Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po 2, 3 i 4. Sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty. Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światła. To się wydawało tak, jakby to było... nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przewijało się przez... no, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zna za często, nie? Takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki brzydliwy, brązowy, szarag, odleśny. Jezus, kurwa, mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Nie wiem, byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znowu widzę to światło. Wstaję z usza i chcę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie. A to jest...
Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem strarzona po prostu. Biegnę i krzyczę do męża, wstylaj. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie.
Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Tym z Państwa, którzy są z nami pierwszy raz, przypomnę, że Radio Paranormalium to, wbrew pozorom, nie jest jakiś tam kolejny kanał na YouTube, a pełnoprawne radio internetowe, które posiada swój serwer radiowy i swoją stronę internetową www.paranormalium.pl, na której oprócz pełnego archiwum podcastów i zapowiedzi nowych audycji, znajdziecie również bogatą bazę ciekawych artykułów oraz forum i czat, na których możecie dowoli dyskutować na tematy paranormalne, z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznych.
Mówią świadkowie, to z kolei podcast, w którym słuchacze Radia Paranormalium dzielą się swoimi historiami o spotkaniach z nieznanym. Całkiem szczerze, całkowicie anonimowo. A dzisiejszy odcinek wypełni w całości kolejna niezwykła paranormalna spowiedź.
Pozwolę sobie od razu nadmienić, że mimo stabilności połączenia, jakość dźwięku w niektórych miejscach trochę kuleje, dlatego polecam zaopatrzyć się w słuchawki. Tym razem wysłucham serwisa Paranormalium.pl.
W tym odcinku wysłuchamy rozmowę ze słuchaczką, której różnego rodzaju trudno wytłumaczalne zjawiska towarzyszą przez całe życie. Dla nas wybrała Crème de la Crème swoich osobistych doświadczeń. Będzie więc dużo o kontaktach ze światami, wyjściach poza ciało, poznamy też ciekawy wątek ufologiczny i wiele, wiele więcej.
Zapraszam do słuchania. Ja sobie nawet pozwoliłam wytumktować tutaj dlatego, żeby się nie pogubić. No bo w ogóle nie mam tego, żeby się nie pogubić. No bo wiadomo, jest to lekka treba. Ale po pierwsze bardzo dziękuję, że Pan zadzwonił i dał mi możliwość wypowiedzi.
Po drugie też chciałam podziękować, jeśli mogę, mojemu kuzynowi z Kanady, bo to on jest w Państwa fanatycznym słuchaczem. I tak jakby przypomniał mi właśnie o tym radiu. To ja chcę powiedzieć, od czego jeszcze zacząć.
I wiem, że z reguły każdy tak mówi, ale ja naprawdę od dziecka byłam bardzo mediumiczna. Od dziecka mnie interesowały jakieś takie rzeczy. Takie rzeczy, które mnie interesowały. Takie dziwne rzeczy, nieswoiste dla innych dzieci, jak książki o trójkątach bermudzkich, o kryptydach, o innych wymiarach, duchy.
Wszystko, co mistyczne mnie interesowało. I rzeczywiście można powiedzieć, że ja mam na tyle dużo tych doświadczeń, jeśli mówimy na przykład o zaświatach, że dla mnie to już zaczyna być jakby do tak miary normalne, można powiedzieć.
Czyli u mnie większość tych zdarzeń, o których będę tą mówiła, nie jest ani straszna, ani groźna. I właściwie chyba po to to mówię, żeby dać świadectwo ludziom, żeby się tak z tobą śpiewali i nie demonstrowali wszystkiego.
Może zacznę od tego, że pamiętam jakby moje pierwsze wyjście z ciała, jako dziewczyna młoda, bardzo młoda. Wypadłam tak jakby, wypadłam leżąc na kanapie, wypadłam, wydawało mi się, że wypadłam na podłogę.
Przeleciałam przed nią i zaczęłam spadać w dół w bloku takim. Próbowałam się złapać u sąsiada, pamiętam, za ławę. Pamiętam się tą żankę skalą niedopitą, która tam stała. Ale oczywiście mi palce, ręce przez tą ławę tak jakby przepłynęły.
No i zaczęłam spadać coraz niżej i się wypraszyłam, że ja spadnę do jądra ziemi. I jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, ja zaczęłam i śmiesznie, ja zaczęłam wtedy machać rękami tak jak ptak. I faktycznie nie wiem czemu, ale ta podawa podziałała.
Ja po prostu wróciłam do ciała takim szarpnięciem, obudziłam się. To pierwszy wyjście z ciała, to było takie, że ja się nie wiedziałam, że to jest tak. To pierwsze wyjście z ciała było bardzo nieprzyjemne, ale można powiedzieć, że uruchomiło mnie na widzenie bardziej, jak to powiedzieć, nie tylko przed sen, ale również tak jakby na żywo, czyli powiedzmy sobie na jawie, czyli chodząc po ulicy i tak dalej.
Czyli nie tylko, że ten ja się gdzieś budzę, ale również na żywo czasami obserwuję różne ciekawe rzeczy. I podzieliłam sobie tą opowieść tutaj i te moje jakby przypadki, no część, o których mogę opowiedzieć, tak?
Na takie, które są na żywo. Czyli... Nie śpię, tylko działam, funkcjonuję w życiu normalnym i co się dzieje. No i takie, które oczywiście, jak to się mówi, ten, również jakby ten i jakby pograniczne są zjawy.
I taki najfajniejszy, moim zdaniem, przypadek, to miałam przyjemność w tym życiu raz widzieć na własne oczy to, co nazywamy manifestacją poltergeista, a działo się to w Krakowie na ulicy Smolensk. Tam wtedy był taki...
Tam była wtedy taka mutacja dla osób niepełnosprawnych. I prowadziliśmy tam też klub ezoteryczny. I działo się to, Kraków stoi starymi kamienicami, piwnicami. Tam w piwnicach się dużo dzieje. Robi się kluby, restauracje.
I tam właśnie w takiej piwnicy był urządzony klubokawiarenka, gdzie można było tam ciasta, kawę, w małych ilościach dobre piwo dla dorosłych z wieczorami. I była też również część taka ezoteryczna, gdzie były na to rodzaju ciekawe tam pozycje.
Można było kupić książki. Taki klub ezoteryczny. I w tej piwnicy mieliśmy powieszone dość sporo takich dzwonków. Łapaczów snów, ale też takich dzwonków. I tam była manifestacja takiego ducha. Myśmy go nazwali Jasiek.
Ale mówię zupełnie poważnie, Jasiek był dżentelmenem. Bardzo tak jakby zawsze głodnymi powiewami, no to wiadomo, że się manifestował. Ale on był taki jakiś subtelny. Natomiast rzeczywiście on uwielbiał dzwonki.
Żeby jakby dzwonić tymi, delikatnie tymi dzwonkami. Ja pamiętam, że ja jak wchodziłam na dyżur rano, na przykład, żeby tam otworzyć maszynę do kawy, uruchomić tam, poukładać ciastka i tak dalej. No tak się wchodzi do piwnicy, jest kompletna ciemność.
Nawet jeśli to jest rano i dzień, trzeba zapalić światła. Więc ja zawsze prosiłam, chodząc, mówię Jasiek, ty wiesz, że jakby ja tutaj jestem, proszę cię, nie, bądź dżentelmenem, nie strasz. Ale poważnie czuło się to.
Poważnie czuło się tą obecność. Ale do czego zmierzam? Bo była tam taka koleżanka, ona miała *** na dnie. Pamiętam jej syn nawet tam ćwiczył w krakowskim klubie kajakarskim na Wiśle. I ona tak jakby podważała istnienie tego Jaska.
Na zasadzie, że a może nam się wydaje, a może to gdzieś tam jakiś wywietrzy i tam wiaterek sobie pohula i tymi dzwonkami porusza i tak dalej. I pamiętam, że myśmy raz kompletnie same z nią zostały jakoś tak.
Ale to nie był wieczór. Tylko no ta piwnica właśnie jakby tam wiadomo klimat taki jaki jest. Światła takie półmroki. I myśmy siadły przy takim pomieszczeniu, gdzie była taka ława nakryta pamiętam bordowym takim aksamitnym obrusem.
I ja siedziałam na fotelu z jednej strony, ona po drugiej stronie, a na środku tej ławy stał mu siężny dzwonek. On nie był ogromny, ale widzisz no do wysokości telefonu komórkowego. No to ile to może być 10-15 cm mosiąc taki.
Więc wiadomo, że to jest ciężkie. Tam na środku tej ławy. No i ta *** właśnie tak do mnie mówi, że ale ty poważnie tak powiedz, więc ty tego Jaska tak rzeczywiście wierzysz. I ja tak jakby z głupia frant rzuciłam.
No to Jasiek pokaż co potrafisz. I proszę pana ten mosiężny dzwonek on wystrzelił ze środka tego stołu tak w prawo poleciał pod drzwi gdzieś półtora metrowy. Tak jakby go ktoś z katapulty wystrzelił. Mnie do dziś takie ciarki się robią, ale przyjemne jak ja o tym odpowiadam, bo ja pamiętam twarz tej koleżanki.
Ona tak jakby jej krew odpłynęła, zrobiła się taka przejroczysta biała. Wyleciała jak to się mówi z tej piwnicy tam na podwórko. No bo kamienice krakowskie to tak jakby one w środku mają też wejścia jakby takie i podwórka.
Wyleciała tam na podwórko, nie chciała długo wejść. I ja nie powiem, że ja się wtedy ekstra czułam i że mnie było tak radośnie. Bo też się czułam. Tak radośnie, bo też mi się tak zrobiło w pewnym momencie jak zobaczyłam tą manifestację.
Tak jakby, ale z drugiej strony no sama jakby prawda sprowokowałam. Natomiast nigdy więcej jak to się mówi nie powtórzyło się nic niebezpiecznego. Jasiek tylko jeden raz dał czasu. Ja ten Jasiek, używam imienia jakbyśmy go nazwali tego ducha.
I on sobie tam był i on sobie tam jakby tej kamienicy jakoś tak podejrzewam odlaczył. On w ogóle nie był w jakiś sposób ani namolny, ani straszący. On się nie potrafił. On po prostu chodził gdzieś tam i tymi dzwonkami od czasu do czasu poruszył jakby jak przechodząc.
Natomiast nigdy ja od niego tego zagrożenia nie czułam. No i to jest dla mnie takie najbardziej powiedziałabym super no czad. Bo miałam przyjemność jeden raz w życiu widzieć na własne oczy tą manifestację właśnie tego co nazywa.
