[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy, x teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu. Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
[01:05] - "Mówią świadkowie" w Radiu Paranormalium. Witam państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Debaty ufologiczne mają wakacyjną przerwę, jednak Radio Paranormalium od tematyki ufologicznej odpoczywać nie zamierza. Dzisiejszy odcinek audycji "Mówią świadkowie" wypełnią w całości relacje o obserwacjach UFO i zdarzeniach łączonych z tym fenomenem. Niektórym relacjom będą towarzyszyły nadesłane przez ich autorów materiały ilustracyjne. Linki do załączników znajdziecie Państwo w opisie tej audycji. A na dobry początek proponuję, byśmy zajrzeli do radiowej skrzynki mailowej, gdyż właśnie tam czeka na nas niezwykle interesująca relacja o zdarzeniu, jakiego doświadczyła para młodych ludzi w 1989 roku. Całonocne spotkanie z UFO w Grzybowie w 1989 roku. Jest to relacja, którą spisałem ładnych parę lat temu i którą zostawiłem mniej więcej w tej samej formie, poza zmianami stylistycznymi.
Na początku ustalmy, że znam się na lotnictwie w stopniu wystarczającym, żeby odróżnić nol od samolotu. Pozwolę sobie od razu przejść do rzeczy. Podejrzewam, że to, co napiszę, będzie wiązało się być może z raportami, a nawet mam nadzieję, że wiedzą państwo coś konkretniej o pewnej manifestacji z lata 1989 roku nad Kaszubami. Bardziej dokładnie na odcinku Kościerzyna-Grzybowo. Jest to dość długa historia, więc być może będę pisał ją na raty. W wieku lat szesnastu, jako młody metalowiec, wyruszyłem ze swoją dziewczyną z Kościerzyny w kierunku owego Grzybowa, gdzie mieliśmy zamiar pomieszkać parę dni w namiocie nad jeziorem. Bywałem tam już wcześniej z kolegami, więc znałem drogę. Przyjechaliśmy zgodnie z konwencją filmów grozy ostatnim PKS-em i okazało się, że jesteśmy w Kościerzynie około jedenastej w nocy i nie ma już żadnego połączenia do rzeczonego Grzybowa, więc jedyna opcja to marsz paręnaście kilometrów z ciężkim PRL-owskim namiotem na mych plecach szosą do celu. Więc idziemy. Piękna letnia noc, pusta szosa.
Nagle pierwsza dziwna sprawa. Widzę jakby liźnięcie reflektorów po koronach drzew przed nami, pomimo tego, że nic nie jedzie i niczego nie słyszę. Mówiąc szczerze, już mi coś nie grało, ale okej, idziemy dalej. Wychodzimy w okolice Sycowej Huty. Po prawej stronie pole, za nim około dwa, trzy kilometry las. Było chyba około dwunastej w nocy. Żadnych samochodów. Null. Po lewej opuszczona żwirownia, płot, jasne światła fabryczne i rozbita, opuszczona dyżurka. Po prawej pokazuje się nad lasem pomarańczowa kula wielkości powiedziałbym księżyca.
To było tylko zerknięcie, ale było już pewne. Oboje wiedzieliśmy, że coś tu nie gra. Nawet nie chodzi o fakt jej ukazania się, ale ten kolor był dziwny, o jakiejś niezwykłej tonacji, częstotliwości. Nie potrafię tego określić. Po chwili światło zgasło jak wyłączona żarówka, a po następnej pokazało się znowu. Dalej nie pamiętam, co się działo. Nie sugeruję tu wcale jakiegoś porwania. Myślę, że to bardziej wynik szoku i faktu, że minęło jednak trzydzieści ileś lat. Parę razy ten zanik się powtórzy. Następną rzeczą, którą pamiętam, jest światło w formie jakby figury geometrycznej płynącej w naszym kierunku nad polem.
Poruszało się bez żadnego dźwięku. Wyglądało trochę jak połączone ze sobą dziwaczne rurki neonowe. Nie jestem pewien, jak blisko to coś zbliżyło się do nas. Pamiętam tylko, że cofnąłem się pod tą bramę z dziewczyną i byłem dość mocno przerażony. Mam wrażenie, że to coś było parę metrów od nas po drugiej stronie drogi. Następne, co pamiętam, to to, że idziemy dalej. Droga wznosiła się z zakrętem, a po prawej było jakieś jezioro. Nad tym jeziorem zobaczyłem latającą kulę koloru pomarańczowego. Widziałem jej odbicie w wodzie. Nie pamiętam, jak zniknęła, czy też może my poszliśmy dalej.
Droga biegła potem względnie prosto przez parę kilometrów. Straciliśmy to coś z oczu. W każdym razie manifestowało się to zawsze po prawej stronie. Teraz rzecz ciekawa. Jak szliśmy tą drogą, to na niskiej wysokości przeleciał nad nami Mig. Nawet chyba więcej niż jeden. Myślę, że był lub były to Migi 21. Pamiętam, że widziałem wyraźnie dysze wylotowe. Dwa, trzy kilometry drogi minęły spokojnie. Kiedy mieliśmy zejść do Grzybowa, tu droga odbijała w bok i wioska była poniżej poziomu szosy.
Po prawej stronie pokazała się znowu ta kula wielkości księżyca.Potem schodząc straciliśmy ją z oczu. Było tam dosłownie tylko parę domów i piaszczysta droga, którą mieliśmy iść dalej. Na samym końcu wioski koło drogi rosło drzewo. Nagle za nim pokazało się bardzo ostre światło koloru białego. Podobne natężenie i jasność, jakich używają na nocnym planie filmowym, które zaczęło się zbliżać. Było w powietrzu za koroną drzewa. Nie było widać nic oprócz tego narastającego, ostrego, białego światła przebijającego się przez koronę drzewa. W żadnym domu nie zapaliło się światło. Wieś była jak wymarła. Ja sam miałem już kamień w ręce, gotów rzucić go w jakąś szybę tylko po to, żeby kogoś obudzić.
Potem światło nagle zniknęło. Minęło dużo czasu, zanim odważyliśmy się wyjść z wioski. Powoli niebo na wschodzie robiło się jaśniejsze. W końcu dotarliśmy do jeziora docelowego. Chyba było to jezioro Schodno. Kiedy zeszliśmy na dół do jeziora nad wysepką nad cyplem po prawej stronie zobaczyliśmy znowu unoszącą się kulę, oczywiście koloru pomarańczowego, która wypuściła z siebie niebiesko-czerwone światła, jakby sondy. Nie pamiętam, czy do niej powróciły. Nie pamiętam też, jak zniknęła. Następne co pamiętam, to kulę, która okazała się naprzeciwko nas, po drugiej stronie jeziora, w odległości jednego do dwóch kilometrów. Był to już ranek.
Kula zaczęła jakby drgać i rozmieniła się na mniejsze kule, które utworzyły owalną formację i zaczęły lecieć w naszym kierunku nad wodą. Kiedy ostatnio porównywałem relację z dziewczyną, twierdziła, że na jeziorze jacyś goście uciekali łodzią przed tymi kulami. Nie pamiętam, do którego momentu kule dotarły. Pamiętam tylko, że ta formacja leciała w naszym kierunku dwa razy. Wymieniając korespondencję ze słuchaczem, dopytałem, czy dziewczyna widziała dokładnie to samo. Odpowiedź. Jakiś czas temu z nią rozmawiałem. Widziała to samo. À propos tego dziwnego kształtu płynącego w naszym kierunku. To, co narysowałem, to tylko takie mgliste wspomnienie.
Byłem tak zaszokowany dziwacznością tego kształtu, że z jakiegoś powodu umysł tego nie utrwalił jako odbitkę. Być może nadmiar bodźców. Co ciekawe, zapamiętałem jeszcze jedną rzecz. Bardziej myśl kompletnie irracjonalną. Kiedy przeleciały nad nami MIG-i, byłem strasznie rozżalony, że tak sobie przeleciały. Być może nie zauważyły tego obiektu i nie bronią nas przed inwazją z kosmosu. Kompletnie nie powiązałem faktu, że ich pojawienie się jest powiązane z tym obiektem. Z drugiej strony nie zawróciły, nie krążyły, tylko przeleciały. Z trzeciej był to ten moment, kiedy straciliśmy to zjawisko z oczu i zobaczyliśmy je dużo później przy zejściu z szosy do wsi. Więc być może w tym momencie po prostu było niewidoczne.
Chociaż stawiam na to, że było za drzewami, które na tym odcinku zasłaniały widoczność. Co ciekawe, gdy piszę te słowa, słucham właśnie debaty ufologicznej. Najdziwniejsze teorie o UFO. Naprawdę fajnie jest słyszeć ludzi podobnie zastanawiających się nad rzeczywistością, w tym morzu oszołomów. Moja odpowiedź. Być może nie zarejestrował pan takich czy innych szczegółów, a może zarejestrował, tylko te wspomnienia są jakby zablokowane z innego powodu. Pewne elementy tej obserwacji mogły wykraczać poza pana zakres postrzegania. Do tego stopnia, że umysł nie wiedział, z czym skojarzyć obserwowane zjawisko. Istniejący w naszej świadomości element zwany interpretatorem nie był w stanie przywołać z pamięci żadnego skojarzenia. Często się tak może dziać u osób obserwujących lub doświadczających czegoś z pogranicza.
Interpretator dostaje jakieś bodźce czy inne informacje, których nie rozumie, a dokładniej nie znajduje w pamięci czegoś, co byłoby do nich podobne, co skutkuje powstaniem na przykład luki w pamięci czy doznania szoku przez świadka. Myślę, że teraz jest świetna pora na szybkie przypomnienie kontaktów do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym. Następnie przejdziemy do prezentacji wybranych relacji zarejestrowanych drogą telefoniczną. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero zero zero osiem, trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa, trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a.
Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Przechodzimy zatem do zarejestrowanych drogą telefoniczną rozmów ze świadkami obserwacji UFO. Na początek wysłuchamy rozmowy ze słuchaczem, którego niektórzy z Państwa mogą pamiętać.Jest to były wojskowy, który podzielił się z Radiem Paranormalium kilkoma dość spektakularnymi obserwacjami w odcinku czterdziestym szóstym podcastu „Mówią świadkowie”. Osoby mające za sobą przeszkolenie wojskowe, a w szczególności długoletnią pracę w wojsku, charakteryzują się pewną cechą, szczególnie przydatną przy obserwowaniu i rejestrowaniu dziwnych obiektów poruszających się po niebie. Jest to mianowicie zdolność do rejestrowania i zapamiętywania dużej ilości szczegółów w krótkim czasie. I taką dość obfitującą w szczegóły relację z krótkiej obserwacji za chwilę usłyszymy. Rok temu nad Wolsztynem szybko przeleciała eskadra trzech osobliwych obiektów, które utworzyły formację trójkąta.
Jeżeli mogę panu trochę czasu zająć w związku z tą relacją, to jakbym mógł pana prosić o, yy, w miarę dokładne opisanie okoliczności tej, tej obserwacji.
[13:27] - Obserwacja była bardzo krótka. Było to dokładnie w zeszłym roku, dwa dni przed, yy, świętami Bożego Ciała. Szykowałem samochód do wyjazdu na, na, na parę dni, na ten dłuższy weekend, taki czterodniowy. Akurat żeśmy się z żoną wybierali na wyjazd. No i tak, wie pan, spakowałem samochód. Jeszcze tak chwilę sobie na podwórzu przed domem usiadłem, żeby się zastanowić, co po prostu jeszcze tam zapakować, przyszykować. I w pewnym momen-- aha, jeszcze powiem, że, że zdarzenie miało miejsce gdzieś koło godziny osiemnastej piętnaście, osiemnasta dwadzieścia. Ładnie. Południe było, zachodzące słońce, ale ładny dzień. Chmury błękitne na niebie, lekko poprzetykane takimi jasno utkanymi chmurami.
I w pewnym momencie, wie pan, jak, jak siedziałem i tak na tym podwórzu rozmyślałem, w pewnym momencie coś zauważyłem, że coś leci. I, i pierwsze, pierwsze moje odczucie to było, że czasami wie pan, jak gołębie lecą, to, że, że to są gołębie. No ale w tym momencie to, to przykuło mój wzrok. Spojrzałem w zasadzie prosto pod kątem prostym, yy, w górę i proszę pana, nie wiem, czy pan wie, jak wyglądają tabletki z korbolamidu. Jak, jak się na przeziębienie czy coś. To są takie tablety dosyć duże, żółte, takie jak to mówią, pękate, nie płaskie, tylko takie pękate, soczewkowate tabletki. I proszę pana, przelatują trzy obiekty w formacji trójkąta równobocznego, ponieważ one przelatywały z kierunku południowego na, yy, na kierunek północny. Południe, północ. Co zauważyłem? Kolor tego był taki mleczno-kawowy.
Jakbym powiedział tak jak, jak pan dostał ode mnie to, ten, ten rysunek, taki prowizoryczny, to w połowie-
[15:09] - Ta górna część była, ta górna część była taka jakby bardziej mleczna, ta dolna kawowa, tak?
[15:14] - Więc całość, całość to było tak: one, kawowo-mleczny był kolor tego. Górna część, górna część była jaśniejsza, a dół był taki beż. Lekka kawa, wie pan, z mlekiem taka, yy, no, powiedzmy, przyrównałbym do takiej kawy z mlekiem, o! I w połowie tego, wie pan, tak jakby, tak jak ja narysowałem, może to tak troszeczkę nieudolnie na tym szkicu, wychodziła, jak gdyby w po-w połowie tego obiektu taka fala, że to nie było, że prosto oddzielone, że góra mleczna, jasna, dół ciemniejszy, tylko tak jak gdyby taka fala była na tym na boku. I kształt właśnie charakterystyczny tego był taka wypukła soczewka, dosłownie jak tabletka. Ale wie pan, nie taka płaska, tylko taka, jak to mówią, wypukła była ta tableta, nie? Ja to nazwałem, mówię nawet do syna, mówiłem: „Ja, wie, chłopie, przeleciały trzy tablety dosłownie, wie pan, w formacji trójkąta równobocznego. Jeden z przodu, dwa z tyłu”. Ale to było, nie było to rozstrzelone, tylko to było zwarte po prostu. Ja, ja, wie pan, jak spojrzałem, to tak później, zaraz oceniłem wysokość tego wszystkiego.
No więc to mogło lecieć na wysokości między osiemset a tysiąc dwieście metrów. Na tej wysokości. I przeleciało, wie pan. Powiem tak: to była bardzo krótka obserwacja. Ja liczę, że między cztery a pięć sekund. Ładna pogoda była. Nie było to zachmurzone niebo. Niebo było rozjaśnione, błękitne, lekko poprzetykane takimi jasnymi chmurami, ale było przejrzyste, wie pan? I, i to się schowało się po prostu przeleciało, bo mo-- mówię, ja przy domu siedziałem na fotelu, jeszcze tam sobie coś tam przemyśliwałem, co tam mam, mam ze sobą uszykować więcej. I dosłownie takie zdarzenie było.
To było gdzieś, no może pół roku później, jak ja panu te wcześniejsze informacje wysłałem, tamte wcześniejsze zdarzenia. Nie chciałem wtedy jakoś no zawracać panu głowy, bo se pan mógł pomyśleć, że chłop se zmyśla albo coś tam, jak to mówią, widuje. Natomiast, no powiem tak: no byłem, byłem wtedy też zaskoczony tym, że już to, już na mnie to takiego, wie pan, wrażenia nie wywarło, jak za tym, za pierwszym razem, kiedy to widziałem wtedy przelot tych obiektów nad jednostką w Rawiczu. Ja później nawet czytałem później opisy tam różnych obserwujących tą pana stronę. No i któryś tam z-z obserwatorów powiedział, że dobrze by było zrobić szkic. Ja żałuję, że wtedy nie zrobiłem tego szkicu, jak to wszystko wyglądało. No ale dzisiaj to już nie ma co do tego wracać, to już było, minęło. Natomiast ta rzecz, którą w tej chwili panu opisuję, to miała miejsce dosłownie czternasty, piętnasty czerwiec zeszłego roku, dosłownie dwa dni przed, przed Bożym Ciałem, bo Boże Ciało wypadało bodajże szesnastego czerwca. Jakoś tak. I wtedy żeśmy się wybierali w taki dłuższy wyjazd, wie pan.
[17:50] - Rozumiem, że ten szkic pan wykonał, yy, dosyć szybko po tej obserwacji.
[17:55] - Tak, wie pan, ja to, ja to w pracy wczoraj jak byłem, to mówię: „No, przy okazji to panu wyślę”. I że, że dosłownie w takiej, wie pan, zwartej, zwartej formacji. I powiem tak: no przyjmuję, że ta wysokość mniej więcej była między osiemset a do, do tysiąc dwieście metrów. Nie było to wysoko, ale roz-- oceniając tą odległość i rozpiętość tych, yy, tych obiektów, które przeleciały, no to przypuszczam, że one leciały w trójkącie gdzieś pięćdziesiąt na pięćdziesiąt metrów, nie? Tak można przyjąć, że rozpiętość tego trójkąta to była tak, jakby, jak pan trójkąt równoboczny o bokach pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Przypuszczam, tak? Tak mi się to wydawało. No ale, ale mogę się mylić, wie pan, bo to jest, no nie było jakiegoś wielkiego punktu odniesienia czy coś. To wszystko było, yy, no, no na oko szacowanie.
[18:39] - A czy te obiekty emitowały jakieś dźwięki?
[18:41] - Nie, nie, nie, nie, nie, nie. Natomiast zauważyłem właśnie, no, że, że były barwy takiej mleczno-kawowej, mleczno-kawowej i w połowie, czyli w średnicy największej średnicy, to po prostu była taka fala, jakby nie było równego odcięcia, tylko falą to się wszystko, yy, taka fala z boku była, przechodziła przez każdy obiekt. Tym bardziej że słońce padało na to, bo to północny zachód, słońce zachodzi także. No mówię, no nie wiem, jaka w tej chwili jest u pana pogoda, ale u nas jest dosłownie, no, identyczna pogoda, jak była wtedy. Ładna pogoda, dosyć przyjemnie było i tak to wtedy też wyglądało. Bez, bezgłośnie, wie pan, bez tego. One prze-- bardzo się, bo ja to mówię, ja siedziałem przy domu na, na foteliku turystycznym, wie pan, i tak mówię, no jeszcze tam patrzyłem, mówię: „Co tam jeszcze do tego auta wsadzić?” I w pewnym momencie mówię, zdaję sobie sprawę, że widzę, że coś, coś nadlatuje. I pierwsze wrażenie moje było takie, że być może, że to gołębie. Czasami ktoś wypuści gołębie czy coś, to lecą w takim tam kluczu, jakimś trójce czy coś.
[19:38] - No chyba nie na takiej wysokości, nie?
[19:40] - No nie, no nie. No więc właśnie. I mówię, to miało wyraźnie, wie pan, dosłownie soczewko-, takie soczewkowate, dosłownie soczewy po prostu. Trzy soczewy, tak jak tam panu na tym szkicu narysowałem, wie pan, to, to tak to wyglądało, nie? I barwy to było mleczno-kawowej. No góra była jaśniejsza, dół był ciemniejszy. Natomiast żadnych świateł, nic nie było. Nic nie było. No i to przeleciało, wie pan, dosłownie tak, jak pan policzył: jeden, dwa, trzy, cztery. I już tego nie było.
[20:06] - No w przypadku gołębi, gdyby to były gołębie bądź jakieś inne ptaki, to byłoby chyba widać, no, skrzydła. Tutaj jakby całkiem takie gładkie obiekty, prawda? One były jakieś metaliczne?
[20:16] - Wie pan co to, to, to było? Miało, miało raczej kolor taki matowy. Nie było żadnego połysku. To miało matowy taki ko-- tylko tyle, że mówię, różniły się góra, dół różniło się odcieniem. Natomiast to miało raczej, raczej w mat wpadało. To nie było żadne połyskliwe. Matowy kolor. Nie było żadnych świateł na tym. Nic. Tak jak czasami ludzie mówią, że gdzieś tam po bokach czy wokół średnicy tego największego boku, że tak powiem, średnicy, to są jakieś tam.
Nie było nic takiego, tylko po prostu trzy soczewkowate równo, ale dosłownie, wie pan, tak jakby pan wzorcowy, wzorcowy trójkąt wziął. Ja się aż zdziwiłem, że, że w takiej formacji, wie pan, nie jakiejś rozstrzelonej czy jakieś tam trójkąta prostokątnego. Po prostu to był trójkąt równoboczny, naprawdę taki, no, geometryczny wzór, geometryczny wzór. No i mówię, rozpiętość tego między tymi obiektami mogła być, ja wiem, z tej wys-- około pięćdziesięciu metrów.
[21:04] - Rozumiem, że według pana wiedzy pan jest jedynym świadkiem tego zdarzenia, tak?
[21:08] - Tak, tak. No niestety, w tej sytuacji to nikt ani syna, ani mama tego nie widzieli. Także tutaj, no niestety, byłem sam, także żadnych innych tutaj świadków w tej kwestii nie ma.
[21:17] - No ale dobrze, że pan zrobił ten szkic jeszcze w momencie, jak to wspomnienie o tej obserwacji było takie dosyć świeże, tak? Nie pamiętam, czy pan już wspominał o tym, ale czy ta eskadra obiektów w formacji trójkąta leciała po linii prostej? Czy robiły jakieś, yy, manewry?
[21:32] - Nie, nie, nie. Po linii prostej, po linii prostej. Nie było żadnych bocznych manewrów, czy żeby tam któryś wokół drugiego wykonywał jakieś inne ewolucje. Prosto przeleciały. Dosłownie, wie pan, tak jak, jak wzorcowy trójkąt równoboczny. Jeden z przodu, dwa z tyłu towarzyszyły i to się po prostu przesunęło, wie pan, tak przeleciało prosto, bez-- w zasadzie płasko, no jak w linii prostej, bo ja to z dołu obserwowałem. Ale powiem tak: to była krótka obserw-- tak jakby pan policzył jeden, dwa, trzy, cztery i tego już nie było. Natomiast zauważyłem kształt. Była to regularna soczewka, nie jakaś rozmazana. Żadnych bocznych elementów na tych pojazdach nie było nic widać na tych obiektach, tylko po prostu mówię, zauważyłem kolor, że było takie kawowo-mleczne.
Góra była jaśniejsza, dół był ciemniejszy i z boku była taka, jakby oddzielało się to wszystko taką pofalowaną linią. No, no takie wrażenie odniosłem.
[22:22] - Rozumiem, że poza obserwacją tych obiektów nic już innego się nie działo, tak?
[22:26] - No nic się nie, nic się więcej, panie Marku, nie wydarzyło. Nic się nie wydarzyło. To przeleciało. Bardzo krótka obserwacja i od tego momentu już nic więcej później nie widziałem.
[22:35] - Rozumiem, że prędkość przemieszczania się tych obiektów nie jest ja-jakby w zasięgu możliwości technicznych samolotów wojskowych na przykład?
[22:44] - Wie pan co? Nie, to nie było bardzo szybko. Na pewno to było szybciej, jak te, te obiekty, które przelatywały w Rawiczu. Szybciej to było, ale bo tamte mówię z prędkością gdzieś trzydzieści, czterdzieści kilometrów na, wie pan, tak przeleciały, jak to mówią, swobodnie, a te leciały dosyć szybko. Te leciały dosyć szybko. Z południa kierunek typowo północny, bo tu wielokrotnie marzy-- mierzyłem kompasem, gdzie, gdzie wskazuje, wie pan, jak mam budynek usytuowany na działce. Tak, tak to, tak to przemieszczało się bez żadnego dźwięku, bez żadnych świateł. Natomiast dosyć szybko, bo to zaraz mi, wie pan, nie było nawet możliwości, żeby, żeby zaobserwować i przyjrzeć się temu, jak to się oddala, jak to, jak to się oddala. Ja mówię, pierwsze wrażenie moje było, że to gołębie lecą. Dopiero później, jak spojrzałem, wie pan, no człowiek tam co jakiś czas zwraca uwagę na to otoczenie.
No i mówię, w tym momencie widziałem regularny kształt soczewek, trzech soczewek, które przeleciały.
[23:36] - Jakby trójkątów było mało, teraz będzie jeszcze jedna relacja dotycząca obserwacji trzech trójkątnych obiektów w formacji trójkąta w okolicach Krakowa w 2014 roku. Zdaniem słuchacza nie mogły to być samoloty. A więc co? Posłuchajmy nagranej rozmowyPan zgłosił chyba dwie obserwacje z tego, co pamiętam. Może-
[23:59] - Dwie obserwacje. Yy, przy czym, no dobra, to, yy, akurat wczoraj słuchałem taki archiwalny odcinek z dwa tysiące osiemnastego roku. Tam między innymi była tam mowa o różnych kwadratach, trójkątach na niebie i tak dalej. No i to mnie, że tak powiem, zainspirowało, żeby tam do państwa dwa słowa napisać. To jest ta relacja, powiedzmy późniejsza moja relacja, bo ta, ta pierwsza to za chwilę do niej wrócimy. Ale, ale to był dzień taki, powiedzmy letni, gdzieś prawdopodobnie to był wrzesień, może początek października wieczorem. Ja mieszkałem wtedy w Krakowie na dziewiątym piętrze. Zresztą mieszkałem tam ponad czterdzieści lat w tym bloku.
[24:42] - To był, jeżeli dobrze, jeżeli dobrze pamiętam, rok dwa tysiące trzynasty lub czternasty, tak?
[24:47] - Tak, tak. To był dwa tysiące czternasty rok. Jeśli chodzi o niebo tej części Krakowa, gdzie mieszkałem na Krowodrzy Górce tak to się nazywa. No niebo było takie, powiedzmy, lekko zachmurzone. Nie było idealnej pogody, ale co ciekawe, patrząc w kierunku słońca były przejaśnienia, delikatne przejaśnienia, ale w większości były chmury. Ja mieszkam w takim miejscu Krakowa, gdzie też jest tak zwany tunel powietrzny dla samolotów, które lądują w kierunku, kierunku Balic, więc nade mną bardzo często i wojskowe samoloty przelatywały nad moim blokiem i pasażerskie. No i przelatują do dzisiejszego dnia na tej trasie. Ja będąc na balkonie, yy, oparty, patrząc w kierunku, yy, na boisko z dziewiątego piętra, patrząc w kierunku na zachód, nagle zauważyłem właśnie tak, jakbym popatrzył w kierunku zachodzącego słońca. Zauważyłem trzy lecące trójkąty. Trójkąty równoramienne.
Trójkąty poruszały się z prędkością, nie, no troszkę większą niż samoloty, które normalnie latały. Jeśli chodzi o wysokość, były na podobnym pułapie, może ciutkę wyżej. Co było charakterystyczne to, że one leciały całkowicie bezgłośnie i były, no, według mnie były olbrzymie, ponieważ były powyżej poziomu normalnie latających samolotów, więc patrząc na nie stwierdziłem, że gdyby taki trójkąt stanął koło samolotu, byłby co najmniej trzy razy większy. No i one leciały. No ja popatrzyłem na, na wszystkich ludzi, którzy tam na dole na boisku byli w tym parku. Czy oni to widzą, czy to tylko ja widzę? No ale ponieważ one leciały w miarę szybko i całkowicie bezgłośnie, więc prawdopodobnie były niezauważane przez nikogo. Yy, potem oczywiście zawołałem rodzinę, ale to już było za późno, bo tam syn był w domu. Yy, chyba jeszcze była żona. Już nie pamiętam.
W każdym razie no żonę to takie rzeczy raczej nie interesowały i raczej nie, nie poddałaby by to, na pewno poddałaby to wątpliwości, to, co ja jej tutaj mówię i tak dalej. Ale nie udało mi się nikogo znaleźć, kto by coś takiego zaobserwował. Na drugi dzień pamiętam, że napisałem do Gazety Wyborczej i chyba jeszcze do jakiegoś obserwatorium. Gdzieś tam znalazłem w internecie adres mailowy. No i opisałem to zjawisko, ale niestety, no nie dostałem żadnej informacji, więc stwierdziłem, że potraktowali mnie powiedzmy mało przychylnie, czy tam na tej zasadzie, jakbym kogoś wypuszczał. A może to była po prostu tylko normalna akcja wojskowa, może to były samoloty tego typu chyba F-11 czy coś takiego, które latają bez radarów, bezgłośnie. Ale z drugiej strony widziałem taki samolot gdzieś, yy, w gazecie czy w internecie i muszę powiedzieć, że to nie był ten kształt. To był kształt czegoś w rodzaju odciętej bryły.
[27:49] - Taki zbyt idealny, prawda?
[27:51] - Tak, tak. Ot, coś takiego. Tak jakby po prostu ktoś wyciął kawałek betonu czy, czy, czy, czy czegoś takiego. Idealnie to wygładził. I na pewno nie było tutaj żadnego miejsca na miejsce dla pilota czy jakieś światełka, czy jakieś, no nie wiem, okienka. No nie, nie, nie. To była, to sam trójkąt w powietrzu po prostu. I to były trzy trójkąty, które były w idealnej odległości od siebie. Leciały z idealną prędkością, tą samą, tak jakby tworzyły taki jakiś bojowy szyk, no. Coś takiego.
[28:27] - Ja tutaj za bardzo się nie znam na technice wojskowej, ale z tego, co się orientuję, to te trójkątne samoloty nie są takie tak do końca trójkątne, prawda? Bo one mają takie jakby wycięcie z tyłu, tak?
[28:37] - Tak, tak, tak, tak. No właśnie to mnie przekonało w tym, że, że albo technologia poszła jeszcze dalej i o czymś nie wiemy. No, no. Także, także być może technologia poszła jeszcze dalej i nie wiemy o, o niektórych samolotach, które się pojawiły. No ja to z czasem przypisałem temu, że to jednak były samoloty wojskowe. Poza tym leciały idealnie w kierunku, yy, właśnie na lotnisko w Balicach. Ja mam w odległości, odległość do Balic w linii prostej ode mnie z bloku, tam przynajmniej wtedy, tam, gdzie mieszkałem na Krowodrzy, no to już mówię, to by było jakieś dziesięć kilometrów w linii prostej.
[29:14] - No to niedaleko.
[29:14] - Więc one teoretycznie mogły podchodzić do lądowania te pojazdy. No ale były trzy razy większe.
[29:19] - W każdym razie, że to tak ujmę, sprawa jest otwarta i pan już chyba tutaj wszystko powiedział, co się da powiedzieć na temat tego zdarzenia, bo nie rozmawiał pan z jakoś tam z sąsiadami, czy coś może wiedzieli?
[29:32] - To znaczy ja patrzyłem wtedy od razu, czy ktoś stoi na balkonie. Okazało się, że byłem jedyną osobą. Bo, bo chciałem znaleźć kogoś, kto potwierdzi moją relację. Wtedy pamiętam, że byłem tak po prostu całą tą sytuacją podniecony, nabuzowany, że, że po prostu chciałem to jak najwięcej osobom przekazać, a równocześnie znaleźć kogoś, kto potwierdzi moją wersję. No, ale ponieważ nikogo takiego nie znalazłem, więc już później nie drążyłem tematu, no.
[29:59] - Jak państwo słyszeliście na początku mój rozmówca przekazał dwie relacje. Co do drugiego ze zdarzeń, słuchacz nawiązał do odcinka podcastu Infrafakty z trzynastego stycznia dwa tysiące trzynastego roku, ponieważ jego zdaniem mógł on obserwować dokładnie ten sam obiekt. Posłuchajmy zatem najpierw fragmentu tamtego wydania Infrafaktów, w którym sprawę zaprezentowali Michał Kuśnierz i Piotr Cielebiaś.
[30:27] - Powiedzmy też o drugim przypadku. On dotyczy wprawdzie początku zeszłego roku, ale jest bardzo interesujący. Pochodzi z Wrocławia. Żeśmy tę sprawę udostępnili panu Damianowi Treli, który z nami współpracuje i na podstawie relacji świadka, spotkania ze świadkiem wizji lokalnej pan Damian opublikował u nas artykuł pod tytułem "Dziwna kula nad Wrocławiem". Ja może króciutko zacytuję tylko fragment tej pierwszej relacji, jaka do nas napłynęła. Chodzi o zdarzenie z dwudziestego piątego lutego dwa tysiące dwunastego roku, godzina około dwudziestej pierwszej. "Widziałem we Wrocławiu z okna swojego mieszkania kulę ognia wielkości jak szacuję, około jednej trzeciej do jednej czwartej tarczy księżyca, która nadleciała od strony lotniska w kierunku zachodnio południowo zachodniego." No właśnie, ale ta relacja też pociągnęła za sobą, publikacja tej relacji pociągnęła za sobą też kolejne doniesienia i nawet zdjęcia.
[31:34] - No właśnie, ale powiedzmy, dlaczego się tak bardzo zainteresowaliśmy obserwacją latającej kuli ognia. My już przez kilka lat przynajmniej stykamy się z tak zwanymi lampionami i to one zwykle odpowiadają za obserwację tych kul ognia. Natomiast w tym przypadku było inaczej. A dlaczego? Otóż pan S., który w lutym tamtego roku informował nas o tym zdarzeniu, twierdził, że ten obiekt był dość dobrze widoczny i oprócz tego posiadał na swojej powierzchni tak jakby czerwono żółte plamy. Trudno określić, czym mógł być. Natomiast jego drugim takim wyróżniającym elementem był tak jakby ogon. I pan, pan S. tutaj starał się nawet dowiedzieć w różnych instytucjach naukowych, co to mogło być, bo przypuszczał, że to było jakieś zjawisko astronomiczne, jakiś tam mały meteor. Natomiast nikt nie był w stanie mu, mu powiedzieć, co to było.
No, on sam twierdził, że był to ogon, taki króciutki lub taki, taki ślad z tyłu, który wyglądał jak krótkie, takie poszarpane włosy. Pan Damian Trela spotkał się ze świadkiem całkiem niedawno. Ustalił parę rzeczy. No niestety nie udało się odpowiedzieć na, na główne pytanie dotyczące tej sprawy, czyli czym był ów obiekt. Rzeczywiście jest to bardzo, bardzo interesujące. Ciekawe też, czy ten obiekt widziany był przez kogoś więcej niż tylko pana S.
[33:04] - Prowadzący Infrafakty wspomnieli o artykule odnoszącym się do tego zdarzenia. Link do publikacji znajdziecie Państwo w opisie niniejszej audycji. Obrazki niestety nie działają, ale to, co najważniejsze, czyli tekst jest cały czas dostępne. Można zatem oddać się lekturze. A tak swoją obserwację opisał mój rozmówca z Krakowa.
[33:29] - Druga obserwacja była dużo bardziej ciekawa. Zacznę jednak od czegoś innego. Jakieś pół roku temu włączyłem archiwa na Chomiku, chomikuj.pl jedną z waszych archiwalnych audycji Infra z trzynastego stycznia dwa tysiące trzynastego roku i tam była jedna z relacji dotycząca świetlnej kuli, którą gdzieś tam w okolicy Wrocławia widziano. No i moja relacja jest jakby tylko potwierdzeniem właśnie tego, co prawdopodobnie zaobserwowała ta sama osoba. Ale pokrótce jak to było. Ja jestem osobą, która lubi w nocy no taką, taki mam układ fizjologiczny, iść do toalety się załatwić około godziny drugiej, trzeciej, czwartej, jak mi to tam sen pozwoli. I to był właśnie taki, taka noc. Prawdopodobnie to był gdzieś tam początek wiosny, luty albo marzec dwa tysiące dwunastego roku prawdopodobnie. Wstałem z łóżka, a ponieważ moje łóżko jakby przylegało do tego samego, do okna od strony zachodu, pierwszym, pierwsze co zrobiłem popatrzyłem w kierunku okna i zobaczyłem coś niesamowitego. Od strony zachodu w kierunku wschodu leciała rozżarzona kula, rozżarzona pomarańczowo żółta, paląca się z ogonem kula.
No, byłem po prostu w szoku. W pierwszej chwili zaniemówiłem. Przykleiłem się do okna. No byłem po prostu... No zobaczyłem coś niesamowitego i spodziewałem się czegoś takiego, że za chwilę będzie jakiś wielki pożar, że za chwilę będzie jakiś straszny wybuch. Kula przeleciała idealnie nad moim blokiem na Krowodrzy Górce. Widziałem ją mniej więcej na wysokości jakby trzech moich bloków, czyli powiedzmy sto metrów od ziemi licząc. Kula była gdzieś około sto, może sto pięćdziesiąt metrów. Ciężko powiedzieć tak jednoznacznie. Kula przeleciała nad moim blokiem.
Poleciałem na drugą stronę, ponieważ mam okno i wschodnie i zachodnie. Poleciałem na drugą stronę, budząc po drodze rodzinę. Byli zaskoczeni tym, co ja robię. No, w momencie, kiedy oni podeszli do okna, ta żarząca się kula była już w dobrej odległości od wschodniego okna, bo leciała z dosyć dużą prędkością, zdecydowanie większą prędkością niż latają samoloty. No, mniej więcej trzykrotnie, czterokrotnie szybciej. Co mogę jeszcze powiedzieć? No, było to chyba zjawisko, które widział również ten człowiek z Wrocławia. Dokładnej daty właśnie nie znam. Próbowałem nawet w swoich zapiskach dzisiaj znaleźć, bo gdzieś miałem zapisane, kiedy to było, w jaką noc. Ale, ale, ale nie mogę tych zapisków jakoś znaleźć, ponieważ w międzyczasie się dwukrotnie przeprowadzałem.
Także no muszę powiedzieć, że według mnie była to, było to coś w rodzaju komety, coś w rodzaju bardzo dużego meteorytu i spodziewam się, że ten meteoryt prawdopodobnie uderzył w ziemię. Tak patrząc na tą trajektorię i patrząc na mapę, jak on leciał gdzieś w okolicach Nowego Brzeska. Nowe Brzesko, czyli jakieś trzydzieści kilometrów od Krakowa, w linii prostej. Od Huty będzie bliżej, bo to będzie jakieś od Nowej Huty, jakieś piętnaście niecałe. No w każdym razie na pewno uderzył gdzieś w pola, na pewno wywołał jakieś poruszenie w ziemi. Jeśli wpadł w las, no to wywołał pożar. Ale, ale, no była to, była to niesamowitaKula i no nigdy, nigdy nie zapomnę tego zjawiska, które wtedy zobaczyłem.
[37:14] - Ale chyba żadnych jakichś doniesień o pożarze nie było z tego okresu.
[37:19] - No właśnie i teraz tak od razu zacząłem szukać na drugi dzień informacji, no jakichkolwiek informacji na ten temat i Radio Kraków, i tutaj jakieś okoliczne wiadomości z Dziennika Polskiego czy coś. Zero wiadomości, nic kompletnie. Nikt tego nie widział. Także no.
[37:36] - Nawet żadnych wpisów mieszkańców okolicznych w internecie też nie było, nie?
[37:40] - No to była pora gdzieś około wpół do czwartej w nocy, więc to jest pora, kiedy chyba najwięcej ludzi śpi. Więc, no poza tym, że, że tam moja żona widziała końcówkę jakby ogona tej komety, to tak naprawdę to żadnych innych świadków nie miałem. No, no było. Było to dla mnie niesamowite przeżycie, bo była to olbrzymia, olbrzymia kometa, bo to nie było coś takiego jak patrzymy na niebo i widzimy jakieś spadające gwiazdki czy coś takiego, odbijające się od części tam jonosfery czy stratosfery już nie pamiętam. W każdym razie to była prawdziwie rozżarzona, płonąca kula z ogonem.
[38:21] - No, jeżeli to był meteoryt, no to całkiem możliwe, że się po drodze rozpadł i to walnięcie nie było takie znowu słyszalne mocno.
[38:28] - A no to może. No to też, też jest możliwe, tak.
[38:31] - Ale nie zmienia to faktu, że to musiał być rzeczywiście dosyć duży obiekt.
[38:35] - No bardzo duży, bardzo duży i leciał bardzo nisko, jak na, jak na po prostu. No tak jak mówię, sto pięćdziesiąt metrów gdzieś od ziemi. To było bardzo, bardzo blisko i leciał dosyć poziomym, że tak powiem, jakby trajektorią poziomą bardziej właśnie taką tak, tak jak lecą samoloty, że lecą dosyć płasko, więc ciężko było jednoznacznie powiedzieć, gdzie on spadnie. No, on mógł zarówno spaść gdzieś w okolicach Nowej Huty, gdzieś tam w okolicach tego kombinatu, jak i tak jak mówię, kawałeczek dalej w Nowym Brzesku, gdzieś w polach.
[39:12] - A do czego mógłby pan porównać wielkość tego obiektu? Tak na oko.
[39:17] - Dużego samolotu, takiego naprawdę dużego wojskowego, transportowego samolotu albo czegoś. Nie. Ja myślę, że nawet większego coś. Wielkości dwóch, dwóch dużych samolotów. No dlatego byłem w szoku, że nie było żadnych doniesień na drugi dzień, no bo to była tak, tak wielka kula, że ona, no tak jak pan wspomniał, być może ona gdzieś po drodze się rozpadła, gdzieś opadły odłamki jej, czy tam rozbiła się na dziesięć elementów i gdzieś tym bardziej, że za Nową Hutą tak naprawdę to są pola, jest, płynie Wisła. Teoretycznie mogłaby nawet i do Wisły wpaść. Nikt by tego nie zauważył. No ale tej wielkości kula jak wielkości dwóch samolotów. No ja nie bardzo wierzę, że to gdzieś nie odbiło się, nie spadło i nikt o tym nie wiedział. No jak dla mnie to by to była wtedy olbrzymia ta kula, no.
[40:08] - Pewnie. Nawet mimo tej dosyć takiej sennej, że tak to ujmę, pory, to ktoś by to jednak mógł zauważyć. Jakieś dyskusje by były, a tutaj cisza.
[40:18] - No właśnie. No nic. Pozostało mi tylko wspomnienie z tego i tak naprawdę już więcej do tego nie wracałem, nawet w myślach i tak dalej. Choć, choć jak czasami się gdzieś tam przy ognisku siedziało i opowiadało się jakieś niesamowite historie, to zdarzało mi się coś takiego opowiedzieć. Ale pierwszym takim właśnie impulsem, który mi to w jakiś sposób przypomniał, że należy się tą wiedzą w jakiś sposób podzielić, właśnie było wysłuchanie państwa audycji z trzynastego stycznia dwa tysiące trzynastego roku. I tam jest właśnie relacja chyba człowieka z Wrocławia, który, który coś takiego podobnego właśnie widział. Być może właśnie to było to samo.
[41:01] - Pomyśleć, co by było, gdyby ta kula troszeczkę tak jakby zboczyła z kursu, prawda? Mogłoby być nieciekawie.
[41:08] - Nie, nie, ona zdecydowanie leciała, że tak powiem, prostolinijnie. Tutaj nie było raczej żadnych, więc jakby to, że ona leciała z okolic Wrocławia w kierunku Krakowa i dalej na wschód, no to, no to by się jakby zgadzało. No nie jestem w stanie potwierdzić tej daty, ale, ale prawdopodobnie to było to samo.
[41:29] - I to tyle, jeśli chodzi o relację przekazaną przez naszego słuchacza z Krakowa. Wszystkich świadków tych i podobnych zdarzeń gorąco zachęcam do kontaktu z Radiem Paranormalium i przekazania swojej relacji. Można również wysyłać relacje do prowadzonej przez nas bazy relacji o obserwacjach UFO pod adresem www.ufo-relacje.pl. A my usłyszymy się ponownie już za chwilę, po krótkim przerywniku. Może dla kogoś z Państwa będzie to idealny moment, aby spojrzeć na chwilę w niebo. Nieograniczona przestrzeń do nieskrępowanej dyskusji na tematy paranormalne, ezoteryczne i nie tylko. Forum Radia Paranormalium. Dołącz do nas na forum.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium.
Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Setki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im świat, o jakim boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium znajdziesz w zakładce Podcasty na www.paranormalium.pl.Rozmawiaj z prezenterami i innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata z dala od Facebooka na www.paranormalium.pl. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych.
Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Ufo Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W ostatniej części dzisiejszej audycji poznamy opisy kilku zdarzeń, które Radiu Paranormalium przekazał słuchacz z Wrocławia. Zaczniemy od grupowej obserwacji UFO dokonanej przez całą jego rodzinę, najprawdopodobniej w okolicach tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego piątego roku.
[44:29] - Moja historia jest, powiem szczerze, może nie aż tak interesująca jak te, co słucham, bo słucham państwa audycji od wielu lat. Właściwie klikuję radio. Natomiast to było coś takiego. Miało to miejsce w połowie lat siedemdziesiątych. Myślę, że to był gdzieś siedemdziesiąty piąty, szósty rok we Wrocławiu. Wtedy tam chodziłem do podstawówki. Chyba to była gdzieś trzecia, czwarta klasa. Tak teraz, po tylu latach jestem już, już tak powiem, po pięćdziesiątce, więc ciężko mi sobie to dokładnie zlokalizować, ale kojarzę to po takich wydarzeniach. Mianowicie chodziliśmy wtedy na spacer. Mieszkaliśmy na Psim Polu we Wrocławiu.
To jest taka, no można powiedzieć na Karłowicach, konkretnie taka dzielnica leżąca wtedy na obrzeżach, gdzie były w zasadzie ogródki działkowe. Tam nie było żadnych bloków. Chodziliśmy nad Odrę z psem, takiego mieliśmy psa wilczura na spacery wieczorami i to pamiętam, było albo późną jesienią, bo już tak było dosyć zimnawo. Myślę, że albo to był październik, listopad, albo to była wiosna, gdzieś tak powiedzmy koło marca, kwietnia. W każdym bądź razie była to godzina wieczorna około dziewiętnastej i tam ojciec, ja i siostra chodziliśmy na spacery właśnie z tym psem, że on se tam wybiegał, bo nad Odrą były wtedy takie, można powiedzieć planty, wały przeciwpowodziowe, które, które były porośnięte trawą. Pies tam sobie mógł swobodnie pobiegać. I raz, z razu jednego, wracając właśnie z tego spaceru nad Odrę, to było w kie, tak idąc ulicą Lindego w kierunku alejki rowerowej. Znad, znad tych, znad działek takich ogródków pracowniczych, które były wtedy tam wokoło, nadleciał wie pan, taki obiekt klasyczny, jak to później, bo ja się od tego momentu zacząłem interesować w ogóle ufologią tak zwaną. Nadleciał taki klasyczny, pomarańczowy, w totalnej ciszy obiekt przeleciał nad nami. On był pomarańczowy, taki dysk, no można powiedzieć modelowy, jakby to powiedzieć w tych opisach, tych, tych, tych spotków.
Widzieliśmy go od spodu. To trwało cało, cała ta cała manifestacja, właściwie ten przelot nad ogródków nad nami. I później poleciał. Zniknął. Leciał tak no powiedzmy nie, no nie, nie szybko, nie wolno. Kilka sekund. Staliśmy tak, patrzyliśmy na to. To nadleciało nad nami wielkości, tak wie pan, porównując, jakby to powiedzieć. No, byłem dzieckiem wtedy, ale jak to później starałem się do czegoś porównać. Jak są takie boiska, nie te takie duże piłkarskie, tylko takie jak były kiedyś na bo, małe boiska szkolne, to taki obiekt można było w wysokie boisko wpisać.
Oczywiście to był prostokąt, ale powiedzmy no mniej więcej połowę takiego boiska do piłki nożnej szkolnego. To było dosyć duże, jednocześnie gdzieś mniej więcej z pięćdziesiąt, sto metrów nad nami w totalnej ciszy przeleciało. Pomarańczowe, nie miało żadnych świateł mrugających jak tam niektórzy mówią na obrzeżu. Ciężko mi powiedzieć, czy jakieś szczegóły widzieliśmy. Tylko tak to zamurowało nas wszystkich. Ja, ojciec i siostra staliśmy i tak głowy do góry i tak powoli przeleciało w ciszy i zniknęło. I pamiętam, że po tym, po tym fakcie no właśnie zacząłem się interesować tymi, tymi zjawiskami. W ogóle to było takie co to w ogóle jest takie szokujące? Nawet pamiętam, w podstawówce się tam wszystkim kolegom mówiłem, że widziałem takie coś. No widziałem UFO.
No bo gdzieś tam ktoś, moja siostra chyba była starsza ode mnie kilka lat. Wiesz, to chyba UFO było i tak, takim no jako dziecko byłem tym podekscytowany. No wiadomo, coś widziałem. Byłem taki, czułem się ważny, że widziałem coś, czego inni nie widzą. Nawet się tam chwaliłem. Ale każdy: tak? Widziałeś UFO? No, widziałem UFO i to trwało tak. W domu też o tym z ojcem rozmawiałem, z siostrą może z tydzień. No a później no widziałem.
No i tyle. I sprawa ucichła. W sensie no, no w zasadzie już później nie wracaliśmy do tego, do tego, bo nigdy więcej, jakby tam w moim życiu się nie zdarzyło nic takiego, poza tylko tym, że właśnie w siedemdziesiątym siódmym roku wpadł w moje ręce, nie wiem, czy pan kojarzy. Były wtedy takie kalendarze Caritasu. To były takie porządne, prawie że książkowe wydania co roku kalendarz Caritasu. On pamiętam, właśnie to był siedemdziesiąty siódmy rok i tam był dosyć obszerny artykuł o właśnie UFO. Tylko wtedy to nazywali chyba Nolami. Po polsku było.
[48:56] - No tak się to do dzisiaj nawet nazywa.
[48:59] - No właśnie i, i tak mówię, przeczytałem od deski do deski. Tam było z pięć, sześć stron tego artykułu, tylko nie pamiętam, czy to był jakiś przedruk z jakiejś amerykańskiej prasy. No w każdym bądź razie i tam było, że to się okazuje, że to nie tylko takie dyski, że niektórzy widzą cygara czy jakieś kule i inne rzeczy. No i tak właściwie to jest cała taka, taka historia, jeśli chodzi o wtedy, tamten okres. Nie miałem niestety żadnych, jakichś takich później spotkań czy tamMimo że od tego momentu pamiętam zawsze, jak miałem możliwość, obserwowałem bacznie niebo.
[49:29] - Pan wspominał o psie. Czy pies jakoś zareagował na pojawienie się tego obiektu? Przykuło to w ogóle jego uwagę czy olał temat kolokwialnie mówiąc?
[49:39] - Właśnie, krótko mówiąc, nie za bardzo pamiętam, ale chyba raczej ani nie wył, ani nie skomlał. On nie zareagował. Nic. To myśmy to widzieli. Myśmy tak-- w ogóle to była taka, to było krótkie, to było kilka sekund, to tak przeleciało. No ciężko powiedzieć z jaką prędkością, ale jakby tam samochód, jakby tak samochód jechał pod takim coś, no to musiał pojechać z sześćdziesiąt, sześćdziesiąt, siedemdziesiąt kilometrów na godzinę. Tylko że to było w ciszy. To było takie, takie nasunęło się, przeleciało i takie majestatyczne to było. Pamiętam, duże. Natomiast pies nie, pies ani nie wył, ani nie kulił się, nie skomlał.
On po prostu stał przy nodze, bo on był taki dosyć karny. Myśmy się zatrzymali, to pies się zatrzymał przy nodze ojca i być może to widział. Nie pamiętam, bo myśmy mieli głowy zadarte, ale takiej reakcji psa nie, nie pamiętam. Na pewno nie był głośny.
[50:23] - Mhm. Takim dosyć tutaj zwracającym uwagę szczegółem jest ta cisza, właśnie ten cichy przelot, bo to powinno, teoretycznie powinno jakiś dźwięk wydawać. Gdyby to był jakiś ziemski wynalazek, powiedzmy nasz.
[50:36] - Gdyby to był helikopter, czy gdyby to był jakiś aparat taki napędzany silnikiem, to bez wątpienia. No ja akurat byłem już później jako student świadkiem lądowania czy tam startu helikoptera w bliskiej odległości. No to to jest grzmot i huk po prostu niesamowity. To, to tak po uszach daje, że, że to jest no monumentalny dźwięk. Natomiast to nie. To, to właśnie to było takie zaskoczenie, że coś takiego płynie na niebie i cisza i po prostu, i to się lekko wirowało. Ten, ten ruch był taki pamiętam, on przeleciał, ale on minimalnie się obracał. Nie tak szybko, tylko jakby, no nie wiem, kilka stopni na, na sekundę. To był taki delikatny ruch, powoli obrotowy i, i tak się prze-przemieszczał. No, no z pięćdziesiąt metrów nad nami, może sto metrów.
Ciężko mi to powiedzieć, bo nie mam, nie jestem pilotem, nie mam takiego doświadczenia, żebym potrafił coś zlokalizować. Tak, tak mi się wydaje wtedy. Zresztą to było tak dawno.
[51:30] - A czy byli może jacyś inni świadkowie tego zdarzenia, czy, czy tylko wy troje?
[51:36] - Znaczy myśmy byli właśnie we troje. Najgorsze jest to, że już mój ojciec nie żyje. Moja siostra umarła pięć lat temu i no niestety nie, nikt tego nie potwierdzi. I byliśmy wtedy sami na tej ulicy, bo wtedy, w latach siedemdziesiątych jakoś tak ludzie nie chodzili na spacery. Pamiętam, że rzadko kogo można było spotkać. Już jak się tak lekko zmierzchało, to w zasadzie na, na, na wtedy na tych okolicach, gdzie mieszkaliśmy, to nie było ludzi. Światła się świeciły, ludzie siedzieli w domach, zakosztować więcej. Ani to na ulicy nie było raczej nikogo wtedy, kto by mógł to z nami potwierdzić. Do kogo moglibyśmy podejść, powiedzieć: „Czy pan to widział?” Nie. Byłem tylko ja, ojciec i siostra, a obydwoje już nie żyją.
No ja zostałem. Tak mówię: „Ach, powiem to”. Bo to też jest coś takiego w zasadzie, co pewnie nie jest to jakieś wielkie spotkanie, nikt mnie tam nie wziął. No, ale no było. Miało to miejsce. Do dzisiaj to pamiętam po prostu. A raczej się nie pamięta takich błahych rzeczy. No było to dla mnie takie dosyć, no jakby to powiedzieć, może nie zszokowane, ale mocno mnie to zainteresowało jako, jako takiego młodego człowieka. No byłem wtedy w drugiej albo trzeciej klasie podstawówki i zobaczyłem coś, czego, czego nie potrafiłem sobie racjonalnie wytłumaczyć.
[52:39] - Rozumiem, że jakieś rozmowy potem były po tej obserwacji. Czy, czy wspomnienia wasze jakby się pokrywały w stu procentach, czy, czy były jakieś różnice w sposobie, w jaki opisywaliście ten obiekt?
[52:52] - Nie, właśnie wszyscy, wszyscy, ja, siostra i ojciec żeśmy tak mniej więcej mówili. Z tym że nie było to dużo rozmów. To może kilka tych rozmów było po tym, że no widzieliśmy coś. Mamie się pochwaliliśmy, a mama tam: „E”, machnęła ręką. To były czasy, że tam raczej się o tym nie mówiło.
[53:09] - No to tematyka jakby się rodziła dopiero u nas w Polsce, tak?
[53:13] - Tak. I to pamiętam, że w domu to kilka razy żeśmy się do tego odnieśli. Znaczy no mówiliśmy o tym, ale to tak, że: „Pamiętasz? Pamiętasz? Widzieliśmy.” „Tak, tak, to pewnie UFO”. To moja siostra tam właśnie mówi: „To pewnie UFO”. Ona była bardziej, ona była siedem lat ode mnie starsza, więc ona już chyba była wtedy, nie wiem, w liceum bodajże. Tak. Na początku więc miała jakieś tam gdzieś szersze kontakty z ludźmi bardziej światłymi. Ja to byłem gówniarz, byłem taki dzieciak, można powiedzieć i bardziej ja to w szkole, w podstawówce się chwaliłem.
Pamiętam, taki czułem się taki ważny, że: „O, słuchajcie, widziałem UFO. Widziałem takiego, widziałem latający talerz” — czy jakoś tak to nazywałem wtedy. „Tak? No jak?” No mówię: „No przeleciał tutaj nad, nad ulicą Lindego, jak byłem na spacerze z ojcem”. No to też tak to dzieci, ale to dzieci krótko swoją uwagę koncentrują na jakimś zdarzeniu, a później: „Chodźcie, pobawimy się” czy tam: „Pogramy w piłkę”. I to było tak. No może z tydzień tym wydarzeniem się chwalili, a później jakoś no to tak ucichło. I co ciekawe, ja jeszcze jak siostra żyła kilka lat temu, to tak nawiązałem. Na Wigilii spotykaliśmy się. To gdzieś było nie wiem, z osiem, dziewięć, dziesięć lat temu.
I pytałem ją, czy ona to pamięta. Mówi, że już chyba raczej tego nie pamięta. Ja to zapamiętałem. No ojca już nie było wtedy też z dziesięć lat, ale moja siostra tak chyba wyparła to z pamięci. Jakoś nie za bardzo była w stanie sobie to przypomnieć. A teraz ja to pamiętam. No nie dałbym sobie ręki uciąć, że to miało miejsce. Chociaż no być może to mi się tylko wydawało. W sensie być może wszyscy, wszystkim nam coś się tylko wydawało, bo tak takie teorie też słyszałem, że mogą to być jakieś projekcje w naszych głowach. Niekoniecznie fizycznie ten obiekt nad nami przeleciał.
Ale, ale ja to tak odebrałem, tak widziałem. No i tak właśnie jak mówię to, to panu to relacjonuję.
[54:51] - No siostra mogła to uznać za taki no zdarzenie, bo zdarzenie się zdarzyło, bo się zdarzyło. No i tyle. Takie mało, mało jakby doniosły, mało jakby znaczący incydent, tak?
[55:03] - Tak. No raczej tak. Zresztą moja siostra była taka bardzo racjonalna. Ona studiowała matematykę na politechnice i no i to tak być może jej ścisły umysł tutaj wypierał takie rzeczy, których nie był w stanie racjonalnie wytłumaczyć. Aczkolwiek no wtedy jeszcze, jak to było na świeżo, no to, to nie wypierała tego. No to dopiero po latach wróciliśmy do tego tematu. I tak ja tak z ciekawości zapytałem, mówię: „Słuchaj, czy ty pamiętasz to, to zdarzenie?” Ona mówi, że tak nie za bardzo. Ale tak mnie to zdziwiło. Mówię: „No jak? Przecież to miało miejsce”.
„No ale to” — ona mówi: „No teraz mnieNie pamiętam już. To była Wigilia, więc to takie było pytanie bardziej jakby tak rzuciłem. Można powiedzieć, żeby coś było mówione, a potem już tematy zeszły na inne tory. Także tutaj moja mama żyje, ale ona tam tylko jak to wtedy usłyszała, to też tam nie za bardzo w to wierzyła, więc teraz pewnie nawet nie będzie pamiętać, bo ma już osiemdziesiąt sześć lat, także ledwie, ledwie jest w stanie się poruszać samodzielnie. Także to też już nie jest świadek taki, żeby tam, żeby choć, żeby choć pamiętała, że to było mówione. Na pewno byśmy jej to mówili. Ja powiem panu, że po tym zdarzeniu ja właśnie zacząłem się interesować tym UFO. No, wtedy, w latach osiemdziesiątych, siedemdziesiątych to tam było mało literatury, chociaż czytałem wszystkie science fiction, w ogóle zacząłem się science fiction interesować, takimi rzeczami. Ale to były takie, no, skrawkowe informacje. Dopiero tak naprawdę więcej danych na ten temat zaczęło być w latach dziewięćdziesiątych dostępnych.
No i tam jak mogłem, to coś czytałem. Tam, gdzie mogę, to tak słucham i widzę, że to nie jest takie wszystko oczywiste, jak mi się na początku jako dziecku wydawało, że na pewno to jest talerz, to się okazuje, że tak naprawdę to są jakieś manifestacje nie wiadomo czego. Być może są to rzeczywiście jacyś kosmici albo jakaś to inteligencja, która z nami obcuje na Ziemi, jest niematerialna i nam się manifestuje. W każdym bądź razie no, miałem taką manifestację. Dzięki Bogu nic więcej mi się nie zdarzyło. Nikt mi nic nie wszczepił, nikt mnie nie brał i nie hipnotyzował.
[56:57] - Nie porwało tak jak tych z Pascagouli chociażby.
[57:01] - Ale najgorsze jest to, wie pan, że to wypatrywałem obiektów w niebie.
[57:07] - Przygotowując do publikacji drugą relację przekazaną przez mojego rozmówcę, miałem trochę roboty, gdyż w trakcie rozmowy urwało nam się połączenie telefoniczne z prozaicznego powodu. Po prostu skończyły mi się środki na numerze komórkowym, którego używam w Radiu Paranormalium. W tym miejscu podzielę się z Państwem trochę taką naszą radiową kuchnią. Otóż umawiając się z Państwem na rejestrację telefoniczną opisywanych przez Was zdarzeń, stosuję zasadę, że w umówionym terminie to radio dzwoni do słuchacza, nie odwrotnie. Uważam, że w dobrym tonie jest zorganizować taką rozmowę w taki sposób, aby rozmówca nie musiał ponosić kosztów, które mogłyby powstać przy okazji podzielenia się swoją historią. Zresztą już samo dzielenie się jakimiś trudno wytłumaczalnymi zdarzeniami często stanowi akt dużej odwagi, gdyż to, co Państwo słyszycie w takich audycjach, jak "Mówią świadkowie", to niejednokrotnie są zdarzenia, którymi osoby ich doświadczające po prostu boją się dzielić z innymi ludźmi i skrywają je w swojej pamięci przez wiele, wiele lat. Mając to na uwadze, chyba zgodzicie się ze mną, że stworzenie sytuacji, gdzie takiemu rozmówcy kwota na rachunku za telefon znacząco by wzrosła, byłoby bardzo nieeleganckie. Wracając do rozmowy ze słuchaczem z Wrocławia, z którym ostatecznie połączyłem się po raz drugi przy pomocy mojego osobistego numeru telefonu, teraz usłyszycie Państwo opis obserwacji osobliwego obiektu, który pojawił się nad ulicą Żmigrodzką w marcu dwa tysiące siedemnastego roku.
[58:44] - Natomiast co ciekawe, kilka lat temu i to chyba w okresie jeszcze przed tą całą pandemią, przed tym całym zamieszaniem, to było dwa tysiące siedemnasty albo osiemnasty rok. Jadąc po południu tak właściwie około godziny siedemnastej, osiemnastej we Wrocławiu, taką brzydką pogodę, no akurat miałem wizytę do lekarza, jechałem i nad jezdnią wisiało właściwie to nie wiem, jak to nazwać. Coś w rodzaju takiego drona, ale to nie był dron. To była taka konstrukcja przestrzenna. Ciężko to powiedzieć, aż kurczę, nie miałem wtedy telefonu, żeby zrobić zdjęcie ani nic. Samochody jechały, nie mogłem się zatrzymać, bo byłem w ruchu. Ciężko, to nic takiego nigdy nie widziałem wcześniej ani potem. Tak jakby bardziej mógł to porównać. Są takie chińskie latawce, które są przestrzenne. Nie wiem, czy pan kojarzy.
[59:35] - Chińskie lampiony.
[59:36] - Nie, nie, nie, nie lampiony. Latawce takie.
[59:38] - Aha, latawce.
[59:40] - Latawce, które są przestrzenne. One mają na przykład takie jakby bryły, takie złączone są sześciany, tylko bez niektórych ścianek. I gdyby pan zdjął te szmaty, które są siłą, które są płatami nośnymi, to by była taka przestrzenna konstrukcja z takich jakby rurek. Tylko w środku była jedna taka bryła ciemna. No ja wiem, jakiś taki sześcian, wielościan. I on był otoczony tymi takimi rurkami, z którymi był połączony i to było fizycznie materialne. To nie było jakieś takie świecące, jak niektóre, jak czasami widzę na YouTubie takie zmieniające kształty, jakieś takie, takie plazma, plazmatyczne. Nie, to była taka jakby, no fizyczna konstrukcja. Dlatego mi się to z dronem skojarzyło, że jakbym podszedł do tego, pewnie bym to wziął w rękę i mógłbym tym poruszać, bo to było takie, no takie przestrzenne i no, no dron nie jest, no dron też jest przestrzenny, ale dron jest bardziej taki w jednej płaszczyźnie. Ma skrzydełka, ma ten, ma ten środek i ramiona.
To jest wszystko jakby tak spłaszczone. A to było takie bardziej rozbudowane i nie było widać tych śmigiełek. Zresztą może jak leci dron też nie widać tego, ale to, to było bardziej takie do góry, jakby tak na przykład. Jakbym to mógł porównać, to jakby pan dwa drony wziął jeden nad drugim i połączył je na przykład czterema rurkami, to tak bardzo duże uproszczenie. Tylko że tamtych rurek było więcej. To nie było tak regularne, to było przestrzenne i nie powinno wisieć w powietrzu, bo wiatr wiał wtedy dosyć silny. Pamiętam, że autem tak lekko, znaczy tak no może nie bujało, ale czułem takie uderzenia wiatru. To były takie porywy wietrzne. Była wtedy brzydka pogoda. Widziałem to kilkanaście sekund, może dziesięć, bo, bo musiałem jechać.
Za mną były samochody. Nie mogłem, nie było się tam gdzie zatrzymać za bardzo, bo były chodniki. To było nad ulicą Żmigrodzką powiem panu szczerze, takie coś wisiało. I to dziwne, bo wiał silny wiatr. Była brzydka pogoda. To był gdzieś chyba marzec albo luty. No w każdym bądź razie taka, taka pogoda paskudna. I to coś tak, tak wisiało nad jezdnią. Ja wiem, teżTrzydzieści, czterdzieści metrów. To nie było duże.
To może miało gdzieś z dwa, trzy metry, może, może mniej, ale na pewno nie było to dronem takim, że ma sześć łapek czy tam te cztery łapki, gdzie są silniczki. To było bardziej takie przestrzenne, ale coś w rodzaju takich patycz... Jakby takich drutek w jakimś, jakimś środku, nie wiem, sześcianem czy, czy jakąś bryłą taką bardziej geometryczną. Nie widziałem, żeby tam było śmigło. Już no ciężko powiedzieć, żeby śmigła było widać. W każdym razie takie coś zauważyłem i też taki-
[01:02:08] - Takie coś, co było widać tylko jakby krawędzie rozświetlone, tak?
[01:02:12] - Nie! To było, to była taka konstrukcja, wie pan, ze spawal z rurek, z jakichś takich drutów. I w środku bryła. Taka, taka, taka dziwna bryła z takimi rurkami. Coś à la dron. Takie przestrzenne to było. To i to nie świeciło niczym. To było dobrze, dobrze widoczne, bo to jeszcze było jasno. To gdzieś była godzina osiemnasta, także może, może siedemnasta. W każdym razie już, już się tak zmierzchało, ale to było, to było blisko.
To było trzydzieści metrów nad jezdnią, tak troszkę w bok, nad, nad ulicą Żwirkowską. I to tak wisiało sobie. I dziwi, dziwiło mnie to, że to raz, że wisi, bo, bo wiadomo jak gdyby to był jakiś nie wiem, lekki przedmiot typu latawiec, to, to powinno lecieć z wiatrem, a to tak sobie wisiało. No ale n-no nie mogłem się zatrzymać, bo tam nie ma gdzie. I po prostu pojechałem dalej. Tylko tak zastanawiałem się, że drugi raz widzę coś, czego chyba nie powinienem widzieć. No, ale no to mówię, to akurat nie była jakaś taka manifestacja, czyli to było duże, takie spektakularne, jak wtedy to UFO za dzieciństwo, bo tamto to było oczywiście to był duży obiekt. On miał kilkanaście metrów.
[01:03:09] - Czasami bywa tak, że gdy już zmierzamy do końca rozmowy, nagle rozmówcom przypomina się jeszcze jakieś godne wspomnienia zdarzenie. Tak było i w tym przypadku. Również w dwa tysiące siedemnastym roku nasz słuchacz z Wrocławia wspólnie ze swoją żoną dokonał jeszcze jednej ciekawej obserwacji.
[01:03:29] - A nie! Przepraszam jeszcze raz. Kiedyś coś widziałem ciekawego, takiego na niebie. Też, też było kilka lat temu. Wylecieł taki punkt, taka kula świetlna leciała na wysokości bardzo wysoko, gdzie jakby to leciał samolot, to by, to by leciał dosłownie, no może nie wiem, centymetr na dziesięć sekund. A to przeleciało tak dosyć szybko. To musiało naprawdę zasuwać, bo na tych wysokościach to, to już musi być prędkość, nie wiem, nie wiem jaka. Być może ponadprzekrawowa, ale to była taka kula świetlna. Ja jeszcze do żony mówię: „Ej, zobacz, zobacz.” Mówię: „Leci.” Kurczę, mówię na tej wysokości to samoloty to prawie że stoją. To one się bardzo powoli poruszają, bo to było tam het, het wysoko, a to tak przeleciało, no w miarę szybko i to było takie świecące.
W dzień. Też nie pamiętam już kiedy to było, ale z sześć, siedem lat temu. I to było gdzieś koło godziny, ja wiem, trzynastej, czternastej, piętnastej. To byliśmy z żoną w domu i tak z balkonu. Ja mówię: „Chodź, chodź, chodź, zobacz.” Tak ją dziwię. To musi być jakieś, to nie może być statek, nasz samolot. To było daleko. To, to ciężko powiedzieć, co to było. Może to był jakiś, może to była jakaś ta stacja kosmiczna akurat widoczna. Ta, ta nasza nie pamiętam, orbitalna chyba się na...
U-u-USS czy jak ona się nazywa.
[01:04:32] - ISS.
[01:04:33] - I-ISS właśnie może to było to. Albo jakiś satelita, bo to świeciło takim jasnym światełkiem. To było takie światełko, no jak powiedzmy wielkości może jakiejś gwiazdy polarnej jak w nocy. Tylko to było w dzień i to było jasne. To, to, to był ten taki biały, jasne światło i to się ru-- poruszało na tej wysokości moim zdaniem za szybko jak na samolot. Bo jak samoloty widzę na tej wysokości, nawet o-odrzutowce wojskowe, to one się powoli poruszają. To tak można powiedzieć, że prawie że pełzną po tym niebie. A to było tak nas pięć, sześć, może siedem razy szybciej. Więc no jak mówię, jak na taką wysokość stratosferyczną prawie, to kurczę, to tam no, no to nie wiem, jaka to prędkość musiała być, ale no kilkanaście albo kilka razy większa niż samolotu odrzutowego, tak myślę. Ale to też przeleciało i to widzieliśmy z minutę, dwie może nie pamiętam tak.
No wleciało sobie, nie pamiętam z jakiego kierunku zaraz to było. Jakie to jest wschód? No nieważne. W każdym bądź razie na niebie wysoko. Minutę, dwie, trzy to trwało, aż w końcu zniknęło z horyzontu. Chyba poleciało tam już na tyle w chmury, że, że, że przestało to być widać. Ale to tylko tyle.
[01:05:34] - I to już wszystkie relacje przekazane przez tego słuchacza. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o opisanych przez niego zdarzeniach. A jeśli macie jakieś swoje relacje o spotkaniach z nieznanym, gorąco zachęcam do kontaktu. Jakoś tak się porobiło, że w ostatnim czasie poszczególne odcinki tej audycji kończę garścią uwag. Od pewnego czasu coraz częściej słyszę od moich rozmówców skargi na niepoważne potraktowanie przez pewnego człowieka. Nie będę wymieniał go z nazwiska, natomiast wydaje mi się, że wiecie państwo, o kogo chodzi. Nadmienię jedynie, iż jest to człowiek bardzo medialny i choć jako mały, skromny internetowy żuczek staram się unikać czynienia publicznie uwag ludziom mającym dużo dłuższy i bogatszy od mojego staż w mediach, to jednak czuję się w obowiązku zwrócić temu panu uwagę na jedną rzecz. Otóż od moich rozmówców, zarówno tych telefonicznych, jak i mailowych, coraz częściej dowiaduję się, że ów pan na zgłaszane przez nich zdarzenia macha ręką expressis verbis, stwierdzając, że ich relacje są nieinteresujące i że takich zdarzeń są tysiące i nie ma sensu ich badać. I choć spora część obserwacji czy też zdarzeń łączonych z UFO rzeczywiście może się wydawać mało spektakularna, to jednak w kwestii podejścia tego pana do osób się do niego zgłaszających czuję się w obowiązku wypowiedzieć głośne i stanowcze „nie” i zgłosić względem jego postępowania zdecydowane votum separatum. Uważam bowiem, że świadkom manifestacji UFO oraz innych zdarzeń z kategorii nieznanego nie powinno się mówić prosto w uszy, że ich relacje są nieinteresujące, gdyż to po prostu zniechęca do dzielenia się swoimi obserwacjami.
Owszem, dla pana takie czy inne zdarzenie może być mało ciekawe, jednak dla osoby, która na przykład pierwszy raz w życiu zobaczyła na niebie jakiś dziwny i nietypowo zachowujący się obiekt, mogła to być obserwacja wywierająca dość spore wrażenie. No i chyba też wszystkim nam zależy na tym, żeby ludzie dzielili się z nami swoimi obserwacjami i w ogóle komuś o nich mówili. Róbmy zatem wszystko, aby świadków dziwnych zdarzeń nie zniechęcać, ale zachęcać do mówienia. I tym oto akcentem kończymy kolejny odcinek podcastu „Mówią świadkowie”. Mówił do Państwa Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. Zachęcam także do dołączenia i udzielenia się w dyskusjach na radiowym forum z dala od Facebooka i w ogóle mediów społecznościowych pod adresem forum.paranormalium.pl.Tych z państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMSa. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.
UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl.