Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery os. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami. Było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no, no i do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak, obleśny Jezus Chrystus, aż mnie na rzewniocy zbiera. Jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Dobry wieczór państwu przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios, witam i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka najbardziej paranormalnego podcastu w polskim Internecie. Podcastu, na początku którego jedni tupią nóżkami i wyczekują, czy dzisiaj padną jakieś strzały. Inni zaś wyraźnie bulwersują się, słysząc w ogóle cokolwiek o strzelaniu. I choć nie jestem w stanie stwierdzić, czy obcy rzeczywiście boją się z nami komunikować, myśląc, że zostaną odstrzeleni, pewny jestem jednak, że na dzisiejszy odcinek wielu z Państwa z wytęsknieniem wyczekiwało i mam nadzieję, że Państwa apetyt zostanie dziś przynajmniej po części zaspokojony. Nie bez powodu na okładce dzisiejszego odcinka na YouTube zagościł Leszcz, czyli znany z mitologii słowiańskiej opiekun lasu i przyrody. A dlaczego zagościł? Przekonacie się w dalszej części tej audycji. Cały dzisiejszy odcinek wypełnią relacje o spotkaniach z żywym folklorem i to nie tylko w lesie. A słuchając przygotowanych na dziś historii, być może podobnie zresztą jak ja, odniesiecie Państwo wrażenie, że bohater dzisiejszej okładki w kilku przypadkach się pojawił, a w co najmniej jednym wręcz zainterweniował.
Tyle słowem wstępu. Proponuję, abyśmy przeszli teraz do pierwszej części dzisiejszego programu, a będzie to prezentacja wybranych relacji nadesłanych do Radia Paranormalium drogą tekstową. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium we wrześniu 2022 roku. Była noc. Mieszkałam w kamienicy na parterze. Wersalkę miałam przy ścianie oddzielającej korytarz od mojego pokoju. Była zima. Drzwi od kamienicy ciężkie. Trudno było je otworzyć, aby wejść. Światło było zgaszone. Właśnie miałam zasypiać. Słyszę: biega coś od piwnicy na podwórko, w tę i z powrotem. Pomyślałam: pies. Potem myślę: ale jak ten pies przechodzi przez zamknięte drzwi? Wstałam i podeszłam do okna. Księżyc świecił jak szalony.
Stoję i patrzę, czy pies nie biega po podwórku. Już miałam odejść od okna, gdy nagle widzę coś ciemnego, wielkiego, przy ścianie garażu. Myślę sobie: "Ale duży pies" i chciałam ponownie odejść, ale to coś wyszło na oświetlony śnieg i zobaczyłam ogromną, kosmatą postać, która poruszała się na trzech nogach, a jedną łapą odbijała się od ziemi. Zaciekawiło mnie, co to jest i stałam przy oknie, pomimo wewnętrznego niepokoju. Owa postać zmierzała w stronę drzwi bramy i pod moim oknem się wyprostowała. Miała ze dwa metry. Wbiegła przez zamknięte drzwi, stanęła pod moimi drzwiami od domu. Stoję pod tymi drzwiami, chcę otworzyć, zobaczyć, ale coś mi mówi "nie". Słyszę, jak dyszy. Raz chcę otworzyć, raz się boję. Rezygnuję. Odwracam się od drzwi. W tym momencie to coś rykło i wpadło z hukiem do piwnicy, a ja pod kołdrę, trzęsąc się ze strachu. Do rana nie mogłam zmrużyć oka. Rano sprawdzałam, czy są ślady na śniegu, bo w nocy nie padało. Nie było żadnego śladu. Relacja nadesłana do Radia Paranormalium drogą SMS-ową w styczniu 2023 roku. Tę historię opowiadał mi dziadek, gdy miałem jakieś siedem lat. Między moją miejscowością rodzinną Szawlami a Łosicami jest most, tak zwana Wołośnica, przy którym znajduje się lasek, a wszędzie wokół są pola. Dziadek mówił, że na wojnie działy się tam złe rzeczy i że niedługi czas po wojnie jechał tamtędy koniem z wozem. Był chyba z jakimś kolegą czy z kimś, bo na pewno nie był sam. Jadąc tamtędy, zobaczyli w polu nieopodal drogi barana. Był tłusty i miał ładne, czarne, gęste futro. Dziadek zatrzymał wóz i wraz ze swoim towarzyszem złapali barana i wsadzili go na wóz. Baran, jak każde zwierzę, beczał i się szamotał. Dziadek poganiał konia, jednak ten stawał dęba, szła mu piana z pyska i nie chciał się ruszyć. Myślę, że to przez szalejącego baranka na wozie, więc zaczął mówić: "Baranku, baranku, czarny baranku, uspokój się". Po chwili baranek ludzkim głosem, jednak jąkając się, odpowiedział: "Baraaanku, baraaanczku, czarny baraaanku". Zeskoczył z wozu i zniknął na ich oczach, a koń sam gwałtownie ruszył galopem. Dziadek opowiadał mi to dwa razy, ale więcej już nie chciał, gdy go o to poprosiłem. Wiem tyle, że ludzie mówili, że tam kiedyś straszyło. Konie się zatrzymywały i nie chciały dalej jeździć.
Wspomnę też, że raz, gdy wracałem nocą z festynu rowerem, w nocy tuż przed mostem spadł mi łańcuch i się wciął między zębatkę a ramę i musiałem kilka minut się z tym szarpać. Kilka lat później w samochodzie zabrakło mi paliwa i auto zatrzymało się przed mostem, również w nocy. Jednak nie stało się nic nadzwyczajnego, poza tym, że mając w pamięci tę historię, bałem się.Relacja nadesłana do Radia Paranormalium bardzo 11 marca 2022 roku. Słuchałem w Radiu ciekawej rozmowy na temat żywego folkloru.
Chodzi o audycję z udziałem etnograf magister Marty Kalety. Wywiad opublikowany został w cyklu Debaty Niekontrolowane. W odcinku sześćdziesiątym drugim mój tato, który bardzo lubił wędrówki po lesie, w 2016 roku wysiadł z samochodu na leśnej drodze. Tuż przed jego stopą był wbity w ziemię mały drewniany krzyżyk, wisiorek, o ile dobrze pamiętam. Tato nie był jakiś bardzo wierzący, ale zabrał krzyżyk i od tej pory nosił go przy sobie. Tydzień później od tego spaceru tato trafił do szpitala w ciężkim stanie. Okazało się, że ma białaczkę i po paru miesiącach zmarł.
Moja siostra przykłada wagę do symboli. Wzięła więc ten krzyżyk i parę innych drobiazgów i wsadziła tacie do kieszeni garnituru pogrzebowego. Do dziś zastanawiamy się, co to mogło znaczyć. Zanim tato zmarł, przyjaciółka mojej siostry miała sen. Tato leży pod dużym świerkiem, a inni przychodzą do niego się przywitać. On podaje im rękę. Na cmentarzu Tata jest pochowany blisko dużego świerka. Korespondencję przekazałem mgr Marcie Kaletcie. Oto kilka słów komentarza od niej. Jest to historia bardzo ciekawa i mnie osobiście przypomina taką przestrogę, jaką słyszałem jeszcze w dzieciństwie, mówiącą, że nie należy zabierać niczego z cmentarza, bo jakiś duch, do którego mogło to należeć, może się na nas zemścić.
Bardzo podobną historię to te, jaką przedstawiła słuchaczka zasłyszałem od jednej ze swoich studentek pochodzącej z powiatu ostrowskiego. Jej dziadek znalazł na polu coś, jakiś przedmiot, bardzo stary. Potem w tym miejscu przeprowadzono jakieś wykopaliska archeologiczne i okazało się, że znaleziono tam kilka ciał z minionych epok. Chyba nawet koń suprzężony tam był zakopany. W każdym bądź razie, zanim te wykopaliska ruszyły i w ogóle sprawa została nagłośniona, to ten dziadek zabrał ten przedmiot do domu. I właśnie od tamtej pory w domu zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Jakieś szepty, dziwne odgłosy. Ktoś z rodziny zachorował na jakąś chorobę nowotworową. Albo ten dziadek, albo ktoś mu bliski. W końcu przedmiot ten trafił do nauczyciela, który miał przekazać go archeologom do dalszych badań. I wówczas wszystko dziwne, co miało się dziać w tym domu, ustało. Chyba nawet choroba weszła w stan remisji.
Ale co do tego nie jestem pewna. Historia mojej studentki okazuje się bardzo zbieżna z tą opisaną przez słuchaczkę. Inny informator działający w lokalnej grupie Badaczy Tajemnic Historycznych z powiatu kaliskiego opowiadał mi taką historię. Kiedyś ktoś im doniósł o jakimś zapomnianym cmentarzu czy miejscu, gdzie rozstrzeliwano ludzi. Może jakaś partyzantka się toczyła? W każdym razie ginęli tam ludzie, a ich ciała miały być zakopywane w tamtych okolicach, gdzie udała się owa grupa badaczy historii.
Osoba, która mi tę historię opowiadała, mówiła, że znalazła tam w czasie takich roboczych wykopalisk łyżkę z czasów pierwszej lub drugiej wojny światowej. Ten pan zachował ją dla siebie i gdzieś tam w składziku, w dobrze sobie znanym miejscu schował. Tego samego dnia lub kilka dni później jego żona miała sen. Śnił jej się jakiś żołnierz niemiecki z czasów wojny, mówiący, że ta łyżka należała do niego.
Miał ją przy sobie w czasie swej służby, więc teraz pozwoli ją sobie zabrać z powrotem. Żona opowiedziała mężowi sen. Ten, średnio dając wiarę, poszedł tą łyżkę sobie obejrzeć, odczytać jakąś wygrawerowaną na niej inskrypcję, bo takowa była. A wówczas okazało się, że łyżki nie ma. Człowiek ten szukał jej wszędzie. Najpierw tam, gdzie schował, a wiedział, gdzie dokładnie schował, bo ma tego typu znaleziska u siebie pokatalogowane. I nic. Nigdy tej łyżki nie udało mu się znaleźć. Osoba ta wydaje się być dla mnie wiarygodna, bo jest to znana postać wśród lokalnej społeczności.
Grupa, do której należy, cieszy się uznaniem, a on sam sprawuje lokalnie ważną funkcję. Nie sądzę więc, by bawił się w wymyślanie tego typu historyjek. Co zatem stało naprawdę? Tego wyjaśnić nie umiem, ale to kolejna opowieść, którą daje się dopisać do historii o tajemniczych przedmiotach, o których mówimy. Po emisji audycji z moim udziałem odezwała się do mnie pewna osoba z ciekawymi opowieściami z okolic Radomska, ale prosiła o zachowanie tych opowieści dla siebie.
Historie są ciekawe, nawet pomijając fakt, że Radomsko to już nie mój region. Śledziłem też komentarze pod nagraniem. Starałem się na nie odpowiadać. I też pojawił się pan, który opisywał historię swojego taty z ulicy Owsianej w Kaliszu.
To dość ciekawa relacja o tej tajemniczej czarnej postaci, gdyż dotarłem do materiałów archiwalnych na temat podobnej istoty z okolic tego miejsca. Relacja, którą znam, tyczy się ulicy Warszawskiej. Obie ulice łączy bliska odległość.
Relacja ma pochodzić z czasów przed lub powojennych. Dokładna data nie jest znana. Wiem tylko, że relacja została spisana w latach osiemdziesiątych XX wieku. Wówczas dwie kobiety miały uciekać przed goniącą je czarną postacią bez głowy, jak to opisywała jedna z nich. Być może więc istnieje jakieś ziarenko prawdy łączące te dwie relacje — i z ulicą Owsianej, i z ulicy Warszawskiej. Różniłby je tylko czas. Jeden pan wspominał w komentarzu także coś o Rogimucie występującym na krainie straszydle na dzieciaki. Przyznam, że nie słyszałem o nim. Poprosiłam o to, by ten pan spróbował dowiedzieć się czegoś więcej, bo sam wątek brzmi ciekawie.I jeszcze jedna, niezwykle interesująca relacja, która pojawiła się już po premierze audycji z panią magister Martą Kaletą. Nasz słuchacz Marcin pisze: "Pozdrawiam z Kalisza. Mieszkałem na Tyńcu od dziecka. Mój tata miał tam dziwną przygodę. Dokładnie na ulicy Owsianej, około czterdziestu lat temu. Sytuacja miała miejsce dokładnie 1 stycznia 1980 roku. Moja mama była wówczas w ciąży z moim starszym bratem, który urodził się na początku marca. Rodzice mieszkali wtedy z moimi dziadkami od strony mamy. Z uwagi na stan mojej mamy nie byli nigdzie na Sylwestra i spędzili go w domu. Na następny dzień wczesnym popołudniem ojciec robił jakieś porządki na podwórku, kiedy przyszedł do niego kolega z propozycją, aby poszli odwiedzić ich wspólnego znajomego, który mieszkał w polach, pewnie na Kielicha. Nasza ulica wtedy była ostatnią w mieście. Za nami były już tylko pola i sady. Ojciec się zgodził i ruszyli w stronę pól. Do kolegi mieli około dwóch kilometrów ulicą Owsianą, która kiedyś była zupełnie niezabudowana. Idąc, zobaczyli w oddali idącą za nimi postać, która była w czarnym płaszczu. Nie wzbudziło to w nich żadnych podejrzeń czy też strachu, ponieważ na osiedlu w Tyńcu w okolicach ulicy braci Niemojowskich mieszkał mężczyzna, który w takim płaszczu właśnie chodził. Będąc na wysokości obecnie znajdującej się tam gazowni, mój tata z kolegą stanęli na stronę. Ojciec, załatwiając swoją potrzebę, nagle poczuł, jak ktoś łapie go za ramię. Odwrócił się i zobaczył czarną postać bez twarzy, która cofnęła się i rozpłynęła się w powietrzu.
Przerażeni popędzili w stronę gospodarstwa kolegi. Będąc już na jego podwórku, mój ojciec mówi "Co to było?" Kolega mojego ojca, zdziwiony, spojrzał i zapytał "O czym mówisz?", zupełnie jakby ta sytuacja nie miała miejsca. Zaznaczam, że ojciec nie nadużywał alkoholu, ani... nie wiem, nie brał jakichś leków, czy też nie był pozakrapiany bimbrem imprezie. Dzień wcześniej z teściami zjedli kolację i dla smaku napili się małej ilości wódki.
Ojciec też o tym zapomniał i po czasie kiedyś mi tą sytuację opowiedział, a mama dodała tylko: "No, coś takiego było". Teraz w tym miejscu stoją już bloki i funkcjonuje duża firma. Na końcu tej drogi kiedyś powiesił się mężczyzna, ale to już było wiele lat po tej sytuacji mojego taty. Jako małolaci baliśmy się tam chodzić, bo drzewo, na którym to zrobił, nadal stało. Pozdrawiam i zaznaczam, że nie szukam atencji, a ta historia jest prawdziwa. Witam.
Niedawno zacząłem słuchać archiwalnych odcinków podcastu "Mówią Świadkowie". W odcinku numer osiem słuchacz z Krakowa opowiedział historię z bransoletką. Historia miała się wydarzyć na ulicy Fabrycznej. Ja i moja rodzina pochodzimy z tej części Krakowa, więc zapytałem tatę o ten adres. Tata ma obecnie siedemdziesiąt pięć lat.
Jak mówił, w czasach jego dzieciństwa znajdowały się tam zwykłe kamienice mieszkalne, ale zamieszkane były w większości przez kilka rodzin żydowskich, które wróciły po wojnie. Była tam też siedziba klubu sportowego KS Grzegorzecki, ale tata nie pamięta, pod którym to było numerem. Nie wiem, czy to w czymś pomoże, ale takie informacje na ten temat mam.
Chciałbym również opowiedzieć historię, którą znam z opowiadania dziadka, a która wydarzyła się w pobliżu. Otóż miejsce zdarzenia to ulica Siedleckiego i Miodowa. Miejsce, gdzie Siedleckiego przechodzi w Miodową. Dokładnie wyjście z jednej z kamienic przylegających do starego cmentarza żydowskiego. Było to zimą.
Niestety nie znam dokładniejszej daty. Co do roku najprawdopodobniej między 1980 a 1982. Mój dziadek musiał udać się do nocnej apteki. Wtedy nie mieli telefonu, a najbliższa apteka znajdowała się przy ulicy Starowiślnej siedemdziesiąt siedem. Jak dziadek wspominał, było bardzo zimno, a na chodniku była warstwa świeżego śniegu. Nagle zauważył, że ktoś wyszedł z bramy i idzie w tym samym kierunku co on. Miał około dziesięć do dwudziestu metrów zapasu. Dziadek zawołał na nieznajomego. No bo zawsze to raźniej iść we dwoje, ale tamten się nie odezwał.
Dziadek postanowił dogonić nieznajomego, ale kiedy doszedł do owej bramy, z której ten wyszedł, zauważył, że nie ma na śniegu żadnych śladów butów. Zdziwił się, ale poszedł dalej. Mniej więcej na wysokości bramy cmentarnej dogonił nieznajomego.
Tutaj opiszę, jak wyglądał. Na głowie miał ciężką futrzaną czapę typu uszanka. Ubrany był w brązowe, ciężkie futro aż do ziemi. Kiedy dziadek miał już się odezwać, nieznajomy odwrócił się. W miejscu twarzy była ludzka czaszka, lekko świecąca żółtym kolorem. Dziadek tak się wystraszył, że rzucił się do panicznej ucieczki. Kiedy dotarł do apteki, dopiero wtedy obejrzał się za siebie, ale nikogo nie było. Podobno w aptece musieli mu podać krople na nerwy, bo był tak bardzo wystraszony. Mój dziadek przeżył piekło drugiej wojny światowej, obozu koncentracyjnego. Nie był człowiekiem, który bałby się byle czego, a na pewno nie zmyśliłby tej historii.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium we wrześniu dwa tysiące dwudziestego drugiego roku.W 2011 roku przeprowadziłem się do Szwecji, do małej miejscowości pod Sztokholmem o nazwie Ackersberga. Na wstępie muszę dodać, że mam taką dziwną zdolność.
Mianowicie moje uszy podnoszą się do góry, kiedy ktoś jest za mną, a ja tego kogoś lub to coś dopiero co usłyszałem bądź, co ciekawsze, nie słyszę. Mam tak chyba od urodzenia. W tamtym czasie miałem niecałe czternaście lat. W wieku szesnastu lat zacząłem palić i w sumie chyba tutaj zaczyna się ta historia. Nigdy nie byłem fanem wychodzenia w nocy na dwór, także rzadko to robiłem, bo w Polsce mogłem na zewnątrz być tylko do momentu, aż się ściemni. Mieszkając w Szwecji w lato obserwujemy tak zwane białe noce. Po prostu jest jasno nawet w nocy. Nie będę ukrywał, że boję się ciemności, kiedy Jestem sam. Z kimś ok, sam — nie ma mowy.
Wracając do tematu tego, co zobaczyłem. Było lato 2013 roku. Jak wspominałem, zacząłem wtedy palić papierosy. Miałem też pieska, cocker spaniela, który przy moim nocnym graniu w Counter Strike'a po prostu zaczął mnie dziubać nosem i piszczeć. Więc stwierdziłem, że wyjdę z nim, chociaż na taras, żeby mógł załatwić potrzebę, a ja będę miał pretekst, czemu wychodzę po nocach, gdyby mama otworzyła drzwi wyjściowe. A więc wychodzimy. Schodzę z górki, na której był mój dom i skręcam w lewo za śmietniki, bo postanowiłem, że jak już wychodzimy, to sobie zapalę. Dom jest w małym lasku, więc jest dość ciemno, nawet przy białych nocach. Dopalam papierosa i wracam. Jestem w połowie drogi do domu. Nagle pies staje dęba, wpatruje się w las i podnosi prawą przednią łapę.
Zawsze tak robi, jak ma zamiar wystartować na przykład na kota albo innego psa. Więc podbiegam i z automatu biorę go na ręce, bo nie wziąłem smyczy, ponieważ mieliśmy iść tylko na taras. I idziemy do domu i czuję, że mój pies drży i nagle zrobiło się totalnie cicho i dziwnie. Przy samych drzwiach podnoszą mi się uszy. Spanikowany instynktownie patrzę w stronę lasu i widzę... No właśnie, co widzę? Nie wiem do końca, co to było. Głowę to miało dorodnego, pięknego jelenia, ale sylwetkę to miało humanoidalną.
Przestraszyłem się i uciekłem do domu. Mam jeszcze dwie sytuacje, które wydają się być powiązane. Od zawsze mam szczęście do znajdowania poroży jeleni, gdy jestem na spacerze z psem w lesie. Zawsze podnoszę i odkładam na jakąś gałąź. W sumie to nie wiem, dlaczego to robię. Może z szacunku do zwierzęcia, które je pozostawiło? Odkąd mieszkam w Szwecji cierpię na paraliż sanna i często śni mi się ta postać, którą widziałem wtedy w lesie. Po małym śledztwie stwierdziłem, że najbardziej przypomina to norweskiego Jotuna albo naszego słowiańskiego leszego.
Tylko, że według mitologii byli oni ogromni na około trzy do pięciu metrów wysokości. To, co ja spotkałem, miało może maksymalnie dwa metry. Mieszkam teraz w innej miejscowości i od tego czasu mam mniej paraliży i mniej śnię o tym czymś.
Niedaleko tego domu, w którym mieszkałem, jest kamień runiczny z czasów Wikingów. Zawsze, kiedy tamtędy przechodziłem, przypominałem sobie o tym, co zobaczyłem wtedy w lesie. Po pięciu latach wróciłem tam, żeby pospacerować i pooglądać, jak się pozmieniało, odkąd tam nie mieszkamy.
Na miejscu domu stoi nowa willa, pół lasu wyciętego. Autentycznie zrobiło mi się smutno i zacząłem płakać, co do mnie jest niepodobne. Tak jakby mnie coś emocjonalnie związało z tym lasem. Poszedłem dalej, po medytować przy tym kamieniu runicznym. Siedząc obok niego, usłyszałem, że coś biegnie w moją stronę, że u nas jest dużo łosi i od razu się zerwałem, żeby obczaić co to jest. W momencie, kiedy się obróciłem, zemdlałem i to był pierwszy i jedyny raz w moim życiu, gdzie straciłem przytomność.
Obudziłem się parę minut później z siniakami pod kolanami od wewnętrznej strony. Od tamtego momentu zawsze, gdy jestem niedaleko tego lasu, czuję niepokój, ale zarazem coś mnie ciągnie, żeby znowu iść i usiąść koło tego kamienia.
Zanim opuścimy na dobre naszą skrzynkę mailową i przejdziemy do prezentacji przygotowanych do dzisiejszego odcinka rozmów telefonicznych, pozwolę sobie przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium. Dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarnie 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer Gatugatu 3608 80 02. 3608 80 02. Czekamy także na Państwa i maile pod adresem Radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Przechodzimy zatem do prezentacji przygotowanych na dziś rozmów telefonicznych. Rozmówcę, którego za chwilę usłyszymy niektórzy z Państwa mogą pamiętać. Ten słuchacz gościł już w audycji "Mówią Świadkowie", w odcinku dwudziestym czwartym, w którym opisał dziwne zdarzenie, do jakiego doszło w kamienicy przy ulicy Wiejskiej w Łomży w roku 1956. Opisany przez niego incydent okazał się na tyle intrygujący, że śledztwo w tej sprawie podjął znany wielu z Państwa badacz Damian Trela.
Polecam Państwa uwadze artykuł zatytułowany Łomża, zjawa lecąca w obiekcie UFO, który znajdziecie na blogu Damiana pod adresem czas tajemnic blog spot com. W rozmowie, jakiej za chwilę wspólnie wysłuchamy, główna część będzie poświęcona zdarzeniu z dziwną istotą, jakiego doświadczyła matka naszego słuchacza. Będą też wspomnienia o innych zdarzeniach przywodzących na myśl spotkania z żywym folklorem.
Przejdźmy zatem do słuchania. Może zacznę od tego, że pan na pewno pamięta tą relację, którą opowiadałem o tej, o tym jaju, w którego wnętrzu była ta postać kobiety, prawda? Łomża, ulica Wiejska. To zacznę od tego, że to w tym samym, na tej samej kamienicy miało miejsce. Jak moja mama opowiadała, to była końcówka lat pięćdziesiątych, względnie początek sześćdziesiątych. I wtedy tam tak jak mama opowiadała, tam też, też przepytałem parę dni temu, także dla odświeżenia, że została wtedy puszczona do kina wieczorem moja mama tak jako dziewięcio, dziesięcio, góra dwanaście lat mogła mieć wtedy tak. Wracała z kina po prostu z koleżanką. Tam rozstały się.
Wróciła do domu. Mama tam przebrała się do snu, pościeliła sobie łóżko. Tak z tego, co pamiętam mama, to reszta domowników już spała z tego, co tak odświeżyła sobie ostatnio z tego przeżycia. No i położyła się spać do łóżka. Po prostu. I w pewnym momencie zobaczyła już światło pogaszone. Przyłożyła głowę do poduszki, zobaczyła, że coś leży na poduszce i tak wyciągnęła rękę i powiedziała Murka, to ty? Chodziło o kotkę. Była kotka Murka w tym domu, tamtaka przechowana.
Wychodziła czasem na podwórko, wracała i tak dalej. No domowy kotek klasycznie, że tak powiem. Powiedziała po prostu Murka to ty? I chciała ją pogłaskać. Jak tego dotknęła, to powiedziała, że się przeraziła, bo to było coś tak twardego, jak napięte druty czy taka szczecina po prostu jakaś, że, że mama cała zdrętwiała zaczęła krzyczeć na cały głos. Wszyscy tam się pobudzili, otworzyli drzwi do pokoju mamy, zapalili światło i co ciekawe, właśnie drzwi były szczelnie zamknięte, okna były zamknięte. Po zapaleniu światła przeszukano całe mieszkanie. Wszystkie okna w całym mieszkaniu były zamknięte, drzwi także. Nie było możliwości, żeby cokolwiek uciekło z tego domu. Według relacji mamy oczywiście. No i co ciekawe, na drugi dzień znaczy na drugi dzień, po prostu mama tak jak opowiadała tooo, tym zaalarmowanym domownikom. Tam jej mama była, bodajże wujek już nie tam. No dokładnie nie pamiętam. Mama tam opowiadała, ale już to mi się akurat nie wyryło w pamięć. W każdym razie dowiedziała się w tym momencie, że kotka Murka tego dnia zniknęła na cały dzień, a wróciła, jak się później okazało, dopiero nad ranem następnego dnia.
No czyli to raczej nie mogła być ona? Nie, nie, właśnie chodzi o to, że były drzwi szczelnie zamknięte, okna były pozamykane, nic nie mogło się wydostać po prostu. Mama opowiadała, że to, jak zobaczyła, no to myślała, że to kotka Murka jest. Dotknęła tego ręką- Widziała, widziała, czuła jakby, że coś z tym, z tym czego dotyka jest nie tak. Tak?
Coś nie tak. Po prostu mówi, że zdrętwiała cała i zaczęła krzyczeć. Momentalnie tam wpadł, wpadła reszta domowników, zapalono światło. No i powiedziała co się stało? No zaczęli szukać po całym domu, też myśląc, że to może jakiś zwierzak czy coś, jakiś szczur i tak dalej. No bo potem się dowiedziała, że kotka Murka zniknęła na cały dzień, że to nie mogła być ona, a wróciła dopiero nad ranem, tak jak mama opowiada. Bo okazało się, że sąsiad, z tego, co mama pamięta dzisiaj, że sąsiad powiedział, że u niego w ogródku cały dzień była ta kotka i że do samego rana też była tam u niego.
Mówi, że to jest takie zagadkowe i co ciekawe, co mi się skojarzyło, bo podczas odsłuchu jednej z debat, już nie pamiętam, czy to byli Nocni Goście, czy żywy folklor. Pan Piotr Celewiarz bodajże, opowiadał podobną historię trochę świadka, który też w dzieciństwie zobaczył, tylko że ta relacja działa się w dzień bodajże.
W każdym razie ten świadek zobaczył taką dziwną jakoś postać kosmatą na oparciu fotela, która znikła po chwili, jak spojrzeli sobie w oczy. Świadek opowiadał. I później ta postać zeskoczyła i znikła gdzieś w głębi domu. I co ciekawe, właśnie ten świadek też opowiadał, że wszystkie koty z tego domu zniknęły na cały dzień wtedy. I tak mi się to skojarzyło. Potem przypomniała ta historia mojej mamy, to taką zbieżność zauważyłem po prostu, czy jakieś podobne siły nie mogły tutaj działać, czy- Może coś, coś się przedostało przypadkiem bądź celowo z jakiegoś innego wymiaru i po prostu zareagowało w taki sposób na to, że jak sobie zdało sprawę, że zostało odkryte, kolokwialnie mówiąc. Mhm. A mama coś, mama coś mówiła na temat yy wyglądu bądź wymiarów tej istoty? Bo skoro, skoro mamie się wydawało, że to jest kot, to ta istota musiała być chyba taka nie za duża.
No nie za duża. Właśnie tak opisała to jako taką kulkę, taką-Kuleczka, jak się wydawało puchata, no. Kosmato puchata tak to mówić. Dotknęła, bo myślała, że to kotka. No, a jak tego dotknęła, to poczuła tak, jakby najeżoną szczecinę, jakby, jakby dotknęła drucianej szczotki, czegoś takiego. To było po prostu takie szorstkie, twarde, nieprzyjemne żywo.
Sparaliżowało ją po prostu w jednym momencie i za chwilę dopiero, jak złapała trochę przytomności, zaczęła krzyczeć po dłuższej chwili i tego po prostu już nie było. W momencie zapalenia światła domownicy raz, raz się zbiegli po prostu do pokoju mamy i. No i nie było możliwości, żeby cokolwiek mogło się wydostać.
Z tej relacji wynika, że ta postać jakby spokojnie, jak gdyby nic sobie zniknęła. Czy, czy mama coś wspominała o ruchach tej postaci, tej istoty? Nie, tego nie. Po prostu jak tego dotknęła, od razu doznała tego paraliżu.
Oderwała rękę i tylko zaczęła krzyczeć i momentalnie wpadła. Wpadła reszta domowników, zapalono światło i tego już nie było. Po prostu śladu po tym nie było. Tak, bo tak sobie myślałem, że gdyby, gdyby to był rzeczywiście jakiś szczur czy inny gryzien, to on by chyba jakoś wzdrygnął w po dotyku jakiś dźwięk tam wydał czy coś.
Nawet ugryźć by mógł przecież i tak w odruchu obronnym czy. No proste. Mama mówiła, że jeśli chodzi o początek zdarzenia. No to po przyłożeniu do głowy zobaczyła, że coś leży sobie po prostu tam. Tylko to mówię, to jeszcze nie, nie tak, nie do końca koniec tej historii, bo potem z jednej strony no to mówię to, to wygląda trochę jak coś z innego wymiaru.
Potem mama się zaczęła dopytywać, bo to było nowe łóżko w ogóle, na którym się położyła, to po paru dniach bodajże się zaczęła pytać, skąd to łóżko? Bo to pierwszy bodajże, któryś to z pierwszych dni, podczas którego, podczas których ona spała już na tym łóżku. To był świeży mebel w domu, tylko on był odkupiony od sąsiadów podobno. I na tym łóżku podobno zmarł sąsiad, który bardzo dobrze żył z mamą mojej mamy, moją babcią. I że babcia powiedziała podobno wtedy, że widocznie już nie pamiętam, jak na imię miał ten pan, że on widocznie nie chce, żeby, żeby ktoś spał na tym łóżku i że prababcia wtedy powiedziała, że ona się będzie. Ona wymieni łóżko z moją mamą, ona będzie na tym spać. Nie wiem, na ile to jest sprawdzalne, czy to faktycznie tak miało miejsce. No znam to z relacji mamy po prostu tak jak znam. Moja mama dosyć dobrą pamięć ma. Raczej wierzę po prostu tak bez zastrzeżeń, że mama nie ma skłonności do fantazjowania tutaj i taka raczej rzeczowa jest. I tak to by można było określić. Mówię z jednej strony kojarzy się z czymś z innego wymiaru, jakimś nocnym gościem, z drugiej strony to też niewykluczona tutaj działalność osoby zmarłej, że tak powiem. No tutaj interpretacji można właściwie bez liku wysnuć, bo z tego, co zrozumiałem, to też mama nie wspominała nic o jakichś zapachach, prawda? Nie, nie, nic, zupełnie nic.
Bo gdyby to było jakieś zwierzę, to też mogłoby, mogłoby jakiś zapach wydawać. A skoro nie było żadnych zapachów, to raczej chyba też zwierzę możemy. Przynajmniej takie dzikie zwierzę możemy wyeliminować, jakiegoś tam szczura czy coś. Po prostu jak oni tam zapalili światło, przeszukali to w domu była cisza. Po prostu każdy kąt tam każdy, każdy mebel podobno odsunięty został, bo tak mama była przerażona tym i no mówię no, góra mogła mieć góra dwanaście lat, no to mała dziewczynka jeszcze była. No to nie znaleziono tam, rozumiem, żadnych jakby śladów bytności gryzoni?
Nic, żadnych dziur, żadnych jakichś nadgryzień? Nie, nie, zupełnie nic. No i okazało się, że kotka wróciła dopiero następnego dnia. I tak mi się to skojarzyło z tamtą relacją, która była tam przytoczona.
Której z audycji tam debat ufologicznych? Bodajże. To taki punkt zbieżny. Zauważyłem, że ten kot i te koty, i kotka. A czy może ktoś z domowników miał jakąś swoją interpretację, co to mogło być? Może mama doszła po jakimś czasie do jakichś wniosków, czym, co to mogło się jej, że tak powiem, władować na łóżko?
Mama po prostu tutaj mówi do dzisiaj, że kto mówi, że za cholerę nie wie do dzisiaj, co to było? No myślę, że na tamte czasy może nie próbowała tego interpretować aż tak bardzo. Może, może chciała. Przerażenie, pewnie też strach tutaj zadziałał. Spróbowała, próbowała to jakoś wyprzeć i dopiero po jakimś czasie tam się zaczęła zastanawiać, co to mogło być.
No to dosyć dziwne takie. No parę punktów zbieżnych zauważyłem tutaj po prostu z tym, co usłyszałem w audycjach, to mówię to, to po wielu latach były też to relacje, to od małego słyszałem, że tak powiem, kilka razy, kiedyś, jeszcze tam koniec lat osiemdziesiątych mama opowiadała to potem jeszcze kilka razy prosiłem, żeby powtórzyła. No i teraz niedawno sobie o tym przypomniałem, właśnie po tej jednej z audycji, kiedy tam pan Piotr opowiadał coś takiego, że- No to tak czasem przypominamy właśnie, jak słyszymy, że ktoś przeżył coś podobnego, że też coś takiego.
Zastanawiające dla mnie się zrobiło, w tym momencie tak zauważyłem, że być może to może coś mieć wspólnego z bedroom visitors. Może nie, nie w klasycznym ujęciu, ale- Równie dobrze może to być, coś mieć coś wspólnego z tak zwanym żywym folklorem, bo to też te różne prawda dusiółki, jakieś inne, inne cuda odwiedzające ludzi w domostwach. To też zawiera się w domenie żywego folkloru.
Co ciekawe, właśnie jeszcze kiedyś dzwoniłem do pana ze swoim przeżyciem o tym-To co się tak rozmywało, przybierało kształt takiego małego płodu. Takiego dzieciątka, które usiadło, usiadło mi na ramieniu i wyleciało przez okno potem. No się zapytałem, czym to jest? No powiedziało, że to jest zwierzę. No i znikło po drugiej stronie okna. Potem sobie tak trochę nie wiem, pobrykałem po internecie, szukając właśnie w folklorze. To znalazłem podobną postać do tego, co zobaczyłem. Nazywa się jako demon Poroniec. Nie wiem czy czy pan kojarzy?
Być może tego, co akurat nie słyszałem sobie zapiszę. Poroniec no po prostu bardzo podobne to było w kształcie do tego co zobaczyłem najbardziej. A może nie było? Nie jest to identyczne, ale najbardziej podobne to było to właśnie i takie ryciny. Zauważyłem, że próby rekonstrukcji tego demona.
No że podobno to jest duch dziecka zmarłego w połogu czy coś takiego. No i tak mi się to po prostu przypomniało jak teraz ten żywy folklor właśnie. No to sobie czasami zadaję trochę trudu, żeby tam poszukać czegoś. No i też mówię, jeśli chodzi o żywy folklor, to folklor. To też przypomniała mi się historia pewna, którą ciotka mi opowiadała. Tylko tutaj nie mogę ręczyć za prawdziwość tego. Niemniej takie, bo to też słyszałem pierwszy raz bodajże tą historię na początku lat dziewięćdziesiątych, jak byłem w odwiedzinach u ciotki tam w Warszawie. Ona obecnie w Łomży mieszka, to jeszcze mógłbym ją wypytać ewentualnie o to tylko.
No trochę absurdalnie to brzmi, aczkolwiek później to tak jakbym potwierdzenie tego usłyszał. Ale mogę to opowiedzieć. No może pan opowiedzieć jak najbardziej. To też prawdopodobnie był początek lat sześćdziesiątych. No już tam kilkanaście lat ciotka miała. Była jak szkolna wycieczka na starą Łomżę, kierunek tam stara Łomża nad rzeką, tam wioska Siemień bodajże. Dalej jeszcze jest Pniewo, takie okolice. Jeśli mam to geograficznie tak umiejscowić. No i podobno tam zaszli na polanę, tylko już nie pamiętam, czy on, czy to była wycieczka z nauczycielką, czy samowolka jakaś. Już tego nie jestem w stanie tak przypomnieć sobie. W każdym razie trafili na taką polankę, na której podobno zobaczyli taką chatkę, która stała. Tak jak ciotka opisywała, to była chatka na kurzej łapce, że wyszła stara kobieta z tej chatki. Powiedziała, że bodajże nazywa się babcia, jakaś tam jakieś imię wymieniła. Już nie powiem, jakie nie pamiętam i że zaprosiła, że jeśli ktoś chce coś zobaczyć ciekawego, to mogą wejść. Tam trzy osoby się podobno wybrały.
Na chwilę wyszły. Po chwili, po paru, po paru minutach, całe blade były podobno wystraszone i pozostali zaczęli pytać, co oni tam zobaczyli. Te dzieci odpowiedziały, że lepiej nie pytajcie. Nic wam nie powiemy. Nigdy. No tak to wyglądało. No nie jestem pewien.
Nie, nie ręczę za tą historię po prostu tutaj, aczkolwiek kilkanaście lat później już nie pamiętam kto w jakich okolicznościach, ale najprawdopodobniej na jakieś tam spotkanie na imprezie to było. Ktoś powiedział kolega mój bądź jakaś koleżanka, że kiedyś tam na starej Łomży ktoś kiedyś mówił, że stała chatka na kurzej łapce, że jakieś jakaś zła sława ją otaczała. To była zupełnie niezależna relacja, taka jakby potwierdzenie tego i mówię wbrew temu, co opowiedziałem przed chwilą, że tak absurdalnie to wygląda, no to jednak wydaje mi się, że jakieś te elementy żywego folkloru w tym się zawierają. Nie wiem, co pan na ten temat sądzi. No mówię, to wygląda trochę jak w bajce o Jasiu i Małgosi bodajże.
No takie trochę rzeczywiście bajkowe klimaty. No. Ja tutaj tej relacji postaram się oczywiście podesłać badaczom współpracującym z Radiem Paranormalium. Zresztą widziałem tam, że chyba Damian Trela jakieś śledztwo zrobił w sprawie tej istoty złej z Łomży, tej z tej kamienicy.
Tak, tak, tak, to już tam na czasie tajemnic jest udokumentowane nawet. To jakby pan, jeżeli to oczywiście nie będzie jakiś problem, to jakby pan mogło tam w wolnej chwili ciotkę podpytać o szczegóły tego zdarzenia, to. Bo to też póki ciotka jeszcze żyje, to warto to zarejestrować.
No to będę w kontakcie. No na pewno wypytam przy okazji. Dosyć dobrze się miewa jeszcze. Dobrze. Rozumiem, że tutaj jakby zapis tej, tej historii przekazanej przez pana mamę jakby, mogę tutaj wykorzystać w którejś z audycji też?
Tak, tak, oczywiście. Nie ma problemu. Próbowałem mamę namówić do rozmowy, ale tak nie bardzo chciała akurat, ale powiedziała, że jeśli ja- No to ja mam tak samo. -to nie ma problemu. No i też mam tak samo. Tutaj. Tutaj moja mama też sporo takich różnych rzeczy.
Kilka razy na przykład w życiu UFO widziała, ale jakoś nie za bardzo chyba się ogarnia do rejestrowania tego swoim głosem. Także muszę to kiedyś też ją podpytać, jakiś taki wywiad z nią zrobić, bo też dosyć takie ma ciekawe przeżycia z tym związane. Dobrze, ja tutaj już nie mam żadnych pytań odnośnie tych relacji. Tak jak mówiłem, postaram się przesłać zapis tej rozmowy. Też badaczom tutaj współpracującym z Radiem Paranormalnią i jeżeli będą jakieś pytania mieli do tych historii, to do tego zdarzenia to jak najbardziej się skontaktują. Bo jeśli chodzi o pana Damiana Trele to ja mu przesyłałem bodajże to tą relację.
Moje mamy to też mu przesyłałem w formie maila bodajże, ale to im więcej pan.Im więcej pan o tym wie, tym lepiej. Im pan im więcej zna, czy będzie wiedzieć, tym lepiej. Także nie mam nic przeciwko temu. Może pan to wysyłać po prostu.
Możliwe, że Arek Miazga tutaj jakieś podejmie śledztwo, bo on bardzo siedzi mocno w tych tematach właśnie związanych z żywym folklorem. Też cały cykl artykułów na ten temat opublikował Magonia po polsku. Nie wiem, czy pan kojarzy? Tak, tak, wiem, już tam kupuję Nieznany świat, tam Czwarty wymiar i tym podobne.
I w internecie też oczywiście śledzę to pasjonuje mnie ostatnio najczęściej. Niedawno jeszcze mówię tak mówimy o literaturze. Przeczytałem książkę Kosmiczne Wrota Johana Fibaga. To też tam czytając tą książkę, zauważyłem takie pewne koincydencje. Po prostu może. Znaczy mnie dotyczące. Może chodzi o doświadczenia senne, że niektóre, niektóre moje sny były bardzo zbieżne z niektórymi relacjami ludzi. Tam o tej drabinie, która sięgała nieba w odniesieniu do Drabiny Jakubowej bodajże.
Nie wiem, czy pan czytał w ogóle tą książkę? Pewnie tak. Podejrzewam. Nie kojarzę. Znaczy czytam, kojarzę autora, ale książki jeszcze nie miałem sposobności czytać. Kosmiczne Wrota czy Gwiezdne Wrota to jest właśnie książka o Bedroom visitors takich dosyć szeroko pojęte szerokie ujęcie tematu. W każdym razie zauważyłem wiele zbieżnych takich punktów.
Tam w jednej relacji też bodajże było coś, że o jakiejś plazmie, która przybierała kształt i konkretny i zatracała. No to, to tak jakby odniesienie do tego, co ja widziałem tam nie było w tej relacji w książce akurat żadnej postaci takiej humanoida idealnej. No ale niemniej w paru punktach po prostu to coś mi się tam, że tak powiem, zmroziło krew w żyłach. Tak sobie pomyślałem, że mógłbym być uprowadzany czy coś takiego. No ale tak sobie przetłumaczyłem na zdrowy rozum też po prostu, że to dużo zależy od pracy mózgu przecież też. No chociaż sen to jest też taka, taka sfera, w której pewne rzeczy, pewne nasze lęki się robią.
W takich właśnie humanoidalny też sposób materializować także to można na różne, różne też takie bardziej przyziemne sposoby tłumaczyć. No mówię, no na pewno nie wszystko jest, że tak powiem, od razu z innego świata. No ale niemniej, niemniej no zamykać się na wszystko też nierozsądnie mówię czasem.
Dokładnie. Najbardziej dziwne rzeczy mogą się okazywać prawdą. Mówię tak pewnie jeszcze więcej miałbym do opowiedzenia, tylko moja siostra kiedyś coś przeżyła z takim błędem leśnym, jakby może na następny raz zostawię ewentualnie tą historię.
No warto, będzie też warto byłoby też siostrę podpytać o detale, jeżeli to będzie możliwe. A moja siostra, moja siostra kilka razy coś tam przeżyła, to mówię musiałbym z nią porozmawiać, to odpowiednio, że tak powiem, opisać. To tak, tak, tak na szybko. To, co mogę powiedzieć, że kiedyś siostra opowiadała mi, że, że przebudziła się w środku nocy, to taka krótsza relacja i zobaczyła, że coś stoi w progu naszego pokoju, bo mieliśmy wspólny pokój w dzieciństwie, że zobaczyła takiego jakby karzełka, który stoi przy postaci kobiecej w progu i próbowała mnie obudzić. Ja nie reagowałem po prostu. I ten karzełek chodził tak jakby w kapelusiku jakimś takim jak skrzacik jakiś. Takie zgrabne nogi miał, długie jak pasikonik bodajże. Opisywała. Szczupły bardzo był i chodził. I takie jakieś bąbelki wokół niego buzowały. I próbowała.
Krzyczała do mnie siostra, ja się nie budziłem. No to takie klasyczne bedroom visitors mi się kojarzy. I taka milcząca postać kobieca stała obok tego karzełka. No bedroom visitors czasami się pokazują w większym składzie.
No właśnie, właśnie. Tutaj też właśnie teraz jest emitowany odcinek Mówią Świadkowie, gdzie w tej części z relacjami tekstowymi jest zgłoszenie, gdzie pojawiły się nie dość, że świadkowi pojawiły się w domu cztery takie różne dziwne postaci, to jeszcze przyprowadziły ze sobą coś, co wyglądało jak pies. Także tutaj też takie hardkorowe przypadki też się tu zdarzają w tego typu zdarzeniach.
No niestety mówię to. Czasem sobie też coś przypomnę z dzieciństwa, to też się zastanawiam po prostu, co to było. Gdzie uparcie powtarzające się sny. Dokładnie w tym samym, yyy, w tych samych, że tak powiem, konfiguracjach co do joty się powtarzające.
Różne tego typu po prostu zależności od psychiki, że mówię nawet tam pamiętam, że coś takiego w dzieciństwie widywałem, bawiąc się na dywaniku jeszcze jako dziecko, że coś, co nazywałem taką klasyczną mumą, którą się straszy dzieci, to wyglądało tak jak nie wiem, taka szara istota, z takimi dziwnymi nogami, bez kopyt, takie jakby na takich ostrogach jakby stała, nie ostrogach, tylko takich szpikulcach. Jakieś rogi miała i takie dziwne oczy, które wyglądały jak kreski. To mówię, to tak mi się przypomina, to, że do pewnego wieku, do wieku pięciu lat, to widywałem ustawicznie coś takiego.
Oczywiście tam przez długie lata, dopóki tam nie zacząłem jakoś tak bardziej dorosły sposób rozumować, to, to kategorycznie myślałem, że to sny były po prostu i nic więcej. No ale teraz, z dzisiejszej perspektywy, takiej osoby dorosłej, no to można sobie naprawdę zadać pytanie, czy faktycznie do pewnego wieku nie jesteśmy zdolni do postrzegania czegoś więcej później to, to tracimy jakąś zdolność tego. No z czasem jesteśmy urabiani, kolokwialnie mówiąc też przez rodziców, przez szkołę, przez środowisko, w którym się obracamy. Także tracimy. Większość z nas traci jednak te pewne zdolności.
No właśnie. Także mówię, no, cały czas tam z tymWszystko tak co jakiś czas sobie coś tam przypominam, że ktoś coś tam opowiadał. No i to faktycznie tak logicznie pasuje do tego. Oczywiście nie jestem w stanie ręczyć za prawdziwość wszystkiego tego, co się zasłyszę, bo to wiadomo, że. No wiadomo.
Jaką drogę plotka ma też wiadomo. Dokładnie. No. Dobrze, to ja dziękuję w takim razie, że zechciał się tutaj pan podzielić tą historią mamy i-i-i tak jak mówię, trzymam kciuki, że-żeby się udało wyciągnąć szczegóły od ciotki i od siostry z tych ich zdarzeń, bo to też no warto, to warto, to na pewno będzie jakoś zarejestrować.
No, warto to kolekcjonować, że tak powiem, i zarejestrować, żeby to było gdzieś. No to. Mhm, Dokładnie. Też tak uważam, że to nie może ulec zapomnieniu. Coś to musi znaczyć jednak, skoro się pojawia. Jakakolwiek przyczyna za tym stoi. Przyznacie państwo, bardzo niezwykłe to historie. Niezwykłe, a przy tym trudne do skategoryzowania. I tak też będzie z kilkoma kolejnymi zdarzeniami, których opisy za chwilę usłyszymy. Jakiś czas temu z Radiem Paranormalium skontaktowała się słuchaczka, która przekazała opisy licznych zdarzeń różnego rodzaju, w tym całą kolekcję historii przywodzących na myśl kontakty z żywym folklorem. W mitologii słowiańskiej pod różnymi nazwami funkcjonują istoty zwane niekiedy zbiorczo złośliwymi leśnymi skrzatami.
Zwodzą ludzi, prowadzą ich na manowce, namawiają do zrobienia czegoś i tak dalej. Opis dość szokującego bliskiego spotkania z leśnymi skrzatami w miejscowości Burletka opublikował niegdyś Arkadiusz Miazga. Podobnych zdarzeń jest oczywiście dużo więcej. Dziś natomiast usłyszymy opis bliskiego spotkania ze zwodniczą siłą w okolicach Borów Tucholskich.
Pierwsza historia to była za dziecka. Nie pamiętam, który to był rok, ale pamiętam miesiąc. To był sierpień, bo ciocia wtedy miała urodziny. Moja ciocia i-i w ten dzień byliśmy na wsi, a babcia nasza mieszkała w lesie na takiej polance. Tam miała taki drewniany domek. Stary, już nie żyje babcia i w dzień urodzin ja, mój brat i kuzynka mieliśmy udać się do tej babci.
Babcia jakieś tam bukiety dla nas przygotowała, na ciocię, na urodziny i wierszyki. Mieliśmy się nauczyć wierszyków dla cioci i mieliśmy iść całą trójką i w pewnym momencie mój brat mówi, co wtedy mnie zaskoczyło. Mówi, że on teraz nie idzie. On przyjdzie sam. My poszłyśmy z kuzynką, wróciłyśmy. No i się okazało, że brat zaginął. I to jest jak najbardziej prawdziwa historia. I on się odnalazł dopiero pod wieczór, w godzinach wieczornych. Oczywiście ciocia zapłakana, ale co wtedy opowiada mój brat? To takie trochę dziwne. On miał z nami iść, tak opowiadał, ale usłyszał głos w głowie i on poszedł w innym kierunku. I on do tej pory twierdzi, bo tam rozmawiałam z nim kilka lat temu na ten temat, że on wiedział dokładnie, gdzie ciocia, gdzie babcia mieszkała, ale głos go poprowadził i poszedł zupełnie do innego lasu, w innym kierunku i tyle co pamięta, to wszedł i ujrzał taką olbrzymią kulę światła, która się uniosła do góry. I chwilę później, zaraz w chwilę później pojawiła się starsza kobieta tam. No, powiedziała mu Dziecko, co ty robisz? I zaprowadziła go do domu. To była taka historia.
No to takie zdarzenie trochę przywodzące na myśl. Z jednej strony zdarzenie z udziałem UFO, a z drugiej coś z klimatami żywego folkloru, prawda? On uważa, że się więcej nic nie stało, wie pan, ale jego nie było cały dzień w sumie. Rzadko poruszył ten temat. No ale dziwna, dziwna historia.
A teraz kolejny już raz w dzisiejszym programie pojawi się Leszy. Kolejny raz bowiem, o ile mnie pamięć nie myli, jakiś jego szwedzki odpowiednik zagościł już w części z relacjami nadesłanymi drogą tekstową. Usłyszymy teraz opis zdarzenia, w którym tajemniczy głos znikąd próbował powstrzymać dwie młode dziewczyny przed popełnieniem pewnego strasznego głupstwa.
Tutaj sobie zapisałam, co my tam jeszcze przeżyłyśmy, bo jeszcze nie każdą historię sama przeżyłam. Tutaj zatytułowałam "Jaskółki". Też miałam taką historię jako nastolatka. Z kuzynką byłyśmy u wujka, tam właśnie, tam, gdzie ta babcia mieszkała, która robiła nam te bukiety. No miał pole, gospodarkę i on gdzieś-- my czekałyśmy, aż wyjedzie, bo gdzieś tam miał jechać. No i pojechał, bo chciałyśmy w tym czasie, wie pan, iść do obory. No taki głupi pomysł i dwie jaskółki sobie wyhodować, zabrać małe, małe z gniazda i wyhodować sobie. I jak się wujek już oddalił daleko poszłyśmy, wzięłyśmy drabinę i kuzynka się wspinała na tym. Drabina. Ja trzymałam drabinę i w tym momencie, kiedy ona wyciągnęła rękę, w tym momencie rozległ się krzyk, męski krzyk dookoła nas.
Ale tam żadnego mężczyzny w pobliżu nie było. Nie było. Tam była babcia. My nawet nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co to-- to był męski krzyk. Ale co najdziwniejsze, ten męski krzyk to był głos wujka. Tyle że wujka nie było na sto procent. Pojechał i to było takie, no tak jakby obok nas, tak bliziutko.
Tak jakby was coś próbowało powstrzymać przed jakby ingerencją w życie tych jaskółek. Obie to słyszałyśmy. Ona wtedy jakoś potrąciła to gniazdo. Gniazdo spadło. Tam było chyba z pięć jaskółek. My uciekłyśmy.
Poszłyśmy się upewnić, czy wujek na pewno nie wrócił, ale to by nawet nie było możliwe, bo przecież widziałyśmy, jak jechał. A to było chwilkę. Babcia nas upewniła, upewniła, że nie. Ale ten głos słyszał-- słyszałyśmy autentycznie obie. I to był taki donośny głos, krzyk. A nie jestem w stanie powiedzieć, co, co ten ktoś powiedział. Czyli tak jakby to, jakby ten głos po prostu próbował was stamtąd przegonić, tak?
Chyba tak. Nie miałyśmy chyba tego zrobić. Tak doszłyśmy później do wniosku, że to było chyba złe. Zresztą ta sprawa z jaskółkami. Później wzięłyśmy te jaskółki, chowałyśmy. One później nam zdechły. Grzeszek młodości. Teraz poznamy krótki, acz intrygujący opis jak to kuzynka naszej słuchaczki, wybrawszy się pewnego dnia na grzyby, zobaczyła na środku polany chatę, której nigdy wcześniej ani nigdy później tam nie było.
I jeszcze chciałam tutaj opowiedzieć bardzo ciekawe historie. To chyba, yyy, moje historie, to chyba na tyle koniec. Ale mam kuzynkę, która kiedyś właśnie wybrała się na grzyby. Kiedyś były takie czasy, gdy na grzybach się dobrze zarabiało, jeszcze chodziła do szkoły.
I poszła do lasu, i mówi do mnie tak: "Słuchaj, mówi, że nie wierzę, nie wierzę". To są jej słowa. Do lasu, do którego chodziła często, codziennie i tam była taka polana, popalała papierosy. Mówi, że któregoś dnia idzie i mówi, że nie wierzy własnym oczom. A tam stoi dom, dom. Ale ten dom był tak jakby z innej epoki. Ona nawet rzuciła coś takiego: "Słuchaj, no tak jakby z tej Baby Jagi, tylko że nie na kurzej łapce, tylko taki normalny dom, ale tak jakby z innej epoki". Powiedziała mi Aha, a na dworzu były. Taka jakby stara chata.
Tak, stara chata na dworzu suszyło się białe prześcieradło. Ona obchodziła ten dom trzy razy. Mówi, że nie mogła uwierzyć, skąd ten dom się tam wziął. No i poszła oczywiście do domu i poszła na drugi dzień. Tego domu już nie było.
To taka na pewno-- ona strasznie to przeżywała. Ona mówiła to bez przerwy: "Skąd ten dom?" No na pewno widziała, bo jest prawdomówna. No to też tak przywodzi ta historia na myśl, jakby też coś z pogranicza żywego folkloru czy obserwacji jakiegoś czegoś, co, co było w tym miejscu, się z jakiegoś powodu, że tak powiem, nagrało i odtworzyło akurat kuzynce.
Tak ja teraz niedawno czytałam taką historię, bo wcześniej też nie miałam pojęcia, ale no coś takiego jej się na pewno wydarzyło. Bywa, że grzybiarze podczas grzybobrania widują w lesie dziwne rzeczy. Taka przygoda przytrafiła się kuzynce naszej słuchaczki i jej koleżance.
I teraz jeszcze chciałam opowiedzieć taką historię. To też i koleżance, też to w biały dzień i też w lesie. Przepraszam, bo tutaj znowu przerwało. To się, to się zdarzyło koleżance? Jeżeli dobrze zrozumiałem.
To koleżance i kuzynce. One szły też na grzyby. Też to się działo latem do lasu. I to nie było w samym lesie, tylko tak na pograniczu lasu. One szły do lasu i nagle zobaczyły, jak do lasu wchodzi istota. I to tak, jakby pełzało. Ona opowiada. I ja się pytam, jak to wyglądało? Ona mówi, że to był pół człowiek, pół zwierzę i to pełzało, ale mówi, że najbardziej, bo one były blisko tego, że to taki chrust jakiś ten, że nie było żadnych odgłosów. One to widziały w ciszy, jak to wpełzało do lasu.
Udało im się jakby zarejestrować jakieś szczegóły wyglądu tej istoty? Tylko tyle wiem, że to był taki pół człowiek, pół zwierzę i pełzało. Wchodziło do lasu. One się tak przestraszyły. One nie mogły uciekać. Na pewno. One zamarły.
Dopiero jak to tam weszło, schowało się do lasu. Uciekły. Koleżanka nie chciała o tym rozmawiać. Płakała. Bardzo płakała, bo była przestraszona. Kuzynka mi to opowiadała. No to też taka relacja przywodząca na myśl tak zwany żywy folklor, czyli obserwacje różnych skrzatów leśnych między innymi. No, ja się takimi rzeczami nie interesowałam. No nie wiem, no tak mi opowiedziała. Jest osobą prawdomówną i zresztą ta koleżanka też płakała. Nie chciała na ten temat w ogóle rozmawiać.
No to są takie przypadki bardzo wysokiej dziwności, że to tak, tak ujmę tak, że ciężko się tym-- ciężko to w ogóle jakoś sklasyfikować, ciężko o tym rozmawiać. Nawet wielu badaczy zjawisk paranormalnych unika tego tematu. Po prostu ciężko to, ciężko, ciężko. To są takie historie, które da się najczęściej skomentować, tylko mówiąc Aha.
Tak, ja tam nieraz opowiadałam, to może mnie nie-- raz mnie na forum wyśmiali, że naćpana czy piana. Nigdy nie brałam narkotyków, ani nie piłam. Jeżeli pani to opowiadała na Facebooku, to się nie dziwię, bo Facebook to takie zbiorowisko różnych randomów, że to tak powiem. Tak, ale takie coś tam się na pewno zdarzyło w naszej rodzinie.
Na koniec przykład tego, w jak różny sposób świadomości dwojga świadków potrafią interpretować zdarzenie, które stało się udziałem obojga. Dziwna przygoda naszej słuchaczki i jej brata z okresu dzieciństwa. Potem wysłuchamy jeszcze paru uwag końcowych z nawiązaniem do pierwszej z relacji przekazanych nam dziś przez naszą słuchaczkę. Miałam jeszcze historię kiedyś z bratem, tylko to była chyba straszna historia.
Tylko wie pan, ja chyba ją wyparłam z pamięci. Pamiętam co nieco. Mój brat opowiada inaczej. Ja już wiele rzeczy nie pamiętam. To było tak, że poszliśmy, kolegowaliśmy się jako małe dzieci, tam z sąsiadami i kiedyś nam ci sąsiedzi jakieś tam zabawki pokradli. No i tak się kłóciliśmy. I kiedyś wieczorem poszliśmy.
Oni mieszkali koło kościoła, w takich krzaczkach mieli domek, jak to za dzieciaka. No i my tam poszliśmy. W nocy było, było ciepło, lato, ale już wieczór, może sierpień, nie wiem, bo to już było ciemno. No i była cisza. I w momencie my brały-- braliśmy tak w koszulki sobie te nasze zabawki. I w momencie, kiedy chcieliśmy już kroka dać do odejścia, to coś tam się zaczęło dziać.
I tu ja tylko pamiętam się łamiące, łamiące patyki, oddech, a mój brat mówi, że ptak, ptak, jakiś ptak, tak jakby przy twarzy tak głośno skrakał. Tego też nie pamiętam. Się strasznie tego przestraszyłam. Wiem-- Byłam wtedy tak przestraszona, bo wtedy nie mogłam. No nie sypiałam. Musiałam z mamą, ale wyparłam trochę kosać. To mój brat tak przypominał mi tego ptaka i ja pamiętam tylko kroki, jakiś oddech i patyki.
No to musiało być zdecydowanie coś, co wykraczało dalece poza wasz, poza wasz jakby zasób wiedzy o świecie, tak? O świecie i o życiu. To było, że brat tam starszy o dwa lata ode mnie. Te słowa pamiętam do dzisiaj, że "A teraz opuść powoli te zabawki i chodź powoli za mną". No i tak szłam powoli za nim i później to już noga. No i tam już na tej ścieżce, jak wyszliśmy z tych krzaków i wiatru nie było, tych patyków, nie mam pojęcia, co to było tam brat trochę inaczej tą historię pamięta. Ja byłam zbyt wtedy przerażona jakąś-- chyba wyparłam to z pamięci.
No to musiało być na pewno coś, z czym-No tak, z czym jakby intelekt pani i brata nie mogły sobie poradzić. Coś takiego totalnie nowego, totalnie jakby spoza takiej osobistej bazy danych wiedzy o życiu w świecie. Tak to ujmę. To było. Ja tam zresztą miałam koleżankę za dziecka, to pamiętam, jak kiedyś tylko poszłam, opowiadała mi o tej sytuacji.
To ten sąsiad powiedział, że tak, by tam straszył, bo on, jak sobie tam czasami wypije, to tak mi powiedział, to zwracał tam gdzieś i ktoś tak jakby koło niego stał i to samo robił, tak jakby się z niego nabijał. Tyle powiedział.
Także nie wiem, co tam się działo. No coś tam się może działo, tylko że ja mówię, że tak, nie, nie pamiętam. O tej historii miałam w ogóle nie mówić, no coś tam się na pewno stało. Mój brat pamięta bardziej.
No to może kiedyś przydałoby się brata namówić, żeby to jakoś opowiedział swoimi słowami, jak on to, jak on to widział. No brat wyjechał, ale może, może go kiedyś poproszę. Może się uda. Jeszcze jakby tak brat opowiedział o tym, tym UFO, to byłoby zupełnie fajnie. No to zawsze warto skonfrontować zeznanie Boże i zdarzenie widzi kilka osób. To warto jakby porównać to, co, to, co każdy ze świadków widział. Tak, to brat akurat sam widział. Znaczy nie, on widział kulę światła unoszącą się do góry. Ciekawe, bo mówi, że on do tej pory tam cztery lata chyba rozmawialiśmy na ten temat, bo cztery lata temu u niego byłam, to mówił, że to nie było tak, że on sam chciał iść do tego.
Tylko coś, coś go jakby ciągło. Głos. Mówi, że w głowie słyszał głos. Na pewno powiedział, że w głowie słyszał głos, który go doprowadził na, do lasu, na taką polanę i tyle, co pamięta. On wszedł, zobaczył taką ogromną kulę światła, która wystrzeliła do góry i chwilę później pojawiła się ta kobieta z pytaniem "dziecko, co ty tu robisz?"
I to na razie tyle, jeśli chodzi o historie przekazane przez naszą słuchaczkę. Jeszcze się kiedyś z tą panią usłyszymy, bowiem w trakcie bardzo długiej rozmowy pojawiły się również wątki ufologiczne, monicje i inne ciekawe zdarzenia. Teraz zrobimy krótki przerywnik, po którym przejdziemy do prezentacji ostatnich przygotowanych na dziś relacji. Pamiętajcie: Leszy wszystko widzi.
Bardziej niż nieprawdopodobne. Niemożliwe. Niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. Ufo Relacje. Polska Baza relacji o obserwacjach UFO. www.uforelacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych.
Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Ufo Relacje. Polska Baza relacji o obserwacjach UFO. www.uforelacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor.
Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Setki gigabajtów wciągających paranormalnych empetrójek czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im świat, o jakim boją się nawet pomyśleć. Archiwum Audycji Radia Paranormalium znajdziesz w zakładce Podcasty na www.paranormalium.pl.
Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. W Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl. W rozmowie z prezenterami i innymi słuchaczami na żywo wejdź na naszego czata z dala od Facebooka na www.paranormalium.pl.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Na koniec dzisiejszego odcinka przygotowałem fragment jednej z najświeższych rozmów, jakie w ostatnim czasie miałem sposobność odbyć. W trakcie, a jakże długiej rozmowy jeden z naszych słuchaczy z Radomia podzielił się kilkoma wątkami zahaczającymi o żywy folklor, włącznie z opisem dziwnego spotkania, jakiego doświadczyła cała jego rodzina podczas leśnej przechadzki. Czy cały ten folklor? Wie pan, co mnie, mnie zawsze zastanawiało? Moja ciocia to był rocznik chyba dziewięćset piąty. Ona jeszcze pracowała u dziedzica.
Kobieta pracowała od szesnastego roku w polu i to dosyć ciężko. Żelazko, które w domu gdzieś tam wszystkich kopało, bo miało przebicie. Ona, ona brała to żelazko i prasowała tym żelazkiem. Miała taką skórę, że, że, że, że po prostu ona nawet nie czuła tego. Ale co mnie zaintrygowało. Też pamiętam, byłem młody człowiek, młody łebol i słuchałem, jak rozmawiała moja ciocia z moją babcią. I mówi, że mówi: "A wiesz co?" — mówi — "Sama to w pole nie pójdę, bo, bo latają te talerze i tymi łańcuchami biją, jak kto sam w pole pójdzie". Ja? Wie pan co? Taki mały byłem i tak mówię: "O co tu chodzi?"
Ale od razu to jak gdyby wyjąłem z całej tej dyskusji, z tego, z tego, z tego, z tej, z tej rozmowy ich i te talerze mi utkwiły w głowie z tymi łańcuchami. Mówię: "O co tu chodzi?" Później się pytałem babci.I babcia mówi: "Nie można chodzić w pole, bo to-" mówi jeszcze tak po wiejsku mówi: "-lutają taliże i tam sam jak pójdziesz, to jeszcze cię zabiorą. Albo tymi łańcuchami dostaniesz". I ja mówię Matko Boska! A ja pamiętam też taki brzdąc mówię, o co tu chodzi? Ale zaraz i tak. Ale później już jak zacząłem dopytywać się mamy czy innych, to już bardzo, już nie. Zresztą byłem dzieciakiem, to mnie każdy zbywał.
Już mnie nie, nie, nie, nie traktowali tu w tej kwestii poważnie, a mnie to tak interesowało. I później, jak byłem starszy, jeszcze zagadywałem, ciocię dopytywałem, ale ona już, tylko machała rękami. A wie pan, a też się, też się nie powiem, bo tam za, za dzieciaka nasłuchaliśmy się trochę takich, takiego właśnie polskiego folkloru.
O tych duchach, o tych, o tych zjawach, o tych różnych fajnych takich rzeczach. Też tam mój, mój wujo, no to naprawdę potrafi opowiadać godzinami takie rzeczy. No my żeśmy wszyscy tam słuchali ochoczo.
Bardziej to traktowałem chyba wtedy jako takie bajki, bo dla mnie to było nie do uwierzenia, że, że jakieś tam, wie pan, muzyk, który nie został zaproszony na wesele, przyszedł pod to wesele ze skrzypkami i te skrzypki mu same grały na plecach, tak? I on tak chodził wkoło tego wesela. A więc bardziej my, jako dzieci traktowaliśmy to jako takie, takie opowieści. Ale, ale niektóre dosyć były takie, no naprawdę ciekawe. I my jako dzieci zawsze pamiętam, nastraszyliśmy się tymi opowieściami i później wracaliśmy wieczorem biegiem zawsze do domu. Bo ja mam takie dziecinne, gdzieś tam mówię zabawy w te straszonka, w te rzeczy. Ale, ale, ale historie.
Pamiętam wuja, on to opowiadał też trochę tak żartem, ale dużo, dużo bardzo takich. I tutaj, jak słucham właśnie Damiana Treli czy, czy ten folklor, właśnie nas to dużo opowieści tu ze Śląska, z Dolnego Śląska, to mówię tu ja jestem Radom Mazowieckie, to tutaj też bardzo dużo się nasłuchałem takich rzeczy, jak opowiadały ciotki o tych duchach, o tych innych rzeczach. Tylko mówię, ja kiedyś to się bałem tych rzeczy. Zresztą tak jak mówiłem sam, ja mi się wydaje, że wie pan co, ja nieustannie tutaj szukałem wyjścia dosyć długo, aż do tego momentu, kiedy, kiedy nie wiem, tak mi się wydaje, że gdzieś byłem zabrany chyba, czy, czy nie wiem, czy, czy jakaś istota mi deklarowała, że jednak ja muszę tu być. Muszę zostać. Nie wiem po co, nie wiem na co, ale. Ale nie wiem, jak to czasami łączę do kupy, tak jakby powoli mi się gdzieś tam zlewa w jakąś może całość, chociaż nie wiem, ile jest mojej jak gdyby nadinterpretacji, ile jak to wszystko naprawdę wygląda. Czy to, czy to sobie człowiek sam sobie funduje pewne zdarzenia, pewne rzeczy?
No ciężko, ciężko tu jednoznacznie gdzieś tam za czymś optować. No powiem panu, że ja jeszcze z pierwszą żoną kiedyś mieliśmy takie zdarzenie. Szliśmy z dziećmi, troje dzieci, nas dwoje dorosłych i jeździliśmy sobie do jednego lasu na spacery. I w pewnym momencie powiem panu, widzimy z daleka z ziemi zaczyna wydobywać się bardzo skondensowany dym. Zaczyna się dymić tak, jakby ktoś, nie wiem, zrobił taką świecę dymną, odpalił. Ja mówię do żony, mówię: "Zobacz, co się tam dymi". No i wszyscy to widzimy. Tak? Ale to tak podymiło się i przestało. Ale, ale mówimy no co? Skąd? O co chodzi? Bez mała w środku lasu, tak? Mówię. Może ktoś tam kurde, no, zostawił jakąś petardę?
Czy wie pan, czy to nie odpaliło? Ale to musiałby być teraz. No nie, no nie ma tam nikogo. W pewnym momencie z prawej strony wychodzi grupa dzieci. Znaczy dzieci. No to były takie nastolatki siedemnaście, szesnaście, może do osiemnastu lat, taki przedział wiekowy.
Ale powiem panu, co było dziwne i takie może niespotykane, bo te dzieci, ta młodzież w sumie, to, to była bardzo taka uprzejma, co w dzisiejszych czasach się, no rzadko zdarza. Byli bardzo grzeczni, wszyscy nam bez mała chóralnie powiedzieli dzień dobry i z takimi uśmieszkami lekkimi.
Ale te uśmieszki to, to były tak intrygujące, że no naprawdę. Moja żona, też mogę powiedzieć, moja pierwsza żona, ona zawsze się bała zaglądać w te rzeczy, ale ja śmiem twierdzić, że jest jakimś tam medium, a już na pewno zdolności jakieś, jakieś prekognicji, takich rzeczy na pewno posiada. I ona później do mnie nawet powiedziała, że mówi: "Wyczułeś, czułeś te dzieci to i to nie były takie zwykłe dzieci, nie?" Ja mówię: "Co ty?"
A ona mówi: "Nooo"- mówi- "na moje oko to coś tu się zadziało". Ale jak gdyby- no te dzieci przeszły. Powiedziały nam dzień dobry, my wszyscy odpowiedzieliśmy. Tak jak mówię, oni chóralnie, my bez mała też. Taka fajna atmosfera się zrobiła. One przeszły, przeszła ta grupa i my poszliśmy też dalej. Ten dym, patrzyliśmy, z którego miejsca to było. Doszliśmy tam, skąd ten dym się pokazał.
Na miejscu nie było nic, żeby była jakaś tam osmolona trawa czy cokolwiek. Przeszukaliśmy tam- Żadnych jakichś, prawda, petard, śladów po petardach. Nic. Nic, nic, tak. Nic kompletnie. Czyściusieńko wszystko. Trawka tak jak było. Nic. Nie mieliśmy pojęcia, skąd ten dym. Pamiętam jeszcze wróciliśmy z tego lasu. Pojechaliśmy później do znajomych.
Bodajże to była chyba niedziela.Tak, bo na tygodniu to raczej takie spacery są niemożliwe, były niemożliwe. A więc to była niedziela. Pojechaliśmy jeszcze do, do znajomych i pamiętam jeszcze żona to opowiadała właśnie takie, taką ciekawostkę, zdarzenie, tak? I sami nie wiedzieliśmy tak naprawdę, z czym mieliśmy do czynienia i co to, co to było. No niby nic, ale mówię, to są takie, takie ciekawe rzeczy. A te dzieci były jakby tak po ludzku ubrane, czy, czy nie zauważyliście, jakby nie przyglądaliście się bardziej dokładnie ich wyglądowi?
No ja właśnie, ja, ja z tego, co ja pamiętam, to, to te dzieci miały bardzo takie sympatyczne buzie. Były bardzo takie grzeczne i uprzejme, ale jeśli chodzi o ubranie, nie potrafiłbym powiedzieć, w co były ubrane, jak były ubrane. Nie wiem.
Nie mam pojęcia. Musiałbym się spytać żony, ale to w tym momencie to raczej-- znaczy jest to niemożliwe. Mnie osobiście by nie odpowiedziała, ale, ale podejrzewam, że jakbym zagadał syna, żeby z nią porozmawiał o tym fakcie, bo oni też byli wtedy z nami, jeszcze byli młodsi, to myślę, że może ona by pamiętała, w co byli poubierani i tak dalej, ale też bardzo takie, no dziwne, dziwne to było i mówi ona też zwróciła na to uwagę. A tak jak mówię, zdolności jakieś w sobie ee no nie, no, no sto procent ma, tak? Bo potrafiła patrzeć tak, że, że no widziała rzeczy, widziała rzeczy jak gdyby nie będąc tam, a, a opisywała i to robiła to niejednokrotnie.
Byłem tego świadkiem, jak, jak opisywała coś, co się zadziało, a ewidentnie wiem, że tam nie była, no bo była przykładowo ze mną czy była z nami w domu, tak? A opowiadała, co tam się działo. To jest takie dziwne tylko, że ona zawsze mi powtarzała, że się boi tam zaglądać, bo to nie jest przyjemne, a do tego ona w nocy cały czas czuje kogoś i, i ona jak gdyby-- ja to myślę, że nawet może przychodziły do niej istoty o pomoc, ale ona jak gdyby, no nie chciała tutaj się otworzyć na ten, wie pan, na tą kwestię i sobie nie życzyła. O, tak do mnie bynajmniej mówiła, że ona sobie nie życzy, ona się jeszcze tego boi, to ona tego nie chce, tak? A spoko. Ale to takie mówię, zdarzenia życiowe.
I tak oto poznaliśmy dzisiejszego wieczora kolejną, dość sporą garść dziwnych zdarzeń z pogranicza naszej rzeczywistości. Zdarzeń trudnych do sklasyfikowania i prowokujących trudne pytania o prawdziwą naturę otaczającego nas świata. Gorąco zachęcam do dyskusji o nich i wymieniania się spostrzeżeniami w sekcji komentarzy pod dzisiejszą audycją bądź, jeśli Państwo wolicie na forum Radia Paranormalium pod adresem forum.paranormalium.pl. A jeśli macie Państwo jakieś swoje historie o spotkaniach z nieznanym, którymi chcielibyście się podzielić, zapraszam do kontaktu. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium - paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę, dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08.
Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Numer Gatugatu: 3608 80 02. 3608 80 02. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl. Radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.