że obraziłam Boga. Nagadałam mu tam naprawdę bardzo, bardzo dużo różnych rzeczy. I w pierwszą noc, jak zmarł mój dziadek, on do mnie przyszedł. To było też takie bardzo dziwne, bo leżałam na łóżku w rozpaczy, oczywiście w bardzo dużej rozpaczy i nagle poczułam, że ktoś mi siada na Łóżku. Nie mogłam podciągnąć kołdry. Było mi tak bardzo zimno i zobaczyłam, że mój dziadek jest.
Tylko że to wyglądało troszeczkę tak, jakby on był do ramion, a od ramion w górę wszystko było za mgłą. I on mi tak mówił, że będzie wszystko dobrze, że już jest teraz w innym miejscu, że będzie na nas patrzył, żebym się nie martwiła. Oczywiście ja byłam bardzo przerażona. Dziadek zaczął przychodzić do mnie co noc i przychodził przez bardzo wiele miesięcy. Jak już ta moja rozpacz, taka wewnętrzna, się wyciszyła, wtedy przestał przychodzić. Ale mimo wszystko zaczęły mi się przytrafiać sny, które się spełniały na drugi dzień. Miałam sen na przykład, że idę z moją koleżanką do sklepu, bo w rzeczywistości moja mama zawsze tuż przed zamknięciem sklepu kazała mi do tego sklepu biec. I w tym moim śnie oczywiście moja mama znowu kazała mi biec do tego sklepu. Biegłam do tego sklepu, moja koleżanka w międzyczasie z drugiej klatki również ją mama do sklepu wysłała. No i biegłyśmy do tego sklepu i wybiegł za nami jej pies.
I my biegłyśmy przez ulicę. Pies biegł za nami i tego psa uderzył autobus. No i niestety ten pies w tym śnie został przejechany przez ten autobus. Na drugi dzień wieczorem oczywiście moja mama jak zwykle wysłała mnie do tego sklepu i było dokładnie tak, jak w tym moim śnie. Ja biegłam do tego sklepu, za mną biegła moja koleżanka i jej pies również wybiegł i niestety uderzył go autobus. Ale na szczęście bogatemu psu się nic nie stało. Był tylko bardzo mocno poturbowany. Kolejny sen był na następny dzień. Na następny wieczór. Śniło mi się bardzo duże skupisko ludzi na przystanku autobusowym i tam autobus potrącił kobietę.
To była moja sąsiadka. I oczywiście na następny dzień rano, jak szłam do szkoły, było właśnie skupisko ludzi. Ta moja sąsiadka została potrącona przez ten autobus. Na szczęście nic jej się również nie stało. Takich snów miałam jeszcze kilka, ale one nie są zbyt takie bardzo interesujące. W każdym razie moje takie zdarzenia rozpoczęły się właśnie tak, jak na początku powiedziałam, w chwili, jak mój dziadek zmarł i one się bardzo mocno nawarstwiały. Bardzo mocno. Było bardzo często. Na dobrą sprawę co noc moje ciało się zachowywało w taki sposób, że wszystko drżało. Wychodziłam na zewnątrz siebie, widziałam swoje ciało leżące na łóżku.
Przemieszczałam się w jakieś bardzo dziwne miejsca. Najczęściej były to jakieś dziwne laboratoria, można to w ten sposób powiedzieć, gdzie były przeprowadzane różnego rodzaju eksperymenty na ludziach. Było to bardzo męczące. Ja, budząc się rano, odczuwałam bardzo taki olbrzymi lęk. Nie potrafiłam ogólnie się z tym pogodzić. Będąc w tym śnie, doskonale znałam rozkład tych laboratoriów. Wiedziałam, co tam się dzieje, wiedziałam, jak mam stamtąd wyjść. Natomiast po przebudzeniu kompletnie już nic nie pamiętałam. Chodzi mi o rozkład tych pomieszczeń, tych budynków. Kiedyś miałam taką pracę.
Pracowałam u kobiety, gdzie nawet nie wiedziałam, że jej syn nie żyje. Myślałam, że ona jest właścicielką tej restauracji. I z reguły zawsze jak przychodziłam do pracy, było wszystko w porządku. Nikt mi nigdy nic nie mówił, że była taka sytuacja, że syn tej kobiety nie żyje. I któregoś razu w nocy miałam sen. Śnił mi się jakiś mężczyzna, który bardzo do mnie krzyczał, że mam nie zawieszać tych białych firanek. Mają być żółte. I on był bardzo niezadowolony z powodu tego, że zawieszam te białe firanki. Na drugi dzień poszłam do pracy i moja szefowa zapytała, czy mogłabym jej pomóc zawiesić firanki, bo to była taka troszeczkę starsza pani. Powiedziałam jej, że nie ma problemu.
No i poszłam z nią do tego pokoiku, w którym ona chciała, żeby te firanki zawiesić. I ona mi dała białe firanki. I ja jej powiedziałam, że to jest takie trochę dziwne, bo miałam sen. Śni mi się jakiś mężczyzna i był bardzo niezadowolony z powodu tego, że zawieszam te białe firanki, że one powinny być żółte. I moja szefowa tak na mnie dziwnie spojrzała i powiedziała mi, żebym wyszła z pokoju. Wyszłam. Nie wiedziałam w ogóle, o co chodzi, ale wyszłam z tego pokoju i dopiero na drugi dzień moja szefowa mnie zawołała do siebie i powiedziała mi, że miała syna, który niestety tragicznie zginął. I on właśnie uwielbiał żółte firanki, że on wprost nie lubił białych firan. I ten mężczyzna zaczął mi się śnić bardzo często. On był bardzo niemiły.
Zawsze miał jakieś wymagania ode mnie, takie bardzo mocne, którym ja na dobrą sprawę nie byłam w stanie sprostać. Akurat w sumie zbliżał się czas Zaduszny i wpadłam na pomysł, żeby zrobić taką małą przyjemność dla tej naszej szefowej, żeby złożyć się na znicz, na kwiaty, zanieść temu synowi na ten grób. Oczywiście wszystkim się bardzo pomysł spodobał. Zebraliśmy te pieniądze. Poszłam z tym do naszej szefowej i mówię jej, że to jest taki prezent od nas, od pracowników, żeby pamięć jej syna uczcić tymi zniczami i tymi kwiatami. Moja szefowa doszła do wniosku, że skoro weszłam na taki pomysł, to będzie bardzo miło, jeżeli pojadę na ten cmentarz i zaniosę te kwiaty i te znicze. Nie miałam zielonego pojęcia, gdzie to jest, więc poprosiła swojego znajomego, żeby mnie zawiózł na ten cmentarz i pokazał, gdzie to jest. Dojechaliśmy na ten cmentarz i tak się niefortunnie złożyło, że ten człowiek mnie zostawił na tym cmentarzu i po prostu sobie pojechał. Miał jakiś emergency telefon i musiał pojechać. Powiem panu tak: nie mam zielonego pojęcia, jak doszłam do tego grobu, ale po prostu moje nogi wiedziały, gdzie iść.
Doszłam do tego grobu, złożyłam mu kwiaty i znicze. Zapytałam, dlaczego on tak często mnie odwiedza, dlaczego jest taki nieprzyjemny i że wolałabym, żeby raczej się ze mną nie kontaktował, bo po prostu trochę się tego boję. I w sumie nigdy więcej już mi się nie przyśnił. Ale chciałam opowiedzieć też o takiej jednej sytuacji, która mi się przydarzyła. Miałam chyba z 17 lat i miałam taki niesamowity sen. Śniło mi się, że idę – bo ja w ogóle ogólnie jestem z Olsztyna – ulicą. Dochodzę do takiego jednego miejsca, w którym jest dom dziecka i muszę wejść do tego domu dziecka, żeby zabrać stamtąd dziecko. Sen jak sen. Obudziłam się rano, nawet nie bardzo się na tym śnie skoncentrowałam. Ale na następną noc miałam dokładnie ten sam sen.
I ten sen mi się powtarzał, i powtarzał, i powtarzał. Dostałam, można powiedzieć, obsesji na punkcie tego snu. Do tego stopnia, że zaczęłam się wypytywać najpierw mojego ojca – on był kierowcą – czy w Olsztynie jest ulica Chrzanowa, bo ten dom dziecka mieścił się na ulicy Chrzanowej. Ojciec mi powiedział, że nie ma takiej ulicy. Ale ten sen mi się dalej śnił i cały czas ta ulica Chrzanowa. Więc zaczęłam pytać taksówkarzy, policjantów. Nikt nie wiedział o takiej ulicy. Nie ma w Olsztynie po prostu takiej ulicy. Ten sen śnił mi się przez około rok. On mnie tak bardzo męczył.
Byłam bardzo wyczerpana. Któregoś razu szłam do mojej babci. Moja babcia mieszka bardzo blisko Cyganów i tam w jednym domu mieszkała bardzo znakomita wróżka. To była bardzo stara Cyganka. Potrafiła naprawdę fantastyczne rzeczy robić. Do niej przyjeżdżali ludzie, można powiedzieć, że prawie z całej Polski. Ja ogólnie chodziłam z jej wnuczką do jednej klasy, więc ta pani mnie bardzo dobrze znała. Któregoś razu, jak szłam do babci, taka przybita troszeczkę, ona mnie zawołała. Zapytała się, co się dzieje. Tak mniej więcej jej opowiedziałam.
Zabrała mnie do siebie do domu i poprosiła mnie o to, żebym jej opowiedziała ten sen. Opowiedziałam jej i mówi mi, że ten sen zwiastuje mi dziecko i że następnym razem, jak będę śniła ten sen, żebym się przyjrzała temu dziecku, które wynoszę z tego domu. I faktycznie kolejnej nocy przyśnił mi się znowu ten sam sen. Przyjrzałam się temu dziecku. I powiem panu, że faktycznie to mi się śniło w '93. W '94 zaszłam w ciążę. W '95 urodziłam córkę. I faktycznie moja córcia wyglądała identycznie tak jak to dzieciątko, które wyniosłam z tego domu dziecka. Ale ten sen był tak bardzo mocno we mnie, że poszłam do naszego archiwum w Olsztynie, żeby znaleźć jakiekolwiek informacje na temat tej ulicy i tego domu dziecka. Nie znalazłam nic kompletnie.
