[00:03] - Audycja z cyklu Debaty Ufologiczne. Poniedziałek, 18 listopada 2024 roku. Minęła przed chwilą na naszym zegarze godzina 20, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć debatę ufologiczną bardzo specjalną, bowiem poświęconą odbytemu ostatnio spotkaniu w Kongresie, które dotyczyło UAPów. Czy był to wielki sukces i przełom, czy też z dużej chmury spadł mały deszcz? Jak powinniśmy oceniać poszczególne postaci świadków biorących udział w spotkaniu? Co z potencjalnie niebezpiecznymi incydentami i dokąd zmierza disclosure w swojej obecnej formie? Postaramy się odpowiedzieć na te i wiele innych pytań, licząc oczywiście na państwa komentarze. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk Ivellios, a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami dzisiaj Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Marek Żelkowski z Bibliotekarium oraz prowadzący audycję Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata, autor kanału UFO Historie. Piotrze, oddaję ci głos.
[01:10] - Tutaj nawiązując do tego, co Ivellios powiedział, że konferencja odbyta była, to chcę wspomnieć słowa często cytowane przez znanego polskiego działacza, internautę Pawła Tanajno. Rzeczywiście konferencja na temat disclosure odbyta i to chyba ją najlepiej podsumowuje. Jak pamiętacie może drodzy słuchacze i panowie tutaj zebrani, męczyłem się ponad dwie godziny na żywo, starając się coś z tego wyciągnąć. Jedna rzecz, która mi się nasuwa po niecałym tygodniu jest taka, że z tymi Amerykanami, z tamtejszymi internautami i politykami nie jest wcale tak źle. To znaczy oni nie uwierzą we wszystko. To jest mój pierwszy wniosek. Zauważyłem, że jest bardzo dużo komentarzy, niestety negatywnych i zacząłem się zastanawiać w zasadzie, po co to wszystko? Kim są ludzie, którzy chcą nam ujawnić największą tajemnicę nauki, ujawnić największą tajemnicę rządową, a przychodzą na to spotkanie nieprzygotowani, przychodzą na to spotkanie de facto z niczym. To, co serwują, jest tak naprawdę zestawem ich własnych opinii i są poddawani krytyce. Krytyce nie tylko przez parlamentarzystów, którzy ich pytają.
Na przykład pada tam takie zdanie od kongresmena jednego, Berlysona, który mówi: „A gdybym pana zaprosił na” – kieruje te słowa do Elizondo. „Gdybym pana zaprosił na poufne spotkanie, czy pan mi przedstawi dowód na temat istnienia na Ziemi kosmitów?” Także nagle nam się kongresmeni robią bardzo powściągliwi. Z czego to może wynikać? Wydaje mi się, że wcale nie z obecności tej dziwnej czwórki, która się tam pojawiła. Dlaczego dziwnej? To wyjdzie w praniu, ale wydaje mi się, że pewne rozczarowanie tym całym disclosure wynikać może z tego, co się działo przez ostatni rok, z tego, kto się tam przez ostatni rok pojawił, jakie były wnioski i że ogólny rozrachunek wcale nie jest plusowy. Tak bym to powiedział. Mówiąc o internetach, którzy są zaskoczeni niemiło tą konferencją, to mówię o takich insiderach, którzy się tym interesują. Bo pamiętajcie o jednej rzeczy. O tym zresztą mówiłem podczas trwania tego mojego live'a, kiedy próbowałem to relacjonować na żywo.
Konferencja konferencją. Przedstawione informacje miały dużą wagę. Tylko że to była waga typowo hasłowa. To były hasła. To nie były informacje. Może źle powiedziałem. I te hasła potem trafiły do przestrzeni medialnej. Zostały tak zacytowane, zostały tak zaprezentowane, iż na przykład oglądając relację na TikToku, mogliśmy posłuchać, że de facto ujawniono istnienie obcych. Arku, jakie są twoje ogólne wrażenia po tym ubiegłotygodniowym spotkaniu w sprawie UAPów? Jak wiemy, internauci są mocno podzieleni.
Jedni mówią o sukcesie, ci, którzy mocniej w tym siedzą raczej nie. Wręcz przeciwnie. A jak ty to widzisz? Czy to jest kolejny krok do przodu, czy niestety kolejny nudny odcinek telenoweli, która coraz bardziej zdaje się zmierzać ku jakiemuś dziwnemu finałowi?
[04:47] - Według mnie to jest kolejny nudny krok. Z tym że oceniam to również pozytywnie, dlatego że trzeba zwrócić uwagę na to, że to nie są przesłuchania takie, które komisja by wystosowała, powiedzmy przymusowe zaproszenia w ten sposób albo wezwania konkretnych osób do tego, żeby się stawiły i opowiedziały o tym. To są ludzie, którzy chcieli o tym opowiadać, mieli ku temu jakieś powody i o tym mówią pod przysięgą. Co prawda co dalej może wyjdzie w trakcie naszej debaty, to też nie jest za bardzo takie wiążące. Niemniej jednak jest to jakiś stały krok do przodu, bo coraz częściej pojawiają się osoby stojące troszeczkę wyżej w hierarchii wojskowej. Tutaj mieliśmy akurat, mamy akurat do czynienia z kontradmirałem, więc to jest coś, czego do tej pory nie było. I to człowiek, który zeznaje pod przysięgą. Oczywiście warto by było, żeby uczestniczyły w tym nieco inne osoby również i pytania, na które by musieli odpowiedzieć niewymijająco, tak jak do tej pory to miało miejsce czy ma miejsce, bo stałe zasłanianie się jakąś tajemnicą, czy to korporacyjną, czy jakąkolwiek inną państwową, jest takie troszeczkę słabe, jeżeli chodzi o to, że oni mówią to w obliczuKongresmenów, czyli ludzi, których wybrało społeczeństwo po to, żeby ich reprezentowali w najwyższych władzach państwa. Przed kim oni chcą ukryć to, co mają do ukrycia? Nie ma nikogo wyżej, kto by mógł żądać od nich ujawnienia tajemnicy.
Kwestią może być sporną, czy to musi być przed kamerami, czy tylko przed nimi i ewentualnie później oni muszą decydować o tym, czy kongresmeni, czy należy o tym opowiedzieć dalej, czy nie. Niemniej jednak to jest jakieś ograniczenie, a dobrowolność zeznań w zasadzie niedużo zmienia. Ale miejmy nadzieję, że w następnym albo jeszcze w następnym przesłuchaniu, bo to by było raczej wysłuchanie, nie przesłuchanie, wysłuchaniu świadków będą brały udział inne osoby, które są bardziej skore do tego, by o tym powiedzieć i ewentualnie dostarczyć jakieś dowody na to, o czym oni opowiadają. Dziękuję.
[07:48] - Kiedy się przyglądamy temu, co się działo wokół tego ostatniego przesłuchania-wysłuchania, to ja mam takie wrażenie, że tam w ogóle wszyscy są nieprzygotowani do pociągnięcia tego tematu, niestety. Dlatego, że jednym z owoców tego wydarzenia politycznego jest zgłoszenie przez Tima Burchetta takiego projektu pogłębiającego ochronę nad sygnalistami. Co do tej pory nie wiedziano, że jednak oni tak dużo ryzykują. To jest takie troszeczkę masło maślane. Nieporządek legislacyjny, jeżeli chodzi o kwestie sygnalistów, jest ogromny. Trzeba dodać też, że nie zawsze termin sygnalista odnośnie tych osób, które się pojawiły w Kongresie, jest poprawnie stosowany, bo mamy taki szerszy zakres i węższy zakres terminów sygnalista. Sygnalista w tym znaczeniu konkretnym to byłby ktoś, kto brał udział w na przykład jakimś tajnym projekcie związanym z inżynierią wsteczną i byłby w stanie powiedzieć: „Tak, widziałem, coś takiego się odbywa”. Głównym problemem tutaj jest to, że nawet Grusch ani Elizondo takimi świadkami nie są, a przynajmniej tego nie przyznają. Czy nie są? Możliwe, że są w jakimś stopniu, tylko po prostu zbyt wiele za to grozi.
Ale tych wątpliwości jest tak naprawdę dużo więcej i będziemy do nich za chwilkę przechodzić. Marku, czy ty byłeś mega zaskoczony tym przesłuchaniem? Czy nie spałeś potem całą noc z środy na czwartek?
[09:25] - Piotrze, to jest pytanie z tezą, bo doskonale wiesz, że kilka dni przed owym przesłuchaniem zrobiliśmy na kanale Wehikuł Wyobraźni taką rozmowę, czego się spodziewamy. I jak sobie przypomnisz, to ja się niczego nie spodziewałem. W związku z tym nie jestem specjalnie zawiedziony owym przesłuchaniem, ponieważ od początku twierdziłem, nawet złożyłem pewne deklaracje, że tam nic nowego nie padnie. I tak stańmy w prawdzie i powiedzmy sobie, kto z państwa dowiedział się czegoś naprawdę nowego, przełomowego z owego przesłuchania? Te historie, które tam zaserwowano, już gdzieś państwo słyszeli. Jak nie w jednym, to w drugim miejscu. Tam nie było absolutnie nic oryginalnego. To było mielenie słów. Czasami z takiego mielenia słów rodzi się coś pozornie nowego. I tutaj czasami można było odnieść wrażenie, że jednak nie.
I ja bez przerwy miałem takie wrażenie, że tam jakoś tak się szczuje tych wszystkich oglądaczy, słuchaczy, że już za chwilę wam coś powiemy, ale jeszcze nie teraz. I jeszcze za chwilę. Obawiam się, że to jest modus operandi całego przedsięwzięcia i to nie tylko na to przesłuchanie, które za nami, ale na każde następne. Obawiam się po prostu, że, i tu pójdźmy w dwie tezy: albo oni tak naprawdę nie mają nic do powiedzenia, bo nic nie wiedzą, bo są być może odcięci od informacji i robią szum. I tu oczywiście można mnożyć pytania, dlaczego ten szum jest robiony, z jakiego powodu, co ma przykryć, od czego ma odciągnąć uwagę. To jest jedna teza, że nic nie wiedzą, albo też należą do grupy, która owszem, trochę się zbuntowała, coś tam wie, ale nie ma twardych dowodów. W związku z tym to jest mielenie słów. A ci, którzy naprawdę mogliby coś konkretnego w sprawie UFO, UAP powiedzieć, ci siedzą cicho, bo oni wcale nie mają zamiaru się informacjami podzielić. My w takim klinczu, mówiąc my, mam na myśli takich przeciętnych ludzi, którzy są tylko odbiorcami, w takim klinczu z jakąś tam władzą, ale ja wcale nie jestem przekonany, że chodzi o władzę administracyjną Stanów Zjednoczonych, tkwimy od bardzo dawna. Zauważcie państwo, że jakby tak sięgnąć, to od lat 50.
co jakiś czas ktoś się pojawia, kto już nam coś ujawni albo już przeprowadzi się bardzo poważne badania.Nic z tego nie wychodzi. Zastanawiam się dlaczego. Tu można by posnuć różne teorie. Z jednej strony bo nic nie ma, a z drugiej strony bo nikomu nie zależy, żeby to ujawniać. Bo jak się ma jakieś informacje dające przewagę technologiczną albo nawet przewagi technologiczne, to się ich nie ujawnia, póki co. A jeśli tak jest i to jest gdzieś w tajnych laboratoriach i chodzi o to, żeby zyskać przewagę nad pozostałą częścią świata, czy to przewagę ekonomiczną, czy przewagę militarną, to nie liczmy na to, że przed komisją kongresową czegokolwiek się dowiemy. Zbyt wielkie pieniądze, zbyt wielkie interesy stoją za tym wszystkim. W związku z tym taką się nam serwuje sałatkę warzywną, a właściwie sałatkę słowną. I to ma mniej więcej taką konsystencję jak ta sałatka i mniej więcej taką samą wartość informacyjną. My oczywiście, jak to mawiają niektórzy, możemy się jarać tymi informacjami, ale obawiam się, że jak ktoś jest troszeczkę bardziej wciągnięty w temat, to nawet tego efektu nie będzie.
