Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy, i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było-- nad chmurami było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem. Klątwy. Jakby na pentagramie taka bestia była.
Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Podcastu, w którym słuchacze Radia Paranormalium dzielą się swoimi spotkaniami z nieznanym.
Całkiem szczerze, całkowicie anonimowo. W dzisiejszym odcinku poznamy garść relacji o bliskich spotkaniach z nieuchwytną siłą pod różnymi postaciami. W historiach będą się przewijać wątki nawiedzonych miejsc. Będzie także mały smaczek związany z żywym folklorem. W kilku zdarzeniach obserwacje dziwnych zjawisk i postaci zbiegły się w czasie ze śmiercią bliskich osób.
Niektórym relacjom będą towarzyszyły materiały ilustracyjne, do których linki znajdziecie w opisie pod tą audycją. A na dobry początek proponuję, abyśmy zajrzeli do naszej radiowej skrzynki e-mailowej, bo tam czeka na nas kilka ciekawych listów.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w lutym dwa tysiące dwudziestego trzeciego roku. "Może lepiej opiszę sytuację w e-mailu, ponieważ w rozmowie mogę coś pominąć. Aktualnie mam trzydzieści cztery lata. Moja pierwsza dziwna sytuacja wydarzyła się, jak byłem jeszcze małym chłopcem. Nie pamiętam, ile dokładnie miałem lat, ale myślę, że około siedmiu.
Mieszkaliśmy kiedyś w starym domu przyzakładowym. Nie wiem, ile miał lat, ale na pewno był bardzo stary. Był drewniany, a z wierzchu miał tynki, a jak go burzono, to między deskami w ociepleniu była gryka. Szukałem na internecie, ale nie mogłem znaleźć, w jakich latach takie domy budowano. Pamiętam, że rodzice kupili nowe łóżko i że spałem na nim z moim starszym bratem. Brat spał od strony ściany, a ja z brzegu łóżka. Nagle obudziłem się w nocy i usłyszałem, jak coś szura po dywanie, jakby coś drapało lub szurało. Było ciemno, wszyscy spali.
Raczej to nie była żadna mysz, bo dźwięk był strasznie dziwny. Przeszły mnie ciarki i oblały mnie poty i jakby mnie sparaliżował strach, że bałem się ruszyć ręką i obudzić brata, więc zarzuciłem tylko kołdrę na głowę i czekałem, aż przestanie.
Po chwili usłyszałem, jak jakiś kot wskoczył na parapet przy oknie i zaczął miauczeć. Trwało to chwilę, po czym jakby coś go zwaliło z tego parapetu, bo aż pisnął. I wtedy wszystko ustało. Po jakimś czasie opowiedziałem o tym bratu i powiedział mi, że kiedyś też słyszał takie szuranie w domu. Później z pół roku zasypiałem z kołdrą na głowie, ponieważ bałem się, że znowu coś przyjdzie. Następne zdarzenie mogło być po około roku. Było to w lato, w dzień. Byłem w domu tylko ja i mama.
Moja mama poszła wywieszać pranie na dworze, a ja byłem w tym pokoju co z pierwszej sytuacji i nagle usłyszałem, jak coś szeptem woła mnie po imieniu zza zasłony, tam, gdzie za oknem siedział ten kot. Pomyślałem, że to może starsza siostra się schowała i robi głupie żarty, więc odsłoniłem zasłonę, ale nikogo tam nie było. Spanikowałem i uciekłem na dwór. Mama kiedyś mi opowiedziała, że jak byłem mały, to kiedyś siedzieliśmy w kuchni i wyglądaliśmy przez okno na podwórze. Okna były otwarte i że w odbiciu okna zobaczyłem postać w kapturze, która jakby powoli przechodziła. Następna sytuacja, którą pamiętam, to była jak wróciliśmy pewnego dnia z mamą z zakupów i przy wejściu do domu przez drzwiach zauważyliśmy, że chodził ogromny pająk krzyżak i miał bardzo wyraźny duży biały krzyż na odwłoku. Wtedy mama powiedziała, że pewnie coś złego się stało. Weszliśmy do domu i przeszliśmy do kuchni. Było tam okno od strony drogi i po jakimś czasie coś zapukało trzy razy. I choć odsłoniliśmy zasłonę i wyjrzeliśmy przez szybę, nic nie było.
Siedzimy dalej i po chwili znowu coś trzy razy zapukało. Wtedy otworzyliśmy okno, ale znowu nic tam nie było. Pomyśleliśmy, że może ktoś robi sobie jaja i siedzimy dalej, a tu znowu to samo pukanie. Tym razem wybiegliśmy na drogę, ale nic tam nie było i po kilku godzinach dowiedzieliśmy się, że mój chrzestny nie żyje.
Bardzo często do nas przychodził i mnie bardzo lubił i myślę, że przyszedł dać znać o swojej śmierci lub przyszedł się pożegnać."Kolejna akcja wydarzyła się po kilku latach w tym samym pokoju, w którym kiedyś szurało.
Spałem razem z rodzicami w tym pokoju tylko już bez brata. Nagle w środku nocy budzi mnie wystraszona mama i mówi, że coś za starym regałem naprzeciwko drapie. Ja zaspany podniosłem głowę i rzeczywiście tak drapało, jakby jakimiś grabiami. Nie była to na pewno żadna mysz ani szczur. Ujrzałem mojego psa Spankiego, jak stoi na dwóch łapach oparty o ten regał i się na mnie patrzy. I mówię do mamy, że to Spanky, a mama gdzie? Na to mówię: "To zapal światło". I wtedy drapanie ustało, a Spanky leżał pod łóżkiem wystraszony.
Następna dziwna akcja wydarzyła się jak już byłem pełnoletni. Wtedy była zima i śnieg strasznie padał. Było to w grudniu i moja mama wróciła z cmentarza. Poszła odwiedzić grób w urodziny swojej mamy. Siedzieliśmy w kuchni. Byłem ja, ojciec i mama. Drzwi od kuchni były zamknięte, a za tymi drzwiami był przedsionek, gdzie były drewniane drzwi wejściowe i na górę prowadziły drewniane schody do pokojów mojej siostry.
I nagle było słychać, jak coś zaczęło bardzo głośno i szybko zbiegać po schodach i to coś otworzyło drzwi wejściowe i nimi trzasnęło bardzo głośno. Trwało to dosłownie kilka sekund, a my siedzieliśmy w bezruchu i osłupieniu. A pierwsza myśl była taka, że może to złodziej, więc otworzyłem drzwi na dwór, a tam było śniegu prawie po kolana i żadnego śladu stóp. Nie mam pojęcia, czy mogło to mieć związek z moją babcią. To, co teraz opowiem, było przerażające. Było lato.
Rodzice zrobili grilla. Było bezchmurnie i bardzo ciepło. Byłem ja, mama, mój ojciec i ciotka z wujkiem. Po jakimś czasie mój ojciec z wujkiem już sporo wypili alkoholu i zaczęli palić ognisko pod lipą. Nagle ogień zrobił się strasznie duży i zaczęły momentalnie nadchodzić chmury. Zerwał się straszny wiatr, a moja mama mówi: "Gaście to ognisko, bo nie wolno pod lipą palić ognia". Gdzieś słyszała taki zabobon i ojciec nagle mówi: "Weźcie mnie do kościoła, bo zaraz coś się stanie". My w szoku patrzymy, a on idzie do garażu i wychodzi z liną, że będzie się wieszał na dużym kasztanie. Mój wujek go złapał, a ojciec zaczął go dusić. Wtedy mama poleciała do domu po krzyż i zaczęła się modlić. Po chwili chmury zaczęły się rozchodzić i wiatr ustał i ojciec znowu stał się normalny, jakby nigdy nic.
Nie wiem, czy to było od alkoholu, czy coś w niego weszło, ale później mówił, że nic nie pamięta. Kolejna akcja miała miejsce gdzieś w dwa tysiące osiemnastym roku, gdy zamieszkałem już w bloku ze swoją żoną i naszym małym pieskiem.
Mieszkanie przeszło gruntowny remont, wszystko było nowe, nawet posadzki. Jak opowiadałem żonie zawsze historie o duchach, to się śmiała ze mnie i mówiła, że gadam głupoty. To było kilka dni po wprowadzeniu się. Spaliśmy wtedy w salonie, a w jednym z pokoi mieliśmy prowizoryczną garderobę, gdzie stały tylko wieszaki i na nich wisiały ciuchy, bo nie mieliśmy jeszcze zrobionych szaf. I żona budzi mnie w nocy i mówi, że coś drapie po panelach w pokoju z ciuchami. Drzwi do tego pokoju były uchylone. Mnie znowu ciarki przeszły i zlałem mnie poty, a nasz piesek patrzył w tamtą stronę i warczał, jakby coś widział, ale bał się tam iść.
Ja mówię do żony, że tam nie idę, a żona też była wystraszona, ale w końcu mówi, że idzie zapalić tam światło. I wtedy drapanie znowu ustało. Wówczas trochę zaczęła wierzyć w duchy. Moja mama kiedyś mi opowiadała, że jak mieszkała na wsi i któregoś razu wracała ze swoją mamą od krawcowej przez pola, to kiedyś tam podobno strasznie kłócili się o ziemię ludzie. Była już szarówka na dworze i w pewnej chwili ujrzały czarną, niedużą postać, która trzymała lampę naftową. Wtedy zaczęły uciekać, aż po drodze pogubiły buty. A tu nagle słyszą trzepot skrzydeł i to coś się wzbiło w powietrze i poleciało. Po buty przyszły dopiero następnego dnia. Kiedyś mama też w środku nocy, jak była mała, obudziła się i ujrzała kobietę, która stoi nad nią i trzyma się poręczy łóżka. Kobieta była ubrana na brązowo. Mama nakryła się kołdrą i następnego dnia powiedziała o tej kobiecie swojej mamie i dowiedziała się, że tak była ubrana jakaś ciotka, która już nie żyła. Kiedyś też mama mi mówiła, że kilka dni po śmierci jej mamy, gdy była sama w domu, przyszła jakaś stara babcia i mówi, że kogoś szuka tu w okolicy i że strasznie chce jej się pić.
Mama zapytała, kogo ona szuka, ale nie chciała konkretnie odpowiedzieć. Mama dała jej się napić, a ta babcia coś powiedziała, że cieszy się, że tu dotarła w końcu. I że chciała tu przyjść. I po chwili wyszła, a mamie coś przeczucie powiedziało, że jakby to jej mama chciała ją zobaczyć. I po chwili wyszła na drogę, ale już tej babci nie było.
Myślę, że mam z mamą taki dar czucia duchów, bo jesteśmy bardzo wrażliwymi osobami. Mama mówiła, że kiedyś jak mieszkali na wsi, to że do mojego ojca przychodziła zmora i go dusiła, ale tylko wtedy, jak sobie popił.
Mówiła, że już słyszała, jak pod oknem coś idzie. Zresztą też ojciec sam mi o tym mówił wiele razy. I kiedyś ktoś mu powiedział, że jak przyjdzie, to żeby ją w myślach wyklął i mówi, że wtedy przestała przychodzić. Kilka lat temu też mi opowiadał, że sobie popił i siedział w nocy przy telewizorze na łóżku i coś obok niego usiadło, aż łóżko się ugięło i wstał szybko i to wyklął. Ostatnio zaś mama wspominała, że ojciec mówił, że znowu coś przyszło w nocy i go obudziło i zobaczył, jak długie ręce łapią go za szyję, ale ze strachu odwrócił się na bok i już był spokójJeszcze à propos zmory końskiej mam dobrą historię sprzed kilku dni. Moja żona jest kosmetologiem. Przyszła do niej klientka i mówi, że pobudowali się z mężem na wsi i odkąd zaczęli mieć konie, to zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Przyszli do nich znajomi i sobie popili.
Mają widok z salonu na stajnię i między godziną pierwszą a drugą zapaliło się światło na czujkę, więc ubrali się i poszli tam pod stajnię i patrzą, a pali się lampka, która była zepsuta i nie była podłączona do prądu. Wchodzą do stajni, a tam kobyła idzie do nich i dziwnie macha łbem na boki. Patrzą, a na grzywie ma upleciony warkocz. Wyszli ze stajni i zaczęli robić zdjęcia. I patrzy ten jej mąż, a tu na zdjęciu na dachu jakaś dziwna biała łuna.
Mówi: "Pokażcie swoje zdjęcia", a tam u reszty też to było. Przesyłam w załączniku zdjęcia zepsutej lampy i warkocza i tej dziwnej łuny. W powiększeniu rzeczywiście widać, jakby to była jakaś postać. Mówi, że to zaczęło też przychodzić do domu i drapać, ale rozwiesiła wszędzie lustra, bo słyszała, że to coś boi się luster.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w grudniu 2021 roku. Niestety nie udało się ponownie nawiązać kontaktu z jej autorem, dlatego dziś prezentujemy to, czym do tej pory się podzielił. Pochodzę z Bydgoszczy i chciałbym przedstawić swoją historię, a właściwie zrelacjonować moje przygody z OB z dzieciństwa, które trwały wiele lat i trwają nadal, mimo wyjazdu za granicę w 2004 roku. Ale po kolei.
Pierwszy przypadek OB miał miejsce w 1988 roku. Byłem wtedy chłopcem i dzieliłem pokój z dwoma braćmi oraz ojcem. W pokoju było duże okno, przez które światło księżyca padało na środek pomieszczenia. Było bardzo późno. Wszyscy spali. Ja również. W pewnym momencie wstałem z łóżka, zszedłem na podłogę i podszedłem do okna. Minąłem drugie łóżko i spojrzałem na księżyc. Nagle odwróciłem się w lewo. Za łóżkiem była wolna przestrzeń i zobaczyłem stojącego tam czarnego psa, który mnie obserwował. W przerażeniu zacząłem biec w stronę drzwi prowadzących do głównego pokoju, chcąc wrócić do swojego łóżka. Pies zdążył jednak dobiec do mnie. Przewrócił mnie i stanął nade mną.
Pochylił się i patrzył na mnie. W tym momencie zerwałem się i pobiegłem do łóżka. Tak zaczęła się moja przygoda z OB. Pierwsza, ale nie ostatnia. To był dopiero początek. Duchy również towarzyszyły mi od najmłodszych lat, ale opiszę je nieco później. Często, gdy kładłem się spać, doświadczałem następującego zjawiska.
Leżałem w łóżku, po prawej stronie miałem ścianę i niewielką przestrzeń między materacem a ścianą. Czułem, jakby coś wciągało mnie w tę szczelinę, jakby atomy mojego ciała przelewały się w tę przestrzeń.
Uczucie zaczynało się w głowie. Oczy miałem zamknięte. Gdy wszystko ustawało, otwierałem oczy i znajdowałem się na podłodze pod łóżkiem. Nad sobą widziałem materac po prawej ścianie, po lewej konstrukcję łóżka.
Myślałem wtedy: jestem w tej szczelinie. Po chwili znowu otwierałem oczy i byłem na łóżku. Przez chwilę przelatywała mi myśl: przecież przed chwilą byłem pod łóżkiem. Ten epizod powtarzał się przez wiele lat. Jako nastolatek codziennie zastanawiałem się, czym to jest. Myślałem, że może ma to związek z domem, w którym mieszkamy i zrzucałem wszystko na to miejsce. Bardzo się bałem tego zjawiska i nie lubiłem, gdy nadchodził wieczór, bo wiedziałem, że znowu się pojawi i zwykle się nie myliłem. Innym razem czułem, jak lewituję. Zamknąłem oczy, a gdy je otworzyłem, zobaczyłem siebie w pięknym zielonym parku pełnym kwiatów. Ten stan trwał tylko chwilę.
Gdy ponownie otworzyłem oczy, byłem znów w ciemnym pokoju. Kolejna historia. Leżę w łóżku. Noc. Otwieram oczy, a nade mną na mojej klatce piersiowej siedzi mój ojciec. Zastanawiam się, dlaczego to robi.
Najdziwniejsze było to, że nic nie mówił. Panowała całkowita cisza. Później zrozumiałem, że to nie był on. To wszystko działo się w Bydgoszczy przez długi czas. W 2004 roku poznałem dziewczynę. Zamiast cieszyć się związkiem, pomyślałem: może wyrwę się z tego domu i będę nocował u niej. Bardzo mnie to ucieszyło, ale nie na długo. Odkryłem bowiem, że to zjawisko występowało również u niej.
Nieco inaczej, ale jednak. Latem, w czerwcu lub lipcu 2004 roku dowiedziałem się, że wylatuję do innego kraju. Byłem szczęśliwy. Myślałem, że zmiana domu, a zwłaszcza państwa sprawi, że wszystko zniknie.
Niestety zjawiska powędrowały za mną i jeszcze się nasiliły. Tu zaczęła się prawdziwa jazda bez trzymanki. Odwiedzałem inne światy z ludźmi, domami, samochodami, trawnikami, budynkami. Spotykałem potwory, byty, duchy. Przeżyłem mnóstwo ciekawych, ale też przerażających historii, w tym spotkania ze złymi istotami. Moje doświadczenia nie dotyczą wyłącznie OB, ale także spotkań z duchami. Pierwszy raz dostrzegłem ducha jako małe dziecko. Siedziałem na podłodze i bawiłem się klockami z rysunkiem ptaszka z okresu PRL-u. W pewnym momencie zauważyłem, że klocki same zaczynają się układać jeden na drugim. Patrzyłem na to jak zahipnotyzowany. Nigdy nie opowiedziałem o tym rodzicom ani rodzeństwu.Innym razem bawiłem się plastikowym samochodem wojskowym z naklejkami z czerwonym krzyżem. Miałem wszystko przed sobą. Na chwilę odwróciłem głowę, a gdy spojrzałem z powrotem, naklejek już nie było. Po chwili znalazłem je za swoimi plecami.
Przez cały dzień zastanawiałem się, co się stało. Gdy miałem około dwunastu, trzynastu lat, zmarła moja babcia, która mieszkała piętro niżej. Pewnej nocy leżałem sam w łóżku. Nie spałem jeszcze. Nagle zobaczyłem, jak materac i kołdra po lewej stronie, tam, gdzie zwykle spał brat, zaczynają się zapadać. Po chwili poduszka ugięła się pod ciężarem czyjejś głowy, choć nikogo tam nie było.
Poczułem silny dreszcz, jakby jakaś energia przeszła przez moje ciało. Włosy na rękach stanęły mi dęba. W przerażeniu wybiegłem do pokoju rodziców. Kiedy miałem siedemnaście lat, przeniosłem się do pokoju, w którym wcześniej mieszkały moje siostry. Pewnego wieczoru brat poszedł do kuchni zrobić sobie kolację, a ja leżałem na brzuchu, jeszcze nie śpiąc. Głowę oparłem na rękach. Po chwili lekko ją uniosłem i zobaczyłem przed sobą w odległości około dwudziestu centymetrów kogoś stojącego. Miał na sobie dżinsy i ciemną fioletową koszulkę.
Pomyślałem, że to brat, ale przecież on był w kuchni. Gdy wrócił z kolacją, zapytałem go, czy był przed chwilą w pokoju. Wtedy uświadomiłem sobie, że brat był w samych slipkach. Był letni wieczór, a ja widziałem kogoś ubranego. To moje przeżycia z Polski. A to tylko część. W Irlandii doświadczyłem znacznie więcej. Obecnie znów mieszkam w Polsce. Niedawno wróciłem po osiemnastu latach życia za granicą.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w grudniu dwa tysiące dwudziestego czwartego roku. W mojej rodzinie wiele osób miało styczność ze zjawiskami trudnymi do wyjaśnienia, lecz historie, które przytoczę, dotyczą bezpośrednio mnie. Zdążenia, które opiszę, miały miejsce między ósmym a trzynastym rokiem mojego życia. Dziś mam trzydzieści trzy lata i nie potrafię o nich zapomnieć. Wywodzę się z wieloosobowej rodziny. Moja mama wyszła drugi raz za mąż. Jej pierwszy mąż zmarł w młodym wieku.
I tak się składa, że w mieszkaniu, w którym dorastałem. Zdarzenie numer jeden. Miałem około ośmiu lat. Pewnej nocy wstałem do toalety. Nie wiem, która była godzina. Załatwiłem swoją potrzebę, zgasiłem światło i spokojnym krokiem kierowałem się do łóżka.
Wtedy za plecami usłyszałem czyjś głos, który wyraźnie wypowiedział moje imię. Jasno, spokojnie, wyraźnie. Był to głos dorosłego mężczyzny. Nie należał do nikogo z domowników. Wszyscy spali. Mieszkanie było małe, więc z pewnością rozpoznałbym, gdyby to był ktoś z rodziny. Słyszałem go pierwszy raz.
Przeraziłem się niesamowicie. Zacząłem biec do łóżka, niemal wyrywając drzwi z zawiasów. Spod kołdry wyszedłem dopiero wtedy, gdy obudzili się inni domownicy. Historia numer dwa dotyczy, jak myślę, a właściwie jestem tego pewien, duszy mojego ojca, który zmarł, gdy byłem dzieckiem. Ponieważ było nas w mieszkaniu kilkoro, łóżka ustawiono tam, gdzie było miejsce. Jedno z nich znajdowało się w kuchni. Świeżo po śmierci ojca, niemal każdej nocy ja i mój brat słyszeliśmy jego kroki.
Chodził po kuchni w klapkach. Słyszeliśmy charakterystyczny dźwięk, gdy wchodził na dywanik przy łóżku i stawał nad nami, jakby się wpatrywał. Proszę sobie wyobrazić przerażenie małego chłopca, który czuje, że ktoś się zbliża, stoi obok i patrzy. Odwracaliśmy się na drugi bok i zaciskaliśmy oczy z całej siły, udając, że śpimy. Ta sytuacja powtarzała się wiele razy. Trzecia, ostatnia historia wydarzyła się, gdy miałem około trzynastu lat, również w tym samym mieszkaniu. Byłem chory. Nie poszedłem do szkoły i zostałem sam w domu. Mama prawdopodobnie wyszła do apteki i na drobne zakupy. Ponieważ jest osobą wierzącą, często podsuwała nam różne czasopisma i książki o tematyce chrześcijańskiej.
Tego dnia dała mi do przeczytania jedno z nich. Była to książka o kobiecie z Korei, a może z Japonii, która miała stygmaty. Po przeczytaniu około dwudziestu stron usłyszałem, że w kuchni za ścianą obok mojego pokoju zaczynają się trząść garnki, półki i patelnie. Hałas był niesamowity. Drzwi do kuchni były otwarte, więc od źródła dźwięku dzieliła mnie tylko ściana.
Schowałem głowę pod koc. Wtedy coś wpadło z kuchni do mojego pokoju. Zaczęło skakać, tupać i biegać po pokoju. Był słoneczny dzień. Do środka wpadało światło. Przez cienki, stary koc widziałem zarys postaci, która wściekle biegała po pokoju. Trwało to może dwie minuty, kiedy nagle usłyszałem dźwięk domofonu. To na pewno mama wracała i chciała, żebym jej otworzył. Pomyślałem teraz albo nigdy. Nie rozglądając się, wyskoczyłem z łóżka i wybiegłem na klatkę schodową, blady jak ściana.
Zamykamy naszą radiową skrzynkę e-mailową i przechodzimy do prezentacji przygotowanych na dziś nagrań rozmów telefonicznych. Na początek poznajmy garść historii przekazanych przez naszego słuchacza z okolic Poznania.Tak sobie zapisałem parę rzeczy właśnie, które tematy chciałbym poruszyć.
Mhm. I chyba najlepiej by to było gdzieś tam od początku, ale wszystko w sumie się zaczęło gdzieś tam od czasów dzieciństwa w sumie, nie? Pierwsze moje takie dziwne doświadczenie, gdzie ja w sumie od początku, odkąd pamiętam, nigdy nie bagatelizowałem jakichś takich spraw nadnaturalnych, jakichś duchów. Gdzieś tam wiedziałem, że gdzieś to wszystko jest. No ale pierwsza moja taka właśnie sytuacja to miała miejsce pamiętam, mieszkaliśmy w domu piętrowym, to też jakby cała, cały ten... Historia z tym domem też będzie ciekawa, bo tam parę, parę segmentów takich będzie. Ale w każdym razie próbuję tak zebrać myśli.
Sytuacja była taka, że ja miałem remontowany wtedy pokój i moje łóżko, w którym spałem jeszcze wtedy wraz z bratem, byliśmy małymi dziećmi. Ja mogłem mieć wtedy z siedem lat maksymalnie. Czyli kiedy to mniej więcej było? Wie pan co?
Ja jestem dziewięćdziesiąty drugi rocznik. Czyli gdzieś koło okolice dziewięćdziesiątego dziewiątego roku, tak? Chodź koło tego to mogło być. Na dole jeszcze wtedy mieszkał dziadek z nami. No on miał parter, my mieliśmy piętro, ja, mój brat i rodzice. No i sytuacja była taka właśnie, że ja miałem remontowany pokój, więc łóżko, tak jak typowy tapczan był wrzucony do pokoju rodziców. No i w nocy chciałem się po prostu udać za potrzebą do toalety i żeby przejść do toalety musiałem wstać, właśnie wstać z tego łóżka, wyjść przez kuchnię na korytarz i na korytarzu zaraz praktycznie na wyjściu na korytarz po prawej stronie były już drzwi do łazienki.
Na wprost, na końcu korytarza wtedy jeszcze był balkon. Teraz już tego nie ma balkonu, jest tam już pokój zrobiony, a wtedy był jeszcze balkon. Były takie stare, po prostu przeszklone drzwi. I nie zapomnę tego do końca życia, jak wyszedłem na ten korytarz i stojąc praktycznie ja już miałem te drzwi na wyciągnięcie ręki.
Stanąłem jak wryty i zobaczyłem w szybie jakby kilka par takich świecących oczu. I takie dziwne śmiechy to były. Inaczej tego wręcz nie umiem opisać. Po prostu tak jakby coś, kilka jakichś postaci. No bo ciężko powiedzieć, bo samych jakby zarysu tych postaci nie było widać, było widać typowo takie jakby świecące oczy. Kilka par, może trzy, może cztery maksymalnie. I dziwne takie śmiechy. I ja po prostu nie wiem. Ja próbowałem sobie to tłumaczyć na zasadzie a może to było jakieś, nie wiem, zaspany byłem, cokolwiek, ale no. No nie. Nigdy co prawda też później mi się takie coś nie wydarzyło, ale też nigdy no nie miałem takiej sytuacji jak ta. No nie byłem w stanie. Po prostu byłem przez kilka dosłownie nie wiem, może z dziesięć sekund byłem sparaliżowany. Nie mogłem się ruszyć w ogóle. Nie wiem, co to było. Po chwili udało mi się po prostu nie wiem, tak się ocknąć.