I tak upłynęło parę lat. Któregoś razu później – to już było parę lat później, to chyba był rok 2002 – jechałam z moim mężem na stację benzynową, ale wjechaliśmy w taką uliczkę, do której ja się nigdy kompletnie nie zapuszczałam. I na końcu tej uliczki po prostu coś się ze mną stało. Powiedziałam mojemu mężowi: „To jest tu, muszę tutaj wysiąść, bo to jest to miejsce, którego tyle czasu szukałam. To jest chyba ta ulica Chrzanowa”. Mąż mnie wysadził tam. Powiedział, że pojedzie na stację, a mogę sobie tutaj pójść zobaczyć i że spotkamy się na tej stacji. I teraz tak: ja weszłam. To jest w ogóle obecne miejsce. To jest park naturalny czy park natury.
To jest chyba na ulicy Metalowej, o ile dobrze pamiętam, w Olsztynie. I powiem panu tak: weszłam tam. To było lato, cieplutko. Było tak pięknie. Ptaki śpiewały, było słychać szum drzew i tak dalej. I ja szłam. Po prostu szłam tą drogą i w pewnym momencie zorientowałam się, że jest bardzo cicho. Nie było już tych ptaków, nie było tego wiatru. I doszłam do budynku, który nosił ślady spalenia. Miał zabite okna, miał zabite drzwi deskami.
I tak patrzyłam na ten budynek i nagle ktoś mnie dotknął za ramię. Taki starszy pan. Był bardzo niezadowolony z tego, że jestem w tym miejscu. Zaczęłam go przepraszać i opowiedziałam mu to, co mi się przydarzyło w tym śnie. Który trwał tyle czasu. Czy on mi może potwierdzić, powiedzieć, że tak, to jest ten dom? I ten człowiek mi powiedział tak, że ten dom był prowadzony przez zakonnice i w czasie pierwszej wojny światowej został spalony razem z dziećmi i z tymi zakonnicami. I w ogóle nie powinno mnie tutaj być. On już mi udzielił informacji i mam natychmiast stąd wyjść. I ten człowiek mnie prowadził do bramy wyjściowej.
W tym moim śnie była rzeczka, strumyczek, przez który ja przeskakiwałam. I pytam się tego człowieka, że w moim śnie był ten strumyczek, a tutaj tego strumyczku nawet śladu nie ma po tej wodzie. I ten mężczyzna mi powiedział: „Tak, ten strumyczek tutaj był, ale on wyschł na przestrzeni tylu lat”. Doprowadził mnie do bramy i powiedział mi, żebym nigdy więcej tutaj nie wracała. Wyszłam poza tą bramę, usiadłam na krawężniku, włożyłam buzię swoją w dłonie i tak siedziałam, bo nie do końca wiedziałam, co się wydarzyło w tym momencie. I nagle przyjechał mój mąż, trochę taki zdenerwowany, że czekał na mnie na tej stacji. Jeszcze mnie nie było. I ja mówię, opowiadam mojemu mężowi: „Chodź, ja ci pokażę, gdzie jest ten dom, bo on tam jest”. Wstałam z tego krawężnika, dochodzę do tej bramy, a ta brama jest zamknięta na łańcuch i na kłódkę. I mój mąż do mnie mówi: „No ale jak ty tam byłaś?” Ja mówię: „Nie wiem.
Ja tam byłam”. No ale ktoś zamknął tą kłódkę, ten łańcuch. Ja mówię, że to jest niemożliwe. Przecież siedziałam dosłownie z metr od tej bramy. Przecież słyszałabym zamykanie tego łańcucha na tą bramę, owijanie tego łańcucha, zamykanie tej kłódki. Niestety nie mam zielonego pojęcia, co się wówczas wydarzyło.
[20:05] - Gdyby rzeczywiście ta kłódka była cały czas zamknięta, to nie powinna pani teoretycznie mieć możliwości wejść w pobliże tego budynku, prawda?
[20:15] - Dokładnie tak. A ja wiem, że ja tam weszłam. Nie wiem, co się wtedy wydarzyło. Naprawdę nie wiem, bo w rzeczywistości był ten łańcuch, była ta kłódka, więc nie było fizycznej możliwości, żebym ja przeszła przez tą bramę. Takie moje myślenie jest, że ja chyba doszłam do tej bramy. W rzeczywistości doszłam do tej bramy, zobaczyłam, że jest ta kłódka. Ja musiałam chyba usiąść i w tym momencie, jak usiadłam na tym krawężniku, musiało się coś wydarzyć, co mnie po prostu przeniosło w tamto miejsce, żebym mogła faktycznie zobaczyć ten dom. Bo powiem panu tak: kilka dni później wróciłam w to samo miejsce. Już tej kłódki nie było, bo oni tam robili jakąś renowację budynku czy coś takiego i tam w ogóle nie można było wejść. Ja weszłam tam na teren tego parku miejskiego i powiem panu szczerze, ja to obeszłam wzdłuż i wszerz.
Tam nie było tego budynku, tam nie było nawet śladu tego budynku. Więc to, co się wydarzyło, naprawdę do dzisiaj nie potrafię sobie wytłumaczyć. To znaczy ja sobie to potrafię wytłumaczyć na swój sposób. Bardzo często również zdarzają mi się sny. Przychodzą do mnie ludzie, którzy nie żyją. Ci ludzie potrzebują pomocy. Na przykład śnił mi się mężczyzna, który zginął. I teraz właśnie nie wiem, czy on zginął w wypadku samochodowym, czy on zginął w wypadku na motorze, czy on został potrącony przez motor, czy przez samochód. Tego nie pamiętam. Ten mężczyzna przychodził do mnie trzy razy i miał na imię Piotr.
Prosił, żeby przekazać dla jego siostry Marty, że on ją przeprasza. Jak mi się pierwszy raz przyśnił, to też nie zareagowałam na to zbyt poważnie. Ale jak drugi raz mi się przyśnił, to już pomyślałam, że pewnie powinnam coś zrobić. I spróbowałam. Na Facebooku napisałam taki post, że szukam pani Marty, Moniki, bo w sumie sama nie kojarzyłam, czy to była Marta, czy Monika, która miała brata Piotra, który zginął tragicznie. Oczywiście na jednej z grup, na których wystawiłam ten post, administratorzy bardzo mocno po mnie pojechali, że nie powinnam robić takich rzeczy. Nie powinnam żerować na czyimś nieszczęściu, że pewnie pieniądze chcę wyciągnąć i tak dalej. Nie udało mi się zrobić tego na Facebooku. Później próbowałam do pana Jackowskiego napisać, bo on ma jednak bardzo dużą oglądalność, żeby może on przekazał u siebie na swoim kanale. Bo ja miałam parę takich sytuacji.
Akurat o tym panu Piotrze mówię. Ale było też kilka takich sytuacji, gdzie inne osoby przychodziły i prosiły o pomoc w skontaktowaniu się. Niestety nie wiem, czy pan Jackowski nie odczytał tego maila, czy może odczytał i zignorował. Też nie byłam w stanie się przez to przebić.
[23:28] - Może po prostu panu Jackowskiemu to umknęło, bo jakby nie patrzeć jest dosyć medialną osobą. Takich wiadomości musi też dosyć dużo otrzymywać każdego dnia.
[23:39] - Pewnie tak. Dlatego ja nie mam z tym najmniejszego problemu, bo będąc tak popularną osobą, na pewno takich maili on dostaje dziesiątki. Aczkolwiek było mi troszeczkę przykro, że ten Piotr, który tak bardzo pragnął przeprosić tą swoją siostrę, że nie byłam w stanie mu pomóc. Ale generalnie bardzo często teraz ja już się nauczyłam, jak mam to wszystko robić, bo ogólnie wychodzenie z ciała, bo ja bardzo często wychodzę z ciała, tylko że dużo wcześniej nie bardzo potrafiłam to kontrolować. To po prostu się działo. I ja wychodziłam gdzieś w jakieś bardzo dziwne miejsca. Tak jak słyszę na przykład czasami, jak ludzie opowiadają, że Trafiają w takie piękne miejsca, gdzie mogą sobie obserwować, spotykać swoich bliskich. U mnie tego nie było. Już teraz jest inaczej, ale zawsze trafiałam w takie bardzo ciemne miejsca, gdzie jest bardzo dużo postaci, istot, które są bardzo zagubione. I to nie jest dobre miejsce.
Dlatego ja się tego bardzo bałam, bo nie do końca potrafiłam się zorientować, jak mogę to powstrzymać, jak mogę to kontrolować. A najlepiej to, żeby tego w ogóle nie było. Na jakiś czas chyba założyłam na siebie jakąś blokadę, bo to wszystko ustało. I chyba odbiło się to trochę na mojej najmłodszej córce. Moja córka zaczęła się bardzo dziwnie zachowywać. Była bardzo przerażona, a generalnie była zawsze bardzo radosnym dzieckiem. Moje dziecko przestało sypiać samo. Mając 13 lat, ona się bała sama spać. Spróbowałam znaleźć pomoc na jednej z grup na Facebooku. Niestety większość ludzi tam, gdzie była to grupa, powiedzmy teoretycznie, ezoteryczna, nie bardzo chętnie chciało w jakikolwiek sposób zerknąć na moją córkę.
Ale była jedna osoba, jedna jedyna kobieta, która zadzwoniła do mnie. Umówiłyśmy się na spotkanie przez telefon, bo ja mieszkam w Anglii. Ta kobieta była z Polski i rozmawiałam z nimi, z nią i z jej mężem. Poprosili mnie o wysłanie zdjęcia mojej córki. Oczywiście odczytali to zdjęcie, że tam jest przy mojej córce parę cieni na tym zdjęciu. Zrobili jej oczyszczanie i poprosili tylko tyle, żebym obserwowała dziecko na drugi dzień i żeby później wieczorem dać im znać. Powiem szczerze, na drugi dzień moje dziecko było po prostu tak jak kiedyś. Ona wstała bardzo radosna, bardzo szczęśliwa. Pytałam się jej, jak jej minęła noc, czy wszystko w porządku. Odpowiedziała mi: „Oj, mamuś, ja już tak długo tak dobrze nie spałam.
Tylko moje nogi są jakieś dziwne, ale ogólnie jest wszystko okej”. Oczywiście jak wróciła ze szkoły, też się zapytałam, jak tam było w szkole, czy wszystko w porządku. Oczywiście mówię, moje dziecko zachowywało się po prostu fantastycznie. Więc wieczorem zadzwoniłam do tych państwa, opowiedziałam im wszystko co i jak. I chyba ten mężczyzna, mąż tej kobiety, coś wyczuł i mówi do mnie, że jest okej. „Ale czy mogłabyś mi opowiedzieć swoją historię?”. Ja mu opowiedziałam wszystko od chwili, co się zaczęło. Tak jak tutaj zaczęłam, od tego, jak byłam bardzo maleńka. Przez te wszystkie moje sny, te wszystkie różne dziwne wyjścia, jakieś lunatykowania i tak dalej. I ten człowiek, faktycznie przez kilka kolejnych dni robił dla mojej córki wyrównywanie energetyczne, co naprawdę poskutkowało wręcz rewelacyjnie.
I on mi zaproponował taki kurs, żebym uczyła się bioenergoterapii online. Była to bardzo maleńka grupa ludzi. Było nas chyba tylko sześć osób na tej grupie. Poświęcił nam ten człowiek prawie dwa lata co tydzień, więc nauczyłam się bardzo dużo, a przede wszystkim nauczyłam się kontrolować swoje wychodzenie z ciała. Może nie do końca potrafię to zrobić, jak już wyjdę, bo i tak mnie prowadzi w zupełnie inne miejsca, niż powinno, ale na pewno jestem w stanie zatrzymać. W ciągu dnia jestem w stanie to zatrzymać. Wieczorem jak się kładę i czuję, że moje ciało zaczyna się bardzo dziwnie zachowywać, też jestem w stanie to zatrzymać, aczkolwiek nie zawsze, bo czasami się zdarzy, że niestety nic z tego nie wyjdzie i wyciąga mnie gdzieś tam po nocach. Zauważyłam też, że zwłaszcza jak mam bardzo silne emocje, ale nie pozytywne emocje, tylko emocje bardziej negatywne, to wówczas jest to bardzo mocno nasilone i wtedy nie mam kompletnie żadnej kontroli nad tym. Pracowałam jako opiekunka na całkowitej opiece dla ludzi, którzy są kompletnie przykuci do łóżka. I opiekowałam się taką bardzo młodą kobietą, która była bardzo ciężko chora.
Ona miała taki neuron motor disease i była kompletnie odcięta. Mogła ruszać tylko i wyłącznie nogami. Nie mogła utrzymać głowy w jednej pozycji. Dłonie, ręce miała całkowicie sztywne. Ja się opiekowałam tą kobietą przez ponad pół roku i któregoś razu na mojej zmianie zatrzymało się jej serce. Musiałam ją reanimować do czasu przyjazdu karetki. Niestety nie udało się jej uratować. Bardzo przykro mi było z tego powodu. Tak szczerze mówiąc nie wiem, jak dotarłam do domu, bo to było dla mnie bardzo traumatyczne przeżycie. Przyjechałam do domu.
Wieczorem położyłam się spać. Byłam taka skulona. Położyłam się w takiej pozycji embrionalnej i zeszłam z siebie. Widziałam. To było naprawdę błyskawiczne. Nawet nie wiem, czy zdążyłam zasnąć. I udałam się do jakiegoś miejsca, w którym było bardzo szaro i tam było tak nieprzyjemnie. Tam były takie jęki i stęki. Ja się tam bardzo źle czułam w tym miejscu. A w międzyczasie, co też jest bardzo dziwne, ja leżałam na łóżku i czułam, że coś mnie bardzo mocno wciąga w dół kanapy.
Nie mogłam kompletnie się ruszyć. W żadnym momencie nie mogłam się ruszyć. I nagle uświadomiłam sobie, że stoję nad sobą Patrzę na siebie na tym łóżku i doszłam do wniosku, że chyba muszę jej pomóc. Tak, ja stojąca nad sobą, pomyślałam o sobie leżącej na łóżku i zeszłam z siebie. Mogłam otworzyć już wtedy oczy. Nie mogłam opanować swojego drżenia, tego wszystkiego. Nie mogłam w ogóle wydusić żadnej myśli w swojej głowie. To było bardzo dziwne. Nigdy mi się wcześniej to nie zdarzyło. To wyglądało tak, jakby moje ciało obudziło się troszeczkę wcześniej niż moja dusza.
Moja energia wraca z powrotem do ciała. To było bardzo dziwne. To właśnie była jedna z tych dziwniejszych sytuacji. W końcu po jakimś czasie udało mi się znaleźć, bo cały czas myślałam o tej hipnozie. Cały czas. W końcu udało mi się znaleźć osobę, która była uczona na instytucie Newtona. Jest to pani, która jest starszą osobą i naprawdę jest fantastyczną regresyjną terapeutką. Pojechałam do niej. Ona jest w Niemczech. Pojechałam do niej na sesję.
Na tej sesji naprawdę dużo się wyjaśniło. Między innymi okazało się, że jestem kanałem, gdzie świecę na zielono. Wszyscy mnie widzą. Dusze przychodzą. Można tak powiedzieć. Dusze przychodzą do mnie w jakimś celu pomocy, co nie do końca jestem w stanie sama zrobić, bo ja się nie udzielam nigdzie. A na stronach facebookowych raczej nikt mnie nie będzie słuchał. Także jestem w tym sobie tutaj tak sama z tym wszystkim.
[32:22] - A tak troszkę można panią nazwać taką latarnią, jak mnie ktoś kiedyś też tak określił, bo też miałem kiedyś takie zdarzenia, że dowiadując się o czyjejś śmierci, najczęściej młodych osób, dostawałem takie powiadomienie do głowy, że ta osoba nie przeszła na koniec tego słynnego tunelu ze światełkiem na końcu i trzeba jej pomóc po prostu przejść. Jak się podzieliłem kiedyś tą historią publicznie na Radio Paranormalium, chyba na stronie internetowej, to właśnie ktoś mnie określił taką latarnią przyciągającą takie zbłąkane duszyczki.
[32:57] - Jest to możliwe, bo powiem panu tak: za każdym razem, zanim to się wszystko wydarzy, to mój dzień wygląda bardzo dziwnie. Ja normalnie wstaję rano, jest wszystko w porządku. Odbieram wszystkie wrażenia, jakie są dookoła. I tak mniej więcej w połowie dnia zaczynam się wyciszać. Ale to nie jest tak, że ja się wyciszam sama, bo ja tak chcę, tylko na przykład tak, jakby moje uszy troszeczkę głuchną i dźwięki nie docierają tak, jak powinny docierać. One docierają tak bardzo stłumiono. Zaczynam przestawać czuć podłogę pod stopami. Ja stawiam nogi na ziemi, bo przecież stawiam, ale tak jakby nie odczuwam nacisku mojej nogi na podłodze. I to się tak pogłębia do końca dnia. I jak wieczorem się kładę, to też już jest tak, że ja już tego łóżka nawet nie czuję.
Nie czuję już smaku kawy. Ja piję tą kawę, ale ona już nie dochodzi do mojego smaku tak, jak powinna dojść. I jak się kładę spać, to znajduję się w białym pomieszczeniu, jakby w takiej poczekalni. I ta poczekalnia jest podzielona na trzy części. Ja mogę siedzieć tylko i wyłącznie w pierwszej części tej poczekalni na niebieskim krześle. Tam w innych częściach poczekalni są inne kolory krzeseł, ale ja nie wiem, jakie to są kolory, bo ja tam nie mogę wejść. Ja muszę siedzieć w tej jednej części, tej poczekalni, na tym niebieskim krześle i po prostu przychodzi moja kolej i mogę wejść do jakiegoś pomieszczenia. I w tym konkretnym pomieszczeniu czeka na mnie osoba. Domyślam się, że nieżyjąca osoba, która chce mi coś przekazać i ja to mam zrobić po przebudzeniu. Ja mówię, parę razy próbowałam na Facebooku, ale naprawdę tak byłam niemiło potraktowana, bo nie oczekiwałam ani żadnych pieniędzy, ani nic.
Po prostu tylko przekazać informację do osoby, którą być może bym znalazła. Być może by się udało znaleźć.
[35:10] - Bo to były takie jakby grupy powiązane tematycznie ze światami, tak?
[35:14] - Tak. Znaczy powiem tak: na przykład ten pan Piotr, który mi się przyśnił. On właśnie tam był w tej poczekalni, tylko że on był w innym pokoju. Ja do tego pokoju mogłam wejść dopiero wtedy, jak było udzielone mi pozwolenie, żeby do tego pokoju wejść. Śniła mi się też kobieta, która urodziła dziecko i ona zmarła przy porodzie. Ta kobieta miała na imię Patrycja i prosiła, żeby przekazać dla jej córki, że jest wszystko w porządku. I zanim zobaczyłam tą kobietę, też musiałam siedzieć w tej białej poczekalni, na tym niebieskim krześle. Jak zmarła ta moja podopieczna, ona zmarła w lutym i nie pamiętam, może to był marzec, może kwiecień, jak znowu mi się śniło, że jestem właśnie w tej poczekalni na tym niebieskim krześle i doszło do tego pozwolenia, że mogłam wejść do tego drugiego pokoju i patrzę, a ona tam siedzi w takiej pięknej sukience w kwiaty. Ja do niej podeszłam i byłam taka szczęśliwa, że mogę ją wziąć za rękę i że ona może mi podać tą rękę. I mówiłam do niej: „Kurczę, Michelle, jak to jest wspaniale, że mogę uścisnąć twoją dłoń”.
A ona była taka bardzo smutna i powiedziała mi: „Wiesz Mówi: „To było naprawdę za szybko”. Ja jej powiedziałam, że tak, było za szybko, ale nie mogłam nic na to poradzić. I ona mi powiedziała, że jest w porządku, ale i tak było za szybko. Mam kontakt z jej rodziną, bo ona miała męża i dzieci, więc zadzwoniłam do jej męża. Powiedziałam, że przyśniła mi się Michelle, że powiedziała, że jest wszystko w porządku, tylko tyle, że to było za szybko, bo naprawdę było za szybko. Ta kobieta miała dosłownie tylko 50 lat i niestety nie udało się jej uratować, co było dla mnie naprawdę bardzo traumatycznym przeżyciem. Może nie samo to, że serce jej stanęło, że ja ją próbowałam ratować, tylko to, jak kruche jest nasze życie, jak bardzo mało korzystamy z naszego życia. Bo ja ją widziałam dzień wcześniej. Ona była w pełni okej. Było z nią naprawdę adekwatnie do sytuacji zdrowotnej.
Było z nią naprawdę wszystko w porządku. Ona normalnie rozmawiała, było wszystko dobrze i dosłownie 12 godzin później doszło do tragedii. I ta cała sytuacja, to napięcie właśnie po śmierci tej Michelle, bo o tym zapomniałam powiedzieć, spowodowało, że byłam tak bardzo wyczerpana. Potrzebowałam tak bardzo wsparcia, którego nie mogłam znikąd dostać. I powiem panu tak: któregoś wieczoru położyłam się spać i zanim zasnęłam, to tak bardzo w głowie poprosiłam cały ten univers, żeby mi pomogli, żeby dali mi naprawdę trochę siły, bo nie daję rady. Już byłam tak bardzo mocno wyczerpana i psychicznie, i fizycznie. I miałam niesamowity sen. Śniło mi się, że jestem myślą, dosłownie tylko i wyłącznie myślą. I sobie tak wędrowałam jako ta myśl i dotarłam do przeolbrzymiej światłości. To było takie najczystsze, najbielsze światło, jakie w ogóle możemy sobie wyobrazić.
I w tej światłości czułam tak olbrzymią miłość, ale taką kompletnie bezwarunkową miłość. I usłyszałam słowa: „Ty we mnie, ja w tobie”. O tak: „Ty we mnie, ja w tobie”. I ta światłość mnie tak jakby do siebie wciągnęła. Obudziłam się na drugi dzień i byłam tak pełna energii, byłam tak pełna życia. W ogóle te całe zmartwienia, które nawarstwiały się przez ostatnie dni, one tak jakby zatknięciem czarodziejskiej różdżki po prostu zniknęły. I później przez wiele tygodni byłam naprawdę bardzo mocno napompowana energetycznie. I znowu wydarzyła się jakaś dziwna sytuacja, kilka dziwnych sytuacji, które znowu spowodowały, że energetycznie bardzo mocno padłam w dół. I znowu wieczorem, kładąc się spać, poprosiłam o wsparcie, którego mi bardzo było potrzeba. I znowu się pojawiłam w tym pięknym białym świetle.
Tylko że tym razem tak jakby brałam prysznic i ten prysznic też na mnie zadziałał bardzo niesamowicie. Na następny dzień czułam się fantastycznie. Tak pomyślałam sobie, że pewnie do tego źródła całego trafiłam przez te moje bardzo intensywne potrzeby wzmocnienia siebie. Tak że to mniej więcej tak wygląda. Powiem szczerze, jestem tak podekscytowana, że chaotycznie opowiadałam. Chciałam powiedzieć dużo więcej, a wyszło tego dużo mniej. Tak że nie wiem, jak to wygląda. Nie jestem zadowolona z tych moich opowieści. Chyba że umówimy się na inny raz i ja już się lepiej przygotuję, bo chciałam opowiedzieć zupełnie inaczej, a wyszło zupełnie inaczej.
[40:34] - Możemy się kiedyś umówić. Mnie się wydaje, że dosyć składnie pani przedstawiła to, co pani zdążyła do tej pory przedstawić. Ta sytuacja ze światłem też mi się kojarzy z pewnymi moimi doświadczeniami, bo przez pewien czas uczestniczyłem w grupie medytacyjnej na Skypie. Kilkanaście lat temu to było. I tam też różne wykonywaliśmy ćwiczenia związane z pracą z energiami i tak dalej. Ja sobie wieczorami, jak już trochę byłem wprawiony w tym fachu, że to tak ujmę, robiłem swoje różne rzeczy. Na przykład wysyłałem prośbę do Boga o wypełnienie mnie czystą, bezwarunkową miłością i też taki jakiś prysznic ze światła na mnie spływał w pewnym momencie. To było po prostu tak cudowne przeżycie, że pamiętam to do dziś. Nie wiem, czy to też u pani podobnie wyglądało?
[41:31] - Tak, bo jak ja się zbliżałam do tej-
[41:34] - Pani prosiła o wsparcie ze strony wszechświata, tak? Coś na podobnej zasadzie.
[41:41] - Tak. Tu chodziło bardziej o to, żeby wzmocnić mnie zarówno psychicznie, jak i fizycznie, i mentalnie, i energetycznie. Ja naprawdę pracowałam bardzo ciężko z bardzo chorymi ludźmi. Jestem osobą bardzo wrażliwą. Bardzo szybko zaczynam pałać uczuciami do ludzi i to są naprawdę bardzo piękne uczucia. I bardzo mocno w środku przeżywam utratę, nawet jeżeli to jest dla mnie obca osoba. Ale jeżeli jestem zaangażowana emocjonalnie do tej osoby, to utrata tej osoby lub pogorszenie jej stanu zdrowia bardzo negatywnie na mnie wpływa. I tak, potrzebowałam naprawdę bardzo dobrego wsparcia. Właśnie naładowania mnie naprawdę taką dobrą Pozytywną energią, siłą. I to było tak niesamowite, bo za pierwszym razem zostałam tylko wchłonięta przez to wielkie, bardzo białe światło.
Za drugim razem, jak tam dotarłam, to tak jakby nie dotarłam do środka tego białego światła, tylko gdzieś z boczku i ten wielki prysznic wciągnął mnie pod spód, tak jakbym pod wodospadem stała. Dosłownie tak jak pod wodospadem.
[43:03] - Ja sobie tutaj jeszcze zanotowałem parę takich pytań czy też spostrzeżeń, gdy pani opowiadała o tym sierocińcu, właściwie o tym miejscu, w którym ten sierociniec miał stać. Wizyta w miejscu tego budynku w Olsztynie przypomina mi w pewnym aspekcie tak zwany czynnik Ozy. Ta taka nagła cisza wokół pani. Pani przechodziła przez ten park i tak jakby nagle wszystko ucichło, prawda?
[43:26] - Tak. Jak weszłam na teren tego parku, to jeszcze do mnie docierały jakieś ptaki, wiatr. Docierały do mnie dźwięki, ale nie umiem powiedzieć, po jakiej chwili to wszystko po prostu ucichło. Mogło to być po kilku sekundach, mogło to być po kilku minutach. Naprawdę nie wiem. Na 100% ja tam weszłam, słyszałam te ptaki, słyszałam ten wiatr, a potem przestałam słyszeć już wszystko. Tylko byłam ja i ta droga.
[43:56] - A ten mężczyzna, który panią tam zaczepił pod tym budynkiem, jak on wyglądał? On sprawiał wrażenie bardziej współczesnego z wyglądu, czy bardziej takiego wyjętego z innych czasów?
[44:09] - Na pewno bardziej taki wyjęty z innych czasów. To był bardzo stary mężczyzna. Bardzo stary. I on miał na sobie takie trochę dziwne ubranie, taki szary kombinezon, nie wiem, jak to powiedzieć. Taki jak dozorca na przykład. Dozorca budynków, gdzie chodzi w takim szarym kombinezonie bez kapelusza. Naprawdę tak mniej więcej on wyglądał. Taki stary dozorca.
[44:37] - Taki stary, pilnujący na zasadzie, bo to były wtedy Prusy, Ordnung muss sein.
[44:44] - Ja mam do dzisiaj przed oczami to wszystko. I jak uczestniczyłam w tym kursie bioenergoterapii, naprawdę ten człowiek był bardzo mądry. On miał bardzo dużą wiedzę z różnych dziedzin i jak ja mu o tym opowiedziałam, on mi również powiedział, że to mogło być przerzucenie w czasie. I ten staruszek równie dobrze mógł być strażnikiem. Nie powinnam być tam w tym miejscu. Znalazłam się. Dlatego on mnie tak bardzo intensywnie stamtąd wypraszał, bo tą historię, którą on mi potwierdzał, że tak, tu był ten dom dziecka, to on ze mną prowadził tą rozmowę, odprowadzając mnie do tej bramy. Jak on mnie tam zastał pod tym budynkiem, on mi położył rękę na ramieniu i tak jakby zasugerował, że już jest koniec zwiedzania i wychodzimy. Po prostu wychodzimy. Więc ta rozmowa pomiędzy mną i nim ona się odbywała w drodze powrotnej do bramy, gdzie tak naprawdę, jak się później okazało, ja tej bramy w ogóle nawet nie przekroczyłam.
Takich sytuacji ja miałam jeszcze sporo. Bardzo często chyba śnią mi się moje poprzednie wcielenia, gdzie również znajduję się w dziwnych miejscach. Mam inny kolor skóry niż mam w tej chwili. Noszę zupełnie inne ubrania. Jestem w otoczeniu ludzi, których częściowo znam z tego życia, a częściowo nie znam kompletnie ludzi, którzy mnie otaczają. Nie wiem, czy ja mam również jakieś moje inne życia w równoległych rzeczywistościach, bo to też jest takie bardzo dziwne. Wydaje mi się, że teraz mieszkam tutaj w Anglii jako , ale równocześnie chyba jestem jeszcze w dwóch innych miejscach. Jedno jest w Niemczech i tam w ogóle moim mężem jest zupełnie inny mężczyzna, bo bardzo często mi się to śni. Moja córka, która tu w życiu moim obecnym jest w rzeczywistości moją córką, tam, w tej drugiej rzeczywistości też jest moją córką. Ale jak mówię do niej , to ona mnie nie rozumie.
Ona nie ma tak na imię, a ja nie potrafię się przestawić, bo w momencie, kiedy śni mi się tamto moje drugie życie, w tym tak jakby innym wymiarze, ja jestem przerażona, bo wiem, że ja jestem . Wiem, że mój mąż jest , a tam jest zupełnie inny mężczyzna, którego ja nie znam, ale on jest moim mężem. Wiem, że to jest moja córka , ale ona nie jest tam , bo ona inaczej wygląda, inaczej się nazywa. I to jest dla mnie bardzo przerażające, bo ja nie potrafię się z tego wyrwać również. I jeszcze prawdopodobnie w jeszcze innej rzeczywistości jestem w Polsce, ale tam już jestem sama, więc tam już jest inaczej, bo tam już nie mam się czym denerwować. Ale tak jak tutaj, to to jest bardzo stresujące, zwłaszcza jak się obudzę i mówię: „Boże kochany, co tam się wydarzyło?” Naprawdę bardzo dziwne to jest.
[47:56] - Mam jeszcze takie spostrzeżenie odnośnie tego mężczyzny, który panią odprowadził spod tego sierocińca, spod tego budynku w Olsztynie. Można spekulować, czy to był jakiś pracownik, osoba związana z tym budynkiem albo osoba, czy też istota pełniąca funkcję takiego jakiegoś pomocnika duchowego. Bo często osoby zajmujące się tematami takimi jak OOBE, jak odprowadzanie zmarłych chociażby, opisują właśnie, i to też znajduje swoje odzwierciedlenie w tym, czego naucza Paweł Byczuk, czego nauczał Bruce Moen W tej metodzie eksploracji światów niefizycznych często przywołuje się albo sam się pojawia pomocnik duchowy, który przeprowadza daną osobę przez cały proces doświadczenia, które sobie ta osoba wybrała, czy też które ma do wykonania. Tutaj też można pospekulować, czy to nie był czasem rodzaj pomocnika, istoty pomocnej, która w momencie, gdy doświadczenie już dobiegło do końca, pomaga też wyjść z niego w miarę bezpiecznie.
[49:13] - Możliwe, że tak było, bo naprawdę upłynęło tyle czasu. Ja mam swoje teorie na ten temat, ale jest bardzo dużo niedomówień. Naprawdę bardzo dużo niedomówień. Możliwe jest, że to była postać, istota, coś w stylu strażnika. Tak, można tak powiedzieć. Miałam jeszcze jedno takie zdarzenie. Jak należałam jeszcze do grupy bioenergoterapii, lubiłam sobie poeksperymentować po każdych zajęciach, gdzie dowiadywałam się wielu nowości. Lubiłam sobie te nowości na swoją modłę poeksperymentować w domu. I kiedyś razem z tym człowiekiem, który udzielał mi tego kursu, podjęliśmy malutki eksperyment. Była jakaś metoda oddychania, która wprowadziła mnie w odpowiedni stan i znalazłam się w bardzo szarym miejscu.
Można było to miejsce porównać do bardzo starych uliczek w Anglii. Wąskie, ciasne uliczki. Wszystko było szare. Gdzieś tam w oddali było widać jakieś postacie, ale nie bardzo na nie zwracałam uwagę. Szłam sobie tymi uliczkami i na jednej z tych uliczek stała kobieta. Też była cała szara. Miała piękny kapelusz i patrzyła na mnie bardzo dziwnie. Ona nie była zadowolona, że mnie widzi, ale ja sobie obok niej przeszłam i ta uliczka skręcała w bok. Doszłam do tej uliczki, skręciłam w bok i do tego budynku była dostawiona drabina. Ta drabina była bardzo wysoka i połowa tego budynku: od ziemi do połowy było widać ten budynek, od połowy w górę było wszystko zamglone.
Ta drabina również od ziemi do połowy była widoczna i później od połowy w górę była zamglona. I ja postanowiłam wejść na tą drabinę. Jak tylko dotknęłam tej drabiny, ta kobieta się pojawiła obok i ona zaczęła tak strasznie krzyczeć. I w międzyczasie, jak ona krzyczała, ja zaczęłam krzyczeć do mojego instruktora, żeby mnie szybko stamtąd zabrał. I już jak doszłam do siebie, bo to wszystko przecież było robione przez telefon online na kamerach, powiedziałam tej osobie, że nigdy więcej nie będziemy eksperymentować w ten sposób, bo ja się nie czułam zbyt dobrze. To ogólnie był mój pomysł, niewypalony. Ogólnie ja się czułam bardzo źle w tym miejscu. Wiedziałam, że ja tam nie powinnam być. Wiedziałam, że nie powinnam była dotykać tej drabiny, ale ciekawość wzięła górę. Wrzask tej kobiety spowodował, że w bardzo szybkim czasie musiałam wrócić do rzeczywistości.
Oczywiście dzień minął. Wieczorem idę do mojej kuchni. Ja mam malutkie światełko w kuchni. Wchodzę do kuchni, patrzę, a ona stoi. Zapaliłam szybko duże światło. Nie ma jej. Mówię: „Dobrze, może mi się przywidziało”. Na drugi dzień poszłam do pracy. Pracowałam po 12 godzin i wieczorem z pracy jeszcze chciałam wejść do łazienki, w której nie było okna, a włącznik do światła był w środku, w łazience. Otworzyłam drzwi i znowu ta kobieta tam stała.
Ja byłam tak przerażona, że jak tylko wróciłam do domu, od razu zadzwoniłam do mojego nauczyciela i mu powiedziałam, że chyba tą kobietę ze sobą ściągnęłam tutaj, że on musi mi pomóc, bo ja nigdy w życiu nie odprowadzałam dusz, a już na pewno nie takich, które sama przytaszczyłam do siebie do domu. Oczywiście zrobił to, tylko to było na zasadzie, że on mnie uczył. Czyli robiliśmy to we dwójkę, żebym potrafiła już później sama w przyszłości odprowadzać dusze. Nigdy więcej już nie zaeksperymentowałam w ten sposób. Nie było to dobre doświadczenie. Było to bardzo przerażające doświadczenie. Sam fakt nawet tego, że przyciągnęłam tą kobietę ze sobą na kolejne dwa dni, nie dość, że do własnego domu, to jeszcze do miejsca pracy. Ale po tym odprowadzeniu na szczęście udało się i już nigdy więcej jej nie widziałam.
[53:50] - Tak mi się nasunęło teraz na myśl, że być może ta krzycząca kobieta była kolejną z tych zagubionych osób, które po śmierci nie za bardzo zdają sobie sprawę z tego, co się z nimi stało. Są takie przypadki podobno, że niektórzy po śmierci nie zdają sobie sprawy z tego, że już umarli. Tę rzeczywistość fizyczną już opuścili, ale w obszarze między naszą rzeczywistością a zaświatem tak zwanym utykają i tam sobie tkwią. I właśnie chociażby na tych kursach u Pawła Byczuka opartych na metodzie Bruce'a Moena jest coś takiego, że ten fakt utknięcia gdzieś między naszym światem a tamtym światem W tym obszarze tłumaczy się tym, że te osoby nie zdają sobie sprawy z tego, że nie żyją. Te wyższe istoty, ci różni pomocnicy duchowi nie są w stanie ich często zabrać, bo są postrzegani jako duchy. I wtedy wkracza do akcji taki ziemski odzyskiwacz, jak na przykład pani, jak na przykład ja, jak na przykład osoba, która uczy się, która postanowiła zainteresować się tym tematem. I naszym zadaniem jest zwrócić uwagę takiego zmarłego i przekazać go dalej osobie, jakiejś istocie wyższej, żeby go stamtąd zabrała. Tutaj pani przestraszyła się, jak rozumiem, tej kobiety, tak? Tej krzyczącej kobiety w szarym stroju. I potrzebowała pani później pomocy w odprowadzeniu jej, tak?
[55:29] - Tak, ale bardziej to wychodziło na to, że ja się przeraziłam jej krzyku, bo ten krzyk nie był taki normalny, zwykły krzyk. Można byłoby to porównać do takiego wrzasku z najstraszniejszego horroru. To był naprawdę tak przeraźliwy wrzask, który naprawdę nie należał do przyjemnych. To był bardzo nieprzyjemny wrzask i ja wcześniej przecież nigdy w życiu, nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby odprowadzać jakąkolwiek duszę tam, gdzie ona powinna trafić. Zanim nie poznałam tego człowieka, który naprawdę poświęcił dużo czasu ze swojego życia, żeby nauczyć mnie tej bioenergoterapii, żebym potrafiła korzystać ze swojej energii tak, jak powinnam. Z reguły do tamtego czasu, jeżeli przychodziły, śniły mi się jakieś zmarłe osoby lub fizycznie przychodziły tutaj do domu, to było po prostu zapalenie świecy i modlitwa. Nie taka wyczesana modlitwa prosto z książki modlitewnej, tylko tak jak serce mówiło, ale to się na tym tylko i wyłącznie opierało. Natomiast po tym moim kursie już wiem, jak to wygląda, więc jest już w tej chwili zdecydowanie łatwiej. Ale tak, jest tak, jak pan mówi, prawdopodobnie tak było, że ona nie do końca sobie zdawała sprawę z tego, co się dzieje. A może była zła, że pojawiłam się w tym miejscu i może coś by się naprawdę wydarzyło, gdybym ja faktycznie na tą drabinę weszła, bo miałam bardzo dużą chęć na tą drabinę wejść i zobaczyć, co tam jest na górze.
