Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery os, w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez okno. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: "strzelaj!"
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka najbardziej paranormalnego podcastu w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór państwu.
Mówią świadkowie, to nieregularnie się ukazująca, niezwykła audycja, w której świadkowie zdarzeń o charakterze paranormalnym opowiadają o swoich niezwykłych, choć często mrożących krew w żyłach doświadczeniach. W dzisiejszym programie wysłuchamy kolejnej historii tego cyklu paranormalnej spowiedzi, w której jeden z naszych słuchaczy podzieli się z nami zdarzeniami z całego swojego życia, a także tymi, których uczestnikami były bliskie mu osoby. Usłyszymy dziś opisy różnego rodzaju bliskich spotkań z nieuchwytną siłą, w tym manifestacji poltergeistów, kontaktów ze zmarłymi, obserwacji duchów, sytuacji, w których przypuszczalnie interweniowała jakaś ochronna moc, a także czegoś, co można zinterpretować jako proroctwo mającej nadejść tragedii, którą kilka lat temu przez długi czas żyła cała Polska.
Uprzedzam, że dziś przydadzą się słuchawki, ponieważ mój rozmówca prosił, aby w razie emisji tej rozmowy zmienić mu barwę głosu. A ponadto niestety pod koniec rozmowy popsuła nam się jakość połączenia. Zanim przejdziemy do wysłuchania zapisu tej niezwykłej, momentami wstrząsającej rozmowy, pozwólcie, że przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z Nieznanym.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer Gatugatu: 3608 80 02. 3608 80 02. Czekamy także na Państwa email pod adresem Radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.
Dodam jeszcze tylko, że podczas premiery każdego z odcinków "Mówią świadkowie" staram się dyżurować przy naszym radiowym telefonie. Jest więc możliwość zadzwonienia i przekazania swojej relacji drogą telefoniczną. Oczywiście staram się również na bieżąco monitorować nasze radiowe czaty i komunikatory. Tyle słowem wstępu. Przejdźmy zatem do wysłuchania, przygotowania do dzisiejszego odcinka, rozmowy z naszym słuchaczem. To w zasadzie takie moje życiowe sytuacje dotyczące duchów, w zasadzie bytów, jak również może takich sytuacji. Ja nie jestem jasnowidzem, nie zajmuję się tym, ale w moim życiu wydarzyło się kilka takich sytuacji. Takich prekognicyjnych, prawda?
No właśnie. W zasadzie to najwięcej wtedy, kiedy miały się na świecie wydarzyć jakieś drastyczne rzeczy, właśnie jakieś tam ataki terrorystyczne i tak dalej. To wszystko było mi pokazane właściwie jak w tabletce. To było dla mnie zaskoczeniem, bo nie miałem takich jakichś darów wcześniej albo, albo po prostu ich nie odkryłem.
No to możemy zacząć według takiej kolejności, jaka panu odpowiada. Ja tu sobie zrobiłem takich kilka notatek, żeby tam może jakoś to płynnie wyglądało. I tak w zasadzie zacząłbym od tego dzieciństwa wtedy, kiedy z dwóch stron w zasadzie i dziadek i babcia po drugiej stronie no odeszli, umarli.W tamtych czasach, mówimy o latach, początek lat osiemdziesiątych. No, no to wszystko zupełnie inaczej wyglądało. Na przykład babcia, kiedy umarła, to leżała w domu, w trumnie, w tej trumnie no, mała izba, więc musieliśmy się wszyscy jakoś tam pomieścić. Ja wraz z ojcem spaliśmy w tym pokoju, gdzie trumna stała. W zasadzie dla mnie wtedy śmierć jako tako nie miała praktycznie żadnego znaczenia. Nie rozumiałem, co to jest, jak to jest. No można powiedzieć dzisiaj to by chodziło za trochę takie mrożące krew w żyłach doświadczenie, prawda?
Pewnie dzisiaj może bym się bał lub no na pewno bym się nie zgodził na to, żeby spać w jednym pokoju, nawet gdzie trumna stoi. W każdym bądź razie, no w tamtych czasach, tuż po stanie wojennym, no to też nie było aż tak wesoło, więc no, no cóż, było to niby normalne, więc okej. No babcia później się dowiedziałem, że miała jakieś, jakieś właśnie takie zdolności, była szeptuchą, była rozpoznawalna. Ja tego wcześniej nie wiedziałem. W każdym bądź razie kiedy umarła, nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy, co to znaczy umrzeć. W krótkim czasie odszedł dziadek i właśnie od dziadka się zaczęło. Tylko dziadek z drugiej strony rodziny, czyli mojej mamy ojciec. Pogrzeb odbywał się w Elblągu. Myśmy tam pojechali na ten pogrzeb. Cmentarz taki górzysty. Górki, doliny. Taki śmieszny dla mnie wtedy.
Spotkaliśmy się z kuzynostwem jak to dzieci. Nawet wtedy też nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co to jest śmierć, co to znaczy. Więc zajęliśmy się sobą. Ludzie tam płakali. Dziadek zginął tragicznie.
Biegaliśmy sobie tam po górkach. Kuzynostwo wróciło, ja nie. I od tego się w zasadzie zaczęło, gdyż kiedy wróciłem do kostnicy, stanąłem przy mamie. Mama się spojrzała na mnie, a ja byłem biały, bialutki z lęku. Nie wiem, co mi się przytrafiło, co mnie spotkało. W każdym bądź razie nie mogłem wypowiedzieć ani jednego słowa wtedy. No i od tego się zaczęło. Widzenia duchów. Właśnie w krótkim czasie umarł ktoś na takiej wioseczce PGR-owskiej, gdzie mieszkaliśmy i on się objawił na klatce schodowej.
Wchodząc do bloku, gdzie mieszkaliśmy, zanim zapaliłem światło, no to trzeba było znaleźć sobie włącznik. Ja zszedłem po ciemku. Nie wiem ile miałem wtedy lat. Może osiem, może dziewięć, trudno mi powiedzieć. W każdym bądź razie stanął przede mną. No tak, jak się widuje duchy.
Biały gość. Ale wiedziałem, że jest zły. Jakoś udało mu się te światło zapalić. I wtedy zaczęła się cała właśnie ta historia i lęk przed umarłymi. Później jakoś tak, że trochę próbowałem się obronić poprzez właśnie kościół i jakieś tam modlitwy, modlitwy. Chciałem, żeby to znikło, ten dar czy przekleństwo. No nie bardzo to jakoś tam chciało. W każdym bądź razie w krótkim okresie tam byłem ministrantem, więc jakoś tak trochę miałem tego spokoju niby. No po czasie moja pierwsza żona zaszła w ciążę, zostałem w domu sam. No i położyłem się spać. Ona tam zaszła w ciążę, poszła do szpitala rodzić. Właśnie ja zostałem sam w domu, a poszła rodzić do szpitala. Ja tak się położyłem. No to tak. No ten poród miał się odbyć, ale jeszcze, jeszcze, jeszcze nie i to tak. No nie było sensu, żeby w szpitalu siedzieć, więc no cóż, no czekałem do rana. Nagle taki stary segment, jak to tam jeszcze za komuny były takie, takie właśnie wielkie te segmenty, zaczął się uginać, jakby ktoś stawał na nim i tak mówię kuźwa, co to jest? Więc odwróciłem się w stronę segmentu, patrzę, firana się rusza. Mówię no nie, nie widzę, ale czuję, że ktoś jest. Więc w głowie tak pomyślałem sobie okej, chcesz tutaj być, to bądź, ale mi nie wstąż, bo ja się boję. No i na jakiś czas był spokój. W międzyczasie, no później po drodze tam oczywiście, jakby to ująć, nasze drogi z żoną się rozeszły. Każdy poszedł w swoją stronę jednak i zostałem na długie lata sam. Wyjechałem do Niemiec i kiedy przyjeżdżałem do rodziców, do domu, mama kiedyś mi powiedziała: "Wiesz co? Ty jak przyjeżdżasz, to nie przyjeżdżasz sam. Idziesz do pokoju". A pamiętam, że mieliśmy w przedpokoju takie lustro składane tak, jakby dwa skrzydła do środka jeszcze, że można było się po bokach przejrzeć.
I kiedy ja szedłem do pokoju za jakiś momencik, mama zawsze w tym lustrze widziała jeszcze kogoś. Nie umiała określić kto to, ale wiedziała, że jakiś byt szedł za mną do pokoju, gdzie nie zdawałem sobie z tego sprawy nawet.
No ale to dopiero po latach wyszło. Ale mama jakoś widziała szczegóły wyglądu tej istoty, czy po prostu zauważała sylwetkę? Nie, nie. Ona się bała takich rzeczy, wiedziała, że to jest duch. To też miało miejsce właśnie w tym mieszkaniu. Dwa takie zajścia. Już później z drugą żoną, jak zamieszkaliśmy, ja wróciłem z Niemiec po dwudziestu latach, powiedzmy, no i zamieszkaliśmy w mieszkaniu rodziców, to na samym początku żona dzwoniła jeszcze do mnie do Niemiec, że coś się dzieje i ona się boi, czuje się wystraszona, coś jest w mieszkaniu, ja, no cóż, w krótkim czasie jakoś tam przyjechałem do Polski, dzieci poszły spać, myśmy usiedli w dużym pokoju i tak rozmawiamy. Ja mówię, ja wiem, kto to jest. To jest prawdopodobnie ten człowiek, którego widywałem w dzieciństwie na klatce schodowej i myślę, że to, to on. I tylko zaczęliśmy rozmawiać.
Zaczęła żarówka mrugać, atmosfera stała się tak ciężka, nie do zniesienia i mówię do swojej żony wyjdź z tego pokoju. A w międzyczasie jeszcze trzasła, rozsypała się w drobny mak żarówka. Wyjdź z pokoju mówię, ja sobie poradzę. I skupiłem myśli. Skupiłem uwagę na tym człowieku, na tym bycie. Zadrżała duża szyba od okna i wszystko wróciło do normy. Powietrze stało się lżejsze.
Wyrzuciłem to coś za okno. Kazałem jej założyć firanki w oknie, nie ściągać tych firanek. W sensie, bo przez jakiś czas nie było firanek i nie było tej ochrony, więc mnie posłuchała. I teraz w zasadzie nie ma tak, żeby na przykład było bez firanek. Tam gdzieś od starych takich szeptuch kiedyś usłyszałem właśnie coś takiego, że firanki właśnie stanowią pewną ochronę, więc zastosowaliśmy się do tego. Tu jeszcze wspomnę o drugim, w zasadzie nieszkodliwym takim bycie, które też się tam pojawiło. W tym domu, w tym miejscu, gdzie te bloki powstały, była wcześniej niedaleko taka knajpa wrzoskowa, poniemiecka za czasów Niemców. Bo mieszkamy tutaj na terenach odzyskanych, że tak powiem. Później się dowiedziałem, że tam właśnie była też i knajpa, taka wrzoskowa. Przyszedł byt, on mi przedstawiał taki obraz, jakby wyszedł z knajpy, niby zapotrzebił i dostał cios. I już, już nie wrócił do domu. I taki zagubiony ten byt. INo cóż, no skupiłem się na tej uwadze, żeby go odprowadzić.
Więc tak jakby w moim umyśle czy wzrokowo zauważyłem to światło, do którego miałby iść i tam go skierowałem. I on sobie poszedł. I w zasadzie w tym mieszkaniu od tamtej pory już było czysto pod tym względem. Tutaj jeszcze to był przypadek w Niemczech, kiedy właśnie jeszcze, jeszcze sam mieszkałem w Niemczech, miałem takich zaprzyjaźnionych architektów i tam pracowała taka dość sympatyczna architektka i mieliśmy takie w sumie dobre układy.
W międzyczasie ona tam się ze swoim przyjacielem rozeszła. Po krótkim czasie, wieczorem, jakoś w moim mieszkaniu, kiedy siedziałem po pracy przy komputerze, nagle poczułem taki powiew dziwny. Okna wszystkie pozamykane. Mówię: co jest? Aha, mówię, coś się przewlekło. I zapytałem w myślach kto tutaj jest? Dostałem odpowiedź, że to ojciec .
Czego oczekujesz ode mnie? A no to tak, jakbym mógł powiedzieć taka telepatyczna rozmowa była. Mówi: musisz mi pomóc nowego przyjaciela. On jest Arabem. On jest niebezpieczny. On tylko tak wygląda. Ja mówię: no ale jak ja mam to zrobić człowieku? Nikt mi w to nie uwierzy. I mnie rozśmieszy. No śmiał. A on mówi: Powiedz jej, że była ze mną w dziewięćdziesiątym pierwszym roku w Hiszpanii. Tam jej dałem złoty łańcuszek z delfinkiem, taki na nogę.
Borykałem się z tym- Taki element weryfikacyjny, że tak to ujmę. Że to, że to rzeczywiście doszło do takiego spotkania. Tak, i jeszcze powiedział właśnie coś w tym stylu, że to wtedy ci uwierzy. Nie wiedziałem, jak mam to ugryźć. Nie wiedziałem, komu to mogę opowiedzieć.
W zasadzie chyba nikomu, oprócz mojej obecnej żony. Nie mówiłem tego bo, bo bałem się wyśmiania przez ludzi. W zasadzie zostawiłem to niech się patrzy samo przez się. Jego poprosiłem, bo przychodził dwa wieczory pod rząd z tą prośbą. Przekazała mu, że ja nie mogę tego wykonać, żeby dało mi spokój, żeby nie przychodził. I tak też się stało. Po może trzech, może czterech miesiącach, kiedy się ciepło zrobiło i miałem tam zajechać do tego architekta po kolejne jakieś tam plany, rysunki już nie pamiętam, nieważne po co. No i schodziła po schodach i miała taką spódnicę do kolan być, być może. I ja się patrzę, a tam złoty łańcuszek z delfinem mówię, no nie ma. A w międzyczasie ona już znalazła sobie jakiegoś innego przyjaciela, tamtego Araba gdzieś tam po godzinach. W końcu się okazało, że tamten facet został aresztowany właśnie za próbę terroru, bo gdzieś tam był zamieszany, jakieś tam pierdoły. No to, to, to mnie zdziwiło także czasami właśnie takie swoje odczucia odsuwam, żeby, żeby to nie brzmiało jak paranoja albo żeby, nie wiem, żeby, żeby mnie nie wyśmiano, więc odrzucam.
No nie? A tutaj w tym przypadku akurat no okazało się to trafne i prawdziwe. Tu miałem jeszcze właśnie w tamtym mieszkaniu też takie doświadczenie, gdzie teraz się o tym coraz głośniej mówi. A to było dwa tysiące bodajże siedemnastym roku. Miałem już wychodzić do pracy, nagle słyszę głos dziewczyny, takiej gdzieś koło trzynaście, czternaście lat. Zresztą tak ją oczami wyobraźni widziałem w takim pokoju jak nie wiem, z filmów science fiction.
Wszystko światła białe, czysto. I mówi do mnie Cześć. No cześć. To trwało w zasadzie no kilka minut, może dwie, trzy. Taka niby konwersacja, ale na drodze telepatycznej to ty jesteś tam z góry? No tak. A widzisz, a drzewa są? Ja mówię, że są. A one pachną?
Mówię, że tak pachną. No cóż, ale za niedługo to wszystko zniknie, bo nam mówią, że będzie to wszystko zniszczone i za ten moment mówi: muszę już kończyć, nie mogę z tobą rozmawiać, nam nie wolno z wami się kontaktować. I kontakt się urwał.
Praktycznie to było jednorazowe zajście. Odwróciłem się. Mówię Cholera, co to było? A później, po latach, no w zasadzie teraz, niedawno gdzieś natrafiam na materiały, że jednak ludzie próbują dowodzić cywilizacji pod ziemią, więc no takie to, to dziwne, ten kontakt, przekaz, bo to nawet nie było, że tak jak tutaj do tej pory przez całe życie gdzieś tam się ci umarli pojawiają, bo oprócz tego to za chwilę dojdę jeszcze też taka kolejna historia na cmentarzu, a tutaj taki kontakt z bytem, tak jakby z cywilizacją pod ziemią, więc to też zupełnie mnie zaskoczyło. Więc w moim życiu nie raz sobie stawiam czy stawiałem pytanie kim ja jestem? Nie rozwijam tego tarotu. Zresztą w życiu mamy tyle różnych problemów do rozwiązania, stresów i tak dalej. Człowiek nie znajduje tego, tego momentu na rozwijanie się, takie duchowe, w tym, w tym kontekście. No tutaj może kolejna jeszcze taka właśnie sprawa. Moja obecna żona, ona wcześniej pierwsze dziecko, które urodziła, zmarło zaraz po porodzie, no i nosi je w sercu cały czas. Któregoś razu, kiedy już byliśmy po ślubie, wypadło jechać na cmentarz. No i stanęliśmy przy tym malutkim grobku, a tu nagle taki głos: "Będę miała cię na oku". A to chodziło o tą dziewczynkę zmarłą, tą pierwszą córką mojej żony. Zaskoczyło mnie to. Obleciała mnie taka gęsia skórka troszeczkę. No ale nic. Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że trzeba taką opaskę tam przy tym pomniku zrobić, bo to nie dość, że malutki pomniczek taki, to nawet nie ma gdzie znicza postawić. Miałem troszeczkę takiego kamienia, takich płyt kamiennych, pociąłem to mówię to obłożę, ten pomniczek, będzie się żona cieszyła. No i w międzyczasie dowiedziałem się, że jedna z naszych córek pali papierosy. No to trochę granda była, trochę afera i mówię do żony: wiesz co? Ja się poddaję, niech sobie robi, co chce, ja odpuszczam. Na tym się w zasadzie skończyło, a-No i na drugi bodajże albo trzeci dzień mówię do żony: to, to pojedźmy do te-- na ten cmentarz, tam trzeba posprzątać, trzeba te płyty jakoś ułożyć i no i to zrobić. Tylko stanęliśmy przed tym grobem, a tu słyszę tą dziewczynę. W zasadzie ona mi się przedstawiała w mojej wyobraźni jako taka siedemnastolatka, nie jako niemowlę, które umarło, tylko jako dziewczyna już taka, no taki podroślak i mówi do mnie w ten sposób nie bądź dla niej zbyt surowy, ale nie odpuszczaj. A jeszcze jak, jak stanęliśmy przy tym grobie, to mówi coś takiego no cześć tato, tak troszeczkę tak z ironią albo z uśmiechem. I właśnie powiedziała nie bądź dla niej zbyt surowy, ale nie odpuszczaj. I też się obejrzałem. Kto to powiedział? Ale, no szybko doszłem do wniosku, że to właśnie, właśnie ... Także żonie też to opowiedziałem. No ale moja żona jest wrażliwa, więc ona zaraz płacze. Teraz wszystkie te kontakty ukrywam. Nie mówię jej, żeby jej nie drażnić. No matki, które straciły dziecko, tak podobno mają. Dosyć tak emocjonalnie podchodzą do tych tematów.
Tak, no ale tutaj był ewidentnie kontakt z ... i to było nawet dość miłe, bo w tym momencie, no już tak, jakby ona z tamtej strony zaakceptowała mnie, moją osobę, że ... No to już jednak trochę lat minęło.
Cóż jeszcze? A chciałbym jeszcze tutaj. No zmorę to może pomińmy, bo to jest taki standard. Ona mi się pojawiła i ja nie wiem skąd, chociaż mówiłem, że moja przygoda z Kościołem się po pierwszym związku gdzieś tam zakończyła. No bo skoro rozwodnik, to już jest wyklęty. Więc ja po prostu zostawiłem sobie ten temat na bok i specjalnie ani się nie modlę, ani nie chodzę do kościoła. A-a ta zmora zareagowała właśnie na Zdrowaś Mario. Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale siadło takie obleśne cielsko na mnie, kiedy spałem. Miałem. Co to jest? W myślach auto-- z automatu.
Zdrowaś Mario. Zacząłem to w myślach obmawiać, to z wielkim krzykiem zlazło ze mnie, znikło. Po latach się to też pojawiło raz tylko. Ale to był ten sam, ta sama procedura i bardzo szybko to znikło. Po pierwszym razie siadłem przed komputerem, włączyłem komputer, wpisałem jakieś tam hasło, takie początkowe, bo ja nie wiedziałem nawet, jak to określić. No wyskoczyło zmora i tak dalej. Na dzień dzisiejszy to nie było przerażenie jakieś tam specjalne.
To chyba całkiem wydaje mi się rozsądne podejście, żeby nie, żeby nie emanować jakby lękiem, tak? Nie, nie, ja przez te lata doświadczeń, doświadczeń z duchami nabrałem takiej pewności siebie, że mogę to kontrolować, że mogę być silniejszy i w zasadzie no staram się lęk ograniczać do minimum tego lęku. No on zawsze będzie, tylko głupi się nie boi.
No, lęk mówi się, wynika często z w większości przypadków z niezrozumienia po prostu tego, z czym się stykamy. Tak? Dokładnie. Właściwie to może ja specjalnie nie prowokuję sytuacji, bo ja nie wiem do końca, z czym mam do czynienia. Więc tak jak mówię, nie chodzę specjalnie po cmentarzach nocą i nie wywołuję duchów lub typu tabliczki jakieś tam ouija czy, czy cokolwiek. Omijam to z daleka, bo z daleka, bo nie wiem, w którym momencie portal się otworzy i coś przyciągnie niepotrzebnie. Więc mówimy tutaj o bytach, które same gdzieś. Być może, że mam poprzez w spadku po babci, która była szeptuchą, może w spadku i jakieś tam zdolności dała czy odziedziczyłem, tylko nie rozwinęła. Całkiem możliwe jakieś tam medialne właśnie typu medium czy coś.
Dlatego te byty się dziś przyklejają, próbują się skontaktować, a ja nie umiem tego zrobić do końca. Innymi słowy, to nie pan szuka doświadczenia, tylko doświadczenie znajduje pana. Tak to się ująć. Ku temu się zbiera, tak czy owak i z biegiem lat prawdopodobnie, że to się albo zwiększy i, i pójdę tą drogą gdzieś, albo no nie wiem, tak mi się wydaje, bo tutaj dochodzą jeszcze inne rzeczy, o których też chciałem wspomnieć tutaj. Kiedyś pracowaliśmy właściwie tylko z jednym pracownikiem, robiłem takie poddasze, to jeszcze w Niemczech będąc. Ja mam od kilku lat mam alergię, więc z tym powonieniem u mnie to tak jest cieniutko. W każdym bądź razie w pewnym momencie na tym poddaszu wyczułem kadzidło. To był tak słodki zapach, ale wiedziałem z automatu, że chodzi o śmierć i o taką grupową śmierć. Mówię do tego swojego kolegi, mówię czujesz to? On mówi Nie mówi szefie, ja nic nie czuję, ale co mam czuć? No taki zapach jak kadzidło. Chodziliśmy po tym poddaszu, całym z pokoju do pokoju. On nie czuł nic, a ja wiedziałem, że będzie, będzie. No dużo będzie śmierci. Wróciłem do domu, usiadłem. Chciałem to jakoś zsumować, co mi się przydarzyło. No i wtedy popłynęło jak? No nie wiem, jak z Matrixa. Można to tak powiedzieć przed oczami jak takie tabletki z skittles cukierki czy jak one tam się nazywają. Takie spadające one tak jakby rozbryzgiwały. Stamtąd szły informacje. Cztery zamachy terrorystyczne, które miały miejsce w Europie.
Wszystko. Wszystko to widziałam. W zasadzie oprócz Francji to- Który to był rok? 2016? Albo szesnasty. Jakoś tak. Już teraz nie wiem. Nie potrafię się cofnąć. W każdym bądź razie jedno zdarzenie miało w Berlinie, we Francji, gdzieś tam na południu Francji, w Belgii i już teraz nawet nie pamiętam. Nie wiem, czy to nie Norwegię chodziło, ale to już pomijając fakt, że w międzyczasie zadzwoniłem do swojej przyjaciółki. Ona jest stewardessą.
Grzegorz Maciejowski I, i zwróciła mi uwagę po prostu, że ona lata w Lufthansie, w takich międzynarodowych no kursach. I mówię do niej, żeby uważała na siebie. A ona co? A co? No i tak jej powiedziałem, co zauważyłem, co widziałem, tylko nie widziałem czasu. Nie wiedziałem. Wiedziałem, że w ciągu tego roku tylko nie, nie widziałem konkretnej daty. No chyba to tak działa nawet, że w każdym bądź razie ona troszeczkę mi zależało na tym, żeby jej nie przestraszyć ani żebym nie wyszedł jakiegoś idiotę, który ma jakieś tam zwidy.
Minął jakiś czas. Trudno mi teraz powiedzieć. Około czterech miesięcy. W każdym bądź razie ten nasz kontakt się troszeczkę urwał z tymi moimi przyjaciółmi. Właśnie z tą stewardesą. Jej mąż był pilotem. Dzwoni do mnie z Brukseli i mówi "Skąd wiedziałeś?
Ja mówię, ale co? Ja nawet radia nie słuchałem w tym momencie. Skąd wiedziałeś? Mówi. Stoję na lotnisku w Brukseli, jestem roztrzęsiona. Miał miejsce atak terrorystyczny. I ja do niej mówię Ja nie wiedziałem. Po prostu to mi przyszło. Więc pomyślałem o was, żeby was jakoś ochronić.
Mówi, że parę metrów dalej i ona by zginęła. Gdybym, gdybym jej nie powiedział czy jakkolwiek, żeby uważać w Brukseli. I ona po prostu tak to sobie odebrała. Później chciała więcej, a ja więcej nie miałem informacji. Jeszcze taki moment był też, kiedy jadąc do Polski, dwóch kolegów siedzi, siedziało obok.
Ja prowadziłem. Już było dość ciemno. Dojeżdżaliśmy już prawie że do granicy. Już, już było blisko. Nagle w moich myślach pojawiła się osoba. Młoda blondynka stojąca, taka zagubiona, z rozłożonymi rękami, cała we krwi.
Wiedziałem, że jest z Dolnego Śląska i próbowała coś powiedzieć, ale nie mogła. I w tym momencie jeden z moich kolegów się przebudził, coś tam powiedział, kontakt się urwał i ja nie umiałem tego skleić do kupy. Mówię, co się wydarzy, co się stanie. I będąc w Polsce sprawa się wyjaśniła, bo myślałem o tym kilka dni, będąc w Polsce. Później w wiadomościach mówią właśnie o tej dziewczynie. Nie wiem, czy pan kojarzy, co w Egipcie niby przez okno wyskoczyła ta Polka, że to była- Magdalena Żuk.
No chyba tak. Chyba tak się ona nazywała. I to po prostu jej obraz widziałem. Jak zobaczyłem jej twarz w telewizji, wiedziałem, że to o nią chodziło. Tylko, że w tym momencie, kiedy ona mi się ukazała, ona żyła jeszcze. No i tak na koniec może jako taki wisienkę na torcie, bo tutaj jeszcze mam takich historii, tam jeszcze epizodycznych.
Być może to może pominę, bo może nie warte jest opowiedzenia. Moja znajoma już tutaj, jak wróciłem do Polski kiedyś, zaproponowała mi takie oczyszczenie ciała poprzez tam bioenergoterapeutką się zrobiła, że tak powiem i chciała wypróbować na mnie. No dobra, ja tam sceptycznie do tego podeszłem. Mówię ok, dobra, próbuj. W zasadzie tak czy owak zawsze próbuję się jakoś energetycznie sam ochronić. Jestem samoukiem, więc w myślach tworzę taką blokadę w razie czego, żeby mnie coś tam nie dotkło. W każdym bądź razie ona zawiesiła ręce nad, nad moimi ramionami i praktycznie w tym momencie mnie tak jakby na parę sekund czy paręnaście sekund odcięło. Wyobraziłem sobie taką jak spirorura, coś takiego, coś w tym, w tym stylu. W zasadzie to się samo pojawiło.
Ciemna woda, za chwilę przechodząca, a ja w tej, w tej rurze jako nie wiem, energia, dusza czy, czy jak to nazwać? Z dużą prędkością poruszająca się w tej rurze tylko było można zaobserwować jakąś ciemną wodę, później przechodzącą w taki jasny błękit, później te niebo, ale to bardzo szybko i nagle tak jakbym opuścił tą rurę w kosmosie taki rozbłysk i takie było.
Nareszcie w domu ojców. Te słowa przyszły mi do głowy. To trwało naprawdę krótko i gdzieś tam ona wzięła te ręce z powrotem. Ten seans, że tak powiem, się zakończył. No i taki podekscytowany wróciłem do domu, opowiadam żonie, że coś takiego mi się właśnie przedstawiło. Nie wiedziałem, z czym to połączyć. No nic, przeminęło, przeminęło z wiatrem, można by było powiedzieć. Ale gdzieś pół roku później, a to już było grubo w nocy, jeszcze oglądaliśmy jakąś, jakiś tam program do snu, bodajże Discovery czy coś i Discovery Historia. To tam włączałem sobie takie o ciekawostki. No i w pewnym momencie pokazywali grobowce w Egipcie. No i gościu zaczął czytać te hieroglify, zaczął opowiadać o nich. Obydwoje z żoną usiedliśmy na łóżku i patrzymy na siebie, a tam była ta droga pokazana na hieroglifach. To, co mi się ukazało, to sama droga właśnie przez brudną, tak jakby ciemną wodę, poprzez jaśniejszą, przez niebo i aż do kosmosu. To mówię, przecież to jest ta moja droga, co ją widziałem. Też nie umiem tego wytłumaczyć. Nie wiem, co to było.
Chyba tylko o tym, że wcześniej też inni ludzie jakby doświadczali tego w taki podobny sposób co pan, prawda? Tylko że to było krótkie, to nie było jakieś wymuszone. To nie, ja w ogóle tego nie oczekiwałem. Tak, to był ten, zaskoczenie dla mnie to był punkt.
No krótkie, kró-- to w przypadku tych ludzi wcześniej też to musiało, mogło być krótkie, ale na tyle doniosłe, że postanowili to uwiecznić, tak? No tak, w zasadzie może i tak właśnie. Tu jeszcze bym chciał ewentualnie, jak ma pan jeszcze chwilkę mnie posłuchać. Oczywiście.
Wydarzenie miało też w Niemczech, miało miejsce.Ja bardzo lubiłam aktorkę Anię Przybylską, więc jej śmierć troszeczkę. Było mi przykro, ale tak z człowiekiem to już było kilka lat po tym, jak ona umarła i w pewnym okresie mojego życia, gdzieś ona co rano zaczęła mi się pojawiać, taka zadowolona i, i a co będziemy dzisiaj robić? A ja tu będę przy tobie, a coś i znów uśmiechnąłem się. No mówię ok, no dobrze, a może byś zrobił tak, a nie tak?
Takie zaczęło to być troszeczkę po dwóch dniach trochę podejrzane. To tak z reguły z rana gdzieś takie rzeczy miały miejsce. Więc tak kiedyś przystanąłem, już wychodząc do pracy i mówię a czy ty jesteś na pewno Ania Przybylska? A to coś w tej mojej właściwie? No widząc oczami wyobraźni. Bo dzięki Bogu i partii nie widzę duchów tak na life, że tak powiem, tylko oczami wyobraźni na całe szczęście pojawiła mi się twarz takiego jakby małego dziecka, ale z kłami jak sople od lodów i taki paskudny syk czy coś. A, że znowu mnie rozpoznał, że nie udało się i to odeszło. To miałem też takie właśnie zdarzenie, tak jakby ktoś wysyłał swoich żołnierzyków pseudo w cudzysłowie oczywiście mówię— po to, żeby mnie jakoś złapać w sidła. To się nie udało. No, no tu inaczej tego nie, nie, nie widzę. Tym bardziej że z biegiem lat ukułem taką sobie teorię, że, że powiedzmy, jeżeli demony faktycznie istnieją i mówią te rzeczy, które mówią my robimy wielkie oczy, skąd oni to wiedzą? No ale jeżeli faktycznie istnieje coś takiego jak Księgi Akaszy, to mają pełen dostęp do wszystkich danych. Oni umieją tam zaś sięgnąć sobie informacji, my nie. Dlatego sypią z rękawa. Tutaj mogły takie bety też zobaczyć, że akurat, a ta aktorka mu się podobała. No to to sru, to przybierzemy jej,jej twarz no. No ta baza danych w końcu zawiera wszystkie informacje o danej osobie, włącznie z wyglądem i sposobem zachowania się, prawda? No tak to sobie wytłumaczyłem, no nie?
Nigdzie tego nie słyszałem, nie czytałem o takich rzeczach, ale tak po prostu sobie ukułem taką teorię. Myślę, że trafna albo w miarę rozsądna. W podobny sposób to ujmuje. Nie wiem, czy pan kojarzy nazwisko Tom Campbell, taki fizyk współpracujący kiedyś z NASA oraz z Instytutem Roberta Monroe. On to tłumaczy w taki sposób, że na przykład jak nawiązujemy kontakt z jakimś naszym dawnym krewnym, którego z racji rozpiętości czasu nie mieliśmy szansy poznać, na przykład z pradziadkiem czy z jakimś innym wujkiem, to wtedy system świadomości, jakby w tej wersji Campbella ubiera się jak gdyby w to, jak ta osoba wyglądała.
Pobiera z bazy danych wszystkie informacje o jej poglądach politycznych, społecznych i tak dalej. I ta zjawa to to, co widzimy jako zjawy, czy też obraz tej osoby zachowuje się dokładnie tak, jakby ta osoba się zachowywała w rzeczywistości. Jeszcze bym dopowiedział taką właśnie historię, która nam się przydarzyła. Już w zasadzie po ślubie z moją obecną żoną pojechaliśmy na święta do jej cioci i tam była też córka tej cioci, czyli, czyli kuzynka mojej żony. I takzeszliśmy na taki temat właśnie bytów, różnych duchów i takich tam rzeczy. No i ta kuzynka mówi A wiecie co?
Myśmy kupili sobie nowy dom, taki poniemiecki trochę, a przyjedźcie do nas jeszcze posiedzimy u nas trochę. No dobra, pojechaliśmy tam oni pierwsi, my z żoną zaraz za nimi. Wjechaliśmy na te podwórko, a ja z racji tego, że palę papierosy, mówię: a to zapalę sobie jeszcze na zewnątrz. W tym momencie gdzieś obraz się zatarł, zmienił. Mówię to tak czasami jak prawie jak w filmach, bo nadciągła taka ala mgła. Ten dom, który miał tylko jedno wejście, ukazał mi się jak gdyby cofnięty w czasie, kiedy czerwona cegła jeszcze była na na zewnątrz, nie tam jakiś styropian, czyli forma poprzednia i były dwa wejścia do tego domu. No ale nic, spaliłem tego papierosa, wszedłem do środka i siedzimy tak w kuchni, dzieci tam się bawiły w pokoju, a atmosfera w tej kuchni zaczęła się robić taka coraz gęściejsza, że powietrze to praktycznie takie jakby muły to by ciął nożem w plasterki, w kawałki. No rozmawiamy tak, ale niby ciepło w tym domu, a zaczyna chłodniej robić i patrzy na mnie, ja na nią, na moją żonę.
Moja żona oczywiście nic. Jej kuzynka bardziej takie ma jakieś prawdopodobnie odczucia. Ja mówię no to mamy gościa i mówię do tej kuzynki: Wiesz co? On bardzo nie lubi rozwalonych butów w przedpokoju, to mu się bardzo nie podoba.
No i ona tak a co? A co? A co jeszcze byś powiedział? A co czujesz? Co widzisz? No i oczami wyobraźni ukazał mi się człowiek. Kojarzy pan takie, taką reklamę Baltona? Kiedyś, kiedyś z takim marynarzem- Taki marynarz z kartonem w ręku, tak? Z taką fajeczką charakterystyczną.
Taki człowiek mi się ukazał, z tym że siedzący na ławce przed domem i on był ranny w pierwszej wojnie światowej, więc w drugiej nie brał udziału, ale to zrobiło z niego też i alkoholika także... Umarła jego żona przez niego, w łóżku i on, kiedy front już szli tutaj już w stronę Berlina, on pozostał. On po prostu chciał umrzeć. I on siedział. Siedział na na takiej ławeczce przed jabłonią, a tą jabłoń wcześniej właśnie ta kuzynka ze swoim mężem wycięli. I on mówi, że bardzo mu szkoda tej jabłoni i chciałby, żeby chociaż w zamian za to posadzili.-ja, ja bym prosił o jabłonkę, żeby zadbali o tą jabłoń jakąkolwiek w tym miejscu. Żeby, żeby, żeby ona tam była z powrotem. No i oni to zrobili i praktycznie wszystko wróciło do normy.
Znaczy pan, pan jakby później poznał historię tego człowieka, tak? Jeżeli dobrze rozumiem? Ja, ja dostałem taką informację później, nie? W trakcie jak-- no kiedy już siedzieliśmy tam, kawę piliśmy tam w kuchni i rozmawialiśmy, to ja się na, że tak powiem, z rozmowy wyłączyłem i ściągnąłem takie informacje. I to przekazałem- Można powiedzieć kolejna, kolejne weryfikacje.
Tak, tylko że to wtedy były takie silniejsze przekazy, a z racji tego, że tu na chwilę obecną— o, tak bym to ujął — no zajmują mnie problemy życia codziennego, w tym momencie, kłopoty życia codziennego, tak bym to nazwał więc do takich rzeczy ja potrzebowałem więcej spokoju psychicznego. I wtedy te kontakty, że tak powiem, z takimi bytami były bardziej przejrzyste, można tak powiedzieć w cudzysłowie. Czyli mogłem więcej wyczytać, mogłem więcej wyczuć.
A na dzień dzisiejszy gdzieś tak jakbym troszeczkę wycofał się z tego, z tego tematu, no nie? No też mogę powiedzieć, że mogę się z panem zgodzić, bo tutaj to, co pan mówi, to bardzo mocno rezonuje też z moimi doświadczeniami. Jak tam miałem taki spokojniejszy okres w życiu, to te kontakty moje też ze zmarłymi, te odprowadzenia, jakieś próby tam nawiązywania kontaktów, to Wszystko szło jak bułka z masłem. A teraz ja mam jakby taką bardziej nerwową atmosferę i to się też odbija bardzo negatywnie, no chociażby na jakości mojego snu, no i też na zdolności, jakby nawiązywania tam tych kontaktów, jakby niefizycznych. Jak tylko w zeszłym roku brałem udział w kursach takich kilkudniowych, właśnie związanych z tą tematyką i, i wyjazd z domu, kilka dni spokoju — wszystko super. Powrót do tej tutaj nerwowej atmosfery. No i Wszystko jakby znowu siadło. No, ja też coś takiego podobnego mógłbym powiedzieć właśnie. Jedna konkretna osoba, która wystarczy w zasadzie, że źle coś powie albo cokolwiek powie, albo za dużo powie — ja wybucham. No, no to jeżeli jest takie napięcie, no to... No to nie ma mowy o kontaktach z bytami czy duchami, czy jakkolwiek czytaniu. Nawet gdybym próbował rozszerzyć swoje pseudoumiejętności jasnowidzenia, nie jestem w stanie, no. Nie dam rady. A pan nie próbował jakby czegoś robić bardziej, jakby aktywnie w tym kierunku?
To same, same te doświadczenia do pana przychodzą, a pan tylko- Tak, jesteś człowiekiem. Absolutnie nie że, że gdzieś tam wyczytałem, studiowałem. Nie, nie przecież takiego. To Wszystko tak na zasadzie prób i błędów lub takiego życiowego doświadczania, tak? Niestety babcia umarła dość wcześnie dla mnie. No ja miałem tam może z osiem, siedem lat. Nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy, że ona miała takie możliwości czy takie umiejętności.
W sensie, żeby wpływać nawet na pogodę, bo takie, takie tutaj opowieści do mnie doszły w moim dorosłym życiu, że potrafiła, potrafiła nawet zmienić pogodę, bo ktoś akurat brał ślub. No taka rasowa szeptucha, można powiedzieć.
Taka rasowa szeptucha, tak. Ona to- to trafiła, takie rzeczy. No tak, to tylko potwierdza, że spokój, spokój i przede wszystkim spokój, jeżeli chcemy coś, jeżeli chcemy w ogóle doświadczyć jakoś, czy móc to potem zanalizować. Spokój, spokój i przede wszystkim spokój, bo każde takie jakby-- każde zdarzenie, które psuje atmosferę, psuje nam jakby ten, ten nasz mindset, jak to się mówi.
Jeszcze chciałbym tutaj dodać jeszcze taką, taką uwagę w zasadzie. W pewnym momencie próbowałem odbudować swoje drzewo genealogiczne, no i skorzystałem-- mój angielski absolutnie leży, leży na ziemi, więc nawet nie wiem, jak to, jak to dokładnie się wymawia po angielsku korzenie czy jakoś tak.
MyHeritage czy jakoś tam. Taka stronka. MyHeritage. Dlatego mówię, że nie umiem nawet tego wypowiedzieć. W każdym bądź razie będąc tam w Niemczech jeszcze, no coś takiego mi się pojawiło jako reklama, oczywiście po angielsku napisane, ale reszta była po niemiecku, więc mówię okej, dobra. No i skorzystałem z tego. Pierwszy rok tam jakoś opłaciłem i na początku było to fajne, no bo, bo jednak pojawiały się tam te różne zdjęcia osób, powiązania rodzinne. W pewnym momencie dostałem propozycję, żeby zrobić sobie taki test DNA. Oni oszacują te haplogrupy, jakieś tam inne pierdoły i coś tam. Za to miałem zapłacić bodajże 100 euro czy jakoś tak.
Urwało w momencie, kiedy zaczął pan o tych, o tym teście DNA opowiadać. Ten test-- bo ja kojarzę chyba, o jaki test chodzi, ten pokazujący, w ilu procentach jesteśmy z-- mamy geny, z jakiej grupy etnicznej, tak? Coś tam T1 to jakoś tak, ja nie wiem, ja naprawdę tutaj tym nie specjalizuję się. No ale pomijając ten fakt. W każdym bądź razie miałem już jedną dorosłą córkę, no i maleństwo takie, które nam się urodziło z tą drugą żoną i przyhamowałem. Otworzyłem tą ampułkę z tą, z tą, z tym wacikiem, z tym, z tą prob-- z tą próbką. Miałem wziąć ją już na język, spakować i odesłać.
Tak jakby głos wewnętrzny mówił mi "nie rób tego, oni wykorzystują dane, nie rób tego, skażesz na śmierć swoje dzieci" i sprawdłem. Nie, nie myślałem-- zamawiając te ampułki, nie myślałem w ogóle pod tym kątem, że ktoś może wykorzystać te dane i tak dalej, dopasować do innych ludzi. I zacząłem to przerabiać w myślach. Zacząłem się wgłębiać i suma sumarum nie odesłałem tego. Nie zrobiłem tych testów, a na koniec mojego pobytu w Niemczech w zasadzie to już była końcówka, kiedy, kiedy miałem już wracać na stałe do Polski, doszło do tego, że nawet i za dziesięć euro chcieli to zrobić. Tylko, żeby odesłać im ten test i żeby to zrobić, mówię: "Aha, no dobra, dobra".No i później gdzieś właśnie usłyszałem w wiadomościach o sprzedawaniu danych. Teraz o tej plandemii całej, że to też była wymiana, wymiana właśnie takich danych. Więc tutaj akurat chyba bardziej- No ten wacik do pobierania tych, że tak to ujmę, informacji genetycznej wygląda chyba podobnie jak wacik do badania na Covida. Dokładnie, dokładnie. Także mają pełne dane i w razie czego dopasują- A jeszcze taki szczegół, niezwykle istotny MyHeritage to jest firma założona w Izraelu. O! Proszę bardzo mógłbym opowiedzieć cały może, może cały no w skrócie, tylko to, co mi się przydarzyło. To też być może, że, że będzie w jakiś sposób ciekawe dla pana.
A jak, jak nie dla audycji, to być może dla pana, bo sprawa dotyczy tutaj mojej, mojego dzieciństwa. No ale wie pan, ja, żeby usnąć, wystarczyło mi-- nie wiem, ile ma pan lat, a zresztą to nieważne. Czy kojarzy pan takie małe radyjko? Dorota to się nazywało czasy komuny i tak dalej.
To już nie moje czasy. To ja, ja jestem rocznik 88. Także to już, to już. Mieszkamy niedaleko granicy, no od 200 kilometrów, niecało od granicy niemieckiej w tamtych czasach NRD. Ja sobie ustawiałem na fale długie na właśnie na Niemcy. I ten język niemiecki mnie po prostu usypiał, uspokajał, usypiał.
Pojechałem kiedyś na kolonie do Krakowa. Mieliśmy, nie wiem, może dziesięć, jedenaście lat, może dwanaście. Trudno to powiedzieć. W każdym bądź razie jako jedyny, bo była wycieczka do Oświęcimia, do Auschwitz. Jako jedyny tak się mocno przeziębiłem, że musiałem zostać w akademiku, bo tam nocowaliśmy. Reszta pojechała. Nie zwiedziłem jako dziecko tego obozu. Gdzieś coś mnie chroniło, ale często miałem właśnie takie sny. Duże psy, wilczury, ogrodzenie, lampy typowo obozowe i ja po tej drugiej stronie, czyli chroniony jako esesman w czarnym mundurze.
Nikomu tego nie opowiadałem. W wieku może trzynastu lat koleś przybił mi ksywę. Broniłem się przed tą ksywą, ale oczywiście im bardziej się broniłem, no to całe towarzystwo z poklaskiem przyjęło. Nie będę mówił otwarcie, jaka to ksywa, no ale to i tak zostało do dzisiaj. Nawet nie wiedziałem, że kiedykolwiek w życiu wyjadę do Niemiec. Tak się potoczyło.
Objechałem pół Europy, nigdzie mi się nie podobało, a tam zostałem na blisko dwadzieścia lat. Ciężko to jakoś skomentować. Tak jakby pana coś ciągnęło. Tak jakby pana coś przyciągnęło do tych Niemiec. Tak?
Myślę, że to poprzednie życie, ale to tylko tak sobie tłumaczę. No różnie to można tłumaczyć. Wszystkie opcje są możliwe. W każdym bądź razie język niemiecki wszedł jak w masło. Próbowałem francuskiego, angielski jakoś tak. No pospolity język, mimo wszystko się go nie nauczyłem, a niemiecki z łatwością po prostu opanowałem. Także to tylko tak sobie to tłumaczę. Nigdy- Można powiedzieć, że na podobnej zasadzie, jak niektórzy mają straszne ciągoty do uczenia się języków azjatyckich, japońskiego, chińskiego. Te, te języki jakoś takim łatwo przychodzą do nauczenia się. A angielski i niemiecki, no to tak z oporami.
Całkiem możliwe, że po prostu w poprzednich wcieleniach władali tymi językami. Dlatego taka fascynacja Indianami. To też tak próbowałem takiej autoregresji oczywiście. No to też mi się gdzieś tam takie pewne rzeczy przejawiały. A w tym momencie, że tak powiem, finansowo nie jestem zdolny do tego, żeby sfinansować sobie taką regresję hipnotyczną, ale być może kiedyś, tam w przyszłości zobaczymy. Trułem panu tutaj chyba prawie z godzinę, ale myślę, że coś tam, być może się. No na pewno w razie emisji na pewno tutaj słuchacze też skorzystają, bo te audycje bardzo mocno otwierają oczy niektórym. Otwierają taką klapkę w głowie, że coś ktoś przeżył coś podobnego, co ja. Może warto by się było podzielić z kimś?
Jestem na etapie w tym momencie zgłębiania tego wszystkiego. Na etapie czytania różnych książek. Dopiero teraz, w zasadzie od pół roku, może, może roku. Dolores Cannon to pewnie obcykany temat. Tutaj Michel Desmarquet. To on napisał mój Newton czy Michael Newton? Michael, Michael.
francuski też leży na ziemi. On napisał książkę typu misja, jedną książkę. Przekaz bardzo fajny. Polecam, jeżeli Pan nie czyta, zresztą jest na YouTubie w formie audiobooka. Zupełnie inne spojrzenie na wszystko.
Mega książka, zawiera wszystko, co by się. Chciał Pan dowiedzieć na temat przeszłości Ziemi, UFO, zjawisk, objawień. Skrupulatnie to wszystko tłumaczy, nawet pochodzenia Jezusa i wszystkich religii. No, nie znalazłem, proszę Pana książki, która by to przebiła. Słuchałem jej trzy razy pod rząd i co chwilę znajdowałem coś innego. Niesamowita książka.
No dodałem sobie. Dodałem sobie tutaj znacznik, żeby wynotować sobie tytuły tych książek. Michaela Newtona kojarzę, a pozostałych autorów no muszę poznać. Dolores Cannon dopiero zaczęła się pojawiać w Polsce.
Tam kilka, kilka jej książek. Ona już nie żyje. To była amerykańska badaczka, hipnotyzerka. Tutaj, w tych tomach, które przerzucam, no opisywała te wszystkie, wszystkie hipnozy ludzi. Z tym że doszedłem po drugiej czy trzeciej książce, po drugiej, bo tu dość szybko dotarło do mnie, że ją prowadzą obce byty, czyli przekazują tak informacje takie lub w taki sposób informacje te, które one chcą przekazać i- No tak, czyli formułują jej sposób myślenia na swój sposób. I faktycznie tak się działo, dlatego, że tutaj nawet gdzieś na YouTubie ktoś prowadził tak jakby badanie tej książki, któryś z tych ścigaczy dziadek naszych tutaj Polek. I tam też tak wyskoczyło, że to jest przekaz, ale nie do końca, nie do końca w to wierzyć. A też taki Włoch robił kontakt z nią, z jej duchem. No i ona potwierdziła jako duch, że dzisiaj napisałaby to inaczej i spotkała te byty, które jej przekazywały te informacje jeszcze za życia poprzez ludzi w transie. Spotkała.
Próbowali ją przeciągnąć na swoją stronę. Ona się jednak nie zgodziła, bo dopiero po tamtej stronie pokazali prawdziwą twarz, prawdziwe oblicze. Też takie ciekawe. Mimo wszystko dalej czytam jej książki. Tutaj taki specjalny wszechświat właśnie malplaczuje. Już końcówka. Dojeżdżam do końca trzeciego tomu. Jeszcze 2 przed nami, ale po to tylko, żeby przesiać to przez siebie wszystkie dane, które są zawarte przed swoje sitko i wyciągnąć wnioski na tym etapie. No w poszukiwaniu pan aktywnie poszukuje zrozumienia tych tematów. Tak?
Dokładnie. No ja jestem troszeczkę związany finansowo, uwiązany wręcz, no przybył do Polski. Życie trochę wygląda zupełnie inaczej, niż się spodziewałem. Do tego akurat w ostatnim czasie pandemia. Ja tutaj jestem osobą fizycznie pracującą, zarabiającą na życie, a [przesłuch 00:22:56] Tęgość opieściła mnie na chwilę [przesłuch 00:23:01] Ogranicza mi społeczeństwo, bo gdyby były jakieś takie właśnie sesje czy coś, to z chęcią bym jeździł i słuchał sobie jakieś wywody na ten temat. Ale tutaj.
No tych sesji jakoś nie ma specjalnie dużo to raz, a dwa jak już są, to, to trzeba troszeczkę się wykosztować jednak, żeby, żeby wziąć w tym udział. Dokładnie dlatego mówię, że tutaj jest to związane ręce, no tak bym powiedział.
I to tyle, jeśli chodzi o relacje przekazane przez naszego słuchacza. Zanim zaczniecie Państwo wypatrywać kolejnego odcinka, powiem jeszcze, że mimo chłodu za oknem, początek wiosny był w Radiu Paranormalium bardzo gorący. Mam tu na myśli nie tylko uruchomienie wraz z Piotrem Cielebiasiem i Markiem Żelkowskim nowych audycji na żywo, ale również liczbę rozmów telefonicznych i relacji, jakie tą drogą od Państwa odebrałem i zarejestrowałem. W pewnym momencie uświadomiłem sobie bowiem, że na obrobienie i przygotowanie do emisji czeka jakieś dziesięć godzin nagrań. Dodajmy do tego nagrywane przeze mnie w ramach wolnego czasu relacje nadesłane drogą tekstową i wychodzi z tego całkiem sporo ciekawego i wartościowego materiału. No i też całkiem sporo pracy. Wszystkie relacje staram się też udostępniać na bieżąco badaczom współpracującym z Radiem Paranormalium. Tak więc, wbrew temu, co niektórzy piszą w komentarzach, audycja Mówią Świadkowie wcale się nie kończy.
Wręcz przeciwnie, materiału jest na wiele, wiele, naprawdę wiele odcinków. A dzisiejszy odcinek ma się już ku końcowi. Oczywiście, jeśli macie Państwo jakieś swoje historie o spotkaniach z nieznanym i chcielibyście się nimi podzielić— zapraszam do kontaktu.
Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios Radio Paranormalium a Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493 530 620 493. Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 3608 80 02 3608 80 02. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem Radio@paranormalium.pl.
Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.