Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem. Klątwy.
Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji, no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka i wid-widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym, dziewięćdziesiątym dziewiątym już odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Na początku pozwolę sobie odnieść się do niektórych komentarzy pod poprzednim odcinkiem.
Szanowni Państwo, celem podcastu "Mówią świadkowie" nie jest wyrywanie Państwa z butów absolutnie za każdym razem i prezentowanie wyłącznie przypadków szokujących. Proszę pamiętać, że ta audycja nie jest zbiorem creepypast.
Zdarzenia o charakterze paranormalnym cechują się różnym stopniem spektakularności i zawsze są prezentowane tak, jak je opisali sami autorzy prezentowanych tu relacji. Jeśli ktoś szuka w tej audycji wyłącznie mocnych wrażeń i końskiej dawki adrenaliny, to proponuję poszukać sobie jakichś innych treści albo przynajmniej zerknąć na opis odcinka przed jego wysłuchaniem. Jeśli natomiast drogie słuchaczu, droga Słuchaczko, pragniesz po prostu poznać szczere wyznania osób, które przeżyły coś wymagającego się ludzkiemu poznaniu i racjonalnemu wytłumaczeniu, zostań z nami i posłuchaj. Może i Ty też masz za sobą jakieś trudno wytłumaczalne obserwacje czy przeżycia i postanowisz się nimi z nami podzielić. A dziś nawiedzi nas Pan Mrok. Poznamy garść historii o spotkaniach z nieuchwytną siłą. Zdarzenia, które na ich uczestnikach wywarły bardzo mocne piętno. Będą klątwy, poltergeisty, mroczna energia prześladująca i dręcząca ludzi. A zaczniemy od zajrzenia do naszej radiowej skrzynki mailowej, gdzie czeka na nas niezwykła historia o przypadkowym uwolnieniu klątwy uwięzionej w tajemniczych otworach w ścianie. Posłuchajmy.
Już jakiś czas temu pisałem do Was opisując dziwne światła zaobserwowane nad kopalnianymi hałdami. Dziś jednak chciałbym podzielić się historią, która obejmuje dość długi okres mojego życia i pewne fakty można kojarzyć i łączyć jedynie z perspektywy czasu. Historia ta bardziej pasuje do folkloru związanego ze znachorami i szeptunkami. Poza tym uznałem, że lepiej będzie, gdy do Was napiszę, a nie zadzwonię. W ten sposób łatwiej mi pozbierać myśli, a ponieważ historia ta dotyka wspomnień i miejsc o szczególnym znaczeniu, mogłbym się wzruszyć i rozmowa byłaby przerywana pauzami na szlochanie. A więc historia ta zaczęła się, gdy byłem jeszcze mały.
Odkąd pamiętam, każde wakacje czy ferie spędzaliśmy z bratem i siostrą u mojej babci i dziadka w Pile, w dawnym województwie pilskim. Również przez pewien czas tam mieszkaliśmy. To był rodzinny dom mojej mamy. Tam się wychowała. Ciepły, błogi, wakacyjny czas spędzaliśmy na zabawach na podwórku, a do domu przychodziliśmy jedynie, gdy babcia wołała na obiad czy kolację. To była stara dzielnica Piły. Dzisiaj większość tych budynków już nie istnieje. Stare poniemieckie kamienice, ściany grube jak bunkier, skrzypiące deski w podłodze i zakurzone strychy. Większość budynków, w tym i ten, w którym mieszkali babcia i dziadek, nosiła ślady wojny. Tynki były poorane bliznami po karabinach. Z kolegami dłubaliśmy z cezrykami w tych ścianach, aby znaleźć taki pocisk. Takie wakacyjne wspomnienia z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Gdy pewnego ranka jadłem śniadanie, zwróciłem uwagę na pewną rzecz. Otóż pomiędzy kuchnią i przedpokojem były stare, wielgachne drzwi, które trzymała masywna futryna z litego drewna. W owej futrynie były swego rodzaju łatki. Wyglądały jak łaty, które naszywało się dawniej na dziurę w swetrze przy łokciu czy na kolanach w nogawkach. Wyglądały bardzo podobnie, z tą różnicą, że były mniejsze wielkości pokrywki od małego słoiczka, a przymocowane były dookoła rzędem bardzo starannie nabitych małych gwoździków, jeden przy drugim. Widać było, że w dość nieudolny sposób ktoś chciał zachować okrągłość owych łatek. Były bardzo stare, zamalowane już którąś tam warstwą farby.
Wyglądały naprawdę dziwnie. Tak naprawdę to widywałem je zawsze, ale wówczas zwróciły moją uwagę. Tak więc jedząc śniadanie, zapytałem babcie co to takiego. Babcia należała do ludzi bardzo asertywnych i surowych, więc jej odpowiedź była typowa. Krótko skwitowała, abym się tym nie interesował.Postanowiłem zapytać mamę. Odpowiedziała, że broń Boże mam przy tym nie grzebać. OK pomyślałem i przeszedłem nad tym do normalności. Jakież było moje zdziwienie, gdy któregoś dnia zobaczyłem całkiem nową łatkę. Była nowiuteńka, nie różniła się stylem wykonania od poprzednich. Ta sama prosta rzemieślnicza robota. Byłem bardzo pobudzony tym faktem i zrobiłem w domu mały alarm. I znowu to samo. Mam się tym nie interesować. Pewnego dnia mama powiedziała mi, że mam się wcześniej położyć spać, bo wcześnie rano musimy wstać. Próbowałem dyskutować, że przecież są wakacje i nikt mnie nie słuchał.
Następnego dnia rano mama ubrała mnie tak, jakbym szedł z babcią do kościoła. Podjechał wujek swoim Moskwiczem i pojechaliśmy ja, mama, babcia i wujek. Jechaliśmy dość długo, może niecałą godzinę. Punktem docelowym okazał się domek gdzieś w jakiejś wsi. Myślałem, że to kolejna wizyta u jakiejś cioci, której jeszcze nie znałem. Weszliśmy do środka, do dość dużego pokoju. Babcia z mamą usiadły na krzesłach przy ścianie. Mi kazano usiąść na krześle na środku pokoju.
Po niedługiej chwili do pokoju weszła kobieta, bardzo stara i zniszczona. Bałem się jej. Miałem mniej więcej jak trzynaście lat i gdyby nie fakt, że obok jest moja mama i babcia, dałbym stamtąd nogę. Babcia powiedziała, że mam się słuchać tej kobiety i abym się nie bał.
Stara kobieta stanęła za mną i zaczęła czymś szeleścić tuż nad moją głową. Nie wiem, co to było. Jakieś siano? Papier? Po chwili zaczęła mnie czesać dłońmi i głaskać po głowie. Stare, pomarszczone dłonie to bardzo wyraźny obraz, który zapamiętałem. Dotykała moich kolan, łokci i coś gmerała pod nosem, a myśląc, że to do mnie, zapytałem: "Co?" I babcia natychmiast mnie uciszyła. Potem kobieta kazała mi wstać z krzesła i stanąć prosto.
Wyjęła jajko. Takie zwykłe jajko jak od kury i zaczęła kulać mi je po głowie. Po chwili obtaczała całe moje ciało tym jajkiem. Coś jak turlanie. Nie odrywała go ode mnie. Najwięcej ruchów wykonywała, przepasując je od ramienia po przekątnej do pasa. Trwało to naprawdę długo, bo aż zaczęły mnie boleć nogi od stania. Potem ktoś zaczął klaskać. Nie wiem kto, bo nie widziałem, ale ta kobieta cały czas coś gadała tak jakby do mnie. Ale już nie wyskakiwałem z głupim "co?". Potem kazała mi usiąść sobie na kolana i tak siedzieliśmy, a ona rozmawiała z mamą i babcią. Rozmowa była bardzo cicha. Wówczas mogłem się przyjrzeć i zobaczyłem, że ta kobieta ma białe gałki oczne. Dzisiaj wiem, że to jaskra, ale wówczas było to dla mnie przerażające i starałem się na nią nie patrzeć. Po krótkiej rozmowie odjechaliśmy. Zatrzymywaliśmy się co jakiś czas w dziwnych miejscach. Bardzo chciałem wyjść z auta, bo lato tamtego roku było bardzo upalne, a tam, gdzie się zatrzymywaliśmy, było bardzo pięknie. Nie pozwolono mi. Po powrocie do domu kazano mi się przebrać i gdy wchodziłem do kuchni, dziadek kazał mi stanąć na progu pomiędzy kuchnią a przedpokojem, przy owej wielkiej futrynie z łatkami. Gdy tak stanąłem, on zaznaczył ołówkiem kreskę na wysokości mojego wzrostu i zaczął dłubać w tym miejscu otwór wiertarką korbową i dłutem. Lubiłem patrzeć, jak dziadek majsterkuje. Gdy otwór był gotowy, babcia zaczęła utykać w nim jakieś przedmioty, kawałki ubrań, włosy i coś mówiła jakby do siebie. Po czym dziadek przyłożył do otworu łatkę wyciętą ze starego paska i precyzyjnie nabijał gwoździk przy gwoździku, zamykając otwór bardzo szczelnie. Patrzyłem na to dosłownie w osłupieniu, bo wreszcie byłem świadkiem, skąd biorą się w naszym domu tajemnicze łatki na starej futrynie. Dziadek, gdy skończył, spakował narzędzia, a babcia poprosiła, abym ją uważnie wysłuchał.
Mówiła, że tam są zaszyte nasze najgorsze koszmary i choroby. W tym otworze są schowane twoje włosy i kawałki ubrań. Gdy wracaliśmy do jeziora, wyrzuciliśmy zakluczoną kłódkę, a jej klucz wyrzuciliśmy z mostu do rzeki. Wracając drogą, której prawdopodobnie nigdy nie będziesz przemierzał. Tak oto sprawiliśmy, że twoje koszmary nigdy cię nie odnajdą.
Mówiła, że wujek, najstarszy brat mojej mamy, gdy był młodym chłopcem, bardzo chorował na padaczkę i lekarze nie dawali mu szans na długie życie. Młodszy brat mojej mamy miał problemy ze stawami i nauczył się chodzić mając czternaście lat.
Dzisiaj ci ludzie mają własne rodziny i są zdrowi jak nigdy wcześniej, mimo że przez lekarzy byli skazani na niepowodzenie. Niektórym z nas nic nie dolegało, ale w tych otworach śpią koszmary, które mogłyby nam zniszczyć życie. I tak pokazując mi kolejne łatki, babcia wymieniała, do kogo ona należy i co temu komuś dolegało. Te najstarsze, już prawie niewyraźne, należały do mojej babci, dziadka i jej siostry. Kolejne to mojej mamy i jej dwóch braci. Ta, która pojawiła się niedawno, która wzbudziła moje emocje, to łatka mojego starszego brata. Babcia ciągnęła dalej, mówiąc: "teraz jest to już twoja, jak to nazywasz, łatka? A wkrótce pojawi się łatka twojej siostry. Ale jeszcze jest za mała".
Tymczasem mówiła "nie chwal się tym nikomu. To jest nasza tajemnica. I gdy ktoś cię zapyta, co to jest, powiedz, że to nie jego sprawa"."Bardzo wziąłem sobie do serca to, co powiedziała mi babcia i z nikim już o tym nie rozmawiałem. Nawet poprosiłem dziadka, czy mogę pomalować tą futrynę, bo te nasze nowe łatki są zbyt wyraźne i ktoś, jakiś kuzyn, który przyjdzie z wizytą, może w tym dłubać.
Dorastałem, a łatki w futrynie były coraz niżej mojego wzrostu. Czasem miałem ochotę zapytać, czyja to łatka, bo już ją przerosłem, ale nie pytałem. Po latach, gdy zmarł mój dziadek, babcia nie umiała się odnaleźć. Mówiła, że ten dom budzi tyle wspomnień i na każdym rogu widzi dziadka i musi się przeprowadzić. Tak też zrobiła. Ja, odwiedzając ją w Pile, za każdym razem odwiedzałem naszą starą dzielnicę i dawnych przyjaciół z podwórka.
Zasiadałem na ławce, patrząc w stare okno w kuchni, które latem cały czas było otwarte. Mieszkał tam już ktoś inny. Któregoś lata, gdy miałem już ponad dwadzieścia lat, odwiedziłem po raz kolejny starą dzielnicę i zauważyłem nowe okna w starym mieszkaniu. Gdy szedłem odwiedzić kolegę, mijałem dawne drzwi, ale były już wstawione nowe. Przez myśl przeszło mi pytanie: co jeśli ten ktoś zerwał starą futrynę z tymi łatkami?
Przecież to były nasze koszmary. Niezwłocznie postanowiłem porozmawiać o tym z babcią, ale ona powiedziała, że ma już dziewięćdziesiąt jeden lat i ma już dość. Wszyscy jej znajomi, koledzy i koleżanki nie żyją. Jest sama i tylko czasem ktoś ją odwiedzi. Cieszyłaby się, gdyby było jej dane spotkać się z dziadkiem gdzieś tam po drugiej stronie i to jak najszybciej. Tak jak napisałem na początku, trzeba czasu, aby dostrzec spójność i zagadkowość tej historii.
Wkrótce potem najstarszy brat mojej mamy stracił wzrok i amputowano mu nogę. Młodszy brat mojej mamy dostał wylew i zachorował na stwardnienie rozsiane. Nie wiem, czy jeszcze żyje. Moja mama zachorowała na raka i zmarła. U mojej siostry zdiagnozowano schizofrenię. Ja zacząłem poważnie chorować na serce, co przewróciło moje dość sportowe i aktywne życie do góry nogami. Z bratem nie mam kontaktu i ciężko mi cokolwiek o nim powiedzieć. Kilka nowych łatek, które się pojawiły w kolejnych latach nie wiem do kogo należały, bo w domu nikt o tym nie rozmawiał i trudno mi zgadywać i doszukiwać się, kto to mógł być. Moja analiza tych wydarzeń nie dobiegła jeszcze końca. Dzielę się z wami tą historią, mając nadzieję, że i Wy w swoim życiu dostrzeżecie pewne drugie tło. Codziennie żeglujemy przez ocean drobnych wydarzeń i łańcuch powiązanych ze sobą wypadków, nie wiedząc, skąd przyszliśmy na ten świat i dokąd zmierzamy. Czas sprawił, że wszystko mogę poukładać jak puzzle. Dostrzegam obraz, który tworzą, choć nie wiem co oznacza. Ale zadziwiające jest to, że wszystkie klocki do siebie pasują". Historia, której przed chwilą wysłuchaliśmy, choć głęboko osobista, wpisuje się w znacznie szerszy kontekst ludowych praktyk ochronnych obecnych w wielu regionach Polski. Obok znanego w naszym folklorze zamawiania chorób jajkiem pojawia się tu także niezwykle rzadki, ale dobrze udokumentowany motyw chowania włosów i fragmentów ubrań w progach domu lub innych utajonych zakamarkach. Miejsca — symbolicznej granicy, gdzie według dawnych wierzeń można było zatrzymać lub uwięzić to, co złe. Cała opowieść tworzy przejmujący obraz rodzinnego rytuału, który miał dać poczucie bezpieczeństwa, a równocześnie staje się z biegiem lat prywatnym mitem wyjaśniającym późniejsze wydarzenia. To jeden z tych przekazów, które pokazują, jak głęboko w naszej kulturze zakorzenione jest poszukiwanie sensu i ochrony wobec chorób, lęków i niepewności losu. Piszcie w komentarzach, co sądzicie o tej niezwykłej relacji.
Jeśli zaś macie podobne historie i chcecie się nimi z kimś podzielić — zapraszam do kontaktu. Wszystkie kontakty do Radia Paranormalium podane są w opisie tej audycji oraz na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl w zakładce Kontakt. Teraz przechodzimy do prezentacji przygotowanych na dziś relacji przekazanych drogą telefoniczną. Na początek motywy tylko z pozoru lekkie.
Relacje o poltergeistach. Zdarzenie, którego opis teraz poznamy, rozegrało się w Niemczech w 2013 roku, a jego świadkami była grupa młodych osób. Zwykła posiadówa przy pizzy i butelce coli, która nagle zaczęła się bardzo dziwnie zachowywać.
Wie pan co, to był 2013. Ja sobie to zapisałem, bo ja pamiętam tą datę, bo ja jeszcze w tamtym okresie, po tym zdarzeniu, prowadziłem dosyć intensywnie korespondencję z pewnym panem, u którego znalazłem na forum internetowym, który prowadził podobno obserwacje jako dziecko.
Pewnego razu, więc właśnie w 2013 siedząc u kolegi, no już nie pamiętam, z jakiej tam okazji żeśmy siedzieli. Zamawialiśmy sobie coś do jedzenia. Wie pan co, tam jeden zamówił pizzę, który ktoś tam se zamówił sznycla jak to zwykle. I tutaj jest taki zwyczaj, w niektórych pizzeriach tam od określonej kwoty, tam powyżej, nie wiem, dwudziestu euro. Przywożą panu butelkę coli w prezencie. No i tak było akurat w tym przypadku. Zamówiliśmy tą pizzę, tam przywiózł nam pan tą pizzę z butelką coca-coli. No i siedzieliśmy u kolegi w dużym pokoju, małe mieszkanko na poddaszu i spożywaliśmy to jedzenie. No i po tym wszystkim tam koleżanka kolegi dziewczyna to był u kolegi w mieszkaniu, bo mieszkał tam z dziewczyną. My byliśmy tam akurat w czwórkę. To byłem ja, no ten kolega z dziewczyną i jeszcze jeden kolega. No i po zjedzeniu tych, tych, tych, tych, tych koleżanka tam wstała, pozbierała te pudełka, a pan kolega tam posprzątał z tego stołu i to był akurat stół szklany, taki normalnie było widać pod spodem wszystko ze szklaną płytą, przy narożniku w dużym pokoju siedzieliśmy.Wie pan co? Ja patrzę w telewizor i widzę kątem oka — butelka coli, która stała na tym stole, wibruje. Patrzę się na tą butelkę. Proszę pana, ta butelka wibruje, obraca się wokół własnej osi i unosząc się mi tak z centymetr nad powierzchnią tego stołu. Ja się patrzę w tym momencie na tego kolegę i mówię: "jak ty to robisz?". Mówię, bo w tym momencie to w ogóle ja mówię to on mi jakiś trik tutaj pokazuje czy coś, mówię: "jak to jest możliwe?". W tym momencie jego ta dziewczyna, co ona to zobaczyła, zerwała się panicznie, poleciała do kuchni, trzasnęła drzwiami, zaryglowała drzwi, nie chciała wyjść. A ja do niego mówię, mówię: "jak ty to robisz?", a kolega zalany cały potem, drugi w szoku patrzy się, nie wie, co jest grane . Wie pan co? Ja złapałem tą butelkę. Mówię: "ty pewnie tam jakieś magnesy włożyłeś pod spód czy coś". Patrzę pod spód tej butelki. No nic tam nie było. Z kolei ta butelka przed chwilą do nas przywędrowała.
Jakiś gościu przywiózł ją przecież z pizzą. No i on w tym momencie przecież nie mógł tam nic zainstalować, gdzie ja bym tego nie zobaczył. Bo to była taka butelka plastikowa, taka coś typu Coca-Cola czy coś.
Butelka litrowa, plastikowa od Coca-Coli. Proszę pana odstawiłem-- mówię, no niemożliwe. Mówię: "jak ty to zrobiłeś?". Odstawiłem tą butelkę na stół. I ta butelka, no postała dwie sekundy i spadła nagle w moim kierunku. Wie pan co?
Trzy tygodnie spać nie mogłem po nocach . Mówię no niemożliwe, wie pan, ja się za młodu, jak byłem młodszy, w podstawówce, ja miałem taką fobię uczenia się sztuczek, takich iluzjonistycznych. Wie pan co, na Polsacie kiedyś leciał taki zamaskowany jakiś tam magik. On pokazywał, jak tam się robi różne sztuczki magiczne z Ameryki, jakieś tam iluzjonistyczne duperele. Wie pan co, byłem tak tym zafascynowany. Ja wiedziałem, żeby taki trik wykonać, no to trzeba być naprawdę już profesjonalistą. Trzeba się w tym pałać i żeby ten drugi nie zobaczył, jak to się wykonuje. To jest, no nie, niewykonalne jeszcze w ten sposób, jeszcze tak efektownie, jak to wyglądało. Wie pan co?
No to było dla mnie niepojęte. Wie pan co? Ja po tym wszystkim, no prawie zwariowałem. Trzy tygodnie, mówię panu, nie mogłem spać. Nie mogłem, to nie mogłem-- potrzebowałem znaleźć sobie na to wytłumaczenie . Takie miałem wewnętrzne zapotrzebowanie na to, że to, że to nie mogło się samo z siebie stać. Wie pan co? Aż w końcu sobie powiedziałem daj se spokój, bo zwariujesz. No i któregoś razu z babcią rozmawiałem moją, z tą, która zmarła, co tak przeczuwała. I ja powiedziałem o tym i mówię babcię, taka sytuacja się wydarzyła. I babcia mi od razu uwierzyła w to wszystko. Jedna z niewielu. I ona mi mówi: "ty uważaj, czasem tam nie chodź za często do tego domu, bo tam coś pewnie jest hałopie". No i tak się okazało z czasem koleżanka tego mojego kolegi dziewczyna się przyznała, że ona czasami w nocy się budzi z uczuciem, wie pan co, że ktoś siedzi na klatce i ją ciśnie tak, że ona powietrza zapach nie może. I ona siedzi tak wieczorami sobie nieraz siedzą. Różne pukania, stukania z pomieszczeń, w których w ogóle nikt nie przebywa i nie miałby-- nie było takiej możliwości, żeby ktoś tam z sąsiadów mógł takie odgłosy wydawać u nich z kuchni, gdzie tam na poddaszu już nie było żadnych innych sąsiadów poza nimi. No i taka właśnie sytuacja. I ona mówi do mnie, że ta jego, tego kolegi mama. Ona jak sobie tam czasami za dużo kieliszków wypije wieczorkiem w sobotę, to ona sobie lubi, wie pan co, karty wyciągnąć, duchy przywołać, z duchami porozmawiać, jakieś pytania zadaje. Dziwne rzeczy się dzieją tam u niej w domu i ona jest tego zdania, że ona normalnie przyciągnęła na nich jakąś-jakąś klątwę. No całkiem możliwe, że ta pani traktuje to w kategoriach takich czysto rozrywkowych, tak? A mówi się, że w ten sposób można w ten sposób można no właśnie nie wiadomo co przyciągnąć, jakąś energię, która w taki sposób się potem manifestuje. A tutaj takie pytanie mi się, takie z-s-sugestia mi się nasunęła, że być może ktoś z obecnych tam osób wówczas nieświadomie wywoływał takie zachowywanie się butelki.
No bo też takie czasami się zdarzają przypadki. Szczególnie młodzi ludzie miewają problemy z kontrolowaniem tej swojej energii życiowej i o to się w taki, w taki właśnie sposób może objawiać. No ale tutaj ta wzmianka właśnie o tych, o tych zdarzeniach w innych pomieszczeniach, o tym wywoływaniu duchów też no każe sądzić, że rzeczywiście coś tam się, kolokwialnie mówiąc, przypałętało i no.
Wie pan co? No to jeszcze reakcja jej na tą, na tą butelkę, jak to zaczęło tam wibrować, lewitować nad tym stołem. Jak ona wybiegła z tego. To było takie naturalne, jak ona to zrobiła. Także wręcz się wątpi, że tam były jakieś triki były czy cokolwiek innego. Ten kolega od razu zalany cały potem nie wiedział, co ma z tym wszystkim zrobić. No mówię panu bardzo autentycznie to wyglądało. Tym bardziej mówię, no on jeden z niewielu, których bym coś takiego, których, o którego bym, którego bym o coś takiego podejrzewał, że on chce mnie zrobić teraz w bambuko . Wie pan co, jeszcze w ten sposób.
No to było mistrzowskie wykonanie. No nie było warunków, prawda, żeby, żeby szybko sprokurować takiego pranka, tak? Dokładnie o to chodzi. Ja mówię tym bardziej jeszcze, ja wcześniej się pałałem, że tak powiem, amatorsko. Zawsze w rodzinie tam wszystkich maltretowałem swoimi sztuczkami. Chciałem pokazać to i owo i jak ja to fajnie nie potrafię wyczarować. No i wiedziałem, że coś takiego zrobić to naprawdę, to nie byle kto. Nie taki kolega, z którym ja sobie czasami tam pizzę zjem razem albo piwko wypiję .
Na wszystkich, ale jego bym nie podejrzewał. No rozumiem, że ta butelka podniosła się na oczach wszystkich tam zgromadzonych. Na oczach wszystkich, na oczach wszystkich. Wie pan co, ja tym pierwszym- Mhm, było wyraźnie widać, że tam jest przestrzeń pod tą butelką, tak?
Tak, tak, tak, to było normalnie. Wie pan co, kątem oka najpierw zauważyłem, że ona wibruje i wtedy dopiero zwróciłem na nią oko i patrzę, ona już się obraca do tego wszystkiego i normalnie lewituje centymetr w powietrzu nad powierzchnią stołu. A ten stół jeszcze mówię przeszklone było, widać normalnie, co pod tym stołem wszystko się znajduje. Także no tam nie mogło, nie mogło mieć coś takiego w ogóle nawet miejsca, żeby on tam coś wyczarował, ten kolega.
No wiadomo, było by wszystko widać. A to jest jakiś taki stary dom, taki budynek z historią czy coś nowszego? Nie wydaje mi się. Nie wydaje mi się. Mi się wydaje, że to może jakiś powojenny budynek jest.Właśnie. No, to jeszcze nie taki stary. Aczkolwiek no, jeżeli powojenny- Ponoć nie dobywał.
Tak. No. Nie wiemy, ile ten dom ma lat, tak? No mogło tam rzeczywiście coś też się takiego zadziać, że jakby jakaś, któraś z osób tam mieszkających w przeszłości się, że tak powiem, przykleiła do tego budynku. No ale tutaj bardziej- To możliwe.
Albo została wybudzona, czy, czy też przywołana przez nieświadomie przez tą panią, która tam wy-wywoływała te seanse spirytystyczne. Wie pan, tylko że ta jego mama, ona nie mieszkała akurat w tym mieszkaniu, gdzie to się wydarzyło. Ona mieszkała paręnaście kilometrów dalej. Także ona tu akurat z tym domowcem nie miała nic wspólnego. Jeżeli to pan ma na myśli, jeżeli, że ona tutaj w domu coś wyczarowała akurat, jeżeli pod tym kątem patrząc, matka akurat tutaj nie mieszka.
Koleżanka wychodziła z tego założenia, że to prędzej-prędzej za nimi przewędrowało. No, mogła przeskoczyć prawda. Też tak jak już operujemy takimi paranormalnymi próbami wyjaśnienia tego. Właśnie tego kolegę bym podejrzewał, że on jakieś, hmm, to jego zachowanie wtedy, podczas tego, yy, tej manifestacji nie wskazywało na takie, że, yy, chłopak jakoś na poważnie to traktuje. Bo wręcz to wyglądało na tym, że on raczej się z tego naśmiewał. O, że proszę, zrób więcej, coś w tym rodzaju. Wie pan co, jakby on wręcz przyciągał te moce do siebie.
I jeszcze jedna relacja o spotkaniu z poltergeistem. Tym razem w Bielawie na Dolnym Śląsku. I opowiem panu jeszcze jedną historię, która przydarzyła się tutaj w budynku, w którym mieszkam, ale to związana powiedzmy z takim duchami. Tutaj u mnie w budynku mieszkała kiedyś kobieta starsza. No i ona zmarła. No i to mieszkanie stało takie parę, paręnaście lat puste. No i to był chyba jakiś taki okres, może końcówka lata, jesień. I tu przyszła noc i nagle potężny huk u nas w budynku, nie? Nie wiemy co się dzieje, wszyscy sąsiedzi się po prostu zbiegli.
Co się dzieje? Nie? Bo jest potężny, ale potężny huk. Wie pan, jakby ktoś w szafę kopał, nie? No i wszyscy pobiegliśmy na drugie piętro, a ten huk po prostu dochodził z tego mieszkania. No i stanęliśmy. Mówimy no pewnie się ktoś włamał, nie? Jakiś bezdomny albo coś i tam jakaś balanga musi być. No to kurczę, szybko żeśmy tam zadzwonili po właścicielkę tego mieszkania. No i ona przyjechała, bo my jej mówimy, że prawdopodobnie jakieś włamanie może było, czy o co tam chodzi, bo straszny huk jest w środku, nie? Ona przyjechała z kluczami.
Wchodzimy do tego mieszkania, a tam stoi tylko szafa, praktycznie jakiś stolik, coś. Chodzimy, no pusto, nie no, pustostan, no mówię no mysz by się nie schowała, nie? Wchodzimy, otwieramy tą szafę, no nie ma nikogo. Drugie piętro, nie ma możliwości. Okna pozamykane, no wiesz, wszystkie pomieszczenia puste. No pustostan, no jedna szafa, coś tam, jakiś stolik. No i mówimy co? O co tu chodzi, nie? Ktoś sobie chyba jakieś jaja robi. Wyszliśmy, zamknęliśmy to mieszkanie i w momencie, kiedy żeśmy zaczęli schodzić wszyscy, no to mówię, to było nas tam sąsiadów może z piętnaście osób, nie? Nie dość, że tam jedna, dwie osoby, to cały budynek się zbiegł. I w tym momencie jak żeśmy zaczęli schodzić, nagle potężny rumor i to taki huk zaczął dochodzić z tego mieszkania.
Znowu to samo. Tak jak mówię, to jest takie jakby, wie pan, jakby ktoś w szafę kopał, nie? Taki potężny rumor, ale to potężny, nie? Na cały budynek. No to my znowu co jest, nie? Sąsiadka mówi: "Zobaczcie, sprawdźcie, może tam się ktoś schował gdzieś", nie? A my mówimy: "Jak się schował? Gdzie? Gdzie miał się schować?" Wchodzimy z powrotem do tego mieszkania. Tą szafę znowu otwieramy. No nie ma nikogo, nie? No szafa stara- Żadnego, żadnego uszkodzenia ta szafa też nie doznała w tym czasie, tak? Nie, nic takiego nie było. No i mówimy, co jest, nie? Jak mi to włosy dęba stanęły, to sąsiedzi zbledli wszyscy. Część tam od razu wybiegła na korytarz, no bo po prostu, no kurde, w szoku ludzie. I proszę pana, ja już do tego mieszkania to nie wchodziłem, bo też się przestraszyłem.
Zamknęliśmy to mieszkanie i wszyscy zeszliśmy i się uspokoiło, ale ten rumor dochodził z tego mieszkania. Nie było możliwości, żeby to gdzieś było obok czy coś, bo to było centralnie, bo mówię, jak w tym momencie byśmy zaczęli schodzić z tych schodów, to po prostu ten rumor to było słychać, że to jest stamtąd, nie?
To- Rozumiem, że tak, że wszyscy jakby wskazali jak jeden mąż, że to z tego konkretnego mieszkania dochodzi ten hałas, tak? Nie było możliwości, żeby to gdzieś obok mieszkania czy coś, bo staliśmy, bo to było, no mówię, to nie było mocy, nie? To normalnie było stamtąd i koniec, nie? I wszyscy po prostu, no zbledliśmy, nie?
Ja mówię, ja już tam później nie wchodzę. No a w tym podtytułem ktoś się wkradł, można chyba wykluczyć- Nie, nie, nie, nie, no jak? Bo jeszcze musiałby się tak naprawdę dostać, jakoś wspiąć się. A ucieczka też się mogła bardzo różnie skończyć dla takiego bohatera. Ale, ale jak? No ale, ale którędy by zasiadł? To jest drugie piętro. To jest wysoki budynek. To jest taki z tego, z drugiego... Okna pozamykane. Wie pan, no to nie ma możliwości. Wie pan, no nawet jakby zacząłby kopać, to teraz niech pan sobie wyobrazi. Ktoś kopie w tą szafę i w tym momencie otwiera okno. A jak okno zamknie od zewnątrz? No jak zamknie okno od zewnątrz? Jak wszystko pozamykane było? I pusto i pusto, to jak?
No zdarzają się tacy ludzie, pająki, że to tak ujmę, tacy odważniacy, bohaterowie. No ale chyba, gdyby się zakradł, to chyba zależałoby mu na tym, żeby go właśnie nie było słychać, a nie żeby było słychać.
No dokładnie. Po co tak, po co wchodzić jeszcze na drugie piętro, żeby, żeby wszystkich, nie wiem, wystraszyć, ściągnąć na siebie cały blok. No właśnie o to chodzi. Dlatego ja mówię, to nie było możliwości, żeby tam ktoś był.
To nie ma mocy. Ja tam wchodziłem do tego mieszkania, mówię szafa tam tylko stała. Szafa została przez nas otwarta, a szafa była pusta. No, nie było możliwości, żeby tam ktoś był. No to nie wiem. No nie ma, nie ma mocy, nie? Po prostu nie ma możliwości. Ja rozumiem, że lokatorka tego mieszkania wcześniejsza, ta co zmarła nie dawała się we znaki prawda sąsiadom?
No właśnie. Kurde nie. No właśnie nie. Chociaż szczerze mówiąc ona była troszeczkę nielubiana przez sąsiadów. Ona była troszeczkę nielubiana, ale. No ale to już było naprawdę czas po jej śmierci nie? Dłuższy. Także to nie było, że tam od razu coś tam, coś nie. Także tak to to, to, to, to, to, to nas zdziwiło strasznie i zszokowało. Kurde, bo to wie pan, no takie coś, no to raczej nie ma miejsca bez codziennie, nie?
Jeszcze mam takie pytanie czy czy wszystkie pomieszczenia jakby zostały sprawdzone? Tak, oczywiście. No jak żeśmy weszli, to od razu wszystkie pomieszczenia. Tym bardziej że tam jest. Od razu jak się wchodziło, to był duży pokój. Dwa i dwa i dwa tylko poddasza i nic więcej i nic więcej. Jeden duży pokój, dwa poddasza także. No ja mówię tam mysz by się nie schowała, prawda? Tam mysz by nawet mi się nie schowała. Tam było wszystko wyczyszczone, bo to mieszkanie było po prostu było opróżnione. Nie? A z jakiegoś powodu. Nie wiem jakiego powodu ta szafa nie została wyniesiona. Stara szafa to była stara szafa, taka co była kiedyś z lat siedemdziesiątych. Sześćdziesiąte. To takie ciężkie szafy, wie pan jakie były kiedyś nie?
No można pospekulować takie takie w w w jakby w zakresie tych takich paranormalnych wytłumaczeń, że może coś z tą szafą było nie tak, że może taka szafa z historią. Coś mogło się do niej kolokwialnie mówiąc przykleić. No widzi pan, zjawiska są różne. Ja też w takie rzeczy wierzę, bo ja z takimi rzeczami od dziecka mam do czynienia. I kurde, powiem szczerze, że może być coś kurde, że tam ktoś jakiś, może jakaś dusza, może jakaś energia, cholera wie. No nie wiadomo, nie? Bo tu jest coś takiego przecież wiadomo człowiek umiera, no to jakaś tam energia. Ciało się, ciało to maszyna tylko no psuje się, zużywa, a ta energia gdzieś ulatuje. Może. Dużo ludzi ma takie nastawienie, żeby nie przyciąć, żeby nie sprowadzać do domu starych mebli, bo nie wiadomo co się z takim meblem ściągnie. Tak, tak tak tak tak, dokładnie o to chodzi. A to był. A to był. No mówię to.
Ale to mnie to było ten huk przerażający. Nie, to było wie pan, jakby to było takie pukanie, że tam delikatne pukanie. No to dobra, nie, ale to był huk. Rumor, potężny rumor. Nie mówię, Cały budynek się zleciał. Nie, to tak naprawdę. Jakby ktoś walnął.
Kołpanie, jakby ktoś to musiałoby być. To naprawdę wysiłek musiał być włożony. Potężny. No niech pan weźmie nawet ma pan szafę w domu, niech pan uderzy z pięć razy z całej siły. Niech pan założy buty i kopnie w tą szafę. No to przecież kurde, jaki to jest huk potężny, nie? Zaraz by jakiś sąsiad przyleciał. Co się dzieje?
Czekaj, awantura jest. O co tutaj jest? W ogóle co jest grane? Nie, to był taki huk. To był tak potężny huk. Nie, to było takie, że to na cały budynek było słychać. I to było z tego mieszkania. No, myśmy stali, jakbyśmy zamknęli to mieszkanie i w tym momencie jak mieliśmy schodzić, to wtedy właśnie jeszcze raz zaczęło walić.
Nie? No. No taki można powiedzieć, klasyczny przypadek poltergeista. No kurde, więc to było kurde, bo to może kurde jakieś mówię, to nie wiem, ja to tam może jakaś kurde tam energia, może ta babka faktycznie tam wróciła, może jakiś chciała takie znaki dawać czy coś.
Nie wiadomo o co chodzi, nie? No to kurde, na to wychodziło, bo to mówię, jakby to jakiś parter był czy coś. No ale to i tak wie pan. No niech pan sobie wyobrazi sytuację, że nie wiem, jak żartowniś nawet jakby to był parter, żartownis wchodzi, kopie, my wracamy. To jest ile? To jest otwarcie piętnaście-dwadzieścia sekund. Niech będzie za pół minuty. I on w tym czasie wychodzi. Jak on? Okna są pozamykane, klamki przekręcone, bo to są stare okna, nie te takie plastikowe, tylko te stare okna. Przy czym wie pan, pozamykane wszystko, klamki pozamykane.
No jak? No nie ma możliwości. No nie było możliwości. No tak na logikę po prostu mówię. Nie, no nie ma takiej mocy, nie ma mocy. Ja mówię pierwsze, pierwsze, pierwsze. Żeśmy myśleli, że tam po prostu coś się włamał, że tam jakiś bezdomny jest, coś się dzieje, nie?
Ale tu no niestety tam nikogo nie było. Autora kolejnej relacji mieliśmy już okazję poznać w jednym z odcinków poświęconych obserwacjom UFO. Dziś poznamy jego historię o spotkaniu z szeptunką, ayahuasce i klątwie. Posłuchajmy.
I miałem taką jeszcze ostatnią, ostatnie wydarzenie, bo też powiedzmy badam rzeczywistość, badałem pod kątem no mogę powiedzieć, ale nie będę może tego mówił aż tak, bo tutaj można to zaraz zdefiniować i zamknąć, doszlifować. Są pewne kanalizatory umysłu, powiedzmy w zakresie natury nawet, tak? Grzybki, tak zwane łasiczki chociażby, czy coś takiego. I to też dużo może pokazać pewnych rzeczy. Tak? No tam, ale to już inna kwestia. Generalnie są to takie molekuły boskie, pierwotne, które no widzicie, oko otwierają albo, albo w ogóle pokazują, leczą nas z tym. To jest taka medycyna szamańska. No i poznałem takich ludzi też, między innymi gdzieś tam, który na etno tacy ezoteryczni byli tutaj na takim festiwalu permakultury. W dodatku była to dwójka, taka ona i on.
Przyciągnęli mnie takim instrumentem muzycznym, który taki tak zwanym rap vastem. Bardzo fajnie grał ten gościu na tym, fajne dźwięki, takie widać, że coś z psychodelikami miała do czynienia. No to tak trochę mnie przyciągnął. Mówię chodź, pogadałem z nim, ale fajny to, co tam coś tam. No i oni się ogarniali po dwudziestu ceremoniach ayahuaskich w ogóle gdzieś tam w Kolumbii, no nie? No i taką mieli teorię, że wszystko jest miłością, że już szamani powiedzieli, że to wszystko już przestało istnieć. Że miłość to tylko miłość, że nic złego, przepraszam, nic złego, nic, nic nie istnieje, żeby o tym nie mówić.
No i tak troszeczkę moją ufność tutaj zdobyli, tak? I w tym momencie gdzieś tam się umówiliśmy na jakieś nie wiem. Ja raz do nich przyjechałem, powiedzmy, tam sobie posiedzieliśmy, pograliśmy na vaście, coś tam, się tam zapaliliśmy, prawda? Potem już teraz oczywiście ja już teraz z tym nie mam za dużo wspólnego, bo teraz generalnie do światła idę, chcę wszystko razem z kawą odstawić, a jeszcze zostawił mi papieroski i kawę. Mogę się przyznać, bo tutaj zobaczyłem pewne rzeczy pod stanem, innym niż stan świadomości. Generalnie moje życie jest takim testem, żebym właśnie przestał, odrzucił wszystkie no codziennie służą rzeczy, takie nałogi, tak? Jakieś.
Oczywiście psychodelik nie jest jakimś tam nałogiem akurat wbrew pozorom. A-a-a tutaj, a tutaj bardziej takim właśnie tym katalizatorem umysłu.Ok. Ale tak, sytuacja mianowicie była następująca. Pojechaliśmy-- oni się umówili do nas, ze mną do lasu pojechać. No to ja dobra, jedziemy se do lasu. Zaprowadziłem ich na taką ceremonię, bo tam grzyby jeszcze jakieś miałem. No to sobie te grzybki, wiadomo, wziąłem trochę. Oni mieli mi jakoś tam, nie wiem co, o tę ceremonię my zrobimy. No to ja mówię dobra, to dawaj, a dosyć takim byłem już takim, no weteranem pewnych rzeczy, prawda?
Więc nie miałem tam jakichś tam problemów, żeby ktoś tam coś... I po prostu siedziałem pod czterystuletnim dębem takim, i oni byli tak naprzeciwko mnie. No i akurat jakoś tak się złożyło, że zacząłem czuć od nich jakieś takie zło.
Zacząłem niepokój czuć, że coś jest nie tak, że zło jest jakieś gdzieś w nich czy coś w tym stylu. Ja mówię kurcze, oni są źli, któreś z nich jest złe. No ja tak, te grzyby mnie prekognicja pokazywała to jakby nie był, nie było to trip typowy, tak? Nie był to trip na tych tak zwanych łysiczkach, tylko grzyby mnie ochroniły tym, że nie dały mi tripa, tylko pokazały mi, co jest pięć, co jest w nich.
I jakby było tak, że, że po prostu sobie myślałem kurczę, to jakieś lustro, nie wiem, energia zła może być ode mnie, no nie? I jak ich widzę i tak dalej, ale nagle jej twarz mi się taka zrobiła. Oczywiście można to zgonić teraz na jakieś tam grzybki czy coś, ale no wiem jak grzyby działają, a tutaj nie było jakby działania, tylko były takie odczucie i takie delikatne pokazanie mi czegoś. Była po prostu twarz tej kobiety z taką wiedźmę przypominała, taką, taką czarownicę jakoś czy coś. No i mówię kurczę, co to jest? Nie mówię z nią. Może one są tym źli? No i nagle ona zaczęła chodzić dookoła, wie pan, w przeciwstawnym kierunku zegara, wokół mnie, bić się paprotką po głowie, a po twarzy i coś tam bełkotać. A ten gościu jej zaczął dzwoneczkami, takimi tybetańskimi, takie na sznureczkach. Co to tak: ding-ding-ding-ding! Zaczął coś tak przywoływać. No ja akurat do jakichś tam właśnie takich sytuacji wolę ciszę zawsze.
I tutaj zaczyna się pisk wtedy i tak dalej, i jakiś tam inny wymiar się, czy też inny stan świadomości się otwiera, tak? A tutaj była sytuacja, że ten pisk w ogóle te, te dzwoneczki mnie wybijały z tego. No i ona zaczęła coś w ogóle chodzić i coś tam mantrować i bełkotać. I wyczułem, że oni coś chcą mi zrobić i butelka się przewróciła też. Jakby butelka się przewróciła, wzrastała pionowo.
Mówię: duch, nie? Od razu do nich powiedziałem. No i oni dalej to jakby robili, czy nie? Ale powiedziałem możecie przestać, bo tak się krępowałem trochę im powiedzieć, żeby przestali z tymi dzwoneczkami, ale potem już jakoś zdołałem. Zebrałem na to, żeby im to powiedzieć. No i oni coś tam zgłosili do szlachty korony. Jakaś tam nie otwarta jest czy coś w tym stylu, no nie? A ja już wiedziałem, że coś już jest nie tak z nimi. No i dalej, żeby szybko już kończyć, reasumując, kolesie się zawinęli szybciutko ode mnie. Ta parka zaraz. Ja w sumie sobie zanotowałem się, że oni chyba dostali jakiegoś przestrzennego szamana.
Przechwyceni w tych, w tych ayahuascach, gdzieś tam w tych sanktuariach, prawda? Więc chodzą też tacy jako spirytyści i też coś robią. Z kolei też tam, gdzie ona mieszka, ta babka w takim drewnianym domku, on jej to zrobił i w ogóle jakieś tam kryształy pod ziemią pozakopywane.
I ludzie, biedni, ludzie, którzy jak to w Polsce na wsi biedni są raczej niektórzy. Przynoszą sto złotych, cukier po prostu jakieś tak jakbym się zdaje, magię rzucam, nie, na nich. Mimo, że to już nie jest średniowiecze, ale to te jak najbardziej dane mi było doświadczyć. Właśnie, czym mi było dane doświadczyć? Zawinęli się szybciutko. Jeszcze potem chcieli dla mnie jakieś jagódki do lasu, żebym przyjechał.
No tak, jak taka typowa jakaś wiedźma z bajki, kurde. Ale co się wydarzyło, drogi panie? Miałem sen. O trzeciej w nocy się obudziłem. Wtedy sen polegał na tym, że przyszło do mnie i to było w Niemczech, akurat zaraz po tym, jak właśnie ich poznałem i już jakby oni odjechali i coś tam chcieli kontakt utrzymywać, a już chciałem zerwać definitywnie, bo wiedziałem, że oni są źli. W ogóle wszedłem do domu po tym, po tym, po tym coś rozpłakałem i powiedziałem do mojego synka, tego przybranego. Mówię: chodź tu synku, kocham cię, nie? I przytuliłem jego, bo po prostu poczułem te zło, które chciało mi przejąć, nie? I się ucieszyłem, że mi się nic nie stało, że się uratowałem z tego, no nie? A oni definitywnie chcieli coś zrobić mi. No i to jest to. A właśnie sen był taki, już tu kończę. Sen był taki, że przyśniła mi się kobieta, taka w jakichś takich lateksach.
To taki seksualno- satanistyczny sen to był. I ona gdzieś tam najpierw jakoś tak w rytmie seksualnym, gdzieś tam się skakała, tak poruszała, a potem nagle nastąpiła ejakulacja ośmiu gości na jej twarz, prawda? Znaczy ośmiu członków w zasadzie- Coś typu wokake.
Tak, tak, tak. I właśnie- Uniaralna laseczka. Tak jest. Ale zaraz po tym po prostu otworzyły się wrota podziemia, takie wypukłe, z pustkami te wrota były takie tak jak jakiegoś, nie wiem, Harry pot, nie wiem jak to nazwać.
Mocy pierścieni, coś takiego. Wiem, że widziałem, że czułem wtedy, że to jakieś wrota w jakiś podziemny świat i ona po prostu tam się pokazała. I, i zaraz potem ta scena, no nie, była. I taka już przypalona twarz trochę. I była taka szczęka, była tak jakby, wiesz, kwadratowa, bardziej tak jak facet jakiś.
I była też chyba łysawa jakaś. I do mnie mówi: jestem Tasza. I ja się wtedy obudziłem i mówię: ja pierdzielę, nie, co to jest, nie? Mówię: jutro muszę rano zobaczyć na internecie, co to za Tasza jest. No i tak szukam, co to za Tasza. No w Polsce za bardzo nie ma co jak tej Taszy znaleźć. Ale gdzieś tam zacząłem na amerykańskim, bo tam mówię po niemiecku, rosyjsku i angielsku. Znalazłem na forum magicznym amerykańskim kim jest ta Tasza, no nie? To jest Natasza, księżniczka czarownic, przybrana córka Baba Jagi. Ona ją porwała, gdzieś tam kiedyś wychowała i... No ta postać, ta Baba Jaga istniała naprawdę gdzieś tam, z tego, co tam też się doczytałem na jakichś bagnach miała zaklęte jakieś wilki, demony czy tam jak tam. Znaczy demony, generalnie ona jakąś księgę demonów posiadła, czy tam Tasza. W każdym razie Tasza zmieniała body.W tych średniowieczach, kiedy tam oni urzędowali, to chodzili po wioskach i tam ona była Natasza. Ale po tym, żeby ludzie ich nie rozpoznali, zmieniła na Tasza. No i to się doczytałem i mówię ja pierdzielę, Tashę jakoś mi rzucili, nie? I to ta dwójka, bo to zaraz po tym była tak, że oni się bawią. Rozumiem, że pan wcześniej nigdy nie słyszał o tej postaci, tak?
Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie słyszałem. No i ogólnie to było tak bardzo. Wie pan, ja się zakopałem swego czasu, jak oni przyjechali, jak oni mi ten urok rzucili. Po tym, jak ta Tasza mi się pojawiła, ja przyjechałem. Byłem na dwóch tygodniach, nie wiem czy na jakimś tam, tam podróży takiej. Przyjechałem do domu i byłem bardzo nerwowy, że aż, że aż normalnie wkurzałem się. Jak przyjechałem, od razu jakaś kłótnia była i po prostu światło mi tak bardzo jak prącek migał.
Normalnie migały te żarówki, jak się wkurzałem, mówię ja pierdzielę, a w oczach to miałem tak, jakbym czarne okulary założył. Taki jakby urok rzucony miałem. Miałem takie... To co widziałem to tak w przyciemnionych barwach wszystko widziałem, no nie? Tak. No i wtedy się zakopałem. Tam czytałem trochę, że jakiś tam, no nie wiem, śmierć szamana, tak? Śmierć wojownika, jest taki indiański rytuał. Nawet na YouTube to mam wrzucone, heh. W sumie i tam mam też, bo akurat po grzybkach to moja kobieta z Korei tak spróbowała i ona widzi przyszłość, widzi co się stanie, prawda? I ma wizje takie indiańskie. Ma takie rzeczy, że aż też akurat ze dwa razy to wzięła, ale za każdym razem ma wizje centralnie. Także takie medium w niej odkryliśmy. Wizje na ścianie. Takie stacjonarne, dosyć długie.
Pojawiają się po prostu przekazy, nawet skrzaty widziała. Także różne rzeczy. No, No i jeszcze miałem takiego kolegę, który szałwię palił, to był wieszczą divinorum i też on już chyba też przyjęty był, bo też w nocy bębenki jakieś puścił z radia takiego ze swoich głośniczków i też coś jakiegoś, jakiś wokół nas taki portal się otwierał czy coś, bo takie japońskie bębny puścił.
I ja mówię weź se idź trochę, nie? Bo to już ten... On chciał tak mocno bardzo ze mną zapalić, do ciemności pójść i zapalić tą szałwię i mnie dotknąć i że wtedy on się stanie mną, a ja nim, coś w tym stylu.
I to tutaj bym chciał, to jakby nie było te psychodeliki otwierają w ogóle nałogi, otwierają na czarnuchy gdzieś tam surski, tak? Od tyłu nawet zwykły papierosek mi się wydaje jakaś kawka. No niektórzy mają tak po alkoholu też. No, no no.
Nawet po niewielkich ilościach. No dokładnie, alkohol też. Tam jakiś duch spirytus, tak? Z łaciny duch. No pewnie nie dobry duch, ale zły. Chociaż jako mała ilość ekstrakcja z roślin, no wysysa to tam jakoś tam duszę czy coś takiego jak się dużo pije. No mam doświadczenia też w rodzinie z tego typu problemami. No i co? I ten koleś też no, wydaje mi się, że no to, co on mi opowiadał, to już inna ewolucja po tej szałwi to jest, naprawdę, wychodzi się z ciała momentalnie, jakby się umiera, tak? Bo to jest taka śmierć, jakby się, no zależy, różne mogło być, nie wiem, zmiażdżenie przez rzeczywistość, zrolowanie się w ten, itd. No w każdym razie też się złączyłem z trawą. Po tym jakoś byłem trawą. Jakby, no takie są sytuacje.
Teraz znajdziemy się gdzieś na granicy snu i jawy. Zanurzymy się w koszmar senny, w którym jeden z naszych słuchaczy walczył z jakimś napastnikiem, a po przebudzeniu wydarzyło się coś, co tylko z pozoru wygląda na przypadek. W dalszej części rozmowy poznamy zaś garść spostrzeżeń naszego słuchacza na temat zdjęć tak zwanych orbów. Zacznijmy jednak od koszmaru. Ja to raz znalazłem gdzieś tu rok temu, ale tak jak zauważyłem, no to dzwonią tutaj ludzie z różnymi przeżyciami, ale... No a słuchaczami też są ludzie, którzy zajmują się, no ezoteryką szeroko rozumianą na pewno, prawda? Tutaj chciałbym właśnie opisać swoje zdarzenie. Nie wiem, czy Pan to opublikuje tą treść, czy nie. W każdym razie wydaje mi się, że to, co powiem, to będzie wartościowe dla wielu ludzi. Ale mimo wszystko moja historia jest trochę pesymistyczna. A zdarzenie było mianowicie takie. Był rok 2022, sierpień, lato, piękna pogoda.
Postanowiłem sobie na kilka dni pojechać nad morze. No, a jak jest ciepło, no to biorę namiot, nocuję sobie na polu kempingowym. No zresztą tak jest od dzieciństwa, tak już mam, więc nic nowego. No i pojechałem sobie najpierw. Najpierw zahaczyłem duże miasto, weszłem do księgarni i zobaczyłem no przypadkiem lub nieprzypadkiem książkę pewnego takiego dziennikarza, którego czytam już od lat. On pisze o ekonomii, o polityce. No dobrze, książkę kupiłem i pomyślałem sobie będę miał co czytać na plaży, dużo czasu, odpocznę sobie. Przyjechałem, rozbiłem namiot, piękna pogoda, wspaniale wypoczywam sobie. Przeczytałem pierwszy rozdział, aczkolwiek pierwszy rozdział mnie bardzo zdziwił, bo tutaj ktoś, kto pisze o polityce, ekonomii czy tam o socjologii, nagle w pierwszym rozdziale zaczął pisać o światach równoległych, co mnie bardzo z jednej strony zdziwiło, ale z drugiej strony myślę o sobie no dobrze, akurat o tym coś tam czytałem. A skoro taki poważny człowiek taki temat podnosi, no to widocznie coś jest więcej w temacie. No dobrze, poszedłem sobie spać.
Natomiast w nocy nigdy bym się nie spodziewał, że moje doświadczenia paranormalne będą w jednej chwili tak wybitnie silne, że tak się wyrażę. Śpię sobie, a nie śni mi się koszmar. No wiadomo, każdemu może się przyśnić koszmar wiele, wiele razy. Nic. Nic nowego, nic dziwnego. W tym koszmarze natomiast była sytuacja takiego typu, że napadł mnie jakiś potwór. Ten potwór to był taki jakiś olbrzym, paskudny, włochaty i tak dalej. Ale ja go złapałem i tak nad głowę rzuciłem przed siebie tak gdzieś pięć metrów, powiedzmy. No i to było we śnie.No wiadomo, jak ktoś się zajmuje snami, no to by sobie pomyślał, że skoro przyśniło mi się coś takiego, no to w świecie rzeczywistym, jeśli ten sen się sprawdzi, no to przełoży się to na, w ten sposób, że ja po prostu pokonałem jakiegoś wroga albo może jakąś chorobę i tak dalej, i tak dalej. Więc dla mnie ten moment wiele wskazuje na to, że był pozytywny.
Natomiast problem, który mnie po prostu bardzo poruszył, wydarzył się mniej więcej pół sekundy później, tak pół sekundy. Ja po prostu wtedy pod tora wyrzucam pięć metrów do przodu, a za pół sekundy mam odpowiedź ze świata rzeczywistego. Mianowicie równo tam dalej, z pięć metrów dalej w tym samym kierunku stał mini namiot i nagle słyszę przerażający drzazg dziecka. Ja się zerwałem, popatrzyłem na zegarek. Pierwsza w nocy. No dziecko tam zaczęło się drzeć w niebo głosy. No słyszę tam rodzice się obudzili, no jakoś to dziecko zaczęli uspokajać. Ja mianowicie natychmiast kojarzyłem sobie coś takiego, no przecież tutaj miałem największy dowód dla siebie przynajmniej na istnienie światów równoległych, dlatego że to, co było we śnie, to przez wielu jest określane jako inny świat, funkcjonowanie w innym wymiarze. A ten inny wymiar skonfrontował się tutaj z naszym światem materialnym. Więc dla mnie jest to naprawdę potwierdzenie na istnienie światów równoległych. No akurat w taki sposób to się zadziało. Natomiast no jest to dosyć negatywnie, bo ja ostatecznie raczej nieświadomie rzuciłem czymś w tamto dziecko i sobie pomyślałem no, no coś się złego wydarzyło.
Rano wstałem do siódmej. No i czekam aż z tego namiotu ktoś zacznie wychodzić. No i wyszła trójka dzieci. No tak intuicja mi podpowiedziała, które to dziecko było. No ale patrzę, te dzieci się śmieją, bawią się ze sobą, rozmawiają i tak dalej. Potem wychodzą rodzice i miałem wielki dylemat, bo miałem zanerno podejść tam i zapytać no co się działo w nocy?
No ale, no powstrzymywało mnie jednak tu wiele, wiele powiedzmy czynników. No cóż, podszedłbym, czy ludzie wzięliby mnie za jakiegoś tu nie wiem kogo wariata, który próbuje krzywdzić tutaj rodzinę, czy coś takiego? No i pewnie by się to policją skończyło, no ja w żadnym wypadku nie miałbym ochoty na taki scenariusz. No ale obserwowałem tak ukradkiem te dzieci, to dziecko zwłaszcza. Pomyślałem, no w nocy dziecko się wykrzyczało, pewnie jest wszystko w porządku, ale tu cały czas miałem takie wyrzuty sumienia, no bo kiedyś tam zajmowałem się różnego rodzaju terapiami i też sobie skojarzyłem, że no, jeżeli dziecko przeżyło coś takiego, no to można by po prostu zrobić jakiś regres czy coś takiego i to dziecko uwolnić od tego problemu, bo przecież nie wiem, co to jest za problem, może on był w tamtym momencie przetransformowany, ale pewności żadnej nie mam. A równie dobrze taki, taki problem może się objawić na przykład za dziesięć lat, czy za pięćdziesiąt, no to po co? No ale tak obserwuję te dzieci, wszystko w porządku. To pomyślałem sobie chyba jest okej. No ale kilka dni później akurat tą rodzinę spotykam na plaży i to dziecko, odnośnie którego miałem tutaj te wątpliwości, widzę, jest jakieś wystraszone. Inne dzieci się bawią, a to dziecko tam siedzi razem tak z rodzicami, przytulone w ogóle. Pomyślałem sobie jednak coś jest nie rzeczy. I właśnie to zdarzenie, gdzie dla mnie to jest wielki dowód na istnienie światów równoległych.
Niestety to pozostawiło mi wyrzuty sumienia. No w sumie tyle w tym temacie chciałbym powiedzieć. Myślę, że osoby, które zajmują się takimi sprawami, to dla nich jest to powiedzmy informacja jakaś tam cenna czy wnosząca coś. No dla mnie jest na plus i na minus jednocześnie. No ale, no, mimo że wydarzył się koszmar, no to, że kontakt między tymi światami po prostu jest możliwy, aż do takiego stopnia. Dla mnie wtedy to był naprawdę wielki szok i przyznam szczerze, że do tej pory jest.
A czy kojarzy Pan może, że widział pan tę rodzinę wcześniej, przed tym koszmarem? Szczególnie to dziecko? Przed tym? Kompletnie nie. Znaczy wiedziałem no ktoś tam, ale to ktoś tam koło mnie namiot sobie rozbija, prawda? Ale kompletnie nie zwracam uwagi, bo tu byłem zajęty książką. W ogóle nastrój taki sielankowy, bo odpoczywam i kompletnie nie zwracałem uwagi.
Bo rozumiem, że ostatecznie do żadnej jakby rozmowy z rodzicami tego dziecka nie doszło? Nie, nie, nie, nie. No to właśnie dlatego to pozostawia u mnie wyrzuty sumienia. No ale z drugiej strony, no jakieś ryzyko było, że ja bym, ja bym tu mógł jakieś konsekwencje już ponieść. No bo cóż, no przy-chodzę do jakichś rodziców i co miałbym im zacząć mówić takie rzeczy? No to pewno by nagle facet jakiś jakąś czarną magię odprawia albo no jest jakiś no, no, no na jakim, na jakim- Nie wiadomo, nie wiadomo rzeczywiście, jakby to rodzice zareagowali, prawda? Nie wiadomo w ogóle, jaki oni mają światopogląd? To tam mogły być różne konsekwencje sprowadzić na pana niekoniecznie przyjemne.
O to chodzi, o to chodzi. Natomiast tutaj no moje spotkanie ze światem równoległym było ono akurat w sposób. No, no nie tylko, bo tutaj ja przez całe życie miałem wiele, wiele różnych sensacji, rewelacji i tak dalej. Natomiast, no to było takie, no uderzenie pioruna. Uderzenie pioruna, jednocześnie jednocześnie tak realne, tak i no utwierdzające wszystko, że mi nie pozostawia żadnych złudzeń, że jednak, nono czasami jak się śni, jak pamiętam jakiś sen, no to, no zapisuję.Aczkolwiek też w życiu trenowałem różne 00:00, różne hipnozy, przekazy podprogowe, które najpierw to uaktywniają. I od tamtej pory, no, lepiej zapamiętuję sny i mam świadomość, że po prostu częściej się śnią. Ma odniesienie do rzeczywistości. No oczywiście nie takie bezpośrednio, bo tutaj najlepsze do wytłumaczenia jest słownik symboli, prawda? Akurat nie sennik, paradoksalnie. W każdym razie, no dla mnie osobiście no to była taka sytuacja. Co ja mogę tu więcej dodać?
Bo nie udało się Panu jakby też kątem ucha, że tak ujmę, że to tak ujmę, dosłyszeć jakichś rzeczy na temat tej rodziny, tego dziecka. Nic? Nie, nie, nie. Nie, nie trzymałem się z daleka. Po prostu, no nie chciałem być po prostu tutaj uznany za kogoś, kto, no-no-no wiadomo, ktoś taki mógłby być bardzo negatywnie odebrany i tak dalej. To miałem cały czas na-na uwadze. Na pierwszym planie.
No jedyne, do czego tutaj to mogę odnieść, to sytuacja, o której mi kiedyś wspominał taki nie nadający już audycji w Radiu Paranormalium. Też taki eksperymentator z OBe, ErDe i tak dalej. Zbyszek Mrugała kiedyś mi opowiadał, że przerzucił jakiegoś, jakieś dziwne coś przerzucił na swoją żonę i akurat wtedy, akurat tego dnia żona zaczęła chodzić jakaś taka naburmuszona, czyli to też jakby na niej się odbiło. Dlatego, że pan to jakby przez przypadek przerzucił chyba na to dziecko, jeżeli rzeczywiście coś- Absolutnie przez przypadek, absolutnie przez przypadek. Nie wiążę tego z tamtym miejscem. Nawet nie chcę mówić, żeby, żeby, żeby po prostu nie... ta miejscowość nie była jakoś teraz źle odbierana.
Nie wiem, skąd to się wzięło. Po prostu ja uznaję to za przypadek. Każdemu się może przyśnić koszmar przypadkowo czy, czy... W każdym razie no ja coś z siebie zrzuciłem albo może no nie zrzuciłem, bo ja tam raczej na bieżąco był jakiś atak i ja go odrzuciłem, prawda? No ale mam tu wyrzuty sumienia, że może być tak naprawdę, że ja wyrządziłem komuś krzywdę. I ja nie mam pewności nawet ku temu. Tak mi się wydaje, że tak. No ale no, ta krzywda w jakiś sposób będzie się przewijała. Nie mam pojęcia. Może nie. Może nie, bo to zostało przetransformowane od razu, albo może później. Też nie wiem, ale mam taką nadzieję. W każdym razie, no to, no to było dla mnie uderzenie pioruna o ten stół. Jeszcze patrzę na zegarek, równiutko pierwszą w nocy. No ale, no wiadomo, jak człowiek jest zbudzony gwałtownie, to pamięta ten sen, pamięta, bo w innym przypadku, no cóż, coś się przyśni i koniec. Nie ma, nie jest zarejestrowana tutaj świadomość. Przebudzenie jest natychmiast, no to ileś tam wstecz sekund, może minut. No to się wszystko pamięta, a tutaj ewidentnie no była możliwość zapamiętania tego i do tej pory pamiętam to wszystko, jakbym na ekranie patrzył.
Takiego dosyć mocnego jednak doświadczenia to ciężko jest zapomnieć. Ciężko to wyrzucić z głowy. Ciężko zapomnieć, ale żeby coś takiego się przytrafiało, to też jest, no powiedzmy, niecodzienne. No sen zazwyczaj kończył się łądownie, prawda? Jakoś tam szósta, siódma rano. No a tutaj to był no naprawdę grom z nieba, grom z nieba. Aczkolwiek no wartość dodana jest z tego taka, że przekonała mnie albo umocniła nawet jeszcze bardziej, że te światy równoległe oprócz tego, że istnieją, no to jeszcze też jakby kontaktują się ze sobą i przenikają się ze sobą, ale że światem materialnym, naszym rzeczywistym ma to taki silny związek, no to, to już tym bardziej jest dla mnie zaskoczenie i też dało bardzo, bardzo dużo do myślenia.
Bo cokolwiek robimy w życiu, no to gdzieś tam, gdzie indziej też jest zapisywane albo ma jakieś tam reperkusje i tak dalej, i tak dalej. No tutaj rozwijać ten temat no to już można naprawdę, naprawdę- No to można rzeczywiście ciągnąć godzinami rozważania już na te, na te kwestie.
Tak, rozważania tak, tak. No pozostaje mieć nadzieję, że to nie wpłynęło na dalsze życie tego dziecka i na życie rodzinne w ogóle. Oto dzieci, tutaj też są takie przypadki dzieci, które na przykład obserwowały, doświadczały czegoś związanego z UFO i to nieraz też odciska no jednak piętno na dalszym życiu.
Doświadczenia z jakimiś UFO, z jakimiś duchami, z jakimiś innymi rzeczami, także- Zapamiętanie, zakodowanie i po prostu potem już to dziecko, ty dorosły, no to tak jakby gdzieś tam cały czas to zdarzenie zapamiętane jest na uwadze, prawda?
No, gdzieś tam siedzi zawsze w pamięci głęboko. W pamięci, w podświadomości i tak dalej. Także no to jest to, co chciałem powiedzieć. Może ja też coś z siebie wyrzuciłem dzięki, dzięki, dzięki takiej rozmowie, bo to przecież dużo osób usłyszy. No w każdym razie pozdrawiam całe radio. Myślę, że moja informacja albo fragment chociaż komuś się przyda.
No jest jakiś cień szansy, że może na przykład samo to dziecko kiedyś szukając informacji w internecie na temat swojego doświadczenia coś, coś trafi na ten- Nie jest wykluczone, jakieś tam prawo przyciągania czy po prostu na coś, na jakieś podobieństwo się trafia i może coś takiego się wydarzy, może tak. Też to miałem na uwadze, tak. Także no to, to, to najważniejsze, co chciałem przekazać.
Też jest taki temat, że jak weszły aparaty fotograficzne, cyfrowe już tak i były takie drogie, to już powiedzmy przeciętny człowiek, Polak mógł sobie kupić. No i tak też się działo. Sam tutaj wiele takich aparatów nabywałem. Były takie lata, gdzie te aparaty akurat najczęściej było tak kojarzyłem, że 6 megapikseli miały tą matrycę. Bo fotografowały tak zwane orby, czyli po prostu cykamy zdjęcie, najczęściej z flashem. Potem przeglądamy i widzimy na ekranie, że tutaj-Oprócz tego, że jest większa takiej, jakie zamierzaliśmy. Jest tak, taka biała albo bladobiała orba, która przypomina źrenice oka. I w pewnych latach te orby tak jakby manifestowały siebie w ogromny sposób.
Nawet widziałem filmik gdzieś tam w piwnicy kręcony, że taka orba poruszała się. No ktoś tam cyknął zdjęcie, że tak jakby jest ta orba i kop się patrzy na to, że my pewnych rzeczy nie widzimy, natomiast do czego zmierzam? Dlatego też próbowałem, bo kiedyś Wirtualna Polska miała taki program ezoteryczny. Tam do nich napisałem, bo oni właśnie prowadzili program o tych orbach, pokazywali wiele zdjęć. Oczywiście ja zdjęć z tymi orbami to mam po prostu ogrom.
Natomiast oprócz tego, że to, co ludzie tu w internecie pokazywali te wszystkie orby, one są jednaknego rodzaju, czyli one są tak w tym kolorze białym czy tam bladobiałym i przypominają źrenice oka. Natomiast moje aparaty udało mi się sfotografować orby żółte. Ale najciekawsze to też. No tak, pośrednio wiążę pewne okoliczności.
Kilka orb było, że w środku były piękne, zielone, błyszczące i na zewnątrz biała zębatka. Właśnie to napisałem do Wirtualnej Polski wtedy, ale no nie było odzewu. Ale takich orb, tych innego rodzaju no to było tylko. No ja byłem autorem jako fotograf, tak to nazwijmy. I właśnie, i właśnie tutaj poszukuję ludzi, którzy jak do tej pory nie udało mi się znaleźć, którzy fotografowali te orby, ale te innego rodzaju. No właśnie, a najważniejsze pytanie, co to jest i co one oznaczają? Bo tutaj nie ma żadnych odpowiedzi. No większość zdjęć z orbami- Że pan wie, o co chodzi- Wiem, wiem, tutaj większość zdjęć z orbami to można spokojnie odsiać, że tam naprawdę jakaś wilgoć, jakiś kurz, jakieś pyłki czy coś. No ale jakiś, jakiś procent jest takich, których nie da się nijak wytłumaczyć w taki sposób. Tak.
Zgadza się. Poza tym ja też robiłem doświadczenie. To akurat było jakieś jezioro nad Augustowem. Poszedłem o szóstej rano. To była zima. To jest prawie wiosna, ale tam pełno śniegu było i narobiłem mnóstwo zdjęć. Tych orb to było, ojejku, na setki tysięcy, żeby nie przesadzić. Natomiast poszedłem drugiego dnia o identycznej godzinie. Pogoda była identyczna. Też robiłem mnóstwo zdjęć i ani jednej orby tu nie było. Oczywiście ja też próbowałem sobie to wytłumaczyć, że światło z flesza jest bardzo szczególne, bo to jest długość fali taka bardzo wysoka i po prostu jakaś drobina kurzu czy właśnie wilgoć może powodować jakieś tam rozmyśli czy coś takiego. Jednak tę hipotezę, bo też konsultowałem z różnymi ludźmi i ostatecznie odrzucamy. Natomiast mam też taką koleżankę, która tą orbę uchwyciła w roku siedemdziesiątym piątym na zwykłym aparacie kliszowym. To było w kościele akurat. I ta klisza po prostu zarejestrowała coś takiego, co już w ogóle jest czymś bardzo dziwnym. No, bo też wiadomo. Ja też zacząłem to tłumaczyć w ten sposób, że wyszły na rynek te aparaty, te orby zaczęły się tutaj pokazywać. I jeżeli tu mówimy o jakichś bytach, jakichś inteligentnych i one po prostu zorientowały się, że zaczęły być widzialne w taki, a nie inny sposób, czyli przez te aparaty, no to nagle się wycofały gdzieś, bo w ostatnich dziesięciu latach no to tematu nie ma, to jest rzadkość. A tutaj było tak lata 2005, 2006, 2007, 2008 jeszcze i to było takie największe nasilenie. Nagle koniec. O co chodzi? No przecież aparaty mamy coraz lepsze, nawet byle telefon przecież już jest aparatem o takich parametrach, że ojejku, jejku! Tak samo flesz ma milionostko po prostu tych długości fali podbiera, bo tam te regulacje w tych aparatach to są już bardzo zaawansowane. I co? Inni smartfony nie łapią orb, prawda?
Dlaczego? Wilgoci nie mamy w powietrzu, kurzu nie mamy. No normalnie żyjemy sterylnie. Nie no, no to jest moje zdanie. No tu mieliśmy do czynienia - skoro to ma źrenice, oka, taki kształt. Jednak źrenica oka czy samo oko ludzkie, no to jest część, no to, to jest jednak coś bardzo wyjątkowego. Czy to jest jakaś, po prostu ślady jakiegoś ducha, czy coś takiego? Być może, być może. No bo skoro one zniknęły z jakiegoś tam powodu, może dlatego, że ich nie było za dużo, żeby nie zakłócany może naszych fotografii. Ale tu. No to pojawiło się nagle, potem zniknęło.
A może po prostu ludzie na tyle dużo like by przykładają uwagi do tego, co trafia na Instagrama i tak dalej, że takie zdjęcia z jakimiś kurzami albo retuszują, albo usuwają po prostu. No nie, ale ja tego nie spotkałem, bo sam robię bardzo, bardzo dużo zdjęć i po prostu no to zniknęło. Oj, koniec. No, no dlaczego tego tematu nie ma? No, gdybyśmy tu mówili o jakimś reryszowaniu, no to, to by musiało występować, ale no nagle nie ma tematu. Ja tego nie fotografuję, znajomi nigdzie tu w internecie nie widzę gdzieś tam, żeby przypadkiem nawet było. A poza tym no ok, jest to zagadka. Ja mam kilka tych orb zielonych, zielonych. O co chodzi? Nie wiem. Może ktoś tu będzie wiedział.
Może kiedyś będzie taka audycja o orbach, bo ja teraz robię tę audycję, mówią świadkowie, takie bardziej monotematyczne, że jest jeden odcinek o UFO, jeden o żywym folklorze, jeden o czymś tam jeszcze, może kiedyś-Trafi się odcinek o takich różnych dziwnych rzeczach, trudnych do skategoryzowania, które ludzie no rejestrują aparatami. No zgadza się, no elektronika bardzo poszła do przodu, no ale jednak coś, coś tutaj zgubiliśmy po drodze i najpierw coś, coś zobaczyliśmy, potem o tym mówiliśmy, zapomnieliśmy o tym, no może by warto było powrócić? Czemu nie?
Drodzy państwo, teraz zostanie zaprezentowana jedna z relacji, których fragment słychać w dżinglu rozpoczynającym od jakiegoś czasu kolejne odcinki cyklu „Mówią świadkowie". Będzie to historia z gatunku tych przestrzegających przed bawieniem się w okultyzm.
Bo też mam taką historię. Jeszcze jak spotykałem się z moją byłą żoną, no wtedy jako tam chłopak i dziewczyna i trochę się tam zajmowali, no tam słuchaliśmy i do tej pory została ta muzyka metalowa, ale ogólnie taką trochę czarną. Czyli zajmowaliśmy się może dla zabawy. Czarna magia, takie okultyzm.
I ona mi namalowała któregoś dnia kolekcjonowałem, to znaczy zbierałem gazety takie nie wiem, czy pan kojarzy, Factor X było tam dziewięćdziesiąty dziewiąty, dziewięćdziesiąty ósmy rok- No czytać, nie czytałem, ale kojarzę, że taki tytuł był Tak, tak, wychodziły- To już moi koledzy w podstawówce się w to zaczytywali.
Tak, tak, tak, właśnie, ja to też miałem. Tam był w segregatorze i tam no ja to miałem jako tam osiem, siedemnaście/osiemnaście lat wtedy, nie? Miałem te gazetki i-i żeśmy zobaczyli, tam była o okultyzmie właśnie, o muzyce metalowej jakiś artykuł i tam był taki obrazek jakby na pentagramie taka bestia była i-i-i ona mi to przerysowała normalnie na-na karton yyy rysunkowy. Prze-przemalowała mi to. Ja to postawiłem sobie na mebla i poszliśmy do niej. Ja chyba poszedłem odprowadzić do niej, bo niedaleko tam kilometr, półtora mieszkała ode mnie — odprowadzić.
Zamknąłem pokój na klucz, mój. No tam rodzice właśnie mieli do mnie o takie rzeczy, no, żeby nie wchodzili, żeby nikt nie wchodził. Zamknąłem na klucz, wziąłem ten klucz ze sobą, wróciłem do niej. To było gdzieś pamiętam, no dwudziesta druga, gdzieś trzydzieści. Otwarłem pokój, wchodzę, a ten obrazek był do góry nogami, a ja go postawiłem normalnie. To była pierwsza. Później położyłem się spać i n-nagle mnóstwo mró-wróżek we łóżku, po prostu mnóstwo mrówek, a jeszcze za chwilę coś tak jakby ja to wyobraziłem wtedy, bo byłem przerażony, jakby ptak. Nie wiem, jakby sowa czy coś. Okno uderzyło tak z całej siły. No, ja byłem wtedy przerażony, ale te mrówki zgarnąłem tam, wygarnąłem z tego łóżka prześcieradła, przykryłem się kołdrą cały i-i-i tak zasnąłem.
A te mrówki miały jakąś, nie wiem, szparę czy jakąś inną, jakieś takie inne miejsce, przez które mogły tam wejść? Czy tak całkowicie, całkiem jakby znikąd się tam pojawiły? To znaczy one ogólnie tam u rodziców w domu wtedy był okres, że te mrówki tam, tylko że one były w kuchni, one w pokoju u mnie nie były jakoś, jako takie, a one były tylko w łóżku, na łóżku normalnie, bo coś mnie tam zaczęło smyrać.
Ja patrzę, a tu no mnóstwo mrówek było, na, na, na tym to taką mam właśnie, nie wiem, taką, takie coś też przeżyłem. No to, że to się skorelowało z tymi, z tymi zabawami, z okultyzmem, to rzeczywiście troszkę pietra mogło, mogło napędzić, prawda? No, no, tak, tak, tak. No i ten obrazek odwrócony do góry nogami. No to, to było, bo pokój zamykałem, bo ja miałem klucz przy sobie. Wtedy wszedłem do pokoju i po prostu no, doznałem szoku, pierwszego. No później się położyłem, no tu te mrówki i później jeszcze takie mocne uderzenie właśnie w skrzydę, w okno. A z tym obrazkiem?
Mi się takie pytanie nasunęło czy pan jest pewien, że tylko pan miał klucz do tego pokoju? Nikt nie miał żadnych zapasowych jakby kluczy? Nie, nie, nie. Ja tylko miałem, bo to był jeden klucz i-i-i ja go zawsze. To znaczy no ja go miałem. On jest tam do tej pory, bo te drzwi są tam cały czas i-i-i ten klucz tam, po prostu jeden klucz był i-i-i- Czyli krótko mówiąc, nie ma możliwości, żeby ktoś wszedł i panu takiego psikusa zrobił, żeby pana nastraszyć tym rysunkiem odwróconym?
Tak, właśnie, nie, nie, nie, nie, nie, to, to, to, tak, to, to wykluczyłem po prostu całkowicie, bo, bo jestem pewien, bo ja to ja zawsze zamykałem ten, jak tam właśnie, bo moja mama to tam no katoliczka i ten i ja taki trochę byłem czarna owca pod tym względem.
Taka troszkę można powiedzieć mała rzecz, a straszy, bo gdyby to był poltergeist, to można by się spodziewać, że tam troszkę większa, że tak to ujmę rozpierducha by była w tym pokoju, a tu tylko rysuneczek odwrócony.
Tylko rysunek odwrócony, tak? Do góry nogami, normalnie, tak jak był postawiony, tylko że do góry nogami. No i później mi się zaczęło tak sobie. To może kombinuję, że to od tamtej, bo, bo później, po tej całej akcji, no strasznie się w życiu mi po prostu taki zły przewrót zaczął.
Ogólnie wszystko źle się dziać, ale to przez pewien okres tam ogólnie, ogólnie takie różne kłopoty miałem i w szkole, bo się jeszcze uczyłem. No tak, jest tak, ja sobie to tak kojarzyłem, że to może przez tą sytuację, ale później jeszcze i mam do tej pory to, że na przykład słucham nawet, bo w pracy mam możliwość tam na słuchawkach se słuchać właśnie Radia Paranormalium. Tam mówią świadkowie na przykład i coś sobie myślę jakieś słowo, a tutaj leci właśnie ktoś tam mówi to identyczne słowo. Tylko że to jest taka zapowiedź czegoś, że coś się złego wydarzy w niedługim czasie. I to naprawdę mam już bardzo, bardzo długo taką po prostu zapowiedź, jak takie coś mi się dzieje albo nieraz coś piszę, a w radiu słyszę na przykład to samo, to znaczy jedno czy dwa słowa takie, takie same. A czy to się, to się sprawdza rozumiem, w pana życiu późniejszym, tak? Tak, tak, tak, w moim życiu tak, bo ja tam dwa lata temu na przykład miałem, moja żona, moja była żona odeszła tam, zostawiła mnie z synami. No i ona tam dużo problemów mi robiła. To ja w pracy siedząc, słuchając obojętnie tam czegoś, nawet piosenki, a coś pomyślałem, a tu to nawet siostrze mojej pisałem, że coś się wydarzy, bo po prostu tak się zsynchronizowało to-to-to, co pomyślałem z tą piosenką. Tam dwa słowa na przykład.
No a za chwilę tamta moja była żona, jakieś tam problemy takie, no takie właśnie coś, coś mi tam zadzwoniła, coś mi tam zaczęła znowu wymyślać, czy tam no takie mam nie wiem, jakby zapowiedź właśnie. No to można na różne sposoby prawda interpretować. Być może one były jakby połączone w tamtym momencie z żoną na takiej zasadzie jakby telepatycznej, że pan-Zauważył, że odbiera jakieś sygnały od niej przychodzące.
Coś tam sobie pomyślała, coś sobie postanowiła i pan to jakby jakąś, jakimś tak zwanym szóstym zmysłem przejął przypadkiem. No być może tak, być może tak, bo też pamiętam kiedyś też właśnie w domu. No to się z moim tatą bardzo też o drobnostkę, ale w sumie wyszła taka awantura i też słuchałem muzyki czy coś takiego i coś się właśnie nałożyło, że ja chcę coś pomyślałem, a tu właśnie w tej piosence no te same słowa jak gdyby się ten no a w niedługim czasie po prostu tam w ciągu pół godziny czy godziny tam z moim tatą coś tam, a to w młodości tam. No i tam awantura jakaś właśnie wyszła.
Nie wiem, ale to mam do tej pory po prostu cały czas. No tak się może zdarzać z osobami, z którymi mamy regularny kontakt. Nawet niekoniecznie musimy z nimi być blisko, prawda? Tylko wystarczy regularny kontakt z kimś utrzymywać. Miałem kiedyś coś takiego. Ja tak amatorsko zajmuję się obrabianiem zdjęć. Dzięki temu nauczyłem się obsługi Photoshopa i dzięki temu nauczyłem się robić okładki takie jak widać na kanale Radia Paranormalium, ale to szczegół. Przez bardzo długi czas byłem, trzymałem kontakt z takimi osobami, które poznałem właśnie na grupach facebookowych poświęconych obróbce zdjęć takiej amatorskiej, takie jakieś tam fotki na Instagrama i z kilkoma osobami miałem kontakt dosyć regularny i często mi się zdarzało coś takiego, że robię sobie na przykład jakieś zakupy czy coś innego tam coś, gdzieś poza domem jestem i dostaję w głowie taki komunikat, że imię i nazwisko potrzeuje zdjęcie obrobić czy coś tam, ktoś, co ma do mnie jakiś biznes. Wracam do domu, odpalam Facebooka, Messengera i się okazuje, że rzeczywiście ta konkretna osoba właśnie poczęstowała mnie całą sesją do obrobienia, na przykład. Czyli mamy takie połączenie, czy to z kimś bliskim, czy z kimś dalszym. Wystarczy...
Wystarczy, że właściwie mamy taki bardziej regularny kontakt z daną osobą i jakieś takie połączenie się między nami nawiązuje, które ułatwia jakby odbieranie i interpretowanie też często takich subtelnych sygnałów nieświadomie wysyłanych.
Mhm. No tak, bo też sny prorocze, no to też tylko że to akurat się dotyczy mojego życia tam, no i przyszłości. No to no to też mi się nieraz właśnie coś tam wyśni, że coś tam później jest, coś się tam dzieje. Właśnie to też- No w tej sferze sennej też jesteśmy bardzo otwarci, przynajmniej niektórzy, na odbieranie tych sygnałów, których normalne nasze zmysły, że tak powiem, nie są w stanie odkodować.
No właśnie, właśnie. A też zauważyłem, jak medytuję i ten, no to gdzieś tak bardziej mam ten przepływ energii, nie wiem i gdzieś tak inaczej to wszystko odbieram. Taki przepływ energii, takich prądów jakby na fizykoterapii. Nie wiem, czy pan kiedyś korzystał z zabiegów fizykoterapii, gdzie się podłącza różne elektrody i tam jakieś takie lekkie prądy przechodzą, tak falowo przechodzą przez całe ciało, na przykład tak, coś tego typu?
To znaczy tak, mhm, tak, tak, można tak, tylko nie korzystałem, ale coś takiego można, tak. Bo ja tak dwa razy dziennie, bo ja tam wstaję, wstaję o czwartej rano, tam ogólnie, bo na szóstą mam dotację, ja zimne prysznice biorę ogólnie tam rano i zawsze sobie też medytuję te poranną medytację, to tak dziesięć minut zawsze poświęcam, a wieczorem no to tam pół godziny, czterdzieści minut zawsze, zawsze też poświęcę. No to właśnie jak tak długo medytuję, no to czuję właśnie taki przepływ energii, taki dość intensywny, chociaż rano też mi się uda nieraz właśnie wejść w taki, taki stan.
No taki fajny stan, gdzie całe ciało jest rozluźnione i jakby przynajmniej na jakiś czas przestrajamy się na tą trochę inną częstotliwość. Jesteśmy tacy bardziej wyczuleni na przepływ tych fluidów, jak to się mówi. Tak, tak.
Fakt, że odsialiśmy jakby wszystkie możliwości, żeby ktoś tam wszedł do środka i panu ten obrazek przestawił. No myślę, że tutaj można jakąś siłę niefizyczną podejrzewać o zrobienie tego psikusa. Tak, nie, naprawdę to-to-to, co wtedy...
No to tak, no jestem pewien, bo ja klucze miałem przy sobie. Nie ma w ogóle zapasowych kluczy. Także, także tak, tak, to jest jeszcze te mrówki i to uderzenie w okno. No to już mnie po prostu zbiło całkowicie. A po tym uderzeniu jakiś został ślad, czy... Czy po prostu uderzyło i odleciało?
To znaczy tak jakby uderzyło i odleciało. Ja tam szukałem. Mi to się wyobrażało, że to ptak jakby dziobem czy coś, bo to takie było specyficzne, jakby jednopunktowe takie uderzenie. Ja tam szukałem, mówię może gdzieś ptak jakiś czy coś, śladu nie było. Nie, nie było widać, ale ale, ale po prostu sam fakt był, że-że-że uderzenie było takie.
No biorąc pod uwagę te paranormalne opcje, można powiedzieć, że to takie ostrzeżenie, żeby za bardzo nie wchodzić w ten temat. Tak, tak mi się wydaje, bo to później właśnie też się tak złożyło. Ja to też gdzieś tam czytałem właśnie później, że to się tak może w życiu trochę to, no źle dziać i... No nie wiem.
No może się posypać, kolokwialnie mówiąc. Może się posypać, tak, dokładnie, no tam właśnie. A w tym okresie pamiętam, że tam miałem i problemy w szkole, i później w domu, tam ogólnie nawarstwiało się, nawarstwiało, ale to przeszło, to przeszło i tak no i ja tak też zacząłem później jakby wierzyć trochę, no, w Boga katolickiego, tak, ten tak, nie wiem, czy się wystraszyłem, czy ten, ale później tam ogólnie przeszło tam. Ateistą nie jestem, bo ja tam bardziej w reinkarnację.
No-no-to wiem, że jest reinkarnacja, po prostu są... I że nie jesteśmy sami. Czyli krótko mówiąc, nie robił pan żadnych jakby zabiegów, żeby to odpędzić, tylko po prostu skończył pan zajmowanie się tym... Tymi okultystycznymi tematami i zwrócił się pan w stronę- Tak, jakby tak, tak, mhm, tak. Boga tam no może, no może też modlitwy tam wtedy, w tamtym czasie i... No i tak można tak powiedzieć, że... Dziewięćdziesiąty dziewiąty już odcinek podcastu Mówią świadkowie zwiększy obszerny fragment rozmowy, w której jeden ze słuchaczy Radia Paranormalium podzielił się kilkoma relacjami z różnych kategorii. Dziś poznamy te dotyczące poltergeistów, kontaktów ze światami oraz zdarzeń na granicy snu i jawy.
Pozostaniemy też jeszcze przez chwilę w oparach okultyzmu. Moja historia z takimi zjawiskami się zaczęła. Ja mieszkałem, za czasów dzieciństwa, w takim miejscu, w takim hotelu, który kiedyś był hotelem i on został przerobiony na blok socjalny. Także tam były takie długie korytarze. No, no normalny hotel po prostu, ale przerobiony na blok socjalny.
I my tam mieszkaliśmy. Dosyć takie patologiczne miejsce. I pierwszą moją sytuacją związaną z takimi rzeczami było, kiedy mieliśmy około sześć, bodajże siedem, sześć, siedem lat. Ktoś wpadł na fantastyczny pomysł, że zaczniemy wywoływać duchy. Który to mógł być rok?
Ja jestem rocznik dziewięćdziesiąty czwarty, więc to mógł być dwa tysiące, dwa tysiące jeden, gdzieś w przylomu wieku. No i tak jak mówię, ktoś wpadł na fantastyczny pomysł. Już nie pamiętam kto. Było nas tam kilkoro dzieci. Usiedliśmy sobie na korytarzu, tam, gdzie zawsze się bawiliśmy i po prostu każdy przyniósł z domu jakieś tam święte obrazki, jakieś obrazki z papieżem, z Jezusem, krzyżem, krzyże, jakieś po prostu każdy, co uznał za takiego religijnego, przyniósł to miejsce. Usiedliśmy sobie w kółku i jedna osoba z nas zaczęła. Znalazła jakąś modlitwę, z tego, co pamiętam, albo usłyszała, albo znalazła jakąś taką modlitwę, żeby właśnie wezwać te duchy. No i, i zaczęła tam odprawiać ten rytuał, czy nie wiem, jak to nazwać, w kontekście takiego małego dziecka po prostu zaczęła mówić tymi słowami, że wzywamy cię, duchu.
Teraz trochę mi się śmiać z tego, bo to brzmi zabawnie. Ja zdaję sobie z tego sprawę. Ale kiedy to się działo, w tym momencie zdarzyła się rzecz, która jest całkowicie niewytłumaczalna, bo w tym samym momencie pękła szyba i to pękła szyba w drobny mak. Rozumie pan? W tym samym momencie, nie wiadomo z jakich przyczyn, pękła szyba. Od razu pobiegliśmy do tej szyby i nie było nic. Nic w nią nie uderzyło, żaden ptak. Po prostu pękła szyba o drobny mak. Ja po czasie myślałem, że sobie uroiłem tę sytuację. Albo że wiadomo, że zadziałała po prostu jakaś tam fantazja. Jednak po wielu, wielu latach skontaktowałem się z kilkoma osobami, które, które-- jedna osoba zresztą już nie żyje. Zmarła w zeszłym roku, ale mniejsza o to. Skontaktowałem się z tymi ludźmi, między innymi moja przyszła dziewczyna przy tym była i rozmawiałem z nią o tym. I ona pamięta zupełnie to tak samo. Także takie coś się wydarzyło- A wykluczyliście, że to było na przykład spowodowane jakąś nagłą, nie wiem, jakąś zmianą temperatury, prawda? Czymś takim przyziemnym?
No wie pan, byliśmy dziećmi, tak się wystraszyliśmy, ale od razu część z nas pobiegła do okna, a część z nas pobiegła po prostu przez blok. Co tam się wydarzyło? I nie było żadnych oznak czegokolwiek. Także no ciężko mi to jest wytłumaczyć. Ja też jestem dosyć sceptyczny w takich sprawach i staram się podchodzić racjonalnie, ale do tej pory nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, co to było. Także tak jak mówię, po latach myślałem, że sobie to ubzdurałem, ale no niestety nie. Niestety takie coś się wydarzyło. Tak jak mówię, to był hotel. Hotel pracowniczy, który został przerobiony na blok socjalny i tam były takie po prostu korytarze, tak jak są w hotelach, szerokie korytarze. My tam jeździliśmy na rowerach, na wrotkach, także tam mieliśmy po prostu cały plac zabaw. Nie musieliśmy na plac zabaw wychodzić, bo mieliśmy plac zabaw na tych korytarzach i my tam przesiadywaliśmy. I to był generalnie jak to na przełomie lat dziewięćdziesiątych i tego wieku. No, to był dosyć patologiczny socjalny blok, także tam codziennie była policja, też wiele osób tam się powiesiło, wiele osób tam umarło. Druga sytuacja. Ja sobie zrobiłem notatki, żeby niczego nie pominąć. Druga sytuacja to właśnie po tym ciężko mi określić okres, po jakim czasie zaczęło to następować, ale generalnie dzieci rodziców moich kolegów.
Zaczęła krążyć opinia, że w naszym domu straszy i ja się tego bardzo przestraszyłem, że jest taka opinia. Też nie wiem, skąd ona się brała, ponieważ no ja nie pamiętam, może byłem za mały, ale też nie pamiętam nic takiego strasznie paranormalnego, co się działo akurat w naszym domu. Jednak tak, to było takie miejsce, w którym na przykład było wyjście na dach, dało się wyjść na dach, przechodziło się przez taką drabinkę i zanim się wyszło na dach, było takie pomieszczenie. Nie wiem, jak to nazwać. Po prostu takie przejście na dach. Trzeba było otworzyć taką u góry-- od góry kładkę i się wychodziło tak jakby na strych, taki malutki. Żeby wyjść na dach, trzeba było przejść przez ten strych. I generalnie krążyła opinia, że na tym strychu przechodzili sataniści. No i jak to wiadomo, dzieciaki baliśmy się tam przychodzić. I pewnego razu tam przyszliśmy i tam były przybite koty do ściany. Normalnie były martwe, przybite koty. Także dało nam to takie. Dało nam to pewność, że tam działy się dziwne rzeczy. To były też takie czasy, że właśnie krążyła szczególnie w naszym mieście, krążyło dużo opinii o tych satanistycznych, że oni się zbierają. Nie wiem w ogóle, czy to ma wpływ z tą sytuacją, z tymi, z tym wywoływaniem duchów, ale to był generalnie taki blok, no, że się działy naprawdę różne rzeczy. I po tym, tuż po tej sytuacji miałem sen. Ten sen pamiętam do tej pory. Tak jak mówię, miałem z siedem lat. Śni mi się, że mam urodziny i w tym śnie jest burza, a ja w tym śnie po prostu miałem świadomość, że jak jest burza, to przyjdzie diabeł. I usłyszałem burzę w tym śnie i już wiem, że trzeba się schować.
Przyszła burza, wszystkie dzieciaki schowaliśmy się za okno i wszedł ten diabeł i zaczął tam się ze mną szarpać. I się przebudziłem. I od tamtej pory co noc przed snem i miałem takie dziwne sytuacje. Nie wiem, czy też wyobraźnia zadziałała, czy co miało na to wpływ. Ja też oglądałem dużo kaset, to znaczy obejrzałem na przykład w nieodpowiednim Czasie dziecko Rosemary Polańskiego. No i była taka sytuacja, że później, przed każdym zaśnięciem, jak tylko zamykałem oczy, widziałem takie po prostu dziwnie to się mówi, bo to brzmi naprawdę jak mocno schizofrenicznie. Ale przed każdym zaśnięciem, już jako takie małe dziecko, ja widziałem jakieś takie postacie i tak jakbym tylko, że to było z takim spokojem i zamykałem oczy i tak przysypiałem i sobie wybierałem. Pokazywały mi się jakieś stwory, jakieś demony przed oczami i sobie wybierałem. Dobra, dzisiaj mi się ty przyśnisz. Nie wiem, to było takie.
Ciężko mi to nawet opisać słowami. Po prostu była taka sytuacja i nie mam pojęcia. Nie mam pojęcia do tej pory, o co chodziło, czy to zadziałała moja wyobraźnia właśnie po tej sytuacji z tym wywoływaniem duchów?Następna sytuacja. Jak byłem chory, to może nie jest paranormalna sprawa. Pewnie ktoś coś takiego miał. Może jest jakaś taka jednostka chorobowa? Może to jest jakiś błąd mózgu? Może pan też słyszał o czymś takim, ale na przykład byłem chory, leżałem w domu, patrzyłem się na telewizor i ten telewizor tak jakby normalnie, tak jakby się zoomował. Patrzyłem się i on normalnie się przybliżał do mnie tak jak w aparacie się robi zoom, no nie? I to było coś takiego. Ja się tak tego wystraszyłem, że uciekłem do drugiego pokoju po prostu i już nie patrzyłem w ten telewizor. Nie wiem, na ile to jest sprawa tego, że miałem gorączkę, no ale nie wiem, czy w gorące takie rzeczy się mogą dziać, że się zoomuje obraz.
No, takie rzeczy mogą się dziać, jak się nawet nie ma gorączki, a długo, przez długi czas się patrzy w jeden punkt. Wchodzi wtedy tak zwany efekt krwawej Mary. A polega to na tym, że mózg zaczyna po pewnym czasie usuwać z obrazu informacje, które już zna, co powoduje różnego rodzaju zniekształcenia, takie jak na przykład patrzymy na swoje odbicie w lustrze przez długi czas. Nagle jakby nasza twarz zaczęła się zmieniać. Patrzymy w jakiś punkt, w jakiś obiekt, długi czas, szczegóły tego obiektu zaczynają się zmieniać i te szczegóły, które mózg sobie tam odkodowuje. No i to czasami skutkuje takimi właśnie przerażającymi efektami, prawda? No właśnie, właśnie tak myślałem, że to ma jakieś racjonalne wytłumaczenie.
Później ja się wyprowadziłem z tego bloku, zamieszkałem u babci. Przez długi okres czasu się nic nie działo. Jednak ja się ciągle od dziecka mam takie poczucie, że jestem jakiś inny, że jestem jakiś taki, że tak jakbym no wie pan, nie pasował do tego świata. I to mam od dziecka takie poczucie takiej depersonalizacji, derealizacji, takie po prostu tak, jakbym tutaj nie pasował.
I to jest od zawsze. I drugą rzeczą — zacząłem mieć problem ze snami. To znaczy, generalnie w mojej rodzinie jest taka sytuacja, że moja mama, mój tata, moja siostra, moja babcia też — mamy jakieś, nie wiem, czy to można nazwać zaburzeniem, ale mamy jakiś taki dar. Nie wiem, czy to przekleństwo, czy intuicję.
Mamy na przykład sny prorocze, jakieś takie bardzo rozbudowane sny. Każdej nocy coś tam się śni. Te sny są bardzo różne i to jest tak jakby obarczone, no nie wiem, genetycznie. I tak, gdy byłem właśnie już w wieku nastoletnim, kładłem się spać, zamykałem oczy i widziałem sceny.
Normalnie jeszcze nie spałem. To znaczy ja myślałem, że nie spałem. Zamykałem oczy i mi się pokazywało obrazy jakieś, że gram w piłkę i że coś innego robię. I ja byłem pewien, że ja wariuję i ja się normalnie bałem. Bałem się każdej nocy, bo każdej nocy było to samo. I dopiero po wielu latach dowiedziałem się, że to były po prostu świadome sny, bo ja mogłem decydować, co ja tam robię tuż po zamknięciu oczu. Tylko to się działo normalnie, nie wiem, kilkanaście sekund po zamknięciu oczu i ja dostawałem od tego takich ataków paniki, bo jeszcze nie było takiej świadomości jak teraz na ten temat, że sobie można poczytać. Zresztą ja wtedy byłem dzieciakiem, więc nawet bym pewnie nie znalazł tego, ale byłem pewien, że ja wariuję.
Być może było coś takiego, że po prostu okoliczności, w których pan zasypiał, czy też okoliczności typu chwilowe wybudzenie się i zaśnięcie jakiś czas później powodowało spontaniczne jakby ten stan, tak? No na przykład rozbudzenie się na kilkanaście minut i pójście spać często powoduje u niektórych osób taki stan, że ciało zasypia, ale umysł cały czas jest już aktywny, wybudzony. To powoduje właśnie większą łatwość w osiągnięciu LD.
Nawet jak ktoś nie wie, że coś takiego w ogóle istnieje, tak? Okej, okej, ja rozumiem tylko, że to się działo od razu, tuż po tak naprawdę zamknięciu oczu, no nie? Także ja się nie wybudzałem po jakimś czasie, tylko, no zamykałem oczy i po chwili, no już sceny, już jakieś obrazy, już tutaj jestem, już tam i normalnie. Ja byłem pewien, ja byłem przekonany, że ja wariuję, że schizofrenia już w tych czasach, kiedy miałem komputer i czytałem w internecie objawy schizofrenii, no ja byłem pewien, że, że już świruję, no wie pan?
No też mogło być coś takiego, że pana ciało szybciej zasypiało, a umysł potrzebował troszkę więcej czasu na zaśnięcie. Tak, też tak może być. Tak, tak, ja rozumiem. No właśnie, tak jak mówię, to teraz wiem, że to były te sny świadome. W międzyczasie, jak już mieszkaliśmy u tej babci, zdarzyła się taka sytuacja. Mieliśmy obok sąsiadkę. Ta sąsiadka była dosyć wiekową osobą. Miała tam pewnie, strzelam z osiemdziesiąt lat i ona bardzo mnie lubiła. Zawsze dzwoniła domofonem, żeby jej wnieść zakupy i tam dawała mi jakąś dyszkę czy nawet za darmo i wnosiłem. Po prostu, no pomagałem jej. I pewnego razu ona zmarła i my się jeszcze nawet nie dowiedzieliśmy o tym, że zmarła. I tego samego dnia, tego samego dnia siedzimy. To była jesień, także wszystkie okna były pozamykane. Siedzimy sobie w kuchni, ja, babcia i moja mama także jest trochę świadków na to. Nagle moja mama mówi: "patrz do góry, co to się dzieje?"
Patrzymy się do góry, a żyrandol. Dodam jeszcze, że nie ma możliwości ingerencji kogoś, bo nikt tego żyrandola nie dotyka. Nawet moja babcia tam nie dostanie, ani nikt z mojej rodziny. Tym bardziej jest wykluczony przeciąg jakikolwiek.
Nawet jeżeli by był przeciąg, to jest niemożliwe, żeby ruszyć ten żyrandol, ponieważ to był taki-Starodawny PRL-owski żyrandol z takimi kloszami szklanymi po bokach. Zaczął się kręcić. W ten sam dzień. My jeszcze nawet nie wiedzieliśmy, że ta sąsiadka zmarła. Zaczął się kręcić.
Kręcił się no nie wiem, parę minut w jedną stronę, tym samym tempem i później odkręcił się. Też z tym samym tempem i się po prostu zatrzymał. I jak do tej pory o tym wspominamy, moja babcia jest dosyć taką osobą wierzącą, także boi się trochę takich rzeczy, no ale taka sytuacja nas spotkała. Także myślę po prostu, że sąsiadka przyszła dać znać, że albo jakaś energia, która z niej z niej wyszła, że po prostu nie wiem, może przyszła podziękować za pomoc. Fakt, że to się stało po prostu tego samego dnia, w którym ona zmarła. A sprawdzaliście może godziny, kiedy ten żyrandol się mniej więcej mogło zacząć ruszać? Czy porównywaliście to z godziną, w której sąsiadka odeszła z tego świata?
Jeżeli oczywiście ta informacja była wiadoma. Nie. Wie pan co, nie znaliśmy do końca godziny. Wiedzieliśmy tylko dzień, bo ona tam mieszkała sama. Także nie mieliśmy nawet szansy się, nawet nie mieliśmy szansy się dowiedzieć, o której ona zmarła. Wiemy, że tego samego dnia. Klasyczna policja, krótko mówiąc.
Tak, tak. I wie pan co, jak ja komuś o tym opowiadałem, jak ja słyszę, słucham też pana audycji, jak tak się słucha z boku, to sobie człowiek wyobraża, dobra, to jest jakiś błąd w mózgu, coś tam się przewidziało. No ale nas była trójka i wszyscy widzieliśmy to samo. I naprawdę to było coś takiego, że zapamiętam to do końca życia. Kolejna sytuacja. Ja grałem w piłkę, chodziłem na mecze. To była bodajże niedziela i wróciłem rowerem z meczu zmęczony. Wchodzę na samą górę tam do mojej babci, szykuję się, bo oni byli na wsi u wujka, u cioci i chciałem tam po prostu pojechać do nich. No i wiedziałem, że oni tam są. Wszedłem na górę, spakowałem rzeczy i ja pamiętam do tej pory, że ja miałem fobię, że sprawdzałem gaz. Zawsze sprawdzałem gaz dwa razy, czy po prostu się nie ulatnia. Drzwi zawsze zamykałem na dwa razy. No i dobra, zamknąłem drzwi, tam sprawdzałem ten gaz, schodzę na dół do piwnicy, schodzę sobie powoli i dzwonię w międzyczasie do babci.
Schodzę do tej piwnicy i mówię ću, jadę do was tam na wieś. A ona mówi nie ma sensu, bo my zaraz wracamy. Ja mówię no to dobra, No to wziąłem z powrotem rower do piwnicy. Wchodzę na górę sobie powolutku patrzę, a drzwi otwarte są na oścież. Normalnie drzwi otwarte są, no najbardziej jak się dało.
Wchodzę do środka już taki przerażony. Wszystkie światła zapalone. Rozumie pan? Wszystkie światła były zapalone. Jak wybiegłem z tego domu, nie było szansy, żebym tam wszedł sam. I nawet nie ma takiej możliwości. Nawet jeżeli bym drzwi jakimś cudem zapomniał, chociaż no nie było szansy na to. Wyszedłem przed dom po prostu i taki przestraszony czekałem, aż ktoś się pojawi. Pojawił się kolega, ale zanim się pojawił kolega z tej klatki wychodził facet. No normalnie on wyglądał jak z lat dwudziestych. Wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie. Wiem, że to mógł być przypadek, że ten facet był u kogoś innego. No ale wychodził facet w garniturze, taki starszy facet z walizką, z czarną walizką i do tej pory nie wiem, czy to był taki zbieg okoliczności dotyczący tego zdarzenia, ale takie coś się wydarzyło, że naprawdę aż jak mówię w tym momencie to mam ciarki. No i przyjechał mój kolega.
Wchodzimy na górę. Oczywiście drzwi otwarte na oścież, wszystkie światła pozapalane. Kolega się patrzy na mnie jak na wariata. Mówi co ty sobie jaja robisz? No ale niestety nie robiłem sobie jaj. A sprawdzał pan, czy coś czasem nie zniknęło? Właśnie myśli pan pewnie w kontekście tego faceta, co wychodził- Nie, nie tak myślę. W ogóle w kontekście, że ktoś tam mógł, ktoś mógł, że tak powiem, się zainteresować zawartością pana mieszkania, tak?
Ja nawet nie zdążyłem wyjść z bloku. Tak jak mówię, ja zamknąłem drzwi i schodziłem po schodach do piwnicy i dzwoniąc do babci, ciągle byłem na klatce. Także nawet zanim ja wszedłem z powrotem, nawet nie zdążyłem wyjść z bloku. Także nikt nawet w tym momencie nie wchodził, także nawet nie było takiej opcji, żeby ktoś wszedł tam na górę. No nie? Bo nie było żadnych jakichś śladów sugerujących na przykład grzebanie przy zamku, prawda?
Nie, nie, nie, nic nie było, nic nie było takiego. No po prostu drzwi otwarte na oścież i wszystkie światła. Ja jeszcze wszedłem, pamiętam i patrzę w przedpokoju światło zapalone, w kuchni światło zapalone, wszystkie światła zapalone. Nie mam pojęcia co to było, czy coś się za mną ciągnie od tego momentu. Właśnie tak sobie ostatnio gadałem z kolegą i nie wiem, czy coś się za mną ciągnie, bo też mi się w życiu od dziecka tak naprawdę no nie układa i nie wiem, czy coś się za mną ciągnie od tego momentu właśnie wywoływania duchów. No ale takie rzeczy się dzieją. No i tak, tak jak mówiłem, od dziecka mi się nie układa w życiu. Czuję tak, jakby oddech. Ja to ja też tworzę trochę muzykę, taką mroczną i czuję po prostu jakieś. Czuję po prostu, jakbym czuję taki mrok w sobie i mam to od dziecka. Ja to personifikuje oczywiście, nie chodzi za mną jakaś postać, ale ja mówię, że ja mówię na to zawsze, że to jest pan Mrok, że jak mam taki stan właśnie depresyjny czy coś się dzieje złego, to mówię, że przyszedł do mnie pan Mrok.To, co panu powiedziałem, to jest tak tylko na podorędzie, to sobie pozapisywałem, ale naprawdę też bardzo wiele rzeczy powypierałem. No tak jak mówię, od dziecka czuję coś. Od dziecka czułem, że coś jest nie tak, że coś mi towarzyszy. No nie wiem. No i szafki nie trzaskają na ten moment nic się niby takiego nie dzieje, ale czuję jakiś no ten pan mrok gdzieś tam jest w tym cieniu. No nie wiem naprawdę jak- A czy pan czuje tak, jakby jakaś siła się za panem, kolokwialnie mówiąc, ciągnęła? tak. No bo Ciężko mi to ubrać takimi słowami. No ale, no ale tak tak naprawdę, tak naprawdę to tak jak mówię, no nic, za co się zabiorę, nic mi nie wychodzi. Byłem też w związku też nie wyszło. Synka mam z tego związku, na szczęście mam bardzo dobry kontakt z nim, no ale no nic nie wychodzi, z czego się zabiorę.
Nie umiem stworzyć nawet żadnej takiej długotrwałej relacji. No nic się nie udaje, ja już sam zaczynam wariować. Nie wiem, czy ja mam się naprawdę udać do jakiegoś egzorcysty, chociaż w to nie wierzę. No powiem panu szczerze, że nie wierzę w to. Mój racjonalny umysł nie jest w stanie sobie tego wytłumaczyć, na jakiej zasadzie to ma działać innej niż potęga podświadomości.
No myślę, że nawet taka wizyta u takiego przyziemnego eksperta pod tytułem psycholog też mogłaby dużo dać, bo ja tutaj podejrzewam, że za jakąś częścią pana tych różnych takich przykrości życiowych stoi pewna taka może stać pewna trauma, którą pan doznał na przykład w dzieciństwie, którą pan jakby wyparł ze świadomej pamięci, ale która jednak jakoś cały czas tam tkwi i ma wpływ na pana życie. Też tak może być. Wydaje mi się, że też tak może być. No nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia.
No w każdym razie nie wszystkie jakby tutaj przykrości, które nas spotykają w życiu, muszą mieć jakieś prawda pochodzenie paranormalne, tak? Tak, tak zdaję sobie, zdaję sobie z tego sprawę. Naprawdę to są takie sytuacje, o których często myślę, no i nie mam racjonalnego wytłumaczenia na to.
Wiem, że jest jakaś energia i nigdy się nie dowiemy tak naprawdę do końca, co to jest. Możemy badać, możemy rozkminiać, że tak powiem. No my za życia się nie dowiemy tego, co to tak naprawdę jest. I to jest i to najbardziej. Największy mi ból sprawia, że my się tego nie dowiemy.
I to już wszystkie historie przygotowane do dzisiejszego odcinka. Dziewięćdziesiąty dziewiąty i już raz przekonaliśmy się, że w życiu wielu osób zdarzają się rzeczy co najmniej niezwykłe. Zapewne część z nich dałoby się wyjaśnić w sposób racjonalny.
Zresztą w wielu zapisach rozmów obecne są próby racjonalnego wytłumaczenia opisywanych zdarzeń. Zawsze jednak pozostaje ta część, która przynajmniej obecnie wymyka się wszelkim próbom racjonalnego ich wyjaśnienia. Dajcie znać, co sądzicie o poznanych dziś historiach.
A jeśli macie jakieś swoje relacje, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Przypominam, że w kioskach czeka na Państwa grudniowy numer miesięcznika Nieznany Świat, a w nim obok ciekawych publikacji o tematyce paranormalnej i ezoterycznej czeka na Państwa również zaproszenie do udziału w Wielkiej Medytacji Nieznanego Świata, którą jak co roku poprowadzi dla Państwa Paweł Byczuk. Zapraszam oczywiście również do zajrzenia na kanał Nieznanego Świata na YouTube, gdzie obok między innymi zapisów spotkań w nieznoświatowej księgarni znajdziecie również dźwiękowe wersje relacji z rubryki Dotknięcie Nieznanego i wybranych publikacji z bogatego archiwum Nieznanego Świata.
Polecam również Państwa uwadze kanały Ady Edelman Biuro Duchów, Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. A zapowiedzi kolejnych audycji i innych ciekawych treści, z pełnym archiwum podcastów do pobrania włącznie znajdziecie na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl.
I to tyle na dziś. Swoim tempem zbliża się setny odcinek podcastu Mówią świadkowie, które planuję wypełnić relacjami o spotkaniach z żywym folklorem i wysoką dziwnością. Zapraszam gorąco do nadsyłania swoich relacji pod kontakty, które usłyszycie za chwilę i które są wstawione w opisie pod tą audycją. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium, Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę, Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.