[57:08] - Zmarli mają bardzo różne sposoby zwracania na siebie uwagi, gdy mają jakąś taką potrzebę. U jednych osób się to objawia jakimiś dziwnymi zdarzeniami w domu na przykład. U mnie się to objawiało takimi właśnie SMS-ami do głowy, że ta osoba potrzebuje pomocy w przejściu na tą drugą stronę. A tutaj mieliśmy krzyk po prostu, takie wołanie, straszne wołanie o pomoc. To musiała być albo bardzo nieszczęśliwa istota, albo jakoś taka mocno zdesperowana, że już nie mogła wytrzymać w tym obszarze, tak?
[57:48] - Możliwe, bo nie było to dobre miejsce. Tam było bardzo dużo różnych istot, które ja widziałam, tak jak mówiłam wcześniej. One były w znacznej odległości, więc nie przyglądałam im się, ale było ich sporo. Naprawdę było ich sporo.
[58:04] - Można pospekulować, czym tak naprawdę to miejsce było. Czy to było coś, co nazwalibyśmy jakimś rodzajem czyśćca, czy czegoś podobnego? Czy też jakiś taki, tak jak to ujmują Robert Monroee, Bruce Moen, takie terytorium systemu przekonań, że ta istota wpadła w coś, co sobie przygotowała już za życia swoim sposobem myślenia, swoim postępowaniem, a potem zobaczyła, że to nie jest miejsce dla niej odpowiednie i chciała się z tego uwolnić, tylko nie miała jak.
[58:38] - Bardziej mi się podoba ta druga właśnie opcja, że to jest raczej takie miejsce właśnie stworzone z przekonań. Przekonania, przyzwyczajenia. Bardziej chyba to jest najlepsze określenie na to. Tak mi się wydaje.
[58:53] - Jeszcze mam takie spostrzeżenie, że właściwie bardzo tutaj jeszcze odnośnie tej córki i tego dziecka widzianego we śnie, bardzo jest uderzające to podobieństwo pani córki do tego dziecka, które pani wtedy widziała tam chyba, jak dobrze pamiętam, w tym sierocińcu, prawda?
[59:09] - Tak. Jak moja córka się urodziła, dokładnie jak ja ją tylko zobaczyłam, aż mi się wszystko zmroziło, bo dokładnie ta sama buźka, którą widziałam w śnie, dokładnie ta sama buzia. Jak moja córcia się urodziła, to powiem szczerze, ten sen się skończył. On się w ogóle skończył, jak zaszłam w ciążę i później pojawił się znowu w roku '99 i trwał przez cały prawie że rok. Tylko że sytuacja już była taka, że ja byłam na zasadzie tak, że jak zbliżałam się do tego domu dziecka w tej pierwszej wersji snu, ja się zbliżałam do tego domu dziecka, stawałam naprzeciwko drzwi i tak jakby jakaś część mnie oddzielała się ode mnie. I ja widziałam, stojąc, widziałam siebie wchodzącą do drzwi tego domu dziecka. Te drzwi się zamykały i ta druga ja czekałam, aż te drzwi się otworzą i wtedy widziałam siebie niosącą to dziecko na ręku. W '99 roku, jak się zaczął ten sen jeszcze raz, on się zaczął od momentu, jak ja już tam jestem i czekam, aż druga ja wyjdzie z tego budynku. No i miałam czwórkę dzieci. Już nie wychodziłam z jednym, tylko wychodziłam z czwórką dzieci.
Ale ponieważ już wcześniej wiedziałam, że ten sen zwiastuje dziecko, to już tym razem wiedziałam, że ten sen zwiastuje mi czworo dzieci. I faktycznie mam czwórkę dzieci.
[01:00:48] - Pani opowiadała jeszcze o tym synu swojej szefowej w restauracji. Z tymi zasłonami to właściwie był taki sygnał z zaświatów, taki przekaz, który dosyć szybko się sam, jakby nie było, zweryfikował. Dużo pani miała takich sytuacji, że udało się pani zweryfikować celowo bądź przez przypadek to, co pani odebrała w tym stanie?
[01:01:12] - Wie pan co? Trochę tego było. Tylko że ja w tej chwili jestem tak podekscytowana w ogóle tą naszą rozmową, że ja połowę rzeczy w ogóle nie powiedziałam. Wszystko szło trochę stąd, trochę stąd, trochę stąd, a ja miałam w głowie taki plan, że tak ładnie wszystko powiem. A to wcale nie jest łatwe. Ja tak jak czasami słuchałam, jak ludzie rozmawiają, opowiadają o swoich historiach, to też tak niektórzy właśnie trochę tu, trochę tu, trochę tu. Ja sobie myślę: „Kurczę, przecież to jest tak prosto, tak łatwo opowiedzieć”. Wcale nie jest. Ja zrobiłam dokładnie to samo co większość osób, że tak z każdej części po troszeczku. Było trochę takich sytuacji.
Na przykład mojego męża wujek. On był bardzo fantastycznym człowiekiem. Ja go nigdy nie poznałam. Nie miałam tej okazji poznać tego człowieka, bo on zmarł chyba rok przed tym, jak poznałam mojego męża. I śnił mi się mężczyzna z brodą. I ta broda miała wszystkie kolory, wszystkie odcienie brązu. Nigdy nie widziałam tak pięknej brody. I ten mężczyzna śnił mi się parę razy. I później poznałam mojego męża i kiedyś, minęło może z pół roku, jak się poznaliśmy i oglądaliśmy album ze zdjęciami z jego rodziny. Mojego męża ojca również nie było dane mi poznać, bo też zmarł, zanim się poznaliśmy.
Oglądaliśmy zdjęcia i ja patrzę na to jedno zdjęcie. Mówię: „Boże, ja śniłam o tym mężczyźnie”. I zaczęłam mojemu mężowi opowiadać. I się okazało, właśnie on do mnie mówi, że to jest jego wujek. Jego wujek był również bardzo niesamowity, jeżeli chodzi o bioenergoterapię. Był bardzo silnym człowiekiem, ale to już wiem tylko z opowieści mojego męża, bo tak jak mówię, nigdy nie miałam okazji go poznać. Ale zanim poznałam mojego męża, śniłam właśnie o mężczyźnie, który ma piękną brodę we wszystkich odcieniach brązu, gdzie w sumie tylko u niego w śnie i w rzeczywistości na zdjęciu widziałam taki kolor brody. Nigdy więcej, ani wtedy, ani teraz nie widziałam nigdy mężczyzny o tak niesamowitym kolorze brody.
[01:03:35] - U pani dużo takich rzeczy się spontanicznie, z tego, co rozumiem, dzieje. Pewne rzeczy dzieją się poza pani kontrolą. Pani nie inicjuje tych różnych kontaktów i innych sytuacji. Ja natomiast po tych kursach u Pawła Byczuka, bo też uczestniczyłem w takim jednym kursie pięciodniowym. Tam po takim kursie odbywają się spotkania. Co tydzień Paweł wysyła jakieś zadanie do ogarnięcia, przyjrzeć się temu, przyjrzeć się tamtemu. Oczywiście jak kto chce, to się tym zajmuje. To nie jest obowiązkowe. Natomiast zdarzyło mi się coś takiego kiedyś, że mieliśmy się przyjrzeć pewnej pani, która już niestety umarła. I jakoś tak się zdarzyło, że pojawiła mi się twarz.
Na podstawie tej twarzy sporządziłem taki opis, jak ta osoba wyglądała. Taki portret pamięciowy, tak jakby opisywać rysownikowi policyjnemu, jak osoba wygląda i po prostu w oparciu o to ten rysownik tworzy wizerunek. I potem spotkaliśmy się. Spotkanie odbyło się przez platformę Zoom w internecie. Dostaliśmy zdjęcie tej osoby, której mieliśmy się przyjrzeć. I choć na zdjęciu ta osoba wyglądała dosyć mocno inaczej niż to, jak ja ją w tej wizji zobaczyłem, to jednak jak się przypasowało to do opisu, do tego rysopisu, który sporządziłem, to rysopis, opis wyglądu się zgadzał dosyć mocno z tym zdjęciem. Pani wszystkie te rzeczy tak dosłownie, nie w sposób symboliczny, tylko dosłownie wiedziała, tak?
[01:05:23] - Powiem tak: jeżeli chodzi o syna mojej byłej szefowej, jak on do mnie przychodził, on wyglądał zupełnie inaczej niż w rzeczywistości na zdjęciu. Ale tak jak mówiłam, on był bardzo niezadowolony. Wręcz można powiedzieć, że taka agresja z niego wychodziła odnośnie mojej osoby. I jak już moja szefowa doszła do siebie po tych żółtych firankach, ona zaczęła mnie wypytywać za każdym razem, czy śnił się Zięć dzisiaj, co mówił i tak dalej. I jak ja jej powiedziałam, że on jest właśnie wobec mojej osoby taki bardzo agresywny, taki niezadowolony i wymagający zrobienia rzeczy, których ja naprawdę nie jestem w stanie zrobić, to ona mi potwierdziła, że on w rzeczywistości taki był, że właśnie był taki buńczuczny, taki bardziej agresywny, taki bardziej niecierpliwy. Nie to, żeby tam bić od razu kogoś czy coś, ale nie był to spokojny człowiek. Ale tak jak widziałam jego zdjęcie, to jego buzia na zdjęciu z tą buzią, która do mnie przychodziła, to były dwie różne osoby. Natomiast jeżeli chodzi o zachowanie, to wyszło na to, że te zachowanie było po prostu idealnie trafione. Jeżeli chodzi o mojego męża wujka, twarz również była inna, ale ta broda to była po prostu dokładnie ta sama broda, identyczna.
[01:06:49] - Tak jak to się dzieje podczas warsztatów u Pawła. Dużo rzeczy odbieramy w taki mocno skrawkowy, zniekształcony, dosyć symboliczny sposób, często też przefiltrowany przez nasz bank pamięci, tak?
[01:07:09] - Tak. To jest właśnie niesamowite, że nie znamy człowieka. Nawet jeżeli ta twarz nie do końca jest podobna, to jakieś cechy charakteru czy ogólnie znaki charakterystyczne są bardzo podobne lub nawet identyczne.
[01:07:26] - Tak jak mówiłem, jak się robi rysopis osoby, którą się zobaczyło w wizji, to potem ten rysopis, to, jak tę osobę zobaczyliśmy w naszej wizji w stanie zmienionej świadomości, może niekoniecznie odpowiadać temu, jak ta osoba wygląda na zdjęciu. Ale jak się weźmie rysopis, który sobie sporządziliśmy już po całym doświadczeniu, to rysopis odpowiada mniej więcej pi razy oko temu, jak ta osoba wyglądała w rzeczywistości.
[01:07:55] - Tak. Jak przyszedł do mnie ten pan Piotr, był wysoki mężczyzna misiowatej troszeczkę postury w kurtce kangurka, taka zgniła wojskowa zieleń i bardzo brudne dżinsy. Z takim opisem weszłam na jedną z grup, gdzie myślałam, że to jest naprawdę normalna grupa prowadzona przez normalnych ludzi, którzy nie będą robić problemu z dokładnym opisem tego mężczyzny, z imieniem tej siostry Monika lub Marta. Nic z tego nie wyszło, więc przed zaśnięciem próbowałam go sobie wyobrazić. Oczywiście nie przyszedł do mnie w tę samą noc. Przyszedł chyba w drugą czy w trzecią i przepraszałam go, że niestety nie jestem w stanie mu pomóc, żeby przekazać tę informację dla siostry. To tylko było takie: „W porządku, próbowałaś” i tyle. Już nigdy więcej mi się nie przyśnił.
[01:08:58] - Niestety z grupami facebookowymi to jest tak, że często nawet wydaje się, że takie grupy skupiają osoby o otwartym umyśle, nieoceniające, mające jakieś doświadczenia ciekawe za sobą, potrafiące spojrzeć z perspektywy osoby, która doświadcza takich kontaktów zaświatowych. Ale niestety często na takich grupach też nie brakuje prymitywów różnej maści, jakichś trolli, turbośmieszków, osób, które po prostu potrzebują się powyśmiewać z kogoś, powylewać jakieś swoje żale, poodgrywać się za jakieś swoje życiowe niepowodzenia. Tak jakby to Maksym Gorki powiedział: „Nieszczęśliwe istoty, które szukają pocieszenia w nieszczęściu innych”.
[01:09:45] - Definitywnie tak. Tylko że tutaj akurat cały administrator, założyciel tej grupy, przecież mój post nawet się nie pokazał. On mi tam odpisał tak strasznie, że jestem jakąś naciągarą, że próbuję od ludzi kasę wyciągnąć, że kto mi dał prawo w ogóle bawić się ludzkimi uczuciami i tak dalej. Matko kochana, przecież ja nie chciałam zrobić nic złego, a usłyszałam takie rzeczy. Można było pomiędzy wierszami doczytać się informacji, że tylko ja mam takie możliwości, a ty jesteś oszustką. Po kilku takich próbach po prostu się poddałam, no bo co? Jeszcze próbowałam do pana Jackowskiego napisać. To znaczy próbowałam, napisałam, ale mówię, albo mu ten mail gdzieś tam umknął czy coś, bo jednak to jest człowiek zdecydowanie bardziej popularny i być może gdyby nie przeoczył tego maila, może u niego na kanale znalazłaby się ta siostra tego nieszczęsnego Piotra i może by ten człowiek zaznał spokoju. Ale myślę, że po moich przeprosinach może zaznał ten spokój.
[01:10:57] - O administratorach grup facebookowych też można by bardzo dużo takich prawdziwych, niestety smutnych rzeczy powiedzieć. To też są często takie osoby, które mają jakiś swój ustalony sposób postrzegania świata, jakąś swoją wizję, której pilnują jak jakiejś wyższej sprawy i po prostu jak widzą, że pojawił się na przykład ktoś, kogo uznają za konkurencję, to potrzebują go wyciąć ze swojego foretka. U pana Jackowskiego to ja tak widzę, że on bardziej chyba ten kanał swój YouTube'owy przynajmniej prowadzi pod publiczkę, bo dużo osób go pyta masowo właściwie o to, jak się rozwinie sytuacja polityczna w Polsce i na świecie i tak dalej. Kiedy się skończy wojna, kiedy będzie następna wojna i tak dalej. Także on chyba też w tej sferze swojej internetowej działalności bardziej w te tematy myślę uderza.
[01:11:56] - Pewnie w chwili obecnej tak. Ale troszkę szkoda, ale to nic, może teraz usłyszy. Mam nadzieję, że ten Piotr już znalazł to, czego szukał i może przez kogoś innego dotarł do swojej siostry z tymi przeprosinami. I ta piękna kobieta Patrycja, która też chciała swoją córkę poinformować, że jest dobrze, pewnie też znalazła może kogoś innego do znalezienia kontaktu z dzieckiem.
[01:12:26] - Można tak trzymać kciuki, że te zaświaty do kogoś zadzwoniły i ten ktoś odebrał, jak to ujmuje z kolei Ada Edelman.
[01:12:37] - Tak. Planowałam sobie opowiedzieć dużo więcej, a mi z głowy w ogóle powylatywało, bo to takie emocje. Naprawdę myślałam, że to będzie dużo łatwiej, ale naprawdę są niesamowite emocje i połowa mi wyleciała z głowy. Po prostu jak chciałam coś powiedzieć więcej, to miałam czarną pustkę. I nie mogłam sobie przypomnieć po prostu następnym razem.
[01:13:00] - Tutaj dużo osób jest, które się do mnie zgłaszają. Dużo osób robi sobie przed rozmową takie... Notują po prostu wszystko po kolei, co chcą opowiedzieć. Niektórzy to pół roku się przed taką rozmową przygotowują, przed podzieleniem się w ogóle swoimi historiami. Także to świadczy też o tym, że ludzie jednak noszą to w sobie, to bardzo mocno w ludziach siedzi to, czego doświadczają.
[01:13:25] - No niestety tak jest, bo ja panu powiem jedną rzecz. Jak to się wszystko zaczęło, jak ja miałam właśnie te szesnaście lat, bo to już się wtedy zaczęło tak bardzo, bardzo, bardzo mocno, bardzo intensywnie, gdzie na przykład ja słyszałam głosy, ja byłam pewna, że do mnie to mówią, a naprawdę do mnie nikt nic nie mówił. I ja na ulicy ludzi zaczepiałam, mówię: „Co pan powiedział?” A ten pan w ogóle nic nie powiedział, bo to gdzieś tam u mnie w głowie po prostu było mówione. Ja jeszcze chciałam tylko powiedzieć, że ja widziałam różne... Na początku były tylko cienie i te cienie nie miały dla mnie żadnych kształtów. To po prostu były tylko cienie. Później z czasem te cienie zaczęły przybierać troszeczkę lepsze kształty i już byłam w stanie rozróżnić, czy ten kształt jest kobiecy, czy ten kształt jest męski. Ja widziałam to tak wyraźnie, jak widzę dzisiaj mojego psa, mojego kota i moje dzieci. I kiedyś naprawdę niewiele brakowało i ja bym doprowadziła do bardzo poważnego wypadku samochodowego. Jechałam z moim mężem do...
Chyba do Krynicy jechaliśmy i to był bardzo, bardzo, bardzo późny wieczór. Do tego jeszcze padał deszcz, było ciemno i w pewnym momencie zobaczyłam na drodze stojącą kobietę. No wiadomo, samochód jedzie szybko, więc ta kobieta bardzo szybko się zbliżała. Znaczy my zbliżaliśmy się bardzo szybko do niej, a mój mąż po prostu jechał centralnie na tą kobietę. Ja do niego mówię: „Przecież tam stoi kobieta”. „Gdzie?” No ja ją widziałam, mój mąż jej nie widział i on już był tak bardzo blisko tej kobiety. Ja chwyciłam za kierownicę jako pasażer i tą kierownicą szarpnęłam, żeby tą kobietę ominąć. To Bogu dziękować, że mój mąż ma i miał niesamowite doświadczenie już w prowadzeniu samochodu wówczas. My okręciliśmy się na tej drodze chyba ze trzy razy, ale na szczęście udało się ten samochód wyprowadzić na prostą drogę. Tam nie było żadnej kobiety.
Ona tak-- ja ją widziałam. Mój mąż jej nie widział. Od tamtego czasu, jak jechaliśmy gdziekolwiek, gdzie już się robiło ciemnawo na dworzu, ja siadałam do samochodu, siadałam na swoich rękach i zamykałam oczy, żeby nie widzieć nic, co ewentualnie mogłoby wpłynąć tak jak wcześniej na przykład na samochód, tak że moja reakcja była taka, a nie inna. I tego było naprawdę bardzo, bardzo dużo. Ja widziałam to bardzo wyraźnie. Ja słyszałam, jak oni do mnie mówią i przez to, że rozmawiałam o tym z moimi znajomymi, ja bardzo dużo znajomych utraciłam. Bardzo dużo. I na przykład jeżeli chodzi o mojego męża, ja mojemu mężowi dopiero po pół roku bycia razem lekko napomknęłam, co się może wydarzyć. No, on mi też na początku nie wierzył za bardzo. Do momentu, aż wyprowadziliśmy się do Szczytna i tam zamieszkaliśmy w takim malutkim pałacyku nad samym jeziorkiem.
To było w centrum Szczytna i od samego początku ja się bardzo źle czułam w tym domu. Bardzo źle. Ja miałam problemy z oddychaniem, miałam problemy z koncentracją, ze spaniem i z dnia na dzień, bo to już nawet nie było z tygodnia na tydzień. To było z dnia na dzień, jak ja zaczęłam odczuwać czyjąś obecność w ogóle w tym pałacyku. I kiedyś ta obecność mi się zmaterializowała i ona przeszła przeze mnie, dosłownie przeszła przeze mnie. Ja w tym momencie upadłam na podłogę na oczach moich dzieci. Moje dzieci wpadły oczywiście w panikę. Zaczęły krzyczeć. Wbiegł mój mąż do tego pokoju. Ja wtedy ważyłam pięćdziesiąt kilogramów, czyli nie byłam dużą osobą.
Mój mąż nie był w stanie mnie podnieść z podłogi. Ja miałam oczy wywrócone do góry białkami. Trzęsłam się strasznie. On mnie bił po buzi, żebym doszła do siebie. Trwało to z tego, co mój mąż mówi, bo ja tego nie pamiętam. Z tego, co mi mówił, to trwało to około piętnastu minut, zanim ja doszłam do siebie. A ja pamiętałam tylko i wyłącznie to, że ta energia, która tam była, ona się po prostu tak jakby zmaterializowała, weszła we mnie i w tym momencie już nie pamiętam nic do momentu, aż otworzyłam oczy, bo mnie bardzo piekła buzia, a mój mąż mnie po prostu po tej buzi trzepał. I wyprowadziliśmy się stamtąd. My tam mieszkaliśmy chyba tylko dwa miesiące i po tej akcji, bo ja już wcześniej mówiłam też mężowi, że coś tu jest nie tak, że ja słyszę jakieś głosy, ja słyszę jakieś kroki, on: „No tam przesadzasz, przesadzasz”. I właśnie po tamtym zdarzeniu, chyba dwa czy trzy dni później się stamtąd wyprowadziliśmy.
Także mieszkaliśmy tam tylko dwa miesiące.
[01:18:14] - I rozumiem po tej wyprowadzce już wszystko jakby ustało, tak?
[01:18:19] - To znaczy z tamtą energią tak, z tamtą energią tak, bo jak my się stamtąd wyprowadziliśmy w ogóle, no bo Szczytno wiadomo, to jest malutka mieścinka. Znaczy była. I zaczęłam wypytywać sąsiadów, czy oni cokolwiek wiedzą na temat tego pałacyku, czy coś tam się stało. No i się okazało, że wiele, wiele lat wcześniej właściciel tego pałacyku pokłócił się z jakimś tam swoim kolegą czy coś. No i tak niefortunnie go popchnął, że ten człowiek spadł ze schodów. No i zginął. Niestety zmarł. No i że prawdopodobnie to był on. Czy to był on, czy nie, to nie wiem, ale naprawdę nie było to dobre doświadczenie. No i wtedy właśnie mój mąż.
On już nabrał tej takiej pewności, że okej, coś jest nie tak i I teraz jak cokolwiek mu mówię, to on już wie. On wierzy. On już nie poddaje pod żadną wątpliwość tego, co mówię. Ale mimo wszystko ludzie nie są gotowi. Ludzie nie chcą o tym słyszeć i z reguły zawsze wysyłają do lekarza: „Zrób sobie badania” i tak dalej. Że głupoty opowiadasz i w ogóle. Także nie dziwię się, że bardzo dużo ludzi dzwoni do was, bo naprawdę u was bez oceniania można opowiedzieć o tym, co nas spotyka.
[01:19:32] - To taka też prawda, można powiedzieć, ezoteryczna linia zaufania. Ten podcast „Mówią Świadkowie” i w ogóle inicjatywy takie jak Radio Paranormalium czy chociażby czasopismo „Nieznany Świat”, gdzie też można się wygadać, co prawda w formie pisemnej, ale jednak. Także są takie miejsca, gdzie można rzeczywiście podzielić się swoją historią bez obawy, że ktoś będzie patrzył na to krzywym okiem.
[01:19:58] - Tak. Ja właśnie mam teraz od ponad roku bardzo dobrą koleżankę, która jest taką twardo stąpającą po ziemi osobą. Ja jej nic nie opowiadałam i parę tygodni temu przez czysty przypadek, bo ja śpię z kamerą. Kamerę mam ustawioną na łóżko, bo bardzo dużo dziwnych rzeczy się dzieje u mnie w domu. Ale niestety moja kamera, jak się nic nie dzieje, kamera działa. Jak coś się dzieje, kamera przestaje działać. I coś tam zeszło na temat. Mówię do niej właśnie, że muszę kamerę przestawić. I ona: „Jaką kamerę?” Zapomniałam, że ona jest twardo stąpająca po ziemi i jej powiedziałam, dlaczego ta kamera stoi. Ona do mnie mówi poważnie: „Dobrze się czujesz?” Ja mówię: „Dobra, zapomnij o tym, co ci powiedziałam.” Już tam nie chciałam wdawać się w zbędne dyskusje, bo nie na tym polega, żeby przekonywać kogoś do swoich racji.
Skoro ktoś nie wykazuje zainteresowania, to przecież nie będziemy na siłę udowadniać mu, że się myli, że powinien nas wysłuchać. Wiem, co przeżyłam. Wiem, gdzie to wszystko się wydarzyło. Może jeżeli pan to puści, może ktoś w końcu znajdzie, czy naprawdę w tym Olsztynie była ta ulica Chrzanowa. Bo ja mam prawie 50 lat i ja do dzisiejszego dnia nie znalazłam potwierdzenia, że tam konkretnie w Olsztynie, na tym miejscu, gdzie jest ten park narodowy w tej chwili czy muzeum naturalne, coś takiego, że tam kiedyś była ta ulica. Bo skoro my, przejeżdżając z mężem obok, gdzie ja tam byłam pierwszy raz w życiu jako mieszkanka Olsztyna, ja byłam pierwszy raz w życiu na tej ulicy i ja wiedziałam, że to jest tu, to może faktycznie ta ulica gdzieś tam kiedyś była. A jeżeli pan to puści, to może się znajdzie ktoś, kto może odkryje, czy ta ulica naprawdę istniała w tym Olsztynie, czy może ta ulica Chrzanowa była w ogóle wyciągnięta gdzieś z zupełnie innej części Polski. I w tej innej części Polski był ten dom dziecka spalony przez najeźdźców, gdzie tam były zakonnice i dzieci.
[01:22:03] - Może być tak, że ta ulica Chrzanowa nazywała się Chrzanowa, ale nie po polsku, tylko po niemiecku. Skoro to były tereny dawnych Prus Wschodnich, to może należałoby szukać po jakiejś niemieckiej dawnej nazwie tej ulicy.
[01:22:20] - A widzi pan, i ja na to nie wpadłam.
[01:22:22] - Jakby ktoś powiedział, że w Katowicach jest ulica Klasztorna, to też by jej nie znalazł. A to jest obecna Panewnicka. To się kiedyś nazywało Klosterstrasse. Także myślę, że w Olsztynie też dobrze byłoby przeszukać niemieckie dawne nazwy ulic, jeżeli jest taka możliwość oczywiście.
[01:22:40] - Będę musiała popatrzeć, bo akurat na ten pomysł nie wpadłam.
[01:22:48] - I tak oto dotarliśmy do końca kolejnej w historii cyklu „Mówią Świadkowie” paranormalnej spowiedzi. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o poznanych dziś historiach. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Przypominam, że archiwalne odcinki audycji nadawanych na antenie Radia Paranormalium znajdziecie na naszym kanale na YouTube, a także w postaci mp3 do pobrania na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. Tam również znajdziecie zapowiedzi kolejnych audycji oraz masę ciekawych materiałów o tematyce paranormalnej i ezoterycznej. Od jakiegoś czasu funkcjonuje tam również zaawansowana wyszukiwarka podcastów, która przeszukuje również transkrypcje audycji. Wystarczy wpisać frazę i wybrać cykl, aby odszukać interesujący nas odcinek. Zachęcam również do aktywnego udzielania się na forum Radia Paranormalium pod adresem forum.paranormalium.pl, na którym możecie swobodnie dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Przypominam, że w punktach prasowych w całej Polsce oraz na platformie cyfrowej nexto.pl czeka na Państwa nowy numer miesięcznika „Nieznany Świat”, w którym obok ciekawych artykułów na tematy paranormalne i ezoteryczne znajdziecie również rubrykę „Dotknięcie nieznanego”, w której ludzie tacy jak wy dzielą się swoimi historiami o trudnych do wytłumaczenia sytuacjach prosto z życia. Zachęcam też do zasubskrybowania kanału czasopisma na YouTube.
Polecam również Państwa uwadze kanały Biuro Duchów Ady Edelman, Przebudzenie pisane przez dwa „o” Kamila Nizio, UFO Historie Piotra Cielebiasia oraz Wehikuł Wyobraźni Marka Żelkowskiego, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów: stacjonarny 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl. radio@paranormalium.pl Można również skorzystać z zakładki „kontakt” na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. www.paranormalium.pl Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Sięgnij już dziś po „Nieznany Świat”. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki, artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. „Nieznany Świat” — miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexto.pl.