[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy X teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu. Biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj!
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka jednego z najbardziej niezwykłych podcastów w polskim internecie, w którym świadkowie trudnych do wytłumaczenia zdarzeń dzielą się swoimi niezwykłymi przygodami. Całkiem szczerze, całkowicie anonimowo. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dobry wieczór państwu. Już teraz pozwolę sobie uprzedzić, że dzisiejszego wieczora przydadzą się słuchawki, gdyż całość dzisiejszego odcinka wypełnią nam rozmowy telefoniczne. W odcinku pięćdziesiątym drugim duże poruszenie wśród państwa wywołała ostatnia zaprezentowana w nim relacja dotycząca dziwnego zdarzenia z udziałem szaraka na Podkarpaciu pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Był to fragment jednej z dość długich rozmów, jakie odbyłem z tym słuchaczem. Ponieważ nalegacie Państwo na opublikowanie pozostałych przekazanych przez mojego rozmówcę historii, w dzisiejszym odcinku postanowiłem właśnie to uczynić. W tej niezwykłej paranormalnej spowiedzi sporo będzie wzmianek o zdarzeniach o charakterze prekognicyjnym.
Będą również opisy obserwacji duchów, kontaktów ze światami, interwencji ochronnej siły, jak również krótkie opisy obserwacji obiektów UFO i zdarzeń, które można przypisać do kategorii żywego folkloru. Zaczniemy od wysłuchania końcowej części pierwszej rozmowy.
[02:36] - Ja już nie pamiętam, co mi się tam śniło. Miałem takie koszmary, ale na przykład pamiętam sen. To miałem może osiem, dziewięć lat. Pewnie gdzieś, gdzieś jakoś tak. Może dziesięć. Jak na sen, jak na dziecko w moim wieku taki sen to był naprawdę dziwny. A był... Wyglądał on tak: była taka ogromna huśtawka. Ja się huśtałem na tej huśtawce. Ona tam na czymś była zawieszona.
Ja nawet nie wiem, co to było. Moim zdaniem to był krzyż. Ja byłem... Ta huśtawka była zawieszona na jednym z jego ramion i ja się huśtałem na tej huśtawce w przód i w tył. I z jednej strony jak byłem z przodu było widać takie polanki, kwiaty. Tam ten rzeczki płynęły, ptaszki ćwierkały, tam się zwierzęta pasły. Tak bardzo przyjemnie. Słoneczko cieplutko, fajnie, super. A jak się huśtałem do tyłu, to były takie ostre skały. Lawa się lała.
Było takie przeraźliwe krzyki ludzi słychać. Okropne miejsce, czerwone niebo. Leciało z nieba coś takiego czerwonego, jakby nie wiem, grad meteorytów. I tak się huśtałem z jednej strony na drugą, z jednej strony na drugą. I nagle jakby spode mnie zauważyłem trzy postaci jakieś. Ja nie wiem, co to za postacie były, ale stały trzy postaci. Jedna z tych postaci mówi do mnie tak. Przypominam, że miałem wtedy może między osiem a dziesięć lat. Powiedziało mi coś takiego tak: tylko od ciebie zależy, na którą stronę spadniesz. Ja ten sen pamiętam jak wczoraj.
Mogę to panu opisać ze szczegółami, co ja tam widziałem. Ale te słowa tylko od ciebie zależy, na którą stronę spadniesz. I ja się wtedy obudziłem. Pobiegłem do mamy, opowiedziałem jej to. A moja mama mówi jeszcze raz mi to opowiedz. Ja jej opowiedziałem. Mówi jeszcze raz mi to opowiedz. A ona mówi: Wiesz, że ja miałam podobny sen kilka dni temu? Ja mówię poważnie? Ona mówi podobny.
No praktycznie to samo. Tylko nie było żadnego krzyża i nie było tych postaci, ale też się huśtałam w jedną i w drugą stronę nad takimi samymi miejscami. I teraz jeszcze powinienem panu dodać jedną rzecz. Ciotka mojej mamy, czyli mojej babci siostra była medium. Nie wiem, czy to ma z tą czymś, czy to ma z czymś związane, czy to jest z czymś powiązane, z tym, co my mieliśmy z bratem i co ja mam do tej pory. Nie wiem jak brat, bo z bratem od dłuższego czasu nie mam kontaktu, bo po prostu no nie gadamy ze sobą. Ale moja mama mi zawsze powtarza, że przeszło coś po cioci na ciebie. Mam prorocze sny na przykład. To też jest coś, co się dzieje do tej pory cały czas. Na przykład całkiem niedawno mieszkałem z kolegą, bo pracuję za granicą, mieszkałem z kolegą na takim mieszkanku i on tam do niego tam zaczęła jakaś dziewczyna przyjeżdżać i oni tam się spotykali dosłownie miesiąc, dwa.
Krótko. Miałem sen, że siedzę sobie z nim w salonie na dole i ona przychodzi, aż podskakuje do samego sufitu, nie? Tak się cieszyła, aż do samego sufitu skakała. To dziwnie wyglądało. Głową się od sufitu odbijała. I mówi tak. Mu powiedziałam po imieniu. Nie mówię imienia specjalnie, bo nie chcę. Wie pan, chcę być troszkę tak anonimowo. I mówi do niego będziemy mieli dziewczynkę.
I on był strasznie przestraszony. Ona się bardzo cieszyła, a on był cały czerwony się nagle zrobił. Bardzo się przestraszył. Taki normalnie, jakby ducha zobaczył. I wie pan co? Minęło dwa tygodnie i siedzę z nimi właśnie razem w salonie i ona mówi do niego powiemy mu? No to powiedzmy, nie? A ja mówię co mi chcecie powiedzieć, nie?
[05:22] - Radosną nowinę.
[05:23] - Tak. Ale oni mówią a cóż, no zgadnij, nie? A ja mówię wiesz co, weź mnie za głupka albo nie, ale powiem ci, co mi się ostatnio śniło. I opowiedziałem jej ten sen. A ona blada. Ten kolega też. Mówi skąd wiedziałeś? I mówi dziewczynka? Ja mówię a co jesteś w ciąży? A ta mówi no jestem.
Ja mówię ja pierdzielę. I wie pan co? Urodziła w grudniu dziewczynkę w ubiegłym roku.
[05:41] - No to by potwierdzało to, co niektórzy mówią na przykład badacze świadomości, że jesteśmy wszyscy połączeni jakby w sieć.
[05:47] - Dokładnie. A ja mieszkałem z tym gościem, no wie pan, no jakaś tam relacja między nami była. A jeszcze co? I jego twarz, ta przestraszona twarz, taka zdenerwowana, zła jednocześnie i przestraszona. No już nie są razem, nie? Ona ma to dziecko, jest tą, ma tą dziewczynkę, ale już nie są razem. Także może to też o to chodziło. Ja do końca nie odczytałem poprawnie tego snu i mówię panu to jest tylko jeden z wielu przykładów. Ja snów proroczych mam mnóstwo. Śni mi się na przykład wypadek albo coś takiego.
I na przykład ostatnio był tata tutaj u mnie za granicą i jak on pojechał, wracał przewoźnikiem, busem do domu. Śniło mi się w tej nocy, że kurde, że coś z tym busem było nie tak, że mieli wypadek, nie? Wstałem rano, dzwonię do niego, on myślę no i tak jedzie całą noc, bo jeszcze pewnie nie dojechał. Zadzwonię, nie? Dzwonię, mówię tato, taki i taki sen miałem. A ten mówi mówi ja pierdzielę. Mówi wiesz, co się stało, mówi z godzinę temu opona strzeliła busowi przed nami i ledwo żeśmy uniknęli zderzenia, bo przed, przed nimi jechał jakiś inny bus, jakiś Rumun czy ktoś mówi, że Rumuni chyba. Opona im strzeliła i ten bus uderzył w lewą barierkę. A oni że jechali lewym pasem, to ledwo uniknęli zderzenia, nie? Busem.
Także to jest drugi przykład. Ale mówię panu ja miałem mnóstwoJak mi się śnią pieniądze, to ja wiem, że jest źle, że zaraz będzie jakiś wydatek i za każdym razem jest. Jak śnią mi się węże, dość często śnią mi się węże, po których... znaczy dość często. W sensie chciałbym, żeby dość często się śniły, bo zawsze po nich mam jakiś przypływ gotówki, taki niespodziewany. I ja już tak czytam te sny i zawsze się sprawdzają. Mówię panu nie śni mi się codziennie coś, ale jak już mi się śni, to coś mi się śni takiego, co no w dziewięćdziesięciu albo w osiemdziesięciu procentach się zdarzy, jeżeli poprawnie odczytam ten sen.
[07:14] - A pan jakieś, pan sobie zaprowadził jakiś dziennik snów? Zapisuje pan te sny?
[07:20] - Wie pan co? Kiedyś prowadziłem, bo wyśniłem też raka u mojej cioci. Śniła mi się moja ciocia, mojej mamy siostra. Śniło mi się, że była łysa, że była strasznie taka wychudzona. Co ona zawsze taka była to babka taka przy kości dość. I śniła mi się strasznie wychudzona. Miała policzki zapadnięte. Ja pytam się: „Ciociu, co się stało?” I ona mówi, że jest chora. Ja, ja taki, no tak się troszkę jakby w tym śnie tak mnie to poruszyło. No i co?
Minęło może z dwa tygodnie. Ja powiedziałem o tym, wtedy już była, to już była moja żona. Powiedziałem wtedy mojej żonie. Ona mówi: „Weź nawet nie mów”, nie, bo ona już wie, z czym to się może wiązać. Wie pan co? Pojechałem do mamy w odwiedziny w niedzielę na obiad i mama taka przygnębiona. Mówię: „Co się stało? Coś ty taka ten?” A ona mnie przytuliła, rozpłakała się, mówi: „Ciocia ma raka.” Aż mnie, aż mnie, aż mnie teraz to rusza, bo bardzośmy to przeżywali. Ja mówię: „Mamo, jak? Przecież mi się to śniło.” Świadkiem opowiadałem jej to.
powiedziała, potwierdziła. Mówi: „Boże, czegoś mi nie mówił wcześniej.” Ja mówię: „Mamo, ale co? Co by to zmieniło?” Ona mówi: „No może by pojechała się wcześniej przebadać.” Mówię: „Mamo, to było tylko dwa tygodnie.”
[08:18] - No też nie wiadomo, jak by mama, jak by mama, prawda, zareagowała na taką, taką wieść, taki, taki opis wizji.
[08:25] - Wie pan co? Bo mama też ma, też coś ma. Ona też coś ma. Mi się wydaje zdanie, że ona też coś ma od jej strony właśnie z jej strony rodziny właśnie coś, coś było takiego. Ta ciotka była właśnie medium. Ona tam z duchami się kontaktowała na egzorcyzmy jeździła. Miała pewne zdolności po prostu.
[08:40] - No prawda, Podkarpacie, Podkarpacie to jeszcze taki teren stosunkowo mocno obfitujący, że tak powiem, w szeptunki i wierzenia ludowe. I ten jakby lepszy też kontakt z naturą to już nie to, co tutaj u mnie na Śląsku.
[08:52] - To jest prawda. Wie pan co to jest taki teren, teren. No to jest takie województwo, które po prostu wierzy w przesądy. Dość przesądne jest i wie pan, no tam jest tak faktycznie, że ludzie jakoś tak do takich zdarzeń, zbiegów okoliczności to podchodzą w ten sposób. No można powiedzieć, że tak jak ja, bo ja na przykład nie wierzę w przypadki, nie wierzę w zbiegi okoliczności i moim zdaniem wszystko dzieje się po coś. Nie ma przypadków, nie ma przypadków. Na pewno. Ja wiem, że tą żonę, którą mam, tą kobietę, którą teraz mam i tego syna, którego teraz mam, to też nie jest przypadek. Tak samo z nim to na następny telefon, bo o nim też mogę dużo powiedzieć. Gościu jak miał trzy lata opowiadał mi o swoim wcześniejszym życiu i też o nic go nie pytałem.
Mieliśmy zęby wieczorem, a on do mnie gada. Trzy latka miał. Mówi: „Tato, wiesz co? Kiedyś miałem inną mamę.” Ja mówię: „Co ty, jak, co ty gadasz?” Mówi: „No miałem inną mamę. Ona miała takie czarne włosy. Innego tatę miałem. On miał dużo koników, na konikach jeździł. Chodził w takich żelaznych butach.” On takie rzeczy mi zaczął opowiadać.
[09:47] - No to myślę, że warto, warto zapisać jak najwięcej szczegółów z tych wypowiedzi.
[09:52] - Wie pan co? Do takich rzeczy ja mam akurat dobrą pamięć i ja to wszystko z tego pamiętam, bo mój syn ma teraz osiem lat. Ja mu o tym opowiadam, nie, co on gada jak miał trzy lata. To się ze mnie śmieje i mówi: „Tato, żartujesz sobie ze mnie.” Ja pytam się: „Pamiętasz, że mnie to opowiadałeś?” On mówi: „Nie”, bo to się jakoś zatarło. Wie pan co? Odkąd mi on to pierwszy raz właśnie podczas tego mycia zębów powiedział, ja go potem tam co jakiś czas tak podchodziłem. No to powiedz mi o tej mamie twojej. Opowiedz mi o tym tacie, nie? I to opowiadał mi przerażające rzeczy. Ale to jak jeszcze raz się zdzwonimy, bo ja myślę, że musimy się przynajmniej dwa razy albo trzy razy zdzwonić, bo to jest może dwadzieścia procent tego, co ja przeżywam i przeżyłem.
I bo wchodzi jeszcze i reinkarnacja i wychodzenie z ciała i jeszcze inne zdarzenia z UFO i duchy. No duchy też widziałem, tak. Ja wiem, że może to brzmi dziwnie, że jedna osoba może mieć tyle zdarzeń, bo niektóre osoby, jakby to pan Janusz Zagórski powiedział, są osoby, które chciałyby chociaż raz przeżyć to, co ty przeżywasz. Ja mówię, ja wiem i ja mówię nie musi mi pan wierzyć, ale po prostu chcę się wygadać. Chcę sobie, chcę to z siebie wyrzucić, bo jest mało ludzi. Wie pan, mamy takie czasy, że opowie panu, pan komuś o takich rzeczach i ludzie tam posłuchają i pomyślą o panu różnie. Albo głupek, albo nie wiadomo kto jeszcze, nie?
[10:58] - No tutaj w Radiu Paranormalium z tego telefonu się zrobił taki jakby paranormalny telefon zaufania. Nie wiem, czy pan trafił na w Mówią Świadkowie, na te paranormalne spowiedzi. Tam to dopiero ludzie potrafią sypać jak z rękawa historiami.
[11:11] - Słuchałem właśnie. Tam jedna pani bardzo fajnie też opowiadała o swoich przeżyciach. Nie pamiętam już kurczę, jak ona tam się nazywała, ale pamiętam też o tej czarnej postaci z czarną twarzą w lesie. No słucham, słucham właśnie tych i dzięki właśnie panu ja się, ja się zdecydowałem do pana zadzwonić, bo jak usunęli to na NTV, to ja już myślę, ja już pierdzielę, już nie będę nikomu nic mówił, jak to usuwają i tak. Jaki to jest sens, że ja komuś to powiem? Ktoś w to uwierzy albo nie, albo posłucha i jednym uchem wpuści, drugim nie. Ale ja gwarantuję panu, że takie rzeczy się dzieją.
[11:40] - Skoro już dotarliśmy do końca pierwszej rozmowy, myślę, że jest to dobry moment na przypomnienie kontaktów do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl.Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie smsa. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Jak Państwo zauważyliście dzisiaj ta wstawka z kontaktami pojawiła się później niż zwykle. To taki mój eksperyment. Zobaczymy czym to poskutkuje. Pozwolę sobie przypomnieć, że podcast Mówią Świadkowie przygotowywany jest z myślą nie tylko o publikacji na YouTube, ale też pod kątem nadawania powtórek za pośrednictwem naszego serwera radiowego. Jak można zauważyć, choćby słuchając wielu odcinków nie tylko tej audycji, w gronie naszych słuchaczy mamy wiele osób, że tak to ujmę, o długim stażu w tym fizycznym świecie. A im dłuższy ów staż, tym większą trudność może sprawiać takiemu słuchaczowi sprawne poruszanie się po internecie i odszukiwanie sobie kontaktów do radia na stronie internetowej lub w opisach na YouTube. Takiemu słuchaczowi często łatwiej jest wziąć karteczkę i spisać sobie nasze numery telefonów ze słuchu. Przejdźmy zatem do drugiej rozmowy, w której nasz słuchacz opisze trudne do wytłumaczenia incydenty zarówno ze swojego życia, jak i te, których świadkami byli jego bliscy i znajomi.
[14:28] - Może teraz troszkę opowiem panu o moim synu, bo tam wspominałem o tym, że on wspominał o swoim wcześniejszym jakby wcieleniu. To było coś takiego, że no, jak on już przestał o tym mówić, jakby ta pamięć zatarła o tym wszystkim. No to my dużo ogólnie podróżujemy. Wybraliśmy się na wycieczkę do Chorwacji i tam też były takie dziwne rzeczy, bo jednej nocy, kiedyś chyba to już było pod koniec naszej wycieczki, już mieliśmy wracać. Miałem dziwny sen, bo śniła mi się jakaś starsza, jakaś kobieta, nie wiem, jakaś wiedźma, Baba Jaga. Nie wiem co to było, ale pamiętam, że bardzo byłem przestraszony w tym śnie. Przebudziłem się w nocy. To było gdzieś koło trzeciej w nocy. Moja żona też się przebudziła i powiedziała, że to samo jej się śniło. Dosłownie ta sama kobieta i tak samo ją straszyło.
My patrzymy, a nasz syn siedzi na łóżku cały blady, przestraszony jak cholera i pytamy się, co się stało, nie? A ten mówi, że widział w pokoju, że w pokoju stało, jak on to opisał kamera na patyku. Ja mówię jaka kamera na patyku? A ten mówi, że między naszym łóżkiem a jego łóżkiem stała duża jakaś biała kamera na patyku, że się na niego patrzyła, że wydawała dziwne jakieś dźwięki i że jak, i że jak my się obudziliśmy, to ona się gdzieś schowała czy znikła. Coś w tym stylu. No i kurde, mówię do żony no dziwne, no nasze sny i on są-- coś opowiada jakieś głupoty. No ale położyliśmy się spać. No ale nasz syn już do, do rana nie usnął i od rana jak już potem no na zmianę spaliśmy z żoną, jedno tam czuwało nad nim, bo się bał spać, a on od rana bardzo nam się rozchorował. Zaczął wymiotować, dostał biegunki. No i cały dzień, cały dzień można powiedzieć, że go męczyło.
Także to też było bardzo dziwne. Nie wiem w ogóle jak to opisać, ale no nie wiem. To mówię panu, bo sobie tak to przypomniałem. Ale z nim była taka sytuacja, że moja żona bała się rodzić w Polsce, bała się ogólnie porodu. Jej ojciec siedzi w Niemczech już kupę lat, chyba ze trzydzieści w okolicach Monachium i tam w okolicach Monachium jest jedna z najlepszych klinik do rodzenia dzieci. No tak się składało, że ona miała ubezpieczenie niemieckie i tak dalej dzięki temu, że tam jej ojciec załatwił, no to mogła tam jechać i rodzić, nie? No to zdecydowaliśmy się na to, że skoro tak się bardzo boisz, tam jest taka dobra klinika, pojedziemy tam. No i tam, że tak powiem, mieszkaliśmy u kolegi. Kolega i sąsiad jednocześnie naszego, znaczy mojego teścia, mojej żony ojca. I w ogóle jak weszliśmy tylko do tego domu, tam była bardzo ciężka atmosfera, no taka ciężka energia.
Ja to od razu odczuwam, jak jestem w jakimś pomieszczeniu, zmieniam pomieszczenie, nie wiem, miejsce, cokolwiek. No nie wiem. Myślę, że wielu ludzi tak ma, że odczuwa energię tego miejsca. No ja to jestem bardzo na to wyczulony. Moja żona też. Od razu odczuliśmy taką przygnębiającą energię, taką, że no nie ch-- nie chciało się tam po prostu przebywać. Tak było strasznie ponuro, przygnębiająco. I tak się złożyło, że po dwóch dniach jak tam przyjechaliśmy, urodził się nasz syn. Od razu na początku, chociaż miał się urodzić trochę później, ale jakoś tak nie mógł się doczekać po prostu. No i wyskoczył wcześniej, chyba dwa tygodnie wcześniej.
No i żona była wtedy w szpitalu, tam raczej w tej klinice. Tam jeszcze kilka dni i potem jak wróciła z nim do domu, no tej nocy jak wróciła z nim do domu, zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Mieliśmy takie, mieliśmy jeden pokój dla siebie takimi dużymi drzwiami przeszklonymi i co wieczór coś nam waliło w szybę. Coś tam pukało w szybę. Ja za każdym razem otwierałem te drzwi. Nikogo nie było i kilka, i kilka nocy z rzędu tak było. No i ja już mówię do żony. Mówię kurde, coś jest nie tak z tym domem, nie? No coś nam ewidentnie wali w drzwi. No jakieś nie wiem co.
Jakiś poltergeist czy coś. I najlepsze jest to, że te szkło było takie jakby okopcone, takie matowe, nie? Ale nikogo nie było za nim widać. Za każdym razem coś pukało. Przecież byłoby widać czy rękę, czy coś. A ja otwierałem te drzwi dosłownie w przeciągu kilku sekund i nikogo tam nie było. To już samo to było dziwne.
[18:10] - Nikogo i niczego.
[18:11] - Dokładnie nikogo i niczego tam nie było. Tam mieszkała starsza kobieta z siedemdziesiąt lat, jej mąż w podobnym wieku i ich jakaś nie wiem, znajoma czy kto to był. Taka kobieta koło pięćdziesiątki i oni bardzo wcześnie chodzili spać. Tam dwudziesta, dwudziesta trzydzieści max dwudziesta pierwsza tam wszyscy. My szliśmy troszkę dłużej. No i zawsze jak oni już spali, oni jak spali to zamykali drzwi do swoich pokoi i a co najlepsze nie spali na tym naszym piętrze. Na naszym piętrze było jakby łazienka, jakiś taki pokój dzienny, biuro tego, tego, tego właściciela. No i ten nasz pokój i klatka schodowa i tam nikogo nie było. I to było bardzo dziwne. A jeszcze dziwniejsza była reakcja mojego teścia, bo żona mówi do niego, że takie rzeczy się dzieją w nocy, nie?
A on mówi, nie powiedział, że co ty gadasz czy coś takiego. Tylko mówi do nas tak: wytrzymajcie jeszcze kilka dni i wracamy do domu. No w ogóle ta reakcja jego teżNo zdziwiła mnie trochę, bo jak on to tak nie powiedział nic takiego, że to niemożliwe czy nas wyśmiał, czy coś. Tylko on po prostu powiedział: "Wytrzymajcie jeszcze kilka dni, niedługo jedziemy do domu". Ja myślę, że on coś wiedział. No i niech pan słucha tego. To było dwie czy trzy noce przed tym, jak już pojechaliśmy do Polski. Była, nie wiem, może druga w nocy. No i mały nam się przebudził tam. Żona zaczęła go karmić.
Ja tam zaświeciłem lampkę nocną. No i żona go tam, zrobiłem mu mleczko, żona go karmi. Ja mówię do żony, że słuchaj, ja idę jeszcze na dół, bo tam na dole, na górze nie było toalety, była łazienka, ale bez toalety. Ja mówię, że idę na dół do toalety, nie? Zaraz, zaraz wracam. No i oczywiście druga w nocy, no to wszyscy śpią. Ja schodzę sobie powoli tam do tej toalety i idę po tych schodach, po tej klatce schodowej i tam na dole jak klatka schodowa, jak się schody kończyły, były takie zawijane, taka wisiała kotara, nie? Jakby przed, przed pomieszczeniem, przed salonem wisiała taka kotara. Ja się zatrzymałem kilka schodków przed tą kotarą i słyszę ktoś płacze, nie? Słyszę, słychać ewidentnie jakiś facet płacze.
Kurde, myślę, no nie wiem, iść, nie iść. Nie wiem, czy to właściciel płacze, czy co, ale myślę dobra, wychylę się. Odsłoniłem delikatnie tą kotarę, zaglądam i przy stole w salonie siedzi żołnierz. Siedzi żołnierz ubrany tak, ja tak myślę jak SS-man, nie? W tych starych, takich esesmańskich, typowo esesmańskich, tych mundurach. I siedzi przy stole na krześle, ręce oparte o twarz i, no i wyje wniebogłosy. No płacze.
[20:14] - Pan widział i słyszał jakby fizycznie tego żołnierza tak? To była taka fizyczna postać?
[20:19] - Tak, ja go słyszałem. Ja go słyszałem i widziałem, nie? Ja patrzę na jego buty, tak obserwuję, kto to jest. Patrzę na jego buty. Ma takie buty prawie do kolan, takie całe w błocie uwalone, nie? No, ten mundur to nie dało się nie poznać, że to SS-man, bo miał te charakterystyczne SS na ramieniu. No ale za nim stał taki ogromny zegar z kukułką. Ta właścicielka nam wcześniej mówiła, że ten zegar ma ponad sto lat, że on sam się jakby nakręca takim wahadełkiem, nie? Że on, jego tam nie trzeba nakręcać nic, tylko no raz na jakiś tam czas, na jakiś bardzo długi okres się go nakręca i on hula tam bardzo długo. No i nagle jakby mnie piorun strzelił.
Ja patrzę, a ja przez tego żołnierza widzę ten zegar. On był przezroczysty. On był nie tak do końca jak szkło, ale przez niego dało się widzieć, co jest z tyłu. To był ewidentnie duch czyjś. I jak ja tak przestraszyłem się, wydałem jakiś tam dźwięk i on jakby popatrzył się na mnie, wziął tą jedną rękę lewą, bo on tak siedział jakby lewym profilem do mnie. Wziął lewą rękę do dołu, zobaczył mnie i znikał. Normalnie rozpłynął się, a ja w takim strachu. No niech pan się śmieje, bo nie, na czworaka zasuwałem po schodach do góry i wpadłem do pokoju. Ja tam tak się zacząłem tłuc, że ja myślałem, że cały dom obudzę. Wpadłem do pokoju.
Ja nie mogłem powietrza złapać i powiedziałem aż tak: "Co się stało? Co się stało?" A ja chyba z dziesięć minut nie mogłem, no nie mogło do mnie dojść co przed chwilą się stało, co ja przed chwilą widziałem i dopiero po dziesięciu minutach ja jej opowiadam. Ona była już tak przerażona, że dzwoni do ojca, nie? I ten jej ojciec o drugiej w nocy do nas przyszedł. Ja go tam wpuściłem. Zeszliśmy z żoną na dół i z dzieckiem. Wszyscy się oczywiście pobudzili, bo ja tam tak zasuwałem po tych schodach, że na huku narobiłem, bo to były drewniane. I mówię mu, co się stało, nie? A ten teściu mówi, że, że przeprasza, że coś tam, że coś tam. I on coś tam powiedział.
Naściemniał, że ja się źle poczułem i przez to zawędrowałem. Coś tam musieliśmy wymyślić. No wiadomo, nie? Bo kto by nam uwierzył? I na drugi dzień schodzimy na śniadanie rano, nie? Schodzimy na śniadanie rano, a ja patrzę ta właścicielka, ta babcia, ta starsza kobieta stoi przy tym zegarze, coś tam majstruje. No i ona coś tam gadała po angielsku. No ale wiadomo, po niemiecku lepiej. Moja żona po niemiecku coś tam zaczęła. No wiadomo, ten dzień dobry, coś tam i pytamy się, co się stało, nie?
Czego ona, co ona robi z tym zegarem? Ona mówi: "A dziwna rzecz się stała, bo coś po drugiej stanął i akurat mniej więcej w tych godzinach jak ja byłem, jak zobaczyłem tego ducha, w tych godzinach on się zatrzymał. Co mówię panu, że to była, to był taki zegarek tego starego typu niemiecki, że jak się nakręciło, to on hulał i hulał, a wtedy akurat się zatrzymał. To też było bardzo dziwne. Akurat w tym, w tym mniej więcej w tej godzinie, nie? Bo coś po drugiej ja tam zszedłem, no to jakby to jakby się to zgadzało.
[22:51] - A pan coś wspominał o drewnianych schodach. Czy tam jest więcej takich drewnianych elementów w tym domu? Najbardziej mnie to okno interesuje. Czy ono jest jakieś takie starszych, czy z tych nowocześniejszych?
[23:03] - Okno w tych drzwiach?
[23:04] - Znaczy to okno gdzie tam, gdzie tam coś stukało.
[23:07] - To w drzwiach to jest szyba taka. To nie okno, tylko taka szyba to jest. Nie wiem, czy pan pamięta, za PRL-u w Polsce były takie typowe drewniane białe drzwi z taką szybą.
[23:17] - No tak, kojarzę, kojarzę. To są legendy, że jak ktoś nie rozwalił takiej szyby w dzieciństwie, to nie miał dzieciństwa.
[23:25] - Dokładnie. Ja sam rozwaliłem, więc to coś tego typu. No coś tego typu.
[23:30] - Ja już nie miałem okazji, ale, ale, ale w mieszkaniu u wujka kiedyś takie drzwi widziałem, także, także wiem, o co chodzi. Bo wie pan, o co chodzi? Bo jeśli elementy takie drewn-- jeśli to były ele-- dużo tam elementów drewnianych, to może spróbujmy odsiać opcję pod tytułem one wydawały taki trzaskający dźwięk przez zmianę temperatury być może.
[23:50] - To znaczy wie pan co, to nie drzwi wydawały dźwięk, tylko to było ewidentnie puknięcie o szybę. To było ewidentnie puknięcie o szybę.
[23:55] - Był odgłos taki jakby ktoś coś tak, coś tego typu?
[24:01] - Centralnie w szybę. Tak wie pan coś takiego. Ja teraz stoję przy oknie. Coś taki, taki typowy o szybę. Tylko że te szyby jeszcze wydawały taki, no wie pan, to było takie typowe szkło. To nie tak jak mamy dzisiaj te plastiki z takim twardszym szkłem, tylko to takie stare typowe szkło w tych drzwiach to też wydawało taki specyficzny dźwięk i to walenie w tą szybę to było dość mocne. To ja czasami myślałem, że ta szyba wyleci zaraz i przed tym to właśnie było. Ja potem do żony, jak wróciliśmy do Polski, mówię, że kurde, zostalibyśmy tam jeszcze z tydzień, dwa, to by nam do pokoju ten, ten żołnierz przyszedł, bo tam się już tak to nasilało wszystko, że masakra. To było coraz, raz nam pukało. Na początku nam pukało raz, potem dwa, potem kilka dni później, a potem już codziennie waliło.
I to nie raz, tylko kilka razy w nocy, nie? My się budziliśmy. A żona to była taka wystraszona, że masakra. Ja tam jeszcze no jakoś nie wiem, no nic się nie stało takiego puknięcie, no jakoś tam nie wiem. Wytrzymał sześć dni takie rzeczy, bo już nie raz miałem takie przypadki, że coś tam się działo, ale jak zobaczyłem tego, mówię panu, tego żołnierza, to ja myślałem, że wyjdę z siebie, no.
[25:00] - A właściciele tego domu coś wspominali o podobnych zdarzeniach?
[25:03] - Wie pan co? W ogóle właściciel tego domu, on mogę panu powiedziećOn miał kupę kasy, a nawet teściu co by zna trzydzieści lat, tak naprawdę nie wiedział skąd. I on mi kiedyś o nim gadał takie rzeczy, że jak on, jak to teściu, nie? Tam przy piwku gadał coś tam, żeśmy gadali, a tam zagadałem o nim. Ja mówi, a on mówi jeden Bóg wie, skąd ma te pieniądze, mówi. On coś miał jakieś powiązania z Bundeszwerą, z esesmanami. Coś jego ojciec, nie? Coś tam. Nie wiadomo, czy jego ojciec jakimś esesmanem nie był. A ja tak sobie myślę kurde, a jak jego ojciec był esesmanem, jak on przychodzi do tego domu na przykład nie wiem.
Taką to ja mam taką teorię. Tak do żony też mówiłem, nie? Tak żeśmy we dwoje wywnioskowali, że on narobił coś bardzo złego podczas wojny i, i nie może tego sobie prze-prze podarować. I tak się błąka. Może wraca do tego domu? No nie wiem. Ja tak po prostu mam taką teorię, że to był ojciec tego faceta i, i po prostu jego duch nie może zaznać spokoju tam na drugim świecie i się błąka po tym naszym.
[25:58] - A pan rozmawiał może z tym facetem o tych obserwacjach takiej tej postaci?
[26:02] - Nie, bo wie pan co? Ten facet to był, był dziwak. On był strasznie dziwny. W ogóle jak moja żona zaczynała jej się poród, zamiast szybko zasuwać do tej kliniki, on tym swoim mercedesikiem powolutku, jakby nigdy nic. On był straszny dziwak i z tego, co wiem, to teściu mi mówił, że on tam bardzo tej żony nie szanuje. Nie wiadomo, czy jej nie bił nawet. Taki wie pan co, moim zdaniem zły człowiek. On nawet jak na nas się patrzył, to też z taką pogardą z góry. No jakby my, Polacy, to jakby gorsi jacyś. Ja tak czułem od niego, że, że nas nie lubi, nie?
Ja nawet z nim to tylko ja się starałem w ogóle z nim nawet nie widywać, nie mijać. Jak wchodziliśmy tam coś zjeść tylko, to ja tylko wsuwałem, co miałem i na górę zasuwałem, bo tam nawet nie chciałem z nim rozmawiać. Ta jego żona była bardzo w porządku, ale on był dziwny jak cholera.
[26:45] - Taki jakby negatywny człowiek emanujący mocno taką negatywną aurą, tak?
[26:50] - Tak, dokładnie. Bardzo, bardzo taki mm kurczę, jakby, jakby chciał. Było czuć od niego, że chciałby dominować, że chciałby nad wszystkimi po prostu stać. Miałem nawet wrażenie, że, że lubił się znęcać nad kimś. Takie miałem wrażenie nawet.
[27:06] - A tam w tym, w tym domu jest dużo takich starych przedmiotów pamiętających jeszcze drugą wojnę, takich potencjalnie mogących nieść za sobą jakąś, jakąś historię, jakąś energię.
[27:17] - Ten dom jest w ogóle sprzed wojny jeszcze, bo tam jego ojciec mieszkał. No to jak ten facet miał wtedy to był dwa tysiące piętnasty. On miał wtedy koło siedmiu dych, może więcej. No to siedemdziesiąt do tyłu to jest ile? No to tak to by się zgadzało, że jego ojciec mógłby walczyć na wojnie. Jego ojciec to wybudował przed wojną, nie? Ten dom. I tam mnóstwo było takich rzeczy. Było pianino, takie duże szafy, stare od cholery było tam takich dużych, dziwnych mebli starych. Ale wie pan, co tam jeszcze było?
Tam była jeszcze dziwna rzecz, bo jak było się na parterze, było się na piętrze. A jak był pan na parterze w salonie pod tymi schodami były jeszcze schody do dołu, jakby prowadzące do jeszcze jednego, do jeszcze jednego jakby piętra, do jakby piwnicy. I one jakoś dziwnie były zamknięte na taką bardzo... Znaczy dziwnie zamknięte. No też tak mówię dziwnie. Były zamknięte na taką w kształcie drzwi, ale nie drzwi. To nie były drzwi, tylko taka gruba cholernie krata. Nakłute, zamknięte. No w domu nakłute. Klata taka zamknięta, żeby zejść do piwnicy.
No też mi się to wydawało dziwne.
[28:18] - No jakie sekrety by tam musieli trzymać, prawda? Żeby tak zabezpieczyć.
[28:22] - Ja tak się śmiałem do żony, że się może stary jego nakradł podczas drugiej wojny i trzymają tam polskie złoto, nie? Tak sobie żartowałem, ale, ale nie wiem. Nie wiem, co on tam trzymał, ale bardzo to było pozamykane, pilnowane. Gruba mówię panu krata z grubego takiego żebrowego drutu i jeszcze na takiej wielkiej kłódce to wisiało. No także coś tam musiało być takiego, przed czym tam to wszystko postawili, nie? Coś tam musiał skrywać.
[28:47] - No jest szansa, że tam może się znajdować dużo takich przedmiotów z, że tak to ujmę, nieciekawą historią, tak?
[28:55] - No dokładnie, dokładnie. Także to, to, to była właśnie taka pierwsza sytuacja związana, związana z moim synem, nie? Bo to on wtedy on się urodził, to się działo. Chociaż też nie wiem, czy to było przez to, czy to przez to, że w ogóle samo to miejsce, ale mi się zdaje, że też to miejsce miało może nawet więcej niż to, że mój syn, bo mój syn ogólnie później zaczął tam mówić o tym wcześniejszym swoim życiu i, i, i wszelkie takie sytuacje, jakie na przykład później miały miejsce, jak widzieliśmy jakieś światła albo dziwne obiekty, to zawsze było wtedy, jak był nasz syn z nami, nie? Na przykład w samochodzie. Było też teraz tak, a czyli raz to już chyba ze cztery albo z pięć razy widzieliśmy w tym samym miejscu, no, mniej więcej w tym samym miejscu. Przez las, jak jeździliśmy do, do, do domu tam, bo tam mieszkałem u teściów na początku. To widzieliśmy w lesie przelatujące światło wielkości może piłki do piłki nożnej, do grania takiej wielkości mniej więcej. Bardzo jasne białe światło, które przelatywało z jednej strony lasu na drugą ponad asfaltem, na wysokości może czterech metrów, może pięciu. Dość wysoko.
I to zasuwało między drzewami od prawej. A zawsze właśnie najlepsze to, że zawsze od prawej do lewej i pojawiało się znikąd. Przylatywało. Było widać jeszcze między drzewami to i znikało. I widzieliśmy to raz. I mówię do żony: „kurde” — mówię. „Widziałaś to? Co to było?” Ona mówi: „Boże, no widziałam, ale co to było?” Ja mówię: „Nie wiem” — nie? I zatrzymałem się tam w tym miejscu. Żona mówi: „Nie wysiadaj”.
Ja mówię: „Ja wyjdę, zamkniesz drzwi od środka, dobra? Tylko zerknę po prostu”. No i wszedłem parę metrów w ten las. Może z dziesięć, piętnaście. No nic nie było, nie? A to ciemna noc, bo tam nie wiem, która mogła być. Dwudziesta druga, dwudziesta trzecia. Wracaliśmy od mojej mamy czy skądś tam nieważne. No i dobra, nieważne. Coś tam przeleciało.
Mówię: „Nie wiem”. Jedziemy do domu, nie? No i po jakimś czasie drugi raz nam się to zdarzyło. Trzeci ra-- no mówię panu z pięć razy żeśmy to widzieli.
[30:35] - No można się zastanawiać w tym momencie, czy to jest jakieś zjawisko typu UFO, czy może jakieś coś bardziej przynależącego do domeny żywego folkloru. Jakiś świetlik na przykład, czy jakieś, jakaś wróżka.
[30:49] - Wie pan co? Tak się składa, że niedaleko tego miejsca żony babcia kiedyś opowiadała, że tam żyła kiedyś wiedźma. No ja tam się śmiałem.
[30:57] - Może pan, może pan sprecyzować mniej więcej, gdzie to jest?
[31:00] - To są okolice Leżajska. W ogóle w tym lesie dziwne rzeczy się działy. Tam wie pan co tam, kurde, tylko teraz panu nie powiem, czy podczas pierwszej, czy podczas drugiej. Dużo żołnierzy w tych lasach zginęło. Tam była jakaś bitwa. Nie wiem. Tak mówię panu pokrótce, bo ja nie znam szczegółów. I tam podobno też niedaleko jest miejsce, że była jakaś wiedźma. Babcia mojej żony opowiadała nam, że ona jak się popatrzyła na krowy, to krowy zamiast mleka to krew dawały. Także to jakaś dziwna, dziwna kobieta.
No ale nieważne. Ale też jest tam w tym lesie, też niedaleko od tamtego miejsca stoi kapliczka. Jest rozdroże takie. Trzy drogi jakby się łączą, nie? Asfaltowe to w środku lasu. I słyszałem też historię od gościa, który był ry-rybakiem, nie? Jechał z ryb. Gdzieś mówi, mówi: „Dwudziesta trzecia była w lesie. Jechałem z rybami” i wracał tamtą drogą koło tej kapliczki i mówi, że skręcił dosłownie tam w jedną drogę, żeby tam przejechać do miejscowości, do miejscowości. I jechał z tymi rybami na kierownicę w wiaderku, z całym sprzętem z łowienia, nie?
I mówił, że nagle mówi: „Wierz mi albo nie. PrzyPieprzyłem jak w ścianę”.Ale w powietrze i tak przypieprzyłem, że przeleciałem przez kierownicę i jeszcze się od czegoś odbiłem. Ryby wszystkie mi się wywaliły, wszystko mi się tam rozpierdzielało, a ja patrzę nic centralnie przede mną nie było. Ja miałem mówi, że miał światła przy rowerze. Wszystko nic, nic nie było. A mówię, że uderzył w to coś.
[32:14] - Nie było żadnego kamienia, żadnej przeszkody, która mogłaby spowodować wywrotkę.
[32:19] - On to tak powiedział, jakby przypieprzył w szybę.
[32:21] - Tak zwany wjazd w dziurę i wywrotkę tym spowodowaną też można wyeliminować.
[32:25] - On mówił, że odbił, że odbił się rowerem najpierw przed Mikołem przeleciał przez do pewnego momentu przez kierownicę i jeszcze głową i kierownicą też się od czegoś odbił. I mówi, że taki był przestraszony. Wziął rower, zostawił te ryby, ten sprzęt i w drugą stronę z powrotem uciekł. I jeszcze jedna rzecz niedaleko tego miejsca moja żona opowiadała mi historię i już dawno, dawno miała wtedy może z szesnaście lat. Jechała z chłopakiem z innej miejscowości i chłopak ją odprowadzał. Jechali rowerami i on ją odprowadzał. I żona mi mówi, że w tamtym miejscu widzieli razem. Nad nimi przeleciało ogromne światło. Mówiła, że wielkości może autobusu. Przeleciało nad nimi.
Nad, nad drzewami. Była ciemna noc, totalna noc. Oni mieli tyle co lampki przy rowerach. I że to światło zawróciło i leciało za nimi. Śledziło ich jakiś czas. Ona mówiła, że tak zasuwali tymi rowerami, że ona nie wiedziała, czy ona może tak szybko w ogóle jechać. I też w pewnym momencie śledziło ich jakiś czas i odleciało. Ten chłopak ją odprowadził pod dom i ona mi wtedy mówi tak: wiesz, co jest najdziwniejsze? Ja mówię co? Ona mówi tak.
Wtedy była totalna cisza. Nie słyszeliśmy kompletnie nic, nawet naszych rowerów. To jest raz. A dwa, że on jak mnie odprowadził, to jakby nigdy nic dał mi buzi. Cześć, cześć, cześć. Pojechał z powrotem, jakby w ogóle tego gościa nie pamiętał i mówiła, że w życiu już tego tematu nie zaczęli. Że to było tak dziwne, że ona dopiero teraz sobie z tego sprawę zdaje. Jak nam się zaczęły takie rzeczy znowu dziać, że do tej pory nie jest w stanie sobie tego jakby zrozumieć, dlaczego o tym w ogóle nie rozmawiali. A jeszcze teraz taka dziwna rzecz, że ten jej chłopak, w którym ona była bardzo zakochana, zginął w wypadku samochodowym, też w tym lesie i zginął w dniu. Tak teraz powiem po prostu, żeby nie zdradzać daty urodzenia mojego syna, powiedzmy piątego maja on zginął i tego samego dnia urodził się nasz syn.
Tylko to było po prostu ileś tam siedem chyba czy osiem lat później. To też mówię panu na tyle takich dziwnych zbiegów okoliczności, zbiegi okoliczności nie widzę, nie wierzę. Jest w naszym życiu, że jak sobie zaczniemy tak czasami o tym rozmawiać, to to jest aż dziwne. To jest naprawdę bardzo dziwne. I ja sobie tam bardzo go kochałaś? Ona tak, bardzo go kochała i tak dalej. Bardzo przeżywała jego śmierć. Tam jechali chłopaki, bo mieli nagrywać ten, tą prezentację maturalną i wtedy była zarąbista taka gołoledź na asfalcie, że tam podobno jak lekarz przyjechał do tego wypadku, to wysiadł z karetki i się wywrócił. Tak było ślisko na asfalcie. No i na zakręcie po prostu stracili panowanie.
Obróciło ich centralnie pod tira. I tam wszyscy zginęli. Czy kierowca przeżył? Boże, już nie pamiętam, ale tam tragedia była jak cholera. Do tej pory tam krzyż stoi. Dwa tysiące. Wie pan co? Niech pan wpisze dwa tysiące dziesiąty. Kurde, nie jestem pewien, który to był rok. Po dziewiąty, może i dziesiąty, dziesiąty.
Niech pan spróbuje. I to jest okolice Leżańskie. To niech pan znajdzie. Tak samo z tymi, z tymi takimi samymi snami też. Nawet tutaj niedawno mieliśmy tu, gdzie mieszkamy teraz. Mieliśmy coś takiego, że miałem sen, że jadę samochodem i za mną drugim samochodem jedzie żona. Gdzieś tam prowadziliśmy te auta do mechanika czy coś i zatrzymaliśmy się na czerwonym światłach. To wchodzi do niej gościu, przystawia jej pistolet do głowy i strzela. Zabił ją. I ja się obudziłem.
Oczami tylko mogłem ruszać. Paraliż. Nie mogę niczym kompletnie ruszyć. Jestem totalnie sparaliżowany i okropny strach. Okropny strach taki czułem. Taki byłem przestraszony, bo ja nie wiedziałem, czy to się stało naprawdę. Jakby byłem w półśnie. Ja nie wiedziałem, co się stało, ale sam ten sen wywarł na mnie takie wrażenie, że ja po prostu łzy mi leciały z oczu, a w ogóle nic nie mogłem zrobić. Tylko oczami ruszałem i udało mi się tak ze dwa razy tak głośniej westchnąć. No i żona jakoś miała chyba słaby sen czy coś.
Obudziła się. Ona patrzy na mnie, ona myślała, że coś mi się stało. Ona mnie wzięła tak podniosła jakby z leżaka na swoje nogi i mówi co ci się stało? Boże, co ci się stało? Czego ty się nie ruszasz? I podnosi mi ręce. Mi ręce opadają jak z waty. No i po dziesięciu może minutach, może siedmiu. Nagle wróciło mi wszystko i przytuliłem ją, bo byłem bardzo poruszony w ogóle tym snem i tak dalej. I opowiadam jej, co mi się śniło.
A ona mówi Boże, mi też się śniło, że mnie zastrzelili. Ja mówię co ty gadasz, kochaną? I mi się śniło, że byłam gdzieś na jakiejś wojnie, gdzieś tam się schowałam i przybiegli jacyś żołnierze i mnie zastrzelili. Także taką synchronizację z tymi snami. Jak mamy takie sny właśnie jakieś dziwne, to zawsze, znaczy zawsze w większości przypadków śnią nam się razem tej samej nocy. Podobne. Tak samo jak było z tą wiedźmą w tej Chorwacji. Tak samo tutaj jeszcze było kilka takich snów, ale to już były takie mniej znaczące. Te najbardziej takie, co nas ruszyły i co pamiętam, to panu mówię.
[36:46] - No to takie dosyć chyba rzadkie przypadki, bo rzadko słyszę. Pierwszy raz w ogóle słyszę, żeby dwie osoby śniły ten sam sen w tę samą noc. Taki współdzielony sen. Musiałbym sprawdzić, czy to może. Czy to jest jakieś częste w ogóle zjawisko, czy może jakiś wyjątkowo rzadki fenomen.
[37:05] - No wie pan co, jak znajomym opowiadamy o tym, że mamy te same no podobne sny, ale z tym samym wątkiem w jednej nocy, w tym samym momencie i jeszcze co najlepsze w tym samym momencie się budzimy, bo w tej z tą wiedźmą było, że w tym samym momencie się obudziliśmy tutaj. No ja nie wierzę, że ja tym westchnięciem obudziłem żonę, a ja myślę, że ona się przebudziła w tym podobnym momencie. I to są tylko dwa przypadki, a mieliśmy wiele razy takie coś. Właśnie ja w ogóle jak ja ją poznałem już ponad dziesięć lat temu, to takie pierwsze spojrzenie na tą kobietę, no to wie pan co? Ja pierwsze co poczułem, że ja ją bardzo dobrze znam, że to jest i od razu. A moja żona mi potem mówiła już parę lat później, jak żeśmy się poznali, już byliśmy długo ze sobą. Ona mówi, że jak mnie poznała, jak mnie zobaczyła i jak potem coś tam zaczęło iskrzyć między nami, to ona mówiła, że ja wiedziałam, że to ty, że to ty jesteś ten. Tak samo jak ja ją poznałem. No, mówię panu, ja miałem mega mocne wrażenie, że ja ją znam, że ją bardzo dobrze znam, chociaż pierwszy raz dziewczynę na oczy widzę.
[37:57] - No to by to potwierdzało to, co mówi chociażby na przykład Tom Campbell czy inne osoby badające tam zjawiska z pogranicza, że można. Jest coś takiego, że jakby dwie osoby mogą się umówić, że w danym wcieleniu będą coś wspólnie doświadczać, tak?
[38:16] - Że ponownie tak. Właśnie czytałem też na ten temat, że ogólnie czytałem o tym nawet było więcej, że wszyscy ludzie, może nie wszyscy, ale większość ludzi, która nas otacza, których mamy tutaj znajomych, rodzina i tak dalej, że byli też we wcześniejszych wcieleniach kimś dla nas, niekoniecznie tymi samymi osobami, którymi są dla nas teraz, ale byli także w naszym otoczeniu.
[38:36] - No, wszyscy podobno jesteśmy jakoś połączeni, prawda? Jakąś nicią.
[38:40] - Dokładnie. Dokładnie, dokładnie jakoś tam jesteśmy. No tak samo jak czy pan na przykład jak poznaje nową osobę, patrzy jej w oczy i już do pana dociera jakaś tam informacja o tej osobie. No nie wiem, czy pan tak ma. Ja tak na przykład mam, że jak kogoś widzę pierwszy raz i ktoś powie dwa słowa i ja jużMniej więcej wyczuwam, jaki ten człowiek jest. Ja czuję, czy ja powinienem z nim rozmawiać, drążyć temat. Mam dystans po prostu mega do ludzi. Ja bardzo, bardzo tak ostrożnie do ludzi podchodzę z pewnych względów, ale jeżeli ktoś na przykład jest dobrym człowiekiem, ja wiem, że on coś no nie wiem, że warto moje uwagi, no to wyczuwam to od razu, nie? Że jakoś tak nie wiem. Taka, taka informacja się w głowie pojawia.
[39:18] - Mam takie pytanie do Pana odnośnie tych snów współdzielonych. Czy, czy współdzielone sny występują tylko jak śpicie w tym samym pomieszczeniu, czy też w tym samym mieszkaniu, czy też jak jesteście jakoś tak od siebie oddaleni?
[39:32] - Wie pan co, my to takie papużki nierozłączki raczej. Ale chyba się nie zdarzyło, że spaliśmy osobno, żeby śniło nam się to samo. Chyba zawsze było jak spaliśmy w jednym łóżku.
[39:42] - A coś tutaj krążą takie, takie opinie, że może to się, może to być spowodowane, bo jakąś rolę może w tym grać to, że nasze mózgi wytwarzają fale określone w czasie, w czasie snu i te fale się jakby spotykają ze sobą. Tak, ale to jest, to jest tylko taka. To jest tylko taka teoria, taka próba wyjaśnienia jakby samego fenomenu spłaconych snów.
[40:05] - Ja wie pan co, ja wiem, ja nie czuję nawet. Tylko ja wiem, że my jesteśmy jakoś bardziej połączeni z poprzednich jeszcze jakby wcieleń. Ja to wiem po prostu. Ja to wiem. Gdzieś tam mam to głęboko chyba zapisane. I ja to wiem, że my byliśmy, że my się znaliśmy kiedyś. Nawet żona sobie czasami ze mnie żartuje, że ciekawe, czy w poprzednim życiu ty byłeś kobietą, a ja facetem. Mówię no, nie wiem, wszystko możliwe, ale ja na pewno, ja jestem pewien, że cię znam dłużej niż tutaj, na tej, na tej, na tym łez padole. Jeszcze o tych światłach, bo teraz mi się jeszcze przypomniało, jak widzieliśmy kiedyś też w Leżajsku jest jeden najważniejszy w Polsce, czy to drugi, czy trzeci najważniejszy klasztor, jeżeli chodzi o religię chrześcijańską, nie? O katolicką.
I nad tym klasztorem też widzieliśmy ze dwa albo ze trzy razy dziwne, dziwne światła. To też teraz mi się przypomniało. Czasami, jak wracaliśmy do domu albo w nocy. Ja miałem tak, że z naszego piętra, myśmy mieszkali na trzecim piętrze, było calutki ten klasztor widać i często było widać, że coś centralnie nad tym klasztorem. Nie, nie dużo wyżej niż ten klasztor. Może dwadzieścia, trzydzieści metrów i jest jakieś światło, normalnie się unosi, nie? Pierwszy raz zobaczyła to moja żona. Mówi kurde, mówi: "Patrz, co tam jest", nie? A wtedy wracaliśmy od kogoś. Ja mówię: "To podejdź pod ten klasztor, zobaczymy." Zbliżamy się, zbliżamy.
No, no faktycznie świeci coś. Kurde, no jest coś taka duża kula jasna białego światła. Ale wie pan co? Podjeżdżamy bliżej i przejechaliśmy tam. Nie wiem. Coś tam zasłaniało jakiś sklep czy kamienica czy coś. Przejechaliśmy dalej. Kurde, nie ma. Znikło, nie? Czy odleciało czy znikło?
No nie ma. No dobra, może nam się coś przewidziało, nie? Jedziemy do domu, ale znowu potem, za jakiś czas to samo, nie? To samo światło w tym samym miejscu, a nawet teraz były chyba trzy czy cztery. To też jest ciekawe właśnie dlaczego akurat nad klasztorem, nie?
[41:46] - No ja słyszałem, że w miejscu, w którym stoi obecnie sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej, tam też podobno właśnie postawiono to, wybrano to jako miejsce dla sanktuarium, właśnie ze względu na różne dziwne zjawiska, których ówcześnie nie rozumieli, a które miały się dziać w tamtym miejscu. Też jakieś obserwacje jakichś dziwnych świateł czy innych widziadeł.
[42:09] - Ten klasztor ogólnie on powstał dlatego w tym miejscu, że tam podobno jakiś mój gościowi, no tam kilkaset lat temu Matka Boska pojawiła, pokazała się w lesie i powiedziała mu, żeby w tym miejscu wybudować świątynię, kościół, klasztor. Nie wiem, co tam dokładnie było. No i dlatego ten klasztor tam akurat w tym miejscu, bo on jest jakby w lesie.
[42:27] - Kojarzę, że chyba też w którejś książce Damiana Treli, ufologa z Legnicy jest opisany podobny motyw. Częstą praktyką było, że stawiano najpierw kapliczki, a potem jakieś większe obiekty sakralne w miejscu, w którym dochodziło do takich, takich zdarzeń.
[42:43] - No wie pan, no skądś to się, skądś to się musiało wziąć, prawda? Jakoś. Ja tam nie znam tej całej historii, jak to było. No nie wiem, czy to można powiedzieć legendy. No raczej nie legendy. No, jakaś tam historia była. No coś tam się musiało wydarzyć w takim razie. No że no nie znam tej historii dobrze, ale coś takiego było, że gościu jakiś tam, nie wiem czy drzewo poszedł rąbać do lasu czy coś i Matka Boska mu się pojawiła i pokazała i kazała. Powiedziała, żeby w tym miejscu klasztor postawić. A à propos tych złych ludzi, pan co mieliśmy kiedy ostatnio, Boże, kiedy?
Dopiero w tamtym tygodniu zakończyłem tą znajomość. Poznaliśmy kobietę siedemdziesiąt lat. Ogólnie to, że ona ma siedemdziesiąt lat, to by pan nie uwierzył, bo ona wygląda, jakby miała czterdzieści. Przyleciała z Aruby, z wyspy z Aruby z wnuczkiem. I ten wnuczek miał zacząć szkołę, a jego matka, tego wnuczka, tego, tego chłopaczka została tam na Arubie, bo ona tam kończyła szkołę. I plan mieli taki, że ona tu przyleci, ta babcia z tym wnuczkiem przyleci tu i zagrzeją miejsce. Młody zacznie już szkołę, a ona jak skończy studia, doleci do nich. Tu sobie będą mieszkać, bo ona chciała być pielęgniarką właśnie tutaj w Holandii. No tak, z tego, co nam mówiła, to taki mieli plan. No i ten młody, żeby był w podobnym wieku jak mój syn.
No to chodzili razem do klasy pół roku, bo teraz już na szczęście się wynieśli. Ja już panu mówię, dlaczego na szczęście. Moja żona od początku mówiła, że coś jest z nią nie tak. Coś jest z nią nie tak, że ona mi się nie podoba. No i ona nam się żaliła, że pieniędzy nie ma, że to, że tamto, tego. Ja mówię w ogóle do żony, że kurde, no co to za plan? No przylatuje babka z młodym, bez pieniędzy, bez mieszkania, bez niczego, bo oni mieszkali w jednym pokoju u jakiegoś znajomego. No kurde, no ja bym się tak nie odważył. No z małym dzieckiem bez. I ona jeszcze nie pracuje.
Przecież bez pieniędzy, bez niczego. No przecież z obcego kraju na drugi koniec świata, bo ta Aruba to jest tam gdzieś nad Urugwajem, gdzieś tam Ameryka Południowa. No jak onaKurde no przyleciała, no ale nieważne i mieszkała u tego kolegi. No i tam wie pan, co weekend braliśmy ich gdzieś, żeby oni sami nie siedzieli. Mi się tam ich szkoda trochę robiło. Może oni też. No to ja im stawiałem tam wszystko jakieś atrakcje dla tego młodego, jakieś wesołe miasteczka z moim synem tam jeździliśmy duperele, nie? No i wiadomo jakąś tam kawę, ciastko, pierdoły. Woziłem ich wszędzie za swoje pieniążki oczywiście nic tam nie chcieliśmy od nich nie. I po jakimś czasie ona nam się zaczęła żalić, że ten gościu, u którego mieszka, tej kolega jej, u którego mieszka, że on ją chce z domu wywalić i tak dalej, i tak dalej, że ona potrzebuje mieszkania, bo ona już tu nie wytrzyma, że on się znęca nad nią psychicznie i tak dzień w dzień, dzień w dzień i dzień w dzień pisała do mnie może nie tak dużo, ale do mojej żony o swoich problemach.
No non stop. No moja żona aż była przygnębiona i ja już widziałem po mojej żonie, że ona z dnia na dzień moja żona gaśnie po prostu, że ona nie ma w ogóle energii do życia.
[45:09] - Taki wampir energetyczny.
[45:11] - Dokładnie, ale nawet więcej. Nawet więcej. Pierwsza sytuacja była dziwna, jak ona przyszła do nas tutaj, bo łebki sobie wymyślili, że oni chcą sobie robić Halloween, nie? Ja mówię no to dobra, no to ja nie wierzę. Ja nie jestem żadnym za żadnym Halloween. Dla mnie to jest Wszystkich Świętych, a nie Halloween. Chociaż nie praktykuję. Nie jestem, wie pan, katolikiem praktykującym. No ale wierzę. No i pójdę na ten cmentarz, zaświecę znicz, ale jakoś nie bawię się w żadne Halloween.
Ale mówię dobra, ze względu na dzieci niech się pobawią. Okej. No i przyszli do nas. No i mój, mój syn był pomalowany tam jakieś tam coś tam miał na twarzy pomalowane takie mieliśmy farby specjalne na właśnie na Halloween do twarzy. I ten młody się pyta, czy on też się może pomalować. Ja mówię no to po angielsku rozmawialiśmy na tych szyldach. Ja mówię no to chodź do mnie, ja cię, ja cię będę malował, nie? Co ci pomalować? On mówi, że kościotrupa. No okej, zrobię z ciebie kościotrupa.
Ja go maluję, on stoi przede mną, a ja siedzę na kanapie i go maluję. I wie pan co? Mega dziwna sytuacja. Złapałem, bo się ruszała mu głowa. Tak, tak, wie pan, żeby mu dokładnie ten. Złapałem go swoją ręką tutaj z tyłu mniej więcej jak jest, jak jest czeszynka tu u dołu z tyłu głowy, nie? I wie pan co? Młody zrobił takie wielkie oczy i on odpływa. On mdleje. Położył się na ziemi o tak na wprost, normalnie jak do trumny.
I on leży. Oczy takie wielkie. I ja myślałem, że on, że się kończy, nie? Że coś mu się stało. I pierwsza myśl kurde, myślę może przez tą farbę, ale no potem żeśmy stwierdzili no nie, jak przez farbę naszemu nic nie jest młodemu żadnej on, on alergii na nic podobno nie miał, nie? A bo jak go malowałem przez piętnaście minut nic mu nie było. A jak go dotknąłem od razu, od razu, natychmiast tego gościa wyłączyło. To też była to jest już pierwsza sytuacja dziwna. Ta jego w ogóle babka to jak zareagowała. Ona aż skoczyła i ona zareagowała w taki sposób i nawet mi to żona mówiła.
Ja też to poczułem, że jakbyśmy odkryli ich tajemnicę, nie? Coś, coś takiego nam przyszło pierwsze mi i mojej żonie do głowy, jakbyśmy, jakbyśmy ich nakryli na gorącym uczynku coś takiego. No przecież nic takiego się nie stało, ale takie myśli mieliśmy od razu w głowie. No dziwne. No ale później no dobra ten młody-
[47:07] - Tutaj się nasuwają, nasuwają się jakieś motywy na myśl związane z czarną magią, prawda? Z jakimiś rytuałami magicznymi, że pan przez przypadek jakiś rytuał wykonał.
[47:18] - Możliwe? Nie wiem. Wie pan co? Ale w ogóle dziwne było to, że ona miała ona ma siedemdziesiąt ponad lat, a mówię panu z tej kobiety jest taka laska, że nie jeden dwudziestolatek by się nabrał. To już jest dziwne, jak ona mi powiedziała, że ona ma siedemdziesiąt lat. I ja mówię kurde, czekaj, mówię pięćdziesiąt. Mówię jeszcze bym się może, może bym się zgodził. Nie. Siedemdziesiąt lat, a ona wygląda mówię panu jakbym panu podesłał jak, jak mogę gdzieś to ja panu Instagram jej podeślę, pan nie uwierzy pan, że ona ma siedemdziesiąt lat.
[47:43] - A może pan podesłać na, na SMS-a na przykład.
[47:47] - No SMS-em panu wyślę o jej Instagram. No i co? I wyszliśmy z nim na balkon. No on dalej się źle czuje, nie? Ja tam siedzę przy nim, wodę mu daję. Trzymam go tutaj za jakby za, za, za w pasie nie, bo on leciał normalnie on leciał. I dziwna rzecz się stała. Jak zadzwonił do mnie telefon, ja wszedłem do domu, żeby odebrać. To chyba mój ojciec dzwonił. Pogadałem z nim chwilę i jak ja zszedłem z tego balkonu, żona moja powiedziała, że on w sekundę mu się poczuł lepiej.
Ja mówię kurde, mówię, co jest z tym młodym, nie? No ale tak żeśmy stwierdzili, że to na pewno nie było przez to, że jemu się coś stało, tylko kurde, coś więcej, nie? Na, na no zasadzie, że to chodziło o ducha, a nie o ciało. Tej z tej mojej żony ta, ta, ta ona ma na imię . Ona wysysała tak tej energii. Mówię panu, że ja wiem, bo moja ciocia była takim jakby medium, nie? Ja to mówiłem panu też wcześniejszym tym. I moja babcia też jest bardzo przesądna, moja mama i ona one mówiły już kilka razy mi to powtarzały i babcia i mama, nawet ta ciotka kiedyś, że jak ktoś mówi o problemach bardzo dużo, to te problemy przejdą na ciebie, że nie wolno o tym słuchać. Współczuć tak za bardzo, żeby się przejmować, bo te problemy przejdą na ciebie. No i niech pan słucha.
Niedziela ktoś nam zadzwonił do drzwi. Ja wyskakuję dosłownie no ile mam od sypialni do drzwi? No pięć metrów, siedem. Nikogo nie ma, nie? Patrzę przed balkon, czy ktoś sobie tam jaj nie robi z domofonu. No nie ma nikogo, nie? Nikt by tak szybko nie zdążył uciec, bo tutaj w jedną w lewo w prawo to jest pięćdziesiąt, sześćdziesiąt metrów. Nikt by nie zdążył tak szybko pobiec, a ja od razu na balkon po tych drzwiach poszedłem. To ile mogło być? Dziesięć sekund?
A na klatce też nie mógł się nikogo było wysłuchać, bo to bardzo słychać tutaj po klatce wiadomo jak się robi. Ale myślę dobra, nieważne, może sam sobie zadzwonił ten dzwonek. Nieważne. I tej nocy śniło mi się. Mi się wydaje, że ja wyszedłem z ciała, bo zdarzało mi się też kilka razy, że widziałem siebie z góry i leżałem na łóżku i widziałem siebie z sufitu, spod sufitu, że ja się strasznie kręciłem, coś tam marudziłem i widzę, jak żona mnie budzi, żebym się obudził. Myślała, że mam jakiś koszmar, a po lewej stronie łóżka stał facet ze dwa metry wzrostu, w kapeluszu, w czarnym, długim płaszczu i paluchem na moją żonę pokazywał. Ja zobaczyłem go. On mnie chyba nie widział. Mi się wydaje, że mnie nie widział. I wróciłem jakby do siebie.
Obudziłem się i mówię kurde masz takie coś i takie coś było i tu i tu widziałem mnie, a ona mówi nie strasz żono, nie strasz mnie, nie strasz. No dobra. Na drugi dzień jej powiedziałem, bo nie chciałem już tam drążyć. Maty nie chciałem jej straszyć. I tak. Poniedziałek. On ta nam pisze, że znalazła mieszkanie, że wszystko się zaczyna układać do innego miasta w ogóle się przeniosła te dwieście kilometrów, że mieszkanie znalazła, że wszystko zaczyna się układać, że młody ma szkołę, że ma super mieszkanie, dostała jakieś tam socjalne pieniądze, pierdu pierdu wszystkoWszystko w jeden dzień, nie? Super. Ja mówię, no dobrze, no to fajnie, że to się zaczęło układać. No mieszkanie i tak dalej, nie?
Ona mówi, że koniec problemu, coś tam, coś tam. I tak poniedziałek to ona była w poniedziałek, ona napisała rano, a po południu już się zaczęło. Problemy mieliśmy w szkole, to no nieważne. No problemy mieliśmy w szkole ze szkołą po prostu. Wtorek. We wtorek. Co to było? Coś się stało we wtorek. Tylko, żeby było po kolei. Poniedziałek szkoła.
We wtorek zmarł mój kuzyn, dwadzieścia dwa lata, który był chory, ale zmarł. W środę moją żonę zwolnili z pracy. W czwartek moja żona się bardzo rozchorowała. W piątek zepsuło mi się auto. Ja mówię kurde, to nie jest możliwe. Mówię do żony, że takiego mamy pecha cały tydzień. No mówię, no to nie jest możliwe. No takie rzeczy nie dzieją się w ciągu tygodnia. No tak nam się wszystko pieprzyło, mówię panu w ciągu pięciu dni tak nam się posypało wszystko tak nam się pokomplikowało, że moja żona prawie płakała. Wiesz, że jest taka prawda
[51:07] - To tak wygląda, jakby jakaś siła się mściła za odcięcie pępowiny.
[51:11] - Może. Nie wiem. Wie pan, w sensie od tej tak? O tym pan mówi?
[51:17] - Tak, tak o niej mówię.
[51:19] - No, no, no na pewno. Ja jestem tego pewien, że to od niej, bo jej się zaczęło wszystko układać, nie? No niech pan słucha tego. Mówię do żony w piątek z pracy i piszę: „Słuchaj, wracam dzisiaj idziemy do sklepu ezoterycznego, bo ja zajmuję się też takimi rzeczami. Różne takie rytuały też czasami przeprowadzałem i mówię zrobimy rytuał oczyszczenia mieszkania, ciebie i tak dalej, bo ja widzę, że to wszystko siedzi na tobie. Pojechaliśmy do sklepu ezoterycznego, kupiliśmy białą szałwię. Ja porozkładałem swoje orgonity, bo też robię orgonity tam z minerałami i porozkładałem orgonity. Oczyściłem całe mieszkanie takim starym słowiańskim rytuałem i na końcu oczyściłem ją. I niech pan wierzy albo nie. To był piątek wieczór.
W sobotę się okazało, bo wie pan, no cały tydzień mieliśmy taki kiepski tydzień. Tyle się rzeczy działo. W sobotę się okazało. Nie będę panu mówił, o co dokładnie chodzi, bo to są takie prywatne sprawy. Ale tak pierwsza dobra wiadomość przyszła już o ósmej do nas. O dziesiątej dostaliśmy list z urzędu o, o i jeszcze kolejna pozytywna wiadomość, na którą czekaliśmy. Po południu okazało się, że tam, skąd żonę zwolnili, to praktycznie wszyscy od razu wyczuli sprawę, bo tam coś się gorąco zaczęło robić. Przypieprzyli chorobowe. Okazało się, że moja żona też zdążyła, nie? Bo tu jest coś takiego, że jak pana zwolnią, to może pan iść na takie depresyjne jakby.
I moja żona to zgłosiła, nie? Tym bardziej, że miała cały tydzień popieprzony. Przyklepali nam to. Udało nam się. Proszę pana, samochód jak mi się psuł cały tydzień. Zaczęło tam się psuć chyba od środy. Naprawił się. Ja przychodzę do niego, odpalam, odpalił. Nic mu nie jest.
[52:45] - Tak, jakby nigdy nic.
[52:46] - Jakby nigdy nic. Nie chciał, kręcił, ale nie odpalał, nie? Już sprawdzałem wszystko. Myślę kurde, świece, nie? Muszę świece wymienić. I mechanika się doradzałem i to, i tamto. No nie wiem, no przyprowadź mi to auto. A ja wtedy poszedłem, bo miałem mu to auto z kolegą holować i coś tam, już nie pamiętam o co chodzi, ale odpaliłem go normalnie, jakby nigdy, jakby nigdy nic, nie? Boże, coś tam jeszcze było. Jeszcze było kilka takich spraw, że z dnia na dzień wszystko odeszło w niepamięć i same pozytywne wiadomości, same pozytywne, same pozytywy do nas przypływają.
Ogólnie jest tak, że my mamy w życiu bardzo dużo szczęścia, że nam się bardzo fajnie układa wszystko. Jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Wszystko, co sobie zaplanujemy, wszystko nam się udaje. Chcieliśmy się przeprowadzić. Udało nam się. Chcieliśmy znaleźć mieszkanie. Udało nam się. Chcieliśmy znaleźć dobre prace. Ja znalazłem i żona. Wszystko nam się udawało, aż do tego momentu, dopóki nie poznaliśmy tej kobiety.
Ona, ja jestem pewien, że ona jest jakąś wiedźmą, że ona praktykuje jakieś voodoo albo nie wiem.
[53:35] - No tutaj nasuwają się nam na myśl te różne motywy z wykradaniem energii i tak dalej, z pasożytnictwem takim energetycznym. W momencie, gdy się odetnie pępowinę takiemu wampirowi, to następuje jakaś cała seria, prawda, małych zemst.
[53:52] - No możliwe. Możliwe, że to było to. No ja uważam, że to było to. Że to jest, że to. Znaczy ja jestem pewien, że to przez nią. Ja jestem pewien, że to przez nią. Tylko ja nie jestem jednej rzeczy pewien. Czy ona to zrobiła celowo, żeby przeciągnąć to szczęście na siebie, czy ona to zrobiła nieświadomie, bo wiadomo, wampiry energetyczne mogą być też nieświadomi tego, co robią.
[54:10] - Zdarzają się ludzie, którzy jakby nie potrafią kontrolować swojej energii, prawda? Pewne rzeczy jakby nieświadomie prowokują.
[54:19] - Możliwe. No różne są przypadki, więc ja nie wiem. Właśnie nie jestem pewien, czy ona to zrobiła celowo. Chociaż sądząc po niej ona też kłamała potem pod koniec dużo. To jest wszystko możliwe. Nawet może być tak, że ona to zrobiła celowo, że ona praktykuje coś i ukradła nam trochę tego naszego szczęścia, dobrego, szczęśliwego życia dla siebie.
[54:38] - A może też być coś takiego, że jakby żyje sobie tak beztrosko i wszyscy się o nią martwią. Też znałem taką osobę, która troszkę czasu mieszkała w Polsce, potem wyjechała do Wielkiej Brytanii z dwudziestoma funtami w kieszeni. Taki całkiem poważny przypadek, że to tak ujmę. No i jak już dojechała do tej Wielkiej Brytanii, to miała się tam spotkać na święta z jakąś tam swoją znajomą, która tam się osiedliła. I jak się okazało w drodze z Londynu do tej znajomej, gdzieś tam w połowie drogi, jak już, jak już właściwie była pod domem tej znajomej, zgubiła telefon i nie szło z nią nawiązać kontaktu. Ja i ta znajoma jej wszyscy się tutaj bardzo o nią baliśmy, wypytywaliśmy, wydzwanialiśmy, wypisywaliśmy do taksówkarzy tam w okolicy. Czy ktoś czasem tego telefonu nie znalazł? A się okazało, że ona sobie spokojnie wróciła do Londynu.
[55:31] - O kurde
[55:32] - Taka historia. No też straszny, taki straszny, taki wampir energetyczny. Jak się, jak się do kogoś raz przykleiła, to po prostu potrafiła nawet telepatycznie wysyłać sygnały, że czegoś potrzebuje. Miałem takie sytuacje często, że coś robiłem. Nagle wszystkie moje myśli w głowie zostały wymazane i cały czas przez dłuższą chwilę chodziło po mojej głowie tylko jej imię. I jak się okazało, gdy to wszystko ustało, zaraz po tym dzwonił telefon od niej, bo ona dosyć mocno wykorzystywała moje zdolności lingwistyczne w zakresie języka angielskiego. Także zawsze jak zawsze, jak coś potrzebowała pilnie, zawsze jak się taka sytuacja działa, to ja wiedziałem, że zaraz przyjdzie mi coś przetłumaczyć, żeby, żeby się łaskawie odczepiła.
[56:15] - Ja mam taki samochód z trzema dużymi siódemkami na boku. Ciekawe. Wie pan co? Miałem z tą, z tą mieliśmy podobnie, żeSiedzieliśmy tam przy kawie, nagle zaczęliśmy o niej mówić. Nagle ona dzwoni i mówię do niej: kurde, właśnie gadaliśmy o tobie, a ta: ha ha, mam nadzieję, że nic złego. I nie? Czyli kurczę, może to podobnie było na podobnej zasadzie. Jestem chyba coraz bardziej pewny, że to był wampir energetyczny.
[56:38] - No ta moja znajoma była na szczęście już też miała strasznego bzika na punkcie tego, czy ktoś czasem jej nie, nie ją wygaduje.
[56:45] - Ona też miała bzika na tym punkcie. Ona miała taką wadę, że ona strasznie obgadywała ludzi, zanim ich w ogóle poznała. I mnóstwo razy miałem tak, że ona widzi, minęła kogoś na ulicy i obgaduje nie do mnie. A normalna osoba przeszła koło nas. Ja mówię no ale przecież chcesz od niej czy od niego? I się zacząłem śmiać, nie? Ona tak, kurde, coś było z nią nie tak, ale najlepsze jest to, że ja tego nie zauważyłem, chociaż ja wyczu, ja potrafię wyczuć człowieka tak po swojemu, po prostu, że tak powiem. Ale żona to od razu mówiła, że z nią jest coś nie tak, nie? Od samego początku, że z nią jest coś nie tak. Kurde, mówię ci, coś jest z nią nie tak.
Ja coś czuję, że z nią jest coś nie tak. Mnóstwo razy mi to powtarzała.
[57:20] - No to ta moja znajoma też miała takie. Też kiedyś opisywała, bo my dosyć daleko mieszkaliśmy od siebie. Parę razy się spotkaliśmy, ale, ale tam dosyć duża odległość nas dzieliła. Opisywała na przykład sytuację, gdzie siedzi w jakiejś tam jadłodajni w barze mlecznym. Patrzy na faceta i wie w jakiś sposób, że ten facet zdradza swoją żonę, a żona siedząca przy stole o tym nie wie. Też to była taka, taka mocna, taka osoba z takim mocnym, też rozwiniętym darem jasnowidzenia. Prawdopodobnie pewne traumatyczne przeżycie z przeszłości ją tam jakby aktywowało tą, tą, ten, ten dar. Nie potrafiła tego kontrolować w ogóle. Także myślę, że te problemy, które ona generowała, jakby też były poza jej kontrolą. I tak mogło też być w przypadku tej o której pan tutaj wspomina.
[58:13] - No możliwe, możliwe, że na podobnej zasadzie. No to ludzie w takie rzeczy nie wierzą. Ludzie w takie rzeczy nie wierzą, nie wierzą w praktykowanie czarnej magii czy innej w jakieś rytuały. Ale mówię panu, że takie rzeczy ja jestem pewien, że są i się dzieją. I nasze pechy, szczęścia i nieszczęścia to też, też się skądś biorą. No bo ja nie wierzę w zbieg okoliczności, w jakieś przypadki. Czy to był przypadek, że w ciągu pięciu dni zdarzyło nam się tyle nieszczęść?
[58:41] - No taki ciąg, taki ciąg nieszczęśliwych zdarzeń to raczej chyba nie jest przypadek, że dzień w dzień coś się dzieje, prawda?
[58:47] - No dokładnie, dokładnie. A my na co dzień to jesteśmy bardzo szczęśliwą rodziną. Z niczym nie mieli, nie mamy problemu ani z pieniędzmi, ani ze zdrowiem. Jesteśmy szczęśliwi, jesteśmy razem. Wszystko, co chcemy osiągnąć, udaje nam się. A wtedy to mówię panu, że ja mówiłem do niej, że to jest niemożliwe. No kurde, ktoś nam taki urok rzucił mówię nie? I dlatego stwierdziłem, że musimy przeprowadzić ten rytuał oczyszczenia. A z fajnymi rytuałami jeszcze jedną panu rzecz powiem. Jak mieszkaliśmy tam jeszcze na blokach w Polsce, miałem taki okres, że no żona wychowywała małego synka.
Ja pracowałem na cztero brygadówce na trzy zmiany. Ogólnie dobrą pracę miałem jak na warunki polskie, bo dobrze zarabiałem, bo to było parę lat temu. To było dwa tysiące piętnasty, szesnasty rok. To ja tam zarabiałem koło pięciu tysięcy. To nie było źle, ale tak mieszkanie opłacić, rachunki. Małe dziecko kosztuje mnóstwo pieniędzy, to tamto i ciężko mieliśmy z tymi pieniążkami i zaczynało mi brakować. No żyliśmy od pierwszego do pierwszego. No byliśmy szczęśliwi, bo byliśmy razem sami. Nikt nam się nie wpierdzielał, bo mieszkaliśmy sobie na blokach. Wynajmowaliśmy mieszkanie, ale no brakowało nam tych pieniążków, nie?
No i planowaliśmy ślub z żoną i tam do ślubu nam jeszcze było sporo czasu. Chyba niecały rok, bo ślub był w maju, a to był czerwiec. A dlaczego czerwiec? Dwudziestego pierwszego czy trzeciego jest przesilenie?
[01:00:02] - Przesilenie letnie to będzie dwudziesty pierwszy.
[01:00:06] - Dwudziesty pierwszy tak mi się właśnie wydawało. I wie pan co? Gdzieś tam na YouTubie, jak tam sobie słucham różne rzeczy, gdzieś trafiłem na jakiś film. No włączył mi się tam sam po kolei, bo byłem w pracy. Rytuał na przyciąganie pieniążków. Nie? I najlepiej on działa właśnie raz jeden dzień w roku, właśnie dwudziestego pierwszego czerwca. I tak się złożyło. Tam było do tego dwudziestego pierwszego czerwca dwa dni. Myślę kurde, co mi zaszkodzi?
No zrobię nie tak jak robią. Mocno w to uwierzę. Zrobię, co mówią. Tam chodziło o to, żeby tam chlebek, kawałek chlebka posmarować czy posolić coś takiego i tam taką pewną regułkę powiedzieć, zjeść, zjeść ten chlebek, a część jakby tam było, że go spalić czy coś. Nie pamiętam już, nie pamiętam tego rytuału dokładnie. No ja sobie pomyślałem, że chciałbym mieć na koncie tak ponad sto tysięcy. Nie? No i niech pan wierzy czy nie. W ciągu tygodnia miałem sto pięćdziesiąt ponad tysięcy na koncie, a przed tygodniem przed rytuałem miałem parę stówek. Rozumie pan?
Dostaliśmy od mojego ojca prezent na wesele. Dostaliśmy od teścia prezent na wesele, dostaliśmy pieniążki, żeby zrobić wesele. I jeszcze dostałem odszkodowanie za wypadek, który miałem wcześniej, bo tam na te pieniążki czekałem ponad rok. Miałem dwa tysiące.
[01:01:11] - No taki jeden z rytuałów wzmacniających jakby szanse, że zarobienie jakiejś tam kwoty. Pamiętam. Nie wiem, czy pan kojarzy takie nazwisko Paweł Byczuk. To jest trener, członek Professional Neuro Language Institute, trener działający w Polsce. Ja u niego kiedyś byłem na warsztatach Hemising w dwa tysiące osiemnastym roku i tam było coś takiego też. Nauczyliśmy się takiego motywu na jakby afirmowanie, że zarobimy jakąś tam określoną kwotę czy, czy określone cele osiągniemy. Polegało to na tym, że pisaliśmy sami do siebie list z gratulacjami z okazji tam na przykład ja napisałem sam do siebie z okazji zarobienia piętnastu tysięcy czy czegoś takiego. Po czym wręczaliśmy ten list innej osobie, żeby wysłała nam ten list po jakimś czasie, po kilku miesiącach. No i do momentu jak już jakiś czas później otrzymałem oczywiście ten list sam do siebie. No i tak sobie pomyślałem, że w zasadzie to chyba zarobiłem przez ten czas te piętnaście tysięcy.
No tylko zapomniałem dodać, że żeby te, żeby te piętnaście tysięcy było jakby obecne na koncie w momencie odebrania tego listu. Zarobiłem. No ale już do tego czasu te piętnaście tysięcy zdążyło się po części rozpłynąć.
[01:02:34] - Życie. No jak to bywa, nie?
[01:02:36] - Tak bywa.
[01:02:36] - Ale no widzi pan, no to też pan na własnej skórze to jakby odczuł, nie? Z własnego doświadczenia.
[01:02:43] - Tutaj dosyć dużo mam różnych takich. Dużo mam takich różnych doświadczeń, które jakby pokrywają się też z tym, co tutaj słyszę od niektórych słuchaczy. Także słucham z takim zrozumieniem wielu historii.
[01:02:55] - Dobrze właśnie, że zajmuje się pan, znaczy się, że zajmuje się tym, czym się pan zajmuje osoba, która coś sama przeżyła i ma jakieś pewne doświadczenie w tym kierunku. To najlepiej pan rozumie takie opowieści i takie historie z życia ludzi takich jak ja. Ja też sam myślałem o tym, żeby na przykład założyć taki kanał czy coś, ale jakośKurczę, nie czuję jakiejś takiej. Chciałbym, ale wiem, że by było trudno z czasem i, i zajmuję się też inną, innymi rzeczami i takimi no, no po prostu robię inne rzeczy, które też puszczam w internet i-
[01:03:27] - Znaczy no hobbystycznie, hobbystycznie pewnie można by było założyć. No tylko żeby coś osiągnąć na YouTubie, to teraz się właśnie przekonujemy z Piotrem Cielebiasiem, żeby coś osiągnąć, to trzeba regularności, regularności i jeszcze raz regularności. Trochę też podążania za potrzebami słuchaczy, tak?
[01:03:43] - Dokładnie, dokładnie regularności. Pan ma fajny głos, pana się fajnie słucha, także to też jest ważne, jeżeli chodzi o takie filmy. No ale tak samo troszkę szczęścia, żeby to po prostu, jak to się mówi, siadło, nie? Jeden film, drugi, trzeci i jak siądzie, no to potem już to leci. Ale wie pan, no trudna jest konkurencja tak zarąbista teraz pod każdym kątem. Co by pan nie robił, co w internecie jest taka konkurencja, że o ho ho. Coś jeszcze? Jakbym sobie takie pojedyncze sytuacje, może jakoś bym się bardziej skupił, to może bym sobie przypomniał. A mówiłem panu o tym gościu, którego reanimowałem, który potem mi się przyśnił?
[01:04:17] - A tego chyba nie było.
[01:04:18] - Nie mówiłem tego? To panu powiem, bo nie pamiętam, czy w pierwszym telefonie to mówiłem czy nie, ale powiem panu. Byłem u żony. Jeszcze wtedy nie byliśmy małżeństwem. Jadłem tam sobie obiadek i przybiega babcia. Ona mieszkała tam po sąsiedzku, babcia żony i mówi, że kurde, wiesz co? Bo tam taki sąsiad mieszkał jeszcze za nią jakby dom jeszcze dalej. Taki kurczę, no starszy facet, tam lubiał trochę popić, ale nieszkodliwy, nie? I on tam mieszkał w takim jakby, jak to się mówiło przybudówce tam do jakiejś stodoły czy coś. I ona mu nosiła obiady.
On codziennie mu to zanosiła. On sobie nie potrafił tam ugotować nic, tylko piwo non stop. A w tym czasie jeszcze był chory. No ona przybiega do nas, mówi, że kurde, byłam dać temu obiad, nie? On chyba nie żyje. Ja mówię: co? Jak nie żyje chyba. I ja rzuciłem ten obiad w sensie no wiadomo, wiadomo co to i biegnę tam do niego, nie? Tam sąsiedzi stoją. Kurde, bo tam było tak, że drzwi się otwierały.
Od razu był ten jeden pokój, w którym on siedział, nie? Od zewnątrz. Stoją sąsiedzi, drzwi otwarte stoją, cygary palą się, patrzą na niego. Ja mówię: kurde, no to pomóżcie chłopowi. To co wy się boicie się? A tam ktoś mówi, że on chyba nie żyje. Ja się boję. Ja pierdzielę, a jak żyje. No ja tam wbiegłem szybko do środka. Ściągnąłem go z łóżka delikatnie położyłem go na czworak i zacząłem go reanimować, nie?
Ksvesny mojej żony przyszedł. No pomagał mi tam i zadzwonił międzyczasie na karetkę. Dali mi, dał mi ten telefon do ucha i oni mówią, żeby go reanimować, dopóki nie przyjadą. No ale ja już widziałem, że on nie żyje, nie? Już mu się tam źrenice rozlewały. Jak go reanimowałem, to w ogóle wymiociny mu cofnął, nie? On chyba się wymiocinami się zdaje, że pijany był się zadławił. Nie wiem. Może jakieś padaczki dostał. Nie wiem.
No ale zmarł, nie? Przyjechała ta pogotowie, policja. No ja byłem pierwszy, który go dotknął. To musiałem tam zeznać co się stało. No tam stwierdzili zgon kilka godzin wcześniej, że jednak już nie żyje chwilę, nie? No i kurde, no wróciłem do domu. No powiedziałem tam żonie, co się stało, teściowej. No i skończyłem sobie obiad. No i tam jakoś dzień zleciał. Poszedłem spać.
W nocy mi się śni, że on ten gość, ten sąsiad w garniturku czyściutki i włosy uczesane. Co on w ogóle no jest jak menel. No wyglądał, ale byłabym sobie jakimkolwiek. Sam bym na niego nie narzekał. Wchodzi do nas po schodach, rozwalony w garniturku, buciki kurde wypisowane, włosy uczesane, a ja tak stoję i jak wchodzi się do tam, gdzie mieszkamy, to było tak, że się schodziło. Wchodziło się do nas na piętro i tam od razu był taki duży salon, nie? Ja tam siedziałem sobie w tym salonie i mówię: kurde, mówię co ty tu robisz? Przecież ty nie żyjesz, nie? Ja jakoś ogólnie go chciałem, jakby przez okno wyrzucić jakąś taką panikę wpadłem. Chciałem go wywalić stamtąd, bo mówię: ty nie żyjesz.
Po co przyszedłeś? On mówi, mówi spokojnie, spokojnie. Ja ci przyszedłem tylko podziękować. Podał mi rękę i jakby tak wyszedł przez okno. Ale nie, że spadł na dół, tylko tak jakby w powietrze szedł do góry, do góry, do góry i zniknął. Ja się obudzałem. Kurde, no ale miałem sen. Opowiadam żonie o tym, teściowej. Mówi: no chyba widocznie przyszedł ci podziękować za to, że go reanimowałeś, że go próbowałeś coś go ratować.
[01:06:58] - Wytworzyło się między wami takie jakby połączenie. Tak? Coś tego typu.
[01:07:02] - No możliwe. No nie wiem. Wie pan, czy to było wywołane tym przeżyciem? Chociaż ja nie wiem, ja jestem raczej takim twardym człowiekiem. Ja tam się nie boję trupa i nie boję się takich rzeczy, ale wiadomo no jak to moja babcia mówiła: na cmentarzu się nie musisz bać, bo tam już nikt nie żyje, a tylko żywy człowiek może cię ustrzelić. Także coś w tym, coś w tym jest. No ale no jakoś nie wiem. No nie wydaje mi się, żeby się to odbiło na mojej psychice jakoś strasznie, nie? Ale ten sen sam no sam sobie był dziwny, nie?
[01:07:31] - No to trochę budzi mi takie skojarzenia z samym odprowadzaniem jakby zmarłych, tak? Bo często takim ważnym elementem w odprowadzaniu zmarłych w trakcie na przykład medytacji jest uświadomienie samego zainteresowanego, co się z nim stało i że już nie należy do tej jakby domeny fizycznej naszej. Przyciągnięcie jego uwagi z uświadomieniem mu jego obecnej sytuacji. Być może po prostu temu zmarłemu panu, jakby on zauważył jeszcze to otwarte okienko, przez które może, może przejść do tamtego świata.
[01:08:08] - No i właśnie takie to okienko było, bo on przez okno wyszedł.
[01:08:12] - Dosłownie też.
[01:08:14] - Dosłownie. To jest dotykem słów. No moja, moja ciocia, ta, która była medium, o czym mówiłem w pierwszym telefonie, to ona była właśnie kimś takiego typu, że odprowadzała tam zmarłych, nie? Błąkające się dusze gdzieś tam po domach, co coś straszyło.
[01:08:25] - Opowiadała jakoś w szczegółach o jakichś tego typu zdarzeniach?
[01:08:30] - O dwie historie, które pamiętam, to panu powiem. Jedna była taka. Przyjechała skądś tam z jakiegoś odprowadzenia gdzieś tam kogoś i była bardzo zmęczona. Położyła się spać i mnie w pokoju miała tak, że miała pokój na rogu domu i w jednym rogu na jednej ścianie było okno, na drugiej stronie było okno, nie? Ona miała jakby w drugim rogu łóżko i to pamiętam, jakby oj Boże, ja łepek byłem, ale pamiętam to. Opowiadała to na święta przy stole. Mówi: kurde, położyłam się i nagle się coś zaczęło strasznie na parapecie tłuc na jednym, na drugim strasznie coś zaczęło tłuc. Ona mówi, że świeci światło, a na jednym i na drugim parapecie ona mówiła, że chyba ze trzydzieści, ze czterdzieści psów siedzi na parapecie. Siedzi i patrzy. Sobie.
Ona tak się przestraszyła, że wybiegła z domu, nie? Do sąsiadki ogólnie gdzieś w środku nocy. To jest jedna sytuacja, a druga sytuacja to, to jest fakt. Jak była jeszcze młoda, nie? To miała dwadzieścia lat, może więcej. Nie wiem, ile ona miała lat. Była w Przemyślu na egzorcyzmach czy w Przemyślu, czy gdzieś. Jakiejś małej dziewczynki. I ta mała dziewczynka. Ona tam się biła w ogóle.
Tam ciotka opowiadała już tam ze szczegółami nie będę opowiadał, bo to wiadomo, jak egzorcyzmy wyglądają i w pewnym momencie ona się patrzy na tą ciotkę i powiedziała do niej tak: ja przeklnę, ale zacytuję dosłownie, co ona powiedziała. Okej? Powiedziała coś takiego do mojej ciotki: ty kurwo, urodzisz dwóch głuchoniemych. I rozumie pan, że ciotka tam kilka lub nie wiem ile ona tam miała lat, jak urodziła. Urodziła dwóch wujków. Obaj głuchoniemi. Rozumie pan? To jest mocne. Jeden nie słyszał i nie mówił i drugi nie słyszał i nie mówił. Nie wiem nawet, czy oni do tej pory żyją, czy już nie żyją, a chyba jeden zmarł z tego, co wiemBo ciocia pewnie żyje już parę lat ładnych.
Ale to, to jest taki przypadek, który w naszej rodzinie chyba każdy zna i to jest takie jedno z najmocniejszych, co o niej słyszałem. No chyba najmocniejsze, bo to najlepsze jest to, że to się stało, nie?
[01:10:09] - No obecność tego wulgaryzmu nas-nasuwa na myśl urok. Ktoś rzucił urok na, na ciocię.
[01:10:16] - Coś, co się działo w tej małej, nie? Dziewczynce. Teraz sobie przypomniałem jeszcze m-moja żona. Ja myślę, że ona ma coś jak szósty zmysł. Miałem też kiedyś coś takiego, że miałem jechać tam do kolegów gdzieś na jakąś próbę przed, yy, graniem w jednym miejscu i pojechałem. Znaczy miałem jechać wieczorem, a żona mówi: „Kurde, nie jedź”. Ja mówię: „Czemu?”. „Nie jedź” - mówi. „Przecież nie jedź”. No ja mówię: „Co ty?” Zaraz mówię: „Muszę dzisiaj jechać, bo kiedy zrobimy tą próbę?
No już umówiony jestem, no już tydzień czekają chłopaki. No muszę”. No i wie pan, że miałem taki wypadek, że przy, przy stu dziesięciu babka mi wyjechała, yy, na stopie się nie zatrzymała. Wyjechała mi i tak z nią przypieprzyłem przy stu dziesięciu, że jej oba, w Audi nie szrocie, oba koła razem z tym, z tym, tą ośką, czy jak to się nazywa, razem z tym wyrwało. Ją obróciło trzy razy. I wie pan co? I, i, i rozumie pan, że pierwszy przy stu dziesięciu jak przywaliłem pierwsze co zrobiłem to patrzę nogi ma okej. Patrzę maska bita w szybę, nie? Tak jeszcze się tam bawiłem jakoś tak dziwnie. Maska, maska dosłownie urwało maskę i wbiła się w szybę, nie?
Zatrzymała się w połowie, jakby przed wejściem do środka. Jakby wpadła, to by mi pewnie głowę ucięła. Nic kompletnie mi się nie stało. Nic. Wyszedłem, zapaliłem cygara. Przyjechała straż. Strażak się pyta: „Kto jechał tym autem?” Auto rozpieprzone tak, że masakra. On nawet tam gdzieś zdjęcie ma. Mówię, że ja. A ten mówi: „Proszę sobie nie żartować.
To jest poważny wypadek. Gdzie jest kierowca?” Ja mówię, że to ja. On nie wierzył, nie? Że ja stoję cygara palę. Nic mi jest. A tą kobietę od razu karetka tam zabrała. Nie ona nieprzytomna. No a ja, yy, no włączył mi się taki trochę instynkt. Kurde, myślę jej wina. Myślę, no wymusiła, nie?
Pierwszeństwo. Nic nie mogłem zrobić. No ale tak sobie myślę. Kurde-
[01:11:48] - Ale to pan, pan był wcześniej uprzedzony, prawda? Także mógł pan nie jechać.
[01:11:53] - Mogłem. Mogłem nie jechać. No jechałem. Ja jechałem wtedy za szybko troszkę. Chociaż to była wina tej pani. Ja jechałem za szybko. Tam dostałem potem mandat, który musiałem zapłacić za przekroczenie jedynie prędkości, bo wina była ewidentnie tej pani. Ona na stopie się w ogóle nie zatrzymała. Potem się przyznała, nie? Ale że nic mi się kompletnie nie stało.
A moja babcia, która bardzo mnie kochała, mojego taty mama, ona bardzo mnie kochała. Mówiła, że jestem jej ulubionym wnusiu i że ja będę księdzem. Tak mi zawsze powtarzała. No księdzem nie zostałem, ale powiedziała mi przed śmiercią jedne z takich ostatnich słów, które pamiętam. Ja miałem wtedy może z, nie wiem, nas zmarła w dwa tysiące szóstym, to ja miałem, no ponad, ponad piętnaście, blisko tego czternaście. Powiedziała mi, że, że żebym się nie martwił, jak umrę. Żebym się nie martwił się, jak umrę, bo ja będę cię pilnować do końca życia. Ja będę nad tobą czuwać. I jak pierwsza myśl, jaka mi przyszła jeszcze w aucie siedziałem. Kurde, babcia mnie złapała.
To było aż dziwne, że mi się nic nie stało. W ogóle żona z bratem jak przyjechali, jak zobaczyli moje auto i ja wtedy siedziałem w karetce, bo tam założyli mi na kołnie-kołnierz, na klatkę tam i pasy uciskowe, no wiadomo, nie? Kołnierz na szyję. I żona wparowała do karetki. Ona była pewna, że ja jestem cały rozpieprzony, nie? Ale się ten, ja mówię do, do żony, że nie, nic mi nie jest. Ona aż się rozpłakała. Brat mówi: „Kurde, chłopie, nic się nie stało”. Ja mówię: „No tylko klatka mnie boli od pasów, nie? I troszkę szyja”, ale to tak nie wiem.
No może w szoku jestem. Nie wiem. Nic mi na razie nie jest, a nic mi nie było. No poza tym mnie tam szyja bolała. Wiadomo, po takim uderzeniu to chodziłem w kołnierzu tą chwilę. No i klatka tak samo przycisnęły te pasy, klatkę mi przyciska, no nic mi takiego się nie stało. Mówię panu, no strażacy nie wierzyli, nie? Że ja prowadziłem tym samochodem.
[01:13:16] - No taka historia, ym, z cyklu z kategorii siła ochronna. Jakaś siła nad panem czuwa. Też mam w rodzinie kilka takich przypadków.
[01:13:25] - Jeszcze sobie przypomniałem jedną rzecz, przez którą też mi się, że tak powiem, fuksło. Hem z pracy po drugiej zmianie była zajebista burza. Naprawdę była taka zarąbista burza. To w ogóle jakieś małe tornado przeszło właśnie w tyle się, yy, przez który tam się dziwne rzeczy działy, przez który ja musiałem chcąc nie chcąc przejechać, żeby dojechać do domu. Jadę. Była, nie wiem, po dwunastej na pewno, ja pracowałem do dwudziestej trzeciej. Tam godzinę drogi miałem w ogóle do tej miejscowości. No i co to po, może po dwudziestej czwartej, o północy jadę długie światła, nie? I wie pan co? Jadę tak kurde czterdzieści, bo tak lało i tak wiało zajebiście, że ja myślałem, że mnie normalnie autem, razem z autem zmiecie.
Ale myślę kurde, pierwsze co pomyślałem, że ja pierdzielę, że jedno drzewo leży na drodze, nie? Yy, jakby już sprzątnięte przez straż było cięte czy coś. Patrzę zaraz znowu biura leżą, nie? I ta burza tak jakby to była jakby może druga już wtedy. Czy, czy taka już może, bo to było dużo wcześniej. Te drzewa powpadały kilka godzin wcześniej. No i wieczorem też dalej wiało. Już nie było tak strasznie jak wtedy co mi żona opisywała. No ale tam było, tam w ogóle jakaś, jakaś mała trąba powietrzna przeszła. Wypaliło parę hektarów drzew, nie?
Normalnie drzewo w pół połamanne. Sosny takie potężne, sosny w pół połamane. No ale ja jadę, myślę kurde, nie no chyba się już nic nie stanie, nie? I wie pan co? Ja pisałem chyba SMS-a czy coś. Telefon mi wypadł, wyleciał mi, nie? Pod nogi, tam gdzie pedały wyleciał. I ja po ten telefon sięgając, no troszkę zwolniłem. I ja podnoszę telefon. Ja widzę drzewo leci, nie?
I no rozpęd, siłą rozpędu tym przejechałem te pięćdziesiąt. No było mokro. No to drzewo spadło. Ja wyhamowałem i wjechałem tylko w te igły, nie? Sosny. Mówię panu, gdyby nie ten telefon, że mi wyleciał, to byłoby po mnie, bo bym jechał troszkę szybciej. I drzewo centralnie na, na łeb by spadło na dach, nie?
[01:15:07] - No i pisanie SMS-ów za kierownicą by się nieciekawie skończyło.
[01:15:11] - No dosłownie, dosłownie.
[01:15:13] - Także widzi pan też-
[01:15:15] - Już nie pamiętam, co ja tam robiłem, czy ja SMS-a pisałem, czy tak czy inaczej używałem telefonu, nie? I kurde, no taki przypadek, że mi ten telefon wyleciał. Ja dzięki temu telefonowi może ten telefon mi życie uratował właśnie nawet, bo ja-
[01:15:25] - Może pana uratowała jakaś energia, która ten telefon panu wytrąciła z ręki.
[01:15:30] - Możliwe.
[01:15:31] - Wszystko możliwe. Także, także jak pan mówi, tak jak pan widzi pan, pan ma jakieś, yy, ciekawe przeżycia. Ja też mam różne doświadczenia, bądź to swoje, bądź to bliskich. Także, także no słucham tak z takim zrozumieniem tych, tych wszystkich historii. Oczywiście nie zawsze jakoś mi się udaje, yy, zaproponować tutaj jakieś racjonalne rozwiązanie, wyjaśnienie sytuacji. No ale słuchałem też tak z zrozumieniem. Rozumiem. Rozumiem sytuację ludzi, którzy się tutaj zgłaszają. No niełatwo się o tym mówi.
[01:16:04] - Najgorzej to się mówi dlatego, że ludzie wyśmiewają. W dziewięćdziesięciu procentach ludzie wyśmiewają. Ja jak kogoś poznam i poczuję, że ten ktoś w takie rzeczy wierzy albo, albo sam mi zacznie opowiadać o takich rzeczach-Rzeczach gadać, które przeżył. Ja wam troszkę się otworzę, też powiem coś o sobie, nie? Ale tak naprawdę, kiedy pierwszy raz tak się otwarłem, to chyba jest teraz właśnie. Bo no te rzeczy wszystkie wierzone wiadomo nie, ale tak do kogoś obcego, kogo nie znam, ja pana tylko przez telefon słyszę tak naprawdę. Przecież pana nie widziałem i, i jest mi lżej troszkę, że, że, że się otwarłem. Jest mi troszkę lżej, że mogłem się komuś wygadać, bo ja wiem, że, że pan, jeżeli też przeżył niektóre rzeczy, które też jest ciężko wyjaśnić, to na pewno pan w pewnym sensie jest mnie pan w stanie zrozumieć. No wiadomo, ja nie mam żadnego interesu, żeby zmyślać, żeby opowiadać takie głupie historie.
[01:16:50] - No jak się przeżyło coś ten, te takiego nietypowego i też się słyszy, yy, od innych historie, które pokrywają się jakby z naszymi doświadczeniami, to jakby taka klapka się w głowie też otwiera, że może coś w tym jest. Jak, yy, rozmawiają ze sobą dwie osoby, yy, które coś podobnego przeżyły, to tworzy się jakby taki safe space, taka prze-- bezpieczna przestrzeń.
[01:17:10] - Tak, dokładnie. Dokładnie. I wie pan co? No, jeżeli człowiek się otworzy i, i, i te przeżycia, które tam gdzieś w życiu jego miały miejsce, uzna za warte zapamiętania, to te rzeczy się zapamiętuje. No i to się składa. Pan Janusz Zagórski potem jakby u mnie mówi, że to jest aż nie do wiary, że tyle rzeczy się panu przydarzyło. Ja mówię: "Wie pan co? Ja wiem, że to brzmi dziwnie, że jedna osoba miała tyle przeżyć, ale mówię panu, że to nie są wszystkie związane bezpośrednio ze mną, tylko to ja, ja byłem świadkiem pewnych przeżyć. To, że ja mam sny, jakieś tam przeczucia, coś jak szósty zmysł, że ja potrafię przeczuć, żeby coś na przykład czegoś dzisiaj nie zrobić albo nie jechać, bo też mam takie. Ja się, ja się kieruję tym głosem od środka czasami.
Jeżeli mam trudną decyzję do podjęcia, to nie decyduję się rozumem i, i jakby logiką, tylko lubię słuchać siebie wewnątrz i nigdy mnie to nie zawiodło. Nigdy mnie to nie zawiodło. Zawsze wychodzę na tym najlepiej, bo na przykład jeżeli na przykład to, co mi coś powiedziało tam w środku, ten mój wewnętrzny głos, coś, żebym zrobił coś tak, a nie tak, to na początku to ma czasami negatywne skutki, ale, yy, ten negatywny skutek rozpoczyna kolejną sytuację, która ma taki i taki koniec. I koniec końców ja zawsze wychodzę na plus.
[01:18:19] - No to chyba też w czterdziestym dziewiątym odcinku mówią świadkowie też o takich swoich przeżyciach, takich swoich sytuacjach tego typu też wspominałem. Jadę po coś rowerem do, do sklepu. Coś, coś mi mówi, że właśnie tak nie posłuchałem i miałem. Urwał się, urwał się łańcuch. Masz nauczkę człowieku.
[01:18:38] - No to pamiętam, jak pan opowiadał, że pan wiedział, że na przykład w tym sklepie i tym tego nie kupię, tylko w tamtym. No oglą-- słuchałem akurat tego odcinka.
[01:18:46] - Tak.
[01:18:46] - Ciężko tam, większość przesłuchałem. Właśnie wtedy dopiero postanowiłem, że się odezwę do pana. Ale bardzo fajnie, bardzo fajnie się pana słucha i tego, ten cały kanał, który pan prowadzi jest naprawdę ekstra. Ja myślę, że pan robi zarąbistą robotę, bo-
[01:19:01] - Tutaj też zasługa, też zasługa innych Marka Żelkowskiego, Piotra Cielebiasia, też badaczy Arkadiusza Miazgi, Arkadiusza Kocika, Damiana Treli. Także to jest taka nasza wspólna robota.
[01:19:12] - Taka ekipa. No dokładnie. Ale robią panowie i no robicie wszyscy, bo tam też kobieta jest. Robicie zarąbistą robotę i naprawdę to ci ludzie-
[01:19:20] - Beata Kampa.
[01:19:21] - Chcą coś tam powiedzieć to-
[01:19:22] - Beata Kampa z bloga Biuro Duchów.
[01:19:25] - Dokładnie, dokładnie. I fajnie, że, że jest taka możliwość, żeby właśnie sobie z panem porozmawiać, żeby się wygadać. Ktoś to usłyszy, może ktoś to coś skomentować, ktoś może, yy, ma podobne przeżycia. No fajnie, że ludzie to ja, ja czuję, że te czasy, które, yy, mm, że tak powiem o istotach, o tych obcych, którzy tutaj przylatują, bo ja wiem, ja jestem pewien, że oni są. I, i o tych obiektach, o duchach, że ja czuję, że ludzie coraz bardziej się otwierają. Ja czuję, że świat w ogóle budzi się po prostu powoli. No tak jest. Ja jestem tego pewien.
[01:19:56] - I tak oto dotarliśmy do końca drugiej rozmowy z naszym słuchaczem. Myślę, że jest to też kolejny raz, gdy wielu z państwa odnalazło w audycji "Mówią świadkowie" odniesienia do własnych przeżyć o trudnej do wytłumaczenia naturze. A może komuś otwarła się jakaś klapka w głowie i przyszła konstatacja: "Hej, ja przeżyłem coś podobnego. Już nie jestem sam ze swoim doświadczeniem." Na koniec pozwolę sobie odnieść się do pewnych komentarzy, których autorzy wyrażają wątpliwości co do wiarygodności historii opowiadanych przez świadków, którzy mają za sobą wiele doświadczeń o charakterze paranormalnym. Wiecie państwo, czasami zdarza się tak, że już jedno zdarzenie o naturze paranormalnej otwiera świadka na postrzeganie różnych rzeczy, można powiedzieć nie z tej ziemi. W jakimś sensie domena paranormalna wdziera się do zakresu postrzegania świadka i już tam zostaje. Może i taki człowiek nie potrafi tego nazwać ani wytłumaczyć, ale wie już, że takie rzeczy się zdarzają i potrafi je rejestrować. Stąd niektóre osoby mają za sobą nieraz pięćdziesiątki spotkań z niewjaśnionymi zjawiskami, niezidentyfikowanymi obiektami, istotami jak z koszmarów czy zdarzeniami z pogranicza. Z tego też względu nie powinno się ich a priori oceniać jako z gruntu niewiarygodnych. I tym akcentem pozwolę sobie zakończyć dzisiejszy odcinek podcastu "Mówią świadkowie" mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu.
Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. A jeśli macie za sobą jakieś trudno wytłumaczalne doświadczenia i chcielibyście o nich opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl