Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty. Tajemnicze istoty. Niezwykłe wizje. Klątwy. Mrożąca krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium.
Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższych kilkudziesięciu minut z kolejnym odcinkiem niezwykłego podcastu, w którym ludzie tacy jak Wy dzielą się swoimi historiami o spotkaniach z Nieznanym. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". W dzisiejszej audycji poznamy garść relacji o bliskich spotkaniach z tak zwanymi "ludźmi cienia" (po angielsku shadow people). Ludzie cienia to tajemnicze ciemne sylwetki humanoidalne, które często przewijają się w relacjach o spotkaniach ze zjawiskami paranormalnymi.
Według doniesień świadków, pojawiają się nagle i równie szybko znikają, a ich obecność bywa związana z uczuciem strachu, niepokoju lub wręcz grozy. Choć spotkania z nimi najczęściej trwają bardzo krótko, zwykle zapadają świadkom w pamięć na bardzo długo i wywierają na nich bardzo dogłębne wrażenie. Ich pojawianie się można wytłumaczyć na wiele sposobów, od bardziej paranormalnych, zahaczających o wielowymiarowość, po bardziej przyziemne, odnoszące się do zmęczenia, iluzji, zaburzeń pracy mózgu czy też błędnej identyfikacji jakiegoś zdarzenia w sytuacji stresowej. Bez względu na to, jakie wyjaśnienie Państwo wybierzecie - bo jestem pewien, że po premierze tej audycji rozwinie się gorąca dyskusja w komentarzach - jestem pewien, że przygotowane na dziś relacje pokażą nam, jak bardzo różnorodny charakter mogą przybierać spotkania z ludźmi cienia. Na dobry początek proponuję, abyśmy wysłuchali relacji, która jakiś czas temu zagościła w odświeżonej czołówce podcastu "Mówią Świadkowie". Będzie to niezwykle intrygująca historia z Wielkopolski, pochodząca od Słuchaczki, która nagrała ją własnym głosem i udostępniła nam poprzez jeden z profili społecznościowych. Posłuchajmy.
Dzień dobry. Troszeczkę się tutaj ociągałam z odezwaniem do państwa, ale nigdy nie było czasu i przestrzeni, żeby dokładnie usiąść i to wszystko opisać. Powiem tak, miałam w życiu parę historii, ale myślę, że ta jedna historia, którą przeżyłam, pierwsza historia w sumie paranormalna, którą przeżyłam, jest historią, jest sytuacją, gdzie jestem stuprocentowo pewna tego, co doświadczyłam, co odczuwałam i co widziałam. Wszystkie inne to jest takie zawsze niedowierzanie i zastanawianie się, a może to nie było to. No ale przechodząc do rzeczy, ja tutaj będę używać imienia, bo znając siebie po prostu w międzyczasie zapomnę, więc po prostu będę używać imienia mojej przyjaciółki prawdziwego, bo na pewno się zagolpuję.
Sytuacja wyglądała tak, że moja przyjaciółka od wielu, wielu lat, my się znamy od 6 roku życia, przyjaźnimy od 12 roku życia. My zawsze gdzieś głęboko się interesowałyśmy właśnie duchami, zjawami, UFO, różnymi tego typu sprawami. Czytałyśmy różne książeczki, które kupowała jej mama, która też się jakby interesowała tymi tematami.
Siadałyśmy na kocu, na jej ogrodzie, i wspólnie czytałyśmy o zaginionych cywilizacjach, o duchach, o UFO, poltergeistach. Więc to zawsze gdzieś tam był temat, który nas mocno interesował. I teraz tak. Moja przyjaciółka mieszkała w domu, to był dom należący do jej ciotki od strony ojca, gdzie na pierwszym piętrze właśnie mieszkała ta ciotka.
Ona była wdową, ponieważ jej mąż zmarł, jakoś wcześnie mocno. A cały parter był zajmowany przez moją przyjaciółkę wraz z rodzicami. Jej rodzice to byli lekarze. Ona zresztą też po wielu latach lekarzem została.
Już nie pamiętam dokładnie, ile miałyśmy wtedy lat. Myślę, że coś... To były czasy gimnazjalne, więc musiałyśmy... Musiał to być rok ile? No gimnazjum zaczęłyśmy 13 lat, no to był rok 2002. No to to było gdzieś koniec gimnazjum.
15-16 lat miałyśmy. I ona zaczęła mi opowiadać historię, że w jej domu coś jest. Coś łazi. Coś tupta. Coś skrobie po meblach. Że nie mogą jej rodzice spać, było normalnie słychać pod łóżkiem szorowanie paznokciami, tupanie.
No czuć jakąś osobę. Zawsze było to powiedziane, że to jest czuć albo słychać. Jakieś szuranie, deptanie. Coś takiego było. No ja wiadomo jarałam się takimi tematami, ale zawsze podchodziłam tak, no dobra, no opowiadaj, no niech to się wydarzy.
No ja jaram się, pewnie chce trochę mi zaszpanować, że coś takiego u niej jest, że fajnie itd. No i gdzieś tam miałam to z tyłu głowy. Zresztą oni dość mocno się tym stresowali, bo ja pamiętam do dziś, że u nich w oknach zawsze były różańce.
Oni się tym mocno stresowali i bali, że to jest coś demonicznego. Oni byli mocno wierzący w ogóle. No może nie tak bardzo mocno. No byli wierzący. Mieli też wody święconą w domu, więc gdzieś tam uczę się, że to jest coś demonicznego.
I oni tam wyczyszczali tą przestrzeń, żeby jakby tego się pozbyć w ich możliwy sposób. I gdzieś to z głowy mi wyszło. Jej rodzice często chodzili na imprezy, więc ja często do niej przychodziłam wieczorami.
Siadałyśmy sobie, oglądałyśmy filmy, jak to nastolatki. I jednego wieczoru siedziałyśmy i wtedy dokładnie pamiętam, oglądałyśmy Top Gun'a na DVD. Siedzę u niej na kanapie, ona poszła coś robić w kuchni.
To była kuchnia otwarta z widokiem na salon, więc wszystko jakby miałyśmy ze sobą wzajemny kontakt. Odskoczyłam, jakby coś mnie wystraszyło na maksa. To było tak, jakby ktoś zza węgla cię wystraszył. Po prostu odskoczyłam, bo się wystraszyłam.
A dopiero chwilę po tym zobaczyłam, to była czarna postać, cała cienista. Wielka postać. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Pierwsza, co pobiegła po wodę święconą, zaczęła spryskiwać.
To po sekundie zniknęło. Bo to była dosłownie sekunda, jak to się pojawiło. Najpierw poczułam strach, potem się to pojawiło i zniknęło. Ale to było coś tak przerażającego. Ja to normalnie widziałam. To była duża, męska postać.
To miało przynajmniej z 2 metry. No ja wtedy siedziałam też na kanapie, więc mogło mi się wydawać, że było dwumetrowe, mogło być mniejsze. Ale to było po prostu przerażające. Ja pamiętam, że ja wtedy od razu wyszłam od niej do domu, do rodziców, bo byłam mega wystraszona.
Ona chyba poszła do ciotki tam na górę, bo oni tak nie mieli za bardzo kontaktu między sobą. No i to jest właśnie ta historia, której nigdy nie zapomnę. I pewnie zastanawia się Pan, jak się to wyjaśniło wszystko. Jakby, jakie było, co to mogło być. No bo my tak tego nie zostawiłyśmy.
*** tego przynajmniej tak nie zostawiła, bo pytała się paru osób zajmujących się ezoteryką, co to mogło być. Były różne teorie. Były teorie, że to jest jakby duch miejsca, że to jest duch natury jakiś, że to pochodzi, że blisko było jakiś cmentarz i to jest duch jakiegoś człowieka, który został tam pochowany.
Ale powiem tak, najlepszą teorię przedstawiła parę lat temu ***, moja przyjaciółka nazywa to białą szeptuchą. I wydaje mi się, że to jest najbardziej racjonalne wyjaśnienie tego, ponieważ ona powiedziała, że to jest zmarły mąż tej ciotki, która mieszka wyżej. Po latach okazało się, że ten zmarły mąż, ta szeptucha już też miała wiedzę na ten temat.
On był jakimś strażnikiem w oświęcimiu ponoć. On był z wykształcenia weterynarzem. Polakiem oczywiście. Więc tam w ogóle była jakaś niefajna sytuacja z nim. Jakby on był jakąś taką negatywną postacią w tej rodzinie. I najprawdopodobniej to on łaził i straszył po tym domu.
Ja powiem tak, ja potem nigdy już tego nie widziałam. To był jeden, jedyny raz, a wielokrotnie przychodziłam do mojej przyjaciółki. Ale ja się też nie skupiałam jakby na dźwiękach, nie wiedziałam, że to jest coś, co się dzieje.
Nigdy nie było cicho, jak byliśmy we dwie. Ona najczęściej to w nocy słyszała, jak była całkowita cisza w domu. Ale w tym momencie, to był w ogóle moment, kiedy ja uwierzyłam. To nie było tak, że ja chciałam uwierzyć, jak agent Mulder, tylko ja już uwierzyłam.
Ja wiedziałam, co ja przeżyłam. Ja byłam stuprocentowo pewna tego, co to było. Znaczy, co to było, co widziałam. Jakby ktoś mnie dzisiaj wybudził w środku nocy i spytał się, jak ta sytuacja wyglądała dokładnie tak samo, jak w tej sytuacji.
Tak samo bym opisała, tak jakbym normalnie była w tamtym pokoju wtedy. No, ale zgubiłam wątek oczywiście. Co jeszcze? Rodzina ojca mojej przyjaciółki bardzo nie lubiła tej matki. I ja myślę, że tam jeszcze mogła dodatkowo wzmacniać tą osobę tego ojca.
To jest już moja teoria. Tego ojca, taka nienawiść tej rodziny była karmiona po prostu w stosunku do tej matki. Bo to najczęściej też właśnie ta matka. To czuła, jakby to słyszała. Ona i ta m***a właśnie.
Więc to były te dwie osoby, które najbardziej odczuwały zagrożenie z tej strony. I teraz pewnie kolejne pytanie się nasuwa. Czemu tego nie nagrałyśmy? No więc teraz czatka już nie żyje. Moja przyjaciółka udziedziczyła właśnie ten dom.
I robiła wielkie takie oczyszczenie całego tego domu. Właśnie przy pomocy tej szaftuchy. No i pierwsze, co ja powiedziałam, to m***a. Weź to nagraj. No kurde, będziemy mieli dowód na istnienie tego. No ale niestety m***a ma taką osobowość, że ona się tak bardzo tego boi.
Ja rozumiem ten strach, ale myślę, że chęć przedstawienia światu dowodów na istnienie tego byłaby we mnie przynajmniej silniejsza. Niż sam strach. No i nie nagrała tego. Nawet dźwięków nie chciała nagrać, bo też się bała.
Więc no dowodów nie mamy. Teraz też myślę, że będzie inna sytuacja. No bo jak ona zacznie tam remontować, to też będę tam częściej. Bo ona się w końcu wyprowadziła z tego domu. I ostatnie ile? 15 lat. Ja mam teraz 35.
Tak, ostatnie 15 lat już mieszkała w innym domu z rodzicami. Ta ciotka mieszkała sama. My sami też się nie pojawiałyśmy. A teraz jak już ona jakby dostała ten dom w spadku, no to też będzie inna sytuacja.
Zobaczę czy to po prostu nadal tam jest. Nie wiem, nie umiem powiedzieć, czy jakby oczyszczanie się sprawdziło. No, więc to jest jedna z tych historii, którą ja przeżyłam. Jak kiedyś mnie najdzie, to pewnie opiszę jeszcze inne, które już nie są aż tak niesamowite jak ta historia, ale też są całkiem interesujące, tak mi się wydaje.
Dlatego to chciałam przekazać. Bardzo dziękuję i pozdrawiam. Do widzenia. Dziękujemy naszej słuchaczce z Wielkopolski za tę niezwykle interesującą relację. Kolejny z naszych dzisiejszych rozmówców przekazał drogą telefoniczną relację o zdarzeniach z różnych kategorii.
W tym kilka klasycznych, można powiedzieć, przypadków bliskich spotkań z cienistymi istotami. Posłuchajmy. To było jak chodziłem do gimnazjum. Obecnie mam 36 lat. Wtedy miałem 16. To było 20 lat temu. To był 2003 rok.
Drugi, trzeci, trzeci. Wróciłem z gimnazjum. Nic tutaj się takiego wcześniej nie działo. Wróciłem ze szkoły. Moje rodzice pracowali, byli w pracy. Ja wróciłem wcześniej. To była 13 z hakiem 14. Rodzice byli około 16.
I ja miałem taki zwyczaj, że tak jak dzisiaj piję kawę co lat, wtedy piję herbatę. No, tam zawsze musiałem sobie kawę albo herbatę wypić. Kiedyś herbatę. Wróciłem, rzuciłem plecak stąd. Zrobiłem sobie herbatę. Pamiętam z tych torebek.
Pamiętam to jak dzisiaj. Ogólnie ja się nie boję raczej niczego. Jestem raczej taki, wie pan, niepuchliwy, że tak powiem. Jedyne czego się boję to duchy i tym podobne zjawiska. To tego się boję na pewno.
Tego jednego tylko się boję. No, ale szedłem, zrobiłem herbatę, zalałem sobie i wychodzę z kuchni. Muszę przejść przez przedpokój prostą drogą do pokoju dużego, gdzie był telewizor. Pooglądać sobie telewizję, wypocząć.
I wyszedłem z tej kuchni z tą herbatą i na przedpokoju, to było tak jakoś przed wakacjami, także to był jakoś maj, początek czerwca, ciepło już było. Ale na przedpokoju było zimno, ciepło i zimno. I nagle, no mówię, no coś jest nie tak. To za zimno tu jest, nie?
To jest pomieszczenie, że tak powiem ciemne. Tu nie ma okna, żeby tam, nie wiem, się nagrzeć czy coś tam, ale no. To jest mieszkanie 50 metrów też bez przesady. Nie ma takich różnych temperatur. Tym bardziej, że zwróciłem uwagę, że jest jednak coś za zimno.
Poczułem nagle czyjąś obecność, tak jak kogoś bym miał z tyłu. Takie dziwne uczucie, taki tak zwany ten siódmy zmysł. I się oglądam. Zatrzymałem się z tą herbatą. Oglądam się za siebie, patrzę. A przed toaletą, na końcu korytarza, przed pokoju, stoi postać.
Ona wyglądała tak jakby z mgły. Była gęsta mgła, powiedzmy. I wyciąć sylwetkę ludzką. Bez twarzy, tam bez szczegółów, tak? Po prostu ludzka sylwetka jakby wycięta z tego dymu. Takiego szarego, z mgły. Tak to wyglądało.
I to stoi. I zaczyna się poruszać powolutku, na szczęście powolutku w moim kierunku. Ja już miałem krok do pokoju. Od razu zamknąłem drzwi, włączyłem telewizor. Byłem sam w mieszkaniu. Byłem przerażony tym.
I pod koc. I oglądam telewizor. I głośno zrobiłem. Tylko, żeby tutaj nie weszło. No nie weszło. Zniknęło, poczekałem. Siedziałem tam w pokoju, pod kocem. Czekałem, aż wrócą rodzice. Opowiedziałem. No oczywiście zbagatelizowali sytuację.
No ja, moi rodzice są, że tak powiem, silnej wiary katolickiej w Boga wierzą. Raczej nie przyjmują do siebie takich rzeczy. No wysłuchali, no przytknęli. Zajęli się swoimi sprawami, także. Później tą postać widziałem jeszcze dwa razy.
Raz widziałem w mieszkaniu, byłem też sam. I raz pamiętam, bo był Sylwester. Był u mnie kolega. Był u mnie kolega z gimnazjum. I teraz tak. To było około północy. No i wchodzimy tutaj wiadomo. Jakaś wódeczka.
Coś do jedzonka. I siedzimy w kuchni. U mnie. I wtedy tak mieliśmy. Ja miałem siedzenie w kuchni pod oknem. I naprzeciw drzwi. Były. No i siedzimy z kolegą. Polaliśmy. I już mamy pić. I kolega zamarł bezruch. Kompletny bezruch.
I ja kątem oka widziałem, że coś przeszło przez przedpokój do toalety. W tym fragmencie otwartym w drzwi od kuchni. No ta biała postać, nie? No i mówię, ciekawe czy on to widział, ale już widzę po reakcji, że widział.
No i pyta się mnie, czy ja to widziałem. No mówię, no widziałem. Co to jest? Powiedziałem, że po prostu czasami się pojawia tutaj taka, nie wiem, no duch czyjś. Ale mówię, nie zaczepia, nie atakuje. Po prostu się pojawi, się po prostu pokaże, przejdzie.
No od razu kolega, że tak powiem. Co sobie musiał kolega wtedy pomyśleć, prawda? No, no, no to jest mój jedyny świadek, który to widział. Bo ja już mówię, no nikt mi nie uwierzy, ale kolega to widział.
Nie mamy dzisiaj kontaktu, ale no od razu wiadomo. Zawinął butelkę, mówi, że idzie pić pod blok do parku. Nie wie jak ja. No mówię, no przecież ja tutaj sam nie zostanę, mówię, nie? No to od razu wyprzestnęliśmy.
No po Sylwestrze też mamie mówiłem, że taka sytuacja miała miejsce. Mówię, że kolega, no może przyjść tutaj potwierdzi, że też widział. No mama to wzięła w żart, że no to pewnie tam nie wiadomo co piliśmy i nawet jeszcze nie zdążyliśmy tak naprawdę.
Ja podejrzewam, że nie. Ja podejrzewam ogólnie z tym, że mówię nie wiem, bo to było 5 lat po śmierci dziadka. Dziadek był takim człowiekiem, on przeżył wojnę, on był bardzo prawy, on też był bardzo, bardzo, no do przesady był wierzącym człowiekiem też w Boga, więc do przesady.
Ja jestem oczywiście ogólnie ateistą. Ja taki, no że tak powiem, no muszę coś zobaczyć, żeby uwierzyć, że tak powiem, tak? Muszę mieć dowody. Bardziej wierzę nauce niż wiadomości. Tak? Tak. No, niż, że tak powiem, w ciemno.
Dziadek był strasznie, strasznie wierzący. Nie znam drugiej tak wierzącej osoby. Nawet, nie wiem, pani katechetka w szkole mniej wierzyła jak dziadek. On był człowiekiem, który przeżył wojnę, był bardzo prawy, bardzo taki był, no tylko praca, praca jest wartością człowieka.
Ile dajesz z siebie, tyle jesteś warty, tak? Porządek bardzo, bardzo był taki on, że tak powiem. Mówię, to było... Zresztą ze śmiercią dziadka też była 11 lat. Ale mówię, to 12 lat miałem jak dziadek zmarł, wtedy miałem 17.
Nie wiem, no po 5 latach by się nagle tu pojawił, no nie wiem, no nie wiem. Że mu się wtedy też nie spodobało w tego Sylwestra, że sam z kolegą tu będę alkohol pił, bo za życia na pewno by mu się to nie spodobało.
A może to była tak jak znajoma mi mówiła, której to opowiadałem, że takie rzeczy nie każdemu można opowiedzieć. Ale ludzie, którzy widzieli, to wiedzą, że takie coś jest. Wie pan, ja tego nie wykluczałem wcześniej.
Że duchy istnieją, że UFO istnieje, dopóki nie zobaczyłem zresztą jednego i drugiego. Nie wykluczałem, ale no mówię, może jest, ale ja nie widziałem. Zobaczyłem, wiem, że jest. Jeśli ktoś mi mówi, bo z różnymi osobami na takie tematy rozmawiałem i dużo, dużo historii znam, też się interesuję tego typu rzeczami.
Dużo ludzi, wie pan, jest po prostu takich, że no... A tam po ty gadasz i ten... Ja mówię, ja się nie gniewam. Mówię, nie musisz wierzyć. Nie widziałeś, nie ten... Zobaczysz, nie będziesz potrafił wytłumaczyć tego, uwierzysz.
Mówię, spokojnie. A mam pytanie odnośnie tego mieszkania. To jest jakieś stare mieszkanie? Bo może coś, mogło coś się wydarzyć w przyszłości, co by jakby tłumaczyło pojawienie się tej postaci mgliski. Ja już o tym myślałem.
Nie, tu się nic takiego nie wydarzyło. Tu nikt nie zmarł. Babcia zmarła, jak miałem cztery. Pięć lat w drodze do szpitala. A dziadek w szpitalu, ale stricte w mieszkaniu nikt tutaj nie zmarł. Nic takiego się nie wydarzyło.
A mówię, my tu jesteśmy od początku, tak? Mieszkanie jest po dziadku. Także no... A od tej postaci pan i kolega czuliście coś takiego jednoznacznie negatywnego? Były jakieś jakby fluidy od tej postaci idące?
Nie, nie. Naprawdę panu powiem, że nie. Nie, nie. Naprawdę panu powiem, że nie. To po prostu się pojawiało. To było na pewno inteligentne. I na pewno to się potrafiło, powiedzmy, zatrzymać w drzwiach i zniknąć.
Wejść do toalety. Toaleta jest mała, ciemna, tam zniknąć. Ale czułem tylko obecność, ewidentną obecność energii. Że ktoś jest w mieszkaniu. Ale nie czułem żadnego, że to mnie... Byłem przestraszony strasznie.
Ale nie czułem, że to mnie zaatakuje czy coś. To mnie nigdy nie atakowało. To się tylko pojawiło, okazało i znikało. Nawet ze znajomą rozmawiałem, że to mogła być nawet zbłąkana po prostu dusza jakaś, która czegoś chciała ode mnie.
Ja się nie umiem komunikować z duchami. Boję się ich, więc tutaj ode mnie nic nie dostanie w każdym razie. Ale sobie nie życzę ogólnie takich kontaktów, że tak powiem. Ale... Nie, nic takiego nie było. I to było...
I to zaraz pan powie coś innego. Ale to było takie, mówię, jasne, jakby z mgły wycięte, nie? Jakby z mgły wycięte. To nie sprawiło wrażenia, że jakby reagowało na pana zachowanie, prawda? Nie, nie, nie, nie, nie.
To po prostu przeszło przez przedpokój. Tutaj wtedy się zatrzymało w drzwiach raz i zniknęło. A później w tego Sylwestra to po prostu powolutku sobie przeszło. Także się zakomunikowało, dało znać, że tu jest.
I przeszło, ale nie było żadnych... Przeszło i poszło po prostu. Tak, tak, tak. Nie było żadnych zakłóceń tam prądu, żadne przedmioty. Tu się jakoś nie tego, nic takiego nie było, nie? Taka jakby manifestacja, nie?
Nie wiem do dzisiaj, bo tam też siedziałem tutaj w mieszkaniu. nie przychodź, mówię, do mnie nie chcę, ci nic nie dam, nic ci nie pomogę. Mówię, nie przychodź, mówię, won mi stąd, mówię, nie? I już kupę, kupę lat tego nie widziałem.
Kupę lat spokój. Jeszcze odnośnie tej istoty nasunęło mi się takie skojarzenie, taka jakby konstatacja, że może ta istota po prostu was nie zauważyła. Bo jest coś takiego, tu osoby parające się chociażby obie, szczególnie sprawami typu odprowadzanie zmarłych, twierdzą, że zmarli w pewnych sytuacjach jakby utykają gdzieś tam w drodze między tym światem a tamtym, między naszem światem i naszą. Tak.
I opiekunowie nie są w stanie do nich dotrzeć, bo opiekunowie operują na wyższych wibracjach, przez co zmarli traktują ich jako duchy. A może być tak, że istoty, które my tutaj nazywamy na przykład ludźmi cienia, one mogą operować na niższych wibracjach, wskutek czego my widzimy ich, ale oni nie widzą nas.
Cholera wie panu powiem, nie wiem, nie wiem. Możliwe? Możliwe, nie wiem. Nie wiem, nie wiem, ale strasznie się tego wystraszyłem, ale to na szczęście mówię. To nie było mną tak naprawdę chyba zainteresowane.
Po prostu przeszło, poszło, nie? Także może tak być też. Kojarzę jeszcze, że kiedyś taka jasnowidząca Renata Engel opisywała sytuację, po której już nigdy w życiu nie tknęła alkoholu, bo alkohol też mówi się obniża wibracje.
I po spożyciu alkoholu widywała właśnie to, że jest to alkohol. I po spożyciu alkoholu widywała właśnie takie ciemne postaci. I z tego powodu już nigdy więcej ani kropli, prawda? To chyba zależy kto ile wypije i ile pije czasu.
Ale też możliwe i cholera wie. To jest jeszcze wszystko, że tak powiem. Mamy niby zaawansowaną naukę, technikę, a dalej jeszcze w wielu kwestiach to są powijaki. Wiele kwestii. Nie możemy wytłumaczyć niewykluczone, że nie wiem, za sto lat jak już, nie wiem, nas nie będzie, to będą możliwe normalne kontakty ze zmarłymi, tak?
Nie mówię tutaj o tej tablicy tej... Ouija. Ouija, tak. Tylko po prostu będzie jakaś technika, może to się tak rozwinie, że naprawdę taki świat istnieje. Można się kontaktować, można się radzić, dopomagać, nie wiem, pytać ich o coś.
Tylko po prostu nie odkryliśmy jeszcze tego, nie? No, musiałoby się sporo w nauce tej mainstreamowej, akademickiej pozmieniać, bo on tutaj zdecydowanie chyba dominuje jeszcze ten światopogląd materialistyczny, prawda?
Oj tak. Tak, tak, tak, tak, tak. Tak, tak. Absolutnie. Nauka to tam jest przeciwko temu. To też nie jest dobre, chociaż też to się zmienia, że kiedyś to było, że nie, nie, nie, a teraz jest, może coś jest, nie wiadomo, może nie ma już tak bardziej...
Pamiętasz jakieś przebąkiwania o wirtualnych... Rozstawianych. ...przebąskowaniach, o wirtualnej rzeczywistości, prawda? Coś teraz tak, tak, tak, te dziwne takie zawieszone w miejscu samoloty, że to mówią, ruch samochodu po prostu się niweluje z ruchem samolotu na niebie i to taki efekt, no ale były nagrania, że gościu stoi na ulicy, nie jedzie samochodem, tylko stoi na ulicy i widzi zawieszonego ptaka, zawieszony samolot, tak? To jest też dziwne.
I to też niedawno w sumie wyszło. Wcześniej o tym nie słyszałem. To nie wiem. To ma parę lat dopiero, nie? Te zjawiska takie dziwne. No, to ja kiedyś szukałem, też mnie to kiedyś zainteresowało, ale szukałem materiałów jakoś parę lat temu i nie mogłem za wiele znaleźć poza takimi właśnie nagraniami.
Nagrania na Birds Frozen in the Sky, na przykład, gdzie ptak zawisa w powietrzu. Oczywiście to były nagrania bardzo takiej różnej jakości, także może biorę tutaj poprawkę. Mikrowalówką, czajnikiem. Tak, mikrowalówką jeszcze przepuszczone przez kompresję Facebooka.
Tak. Także mogły pewne detale niezwykle istotne w postaci kabla na przykład poginąć, no ale zawsze jakoś tak, zawsze też jakaś taka klapka jest, że coś w tym może być. Panu powiem na przykład, że tak jak też pan kiedyś w którymś programie zauważył, że pan jest bardzo sceptycznie rozstawiony do takich nagrań właśnie w telewizji, jakieś programy czy coś.
Tak. Tak, to jest czegoś... Ja nie oglądam programów typu filmów tamte Blair Witch Project czy tam coś takiego, że tam oni gdzieś co... nagrywają na żywo coś tam tego. Nie wierzę w takie nagrania, żeby akurat oni pod kamerę mają już albo że...
Gdzieś jeżdżą z jakimś tam sprzętem, są takie programy z Ameryki, z Anglii, że jeżdżą po jakichś tam opuszczonych na przykład szpitalach psychiatrycznych w takich kostnicach, jakichś tam domach starych i tam dostają takie programy.
Tak. Dziękuję. Tak. Dziękuję. Dziękuję, panie przewodniczący, pani przewodniczący, panie przewodniczący. Imtem są takie programy z Ameryki, z Anglii, że jeżdżą po jakichś tam opuszczonych na przykład szpitalach psychiatrycznych, jakichś takich kostnicach, jakichś tam domach starych i tam wystawiają sprzęt i już mają zaraz od razu znaki.
I raczej do tego właśnie też podchodzę sceptycznie. To po prostu jak ktoś coś ma zobaczyć, to to zobaczy i nie trzeba zadawać sprzętu, nie wiadomo co ten sprzęt dokładnie wykrywa. No i też bierzmy pod uwagę zawsze w takich przypadkach to, w jaki sposób działa nasz mózg, szczególnie coś takiego, co nazwano kiedyś pareidolia.
Tak, że sobie tam na siłę coś tam, prawda, i zmawia i to zobaczy i też tak może być. No i mówię też wiadomo, że to są, jesteśmy otoczeni różnego rodzaju falami i tak dalej. Mówię, to jest sprzęt bardzo czuły.
Cholera wie tak naprawdę, co on wyłapie, wyłapie jakąś potężną. Po prostu zwykłą falę, gdzieś jest, nie wiem, z radia, z jednostki wojskowej, a też Wojsko Macuda, bo pamiętam, jak byłem w 2008 roku, to na jednostce mieliśmy takie patrole, że tak powiem nocne pododdzioła, patronowanie jednostki.
I ciekawa rzecz była, że było takie jedno miejsce na jednostce przy końcu jednostki, przy płocie i zawsze i mi i koledze. I drugiemu koledze. Z którym też miałem patrol później. Rozmawialiśmy zawsze tam czy z telefon, czy z rodziną, czy z dziewczyną.
Zawsze w tym jednym miejscu rozłączało rozmowę natychmiast. Trzeba było jeszcze raz dzwonić. Pytaliśmy tam sierżanta, no mówił, że to ten taki, nie wiem, czy blefował, czy nie. To jest taki system, który nie wypuszcza fal z jednostki i on nie przyjmuje jakoś tak, hamuje jakieś tam fale też, nie? Coś takiego, nie?
I po prostu w tym jednym miejscu zrywało. Tak, bo to jest taki typ połączenia zawsze. Także też różne są takie, że tak powiem, techniczne urządzenia. Różne możliwości. Tak, tak, mówię. Tego, co takie sprzęty tak naprawdę wyłapują, to jest też, nie wierzę w takie aż, aż takie coś.
Mówię, to jak ktoś coś zobaczy, to jest przypadek, tak? To nie jest, że to na siłę, bo ja chcę. I teraz też, tak jak właśnie pan mówi, wtedy jest ta percepcja, tak? Żecie sobie tam, o, to na pewno było to, tak? Nie.
Jak niespodziewanie w takie relacje wierzę. Niespodziewanie. Niespodziewanie, a nagrań jest dużo, dużo jest oszustw też, też w Niedowiary tam też się było, było oszustwo, że jak się gościu skupi, to się woda pojawia na suficie podobno.
No to jest legendarny przypadek. Tak, tak, dużo ludzi mataczy dla, dla poklasku, dla, nie wiem, dla sławy jakiejś, nie wiem, nie uznaję czegoś takiego, tym bardziej, że z takich rzeczy nie powinno się robić.
I maksimum to jest Halloween. Nie, że tak powiem, no, z takich rzeczy się raczej żartować nie powinno, bo to nie jest zabawne, że tak powiem. To są dość poważne rzeczy. Szczególnie jak ktoś dla własnej skóry jakby, no, doświadczy tego typu rzeczy.
Dokładnie, dokładnie, dokładnie. Nie wiem, co to było. Ostatnia sytuacja była taka, no, szczerze, miesiąc temu. Miesiąc temu była u mnie moja dziewczyna na noc. No, no, no, no, no, no. Tutaj nadmienię, że...
No, z Marii dopiero co tata. I on już właśnie był w takim stanie, no, wykryli u niego po prostu chorobę nowotworową, no i to już było po prostu czekanie, tak? To bardzo zanonsowany stadium. No, był umierający, żył, ale już, już był umierający.
To kwestia tygodnia była. No i późno też przyjechała, mówi, to zostanę na noc, dobra. I się położyliśmy. Ja leżę przy ścianie. Moja dziewczyna, ona jest w ogóle też bardzo, bardzo sceptyczna. Kompletnie niewierząca w takie różne rzeczy.
Dopóki sama nie widziała, ale to osobno. Zaraz panu odpowiem. Nie ducha, tylko zmory. Zmora. Ta czarna taka postać. No i była godzina koło 3 i 3 w nocy. Ja się przecknąłem, ale nie tam, że się ruszyłem, tylko wie pan, otworzyłem oczy, patrzę i mówię, co to?
Mówię, moja dziewczyna siedzi na łóżku, nie? Tak jakby... Bo zarys taka, taka czarna jak smoła. Jak smoła. Moła postać bez oczu, bez żadnych szczegółów, po prostu. Tutaj też postać taka właśnie człowieka, niedużego zresztą.
Tylko czarna, czarna jak smoła, czarniejsza niż otoczenie. Ja mówię, zarysy takie? Mówię, o co ona siedzi na łóżku? Mówię, co to? I tak delikatnie przykręciłem głową na tą postać. Ta postać przekręciła głowę na mnie i na momencie zniknęła.
Mówię, o cholera. Mówię, patrzę, a moja dziewczyna normalnie leży na poduszce. Tak? Z jakichś, nie wiem, 30 centymetrów ode mnie. O, o kurde, mówię. Ale zmora, mówię. Czyli, mówię, tam widocznie, nie wiem, manifestuje się coś po prostu, że...
Nie wiem, czy tam jej tata wtedy właśnie jara, czy coś, mówię. Cholera, mówię. Dziwna rzecz, ale mówię, nie będę jej mówił, mówię, ona i tak nie wierzy, a... Coś biego pewnie palnie zaraz, a zresztą, mówię, nie będę jej też strasił, bo ona tam...
To niby nie... Nie tego, nie tego, a potem jeszcze mówię myśli, bo to tam... Za nią ciężko trafić. Powiedziałem jej dwa dni po tym. Zdążyłem jej powiedzieć, mówię, bo nie mówiłem ci od razu, gdzie ja tam rano poszedłem do pracy, tego.
A ja mówię, ci nie mówiłem, mówię, nie chciałem cię dymem popatrzeć, no ale, mówię, takie coś było i to powiedziałem. Nie mówiła nic. Rozmawiamy za dwa dni. Ona wtedy była na noc u swojej siostry. I mówi, słuchaj, mówi, zmorała.
Aaaa, mówię, widzisz, mówiłem, że to ty ją przyciągnęłaś. Aaaa, bo wcześniej tu nie miałem zmorch żadnych. A mówię, no to jak opowiedz, mówię, a to widzisz, mówię, że takie coś istnieje. No coś, mówi, cholera ten, no bo stała, mówi, obudziła się w nocy też i kot się bawił na podłodze i chciała tego kota zawołać.
No ona patrzy na okno, jakby za firaną czarna postać, ale u niej była w kapturze. W takim płaszczu w kapturze. I mówi, coś, czarna postać w kapturze. No i mówię, i co zrobiłaś? Nic, mówię, wzięłam tego kota, zawołałam, mówi, wzięłam go od siebie, do łóżka się obróciłam, do ściany uznałam.
Mhm, no okej, nie wiem. Ale jakoś później nie komentowała tej postaci, nie wiem? Nie, bo ona jest raczej taka sceptyczna. Po prostu była ta zmora, po prostu i tyle. Była, tylko ona się odwróciła, na pewno zniknęła i tyle.
Ale widziała. Tak jakby troszkę to trąci takim jakby osignorowaniem czegoś, co wykracza poza zakres percepcji, prawda? Tak, no mówię, no ja takie rzeczy wiem, że są. Ja wierzę i wiem. I też kiedyś kolega też u niego była zmora i też mówi normalnie, że nawet atakował.
Mówi, no bo tam też taki kawał byka jest i tam, on tam się nie boi, że tak powiem. Tam jest taki dziarski, że tak powiem. Chłopak. I proszę pana mi opowiadał, że otwiera oczy, coś stoi nad łóżkiem. Mówi, się machnąłem ręką, kopytem.
Mówi, się zerwałem. Mówi, nic już nie było. Także ja wiem, że i dużo jest relacji o zmorach, że one przychodzą właśnie często też właśnie jak coś złego się zapowiada. Jakieś złe wydarzenie powiedzmy, tragiczne czy coś.
I wiem, że zmory to jest dosyć popularne zjawisko. Także to jest coś innego. Także to jest coś innego niż duchy. Też jest jakaś forma ducha, nie wiem, energia. To nie jest czysto stricte duch, tak? Tylko to jest, no zmora to jest po prostu nawet w mitologii słowiańskiej już występowała.
No to końce, szczególną zmorą jest szczególnie często pojawienie się w momencie, gdy jesteśmy na granicy jakby snu i jawy, tak? Jeszcze nie zaznaczyliśmy, ale jesteśmy już w miejscu zaśnięcia. I to też.
Tylko mówię, ja też jestem taki, że tak powiem nocny Marek. Ja jak nie pracuję ogólnie, to wie pan, ja śpię długo, a do nocy chodzę. I też o różnych porach zasypiałem i w różnej, w różnym stanie, że tak powiem zmęczenia, nie mówię upojenia alkoholowego, ale też zmęczenia.
Nigdy zmory wcześniej nie miałem, a tu akurat mówię, no tata mojej dziewczyny umierał, no to akurat ona u mnie była i była ta zmora. Ja mówię, no ona ją przyciągnęła po prostu tam, chodziła za nią chyba.
Teraz poznamy zdarzenie, które wyróżnia się na tle innych zgłoszeń o ludziach cienia, tym, że w przypadku opisanym przez naszego kolejnego rozmówcę, takich postaci pojawiła się cała grupa, przy czym jedna była wyraźnie większa od pozostałych.
I z tego też powodu świadek uznał ją za przywódcę grupy. Więc te pierwsze doświadczenia z nieznanym miałem w roku 2014. Więc to pierwsze doświadczenie z nieznanym miałem w roku 2014. W okolicach wakacji, to był prawdopodobnie lipiec, godziny 22-23, bo pamiętam, że za oknem było już ciemno i w salonie, w którym siedziałem w tamtym momencie była włączona lampka.
W salonie, w którym siedziałem w tamtym momencie była włączona lampka. I w pewnym momencie, jak oglądałem telewizję, w miejsca, w które patrzyłem, zaczęły się pojawiać takie dwuwymiarowe cienie. I patrzyłem w prawą stronę pokoju i tam się pojawiły.
Najpierw pojawił się pierwszy, później spojrzałem w drugą stronę, tam się pojawił. I w pewnym momencie przestrzeń pomiędzy stołem a meblościanką, tam gdzie się chodzi po pokoju, stały dosłownie na całej długości pokoju.
I teraz jak myślę o nich, to one były dwuwymiarowe, tam nie było żadnej grubości. One miały tylko kontur, wysokość i szerokość. I każdy z nich miał... To był taki jakby wycieniony obszar, tak? Coś na tej zasadzie?
Wycieniony obszar, ale on był czarny, ale jasny. I musiałem skupić wzrok, żeby je zobaczyć. I to, co się rzucało w oczy, to to, co miały jakby na górze. W tamtym momencie myślałem, że to jest jakiś kapelusz.
To było bardzo ostro zakończone. Tak lewa i zła. I lewa i prawa strona tego, nazwijmy to, kapelusza była bardzo mocno zaostrzona. I im dalej jakby się patrzyło w dół, to niektóre z nich, te postacie tak się troszeczkę zwężały do dołu, a niektóre z nich były zupełnie symetryczne.
I niektóre z nich miały w miejscu, gdzie u ludzi znajdują się oczy, były czerwone kropki. Ale nie wszystkie te postacie te kropki miały. I jeden z nich, on był... Można to powiedzieć, że tak bezpośrednio przede mną, był najwyższy.
I ta wysokość to myślę, że mogło być ponad 2 metry, bo był równo z meblościanką. Jak wiadomo, meble są dosyć wysokie. I tak jak pamiętam, był równo albo troszeczkę poniżej tej meblościanki. I miałem takie wrażenie, że on jest zarządzającym tą grupą, że jest pewnego rodzaju bossem.
A obok niego stał bardzo niski ciepły. Bardzo niski cień. Myślę, że sięgałby mi tak do połowy płytki, może na wysokość kolan. I miałem wrażenie, że to jest mała dziewczynka. Że ten wysoki jest osobnikiem, nazwijmy to płci męskiej, a ta najmniejsza, że to jest dziewczynka.
I drugi taki bardzo mały cień znajdował się po prawej stronie. To też będzie na obrazku, który panu przysłałem. I to było na szafie, na tej meblościance po prawej stronie. I wszystkie, jak patrzyłem na nie, to wszystkie na mnie patrzyły.
I to trwało dosłownie 10 sekund, 15 sekund. Wyszedłem z pokoju i po jakimś czasie wróciłem do pokoju i ich nie było. Przyszła moja mama, usiadła po mojej prawej stronie na drugim końcu kanapy. I one znowu się pojawiły.
Ja się pytam, czy ty to widzisz? Tutaj są jakieś dziwne postacie. Ona tak się na mnie patrzy. Mówi, że nic nie widzi. I nie sądzę, żeby wtedy uważała, że sobie żartujemy, bo właściwie u nas w rodzinie zajmujemy się sprawami ezoterycznymi.
Moja babcia od lat 80. zajmuje się tarotem. Teraz już się nie zajmuje, ale zajmowała się w latach 80., 90., jeszcze na początku 2000. Ja jako małe dziecko często się tymi kartami bawiłem. Potrafiłem wchodzić na szafki, żeby te karty wyciągnąć, bo ona je chowała przyde mną.
I też sam dosyć wcześnie zacząłem się interesować kartami. To był 2009 rok, czyli miałem 12 lat wtedy. Ale wtedy, jeszcze w 2009, tak do 2014 nic nie widziałem. Nie interesowałem się duchami. Raczej wszyscy mnie z otoczenia tak straszyli, żeby się tym nie zajmować.
I rzeczywiście się nie zajmowałem. I wtedy, kiedy te cienie się pojawiły, nawet nie wiedziałem, kim one są. Oczywiście wcześniej oglądałem programy o duchach. I najczęściej to były zjawy, duchy, które są białe, szare.
Natomiast nigdy nie widziałem i nie czytałem o tych ludziach cieniach. Dopiero dwa albo trzy lata później po tym zdarzeniu, tak z ciekawości pisałem opis do internetu, co to może być. No i pojawiły się strony z opisami.
I rysunki, które ci ludzie wstawiali do internetu, były bardzo podobne do tego, co ja widziałem. Oni najczęściej opisywali spotkania z jednym cieniem, ewentualnie z dwoma. Nigdy nie widziałem opisu, żeby było ich kilka.
Teraz jak myślę, ile ich mogło być, to oni tak stali od okna do drzwi wyjściowych z tego pokoju. Pokój jest dosyć spory, więc myślę, że ich mogło być no co najmniej siedem, siedem osiem. Więc dosyć sporo.
Oni tak całą długość jakby tego pokoju zajęli, tak? Tak, stali, dosłownie stali w miejscu, w którym się chodzi. A jeżeli to są osoby, no istoty nadprzyrodzone, to tak naprawdę mogły stać gdzie tylko chcą.
A one akurat stały w miejscu, gdzie się przechodzi i patrzyły się tylko na mnie. Bo ona ich nie widziała, tylko ja je widziałam. Więc musieli mieć jakiś zamiar, żeby przyjść do mnie i żebym tylko ja ich widział.
I w pewnym momencie po prostu przestałem ich widzieć i już nigdy się więcej nie pojawiły. To był pierwszy i ostatni raz. W sumie dwa razy. Można się zastanowić nad tym, jaki mógł być w ogóle cel takiej wizyty tak dużej grupy tych postaci, prawda?
Bo to wygląda tak, jakby po prostu pojawiły się, popatrzyliście na siebie nawzajem i zniknęli, tak? Tak, natomiast byłem troszeczkę przestraszony, bo już nawet samo to, że wyszedłem z tego pokoju, więc odczuwałem strach.
Ale jakby nic mi nie zrobiły. One stały nieruchomo i tylko pojawiały się tam, gdzie patrzyłem. I tylko pojawiały się tam, gdzie patrzyłem. I w pewnym momencie stały na całej szerokości i mogłem sobie tak po prostu na nie patrzeć.
I po prostu sobie stały i się patrzyły. Nie było żadnej zwanej temperatury, nie było żadnego zaburzenia prądu, tak? Żadny prąd nie zgasł, wszystko było jak najbardziej normalnie. No i pojawiły się i zniknęły. I taka historia.
No i nie było też chyba żadnej interakcji między wami z tego, co pan tutaj opisuje, prawda? Nie. Po prostu stały i się patrzyły. I pan z czym mi się skojarzył ten szczegół, ten, to co wyglądało jak kapelusz z Men in Black, z tak zwanymi ludźmi w czerni.
No tutaj takie skojarzenie mi się nasunęło, mimo że Men in Black to są zwykle istoty takie ewidentnie fizyczne. Tutaj, no tutaj, tutaj sam jakby cień był widoczny, tak? Cień i bardzo delikatny, to był czarny kolor, ale bardzo delikatny, przez który było wszystko widać.
Tak? Mogłem, widziałem meble, telewizor, który się śmiało. Wszystko było widać, ale... No i te oczy. Tylko niektóre z nich miały w miejscu, tam gdzie powinny być oczy, czerwone kropki. Może nie tyle była to czerni, co taki jakby odcień szarości, taki ciemny, tak?
Bo skoro pan to widział dosyć wyraźnie, to jakoś taka szarość to musiała być chyba. Tak, odcień, no taki bardzo jasny, czarny, ciemna szarość. Tak. No i ta różnica wysokości. Jeden był bardzo duży, a dwa były mniejsze i też taka dziwna myśl wtedy, no, że ten najwyższy to jest mężczyzna, że jest bossem, liderem, a ten mniejszy...
Moja pierwsza myśl, że to jest mała dziewczynka, ale taka bardzo, bardzo mała, tak na wysokości kola by mi sięgała, a tamtym był równy z tą meble ścianką albo troszeczkę niższy, więc około dwóch metrów, tak plus minus.
No i ten drugi, taki mały, był na wysokości... Stał dosłownie na tej ścianie. Stał dosłownie na tej ściance, tak po prawej stronie. Żadnych kończyn, żadnych nóg, tylko kontury, długość, szerokość i te oczy.
Próbując wyjaśnić jakby sprawy typu pojawienie się istot w mieszkaniu, zawsze się nasuwa takie pytanie o historię mieszkania. Czy to jest jakiś stary dom? Coś może się tam mogło wydarzyć w przeszłości? Co mogło jakby nagrać pojawienie się tych istot?
Wie pan co? To jest budynek po niemieckim. W takiej starej części, no w centrum tego miasta, dosyć stary. Wcześniej tam mieszkali Niemcy. No i wiadomo, po wojnie został opuszczony i potem przejęty przez Polaków.
I nasza rodzina mieszka w tym budynku od początku lat 60-tych, myślę, że od roku 60-tego. Czy były śmierci w tym mieszkaniu? No były śmierci. Mój dziadek zmarł, zmarła matka mojej babci. I jej ojciec. Na dole też jest sąsiadka, to u niej też mąż zmarł. Jak ja się urodziłem, to w 98-tym chyba.
Ja się urodziłem, a on zmarł rok później, w 98-tym roku mniej więcej. Ale jakby w tym pokoju nic wcześniej się nie działo. To był pierwszy raz, kiedy coś widzieliśmy. Drugi pokój w tym mieszkaniu jest taki, nie tyle co straszny, ale pokój, w którym moja mama na przykład było się spać.
Zawsze mówiła, że coś zmarła. No i? No i zawsze mówiła, że coś dziwnego czuje w tym pokoju, ale no to był pokój obok. Taka sypialnia, mała sypialnia, a to co się działo z tymi cieniami to był salon, więc pomieszczalniu, które nigdy nie było kojarzone z takimi dziwnymi sytuacjami.
No, takie można powiedzieć mieszkanie z historią, budynek z historią. Chyba tam czasy wojny, krótko po wojnie, to dosyć obfitowały w różne dramatyczne... prawda, wydarzenia, szczególnie jak Armia Czerwona najechała i przejechała przez nasze terytorium. No to można pospekulować, że może, może to są jakby postaci wcześniejszych mieszkańców tamtego budynku, prawda?
Wiem, co to był. To był budynek jeszcze przedwojenny, wybudowany przed przedwojną, dosyć sporo. I całe te budynki wokół to są kompleksy, jakby to nazwać... nie tyle to sanatorium, ale takie miejsce, gdzie Niemcy przyjeżdżali się kurować. To w ogóle historycznie ta miejscowość była miejscowością sanatoryjną.
I te budynki w centrum były najczęściej takimi prywatnymi miejscami, gdzie oni się kurowali. I nasz budynek właśnie był jednym z tych budynków. Był jakby takim jakby sanatorium. Natomiast czy to ma jakiś związek? No, może, może miejsce.
Nie, związek może nie mieć. Nie wiem, nie wiem do czego oni się pojawili. Rozumiem, że pan jakby nie za bardzo może podać dokładnie nazwę miejscowości, prawda? No to jest miejscowość 25 minut od Wrocławia. O, tak to nazwijmy.
Czyli Dolny Śląsk. Dolny Śląsk, tak. Na Dolnym Śląsku dużo takich, dużo różnych dziwnych rzeczy się około wojny działo, także można tutaj... duże pole do spekulacji na tematy jakby paranormalne, paranormalno-historyczne można powiedzieć. Tak.
Można też tutaj brać pod uwagę tą wersję, że to mogli być jakby mieszkańcy, poprzedni właściciele przedwojenni tego budynku, tak? Bo to było, jeżeli to było sanatorium, to może... nie wiem, czy tam ktoś stale zamieszkiwał przez jakiś czas.
Byli właściciele, mężczyzna i kobieta i byli pracownicy. To myślę, że to pracowniczki były najczęściej. Więc no co najmniej... No właściciele, dwie osoby, jeszcze pracownicy, to tak może, nie wiem, pięć, sześć osób tam pracowało i jeszcze goście, gdzie kuracjusze.
No krótko mówiąc budynek z historią. Kolejne intrygujące zgłoszenie o bliskim spotkaniu z Człowiekiem Cienia pochodzi z Wrocławia, gdzie taka postać pojawiła się w 2021 roku w obecności rodziny podczas spotkania przy stole wielkanocnym.
To jest związane z... Historia z ludźmi Cienia, tak jak ja potem czytałem, to były święta, żeby pana nie skłamać, wielkanocne, trzy lata temu. I to ja przeżyłem ze swoim ojczymem. Więc opowiem całą historię.
To był poranek świąteczny i tak dalej. Jemy śniadanie, rozmawiamy tam o jakichś rzeczach paranormalnych. I mój ojczym coś tam o swoim aniele stróżu zaczął opowiadać, bo on taki trochę jest, że on po mostach chodził, na górze i tak dalej.
I powiedział, że on ma swojego anioła. I powiedział, że on ma swojego anioła stróża, który go pilnuje. I sytuacja wygląda następująco. Ja to widziałem też bardzo krótko, ale utkwiło mi to w pamięci. I rozmawiamy o tym aniole stróże i ja się obracam, wie pan co?
Widzę taką wysoką, czarną postać, która miała czerwone oczy. Ona miała, nie wiem, 2,5 metra, bo to ona była aż pod sufit. I mówię, widziałem to i nie czułem od tej istoty, że ona jest wroga. Czy zła. Siostra mówi, że do mnie mówi potem, a może to był jakiś demon i ty go widziałeś.
Bo ja po tej śmierci, którą przeżyłem, w wstępie do klinicznej, zacząłem być bardziej wątpliwy na takie paranormalne rzeczy. I ta sytuacja najbardziej jest ciekawa. Mówię, ta postać była, tak jak ludzie cienia opisywali, ale ona była wysoka bardzo.
Miała czerwone oczy, nie miała jakoś twarzy, zarysów twarzy i tak dalej. Miał czerwone oczy, nie miała jakoś twarzy, zarysów twarzy i tak dalej. Zarysów twarzy ja nie widziałem. Najciekawsze jest to, że jak ta postać znikła, ja powiedziałem coś takiego.
Na stole, okna pozamykane, na stole stał sok w kartonie, który nie jest możliwością, żeby mógł się przy zamkniętych oknach na stole, gdzie my siedzieliśmy obok. Tam ja mówię coś takiego, bo to chciałem sprawdzić.
I mówię, jeśli naprawdę to byłeś ty i istniejesz, to daj jakiś znak. I wie pan, co się stało w momencie, w którym ja wypowiedziałem to. Sekundę później ten sok z całym impetem przebrócił się na stole sam.
Rozumiem, że ten karton soku był na tyle wypełniony, że nie było możliwości, żeby go coś... On był pełny, on był zamknięty. On był pełny. Nie ma wszystkie okna pozamykane, nie ma możliwości. Więc ja mówię, że to dało namacalny znak, że jest, że istnieje.
I to z tych wszystkich historii uważam to najbardziej za najciekawszą, z tego względu, że nie ma możliwości, żeby go przyzwyczaić. I to z tych wszystkich historii uważam to najbardziej za najciekawszą, z tego względu, że nie ma możliwości, żeby go przyzwyczaić.
I to z tych wszystkich historii uważam to najbardziej za najciekawszą, z tego względu, że nie ma możliwości, żeby go przyzwyczaić. No ja jestem pewien, no nie jestem człowiekiem... Bo moja mama, bo ja opowiadałem, że będę mówił, aż wariata z siebie zrobisz, ale ja mówię, mamo, jeśli ja to przeżyłem i namacalnie widziałem to i to dało znak.
Mogę wziąć w razie czego, jakby było trzeba ojczyma na świadka, bo on to też widział z tym sokiem, on tej postaci nie widział, bo on siedział tyłem, plecami. Ta postać tak jakby go za ramię, trzymała go za ramię.
Tak ja to ujmę. bo ja to tak widziałem. Ale ojczym wtedy nic nie czuł, tak? Z tego co rozumiem. Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie. On nie mówił, że nie czuł, ale no taki też się odwrócił szybko, tak jakby, nie wiem, może czuł.
No ja się mogę go zapytać, bo ja tak naprawdę z nim jakoś super o tej sytuacji, no wspominamy tą sytuację, ale mówię, no wydaje mi się, że nie czuł. No taka sytuacja dosyć mrożąca, rzeczywiście krew w żyłach, to by świadczyło, że była widoczna, była wyczuwalna czyjaś obecność przynajmniej.
No wie pan co, no to dało znak, że ja po tej sytuacji tak się trochę tymi ludźmi cienia, też o kapeluszniku trochę czytałem, bo ta postać, że ten kapelusznik właśnie, że czerwone oczy, bez twarzy i tak dalej, taki wysoki, ja tak sobie zacząłem łączyć i mówię, no ciężko mi powiedzieć, co to było.
Bo to jest, moim zdaniem, to jest najciekawsza historia, bo ona mi tak najbardziej utkwiła, że widziałem tą postać, bo naprawdę ja ją widziałem i to mówię, to były sekundy, ale ja ją widziałem dosyć dokładnie, że widziałem te czerwone oczy, widziałem, że ona jest bardzo wysoka, ona była cała czarna, była bardzo wysoka, no i tak jak mówię, no straszne, strasznie na mnie to takie wrażenie zrobiło, jeszcze ta sytuacja, że ja tak chciałem potwierdzić, bo mówię, no może faktycznie mi się coś przewidziało, mówię, może, ale niemożliwością jest, proszę pana, że ten sok z takim impetem, bo to była dość duża siła, przewrócił się zamknięty sok pełny przy zamkniętych oknach, zero przeciągu na stole, że to coś dało znać, że istnieje, że jest, ja mówię, może to jakaś istota z innego wymiaru, czy, no nie wiem, później o tych ludziach cienia też czytałem i tak trochę można by to było podpiąć pod tych ludzi cienia, a troszkę nie.
Tą postać ja widziałem dosyć dokładnie, ona miała z 2,5 metra czerwone oczy, była cała czarna, z tego co zapamiętałem, to nóg ja dokładnie nie widziałem, ale widziałem, że ta postać jest dość chuda, ręce można powiedzieć, dłoni nie widziałem, ale widziałem taki zarys jakby rąk, no to ona była strasznie wysoka i strasznie chuda, miała czerwone oczy i to tyle, co mogę, i dała znać, że jest, jestem przekonany w 100%, że ona, jak ja powiedziałem, jeśli naprawdę istniejesz i to ty, to daj jakiś znak i wtedy ten sok się przewrócił, że wrócił z całym impetem.
Rozumiem, że tutaj wykluczył pan możliwość, że tą postacią mógł być na przykład jakiś cień rzucony przez jakiś obiekt? Nie, nie, nie, nie, nie. Taka była wyraźnie się odróżniająca, odcinająca od otoczenia postać.
Ja ją widziałem po prostu, ja ją widziałem, ja widziałem, że to nie jest żaden cień. Czyli tak jakby ktoś był razem z wami w pokoju, tak? Tak. Taki czarny. Dokładnie i to było właśnie przy rozmowie o tym Aniele Stróżu i tak dalej, no to ja mówię, no podpiąć czarny, a on...
Anioł, mówię, z czerwonymi oczami, no tak trochę mi się to dziwne zaczęło wydawać, ale to było przy takiej normalnie wielkanocne śniadanie, rozmowa przy śniadaniu o tym Aniele Stróżu, bo tak jak mówię, mówię ojczym, on lubi sobie po tych barierkach przez mosty przechodzić, on miał też dosyć kilka takich wypadków bliskich śmierci i tak dalej no i wtedy ta postać się ujawiła.
Mówię, to były trzy, cztery sekundy, nie więcej, ja ją widziałem do... dosyć dokładnie, że mówię, nie wydaje mi się, że to był jak oman i tak dalej, no bo mówię, ona dała, autentycznie dała znać, że istnieje, że to była ona.
Tym sokiem, no moim zdaniem nie jest to raczej jakoś normalnie wytłumaczalne, że sok bez żadnych jakichś tam ludzkich czy tam, nie wiem, atmosferycznych zjawisk był w stanie się z takim impetem przy zamkniętych oknach tam przewrócić.
No to za ciężkie zdecydowanie, to musiałaby być siła, ale jednak dosyć mocna. Nie, nie tam jakiś podmuch wiatru, tylko musiałby ktoś fizycznie dotknąć i to przewrócić, tak? Dokładnie, dokładnie. Najbardziej, no zastanawiam się do dzisiaj, bo to mówię, trzy lata temu to było, co to była za postać, czy to była jakaś postać z innego wymiaru, bo to ja naprawdę nie czułem ani, że ona jest zła, ani jakiejś wrogości.
Do dzisiaj mi to chodzi po głowie, co to mogło być, bo ja to namacalnie widziałem, no. Widziałem i ta istota jeszcze dała znać. To już jest niesamowite samo w sobie. Dobrze, że pan to rozumie i tak dalej, bo to jakbym komuś opowiedział obcemu, takiemu, nie wiem, dalszemu znajomemu, no to by uznał, no wariat.
Nie wiem jak inni członkowie pana rodziny, ale pan i ojczym jesteście chyba takimi osobami, w przypadku których zetknięcie pierwszy raz z czymś niebytłumaczalnym, no jakby spowodowało otwarcie w jakiś sposób na kolejne, jakby postrzeganie kolejne, tego typu zjawisk.
Zjawisko weszło jakby w wasz obszar postrzegania, tam już zostało i wasza świadomość jest jakby bardziej otwarta na, na, na, na rejestrowanie i kategoryzowanie sobie w jakiś sposób tych zdarzeń. No może tak być, może tak być, no bo mówię, po tym zdarzeniu to ani już mi się ta postać więcej przez te trzy lata ani nie ujawniła, ani nie pokazała, ani nie miałem nawet w domu żadnych jakichś takich sytuacji, że, a często właśnie zasypiam przy waszych audycjach i mówię i tak nawet no, no nic, do tej pory nic.
Tak czasami wie pan co, sobie nawet podświadomie mówię, a może byś się znowu mi ukazał, bo mówię, ja nie czułem, że to jest złe, ani tak dalej i do tej pory nic, no już tak jak normalnie by życie szło dalej.
Nie miałem żadnych już więcej takich sytuacji związanych z jakimiś paranormalnymi zjawiskami. No może ta istota się panu pokazała wtedy, bo jakieś cele w tym, jakaś miała, prawda? No tak, tak, tak, tak, dlatego ja mówię, się zastanawiałem, no jaki cel, ani się nie bałem tego, ani to mnie jakoś, no to powiem panu szczerze, że powinna mnie wystraszyć, no to sam widok w świecie materialnym i realnym, czegoś takiego, gdzie naukowo nie jest udowodnione, że takie rzeczy istnieją, to już było, dla niektórych przerażające by było.
A dla mnie to było, powiem panu, że no nie czułem wrogości, nie czułem niczego, nawet trochę się wystraszyłem, bo już nie miałem tego, co ja mam. A dla mnie to było, powiem panu, że no nie czułem wrogości, nie czułem niczego, nawet trochę się wystraszyłem.
Trochę się wystraszyłem, jak wtedy ten sok tak poleciał z całym impetem, ale nie miałem jakiegoś takiego wielkiego strachu, czy nie wiem, jak to opisać. No na pewno by się niejeden przestraszył, widząc, że tego typu istota, coś takiego w ogóle jest obecne razem ze Świadkiem w jednym pokoju.
No to dokładnie i szczególnie, że to były święta, to też taka rodzinna atmosfera, wie pan, tutaj stół zastawiony i mówię, no to jest niesamowite. Ja przepraszam, że... ...nie chcę się śmieje, ale to mówię, dużo ludzi by za wariata mnie uznało, ale no to, nie wiem, to utkwiło mi najbardziej, nie chcę się już powtarzać, ale no niesamowite przeżycia, naprawdę.
Ten śmiech, który czasami się pojawia spontanicznie w tego typu rozmowach, gdzie osoba dzieli się swoimi doświadczeniami, to też jest jakby taka reakcja emocjonalna, to niekoniecznie jest śmiech, że coś jest śmieszne, tylko że wywołało, miało duży wpływ na Świadkę i na jego życie, tak?
No dokładnie, dokładnie tak. Ma pan może jakieś przeczucia, czy co to mogło być, czy miał pan jakieś podobne tutaj od słuchaczy, jak to powiedzieć, relacje? Nie mam jakiegoś wyjaśnienia, co to tak naprawdę może być, no ale no dosyć dużo jest historii, gdzie te postacie jakby prawie materialnie się pokazywały, sprawiały wrażenie jakby materialnych.
To ja miałem właśnie to, że ja widziałem pomadkę, to nie był cień. To było nieprzeźroczyste, prawda? Nie, nie, to było całe czarne, miało czerwone oczy, tak jak mówię, z 2,5 metra, to było pod sam sufit, no ja nie jestem w stanie powiedzieć, ile teraz sufit ma dokładnie, ale to było pod sam sufit i tak mi się też z tymi kapelusznikami jakoś skojarzyło, ale mówię, to akurat nie miało kapelusza, to była bardzo wysoka postać, czerwone oczy, chuda, wysoka, czerwone oczy, nic więcej.
Ja to widziałem, mówię, to to widziałem normalnie, to nie był cień, nie był jakiś cień wrzucony, tylko to była tak jakby realna istota, że to było po prostu, że ja to widziałem. I najciekawsze, ani nie było jakichś tam zmniejszenia temperatur, tak jak się to podpina pod duchy i tak dalej.
Dotychczas mieliśmy historię o ludziach cienia okazujących się w mieszkaniach. Nie jest jednak tajemnicą, że nawet taki shadow man lubi czasem wyjść dosłownie na pole. W krótkiej historii, którą teraz usłyszymy, człowiek cienia przez pewien czas podążał za traktorem.
To jest coś, co po prostu utkwiło mi w pamięci, czego też nie jestem w stanie wyjaśnić do dzisiaj, a było to już kawał czasu temu. No więc drobny kontekst całej sytuacji, wychowałem się na wsi, ojciec miał traktor, ojciec miał kawałek pola i uprawiał to pole w wolnym czasie.
I czasami, gdy coś tam robił w polach, to się to przeciągało do późnych godzin nocnych, a my to jak dzieciaki, no lubiliśmy po prostu siedzieć na traktorze i leciać. Dla nas to była świetna zabawa, wiadomo jeździć z ojcem, orać i tak dalej.
I pamiętam, że pewnego dnia się takie właśnie oranie pola przeciągnęło do gdzieś tak koło północy, może było już po północy. I wracaliśmy już z pola i ja siedziałem z moim bratem z tyłu za ojcem na takiej ławeczce, która była zamontowana.
I do dzisiaj pamiętam, że kilka czy może tam 5-10 metrów za traktorem nie tyle szła, co szunęła wysoka czarna postać. Nie wiem co to było. Mój brat chyba też to widział z ojcem. Nigdy o tym nie rozmawiałem, ale nie mogłem w ogóle rozpoznać żadnych kończyn, żadnych nóg.
Wyglądało to po prostu jakby ktoś narzucił na człowieka czarną szmatę i po prostu coś takiego sobie szunęło za traktorem. Strasznie dziwne to było, bardzo trwino to pamięci, po prostu nie mogę tego zapomnieć i do dzisiaj nie wiem co to było.
A jest pan pewien, że to nie był cień, który mózg zinterpretował jako postać ludzką? Możliwe, możliwe. Księżyc, z tego co pamiętam, księżyc świecił. No i ja sam miałem może, nie wiem, 6-7 lat. Co do ostatniej relacji przygotowanej do dzisiejszego odcinka, nie mam niestety pewności, czy ona nie była już gdzieś opublikowana, gdyż nagranie to jest bardzo stare.
Pochodzi z 2018 roku i znalazłem je przypadkiem w ciemnych odmętach mojego starego dysku. Niemniej dla dużej części z państwa zapewne tak czy inaczej będzie ono stanowiło nowość. Zarejestrowana wówczas relacja dotyczy obserwacji w 2008 roku dziwnej cienistotliwości.
Zarejestrowana wówczas relacja dotyczy obserwacji w 2008 roku dziwnej cienistotliwości. Zarejestrowana wówczas relacja dotyczy obserwacji w 2008 roku dziwnej cienistotliwości. W tej chwili, w przypadku dziwnej cienistej postaci, której pojawienie się mój rozmówca łączył z pewnym przykrym starzeniem.
Posłuchajmy. W takim razie może najpierw ci opowiemy relację swoją. Ja jestem z Podrybnika w Górnego Śląska. Relacja dotyczy zwanych ludzi cienia. Tam masz dużo relacji takich podobnych. Więcej mam relacji ufologicznych, ale też się zdarzają z innymi zjawiskami, m.in.
cienistymi ludźmi. No dokładnie. Ja miałem taką bardziej traumatyczną sytuację. 100% realistyczna. Także wyglądało tak. To był 2008 rok. To było Zakopane. Tam pojechała moja rodzina, mój tata, mama, moja siostra ze swoim małym synkiem.
No i oni tam pojechali sobie na dwa tygodnie, tak, na wczasy. Ja z twoją dziewczyną tam byłem na dwa weekendy. Pierwszy to był taki typowy domek drewniany tam w Zakopanem. No a już tam od razu wszedłem.
To jakaś taka dziwna sytuacja. Tak dziwna aura była w tym domku. W każdym bądź razie w ten pierwszy weekend było w miarę normalnie, ale było tak... No było dziwnie, tak. To ja i moja dziewczyna, noc chcieliśmy, żeby było dziwnie troszkę.
No i potem pojechaliśmy tam jeszcze raz za tydzień. No i na ten drugi tydzień, jak mieliśmy wyjeżdżać w tą noc, to była z niedzieli na poniedziałek. Przed zaśnięciem, znaczy no wiem, wiem, wiem jak to też wygląda przed zaśnięciem, że to może być jakaś tam już przed snem jakaś taka dziwna sytuacja.
Ale to było realne, tak? Znaczy to było coś, co wy jakby oboje postrzegaliście? Znaczy no już mówię, już ci powiem Marku. To wyglądało tak, że w progu drzwi stała taka postać duża, ciemna. No to był jak szarag taki, ale taki duży szarag, tak?
Taki, taki wiotki bez kaptura, bo niektóre wiem, że te postacie są takie zakapturzone. To, to była taka, taka, taka, no taki cień typowy, wysoki wiotki cień. O, tak bym powiedział. No i obserwowałem tam, nie wiem, no przez jakieś tam 20 sekund.
No było to realne bardzo dla mnie. No i bardzo się przestraszyłem. Od razu wyskoczyłem i tam poleciałem do dziewczyny, ją obudziłem. No i na drugi dzień z siostrą rozmawiałem. No i ona miała dzień wcześniej dokładnie takie samo, no dokładnie takie samo zjawisko widziała, tak?
Bo ona była w tym samym łóżku, w którym ja leżałem. Tylko, że akurat wtedy jak ja przyjechałem to była gdzie indziej, tak? Spała gdzieś tam. No i widziała dokładnie to samo. No i najgorsze było to, że potem wyjechałem ja z moją dziewczyną.
No i dwa dni później odebrałem telefon, że mój tata dostał właśnie w dzień, w którym mieli wyjeżdżać z Zakopanego rozległego zawału serca. No i potem dwa tygodnie później zmarł w szpitalu w Zakopanem. Także to, to, to była taka dosyć traumatyczna sytuacja właśnie z tymi ludźmi cieniami.
Może bym to tam zbagatelizował i gdzieś to tam właśnie złożył na kanwę, nie wiem, gdzieś tam właśnie tego, że to było przed nami. No i najgorsze było to, że potem wyjechałem ja z moją dziewczyną. No i najgorsze było to, że to było przed nami.
No ale to też widziała moja siostra i to jeszcze się gdzieś tam, no to raczej takie, wybity z tych okoliczności bo nigdy wcześniej ani później tego nie widziałem. No to jeszcze się gdzieś tam, no to raczej takie, wybity z tych okoliczności bo nigdy wcześniej ani później tego nie widziałem.
No i najgorsze było to, że przed nami. growing up my experience guilt. No我覺得, żeитеer co No tak, no dokładnie tak to interpretujemy. Że było to coś zwiastujące śmierć właśnie taty. Który oprócz wydania papierowego dostępny jest również w wygodnej wersji elektronicznej w formacie PDF.
Polecam również Państwu uwadze kanał Czasopisma na YouTube, gdzie obok zapisów spotkań w nieznaną światowej księgarni ukazują się również dźwiękowe wersje wybranych publikacji i relacji z archiwum czasopisma.
Polecam również zajrzeć i zasubskrybować kanały Piotra Cielebiasia UFO Historie i Marka Żelgomskiego Wehikum Wyobraźni, gdzie panowie omawiają oraz często bardzo mocno rozwijają różne interesujące tematy, w tym te znane z anteny radia Paranormalium.
Przypominam też, że radio posiada swoją stronę internetową www.paranormalium.pl, na której oprócz wielu ciekawych artykułów oraz oczywiście zapowiedzi nadchodzących audycji, znajdziecie również czata oraz forum, na których można dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych, a także pełne archiwum audycji do pobrania w MP3.
Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu, dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i