Bo tak jak powiedziałem na początku wypowiedzi, naprawdę według mnie podczas tego przesłuchania nie padło absolutnie nic przełomowego. Nic, czego byście państwo już nie wiedzieli w takiej czy w innej formie.
[14:06] - Tak, to też nie jest w ten sposób, że my jesteśmy sceptykami i nie wierzymy. Nie. I chyba tutaj panowie, może się ze mną zgodzą, ale polega to na tym, że mamy wydarzenie najwyższej rangi i na to wydarzenie się nam przyprowadza ludzi, z których dwóch jest związanych z wojskiem albo z wywiadem, jak w przypadku Elizondo. I dwóch tak zupełnie od czapy. Schellenberger i jego kolega Gold. Znaczy nie jego kolega, ale Gold, który tam przy nim siedział. Moim zdaniem mogliby się w ogóle nie pojawić, dlatego że poza faktem, że Schellenberger przedstawił jakieś dokumenty, to nie ujawnił źródeł swoich informatorów, nie ujawnił tego, kim oni są, co już samo z siebie było dość zaskakujące. Z tej narracji wynikało, że ci informatorzy, którzy się zgłosili do Schellenbergera, nie zgłosili się tak naprawdę wcześniej do parlamentarzystów, skoro nie wiedziano, że coś takiego istnieje, coś takiego wypłynęło. Ale jeszcze bardziej mnie zastanawia pewien fakt takiej teatralności, szopkowatości, bo mamy tam mnóstwo sprzecznych informacji, które płyną z obu stron. Dam pierwszy przykład z brzegu.
Tim Galadet, zresztą nie tylko on, ale w sumie wszyscy trzej panowie, bo Gold tam jest w ogóle niepotrzebny. Oni się odwołują do ustawy UAPDA, ustawy o ujawnieniu znanej też jako ustawa Shamira. I oni się tam odwołują, mówią, że tak to powinno przejść, ale kiedy mówią o wielkiej transparentności, o tym, jakie nadzieje daje to prawo, to się pojawia problem. Dlatego, że kiedy wchodzimy w tę ustawę Shamira, to ona wcale nie jest ustawą o ujawnieniu. Owszem, niektórych informacji tak, ale ona, Marku, przecież zmierza do tego, żeby tych informacji, które okazałyby się w jakiś sposób wartościowe, przełomowe, zyskowne nawet, żeby ich nie ujawniać. Czyli ustawa o ujawnieniu jest de facto ustawą o nieujawnieniu jednocześnie. To jest jedna z takich nieścisłości, która się tam wkrada. Druga sprawa jest taka, że w ruchu disclosure wszyscy muszą odpowiedzieć na pytanie podstawowej treści: czy chodzi w ostatecznym rozrachunku o ujawnienie faktu posiadania przez Stany Zjednoczone pozaziemskiej technologii i wszystkie związane z tym polityczne reperkusje, czy chodzi o ujawnienie obecności na Ziemi istot nieludzkich? I powiem wam, panowie, nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale wydaje mi się, że gdyby disclosure się ograniczyło do ustalenia, czy obcy tu są, czy nie, to byłoby mniej niedomówień niż w przypadku tego pierwszego tematu związanego przecież z bardzo wrażliwymi sferami, z wrażliwymi danymi. Tak jak Marek powiedział, nikt się nie będzie chwalił najnowszymi technologiami.
Jeszcze bym chciał tutaj wrócić do pewnej kolejnej nieścisłości i tej teatralności. Przepraszam, nie dokończyłem wątku. Chodzi mi o to, że spotyka się grupa parlamentarzystów i czterej świadkowie. Słyszymy od kilku parlamentarzystów takie informacje, że oni wcześniej się spotykali z tymi świadkami i ci świadkowie przekazali pewne informacje. Zatem parlamentarzyści powinni wiedzieć, jeżeli w ogóle znają temat, jakich pytań nie zadawać, bo nie dostaną odpowiedzi. Tymczasem z uporem zadają pytania, na które odpowiedź nie może paść w przestrzeni publicznej. Co nam to mówi? Że jest to albo jakiś teatrzyk okołopolityczny, albo to są ludzie, którzy tam przyszli, bo mają milion innych spraw na głowie, ale przyszli, żeby zdobyć trochę rozgłosu w związku z obecnością obcych na Ziemi i disclosure. A tak naprawdę mają to koło pałąka wszystko i to, jakie pytania zadają, jaka będzie odpowiedź, co się tam stanie, czy to w ogóle jest niebezpieczne, ich w ogóle nie obchodzi.Takie niestety odniosłem wrażenie, że oni nie są absolutnie zainteresowani, ci parlamentarzyści związani z disclosure, aby cokolwiek poszło do przodu. Nawet Tim Burchett, który się wydawał gościem ogarniętym, nagle sobie po roku uświadamia, że ci sygnaliści jednak mogą nie chcieć mówić.
Mogą mieć przerąbane, jeżeli powiedzą coś, czego nie powinni i chyba oni dobrze o tym wiedzą. Jednocześnie zobaczcie, że tam jest gra różnego rodzaju niedomówień, niedopowiedzeń. Skoro Burchett mówi, że jednak trzeba zapewnić ochronę sygnalistom, a siedzi tam przecież na tej ławie wśród świadków facet, który sypie tymi tajemnicami jak z rękawa w swojej książce. Mówię oczywiście o Elizondo. Mamy trochę pałacową intrygę, trochę serialik, który szczerze zaczyna mnie irytować, zaczyna mnie nudzić i komentowanie tego, co ktoś powiedział, jak się ktoś zachował, oddala nas od konkretów. To jest trochę jak z tłumaczeniem słów papieża czy Tuska, czy innego polityka. My chyba chcemy konkretów. Nie chcemy się po raz kolejny bawić w te intrygi pałacowe, parlamentarne, bo to nudzi. Ale Arku, czy to przypadek, że tak duże parlamentarne spotkanie i prawdopodobnie drugie, które będzie miało miejsce jutro, a tak naprawdę to w środę naszego czasu. Czy to przypadek, że jedno, drugie spotkanie plus raport AARO pojawiają się na dwa miesiące przed zaprzysiężeniem Trumpa?
Czy te odniesienia polityczne, niektóre zakamuflowane, inne nie, które zostały poczynione w Kongresie, rzucają nam światło na polityczne podłoże disclosure, którego do tej pory nie rozumieliśmy? Bo ja tylko dodam, jeżeli ktoś nie oglądał, nie słuchał, że Michael Shellenberger praktycznie nie wypowiedział tego w 100%, ale miał przygotowane oświadczenie, bo oni to oświadczenie musieli przedłożyć wcześniej i tam padał wręcz przebłagalny apel do Trumpa: „Tak, prezydencie, ujawnij nam prawdę, a wy, kongresmeni mu pomóżcie”. Czy wkracza to, o czym mówimy, na pewne niebezpieczne pole? Pole polityki, Arku.
[20:57] - Kluczowym tutaj jest słowo motywacja. Motywacja każdego z tych zarówno świadków, jak i kongresmenów do tego, co powiedział i co nim motywowało, jego zachowanie i wszystkie inne rzeczy. Jeżeli chodzi o ujawnienie, ogólnie jeżeli ktoś by się chciał w jakiś sposób upewnić, że coś takiego jak UFO lata i w ogóle coś takiego ma miejsce, to już miało. W momencie, kiedy ujawniono zapis nagrania latających tic taców, tak to się nazywały te statki, przez najbardziej wiarygodnych ludzi w tym momencie, czyli nagrane przez pilotów wojskowych. I Pentagon potwierdził, że są to obiekty, które można wyliczyć, ile energii potrzebują na to, żeby wzlecieć tak szybko i tak szybko opaść i wyhamować. Wszystko jedno. Są to obiekty, które nie mieszczą się w możliwościach wykonania przez ludzką technologię. I to jest potwierdzenie wszystkich tych niemalże 100 lat walki o to, żeby UFO przestało być śmieszne i zaczęło być traktowane poważnie. Jeżeli chodzi o samą informację UFO, ona była przez cały czas, już od wyborów na prezydenta Stanów Zjednoczonych, od Jimmy'ego Cartera. Co jakiś czas było przebąkiwane, że ten prezydent odtajni jakieś tajne dokumenty, które są i wszyscy będziemy wtedy pewni, że będzie.
To samo Hillary Clinton biegała z książką. To samo Trump coś przebąkuje co jakiś czas. Biden też. Ten ruch cały nabrał formy, która jest w tej chwili, czyli właśnie te wysłuchania kongresowe. I zostaje tylko motywacja kongresmenów i świadków, którzy godzą się zeznawać. Jeżeli chodzi o kongresmenów, są to politycy, więc tak jak to powiedziałeś, oni mają swoje priorytety. Być może tym priorytetem będą po prostu pieniądze na badania różnego typu i na działania wojenne. Stany Zjednoczone przeznaczają ogromne sumy pieniędzy. I teraz gdzie te pieniądze idą? Nikt, podejrzewam, nie wie, jaka faktycznie ilość pieniędzy trafia do AARO, do tej organizacji.
Co oni mają za budżet, jaki budżet i tak naprawdę skąd i kto zatwierdził ten budżet? Podobne pewnie są też inne organizacje, które badają czy próbują badać nowe technologie w oparciu o ewentualne zdobycie tych statków, które ewentualnie zdobyli albo i nie, bo oficjalnie na ten temat nikt nie powiedział. Bo to, co pomówi Elizondo, to raczej między bajki należy włożyć, ale tak to mniej więcej wygląda. Oni szukają pieniędzy. Z kolei świadkowie bardzo często szukają rozgłosu. Jeżeli ktoś mówi, że nie, to popatrzmy się, jak szybko kariery kończą w momencie, kiedy się okazuje, że następna książka nie idzie, że nie ma z tego jakiegoś przychodu i tak dalej. Jedynym takim dokumentalistą, dziennikarzem, który od wielu lat zajmuje się tą sprawą, ciągnie, to jest chyba Knapp bodajże, którego chyba raczej nie ma tutaj wśród tych, którzy zeznawali.
[25:18] - Dziękuję.