Wparowałem do tej łazienki, zamknąłem się, zakluczyłem i musiałem wołać tatę tak długo, aż udało się po prostu go jakoś obudzić. Przyszedł po mnie. Pamiętam, że mnie tak wziął mnie na ręce i przełożył mnie przez bark, że widziałem, idąc z powrotem do pokoju, widziałem z powrotem te drzwi balkonowe i tak próbowałem trochę otworzyć oczy, bo bałem się, że znowu to zobaczę. Ale otworzyłem oczy. Nic już nie było tam. Nie mam pojęcia do dzisiaj, co to w ogóle mogło być. Jeżeli dobrze zrozumiałem, to pan miał wrażenie, że te postacie jakby znajdowały się na tym balkonie za drzwiami, tak? Tak. Na balkonie to było. Nie właśnie w środku, w budynku, tylko typowo po drugiej stronie tych drzwi szklanych na balkonie. Bo to chyba były takie przeszklone drzwi. Wie pan co to były? Tak jak też w jednym odcinku pan mówił o tych takich starych drzwiach ze szkłem, że jak się nie wybiło szyby, to się nie miało dzieciństwa. Mniej więcej coś takiego, tylko troszeczkę wiadomo grubsze, żeby bardziej jakby izolowało ten chłód z dworu wtedy, nie?
Ale tak na trzy czwarte, trzy czwarte samych drzwi to zajmowało właśnie zajmowała szyba. Był pan pewien, że te postacie jakby były tam fizycznie za tymi drzwiami. To nie mogło być jakieś odbicie, nie wiem, jakichś świateł czy czegoś. Nie, nie było opcji. Nie było opcji, bo ja w sumie odkąd pamiętam, za bardzo nawet nie zapalam, nie zapalam tak światła jak chodzę do toalety czy gdziekolwiek.
Zawsze to się szło na autopilocie, że tak mówiąc. Nawet jeżeli miałbym pomyśleć, co by mogło odbijać światło od kuchni wtedy, to nie było nic, bo nawet zawsze tam co prawda w jednym miejscu, akurat na wprost jakby co mogło odbijać, to stała lodówka. Tylko że to nie były te czasy jak teraz, że nie wiem, lodówka ma jakiś tam wyświetlacz, pokazuje te temperatury i tak dalej. No bo to były no końcówka lat dziewięćdziesiątych, więc sam pan pamięta, jakie wtedy były sprzęty. No nie było takich bajerów jak dzisiaj, więc nie miało prawa, nie było nic praktycznie, co by mogło odbijać. Ale nawet jeśli, nawet jeśli jakimś cudem byłoby coś, co mogłoby odbijać, to skąd by były te śmiechy? To, co ja wtedy poczułem, to że były takie szydercze i złowrogie te śmiechy. Tego uczucia też nie jestem w stanie pomylić z czymś innym. Panu się może udało zarejestrować jakieś dokładniejsze szczegóły wyglądu tych postaci, czy tylko same tak jakby same jakby twarze ich? Właśnie, właśnie w tym sęk, że to co jedyne co ja byłem w stanie wtedy dostrzec, to były oczy. Tam nie było widać właśnie, to było najlepsze.
Nie było widać ani jakby konturów twarzy, ani jakby konturów ciała. To były same po prostu oczy. W ciemności było widać po prostu parę świecących oczu. Wiadomo, no jedyne co bym mógł policzyć, to patrząc po parach oczu, ile mogło być w cudzysłowiu postaci, to mogło być mówię trzy, maksymalnie cztery. Tak to po prostu wtedy byłem w stanie to odczuć.
Nie było widać właśnie kto stoi, co to mogło być, tylko typowo po oczach, że to coś po prostu tam było. Te oczy się świeciły w ciemności. No i te śmiechy właśnie, nie? W jakiej miejscowości to się wszystko działo? Wie pan co to jest miejscowość to są .Pod Poznaniem.
To jest jakieś trzydzieści kilometrów od Poznania. Następna jakby sytuacja, która mogła mieć miejsce maksymalnie parę lat później, więc mogłem mieć te dziesięć gdzieś tam lat. Ja nie ukrywam, że jako dziecko bałem się spać w takim sensie, że do mojego pokoju prowadziły dwie pary drzwi.
Jedne prowadziły na korytarz, drugie prowadziły było przejście do pokoju rodziców. Ja zawsze się upierałem, że ja muszę mieć otwarte drzwi do pokoju rodziców. Nie wiem, czułem się po prostu bezpieczniej. Drzwi, które prowadziły na korytarz, tam miałem zamek i zawsze na noc sobie je zakluczałem. Nie wiem, ja czułem, że po prostu tak próbowałem sobie to tłumaczyć, że w momencie, kiedy ja zakluczę te drzwi, to cokolwiek by miało przyjść złego, to nie przyjdzie, bo napotka zamknięte, zakluczone drzwi. Wie pan, no myślenie kilku, dziesięcioletniego dzieciaka. Ale to, co wtedy się przydarzało, to ja to nie wiem, gdzieś tam też czytając później no to jedyne wytłumaczenie dla mnie, jakie to by było, to, że po prostu nawiedzała mnie jakaś zmora.
objawiało się to tym, że potrafiłem się przebudzić w nocy na początku, bo to tak miało dwa etapy. Pierwszy to był taki, że ja się przebudzałem w nocy. Miałem zamknięte oczy, bo bałem się spojrzeć, kto jest w pokoju, bo słyszałem, że ktoś chodził po pokoju. Ja miałem na pewnym gdzieś tam fragmentcie pokoju był dywan, a resztę pokoju wypełniał taki stary drewniany parkiet i to było typowo słychać, jakby ktoś tego można, nie idzie pomylić, jakby kobieta w szpilkach chodziła. Na pewno miał pan gdzieś nie raz słyszał, jak typowo jak brzmią kobiece szpilki, kiedy się idzie po nie wiem, po panelach, po płytkach, po czymkolwiek. Nie idzie tego pomylić z niczym innym. Czyli nie były to na przykład, wykluczył pan możliwość, że to były odgłosy jakby drewna stukającego pod wpływem zmian temperatury przykładowo? Nie ma. Nie, nie, nie, bo to niech mi pan wierzy. Ja tam mieszkałem przez dwadzieścia jakieś pięć lat i to tylko w tamtym okresie się działo. Tym bardziej, że pod tym parkietem normalnie był wylany beton, a ten parkiet mógł mieć z pół centymetra grubości, bo pamiętam jak go później były panele zakładane, to jak to rozbierałem to pamiętam jak to wyglądało. Pierwszy etap to był właśnie taki, że słyszałem jakby typowo ktoś chodził po pokoju w tych szpilkach w tę i we w tę. Ja mówię kurde, mówię tak se myślę co? Kto to może być? Tym bardziej że miałem te drzwi do pokoju rodziców otwarte i wiedziałem, że rodzice śpią, bo to był środek nocy. I drugi etap jaki był, jakby te chodzenie ustąpiło, to ze snu w pewnym momencie to nie wiem, całość trwało może kilka miesięcy do pół roku maksymalnie. Drugi etap był taki, że wybudzał mnie przeraźliwy kobiecy krzyk ze snu i też tego nie jestem w stanie zapomnieć. Po prostu to, co pamiętam, a pamiętam to naprawdę dobrze, to wyglądało to w ten sposób, że w pewnym momencie ja niby spałem, ale czułem, że coś nadchodzi.
Czułem po prostu, że coś się zbliża, coś nadchodzi i po chwili po prostu był przeraźliwy kobiecy krzyk. Tak jakby nie wiem, jakby ktoś po prostu podszedł i jakaś kobieta i krzyknęła z całej siły panu do ucha. Ja tak się zastanawiam nad historią tego domu. To jest jakiś stary dom? Właśnie nie tak, nie. To jest stary.
No na dzisiejsze standardy to będzie stary dom. Pytałem w ogóle o historię tego domu i może o historię tego miejsca też, bo to może być jakaś wskazówka, czym te zjawy, te zdarzenia mogą być spowodowane z tą kobietą i z tym stukaniem. Ja się domyślam, ja mam swoją teorię, ale tutaj już tylko przedstawię pokrótce historię domu. Moja mama mieszkała z moim dziadkiem i babcią, ze swoimi rodzicami na rynku u nas w mieście i po prostu pewnego gdzieś tam roku mój dziadek odkupił połowę działki od mojego kolegi dziadka, czyli od aktualnego wtedy sąsiada już. Odkupił na pewnej ulicy połowę działki i dobudował po prostu dom, bo to był, to osiedle bliźniaków było domów takich bliźniaczych i dobudował po prostu, więc to nie jest jakiś stary dom. No ile on może mieć?
Z trzydzieści, czterdzieści lat to jest no tak, maksymalnie czterdzieści lat. A tam jakieś tam dochodziło w ogóle do jakichś podobnych zdarzeń wcześniej? Czy nic panu nie wiadomo? Nic mi nie wiadomo. Później to się zdarzyło coś, o czym też napomnę, aczkolwiek to było jakby ingerencja dziadka. Aczkolwiek nie, nic, nic takiego jakby nie miało miejsca. Moja teoria jest taka, bo próbowałem się jakby też w pewnym momencie na własną rękę też jakoś dogadywać, to jakkolwiek to nie zabrzmi jakaś po prostu nie wiem, klątwa została na mnie rzucona albo co, bo patrząc na to, ile ja w życiu gdzieś miałem takich pechowych sytuacji, gdzie w pewnym momencie to już moi przyjaciele zaczęli, którzy gdzieś tam byli na bieżąco z tym i widzieli, jakie sytuacje mi się przydarzają, no to oni po prostu też stwierdzili, że wiesz co, mówi idź ty mówi nie wiem, gdzieś do jakiegoś księdza albo poszukaj kogoś, bo to nie jest wręcz-Logiczne, że jedna osoba może mieć taką złą passę przez tak długie lata.
Więc ja myślę, myślę, że to gdzieś może od tamtych rzeczy się najprawdopodobniej zaczęło. Nie wiem, czy to po prostu jakaś klątwa, przekleństwo. No ciężko mi to wytłumaczyć i też nie wiem do kogo tak naprawdę iść z tym i pytać o jakąś pomoc. Jeżeli dobrze rozumiem, pan ma takie poczucie, że te zdarzenia z dzieciństwa jakby zapoczątkowały pasmo nieszczęść w późniejszym życiu, tak?
Tak, takie mam odczucie. A może pan coś opowiedzieć o tych zdarzeniach? Mogę, jakby to dla mnie nie jest jakiś temat tabu. Odkąd w sumie pamiętam, to ani mi nie szło wie pan z nauką, chociaż próbowałem się przykładać. Także wiadomo, można to gdzieś tłumaczyć jakimś nie wiem. Może ktoś powiedzieć, że to nie wiem, lenistwo, że się nie przykładał tak dalej, ale niech mi pan wierzy.
Próbowałem wiele razy, czy z nauką, czy później, jak już skończyłem szkołę. Na szczęście żadnej klasy tam nigdy nie powtarzałem ani nic, ale ledwo, bo ledwo momentami po prostu mi się udawało. W momencie, kiedy już osiągnąłem pełnoletność, poszedłem do pracy, to szczerze w jednej pracy utrzymałem się trzy lata. A tak za każdym razem coś było nie tak.
Potrafiłem popracować rok, potrafiłem popracować miesiąc, dwa, trzy. Zawsze się znajdowało coś, co po prostu nie pozwalało mi dalej jakby pracować. I może inaczej. Ja naprawdę ja zazdroszczę i podziwiam ludzi, którzy potrafią po dziesięć, piętnaście lat pracować w jednej firmie. Ja nie wiem, co jest nie tak. Moja mama kiedyś też jeszcze jak żyła, to mówi: "Ty masz po prostu jakiegoś pecha" mówi. Nie wiem, może raczej u nas to się w tym regionie mówiło, że ktoś kogoś ociotował. To właśnie to jest taki pokrewne słowo do rzucenia klątwy na kogoś. Też moja mama kiedyś mówiła mówi: "Może ktoś cię mówi ociotował" mówi. Nie wiem. Mówi: "Wykąp się" mówi, "w czarcim żebrze" i tak dalej. Moja mama wierzyła w takie rzeczy akurat. To jest jedna rzecz.
Kolejna na przykład pamiętam, jak taka kumulacja moich jakby, bo gdzieś tam z tą pracą i tak dalej, to można na wiele rzeczy tłumaczyć sobie, ale taki cięższy okres to był końcówka dwa tysiące dwudziestego roku, w grudniu, dwudziestego grudnia, dokładnie dwa tysiące dwudziestego roku. Mama mi zmarła, chorowała pięć lat na raka i w momencie jak już kiedy powoli się podnosiłem z tego wszystkiego, no bo to wiadomo, to jest niefajne przeżycie, trauma i tak dalej. Po trzech miesiącach, kiedy wróciłem do domu, bo pracowałem wtedy ciężarówką po kraju jeździłem i co weekend wracałem do domu. I pewnego razu po prostu wróciłem w piątek wieczorem do domu i się okazało po trzech miesiącach od śmierci mamy, że moja była już żona stwierdziła, że w sumie to czemu nie, spakuję się, zostawię go po prostu.
Po czym po paru miesiącach wyszły sytuacje finansowe, bo z finansami też jest po prostu zawsze było kiepsko powiedzmy, że musiałem wyjechać do Niemiec. Wyjechałem do tych Niemiec. Był wtedy taki moment, że musiałem wręcz korzystać z usług psychologa, bo to zwyczajnie w przeciągu roku, półtora to było za dużo, jak nawet na mnie. I w momencie, kiedy już wyjechałem z tych Niemiec, miałem rozmowy przez kamerę z psychologiem, bo w sumie to była jedyna opcja wtedy. To nawet pamiętam, psycholog mi powiedział, że są takie kilka filarów, które prowadzą gdzieś tam do depresji. I to była właśnie śmierć bliskiej osoby, odejście osoby bliskiej i wyprowadzka do innego kraju. Tak mi wtedy to tłumaczyła i stwierdziła, że mówi: ja to w bardzo krótkim czasie wszystkie trzy rzeczy miałem i dziwi się, że nadal po prostu w takim dobrym stanie jestem. Ja mówię no, jest mi ciężko, no ale nie jest to tak, jak jeszcze bym myślał, że mogłoby być. I sam wyjazd do Niemiec to tak tylko pokrótce opowiem. Tam pracowałem sobie na autobusach. Naprawdę fajnie było. Podobało mi się to. Praca sama mi się podobała.
