Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami. Było jakieś ognisko tego światła. Do tej pory Jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Ja się normalnie trzęsłam ze strachu. Niezwykłe wizje. Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
Klątwy. Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji no, strasznie się w życiu mi zaczęło źle się dziać. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło. Wstaję z łóżka i widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji.
Biegnę i krzyczę do męża: "strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. W dzisiejszej audycji poznamy garść niezwykle interesujących relacji o obserwacjach UFO i zdarzeń kojarzonych z tym fenomenem. Z góry uprzedzam, że spośród naszych dzisiejszych rozmówców kilka osób prosiło o zmianę barwy głosu. Mogą zatem przydać się słuchawki. Zaczniemy od relacji najstarszej, bowiem dotyczyć ona będzie zdarzenia z połowy lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, w trakcie którego wojsko wyruszyło w pościg za niezidentyfikowanym obiektem latającym. Główny świadek niestety już nie żyje, jednak jego synowi udało się dotrzeć do interesujących szczegółów zdarzenia. W związku z tym, że mój tata nie żyje, jest osobą już taką historyczną, można powiedzieć, ale ustaliłem pewne fakty i pewne daty, więc może was by to zainteresowało. Otóż mój ojciec w latach pięćdziesiątych odbywał służbę wojskową. No, może tak trochę nie, nie, niefajnie to wygląda. Najpierw w Orzyszu, no bo był takim trochę łobuzem, a potem w Gołdapi. Gołdap to była jednostka rakietowa po drugiej wojnie światowej, no bo to są już takie czasy, mniej więcej pięćdziesiąte lata. On tam odbywał służbę wojskową. I tu jest bardzo ciekawa historia. Trochę tak, może ciężko mi o tym mówić, no bo, no gdzieś tam jest to związane z emocjami i tak dalej, ale bardzo ciekawa historia.
Otóż dokładnie nie jestem w stanie panu powiedzieć, które to były lata. Myślę, że byłbym w stanie, jakbym poszperał w ojca dokumentach. Pięćdziesiąte lata, tak? Miało miejsce takie dosyć dziwne zdarzenie. Otóż pojawił się obiekt jakiś.
No, mój ojciec był takim żołnierzem, takim szeregowym troszeczkę, ee, więc też nie był, nie był w stanie jakby tego stwierdzić. Pojawił się obiekt i mieli go zestrzelić. Generalnie takie było założenie, że albo to jest porwany samolot, albo... No bo w tamtych czasach takie różne rzeczy miały miejsce. Mieli go zestrzelić i szykowali się do tego, żeby go zestrzelić. I w rejonie Gołdapi, Gołdap to są takie rejony, takie bliskie, no nie wiem, jak to powiedzieć, tego rosyjskiego, tak? Kwadratu? I on rzekomo miał tam spaść. Natomiast kazano wszystkim żołnierzom właśnie pomontować koce, nie koce, w oknach, tak? I generalnie to tak troszeczkę na ślepo troszeczkę było. Kazano pomontować koce i, no takie jakby ćwiczenie, nie ćwiczenia.
Czyli tak jakby się obawiano jakiegoś, nie wiem, promieniowania ze strony tego obiektu? Tak, tak, tak, ewidentnie obawiono się właśnie. No chyba bardziej, żeby ludzie nie widzieli po prostu. No te chłopaki wojskowe po prostu, żeby nie widzieli.
W każdym bądź razie następnego dnia przyleciały śmigłowce rosyjskie, no bo my byliśmy w tym układzie, tak? Więc te śmigłowce przyleciały i przylecieli dla tamtych żołnierzy no to byli, byli tacy wysoką rangą, tak? Jacyś tam pułkownicy czy generałowie i tak dalej. I zabrali część z nich żołnierzy i po prostu polecieli gdzieś czegoś szukać. Ale co jest charakterystyczne dla tej opowieści?
Bo tak naprawdę można by powiedzieć, że no po prostu, no coś tam przyleciało, coś tam zestrzelili i tyle. Ale bardzo, bardzo, bardzo później, kiedy ja już byłem dzieckiem, spotkałem się z osobami i tam, no ojciec nasz to wiadomo, no każdy opowiada jakieś historie z wojska, tak?
Zwłaszcza z tamtych czasów. No i była taka sytuacja, że jeden z takich no dystyngowanych osób powiedział, a to wy żeście zestrzelili ten samolot. A mój ojciec mówi nie, nie, nie doszło do czegoś takiego. I była właśnie tam pani, która była potem żoną ambasadora na Kubie i mówi to nie, bo tam UFO spadło. I tak śmiech tam troszeczkę to było tak, no tak potraktowane po prostu śmiechem, tak? Bo UFO, że żeście zestrzelili. I ona opowiadała taką sytuację. Jej z kolei ojciec, który był w Bornem Sulejowie, dostał w nocy telefon i no przyjechały samochody i zabrali go tam, więc coś się musiało dziać. Tak? Więc no taka opowieść, że coś się musiało dziać.
Natomiast na pewno żaden samolot nie spadł. Natomiast, yyy, no historia pozostała tak, że oni coś tam widzieli i do czegos tam doszło. No to jest taka historia troszeczkę zZ trzeciej albo czwartej ręki opowiadana.
Może być bardzo mało wiarygodna, natomiast coś się musiało wydarzyć. No też historia sprzed prawie siedemdziesięciu lat, jakby nie patrzeć. Tak, tak. Ale coś się musiało wydarzyć. I pamiętam zawsze mój ojciec opowiadał o tym, że na początku tak troszeczkę było tak puszczone, że po prostu ktoś porwał samolot. Były takie osoby, które porywały samoloty i leciały na Zachód. Tak? Ale tutaj to nie było tak dokładnie. Więc coś się zadarzyło, wydarzyło no po prostu w tym w Gołdapi i wiem, że dużo osób no, kilka razy spotkałem się z takim stwierdzeniem, że no było coś, o czym do końca nie mówiono i o czym do końca nie opowiadano, tak?
Także taka ciekawostka. A czy zachowały się jakieś informacje na temat wyglądu i sposobu zachowywania się tego obiektu? Czy po prostu taka ogólna informacja, że coś, coś się pojawiło i coś spadło i już.
To znaczy, między tymi żołnierzami, chłopakami, no bo mój ojciec był takim żołnierzem zwykłym, tak? To zachowała się taka informacja, że po prostu bardzo oni byli poddenerwowani. Ci, którzy przylecieli, tak? I szukali tego, szukali tego. Więc no na tyle to było takie niespotykane. No jakieś, prawda, obiekty latające w pobliżu bazy rakietowej chyba nie są raczej czymś pożądanym, tak?
Naprawdę, to było dziwne, bo ojciec, jak mi opowiadał, to sytuacja wyglądała w ten sposób, że podniesiono jakby alarm, tak? Bo to była jednostka rakietowa. Podniesiono alarm i no tak, skutecznie, dosyć tak dla wszystkich tych chłopaków, tych wojskowych, no to było tak, że po prostu gdzieś jakaś wojna czy nie wojna, no bo to wszyscy żyli tymi wspomnieniami, tak?
Więc dla niego to było takie dziwne. No i kazano im zasłonić właśnie okna kocami. Natomiast odbiło się to takim echem dosyć dużym, bo różne były spekulacje na ten temat. No mówię tak, że nawet jak samolot strącili, że coś i coś było takiego niesamowitego, dziwnego. To były lata pięćdziesiąte, to był lat pięćdziesiąt, pięćdziesiąt szósty rok któryś taki mniej więcej. Ja tam kiedyś grzałbym, grzebałem w gazetach i widziałem, że coś tam faktycznie się pojawiało. To jest taki zamknięty dosyć temat, ale odbił się echem. No tak mówię-- tak jak mówię, odbił się echem wśród innych osób. Gdzieś tam coś kiedyś słyszał, że faktycznie strącono czy zgubiono. Takie było poruszenie. A właśnie, bo na drugi dzień oni byli tak dosyć postawieni w stan gotowości i mieli czekać na coś niby, co będzie lecieć i przylatywać i ewentualnie mieliby zestrzelić. Bo to był Gołdap. To była jednostka rakietowa i nie wiem, czy w tej chwili funkcjonuje, czy nie, ale jakieś tam takie poruszenie troszeczkę było.
Ja tak teraz na szybko sprawdzam, coś tam chyba w Gołdapi działa jakiś dywizjon artylerii przeciwlotniczej. Teraz jest z- Mhm. Znaczy, w pięćdziesiątym pierwszym roku ten dywizjon powstał. Mhm, tak. Tak.
Z tego, co widzę, to tutaj cały czas, przynajmniej według, według Wikipedii, cały czas tam jakieś wojskowe obiekty są, także... Tak, tak, tak, tak, tak. No. No to taka historia. Teraz przenosimy się w czasie i przestrzeni do lat siedemdziesiątych, do Wisły. Tutaj relacja jest dość szczątkowa i również pochodzi z trzeciej ręki. Liczę jednak, że po emisji zgłosi się któryś ze świadków tego zdarzenia i poda więcej szczegółów. A na razie posłuchajmy tego, co mamy.
Jest też zdarzenie od mojego ojczyma. Nie wiem, czy on by chciał opowiedzieć o tym tak jak ja dzwoniąc. Wydaje mi się, że mógłby mieć z tym problem. Natomiast on utrzymuje do dzisiejszego dnia. Ostatnio bardzo szczegółowo to opisał, jak siedzieliśmy na działce przy ognisku wieczorem. Jeszcze była atmosfera, to może to go jakoś pobudziło do tego, żeby opisać sytuację. On do dzisiejszego dnia utrzymuje, że w latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych, nie pamiętam, widział UFO gdzieś w rejonie Wisły, w górach. Robili ognisko, tam byli. Nie chcę nic przekręcić, ale z tego, co pamiętam, to, to byli strażacy okoliczni i oni z kimś tam jeszcze i ze znajomymi i tak dalej, robili taką imprezę, powiedzmy ognisko, tak? I to było jeszcze w miarę wcześnie, bo mama już słyszała, już kiedyś tata mówił o tym. Tylko że to było dawno i raczej nikt go o to nie pytał, więc nie poruszał tego tematu. A mama go zawsze wyśmiewała i twierdziła, że "ta, na pewno ciekawe, ile już wypiliście wtedy", nie? No to dlatego teraz on tym bardziej powiedział, że wszyscy byli trzeźwi, bo to się dopiero rozpoczynało, że to było jakoś późnym popołudniem i zobaczył nad wzgórzami, gdzieś tam, Wisłę. Oni też byli wysoko, gdzieś tam w górach już i nad wzgórzami zobaczył latający dysk, bardzo świecący, ale nie pamiętam na jaki kolor i mówił, że koło niego krążyły jakieś kule i że on to pamięta, i że to nie był żaden helikopter, że to nie był żaden jakiś, nie wiem, inne jakieś dziwna, tajna technologia. Tylko że to ewidentnie nie pochodziło z Ziemi. No i tyle. I tyle. I nie pamiętam, co się z tym dalej działo. Wiem, że to widział tak i on też opowiadał dalej, jak to przebiegało, czy to gdzieś poleciało, czy coś, ale już nie pamiętam.
Naprawdę musiałbym go spytać jeszcze raz. Ale była taka sytuacja. Z tym że to jest mój ojczym, więc no. Ja po nim raczej nie odziedziczyłem żadnych zdolności ani nic z tych rzeczy. Natomiast on też miał taką sytuację bardzo dziwną paradokumentalną.
No myślę, że warto byłoby go tutaj jakby podpytać o szczegóły, bo to oczywiście... Podpytałem, tylko nie wszystkie szczegóły pamiętam. Natomiast to jest coś, co mi utkwiło w pamięci, to pamiętam, że było na pewno, ale na przykład nie wiem, co się z tym dalej działo, czy to poleciało gdzieś, jak długo oni to śledzili. Jak go spytam jeszcze raz sobie przypomnę.
Natomiast na teraz nie pamiętam. No najlepiej chyba byłoby, gdyby sam opowiedział, bo byłaby możliwość dopytania go wtedy o szczegóły, tak? Aczkolwiek rozumiem, że może to być dla niego trudna rozmowa. Tak, ale może jak mu przekażę informację, może, może się skusi. Ale nie sądzę dlatego, że on jest raczej skrytym człowiekiem, jeśli chodzi o opowiadanie o takich rzeczach. Nie wiem, może, może nie chce wyjść na oszołoma albo na wariata, cokolwiek takiego. No przychodzi mu to z pewną trudnością, ale gdzieś tam widzę, że on się tym interesuje i może nie szuka aktywnie informacji na ten temat, ale ma w pamięci dalej to, co przeżył. O, tak bym to określił. No trudno, żeby miał podobne podejście, skoro nawet żona go wyśmiała, tak?
No tak, tak. Moja mama jest akurat taka twardogłowa pod tym względem, że nie zawsze mówiła, ale nie myśli o niebieskich migdałach, tylko o "ruść do roboty" i tego typu rzeczy. No to, to jest jej podejście i jak słyszy coś takiego, to automatycznie, może też nie do końca jakby żyje w przeświadczeniu, że to nie jest możliwe. Może gdzieś tam to sobie przetrawia też wewnętrznie, ale no to, co pokazuje na zewnątrz, to jest raczej takie, takie zbywanie tematu, ewentualnie obracanie w żart, jeśli chodzi o tego typu rzeczy.
Teraz zaprezentuję Państwu dwie interesujące relacje o obserwacjach UFO od naszego słuchacza z Niemiec. Jestem w szoku. No widziałem coś, co, co nie jest rzeczą normalną. Mieszkam w Viernheim. To jest miejscowość koło Mannheim w Niemczech i ode mnie jakieś dwanaście kilometrów jest ta duża fabryka Ludwigshafen. B A F F. Po polsku to się mówi Basf. Oni tam produkują różne sztuczne tworzywa i tak dalej. Ta fabryka to tam, nie wiem, sto czy sto dwadzieścia tysięcy ludzi zatrudnia. To jest cały Ludwikshafen. I zobaczyłem światło. Ja to nagrałem. I to światło stało. To nie był żaden helikopter, to nie był samolot. Nie wiem. Jestem trochę w szoku. Nie wiem, co panu powiedzieć. Ja to nagrałem i to światło zmieniało kolory. Stało, stało w miejscu, jakby to był jakiś... Coś, co by latało, no to by się ruszało, a to stało w miejscu i zmieniało kolory. I z boku naleciało jeszcze dwa takie inne światełka. Też zdążyłem to trochę nagrać.
Mam to nagrane. Państwa numer jakoś tu odnalazłem przez internet i... A może pan to wysłać nam drogą e-mailową, to nagranie? No mogę. No w tej chwili to wie pan, może my się zdzwonimy jutro, ale nie wiem, chyba dzisiaj pójdę zaraz jakąś-- to było niemożliwe! Ja, wie pan, jak ja stoję na balkonie u siebie, ja z lewej strony nieraz widzę Wenus czy coś. To są planety, które odbijają światło, są jasne i tak dalej. One się... Ale to nie! To było światło tak jakby z helikoptera, jakby...
I to stało i ja jak to nagra- Ja tam, ja to mam dziesięć, piętnaście minut. Miałem problem, bo mi się telefon rozładowywał. Ja już ledwo co i nie wiem, jak te światło zniknęło. Ale ja w szoku. No powiem panu, że to nie było na pewno na bank. Ja mam sześćdziesiąt cztery lata. Wie pan, wiele rzeczy widziałem i mi się to wytłumaczy, ale to ja się kręcę. Ja, ja, ja wierzę w to. Powiem panu, że my jesteśmy na pewno obserwowani.
Rozumiem, że pan wyklucza w tym momencie jakby drona i-i jakieś tam inne? Absolutnie nie! Proszę pana, to było jeszcze raz. Ja mieszkam w Viernheim. Jakby powiedzieć w lewo taki południowy wschód. Mam Mannheim i Mannheim to tak jak u nas Katowice i-i-i-i Chorzów razem. I jest Mannheim, Ludwigschafen. I w tym Ludwigschafen to prawie całe miasto to jest nic innego tylko ta cała fabryka chemiczna, naprawdę taka, że jakby tu coś pyknęło, to wie pan. No i ja to tak widziałem w lewej stronę, że to, że to w tym kierunku stało i światło było ostre, ostre, jasnoostre, takie niebiesko-białe, znaczy no może nie, ale takie czysto białe, czysto ostre światło.
I ja to zacząłem filmować. No nie mam takiego dobrego telefonu, ale tam przybliżyłem lekko i znowu i patrzyłem i nagle to się tak jakby te kolory planet, jak świeci to ona jak odbija słońce Mars czy Wenus, no to cały czas to samo odbija, a tu tak jakby wjechał i tam czerwone, niebieskie takie, takie. I później znowu i później z tej prawej strony, ja też nagrałem te takie dwa małe światełka i ciach, ciach!A teraz jest godzina. No jest już w pół do pierwszej, ale to było gdzieś koło dwunastej. No ciemno u nas.
Wie pan. No jestem po-pod wrażeniem, powiem panu. A to były jakieś takie duże światła? One były jakby widoczne wyraźnie, bez- Ostre, ostre światło i no powiem panu, że w odległości jakiejś, ja mieszkam od Mannheim jakieś siedem, osiem, w prostej linii, kilometrów. No i tam dwa, trzy dodać dziesięć. No gdzieś tak bym w tym rejonie trochę. Ja przepraszam, że ja tak sobie zasugerowałem ten Lud-wikshaven, tą fabrykę. No bo nawet gdyby obcy chcieli, to tu u mnie nie ma czego szukać. Ale no nie wiem, no nie wiem, jakoś to tak sobie w tym momencie uzyskałem, że oni tam gdzieś. No to było światło z tamtej strony gdzieś i w takiej odległości, to wie pan, między pięć-parę kilometrów mogę się pomylić, ale to nie było więcej jak dwadzieścia, trzydzieści kilometrów. Mam nagranie. Jeszcze później podładowałem szybko telefon, bo mówię, żeby nie zniknęło. Musiałem zobaczyć, jak to wystrzeli czy coś. I yyy jeszcze nagrałem później. No, no szok.
Jest. Ja mówię panu, ja wierzę w to. To jest, yyy... Ja widziałem. To jest niemożliwe, żeby... I to stało, te światło stało. Wie pan, stało. Jeszcze raz pan pytałem, dziesięć minut to nagrałem czy z osiem. Ale to nie mógł być żaden samolot, żaden helikopter. To było...
No dobra, z takiej długiej odległości to mógłbym nie słyszeć, ale to nie. I jeszcze później zmieniało te kolory. Niebiesko-czerwone i takie kropki się w środku robiły. Nie wiem, czy to mój telefon tak nagrywał, ale wydaje mi się, że- No, jeżeli pan to nagrywa telefonem, to, to mogą być artefakty spowodowane powiększeniem cyfrowym, bo to już nie powiększa jakby obrazu tak prosto z obiektywu, tylko powiększa cyfrowo.
I druga relacja od tego słuchacza. Działo się to jakieś trzy lata temu. To było w sierpniu. Ja byłem trzy lata temu w sanatorium koło Berlina. Jeszcze powiem panu śmieszną rzecz, bo to ta była koro-korona, ten cały wirus i tak dalej. Ja mieszkam tu w Hienhainie koło Mannheim i do Berlina mam jakieś siedemset kilometrów. No ii mimo wszystko, że nie mogli mi znaleźć sanatorium, bo mam problemy z krzyżem, z nooo, jak to się mówi, z kręgosłupem. No budowlaniec jestem, wie pan, zawodowo. No i byłem tam w sanatorium. To było trzy lata temu, gdzieś w sierpniu, bo muszę wrócić w taką wesołą rzecz, bo panu powiem, taka kobitka. Wie pan, jak ja mówię po niemiecku, to oni oczywiście, to każdy Niemiec wie, że ja nie jestem Niemcem, bo musiałby pan się piętnasty rok życia, czternasty, to wtedy ten akcent pan chwyci. A tak to te nasze struny głosowe są już tak ustawione, że one inaczej zmiękczają i tak dalej. Są spece tam z Górnego Śląska, to oni potrafią się.
Wie pan, ja z Wrocławia jestem, ale mama ze Lwowa. Nie chodzi o to. W każdym bądź razie robiły takie ćwiczenia w basenie i taka kobitka koło mnie stoi, Niemka. No i ona tak wyczuła, że ja nie. Ona mówi— pan z Polski? Ja mówię: tak, ja z Polski, a ona mówi: a u was w Polsce nie ma sanatorium? Ja mówię: nie, nie ma. My przyjeżdżamy do was. Ja przepraszam, tak trochę humorystycznie, ale- A to ja mogę powiedzieć w drugą stronę, bo kiedyś byłem w sanatorium w Ustroniu i tam z kolei była Niemka, to ja mógłbym jej powiedzieć: czy, czy u was w Niemczech nie ma sanatoriów?
Ale wie pan, taka stara dewota. Teraz niech pan słucha, bo jest naprawdę też ciekawa sytuacja. No wróciłem z tego sanatorium ii kolega, no jakby powiedzieć z pracy, kole-kolega zaprosił mnie, ale przyszli-- mieli przyjść też jeszcze inni koledzy.
Zaprosił mnie do siebie na piwo. Ja przyszedłem trochę wcześniej. Ja mam tak gdzieś, no wie pan, żeśmy jeszcze nic nie wypili i ja siadłem u niego na balkonie i utr-- my byliśmy we dwójkę w tym czasie. Tam jeszcze kumpel miał z dołu zaglądnąć, ale to tam jeszcze chwilę miało potrwać.
To taki żaden jakiś duży raut, takie spotkanie. A ja z nim razem byłem w Portugalii, żeśmy na ryby jechali. No, on jest ode mnie dwanaście lat młodszy. Ale o co chodzi? I ja siedziałem na tym balkonie u niego. To jest gdzieś drugie albo trzecie piętro. No tak, mój parter pierwsze, no i jego piętro. To nie wiem, jak to nazwać. Drugie czy trzecie? To jest jakaś wysokość dziesięciu metrów, dwunastu góra. No i tam ćwir po piwie otworzył, żeśmy wypili pół piwa. No nie, nie więcej. Ja właśnie z tego sanatorium przyjechałem. Yyy, tylko ja byłem na kręgosłup, żeby pan nie myślał, że ja z sanatorium i piwo czy coś. Nie no, tam tutaj wszystko ok. No obycz biegania tego. No i siedzimy.
I pech. Pech niesamowity, że to w tym momencie, mówi, idzie do toalety. Mówi zaraz przyjdę. I wyszedł. A ja tak siedzę i patrzę do tych drzwi, gdzie on wychodził. I nagle widzę kulę. No i-No i taka jak wielkości piłki lekarskiej, nie jak piłki od futbolu, trochę większej. Tak jak ta le-- żółta. I proszę pana, ona była żółta, ale nie oślepiająca. Ona była taka żółta. No cholera. Ale wie pan, ja jestem budowlaniec. To nie był balon. Bo ja, wie pan, ja widzę każdy milimetr, jak wie pan, płytki, że... A ona szła ta kula tak jakby po linii. Ale no mówię panu, milimetra się nie odsuwała i ona jechała gdzieś z prędkością jak rower jedzie dwadzieścia, trzydzieści kilometrów. Może góra. To jeżeli to by-- było, to by spadło na dół, bo to za wolno.
I jeszcze panu-- to nie było, że to jakby z nieba spadło. To leciało, jeszcze raz powtarzam, poziomo i równiutko poziomo. Ja, i ja nagle stałem i to było nad budynkiem ze cztery, pięć metrów. To było bardzo nisko. I to tak, proszę... Ja nagle No wtedy jakoś telefon. No nie dzwonię. Zacząłem krzyczeć do I patrzę na to, i to dalej. I później budynki, trochę drzew i dalej. I trochę mi zniknęło to w tych budynkach, drzewach, bo to, to jest mała miejscowość, nie ma tu jakichś... Ale leciało w kierunku ratusza, tego głównego.
Widziałem. I tak wie pan, patrzyłem dalej, czekałem, czy to... Myślałem, że to pierdyknie gdzieś albo strzeli do góry, bo w pewnym momencie już myślałem o UFO. No nie wiem, zginęło mi to, jakoś to wjechało. Ani nie było strzału do góry, ani nic się nie stało. I później tam niby w gazecie, bo ja to, że jakieś tam asteroidy, jakieś tam te, yy, te małe te- Meteority, coś ci o meteorytach.
Tak, że w ten dzień. Ale to nie było to. Pierwsza w nocy. Ja jestem. Zobacz pan, jaki ja jestem podekscytowany tym wszystkim. No to musiało na pana rzeczywiście duże wrażenie wywrzeć. A proszę mi powiedzieć, ta kula była fizyczna? To, co pan przed chwilą opowiadał, to były jakieś interakcje z otoczeniem? Czy, czy w ogóle nie reagowało otoczenie na jej obecność? Czy ta kula jakoś od-diodziaływała na otoczenie najbliższe wokół siebie?
Nie, ona była jeszcze raz powtarzam, ja ją widziałem. Ona była ode mnie ze trzydzieści metrów. Ja zacząłem krzyczeć na tego Tobiasa. No byłem w takim jakimś tym, że nawet nie pomyślałem, żeby wziąć telefon. A ta kula to była, powiem panu to. To była jazda.
No, no, no, bo to nie był balon. Wie pan, balon to tam on się tak milimetr w górę, milimetr w dół, milimetr. Ja panu mówię, bo centymetr, a to szło to tak jakby struna, wie pan, tak równiutko i pomału. Tak jakby rower jechał. Wie pan, ja byłem jakby zahipnotyzowany. Jak ja na to spojrzałem, to dalej patrzyłem i darłem się na tego I co dalej? No i przed nim jeszcze tam dwa takie. Ale on mieszka w takim jakby industrie gebiet. Takie, takie firmy tam są, tam niskie hale. I co tak leciało? Tak drzewa i zniknęły. Ale ja dalej patrzyłem, bo byłem. Mówię przecież to coś musi albo pierdyknąć, albo do góry wystrzelić i leciało równo na kościół tutaj. No to właściwie meteoryt czy tego typu jakieś zjawisko można wykluczyć całkowicie, bo to musiałoby gdzieś spaść, prawda? Musiałby być jakiś ślad, a to ani nie spadło, ani nie zostawiło po sobie śladów żadnych.
No i tak zbyt inteligentnie leciało, tak? Wie pan, jeszcze jest sprawa tego typu, że jeżeli leci meteoryt, no to on leci, wie pan, raczej z góry na dół, a coś, co wie pan, i to z prędkością leci, a to nie dość, że poziomo i to powiem panu poziomo, jak mówię panu, ja budowlaniec, to szło jakby i do tego bardzo powoli, tak jakby rower jechał, no nie wiem, dwadzieścia kilometrów może bym temu nadał, trzydzieści góra.
Wracamy do Polski i przenosimy się do Warszawy, skąd nadeszło kilka relacji od jednego z naszych słuchaczy. Mieszkam w Warszawie, mam skończonych sześćdziesiąt lat. Jestem z zawodu historykiem. Jeżeli chodzi o zainteresowania, moje zainteresowania związane między UFO, z kontaktami z obcymi. Tym się właściwie tak interesuję od kilkunastu lat. Śledzę w internecie na stronach informacje o obiektach latających, o kontaktach z obcymi.
Parę rzeczy przeczytałem. Oczywiście skłamwałbym, gdybym powiedział, że to jest jakaś moja główna życiowa pasja i poświęcam temu każdą wolną chwilę. I nie. Natomiast się tymi sprawami interesuję. Oczywiście jak jeszcze byłem uczniem w szkole podstawowej, pod koniec mojej podstawówki, no była głośna sprawa Emilcina, kontaktu z obcymi, o tym nawet w szkole rozmawiano. Natomiast to wpłynęło na moje zainteresowanie zdarzenie, które miało miejsce w dziewięćdziesiątym ósmym roku, a dokładnie to, w ostatnią sobotę czerwca. Jak mówiłem, mieszkam w Warszawie. Wracałem wtedy autobusem do domu. Były wtedy mistrzostwa świata w piłce nożnej we Francji. Chciałem obejrzeć mecz. Już nawet nie pamiętam, jaki.
Minęło sporo czasu. Mieszkałem wtedy na Mokotowie. Jechałem autobusem Alejami Niepodległości. Autobus zatrzymał się na przystanku przy Bibliotece Narodowej. Godzina była po dziewiętnastej. Powiedzmy jakiś może kwadrans po dziewiętnastej, dwadzieścia minut też. Było wtedy jeszcze jasno. Zachód słońca o tej porze to dopiero następuje po dwudziestej pierwszej. Było jasno, ładna pogoda, może jakieś nieliczne chmury na niebie. Autobus się zatrzymał. Spojrzałem przez okno no i zobaczyłem nad budynkiem Urzędu Patentowego. To jest dokładnie w rejonie-- Urząd Patentowy jest położony w Alejach Niepodległości, niedaleko skrzyżowania z ulicą Batorego. Nad budynkiem Urzędu Patentowego.Wisiał obiekt, cylinder bądź cygaro, koloru stalowego. Matowy wisiał nieruchomo. Nie było widać żadnych skrzydeł, nawet zarysu, żadnych stateczników. Tak się składa, że mieszkam od dwudziestu trzech lat niedaleko lotniska na Okęciu, więc jak samo-- lecące samoloty widuję codziennie i sylwetka lecącego samolotu w zależności od pory dnia, oświetlenia, widoczności, zachmurzenia wygląda różnie. Niekiedy jest wyraźny, niekiedy nie. Powiedzmy skrzydła, stateczniki widać w zarysie. Tu nie było nic. Po prostu nie było żadnych stateczników, żadnych nadbudówek, nic takiego. Był to cylinder, raczej cylinder, a nie cygaro. Mniej więcej wielkości samolotu pasażerskiego. Takiej średniej wielkości samolotu pasażerskiego. Wisiał nieruchomo nad budynkiem Urzędu Patentowego na dość dużej wysokości. No, przyznam się, że ten widok no, wbił mnie w fotel. Chciałem wyskoczyć z autobusu, żeby po prostu się temu przyjrzeć, no ale nie zdążyłem, bo jak można powiedzieć, kierowca był szybszy. Zamknął drzwi i ruszył. Autobus przejechał bardzo szybko na następny przystanek. Tam jeszcze po drodze jest skrzyżowanie ze światłami.
Dokładnie ulica Batorego i Alei Niepodległości, ale prawdopodobnie były zielone światełko. On przejechał to bardzo szybko. Ja wyskoczyłem wtedy z autobusu, spojrzałem się w tamtą stronę, ale już nic nie widziałem. Ten obiekt musiał odlecieć. Być może w tej chwili już tego nie pamiętam, ale oczywiście już jak autobus odjechał, chciałem zobaczyć to, ten obiekt, ale prawdopodobnie w tym autobusie nie było tylnej szyby. Były takie modele autobusów, które jeździły wtedy po Warszawie, niezbyt liczne. No też widok obiektu przesłaniał mi dach po prostu, więc widoczność była słaba. Cała obserwacja trwała kilkadziesiąt sekund. Dosłownie.
Był to cylinder wiszący nieruchomo, koloru stalowego, ciemnoszary, matowy kolor. Wisiał nad Urzędem Patentowym. W tej okolicy jest jeszcze stadion Syrenki, Jest klub Stodoła to, to jest taki skraj. Jest to skraj Pola Mokotowskiego. Tak opisuję to dokładnie. To może ja, zwłaszcza dla osób, które nie znają Warszawy, dla słuchaczy spoza Warszawy pogranicze Mokotowa, Śródmieścia i Ochoty. Druga historia no to miała miejsce niedawno, trzydziestego lipca. Wracałem do domu. Ja mówię, ja mieszkam od dwudziestu trzech lat na Ursynowie. Ursynów jest położony niedaleko lotniska międzynarodowego Okęcie. Także codziennie po prostu widzę często tyka samolotów startujących bądź zmierzających do lądowania na lotnisku, przelatujących nad Ursynowem. Wracałem wtedy do domu. Byłem już niedaleko domu.
Była godzina taka mniej więcej ósma dziesięć, ósma piętnaście. Zachód słońca tego dnia jest około dwudziestej trzydzieści, także to jeszcze brakowało dwudziestu minut, kilkunastu minut, coś tego rodzaju. Spoglądam w górę. Była ładna pogoda, niebo częściowo zachmurzone, ale nie zanosiło się na deszcz. Chmury były jasne i leciał poniżej pułapu chmur obiekt o kształcie dysku. Być może miał ten kształt trochę zbliżony do jakby piórka od gryna na gitarze, czyli przód był lekko zawężony. Nie miałem możliwości zrobienia zdjęcia, nie używam smartfonu, więc tutaj nie miałem czym. Cała obserwacja trwa około minuty. On leciał z kierunku od mniej więcej w kierunku Lasu Kabackiego.
Leciał nieco wolniej niż z reguły przelatują samoloty i po takiej lekko falującej trajektorii, samolot leci torem prostym, no chyba, że zakręt. Tutaj leciał po lekko falującej trajektorii. Też żadnych skrzydeł, żadnych stateczników kadłuba. To był jednostkowy kształt. Na pewno nie był to samolot typu Delta jak powiedzmy niektóre samoloty wojskowe.
Leciał poniżej chmur. Światło się wyraźnie od niego słoneczne, no jeszcze było to niedługo przed zachodem słońca. Wyraźnie się odbijało, błyszczał, choć niezbyt mocno. O tej porze lecące samoloty sylwetka ma z reguły kolor ciemny, taki ciemnoszary. Ten obiekt błyszczał tak jak powtarzam, był w kształcie dysku, mógł mieć nieco zwężony przód. Tak po prostu na sto procent jestem pewien. Cała obserwacja trwała około minuty. Obiekt skręł za budynkiem domu, w którym mieszkałem, więc trudno coś zrobiłem.
Poszedłem tak szybko, jak mogę. Ja niestety przez chorobę kręgosłupa nie mogę biec. Przeszedłem parterem mojego bloku na drugą stronę. Musiałem jeszcze minąć drzewa, które rosną z drugiej strony, które przesłaniają niebo. Minąłem je.
Natomiast już tego obiektu nie było. W oddali, za centrum onkologii leciał samolot w kierunku lotniska, ale to nie mógł być ten obiekt. Po prostu była zbyt duża odległość. Ten obiekt leciał stosunkowo wolno. Jeszcze była taka sprawa. Nie było żadnych świateł pozycyjnych migających. Po prostu nic nie miał. Nie było słychać też silnika.
Leciał całkowicie bezgłośnie, a tu zaznaczam, że leciał poniżej pułapu chmur, więc na niezbyt dużej wysokości. Dodam, że tak. Jeszcze miałem kilka obserwacji takich obiektów, no, które po prostu budziły moje podejrzenia. No to są określane w literaturze ufoologicznej jako mocne światła. Więc parę razy no coś takiego przelatywało nad Ursynowem dwa lata temu w Olsztynie koło Częstochowy.
Latem ja byłem tam pod namiotem koło Częstochowy, nie mylić z Olsztynem na Pojezierzu Mazurskim. Często tam widać przelatujące samoloty. Natomiast raz leciał taki świetlisty obiekt bez świateł pozycyjnych i nie leciał po prostu tylko po takiej zygzakowatej trajektorii. Ale czy to był rzeczywiście statek powietrzny pochodzący z cywilizacji pozaziemskiej? No tego nie mogę powiedzieć na sto procent.
Natomiast tutaj te dwa obiekty lot-- no jeden stał, wygląd...Wskazywały na to, że po prostu były pochodzenia pozaziemskiego. Podesłałem w mailu po prostu panu parę artykułów ze zdjęciami latającego cylindra bądź cygara. Ten obiekt był bardzo podobny. Tutaj co do tej pierwszej relacji mam parę takich pytań czy też spostrzeżeń.
Czy byli jeszcze jacyś inni świadkowie tej obserwacji, tego cygara? Proszę pana, wiesz tak, ja wtedy jechałem autobusem. Nie pamiętam, ile osób wtedy jechało. To była sobota po godzinie dziewiętnastej. Na następnym przystanku wyskoczyłem. Zresztą tak i tak musiałem, ponieważ niedaleko tego przystanku mieszkałem. Po prostu wstałem, jechałem do domu. Nie zdążyłem nikogo po prostu w autobusie zapytać się, czy po prostu pan, czy pani widziała to tutaj. Nie. Po prostu tyle. Też kilka razy rozmawiałem jakoś, czy no, telefonicznie, osobiście, ale też na Facebooku, bo mam kontakt z kilkoma osobami po prostu, które z mojego dawnego osiedla nikt czegoś takiego nie widział.
Więc tutaj nie wiem, czy był jeszcze jakiś świadek. Powiedzmy, jak szukałem jakichś informacji UFO nad Warszawą 1998. Niczego takiego w internecie nie znalazłem, żeby ktoś widział wtedy, w tym roku jakiś podobny obiekt. Być może ktoś widział i gdzieś taka relacja jest. Natomiast w innym miejscu na przykład trzeba było się znaleźć nad Pole Mokotowskie jest takim bardzo popularnym miejscem spacerowym, gdzie dużo ludzi spędza wolny czas. Wtedy pora była bardzo dobra, wiele osób tam było na polu. Być może ktoś to zauważył, ale ja sam no nigdy na żadną taką relację nie natrafiłem. Co nie znaczy, że nie ma. Tak samo, jeśli chodzi o tę drugą obserwację. Nie rozmawiałem z nikim z sąsiadów w tym roku. Z nikim. Także nie wiem. No tam z tym cylindrem też trudno powiedzieć, jak długo tak naprawdę ten obiekt tam przebywał, zanim go pan zauważył. Tak, bo to był cylinder. Dojechał autobus do przystanku. Spojrzałem w górę, a ja siedziałem z tyłu autobusu. Nie pamiętam, jaki to był typ autobusu, natomiast nie był to autobus przegubowy, pojedynczy.
Tylne siedzenie tam, gdzie siedziałem, było na takim znacznym podwyższaniu. Być może, że autobus nie miał w ogóle tylnej szyby albo bardzo niedużą, bo próbowałem potem dojrzeć jeszcze obiekt, jak już autobus ruszył, ale nie widziałem nic.
Natomiast wtedy przez te kilkadziesiąt sekund widziałem nieruchomy, cylindryczny obiekt po prostu wiszący na niebie. Wyraźnie się odcinał. Był wyraźnie widoczny na niebie jak mówię. Mniej więcej na takiej wysokości, jak tam przelatują samoloty. Ponieważ akurat nad Polem Mokotowskim jest korytarz powietrzny, tam-samoloty, które wystartowały z Okęcia i lecące w kierunku zachodnim, zakręcają nad Mokotowem i potem po prostu lecą w tym kierunku. Natomiast no ten obiekt wisiał nieruchomo i też był to cylinder, taki stalowy cylinder bez żadnych skrzydeł, bez niczego. Tak jak są w internecie zdjęcia czy filmy tego typu obiekt po prostu tak on wyglądał.
No też możemy chyba wykluczyć wszelkie opcje typu, że to na przykład mógł być jakiś balon czy jakiś nie wiem, sterowiec reklamowy, coś tego typu. Nie, nie, nie, nie, nie sterowiec, sterowiec, nie. Bo by był za długi i za wąski. To wykluczone. Gdyby to był balon, on by prawdopodobnie był w tym samym miejscu chwilę dalej. Potem jak wsiadłem z autobusu i spojrzałem w to miejsce, nic nie było.
No i z tego też powodu możemy myślę wykluczyć inną opcję pod tytułem błędnie zidentyfikowana chmura na przykład, tak? Nie, na pewno nie-nie-nie-nie. Był za mały na chmurę. Za mały. Bardzo regularny kształt, wielkość taki średniej wielkości samolot pasażerski, jak na przykład, które latają na połączeniach jakichś krajowych, bądź powiedzmy tutaj po Europie krótszego zasięgu. Czy coś takiego. Też oczywiście ja nem-nem no nie mogłem tak określić wysokości. No, być może że był to-- mógł się znajdować na dużo większej wysokości.
No, są relacje o latających obiektach dużo większych niż powiedzmy nawet największe samoloty, ale raczej był wielkości samolotu pasażerskiego. To mogę powiedzieć. Minęło dwadzieścia trzy lat. Natomiast ta sytuacja mi mocno utkwiła w pamięci. No nie była to typowa. No co tu dużo mówić, może jeszcze gdzieś po prostu są świadkowie, może ktoś to też widział, ale ja się z tym nie zetknąłem. Przyznaję się, szukałem. Szukałem w internecie takich informacji. Po prostu wbijałem UFO nad Warszawą 1998. Czy może coś się pojawi? Może ktoś się odezwał? Na razie nikt.
Być może ktoś go jeszcze zauważył. Szczególnie że ten obiekt musiał być jednak dosyć duży, skoro udało się go panu tak zauważyć szczegółowo. I tak tyle, tyle detali. Tam szczegółów nie było. On po prostu była to jednolita powierzchnia. Natomiast tak, na pewno to był cylinder wysmukły, wiszący nieruchomo. No, w tym miejscu, o którym już mówiłem, nieruchomo. Ani żadnego ruchu wzdłuż, powiedzmy ruchu obrotowego, nic, żadnych dgnięć.
Kompletnie, całkowicie nieruchomy. Pan może tę obserwację komuś zgłaszał już wcześniej? Któremuś ufologowi? Zgłaszałem.Wysłałem me-meila do pana Arkadiusza Miazgi. On powiedział, że to jest ciekawa informacja, natomiast szkoda, że nie dysponuje żadnymi zdjęciami. Bo zdjęciami nie dysponuję, no wtedy jeszcze nie było nawet aparatów-- telefonów komórkowych z aparatem fotograficznym. Natomiast no trudno nosić aparat fotograficzny przy sobie i po prostu a mnożstwo po prostu się trafi na UFO. No to, to są takie jednak sytuacje się zdarzają po prostu bardzo rzadko i no trzeba mieć szczęście.
Tak samo druga obserwacja. Nie używam smartfonu, z tym że to też ja, kiedy zobaczyłem ten dysk, no to po prostu miałem najpierw pierwszy moment, że mnie zamordowało po prostu, że przecież to nie jest samolot. Zacząłem po prostu iść.
No wszedłem-- to było obok mojego domu. Obiekt zniknął za budynkiem. No i to było-- trwało to około minuty. Po prostu tak mniej więcej nawet nie wiem, czy gdybym po prostu miał aparat fotograficzny, zdążył po prostu wyjąć i-i zrobić zdjęcie. Z nikim z sąsiadów z bloku, z którymi utrzymuję kontakty, z nikim o tym nie rozmawiałem.
No tutaj w przypadku tej drugiej obserwacji możemy na pewno wykluczyć opcję pod tytułem jakiś przelot samolotów wojskowych, bo takich przelotów, z tego co się orientuję, nie realizuje się tak blisko osiedli ze względów bezpieczeństwa, prawda? Nie, nie, nie. Wiesz, tak, przede wszystkim leciał za wolno. Miałem sytuację, to było już po wybuchu wojny w U-Ukrainie, że szedłem do pracy do metra i po prostu widziałem, no wtedy to-to już było rano, już było jasno, bo to był dwudziesty drugi rok, ale tak wczesna wiosna. Niebo było zachmurzone i takie dwa ciemnoszare punkty z bardzo dużą prędkością leciały w kierunku zachodnim.
No ale to mogły być samoloty myśliwskie poderwane po prostu z powodu jakiejś sytuacji. Leciały bardzo wysoko i z bardzo dużą prędkością. Ten obiekt le-leciał jak na obiekt latający bardzo wolno, wolniej niż po prostu normalnie lecą samoloty. No tak się składa, że nad moim domem jest zapasowy korytarz powietrzny dla samolotów lądujących na Okęciu. Po prostu one tam latają w sytuacji, kiedy po prostu jest jakiś remont pasów, bo tak z reguły się główny korytarz to już jest na granicy Warszawy, poza-- za zabudową, no żeby, no wyk-- jakieś wypadłyby, no jakieś katastrofy, żeby nie zminimalizować ryzyko spadnięcia samolotu na teren zabudowany.
Rezerwowy, dokładnie nad moim blokiem. Więc ten obiekt leciał wolniej i po takiej falującej trajektorii i w ogóle nie było słychać pracy żadnego silnika. Natomiast w przypadku, gdyby to był samolot, lekko silnik byłoby słyszalny, po prostu lekko.
No bo teraz już w współczesnych samolotach te silniki mają silniki już pracujące dużo ciszej niż powiedzmy jeszcze trzydzieści, czterdzieści lat temu. Wtedy czasami był bardzo duży hałas, teraz nie. Niemniej po prostu silnik jest słyszalny.
No i nie było nic. I nie było też żadnych świateł pozycyjnych. No, jakie mają włączone samoloty zbliżające do lądowania, przechodzące nad terenem zabudowanym. Nic takiego nie było. No i ten też kształt po prostu żadnych skrzydeł, żadnego kadłuba.
Było to najprawdopodobniej dysk, być może w przedniej części lekko za dużo, bo-to nie wykluczam tego. A czy ten obiekt sprawiał wrażenie, jakby używał jakiegoś rodzaju kamuflażu? Bo świateł nie było, ale jakoś, jakoś się go panu udało, mimo tego...
Nie, nie było. On się odbijał. On się-- po prostu się odbijały od niego te promienie słońca. Zbliżał się zachód słońca, więc to światło słoneczne nie było aż tak silne, jak powiedzmy w ciągu dnia, w południe, czy... Natomiast się odbijało.
Musiał być pokryty jakąś po prostu odblaskową powłoką. Na to wygląda. Miał kolor srebrny. Był odblask niezbyt silny, ale kontrastował z chmurami. Leciał poniżej chmur. Chmury były białe, z takim no, lekko szarym odcieniem. Jak mówię, nie zanosiło się na żaden deszcz, na żadną burzę. Była ładna pogoda, było ciepło i po prostu ten obiekt się wyraźnie odbijał na tle chmur. Leciał poniżej pułapu.
Teraz przenosimy się do stolicy Dolnego Śląska. W okolicy roku dwa tysiące piątego, dwa tysiące szóstego nad Wrocławiem pojawiło się coś, co wyglądało według opisu świadka jak otwór w niebie. Posłuchajmy opisu zdarzenia.
Bo jestem z Wrocławia i tak właśnie, jak słyszałem-- słuchałem, to też nie pamiętam już, czy to pan, czy pani opisywała w Gołęce tutaj to, bo mówię, ja tych sytuacji mam tak: to-to jest pierwsza sytuacja. Mam do opowiedzenia tą sytuację. To działo się w nocy też. To tutaj było na Polanowicach. To są obrzeża Wrocławia. Teraz to już praktycznie jest Wrocław. Jak ja miałem, to miałem, nie wiem, z szesnaście, siedemnaście lat, to widziałem też coś takiego w nocy, w niebie, jakby się otworzył portal. Ale to-to nie było tak, że wyleciało coś z tego portalu czy nie wyleciało. No to było takie w niebie, taka-- różne kolory i tak jakby taki portal wirujący. No ciężko mi to jest opisać. Ciężko mi jest opisać.
No to były różne kolory w niebie. To była noc, to widzieliśmy w trójkę z przyjaciółmi. Ani nie piliśmy alkoholu żadnego, ani nie braliśmy żadnych używek. I tak jak panu mówię, to nie było takie typowe UFO, tylko to było w niebie. Taki portal wirujący się otworzył. Tak jakby taka dziura się otwarła, taki otwór, prawda? Tak, tak. I to miało różne kolory. To było niesamowite. To mi strasznie utkwiło w głowie. I właśnie ten portal. Ale najlepsze jest to, że ani nic z niego nie wylatywało, ani nic. I on był, nie wiem, to może z minutę, po czym on znikł. I to-to jest takie moje doświadczenie, można powiedzieć z UFO. No ciężko jest powiedzieć, czy to było UFO, czy to nie było UFO, bo to ciężko mi jest to wytłumaczyć. No pewnie ufolodzy podpięliby to pod UFO, bo tutaj pewne cechy no to, że mógł to być jakiś obiekt, powiedzmy latający, który nagle się pokazał z jakiegoś powodu i przez chwilę sobie tam był. Także można to podpiąć pod UFO pod pewnymi względami przynajmniej.
Też mi się właśnie tak wydaje. Bo ten portal miał jakiś taki, taki okrągławy kształt, coś takiego obłego. Tak, tak, no to-to było właśnie okrągłe, to było okrągłe, tak jak mówię, wirowało. I to miało nie w samym portalu, tylko na obrzeżach tego portalu były różne kolory.
Ja pamiętam, że to był pomarańcz różowy. To takie. Ciężko powiedzieć, czy to nie była jakaś zorza polarna, ale zorza polarna tak nie wygląda. No nie wiem, nie podpięłem, wie pan co, pod żadne takie znane zjawisko przez naukowców, które powstaje na niebie. Bo ja wiem, że są te różne wiry, czarne dziury i tak dalej, bo się troszeczkę tym interesuję, ale to nie było nic z tych rzeczy. Nie można to podpiąć pod żadną z tych rzeczy.
No zorza polarna chyba nie jest taka skupiona w jednym miejscu, prawda? No i nie trwa tylko minutę. Dokładnie, dokładnie. To mi bardzo też utkwiło. Ilu wtedy było świadków? Czy może jakoś wymienialiście się spostrzeżeniami na ten temat?
Wiesz co, my w trzy osoby to widzieliśmy, bo my się wybraliśmy, można powiedzieć, mieliśmy po szesnaście lat, szesnaście między siedemnaście, daty dokładnie nie pamiętam, ale my się w nocy wybraliśmy Polanowice, to była wtedy, można powiedzieć, no pogranicze, to wtedy jeszcze nawet chyba Wrocław nie był, bo to było, no to mówię, ja mam trzydzieści sześć lat, to było, a miałem wtedy z szesnaście, siedemnaście. I my się wybraliśmy, no wtedy jeszcze to się tak nie nazywało, no tak jakby urbex. Tam był taki opuszczony dom, my się nakręciliśmy, że tam zmarła taka starsza babcia i ten dom stał taki opuszczony w takim wielkim sadzie. I my się tam wybraliśmy i widzieliśmy to w trójkę właśnie, wychodząc już po tak jakby można powiedzieć, urbexie tego domu. No teraz to się urbex nazywa, wtedy jeszcze nie było chyba takiego określenia nawet. I w trójkę widzieliśmy, trzy osoby i tak się śmialiśmy potem, że mówię: "No to jak w trójkę to widzieliśmy, no to jest niemożliwe, że mamy jakieś omamy czy coś". Czyli wybraliście się tam z nastawieniem, że może zauważycie coś związanego z tą, z tą panią czy, czy- Tak, tak, tak. Tak.
-coś w ten deseń, a pokazało wam się coś kompletnie innego. Dokładnie. Dokładnie tak było, że wyszliśmy z nastawieniem, a może jakieś duchy, taka adrenalina i dokładnie już po eksploracji tego, tego opuszczonego domu, jak już wychodziliśmy, to w trójkę— nie wiem, czy ja to pierwszy, czy kolega— zauważyliśmy. Ja mówię: "Zobacz, co tam jest na niebie". A niebo było bezchmurne i to mówię taki okrąg, różne kolory i portal. Ale to nie był ani spodek jakiś.
To po prostu było tak, jakby w niebie się jakiś portal otworzył. No ja potem starałem się podpiąć pod jakieś naukowe wytłumaczenie takich zjawisk. Czy to może jakieś atmosferyczne, no nie wiem, wyładowanie, czy jak są te pioruny kuliste i tak dalej. Czy to może coś z pogranicza, że to jest naukowo jakoś do wyjaśnienia, ale do dzisiaj, no nie jestem w stanie jakoś sobie logicznie tego wyjaśnić.
Coś mi świta, że podobno cząsteczki helu w-w określonych warunkach potrafią dawać takie efekty. No tylko że to musiałoby być naprawdę spore, bo jakie to miały rozmiary w porównaniu na przykład z Księżycem, jeżeli był wtedy widoczny?
Ooo! Ja już nie pamiętam, ale to było dość spore. No to tak, tak jak patrzę, to, to gdzieś w granicy takiej średniej chmury, jak mamy na niebie, ale nie tak jakiejś dużej. No ciężko mi jest powiedzieć, tak jak popatrzę teraz sobie na niebo. No to było dość spore. No to wydaje mi się, że to było gdzieś jak wysokość, no to jak dwa samoloty może? Tak mówię, jak człowiek stoi na ziemi, a samolot leci w górze. No to, to. No nie wiem, nie wiem, ciężko mi jest powiedzieć, ale to było dość spore. No małe nie było.
Bo to nie mógł być na przykład spadający meteoryt? Nie, bo to się utrzymywało, to, to, to- Cały czas w jednym miejscu było? Tak, w jednym miejscu. No to raczej meteoryt i spadające gwiazdy widziałem. Więc nie, nie, nie, nie. Ale to było dość ciekawe, bo dlatego też się później zastanawiałem, bo nie wiem już tak jak mówię, nie pamiętam, ale tu sytuacja z Długołęki, tu pod Wrocławiem, bez tej miejscowości. To też mnie tak zastanowiło, bo tu we Wrocławiu to dosyć sporo takich, tak jak ze znajomymi rozmawiałem, jest tych obserwacji UFO. Jest troszeczkę tego.
No tam jest też bardzo aktywnie działający ufolog Damian Trela. Nie wiem, czy pan kojarzy takie nazwisko? Coś mi mówi po nazwisku. Tak, tak, tak, tak ja mówię od niedawna tak się dokładnie interesuję takimi zjawiskami typowo ufologicznymi. No ale to wywarło wtedy też dosyć spore na nas trójce wrażenie.
Nazwisko mi mówi tak, tak, tak, to, to, to kojarzę, kojarzę. Kolejnym punktem na naszej dzisiejszej mapie jest Stalowa Wola, skąd pochodzą relacje o dwóch zdarzeniach z 2013 i 2014 roku. Jeżeli chodzi o UFO, miałem dwie obserwacje takie dość dalekie. To jedno to zgłaszałem nawet, no ale to po prostu tak krótko mówiąc olali mnie. To było coś takiego, że tu, gdzie obecnie teraz mieszkam, trudno powiedzieć, w którym to było roku. Jaka to jest miejscowość albo jaka okolica?
Stalowa Wola. W sąsiednim bloku, nad sąsiednim blokiem zauważyłem dwa światła. Początkowo myślałem, że to samolot, bo po prostu były obok siebie i było widać, że się przybliżają w moim kierunku. Powiększały się, powiększały się te światła. Miałem bardzo dobre odniesienie, bo to było tak, że teraz ten blok na wysokości można powiedzieć tak blisko komina. Nieco tak się unosiły. No to jak ktoś się zbliża, to wydaje się, że leci wyżej, tak? No po prostu najprawdopodobniej na jednym pułapie leciały, tylko się zbliżały i doleciałem gdzie więcej? No nie wiem. Na pewno było dużo, dużo dalej za tym blokiem, ale tak dość spore te światła były. Taki rozstaw wyciągnął rękę. Tak, rozstaw tych świateł już był na dwa palce, więc spore te światła były. No wielkości Wenus można powiedzieć. I między jednym a drugim mrugnięciem zmieniły o dziewięćdziesiąt stopni kierunek lotu. Nie zmieniły swojego położenia na tobie. Jak leciały w tym truszyku, tak truszyku się poruszały znowu w bok. Nie widziałem żadnego obiektu, tylko te światła. Czyli samolot możemy wykluczyć.
Można wykluczyć, bo skręciło pod kątem prostym. Wie pan, samoloty jako tako znam. Byłem dwa razy Air Show. Czy jak się to nazywa, w Radomiu. Byłem w wojsku w lotnictwie, także mniej więcej wiem, jak to wygląda i tak dalej. Także- No, no tak, w angielskim to w ogóle. W angielskiego to pojedyncze słowa, tam z filmów mogę łapać, więcej nie. Nie znam angielskiego, po prostu. Coś normalnie takiego, że kręciły po dziewięćdziesiąt stopni. Nie wpadłem na pomysł, żeby wziąć aparat. Tam był porządkowaną, mruga, bo mruga. Tylko, że mnie to zdziwiło. Zaczęło przebiegały, dwa białe światła, dwa białe światła.
Samolot ma kolorowe, ma czerwone i zielone jeszcze. Ma ciepłe białe, czerwone i zielone. A tutaj normalnie dwa światła są normalnie białe. To mnie to zdziwiło, rozumiesz?Jakiś uszkodzony refle-reflektor w samolocie czy co? No to ja gdybym musiał zorientować coś takiego.
Ja miałem teraz już aparat taki w miarę, w miarę kompakt, ale taki już w miarę se-se-sensowny trzydziestokrotny zoom to mógłbym to chwycić na aparat. No ale nie padło na ten pomysł dopiero, że akurat jak się zastanowiłem, to, to już skręciło w bok. No to teraz jak kręciło w bok to już nie ma sensu aparatu łapać. W dodatku nawet nie, nie pamiętam, gdzie ja ten aparat położyłem i obserwowałem. To leciało wzdłuż bloku i doleciało do końca bloku i tam skręciło znowu pod kątem, ja wiem, jakichś trzydziestu pięciu stopni.
Też w ten sposób, że nie zmieniło się położenie. Później to już drzewa na te, te bloki w tym sz-sz-rzędzie to ja i to po prostu już nie wychodziłem na zewnątrz i obserwowałem tego dalej. Jak przyleciała na drugą stronę bloku, to było takie, o te skręty, te skręty mnie zdziwiły. Mrugało to szybciej niż samolot mruga tymi światłami, bo samoloty to jest łup łup łup. Dlatego tak mrugają. A to było dużo szybciej, bo pulsowanie było bardzo szybkie tych świateł. Puk puk puk puk puk puk puk puk. Coś takiego to było i mnie to zdziwiło, że tak szybko mruga jak ten samolot. Dlatego ja to zacząłem oglądać, dlatego że białe światła i to próbowałem zgłosić, ale tam no niby to przyjęli, bo ja ten rysunek wysyłałem, jak to wyglądało i tak dalej. No ale- No to jest dosyć dużo w tym momencie, bo to kiedy pan to obserwował?
Mniej więcej, który to mogł być rok? Wie pan no, naprawdę trudno mi powiedzieć, ale to 2014. No bo to panu, ja panu powiem, że tutaj też do Radia Paranormalią bardzo dużo takich obserwacji yy dochodzi, gdzie no po prostu- Wiem, bo słucham, oglądam.
No i podejrzewam, że nas już po prostu niektórzy badacze przestali. To jakby, przestał ich to jakby interesować tego typu obserwacje, bo oni na kopę dostają tych, tych obserwacji, takich jakichś światełek różnych i tak dalej, i tego typu rzeczy. Iii no już przestali jakby celować w tego typu zdarzenia, bo one dominują w tym momencie w ufologii, jeżeli chodzi o relacje, jeżeli chodzi o zgłoszenia, nie uważają tego za na tyle spektakularne, żeby się temu bliżej przyglądać. Po prostu do-dostają taką relację, jakoś tam ją sobie dokumentują i odkładają do archiwum.
Aha, aha. W ten sposób. A drugi raz to był gdzieś w zbliżone lata. To mogło być troszkę wcześniej, gdzieś koło około dwunastego, trzynastego roku, dwa tysiące dwanaście, dwa tysiące trzynaście. Nie zgłaszałem tego dlatego, że ten czas po prostu wypiłem ze cztery piwa. Dlatego tego nie zgłaszałem. To jest coś takiego, że szedłem ulicą między Stalową Wolę Wolomarickiem, a jest to prosta droga. Te miejscowości się można powiedzieć, stykają z sobą. Zabudowy jednej sekundy zaczynają drugie. Także nie ma wyraźnej granicy, gdzie się jedno kończy, zaczyna drugie. No i mniej więcej akurat szedłem tamtędy i po prostu zauważyłem, że jakiś snop światła pada na pobliskie domki, yy-yy, takie jednorodzinne. I to światło tak jakby szukało coś tam. Przemieszczało się. Nie widziałem nic, żadnego obiektu, tylko sam takie snop światła z góry. I w pewnym momencie to światło tak dość szybko przeleciało na asfalt, jakieś trzydzieści, czterdzieści metrów przede mną i po prostu przeleciało kawałek jeszcze drogą ode mnie w drugą stronę i po prostu zgasło. Przyglądałem się, nie widziałem tam nic na tym niebie. Nic pan nie widział, ani pan nie słyszał, bo to jednak dosyć. Gdyby, gdyby to był na przykład helikopter, to musiałby.
Nic nie widziałem, nic nie słyszałem. Nawet helikopter to po prostu taki, taką, taką łunę światła puścił, to raczej bym go słyszał, bo to był na dość niskim pułapie. A to normalnie krąg świata był taki, że zajmował prawie cały asfalt. To dwupasmowa jezdnia.
No to wie pan, to dość duży okrąg i dość wyraźny, ale sam snop świata akurat widziałem, nie słyszałem jego. A były tam jakieś może jeszcze inne osoby, które mogły to zauważyć? Szedł ze mną kolega, ale on teoretycznie nie zwrócił na to żadnej uwagi. Ja mu powiedziałem aaa, ktoś tam ci poświecił latarką. Tak on to skomentował. Ktoś tam poświecił latarką. Mocna latarka to musiałaby być, prawda?
W tamtych latach raczej nie było takich latarek mocnych. Teraz to można było kupić, bo są takie tysiąc lumenów, pięć tysięcy lumenów. A to było dość ostre światło. To było dość ostre światło, bo to było oświetlone tak, że spokojnie jakby stał w tym światle, można było gazetę przeczytać. Przy słabym wzroku oczywiście przy dobrym to przy ulicznej lampie przeczyta. W ostatniej części dzisiejszej audycji poznamy kilka dość świeżych relacji o obserwacjach UFO nad Polską z roku 2024.
We wrześniu w miejscowości Przeźmierowo, niedaleko Poznania doszło do obserwacji sporego obiektu o wielkości Księżyca w pełni. Posłuchajmy relacji świadka. To było w zeszłym tygodniu, w sobotę. Była to godzina wieczorna.O 20:30.
Nie chcę skłamać pana 20:30 do 21:00 bym tak określił. No niestety nie spamiętałem godziny. Aa natomiast to był ten przedział właśnie między 20:30 a 21:00, właśnie. Wyszedłem na papierosa. Mam taki swój mały jakby rytuał, że tak powiem, wieczorny. Zawsze wychodzę na papierosa przed tym, aż po prostu przyszykuję się do następnego dnia, pójdę spać. Wie pan co, ja mam takie garaże. Ja mieszkam we wspólnocie, takim małym bloku mieszkalnym i tam często właśnie przesiaduję na takie miejsce przy garażach. W momencie, kiedy zacząłem palić papierosa. Znaczy nie w samym momencie, tak? Wie pan co, ja jestem też miłośnikiem nieba i lubię patrzeć po prostu w gwiazdy. Powiem tak szczerze, po prostu.
Na pewno mogę powiedzieć, że nie przykuło mojego uwagi to tak momentalnie. Natomiast spoglądając raz po raz tak naprawdę w niebo, w pewnym momencie coś przykuło moją uwagę. Z lewej strony na niebie było to światło, było to, był to biały punkt jaśniejący na niebie, wie pan i na pewno od razu wykluczam opcję gwiazdy, gdyż było to bardzo jasne światło białe, takie jaśniejące, wie pan, nazwałbym to kulą, nazwałbym to kulą.
Natomiast te światło jakby wydobywające się ze środka ów kuli robiło taki efekt takiego rozpromieniowania, że to tak nazwę. I ta kula, wie pan, ona tak naprawdę była taka jaśniejąca, taka jakby. No ale to nie była gwiazda, bo jednak. Jednak wie pan co? Ona, ona się tak jakby nagle pojawiła na niebie. I tak, i ja, tak wie pan, patrzę do papierosa na lewej stronie, miałem ten obiekt i tak się przyglądam. I wie pan co, tak myślę?
Co to może być? Przede wszystkim tak na logikę brałem pod uwagę wszelkie tam możliwości. Oczywiście pore, no na nocnym niebie, no widać dużo. Tak naprawdę jeśli się człowiek chociaż trochę rozgląda, czy to samolotów, czy, czy satelit. Także wykluczam tu już na pewno opcje właśnie takie, ponieważ ta kula. Wie pan co? Ona? No nie chcę, nie chcę pana skłamać, ale ta obserwacja tej kuli, od kiedy ją dostrzegłem, bo nie jestem pewien, czy tak naprawdę widziałem ją zaraz po tym pojawieniu się na niebie, że moja obserwacja trwała około siedmiu do dziesięciu sekund tej kuli, po czym ta kula. Ona stała w miejscu cały czas i po tych tak naprawdę siedmiu sekundach stania w miejscu w powietrzu, ona się zaczęła delikatnie, delikatnie przesuwać od mojej strony, czyli odchodziła, tak naprawdę odlatywała z mojej strony. I wie pan co?
Bardzo szczegółowe, moim zdaniem w tym wszystkim, tej obserwacji, tego odlotu jest to też, że ta kula, tak naprawdę ona przygaszała bardzo, bardzo ewidentnie było widać, że ona traciła na jasności, nie traciła na jaśności, wie pan, tylko z powodu, że tak powiem, oddalania się.
Tylko było widać ewidentnie, że światło, które było takie jaśniejące, tak naprawdę wybijające się wręcz z tej kuli. One po prostu przygaszało. Wie pan co? No nie minęły kolejne cztery, powiedzmy pięć sekund, dajmy na to. No i ta kula odleciała. Właśnie tak, tak gasnąć takim, tak stale gasnąć, wie pan?
Wykluczył pan opcję, że to może być na przykład satelita? Nie. Wie pan co? Nie zdaje mi się, aby satelity po prostu potrafiły zawisnąć w powietrzu. To raz. Dwa. No, ja mówię, że obiekt był no względnie blisko tak naprawdę nad Ziemią. Ja to wytłumaczę tak, bo moje miejsce zamieszkania jest w Przeźmierowie, to jest pod Poznaniem zaraz. I tutaj blisko jest lotnisko Gławica i. Wie pan, no ja mam mniej więcej takie. Tyle lat tu mieszkam. Będzie mijać piętnasty rok. Tutaj wszelkie tak naprawdę obserwacje samolotów różnych tak naprawdę rodzajów dających różne światło.
Jestem w stanie określić, bo nie wiem, po samym locie czy, czy wielkości, czy, czy jakkolwiek by inaczej to móc określić. Tutaj do czynienia z tym obiektem akurat sens polegał na tym, że no ja panu mówię, to była jaśniejąca biała kula. Ona no nie jestem w stanie określić wielkości, ale.
Bo słyszałem też parę relacji podobnych, znaczy może i tych samych, w sumie też. Bo chodziłoby mi tu o parę relacji, których też na, na kanale tutaj Radia Paranormalium odsłuchałem, dotyczącej właśnie podobnej białej kuli i w podobnym samym nawet albo w tym samym tak naprawdę sensie gaśniejących na niebie. I no mówię panu, ta kula była jaśniejąca, biała, jasna, wydobywała tak naprawdę taki biały blask, białe światło, jakby od środka. Tak, to tak to interpretuję. No i mówię ona, ona stała w miejscu. A jeśli chodzi o tak naprawdę o okiełznanie dystansu, powiedzmy od ziemi, to wie pan co to był? To był niski pułap samolotów, lądowania tutaj. To ja bym mógł w stanie panu powiedzieć nie dokładnie na pewno, ale na pewno nie było to więcej niż pięć kilometrów w górę.
Rozumiem, że opcję pod tytułem dron też Pan wykluczył, prawda? Wykluczyłem, ponieważ no nie spotkałem się nawet z żadnych relacji, żadnych obserwacji. Co prawda parę razy mi się zdarzyło drona dostrzec na niebie, ale no mówię, ta intensywność światła była, była naprawdę, no naprawdę była, robiła wrażenie. To jakby ktoś bardzo jasny reflektor świecił w moją stronę. Tylko, że no to, to reflektor nie był. I wie pan co? I jeszcze jedna sprawa dotycząca tej obserwacji.
Ten obiekt, czymkolwiek on był, ja go nazwę po prostu jaśniejącą kulą. Miał swoją wielkość. Było to zauważalne na pewno, co do samej wielkości. Jestem tu w stanie wykluczyć....włączyć obsydrona, już powiem panu na wstępie. No, chyba że, no nie wiem, te wojskowe dzisiejsze czy jakieś chociaż modernizują. Faktycznie są takie duże drony dzisiaj już tego... Ale tu-tutaj no, no nie było dostrzegalne nic oprócz tego, że no ów biały obiekt to była taka naprawdę jaśniejąca kula. Biała. Jasne białe światło i-i to było masywne. To było masywne, wie pan, dosyć czymkolwiek to było, to była jaśniejąca kula. I tak. I wie pan co? I ten obiekt, jak zaczął właśnie się oddalać i gasnąć, to powiem panu tak: on stał w takim miejscu na niebie, że nie minęły dwie minuty, nie minęły dwie, trzy minuty i samolot dosłownie jakby przecinałby lot tej kuli, tak naprawdę lądując w tym samym miejscu tak naprawdę na niebie. To myślę też jest ciekawy tutaj szczegół do tego. No i mówię, ta kula się oddaliła właśnie w momencie, kiedy za dwie, trzy minuty góra, ten samolot właśnie lądował właśnie w tym miejscu, gdzie ta kula stała, się przesuwała dalej.
A jakie były wówczas u was tam warunki pogodowe? Ładnie było i ciepło wtedy było pamiętam. Gwieździste niebo, przejrzyste. Wszystko było bardzo dobrze widać. Chyba chmur też nie było. Pan tutaj wspominał, że kilka razy pan takie obiekty widywał. Czy to była taka jednorazowa obserwacja takiego właśnie obiektu w tym konkretnym miejscu?
W tym konkretnym miejscu to było na pewno pierwszy raz. Tak, tak, to było na pewno pierwszy raz. Znaczy, kilkukrotnie widziałem. Wtedy to z tą rakietą Ariane 6 tutaj się omal, no nie zbożniłem tutaj dzwoniąc do pana dopiero po fakcie, dowiadując się tak naprawdę, że to była, to był ten manewr ewakuacyjny, tak? Czy ratunkowy tej rakiet- No, jakieś wyniesienie chyba satelity. Z tego, co pamiętam. Nie śledzę jakoś tak szczególnie informacji o wylotach rakiet i umieszczeniach satelitów, ale no to jest taka rzecz, którą teraz trzeba zawsze sprawdzać, słysząc taką, taką relację o jakimś świetle, prawda?
Tak, tak, tak. Tutaj też sprawdzałem. No nic, nic tutaj nie wyczytałem na temat jakichś przelotów, nie wiem, specjalnych czy czego. Zresztą tak naprawdę, no kto by miał mi powiedzieć, jeśli to byłoby naprawdę coś niebywałego? A no myślę, że to jednak, jednak było coś, bo, no z tą rakietą Ariane 6 to tam bym się no, no pomylił.
No, ale i tak to było zjawisko. Ale pomijając to, no co do tej kuli, no to ja panu mówię, ona— ta kula cała to... Ona miała swój rozmiar, ona miała jakby swoją masę, że tak powiem. Było widać, że ona zawisa, proszę pana, ona zawisa na niebie, po prostu stoi w miejscu. Jasna, biała kula. I-ii wie pan co, no mówię, no od momentu, kiedy ją dostrzegłem kątem oka na lewej stronie nieba ode mnie to mówię siedem sekund. Siedem sekund tak licząc, tak wie pan, instynktownie, to ona tam właśnie zawisała. Stała w miejscu, że tak powiem.
No naprawdę jasnym światłem emanując. No i zaraz potem zaczęła się powoli oddalać. I wie pan co? Tak? No właśnie mówię, co do tego oddalania się też było ciekawe, bo widać, że ona, ona jakby, ona jakby po prostu gasła tak jakby, no ciężko to określić, żeby to było gaśnięcie po prostu spowodowane samym odlotem, jakby, wie pan co? Ciężko to opisać, ale wydawało mi się, że ona jakby po prostu przygasała, mm-yy, że tak powiem, w pewien sposób świadomie, nie wiem, czy to dobre okiem-okiem zdanie tego- Jakby to przygaszanie było sterowane tak, jakby ktoś przesuwał taki, taki regulator w pstryczku elektryczku, prawda?
Tak, coś, coś w ten deseń. Myślę, że no tutaj jakby jasność no widać było, że ta zmiana jasności była taka, no nie-nietypowa jak na, na, na, na, na odlot. Zwłaszcza, zwłaszcza z-tym tempem, bo ona nie odleciała tak szybko, na pewno nie. Ona odleciała bardzo płynnie, bardzo powoli. Odlatując w tym tempie nie powinna tak szybko gasnąć. Nie powinna. A ona, ona naprawdę-- ona przygaszała tak tak jednostajnie, ale, ale jednak w swoim tempie.
No tutaj ciężko jakby zinterpretować, czym ten obiekt tak naprawdę mogło być, bo ciężko ustalić nawet jego wymiary tak na dobrą sprawę. Na pewno, na pewno satelita się w taki sposób nie zachowuje, prawda?
Nie, nie nie, nie. Zresztą sądząc po-po odległości, że tak powiem, no, on nie był wysoko. To był niski pułap samolotu, wie pan, bardzo niski. Ja nad lotniskiem mieszkam. To był niski pułap samolotu, parę, dosłownie parę kilometrów nad ziemią bym powiedział. Nie było to, nie wiem, pięć, może do pięciu, może do pięciu, może do pięciu to mógł ten obiekt być. Chociaż ciężko mi powiedzieć. Było widać, że, że no ten obiekt stojąc w miejscu już mi się wydał podejrzany, no bo jaśnieją-- był bardzo jasny. Był, no nie wiem, jakby to porównać, no wielkością, tak . Połowa wielkości Księżyca.
No to rzeczywiście dosyć spory. No duży był, duży. Nie był jak-- połowa do połowy. Może tak powiem, bo był, był naprawdę. To było widać, że to jest, no ma swoją masę, ma swoją wielkość, było widać. No to jakby już całkowicie wyklucza opcję pod tytułem satelita, dron i jakieś tam, prawda, znane nam wynalazki.
Dlatego właśnie mówię, no ta, ta wielkość no była no, była znaczna. Była znaczna ta wielkość tej kuli, wie pan. No co mogę więcej powiedzieć? No to jaśniejące światło, białe, jasne światło wręcz no wydy-no emitujące po prostu jakby na zewnątrz, wie pan. Nie było widać, że to jest biała, równiutka w obrysie kula, jak nie wiem, właśnie księżyc w pełni załóżmy, czy jakkolwiek by nazwać kulę z kont-- z linią kon-konturu, tak? Rozumie pan? No to światło jakby było bardzo, bardzo takie intensywne.
Było intensywne białe światło i, i one, no mówię, one się jakby wydobywało z tej kuli albo, albo no było jaśniejące, promieniujące, taka ta kula była, tak bym to nazwał. No krótko mówiąc, mamy pełen wachlarz możliwych interpretacji, czym to mogło być, prawda? Bo to mogło być UFO, ale albo też, no co prawda nie jestem jakimś orłem z fizyki, ale słyszałem, że na przykład cząsteczki helu w określonych sytuacjach, w określonych warunkach potrafią tak mocno dosyć świecić. Też kula zjonizowanego światła też może podobno takie, takie efekty emitować. No ale co to tak naprawdę mogło być? Ciężko powiedzieć. Nie chcę tego też właśnie jakoś tam od razu przypisywać do pojęcia UFO. Czy UAP teraz jest bardziej chyba na miejscu?
No pojęcie UAP jest traktowane tak-- w taki sposób, jak na przykład tak, żeby, żeby odciąć jakby tą otoczkę paranormalną, ufologiczną z tego. Coś na zasadzie: różnica między określeniami OBE a ECE. Obydwa znaczą to samo — doświadczenia poza ciałem, ale ECE jest używane w tym celu, żeby jakby odsiać konotacje ezoteryczne w pracach naukowych.Kolejna z najświeższych relacji pochodzi ze Świebodzina. Gdzie w listopadzie jeden z naszych słuchaczy zauważył na niebie dziwnie według niego wyglądającą grupę świateł. Ja jestem mieszkańcem powiatu świebodzińskiego. To było trzeciego listopada, o godzinie około dziewiętnastej trzydzieści. Jechałem z samochodem ze Świebodzina w stronę jakby granicy polsko-niemieckiej i rzuciło mi się w oczy. Trzy światła. Trzy albo cztery światła, takie w jednej linii przekrzywionej jakby, jakby maszt od jakiegoś nadajnika radiowego. I one się świeciły tak bardzo mocno, jasno. I jak już dojechałem do miejscowości Mostki, to przed samą tą miejscowością jest takie wzniesienie, góra na drodze dziewięćdziesiąt dwa. I właśnie nad tym, nad tą miejscowością widziałem to ten, ten taki maszt przekrzywiony, który właśnie powoli zaczynał gasnąć. Po prostu od góry do dołu, jedna po drugiej tak powoli przygasały. A ile to mogło trwać? Tak mniej więcej.
No to gdzieś w tą drogę. Jak ja zobaczyłem to od Świebodzina, od krzyżówki na Ługów to tam zobaczyłem pierwszy raz. No to dojechać do Mostek to jest jakieś, nie wiem, tam dziesięć minut, może nawet nie?
Niecałe dziesięć minut to było na pewno. I akurat jak wjeżdżałem, to zaczęły gasnąć. Wie pan, ja coś kierowałem i tak musiałem cały czas zwracać uwagę na ten, na drogę. Ale widziałem ten moment, jak właśnie gasły te światło jedno po drugim, od góry do dołu.
Wiem, że pewnie ciężko to jakby ocenić będąc w ruchu, kierując samochodem, ale czy te obiekty jakoś się poruszały? Przemieszczały się w ogóle? No właśnie, wydaje mi się, że się nie poruszały. Właśnie to jest najlepsze, że one stały w miejscu. Mój kolega, któremu opowiadałem to właśnie, mówi, że to na pewno był Starlink. Ale ja mówię, że no one się nie poruszały. Ja widziałem nieraz Starlink. One tak na początku wyglądały jak Starlink i gdyby się poruszały, ja to, ja bym to zauważył na pewno. Tak mi się wydaje, że raczej na pewno stały w miejscu i one tak dosyć długo i jasno świeciły.
I to była taka linia prosta. Ona była przekrzywiona, jakby taka wieża przekrzywiona delikatnie, no. To nie wiem, z pięć stopni, może przekrzywiona. Wydawało się to takie wielkie. No to jest to było gdzieś. No nie wiem, to było na pewno daleko, nie? Kilka kilometrów. Nie jestem w stanie nawet tego określić.
No opcji ze Starlinkami ja bym tutaj nie wykluczał jednak, bo pan był w ruchu auto oraz mogły się razem z panem, że to tak Ale, ale- jakby przemieszczać. Tak, ale one właśnie jak ja już dojechałem właśnie do Mostek, to one wtedy, no dalej były jakby na tym sam, na tej samej wysokości horyzontu, nie? Tak jakby wisiały nad jakimiś miejscowościami, tak gdzieś około, nie wiem, pięć, dziesięć kilometrów, jakby wisiały gdzieś tam nad miejscowościami, tam nie wiem, tak jakby Niedźwiedź, Toporów, tamte rejony. Nad tymi miejscowościami, bo później właśnie, jak wyjechałem do Mostek, to miałem je już po lewej stronie i bardziej tak na godzinie jedenastej. No, tutaj ciężko coś powiedzieć o tej, o tej obserwacji, bo tak. Zresztą jak tak jak w przypadku w ogóle relacji dotyczących obserwacji jakichś świateł, prawda? Ciężko jakby też ocenić ich w ogóle wielkość. No właśnie.
No właśnie potem jeszcze miał gdzie się zatrzymać, to ja bym chętnie. Akurat taki był odcinek tej drogi, że tak nie bardzo, no. Dopiero się zatrzymałem w Mostek, ale to już tam na CPN-ie u góry i stamtąd też nic nie było widać już wtedy.
A rozmawiał pan może z jakimiś innymi osobami o tej obserwacji? Może ktoś coś jeszcze zauważył? No właśnie. No właśnie tam z jednym kolegą rozmawiałem i on mówi, że to raczej ten Starlink, ale. Ale ja mówię, że to nie było to. Nie wiem, może dobrze by było to gdzieś zamieścić tą relację na jakiejś grupie świebodzińskiej. Może ktoś tam.
Myślę, że myślę, że to jest dobry pomysł. No i dobrym pomysłem będzie chyba rozesłanie tej, tej, zapisu tej rozmowy też do, do ufologów tutaj współpracujących z Radiem Paranormalium. Może oni coś będą w stanie powiedzieć? Chociaż ta opcja, opcja pod tytułem Starlink to jest właściwie pierwsze, co przychodzi na myśl, prawda?
No właśnie ja jestem ciekaw, czy jakby właśnie gdzieś to udostępniają na jakichś tam stronach związanych ze Świebodzinem i z okolicami. Właśnie tam. Mostki. Niedźwiedź. Toporów. Może tam ktoś widział, bo naprawdę z Mostek z tej góry to było to widać naprawdę bardzo ładnie.
Jeszcze z krzyżówki. Na trase dziesięć dwa Świebodzin i Ługów na tej wysokości. Właśnie tam to pierwszy raz zobaczyłem. To się odróżniało od innych. Tam było kilka gwiazd, widać wieku było takie wiara czysta i one się tak odróżniały. Dlatego zwróciłem uwagę jednym samochodem. Tak, to właściwie to tak nie wiem, no naprawdę się nie wyrażam.
To powinno być widoczne na dużym obszarze. Także pewnie być może jakaś, jakiś cień szansy jest, że, że w tym naszym społeczeństwie przeklejonym do smartfonów czasem jeszcze ktoś spogląda w niebo. Może coś zobaczył. W takim razie to ja tutaj nie mam już kolejnych jakby pytań, bo to taka, taka relacja z tego gatunku, gdzie ciężko mi w ogóle jakieś pytania sensowne ułożyć, bo to ciężko coś powiedzieć, ciężko coś dodać.
No po prostu światła się pojawiły w jakimś, jakimś dziwnym, w jakimś dziwnym układzie na niebie i tak zniknęły. Tak, tak. I to taka właśnie była linia prosta, nie? To wyglądało jak taki duży maszt, jak taki ogromny maszt. No na początku się wydawało, jakby to było blisko, ale mówię, to było zbyt duże, no to by musiało być dużo. No tak mi się to kojarzy, że masz tam jakieś takie wieża telewizyjna czy coś podobnego. Jak się stoi bliżej, to mógłbym to porównać do tego, bo jest tak wysoka. No ale to nie było tam, nie było nawet w tym miejscu.
Ostatnia relacja w dzisiejszym odcinku pochodzi z Sanoka, gdzie dwudziestego pierwszego grudnia słuchacz Radia Paranormalium zauważył na niebie eskadrę świateł w kształcie trójkąta. Przy tym kwestią otwartą pozostaje to, czy były to trzy osobne obiekty, czy wszystkie światła należały do jednego większego obiektu.
Obserwacja bardzo krótka, jednak wywarła na świadku bardzo silne wrażenie. Posłuchajmy. Właśnie była sobota wieczór, 21 grudnia, dokładnie dwudziesta pierwsza punkt. Bo miałem takie prace już przedświąteczne.
Już zacząłem taki urlop świąteczny i w tę sobotę chciałem poświęcić sobie na właśnie takie remonty w domu między innymi. I taka prozaiczna rzecz. Zabrakło mi materiałów tam, dokładnie wylewki, bo kawałek wylewki robiłem. Zabrakło mi wylewki w workach. Pojechałem do marketu budowlanego. To już właśnie było wieczorem. Ledwo, ledwo zdążyłem przed zamknięciem, bo market do 21 i właśnie punkt 21 wróciłem. No i mam taką oczywiście tendencję. Od kiedy oglądam, oglądam czy interesuję się, słucham pana czy tam pana Piotra Cielebiasia też kanał i tym podobnych ekspertów, to zawsze patrzę w górę, zawsze patrzę w górę.
I też pamiętam raz, jak-- moja żona jest niesamowitym sceptykiem, ale pewnego letniego wieczoru też zauważyłem. Nie wiem, czy może Pan kojarzy taką sytuację z rakietą wystrzeloną z Gujany Francuskiej, tam z Europejskiej Agencji Kosmicznej.
Tak, kojarzę. Nawet chyba w tym czasie rejestrowałem jakąś relację od świadka, który, który nie za bardzo się orientował w tych tematach. Właśnie. I ja ją wypatrzyłem wtedy na północnym niebie, tutaj u mnie na-- w okolicy Sanoka. Niemalże to jest Sann w zasadzie. I byłem mega podekscytowany. Nie wiedziałem. Nigdy takiego zjawiska nie widziałem. Od razu wklepałem i wyłapałem, że to była awaria tej rakiety. No niesamowite, niesamowite po prostu wrażenia wizualne. Potężne to było na niebie prawie jak Księżyc w pełni. I od wtedy żona się przekonała, że warto jest patrzeć. Można coś ciekawego zobaczyć.
Niekoniecznie to musi być obiekt techniczny obcej cywilizacji, prawda? Ale ten obiekt, który do bym chciał przejść, to była bardzo krótka obserwacja. Właśnie jak wysiedliśmy, bo też żona z synem pojechali ze mną, oni sobie poszli do domu, ja sobie wyładowywałem te rzeczy. No i oczywiście pierwsze, co robię jak jest bezchmurne niebo, to jest to dla mnie też hipnotyzujące, uspokajające i. No i było piękne, bezchmurne niebo. Patrzę przez prawe ramię, tak lekko na południowe z mojej strony na południową stronę. Z mojego punktu widzenia lekko na południową stronę nieba. No i przyglądam się, a w ułamku sekundy pojawił mi się obiekt.
Dokładnie. To były trzy światła rozmieszczone w takiej konfiguracji jakby dwa górą i jeden na-- jeden nieco niżej, gdzieś tak na 2/3 odległości pomiędzy nimi. Nie idealnie pośrodku, w trójkąt taki równoboczny, tylko bardziej coś jak trójkąt. Powiedzmy równoramienny, odwrócony tak płasko do podłoża. To były takie światła mocno pomarańczowe, takie ciemnopomarańczowe. No prawie. Nie były czerwone, ale ciemnopomarańczowe. Właśnie takie raczej niespotykane na niebie. Tym bardziej nocą.
Na pewno nie były to też jakieś naturalne typu spalające się obiekty, które wejdą w atmosferę, bo tamte właśnie wlecą, szybko się spalą, widać ogon, czasem ten ogon jest długi, różnie. To też bardzo często widzę, bo się wiecznie wpatruję w każdej wolnej chwili, jak tylko jestem na zewnątrz. Ale ten obiekt był dziwny, bo leciał przede wszystkim leciał bardzo nisko w porównaniu do tego jak obiekty wchodzące w atmosferę, bo taka pozorna odległość według mnie to był też, to był też to był, Była też obserwacji było około sekundy, bo sekundę to myślę trwało może półtorej, więc tyle, co mi się udało zarejestrować. Właśnie jednolite pomarańczowe światło. Światła leciały równomiernie, nie rozleciały się albo nie zbliżyły się, tylko równomiernie przeleciały i zgasły. Więc i to po nieboskłonie nie leciały jakby parabolą. Jak widzimy, gdy coś wchodzi w atmosferę tylko normalnie, prosto. No i w porównaniu na przykład do samolotu pasażerskiego, który widzimy też bardzo często, bo tu są korytarze właśnie samolotów pasażerskich, pełno tego jest, to wiadome, są, migają, no i lecą na bardzo dużych wysokościach. A to był obiekt wydawał się około pięć razy większy. W takiej wielkości pozornej oczywiście co najmniej pięć razy większy, zupełnie bezdźwięczny. No i ta odległość była-- no mówię no maksymalnie. To pewnie nawet nie było pięć kilometrów i to było bardzo dobrze widoczne. Widziałem, widziałem jego zarys taki, jakby to było, jakby to właśnie był jakiś obiekt techniczny, bo nieco jakby korpus jego było widać. I skojarzył mi się z tymi dronami, które tam też pan Piotr Cielebiaś z panem Markiem z Wehikułu Wyobraźni coś też omawiali, co nad Stanami się pojawił wcześniej chwilę tutaj, nad tym tutaj nad Wielką Brytanią i tamte-- jak widziałem te punkty świetlne, jak ludzie robili, nagrywali, to było podobne rozmieszczenie tych punktów świetlnych, tylko tamte chyba miały w różnych kolorach były, no i zawisały, a to śmignęło z taką prędkością no niesamowicie wielką, ale zgasło, ale nie wyglądało jakby przestało lecieć czy-- tylko jakby po prostu wyłączyło światła.
No bardzo dziwne. Nigdy o czymś takim nie słyszałem. Jedyne co właśnie najbliższe skojarzeniowo dla mnie to są te ala drony nad wschodnim wybrzeżem chyba Stanów Zjednoczonych i Wielką Brytanią. No i to by w sumie było na tyle. Ciekawe, dziwne i czekam, dosłuchuję, czy gdzieś ludzie właśnie w Polsce tego też nie widzieli, nie?
No pewnie po, po jakiejś tam audycji, którą, którą po Nowym Roku zrobię z takimi relacjami o obserwacjach UFO i różnych innych dziwnych obiektów, to pewnie jakieś, być może jakieś relacje też się pojawią. A to były trzy różne osobne światła. Czy one sprawiały wrażenie, jakby przynależyły do jednego obiektu?
Właśnie sprawiały wrażenie, jakby przynależały do jednego obiektu. To zdecydowanie. Zdecydowanie, bo miałem właśnie takie wrażenie. No, może nie tyle wrażenie co, czyli jakby no zauważyłem, że to jest na jakimś korpusie, na jednym obiekcie osadzone. Na jednym. Może były jakieś ramiona tego obiektu? Tego nie jestem pewien. Obiekt wydawał się właśnie być widoczny. Korpus tego obiektu, taki stricte techniczny, ale na sto procent było to na jednym obiekcie. To nie były osobne trzy obiekty. O, może tak.
Bo były bardzo blisko siebie. Względnie, naprawdę blisko. No, może kilkunastu metrów. Ciężko jest określić, bo wiadome, że jeszcze w nocy i tak krótka obserwacja to była, ale no na dziewięćdziesiąt procent był to jeden obiekt z trzema światłami. A czy przestrzeń między tymi światłami była wypełniona czy pusta? No i tu mam mieszane uczucia.No właśnie, bo w pierwszej chwili zauważyłem właśnie tylko te światła, bo to przykuwa właśnie najbardziej uwagę. Ale jeżeli człowiek jest wyczulony na takie rzeczy, tak jak na przykład ja, że lubię patrzeć i-i z-- ochoczo i z taką nadzieją wypatruję czegokolwiek ciekawego, to później dotarło do mózgu coś takiego, że jednak, jednak coś widziałem. Zauważyłem, że to nie były po prostu tylko światła zauważone przez moje oczy. Tym bardziej że oczy już miałem przyzwyczajone do ciemności, bo mówię no, z piętnaście sekund się patrzyłem w to niebo, wcześniej. Może troszkę mniej.
W każdym razie było już ciemno, oczy przyzwyczajone do ciemności, więc na podwórku mega ciemno. No i tylko popatrzyłem w te gwiazdy. Więc na tak na siedemdziesiąt procent zauważyłem ten obiekt, nie? Że to był właśnie obiekt fizyczny i techniczny na pewno. To sto procent, jestem pewien, że to był obiekt techniczny.
Czy może pan próbował jakby potem, po zauważeniu tego obiektu i po jego zniknięciu, jakoś nie wiem, wodzić wzrokiem w kierunku, w którym mógł się przemieścić? Tak, wodzę. Tym bardziej że często też wodzę w kierunku mniej więcej w takim kierunku, na moim, na tym moim nieboskłonie, bo kilka razy no, kilka, no powiedzmy, że kilka razy zauważyłem też sznur Starlinków lub też tej Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, która jest bardzo duża w porównaniu do wszystkich świateł. I one, on leciał mniej więcej, mniej więcej na tej części nieba, gdzie ja często zauważam te obiekty, prawda? Te około orbitalne. Ale no wodziłem, próbowałem jeszcze dostrzec czegoś. Czy, czy może jeszcze zaświeci się ponownie, czy cokolwiek. A to było właśnie nie. I dobrze znam to niebo i zwróciłbym znowu uwagę, gdyby się. Gdybym był w stanie. Gdyby moje oczy to wyłapały.
Ale nic takiego już później nie dało się zauważyć, tak jakby to celowo zostało wyłączone, nie? No właśnie wyłączone, bo tutaj to było takie nagłe zgaśnięcie, prawda? Nie takie stopniowe ga-gaśnięcie, jakby to były na przykład meteoryty czy coś spalającego się w atmosferze. To było takie coś, jakby ktoś wyłączył pstryczek elektryczek. Tak? Dokładnie, dokładnie tak. I to-- i poruszało się to lotem, takim prostolinijnym. Ono nie obniżało w ogóle, ani nie przewyższało, nie. Tylko prosto leciało. Czyli było jakby celowo sterowane. I właśnie to przykuło moją uwagę. I to mnie skłoniło do tego, żeby do pana się odezwać. No bo człowiek, który ma jakieś względne pojęcie, to z głupotami, starlinkami czy z tym podobnymi rzeczami, już teraz nikt nie dzwoni z takimi rzeczami, prawda? Gdzieś tam na początku, jak to było nieznane, ale teraz no to ja jestem w stu procentach pewien.
No ono nie zakreślało parabolicznego lotu po nieboskłonie, czyli jakby takiego przybliżonego do paraboli, czyli jakby wchodziło w atmosferę, spadało. Nie. Światła się nie ciągnęły. Czyli to nie była kometa. Ogonu nie miała, to się nie spalało, tylko ciach świeciło się, zaświeciło i ciach i się wyłączyło. I ja byłem święcie przekonany, że ono sobie poleciało dalej w tym kierunku, bo zmieniło kierunek. Ale ja ani już nie, nie byłem w stanie tego zauważyć bez oświetlenia, ale zdecydowanie właśnie w ten sposób.
No już całe szczęście czasy, kiedy ludzie mylili Starlinki z UFO i inwazją kosmitów dawno— Mam nadzieję raz na zawsze już minęły. Także to możemy też jakieś satelity możemy, możemy odrzucić, bo one by tak nie zniknęły, prawda?
Jakie wtedy były warunki pogodowe? Yyy, warunki były idealne. Niebo było jak łza. Tym bardziej że pamiętam, to był jeden z pierwszych dni po takiej dłuższej przerwie, z czystym niebem, bo poprzednie dni było, było pochmurno.
Brzydka pogoda była właśnie tak do dwóch tygodni wstecz. Ciągle te chmury gdzieś tam czasem, a w tym momencie było przepiękne, czyste niebo. I sam fakt tego, że jest, jak jest tylko ładne, czyste i gwieździste niebo — patrzę. Patrzę w nie po prostu dla relaksu, spokoju i dla takiego o- wyciszenia się i oderwania od takiego codziennego zgiełku. I samym tym tą moją uwagę to. Tym bardziej że też ciekawa sprawa, bo ja nie zdążyłem się w żadną część nieba popatrzeć. Popatrzyłem się, to dokładnie miejsce, gdzie ten obiekt przelatywał, gdzie go zauważyłem i on się po chwili pojawił. Po prostu nie?
To było coś takiego, że odkręciłem głowę od razu na moją prawą stronę i patrzyłem centralnie, tak delikatnie w stronę południową z mojego punktu widzenia i po kilku, kilkunastu sekundach on przelatywał, zaświecił się tak jakby znikąd, jakby właśnie włączył te światła i po maksymalnie dwóch sekundach wyłączył, ale sunąc z nieprawdopodobną prędkością.
Na pewno to była większa prędkość niż samolotu pasażerskiego. Czyli krótko mówiąc, obiekt nie miał za bardzo za czym się skryć. Nie miał się za czym schować. No, możemy na pewno od-odrzucić tutaj jakieś samoloty, prawda?
Jakieś satelity? Drony też, bo one chyba są zobligowane, że to tak powiem prawnie do tego, żeby świecić podczas lotu. To jeden słuchacz mnie ostatnio oświecił i możemy chyba też spokojnie odrzucić opcję, że to były jakieś, yyy, jakieś obiekty wojskowe, prawda? Bo takich testów jakichś nowych technologii wojskowych nie robi się nad obszarem zabudowanym ze względów bezpieczeństwa.
Dokładnie, dokładnie. Jest to dość obszar, a dość mocno zabudowany akurat, tym bardziej że też mam porównanie, bo często tu latają drony takie prywatne, jacyś na przykład z zamiłowania fotografowie. Mam jednego na dzielnicy i on sobie często wylatuje nawet w środku nocy. Raz mnie przeraził. Myślałem, że faktycznie, kurczę, to jakiś obiekt UFO jakoś sobie latał między domami.
Albo to mogła być straż prawda miejska kontrolująca, czy ktoś czasem nie pali jakichś nielegalnych rzeczy. No też się zdarzają. Myślę też, bo tak znowu sobie myślę, że też ten jeden sąsiad wiecznie by nie latał komuś czy nad kominami, czy nad właśnie tak blisko domu. On raczej sobie lata i łapie jakieś ujęcia fajne do zdjęć i często, bo dodaje to notorycznie. Piękne zdjęcia, jakieś pejzaże czy zachodów słońca i tym podobne.
No, a właśnie to był środek nocy wtedy. Tylko wiadomo, jak się, jak się na- zachowuje typowy dron taki prywatny, czyli robi hałasu dość dużo, no i miga tam te światełka ma. On ma chyba nawet zielone światełko i czerwone, o ile się nie mylę.
Pomijając to. Wojskowy też. No może jakaś technologia, która dronów wojskowych, ale to było zupełnie bezdźwięczne. A tak duży obiekt na tej wysokości. Przypuśćmy, że jakbyśmy wzięli wysokość, obrali około dwóch kilometrów, to obiekt tej wielkości, pozorne, jaki ja widziałem, on mógł mieć około pięciu centymetrów. To on był potężny, chyba, tak mi się wydaje, że dużo duży był, bo ja mówię wielkość pozorna, taką jak ja na moim niebie, skrawku nieba. Jeśli bym wystawił miarkę, to miał około pięciu centymetrów. No i biorąc pod uwagę, że było to dwa do pięciu kilometrów, to jest bardzo duży obiekt, bo samoloty, które lecą na pułapie, powiedzmy dziesięciu kilometrów, pasażerskie, one mają długość co najmniej trzydziestu metrów i są tak malutkie i ta ich prędkość, która jest bardzo wysoka, chyba dziesięć tysięcy metrów na godzinę lecą. To przecież one bardzo powoli się poruszają po niebie, stosunkowo do tego, bardzo powoli. No i są o wiele, wiele mniejsze. A to był jednak duży obiekt.
No, krótko mówiąc, obserwacja dosyć krótka, ale no dosyć znacząca, mając na-na względzie możliwe prawdopodobne wymiary tego obiektu. Jeżeli to oczywiście był jeden obiekt, tutaj wszystko jest możliwe w zasadzie. Rozumiem, że ze względu na krótki czas trwania pojawienia się tego obiektu nie ma jakichś dużych szans na to, że ktoś jeszcze mógł to zauważyć?
Nie ma, nie ma takiej możliwości. Ja mam. Jeszcze osoba, która taka, która się interesuje takimi przypadkami, no to jest mój brat. Ale to najczęściej, ja mówię, myślę, że on tak często w niebo nie patrzy, interesuje się. Jak mu dam znać, powiem, opowiem zainteresowany o tej właśnie rakiecie Ariane, która była bardzo długo widoczna, to zdążyłem dać mu znać.
Patrzył i podziwiał ze mną aczkolwiek tu nie, nie wiem, nie wiem, jestem tego stu procentach pewien, bo to sąsiedztwo to są raczej starsi ludzie w w domu to, to tak czasami też mama jest zainteresowana z rodziny, ale, ale raczej tak, żeby tak obsesyjnie patrzeć na niebo jak ja, to nie. To także to jest mało możliwe. To też nie mogłoby się rzucić nikomu w oczy, bo to akurat trzeba byłoby popatrzeć w tej chwili w niebo. No, jeżeli ktoś rzadko spogląda w górę, to nie ma szans czegoś takiego zauważyć, nawet jeśli miałby taką możliwość, bo trzeba głowę podnieść i patrzeć, wypatrywać. A proponował pan może się dowiedzieć czegoś o ewentualnych jakichś lotach w tej okolicy w tamtym dniu?
No nie powiem panu szczerze, że o tym się nie dowiadywałem. Tutaj na przykład teraz ten monolog z siebie wydawałem, to spoglądam w niebo z pokoju syna i leci na przykład samolot. On leci, ten akurat tutaj leci totalnie z północy na południe.
Ale to jest zupełnie co innego, bo światła migają dużo wolniej, tak jak mówiłem i ten obiekt wydaje się mniejszy. A czy inne loty? No to głównie pasażerskie. Czasem awionetki latają sobie jakoś turystycznie, ale to nie w okresie zimowym. To w lecie i, ale to słychać. No to awionetka może na takim pułapie właśnie jak o. Mogę to porównać do samolotu takiego jak awionetka, w sensie do obiektu tej wielkości co awionetka, która tam leci pewnie z dwa kilometry maksymalnie nad ziemią. No i ona jeżeli by leciała, no to mogłaby się wydawać tej wielkości, ale to robi dużo kuku, bardzo powoli leci, a to było totalnie bezdźwięczne i prędkość tego była no niesamowita, taka jak bym powiedział, obiektu wchodzącego w atmosferę czy jakiś tam potocznie mówiąc padających gwiazdy, perezydy czy tym podobnych. Ale tak jak mówię, loty, loty jeszcze jest niedaleko, jest bardzo niedaleko w linii prostej może z kilometr.
Jest Lotnisko Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i lata często helikopter, bardzo często i oni latają wiadomo w każdej porach dnia i nocy, ale no wiadome helikopter śmigłowiec robi ogromny hałas i do tego jesteśmy przyzwyczajeni, bo on trasę jak zaczyna podchodzić do lądowania, no to już przelatuje praktycznie często nad moim domem czy tu okolicznych, bo przez naszą miejscowość przelatuje, bo ląduje kawałeczek dalej w Sanoku, więc przelatuje często od szpitali, na przykład z Rzeszowa, czyli od północy, od północnego zachodu. Więc to nie, to nie dałbym się na to nabrać. Oni mają zresztą szperacz, taki jasny, potężny halogen.
No i też te światła mają migające w kolorach czerwonym i właśnie zielonym, na pewno. To te loty tak, loty i to nawet tak jak mówię, nieważna jest pora, ale one latają stosunkowo nisko, szczególnie jak już tutaj podchodzą do lądowania, to na moim domu tam kilkaset metrów maksymalnie ma pułapu. No i jest bardzo głośny. Także to tyle. To te loty mam, że tak powiem, mamy tutaj obydwie. No to z tym jest, na co dzień się spotykam po prostu, nie?
Meteory właściwie chyba też możemy wykluczyć, bo pan nie zauważył jakiegoś tam prawda ogona czy jakiejś smugi za tymi obiektami? Tak. Nic, nic z tego. No i tym bardziej, że meteor, który wpada w tą przestrzeń atmosfery, no to nabiera większego tarciaWiększe tarcie jest i ta temperatura rośnie. Jest rozbłysk i przygaśnięcie. I właśnie, prawda, właśnie ten ogon nie zawsze jest zauważalny tak łatwo. Zależy od wielkości obiektu. Ale jest. A tutaj zdecydowanie nie. To było ciemnopomarańczowe. Jedno jest, że tak powiem, jednostajne światło, prawda? I ten ruch był taki stricte też techniczny. No to bezapelacyjnie.
Tak jak mówiłem, obserwacja dosyć krótka, ale jednak dosyć taka znacząca, mając na względzie potencjalne gabaryty tego obiektu. Jeżeli to był oczywiście jeden obiekt, a nawet jeżeli to były trzy różne obiekty, to też dosyć, dosyć znacząca obserwacja mi się wydaje. Tak, do chujki no mówię, no bo nawet jeżeli były, bo to trzy, to jest nieco zagadkowe, bo żeby trzy w tak idealnej i wtedy już bardzo bliskiej odległości od siebie były, bo mówię, jakbym to umiejscawiał na obiekcie, no to ten obiekt mógłby mieć maksymalnie myślę, dwadzieścia metrów. Więc obiekty tak bardzo szybko poruszające się, a będące trzy autonomiczne to już w ogóle kosmos.
Ja jestem raczej tym gruboskórny, mało sensytywną osobą. Dlatego też nie biorę pod uwagę, żeby to było jakieś właśnie inwazyjne wow i. Ale był to obiekt techniczny, no więc kurczę, ziemski obiekt techniczny. Też lubię w tym siedzieć.
Lubię takie jakieś nowinki, dowiadywać się, co już możemy, czego nie. Może wszystkiego nam nie mówią, wiadome. Ale to właśnie mało możliwe. To znaczy to jest niemożliwe, żeby to było obiekt naturalny czy pozaplanetarny, obiekt naturalny typu jakieś skaliste, jakieś meteoryty i tym podobne. Na pewno obiekt techniczny. Kogo?
Technika i technologia ciężko określić. Bardzo ciekawe. Szkoda, że tak krótko mi się to udało zobaczyć. No ale, ale dość wyraziście. Może się uda, że ktoś, ktoś widział podobne. Bo to jest właśnie najciekawsze. Jeżeli ktoś zobaczy podobne, zbliżone i człowiek może pokojarzyć, że to jednak też człowieka utrwala w przekonaniu tego, że dobrze widział, nie?
Że ten wzrok nie zawiódł, te zmysły na te, ten ułamek sekundy. I to już wszystkie relacje przygotowane do dzisiejszego odcinka. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli macie jakieś swoje zdarzenia, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Przypominam o najnowszym numerze miesięcznika Nieznany Świat, w którym stale obecna jest tematyka ufologiczna, a w numerze styczniowym znajdziecie m.in.
obszerny artykuł autorstwa Marcina Gibasa, poświęcony bliskim spotkaniom polskich pilotów wojskowych z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi. Zachęcam również do zasubskrybowania kanału czasopisma na YouTube. Polecam również Państwa uwadze kanały Piotra Cielebiasia UFO Historie i Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni, gdzie panowie omawiają szereg interesujących tematów z pogranicza nauki i nie tylko. W tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. A zapowiedzi kolejnych audycji wypatrujcie na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów. Stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08.
Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skypie nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź zza granicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem Radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki "Kontakt" na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl.
www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Ufo Relacje Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.uforelacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych.
Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Ufo Relacje. Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.uforelacje.pl. Sięgnij już dziś po Nieznany Świat. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat — miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexsto.pl.