[25:19] - Marku, może my do tego podchodzimy źle, dlatego że kiedy ja robiłem tego streama na żywo — wiadomo, że stream to na żywo — z tego przesłuchania w Kongresie, to zobaczyłem — to był chyba jeden z głównych streamów, który to transmitował — że tam jest 12 000 ludzi. U Jackowskiego jest 10 na live. To znaczy, że to wcale nie jest tak głośny temat, jak się wszystkim zdaje i my to wiemy od dawna. Natomiast paradoksalnie, jakby nie było, dotyczy ta tematyka jednej z największych zagadek w dziejach ludzkości. I nagle się okazuje, że to spotkanie w Kongresie nie za bardzo wypaliło. Troszeczkę, jeżeli chodzi o jego rangę, można się było spodziewać czegoś więcej. Czy te odniesienia, które tam padają, polityczne, choć w jakimś stopniu też zakamuflowane, bo wydaje mi się, że jednak nie dopuszczono, żeby Schellenberger wygłosił to oświadczenie, ten hołd przed Trumpem. Czy może to jednak jest w jakiś sposób ze sobą powiązane? Bo ja zasugerowałem gdzieś w komentarzach, że kto wie, czy to disclosure nie narodziło się jakiś czas temu po to, żeby być ciągle wykorzystywane jako taki przyciągacz uwagi dla pewnej określonej grupy. I tutaj wkraczamy na bardzo grząskie tematy, ale też na tematy, które są dla polityków użyteczne.
QAnon, tak zwana fałszywa inwazja. To wszystko, co się rodzi teraz, może w bólu, da nam skutek w postaci teorii. Nie chcę ich nazwać spiskowymi, ale teorii konspiracyjnych głęboko zakorzenionych w świadomości publicznej, które kiedyś zostaną wykorzystane. Czy to jest, Marku, przypadek, że te parlamentarne spotkania mają miejsce tuż przed zaprzysiężeniem Donalda Trumpa?
[27:15] - Ja tak do końca odpowiedzialnie nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Oczywiście możemy puścić wodze fantazji i tu różne komentarze mogą się pojawić dotyczące właśnie tych politycznych powiązań. Ale właśnie, można patrzeć na to z różnych stron. Może chodzi o to, żeby postawić nowego prezydenta w takim świetle, że obiecał, że ujawni. Haha i tak nic nie ujawni. Chociażby dlatego, że na przykład, żeby daleko nie sięgać, pamiętacie państwo film „Dzień Niepodległości”? Nie, żebym jakoś był zafascynowany tym obrazem, ale tam jest pokazana przynajmniej ciekawa sytuacja, w której to prezydent nie ma pojęcia o tajnych laboratoriach, o jakichś przechwyconych obiektach, o ciałach i tak dalej. Dowiaduje się w momencie kryzysu. I zostawmy ów film, o którym wspomniałem. Nikt nam nie jest w stanie zagwarantować, że to, co my myślimy, że prezydent Stanów Zjednoczonych to jest człowiek, który wie wszystko, to jest człowiek, który nad wszystkim panuje.
Pamiętajmy jednak, że od dawna już funkcjonuje to pojęcie deep state. To może oznaczać również tyle, że prezydentowi wydaje się, że wie wszystko albo jest utrzymywany w takim przekonaniu, że wie wszystko. A deep state może sobie hulać do woli. Takiego przekonania możemy nabrać. I właśnie może ten cały szum jest między innymi po to, żeby nowego prezydenta i obojętnie, czy byłby Trump, czy byłaby Kamala, chodziło o to, żeby pokazać, żeby on w pewnym momencie jako nowy powiedział: „Nic się nie dało zrobić”. Może o to tak naprawdę chodzi. Ja, mówiąc szczerze, chciałbym rzucić taką kontrowersyjną – nie, to nie jest kontrowersyjna, przepraszam – tezę. Chciałbym wygłosić taką, że w całym disclosure i w tych przesłuchaniach wcale nie chodzi o to, żeby cokolwiek ujawnić, żeby tam chociaż milimetr posunęła się wiedza, czy też takie obrazy, które są ludziom rzucane. Naprawdę niczego nowego się po pierwsze nie dowiedzieliśmy i zdaje się, że o to tak naprawdę chodzi, żebyśmy cały czas mielili to samo. I już.
Dlatego ja nie mam jakiegoś dobrego patrzenia na cały ten ruch, którego świadkiem jesteśmy prawie od dwóch lat. Bo jeżeli państwo przypomnicie sobie ten chiński balon i te wszystkie rzeczy, które towarzyszyły chińskiemu balonowi w zeszłym roku, na początku zeszłego roku, później gdzieś w połowie pojawił się Grusch, troszeczkę pod koniec pierwszej połowy pojawił się Grusch, pojawiły się różnego rodzaju relacje i to tak wszystko sunęło, aż do tego przesłuchania, o którym dzisiaj rozmawiamy. Ale naprawdę po raz drugi zapytam, czy czegoś nowego w tak zwanym międzyczasie się dowiedzieliśmy? Nie sądzę. Naprawdę nie sądzę. To jest cały czas mielenie i o ile ja rozumiem, że my sobie możemy w debatach ufologicznych czy ludzie na różnych kanałach na YouTubie mogą sobie gdybać, bo tak naprawdę jesteśmy na to skazani. Możemy sobie pogdybać, możemy pewną logiczną drogą próbować dojść do jakichś wniosków, ale przypominam, że logika to jest narzędzie niepewne, bo ono mówi o prawdzie logicznej, a nie o prawdzie tak, jak przeciętnie ta prawda jest rozumiana, czyli zgodność z rzeczywistością. WięcMy sobie możemy tego rodzaju dywagacje uskuteczniać, ale kiedy rzecz dochodzi do trzeciego szeregu, czyli tak naprawdę do Kongresu Stanów Zjednoczonych, to spodziewałbym się, że zostaną tam podane jakieś informacje przełamujące, takie informacje, które rzeczywiście postawią nowe pytania albo przynajmniej skłonią do zadawania tego rodzaju pytań, do wymyślenia tego rodzaju pytań, do znalezienia problemów. Bo to się tak wydaje, że obcy to już wszystko wiadomo. Właśnie nie.
Obcy to jest problem, przy którym pojawiają się nowe pytania. Cały las tych pytań się pojawia. On się już dawno pojawił, ten las owych pytań, a nowych pytań nie ma powodu stawiać, bo nic nowego nie ma. Mielę to, ale chciałbym powiedzieć, że ja jestem naprawdę wyjątkowo zniesmaczony tym przesłuchaniem, bo powtórzę: moim zdaniem w całym tym ruchu nie chodzi o to, żeby cokolwiek ujawnić, żeby ludziom dać jakąkolwiek informację. Chodzi o to, żeby gonić króliczka. Nie chodzi o to, żeby go złapać.
[32:45] - Marku?
[32:46] - Nie znamy tak naprawdę niuansów powiązań ani biznesowych, ani rodzinnych osób, aktorów w tym teatrzyku. Tak naprawdę mało kto z nas wie, jak rozbudowana jest sieć, która wspiera Trumpa i jakie on może mieć informacje od swojej rodziny, która była swego czasu zaangażowana w armię, w interesy z armią, z tymi korporacjami, które tworzą nowe bronie. Nie wiemy także tak naprawdę, kim są, jakie koneksje mają inni aktorzy, czyli kongresmeni, którzy zadają te pytania. Tak naprawdę z naszego polskiego punktu widzenia nie znamy. Być może w Stanach Zjednoczonych są oni bardziej znani i te koneksje rodzinne i biznesowe są łatwiejsze do prześwietlenia i każdy wie, o co chodzi. Tak jak my znamy mniej więcej koneksje biznesowe tych naszych rodzimych polityków. To nieco utrudnia obraz całości, ale tak jak powiedziałem, motywacja jaka jest. Również nie sądzę, żeby raptem otworzyli wszystkie swoje archiwa i: „O, tak, macie tutaj dostęp. I tutaj jest właśnie ta śrubka, która jest śrubką z UFO i ona jest niepowtarzalna. I to zrewolucjonizuje całą naszą inżynierię”.
Czy tam stop metalu, czy cokolwiek innego. Niemniej jednak, o co w tym wszystkim chodzi? Tak mi się wydaje, dowiemy się za jakiś rok albo dwa lata. O co chodziło i czy to zostanie wygaszone tak jak projekty wcześniejsze typu Blue Book czy jakieś tam jeszcze inne doniesienia. Ciekawie będzie popatrzeć na to z perspektywy czasu. Dzięki.
[35:02] - Dokładnie. Tym bardziej że Trump wydaje się w pewnej pułapce jednak, dlatego że jego ludzie przewodniczą, no nie przewodniczą, ale są większością w tym ruchu disclosure. Tylko tak jak mówiłem, oni rok temu wydawali się strasznie podjarani, kiedy o tym mówili na poważnie, a dzisiaj wyglądają na takich zniesmaczonych. Może nie zniesmaczonych, na takich zblazowanych trochę, jakby to już ich tak bardzo nie interesowało. Może zrozumieli, że Trumpa, tego biednego, nie można naciskać, bo on obejmie urząd, a oni się kiedyś upomną i powiedzą: „Panie, obiecał pan powiedzieć coś o UFO”, a on powie: „Gdzie tam, nic takiego nie mówiłem”. Albo że: „A ja nie wiem”. I tyle. I tak może być równie dobrze. My nie znamy tak naprawdę korzeni tego całego zjawiska. Ja wam powiem coś, co mnie jeszcze bardzo mocno zastanowiło.
Otóż my, mówiąc o disclosure, popełniamy zasadniczy błąd, dlatego że mówimy o pewnym haśle, o pewnym ruchu, o pewnej idei, która się narodziła dawno. I źle robiliśmy, myślę, kiedy żeśmy zaczęli utożsamiać disclosure z tymi postaciami, które nam się pojawiają teraz cały czas od pewnego kilkunastu miesięcy. Graham, Elizondo, Sheehan, Schellenberger, potem Cultar itd. To są głównie aktorzy. Okej, wszyscy byliśmy nimi oczarowani. Też się dałem trochę złapać. Zresztą ja się przyznam, że kanał UFO Historie powstał dlatego, że byłem tak mocno zszokowany tym, co się dzieje, że postanowiłem założyć kanał, bo byłem przekonany, że po roku go zamknę, bo już wszystko zostanie ujawnione. To jest taki troszeczkę zarcik. Chodzi mi o to, że my tutaj mówimy o kilku graczach. Zobaczcie, że wszyscy dawni ufolodzy są odsunięci.
Pamiętacie ruch disclosure z lat poprzednich? Tam byli ludzie, którzy byli uważani za lekkich nawiedzeńców nawet na tle innych badaczy UFO. Ich dzisiaj nie ma. Mamy taką silną piątkę plus kilku innych, którzy się ciągle pojawiają. Tutaj Marek powiedział o tym, że z tym disclosure jest tak, a nie inaczej. Natomiast ja bym cię chciał jeszcze, Marku, zapytaćPociągnąć do odpowiedzi, bo z jednej strony jesteśmy bombardowani informacjami i to ciągłe międlenie, mielenie informacji, ciągłe powtarzanie tego samego, to z jednej strony jest gadanie, by gadać, ale zobacz, że z drugiej strony to też trochę przypomina krzywą uczenia się. Im więcej się powtarza to samo w kółko, tym bardziej się programuje odbiorcę, programuje się społeczeństwo. Oczywiście społeczeństwo zainteresowane sprawą. Ja zauważam w pewnym sensie, że disclosure jest w tej obecnej formie i nawet nie wiem, czy nie zacznę tego nazywać w konkretniejszy sposób, bo disclosure to jest pewna idea, która jest stara. Natomiast disclosure w wersji Sheehan i ci wszyscy panowie, i Chris Mellon to jest coś, co budzi coraz większe wątpliwości.
I ja się zastanawiam, czy nie chodzi o wtłoczenie pewnych idei, dlatego że to wydaje się zaplanowane w tak genialny sposób, że jest rozciągnięte na lata, absorbuje uwagę, że tak naprawdę wydaje mi się, Marku, że nie pokazało nam jeszcze wszystkich swoich możliwości. Bo my na razie jesteśmy na etapie gadania. Ktoś coś powiedział, ktoś coś bąknął, ktoś coś przekazał, ktoś coś powtórzył. Natomiast tak naprawdę prawdziwe klocki, prawdziwa jazda zacznie się dopiero, jak disclosure w obrębie tej grupy, o której mówimy, wejdzie na etap, w którym zaczną pokazywać bardziej sugestywne zdjęcia i filmy niż obecnie. Bo to też nie jest tak, że oni nic nie pokazali. Owszem, pokazali. To się zaczęło od pokazania. Zauważcie, to się zaczęło od pokazania materiałów wizualnych. Potem przychodzi wersja gadania, wtłaczania pewnych informacji. I co przyjdzie teraz?
Trzeba zrobić jakąś rekapitulację. Czy będziemy mieli nowe filmy, nowe zdjęcia? Może. Kto wie? Żeby jeszcze bardziej upewnić społeczeństwo w tym, że tu jednak coś jest na rzeczy, że to krok po kroku, ale jednak działa.
[39:35] - Piotrze, powiedziałeś o krzywej uczenia się, a jednocześnie wcześniej mówiliśmy o tym, że problematyką, którą my tutaj przedstawiamy, interesuje się sporo osób, ale też nie przesadzajmy, to nie są dzikie tłumy, to nie jest jakiś wielki ruch, który domaga się: „Ujawnijcie, ujawnijcie”. Mówiąc brutalnie, spora część społeczeństwa ma to głęboko w nosie, czy to będzie ujawnione, czy nieujawnione. Są oczywiście zapaleńcy, ludzie zafascynowani tematem i oni jak najbardziej tego oczekują. To jest pierwszy etap. Ale mam coś jeszcze, bo z drugiej strony kultura masowa produkuje nieustannie od kilkudziesięciu lat pewien obraz obcych, dosyć charakterystyczny. Poza wyjątkami takimi jak „E.T.” czy jeszcze kilka innych filmów o dobrych kosmitach, to zarówno kinematografia, jak i literatura częściej przedstawia obcego jako wroga, jako obcego w rozumieniu filozoficzno-socjologicznym, czyli kogoś, kogo nie znamy i nie akceptujemy, i traktujemy jako potencjalnego wroga. To jest obraz w kulturze masowej właściwie dominujący. I pytanie można zadać takie: czy przypadkiem owa kultura masowa nie ma nas na coś przygotować? Czy też jest ona po prostu owocem tego, że zło sprzedaje się lepiej, że filmy grozy albo ocierające się o grozę rzeczywiście są bardziej kasowe niż jakieś filmy o dobrych kosmitach. Chociaż „E.T.” akurat sprzedał się całkiem nieźle, ale to taki wyjątek, który rzeczywiście może potwierdzać regułę.
Obcy, którzy są źli, to są obcy, którzy dominują w kulturze masowej. I ja, mówiąc szczerze, kiedy przedstawiam ten obraz, czyli te dwa elementy, z jednej strony ludzie zafascynowani, oczekujący ujawnienia jakiejkolwiek prawdy, dobrej czy złej, ujawnienia tej przysłowiowej śrubki, tego materialnego dowodu, już nie takiego kwestionowanego przez wszystkich. Bo przecież można mówić o tym, że na świecie ujawniono ileś tam implantów albo tego, co uważane jest za implanty. I za każdym razem mowa jest o tym, że: „Nie, to nie są żadne implanty, to tam wicie, rozumicie, jakieś takie bzdury”. Więc w momencie, kiedy nastąpiłaby sytuacja, że ujawnione zostałyby dowody materialne w postaci tej przysłowiowej śrubki, które nie byłyby już kwestionowane, bo stałby za tym autorytet wielkiego mocarstwa, mocarstwo powiedziałoby ustami swoich przedstawicieli: „Patrzta, to jest śrubka, która nie pochodzi z tego świata i my to gwarantujemy”, to to, proszę państwa, byłoby absolutnie przełomowe. Ale żadnych takich przełomów nie ma, bo zdaję sobie sprawę i myślę, ja to akurat jestem najmniej ważny. Ci, którzy zarządzają całą tą informacją, zdają sobie sprawę, że to już byłaby droga bez powrotu.Czyli w momencie, kiedy pojawiłby się materialny, twardy dowód, to już nie poszlaka, dowód, wtedy nie dałoby się już wycofać. „Żartowaliśmy, pomyliło nam się. Nie z tego magazynu wyciągnęliśmy śrubkę”. Nie, to by było zupełnie inaczej.
Moim zdaniem Stany Zjednoczone działają troszeczkę w taki sposób, żeby maksymalnie podkręcić zainteresowanie, maksymalnie podkręcić emocje, ale też nie dać nic, co nazwalibyśmy twardym dowodem. Nie ma żadnych twardych dowodów przedstawionych przez rząd Stanów Zjednoczonych. Powtarzam, my oczywiście badając różnego rodzaju tematy, spotykamy bardzo często relacje o tym, że gdzieś tam coś materialnego zostało, gdzieś się pojawiło, ale to jest za każdym razem kwestionowane. „Bzdury, nie słuchajcie ich, bo to są przecież ufolodzy. Bzdura. My wam tu powiemy, jak jest”. Troszeczkę też tak to wygląda. I na koniec chciałbym powiedzieć, owszem, mamy przesłuchanie, mamy przynajmniej cztery ważne postacie na tym przesłuchaniu, ale czy zastanawialiście się państwo nad tym, dlaczego nie zrobiono otwartego przesłuchania? Może jakby się zgłosiło kilka tysięcy ludzi, powiedzmy niezrównoważonych psychicznie, to by się nie dało przeprowadzić. Może najpierw trzeba by zrobić casting.
Ale dlaczego nie dopuszczono ludzi, którzy od lat zajmują się tematem? Chociażby takich ludzi. Ludzi, którzy poświęcili niemal całe swoje życie na badanie tematu. Owszem, są VIP-y typu Elizondo, który w dodatku powołuje się na to, że był związany z kompleksem wojskowym i on przecież wie lepiej. Ale jak przychodzi co do czego, to się okazuje, że to mocno jest kwestionowane, bo przecież nie wiem, czy państwo wiecie, kilka dni po tej konferencji Departament Obrony Stanów Zjednoczonych absolutnie oficjalnie zaprzeczył, że jest w posiadaniu szczątków UFO i jakichkolwiek innych materialnych dowodów na to, że UFO istnieje. Więc mamy taki dwugłos. Z jednej strony jacyś ludzie, którzy zeznają, że oni coś wiedzą, z drugiej strony oficjalne czynniki, które mówią: „Nic takiego nie ma” i absolutny brak zainteresowania relacjami ludzi, którzy od lat nad tym wszystkim pracują. I to jest taki dysonans. Ja już nawet nie wiem, czy dysonans, po prostu taki kociokwik troszeczkę, który mnie zastanawia i którego do końca nie potrafię rozszyfrować. Owszem, mam swoje teorie na ten temat, ale na razie je zostawię, bo nie do końca jestem ich pewny.
Nie wiem, o co tak naprawdę chodzi. Wiem, że gra jest nie do końca czysta i to jest gra. Nie chodzi o to, żeby było takie win-win. Nie, wręcz przeciwnie. Zwycięzca ma być tylko jeden i na pewno nie mają być to ludzie, którzy są zainteresowani tematem. Gra rząd Stanów Zjednoczonych, administracja i to ona ma zwyciężyć, bo ona ma odpowiednio zmanipulować społeczeństwo, osoby zainteresowane czy jakkolwiek to nazwiemy. Moim zdaniem to przesłuchanie to jest element gry, której nie rozpoznaję jeszcze intencji. Nie wiem, o co tak naprawdę chodzi, ale nie sądzę, żeby to były czyste intencje.
[47:14] - Tak, ja też nie rozpoznaję intencji. Natomiast kończąc wątek z tego pytania, bo ono nam się trochę rozciągnęło odnośnie Trumpa, to też nie można wykluczyć, że to zostało zaprojektowane wcale nie po to, żeby wyciągnąć na światło dzienne fakt istnienia UFO, które sobie stoją gdzieś w hangarach, ale to był po prostu projekt społeczny. Projekt trochę dezinformacyjny, mający pokazać poprzez kongresmenów, że państwo rządzone przez Bidena nie działa. Jest tak naprawdę siedliskiem różnego rodzaju klik, korupcji, utajniania pewnych rzeczy, że społeczeństwo amerykańskie cierpi z powodu różnych rzeczy, a oni sobie tam mają na przykład wolną energię gdzieś i ją będą produkować. I to może tak być. Ja bym się, szczerze mówiąc, wcale nie zdziwił, kiedy by się okazało, panowie, że to było ostatnie przesłuchanie w Kongresie, bo to już spełniło swoją rolę. Już nie trzeba więcej robić, bo Trump wygrał. Zostało wszystko ujawnione, że to jest poprzeżerane, pokorodowane państwo i on teraz to przyjdzie i naprawi w ciągu tych czterech lat zrobi Amerykę great again. Słuchajcie panowie, ja już powiedziałem dużo na temat tego, jak oceniam poszczególnych aktorów tego spektaklu. Arku, jak ty na nich patrzysz?
Kto tam był kim? Kto idzie górą, a kto idzie dołem? Parafrazując pewnego znanego youtubera. Kto, nie chcę powiedzieć wypadł najlepiej, aleAle trzeba powiedzieć, że było to bardzo nierówne spotkanie. Świadkowie plasują się gdzieś tak naprawdę wśród, nawet nie wiem, jak ich określić, bo często, jak wam mówiłem, możemy znaleźć informacje wyrwane z kontekstu. I ja widziałem, że na wielu portalach, szczególnie na tych portalach typu TikTok na przykład, ale też na YouTubie, tam, gdzie prezentowane były skróty, mieliśmy zaprezentowaną taką informację, że to są whistleblowers, że to są sygnaliści. Nie, oni nie są sygnalistami, nie są nawet świadkami z pierwszej ręki. Ale Arku, gdybyś tak musiał powiedzieć, kto z tego dziwacznego przedsięwzięcia zrobił na tobie największe wrażenie, to kto? A kto wypadł najgorzej?
[49:49] - Każdy z tych aktorów tego teatrzyku miał przypisaną swoją rolę i tę rolę generalnie bardzo dobrze zagrał. Jest Elizondo, który według tego, co możemy przeczytać w jego książce, jak również te informacje, które wcześniej przychodziły, jest twarzą całego ruchu ujawnienia, bo tak się kreuje i od dawien dawna tak działa i tak jest postrzegany. Jest człowiekiem o supermocach niemalże. Trochę sobie śmieszkuję, dlatego że on brał udział, z tego, co mówi, z tego, co pisze, w takim programie zdalnego postrzegania. I on mówi o tym, pisze o tym, że był w tym bardzo dobry i potrafił znaleźć i opisać miejsca, które były niedostępne w inny sposób. Rodzi się pytanie, dlaczego nie przeniósł się właśnie w ten sposób do baz obcych i nie powie, gdzie oni są, niezależnie od tego, bo to by było jego indywidualne przeżycie od tego, co podpisywał gdziekolwiek i komukolwiek. Jeżeli pisze, że jeżeli odpowiada na pytanie jednego z kongresmenów, że nie może tego ujawnić, bo podpisał jakieś dokumenty, na taką odpowiedź jest następne pytanie: dla kogo podpisywał tę listę? Dla jakiej firmy, dla jakiej instytucji? Odpowiedź Elizondo jest taka, że ona de facto nie istnieje, czyli nie jest zapisana gdziekolwiek. Czyli na dobrą sprawę można by go w tym momencie złapać za słowo i zarzucić mu kłamstwo.
Bo jeżeli mówi, że podpisuje coś dla instytucji, która oficjalnie nie istnieje, to znaczy, że może w ogóle nie istnieć i siedzieć tylko w jego głowie. Więc tutaj na miejscu kongresmenów, gdybym naprawdę chciał doprowadzić do końca, to bym go złapał za słowo i ciągnął, kontynuował aż do momentu, kiedy by ujawnił cokolwiek, co to jest, kim on jest i to nie byłoby wielkim problemem, skoro sam się zgłosił, przysięgał mówić prawdę. Więc takie rzeczy są niedopuszczalne w tym momencie. Innym człowiekiem był admirał. Nie pamiętam jego nazwiska. Może, Piotrze, przypomnisz.
[52:36] - Gallagher.
[52:36] - Gallagher, tak. I on też spełnił swoją rolę jako wojskowy, oceanograf, czyli człowiek, który bardzo dużo wie i do niego na pewno spływały informacje właśnie o UFO, o innych tego typu rzeczach. I on o tym powiedział. Ale w sumie to też nic nowego, bo UFO nie jest niczym nowym. O tym, że są szybsze od okrętów podwodnych, to chyba wszyscy wiedzą. O tym, że przeszkadzają w manewrach wojskowych, ukazując się, to również. O tym, że Armia Stanów Zjednoczonych powodem, dla których nie ujawnia zdjęć i materiałów wideo, jest to, żeby nie dekonspirować swoich własnych maszyn, które to nagrywają, ich możliwości technicznych. To też jest raczej dosyć kuriozalne i śmieszne wytłumaczenie. Jeżeli coś jest w powietrzu, a mają się robić manewry wojskowe, to wiadomo, że coś, co wisi w powietrzu, przeszkadza. I to też nie jest dziwne ani niczym szczególnym.
Po prostu tak jest i należałoby o tym mówić. Z tym że następne wytłumaczenie tego typu, że gdyby ujawnili to, że traktują te obiekty jako obiekty nieziemskiego pochodzenia, powiedzmy tak w skrócie, a okazałoby się, że są to obiekty chińskie, to by okazało się również, że nie są w stanie zidentyfikować chińskich dronów jako chińskie drony. To już jest normalnie paragraf 22. Nie da się inaczej tego określić.Dziennikarz śledczy, który ma bardzo dużą wiedzę, dużo o tym wie i może napisać. Natomiast świadków, którzy o tym mu opowiadali, dowodów, które mu ewentualnie pokazywali, nie może ujawnić ze względu na dobro tych świadków. Dobra, jesteś tylko dziennikarzem i masz obowiązek chronienia. Tylko to w zasadzie bardziej podchodzi pod profesję Marka Żelkowskiego, czyli takie SF troszeczkę. Następnym był człowiek z NASA, który opowiadał o tym, jak należy badać UFO. Ale o tym, jak należy to robić, było już wiadomo. Już zrobił Heineck cały podział tego, jak należałoby to zrobić, jak należy dokumentować i tak dalej.
Natomiast NASA, bo już przy NASA został utworzony wydział, który zajmuje się właśnie tymi obiektami, to też pewnie chodzi o to, żeby pozyskać dodatkowe fundusze na działalność i to jest swego rodzaju dobra reklama tego wszystkiego. Jeżeli weźmiemy to wszystko do kupy, okazuje się, że fajnie, po prostu idziemy w dobrą stronę. Coraz więcej będziemy wiedzieli o innych incydentach, ale może niekoniecznie do końca o takie ogólnikowe informacje nam chodzi. Bo jeżeli popatrzymy na ostatnio to, co się pokazało u nas na Onecie, czyli dwie kule nad Afganistanem, do których strzelano z rakiet i widać rozpryskujące się rakiety, a kule w dalszym ciągu, kiedy opadnie bitewny pył, tak ze Szreka trochę, w dalszym ciągu stoją w tym samym miejscu i na nic to nich nie zadziałało. Nic nowego w tej kwestii raczej nam nie powiedzieli. Ale z drugiej strony ważne jest, że w ogóle coś się dzieje. Ważne jest, że te tic taki, te zdjęcia w ogóle wypłynęły. Ważne jest, że ktokolwiek chce cokolwiek na ten temat powiedzieć przed kongresmenami.
[57:19] - Marku, jak ty oceniasz bohaterów tego spotkania?
[57:22] - Boję się, że znowu mi się uleje coś bardzo niedobrego i tak będę odbierany jako czołowy dziader z tej debaty. Ale naprawdę mamy Elizondo i on właściwie nie mówi nic nowego w stosunku do tego, co przeczytaliśmy w jego książce. Mamy później doktora Tima Gallahereta i on oczywiście zwraca uwagę na to, że nadmierna tajność wokół UAP stanowi problem. Ale to są takie okrągłe zdania, które nie wiem, czy dokądś prowadzą. Ja specjalnie nie mówię głębiej o tych wszystkich wypowiedziach, bo ja już swoje zdanie na temat owych wypowiedzi wypowiedziałem notabene. Dalej mamy Mike'a Golda, który jest przedstawicielem sektora kosmicznego i on owszem, bardzo słusznie wskazuje na to, że trzeba włączyć NASA i inne organizacje, czy to cywilne, czy wojskowe, w badanie obiektów latających, niezidentyfikowanych w dodatku. To wszystko bardzo dobre, słuszne postulaty. I oczywiście mamy Schellenbergera, który podkreśla też bardzo słusznie, że rząd USA łamie zasady transparentności. I co z tego? Ja sobie, mówiąc szczerze, te wszystkie dyskusje, które tam się toczą, nawet te filmy ujawnione, które były jakimś takim wydarzeniem, to ja cały czas mam takie poczucie, że to się wszystko skończy tak, jak się skończyło w przypadku projektu wspomnianego tutaj już, projektu Blue Book.
Otóż w projekcie Blue Book przebadano ponad 12 600 przypadków. Jakie były wnioski? Pośród tych 12 600 przypadków 701 zaledwie uznano za niezidentyfikowane naprawdę. Cokolwiek znaczy słowo „naprawdę”. W każdym razie siły powietrzne nie były w stanie zidentyfikować. Ale to nie jest koniec tej historii. Otóż służby wojskowe stwierdziły, że z tych 701 przypadków niezidentyfikowanych żaden nie stanowił zagrożenia dla ówczesnego bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. A co czytamy na koniec pewnego raportu? Nie ma dowodów wskazujących na to, że obserwacje sklasyfikowane jako niezidentyfikowane były pojazdami pozaziemskimi. I to jest taki, wiecie państwo, kop w czułe miejsce ciała.
I obawiam się, że taki sam kop szykuje się obecnie. Owszem, przedstawimy wam coś, co podekscytuje was, co pobudzi waszą wyobraźnię. Te zdjęcia, te filmy są naprawdę przyciągające. A później wam powiemy, że po pierwsze nie stanowiło to zagrożenia, a tak naprawdę to chyba to nie były obiekty pozaziemskie. To było może coś innego. Nie wiemy. Może się jeszcze dowiemy. Ja mam naprawdę poczucie takiego déjà vu. Zmieniły się okoliczności, zmienił się czas, zmieniły się gadżety, ale tak naprawdę moim zdaniem zmierza ku temu samemu. OwszemW czasach Blue Booka nie było to tak rozbudowane, nie było przesłuchań takich jak teraz, ale to tylko kwestia czasu.
Mamy po prostu czas social mediów i trzeba to inaczej zorganizować. Obawiam się natomiast, że wnioski, które na podstawie tych bardzo mądrych wypowiedzi ludzi, o których mówiłem, ale nie wchodziłem zbyt głęboko, bo wybaczcie państwo, ja uważam, że to świerkanie w tym kongresie było funta kłaków niewarte. Dlatego nie zamierzam wyróżniać żadnego z nich, bo to jest moim zdaniem teatr, teatr i jeszcze raz teatr. I trochę bierzemy w tym teatrze udział, bo bierzemy pod poważną dyskusję, przyglądamy się mocną lupą opowieściom różnej treści wygłaszanym przez jakichś ludzi. Natychmiast następuje dementi. Nie ma dementi. Myślę o tym dementi, które złożył Departament Obrony. No i co? I nic. Właściwie wszystko się dzieje tak, jak się działo zawsze.
Czyli jedni mówią, że UFO jest, a oficjalne czynniki mówią, że nie ma, a jeśli nawet coś tam jest, to nie stanowi zagrożenia. A zatem? Tak naprawdę to nie wiem, co zatem, bo jesteśmy w takiej czarnej dziurze, że z jednej strony mówi nam się, że UFO nie wiemy, co to jest, ale na pewno nie stanowi zagrożenia. Gdyby to nawet były obiekty ziemskie, wspomniane już tu chociażby made in China, to co? Nie powiemy wam, żebyście się za bardzo nie bali? Nie wiem, jaka jest motywacja. Ja po prostu mówiąc szczerze, najbardziej bezradny czuję się, kiedy mam to podsumowywać, ponieważ absolutnie nie mam jasnego obrazu, o co chodzi. Mogę snuć oczywiście teorie mniej lub bardziej spiskowe. Nie, nie lubię słowa spiskowe. Takie teorie, które rzeczywiście biorą w nawias albo stawiają wielki znak zapytania przy tym wszystkim, o co chodzi.
Bo na pewno moim zdaniem nie chodzi o ujawnienie czegokolwiek o obiektach, które nas wszystkich interesują.
[01:03:44] - I chyba nie chodzi o bezpieczeństwo. Nikt nie wie tak naprawdę, dlaczego nie interesuje się tym wojsko, nie interesuje się tym rząd, co się dzieje, dlaczego to jest bagatelizowane. Ja się nawet zastanawiam, czy to nas nie kieruje w stronę pewnych rozwiązań, pewnych rozważań. No bo tak, skoro oni się tym nie interesują, skoro się tymi obcymi brzydzą, skoro oni mówią, że to nie istnieje, zaprzeczają od prawie 80 lat, to jakie są wnioski? Takie, że albo się boją tych obiektów, albo nie chcą do nich strzelać, bo boją się, że odpowiedzą albo mają jakiś deal. Jedli makowca razem w latach 50. jeszcze z Eisenhowerem kosmici i ustalili: „Dobra, to wy tutaj będziecie latać, nie będziemy wam robić problemów. Macie tutaj trochę technologii”. Zresztą to jest coś, co się pojawia ostatnio w wizji Krzysztofa Jackowskiego, bardzo takiej tajemniczej, bardzo dającej do myślenia, bardzo takiej sugestywnej, o której mówiłem na swoim live. Może kiedyś o tym powiemy.
Ale Marku, wyciągnąłeś tutaj na wierzch kolejną kwestię, chyba najważniejszą, wydaje mi się, bo główne paradoksy związane z disclosure dotyczą właśnie kwestii bezpieczeństwa. Zobaczcie panowie, wszyscy zobaczcie, rok temu mówi się o tym samym. W 2017 roku już się mówiło o tym samym, że są jakieś obiekty, które są potencjalnie niebezpieczne. Tylko teraz się stopniuje to zagrożenie, mówiąc, że one wlatują tutaj na przykład na teren poligonów, kosmodromów, stanowisk z bronią jądrową. No i co? I nic. Są, bo są. No i co? Po co robić dramę? Twierdzenie, że Amerykanie od 80 lat nie reagują na tego typu incydenty, bo jest jakaś polityka, która na to nie pozwala, bo to musi być wszystko okej.
Nie możemy mówić o swoich wpadkach. Musimy zachować twarz, musimy być profesjonalni. Nie mówimy o takich sprawach. Moim zdaniem to jest absolutny absurd. Tłumaczenie od 80 lat tworzona jest zagadka, zmowa milczenia wobec problemu, który jest ogromny. Ogromny, bo teraz słyszymy od Schellenbergera i od Elizondo, że to jest w sumie tuż obok, wszędzie to jest. Nikt, Arku, moim zdaniem nie udziela satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie, dlaczego to UFO, dlaczego prawda na ten temat jest ukrywana. I ja w ogóle nie wiem, czy my dobrze robimy, bo chyba nie, używając tutaj w naszej audycji, chociaż to też się tak przyjęło zamiennie terminu UFO i UAP. Dlatego, że UAP-y, ewidentnie mówię to już od jakiegoś czasu, to jest termin, to jest grupa, to jest zbiór, który jest wykreowany przez tandem disclosure, AARO i tak dalej, który ma ukierunkować odbiorcę na istnienie pewnego zagrożenia, pewnego zjawiska, które jest wykrojone z UFO. Arku, jak twoim zdaniem jest z tym ukrywaniem informacji?
Bo to jest po coś robione, a nikt nie jest w stanie powiedzieć po co. Nawet nas nie naprowadzają na jakikolwiek trop.
[01:07:09] - Ciężko tutaj powiedzieć dlaczego. Jeżeli chcecie mieć stałą przewagę w technologii, w technice, to takich rzeczy ujawniać nie można
[01:07:19] - W Stanach Zjednoczonych nawet można pójść siedzieć do więzienia na długi czas za to, że wynalazło się coś i to coś jest określone jako ważne i utajnione ze względu na bezpieczeństwo narodowe. I jeżeli chcesz mimo wszystko ten wynalazek ujawnić, opublikować sposób jego tworzenia, montażu i działania, możesz iść nawet do więzienia za to. Jeszcze niedawno próbowano ściągnąć do Stanów Zjednoczonych i ukarać przykładnie Mackinona, który tylko wszedł na stronę NASA czy Pentagon i próbował ściągnąć jakieś zdjęcie, które mu na dodatek się nie udało ściągnąć. Ale afera była dosyć gruba i gdyby nie ostre zachowanie i bardzo proludzkie rządu Wielkiej Brytanii, zapewne by siedział w tej chwili gdzieś tam daleko w lochach i jedyne co mógł jeść to owsiankę. I tu nagle się pojawia ruch ujawnienia. Najpierw doktor Greer, który coś tam mówi, później jeszcze inni. Później się kreuje Elizondo i Grusch i znowu Elizondo. I oni mówią o tym, że coś tam jest na rzeczy. Bez dowodu, tylko mówią, że coś tam słyszeli. I to jest takie trochę dziwne.
Bez dowodu w zasadzie nikogo skazać nie można. Więc tutaj w tym momencie raczej by było ciężko przyznać komukolwiek. Ale przypomina mi się inna sytuacja z innym prezydentem. Był kiedyś taki prezydent Clinton i okazało się, że na Marsie odkryto takie grudki. I oczywiście Clinton zwołał konferencję prasową, na której powiedział, że odkryto ślady życia na Marsie i oczywiście później to zdementowano. Sytuacja jako żywo może przypominać tą, z jaką możemy mieć do czynienia w tej chwili. Rozdmuchanie troszeczkę rzeczy, nagłośnienie rzeczy, by później, jeżeli już przyjdzie co do czego, to po prostu wszystko znowu zamieść pod dywan i przedstawić skuteczne wyjaśnienie. To nie jest tak, że te obiekty nie stanowią zagrożenia, bo tak naprawdę nie wiemy, co stoi za zaginięciem iluś tam setek tysięcy ludzi, iluś tam okrętów, statków czy samolotów. Po prostu nie wiemy. I czy faktycznie jest to wszystko takie bezobjawowe, że tak powiem.
Być może, że ktoś w Stanach Zjednoczonych jako najbardziej rozwiniętego państwa na Ziemi doszedł do wniosku, że skoro i tak nic nie możemy zrobić, to po prostu przynajmniej nie twórzmy dodatkowego problemu. Jakoś się z tym udało żyć i pewnie będziemy żyć dalej. Ale chciałbym tutaj też powiedzieć, że w dalszym ciągu są akty takie, że okaleczane są zwierzęta, co wydaje się, że to już dawno temu powinno zaniknąć, bo już BSE i inne choroby przeminęły. Ale w dalszym ciągu się to dzieje i na pewno nie robią tego ludzie. W dalszym ciągu powstają kręgi i w dalszym ciągu widoczne jest UFO jako dziwne obiekty i niewytłumaczalne ich pochodzenie ani motywacja do przelotu. Więc w dalszym ciągu to się dzieje, a w dalszym ciągu nie mamy jakiegoś racjonalnego punktu zaczepienia, który by mógł tą sprawę całkowicie nam wyjaśnić i pokazać. Tak jak tu już powiedzieliście panowie, odsuwani są od tych wszystkich spraw wszyscy ci, którzy przez lata badali. Czy ktoś słyszał, co robi w tej chwili Linda Moulton czy jakikolwiek inny? W tej chwili tylko jedynie co, to jest jakiś film Knappa, dziennikarza, który monitoruje te wszystkie ruchy UFO i stara się coś takiego powyjaśniać. A tak naprawdę z tak zwanej starej gwardii nie mamy nikogo.
Fajnie jest, że Arek Miazga tu na naszym rynku i jeszcze Damian Trela piszą książki i można coś na ten temat przeczytać. To, co nas dotyczy i wyrobić sobie opinię taką bardziej obiektywną, że tak bym powiedział, a nie bazować na tym, co nam przez cały czas jako papkę przygotowują nam właśnie ci hen daleko zza oceanu. Wydaje się, że tam też chyba za jakiś czas dojdą do tego wniosku i ten ruch cały ujawnienia po prostu zaniknie.
[01:13:03] - Tak, coraz częściej słyszymy różnego rodzaju krytyczne głosy pod kierunkiem disclosure, że może mniej gadania, więcej konkretów, może mniej szczucia, może mniej wieszTych wędek z różnego rodzaju chwytliwymi hasełkami. Więcej jakichś informacji, bo obiecywano rok temu coś zupełnie innego, mamy coś zupełnie innego. Marku, jak ty tłumaczysz ten główny paradoks? Tę wielką zagadkę, która się wiąże z UFO, z disclosure, z tymi wszystkimi spiskami. Bo okej, oni mogą ukrywać. Dobrze, że ukrywają informacje o UFO, bo przecież społeczeństwo zgłupiało. Amerykanie by uciekli nagle wszyscy w dzicz i zaczęliby robić dziwne rzeczy, gdyby się dowiedzieli, że kosmici istnieją. Jest w tym tylko jeden szkopuł. To ukrywanie trwa od 80 lat i największe tajemnice zjawiska UFO i w ogóle tego rządowego planu można znaleźć w ciągu kilkunastu sekund wpisując odpowiednią frazę w Internecie.
[01:14:14] - Nigdy, Piotrze, nie wierzyłem w to tłumaczenie sugerujące, że jak tylko ludzie dowiedzą się, że obcy są albo przynajmniej zbliżają się, to natychmiast wszyscy ruszą rabować sklepy i nastąpi powszechny chaos i w ogóle cywilizacja się zawali. To mi się wydaje tak absurdalne, tak wyciągnięte naprawdę z brudnego palucha, że to owszem, fajnie brzmi, tak socjologicznie bardzo, ale moim zdaniem to nic wspólnego z rzeczywistością nie ma. Pytasz o to, dlaczego te fikołki są robione? Nie odpowiem na to pytanie. Pojęcia nie mam. Natomiast to, moim zdaniem, widać z daleka. To, co się, szukam parlamentarnego słowa, odbywa wokół ujawnienia albo nieujawnienia, albo udawania, że się coś ujawnia, to jest jakaś kakofonia tego, co by mogło być, a nie mogło być. Spory absurdalne, z drugiej strony wyłączanie ludzi, którzy się tym interesują. A jest jeszcze jeden problem, który już dzisiaj właściwie był poruszony. Zauważcie państwo, że my tkwimy jednak w pewnej bańce.
Dla nas to są problemy ważne, problemy związane z UFO, UAP to jest coś, czym się karmimy na co dzień i to nam się wydaje naprawdę jedną z największych zagadek. A tymczasem nawet bijące rekordy kanały na YouTubie, bo nie ma co mówić o mediach mainstreamowych, bo tam ten temat prawie nie istnieje. Natomiast nawet te szkodujące kanały na YouTubie, jaką one mają tak naprawdę słuchalność? Nawet jak porównać z populacją Polski bez Polonii, ale nawet z populacją Polski, to są naprawdę ułamki procenta. Dobrze, może jakiś procent tego. To są liczby, które można zaniedbać. Okazuje się, że my się tym interesujemy. Spora grupa ludzi się tym interesuje i uważa, że to jest temat istotny, ważny. Temat, którego konsekwencje tego, co my w tym temacie wyciągamy, mogą mieć znaczenie dla całej ludzkości. A tymczasem większość ludzi nie interesuje się tym, bo to przecież bajki są, bzdury, science fiction, jakieś opowieści niesamowite.
To tak, ale przecież to naprawdę nie ma, nic takiego nie ma. Ja oczywiście też nie wiem, czy jest, czy nie ma. Bardziej to jest kwestia z mojej strony wiary niż wiedzy, ale jednak staram się, żeby wiarę na wiedzę zamienić. A zatem szukam, poszukuję jakichś elementów, które dadzą mi coś do ręki, jakieś poszlaki przynajmniej. Ale większość ludzi nie ma łaknienia w tym kierunku. W ogóle to nie jest interesujące. I teraz ktoś powie: „Ale może właśnie ujawnienie sprawi, że ludzie się zainteresują”. Od ponad roku mamy to ujawnienie, a zainteresowali się? Być może trochę, ale to są promilowe przeskoki. Tak sobie pomyślałem, że w latach 50.
chyba problemy UFO były bardziej popularne, bo jeszcze wtedy rzecz była nierozpoznana. A dzisiaj stwarza się wrażenie, tak, to jest chyba tylko i wyłącznie stwarzanie wrażenia, że dzisiaj my już wszystko wiemy, proszę państwa. Wiemy, UFO to żadna tajemnica nie jest. Jakieś przypadki pojedyncze, ale tak naprawdę my już wszystko wiemy. A zatem dzisiaj stwarza się fałszywe przekonanie, że problem UFO, UAP nie istnieje. Ujawnienie, ale co ma z tego ujawnienia wynikać? Że tak naprawdę rząd Stanów Zjednoczonych czuwa. Armia Stanów Zjednoczonych czuwa. Co więcej, wykrywa, że są być może jakieś niewyjaśnione zjawiska, ale to jest promil. Wszystko inne to my wiemy.
A to drony, a to balony, a to jakieś inne cuda. A to, czego nie wiemy, to i tak wiemy, że to żadne cuda, żadne UFO. A tu departament obrony i jego komunikaty najlepszym dowodem. Jak jest? Nie wiemy. My i ci kongresmeni, i w ogóle wszyscy zainteresowani i niezainteresowani. Tych niezainteresowanych oczywiście to nie obchodzi. Tych zainteresowanych obchodzi, ale z kolei nie mają szans na zdobycie informacji. Stwarza się takie pozory. Ujawnimy wam coś.
[01:19:32] - Ale jak przychodzi co do czego, to tak naprawdę opowiemy wam stare historie, bo najbardziej przecież ludzie lubią oglądać czy słuchać historii, które już znają. Oczywiście teza nie do końca prawdziwa, ale się sprawdza. Przynajmniej w przypadku tego przesłuchania, o którym dzisiaj rozmawiamy, czy w ogóle całego disclosure ostatniego półtora roku. Ja mam złe, jak najbardziej złe odczucia po tym wszystkim, co nam zaprezentowano.
[01:20:08] - Tak, ja jestem trochę zmęczony osobiście tym tematem. To znaczy się za dużo. Takie mam wrażenie, że jest za dużo tego. Owszem, jutro jeszcze na kanał UFO Historie trafi analiza tego najnowszego raportu AARO i muszę smutno powiedzieć panowie, że biuro AARO wypunktowało ruch disclosure. Potraktowało ich trochę jak małych Kazików. Smutno się na to patrzy. Ja liczyłem na coś więcej. Liczyłem, że ludzie, którzy wrzucają takimi tezami, hipotezami, hasłami, koncepcjami, że tu, a tu jest baza UFO, że to, a to zostało zaczerpnięte z technologii obcych, że będą w stanie wyjść z czymś konkretnym przynajmniej. Ja nie mówię, że oni tam muszą przychodzić, bo to też trzeba powiedzieć, że to nie jest tak, że oni tam przyjdą i pokażą dowody, pokażą ludzi. To może być obarczone tak naprawdę różnego rodzaju sankcjami i każdy informator, każdy sygnalista może się bać.
Po prostu się może bać i nikt nie chce nadstawiać głowy. Może w przyszłości się to zmieni. Natomiast to, co mam chyba największą panowie pretensję trochę do tej grupy, która się tam pojawiła przed Kongresem. Otóż wydawali się nieprzygotowani. Gdybym wiedział, że idę zeznawać przed Kongresem i że będzie na mnie patrzył cały ten świat ufologiczny, to bym sobie przygotował jakieś odpowiedzi, a przynajmniej w taki sposób, żeby ludzie zrozumieli brak odpowiedzi. Czyli kiedy mówię, że nie mogę powiedzieć, to powiedzieć to w taki sposób, żeby wiadomo było dlaczego. A tutaj nic. Szczególnie się nie popisuje Luis Elizondo. Ja myślę, że tutaj w bliskiej przyszłości dowiemy się czegoś więcej o tej postaci. Ale Arku, bo myśmy z Markiem tak naprawdę Elizondo trzepali pod różnego rodzaju kątami i omawialiśmy jego książkę.
I chyba słuchacze znają nasze opinie na jego temat. A jak jest twoim zdaniem? Jak patrzysz na tą postać, na tą osobę? Bo on jest oceniany skrajnie. To znaczy się nie możemy ukrywać, że są osoby, które są Luisem Elizondo oczarowane jako takim drugim Bobem Lazarem, który sprzedaje po prostu niesamowite opowieści, ale tak naprawdę są to opowieści bez żadnego pokrycia. Bądźmy szczerzy, na tym ostatnim kongresowym kapitolińskim przesłuchaniu przed kongresmenami mamy do czynienia z taką sytuacją, drodzy państwo, to też trzeba podkreślać na każdym kroku, że kiedy pada określone stwierdzenie typu: obcy tu są, obcy tu działają i tak dalej, to my musimy pamiętać o jednym: to są ich prywatne opinie. To nie są opinie wiążące. Niestety media tak to traktują. Ale już wracając do tego Luisa Elizondo. Arku, czy ta postać, czy ta książka, czy to całe zamieszanie dobrze robi interesowi disclosure?
I dlaczego twoim zdaniem Elizondo nie pojawił się na pierwszym spotkaniu przed Kongresem? Przecież gdyby usiadł po prawicy Gruscha, to mielibyśmy naprawdę taki tandem, silną grupę byśmy mieli tak naprawdę whistleblowerów czy jak ich tam nazwać, a wtedy go nie było. I to też daje do myślenia.
[01:23:44] - Po prostu nie został do tego wyznaczony w owym czasie. Wydawało się, że Grusch pójdzie dalej. Natomiast Grusch, jak widzimy, ukrył się, zakrył się albo już nie chce mieć z tym nic wspólnego. Być może doszedł do wniosku, że został, delikatnie mówiąc, wpuszczony w maliny i te osoby, które opowiadały mu o tych zdarzeniach, o których on tam opowiadał, mają nikłą wiarygodność, ewentualnie nie mogą potwierdzić tego, o czym mówili. I w tym wypadku miejsce jego musiał zająć Elizondo, którego lekko wybalansował. Tak mi się wydaje. Natomiast historia, którą opisuje, jest bardzo barwna, że tak powiem, nadaje się faktycznie na książkę, nawet na cały serial. Wygląda jak scenariusz filmowy. Agenta, który jako nastolatek był zbuntowany i tak dalej, gdzie trafił do szkoły dla superszpiegów i w ogóle był tam i tam i jeszcze tam. Mógłby go zagrać nawet Arnold Schwarzenegger, ewentualnie nawet jakiś inny dobry aktor kina akcji.
Być może, że taki facet faktycznie o takiej przeszłości istnieje. Być może jest to Luis Elizondo, ale nie wiem, czy to nie jest za bardzo ubarwione to, z czym on się spotykał i to, o czym mówi, że robił czy tworzył. Jeżeli się go zapytać, bo takie też pytanie padło, czy tam widział właśnie te, o których mówił, te obiektyŻywe, że tak powiem. Powiedział, że się on zajmował śrubkami. Skoro się zajmował materialną rzeczą, a też nie może nic o tym powiedzieć, nie może powiedzieć też, dla kogo podpisywał pisma lojalnościowe, to coś jest nie takie. Bo albo mówisz i jesteś tym głosem całego ruchu i się nie boisz tego wszystkiego, albo po prostu milkniesz i niech dalej inni. Tylko to jest tak: agentem służb nie przestaje się być. Jeżeli on by był wylansowany i służby chciałyby przejąć proces samego ujawnienia, żeby właśnie nie dokonywali tego ufolodzy czy dziennikarze, którzy zajmowali się tym przez cały długi okres, całe dziesięciolecia, to właśnie taki człowiek jak Grusch i Elizondo byliby akurat dopasowani, bo oni całą atencję zajęli dla siebie. Stworzenie dla Elizonda całej biografii dla służb nie jest wielkim wyzwaniem. Po prostu możesz mówić: „to i to, i tam byłeś, i tam mówiłeś”.
Z takimi przypadkami już raczej w świecie mieliśmy do czynienia. Jest to po prostu gra wywiadów. O co się toczy ta gra? Ciężko jest powiedzieć. Czy oni mogą mieć, zarówno Grusch, jak i Elizondo, coś wspólnego i faktycznie dotykać takich przedmiotów i być tam? Raczej wątpię, bo w końcu powiedzieliby: „Byłem, widziałem, wiem na pewno”. Tak jak ja jestem w stanie powiedzieć, że widziałem materialny obiekt, który unosił się nad moją chałupą i po prostu go widziałem, i tyle. I nie muszę wierzyć innym, bo sam widziałem. Natomiast u nich tego nie ma. U nich jest: „Ja słyszałem o tym z ust tego, o którym nie mogę nic powiedzieć”.
Więc to podważa całą ich wiarygodność. Natomiast odcięcie tych dziennikarzy, którzy, tak jak mówiłem, zajmują się, jak mówiliście panowie, wiele lat publikując rzeczy dotyczące UFO, okaleczeń ludzi i tak dalej, jest zastanawiające. Po prostu tylko tyle i aż tyle. Dziękuję.
[01:28:42] - Tak, drodzy państwo, zaraz zmierzamy do ostatniego pytania, ale tutaj jeszcze warto moim zdaniem przypomnieć o „Mówią świadkowie”, dlatego, że pokazały się nowe odcinki i jeżeli ich nie słuchaliście, to moim zdaniem bardzo warto, prawda, Ivelliosie?
[01:29:01] - Oczywiście, jak najbardziej. Szczególnie odcinek 76, który jest dosyć nietypowy z wielu względów. Nowy dżingiel, inna oprawa wizualna i charakter relacji, która zajęła większą część odcinka. Chodzi oczywiście o przypadek, który jako żywo przywodzi na myśl rodzaj jakiejś transkomunikacji za pośrednictwem komputera.
[01:29:26] - Tak że jak wam się znudziło disclosure, jak się wam znudził Elizondo, to zapraszamy na „Mówią świadkowie”. Panowie, pytanie finalne: gdzie to wszystko zmierza? Gdzie podąży? Bo tak naprawdę, moim zdaniem, jest jeszcze to kwestia otwarta. Myślę, że trzeba poczekać, tak jak tutaj mówił Arek, dwa, trzy lata. Tutaj kadencja Trumpa chyba będzie wiążąca w kwestii tego, do czego zmierza disclosure. Natomiast tak naprawdę już pewne oznaki będziemy widzieli na początku jego prezydentury. Czy, Arku, myślisz, że on może wykorzystać temat UAP-ów, ale nie w taki sposób, jak żeśmy mówili do tej pory, tylko taki bardzo konkretny? Bo czasami w naszych dyskusjach na ten temat pojawia się takie stwierdzenie, taka sugestia, że UAP to jest bardzo dobry kandydat do niewidzialnego wroga, którym można wytłumaczyć atak na przykład na jakieś struktury czy nawet miasta w innych państwach, czy nawet na satelity i zrzucić winę na UAP. To nie my, to są UAP, to są może kosmici.
Czy twoim zdaniem to wszystko może zmierzać w stronę takiego fizycznego wykorzystania tak naprawdę pewnego mitu, który jest na naszych oczach od pewnego czasu tworzony?
[01:30:52] - Oczywiście może być wykorzystane i tak zapewne będzie. Pewne zastraszenie, ewentualnie ukierunkowanie strumienia finansowego na rzeczy. W tej chwili bardzo silnie Ameryka rozwija swój potencjał militarny. My, Polska, hen daleko, również staramy się tam bardzo duże — i to jest po prostu interes — pieniądze przeznaczać na to. Natomiast tak dalece poszli do przodu, że inne państwa za nimi nie nadążają. Więc tutaj trzeba by wymyślić coś nowego, co by mogło jakoś wzmocnić presję na zapotrzebowanie na nowe technologie i tworzenie nowych rzeczy.Jeżeli popatrzymy, Chińczycy na razie są w tyle, Rosja tym bardziej w tyle i hen daleko. A jeżeli popatrzymy na to, że zmienia się szef Pentagonu z czterogwiazdkowego generała na majora w stanie spoczynku, który zostanie przywrócony do służby, bo takie pogłoski tam chodzą, z tego, co słyszałem. Trump zamierza mieć w Pentagonie jako szefa swojego zaufanego człowieka i być może tutaj dojdzie do jakiegoś ujawnienia na zasadzie nie tyle, że my mamy UFO i badamy je łącznie z osobami, które tam leciały tym, tylko na tej zasadzie, że mamy tutaj setki tysięcy filmów, ujawniamy ich i zobaczcie, coś nad nami lata i ci poprzednicy nie chcieli tego ujawniać, ale my będziemy mogli mieć z tym problem. Więc tutaj należałoby w dalszym ciągu kreować nowe technologie i badać nowe technologie i znowu duże finansowe wsparcie jest potrzebne. Trump jest biznesmenem.
Mniejsza o to, czy dobrym, czy dość ciemnym, ale stoją za nim bardzo władczy ludzie i możni, więc decyzyjni. Być może to pójdzie w tę stronę. Zobaczcie, tak dla porównania, nad Afganistanem pojawiają się obiekty UFO od Aleksandra Macedońskiego, bo tam były pierwsze właśnie wzmianki i w tej chwili też się pojawiają i się nic nie zmieniło. I one nie atakują mieszkańców Afganistanu, tylko wszyscy inni i z reguły przegrywają. I to też nie za sprawą UFO, tylko po prostu tak to jest już dziwnie zrobione. Czy ujawnienie filmów z obiektami UFO coś może zmienić? Pewnie zmieni postrzeganie. Będziemy może częściej z przestrachem patrzeć w niebo i być może, że skupimy się wokół jakiejś tam władzy i będziemy dalej głosować na tych, którzy będą mówili, że nas przed nimi obronią. Tylko to chyba nie jest wyjście dobre dla wszystkich takich pracujących ludzi jak my, żeby duże pieniądze przeznaczać na walkę z czymś, co i tak nam w mniejszej mierze zagraża niż, jak się okazuje, nasze własne rządy. Dziękuję.
[01:34:44] - Tak. Ogólnie powiem wam, że dzisiaj wstałem bardzo wcześnie. Wyszedłem na zewnątrz i spojrzałem w niebo i ruch na niebie o godzinie piątej rano, była dobra widoczność, był ogromny. Oczywiście nie to, że to jest jakiś dowód, ale zmierza to może do tego, że pole do robienia polityki przenosi się powoli na orbitę, a na tej orbicie są różne rzeczy i na tej orbicie są nowe wyzwania. I te UAP-y to jest temat, który się pojawia naturalnie po tym, jak Space Force staje się jedną z kluczowych sił w arsenale Stanów Zjednoczonych. Nie chcę się wymądrzać oczywiście, tylko że wiecie. Marku, szczerze mówiąc, kiedy mi ktoś od 80 lat by wmawiał, że jest coś tak niebezpiecznego, że może cię normalnie odwiedzić we śnie, może twoją elektrownię wysadzić, może tak naprawdę zrobić wszystko, a taki Schellenberger mówi, że są obiekty, których ludzkie oko nie widzi. Jak ja od 80 lat miałbym słyszeć coś takiego i nie widzieć żadnych efektów działania tych obiektów, to albo jest jakaś magiczna siła, która nas przed nimi chroni, albo to wszystko jest pic na wodę, albo jednak jest coś tutaj, czego nie do końca rozumiemy. Za którą opcją się opowiadasz?
[01:36:09] - Za trzecią. To znaczy to pewien żart, ale ja mam gdzieś z tyłu głowy takie głębokie przekonanie, że to, o czym powiedziałeś, nakłada się niejako na to, że Amerykanie ostatnimi czasy jakoś tak się przebudzili i prą bardzo mocno do tego, żeby po pierwsze zbudować stację gateway na orbicie Księżyca, taką, która ma być rzeczywiście bramą może nie do gwiazd, ale przynajmniej na przykład na Marsa. Jednocześnie bardzo kuszące, i to deklaruje wiele rządów na świecie, bardzo kuszące są przestrzenie księżycowe, chociaż na przykład niektórzy naukowcy zapewniają, i to jeszcze tym bardziej jest dziwne, że na Księżycu nie ma nic ciekawego, tam nawet żadnych ważnych minerałów z punktu widzenia Ziemian nie ma. Nie wiem, jak jest. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie. Długo donoszono na przykład o helu-3 albo o innych, może mniej egzotycznych, ale za to bardziej przydatnych pierwiastkach, minerałach. Nie wiem do końca, jak jest z tym Księżycem, ale jakoś takie wzmożenie obserwuję. I ten Księżyc ostatnimi czasy wydaje się ekscytować nie tylko maluczkich, ale i też możnych tego świata. I to jakoś tak się dziwnie nakłada na te ujawnienia, na te wszystkie rzeczy związane z UFO. Nie potrafię podać prostego przełożenia, prostej recepty, jak jest i jak to się wiąże.
Zwracam tylko uwagę na zbieżność w czasie. Podbój kosmosu był modny na przełomie lat 60. i 70., później się jakoś zatrzymał.
[01:38:12] - Znowu można by wiele atramentu albo długą debatę zrobić na temat dlaczego. A teraz temat wrócił. Wrócił i stał się bardzo biznesowy. Już nie mówi się o pięknie podboju kosmosu, o wielkiej przygodzie, tylko mówi się o biznesie. Że ten księżyc można by jednak wydutkać i jakoś go zużyć i może bazę założyć. A może on w ogóle należy na przykład do Stanów Zjednoczonych, tylko my jeszcze o tym nie wiemy. Może się jakieś protesty pojawią, ale jak będą tam pierwsi i tak dalej. Nie chcę tego tematu rozwijać, państwo sobie równie pięknie rozwiniecie ten temat samodzielnie. Tylko zwracam uwagę, że te dwie aktywności pokrywają się. I tak jak powiedziałem, nie potrafię podać prostego przełożenia, ale to mnie bardzo zastanawia i tu upatruję tej aktywności właśnie w dziedzinie UFO albo zaprzeczania temu, że UFO w ogóle istnieje.
Po co jest to robione? Chciałbym wiedzieć.
[01:39:24] - A ja nadal chcę wierzyć. Powiem tak, dzisiaj nie będzie chyba puenty, dlatego że my zobaczymy, jak to wszystko się rozwinie, bo to też nie jest koniec tak naprawdę. Dzień po tym przesłuchaniu, wysłuchaniu kongresowym ukazał się raport AARO, o którym możecie jutro posłuchać. Jutro, czyli we wtorek. Wtorek, który to jest? 19 listopada na kanale UFO Historie ten raport się pokazał i tam jest bardzo wiele dziwnych zbiegów okoliczności. Odsyłam też oczywiście na Wehikuł Wyobraźni, gdzie można odsłuchać naszą audycję, taką, powiedziałbym, poczuciową, jasnowidczą, co się stanie odnośnie tego AARO, UAPów i tak dalej. Przypominamy też o tym, że w naszym kraju działają cały czas poważne organizacje ufologiczne, takie jak WMGU i tam, jeżeli się coś dziwnego stało, można do panów pisać, szczególnie jeżeli się mieszka w warmińsko-mazurskim i przekazać im swoją relację. Co z tego wszystkiego będzie? Osobiście nie wiem.
Osobiście mnie to troszeczkę już męczy, ale skoro mnie już zmęczyło i skoro ja mam dość i panowie też chyba lekko tak, to może to jest kolejny kamyczek, kolejna przesłanka świadcząca o tym, że jednak to jest pewien proces. Proces, który ma zmęczyć nawet najbardziej wytrwałych wyjadaczy w tym wszystkim. Proces, który jest genialnie zaprojektowany i którego finalne podrygi, ewentualnie jakieś znaczące rozgrywki będziemy dopiero widzieć. No cóż, drodzy państwo, naszymi gośćmi byli Arek Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dziękuję ci, Arku. W imieniu i Veliosa oczywiście.
[01:41:22] - Dziękuję bardzo, również dobranoc wszystkim.
[01:41:26] - Dziękujemy oraz Marek Żelkowski z kanału Wehikuł Wyobraźni i z audycji Bibliotekarium, którą możecie sobie odsłuchiwać. Co piątek jest premierowy odcinek. Tam się też często pojawiam. Rozmawiamy z Markiem na przykład o filmach, ale nie tylko. Wiecie czym Bibliotekarium jest. No i cóż, do siebie też zapraszam. Nie byłbym sobą. UFO Historie. Śledzimy na bieżąco to, co się dzieje w tym temacie. No i pamiętajcie o jeszcze jednym: O Mówią Świadkowie, bo warto śledzić.
No i to tyle z mojej strony. Oddaję głos i Veliosowi.
[01:42:03] - A oddał mi głos prowadzący rozmowę w Radiu Paranormalium, prowadzący debatę ufologiczną Piotr Cielebiaś z kanału UFO Historie. Bardzo serdecznie wszystkim państwu dziękujemy za uwagę. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Senkivelios. Na pewno ujawnienie nowych materiałów na kanałach Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni i Piotra Cielebiasia UFO Historie będzie bardzo, zresztą zawsze jest dużo bardziej ciekawe i bardziej emocjonujące niż to, co dzieje się w Kongresie. Także zachęcamy bardzo gorąco do zasubskrybowania obydwu kanałów, no i do śledzenia również zapowiedzi w audycji w Radiu Paranormalium. Ja powiem tylko, że dużo mam takich gotowych materiałów do opublikowania w ramach podcastu Mówią Świadkowie, również dużo ciekawych obserwacji UFO. Także kwestią czasu jest to, aż te materiały się wreszcie ukażą. Muszę je jeszcze troszkę poobrabiać, odpicować, opisać jakieś, zapowiedzi dograć i takie tam różne rzeczy. Ale jak tylko coś będzie gotowe, to oczywiście... No i oczywiście jeszcze grafikę zrobić jak najbardziej.
Jak tylko coś będzie gotowe, to się państwo dowiecie o tym z www.paranormalium.pl, z zapowiedzi na naszej stronie internetowej oraz z wpisów na naszych profilach społecznościowych. A dzisiaj już dziękujemy za uwagę. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w naszych audycjach kolejnych już niedługo.
[01:43:46] - Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu.
[01:43:59] - UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor.
Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
[01:44:40] - Archiwum Radia Paranormalium.
[01:44:45] - Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie.
[01:44:50] - Setki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na ciebie.
[01:44:55] - Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy.
[01:44:59] - Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im świat, o jakim boją się nawet pomyśleć.
[01:45:06] - Archiwum audycji Radia Paranormalium znajdziesz w zakładce Podcasty na www.paranormalium.pl. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami i innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata z dala od Facebooka na www.paranormalium.pl.