Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Mówią świadkowie, to podcast, który w całości poświęcony jest na zaprezentowanie najciekawszych relacji ze spotkaniem z nieznanym, jakie docierają do Radia Paranormalium.
Audycja od samego początku okazuje się nieregularnie i to się nie zmieni ze względu na czas, jakiego wymaga przygotowanie każdego z odcinków. Wiem jednak, że każdy odcinek jest przez Państwa bardzo wyczekiwany.
Słuchaniu prowokuje do zadania sobie wielu pytań o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości. Mam też takie odczucie, że dzisiejszy odcinek wzmocni w Państwu przeświadczenie o tym, że po śmierci fizycznego ciała życie wcale się nie kończy, tylko trwa dalej, w jakimś innym wymiarze, a mówiąc językiem Roberta Monroe, w innym fokusie.
Dzisiejszy odcinek wypełnią relacje o przekazach od osób zmarłych. Będą dominować monicje, gdyż akurat takich relacji uzbierało się najwięcej, ale też będzie m.in. historia, w której zmarły wparował na stypę i najwidoczniej próbując pocieszyć swoich bliskich włączył radio i nastawił je na jakiś wesoły utwór.
A zaczniemy od prezentacji kilku historii nadesłanych drogą tekstową. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w czerwcu 2023 roku. Zdarzyło się to 9 dni po śmierci mojego dziadka. Wraz z rodziną siedzieliśmy wszyscy przy stole w pokoju, w którym za życia spał dziadek.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Między pokojem, o którym mowa, jest jeszcze jeden mały pokoik i kuchnia. Mieszkanie jest dość małe, także kuchnię było widać spokojnie. Ja sprawdzałem akurat coś w telefonie na internecie.
Nagle internet przestał działać, tak samo jak sieć, w której mam telefon, po czym wszyscy usłyszeliśmy chrobotanie w kuchni i specyficzne kroki dziadka, jego sposób poruszania się. Dodam jeszcze, że w domu oprócz nas nikogo już nie było.
Było to dziwne, bo było słychać dosłownie tak samo, jak dziadek zawsze wchodził do domu. Specyficzne kroki, siadanie na krzęsło, krzątanie się po kuchni, wszyscy od razu wiedzieliśmy, że to są dziadkowe ruchy.
Trwało to może z 30-40 sekund. Trochę się wystraszyłam. Odwróciłam się w stronę kuchni, bo siedziałam najbliżej i w tym czasie, jak się odwróciłam, wszystko ucichło. Nie było to moje przewidzenie, bo każdy z rodziny w tym samym czasie usłyszał to samo.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w marcu 2024 roku. Mam 48 lat i o wielu ciekawych rzeczach słyszałem, ale i dziwnych rzeczy sam też doświadczyłem. Wiosną 1987 roku zmarł mój ojciec, który przebywał służbowo za granicą.
W dniu śmierci ojca, w godzinach późnych, wieczornych, do matki przyszła postać, niematerialna, ale mama wiedziała, że coś obok jest. Postać zerwała gałązkę z paprodki, która rosła w doniczce i wręczyła ją mamie.
Następnie telepatycznie przekazała myśl, że idzie się pożegnać z innymi. Mama czuła duży niepokój, ale w tamtych czasach nie było możliwości, by w prosty sposób wykonać telefon za granicę. Rano mama była nadal bardzo zaniepokojona i zmartwiona, po czym za chwilę otrzymaliśmy informację, że tata miał rozległy zawał i zmarł poprzedniego dnia.
Niemal równo rok wcześniej, różnica kilku dni miesiąca, zmarł dziadek, ojciec mojego taty. Sąsiadka dziadka wypowiedziała wówczas słowa, że niedługo dziadek zabierze do siebie jednego z synów. Wydawało się to dziwne, bo mieli wówczas 36 i 34 lata.
Cieszyli się dobrym zdrowiem. I faktycznie sąsiadka miała rację. Ojciec, mimo młodego wieku, zmarł niespodziewanie. Wielka część z tych słów, które wytłumaczyła, że w czasie swojej śmierci dziadek przychodził do mnie bardzo często w snach.
Rozmawialiśmy i chodziliśmy na spacery w swoje ulubione miejsce. Ja miałem wówczas 10 lat i myślałem, że są to zwykłe sny. Po śmierci ojca nie śnił mi się już ani dziadek, ani ojciec. Około dwa miesiące po śmierci ojca wyjechaliśmy na krótki urlop, by odpocząć do wujka, który był bratem ojca.
Mimo upływu dwóch miesięcy nadal bardzo tęskniłem za ojcem. Tym bardziej, gdy spędzałem w nim bardzo dużo czasu. Był wtedy czas w miejscowości, w której do niedawna był jeszcze dziadek i wychował się tam tata.
Gdy matka wysłała mnie po zakupy, szedłem koło kiosku i coś kazało mi się zatrzymać i rozejrzeć. Była tam książka pod tytułem Reinkarnacja, napisana przez doktora Raymonda Moody'ego. Kupiłem ją bez zastanowienia.
Nie potrafię wyjaśnić dlaczego, ale po prostu mnie zainteresowała. Jest to o tyle dziwne, że wówczas nikt by mnie nie namówił na przeczytanie z nieprzymuszonej władzy. Nie woli jakiejkolwiek książki, a tym bardziej o jakiejś reinkarnacji.
Gdy po raz pierwszy zauważyłem takie słowo, nie wiedziałem co ono oznacza. Tę książkę pochłonąłem bardzo szybko. Dzięki niej zrozumiałem, że ojciec na pewno ma się dobrze i kiedyś wróci i na pewno się spotkamy.
Być może dziadek albo ojciec podsunęli mi tę książkę, bym coś zrozumiał. W trakcie tego pobytu w tej miejscowości doszło do jeszcze innej sytuacji. W tej chwili, pod nieobecność mamę, mamę i wujka postanowiłem się wykąpać, ponieważ był upalny dzień.
Napuściłem wodę do wanny i się wykąpałem. Gdy mama i wujek wrócili z zakupów, powiedziałem, że się wykąpałem. Spytali mnie, jak wytrzymałem w lodowatej wodzie. Odpowiedziałem, że woda była ciepła i że jak zwykle odkręciłem gorącą oraz zimną, by się nie poparzyć.
Wujek powiedział, że to jest niemożliwe, ponieważ skończył się gaz w butli i została odłączona w celu wymiany na pełną. Terma gazowa nie mogła więc zadziałać. Nie uwierzyli mi, gdy mówiłem, że jak odkręcałem ciepłą wodę, to w termie normalnie zapalił się płomień i płynęła gorąca woda.
Po latach zdałem sobie sprawę, że to faktycznie mogła być czyjaś pomoc z tą wodą, bo innego wytłumaczenia nie ma. Ale pewnie na miejscu mamy i wujka też bym nie uwierzył. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w grudniu 2021 roku.
Witam. Chciałbym się podzielić swoją relacją z dnia pogrzebu mojej babci. Była to najbardziej pobożna osoba, którą znałem. Podarowała swoje życie Bogu. Została wychowana po katolicku, tak samo jak jej mąż, mój śp. dziadek.
Byli bardzo religijni. Odkąd pamiętam, a lat mam 29, mama zawsze była zatroskana, żeby odwiedzać ich co weekend każdego miesiąca, ponieważ oni oferowali jej wszystko. Dzięki nim jest teraz pielęgniarką i niesie pomoc potrzebującym.
Nauczyłem się tam, co to znaczy życie na wsi. Mam na myśli wieś odosobnioną, gdzie sąsiadów dzieli od siebie kilkadziesiąt hektarów. Na wsi życie jest bardzo religijne. Każdy jest życzliwy i pomocny. Ludzie często się odwiedzają.
Jedna parafia na całą wieś, około 200 mieszkańców. Każdy się znał, chociaż bez nazwiska. Nie było zrad. Można by rzec, kraina dobrym życiem płynąca. Pamiętam, jak miałem morze z 6 lat i o 4 rano babcia puszczała choroby gregoriańskie, prawdopodobnie z Radia Maryja.
I zaraz potem były kanapki z pomidorem i cebulą na masełku. Pamiętam również, że kiedyś zachowywałem się źle jako siedmiolatek. Przeszkadzałem jej w modlitwie. Nie była dewotką, rozumiała pewne rzeczy.
Chciała mnie namówić, żeby do niej dołączyć, ale nie mogła. Chciała mnie namówić, żeby do niej dołączyć, ale pewnego dnia przesadziłem i zrugała mnie, za co jej bardzo dziękuję. Nigdy mnie nie uderzyła.
Była naprawdę dobra. Z czasem, jak dorosłem, zaczynałem się od niej oddalać i kontakt się zatrzymał na życzeniach przez telefon. Czy to na jej imieniny, czy urodziny, czy dzień babci. Ja się od niej oddalałem.
Jednak to z mamy strony wychodziła inicjatywa. Weź zadzwoń synu do swojej babci. Dzwoniłem. Z roku na rok kontakt z babcią był coraz bardziej ograniczony, tylko do życzeń. Z czasem zaczęła chorować. Dzisiejszego dnia jestem po jej pogrzebie.
Łzy mi ciekną i żałuję pewnych rzeczy, że nie traktowałem jej tak, jak ona innych. Była naprawdę serdeczna i wdzięczna. Dzisiaj na mszy świętej pogrzebowej totalnie się rozkleiłem. Trumna babci leżała na środku kościoła.
Wszystkie wspomnienia wróciły. Zacząłem płakać. Dodam, że to mała wieś i kościół mieści maksymalnie 50 ludzi. Była cała rodzina, lecz zimno dało się czuć wszędzie. Ksiądz, który głosił kazanie, pamiętał ją dobrze.
Wspomniał rower, którym babcia zawsze jeździła do tego kościoła. Był to jej rower od zmarłego męża, mojego dziadka. Po jego śmierci moja babcia póki nie zachorowała tak, że o własnych siłach nie mogła tam dojechać, zawsze się nim poruszała.
Czasami ich pies, widząc, że babcia się gdzieś szykuje, bał się, że babcia psa żegna. Ten gonił za nią aż do kościoła oddalonego o 3 km. Dzisiaj podczas mszy pożegnalnej, przypominając sobie to wszystko, nie mogłem powstrzymać łez.
Nagle poczułem jakby głaskanie z tyłu głowy, ciepłe dreszcze, intensywne. Nie umiem tego opisać. Stary kościół bez ogrzewania. A mi nagle zaczęło robić się ciepło. To ciepło dodawało mi otuchy, tak jakbym nie miał się martwić, że babcia jest przy mnie i że jest wdzięczna, że przyszedłem na mszę.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w listopadzie 2023 roku. Słucham audycji Radia Paranormalium od niedawna. Natknąłem się na nie przypadkiem. Uważam jednak, że przypadki nie istnieją. Próbowałem zainteresować pana Bernatowicza tymi historiami, ale chyba nie są one po prostu w kręgu jego zainteresowań.
Wiem co przeżyłam i wiem także, że nie były to omamy, ani nawet trzęsienie ziemi. Na początek kilka słów o sobie. Od zawsze byłem osobą niewierzącą, ale czującą, że coś jednak istnieje, jakaś siła. Nie uznaję żadnej religii istniejącej na świecie.
Wiem, że istnieje źródło i my mamy jego część w sobie. Po kilku latach poszukiwań, przyjmowaniu i odrzucaniu pewnej filozofii powoli zaczęło mi się wszystko w głowie układać. W czasie, gdy działy się poniższe wydarzenia, nie byłam wierząca w cokolwiek.
Pierwsza historia to początek mojej przygody z duchowością. Nadmienię jeszcze, że wraz z mężem mieszkamy od prawie 10 lat w Anglii. Historia numer jeden. Jakoś ze 2-3 lata temu zmarł w Anglii. Mój i męża przyjaciel zmarł w Polsce.
To była taka znajomość z gór. Tu w Anglii mamy jeszcze jednego przyjaciela. Wszyscy w trójkę znaliśmy zmarłego. No i oczywiście trochę przykro, bo nie mogliśmy pojechać na pogrzeb do Polski. Postanowiliśmy więc w weekend, to był chyba ten sam dzień lub dzień tuż po pogrzebie, że kupiliśmy sobie wino, poszliśmy do mojej matki, ja, mój mąż i nasz przyjaciel.
wieczór minął nam na rozmowach, a przede wszystkim na wspomnieniach naszego zmarłego przyjaciela. Jakoś krótko przed północą, nie pamiętam, która to była godzina, zakończyliśmy spotkanie. Wróciliśmy do naszego domu, który jest oddalony o około 2-3 mile od domu mojej mamy.
Jesteśmy już pod naszym domem, otwieram drzwi, zapalam światło, patrzymy na podłogę, a tam leży zegar w metalowej obodowie, który wisi u nas nad futryną. U nas jest tak, że otwierają się drzwi wejściowe, wchodzi się do korytarza, ta rzeka pół metra na pół metra, na wprost są schody na górę, a po lewej salon.
Nie mamy drzwi w pokoju, ale nad futryną wisi zegar. Taka imitacja czarnego londyńskiego zegara, jaki były kiedyś na peronach. Mąż przebiegł przez salon, kierując się do kuchni, gdzie były drzwi do ogrodu, myśląc, że ktoś włamał się do domu.
Jednakże drzwi były zamknięte. Zegar, o którym mowa, wisi na gwoździu. Nigdy wcześniej nie spadł i aby go zrzucić, trzeba go unieść, a potem wziąć w kuchni. Tymczasem zegar leżał spokojnie naprzeciw futryny.
Nie rozbił się, nic. Leżał spokojnie. Nawet zrobiłem eksperyment. Mówię sobie, trudno, najwyżej zegar się rozwali, ale ja muszę wiedzieć. No więc zawiesiłem go na gwoźdź, podważyłem i pozwoliłem, żeby spadł.
Leżał na ziemi chaotycznie. Wypadły mu baterie. Widać było upadek. Zegar przeżył, a ja jestem pewna, że to nasz przyjaciel nie jest w stanie zaskoczyć się do psikusa i podziękować za dobre słowo. Najlepsze jest to, że my mamy kamerę reagującą na ruch, ustawioną naprzeciwko futryny.
Kiedyś na jakimś wyjeździe przyszło do mnie powiadomienie, że wykryto ruch w salonie. Okazało się, że kamera się uruchomiła, bo wykryła paproch, którym przylatywał akurat przez pokój. Więc czułość tej kamery jest bardzo duża.
A mimo to kamera nie zareagowała, bo nie zareagowała w utryne. Sprawdzałem archiwum nagrań i jedyny film jaki tam był to moment, gdy my wchodzimy do domu. Czyli kamera zarejestrowała zdarzenie, nasz ruch, które odbyło się dalej od kamery, a nie zarejestrowała tego bliższego, czyli ruchu zegara w momencie spadania.
Historia numer 2 Około 7 lat temu mieszkaliśmy w wynajmowanym pokoju. Dom miał 4 pokoje, 3 na piętrze i 1 na barterze. Na piętrze mieszkaliśmy my, a za ścianą nasz kolega. Kolega sąsiadował z pokoikiem, w którym akurat wtedy nikt nie mieszkał.
Mój mąż od dziecka zbiera dzwonki. Takie miedziane, porcelanowe, szklane. W Anglii jest od groma tych dzwonków do kupienia, więc sukcesywnie powiększał kolekcję. Miał też dużą ilość ladybell, takich porcelanowych laleczek.
Niektóre były zdublowane, ale tych dubli też nie było. Może kinka. No więc pokój nasz był spory, więc postanowiliśmy wzdłuż ściany powiesić punki. Kupiliśmy deski, z których sami te punki zrobiliśmy. Solidne deski na podporach takich jak kątowniki. Te dzwonki były poustawione w trzech rzędach na trzech półkach.
Największy dzwon, masywny, miedziany, z uchem, ma może za 30 cm wysokości. Wcisnęliśmy pomiędzy dwie punki przy futrynie drzwi. Pewnej nocy budzi nas hałas. Wstaję na równe nogi, rozespana, zdenerwowana.
Taki strach, kiedy hałasem wybudza się kogoś ze snu. Zapalam światło, a na dywanie leży ten dzwon. Byłam trochę zdziwiona, bo on był wciśnięty pomiędzy dwie punki. Ale odstawiłam go na półkę i nie zastanawiając się dłużej położyliśmy się spać.
Myślałem tylko o tym, że niedługo muszę wstać do pracy, a to był czas, kiedy bardzo ciężko pracowaliśmy. Zgasiliśmy światło, położyliśmy się i może zamknęłam oczy na parę sekund, może minutę. I znów taki hałas.
Tym razem już na serio zdenerwowana, wstaję, zapalam światło i co widzę? Na dywanie wzdłuż półek porozsypywane dzwonki. Nie wszystkie. To wyglądało tak, jakby ktoś idąc wzdłuż półek zamachnął się ręką i zrzucił tylko te dzwonki, które akurat udało mu się chwycić.
Trochę mnie zatkało, ale dalej nie wiem, jak to wytłumaczyć. Może mikrotrzęsienia ziemi, czy jak? No dobra, posprzątaliśmy i położyliśmy się spać. Nic już więcej tej nocy się nie działo. Około miesiąca później mój mąż, który co prawda posiadał konto na Facebooku, ale go nie używał, wszedł na Messengera, bo coś go tknęło, żeby to zrobić.
A tam informacja od kuzyna, wiadomość sprzed miesiąca, że zmarła kuzynka mojego męża. Ona go bardzo lubiła. Byliśmy w szoku. A w jeszcze większym, kiedy doszliśmy do wniosku, że prawdopodobnie to ona nam dawała znać, że umarła.
Teraz kilka faktów. Nikt z domowników nie słyszał hałasu, który umarłego by obudził, a co dopiero osobę śpiącą za ścianą. W czasie rozsypania się dzwonków po dywanie pękł tylko jeden, akurat dubel. Mała, pękata, ruda, porcelanowa laleczka.
I tak spadła jej głowa. A wspomniana kuzynka męża była niska, tęga i rudowłosa, z bardzo jasną karnacją. Żałuję do dziś, że nie zrobiłam wtedy zdjęć. Zawsze, kiedy mam wątpliwości co do tego, że nasze życie nie kończy się na ziemi, to myślę sobie o tych dwóch sytuacjach i robi mi się lepiej na duszy.
Choć oczywiście sceptycy będą to negować. Nie ma tu mowy o wstrząsie tektonicznym, bo te dzwonki, które nie pospadały na ziemię, nie ruszyły się z miejsca. Półki były trochę zakłożone, więc widziałabym ruch.
Nie była to też żadna halucynacja, bo dwa razy wstawaliśmy z łóżek. Pamiętam ten strach i serce bijące ze strachu. To wydarzyło się naprawdę. Mój mąż widział też swoją zmarłą mamę idącą przez pokój. Było to w Polsce, wiele lat temu.
Powiedział mi, że mnie wtedy nie obudził, bo wiedział, że się wystraszy. Przeżyłam również historię, którą nie wiem jak zakwalifikować. Były to zbiegi okoliczności, nieprawdopodobne wydarzenia, które nauczyły mnie, że nie można opierać się pewnym siłom.
Nawet jeśli wydaje się, że z pozoru kierują się ku naszej szkodzie. Ciąg negatywnych wydarzeń w moim życiu, który był potrzebny, aby zostało spełnione moje marzenie. Myślę, że zadziałało tu prawo przyciągania, tylko, że ja wtedy o nim nie wiedziałem.
Historia ta jest jednak za długa, aby ją tu opisywać. Zamykamy naszą skrzynkę e-mailową i przechodzimy do prezentacji historii przekazanych drogą telefoniczną. Będzie ich dużo, a ponieważ nie są one jakieś specjalnie długie, uznałem, że robienie za każdym razem wprowadzenia wiele nie wniesie. Zatem dziś, inaczej niż z reguły ma to miejsce, postanowiłem, żebym się z tym zainteresował. Znaczy, że postanowiłem zaprezentować je jedna po drugiej, bez robienia zapowiedzi, oddzielając je jedynie małym przerywnikiem dźwiękowym.
Wszystkie historie pochodzą od słuchaczy, którzy mieli już sposobność gościć we wcześniejszych odcinkach tego podcastu. Wszystkie historie pochodzą od słuchaczy, którzy mieli już sposobność gościć we wcześniejszych odcinkach tego podcastu.
Powiem Panu, że jak jeszcze mogę jakoś do tego wszystkiego dorzucić, do tych Twoich problemów, to bym powiedział, że miłpsza taktiki, sytuacji, które są mało wytłumaczalne. Powiem Panu, że jeszcze miałem przypadek mojego chrzestnego, który odchodził z tego padołu.
I wie Pan co, była taka sytuacja niezręczna, bo ja pracowałem wtedy w Irlandii, przyjechałem na urlop do Polski. Ja wiedziałem, że człowiek już po prostu, że niedużo życia mu dostało, bo wiedziałem jak ta choroba go zabiera i tak dalej. Ale jeszcze żył, zawsze był takim człowiekiem, który się z tym zaskoczył. I tak, taka sytuacja trochę była niezręczna, bo pojechałem tam z moim mamą, zobaczyć się mamą gdzieś, chodź pojedziemy, bo czy wyjedzie znowu do Irlandii na pół roku, nie wiadomo czy on dożyje już te pół roku, choć to jeszcze się zobaczycie i tak dalej.
I wie Pan, tylko była taka sytuacja niezręczna, bo tak, ślądowali się, polegnąć, bo człowiek jeszcze żyje, mój wujo, mój przedmiot. I tak się trochę zrobiło, że pojechałem tam, i ja mówię, nie przejmuj się, będzie wszystko w porządku. I wie Pan, tak go klepnąłem w plecy, może nawet troszeczkę za mocno, bo on już się bardzo skulił, ta choroba miała raka jelita, grubego ta choroba go zabierała, a więc już nie miał włosów, bo to chyba było po chemii.
Tak się skulił już sobie, ja tak później takie wyrzuty miałem, że może za mocno go, ale tak, wujo odeszedł chyba dwa tysiące po tym, ja wróciłem do Irlandii, a że tam są za bardzo, nie chcieli nam puszczać, te urlopy były raz na pół roku, bo to nie mieliśmy pozwoleń na pracę, to jest wtedy nasza emigracja trochę ścigała po tych wodnikach, a więc tam do domu się wjeżdżało wtedy po pół roku.
Wie Pan, to i taka akcja, ja przyjeżdżam po tym pół roku, pochylałem urlopie do domu, zacząłem się u siebie spać, tak, z racji tego, że ja chrapię, no to śpię na innym łóżku, do nas pała na innym. Powiem Panu tak, godzina, nie wiem, która była w nocy, ale rzecz się zadziewa taka, ktoś normalnie ładuje mi taką kiątkę w plecy, wie Pan, takie uderzenie ręki, ja czuję tą rękę, chłodna ręka, jest taki strzał, w sumie nie wiem, bo to nie było mocne i nie wiem, czy mnie obudził ten chłask w plecy, czy w ogóle ten chłask w plecy, ja na momencie wiedziałem, co mi go dał, dlaczego mi go dał i w ogóle, wie Pan, to ja w jednej sekundzie, jak to się mówi, o północy, wyrwany ze snu, skojarzyłem fakty.
Kto to przyszedł? Oto przyszedł, uśmiechnąłem się tylko, wie Pan, do ciebie, odwróciłem się na drugi bok i dosłownie koleżanem jeszcze pomyślałem sobie o nim, że przyszedł się pożegnać, że tam nie mógł na postępie mi znaleźć i czekał, aż wrócę do domu i powiem Panu, że naprawdę w jednej sekundzie wiedziałem, co, po co i dlaczego.
Oto tak, wie jakby wuju, nie potraktował tego ze śmiertelną powagą, tego uciepnięcia wtedy, tylko tak dla żartu przyszedł się w taki sposób pobjawić. Tak, dokładnie w taki sposób się chyba przyszedł pożegnać, bo jak gdyby, wie Pan, to ja miałem takie odczucie, że no nie mogliśmy się wtedy pożegnać jeszcze, no bo on żyje, tak, no też taki trochę i nie tak ten by było z mojej strony, zresztą no to człowiek żyje, a więc trzeba mieć tą nadzieję do końca, nie wolno mu nikomu odbierać i takie było to moje zachowanie, może trochę dziwaczne, tylko przeschnięcie w plecy, ale tak jak mówię, ja w jednej sekundzie zrozumiałem co, po co i dlaczego.
Tak samo w momencie, kiedy moja mama umierała, to też dziwne sytuacje miały miejsce, zwyczaj w sumie, tak mi się wydaje, jak ktoś umiera bliski, to możemy jakieś takie nietypowe rzeczy zauważyć, mianowicie mama zmarła gdzieś tak była 3.15, ale wcześniej mama umierała w domu, załatwiliśmy tam wszystko, bo to był okres covida, więc szpital nam powiedział, jak mama była, miała jechać na oddział paliatywny, szpital powiedział, że jedna wyznaczona osoba mogła odwiedzać mamę raz dziennie na pół godziny, więc stwierdziliśmy, że no nie ma w ogóle takiej możliwości, więc tata załatwił tam łóżko, ten materac taki, co się pompował, maszyny do tlenu, wszystko.
No i w momencie, kiedy już z mamą jakby nie było kontaktu, to byłem wtedy właśnie ja, mój tata, mój brat, moja bratowa, i był jeszcze tam brat mojej mamy z ciocią, najbliższa jakby rodzina. Pamiętam, jak całą tą noc jakby to, jak to wyglądało. W pewnym momencie było gdzieś tam, nie wiem, około północy może, tata stwierdził, że idzie się położyć, bo chciał się drzemnąć na chwilę, bo mówił, że nie ma sił po prostu. Nie minęło pół godziny, wraca i widzę, że jest taki jakiś no, wystraszony. I się go pyta, co się stało? A tata mówi, że leżał na łóżku i poczuł w pewnym momencie, jakby ktoś go tak poklepał, po ramieniu, tak jakby chciał mu otuchy dodać.
To była jedna rzecz. Kolejna, która na przykład miała miejsce, to chyba było nawet, tak jak mi brat mówił, to był dzień przed śmiercią mamy. On akurat tą noc spał u siebie w mieszkaniu i obudził się w nocy i jego pies zaczął warczeć w pokoju. Bo on wtedy mówił, że w salonie akurat spał jego pies i zaczął warczeć.
I patrzył się na stół jadalniany. I w pewnym momencie tak mówił, że tam gdzieś światło latarni akurat wlatywało, mało do mieszkania. W pewnym momencie tylko zauważył, że tam parę rzeczy, które stało gdzieś tam na stole jadalnianym, po prostu tak, jakby ktoś wziął ręką i je zrzucił. I najlepsze jest to, że brat się nie wystraszył, tylko tak jakby podświadomie poczuł, tak jak on mi to powiedział, on to poczuł, że to dziadek przyszedł do mamy, czy po mamę i dał znać w ten sposób jemu akurat, że to właśnie on przyszedł, bo brat to od razu skojarzył z tymi wędkami wtedy.
Dosyć klasyczny przypadek zdarzeń, o których czasami też pielęgniarki w szpitalach opowiadają, oczywiście anonimowo. Różne zdarzenia, które poprzedzają jakby odejście pacjenta w stanie terminalnym. I najdziwniejsze takie było, w sumie ostatnie godziny były takie, że ja poszedłem na papierosa, brat z bratową tak samo, tylko tyle, że każdy w sumie poszedł w inne miejsce.
Ja poszedłem do piwnicy, brat poszedł przed dom, a bratowa poszła za dom, koło, tam stoi taki orzech, stare drzewo, tam sobie stanęła. I bratowa, która generalnie nie jest jakoś jakby osobą, która wie, że nie wiadomo jak, właśnie w jakieś rzeczy paranormalne, to ona mi powiedziała, że ona też nie zapomnił tego uczucia, czuła, że na podwórku za domem tak jakby stały jeszcze trzy osoby. Mówi, że czuła po prostu trzy osoby jeszcze.
Czuła ich obecność bez widzenia ich. Tak, czuła obecność trzech osób. I tak jak sobie z bratem tłumaczyliśmy, no to mówię, no to będzie okej, no babcia, dziadek, no i pytanie, kto trzeci. No i pewnie sama mogła być. Może już była, ale chociaż wtedy jeszcze, powiedzmy, no, ciało jeszcze żyło.
No, ciało jeszcze żyło, ale świadomość już mogła się tam, prawda, odłączać. Skoro istnieje OB, no to dlaczego wtedy to mogło, taka rzecz się mogła nie zdarzyć? Więc taka sytuacja miała miejsce, najprzyz to, że w momencie, kiedy już spaliśmy papierosa, nagle każdy stwierdził, że idzie spać.
Każdy, w sensie ja stwierdziłem, że nagle, po prostu tak jak czułem, że wcześniej miałem w sobie, ja stwierdziłem, że ja idę się drzemnąć. Brat z bratową stwierdzili nagle, że oni idą się przespać. Jeszcze bratowa mówi, że ona weszła na korytarz i chciała wejść do pokoju jeszcze, bo tak za każdym razem, jak wracała z papierosa, to wchodziła po krótkiej chwili do pokoju, zobaczyć, co się dzieje tam, czy jest powiedzmy, no okej.
Powiedziała, że czuła taką po prostu niewidzialną ścianę, że nie mogła po prostu przejść tam. Nie była w stanie. I mówi, no dobra, no to idę do góry się położyć. Wuja z czatką nagle stwierdzili, że oni jadą do domu i przyjadą za parę godzin. I został tylko sam tata z mamą. No i tata stwierdził, że no zrobił kawę, zrobił dwie kawy, postawił jedną obok stoliczka, właśnie gdzie mama leżała, porozmawiał z nią, no i krótko po tym mama zmarła. Tak jak kiedy później rozmawialiśmy, mama zawsze właśnie wszystko sama z tatą i tak do samego końca została. A to nie było czasem tak, że mama jakby na chwilę odzyskała siły?
Nastąpiła tak zwana terminalna jasność umysłu, jak to się mówi? Tak, tak. Bo od tego co rozmawiałem z tatą, to co tata nazywał rozmową, no ale tylko tata mówił. Mama tylko oddychała wtedy. Oczy zamknięte i tylko oddychanie.
No a później już to jakiś tydzień czy dwa tygodnie, bo tam było tak u rodziców domu, że tata jak wstawał rano, to schodził z mamą, bo mamie już było bardzo ciężko po prostu, schodził po schodach powolutku z nią na dół. Mama tam jakby cały dzień sobie spędzała, po czym wieczorem, jak już szli do góry, bo do góry na piętrze mieli sypialnię, no to powoli tata z nią wchodził do góry. I tata mówił, że nie zapomni właśnie snu, jak krótko po śmierci wchodzili razem do góry, po schodach i jak moja mama powiedziała do taty, mówi, nawet nie wiesz, jak mi się teraz lekko po tych schodach chodzi. Taka forma pożegnania, można powiedzieć. Tak.
Tak mi się wydaje. I jeszcze była taka historia tutaj, co mama mojej właśnie partnerki, też niedawno odeszła po nieudanej walce z rakiem, tak? No i co się stało? Stało się to, że jakoś zegar przestał chodzić mniej więcej w tym czasie, kiedy ona odeszła, tak? To była taka sytuacja, to też aż sam w szoku byłem, bo ten, bo byłem tam w tym domu, sprzątaliśmy razem z moją tą właśnie partnerką i jak najbardziej co? Ten zegar przestał działać. Normalnie nie można było go ani nakręcić, to stary zegar taki, ani go nakręcić go nie można, ani nie, nie, nie, nie elektryczna, nic, tylko taki, że trzeba, no po prostu przestał, zepsuł się, no zepsuł się, trzeba do zegarmistrza oddać, takiego, co się zda na tym.
Ja fachowcem nie jestem w takich sprawach, ja no raczej raczej tego nie rozkręcę, jakbym rozkręcił, to pewnie bym pogubił części jeszcze, no właśnie. I złożyć klocki Lego takie, no to troszeczkę pewnie za skomplikowane.
No i co? No i... On działał zawsze, wszystko było w porządku, nigdy nie był naprawiany, miał tyle lat, o Jezus, ile on tam miał lat, no on był, podobno jak była jeszcze moja partnerka, ona ma czterdzieści parę lat, tak, jak ten, jak jeszcze była młoda, mała, to ona pamięta ten zegar, że on już był, i on już stał. I no po prostu...
I to też jest taka, taka, taka, teraz właśnie się wspomniało właśnie, że właśnie, bo rozmawialiśmy na ten temat, właśnie o tych historiach i tak dalej, no i właśnie mi opowiedziała właśnie, że, że tutaj... A nie pamiętasz tego zegara? A ja mówię, jaki zegar? No to jest...
Nie wiem, co chciałeś naprawić, ale się nie naprawiłeś, tak dalej. Mówię, no tak, no to on działał cały czas i teraz, jak ona niedawno zeszła, tak, no to on też nagle razem z nią, tak jakby przestał tikać w momencie, kiedy tutaj się wypaliła świeca życia, tak, i...
No i to, to też takie... Nie wiem, może to jest jakieś połączenie, nie ma... czy połączenie niematerialne, ale połączenie rzeczy z człowiekiem, może, może, nie wiem... No, jak tam mówię, tam przypomnę coś jeszcze, tak? No może po prostu, może po prostu taki, taki sposób przekazania, że zmarły się wynosi z tego świata.
Być może tak, no, bo to też... Chociaż to też może być znak od osoby już zmarłej. Dwa lata temu też mi się zdarzyło. Nie wiem, to może nie jest paranormalne, ale do tej pory mnie to zastanawia. Miałam kiedyś takiego znajomego, i to nie był bliski znajomy, jakiś tam kolega. Wstałam kiedyś rano i zaczęłam o nim tak bardzo myśleć. Tak mi się pojawił nagle w myślach i ciągle o nim myślałam.
Z taką myślą, że on był taki dobry, a ja go nigdy już nie zobaczę. Ale absolutnie nie myślałam, że on umarł, nie. I ta myśl mnie cała prześladowała z godzinę. Tutaj ja się w końcu położyłam do łóżka, bo no co?
I tak cały czas o nim myślałam i jakoś tak przeżywałam, że już go nigdy więcej nie zobaczę. Ale absolutnie o śmierć nie myślałam. Na drugi dzień patrzę, nekrolog, on nie żyje. Ale to nie był ani taki dobry znajomy, jakiś bliski. Nie wiem skąd te myśli, taka cała godzina chyba.
Aż się musiałam do łóżka położyć, bo co jest, że ja tak przeżywam go. I to mnie zszokowało i nie wiem jakaś, czy to intuicja i skąd te myśli. Akurat on... Przyszła mi na myśl teraz tak zwana municja, czyli moment, kiedy zmarły postanawia jakieś tam z ważnym dla siebie osobom dać znać, że zawija się z tego świata. Tylko, że ja nie byłam dla niego ważną osobą na pewno. My tylko...
No z jakiegoś powodu postanowił panią poinformować. Albo pani ma po prostu tak rozwiniętą intuicję, że jakby wyłapała pani sygnał od niego, że odchodzi. No właśnie nie wiem, bo o sen, jeszcze sen chciałam. To też jest moja historia autentyczna.
Miałam 12 lat. Ten sen do tej pory pamiętam. To już chyba jest trochę takie bardzo dziwne. Chyba coś musiało być paranormalnego. Też byłam u babci, u dziadka. Dziadkowie już byli słabi. Dziadek chorował na astmę i już mieszkał u tej ciotki. I w tą noc przyśnił mi się dziadek. I też muszę tu wspomnieć, że nie byłam ulubienicą dziadka. W ogóle my w stronę ojca nie byliśmy takimi ulubieńcami.
Dziadek w ogóle był taki trochę samotny. Taki samotnik. No taki, byle że dziadek. Noc przyśnił mi się. Śniło mi się dokładnie, że stoi w ciemności naprzeciwko siedzi dziadek na takim krześle czy tronie takim większym krześle. On był ubrany w garnitur, w białą koszulę.
Ale ja go dokładnie widziałam w tej ciemności, bo on miał tak jakby w tym śnie twarz taką rozjaśnioną. Taką młodszą i rozjaśnioną. I się bardzo tak serdecznie uśmiechał. I w tym śnie telepatycznie ja już wiedziałam, że nie żyję w tym śnie.
Wiedziałam i zapytałam się jak się teraz czujesz? No i powiedział teraz się czuję bardzo dobrze. I to było koniec snu. A rano ciocia nas obudziła i mówi, że dziadek nie żyje. Czyli też jakby przypadek monicji tylko w inny sposób przekazał tutaj dziadek informację o swoim odejściu.
Tak. Chciała się pożegnać. No tak. Chyba na to wychodzi. Taki sen miałam. A druga historia właśnie z nią. Też szłyśmy z dyskoteki. Tylko ja tu zaznaczę, że my nie piłyśmy nigdy. Z koleżanką. Jak? Koleżanka, kuzynka. To była pierwsza rocznica śmierci mojej babci. No jeszcze mama przed wejściem pamiętam mówiła, że tak nie wypada.
A my tam może żałoby się. No wnosi w sercu. No i tak poszłyśmy. Ale z powrotem szłyśmy już z tej dyskoteki i ona nagle zamarła. I mówi, że tam ktoś stoi. Ona się tak trzęsła i my w końcu ją tam w środek postawiłyśmy i tak szłyśmy.
I ona mówi, czy wy naprawdę nie widzicie. I ona mówiła, że przecież my obok tego przechodziła. Ona mówi, że to nie jest człowiek, to jest duch. Że to stoi i... To przyszłyśmy do domu. No my nic absolutnie z koleżanką nie widziałyśmy. Cały czas mówiła o tym, że my jej nie wierzymy, a ona naprawdę coś widziała.
No i później, tydzień później ona pojechała do domu, bo mieszkała w innej miejscowości. A my dostałyśmy... Dostałam telegram. Dostaliśmy telegram, że nie żyje ciocia i jej ojciec. Tej o***. Tam później był taki zbieg okoliczności, bo co pół roku ktoś zginął w wypadku. Później pół roku...
Pół roku później... Aha, jeszcze kuzyn dziewięć lat zmarł w wypadku. Ciocia, wujek, kuzyn. Jej brat, tej o***. Sześć osób. Aha, i brata, żona też zginęła. Oni później jakieś woskowe krzyże robili, chyba ja...
Bo już zaczęli wierzyć w jakąś klątwę, w co ja tam akurat nie wierzę. Ale jakieś tak zbieg... Tylko, że kuzynka mówi, że to miał związek z tym, co ona wtedy widziała. A nie było czasem czegoś takiego, że któryś z waszych zmarłych przeleżał o niedzielę?
Oj, nie pamiętam. Bo mówi się, nie wiem na ile to jest... Może to jest jakiś przesąd, nie wiem, ale z tego, co słyszałem, jeżeli zmarły przeleży przez niedzielę, to może kogoś z rodziny, czy tam z kogoś z bliskich zabrać ze sobą. Nie wiem, nie mam pojęcia. Tam wszyscy zginęli w wypadkach samochodowych. Sześć osób. I tak co pół roku.
Jeszcze mam historia, to po przykład ducha będzie taka dosyć chyba sympatyczna. Zmarł mój wujek i byliśmy na jego... u jego domu na podwórku. Znaczy na podwórku, tam gdzie mieszkał. Po prostu na kawie po różańcu.
I siedziała cała rodzina. Wszyscy oczywiście tam zapłakani, smutni. I tak siedzimy, siedzimy i nagle włączyło się jego radio na cały regulator. Tak jakby ktoś po prostu włączył to radio. Głośnił na całą parę.
I było słychać tylko szumy statki. Jakby ktoś, wie pan, jak tak gałkę ktoś przekręca w radiu, to słuchaj, tak jakby coś tam, jak łapie jakieś statki. I idealnie stanęło na jakiejś piosence. Jakieś... Teraz właśnie no szkoda, że nikt nie pamięta jaka to była piosenka. Ale na bardzo wycołej piosence. Tak jakby chciał pokazać, że żebyśmy się nie martwili. A rodzina właśnie tam z tyłu zaczęła krzyczeć, bo myśmy wiedzieli, że to mój kuzyn w ogóle włączył, który był obok mnie.
I mówi, kto to włączył? Wstań tam ścisz to, coś tam ten. I on, żeby wyłączyć to radio, to musiał rzeczywiście wstać, zrobić tam trzy, cztery kroki do tego radia i dopiero wtedy je wyłączyć. A kuzyn siedział cały czas ze mną. To radio w ogóle nie było zasychane, nie było żadnej możliwości, żeby ktokolwiek był przy tym radiu i majstrował tam.
Kuzyn musiałby być rzeczywiście, że tak to imę, Slendermanem, żeby takimi długimi rękami sięgnąć do radio, tak? No właśnie. No właśnie. Ale oczywiście ta rodzina to była z przodu, bo oni tego nie widzieli.
Nie wiem, po prostu myśleli, że to mój kuzyn włączył sobie, nie wiem, jaja robił i tak dalej. No ale ja siedziałem teraz koło niego i no widziałem, że on po prostu się nie ruszał z miejsca, a żeby wyłączyć to radio, no to musiał rzeczywiście wstać, zrobić parę kroków i nawet nie wiedział, gdzie jest ten przycisk. Po prostu musiał go waleć i wyłączyć, nie?
Bo to było takie radio, gdzie się w stację wyszukiwało nie pokrętłem, tylko przyciskiem, jeżeli dobrze rozumiem. Wie pan co, nie mam pojęcia, bo ja to radio widziałem, nie wiem, z czterech metrów gdzieś może.
Nigdy się do niego nie zbliżałem. Nie wiem, jakie to było radio, ale o, tu żona już ona słyszy, podpowiada, że to jakaś stara wieża była. Bo ona też właśnie była wtedy ze mną, obok mnie, na tym lożańcu. Bo to była taka wieża, tak, jeżeli dobrze.
Coś w rodzaju stypy, takiego spotkania po pogrzebie. Znaczy po prostu rodzina wyprosiła tam, powiedzieli, że jest różaniec, więc wszyscy po prostu się zjechali. Zaraz po śmierci wujka, to jeszcze ani pogrzebu nie było, ani nic, to był ten sam dzień, co wymarł, czy dzień po, już teraz nie pamiętam.
I po prostu wszyscy tam się zjechali, cała rodzina i powiedzieli, akurat była ładna pogoda. Pytali, czy kawę wypijemy, no to żeby rodzina żeby tam innym nie było smutno, po prostu wszyscy siedzieli przy jednym stole.
No i piliśmy tą kawę, no grobowa atmosfera, wiadomo. I po prostu moim zdaniem i innym osobom, które siedziały tam właśnie bliżej, to po prostu wujek dał, chyba chciał nam dać znać, właśnie to, że włączył to radio na cały regulator, nastawił na taką wesołą piosenkę, żebyśmy się chyba nie smuciły, że chyba jest ok.
Tak, tak przynajmniej ja to interpretuję. Można to tak zinterpretować, jako taki całkiem sympatyczny, prawda, znak z zaświatów, taką prośbę, żeby żeby się nie smucić. Zmarłem takim, no, jeżeli ktoś nas kochał za życia, to raczej chyba nie chciałby, żebyśmy się smucili po jego odejściu, prawda. Bardziej zależy takim osobom chyba na tym, żeby członkowie rodziny, bliscy, znajomi byli tacy najjaśniejsi możliwie, najweselsi.
No takim się właśnie też wydaje, że to coś takiego było. Chociaż można też rozpatrywać opcję pod tytułem wujek jeszcze nie wiedział, że zmarł i tak po prostu czuł się jak u siebie, jakby był żywy i włączył radio akurat na takim...
To też jest możliwe. Ponadto też takie sytuacje się zdarzają. Bardzo możliwe, że wujek po prostu, nie wiem, może myślał, że sobie wszyscy jaja robią, a człowiek nie wiedział, że nie żyje. No dużo, dużo jest możliwych takich interpretacji, tak. Są takie sytuacje, że podobno zmarły z jakiegoś powodu, nie zdaję sobie sprawy ze swojego położenia i dopiero coś musi wystąpić takiego, żeby go usiadomiło, że zmarł i że już nie jest obecny fizycznie w tym świecie.
No właśnie też czytałem o tym, że takie coś też jest możliwe. Że wszystko jest prawdopodobne, ale właśnie dziwna sytuacja. Ja w ogóle pracuję, chodzę na wesela, nagrywam na wesela, tak jak wcześniej mówiłem, tam latam dronem i tak dalej i moja praca kończy się tam o godzinie pierwszej pewnego, pewnej niedzieli już, bo to już było po pierwszej.
Przyszedłem właśnie z wesela, położyłem się spać, już oczywiście wszyscy domownicy spali i jak nigdy nie mogę zasnąć, bo zawsze, zawsze tam mój mózg produkuje pełno myśli przed snem, to tak momentalnie dostałem taki, nie wiem, taki jakby snu albo jakiejś wizji, czy coś takiego. Zobaczyłem właśnie jakiegoś człowieka, który mówi, już jestem wolny, już jestem szczęśliwy i się oddalił po prostu. Wszedł w jakieś takie światło, to było takie blask światła białego, jakieś różowego, nie wiem, pomarańczowego, takie piękne światło, tak jakby i od razu mnie to tak wytrząsnęło z tego i mówię, kurde, jakby ktoś nie żył i się teraz ze mną żegnał.
Patrzę na telefon, to nie ma żadnej wiadomości od nikogo, że żona śpi, wszyscy śpią, mówię, nie no, chyba to po prostu nie wiem, jakiś, jakiś ten, ale no pierwszy raz coś takiego w ogóle mi się przydarzyło i na drugi dzień właśnie się obudziłem, to była niedziela i też nie mam żadnego telefonu i nic się takiego nie wydarzyło, po prostu spędziliśmy sobie cały ten dzień razem, tak jakby się nic nie stało, nawet nie mówiłem o tym żonie, bo mówię, po co, po co w ogóle poruszać takie kwestie, skoro nic się nie działo, nic się nie stało.
I tak już żyją, bo tak już byśmy mieli 50 telefonów. No, a w poniedziałek idę do pracy i właśnie mama mi mówi, że zmarł mój kuzyn Rafał. Rafał był bezdomny i miał problem z alkoholem. Miesiąc przed jego śmiercią już wylądował w szpitalu i lekarz mi powiedział, no jeszcze raz takie coś i prawdopodobnie już pana nie zdążymy uratować. No, ale wiadomo, jak to tam po prostu sobie zlekceważył i znaleźli go właśnie chyba w poniedziałek. No i tak też jeszcze nie skojarzyłem tych sytuacji wszystkich. Znaczy, pamiętałem o tym, ale mówię, nie no, to ten, bo to by się gryzło, bo mówię, to tylko w poniedziałek. Właśnie zmarła, ja to miałem z soboty na niedzielę, gdzie się było o godzinie tam drugiej, po drugiej.
No, ale później jak się dowiedzieliśmy, to właśnie znaleźli go w jednym, właśnie w poniedziałek, ale ponoć już leżał właśnie jakieś kilkadziesiąt godzin wcześniej, więc według tam ustaleń policji i tak dalej, no to by się wszystko pokrywało z tym, jak ja właśnie tam sobie przytypiałem i po prostu jakby on wtedy odchodził.
Miał pan coś w rodzaju municji? Zmarły, poinformował pana o swoim odejściu? No tak, tak to mi się skojarzyło. Nie wiem, czy łączyć te fakty, no ja akurat te kropki tak połączyłem, bo to by się zgadzało właśnie, jego śmierć z tą sytuacją, którą miałem i nigdy w życiu czegoś takiego nie miałem, więc tak mówię, no chyba to jest to. Tylko nie wiem, dlaczego właśnie on by się miał chęć ze mną pożegnać, bo my nie żyliśmy jakoś tam super. Oczywiście gdzieś tam jak się spotkało, to się by porozmawiało, ale no miał przecież bliższą rodzinę niż ja, więc to też trochę dziwne takie było.
Głośno teraz myślę, że mi się wydaje, że może przez jakieś, przez więzy rodzinne coś spowodowało, że pan jakby zauważył jego przejście tak, do tej innej rzeczywistości. Jak był to pana przypadkiem zaobserwował.
Był pan w takim, był pan w takim jakby już coś stanie na granicy snu i jawy, tak? No właśnie tak nie bardzo, bo ja jak mówiłem, mi się tam ciężko zawsze dotyka, a teraz wyjątkowo po prostu się położyłem. Zamknąłem po prostu na chwilę oczy, gdzieś 30 sekund i chciałem się tam, myśli oczywiście jak zawsze takie same. Sinawia po prostu mi się to pojawiło w głowie. Widziałem to wszystko i nie wiedziałem kto to jest, bo to światło było takie bardzo mocne. Widziałem tylko sylwetkę właśnie mężczyzny takiego dosyć smukłej budowy ciała i jak mówił, już jestem wolny, już jestem szczęśliwy i po prostu poszedł w to światło.
Ja się tak odszarpałem się z tego, nie? No można też to tak zinterpretować, że pan jakby przez przypadek odebrał pewien sygnał odnoszący się do kuzyna. Też może być wszystko możliwe. Pewnie tutaj więcej miałby do powiedzenia Ada Edelman z bloga Biuro Duchów. Nie wiem czy pan kojarzy. Ona czasami się pojawia w radiu Paranormalium. Teraz troszkę rzadziej, ale kiedyś robiliśmy nawet audycję taką dosyć regularną.
Beata Campbell, Ada Edelman, autorka książki chociażby Sny. Czego możemy się z nich dowiedzieć? Z takich najbardziej znanych impozycji. Coś kojarzę. Właśnie oglądam dużo, właśnie chyba prawie... no dzięki 99% relacji to ogląda właśnie z Paranormalium, więc coś mi tam świta. Tutaj jeszcze w rodzinie miałem też kilka sytuacji.
Moja siostra z kuzynką twierdzą, że widziały właśnie taką postać zakapturzoną, która szła w jej kierunku. Myśleli, że się ktoś przedrał, a po prostu ona przeszła sobie przez płot sąsiada betonowy. To wtedy usiekły, jak były małe. Mój dobry znajomy widział swoją ciotkę po śmierci. Po prostu na dół, bo słyszał, że ktoś go woła, bo myślał, że to rodzice wrócili, a to zobaczył ciotkę w pół. W ogóle połowy nie było, a połowa ciotki z klasa w górę była. On był jeszcze wtedy taki, no nie wiem, może miał teraz 14 lat.
To uciekł właśnie na zimę w skarpetkach do mojego kuzyna. Tego właśnie, co... z nim tą sytuację miałem na tym dworcu. To uciekł właśnie tam. Ponoć nie szło w ogóle z nim rozmawiać. To jakąś godzinę czasu stał się od tych dwóch, bo on się z nim zboryczał i dopiero później powiedział, co się stało.
Moja mama kiedyś, jak była ze mną w ciąży, u swojej mamy stała gitara i po prostu sobie pomyślała, a to było jakby teraz, zgasło światło i ktoś szatnął za stronę. No i jak nie pomyślała, tak po prostu zgasło światło, szatnęło coś za stronę, to jakby biegła z tego pokoju tam właśnie do mojej babci.
Co do dziadka, dziadek, pamiętam jak zmarł. To też było dziwne, bo dał znak też po śmierci za chwilę, bo ja wróciłem, ja chodziłem wtedy do 5 klasy podstawówki, ja wracałem ze szkoły i to było tak, że ja wracałem chwilę przed mamą, tak? Tak około mówię, tak właśnie, po 15, 15 z hakiem, nie? Tego dnia akurat miałem dużo lekcji, chyba 8, 9. No ale w każdym razie ja, no dziadek się dobrze czuł, wszystko ok.
Miał 77 albo 8 lat, 7. Jak zmarł, rano wszystko było dobrze, dobra, wracam ze szkoły i pod blokiem mamy drzewo, parking i pod tym drzewem coś leżało. Taki pakunek to był, panu powiem, że brązowy prostokąt taki i to był, była cegła owinięta w ręcznik.
Nie wiem skąd to się tam wzięło, kto to tam położył, no ale jak to dzieciak, wiadomo, 12 lat, mówię cholera, mówię ciekawe co jest w środku, a podejdę, mówię, nie? Zrobiłem te 5 metrów, przeszedłem, patrzę, mówię, coś w materiał, tego odwinę, mówię, patrzę, cegła, normalna cegła, no to mówię, dobra, mówię, idę. Patrzę akurat, jak nigdy się zszedłem pod blokiem z mamą.
Nigdy się nie schodziliśmy pod blokiem, mówię, zawsze ja byłem chwilę wcześniej, akurat się zeszliśmy z mamą, czyli ja nie miałem tutaj, nie wiem, wejść tam, czy po prostu, żeby dziadek mi otworzył, bo ja wtedy klucza nie miałem, po prostu, ale dziadek by mi otworzył. Ja miałem być z mamą wtedy, no bo tak widocznie miał on być po prostu.
Bo to, co tu zastaliśmy, to... No i mówię, i ten dziwny pakunek, który akurat wtedy raz, jeden jedyny przykuł moją uwagę. No i dobra, patrzę. W ogóle po co, po co ktoś by owijał, prawda, ręcznikiem cegłę? Prawda, ręcznikiem cegłę.
No to dzisiaj się też zastanawiałem, no tu nigdy wcześniej takiego czegoś nie było i nigdy później. No akurat tego dnia, mówię, panu, taki dziwny pakunek pod drzewem był moją uwagę przykuł. Ja, no, jakby miało być.
Jeszcze z mamą też rozmawiałem. No i dobra, no to w końcu wchodzimy do bloku, mieszkam na drugim piętrze, otwieramy drzwi i jest obraz jak z horroru. To się nie nadaje do publikacji, co ja teraz powiem, to pan chyba to wytnie.
Ja mówię, co to, co to się tutaj wyprawia? Mama wchodzi, no dziadek był w stanie, że tak powiem, no już schodził z tego świata, w stanie takim agonalnym. Kumaty był, tak, ogólnie wiedział, że, że wróciliśmy, że, no ale, no szybko na pogotowie zadzwoniliśmy.
Mama tutaj o, myła tą krew, ten, no lekarz wszedł, stwierdził, że, no, oni wezmą dziadka, no, ale widać, że już życie z niego uchodzi, tak? Już, już prawdopodobnie trzeba się będzie szykować na najgorsze, bo już nie wróci, nie?
To był jakiś efekt choroby, czy dziadek sobie coś zrobił? Tak. Nie, nie, to był jakiś efekt choroby. To była choroba. Nie wiem, czy to była marskość wątroby po prostu, czy co, to było, no, ale nie, nie, to było z choroby.
Tu w tym domu nikt nie zmarł, a właśnie miałem zaznaczyć, w domu tutaj nikt nie zmarł, a my mamy ten, to mieszkanie, tutaj mieszkamy od początku, od 1962 roku, także w mieszkaniu nikt nie zmarł. Dziadek właśnie do szpitala został zabrany i pamiętam, że na, na drugi dzień, pan mi wie, że można sparaliżować, strach może sparaliżować. Można być w pełni świadomym, a się nie ruszyć. Jeden, jedyny raz, tak, miałem.
To było właśnie, dziadek w szpitalu był i to od razu wiedziałem, że zmarł. Od razu wiedziałem, że zmarł. Mieliśmy w toalecie pralkę i na pralce stała na środku miska metalowa, metalowa miska, gdzie się wtedy kładło rzeczy do prania, brud tak zwane.
Pralka nie chodziła. To ona zawsze i tak jak pralka chodziła, to była ta miska zdjęta, wiadomo. Siłą rzeczy by spadła, ale pralka nie chodziła. Ona, ta miska była pusta na pralce. I proszę pana, oglądam telewizję, stałem przed telewizorem wtedy, bo coś tam robiłem, stałem przed telewizorem, telewizor gra i na raz huk, ale ta miska proszę pana nie spadła.
Jakby ją ktoś podniósł i z impetem rzucił na kaflę. Huk się zrobił jak jasna cholera. Łoskot jeden. Ja mówię, hej, dziadek zmarł. I w tej chwili mnie sparaliżowało. Ja byłem w pełni świadomy, ja widziałem co się w telewizji dzieje, ale nie mogłem przez jakieś 20, 25 sekund ruszyć ręką nogą.
Mimo, że próbowałem. Nie mogłem ruszyć po prostu, no jakbym był odlany z żelba. W końcu ruszyłem, odpuściło to zesztywnienie. Biegnę do mamy, no mama mówi, a no miska spadła. Tylko tak dziwnie spadła, nie no, tralka nie chodzi, miska była w środku.
Ja mówię, pewnie dziadek. No, no tam nie wiem, a może nie wiem, nie wiem. No, ale za jakieś około godzinę był telefon ze szpitala do mamy, przykro nam. Tatuś zmarł około godzinę temu. No, no, no, mówię, mówiłem, nie?
Także takie coś było. Nawet mama mi potem przyznała też, że jako dziecko tam jakiś tam, ona była jak jeszcze była dzieckiem, też jakiś tam wujek umierał, czy ktoś tam z rodziny, mi to już dawno opowiadała. I też był huk, jakby ktoś pięścią stół wyrypał, nie? Ale tak solidnie, no myśleli, że stół pęd, nie?
Czyli mieliście już też takie przypadki w rodzinie, prawda? Tak, tak, tak, tak, tak, tak. Tak, mieliśmy, mieliśmy kilka. Nawet panu powiem, że moja rodzina z Bydgoszczy. Byłem tam, taka ciocia mieszkała, bardzo fajna, starsza kobieta, też taka życiowa. No i ona miała takiego męża, miała męża takiego, no, nie był wzorowy mąż, nie, że tak powiem, ani ojciec, tak dalej, tak dalej. No, był takim facetem, a nie innym akurat. I to był mojego dziadka, drugiego dziadka, który mnie wychował brat. No i coś tam właśnie rozmawiamy o nim i ta ciocia, ta jego żona, starsza już kobieta, już nie żyje, mówi, jak będziemy o nim rozmawiać, to on przyjdzie.
Mówię, jak? No, mówi, on przychodzi. On przychodzi, daje tutaj znak jakiś, nie? Zobaczysz. Mówi, bo on mi tu przychodzi, jak się o nim mówi. Lepiej o nim nie mówić, mówię ją. I nawet mówię, pociągnę wątek specjalny, no gdzie tam przyjdzie, no, gdzie na Zalumań?
No i rozmawiamy, tam ciocia mówi, tam różne też takie sytuacje niechwalebne w wykonaniu, powiedzmy, wujka. Siedzieliśmy w kuchni, siedziało nas może z pięć osób, w tym moja babcia, też śp. już, i naraz blacha od kaloryfera i zgrzejnik blaszany i blacha spadła, hu, też jak cholera, a ciocia tylko się uśmiechnęła, mówi, mówiłam, zapadła cisza, wstałem, podniosłem tą, akurat przy tym grzejniku babcia siedziała.
Podniosłem tą blachę, zamontowałem, od razu, bez, w ogóle bez sugestów, bez niczego, zmieniliśmy temat po prostu, jakbyśmy nie rozmawiali o tym, nie? No, potem z babcią wracałem już do Torunia samochodem i mówię, no, patrz, mówię, ciocia mówiła, że przyjdzie, przyszedł.
No mówię, no widzisz, no widzisz, no mów i tak bywa, nie? Też tam dużej dyskusji nie było. Zastanawiające jest to, że osoba, która jakby, która już nie jest obecna fizycznie w tym świecie, w dalszym ciągu jest w stanie jakby, no, wchodzić w interakcję z przedmiotami, prawda?
Tak, tak, tak, tak, tak, dokładnie. I to już wszystkie relacje przygotowane do dzisiejszego odcinka. Dajcie znać, co sądzicie o usłyszanych dziś historiach, a jeśli macie jakieś swoje historie o spotkaniach z nieznanym i chcielibyście się nimi podzielić, zapraszam do kontaktu. Polecam również Państwa uwadze miesięcznik Nieznany Świat, w którym stale obecna jest między innymi tematyka szeroko rozumianych kontaktów ze światami, oraz zagadek związanych ze świadomością. Czasopismo jest dostępne zarówno w wersji drukowanej, jak i elektronicznej.
Warto również zajrzeć na kanał Czasopisma na YouTube, ponieważ oprócz zapisów spotkań z ciekawymi gośćmi, w tym znaną wielu z Państwa Adą Edelman, znajdziecie tam również dźwiękowe wersje wybranych relacji z Nieznanoświatowej rubryki Dotknięcie Nieznanego.
Warto również odwiedzić kanały Marka Żelkowskiego, Wehikuł Wyobraźni oraz Piotra Cielebiasia, ufohistorie, na których również często pojawia się tematyka życia po śmierci, reinkarnacji oraz kontaktów ze światami.
Dużo interesujących treści związanych z tymi tematami znajdziecie również na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl Na YouTube wszystkie potrzebne linki znajdziecie w opisie pod tą audycją. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę.
Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. www.paranormalium.pl Gdyby przy naszych telefonach lub Skype'ie nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS'a lub nagrania wiadomości głosowej.
Bardzo prosimy o sprecyzowanie w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy odzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowy indywidualnie.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl Wszystkim naszym rozmówcom i korzystającym z naszmi eksponentami gwarantujemy pełną anonimowość. Sięgnij już dziś po Nieznany Świat najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexto.pl