No to poltergeist tak? Ja bym to tak nazywała roboczo. Natomiast no to dla mnie to dziś fenomen. Jak to można zrobić po tamtej stronie. No i to jest takie bardzo ciekawe. Drugi bardzo ciekawy przypadek.
Taki krótki takiej manifestacji to jest z mojej rodziny. Moja babcia, matka mojej mamy. Ona umarła w 51 roku. Bardzo młodo umarła. To są czasy zaraz powojenne. Moja mama urodziła się w takiej wsi pod suchą Beskidką.
I wiadomo nie ma telefonów komórkowych. Wieści się rozchodzą nieco wolniej tam prawda. Pocztą pantoflową. Poczta jakaś tam w ogóle jedna na kilka okolic. Więc. Telefonów wtedy nie było w domach. Nie można było tam prawda dzwonić i sobie przekazywać wiadomości.
I w tym rzecz ta moja babcia. Ona umarła bardzo młodo tak naprawdę bardzo szybko. No do dziś nie wiadomo co to. Czy to jakieś zapalenie płuc. Czy to jakiś moment po prostu taki dostała. Jakie gorączki.
I umarła w ciągu tam dwóch czy trzech dni. I dwa dni później po niej. Wyprzedzę trochę bieg zdarzeń. Dwa dni po niej umarła. I to była siostra mojej mamy. Jej ta wtedy była w wieku takim jak dzieci idą do komunii.
Ale w czym rzecz. To jest opowieść mojej mamy. I tą opowieść słyszałam też od ludzi starszych jak byłam na okolicy. Więc to nie jest. Moja mama nie jest osobą która opowiada jak gdyby często takie rzeczy.
Ona do dzisiaj to opowiada to jest taka jakby również. Może nie przerażona ale skonsternowana. Mianowicie ta moja babcia. Była widziana po śmierci. Przez swojego. Kiedyś mój dziadek ubiegał się o jej rękę z takim drugim mężczyzną.
Który mieszkał gdzieś w wiosce za lasem. Tak jakby w dzienniku ich lasu. Ale mój dziadek wygrał te konkury ożeniem się z babcią. Ale właśnie po śmierci mojej babci. Ona była widziana na drodze. Przez tego mężczyznę który kiedyś konkurował o jej rękę.
On nie był świadomy że ona umarła. To było dosłownie dzień po tym jak ona umarła. I tam się jeszcze wieści nie rozeszły po prostu. Tam przez las do długiej wsi. I on ją zobaczył. I z jego opowieści ona mu powiedziała.
Że odchodzi od. Którym mieniła imię mojego dziadka. Tylko jeszcze musi wrócić po m****. Właśnie po tą dziewczynkę która umarła. I ten mężczyzna on po prostu się skonsternował. Bo ona tam gdzieś potem babcia weszła do lasu niby.
No i jakby nie dawała mu to spokoju. I na następny dzień. On poszedł właśnie do wsi mojej babci. No to trzeba było iść tam przez las. Rozumiem wyprawa pewnie. To nie jedna godzinka tylko trochę dłużej.
I jak doszedł do tej wsi. To po prostu z ciekawości się chciał zapytać. Bo wtedy rozgody to w ogóle ludziom się w głowie nie mieściło. Jeszcze na wsi prawda. I tak dalej. Więc on po prostu z ciekawości poszedł się dowiedzieć.
Co się stało. I jak się dowiedział że rozmawiał. Właśnie z moją babcią. Tam cała okolica. Po prostu tam włosy dęba ludziom stawały. No bo mężczyzna też nie jakiś. Prawda nie. W przytomności umysłu był.
I tak dalej. Wszyscy się wystraszyli. Tam był chrząst zamawiany pamiętam. Tam było święcone wszystko. No bo właśnie się jeszcze okazało że tam ma *** jak gdyby. Jak on już doszedł. No to potwierdziło się to że jej ma ***.
Czyli ta córka mojej babci również nie żyje. A ona mówiła że musi się jeszcze po nią wrócić. I to jest takie pytanie. Jakby z mojej rodziny. Ja mam takie pytanie właśnie odnośnie babci. Czy wiadomo może czy ona przeleżała przez niedzielę po swojej śmierci?
Przed pogrzebem? Bo mówi się że jeżeli zmarły przeleży przez niedzielę to zabierze za sobą jeszcze kogoś z żyjących. Tego wie pan nawet nie. Musiałabym pytać mojej mamy. Ale nie wiem czy ktoś to będzie pamiętał.
To znaczy inaczej. Data śmierci mojej babci trzeba by było sprawdzać w kalendarzach. Prawda? Bo daty śmierci babci. Nie mam takiej wiedzy. Mam datę śmierci mam. Przecież wtedy była umarła. To musiałabym sprawdzać.
Powiem panu że nie wiem. Tego nie wiem. Ale musiałabym po prostu sprawdzić w kalendarium. Bo to się da sprawdzić. Bo wtedy faktycznie dawniej tak. To nie było kosmicznie. Tylko jak by tam jeszcze nadszedł.
Wiadomo że leżało się opłakiwało. Śpiewy były. Więc na pewno była w domu. Ale nie umiem panu powiedzieć w tej chwili czy to była niedziela. Nie potwierdzę. Bo nie wiem po prostu. Tutaj ta obserwacja zjawy babci na drodze jest dosyć spójna z innymi historiami tego typu. Że osoba która nie wie o śmierci na przykład sąsiada czy jakiejś tam innej osoby mieszkającej niedaleko.
Spotyka zjawę tej osoby. Czasami wchodzi z nią w interakcję. A potem się dowiaduje że no to już było jakby ostatnie spotkanie. To jest bardzo takie z jednej strony fascynujące. Bo to znaczy że mogą się materializować.
W jakiś sposób te esencje duchowe. Z drugiej strony takie zastanawiające. Bo ja sobie tak proszę posłuchać proszę pana ja sobie wypunktowałam dlatego żeby nie zapomnieć jak ktoś takie ciekawsze i te które mogę powiedzieć.
Bo poważnie to tego jest tyle w moim życiu że po prostu jak ktoś ma jedno takie zdarzenie czy dwa. No to tak jakby pamięta. A ja już niekiedy tak jakby szukam. Wyciągam z pamięci bo ja w misie mąstu. A ktoś takiego przydarza. Na przykład na cmentarzu rakowickim. Jak byłam jak długo nie byłam w Krakowie.
Jestem z urodzenia krakowianką. Natomiast jakiś czas nie byłam w Krakowie. I w tamtym roku wróciłam do Krakowa. I poszłam na cmentarz rakowicki. I tam jest grób generała Wieniawy Długoszowskiego. Ponieważ ja kiedyś dawno jeździłam w polno i w ogóle tak jakoś blisko.
Były szybkie te kawalerijskie prace. Z jakimś takim sentymentem podchodziłam zawsze tam właśnie do legionów. Często tam jako wcześniej jako młoda dziewczyna właśnie chodziłam na ten grób generała Długoszowskiego.
I prawdę mówiąc no człowiek, młodość i tak dalej nie zawsze na biu mnie interesował. Więc ja tak koniecznie chciałam z nim kontaktować jako młoda dziewczyna. I nigdy mi się to nie udało. Ale tym razem jak przyjechałam właśnie teraz do Krakowa to poszłam odwiedzić ten grób.
I kupiłam świece i kwiaty. I poszłam go po prostu przeprosić tego generała Długoszowskiego. Że ja tak po prostu cały czas jakby znaczy może nie cały czas, ale dość często jako młoda dziewczyna zawracałam głowę i poszłam go przeprosić po prostu.
I to był dzień zaduszny. I tam ja nie byłam długo w Krakowie tam postawiłem jemu pomnik przed grobem generała Długoszowskiego. Postawiłem mu pomnik naturalny i wielkością. Stoi w mundurze ułański. Przepiękny. Ale w czym rzecz?
Tam leżą legioniści i tam jest taki szpaler, znaczy taka alejka po jednej i po drugiej stronie. No i ten grób mniej więcej jest na środku. Ja stojąc najpierw pochyliłam się nad grobem przepraszałam tego generała, położyłam świece i kwiaty i nic się takiego nie działo.
Odwróciłam się do tego pomnika i zaczęłam się przyglądać zaczęłam się przyglądać właśnie no detalom tam munduru, bo mnie to po prostu fascynuje. Tak jakby lubiłam zawsze te ułańskie filmaty, konie i tak dalej. I zaczęłam się przyglądać jak to, do czego tam było właśnie to półfinale. No mówię na pomniku jak to jest zobrażone.
I czuję, że mnie ktoś gławka po głowie ale czuję fizycznie. Więc pierwsza myśl to jest, że ktoś znajomy stoi po prostu za mną, tylko tak mnie nie dało. Jak się tu ktoś znalazł, jak puszcza wokół mnie. Jak odwracam się, nie ma u kogo.
Ja mówię poważnie, to był dla mnie tak realny, taki dotyk, no nie, że mu śnięcie, tylko dosłownie mocne poczucie pogłaskania tak po głowie. Ja byłam pewna, że to ktoś żyjący. Taki jakby dotyk męskiej silnej dłoni, tak? Coś tego typu. I ja nie mogłam, ja nie stwierdziłam, czy to prawdę mówiąc, czy to męska, czy damska. Poczułam dotyk. No ciężko jak z tyłu ktoś głaska po głowie, to często ciężko powiedzieć, czy to jest męska, czy damska głupka.
Jeszcze tak z zaskoczenia, wie Pan. Poczułam mocne, mocne, po prostu mocne pogłaskanie i popatrzyłam się potem za siebie i nie ma nikogo. Popatrzyłam się w prawo, tam jest długa alejka. Nie ma kogo. Popatrzyłam się w lewo.
Nie ma nikogo. No gdyby ktoś nawet pogłaskał mnie po głowie i próbował odejść, no to kilka minut potrzeba, żeby się oddalić, a nie te parę sekund, kiedy ja się odwracam. Konsternacja, ale ja jestem przekonana, że to właśnie w ten sposób dostałam znak od właśnie Pana Generała, że żebym się już tak nie przejmowała, że mi wybacza te moje młodzieńcze wybryki, kiedy próbowałam tam koniecznie z nim kontaktować.
Rozumie Pan? Też kroki byłoby chyba słychać, prawda? Że ktoś podchodzi, a potem, że ktoś odchodzi, tak? Tak, tylko ten pierwszy moment to zawsze, u mnie się zawsze włącza taki racjonalny umysł. No to był ten pierwszy moment, że pewnie ktoś podszedł. No może człowiek mnie słyszeć, wie Pan, tak jakby pierwsze zakładamy raczej, przynajmniej mój umysł zakłada, no tak jakby najpierw racjonalnie staram się myśleć, tak? Te pierwsze sekundy takie u mnie, często się to tak zdarza.
I dzięki temu to ja jeszcze nie zlawiowałam, prawdę powiedziałaś, niekiedy, bo to też nie zawsze jest tak, że czasami nam się wydaje, że coś jest, a można to racjonalnie wytłumaczyć. Drugi taki przypadek to mam, tylko nie mogę, bo tutaj jest taki Pan artysta-malarz na cmentarzu podgórskim pochowany. Nie mogę powiedzieć jego imienia i nazwiska, bo on tak jakby ceni sobie kameralność, ale takie mam poczucie, no ja zastanawiałam się, czy mogę i tak gdzieś wewnętrznie, żeby jego nie mówić.
Natomiast on, on jest, mogę powiedzieć tyle, że on jest swajką sportretowany na swoim pomniku. Ja często jak chodzę na cmentarz, ja nie palę, ale ja po prostu już czasami mam nawet i paczkę papierosów, bo ja po prostu wiem, gdzie tam jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, gdzie nie położyć po prostu ten papieros, bo tak jakby czuję, że idą prośby.
I ja mu zawsze zostawiałam obok jego grobu właśnie papierosa i raz też szłam taka zamyślona i nie zostawiłam. I tu był podobny przypadek, bo mnie poklepał ktoś po ramieniu bardzo mocno z tyłu i ja się znowu odwróciłam i znowu nie było nikogo za mną.
To są takie rzeczy, które ja wiem, że to tylko ja jestem świadkiem tych zdarzeń, ale naprawdę dzielę się od serca tym, czego ja doświadczam, bo żeby inni ludzie, którzy doświadczają takich rzeczy, żeby się po prostu może nie wiem, tak bardzo nie bali albo też nie myśleli, że zwariowali.
To co się dzieje, to wszystko nas otacza. Tak jakby na Powązkach też kiedyś, jak mieszkałam w Warszawie, to słyszałam spod drzewa muzykę balową. Dosłownie taki moment. I to niemożliwe na środku cmentarza, to jest ogromna mikropolia. Tam nie ma radyjek, bo też jakby zawsze sprawdzam to, żeby wykluczyć jak to się mówi. Tam słyszałam dosłownie taki moment takiej muzyki balowej.
To była chwila. Ona tak jakby dochodziła spod drzewa, spod ziemi. To też było bardzo ciekawe. To była muzyka taka jakby z jakichś innych czasów wzięta? Coś tego typu? Tak, taka balowa, taka z innych czasów.
Ale nawet to nie, że w walce czy coś, tylko taka jakieś takie, nie wiem, bardzo, bardzo dawne czasy, jakby takie wie pan, menuety czy nie wiem co po prostu. Dosłownie. Ale to było też takie mgnienie jakby, bo tak ucho ustawiłam i potem tak jakby właśnie no parę sekund i przecichło. I tak sobie nawet wtedy pomyślałam kurczę, oni tam balują rzeczywiście na gdzieś we światach.
Te światy się tak przenikają. Na tych tu wąskach też. Ja w ogóle kocham cmentarze. Ja się jakoś tak duchów nie boję, bo u mnie nawet w domu często się zdarza tak, że ktoś tutaj o tym zaraz tak jakby przejdzie i ja często mam takie kontakty i jakoś bardziej się czasami ludzi można, bo moje bohaterzy, chcą się zabawiać niż te dwa światu.
Ale na po wąskach też miałam takie przeciekawe spotkanie, bo też poszłam jak gdyby tam na rekonekans, bo to w ogóle przepiękne, bo kawałki historii, można się dowiedzieć wiele. Wdjęć nagrobnych tego jaka była moda, jakie czasy. Ja tam lubiłam po prostu od czasu do czasu pójść.
I jest taki moment, że jakby weszłam główną bramą, przeszłam kawałek tą główną aleją i nagle zrobiło się tak jakby, pocięto i ja żyłam tak jakby, wie pan, jakby pusto, cicho, jakby ptaków nie ma, nikogo.
Rzeczywiście nie było ludzi i naprzeciwko mnie idzie taki mężczyzna, gdzieś koło 60, może 50 parę, taki szczupły, pamiętam, płasztu, taką pepitkę i on miał kapelusz. I on tak przeszedł, ukłonił mi się, tak jakby tym kapeluszem i popatrzył na mnie, uśmiechnął się i powiedział, a na cmentarzu nie ma dzisiaj żywego ducha.
I kurczę, ja się nawet zanim obróciłam i on szedł. Ja do dzisiaj nie wiem, czy to był żywy człowiek, czy nie. Ale rzeczywiście ja miałam wtedy poczucie, chodząc po tym cmentarzu, tak jakby wyszłam za 15 czy 20 minut, bo ja miałam poczucie, że tam nie było, słychać śpiewu ptaków, nie było ludzi, tak jakbym na chwilę weszła w inny wymiar. To też było bardzo ciekawe.
No właśnie, to jest tutaj w innej, co prawda, dziedzinie, w ufologii, ale istnieje określenie na tego typu zdarzenia czynnik OZ. Nie wiem, czy Pani zna takie określenie. Podczas obserwacji na przykład jakiegoś obiektu, czy postaci całe otoczenie jakby zamiera, zapada taka cisza, jakby wszystko zamarło.
Ja bardziej tak jakby po swojemu to nazywam, natomiast tego określenia typowego nie znałam. Ale to mi się też zdarza na przykład czasami, jak jestem, no wychodzę gdzieś na spacer, to mam taki moment, że chodzę i tak jakby widzę, że są bloki do my, ale dosłownie tak jakby czuję jakby właśnie taka pustka, jakby tam nikogo nie było, tak jakby i za chwilę tak jakby człowiek tak jakby wychodził przez jakąś bramkę z jakiejś gęstości i zaczynają auta jeździć, tam ptaki, psy, a tak to na moment tak jakby dosłownie niczego nie było. Natomiast mnie jakby w takich momentach UFO nie lata. To szczerze mówię.
No to chyba tego typu zdarzenia, tego typu incydenty z taką nagłą ciszą dotyczą chyba nie tylko spotkań z UFO, ale i z innymi zjawiskami, bo mam na przykład w archiwum Radia Paranormalium takie nieopublikowane jeszcze rozmowy, gdzie na przykład osoba idzie sobie lasem i przez pewien czas tak jakby wszystkie dźwięki i cała przyroda dookoła była wyłączona, a nagle jakby przeszła przez pewną granicę, poza którą wszystko się włączyło. Znowu było słychać śpiew ptaków, szum drzew i tak dalej. Tak, dokładnie.
Tak jakby człowiek przechodził przez takie jak bym powiedziała portal niewidzialny, tak jakby coś tak czuje się, że nagle nawet jakby słońce zaczyna inaczej grać, jakby a tak to jest trochę tak jak na takim filmie, wie pan, jakby człowiek był w takim świecie właściwie, coś taka taka dziwna atmosfera się robi, faktycznie. Tak jakby się przeszło przez taką niewidzialną ścianę, prawda?
Tak, tak, to jest bardzo ciekawe. I u mnie jeszcze z tych takich, powiedzmy sobie na żywo, bo zaraz powiem to, co w takich snach i w snach świadomych się dzieje, ale w takich na żywo, takich doświadczeniach ciekawszych, to ja mam takie, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, to nie mówię, że zawsze, ja nad tym nie panuję, to znaczy ja mam takie momenty, kiedy widzę, tak jakby mi się właśnie włącza u mnie, tak jakby widzenie czasami i co ciekawe, to raz widziałam też na przykład takich ciekawszych rzeczy, to w okolicach Krakowie, w okolicach Łobzowa, tam tak jakoś zielono jest i tam widziałam takiego jakby, najpierw bokowo zobaczyłam kątem oka, jakby taką postać maleńką biegała po, między drzewami po trawniku, tylko to nie był, bo to był dosyć dosłownie miniaturowy mężczyzna, gdzieś w wysokości pięćdziesięciu, sześćdziesięciu centymetrów tylko on był proporcjonalny, bo jak się ogląda te bajki, tamto kresnolubie są na przykład jakieś takie wie Pan, jakieś takie nieproporcjonalne, to był proporcjonalny miniaturowy mężczyzna, jeszcze dodatkowo tak trochę po bawarsku, jak dla mnie ubrany, w takich spodenkach do kolan, tak trochę jak dawniej w Bawarii chodzili, tak mi się to kojarzyło, w takim kapelu, i on się przemieszczał po tym trawniku dosłownie tak jak w wywiórki niekiedy, one tak skaczą, że oko za nimi nie nadąża, ja to widziałam paręnaście sekund i myślę, że to był jakiś opiekun właśnie tej jakby, tak jakby tej zieleni, tak jak ja go wtedy odebrałam, natomiast tak jak mówię, bardzo proporcjonalna istota i tak, tak mi skakami jakby, jakby, jak wywiórka dosłownie się przemieszczał, znaczy w sensie on nie skakał, tylko tak jakby oko za nim nie mogło nadążyć, ja go widziałam na przykład dwa metry w tym miejscu, a za chwilę się pojawiał dwa metry dalej na przykład, tak jak jakby, jakby błyskawicznie, to było ciekawe na ludziach też czasami nie rozumiem dlaczego, bo na przykład siedzę obok kogoś tam na przykład w komunikacji miejskiej i widzę, że dziewczyna ma tatuaże na twarzy, bokiem, kątowym i wiem, że no nie fajnie jest tak obserwować czy patrzeć więc, czy oceniać, prawda, ale wtedy myślę, kurczę, no ale po co sobie zrobiła na tej twarzy tatuaże, tak no po ludzku, przepraszam, ale mówię jak jest pomyślałam sobie, czymś poglądam na tą dziewczynę, ona w ogóle nie ma tatuaży a to widać było po prostu bokowo i też miałam tak ciekawy przypadek, siedziałam w supermarkecie i przede mną stał facet bardzo dziwnie, choć zobaczyłam kątem oka, że to on nie ma twarzy tylko on ma takie coś jak, jak pysk takiego stworzenia i pamiętam, że tak się nieswojo poczułam od niego jakoś taka dziwna energia biła, ale jakoś ja nie jestem, jak na kobieta nie jestem strachliwa, tak to powiem ja mam, nawet w sytuacjach kryzysowych to ja tam jakby zawsze reaguję działaniem bardziej spokojem niż na przykład nigdy mi nie paraliżuje i tak dalej więc tutaj też się nie bardzo wystraszyłam tylko tak jakby wzięłam głęboki oddech no i zaczęłam się właśnie tam mówić do góry, jak ja mówię do swojej drużyny pierścieniaczy i do swoich przewodników duchowych, żeby mnie po prostu jeśli mogą to żeby mnie otoczyli jakimś tutaj jakby płaszczem energetycznym czy czymś, bo nie wiem koło kogo stoję, bo rzeczywiście jakaś bardzo dziwna ta energia była, taka nieprzyjemna i jak powiedziałam to, żebym ja to powiedział, to czyli właśnie tym kokonem energetycznym, to pamiętam, że ten mężczyzna się tak odwrócił, on stał przede mną w supermarkecie, miał wózek ze sobą za kupami, ja też odwrócił się tak całkiem, bo tak to stał jakby pół bokiem do mnie, odwrócił się tak jakby od dołu do góry na mnie popatrzył, tak się dziwnie uśmiechnął zostawił wózek i wyszedł to było coś, czego ja do dziś nie umiem wytłumaczyć czy to czy to można podpiąć dla mnie tak bo dla mnie ważne są te odczucia, których człowiek z niczym nie może pomylić, tak jak właśnie o tych momentach, kiedy jesteśmy w powiedzmy sobie strefie ciszy tak tutaj nie było strefy ciszy ale bardzo dziwna energia naprawdę taka bardzo dziwna energia od niego odbiła Czy ta postać sprawiła wrażenie fizyczne i czy bardziej miała Pani wrażenie, że ma do czynienia z jakimś nie wiem, duchem, z czymś z innego wymiaru? To ja bym powiedziała tak, to było niemal mogę powiedzieć, że to było całkiem tak jak człowiek fizyczny ale kurcze powiedzmy sobie, no też nie przeźroczyste tylko ta gęstość była nieco mniejsza niż u człowieka ale był wyraźnie widoczny ja nawet szczegóły ubioru dlatego mnie to zdziwiło, bo ja nawet te szczegóły ubioru ten kapelusik z piórkiem taki i takie spodemki jakby z takimi jak w Bawarii mi się to kojarzyło trochę tak jak w Bawarii takie spodemki, jak gdyby miał i tak jak mówię ta proporcjonalność działa i on był taki, no nie przeźroczysty ale też nie tak gęsty jak człowiek, tak to powiem I jeżeli dobrze pamiętam to on tak sobie przeskakiwał tak, z miejsca na miejsce tak jakby pojawiał się w jednym miejscu znikął, pojawiał się w innym, znikął pojawiał się w innym, znikął, coś na tej zasadzie?
Bo on biegał, to ja widziałam, że on biega, tylko że ten bieg był taki, że tak jakby oko nie nadążało ja dlatego użyłam z wiewiórką porównania, bo wiewiórki niekiedy tak jakby, jakby nam dwa kadry uciekały z filmu, wie pan, że widzimy ją na przykład tu, a ona za chwilę jest w tamtym miejscu, prawda? Tak jakby szybko jakby i ten chłopek mniej więcej ja na niego przepraszam, że chłopek mówię, no ale jak mogę powiedzieć na coś takiego fantastycznego małego, a on właśnie tak jakby takimi szybkimi, ja miałam wrażenie że po prostu oko mi nie nadąża, być może on się poruszał, że biegnie miałam odczucie, że on biegnie normalnie wie pan, jak gdyby, tak jakby szybko tylko, że ja łapię go raz tu, raz tu okiem, że nie nadążam po prostu okiem za nim, za tymi jego ruchami tak jakby na przyspieszeniu jakimś był jakby takimi jakimiś dziwnymi susami się poruszał, tak? No, można to tak nazwać, dokładnie bardzo ciekawe to było i z takich jakby ciekawych zdarzeń to często mi się na przykład zdarza, znaczy często, no może nie, nie często nie codziennie, ale takie właśnie bardzo dziwne momenty, kiedy, opowiem jedno takie zdarzenie, wtedy mieszkałam na Wrocławskiej w Krakowie jakoś też wtedy wracałam, pamiętam wracałam z cmentarza no nie tak, że ja po tych cmentarzach ganiam codziennie, prawda, żeby to znowu tak nie było, tu opowiadamy o tym, więc jakby zdarzenia są skomasowane ale wtedy wracałam jak gdyby z cmentarza i wróciłam do domu i kurcze zapach, ale to taki odór rozkładającego się mięcha i u mnie zawsze się ten pierwszy ten racjonalny umysł włącza chociaż wiedziałam, że nic się w lodówce no nie mogło rozłożyć, prawda, no więc otworzyłam tą lodówkę, sprawdzam otworzyłam pralkę nawet sprawdzam pomyślałam sobie potem może od sąsiada stanęłam na drabince, patrzę pod krak ale też no kurcze nic i wtedy dopiero tak jakby stanęłam na środku mieszkania i dosłownie powiedziałam, że bardzo proszę żeby ta istota, dusza, istota ktokolwiek to jest, żeby wyszła na balkon i żeby przez ten wróciła jeśli chce pomocy powiedzieć mi o co chodzi, bo zapach proszę się nie gniewać, pamiętam jeszcze powiedziałam proszę się nie gniewać, ale zapach jest niedowodczy i w ciągu kilku minut ten zapach mi z mieszkania ustąpił poważnie mówię to jest po prostu ja się już śmieję ale to są rzeczy których no nie da się wytłumaczyć i to jest takie no na pograniczu, że ja się kiedy zastanawiam właśnie gdzie jest szaleństwo, a gdzie jest normalność prawda? A ten odór unosił się w całym mieszkaniu czy był jakby skupiony w jednym miejscu? A on był tak jakby w jednym bo w kuchni była pralka, to nie było pralka w łazience i on był tak jakby w kuchni dlatego jakby tak oscylował no nie także w ciągu tam paru centymetrów tylko tak jakby oscylował wokół właśnie tej pralki i lodówki i wyżej była jeszcze krawka na ścianie właśnie tam, którą sprawdzałam to tu prawda? Ale ja go nie mogłam tak punktowo złapać, to tu było najbardziej czuć no natomiast nawet jak ten człowiek tam stanął parę metrów od tego miejsca dalej to też było no tak można powiedzieć zawiewało no w cudzysłowie znaczy nie wiało inaczej nie, że wiało, że ja czułam podmuch bo podmuchu nie czułam tylko tak jakby no ta woń, tak? No tak zapytałem bo tutaj dużo mam takich też relacji gdzie osoby ze mną rozmawiające zgłaszają historie gdzie był odczuwalny jakiś zapach czy też zmiana temperatury czy jakieś inne tego typu odczucie i ono było wyczuwalne w jednym miejscu a jak się głowę przesunęło powiedzmy dwadzieścia centymetrów dalej to już tego nie było czuć prawda? Tutaj pani to czuła w całym mieszkaniu tak? No to mieszkanie nie było ogromne ale to nie można powiedzieć to było to był taki taki zapach, że ja naprawdę pierwsze właśnie dlatego myślałam, że coś gdzieś się u kogoś zepsuło czy coś przecież tam w tej strefie o której mówiłam lodówka pralka i właśnie i ta ściana z tą u góry takie są krakumy jak to się nazywa no takie wie pan takie tam z powietrza tak? Na ścianie. No takie my to chyba na śląsku nazywamy lufciki o coś takiego właśnie bo poprzez oryal jakoś po kobiecemu mówię na to krakum to właśnie w tym miejscu tak jakby najbardziej intensywne natężenie ale w domu tak jakby no naprawdę no było czuć ten wie pan tam jakby tylko źródło można było nosem zidentyfikować skąd najbardziej bije tak to powiem i to ciekawe bo raz też na korytarzu ale już nie weszło do domu tylko tak jakby na korytarzu to też myślałam, że u sąsiada naprawdę myślałam, że u sąsiada ktoś może umarł kurczę ale też jakby zrobiłam taką akcję i to po prostu już jakby teraz już wiem, że można mnie uznać za szaloną ale zanim bym łomotała do sąsiada to najpierw mówię właśnie takie jakby rzeczy i z reguły że jakoś tak nie wiem te interakcje u mnie to są jakieś takie na zasadach jakiś takich, że ja raz miałam jakieś takie zdarzenie ataku energetycznego ale to dosłownie raz w życiu pamiętam atak to nie mogę powiedzieć, że ktoś tutaj jakby wie pan mnie napastuje na zasadzie, że próbuje mi coś zrobić tylko bardziej może tak no czasami po mojemu to tak jakby szuka kontaktu żeby pomóc czy po prostu z ciekawości Mówi się, że niektórzy ludzie działają jak takie latarnie morskie dla zagubionych dusz, które szukają pomocy bo nie są uświadomione w tym co się z nimi dzieje A z takich w ogóle powiedzmy tobie już to już teraz przejdę na pogranicze snu sny świadome i albo takie właśnie przebudzenia to też ciekawe nam jakby doświadczenia bo w ogóle fantastyczny i zastanawiający jest dla mnie taki sen gdzie od osoby żywej dostałam informację już mówię o tym rzecz mój partner, który już nie żyje na moment, ale wtedy oczywiście jeszcze żył, żyła jego mama i oni mieli, jego mama miała taki dość trudny, ekstentyczny charakter, ona tak nie lubiła za dużo kontaktów, więc nie dzwonili do siebie często. Ja pewnego razu mam sen taki, że jestem w lesie, takim pięknym lesie i przede mną stoi kobieta, pamiętam w takiej błękitnej sastrzące, pamiętam fryzurę jak dziś, bo była tak wyczesana na taką nie dzisiejszą modę, tak wytapierowane włosy, tak jak dawniej kobiety nosiły takie mocno krótkie i wytapierowane, czyli tak się robiło, taką fryzurę nastroszoną ja pamiętam właśnie detale tej kobiety i pamiętam, że ja się zapytałam co pani robi w moim lesie a ona do mnie mówiła, nie do pani tylko ja od pani Almii do tego pana, wymieniła imię mamy mojego partnera jak ja się obudziłam, to już mi zaczęło nie dawać spokoju i mówię dzwoń do tej mamy nie będę teraz dzwonił, zadzwonię w sobotę bo jeszcze nas objedzie, że w ogóle jest tam naruszany pokój domowy, bo ona taka ekscentryczna była rzeczywiście no ale tak mi to nie dawało spokoju że w końcu jakby zaczęliśmy dzwonić, nikt nie odbiera więc się wytaszyłam, że może kurde coś się podziało i że umarłam, bo mnie się zwykle to ze zmarłymi kojarzyło bo ja dużo w mieście mam właśnie tej jakby przekazują, przychodzą Tak rzeczywiście brzmi jakby ta postać szła po to, żeby zabrać mamę partnera, prawda?
Nie, niech pan zaczeka, tu będzie jeszcze po prostu, bo to jest ten, który mnie do dziś zastanawia i to jest jaka jest podświadomość ludzka, bo co się okazało, jakby pojechaliśmy pod blok, tam gdzie mama mieszkała musieliśmy pojechać, to było Kraków, Nowa Huta, więc myśmy tam wyprawę zrobili, pojechaliśmy się i od tamtych dowiedzieliśmy się, że wzięło ją, wzięto ją do szpitala, ale wzięto ją do tak zwanego, no tu psychiatria jest w Krakowie, bo coś jej się stało jakieś nie wiem, potem się okazało, że to jakby jakiś taki epizod, wie pan no jakby faktycznie coś się zaczęło dziać już, jakby takiego, że zaczęła się zachować bardzo nieadekwatnie i ją wzięto do szpitala i tam faktycznie myśmy ją na tej psychiatrii znaleźli tylko, że jak ja weszłam na oddział z moim partnerem, to tam stanęła przed nami siostra pielęgniarka, żywa osoba która była w mojego snu tym, że ona zupełnie nie wiedziała, że przyszła do mnie we śnie, ja jej oczywiście tego nie mówiłam kobieta po prostu ta, która była w moim śnie, to była pielęgniarka i ona mi przyszła powiedzieć o dziwo, nie mama mojego partnera tylko pielęgniarka, żyjąca osoba, weszła do mojego snu i powiedziała, że ma wieść o pani o******, to jest przeciwna historia bo to jest cały chorobowy zdarzeń, który jak gdyby zaświadcza, że my jesteśmy w stanie również jak to się mówi, jakby no tak jakby wejść do snu drugiej osoby i przekazać informacje tylko tutaj ta kobieta po mojemu była tego zupełnie nieświadoma bo ona, ja byłam w szoku, że ja ją zobaczyłam a u niej tak jakby nie działa się żadna jakaś taka reakcja, żebym mogła wyczytać, że no, no wiepa, że że coś tam kojarzy mnie czy coś takiego, to to przedziwne tak jakby się uruchomiło jakieś połączenie mówi się, że jesteśmy wszyscy połączeni jakby w sieć i czasami chociażby właśnie na przykład odbieramy różne interesujące sygnały od osób, z którym jesteśmy związani, bądź od osób które jakby są związane z tymi osobami, tak? W jakimś sensie tylko no to jest nasze jakby możliwości mózgu, czy też nie tylko mózgu, ale i naszych jakby sensorów są jakby nie odkarmione tak do końca zresztą mama, właśnie ta mama mojego partnera no dwa lata później umarła i tu też niesamowita, jak działam niesamowita historia, ktoś może powiedzieć, że to komyłka, ale wracając po jej śmierci z pogrzebu że my dostali smsa, nie z jej numeru telefonu, tylko z jakiegoś innego no niby omyłkowo, ale tam było napisane, to partner dostał tego smsa jej syn, tam było napisane synu, wyruszam w daleką podróż, wszystko będzie dobrze nie martw się o mnie mama i to jest piękne bo dla mnie takie rzeczy świadczą o tym, w ogóle zauważyłam że teraz właśnie przez smsy czy przez komputery dużo jak gdyby takich zjawisk też zachodzi mój partner, który już nie żyje on umarł w grudniu 2021 roku ja pamiętam, że ja pół roku wcześniej się obudziłam, w sypialni siadłam i taka przerażona mówię do niego, mówię tam bo to po prostu ktoś nam umrze pod koniec roku, ktoś nam bliski on się pyta kto ja mówię nie wiem, bo mi nie powiedzieli no i potem się okazało, że to on umarł a ponieważ to były takie czasy, że jeszcze tam resztki po covidowe i tak dalej czyli jakby myśmy wtedy mieszkali w Warszawie i kremacja miała być o 2 w nocy ja nie mogłam być przy tej kremacji i pamiętam, że no wiadomo jak to po śmierci bliskiej osoby to człowiek jest po prostu, wie Pan w jakim stanie prawda, tak jakby między pogranicze snu i jawy, ale bez żadnych podkreślam bez żadnych środków byłam tam nie wiem uspokajających czy czego jeszcze, tylko po prostu taka zaznaczona całą tą sytuacją ale zadała mi przy sypianiu przy głowie miałam telefon jego jego telefon po prostu, wiedziałam że ta kremacja ma być o 2 w nocy ale po prostu zasnyłam chyba o 1 i wybudziło mnie, wybudziło mnie takie pykanie telefonu, ale takie dziwne tak jak telefon się niekiedy wzbudza jak szuka sieci takie tu tu tu tu tu tu to było jakby, ja usiadłam na łóżku więc ja byłam wybudzona i zobaczyłam że jest godzina 2.13 więc byłam pewna, że on mi jakoś w ten sposób jakoś daje nadzór, no właśnie tutaj tu jest kremacja, ale co ciekawsze to miał taki swój ulubiony sygnał, zresztą mój partner w ogóle był dziwny, bo miał pamięć z planety gdzie było życie wodne tak jakby zawsze świetnie pływał po prostu mógł płynąć bez zmęczenia nie wiem, kanał Lamaszu przepłynął, a jak się zdenerwował to zawsze przy nim wywalało jakieś prądy na przykład nie wiem, szedł na pocztę jakby go tutaj zdenerwował, to im systemy padały, tam bankomaty się zawieszały przy nim, teraz nawet pamiętam, że jak się jakby miał taki choleryczny charakter, jak się zdenerwował to myśmy tam gdzieś popotykali, to wywaliło korki, ale w całym bloku, tylko że to były nagminne wydarzenia, a ważne to jest na tyle, bo pamiętam, że on miał taki sygnet, ja dałam mu ten sygnet do kremacji, bo nie wiedziałam, że nie można po prostu, zwrócili mi ten sygnet i powiedzieli mi, że no nie można kremować sygnetem, no i dostałam urnę, którą wiozłam z Warszawy do Krakowa, no i ten sygnet i kurczę zastanawiałam się, czy ten sygnet zakopać w grobie, czy wrzucić symbolicznie do Wisły i pamiętam, że właśnie takie już za dwa dni przed pogrzebem tak się zastanawiałam budzę się, ale znowu się wybudziłam w sypialni, usiadłam i ja widzę mojego partnera stojącego w drzwiach w sypialni, popatrzył na mnie tak całkiem poważnie i powiedział do mnie zostaw sobie ten pierścień, że już miałam wszystko, czego ci trzeba, zresztą potem nieraz w nas dostał i podpowiedział mi taką rzecz, którą tylko on mógł wiedzieć i bardzo wiele spraw to jak to się mówi załatwiło, ale najśmieszniejsze było to, mogę mówić najśmieszniejsze, bo myśmy mieli poczucie humoru takie ciekawe razem z tym moim partnerem, że jak ja przywiozłam tą urnę do Krakowa, wtedy stałam jeszcze w mieszkaniu u mojej mamy ta urna stała, no bo czekałyśmy jak gdyby na przejechanie na pogrzeb i kurczę myśmy tak z mamą pamiętam siedziały wtedy, wspominały, to było niedługo czas swojego śmierci prawda i zaczęłyśmy się mimo wszystko, jakkolwiek dziwnie to nie wygląda to człowiek przeżywając nawet tragedię, ale jest on nie tak, że człowiek się nie uśmiechnie gdzieś tam przez łzy czy przez wie pan, bo zaczęłyśmy wspominać takie różne rzeczy z nim właśnie z moim partnerem, no ja się zaczęłam śmiać, bo tam przypomniał mi się jak on coś tam właśnie takiego pociesznego zrobił i w tym momencie wywaliło korki w całym mieszkaniu u mamy i wiedziałam, że to jest tak jakby jakiś też, no bo on był z tego znany, to poważnie mówię to przy nim, to niesamowite ja się zawsze śmiałam, że byłby dobry jako jakaś taka, nie wiem jako koń trojański że tylko go trzeba by było wkurzyć, żeby poszedł i jakiś tam właśnie trąd wywalił gdzieś, bo dosłownie tak się często działo. A może gdyby gdyby partner nauczył się jakoś kontrolować tę energię to może byłby z niego, nie wiem dobry bioenergoterapeuta na przykład, bo to tak brzmi jakby on nie potrafił zażycia swoje energię i kontrolować, a po śmierci to nie wiem szczerze mówiąc.
Ale nie, to to jest raz też przyszedł do snu, to pamiętam był taki wzburzony, że ja coś tam prosiłam też mówię, dobrze nie będę ci marudzić tylko po prostu informacja była ważna powiedział, że szybko, bo nie ma czasu bo oni tam mają bardzo wiele zajęć i w ogóle bardzo dużo osób z tamtej strony, tak jakby mnie się wydaje, że tam życie tęskni bo oni, znaczy inaczej, niektórzy są rzeczywiście tak jakby utknął gdzieś w jakiś takich, ja nie wiem przestrzeniach widocznie jakby gdzie niekoniecznie musi być zawsze ciekawie, ale bardzo dużo jakby byłam takim doświadczeniem z takimi osobami, czyli ze światów, które w ogóle tak jakby one tam jakieś akcje, ciągle coś robią tam życie po prostu aż tęskni to jest też ciekawe i w sumie tak na przykład jak się, o, wystarczają z jego z ojcem mojego partnera ciekawą jakby rzecz też przed tym było tak, że wtedy jeszcze żył oczywiście mój partner i jak myśmy spali w łóżku to on zawsze śpiał, łóżko tak jakby przy ścianie, więc on spał pod ściany a ja tak jakby z brzegu i myśmy, naprzeciwko łóżka stała ława i był taki fotel, który myśmy nazywali uszakiem bo on miał bardzo wysokie siedzenie i z przodu takie jakby uszy tam były na tym siedzeniu myśmy ten fotel piesko z linie nazywali uszakiem a mój partner lubił palić no taką miał, taką mało miał przypadłość, czyli często jak budził w nocy to też palił i ja się obudziłam, usiadłam na tym łóżku w nocy i patrzę siedzi w fotelu, no ciemno jak nic więc siedzi w fotelu mężczyzna i pytam bo byłam pewna, że to mój partner, mówię kurczę znowu się obudziłeś, znowu będziesz w nocy palił i to się rozpłynęła ta postać jakby mi w tym fotelu, więc ja znowu pomyślałam no kurczę znowu ktoś był, odwiedziny jakieś były, położyłam się, usnęłam no bo się odwróciłam i oczywiście mój partner jakby leży na łóżku, śpi więc zrozumiałam, że odwiedziny były usnęłam, ale dobrze, że popatrzyłam wtedy na zegarek, bo był pod telewizorem wyświetlacz, zegarka i to też była gdzieś godzina druga w nocy i rano zadzwonili do nas, że jego ojciec zmarł o tej godzinie, czyli mam poczucie, że po prostu były odwiedziny takie po prostu wtedy jakby w naszej sypialni, bo to był ten czas No coś takiego jakby municja, że zmarły w jakiś sposób informują o swoim odejściu, czy też odwiedza swoich bliskich w tym momencie Tak, to jakby z ciekawszych rzeczy, że ludzie, ale nas to jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, to nas nawet kot, tylko myśmy potem się zorientowali, że nasz kot nas poinformował, jeden z naszych kotów, że będzie odchodził, bo mieliśmy takiego kota z pseudohodowli wyratowanego takiego persa i myśmy go nazywali cieburaszka, była kiedyś taka rosyjska bajka krokodyl gienia i cieburaszka i ta cieburaszka to było tam takie stworzonko z wielkimi uszami i oczami takie do niczego niepodobne i ponieważ ten kotek był kochany, ale on taki właśnie tej pseudohodowli do niczego niepodobne, to myśmy go nazywali cieburaszka, ale on był przefajny i mój partner się raz budzi i mówi, wiesz, to śniło mi się, że ten nasz cieburaszka, że ja z nim siedzę w statku kosmicznym i ten nasz cieburaszka się pyta ludzkim głosem jak się tym steruje, bo ja odlatuję z tej planety. Więc myśmy się strasznie z tego śmiali, ale on tylko dosłownie dwa tygodnie później zachorował na nerki i pomimo naszego prób uratowania go odszedł, czyli nawet zwierzę potrafił poinformować, ten kot.
Z mojego doświadczenia, nie mówię, że każdy, ale kurczę i tak bywa. A to ja z kolei miałem znaki od mojej kotki, która niestety po 14 latach radosnego, zdrowego życia, niestety przyszło mi ją pożegnać niedawno, parę tygodni temu. No też nerki jej siadły, przestała w ogóle jeść, przestała w ogóle pić. W ostatnim dniu życia dostała chyba zapaści w ogóle i tak już była taka już zimna, nie ruszała się. Podjęliśmy chyba jedyną słuszną decyzję, żeby ją po prostu uśpić. I jak już ją uśpiliśmy, to nie dalej jak godzinę, może dwie po tym uśpieniu, jak już byliśmy w domu, rozległo się takie bardzo charakterystyczne drapanie w kuwetę. My mieliśmy dwie kotki, tą kotkę, którą uśpiliśmy i mamę od niej, która jeszcze żyje cały czas.
Mama od tej kotki ma duże problemy z poruszaniem się, także w jej przypadku te wizyty na kuwecie brzmią no tak, tak trochę nieporadnie. I zostawia po sobie bałagan, jak schodzi. Natomiast młodsza kotka bardzo charakterystyczny miał sposób korzystania z kuwety. Takie drapanie, takie jakby precyzyjne drapanie, mocne i po prostu to drapanie się rozległo jakieś godzinę albo dwie godziny po tym, jak ją uśpiliśmy.
I się powtórzyło następnego dnia jeszcze rano. Ty jako właściciel kotów, to ja też podpiewam, że to my na nasze ucho to już jesteśmy w stanie rozróżnić, które je, które pije, które... bo to są takie jakby subtelne rzeczywiście subtelności, prawda?
Nawet poprzez... tak. Każdy kot ma swój charakter. Ja bardzo w ogóle po tej kotce płakałem, jeszcze jak już się dowiedzieliśmy, że nie ma właściwie czego ratować w jej przypadku, że to już jest koniec.
Ja bardzo po tej kotce płakałem i ona mnie... Ona mi się pokazała we śnie kilka dni później. Po prostu taki zwykły sen, że kotka wskakuje mi do łóżka i tam się przytulamy. Radość i było po prostu co niemiara.
Ja to odczytuję tak, że ona chciała chyba się tak już ostatecznie pożegnać. Pożegnać, ale też mam wrażenie, że one nas odwiedzają, te z Jodęta, podobnie jak nasi bliscy. Że te siaty się po prostu tak naprawdę przenikają, nakładają i to wszystko jest taka jakaś jedna wielka siatka kosmiczna.
Czy my jeszcze mamy... Jakby... bo nie wiem, czy jeszcze jakieś... Bo ja jeszcze mam trzy zdarzenia zapisane. Nie wiem, czy to opowiadać, czy... Może pani opowiedzieć za moment, tylko jeszcze mam takie pytanie, takie spostrzeżenia właściwie.
Pani się wydaje taką osobą dość mocno otwartą na odbieranie tych sygnałów właśnie z niej fizycznej sfery rzeczywistości. Tak mi się wydaje, że mogło to mieć... Mogło mieć na to wpływ pani zainteresowanie tematyką paranormalną i mistyczną już od młodych lat.
To jakby panią otwarło, tak? No tak. Pytanie, co było pierwsze, jajko czy kura, bo zanim się człowiek nauczył czytać, to ja już pamiętam, że jako małe dziecko to ja bardzo się bałam... Jako małe dziecko to się bałam zasypiać. Pamiętam, że wszystkie rożki od poduszek były obgryzione przeze mnie i zawsze się chowałam pod kołdrę, bo ja już wtedy po prostu, wie pan, widziałam wiele rzeczy.
Takich, no, dziwnych mi się wydawało. Podobnie zresztą, jak bardzo bałam się swojego cienia, że rodzice mnie prowadzili do psychologów długo, bo to już byłam taka, no, jakby nie maleńka, tylko dobrze chodząca i gdzieś tam w wieku przedszkolnym, ale nie bardzo mała istotka, to ja...
Ale uczni się bałam cienia. To jest ciekawe, że ja dopiero jakiś czas później robiłam sobie... Nie jest bardzo ciężko zasypiać nocy załag, bardzo ciężko, ale raz sobie zrobiłam jakby regresing, udało się i to mi się przypomniało, że dlatego ja się tak bałam jak gdyby tego cienia, bo ja pamiętam jakby gdzieś życie na takiej planecie, gdzie tego cienia po prostu nie było w ogóle.
Tak jakby nie było to... Nie było tam czegoś takiego jak zostanie cienia. Może jest tak. Tak jakby ten cien jakby nie nie istniał w Pani Banku Pamięci w ten sposób. Dokładnie. Dokładnie. Ja historycznie to wiem, że mnie wprowadzono do psychologów i tak dalej, bo ja po prostu wyrywałam się, uciekałam. Trzeba było uważać, żebym nie wpadła gdzieś po auto, bo dla mnie to było długo, to było takim szokiem, że tu jest cień na tej planecie.
Ale z takich właśnie jakby rzeczy, to zawsze mnie też dziwiło, że ludzie tak dużo tutaj jakby... Właśnie z takich takich dramatycznych tych opowieści, o UFO, ja rozumiem, ja absolutnie nie neguję niczego doświadczeń. Jest na pewno, są takie momenty, kiedy można powiedzieć przeżywają ludzie również tam za światami jakieś gorsze klimaty czy coś, ale na przykład ja nigdy nie miałam poczucia jakiegoś zagrożenia od istot innych.
Znaczy inaczej. Zdarzył mi się na przykład raz w życiu taki atak energetyczny, kiedy zostałam szafa w domu, pamiętam wtedy partner wyszedł do pracy, wyjechał do pracy, bo to Wrocławia wtedy jechał, myśmy mieszkali w Krakowie jeszcze wtedy, wyjechał do Wrocławia i był w trasie. Ja pamiętam, że ja usiadłam w hotelu, a telefon leżał tak już jakby po drugiej stronie stołu, a to jest ważne dlatego, bo poczułam tak jakby mnie ktoś, ale to dosłownie, takim ogromnym, tylko jeszcze pamiętam, że to po mojemu był taki jakby ostrze, tylko takie jakby w kształcie stożka i to od tyłu, ale to było tak chłodne, że tego zimnego odczucia nie mogę powiedzieć, bo nigdy w życiu nie odczułam takiego chłodu, tak jakby mi się bił ktoś z tyłu, taką ogromną, właśnie jakby ludowy kolec, aż do serca. Ja nie mogłam się, ja jestem naprawdę dość odporna na ból, jak tylko kobieta, w sensie takim, że ja tam nie wleję, jak mówię, że, jak mówię, że boli, to naprawdę musi boleć, ale wtedy mnie bolało tak, że ja nie byłam w stanie nawet sięgnąć po telefon, każdy ruch musiałam się już wziąć i nie ruszać, bo każdy ruch powodował, mam takie, że czułam, że zaraz po prostu no, zjadę, umrę z bólu. I pamiętam, że tak sobie pomyślałam w tym momencie, mówię, kurczę, no umrę se tu i jakby szybko nikt nie wróci, więc chwilę tu sama poleżę w tym domu, tak pomyślałam po prostu.
Myślałam, że umieram po prostu i wtedy pomyślałam sobie, też tak powiedziałam do moich przewodników, mówię, okej, no jeśli uważacie, że już powinnam odejść, tylko usłyszcie mnie, nie wiem co się dzieje, ale usłyszcie mnie, jeśli uważacie, że powinnam odejść, że jeśli to jest okej, no to dobrze, nie będę się tutaj kłócić, ale jeśli to jest niesprawiedliwe, to proszę o pomoc. I naprawdę ustąpiło w ciągu 30 sekund, chyba albo 40, nie wiem, może minuty.
Ja się potem badałam, niczego nie wykryto, bo myślałam potem znowu, że może taki atak serca, pierą, wie co, ale niczego nie wykryto. No, znowu serca chyba bardziej by się bólem jakimś objawił, prawda? No, ale nie wiem, bo nie miałam nigdy, więc po prostu jakby to tak jak wtedy, to znowu próbowałam racjonalnie, to było jedno zdarzenie takie, gdzie czułam naprawdę, że coś mnie jakby próbuje ukatrupić, tak mówiąc, a cała reszta, nawet pamiętam kiedyś też, jak poprosiłam, bo tak jakby ja wiem, że ja mam gdzieś tam właśnie gwiazdę w swoją rodzinę, no jakby duchową, kosmiczną, poprosiłam, bo w snach i dzisiaj rozmawiamy o zaświatach, więc nie będę ruszała tematu, jak by tam było, ale w snach poprosiłam, że kurczę, no to raz chociaż dajcie znak taki bardziej wyraźny, nie tylko w snach, że jesteście, bo ja nigdy nie widziałam statku kosmicznego tak jakby, że jak ludzie obserwują, a ja jestem święcie przekonana, że to jest w snach i widzę, rozmówię dużo, ale nigdy jakoś na żywo nie miałam okazji, tak mówię, robicie sobie chętę, chociażbyście raz po prostu dali znak, że jesteście.
Pamiętam, to też było na ulicy, myśmy wtedy mieszkali w Krakowie, przy Wrocławskiej, na Poznańskiej, ja się bardzo dużo razy w życiu przeprowadzałam, ogromnie razy tylko, tak jakby na beduina, dość często, że było na Poznańskiej.
Piąte piętro ostatnie, ja się budzę, a ponieważ jest to ostatnie piętro, więc myśmy mieli zawsze otwarty balkon, no bo wiadomo, że nikt nie wejdzie w ciepłe nocy i tak dalej, ja się budzę, ale naprawdę się obudziłam, wyszłam z łóżka i kurczę, tylko to byłam w takim faktycznie stanie jakby, jakby jak letarg. I przed moim balkonem wisiał taki bez, ale bezszemestny, ogromny, no ja powiem spodek, ale znowu ujmę to po kobieńczemu, stawut był taki jakby złożyć dwa talerze takie do siebie jakby głębokie, czyli mówimy, że taki jakby to powiedzieć, no bo to nie był owalny, tylko tak jakby dwa talerze złożyć do siebie, jakby wypukłość u góry i wypukłość u dołu, ale po środku była taka przerwa i tak jedna ta górna część kręciła się jak gdyby po mojemu w jedną stronę, dolna część w drugą stronę, a na środku jeszcze było mnóstwo takich migających świateł, które również tak jakby pulsowały. To było bezszemestnie, to się obracało wokół jak w swojej osi, to było duże takie jakby, no balkon mieliśmy dość spory, powiedzmy sobie gdzieś ze trzy metry, a to było duże, ale nie jakieś takie mega ogromne, no mogło mieć trochę więcej niż balkon, jest może cztery czy pięć metrów tej średnicy i kurczę bezszemestnie sobie wisiało i pamiętam, że ja miałam nawet taki motyw, bo się zastanawiałam wyjdzie ktoś, zobaczę kogoś czy nie, ale ale cofnęłam się tak jakby w siebie, widząc to i pomyślałam sobie nie, ja nie jestem jeszcze gotowa, żeby tam ewentualnie wsiadać witać się z kimkolwiek albo gdzieś polatać nad Krakowem czy nie, mówię nie jestem, ale to tak jakby telepatycznie powiedziałam i to tak jakby kurczę, tak jak się czasami ogląda na filmach jakiś takich jakby tak jakby taki szkok jakby zrobiło i odleciało, ale tak szybko, że no prędkość tego chłopka Bawarskiego, o którym opowiadałam przy tym, to nic, to po prostu to tak jakby poszło migiem, gdzieś wystrzeliło w kosmos i zniknęło.
To jeden raz mi się udało wyprosić takie spotkanie i wcale nie czułam się jakoś nie wiem, kurczę zagrożona czy nie wiem, ale oczywiście z pełnym szacunkiem dla wszystkich, którzy mają takie doświadczenia, tylko mówię, też nie rozumiem, dlaczego jedni tak, a drudzy inaczej.
No trudno to jakby wytłumaczyć tutaj u niektórych osób jakoś w jakiś w jakiś sposób tego typu tematy już istnieją jakby w banku pamięci czy w podświadomości, a u innych osób czegoś takiego nie ma i to powoduje, że na poziomie świadomym zapominają tego, bo świadomość nie wie do czego to przypisać albo powoduje to jakby też taką reakcję lękową, paniczną bym powiedział.
Tak, może chodzić właśnie o ten lęk, bo w lęku się bardzo wiele kryje, bo jakby ja tak jakby z życia biorę przykłady i pamiętam, tak jak mówiłam, jeździłam konno i dlatego to jeszcze podpowiem, jak działa nasz lęk. Poszłam kiedyś do Stwoszowicach to było, tam jest też taki klub jeździecki, tylko ja tam poszłam po prostu, jeszcze się wtedy uczyłam jeździć konno i byłam bardzo młodą dziewczyną, ale tam się poszłam uczyć jeździć konno i weszłam do tego klubu i tam był taki przepiękny koń w boksie, taki pamiętam, kary, no przydący i boksy mają co do siebie u koni, że tam jakby jest taki moment, że one mogą głowę wystawić, jakby są takie okienka, prawda, i mogą głowę wystawić. I ja podeszłam do tego konia, kocham zwierzęta i tak wyciągnęłam ręce i on podszedł, przytulił się do mnie, ja go głaskała. To była taka piękna chwila i nagle słyszę za sobą krzyk mężczyzny, to był stajenny, no tam takie nieparlamentarne słowa padły, że o matko i kazał mi w ogóle, no dyplomatycznie mówiąc, oddalić się z tego miejsca i potem mnie tak skrzyczało, bo powiedział, że ten konie jest nieobliczalny, że nie wolno bez pytania podchodzić, bo to jest kon, który kopie, gryzie i tak dalej. I co się stało?
Ja wiedząc już o tym, za każdym razem, jak przechodziłam koło tego boksu, widocznie byłam na tyle jakby już lękowo do niego nastawiona, że on już potem za każdym razem atakował, czyli szczerzył, kopał zęby i tak dalej. Ale właśnie tylko chciałam powiedzieć na przykładzie tego doświadczenia, że jeśli nie wiemy i podchodzimy jakby tak, samo życie to jak gdyby pokazuje, że podchodzić z otwartym sercem, z pełną miłością i pokojem, to druga strona już zareagowała podobnie, prawda?
No szczególnie zwierzęta, bo one są, mówi się, że zwierzęta są szczególnie wyczulone na te nasze, te fluidy, które od nas idą. Tak, tak dokładnie. Takie są, mediumiczne. Ojej. No tak, wykropkowane praktycznie wszystko.
Ja tych opowieści oczywiście mówię, mam ten, ale zapisałam sobie to. Myślę, że coś z nich się tutaj przyda. No taka fajna paranormalna spowiedź nam wyszła dzisiaj. Tak jakby wybrane the best of the best z życia ze zjawiskami trudnymi do wytłumaczenia.
Dokładnie. Z takimi, z takimi, z tymi, którymi mogłam się podzielić, bo tak jak mówię, do mnie, u mnie w domu to często, jak ja się śmieję, jest taki tunel przesiadkowy, że bywa tak, że nic się nie dzieje, a są takie okresy, że po prostu bez przerwy tutaj ktoś jakby budza się, ktoś przychodzi, ktoś jakby no jakby właśnie chodzi. Mówię ktoś, bo nie wszystkie, nie wszyscy zmarli sobie życzą, żeby posiadać o nich, ale to poważnie mówię, że to jest często, dlatego jakby ja już się przyzwyczaiłam i tak niekiedy słuchałam jeszcze, tak jak mówię, nasza spowiedź tu tak jakby niech ociepli ten klimat, że jakby mam nadzieję, że to da też ludziom jakby takiej jakby pewności, że to nie wszystko nas chce zaatakować, nie wiem, zabić, zadręczyć, tylko, tylko po prostu, może rzeczywiście, może kluczem do wszystkiego jest brak lęku, tak myślę. No najlepiej do wszystkiego, do takich niezrozumiałych rzeczy podchodzić po pierwsze bez lęku, a po drugie z otwartym umysłem, tak? Tak, tak jak my byśmy chcieli, żeby do nas ktoś tam podchodził, prawda, po tej drugiej stronie.
Ja tutaj sobie jeszcze takie parę pytań zapisałem do tej pierwszej historii z tym spontanicznym wyjściem z ciała, bo to tak troszkę mi się skojarzyło z pierwszym takim wyjściem, które opisał Robert Monroe w swoich książkach. Czy była Pani może zaznajomiona z tematyką oby, z pracami Roberta Monroe'a, nie wiem, Bruce'a, Michaela Newtona?
Proszę posłuchać, więc żeby było pocieszniej, to ja jestem po prostu taki samouk siermięczny, czyli można powiedzieć, że mnie bardzo interesuje wszystko, ale ja nie czytałam książek Pana Monroe'a, ale mój kuzyn właśnie z Kanady, jak ja mu też opowiadałam o tym zdarzeniu, on powiedział tożsamo co Pan, bo on jest Panem opowieściem tego Monroe'a i polecił mi jak były już lektury i ja mam to na składzie, tylko nie mam kiedy jeszcze przeczytać.
Natomiast to samo powiedział jak gdyby, natomiast nie się to zdarza jakby samoistnie, że na przykład ja niekiedy tak mam, że teraz, że na przykład ja jakby nie umiem nawet tego, teraz mi się zdarza, że ja siądzę na łóżku, wydaje mi się, że siadłam na łóżku, że ja jestem całkiem obudzona, ja się patrzę do tyłu, a ja tam leżę na przykład, to tylko, że ja nad tym nie panuję, jakby to samo wychodzi. Staram się nauczyć tego, żeby zrobić to całkiem świadomie, ale no tak różnie z tym bywa, raczej się to samoistnie umieć.
No to z książkami to tak jak, tak jak u mnie w jakimś sensie, bo ja też mam wszystkie książki Roberta Monroe'u na półce, no tylko nie zdążyłem, zdążyłem doczytać pierwszą część do połowy i mniej więcej przed tym momentem jak Robert Monroe zaczyna opisywać swoje metody wychodzenia z ciała, no niestety w tym momencie zaczęły się u mnie egzaminy, sesja egzaminacyjna na uczelni i tak od tamtego czasu ta książka chyba już dziesiąty rok czeka na doczytanie do końca. Mam wszystkie książki Roberta Monroe'u, z pozostałych książek miałem właściwie czas tylko przeczytać fragmenty, które były prezentowane na antenie Radia Paranormalium jakiś czas temu. Mam książkę Bruce'a Moana, taki podręcznik opisujący metody kontaktów ze światami. Podręcznik przerobiliśmy w dużej części na warsztatach u Pawła Byczuka w Tucznie, ale no na przeczytanie całości też sobie jeszcze trochę chyba poczeka.
Także też, też byłem wprowadzony w tą tematykę, bo też kilkanaście lat temu uczestniczyłem w takich medytacjach grupowych, online, prowadzonych potokiem doświadczonego mistrza rejnki, tak bym to powiedział, takiego pana, który dosyć długo pracował z energiami i uczył innych jak to wykorzystywać.
Byłem zaznajomiony z tą tematyką od strony praktycznej, natomiast od strony teoretycznej, no książki jeszcze czekają na jakby przeczytanie. Tak to jest, jak wczoraj człowiek, no bo praktyka to jest to, co ze wszystkim tak jest, że praktyka jest, no wiadomo, książka jest bardzo cenna, ale praktyka jak to się mówi, jest i mi się wydaje jeszcze cenniejsza, czyli w momencie jak przeczytamy nawet tą książkę to jest, to jest bardzo oczywiście wskazane zapewne, ja ja się też tak przymierzam i muszę, bo będę porównywała z tymi doświadczeniami, które ja mam, ale tutaj samo czytanie, no to tak jak zjazdą konną, gdybym powiedziała, można tysiąc książek przeczytać, ale jak człowiek nie, nie wsiądzie na tego konie i zaczyna działać, no to raczej, raczej wiele z tego, jak to się mówi, nie będzie.
No teoretycznie to powinno być tak, że najpierw powinno się zacząć od teorii, a dopiero potem przejść do praktyki, no a tak z niektórymi ludźmi jest, że jakby to idzie na odwrót, czasami praktyka bez teorii.
No ja jak byłam, jak miałam pierwsze wyjście z ciała, to podejrzewam, że w Polsce jeszcze zupełnie nie były dostępne książki Pana Modrą, więc nawet gdy mi to nie, no nie dało, bo ja mam w tej chwili 55 lat, także, także no to, to nie wiem, kiedy książki się pojawiły Pana Modra w Polsce.
Chyba pierwsze wydanie jego książek w naszym języku pojawiło się na początku lat 90-tych, z tego co kojarzę. Też rozmawiałem jakiś czas temu z słuchaczami, którzy, którzy praktykowali OB, zanim te książki ukazały się w naszym języku i notatki krążyły taki, taki tajny obieg notatek na papierze zrobionych, takich odręcznych, jak ćwiczyć, na co zwracać uwagę, także mówiło się już wtedy, chociażby mam tutaj książkę Leszka Schumana, który wspomina o Robercie Monroe i o jego eksperymentach.
Mam też Andrzeja Dominierskiego, który również człowiek związany z nieistotnym światem, z tym czasopismem swoją drogą. Też w swoich takich starszych już książkach też wspominał o Raymondzie Moodym, o tych tematach związanych z doświadczeniem z pogranicza śmierci, wspomina też bodajże chyba o Robercie Monroe również, ale to były czasy, kiedy książki Roberta Monroe jeszcze nie były rzeczywiście tak u nas dostępne, także opis tych doświadczeń, opis tych w ogóle eksperymentów, ta metoda wychodzenia z ciała krążyła tak w takim drugim obiegu u nas, można powiedzieć.
Tak, to teraz, no cóż, będę na dalekości, nigdy nie jest za późno na naukę. A takie jeszcze, takie jeszcze tutaj mam pytanie, czy, czy te zdarzenia, z obie się jakoś u Pani powtarzały? Próbowała Pani to jakoś kontrolować?
To wywoływało u Pani jakiś lęk, czy się Pani jakby, no, przyzwyczaiła do tych, do doświadczania tych rzeczy? Pierwszy raz, tak jak pierwszy raz się przestraszyłam, bo ja myślałam, że ja umarłam nawet, tak jakby, no, wie Pan, no, człowiek leci po prostu ten moment w dół spadania i pamiętam nawet ten właśnie, tak jak mówię, że tak jakby lecąc w dół tego bloku przez te mieszkania, to ja się wystraszyłam, nie wiem dlaczego, ale przestraszyłam się, że ja wpadnę do jądra ziemi. Tam nie żyję, co prawda myślałam, że nie żyję, ale wpadnę do tego jądra ziemi i w ogóle już przestanę żyć jeszcze bardziej. Więc jakby to było dla mnie takie przerażające, ale potem, właśnie potem wróciłam szarpnięciem, a potem działo się już jakby tak miękko, bez jakiegoś spadania w dół, na przykład, na przykład też miałam taki moment, że właśnie usiadłam na łóżku, wydawało mi się, że obudziłam się i patrzę, a u mnie w mieszkaniu jeszcze wtedy miałam trzy koty i znowu balkon otwarty, bo piąty, i patrzę się, że jest czwarty kot, taki rudy, ognisty kolor. Myślę sobie, noc księżycowa, bo pełnia wtedy była, może przyszedł od sąsiada, ale w momencie, jak ten kot skoczył na ścianę i tak jakby pionowo po niej poszedł, po czym szedł przez ścianę do sąsiada, to ja sobie pomyślałam, kurczę, co jest grane i odwracam się, a ja leżę, znaczy ja tu siedzę, a tam leżę na łóżku, czyli jakby już bardziej miękko i to mi się tak jakby dzieje, wie Pan, jak się dzieje samoczynnie, to szczerze mówiąc, ja dużo jak gdyby też pracuję tam z rejsem i mnie interesują różnego rodzaju metody, ale jak się to dzieje samoczynnie, przymraję się między nami mówiąc, że tak jakby próbuję jakby wie Pan, na przykład ćwiczyć na zasadzie takiej, że właśnie doprowadzić się do takiego stanu, żeby mi się, że tak powiem, transowego, żeby mi się trochę spać chciało, ale jednak, żebym nie zasnęła, próbuję jak gdyby się z tego ciała wyszarpnąć, ale szczerze mówiąc, trochę nie jestem jakby konsekwentna w tym działaniu, czyli mam takie okresy, że próbuję dużo i czasami mi się uda, a mam takie okresy, że po prostu sobie myślę, a mam w nosie, wyjdę to wyjdę, nie wyjdę to nie wyjdę i tak wychodzę za jakiś czas, więc jakoś tak, jakoś tak po prostu no, no co, chcę się przyznać, ale nie jestem konsekwentna w tych ćwiczeniach. No, ja kiedyś byłem dosyć konsekwentny w tym, w tych różnych sprawach związanych z medytowaniem w tym okresie, kiedy brałem udział w tych medytacjach grupowych.
Bardzo łatwo mi się udawało jakby położyć na łóżku i tak stopniowo powyłączać czucie poszczególnych części ciała, tak jakby doprowadzić się do tego stanu, że po prostu, taki jakby poziom bycia po prostu, tak? Ale z ciała świadomie nie udało mi się jeszcze nigdy ani razu wyjść.
Tak, w medytacji to podobnie, mam, że tak jakby czuję, że tak jakby się rozpływa, i tak dalej, ale żeby mnie wtedy wyszarpnęło, to nie. To bardziej mi się wtedy włącza widzenie, tak jakby pokój, zaczyna tak jakby parować cały, prawda?
To tak jakby wychodzimy i tam już zaczyna być widać różne rzeczy, ale żeby wtedy wychodzić, to nie. To są jakby dwie różne sprawy. Także to choćbyśmy, nie wiem, jak się starali, to wiele rzeczy jeszcze pozostaje poza naszą świadomą kontrolą.
Stety lub niestety. Tak, albo trzeba by było mieć kogoś, kto rzeczywiście, jak to się mówi, nie wiem, wrząt na, wie Pan, jak to się mówi, człowieka na jakieś 3-4 miesiące na trening jak w wojsku i się poznać, a ubiegł się, to oczywiście metaforycznie nie było żadnym materią, czyli żeby jakiś wycisk dał i podprowadził. Może wtedy by się udało. Tak, Panie Marku.
Tak, dokładnie. Rozumiem, że to są wszystkie historie, którymi chciała się Pani dzisiaj podzielić? No na dziś tak, bo po prostu tego jest tyle, że, wie Pan, a ja też przeżywam, to jest takie przeżycie tutaj udzielać tego, jak to się mówi, nagrania, także myślę, że też nie będziemy może za długo i dużo opowiadać, bo też ludzie, podejrzewam, że nie wiem, jaką wyporność mają ludzie, żeby tu nie zarudzić.
No dzisiaj wyporność ludzi przetestujemy bardzo intensywnie. Audycja przygotowana na dzisiejszy wieczór, na 6 kwietnia trwa 2 godziny, także zobaczymy, ile ludzie wytrzymają. O Matko! O Matko! To od razu, Drodzy Państwo, z góry, że tak powiem, duży uśmiech i szagun, jak ktoś wytrzymał do końca. Także życzymy, żeby wszyscy wytrzymali.
Myślę, że wytrzymają, bo podobnie jak Pani zresztą, tak dzisiejsza moja rozmówczyni, którą usłyszymy po 22 też ma taki bardzo fajny głos, bardzo zwieźle opowiada o swoich doświadczeniach, także myślę, że myślę, że wytrzymają.
Jestem pewien, że całkiem spore grono słuchaczy Radia Paranormalium z przyjemnością dotrwało do końca tej rozmowy. Tym zaś, którzy właśnie przystąpili do szukania wspomnianej pod koniec audycji, niniejszym ułatwiam szukanie.
Otóż w ten sam wieczór, kiedy tę rozmowę nagrywaliśmy, odbyła się premiera 64 odcinka podcastu Mówią Świadkowie, który na YouTube otrzymał dodatkowo tytuł Ze Światowi się wcy lasu. A odcinek 71 właśnie dobiegł końca.
Dzięki wszystkim za słuchanie. Oczywiście, jeśli macie jakieś swoje doświadczenia, którymi chcielibyście się podzielić z innymi słuchaczami, zapraszam do kontaktu. No i zapraszam też do sięgnięcia po nowy numer Nieznanego Świata, w którym tym razem mocno zaznaczył swoją obecność temat UFO i reptilią oraz tego, jak kościół katolicki na przestrzeni wieków obchodził się z niezwykle intrygującym tematem pod tytułem Reinkarnacja.
Nieznany Świat dostępny jest w wersji papierowej lub elektronicznej. Czasopismo posiada też stronę internetową www.nieznany-swiat.pl oraz kanał na YouTube, na którym od jakiegoś czasu ukazują się wybrane relacje z rubryki Dotknięcie Nieznanego.
Niedawno ukazał się tam też odcinek, w którym jeden z czytelników własnym głosem opowiedział o spotkaniu ze zjawą kryzysową. Warto czytać, warto słuchać, warto też zajrzeć na kanały znanych Państwu publicystów udzielających się w naszym radiu.
Wehikuł wyobraźni Marka Żelkowskiego oraz UFO Historie Piotra Cielebiasia, na których różne tematy z pogranicza są bardzo rzetelnie omówione i rozwinięte. Zapraszam również do zajrzenia na stronę Radia Paranormalium pod adresem www.paranormalium.pl, gdzie obok interesujących artykułów znajdziecie również pełne archiwum naszych podcastów w formie mp3 do pobrania oraz forum dyskusyjne, na którym możecie wymieniać poglądy na tematy paranormalne z dala od censorskich macek serwisów społecznościowych.
Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios", Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.