Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery, w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było, nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez-- no, no, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak, obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na rzewniocy zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Ależ niektórych z Państwa zaintrygowała okładka towarzysząca dzisiejszej audycji na YouTube. Nie pierwszy to już raz, gdy w warstwie wizualnej podcastu Mówią Świadkowie zagościł... No właśnie.
Wilkołak? Diabeł? A może jeszcze jakiś inny, osobliwy uciekinier z rubieży naszej rzeczywistości? Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Nie wiem, czy przy panujących obecnie temperaturach wypada witać gorąco, ale na pewno wypada przywitać Państwa serdecznie. Szczególnie że w dzisiejszym odcinku będziemy mieli kolejną, niezwykle intrygującą, paranormalną spowiedź.
Gdy umawiałem się na nagranie z moim dzisiejszym rozmówcą, początkowo zapowiadało się na krótkie przekazanie historii nasuwających skojarzenia z żywym folklorem. Z czasem jednak powychodziły różne ciekawe szczegóły dotyczące okolicy, w której doszło do tych obserwacji... i nie tylko. W trakcie rozmowy trochę sobie ze słuchaczem pospekulowaliśmy na temat opisanych przez niego postaci. Czy byli to uciekinierzy z domeny żywego folkloru, czy też może jakieś emanacje nagromadzonych w tamtym obszarze negatywnych energii? W dalszej części rozmowy słuchacz opisał swoją drogę do głębszego zrozumienia różnych swoich doświadczeń i obserwacji, której jednym z elementów był udział w warsztatach OB Intensive organizowanych przez Rafała Nieradzika. Tu pojawi się ciekawy wątek ze spotkaniem swojego wcześniejszego wcielenia w obozie koncentracyjnym i odprowadzenia związanego z tym aspektu oraz uzyskania w ten sposób informacji do późniejszego zweryfikowania. Jak Państwo zatem widzicie, dzisiejsza audycja będzie obfitowała w interesujące wątki z różnych kategorii. Dlatego tym bardziej zachęcam do słuchania. Najlepiej na słuchawkach, bowiem rozmowę, jakiej za chwilę wysłuchacie, odbyliśmy przez telefon.
To możemy zacząć. Możemy przejść do, do rzeczy, jeżeli pan jest gotów. Tak, jestem gotów, jak najbardziej. Historia miała miejsce... Mniej więcej to był rok dziewięćdziesiąty piąty dziewięćdziesiąty szósty. Ja miałem wtedy około siedmiu, ośmiu lat. Okolice wakacji, zawsze w wakacje rodzice nas zabierali do dziadków. Byłem wtedy ja i moje dwie starsze siostry. W tym miejscu, gdzie to się odbywało, to jest miejscowość Grochów Szlachecki. To jest miejscowość, która się znajduje w powiecie sokołowskim, w województwie mazowieckim. Między Węgrowem a Sokołowem właśnie znajduje się ta miejscowość. No i jak zawsze, jako małe dzieci bawiliśmy się tam na wsi, łącznie z innymi moimi siostrami ciotecznymi, bo tam oprócz budynku domku naszych dziadków były jeszcze dwa poboczne. No i tam też były osoby mniej więcej w moim wieku, czyli tam siostry cioteczne. No i była taka sytuacja, to było w okolicę sierpnia, tuż przed koszeniem zboża. Bawimy się tam na podwórku, jak to małe dzieci. I nagle moja siostra cioteczna tak podchodzi do nas, do naszej grupy, gdzie się bawiliśmy i mówi taki tekst: "Szatan siedzi na krzyżu". My bawiliśmy się na takiej drodze polnej. Ta droga polna do tego krzyża to jest około dwustu metrów i ta droga polna łączy się z szosą. No i do tej szosy wyjeżdża się na drogę krajową i jest tam około kilometra, tak żeby to zobrazować.
No i ona powiedziała ten tekst, że szatan siedzi na krzyżu. Ja takie wielkie zdziwienie, jak i wszyscy tutaj, którzy tam byliśmy. No i tak wyszedłem troszeczkę sobie bliżej tej naszej drogi polnej. Patrzę, no faktycznie, coś tam było widać, krzyż, jakaś czarna postać siedząca na, na ramieniu. Więc jako jedyny chłopak z naszej całej tej grupy zacząłem się powoli skradać. Przygarbiony, tak troszeczkę starając się być przykryty tutaj tym zbożem, żeby nie być widoczny. No i tak podszedłem mniej więcej około pięćdziesiąt, sześćdziesiąt metrów. No i patrzę, faktycznie. Siedzi coś na krzyżu, na prawym ramieniu. Postać, która była cała czarna, odwrócona plecami do mnie. I to, co mnie najbardziej szokowało, to to, że zamiast nóg miało takie końskie racice. I tak sobie tak delikatnie, powoli nimi machało. No, taki byłem dosyć zszokowany. Stanąłem w miejscu, ale tak z ciekawości zacząłem podchodzić coraz bliżej, bliżej. No i podszedłem tak, że byłem w okolicy, no nie wiem, tak w połowie drogi, czyli około stu metrów, gdy nagle ta postać szybko odwróciła głowę w moją stronę. I ten fakt tak mnie przeraził po prostu, że uciekałem stamtąd do domu babci, do dziadków.
Stanąłem w sieni, zanim jeszcze wszedłem do pomieszczenia, gdzie byli moi dziadkowie. Złapałem kilka oddechów i pomyślałem sobie w ten sposób.To nie był sen. To się stało naprawdę. Taka po prostu wielka emocja wtedy we mnie żyła, że, żeby jakoś to zapamiętać. Nie wiem, dlaczego tak sobie o tym wtedy pomyślałem, ale takie coś, że mam to jakby zapamiętać, że to nie był sen, że to się stało naprawdę. Wszedłem do domu dziadków, nie podzieliłem się z nimi żadnymi informacjami, no i po prostu jak się dzień skończył, poszedłem spać. To było jeszcze tak, na pewno to było po południu, jeszcze nie było ciemno, wtedy jeszcze było jasno i tyle. Za jakiś czas przyjechała moja ciocia do tej miejscowości, tego Grochowa. No i tak kiedyś podzieliłem się z nią tą informacją i ona powiedziała, że ona mi wierzy, bo od jej strony, rodziny jej męża była sytuacja tego typu, że ktoś tam był w rodzinie na grzybach. Spotkał też taką postać, którą ją opisywałem, se z takim dodatkiem, że bardzo śmierdziało, mówiąc tak nieprzyjemnie, odchodami od, od tej postaci. I generalnie miałem tylko to opowiedzieć parę dni temu, tak jak próbowaliśmy się ze sobą skontaktować, ale niestety nie wyszło. Ale w międzyczasie chciałem się tak troszkę przygotować, żeby tak bardziej powiedzieć, jakie są te miejsca i tak dalej. No i zacząłem sobie tak szperać kilka dni temu po internecie, w sensie po, po mapie Google'a. I jest tak, no bo się zastanawiam, dlaczego to w ogóle miało miejsce, to, to całe wydarzenie, no i jaki to miało wpływ na mnie, na, na to wszystko, bo tak naprawdę nic później takiego nie zaobserwowałem, żeby coś takiego w moim życiu się stało, żeby to zdarzenie miało jakieś znaczenie dla mój dalszy los.
