[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy x teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka. Idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża strzelaj!
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia najbliższych dwóch godzin z kolejnym odcinkiem najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Zanim przejdę do prezentacji przygotowanej na dziś rozmowy, pozwolę sobie przypomnieć szczególnie osobom narzekającym na sposób działania YouTube'a, że Radio Paranormalium posiada stronę internetową www.paranormalium.pl, na której również można słuchać naszych audycji, jak też oddać się lekturze wciągających artykułów oraz wciągnąć się w dyskusję z innymi słuchaczami na forum oraz na czacie z dala od cenzorskich macek wielkiego YouTubeusza. A dzisiejszy odcinek podcastu mówią świadkowie wypełni w całości kolejna w historii tego cyklu paranormalna spowiedź. Usłyszymy dziś historię jednego z naszych słuchaczy, który wielokrotnie doświadczył w życiu interwencji jakiejś paranormalnej siły, która uchroniła go przed nadciągającą śmiercią. Sam mój rozmówca doliczył się jedenastu takich przypadków, z czego niektóre prezentują się dość szokująco. Ponadto zaprezentowane zostaną liczne inne, trudno wytłumaczalne zdarzenia, w tym wizje zawierające przepowiednie, liczne monycje oraz opisy obserwacji niezidentyfikowanych istot. Poznamy również drogę naszego słuchacza do głębszego zrozumienia spotykających go doświadczeń. Muszę jeszcze tylko zaznaczyć, że dziś przydadzą się słuchawki, gdyż ze względu na problemy z połączeniem rozmowę musieliśmy dwukrotnie wznawiać i w pewnym momencie z telefonu musieliśmy przejść na jeden z popularnych komunikatorów.
Mam nadzieję, że pewne problemy z dźwiękiem występujące w niektórych momentach nagrania nie zaburzą Państwu zrozumiałości wypowiedzi naszego słuchacza. Zatem po tym krótkim wstępie myślę, że możemy przejść do zaprezentowania przygotowanej na dziś rozmowy.
[03:14] - No więc jak to jest? No ja tutaj właśnie interesuję się tutaj sprawami takimi, no można by powiedzieć, niewyjaśnionymi, dlatego że dużo w życiu też swoje przeżyłem od urodzenia i tak czasami się zastanawiałem w sumie, jak to to wszystko to wygląda, na czym to polega. Zaraz wszystko opowiem. No i sobie nawet przypominam niektórych relacji, które którzy tam ludzie mówią na przykład o czymś tam, że ja sobie to sobie dodaję, że też to miałem. A więc jakby chodziło już o mnie, no to u mnie, wie pan, panie Marku, zdarzyło się w życiu bardzo wiele, można by powiedzieć, takich spraw dziwnych już od urodzenia można by powiedzieć, prawda? Że wierzę w to, że jest ta reinkarnacja na sto procent i jest to życie, jak to się mówi po życiu, no też na sto procent, bo też doświadczyłem pewne sprawy. Natomiast no, jakby to może opowiem, jak to wszystko wygląda, prawda? No jeszcze to na przykład, że mamy tego właśnie tego, tego ducha opiekuna swojego. On to nazywa się jako przewodnik po prostu życia, nie? Ale jest na pewno na sto procent to też to wyjaśnię, dlaczego to wiem.
Ja bym chciał powiedzieć może od takiego jak to się mówi od podszewki. Muszę panu powiedzieć, bo że ja to mam, jakby tak tak powiedzieć, każdy tak mówił z tymi osobami, co rozmawiałem, że są urodzone w czepku, ale trzymam szczęście w nieszczęściu, bo urodziłem się w domu mojej babci. To był pięćdziesiąty szósty rok. Ważyłem kilo sześćset pięćdziesiąt. Odbierała mnie akuszerka, prawda? Kilo sześćset pięćdziesiąt w łóżku. Niech mi pan wyobrazi, że byłem tak jak na małych kurczakach powiedziała: a z niego nic nie będzie panu, nie? A urodziłem się z łożyskiem na głowie. To mówi się, że w czepku urodzony, prawda? No ale ta akuszerka moja mama mówiła, że zabrała ze sobą, że mam całe życie szczęście w nieszczęściu.
Kiedy coś się ma złego na przykład wydarzy, to potem wychodzę na prostą na cztery łapy, jakbym podspadoł. Prawda? No to było to raz. Ale jeżeli chodzi jeszcze o co to już miałem nawet szczęście, jak moja mama mi opowiadała, że od poczęcia. Dlatego, że mój ojciec nie chciał, bo to były lata takie no wie pan, jakieś komunistyczne. Ojciec tam studiował jeszcze tam jakąś filologię, tam partyjniak niesamowity od A do Z. No więc mówi, że nie stać nas na to, na dziecko i kazał mamie po prostu mnie wziąć, jak to się mówi usunąć. Pojechał z mamą do szpitala. No i mama już miała praktycznie wszystko tam. W sumie mówiła, że no dziesięć sekund już byłoby po mnie, ale że w końcu powiedziała: nie!
Urodzę to dziecko. No i wyszła z tego gabinetu. No i ojciec mówi: No i co? Już po wszystkim? Nie. Urodzę. No i tu już miałem szczęście w nieszczęściu, prawda? Ale co jeszcze? Do czego zmierzam? Było tak, że jak miałem rok czasu właśnie, jeśli chodzi o sprawy takie no wyjaśnione.
Miałem rok czasu. Mój ojciec pojechał do Warszawy gdzieś tam na egzamin, bo on studiował coś tam jakiś tam miał, nie wiem, egzaminy, nie wiem z magisterki czy coś takiego tam, a był niestety niewierzący całkowicie. Zero. Po prostu zero. Komunista od podszewki i mówi do kolegi: Słuchaj, ja muszę jechać do domu. A on mówi: Po co? Coś się stało w domu. A skąd ty wiesz? No tak, jakieś coś mi mówi do ucha, tak do ucha mi coś mówi. Jak to do ucha?
No, no ty już na łydki po nosach dostałeś jakieś zjawy, zjawy. Nie no, słyszę, że coś ktoś mi mówi. Jedź do domu, jedź do domu. Muszę jechać z Warszawy do Gdańska, do Gdańsku, bo to w Gdańsku mieszkali na Wrzeszczu. I pojechał. Pojechał otwierać drzwi. Matka zapłakana.A on mówi: Co się stało? Idę do matki, mówi. No mówi synek, mówi, mówi w ogóle się nie rusza, mówi cały spocony. Wysoka temperatura.
No więc ojciec szybko, wtedy nie było komórek, te telefony były też takie gdzieś tam gdziekolwiek. No gdzieś tam pobiegł do elektrowni czy gdzie, tam zadzwonić na pogotowie. Przyjechał pogotowie. Mówi: Proszę pana, ja tutaj nie mam nic do roboty. Jak to pan nie ma do roboty? Mówi: Dziecko ma zawalone wodą płuca, idzie pod serce. To jest jeden procent życia, dosłownie jeden procent. Nie zabieramy go, bo to nawet nie ma sensu. No to co zrobić? Mówi.
No co zrobić? Mówi. No to mówi: Wie pan co? Ja dam te dwa zastrzyki mówi, te penicyliny mówi w tyłek mówi. No jeżeli przeżyje do rana, no to jest, no to jak panu mówię ten jeden procent. I proszę pana, da te dwa zastrzyki i kazał ojcu nosić mnie przez całą noc owinięte prześcieradłem na pionowo, żebym się wodą nie zachlusnął tam na płuca, no, żeby się nie udusił, no. Więc ojciec tak nosił. Nosił całą noc. On kiedyś tam na przykład sobie czasami tam pozwolił, tam sobie wypić czy co tam przy towarzystwie to miał oczy, liczył złe w oczach. Zawsze to opowiadał.
I rano znaczy cały czas mnie budzi, ja to usypiany, budzi rano. Rano, proszę pana, ja mam oczy otwarte. Śmieję się, nie? Ojciec mówi: Zobacz do żony, do naszej do mamy. Mówi: Zobacz, żyje. Mówi: Jest wszystko okej. Mówi: Nawet nie jest taki gorący, nie spocony, nie. No i szybko do szpitala na badania. Co się okazało? Zrobili mi tam prześwietlenie płuc i tak dalej wszystkiego.
Mówią, że to jakiś dziwny cud. Mówi, że on nie ma wody, nie ma nic. On po prostu normalnie, tak jak jest zdrowy. No i rzeczywiście to już był taki, no, że miałem po prostu jeden procent po prostu życia, nie? Znowu taką miałem sytuację. Niech mi pan wierzy panie Marku, że na pograniczu, tak jakby powiedzieć, dwóch światów. Moja matka jak była w ciąży ze mną, to miała takiego kuzyna, który bardzo się kochał w mojej mamie. Bardzo ona go wiesz, była młoda, podobna tak. No ładna była bardzo ładna. No i chciał zobaczyć koniecznie mnie jak się urodzę.
No ale zmarł przede mną. Zmarł chyba coś dwa tygodnie. No tak słyszałem o tym po prostu u rodziców. Następnie ja, myśmy mieszkali przecież tam to było tak Oksywie to było czy Oburze. Taki był taki jakby zatoka, zalew. Jako chłopak już od sześciu lat tam z chłopakami, bo taka plaża była gdzieś szerokości może trzydziestu metrów taki. No i długości tam było chyba sześćdziesiąt. No taki jakby taki przylądek, taki, taki, no zatoczka taka. I myśmy tam się kąpali, to tam płytko było, tam było gdzieś do kolan. Było takie dzieci, to żeśmy tam piasek fajny był tego, no bo to przy Oksywiu to wie pan.
I co roku żeśmy się tam od sześciu lat do ośmiu żeśmy tam sobie chodzili. No ale jakie miałem te, nie wiem, siedem albo osiem lat. No mówię to mamy, mówię z dziewczętami idziesz? A idę na łąki se po tego. A ja wziąłem sobie ręcznik i sobie poleciałem. Tam mówię lato, mówię to się chyba wykąpię, nie? Prawda? A pluskam się, wybielali się ludzie. No i poszedłem. Ale nie wiedziałem, że przez zimę pogłębiali przy samym prawie brzegu, bo takie duże boje przez zimę, jakieś tam od statków czy tam jakieś tam nie wiem, kontenery takie bojowe.
Więc ja no tak słoneczko fajnie, zebrałem się i tak sobie pluskam w brzegu i podpłynęła taka motorówka, taka jak łódka i z motorem z tyłu takim. Tam koleż przywiozła i jak przywiozła, no potem nawróciła i odpływały. A ja jakoś nie wiem, coś mnie tknęło się tak wziąłem, chwyciłem z tyłu tej motorówki i tak to popłynę z nią, prawda? I coś jakby mnie nie wiem, odciągnęło od tej motorówki, bo to było już z pięć metrów jakieś od brzegu. No nie to, że sam się puściłem, bo chciałem, bo mówiłem, że tam dziesięć metrów dalej będzie jeszcze płytko, nawet, nie? I puściłem się. A to tam wiadomo, motor, motor tam był. On dalej popłynął i jeszcze z tymi dwoma, dwoma osobami. Ja to nie tam jak normalnie, jak tak bym idzie to. I chciałem stanąć po prostu już normalnie, tak, nie?
A ja na dno lecę. Kurde, nie ma dna! Przecież mały byłem. Przecież co ja mogę mieć ten metr coś tam, nie wiem. I zacząłem się rękoma machać, pluskać. Co jest? Mówię przestraszony strasznie. Pływać nie umiałem, a od brzegu do brzegu było pięć metrów. A tam poszedłem na ten piasek, na tą plażę i żadnej ani żywej duszy, żadnych kolegów, bo zawsze z kolegami żeśmy tam szli, prawda. Tam co roku, tam z paczką taką jako dzieci.
No ci w tej koleżanki tam chłopaki, tam żeśmy się fajnie bawili. Takie wydmy były, takie bunkry stare jeszcze po niemiecku, tak to na Oksywiu. I zacząłem się pluskać, jak do tego brzegu i normalnie na dno i do góry, na dno i do góry. Nie wiem skąd, jak panie Marku, jakaś siła mnie pchała do tego brzegu. Jakoś dziwnie, że przecież pływać nie umiałem. Przecież mówię. A tam był pomysł, że tam było trzy metry głębokości. To potem się dowiedziałem. I wie pan co? Jakoś tak nie wiem, jakim cudem.
No pięć metrów to jest pięć metrów pokój długości pięć metrów. Jakoś do tego brzegu żem dopływał jakoś, jakimś nie wiem, jakby ktoś mnie pchał tam. Ja tak czułem, tak jakbym tak. I przede mną widziałem człowieka. Stał na brzegu, miał ręce do tyłu. Autentycznie, bo mam to cały czas przed oczami. Stał, ręce miał do tyłu. Był taki czarny, takie kręcone włosy, taki no młody facet, zbudowany, zarośnięty tu na klatce piersiowej, taki no jak to no prawie że pół sportowiec. I patrzył tak w dal, ale ręce miał do tyłu. No to przecież nie widział nawet jak ja pluskałem czy ja, że inny to by na przykład człowiek jak by widział takie dziecko, skoczył do wody by wyciągnął takie dziecko, prawda?
Czy tam, czy jak tam. No nic-
[12:42] - Gdyby tam rzeczywiście była jakaś osoba obecna, no to raczej chyba by jakiś alarm wszczęła, prawda?
[12:48] - No tak, ale nikogo nie było, bo ja sam byłem, a on stał. Przecież bym widziałby mnie, że ja tam po prostu jako dziecko macham rękoma, że się ratujęMogę poradzić, żeby mi pomóc, prawda? Ja bym na przykład jak był na miejscu odwrotnie na miejscu tego pana to bym skoczył do wody, by wyciągnął to dziecko, prawda? Tak jak mnie na przykład nie, a on nic. Patrzył w dal, tak na te tam morze, tam na te i ręce miał z tyłu. Ja się tak jakoś nie wiem, ja bym tak podpłynął i tak się za nogi go chwyciłem i się pociągnąłem, a on dalej stał. Może pan sobie wyobrazić, jakby posąg to był jakiś no normalnie jak baba kocham. Ja się pociągnąłem. Stanąłem tak, bo stanąłem obok niego, a to był ułamek sekundy. Chciałem podziękować, a jego nie ma.
Ja taki zdziwiony tak patrzę, mówię no zaraz mówię no przecież tu stał, przecież się pociągnąłem nim za nogę. To nie był żaden szok, że tam się nie przewidziało żadnych nic. A plaża ta od tego brzegu była. No powiem panu, no, no ja wiem, z dwadzieścia pięć, trzydzieści metrów. Także nawet gdyby szedł, to też bym go zauważył, prawda? Czy w lewo, czy w prawo, prawda? No i opowiedziałem to. No powiedziałem to. Byłem przestraszony, poszedłem do domu, powiedziałem to mojej mamie. Była akurat babcia.
No mama mojej mamy wysłuchały mnie, że mało tego, dostałem taką karę trochę tam, żebym więcej nie chodził, że parę klapsów dostałem za to. Broń Boże, czy tam, żebyś tam sam chodził. A potem słyszałem, jak rozmawiały. Mówi: ty, to był ten wujek Bronek. Ty jak tak, jak tak opowiedział. Rozumiesz? Tutaj rozumiesz synu? To był wujek Bronek. No bo ja opisałem mniej więcej jak wyglądał, nie? Także to była taka sytuacja, która nie spotkała pana, panie Marku.
[14:27] - I ten opis pana, ten przytoczony przez pana opis w pełni jakby pokrywał się z tym, jak wujek wyglądał w rzeczywistości?
[14:37] - Tak, tak. No ja nawet do dziś jak to widzę, to zamknę oczy, to mam to wszystko przed oczyma, że to nie był jakiś szok, panie Marku, że ja po prostu tam jakieś miałem tam zwyglidy czy coś. Przecież absolutnie to, to, to nawet. Ale zaraz do tego dojdziemy później, że to jednak coś znaczy. Wiem na pewno, bo wszystko pan zrehabilituje i to było na z tysiąc procent takie coś. Na tysiąc pięćset procent nawet proszę pana, panie Marku. Następną sytuację to miałem taką, z tym że to jeszcze było wcześniej, to już miałem pięć lat, jak myśmy mieszkali w takim baraku, bo myśmy w tamtych barakach mieszkali takim to były poniemieckie baraki. Rodzice byli w pokoju, coś rozmawiali. Duży pokój to już mam to przed oczyma. Takie stolica, radio, duże łóżko.
To radio było odsunięte od ściany, od okna i też to widziałem, jakbym był na jakimś dorosłym tam na jakichś kadrach, jak widły jakieś tam myszki czy coś, jakieś pół postaci się wychyliło zza radia. Ja miałem wtedy cztery czy pięć lat. I się patrzy i się na mnie śmieje. Ja mówię: mamo, mamo, tam ktoś się zza radia. Nie, mało. Zobacz. Mama mówi co, co, co, co, co? Bo była zajęta rozmową. Ja mówię taki, taki jakbyś. No, no nie wiem.
Taki taki no miła twarz takiego fajnego mężczyzny, jakiegoś no takiego no nie starszego. I tak patrzył na mnie i machał. Pomachał mi palcami, ręką i zniknął. Może pan sobie coś tak wyobrazić, że to dziecko nie może mieć takich zwidów, prawda? No, no, no, no, no, no. Z jakiejś strony anomalia takie były. No.
[16:04] - Ja tu mam jeszcze takie pytanie, czy pan może widział w tamtym okresie jakieś zdjęcia tego wujka, czy, czy nie było możliwości, żeby pan jakby poznał jego wygląd tego Bronka?
[16:16] - Nie, nie, nie, nie. Ja go nie widziałem nigdy. Nigdy żadnych zdjęć mi rodzice z mamy nie pokazywali. Po prostu nawet. Nawet powiem szczerze, że nawet nie wiedziałem, że taki wujek po prostu istniał. No po prostu nie rozmawiali. No tak, absolutnie. Tylko ja opisałem, bo potem żeśmy siedzieli tam z mamą, z babcią, pili kawę i mówię: no powiedz nam, jak on wyglądał. Przecież faktycznie tak było. Ja mówię no, mówię mamo, no, no, no co mam kłamać?
No był wysoki, ciemny, miał kręcone włosy takie. A on był jakimś tam kolejarzem. Był tam. To był kuzyn, to był mojej mamy, nie? Tam z rodziny. I on bardzo mamę kochał w ogóle bardzo. Mówi: ja muszę zobaczyć to twoje dziecko, jak się urodzi, nie? I on zmarł dwa tygodnie przed, przed, przed moim narodzinami. Bardzo tam rodzina przeżywała, ale nigdy nie było tematu, jak ja miałem te ugryzienie, ani przy mnie, bo to było takie czasy. Wie pan, to, to, to, że to nie rozmawiali na jakieś tam tematy o tym czy o tamtym, nie?
Także panie Marku, on mówi to był Bronek, to był ten wujek Bronek, bo ja powiedziałem, że się klatki na tym zarósniętą takie no, no jak to włosy mają zarośnięte, jak mniej więcej wyglądał. Brwi czarne i tak mniej więcej jakbym tak na przykład widział zdjęcie. Ale, ale nie pokazywali mi zdjęcia, bo żadnych zdjęć nie było, nie? Także nie pokazywali mi żadnych zdjęć. Ale tak pozytywnie to był. Ale autentycznie tak było panie Marku. Ja, żebym to zmyślał, ale ja to ja to nikomu tak specjalnie tego nie mówię, bo powiedzieli: no to chyba coś tu temat z głową. Mówi takie zwidy miał jako dziecko. Nie, nie, prawda, nie? Ja mówię no coś podobnego.
No i potem no widocznie tak. Potem tłumaczyłem, że widocznie ten wujek po prostu bardzo matkę kochał. Nie chciała. Nie chciała może, bo po prostu straciła mnie jako dziecko, a kochał matkę, żeby przeżywała to potem czy jak? No nie wiem. No się pojawił po prostu. No i uratował mnie w pewnym sensie, bo ja cały czas, jakbym powiedział tak no metr od brzegu, to już był, był wykop, nie? Prawie że nie, bo ja się od razu przy piasku chwyciłem tam tej łódki nie i pociągnęła, nie? Także ja cały czas chodziłem wszedłem na dno, nie? Po prostu tylko ręce i do góry, i na dno, do góry.
No i potem za tą nogę się chwyciłem. Pociągnąłem, a sztywna była ta noga. Tak jak dziecko panu by pociągnęło nogę, to przecież odsunąłby pan tą nogę nawet nie? A on stał jak posąg. Autentycznie stał jak posąg. Ja mówię, co to jest? Nie? To miał to, to już takie coś. Ja mam tego dużo. Miałem takich dużo.
Ja, ja tutaj oglądałem nawet teraz, nawet tutaj z panem oglądałem. Bardzo fajny facet, jak go słuchałem. Gdzie on tutaj jest? To było, jak go słuchałem tutaj, to niech mi pan wierzy tenCo opowiadał tam, co tam, tam zginęli, tam tej żony, tam zginął ten chłopak jej, co go kochała bardzo tam. Teraz co to było? On opowiadał tutaj, yy, właśnie co miał te, te przeżycia tam. Co tam Niemiec był, tak był jakiś tam esesman czy coś tam takie, takie. To teraz właśnie to oglądałem i to bardzo mnie to zainteresowało i właśnie tu był ten numer telefonu i dlatego zadzwoniłem do pana, nie? Ale co jeszcze było-
[19:24] - No chyba kojarzę z t-- z t-- z tą obserwacją tego esesmana chyba siedzącego w salonie, tak?
[19:30] - Tak, tak! Że, że uciekł, że, że on był jak duch, że, że to. No ja, ja w to wierzę. Panie, panie Marku, ja w to wierzę. Ja panu dalej opowiem wszystko. Yy, co, jakie ja miałem przeżycia to, to, to się w głowie nie, nie mieści, nie? Ale jak doj-dojdę do końca to pan w ogóle mi nie uwierzy. Ale no zobaczymy. No ale powie pan co? Ja to mówię zawsze, że, yy, są ludzie, którzy tylko widzą, co jest jak koń z naklapę na oczach.
Idzie tą polną drogą, wie jak ją, ją iść, a nic nie widzi, co koło się niego dzieje, nie? No i to jest tak z ludźmi, że patrzą tylko przed siebie, a co z tyłu, z boku to dużo rzeczy jest, a nie zauważają.
[20:05] - No tak spora część społeczeństwa ma taką właśnie niestety zawężoną mocno percepcję.
[20:10] - Tak, tak, tak, tak, tak, tak, tak, tak, panie Marku. Ja mó-- ja sobie zawsze myślałem, mówię: no jak tutaj z kimś porozmawiać tak, żeby mnie naprawdę wysłuchał, że, że żeby się zwierzyć. Tak jak ten powiedział właśnie ten, co tutaj słuchałem tego pana co tamtego esesmana, że no też mówi, że ja to nie, nie, nie, nie opowiadam. Mówię, bo ludzie to pomyślą o mnie, że albo jakiś schizofrenik, albo jakiś paranormalny taki typu, że jakiś coś ma z głową albo coś na umyśle z jakiejś widyma, nie? No ale to niestety są tak. Jest tyle spraw niewyjaśnionych, panie Marku, że... A dalej opowiem następną rzecz. Dobrze? Teraz tak poszedłem do szkoły, mając siedem lat. Niech mi pan powie, to jest właśnie ta, co mówi się jest reinkarnacja, jest tamten świat.
My jesteśmy tylko tutaj, jak to się mówi, yy, na tej ziemi, w tym opakowaniu, a dopiero tam przechodzimy tam do normalnej egzystencji, nie? To ludzie sobie nie wyobrażają, bo są różni niewiarki, ale tak jest. No ale co? No miałem siedem lat. Poszedłem do szkoły pierwszej klasy i był plac przed tą szkołą. No nie będę mówił, która to szkoła, żeby pan, bo to chodzi o jakieś anonim taki, żeby po prostu jakby ktoś słucha ze znajomych, to powiedzą: o Janek się odezwał. Plac duży, masę dzieci od tych co do pierwszej klasy. No i no masę drożdża z rodzicami. No jak to wiadomo, rozpoczęcie roku szkolnego. Rodzice mnie samego zostawili, bo do pracy się spieszyli.
Miałem siedem lat. Już byłem taki, już taki pojętny. Mówi: tu se zna-będą wyczytywać, do której masz klasy iść, prawda? I tam se tam, tam pójdziesz tam w to do tej pani czy tam ja, która tam was w życiu weź. I proszę pana, panie Marku, to jest ciekawa sprawa. To jest właśnie chyba, jak to się mówi, że dusza powraca znowu do życia po prostu na ziemi i to na tysiąc pięćset procent. Ja w to wierzę, w to. Dlatego i to właśnie ten, ten, ten pan, który z panem rozmawiał to, to o tym esesmanie. On też o tym to się mówi, że, że jakby tą żonę znał, prawda? Skądś tam, a nie wie skąd.
Ja miałem to samo. Czyli stoję na placu i naprzeciw mnie w odległości dziesięciu metrów stoi dziewczynka w moim wieku. Ja na nią patrzę i ona na mnie patrzy. I takie mam... Przecież byłem dzieckiem siedmioletnim. Ja jeszcze nie miałem rozumowania takiego dorosłego mężczyzny. Ja mówię: przecież ja ją znam skądś. Skądś ja ją znam. Przecież ja nie, a nie znałem się, no skąd mogłem znać? A ona też tak patrzy na mnie, ja na nią.
Ja mówię: rany boskie, co to to jest? Przecież ja ją gdzieś skądś znam. To tak jakby nie fizjonomia, że ją gdzieś skądś znałem fizjonomię po prostu zewnętrzną, tylko że jakby moja wewnętrzna podświadomość duszy zna-- ją znała, a ona niepodświadomość wewnętrzna duszy nie znała. Skoś myśmy się znali. Patrzymy na siebie i się tak zastanawiamy. Ja sobie myślałem: rany boskie, jak ja bym chciał, żeby ona była ze mną w klasie. Niech sobie pan wyobrazi, panie Marku, że byłem z nią w tej, w tej klasie. Mało tego, siedziałem w nie-- z nią w jednej ławce. Ja mówię: słuchaj, ja cię skądś znam. Ona mówi: ja też takie mam wrażenie, żem cię skądś znałam.
No jako dzieci, nie? I myśmy się bardzo przyjaźnili. Yy, to znaczy myśmy tam byli tylko do-- ja byłem pierwsza, druga klasa, potem myśmy się przeprowadzili do innej mis-miejscowości, niedaleko za Gdynią i, i, i zmieniłem szkołę, ale ja ciągle o niej myślałem. Ja już miałem siedemnaście lat. Już, już, już byłem, po prostu miałem praktykę w swoim zawodzie. Ja ciągle o niej myślałem, jak ją, że nie wiem, no bez przerwy o niej myślałem. I ją znalazłem w księdze telefonicznej. Mówi pan sobie o okolicy. Znajdę ją w księdze telefonicznej, powiedziałem jak ma na nazwisko. Mówi: jest.
Mówię: może tam będzie. No i odebrała mama jej. Mówi: tak, jest moja córka, tutaj jest tak, jest tak. Ale ja nie, ja, ja mówię, kto mówi? Ona mówi: to ty? Mówi: tyle lat. Mówi: już dziesięć to będzie, no dziesięć, dwanaście. Dziesięć. Ja mówię, mówię: tak, to ja chciałem się z tobą spotkać. No to przyjedźże, przyjedźże.
No i przyjechałem. I żeśmy się tam spotkali. I żeśmy tak, tak żeśmy się zachowywali, jakbyśmy naprawdę bardzo długo byli ze sobą razem. Żeśmy się znali, prawda? Ale jakoś tak potem. Potem znowu, jak już miałem po wojsku, to też się z nią spotkałem. To ona już miała, yy, chłopaka. Spotkałem ją wtedy na dyskotece. To jeszcze się za nią oglądałem, był z inną dziewczyną. I powiem panu potem z nią rozmawiałem na nie na Gadu-Gadu, tylko na nie na Skype.
Nasza klasa, nasza klasa. Znalazłem naszą klasę i ją znalazłem i żeśmy rozmawiali. To tak, jakbym wyczuł, że no chyba myśmy byli kiedyś w poprzednim wcieleniu ze sobą razem. Tak, prawdopodobnie tak myślę po prostu, nie? Tylko szkoda, żeśmy się razem nie związali czy jak. No tak, tak widocznie musiało być w przeznaczeniu, że raczej nie. No, no ale podejrzewam, że my, myśmy byli chyba kiedyś razem w poprzednim wcieleniu, bo naprawdę to jest takie dziwne uczucie, że ja po prostu no mówię: no przecież ja ją znam. Ja sobie no mówię: to jest niemożliwe. Innych dzieci nie znam, a ją, na nią po prostu patrzyłem, a ona na mnie. No ja cię też skądś znam, mówię.
Nie wiem skąd. Takie mam uczucie, że my się znamy. Ale skąd? Przecież jesteśmy dziećmi, to skąd możemy się znać, prawda? No żeśmy w naszych wyższych podejrzewam się spotkały. Mi się wydaje, nie?
[25:24] - No taki trochę motyw wypisz wymaluj jak, yy, nie wiem, czy pan oglądał taki film „Między piekłem a niebem". Nie wiem, czy pan kojarzy.
[25:32] - Może, może. Ja dużo filmów oglądam.
[25:34] - Z Robinem Williamsem w jednym, w jednej z głównych ról.
[25:37] - Aha, aha, aha, aha. Robin Williams. No, no.
[25:39] - Tam taki, tam pod koniec jest taki motyw, że te, ten mąż i żona się umawiają tam już w niebie, że w-- zejdą sobie na ziemię i się spotkają jeszcze raz.
[25:49] - Aha, aha, aha.
[25:51] - No też ten motyw, ten motyw też jest często chyba obecny w Indiach, że uczeń i mistrz umawiają się na spotkanie w następnym życiu. I rzeczywiście coś takiego się dzieje.
[26:03] - Tak, tak tak tak tak, tak tak. Zgadza się. No ja na przykład, panie Marku, było coś takiego jeszcze, że jak już byłem w ósmej klasie. To jest też ciekawe. Ja miałem bardzo dużo ciekawych takich sytuacji niewyjaśnionych. Znowu w ósmej klasie pojechaliśmy do, no koniec szkoły przed wakacjami. No jedzie klasa, pani tam, tam składki były tam dobrze robione przez tą samorządkę. Jedziemy do tego, do Malborka, nie? Jedziemy do Malborka zwiedzać zamek w Malborku. Cała klasa nasza ósma.
Jedziemy. No jesteśmy już w Malborku. Ja byłem pierwszy raz tam. Pierwszy raz tam byłem wtedy jeszcze. No co ja tam miałem trzynaście, piętnaście lat. I przewodnik mówi tak: "Słuchajcie - mówi - dzieci, tylko proszę się ode mnie nie oddalać - mówi - bo zabłądzicie." Myśmy byli akurat w tych, na takim, jakby to powiedzieć, parkanie. Tam, gdzie tam te komnaty wszystkie są, bo będziemy po kolei zwiedzać, żebyście się nie oddalali, bo się pogubicie, nieprawda? Bo te komnaty się tam łączą, nie? Ale ja lubiłem sobie zawsze tak. No tam opowiada o tym, o tej komnacie, o tym.
A ja takie mam dziwne uczucie i tak se myślę kurczę, przecież ja tu byłem. Mówię przecież już, a nigdy nie byłem. No to jak to to jest? Mówię przecież. Aha. To takie wewnętrzne, takie duchowe. Ja mówię a sobie pójdę, zobaczę tam. I proszę pana, panie Marku, niech mi pan wierzy. Oberwałem. Oni tam stali, on opowiadał tam co tam gobeliny to tamto.
A ja sobie wszystko zwiedzałem, bo byłem w tej komnacie, w tamtej. Stalowa jakaś tam balowa, jakaś tam jeszcze jadalnia, jeszcze tu tu wyszłem schodami, tędy, tamtędy, tamtędy. A teraz pójdę w lewo, pójdę w prawo, to ja ich tu spotkam. I przeszedłem z drugiej strony. Idę. A nauczycielka patrzy na mnie i ten, i ten przewodnik mówi: "A ty co? - mówi - Jak ty z tej strony tu idziesz?" - mówi. Nie? Ja mówię: "No stąd idę" - mówię. Powiedziałem, że tu wyjdę.
A ten przewodnik mówi: "A ty to już tu byłeś chyba parę razy." Ja mówię: "Nie, pierwszy raz." "No to jakim cudem wiesz, które było wejście i wyjście?" Ja mówię: "No nie wiem, po prostu przyszedłem." No to o czym to może świadczyć? Czy co? Kiedyś może byłem na tym zamku? Może ileś tam setek lat temu czy... No nie wiem. Wiedziałem tu. A tu pójdę w lewo, potem tam będzie komnata ta.
[28:22] - Tak jakby pan znał jakby układ tego zamku. Tak?
[28:25] - No układ. Potem tam nie wiem, czy pan był w Malborku. Potem tam poszedłem jeszcze na dół, tam, gdzie było, tam, tam, gdzie gotowali, tam, gdzie te dziki robili. Tam ta kuchnia cała. Potem schodami do góry. Parkan taki w lewo. Ja aha, teraz to jak pójdę tędy, to będę tam będę tu, będę tu. No i tutaj spotkam tu po tej stronie. No i tak było.
[28:44] - No, kiedyś byłem w Malborku też. Nie wiem, czy, bo to nie była taka organizowana wycieczka z przewodnikiem. Tak z rodziną się kiedyś wybraliśmy. Kojarzę tam, tam tą salę, gdzie jest ta kula wbita w ścianę. Na pewno zaliczyliśmy płatniownię zamkową.
[29:01] - No ja teraz też byłem tutaj właśnie z żoną i wnuczkiem. Byliśmy w Gdańsku, tam byliśmy na tym, na urlopie. No i wnuczek miał samochód. Mówi choć pojedź, on by chciał zwiedzić Zamek Malborski, nie? No to żeśmy pojechali, prawda? No i, ale bez przewodnika to żeśmy zwiedzali. No też pokazywałem. Słuchaj, pójdziemy tu, pójdziemy tam, pójdziemy tu, pójdziemy tam, nie? A żona mówi o, to ty już byłeś tu parę razy. Ja mówię no, raz byłem w ósmej klasie, a teraz drugi raz.
No to masz pamięć. Ja mówię no mam. Co będę mówił? No to, to tak było, nie? Teraz tak. To jest następna sytuacja, panie Marku, taka dziwna była. No jak miałem dwadzieścia jeden lat. Dwadzieścia jeden. No niecałe dwadzieścia jeden. Kupiłem se fajne auto Sport Coupe Fiata, takiego żółtego.
No bo dobrze, bardzo dobrze zarabiałem. Z tym rzemieślnikiem bardzo dobrze. Nie będę mówił, byłem, bo teraz mam zawieszone. Teraz jestem na minodziałalność swoją. I pojechałem do Grudziądza zawieźć kolegę, ale umówię się z dziewczyną na dyskotekę. No i z powrotem, a to sport to 220 na liczniku. Ładny żółty kolorek sportowy, dwudziuwka, alufelgi. Jak pływam w tamtych latach, to co te siedemdziesiątych. Nie? To był szał, nie?
Ja kupę kasy za niego dałem i to z Niemiec był sprowadzony. I co? I wracam. Patrzę, która godzina. Mówię, już się ładnie się ubrałem. Wziąłem się z Pewexu, prawda? Tego jeszcze taki miałem tam prezent od mojej dziewczyny. Jadę i tak miałem na liczniku, tak pamiętam jak do tej pory. Tak gdzieś było gdzieś sto sześćdziesiąt na liczniku, a tu droga nie szeroka, nie? Autobana taka tylko wąska, po bokach drzewa, dęby, tam buki tego.
Jadę, a miałem halogeny takie te jodowe, takie jak puściłem to, to to to dzień, prawda? No żeby dobrze widzieć drogę, nie? I jadę jeszcze pamiętam, włożyłem kasetę jakiejś wesołej, coś tam słucham, jadę szczęśliwy, a na czas zdążę, bo się umówiłem tam po dyskotekę z tą dziewczyną. Będzie fajnie. Jadę, jadę sobie i jechał z przeciwka samochód. No ja jakoś nie wiem. Nie zdążyłem tych długich świateł po prostu wyłączyć, żeby go nie oślepić. On mi dał znać. Ja zgasiłem. A on wtedy dał popalić i mnie tak zrobiło się niebiesko w oczach i depnąłem za silna hamulec, prawda?
I mnie zarzuciło, bo to było tak trochę na jesieni. To mnie zarzuciło. Jak mnie zarzuciło to panie Marku, tylko tak walnąłem gdzieś w bok, to ja się szybko schowałem pod siedzenie, dosłownie pod siedzenie, a nogę trzymałem cały czas na hamulcu, bo to no nie byłem taki doświadczony kierowcą. Tylko słyszałem trzaski, normalne trzaski. A ja miałem takie lotnicze siedzenia wysokie jak lotnicze są. I tak się zniżyłem aż całkiem nisko i trzymałem mocno kierownicę i tylko słyszałem jak to wszystko trzaskało, nie? To trwało może parę sekund, ale co-Co? Ja zawsze myślałem, że mając wypadek samochodowy, yy, ma się po prostu straszny strach, że człowiek jest taki przestraszony tym. A ja miałem uczucie takie błogie, takie wie pan, no można by powiedzieć takie pływające, błogie uczucie. Oczy miałem zamknięte i miałem klatka po klatce.
Całe swoje życie mi przelatywało. Mi się wydawało, że to trwa godzinę. Autentycznie. Ta klatka od małego dziecka, tak dalej, dalej. Takie różne sytuacje życia mi się przestawiały. Takie klatka, tak jakby slajdy mi leciały i te trzaski tylko słyszałem i te slajdy i widziałem, że zginę. Ale nie miałem tego strachu w ogóle. I w końcu bum w Holender. Co się okazało? Odbiło.
Znaczy tak, jak potem opowiadali tam z tyłu, to mówi, że no to tam, tam nie ma prawa, że tam nikt nie żyły z tego. I panie Marku siedzę. Dachu nie ma, silnik wyleciał. No, no bagażnik te, te, te koła te pokrzywione. A ja siedzę i trzymam tą kierownicę. Jeszcze ona była tak lekko skrzywiona. Nie wiem, ile miałem tej siły, że ją tak skrzywiłem. I tak patrzę, patrzę, patrzę, co się dzieje, nie? I wody pełno. Popatrz, wpadłem w takie jakby bagno, bo to zarzuciłem.
Potem mnie, bo z lewej strony były te dęby i buki, a z prawej był taki jakby podest, taki wyższy, że jakby wywaliło w prawo o tych, o tych drzew, to mnie wywaliło w górę i startowałem w powietrzu, bo tak mówili, że startowałem w powietrzu. Może pan sobie wyobrazić? I spadłem na koła. Jakbym spadł może na ten dach, to bym się utopił, nie? Jakoś tak spadłem, że-
[33:20] - Szczęście w nieszczęściu. Dosłownie.
[33:23] - Tak, właśnie cały czas. Właśnie ten czepek co wzięła czy ten, to, to, to, ten, ten, tą, tą, tą, tą łożysko co wzięła. To ja mam szczęście zawsze w życiu, kiedy coś się ma wydarzyć. Wiem, że coś idzie coś na złego, za chwilę coś się robi odwrotnie. Idzie na dobre, nie? No ale nic i siedzę.
[33:40] - No mało brakowało, bo ten motyw z tym filmem z życia to tak raczej występuje-
[33:45] - Tak! Nie wiem, czy tam-
[33:46] - Przy doświadczeniach z pogranicza śmierci.
[33:49] - Tak, tak, tak, tak, tak. Nawet ten Rajmund Mody, ten co to mówi, że nie wiem, czy pan zna tego pisarza Rajmunda Mody'ego-
[33:56] - To ja, to ja, że ja kiedyś oglądałem-
[33:59] - Bardzo, bardzo.
[34:00] - Tak. Ja oglądałem kiedyś filmy dokumentalne bazujące na tej książce. Zresztą ten film jest wgrany na paranormalium na stronę radia, także-
[34:08] - Tak, tak, tak. Aha, aha. I panie Marku, ja tak najbardziej to byłem wie pan o co zły? Bo tak siedziałem. Ludzie przylecieli. To to ten wariat co był. On jechał z kimś. Tam chyba ktoś leży tam w bagnie. Może utopił się. A ja mówię nie, sam jechałem.
I tak myślę sam. Podchodzi facet do mnie. I jak, jak się pan czuje? Ja mówię normalnie, nie? Tak patrzę. Gwiazdy takie świecą tak fajnie. To mówię co to się stało, se myślę, nie? Taki miałem taki niby mały szok, a nie szok, ale tak to się. Ja proszę pana, mówię do niego, która jest godzina, nie? A on mówi, że dwadzieścia ósmą.
Cholera, nie zdążę na tą dyskotekę. Takie, takie głupie. A on mówi: taką dyskotekę. Ja mówię nie, nie, nie, nic, nic, nic.
[34:51] - Pan prawie zginął, a tutaj jakaś gadka o dyskotece, nie?
[34:55] - No, ale mówi niech pan porusza nogą. No to ja mówię zaraz wyjdę. Mówię tak leci ta woda z tego tego, bo tam Jezus ze mnie znowu biją. Cholera. Patrzę, mówię nowe dżinsy za dwadzieścia osiem dolarów Rifle dałem, koszulka. Mówię, jak ja teraz wyglądam, nie? I niech mi pan wierzy. Samochód. Przyjechała policja, przyjechało pogotowie i pytali się, co to za samochód. Jak to?
To nie widać? My nie, my nie wiemy. Ten samochód jest tak pokiereszowany, że, że nie wiemy. Bo przód, silnik poleciał w bok. Bagażnik, koła w ogóle dach było tego. Ja mówię jest sportkor Fiat, nie sto dwadzieścia cztery. Aha, no tak. No tam patrzyli, tam jest ten, ten, ten aluminiowy tam no jest. No i się zaczęło. No taki przyjechał, ten przyjechał taki jakiś gospodarz przyszedł.
Mówi panie, a to, a przed mostem to było jeszcze takim metalowym mostem, jakieś może z dziesięć metrów, także trochę dalej to by mu ten most jeszcze zawadził, nie? Jak był ten facet przyszedł, mówi o panie, tu jest czarny punkt, ile tu samochody się rozwaliło. No i tak tak. Taksówkarz jechał akurat z Grudziądza i mnie zabrał ze sobą do domu. Ja tam mu zapłaciłem. Ojcu nic nie mówcie, tylko mówi gdzie masz samochód, co nie? Rano ja mówię no w tym naprawię, naprawię. Aha, no to dobrze.
[36:10] - W naprawie oczywiście.
[36:11] - No, no, no, no, no. Ale nic. Ale do mnie rano dzwoni dziewczyna. A ty mówi co balona mnie zrobiłeś? Ja mówię słuchaj, uspokój się. Mówię wypadek miałem z Grudziądza. Jechałem tutaj te tam. Musimy pojechać tam, zobaczyć te dwa dni, ten samochód. Myśmy pojechali ten samochód zobaczyć. Ona klękła na kolana i zaczęła tak jak Allah wie pan, płakać, nie?
A kumpel mówi Ty, ty też tak żeś płakał? Mówi o ten samochód. Czy czy o co? A co ona tak płacze? Ja mówię nie wiem. No no szok. Ona szoku takiego dostała, jak zobaczyła ten samochód. No i potem, jak po paru latach się, po paru latach się z nią spotkałem, bo ona tam już miała kogo innego, przeżona. Ja mówię słuchaj, ja mówię powiedz mi jedną rzecz, ja cały czas o tym myślałem, mówię wtedy, co ten wypadek. Ona mówi no, no, no, no co tam.
Mówi ty tak takiego dostałaś szoku. Mówię to powiedz mi, to tak mnie kochałaś bardzo? Mówię, że tak płakałaś. Czy czy czy czy jak? Czy o ten samochód? Ona mówi o jedno i o drugie. Ja bardzo kochałam ten samochód, a ciebie też kochałam. Aha, no to dobrze.No bo ona kochała ten samochód. Taka dumna była, no to, no że to jedzie takim samochodem. No to wtedy tylko fiaty duże, małe, te syrenki, warszawy, a taki jak się pokazał fiat scorpio, no to wie pan, każdy na światłach jak dawał, to aż-
[37:28] - No to nie było byle co, prawda? A tutaj takim jeszcze zwracającym uwagę elementem jest to uczucie błogości, o którym pan wspominał. To też charakterystyczne raczej dla NDE niż dla takich wypadków, prawda?
[37:41] - Niech mi pan wierzy, że są osoby, które, no, no cukrują, picują, ale ja to mówię całkiem szczerze, bo ja jestem szczerym facetem, nie, prawda? Ja dużo rzeczy zaraz panu powiem. Jeśli ma pan czas, to możemy porozmawiać. Znowu miałem taki przypadek. Pracowałem gdzieś w takiej jednej miejscowości i zawsze dojeżdżałem kolejką elektryczną. To z Gdańska, to wie pan to. I ja mówię do kolegi: „Ty słuchaj" — mówię. Mówię: „Walę szybko” — mówię — „bo zaraz będzie ten, kolejka jedzie, nie?” A to było tak, że ja mogłem przez tory lecieć na peron, albo do kasy, do, do peronu na przykład drogą, to, to, to bym był tam nie wiem za godzinę, bym nie zdążył, nie? I stał tak: stał jeden rząd pociągu towarowego, drugi, prawda? I między peronami wiadomo, są takie te schodki, pod-podskakuje, wchodzi się, zeskakuje się i następny, prawda?
A ja młody, wysportowany, bo ja sportem trenowałem. No to mówię: „No wcześniej lecę, bo za dziesięć minut będzie kolejka” — mówię — „to ja przeskoczę przez te pociągi” — mówię — „i na peron od razu, nie?” No i tak było, nie? Poleciałem i tak: przeskoczyłem. Patrzę, już jedzie tam daleko kolejka. Przeskoczyłem przez jeden, bo znaczy wie pan, jak są te wagony i są takie połączenia i tam są te schodki takie są, są takie jakby te barierki, takie te, te pręty, co się trzyma i się wchodzi, potem można zejść, nie? To wszedłem na jeden, zeskoczyłem, wskoczyłem szybko na drugi i chciałem zeskoczyć autentycznie z tego drugiego, bo już, bo już potem był, były też puste tory, ale potem był peron. Chciałem zeskoczyć i panie, panie Marku, jakby ktoś nie, nie wiem za co chwycił. Za ręce czy tutaj za kark, czy za, za coś, bo chciałem już skoczyć, już miałem nogę, już tak bym już prawie że leciałem, a tu nagle ekspres przyjechał pan sobie wyobraża? Jakbym skoczył, to tak jak jedzie pan samochodem i mucha się o szybę rozbija. Tyle by ze mnie zostało.
[39:33] - To tak, jakby jakiś, tak jakby ktoś nad panem czuwał, krótko mówiąc.
[39:37] - Tak! I nade mną czuwa.
[39:39] - Pan jakby to szarpnięcie, to, to powstrzymanie jakby fizycznie poczuł, tak?
[39:43] - No normalnie poczułem. No nie mogłem puścić, nie mogłem puścić. To takie w półkolu takie są, takie, no rączki, żeby się przytrzymać, żeby zejść ze schodków. Ja się trzymałem, chciałem puścić, a nie mogłem tego puścić. I mnie to o tak, o tak, no tak jakby blokada była. A tu nagle ekspres wyjechał ekspres jakiś tam z Warszawy. Wróciłem się. No to byłem tydzień czasu, jeszcze się cały trząsłem. No i tam trochę podrynkowałem z kolegą. On mówi: „Uspokój się” — mówi — „Wszystko w porządku.” Ja mówię: „Słuchaj, przecież mogłem zginąć.
Ze mnie by nawet nie było co zbierać,” bo to był ekspres. Mówię: „To przecież w powietrzu by mnie zmuchnął przecież, no.” Teraz następną taką miałem sytuację. Właśnie chodzi, do czego zmierzam, że mam jakiegoś ducha, dobrego opiekuna, bo już miałem praktycznie jedenaście razy, dziewięćdziesiąt dziewięć procent miałem zginąć. Ale wie pan co, panie Marku, u mnie to zdarzają się takie dziwne rzeczy, że no nie wiem, ale to dojdziemy do końca, bo to, co panu powiem nas-- już później, to pan będzie też bardzo zaskoczony, ale chcę tak po prostu do tego doprowadzić, żeby to po prostu to wyszło to wszystko, nie? Znowu tak jak, znaczy ja jestem drugi raz żonaty i ja z nią po prostu, no śpimy sobie w łóżku i to też przecież ani nie byłem wypity, ani na kacu, żebym, bo to wiadomo, jak ktoś się za dużo tam kiedyś wypije, to może miał zbite myszki białe czy tam widział pająki czy co, ale ja tam nie piłem ani nic. No i panie Marku, leżę na plecach w pokoju z żoną. To o północy było jakoś tak z tego. I nagle otworzyłem oczy. I to też do dziś pamiętam. Nie wiem, skąd to się wzięło.
Nade mną była osoba do połowy kobieta. Tak wyglądała tak jakby, no ja nie wiem, no jakbym to widział Matkę Boską czy kogoś, czy nie wiem. To było w takim habicie, takim jak Matka Boska. No pełno świateł, takich różnych pięknych świateł, taki niebieski, czerwień, jak słońce, żółty, taki piękny, ale twarz no niesamowicie piękna. I tak patrzyła nade mną tak. Ja tak leżałem na plecach, patrzę i mnie normalnie włosy z noga stanęły, zatkało mi w gardle. Nie mogłem ani słowa powiedzieć, ani rękoma ruszyć. Po prostu mnie zamurowało, bo nagle otworzyłem oczy i to zobaczyłem. I to trwało jakieś ja wiem, no żeby nie skłamać, ale to trwało jakieś dwadzieścia sekund albo lepiej. I patrzyłem.
Ona pięknie się do mnie uśmiechała, aż tak pływała nawet tak nade mną do połowy. Więc się przemogłem i żonę, obróciłem się do żony, budzę ją, mówię, żeby zobaczyła to, co ja widzę, czy ona też to zobaczy, nie? No i znikła. Znikła.Takie coś miałem też, panie Marku, no. Potem to chodziłem taki do tyłu, że po prostu cały czas o tym myślałem, co to było przecież? No, no to, to mi się tak ukazało do połowy, prawda? Jakiś duch czy, czy, czy, czy... Przecież to nie były zwidy, bo żeby to było parę sekund, no to mogłem przebudzić się. Te oczy były może takie zaspane, a ja to patrzyłem na to tak, jakbym patrzył na telewizor no dwadzieścia dobrych sekund, nie? Prawda?
No takie coś miałem.
[42:37] - No to tutaj mam, tutaj na emisję czeka właśnie za taki zestaw z relacji od jednego słuchacza, który w środku dnia takie do połowy zmaterializowane postaci widywał.
[42:47] - No ja muszę coś jeszcze panu powiedzieć. To, to będzie bardzo ciekawe. To później będzie bardzo ciekawe. Pracowałem w takiej stolarni w Niemczech swego czasu. Tam to były takie, no takie deski się tam cięło, takie bukowe na takie listewki na leżaki tam i tak dalej tam, ale to robiłem na czarno, prawda? Nie? Robiłem to na czarno, moja żona to sprzątała wtedy jeszcze tam po domach na pewno kluczy takie była z kucem, tak zwane, od pomieszkania. Dobrze zarabiała. A ja robiłem w stolarni tam z jej zięciem, prawda? Takie maszyny były startapla te, te, te, te, te, te widłowe podnośniki, prawda, nie?
No i było coś takiego, że przywieźli nową maszynę. Przywieźli nową maszynę, taką do cięcia i tir podjechał pod taką wiatę. A to była taka wiata, że ona miała gdzieś chyba dwa dwadzieścia, dwa dwadzieścia, dwa dwadzieścia miała wysok-- szerokości była na cztery metry, wysoka na dwa dwadzieścia, prawda? I ten zięć mówi: „Słuchaj, bo ja będę ściągał — mówi — tą maszynę, to ty stań, bo ona ciężka, żeby mi... Bo widzę, jak po prostu tył podnosił się do góry, prawda? To ty stań, żeby było lepsze obciążenie, żeby ja mógł ściągnąć z tej rampy z tego samochodu na dół, prawda? Nie?” No dobra, to ja stanąłem. Stanąłem tam na tym tył na tym podnośniku. A on podnośnik jeszcze miał taką jakby zabezpieczenie, takie jak z takich prętów poprzecznych i różnych, że jakby się nie obrócił, żeby dany ten, który to prowadzi, żeby ten mnie przygniótł czy coś, żeby się nie stało. Takie zabezpieczenie, nie?
Ja stanąłem, trzymam się tych prętów. On cofał i on cofa, a to buch! Czy to było? Do wiaty żeśmy tej prawie że wchodzili, wjeżdżali. On mówi tak: „Powolutku to ściągam”, a ja tak jeszcze, tak jeszcze odciskam na dół, żeby to, to, to, żeby to po prostu, no, żeby to obciążenie moje było, bo to ja ważę dziewięćdziesiąt kilo, prawda? No to... No i tak odciskam, odciskam i byłem skupiony na tej maszynie, co on tak ściągał mnie w lewo, w lewo bardziej tu tego dobra tego i w pewnym momencie... O co chodzi, panie Marku? Ja przez miesiąc nie mogłem. Jak on cofał, to ja zapomniałem, że przecież moja głowa wystawała poza górny ten rant tego, tej, tej futryny.
Rozumie pan, o co chodzi? Że jak on cofał, to on, a ten zięciu w pewnym momencie w ogóle się nie obracał przez jakieś tam te dziesięć, piętnaście minut. W pewnym momencie, w tym momencie on się obrócił głową na dół. Ja głowę na dół, panie Marku, dosłownie ta futryna musnęła mi po włosach, bo wiadomo, że nawet jak wiadomo nawet, że jak on stanął, to jeszcze ta siła ciągnęła dalej to podnośnik, nie? To był ułamek sekundy, bo gdyby on mnie mi tego nie obrócił, obrócił właściwie mówi: „Cofać głowę na dół!” Ja głowę na dół i ta futryna u góry po prostu gdyby on, gdyby on po prostu mi tego nie powiedział, gdyby się nie obrócił, powiedział, to ta futryna tu przygniatałaby mi głowę, urwałaby mi głowę albo przygniatałaby mnie do tego, do tego rusztowania metalowego. No nie wiem, czy to przypadek był, czy co, czy ktoś go skierował na to, że po prostu, żeby mi głowę nie urwało. No, no obrócił w pewnym momencie, co nigdy nie obracał. Obrócił się z tyłu głową na dół. Co wetknęło, że po prostu to był ułamek sekundy. Ta futryna u góry, bo byłem ponad futrynę, przygniotłaby mnie po prostu do tego rusztowania na tej sztabie, na tej, na tym podnośniku, nie?
[46:18] - No to by pewnie to by się pewnie dało jakoś wytłumaczyć. Nie wiem, przeczuciem ze strony kolegi tak. Coś przeczuwał, że coś może być.
[46:25] - Nie, nie, no bo on, on był taki raczej szybki, taki. No on był taki, że jak on ściąga tą sztabę, no to cofa, cofa, cofa. Ja tam stałem i nagle ostatniej ułamku sekundy to był ułamek sekundy, bo wystarczyłby nawet no nie wiem, no pół sekundy, żeby po prostu już ta futryna mi przygięła tutaj do szyi, po prostu do głowy i by mi tam po prostu przygniotło całkiem głowę, nie? No to miałem też taki przypadek, prawda, nie? A jeszcze co takiego? No potem żeśmy już tam nie pracowali, bo już na czarno robili, jak to się mówi. To były takie lata wtedy. I miałem sen. Niech pan posłucha. Miałem sen.
Już mówiłem nawet do mojej żony, bo miałem sen. Ten cały ten warsztat mi się śnił. Ta praca, to wszystko. Że śniło mi się, że byliśmy na śniadaniu, że przyjechał syn tego naszego właściciela dziadka, że przyjechał samochodem, zablokował mój samochód. To myśmy se siedzieli tutaj, prawda, na śniadaniu, że aż pojedzie, to pojedziemy do sklepu, że siedzieli koledzy, prawda, tam na tej sali, gdzie są śniadania, że... No i że weszło dwóch policjantów w tych granatowych mundurach i zielonych i tak dalej. I policjantka. A ja w tym momencie jak zobaczyłem, to żem poszedł szybko do toalety się schować, nie? A kolega się mówi: „Tu chodzą jakieś — mówi — policjanci naokoło”, tak? Że ktoś chyba tam po prostu to tamto pierwsze nasza osoba, nie wiem z innym.
I to mi się śni. Ja to mówiłem. Mi się coś śniło, a ona mówi: „A! Ty głupi syn tam nasz taki mówi tamtego, nie?” Wie pan co, panie Marku, że tak to się zdarzyło, tak jak mi się to śniło. To tak, to tak było, że weszli policjanci, ja do toalety i policjantka mnie cofnęła z powrotem. Dosłownie, dosłownie tak było. Identyko. Ten sen po prostu to, co widziałem w śnie, to wszystko się miUtworzyło rzeczywistość. No i potem mówię, ale widzisz, mówię zobacz, mi śniłem po prostu sytuację, która się zdarzyła, nie? No.
[48:19] - No krótko mówiąc sens-sen proroczy, który pokazał dosłownie co się, co pana czeka tak.
[48:26] - Tak, tak autentycznie pokazało mi to po prostu, nie? Mówię no Holender, mówię no to patrz, no mówię, no. Potem się śniło jeszcze wcześniej nawet, że, że, że te widły się zaczęły giąć. Były czerwono rozżarzone, jakby były z pieca martowskiego wyjęte. Mi się te widły zaczęły giąć. No i tak było, że po prostu niechcący żeśmy uderzyli w taki, taki kontener duży i się faktycznie wygięły. To trzeba później do fachowca wziąć, żeby wymienił te widły. Też mi się to śniło, nie? No takie prorocze sny miałem, nie? Ale do czego teraz zmierzam.
Było tak, że ja w Gliwicach mieszkam, pochodzę z Gdańska, nowo żonę mam. I było tak panie Marku, że poznałem taką jedną osobę. To kolega mnie zaprowadził. On to wróżka, nie wróżka, medium, jakieś medium takie. I ona mówi do mnie wiesz co mówi. On przega mi te karty. Widzisz to mówi jesteś mówi bardzo dobre medium. Ja jak ja medium? Tak, jesteś medium. Dużo rzeczy robisz w ogóle, nie?
Ja się trochę śmiałem. Mówię no co ja mogę robić mówię medium. I ona mi coś takiego pokazała, że kupi sobie wahadełko i ızdys. Nie wiem, się to wahadełko ızdys robi. Takie małe kręgi, takie wahadełko reziestycyjne. Pokazała mi i mówi sobie narysuj tak planszę, mówi alfabet. Ja o wywoływanie duchów mówię nie. Mówi nie, to nie są wywoływanie duchów, to jest rozmowa z podświadomością mówi, z twoim opiekunem i z przewodnikiem.
[49:58] - Czyli coś, coś na zasadzie podobnej jak tablica Ouija, coś tego typu tak to było?
[50:04] - Nie. Tak, tak, tak. A ja o tym słyszałem, że to jest bardzo niebezpieczne, bo to jest wywoływanie tych duchów. Tam ja wiem, jak wygląda ta tablica, że jest też alfabet, numery są tam jeden tam to już tam i tak dalej.
[50:16] - Tak. Alfabet, liczby jakieś narysowane odpowiedzi typu tak, nie.
[50:22] - Tak. Ja mówię, że to raczej nie. Ona mówi to mówi nie, mówi to nie jest to. Nie, to jest zupełnie co innego. Ja mówię jak co innego, jak to tak samo jest i tak dalej. Ale powiem panu, że może pan mi nie wierzyć. No, ale ja już to tego czasu jest dwadzieścia chyba trzy lata, dwadzieścia trzy lata tego czasu i ja już nawet nie potrzebuję, bo rozmawiałem sobie, rozmawiałem. Bardzo dużo ciekawych rzeczy się dowiedziałem i pytałem się też i bałem się z początku, że to po prostu jak mówią, że potem się przesuwają jakieś różne meble, że jakiś z-z-zły byt wchodzi w ciebie, że można być opętanym i tak dalej. Powiem panu, że to absolutnie nie, to absolutnie nie. Że, że on mówi nie, mówi, mówi.
Ja wiem, o co chodzi, mówi to tak jest, mówi to w tym ku-ku-kuju, kuja czy jak to się nazywa tam, że to faktycznie to. Ale mówi to ciebie nie dotyczy, mówi, nie? Ja mówię dlaczego mnie to tego nie dotyczy, nie? On mówi, no bo rozmawiasz po prostu ze swoim przewodnikiem, z podświadomością ze mną. A ja mówię, potem pytałem się, na czym to polega, jak to jest. I on mówi, że ja wszystko wiem o tobie i wszystko. O co chodzi? Ja trzymałem, jak to jest, że ja trzymałem wahadełko centralnie pośrodku, znaczy się nie jak jest narysowany. Jak coś się zapytałem, to on sam autentycznie sam się zaczynał kręcić w prawo w kierunku zegara. No i później też mówił to, co chciałem.
Może pan sobie to wyobrazić? Ja go pytałem się tam o to czy o tamto, nie. I to wszystko prawdę mi mówił. Wie pan, nie? No i ja już to tak. A potem zaten takiej perfekcji do-doszedłem, że ja już nie musiałem robić to wahadełko z planszy. Ja po prostu może pan mi wierzyć, może pan myśli, że może tam mam schizofrenię albo coś, nie? Ale ja normalnie już jak coś się chcę zapytać, to ja słyszę u siebie wewnątrz w głowie, nie? Do takiej perfekcji doszedłem przez to.
[52:15] - Ja powiem panu, że też tak czasami mam. Szczególnie te szczególnie często, gdy zdarzy mi się jakiegoś zmarłego odprowadzić w trakcie medytacji, to tak coś takiego mam, że zadaję w głowie pytanie i zanim skończę formułować to pytanie, to pojawia się odpowiedź.
[52:30] - Tak, tak, ale to wie pan co? Ja, ja dużo rzeczy się pytałem z pogranicza śmierci o takie sprawy, jak to tam jest, jak co, jak to wygląda. On mówi słuchaj, no mówi tak. Mówi nazwi-- nazywaj mnie, jak chcesz mówi, ale mówi tak ty jesteś wybrańcem. Ja le-- jeszcze raz. Jesteś wybrańcem. Ja mówię jakim wybrańcem? Ja wybrańcem to był na przykład nasz papież. Że został papieżem. Jacyś tamtego, jacyś ludzie, którzy wysoko postawieni.
On mówi nie o to chodzi. Jesteś wybrańcem. Tobie się nie ma prawa nic złego stać. Ja mówię, on mówi: a pamiętasz to? A pamiętasz tamto? I to on mi to mówi tam po alfabecie. Ja mówię no pamiętam. Ja wszystko. Ja znam wszystko od tego poczęcia. On mówi: ja jestem twoim przewodnikiem, opiekunem.
Ja mówię no ale ja, ja nikomu tego nie mówię, mówię, bo jakby to powiedział kolegę, znajomym, to by mnie do szpitala wysłali. Że dostałem coś do głowy albo schizofrenik, albo jakiś po prostu no coś no, że jakiś no nienormalny. Dlatego ja to nie bardzo tak chętnie to mówię o tym czy pokazuję. Miałem taką sytuację na początku jeszcze, jak jestem znajomym. Jechałem kolejką linową na urlopie i mówię sobie coś sprawdzę, a on mnie pewną pewność powie co chcę sprawdzić. Ja mówię no zobaczmy. No i siedziała taka kobieta przede mną, no po drugiej stronie kolejki. I widziałem, że ona taka coś zasmucona, takie łzy miała coś w oczach tego, nie? Ja taki raczej otwarty jestem. Mówię co się pani tak martwi?
Co się pani tak? A co pan wie tam, nie? No nic nie wiem, nie? Pyta-pytałem się wewnętrznie. Mówię co ona takie jest? I on mi powiedział. No nie będę szczegóły mówił. Mówi ona to, on tamto, nie? Mówi możesz się jej zapytać i powiedzieć, że to się za dwa tygodnie wszystko ułoży, nie? Ja jej to powiedziałem.
No tak, ona tak: skąd pan mnie zna? Ja mówię no nie znam pani. No to skąd pan wie o tym? Co to, to pan słyszał od znajomych? Nie. Po prostu wiem. No i się pani nie martwi. Za dwa tygodnie będzie miała pani po prostu wszystko. I mówi tak patrz się na mnie mówi to jest niemożliwe, żeby pan wiedział o takich sprawach. Ja mówię no, no wiem.
No i potem znowu tak się przekonywałem po prostu, że coś w tym jest, że coś moja podświadomość mówi do mnie, mówiącą do opiekuna, bo każdy ma swojego ducha. Pan jest ma, który prowadzi mój anioł, mój byt, pan przewodnik, prawda? Każdy ma. Niestety pan ma, ja mam, ktokolwiek. Wszyscy mają, nie?
[54:56] - No każdy ma, tylko nie każdy potrafi z takim przewodnikiem prawda nawiązać kontakt taki świadomie.
[55:02] - Dlatego mówię. Dlatego mówię, że ta właśnie ta, ta pani medium mi to powiedziała, że ja jestem bardzo silnym medium. Ja mogę dużo rzeczy robić takich, nawet sam jeszcze nawet nie wiem, nie? Mówię no, ale ja nie chcę tutaj coś tak bardzo uwielbiać. Mówię z tego względu, że to aż takAlbo typowy czas na to. A, aha, jeszcze jest to, że na przykład mówił do mnie, że mam bardzo dużą aurę i bardzo mam bardzo jasne aury. Mam żółtą, niebieską, białą, nie? Nie mam jakieś tam czarne, ciemne czy coś. Że mam bardzo szerokie takie pole energetyczne, nie? Bo ja mam na przykład cały czas takie coś, że, że mam ciągle na przykład mam ciepłe ręce, mimo że zimno albo no bo na przykład jakby to powiedzieć, jak biorę to wahadełko, biorę rękę pod stół, drugą rękę trzymam nad tym stołem.
To jest ręka pozostała, no to zasuwa w prawo, nie? To jest to przebicie takie, nie? Jak wyjmę rękę to stanie, nie? No jakaś energia, nie wiem co. No nie wiem. Wie pan co, na przykład? No dużo doświadczyłem takich rzeczy, które na przykład, że, że, że, że no, no niewytłumaczalne dla mnie pewne rzeczy są. A właśnie taka moja ta podświadomość na przykład dużo mówi mi o tym, czego się tam pytałem. Na przykład powiem panu, no, czasami mnie na przykład tam uprzedził, na przykład nie idź tam przykład czy nie rozmawiaj z tą osobą, bo ta osoba nie jest dla ciebie. Z fałszywą albo coś tam.
To wszystko się zgadzało. Prawda? To jest ciekawe.
[56:28] - No, być może. Być może przez podświadomość albo przez tego opiekuna naszego jesteśmy w stanie odczytywać informacje z tej tak zwanej Kroniki Akaszy i stąd bierze się też ten to, co nazywa się mediumizmem, prawda?
[56:42] - Ja się pytałem, dużo się pytałem tam właśnie, jak to jest. Ja mówię słuchaj, mówię, to może mi podasz ten numer Totolotka, co? Tak, tak żartu nie. A on mówi się zaczął, tak mówi dobry jesteś mówi. Ja znam numer, mówi nie ma problemu, mówi, ale ci nie podam. Dlaczego? Mówi, bo ty masz karmę swoją w życiu, którą musisz przejść. To co każdy, każdy człowiek ma zapisane już, co ma w życiu swoje przejść. Bo my przychodząc tutaj z powrotem na ziemię, prawda, doświadczamy tego, cośmy nie doświadczyli w poprzednim wcieleniu. To musimy doświadczyć.
I ty masz już swój scenariusz tutaj. Ja mówię a no dobrze, a z tym wybrańcem co to jest wybrańcem? No nie mogę ci powiedzieć. Jakbym ci powiedział, to byś mógł coś pozmieniać. Nie tak, jak to jest zapisane dla ciebie. W każdym razie mówi no, mówi do mnie mówi no masz w sobie to, że jesteś wybrańcem. A jeszcze mi powiedział coś takiego, co ja nie wiem, czy nadal w to mam wierzyć czy nie. Wie pan, panie Marku, on mówi, że jakbym słuchał tego pana Roberta Bernatowicza, co mówił, że są dzieci tak zwani z kosmosu, prawda? Nie było takiej nauki. Co tak?
Co tak po prostu dzieci z kosmosu są? To są, są po prostu aplikacją. Na jakiej to zasadzie polega? Że ja jestem synem mojego ojca. Nie żyje mój ojciec, ale on mi powiedział ty tego nie zrozumiesz. Jak to jest, że możesz być częścią od nas stamtąd? To tak, jakby masz muchę przed sobą. To ty jesteś człowiekiem, a to jest mucha, jesteś muchą, a to, co tam jest po tamtej stronie, to jesteś ty. Rozumie pan, o co chodzi? Nie?
Że, że tak jak mucha lata, to my jesteśmy tym, co jest tam po tamtej stronie, tam, gdzie świat światła, prawda? Nie. My jesteśmy tą muchą dla tych, dla tych, którzy tam są, gdzieś tam daleko, prawda? Którzy mogą być tak-
[58:40] - Skojarzyłem i przyszło mi teraz na myśl takie coś, że ta siła ochronna może, może nas pilnować, że tak powiem, przed, przed wczesnym zejściem z tego świata, dopóki nie wypełnimy pewnego zadania, jakie mamy, prawda podyktowane. A skojarzyło mi się teraz, przypomniał mi się teraz taki wpis, taka relacja przytoczona przez Leszka Szumana w książce "Życie po śmierci". Relacja z krótko po drugiej wojnie światowej o pewnym Japończyku, który miał tam jakiś wypadek. Był bardzo mocno pokiereszowany, już był na granicy śmierci. Ale, ale dowiedział się już w trakcie tego doświadczenia z pogranicza śmierci, że musi wrócić na ziemię i spłodzić potomka. Musi umożliwić jakiemuś kolejnemu Japończykowi jakiejś kolejnej duszy inkarnowanie się. I dopiero no wziął ślub z jakąś tam kobietą. Jakim cud-- w ogóle to, że to, że on się wybudził w tym szpitalu po tym tam jakimś wypadku, to uznano za cud. Trochę sobie pożył. Znalazł sobie żonę, wzięli ślub i krótko po tym, jak urodziło im się dziecko, umarł.
Też biorę poprawkę na to, że nie wiadomo, jaki jest zweryfikowalnością tej historii, bo próbowałem szukać po nazwisku tego Japończyka, no ale nie udało mi się tego w internecie znaleźć. No ale fakt, że ktoś taki jak Leszek Szuman, który no badał te tematy dosyć długo, przytacza taką relację w swojej książce, no to każe sądzić, że jakaś nutka prawdy w tym jest.
[01:00:17] - Zgadza się. Zgadza się. Także pan tak ma. No mnie na przykład ja. No, ja rozmawiam ze swoją podświadomością dosyć. Czasami sam nie zawsze wiem o coś tam. Na przykład było coś takiego na przykład, że było zdarzenie, czy był ten World Center chyba w dwa tysiące pierwszym roku było, tak?
[01:00:40] - World Trade Center. Ten atak na Nowy Jork.
[01:00:43] - Tak, chyba dwa tysiące pierwszy, tak? Jakoś tak było, tak? Bo już nie pamiętam nawet. Dwa tysiące pierwszy zdarzenie.
[01:00:49] - Dwa tysiące pierwszy. Ja akurat wiem, bo dosyć tak maniakalnie jakoś z jakiegoś powodu ciągnie mnie do oglądania transmisji telewizyjnych z tamtego czasu.
[01:00:58] - Dzień wcześniej, dzień wcześniej pamiętam, jak jeszcze z nim rozmawiałem tak sobie tego i on mówi włącz rano telewizor, tak mówi do mnie. Ja mówię co? On mówi włącz, to się ktoś dowie, nie? Ale ja mówię ale co się dowiem? Dowiesz się o wielkiej tragedii. To mi powiesz. Włączyłem z żoną i zaczęli po dziewiątej jakoś właśnie potem-Mówię, no o to chodzi. On mówi, no wiesz? Ja mówię, no wiem. Takie, takie teksty, takie po prostu, no nie?
Także jakby to było, miało być też zaplanowane, że tak miało być. No zdaje się, prawda? No.
[01:01:30] - No wiele osób dostawało takie przekazy. Tutaj też kojarzę, bo ja też jestem pracownikiem Nieznanego Świata i obrabiam od jakiegoś czasu materiały, jakie trafiają na ich kanał na YouTube między innymi i chyba w spotkaniu, które się niedawno ukazało poświęconym snom. Tam też była jakaś wizja zapowiadająca właśnie no to, co się wydarzyło jedenastego września. Tam chyba jakiś coś ktoś leciał samolotem i była przestroga, żeby, żeby nie lecieć, jeżeli dobrze pamiętam. Ale ludzie dostawali. Dużo ludzi na świecie dostawało takie przekazy. Tam chociażby w Niedowiary była taka relacja. Nie wiem, czy pan kojarzy taki w tym programie TVN-u była relacja gościa, który dostał nazwy dwóch miejscowości w Turcji Izmir i Izmit i się okazało, że współrzędne jakby pokrywają się w jakiś sposób ze współrzędnymi tych wież, które były zaatakowane. Kolejny przykład takiej, takiej wizji zapowiadającej no to, co zmieniło właściwie świat całkowicie.
[01:02:36] - Ale wie pan co? Coś jeszcze takie ciekawe było, że ja cały, całe to swoje życie, to ja praktycznie to nie chorowałem na nic. Na nic nie chorowałem. No dostałem tą grupę drugą cukru, bo mam po rodzicach, prawda? Ale miałem takie po prostu coś, że mam bardzo dobrą intuicję w ogóle, jeżeli chodzi. Mam taką intuicję przewidywania, że mogę po prostu ja potrafię coś, takie coś przewidzieć na wskroś, na zaś. Tak na przykład dajmy na to. Czy miałem też takie déjà vu na przykład takie coś można powiedzieć, że na przykład idę i tą sytuację wiem, że to się już wydarzy czy coś, czy to się wydarzyło, a za chwilę tam wyjdzie dana osoba i rzeczywiście tak jest. Wie pan, tak jakby to było tak, że no przecież ja już to widziałem, prawda? Nie?
Natomiast miałem operację na bajpasy lewego serca, serca lewej komory, prawda? I miałem w zeszłym roku dwudziestego marca miałem bajpasy. To polega na tym, że serce jest odłączone i jest tylko do takiego respiratora, co podtrzymuje życie, bo muszą dołączyć. Wzięli mi żyłę z nogi, tętnicze wzięli mnie do, bo miałem zapchane no pięćdziesiąt procent żyłek i serce w tym momencie jest przez czterdzieści minut i cały jest po prostu martwe, prawda? No i miałem coś takiego właśnie, że w tym momencie to jest tylko tak przykład. To był ułamek. Chwilę to było autentycznie. Miałem tą operację, to widziałem najpierw oni mi dali ten feleron, to taki, co tam w pili mi ten się wysypiający.
[01:04:11] - Wenflon, wenflon.
[01:04:12] - Weflon, weflon. Pielęgniarka mówi: "No to do zobaczenia." Do zobaczenia. Tak już głupiego Jasia, żebym się nie martwił, nie? I w tym momencie, co miałem operację, to sobie potem przypomniałem później, że widziałem po prostu siebie. Widziałem siebie, tylko to było tak, jakby przez mgłę. Trochę tak dziwnie, trochę tak nie, bo niektórzy mają tak, że tunel gdzieś tam jadą, prawda, widzą rodzinę i tak dalej, tylko po prostu no bardzo dobrze to. A ja widziałem tylko przez ułamek jakiś tam chwil siebie. Widziałem po prostu patrzyłem. Widziałem ten stół operacyjny, widziałem tego anestezjologa, widziałem tego chirurga, który kardiologa co robił co i tak jakby tak w mgle to widziałem wszystko to tak leży i mówię, gdzie ja jestem, co ja robię tego nie. I potem jakoś tak pielęgniarki coś tam mówiły i potem wróciłem nagle, nie?
Jakoś tak to wyszło, nie? No to pamiętam. Potem już to przypomniałem już tam po operacji, po kilku dniach mnie zwolnili, nie?
[01:05:12] - No taki klasyczny przykład NT podczas operacji, takiego doświadczenia z pogranicza śmierci. Jak już opuszczamy ciało.
[01:05:21] - Serce było odłączone przez czterdzieści minut, tylko był podłączony do życia, że po prostu krew musi krążyć do mózgu i tak dalej. Nie? Ale serce, bo mi powiedział ten anestezjolog, że pan będzie miał serce odłączone przez pewną zwapę i tak dalej, i tak dalej, nie? No ale mówi jest pięć procent, że są jakieś tam takie sprawy, że może się nie udać. Mo-może być zawał czy może do mózgu czy coś. Ale ja w tej chwili jestem już rok czasu i wczoraj biegam, nic mi nie jest. Panie Marku i pani się z włosów jakiegoś śladu nie ma i dobrze się dzieje. Mam witaminy i tak dalej. Te, te, te, te zioła różne i tak dalej. Nie, nie mam żadnych komplikacji.
Nie? A masę ludzi właśnie po operacji to bajpasów właśnie komplikacje, nie? No.
[01:06:10] - No może nie dbają o siebie po prostu.
[01:06:13] - No jakiś-
[01:06:13] - Życie.
[01:06:14] - Tutaj nie. Tutaj ten, co mnie zmienia tutaj w pracy, to mówi, że brat jego w Ameryce był i zmarł po roku operacji bajpasów właśnie. Ale mówi, że dbał o siebie, nie? Dbał o siebie tak, ale zmarł po operacji. Ale to jest tak, że ja mam po prostu bardzo silne serce, bo niektórzy mają na przykład tak, że mają słabe serce, zastawki czy mięśnie sercowe. Jak mięśnie sercowe jest słaby i może jakieś tam powikłania, mogą powikłania nastąpić, prawda?
[01:06:44] - No niektórzy mają tak słabe serca, że dostają zawału w wieku osiemnastu lat i umierają.
[01:06:50] - Tak, pisałem o takich po prostu. Kolega miał właśnie też nagle. Też to miał wadę serca. Ale à propos tych moich, tych moich spraw właśnie z tej podświadomości, to po prostu rozmawiałem. Ja, panie Marku, wierzę w to, bo ja mówię do niego. Mówię, mówię, że tutaj cały czas jak słucham, że właśnie ta tablica te ku-kują, kuja czy tego. On mówi: "Ty się nie masz czego obawiać" mówi. Mówi: "To jest to, to nie jest tak, że, że zaraz tu będą ci tam tutaj skakać", mówi, "tam talerze czy tam co. Ja jestem twoim opiekunem. Szczerze sobie rozmawiamy i już mówię od kupę lat mówi i co chcesz wiedzieć, co mogę ci powiedzieć, to ci powiem, a co nie mogę, to ci nie mogę powiedzieć, bo ja bym miał za to swoją.
Też mam nad sobą swoich takich pewnych, nie? Władców, żeby mnie ukarali za to. Ja nie mogę tak, ale co ci mogę, to ci mówię."I powiem. No dużo rozmawiałem na temat właśnie nawet pytałem, ale dużo pytałem się o sytuację polityczną na przykład. Ja tam nie lubię o polityce rozmawiać, ale ja mówię, czy nas, co nas czeka tutaj w tej rzeczywistości, w tej chwili to, co się na tym świecie dzieje? On mówi słuchaj, mówi no, no mówi no, że przekonać się mówi, no tobie nic nie grozi, żonie nic nie grozi. Przeżyjecie to jeszcze mówi, ale mówi sytuacja. Czy będzie tak, że to będzie jakiś najazd na Polskę? Mówi, że nie, natomiast nie będzie coś takiego wydarzy się na świecie, że będą anomalia, się mówi atmosferyczne, pogodowo jakieś tam, jak to się mówi no, wody wyleją, morza wyleją, będą składać się płyty, płyty te morskie pod tym, że no że będzie po prostu, jak to się mówi no, jak to powiedzieć można nie przez wojny, a będzie przez takie-
[01:08:40] - Przez te wszystkie zmiany klimatyczne i tak dalej.
[01:08:44] - Zmiany. Tak, że pewne państwa będą zalewane i Polska też będzie zalana w pewnym sensie części będzie, prawda? I wszystkie kraje zaprzestaną wojen, będą się jednoczyć, bo masa ludzi naprawdę zginie. Ale będą się jednoczyć i będą odbudowywać to wszystko. Nie? Prawda?
[01:09:03] - No w zasadzie dobrze by było, gdyby już teraz się zjednoczyły, no ale nie wszyscy o tym tak myślą, prawda?
[01:09:10] - Tam inne sprawy. Nie chcę tu mówić po prostu, bo wie pan, jak to jest, politycy wszystko mówią, też podsłuchują. Ale mówi, że nie ma się czego obawiać, jeżeli chodzi o Polskę. Polska będzie tak obronną ręką, będzie po prostu wyjdzie ze wszystkiego, że nie ma sensu po prostu uciekać z Polski. Nie ma co, bo Polska będzie najbardziej adekwatnie obroniona, prawda? Jeżeli chodzi o jakiś tam ekstremizm, jakieś wojny i tak dalej. Nie? Będzie górą, będzie pępkiem Europy, ale to będzie dopiero mówi za dwadzieścia lat. Ja mu odpowiadam: dziewięćdziesiąt prawie. To mi tam licho da.
Także no ale ciekawe, ciekawe, ciekawe sprawy można się dowiedzieć, nie? Po granicy śmierci można się dowiedzieć o tym, o tamtym. No, no mówi tam, mówi tam czasami się pytam, jak tam jest, jak Polska wygląda, prawda? Nie? No na przykład jak mówi mówi ty to mówi, mówi mówi, ja wszystko wiem. Mówi na przykład mówi mówi było często do Krakowa jeździsz. Mówi a mówię, ale chcę ci powiedzieć, że byłem też w Krakowie kiedyś swoim dziełem. Bo ja rzeczywiście bardzo lubię do Krakowa jeździć. Jakoś czuję się tak swobodnie w tym Krakowie. Jakoś tak, tak jakby to moje miasto było, prawda?
No ciekawe są te sprawy, ciekawe są te sprawy.
[01:10:29] - No są tacy ludzie, których ciągnie strasznie do innego, jakiegoś określonego kraju. I też się mówi, że coś, jakieś takie połączenie z poprzednim wcieleniem powoduje tą, tą, tą taką ciągotę, prawda? Ktoś na przykład bardzo ciągnie, bardzo ciągnie kogoś do Japonii, mimo że mieszka na drugim końcu świata, na przykład w Polsce. Ale no strasznie jakiś taki pociąg czuje do Japonii, do kultury japońskiej, do Japończyków.
[01:10:58] - Tak, tak, tak. Zgadza się. No mnie jakoś tak do nie wiem, do Krakowa bardzo ciągnie. Jak ja przyjeżdżam do domu do Polski, to z żoną po dwa, trzy razy jeździmy tam na Wawel idziemy czy tu, czy tam, czy tu jakoś tak. Ale czuję, czuję tą energię, taką, że tak fajnie się czuję w tym Krakowie. Tak jakbym nie to, że podoba mi się to miasto, bo podoba mi się Kraków, ta starówka, podobają mi się stare zamki, podobają mi się te wszystkie starocie i tak dalej, ale wiem, że tak, jakbym był w tym Krakowie kiedyś. Rozumie pan? Takie mam, takie odczucie wewnętrzne, nie?
[01:11:31] - No w Krakowie podobno jest na Wawelu bardzo silne centrum, takie energetyczne, tak zwane miejsce mocy. I ludzie też tam tak, tak.
[01:11:38] - Jest ta czakra, bo jest chyba siedem, siedem czakr jest na świecie i właśnie w Krakowie, w tym miejscu jest właśnie to miejsce. Właśnie tam te drzwi, ta czy ta sala, co tam było w remoncie, ale ona w tej chwili jest otwarta, ta sala już tam są, tam ludzie stali tam przed tymi drzwiami. Nie? To można wejść tak nie? Znaczy płacąc parę groszy, tam chodzą, zwiedzają właśnie te relikwie, nie? Ale czuje się tam tą energię. Czuje się tą energię. Powiem panu, że ja nawet tak se wziąłem wie pan, to wahadełko, bo to wahadełko to jest takie, jakby to pan przeczytał. Ono ma te właściwości takie, że ma leczyć podobnie, że no tak to wychodzi z relacji. No i szukanie znalezionych rzeczy, no i miejsca energetyczne, gdzie jest energia, nie?
No to jak wziąłem to wahadełko tam w tym miejscu tak zasuwało. Wie pan co, jak karuzela. Trzeba zatrzymać, nie? No a w innym miejscu znowu stało. No nie poruszało się, prawda?
[01:12:41] - No to nawet chyba nie trzeba wahadełka. To po prostu się czuje, jak się przebywa w takim miejscu.
[01:12:46] - Tak, tak od razu, od razu, od razu. Żona jak byłem z żoną, to żonę żonę bardzo głowa bolała. Tak w tym miejscu głowa tak się źle czuła, mówi Jezus. Mówi tak chodźmy stąd, jakoś tak niedobrze mówi. Coś tu jest, nie wiem dlaczego, a te swoje choroby też kobiece i tak dalej. No to żeśmy poszli stamtąd. Ale, ale ja się czułem bardzo dobrze w tamtym miejscu. Byłem tak naładowany takim-- czy tam parę ładnych osób tam też stało. Nie? No.
Aha, jeszcze takie coś miałem kiedyś. Wie pan co? No, no niech mi pan wierzy. No. Jestem sam w domu. Żona jeszcze nie wróciła z pracy. Ona też pracuje. Więc leżę w domu i to tak było. No tak, to nie było tak, że po północy. Może o północy coś w dupie, że nie tak leżę po prostu.
I tak jeszcze telewizję tak po cichu oglądałem. Autentycznie mówię. No chyba ja zwariowałem. Słyszę taki głos, taki jakby gdzieś echo w oddali. Takie coś było. Już panu mówię. Jeden, dwa, trzy, cztery. Jeden.Słyszę jeden, dwa, trzy, cztery. Wzywamy ciebie, że jeśli chcesz przejść na tą stronę, to zrób coś takiego, bo tu wydarzy się coś takiego, że, że nie będzie można egzystować, nie? A ja myślę Jezus Maria, co ja słyszę takiego coś?
Ja mówię jak to? On mówi bo jesteś wybrańcem, ty jesteś wybrany i część wszystkich tych, którzy są wybrani, to po prostu muszą przejść na tą stronę naszą. Ja mówię Jezus Maria, no co jest tutaj? Mówię, ale ja jestem żonaty, ja mam żonę, mówię. Żona nie jest wybrańcem, mówi. Ty możesz jedynie sam. Ty chcesz? Ja mówię nie. I wtedy się skończyło. No takie coś.
No wie pan, takie coś, żeby to słyszeć, to człowiek się odpłynięcie. Człowiek się sobą. Jeden, dwa, trzy, cztery i to tak, jakby echo w oddali. Słyszysz po prostu, że no jesteś wybrańcem. Musisz przejść na naszą stronę, bo w niedługim czasie coś się takiego wydarzy, że tu, że tu nie powinieneś być. No to może to Pan-
[01:14:49] - A coś takiego się wydarzyło, że musiał się pan, nie wiem, przenieść czy coś?
[01:14:53] - Nie, nie. Ja leżałem sobie, oglądam telewizję i nagle ten głos słyszałem taki jakby gdzieś tam w pokoju w oddali. Takie takie, takie jakby to gdzieś z daleka, przez tunel, przez echo jakieś. Ktoś do mnie coś takiego coś mówi. Ja mówię Boże kochany, co ja mam w głowie? No ale takie coś po prostu słyszałem, nie? Parę razy mi się takie coś zdarzyło. Tak szczerze, panie Marku, no ja czasami tak ja w ogóle to nie wiem. No interesuję się. Po prostu oglądam tutaj właśnie te wszystkie przepowiednie.
Jakiś mam taki, takie coś w sobie, że filmów nie oglądam jakichś fantastycznych. Czytam na przykład kryminalne, ale właśnie interesują mnie właśnie sprawy tego typu. Tak jak ten Robert Ludlum to się tam opowiada o tych tam bytach, duchach, czy tam o UFO, czy tam o czymkolwiek tam jeszcze, prawda? Nie tak jak pana tu słuchałem, prawda? Znalazłem pana na internecie. Mnie bardzo to pociąga, interesuje, nie? To jest takie coś wewnętrzne.
[01:15:52] - No też takie dążenie do zwiększonego jakby zrozumienia własnych przeżyć, tak?
[01:15:57] - Tak. No i na przykład ta pani, ta, która właśnie była tym medium, ona mnie tam sprawdziła i mówi, że ja mam w sobie tyle jakiejś energii. Mówi, że ty wiesz co mówi do mnie mówi ty byś nawet chyba prawdopodobnie mógł nawet leczyć jakieś schorzenia. Ja mówię no nie, no mówię, to już przesada, mówi. Ja wam ja nie jestem, mówi ten jakiś ten, ten, ten, ten Kaszpirowski czy tam co, żebym ja coś cokolwiek kogoś leczył? Nie. Ale mówi nie, mówi ja tutaj. Ona naprawdę duże medium jest ta pani duże medium mówi. Masz w sobie jakiś duży potencjał energetyczny, bardzo duży potencjał energetyczny, nie? Ja wiem, mówię no czy to może i mam, mówię no, ale by trzeba to sprawdzić jakoś.
Nie wiem, gdzieś po prostu nie jakiś tam nie wiem fachowcy, tacy, którzy znają się na tym, prawda? Na przykład wiem tylko tyle, że na przykład gdzie ja przebywam, panie Marku, no nie wiem, na czym to polega. Gdziekolwiek przebywam towarzyskie czy gdzieś, to wszyscy się bardzo dobrze czują, bo są tacy ludzie, którzy są wampirami energetycznymi, że ja na przykład przebywam na wszelkich towarzyskie. Ja się źle czuję. Wiem, że ktoś tutaj jest zły. Tak zwani wampiry, tak zwani wampirzy wampiry energetyczne, że ten człowiek źle oddziaływuje na mnie, prawda? Jest coś takiego. Natomiast też jest coś takiego, że jak ja się żona tam ma takie sprawy reumatologiczne tam sobie schorzenia czy tam coś. To ja jak przyjdę za to jak na przykład jak tam wymasuję czy co, czy tam podotykam kolano ją boli czy co. No to i to mija.
To jest dziwne, nie? Prawda, nie?
[01:17:34] - To nie jest w ogóle takie dziwne, bo pan. To nie jest w ogóle takie dziwne, bo pan w ten sposób jakby przekazuje energię, tak?
[01:17:40] - Energię, energię przekazuje. Ona ją tam wymasuje rękami, że na przykład się głowa boli, to przytrzyma mnie tam przy czole czy tam z tyłu tego i przestaje boleć głowa na przykład, nie? No to są takie sprawy, wie pan. No, no to to by trzeba było się tak raz się tym zająć, być na miejscu w Polsce, chodzić na jakieś spotkania z jakimiś ludźmi, spotykać się, którzy-
[01:18:05] - No może nie tyle fizycznie jakby chodzić na spotkania, co spróbować sobie poszukać jakiegoś kogoś, kto by pana poprowadził nawet tak zdalnie, bo też się tak da. Jakiegoś nie wiem, nauczyciela reiki, na przykład jakiegoś mistrza reiki, kogoś, kto ogarnia pracę z energiami, żeby pana poprowadził jakoś tak.
[01:18:24] - No bo ta moja świadomość, bo ja też tam porozmawiam. Nie za często, ale czasami idę ulicą, to on do mnie tam mówi, to ja mówię kurczę, ja muszę ze sobą gadać. Tak sobie myślę wewnątrz w głosie swoim, a on mówi ty nie ze sobą gadasz, ty ze mną rozmawiasz. Ja Jezus, Maria, mówię sobie, nie? Nawet teraz, jak ja z panem rozmawiam, to ja słyszę coś tam, coś tam mi tam szepcze do ucha. No ale ludzie powiedzą to masz schizofrenię chyba, bo ludzie tacy to słyszą jakieś głosy, prawda? Nie? Dlatego ja tego nigdy nie mówię na przykład. Żona żona w to wierzy na przykład, że takie coś jest u mnie. I ona z tego się nie śmieje, bo na przykład jej siostra miała męża.
Kiedyś tak siedzimy właśnie jeszcze było jakieś inne, w innym mieście, nie? W Krakowie, że ona mówi powiedz mi, jak długo będzie mój mąż żył, nie? A on tam miał jakąś tam operację na serce. Chyba zastawki miał wymienioną, nie? Ja mówię słuchaj, lepiej, żebym ci nie mówił tego, nie, bo mogę ci powiedzieć, ale ci tego nie powiem. No faktycznie, bo ja mogę to stwierdzić. Też nie powiem. Mam przykład na ten temat. To wygląda-
[01:19:35] - Krótko mówiąc, jeżeli, jeżeli dobrze rozumiem, to czasu temu panu wtedy nie zostało za wiele. Tak?
[01:19:41] - Tak, tak, tak, tak. No siostra mojej żony, bo on miał dwie zastawki wymienione. Bardzo dużo papierosów palił. I ja mówię słuchaj, nie będę ci mówił, bo to będziesz miała do głowy cały czas o tym myślała. Mówię nie chcę. Nie, nie będę ci. Powiedz mi. Powiedz. No tak mnie przekonywała, że ja mówię no dobrze, to ci powiem, nie? No i wtedy po prostu sobie wziąłem kartełko.
No i mówię słuchaj, taka i taka sprawa. Możesz powiedzieć? Ja mówię mogę. Bardzo chcę. To powiem. I dosłownie powiedział z dokładnością do roku i do miesiąca.I tak się stało. W październiku zmarł, w styczniu ona się wystraszyła. Jezus Maria, skąd ty to? Ja mówię, ja cię prosiłem, żebyś się nie pytała. Może chcesz jeszcze teraz, żebyś ty wiedziała?
Jak mówię nie chcę nic. No to, no to typnie.
[01:20:32] - Przerażająca precyzja. Dosłownie.
[01:20:35] - O i by tu była. By to potwierdziła. Potwierdziła, że tak właśnie szwagier tak powiedział. I tak się stało. A ja mówię przecież ja tego nie wymyśliłem po prostu. Czy ja nie przyczyniłem się do tego, tylko ja się powiedziałem, do kiedy będziesz żył. Ale to powiem panu, panie Marku, ja na przykład pytałem się o inne osoby, takie, które po prostu znałem, starsze i takie schorowane. Ja im nie mówiłem, a ja wiedziałem i ona też nie wiedziała. Na przykład mnie mówi, że i to już cały czas mi mówi, ale ja w to nie wierzę. Mówię ja w to nie wierzę.
A teraz on mi mówi mówię, że mam żyć dziewięćdziesiąt dziewięć lat. Ja mówię z tym bajpasem i z drugą głupią czkawką. Tak, będzie żył, będzie żył, bo ty masz tak żyć. Masz tak zapisane. No to pytam się o żonę. Nie żonę. No to że cztery lata nie. No więc to dobrze. Ale, ale, ale na przykład no były osoby, o których wiedziałem i. A jeszcze coś ciekawego wam powiem, że to już mnie to przeraża.
To mnie przeraża. Nie wiem, jak to można to zinterpretuje, to powiem, ale jest coś takiego, że to nie jest z mojej przyczyny, że to ja tak chcę, czy czy ja. Ja nikomu nie jestem wrogiem i dla mnie największy wróg to to jest też przyjaciel. Po prostu ja mam taki charakter, że nie potrafię się gniewać nawet na wrogów, prawda? Nie. Ale na przykład osoby, które na przykład coś do mnie na przykład jak to w życiu coś złego na przykład przyczyniły, prawda? Nie. Doświadczają jakichś złych rzeczy, choroby, prawda? Albo innych sytuacji. Prawda?
Ja mówię co to jest? Nie. Na przykład teraz miałem taką właśnie nawet sytuację niedawno takiej jednej osoby, że że źle się po prostu no, no może, nie wiem, zazdrości jakiejś czy chciała się podkupić, czy co. I ona do mnie mówi, że ta osoba to się nie jest mówi rzetelna, dobra, że ona chce ci zaszkodzić. Mówi no ale to twoja sprawa. Mówi no ale ona będzie miała za to zapłacone. No i rzeczywiście ma zapłacone. Ja mówię ja nie chcę takiej. Nie, że to jest taką sprawą. Nie, nie.
Ty już to masz takie coś w sobie, że osoby, które ci w jakiś sposób chcą zaszkodzić, potem doświadczają jakichś złych, jakichś takich sytuacji albo chorują, albo wypadek, albo coś, albo. No są różne sytuacje. Nie. Jezus Maria mówi No ja nie wiem, co mam teraz. Lepiej, żeby nic mi takiego. O czym coś złego. Jeśli o coś myślę, coś robić wobec mnie. No bo ja nie mam zamiaru komuś.
[01:23:19] - Czyli te osoby dostają karę, mimo że pan jakby sam nie wymierza sprawiedliwości.
[01:23:24] - Nie, nie, nie, ja absolutnie. Ja mam taki charakter. Jestem wierzący nawet w Boga i Jezusa i Matkę Boską. Wszystko. I ja tak jak ktoś mam usposobienie bardzo takie spokojne i dobre do każdego z miłością podchodzę, ale jeżeli ktoś, ktoś mi na przykład coś chce, jakiś drąg świni podłożyć czy tam coś mi coś, no no, no czy odszkalować mnie czy coś, to ta osoba doznaje jakichś takich przykrych jakichś sytuacji. Nie aż bardzo, że umrze czy tam zabije, no ale jakichś przykrych sytuacji nie życiowych, nie od razu, tak jakby ktoś mi mówi jak to, jak to było wysoko, co Jezus powiedział Jak masz rzucić kamień, to rzuć za siebie, a nie przed siebie, prawda? No i właśnie o to chodzi. To takie dziwne to dla mnie. Ale w tą ostatnią też miałem taką sytuację. Ja mówię weź to jakoś odwróć.
Mówię no, ja nie mogę tego zrobić, tylko jeśli chcesz zaszkodzić. Mówi to no niestety, ale muszą doświadczyć po prostu. Ja mówię to, co to, to jest jakieś to jest mówię, to jest mojej tej karmy, to jest takie czy co to jest? Mówię No, no, no, coś takiego. On mówi tego się nie wytłumaczę, bo nie mogę. Nie mogą nic.
[01:24:38] - Na chłopski rozum, to to nie może mieć nic wspólnego z pana karmą, bo to nie pan szkodzi, tylko te osoby panu szkodzą.
[01:24:45] - On mówi no po prostu. No masz już tak w sobie tego ducha, tego wszystkiego. Jesteś naszym wybrańcem, jesteś naszym wybraniem. Jak to znowu wybraniem? No cóż, za wybranie dostaję. Mam coś do spełnienia, jakiegoś takiego bardzo ważnego w życiu. Nie mogę ci powiedzieć. No nie mogę powiedzieć. Ktoś ma coś takiego jeszcze ma coś uczynić czy coś zrobić? Co do spełnienia, że ty musisz dotrwać do tego i tobie nie może się krzywda żadna stać.
Czasami się czasami mówię po co ja to wszystko zacząłem, tak żeby porozmawiać, żeby po prostu tą bramę otworzyć. Z tym, że to rozmawiam ze świadomością swoich opiekunów, żeby żyć normalnie tak jak żyje.
[01:25:29] - Te sytuacje jakby niejednego. Te kilkanaście sytuacji, w których prawie się zginęło, jakoś uszło się z życiem. No, wielu osobom chyba otwarłoby taką klapkę w głowie, że no warto poszukać jakiegoś wytłumaczenia, dlaczego akurat mnie takie, takie szczęścia w nieszczęściu spotykają, prawda?
[01:25:52] - No ja już przeliczyłem to już jedenaście razy. Można by powiedzieć, że miałem no jeden procent tylko życia, nie? Niektórzy to po prostu jak mój kolega się wywrócił na przystanku na postój taksówek. Była zima, pod nosie był lód i uderzył potylicą z tyłu głowy i mu tam pękło coś i umarł, nie? A ja miałem taki wypadek samochodowy, że można było zbierać części. Wie pan, ja tylko miałem tak po szybie, takie miałem tutaj na ręce trochę takTak parzony, wszystko jak na nogach nic, nic nie było połamane i tak dalej. Brodą.
[01:26:24] - Jeszcze to salto-
[01:26:25] - A jeszcze niewiele-
[01:26:25] - Salto w powietrzu to co pan mówił.
[01:26:28] - Salto tam było kilka salt.
[01:26:30] - O jejku.
[01:26:31] - Przez to, że jak mnie wyrzuciło z salty do góry, bo to biło. Najpierw to mnie, najpierw to ja jak szarada leciałem po drzewach bokiem, że dach. Nawet tam mówili, że dobrze, że się zniżyłem do bardzo nisko, prawie że aż do podłogi, bo jak dach urwało, to bokiem jakoś mnie rwało. Tak, że ten samochód leciał bokiem, prawda? Lewymi kołami po drzewa, po jezdni. A ten dach, te drzewa ścięły ten dach. Także jak ja bym był normalnie siedział to by mnie ścięło do połowy albo jakoś inaczej. Nie wiem, tak to zwyczaj jest. No a mi się nic nie stało. Po prostu nic mi się nie stało.
To było właśnie to. No tam był taki szok, że to każdy mówi to jest niemożliwe mówię. Ja wyszedłem z tego samochodu, tylko że byłem cały mokry i mówię no trzeba jechać do domu. To jeszcze do domu miałem wtedy siedemdziesiąt kilometrów. Poza Grudziądków pod Gdańsk. Wie pan, no samochód do kasacji poszedł stary po prostu. Tylko były na żyletki tam, ale no.
[01:27:30] - Oficjalnie do naprawy, prawda?
[01:27:33] - No tak tam szef to poszedł. No tam szukali tego silnika, części tego wszystkiego. No jak to się stało, to przy takiej prędkości, to wie pan, to była włoska. To była droga, było dwupasmówka, taka niezbyt taka szeroka. A jak żałem dokładnie. No widziałem, że jak mam rajfle szerokie, takie te opony sportowe, to nic mi się nie stanie. No młody chłopak. No to słyszał, jeszcze fantazja w głowie. Nie spłoszyłem się, bo to, to, to. No ale to pan panie Marku, no to takie życie jest.
No czy, czy topiłem się, czy, czy, czy ten pociąg znowu, prawda? No to się aż w głowie nie mieści, prawda? No czy ten, czy ten, czy ten, czy ten wilak podnośnik prawda, że by mi głowę urwało albo zmiażdżyło tak, że tak jak jajko się po prostu. Bo to były takie pręty podłużne, że by mnie zmiażdżyło. To by było tak jak jajko takie na tych drutach robi na tych salcesie, bo to był ułamek sekundy. No pół sekundy dalej, to już by zahaczył mi o, o potylicę, gdyby tylko pół sekundy się odwrócił za późno. Tak się trzęsę wtedy, że no.
[01:28:40] - Dosłownie o włos krótko mówiąc.
[01:28:42] - Jak tam jeszcze po prostu może umrzeć? Po prostu. No rzeczywiście muszę żyć dalej. Jakaś widocznie jakiś ten opiekun nade mną, ta opieka jakaś jest nade mną. Każdy ma opiekę, prawda?
[01:28:54] - On nie pozwoli panu umrzeć, dopóki pan nie wypełni jakby wszystkich swoich tych zadań tutaj powierzonych.
[01:29:01] - Bo każdy, tak jak każdy człowiek. On mówi, że każdy, każda dusza, która wchodzi w ten świat, wiadomo tam płodu, tam kobiety, prawda? To ona już ma ten swój, już ma ten swój scenariusz życia, ten swój plan, prawda? To, co w poprzednim życiu tam doświadczyła jeszcze w innym, poprzednim życiu, co nie doświadczyła, to teraz musi doświadczyć. Nic takiego. To wszystko tak wygląda, bo jedni wcześniej umierają, dzieci umierają wcześniej, to też raka dostają, tusk chyba raka wątroby i widzą prawda do dzisiaj. Nawet kobiety, które poronią, prawda to te dusze. Potem jak ktoś na przykład, jak kobieta na przykład ma jakąś reinkarnację, prawda? Znaczy ma jakieś tam śmierć kliniczną, prawda? I no to widzi na przykład opowiadały, że widzą swoje dziecko jako dziecko, które chodzi, jak jestem twoim synem, przychodzą tamto, tamto syn nie, ale ty nie poroniłaś, prawda?
Bo dusza zostaje cały czas nie, dusza zostaje, a my jesteśmy, jesteśmy tylko opakowaniem, bo w sumie to to, co wewnątrz właśnie jest to, to, to jest to autentycznie. No to właśnie słuchałem trzy razy, słuchałem tego Sucheckiego, tego tego pana, co opowiadał bardzo, bardzo ciekawie. To ten pan musi też mieć coś w sobie takiego. Chyba mi się wydaje właśnie, że może sam o tym nie wie jeszcze, że on mógłby też się zająć takimi właśnie sprawami. Po prostu. No nie wiem. Taki może ma jakąś energię, chyba dobrą w sobie, taką mocną, bo jak opowiada, że widzi, to widział tamto, prawda? Że, że, że, że jest taki raczej taki, no, że dużo też przeżył w swoim życiu, nie?
[01:30:39] - No tak, no też ma taką poszerzoną percepcję. Tak, też są tacy ludzie.
[01:30:45] - No, no, no tak jak ja. On też tak. Tak go słuchałem. No mówię, no ku czemu się nie dosłyszał? No w niektórych momentach tak, jak on to opowiadał. Właśnie to, co tak mówili, że że też tą żonę, co teraz ma. Tylko że on to ma tą żonę, a ja tam, co tam widziałem, to poznałem tą koleżankę ze szkoły, to zupełnie jesteś mąż, a on znowu tak, jakby czuł, że tą tą żonę, którą teraz ma, że to kiedyś on miał przedtem może kiedyś w poprzednim wcieleniu, czy nie? Tak opowiadał.
[01:31:13] - Poznali się wcześniej, w poprzedniej inkarnacji. Tak.
[01:31:20] - No podobnie, że jest coś takiego, że spotykają się dwie dusze bratnie, co kiedyś byli razem, prawda? Albo na przykład tak jak ja sobie jestem drugi raz żonaty z tą moją, to już mam trzydzieści lat, jeden lat, a z pierwszą byłem te cztery lata tylko. I miało dojść do takiej sytuacji, bo przecież z północy pochodzę. Do takiej sytuacji, że ją poznałem na południu, a kto wie. A bardzo się dobrze zgadzamy. Mamy nawet niektóre te same znamiona mamy na sobie. Muszę panu powiedzieć w niektórych miejscach i bardzo się dobrze zgadzamy i kto wie, czy ten Bóg, czy jakaś to ta ta ta, ta, ta. No nie wiem, bo nas właśnie to to kieruje nami, że doprowadziło do tego, że myśmy się spotkali jeszcze raz ze sobą z powrotem, nie? Prawda?
[01:32:09] - A może gdzieś na jakimś innym planie rzeczywistości między życiami się umówiliście, że jeszcze raz się spotkacie? Bo tak też może być. Podobno wszyscy jesteśmy połączeni w sieć i taki na przykład Tom Campbell głosi, że-- no to jest taki badacz, który współpracował, współpracuje właściwie cały czas chyba z Instytutem Monroe od kilkudziesięciu lat. Fizyk, prawie doktor i według niego też jest możliwe, że osoby przebywające czasowo poza tym naszym ziemskim systemem mogą się umawiać, że coś tam spotkają się, poznają się w tym najbliższym życiu, coś tam wspólnie porobią, osiągną wspólnie jakiś cel i tak dalej.
[01:32:52] - Ale nie pan zauważy, panie Marku, coś takiego, że są ludzie na świat-- ja już miałem doświadczenie trzy razy tego typu, że są ludzie do siebie bardzo podobni. No jak bliźniacy, prawda? A są obcy dla siebie w sumie, nie? Ja już miałem trzy razy takie zdarzenie. Pierwszy raz to miałem, jak miałem osiemnaście lat. Jechałem z taką koleżanką pociągiem i podeszła dziewczyna i takie mi robiła wywody, takie sceny, że szkoda opowiadać. Ja na nią patrzę jak głupia. Ona mówi: "Co ty se uważasz, że ze mną chodzi, a ty z nim?" Ja mówię: "Przepraszam bardzo, mówię, panią, ale ja pani nie znam". I tamta zgłupiała też. To, co się działo z nią.
"No co?" mówi. To zaczęła mi ubliżać. Tam ludzie patrzą. Kurczę, mówię. "Ach, to ty tak na dwie strony?" mówi. Tak. Ja mówię: "Proszę panią, ja jestem inny". Pani: "Nieee, co ty". Jak dowód osobisty pokazałem, to zaniemówiła po prostu. Mówi: "To jest niemożliwe.
Przecież — mówi — Jezus, Maria, jaki pan podobny jest do tego mojeго". Nie wiem, skąd to się bierze, że mogą być tacy ludzie do siebie bardzo podobni. Idealnie w stu procentach. Ja już to miałem trzy razy tak. Kiedyś w innym województwie też byłem. Żona poszła do sklepu, a ja czekałem na parkingu i podszedł do mnie facet i mówi: "Cześć, taki i owaki". Tam do mnie Jurek. Ja mówię: "Ja pana nie znam". "No wiesz ty co. No to, no co zrobił?
No przecież żeśmy byli przedwczoraj jeszcze tam czy tam" mówi tego. Ja mówię: "No i byłem przecież, no bo mówię, ja pana nie znam". A on mówi: "No jak — mówi — no przecież no patrzy na mnie od dołu. No to ty przecież. Ubrany jesteś podobnie" mówi. "No i ta twarz — mówi — to wszystko — mówi — włosy — mówi — ręce mówi — to wszystko". Ja mówię: "Człowieku, mówię, daj mi spokój. Ja nie jestem tym, za kogo mnie masz". "Nie no, no, no nie. No muszę zadzwonić na komórkę — mówi — do tego, no do, do twojej żony — mówi — zaraz przyjedzie karetka albo co?" mówi.
No dosłownie. Ja mówię: "Panie", mówię, "ja znam dowód. Widzi pan, jak się nazywam, kim jestem?" "No przecież głos masz ten sam". No to, no to widzi pan, panie Marku. No i jak, o czym to mówi? Czyli co? Mamy sobowtóry, sobowtórów gdzieś to tam na przykład, dajmy na to na tej ziemi. No to to jest dziwne, prawda? No ale no-
[01:34:56] - Ja się kiedyś dowiedziałem, że mam sobowtóra gdzieś w innej części Polski. No tylko że to taki jakiś dziwny sobowtór z wyglądu niby podobny podobno do mnie, a pół metra niższy.
[01:35:07] - Jak to jest? Na przykład to mam, mam dwóch braci. Znaczy mam jednego brata młodszego ode mnie o trzy lata i mam bliźniaków, siostrę i siostra jest tam w Belgii, brat jest w Norwegii, jeden jest w Gdańsku. Wie pan co? Oni się sami dziwią co do mnie, a ja do nich. Bo ja skończyłem, skończę sześćdziesiąt osiem lat teraz. Ten młodszy brat co jest o trzy lata bardziej poważnie wygląda ode mnie o dziesięć lat, a ten o dwanaście lat, o dwanaście lat młodszy to już w ogóle całkiem nawet niepodobny. A jesteśmy z jednego ojca i z jednej matki, prawda? Nie? I ja jakbym był jakimś takim, nie wiem, uosobieniem, takim wyrzutkiem, innym człowiekiem.
Jakbym nie był i nie byłbym bratem, proszę pana. Mam zupełnie inną urodę i wyglądam młodo, bo wyglądam podobnie niż ma pięćdziesiąt lat, a mam prawie siedemdziesiąt. Co jest tym wszystkim przyczyną to, no to nie wiem. No nie mam, nie mam pojęcia. To jest właśnie, każdy się zastanawia. Oni są łysi, a ja mam jeszcze czarne włosy i jestem siwy i mam bujne włosy. I wie pan co? Wie pan, o co chodzi? No, no nie wiem. A oni mówią: "Co ty robisz z sobą takiego, że ty tak wyglądasz?" Mówi: "A my jesteśmy tacy" — mówi — "bardzo poważni".
[01:36:22] - No to może, to może mieć jakiś też związek z pana energią, z pana aurą, z pana, z pana w ogóle jakby takimi właściwościami energetycznymi, że to tak ujmę, bo po prostu pan po prostu ma taką, taką chyba też bardziej pozytywną tę energię, tak?
[01:36:40] - Tak, ja mam. Znaczy ja mam, mam bardzo pozytywną energię, mam, mam, a mam taką szeroką energię, że na ileś metrów, że jest żółta, biała, niebieska, jakoś tak. Ale nie ma, nie ma czerwonej, nie ma tej czarnej, nie? Że mam, mam, mam dużą aurę bardzo wokół siebie, nie? Na przykład jak gdzieś jestem na przykład ja jestem bardzo komunikatywny wśród ludzi, gdzie jest to towarzystwo, to wszyscy mnie tam posłuchają, jak coś rozmawiam, się dobrze czują przy mnie, prawda i tak dalej, nie? Jakoś tak, wie pan, tak pozytywnie wszystko jest, nie? No ale tu chodzi o to, że rodzina mówi tak, jakbyś... Ja mówię: "Przecież jestem do matki podobny, do ojca jestem podobny". Mówię: "No przecież — mówię — Boże kochany". Nie?
Mówię: "No to przecież nie wiem". A jeszcze była taka sytuacja, jeżeli chodzi o poza, jeżeli chodzi o tych duchów, nazywamy tych, tych bytów, astralów, prawda? Jak z żoną pracowałem, znaczy miałem taki przypadek, że z żoną pracowałem dla jednej rodziny, małżeństwa. No i zmarł ten mąż. Krótko powiem tak: zmarł ten mąż. Córka przyjechała, gdzieś wyszła, spała u góry. My na dole w pokoju stołowym na materacu. Źle tam. A żona spała obok w drugim pokoju. Był korytarz i była taka duża ława szeroka.
Ja, żona spała tam koło tej ławy na materacu i żona nagle jak-- no co żeśmy spali? Jak coś walnie w ten stół. Boże kochany! Ja się przebudziłem, żona nie. No i tak słucham, co jest, nie? Za chwilę takie trzy wielkie uderzenia. Bum, bum, bum. Nie? Ja mówię: "Co jest?" Myślę, że może ta, ta żona tego, ta babka. Mówię: "Może tam se puka", nie?
Poszedłem, popatrzyłem. Babia śpi. No odwróciłem się. Może mi się przyśniło. Takie walnięcie w stół i potem uderzenia takie jakbyKtoś tam. Za chwilę znowu jeszcze razy bum, bum, bum. Noż kurczę, mówię, no nikogo nie ma. Tamta śpi u góry córka. Obudziłem żonę, mówię: słuchaj, zobacz, mówię. Może usłyszysz jeszcze ode mnie.
Znaczy może usłyszysz jeszcze raz to co. No, za jakiś czas ona mówi: Ty. Wstała, popatrzyła. No nic, babcia śpi. Ona mówi: Ty chyba, chyba ten mąż przyszedł. Trzeba się przeżegnać, po prostu Ojcze nasz zmówić i tego. No i to ustało, nie? I to ustało. Tą samą sytuację miałem, wie pan, teraz jak tutaj jestem w pracy, miałem poprzednią inną opiekę w Berlinie. Miałem takiego profesora bardzo fajnego ortopedii i on też zmarł.
Tu jak właśnie jestem na tej nowej opiece. Telewizor bardzo cicho. Tutaj nie ma tak, żeby tam ktoś siedzi, tam się tam coś tłukli czy tam coś. Tacy to ci Niemcy są tacy naprawdę cichi, spokojni. Trzy razy w szafę walnęło. Co jest? Ale to takie, wie pan, uderzenie takie bum, bum, bum. Nie? No to ja. Więc to coś to mój sąsiad?
[01:39:30] - Tak jakby ktoś piąchą z całej siły walił, tak?
[01:39:33] - No, no, no. To moja szafa. Ja nie spałem, bo ja patrzyłem na telewizorkę. Nawet jest telewizor. Też pan nie słyszy? Ja no nikogo nie słyszę. Ja miałem dobry słuch i po prostu. No i za dwa dni SMS dostaję. Oczywiście zmarł ojciec jednak, nie? Bo jeszcze raz udar, nie?
No czyli dał mi, że dał mi znać samo, nie? Prawda?
[01:39:54] - No, krótko mówiąc, moncja. Moncja, czyli sytuacja, gdzie zmarły informuje o swoim odejściu, tak?
[01:40:02] - Informuje, informuje o swoim ode-odejściu. Na przykład jak moja mama zmarła. Moi rodzice już nie żyją, prawda? Ona zmarła w dwa tysiące dziewiętnastym roku zmarła. Pięć lat temu prawie będzie w lipcu. Ja byłem też w Kassel, byłem na ulicy i no ja, ja noszę łańcuszek, taki z krzyżykiem z Matką Boską. Mam taki cudowny medalik ze złota, nie? Mam taki, noszę, ale do pracy zawsze ubierałem się tak normalnie, że tak nie zawsze tylko taki dres, tam bluzeczka jakaś taka, no to wiadomo, do opieki to trzeba mieć po prostu no takie ciuchy, raczej takie no, żeby no nie lepsze, żeby nie, bo się poplami czy coś. I to była sobota i chodziłem cały prawie miesiąc tak normalnie, tak w roboczych ubraniach. Ale coś mnie tak jakoś dziwnie tknęło, że a ja nie nosiłem w ogóle łańcuszka w tym momencie, bo jak się nachylałem nad chorym, to że ten łańcuszek wisiał i mógł zahaczyć gdzieś czy co.
A w tym właśnie momencie, w sobotę, kiedy moja mama umarła, jeszcze nie wiedziałem. Założyłem łańcuszek z Matką Boską. Mówiłem jeszcze modlitwkę w sobotę co na ogół w niedzielę zawsze też odmawiam modlitwę. Tam rozmawiałem i się ładnie ubrałem. Po co się tak ubrałem? Ale nie po co ten łańcuszek teraz? Przecież jadę do pracy idę. Ale nic, nie przywiązywałem do tego wagi. Za godzinę telefon dzwoni żona. Słuchaj, siostra zadzwoniła twoja.
Co się stało? Mama zmarła dzisiaj. Ja mówię: jak to dzisiaj zmarła? No dzisiaj. No to zadzwoniłem do siostry. Rzeczywiście zmarła. Czyli co to jest też taki jakiś przypadek, że akurat w tym momencie, co mama zmarła, założyłem odświętnie na przykład tak ładnie koszulę, spodnie i na przykład dewocjonalia, łańcuszek z Matką Boską.
[01:41:45] - Pan tak jakby nie wiem, machinalnie, bez zastanawiania się głębszego nad swoim strojem tak się przebrał, tak?
[01:41:52] - No tak, no ale to w tym momencie moja mama zmarła. No to tak jakby ja podejrzewam, że tak jakby mama dała znać. Nie, że tam pękła szklanka, jak to niektórzy zmarli, że obraz spadł tam na przykład. Dała mi znać, że coś się stało. Może, że się tak odświętnie ubrałem, że jest to święto po prostu, że takie typu, że zmarła. Zmarłam. No i daje się synu znać. I tak mogło to być, żebym się zastanowił nad tym, nie?
[01:42:17] - Pana świadomość mogła to tak zinterpretować, że odejście mamy równa się podniosłe wydarzenie, więc trzeba coś. Trzeba troszkę bardziej się jakby odświętnie ubrać, tak?
[01:42:29] - Tak. Albo ta moja podświadomość mój ten no dał mi znać. Może nie wiem, ale było też tak na przykład, że miałem pierwszą teściową, pierwszą teściową. Ja już nie byłem z tą moją pierwszą żoną. No ale miałem tą teściową. Ona tam do szpitala poszła, potem tam chora była na coś. I miałem taki sen, że śniło mi się, że umarła. A to było dużo, dużo lat wcześniej. Śniło mi się, że umarła moja matka i chciałem ją. Chciałem ją zobaczyć.
Otworzyli trumnę, ale to nie była moja matka. Ja mówię do żony taki sen miałem, że śniło mi się, że moja mama umarła, a jeszcze żyła. Otwarli trumnę i tej osoby nie widziałem, ale mówię: ale to nie jest moja matka. No i potem za dwa dni dzwoni tam znajomy, mówi: twoja ta pierwsza teściowa zmarła, czyli matka, nie moja matka. No ale pierwsza teściowa.
[01:43:19] - Na teściową też się mówi mama, tak?
[01:43:22] - No właśnie. To po prostu też mogę dać tam sygnał, że zmarła na przykład, nie? No to takie właśnie takie historie tego są. No ciekawe są te historie takie wie pan, z pogranicza tej śmierci, tego wszystkiego, że warto się tym interesować. Są ludzie, którzy się tym nie interesują i do tego uwagi nie przywiązują. Ja na przykład do tego bardzo dużą uwagę przywiązuję i przywiązuję też do tego po prostu do takiego czegoś, że jest ta podświadomość człowieka u każdego i czasami sobie po prostu czy pan, czy ja na przykład tam, czy tam kto inny sobie coś tam ma jakieś przeczucie, coś tam słyszy jakiś głos, coś tam myśli, odrzuca, ale potem głos jest. Jest słaba świadomość, jest podświadomość, podświadomość wewnętrzna, czyli ten duch opiekun. Tylko nie każdy umie się komunikować, tak jak pan powiedział, z tą podświadomością, prawda? Nie?
[01:44:11] - No to jest sztuka dla niektórych trudna.
[01:44:14] - Znaczy powiem panu, że ja z początku jak to zacząłem to robić, to miałem, byłem zły nawet na siebie, że to zacząłem robić, bo mnie oszukiwało to po prostu specjalnie mnie oszukiwało, nie? Pytałem się takich różnych rzeczy, to mnie oszukiwał, nie? Wie pan co to tak jest ciekawe? No bo. No weź pan, niech pan weźmie ten alfabet na kartce autentycznie i trzyma pan ręką to wahadełko. Ono jest takie śpiulawce z tymi, z tymi, z tymi piórami. Zadaje ustoi autentycznie stoi. Nie to, że sam obraca. Czasami jak się widzi te z kart wróżą na przykład w telewizji. Śmiać mi się chce, jak ona tą ręką tak rusza, to ona sama chyba obraca tą.Ale trzymam sztywno, łokciem opartym o ten, zadaję pytanie i wahadło zaczyna samo chodzić z ruchem zegara litera po literze za zadanie pytania, które go zadało i odpowiada, prawda?
No to, to jest właśnie ciekawe. Na początku tak było, no ale potem właśnie wypracowałem sobie tak przez te parę ładnych lat, że już, że już normalnie słyszałem głos po prostu tej, tego opiekuna u siebie w głowie. Mówię: "Co, zwariowałem?" On mówi: "Nie zwariowałeś. Ty już wypracowałeś siebie tak mentalnie, że ty po prostu już słyszysz. No a jak możesz przez, przez, przez, przez kartkę i ten wahadełko, prawda?" Nie? To dość ciekawe, nie?
[01:45:36] - No wypracował pan swoje własne podejście do tego, do kontaktów z podświadomością w ten sposób.
[01:45:44] - No! No ma, no bo ja uważam, że każdy człowiek ma, niestety ma jakiegoś tego ducha opiekuna, który się... To nawet na tych obrazkach jest tych świętych, że gdzieś dziecka jest ten anioł nad nim. Czy tam to jest, jest ten duch jest, który po prostu się nami po prostu opiekuje. To jest tak zwany czy to duch, czy to, czy to, czy to, czy to, czy to opiekun, czy to mówią na to nie wiem, przewodnik. On mówi tak fajnie, że: "No ja jestem twoim przewodnikiem życia, ja jestem koło ciebie". Nie? Cały czas może gadać o takich rzeczach, co ja zapomniałem, a se przypomniałem, jak mi powiedział. Może pan sobie wyobrazić to, czyli o wszystko. Od poczęcia, od urodzenia, prawda?
Ja mówię: "Ja o tym już zapomniałem. Ja nawet bym sobie nie przypomniał". On mi przypomniał. No także to widzi pan. Czyli jest coś w tym. Po prostu coś w tym jest. A dlaczego na przykład umierają, jeżeli każdy ma opiekuna, to a ludzie mają wypadki samochodowe, mają wypadki samochodowe i giną. To sobie ten duch opiekun nie utrzyma na przykład w taki sposób, mówi, żeby nie zginął, żeby nie umarł, żeby raka nie dostał, żeby to. Mówi: "Tak to nie idzie" mówię. On mówi: "Nie".
Tak samo mówi, tak samo Bóg mógłby. Bóg mógłby na przykład unicestwić wojny to, tamto. Człowiek na ziemi ma wolną rękę, ale my prowadzimy w taki sposób, co możemy prowadzić, ale nie, nie ingerujemy w większe sprawy, które i tak ktoś, kto ma karmę tą swoją, musi to przejść, prawda? Nie?
[01:47:16] - No tak.
[01:47:16] - No.
[01:47:17] - To jest trochę jak w grze komputerowej, że trzeba przejść przez te checkpointy, tak? Przez te punkty kontrolne. Jak już przejdziesz przez ileś tam punktów kontrolnych i dojdziesz do mety, wtedy możesz umierać.
[01:47:29] - No mówi, mówi, mówi do mnie po imieniu. Ty jesteś, mówi, wszyscy na tej ziemi, mówi, wy jesteście, mówi, jak te pchły. Dosłownie jak te pchły. Jesteście tylko, jesteście tylko opakowaniem. Opakowaniem. Ja mówię: "No dobrze, no to, to, to opakowanie mi tam pójdzie do ziemi. No i co? No i? A potem co dalej?" "Dalej będziesz tutaj u nas i potem będzie po prostu, jak to się mówi, zapachy". Ja mówię: "No ale jakie to jest to życie po tamtej stronie?" On mówi: "Takie same jak na Ziemi".
Ja mówię: "Jak to takie same jak na Ziemi?" "No dusza. No przecież to przechodzą przez ściany, przechodzą tu kule jakieś się pokazują jako dusze, potem się materializują". Mówi: "To nie jest tak, to nie jest tak. Tego nie zrozumiesz. To zrozumiesz, jak tutaj". A ja mówię: "No na pewno, że to zrozumię. Ale bądź pewien, że gdyby ludzie wiedzieli, że jest coś takiego co naprawdę, że nie trzeba się bać tej śmierci, bo bać się śmierci trzeba" — mówi — "to każdy by chciał umrzeć i po prostu iść tam do domu, jak to się mówi, z powrotem, nie?" No ale niestety po to tu się przychodzi na ziemię. To jest tak zwane wesołe miasteczko. Co przechodzisz, to musisz to przejść. Potem idziesz do domu i tam potem decyzja.
Znowu przechodzisz, prawda, w następne życie. To są jak małe dzieci, prawda? Małe dzieci, prawda? Do któregoś tam roku na przykład pamiętają, panie Marku, pamiętają. Odpowiadałem-
[01:48:54] - No mniej więcej do siódmego, ósmego roku życia pamiętają, a potem to jakoś...
[01:49:00] - I tak dalej, że, że, że tak się nazywał, czy tutaj mieszkał, czy to. No to właśnie. A potem zapominają. Zapominają, prawda? Nie? To tak właśnie to wygląda, prawda? Nie? Ja na przykład się śmierci, mówię panu, panie Marku, wcale nie boję, bo można by powiedzieć, że w pewnym sensie, nie dosłownie, bo świadomie, ze świadomością, że mam tą operację i że potem się obudzę i wstanę, prawda? Ale gdybym się zmieścił w tych pięciu procentach, że nie udałoby się, no to bym się nie obudził, prawda? No to, to jest normalne.
Jak idzie się spać, to też się usypia świadomie, że się wstaje. A są tacy, którzy już nie wstają, bo ma zawał nad ranem na ogół. Czy tam coś, lżejszy zawał. No nie. Jeśli tam na przykład już nie budzi, tylko widzi siebie tutaj na przykład jak leży, potem dusza się oddziela i tędzie tam w tamtą stronę tego świata.
[01:49:53] - No tak, prawda.
[01:49:55] - No ale, no ale teraz, no ale ja już po prostu no wiem, że ludzie się naprawdę boją śmierci. Ale śmierci się nie trzeba bać, bo to jest tak jak sen. Tak jak ja. Zawieźli mnie na górę, położyli na stół operacyjny. Popatrzyłem na takie do miarki, prawda? Popatrzyłem, popatrzył na tych chirurgów. Ktoś tam wcisnęła tym urwanie. Koniec. Tak samo jest z tym, że gdy człowiek umiera, no to potem no to widzi siebie prawda? Tam, tam do, tam z góry, prawda?
Idzie w stronę tego światła, tak? Nie?
[01:50:28] - No następuje to przejście takie płynne w tą inną rzeczywistość, krótko mówiąc.
[01:50:32] - Nie trzeba, nie trzeba, krótko mówiąc, trzeba się bać śmierci, a trzeba żyć dalej na ziemi, pracować, jak to mówią, no egzystować, prawda? I każdy ma tą swoją karmę, prawda, którą musi tu przejść to swoje życie, zanim tam-Jak to się mówi: pojedzie do domu, prawda? Ze swoim pociągiem.
[01:50:51] - Dokładnie. Dojść do mety, zaliczyć wszystkie checkpointy w życiu i dojść do mety, do-
[01:50:57] - I co? Tylko tak stała się to, że to ciekawe, bo ja tak czasami leżę, prawda? Tam siedzę i myślę nad tym wszystkim swoim, tym, co przeszedłem. Bo jak to się stało, że ja tyle w życiu takich, takich różnych sytuacji przeszedłem, nadal egzystuję, nadal żyję, prawda? I jakoś i to mi to dobrze idzie i wcale nie narzekam, ale na przykład nie przywiązuję, panie Marku, jeżeli chodzi o sprawy, materialnych spraw, bo to, bo to są tak jak powiedział ten, no ten Robert, pan Robert tutaj z tego, z tego programu, że to co wszystko mamy, to co osiągamy, to jest wszystko pożyczone, bo to wszystko zostaje. Więcej nie bierzemy tam na dół, tam do tej ziemi, to co żeśmy osiągnęli. To wszystko zostaje dla innych, to jest pożyczone. Żyjemy z tym. Korzystamy z tego, co jest pożyczone, prawda? Nie, bo tam się nie zabiera tego.
Tam wszystko zostaje. Niech ludzie po prostu bardziej myślą nad tym wszystkim. Może czasami sobie przypomną takie sprawy, które, które może ominęli, a sobie przypomną, że coś w tym jest. Bo są ludzie, którzy po prostu mają takie różne sytuacje, ale do tego uwagi nie przywiązują, a warto do tego uwagę przywiązać.
[01:52:14] - A tutaj dużo ludzi po wysłuchaniu mówią Świadkowie, szczególnie po tym sześćdziesiątym odcinku rekordowym pod pewnymi względami. No dużo, dużo. Wielu osobom się klatki w głowach pootwierały i postanowili się podzielić różnymi ciekawymi zdarzeniami ze swojego życia. Coś się poprzypominało, coś doszła ta świadomość, że ktoś przeżył to samo co ja. Nie jestem sam ze swoim doświadczeniem.
[01:52:39] - Tak, pan na pewno też jakieś tam doświadczenia ma w tym względzie.
[01:52:44] - Tak.
[01:52:44] - Że pan po prostu się interesuje tymi sprawami. Znaczy ja uważam, że tak to mówią każdy człowiek ciągnie jakiś wóz, prawda? I jak szwagier, co nie żyje, mówił tak: każdy ma swoje małpy, swoje żony. Takie głupio. Ale. Ale wie pan co? No ale na przykład ja na przykład nie zwierzałem się nigdy tak po prostu także każdemu z jakichś tam sytuacji, bo wiem, że mógłbym zostać wyśmiany, tak jak ten powiedział tutaj ten, co słucha, co z panem rozmawiał. Że ja mówię tak z panem, porozmawiam z panem Marku. Dobrze mówi, bo pan to wie, o co chodzi. A są ludzie, którzy powiedzą: no głupio facet na przykład nie czy tam.
A to nieprawda. My po prostu nie widzimy tego. Trzeba zauważać to, co jest wokół wszystkiego nas, a nie tylko to, co jest przed nami, prawda? No i wtedy, wtedy dostrzeżemy tyle spraw, co byśmy się nie zastanowili, jak to możliwe, że ja to właśnie, właśnie to widziałem.
[01:53:47] - Duża część ludzi ma zawężone postrzeganie, chociażby z efektów ubocznych zawodu, które, które wykonują, tak? Muszą się skupić na jakimś tam obszarze tematycznym i właściwie inne rzeczy im umykają, tak?
[01:54:01] - Ja panu opowiem taką sytuację, to już tak mimochodem, żeby z panem do rana rozmawiać. Ale taką sytuację, że załatwiałem pewną sprawę miałem, jak byłem z pierwszą żoną. Robiłem taką pewną inwestycję jednemu gościowi, który miał żonę, która była znaną, takim medium, co stawiała no na sto procent tam przepowiednie z kart i w ogóle z jakimś tam rota i takie może rzeczy. I, ale ja się tak jakoś tak tym jeszcze tak może bardziej nie interesowałem. To było trzydzieści, trzydzieści jeden, trzydzieści dwa lata temu. I proszę pana, panie Marku, to miałem tam zapłacić pewną sumę, ale on mówi: weź mi tu opuść to tego. Nie, no bez względu na nic. No ale dobra, opuszczę, jak tutaj pana żona siedziała przy kawie. Pijemy, jak mi to wszystko powie o mnie, co mnie czeka, bo do niej to było tak, że trzeba było mieć nawet na osiem miesięcy kolejkę, bo ona była jedyna taka po prostu w swoim rodzaju, że potrafiła wszystko dobrze, dobrze. No, miała to w sobie takie coś, że umiała dobrze przepowiedzieć, prawda?
I ona mówi: ja panu powiem, ale wszystko pan chce? Tak dobre i złe. No ja mówię, ja tam się nie boję tego. Ja tak sceptycznie trochę podchodziłem do tego. No to ona mówi: proszę pana, powiem panu tak krótko pana syn będzie w szpitalu. No miałem syna, właśnie się urodził tam, miał dwa lata. Ale nic nie będzie. To będzie taka, taka drobna sprawa. Druga rzecz, tu mi wychodzi, że pan nie będzie z żoną. Ja wiem, jak to tak pan.
Mamy firmę, mamy to, dobrze prosperujemy, mówi. A żona była koloru czarnego, miała czarne włosy, ciemne oczy i tak dalej. Nie, ale pan pozna osobę o jasnej, o jasnych włosach, w średnim wieku, niebieskich oczach. Ja mówię: mi się blondynki nie podobają. To jak to? Że wtedy nie podobały się panu? Ona mówi: ale tak będzie, proszę pana. No dobra. No pan pozna tą kobietę o jasnych włosach, blondynkę. I pań żona nie będzie, a pan będzie z tą panią.
Nie wiem. No i co dalej? No i pan będzie jeździł w podróży ciągle. Będzie pan zarabiał pieniądze. Będą to pieniądze takie no dosyć spore - mówi - ale to nie będą takie, żeby po prostu no mieć majątek wielki, żeby odłożyć i tak dalej. Tak. Ja mówię: ja będę jeździł? Przecież ja mam tę firmę. Gdzie ja będę? No tak, tak mówię panu, jak jest.
Tylko że wie pan, co mówi. Ale będzie taka sytuacja jakaś kiedyś, mówi, że pan otrzyma wielki majątek w późnym wieku. Ja mówię: ja? Majątek? Jaki znowu majątek? Nie, na pieniądzach mi zależy. Mówię ja nie jestem materialistą. Ale będzie pan miał wielki majątek w późnym wieku. Tylko musi pan uważać, bo wokół pana będą się kręcić osoby, które mogą pana po prostu no wyczyścić dokładnie, że pan na to miał uwagę. Ja mówię: no dobrze, no ale to kiedy będzie ten majątek?
W późnym wieku. Nie wiem kiedy. W późnym wieku. Ale będzie miał pan blondynę o jasnych oczach, w średnim wieku i pan będzie z nią cały czas — mówi — ale z tym, że wie pan co? Ale nie będzie pan aż tak całkiem do końca. Ja mówię: to jak to? No to ile będę z tą osobą? Nie wiem. Do końca pan nie będzie. Wie pan, słuchajcie, to wszystko się skończyło.
Syn w szpitalu. Z żoną pierwszą nie jestem. Jestem z blondyną o niebieskich oczach, w średnim wieku. Jeżdżę z nią już od trzydziestu prawie lat do pracy, woza. Wie pan, autentycznie ja nie kłamię. Tak jest.
[01:57:30] - Krótko mówiąc, trafił pan na bardzo dobrą ekstrasenskę, bo tak to się chyba u nas mówi w Polsce na takie osoby.
[01:57:37] - Nie wiem. No wie, kurczę, mówię to mojej żonie. Ona mówi: "To co? To ty mnie opuścisz? Ja umrę?" Ja mówię: "Nie wiem, już do końca z tobą nie będę" mówię. Ja nie wiem. Na razie jesteśmy trzydzieści jeden lat. No to nie wiem, jak to jeszcze mówię, ale ten majątek. No i wie pan, to takie śmieszne trochę dla mnie, bo ciągle tak myślę, co to znowu za majątek, nie? I mówię przecież spadku żadnego nie dostanę.
Ja oj, aha, jeszcze tu będzie człowiek, o człowieku, który będzie miał, grał włosy, siwe włosy, takie, że będzie no srebrne włosy będzie w średnim wieku. No to ja tak gdzie pracowałem, to patrzyłem, może jakiś dziadek mi tutaj dom zostawi, spadek czy co? Ale tak dla żartu to wszystko wie pan. Ale takiego mam kolegę tam, gdzie mieszkam, tam w Gliwicach, to on prowadzi totolotka, wie pan, i on jest właśnie w średnim wieku, ma siwe włosy. Ja tylko powiedziałem, to się śmiał. Mówi: "To wysyłaj u mnie do totolotka, to potem mi coś odpalisz" Tak się tak mija między
[01:58:36] - No nie wiadomo, nie wiadomo, czy, czy było dobrze się z nim dzielić tą wizją, prawda?
[01:58:42] - No właśnie. No ale nie, nie praktycznie podchodzę, jeżeli chodzi o tę wygraną, no bo cóż mi to mając sześćdziesiąt osiem lat skończone, co po czym więcej majątek? Ja to, co mam, to już i tak mam emeryturę. Żona też. Tutaj se dorabiamy, tam wie pan, tych Niemczech i to nam wystarcza, i to mnie to wystarcza. Ja uważam, że, że te pieniądze szczęścia nie dają aż tak bardzo. Potrzeba są tylko do egzystencji życia, żeby mieć tam na jakieś tam swoje potrzeby, na leki, na jedzenie czy na urlop, czy na tam. A cóż tam, co te pieniądze? Pieniądze to szczęścia nie dają. Czasami przez pieniądze to można, można wszystko stracić.
[01:59:21] - No są tacy, co przez pieniądze stracili rozum.
[01:59:24] - No rozum, życie nawet czy, czy, czy rodzinę stracili. To, to, to mówię na to, że duże pieniądze to są przeszczane, wie pan, wykorzystywane. No jakoś to tam jest. No ale w każdym razie, jeżeli chodzi o tą blondynę, wie pan, no to wie pan co to ja kiedyś tam spotkałem tam po paru latach i sobie powiedziałem. Ona mówi: "No nic, powiedziałam ci to, co wiedziałam. Dwa słowa". Ja mówię: "No to oczywiście wszystko tak, jakby trafiła w sedno, nie? Blondyna". Nie myśli blondynki, tylko czarne. A tu nagle tak, że z żoną pierwszą nawet, nawet nie myślę o tym, że z żoną się rozejdę czy tam to.
No są nasze. Ja się z nią rozchodzę, bo nasze po prostu te fale były złe. No, no jak te dwa magnesy, żeśmy się odpychali po prostu. Po prostu no miała złe fale, złe fale. No ale to, to takie życie jest. A tutaj jestem trzydzieści jeden lat, jestem z blondynką. Bardzo wspaniała kobieta i, i do rany przyjąć można tak powiedzieć. No ale tak miało być, nie?
[02:00:27] - No tak miało być i oby tak już było do końca.
[02:00:30] - Ja tylko po prostu życzę tym, którzy słuchają, jak będą słuchać tego, żeby uwierzyli w siebie i troszkę szerzej oczy otworzyli wie pan na to swoje życie.
[02:00:40] - Zdjąć te klapki z oczu, zdjąć klapki.
[02:00:42] - Tak, tylko konie, które wie pan, na wsi jeżdżą jedną polną drogą, wożą, wożą tam potrzeba. To one nie muszą mieć otwartych oczu, bo wiedzą, że to jest ta droga i są w tą i z powrotem, jak chcą wrócić, nie? A człowiek musi mieć wszędzie oczy i uszy otwarte i jak będzie zainteresowany, to coś zawsze znajdzie, prawda?
[02:01:04] - I to już wszystko w dzisiejszym odcinku podcastu "Mówią świadkowie". Nie wiem jeszcze, co będzie w kolejnym odcinku. W ogóle to mam małą zagwozdkę co wybrać, bo w folderze z nowymi rozmowami na obróbkę i premierę czekają co najmniej pięćdziesiąt trzy nagrania. A dodajmy do tego całe tony innych materiałów rozsianych po innych folderach. Pewne jest jednak, że następne odcinki będą i będą wypełnione po brzegi historiami, które za każdym razem zostawią Państwa z mnóstwem pytań o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości. A jeśli macie jakieś swoje historie, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Tradycyjnie polecam Państwa uwadze również nowy numer miesięcznika "Nieznany Świat", który jest dostępny zarówno w wersji drukowanej, jak i elektronicznej oraz kanał czasopisma na YouTube, jak też kanały Piotra Cielebiasię "Ufo Historie" oraz Marka Żelkowskiego "Wehikuł Wyobraźni", na których również znajdziecie mnóstwo ciekawych i bardzo rozwijających materiałów o tematyce paranormalnej, ufologicznej i nie tylko. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.
Śledźcie zapowiedzi na naszych profilach społecznościowych oraz na www.paranormalium.pl, gdzie znajdziecie również forum dyskusyjne i czat z dala od cenzorskich macek wielkiego YouTubeusza, a także pełne archiwum naszych audycji w formie mp3 do pobrania. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcielby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach lub Skype nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z Państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.
Czekamy również na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Sięgnij już dziś po Nieznany Świat. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki, artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. Nieznany Świat miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie Nexto.pl.