Ale była sytuacja. Pamiętam, że przysiadłem pewnego dnia wieczorem. Czasami lubię sobie jakieś tam rzeczy zapisywać na komputerze, tak po prostu przelewać myśli w cudzysłowie na papier. No tutaj akurat na komputer i nie zapomnę, jak tak sobie pisałem, że w życiu nic nie dzieje się przypadkiem.
Takie łączenie kropek, że w jakimś celu przyjechałem tutaj do Niemiec. Czy to jest cel czysto zarobkowy, czy może jednak nie? Może jako singiel? Może kogoś poznam? Może zamieszkam tam na stałe już? No nie wiem.
I tak sobie myślałem wtedy i pisałem, że ciekawe, w jakim celu przyjechałem tu do Niemiec. Panie Marku, powiem tak nie musiałem długo czekać, bo odpowiedź nastąpiła następnego dnia. Jechałem porannym kursem z jednego miasta do drugiego. To była gdzieś poniedziałek, godzina szósta. To był marzec zeszłego roku i wsiadł pewien czarnoskóry mężczyzna. Byłem pewien, że jest pijany. W Niemczech generalnie obowiązywały wtedy nie wiem, jak już teraz czy to się zmieniło. Bardzo duże restrykcje odnośnie tych maseczek i tak dalej, i tak dalej. Każdy pasażer musiał mieć w autobusie maseczkę, a on wyszedł ogólnie na środek drogi. Próbował zatrzymać ten autobus normalnie gołymi rękami. Zatrzymałem się, bo mówię tak jak byłem pewien, że go poniósł melanż, że po prostu pochlał trochę dłużej i zwyczajnie jest pijany. Dwa przystanki dalej wsiadł taki inwalida Niemiec, taki inwalida bez nogi.
On tam codziennie do lekarza jeździł. Bardzo sympatyczny facet. No i usiadł sobie normalnie na środku autobusu. Co warto zaznaczyć ja jeździłem autobusem przegubowym. Ten facet czarnoskóry podszedł do niego, przywitał się z nim. Chwilę porozmawiali, z minutę może. Po czym wrócił na tył autobusu i widziałem w lusterku, które pokazuje mi jakby cały gdzieś tam ten przebieg autobusu. Ja spojrzałem, a on zamknął oczy, podniósł ręce i zaczął się modlić. Ja już czułem, że coś jest nie tak. Chwilę później wstał, podszedł, zaczął tego faceta bić po prostu. No i tak w szybkim skrócie próbowałem tego faceta tam odciągnąć i tak dalej.
W pewnym momencie padliśmy na ziemię. Ja go przytrzymywałem, bo tamten facet, ten Niemiec zadzwonił po policję. Ja mówię no to przytrzymam go do przyjazdu policji. No i co się okazało? Facet myślałem, że zemdlał, a on był tak nafutrowany narkotykami, że dostał zawał i zmarł tam. No także może pan sobie wyobrazić, jak fajnie się czułem będąc przesłuchiwanym przez policję, maglowanym i tak dalej. Co? Dlaczego? I później jakiś wręcz taki miałem lęk w ogóle, żeby wyjść na dwór, bo bałem się, że za chwilę nie wiem, przyjdą się zemścić cokolwiek. I nie wytrzymałem później długo po tym incydencie w Niemczech, bo raptem po paru tygodniach zawinałem po prostu manatki i wróciłem do Polski. Także ten pech gdzieś tam no nie idzie tego inaczej określić dla mnie. Tutaj u mnie jeżdżę, też jestem kierowcą, jeżdżę po mieście w komunikacji miejskiej. Kiedyś pracowałem tam dwa lata i po powrocie z Niemiec w sumie wróciłem tutaj i tutaj się nic nie dzieje. Tu można by powiedzieć wręcz, że jest nudno. Tylko że ja lubię tą nudę.
Także ja mam wrażenie po prostu, że coś jest jakieś nie wiem, klątwa cokolwiek rzucone. W pewnym momencie też mojegoByłego już kolegi. Ciotka mieszka niedaleko Poznania i ona mówiło się, że ona gdzieś tam coś jest w rodzaju jakiejś szeptuchy, coś takiego. Ona to jest co prawda nie wiem, wydaje mi się, że ona jeszcze żyje. Jak ja jeździłem do niej jakieś pięć lat temu, to ona już miała jakieś dziewięćdziesiąt trzy lata i ona masowała ludzi nadal.
Ona z domu za bardzo nie wychodziła. Pamiętam, że ten znajomy właśnie jeździł tam. Robił jej takie naprawdę spore zakupy, żeby jej starczało na cały tydzień. I tak co tydzień po prostu tam ktoś z rodziny do niej jeździł, robił jej zakupy, ale ona nadal masowała ludzi.
Ludzie potrafili z całej Polski się zjeżdżać do niej i ja do niej właśnie przyjechałem kiedyś. Powiedziałem, co mi jest, co jakie mam odczucia tak dalej. No i zrobiła coś takiego. Nie wiem, pewnie pan słyszał turlanie jajkiem surowym po głowie, po klatce piersiowej i po plecach.
No kojarzę, kojarzę coś takiego. Takie praktyki w ogóle. Wielkopolska to jest taki rejon, gdzie te, te różne wierzenia ludowe są takie jeszcze dosyć żywe. Bardzo możliwe. Chociaż też w dzisiejszych czasach też być może jest dużo takich osób, ale bardzo mało kto się chyba przyznaje do tego. Bo wydaje mi się, że większość ludzi jak gdzieś tam może raczej boi się jakby poruszać takich tematów, bo nie chce zwyczajnie, żeby ktoś zmieniał zdanie na ich temat, że zaraz będzie o bo dziwak, bo wierzy w jakieś nie wiadomo co. No w każdym razie w momencie, kiedy mi gdzieś tam przeturlała tym jajkiem, no to wybiła pamiętam do takiej literatki miała trochę zwykłej wody, po czym dolewała wody święconej. Rzekomo nie wiem i coś patrzyła z tych nitek, które tam od tego białka odchodziły. No i powiedziała mi, że to jest coś, czego nie zapomnę.
Stwierdziła, że jakaś kobieta od wielu lat trzyma nad tobą bata. Tak mi powiedziała kiedyś. Dlatego to też mi dało do myślenia, że może po prostu jest jakaś osoba, która mi od wielu lat źle życzy. No nie wiem, nie wiem, jak to opisać. No można to jakby połączyć z tymi dźwiękami tego chodzenia, tej kobiety, tak? Tej zmory. No tak. No bo jest i, i było chodzenie w takich właśnie szpilkach. Przynajmniej ja to tak wtedy rozpoznałem. Plus krzyk kobiety.
No to też jakby no nie idzie pomylić z krzykiem mężczyzny. To typowo był krzyk kobiety, więc. A z tego, co kiedyś gdzieś tam wyczytywałem, no to też najprawdopodobniej zmory to są duchy osób żyjących, które po prostu wychodzą podczas snu z ciała dręczyć inne osoby, które się gdzieś tam. Który człowiek w ciągu jawy no nie lubi i złorzeczy im i tak dalej. To podobno nawet podświadomie działa. Ciężko mi powiedzieć. Tak kiedyś wyczytałem. A pan te krzyki zapamiętał jak, że to były jakieś takie krzyki przerażenia?
Czy krzyk mający na celu jakby pana sterroryzować? To drugie. Ewidentnie to drugie. Czyli tak jakby ta istota, cokolwiek to było, tak jakby chciała się nad panem popastwić, tak? Tak, w stu procentach takie odczucie było. Czy po tym zabiegu, po tym przetaczaniu jajkiem u tej szeptuchy coś się zmieniło jakoś? Właśnie już, już, już, już to panu tłumaczę, jak to dalej wyglądało. To z tą szeptuchą.
No to było mówię jakieś pięć lat temu, a same te krzyki, no to mówię, ja mogłem mieć jakieś dziesięć lat i ja się jakkolwiek to nie zabrzmi, ja się nauczyłem przed tym bronić. W momencie, kiedy ja czułem, bo to było po prostu tak, że w środku nocy czułem się po prostu, jakbym był może raczej ja to tak opiszę własnymi słowami. Czułem się, jakbym był zamknięty w jakimś pokoju, w którym było strasznie ciemno, jakbym był w jakimś pomieszczeniu i ja czułem, że to nadchodzi i moją obroną na to było zatykanie uszu. I jak ja czułem, że to nadchodzi, to jest najlepsze. Ja nie robiłem tego fizycznie tak, jakbym nie wiem, leżał pod kołdrą i zatykał uszy.
Tylko tak jak tutaj niektórzy opisują te OB wyjście na przykład z ciała, że ja tak jakbym gdzieś był w jakimś pomieszczeniu i ja czuję, że ja normalnie mogę chwycić rękami, zatkać sobie uszy, bo czułem, że to nadchodzi i za chwilę będzie ten krzyk. Ten krzyk bywał już stłumiony i po raz kolejny, i kolejny, i kolejny jak to się działo i tak jakbym ja sobie to tak tłumaczyłem, że jak to coś widziało, że ja sobie nauczyłem się nie wiem radzić jakoś, to po prostu odpuściło. A czy te zdarzenia jakby sugerujące urok czy, czy też klątwę ten pech, jakby ten cały czas za panem jest, za panem chodzi, czy, czy to może już ustało? Czyli może raczej jest w mniejszym stopniu wydaje mi się, jest w mniejszym stopniu, ale jeszcze gdzieś tam jest.
Powoli, naprawdę powoli, powoli, gdzieś tam sobie wychodzę na prosto, ale nadal coś czuję, że tak jakby mi się coś nie pozwalało po prostu w jakikolwiek sposób wybić trochę, żeby nie wiem poprawić sobie sytuację. Tak jakby coś naprawdę w momencie, kiedy coś już ma mi się udawać, to po prostu tak, jakby ktoś po prostu podszedł, strzelił batem i tak sobie powiedział nie, tobie się nie należy, ty nie możesz.
Ty masz być brzydko mówiąc gnojony. Takie naprawdę od wielu lat, wielu lat nie mam odczucia. Nie wiem, jak to się ma na przykład do snów też, które miałem, bo pamiętam, że za dzieciaka to już mogłem. No byłem, powiedzmy trochę już lat starszy. Tamte rzeczy ustały. Potem mogłem mieć jakieś. To się działo też na przestrzeni kilku lat, bo nie wiem jak interpretować też powracające sny, bo ten sen potrafił mi się śnić na przykład raz, dwa razy w roku, ale przez na przykład pięć, sześć lat i tego snu też nie jestem w stanie zapomnieć.
W ogóle to jest dla mnie fenomen, że pamiętam sny z tak odległego czasu, z perspektywy dzisiejszego dnia. Mianowicie sen, który mi się powtarzał, to było tak, że to się działo w domu rodzinnym i z parteru na piętro prowadziły takie schody. W taką elkę szły. Pamiętam, że w tym śnie siedziałem tak jak za dzieciaka nieraz.
Siedziałem sobie na schodach i wychylałem się przez barierki te, które były na schodach i nieraz tam pamiętam, jak za dzieciaka tam wołałem dziadka i tak dalej. I w tym śnie tak samo byłem jakby na tych przy tych barierkach. Mój pies, który wtedy jeszcze był w tym śnie, właśnie podchodził i mnie tak jakby wypychał nosem przez te barierki. Tak jakby mnie trącił i ja po prostu wypadałem przez te barierki na schody. Poturlałem się na podłogę na korytarzu, na parterze. Na parterze było ciemno. Jedyne światło, jakie było pamiętam w tym śnie. To było na piętrze.
Leżałem na plecach. W tym śnie pamiętam na tej podłodze nieruchomo. Nie mogłem się ruszyć. Kojarzę, wiedziałem wszystko, co się dzieje, ale nie mogłem się ruszyć i sen się kończył tym, że wychodziły dwa cienie z piwnicy.
Zabierały mnie i na tym się kończył sen. I to potrafiło się powtarzać przez naprawdę wiele lat. To prawda od już. No ile wtedy? No mówię, jak ten sen się mógł zacząć powtarzać, to ja wtedy mogłem mieć od dziesięciu do maksymalnie piętnastego, szesnastego roku życia ten sen się powtarzał. Potem już przestał. I zawsze to wyglądało tak samo.
Bez- Za każdym razem identycznie, tak samo cała sekwencja snu zawsze była taka sama. Później na przykład kolejny sen, który pojawił się raz, ale był na tyle, jakby to powiedzieć, taki w taką symbolikę zawarty, to też nie potrafię tego po prostu wytłumaczyć.Ale ten sen był tak licząc to teraz może z sześć, siedem lat temu.