No, że co to była w ogóle za postać? Idąc w przeciwnym kierunku, czyli od krzyża do tego miejsca, te dwieście metrów do naszych obszarów tych domków, idąc dalej za około kilometr, jest już tak na dzień dzisiejszy niedziałająca, takie-- zakład o nazwie Bakutil. To w Polsce były takie zakłady, które zajmowały się przeróbką padlin czy jakichś takich części zwierząt do utylizacji i oni to przerabiali na przykład na paszę dla zwierząt, na jakieś mydła, jakieś takie kosmetyki tego typu. W pewnym momencie sobie pomyślałem, że być może to jest jakieś, nie wiem, coś zmutowane zwierzę, które stamtąd uciekło. Do tego jeszcze bardzo często, pomimo tego, że to był kilometr od tego zakładu, bardzo często był taki charakterystyczny smród pochodzący od tego, od tego zakładu. Idąc dalej tą drogą po lewej stronie mamy las. No i około tak dwa kilometry mniej więcej od tego krzyża jest cmentarz. Jest droga polna, można pójść sobie tą drogą polną na cmentarz, ale też można iść sobie tą szosą. Generalnie to tak to wychodzi. Ale jak sobie tak chciałem na mapie Google'a zobaczyć miejsce ile jest mniej więcej do tego Węgrowa, czy to-- bo nie wiedziałem jeszcze do tej pory, czy to jest powiat węgrowski, czy sokołowski. Więc sobie odpaliłem mapy Google'a no i tak patrzę, kurczę, że jest też bardzo blisko do tego Węgrowa. No i pytanie, co Węgrów ma z tym w ogóle wspólnego? No i tak sobie przypomniałem, że przecież w Węgrowie jest lustro legendy Twardowskiego. I zacząłem sobie tak szukać informacji o Węgrowie i znalazłem informację, że kiedyś, chyba tam w XVIII wieku, nawet przez takich konserwatywnych katolików, miasto to uważane było za najbardziej satanistyczne miasto w Polsce z tego względu, że było tam dużo takich kultur zajmującymi się jakimiś sprawami ezoterycznymi. No i plus do tego, że jest te lustro i że to jest związane z lustro Twardowskiego. No i ja nawet szczerze mówiąc, ja nie znam, na czym polega ta legenda. Wiedziałem, że tylko, tym Twardowskim, no i gdzieś tam był związany z nim diabeł czy szatan, tak? No i tak w skrócie tak sobie patrzę, na czym to polegało, że tamten Twardowski i on był tam kiedyś jakimś tam alchemikiem, magiem i zawarł pakt z tym diabłem czy tam szatanem, jak to w zależności, jak kto tam to rozumie. No bo tak jak my byliśmy tymi dziećmi, no to wiadomo, diabeł to tak kojarzy się, jest taka czerwona postać z wrogami, tak? Więc- No tak powiedzmy czerwona, czarnawa.
Tak, dokładnie. A szatan to tak, mówię, tak z perspektywy dzieciaka, tak? Bo oczywiście ciotka mogła powiedzieć cioteczna wtedy krzyknąć, że to siedział diabeł, tak? No ale krzyknęła szatan i mi to tak utkwiło w głowie. No bo tak raczej, że tak powiem, też mi się tak kojarzy.
Okoślenia diabeł i szatan przez wiele osób są traktowane synonimicznie. Tak. Tak, tak. W ogóle jeszcze tak przez parę lat już w ogóle zapomniałem o tej historii. Tak się później zastanawiałem w ogóle nad czymś takim, czy to w ogóle miało miejsce? Czy mi się w ogóle przyśniło? Bo to było tak dawno, że mi się przyśniło, żebym to nawet zapamiętał to, ale nie. Ale tak z jakieś trzy lata temu tak spytałem innej siostry ciotecznej, mówię tak ty pamiętasz tą sytuację z tym szatanem? Mówi no pamiętam, więc, więc nie wydawało mi się. No po prostu było to na tyle dawno, ale, ale jednak nie to, to, to miejsce miało wtedy wydarzenie. No i kontynuując, jeśli chodzi tutaj o tutaj Twardowskiego, bo nie wiem, czy każdy ze słuchaczy mniej więcej będzie wiedział, na czym polega ta legenda, chociaż jedni piszą, że to jest jakby legenda. Niektórzy mówią, że postać Twardowskiego była postacią niefikcyjną, tylko miała miejsce. I on tak zawarł pakt z diabłem na to, żeby on użyczył mu pewnej mocy, gdzie będzie mógł tam na przykład pomagać ludziom na zasadzie tam leczenia i innych rzeczy.
No i zawarł z nim pakt. Tylko tyle, że tam podpisał ten cyrograf z nim, aby diabeł mógł zabrać czy ten szatan?Jego duszę dopiero wtedy, kiedy znajdzie się w Rzymie. No, jest tam ta historia też, że Twardowski królowi Zygmuntowi Augustowi przywołał zmarłą jego drugą żonę, Barbarę Radziwiłłównę. Pojawiła się ta zjawa. Tak, to, to, to o to chodzi w tej legendzie. No w każdym bądź razie, kiedy Twardowski został jakby przez szatana, jakby tutaj zaproszony do karczmy, ona zwierzym, no wtedy został przez niego oszukany, oczywiście. No, wtedy Twardowski został porwany przez diabła. No i tu jest ta historia, że tam się modlił i zdołał uciec chyba na kogucie i wylądował na tym księżycu. Oczywiście. No mówiąc tak pokrótce, tak. Jak to, to wyglądało.
No wiadomo, to jest dosyć, myślę, że tutaj słuchacze będą, będą wiedzieli mniej więcej, o jakie motywy chodzi. Tak, tak no możemy tak pokrótce. A tutaj związek tej, tej okolicy, tego wydarzenia z postacią Twardowskiego. On daje na pewno dużo do myślenia. Natomiast ja mam tutaj takie pytanie, właściwie kilka pytań. Czy byliście pewni tak na sto procent, że była to jakaś taka humanoidalna postać z raciczkami, a nie na przykład jakiś nie wiem, duży ptak czy coś? Nie, nie, bo znaczy pewne to mogę być tutaj tylko opowiadać ze swojej osoby, bo jako najbliżej podszedłem z naszej grupy, a właściwie jako jedyny i stałem po prostu jak wryty i się przyglądałem tak naprawdę, co to w ogóle jest zwrócone do mnie plecami. Cała czarna postać.
No i przede wszystkim to, że tak te końskie racice. Tak, jak to też czarne całe. To mi dało takiego największego szoku. I dwa, że no też tak później patrzyłem kurczę, jednak na ten krzyż, no trochę tak wysoko jest, żeby tak się wdrapać. Oczywiście nie jest to niemożliwe, tak? Ale, ale no to coś się wdrapało. No i się też zastanawiałem, dlaczego w ogóle to siedziało na ramieniu krzyżu i sobie tak to tłumaczyłem, że ta postać, ten byt, nie wiem, na przykład sobie rozmawiał z Jezusem, który był przybity na tym krzyżu. Oczywiście w sensie jako figurka, tak? Nie jako tam człowiek w postaci Jezusa. Być może tam była jakaś rozmowa, być może oni rozmawiali o mnie.
Ja sobie to tak w większości tak od czasu tłumaczyłem, że może to jest to, że oni brali jakiś zakład, że jeśli ja zobaczę jakiś byt, to że zmieni się na tyle moje postępowanie, na tyle moje życie, że na przykład da mi to pewien rodzaj dowodu. Na przykład, że coś jest więcej niż tylko ten świat i że mam żyć zgodnie powiedzmy w cudzysłowie z nauką chrześcijańską. No tak sobie to tłumaczyłem wtedy to zjawisko.
Można tutaj też pointerpretować, że to mogła być jakaś, nie wiem, materializacja jakichś ciemnych energii, które z racji braku szacunku do symboli chrześcijańskich postanowiły się zmaterializować w postaci takiego ni to człowieka, ni to zwierza i sobie po prostu usiąść na tym krzyżu, prawda? Jak najbardziej.
Tutaj też, jak jeszcze szperałem po tych mapach, a wziąłem sobie map z 3D, żeby sobie zobaczyć, jak to wygląda, czy w ogóle tam jest to miejsce. No i sobie kliknąłem na ten krzyż i patrzę, że tam jest taki troszeczkę, mówiąc kolokwialnie, tak troszeczkę No tutaj tu się pojawiła bolączka właśnie wynikająca ze sposobu działania aparatu w smartfonie, bo to nie obejmuje jakby całego kadru, tylko skanuje tak pasek po pasku. Tak.
Tak, tak dokładnie. I akurat jak sobie przejechałem po tej mapie tak dosyć długą drogę w jedną i drugą stronę i akurat na tym krzyżu jest taki troszeczkę błąd, że tak powiem, w Matriksie jest taka troszeczkę odbitka. Ten krzyż, który jest aktualnie na dniu dzisiejszym on jest krzyżem, który jest od dwutysięcznego pierwszego roku starego nie ma, bo on był już dosyć stary i po prostu został na jego miejsce odbudowany nowy krzyż. Ale to tak wygląda troszeczkę na tym zdjęciu, na tych mapach, jakby to było cień tego starego troszeczkę i akurat po tej stronie, gdzie to w ogóle jest tak dziwnie, że tylko krzyż jako jest jakby cały, a tylko część jest tego paska nie jest, idzie od dołu do góry, tylko jest tak mniej więcej w połowie.
Więc takiego glitcha na mapach to jeszcze, to jeszcze nie widziałem, a dopiero co go tak naprawdę 3 dni temu zauważyłem. Dlatego też wysłałem panu na maila, żeby sobie tak można było to podejrzeć, ale to nie o podobnej.
Na podobnej zasadzie działają aparaty zainstalowane na tych na, na pojazdach używanych przez Tak, tak, tak, bo właśnie widzę, że to był właśnie ten pojazd, tego Google'a, bo jeszcze tam jego cień pojawia się tego pojazdu, że to jest ten, tym aparatem na tym dachu. Więc oczywiście ja nie mówię, że to ma być coś wspólnego, tylko jako taka mała ciekawostka całej sytuacji.
Jeszcze jedna taka rzecz, bo jak rozmawiałem z tą ciocią wtedy na ten temat, która opowiadała, że mi wierzy, bo też miała takie miejsce podobnej sytuacji, tylko spotkania takiego bytu w lesie i to miejscowość były Złotki i to też nie jest jakoś tak daleko. Jak sobie zobaczyłem te, te Złotki i powiększyłem sobie mapę. Patrzę, obok jest miejscowość Treblinka. No Treblinka znana jest z tego, że niestety był tam w czasie drugiej wojny światowej obóz koncentracyjny. No i tak patrzę sobie na tę mapę. Kurczę, no to nawet nie wiedziałem, że to jest około pięciu kilometrów od tego miejsca, więc też byłem zszokowany, że coś takiego jest tak blisko po prostu. No nie wiedziałem.
Dopiero kiedy miałem się przygotować do rozmowy z panem, dopiero co zauważyłem. A ja kiedyś w tej Treblince, bodajże cztery czy pięć lat temu byłem, bo jak zawsze jechałem przez Węgrów tutaj do tego Grochowa, do swojej rodzinnej strony, to za Węgrowem zawsze był znak Treblinka. No i tak mówię kurczę, a kiedyś się tam wybiorę, zobaczę, jak to tam wygląda. Oczywiście w Treblince takiego nic nie ma, bo jak Niemcy uciekali, to oczywiście niszczyli dowody jak popadnie.Są tam tylko oczywiście jakieś miejsca typu płyty po barakach czy jakieś inne takie pozostałości, ale tak żeby sobie wejść jak na przykład do Oświęcimia, to tam nic nie zobaczymy. Ale mówię, a przejdę się, zobaczę, jak to wygląda po prostu tak ze zwykłej ciekawości. No i akurat pamiętam, że bardzo, ale to bardzo dziwnie się czułem w tym miejscu. Takie miałem wewnętrzne takie jakby poczucie, że mam jakiś związek w ogóle z tym miejscem. Takie, no- No i taka ciężka atmosfera, prawda?
Intuicja, tak. Do tego jeszcze, bo myślałem: a może wjadę sobie tam samochodem, ale zobaczyłem, że droga jest taka dosyć zbyt kamienista. Mówię, a zostawię samochód. Poszedłem sobie na sam koniec drogi, to tam chyba taki od punktu a Treblinka jeden do Treblinka dwa jest tam chyba, nie wiem, około dwóch kilometrów z tego, co pamiętam. I zaczął wtedy padać deszcz, gdy byłem w tym najdalej oddalonym miejscu od samochodu.
Myślę sobie no kurczę, wziąłem sobie specjalnie lepszy aparat, żeby sobie porobić lepsze zdjęcia i nie miałem czym go za bardzo zakryć. Więc taka dziwna sytuacja, bo oprócz tego już się tam dziwnie czułem, to musiałem stamtąd uciekać. No taka trochę patowa sytuacja, że no uciekam z obozu, tak? I generalnie też teoretycznie mógłbym na tym zakończyć jakby tą całą historię, ale jeszcze poczekam, bo prawdopodobnie są jakieś pytania jeszcze do mnie, tak?
Teraz, na ten moment to może. No tak, ja tutaj mam parę jeszcze pytań, bo pan nie był jedyną osobą, która widziała tego, to coś siedzące na tym krzyżu. Nie, było nas tam- Właśnie dyskutowaliście później o tym w gronie rodzinnym, w gronie znajomych.
Może dzieci, które tam wtedy były, też coś mówiły? Nie, nie, bo to tak jakby po prostu było, że tego dnia było nas tam kilkoro dzieci, no bo to w wieku od sześciu, powiedzmy do dziesięciu, jedenastu. Faktycznie ja i same moje siostry, siostry cioteczne. I tak naprawdę jak ja już zbiegłem do tego domu, to od tamtej pory jakby no nie rozmawialiśmy na ten, na ten temat. Też się kiedyś zastanawiałem nad tym, czy czasem, jak sobie graliśmy w pewną grę wtedy na wsi, o nazwie Nóż.
Czyli po prostu robiliśmy takie koło nożem. No i w zależności, ile osób to grało dwie, trzy, cztery czy pięć, dzieliło się te koło w tym piasku na tyle części, ile było nas osób i rzucało się w pole przeciwnika tym nożem. Jak się trafiło dobrze, no to się tam ucinało linie, żeby zabierało się pole tego innego, innego dzieciaka. Czyli po prostu te koło było tak kreślone tym nożem, że aż się zastanawiam, czy czasem myśmy jakiegoś pentagrama tam w końcu nie wylosowali, czy jakiegoś innego znaku, który mógłby to po prostu przywołać.
Ale to mówię to tylko taka moje, takie myślenie o tym, ale wątpię, żeby to miało jakiś związek. Ale, ale być może, być może w jakimś małym procencie to się przyczyniło do tego. No można tutaj też pospekulować o tym, o tej wspomnianej przeze mnie materializacji czy też jakby emanacji różnych ciemnych energii, różnych negatywnych aspektów. Bo tak z jednej strony jest ten Bakutil, ten zakład przetwarzania resztek po zwierzętach, a z drugiej strony jest Treblinka. No tam dosyć duże pole do jakby nagromadzenia się tych negatywnych energii było tak? To mogło się zmaterializować. W ogóle to mi się skojarzyła pana historia z kotem. Co ma, co ma wspólnego diabeł z kotem? To zaraz wyjaśnię. Kiedyś czytałem w takiej książce doktora Karla Shukera Tajemnicze zjawiska na planecie Ziemia. To jest taki zbiór różnych dziwnych, paranormalnych, mniej lub bardziej paranormalnych historii, bez zahaczania o UFO. Bardziej tam takie wątki typu coś, co nazwalibyśmy żywym folklorem i tak dalej, i tak dalej. Tam jest opisana taka historia, nie pamiętam, gdzie się to działo, ale pamiętam, że działo się w Anglii w czasach drugiej wojny światowej.
Jacyś, chyba żołnierze schowali się przed nalotami w, w domu takim starym. Tam były schody i na szczycie schodów zobaczyli takiego demonicznego, mega demonicznego, w-w-wkurzonego maksymalnie kota. I zgodnie z tą relacją ten kot w pewnym momencie zaczął na nich warczeć, syczeć i się na nich rzucił. Są jakby takie dociekania, że ten kot miał-- mógł być właśnie taką zmaterializowaną formą jakichś negatywnych energii, że w tym domu dochodziło do maltretowania zwierząt i różnych innych bezeceństw.
Także no, całkiem możliwe, że tutaj też jakby zmaterializowały się w takiej postaci te negatywne moce. Też tutaj ten aspekt, że demony podobno nie darzą zbytnim szacunkiem świętych przedmiotów typu krzyże na przykład.
No tak, bo tutaj w tym przypadku, no to dla kogoś mogło to być oczywiście obrażaniem uczuć religijnych, tak? Bo, no, jakbym nie wiem, teraz gdzieś wszedł na jakiś krzyż, to oczywiście dostałbym niezłe zroganie za, za taki czyn, no więc No zależy, kto byłby świadkiem tego, prawda? Też. Tak. I tutaj à propos właśnie tutaj tego uczucia, takiej dziwnej, dziwnego uczucia, tego miejsca, w którym właśnie byłem.
Odpowiedź mi dopiero dało, kiedy właśnie byłem-- odbyłem warsztaty u Rafała Nieradzika na Aube Intense. To były pierwsze w ogóle warsztaty, które Rafał wtedy poprowadził. Na tych warsztatach poznałem naszego Jarka od naszej grupy badawczy, badawczej Jarka.
No chyba kojarzę, że to chyba ten sam Jarek, który występuje na spotkaniach TMI Polska, tak? Tak, dokładnie, dokładnie o niego chodzi. No i tak jak pierwszy w ogóle raz się zobaczyliśmy tutaj na żywo, on tak się od razu uśmiechnął do mnie. Później tak troszeczkę wyszło, że na jednych z ćwiczeń, gdzie mieliśmy zobaczyć, kim się było w poprzednim wcieleniu, no Jarek powiedział taką ciekawą rzecz, że Jarek i ja-W poprzednim wcieleniu byliśmy braćmi, ale trafiliśmy do obozu koncentracyjnego, w którym nie zginęliśmy od razu poprzez komorę gazową, tylko z wycieńczenia organizmu. No ja sobie wtedy tak przypomniałem tą sytuację z Treblinki i mówię no kurczę, tak mogło być, ale wcale. Wciąż jakiś związek się nasuwa na myśl, tak? Tak. I właśnie w momencie, kiedy przeprowadzaliśmy te całe ćwiczenie z Rafałem, który nam przeprowadzał, żeby sprawdzić, kim się było w poprzednim wcieleniu. No ja miałem pewien zarys tego, no wiedziałem mniej więcej, czego, kogo szukać. W tym ćwiczeniu pojawił się mój przewodnik, zwany czasami moją totalną jaźnią czy wyższym ja i pokazał mi okrągłe lustro, w którym jak zacząłem się przeglądać, to byłem jako ja, ale w kraju pasiaków. Więc wszedłem do tego lustra i zobaczyłem na ziemi leżącego chłopaka. No jakoś tak niewiele myśląc, wziąłem go na ręce i myślę sobie, a wyciągnę go stąd i być może go odstawię do miejsca zwanego parkiem, bo kiedyś miałem takie, jak się później okazało, na warsztatach Rafał mi wytłumaczył, że miałem takie spontaniczne wtedy ube, gdzie znalazłem się w tym parku, zwanym oczywiście w cudzysłowie parkiem, tam, gdzie zazwyczaj osoby opisują te miejsce jako takie piękne.
No to taka izba przyjęć dla świeżo przybyłych. Tak, tak, dokładnie. Miałem takie wtedy spontaniczne, więc w ogóle tak na marginesie jak porównać ten park z tym naszą rzeczywistością? Ja kiedyś po tym właśnie wydarzeniu szedłem gdzieś po hipermarkecie i szedłem do jakiegoś takiego sklepu z RTV AGD i sobie zacząłem tak patrzeć na telewizory. I wtedy jakoś to było, że wchodziło to ten 4K i jakaś taka ta wysoka rozdzielczość.
Tak sobie patrzę na ten telewizor, bo oczywiście dużo w tych miejscach są specjalnie pokazane takie obrazy, żeby wyłonić jak najbardziej taką kolorystykę tych telewizorów, żeby zachęcić klienta do zakupu. No taki zabieg marketingowy.
No i tak sobie patrzę i kurczę, sobie przypomniałem właśnie to, co wtedy widziałem w tym parku, że to jest właśnie taki obraz taki żywy tego wszystkiego, tylko po prostu w formie 3 a nawet 4D. No bo oprócz tego czuje się tam i wiaterek, i trawka pod stopami. No, no tak na marginesie. Więc powracając, staram się wyciągnąć tego chłopaka jakoby nie z poprzedniego wcielenia, o ile by to tak dziwnie nie zabrzmi. Nie odstawiłem go do tego parku i wyciągając go, wychodząc z tego lustera, Rafał powiedział coś takiego, żeby zapytać o dowód realności tego zdarzenia. No i patrzę na te swoje poprzednie wcielenie, patrzę na numer, pokazał się na rynku 11 44 i taka krótka. Widzę, że mam tego szukać w tym ośrodku, w którym tam przebywaliśmy na tych warsztatach u Rafała. Po zakończeniu tego ćwiczenia tak pośpiesznie wróciłem do siebie, do swojego pokoiku, który mi tam wynajmowałem i mówiłem może chodziło o kod kreskowy, który jest na paście do zębów, być może na maszynce, na piątce do golenia maszynką, ale i tak No 11 44 to tak bardziej mi się z datą jakąś kojarzy. Być może w każdym bądź razie nie było tamtego, ale, że mam gdzieś tam poszukać. No i akurat na tym ośrodku mieliśmy stołówkę na zasadzie szwedzkiego stołu. Odsunąłem szufladę z herbatami i później, jak liczyłem, było chyba tam czternaście rodzai herbat, różnych do koloru, do wyboru, jak to się mówi. Wziąłem pudełko i tak mówię, a zobacz numer. Patrzę, był jakiś długi numer i pierwszego cztery cyfry 11 44. Tak spojrzałem, mówię Wow! Oczywiście mógłby to być jeden wielki przypadek, ale dla mnie to było takie zszokowanie, że miałem to znaleźć i było.
No i taki dowód. Dowód na to, że, że to działa. Że te zdolności nabyte działają. To tak jak u Pawła Byczuka też, też na podobnej zasadzie. Dokładnie, bo to ćwiczenie myślę na tej samej zasadzie, której wykonuje tutaj Paweł, czyli metodę Bruce'a Moana, tak? I takie same ćwiczenia mieliśmy takie same, podobne właśnie na zasadzie jak Bruce'a wtedy. No ale oczywiście mógł być to czysty przypadek, tak? Gdyby nie to, że następnego dnia tak było śniadanie.
Nałożyłem sobie na swój talerzyk rzeczy, usiadłem sobie do stoliku i podsiadł się Jarek. I Jarek mówi coś do mnie w sposób takiego, że ale ty się nim nie przejmuj, jego tam zostaw, jemu tam jest dobrze, on nie chce do tego wracać. A ja myślami byłem wtedy— mentalne wyjście z otwartymi oczami i troszeczkę myślałem o tym wydarzeniu, że zostawiłem tego więźnia, czyli te swoje poprzednie wcielenie na ławce samego i tak dalej. I się zastanawiałem, czy jemu tam jest dobrze i tak dalej. I nawet nic nie musiałem mówić, gdy Jarek do mnie podszedł i powiedział, żeby go zostawić, bo jemu jest już tam dobrze i on nie chce wracać do tych, do tego miejsca, do tych sytuacji. Ja byłem w takim szoku po prostu, że nie wiedziałem, co powiedzieć w tamtym momencie. Jeszcze tak nawiązując do takiego jednego ćwiczenia, gdy mieliśmy w ostatnim dniu sprawdzić osobę zmarłą, którym się nie znało, ja, zanim przeszedłem do tego ćwiczenia, zanim Rafał nam powiedział, co mamy robić, miałem się spotkać jakby z babcią naszej jednej uczestniczki, której kompletnie nie znałem i nie znałem żadnego uczestnika na tych warsztatach, no jedynie tylko Rafała z YouTube'a czy z Facebooka. I znalazłem się w takim momencie, że trzymałem-- miałem bardzo świecące dłonie, taką wizję i w którymś momencie trzymałem dłoń jakiejś starszej kobiety. I tak sobie myślę kurczę, to chyba nie to, bo to jeszcze Rafał nam nie powiedział, co mamy robić, a ja już tutaj trzymam jakąś starszą kobietę, jakąś nie wiem, w bardzo białejPościel, białe poduszki, biały... O co w ogóle chodzi? Ale ja ją trzymałem za rękę i tak myślałem, że taka sympatyczna była ta staruszka, która, która tam leżała na tym łóżku i tak mówię do niej jak coś, to ja wrócę po prostu tak żartobliwie, bo nie wiedziałem, o co chodzi. No ale później się okazało, że mniej więcej tak ją żegnała ta nasza uczestniczka, trzyma ją po prostu za rękę.
To był ten moment prawdopodobny. Gdy ta jej babcia umierała, straciła świadomość. Wówczas cały czas ta babcia czuła, że ktoś ją trzyma i prawdopodobnie trzymałem ją ja, bo w momencie, kiedy wyciągałem siebie z tego obozu, to ja zobaczyłem, że mam bardzo takie świecące ręce na jasno. I prawdopodobnie było tak, że z perspektywy siebie z poprzedniego wcielenia, kiedy ktoś, poczułem, że ktoś mnie wyciąga, to była taka jakby świadomość tego mojego poprzedniego wcielenia, że odbiera mnie anioł, świetlista osoba. Takie dosyć ciekawe, ciekawe doświadczenie. Ale po tym całym kursie, który czuję, że na pewno odmieni moje życie. U Rafała przede wszystkim spotkanie też Jarka dużo mi tutaj dało. Postanowiłem, że pojadę sobie odwiedzić Auschwitz w Oświęcimiu. W tamtym momencie pojechaliśmy tak sobie z grupą przyjaciół. Wzięliśmy sobie przewodnika, bo tam naprawdę można się troszeczkę pogubić. Jak nikt tam nie był wcześniej, to troszeczkę ten obszar jest duży, więc fajnie moim zdaniem, że wzięliśmy sobie tego przewodnika, który nam tłumaczył miejsce i tak dalej. A na końcu całej tej wycieczki pani przewodnik się nas pytała, czy mamy jakieś pytania. No i ja zadałem pytanie, czy można znaleźć osobę więźnia po numerze samym u państwa? I ona mi wytłumaczyła tak, że na stronie można spokojnie wpisać numer i tam, jeśli ten numer jest, no to ta osoba może się pojawić. Więc najeżdżając do domu byłem tak zmęczony, że poszedłem spać, bo wycieczka była dosyć męcząca dla mnie.
Następnego dnia z ciekawości wpisuję sobie ten numer 11 44. No i wyskoczyło mi osoba pod imieniem i nazwiskiem Czesław Bałdys. Tylko tam było po 11 44. Ale to taki mały szczegół. No i tak sobie zaczynam czytać historię, bo też oczywiście jak pisałem ten 11 44 po mnie wyskakują numery podobne. No i wyskoczył mi numer 111 42. Bałdys — też takie samo nazwisko, tylko tyle, że imię Bronisław. No i tak sobie patrzyłem, że różnica między tymi dwoma panami to było chyba tam 7 lat, jak dobrze kojarzę. I historia też tam była pisana, że ja jako Czesław przetrwałem tam półtora roku, bo było podane tam informacje, kiedy tam zostałem zarejestrowany w tym Auschwitz, a kiedy jest tam data zgonu, a ten brat no, bo moim zdaniem siedem lat różnicy i bardzo podobno te dwie osoby były takie twarze.
No to moim zdaniem to raczej był brat, bo nazwisko się zgadza, tylko są inne imiona. I ten Bolesław przeżył tam dziesięć miesięcy. Czyli potwierdziło się to, co mówił Jarek w rok wcześniej, że my byliśmy braćmi. Zginęliśmy w obozie, ale nie poprzez komory gazowe, tylko z wycieńczenia organizmu. I to, to się zgadzało. Po tym numerze 11 44. Jakiś czas później zacząłem sobie zastanawiać się kurczę, co w ogóle znaczy ten numer? No i tak sobie korzystając najprościej z Internetu zobaczyłem, że to jest informacja taka, że niedługo nadejdzie miłość czy, czy coś takiego. Ja w tym momencie mam trzydzieści pięć lat i dopiero od roku czasu znalazłem miłość. Ja przez całe swoje życie nie mogłem sobie po prostu nikogo znaleźć. No jakiś auto pecha, to nic, a tutaj no pokazał się ten numer i niedługo później no jestem w związku, więc taka dosyć ciekawe w ogóle udowodnienie tego, co to było na tych warsztatach. Czyli oprócz tego, że był ten numer na tej herbacie, to jeszcze oprócz tego to, co mówił Jarek, więc taki mam taki fajny zbiór niektórych dowodów tego, tego- No taki ciekawy przekaz, który można interpretować, który może się właściwie można powiedzieć, sprawdzić na wiele różnych sposobów, prawda?
Tak, tak. No ja się czasami śmieję, jak czasami do kogoś opowiadam. Oczywiście tam, kto tam było więcej na warsztatach, nie chcę zdradzać, żeby tutaj Rafałowi nie robić jakoś. Nie wiem, żeby za dużo nie powiedzieć, tak? No bo moim zdaniem to powinno się pójść do świadki.
Mi się tutaj bardzo podobają słowa Bruce'a Newmana, że nie wierz mi, po prostu spróbuj, bo to jest najlepsza moim zdaniem metoda. Nawet tak z ciekawości- Albo słowa Toma Campbella. Wszystko jest prawdziwe.
Tak, tak. Nawet z ciekawości sobie zrobiłem takie ćwiczenie wczoraj, że tak próbowałem takiej podróży mentalnej, ale żeby sobie zobaczyć Krzyż. Bo pomyślałem sobie a może w ten sposób może zobaczę tą postać z tamtego okresu? I faktycznie miałem takie kilku sekundową urywkę tego krzyża, ale nie widziałem żadnej tam postaci. No ale po prostu tak sobie pomyślałem, a może spróbuję, może coś też w tą stronę się uda. No ale są jeszcze inne możliwości, bo teoretycznie mógłbym też zapytać Jarka, żeby mi wytłumaczył, jak to wyglądało, jaki to miało przekaz, ale stwierdziłem, że będę miał chyba większą frajdę, jak sam dojdę do prawdy, dlaczego tamto zdarzenie w dzieciństwie miało jakby jakieś znaczenie czy wpływ na, na to tutaj moje życie.
No to zawsze daje największą frajdę, jak się samemu coś zweryfikuje, prawda? No ja tak miałem, miałem kiedyś. Ja czasami wspominam o takim moim przyjaciółce Emilii. Miałem takie kiedyś na przykład motyw, że jestem sobie w Katowicach. Chyba też o tym kiedyś wspominałem. Załatwiłem tam jakieś swoje sprawy. No i co?
Już mam się zbierać do domu. Już idę na przystanek, a tu nagle wszystkie moje myśli zostają wymazane myślą o białym kocie. Biały kot, biały kot, biały kot, biały kot. W tym czasie przez kilka dni, bo ją odprowadziłem w trakcie medytacji do światła, też do tego parku.
Jakieś 2 tygodnie po tym odprowadzeniu przez kilka dni powtarza mi się w głowie taka prośba czy byłbyś taki uprzejmy i sprawdził, czy w Google ktoś się pode mnie nie podszywa? A w końcu jak ten biały kot się pojawił? Jak już w ten sam wieczór pojawiła się po raz nie wiadomo który, ta sama prośba w głowie to w końcu spasowałem i zacząłem wrzucać do Google Grafika jedno zdjęcie, drugie zdjęcie, trzecie zdjęcie, wszystkie zdjęcia do jakich miałem dostęp i zaprowadziło mnie na jej Instagrama. A tam co? Biały kot. Ok.
I tak coś mi podkusiło jakieś parę dni później, żeby sprawdzić, co ten kot może oznaczać w senniku i się okazało, że to jest symbol szczęścia, spokoju i błogości. O, to ciekawe. Także też taki ciekawy motyw mam i to niejeden.
Jedną z takich podróży mentalnych, które zrobiłem pierwsze takie po warsztatach u Rafała, żeby pomóc przyjaciółce, której w sumie to dopiero co poznałem, a na dzień dzisiejszy właśnie jesteśmy ze sobą. Jej największym marzeniem zawsze było, żeby odwiedzić grób taty. Jak ona miała około czterech, pięciu lat i tata zmarł i nie wiedziała, gdzie on jest pochowany. Ja podchodziłem do tego trzy razy do tego ćwiczenia. Za każdym razem jakieś nowe informacje dostawałem, ale najbardziej takie, które mi utkwiło w głowie, to było to, że po prostu chciałem go się zapytać, gdzie jest jego grób.
Więc on mi coś tam zaczął mówić po niemiecku, ale ja tak mówię, że tak nie bardzo niemiecki rozumiem. Więc pokazał mi mapę i punkcik na tej mapie, że to jest te miejsce. Więc się szybko przebudziłem. Ocknąłem z tego, żeby wziąć kartkę, długopis i szybko zapamiętać jakiś skit, taki porobić tego miejsca. Wcześniej oczywiście tam widziałem, że to jest jakieś miejsce, gdzie wiedziałem, że za plecami mam autostradę lub trasę szybkiego ruchu, ale tego nie widziałem, ale po prostu to czułem. Przed sobą miałem jakieś takie domki, około maksymalnie dwupiętrowe.
Takie budownictwo właśnie niespotykane w Polsce, ale, ale coś takiego właśnie zauważyłem. Szukałem nawet jakichś grafik podobnych w Internecie, ale aż takich podobnych nie znalazłem i Wszystko wysłałem wówczas mojej przyjaciółce, żeby jej powiedzieć, jak to wygląda. Oczywiście ona w to nie wierzyła, była trochę sceptyczna, ale ja mówię do niej wiesz co, ja nie ma powodów, żeby cię oszukiwać czy coś, ja mówię, ja jestem tym żółtodziobem w tych sprawach, ale to, co się dowiaduję, to wiem. No i co się okazało? Mój brat cioteczny, który obecnie mieszka w Niemczech, poprosiłem go, żeby zadzwonił do pewnego miejsca w miejscowości Teraz to już się nauczyłem tego wymowy. Mówi okej, tu jest to miejsce mniej więcej na tej mapie. Tu faktycznie jest jakaś trasa szybkiego ruchu, tu jest cmentarz i zadzwonił. I faktycznie okazało się, że tam od prawie dwudziestu lat jest ta osoba, którą moja wówczas przyjaciółka na dzień dzisiejszy dziewczyna poszukiwała. Więc mieliśmy taki fajny motyw, bo ona chciała oczywiście pojechać do tego taty i odwiedzić ten grób, a ja byłem mega ciekawy tej wizji, tego miejsca, tych domków i to, co miałem za plecami, żeby sobie zobaczyć to na żywo, bo to można było zweryfikować.
No i kurczę, nie zawiodłem się, że to są rzeczy, które kurczę można zweryfikować. I to jest dla mnie kolejny taki dowód, który pcha mnie w tym kierunku, jakby do przodu. I jestem coraz bardziej ciekawy tego świata, tych rzeczy, których w ogóle jeszcze kilka lat temu, jakbym komuś-- ktoś by mi to opowiadał, to bym tak samo był sceptycznie do tych rzeczy nastawiony.
Co ty mi to w ogóle mówisz? Tak, ale właśnie to jest to, że po prostu trzeba próbować doświadczyć i to jest najlepsze, co może nam tutaj zostać, tak? Przede wszystkim. Najważniejsze to mieć zaufanie do swoich doświadczeń, do swoich zdolności nabytych bez oglądania się, prawda?
Na innych, co inni powiedzą. Tak. Ja na przykład nie mam problemu, jeśli chodzi na przykład podejdzie do mnie Świadek Jehowy, chce sobie ze mną na przykład porozmawiać. No to, ja go wysłucham i ja mu powiem swoje doświadczenie, a on powie swoje i ja nie odrzucam jego jakby na tej zasadzie, a bo ja wiem lepiej, bo, bo ja wiem tamto. Nie, nie, ja po prostu ok, szanuję jak najbardziej, wysłucham, powiem jak to wygląda z mojej strony i nie ma problemu, nie ma jakichś takich kłótni czy z jednej, czy z drugiej strony.
Ale mówię jeśli, jeśli tam w przyszłości udałoby mi się jakoś tak rozwiązać tą moim zdaniem zagadkę. Bo być może to mógł być tylko oczywiście przypadek, że tę postać zobaczyłem, ale tak właśnie jak zacząłem szukać w internecie po tych mapach mówię kurczę, to się zaczyna trochę łączyć, troszeczkę z tym łączyć i tak dalej. Nie wiem, być może się wybiorę następnym razem do Węgrowa przy okazji i wejdę do tego miejsca, gdzie jest lustro, prawdopodobnie się w nim nie przejrzę, bo no tak chyba z tego, co widziałem tam na terencie, troszeczkę wysoko stoi, ale byłoby to ciekawe. Aczkolwiek jak próbowałem się przejrzeć w ogóle w lustrze i tak bardzo, bardzo długo w siebie się wpatrywałem, no to tak, zacząłem się troszeczkę bać swojej osoby. W sensie jakoś tak. Nie wiem, miałem wrażenie, że postać za lustrem. Prawdopodobnie tak zwany efekt krwawej Mary, że mózg wycina fragmenty obrazu, który już zna. Gdy się na coś długo patrzy. Być może, być może. No po prostu jakieś takie dziwne, dziwne wrażenie po prostu wtedy miałem.
A skoro wróciliśmy do tej sprawy, tego czegoś, co się działo na krzyżu, to może ja tu mam jeszcze takie pytanie. Może dziadkowie coś opowiadali albo inni członkowie rodziny, bo tam ten motyw z ciocią to już wiem. A może dziadkowie coś mówili? Nie, nigdy, nigdy takiej sytuacji nie było. Ja w ogóle żałuję w tamtym czasie, że nie spytałem się cioci o więcej szczegółów, że jak to się skończyło?
Jak to się zaczęło wtedy w tych Złotkach, które były koło tej Treblince, Treblince, ale myślę, że czas się będzie pewnie wybrać do cioci i przypomnieć jej tę historię. Być może ona też będzie więcej tam pamiętać od strony tam rodzinę swojego męża, więc jeśli coś tam będzie wiedzieć więcej, to ja z chęcią prześlę tutaj maila z jakimiś dodatkowymi informacjami, o ile by udałoby mi się takie zdobyć.
No może pan nawet z ciocią zrobić wywiad. Heh, ok, no myślę, że nie będzie problemu. Trzeba korzystać w ogóle, póki jeszcze ciocia żyje. Bo ciocia nie jest jakąś starszą osobą, czy już taka- Nie, nie nie nie, no ona jest bodajże od sześciu, czterech lat na emeryturze, więc.
No to jeszcze żywa babcią, ale skorzystać warto. Jasne, jasne, no bo dziadkowie jak to dziadkowie? Jeśli coś wiedzieli, no to zabrali ze sobą tą tajemnicę w zaświaty. Chociaż, yy, no nie wydaje mi się, bo, bo raczej jeśli już, to na przykład dziadek czy babcia by mnie straszyli nie wychodź za krzyż, bo tam straszy, bo oczywiście jak to dziadkowie, tak? No, yy, no, było coś takiego, że jako mały dzieciak nie mogłem wychodzić dalej niż za ten krzyż, no bo po prostu tam zaczynała się szosa i samochody jeździły, więc po prostu tylko na tej zasadzie. No ale nigdy mnie nie straszyli nie wychodź, bo coś cię tam może spotkać na tej zasadzie, więc no.
Niedawno w odcinku Mówią Świadkowie Żyją w Szokle, że był ten motyw gdzie tam babcia kogoś straszyła, żeby nie wychodził na pole, bo bo te dyski latają i zabijają, prawda? A z tymi łańcuchami chyba tak też związane. Chyba tak, coś tego typu.
Ja tam nie wszystkich audycji zdążyłem odsłuchać, ale to jeszcze akurat ten motyw kojarzę z tymi deskami, że to było chyba tam jeszcze, nie wiem, tysiąc, no dobra. To spotkanie tej rodziny z tymi, z tymi dziwnymi skrzatami czy nastolatkami, jak to, jak to określili? No tak, ja dlatego mniej więcej chciałem się zgłosić tutaj, porozmawiać z panem na ten temat, bo po prostu jestem ciekaw, czy ktoś miał taką podobną sytuację, czy taką podobną postać spotkał, bo myślę, że jeśli ja spotkałem i tam w tej okolicy Złotek, więc jest dosyć duża szansa, że niejeden człowiek jeszcze widział takie coś, taki byt.
No ja tutaj mam z adnotacją, żeby tego jeszcze nie emitować. Mam takie, ale mogę powiedzieć w skrócie, że mam zgłoszenie chociażby o obserwacji jeźdźca zakapturzonego, takiego dziwnego czarnego jeźdźca zakapturzonego. Nie było widać w ogóle szczegółów, jakby wyglądu, szczegółów twarzy. Tylko taki jeździec, jakby z horroru wyciągnięty z jakiejś powieści.
No okej, tutaj jak ja sobie próbowałem też pamięcią tak wrócić do, do tamtej chwili, aż mocno się aż cofnąłem do, do tamtego, że nawet kurczę, przecież tu stało drzewo, tutaj chodziłem na maliny, a już tam dwadzieścia lat nie ma tego krzaku.
Jakieś takie rzeczy. I naprawdę sobie tak wszystko zacząłem szczegółowo przypominać na zasadzie takiej no troszkę autoregresji, w sensie tam cofnięcia się tutaj pamięcią, żeby sobie jak najbardziej szczegółowo zobaczyć tą, tą postać, którą spotkałem. No po prostu, no dosłownie cała, cała była czarna, cała. I moment tego odwrócenia twarzy niemal zarejestrowałem tak na tyle, bo po prostu jak to zaczęło się jakby odwracać w moją stronę, spowodowało to, że ja po prostu uciekłem. Ja jeszcze pamiętam, że w tamtych latach oglądałem z Archiwum X. Bałem się niesamowicie. Bałem się na przykład pójść w nocy do toalety. Po prostu taki tchórz ze mnie był. Jeśli chodzi o- o ciemności.
Więc tak, zobaczyłem ten odruch tego, że pomimo, że się skradałem do tej, do tego bytu, do tej postaci, która była plecami, ona w jakiś sposób wiedziała, czy widziała, że ja się zbliżam? No bo ja skradałem się po cichutku, tak, więc być może albo mnie zauważyła, że ja się skradam. Ewentualnie wiedziała już wcześniej, że się będę skradać. I ten moment odwrócenia był taki, że ja po prostu zwiałem. Nie zaobserwowałem całej jakby twarzy, tylko tak jakby długie czarne włosy, tak jakby i troszeczkę, nie wiem, czy to było ucho kawałek, ale po prostu moment, że się ta postać skruszyła i ja uciekłem jak tylko-- jak najszybciej tylko mogłem w tamtym momencie. No wiadomo, reakcja małego dziecka raczej będzie tylko jedna w starciu z takim czymś.
Dokładnie. A jeszcze mi się jedna taka rzecz przypomniała. Jeszcze w dzieciństwie miałem, jak-- miałem takie spontaniczne obawy, też tak miałem mniej więcej w tym wieku, ale też było u mnie w, jakby w domu rodzinnym. Wówczas to była Warszawa.
W każdym razie jakoś tak pamiętam, że przebudziłem się w okolicy, środku pokoju i we framudze stała też taka ciemna, demoniczna postać. I za każdym razem, kiedy to się ten sen-- wtedy myślałem, że ten sen się pojawia, to postać mnie uderzała jakoby w twarz. Ja padałem na podłogę i zachowywałem się po prostu tak, żeby udawać martwego leżącego, żeby ta postać sobie odeszła i nie zostawiła. I w tamtym momencie zawsze pamiętał, że czułem pod plecami część mojego pułko tapczanu, więc mój pułko tapczan zawsze się rozkładał. To na dole była taka drewniana deska. Ja pamiętam zawsze tymi plecami strasznie uczyłem. I później te charakterystyczne dzwonienie w uszach, ten taki klik i budziłem się w ciele fizycznym w nocy. I to mi się tak powtarzało cyklicznie, ten moment, aż do momentu, kiedy wiedziałem, że znów mnie ta postać zaatakuje, więc ją wyprzedziłem i sam ją zaatakowałem. Ja tam z tego momentu tego już-Myślałem wtedy, snu nie miałem. Z tej perspektywy czasu wiem, że to wtedy było jakby wyjście z ciała. Ale to mi właśnie bardzo przypomina tą postać, którą wtedy widziałem na krzyżu. W szczególności też się trochę tak lekko z tego śmieję. No bo kurczę, co ja mogłem wiedzieć o jakimś takim, nie wiem, bić się, czy z taką walki, mając tam, nie wiem, siedem czy osiem lat, tak? No ale jakoś zaatakowałem ja tą postać wtedy, po prostu taka sama autoobrona była po prostu. I od tamtej pory nie miałem już tych. Jak wtedy myślałem snów.
No to tak troszeczkę przywodzi na myśl pewne motywy opisywane przez Roberta Monroe'a. Co prawda nie zdążyłem z racji różnych tam spraw przebrnąć przez całe jego książki, ale pamiętam, że coś kiedyś próbowało też do niego wleźć, tak podczas tych jego doświadczeń.
Tak, tutaj ja obstawiam prawdopodobnie, że to mogły być tak zwani strażnicy, czyli takie byty, które są takimi troszeczkę botami i które nie pozwalają jakby eksplorować tego świata, ale oni jakby nie są do końca groźni, tylko oni pod różnymi jakby formami mogą się pojawić, pokazać tak, żeby po prostu nie eksplorować tego świata. Bo obstawiam, że jeśli by tego, w cudzysłowie, strażnika wtedy nie było, no to ja na tamten czas na pewno bym bardziej się zagłębił wówczas jako mały chłopiec w te tematy, doświadczając OBE. Ale obstawiam, że wówczas z moją psychiką 7-8 latka mogło by to być dla mnie zbyt ekstremalne przeżycia, bo nie pamiętam kto to, kurczę, opowiadał któryś z takich doświadczonych OBE-nautów, że no właśnie ktoś, kto zaczyna eksplorować taki świat niefizyczny, to tak jakby puścić niemowlę na świat fizyczny i go zostawić. No po prostu ciężko będzie miał sobie poradzić w tamtym momencie.
A dzieci z jednej strony są bardziej, mówi się, otwarte na postrzeganie pewnych rzeczy niefizycznych, a z drugiej to ich jeszcze ta pamięć nie jest na tyle zapełniona, żeby wiedzieć, co i jak interpretować, jak sobie z czym radzić. Także no może to rzeczywiście wpłynąć nieciekawie na psychikę. Ja pamiętam, jak ja go miałem Piotrka, jak w dzieciństwie odczuwałem coś takiego, jak też chyba taki objaw powrotu do ciała, takie uczucie spadania, że spadam, spadam, spadam i nagle ląduję z całym impetem w łóżku i buch, budzę się.
Mhm, tak. No tak, to typowe uczucie dla właśnie powrotu do ciała. Tutaj myślę, że dużo osób ma takie przygody, tylko zazwyczaj, no, zazwyczaj świadomość to interpretuje jako sen albo bardzo realistyczny, realistyczny sen. I gdyby, moim zdaniem była taka większa świadomość ludzi, że to może być więcej niż sen, wtedy myślę, że bardziej byśmy tak ogólnie rozmawiali na takie tematy tego typu. Tak jak też ostatnio słuchałem sobie Pana audycji o pewnej pani, która myślała, że zwariowała, ale dzięki słuchaniu tutaj podcastów zrozumiała, że to jednak nie jest wszystko w porządku, tylko to, co ją spotyka w życiu, jakieś przygody, to właśnie były związane z tym, że miała po prostu u siebie ducha męża, tak? Że te wszystkie sytuacje, które się wydawały, to nie były, się nie śniły w jej głowie, tylko faktycznie takie rzeczy są możliwe. No, ja mam, można powiedzieć, troszeczkę też szczęście, że byłem w stanie jeszcze to oprócz tego zweryfikować i- i udowodnić niektóre rzeczy. A tak chyba- chyba wiem, o którą panią chodzi. Bodajże 10 czy 11 odcinek "Mówią świadkowie" czy- Jeden z pierwszych. Tak, bo...
Tak. Tak, tak, bo staram się tak je tak po kolei odsłuchiwać. Jeszcze mi tam troszeczkę zostało, ale tak, tak, to dokładnie o tą panią chodziło. No w każdym razie już sama świadomość tego, że nie jest sama ze swoimi doświadczeniami, że się nie jest samym człowiekiem, tylko że ktoś jeszcze tego doświadcza i potrafi to jakoś zinterpretować sensownie, to już, to już też dużo daje. Dobrze, będziemy chyba powolutku kończyć, bo już prawie godzina nam zeszła. Rozumiem, że to jest wszystko, co pan chciał tutaj przekazać.
No tak, w większości, no ale są jakieś takie drobniejsze szczegóły. Może tylko jeden, tylko wspomnę o takiej ciekawostce. Kiedy miałem w pewnym momencie taki stan nadświadomości i zacząłem wracać do tego, jak było w obozie. Ja pamiętam, że Jarek dzielił się ze mną zdobyczą, pożywieniem, jako opiekował się mną jako młodszym bratem, dlatego troszeczkę szybciej zszedł wówczas z tamtego świata niż ja. Ale mi powiedział jedną taką rzecz wtedy, żeby po prostu żyć nadzieją. I ja w tamtym czasie miałem taką nadzieję.
To, co mnie trzymało tak mocno przy życiu wtedy, tak jeszcze taka ostatnia resztki sił, żeby no taki plan w głowie, żeby ukraść pociąg i zabrać tych ludzi, którzy przebywają po prostu jakąś taką akcję przeprowadzić. Chodźcie, zbieramy się, chcę was stąd wyciągnąć. Wyjeżdżamy pociągiem. Po prostu takie... No na dzień dzisiejszy tak sobie może przypuszczę sobie, że to nierealne, ale miałem coś takiego, że któregoś dnia może zdobędę jakiś plan, jakiś tego. A wtedy wiedziałem, że nie umiem jeździć pojazdem szynowym typu właśnie pociąg parowy, tak? Na dzień dzisiejszy pracuję, akurat wożę ludzi tramwajem i zawsze się zastanawiałem, dlaczego ja mam taką głupią satysfakcję, jak podjeżdżam w miejsca, gdzie jest ich najbardziej gęsto tych ludzi. I mam satysfakcję, że im ich więcej zabiorę, tym się czuję lepiej. No bo z jednej strony kurczę, no to zawsze jest większy problem, no bo to się stoi, więcej czasu się traci, trzeba potem ten czas gonić, jedzie się szybciej, jest niebezpieczniej, jest większa szansa, że się trafi jakiś awanturujący pasażer, bo powie, że na przykład jednemu jest za zimno, drugiemu za-Za gorąco, no bo to wiadomo, są sytuacje losowe. Zawsze się oczywiście najlepiej jeździ, kiedy jest najmniej ludzi, jest pusto i tak dalej, no bo wtedy jest taki lepszy komfort psychiczny, tak? No bo jest mniej.
Ja się wtedy zastanawiałem, skąd mi się to wzięło, taka satysfakcja. No i potem sobie właśnie uświadomiłem wtedy, że chciałem tych ludzi z obozu zabrać i ta nadzieją cały czas trzymała, że to zrobię, to zrobię. Taka motywacja i na dzień dzisiejszy z wielką satysfakcją wożę ludzi.
No jakby nie było, ratuje ich pan od dalszego stania tam. No tak. To nie jest to komfortowe dla nich na pewno, stać jak najdłużej. Wiem, bo dużo, dużo jeździłem kiedyś do Sosnowca, studiowałem. Co wystałem i wysiedziałem, to moje także też kierowcy mnie ratowali. No dokładnie, więc ok. To tylko tak z małych ciekawostek. Ale jeśli tak, bo już widzę, że się godzinka zbliża naszej rozmowy, ale mówię to jeszcze, można by sobie pogadać, pogadać, ale ja bym wolał porozmawiać tam może kiedy indziej, jakbym zdobył jakieś inne doświadczenia, inne jakieś informacje potwierdzone, to wtedy się jak najbardziej tutaj z panem, jak i z państwem tutaj słuchającym chętnie podzielę.
Oczywiście jak najbardziej. No i liczę na to, że uda się coś z cioci za przeproszeniem, wydusić. Tak, tak, tutaj myślałem, że po prostu pojechać ze swoją mamą, bo nie byliśmy w sumie nigdy w tych Lwowskach, a moja ciocia tam od niedawna się tam wybudowała, wprowadziła, więc kiedyś zapraszała, więc myślę, że będzie odpowiedni moment, żeby tam do niej wpaść i porozmawiać, sobie przypomnieć na ten temat.
No na pewno warto taką dłuższą rozmowę, może mamie też się coś przypomni, może, może się coś przypomni mamie i cioci, coś, co mogły zasłyszeć od dziadków na przykład. W sumie, kurczę, nie pytałem. Być może warto podpytać. Dziękuję bardzo za to, że zechciał się Pan podzielić tymi zdarzeniami, szczególnie tym diabłem na tym krzyżu, czy co to tam się działo.
Tak, to też taki wątek zahaczający o żywy folklor, prawda? Tak, właśnie ja z tego tytułu właściwie chciałem tak. Na początku się tam nagrałem, że chciałem właśnie porozmawiać o folklorze, ale tak jak zacząłem właśnie szukać. Dosłownie trzy dni temu chciałem się przygotować do tej rozmowy. No i tak zacząłem sobie pewne łączyć fakty. O kurczę, to to chyba w ten związek troszeczkę, to w ten, więc kurczę, fajnie byłoby się podzielić, myślałem, no czymś większym, tak? Bo tak jak mówię.
Tak, wyszliśmy od żywego folkloru, a przeszliśmy przez zaświaty, można powiedzieć. Tak, no dokładnie. Aczkolwiek myślę, że w jakimś stopniu folklor i zaświaty mają, mają, mają coś wspólnego. Nawet, nawet dużo bym powiedział, mają wspólnego. To są w zasadzie światy, które się przenikają z naszą rzeczywistością. Dokładnie tak.
I to tyle, jeśli chodzi o relacje przekazane przez tego słuchacza. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o usłyszanych dziś historiach. Ja jeszcze tylko dodam, że opisanymi dziś obserwacjami istot przypominających diabły mocno zainteresował się Arkadiusz Miazga i z tego, co mi wiadomo, to Arek i nasz rozmówca nawiązali ze sobą kontakt.
Czy wyniknie z tego jakaś interesująca publikacja? Okaże się za jakiś czas. A dziś już pora powiedzieć dobranoc. Pamiętajcie, żeby zadbać o odpowiednią temperaturę w sypialni, no bo przecież w piekarniku to tak średnio przyjemnie się śpi. A jeśli macie jakieś swoje niezwykłe historie o spotkaniach z nieznanym i chcielibyście się nimi podzielić — zapraszam do kontaktu. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. No i czytajcie, czytajcie i jeszcze raz czytajcie "Nieznany świat", bowiem nowy numer w punktach prasowych czeka właśnie na Was.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl Numer Gadu-Gadu 3608 80 02 3608 80 02. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ufo Relacje Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl.
Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Ufo Relacje. Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl.