[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:04] - Dzień dobry. Chciałoby się powiedzieć: dzień dobry, dzień dobry panie Piotrze, ale pana Piotra nie ma. Pan Piotr udał się w przeszłość za pomocą eksperymentalnego wehikułu czasu. Misja dla dobra ludzkości. A czy ta misja się powiodła? Wszyscy się przekonamy, kiedy dowiecie się państwo, że po czwartku nastąpi piątek, a Adolf Hitler okaże się, że przegrał wojnę. Panie Marku, niech jeszcze parę sekund się pogowią, co się dzieje i zaraz zaczynamy. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden. Żartowaliśmy. Bardzo przepraszamy.
Tak wyszło niechcący. Natomiast słuchajcie, dzisiaj będziemy rozmawiać o alternatywnych wersjach historii i o rozmaitych wydarzeniach, które mogłyby spowodować taką zmianę w tej historii. Więc zacznijmy od tego, że spytam pana Marka, jaka jest jego ulubiona powieść, książka związana właśnie ze zmianą biegu historii.
[01:18] - No cóż, jeśli chodzi o książkę, ma być książka, a ja przygotowałem się.
[01:23] - Film też.
[01:24] - Film też. Przygotowałem się na film, że lubię całą trylogię „Powrót do przyszłości”. Ale jeśli chodzi o książki, to kiedyś pomiędzy nami nastąpił taki dialog. Mała, niepozorna książeczka wydana w serii Z Glizdą w latach 80. „Pierwsze podróże w czasie”. Autor też mało znany, NRD-owski pisarz, ale trzeba przyznać, że kilka opowiadań z tego tomiku zapisuje się w pamięci. Między innymi takie, w którym mowa jest o tym, że inny sławny pisarz, Herbert George Wells, napisał „Wehikuł czasu”, który miał dwie części. Pierwsza z tych części opowiadała o podróży w przeszłość do czasów dinozaurów, a druga to jest ta, co my ją obecnie całkiem dobrze znamy, ale jako tę jednotomową wersję. To tyle, jeśli miałbym wymieniać. Jest jeszcze jedna fajna książka Isaaca Asimova „Koniec wieczności”, ale tam już się bardzo rzeczy komplikują, więc to tyle.
[02:33] - No właśnie, nie wiem. Troszeczkę miałem zakłócenia, nie wszystko słyszałem, ale ten pierwszy tom „Wehikułu czasu” jest dla mnie absolutnie o całe klasy wyższy od tego drugiego tomu, w którym właśnie podróżuje do przyszłości. Także jedna z moich ulubieńszych książek. Wszystkim polecam. Jak możecie, to od razu sobie doczytajcie, jeżeli złapaliście tylko drugą część. Natomiast jeśli chodzi o takie książki, które już są napisane przez pisarzy współczesnych, to „Operacja Proteus” Jamesa Hogana. Nie wiem, czy pan czytał.
[03:11] - No widzi pan, panie Piotrze, strzela pan, strzela i czasami pan trafia. Nie, nie czytałem. Tej akurat książki nie czytałem.
[03:19] - Dobrze, to w takim razie robimy tak: pracę domową, czyli lekturę do przeczytania. To jest absolutnie lektura obowiązkowa. Nigdy nie czytałem lepszej książki o alternatywnych wariantach historii. To jest autor, który napisał „Trylogię gigantów”. To myślę, że większość osób zna. Bardzo polecam też przy okazji, jeżeli nie. Generalnie „Gwiezdne dziedzictwo”, pierwszy tom. Też chyba mówiliśmy kiedyś o tym. Jak chcecie dzieciaka wychować na naukowca, jak chcecie go napompować ambicjami, żeby nauczył się myśleć jak naukowiec albo żeby został naukowcem, to to jest absolutnie książka numer jeden. Natomiast wracając do „Operacji Proteus”, intryga jest skręcona wręcz fenomenalnie.
Albert Einstein występuje jednocześnie na kartach książki i szereg innych postaci, także jest to absolutnie książka obfitująca w niezwykłe, innowacyjne... Może nie innowacyjne, bez przesady, ale niezwykle kunsztownie jest opracowane przejście od jednej wersji wydarzeń do drugiej. Natomiast zastanówmy się teraz. Ja chciałem zadać parę pytań. Nie mam komu zadać innemu niż panu Markowi, więc on będzie ofiarą. Bardzo przepraszam. Nieszczerze oczywiście, jak zwykle. Trzymać się przez chwilę tej II wojny światowej, bo to jest najbardziej oczywiste, prawda? Że Hitlera na przykład cofnąć się w czasie do lat 30. i dać mu pieniądze na farby, żeby dalej malował.
W latach 20., przepraszam, to nawet jeszcze trzeba by było wtedy. Pytanie jest następujące: skoro I wojnę światową można traktować jako pierwszą część jednej wielkiej wojny, z której wyłonił się nowy porządek świata rządzony przez Amerykanów, to jeżeli tak spojrzeć na historię, na to, że te dwa konflikty podzielone antraktem, to też ktoś inny powiedział z kolei, podzielone były 20-letnią przerwą po to, żeby narody mogły odbudować swoje zasoby biologiczne, żeby być zdolnymi do toczenia kolejnej decydującej fazy tej jednej długiej wojny, takiej dwuczęściowej. To można stwierdzić w pewnym momencie, skoro chodziło o to, że Amerykanie próbowali i skutecznie im się to udało przejąć ten nimb globalnego imperium od Imperium Brytyjskiego, to skoro to było wydarzenie konieczne, niezależne od wszelkich innych pretekstów, przesłanek, obraz majestatu i tak dalej, to te wojny musiały wybuchnąć. Nie wiem, co pan o tym sądzi?
[06:11] - Czy musiały? Tak, właściwie tak. Zależy, jak na to patrzymy, bo ja mam naturalną tendencję, żebyStrząsać z siebie takie paskudne wydarzenia jak II wojna światowa. Ale jak przełączam sobie pstryczek-elektryczek i zaczynam patrzeć na świat trochę z pozycji człowieka, który ocenia te geopolityczne różnego rodzaju wygibasy, to rzeczywiście, skoro ktoś miał w tym interes, to ta wojna wybuchnąć po prostu musiała, tak czy inaczej. Jak to nie byłby Hitler, to byłby jakiś inny ktoś, kto by to rozpętał, ponieważ te wydarzenia były potrzebne. One by się różniły zapewne momentem wybuchu, jakimiś szczegółami, może jakimiś drastycznościami. Ale w gruncie rzeczy, skoro coś się miało stać, bo komuś na tym zależało, to nie jestem zwolennikiem takiego determinizmu, że musiało, ponieważ się atomy tak zestawiły w kosmosie. Nie, po prostu komuś naprawdę na tym bardzo zależało. Wajcha musiała zostać przełożona. Tak jak pan powiedział, ktoś starał się o przywództwo, o kontrolę nad światem, to odpowiedź jest prosta.
[07:32] - Niestety prosta i sprzeczna ze wszystkim, czego nas uczono w szkołach podstawowych, średnich i jakichkolwiek innych. Natomiast tutaj z takiego układu sił, które widzimy przed II wojną światową, kiedy aspirowały w zasadzie cztery ośrodki, pięć doliczyłem. Przede wszystkim Japonia starała się zbudować swoje własne imperium. W książce „Prawidła geopolitycznej gry o przetrwanie” — już niedługo będzie wersja papierowa, tak na marginesie — napisałem jeden esej, takie rezumowanie, w którym stwierdziłem już w tytule, że Japończycy wybudowali to imperium z konieczności, ponieważ logika jest elementarna, drogi Watsonie. Z prostej przyczyny takiej, że Japończycy nie mają żadnych liczących się zasobów mineralnych, a przede wszystkim surowców energetycznych na Wyspach Macierzystych. To po to, żeby stać się państwem nowoczesnym i zasilać energią przemysł, który jest niezbędny nowoczesnemu państwu, musieli te zasoby zdobyć na nacjach, które były w pobliżu. Czyli stąd mamy zajęcie niezwykle bogatej w zasoby naturalne Mandżurii, zajęcie Korei, zajęcie Tajwanu, z którego — jakby ktoś pierwszy raz słyszał telegram, to mówię do państwa — Tajwan swego czasu, pod koniec lat 30., dostarczał na macierzyste Wyspy Japońskie 30% konsumowanego tam ryżu. Czyli Tajwan to nie było jakieś niezatapialne lotniskowiec. Jeszcze w tamtych czasach, 20., 30., przede wszystkim na początku XX wieku, w takich kategoriach nie myślano. Myślano raczej o bazach morskich, ale przede wszystkim myślano o potencjale rolniczym, który był wręcz gigantyczny.
Jak 30% zabierali żywności z Tajwanu, ryżu przede wszystkim. Natomiast innym imperium, takim aspirującym do tego, żeby stworzyć potężnego molocha władającego jak największą częścią świata, był Związek Sowiecki, który można zdefiniować na przykład do krzyżówki: mocarstwo, które sprzymierzyło się po kolei ze wszystkimi innymi mocarstwami uczestniczącymi w II wojnie światowej . Chyba tak jest, bo z Japończykami nie do końca się dogadywali, ale generalnie na początku z Niemcami przecież, jak napadli na nas w 1939 razem z nimi, potem z Amerykanami i Wielką Brytanią. Z Japończykami? Nie przypominam sobie, panie Marku, chyba nie.
[10:16] - Raczej nie. Zdecydowanie nawet raczej nie. Za to później o tym nie mogli wiedzieć, ale stworzyli przyszłe mocarstwo, a w każdym razie bardzo mu pomogli, czyli Chiny.
[10:28] - Natomiast te kolejne mocarstwa to są Imperium Brytyjskie i Imperium Amerykańskie, czyli strażnicy naszego współczesnego pokoju. Mówię to, przez chwilę tak z przekąsem to zabrzmiało, zrobiłem to celowo, ale tak naprawdę Pax Americana, które Amerykanie ustanowili, to jest akt założycielski globalnej cywilizacji, dzięki której byliśmy w stanie posłać człowieka na Księżyc. Bez tych zasobów, które Amerykanie wygenerowali i zaprzęgli do tego wielkiego celu, czyli zrealizowania misji Apollo między innymi, co było jeszcze wspomagane wyścigiem zimnej wojny, było współzawodnictwo, które dodawało wszystkim pary w czasie lat 50., 60., 70. Amerykanie co prawda zrobili to, że tak powiem, po to, żeby władać światem, natomiast władali tym światem w sposób daleko bardziej pobłażliwy i lekką ręką, może użyję tego słowa, niż by to robili na przykład Japończycy czy Niemcy, nasi odwieczni przyjaciele. Krzyżacy chyba kiedyś wcześniej się nazywali, ale podobno Krzyżacy przylecieli i odlecieli na tych samych zasadach, jak naziści. Przylecieli, zrobili bałagan i odlecieli. Już nie ma nazistów. Natomiast tutaj przechodzimy do takiego ciekawego momentu. Jest taka świetna książka. Jak pan zgadnie tytuł, to niech pan od razu powie, bo sam jestem ciekaw, w którym momencie pan zgadnie.
Jest taka też książka o podróżach w czasie, druga moja ulubiona, w której autor pokazuje, że gdyby nie to, że Europejczycy odkryli Amerykę Południową, to Aztekowie by odkryli Europę i wtedy wyeksponowanie tych mieszkańców rdzennych na nowe choroby zadziałałoby nie na naszą korzyść Europejczyków, tylko właśnie na korzyść tych Azteków, którzy by doprowadzili, że epidemia syfilisu i różnych innych świństw, która w tamtym rejonie światawylęgały, to właśnie by nas dziesiętowało w Europie, w której żyliśmy w brudzie generalnie, jeśli chodzi o higienę osobistą. Na zachodzie Europy to było trochę inaczej niż tutaj, w rejonach polskich. Nie wiem, czy ktoś czytał. Jest taka świetna książka „Historia brudu” zresztą. Nie wiem, czy warto polecić. Moim zdaniem bardzo warto, ale nie wiem, czy tutaj warto.
[12:57] - Zawsze warto wszystko, co nadaje się do czytania. Tylko zapytam: to polski czy zagraniczny autor?
[13:04] - Jesteśmy obywatelami świata, tutaj niech pan nie będzie nieinkluzywny. Autor, nie podpowiem.
[13:10] - Ha, ha.
[13:12] - Generalnie była taka kwestia, że można było tylko patrzeć wstecz. Technologia była nie do końca dopracowana, aż w końcu pojawiło się wydarzenie, w którym patrząc wstecz ta organizacja, która zajmowała się badaniem historii przyszłości ludzkości, odkryła ingerencję. Ktoś odkrył technologię zdolną do manipulacji przeszłością. Stąd to im dało impuls do tego, żeby tą technologię dalej zgłębiać i spróbować jednak podejść z innej strony do problemu, który uznali za nierozwiązywalny. W rezultacie okazało się, że ta ingerencja, którą zobaczyli przez przypadek, przez natchnione dzieło siedzącego po godzinach maniaka. Natomiast dziełem ingerencji to było udawanie anioła, który zstąpił przed Kolumbem i nakazanie mu odkrycia Ameryki. To miało przeciwdziałać temu, żeby doprowadzić do zmiany historii radykalnej, w której to Europa odkrywa Amerykę, a nie odwrotnie. Dzięki temu świat miał być lepszym miejscem.
[14:33] - Ja podejrzewam, że nie czytałem tej książki. Tak bardzo mocno podejrzewam.
[14:38] - Naprawdę nie?
[14:39] - Anioła nakazującego Kolumbowi odkrycia. Jakoś sobie nie przypominam. Albo to było bardzo dawno. Nie, nie.
[14:48] - Orson Scott Card, „Badacze czasu”.
[14:50] - Nie, nie czytałem. To na pewno.
[14:52] - Nie czytał pan?
[14:53] - Nie. Widzi pan, dzisiaj pan mocno strzela.
[14:57] - Słuchajcie, zaraz otwieramy zrzutkę na Patronite, pana Marka ktoś z nas wybierzemy. Kto da najwięcej kasy, niech tak będzie. Cofniemy się i Żelkowskiemu wyślemy 30 lat temu anonimowo parę książek. Właśnie „Operacja Proteus”, „Badacze czasu”. Jeszcze zaraz pewnie znowu coś się okaże.
[15:19] - Wie pan, to nawet nie usprawiedliwienie, to raczej wytłumaczenie. Ja zdecydowanie zawsze preferowałem te książki, w których kosmos odgrywa badanie przestrzeni albo jej zdobywanie. Czas, owszem, troszkę mnie to kręciło, ale tak nie uganiałem się. I być może dlatego Orsona Scotta Carda te książki, które dotyczą wojny kosmicznej, to owszem, jak najbardziej tak, natomiast te jakoś nie. Ale tak jak powiedziałem za pierwszym razem-
[15:52] - Nie jest pan dostatecznie inkluzywny.
[15:53] - Tak, to już dawno nie jestem. Ale tak jak powiedziałem, ja zawsze sobie to powtarzam: tyle wzruszeń przede mną jeszcze.
[16:01] - Czyli mówiąc prosto, podsumowując gust pana Marka, jak się nie strzelają laserami w kosmosie, to nie książka, tylko po prostu sterta jakiejś celulozy na podpałkę albo do wyłożenia w śmietniku.
[16:12] - To akurat na przykład słuchacze „Bibliotekarium 2.0” wiedzą bardzo dobrze, że ja w filmach i w książkach cenię to, jak się strzelają. Zresztą mam wielkiego-
[16:25] - W kosmosie.
[16:26] - Też. Ale mam wielkiego bossa w tym, jeśli chodzi o to zagadnienie, bo Paweł Majka, w końcu osoba znaczna wśród pisarzy science fiction w Polsce, również podziela to zdanie. Oczywiście zawsze mruży przy tym oko, ale jednak zostało wypowiedziane. Jak się strzelają, jest dobrze.
[16:48] - To podsumowując i wracając niejako do II wojny światowej, gdybyśmy tak zastanowili się, jakie wydarzenia były absolutnie niezbędne. W tym sensie, że są one amutantami. Nie wiem, czy wszyscy wiedzą. Panie Marku, pamięta pan z „Sił psychohistorii” amutanty?
[17:04] - Amutanty? Nie, też nie pamiętam. Widzi pan, a proszę wytłumaczyć to, akurat bardzo się przyda.
[17:14] - Jest taki bardzo stary zbiór opowiadań J.J. McIntosha pod tytułem „Dziesiąte podejście”. Tam z kolei wynaleziono taką technologię, że można cofnąć człowieka w czasie, ale można cofnąć tylko jego osobowość do jego wcześniejszego ciała, dając mu niejako drugi start, czyli może przejść przez różne wydarzenia swojego życia, ale już wyposażony w doświadczenie. Przykre niestety, skoro się decydował na taki ruch, ale mając właśnie to doświadczenie, które pozwoli uniknąć błędnych decyzji. Więc „Dziesiąte podejście” próbował poderwać dziewczynę, którą koniecznie się zafiksował. Natomiast w czasie opowiadania właśnie pada definicja amutantów, czyli takich wydarzeń, które cokolwiek by się działo, to po prostu one i tak nastąpią, po prostu jakieś niespotykane fikołki robi rzeczywistość, ale one są niezmienne.
[18:08] - Tu muszę przerwać, bo ten zbiór akurat czytałem. Zapomniałem, byłem-
[18:14] - Ale to nie o kosmosie.
[18:15] - Tak, ale akurat czytałem, bo to w latach 80. wyszło w wydawnictwie Alfa i wtedy ja czytałem dużo różnych rzeczy. No cóż, zapomniałem samą nazwę amutanty, natomiast jak pan przypomina treść, to jak najbardziej.
[18:29] - Więc jednym z amutantów, już dokończę opowiadanie i nie zdradzę nic z treści, bo jest absolutnie fenomenalne. Jak ktoś ma możliwość dostępu do książki, to bardzo polecam.Była walka bokserska, w której za każdym z tych dziewięciu razy, za dziesiątym też, jeden bokser zawsze wygrał. Cokolwiek by się nie działo, czy w pierwszej rundzie, czy na punkty, czy przez nokaut, wszystko się działo, ale zawsze wygrał. To tyle bym powiedział o mutantach. Natomiast zastanówmy się. Ten koncept jest fenomenalny wręcz, dlatego że możemy stawiać sobie hipotezy. Mamy jakieś 10 przełomowych wydarzeń z czasów II wojny światowej albo 10 skutków II wojny światowej. I teraz należałoby sobie zadać pytanie dla każdego z tych skutków, czy to wydarzenie jest mutantem? To znaczy osiągnięcie danego stanu rzeczy jest przez zwycięzców oczywiście, bo przegrani nie mają nic do gadania, tylko zostają zbrodniarzami. Natomiast osiągnięcie tego przez zwycięzców jest generalnie celem wojny, niezależnie od tego, czy w podręczniku jest napisane, że to oni wywołali tą wojnę, czy też oni się tylko bronili, bo my się tylko zawsze bronimy.
Przypominam, to jedna z zasad propagandy wojennej. Też w siłach psychohistorii jest wymieniona. Natomiast jakie byłyby mutanty w II wojnie światowej? Ja powiem teraz trzy. Dając też za to jeszcze raz ponownie, nieszczerze też przepraszam. Pan Marek spróbuje to skomentować, a może jeszcze doda jakiś własny. W każdym razie zaraz się zwoję trochę, zakotłuję i będzie musiał trochę myśleć nad tym, jak to skomentować. Pierwszym mutantem jest powstanie państwa Izrael. Ale będzie. Natomiast drugim mutantem jest wstąpienie Stanów Zjednoczonych do roli globalnego hegemonii i przejęcie tej pałeczki ze strony upadającego od czasów I wojny światowej Imperium Brytyjskiego, które de facto zbankrutowało w wyniku I wojny światowej.
Jakby ktoś nie orientował się na bieżąco, to jasno wynika z sytuacji zadłużenia między innymi wobec Stanów Zjednoczonych i wielu innych czynników. Natomiast trzecim mutantem jest to, że strefa wpływu Związku Sowieckiego będzie obejmowała Europę Wschodnią, włącznie z Polską. Over.
[21:05] - Zastanawiam się nad tym pierwszym mutantem związanym z powstaniem państwa Izrael. Nie wiem.
[21:14] - Przypominam, przepraszam, że przerwę. Przypominam o akcji osiedleńczej trwającej już od końca XIX wieku, w wyniku której Żydowscy osiedleńcy wykupywali w Palestynie ziemie i zagospodarowywali, i generalnie zwiększali swoją populację. Over.
[21:35] - No tak, tylko zastanawiam się, co by się stało, gdyby kampania z Afryki Północnej, niemiecka rozwinęłaby się nieco inaczej. Czy to rzeczywiście by funkcjonowało? Za dużo zmiennych. Okej, zgoda, niech to będzie. Rzeczywiście tak było, że nawet sami Niemcy przecież kombinowali, zanim wpadli na ten okrutny pomysł rzezi, którą dokonali na Żydach, to wcześniej kombinowali przecież i czy by przypadkowo nie wysłać tych swoich rodzimych Żydów z Niemiec właśnie na Bliski Wschód. I to było całkiem poważnie podobno rozważane. Dopiero kiedy to się przestało układać, przestało pasować i przestało być wykonalne, to wtedy wymyślili coś, co do dzisiaj pamiętamy, co odcisnęło silne piętno i sprawia, że dzisiaj czasami trudno jest z tą nacją dyskutować, bo zawsze wyciągną właśnie to wydarzenie. To jeśli chodzi o pierwszego mutanta, a pozostałe dwa chyba klepnę. I powiem tak, że i tak chyba w naszej wersji rzeczywistości mieliśmy szczęście, bo mogło być chyba tak, że Stalin zaszedłby znacznie dalej, jeśli chodzi o tereny zajęte i kto wie, czy nie zatrzymałby się gdzieś na granicach Francji.
[23:20] - Tak. I to właśnie jest bardzo ciekawe, dlatego że strony między innymi w Jałcie, mówię tutaj o aliantach, czyli Amerykanach i Związku Sowieckim, bo Brytyjczycy się generalnie nie liczyli w tych rozmowach za bardzo. Słabi po prostu. Natomiast Amerykanie się dogadali z Ruskimi, kto zdobędzie Berlin. To zostało ustalone. Stąd wyścig do Berlina, który był instrumentem motywowania żołnierzy walczących we Francji i posuwających się w stronę Niemiec. To wszystko było tylko i wyłącznie zabiegiem propagandowym, bo to, jakie są strefy, że tak powiem, okupacyjne Niemiec, to nie jest tak, że kto zajmie, to jego. Tylko po prostu było tak, że jak ich zapędzili, to musieli wracać. Na tej samej zasadzie była kwestia wycofywania się wojsk niemieckich i sowieckich w 1939 roku z terenu Polski, jak niektórzy posunęli się poza te linie, które zostały ustalone tym tajnym protokołem, to wtedy musieli się grzecznie, w pełnej dyscyplinie cofać. Jeszcze mogę tutaj polecić film „Sowiecka Historia”, „The Soviet Story”.
Nie wiem, czy pan zna ten film dokumentalny.Litewski chyba reżyser nakręcił z tego, co pamiętam.
[24:45] - Nie, chyba nie. Być może pod innym tytułem, ale nie. Myślę, że nie.
[24:50] - „The Soviet Story". Bardzo polecam. Świetna perspektywa, dlatego, że jest nie polska, ale mimo wszystko antysowiecka. Dlatego, że właśnie litewska. Albo łotewska albo litewska. Przepraszam, nie pamiętam tego w tej chwili, dawno nie oglądałem.
[25:03] - Tyle dzisiaj zadań domowych dostaję.
[25:06] - Nie, nic nie powiedziałem, żeby oglądać. Tylko sugerowałem. Natomiast patrzenie na te wydarzenia polega na wyłapywaniu drobnych szczegółów i na przykład w pamiętnikach polskich żołnierzy walczących we Włoszech, posuwających się z aliantami w stronę północy, czyli w stronę centrum naszej europejskiej kultury, przede wszystkim jesteśmy tam prekursorami sztuki. Na przykład największy przywódca tamtego czasu był malarzem, jakby ktoś nie wiedział. Co prawda tylko akwarelistą, a nie oleistą, bo właśnie nie było oleju w tym kraju. Oleju, ropy napędowej. Kiepsko po polsku brzmi ten dowcip. Ale generalnie, wracając już do meritum i zupełnie na poważnie, jak przeczytamy wspomnienia rozmaitych żołnierzy, nie wszędzie to jest, to żołnierzom wciskano propagandę polegającą na tym, że Polska będzie częścią wolnego świata po końcu II wojny światowej. Natomiast wszyscy, zwłaszcza oficerowie, czuli pismo nosem i były bunty nawet. Bunty jak bunty.
Atmosfera już na granicy buntów, dlatego, że ludzie się nagle domyślali, że ci Sowieci idą i zajmą tą Polskę i nie będzie Polski. I to byli ludzie, przypominam w dużej części, którzy walczyli w tych armiach polskich we Włoszech, pochodzący właśnie z kresów wschodnich, które już do Polski nie należą po II wojnie światowej. Także proszę bardzo, zobaczmy, że to, co jest oficjalnie mówione w propagandzie wojennej czy też antywojennej, to jest kompletnie inna bajka niż to, co rzeczywiście decydenci ustalają gdzieś tam w kuluarach albo po cichu generalnie. I nagle się okazuje, że dzieje się tak, jak oni ustalili, a nie tak, jak wyszło. Mówiąc nieco niezgrabnie, ale celnie.
[27:08] - No tak, tylko wie pan, jeśli chodzi o te umowy i te ustalenia dotyczące podziału Europy, było to robione tak naprawdę na zimno i z jakimś takim cynicznym odpałem. To okej, powiedzmy polityka. Dawno straciłem złudzenia, że polityka jest czymkolwiek moralnym, ale jak sobie później przypomnę te konsekwencje, które się z tego zrodziły, podział świata i w sumie rzeczywiste zagrożenie, bo raz w Związku Radzieckim były osoby bardziej zrównoważone przy sterach władzy, raz mniej zrównoważone. Mnie się jednak wydaje, że w pewnym momencie było tak, że zagrożenie tym konfliktem nuklearnym było bardzo realne. To źródło tego potencjalnego konfliktu, który mógł wybuchnąć, jednak było w tym pakcie z diabłem. To moim zdaniem bardzo krótkowzroczna polityka Stanów Zjednoczonych wtedy, chociaż całkiem nieźle w końcu, tak podsumowując, wybrnęły z tego. Czy też się mylę?
[28:20] - To trudno powiedzieć. Można tylko patrzeć, że tak powiem, „po owocach ich poznacie" tą metodą. Patrzeć na to, co kto chce. Jeżeli ktoś ma władzę albo jest postrzegany, że ma władzę decydowania, jak się rzeczy mają dziać i co ma się stać i co do kogo należy, jakie strefy wpływów, to Amerykanie generalnie mają zdecydowanie tą władzę na dzień dzisiejszy, przynajmniej oficjalnie. Natomiast to też możemy zrobić oddzielny odcinek o nieformalnych strukturach władzy. To jest coś, co jest domeną wojen hybrydowych i tej tak zwanej sprawczości sektorowej. To też jest termin, koncepcja, którą warto pamiętać. Może zróbmy tą. Dlatego, że mówiąc o historii, o rozmaitych wariantach historii, musimy patrzeć nie przez pryzmat koncepcji, które są oswojone i którymi się posługujemy i których jesteśmy więźniami. Musimy patrzeć przez koncepcje, które dają użyteczne spojrzenie z innego punktu widzenia na te same sprawy, które wcześniej uznawaliśmy za oczywiste.
I o ile zwycięstwo w naszej kulturze zachodniej jest takie zero-jedynkowe, czyli albo zwyciężamy, zdobędziemy stolicę albo zniszczymy armię, rozbijemy armię przeciwnika i w tym momencie już on nie ma efektorów, nie ma czym się bronić, nie ma czym walczyć. W związku z tym następuje szereg rytuałów uznania swojej porażki. Natomiast w wojnach tak zwanych hybrydowych jest coś takiego, że to zwycięstwo nie musi być we wszystkich możliwych sferach, czyli politycznej, gospodarczej, jakiejkolwiek innej, ale może być właśnie wybrane. W tym sensie, że zwycięzca przejmuje bez toczenia wojen, czyli mamy ten aspekt sztuki wojny, niemalże ją cytujemy tutaj. Bez toczenia wojen zwycięzca przejmuje sektorowo, czyli jakiś tylko fragment sprawczości, czyli zdolności decydowania, co się dzieje na terytorium przeciwnika. Na przykład mając z tego punktu widzenia sytuację powstania Unii Europejskiej, która de facto jest folwarkiem niemieckim, jest sposobem niemieckim na polityczne, gospodarcze sterowanie wszystkimi swoimi podwykonawcami. Tutaj przede wszystkim mówimy o Europie Wschodniej, czyli o Polsce.Natomiast mając taką definicję, możemy zacząć rozmawiać o tym, jaki jest model rządzenia i zwyciężania w rozmaitych okresach historycznych. I o ile w XVIII-XIX wieku Imperium Brytyjskie panowało za pomocą jawnej władzy politycznej, czyli przypływamy kanonierkami, bombardujemy kogo trzeba, zamykamy im mordy i mają robić to, co mówimy i nasza flaga wisi, ten Union Jack albo przynajmniej w rogu, albo na całej fladze. Natomiast ponieważ taki model był bardzo kosztowny i to już od mniej więcej połowy XIX wieku ten model się zmienia. I stąd wynika odejście od kolonializmu jako idei zła, ucieleśnienia zła do rozmaitych innych form sprawowania władzy, już nie tyle politycznej, ale właśnie ekonomicznej, czyli jakieś ukryte struktury władzy polegające na neokolonizacji w latach 60., 70.
XX wieku, jakie miały miejsce co najmniej w Afryce. To jest już temat bardzo dobrze opisany w rozmaitych książkach, w jakichś reportażach opowiadających o tym, że te państwa afrykańskie, które wcześniej były formalnie koloniami politycznie zależnymi od Francji, teraz nadal są zależne od Francji, tylko mają własną niepodległość, mają parlament. Ale co z tego, jak elity są całkowicie skorumpowane i robią to, co im każą korporacje z kraju, który wcześniej był kolonizatorem tego rejonu. Tak to wygląda.
[32:28] - Panie Piotrze, ja się troszeczkę chciałbym jeszcze cofnąć do tych dwóch przypadków, które pan podał. Ten z krajem, z Izraelem zostawmy, natomiast te dwa pozostałe. Przyszło mi do głowy, chyba że to też będzie wydarzenie niezmienne, zależy jak je opiszemy, ale idę tutaj śladem oczywiście wyobraźni Philipa Dicka i jego „Człowieka z Wysokiego Zamku”. Kto nie czytał książki, to może sobie serial obejrzeć, byle nie do końca, bo serial kończy się tak idiotycznie, że to nawet wstyd. Chyba są cztery sezony, to proszę trzy i pół obejrzeć. Jeśli jest pięć, to cztery i pół.
[33:15] - Tak, obejrzałem chyba pierwszy i był całkiem dobry, ale gwałtownie się pogarszało, więc stwierdziłem, że nie będę marnował czasu mojego bezcennego życia.
[33:22] - Później było jeszcze nieźle, natomiast połowa ostatniego sezonu to jest kompletna porażka. Natomiast myślę, że co by było, gdyby rzeczywiście Niemcy nie opóźnili się z tym swoim programem nuklearnym i rzeczywiście dysponowali bombą jądrową. Czy te wszystkie ambitne plany Anglosasów na rozwiązania powojenne, na dominację Stanów Zjednoczonych, na podział Europy z wujkiem Joe i takim wpędzeniem się w zimną wojnę, to wszystko by nie wypaliło, bo nagle inicjatywa mogłaby, nie mówię, że musiałaby, ale mogłaby przejść znowu w stronę Niemiec. I co wtedy? Rola przypadku?
[34:12] - Wtedy Niemcy mieliby tą drugą szansę, czyli mogliby zwyciężyć waląc pięścią w stół i rozwalając ten stół w drobny mak. W tylu książkach to czytałem, między innymi właśnie w „Operacji Proteus” to było jednym z takich otwierających faktów z tej alternatywnej rzeczywistości. Nie spaliłem, co na samym początku książki. Natomiast tak radykalna zmiana zdolności oddziaływania stawia nas w takim punkcie, w którym nie jesteśmy w stanie po prostu nawet zarysować, jak potoczą się zdarzenia. Chociażby z tego powodu, że sami ci uczestnicy by nie wiedzieli, ponieważ byliby pod presją czasu, ich decyzje były też chaotyczne. W tym sensie, że to jest taka stała reguła podejmowania decyzji w chwili, w której jesteśmy w dylemacie. A przypominam jeden z najważniejszych forteli w „36 fortelach” taki meta fortel, to jest nie dawać przeciwnikowi problemu do rozwiązania, bo to zwiększy swoją antykruchość, czyli rozćwiczy swoją zdolność rozwiązywania problemów. Tylko należy go postawić przed dylematem, bo kiedy jest przed dylematem, to następuje u niego paraliż decyzyjny, czyli opóźnienie podjęcia decyzji albo podjęcie decyzji w sposób losowy, w zależności od chwili. Jak wspomniałem wcześniej, stawianie dylematów to jest jedna z moich sztuczek negocjacyjnych. Jak jeszcze się awanturowałem z Chińczykami, jak jeszcze jeździłem na awantury do Chin kontynentalnych, więc generalnie należało lewarować.
To troszeczkę jest takiej myśli przewodniej książki „Żołnierzu, nie pytaj” pan Marek na pewno czytał, bo się strzelają w kosmosie. O, wiedziałem. Tam bohater powiada, że trzeba wyciągnąć jakąś rzecz, o którą nasz kontrrozmówca ma zaczepione poczucie wstydu, jakieś głębokie poczucie wstydu albo chce to ukryć przed samym sobą. I kiedy zagrozimy wyciągnięciem tego na wierzch, tej kwestii, to tamten od razu mięknie. To znaczy jest bardzo podatny na taki deal, że dobra, my przestaniemy to wyciągać na światło dzienne, a ty w zamian zrób to, co my chcemy. Więc bardzo często jest tak, że gdy się podejmuje decyzje na poziomie geopolitycznym, bardzo często jest tak, żeDecyzje są niezwykle głęboko przemyślane, ale nagle, kiedy następuje jakieś niespodziewane zdarzenie, niespodziewany czynnik i to właśnie miało miejsce w operacji Proteus, czyli Niemcy nagle zaczęli rzucać bombami na swoich przeciwników, to nagle w takich momentach ci, którzy są poddani nagłemu zwrotowi akcji, przestają podejmować decyzje racjonalne. W związku z tym jest jedna taka inna meta zasada, którą też trąbię chyba w każdej książce, że należy decyzje podejmować racjonalnie, nie pod wpływem emocji. Natomiast zmusić przeciwnika do tego, żeby te decyzje podejmował on sam, nasz przeciwnik pod wpływem emocji. I jedna z takich książek, chyba już ostatnia, jaką powiem, jest „Wallenrod” Marcina Wolskiego. Nie strzelają się w kosmosie, więc pewnie pan Marek nie czytał.
[37:40] - Inne książki Marcina Wolskiego czytałem, ale też nie wszystkie. Natomiast tej nie. „Wallenroda” nie.
[37:49] - Tak, bo on zaczął pisać ćwierć i pół pornosy, jakby ktoś nie wiedział. O ile pierwsze jego książki takie stare naprawdę, na przykład „Agent dołu” to jest klasyka absolutna. Bardzo wszystkim polecam.
[37:59] - „Numer” na przykład.
[38:02] - Dokładnie. Natomiast potem już odszedł od fantastyki, takiej science fiction bardziej, a zaczął pisać właśnie ćwierć pornosy. Dla pieniędzy podejrzewam. Nie wiem, nie pytam. Natomiast „Wallenrod” jest taką alternatywną rzeczywistością historyczną, która jest absolutnie fascynująca. Tę książkę napisał Marcin Wolski z pozycji absolutnego mistrza, który rozumie, patrzy jak święty męża chińskiego, którego wyjaśnia znaczenie w „Siłach psychohistorii". Po prostu rozumie, jak mechanizmy geopolityki funkcjonują i jest w stanie nimi manipulować, stwarzając świat, który jest wewnętrznie spójny, a jednocześnie całkowicie odmienny od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Więc w „Wallenrodzie” okazuje się, powiem na samym początku, bo to jest wyjaśnione na samym początku, więc nic nie spalam, a wręcz przeciwnie zachęcam. Na samym początku okazuje się, że co zrobił Piłsudski? Nie umarł w 1936, dobrze pamiętam?
[39:05] - Chyba 1935.
[39:07] - 1935, 1936, nieważne, ale spotkał jakiegoś tam natchnionego magika, wróżbitę, który dał mu narkotyki pozwalające mu nie tyle wyleczyć chorobę, od której umarł Piłsudski, ale właśnie ją zaleczyć. Po prostu uśmierzyć ból i kontynuować aktywne życie i kontynuować rządzenie Polską. I ponieważ on nie umarł, to pod koniec lat 30. doszło do próby ekspansji Niemiec i zbliżała się konfrontacja między Związkiem Sowieckim a Trzecią Rzeszą. Co zrobił Piłsudski? To jest genialne, to jest po prostu genialne. On oddał Gdańsk Niemcom i oddając Gdańsk Niemcom usunął kluczowy punkt, ten amutant, który sprawiał, że Niemcy musiały przejąć tamte rejony z tej prostej przyczyny, że musiały budować swoją potęgę do jakiegoś punktu kulminacyjnego, w chwili którego nastąpiłaby konfrontacja ze Związkiem Sowieckim. Przypominam, że my wszyscy jesteśmy poddani propagandzie historycznej, wedle której Sowieci w żaden sposób nie mieli jakichkolwiek agresywnych czy ofensywnych zamiarów wobec Europy Zachodniej. Nie, to jest Stalin, to jest horror pokoju i tak dalej. Natomiast bardzo tutaj znowu muszę polecić, już nie tyle lekturę, ale można sobie przeczytać.
Zresztą nie tylko to Marek Sołonin, ale jak ten pierwszy się nazywał? Zapomniałem. Generalnie Związek Sowiecki planował inwazję na Europę Zachodnią i na Niemcy na rok 1942 bądź 1943. I generalnie wedle teorii Sołonina, gdyby nie operacja Barbarossa 22 czerwca 1941 roku, to Rosjanie by uderzyli właśnie latem 1942, do czego się szykowali i do czego przezbrajali całą swoją armię, reformowali całą swoją armię. Nie wiem, jak pan na to patrzy.
[41:31] - Często się o tym mówi, że między innymi dlatego tak błyskawicznie ta wojna postępowała w głąb Związku Radzieckiego, ponieważ byli ustawieni nie w taki sposób, w jaki należało. Czy to jest prawda? Trudno mi to weryfikować. Są tacy, którzy mówią jak najbardziej tak. Są inni, którzy niekoniecznie się z tym zgadzają. Nie mam materiału, żeby to zweryfikować. W każdym razie patrząc na to, w jaki sposób Związek Radziecki uprawiał politykę, to jestem skłonny w to uwierzyć. Zresztą, jeśli pan pamięta, Suworow również, który pisał o tym, jak to wszystko działało, również wspominał o tym, że to zdaje się tak miało się skończyć, że Stalin ruszyłby na Zachód.
[42:27] - Tak to by wyglądało. Nie wiem, ile jeszcze mamy minut, bo jeszcze miałbym kilka książek, o których moglibyśmy wspomnieć.
[42:33] - Ponieważ zbliżamy się gdzieś do końca, to proszę to seryjnie zrobić. Książki są zawsze mile widziane.
[42:41] - Dobrze. W takim razie istnieje wspaniała książka. To nie jest szczyt wiedzy historycznej i warsztatu naukowego, który rzeczywiście można znaleźć w postaci natchnionej w „Walenie Rodzińskiego” albo w „Operacji Proteus”. To jest taka książka „Filmowy wehikuł czasu”. Nie wiem, czy pan pewnie czytał, bo pisze o tym, że się strzelają w kosmosie. Akurat w tej książce nie, ale przez przypadek pewnie weszła pod rękę.
[43:10] - Tak, fikcja taka. Rzeczywiście w różnych miejscach czasu się znajdujemy. Jak najbardziej. To jest świetna książka.
[43:20] - Tak, bardzo polecam. W zasadzie nie da się o niej mówić, nie zdradzając clue całego wątku, więc absolutnie nic o tym nie powiemy. Jak ktoś Harrego Harrisona „Filmowy wehikuł czasu” weźmie do ręki, to czasu nie zmarnuje, co chyba pan Marek też-
[43:33] - Mogę jedną rzecz powiedzieć bez zdradzania takiego, że nie zepsuje zabawy. Otóż, proszę państwa, okazuje się, że kłopoty finansowe, które dotykają różnych produkcji filmowych, mogą dotykać i pewno będą dotykać jeszcze przez długi czas. W tej książce znajdujecie państwo sposób, jak sobie załatwić fajne plenery historyczne bez ogromnych nakładów finansowych. To tyle mogę chyba powiedzieć.
[44:02] - Tak, rzeczywiście. A skoro już kończymy, to muszę teraz wyjaśnić, dlaczego tak podśmiechuję się ze strzelaniem w kosmosie. Dlatego, że to dla mnie raczej jest, dla pana Marka ewidentnie też, ale dla mnie nie ma dobrego filmu bez strzelania się w kosmosie. Moim ulubionym filmem jest „Żołnierze kosmosu”, który oglądałem 35 razy, nie licząc odsłuchiwania samego dźwięku, jeżdżąc sobie na motorze, więc to o czymś świadczy. Więc proszę, niech nikt nie myśli, że ja w jakiś sposób uwłaczam godności pana Marka. Tutaj podkreślamy, że mamy pewne wspólne zainteresowania. Kosmos i mają się strzelać w kosmosie. To jest podstawa.
[44:46] - Panie Piotrze, zrobiła nam się audycja polecankowa, jeśli chodzi o książki, ale to bardzo dobrze. Cóż, pięknie zatem dziękuję. Polecam się na przyszłość, a już szczególnie na przyszły tydzień.
[45:00] - Tak, jeszcze mam i skoro tu polecamy, jeszcze takie są reguły historyczne. Jeszcze mogę się odnieść do naszej całej rozmowy. Gdyby państwo byli w pozycji władzy, na przykład byli selekcjonerami kandydatów na Akademii Sztuk Pięknych, to proszę przyjmować wszystkich jak leci, bo inaczej będziecie współwinni wybuchom światowych konfliktów.
[45:23] - Tak jest. Gdyby go w swoim czasie, mówię o Adolfie, przyjęli na Akademię Sztuk Pięknych w Wiedniu, to mogłoby być-
[45:35] - Ale w Wiedniu nie Austriacy, że tak powiem, go odrzucili. Podobno. Ja nie wiem.
[45:41] - Jak było, to się pewno nie dowiemy. Natomiast jedno jest pewne – może byłyby inne problemy, bo jak mówiliśmy na początku, ponieważ Stany Zjednoczone miały swój cel.
[45:54] - Hitler nie Hitler. Tak, znaleźliby innego.
[45:56] - Dokładnie. Więc to mówienie o tym, że to by załatwiło sprawę. Chyba nie.
[46:02] - Właśnie. To jest jeden wielki dylemat. Tak na marginesie, już zamykając, skoro to jest audycja, w której mogę trochę reklamować własne książki, nawet te nienapisane jeszcze. Mam nadzieję, że napiszę. Teraz ukazały się w zeszłym roku „Siły psychohistorii”, czyli o tym, jak pewne mechanizmy są silniejsze od jednostek. Natomiast już powstaje, wydam ją za rok, albo za dwa, albo za trzy lata, w zależności od tego, jak finansowo będę stał i mógł się poświęcić pisaniu. Książka na temat tego, jak jednostki wpływają na historię. Ten pierwszy tom „Siły psychohistorii” musi być zbalansowany drugim, czyli „The Influence of Willpower Upon History”, po polsku nie ma dobrego na to tytułu. Już chyba mówiliśmy na ten temat, czyli jak siła woli wpływa na bieg historii, siła woli tych wielkich jednostek. Także trzymajcie kciuki.
Słuchajcie, Hitler przegrał II wojnę światową. Bardzo dobrze. I oby tak zostało. Mam nadzieję, że nikt tego nie będzie próbował zmienić.
[47:02] - Panie Piotrze, pięknie dziękuję. Do usłyszenia za tydzień.
[47:06] - Ja też dziękuję. Do usłyszenia.
[47:08] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.