Maks. Raz się pojawił. Nie zapomnę go nigdy. W tym śnie, nie wiem, czy mówię, czy on ma może jakieś znaczenie, ale był bardzo dziwny. W tym śnie pamiętam, że byłem na jakiejś tak jakby w środku lasu była polana, niewielka polana, dookoła wszędzie były drzewa, tak jak mówię, w środku lasu polana. Na końcu tej polany, ja stałem tak na środku i na końcu polany stał wielki drewniany krzyż. U dołu były usypane takie kamienie jakby, żeby jakby usztywnić ten krzyż. Niebo pamiętam, było takie wręcz krwisto czerwone i na tym krzyżu było coś, ja to tak nazywam, jakby to była jakaś małpa, bo to takie było, takie jak zachowywało się jak taka, nie wiem, taki szympans. Nie wiem, jak to brzmi, ale to tak wyglądało. Tak mi się zachowywał jak taki szympans, takie coś takiej postawy, tak jakby chodziło po czterech po prostu, włochate i było strasznie takie zdenerwowane i szarpało ten krzyż po prostu. Tak jakby jakaś siła z tym krzyżem próbowała walczyć. Tak, to coś, co tam było po prostu na tym krzyżu, tak ten krzyż był na tyle wielki, że to coś po prostu na jednej z tych ramion tego krzyża po prostu siedziało i szarpało się z tym krzyżem, jakby chciało go po prostu obalić. I czułem, że to jest to coś, co tam jest i to jest coś złego po prostu. I ja, ja byłem jako taki obserwator i ten sen trwał no nie wiem, z minutę, dwie może. Taka właśnie sceneria, taka sytuacja była w tym śnie. Koniec. Tak jakby jakaś siła próbowała poprzez zniszczenie tego krzyża zniszczyć pewien jakiś taki porządek zastany. Tak, tak mi się teraz nasunęło. No tak, tak mi się wydaje, tak mi się wydaje. Później parę razy mówiłem właśnie, że to też wydaje mi się, że się będzie łączyć z tym, z tymi moimi opowieściami. Mianowicie sytuacja, jaką miałem, bo mówiłem o tym byłym koledze, aktualnie nie rozmawiamy, jesteśmy po prostu... Znaczy może inaczej. Ja gdzieś tam nawet próbowałem z nim porozmawiać i z tego, co ja wiem, on mnie aktualnie szczerze nienawidzi. Czemu? Nie wiem. Tam w ogóle jest tak, że ta pani, która jest to była jego ciotka, a matka tej właśnie pani, u której ja byłem, to była tak zwana tutaj nie wiem, czy pan wypika to, wycenzuruje, ale w każdym razie babcia Muszyńska. Być może kiedyś pan słyszał, nie wiem, bo tam też ludzie się z całej Polski lata temu zjeżdżali. Do dzisiaj jej domek stoi na ulicy, na której ja się wychowywałem. Ten domek był tak w dół rzeki. To była taka naprawdę typowa jakaś, nie wiem, szeptucha. Jakby pan zobaczył ten domek, to by pan powiedział, że to jest jakiś domek wiedźmy. Od samego dołu, bo to był taki domek piętrowy, od dołu, od samego praktycznie ziemi szedł dach już.
Taka blachówka szła od, był bardzo, bardzo spiczasty dach. Od góry, od jak się zaczynał czubek dachu po samą ziemię praktycznie, nie? On był taki bardzo taki stary, stara drewniana chatka to była. I ona tam przyjmowała ludzi.
Później mówię ta córka gdzieś przejęła te, jej odziedziczyła ten dar i ona do dzisiaj gdzieś tam jeszcze tych ludzi masuje i tak dalej. To była właśnie ta pani, u której ja byłem. No i ta nie wiem, gdzieś tam myślę, że ta rodzina ma jakieś zdolności, bo też jeden ze snów był właśnie związany z tym moim byłym już kolegą.
Mianowicie sytuacja była taka jak już byliśmy gdzieś tam pokłóceni, nie rozmawialiśmy, nie utrzymywaliśmy w ogóle kontaktu i ja miałem wrażenie, jakby ta cała rodzina była jakoś tak, nie wiem, wrogo nastawiona do mnie. Nawet gdzieś tam jak, nie wiem, przechodziłem, witałem się z jego ojcem czy z jego matką, to tak naprawdę odpowiadali, ale miałem takie uczucie po prostu, że to była odpowiedź z taką pełną, pełną pogardę. Ale mówię no, nie będę nikogo też zmuszał, jeżeli ktoś tak nie wiem, nie chce ze mną utrzymywać kontaktu, no to jego decyzja. W każdym razie w tym śnie pamiętam, że byłem prowadzony jakby przez jego rodzinę do takiej szopy wielkiej, starej szopy i na środku tej szopy był taki metalowy stół jak w prefektoriach są. I zostałem położony na ten stół. I ja mam coś takiego, tak się też nauczyłem w momencie, kiedy ja mam jakiś koszmar, to żeby wybudzić się z niego, to się próbuję wytrząsnąć. I niech mi pan wierzy, zawsze to działa. Jak wiem, że to jest jakiś koszmar, śnią mi się jakieś chore rzeczy, próbuję się wytrząsnąć i to zawsze na mnie działa. I wtedy też tak próbowałem zrobić.
Leżałem więc w tym śnie na tym stole przypięty, bo czułem, wiedziałem, że tak jakby mnie chcieli torturować. I mówię dobra, mówię no jest koszmar, okej, wytrząsam się. I w tym momencie w tym śnie podszedł jego ojciec.
Tak z całej siły, z impetem mnie chwycił za ramię i tak przyłożył do tego stołu. I nie zapomnę, jak spojrzał na mnie i powiedział: "Gdzie spierdalasz, tu zostajesz". Nie potrafię tego po prostu wytłumaczyć jakim cudem.
Nie potrafię. Ja wiem, że ta gdzieś tam jakby w tej rodzinie u nich jest jakieś takie zdolności są, tylko że jakby nikt już tego nie praktykuje, bo każdy gdzieś tam olał jakby te tematy. Być może wierzą, być może nie wierzą. No tam tak czy siak chyba to przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. Wydaje mi się, że tam już chyba nie ma. Te osoby, które znam, to nikt tego... Może, może raczej sam fakt istnienia tego to tak, ale praktykowanie raczej nie. Mogę się mylić, ale mówię no to są, to są mówię rzeczy, gdzie ja nie byłem w stanie tego jakimś w moim chłopięcym, ludzkim rozumem po prostu ogarnąć, jakim cudem to takie rzeczy się mogą gdzieś tam dziać.
Może być coś na takiej zasadzie, że po prostu te osoby przekazują sobie te zdolności, może nawet nieświadomie. Mi się wydaje, że jeżeli to tak, że jeżeli to, to raczej, że to gdzieś przechodzi chyba we krwi. Tak mi się wydaje.
Może u nich tak na takiej zasadzie. A w momencie, kiedy może oni to po prostu jakoś nie wiem, podświadomie zrobili, może byli, nie wiem, jakoś nie wiem, w jakiś sposób. Może on mi coś nagadał, może byli zli na mnie, cokolwiek. Może po prostu nie potrafią kontrolować jakby tych swoich darów, tak? Już nie praktykują, więc pozapominali jak to się kontroluje, jak się tym steruje. No bardzo, bardzo możliwe.Później miałem jeszcze jedną sytuację, ale to już było jak miałem jakieś, no osiemnaście lat. No to, to było no z dwanaście lat temu.
Pamiętam, że wtedy gdzieś tak mniej więcej w tamtym okresie wychodziła ta płyta takiego poznańskiego rapera Demonologia. Tak się nazywała płyta. No i tak z ciekawości sobie gdzieś tam zacząłem czytać. Nie broń Boże żadnej praktykowałem. Po prostu czytałem z ciekawości do momentu aż pamiętam, że to był okres jesienny.
Ja siedziałem u siebie w pokoju i ja miałem u siebie zapalone światło. Miałem drzwi uchylone na korytarz i siedziałem tak praktycznie na kanapie naprzeciwko drzwi. Rodzice siedzieli na dole. Tam pamiętam, że oglądali telewizję i patrzyłem w telefon.
Bawiłem się coś tam przeglądałem na internecie. No i tak jeżeli pan spojrzy na telefon, no to jeżeli coś się będzie ruszać gdzieś w pokoju na przykład, no to kątem oka pan to zauważy. I ja wtedy pamiętam, że siedziałem w tym telefonie i kątem oka zobaczyłem, patrząc sobie tak mówię, miałem te drzwi tak pochylone na pół metra, że coś się wychyliło zza futryny i patrzyło się na mnie. I w momencie, kiedy ja już rzuciłem wzrok tam po chwili, to już nic nie było, ale daję sobie obie ręce uciąć, że coś tam było. I to jak tak jakbym miał opisać tak jak na tyle na ile zapamiętałem miało wysokość maksymalnie metr i tak tylko w sumie głowa się wychyliła. Skóra była taka ciemnoszara i czarne oczy. To jest to, co ja zapamiętałem. Mnie wtedy taki strach sparaliżował, że nie mogłem się w ogóle ruszyć. No taki troszeczkę opis kojarzący się z wizerunkiem szaraka, bo to są takie właśnie istoty niezbyt wysokie, z dużymi głowami, taką szarobrązawą skórą. Tak, ale ja jakby gdzieś tam nie wiem, no nie w nocy, tylko w sumie pod wieczór to też takie nie wiem, no co prawda ja nie wiem w jakich godzinach, jeżeli już to nas odwiedzają, ale, ale no było to naprawdę bardzo dziwne doświadczenie.
Nieraz jak gdzieś o tym przypomnę czy jak rozmawiam wśród znajomych, pojawi się jakiś temat takiej rzeczy paranormalnej i ja to opowiadam. Za każdym razem mam ciarki po prostu na plecach, jak sobie przypomnę to. W sumie to nie wiadomo nawet do czego tą istotę przypisać, bo to może być jakieś coś powiązanego z ufologią, a może to też być jakiś gość z domeny, którą znamy jako żywy folklor tak.
Bardzo, bardzo możliwe. Ja teraz co prawda gdzieś tam audycję na temat żywego folkloru zacząłem sobie odsłuchiwać, bo jadę od najnowszego odcinka do najstarszego właśnie. To ja mogę panu polecić od razu wywiad z magister Martą Kaletą, jaki robiłem bodajże w zeszłym roku też o żywym folklorze. Ona jest z Wielkopolski, z Wielkopolski Wschodniej. Może pan tam jakieś w tym wywiadzie odniesienia do swoich zdarzeń też znaleźć.
Chęcią, chęcią sobie sprawdzę, ale tutaj jeszcze takie dwie ostatnie na szybko historie, jakie mogę opowiedzieć. To jedna w sumie z duchem związana. No i to był duch, to był duch dziadka, to nie ma jakby bez, bez wątpienia w ogóle. Mianowicie to się akurat przydarzyło mojemu bratu, ale w tym samym domu. Brat mieszkał na dole. Później, jak już był trochę starszy, to wziął swój pokój i miał pokój właśnie obok pokoju dziadka.
Pamiętam, że kiedyś dziadek kupił mu na urodziny taką wieżę trzypłytową. No i dziadek później tak pół żartem, pół serio trochę żałował tego zakupu, bo brat lubił bardzo głośno słuchać muzyki. Dziadka to denerwowało. Nie zapomnę, jak dziadek zmarł i był okres żałobny.
To wieża, w wieży nie działały tak: nie działały płyty, nie mogły się wysunąć w ogóle, nie można było otworzyć kieszeni do kaset, można było włączyć radio obojętnie jakie się chciało, ale pokrętło od głośności nie przekraczało piętnastu procent. W momencie kiedy żałoba się skończyła to wszystko działa do dzisiaj, bo ta wieża aktualnie stoi u ojca w garażu. Żeby było śmieszniej była sytuacja właśnie też mniej więcej w okresie jak właśnie była ta żałoba. Brat spał sobie u siebie w pokoju i przebudził się i słyszał, że ktoś mu chodzi po pokoju. Po czym usłyszał, że ktoś siada na pufę, a pufy wydawały takie te, co wtedy miał, wydawały takie specyficzne skrzypienie i słyszał, że ktoś na tych pufach siada. No i w pewnym momencie już no też wystraszony, ale stwierdził, że no nie wiem, wstanie podbiegnie, zapali światło, zobaczy cokolwiek. No jak pomyślał, tak zrobił.
Wstał, zapalił światło, zobaczył no nikogo nie ma. I w rogu pokoju stały wędki dziadka. Mój brat był zawsze takim oczkiem w głowie mojego dziadka. Oni jeździli zawsze razem na ryby. Stały wędki dziadka oparte o ścianę i były zaparte o dywan. Tam nie było w ogóle opcji, żeby się jakaś ruszyła o centymetr. I tak stoi w ciszy, patrzy i w pewnym momencie te wszystkie wędki z impetem po prostu wyleciały na środek pokoju. Więc ja pamiętam, jak on wbiegł do mnie na piętro do pokoju, bo myśmy-- on miał od razu pode mną pokój. Wbiegł do mnie do pokoju, zapalił światło.
Ja pamiętam, jak się przebudziłem. Patrzę, on zamyka drzwi za klucza za sobą. Pytam się go, mówię, co się stało? I on mi tylko odpowiedział: "Nic. Idź spać". I później mi dopiero powiedział, co się stało. No takie wypisz wymaluj odwiedziny u rodzinę można powiedzieć. Mi się wydaje, że dziadek wtedy on nie mógł się chyba pogodzić z tym, że zmarł. Może nie wiem, nie rozumiał tego w jakikolwiek sposób. A może po prostu nie zdawał sobie z tego sprawy, ze swojego położenia. Bardzo możliwe. I to tyle, jeśli chodzi o zdarzenia przekazane przez naszego słuchacza z okolic Poznania.
Teraz wysłuchamy kilku zdarzeń przekazanych przez słuchaczkę, którą mieliśmy już sposobność poznać w osiemdziesiątym piątym odcinku podcastu "Mówią Świadkowie". Tym razem nasza rozmówczyni przekazała kilka niezwykle ciekawych historii z duchami w tle. Posłuchajmy.
Ja kiedyś do was dzwoniłam, rozmawialiśmy już kiedyś. Tylko ja zawsze bardziej patrzyłam jakby te kwestie ufologiczne były dla mnie zawsze bardziej takie ciekawsze, jakieś takie trochę bardziej przyziemne mimo wszystkoNiż te strefy takie paranormalne. Na tyle to ciekawie wyglądało. Mieszkaliśmy na Śląsku. To z poprzedniej tam wypowiedzi, no to może pan kojarzyć.
I mieszkaliśmy w takim starym budownictwie. To były takie domy, w których się przechodziło z izby do izby. Ja tam zaczęłam mieszkać, jak miałam chyba coś koło czterech lat i do wydaje mi się chyba, że do o jeny, chyba do szesnastego roku życia albo do piętnastego coś koło tego. I jak tylko zaczęłam być bardziej świadoma tego, co się wokół mnie dzieje, no to wydarzały się takie bardzo, bardzo ciekawe rzeczy. Oczywiście tam rodzice zawsze tłumaczyli, że spokojnie, tam nic złego się nie dzieje, bo były różne hałasy, ale wiadomo, to jest stary budynek na dachu, wiadomo, że mogły być jakieś różne zwierzęta i tak dalej. I to było całkiem dla mnie normalne i zrozumiałe.
Mieliśmy sąsiada, który miał w sumie taki jakby podejście do naszych okien od swojego podwórka. On był jakimś starym podglądaczem, takim starym zboczuchem i lubił czasami sobie tak podejrzeć. Był też alkoholikiem, więc w pewnym momencie on sobie tam umarł.
Utopił się dokładnie. Tutaj będziecie teraz muszę się jeszcze cofnąć, że on nas podglądał i my często wiedzieliśmy o tym. Tata go tam gonił, żeby uciekał, żeby przestał tam podglądać, bo sobie problemów narobi. No i my wiedzieliśmy o tym, że to był on. No tam tata tyle razy go nakrył, jakby że to był on i koniec kropka. I kiedy on się tam zapił, upił się, poszedł nad rzekę. No i gdzieś jakoś wpadł do tej rzeki i się utopił. No i po jakimś czasie, niedługim czasie po tym, jak on zmarł, nagle patrzymy i znowu w oknie stoi ktoś i nas podgląda. No to wtedy było takie pamiętam, że tata mówił, że może on nie był jedyny, że może, bo w sumie mieliśmy jeszcze drugiego takiego co prawda niegroźnego pana, ale miał jakąś chorobę psychiczną. Był taki dziwny, ale nie podchodził nigdy. On nie wchodził nam nigdy na podwórko, nigdy się jakoś tak nie zbliżał. Rozumiem, że tam z tamtej strony mieszkał tylko ten jeden sąsiad pijak. Czy tam miały też wstęp inne osoby? Bo to było tak, że był budynek prostokątny i bez ogrodzenia, tylko ogrodzeniem jakby stawał się nasz dom. Jakby ich ogrodzeniem były mury naszego domu, coś takiego. A ogrodzenie dopiero mieliśmy jakby tak od połowy budynku na drugą stronę. No ale że to zaczęło się powtarzać cyklicznie. No i bardziej wieczorami, i bardziej nocą, że już było naprawdę tam dość późno. No to mój ojciec wylatywał tam z zaczął z taką strzelbą wylatywać czy tam innym pistoletem coś, coś długiego. Ja się nie znam. I zaczął wylatywać. No ale za każdym razem, kiedy podlatywał tam, żeby zobaczyć, kto to jest, żeby go nakryć, żeby go przepędzić, no to nikogo tam nie było. O tyle to było takie w pewnym momencie paranoiczne, że mój ojciec z mamą zaczęli rozsypywać piasek naokoło domu, tam, gdzie są te okna, na taką odległość tam pamiętam, że to z półtorej metra to tak usypywali tego piasku. No i za każdym razem, kiedy my leżałyśmy na wersalce, oglądałyśmy sobie coś i znowu tam krzyczymy, że tata znowu coś jest za tym oknem. Ojciec też widzi, że ktoś tam jest i po prostu stoi jakaś po prostu zwykła, taka czarna postać jakiegoś mężczyzny. Tata znowu wylatywał i znowu tam nikogo nie było na tym piasku nie było żadnych śladów. To się w ogóle uspokoiło po jakimś później, po jakimś czasie po prostu przestała się ta postać pojawiać i nie mieliśmy już z tym problemów. Czy ta postać jakby zdążyła się ulotnić w momencie, gdy ojciec już ją jakby prawie miał, że to tak ujmę? Nie bardziej, bardziej jakby tata już się zrywał w ogóle do wychodzenia, wybiegania z domu. Aha, czyli w tym momencie postać znikała, tak? Tak. Po prostu nawet nie było coś takiego, że ktoś odbiega, tylko taki nie wiem, jakby się nagle jeszcze bardziej czarna zrobiła i zlała się z otoczeniem. Coś bardziej na tej zasadzie. Czyli tak jakby się zdesponowała postać w grze. Tak, coś tego typu. Tak, coś takiego. No to naprawdę ja wtedy nie miałam za dużo lat, ale, ale bardzo pamiętam, że rodzice byli bardzo tym poruszeni. Ja jako je, jak moja średnia siostra tam średnio to pamięta. Pamięta, że czegoś się tam bałyśmy w tych oknach, że tam ktoś stał, ale nie pamiętała szczegółów. No i jakby to nie była jedna sytuacja w ogóle całe to miejsce. My jako dzieciaki bałyśmy się niektórych miejsc w ogóle na tym samym podwórku. Były takie stare też obory murowane naprzeciwko naszego domu, równolegle postawione i my w ogóle się tam nie zapuszczałyśmy nigdy. Dopiero po latach w ogóle zrobiłyśmy sobie razem z siostrami mapkę miejsc, w których bałyśmy się pojawiać i do których się nie przyznawałyśmy. Bardzo byłyśmy w ogóle byłyśmy w takim szoku, że te same miejsca nas odstraszały w tym podwórku, mimo że tam nie były jakieś.
Było nawet jedno takie całkiem przyjazne miejsce, gdzie była taka śliczna trawka. To było blisko też drogi. To było tak przytulnie, a my tam bałyśmy się chodzić i nie wchodziłyśmy. Czułyśmy się tak niepewnie.
Wchodziłyśmy nawet w gorsze miejsca, gdzie było naprawdę nieprzyjemnie. Ale no to wiadomo, byłyśmy dziećmi, więc różnie to mogło wyglądać. Ale przejdźmy dalej do takiej historii, która mnie dotyczyła, bo to, co siostry doświadczały, no to myślę, że one powinny same kiedyś o tym opowiedzieć. Nie będę opowiadać tego za nich. I ja pewnego razu wyrzucałam obierki na bio. Trzeba było wyjść z domu, przejść nie wiem, z piętnaście metrów. Wtedy stał trzepak. Za tym trzepakiem szło się w stronę takiego sadu. Było ogrodzenie za tym trzepakiem no nie wiem jeszczeKolejne dwadzieścia, trzydzieści metrów i tam była taka górka usypana z bioodpadków. No i był wieczór. No tak, tak już dość ciemno było. Poszłam wyrzucić te obierki i widzę, że ktoś siedzi na trzepaku.
I szłam dalej, mimo że widziałam, że coś jest nie tak, że w sensie, że no to nie są moje siostry. Podeszłam bliżej tego trzepaka. No, no, no nie wiem. Byłam dosłownie z pięć metrów od tego trzepaka i siedziała tam taka dziewczynka w wieku nie wiem, około pięciu, może sześciu lat. Taka bardzo szczupła, w sukience. Ja nie pamiętam nawet, żebym ja czuła jakiś strach. Ja, ja może byłam sparaliżowana takim, że w ogóle ja cokolwiek widzę takiego. Ja naprawdę byłam. Ja byłam w szoku. Ja też nie miałam wiele lat. Może miałam z dziesięć lat wtedy chyba nie więcej. I ta dziewczynka właśnie tak zwróciła bardzo mi uwagę na jej nogi i kolana, bo ja praktycznie twarzy nie widziałam. Ja w ogóle nie widziałam jakby tutaj. Twarz była taka zamazana. Ja widziałam, że to jest jakaś dziewczynka, bo miała sukienkę i takie szczupulutkie nóżki i takie jakieś podkolanóweczki. I to wszystko było w takim bardziej starym stylu jak takie nie wiem, lata siedemdziesiąte, coś takiego. No i jak tylko zbliżyłam się bardziej do tego trzepaka, no to ta postać się rozmyła. Ona była taka blada, jasna jak, jakbym widziała zjawę. Jakby mi ktoś powiedział, że jak wygląda zjawa, to tak bym ją opisała. Tak bym opisała ducha. Niektórzy słuchacze mają zdolność chyba czytania w moim umyśle i odpowiadania na pytania, których jeszcze nie zadałem. Właśnie takie pytanie mi się narodziło: jak ten strój wyglądał? Czy to był taki strój bardziej współczesny, czy bardziej jakby sprzed jakiejś, z jakiejś minionej epoki, tak? No bo to było na tyle wyjątkowe, że ja bardzo zwróciłam na to uwagę.
To, to jakby w moim, w moich czasach nie zakładało się takich falbaniastych sukienek. Takie sukienki to widziałam tylko na lalkach u mojej starej ciotki, tych wielkich lalkach i też bardzo szczupłe nóżki mi się tak rzuciły w oczy, że miała takie, aż takie zaokrąglone te kolana, takie bardzo szczupłe nogi miała. Ale naprawdę to jakby tej góry to już tak średnio widziałam. Nie wiem, czy to jest normalne, czy nie, czy mi to pomieszał czas. Nie mam pojęcia, ale jakby to wszystko, co doświadczaliśmy, no to, to ja jedynie się dzieliłam tam z rodziną, ze znajomymi, tymi, którzy wiedziałam, że mnie posłuchają i nie osądzą, więc tego jakoś nie roztrząsałam. Aż pewnego razu natknęłam się w ogóle na informację, że te budynki wszystkie, które, w których my tam mieszkaliśmy, bo to cała wioska była pobudowana w takie dziwne właśnie podłużne budynki, że to było dawne gubernatorstwo.
I później rozmawiałam z mamą, że taka stara, stara pani kiedyś mamie opowiadała, że jak tam Niemcy najechali, żeby założyć to gubernatorstwo, tak chyba to się mówi. Nie wiem. To bardzo dużo ludzi ze wsi właśnie straciło życie.
No bo co nie chcieli opuścić, no to tam na przykład rozstrzeliwali ich. Całe rodziny były rozstrzeliwane, a część po prostu uciekła. I Niemcy tam sobie najzwyczajniej w świecie żyli w tych budynkach. To jest ta historia, która taka jest typowo paranormalna. Jeżeli to gubernatorstwo dotyczyło lat II wojny światowej, to chyba nawet jakby można szukać korzeni tej dziewczynki wcześniej, tak? No, ja się właśnie zastanawiałam, gdzie mogłabym dostać takie dokumenty w ogóle.
Kto tam mieszkał i jakiekolwiek informacje zebrać, co się tam dokładnie działo. Może faktycznie by był jakiś spis ludności czy cokolwiek. No ale aż tyle nie wiem. Nie miałam tego zaparcia, żeby faktycznie iść i się tym zainteresować trochę.
Zresztą pan dobrze wie, jak to jest. Po prostu życie codzienne pochłania tyle energii i no nie do końca się chce jakby drążyć temat. Jeszcze obiecałam, że powiem o czymś, co mnie bardzo nurtuje i troszkę straszy. A mianowicie to było z już ze trzy lata temu. Miałam taki straszny sen.
Chwila przed tym snem, w ogóle kilka dni przed tym snem trenowałam sobie takie OB. Już dowiedziałam, jak się to nazywa, że takie wychodzenie z ciała bądź takie świadomie śnienie coś w tym stylu. No i ja sobie to trochę trenowałam, trenowałam i w końcu mi się udało. Udało mi się na tyle, że pojawiłam się w jakiejś czarnej przestrzeni i stałam tak i rozglądałam się i co ja mam dalej robić?
Pojawiły się przede mną takie drzwi w czarnej przestrzeni. Po prostu zwykła jakby futryna, tylko futryna. I koło tych drzwi stała postać. Ale ta postać znowu było dosłownie tak, jak ja miałam z tą zjawą, że ona nie miała żadnych konkretnych, jakichś, jakiegoś konkretnego wyglądu, że mogłabym przypisać, że na przykład to na sto procent to była kobieta albo na sto procent to był mężczyzna. Była na pewno mniej więcej mojego wzrostu i mniej więcej mojej postury.
I naprawdę ciężko było określić, co to jest. Biło na pewno od tej postaci w ogóle takie ciepło i zaufanie. Ona nic do mnie zupełnie nie mówiła. W sensie werbalnym do mnie nic nie mówiła. Ja czułam tylko takie poczucie takiej miłości.
I ta postać mnie przeprowadziła przez te drzwi. Weszliśmy. Ta postać przeszła do drugiego takiego pomieszczenia, a mnie na chwilę zostawiła w tym pierwszym pomieszczeniu. To było takie długie pomieszczenie, można by powiedzieć nie wiem, cztery metry na jakieś siedem, osiem, nawet może chyba dłuższe. Ciężko było określić. Było bardzo takie ciemne i krążyły tam tak obrzydliwe, duże, dziwne postacie. Teraz naprawdę się wysilę, żeby je opisać. Ja sobie narysowałam to od razu po przebudzeniu się, bo to było tak przerażające i dziwne. Po pierwsze to te postacie byłyDuże. To miało z dwa i pół metra wzrostu. Były garbate, były bezkształtne, takie garbate, duże u góry. Nie miały stóp, tylko miały jakby takie słupy zwężające się zamiast nóg. Miały takie opuszczone ramiona i one się tak krążyły po tej sali tak powolnie i tak buczały. I ja je tylko tak obserwowałam, jakie one były. Z nich biło coś takiego, że one są po prostu takie bardzo, bardzo smutne. Ja, udało mi się podejść bliżej tego drugiego pomieszczenia. Tamta postać cały czas na mnie patrzyła i cały czas się do mnie uśmiechała w ogóle. I odczułam, że ona musi iść dalej, a ja muszę stąd jednak wyjść. I mnie cofnęło z powrotem do tego ogromnej takiej pustki z tą futryną.
I ja nie miałam w ogóle żadnej opcji, żeby tam z powrotem wejść. To po prostu te drzwi jakby się zamknęły. Ten portal, bo tak to nazywam, że to taki był portal, to się zamknęło i zaczęłam obmacywać to z każdej strony. I to nie było jak typowy sen, bo ja czułam doskonale strukturę tego wszystkiego. Nawet taki dziwny zapach tego miejsca, taką pustkę przerażającą wokół mnie, że tam nic nie było.
Że było niby, ja po czymś niby chodziłam, ale to nawet nie było jak jakkolwiek jakakolwiek ziemia, jakiekolwiek coś, co by przypominało coś, co... Nie wiem. Ja nawet nie wiem, jak mam to opisać, ale. No i oczywiście się obudziłam. Pierwsze co mówię, że kurczę, w końcu mi się udało. W końcu mi się udało i wiedziałam, co robię w tym śnie, że mogłam się kontrolować, a nie, że to po prostu była kolejna bajka, jaka mi się przytrafiła podczas spania. Obudziłam się. Jechaliśmy do moich teściów, jechaliśmy tym samochodem i opowiedziałam całej rodzinie o tym dziwnym śnie, bo dla mnie to było tak wyjątkowe, że pierwszy raz mi się udało w ogóle też tak samo śnić tak bardziej świadomie, że moim córkom i mojemu mężowi opowiedziałam o tym śnie, że ta postać mnie odprowadzała tak dziwnie. No i właśnie w tym samochodzie, jak tylko to chwilę po tym, jak to opowiedziałam, pięć, dziesięć minut nawet nie, zadzwoniła właśnie do mnie mama, że babcia w nocy umarła. I ja, ja wtedy wszyscy spojrzeliśmy tak na siebie, że czy to był zbieg okoliczności, czy może to była moja babcia? Ale wtedy pytania, co to w ogóle były za dziwne postacie? Dlaczego mi się to przyśniło? Ja wiem, że to jest sen. Ja mam ich mnóstwo, bardzo dziwnych snów. Ale to nie był taki typowy sen.
Każdy element tego snu doskonale pamiętam. To ja byłam przerażona, jak się obudziłam. No, tutaj można jakby snuć różne interpretacje. Być może to, czego pani w tamtym momencie doświadczała, nałożyło się z jakimś sygnałem odnośnie śmierci właśnie babci. Dlatego właśnie to doświadczenie przybrało taki, a nie inny wymiar. Ta postać w ogóle kojarzy mi się z takim pomocnikiem duchowym, który jakby nadzoruje przebieg, o którym często właśnie wspominają osoby parające się OB i podobnymi sprawami. Często wspominają o tym osoby właśnie takiej postaci pomocnika. Pomocnik, który jakby nadzoruje przebieg całego doświadczenia i pilnuje, żeby, żeby osoba doświadczająca nie doznała jakiejś, prawda, traumy znaczącej podczas tego. O takim przewodniku też uczy Paweł Byczuk, bo kiedyś byłem u niego na warsztatach podróży niefizycznych według metody Blue Samoana. I tam właśnie ta metoda też obejmuje przywołanie, poproszenie o pomocnika duchowego i taka postać też się pojawia i tam reaguje na prośby podczas eksplorowania na przykład jakichś zaświatów czy innych rzeczy. To bardzo ciekawe w takim razie. Tylko czemu ja wylądowałam w takim dziwnym miejscu? Zastanawia mnie to.
Trochę mi to. Zastanawiałam się, czy ja mam sobie coś przemyśleć, czy nie dotyczyło mnie to zupełnie, a wręcz przeciwnie. Może mojej babci, która no jakaś tam święta nie była, troszeczkę, troszeczkę napsociła w tym swoim życiu.
Nie jakoś strasznie, ale tak, tak próbowałam sobie to dopasować. Dlaczego musiałam zobaczyć takie paskudne postacie? Naprawdę były. Być może to był jakiś aspekt związany właśnie z babcią, bo osoby, które tak szkodzą, też często niestety cierpią po prostu na jakieś zaburzenia typu depresja, prawda?
Być może jakoś też w taki sposób się objawił ten aspekt depresyjny od babci. Też tak może być. No taki temat do wielu spekulacji, prawda? Czym mogła być spowodowana akurat taka wizja? Ale tak czy siak to bardzo, bardzo było takie ciekawe doświadczenie i taki zbieg okoliczności jeszcze z tą śmiercią babci.
No to też był taki dość ciekawy dla mnie. Jakby to ujęła moja szefowa w Nieznanym Świecie nieprzypadkowy przypadek. Tak, nieprzypadkowy przypadek. Dokładnie. Już więcej jakichś nie mam. Tu jak się przeprowadziłam, to się nic nie dzieje.
Trochę byłam w ten... Albo się można. Albo można się cieszyć, albo można żałować, prawda? Tak. Znaczy ktoś, kto doświadczył jakichś dziwnych sytuacji, szczególnie na przykład spotkania z UFO, to moja siostra ma dokładnie to samo, że czujemy taki dziwny niedosyt poznania czegoś. Bo mieszkając na Śląsku doświadczałyśmy tego tyle, że dla nas to stało się czymś takim wręcz normalnym. A tutaj nic się zupełnie nie dzieje. My gapimy się w to niebo. Mamy przepiękny ogród. Wieczorami bardzo często tutaj leżymy, gapimy się w to niebo. Ja nawet czasami z moimi córkami się wykupiamy i mówię gdzie są te ufolce? No niech się pokażą. No bo przecież tyle opowiadałam swoim dzieciom, że one za chwilę zaczną myśleć, że ja ześwirowałam.Ja wiem, że to nie do końca może chciałyby to wszystko zobaczyć i doświadczyć, aczkolwiek może sama chciałabym, może chciałabym sama tego potwierdzenia, że dobra faktycznie to wszystko było tak namacalne i żebym sama z tym wszystkim się poczuła lepiej. Nie wiem, może to właśnie o to chodzi. Chciałabym tego potwierdzenia, takiego stuprocentowego, że dobra nie ześwirowaliście z całą rodziną, nie doznaliście żadnego grupowego szoku albo jakiegoś grupowego lunatykowania. No dzieci mają jeszcze bardzo dużo czasu na doświadczenie w swoim życiu jakichś paranormaliów. Na pewno jeżeli coś, jeżeli czegoś doświadczą, to już będą jakby mentalnie przygotowane na jakby odebranie i zinterpretowanie tych jakichś tam doświadczeń, które mogą je czekać, prawda? Tak, tak. Przynajmniej opowiedzą, a nie będą się bały i wstydziły. No tak, nie będą jakby czuły oporu przed opowiedzeniem choćby pani tych swoich jakichś tam przygód.
To też jest komfortowe. W ostatniej części dzisiejszego odcinka wybierzemy się na Podlasie i odwiedzimy dom, w którym dzieją się rzeczy trudne do wytłumaczenia dla jego domowników. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w domu tym doszło do kilku nienaturalnych zgonów.
Chciałbym tutaj opowiedzieć taką historię, która może podchodzić pod paranormalne rzeczy. Nawet jeżeli ktoś by uznał parę faktów, elementów za naciągane, to jednak jest tutaj dużo dziwnych zbiegów okoliczności oraz dużo dziwnych rzeczy z tym związanych. Cała historia dotyczy domu. Jest to jeden z dwóch moich domów rodzinnych. Nie mieszkam w nim. Jest aktualnie tak jakby opuszczony, ponieważ należy do mojego wujka, który mieszka za granicą.
Przyjeżdża dwa razy do roku na dwa dni maksimum i dlatego też tam doglądamy ten dom. Wiadomo, kwiatki trzeba polać i tak dalej. No i tak jak napisałem w mailu, dzieją się tutaj dziwne rzeczy. Można nawet ten creepy dźwięk dodać tego filmiku w jakimś momencie, bo ten dźwięk mnie do tej pory przeraża.
Aktualnie dzwonek jest odłączony, bo sprawdzałem, także wujek odłączył. W każdym razie, tak jak wspominałem, nie jest to jakaś stara posiadłość mająca kilkaset lat, gdzie mogły się dziać różne rzeczy. Tutaj nie było żadnej komendy Gestapo w czasie drugiej wojny. Tutaj były same pola po prostu. Ten dom, podobnie jak i mój dom, wybudował obydwa mój dziadek. Najpierw mój dom w latach sześćdziesiątych, tylko to była mała drewniana chatka wtedy. Później tam posprzedawał trochę działek, wybudował w latach, na początku lat osiemdziesiątych wybudował ten dom już dwupiętrowy, żeby tutaj każdy z rodziny tam się mógł hajs znądzi tutaj zamieszkać. No i tak do lat dziewięćdziesiątych nic mi nie wiadomo, żeby się tutaj coś złego działo. Mnie tyle nie było na świecie, bo się urodziłem w dziewięćdziesiątym. W każdym razie mieszkało tutaj sporo osób, bo mieszkał tata wraz z dwoma braćmi, mieszkał dziadek, babcia oraz siostra babci. No i pierwsze wydarzenia wiadomo, to zawsze można powiedzieć przypadek. No babcia pierwsza zmarła w dziewięćdziesiątym pierwszym na zawał tutaj.
Okej, udało się. W dziewięćdziesiątym czwartym roku mój dziadek pracował przy tym domu i robił jakieś naprawy hydrauliczne, coś tam przy kanalizacji wiadomo. Skaleczył się od razu tężec, szpital, śpiączka, grób.
Co on miał takie nienaturalne szczęście w życiu, dlatego to można powiedzieć, że on umarł głupią śmiercią, ponieważ w czasie drugiej wojny światowej on był takim młodym chłopakiem, jakoś ponad dwadzieścia lat miał.
Niemcy go złapali na łapance i no i miał po prostu na roboty przymusowe. Natomiast Niemiec nie potrafił jego nazwiska zapisać. Dokładnie historia jak z filmu, bo to pewnie dużo było takich historii. No i Niemcy go po prostu wywalili. No i tyle. Nie miał żadnych konsekwencji. W latach pięćdziesiątych też miał sytuację, że na kawalerki wracał od babci parę wiosek dalej, to kilometry.
Szedł nocą, szedł ulicą i usłyszał samochód. No i coś go tak popychało, żeby przeszedł na drugą stronę ulicy. Ulicy nie wiem, czy to była, czy już był asfalt, czy jeszcze nie, bo to wiadomo, że to Polska po wojnie była, no ale przeszedł na drugą stronę i jeszcze go popchnęło do lasu. No i okazało się, że zza zakrętu wypadła ciężarówka. No wiadomo, takie radzieckie gruzy jeździły właśnie jakieś.
No i po prostu albo kierowca wpadł w poślizg, albo był pijany, albo mu tam nie wiem, opona wybuchła, ale w każdym razie skosił to pobocze, gdzie dziadek szedł i na pewno by tego nie przeżył, gdyby... Dlatego tu jest taki ten wątek, taki nienaturalnego szczęścia. Też było kilka innych historii, że przeżył jakieś ciężkie wypadki, ale nic mu się nie działo, bo do końca życia był sto procent sprawny, silny w ogóle, no kawał chłopa. No i tak w taki głupi sposób zmarł. Ale to można powiedzieć jeszcze podpiąć pod przypadek, ponieważ no dziadkowie już byli starszymi ludźmi. Natomiast co dalej?
W dziewięćdziesiątym siódmym roku siostra mojej babci, ja ją nazywałem babcią, ponieważ no zastępowała ją, bo tam nie mogłem pamiętać jej. No to była dobra kobieta, dobra, najstarsza tam z ich rodzeństwa. Za drugiej wojny też się opiekowała całą rodziną, krowy do lasu wyganiała. No ona była naprawdę taki złoty człowiek. Wszystkimi się przejmowała, też była bardzo religijna.Do kościoła zawsze chodziła. Zmarła jako stara panna. No to chodzi, że generalnie nie można o niej powiedzieć, że sobie czymś w życiu nagrabiła czy naszym językiem mówiąc zepsuła sobie karmę. No ale w dziewięćdziesiątym siódmym w tym właśnie domu wywróciła się na palnik i ona po prostu... Ona nosiła tak, tak jak dawniej te babcie nosiła te chusty. Wszystko się jej zajęło ogniem, cała się w ogóle zapaliła i pracownik budowlany co remontował dom ją zagasił, wezwał karetkę.
Ja jeszcze ze szkoły wróciłem. Tam weszłem, pamiętam wszystko. Cała pół kuchni spalone, babcia w bandażach w ogóle trauma była po prostu straszna. No i to była właśnie już jakby trzecia osoba, która zmarła w związku z tym domem i ona zmarła naprawdę tragicznie i niesprawiedliwie. I tu już się zaczynało jak w filmie Omen wszystko robić.
Natomiast później przenieśmy się do roku dwa tysiące dwadzieścia jak były te całe covidy, no to już mieszkał tylko wujek, tylko wujek mieszkał brat, jeden z braci taty. No i on zmarł nie na covida. Zmarł na raka. Zmarł na raka. Zmarł w tym domu dosłownie wyciągało to z niego energię.
Pamiętam tydzień w tydzień już po prostu gość się coraz bardziej zapadał w łóżko. No i zmarł właśnie tu dokonał żywota. No i później tutaj dużo trzeba było ogarniać, dużo sprzątać. No i właśnie wtedy się takie dziwne rzeczy zaczęły dziać, czyli właśnie jakieś, no to wieczorami się wtedy chodziło właśnie tata słyszał różne dziwne hałasy, jakieś skrobanie, jakieś przesuwanie, jakieś stukania. W ogóle mówił, że no ja nie mogę. Jeszcze kurde, wieczorem przychodził, że po prostu nie wiem, co się tutaj dzieje. No i właśnie też, też miałem takich dziwnych rzeczy. No oprócz tego niepokoju, niepokoju, który zwłaszcza w późniejszych takich godzinach człowieka może łapać, no to też ten sam załączający się dzwonek w pewnym momencie to po prostu ja nie wiem, tak jak nawet udało mi się temu uchwycić. Wychodzę, patrzę przez tą szybę w drzwiach nikogo nie ma. Dzwonek się sam włącza i to o takich różnych losowych porach. Niby ten wujek co jest właścicielem mówił, że to się robiło zwarcie, że od fotokomórki, ale to gdzie to w dzień fotokomórka? Zresztą w ogóle ona była chyba wyłączona, no a aktualnie dzwonek jest odpięty, a fotokomórka działa wieczorami.
Także po prostu no jest tutaj coś dziwnego. Dziwne właśnie te, mimo że tu jednak się wietrzy ten dom, grzeje się tu w zimie, to właśnie to jakieś dziwne takie grzyby potężne wyrastają w ogóle. To jest nie wiem, no tak jak mówię, jest to taka szybka historia, którą chciałem komuś opowiedzieć. Dom po prostu wyciągnął do grobu cztery osoby, przy czym taki no co najmniej dwie śmierci były nienaturalne. I podkreślam właśnie fakt, że nic tutaj wcześniej się takiego nie działo. Tu nie było żadnych jakiś wcześniej jakichś złych rzeczy, żadnych, nie wiem, rytuałów satanistycznych, żadnych morderstw.
Jedyne co na tych terenach no front pierwszej wojny przechodził. No ale pierwsza wojna no była krwawa, ale to nie miało takich znamion takiego okrucieństwa jak druga wojna. No i nie było jakiegoś takiego masowego miejsca kaźni w pobliżu, prawda? To znaczy miejsce kaźni. Miejscem kaźni ja bym bardziej nazwał właśnie coś takiego, jak, jak te Palmiry czy miejsca jakichś masowych rozstrzelań.
Tutaj to się na przykład w czasie drugiej wojny, tej takiej najokrutniejszej, jaką znamy, to tu się nic wiele nie działo. Na pewno nie w okolicy tego domu. Czy to pasmo nieszczęść, głównie mam na myśli te zagadkowe zgony z lat dziewięćdziesiątych, czy to zaczęło się dziać jakby samo z siebie, czy zostało poprzedzone jakimś innym zdarzeniem? No właśnie też panie Marku, tutaj o tym myślałem nie raz. Generalnie no to z kim bym chciał z rodziny nie porozmawiać w ten sposób, no to wie pan, jak to są ludzie twardo stąpający po ziemi, nie?
Że przypadek, przypadek i tak dalej. Z tego, co mi wiadomo, nic się takiego nie działo. Po prostu no tak jak mówię, no najpierw umarła babcia w dziewięćdziesiątym pierwszym na zawał. No to to można powiedzieć, że to jest naturalne, ale to, co później się działo, to, to już masakra, nie? No szczególnie ta śmierć dziadka, który z tego, co zrozumiałem z pana opisu miał dosyć taki nie tylko, że miał dużo szczęścia, ale miał też dosyć mocny organizm, prawda?
Tak. No to znaczy na teść, to tutaj nie ma akurat wielkiej rady, bo to byle zakażenie może człowieka załatwić. A to wie pan, też starsi ludzie to niekoniecznie ich, przynajmniej to przedwojenne pokolenie to niekoniecznie lekarze do nich przemawiali, nie? Natomiast to, że, że po prostu, że zmarł taką bezsensowną śmiercią, gdy był w pełni zdrowy jak na siedemdziesiąt pięć lat, podczas gdy wcześniej przeżył dużo gorsze rzeczy, to już świadczy jakby o tym, że energia tego domu i tego czegoś była silniejsza od tego. A czy któryś z sąsiadów opisywał może jakieś dziwnego typu zdarzenia w okolicy?
Czy to tylko jakby się koncentruje na, na tym jednym budynku? Ktoś z sąsiadów? No powiem tak to starsze pokolenie nie żyje. Młodsze pokolenia sąsiadów żyją swoim życiem. No generalnie powiem tak nie mam na ten temat żadnej wiedzy.
To jest właśnie taka zagwozdka, że czemu tak się samo istnieje i dlaczego to na przykład było na tyle silne, że potrafiło zarazem gościa, o którym mówili, że anioł stróż nad nim czuwał, potrafiło go załatwić i kobietę, która była dobra, była taka całe życie dobra, religijna, bo ja też się po tym odwróciłem od Kościoła, nie będę ukrywał po tym, no wiadomo. I też wszedłem w takie tematy, prawda paranormalne.
A próbowaliście państwo jak już jesteśmy przy tematach typu Kościół i tak dalej, czy próbowaliście może jakoś nie wiemWezwać jakiegoś choćby egzorcystę czy inną osobę pracującą na przykład z energiami, żeby sprawdziła, co w tym domu może się znajdować?
Wie pan co, jeżeli chodzi właśnie o wszelkich radiestetów, ja bym to rozważył. Jeśli chodzi o egzorcystów, to generalnie też z tego, co się orientuję, po prostu niezbyt chętnie do tego podchodzą i niezbyt chętnie Kościół wysyła. Bo też tam jakby sama ta doktryna Watykanu to jest, że po prostu, że Bóg jest silniejszy i że przełamiesz szatana i niepotrzebnie. I też egzorcyści, zwłaszcza ten najbardziej znany, tylko zapomniałem nazwiska, co go grał Russell Crowe w filmie Egzor-Egzorcysta papieża. No to on po prostu jakby, jakby się sprzeciwia Watykanowi. Także z egzorcystą jest ciężki temat.
Nie wiem, no jest to do rozważenia, tylko to też nie przegłosuje jakby reszcie rodziny, prawda? No to, to niekoniecznie miałem na myśli jakiś, prawda, jak to pan ujął radiestetów. Bardziej takie osoby jakby zajmujące się na przykład reiki, które też często potrafią jakby coś zaradzić, przyjrzeć się jakby nawet, nawet zdalnie. Chociaż oczywiście lepiej byłoby chyba na miejscu taką osobę przyprowadzić. No tak, tak, tak. Z tego, co wiem, no to egzorcyzmy można zdalnie zrobić.
Natomiast no tak jak mówię, tutaj też, też nie okazałem ten dom i w ogóle, no ale to powiem szczerze nie wiem. No jest to dziwna historia zdecydowanie. Tutaj też interesuje mnie ta kwestia tych wykwitów w domu, które pan pokazywał na zdjęciach.
To coś, co państwo usunęliście. Rozumiem, że dom jest jakby s-sprawdzony pod kątem jakichś występowania grzybów, zabezpieczony przed tego typu tematami? Znaczy powiem tak, no generalnie to były kiedyś te tereny podmokłe, więc że grzyby się pojawiały na ścianach czy tam u nas w domu, czy tu, to było normalne.
Ale nie coś takiego, co po prostu aż każdy, kto to widział, to podskakiwał, nie? To, co na zdjęciu jest. Bo co to tak właściwie jest? Właśnie nie wiem. Nie wątuję. No to co? Krótko mówiąc obcy, obcy organizm. Gdybym wtedy wiedział o czymś takim jak skaner grzybów w telefonie z... To ja bym to zeskanował, może by jakiś gatunek wyskoczył, a może urośnie znowu, to wtedy sprawdzę. No skanery grzybów są oparte na AI, a AI potrafi dosyć mocno jakby kręcić, yy- Tak! -halucynować także- Może być zła chęć.
Także wiemy, wiadomo. Tam nie ma możliwości, żeby ktoś tam się dostawał z zewnątrz, prawda? Nie. Klucze mam tylko ja, tata i jego brat. I chyba nawet jego brat zostawia jemu klucze, jak wyjeżdża. Bo na posesję też nie ma wejścia, prawda?
Znaczy no, powiem tak: jest brama jest zadrutowana, bramka zadrutowana, jedynie jest taki przeskok z mojego podwórka przez poręcz. Aha. Czyli nie ma, krótko mówiąc, możliwości, żeby jakiś dowcipnieś na przykład bawił się dzwonkiem, prawda? I żeby miał wystarczająco dużo czasu na ucieczkę. Wie pan co, gdybym nie miał dowodu na to, to ja bym nie, w ogóle nie poruszał tematu na tym filmie.
To było, że usłyszałem dzwonek, bo już miałem przygotowaną kamerę i mówię: "Przyłapałem". I biegnę do drzwi, pokazuję i tam też po prostu jakby widać było trochę bramkę i dzwonek też zadzwonił jeszcze raz, jak nagrywałem przez tą szybę. Zwłaszcza creepy było jak na przykład przyszedłem tu, powiedzmy dwudziesta pierwsza coś, coś posłuchać, coś przełożyć i zadzwonił mi o dwudziestej pierwszej. No to wtedy aż... No i też oczywiście, no tego wtedy nie widziałem, ale raczej nikt nie miał powodu tu przychodzić, nie? A jeszcze pytanie takie o tą fotokomórkę, pan wspominał o fotokomórce. Czy ona jakby rejestruje obrazy, które można potem sprawdzić? Nie. Czy po prostu się załącza, ponieważ się załącza i tyle i nic więcej? Załącza się tylko jak ktoś przechodzi, przejeżdża ulicą i tak po prostu takie oświetlenie, żeby gdyby ktoś się kręcił niepowołany, no to wiadomo. Teraz to nawet na takich osiedlach, po prostu na uboczu, no to też się różne typy kręcą i z zagranicy wiadomo, o czym mówię, to kamery mamy wszystko, no ale to, to tak od dwóch, trzech lat, prawda?
Czyli krótko mówiąc ktoś się kręci, kamera go włącza, prawda? Włączy, następuje oświecenie i typ ucieka. Tutaj w tej fotokomórce nie ma żadnej kamery. To jest tylko zwykłe światło. Przejdzie pies ulicą i się światło włączy i za chwilę gaśnie. Ale wtedy- Ona na jakiej zasadzie? -nie przypominam sobie, żeby ona działała w ogóle, bo to jeszcze były te czasy tych covidu, tych otwarcia, covidy, otwarcia i w ogóle wujek, właściciel domu się nie miał jak z zagranicy tu dostać. Także nawet na pogrzeb brata przez te rządowe wymysły nie mógł przyjechać na pogrzeb brata, nie? No to w ogóle były dziwne czasy, ale to temat na dziesięć innych audycji. Tak jak mówię, też nie jestem typem, co szuka atencji, bo gdybym szukał, no to bym się przedstawił, bym jeszcze podał swoją stronę internetową. Natomiast no po prostu bez dowodu bym się nie zgłosił, prawda? A napisałem do pana, bo akurat tak ostatnio się wdawałem dość pana kanał i właśnie te opowieści o tych właśnie tych nolach i tak dalej to jest też takie creepy to było, jak to do snu słuchałem, nie?
Mówiąc w grubszy rogu jest to historia dość krótka, jest tak jak mówię, ktoś może odebrać naciągana, natomiast są to takie rzeczy, które pasują jakby do charakteru kanału Paranormalium. Także myślę, że fajne wypełniacz to będzie między innymi audycjami.
I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli sami przeżyliście coś dziwnego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu.Zaznaczę tylko, że z rozmówcami telefonicznymi zawsze na rozmowy umawiam się indywidualnie i tylko jeśli uznam dany przypadek za interesujący. Wystarczy nagrać krótką wiadomość głosową lub wysłać SMS-a opisując w kilku słowach, czego dotyczy prośba o kontakt.
Proszę przy tym nie obrażać się i nie dzwonić dziesięć razy pod rząd, życząc sobie, aby zamiast automatycznej sekretarki odebrał żywy człowiek. Ponieważ ja poza tworzeniem audycji i innymi rzeczami związanymi z Radiem Paranormalium mam też pewne obowiązki poza radiem, nie tylko zawodowe, czego niektórzy z dzwoniących zdają się nie brać w ogóle pod uwagę.
Jeśli to dla kogoś stanowi problem, to zawsze jeszcze można wysłać na przykład e-maila. Tradycyjnie przypominam, że w punktach prasowych w całej Polsce oraz na platformie cyfrowej Nexto.pl czeka na Państwa nowy numer miesięcznika Nieznany Świat, który jest najstarszym i obecnie już jedynym ukazującym się polskim periodykiem poświęconym tematom z pogranicza nauki. Zachęcam także do zasubskrybowania kanału Nieznanego Świata na YouTube, gdzie obok dźwiękowych wersji publikacji z archiwum czasopisma znajdziecie też zapisy spotkań w istniejącej jeszcze księgarni stacjonarnej Nieznanego Świata przy Kredytowej 2 w Warszawie. Proszę państwa, spieszmy się odwiedzać małe księgarnie. Małe, unikalne, klimatyczne, często magiczne, niezwykłe miejsca, bo coraz szybciej znikają one z naszych miast. Polecam również Państwa uwadze kanały Ady Edelman Biuro Duchów, Piotra Cielebiasia UFO Historie i Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. A Radio Paranormalium posiada stronę internetową www.paranormalium.pl, na którą zawsze możecie zajrzeć w poszukiwaniu ciekawych artykułów, zapowiedzi nowych audycji, dyskusji z innymi słuchaczami, a przede wszystkim pełnego archiwum podcastów do pobrania w MP3. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem.
Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czteryście dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czteryście dziewięćdziesiąt trzy. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej.
Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki Kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl, www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Sięgnij już dziś po Nieznany Świat. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki.
Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat — miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie Nexto.pl.
Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl.