[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy X teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu. Biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam bardzo gorąco i serdecznie zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Tym z Państwa, którzy są z nami pierwszy raz przypomnę, że Radio Paranormalium to wbrew pozorom nie jest jakiś tam kolejny kanał na YouTube, a pełnoprawne radio internetowe, które posiada swój serwer radiowy i swoją stronę internetową www.paranormalium.pl, na której oprócz pełnego archiwum podcastów i zapowiedzi nowych audycji znajdziecie również bogatą bazę ciekawych artykułów oraz forum i czat, na których możecie do woli dyskutować na tematy paranormalne z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. "Mówią świadkowie" to z kolei podcast, w którym słuchacze Radia Paranormalium dzielą się swoimi historiami o spotkaniach z nieznanym. Całkiem szczerze, całkowicie anonimowo. A dzisiejszy odcinek wypełni w całości kolejna niezwykła, paranormalna spowiedź. Pozwolę sobie od razu nadmienić, że mimo stabilności połączenia jakość dźwięku w niektórych miejscach trochę kuleje, dlatego polecam zaopatrzyć się w słuchawki. Tym razem wysłuchamy rozmowę ze słuchaczką, której różnego rodzaju trudno wytłumaczalne zjawiska towarzyszą przez całe życie. Dla nas wybrała crème de la crème swoich osobistych doświadczeń.
Będzie więc dużo o kontaktach z zaświatami, wyjściach poza ciało. Poznamy też ciekawy wątek ufologiczny i wiele, wiele więcej. Zapraszam do słuchania.
[02:50] - Ja sobie nawet pozwoliłam wypunktować tutaj dlatego, żeby się nie pogubić, no bo wiadomo, jest to lekka trema, ale po pierwsze bardzo dziękuję, że Pan zadzwonił i dał mi możliwość wypowiedzi. Po drugie też chciałam podziękować, jeśli mogę mojemu kuzynowi z Kanady, bo to on jest Państwa fanatycznym słuchaczem i tak jakby przypomniał mi właśnie o tym radiu. Co ja chcę powiedzieć? Tak, od czego chcę zacząć? I wiem, że z reguły każdy tak mówi, ale ja naprawdę od dziecka byłam bardzo mediumiczna. Od dziecka mnie interesowały jakieś takie dziwne rzeczy, nieswoiste dla innych dzieci, jak książki o trójkątach bermudzkich, o kryptydach, o innych wymiarach, duchy. Wszystko, co mistyczne mnie interesowało. I rzeczywiście można powiedzieć, że ja mam na tyle dużo tych doświadczeń, jeśli mówimy na przykład o zaświatach, że dla mnie to już zaczyna być jakby to tak w miarę normalne, można powiedzieć. Czyli mnie, u mnie większość tych zdarzeń, o których będę mówiła, jest nie jest ani straszna, ani groźna. I właściwie chyba po to to mówię, żeby dać świadectwo ludziom, żeby się tak straszy nie bali i nie demonizowali wszystkiego.
Może zacznę od tego, że pamiętam, jak moje pierwsze wyjście z ciała jako dziewczyna młoda, bardzo młoda. Wypadłam tak, jakby wypadłam, leżąc na kanapie. Wypadłam. Wydawało mi się, że wypadłam na podłogę. Przeleciałam przed nią i zaczęłam spadać w dół bloku takim. Próbowałam się złapać u sąsiada. Pamiętam za ławę, pamiętam filiżankę z kawą niedopitą, która tam stała, ale oczywiście mi palce, ręce przez tą ławę tak jakby przepłynęły. No i zaczęłam spadać coraz niżej. No i się wystraszyłam, że ja wpadnę do jądra Ziemi. I jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, ja zaczęłam śmiesznie.
Ja zaczęłam wtedy machać rękami tak jak ptak i faktycznie nie wiem czemu, ale ta metoda podziałała. Ja po prostu wróciłam do ciała takim szarpnięciem. Obudziłam się. To pierwsze wyjście z ciała było bardzo nieprzyjemne, ale można powiedzieć, że uruchomiło mnie na widzenie bardziej, jak to powiedzieć, nie tylko przez sen, ale również tak jakby na żywo, czyli powiedzmy sobie na jawie, czyli chodząc po ulicy i tak dalej. Czyli nie tylko, że w sen ja się gdzieś budzę, ale również na żywo czasami obserwuję różne ciekawe rzeczy i podzieliłam sobie tą opowieść tutaj i te moje jakby przypadki. No część, o których mogę opowiedzieć tak na takie, które są na żywo, czyli nie śpię, tylko działam, funkcjonuję w życiu normalnym i co się dzieje. No i takie, które oczywiście, jak to się mówi sen również jakby sen i jakby pogranicze snu i jawy. I taki najfajniejszy moim zdaniem przypadek to miałam przyjemność w tym życiu raz widzieć na własne oczy to, co nazywamy manifestacją poltergeista. A działo się to w Krakowie na ulicy Smoleńsk. Tam wtedy był taki, tam była wtedy taka fundacja dla osób niepełnosprawnych i prowadziliśmy tam też klub ezoteryczny.
I działo się to Kraków stoi starymi kamienicami, piwnicami. Tam w piwnicach się dużo dzieje, robi się kluby, restauracje. I tam właśnie w takiej piwnicy był urządzony klubokawiarenka, gdzie można było tam ciasta, kawę w małych ilościach, dobre piwo dla dorosłych wieczorami. I była też również część taka ezoteryczna, gdzie były różnego rodzaju ciekawe tam pozycje. Można było kupić książki. Taki klubEzoterycznej. W tej piwnicy mieliśmy powieszone dość sporo takich dzwonków, łapaczy snów, ale też takich dzwonków. I tam była manifestacja takiego ducha. Myśmy go nazwali Jasiek, ale mówię zupełnie poważnie Jasiek był dżentelmenem. Bardzo tak jakby zawsze chłodnymi powiewami.
No to wiadomo, że się manifestował, ale on był taki jakiś subtelny. Natomiast rzeczywiście on uwielbiał dzwonki, czyli jakby dzwonić tymi delikatnie, tymi dzwonkami. Ja pamiętam, że ja jak wchodziłam na dyżur rano na przykład, żeby tam otworzyć, po maszynę do kawy, uruchomić tam, poukładać ciastka i tak dalej, no tak się wchodzi do piwnicy. Jest kompletna ciemność. Nawet jeśli to jest rano i dzień, trzeba zapalić światła. Więc ja zawsze prosiłam wchodzącJasiek, wiesz, jakby ja tutaj jestem. Proszę cię, nie bądź dżentelmenem, nie strasz, ale poważnie czuło się tą obecność. Ale do czego? Do czego zmierzam? Bo była tam taka koleżanka.
Ona miała na imię. Pamiętam jej syn nawet tam ćwiczył w krakowskim klubie kajakarskim na Wiśle i ona tak jakby podważała istnienie tego Jacka na zasadzie, że albo że nam się wydaje, albo że to gdzieś tam jakiś wywietrznik i tam wiaterek sobie pohula i tymi dzwonkami porusza i tak dalej. I pamiętam, że myśmy raz kompletnie same z nią zostały. Jakoś tak, ale to nie był wieczór, tylko no ta piwnica właśnie jakby tam wiadomo, klimat taki, jaki jest. Te światła takie półmroki i myśmy siadły przy w takim pomieszczeniu, gdzie była taka ława nakryta pamiętam bordowym, takim aksamitnym obrusem i ja siedziałam na fotelu z jednej strony ona po drugiej stronie, a na środku tej ławy stał mosiężny dzwonek. On nie był ogromny, ale gdzieś no do wysokości telefonu komórkowego. No to ile tam może być dziesięć, piętnaście centymetrów? Mosiądz taki, więc wiadomo, że to ciężkie. Tam na środku tej ławy. No i tak właśnie tak do mnie mówi, że: ale ty poważnie tak powiedz mi ty tego Jaśka tak rzeczywiście wierzysz?
I ja tak jakby z głupia frant rzuciłam. No to Jasiek, pokaż, co potrafisz. I proszę pana, ten mosiężny dzwonek. On wystrzelił ze środka tego stołu tak w prawo poleciał pod drzwi gdzieś półtora metra od tej ławy, tak jakby go ktoś z katapulty wystrzelił. Mnie do dziś takie ciarki się robią, ale przyjemne, jak ja o tym opowiadam, bo ja pamiętam twarz tej koleżanki. Ona tak jakby jej krew odpłynęła. Zrobiła się taka przezroczysta, biała. Wyleciała, jak to się mówi z tej piwnicy tam na podwórko. No bo kamienice krakowskie to tak jakby one w środku mają też wejścia, jakby takie i podwórka. Wyleciała tam na podwórko, nie chciała długo wejść.
I ja nie powiem, że ja się wtedy ekstra czułam i że mnie było tak radośnie, bo też mi się tak zrobiło w pewnym momencie, jak zobaczyłam tą manifestację. Tak jakby. Ale z drugiej strony no sama jakby prawda sprowokowałam. Natomiast nigdy więcej, jak to się mówi, nie powtórzyło się nic niebezpiecznego. Jasiek tylko jeden raz dał czadu. Ja tam Jasiek używam imienia, jak myśmy go nazwali tego ducha. I on sobie tam był i on sobie tam jakby w tej kamienicy jakoś tak podejrzewam, odlatywał. On w ogóle nie był w jakiś sposób ani namolny, ani straszący, ani on sobie po prostu chodził gdzieś tam i tymi dzwonkami od czasu do czasu poruszył, jakby jak przechodząc. Natomiast nigdy ja od niego tego zagrożenia nie czuła. No i to jest dla mnie takie najbardziej powiedziałabym super, no czad, bo miałam przyjemność jeden raz w życiu widzieć na własne oczy tą manifestację właśnie tego, co nazywamy poltergeist.
Tak, ja bym to tak nazwała roboczo. Natomiast no to dla mnie do dziś fenomen. Jak to można zrobić po tamtej stronie. No i to jest takie bardzo ciekawe. Drugi bardzo ciekawy przypadek, taki krótki takiej manifestacji to jest z mojej rodziny moja babcia, matka mojej mamy. Ona umarła w pięćdziesiątym pierwszym roku. Bardzo młodo umarła. To są czasy zaraz powojenne. Moja mama urodziła się w takiej wsi pod Suchą Beskidzką i wiadomo, nie ma telefonów komórkowych. Wieści się rozchodzą, nieźwolni tam prawda pocztą pantoflową.
Poczta jakaś tam w ogóle jedna na kilka okoli. Więc telefonów wtedy nie było w domach nie można było tam prawda dzwonić i sobie przekazywać wiadomości. I w czym rzecz? Ta moja babcia. Ona umarła bardzo młodo. Tak naprawdę bardzo szybko. No do dziś nie wiadomo co to. Czy to jakieś zapalenie płuc, czy to jakiś moment po prostu taki. Dostała jakieś gorączki i umarła w ciągu tam dwóch czy czterech dni. I dwa dni później po niej wyprzedzę trochę bieg zdarzeń.
Dwa dni po niej umarła siostra mojej mamy. Najmniej tam wtedy była w wieku takim jak dzieci idą do komunii. Ale w czym rzecz? To jest opowieść mojej mamy i tą opowieść słyszałam też od ludzi starszych, jak byłam na okolicy. Więc to nie jest moja mama nie jest osobą, która opowiada jak gdyby często takie rzeczy. Ona do dzisiaj jak to opowiada. To jest taka jakby również może nie przerażona, ale skonsternowana. Mianowicie ta moja babcia była widziana po śmierci przez swojego. Ona miała kiedyś mój dziadek ubiegał się o jej rękę z takim drugim mężczyzną, który mieszkał gdzieś w wiosek za lasem, tak jakby w głębi lasu. Ale mój dziadek wygrał te konkury.
Ożenił się z babcią. Ale właśnie po śmierci mojej babci ona była widziana na drodze przez tego mężczyznę, który kiedyś konkurował o jej rękę. On nie był świadomy, że ona umarła, bo to było dosłownie dzień po tym, jak ona umarła. I tam się jeszcze wieści nie rozeszły. Po prostu tam przez las, do drugiej wsi, prawda? I on ją zobaczył. I z jego opowieści ona mu powiedziała, że odchodzi od tu wymieniła imię mojego dziadka, tylko jeszcze musi wrócićPo właśnie po tą dziewczynkę, która umarła. I ten mężczyzna on po prostu się skonsternował, bo ona tam gdzieś potem babcia weszła do lasu niby. No i jakby nie dawało mu to spokoju. Więc na następny dzień on poszedł właśnie do, do wsi mojej babci.
No to trzeba było iść tam przez las. Rozumiem. Wyprawa pewnie to nie jedna godzinka, tylko trochę dłużej. I jak doszedł do tej wsi, to po prostu no z ciekawości się chciał zapytać, bo wtedy rozwody to w ogóle ludziom się w głowie nie mieściło. Jeszcze na wsi, prawda? I tak dalej. Więc on po prostu z ciekawości poszedł się dowiedzieć, co się stało. I jak się dowiedział, że rozmawiał właśnie z moją babcią w momencie, kiedy ona już nie żyła, no to tam cała okolica, po prostu tam włosy dęba ludziom stawały. No bo mężczyzna też nie jakiś, prawda? Nie, nie w przytomności umysłu był i tak dalej.
Wszyscy się wystraszyli. Tam był ksiądz zamawiany. Pamiętam, tam było święcone wszystko. No bo właśnie się jeszcze okazało, że ta jak gdyby jak on już doszedł, no to potwierdziło się to, że i czyli ta córka mojej babci również nie żyje, a ona mówiła, że musi się jeszcze po nią wrócić. Więc to takie wydarzenie, które jest również przeciekawe i to jakby z mojej rodziny.
[13:35] - Ja mam takie pytanie właśnie odnośnie babci, czy wiadomo może, czy ona przeleżała przez niedzielę po swojej śmierci przed pogrzebem? Bo mówi się, że jeżeli zmarły przeleży przez niedzielę, to zabierze ze sobą jeszcze kogoś z żyjących.
[13:48] - Tego wie pan, nawet nie. Musiałabym pytać mojej mamy, ale nie wiem, czy ktoś to będzie pamiętał. To znaczy inaczej. Data śmierci mojej babci trzeba by było sprawdzać w kalendarzach, prawda? Bo data śmierci babci nie, mam datę śmierci. Mam. No przecież kiedy była umarła, to musiałabym sprawdzać. Powiem panu, że nie wiem. Tego nie wiem, ale musiałabym po prostu sprawdzić. No w kalendarium, prawda?
Bo to się da sprawdzić. Czy tak? Bo wtedy faktycznie dawniej tak to, to nie było kostnic, tylko jakby tam jeszcze na wsiach wiadomo, że leżało się, opłakiwało, śpiewy były, więc na pewno była w domu, tak jak gdyby nie, ale nie umiem panu powiedzieć w tej chwili, czy to była niedziela. Nie, nie potwierdzę ani nie zaprzeczę, bo nie wiem po prostu.
[14:32] - Tutaj ta obserwacja zjawy babci na drodze jest dosyć spójna z innymi historiami tego typu, że osoba, która nie wie o śmierci na przykład sąsiada czy jakiejś tam innej osoby mieszkającej niedaleko, spotyka zjawę tej osoby, czasami wchodzi z nią w interakcję, a potem się dowiaduje, że no, to już było jakby ostatnie spotkanie. Tak.
[14:53] - To jest bardzo takie no z jednej strony fascynujące, bo to znaczy, że mogą się materializować w jakiś sposób te esencje duchowe, z drugiej strony takie zastanawiające, bo ja sobie tak proszę posłuchać, proszę pana, ja sobie wypunktowałam dlatego, żeby nie, nie zapomnieć, jak to się mówi, takie, takie ciekawsze i te, które mogę powiedzieć, bo poważnie to tego jest tyle w moim życiu, że po prostu jak ktoś ma jedno takie zdarzenie czy dwa, no to tak jakby pamięta. A ja już niekiedy tak jakby szukam, wyciągam z pamięci, bo jak mi się non-stop coś takiego przydarza, na przykład na Cmentarzu Rakowickim, jak byłam, jak długo nie byłam w Krakowie. Jestem z urodzenia krakowianką, natomiast jakiś czas nie byłam w Krakowie i w tamtym roku wróciłam do Krakowa i poszłam na Cmentarz Rakowicki. Tam jest grób generała Wieniawa, Wieniawy-Długoszowskiego. Ponieważ ja kiedyś dawno jeździłam konno i w ogóle tak jakoś blisko mi były wszystkie te kawaleryjskie pechy. Z jakimś takim sentymentem podchodziłam zawsze tam właśnie do, do Legionów. To często tam jako wcześniej, wcześniej jako młoda dziewczyna właśnie chodziłam na ten grób generała Długoszowskiego i prawdę mówiąc no człowiek, młodość i tak dalej nie zawsze był mi interesował, więc ja tak koniecznie chciałam z nim kontaktować jako młoda dziewczyna i nigdy mi się to nie udało. Ale tym razem jak przyjechałam właśnie teraz do Krakowa, to poszłam odwiedzić ten grób i kupiłam świece i kwiaty i poszłam go po prostu przeprosić tego generała Długoszowskiego, że ja tak po prostu no cały czas jakby. Znaczy może nie cały czas, ale dość często jako młoda dziewczyna zawracałam głowę i poszłam go przeprosić po prostu. I to był dzień zaduszny i tam ja nie byłam długo w Krakowie.
Tam postawili mu pomnik przed grobem generała Długoszowskiego postawili mu pomnik naturalnej wielkości. On stoi w mundurze ułańskim. Przepiękny. Ale w czym rzecz? Tam leżą legioniści i tam jest taki szpaler, znaczy taka alejka po jednej i po drugiej stronie. No i ten grób mniej więcej jest na środku. Ja, stojąc najpierw pochyliłam się nad grobem, przepraszałam tego generała, położyłam świece i kwiaty i nic się takiego nie działo. Odwróciłam się do tego pomnika i zaczęłam się przyglądać. Zaczęłam się przyglądać właśnie no detalom tam munduru, bo mnie to po prostu fascynuje. Jakby no, tak jakby lubiłam zawsze te ułańskie klimaty, konie i tak dalej.
I zaczęłam się przyglądać, jak to, do czego tam było właśnie poupinane. No mówię na pomniku, jak to jest zobrazowane i czuję, że mnie ktoś głaska po głowie, ale czuję fizycznie. Więc pierwsza myśl to jest, że ktoś zmylony stoi po prostu za mną. Tylko tak mnie gnęło. Jak się tu ktoś znalazł, jak pusto wokół mnie? Odwracam się. Nie ma nikogo. Ja mówię poważnie. To był dla mnie tak taki dotyk. No nie że muśnięcie, tylko dosłownie mocne poczucie pogłaskania tak po głowie.
Ja byłam pewna, że to ktoś żyjący.
[17:54] - Taki jakby dotyk męskiej, silnej dłoni. Tak? Coś tego typu.
[17:58] - I ja nie mogłam. Ja nie stwierdziłam, czy to prawdę mówiąc, to męska, czy damska. Poczułam dotyk. No ciężko. Jak z tyłu ktoś głaska po głowie, to często ciężko powiedzieć, czy to jest męska, czy damska. Jeszcze tak z zaskoczenia. Wie pan, poczułam mocne, mocne, po prostu mocne pogłaskanie i popatrzyłam się potem za siebie. Nie ma nikogo. Popatrzyłam się w prawo. Tam jest długa alejka.
Nie ma nikogo. Popatrzyłam się w lewo. Nie ma nikogo. No, gdyby ktoś nawet pogłaskał mnie po głowie i próbował odejść, no to to kilka minut potrzeba, żeby się oddalić, a nie te parę sekund, kiedy ja się odwracam. Konsternacja. Ale ja jestem przekonana, że to właśnie w ten sposób dostałam znak od właśnie pana generała, że żebym się już tak nie przejmowała, że mi wybacza te moje młodzieńcze wybryki, kiedy próbowałam tam koniecznie z nim kontaktować. Rozumie pan.
[18:45] - No też kroki byłoby chyba słychać, prawda, że ktoś podchodzi, a potem, że ktoś odchodzi, tak?
[18:50] - Tak, tylko ten pierwszy moment to zawsze u mnie się zawsze włącza taki racjonalny umysł. No to był ten pierwszy moment, że pewnie ktoś podszedł. No może człowiek nie słyszeć. Wie pan, tak jakby pierwsza zakładamy raczej przynajmniej mój umysł zakłada. No tak, jakby najpierw racjonalnie staram się myśleć tak na te pierwsze sekundy takie u mnie często się to tak zdarza i dzięki temu to ja jeszcze nie zwariowałam, prawdę powiedziawszy niekiedy, bo, bo no bo to też nie zawsze jest tak, że czasami nam się wydaje, że coś jest, a można to racjonalnie wytłumaczyć. Drugi taki przypadek to mam. Tylko nie mogę, bo tutaj jest taki pan artysta malarz na cmentarzu podgórskim pochowany. Nie mogę powiedzieć jego imienia i nazwiska, bo on tak jakby ceni sobie kameralność. Ale takie mam poczucie. No, ja zastanawiałam się, czy mogę i tak gdzieś wewnętrznie, żeby jego nie mówić.
Natomiast on no jest. Mogę powiedzieć tyle, że on jest z fajką sportretowany na swoim pomniku. Ja często, jak chodzę na cmentarz, ja nie palę, ale ja po prostu już czasami mam nawet i paczkę papierosów, bo ja po prostu wiem, gdzie tam, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, gdzie nie położyć po prostu ten papieros, bo tak jakby czuję, że idą prośby i ja mu zawsze zostawiałam obok jego grobu właśnie papierosa. Ja raz poszłam taka zamyślona i nie zostawiłam. I tu był podobny przypadek, bo mnie poklepał ktoś po ramieniu bardzo mocno z tyłu. Ja się znowu odwróciłam i znowu nie było nikogo za mną. No to to są takie rzeczy, które ja wiem, że to tylko ja jestem świadkiem tych zdarzeń, ale no naprawdę dzielę się od serca tym, czego ja doświadczam, bo żeby inni ludzie, którzy doświadczają takich rzeczy, żeby się po prostu może nie wiem, tak bardzo nie bali, albo też nie myśleli, że zwariowali, bo to się dzieje, to wszystko nas otacza. Tak jakby na Powązkach też. Kiedyś, jak mieszkałam w Warszawie, to słyszałam spod drzewa muzykę balową. Dosłownie taki moment i tak.
I to niemożliwe. Na środku cmentarza to jest ogromna nekropolia, Tam, tam nie ma radyjek, bo też jakby zawsze sprawdzam to, żeby wykluczyć, jak to się mówi. Tam słyszałam dosłownie taki moment takiej muzyki balowej. To była chwila. Ona tak jakby dochodziła spod drzewa, spod ziemi. To też było bardzo ciekawe.
[21:03] - To była muzyka, taka jakby z jakiejś z innych czasów wzięta. Coś tego typu.
[21:09] - Tak, taka balowa, taka z innych czasów. Ale nawet to nie, że walc czy coś, tylko taka jakieś takie nie wiem, bardzo, bardzo dawne czasy, jakby, jakby takie wie pan, menuety czy nie wiem co po prostu. Dosłownie to, ale to było też takie mgnienie jakby, bo tak ucho ustaliłam i potem tak jakby właśnie no parę sekund i przycichło. I tak sobie nawet wtedy pomyślałam kurczę, oni tam balują rzeczywiście. No gdzieś w zaświatach te światy się tak przenikają. Na tych Powązkach też kocham ja, bo ja w ogóle kocham cmentarze. Ja się jakoś tak duchów nie boję, bo u mnie nawet w domu często się zdarza tak, że ktoś tutaj o tym zaraz tak jakby przejdzie. I ja często mam takie kontakty i jakoś bardziej się czasami ludzi można po mojemu obawiać niż, niż tych zaświatów. Ale na Powązkach też miałam takie przeciekawe spotkanie, bo też poszłam jak gdyby tam na rekonesans, bo to w ogóle przepiękne, bo kawał historii. Można się dowiedzieć wiele z zdjęć nagrobnych tego, jaka była moda, jakie, jakie czasy.
Ja tam lubiłam po prostu od czasu do czasu pójść i jest taki moment, że jakby weszłam główną bramą, przeszłam kawałek tą główną aleją i nagle zrobiło się tak, jakby potem to zakojarzyłam. Tak jakby wie pan, jakby pusto, cicho, jakby ptaków nie ma nikogo. Rzeczywiście nie było ludzi. I naprzeciwko mnie idzie taki mężczyzna, gdzieś koło sześćdziesiątki, może pięćdziesiąt parę, taki szczupły, takim pamiętam płaszczu taką pepitkę i on miał kapelusz. I on tak przeszedł. Ukłonił mi się tak, jakby tym kapeluszem i popatrzył na mnie. Uśmiechnął się i powiedział: a na cmentarzu nie ma dzisiaj żywego ducha. I kurczę, ja się nawet za nim obróciłam i on szedł. Ja do dzisiaj nie wiem, czy to był żywy człowiek, czy nie, ale rzeczywiście ja miałam wtedy poczucie, chodząc po tym cmentarzu, tak jakby wyszłam za piętnaście czy dwadzieścia minut, bo ja miałam poczucie, że tam nie ma. Nie było słychać śpiewu ptaków, nie było ludzi tak, jakby jakbym na chwilę weszła w inny wymiar.
To też było bardzo ciekawe.
[23:20] - No właśnie, to jest tutaj w innej co prawda dziedzinie w ufologii, ale istnieje określenie na tego typu zdarzenia czynnik Oz. Nie wiem, czy pani zna takie określenie podczas obserwacji na przykład jakiegoś obiektu czy postaci całe otoczenie jakby zamiera, zapada taka cisza, jakby wszystko zamarło.
[23:39] - To ja. Ja bardziej tak jakby po swojemu to nazywam. Natomiast tego określenia typowego nie znałam, ale to mi się też zdarza. Na przykład czasami jak jestem, no wychodzę gdzieś na spacer, to mam taki moment, że chodzę i tak jakby widzę, że są bloki i domy, ale dosłownie tak jakby czuję, jakby właśnie jakby taka pustka, jakby tam nikogo nie było, tak jakby i za chwilę, tak jakby człowiek tak jakby wychodził przez jakąś bramkę takiej gęstości i zaczynają auta jeździć tam ptaki, psy. A tak to na moment, tak jakby dosłownie niczego nie było. Natomiast mnie jakby w takich momentach UFO nie lata, to szczerze mówię.
[24:14] - No to chyba tego typu zdarzenia, tego typu incydenty z takim, z taką nagłą ciszą dotyczą chyba nie tylko spotkań z UFO, ale i z innymi zjawiskami, bo mam na przykład w archiwum Radia Paranormalium takie nieopublikowane jeszcze rozmowy, gdzie na przykład osoba idzie sobie lasem i przez pewien czas tak jakby wszystkie dźwięki, cała przyroda dookoła była wyłączona, a nagle jakby przeszła przez pewną granicę, poza którą wszystko się włączyło. Znowu było słychać śpiew ptaków, szum drzew i tak dalej.
[24:45] - Tak, dokładnie tak, jakby człowiek przechodził przez takie coś. Ja bym powiedziała portal niewidzialny, tak jakby. Czy też tak czuje się, że nagle nawet jakby słońce zaczyna inaczej grać. Jakby tak. To jest trochę tak jak na takim filmie, wie pan, jakby człowiek był w takim świecie właściwie coś taka dziwna atmosfera się robi. Faktycznie.
[25:04] - Tak jakby się przeszło przez taką niewidzialną ścianę, prawda?
[25:07] - Tak, tak to jest. To jest bardzo ciekawe.I u mnie jeszcze z tych takich powiedzmy sobie na żywo, bo zaraz powiem to, co w takich snach i w snach świadomych się dzieje, ale w takich na żywo, takich doświadczeniach ciekawszych to ja mam takie, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, to nie mówię, że zawsze ja nad tym nie panuję. To znaczy ja mam takie momenty, kiedy widzę tak, jakby mi się właśnie włącza u mnie tak jakby widzenie czasami. I co ciekawe, to raz widziałam też na przykład takich ciekawszych rzeczy, to w okolicach Krakowie, w okolicach Łobzowa. Tam tak dość zielono jest i tam widziałam takiego jakby najpierw bokow-bokowo zobaczyłam kątem oka, jakby taką postać maleńką biegała po między drzewami po trawniku. Tylko to nie był, bo to był dosłownie miniaturowy mężczyzna gdzieś wysokości pięćdziesięciu, sześćdziesięciu centymetrów. Tylko on był proporcjonalny, bo jak się ogląda te bajki tam, to krasnoludki są na przykład jakieś takie, wie pan, jakieś takie nieproporcjonalne. To był proporcjonalny, miniaturowy mężczyzna. Jeszcze dodatkowo tak trochę po bawarsku, jak dla mnie ubrany w takich spodenkach do kolan. Tak trochę jak dawniej w Bawarii chodzili.
Tak mi się to kojarzyło w takim kapeluszu i on się przemieszczał po tym trawniku dosłownie takim jak wiewiórki niekiedy. One tak skaczą, że oko za nimi nie nadąża. To widziałam paręnaście sekund i myślę, że to był jakiś opiekun właśnie tej jakby, jakby, tak jakby tej zieleni, tak ja go wtedy odebrałam. Natomiast tak jak mówię, bardzo proporcjonalna istota i tak takimi skokami jakby jak jak wiewiórka dosłownie się przemie-- znaczy w sensie on nie skakał tylko tak, jakby oko za nim nie mogło nadążyć. Ja go widziałam na przykład dwa metry w tym miejscu, a za chwilę się pojawiał dwa metry dalej. Na przykład tak jakby, jakby błyskawicznie. To było ciekawe. Na ludziach też czasami nie rozumiem dlaczego, bo na przykład siedzę obok kogoś tam na przykład w komunikacji miejskiej i widzę, że dziewczyna ma tatuaże na twarzy, bokiem, kątowym i wiem, że no nie-nie znaczy fajnie jest tak obserwować czy patrzeć więc, czy oceniać, prawda? Ale wtedy myślę kurczę, no ale po coś sobie robiła na tej twarzy tatuaże tak no po ludzku. Przepraszam, ale mówię, jak jest.
Pomyślałam sobie. Po czym spoglądam na tą dziewczynę. Ona w ogóle nie ma tatuaży, a to widać było po prostu bokowo. I też miałam taki ciekawy przypadek. Stałam w supermarkecie i przede mną stał facet. Bardzo dziwnie też zobaczyłam kątem oka, że on nie ma twarzy, tylko on ma takie coś jak, jak pysk takiego stworzenia. I pamiętam, że tak się nieswojo poczułam od niego. Jakaś taka dziwna energia biła, ale jakoś ja nie jestem jak na kobietę nie jestem strachliwa tak to powiem. Ja mam nawet w sytuacjach kryzysowych, to ja tam jakby zawsze reaguję działaniem, bardziej spokojem niż na przykład nigdy mnie nie paraliżuje i tak dalej. Więc tutaj też się nie bardzo wystraszyłam, tylko tak jakby wzięłam głęboki oddech.
No i zaczęłam się właśnie tam mówić do góry, jak ja mówię, do swojej Drużyny Pierścienia, czyli do swoich przewodników duchowych, żeby mnie po prostu, jeśli mogą, to żeby mnie otoczyli jakimś tutaj, jakby, jakby płaszczem energetycznym czy czymś, bo nie wiem koło kogo stoję. Bo rzeczywiście jakaś bardzo dziwna ta energia była, taka nieprzyjemna. I jak powiedziałam to, żeby mnie otoczyli tym właśnie tym kokonem energetycznym, to pamiętam, że ten mężczyzna się tak odwrócił. On stał przede mną w supermarke-markecie, miał wózek przed sobą z zakupami. Ja też. Odwrócił się tak całkiem, bo tak to stał jakby pół bokiem do mnie. Odwrócił się tak, jakby od dołu do góry na mnie popatrzył. Tak się dziwnie uśmiechał. Zostawił wózek i wyszedł. To było.
To było coś, czego ja do dziś nie umiem wytłumaczyć. Czy to, czy to, czy to można pod-podpiąć pod? Dla mnie tak. Bo dla mnie ważne są te odczucia, których człowiek z niczym nie może pomylić. Tak jak właśnie o tych momentach, kiedy jesteśmy w tej, powiedzmy sobie, strefie ciszy. Tak, tutaj nie było strefy ciszy, ale bardzo dziwna energia, naprawdę taka bardzo dziwna energia od niego biła.
[29:09] - Czy ta postać sprawiła wrażenie fizycznej? Czy bardziej miała pani wrażenie, że ma do czynienia z jakimś, nie wiem, duchem, z czymś z innego wymiaru?
[29:19] - To ja bym powiedziała tak. To było, nie mogę powiedzieć, że to było całkiem tak jak człowiek fizyczne, ale kurczę, powiedzmy sobie no też nie przeźroczyste, tylko ta gęstość była nieco mniejsza niż u człowieka, ale był wyraźnie widoczny. Ja nawet szczegóły ubio-- dlatego mnie to zdziwiło, bo ja nawet te szczegóły ubioru, ten kapelusik z piórkiem taki i takie spodenki, jakby z takimi jak w Bawarii mi się to kojarzyło. Trochę tak jak w Bawarii takie spodenki, jak gdyby miał. I tak jak mówię, ta proporcjonalność ciała. I on był taki no, nie przeźroczysty, ale też nie tak, nie tak gęsty jak człowiek. Tak to powiem.
[29:58] - Jeżeli dobrze pamiętam, to tak sobie przeskakiwał tak z miejsca na miejsce, tak jakby pojawiał się w jednym miejscu, znikał, pojawiał się w innym, znikał, pojawiał się w innym, znikał. Coś na tej zasadzie?
[30:08] - Bo on biegał. To ja widziałam, że on biega. Tylko że ten bieg był taki, że tak jakby oko nie nadążało. Ja dlatego użyłam z wiewiórką porównania, bo wiewiórki niekiedy tak jakby, jakby, jakby nam dwa kadry uciekały z filmu. Wie pan, że widzimy ją na przykład tu, a ona za chwilę jest w tamtym miejscu, prawda? Tak jakby szybko, jakby. I ten chłopek mniej więcej ja na niego przepraszam, że chłopek mówię, no ale jak mogę powiedzieć na coś takiego fantastycznego, małego? A on właśnie tak jakby takimi szybkimi. Ja mam wrażenie, że po prostu oko mi nie nadąża. Być może on się poruszał, że, że biegnie.
Miałam odczucie, że on biegnie normalnie, wie pan, jak gdyby tak jakby szybko. Tylko że ja łapię go raz tu, raz tu okiem, że nie nadążam po prostu okiem za nim, za tymi jego ruchami, tak jakby na przyspieszeniu jakimś był.
[30:52] - Jakby takimi jakimiś dziwnymi susami się poruszał tak?
[30:55] - No można to tak nazwać. Dokładnie. Bardzo ciekawe to było. I z takich jakby ciekawych zdarzeń to często mi się na przykład zdarza. Znaczy często, no może nie-nie często, nie codziennie, ale takie właśnie bardzo dziwne momenty, kiedyOpowiem jedno takie zdarzenie. Wtedy mieszkałam na ulicy Wrocławskiej w Krakowie. Jakoś też wtedy wracałam. Pamiętam, wracałam z cmentarza. No nie tak, że ja po tych cmentarzach ganiam codziennie, prawda? Żeby to znowuż tak nie było tu opowiadane o tym.
Więc jakby zdarzenia są skomasowane. Ale wtedy wracałam jak gdyby z cmentarza i wróciłam do domu i kurczę zapach, ale to taki odór rozkładającego się mięcha. I u mnie zawsze się ten pierwszy ten racjonalny umysł włącza, chociaż wiedziałam, że nic się w lodówce no nie mogło rozłożyć, prawda? No więc otworzyłam tą lodówkę. Sprawdzam. Otworzyłam pralkę nawet sprawdzam. Pomyślałam sobie potem może od sąsiada. Stanęłam na drabince, patrzę pod kratki, ale też no kurczę, nic. I wtedy dopiero tak jakby stanęłam na środku mieszkania i dosłownie powiedziałam, że bardzo proszę, żeby ta istota, dusza, istota, ktokolwiek to jest, żeby wyszła na balkon i żeby przez ten wróciła, jeśli chce pomocy powiedzieć mi, o co chodzi, bo zapach proszę się nie gniewać. Pamiętam jeszcze powiedziałam do tej istoty: „Proszę się nie gniewać, ale zapach jest nie do wytrzymania”.
I w ciągu kilku minut ten zapach mi z mieszkania ustąpił. Poważnie mówię. To jest po prostu ja się już śmieję, ale to są rzeczy, których no nie da się wytłumaczyć. I to jest takie no na pograniczu, że ja się niekiedy zastanawiam właśnie, gdzie jest szaleństwo, a gdzie jest normalność, prawda?
[32:41] - A ten odór unosił się w całym mieszkaniu, czy był jakby skupiony w jednym miejscu?
[32:45] - On był tak jakby w jednym, bo w kuchni była pralka. To nie była pralka w łazience, tylko tak jakby w kuchni. Dlatego jakby tak oscylował. No, nie tak, że w ciągu tam paru centymetrów, tylko tak jakby oscylował wokół właśnie tej pralki i lodówki. I wyżej była jeszcze kratka na ścianie właśnie tam, którą sprawdzałam, to tu, prawda? Ale ja go nie mogłam tak punktowo złapać, to tu było najbardziej czuć. No natomiast nawet jakby człowiek tam stanął parę metrów od tego miejsca dalej, to też było. No tak można powiedzieć, zawiewało. No znaczy nie wiało inaczej. Nie, nie, że wiało, że ja czułam podmuch, bo podmuch nie czułam tylko tak jakby.
No ta woń tak.
[33:24] - No tak zapytałem, bo tutaj dużo mam takich też relacji, gdzie osoby ze mną rozmawiające zgłaszają historie, gdzie były odczuwalne jakieś zapach, czy też zmianę temperatury, czy jakieś inne tego typu odczucie i ono było wyczuwalne w jednym miejscu. A jak się głowę przesunęło powiedzmy dwadzieścia centymetrów dalej, to już tego nie było czuć, prawda? Tutaj pani to czuła w całym mieszkaniu tak?
[33:49] - No to mieszkanie nie było ogromne, ale to nie można powiedzieć. To było, to był taki, taki zapach, że ja naprawdę pierwsze. Właśnie dlatego myślałam, że coś gdzieś się u kogoś zepsuło czy coś. Przy czym tam w tej strefie, o której mówiłam lodówka, pralka i właśnie ta ściana są u góry, takie są kratki. Nie wiem, jak to się nazywa. No takie wie pan, takie tam powietrze, tak na ścianie.
[34:11] - No takie my to chyba na Śląsku nazywamy lufciki.
[34:14] - O coś takiego właśnie. Bo kurczę sorry, ale ja po kobiecemu mówię na to kratka. To właśnie w tym miejscu, tak jakby najbardziej intensywne natężenie, ale w domu tak jakby. No naprawdę. No było czuć ten wie pan, tam jakby ten. Tylko źródło można było nosem zidentyfikować, skąd najbardziej bije tak to powiem. I to ciekawe, bo raz też na korytarzu, ale już nie weszło do domu, tylko tak jakby na korytarzu to też myślałam, że u sąsiada. Naprawdę myślałam, że u sąsiada ktoś może umarł. Kurczę, ale też jakby zrobiłam taką akcję i to po prostu już jakby. Teraz już wiem, że można mnie uznać za szaloną, ale zanim bym łomotała do sąsiada, to najpierw mówię właśnie takie jakby rzeczy i z dreku.
Kurczę, jakoś tak nie wiem. Te interakcje u mnie to są jakieś takie na zasadach jakichś takich, że ja raz miałam jakieś takie zdarzenie ataku energetycznego, ale to dosłownie raz w życiu pamiętam atak, to nie mogę powiedzieć, że ktoś tutaj jakby wie pan, mnie napastuje na zasadzie, że próbuje mi coś zrobić, tylko bardziej może tak. No, czasami planuje, może tak jakby szuka kontaktu, żeby, żeby pomóc czy, czy po prostu z ciekawości.
[35:22] - Mówi się, że niektórzy ludzie działają jak takie latarnie morskie dla zagubionych dusz, które szukają pomocy, bo nie są uświadomione w tym, co się z nimi dzieje.
[35:32] - A z takich w ogóle powiedzmy sobie już teraz przejdę na pogranicze snu. Sny świadome i albo takie właśnie przebudzenia to też ciekawe jakby doświadczenia, bo w ogóle fantastyczne i zastanawiające jest dla mnie taki sen, gdzie od osoby żywej dostałam informację już mówię, w czym rzecz. Mój partner, który już nie żyje nomen omen, ale wtedy oczywiście jeszcze żył, żyła jego mama i oni mieli. Jego mama miała taki dość trudny, ekscentryczny charakter. Ona tam nie lubiła za dużo kontaktów, więc nie dzwonili do siebie często. Ja pewnego razu mam sen taki, że jestem w lesie, takim pięknym lesie i przede mną stoi kobieta. Pamiętam w takiej błękitnej garsonce. Pamiętam fryzurę jak dziś, bo była tak wyczesana na taką nie dzisiejszą modę, tak wytapirowane włosy, tak jak dawniej kobiety nosiły takie mocno krótkie i tapirowane. Czyli tak się robiło taką fryzurę nastroszoną. Ja pamiętałam właśnie detale tej kobiety i pamiętam, że ja się zapytałam, co pani robi w moim lesie?
A ona do mnie mówi ja nie do pani, tylko ja od pani Aliny do tego pana wymieniła imię mamy mojego partnera. Jak ja się obudziłam, to już mi zaczęło nie dawać spokoju i mówię dzwoń do tej mamy. On mówi nie będę teraz dzwonił, zadzwonię w sobotę, bo jeszcze nas objedzie, że w ogóle jej tam prawda naruszamy pokój domowy, bo ona taka ekscentryczna była rzeczywiście. No ale tak mi to nie dawało spokoju, że w końcu jakby zaczęliśmy dzwonić, nikt nie odbiera. No więc się wystraszyłam, że może kurde coś się podziało i że no umarła, bo takie sny mi się. Mnie się zwykle to ze zmarłymi kojarzyło, prawda? Że bo ja mnie dużo w mieście mam właśnie z tamtej jakby przekazują, przychodzą.
[37:20] - Tak, tak rzeczywiście brzmi, jakby ta postać szła po to, żeby zabrać mamę partnera, prawda?
[37:26] - Nie, niech pan zaczeka, to będzie jeszcze, jeszcze po prostu jeszcze. To jest sen, który mnie do dziś zastanawia. I to jest, jaka jest podświadomość ludzka. Bo co się okazało? Jakby pojechaliśmy pod blok, tam, gdzie mama mieszkała, musieliśmy pojechać. To było Kraków, Nowa Huta, więc myśmy tam wyprawę zrobili. Pojechaliśmy się i od sąsiadów dowiedzieliśmy się, że wzięło ją, wzięto ją do szpitala, ale wzięto ją do tak zwanego no tu psychiatria jest w Krakowie, bo coś jej się stało. Jakiś nie wiem. Potem się okazało, że to jakby jakiś taki epizod, wie pan, no jakby faktycznie coś się zaczęło dziać już jakby takiego, że zaczęła się zachowywać bardzo nieadekwatnie i ją wzięto do szpitala i tam faktycznie myśmy ją na tej psychiatrii znaleźli. Tylko że jak ja weszłam na oddział z moim partneremTo tam stanęła przed nami siostra pielęgniarka.
Żywa osoba, która była w mojego snu. Z tym, że ona zupełnie nie wiedziała, że przyszła do mnie we śnie. Ja jej oczywiście tego nie mówiłam. Kobieta po prostu ta, która była w moim śnie, to była pielęgniarka i ona mi przyszła powiedzieć o dziwo nie mama mojego partnera, tylko pielęgniarka. Żyjąca osoba weszła do mojego snu i powiedziała, że ma wieści o pani. To jest przedziwna historia, bo to jest cały korowód wydarzeń, który jak gdyby zaświadcza, że my jesteśmy w stanie również, jak to się mówi, jakby no tak, jakby wejść do snu drugiej osoby i przekazać informację. Tylko tutaj ta kobieta, to moja była tego zupełnie nieświadoma, bo ona ja byłam w szoku, że ja ją zobaczyłam, a u niej tak jakby nie działa się żadna jakaś taka reakcja, żebym mogła wyczytać, że no wie pan, że coś tam kojarzy mnie czy coś takiego to, to przedziwne.
[39:07] - Tak jakby się uruchomiło jakieś połączenie. Mówi się, że jesteśmy wszyscy połączeni jakby w sieć i czasami chociażby we śnie na przykład odbieramy różne interesujące sygnały od osób, z którymi jesteśmy związani, bądź od osób, które jakby są związane z tymi osobami. Tak w jakimś sensie.
[39:28] - Tylko no to jest nasze jakby możliwości mózgu, czy też nie tylko mózgu, ale i naszych jakby sensorów są jakby nieodgadnione tak do końca. Zresztą mama, właśnie ta mama mojego partnera na dwa lata później umarła. I tu też niesamowite, jak dla mnie niesamowita historia. Ktoś może powiedzieć, że to pomyłka, ale wracając po jej śmierci z pogrzebu żeśmy dostali SMS-a nie z jej numeru telefonu, tylko z jakiegoś innego. No niby omyłkowo, ale tam było napisane. To partner dostał tego SMS-a jej syn. Tam było napisane: Synu, wyruszam w daleką podróż. Wszystko będzie dobrze. Nie martw się o mnie. Mama.
I to jest piękne, bo dla mnie takie rzeczy świadczą o tym w ogóle zauważyłam, że teraz właśnie przez SMS-y czy przez komputery dużo jak gdyby takich zjawisk też zachodzi. Mój, mój partner, który już nie żyje, on umarł grudnia dwudziestego pierwszego roku. Ja pamiętam, że ja pół roku wcześniej się obudziłam w sypialni, usiadłam i taka przerażona mówię do niego. Mówię tam po prostu ktoś nam umrze pod koniec roku, ktoś nam bliski. On się pyta kto? Ja mówię nie wiem, bo mi nie powiedział. No i potem się okazało, że to on umarł. A ponieważ to były takie czasy, że jeszcze tam resztki pocovidowe i tak dalej, czyli jakby myśmy wtedy mieszkali w Warszawie i kremacja miała być o drugiej w nocy. Ja nie mogłam być przy tej kremacji i pamiętam, że leżał. No wiadomo jak to po śmierci bliskiej osoby człowiek jest po prostu wie pan, w jakim stanie, prawda?
Tak jakby między pogranicze snu i jawy, ale bez żadnych podkreślam, bez żadnych środków byłam tam, nie wiem, uspokajających czy czego jeszcze, tylko po prostu taka jakby wymęczona całą tą sytuacją. Ale stała mi przy sypialni, przy głowie miałam telefon, jego, jego telefon. Po prostu wiedziałam, że ta kremacja ma być o drugiej w nocy, ale po prostu zasnęłam taka chyba o pierwszej i wybudziło mnie. Wybudziło mnie takie pykanie telefonu, ale takie dziwne, tak jak telefon się niekiedy wybudza, jak szuka sieci. Takie tu tu tu tu tu tu tu tu tu było jakby ja usiadłam na łóżku, więc ja byłam wybudzona i zobaczyłam, że jest godzina druga trzynastej, więc byłam pewna, że on mi jakoś w ten sposób jakoś daje znać, że no właśnie w tej chwili jest kremacja. Ale co ciekawsze, to on miał taki swój ulubiony sygnet. Zresztą mój partner w ogóle był dziwny, bo miał pamięć z planety, gdzie było życie wodne, tak jakby świetnie pływał. Po prostu mógł płynąć bez zmęczenia. Nie wiem. Kanał La Manszu przepłynął.
A jak się zdenerwował, to zawsze przy nim wywalało jakieś prądy. Na przykład nie wiem. Szedł na pocztę, jakby go ktoś zdenerwował, to im systemy padały, tam bankomaty się zawieszały przy nim. Raz nawet pamiętam, że jak się jak, jak, jakby on miał taki choleryczny charakter. Jak się zdenerwował, to my się tam gdzieś poptykali, to wywaliło korki, ale w całym bloku. Tylko że to były nagminne wydarzenia. A ważne to jest na tyle, bo pamiętam, że on miał taki sygnet. Ja dałam potem sygnet do kremacji, bo nie wiedziałam, że nie można. Po prostu zwrócili mi ten sygnet i powiedzieli mi, że no nie można kremować z sygnetem. No i dostałam urnę, którą wiozłam z Warszawy do Krakowa.
No i ten sygnet. I kurczę, zastanawiałam się, czy ten sygnet zakopać w grobie, czy wrzucić symbolicznie do Wisły. I pamiętam, że właśnie tak ze dwa dni przed pogrzebem tak się zastanawiałam. Budzę się, ale znowu się wybudziłam w sypialni. Usiadłam i ja widzę mojego partnera stojącego w drzwiach sypialni. Popatrzył na mnie tak całkiem poważnie i powiedział do mnie Zostaw sobie ten pierścień, będziesz miała wszystko, czego ci trzeba. Zresztą potem nie raz w noc do snu i podpowiedział mi taką rzecz, którą tylko on mógł wiedzieć. I bardzo wiele spraw, tak jak to się mówi, załatwiło. Ale najśmieszniejsze było to mogę mówić najśmieszniejsze, bo myśmy mieli poczucie humoru takie ciekawe razem z tym moim partnerem, że jak ja przywiozłam tą urnę do Krakowa, wtedy stałam jeszcze w mieszkaniu mojej mamy. Ta urna stała, no bo czekałyśmy jak gdyby na, na, na przejechanie na pogrzeb.
I kurczę, myśmy tak z mamą pamiętam, siedziały wtedy, wspominały. To było niedługo czas po jego śmierci, prawda? I zaczęłyśmy się. Mimo wszystko, jakkolwiek dziwnie to nie wygląda, to człowiek przeżywając nawet tragedię. Ale to nie jest tak, że człowiek się nie uśmiechnie gdzieś tam przez łzy czy przez wie pan, bo zaczęłyśmy wspominać takie różne rzeczy z nim, właśnie z moim partnerem. No ja się zaczęłam śmiać, bo tam przypomniało mi się, jak on coś tam właśnie takiego pociesznego zrobił i w tym momencie wywaliło korki w całym mieszkaniu u mamy i wiedziałam, że to jest tak jakby jakiś też. No bo on był z tego znany. To poważnie mówię to, to przy nim to niesamowite. Ja się zawsze śmiałam, że byłby dobry jako, jako jakaś taka nie wiem, jako koń trojański, że tylko go trzeba by było wkurzyć, żeby poszedł jakiś tam właśnie prąd wywalił gdzieś, bo dosłownie tak się często działo.
[44:28] - A może gdyby, gdyby partner nauczył się jakoś kontrolować tę energię, to może byłoby z niego nie wiem, dobry bioenergoterapeuta na przykład. Bo to tak brzmi, jakby on nie potrafił za życia swojej energii kontrolować. A po śmierci to po śmierci to nie wiem, szczerze mówiąc.
[44:48] - Ale posz-- nie, to, to jest raz. Raz przyszedł do snu, to pamiętam, był taki wzburzony, że ja coś tam prosiłam też mówię: "Dobrze, nie będę ci marudzić, tylko po prostu informacja była ważna". To powiedział, że szybko, bo nie ma czasu, bo oni tam mają bardzo wiele zajęć i w ogóle bardzo dużo osób z tamtej strony, tak jakby mnie się wydaje, że tam życie tęskni, bo, bo oni się-- znaczy inaczej. Niektórzy są rzeczywiście tak jakby utkną gdzieś w jakichś takich, ja nie wiem, przestrzeniach widocznie jakby, gdzie niekoniecznie musi być zawsze ciekawie, ale bardzo dużo jakby mam takich doświadczeń z takimi osobami z zaświatów, które w ogóle tak jakby one tam jakieś akcje ciągle coś robią, tam, tam życie po prostu aż pęka. To jest też ciekawe i, i w sumie tak na przykład jak się o! Też miałam z jego, z ojcem mojego partnera ciekawą jakby rzecz. Też przed tym było tak, że wtedy jeszcze żył oczywiście mój partner i jak myśmy spali w łóżku, to on zawsze śpią-- łóżko tak jakby przy ścianie, więc on spał od ściany, a ja tak jakby z brzegu. Myśmy-- naprzeciwko łóżka stała ława i był taki fotel, który myśmy nazywali uszakiem, bo on miał bardzo wysokie siedzenie i z przodu takie jakby uszy tam na tym były na tym siedzeniu, myśmy ten fotel pieszczotliwie nazywali uszakiem, a mój partner lubił palić. No taką miał, taką małą miał przypadłość i często się jak budził w nocy, to też palił. I ja się obudziłam.
Usiadłam na tym łóżku w nocy i patrzę siedzi w fotelu, bo ciemno jak nikt siedzi w fotelu mężczyzna i pytam, bo byłam pewna, że to mój partner. Mówię: "Kurczę, znowu się obudziłeś, znowu będziesz w nocy palił?" I to się-- rozpłynęła ta postać jakby mi w tym fotelu. Więc ja znowu pomyślałam: no kurczę, znowu ktoś był. Odwiedziny jakieś były. Położyłam się, usnęłam, no bo się odwróciłam. I oczywiście mój partner jakby leży na łóżku, śpi, więc zrozumiałam, że odwiedziny były. Usnęłam, ale dobrze, że popatrzyłam wtedy na zegarek, bo był pod telewizorem wyświetlacz zegarka i to też była gdzieś godzina druga w nocy i rano zadzwonili do nas, że jego ojciec zmarł o tej godzinie. Czyli mam poczucie, że po prostu były odwiedziny taty. Po prostu wtedy jakby w naszej sypialni to było, bo to był ten czas.
[46:58] - No coś takiego jakby moncja, że zmarły w jakiś sposób informuje o swoim odejściu czy też odwiedza swoich bliskich w tym momencie.
[47:08] - Tak, to, to jakby z ciekawszych rzeczy, że, że ludzie, ale nas to, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, to nas nawet kot. Tylko myśmy potem się zorientowali, że nasz kot nas poinformował jeden z naszych kotów, że będzie odchodził, bo mieliśmy takiego kota z pseudohodowli wyratowanego takiego persa i myśmy go nazywali Cieburaszka. Była kiedyś taka rosyjska bajka "Krokodyl Genia i Cieburaszka" i ta Cieburaszka to było tam takie stworzonko z wielkimi uszami i oczami, takie do niczego niepodobne. I ponieważ ten kotek był kochany, ale on taki właśnie z tej pseudohodowli, do niczego niepodobny, to myśmy go nazywali Cieburaszka. Ale on był przefajny. I mój partner się raz budzi i mówi: "Wiesz co, śniło mi się, że ten nasz Cieburaszka, że ja z nim siedzę w statku kosmicznym i ten nasz Cieburaszka się pyta ludzkim głosem, jak się tym steruje, bo ja odlatuję z tej planety". I myśmy się strasznie z tego śmiali. Ale on, ten kot dosłownie dwa tygodnie później zachorował na nerki i pomimo naszego prób uratowania go on odszedł. Czyli nawet zwierzę potrafi poinformować w ten sposób. Z mojej, z mojego doświadczenia nie mówię, że każdy, ale kurczę i tak bywa.
[48:18] - A to ja z kolei miałem znaki od mojej kotki, którą niestety po czternastu latach radosnego, zdrowego życia niestety przyszło mi ją pożegnać niedawno, parę tygodni temu. No też nerki jej siadły. Przestała w ogóle jeść. Przestała w ogóle pić. W ostatnim dniu życia dostała chyba zapaści w ogóle i tak już w ogóle była taka, taka już zimna. Nie ruszała się. Podjęliśmy chyba jedyną słuszną decyzję, żeby ją po prostu uśpić. I jak już ją uśpiliśmy, to nie dalej jak godzinę, może dwie po tym uśpieniu, jak już byliśmy w domu, rozległo się takie bardzo charakterystyczne drapanie w kuwetę. My mieliśmy dwie kotki, tą, tą kotkę, którą uśpiliśmy i mamę od niej, która jeszcze żyje cały czas. Mama od tej kotki ma duże problemy z poruszaniem się.
Także w jej przypadku te wizyty na kuwecie brzmią no tak, tak trochę nieporadnie i zostawia po sobie bałagan jak schodzi. Natomiast młodsza kotka bardzo charakterystyczny miała sposób korzystania z kuwety. Takie, takie drapanie, takie jakby precyzyjne drapanie mocne i po prostu to drapanie się rozległo jakieś, jakieś godzinę albo dwie godziny po tym, jak ją uśpiliśmy i się powtórzyło następnego dnia, jeszcze rano.
[49:33] - Ty jako właściciel kotów to ja też potwierdzam, że to my na nasze ucho to już jesteśmy w stanie rozróżnić, które je, które pije, które... Bo to jest, to są takie jakby subtelne rzeczywiście subtelności, prawda? Nawet, nawet poprzez tak jakby.
[49:48] - Każdy kot ma swój charakter. Ja bardzo w ogóle po tej kotce płakałem jeszcze, jeszcze jak już się dowiedzieliśmy, że nie ma właściwie czego, czego ratować w jej przypadku, że to już jest koniec. Ja bardzo po tej kotce płakałem i ona mnieee, ona mi się pokazała we śnie kilka dni później. Po prostu taki, taki zwykły sen, że kotka wskakuje mi do łóżka i tam się przytulamy. Radości było po prostu co niemiara. Ja to odczytuję tak, że ona chciała chyba się tak już ostatecznie pożegnać.
[50:16] - Pożegnać, ale też mam wrażenie, że one nas odwiedzają, te zwierzęta, podobnie jak, jak, jak nasi bliscy, że te światy się po prostu tak naprawdę przenikają, nakładają i to, to wszystko jest taka jakaś jedna wielka siatka kosmiczna.Czy my jeszcze mamy jakby bo nie wiem, czy jeszcze jakieś, bo ja jeszcze mam trzy zdarzenia zapisane. Nie wiem, czy to opowiadać, czy jak to się ma.
[50:39] - Może pani opowiedzieć za moment. Tylko ja tu jeszcze mam takie pytanie zapisane, takie spostrzeżenie właściwie. Pani się wydaje taką osobą dość mocno otwartą na odbieranie tych sygnałów właśnie z nie fizycznej sfery rzeczywistości. Tak mi się wydaje, że mogło to mieć, mogło mieć na to wpływ pani zainteresowanie tematyką paranormalną i mistyczną już od młodych lat. To jakby panią otwarło tak?
[51:00] - No tak, pytanie co było pierwsze jajko czy kura? Bo zanim się człowiek nauczył czytać, to ja już pamiętam, że jako małe dziecko to ja bardzo się bałam. Jako małe dziecko to się bałam zasypiać. Pamiętam, że wszystkie rożki od poduszek były obgryzione przeze mnie i zawsze się chowałam pod kołdrę, bo ja już wtedy po prostu, wie pan, widziałam wiele rzeczy takich dziwnych mi się wydawało. Podobnie zresztą jak bardzo bałam się swojego cienia, że rodzice mnie prowadzili do psychologów długo, bo to już byłam taka no jakby nie maleńka, tylko dobrze chodząca i gdzieś tam w wieku przedszkolnym, ale nie bardzo mała istotka. To ja panicznie się bałam cienia. To jest ciekawe, że ja dopiero jakiś czas później robiłam sobie, mnie bardzo ciężko zahipnotyzować. Bardzo ciężko, ale raz sobie zrobiłam jakby regresing. Udało się i to mi się przypomniało, że dlatego ja się tak bałam jakby tego cienia. Bo ja pamiętam jakby gdzieś życie na takiej planecie, gdzie tego cienia po prostu nie było w ogóle.
Tak jakby nie, nie było to nie było. Nie było tam czegoś takiego jak zostanie cienia. Może. Może stąd.
[52:10] - Tak jakby ten cień jakby nie istniał w pani banku pamięci w ten sposób.
[52:14] - Dokładnie, dokładnie. Ja histerycznie to wiem, że mnie prowadzono do psychologów i tak dalej, bo ja po prostu wyrywałam się, uciekałam. Trzeba było uważać, żebym nie wpadła gdzieś pod auto, bo dla mnie to było długo. To było takim szokiem, że tu jest cień na tej planecie, ale z takich właśnie jakby rzeczy to zawsze mnie to zdziwiło, że ludzie tak dużo tutaj, jakby właśnie z takich, takich dramatycznych tych opowieści o UFO. Ja rozumiem. Ja absolutnie nie neguję niczyich doświadczeń. Jest na pewno są takie momenty, kiedy można powiedzieć, przeżywają ludzie również tam zaświatami jakieś gorsze klimaty czy coś, ale na przykład ja nigdy nie miałam poczucia jakiegoś zagrożenia od istot innych był. Znaczy inaczej. Zdarzył mi się na przykład raz w życiu taki atak energetyczny, kiedy zostałam sama w domu. Pamiętam, wtedy partner wyszedł do pracy, wyjechał do Wrocławia.
Wtedy jechał. Myśmy mieszkali w Krakowie, jeszcze wtedy. Wyjechał do Wrocławia i był w trasie. Ja pamiętam, że ja usiadłam w fotelu, a telefon leżał tak już jakby po drugiej stronie stołu. A to jest ważne dlatego, bo poczułam tak, jakby mnie ktoś, ale to dosłownie takim ogromnym. Tylko jeszcze pamiętam, że to po mojemu był taki jakby ostrze, tylko takie jakby w kształcie stożka i to od tyłu. Ale to było tak chłodne, że tego zimnego odczucia nie mogę połączyć z niczym, bo nigdy w życiu nie odczułam takiego chłodu. Tak jakby mi wbił ktoś z tyłu taką ogromną właśnie jakby lodowy kolec aż do serca. Ja nie mogłam się. Ja jestem naprawdę dość odporna na ból jako kobieta.
W sensie takim, że tam nie zgleję, jak mówię, że jak już mówię, że boli, to naprawdę musi boleć. Ale wtedy mnie bolało tak, że ja nie byłam w stanie nawet sięgnąć po telefon. Każdy ruch musiałam się zgiąć i nie ruszać, bo każdy ruch powodował moment taki, że czułam, że zaraz po prostu no zjadę, umrę z bólu. I pamiętam, że tak sobie pomyślałam w tym momencie mówię kurczę, no umrę se tu i jakby szybko nikt nie wróci, więc chwilę tu sama poleżę w tym domu. Tak pomyślałam. To już myślałam, że umieram po prostu. I wtedy pomyślałam sobie też tak powiedziałam do moich przewodników no okej, mówię no, jeśli, jeśli uważacie, że już powinnam odejść, tylko usłyszcie mnie. Nie wiem, co się dzieje, ale usłyszcie mnie. Jeśli uważacie, że powinnam odejść, że jeśli to jest okej, no to, no to dobrze, nie będę się tutaj kłócić. Ale jeśli to jest niesprawiedliwe, to proszę o pomoc.
I naprawdę ustąpiło w ciągu trzydziestu sekund chyba albo czterdziestu. Nie wiem, może minuty. Ja się potem badałam, niczego nie wykryto. Pomyślałam potem znowu, że może taki atak serca. No pieron wie co, ale niczego nie wykryto.
[55:02] - No zawał serca chyba bardziej by się bólem jakimś objawił, prawda?
[55:07] - No ale nie wiem, bo nie miałam nigdy, więc po prostu jakby. Jakby to tak jakby. To znowu próbowałam racjonalnie. To było jedno zdarzenie, takie, gdzie czułam naprawdę, że coś mnie jakby próbuje ukatrupić, tak mówiąc. A cała reszta nawet pamiętam kiedyś też jak poprosiłam, bo tak jakby ja wiem, że ja mam gdzieś tam właśnie w gwiazdach swoją rodzinę, no jakby duchową, kosmiczną. Poprosiłam, bo w snach i dzisiaj rozmawiamy o zaświatach, więc nie będę ruszała tematu, jakby tam duchowo, ale w snach poprosiłam, że kurczę, no to raz chociaż dajcie znak taki bardziej wyraźny, nie tylko w snach, że jesteście, bo ja nigdy nie widziałam statku kosmicznego, tak jakby, że jak ludzie obserwują, a ja jestem święcie przekonana, że to jest w snach i widzę. Rozmów jest dużo, ale nigdy jakoś na żywo nie miałam okazji. I tak mówię, że robicie sobie hece, chociaż byście raz po prostu dali znak, że jesteście. Pamiętam, to też było na ulicy. Myśmy wtedy mieszkali w Krakowie, przy Wrocławskiej, na Poznańskiej.
Ja się bardzo dużo razy w życiu przeprowadzałam. Ogromnie razy dużo. Tak jakby nawet mówię dość często, że było na Poznańskiej piąte piętro ostatnie. Ja się budzę, a ponieważ jest to ostatnie piętro, więc myśmy mieli zawsze otwarty balkon. No bo wiadomo, że nikt nie wejdzie. Ciepłe noce i tak dalej. Ja się budzę, ale naprawdę się obudziłam. Wyszłam z łóżka i kurczę, tylko to byłam w takim faktycznie stanie jakby, jakby jak letarg. I przed moim balkonem wisiał taki bez, ale bezszelestnie ogromnyNo ja powiem tak, ale znowu ujmę to po kobiecemu. Kształt był taki, jakby złożyć dwa talerze takie do siebie jakby głębokie.
Czyli mówimy, że taki jakby to powiedzieć no bo to nie był owalny, tylko tak jakby dwa talerze złożyć do siebie, jakby wypukłości u góry i wypukłość u dołu, ale pośrodku była taka przerwa. I tak jedna ta górna część kręciła się jak gdyby po mojemu w jedną stronę, dolna część w drugą stronę, a na środku jeszcze było mnóstwo takich migających świateł, które również tak jakby pulsowały. To była bezszelestnie. To się obracało wokół jak swojej osi. To było duże, takie jakby no balkon mieliśmy dość spory, powiedzmy sobie gdzieś ze trzy metry, a to było duże, ale nie jakieś takie mega ogromne. No mogło mieć trochę więcej niż balkon, więc może cztery czy pięć metrów tej średnicy i kurczę, bezszelestnie sobie wisiało. I pamiętam, że ja miałam nawet taki motyw, bo się zastanawiałam wyjdzie ktoś, zobaczę kogoś czy nie, ale, ale cofnęłam się tak jakby w siebie widząc to i pomyślałam sobie nie, ja nie jestem jeszcze gotowa, żeby tam ewentualnie wsiadać i witać się z kimkolwiek albo gdzieś polatać nad Krakowem czy nie. Mówię nie jestem, ale to tak, jakby telepatycznie powiedziałam i to tak jakby kurczę, tak jak się czasami ogląda na filmach jakichś takich jakby. Tak jakby taki skok jakby zrobiło i odleciało, ale tak szybko, że no prędkość tego chłopka Bawarskiego, o którym opowiadałam przy tym to, to nic. Po prostu to tak jakby poszło migiem, gdzieś wystrzeliło w kosmos i zniknęło.
To jeden raz mi się udało wyprosić takie spotkanie i wcale nie czułam się jakoś nie wiem, czy zagrożona, czy nie wiem. Ale oczywiście z pełnym szacunkiem dla wszystkich, którzy mają takie, a nie inne doświadczenia. Tylko mówię też nie rozumiem, dlaczego jedni tak, a drudzy inaczej.
[58:29] - No trudno to jakby wytłumaczyć tutaj. U niektórych osób jakoś w jakimś w jakiś sposób tego typu tematy już istnieją, jakby w banku pamięci czy w podświadomości, a u innych osób czegoś takiego nie ma. I to powoduje, że na poziomie świadomym zapominają tego, bo świadomość nie wie, do czego to przypisać. Albo powoduje to jakby też taką reakcję lękową, paniczną bym powiedział.
[58:58] - Tak. Może chodzić właśnie o ten lęk, bo, bo w lęku się bardzo wiele kryje, bo jakby ja tak jakby z życia biorę przykłady i pamiętam, tak jak mówiłam, jeździłam konno i dlatego to jeszcze podpowiem, jak działa nasz lęk. Poszłam kiedyś do w Swoszowicach to było. Tam jest też taki klub jeździecki, tylko ja tam poszłam po prostu jeszcze się wtedy uczyłam jeździć konno i byłam bardzo młodą dziewczyną, ale tam się poszłam uczyć jeździć konno i weszłam do tego klubu i tam był taki przepiękny koń w boksie taki pamiętam kary. No cudowny i boksy mają to do siebie u koni, że tam jakby jest taki moment, że one mogą głowę wystawić jak gdyby. No tak jakby są takie okienka, prawda? I mogą głowę wystawić. I ja podeszłam do tego konia. Kocham zwierzęta. I tak wyciągnęłam ręce i on podszedł.
Przytulił się do mnie. Ja go głaskałam. To była taka piękna chwila. I nagle słyszę za sobą krzyk mężczyzny. To był stajenny. No tam takie nieparlamentarne słowa padły, że o matko! I kazał mi w ogóle, no, dyplomatycznie mówiąc, oddalić się z tego miejsca. I potem mnie tak skrzyczał, bo powiedział, że ten koń jest nieobliczalny, że nie wolno bez pytania podchodzić, bo to jest koń, który kopie, gryzie i tak dalej. I co się stało? Ja, wiedząc już o tym, za każdym razem, jak przechodziłam koło tego boksu, widocznie byłam na tyle jakby już lękowo do niego nastawiona, że on już potem za każdym razem atakował, czyli szczerzył kopał zęby i tak dalej.
Ale właśnie tylko chciałam powiedzieć na przykładzie tego doświadczenia, że jeśli nie wiemy i podchodzimy, jakby tak samo życie to jak gdyby pokazuje, że podchodzić z otwartym sercem, z pełną miłością i pokojem, to druga strona już zareagowała podobnie, prawda?
[01:00:39] - No szczególnie zwierzęta, bo one są. Mówi się, że zwierzęta są szczególnie wyczulone na te nasze, te fluidy, które od nas idą.
[01:00:46] - Tak, tak, dokładnie takie są mediumiczne. Ojej, to tak wykropkowały praktycznie wszystko. Ja te opowieści oczywiście mówię mam, mam ten, ale zapisałam sobie to. Myślę, że myślę, że coś z nich się tutaj przyda.
[01:01:01] - No taka fajna paranormalna spowiedź nam wyszła dzisiaj. Tak jakby wybrane the best of the best z życia ze zjawiskami trudnymi do wytłumaczenia, prawda?
[01:01:13] - Dokładnie z takimi, z takimi, no z tymi, którymi mogłam się podzielić. Bo tak jak mówię do mnie, do mnie u mnie w domu to często jak ja się śmieję, jest taki tunel przesiadkowy, że bywa tak, że nic się nie dzieje. A są takie okresy, że po prostu bez przerwy tutaj ktoś jakby budzę się, ktoś przychodzi, ktoś, ktoś jakby no jakby właśnie wchodzi, mówię ktoś, bo nie wszystkie jakby nie wszyscy zmarli sobie życzą, żeby posiadać o nich, ale to poważnie mówię, że to jest często. Dlatego jakby ja już się przyzwyczaiłam i tak niekiedy słuchałam jeszcze, tak jak mówię, nasza spowiedź tu tak jakby niech ociepli ten klimat, że jakby mam nadzieję, że to doda też ludziom jakby takiej jakby pewności, że to nie wszystko nas chce zaatakować, nie wiem, zabić, zadręczyć tylko, tylko po prostu. Może rzeczywiście może kluczem do wszystkiego jest brak lęku? Tak myślę.
[01:02:05] - No najlepiej do wszystkiego, do takich niezrozumiałych rzeczy podchodzić po pierwsze bez lęku, a po drugie z otwartym umysłem, tak?
[01:02:15] - Tak. Tak jak my byśmy chcieli, żeby do nas ktoś tam podchodził, prawda? Po tej drugiej stronie.
[01:02:22] - Ja tutaj sobie jeszcze takie parę pytań zapisałem do tej pierwszej historii z tym spontanicznym wyjściem z ciała, bo to tak troszkę mi się skojarzyło z pierwszym takim wyjściem, które opisał Robert Monroeeee w swoich książkach. Czy była pani może zaznajomiona z tematyką OOBE, z pracami Roberta Monroe'a? Nie wiem. Bruce'a Moena, Michaela Newtona.
[01:02:42] - Proszę posłuchać więc, żeby było pocieszniej, to ja jestem po prostu taki samouk siermiężny, czyli można powiedzieć, że mnie bardzo interesuje wszystko, ale ja nie czytałam książek pana Monroe'a. Ale mój kuzyn właśnie z Kanady, jak ja mu też opowiadałam o tym zdarzeniu, on powiedział to samo co pan, bo on jest fanatykiem tego Monroe'a i polecił mi jakiegoś lektury i ja mam to na składzie, tylko nie mam kiedy jeszcze przeczytać. Natomiast to samo powiedział jak gdyby. Natomiast mnie się to zdarza jakby samoistnie, że na przykład ja niekiedy tak mam, że teraz na przykład ja jakby nie umiem nawet tego. Czasem mi się zdarza, że ja siądę na łóżku, wydaje mi się, że siadłam na łóżku, że ja jestem całkiem obudzona. Ja się patrzę do tyłu, a ja tam leżę na przykład. To tylko że ja nad tym nie panuję, jakby to samo wychodzi. Staram się nauczyć tego, żeby zrobić to całkiem świadomie, ale no tak różnie z tym bywa. Raczej się to samoistnie u mnie dzieje.
[01:03:40] - No to z książkami to tak jak. Tak jak u mnie w jakimś sensie, bo ja też mam wszystkie książki Roberta Monroe na półce, no tylko nie zdążyłem, zdążyłem doczytać pierwszą część do połowy i mniej więcej przed tym momentem, jak Robert Monroeeee zaczyna opisywać swoje metody wychodzenia z ciała. No niestety w tym momencie zaczęły się u mnie egzaminy, sesja egzaminacyjna na uczelni. I tak od tamtego czasu ta książka chyba już dziesiąty rok czeka na doczytanie do końca. Mam wszystkie książki Roberta Monroe. Z pozostałych książek miałem właściwie czas tylko przeczytać fragmenty, które były prezentowane na antenie Radia Paranormalium jakiś czas temu. Mam książkę Bruce'a Moena, taki podręcznik opisujący metody kontaktów z zaświatami. Podręcznik przerobiliśmy w dużej części na warsztatach u Pawła Byczuka w Tucznie, ale na przeczytanie całości też sobie jeszcze trochę chyba poczeka. Także też, też byłem wprowadzony w tą tematykę, bo też kilkanaście lat temu uczestniczyłem w takich medytacjach grupowych online prowadzonych pod okiem doświadczonego mistrza reiki tak bym to powiedział. Takiego pana, który dosyć długo pracował z energiami i uczył innych, jak, jak to wykorzystywać.
No, byłem zaznajomiony z tą tematyką od strony praktycznej, natomiast od strony teoretycznej no książki jeszcze czekają na jakby przeczytanie.
[01:05:07] - Tak to jest jak człowiek. No bo praktyka często ze wszystkim tak jest, że praktyka jest. No wiadomo, książka jest bardzo cenna, ale praktyka, jak to się mówi, jest i mi się wydaje jeszcze cenniejsza. Czyli w momencie jak przeczytamy nawet tą książkę, to jest to jest bardzo oczywiście wskazane. Zapewne ja się też tak przymierzam i muszę, bo będę porównywała z tymi doświadczeniami, które ja mam. Ale tutaj samo czytanie no to tak jak z jazdą konną. By powiedziałabym można tysiąc książek przeczytać, ale jak człowiek nie wsiądzie na tego konia i nie zaczyna działać, no to raczej, raczej wiele z tego, jak to się mówi, nie będzie.
[01:05:44] - No teoretycznie to powinno być tak, że najpierw powinno się zacząć od teorii, a dopiero potem przejść do praktyki. No a tak z niektórymi ludźmi jest, że jakby to idzie na odwrót. Czasami praktyka bez teorii.
[01:05:58] - No ja jak byłam, jak miałam pierwsze wyjście z ciała, to podejrzewam, że w Polsce jeszcze zupełnie nie były dostępne książki pana Monroe, więc nawet by mi to nic nie dało, bo ja mam w tej chwili pięćdziesiąt pięć lat, także, także. No to nie wiem, kiedy książki się pojawiły pana Monroe w Polsce.
[01:06:16] - Chyba pierwsze wydanie jego książek w naszym języku pojawiło się na początku lat dziewięćdziesiątych. Z tego, co kojarzę, też rozmawiałem jakiś czas temu ze słuchaczami, którzy, którzy praktykowali OOBE, zanim te książki ukazały się w naszym języku i notatki krążyły. Taki tajny obieg notatek na papierze zrobionych takich odręcznych. Jak ćwiczyć? Na co zwracać uwagę? Także mówiło się już wtedy. Chociażby mam tutaj książkę Leszka Szumana, który wspomina o Robercie Monroe i o jego eksperymentach. Mam też Andrzeja Dominirskiego, który również człowiek związany z Nieznanym Światem, z tym czasopismem swoją drogą. Też w swoich takich starszych już książkach też wspominał o Raymondzie Moodym, o tych tematach związanych z doświadczeniem z pogranicza śmierci. Wspomina też bodajże chyba o Robercie Monroe również, ale to były czasy, kiedy książki Roberta Monroe jeszcze nie były rzeczywiście tak u nas dostępne.
Także opis tych doświadczeń, opis tych w ogóle eksperymentów. Ta metoda wychodzenia z ciała krążyła tak w takim drugim obiegu u nas, można powiedzieć.
[01:07:27] - Tak, to. To teraz no cóż, będę nadrabiać zaległości. Nigdy nie jest za późno na naukę.
[01:07:33] - A tak jeszcze. Tak jeszcze tutaj mam pytanie czy, czy te zdarzenia z OOBE się jakoś u pani powtarzały? Próbowała pani to jakoś kontrolować? To wywoływało pani jakiś lęk, czy się pani jakby no przyzwyczaiła do tych, do doświadczania tych rzeczy?
[01:07:50] - Pierwszy raz, tak jak pierwszy raz się przestraszyłam, bo ja myślałam, że ja umarłam nawet tak jakby. No wie pan, no człowiek leci po prostu ten moment w dół spadania i pamiętam nawet ten właśnie tak, jak mówię, że tak jakby lecąc w dół tego bloku przez mieszkania, to ja się wystraszy... Nie wiem dlaczego wystraszyłam się, że ja wpadnę do jądra Ziemi i tam nie żyję. Co prawda myślałam, że nie żyję, ale wpadnę do tego jądra Ziemi i w ogóle już przestanę żyć jeszcze bardziej. Więc jakby to było dla mnie takie przerażające. Ale potem, właśnie potem wróciłam szarpnięciem, a potem działo się już jakby tak miękko, bez jakiegoś spadania w dół na przykład. Na przykład też miałam taki moment, że właśnie usiadłam na łóżku. Wydawało mi się, że obudziłam się i patrzę. A u mnie w mieszkaniu jeszcze wtedy miałam trzy koty. I znowu balkon otwarty, bo piąte piętro i patrzę się, że jest czwarty kot.
Taki rudy, ognisty kolor. No myślę sobie noc księżycowa, bo pełnia wtedy była. Może przyszedł od sąsiada, ale w momencie jak ten kot skoczył na ścianę i tak jakby pionowo po niej poszedł, po czymPrzeszedł przez ścianę do sąsiada. To ja sobie pomyślałam: kurczę, co jest grane? I odwracam się, a ja leżę. Znaczy ja tu siedzę, a tam leżę na łóżku, czyli jakby już bardziej miękko i to mi się tak jakby dzieje. Wie pan, jak się dzieje samoczynnie, to szczerze mówiąc ja dużo jak gdyby też pracuję tam z reiki. Mnie interesują różnego rodzaju metody, ale jak się to dzieje samoczynnie, przynaję się między nami mówiąc, że tak jakby próbuję, jakby wie pan na przykład ćwiczyć na zasadzie takiej, że właśnie doprowadzić się do takiego stanu, żeby mi się, że tak powiem, transowego, żeby mi się trochę spać chciało, ale jednak żebym nie zasnęła. Próbuję jak gdyby się z tego ciała wyszarpnąć, ale szczerze mówiąc trochę nie jestem jakby konsekwentna w tym działaniu. Czyli mam takie okresy, że próbuję dużo i czasami mi się uda, a mam takie okresy, że po prostu sobie myślę: a mam w nosie, wyjdę to wyjdę, nie wyjdę to nie wyjdę i tak wychodzę co jakiś czas, więc jakoś tak.
Jakoś tak po prostu. No to wstyd się przyznać, ale nie jestem konsekwentna w tych ćwiczeniach.
[01:09:58] - No ja kiedyś byłem dosyć konsekwentny w tym, w tych różnych sprawach związanych z medytowaniem. W tym okresie, kiedy brałem udział w tych medytacjach grupowych, bardzo łatwo mi się udawało, jakby położyć na łóżku i tak stopniowo powyłączać czucie poszczególnych części ciała, tak jakby doprowadzić się do tego stanu, że po prostu taki jakby poziom bycia po prostu tak. Ale z ciała świadomie nie udało mi się jeszcze nigdy ani razu wyjść.
[01:10:26] - Tak, w medytacji to podobnie mam, że tak jakby czuję, że tak jakby się rozpływam i tak dalej, ale żeby mnie wtedy wyszarpnęło, to nie. To bardziej mi się wtedy włącza widzenie, tak jakby pokój zaczyna tak jakby parować cały, prawda? To tak jakby wychodzimy i tam już zaczyna być widać różne rzeczy, ale żeby wtedy wychodzić to, to nie. To są jakby dwie różne sprawy.
[01:10:45] - Także to choć byśmy nie wiem, jak się starali, to wiele rzeczy jeszcze pozostaje poza naszą świadomą kontrolą. Stety lub niestety.
[01:10:53] - Tak. Albo trzeba by było mieć kogoś, kto by rzeczywiście, jak to się mówi pod pewien, nie wiem, żłobna, wie pan, jak to się mówi człowieka na jakieś trzy, cztery miesiące na trening jak w wojsku i się podleczał. Mówię to oczywiście metaforycznie i pół żartem, pół serio. Czyli żeby jakiś wycisk dał i podprowadził. Może wtedy by się udało. Tak, panie Marku.
[01:11:14] - Tak dokładnie. Rozumiem, że to są wszystkie historie, którymi chciała się pani dzisiaj podzielić.
[01:11:20] - No na dziś tak, bo po prostu tego jest tyle, że wie pan, a ja też przeżywam, to jest takie przeżycie tutaj udział tego, jak to się mówi, nagrania. Także myślę, że też nie będziemy może za długo i dużo opowiadać, bo też ludzie podejrzewam, że nie wiem, jaką wyporność mają ludzie, żeby to nie zanudzić.
[01:11:39] - No dzisiaj wyporność ludzi przetestujemy bardzo intensywnie. Audycja przygotowana na dzisiejszy wieczór, na szósty kwietnia trwa dwie godziny, także zobaczymy, ile ludzie wytrzymają.
[01:11:55] - O matko! O matko! To od razu drodzy Państwo z góry, że tak powiem duży uśmiech i szacun jak ktoś wytrzymał do końca.
[01:12:05] - Także życzymy, żeby, żeby wszyscy wytrzymali. Myślę, że wytrzymają, bo podobnie jak pani zresztą dzisiejsza moja rozmówczyni, którą usłyszymy po dwudziestej drugiej, też ma taki bardzo fajny głos, bardzo zwięźle opowiada o swoich doświadczeniach, także myślę, że myślę, że wytrzymają. Jestem pewien, że całkiem spore grono słuchaczy Radia Paranormalium z przyjemnością dotrwało do końca tej rozmowy. Tym zaś, którzy właśnie przystąpili do szukania wspomnianej pod koniec audycji, niniejszym ułatwiam szukanie. Otóż w ten sam wieczór, kiedy tę rozmowę nagrywaliśmy, odbyła się premiera sześćdziesiątego czwartego odcinka podcastu "Mówią świadkowie", który na YouTube otrzymał dodatkowo tytuł "Zaświatowi siewcy lasu", a odcinek siedemdziesiąty pierwszy właśnie dobiegł końca. Dzięki wszystkim za słuchanie. Oczywiście, jeśli macie jakieś swoje doświadczenia, którymi chcielibyście się podzielić z innymi słuchaczami, zapraszam do kontaktu. No i zapraszam też do sięgnięcia po nowy numer Nieznanego Świata, w którym tym razem mocno zaznaczył swoją obecność temat UFO i reptilian oraz tego, jak Kościół katolicki na przestrzeni wieków obchodził się z niezwykle intrygującym tematem pod tytułem reinkarnacja. Nieznany Świat dostępny jest w wersji papierowej lub elektronicznej. Czasopismo posiada też stronę internetową www Nieznany Świat pl oraz kanał na YouTube, na którym od jakiegoś czasu ukazują się wybrane relacje z rubryki Dotknięcie Nieznanego.
Niedawno ukazał się tam też odcinek, w którym jeden z czytelników własnym głosem opowiedział o spotkaniu ze zjawą kryzysową. Warto czytać, warto słuchać. Warto też zajrzeć na kanały znanych Państwu publicystów udzielających się w naszym radiu: Wehikuł Wyobraźni Marka Żelńskiego oraz Ufo Historie Piotra Cielebiasia, na których różne tematy z pogranicza są bardzo rzetelnie omówione i rozwinięte. Zapraszam również do zajrzenia na stronę Radia Paranormalium pod adresem www.paranormalium.pl gdzie obok interesujących artykułów znajdziecie również pełne archiwum naszych podcastów w formie mp3 do pobrania oraz forum dyskusyjne, na którym możecie wymieniać poglądy na tematy paranormalne z dala od cenzorskich macek serwisów społecznościowych. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sto dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sto dziewięćdziesiąt trzy.
Skype radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skype nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki Kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Sięgnij już dziś po Nieznany Świat.
Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie Nexto.pl.