Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez-- no, no, no, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie?
Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty. Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na rymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "strzelaj!" Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka jednego z najbardziej niezwykłych podcastów w polskim Internecie, w którym świadkowie trudnych do wytłumaczenia zdarzeń dzielą się swoimi niezwykłymi przygodami. Całkiem szczerze, całkowicie anonimowo. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu.
Już teraz pozwolę sobie uprzedzić, że dzisiejszego wieczora przydadzą się słuchawki, gdyż całość dzisiejszego odcinka wypełnią nam rozmowy telefoniczne. W odcinku pięćdziesiątym drugim duże poruszenie wśród Państwa wywołała ostatnia zaprezentowana w nim relacja dotycząca dziwnego zdarzenia z udziałem szaraka na Podkarpaciu pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Był to fragment jednej z dość długich rozmów, jakie odbyłem z tym słuchaczem. Ponieważ nalegacie Państwo na opublikowanie pozostałych przekazanych przez mojego rozmówcę historii, w dzisiejszym odcinku postanowiłem właśnie to uczynić. W tej niezwykłej, paranormalnej spowiedzi sporo będzie wzmianek o zdarzeniach o charakterze prekognicyjnym. Będą również opisy obserwacji duchów, kontaktów ze światami interwencji ochronnej siły, jak również krótkie opisy obserwacji obiektów UFO i zdarzeń, które można przypisać do kategorii żywego folkloru. Zaczniemy od wysłuchania końcowej części pierwszej rozmowy.
Ja już nie pamiętam, co mi się tam śniło. Miałem takie koszmary, ale na przykład pamiętam sen, to miałem może osiem, dziewięć lat, pewnie gdzieś, gdzieś, jakoś tak może dziesięć. Jak na sen, jak na dziecko w moim wieku taki sen to był naprawdę dziwny. A wyglądał on tak. Była taka ogromna huśtawka. Ja się huśtałem na tej huśtawce, ona tam na czymś była zawieszona, ja nawet nie wiem, co to było. Moim zdaniem to był krzyż i ja byłem-- ta huśtawka była zawieszona na jednym z jego ramion i ja się huśtałem na tej huśtawce w przód i w tył. I z jednej strony jak byłem z przodu, było widać takie polanki, kwiaty, tam, ten, rzeczki płynęły, ptaszki ćwierkały, tam się zwierzęta pasły. Tak bardzo przyjemnie, słoneczko, cieplutko, fajnie, super. A jak się huśtałem do tyłu, to były takie ostre skały. Lawa się lała. Było takie przeraźliwe. Krzyki ludzi słychać.
Okropne miejsce. Czerwone niebo. Leciało z nieba coś takiego czerwonego, jakby nie wiem, grad meteorytów. I tak się huśtałem z jednej strony na drugą, z jednej strony na drugą. I nagle, jakby spode mnie, zauważyłem trzy postacie jakieś. Ja nie wiem, co to za postacie były, ale stały trzy postaci. Jedna z tych postaci mówi do mnie tak. Przypominam, że miałem wtedy może między osiem a dziesięć lat.
Powiedziało mi coś takiego, tak: "tylko od ciebie zależy, na którą stronę spadniesz". Ja ten sen pamiętam jak wczoraj. Mogę to panu opisać ze szczegółami, co ja tam widziałem, ale te słowa: "tylko od ciebie zależy, na którą stronę spadniesz". Ja się wtedy obudziłem, pobiegłem do mamy, opowiedziałem jej to, a moja mama mówi: "jeszcze raz mi to powiedz". Ja jej opowiedziałem. Ona mówi: "jeszcze raz mi to powiedz". A ona mówi: "wiesz, że ja miałam podobny sen kilka dni temu?" Ja mówię: "poważnie?", a ona mówi: "podobny". No, no praktycznie to samo, tylko nie byłeś na ukrzyża i nie było tych postaci. Ale też się huśtałam w drugą stronę nad takimi samymi miejscami. I teraz jeszcze powinienem panu dodać jedną rzecz. Ciotka mojej mamy, czyli mojej babci siostra, była medium. Nie wiem, czy to ma z tym czymś, czy to ma z czymś zwią-- czy to jest czymś powiązane, z tym, co my mieliśmy z bratem i co ja mam do tej pory. Nie wiem jak brat, bo z bratem od dłuższego czasu nie mam kontaktu, bo po prostu no nie gadamy ze sobą. Ale moja mama mi zawsze powtarza, że przeszło coś po cioci na ciebie. Mam prorocze sny na przykład. To też jest coś, co się dzieje do tej pory, cały czas. Na przykład całkiem niedawno mieszkałem z kolegą, bo pracuje za granicą. Mieszkałem z kolegą na takim mieszkanku i, i on tam do niego-- zaczęła jakaś dziewczyna przyjeżdżać i oni tam się spotykali dosłownie miesiąc, dwa, krótko. Miałem sen, że siedzę sobie z nim w salonie na dole i ona przychodzi i aż podskakuje do samego sufitu, nie? Tak się cieszyła, aż do samego sufitu skakała, aż tak dziwnie wyglądała, głową się o sufit odbijała. I mówi tak-- mu powiedziałam po imieniu, nie mówię imion specjalnie, bo nie chcę, wie pan, chcę być troszkę tak anonimowo. I mówi do niego: "będziemy mieli dziewczynkę". I on był strasznie przestraszony, Ona się bardzo cieszyła, a on był cały czerwony się nagle zrobił, bardzo się przestraszył. Taki normalnie, jakby ducha zobaczył. I wie pan co?
Minęło dwa tygodnie i siedzę z nimi właśnie razem w salonie i ona mówi do niego: "powiemy mu?" "No to powiedzmy", nie? A ja mówię: "co mi chcecie powiedzieć?" Nie? Radosne nowiny. Tak, ale oni mówią: "a coś no zgadnij", nie? A ja mówię: "wiesz co, weź mnie za głupka albo nie, ale powiem ci, co mi się ostatnio śniło". I opowiedziałem jej ten sen, a ona blada. Ten kolega też. Mówi: "skąd wiedziałeś?" I mówi: "dziewczynka?"
Ja mówię: "a co, jesteś w ciąży?" A ta mówi: "no jestem". Ja mówię: "ja pierdzielę". I wie pan co? Urodziła w grudniu dziewczynkę, w ubiegłym roku. No to by potwierdzało to, co niektórzy mówią na przykład badacze świadomości, że jesteśmy wszyscy połączeni jakby w sieć.
Dokładnie. A ja mieszkałem z tym gościem, no wie pan, no jakaś tam relacja między nami była. A jeszcze co? I jego twarz, ta przestraszona twarz, taka zdenerwowana, zła jednocześnie i przestraszona. No już nie są razem, nie? Ona ma to dziecko, jest tą-- ma tą dziewczynkę, ale już nie są razem. Także może to też o to chodziło? Ja do końca nie odczytałem poprawnie tego snu. I mówię panu, to jest tylko jeden z wielu przykładów, ja snów proroczych mam mnóstwo. Śnił mi się na przykład wypadek albo coś takiego. I, i, i na przykład ostatnio był tata tutaj u mnie za granicą i jak on pojechał, wracał przewoźnikiem busem do domu. Śniło mi się w tej nocy, że kurde, że coś z tym busem było nie tak, że mieli wypadek, nie? Wstałem rano, dzwonię do niego, on myślę no i tak jedzie całą noc, bo jeszcze pewnie nie dojechał.
Zadzwonię, nie? Dzwonię, mówię: tato, taki i taki sen miałem. A ten mówi, mówi: "ja pierdzielę", mówi: "wiesz, co się stało?" Mówi: "godzinę temu opona strzeliła busowi przed nami i ledwo żeśmy uniknęli zderzenia". Bo przed nimi jechał jakiś inny bus, jakiś Rumun czy ktoś, mówi, że Rumuni chyba. Opona im strzeliła i ten bus uderzył w lewą barierkę, a oni, że jechali lewym pasem, to ledwo uniknęli zderzenia, nie? Busem. Także to jest drugi przykład. Ale mówię panu, ja miewałem mnóstwo-Więc jak mi się śnią pieniądze, to ja wiem, że jest źle, że zaraz będzie jakiś wydatek i za każdym razem jest. Jak śnią mi się węże, dość często śnią mi się węże, po których-- znaczy dość często, w sensie chciałbym, żeby dość często się śniły, bo zawsze po nich mam jakiś przypływ gotówki, taki niespodziewany. I ja już tak czytam te sny i zawsze się sprawdzają. Mówię panu, nie śni mi się codziennie coś, ale jak już mi się śni, to coś mi się śni takiego, co, no, w dziewięćdziesięciu albo w osiemdziesięciu procentach się zdarzy, jeżeli poprawnie odczytam ten sen.
A pan jakieś-- pan sobie zaprowadził jakiś dziennik snów? Zapisuje pan te sny? Wie pan co, to kiedyś prowadziłem, bo wyśniłem też raka u mojej cioci. Śniła mi się moja ciocia, mojej mamy siostra. Śniło mi się, że była łysa, że była strasznie, taka wychudzona, co ona zawsze taka była, baba, taka przy kości dość. I śniła mi się strasznie wychudzona, miała policzki zapadnięte. Ja pytam się "Ciocu, co się stało?" I ona mówi, że "Ja jestem chora".
Ja, ja o taki, tak się troszkę, jakby w tym śnie, tak mnie to poruszyło. No i co? No może dwa tygodnie? Ja powiedziałem o tym-- wtedy już była, to już była moja żona. Powiedziałem wtedy mojej żonie. Ona mówi "Weź, nawet nie mów", nie, bo ona już wie, z czym to się może wiązać. Wie pan co? Pojechałem do mamy w odwiedziny w niedzielę na obiad i mama taka przygnębiona. Mówię: "Co się stało? Co, co, coś ty taka tam?" A ona mnie przytuliła, rozpłakała się, mówi: "Ciocia ma raka". Aż mnie, aż mnie, aż mnie teraz to rusza, bo bardzośmy to przeżywali.
Ja mówię: "Mamo, jak? Przecież mi się to śniło, ja świadkiem opowiadałem jej to". Powiedziała, potwierdziła. Mówi: "Boże, czegoś mi nie mówił wcześniej". Ja mówię: "Mamo, ale co, co by to zmieniło?" Ona mówi: "No, może by pojechała się wcześniej przebadać?" Mówię: "Mamo, to było tylko dwa tygodnie".
No też nie wiadomo, jakby mama, jakby mama, prawda, zareagowała na taką, taką wieść, taki opis wizji. Wie pan co, bo mama też ma, też coś ma, ona też coś ma. Mi się wydaje, że danio-- że ona też coś ma od jej strony właśnie, z jej strony rodziny właśnie coś, coś było takiego. Ta ciotka była właśnie medium, ona tam z duchami się kontaktowała na egzorcyzmy jeździła, miała pewne zdolności, po prostu. No prawda, Podkarpacie, Podkarpacie to jeszcze taki teren stosunkowo mocno obfitujący, że tak powiem, w szeptunki i wierzenia ludowe i ten jakby lepszy też kontakt z naturą to już nie to, co tutaj u mnie na Śląsku.
To jest prawda. Wie pan co, to jest taki teren, teren, no, to jest takie województwo, które po prostu wierzy w przesądy, w nasz przesąd jest. I wie pan, no tam jest tak faktycznie, że ludzie jakoś tak do takich zdarzeń, zbiegów okoliczności to podchodzą w ten sposób.
No, można powiedzieć, że tak jak ja, bo ja na przykład nie wierzę w przypadki, nie wierzę w zbiegi okoliczności i moim zdaniem wszystko dzieje się po coś. Nie ma przypadków. Nie ma przypadków na pewno. Ja wiem, że tą żonę, którą mam, tą kobietę, którą teraz mam, i tego syna, którego teraz mam, to też nie jest przypadek. Tak samo z nim. To na następny telefon, bo o nim też mogę dużo powiedzieć. Gościu, jak miał trzy lata, opowiadał mi o swoim wcześniejszym życiu i też o nic go nie pytałem. Mieliśmy zęby wieczorem, a on do mnie gada, trzy latka miał, mówi "Tato, wiesz co? Ja kiedyś miałem inną mamę". Ja mówię: "Co ty, jak- co ty gadasz?" Mówi: "No miałem inną mamę. Ona miała takie czarne włosy i innego tatę miałem. On miał dużo koników, na konikach jeździł, chodził w takich żelaznych butach". O, takie rzeczy mi zaczął opowiadać.
No to myślę, że warto, warto zapisać jak najwięcej szczegółów z tych wypowiedzi. Wie pan co, do takich rzeczy ja mam akurat dobrą pamięć i ja to wszystko z tego pamiętam, bo mój syn ma teraz osiem lat.
Ja mu o tym opowiadam, nie, co on gada, jak miał trzy lata. To on się ze mnie śmieje i mówi "Tato, żartujesz sobie ze mnie". Ja pytam się: "Ty pamiętasz, jak mnie to opowiadałeś?" On mówi: "Nie". Bo to się jakoś zatarło. Wie pan co? Odkąd mi on to pierwszy raz właśnie podczas tego mycia zębów powiedział, ja go potem tam co jakiś czas tak podchodziłem: "No to opowiedz mi o tej mamie twojej, opowiedz mi o tym tacie, nie?" I opowiadał mi przeróżne rzeczy, ale to jak jeszcze raz się zdzwonimy, bo ja myślę, że musimy się przynajmniej dwa razy albo trzy razy zdzwonić, bo to jest może dwadzieścia procent tego, co ja przeżywam i przeżyłem.
I, i, i-- bo wchodzi jeszcze i reinkarnacja, i wychodzenie z ciała, i, i jeszcze inne zdarzenia z UFO i duchy. Duchy też widziałem, tak? Ja wiem, że może to brzmi dziwnie, że jedna osoba może mieć tyle zdarzeń, bo niektóre osoby, jak mi to pan Janusz Zagórski powiedział, są osoby, które chciałyby chociaż raz przeżyć to, co Ty przeżywasz. Ja mówię: "ja wiem" i ja mówię "nie musi mi pan wierzyć, ja po prostu chcę się wygadać, chcę sobie, chcę to z siebie wyrzucić", bo jest mało ludzi, wie pan, mamy takie czasy, że opowie panu pan komuś o takich rzeczach i ludzie tam posłuchają i pomyślą o panu różnie. Albo głupek, albo nie wiadomo kto jeszcze, nie?
No tutaj w Radiu Paranormalium z tego telefonu się zrobił taki jakby paranormalny telefon zaufania. Nie wiem, czy pan trafił na, mówią świadkowie, na te paranormalne spowiedzi. Tam to dopiero ludzie potrafią sypać jak z rękawa historiami. Słuchałem właśnie, a tam jedna pani bardzo fajnie też opowiadała o swoich żyć, życiach, nie pamiętam już, kurczę, jak ona tam się nazywała. Ale pamiętam też o tej czarnej postaci z czarną twarzą w lesie.
No, słucham, słucham właśnie tych-- dzięki właśnie panu ja się, ja się zdecydowałem do pana zadzwonić, bo jak usunęli to na NTV, to ja już myślałem, ja już pierdzielę, już nie będę nikomu nic mówił, jak to usuwają i tak. Jaki to jest sens, że ja komuś to powiem? Ktoś w to uwierzy albo nie, albo posłucha i jednym uchem wpuści, drugim nie. Ale ja gwarantuję panu, że takie rzeczy się dzieją.
Skoro już dotarliśmy do końca pierwszej rozmowy, myślę, że jest to dobry moment na przypomnienie kontaktów do Radia Paranormalium. Dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl.
Numer Gadu-Gadu: 36 08 80 02, 36 08 80 02. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub zza granicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Jak Państwo zauważyliście dzisiaj, ta wstawka z kontaktami pojawiła się później niż zwykle. To taki mój eksperyment.
Zobaczymy, czym to poskutkuje. Pozwolę sobie przypomnieć, że podcast Mówią Świadkowie przygotowywany jest z myślą nie tylko o publikacji na YouTube, ale też pod kątem nadawania powtórek za pośrednictwem naszego serwera radiowego.
Jak można zauważyć, choćby słuchając wielu odcinków nie tylko tej audycji, w gronie naszych słuchaczy mamy wiele osób, że tak to ujmę, o długim stażu w tym fizycznym świecie. A im dłuższy ów staż, tym większą trudność może sprawiać takiemu słuchaczowi sprawne poruszanie się po Internecie i odszukiwanie sobie kontaktów do Radia na stronie internetowej lub w opisach na YouTube. Takiemu słuchaczowi często łatwiej jest wziąć karteczkę i spisać sobie nasze numery telefonów ze słuchu. Przejdźmy zatem do drugiej rozmowy, w której nasz słuchacz opisze trudne do wytłumaczenia incydenty zarówno ze swojego życia, jak i te, których świadkami byli jego bliscy i znajomi.
Może teraz troszkę opowiemy panu o moim synu, bo tam wspominałem o tym, że on wspominał o swoim wcześniejszym jakby wcieleniu. To było coś takiego, że no jak on już przestał o tym mówić, jakby ta pamięć zatarła o tym wszystkim. No to my dużo ogólnie podróżujemy. Wybraliśmy się na wycieczkę do Chorwacji i tam też były takie dziwne rzeczy, bo jednej nocy kiedyś chyba to już było pod koniec naszej wycieczki, już mieliśmy wracać. Miałem dziwny sen, bo śniła mi się jakaś starsza, jakaś kobieta. Nie wiem, jakaś wiedźma, baba Jaga. Nie wiem, co to było, ale pamiętam, że bardzo byłem przestraszony w tym śnie. Przebudziłem się w nocy. To było gdzieś koło trzeciej w nocy. Moja żona też się przebudziła i powiedziała, że to samo jej się śniło. Dosłownie ta sama kobieta i tak samo ją straszyło. My patrzymy, a nasz syn siedzi na łóżku cały blady, przestraszony jak, jak cholera i pytamy się, co się stało? Nie? A ten mówi, że widział w pokoju, że w pokoju stało, jak to opisał, kamera na patyku. Ja mówię jaka kamera na patyku? A ten mówi, że między naszym łóżkiem a jego łóżkiem stała duża jakaś biała kamera na patyku, że się na niego patrzyła, że wydawała dziwne jakieś dźwięki i że jak-- i że jak my się obudziliśmy, to ona się gdzieś schowała czy znikła, czy coś w tym stylu. No i kurde mówię do żony, no dziwne, no nasze sny i on są tę opowiada jakieś głupoty, no ale położyliśmy się spać. No, ale nasz syn już do rana nie usnął i od rana jak już potem, no nazwałem, spali z żoną, jedna tam czuwała nad nim, bo się bał spać, a on od rana bardzo nam się rozchorował. Zaczął wymiotować, dostał biegunki, no i cały dzień, cały dzień, można powiedzieć, że go męczyło. Także to też było bardzo dziwne.
Nie wiem w ogóle, jak to opisać, ale-- no nie wiem, to mówię panu, bo sobie tak to przypomniałem, ale z nim była taka sytuacja, że moja żona bała się rodzić w Polsce, bała się ogólnie porodu. Jej ojciec siedzi w Niemczech już kupę lat, chyba ze trzydzieści, w okolicach Monachium i tam w okolicach Monachium jest jedna z najlepszych klinik do rodzenia dzieci. No tak się składało, że ona miała ubezpieczenie niemieckie i tak dalej.
Dzięki temu, że tam jej ojciec załatwił, no to mogła tam jechać i rodzić, nie? No to zdecydowaliśmy się na to, że skoro tak się bardzo boisz, tam jest taka dobra klinika, pojedziemy tam. No i tam, że tak powiem, mieszkaliśmy u kolegi. Kolega i sąsiad jednocześnie naszego-- znaczy mojego teścia, mojej żony, ojca. I w ogóle jak weszliśmy do tego domu, tam była bardzo ciężka atmosfera, no taka ciężka energia. Ja to od razu odczuwam. Jak jestem w jakimś pomieszczeniu, zmieniam pomieszczenie. Nie wiem, miejsce, cokolwiek, no nie wiem. Myślę, że wielu ludzi tak ma, że odczuwa energię tego miejsca. No ja to jestem bardzo na to wyczulony. Moja żona też. Od razu odczuliśmy taką przygnębiającą energię, taką, że no nie, nie chciało się tam po prostu przebywać. Tak było strasznie ponuro, przygnębiająco. I tak się złożyło, że po dwóch dniach, jak tam przyjechaliśmy, urodził się nasz syn. Od razu na początku, chociaż miał się urodzić trochę później, ale jakoś tak nie mógł się doczekać po prostu. No i wyskoczył wcześniej, chyba dwa tygodnie wcześniej.
No i żona była wtedy w szpitalu. Tam, raczej w tej piwnicy, tam jeszcze kilka dni i potem jak wróciła z nim do domu, to tej nocy, jak wróciła z nim do domu, zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Mieliśmy takie-- mieliśmy jeden pokój dla siebie, z takimi dużymi drzwiami przeszklonymi i co wieczór coś nam waliło w szybę, coś nam pukało w szybę. Ja za każdym razem pikot, otwierałem te drzwi, nikogo nie było. I kilka, i kilka nocy z rzędu tak było. No i ja już mówię do żony, mówię kurde, coś jest nie tak z tym domem, nie? No coś nam ewidentnie wali drzwi na jakieś nie wiem co, jakiś poltergeista czy coś. I najlepsze jest to, że to te szkło było takie jakby okopcone, takie matowe. Nie, ale nikogo nie było za nim widać. Za każdym razem coś pukałoby widać czy rękę, czy coś. A ja otwierałem te drzwi dosłownie w przeciągu kilku sekund i nikogo tam nie było. To już samo to było dziwne.
Nikogo i niczego. Dokładnie. Nikogo. Niczego tam nie było. Tam mieszkała starsza kobieta siedemdziesiąt lat, jej mąż w podobnym wieku i ich jakaś nie wiem, znajoma, czy kto to był taka kobieta koło pięćdziesiątki i oni bardzo wcześnie chodzili spać tam dwudziesta, dwudziesta trzydzieści, maks dwudziesta pierwsza. Tam wszyscy siedzieliśmy troszkę dłużej. No i zawsze jak oni już spali, oni jak spali, to zamykali drzwi do swoich pokoi i-- a co najlepsze, oni spali na tym naszym piętrze. Na naszym piętrze było jakby łazienka, jakiś taki pokój dzienny, biuro tego, tego, tego właściciela, no i ten nasz pokój, klatka schodowa i tam nikogo nie było. I to było bardzo dziwne. A jeszcze dziwniejsza była reakcja mojego teścia, bo żona mówi do niego, że takie rzeczy się dzieją w nocy, nie? A on mówi, nie powiedział, że co ty gadasz, czy coś takiego, tylko mówi do nas tak, wytrzymajcie jeszcze kilka dni i wracamy do domu. No, w ogóle ta reakcja jego też.No zdziwiła mnie trochę, bo jak on to tak nie powiedział? Nic takiego, że to niemożliwe. Czy nas wyśmiał, czy coś?
Tylko on po prostu powiedział Wytrzymajcie jeszcze kilka dni i niedługo jedziemy do domu. Ja myślę, że on coś wiedział. No i niech pan słucha tego. To było dwie czy trzy noce przed tym, jak już pojechaliśmy do Polski. Była, nie wiem, może druga w nocy. No i mały nam się przebudził. Tam żona zaczęła go karmić, ja tam zaświeciłem lampkę nocną. No i żona go tam. Zrobiłem mu mleczko, żona go karmi. Ja mówię do żony, że słuchaj, ja idę jeszcze na dół, bo tam na dole, na górze nie było toalety, była łazienka, ale bez toalety. Ja mówię, że idę na dół, do toalety, zaraz wracam.
No i oczywiście druga noc, no to wszyscy śpią. Ja schodzę sobie powoli tam do tej toalety, idę po tych schodach, po tej klatce schodowej i tam na dole, jak klatka schodowa, jak się schody kończyły, były takie zawijane, taka wisiała kotara, nie jakby przed, przed pomieszczeniem, przed salonem wisiała taka kotara. Ja się zatrzymałem kilka schodków przed tą kotarą i słyszę ktoś płacze. Nie, słyszę.
Słychać ewidentnie jakiś facet płacze. Kurde, myślę no nie wiem, iść nie iść. Nie wiem, czy to właściciel płacze, czy co, ale myślę dobra, wychylę się. Odsłoniłem delikatnie tą kotarę, zaglądam i przy stole w salonie siedzi żołnierz. Siedzi żołnierz ubrany tak, ja tak myślę jak, jak, jak esesman nie tych starych, takich esesmańskich typowo esesmańskich tych mundurach. I siedzi przy stole na krześle, ręce oparte o twarz i No i wyje niebo głośno płacze. Pan widział i słyszał jakby fizycznie tego żołnierza. Tak, to była taka fizyczna postać?
Tak, ja go słyszałem, ja go słyszałem i widziałem. Nie, ja patrzę na jego buty, obserwuję, kto to jest. Patrzę jego buty na takie buty prawie do kolan, takie całe w błocie uwalone. Nie? No ten mundur to nie dało się nie poznać, że to jest on, bo miał te charakterystyczne SS na ramieniu.
No ale za nim stał taki ogromny zegar z kukułką. Ta właścicielka nam wcześniej mówiła, że ten zegar ma ponad sto lat, że on sam się jakby nakręca takim wahadełkiem. Nie trzeba nakręcać nic, tylko raz na jakiś tam czas, na jakiś bardzo długi okres się go nakręca i on hula tam bardzo długo. No i nagle jakby mnie piorun strzelił. Ja patrzę, a ja przez tego żołnierza widzę ten zegar. On był przeźroczysty, on był nie tak do końca jak szkło, ale przez niego dało się widzieć, co jest z tyłu. To był ewidentnie duch czyjś. I jak ja tak, przestraszyłem się, wydałem jakiś tam dźwięk i on jakby popatrzył się na mnie. Wziął tą jedną rękę lewą, bo on tak siedział, jakby lewym profilem do mnie. Wziął lewą rękę do dołu, zobaczył mnie i znikał. Normalnie rozpłynął się, a ja w takim strachu. No niech pan się śmieje, bo nie na czworaka zasuwałem po schodach do góry i wpadłem do pokoju. Ja tam tak się zaprętł, że ja myślałem, że ja cały dom obudzę. Wpadłem do pokoju. Ja nie mogłem powietrza złapać i widziałem coś. Co się stało? Mówię co się stało? A ja chyba z dziesięć minut nie mogłem.
No nie mogło do mnie dojść. Co to przed chwilą się stało? Co ja przed chwilą widziałem. I dopiero po dziesięciu minutach ja jej opowiadam. Ona była już tak przerażona, że dzwoni do ojca. I ten jej ojciec drugiej nocy do nas przyszedł.
Ja go tam wpuściłem. Zeszliśmy z żoną na dół i z dzieckiem. Wszyscy się oczywiście pobudzili, bo ja tam tak zasuwałem po tych schodach, że tyle huku narobiłem, bo to były drewniane. I mówię mu co się stało, Nie? A ten teściu mówi, że że przeprasza, że coś tam, że coś tam, że on coś tam powiedział, naściemniał, że ja się źle poczułem i przez to zadzwoniłem. Coś tam musieliśmy wymyślić. No wiadomo, nie, bo kto by nam uwierzył? I na drugi dzień schodzimy na śniadanie rano. Schodzimy na śniadanie rano, a ja patrzę, ta właścicielka, ta babcia, starsza kobieta stoi przy tym zegarze, coś tam majstruje, no i ona coś tam gadała po angielsku, no ale wiadomo, po niemiecku lepiej. Moja żona do niej po niemiecku coś tam zaczęła.
No wiadomo, Dzień dobry, coś tam. I pytamy się, co się stało? Nie? Czego ona, Co ona robi z tym zegarem? A ona mówi A dziwna rzecz się stała, bo coś po drugiej stanął i akurat mniej więcej w te godziny, jak byłem, jak zobaczyłem tego, to była piąta godzina. On się zatrzymał. To mówię panu, że to był taki. To był taki zegarek tego starego typu niemiecki, że jego jak się nakręciło, to on hulał i hulał, a wtedy akurat się zatrzymał. To też było bardzo dziwne, że akurat w tym mniej więcej w tej godzinie, nie, bo coś po drugiej ja tam zszedłem, no to jakby to, jakby się to zgadzało. A pan coś wspominał o drewnianych schodach, czy, czy tam jest więcej takich drewnianych elementów w tym domu?
Najbardziej mnie to okno interesuje, czy ono jest jakieś z takich starszych, czy z tych nowocześniejszych? Okno w tych drzwiach. Znaczy to okno gdzie tam, gdzie tam coś stukało. W drzwiach to szyba taka to nie okno, tylko taka szyba to jest. Nie wiem, czy pan pamięta, w PRL u w Polsce były takie typowe drewniane białe drzwi z taką szybą.
No tak, kojarzę, kojarzę. To są legendy krążą, że jak ktoś nie rozwalił takiej szyby w dzieciństwie, to nie miał dzieciństwa. Dokładnie, ja sam rozwaliłem więc to coś tego typu. No coś tego typu. To ja już nie miałem okazji, ale, ale w mieszkaniu u wujka kiedyś takie drzwi widziałem także. Także wiem o co chodzi.
Bo wie pan o co chodzi, Bo jeśli elementy takie, jeśli to były dużo tam elementów drewnianych, to może spróbujmy odsiać opcję pod tytułem one wydawały taki trzaskający dźwięk przez zmianę temperatury. Być może. To znaczy wie pan co, to nie drzwi wydawały dźwięk, tylko to było ewidentnie punktnięcie o szybę. To było ewidentnie Taki jakby ktoś, coś, coś tego typu.
Centralnie w szybę, tak wie pan, o coś takiego. Ja teraz stoję przy oknie. Taki, taki typowy o szybę. Tylko że te szyby jeszcze wydawały taki. No wie pan, to było takie typowe szkło, to nie mamy dzisiaj te plastiki takim twardszym szkłem, tylko to takie stare, typowe szkło w tych drzwiach. To też wydawało taki specyficzny dźwięk. I to, to walenie w tą szybę to było dość mocne.
To było. Ja czasami myślałem, że ta szyba wyleci zaraz i przed tym to właśnie było. Ja, Ja potem do żony, jak wróciliśmy do Polski, mówię, że kurde, zostalibyśmy tam jeszcze ze tydzień, dwa, to by nam do pokoju ten, ten żołnierz przyszedł, bo tam się już tak nasilało wszystko, że masakra. To było coraz. Raz nam pukło, na początku nam pukło raz, potem dwa, potem kilka dni później, a potem już codziennie waliło i to nie raz, tylko kilka razy w nocy, nie my się budziliśmy, a żona to była taka wystraszona, że masakra. Ja tam jeszcze. No jakoś nie wiem, nic się nie stało, takiego puknięcia. No jakoś tam, nie wiem, wytrzymalszy jestem na takie rzeczy, bo już nieraz miałem takie przypadki, że coś tam się działo, ale jak zobaczyłem tego, mówię panu tego żołnierza, to ja myślałem, że wyjdę z siebie no.
No właściciele tego domu coś wspominali o podobnych zdarzeniach. Wie pan co, w ogóle właściciel tego domu? On, będę panu powiedziećOn miał kupę kasy, a nawet teściu, co miał z 30 lat, tak naprawdę nie wiedział skąd. I on mi kiedyś o nim gadał takie rzeczy, że jak to teściu nie, tam przy piwku gadałeś, coś tam żeśmy gadali. Zagadałem o niego, ja mówię A on mówi Nie ten Bóg, skoro ma te pieniądze. Mówi on coś, miał jakieś powiązania z Bundeswehrą, z esesmanami, coś jego ojciec nie? Coś tam. Nie wiadomo, czy jego ojciec jakimś esesmanem nie był. A ja tak sobie myślę kurde, a jak jego ojciec był esesmanem? Jak on przychodzi do tego domu na przykład nie wiem, taką, ja mam taką teorię, tak do żony też mówiłem, nie? Tak żeśmy we dwoje wywnioskowali, że on narobił coś bardzo złego podczas wojny i-i-i nie może tego sobie po-podarować. I tak się błąka. Może wraca do tego domu?
No nie wiem. Ja tak po prostu mam taką teorię, że to był ojciec tego faceta i-i-i po prostu jego duch nie może znaleźć pokoju tam na drugim świecie i się błąka po tym naszym. Pan rozmawiał może z tym facetem o tych obserwacjach tej postaci?
Nie. Bo wie pan co, ten facet to był dziwak. On był strasznie dziwny. W ogóle jak moja żona zaczynała jeść poród, zamiast szybko zasuwać do tej kliniki, on tym swoim mercedesikiem powolutku, jakby nigdy nic. On był straszny dziwak. I z tego, co wiem, to teściu mi mówił, że on tam bardzo tej żony nie szanuje. Nie wiadomo, czy jej nie bił nawet. Taki wie pan co, moim zdaniem zły człowiek. On nawet jak na nas się patrzył, to z taką pogardą z góry. No bo my, Polacy to jakby gorsi jacyś. Ja tak czułem od niego, że-że nas nie lubi. Nie, ja nawet z nim. To tylko ja się starałem w ogóle z nim nawet nie widywać, nie mijać. Schodziliśmy tam coś jeść, tylko to ja tylko wsuwałem co miałem i na górę zasuwałem, bo tam nawet nie chciałem z nim rozmawiać. Ta jego żona była bardzo w porządku, ale on był dziwny jak cholera.
Taki jakby negatywny człowiek emanujący mocno taką negatywną aurą, tak? Tak, dokładnie. Bardzo, bardzo taki, yyy, kurczę, jakby-- jakby chciał-- było czuć od niego, że chciałby dominować, że chciałby nad wszystkimi po prostu stać.
Miałem nawet wrażenie, że-że lubił się znęcać nad kimś. Takie miałem wrażenie nawet. A w tym domu jest dużo takich starych przedmiotów pamiętających jeszcze drugą wojnę. Takich potencjalnie mogących nieść za sobą jakąś, jakąś historię, jakąś energię. Ten dom jest w ogóle sprzed wojny jeszcze, bo tam jego ojciec mieszkał. No to jak ten facet miał wtedy, to był 2015. On miał wtedy koło siedmiu dych, może więcej. No to 70 do tyłu to jest ile? No to tak to by się zgadzało, że jego ojciec mógłby walczyć na wojnie, bo jego ojciec to wybudował przed wojną ten dom i tam mnóstwo było takich rzeczy. Było pianino, takie duże szafy stare od cholery. Było tam takich dużych, dziwnych mebli starych.
Ale wie pan, co tam jeszcze było? Tam była jeszcze dziwna rzecz, bo jak było się na parterze, było się na piętrze, a jak był pan na parterze? W salonie, pod tymi schodami były jeszcze schody do dołu, jakby prowadzące do jeszcze jednego, do jeszcze jednego jakby piętra, jakby piwnicy. I one jakoś dziwnie były zamknięte na taką bardzo-- znaczy dziwnie zamknięte. No też tak mówię, dziwnie. Były zamknięte na taką w kształcie drzwi, ale nie drzwi. To nie były drzwi, tylko taka gruba cholernie krata na kłódę zamknięte. No, w domu na kłódę, klapa taka zamknięta, żeby zejść do piwnicy. No też mi się to wydawało dziwne. No jakieś sekrety by tam musieli trzymać, prawda? Żeby tak zabezpieczyć? Ja tak się śmiałem do żony, że się może stary jego nakradł podczas drugiej wojny i mają tam polskie złoto. Nie?
To tak sobie żartowałem, ale, ale nie wiem, nie wiem, co on tam trzymał, ale bardzo to było pozamykane, pilnowane. Gruba, mówię panu krata z grubego takiego żebrowanego drutu i jeszcze na takiej wielkiej kucie to wisiało. No tak, że coś tam musiało być takiego, przed czym tam to wszystko postawił. Nie?
Coś tam musiał skrywać. No i jest szansa, że tam może się znajdować dużo takich przedmiotów z, że tak to ujmę, nieciekawą historią. Tak. No dokładnie, dokładnie. Także to, to, to była właśnie taka pierwsza sytuacja związana, związana z moim synem, nie, bo to on wtedy, on się urodził, to się działo, chociaż też nie wiem, czy to było przez to, czy to przez to, że w ogóle samo to miejsce, ale mi się wydaje, że też to miejsce miało może nawet więcej niż to, że mój syn, bo mój syn ogólnie później zaczął tam mówić o tym wcześniejszym swoim życiu i-i-i wszelkie takie sytuacje, jakie na przykład później miały miejsce, jak widzieliśmy jakieś światła albo dziwne obiekty, to zawsze było wtedy, jak był nasz syn z nami, nie? Na przykład w samochodzie. Było też raz, tak? A raczej raz to chyba ze cztery albo z pięć razy widzieliśmy w tym samym miejscu. No mniej więcej w tym samym miejscu przez las jak jeździliśmy do-do-do domu, tam, bo tam mieszkałem, u teściów na początku, to widzieliśmy w lesie przelatujące światło wielkości może piłki do piłki nożnej, do dogrania takiej wielkości mniej więcej. Bardzo jasne białe światło, które przelatywało z jednej strony lasu na drugą, ponad asfaltem na wysokości może czterech metrów, może pięciu. Dość wysoko.
I to zasuwało między drzewami od prawej, a zawsze właśnie najlepsze to, że zawsze od prawej do lewej i pojawiało się znikąd, przelatywało. Było widać jeszcze między drzewami to i znikało. I widzieliśmy to raz. I mówię do żony Kurde, mówisz widziałaś to? Co to było? A ona mówi, Boże, no widziałam, ale co to było? Ja mówię nie wiem, nie? I zatrzymałem się tam w tym miejscu. Żona mówi Nie wysiadaj. Ja mówię ja wyjdę, zamknij drzwi od środka, dobra? Ja tylko zerknę po prostu. No i wszedłem parę metrów w ten las. Może z dziesięć, piętnaście. No i nic nie było, nie? A to ciemna noc, bo to nie wiem, która mogła być. Dwudziesta druga, dwudziesta trzecia. Wracaliśmy od mojej mamy czy skądś tam. Nieważne. No i dobra, nieważne. Coś tam przeleciało. Mówię nie wiem, jedziemy do domu, nie? No i po jakimś czasie drugi raz nam się to zdarzyło. Trzeci raz. No, mówię panu, z pięć razy żeśmy to widzieli. No można się zastanawiać w tym momencie, że to jest jakieś zjawisko typu UFO, czy może jakieś coś bardziej przynależącego do domeny żywego folkloru. Jakiś świetlik na przykład, czy jakieś, jakaś wróżka?
Wie pan co? Tak się składa, że niedaleko tego miejsca żony babcia kiedyś opowiadała, że tam żyła kiedyś wiedźma. No ja tam się śmiałem- Może pan, może pan sprecyzować mniej więcej, gdzie to jest? To są okolice Leżajska. Tylko w ogóle tyle się dziwne rzeczy działy tam. Wie pan co, tam, kurde, tylko teraz panu nie powiem, czy podczas pierwszej, czy podczas drugiej dużo żołnierzy w tych lasach zginęło.
Tam była jakaś bitwa? Nie wiem. Tak mówię panu pokrótce, bo ja nie znam szczegółów. I tam podobno też nie daleko od miejsca żyła jakaś wiedźma. A babcia mojej żony opowiadała nam, że ona, jak się popatrzyła na krowy, to krowy zamiast mleka to krew dawały. Także jakaś dziwna, dziwna kobieta. No ale nieważne. Ale też jest tam w tym lesie, też niedaleko od tamtego miejsca stoi kapliczka. Jest rozdroże, takie trzy drogi, jakby się łączą, nie?
Asfaltowe. To jest w środku lasu. I słyszałem też historię od gościa, który był ryba- rybakiem, nie? Jechał z ryb. Gdzieś mówi, mówi, dwudziesta trzecia była, w lecie jechał z rybami i wracał tamtą drogą koło tej kapliczki. I mówi, że skręcił dosłownie tam w jedną drogę, żeby tam przejechać do miejscowości, do miejscowości i jechał z tymi rybami na kierownicę w wiaderku, z całym sprzętem z łowienia i mówił, że nagle mówi bierz mi albo nie, przypieprzyłem jak w ścianę.To, ale w powietrze. Mówi tak Przypieprzyłem, że przeleciałem przez kierownicę i jeszcze się od czegoś odbiłem. Ryby wszystkie mi się wywaliły, wszystko mi się tam rozpierdzielało, a ja patrzę, nic centralnie przede mną nie było. Miałem mówi, że miał światła przy rowerze, Wszystko, nic, nic nie było, A mówię, że uderzył w to coś. Nie było żadnego kamienia, żadnej przeszkody, która mogłaby spowodować wywrotkę.
On to tak powiedział, jakby przypieprzył w szybę. Tak zwany wjazd w dziurę i wywrotkę tę spowodowaną też można wywinąć. Odbił, że odbił się rower najpierw przed Mikołajem, przeleciał do pewnego momentu przez kierownicę i jeszcze głową i kierownicą. Też się od czegoś podbił i mówi, że tak. Tak był przestraszony. Wziął rower, zostawił te ryby, ten sprzęt i w drugą stronę z powrotem uciekł. Nie. I jeszcze jedna rzecz. Niedaleko tego miejsca żona opowiadała mi historię i już dawno, dawno miała. Wtedy może z 16 lat.
Jechała z chłopakiem z innej miejscowości. Chłopak ją odprowadzał, jechali rowerami i on ją odprowadzał. I żona mi mówi, że w tamtym miejscu widzieli razem. Nad nimi przeleciało ogromne światło wielkości autobusu. Przeleciało nad nimi, nad drzewami. Była ciemna noc, totalna noc.
Oni mieli tyle co lampki przy rowerach. I że to światło zawróciło i leciało za nimi. Śledziło ich jakiś czas. Ona mówiła, że tak zasuwali tymi rowerami, że ona nie wiedziała, że ona może tak szybko w ogóle jechać. I to światło w pewnym momencie śledziło jakiś czas i odleciało. Ten chłopak ją odprowadził pod dom i ona mi wtedy mówi tak Wiesz, co jest najdziwniejsze? Ona mówi Tak. Wtedy była totalna cisza. Nie słyszeliśmy kompletnie nic, nawet naszych rowerów. To jest raz. A dwa, że on jak mnie odprowadził, to jakby nigdy nic. Dał mi buzi. Cześć, cześć, cześć. Pojechał z powrotem, jakby w ogóle tego gościu nie pamiętał i mówiła, że w życiu już tego tematu nie zaczęli, że to było tak dziwne, że ona dopiero teraz sobie z tego sprawę zdaje. Jak nam się zaczęły takie rzeczy znowu dziać, że do tej pory nie jest w stanie sobie tego jakby zrozumieć, dlaczego o tym w ogóle nie rozmawiali. A jeszcze też jest taka dziwna rzecz, że ten jej chłopak, z którym ona była bardzo zakochana, zginął w wypadku samochodowym, też w tym lesie i zginął w dniu. Tak, teraz powiem po prostu, żeby nie zdradzać daty urodzenia mojego syna. Powiedzmy 5 maja on zginął i tego samego dnia urodził się nasz syn.
Tylko to było po prostu ileś tam siedem czy osiem lat później. To też mówię panu na tyle takich dziwnych zbiegów okoliczności, że zbiegi okoliczności nie widzę, nie wierzę. W naszym życiu, że sobie zaczniemy tak czasami o tym rozmawiać, to, to, to jest aż dziwne. Nie?
To jest naprawdę bardzo dziwne i ja się pytam bardzo go kochałaś? No tak, bardzo go kochała i tak dalej, bardzo przeżywała jego śmierć. Tam jechali chłopaki, bo mieli nagrywać tę prezentację maturalną. I wtedy była zarąbista, taka gołoledź na asfalcie, że tam podobno jak lekarz przyjechał do tego wypadku, to wysiadł z karetki i się wywrócił. Tak było ślisko na asfalcie. No i na zakręcie po prostu stracili panowanie, obróciło ich centralnie pod TIR-a i tam wszyscy zginęli. Czy kierowca przeżył? Boże, już nie pamiętam, ale tam tragedia była jak cholera. Do tej pory tam krzyż stoi nie 2000. Wie pan co? Niech pan wpisze 2010.
Kurde, nie jestem pewien, który to był rok. Był dziewiąty, może dziesiąty? Dziesiąty. Niech pan spróbuje. I to jest okolice Leżajska. Niech pan pewnie pan znajdzie. Tak samo z tymi takimi samymi snami. Też nawet tutaj niedawno mieliśmy tu, gdzie mieszkamy teraz. Mieliśmy coś takiego, że miałem sen, że jadę samochodem i za mną drugim samochodem jedzie żona, gdzieś tam prowadziliśmy to auto do mechanika czy coś. I zatrzymaliśmy się na czerwonych światłach. Podchodzi do niej gościu, przystawia jej pistolet do głowy i ją-- i jej strzela, zawiózł. I ja się obudziłem. Oczami tylko mogłem ruszać. Paraliż. Nie mogę niczym kompletnie ruszyć. Jestem totalnie sparaliżowany.
I okropny strach. Okropny strach taki czułem. Taki byłem przestraszony, bo ja nie wiedziałem, czy coś się stało. Naprawdę, jakby byłem w półśnie. Ja nie wiedziałem, co się stało, ale stamtąd wywarło na mnie takie wrażenie, że ja po prostu łzy mi leciały z oczu, a w ogóle nic nie mogłem zrobić, tylko oczami ruszałem i udało mi się tak ze dwa razy tak głośniej westchnąć. Nie no i żona jakoś miała chyba słaby sen czy coś. Obudziła się, ona patrzy na mnie, ona myślała, że coś się stało, Ona mnie wzięła, tak podniosła jakby z leżaka na swoje nogi i mówi Co ci się stało? Boże, co ci się stało? Czego ty się nie ruszasz? I podnosi mi ręce.
Mi ręce opadają jak z baty, nie? No i po dziesięciu może minutach, może siedmiu. Nagle wróciło mi wszystko i przytuliłem ją. Byłem bardzo poruszony tym snem i tak dalej. I opowiadam jej, co mi się śniło. A ona mówi Boże, mi też się śniło, że mnie zastrzelili. Ja mówię, co ty gadasz?
Ona mówi Mi się śniło, że byłam gdzieś na jakiejś wojnie, gdzieś tam się schowałam i przebiegli jacyś żołnierze i mnie zastrzelili. Także takie taką synchronizację z tymi snami. Jak mamy takie sny właśnie jakieś dziwne, to zawsze, znaczy zawsze w większości przypadków śnią, śnią nam się razem tej samej nocy. Podobne, tak samo było z tą wiedźmą tam w tej Chorwacji. Tak samo tutaj jeszcze było kilka takich snów, ale to już były takie mniej znaczące, te najbardziej takie, co nas ruszyły. I co pamiętam, to panu mówię. A to takie dosyć chyba rzadkie przypadki, bo rzadko słyszę. Pierwszy raz w ogóle słyszę, żeby dwie osoby śniły ten sam sen w tę samą noc. Taki współdzielony sen.
Musiałbym sprawdzić, czy to może. Czy to jest jakieś częste w ogóle zjawisko, czy może jakieś wyjątkowo rzadki fenomen? No wie pan co, Jak znajomym opowiadamy o tym, że mamy te same podobne sny, ale z tym samym wątkiem jednej nocy, w tym samym momencie. I jeszcze co najlepsze, w tym samym momencie się budzimy, bo w tej historii było, że w tym samym momencie się obudziliśmy tutaj. No ja nie wierzę, że ja tym westchnięciem obudziłem żonę, a ja myślę, że ona się przebudziła w podobnym momencie. I to są tylko dwa przypadki. A mieliśmy wiele razy takie coś. Właśnie ja w ogóle jak ja ją poznałem, już ponad dziesięć lat temu, to takie pierwsze spojrzenie na tą kobietę, no to wie pan co, ja pierwsze co poczułem, że ja ją bardzo dobrze znam, że to jest i od razu, a moja żona mi potem mówiła, już parę lat później, jak żeśmy się poznali, już byliśmy długo ze sobą. Ona mówi, że jak mnie poznała, jak mnie zobaczyła i jak potem coś tam zaczęło istnieć między nami, to ona mówiła, że ja już wiedziałam, że to ty, że to Ty jesteś ten, ja tak samo jak ja ją poznałem. No mówię panu, ja miałem mega mocne wrażenie, że ja ją znam, że ją bardzo dobrze znam. Chociaż pierwszy raz dziewczyna na oczy wie.
No to by, to by potwierdzało to, co mówi chociażby na przykład Tom Campbell czy inne osoby badające tam zjawiska z pogranicza, że można, jest, jest coś takiego, że jakby dwie osoby mogą się umówić, że w danym wcieleniu będą coś wspólnie doświadczać, tak?
Że ponownie tak właśnie czytałem też na ten temat, że ogólnie czytałem o tym nawet było więcej, że wszyscy ludzie, a może nie wszyscy, ale większość ludzi, która nas otacza, których mamy tutaj znajomych, rodzinę i tak dalej, że byli też we wcześniejszych wcieleniach kimś dla nas, niekoniecznie tymi samymi osobami, którymi są dla nas teraz, ale byli także w naszym otoczeniu.
No wszyscy podobno jesteśmy jakoś połączeni, prawda? Jakąś nicią? Dokładnie, dokładnie, dokładnie jakoś tam jesteśmy. No tak samo jak czy pan na przykład jak poznaje nową osobę, patrzy jej w oczy i już do pana dociera jakaś dana informacja o tej osobie? No nie wiem, czy pan tak ma. Ja tak na przykład mam, że jak kogoś widzę pierwszy raz i ktoś powie dwa słowa i ja już.Właśnie, mniej więcej wyczułem, jaki ten człowiek jest. Ja czuję, czy ja powinienem z nim rozmawiać? Drążyć temat?
Mam dystans po prostu mega do ludzi. A bardzo, bardzo tak ostrożnie do ludzi podchodzę z pewnych względów. Ale jeżeli ktoś na przykład jest dobrym człowiekiem, ja wiem, że on coś, no nie wiem, że wart mojej uwagi, no to wyczuwam to od razu, nie? Jakoś tak, nie wiem, taka informacja się w głowie pojawia.
A mam takie pytanie do pana odnośnie tych snów spółdzielonych. Czy współdzielone sny występują tylko jak śpicie w tym samym pomieszczeniu, czy też w tym samym mieszkaniu, czy też jak jesteście tak od siebie oddaleni?
Wie pan co, my to takie papużki nierozłączki raczej, ale chyba się nie zdarzyło, że spaliśmy osobno, żeby śniło nam się to samo. Chyba zawsze było jak spaliśmy w jednym łóżku. Mhm, coś tutaj krążą takie, takie opinie, że może to się-- może to być spowodowane-- jakąś rolę może w tym grać to, że nasze mózgi wytwarzają fale określone w czasie, w czasie snu i te fale się jakby spotykają ze sobą, tak? Ale to jest, to jest tylko taka, to jest tylko taka teoria, taka próba wyjaśnienia jakby samego fenomenu spółdzielonych snów.
Ja, wie pan co, ja wiem, ja nie czuję nawet. Tylko ja wiem, że my jesteśmy jakoś bardziej połączeni z poprzednich jeszcze, jakby wcieleń. Ja to wiem. Po prostu ja to wiem. Gdzieś tam mam to głęboko chyba zapisane i ja to wiem, że my byliśmy już, że my się już znaliśmy kiedyś. Nawet żona sobie czasami zamieni żyje, że ciekawe, czy w poprzednim życiu ty byłaś kobietą, a ja facetem? Mówię: no nie wiem, wszystko możliwe, ale ja na pewno-- ja jestem pewien, że cię znam dłużej niż tutaj, na tej, na tej, na tym łez padole. Jeszcze o tych światłach, bo teraz mi się jeszcze przypomniało, jak widzieliśmy kiedyś też-- w Gdańsku jest jeden z najważniejszych w Polsce czy to drugi, czy trzeci najważniejszy klasztor, jeżeli chodzi o religię chrześcijańską, nie?
O, katolicką. I nad tym klasztorem też widzieliśmy ze dwa albo ze trzy razy dziwne światła. To też teraz mi się przypomniało. Czasami, jak wracaliśmy do domu albo w nocy, ja miałem tak, że z naszego piętra-- mieszkalismy na trzecim piętrze, był calutki ten klasztor widać. I często było widać, że coś centralnie nad tym klasztorem, nie dużo wyżej niż ten klasztor, może dwadzieścia, trzydzieści metrów, jest jakieś światło. Normalnie się unosi, nie? Pierwszy raz zobaczyła to moja żona. Mówi kurde, mówi Patrz, co tam jest, nie? A wtedy wracaliśmy od kogoś.
Ja mówię, to podejdź pod ten klasztor zobaczymy. Zbliżamy się, zbliżamy. No faktycznie, na świeci coś. Kurde, no jesteś taka duża kula, jasna, białego światła. Ale wie pan co? Podjeżdżamy bliżej i przejechaliśmy tam. Nie wiem, coś tam zasłaniało jakiś sklep czy kamienica, czy coś. Przejechaliśmy dalej. Kurde, nie ma, znikło, nie? Czy odleciało, czy znikło? No nie ma. No dobra, może nam się coś przewidziało, nie? Jedziemy do domu.
Ale znowu potem za jakiś czas to samo, to samo światło, w tym samym miejscu. A nawet teraz były chyba trzy czy cztery. Także to też jest ciekawe. Właśnie. Dlaczego akurat nad klasztorem nie? No ja słyszałem, że w miejscu, w którym stoi obecnie sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej.
Tam też podobno właśnie postawiono to-- wybrano to, jako miejsce dla sanktuarium, właśnie ze względu na różne dziwne zjawiska, których ówcześni nie rozumieli, a które miały się dziać w tamtym miejscu. Też jakieś obserwacje jakichś dziwnych świateł czy innych widziałem. Ten klasztor ogólnie on powstał dlatego w tym miejscu, że tam podobnie jak moi gościowi, no tam kilkaset lat temu Matka Boska pojawiła, pokazała się w lesie i powiedziała mu, żeby w tym miejscu wybudować świątynię, kościół, klasztor.
Nie wiem, co tam dokładnie było. No i dlatego ten klasztor tam akurat w tym miejscu- No właśnie chyba też- Bo on jest jakby w lesie. Kojarzę, że chyba też w którejś książce Damiana Treli ufologa z Legnicy jest opisany podobny motyw. Częstą praktyką było, że stawiano najpierw kapliczki, a potem jakieś większe obiekty sakralne w miejscu, w którym dochodziło do takich, takich zdarzeń.
No wie pan, no skądś to się, skądś to się musiało wziąć, prawda? Jakoś ja tam nie znam tej całej historii, jak to było. No nie wiem, czy to można powiedzieć legendy. No raczej nie legendy, no jakaś tam historia była, no coś tam się musiało wydarzyć w takim razie. No nie znam tej historii dobrze, ale coś takiego było, że gościu jakiś tam drzewo poszedł rąbać do lasu czy coś i Matka Boska mu się pojawiła i ukazała i kazała. Powiedziała, żeby w tym miejscu klasztor postawić. A propos tych złych ludzi, co mieliśmy ostatnio.
Boże, kiedy? Dopiero w tamtym tygodniu zakończyłem tą znajomość. Poznaliśmy kobietę siedemdziesiąt lat. Ogólnie to, że ona ma siedemdziesiąt lat, to by Pan nie uwierzył, bo ona wygląda, jakby miała czterdzieści. Przyleciała z Aruby, z wyspy, z Aruby, z wnuczkiem. I ten wnuczek tu miał zacząć szkołę, a jego matka tego wnuczka, tego, tego chłopaczka, została tam na Arubie, bo ona tam kończyła szkołę i plan mieli taki, że ona tu przyleci, ta babcia z wnuczkiem przyleci tu i zagrzeją miejsce. Młody zacznie już szkołę, a ona jak skończy studia, doleci do nich i tu sobie będą mieszkać, bo ona chciała być pielęgniarką właśnie tutaj. No tak, z tego, co ona mówiła, to taki mieli plan.
No i ten młody, że był w podobnym wieku jak mój syn. No to chodzili razem do klasy pół roku, bo teraz już na szczęście się wynieśli. Już panu mówię, dlaczego na szczęście. Moja żona od początku mówiła, że coś jest z nią nie tak. Coś jest z nią nie tak, że ona mi się nie podoba. No i ona nam się żaliła, że pieniędzy nie ma, że to, że tamto, tego. Ja mówię w ogóle do żony, że kurde, no co to za plan? No przylatuje babcia z młodym, bez pieniędzy, bez mieszkania, bez niczego, bo oni mieszkali w jednym pokoju u jakiegoś znajomego. No kurde, no ja bym się tak nie odważył, no z małym dzieckiem i ona jeszcze nie pracuje. Przecież bez pieniędzy, bez niczego. No przyleci z obcego kraju na drugi koniec świata, bo Aruba to jest tam gdzieś nad Urugwajem, gdzieś tam Ameryka Południowa. No jako Yyy...Vito. Kurde, no przyleciała. No, ale nieważne. I mieszkała u tego kolegi. No i tam wie pan, co weekend braliśmy ich gdzieś, żeby oni sami nie siedzieli. Mi się na nich szkoda trochę robiło, a oni też. No to ja im stawiałem tam wszystko, jakieś atrakcje dla tego młodego, jakieś wesołe miasteczka z moim synem jak jeździliśmy do PRL u, nie? No i wiadomo, jakąś tam kawę, ciasto, pierdoły. Woziłem ich wszędzie za swoje pieniążki. Oczywiście nic tam nie chcieliśmy od nich, nie? I po jakimś czasie ona nam się zaczęła żalić, że ten gościu, u którego mieszka, tej kolega jej, u którego mieszka, że on ją chce z domu wywalić i tak dalej, i tak dalej, że ona potrzebuje mieszkania, bo ona już tu nie wytrzyma, że ona się znęca na nią psychicznie. I tak dzień w dzień, dzień w dzień i dzień w dzień pisała do mnie może nie tak dużo, ale do mojej żony o swoich problemach non stop. No moja żona aż była przygnębiona. I ja już widziałem po mojej żonie, że ona z dnia na dzień-- moja żona gaśnie po prostu, że ona nie ma w ogóle energii do życia.
Taki wampir energetyczny. Dokładnie, ale nawet więcej, nawet więcej. Pierwsza sytuacja była dziwna. Jak ona przyszła do nas tutaj, bo łepki sobie wymyślili, że oni chcą sobie zrobić Halloween, nie? Ja mówię dobra, no to ja nie wierzę. Ja nie jestem żadnym halowenem. Dla mnie to jest Wszystkich Świętych, a nie Halloween, chociaż nie praktykuję. Nie jestem katolikiem praktykującym, ale wierzę. No i pójdę na ten cmentarz, zaświecę znicz, ale jakoś nie bawię się w żadne Halloween. Ale mówię dobra, ze względu na dzieci, niech się pobawią. Okej, oni przyszli do nas. No i mój syn był pomalowany tam jakieś tam, coś tam miał na twarzy pomalowane takie mieliśmy farby specjalne na właśnie na Halloween do twarzy. I ten młody się pyta, czy on też się może pomalować. Ja mówię no to, bo po angielsku rozmawialiśmy. Oczywiście ja mówię no to chodź do mnie, ja cię, ja cię będę malował, nie? Co ci pomalować? On mówi, że kościotrupa. Mówię OK, zrobię z ciebie kościotrupa. Ja go malując, stoi przede mną, a ja siedzę na kanapie i go maluję.
I wie pan co? Mega dziwna sytuacja. Złapałem, bo się ruszała mu głowa. Ja tam chciałem mu dokładnie ten-- złapałem go swoją ręką tutaj z tyłu, mniej więcej jak jest, jak jest szynka tu u dołu z tyłu głowy, nie? I wie pan co? Młody zrobił takie wielkie oczy i on odpływa. On mdleje. Położył się na ziemi, o tak na wprost, normalnie jak, jak do trumny. I on leży. Oczy takie wielkie. I ja myślałem, że on, że się kończy, nie? Że coś mu się stało. I pierwsza myśl kurde, myślę, może przez tą farbę, ale no potem stwierdzili no nie jak przez farbę? Naszemu nic nie jest młodemu, żadnej on alergii na nic podobno nie miał, nie? A bo jak go malowałem przez piętnaście minut nic mu nie było, a ja go dotkłem od razu. Od razu, natychmiast tego gościa wyłączyło.
To też była-- to jest już pierwsza sytuacja dziwna. Ta jego w ogóle babka, ta jak zareagowała, ona aż skoczyła i ona zareagowała w taki sposób i nawet mi to żona mówiła. Ja też to poczułem, że jakbyśmy odkryli ich tajemnicę, nie? Coś, coś takiego nam przyszło pierwsze mi i mojej żonie do głowy, jakbyśmy, jakbyśmy ich nakryli na gorącym uczynku. Coś takiego. No przecież nic takiego się nie stało, ale takie myśli mieliśmy od razu w głowie. To dziwne. No, ale później, no dobra- To tutaj się nasuwają, nasuwają się my-- jakieś motywy na myśl związane z czarną magią, prawda? Z jakimiś rytuałami magicznymi. Że pan przez przypadek jakiś rytuał wykonał?
Możliwe. Nie wiem. Wie pan co, ale w ogóle dziwne było to, że ona miała-- ona ma siedemdziesiąt ponad lat. A mówię panu, z tej kobiety jest taka laska, że niejeden dwudziestolatek by się nabrał. To już jest dziwne. Jak ona mi powiedziała, że ona ma siedemdziesiąt lat i ja mówię kurde, czekaj, mówię pięćdziesiąt, jeszcze bym się może, może bym się zgodził. Nie!
Siedemdziesiąt lat, a ona wygląda, mówię panu, jakbym panu podesłał, jak, jak, jak mogę gdzieś, to ja panu Instagram jej podeślę. Pan nie uwierzy pan, że ona ma siedemdziesiąt lat. A może pan podesłać na smsa na przykład?
No SMS-em panu wyślę. O, ja jej wstawiam. No i co? I wyszedł z niej na balkon. No on dalej się źle czuje. Nie? Ja tam siedzę przy nim, wodę mu daję, trzymam go tutaj za jakby za, za, za-- z pasi, nie? Bo on leciał normalnie, on leciał. I dziwna rzecz się stała. Jak zadzwonił do mnie telefon, ja wszedłem do domu, żeby odebrać. To chyba mój ojciec dzwonił.
Pogadałem z nim chwilę i jak ja zszedłem z tego balkonu, żona moja powiedziała, że on w sekundę się poczuł lepiej. Mówię kurde, mówię, co jest z tym młodym? Nie? No ale tak stwierdziliśmy, że to na pewno nie było przez to, że jemu się coś stało, tylko kurde coś więcej, nie? Na zasadzie, że to chodziło o ducha, a nie o ciało tej mojej żony. Ta, ta, ta. Ona ma na imię .
Ona wysysała tak tej energii mówię panu, że ja wiem, bo moja ciocia była takim jakby medium, nie? Ja to mówiłem panu we wcześniejszym tym. I moja babcia to jest bardzo przesądna moja mama i ona. One mi już kilka razy mi to powtarzały i babcia, i mama, nawet ciotka kiedyś, że jak ktoś mówi o problemach bardzo dużo, to te problemy przyjdą na ciebie, że nie wolno o tym słuchać, współczuć tak za bardzo, żeby się przejmować, bo te problemy przyjdą na ciebie. No i niech pan słucha.
Niedziela, ktoś nam zadzwonił do drzwi. Ja wyskakuję dosłownie. No ile mam od sypialni do drzwi? No pięć metrów, siedem? Nikogo nie ma, nie? Patrzę przez balkon, czy ktoś sobie tam jaj nie robi z domofonem. No nie ma nikogo, nie? Nikt by tak szybko nie zdążył uciec, bo tutaj w lewo, w prawo to jest pięćdziesiąt, sześćdziesiąt metrów, nigdy nie zdążył tak szybko pobiec. A ja od razu na balkon. Po tych drzwiach po prawej stronie mogło być dziesięć sekund, a na klatkę też nie mógł się nikt schować, bo było by słychać, bo to warto słuchać tej klatki. Wiadomo jak się chodzi, ale myślę dobra, nieważne.
Może sam sobie zadzwonił ten dzwonek? Nieważne. I tej nocy znaczy śniło mi się. Mnie się wydaje, że ja wyszedłem z ciała, bo zdarzało mi się też kilka razy, że widziałem siebie z góry i leżałem na łóżku i widziałem siebie z sufitu, spod sufitu, że ja się strasznie kręciłem, coś tam marudziłem i widzę, jak żona mnie budzi, żeby-- nie? Się obudzi. Myślała, że mam jakiś koszmar. A po lewej stronie łóżka stał facet ze dwa metry wzrostu, w kapeluszu, w czarnym długim płaszczu i paluchem na moją żonę potem dbał. Ja zobaczyłem go, a on mnie chyba nie widział. Mi się wydaje, że mnie nie widział i wróciłem jakby do siebie.
Obudziłem się i mówię kurde, masz takie coś i takie coś było i tu, i tu, widziałem, nie? A ona mówi nie strasz. Ona mówi nie strasz, nie strasz. No dobra, na drugi dzień jej powiedziałem, bo nie chciałem już tam drążyć. Mati, mnie się nie straszy. I tak w poniedziałek, on nam pisze, że znalazła mieszkanie, że wszystko już się zaczyna układać do innego miasta. W ogóle się przeniosła dwieście kilometrów od nas, że mieszkanie znalazła, że wszystko zaczyna się układać, że młody ma szkołę fajną, że ma super mieszkanie, dostała jakieś tam socjalne pieniądze, pierdu, pierdu. Wszystko-Wszystko w jeden dzień, nie? Super. Ja mówię, dobrze no to fajnie, że ci się zaczęło układać, znaczy mieszkanie i tak dalej, nie? A ona mówi, że koniec problemu, coś tam, coś tam. I tak. W poniedziałek-- ona była w poniedziałek, nam napisała rano, a po południu już się zaczęło. Problemy mieliśmy w szkole. Yyy, to... No-nie ważne. No problemy mieliśmy w szkole. Ze szkołą po prostu. Wtorek. Yyy, we wtorek?
Co to było? To, coś, coś, co się stało we wtorek. Tylko żeby było po kolei. Poniedziałek — szkoła. We wtorek zmarł mój kuzyn, dwadzieścia dwa lata, który był chory, ale zmarł. W środę moją żonę zwolni-- zwolnili z pracy. W czwartek moja żona się bardzo rozchorowała. W piątek zepsuło mi się auto. Ja mówię kurde, to nie jest możliwe. Mówię do żony, że takiego mamy pecha cały tydzień. No mówię no to nie jest możliwe. No takie rzeczy nie dzieją się w ciągu tygodnia. No tak nam się wszystko pieprzyło. Mówię panu, w ciągu pięciu dni tak nam się posypało wszystko, tak nam się pokomplikowało, że moja żona już prawie płakała. Nie, że- To tak wygląda, jakby jakaś siła się zmściła za odcięcie pępowiny.
Może, nie wiem. Wie pan, w sensie o tej tak? O tym pani mówi? Tak, tak, o niej mówię. No, no, no na pewno. Ja jestem tego pewien, że to od niej, bo o jej się zaczęło wszystko układać. Nie? No niech pan słucha tego. Mówię do żony w piątek z pracy i piszę Słuchaj, wracam dzisiaj, idziemy do sklepu ezoterycznego, bo ja zajmuję się też takimi rzeczami. Różne takie rytuały też czasami przeprowadzałem.
I mówię zrobimy rytuał oczyszczenia mieszkania, ciebie i tak dalej, bo ja widzę, że to Wszystko siedzi na Tobie. Pojechaliśmy do sklepu ezoterycznego, kupiliśmy białą szałwię. Ja porozkładałem swoje orgonity, bo też robię orgonitę z minerałami i porozkładałem orgonity.
Oczyściłem całe mieszkanie takim starym słowiańskim rytuałem i na końcu oczyściłem ją. I niech Pan wierzy albo nie, to był piątek wieczór. W sobotę się okazało, bo wie pan, no cały tydzień mieliśmy taki kiepski tydzień. Wtedy się rzeczy działo.
W sobotę się okazało, yy, to nie będę panu mówił, o co dokładnie chodzi, bo to są takie prywatne sprawy. Ale tak. Pierwsza dobra wiadomość przyszła już o ósmej do nas. O dziesiątej dostaliśmy list z urzędu o-o. I jeszcze kolejna pozytywna wiadomość, na którą czekaliśmy. Po południu okazało się, że tam, skąd żonę zwolnili, to praktycznie wszyscy od razu, no wyczuli sprawę, bo tam coś się gorąco zaczęło robić. Przypieprzyli chorobowe i okazało się, że moja żona też zdążyła, nie? Yyy, bo tu jest coś takiego, że jak pan nas zwolniał, to może pan iść na takie depresyjne jakby. I moja żona to zgłosiła. Tym bardziej, że miała cały tydzień po-pieprzony. I przyklepali nam to. Udało nam się. Proszę pana, samochód, jak mi się psuł cały tydzień. On zaczął go tam się psuć chyba od środy. Yyy, naprawił się. Ja przychodzę do niego, odpalam, odpalił. Nic mu nie jest.
Tak jakby nigdy nic. Jakby nigdy nic. Nie chciał, kręcił, a nie odpalał. Już sprawdzałem wszystko. Myślę kurde świecę, nie? Muszę świecę zmienić. I mechanika się doradzałem i to i tamto. No nie wiem, no przyprowadź mi to auto. A ja wtedy poszedłem, bo miałem mu to auto z kolegą holować. Też tam już nie pamiętam, ale odpaliłem go normalnie. Jakby nigdy, jakby nigdy nic, nie? Boże, coś tam jeszcze było. Jeszcze było kilka takich spraw, że z dnia na dzień wszystko odeszło w niepamięć. I same pozytywne wiadomości, same pozytywne, same pozytywy do nas przepływają. Ogólnie jest tak, że my mamy w życiu bardzo dużo szczęścia, że nam się bardzo fajnie układa wszystko. Jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Wszystko, co sobie zaplanujemy, wszystko nam się udaje.
Chcieliśmy się przeprowadzić, udało nam się. Chcieliśmy znaleźć mieszkanie, udało nam się. Chcieliśmy znaleźć dobrą pracę. Ja znalazłem i żona. Wszystko nam się udawało, aż do tego momentu, dopóki nie poznaliśmy tej kobiety. Ona-- ja jestem pewien, że ona jest jakąś wiedźmą, że ona praktykuje jakieś voodoo albo nie wiem.
No tutaj nasuwają się nam na myśl te różne motywy ze skro-- wykradaniem energii i tak dalej, z pasożytnictwem takim energetycznym. W momencie, gdy się odetnie pępowinę takiemu wampirowi, to na-następuje jakaś cała seria, prawda, małych zemst.
No możliwe, możliwe, że to było to. No ja uważam, że to było to, że to jest, że to-- znaczy ja jestem pewien, że to przez nią. Ja jestem pewien, że to przez nią. Tylko ja nie jestem jednej rzeczy pewien. Czy ona to zrobiła celowo, żeby przeciągnąć to szczęście na siebie? Czy ona to zrobiła nieświadomie? Bo wiadomo, wampiry energetyczne mogą być też nieświadomi tego, co robią.
Zdarzają się ludzie, którzy jakby nie potrafią kontrolować swojej energii, prawda? Pewne rzeczy jakby nieświadomie prowokują. Możliwe. No, różne są przypadki, więc ja nie wiem. Właśnie nie jestem pewien, czy ona to zrobiła celowo. Chociaż sądząc po niej, ona też kłamała, potem pod koniec dużo.
To jest wszystko możliwe. Nawet może być tak, że ona to zrobiła celowo, że ona praktykuje coś i ukradła nam trochę tego naszego szczęścia. Dobrego, szczęśliwego życia dla siebie. Może też być coś takiego, że jakby żyje sobie tak beztrosko i wszyscy się o nią martwią. Też znam taką osobę, która troszkę czasu mieszkała w Polsce.
Potem wyjechała do Wielkiej Brytanii z dwudziestoma funtami w kieszeni. Taki całkiem poważny przypadek, że to tak ujmę. No i jak już dojechałem do tej Wielkiej Brytanii, to miałem się tam spotkać na święta z jakąś tam swoją znajomą, z-- która tam się osiedliła i jak się okazało, w drodze z Londynu do tej znajomej, gdzieś tam, pod-- w połowie drogi, jak już było, jak już właściwie była pod domem tej znajomej, yy, zgubiła telefon i nie szło z nią nawiązać kontaktu. Ja i ta znajoma, jej-- wszyscy się tutaj bardzo o nią baliśmy, wypytywaliśmy, wydzwanialiśmy, wypisywaliśmy do taksówkarzy tam w okolicy, czy ktoś czasem tego telefonu nie znalazł. A się okazało, że ona sobie spokojnie wróciła do Londynu. O kurde!
Taka historia. Też straszny, taki straszny, taki wampir energetyczny. Jak się, jak się do kogoś raz przykleiła, to po prostu potrafiła nawet telepatycznie wysyłać sygnały, że czegoś potrzebuje. Miałem takie sytuacje często, że coś robiłem. Nagle wszystkie moje myśli w głowie zostały wymazane i cały czas przez dłuższą chwilę chodziło po mojej głowie tylko jej imię. I jak się okazało, gdy to wszystko ustało, zaraz po tym dzwonił telefon od niej, bo ona dosyć mocno wykorzystywała moje zdolności lingwistyczne w zakresie języka angielskiego. Yyy, także zawsze, jak zawsze, jak coś potrzebowała pilnie.
Zawsze jak się taka sytuacja działa, to ja wiedziałem, że zaraz przyjdzie mi coś przetłumaczyć, żeby, żeby się łaskawie odczepiła. Miałem takie samo z numerami, z dużymi siódemkami na boku. Ciekawe. Wie pan co? Miałem z tą z tą Mieliśmy podobnie, że- Przyszedł tam przekaz, nagle zaczęliśmy o niej mówić i nagle ona dzwoni i mówię do niej Kurde, właśnie gadaliśmy o tobie, a ta ha ha ha. Mam nadzieję, że nic złego? Nie?
Kurcze, może to podobnie było na podobnej zasadzie Jestem trzeba coraz bardziej pewny, że to był wampir energetyczny. No to moja znajoma była na szczęście już też miała strasznego bzika na punkcie tego, czy ktoś czasem jej nie obgaduje.
No też miała bzika na tym punkcie. Ona miała taką wadę, że ona strasznie obgadywała ludzi, zanim ich w ogóle poznała i mnóstwo razy miałem tak, że ona bzik minął kogoś na ulicy i obgaduje do mnie, a normalna osoba przeszła koło nas.
Ja mówię no ale bzik jest też od niej czy od niego. I się zacząłem śmiać, Nie? A ona tak, kurde, coś było z nią nie tak, ale najlepsze jest to, że ja tego nie zauważyłem. Chociaż ja potrafię wyczuć człowieka tak po swojemu. Po prostu, że tak powiem. Ale żona to od razu mówiła, że z nią jest coś nie tak. Od samego początku, że z nią jest coś nie tak. Mówi kurde, mówię ci, coś jest z nią nie tak, A coś czuję, że z nią jest coś takiego.
Mnóstwo razy mi to powtarzała. No to ta moja znajoma też miała takie też kiedyś opisywała, bo my dosyć daleko mieszkaliśmy od siebie. Parę razy się spotkaliśmy, ale, ale tam dosyć duża odległość nas dzieliła. Opisywała na przykład sytuację, gdzie siedzi w jakiejś tam jadłodajni w barze mlecznym, patrzy na faceta i wie w jakiś sposób, że ten facet zdradza swoją żonę, a żona siedząca przy stole o tym nie wie.
Też to była taka, taka mocna, taka osoba, z takim mocnym, też rozwiniętym darem jasnowidzenia. Prawdopodobnie pewne traumatyczne przeżycie z przeszłości ją tam jakby aktywowało tą, tą, ten, ten dar. Nie, nie potrafiła tego kontrolować w ogóle. Także myślę, że te problemy, które ona generowała, jakby też były poza jej kontrolą. I tak mogło też być w przypadku tej, o której pan tutaj wspomina.
No możliwe, możliwe, że na podobnych zasadach. No bo ludzie w takie rzeczy nie wierzą, ludzie w takie rzeczy nie wierzą, nie wierzą w praktykowanie czarnej magii czy innej, w jakieś rytuały. Ale mówię panu, że takie rzeczy ja jestem pewien, że są i się dzieją. I nasze pechy, szczęścia i nieszczęścia to też, też się skądś biorą. No bo ja nie wierzę w zbieg okoliczności, jakieś przypadki. Czy to był przypadek, że w ciągu 5 dni zdarzyło nam się tyle nieszczęść?
No taki ciąg, taki ciąg nieszczęśliwych zdarzeń to raczej chyba nie jest przypadek, że dzień w dzień coś się dzieje, prawda? No dokładnie, dokładnie. A my na co dzień to jesteśmy bardzo szczęśliwą rodziną. Z niczym nie mieliśmy, nie mamy problemu ani z pieniędzmi, ani ze zdrowiem. Jesteśmy szczęśliwi, jesteśmy razem. Wszystko, co chcemy osiągnąć, udaje nam się. A wtedy to mówię panu, że ja mówiłem do niej, że to jest niemożliwe. No kurde, ktoś nam jakiś urok rzucił mówienie i dlatego stwierdziłem, że musimy przeprowadzić rytuał oczyszczenia. A samymi rytuałami, rytuałami-- jeszcze jedną panu rzecz powiem. Mieszkaliśmy tam jeszcze na blokach w Polsce. Miałem taki okres, że no żona wychowywała małego synka, ja pracowałem na czteroetapowce na trzy zmiany. Ogólnie dobrą pracę miałem jak na warunki polskie, bo dobrze zarabiałem, bo to było parę lat temu, to był 2015, 2016 rok, to ja tam zarabiałem koło pięciu tysięcy, to nie było źle. Ale tak mieszkanie opłacić, rachunki, małe dziecko kosztuje mnóstwo pieniędzy, to tamto i ciężko mieliśmy z tym pieniążkami i zaczynało mi brakować. Żyliśmy od pierwszego do pierwszego. No byliśmy szczęśliwi, bo byliśmy razem sami. Nikt nam się nie wpierdzielał, bo mieszkaliśmy sobie na blokach. Wynajmowaliśmy mieszkanie, ale no brakowało nam tych pieniążków, nie? I planowaliśmy ślub z żoną i tam do ślubu nam jeszcze było sporo czasu. Chyba to jest niecały rok, bo ślub był w maju, a to był czerwiec.
A dlaczego czerwiec? 21 czy trzeciego jest przesilenie? Przesilenie letnie to będzie dwudziesty pierwszy czerwca. Tak mi się wydawało. I wie pan co? Gdzieś tam na YouTubie, jak tam sobie słucham różne rzeczy, gdzieś trafiłem na jakiś film. No włączył mi się tam sam po kolei, bo byłem w pracy. Rytuał na przyciąganie pieniążków i najlepiej on działa właśnie jeden dzień w roku, właśnie dwudziestego pierwszego czerwca. Mnie to się zdarzyło, że tam było do tego dwudziestego pierwszego czerwca dwa dni. Kurde, co mi zaszkodzi? Rozrobię tak jak robią. Mocno w to uwierzę. Zrobię co mówią.
Tam chodziło o to, żeby tam chlebek, kawałek chlebka posmarować czy posolić, czy coś takiego i tam taką pewną regułkę powiedzieć. Zjeść, zjeść ten chlebek, a część jakby tam było, że go spalić, czy coś, nie pamiętam, już nie pamiętam tego rytuału dokładnie. No i ja sobie pomyślałem, że chciałbym mieć na koncie tak ponad sto tysięcy, nie? No i niech pan wierzy, czy nie, w ciągu tygodnia miałem sto pięćdziesiąt ponad tysięcy na koncie, a przed tygodniem przed rytuałem miałem parę stówek. Rozumie pan? Dostaliśmy od mojego ojca prezent na wesele. Dostaliśmy od teścia prezent na wesele. Dostaliśmy pieniążki, żeby zrobić wesele. I jeszcze dostałem odszkodowanie za wypadek, który miałem wcześniej, bo tam na te pieniążki czekałem ponad rok. Miałem dwa tysiące.
No taki jeden z rytuałów wzmacniających, jakby szanse na zarobienie jakiejś tam kwoty. Ja pamiętam, nie wiem, czy pan kojarzy takie nazwisko. Paweł Byczuk to jest trener, członek profesjonalnej Team Monroe Institute, trener działający w Polsce. Ja u niego kiedyś byłem na warsztatach Hey Missing w 2018 roku i tam było coś takiego też. Nauczyliśmy się takiego motywu na jakby afirmowanie, że zarobimy jakąś tam określoną kwotę czy, czy określony cel osiągniemy. Polegało to na tym, że pisaliśmy sami do siebie list z gratulacjami z okazji. Tam na przykład ja napisałem sam do siebie z okazji zarobienia piętnastu tysięcy czy czegoś takiego, po czym wręczaliśmy ten list innej osobie, żeby wysłała nam ten list po jakimś czasie, po kilku miesiącach.
No i do momentu, aż jakiś czas później otrzymałem oczywiście ten list sam do siebie. No i tak sobie pomyślałem, że w zasadzie to chyba zarobiłem przez ten czas te piętnaście tysięcy. No tylko zapomniałem dodać, że żeby te, żeby te piętnaście tysięcy było jakby obecne na koncie już w momencie odebrania tego listu zarobiłem. No ale już do tego czasu te piętnaście tysięcy zdążyło się po części rozpłynąć. No tak bywa, nie?
No ale. No widzi pan. No to też pan na własnej skórze to jakby odczuł, nie? Z własnego doświadczenia. Tutaj dosyć dużo mam różnych takich. Dużo mam takich różnych doświadczeń, które jakby pokrywają się też z tym, co tutaj słyszę od niektórych słuchaczy. Także słucham z takim zrozumieniem wielu historii.
Dobrze właśnie, że zajmuje się Pan-- znaczy się, że zajmuję się tym, co się-- czym się pan zajmuje, osoba, która coś sama przeżyła i ma jakieś pewne doświadczenie w tym kierunku, to najlepiej Pan rozumie takie opowieści i takie historie z życia ludzi takich jak ja. Ja też sam myślałem o tym, żeby na przykład założyć taki kanał czy coś, ale jakoś nie...Kurcze, nie czuję jakiejś takiej chciałbym, ale wiem, że było trudno z czasem i zajmuję się też innymi rzeczami, takimi no, no po prostu robię inne rzeczy, które też puszczam w internet.
Znaczy no hobbystycznie, hobbystycznie pewnie można by było założyć, tylko żeby coś osiągnąć na YouTubie, to teraz się właśnie przekonujemy z Piotrem cielębasim, żeby coś osiągnąć, to trzeba regularności, regularności i jeszcze raz regularności. Trochę też podążania za potrzebami słuchaczy. Tak. Dokładnie, dokładnie regularności. Pan ma fajny głos, pana się fajnie słucha, także to też jest ważne, jeżeli chodzi o takie filmy. No ale tak samo troszkę szczęścia, żeby to po prostu, jak to się mówi, siadło, nie? Jeden film, drugi, trzeci i jak siądzie, no to potem już to leci.
No ale wie pan, no trudno jest, jest konkurencja taka zarąbista teraz, bo z każdym kątem, co by pan nie robił, to z internetem jest taka konkurencja, że oho. Coś jeszcze, jakbym sobie takie pojedyncze sytuacje może jakoś bym się bardziej skupił, to może bym sobie przypomniał.
A mówiłem panu o tym gościu, którego reanimowałem, który potem mi się przyśnił? A tego chyba nie było. Mówiłem, to panu powiem, bo nie pamiętam, czy w pierwszym telefonie to mówiłem, czy nie, ale powiem panu. Byłem u żony, jeszcze wtedy nie byliśmy małżeństwem.
Jadłem tam sobie obiadek i przybiega babcia. Ona mieszkała tam po sąsiedzku, babcia żony i mówi, że kurde, wiesz co? Bo tam taki sąsiad mieszkał jeszcze za nią, jakby dom jeszcze dalej taki kurcze, no starszy facet tam lubiał trochę popić, ale nieszkodliwy. Nie? I on tam mieszkał w takim jakby, jakoś się mówiło, przy budowce, tam do jakiejś cegłowni czy coś i ona mu nosiła obiad tam codziennie mu okazyjnie. On sobie nie potrafił tam ugotować nic, tylko pilny non stop. W tym okresie jeszcze był chory, no i przybiega do nas, mówi, że kurde, byłam dać temu obiad, nie? Ale on chyba mówi, nie żyje.
Co? Jak nie żyje? Chyba. I ja wrzuciłem ten obiad, no właśnie, się no wiadomo, biegam od stołu i biegnę tam do niego, a tam sąsiedzi stoją, kurde, bo tam było tak, że drzwi się otwierało i od razu był ten jeden pokój, w którym on siedział, nie od zewnątrz. Stoją drzwi otwarte, stoją, cygary palą się, patrzą na niego. Mówię kurde, no dopomóżcie chłopowi, to co wy się boicie się? A tam ktoś mówi, że on chyba nie żyje. Ja się boję, ja pierdzielę, a jak żyje? No ja tam wbiegłem szybko do środka, ściągam go z łóżka, delikatnie położyłem go nad sam tym i zacząłem go reanimować. Niech chrzestny mojej żony przyszedł, no bo pomagał mi tam i zadzwonił międzyczasie na karetkę.
Dali mi, dał mi ten telefon do ucha i oni mówią, żeby go reanimować, dopóki nie przyjadą. No ale ja już widziałem, że on nie żyje. Już mu się źrenice porozlewały. Ja go reanimowałem to w ogóle wymiociny mu cofło, nie? On chyba się wymiocinami się wydaje, że pijany był, się zadławił. Nie wiem, może jakieś padaczki dostał? Nie wiem. No, ale zmarł, nie? Przyjechała ta, ta, to pogotowie, policja. No ja byłem pierwszy, który go dotknął i to musiałem tam zeznać, co się stało. No tam stwierdzili z nim kilka godzin wcześniej, że jednak już nie żyje. Chwilę, nie?
No i kurde, no wróciłem do domu. No opowiedziałem tam żonie, co się stało teściowej i nic. Skończyłem sobie obiad, no i tam jakoś dzień zleciał, poszedłem spać. W nocy mi się śni, że on, ten gość, ten sąsiad w garniturku, czyściutki i włosy uczesane co on w ogóle no jeździł jak no, jak NN no wyglądał? Nie, ale był dobrym człowiekiem. Ogólnie nikt na niego nie narzekał. Wchodzi do nas po schodach podwalony w garniturku, buciki kurde wypicowane, włosy uczesane, a ja tak stoję i jak wchodzi się tam, gdzie mieszkałem, to było tak, że się schodziło, wchodziło się do nas na piętro i tam od razu był taki duży salon. Ja tam siedziałem sobie w tym salonie i mówię Kurde, mówię, co ty krzyczysz? Ty nie żyjesz, nie? I ja jakoś ogólnie go chciałem jakby przez okno wyrzucić. Jakoś nie wiem. Taką panikę wpadłem, chciałem go wywalić stamtąd, bo mówię Ty nie żyjesz, po co przyszedłeś? A on mówi spokojnie, spokojnie, ja ci przyszedłem tylko podziękować. Podał mi rękę i jakby tak wyszedł przez okno, ale nie, że spadł na dół, tylko tak jakby w powietrzu szedł do góry, do góry, do góry i zniknął. Ja się kurwa mówię, ale miałem sen. Opowiadam, że aniołki byłem teściowej i mówi no chyba widocznie przyjeżdża. Musiałem ci podziękować za to, że go reanimowałeś.
Dlaczego tam próbowałeś coś go ratować? Wytworzyło się między wami takie jakby połączenie, tak? Coś tego typu. No możliwe. No nie wiem. Wie pan co, Czy to było wywołane tym przeżyciem? Chociaż nie wiem, ja jestem raczej takim mądrym człowiekiem. Ja się nie boję trupa i nie boję się takich rzeczy. Ale wiadomo, no jak to moja babcia mówiła, yy, yy Na cmentarzu się nie musisz bać, bo tam już nikt nie żyje, a tylko żywy człowiek może cię krzywdzić. Także coś w tym, coś w tym jest. No ale, yy, no jakoś nie wiem, nie wydaje mi się, żeby mi się to odbiło na mojej psychice jakoś strasznie, nie? Ale ten sen sam, no on sam sobie udziwnienia.
No to trochę budzi mi takie skojarzenia zzz samym odprowadzaniem jakby zmarłych. Tak, bo często takim ważnym elementem w pro-- w odprowadzaniu zmarłych w trakcie na przykład medytacji jest uświadomienie samego zainteresowanego, co się z nim stało i że już nie należy do tej jakby domeny fizycznej, naszej. Przyciągnięcie jego uwagi zzz uświadomieniem o jego obecnej sytuacji. Być może po prostu temu zmarłemu panu, yy, jakby on zauważył jeszcze to otwarte okienko, przez które może, może przejść do tamtego świata. No i właśnie takie to okienko było, bo on przez okno wyszedł, także- Dosłownie też- Dosłownie to jest doborem słów. No moja, moja ciocia ta, która była na tym, z którą byłem pierwszy telefonie, to ona była właśnie z kimś takiego typu, że odprowadzała tam zmarłych, nie? Błąkające się dusze, gdzieś tam po domach coś, ktoś straszyło.
A opowiadała jakoś w szczegółach o jakichś tego typu zdarzeniach? O, dwie historie, które pamiętam, to panu powiem. Jedna była taka. Przyjechała skądś stąd z jakiegoś odprowadzenia gdzieś tam kogoś i była bardzo zmęczona. Położyła się spać. Miałem w pokoju. Miała tak, że miała pokój na rogu domu i-i-i w jednym rogu, yy, na jednej ścianie było okno, a na drugiej stronie było okno, nie? Ona miała jakby w drugim rogu, yy, łóżko. I to pamiętam jakby, Boże ja łepet byłem, ale pamiętam to. Opowiadała to na święta przy stole. Mówi kurde, położyłam się i nagle się coś zaczęło strasznie na parapecie tłuc. Na jednym, na drugim strasznie coś zaczęło tłuc. Ona mówi, że świeci światło, a na jednym i na drugim parapecie, ona mówiła, że chyba ze trzydzieści, ze czterdzieści psów siedzi na parapecie i się nią patrzy. Cały czas. No więc tak się wystraszyła, że wybiegła z domu do sąsiadki. Ogólnie gdzieś w nocy. To jest jedna sytuacja. A druga sytuacja to, to jest fakt. Jak była jeszcze młoda, nie? Miała dwadzieścia lat, może więcej. Nie wiem, ile ona miała lat.
Była w Przemyślu na egzorcyzmach czy w Przemyślu, czy gdzieś jakiejś małej dziewczynki. I ta mała dziewczynka. Ona tam się biła, w ogóle tam ciotka opowiadała już tam ze szczegółami nie będę opowiadał, bo to wiadomo, jak zaczynamy wyglądają. I w pewnym momencie ona się patrzy na ciotkę i powiedziała do niej tak, ja przeklnę, ale zacytuję dosłownie, bo nam powiedziała Okej? Powiedziała coś takiego do mojej ciotki Ty kurwo, urodzisz dwóch głuchoniemych i rozumiałem, że ciocia tam kilka lub nie wiem, ile ona tam miała latek, urodziła. Urodziła dwóch wujków, obaj głuchoniemi. Rozumie pan? To jest mocne. Jeden nie słyszał i nie mówił, i drugi nie słyszał i nie mówił. Nie, nie wiem nawet, czy oni do tej pory żyją, czy już nie żyją. Chyba jeden żyje, z tego, coBo ciocia też nie żyje już parę lat, ale to, to jest taki przypadek, który w naszej rodzinie chyba każdy zna i to jest takie jedno z najmocniejszych, co od niej słyszałem. No chyba najmocniejsze, bo to najlepsze jest to, że to się stało.
No obecność tego wulgaryzmu nasuwa na myśl urok. Ktoś rzucił urok na ciocię. Co się działo w tej małej? Teraz sobie przypomniałem jeszcze, moja żona. Ja myślę, że ona ma coś jak szósty zmysł. Miałem też kiedyś coś takiego, że miałem jechać tam do kolegów, gdzieś na jakąś próbę przed graniem w jednym miejscu i pojechałem.
Znaczy, miałem jechać wieczorem, a żona mówi Kurde, nie jedź. Ja mówię Czemu? Nie jedź, mam zajęcia, proszę cię, nie jedź. A on mówi Co ty gadasz? Mówię Muszę dzisiaj jechać, bo kiedy zrobimy tą próbę?
No i mówi, ony jest, już tydzień czekają chłopaki. No muszę. No i wie pan, że miałem taki wypadek, że przy stu dziesięciu babka mi wyjechała na stopie się nie zatrzymała, wyjechała mi tak z nią przypieprzyłem przy stu dziesięciu, że jej oba w odwrotnej stronie oba koła razem z tym z tą łożką, czy jak to się nazywa razem z tym wyrwało. Ją obróciło trzy razy. I wie pan co? I rozumie pan, że pierwsze przy stu dziesięciu jak przewaliłem jeszcze, co zrobiłem, to patrzę na Bima. Okej, patrzę, maska wbita w szybę, nie tak jeszcze się bawiłem. Jakoś tak dziwnie. Maska dosłownie urwało maskę i wbiła się w szybę. Nie zatrzymała się w połowie, jakby przed wejściem do środka. Jakbym wpadł, to by mi pewnie głowę ucięła. Nic kompletnie mi się nie stało, nic.
Wyszedłem, zapaliłem cygara, przyjechała straż. Strażak się pyta, jak pojechał tym autem? Auto rozpieprzone także. Masakra. Na Instagramie zdjęcie mam. Mówi, że ja. A ten mówi Proszę sobie nie żartować. To jest poważny wypadek. Gdzie jest kierowca?
Ja mówię, że to ja. On nie wierzył, że ja stoję cygara. Nic nie jest. Ja tą kobietę od razu karetka tam zabrała. Nie ma. Jest nieprzytomna. No a ja? No włączył mi się taki trochę instynkt. Kurde, myślę, jej wina. Myślę no, wymusiła, nie pierwszeństwo. Nic nie mogłem zrobić. No ale tak sobie myślę, kurcze, No ale pan był wcześniej uprzedzony, prawda? Także mógł pan nie jechać.
Mogłem, mogłem nie jechać. No jechałem, ja jechałem wtedy za szybko troszkę, chociaż to była wina tej pani. Ja jechałem za szybko. Dostałem potem mandat, który musiałem zapłacić za przekroczenie jedynie prędkości, bo wina była ewidentnie tej pani. Ona się w ogóle nie zatrzymała.
Potem się przyznała, ale że nic mi się kompletnie nie stało. A moja babcia, która bardzo mnie kochała, moja dotacje, mama, ona bardzo mnie kochała. Mówiła, że zrobi mi ulubiony wnusiu i że ja będę księdzem.
Tak mi zawsze powtarzała. No księdzem nie zostałem, ale powiedziała mi przed śmiercią jedno z takich ostatnich słów, które pamiętam. A miałem wtedy może z osiem, coś w tym, że ponad piętnaście lat tego, czternaście. Powiedziała mi, że żeby się nie martwił, jak umrę, żebym się nie martw się, jak umrę, bo ja będę cię pilnować do końca życia. Ja będę nad tobą czuwać. I najpierwsza myśl, jaka mi przyszła. Jeszcze w aucie siedziałem.
Kurde, babcia mnie złapała. To było aż dziwne, że nic się nie stało. W ogóle żona z bratem jak przyjechali, jak zobaczyli moje auto i ja wtedy siedziałem w karetce, bo tam założyli mnie na kołnierz, kołnierz na klatkę, tam pasy ucisnęły.
No wiadomo, kołnierz na szyję i żona wparowała do karetki. Ona była pewna, że ja jestem cały rozpieprzony. Ale ten ja mówię do żony, że nic mi nie jest. Ona aż się rozpłakała. Brat mówi Kurde, chłopie, nic ci się nie stało. Ja mówię No nic, no klatka mnie boli od pasów, nie i troszkę szyja, ale to tak nie wiem, może w szoku jestem. Nie wiem, Nic mi na razie nie jest. Nic mi nie było. No to tam jestem.
Szyja bolała. Wiadomo, po takim uderzeniu to chodziłem w kołnierzu tam chwilę. No i klatka tak samo przycisnęło mi te pasy, klatkę mi przycisnęło. Nic mi takiego nie było. Mówię panu, no strażacy nie wierzyli, nie że ja prowadziłem ten samochód. No taka historia z cyklu z kategorii siła ochronna. Jakaś siła nad panem czuwa. Też mam w rodzinie kilka takich przypadków.
Jeszcze sobie przypomniałem jedną rzecz, przez którą też mi się, że tak powiem fuksło. Chałem z pracy. Po drugiej zmianie była zajebista burza, naprawdę była taka zarąbista burza. To w ogóle jakieś małe tornado przeszło właśnie w tym lesie, przez który tam się dziwne rzeczy działy, przez które ja musiałem chcąc nie chcąc przejechać, żeby dojechać do domu. Jadę, była pod dwunastej na pewno, bo ja pracowałem do dwudziestej trzeciej. Tam godzinę drogi miałem w ogóle do tej miejscowości. No i co to było? Może po dwudziestej czwartej, tu północy jadę, długie światła, nie? I wie pan co? Jadę tak kurde czterdzieści, bo tak lało i tak wiało zajebiście, że ja myślałem, że mnie normalnie autem razem z autem zmiecie. Ale myślę kurde, pierwsze co tam myślałem, że ja pierdzielę. Widzę jedno drzewo leży na drodze nie jakby już sprzątnięte przez straż, było cięte czy coś. Patrzę zaraz znowu wióra leżą, nie?
I ta burza tak jakby to była jakby może druga już wtedy, czy taka już może, bo to było dużo wcześniej te drzewa pospadały kilka godzin wcześniej. No i wieczorem też dalej wiało. Już nie było tak strasznie, jak wtedy, co mi żona opisywała. No ale tam, bo tam w ogóle jakaś mała trąba powietrza przeszła, wypaliło parę hektarów drzew, normalnie drzewo wpół połamane, sosny takie potężne, sosny wpół połamane.
No ale ja jadę, myślę kurde, nie wiem, chyba się już nie stanie. Nie? I wie pan co, ja pisałem chyba esemesa czy coś. Telefon mi wypadł, wyleciał mnie pod nogi, tam gdzie pedały wyleciał. Ja potem telefon sięgając no troszkę zwolniłem i ja podnoszę telefon.
Ja widzę drzewo leci i no siłą rozpędu tym przejechałem te pięćdziesiąt, a było mokro. No to drzewo spadło. Ja wyhamowałem i wjechałem tylko w te igły, nie, sosny. Wie pan, gdyby nie ten telefon, że mi wyleciał, to byłoby po mnie, bo bym jechał troszkę szybciej. Drzewo centralnie na łeb by mi padło, na dach, nie.
No i pisanie esemesów za kierownicą, by się nieciekawie skończyło. No dosłownie. Także widzi pan, też- Już nie pamiętam, co ja tam robiłem, czy esemesa pisałem. Tak czy inaczej używałem telefonu, nie i kurde, no taki przypadek, że mi ten telefon wyleciał. Dzięki temu telefonowi może ten telefon mi życie uratował właśnie nawet. Może pana uratowała jakaś energia, która ten telefon panu wytrąciła z ręki? Możliwe.
Wszystko możliwe także. Także jak pan mówi, tak jak pan widzi. Pan ma jakieś ciekawe przeżycia? Ja też mam różne doświadczenia. Bądź to swoje, bądź to bliskich także. Także no słuchałem tak z takim zrozumieniem tych, tych wszystkich historii. Oczywiście nie zawsze jakoś mi się udaje zaproponować to jakieś racjonalne rozwiązanie, wyjaśnienie sytuacji. No ale słuchałem też tak ze zrozumieniem, rozumiem. Rozumiem sytuację ludzi, którzy się tutaj zgłaszają. No niełatwo się o tym mówi.
Najgorzej to się mówi, dlatego, że ludzie wyśmiewają. W dziewięćdziesięciu procentach ludzie wyśmiewają. Jak kogoś poznam, poczuję, że ten ktoś w takie rzeczy wierzy albo albo sami zaczniją o jakichś rzeczach.O, Panie Januszu.
Rzeczach gadać, które przeżył. Ja mam troszkę się otworzę też powiem coś o sobie, nie, ale tak naprawdę, kiedy pierwszy raz tak się otwarłem, to chyba jest teraz właśnie, bo, no te rzeczy wszystkie wierzone, wiadomo, nie? Ale tak, dla kogoś obcego, którego nie znam, to ja pana kilkakroć przez telefon słyszałem tak naprawdę, przecież pana nie widziałem.
I jest mi lżej troszkę, że, że, że się otwarłem. Jest mi troszkę lżej, że mogłem się z kimś wygadać, bo ja wiem, że, że pan, jeżeli też przeżył niektóre rzeczy, które też jest ciężko wyjaśnić, to na pewno pan w pewnym sensie jest mnie pan w stanie zrozumieć. No wiadomo, ja nie mam żadnego interesu, żeby zmyślać, żeby opowiadać takie głupie historie.
No jak się przeżyło coś takiego nietypowego i też się słyszy od innych historie, które pokrywają się jakby z naszymi doświadczeniami, to jakby taka klapka się w głowie też otwiera, że może coś w tym jest. I jak rozmawiają ze sobą dwie osoby, które coś podobnego przeżyły, to otworzy się jakby taki same space, taka bezpieczna przestrzeń. Tak, dokładnie, dokładnie. I wie pan co?
Jeżeli człowiek się otworzy i te przeżycia, które tam gdzieś w życiu, jego miały miejsce, uzna za warte zapamiętania, to te rzeczy się zapamiętuje. No i to się składa. Pan Janusz Zagłuski, jak był u mnie, mówi, że to jest aż nie do wiary, że tyle rzeczy się panu przydarzyło. Ja mówię, wie pan co? Ja wiem, że to brzmi dziwnie, że jedna osoba miała tyle przeżyć, ale mówię panu, że to nie są wszystkie związane bezpośrednio ze mną, tylko ja byłem świadkiem pewnych przeżyć. To, że ja mam sny, jakieś tam przeczucia, coś jak szósty zmysł, że ja potrafię przeczuć, żeby coś, na przykład czegoś dzisiaj nie zrobić albo nie jechać, bo też mam takie. Ja się kieruję tym głosem od środka. Czasami, jeżeli mam trudną decyzję do podjęcia, to nie decyduję się rozumem i jakby logiką, tylko lubię słuchać siebie wewnątrz. I nigdy mnie to nie zawiodło. Nigdy mnie to nie zawiodło. Zawsze wychodzę, a wiem najlepiej. Bo na przykład, jeżeli na przykład to, co mi coś powiedziało tam w środku, ten mój wewnętrzny głos, coś, żebym zrobił coś tak, a nie tak, to na początku to ma czasami negatywne skutki, ale ten negatywny skutek rozpoczyna kolejną sytuację, która ma taki, taki koniec i koniec końców ja zawsze wychodzę na plus.
No to chyba też w czterdziestym dziewiątym odcinku "Mówią Świadkowie" też o takich swoich przeżyciach, takich swoich sytuacjach tego typu też wspominałem. Jadę po coś rowerem do sklepu, ktoś coś mi mówi, że właśnie tak. Nie posłuchałem, miałem. Urwał się, urwał się łańcuch.
Masz nauczkę, człowieku. No to pamiętam, jak pan opowiadał, że pan wiedział, że na przykład w tym sklepie i tym-- tego nie kupię, tylko w tamtym. No ogrom-- Słuchałem akurat tego odcinka. Tak. Tam większość przesłuchałem. Właśnie wtedy dopiero postanowiłem, że się odezwę do pana. Ale bardzo fajnie, bardzo fajnie się pana słucha i tego. Ten cały kanał, który pan prowadzi jest naprawdę ekstra. Ja myślę, że pan robi zarąbistą robotę, bo...
Tutaj też zasługa, też zasługa innych: Marka Żylkowskiego, Piotra Cielebiasia, też badaczy Arkadiusza Miazgi, Arkadiusza Kocika, Damiana Treli. Także to jest taka nasza wspólna robota. Taka ekipa. No dokładnie, ale robią panowie, no robicie wszyscy, bo tam też kobieta jest. Robicie zarąbistą robotę i naprawdę to ci ludzie chcą coś opowiedzieć. Beata Kampa z bloga Biuro Duchów.
Dokładnie, dokładnie. I fajnie, że jest taka możliwość, żeby właśnie sobie z panem porozmawiać, żeby się wygadać. Ktoś, kto usłyszy, może ktoś to coś skomentować, ktoś może ma podobne przeżycia? No i fajnie, że ludzie. Ja czuję, że te czasy, które, że tak powiem o istotach, o tych obcych, którzy tutaj przylatują, bo ja wiem, ja jestem pewien, że oni są i o tych obiektach, o duchach. Ja czuję, że ludzie coraz bardziej się otwierają. Ja czuję, że świat ogólnie budzi się po prostu powoli. Tak jest. Ja jestem tego pewien.
I tak oto dotarliśmy do końca drugiej rozmowy z naszym słuchaczem. Myślę, że jest to też kolejny raz, gdy wielu z Państwa odnalazło w audycji Mówią świadkowie odniesienia do własnych przeżyć o trudnej do wytłumaczenia naturze. A może komuś otwarła się jakaś klapka w głowie i przyszła konstatacja: Hej, ja przeżyłem coś podobnego. Już nie jestem sam ze swoim doświadczeniem. Na koniec pozwolę sobie odnieść się do pewnych komentarzy, których autorzy wyrażają wątpliwości co do wiarygodności historii opowiadanych przez świadków, którzy mają za sobą wiele doświadczeń o charakterze paranormalnym. Wiecie Państwo, czasami zdarza się tak, że już jedno zdarzenie o naturze paranormalnej otwiera świadka na postrzeganie różnych rzeczy, można powiedzieć, niestosownych. W jakimś sensie domena paranormalna wdziera się do zakresu postrzegania świadka i już tam zostaje. Może i taki człowiek nie potrafi tego nazwać ani wytłumaczyć, ale wie już, że takie rzeczy się zdarzają i potrafi je rejestrować. Stąd niektóre osoby mają za sobą nieraz i dziesiątki spotkań z niewyjaśnionymi zjawiskami, niezidentyfikowanymi obiektami, istotami jak z koszmarów czy zdarzeniami z pogranicza. Z tego też względu nie powinno się ich a priori oceniać jako z gruntu niewiarygodnych. I tym akcentem pozwolę sobie zakończyć dzisiejszy odcinek podcastu Mówią Świadkowie. Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach.
Śledźcie zapowiedzi na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. A jeśli macie za sobą jakieś trudno wytłumaczalne doświadczenia i chcielibyście o nich opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype: Radio.paranormalium.pl.
Numer Gadu-Gadu: 36 08 80 02, 36 08 80 02. Czekamy także na Państwa email pod adresem: Radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ufo Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO: www.ufo-relacje.pl Podziel się już dziś swoją obserwacją.
Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Ufo Relacje. Polska Baza relacji o obserwacjach UFO: www.ufo-relacje.pl