Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty. Strasznie intensywne, potężne niebieskie światła. To się wydawało tak, jakby to było... Nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez...
No, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światłów. Jakoś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu. Biegnę i krzyczę do męża, strzelaj!
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższych dwóch godzin z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie.
Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Zanim przejdę do prezentacji przygotowanej na dziś rozmowy, pozwolę sobie przypomnieć szczególnie osobom narzekającym na sposób działania YouTube, że Radio Paranormalium posiada stronę internetową www.paranormalium.pl, na której również można słuchać naszych audycji, jak też oddać się lekturze wciągających artykułów oraz wciągnąć się w dyskusję z innymi słuchaczami na forum oraz na czacie z dala od cenzorskich macek wielkiego YouTubeusza.
A dzisiejszy odcinek podcastu Mówią Świadkowie wypełni w całości kolejna w historii tego cyklu paranormalna spowiedź. Usłyszymy dziś historię jednego z naszych słuchaczy, który wielokrotnie doświadczył w życiu interwencji jakiejś paranormalnej siły, która uchroniła go przed nadciągającą śmiercią.
Sam mój rozmówca doliczył się 11 takich przypadków, z czego niektóre prezentują się dość szokująco. Ponadto zaprezentowane zostaną liczne inne trudno wytłumaczalne zdarzenia, w tym wizje zawierające przepowiednie, liczne municje oraz opisy obserwacji niezidentyfikowanych istot.
Poznamy również drogę naszego słuchacza do głębszego zrozumienia spotykających go doświadczeń. Muszę jeszcze tylko zaznaczyć, że dziś przydadzą się słuchawki, gdyż ze względu na problemy z połączeniem rozmowy musieliśmy dwukrotnie wznawiać i w pewnym momencie z telefonu musieliśmy przejść na jeden z popularnych komunikatorów.
Mówiłem, że nie ma żadnych problemów z połączeniem rozmowy, bo nie ma żadnych problemów z połączeniem rozmowy. Mam nadzieję, że pewne problemy z dźwiękiem występujące w niektórych momentach nagrania nie zaburzą Państwu zrozumiałości wypowiedzi naszego słuchacza.
Zatem po tym krótkim wstępie myślę, że możemy przejść do zaprezentowania przygotowanej na dziś rozmowy. No więc o jak to jest. No ja tutaj właśnie interesuję się tutaj sprawami takimi, no można by powiedzieć niewyjaśnionymi, dlatego że dużo w życiu to jest swoje połączenie, dużo w życiu to jest swoje przeżyłem od urodzenia.
Tak czasami się zastanawiałem w sumie jak to wszystko to wygląda, na czym to polega. To niecała wszystko powiem i sobie nawet przypominam niektórych relacji, o których się tam ludzie mówią, na przykład o czymś tam, że hej ja sobie to dodaję, że też to miałem. No więc jakby chodziło już o mnie, no to u mnie, bo Panie Marku, zdarzyło się w życiu bardzo wiele, można by powiedzieć, takich spraw dziwnych już od urodzenia.
Można by powiedzieć, prawda, że wierzę w to, że jest ta reinkarnacja na 100% i jest to życie, jak to się mówi, po życiu, no też na 100%, bo też doświadczyłem pewnej sprawy. Natomiast no jakby to może opowiem, jak to wszystko wygląda, prawda.
No jeszcze to na przykład, że mamy tego właśnie, tego ducha opiekuna swojego, on to nazywa się jako przełodzenik po prostu życia. Jest na pewno na 100%, to też to wyjaśnię, dlaczego to wiem. Ja bym chciał powiedzieć może od takiego, jak to się mówi, od podszepki, muszę Panu powiedzieć, bo że ja to mam, jakby tak powiedzieć, tak mówię z tymi osobami, z którymi rozmawiałem, że jestem urodzony w Szczepku, lecz mam szczęście w nieszczęściu, bo urodziłem się w domu mojej babci, 56 rok.
Ważyłem kilo 650, o ile mam wątpliwości. Odbierałem ja kuszerka, prawda. Kilo 650 w łóżku. Niech to sobie wyobrazi, że byłem taki jak na małych kurczach, powiedziałem, a z niego nic nie będzie, tam nie.
A urodziłem się z łóżyskiem na głowie. To mówi się, że w Szczepku urodzony, prawda. No ale ta kuszerka, moja mama mi mówiła, że zabrała ze sobą. Mam całe życie w szczęście, w nieszczęście. Kiedy coś się ma złego, na przykład wydarzy, to potem wychodzę na prostą na cztery łapy, jakbym pod spadą.
Prawda? No to było co raz. Ale jeżeli chodzi jeszcze o co, to już miałem nawet szczęście. Tak moja mama mi opowiadała, że od poczęcia, dlatego że mój ojciec nie chciał, bo to były lata takie, no, jak panie, komunistyczne.
Ojciec tam studiował jeszcze jakąś filologię partyjnie, jak niesamowite, od A do Z. No więc mówi, że nie stać nas na to na dziecko. I kazał mamie po prostu mnie wziąć, jak się mogli usunąć. Pojechałem z mamą do szpitala, no i mama już miała praktycznie wszystko tam w sumie mówione.
Mówiła, że no 10 sekund byłoby po mnie, a w końcu powiedziała, nie, urodzę to dziecko. No i ojciec mówi, no ty co, już po wszystkim? Nie, urodzę. No i tu już miałem szczęście, wiesz, szczęście, prawda?
Ale co jeszcze? Do czego zmierzam? Było tak, że jak miałem rok czasu, właśnie jeśli chodzi o sprawy takie, no, wyjaśnione. Miałem rok czasu, mój ojciec pojechał do Warszawy, no, gdzieś tam na egzamin. On studiował coś, jakiś tam miał, nie wiem, egzamin, nie wiem, z majksterki czy coś takiego tam.
A był niestety niewierzący całkowicie, zero. Po prostu zero. Komunista od potrzebki. I mówi do kolegi, słuchaj, ja muszę jechać do domu. A on mówi, po co? Coś się stało w domu. A skąd ty, wiecie, no tak jakieś coś mi mówi do ucha, tak do ucha mi coś mówi.
Jak to do ucha? No no, już na uchach po nosach dostałeś jakieś zjawy, źwiny. I ono słyszę, że coś ktoś mi mówi. Jedź do domu, jedź do domu. Muszę jechać. Z Warszawy do Gdańska, do Gdańsku, bo tu Gdańskośmy mieszkali na wycieczce.
I pojechał, pojechał, otwiera dziś matka zapłakana. A on mówi, co się stało? I do matki mówi. No, mówi, synek, mówi, mówi, w ogóle się nie rusza. Mówi, cały spocony, wysoka temperatura. No więc ojciec, tylko tutaj nie było komórek, te telefony były też takie, czy tam gdziekolwiek.
No, gdzieś tam poleciał do elektrowni, czy gdzieś tam, zazwąś na pogotowie, przyjechał na pogotowie. Mówi, proszę pana, ja tutaj nie mam nic do roboty. Jak to pan nie jest do roboty? Dziecko ma zawalone wodą płuca, idzie pod serce.
To jest jeden procent życia. Dosłownie jeden procent. Nie zabieramy go do botów. Nawet nie ma sensu. No to co zrobić? Mówi, no co zrobić? No to mówi pan, co ja tamte dwa zaszczyty, mówi, te penicyliny, mówi, w tyłek.
Mówi, no jeżeli przeżyje do rana, no to jest, no to bech, no mówię ten procent. I proszę pana, dał te dwa zaszczyty i kazał ojcu nosić im już całą noc, powinien to przecież się robić, napionowo, żeby mu się wodą nie zachwycał, tam napłucę, żeby po prostu się nie uśmie.
Więc ojciec tak nosił, nosił całą noc. On kiedyś tam nocno sobie czasami tam pozwolił tam sobie wypić, czy co tam przy towarzystwie, to miał oczy, liczył zły w oczach, zawsze to opowiadał. I rano, znaczy cały czas mnie budził, ja tu usypiałem, mnie budził rano, rano, proszę pana, ja mam oczy otwarte.
Śmieje się, nie? Ojciec mówi, zobacz, zobaczy do mamy, mówi, zobacz, żyje, mówi, jest wszystko okej, mówi, nawet nie jest taki gorący, nie jest pocony, nie? No i szybko do szpitala na badania. Co się okazało, zrobili mi tam prześwietlenie płuc i tak dalej, wszystkiego.
Mówią, że to jakiś dziwny cud, mówi, że on nie ma wody, nie ma nic, on po prostu normalnie tak jak mówi, no jest zdrowy. No i rzeczywiście, to już był taki, no że ja mam po prostu jeden procent po prostu tego życia, nie?
Tak. Znowu taką miałem sytuację, niech mi pan skojarzy, że na pogranicach, tak jakby powiedzieć, dwa światów, moja matka jak była w księży ze mną, to miała takiego zyna, który bardzo się kochał, bo bardzo ładna kobieta, bo młoda, podobna, no ładna była, bardzo ładna była.
No i chciał zobaczyć koniecznie mnie, jak się urodził, no ale zmarł, przede mną zmarł chyba coś dwa tygodnie. No tak słyszałem o tym, po prostu urodziny. Następnie ja, myśmy szkali, że to jest to, co się dzieje.
Ja, myśmy szkali, przecież tam to było tak, to było o Ksywie to było, czy o górze, taki był taki jakby zatok, a zale, jako chłopak, już od sześciu lat tam z chłopakami, bo taka plaża była, gdzieś szerokości może trzydziestu metrów, no i długości tam było chyba sześćdziesiąt, no taki jakby taki przylądek, taki, no zatoczka taka.
I myśmy tam się kąpali, tam płódko było, tam było gdzieś do kolan, było takie dzieci, tośmy tam, piasek fajny był, no bo to przy Oksywie to było. I co roku żeśmy się tam od sześciu lat do ośmiu żeśmy tam sobie chodzili.
No ale jakie miałem te, nie wiem, siedem albo osiem lat. No mówię, to mamy, mówię, zjeżdżona, wtedy idziesz, a idę tutaj na łąki, i co, no po tego. A ja wzięłem sobie ryncznik, wejdu sobie pojechałem, poleciałem tam, mówię, latą, mówię, to się wstało, wykąpię, nie?
No i poszedłem, ale nie wiedziałem, że przez zimę pogłębiali przy samym prawie brzegu, po takie duże boje, przez zimę, po jakiś tam od dostatków, czy tam. Jakieś tam, nie wiem, kontenery takie, takie bojowe.
Więc ja, no tak, słoneczko fajnie zebrałem się i tak sobie kłóckam z brzegu i podpłynęła taka motorówka taka, no jak butka z motorem z tyłu takim. Tam kogoś przywiozła i jak przywiozła, no potem nawróciła i odpływała.
A ja jakoś, nie wiem, coś mnie tknęło, się tak wzięłem, chwyciłem z tyłu tej motorówki, mówię, tak to popłynę z nią, prawda? I coś jakby mnie, nie wiem, odciągnęło od tej motorówki. I to było gdzieś z pięć metrów jakieś od brzegu.
No nie to, że sam się puściłem, bo chciałem, bo wiem, że tam, no, dziesięć metrów dalej będzie jeszcze płytko nawet, nie? I puściłem się, a to, wiadomo, motor, motor tam był. On dalej popłynął i też z tymi dwoma osobami, bo ja to pamiętam, jadłem normalnie, tak bym widział to.
I chciałem stanąć po prostu już normalnie, tak, nie? A ja na dno lecę. Kurde, nie ma dna. Przez mały byłem, przecież chciałem, mówię, mieć tam na coś tam, nie wiem. I zacząłem się ręką w mamach jak pluskać.
Co jest, mówię, przestraszony strasznie, pływać nie umiałem, a od brzegu do brzegu było pięć metrów, a tam poszedłem na ten piasek, na tą plażę. I żadnej ani żywej duszy, żadnych kolegów, bo zawsze z kolegami żeśmy tam szli, prawda, tam co roku, tam z paczką taką, jako dzieci, no.
Ci wstrzymywki, koleżanki tam, chłopaki tam, żeśmy się fajnie bawili. Takie wydmy były, takie bunkry stare szopalnińskie, no. Taką na Oksywie. I zacząłem się pluskać. Mówię, jak do tego brzegu? Normalnie na dno i do góry, na dno i do góry.
Nie wiem skąd, jak, panie Marku, jakaś siła mnie pchała do tego brzegu. Jakoś dziwnie, że przecież pływać nie umiałem. Przecież, mówię, a tam było ponad trzy metry głębokości. To potem się dowiedziałem.
I wie pan co? Jakoś tak, nie wiem, jak nic, no pięć metrów, to jest pięć metrów, pokój długości pięć metrów. Jakoś do tego brzegu, że no dopływał jakoś, jakimś, nie wiem, jakby ktoś mnie pchał tam. Ja tak czułem, tak jakbym tak.
I przede mną widziałem człowieka. Stał. Na brzegu. Miał ręce do tyłu autentycznie. Bo mam to cały czas przed oczami. Stał, ręce miał do tyłu. Był taki czarny, taki świącony włosy, szpakuł. Taki, no młody facet zbudowany.
Zarośnięty na kaczycie pliściowej. Taki, no jak to, no prawie, że półsportowiec. I patrzył tak w dal, ale ręce miał do tyłu. No to przecież nie widział nawet, jak ja pluskałem, czy ja, że... Inny to by na przykład, człowiek, jak ja tak bym widział takie dziecko, bym wskoczył do wody, bym wyciągnął takie dziecko, prawda?
Czy tam, czy jak tam. No nic. A gdyby tam rzeczywiście była jakaś osoba obecna, no to raczej chyba by jakiś alarm pszczyła, prawda? No tak, ale nikogo nie było, bo ja sam byłem, a on stał. Przecież bym, widział bym, że ja tam po prostu, jako dziecko macham rękoma, że się sobie tam nie mogę poradzić, żeby mi pomóc, prawda?
Ja bym na przykład był na miejscu, odwrotnie, na przykład na miejscu tego pana, w tym wskoczu do wody, bo jakbym wyciągnął to dziecko, prawda? Tak jak mnie na przykład, nie? A on nic. Przyszedł w dal, tak na te tam morze tam, prawda?
I ręce miał z tyłu. Ja się tak jakoś nie wiem, ja bym tak podpłynął i tak się za nogę go chwyciłem. I się pociągnąłem. A on dalej stał. Może pan sobie wyobrazić? Jakby posąg to był jakiś, no normalnie, jakby, ja kocham.
Ja się pociągnąłem, stanąłem, tak? Stanąłem obok niego, a to był łamek sekundy. Chciałem podziękować, a on go nie ma. A ja taki zdziwiony, tak patrzę, mówię, no zaraz, mówię, no przecież tu stał, przecież się pociągnąłem nim za nogę.
Bo to nie był żaden szok, że tam się przewidziało, żadny nic. A plaża tam od tego brzegu była, no powiem panu, no z, no z, ja wiem, z dwadzieścia pięć, dziedzieści metrów. Także nawet gdyby szedł, to tak bym go zauważył, prawda?
Żeby wylewał oczy w prawo, prawda? No i opowiedziałem to, no, powiedziałem to, byłem przestraszony, poszedłem wsiąść do domu, powiedziałem to mojej mamie. Była akurat babcia, no mama mojej mamy. Wysłuchały mnie, że mało tego, dostałem taką karę, trochę tam, żebym więcej nie chodził, że tak parę kapsuł dostałem za to, żebym tam sam chodził.
A potem słyszałem jak rozmawiałem, mówiłem, to był ten wujek Bronek, mówię, ty? Jak tak opowiedział, rozumiesz tutaj, rozumiesz, synek? To był wujek Bronek. Bo ja opisałem mniej więcej jak wyglądał, nie?
Także to była taka sytuacja, która mnie spotkała, panie małku. I ten opis pana, ten przytoczony przez pana opis, w pełni jakby pokrywał się z tym, jak wujek wyglądał w rzeczywistości? Tak, tak, no, ja nawet do dzisiaj, to widzę, to zamknę oczy, to mam to wszystko przed oczyma, że to nie był jakiś szok, panie małku, że ja po prostu z tą zrób, tam widz jakiś miałem, tam zwilnić, wie co, i przecież absolutnie, to nawet, ale zaraz do tego dojdziemy później, że to jednak, to znaczy wiem już na pewno, bo wszystko wygląda, jak się mówi.
I to było na tysiąc procent takie coś, na tysiąc pięćset procent, proszę pana, pani małku. W następną sytuację to miałem taką, że to było wcześniej, to już miałem pięć lat, jakbyśmy mieszkali w takim baraku, bo byliśmy w tamtej barakach, mieszkali w takim, to były polinieckie baraki, rodzice byli w pokoju, coś rozmawiali, duży pokój, już mam to przed oczyma, takie stolica radio, duże łóżko, to radio było odsunięte tak od ściany do okna i też to widziałem, to przecież jakbym był na jakimś dorosłym, na jakiś kat, jakiś dziewczyny, jakiś tam myszki, coś tam.
Jakichś pół postaci się wychyliło z radia, ja miałem tyle cztery czy pięć lat, i patrzy się na mnie śmieje, ja mówię, mamo, mamo, o co chodzi? Tam ktoś się zaradził, niech mamo zobacz, mamo mówi, co, co, co, co, bo ta rodzica była zajęta rozmową.
Ja mówię, taki jakbyś, no nie wiem, taki, no miła twarz, takiego fajnego mężczyzny, jakiegoś takiego, no nie starszego, i tak patrzył na mnie, machał, pomachał mi palcami, ręką mi zniknął. Jak może pan sobie coś tam wyobrazić, że to dziecko nie może być taki z widuch, prawda? No, no, no, jakieś anomalia takie były, no.
Ja tu mam jeszcze takie pytanie, czy pan może widział w tamtym okresie jakieś zdjęcia tego wujka, czy nie było możliwości, żeby pan jakby poznał jego wygląd, tego Bronka? Nie, nie, nie, nie. Ja go nie widziałem nigdy, nigdy. Żadnych zdjęć mi rodzice z nami nie pokazywali, po prostu nawet, nawet powiem szczerze, że nawet nie wiedziałem, że taki wujek po prostu istniał.
No po prostu oni nie rozmawiali, no tak, na przykład, tylko ja opisałem, bo potem myśmy siedzieli tam przy, mama z babcią Piotraka, ja mówię, no powiedz nam, jak on wyglądał, czy faktycznie tak było? Ja mówię, no, mówię, mamo, no, no, no, no, co mam kłamać, no był wysoki, ciemny, miał kręcone włosy takie, a on był jakimś tam kolejarzem, był tam, to był kuzyn, to był mojej mamy, nie, tam z rodziny i on bardzo mamę kochał w ogóle, bardzo mu mówił, ja muszę zobaczyć, co to twoje dziecko, jak się urodzi, nie, i on zmarł dwa tygodnie przed, przed, przed moim narodzeniem, nie, bardzo by tam rodzina przeżywała, ale nigdy nie było tematu, jak ja miałem te pól, ani przy mnie, bo to być zaraz, bo to były takie czasy, wie pan, to, to, to, że to nie rozmawiałem o jakieś tam tematy, o tym, czy o tamtym, nie, także, panie Marku, on mówi, to był Bronek, to był ten wujek Bronek, bo ja powiedziałem, że nasze klatki mają taką zarośniętą, takie, no, no jako włosy mają zarośnięte, tak mniej więcej wyglądał, krwi czarne i tak mniej więcej, no, jakbym tak, na przykład, widział zdjęcie, ale, ale nie pokazywali mi zdjęcie, bo żaden zdjęć nie było, nie, także nie pokazywali mi żadnych zdjęć, nie, ale, tak powiedzieć, tylko to był, ale autentycznie tak było, panie Marku, ja, żebym to zmyślał, ale ja to, ja to nikomu tak specjalnie tego nie mówię, bo, no, powiedzieli, to to chyba swój jeszcze temat z głową, mówi, takie z widymi, ale jako dziecko, nie, nie, prawda, nie, ja mówię, no, coś podobnego, to, to, no i potem, no, widocznie tak, to potem tłumaczyłem, że widocznie ten wujek po prostu bardzo matkę kochał, nie chciała, nie chciała, może, żeby po prostu straciła mnie jako dziecko, a kochał matkę, żeby przeżywała to potem, czy jak, no, ja nie wiem, no, się pojawił po prostu i, no, i uratował mnie w pewnym sensie, bo ja cały czas, jakbym, powiem, że tak, no, metr od brzegu, to już był, był wykop, nie, prawie, że, nie, bo ja się od razu przy piasku chwyciłem tam z tej łódki, nie, nie pociągnęła, nie, także ja cały czas chodziłem, szedłem na dno, nie, po prostu, tylko ręce i do góry i na dno, do góry i na dno, i potem, no, tą nogę się chwyciłem, pociągnąłem, a sztywna była ta noga, tak, wiesz, jak dziecko panu by pociągnęło nogę, to przecież posunąłby pan tą nogą nawet, nie, a on stał jak posąg, autentycznie stał jak posąg, ja mówię, co to jest, nie, to, no, miałem, to, to, to już takie coś, ja mam tego dużo, miałem taki, ja, ja tutaj oglądałem, nawet teraz, nawet tutaj z panem oglądałem, bardzo fajny facet, ja go słuchałem, gdzie on tutaj jest, to było, jak go słuchałem tutaj, to, nikt mi pan nie wierzy, ten, co opowiadał, tam, co tam, tam zginęli, tam, z tej żony, tam zginął ten chłopak, jej, co go kochała bardzo, tam, teraz, co to było, on opowiadał tutaj, właśnie, co miał te, te przeżycia, tam, co tam, w Niemiec był, tak, był jakiś tam esesman, czy coś tam takie, takie, to teraz właśnie to oglądałem, i to bardzo mnie też zainteresowało, i właśnie tu był ten numer telefonu, i dlatego zadzwoniłem do pana, nie, ale co jeszcze było?
No, chyba kojarzę z tą, z tą obserwacją tego esesmana, chyba siedzącego w salonie, tak? Tak, tak, że, że uciekł, że, że, że on był jak duch, że, że to, no, ja, ja w to wierzę, panie Marku, ja w to wierzę, ja panu dalej opowiem wszystko, co, jakie ja miałem przeżycia, to, to, to się w głowie nie, nie mieści, nie, ale jak dojdę, dojdę do końca, to pan w ogóle jakby mi nie uwierzył, ale, no, zobaczymy, no, ale to wie pan, co, ja to mówiłem, że są ludzie, którzy tylko widzą, co jest, jak końcu ma klapy na oczach, idzie tą pełną drogą, wie, jak ją, ją iść, a nic nie widzi, co koło się niego dzieje, nie, no, i to jest tak z ludźmi, że patrzą tylko przed siebie, a co z tyłu, z boku, co dużo rzeczy jest, a, a nie zauważają.
No tak, spora część społeczeństwa ma taką właśnie niestety zagężoną mocno percepcję. Tak, tak, tak, tak, tak, tak, tak, tak, panie Marku, ja mówię, ja sobie zawsze myślałem, mówię, no, jak tutaj z kimś porozmawiać tak, żeby mnie naprawdę wysłuchał, że, że, żeby się zwierzyć, tak jak ten powiedział właśnie, ten, co tutaj słuchałem tego pana, co tam tego rozmawiał, że, no, też mówi, że ja to nie, nie, nie, nie opowiadam, mówię, bo ludzie to pomyślą o mnie, że albo jakiś schizofrenik, albo jakiś paranormalny taki typu, że jakiś coś ma z głową, albo coś ma, myślę, z jakiejś zwiody, no, nie, no, ale to niestety są tak, jest tyle spraw niewyjaśnionych, panie Marku, że, a, dalej opowiem, no, następną rzecz, dobrze, teraz tak, poszedłem do szkoły mając 7 lat, niech mi pan to powie, to jest właśnie ta, co mówi się, jest reinkarnacja, jest tamten świat, my jesteśmy tylko tutaj, jak to się mówi, na tej ziemi, w tym, no, w opakowaniu, a dopiero tam przechodzimy, prawda, tam do normalnej egzystencji, nie, to ludzie sobie go nie wyobrażają, bo są różni, to nie dojarki, ale tak jest, no, ale co, no, miałem 7 lat, poszedłem do szkoły pierwszej klasy i był plac przed tą szkołą, no, nie będę mówił, która to szkoła, bym chciał, bo tu chodzi o jakieś anonim takie, żeby poproszę, bo tutaj to twój chłop z znajomych, to byś znowu, Janek się urodził, plac duży, masę dzieci, od tych, co do pierwszej klasy, no, i już, no, masę, drodzy rodzice, no, jak to wiadomo, rozpoczęcie roku szkolnego, widzicie, mnie samego zostawili, bo do pracy się spieszyli, miałem 7 lat, żebym taki, już taki pojęty, mówi, tu, co będą wyczytywać, do której masz klasy iść, prawda, i tam, czy tam, tam pójdziesz tam do tej pani, czy tam ja, która tam patrzy, i weź, i proszę pana, panie Marku, to jest ciekawa sprawa, to jest właśnie chyba, jak to się mówi, że dusza powraca znowu do życia, po prostu na ziemi, i to na 1500%, ja to wierzę w to, dlatego, i to właśnie ten, ten, ten pan, który z panem rozmawiał, to, to, o tym estesmanie, on też o tym to się mówi, że, że jakby tą żonę znał, prawda, skądś tam, a nie wie skąd, ja miałem to samo, czyli stoję na placu i naprzeciw mnie, w odległości 10 metrów, stoi dziewczynka, w moim wieku, ja na nią patrzę, i ona na mnie patrzy, i takie mam, kiedy byłem dzieckiem, siedmioletnim, ja jeszcze nie miałem rozmowania takiego dorosłego mężczyzny, ja mówię, przecież ja ją znam skądś, skąd ja ją znam, ja nie, a nie znam się, no skąd ja ją znam, a ona też tak patrzy na mnie, ja na nią, ja mówię, rany boskie, co, co to jest, przecież ja ją gdzieś skądś znam, to tak jakby nie fizjonomia, że ją gdzieś skądś znałem, fizjonomię po prostu zewnętrzną, tylko, że jakby moja wewnętrzna podświadomość, duszy znała, ją znała, a ona, jej podświadomość wewnętrzna, duszy nie znała, tylkośmyśmy się znali, patrzymy na siebie i się tak zastanawiamy, ja sobie pomyślałem, rany boskie, jak ja bym chciał, żeby ona była ze mną w klasie, niech sobie pan wybrali, panie marszu, że byłem z nią w tej, w tej klasie, mało tego, siedziałem z nią w jednej ławce, ja mówię, słuchaj, ja cię skądś znam, ona mówi, ja też takie mam wrażenie, że ja cię skądś znałam, mówię, no jako dzieci, nie, i myśmy się bardzo przyjaźnili, bo znaczy myśmy tam byli tylko, ja byłem pierwsza, druga klasa, potem myśmy się przeprowadzili do innej miejscowości niedaleko, za Gdynią i zmieniłem szkołę, ale ja ciągle o niej myślałem, ja już miałem 17 lat, już, już byłem, po prostu miałem praktykę w swoim zawodzie, ja ciągle o niej myślałem, ja o nią, nie wiem, bez przerwy o niej myślałem, ją znalazłem w księdze telefonicznej, mówi, w pan sobie rok, a znalazłem ją w księdze telefonicznej, powiedziałem, jak ma na nazwisko, mówi, jest, mówię, może tam będzie, no i odebrała mama jej, mówi, tak, jest moja córka tutaj, jest, tak, jest taka, ja, ja, ja, ja mówię, kto mówi, ona mówi, to ty, mówi, tyle lat, mówi, już 10 to będzie, no, 10, 12, 10, ja mówię, tak, to ja chciałem się z tobą spotkać, no to przyjeżdżaj, przyjeżdżaj, no i przyjechałem i żeśmy się tam spotkali, żeśmy się, tak, żeśmy się zachowywali, jakbyśmy naprawdę bardzo długo byli ze sobą razem, żeśmy się znali, prawda, ale jakoś tak potem, potem znowu, jak już miałem po wojsku, to też się z nią spotkałem, to ona już miała chłopaka, już spotkałem ją wtedy na dyskotece, to jeszcze się ze mną oglądałem, byłem z inną dziewczyną i powiem panu, potem z nią rozmawiałem na, nie na gadu-gadu, tylko na, nie na Skype, nasza klasa, nasza klasa, i ja ją znalazłem i żeśmy rozmawiali. To tak jakbym wyczuł, że no, chyba myśmy byli kiedyś w poprzednim cieleniu ze sobą razem, tak prawdopodobnie tak myślę, po prostu, nie, tylko szkoda, żeśmy się razem nie związali, czy jak, no, tak, tak widocznie musiało być w przeznaczeniu, że raczej nie, nie, no, ale podwyższam, że myśmy byli chyba kiedyś razem w poprzednim cieleniu, bo naprawdę to jest takie dziwne uczucie, że ja po prostu, no mówię, no, przecież ja ją znam, ja sobie, no, mówię, to jest niemożliwe, innych dzieci nie znam, a ją dają, po prostu, patrzyłem ona na mnie, no, no, ja cię też skądś znam, mówię, nie wiem skąd, takie mam uczucie, że my się znamy, ale skąd, przecież jesteśmy dziećmi, to skąd możemy się znać, prawda? No, wiecie, inaczej bym się podejrzewał, a my się spotkały, myślę, tak, nie?
No, taki trochę motyw, wypisz, wymaluj, jak, nie wiem, czy pan oglądał taki film, Między piekłem a niebem, nie wiem, czy pan kojarzy. Może, może, ja dużo filmów oglądałem. Z Robinem Williamsem w jednym, jednej z głównych rolów.
Aha, aha, aha, Robin Williams, no, no. Tam taki, tam pod koniec jest taki motyw, że ten mąż i żona się umawiają tam już w niebie, że zejdą sobie na ziemi i się spotkają jeszcze raz. Aha, aha, aha. No, też ten motyw, ten motyw też jest często chyba obecny w Indiach, że uczeń i mistrz umawiają się na spotkanie w następnym życiu i rzeczywiście coś takiego się dzieje.
Tak, tak, tak, tak, tak, tak, tak, zgadza się. No, ja na przykład, Panie Marku, było coś takiego jeszcze, że jak już byłem w ósmej klasie, to jest też ciekawe. Ja miałem, ja bardzo dużo miałem ciekawych takich sytuacji niewyjaśnionych.
No, w ósmej klasie pojechaliśmy do, no, koniec szkoły, przed wakacjami, no jedzie klasa, pani tam, tam składki były tam dobrze robione przez tą samolotówkę, no jedziemy do tego, do Malborka, nie? Jedziemy do Malborka, no, zwiedzać zamek w Malborku, cała klasa.
Na szarpnę ósma. Jedziemy, no, jesteśmy w Malborgu, ja byłem pierwszy raz tam, pierwszy raz tam byłem wtedy, jeszcze tam zajadą, no co, to miałem trzyma piętnaście lat. I przewodnik mówi tak, słuchajcie, mówi, dzieciku, proszę się ode mnie nie oddalać, mówi, bo zabłądzicie, myśmy w ogóle akurat w tych, no, takim, jakby to powiem, parkanie tam, gdzie tam te komnaty wszystkie są, bo będziemy po kolei zwiedzać, żebyście się nie oddalali, bo się pogubicie, nieprawda?
Bo te komnaty się tam łączą, nie? Ale ja lubiałem sobie zawsze tak, no, tam opowiada o tym, o tej komnacie, o tym, a ja takie mam dziwne uczucie i tak sobie myślę, kurczę, przecież ja tu byłem, mówię, przecież już, a nigdy nie byłem, no to jak to, to jest, mówię, tutaj przecież, aha, to takie wewnętrzne, takie duchowe.
Ja mówię, a, sobie pójdę zobaczyć tam i proszę pana, panie Marku, niech mi pan wierzy, obleciałem, oni tam stańczonych, bo on powiadał tam, co tam, gobeliny, to tam, a ja sobie szybko zwiedzałem. Byłem w tej komnacie, w tamtej, stalowa jakaś tam.
Balowa jakaś tam jeszcze jadalnia, jeszcze tu, tu, wyszłam schodami tędy, tamtędy, tamtędy, mówię, a, teraz pójdę w lewo, pójdę w prawo, to ja ich tu spotkam. I przeszedłem z drugiej strony i idę, a na łyciarkę patrzy na mnie i ten, i ten przewodnik mówi, a ty co, mówię, to jak ty z tej strony tu idziesz, mówi, nie?
Ja mówię, no, staj idę, mówię, powiedziałem, że tu bydę, a ten przewodnik mówi, a ty to już tu byłeś chyba parę razy, i mnie nie, pierwszy raz. No to jakim cudem, wiesz, tu było we siebie. Tak. Ja mówię, no nie wiem, po prostu przeszedłem. No to o czym to może świadczyć, czy co, kiedyś może byłem na tym zamku, może ja ileś tam setek lat temu, czy jak, no nie wiem.
Widziałem tu, a, tu pójdę w lewo, potem tam, gdzie komnata ta. No tak, jakby pan znał jakby układ tego zamku, tak? No układ, potem tam, nie wiem, czy pan był w Marlboro, potem tam poszedłem jeszcze na dół, tam gdzie było, tam gdzie gotowali tamta, tam gdzie te dziki robili tamta, ta kuchnia cała, potem schodami do góry, parkam taki w lewo, ja tam tam.
Tak. No i mówię, aha, teraz tu jak wyjdę tędy, to będę tam, będę tu, będę tu, no i spotkam tutaj, po tej stronie. No i tak było. No, a kiedyś byłem w Marlborku też. Nie wiem, czy, bo to nie była taka organizowana wycieczka z przewodnikiem, tak, tam z rodziną się kiedyś wybraliśmy.
Tak. Tak, tak. Tak, tak. Gdzie jest ta kula wbita w ścianę, na pewno zaleciliśmy potłownię. Tak, tak, tak, tak, tak. Zamkową. No ja teraz też byłem tutaj właśnie z żoną i wnuczkiem. Byliśmy w Gdańsku, tam byliśmy na tym, na urlopie, no i wnuczek miał samochód w głowie, chodź pojedź, oby czasem zwiedzić Zamek Marlborski, nie, no to żeśmy pojechali, prawda, no i, ale bez przewodnika, to żeśmy zwiedzali, no też pokazywałem, słuchaj, pójdziemy tu, pójdziemy tam, pójdziemy tu, pójdziemy tam, nie, a żona mówi, o, to to już byliśmy parę razy, no, raz, powiedz, nie, no, wczoraj klasie, a teraz drugi raz.
No to masz pamięć, nie wiem, no mam. Co potem mówię, nie, no. No, to to tak było, nie. Teraz tak, to jest następna sytuacja, pani Mark, taka dziwna była, no. Jak miałem 21 lat, 21, no niecałe 21, kupiłem sobie fajne auto, Sport Corp, Fiata takiego, złotego, no bo dobrze, bardzo dobrze zarabiałem, naszym rzemieślnikiem bardzo dobrze, nie będę mówił, byłem, bo teraz mam zawieszenie, teraz jestem mamino działany, słuchaj.
I pojechałem do Grudziądza, zawieźć kolegę, ale mówię, się zdziwczyłem, no, na dyskotekę, no i z powrotem, a to sport. No, to było tam, 220 na Rytmiku, ładny, żółty kolorek sportowy, dwudziówka, alufa, jak pływam w tamtych latach, to co, do 70, nie, to był szał, nie, kupę kasy za niego dałem.
I to z nim jest, to był sprowadzony. I co, i wracam, patrzę, która godzina, mówię, jeszcze ładnie się uprałem, w dzień zyskawek się uprałem, dlatego, że miałem tam prezent dla tej mojej dziewczyny, jadę.
I tak miałem na rytmiku, tak pamiętam, jak do tej pory, tak gdzieś było, gdzieś 160 na Rytmiku. I tak miałem na rytmiku, tak pamiętam, jak do tej pory, tak gdzieś było, gdzieś 160 na Rytmiku. I tak miałem na rytmiku, tak gdzieś było, gdzieś 160 na Rytmiku.
A to była droga nie szeroka, nie autobana taka, tylko wąska, po bokach drzewa, dęby, tam buki i tego. I jadę, a miałem halogeny, takie te jodowe, takie tylko jak puściłem, to, to, to, to, to dzień, prawda, no, żeby dobrze widzieć drogę, nie.
I jadę, jeszcze pamiętam, bo włączyłem kasę, będę jeść w Sotas, to słucham, jadę i szczęśliwy mówię, a, na czas zdążę, bo się mówiłem tam pod dyskoteką z tą dziewczyną, będzie fajnie. Jadę, jadę sobie.
I jechać przeciwko samochód. No ja jakoś, nie wiem, nie zdążyłem tych, tych długich światłów po prostu wyłączyć, żeby go nie oślepić. On mi dał znać, ja zgasiłem, a on wtedy dał mi popalić. I mnie tak zrobiło się niebiesko w oczach i dopinałem za silno na hamulec, prawda.
I mnie zarzuciło, bo to było tak trochę na jesieni, to mnie zarzuciło. Jak mnie zarzuciło, to panie Marku, tylko tak walnąłem gdzieś w bok, to ja się szybko schowałem pod siedzenie, dosłownie pod siedzenie.
A nogę trzymałem czasami. Cały czas na hamulcu, bo to, no nie byłem takim, że doświadczony kierowcą. Tylko słyszałem trzaski, normalne trzaski. A ja miałem takie lotnicze siedzenia wysokie, jak tutaj lotnicze są.
I tak się zniżyłem aż całkiem nisko i trzymałem mocno kierownicę. I tylko słyszałem, jak to wszystko trwaska, nie. To trwało może parę sekund, ale co? Ja zawsze myślałem, że mając wypadek samochodowy, ma się po prostu straszny strach.
Że człowiek jest taki przestraszony tym. A ja miałem uczucie takie błogie, takie, wie pan, no można by powiedzieć, A ja miałem uczucie takie błogie, takie, wie pan, no można by powiedzieć, takie pływające błogie uczucie.
Oczy miałem zamknięte i miałem klatka po klatce. Całe swoje życie mi przelatowało. Mi się wydawało, że to trwa godzinę. Autentycznie. Ta klatka od małego dziecka, tak dalej, dalej. Te takie różne sytuacje życia mi się przedstawiały.
Takie klatka, tak jakby slajdy mi leciały. I te trzaski, tylko słyszałem te slajdy. I widziałem, że zginę. Ale miałem tego strachu w ogóle. I w końcu, wum, już po lędę. Co się okazało? Odbiło, chyba czy tak, jak potem opowiadali tam z tyłu, co mówi, że tam nikt nie ma prawa, że tam nikt nie żył, wbic tego.
I powiem Marku, siedzę, dachu nie ma, silnik wyleciał. No, no, bagażnik, te koła, te pokrzywione. A ja siedzę i trzymam tą kierownicę. Jeszcze ona była tak lekko skrzywiona. Nie wiem, czy miałem tej siły, że ją tak skrzywiłem.
I tak patrzę, patrzę, patrzę, co się dzieje, nie? I wody pełno. Popatrzę, wpadłem w takie jakby bagno, bo to zarzuciłem. Potem mnie wbolały. Z lewej strony były te dęby i bułki, a z prawej był taki jakby, podest taki wyższy, że jakby wywaliło z prawo o tych drzew, to mnie wywaliło w górę i startowałem w powietrzu, bo tak mówisz, że startowałem w powietrzu.
Może pan sobie wyobrazić? I spadłem na koła. Bo jakby spadł może na ten dach, to bym się utopił, nie? Jakoś tak spadłem, że... Szczęście w nieszczęściu, dosłownie. Właśnie cały czas właśnie ten czepek, co wzięła.
Czy ten, to, to, to, ten, tą, tą, tą, tą, tą łożytko, co wzięła. Ja mam szczęście zawsze w życiu nieszczęśliwym. Coś się ma z tym. Coś może wydarzyć. Wiem, że coś idzie, coś na złego. Za chwilę coś się robi odwrotnie.
Idzie na dobre, nie? No ale nic, i siedzę. No mało brakowało, bo ten motyw z tym filmem z życia, to tak raczej występuje przy... Tak, nie wiem, czy tam... ...prawda, doświadczeniach z pogromicza śmierci.
Tak, tak, tak, tak, tak. Nawet ten Raimund Mody, ten co, to, to, on mówi, że... Nie wiem, czy pan zna tego pisarza, Raimunda Mody'ego. To ja rzekłem, że ja, ja kiedyś oglądałem... Bardzo, bardzo, no. Tak, ja oglądałem kiedyś filmy dokumentalne, dokumentalne, bazujące na tej książce.
Zresztą ten film jest wgrany na Paranormalium, na stronę radia, także... Tak, tak, tak, tak, aha, aha, aha. I panie Marku, ja tak, najbardziej to byłem, wie pan, o to zły, bo tak siedziałem, ludzie przylecieli, to, to, ten wariat, co by...
On mówił, o niech on zginie, tam chyba ktoś leży, tam bagnie, może utopił się. A ja mówię, nie, sam nie, panu, i tak myślę, sam nie, panu. Podchodzi facet do mnie i... Jak, jak się pan czuje? Ja mówię, normalnie, nie?
Tak patrzy gwiazdę. Takie świecą, tak fajnie to... Co to się stało, co myślę, nie? Taki miał, taki niby mały szok, a nie szok, ale tak to się... Ja już pana mówię do niego, która jest godzina, nie? A on mówi, że o 28.
O cholera, nie zdąży na tą dyskotekę. Takie głupie obie, to jaką dyskotekę? Ja mówię, nie, nie, nie, nic, nic, nic, nic. Pan zginął, a tutaj jakaś gadka o dyskotece, nie? No, no ale mówi, niech pan porusza nogę.
No to ja mówię, zaraz wyjdę, mówię, tak leci ta woda z tego tego, bo tam... Jezus. I ja mówię, nie, no, mówię, no, cholera, patrzę, mówię, no, weź, wziąć tą samek, co? O 28 dolarów, bo rajflę dałem. Koszulkę, mówię, jaka teraz wyglądam, nie?
I niech mi pan wierzy. Samochód, przyjechała policja, przyjechało pogotowie i pytała się, co to za samochód. Jak to, to nie widać, no. Mówiłem, nie wiem, co to za samochód, on jest tak pokielszywany, że, że, że, nie wiemy.
Pod przód silnik poleciał w bok, w bagażnik koła, w ogóle dar był tego, ja mówię, sport Corpefia 124. Aha, no tak, no tam, czyli tam jest ten, ten, ten, ten, arminiowy tamten, no jest tamten. No i, no i taki przyjechał, ten przyjechał, taki, taki gospodarz przyszedł.
Mówi, pań, a to, a przed mostem to było jeszcze, takim metalowym mostem, jakieś może, może z 10 metrów. Także trochę dalej, to bym o ten most jeszcze zawadził, nie? Jak bym patrzeć, przyszedł, mówię, o, panie, tu jest czarny punkt, ile tu samochodu się rozwaliło.
No i tak, taki taryfiarz jechał akurat z Grudziądza i mnie zabrał ze sobą do domu, ja tam mu zapłaciłem. Ojcu nic nie było, tylko mówi, gdzie masz samochód, nie? Rano, ja mówię, no, w tym, no, w naprawie, w naprawie.
Aha, no to dobrze. Tak, w naprawie oczywiście. No, no, no, no, no, ale nic, ale w domie rano dzwoni dziewczyna, mówi, balonami zrobiłeś, ale słuchaj, uspokój się, mówię, wypadek miałem z Grudziądza, jechałem tutaj, tutaj, tam.
Musimy pojechać tam zobaczyć, teraz dla dnia ten samochód. Myśmy pojechali ten samochód zobaczyć. Ona klękła na kolana. I zaczęła, tak jak Allach, wie pan, płakać, nie? A kumpel mówi, ty, ty też tak żeś płakał, mówię, o ten samochód, czy, czy, o co, no, o co ona tak płacze?
Ja mówię, nie wiem, no, no. Szok, ona szoku takiego dostała, tak zobaczyła ten samochód. No i potem, jak po parę latach się, po parę latach się z nią spotkałem, no, ona tam już miała kogo innego, chrzana, no.
Ja mówię, słuchaj, no, ja mówię, powiedz mi jedną rzecz, ja cały czas po tym myślałem, mówię, wtedy, co ten wypadek miałem. No, no, no, no, co tam? Mówię, ty takiego dostałaś szoku, mówię, to powiedz mi, to, to tak mnie kochałaś bardzo, mówię, że tak płakałaś, czy, czy, czy, czy, jak?
Co ten samochód? Ona mówi, o jedno i o drugie. Jak bardzo kochałam ten samochód. A ciebie też kochała? Aha, no to, dobrze, po prostu, mówię, no. No, bo ona kochała ten samochód, ona taka dumna była, no, że to jedzie takim samochodem, bo to wtedy tylko Fiaty, duże, te małe, te, te sterynki, Warszawy, a takie, jak się pokazał Fiat Scorpę, no, to, mówię, każdy miał.
No, to, no, no, no. Ale to, że dla Fiatu, a jak dalej, no, tam to właśnie. No, to nie było byle co, prawda? No, no, to było to. A tutaj takim jeszcze zwracającym uwagę elementem jest to uczucie błogości, o którym pan wspominał. To też charakterystyczne raczej dla NDE, niż dla takich wypadków, prawda?
Niech mi pan wierzy, że są osoby, które krzykują, pizzują, ale ja to mówię całkiem szczerze, bo ja jestem szczery ochotą tego, prawda, ja dużo rzeczy zaraz panu powiem w sierpniu, a pan czas, to może my to zmienimy.
miałem taki przypadek, pracowałem gdzieś w takiej jednej miejscowości i zawsze dojeżdżałem kolejką elektryczną z Gdańska, to i ja mówię do kolegi, ty słuchaj, mówię, mówię, walę szybko, mówię, bo zaraz będzie ten kolejka jedzie, nie, a to było tak, że ja mogłem przez tory lecieć na peron, albo do kasy, do peronu, na przykład drogą, to bym to miał za godzinę, żebym nie zdążył, nie, i stał tak, stał jeden rząd pociągu towarowego, drugi, prawda, i między programami, wiadomo, są takie te schodki, wchodzi się, zeskakuje się i następny, prawda, ja młody, wysportowany, bo ja sportenowałem, no to, no, wcześniej, letwem, za godzinę, gdy będzie kolejka, to ja przeskoczę przez te pociągi, mówię, na peron od razu, nie, no i tak było, nie, poleciałem, i tak, przeskoczyłem, patrzę, już jedzie tam daleko kolejka, przeskoczyłem przez jeden, bo patrzymy, patrzymy, jak są te wagony i są takie te łączenia i tam są te schody, takie, są takie jakby te barierki, takie te pręty, co się trzyma i się wchodzi, potem można zejść, nie, to wszedłem na jeden, zeskoczyłem, wskoczyłem szybko na drugi i chciałem zeskoczyć autentycznie z tego drugiego, bo już potem był, były też puste tory, ale potem był peron, chciałem zeskoczyć i by, panie, no, panie Marku, jakby ktoś, nie, nie wiem, za co chwycił, za ręce, czy tutaj za kart, czy za coś, bo chciałem już skoczyć, już miałem nogę, już tak, już powiedziałeś, że leciałem, a tu nagle ekspres, w ogóle, no, jak mi skoczył, to tak, jak jedzie pan samochodem i mucha się o szybę rozbija, tyle by ze mnie zostało.
A to tak jakby jakiś, tak jakby ktoś nad panem czuwał, krótko mówiąc. Tak, tak, i nadem czuwał. To szarpnięcie, to, to powstrzymanie jakby fizycznie poczuł, tak? No, normalnie poczułem, no, nie mogłem puścić, nie mogłem puścić, bo takie w półkolu takie są, takie, no, rączki, żeby się przytrzymać, żeby zejść z tych schodków.
Ja się trzymałem, chciałem puścić, a nie mogłem tego puścić i o tak, o tak, no, tak jakby blokada była. A tu nagle ekspres, fl, wyjechał ekspres, jak tam zwarfał. Wróciłem się, no, to byłem tydzień czasu, jeszcze się cały trząsłem, no i tam trochę podelikowałem z kolegą, on mówił, spokój się, mówił, wszystko w porządku.
Ja mówię, słuchaj, przecież mogłem zginąć, że ze mnie by nawet nie było co zbierać, bo to był ekspres, mówię, to przecież w powietrzu by mnie zmuchnął przecież, no. Teraz, następna taka miałem sytuacja, właśnie chodzi, do czego zmierzam, że mam jakiegoś ducha dobrego opiekuna, bo już miałem praktycznie 11 razy 99% co miałem zginąć.
Ale wie pan co, panie Marku, u mnie to zdarzają się takie dziwne rzeczy, że, no, nie wiem, ale to dojdziemy do końca, bo to, co pan opowie nas już później, to pan będzie też bardzo zaskoczony, ale chcę tak po prostu do tego doprowadzić, żeby to po prostu to, żeby wyszło to wszystko, więc znowu tak, jak, znaczy ja jestem drugi raz żonaty i ja z nią po prostu, no, śpimy sobie, w łóżku i to też przecież ani nie byłem wypity, ani na kazu, żeby, bo to wiadomo, jak to się za dużo tam kiedyś wypić, to może miał zbity myszki białe, czy tam widział pająki, czy co, ale ja tam nie piłem ani nic. No i, panie Marku, leżę na plecach w pokoju z żoną, to było po północy, było jakoś tak, i nagle otworzyłem oczy i to też do dziś pamiętam, nie wiem skąd to się wzięło, nade mną była osoba, do połowy kobieta, tak wyglądała, tak jakby, no, ja nie wiem, no, tak jakbym to widział Matkę Boską, czy kogoś, czy nie wiem, to było w takim habicie, takim jak Matka Boska, no, pełno światów, takich różnych pięknych światów, tak niebieski, czerwień, jak słońce, żółty, tak się pięknie, ale twarz, no, niesamowicie piękna.
I tak patrzyła nade mną, tak, ja tak leżałem na plecach, patrzę i mnie normalnie włosy z dęba stanęły, zatkało mi w gadle, nie mogłem ani słowa powiedzieć, ani rękoma ruszyć, po prostu mnie zamurowało, bo nagle otworzyłem oczy i to zobaczyłem, i to trwało jakieś, ja wiem, no, żeby nie skłamać, ale to trwało jakieś 20 sekund albo lepiej.
I patrzyłem, ona pięknie się na mnie uśmiechała, aż tak pływała nawet, jak nade mną, do połowy, więc ja się przemogłem i żonę, obróciłem się do żony, budzę ją, mówię, żeby zobaczyła to, co ja widzę, czy ona też coś zobaczy, nie, no i znikła, znikła. Takie coś miałem też, panie Marku, potem dochodziłem taki do tyłu, że po prostu zawsze o tym myślałem, co to było przecież, no, no, kto to mi się tak ukazał do połowy, prawda, z jakichś dół, czy, czy, czy, że to nie były zwidy, bo już by to było parę sekund, no, to mogłem przebudzić się, te oczy były może jakieś zaspane, a ja to patrzyłem, no, a to, tak jakbym patrzył na telewizję, no, 20 dobrych sekund, nie, prawda, no, takie coś miała.
No, to tutaj mam, tutaj na emisję czeka właśnie taki zestaw relacji od jednego słuchacza, który w środku dnia takie do połowy zmaterializowane postaci widywał. No, ja myślę, że coś jeszcze, panu powiedzieć, na to, to będzie bardzo ciekawe, bo później będzie bardzo ciekawe. Pracowałem w takiej stolarni w Niemczech swego czasu, tam takie, no, takie deski się tam cięło, takie bukowe na takie lisewki, na leżaki tam i tak dalej, tam, ale to robiłem na czarno, prawda, nie, robiłem to na czarno, moja żona to skrzydlała wtedy jeszcze tam po domach, na pewno kluczy takie, która te, te, te, klucze miała, tak, to miała, to byś, to, że zarabiała, a ja robiłem w stolarni tam z jeździę, prawda, jakie maszyny były, startapla, te, te, te, te, te widłowe podnośniki, prawda, nie, no i było coś takiego, że przywieźli nową maszynę, przywieźli nową maszynę, taką do cięcia i Kir podjechał pod taką wiatę, a to była taka wiata, że ona miała gdzieś chyba 2,20, 2,20, 2,20 miała wysokość, szerokość była na 4 metry, wysoka na 2,20, prawda, i ten zięciu mówi, słuchaj, bo ja będę ściągał, mówię, tą maszynę, to ty stań, bo ona ciężka, żebym, bo widlak po prostu tył podnosił się do góry, prawda, to ty stań, żeby było lepsze obciążenie, żebym ja mógł ściągnąć z tej rampy, z tego samochodu na dół, prawda, no dobra, to ja stanę, stonałbym tam na tym tyłu, na tym podnośniku, a on, podnośnik jeszcze miał taką, jakby zabezpieczenie takie, jak z takich prętów poprzecznych i różnych, że jakby się wywrócił, żeby dany ten, który to prowadzi, żeby ten w nim włączyć, żeby to się nie stało, takie zabezpieczenie, nie, ja stanąłem, trzymałem się tych prętów, on cofał, on cofał, to buczy, to były zipowiaty, żeśmy tutaj prawie, że wjeżdżali, on to robi tak powolutku, to ściągał, a ja tak jeszcze, tak jeszcze obciskał na dół, żeby to, to, to, żeby to po prostu, no, żeby to obciążenie mojego, bo ja walczę 90 kilo, prawda, no i tak obciskał, obciskał i byłem skupiony na tej maszynie, co on tak ściągał, w lewo, w lewo, bardziej tu tego, dobra, tego i w pewnym momencie, o co chodzi, panie Marku, ja przez miesiąc nie mówię, jak on cofał, to ja zapomniałem, że przecież moja głowa wystawała poza górny ten rant tego, tej futryny, rozumie pan o co chodzi, że jak on cofał, to on, a ten wzięciu w pewnym momencie w ogóle się nie obracał, przez jakieś tam te 10-15 minut, w pewnym momencie, w tym momencie on się obrócił głowę na dół, ja głowę na dół, a nie dosłownie ta futryna musnęła mi po włosach, bo wiadomo, że nawet jak, wiadomo nawet, że jak on stanął, to jeszcze ta siła ciągnęła dalej tu podnośnikiem, to był łamek sekundy, bo gdybym on mnie nie obrócił, to się bym, co, głowę na dół, ja głowę na dół i mi cofnął, ta futryna u góry, po prostu, gdybym on, gdyby on po prostu mi tego nie powiedział, gdybym się nie obrócił i bym powiedział, to ta futryna tu przygięłaby mi głowę, urwałaby mi głowę, bo przygięłaby mi do tego, do tego rusztowania metalowego, no, nie wiem, czy to przypadek był, czy co, czy ktoś go skierował na to, że po prostu, żeby mi głowę nie urwało, no, no, obrócił w pewnym momencie, co nigdy nie obracał, obrócił się z tyłu, głowę na dół, co go tknęło, że po prostu, to był łamek sekundy, ta futryna u góry, bo byłem ponad futrynę, przygniotł, aby mi po prostu do tego rusztowania na tej sztafie, na tym podnośniku, nie? No, to by pewnie, to by się pewnie dało jakoś wytłumaczyć, nie wiem, przeczuciem ze strony kolegi, tak?
Coś przeczuwał, że coś może być... Nie, nie, no, bo on był taki raczej szybki taki, no, on był taki, że jak on ściąga tą sztapę, no, to cofa, cofa, cofa, ja tam stałem i nagle ostatniej łamku sekundy, to był łamek sekundy, bo wystarczył nawet, no, nie wiem, no, pół sekundy, żeby po prostu już ta futryna mi przygięła tutaj do szty i po prostu do głowy i by mi tam po prostu przygniotło całkiem głowę.
No, to miałem też taki przypadek, prawda, nie? A jeszcze co takiego, no, potem, żeśmy już tam nie pracowali, bo już na czarno byliśmy, jak to się mówi, nie? To były takie lata wtedy i miałem sen, niech pan posłucha, miałem sen, jeśli mówiłem nawet do mojego żony, miałem sen, ten cały, ten warsztat mi się śnił.
To praca, to wszystko, że śniło mi się, że byliśmy na śniadaniu, że przyjechał syn tego naszego ślicznia, la dziadka, że przyjechał samochodem, zablokował mój samochód, myśmy jeszcze siedzieli tutaj, prawda, na śniadaniu, że aż pojedzie, to pojedziemy do sklepu, że siedzieli koledzy, prawda, tam na tej sali, gdzie są śniadania, że, no i że weszło dwóch policjantów, w dwóch landatowych mundurach i zielonych i tak dalej, i jest policjantka.
A ja w tym momencie, jak zobaczyłem, to, że poszedł szybko do toalety się schować, nie? A kolega się mówi, tu chodzą jakieś, mówię, te policjanci naokoło, tak, że niech ktoś tam poprosi, tam pod pierwą naszą, o co tam, nie wiem, z innym tym, i to mi się śni, ja to mówiłem, mi się coś śniło, a ona mówi, a, no ty głupie, z tym tam naszą, i mówi tam tego, nie? Wie pan co, panie Marku, że tak to się zdarzyło, tak jak mi się to wyśniło, to tak było, że weszli policjanci, ja do toalety i policjantka mnie cofnęła z powrotem, no słownie, no sobie tak było, identyko. Ten sen po prostu, to co widziałem w śnie, to wszystko się mi utworzyło w rzeczywistości, no.
No i potem mówię, no widzisz, mówię, zobacz, uśniłem po prostu sytuację, która się zdziwiała, nie? No, krótko mówiąc, sen proroczy, który pokazał dosłownie, co się, co pana czeka, tak? Tak, tak, autentycznie, no, pokazało mi to po prostu, no, nie? Mówię, no, Holender, mówię, no, papatrz, no, mówię, no, potem ścieśniło jeszcze wcześniej nawet, że, że, że te widły się zaczęły giąć, były czerwone, rozżarzone, jakby były z piesa martowskiego wyjęte, że mi się te widły zaczęły giąć, no, i tak było, że po prostu nie chcąc żebyśmy wydarzyli taki, taki kontener duży i się faktycznie widły zgięły, tak? I trzeba bym chłopca wziął, żeby wymienił te widły.
Też mi szczęśliwa, nie? No, to takie, takie prorocze sny miałem, nie? Ale do czego teraz zmierzam? Było tak, że, no, ja z Gliwicach mieszkam, pochodzę z Gdańska, no, rozżarone mam. I było tak, panie Marku, że znałem taką jedną osobę, to kolega mnie zaprowadził, on to był wróżka, nie wróżka, medium, jakiś medium taki. I ona mówi do mnie, że co?
Mówi, no, ten psa ja mi wykarczę, a ty, Glicyka, mówi, jesteś, mówi, bardzo dobrym medium. Ja, ja, ja? Tak, jesteś medium, to jest rzeczy, które się robi. Ja, ja, ja. W sensie trochę śmialiśmy, mówi, no, co się mogę robić?
Mówię, jakie medium? I ona mi coś takiego pokazała, że kupił sobie wahadełko, nie wiem, czy pan wie, takie kręgi, takie wahadełko, tadeusze zysyjne. Pokazała mi i mówi, sobie narysuj taką plansz, mówi, wywołanie duchu, mówię, nie, to nie są wywołanie duchu, to jest bezwzględność, pod świadomością, mówi, z twoim rekonem i z przewodnictwem.
Czyli coś na zasadzie podobne, jak ta tablica coś tego typu, tak? To było? Nie, tak, tak, tak, a ja o tym słyszałem, że to jest bardzo niebezpieczne, bo to wywołanie tych duchów, to tam, ja wiem, jak wygląda ta tablica, to jest też narkotykowy, numery są tam, jeden pan, iluś tam i tak dalej.
Tak, alfabet, liczby, jakieś narysowane odpowiedzi typu tak, nie? Tak, ja mówię, że to raczej nie, ona mówi, to mówi, nie, to nie jest to, nie, to jest zupełnie co innego, ja mówię, jak to innego, jak to tak samo jest, ale powiem panu, że może pan mi nie wierzyć, no, ale ja już to, tego czasu jest dwadzieścia chyba trzy lata, dwadzieścia trzy lata tego czasu i ja już nawet nie potrzebuję, bo rozmawiałem sobie, owszem, rozmawiałem, bardzo dużo ciekawych rzeczy się dowiedziałem i pytałem się też i bałem się z początku, że to po prostu, jak mówią, że potem się przesuwają jakieś różne meble, że jakiś zły byt wchodzi w ciebie, że powinno być opętanym i tak dalej.
Powiem panu, że to absolutnie nie, to absolutnie nie, że on mówi, nie, mówi, mówi, ja wiem, o co chodzi, mówi, to tak jest, mówi, to ten kura, kuruja, kuruja, czy nazywa tam, czy to to, ale mówi, to ci by nie dotyczy, mówi, nie, ja mówię, dlaczego mnie tego nie dotyczy, nie, mówi, bo rozmawiasz po prostu ze swoim przewodnikiem z podświadomością, ze mną, a ja mówię, potem pytałem się, na czym to polega, jak to jest i on mówi, że ja wszystko wiem o tobie, wszystko, o co chodzi, ja trzymałem, jak to jest, że ja trzymałem wahadełko centralnie po środku, znaczy życiem, nie, jak jest narysowany, jak coś się zapytałem, to on sam zadał ten, wieczny, sam się zaczynał kręcić prawo, z ruchem zegara i poli też mówił to, co chciał, może pan sobie to wyobrazić, ja zawsze pytałem się tam o to, czy o tamto, nie, tylko wszystko prawdy mi nie mówi, tylko, nie, no, i ja już to tak, a potem do takiej perfekcji doszłem, że ja już nie musiałem robić to, wahadełkę z planszy, ja po prostu, może pan mi wierzy, może pan mi wierzy, że może tam mam czy to frejmia, albo coś, nie, ale ja normalnie już, jak ktoś się chce zapytać, to ja słyszny u siebie wewnątrz głowy, nie, bo takie perfekcje do czynów się zajrzały.
Ja powiem panu, że też tak czasami mam, szczególnie to, szczególnie często, gdy zdarzy mi się jakiegoś zmarłego odprowadzić w trakcie medytacji, to tak, coś takiego mam, że zadaję w głowie pytanie i zanim skończę formułować to pytanie, to pojawia się odpowiedź.
Tak, tak, ale to wie pan co, ja dużo rzeczy się pytałem z pogranicza śmierci, o takie sprawy, jak to tam jest, jak co, jak to wygląda, a on mówi, słuchaj, mówi tak, mówi, nazwij mnie jak chcesz, mówi, ale mówi tak, ty jesteś wybrańcem.
Ja mówię, chwileczkę jeszcze raz, jesteś wybrańcem. Ja mówię, jakim wybrańcem? Ja mówię, wybrańcem to był na przykład nasz papież, że nasz papież, że my jak coś tam tego, jakieś ludzie, którzy wysoko postawili, on mówi, nie o to chodzi, jesteś wybrańcem, w ogóle się nie ma prawa nic złego stawiać. Ja mówię, a pamiętasz to, a pamiętasz tam to, bo on mi to mówi tam, po alfabecie, ja on go pamięta.
Ja znam wszystko od tego pociągu, ja jestem twoim przewodniczym, ja jestem twoim opiekunem. Ja mówię, no, ale ja nikomu tego nie mówię, mówię, bo jakby to powiedział, jak kolegę uznają, to by mnie do szpitala wysłali, że dostałem coś do głowy, albo schizofrenik, albo jakiś po prostu, no, coś, no, że jakiś, no, nienormalny, tylko ja to nie bardzo to mówię, o tym się pokazuję.
Miałem taką sytuację na przykład na początku jeszcze, jak się z tym zajęłem, jechałem w kolejkę medyczną do Norwia i mówię sobie, sobie sprawdzę, a on mi pewną pewność powie, co chcę sprawdzić. Ja mówię, no, zobacz, no i siedziała taka kobieta, no, po drugiej stronie, kolega telewizyjny, nie widział, że ona taka coś zasmuszona, takie uzymia, coś takiego, nie, ale tak teraz otwarty jestem, mówię, co się powie, tak marzy, co się powie, tak, a, to nie, co pan wie tam, nie, no, nic nie wiem, nie, pytałem się wewnętrznie, mówię, co on o takiej sytuacji mówi, on mi powiedział, on nie będzie w szczegóły mówił, mówił, on na to, on tam, to nie, mówił, może się zapytać i powiedzieć, że coś się, już tak za dwa tygodnie wszystko, nie, ja i to powiedział, no, tak, no, tak, skąd pan mnie zna?
Ja mówię, no, nie znam pan, no, to skąd pan wie o tym, co, to, to, tego, to, to pan słyszał o nasza, czy o tym, nie, po prostu wiem, no, jeśli pani nie ma co dwa tygodnie, będzie nie ma pani oprogramowania, tak, tak, tak, tak, czyli dla mnie coś niemożliwe, żeby pan wiedział o takiej sprawie, no, ale mówię, no i potem, dobra, tak się przekonywałem, że coś w tym jest, że coś, moja podświadomość, ten mój, jak mówię, jak on to, jak on, bo każdy ma swojego ducha, który prowadzi, prawda, mój anioł, mój byt, pan przewodnik, prawda, każdy ma, niestety, pan ma, ja mam, cokolwiek, wszyscy to mają, nie, po prostu. No, każdy ma, tylko nie każdy potrafi z takim przewodnikiem, prawda, nawiązać kontakt, taki świadomie. Dlatego mówię, dlatego mówię, że, a właściwie, a pani medium mi powiedziała, że ja jestem bardzo inny, ja mówię, dużo rzeczy robić, nawet sam nie myślę, że to można, nie wiem, nie, mówię, no, ale ja nie chcę tutaj coś, tak, bardzo głębiać, mówię, z tego względu, że każdy ma to typowy czas, a jeszcze jest to, że na przykład ludzie mówią, że mam bardzo dużą aurę, bardzo jasną aurę, żółtą, bieską, białą, nie, nie mam jakichś tam czarnych, ciemnych, czy coś, że mam bardzo szerokie takie pole energetyczne, bo ja mam na przykład cały czas takie coś, że mam ciągle, na przykład mam ciepłe ręce, nie wiem, że zimno, albo, no, bo na przykład, jakby to powiedzieć, jak biorę wahadę, to wahadełko, biorę rękę pod stół, drugą rękę trzymam nad tym stołem, co jest ręka pod stołem, no, to zasuwa w prawo, nie, to jest to przebicie takie, nie, bo ja mam rękę w stanie, nie, jakaś energia, nie wiem, co, no, nie wiem, wie pan co, na przykład, no, no, dużo też wyczynę takich rzeczy, które, na przykład, że, że, że, że, no, nie, no, niewytłumaczalne dla mnie to pewnie rzeczy są, a właśnie tam, a ja tam posiadam, na przykład, gdybym mówił, daj mi, no, o tym, o czym ja się tam pytałem, na przykład, bym, powiem panu, no, czasami mnie, na przykład, tam, ukrzedził, na przykład, nie idź tam, czy patrz, czy nie rozmawiaj z tą osobą, bo ta osoba to nie jest dla ciebie, jest fałszywa, to się tam, to wszystko się związało, to jest ciekawe. No, być może, być może przez podświadomość, albo przez tego opiekuna naszego jesteśmy w stanie odczytywać informacje z tej tak zwanej kroniki Akaszyc i stąd bierze się też ten, to, co nazywa się mediumizmem, prawda?
No, już się pytałem tam, właśnie, jak to jest? Ja mówię, słuchaj, mówię, to może mi podać, nie będę co to, lepka, co? Tak, tak, tak, leżarczu, nie? A on się zaczął tak, mówi, dobry jesteś, mówi, ja znam numer, ja mówię, nie ma problemu, ale ja ci nie podam. Ja mówię, dlaczego?
Mówię, bo ty masz karmę w swoim życiu, jak to, no, myślisz, przejść. To, co, każdy człowiek ma zapisane już, co ma w życiu swoje przejście. Bo my przychodząc tutaj, z powrotem na ziemię, prawda, doświadczamy tego, czegośmy nie doświadczyli z poprzednich, no, wcieleniu, to musimy doświadczyć i ty masz już swój scenariusz tutaj.
Ja mówię, a no, a dobrze, a z tym wybrańcem, co to jest wybrańce, nie? No, nie mogę ci powiedzieć. Jakbym ci powiedział, to, to, to, to, to, coś pozmieniać, nie tak, jak to jest zapisane. W każdym razie, mówi, no, mówi do mnie, mówi, no, masz w sobie to, że jesteś wybrańcem.
Aha, jeszcze mi powiedział coś takiego, co ja nie wiem, czy nadal w to mam wierzyć, czy nie. Wie pan, no, panie Marku, on mówi, że jak bym słuchał tego pana Roberta Bernatowicza, co on mówił, że są dzieci tak zwani z kosmosu, prawda?
Była taka jedna opcja, że to tak, to tak po prostu, no, wieki z kosmosu, to są, są po prostu aplikacją, na jakiej to w zasadzie polega, że ja, no, ja jestem synem mojego ojca, żyje mój ojciec, ale on mi powiedział, ty tego nie zrozumiesz, jak to jest, że możesz być, że możesz być częścią od nas stamtąd, bo tak jakby masz muchę przed sobą, to ty jesteś człowiekiem, a ty jesteś muchą. Jesteś muchą, a to, co tam jest po tamtej stronie, to jesteś ty. Uzywałem, o co chodzi, nie, że, że tak jak mucha lata, to my jesteśmy tym, co jest tam po tamtej stronie, tam, gdzie świata, świata, światła, prawda?
Nie? Bo my jesteśmy tą muchą. Dla tych, dla tych, którzy tam są gdzieś tam daleko, prawda? Dla tych, którzy mogą... Zgorzeli, przyszło mi teraz na myśl, takie coś, że ta siła ochronna może, może nas pilnować, że tak powiem, przed, przed wczesnym zejściem z tego świata, dopóki nie wypełnimy pewnego zadania, jakie mamy, prawda, podyktowane.
A skojarzyło mi się teraz, przypomniał mi się teraz taki, taki wpis, taka relacja przytaczona przez Leszka Schumana w książce Życie po śmierci, relacja z krótko po II Wojnie Światowej o pewnym Japończyku, który, miał tam jakiś wypadek, był bardzo mocno pokiereszowany, już był na granicy śmierci, ale, ale dowiedział się już w trakcie tego doświadczenia z pogranicza śmierci, że musi wrócić na ziemię i spłodzić potomka, musi umożliwić jakiemuś kolejnemu Japończykowi jakiejś kolejnej duszy inkarnowanie się.
I dopiero, no, wziął ślub z jakąś tam kobietą, jakim cudem w ogóle to, że, to, że on się wybudził w tym szpitalu, potem tam jak mi się wypadło, w tym środku, to uznano za cud, trochę sobie pożył, znalazł sobie żonę, wzięli ślub i krótko po tym, jak urodziło im się dziecko, umarł. Też biorę poprawkę na to, że nie wiadomo, jak jest zweryfikowalnością tej historii, bo próbowałem szukać po nazwisku tego Japończyka, no, ale nie udało mi się tego w internecie znaleźć, no, ale fakt, że ktoś taki jak Leszek Szuman, który, no, badał te tematy dosyć długo, przytacza taką relację w swojej książce, no, to każe sądzić, że jakaś nutka prawdy w tym jest.
Zgadza się, zgadza się. Także, no, mnie na przykład, ja rozmawiam ze swoją podświadomością, czasami sam nie zaszczepiam, bo coś tam, na przykład, było coś takiego, na przykład, że było, zdaje się, że w ogóle ten World Trade Center chyba w 2001 roku to było, tak?
World Trade Center, ten atak na Nowy Jork. Tak. To chyba 2001, tak? Jakoś tak było, prawda? Już nie pamiętam nawet. 2001, zdaje się. 2001, ja akurat wiem, bo dosyć tak maniakalnie jakoś z jakiegoś powodu odciągnę mnie do oglądania transmisji telewizyjnych z tamtego czasu.
Jak wcześniej, dzień wcześniej, pamiętam, jak jeszcze z nim rozmawiałem, tak sobie, i on mówi, włącz rano telewizor, tak podziwiam. Ja mówię, co, złącz, to się coś dowie. Nie, ale co się dowie? Dowiesz się o wielkiej tragedii.
To nie powiesz. No, łączyłem żonę, no i po dziewiątej jak właśnie. Potem mówię, no, o to chodzi, no, no, no, no. Takie teksty, takie po prostu, no, no, nie? Także jakby to było, miało być też zaplanowane, że tak miało być, chyba zdaje się, prawda?
No, wiele osób dostawało takie przekazy. Tutaj też kojarzę, bo ja też jestem pracownikiem nieznanego świata i obrabiam od jakiegoś czasu materiały, jakie trafiają na ich kanał na YouTube, między innymi.
I chyba w spotkaniu, które się niedawno ukazało poświęconym snom, tam też była jakaś wizja zapowiadająca właśnie no, to, to, co się wydarzyło 11 września. Tam chyba jakiś coś, ktoś leciał samolotem i byłam przestroga, żeby, żeby nie lecieć.
Jeżeli dobrze pamiętam. Ale ludzie dostawali, dużo ludzi na świecie dostawało takie przekazy. Tam chociażby w niedowiary była taka relacja, nie wiem, czy pan kojarzy, taki w tym programie TVN-u była relacja gościa, który dostał nazwę dwóch miejscowości w Turcji, Izmir i Izmit i się okazało, że współrzędne jakby pokrywają się w jakiś sposób ze współrzędnymi tych wież, które były zaatakowane. Kolejny przykład takiej, takiej wizji zapowiadającej, no, to, co zmieniło właściwie świat całkowicie. Ale wie pan, co jeszcze takiego ciekawego, że ja cały, cały, cały, cały, to swoje życie, to ja praktycznie to nie chorowałem na nic, na nic nie chorowałem, bo dostałem tą grupę drugą cukru, to mam po rodzicach, prawda, ale miałem takie po prostu coś, że mam bardzo dobrą intuicję w ogóle, jeżeli chodzi, mam taką intuicję przewidywania, że mogę po prostu, ja, czy potrafię coś, takie coś przewidzieć na skroś, na zaś, tak na przykład dajemy na to, czy miałem też takie déjà vu, na przykład takie coś, można powiedzieć, że na świat idę i to sytuacje by, wiem, że to się już wydarzy czy czy to się wydarzyło, a za chwilę tam wyjdzie dana osoba i rzeczywiście tak jest, wie pan?
Tak jakby to było tak, że no, oczywiście ja już to widziałem, prawda? Nie? Natomiast ja miałem właśnie bypassy prawego serca, serca lewej komory, prawda? I miałem w zeszłym roku, 20 marca miałem bypassy. To polega na tym, że serce jest odłączone i jest tylko do takiego respiratora, co po czym ujeżdżacie, bo muszą dołączyć wierim i źle z nogą, stętnicznie wzięli mnie do głowia zapchaną na 50% z dzieła.
I serce w tym momencie jest 40 minut i cały jest po prostu w marciu, prawda? No. I miałem coś takiego właśnie, że w tym momencie to to jest tylko tak przykład, to był łańcuch, chwilę to było. Autentycznie miałem tą operację, to widziałem, że na przykład oni mieli ten teflon, taki co tam w wili mi ten siedł w wysokości, węflonu.
Węflonu. Arka mówi, no to do zobaczenia. No do zobaczenia. I w tym momencie, co miałem operację, to się potem przypomniałem później, że widziałem po prostu siebie. Widziałem siebie, tylko to było tak jakby przez mgłę trochę, tak dziwnie trochę.
Bo niektórzy mają tak, że tunel, gdzieś tam jadą, prawda, widzą rodzinę i tak dalej, ale po prostu bardzo dobrze to. A ja widziałem tylko przez łamek jakiś tam chwil, kiedy widziałem po prostu, patrzyłem, wziąłem ten stół operacyjny, widziałem tego anestezjologa, widziałem tego chirurga, który, kariologa co robił, to i tak, tak jakby tak w punkle, to widziałem wszystko, to tak w leży, mówię, gdzie ja jestem, co ja robię, tego, nie? I potem jakoś tak, te pielęgniarki coś tam mówiły i potem wróciłem, tak, nie?
Jakoś tak to wyszło, nie? No to pamiętam. Potem już to przypomniałem już tam po operacji. Po czynieniach mnie zwolnili, nie? No taki klasyczny przykład NDE podczas operacji, takie główne doświadczenia z pogranicza śmierci, jak już opuszczamy ciało.
Tak, serc był odłączony, 40 minut był odłączony do życia, że po prostu krew musi krążyć do mózgu i tak dalej, nie? Ale serce, bo mi powiedział ten anestezjolog, że pan będzie miał serce odłączone, krew będzie rozłata i tak dalej, i tak dalej, nie?
No, ale zanim mówili, jest 5% że są jakieś takie sprawy, że może się nie udać, może być nowy zawał, czy może darmózg, czy co, ale ja w tej chwili jestem w środku czasu i biegam, nic mi nie jest. Panie Marku, i pani się złoży, jakiegoś ladu nie ma, dobrze się dzieje, amfetaminy i tak dalej, te zioła różne i tak dalej, nie ma żadnej komplikacji, nie?
A nasi ludzie właśnie po operacji tej, tutaj pasów właśnie nie ma komplikacji, nie? No. No, może nie dbają o siebie po prostu. No, ja tu, tutaj, nie wiem, tutaj ten, co nie zmienia tutaj pracy, to mówi, że brat jego w Ameryce był i zmarł, bo po operacji tej pasów właśnie, nie?
Ale mówi, że zbał siebie, nie? Zbał o siebie też, ale zmarł, nie? Bo po operacji. Ale to jest tak, że ja mam po prostu bardzo silne serce, bo niektórzy mają na przykład tak, że mają słabe serce zastawcy, czy mięśnie sercowe, jak mięśnie sercowe jest słabe i może jakieś tam powikłania, mogą powikłania nastąpić, bo, nie?
No, niektórzy mają tak słabe serca, że dostają zawał w wieku 18 lat i umierają. Tak, no, to jest samo, takich po prostu, co kolega miał, właśnie, nie to, że nagle, gdzieś to miał wadę, nie wiem, co, co.
Ale a propos do tej, tych moich, tych moich spraw właśnie z tej pośredomości, my po prostu rozmawiamy, ja, panie Marku, wiesz, że to, bo ja mówię do niego, mówię, mówię, że tutaj cały czas tak słucham, że właśnie ta tablica, te, te, te, huja, huja, czy tego, on mówi, ci nie ma z czego obawiać, mówi, mówi, to jest, to, to nie jest tak, że, że zaraz tu będą ci tam, tutaj skakać, mówię, tam talerze, czy tam co, ja jestem twoim opiekunem, nie wiem, szczerze sobie rozmawiamy i już, mówię, od kupę lat, mówi, i chcesz wiedzieć, co mogę ci powiedzieć, to ci powiem, a co nie mogę, to ci nie mogę powiedzieć, bo ja, tak, nie, za to swoją, też mam nad sobą swoich, takich pewnie, wie, mówi, władców, którzy by mnie uparali za to, ja nie mogę, ja mówię, ale co ci mogę, to ci, no, to, to ci powiem, no, dużo rozmawiałem na temat właśnie, nawet pytałem, ale, na przykład, dużo pytałem się o sytuacje polityczne, na przykład, no, na to, ja tam nie lubię o polityce rozmawiać, ale ja mówię, czy nas, co nas czeka tutaj, potem, w tej rzeczywistości, w tej chwili, co, co, co na tym świecie dzieje, on mówi, słuchaj, mówi, no, no, mówi, no, że przekonasz się, mówi, no, tobie nic nie grozi, że nic nie grozi, przeżyje cię to i to jeszcze, mówi, ale, mówi, sytuacja, jakby, czy, czy będzie tak, że to, to będzie jakiś najazd, na przykład, polską, mówię, nie, natomiast nie będzie coś takiego, wydarzy się na świecie, że będą anomalia, że, mówi, atmosferyczne, pogodowo, jakieś tam, jak to się mówi, no, wody wyleją, morza wyleją, będą się składać się płyty, płyty te morskie pod tym, że, no, że będzie po prostu, jak to się mówi, no, jak to tam powiedzieć, może, nie przez wojny, a będzie, będzie przez takie naturalne zmiany, prawda, klimatyczne i tak dalej. Tak, że pewne państwa będą zalewane i Polska też będzie zalana, w pewnym sensie, częściej będzie, prawda, i wszystkie kraje zaprzestaną wojen, będą się jednoczyć, bo masa, masa ludzi naprawdę zginie, ale będą się jednoczyć i będą obfitoływać to wszystko, nie, prawda?
No, w zasadzie dobrze by było, gdyby już teraz się zjednoczyły, no, ale w, nie, nie wszyscy o tym tak myślą, prawda? A on co tam o inne sprawy, ja chcę tu mówić po prostu, bo powiem Pan, jak to jest politycy, wszystko mówię, też posłuchuję, ale mówi, że nie ma się czego obawiać, jeśli chodzi o Polskę, Polska będzie, tak obronną ręką będzie po prostu, wyjdzie ze wszystkiego, że nie ma sensu po prostu uciekać z Polski, nie ma co, bo Polska będzie najbardziej adekwatnie obroniona, prawda?
Jeśli chodzi o jakiś tam kataklizm, o jakieś wojny i tak dalej, nie? Będzie górą, będzie, będzie pędkiem, pędkiem Europy na, ale to będzie dopiero mówić nie za 20 lat, nie? No, ja miałem na to pekno 90, bo ja prawie, no i to mi tam licho dał, tak, także, co, ale ciekawe, ciekawe, ciekawe sprawy można się dowiedzieć, nie?
Spokojnie trzeba śmierć, można się dowiedzieć o tym, o tamtym, no, no mówi tam, mówi tam, w stosowaniu się pytam, nie? Jak tam jest, jak, jak to wszystko wygląda, prawda, nie? No, na przykład, jak mówi, mówi, ty to mówi, mówi, mówi, ja wszystko wiem, mówię, teraz, ja na przykład mówię, mówię, był, często do Krakowa jeździ, mówię, mówię, ale chcę ci powiedzieć, że byłem też w Krakowie kiedyś swoim dziełem, bo ja oczywiście bardzo lubię do Krakowa jeździć, i jakoś czuję się tak swobodnie w tym Krakowie, jakoś tak, tak jakby to moje miasto było, prawda?
No, ciekawe są te sprawy, ciekawe są te sprawy, prawda? No, są tacy ludzie, których ciągnie strasznie do innego jakiegoś określonego kraju i też się mówi, że coś jakieś takie, takie połączenie z poprzednim wcieleniem powoduje tą, tą, tą, taką ciągotę, prawda?
Ktoś na przykład bardzo ciągnie, bardzo ciągnie kogoś do Japonii, mimo że mieszka na drugim końcu świata, na przykład w Polsce, ale no, strasznie jakiś taki pociąg czuje do Japonii, do kultury japońskiej, do Japończyków.
Tak, tak, tak, tak, zgadza się. No, mnie jakoś tak, nie wiem, do Krakowa bardzo ciągnie, jak ja przyjeżdżam do domu, do Polski, to mężonów po dwa, trzy razy jeździmy tam na Wawel i idziemy czy tu, czy tam, czy tu.
Jakoś tak, ale czuję, czuję tą energię taką, że tak fajnie się czuję w tym Krakowie, tak jakbym, nie to, że podoba mi się to miasto, bo podoba mi się Kraków, ta starówka, podoba mi się stare zamki, podoba mi się tą grudę, tak, wszystkie staroci i tak dalej, ale wiem, że tak jakby czuł, jakbym był w tym Krakowie.
Rozumie pan to sobie? Takie mam, takie, takie uczucia wewnętrzne, nie? No, w Krakowie podobno jest na Wawelu bardzo silne centrum takie energetyczne, tak zwane miejsce mocy i ludzie... Tak, tak, tak. Jest, jest, ta czakra, ta, bo jest chyba siedem, siedem czakr, czakr jest na świecie i właśnie w Krakowie w tym miejscu jest właśnie ta, to miejsce właśnie, tam te drzwi, ta czy ta sala, co tam było w remoncie, ale ona w tej chwili jest otwarta, ta sala, już tam, tam ludzie stali tam przed tymi drzwiami, nie?
Tu można wejść, tak, nie? Znaczy płacą parę groszy tam, tam chodzą, zwiedzają właśnie te, te, te komnaty, nie? Ale czuje się tam tą energię, czuje się tą, tak, tak, tak. Tak, tak. Ja nawet tak sobie wziąłem, wie pan, że tak to wahadełko izby, bo to wahadełko izby to jest takie, jakby to pan przeczytał, ono ma te właściwości takie, że ma ile przyjdzie podobnie, że no to, no to tak, no tak to wychodzi z, z relacji, no i szukanie znalezionych rzeczy, no i miejsca energetyczne, gdzie jest, gdzie jest energia, nie?
No to, jakby wziąłem to wahadełko tam w tym miejscu, tak zasłało, wie pan, co jak karuzela, muszę go zatrzymać, nie? No. Tak, tak. A w innym miejscu znowu stało, no. Nie poruszało się, tak, nie? No to nawet chyba nie trzeba wahadełka, to po prostu się czuje, jak się przebywa w takim miejscu.
Tak, tak, od razu, od razu, od razu. Bo żona, jak byłem z żoną, to żona, żona bardzo głowa bolała, tak w tym miejscu, głowa tak się źle czuła, mówi Jezus, mówi tak, chodź ze sobą, jest coś takiego dobrego, mówi, że się czuje coś tego, nie wiem dlaczego, a te swoje choroby też, te kobiety i tak dalej, no, to dobrze by poszedł, co?
Ale, ale ja się czułem bardzo dobrze i był taki naładowany, taki nerwizmowy. Przyznam parę ładnych osób tam, co się stało, nie? No. Aha, jeszcze takie coś miałem kiedyś, wie pan co? No, nie, no niech mi pan wierzy, no.
Jestem sam w domu, żona jeszcze nie wróciła z pracy, ja, no, ja też pracuję na Piedleńsku. Leżę w domu i to tak było, no, no, to nie było tak, że po północy, nie, że po północy, to się dupie, może zjadę, nie?
Tak leżę, po prostu i tak, wiesz, telewizję tak po cichu oglądałem, autentycznie, mówię, no, chyba ja zmarzyłem, słyszę taki głos, taki jakby gdzieś echo pod dalem, takie coś było. Już pan mówi, jeden, dwa, trzy, cztery, jeden, słyszę, jeden, dwa, trzy, cztery, pozbywamy ciebie, że czy chcesz przejść na tą stronę, o, to coś takiego, bo tu wydarzy się coś takiego, że nie będzie można egzystować, nie?
Myślę, Jezus, Maryjo, co ja słyszę takiego coś? Ja mówię, jak to mówię? Bo jesteś wybrańcem, jesteś wybranym i część wszystkich tych, którzy są wybrani, to po prostu muszą przejść na tą stronę naszą. Ja mówię, Jezus, Maryjo, no co jest?
No tak mówię, ale ja jestem żona, ja mówię, żona nie jest wybrańcem, mówię, ty możesz jedynie sam. Ty chcesz. Ja mówię, nie. I to się skończyło. No takie coś, no wie pan, są takie coś, żeby to słyszeć, no to już jest odbłęd, nie?
To już jest odbłęd. Jeden, dwa, trzy, cztery i to tak jakby echo pod dalem, słysz po prostu, że jesteś wybrańcem. Musisz przejść na naszą stronę, bo w niedługim czasie coś się takiego wydarzy, że tu nie powinieneś być.
No to może to panem... A coś takiego się wydarzyło, że musiał się pan, nie wiem, przenieść czy coś? Nie, nie. Ja leżałem sobie, oglądałem telewizję i nagle ten głos słyszałem taki jakby gdzieś tam w pokoju, w oddali, taki jakby to gdzieś z daleka, przez tunel, przez echo jakieś, ktoś do mnie coś takiego coś mówi.
Ja mówię, Boże kochany, co ja, co ja mam w głowie? No ale takie coś, po prostu słyszałem, nie? Paraz mnie się takie coś zdarzyło. Tak szczerze, panie Marku, no ja czasami tak... Ja w ogóle to, nie wiem, no interesuję się, po prostu oglądam tutaj właśnie te wszystkie przepowiednie, jakieś mam takie coś w sobie, że filmów nie oglądam jakichś, fantastycznie czytam na przykład kryminalne rzeczy, ale właśnie interesują mnie właśnie sprawy tego typu, tak jak ten Robert Bertowicz, jak to się tam opowiada, o tych tam bytach, duchach, czy tam o UFO, czy tam o czymkolwiek tam jeszcze, prawda?
Nie? To tak są jak tu pana tu słuchałem, prawda? Znalazłem pana na internecie. To mnie bardzo to pociąga, interesuje, nie? To jest takie coś wewnętrzne. No też takie dążenie do zwiększonego jakby zrozumienia własnych przeżyć, tak?
Tak. No i na przykład ta pani ta, która właśnie była tym medium, ona mnie tam sprawdziła i mówi, że ja mam w sobie tyle jakiejś energii, mówi, że ty wiesz co, mówi, to mnie mówi, ty byś nawet chyba prawdopodobnie mógł nawet leczyć jakieś schorzenia.
Ja mówię, no nie no, mówię, to jest przesada, mówię, ja nie chcę mówić ten jakiś ten ten ten ten ten kaszpirowski, czy tam co, żebym ja to jeszcze kogoś leczył, nie? Ale mówi, nie, ja tutaj... Ona naprawdę duże medium jest ta pani, duże medium.
Mówi, masz w sobie jakiś duży potencjał energetyczny. Bardzo duży potencjał energetyczny. Ja mówię, ja wiem, mówię, no czy to może, może i mam, mówię, no, ale trzeba to sprawdzić jakoś, gdzieś po prostu, nie, po jakichś tam, nie wiem, fachowców takich, którzy znają się maksymalnie, prawda?
Na przykład wiem tylko tyle, że na przykład, gdzie ja przebywam, no nie wiem na czym to polega, gdziekolwiek przebywam, towarzyskie, czy gdzieś, to wszyscy się bardzo dobrze uczynią, prawda? Bo są tacy ludzie, którzy są wampirami energetycznymi, że ja na przykład przebywam na przykład w jakiejś towarzyskiej, ja się źle czuję, wiem, że ktoś tutaj jest zły.
Tak zwani wampiry, tak zwani wampirzy, wampiry energetyczne, że ten człowiek źle oddziałuje na mnie, prawda? Jest coś takiego. Natomiast też jest coś takiego, że jakaś żona tam ma sprawy reumatologiczne, tam, tam, tam, co jest, chorzenia, czy tam coś, bo jak ja przyjeżdżam, to ja na przykład, jak tam wywasuję, czy co, bo dotykam kolano ją gorsze, czy co, no to jej to mija.
To jest dziwne, nie, prawda? Czy tam, no czy tam... No, to nie znowu takie, to jest dziwne, bo pan, to nie znowu takie dziwne, bo pan w ten sposób jakby przekazuje jej energię, tak? Energię, energię jej przekazuje.
Ona ją tam wymasunia rękami, że na przykład, czy ją głowa boli, to przytrzymam jej tam przy czole, czy tam z tyłu tego i przestaje badać o kłopana się, bo to są takie sprawy, wie pan, no, to by trzeba było się tak, raz, że tym zająć, być na miejscu w Polsce, chodzić na jakieś spotkania z jakimiś ludźmi, spotykać się, którzy...
No może nie tyle fizycznie jakby chodzić na spotkania, co spróbować sobie poszukać jakiegoś kogoś, kto by pana poprowadził, nawet tak zdalnie, bo też się tak da, jakiegoś, nie wiem, nauczyciela rejki na przykład, jakiegoś mistrza rejki, kogoś, kto ogarnia pracę z energiami, żeby pana poprowadził jakoś, tak?
No bo ta moja kościelność, bo ja z Józefem Krzysztofem tam porozmawiam, nie za często, ale słusznie, ale czasami idę ulicą, to on do mnie tam do mnie da. To, to, to ja mówię, kurczę, muszę ze sobą gadać, to tak myślę, że wewnątrz w głosie swoim, a on mówi, ty nie ze sobą gadasz, ty ze mną rozmawiasz.
Ja mówię, Jezus, Mariam, nie, ale teraz, jak ja z panem rozmawiam, to w tej chwili widzę, że ja słyszę, że tam to z panem, że ktoś tam mi tam przeprze, no, no ale, by tu powiedzieć, że to masz schizofrenię chyba, bo ludzie tacy, to słyszą jakieś głosy, prawda, nie?
Dlatego ja tego nigdy nie mówię, na przykład, żona w to wierzy na przykład, że, że to jest coś, nie, i ona z tego się nie śmieje, bo na przykład jej siostra, miała męża, kiedyś tak siedzimy właśnie, jeszcze to było jakieś inne miejsce, nie, przykładowe, on mówi, powiedz mi, jak długo będzie mój mąż, nie, a on tam miał jakieś tam operacje na serce, chyba ząstawki miał wymienioną, nie, ja mówię, słuchaj, lepiej, żebym ci nie mówił tego, nie, bo mogę ci powiedzieć, a ja ci tego nie powiem, bo praktycznie, bo ja mogę to stwierdzić, nie, tak, tak, tak, tak, tak, no, to jest siostra mojej żony, bo on miał dwie ząstawki, wymienioną, na przykład, czy nie, bardzo dużo papierosów pali, i ja mówię, słuchaj, nie będę ci mówił, bo to, to będzie ci miało do głowy, cały czas o tym myślałem, mówię, nie chcę, nie, nie będę ci, powiedz mi, powiedz, no, tak mi przekonywała, że, ja mówię, no dobrze, po prostu, wziąłem chadełko, no i mówię, słuchaj, taka, taka sprawa, możesz powiedzieć, weź mi ją w nogę, bardzo chcę, to powiem, i dosłownie, powiedział, z dokładnością, do roku, do miesiąca, i tak się stało, w październiku zmarł, w siedemdziesiąty, a ona się wystraszyła, Jezus Maria, skąd ty to, ja wiecie, ja cię prosiłem, żebyś się o mnie pytała, może chcesz jeszcze teraz, żebyś ty wiedziała, jak mówię, nie, to precyzja, dosłownie, a jakby tu była, to by to potwierdziła, o tym wszystkim, że tak, właśnie szpager, tak powiedział, i tak się stało, a ja mówię, przecież ja tego nie wymyśliłem, po prostu, czy ja, nie przycieniłem się do tego, tylko ja ci powiedziałem, do, do kiedy będzie żał, ale to, powiem panu, panie Marku, tu ja, na przykład, pytałem się o, o inne osoby, takie, które po prostu znałem, starsze i takie, i schorowane, ja im nie mówiłem, a ja, widziałem, widziałem, autentycznie widziałem, a on mnie mówi, że, i to już cały czas im mówi, ale ja w to nie wierzę, chociaż ja w to nie wierzę, o, teraz on mi mówi, mówię, że mam żyć 99 lat, ja mówię, że z tym bypasem, z drugą głupotą, tak, wejdzie, wejdzie, bo ty masz tak żyć, bo ty masz tak zapisane, no to pytam się o żonę, o żonę, no to, że 4 lata, tak mówię, no więc, no dobrze, ale, ale, ale na przykład, były osoby, o których wiedziałem, i, a, jeszcze już coś się karę zazwał, powiem, tylko, że to już mnie to przeraża, to mnie przeraża, nie wiem jak on to może, to zinterpretuje, to powiem, ale, jest coś takiego, że, to nie jest z mojej przyczyny, że to ja tak chcę, czy, czy ja, ja nikomu nie jestem wrogiem, i, dla mnie, na przykład, największy wróg, to, to jest też przyjaźń, po prostu, ja mam taki charakter, że, że nie potrafię się nierwać, bo, osoby, które na przykład, coś mi, do mnie na przykład, tak to w życiu, coś złego na przykład, przyczyniły, prawda, nie, doświadczają jakichś złych rzeczy, choroby, prawda, albo innych sytuacji, prawda, ja mówię, co to jest, nie, tylko teraz miałem taką właśnie, nawet sytuację, takiej, niedawno, takiej jednej osoby, że, że, że się po prostu, no, no, może nie wiem, zazdrości jakiejś, to, ONO MIEŁ MÓWI, że ta osoba właściwie nie jest, jak mówię, życielna, dobra, że ona chce Ci zaszkodzić, mówi, no ale, to twoja sprawa, mówi, no ale ona będzie miała za to zapasony, no rzeczywiście ma zapasony, nie, ja mówię, no, ja nie chcę, no nie, ja nie chcę, co jest dla Telefonu, co ja nie, Ty już, to masz takie coś w sobie, że osoby, które Ci w jakiś sposób, są zaszkodzić, potem doświadczają, jakichś złych, albo chorują, albo wadek, albo coś, albo...
No są różne sytuacje, nie? Jezus Maria, mówię, ja nie wiem, co mam teraz. Mam to lepiej, żeby nikt mi takiego, o czym coś złego... Ja się o coś myślę, coś robić wobec mnie. Ja nie mam zamiaru w komikie.
Czyli te osoby dostają karę, mimo że Pan jakby sam nie wymierza sprawiedliwości. Nie, nie, nie, ja absolutnie. Ja mam taki charakter, jestem wierzący na Boga, Jezusa i Matkę Boską. Wszystko i ja, jak ktoś jest, ja mam usposobienie bardzo takie spokojne i dobre, ja do każdego z miłości nie podchodzę, ale jeżeli ktoś, ktoś mi na przykład coś chce, jak w żywni tak świnie podłożyć, czy tam coś, czy oczkalować mnie, czy coś, to ta osoba doznaje jakichś takich przykrych, jakichś sytuacji, że nie aż bardzo, że umrze, czy tam zabije, ale jakichś przykrych sytuacji, nie? Życiowych, nie?
Od razu tak jakby ktoś mi mówi, jak to było, co Jezus powiedział, że jak masz rzucić kamień, to rzuć za siebie, nie? A nie przed siebie, prawda? No i właśnie o to chodzi. To naprawdę dziwne to dla mnie.
Ale z tą ostatnią tożsamością, taką sytuację, ja mu mówię, weź to jakoś odwróć, mówię, no ja nie mogę tego robić, tylko wiesz, o co, że osoby wierzą ci, jak się tam doszło, dziw, mówi, to no niestety, ale muszą doświadczyć po prostu.
A ja mówię, to co, to jest jakieś, to jest, mówię, to jest w mojej tej karmy, to jest takie, czy co to jest, mówię, no to, no to, no to, on mówi, tego się nie wytłumaczę, bo nie mogę, nie mogą, nikt A tak na chłopski rozum, to to nie może mieć nic wspólnego z Pana karmą, bo to nie Pana szkodzi, tylko te osoby Panu szkodzą. On mówi, no i po prostu, no i masz już tak sobie tego ducha, tego wszystkiego, jesteś naszym wybrańcem, jesteś naszym wybrańcem.
Jakim znowu wybrańcem? No to już ta wybrań, więc to sobie mamy część zastąpienia, jakiegoś takiego bardzo ważnego w życiu, nie mogę ci powiedzieć, nie mogę ci powiedzieć. Ktoś ma jeszcze takiego, że ma coś uczynić, czy coś zrobić, czy coś ze spełnienia, że ty musisz dotrwać do tego.
I tobie nie wolno, nie można się krzywdą żadna stać. Czasami mówię, po co ja to wszystko zacząłem, tak żeby to rozmawiać, żeby po prostu tą bramę otworzyć, z tym, że to rozmawia, a to się wymaga, żeby się w twoim obiektu, no, żeby nic normalnie, to jak każdy człowiek żyje.
Te sytuacje, jakby, z niejednego, te kilkanaście sytuacji, w których prawie się zginęło, jakoś uszło się z życiem, no, wielu osobom chyba otwarłoby taką klapkę w głowie, że, no, warto poszukać jakiegoś wytłumaczenia, dlaczego akurat myli takie szczęścia w nieszczęściu spotykają, prawda?
Właśnie, no, ja już przeliczyłem, to już, no, jedenaście razy, można by powiedzieć, że miałem, no, jedną pocet tylko życia, nie? Niektórzy to po prostu tak mi polega, się wywróciłem na przystanku, na powtórkę taksówek, była zima, płatno się, był lód i uderzył po tylicę, z tyłu głowy i tam pękło coś i umarł, nie?
A ja miałem taki wypadek samochodowy, że musiałbym zbierać części i wyrwany, to tylko miałem tak po szybie taki miałem tutaj na ręce trochę tak, tak, tak, tak, no i wszystko, żadna noga, nic, nic nie było połamane i tak dalej.
Jeszcze to salto w powietrzu, to co pan mówił. Salto? Tam było kilka sal, wszyscy czuli. Tak, tak, tak. Salty do góry, bo to odbiło od drzew. Najpierw to jak szarada leciałem po drzewach, bokiem, że daleko, nawet tam mówili, że dobrze, że się zniżyłem do bardzo nisko, prawie aż do podłogi, bo jak daleko urwało, to bokiem jakoś urwało, tak, że ten samochód leciał bokiem, prawda, lewymi kołami po drzewa, po jezdni, a ten dach, te drzewa ścięły ten dach, także jak ja bym był normalnie siedział, to bym nie siedział do połowy, albo jakoś inaczej, że nie wiem, to był wyciek i wiesa, no, a mi się nic nie stało, no, po prostu nic mi się nie stało, no.
To było właśnie to. Tam były takie rzeczy, że to każdy mówił, to jest niemożliwe, mówię, że ja wyszedłem z tego samochodu, tylko żebym był w tym całym oknie i mówię, no, trzeba jechać do domu, bo to jechać do domu miało 70 kilometrów, to jest tak, że idziemy do Gdańska, mówię, chodźcie, no, samochód do kasacji poszedł cały, to by tam, że leci tam, ale no.
Oficjalnie do naprawy, prawda? No, tak. Tam szedł, poszedł, no. Tam szukali tego silnika, tej części, tego wszystkiego, no, jak to się stało, to przy takiej prędkości, to wie pan, to była włoska, była droga dwu pasmówka, taka niezbyt taka szeroka, a jak żałem, to dokładnie, no, widziałem, że jak mam rajfle szerokie, takie te okony sportowe, to nic mi się nie stało, no, w orych łopach, no, to słyszałem jeszcze fantazja w głowie, nie spoczyłem się, no, nie spoczyłem się, no, ale to, no, panie Marku, no, to takie życie jest, no, czy topiłem się, czy ten pociąg znowu, prawda, no, to się głowy nie mieści, prawda, no, czy ten czy ten widlak podnośnik, prawda, żebym głowę urwała, albo zmiażdżyło tak, żebym tak jak jajko się po prostu, bo to były takie pręty podłużne, że to mnie zmiażdżyło, to były takie jajko, takie na tych drutach robi, na tych serwisach.
To był łamek sekundy, no, pół sekundy dalej, to już by zahaczył mi o łopotylicę. Gdyby tylko pół sekundy się odwrócił z oficji, bo przecież tak się trzęsą wtedy, że no, nie znam. A dosłownie o włos. Jak sam jeszcze po prostu może umrzeć, po prostu, no, rzeczywiście muszę żyć dalej, jakaś, znaczy jakiś ten opiekun, no, no, ta opieka jakaś jest, no, każdy nie jest opiekunem.
Nie pozwoli panu umrzeć, dopóki pan nie wypełni jakby wszystkich swoich tych zadań. Tutaj powierzonych. Tak jak każdy człowiek, on mówi, że każdy, każda dusza, która chodzi tam, no, tam, łono kobiety, prawda, to ona już ma ten swój, to już ma ten swój scenariusz życia, ten swój plan, prawda.
To, co w poprzednim życiu tam doświadczyła, jeszcze w innym poprzednim życiu, co nie doświadczyła, to teraz musi doświadczyć nic takiego, co wszystko tak wygląda, bo dzieci umierają, dzieci umierają wcześniej, to też raka zostają, płuc, raka wątroby i widzą, prawda, do ziemi, nawet kobiety, które poronią, prawda, to te dusze potem, jak ktoś na przykład ma, jak kobieta na przykład ma jakąś rejkarnację, prawda, znaczy ma jakieś tam śmierć przyjmić, no, prawda, i no, to widzi na przykład, jak powiedziałaś, że widzą swoje dziecko, jako dziecko, które chodzi, ja jestem twoim synem, przykładowo, tamty syn, nie, ale ty mnie poroniłeś, prawda, bo dusza zostaje cały czas, nie, dusza zostaje, a my jesteśmy, jesteśmy tylko opakowanie, bo w sumie to, to co wewnątrz właśnie jest, to to jest autentycznie, no, to właśnie słuchałem, trzy razy słuchałem tego słuchawictwa, tego pana, co opowiadał, bardzo ciekawe, bardzo ciekawe to, ten pan musi też mieć coś w sobie, takie chyba mi się wydaje właśnie, że a może i sam o tym nie wie jeszcze, że on mógłby też się zająć takimi właśnie sprawami po prostu, no, nie wiem, takim, że ma jakąś energię chyba dobrą w sobie, taką mocną, bo opowiada, że widzi to, widział tamto, prawda, że, że, że, że, że jest taki, raczej taki, no, że dużo też przerzuc w swoim życiu, nie?
No tak, no też ma taką poszerzoną percepcję, tak, też są tacy ludzie. No, no, no, a to jak ja, on też tak, tak go słucha, no, ku czemu siebie słyszał, no, w niektórych tych momentach, tak jak on to opowiadał, właśnie to, co tak mówi, że, że też tą żonę, co teraz ma, tylko, że on to ma tą żonę, a ja tam, co tam, widziałem to, to, to, to, poznałem tą koleżankę ze szkoły, to, to nie jesteśmy, a on znowu, tak jakby czuł, że tą, tą żonę, którą teraz ma, że to kiedyś, on znowu, on miał przed tym może kiedyś, w poprzednim cieleniu, tak mu powiadam, prawda, nie?
Poznali się wcześniej, w poprzedniej inkarnacji, tak? No, podobnie, że jest coś takiego, że spotykają się dwie duże bratnice, kiedy byli razem, prawda, albo na przykład, tak jak ja, co jestem drugi raz żona, to jest to moją, to jest już z nią 30 lat, jeden lat, a z pierwszą były ok. 4 lata tylko, i miało dojść do takiej sytuacji, bo z północy pochodzę, do takiej sytuacji, że ją poznałem na południu, a kto wie, bardzo się dobrze zgadzamy, mamy nawet niektóre te same znamiona, mamy na sobie, muszę wam odpowiedzieć, w niektórych miejscach, i bardzo się dobrze zgadzamy, i kto wie, czy ten bóg, czy jakaś to, ta, ta, ta, ta, no nie wiem, to nazwać to, to kieruje nami, że doprowadziła do tego, że byśmy się spotkali, jesteśmy razem ze sobą, po prostu, nie?
A może gdzieś na jakimś innym planie rzeczywistości, między życiami się umówiliście, że jeszcze raz się spotkacie, bo tak też może być, podobno wszyscy jesteśmy połączani w sieć, i taki na przykład Tom Campbell głosi, że to jest taki badacz, który współpracował, współpracuje właściwie cały czas chyba z Instytutem Monroe od kilku dziesięciu lat, fizyk, prawie doktor, i według niego też jest możliwe, że osoby przebywające czasowo poza tym naszym ziemskim systemem mogą się umawiać, że coś tam spotkają się, poznają się w tym najbliższym życiu, coś tam wspólnie porobią, osiągną wspólnie jakiś cel i tak dalej. Ale niech pan zauważy, panie Marku, coś takiego, że są ludzie, na przykład ja już miałem doświadczenie trzy razy, tego typu, że są ludzie do siebie bardzo podobni, jak bliźniacy, prawda, a są obcy do siebie w sumie, nie? Ja już miałem trzy razy takie zdarzenie.
Pierwszy raz to miałem 18 lat, jechałem z taką koleżanką z pociągiem i podeszła dziewczyna i takie mi robiła wywody, takie sceny, że szkoda opowiadać, ja tam jej patrzyłem jak głupi, a ona mówi, co ty sobie urażasz, ze mną chodzi, a ty z nim. Ja mówię, przepraszam bardzo, mówi pani, ale ja pani nie jestem, tamta zgłupiała, to jest to, co się działo z nią. No co, mówi, to trzeba mi to ubliżać, tam ludzie patrzą, kurczę, mówię, no tak, to ty tak, na dwie strony, mówi, tego, jakby, proszę pani, ja jestem inny, pani, nie, co, tylko jak dowód osobisty pokazałem, to za nie mówiła, po prostu, mi to jest niemożliwe, przecież, mówię, Jezus Marek, jaki pan podobny jest do tego mojej, nie wiem, skąd to się bierze, że mogą być tacy ludzie do siebie bardzo podobni, idealnie, w stu procentach, ja już to miałem trzy razy, tak, w innym województwie też byłem, że na przykład ze sklepa czekałem na parkingu, patrzył do mnie facet i mówi, cześć, taki ułatwię tam do mnie, Jurek, a ja mówię, jak pana nie znam, no, mówię, a ty co, no, to, no, no, co, to, no, przecież, żeśmy byli przez czarę jeszcze tam, czy tam, mówię, i tak, no, i byłem, przecież, no, bo byłem, jak pana nie znam, a on mówi, no, jak, mówię, no, przecież, no, patrzy na mnie od dołu, no, to ty przecież, ubrany jesteś podobny, mówi, no, i ta twarz, mówi, to wszystko, mówi, włosy, mówi, ręce, mówi, to wszystko, ja mówię, człowieku, mówię, daj mi spokój, ja nie jestem tym, za kogo my masz, no, nie, no, no, no, nie, no, muszę zadzwonić na komórkę, mówi, do tego, do twojej żony, mówi, to jest, to zaraz przyjedzie karetka, albo co, no, dosłownie, ja mówię, panie, bo, co tam to, widzi pan, jak się nazywam, kim jestem, przecież włosy masz te same, no, to, to widzi pan, panie Marku, no, i o, jak, o czym to mówię, czyli co, mamy sobowtóry, sobowtórów, gdzieś to tam, znaczy, podajmy na to, na tej dzielniczce, no, to tak dziwne, prawda, no, ale, no, ale ja się kiedyś dowiedziałem, że mam sobowtóra gdzieś w innej części Polski, no, tylko, że to taki jakiś dziwny sobowtór z wyglądu niby podobne, podobno do mnie, a pół metra niższy.
Jak to jest, na przykład, to mam, mam, był braci, znaczy, mam jednego brata młodszego, miałem go trzy lata, i mam bliźniaku, siostry, siostra, jest tam w Belgii, brat jest w Norwegii, jeden jest tam w Gdańsku, wie pan co, oni się sami dziwią, co do mnie, a ja do nich, bo ja skończyłem, skończę 68 lat teraz, ten młodszy brat, co jest o trzy lata, bardziej poważnie wygląda ode mnie o 10 lat, a ten o 12 lat, o 12 lat młodszy, to już w ogóle całkiem nawet niepodobny, a jesteśmy z jednego ojca i z niej matki, prawda, nie, i ja bym był jakimś takim, nie wiem, budosobieniem, takim żółkiem, innym człowiekiem, jakbym nie był, nie, nie byłbym bratem, mam zupełnie inną urodę, i wyglądam młodo, bo wyglądam podobnie, że na 50 lat, a mam jakoś 70, co jest tym wszystkim, czy to na to, no, to nie wiem, wie pan, ja nie mam pojęcia, to jest właśnie, każdy się zastanawia, oni są słysi, a ja mam jeszcze czarne włosy, i nie jestem siły, i mam bujne włosy, i wie pan co, wie pan o co chodzi, no nie wiem, a oni mówią, co ty robisz z sobą takiego, że ty tak wyglądasz, mówię, a my jesteśmy tacy, mówimy bardzo poważnie.
No to może, to może mieć jakiś też związek z pana energią, z pana aurą, z pana, z pana w ogóle jakby takimi właściwościami energetycznymi, że to tak ujmę. Pan po prostu ma taką, taką chyba też bardziej pozytywną tę energię, tak?
Tak, ja mam, znaczy ja mam, mam bardzo pozytywną energię, mam taką szeroką energię, że na ileś metrów, że jest żółta, biała, niebieska, jakoś tak, ale nie ma, nie ma czerwonej, nie ma tej czarnej, że mam, mam dużą aurę bardzo wokół siebie, nie?
Gdzieś jestem na przykład, ja jestem bardzo komunikatywny, jeśli ludzie, gdzie jest to towarzystwie, to wszyscy mnie tam posłuchają, jak coś rozmawiam, się dobrze czują przy mnie, prawda? I tak dalej, nie? Jakoś tak, wie pan, tak pozytywnie wszystko jest, nie?
No ale tu chodzi o to, że rodzina mówi, to tak jakbyś, ja mówię, przecież jestem do matki podobny, do ojca jestem podobny, mówię, no przecież mówię, Boże kochany, nie? No to przecież, nie wiem. A, jeszcze chyba taka sytuacja, jeżeli chodzi poza, jeżeli chodzi o tych duchów, jak to nazywamy, tych bytów, astralów, prawda?
Jak z żoną pracowałem, miałem taki przypadek, że z żoną pracowałem w jednej rodziny, małżeńsko, no i z Martinem, krótko powiem to, z Martinem, córka przyjechała, już do domu, spała w góry, my na drogę w pokoju, z dołowym, a teraz, no, w dzielnicach, a żona spała obok w drugim pokoju, w długorytach, i była taka duża ława, szeroka, a żona spała tam koło tej ławy na matelarsku, żoną, nagle jak, bo co to się spadło, jak coś jej walnie, to jest tu, Boże kochany, ja się przebudziłem, żona nie, ja tak słucham, co jest, nie? Za chwilę takie trzy wielkie uderzenia, bum, bum, bum, nie?
Mówię, co jest? Co myślę, że może ta, no, dlatego ta babcia, mówię, może tam jej puka, nie? Poszedłem, popatrzyłem, prawie śpi, no, torciłem się, no, może muszę czyścić, bo chodzę na takie bagnięcie w stół i potem w tym budzeniu, i tak jakby, coś tam, za chwilę znowu jeszcze raz, bum, bum, bum, doszło, kurczę, mówię, no, nikogo nie ma tam, ta śpi u góry córka, obudziłem żonę, mówię, słuchaj, zobacz, mówię, może usłyszysz jeszcze o tym, może usłyszysz jeszcze raz takie co? No, za jakiś czas, ona mówi, ty, stała, popatrzyła, no, nic, babcia śpi, bo ona mówi, ty, chyba, trzeba się w tym czasie przeżegnać, po prostu ociec nas, mówić, no, i to ustała, nie?
I to ustała. Do samej sytuacji miałem, jak tutaj jestem w pracy, miałem poprzednią, inną opiekę, w Berlinie, miałem takiego profesora bardzo fajnego, ortopedii, i on też zmarł. Tu, jak właśnie mówię, jestem na tej nowej opiece, telewizor bardzo cichy, tutaj nie ma tak, żeby tam coś siedzieć, tam coś, tam coś, półki, czy tam coś, to są tacy, bo te Niemcy są tacy naprawdę cichy, spokojni. Trzy razy w szafę walnęło, no, co jest? Ale to takie, wie pan, uderzenie, takie bu, bu, bu, nie? No to ja, więc to coś, to moja sąsiad...
Tak, jakby ktoś piąchą z całej siły walił, tak? No, no, no, tak, to moja szafa. Ja nie spałem, bo ja patrzyłem na telewizor, chyba, nawet teraz jest telewizor, aż pan nie słyszy, no, nikt go nie usłyszy, ja mam dobry skup, i po prostu, no, i za dwa dni sms-y dostaję od ludzi, że zmarł ojciec, nie, bo on jeszcze raz był udany, nie? No, czyli dał mi, przyszedł, dał mi znak sam, nie? Prawda?
No, krótko mówiąc, monicja. Monicja, czyli sytuacja, gdzie zmarły, informuje o swoim odejściu, tak? Informuje, informuje o swoim odejściu. Na przykład, jak moja mama zmarła, to moje ojciec już nie żyje, prawda?
Ona zmarła, w 2019 roku zmarła, w pięć lat temu, prawda, będzie? W lipcu. Ja byłem też w kaset, byłem na ulicy, i no, wiem, ja noszę łańcuszek, taki krzyżykiem z Matką Boską, mam taki, no, cudowny medalik z rozłoka, nie? Mam taki noszek, ale do pracy zawsze ubierałem się tak normalnie, żyjąc tak, nie żyję, tylko taki dres, tam bluzeczka jakaś, tak, bo to wiadomo, do opieki to trzeba mieć po prostu, no, takie suche raczej takie, no, żeby, no, nie lepsze, żeby się poplamić, no, i to była sobota, i chodziłem cały prawie miesiąc tak normalnie, tak, w roboczych ubraniach, ale coś mnie tak, jako dziwnie tknęło, że, no, ja i nie nosiłem w ogóle łańcuszka w tym momencie, bo jak się nachylałem nad korym, to, że ten łańcuszek wisiał i potem mogę zahaczyć, jeszcze co.
A w tym właśnie momencie, w sobotę, kiedy moja mama umarła, jeszcze nie wiedziałem, założyłem łańcuszek Matką Boską, zmówiłem jeszcze modlitwę, w sobotę, co na ogół, w niedzielę zawsze, wreszcie, ja szanuję modlitwę, tam rozmawiałem, i się ładnie ubrałem, czyli, wiecie, po co się tak ubrałem, ale nie po co ten łańcuszek, te roczycie do pracy i tak, ale nic, nie przyjadę z żadnej uwagi, za godzinę telefon, dzwoni żona, słuchaj, siostra, mama zmarła dzisiaj, ja mówię, jak to dzisiaj zmarła, ona dzisiaj zmarła, no to zadzwoniłem do siostry, że rzeczywiście zmarła.
Czyli co to, jest też taki jakiś przypadek, że akurat w tym momencie, co mama zmarła, założyłem oświętnie, na przykład, tak ładnie w koszulę, w spodnie i na przykład dewocjonalnie z łańcuszek z Matką Boską.
Pan tak jakby, nie wiem, machynolnie, bez zastanowienia, bez zastanowienia się, jak bym mówił, czego nad swoim strojem tak się przebrał, tak? No tylko, no ale to w tym momencie moja mama zmarła, no to tak jakby, ja podejrzewam, że tak jakby mama dała znać, nie, że tam pękła szklanka, że zmarli, że obraz spadł, no to dała mi znać, że coś się stało, może, że się o tak oświętnie ubrałem, że jest to święto po prostu, że takie typy, że zmarła, zmarłam, no i daje się synu znać, tak? I tak mogło to być, żeby się zastanowić.
Nie? Pana świadomość mogła to tak zinterpretować, że odejście mamy, równa się, podniosły wydarzenie, więc trzeba coś, trzeba troszkę bardziej się jakby oświętnie obrać, tak? Tak, albo ta moja, ta moja świadomość dała mi znać, może, nie wiem, ale było też tak, na przykład, że miałem pierwszą teściową, pierwszą teściową, czyli ja już nie byłem z tą moją pierwszą żoną, no ale miałem tą teściową, ona tam do szpitala poszła, po prostu, to nie wiem, która była, i miałem taki sen, że �źniło mi się, że umarłam, a to było dużo, dużo lat wcześniej, że śniło mi się, że umarła moja matka i chciałem ją, chciałem ją zobaczyć, i otworzyli trumnę, ale to nie była moja matka.
Ja mówię do żony, taki sen miałem, że śniło mi się, że moja mama umarła, bo moja mama się też żyła. Otwali trumno i tej osoby nie widziałem, ale mówię, ale to nie jest moja matka. No i potem za dwa dni dzwoni tam znajomy, mówi, że twoja, tak jeszcze jeszcze raz mam. Czyli matka, nie moja matka, no ale jest oteściowa.
Tak, ona oteściowa, też się mówi mama, tak? No właśnie, i to po prostu też mogę dać tam wszystkim, że zmarła moja matka, nie? No to takie właśnie, takie historie, takie są. No ciekawe są te historie, takie że pan z pogranicza tej śmierci, tego wszystkiego, że warto się tym interesować, co ludzie go tym nie interesują i do tego uwagi nie przywiązują. Ja na przykład do tego bardzo dużą uwagę przywiązuję i przywiązuję też do tego po prostu, do takiego czegoś, że jest ta podświadomość w człowieku każdego.
My czasami sobie po prostu, czy pan, czy ja na przykład tam, czy tam to inny sobie coś tam ma jakieś przeszucie, coś tam słyszy jakiś głos, coś tam myśli, pod rzucę, ale to ten głos jest, jest tak zwana świadomość, jest podświadomość, podświadomość wewnętrzna, czyli ten duch opiekun, tylko nie każdy umie się komunikować, tak jak pan powiedział, z podświadomością, prawda?
No to jest sztuka dla niektórych trudna. No, powiem panu, że ja z początku, jak to zacząłem, to robić, to miałem, byłem zły nawet na siebie, że to zacząłem robić, bo mnie oszukiwało to, specjalnie mnie oszukiwało, nie? Ja pytałem się takie różne rzeczy, to mnie oszukiwało, nie? Wie pan co, to tak jest ciekawe, no bo, no, no, weź pan, niech pan weźmie tak ten alfabet na karce, autentycznie i trzyma pan ręką tą wahadełkę i zjesz, bo ona jest taka świtławca z tymi, z tymi, z tymi pionkami, zadaje i stoi, autentycznie stoi, nie to, że sam obraca, czasami jak się widzi, teraz, te sobie wskazów różą, na przykład, a w telewizji, jak ona tą ręką tak rusza, to nas chyba obraca, no, ale trzymam sztywno, łokcie oparte o tym, zadaję pytanie i wahadełko zaczyna samo chodzić z ruchem zegara, litera po literze, za zadanie pytania, którego zadało, i odpowiada, prawda? No, to to jest właśnie ciekawe, na początku tak było, no, ale potem właśnie wypracowałem sobie takie parę ładnych lat, że już, że już normalnie słyszałem głos, po prostu, z tego opiekuna u siebie w głowie, no, ja zwariowałem, no i nie zwariowałeś, ty już wypracowałeś siebie tak, mentalnie, że ty po prostu już nie słyszysz, no, a ja bym musiał wszystko zbawiać przez, przez, przez kartkę i ten wahadełko, prawda? I to też ciekawe.
No, wypracował pan swoje własne podejście do tego, do kontaktów z podświadomością w ten sposób. No, no, no, ja uważam, że każdy, człowiek ma, niestety ma jakiegoś tego ducha opiekuna, który się, nawet na tych obrazkach jest święty, że dziecko jest anioł, nawet, czy tamto, jest, jest ten duch, jest, który po prostu się z nami po prostu opiekuje, ten tak zwany, czy to duch, czy to, czy to, czy to, czy to czy to opiekun, czy to mówią, nawet, czy to, nie wiem, przewodnik, on mówi tak, że no, ja jestem przewodnikem życia, ja jestem kogoś, nie, cały czas, gadać o takich rzeczach, co ja zapomniałem, a sobie przypomniałem, jak mi opowiedział, może pan sobie wyobrazić, to czyli o wszystko, od poczęcia, od urodzenia, prawda?
Ja mówię, ja o tym już zapomniałem, a on w nim to już sobie nie przypomniał, on nie przypomniał. Także to widzi pan, czyli jest coś w tym, po prostu coś w tym jest. Ale dlaczego na przykład umierają, jeżeli każdy ma opiekuna, a ludzie mają wypadki samochodowe, mają wypadki samochodowe i, no, to sobie ten duch opiekun nie otrzyma, na przykład w taki sposób, i, i, i, żeby nie zginął, żeby nie umarł, żeby raka nie dostał, żeby to, mówi, tak to nie idzie, mówi, no, i nie, tak samo mówi, tak samo Bóg mógłby, Bóg mógłby na przykład unicestwić wojny do tamto, człowiek na ziemi ma wolną rękę, ale my prowadzimy w taki sposób, co możemy prowadzić, ale nie ingerujemy w większe sprawy, które i tak ktoś, kto ma karmę tą swoją, musi to przeżyć, prawda?
To jest to trochę jak w grze komputera, że trzeba przejść przez te checkpointy, tak, przez te punkty kontrolne, jak już przejdziesz przez ileś tam punktów kontrolnych i dojdziesz do mety, wtedy możesz umierać.
A on mówi, mówi, mówi, on mówi po imieniu, ty jesteś, mówi, wszyscy na tej ziemi, mówi, wy jesteście, mówi, jak te pływ, tak słownie, jak te pływ, jesteście tylko, jesteście tylko opakowaniem, opakowaniem, ja mówię, no dobrze, no to, to, to opakowanie mi tam pójdzie do ziemi, no i co, a potem co dalej?
Dalej będziesz tutaj u nas, i potem będzie po prostu, jak to się mówi, ja mówię, no ale jakie to jest to życie, mówi, to tamto jest co? No takie samo jak na ziemi, ja mówię, jak to takie samo jak na ziemi? No dusza, no przecież to, to chodzi przez ściany, to kule jakieś się pokazują, jako dusze, potem się materializują, mówi, to nie jest tak, to nie jest tak, tego nie zrozumiesz, to zrozumiesz, jak to, a ja mówię, no na pewno, może to zrozumiesz, ale bądź pewien, że gdyby ludzie wiedzieli, że jest coś takiego, co naprawdę, że nie trzeba się bać tych śmierci, bo bać się śmierci trzeba, mówi, to każdy by chciał umrzeć i po prostu iść tam, do domu, jak to się mówi, z powrotem, nie?
No, ale niestety po to, tu się przechodzi na ziemię, to jest tak zwane wesołe miasteczko, co przechodzisz, to musisz to przejść, potem idziesz do domu i tam potem decyzja, znowu przechodzisz, prawda, w następne życie, tak samo jak małe dzieci, prawda, małe dzieci, prawda, w jakichś tam roku, na przykład, pamiętają, Panie Marku, pamiętają, odpowiadają.
No mniej więcej do siódmego, ósmego roku życia pamiętają, a potem to jakoś... i tak dalej, że tak się nazywał, czy tutaj mieszkał, czy to, no to właśnie, a potem zapominają, zapominają, prawda, nie? To tak właśnie to wygląda, prawda, nie?
Ja na przykład się śmierci, wie Pan, Panie Marku, wcale nie boję, bo można by powiedzieć, że w pewnym sensie, nie w niedosłownym, bo świadomocie, że mam tą operację i że potem się obudzę i wstanę, prawda, ale gdybym się zmieścił w tych pięciu procentach, że nie udałoby się, no to bym się nie obudził, prawda, no to jest normalne.
Jak idzie się spać, to też się usypia, świadomo, że on się wstaje, a są tacy, którzy już nie wstają, bo ma zawał nad ranem na ogół, czy tam coś, lepszy zawał, no nie. Jeśli tam na przykład już nie budzie, to jakbym, widzi siebie tutaj na przykład, jak leżysz, potem dusza się oddziela i tam, gdzie tam, na drugą stronę tego światła. No tak, prawda.
No ale, no ale, no ale ja już po prostu, no wiem, że ludzie się naprawdę boją śmierci, ale do śmierci się nie trzeba bać, bo to jest tak jak w serii. Jak ja, zawieźli mnie na górę, tułożyli nastrój operacyjny, popatrzyłem na te pielęgniarki, prawda, popatrzyłem po prostu na tych chirurgów, coś tam wciśnęła, im urwała, a niekolwiek. To jest z tym, że gdy człowiek umiera, no to potem, no to widzi siebie, prawda, tam, no to tam z góry, prawda, idzie w stronę tego światła, prawda.
Następuje to przejście takie płynne w tą inną rzeczywistość, krótko mówiąc. No trzeba, nie trzeba śmiercić, a trzeba żyć dalej na ziemi, pracować, jak to mówią, no egzystować, prawda, i każdy ma tą swoją karmę, prawda, który musi tu przejść, swoje życie, zanim tam, jak to się mówi, pojedzie do domu, prawda, a nie z tym swoim kociem. Dokładnie.
Dojść do mety, zaliczyć wszystkie checkpointy w życiu i dojść do mety, do... Tylko to, co właśnie, to, że ciekawe, bo ja tak czasami leżę, prawda, tam siedzę i myślę nad tym wszystkim swoim, tym, co przeszedłem, bo jak to się stało, że ja tyle w życiu takich, takich różnych sytuacji przeszedłem, nadal egzystuję, nadal żyję, prawda, i jakoś, i to mi to dobrze idzie i wcale nie narzekam, ale na przykład nie przywiązuję, Panie Marku, jeżeli chodzi z praw do materiałów, z praw, bo to są, tak jak powiedział ten...
No, ten Robert, ten Robert tutaj z tego programu, że to, co wszystko mamy, to, co osiągamy, to jest wszystko pożyczone. To wszystko zostaje. Więcej nie bierzemy tam nadu, tam w tej ziemi, to, co żeśmy osiągnęli.
To wszystko zostaje dla innych, ale to jest pożyczone. Żyjemy z tym, korzystamy z tego, to jest pożyczone, prawda, nie? Tam się nie zabiera tego. To wszystko zostaje. Niech ludzie po prostu bardziej myślą nad tym wszystkim.
Może czasami sobie przypomną takie sprawy, które może ominęli, a sobie przypomną, że coś w tym jest. Po prostu ludzie, którzy po prostu mają takie różne sytuacje, ale do tego uwagi nie przywiązują. A warto do tego uwagi przywiązać.
A tutaj dużo ludzi po wysłuchaniu mówią świadkowie, a szczególnie po tym sześćdziesiątym odcinku rekordowym pod pewnymi względami, no dużo, wielu osobom się klapki w głowach pootwierały i postanowiły się podzielić różnymi ciekawymi zdarzeniami ze swojego życia.
Coś się poprzypominało, coś doszła ta świadomość, że ktoś przeżył to samo, co ja. Ja nie jestem sam ze swoim doświadczeniem. Tak, no pan na pewno też jakiś tam doświadczenie ma, ale w tym względzie, że pan po prostu po prostu się interesuje tymi sprawami.
Ja uważam, że tak to mówią, każdy człowiek ciągnie ten twój płusk, prawda? I jak ten szwagier sobie użyje, mówi tak, każdy ma swoje małpy spojezone. Takie takie głupie postępy. Ale wie pan co, no, ale na przykład, ja na przykład nie zwierzałem się nigdy tak po prostu tak, że każdemu to zekwitam tych sytuacji, bo wiem, że byłem sobie uśmiany, tak jak ten powiedział tutaj ten, co słucha, co z panem rozmawiał, że nie mówię tak, z panem porozmawiam, z panem Marku dobrze mówię, bo pan to wie, o co chodzi.
A są ludzie, którzy powiedzą, no, z głupia facet na przykład, czy tam się... A to nieprawda. My po prostu nie widzimy tego, trzeba zauważać to, co jest wokół wszystkiego nas, a nie tylko to, co jest przed nami, prawda? No, wtedy dostrzeżemy tyle spraw, żebyśmy się nie zastanowili, jak to możliwe, że ja to właśnie to widziałem.
Duża część ludzi ma zawężone postrzeganie chociażby z... jako efektów bocznych zawodu, które wykonują, tak? Muszą się skupić na jakimś tam obszarze tematycznym i właściwie inne rzeczy im umykają, tak? Ja panu powiem taką sytuację, że to już tak, nie mówię, że panu mówię do rana, ale taką sytuację, że załatwiałem pewną sprawę, miałem, jak byłem rano. Robiłem taką pewną inwestycję jednemu gościowi, który miał żonę, która była znaną, takim medium, co stawiała no, na sto procent tam przepowiednie kaw, z karty w ogóle, z jakichś tam rota i takich rzeczy. I, ale ja się tak, tak jakbyś tak tym jeszcze tak może bardziej nie, tak nie interesowałem.
To było trzydzieści, trzydzieści jeden, trzydzieści dwa, ten. I proszę pana, panie Marku, pomiałem tam zapłacić pełną sumę, ale on mówi, weź mi tu opuść, no to, tak, nie, no, bo już ten, no, ale dobra.
No, pójdźcie, jak tutaj pana żona, ona siedziała przy kawie, pijemy, jak mi to wszystko powie o mnie, co mnie czeka, bo do niej to było tak, że trzeba było mieć nawet na osiem miesięcy kolejkę, bo ona była jedyna taka po prostu w swoim rodzaju, że trafiła wszystko dobrze, dobrze, no, miała to sobie takie coś, żeby miała dobrze przepowiedzieć, prawda?
I ona mówi, ja panu powiem, ale wszystko pan chce tak, dobre i złe. No, mówię, ja tam się nie boję tego, że tak sceptycznie trochę podchodziłem do niego, no to ona mówi, proszę pana, powiem panu tak krótko, pana syn będzie w szpitalu. Miałem syna właśnie, przy urodził tam, już tam miał dwa lata, ale nic nie będzie, to będzie taka taka drobna sprawa. Druga rzecz, tu mi wychodzi, że pan nie będzie żony. Ja mówię, jak ten?
Pan, mamy firmę, mamy to, dobrze posparujemy. Mówię, a żona była koloru czarnego, miała czarne włosy, czarne oczy, to dalej nie. Ale pan poznał osobę, o jasnych włosach, w średnim wieku, niebieskich oczach.
Ja mówię, mi się blondynki nie podobały. Jak mam? Mi się wtedy nie podobały. Ona mówi, ale tak będzie. Proszę państwa, no, pan poznał tą kobietę o jasnych włosach, blondynkę i pan żoną nie będzie, a pan będzie z tą pani. No i co dalej?
No i pan będzie jeździł podróżni ciągle. Gdyby pan zarabiał pieniądze, będą to pieniądze takie, no, dosyć spore, mówi, ale to nie będą tak takie, żeby po prostu, no, mieć majątek wielki, żeby odłożyć i tak dalej, i tak dalej. Ja mówię, ja będę jeździł, jak się mam podkierować, ja będę jeździł.
No tak, tak, mówię panu, jak jest. Tylko, że wie pan, co mówi, ale będzie taka sytuacja jakaś kiedyś, mówi, że pan otrzyma wielki majątek w później wieku. Ja mówię, ja? Majątek? Jaki znowu majątek? Nie, to na pieniądze nie zależy, mówię, jak jest innym materialistą, ale będzie pan ma wielki majątek w później wieku, tylko musi pan uważać, bo wokół pana będą się kręcić osoby, które mogą pana po prostu, no, wyczyścić dokładnie, żeby pan był na to, miał uwagę.
No dobrze, no, ale to kiedy będzie ten majątek? W później wieku? Nie wiem kiedy, w później wieku. Ale będzie miał pan blondynę, o jest w końcu jak w średnim wieku i pan będzie z nią cały czas, mówi, ale z tym, że wie pan, co, ale nie będzie pan aż tak całkiem do końca. Ja mówię, to jak to?
No to ile będę z tym usłyszał? Nie wiem, do końca pan nie będzie. Ja mam zresztą wszystko, co się skończyło, jestem w szpitalu, żoną pierwszą nie jestem, jestem z blondyną, nie jestem w tej chwili w wieku, jeżdżę z nią już od 30 prawie lat na tą pracę, bo co pana, to autentycznie, ja nie kłaniam, tak jest.
Krótko mówiąc, trafił pan na bardzo dobrą ekstrasyńskę, bo tak to się chyba u nas mówi w Polsce, na takie osoby? Nie wiem, no, to wieku, czyli mówiłem to mojej żonie, ona mówi, to co, to ty nie opuścisz, ja umrę?
Ja mówię, nie wiem, że do końca z tobą nie będę. Mówię, ja mówię, nie wiem, na razie jesteś na 31 lat, no, no to nie wiem, jak to jeszcze mówię, ale ten majątek, no i wie pan, to takie śmieszne, to chyba dla mnie, bo ciągle trzym tak myślę, co to znowu za majątek, nie? I mówię, przecież w spadku żadnego nie dostanę.
Ja mówię, o, ha, jeszcze tu będzie o człowieka, który będzie miał, grał w włosy, siwe włosy takie, że będzie, no, srebrne włosy, że będzie w średnim wieku, no to ja tak nie pracowałem, to patrzyłem, bo jakiś dziadek mi tutaj dom zostawił, światek czy co, ale tak dla żartu to wszystko, wie pan, nie?
Ale takiego mam kolegę tam, gdzie mieszkam, tam w Gliwicach, co on prowadzi to lotka, wie pan, i on jest właśnie w średnim wieku, ma siwe włosy. Ja sobie to powiedziałem, że ktoś miał. Mówi, to wysyłaj u mnie do lotka, bo ty mi coś odpalisz.
I się tak nie umie to wstać. No, we wróżek. No, nie wiadomo, czy było dobrze się z nim dzielić, to wizją, prawda? No właśnie, no, ale nie, ja tak podchodzę, jeżeli chodzi o to, bo to wygrano, no bo cóż my to mając 68 lat skończone, z upocząć największe mające, ja to co mam, to już i tak mam naryturę, żona też, a tutaj sobie dorabiamy, tam, wie pan, na tygodniu, w Niemczech i to nam wystarcza, i to wystarcza.
Ja uważam, że pieniądze szczęście nie dają starać tak bardzo, bo to są tylko rodzaje egzystencji życia, żeby mieć tam na, jakieś tam swoje potrzeby, na leki, na jedzenie, czy na urlop, czy na tak, a cóż tam, co to pieniądze?
Pieniądze to szczęście nie dają, czasami przez pieniądze to można, można wszystko stracić. No, są tacy, co przez pieniądze stracili, rozum. No, rozum, życie, nawet, czy, czy, czy, czy, rodzinę straci, to, to, to, to, powiem na to, że pieniądze, duże pieniądze, to są przeszczotane, korzystywane, no, jakoś to tam jest, no, ale w każdym razie, jeżeli chodzi o tą blondynę, wie pan, no to, wie pan, co to, ja kiedyś tam ją spotkałem, tam po paru latach, i powiedziałem, potem mówi, no nic, powiedziałam ci to, co wiedziałam, dwa słowa, ja mówię, no to rzeczywiście, wszystko tak jakby trafiła w sedno, nie, blondyna, nie myśli, blondynki tylko czarne, a tu nagle tak, że żono, nawet, nawet nie myślę o tym, że żono się rozejde, czy tam, czy tam, no, są nasze, jeszcze z nią rozchodzą, bo nasze po prostu te fale były złe, no, ona, ona jak te dwa magnesy, myśmy się kochali po prostu, po prostu, no, miała złe fale, złe fale, no, ale to, to jakby takie życie jest, a tutaj jestem 31 lat, jestem z blondynką, bardzo wspaniała kobieta, i do rany przyjrzę, że można tę kobietę, no, ale tak miało być, nie? No, tak miało być, i oby tak już było do końca. Ja tylko po prostu życzę tym, którzy słuchają, jak będą słuchać tego, żeby uwierzyli w siebie i troszkę szerzej oczy otworzyli, wie pan, na to swoje życie. Dokładnie.
Zdjąć te klapki z oczu, zdjąć klapki. Tak, tylko konie, które, wie pan, na wsi jeżdżą jedną polną drogą, wożą, wożą tam po trzewo, to one nie muszą mieć otwartych oczu, bo wiedzą, że to jest ta droga i z obcami z powrotem chcą chórzec, nie?
A człowiek musi mieć wszędzie oczy i uszy otwarte, i jak będzie zainteresowany, to coś zawsze znajdzie, prawda? W ogóle to mam małą zagłoskę, co wybrać, bo w folderze z nowymi rozmowami na obróbkę i premierę czekają co najmniej 53 nagrania, a dodajmy do tego całe tony innych materiałów rozsianych po innych folderach.
Pewne jest jednak, że następne odcinki będą i będą wypełnione po brzegi historiami, które za każdym razem zostawią państwa z mnóstwem pytań o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości. A jeśli macie jakieś swoje historie, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu.
Tradycyjnie polecam państwa uwadze również nowy numer miesięcznika Niesnany Świat, który jest dostępny zarówno w wersji drukowanej, jak i elektronicznej, oraz kanał czasopisma na YouTube, jak też kanały Piotra Cielebiasia UFO Historie oraz Marka Żelgowskiego Wehikum Wyobraźni, na których również znajdziecie mnóstwo ciekawych i bardzo rozwijających materiałów o tematyce paranormalnej, ufologicznej, i nie tylko.
Mówił do państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium, Paranormalny Głos w Twoim domu dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na naszych profilach społecznościowych oraz na www.paranormalium.pl, gdzie znajdziecie również forum dyskusyjne i czat z dala od cenzorskich macek wielkiego YouTubeusza, a także pełne archiwum, naszych audycji w formie mp3-ek do pobrania.