Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery os-- w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez okno. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu. W dzisiejszym odcinku poznamy kilka dość wstrząsających relacji o spotkaniach z nieznanym, wstrząsających tym bardziej, że ich świadkami, a nawet uczestnikami były dzieci. Nasi dzisiejsi rozmówcy przeżyli w młodości coś, co odcisnęło na nich na tyle duże piętno, że nie są w stanie o tym zapomnieć po dziś dzień. Były to bliskie spotkania z obcymi istotami, których wygląd i zachowanie dalece wykraczały poza obszar postrzegania młodocianych świadków. Dzisiejsza audycja w dużej części będzie się składała z nagrań rozmów telefonicznych. Zalecam zaopatrzenie się w słuchawki, szczególnie mając na względzie prośbę jednego z rozmówców o zmianę barwy głosu. No a teraz jedni będą szukali słuchawek, a inni być może chwycą za smartfony albo postanowią napisać, bo tradycyjnie przed prezentacją przygotowanych na dziś relacji wypadałoby przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium. Dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarnie 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 624 193, 530 624 193, skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 3608 80 02, 3608 80 02. Czekamy także na Państwa email pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wesłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub zza granicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.
Na początek parę relacji z naszej skrzynki e-mailowej. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium 7 sierpnia 2019 roku. Jeżeli dobrze wydedukowałem z informacji, jakie słuchacz o sobie przekazał, zdarzenie mogło mieć miejsce w 1998 roku. Oto treść korespondencji. Zdarzenie miało miejsce w nocy. Miałem wtedy szesnaście lat. Interesowałem się wtedy już parapsychologią i próbowałem często wprowadzić się w stan OB, czyli doświadczenie przebywania poza ciałem.
Pewnej nocy udało mi się wprowadzić w stan LD, czyli świadomy sen. W jednej chwili przed oczami ujrzałem scenę z mojej przeszłości. Miałem uczucie duszności i ujrzałem pewien świecący punkt, po którym pojawiły się kolejne i zaczęły się one zbliżać i coraz szybciej poruszać.
Przypominało to rodzaj wejścia w prędkość WORP z filmu Star Trek. Po chwili ujrzałem obraz korytarza w kształcie litery L. Podszedł do mnie humanoid i zaprowadził mnie do ciemnego pomieszczenia i wziął mnie za rękę. I straciłem przytomność i się ponownie obudziłem.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w grudniu 2022 roku. Odnośnie tego zdarzenia z mojego dzieciństwa. Działo się to, gdy miałem jakieś sześć, może siedem lat, czyli był to rok 1997, może 98.
Mieszkałem w bloku z wielkiej płyty wraz z rodzicami. Pamiętam, że pewnej nocy obudziłem się z potrzebą skorzystania z łazienki. Gdy zrobiłem, co miałem zrobić i wracałem do pokoju, zobaczyłem w oknie kuchni dziwną postać. Była na tyle absurdalna, że ja do tej pory nie jestem w stanie stwierdzić, czy to wydarzyło się naprawdę. Była to około metrowej wysokości modliszka siedząca na zewnętrznym parapecie okna kuchennego. Zawsze potem, kiedy o tym myślałem, czułem się podenerwowany i miałem ciarki na ciele.Działo się to bardzo dawno, minęło ponad dwadzieścia lat, a mimo to nadal dość dobrze pamiętam tę scenę i tę postać.
Siedziała na parapecie, zwrócona w moją stronę prawym profilem pod kątem około trzydziestu, czterdziestu pięciu stopni. Była wysoka na metr, może trochę mniej. Kolor ciężko mi określić, gdyż była to noc i niewiele było światła na zewnątrz, aczkolwiek był to jakiś dość ciemny chyba odcień zieleni. To coś miało duże oczy, osadzone jednak nieco bardziej po bokach głowy niż ma to miejsce u modliszek. Oczy te były czarne lub bardzo, bardzo ciemne.
Widać w nich było inteligencję. No i postawa tej postaci była bardziej pionowa niż u modliszek. Tak jak już mówiłem, było to dla mnie wtedy na tyle dziwne przeżycie, że sam nie wiedziałem, czy to nie była moja wyobraźnia. Muszę jednak powiedzieć, że jako dziecko nigdy nie miałem skłonności do fantazjowania. Teraz, gdy myślę o tym po czasie, jestem skłonny uwierzyć, że to wydarzenie naprawdę miało miejsce, pomimo jego absurdalność.
Po tym zerknięciu do naszej radiowej skrzynki mailowej przechodzimy szybko do prezentacji pierwszej z przygotowanych na dziś rozmów telefonicznych. Mówiąc dokładnie, będzie to fragment obszernej rozmowy ze słuchaczem, który już onegdaj w naszej audycji zagościł. Z dłuższymi rozmowami ze świadkami dziwnych zdarzeń jest tak, że jedne rozmowy obfitują w opisy zdarzeń, które można zaliczyć do jednej kategorii i za zgodą świadka oczywiście opublikować je w formie paranormalnych spowiedzi. Zdarzają się jednak również i tacy rozmówcy, którzy dość szczegółowo opisują zdarzenia o bardzo różnym charakterze. I właśnie jedną z takich rozmów odbyłem z tym słuchaczem, który dziś podzieli się z nami pewnym zdarzeniem z okresu, gdy miał około trzech lat. Dość znamienne wydaje mi się już samo to, że mimo tak młodego wieku mój rozmówca zdołał zapamiętać dość sporo szczegółów wyglądu niezidentyfikowanej postaci, jaka pewnego razu pojawiła się w jego mieszkaniu. Pojawiła się na krótko, a jednocześnie na tyle długo i jej pojawienie się wywarło na świadku tak duże wrażenie, że słuchacz ten krótki incydent pamięta do dziś. Wreszcie, pojawiła się przy jednoczesnej obecności w mieszkaniu dorosłych członków rodziny i nie przypominała nikogo spośród osób, które nasz słuchacz wówczas znał.
Posłuchajmy zatem opisu całego zdarzenia. No i tak. No to od czego tu zacząć? Od początku. No bo to jest w ogóle pierwsza historia w życiu, gdzie jeszcze nie byłem w ogóle świadomy czegokolwiek. Ja miałem wtedy chyba z trzy latka, może, nie wiem, cztery, pięć, nie wiem, nie pamiętam dokładnie, bo to była historia taka, no krótka i na temat. Tak? No to tak. Ja się bawiłem w małym pokoju, w mieszkaniu, no mieliśmy mieszkanie na Bródnie, tak? Czwarte piętro to było. Zamykaliśmy zawsze drzwi.
Z tego powodu, że po prostu, no u nas było osiedle takie, no nie wiem, można powiedzieć, że nie jakieś apartamentowce, tak? Tylko to był blokowiec po prostu z płyty szarej, tak? I zawsze się zamykało. Było dużo bardzo ludzi, sąsiadów i po prostu zamykaliśmy zawsze drzwi. No sąsiedzi tak samo, tak? No, żeby nikt tam nam nie wszedł albo coś. No i drzwi na sto procent matka zawsze zamykała, tak jak mówię. No ja byłem mały i już od małego to ja wiem. Nie no, może trzy lata to nie miałem więcej. Miałem na pewno, bo to już miałem.
Na pewno jeszcze do pierwszej klasy nie chodziłem podstawówki. Zerówka, może już była zerówka, może przed zerówką to może miałem z pięć lat, no pięć, coś takiego. No i co się tam stało? No i bawię się. Lubiłem zawsze się bawić sam. Tak? Znaczy z dziećmi tak samo. No ale sam się lubiłem bawić. Jak ktoś tam mi wchodził do pokoju, to mówiłem idź.
I tak dalej do mamy czy tam do babci. No. No i co się stało? Była taka historia, że no się bawię, bawię, bawię i nagle ni stąd, ni zowąd widzę faceta w kapeluszu czarnym, w czarnym tak jakby płaszczu. Czy on miał kapelusz? No nie, on nie miał kapelusza. No ale w takim czarnym. No w nadciemno ubrany. No na czarno całkowicie. Ale wyglądał tak, jakby miał jakieś nakrycie głowy, czy?
Nie wiem. Teraz tak dobrze nie pamiętam tego. Tak, ale. No coś tak coś, coś, coś. Coś miał. Albo ciemne włosy bardzo, albo po prostu nie wiem, albo. Ale nie raczej. Raczej chyba kapelusza żadnego nie miał, bo bym to pamiętał bardziej tak, tak? Bardziej pamiętam po prostu czarny, tak jakby płaszcz dołu, cały czarny. No i. No nie jak ksiądz, broń Boże, tylko bardziej tak, jakby nie wiem, bardziej taki smoking. Nie wiem, taki długi, no długi, długi, taki jakby nie wiem co, no, no długi płaszcz, no czarny taki. No i wszedł do przedpokoju, a ja miałem pokój mały, swój, od razu drzwi, od razu widać było wejście do dużego pokoju. Po lewej od razu było pierwsze. To były drzwi do dużego pokoju mamy i babci. Dalej było lustro i kawałek przedpokoju.
Dalej było lewe drzwi do łazienki i vis à vis łazienki po prawej stronie drzwi frontowe czy frontowe drzwi od domu? Tak. No i nagle ni stąd, ni zowąd wchodzi typ. A właśnie. I jeżeli się za klamkę bierze. U mnie było tak, że to był taki sygnał, jak zamiast pukania swoi wchodzili zawsze po prostu, jak były zamknięte drzwi za klamkę. Ona skrzypiała bardzo tak.
Tak po prostu, jak się brało za nią kilka razy.Że to ktoś, to każdy wiedział, że to po prostu domownik przyszedł albo bardzo bliski jakiejś tam rodziny, tak? No jakaś rodzina albo po prostu jakiś przyjaciel rodziny, tak? Że za klamkę ani dzwonek, ani pukanie. Jak ktoś pukał albo dzwonił, to wiadomo, że to był ktoś obcy. No to tak. No i nie było słychać żadnego pukania, nie było słychać żadnego dzwonka. I najlepsze jest to, że nie było słychać żadnego skrzypienia tej klamki, a ona była dość donośna i głośna. Że donośna, tak? Że cały dom było słyszeć. To była taka stara metalowa klamka, masywna i po prostu ona była nienaoliwiona, tak? I po prostu ona skrzypiała bardzo. No i za nią się łapało, żeby po prostu wejść. No i co? No i ja siedzę, siedzę, a tu nagle facet stanął w przedpokoju, popatrzył się na mnie i wyszedł. Więc to cała historia. Tylko że najlepsze jest to, że ja potem opowiadam to mamie i babci, a babcia i mama: „No co ty opowiadasz? Dziś są zamknięte."
Specjalnie wzięła, podeszła do tych, do tych drzwi, wzięła za tą klamkę i zamknięte drzwi. No i to, no nie wiem, no miałem cztery, pięć lat. Można to było uznać za nie wiem, za jakieś halucynacje dziecięce, tak? Ale no to nigdy w życiu mi się jakoś takiego nie przytrafiło. Oprócz tej historii, co rozmawialiśmy. No to tak. No to było słychać jakieś kroki, jakieś w ogóle, cokolwiek od poruszania się tej postaci?
Nie, nic nie było słychać żadnego. Zresztą daleko do przedpokoju mówię. Nie ma. No to trzeba tylko otworzyć drzwi, a one się otwierały. Najlepsze są te drzwi się otwierały do środka, do, do wewnątrz, tak? Na pewno? Tak do wewnątrz, bo potem zamontowaliśmy drugie drzwi. No i te drugie drzwi to się do zewnątrz otwierały tak, że trzeba było otworzyć pełne klatki, a te drzwi się otwierały do domu w stronę domu. No i te drzwi, no to trzeba by było otworzyć, tak? A ja miałem na to, no widziałem te drzwi, no widziałem po prostu cały przedpokój, tak? Jak się bawiłem na podłodze siedziałem centralnie tam miałem jakieś tam swoje transformersy czy tam jakieś inne zabawki, tak? No i po prostu centralnie, po prostu, jak nagle zauważyłem tą postać, nie wiem, kątem oka, czy coś. No to, no to, no to po prostu on wszedł, bo widziałem jeszcze nawet jego krok. O, to jest najlepsze, że jego krok w stronę przedpokoju widziałem. Odwrócił się w moją stronę, spojrzał się na mnie i wyszedł. I to wszystko. I to cała historia. To no mówię, no krótka, krótka, ale po prostu dziwna. No i ciekawa dla mnie tak, no bo to było jak byłem mały, no tak się nie zastanawiałem jakoś tak super, super, super. Ojejku, co to mogło być i tak dalej, ale to była. No i tak, no to babcia mówi, a może ktoś się pomylił, ktoś wszedł. No dobra, no ale drzwi były zamknięte. No i matka wzięła. Chyba też nie było możliwości, żeby ktoś tam, że tak powiem, sam szedł albo ktoś z domowników go wpuścił.
No nie, bo była babcia i matka były w dużym pokoju, więc no nie było możliwości, żeby ktoś mu otworzył drzwi. To jest po pierwsze. Po drugie, no tak, trzeba była zawsze zasuwa. No i tą zasuwę trzeba było otworzyć. To jest. No i co było? No wychodząc, nie widziałem jak wychodził. No to nie, nie otworzył drzwi, tak? Tylko po prostu wszedł, spojrzał się na mnie i wyszedł. Tak jakby- Przeszedł przez te, przez te. No coś takiego można tak uznać.
No teraz, tak po latach, no to można sobie nawet nawet tak uznać, tak? Wtedy jakoś tak nie. Ale to zawsze mi to towarzyszyło. Przez całe życie miałem tą świadomość, że to było tak, że to ta sytuacja była, nastąpiła. No i to jest taka ciekawa historia, którą chciałem się podzielić tutaj z panem, tak? Ze słuchaczami jak najbardziej, bo to, no, no to jest taki kolejny dowód na to, że jednak no na dziewięćdziesiąt dziewięć procent, jeżeli to nie była halucynacja, tak?
Dziecięca jakaś. A na pewno nie było nic wymyślone, broń Boże, bo to. No mówię, ja nie lubiłem zawsze jakichś takich sytuacji, że na przykład nie wiem, koledzy opowiadali, a mój tata jeździ, nie wiem, Bentleyem, a moja mama ma, nie wiem, bank na własność. Tak? Nie lubiłem takich historii. Ja zawsze lubiłem opowiadać historie, które są naprawdę tak? I na przykład, że jak nie wiem, gdzieś tam byłem, coś widziałem, no to, to, to, to, to raczej no, no raczej, raczej lubiłem to wszystko tak, jak było, tak? W stu procentach, a nie, a nie wymyślać jakichś scenariuszy, tak? Jak mówię, no to jak jest prawdziwe życie, to jest prawdziwe życie. No i mówię.
Czy to była postać taka fizyczna? Fizyczna. Fizyczna nie była żadna przezroczysta, nie była à la duch, ale jakby był duch albo coś, to bym się przecież popłakał i krzyczał i przestraszył. Nie miałem do tego.
To też nie był cień, który mógł się jakoś tak poukładać. Nie było takiej możliwości. Wyraźna, wyraźna postać z krwi i kości. Znaczy no z daleka, z daleka. No do przedpokoju. No to mamy trzy metry. No tak jak od mojej perspektywy do przedpokoju to był trzy metry. No metr, półtora metra. Tak mniej więcej środek mojego pokoju. Może. No coś w tym stylu.
No i półtora metra do tego przedpokoju, od drzwi, mych drzwi do tych drzwi, no tak, z półtora metra na jakieś duże mieszkanie to nie było. To nie było jakieś tam wiadome. No apartamentowiec, tylko zwykłe dwupokojowe mieszkanie z kuchnią i z łazienką. Tak? No i to tak. No i z przedpokojem. No to tam nie wiem, ile było metrów kwadratowych. No ale, ale no to takie zwykłe mieszkanko polskie, warszawskie mieszkanko na czwartym piętrze przede wszystkim, bo to na czwarte piętro. No to, no to raczej jakby miał ktoś wejść, no to w jakimś celu konkretnym, bo raczej na czwarte piętro nikt tak sobie o-o-o.
No złodziej jedynie.No, no to, to jest rozwiązanie, że to może być złodziej, że może wejść złodziej. Po prostu zobaczył, że ktoś jest w domu, no i wyszedł. Ale no to te drzwi najbardziej są. No i ta klamka. No i nie było żadnych śladów po prostu ani wyłamania drzwi, ani zasuwy, ani łomu żadnego, ani nic. No, no nie było żadnego huku. No zazwyczaj jak chyba jakieś tam są, nie wiem, włamania albo coś, no to są jakieś ślady, tak? Tym bardziej, że- Przede wszystkim to słychać.
No właśnie, no właśnie. A tutaj, no to mówię, no to, to była po prostu sytuacja, pach, spojrzenie i wyjście. No i to wszystko. Rozumiem, że pan też wyklucza jakby możliwość, że to mógł być któryś z domowników. Ta postać tak się wyróżniała wyglądem od, od innych, tak?
No, przede wszystkim wyglądem. Przede wszystkim u mnie w domu mieszkał dziadek świętej pamięci. Ale dziadek był wtedy, on był tam chyba, był wtedy razem z babcią i z matką w dużym pokoju. No i nikt więcej. No tylko matka, babka, ja i dziadek. Tak, i to Wszystko.
Więcej osób nie mieszkało u mnie w domu i nikt nie przychodził. Rodzina przychodziła, ale to wcześniej się zapowiadali, że będzie wujek albo będzie ciotka jakaś tam, że ktoś przyjedzie. No to, to, to, to był telefon.
Wtedy nie było telefonów. Tak, ale chyba był jeszcze pamiętam telefon taki stacjonarny. Nie było przecież wiadomo komórek ani nic, tylko stacjonarny. Osiemdziesiąty czwarty rok ja Jestem. No to, to były lata, no nie wiem, dziewięćdziesiąty rok to był osiemdziesiąty dziewiąty, coś takiego, tak? To był, no to były te czasy, Czyli krótko mówiąc, w tej postaci nie rozpoznał pan nikogo, kogo znał?
Tak? Nikogo. Tak jest. Nikogo, kogo znałem, nikogo, kogo wcześniej widziałem i nikogo, kogokolwiek później widziałem. To był człowiek, który po prostu jednorazowo przez całe życie mrugnął. Ale jakby mi dali na przykład, policja by mi dała na przykład rysopis tego pana, żebym dał. No to powiem szczerze, że miałbym duże problemy z dokładnym opisaniem jego twarzy, bo to, no ciężko by było. No na pewno bladawy.
No właśnie takie mam pytanie. Takie mam pytanie czy udało się Panu może dostrzec jakieś szczegóły wyglądu tej postaci? No szczegóły no to tak jak mówiłem jest czarny płaszcz, twarz, no to mówię no ciemny na pewno te włosy to właśnie. Kurczę, no nie pamiętam dokładnie tego, tego nakrycia głowy, bo to tak, jakbym miał coś na tej głowie, ale nie dałbym sobie za to ręki uciąć. Tak miał na pewno. Na pewno coś ciemnego było też na górze. Na. No nie wiem, czy to był może jakiś mały kapelusz albo jakieś czarne włosy. Po prostu takie. To, to jest szczególny znak, taki, że po prostu. No ale nie, no szczególny, to bym zapamiętał go ostro. No nie no, bladawy był. Nie był jakiś super biały jak trup, tak? Albo siny, albo coś. Tylko to był po prostu jasny, jasna bardzo karnacja. No bardzo jasna karnacja. Taka. No rzeczywiście to, to akurat się rzucało w pamięć.
Tak, rzuca mi się w pamięć te w oczy te, bo zawsze moja mama to umalowana zawsze była tak. Nigdy nie wyszła z domu, jak tam nie miała makijażu na sobie. Nie wiem, ona tak miała. Babcia też zawsze sobie podmalowała oczka i tak dalej. Tak? No i u mnie w domu to zawsze były po prostu. Każdy dbał o wygląd jakoś. Może nie przesadnie, ale ten. A ten facet no to był taki bardziej taki, no Jezu, jak to nazwać, że no widać było jakby, że to nie.
No, no, no, no, no dokładnie, bo dziadek jakoś nieprzesadnie, No wiadome, nie, przesadnie to nie. Bez wyrazu, bez koloru, bez wyrazu. Tak. jak pracował, jak pracował i tak dalej, no to czasami czerwony przechodził z pracy.
Mokry, czerwony, tak? No to, no to, no to różnił się o wiele. No i był wysoki przede wszystkim szczególna cecha bardzo wysoki. To jest właśnie. No to teraz właśnie było. No to nie wiem, no z dwa metry może, może, może nie miał, ale no z metr nie wiem, dziewięćdziesiąt może. No jak ja byłem malutki, no to wiadomo, że wszyscy mi się wydawali wysocy, ale no moja babcia, moja mama, no to mają tam, nie wiem, po metr siedemdziesiąt parę miały.
No bo babcia niestety świętej pamięci, mama jest cały czas wszystko w porządku, nawet u niej dzisiaj byłem. No to, no to one są wysokość mają metr siedemdziesiąt parę, tak? Coś takiego. A ten facet no to był bardzo wysoki. No to, to jest. O Jezu. No to, to w porównaniu do niego, no to, aż to można. Teraz ja się tak przestraszyłem trochę tak jak opowiadałem o tym, tak sobie dając, zdałem sobie, zdałem sobie z tego sprawę ogólnie tak? Tak jak państwo słyszeliście, zdarzenie było dość krótkie, a jednak zdołało wywrzeć na małoletnim wówczas świadku dość duży wpływ. Teraz nastąpi krótki przerywnik, po którym przejdziemy do prezentacji kolejnych przygotowanych na dziś relacji. Słyszymy się ponownie już za chwilę.
Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko, że z wyłączeniem jest już powiedzmy troszeczkę gorzej. Posłuchaj nieznanego Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium.
Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko, że z powrotem- Powiedzmy troszeczkę gorzej. Archiwum Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.pranormalium.pl. Dwa miesiące temu był drop prowadzący do pewnego radia. Czy ktoś o tym słyszał podobno? Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. www.pranormalium.pl Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Kolejny z naszych dzisiejszych rozmówców może nie był już taki mały, ale w momencie doświadczania dziwnych odwiedzin sypialnianych gości wciąż jeszcze był dzieckiem. Takim szczególnie zwracającym uwagę elementem tej historii jest to, że według świadka za każdym razem odwiedzały go po trzy postaci i zawsze wyglądały tak samo. Oddajmy zatem głos naszemu słuchaczowi. Wie pan co?
Tutaj kwestia taka, że za dzieciaka miałem kilka, kilka ze dwa, trzy takie zdarzenia. Może to nie są jakieś takie wow! zdarzenia, ale tak w sumie mnie to dręczyło. Słuchałem waszych audycji i myślę, że może coś z tego jakieś wnioski byśmy mogli wyciągnąć. Miałem tych tak zwanych bedroom visitors, tak? To było w wieku nie wiem, dziesięciu, jedenastu lat może. To, no budziłem się w nocy, widziałem postacie, to były takie postaci, kurczę, no, nie za wysokie, chude, wysokie-- znaczy, nie za wysokie, chude, takie bardzo szczupłe. Nie mogłem nawet określić koloru ich skóry, tak? Ubiór to nawet nie były jakieś szaty, tak? Jak kombinezony. Zrywałem się, mimo że w pokoju, bo to było małe mieszkanie rodziców, mimo że w pokoju ja na łóżku piętrowym praktycznie spałem na dole, siostra na górze. No to siostrę się pytałem, ona mówi, że nic nie widziała, nic ją nie budziła. I wtedy tak było dziwnie, bo jak się budziłem, to była całkowita cisza. Nie było nic słychać, tak jak kiedyś, wiadomo, jakieś urządzenia czy budzik, czy coś lekko buczało, bo miało wszystko transformatory większe. To była całkowita cisza. Nic, nawet tykania zegarka nie było słychać. Po takim wpatrywaniu się w te postaci po prostu bez ruchu budziłem się, podnosiłem głowę, odwracałem wzrok. Tak zamierałem i tak było kilka minut i po prostu odpływałem z powrotem. Czyli pan nie widział jakby szczegółowego wyglądu tych postaci, tylko zarys, tak?
To nie była taka, yy, taki szczegółowy-- nie mogę podać szczegółowego opisu. Był zarys, mogłem się jakieś cechy rzucić, takie długie te kończyny, bardzo szczupłe. Nie były to wysokie postaci, jak dla dziecka, dla mnie, no to oczywiście, że były większe ode mnie, tak? Tylko po prostu, z tego, co pamiętam, było trzy postacie.
Czyli zawsze to były trzy postacie, tak? Za każdym razem to były trzy postacie, a to naprawdę nie było duże mieszkanie. Ten kącik, jaki mieliśmy, pokoik dla mnie i siostry, to było tak, że jak one stały przy sobie i tak się lekko pochylały, żeby patrzeć na mnie, no to wtedy można powiedzieć, że całość jakby tego kącika była wypełniona, że ode mnie do-- od mnie leżącego do nich było pół metra, tak?
Mówię, bardzo długie kończyny górne, dłonie, długie palce, takie to co, to co jestem w stanie sobie przypomnieć, bo to było kilka razy pod rząd, się zdarzało tak? Pod rząd, w jakichś odstępach czasowych, tak dokładnie nie pamiętam.
Potem, nie wiem, w wieku kilkunastu lat już, już ani razu mi się nie zdarzyło. Raz, kiedyś tam, na wagarach, w szkole średniej. No przyjechałem ze szkoły średniej, bo uczyłem się w internecie, przyjechałem, spałem po prostu na plecaku, bo to była wiosna, lato, początek, to pojechałem sobie na wagary z internatu, tam nie do domu, tylko tak o się przespać i tam na ten. Muszę zaznaczyć, że byłem trzeźwy, ani nic nie zażywałem, ale też coś takiego widziałem. Miałem siedemnaście lat, miałem no gdzieś coś koło tego przed pełnoletnością. No nic, nie, ten, byłem W jakim wieku to mogło mieć-- ile to mogło być lat temu?
Teraz mam trzydzieści siedem lat. Jak miałem dziesięć, jedenaście lat no to z dwadzieścia. Tamta historia, to co ostatni raz widziałem też taką postać, to było po prostu, no jak wkraczałem w okres pełnoletności.
Czy te, te spotkania z tymi postaciami były jakoś skorelowane w czasie z jakimiś ważnymi wydarzeniami w życiu u pana, czy, czy tak po prostu od przypadku do przypadku? Nie, nie zauważyłem, żeby to było jakoś połączone z jakimiś ważnymi wydarzeniami.
No, był ten okres, jak byłem w tym młodszym wieku, był ten okres, że to było dosyć często. Nie pamiętam, ile razy, ale na pewno z trzy, cztery razy. No i po prostu wtedy nie pamiętam, żeby jakaś komunikacja się odbywała, co się odby-- co się działo, ale po prostu wtedy te postaci się patrzyły.
Odczuwałem nie tyle, że niepokój, no po prostu czułem, w pierwszym momencie byłem przestraszony, a później tak jakby mnie wszystko opuszczało, tak jakbym nie był władny do wykonania czegokolwiek, nawet do myślenia. Po prostu taki otumaniony.
I to trwało, taki stan przez kilka minut i później zasypiałem. Czyli postacie się pojawiały. Pan przez, przez te kilka minut odczuwał otumanienie i odpływał, tak? Tak. I to było kilka razy. Siostra mówi, że nic nie było takiego, żeby ona coś takiego odczuwała. Siostra jest dwa lata ode mnie młodsza.Kurczę, no rozmawiałem i powiem szczerze, kiedyś bardzo byłem osobą wierzącą w pewnym okresie. Później odszedłem od tego. Teraz jestem takim zadeklarowanym ateistą. Nie wierzę po prostu w Boga, tak? W Boga jako tak podane, jak mamy tutaj wartości u nas w Polsce chrześcijańskie, tak? Może są jakieś siły, może-- ale nie wierzę w to, że to jest to, co napisane w Biblii, tak?
Ale takie jakieś dziwne rzeczy też czasami były czy u mnie w rodzinie, czy, czy gdzieś po prostu babcia... Była babcia, która też gdzieś tam jakieś rzeczy przewróżała. Potrafiła tarota kłaść i też przepowiedziała kilka rzeczy takich co po śmierci-- przepowiedziała śmierć, to z dokładnością, tak? I po takim czymś po prostu powiedziała, że nic już nie będzie, nikomu żadnej wróżby nie zrobi, bo to była wielka tragedia w rodzinie, bo to zmarło dziecko. Mówię, no nie odczułem czegoś takiego, żeby to było jakieś naznaczenie, jakieś takie bardzo paranormalne. To po prostu było takie namacalne, jakby ktoś stał w tym miejscu, była obecność, yy, nie było-- z mojej strony nie było krzyków, nie było paniki.
Chwilę strachu było i później otumanienie. To było tak-- mogę to potwierdzić w stu procentach, że to w taki sposób się odbywało, że nie wiem, to nie było jakiejś poświaty. To były takie fizyczne, czysto fizyczne postaci.
Czyli pan innymi słowy, odczuwa fizycznie obecność tych postaci, mimo że siostra nie zauważyła nic? Tak, tak one stały pół metra od mojego łóżka, tak? Jak ja spałem. Siostra spała. Też miała jakieś tam kiedyś dziwne, w sensie takie niesamowite widzenia. Też jakieś miała dziwne odczucia. Yyy, też jakieś dziwne rzeczy kiedyś tam. No wiadomo, jak to dzieci, można-- zawsze to zrzucałem na dziecięcą wyobraźnię, nigdy się z nią nie rozmawiałem na te tematy głębiej. No ale mieliśmy, mieliśmy takich kilka rzeczy. Mówię, te postacie, no, były fizyczne, to nie były wymyślone przeze mnie postacie. W sensie to nie były jakieś poświaty. Ja odczuwałem czysto fizycznie takie... Nie pamiętam, czy był dotyk ze strony tych postaci. Wiem, że było nachylanie się nad łóżkiem. Nie można to też porównać do paraliżu przysennego, bo powiem szczerze, że na paraliż przysenny po takich cięższych przeżyciach w moim, no... Po prostu cięższe przeżycia miałem.
Cierpiałem dosyć często, co noc potrafiłem doświadczać tego paraliżu. Brałem leki nasenne po to, żeby przespać tą noc. Tak potrafiło się pojawiać, więc na pewno to nie był paraliż przysenny. To jest milion procent, bo tego doświadczałem i to bardzo często.
Czyli jest pan pewien, że w czasie tych zdarzeń był pan jakby w stu procentach świadomy i w stu procentach potrafił się pan kontrolować ruchy ciała, tak? Raczej tych potrafiłem kontrolować. Ja tak zamierałem.
Z tego, co pamiętam, mogłem się ruszyć, mogłem ruszyć ręką lekko. To nie były takie ruchy. Może nie były świadome. Nie były ruchy jakby całkowicie wyłączone przez mózg, tak? Nie było... Tak, nie były ruchy. To nie było tak, jak w paraliżu, że człowiek stara się ruszyć. Bo ja miałem ten typ paraliżu, taki, no, tak jak się to nazywali kiedyś, kurczę, nie wiem, dusicieli, dusiołki? Jakoś to się w słowiańskiej mitologii nazywało, że ktoś siedział na klatce i dusił albo krzyczał do ucha i darł się, można powiedzieć.
To ja miałem takie coś, takie, takie typy paraliżu. I to było naprawdę bardzo często i wybudzałem się. Ktoś się darł, darł, darł, darł, kurczę, aż w końcu odpuściło i mogłem się ruszyć, tak? I wtedy się zrywałem, wiadomo, tam przestraszony, podwyższony puls, lany potem i po prostu tak to na początku wyglądało. Później już człowiek jakoś sobie z tym radził. W miarę dochodziło do mózgu, że to jest znowu to samo, tak? Bo to było bardzo częste.
Ale tamto w czasie dzieciństwa to było całkowicie coś innego. To po prostu był taki kontakt w sensie wzroku. Ja widziałem, że te postacie się patrzą. Nie widziałem twarzy. Może to były takie... Na pewno te postacie włosów nie miały. To mogę powiedzieć. Bo to były głowy. Było widać, że głowy były tak, jakby były łyse, albo nie wiem, może coś miały naciągnięte na te głowy kombinezon. Były okropnie szczupłe i bardzo długie kończyny miały.
Tyle. No to, to po prostu to nie jest jakaś wow historia. Myślę, że- A czy pamięta pan może, jakie odczucia panu towarzyszyły podczas tych najwcześniejszych spotkań? Czy czuł pan może lęk, może zdziwienie? Coś, coś innego?
Unh-unh. Pierwsze to był-- pierwsze, co było takie zerwanie się, aż po prostu podniesienie głowy, zerwanie się, otworzenie oczu i strach. Potem było takie będę krzyczał, bo tak jak będę krzyczał, a za chwilę było nie będę krzyczał i się patrzę. I tak się patrzyliśmy na siebie.
Po prostu to takie jest niewytłumaczalne, bo dziecko, no ja jako dziecko nie byłem jakiś tam strachliwy okropnie. Wszędzie żeśmy biegali, wszędzie łaziliśmy, za przeproszeniem, nieraz się uciekało przed jakimiś... No to nie była taka fajna okolica, w której mieszkałem. To też często jakiś, no, upity koleś po prostu nas ganiał czy, czy gdzieś. No wiadomo jak to dzieciaki, chłopaki, no.
Rozrabialiśmy, to nas ganiali. No nie byliśmy jacyś strachliwi. Kurczę, no patrzyłem się na nich, oni na mnie, pochylali się i nie było-- była kompletna cisza, tak jakby było wszystko wyłączone w otoczeniu, tak jakbyśmy byli w takiej bańce. Raz miałem w życiu być okazję w takiej komorze dźwiękoszczelnej. W sensie, yy, no, wyłożonej takim materiałem, gdzie wytłumiono- Taki tak zwany najcichszy pokój świata.
Tak, tak. Tylko że to byłem w czymś takim, tak jak studio nagraniowe. Taka komora była. Raz miałem w tym to. Tam też człowiek jak mówił, to ledwo, za przeproszeniem, siebie słyszał. Tak, to było wytłumione. Tak samo tam. Tak, jakbym ja dochodził do wniosku, że jak ja będę krzyczał, to i tak nikt by mnie nie usłyszał. Kompletna cisza była i tylko kontakt wzrokowy. W sensie wzrokowy. No, ja wiedziałem, że oni się na mnie patrzą, a ja na nich.
Pan wspominał, że najpierw pan pomyślał, że będzie krzyczał, a potem, że nie będzie. Czy to by-- czy to decyzja o niekrzyczeniu to była jakby przez pana podjęta, czy to była jakaś taka, jakby narzucona myśl?
Nie mogę tego, tego powiedzieć, czy ja tak podjąłem? Po prostu chciałem krzyczeć. To było, to nie było takie-- to było bardziej takie podjęte. Decyzja o krzyku, nagły strach, a później ten strach opuszczał i było: co się dzieje? To nie było coś takiego, jakby ktoś na przykład wdusił pstryczek-elektryczek i wyłączył panu ten, ten lęk?
Być może mogło tak być, bo to nie było jeden raz. Później już przy następnych razach nie było w ogóle myśli o krzyku. Po prostu było pakowanie. Czyli tak, jakby się pan, yy- No wiadomo, pierwszy kontakt z nieznanym zawsze powoduje lęk. No ale następnym razem już pan coraz bardziej był jakby, prawda, zaznajomiony z tą sytuacją. Po prostu pan jakby obserwował, jeżeli dobrze rozumiem? Tak, to obserwacja. Byłem zdziwiony...
W tej dość obszernej rozmowie, z której dziś poznajemy wybrane fragmenty, słuchacz opisał również krótko inne swoje doświadczenia z zagadkowymi istotami. Wie pan co, no raz rozmawiałem o tym zdarzeniu z takim przyjacielem. No w sumie jeszcze tak za, za takich młodszych lat, nie? Za takich nastoletnich lat to powiedział, że on nigdy nic takiego nie widział. Gdzieś tam nad jeziorem, gdzieś się bali i wiadomo, że coś ich tam goniło, ale mówi, że kurczę, no że, że zna mnie na tyle i mówi, że raczej bym sobie nic nie wymyślił takiego. No, tym bardziej, że wtedy jako dziecko ogólnie jestem prawdomówny, a jako dziecko nie byłem jakiś kłamliwy. Powiem tak: nie umiem kłamać. Całe życie nie potrafiłem kłamać i n-nic, nic raczej tak nie dopowiadałem, nie wymyślałem. To od razu po mnie słychać, jeżeli coś, coś jest nie tak.
Czy wszystkie te zdarzenia przebiegały w taki sam sposób? Były bardzo podobne zdarzenia. Tylko te zdarzenia nie były- Nie były identyczne. To były-- zawsze był-- zawsze powtarzało się to, że to były trzy osoby. No, zmieniło też się raz miejsce. Zmieniło się raz miejsce, bo raz to było u babci. Jak spałem u niej, yy-- po prostu nie pamiętam, jakiś był dzień, że po prostu poszedłem do babci tam spędzić czas i mogliśmy tam nocować. To spałem u niej, to raz się obudziłem, to te postacie były z kolei nie przy samym łóżku, tylko łóżko stało przy oknie balkonowym i postacie były za balkonem.
Czyli to ewidentnie tutaj mamy potwierdzenie tego, że te, że te zdarzenia jakby nie są przeklejone do miejsca, tylko są powiązane z panem, tak? Tak podejrzewam. Nie, nie mam, nie mam pojęcia, bo później, jak można powiedzieć, byłem w tej szkole średniej i pojechałem na te wagary, to przyjechałem do miasta, w którym mieszkam, no to kurczę, tam widziałem jedną postać, tylko ona już nie była taka neutralna, że tak powiem, tylko to już bardziej była taka postać, która mnie zerwała, nie? Zerwała mnie z butów wtedy. Wstałem, poszedłem, uciekłem stamtąd, uciekłem. No poszedłem sobie stamtąd. No i takie j-jedyne, co było dziwne, to był zapach. Nie, zapach to był taki okropny smród. Nie wiem, czy może Pan kojarzy. Nie tyle, że rozkładające się mięso, tylko taka- Taka padlina jakby.
Nawet nie, to było gorsze, bo to jest tak jak-- to nie tyle takie-- kiedyś dorabiałem sobie na kurniku tam były takie, no popsute jajka i kury jak te, co zdechły, bo kiedyś był w klatkowy, no to wie pan, jak to wyglądało, nie? Okupane te kury i tam było tłoki i te kury zdychały.
No to, to był smród jakby to tak można te mięso z tymi jajkami, z tym wszystkim. To był naprawdę okropny smród. Dziwne, dziwne było to, że ja stamtąd-- tak, jak się pod murkiem położyłem, gdzieś tam mi się zdrzemnęło. Obudziłem się, podniosłem głowę, zobaczyłem taką nachyloną postać przez ten murek, taki metrowy nade mnie.
Zerwałem się, zobaczyłem, że nikogo nie ma, poleciałem i gdzieś widziałem jeszcze z tyłu jak postać, tak jak odszedłem stamtąd, to widziałem, jak ktoś stał i się patrzył z daleka. Nie, ale tak całkowicie, już tam ze sto metrów dalej.
No to już droga prosto i przez miasto, tak? I później wportret drugi raz widziałem też, jak ktoś stał i się gapił. A jaka to była miejscowość? Nowa Sól. No i tyle było z tych spotkań z tymi, tymi nawiedzaczami, tak w cudzysłowie powiem.
I jeszcze garść uwag i spostrzeżeń, jakimi słuchacz odnośnie tych relacji podzielił się już pod koniec rozmowy. Powiem szczerze, że ja nigdy nie odczuwałem tego jako, jako coś złego, tylko to po prostu było... Przez pewien czas to jakby zrzucałem na, na, nie wiem, garb wyobraźni, jakieś wiadomo dziecięce fantazje. Ale teraz, po jakimś okresie lat jestem w stanie powiedzieć, że to było na sto procent. To nie była moja wyobraźnia. Próbował pan to sobie tak jakby racjonalizować? No nie za każdym razem, no to nie było, tak jak mówię, no w rodzinie, tak jak rozmawiałem z mamą, no, jeżeli ktoś kładzie karty tarota i bladnie i blednie i mówi, że dajmy na to, że coś się złego stanie i mówi tej osobie, że to się stanie i to się dzieje, dajmy na to, trzy miesiące później, no to, no mówię: no byłem świadkiem, bo z mamą rozmawiałem i to jest-- mama nie chciała powiedzieć, to jak byłem starszy dużo, nie? Jak byłem starszy, to dopiero z mamą porozmawiałem, bo jak kiedyś się pytałem właśnie o babcie tam, o to, że, że czemu tak nie wspominają, bo inne babcie wspominają, to nie ten... To tak powiedziała właśnie, że ona, ona od, od właśnie zawsze gdzieś tam takie rzeczy robiła, jakieś karty, nie karty, taką jakąś można powiedzieć, magią się zajmowała, a to w sumie nie było, nie było jakiejś, nie wiem, zielarstwa? No zielarstwo, ziela-- na zio, na ziołach też się znała, tak? Tylko że w sumie to nie było takie ani sze-szeptunka, ani kurczę, nie wiem, jak to nazwać.
No nie było to nic magicznego. Nie było to nic tak magicznego, ale takie rzeczy, takie rzeczy. No nawet z tymi kartami to... No, ona powiedziała potem, że już nikomu nic więcej nie przepowie. No, no i tyle. I tak dokonała swojego żywota. Już nigdy tego nie tknęła.
Czasami lepiej nie wiedzieć, prawda? Tak więc też tutaj no, są rzeczy, których nie możemy, nie jesteśmy w stanie zrozumieć na, na tą chwilę i warto szukać gdzieś odpowiedzi. W historii tej audycji mieliśmy już kilka niezwykle interesujących relacji o bliskich spotkaniach małoletnich dzieci z istotami, jakie w terminologii ufologicznej i paranormologicznej funkcjonują pod nazwą bedroom visitors — sypialniani goście. Za chwilę wysłuchamy kolejnej historii, w której zagadkowi sypialniani goście nie tylko odwiedzili małoletniego świadka, ale też nawiązali z nim jakiegoś rodzaju kontakt. Ten rozmówca prosił o zmianę barwy głosu, zatem przypominam o słuchawkach.To było z 1980 roku około, z tego, co pamiętam, tak?
Bedroom visitors. Tak, tak. Tu historia jest taka. Opowiadałem to w ogóle kilkustu osobom w życiu, no bo wiadomo, yyy, nie ma czym się chwalić. Yyy, jest to taka historia, yy, no, że-- no wiadomo, że nikt nie wierzy w to, coś takiego. Byłem małym chłopcem.
Podejrzewam, że miałem gdzieś cztery do sześciu lat. Tak, powiedzmy, że cztery lata i po prostu pewnej nocy obudziłem się i spałem, spałem w pokoju z moim starszym bratem o dwa lata i stałem w jego nogach, jakby on z jednej strony łóżka, ja z drugiej. I w pewnym momencie w nocy obudziłem się, usłyszałem taki— no ciężko to opisać, ale szum w głowie taki, taki jakby na stronie radia na długich falach coś takiego, taki, taka sinusoida.
I strasznie się bałem. Strasznie się przestraszyłem i słyszałem głos w głowie: "Nie bój się, nikt ci nie zrobimy". Pamiętam to jak do dzisiaj. Mam czterdzieści sześć lat i niewiele pamiętam z tamtego okresu, ale pamiętam to bardzo.
Po prostu koszmarnie się bałem. Schowałem się pod kołdrę. No i ten głos do mnie tak mówił. I tyle z tego pamiętam. Pamiętam, że postać stała w pokoju tak gdzieś dwa metry od łóżka. No to taki niewielki pokój. I dla mnie ta postać przypomina Kermita z Muppet Show. Po prostu jak opisałem to na drugi dzień ojcu i bratu, yy, w ogóle też w przedszkolu opowiadałem o tym bardzo dużo. Żyłem tym, bo to, to coś, co mi się przydarzyło tak, jako małemu dziecku i po prostu to były czasy, że tylko lecieli Czterej Pancerni w telewizji albo Muppet Show, ewentualnie, nie wiem, Pankracy coś takiego.
Także nie było. Były dwa kanały. Nie było o UFO, to w ogóle nie wiedziałem w tamtych czasach, bo to było w ogóle komunizm i nie było programów na ten temat, nie było internetu, wiadomo. No to opisałem tą postać jako Kermita, czyli taką niewysoką postać, no podobną do człowieka, no ale to nie był człowiek. No i ona mówiła do mnie- Taką postać humanoidalną.
Teraz to wiem, że to tak, tak i no ja się strasznie przestraszyłem, tak? No byłem małym dzieckiem i ta postać była u mnie w pokoju i coś ode mnie chciała, tak? To była już taka sytuacja, no mega dziwna. No, no ja pamiętam te emocje, tak? Emocje się pamięta.
Czy może pan podać, jaka to była miejscowość? Ja już tam nie mieszkam. To jest Lubomierz na Dolnym Śląsku. Miasteczko dosyć małe, takie znane z filmów malownicze. Natomiast no, to było lata temu, tak? Ja pamiętam, że ja tą historię opowiadałem przedszkolankom, opowiadałem tam swoim kolegom, tak? I później przez czterdzieści lat praktycznie o tym nie myślałem i nie rozmawiałem, tak? No bo tam wiadomo, nikt nie wierzył, bo to małe dziecko. Kto tam uwierzy? Tato wyraził zainteresowanie jakieś tam i mu to opowiedziałem. Ale to jest na tej zasadzie, jak ja bym tam swojemu synowi.
Jakby mój syn dzisiaj coś mi opowiadał, no to słucham go tak, ale raczej nikt mi nie uwierzył w tę historię. Ostatnio żonie opowiedziałem tak z ciekawostki, ale mówię nie śmiej się, ale coś takiego mi się przydarzyło. Chociaż ktoś mógł powiedzieć, że ci się przyśniło, nie?
No to tak wygląda, jakby ta istota dopasowała się w jakimś sensie do pana percepcji, do pana jakby zbioru informacji o-o-o świecie takiej osobistej bazy danych- No, może- -takiej postaci. Skoro pan to tak do Kermita przerodził.
Ja powiem panu, że, że ja to tak opisałem jako Kermit, bo ja nie potrafiłem odn-- znaleźć, jako tam małe dziecko. No wiadomo, to takie, takie najbliższe skojarzenie, prawda? Tak, tak, tak. Ta istota, jakby pan usłyszał w głowie liczbę mnogą, tak? Komunikat liczby mnogiej? Że my ci nic nie zrobimy, nie bój się. I to był taki szept. Bardziej jak się zastanawiam, to bardziej kobiecy szept niż męski. Taki łagodny głos, szept w głowie taki. No dzisiaj wiem, że to była telepatia. Tak? Ale no wcześniej to nie miałem takiego pojęcia, że coś takiego w ogóle może być. Nie? Taki przekaz.
Po prostu obudziło mnie to, ten szept i to taki narastający szum, taki, taki szum w głowie, wręcz aż hałas. I-i ten dźwięk się prze-- ten szept się zaczął przebijać. No ja się koszmarnie bałem i się obudziłem. Brat spał, tak że sytuacja była nieciekawa. No to schowałem się pod kołdrę, tak? I czekałem pod kołdrą. I ja nie wiem dalej, co się dalej wydarzyło, tak? Usnąłem. Jest pan jakby przekonany na sto procent, że to był autentyczny głos, że to nie był jakiś może wytwór, nie wiem, zasypiającego mózgu czy coś tego typu?
Nie jest. Ja jestem przekonany, że to się wydarzyło. Dlaczego? Analizuję też to, tak? Fakt, że w ogóle tylko to pamiętam praktycznie z dzieciństwa, że to było tak mocne wydarzenie. Fakt też, że to się wszystko jakby wpasowuje w to takie-- dzisiaj jest internet, tak? Mogę sobie przeczytać, że coś takiego inni ludzie spotkali takie coś i może nie mówią, bo się wstydzą, ale że ktoś coś takiego powiedział, no bo wtedy to ja byłem odcięty. I nawet jak powiedzmy, że miałem, nie wiem, dziesięć lat, piętnaście czy dwadzieścia, no to nikt nie mówił o czymś takim. Nie wiedziałem, że coś takiego mogło spotkać kogoś innego, tak? No to, to, że pan to w ogóle pamięta, to świadczy chyba o tym najlepiej, że jak duże wrażenie na panu wywarło to wydarzenie. Coś takiego całkowicie nieznanego jeszcze. Bardzo się to wbiło w pana pamięć. A pamięta-- kojarzy pan może, czy inne dzieci w przedszkolu coś o czymś podobnym wspominały? Nie, nie, nie.
Nic? Nic, nic, nie. To po prostu ja wiem, że to powtarzałem, że rozmawiałem z przedszkolankami, ja to opowiadałem, tak? Ja tym żyłem. Ale wiadomo, że jak dzieciak coś takiego opowiada, no to komu tam będzie wierzył.
Także nie. Nikt nie mówił coś takiego też. Rozumiem, że nikt jakby nie, nie, nie wyczuł jakby zmianę w zachowaniu pana po tym wydarzeniu, prawda? Nie, ja myślę, że to było zignorowane po prostu przez wszystkich.
Bliskie spotkania z niezidentyfikowanymi istotami często są wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Potwierdzeniem tego będzie kolejna, tym razem dość krótka relacja pochodząca od naszej słuchaczki z okolic Borów Tucholskich, która pewnej nocy w dzieciństwie zobaczyła za oknem świetlistą postać, od której czuła dobro.
Z czymś, nie wiadomo czym. To tak ciężko, bo to też, opowiadałam już za dziecka. Ja się wychowałam kiedyś w biednej rodzinie, mieszkaliśmy u dziadków i mieliśmy pokój na takim strychu. Nie no, nieciekawe warunki. Tam spaliśmy chyba w pięć osób.
Ja spałam z mamą. Ja nie mogłam zasnąć tej nocy tak jak nigdy. Ja zawsze spałam, ale nie mogłam. No i po prostu tak leżałam. I ja zobaczyłam coś za oknem, za oknem to był taki jeszcze, nie wiem, w daszku czy po prostu w oknie, ale na pewno ta istota. Klęczała i też się bardzo długo przyglądałam temu. I teraz powiem tak, że się nie bałam, bo czułam dobro. Ja byłam małą- A czytała pani to, jakby siedziała na parapecie, tak?
Albo za oknem już nie pamiętam. Pamiętam dokładnie jej kształt. Ona była ze światła tak jakby. I na pewno była kobietą, bo nie wiem, czy to była taka długa szata. To było no, coś pięknego. Nie wiem, czy miała włosy, bo to było całe światła, czy to była taka jakaś chusta długa. Nie wiem, czy ta osoba się modliła, ale ręce miała złożone. Zwróciłam uwagę na jej dłonie. Miała bardzo ładne, małe, takie drobne dłonie. Długo to trwało? Dosyć, bo bardzo się tak przyglądałam i bardzo mi się to podobało.
Nie bałam się, mimo tego, że byłam dzieckiem. No i w pewnym momencie ja wyciągnęłam do tego rękę i jak wyciągnęłam rękę, tak to właśnie ta istota zniknęła zaraz. Bardzo długo. Tak jakby ta istota reagowała na pani zachowanie, tak? Jeżeli dobrze rozumiem.
Tak, tak, jakby myślała, że ja nie widzę, że tak jakby się zorientowała. A później długo jeszcze żałowałam w tym łóżku, że wyciągnęłam rękę, bo tak. No takie fajne coś. No przeżycie, bo ani się tego nie bałam. To było takie, no ładne, dobre coś, no taka dobra energia, tak czułam jako dziecko.
Czy to była jakaś taka istota bardziej humanoidalna, czy może coś, coś takiego bardziej niepodobnego do człowieka? Nie. Raczej ta istota no, no była taka ze światła. Widziałam wszystko, nos, bo tak lekko z boku-- ona była lekko pochylona, tak? I lekko tak bokiem ją widziałam. Tak jakby zamyślona czy modląca się. Ręce na pewno miała złożone.
Czyli to nie wyglądało na przykład jak modliszka? Nie, nie, nie, nie, nie. Bardziej jak człowiek. To była kobieta. Raczej kobieta. Taka ze światła. Tak mi się skojarzyło z modliszką, bo niedawno też rejestrowałem relację od świadka, który właśnie coś takiego, bardziej podobnego do modliszki obserwował. Ale skoro bardziej takie człowiecze ludzkie kształty to miało, to, to. Nie. To była tak na pewno postać żeńska. I mówię, że tak dobro, takie dobro czułam. Nie bałam się.
W trakcie tej rozmowy wspomniałem oczywiście o relacji tekstowej, która została przytoczona na początku dzisiejszej audycji. Mimo że według słuchaczki postać nie przypominała modliszki, to jednak właśnie pewien element jej wyglądu, ten szczegół przypominający ręce złożone jak do modlitwy, nasunął mi skojarzenie z modliszką. Po krótkim przerywniku przejdziemy do wysłuchania ostatniej z przygotowanych na dziś relacji. Pewnie niektórzy z Państwa wykorzystają tę krótką chwilę na wizytę w toalecie albo zabranie czegoś z kuchni. Mam jedną radę: nie patrz za okno i wracaj szybko.
Ufo Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Ufo Relacje. Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Bardziej niż nieprawdopodobne. Niemożliwe.
Niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny Głos w Twoim domu. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium.
Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Na zakończenie dzisiejszej audycji chciałbym Państwu zaprezentować obszerny fragment jednej z dwóch rozmów, jakie odbyłem z jednym z naszych słuchaczy. Mogę już teraz zapowiedzieć, że pozostałe relacje od mojego rozmówcy ukażą się w przyszłości w formie paranormalnej spowiedzi. Dziś natomiast poznamy opis zdarzenia, którego głównymi świadkami byli słuchacz oraz jego młodszy brat. Zdarzyło się to nieopodal Rzeszowa, okolice roku 2000.
Lipiec. Noc. Słuchacz i brat spali wówczas w jednym pokoju. Nagle za oknem zauważyli jakiś rumor, po czym w oknie ukazała się postać przypominająca z wyglądu klasycznego szaraka o wzroście około metr czterdzieści. Ważną rolę w tym zdarzeniu odegrał ojciec świadków, który do dziś boi się opowiadać o tym, co zobaczył tamtej nocy, wychodząc do ogrodu. Oddajmy zatem głos głównemu świadkowi. Pan wspominał o zdarzeniu z bratem. Z tego, co kojarzę, że widzieliście szaraka. Miałem wtedy może, ciężko mi określić właśnie wiek mój. To był... Ja miałem może sześć, może osiem lat. Myślę, że bliżej tej ósemki, bo brat jest dwa lata młodszy.
To on miał może, on miał może sześć, ja osiem, coś, coś takiego.Dokładnie. Czyli to były okolice roku dwutysięcznego. Mieliśmy wtedy wakacje. No i mamy dom rodzinny mojej mamy i mojego taty, jest, że tak powiem, piętrowy plus bryk. No ale na parterze- A jaka to jest miejscowość? To są okolice Rzeszowa, Podkarpackie. I, i tak ten dom na parterze, on nie był do końca wykończony. Tam w jednym z pokoi była po prostu zamrażarka, jakaś tam stara wersalka, jakieś tam graty po prostu, które nie były potrzebne gdzieś tam na piętrze, to wywalało się z tego na zewnątrz. No i z bratem na wakacjach.
No jak to dzieciaki, żeby poczuć taki dreszczyk emocji, to spaliśmy sobie tam na dole, na tej wersalce, bez rodziców, sami. No, no rozumie pan, jak to, jak to dzieciak. No i często tam spaliśmy, można powiedzieć, co noc. No ale którejś nocy doszło do takiego dziwnego zdarzenia.
Może zacznijmy od tego, że była pełnia, totalna pełnia. Bez chmur, było zarąbiście jasno na zewnątrz wtedy, że no było wszystko praktycznie widać. I obok naszego łóżka, po lewej stronie jest okno. Ono dość nisko, bo ono tam na wysokości teraz mojego pasa jest dosłownie, więc ono jest dość nisko osadzone, parapet w sensie. Jaka to była pora roku? Pan może pamięta?
Wakacje, wakacje, lipiec, sierpień i także lato. I naprzeciwko nas było drugie okno. No i tam spaliśmy sobie, opowiadaliśmy sobie głupoty, jak to przed snem dzieciaki. No i nad tym oknem naprzeciwko nas zaczęło coś to okno mmm tak jakoś. No nie wiem, czy to można nazwać pukaniem, jakby skrobać po szybie, pukać, skrobać, coś takiego dziwnego. No i z pierwszym wzrosem pomyśleliśmy no to ktoś sobie z nas żarty robi. Zaczęliśmy się po prostu śmiać, nie? No ale tak słuchamy, słuchamy. No i to drapanie zaczyna być bardzo dziwne, bo to było, to był taki dźwięk, jakby ktoś czymś bardzo ostrym drapał po szybie.
Potem o tej szybie jeszcze wspomnę, co się z nią zrobiło w ogóle. No i troszkę żeśmy się straszyli. No ale na tym oknie to było na oknie naprzeciwko nas, ale mieliśmy głowy jakby naprzeciwko tego okna, a po lewej stronie, obok okna tego drugiego, obok którego leżeliśmy, centralnie na nas świecił księżyc. Czyli jak ktoś przechodził obok tego okna, to, to zarys, kontury cienia było idealnie widać, prawda? Nie było widać szczegółów twarzy czy coś, tylko było widać kontury.
No i w pewnym momencie przeszła postać. Ona miała może nie więcej niż metr czterdzieści, bardzo szczupłe ciało i ogromna, ogromna głowa osadzona na dość szczupłej szyi. I to dosłownie takim poniudkim kroczkiem przeszła koło naszego okna. Miałem wrażenie, że się chce zatrzymać, ale jakby zawahała się i poszła dalej po prostu obok naszego okna.
To nie był człowiek na sto procent, bo miał bardzo wąskie ciało, dość długą, choć wąską szyję i głowa, taka migdałowa była głowa. Kontury widzieliśmy, tego nie widziałem. Oczy, nic. No takie trochę wypisz wymaluj.
Rzeczywiście szarak, prawda? Tak mi się wydaje, bo wie pan od tamtej, no tamtej pory może nie, ale od dobrych paru, może parunastu lat interesuję się tym właśnie ze względu na to zdarzenie, bo wcześniej nigdy mnie to nie interesowało.
No zresztą miałem osiem lat, no to, co mogło mnie interesować? I dwie rzeczy: brat krzyk i uciekł na górę, nie? No to też widział. Uciekł na górę z rodziców, a mnie totalnie zamurowało. Ale to było nie takie zamurowanie jakby ze strachu, tylko coś mi mówiło, żebym się po prostu nie ruszał, żebym się po prostu nie ruszał i żebym był spokojny, żebym się nie ruszał, żebym po prostu nie krzyczał. Ale ja w ogóle nie mogłem tak naprawdę, nawet chociażbym chciał. Ja mam wrażenie do tej pory, że ja nie mogłem się ruszyć. No i to trwało może z dziesięć minut, może nawet, może z siedem, bo brat pobiegł na górę.
No i zaalarmował rodziców i uszedł ze nas tala na dół, po mnie. No i jak on zaświecił światło w pokoju, bo brat tam po ciemku po prostu wybiegł z tego pokoju. Jak no to wszedł po mnie, no to we mnie coś pękło. Ja się nie mogłem doczepić, ruszać i się zwyczajnie rozpłakałem. Wtedy dopiero poczułem takie jakby uderzenie strachu. No i tato nas wziął na górę do sypialni rodziców, tam do mamy i do siebie. No i pyta się co się stało, Nie?
No my opowiadamy. No takie coś, takie coś no przeszło koło okna. Tato takie oczy i mówi "No co ty gadasz?" Mówi "No to jak?" No i opowiadałem mu drugi raz, trzeci raz i on mówi, w końcu moja mama mówi do niego "Weź latarkę i idź się tam przejdź", nie? No to ja mówię z bra- to my idziemy z tobą, idziemy z tobą. Chcemy zobaczyć, nie? No i poszliśmy koło tego okna, w którym to widzieliśmy i doszliśmy.
No i mówię, że mocniej to widzieliśmy i poszliśmy do tego drugiego okna, które to coś tam jakby tam drapało. W ogóle się okazało, że tata musiał wymienić te okna, bo to były takie stare, dwuwarstwowe szyby, takie z dwóch, wie pan, tam była jedna szyba, okno, taka delikatna przestrzeń między tymi oknami i druga szyba w drugim oknie, takie podwójne, jakby stare okna. I wie pan, że ta szyba od zewnątrz, ona była zwyczajnie przecięta. Ona była zwyczajnie przecięta.
Jeżeli tata te okno demontował i wyjął szybę z ramy, to ona nie pęk-- nie była pęknięta. Ona była przecięta w kilku miejscach, dosłownie jakby ktoś z diamentówką, tarczą diamentową, nie wiem czym, w ogóle jakimś nożem diament do szkła przeciął tym.
Chciałbym się upewnić, czy to było, to było-- wyraźnie widać, że to jest przecięte, niepęknięte, prawda? Było wyraźnie przecięte. To nie było pęknięte, nie było ani-- co najlepsze, szkło w ogóle nie było nawet poszczerbane.
To dopiero pod kątem. Jak pan widział grubość szkła, to dopiero wtedy było widać, że jest przecięcie. To było super cienkie i idealnie przecięte. Idealna taka rysa z góry na dół. Ich było kilka. Tak naprawdę już teraz nie pamiętam ile. No i zobaczyliśmy to okno i ja wtedy miałem takie bardzo silne wrażenie, że ktoś nas obserwuje. Ale byłem bardzo przestraszony.
Potem mój brat co się okazało, też takie miał. Potem mi to powiedział. I mówimy do taty, że chcemy wracać do domu. Ale ja miałem wrażenie, że taka była duża czereśnia. Tam do tej pory ona stoi, że coś za tą czereśnią tam, że coś tam się na nas patrzy stamtąd. No i mówię do taty, że my chcemy iść do domu. Poszliśmy do domu. Spaliśmy wtedy z mamą. Brat ustał, a ja jakby czekałem na tatę. No i on tam poszedł jakby jeszcze raz sam z latarką i tak dalej. No i ja tam czekałem na niego z piętnaście, dwadzieścia minut, z pół godziny. No ja w końcu zasnąłem. No i na drugi dzień pytam się mamy, co to było, nie? A mama mi mówi, że "Nie wiem, rozmawiaj z tatą", bo mi też nie powiedział.A jak wrócił, był bardzo przestraszony. Ja mówię do taty: tato, co to było? On do tej pory nie powiedział mi i do tej pory, jak go czasami pytam, co to już minęło od tego ponad dwadzieścia lat, pytam się taty, co to wtedy było, a on zaraz zmienia temat. Zaraz coś tam, nie wiem, a zrób mi herbatę. No cokolwiek, tylko żeby zmienić temat, nic nie chce mi powiedzieć. A moim zdaniem on coś wtedy widział. No ja myślę, że, no trzeba tatę-- czasem trzeba czasem ten temat jakby w rozmowie z tatą od-odświeżać, prawda? Może nie za często, ale tak, żeby napomknąć może, żeby coś tam na zasadzie kropla drąży skale, prawda?
No wie pan co, ja próbuję przy każdej okazji, jak się z tym widzę. No może nie przy każdej, ale tam jakoś przypomnę sobie o tym, to próbuję. Ale mój tata jest bardzo wierzący, bardzo, bardzo wierzący i moim zdaniem on, no ja tak myślę, że on próbuje wypaczyć myśli z głowy to, co on wtedy widział, bo to nie godzi się z jego jakby przekonaniami religijnymi. To jest moje zdanie. Ale, ale nie wiem, bo ja jestem prawie pewien, że on coś widział. Moja mama też, bo moja mama też jak ja ją pytam "mamo, pamiętasz to uderzenie?" No mówi, no pamiętam, Mówię "jak, co myślisz, jak ty myślisz, co to wtedy było?" Mówi, że ja nie wiem, tato też mi nie powiedział. Ja sama nie wiem, z tatą rozmawiaj. To mówię "to tego zapytaj", ale nie chcę też powiedzieć. Ja jestem pewien, że on coś wtedy widział, bo on za każdym razem, jak ja go pytam o to zdarzenie, to on tak reaguje, jakby no kurczę, no jakby najbardziej drażliwy temat, jakikolwiek może go poruszyć, właśnie był poruszony i on próbuje tego za wszelką cenę uniknąć. Jakiejkolwiek odpowiedzi, interakcji pod tym kątem z nim, no nie da się po prostu z niego nic wyciągnąć i mam nadzieję, że kiedyś mi się uda. A tata jakoś nie wiem, interesuje się tymi tematami paranormalnymi, czy, czy tak jakby unika ich? Nie, on w takie rzeczy nie wierzy. Znaczy się, czy wierzyć, czy nie, to nie wiem, ale on unika takich tematów. On tym się nie interesuje. No jak ja mu tam czasami mówię, że coś widziałem, coś tam, jakieś światło tu tam, no że nawet z żoną i nawet z synem, a on tam gada "a helikopter!" To mówię jaki helikopter? Przecież nic nie było słychać. No przecież widzieliśmy to z wielkiej odległości i tak dalej, co potem jeszcze panu opowiem, bo tych sytuacji było naprawdę sporo i, i od tamtej pory wie pan co? Ja miałem osiem lat maksymalnie. I od tamtej pory, od tamtego zdarzenia nie wiem, co wywołało te myśli u mnie, ale przychodziły mi do myśli nawet jak graliśmy w piłkę, cokolwiek. Ja byłem łebkiem, dosłownie małym dzieciakiem. A przychodziły mi do głowy myśli takie typu-- one się brały znikąd, ja się zawieszałem, bo nawet koledzy mi to mówili i brat. Ja się zawieszałem, ze mną interakcji żadnej nie było, do mnie-- ja nie reagowałem, żadnej, żadnej interakcji ze mną nie było. W tym momencie i na kilka sekund, na kilkanaście, no czasami na dłużej. Zawieszałem się totalnie i przychodziły mi do głowy takie myśli typu kim jesteś, skąd tu jesteś, dlaczego akurat ty? Dlaczego akurat otaczają cię ludzie? Dlaczego akurat jak to jest? Jesteś tym, kim jesteś i jak to jest możliwe, że ty się ruszasz, chodzisz, masz ciało takie i takie? Dlaczego akurat w tym kraju, w tym miejscu, w tym czasie? I to, to, to w ciągu kilku sekund ja miałem taki nawał tych odpowiedzi, że dosłownie no odcinało mnie na chwilę, dosłownie odcinało mnie na chwilę i nie miałem żadnego kontaktu ze światem. I to trwało dość długo. To trwało kilka lat.
To się działo w takich jakby totalnie randomowych momentach, takich totalnie przypadkowych czy w określonych sytuacjach? Totalnie przypadkowych. Gramy w piłkę, na przykład nie wiem, mieliśmy trzy drużyny.
Moja drużyna siedziała na ławce, bo tam graliśmy do bramki czy do dwóch, nie w tym momencie. Albo nie wiem, mieli śniadanie rano i nagle jadę rowerem i nagle takie coś i to mówię panu, że to w takich dziwnych momentach, no najzwyczajniejszych, no najbardziej przypadkowych. I zawsze, zawsze były te same pytania, nie? Tak. I wtedy jak? No ile ja mogłem mieć, jak to się przestawało już tak może tak ze dwa, trzy lata to trwało, może więcej. No i już potem to przestawało jakby, ale do mnie zaczęło docierać jakby, no faktycznie, no kurczę, no jak to jest? No, jak to jest, że ja jestem istotą, istotą żywą, myślącą, że ja mam tą wolną wolę, mogę postanowić o swoim istnieniu, o swoim byciu i akurat takie ciało dostałem akurat tych rodziców.
Dlaczego ja się nie urodziłem, nie wiem, w Chinach sto lat wcześniej, czy coś? No dziwne to było, ale ja do tej pory nie jestem w stanie sobie odpowiedzieć. No, myślę, że nie ma człowieka na tej planecie, który jest w stanie sobie na to pytanie, na takie pytania odpowiedzieć poprawnie. Wiadomo, odpowiedź pewnie gdzieś jest, ale na pewno nie w naszych głowach. I, i wie pan co? Później miałem takie coś, ja to traktowałem jak zabawę, ale to też, to znaczy nie później, bo też po tym zdarzeniu, kiedy widziałem to coś.
Mój brat zaczął natykować bardzo często. Bardzo często zaczął natykować. Chodził po domie, po domu, w nocy. No, mówię panu, że ze starszym bratem związaliśmy nici po trymach, żeby zobaczyć, co łazi, jak żeśmy to mówili z bratem. No i patrzyłem, no jakby go nikt nie przyczaił w nocy, że on chodził. No to nitki były zawsze zerwane.
Wychodził z pokoju, łaził gdzieś, nie wiadomo gdzie. Mama zaczynała już potem po prostu na wszystko, no tak w cudzysłowie mówiąc, drzwi zamykać, na pewno, żeby czasem gdzieś nie wyszedł, to każdy wiedział w domu, że on chodzi i trzeba pilnować drzwi, żeby nigdzie nie poszedł, nie. I, a ja miałem znowu takie coś, że w międzyczasie, jak miałem te takie właśnie pytania w głowie, to miałem też coś takiego, że najczęściej mi się to działo, jak, jak byłem wyluzowany, nie wiem, przed telewizorem albo przed snem, albo po, po, po śnie, wstaniu rano, po wstaniu rano, po przebudzeniu się.
W takim stanie na granicy snu, tak? Tak. I miałem takie coś, że miałem wrażenie, że wszystko wokół mnie bardzo, bardzo zwalnia i że ja wykonując krok do przodu, że ja go robię bardzo strasznie, bardzo szybko. I to trwało zazwyczaj tak do minuty, do dwóch. Ale mówię panu, ja czułem takie przerażenie w tym momencie, ja czułem, że coś mi się dzieje. Byłem dzieckiem, ja to traktowałem jako zabawę, ale ja to do tej pory mam. Czasami mi się tak zdarza.I, i w tych momentach właśnie, kiedy mi się to dzieje, ja czuję, że czuję ogromne przerażenie. Boję się, że coś mi się dzieje na przykład z serduchem, bo wtedy czuję wszystkie zmysły. No, no, no, mówię panu dwadzieścia, trzydzieści razy bardziej. Węch, wzrok, słuch.
No, ja czuję własną, każde jedno uderzenie bicia serca i tak dalej. Tak, jakby miało się zaraz wydarzyć coś zbliżonego do tego, co wtedy panowie przeżyliście w nocy, tak? Coś takiego, jakbym był krok przed jakimś, no wie pan, wypadkiem? Nie wiem, jakby adrenalina skakała mi do zenitu dosłownie i byłbym krok przed wydarzeniem czegoś, co miałoby się stać. Coś nie wiem, albo złego, albo coś, wie pan. No tak ciężko mi jest to opisać, naprawdę. I jak miałem może z dwadzieścia parę lat, no i już moja obecna żona, wtedy dziewczyna. Przy niej mi się kilka razy tak zdarzyło. I ona mówi, kurczę, wiesz co? No jesteś normalnym facetem, moim zdaniem. Ale może, może powinieneś pójść do jakiejś specjalistki? No i wie pan co? No, przełamałem się, poszedłem. No i badali mnie i mówi lekarz No ja nic nie widzę.
No człowieku, jesteś w stu procentach zdrowy, jeżeli chodzi o psychikę. Nic nie jest z tobą nie tak. No jak najbardziej jesteś zdrowy. I opisuję to zdarzenie. Ja mu to opisuję, a on mówi, że no nie może tego jakby przypisać do żadnej choroby psychicznej. Także to na pewno nie jest to. I po prostu nie był w stanie tego wytłumaczyć. Myślę dobra, ja już byłem raz. Pójdę do drugiego, do innego i totalnie to samo. Nie, no, no, no, no déjà vu — to samo mi powiedział gość, drugi, drugi specjalista, drugi lekarz, no, uznałem, że chyba Jestem normalny. No ale, ale to te zdarzenia do tej pory mam.
Teraz mam bardzo rzadko, raz na rok, raz na dwa lata mi się to zdarza. Jestem koło trzydziestki teraz i to zdarza mi się, ale bardzo rzadko. Ale jestem w stu procentach pewien, że gdybym się położył do łóżka, byłaby totalna cisza i bym się wam studził, to jestem w stanie wywołać to. Jestem w stanie wywołać to, to, to, to, to wrażenie.
Wróćmy jeszcze na moment do samego tego zdarzenia. Wtedy z nocy, jak pan czuł ten paraliż? Czy jest pan w stanie sobie przypomnieć, co pan wtedy dokładnie czuł? Jak pan się wtedy czuł? Czy było może jakieś nie wiem, wrażenie komunikacji ze strony tej istoty, czy, czy, czy coś tego typu?
Wie pan co ja czułem? Ja czułem coś takiego, jakby to coś sobie przeszło. Mój brak uciekł z krzykiem, a ja to odbierałem jakby bardzo spokojnie. Właśnie dziwnie spokojnie się czułem wtedy. I takie miałem wrażenie, że nie martw się, wszystko będzie ok. Nie denerwuj się, nie martw się, Wszystko będzie ok. I to, I to takie wrażenie trwało, dopóki tato nie zszedł właśnie na dół. Ale, no nie byłem jakoś przestraszony wtedy, jak tata zszedł na dół. To właśnie wtedy wybuchłem strachem, jakby, jakby no nie wiem, wtedy do mnie to dotarło. Nie wiem, czy ja byłem w szoku, ale czułem wewnętrznie coś takiego. Nie martw się, nie bój się.
Wszystko będzie dobrze. Coś tego typu, żeby coś mnie uspokajało wewnętrznie. Ja to czułem wyraźnie ze środka. Czuł pan, że to był taki jakby naturalny spokój, czy też może było to jakby w jakiś sposób podyktowane czy narzucone przez kogoś?
Wie pan co, ja to czułem, ja mogę panu to opisać Tak, ja to czułem w taki sposób, jak się było dzieciakiem, jak zrobiło sobie krzywdę. Jak zrobiłem sobie krzywdę, biegłem do mamy. Mama pokochała, podmuchała, utuliła i było w porządku. Ja czułem wtedy coś takiego. Ja wiem, że to dziwnie brzmi, ale ja mówię panu to, co przeżyłem i jeszcze panu wiele rzeczy opowiem. Nie mam w tym żadnego interesu.
Był u mnie Janusz Zagórski, parę lat temu. Też mu to wszystko opowiadałem i poczułem taką wewnętrzną ostatnio, bo zacząłem słuchać pańskiego kanału. Nie wiem, może pół miesiąca go słucham i zacząłem słuchać tej serii Mówią świadkowie i myślę kurczę, no jeżeli tam już tego nie ma, może, może powinienem to zrobić jeszcze raz na innym kanale, żeby to, żeby po prostu się wygadać, żeby może ktoś, kto przeżył podobne zdarzenia. Wie Pan, że z tym lunatykowaniem, w przypadku lunatykowania mam nagrane.
Miałem kilka przypadków słuchaczy, którzy też opisywali różne swoje dziwne doświadczenia z dzieciństwa, gdzie włączone było w to też lunatykowanie, prawda? Przypadki na przykład, gdzie ktoś mi opisywał, że, że sąsiad przyłapał tą osobę, mojego rozmówcę na tym, że, że otwierał drzwi w środku nocy i szedł dalej spać z domu. No, to też było, to też było. Tam mieliśmy taką sytuację z bratem starszym. Siedzimy, oglądamy telewizor, a ten młodszy właśnie przyszedł, stanął centralnie pod żyrandolem, zakręcił się ze trzy razy w lewo, ze trzy razy w prawo. Wziął pilot, wyłączył telewizor i wyszedł. I mój starszy brat myślał, że on sobie znowu jaja robi i coś tam do niego krzyczy. Mówi Kurde, jak pan Borowski, to leci kopa do stopy czy coś tam. A ja mówię do niego kurde, ale widziałeś, że miał zamknięte oczy? Mówi jak miał zamknięte oczy? Ja mówię no normalnie, no miał zamknięte oczy. On mówi no dziękuję. Idziemy do pokoju, a ten stoi przed łóżkiem, coś sobie tam mamra do ciebie. Po prostu mamra pod nosom. Pomamrał sobie, pomadrał, poszedł pod kołdrę, położył się i śpi jak nikt. I na drugi dzień mu to opowiadamy rano. A ten mówi, że niech sobie jaja robią, że nie wierzył. No to chyba rzeczywiście te pomysły z tymi nitkami w domu to było. To był strzał w dziesiątkę. Mogę tak powiedzieć.
Oczywiście tak troszeczkę pół żartem, pół serio, ale tak, takie rzeczy. Z tego, co tutaj niektórzy słuchacze mi opowiadają, to takie rzeczy też rzeczywiście w dzieciństwie niektórzy przeżywali. Wie pan co, jeszcze była taka zbieżność, że on najczęściej, bo te nitki nie wiązaliśmy, bo to, komu się chciało, no się zapomniało raz czy coś, ale zawsze wiązaliśmy, jak była pełnia i zawsze jak była pełnia, zawsze były zerwane.
Zawsze. Nie wiem, czy pełnia tak na niego działała. Moim zdaniem tak. Jakiś powód musiał tego być, na pewno. Takie spostrzeżenie mi się nasunęło, że chyba całkiem słuszne, że to zdarzenie wtedy w nocy zdecydowanie wykraczało jakby poza zakres waszej, waszej wiedzy o świecie, tak? Takiej osobistej bazy danych, którą sobie człowiek w ciągu życia buduje. No musieliście-- musiało to zdecydowanie być coś, co wykraczało poza jakby wasze postrzeganie, tak?
Wie pan co, ja pochodzę z katolickiej, bardzo katolickiej rodzinie. No, ja jestem wierzący, ale niepraktykujący obecnie. No, ale pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy, jak to zobaczyłem, jak już doszło do mnie, jak już mnie to opuściło i zacząłem się strasznie bać, a myślałem, że to jest jakiś, takie diabły, demony, nie wiadomo co to łaziło. Nie, że w życiu nie przypuszczałem, że to może być coś nie stąd. W sensie nie z tej planety, ale po jakimś czasie, bo to już parę ładnych lat potem minęło. Oglądałem Bliskie spotkanie trzeciego stopnia Spielberga i dopiero wtedy, jak no, bo nie interesowałem się tym do tej pory, do tego, do pory, dopóki nie obejrzałem tego filmu. To było parę dobrych lat później. Myślę kurde, to było to, jak zobaczyłem tych obcych tam, myślę, to było to sto procent.Te proporcje ciała, idealnie może, no wiadomo, no pewnie nieidealnie, bo to był film, ale coś tego typu tam było wtedy. Jest to na pewno jakby design postaci sporządzony w oparciu o to, co, co ludzie opisywali z całego świata, tak? No tak, że- No tak, no właśnie, ale wie pan, ale ja wtedy wcześniej żadnych takich styczności z takimi postaciami, nawet w gazetach, filmach czy w czymś takim nie miałem. Ja się wychowywałem w latach dziewięćdziesiątych. Wie pan, jak było w latach dziewięćdziesiątych w Polsce?
Nie, nie było mowy o czymś takim. Nie było internetu. Kto by chciał nawet doczytać takich informacji? To nie było opcji. No trzeba było czekać na nie do wiary, prawda? Ktoś lubił takie programy. Dokładnie, a tym bardziej ostry, letni dzieciak, nie? Jak już to się wydarzyło, wtedy zaczęło się w ogóle dużo dziwnych rzeczy dziać. I te rzeczy działy się właśnie-- one się kręciły wokół mnie i mojego brata. Na przykład jak byliśmy sami w domu we dwóch, powiedzmy, bawiliśmy się tam coś, nie wiem, mama pojechała do sklepu, tata był w pracy, coś tam, brata nie było. U nas po strychu jak się chodzi, to na piętrze bardzo dudni i nawet jak się zwyczajnie chodzi. A jak byliśmy we dwóch z bratem, praktycznie zawsze było słychać, jakby tam normalnie było na górze wesele. Jakby tam ze trzydzieści par tańczyło, hulało bez, bez śpiewania, bez głosu, bez muzyki, tylko straszne takie dudnienie, jakby ktoś tam biegał po tym strychu.
Wyeliminowaliście prawda opcję pod tytułem, że to może być wiatr. Na przykład jakieś podmuchy powietrza mogą powodować takie efekty. Nie ma, nie ma takiej opcji, wie pan, to jest taki specyficzny, specyficzny, specyficzny dźwięk, kiedy chodzi się po, po, bo tam jest sam beton na tym strychu i kiedyś jak się lało te betony, no to wiadomo, ta konstrukcja była na innej zasadzie budowana, bo ten dom jest stary, nie wiem, dziewięćdziesiątego któregoś i ten dom-- no, na tych starych stało stare budownictwo i to dudnienie jest takie specyficzne, że jak pan puknie piętą na przykład na strychu, to idealnie ten sam dźwięk słychać na dole, który my słyszeliśmy wtedy. I wtedy za każdym razem, jak my byliśmy tylko we dwóch, słyszeliśmy ten dźwięk. A jak już była mama czy starszy brat, czy ktokolwiek za nim, czy nawet sąsiad, kolega, ktokolwiek, nic się nie działo. Na przykład nie wiem, rzeczy nam same spadały z półek nawet przy nas. No dziwne rzeczy się zaczęły dziać, tylko jak byliśmy we dwóch i my na początku nie mówiliśmy o tym mamie ani nic. Do momentu, kiedy zaczęłyś-- zaczęliśmy mieć właśnie to wszystko, co panu mówię teraz, od początku do tego momentu, to było w przedziale od tak, od tego zdarzenia do trzech lat może.
To wtedy było takie maksymalne nasilenie tego wszystkiego, to wtedy mieliśmy też, mieliśmy też dużo koszmarów przeróżnych. Jak już wspomniałem, jest to tylko fragment jednej z dwóch rozmów, jakie odbyłem z tym słuchaczem. Pozostałe pochodzące od niego relacje najprawdopodobniej ukażą się w którymś z przyszłych odcinków podcastu "Mówią świadkowie" w postaci paranormalnej spowiedzi. Odkąd zacząłem się interesować tematyką paranormalną i od kiedy intensywniej przeglądam się relacjom o spotkaniach z dziwnymi istotami, zauważyłem, że relacje z okresu dzieciństwa pochodzą najczęściej od świadków, którzy postanowili zacząć o tym mówić już po osiągnięciu dorosłości. W momencie, gdy o spotkaniu z obcą istotą opowiada małoletnie dziecko, często spotyka się z ignorancją ze strony dorosłych i zbywaniem takiego doświadczenia stwierdzeniem, że ma bujną wyobraźnię. Uważam to za błąd, ponieważ dziecko widząc taką reakcję, może nabrać niechęci do dzielenia się z kimkolwiek takim bądź innym, trudnym do wytłumaczenia zdarzeniem. A przecież może to być coś, z czym małoletni świadek może nie być w stanie sobie poradzić i co będzie go nawiedzało we wspomnieniach również w dorosłym życiu. Dlatego nie wiem jak Państwo, ale ja uważam, że dzieciom, podobnie zresztą jak dorosłym świadkom dziwnych zdarzeń, powinno się zapewnić możliwość spokojnego opowiedzenia o swoich trudno wytłumaczalnych przeżyciach.
Stworzyć im bezpieczną przestrzeń, w której będą mogli się wygadać i opowiedzieć w szczegółach, co się wydarzyło. Bez oceniania, bez wyśmiewania, bez machania na to ręką. Zamiast tego należy okazać zrozumienie, wsparcie, zadawać pytania i wspólnie z rozmówcą spróbować dojść do zrozumienia opisywanego przezeń doświadczenia. Bo nawet jeśli nie uda się znaleźć jakiegoś logicznego wytłumaczenia takiego czy innego dziwnego zdarzenia, to przynajmniej nasz rozmówca będzie miał ten komfort, że ktoś go wysłuchał i że pomogło mu zrzucić pewien ciężar. Ciężar szczególnie duży w przypadku małych dzieci, które często przecież nie posiadają w swojej pamięci znanego w naszej kulturze wizerunku szaraka czy innej istoty, przez co ich świadomość nie wie, z czym ma skojarzyć takie bliskie spotkanie z nieznanym. Warto zatem wysłuchać historii swojego dziecka, a jeśli zauważymy, że nie potrafi sobie z tym doświadczeniem poradzić, warto zasięgnąć porady psychologa. No i może też poszukać kontaktu do jakiegoś badacza zjawisk paranormalnych. I to tyle w dzisiejszej audycji. Jeśli macie Państwo jakieś swoje historie o spotkaniach z nieznanym i chcielibyście się nimi podzielić, zapraszam do kontaktu.
Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium — Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na profilach społecznościowych. Zachęcam także do odwiedzenia serwisu Ufo Relacje PL, czyli bazy relacji o obserwacjach UFO i zdarzeń łączonych z tym fenomenem, prowadzonej przez Radio Paranormalium.
Spokojnej nocy, dobranoc i do usłyszenia. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype - radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl.
Numer Gadu-Gadu - 36 08 80 02, 36 08 80 02. Czekamy także na Państwa email pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub zza granicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ufo Relacje Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl Podziel się już dziś swoją obserwacją.
Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Ufo Relacje Polska Baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl