[00:03] - Audycja z cyklu Debaty Ufologiczne. Jeśli komuś wydaje się, że w ufologii dzieje się niewiele albo nawet nic, to jest w błędzie. W dzisiejszej audycji z cyklu Debata Ufologiczna Online przyjrzymy się pewnym znaczącym wydarzeniom, a także zastanowimy się, czy właśnie jesteśmy świadkami wstępu do kontaktu, który ma nastąpić w ciągu najbliższych kilku lat. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk Ivellios. Po drugiej stronie połączenia internetowego są już z nami Marek Żelkowski z Bibliotekarium oraz Piotr Cielebaś z Nieznanego Świata. Ja jeszcze tylko przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, pod którymi będziemy dzisiaj czekać na państwa komentarze. Można do nas pisać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jesteśmy także na Skypie radio.paranormalium.pl. Można także pisać pod numer Gadu-Gadu 36 08 80 02. Czekamy także na państwa SMS-y pod numerem 53620493. Można również kontaktować się z nami poprzez Facebooka facebook.com/@radioparanormalium. Zapraszam przy tej okazji do dołączenia do grup Radio Paranormalium oraz Czytelnicy Nieznanego Świata, bo tam również jesteśmy. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc teraz przekazuję głos Piotrowi Cielebasiowi. Piotrze?
[01:57] - Witam wszystkich w kolejnym odcinku Debat Ufologicznych Online. Przypominamy, że nasz program nadajemy na żywo naprzemiennie z Facta Incognita i Obliczami Nieznanego. Także słuchajcie nas na żywo co poniedziałek o 20:00. Przypominam, że w kioskach czeka na Was majowy numer Nieznanego Świata. Numer możecie zamówić również na www.nieznany.pl. Z ogłoszeń parafialnych to jeszcze tyle, że odsyłam was do piątkowego Bibliotekarium, gdzie była mowa między innymi o teorii nadistot, a także przemyśleniach Charlesa Forta, że Ziemia jest własnością jakiejś nieludzkiej inteligencji. Materiał z tej audycji znajdziecie w archiwum Radia Paranormalium. Czekamy oczywiście na wasze pytania, komentarze. Wszelkie dane, o których wspomniał Ivellios znajdziecie w opisach poniżej. O czym jest dzisiejsza audycja? Będzie trochę nietypowo, bo bardzo wielowątkowa. My zwykle staramy się ją tematycznie robić, natomiast dzisiaj będzie naprawdę dużo tych srok za ogon pociągniętych, ale dotyczy najnowszych wydarzeń. Od wysłuchania w Senacie poświęconego kwestii UFO po butne zapowiedzi kontaktu z obcą inteligencją w 2029 roku, a także inne sprawy. Między innymi wydarzenie spod Bydgoszczy, o którym Marek ma bardzo interesujące informacje. Ujawnię tylko, że wyjątkowo dla naszej wiosenno-letniej ramówki na debatę ufologiczną zapraszamy też za tydzień, ale tematu wam jeszcze nie zdradzimy. Zacznijmy, Marku, od wysłuchania na temat UFO w Senacie, bo dobrych kilka godzin przegadaliśmy na temat tego, co Stany Zjednoczone oficjalnie wiedzą i jak odnoszą się na stopie oficjalnej do zjawiska UFO. Choć to wszystko trudno jest ująć w sztywne ramy, to wnioski części środowiska badawczego są takie, że UAP, czyli nowa nazwa zjawiska UFO, podzieliła ten fenomen na część wojskową, oficjalnie badaną i część anomalną, czyli zjawisko UFO takie, jakie znamy dotąd, ze wszystkimi jego tajemnicami i zróżnicowanymi formami manifestacji. Po drugie, projekt AARO, czyli bieżąca komórka do spraw badań nad UFO, nad UAP, jak je nazwiemy, jest bardzo oszczędna w ferowaniu wniosków, chociaż podkreśla konieczność analizy tych zdarzeń anomalnych i niewytłumaczalnych. Nic jednego o nich nie wiemy, niczego nie dostajemy. 19 kwietnia bieżącego roku Senat USA zorganizował drugie w historii takie wysłuchanie na temat zjawiska UAP, na którym zjawił się szef wspomnianej jednostki AARO, doktor Sean Kirkpatrick. Więcej o nim możecie usłyszeć w audycji „Cicha inwazja. Dlaczego media milczą?”, która odbyła się kilka tygodni temu. Kirkpatrickowi towarzyszyła senator Kirsten Gillibrand, która rozpoczęła to spotkanie z senatorami takimi słowami: „Nie wiemy, skąd są, nie wiemy, kto je wykonał i jak działają”. A potem dodała, że trzeba w tej kwestii trzymać rękę na pulsie. Jakichś bardzo, Marku, przełomowych wniosków w tej kwestii nie było. Oczywiście media na całym świecie podały, że takie spotkanie się odbyło. Wszędzie pojawiły się pytania, kiedy te latające spodki zostaną ujawnione i tak dalej. Natomiast Kirkpatrick powiedział coś takiego, że większość zarejestrowanych przypadków UAP, które oni posiadają w tym archiwumA ono liczy sobie 650 przypadków. To są sprawy związane z obserwacjami kulistych obiektów o wymiarach od jednego metra do czterech metrów. Bardzo rzadkie są inne kształty UAPów czy UFO, czyli spodki, trójkąty i tak dalej. Najciekawsze jest to, że na tym spotkaniu zaprezentowano trzy nagrania przedstawiające niezidentyfikowane obiekty: dwa z Azji Południowej i jedno z Bliskiego Wschodu. Tutaj się pojawia pytanie, bo te materiały są dość kontrowersyjne. Jeden ma przedstawiać obiekt, który dało się rzekomo zidentyfikować, drugi już niekoniecznie. Ten zidentyfikowany pochodzi z filmów z Azji, bo to jest w zasadzie jedno zdarzenie, tylko są dwa filmy. Nagrania są odtajnione. Pytanie, ile podobnych nieodtajnionych ma na swoich dyskach organizacja AARO?
[07:04] - Piotrze, odpowiedź na to pytanie to byłaby tak zwana odpowiedź kluczowa. Natomiast nawiązując do wydarzenia, jakim było przesłuchanie w Senacie USA, to myślałem, że to mnie nasi słuchacze znienawidzą, ale zrobiłeś to pierwszy, że właściwie podczas tego przesłuchania niewiele się dowiedzieliśmy. Tak naprawdę to znowu było, ja może jestem w gorącej wodzie kąpany, ale to troszeczkę było bicie piany po raz kolejny. Chyba najważniejszą rzeczą albo najważniejszą wartością było samo to, że takie przesłuchanie w Senacie się akurat odbyło. Otóż oczywiście tam się pojawiają w artykułach opisujących całą sprawę, czyli tego przesłuchania informacje, że prawnik imieniem Daniel, nazwiskiem Sheehan powiedział, że jest w kontakcie z co najmniej sześcioma byłymi urzędnikami państwowymi, czy też ludźmi współpracującymi z wojskiem, którzy twierdzą, że pracowali nad programami UFO. Tak, ale z tego nic jeszcze nie wynika. Pracowali nad programami UFO, to nie znaczy, że to UFO widzieli. Owszem, są informacje, że część z nich pracowała nad programami inżynierii wstecznej, czyli próbami odtwarzania obcej technologii na podstawie artefaktów, które zostały znalezione. Ale mówiąc szczerze, jeśli ktoś liczył na to, że będą tam konkretne informacje, jakieś takie bardziej... Filmów nie liczę, ale sam powiedziałeś, że te filmy, coraz mniej można wierzyć w informacje, które widzi się na filmikach, bo sami państwo wiecie, że w tej chwili na filmikach sztuczna inteligencja może zrobić wszystko. To oczywiście nie jest ten przypadek, ale też te filmiki nie są jakoś takie powalające, jeśli państwo do nich dotrzecie. Cóż, myślę, że sam fakt przyznania się do tej inżynierii wstecznej to jest chyba duża wartość z tego przesłuchania. Tylko pytanie, z czego-
[09:41] - Tylko to było tak, że Daniel Sheehan i cała grupa innych badaczy zostali zepchnięci zupełnie z pola badań nad UFO i Senat komunikował się wyłącznie z Seanem Kirkpatrickiem, który jest pracownikiem oficjalnym. Natomiast Daniel Sheehan mówił, że zna sześć osób, które w Senacie rozmawiały z senatorami. Natomiast nie wiadomo kiedy i w ogóle jakiś się rodzi paradoks, Marku, bo okazuje się, że teraz organizacja AARO bada UFO, pokazuje jakieś filmiki i tak dalej. Nagle okazuje się, że jeszcze parę lat temu zupełnie w mainstreamowych mediach typu New York Times pokazywały się osoby, które miały znacznie dalej idące wnioski na temat UFO. Jedną z nich jest Sheehan, ale tam jest przecież więcej osób, o których wspomnimy może jeszcze za jakiś czas. I nagle się okazuje, że senatorowie muszą się kontaktować z pracownikami państwowymi, żeby ci pracownicy im powiedzieli, co się w kraju robi, bo senatorowie nie wiedzą. O czym to świadczy? Świadczy to o tym, że są programy, które są tak głęboko ukryte i zaraz o nich trochę powiemy, że dostęp do informacji na ich temat jest niemożliwy, nawet jeżeli jest się parlamentarzystą, nawet jeżeli jest się wojskowym wysokiego szczebla.
[11:25] - Tak, ale z drugiej strony docierają do nas takie mniej więcej cytaty, komunikaty. I tu cytat: „Ci, których znam, czuli, że ich obowiązkiem jest powiedzieć to, co wiedzieli i nie byli powściągliwi” powiedział jeden z informatorów. Niektóre osoby należące do tej kategorii to jest tych współpracowników, którzy brali udział przy inżynierii wstecznej. Niektóre osoby należące do tej kategorii podlegały reżimowi sygnalistów. Chodzi o to, że oni byli sygnalistami tej ustawy czy temu prawu o sygnalistach.Jeżeli państwo wyczytujecie z tego coś więcej poza tym, że coś tam gadali, to jeszcze dorzucę kolejny cytat: „Nie mogę tego szczegółowo komentować” — dodał jeden z naukowców związanych z CIA, który się tam podobno zajmował laserami czy tego rodzaju działalnością. Jeżeli uznać, że to jest jakaś przełomowa wiadomość, to przypuszczam, że wątpię, mówiąc bardzo popularnym językiem. Kiedy czytałem doniesienia o tym przesłuchaniu w Kongresie, wierzcie mi państwo, że pierwsza moja myśl była właśnie taka, że owszem, odbyły się jakieś przesłuchania, nic o nich praktycznie nie wiemy. To, co podają gazety, środki masowego przekazu, to są ogólniki i właściwie możemy dzisiaj powiedzieć, że o czymś tam gadano. Dobrze, że się to przesłuchanie odbyło. Dużo jest natomiast komentatorów, tak jak Piotr powiedział, tych, którzy nie brali udziału bezpośrednio w przesłuchaniach, tylko, jak powiedział Piotr, kontaktowali się z senatorami, cokolwiek to oznacza. Dużo jest takich komentarzy z zewnątrz, które nie odnoszą się bezpośrednio do samych przesłuchań w Senacie, tylko raczej komentują to, co tam być może powiedziano. Już sami państwo widzicie z tej konstrukcji, którą stosuję, że to jest takie palcem na wodzie pisane mimo wszystko. Niewiele wiemy.
[13:48] - Tak, ale rację mieli ci, którzy już parę lat temu, może nie lat, ale kilkanaście miesięcy temu wskazywali, że kiedy zjawiskiem UFO zajmie się NASA, zajmie się Pentagon, to zrobią to, co zrobiono teraz. Zauważcie, to jest bardzo proste. Zjawisko UFO ma mnóstwo dziwnych form, mnóstwo. Sami dobrze wiecie, bo mówiliśmy o tym od stu kilkudziesięciu debat. To jest zjawisko niezrozumiałe, niebezpieczne, z drugiej strony trudne do jednoznacznego zamknięcia, powiedzmy, w jednym terminie, w jednym worku. Ale co robi NASA? Co robi Pentagon? Zawęża zjawisko UFO, stosując nowy termin UAP do pewnej grupy obiektów: latających kul o średnicy 1,4 metra. To jest UFO według nich, reszta już nie. Reszta zostaje odcięta grubą kreską.
[14:46] - Jest jeszcze gorzej, Piotrze. Jest jeszcze gorzej, bo czytamy też w jednym z opracowań, tu jest podany w zeszłym tygodniu, bo to się odwołuje do konkretnej daty, że dyrektor CIA William Burns, dyrektor wywiadu narodowego i tu kolejne nazwisko, dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, generał Paul i tak dalej, i kilku członków stałej komisji do spraw wywiadu Izby Reprezentantów poleciało do tajnej bazy, zawsze musi być tajna baza, na spotkanie, które dotyczyło podobno takich spraw jak chińskie balony szpiegowskie, wojna na Ukrainie i ostatnie wycieki tajnych dokumentów z Gwardii Narodowej i tak dalej. Zauważcie państwo, że temat jest rozmywany, wrzuca się wszystko. Przy okazji są UAP-y i UFO. Czyli tak naprawdę ktoś coś działa, żeby to nie był taki temat na pierwsze strony gazet, że właśnie gadali o UFO, tylko rozmawiali o sprawach właśnie UAP-owych, takich, które być może są z tymi tematami, które chwilę wcześniej podałem. Tu mamy chińskie balony, wojna na Ukrainie i tak dalej. Jeżeli państwo pamiętacie nasze audycje, kiedy mówiliśmy chociażby o obiektach nad Ukrainą, ktoś może powiedzieć: „No tak, to właśnie rozmawiali o tym”. Ja mam takie głębokie przekonanie, że jednak wojna na Ukrainie nie jest szczególnie kojarzona ze zjawiskami UFOnautycznymi, tylko raczej czymś zupełnie innym. Obawiam się, że to, co przeczytałem przed chwilą, to jest raczej próba takiego przypudrowania. Nie, to złe słowo, właściwie zarzucenia różnymi tematami i żeby te UAP-y szczególnie nie wystawały z tego, co jest podawane.
[16:44] - Tak, ale do końca to, co mówiłem wcześniej. Zawężono oficjalnie zakres zjawiska UFO do tych UAP-ów. No i co? Opinia publiczna i media otrzymują taką informację, że odbyło się spotkanie na temat niezidentyfikowanych obiektów. Przyszedł doktor Kirkpatrick i powiedział, że z jednej strony to są niewyjaśnione sprawy, ale jak się już im bliżej przyjrzy, to one są w zasadzie wyjaśnione i wszystkie mogą dotyczyć jakichś tam obcych obiektów, chińskich obiektów albo ruskich, a reszta to są pewnie jakieś pomyłki. Wniosek? UFO to w zasadzie już nie ma.
[17:21] - No właśnie.
[17:22] - Tak, nie ma UFO. Nie zajmujemy się UFO, bośmy to wyjaśnili. Natomiast oni odcięli od tego zjawiska całą resztę, która była badana od 70 lat. No i co? W zasadzie problemu już nie ma. Dlaczego tak zrobiono? Jedna z sugestii mówi, że za dużo się mleka wylało. Za dużo osób, także dość wysoko postawionych, nie tam byle jakich ufologów z kanału historii, tylko zorganizowana grupa pewnych ludzi podjęła trud, żeby wreszcie na pewne pytania odpowiedzieć. Za dużo informacji się przedostało po roku 2017. Niektóre nazwiska się pojawiły, ludzie zaczęli o tym mówić. Temat stał się poważny, dlatego postanowiono go uciąć.I z tego powodu odbyło się to wysłuchanie. Jaki jest wniosek kogoś, kto o tym przeczyta? Przyszedł astronom do Senatu czy tam fizyk, nie pamiętam, kim Kirk Patrick jest i powiedział: niby coś mamy, ale pracujemy nad tym. Pamiętacie, co mówiliśmy w programie „Cicha Inwazja”? Że oni stwierdzili, że dane, które mamy w organizacji AARO, są takie niedokładne, że w zasadzie nic nie można powiedzieć. Potem dają trzy filmiki, w zasadzie dwa, bo jeden to jest jeden materiał wideo rozbity na dwa, i mówią, że to się da wyjaśnić, a to się trudniej da wyjaśnić, ale może się wyjaśni. To wszystko jest straszne kluczenie. Dodam tylko, że te filmy, o których mowa, zaprezentowane przed Senatem, które zostały upublicznione, znajdziecie sobie w opisie audycji i Velio tam wam wrzuci linki za jakiś czas, po wstawieniu obrobionej audycji. Ja tylko przypomnę, że w „Nieznanym Świecie” w każdym numerze możecie przeczytać o najnowszych doniesieniach z tego pola oficjalnych badań nad UFO. W majowym numerze piszemy między innymi o tym, co już chyba kiedyś padło, czyli co sądzi o obecnych badaniach nad UFO człowiek, który wyreżyserował kultowe „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. Spielberg zdradził, że pojazdami UFO mogą kierować ludzie z przyszłości, ale więcej o tym w „Nieznanym Świecie”. I może jeszcze kiedyś do tematu temponautów, czyli przybyszy z innej linii czasu wrócimy.
[19:58] - A ja jeszcze coś bym chciał powiedzieć. Dziwność tej sytuacji polega na tym, że w pewnym momencie w jednym z artykułów cytuje się generała Johna J. — i zgadnijcie państwo, jakie ma nazwisko — też Sheehan. Znowu się pojawia to samo nazwisko i on tam mówi znowu o zjawisku UFO. Zresztą to są zeznania ujawnione przez Jacques’a Vallee. W związku z tym nagle się pojawiają te same nazwiska. Nie wiem, jak to ze sobą połączyć. Nie wiem nawet, czy to nie ma być tak, że mi się mają te nazwiska elegancko pomylić, bo pewno by mi się już pomyliły, gdybym nie miał tutaj przed sobą garści notatek. Jeszcze, żeby było zabawniej albo bardziej mętnie, to trzeba powiedzieć, że w artykułach, które miałem okazję prześledzić, nagle pojawiają się sprawy sprzed lat, rozbite UFO, które gdzieś tam podobno jest, tylko nikt nie wie gdzie, w jakiej to bazie. Odnoszę takie wrażenie, że to jest taki miszmasz, o którym Piotr powiedział, że coś kwalifikujemy, że to UFO, a coś tam nie jest UFO. Mam takie wrażenie, że tu jest poważny Kongres, właściwie Senat, część Kongresu, więc mamy poważne gremium, które zajmuje się jakimiś poważnymi rzeczami i wariatów, którzy zajmują się podziemnymi bazami, jakimiś szczątkami UFO zestrzelonego. Mam nadzieję, że państwo wyczuli, że ironizuję z tymi wariatami, bo ja nie wiem, kto tu tak naprawdę jest wariatem. Czy ci ludzie w Kongresie, którzy udają, że coś badają, czy jakby chcieli z kolei tamci z Kongresu, że to są ci ludzie, którzy mówią o podziemnych bazach. Ale odnoszę wrażenie, że taki bałagan jest wywoływany całkiem świadomie.
[22:07] - Tak, to jest takie odgórne nakładanie foliowej czapeczki na grupę ludzi, którzy nie są zwykłymi zjadaczami chleba czy polowymi badaczami, tylko facetami, kobietami z pewnym doświadczeniem, z pewnym dorobkiem, czasem naukowym, czasem politycznym, którzy dotarli do informacji naprawdę niekiedy szokujących. Ale to wszystko jeszcze uporządkujmy, bo mieliśmy pod koniec kwietnia to wysłuchanie w Senacie. Natomiast w tym samym czasie w dzienniku brytyjskim „Daily Mail” ukazał się taki artykuł. I ten artykuł mówił de facto o tym, o czym mówimy cały czas, że tutaj jest jakaś grupka ludzi, którzy badają oficjalnie te nagrania z tic tacami, ale jest dużo większa grupka ludzi, która ma wnioski już bardziej konkretne i bardziej kontrowersyjne. I oni są spychani na dalszy plan. Zakłada im się te foliowe czapeczki, żeby tak też postrzegało ich społeczeństwo. Pamiętacie może, kiedy to wszystko się zaczęło po raz kolejny? Ten boom na zjawisko UFO nastąpił około końca roku 2017 bodajże. Ujawniono wtedy, że istniała ta organizacja AATIP w latach 2007-2012, jeżeli dobrze pamiętam, która zbierała relacje o UFO. Kierował nią ten Luis Elizondo, który za bardzo się nie gryzł w język i mówił, że oni są pewni, że część z tych obiektów to są obiekty nieziemskie. „Daily Mail” zrobił taki krótki przegląd tych wszystkich nazwisk, tych wszystkich ludzi, którzy od tego czasu różne wnioski na temat UFO wysunęli. I tam pojawia się prawnik Daniel Sheehan, o którym przed chwilą mówiliśmy. Sheehan twierdzi, że jest w kontakcie z sześcioma osobamiA te osoby z kolei twierdzą, że pracowały przy programach kopiowania technologii z przejętych obiektów UFO i ci ludzie mieli w jakiś sposób porozumieć się już z senatorami i opowiedzieć im o swojej aktywności. Kolejny raz, jak to może być tak, że funkcjonariusz państwowy albo człowiek zatrudniony na kontrakcie państwowym musi opowiadać o swojej pracy parlamentarzyście, bo program, przy którym pracuje jest tak mocno zabunkrowany, że nie ma do niego dostępu? Sugeruje to, że w kwestii zjawiska UFO istnieje coś w rodzaju państwa w państwie i tylko nieliczni ludzie mają dostęp do pełnych informacji na ten temat. Plus pracownicy zatrudnieni przy tego typu projektach i to oni jako jedyni czasami puszczają parę. Ale to nie wszystko. Okazuje się, Marku, że w ubiegłym roku, aby nieco zabezpieczyć się przed przeciekami i tak zwanymi sygnalistami, wprowadzono zabezpieczenia prawne, które trochę uniemożliwiają albo zaostrzają kary za to, że ktoś puści parę albo złamie tę klauzulę milczenia. To wszystko jest bardzo niepokojące. To znaczy my otrzymujemy tylko jakieś szczątkowe informacje z tego wszystkiego, że to UFO gdzieś tam zarejestrowano, że się je bada, ale tak naprawdę pod spodem dzieje się bardzo dużo. Widzimy tutaj tę dychotomię, o której na początku powiedziałem, że mamy podział na dwie ufologie: państwową, oficjalną i tą drugą, na którą się spogląda krzywo, która jest zrobiona jakoś tak chałupniczo, że tak powiem. Czyli Daily Mail zrobił tym artykułem coś bardzo dobrego, bo gdy trąbiono o tym wysłuchaniu UFO w Senacie, ukazał się wspomniany artykuł przypominający niektóre osoby. I one mówią rzeczy niewygodne dla rządu. Tych nazwisk jest wiele. Eric Davis, Christopher Mellon, Hal Puthoff i oni są wszyscy usunięci w cień i są spiskowcami według rządu. Na nich się nie należy patrzeć, bo oni stoją w opozycji do tych oficjalnych naukowych wniosków. To kolejny dowód, drodzy państwo, na drugą fazę utajniania problemu UFO przez rząd Stanów Zjednoczonych i służy do tego wynalazek, jakim jest termin UAP. Jest to ciekawe.
[27:24] - Tak, ale jeszcze mamy pana Patricka wymienionego już, który żongluje nazwami UFO, UAP, a nawet IT dorzuca, ale jednocześnie serwuje takie oto wypowiedzi: „W naszych badaniach AARO nie znalazło jak dotąd wiarygodnych dowodów na działalność pozaziemską, pozaziemską technologię lub obiekty, które przeciwstawiają się znanym prawom fizyki”. I dodaje jeszcze później: „W przypadku wystarczających danych naukowych, jakie kiedykolwiek uzyskano, jeśliby uzyskamy, napotkamy UAP, można by je wyjaśnić tylko pochodzeniem pozaziemskim. I jesteśmy zaangażowani w tym celu we współpracy z naszą agencją”. Chodzi o NASA konkretnie. „Aby odpowiednio poinformować kierownictwo rządu USA o ustaleniach”. Zobaczcie państwo, poza tym, że troszkę ja poplątałem to, co on powiedział, zobaczcie państwo, jaka to jest nowomowa. Mówimy tak, żeby nic nie powiedzieć. Czyli na początku stwierdzamy twardo, że jak dotąd nie zaobserwowaliśmy i nie mamy dowodów na działalność pozaziemską, pozaziemską technologię i tak dalej. Zaraz potem mówimy: „Jak tylko znajdziemy jakieś takie dowody, że UAP to są zjawiska pozaziemskie, to natychmiast państwa poinformujemy, ale my to zrobimy dopiero, jak się skonsultujemy z NASA”. Wiecie państwo, jak ja słyszę, że to tak się będzie odbywać, to już jestem pewien, że Piotr ma rację i to utajnienie, nie wiem, może już weszło nawet w piątą fazę albo nawet w dziesiątą, bo to wszystko jest tak przykrywane, żebyśmy, broń Boże się niczego nie dowiedzieli, ale jednocześnie, żebyśmy trwali w takim stanie ekscytacji. O! O czymś mówią, coś badają, coś się dzieje. Ale liczenie na to, że się czegokolwiek dowiemy, ja nawet nie wiem, czy ci senatorowie biedni się czegokolwiek dowiedzieli.
[29:31] - Tak, ale zauważ też, jak to się wszystko robi, że był ten Luis Elizondo, chociaż on jest krytykowany za wiele wypowiedzi, za to, że też jest taką postacią mocno kontrowersyjną, trudną do oceny. Trzeba naprawdę mocno się w ten problem zagłębić, żeby to dostrzec. Natomiast Elizondo kierował programem AATIP, który badał zjawisko UAP, UFO i on mówił wprost, że są pewne przesłanki świadczące, że niektóre z tych obiektów nie zostały wykonane na Ziemi. One są daleko bardziej anomalne niż się myśli. Potem przychodzi jego następca z nowego projektu, czyli zmienia się szyld organizacji na AARO, bo to jest przez dwa „A”. Zmienia się szyld organizacji na AARO. Doktor Kirkpatrick to już doktor, wybitny naukowiec. Przychodzi i dementuje to wszystko, co powiedział jego poprzednik. Mówi: „My tam nie mamy żadnych dowodów. W ogóle te dane to nienaukowe są, bo oni tam wcześniej to zbierali tak dziwnie, jak to wojskowi po łebkach”.Tak, że tego UFO to w ogóle może nie być. I tak się sprawy wyjaśnia, bo jeżeli ktoś reprezentujący światopogląd środowiska scientystyczne, naukowe, akademickie będzie szukał konkretnych informacji o UFO, to na co spojrzy Marku? Na pana Sheehana, na tych wszystkich, którzy mają naprawdę wywrotowe informacje, czy na doktora Patricka, który mówi jego językiem i mówi wprost, mówi uczenie. Parafrazując słowa wieszcza, że to wszystko jest zbadane, tutaj nie ma żadnej tajemnicy, a ci, którzy mają inne wnioski, to im foliowe czapeczki wystają spod czapek. Czapecki spod czapek, żem powiedział. Ale jeszcze jest jedna rzecz Marku. Wspomniałeś o doktorze Jacques'u Vallee, który często był przywoływany w naszych poprzednich sezonach debat. Jacques Vallee wspomina o pewnej postaci. Tą postacią był polityk, biznesmen amerykański Charles Bowsher, zmarły w 2022 roku. On przez bardzo długi czas, przez kilkanaście lat przewodził Głównej Izbie Kontroli Wydatków Państwowych w Stanach Zjednoczonych. I on pod koniec lat 80. natknął się w papierach na ściśle tajny program dotyczący wraków przejętych obiektów UFO. Vallee, który się tą sprawą zajmował, pisze, że ten program był skonstruowany prawnie tak, aby omijać wszelkie obostrzenia i regulacje na wszelkich poziomach, a nawet próby jego klasyfikacji. On mógł zmieniać nazwę, mógł zmieniać przyporządkowanie, mógł zmieniać cele i tak dalej. I o tym mówił człowiek, który dogrzebał się w papierach do wydatków na coś, o czym ludzie nawet nie mają pojęcia. A nagle pojawia się organizacja AAO i mówi: „Nie, to wszystko to jest nieprawda”. Jeszcze raz, mamy do czynienia z kolejnym etapem zatajania informacji o UFO. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, jak powiedziałem, że za dużo powiedziano. Innymi słowy, wielu informatorów za bardzo sobie popuściło. Możliwe też jest, że gdzieś tam w tych dokumentach, które wyciekły do internetu albo wyciekną, albo już wyciekły, tylko nie są ujawnione, są informacje na temat zjawiska UFO, o których z pewnych powodów nie może się dowiedzieć społeczeństwo. Przynajmniej z perspektywy amerykańskiego rządu. Trochę żeśmy tutaj Marku zaspiskowali, jak w „Archiwum X”, ale tak to jest. Zresztą ponoć kręcą nową serię z „Archiwum X”. Jestem bardzo ciekaw, co z tego wyjdzie. Ale o tym, że losy prawdy na temat UFO bywają dziwaczne, niech świadczy kolejna sprawa, którą się zajmiemy. Numer dwa w dzisiejszym programie. Chodzi o przypadek z lotniska O'Hare. Parę razy był wspominany. To jest sprawa leciwa już tak naprawdę, z 7 listopada 2006 roku. Otóż około 16:15 kilkoro pracowników lotniska, a także świadkowie umiejscowieni poza nim, w tym piloci, zauważyli nad jedną z bramek dziwny obiekt. Nie był to balon, nie była to jakaś nietypowa chmura. Według relacji, które cytuje troszeczkę wojskowy portal The Debrief, UFO wisiało na maksymalnej wysokości wynoszącej około 300 metrów. Miało metaliczne poszycie, nie posiadało żadnych świateł. I chociaż po zauważeniu tego spodka, tego dysku, pracownicy lotniska podjęli jakieś akcje związane z ewentualnym niebezpieczeństwem, które on może powodować, to Federalna Agencja Lotnictwa odmówiła zajęcia się sprawą. Powód? Obiekt nie był widziany na radarze i miał być niezgłoszony kontrolerom lotu, więc sprawę zamknięto. Okazuje się, że nie była to prawda. W ten sposób zdarzenie z lotniska O'Hare zostało delikatnie zamiecione pod dywan, chociaż oczywiście zajmowały się nim cywilne organizacje ufologiczne. Takim najciekawszym elementem i rzeczą, z którego ten incydent jest zapamiętany, to fakt, że pod sam koniec obserwacji to metaliczne UFO miało wystrzelić w górę, przebić się przez warstwę chmur i wybić w nich dobrze widoczną dziurę. I wyobraźcie sobie, że teraz tak: po 17 latach, jak podaje portal The Debrief, tamto wydarzenie chce analizować grupa badawcza o nazwie Applied Physics. Składa się ona z kilkudziesięciu naukowców i inżynierów, którzy jak czytamy na jej stronie internetowej, doradzają rządom i na przykład firmom w celach rozwojowych. Czyli jest to grupa badaczy, grupa fizyków, którzy chcą pewne zagadki rozwiązywać i pewne kwestie ułatwiać. Co ich zainteresowało? Otóż według tej grupyZdarzenie znad lotniska O'Hare mogło zawierać pewne wskazówki, które pozwoliłyby rzucić nowe światło na rozwiązania w zaawansowanych napędach. Z tego powodu oni po prostu postanowili przeanalizować te relacje, zrobić jakieś symulacje i odpowiedzieć, czy to w ogóle miało miejsce. Jaki był ich wniosek, Marku? Otóż okazuje się, że według analizy statystycznej jest mało prawdopodobne, żeby to UFO pochodziło z kosmosu. Z drugiej strony podkreślają oni, że nie wierzą, aby coś takiego wyprodukowano na Ziemi. To są słowa, które przekazał dr Brandon Melcher, fizyk, który się wypowiadał na portalu The Debrief. Doszli oni w ogóle do takiego przełomowego wniosku, że jeżeli to by się wydarzyło naprawdę, to by było zagrożenie dla ruchu lotniczego. Powiem ci, że nie wiem, co tu powiedzieć, bo mamy historię z roku 2006, która w tamtym czasie nie zainteresowała za bardzo naukowców. Mamy relacje świadków, które były potem analizowane przez cywilnych ufologów i po blisko dwóch dekadach grupa uczonych, i to nie byle jakich, oświadcza: a może tak, a może nie, było, nie było.
[37:57] - Nie, to powiedzmy, Piotrze, bo grupa uczonych powiedziała, że być może mieliśmy do czynienia w tym przypadku z napędem warp.
[38:11] - Albo moglibyśmy mieć.
[38:14] - Tak. Jeśli państwo jesteście oglądaczami filmów SF i oglądaliście kiedykolwiek „Star Treka”, to już państwo wiedzą, o co chodzi. Ale ja teraz nie będę państwu opowiadał filmów science fiction, tylko zastanawiam się, patrząc na notatki, na podstawie czego oni tak naprawdę doszli do wniosku, że to mogło być warp. I znowu mam takie niejasne podejrzenie, że dosyć dobrze udokumentowana, a w każdym razie bogata w zeznania historia znad lotniska O'Hare nagle zostaje po latach, świadomie bądź nie, w jakiś sposób kompromitowana. Bo zestawienie zeznań ludzi, którzy coś widzieli, widzieli tę dziurę w chmurach, widzieli obiekt na wysokości 1900 stóp, tak tutaj przynajmniej mam napisane, i zestawienie, to nie była pojedyncza osoba, tych osób było wiele, zestawienie z napędem warp. Ja wiem, sam jestem miłośnikiem science fiction, ale nie sądzę, żeby to dobrze robiło tej historii. Taką mam poważną wątpliwość. Okej, ale też ta sprawa z napędem warp była też początkiem do szczegółowej analizy i analizowano tam zarówno opisany kształt statku, który opisali świadkowie. I nagle czytamy coś takiego, muszę to przeczytać, chociaż to znowu jest tak kulawo tłumaczone: „Niektóre modele czasoprzestrzeni napędu warp sugerują, że kształt statku kosmicznego i wynikająca z niego geometria zakrzywienia czasoprzestrzeni mogą znacznie zmniejszyć zapotrzebowanie na energię” — powiedział w wypowiedzi dla The Debrief jeden z uczestników badań. „W zależności od konkretnej konstrukcji napędu warp jednostka pasażerska może korzystać ze spodka lub kulistego kształtu zgodnie z prawami ogólnej teorii względności”. Proszę państwa, proszę wybaczyć, ja nie jestem fizykiem, ale jakąś tam orientację mam i nie mogę pozbyć się wrażenia, że to, co przed chwilą państwu przeczytałem, to jest jednak pewien bełkocik, bo rozmawiamy o napędzie, który jest czysto hipotetyczny, naukowcy sobie go wyobrażają, ale nagle walenie z grubej berety do tego wszystkiego, jakieś prawa fizyki, że to, tamto. Rozmawiamy o fikcji, o jakimś koncepcie naukowym, o jakiejś konstrukcji teoretycznej. I tu nagle padają takie słowa, jakie zacytowałem. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że ktoś jednak robi z nas wariatów albo stara się zrobić z nas wariatów. Tam jest tych analiz więcej. Odnoszą się do ruchu tego obiektu, do tego, że nie miał on sygnatury radarowej. Do tej dziury w chmurach też jest analiza, jak to się mogło stać, że ta dziura nie dość, że powstała, to jeszcze przez jakiś czas trwała i mogła być obserwowana. To wszystko jest niby analizowane, ale na przykład czytamy, że to coś takiego, jak tam się coś poruszało w górę, to były przechłodzone chmury i temperatura to wtedy, kiedy temperatura pary wodnej w chmurze jest niższa niż zero, ale nie ma jąder krystalizacji i wtedy ona nie zamarza. I jak się taki obiekt szybko porusza, to pyk i zaczyna zamarzać i to wszystko spada w dół w postaci śniegu i dziura przez jakiś czas trwa. Więc ja teraz nie wiem, czy my mamy do czynienia z próbą budowania jakiejś mitologii, że tam rzeczywiście coś było, czy z próbamiTakiego pokazania, że co prawda nic nie wiemy, ale się wypowiemy. Ja naprawdę nie potrafię, Piotrze, zająć stanowiska.
[42:55] - Według mnie byłeś blisko wskazując, że to jest taka próba zasiania wątpliwości w kwestii zdarzenia z lotniska O'Hare. Dlaczego? Dlatego, że to jest jeden z najruchliwszych portów lotniczych w Stanach Zjednoczonych. Jeżeli tam się coś pojawiło i był to obiekt dość duży na wysokości 1900 stóp, ja mówiłem maksymalnie 300 metrów, a to jest pewna różnica, dlatego, że chyba 2000 stóp to jest mniej więcej 700, 600 metrów. Ale te różnice wynikają z tego, że wskazywano na różne relacje. To znaczy ktoś, kto obserwował to z ziemi i z bliska inaczej to ocenił niż ktoś, kto to widział, przebywając na przykład w samolocie. Okazuje się, że widzieli to też piloci jednej z linii. Powracając do sedna sprawy, jestem troszeczkę skonfundowany. Nie wiem, co powiedzieć. Jak mówiłem, mija prawie 20 lat od zdarzenia, które naprawdę pokryło się trochę kurzem i mimo wszystko jest interesujące. Nagle ktoś postanawia się za to wziąć. Dlaczego nie badano tego wtedy? Mieliśmy dostępnych świadków. Przecież część tych świadków może już nawet nie żyć. Mieliśmy ewentualnie dostęp do jakichś danych oficjalnych. Nic. Wtedy ich to nie interesowało. Federalna Agencja Lotnictwa się tym nie zajęła. Applied Physics to jest w ogóle organizacja cywilna. Ale dlaczego naukowcy nie uaktywnili się wtedy? Ktoś nam może zarzucić teraz, że krytykujemy scjentyzm, krytykujemy naukę, wyśmiewamy się z niej. Ale na dobrą sprawę jak to potraktować, to, co tutaj się odbyło? Wykonano jakiś model naukowy, wykonano jakieś analizy na podstawie zdarzenia, które znamy tylko z relacji kilku osób. Dlaczego nikt nie pokusił się o to, żeby dotrzeć wtedy może do jakichś bardziej konkretnych danych? Może jednak któraś z linii lotniczych miała jakieś informacje, konkretne odczyty radarowe. A tutaj nic. Problem też jest taki, Marku, że mówiąc o nauce, część ludzi powołuje się na taki slogan: na końcu procesu analizy mamy zawsze człowieka i jego wnioski. I w tym przypadku widzimy, że takie organizacje typu AARO i inne nie osiągną przełomu w sprawie UAP czy UFO, bo uczeni nie są w stanie przekroczyć bariery strachu i bariery obawy przed stygmatyzacją. A ci, którzy to zrobią, to dostają od mainstreamu po foliowej czapeczce i tyle. I wy sobie usiądźcie, a my będziemy badać UFO po swojemu. Czyli jeżeli ktoś za kilka lat sięgnie do literatury przedmiotu, odnajdzie zdarzenie znad lotniska O'Hare, przeczyta o nim, przeczyta relację, a potem będzie napisane, że w roku 2023 badała to grupa bardzo utytułowanych fizyków i inżynierów, orzekając, że mogło to nie być z Ziemi, a mogło być z Ziemi, ale na pewno nie było z kosmosu.
[46:32] - Coś jeszcze zacytuję.
[46:34] - Tak.
[46:34] - Muszę, bo dostajemy też to, co jest najważniejsze w zacieraniu ważności zjawiska. Otóż zespół fizyki stosowanej ma wątpliwości, czy obiekt, to znowu cytat jest oczywiście, zaobserwowany w 2006 roku można śmiało przypisać istotom pozaziemskim, podkreślając, cytuję: „Statystyczne prawdopodobieństwo, że obiekt był obcym statkiem, jest niezwykle niskie”. Ja przepraszam bardzo, ale na podstawie czego ustalano to statystyczne prawdopodobieństwo? Ja bym chciał-
[47:14] - Na przykład, nie wiem, z „Star Treka”? Czy oni mają jakiś materiał porównawczy do tego?
[47:19] - Ja bym chciał poznać metodę badawczą. Proszę państwa, kiedy robi się wyniki popularności polityków, to jeżeli jest dobra firma, która robi to badanie, to podaje metodę, którą posłużyło się przy zbieraniu danych. Tu nie mamy żadnej metody. Mamy stwierdzenie kilku facetów, że prawdopodobieństwo jest niskie. Ale inni ludzie, którzy też ponoć badają to zjawisko, o którym mówimy, stwierdzają, między innymi Applied Physics, ludzie z tej organizacji uważają, że będzie fascynującym zbadanie korelacji między obserwacjami UFO a twierdzeniami naukowymi dotyczącymi rozwiązań hiperszybkich podróży w ogólnej teorii względności. Powiedzcie mi państwo, co to właściwie oznacza? Bo ja naprawdę uruchamiam wyobraźnię i uruchamiam jakiś tam krytycyzm. I to jest pięknie brzmiące zdanie mówiące o teorii względności, o hiperszybkich napędach i badaniu korelacji pomiędzy UFO i tymi twierdzeniami, które są na Ziemi, o tych ultraszybkich napędach. Co oni właściwie będą robić? Zadajcie sobie państwo to pytanie. Co ci ludzie tak naprawdę zamierzają robić? Bo ja nie bardzo wiem. Co oni będą badać? Będą ukłali sobie w głowie, że istnieje napęd warp?I co? I cofną się w czasie i będą oglądać zjawisko z 2006 roku i mówić sobie: „Mhm, rzeczywiście to może być napęd warp”. Wydaje mi się to jakimś kompletnym bełkotem i takim: coś powiem, wypowiem się, bo trzeba, ale po co to już nie wiadomo.
[49:19] - Tak. Z drugiej strony to jest taka taktyka, która ma na celu osłabienie naszej wiary w relacje naocznych świadków. To już ma miejsce od dawna, nie tylko na polu ufologii. Nagle pojawiają się ludzie, którzy opowiadają jakieś zdarzenie, relacjonują je i nie daj Boże, żeby ono nie pasowało do przyjętej ogólnie narracji. W tym przypadku mamy UFO. Czyli innymi słowy, ludzie, którzy widzieli coś dziwnego, są w miarę, nie chcę powiedzieć przeszkoleni, bo część tych świadków to byli pracownicy płyty lotniska. Ale jeżeli ktoś pracuje na tym lotnisku, widzi coś dziwnego, alarmuje, że coś dziwnego w powietrzu wisi i jest niebezpieczne, to chyba coś się jednak wydarzyło. A tutaj nie. Nie wolno na takie rzeczy patrzeć, bo to już widział jakiś robol z lotniska. Nie ma takich rzeczy, proszę pana Marka. Także nie wiem, może dostaniemy cięgi po raz kolejny od ludzi, którzy stwierdzą, że wyśmiewamy tą naukę. Nie, nie wyśmiewamy nauki, tylko czasami wydaje się mi, że albo... Jeszcze inaczej powiem, to wszystko zależy od interpretacji. To wszystko ostatecznie i tak trafia do mediów i my sobie nie zdajemy sprawy, jak te media bardzo czochrają naszą opinię na temat wielu zjawisk.
[50:50] - Piotrze, przepraszam, że ci przerywam, ale nie mylmy pojęć. Moim zdaniem, jeżeli naukowiec wypowiada się w jakiejś sprawie, to jeszcze nie jest nauka. Ja bardzo szanuję naukę i jeśli rzeczywiście zastosowano by podejście naukowe do tego problemu, jakim jest UFO, to ja byłbym bardzo szczęśliwy. Natomiast ja nie mogę pozbyć się wrażenia, że przez cały czas te dwa przypadki, o których dotychczas rozmawialiśmy, to jest raczej kwintesencja tego, jak naukowcy potrafią pastwić się nad zagadnieniami, których nie lubią albo nie chcą lubić, bo to mimo wszystko jest różnica. Czyli tak naprawdę nie dajmy się zwieść też temu, że naukowcy się wypowiedzieli. No właśnie nie, proszę państwa, ja bym chciał uzyskać naprawdę naukową analizę, ale naukowa analiza albo naukowe badanie ma to do siebie, że podaje źródła, ale podaje też metodę badawczą. W tej chwili abstrahuję od badań statystycznych czy badań takich respondenckich, tylko mówię już zupełnie o konkretnej nauce. Co więcej, jest teza, która musi być sfalsyfikowana i tak dalej. Jest pewna metoda naukowa i to jest istota nauki. Natomiast to, że jakiś naukowiec by się wypowiedział w jakiejś sprawie, to żadna nauka nie jest. Absolutnie żadna nauka. I temu się absolutnie przeciwstawiam, bo te dwa przypadki, to przesłuchanie w Kongresie i ta sprawa znad lotniska, one mają wbrew pozorom, proszę państwa, dużo wspólnego ze sobą, bo ktoś powie: „No tak, ale przecież są przypominane jakieś wydarzenia, które miały przedtem miejsce”. Czyli jednak nie ukrywają. Tylko zauważcie państwo, to mówimy od początku. One są przypominane, ale de facto przypominane po to, żeby je zdyskredytować. Minęło prawie dwadzieścia lat, niecałe, ale jednak prawie już. Może już część świadków wymarła, może w ogóle wszystko się zatarło. Technika poszła do przodu. Przynajmniej na przykład ta związana z nagrywaniem różnych rzeczy, a tam i tak nie było za dużo tego materiału. W związku z tym dzisiaj możemy to po niemal dwudziestu latach zaatakować i kto nam coś zrobi? Nie podoba mi się ta metoda, podobnie jak nie podoba mi się dzisiaj, i to dwie strony w tym wypadku, co tam się stało w tym Roswell. I teraz jedni mówią: balony, tam był cały program związany z balonami meteorologicznymi. Drudzy mówią: nieprawda, tam lot, który był konkretnie wymieniony, że to on się tam rozbił zamiast tego UFO, po prostu nigdy nie wystartował. I tak się przerzucają na naszych oczach kilka stron sporu. A ja bym chciał wreszcie, żeby na przykład w Kongresie Stanów Zjednoczonych, w Senacie powiedziano, gdzie jest prawda. Czy ten lot balonowy w tych latach, kiedy odbyło się zdarzenie w Roswell, to on rzeczywiście wystartował, czy nie wystartował? Czy to były później fałszowane dokumenty albo czy są jakieś przesłanki, że dokumenty fałszowano? Takimi sprawami, bardzo konkretnymi, które można by próbować wyciągnąć, jakoś Kongres się nie zajmuje, a jak się zajmuje, to przychodzi pan i mówi: „Nie, tak nie było”. I wszyscy mu wierzą. Właściwie dlaczego? A później przychodzi drugi pan i mówi: „O, to może napęd warp jest, ale my co prawda nie wiemy, czym jest ten napęd, ale to mógł być napęd warp”. Mam wrażenie, że jesteśmy mocno przekręcani przez taką maszynkę, szukam słowa jaką, propagandową, taką właściwie zaciemniającą obraz. I z jednej strony, kiedy podawaliśmy tematy, które dzisiaj się znajdą w audycji, to staraliśmy się, żeby nawiązywały do takich bieżących spraw. Dzisiejsza audycja to takiPrzegląd bieżących spraw, które się w ufologii albo wokół ufologii odbywają. Ale mam w przypadku tych dwóch, które omówiliśmy, takie wrażenie, że one się owszem odbywają, zostały wznowione, ale tylko po to, żeby je jeszcze głębiej zakopać.
[55:25] - I sprawa numer trzy. Otóż, o ile za granicą, za oceanem takim wzięciem cieszy się termin UAP, w Polsce mamy UAP, czyli niezidentyfikowane zjawisko powietrzne. W Polsce mieliśmy ostatnio taki nowy twór: NOW, niezidentyfikowany obiekt wojskowy. Marku, teraz kilka wniosków osobistych, bo coś spadło bardzo niedaleko od ciebie. Mówimy tutaj o wydarzeniu z miejscowości Zamość pod Bydgoszczą. Może to nie ma takich jednoznacznie ufologicznych konotacji, ale to, czego się dowiedziałeś, jest bardzo interesujące. Zanim oddam ci głos, dodam tylko taki mały blast from the past, jak mawiają Rosjanie. To zdarzenie z Zamościa uderzyło w czułe tony z perspektywy bezpieczeństwa narodowego i embarga na niektóre informacje. Ale były też takie struny sentymentalne, bo przypomniało mi to bardzo słynne zdarzenie, słynną drugą chyba w historii polską katastrofę UFO z Węgorzewa z lat 90. Myśmy o niej mówili kilkakrotnie. To było tak, że żołnierze, bodajże z Orzysza, zostali wysadzeni w lesie na jakieś manewry i natknęli się dosłownie na coś bardzo podobnego, tylko w nieco innej formie, podobnego jak to znalezisko z Zamościa. Czyli coś było wbite w ziemię. Było duże, dziwne, ale miało być latającym spodkiem. Oczywiście możemy puścić nasze sceptyczne wodze fantazji i powiedzieć, że to zdarzenie z Węgorzewa również mogło być wywołane przez podobny incydent. Marku, jak masz daleko do centrum wydarzeń związanych z upadkiem tego niezidentyfikowanego obiektu wojskowego? Co się w ogóle mówi na mieście i dlaczego wielu generałów otwarcie mówi o skandalu? Jeszcze mamy tą sprawę z przelotem czegoś nad Bydgoszczą tuż przed albo mniej więcej w tym samym czasie, co odkrycie w lesie tej tajemniczej tutki albo rury.
[57:59] - Sprawa jest dosyć skomplikowana, chociaż żeby paradoks był pełen, to jednocześnie dosyć prosta. Ja od razu powiem, że nie byłem na miejscu wydarzenia, ale dotarłem do ludzi, którzy tam byli. Oczywiście wszystkie wiadomości, obowiązuje mnie tajemnica dziennikarska, więc wiele więcej nie mogę powiedzieć na temat ludzi. Natomiast na temat tego, co tam się wydarzyło. Ta miejscowość Zamość to właściwie jest kawałek za, tę miejscowość znajdziecie państwo, miejscowość Zamość to tak naprawdę dosyć popularna nazwa. W związku z tym na mapie Polski tych Zamości jest sporo, ale jeśli państwo znajdziecie miejscowość Rynarzewo, to już będzie to właśnie miejsce mniej więcej, bo tam jest droga na wschód. Ona biegnie w kierunku Łabiszyna, a droga na zachód mniej więcej biegnie właśnie w kierunku Zamościa. To tak orientacyjnie bardzo. Od tego miejsca dzieli mnie mniej więcej 10 kilometrów. Ostatnio był Radek Sikorski, powiedział, że od jego dworku też 10 kilometrów. Mam nadzieję, że mnie państwo nie będą mylili. Nie bardzo był zadowolony. Natomiast co jest ważne. Jest szereg wątpliwości. Wszystko wskazuje na to, te informacje, te relacje, które uzyskałem, wskazują na to, że to, co spadło w miejscowości Zamość, to rzeczywiście była rakieta i to prawdopodobnie rakieta produkcji rosyjskiej, radzieckiej, jakoś z tamtych kierunków. Ale dosyć popularne w przekazie propagandowym czy też takim medialnym jest wmawianie ludziom, że ta rakieta spadła w grudniu, bo wtedy była wielka salwa na Ukrainie i ta rakieta sobie poleciała i wylądowała albo pierdyknęła pod Bydgoszczą. Otóż mam poważne wątpliwości i moi informatorzy również. A przypomnę, że ja w przeciwieństwie do tych informatorów nie byłem na miejscu, a oni byli. I to nie już jak było po, tylko powiedzmy w trakcie. To jest niemożliwe, proszę państwa, że ta rakieta spadła w grudniu i cokolwiek w tej chwili propaganda czy też przekaziory powiedzą, można w to wierzyć, ale ja mam problemy, żeby w to uwierzyć, bo miejsce, w którym owa rzecz spadła, rakieta to była rakieta. To miejsce jest właściwie blisko traktu, którym poruszają się ludzie, chodzą na spacery z psami. Z kotami nie chodzą, ale w każdym razie chodzą na spacery iGdyby to leżało od grudnia, to wierzcie mi państwo, to jest bajka z mchu i paproci, w którą mamy uwierzyć. Przypuszczam, że jakieś względy propagandowe, może żeby paniki nie siać, nie wiem jakie. W dodatku jeszcze zauważcie państwo, ciekawe takie coś się pojawiło. Otóż przyjmijmy na chwilę dla potrzeb naszej relacji, że ta rakieta spadła w grudniu. Przyjmijmy, że propaganda, że przekaziory, że to jest prawda. A jednocześnie pokazuje się w internecie, to możecie państwo bez trudu znaleźć, filmik z drona robiony, w którym tym dronem filmowano budowę w Fordonie. To jest dzielnica. Kiedyś to było osobne miasto. Akurat to miejsce, w którym było to filmowane, to jest pomiędzy starym miastem Fordon a Bydgoszczą. Jest tak zwany Nowy Fordon. To jest dzielnica mieszkaniowa, taka sypialnia Bydgoszczy. I tam z drona filmowano budowę i zanotowano coś dziwnego. Z tym, że problem polega na tym, że jeśli byśmy chcieli utożsamić to znalezisko z tej miejscowości koło Rynarzewa, to będzie problem, bo skoro rakieta spadła w grudniu, to ten filmik pochodzi z kwietnia i to z trzeciej dekady kwietnia. Zatem coś już się nie zgadza. Poza tym nie wiem, czy państwo uważnie się przyjrzeli temu filmikowi, obiekt, a szczególnie powiększeniom, zdjęciom w każdym razie moim zdaniem, ja nie jestem alfą i omegą, mogę się mylić, ale moim zdaniem ten obiekt w ogóle nie przypomina rakiety. Dziwny ma kształt po prostu. Ale cóż, ja się tam znam. Mogę się mylić. To jeszcze jeden fakt, który jest co najmniej zastanawiający. Otóż na tym obrazie, na tym filmiku bardzo dobrze widać, w jakim kierunku leci. Trzeba oczywiście znać geografię miejsca, znać usytuowanie tych wszystkich obiektów, które na filmie są pokazane. Ja mam to szczęście, że je znam. Co więcej, sam filmujący zeznaje, że obiektyw kamery drona był skierowany na północ. I to się zgadza. Te wzgórza, które państwo widzicie na filmie, one właśnie są na kierunku północnym. Jak się dobrze popatrzy zatem na to coś, co leci, to ono leci ze wschodu na zachód. I jakby sobie poleciało na zachód, to nigdy w życiu nie dotarłoby do miejscowości Zamość, bo ta miejscowość leży nie tylko po przeciwnej stronie Bydgoszczy w kierunku północ-południe, ale też w ogóle leży w kierunku południowym, na południe od Bydgoszczy. Zachód, południe to jakby nie to samo. Więc mamy dwie sprzeczności. Po pierwsze kierunek lotu. Ale skoro rakieta, to mogła zawsze zmienić. Okej, a zatem sypie się druga narracja. Jeśli przyjmiemy, że to było z tym kierunkiem, że zmieniło to coś kierunek, to sypie się druga narracja. W takim razie to coś przyleciało w trzeciej dekadzie kwietnia, a nie w grudniu. I z tymi informacjami państwa zostawiam. Ja oczywiście jeszcze kilka innych mam, ale o nich powiedzieć nie mogę. One dotyczą samego obiektu, który znaleziono w Zamościu. Te ruskie napisy to prawda. Tam są jeszcze inne wątpliwości co do tego, co było na końcu tej rakiety. Ale to na razie tyle mogę powiedzieć. A zatem mamy do czynienia z wydarzeniami, które propaganda, muszę używać tego słowa, bo to inaczej właściwie określić się nie da. Propaganda te wydarzenia łączy. Moim skromnym zdaniem te wydarzenia należy oddzielić od siebie. Moim zdaniem znowu to jest pozornie tylko sprzeczne. Moim zdaniem rakieta wcale nie spadła w grudniu. Na to wskazują i tu powtórzę, to wskazuje to, że ona leżała blisko traktu, którym się można było poruszać. I naprawdę te ponad cztery miesiące to wystarczająco dużo czasu, żeby ta rakieta została zauważona przez przypadkowego przechodnia. No tak, więc przyleciała później. Okej, przyleciała później, ale to w dodatku jeszcze, żeby się wszystko spiętrzyło. Moim zdaniem te dwa obiekty, czyli ten, który znaleziono w Zamościu i ten, który macie państwo na filmiku znad Fordonu, to jest przypomnę dzielnica Bydgoszczy, to nie są te same obiekty. To jest oczywiście moje przypuszczenie na podstawie kształtu i na podstawie kierunku lotu. I to właściwie wszystko, co mogę w tej chwili powiedzieć. Mnie ten obiekt nad Fordonem przypomina zupełnie coś innego i pewno bliżej mu do jakiegoś UAPa albo UFO niż do tej rakiety, która nadleciała nie wiadomo skąd, nie wiadomo jakim torem i nie wiadomo tak naprawdę kiedy.
[01:06:48] - To zdarzenie z Zamościa przypomina też troszeczkę coś, o czym była mowa chyba kilka miesięcy temu w naszej audycji, a mianowicie zdarzenie jerzmanowickie, Marku.
[01:07:02] - Tak, właśnie, bo jeszcze żeby to wszystko skomplikować i żeby to nie było takie oczywiste, że to UAP albo nie UAP, to zdajmy sobie sprawę, że Jerzmanowice są bardzoPoważne przesłanki, że w Jerzmanowicach spadło coś, jakby to tak delikatnie powiedzieć, co później spadało na byłą Jugosławię. I kto to zrzucał, to już się państwo domyślcie, że to mogło być coś takiego. To pewien specyficzny rodzaj amunicji zrzucanej z samolotu, a właściwie bomb zrzucanych z samolotu czy pocisków zrzucanych z samolotu. Bardzo podobne rzeczy spadały na Jugosławię. Cóż, tak się jakoś wydarzyło. Cała sprawa związana z Bydgoszczą i tymi obiektami, bo ja bym tu podzielił mimo wszystko, że to są dwa różne obiekty, dwa różne zdarzenia, rakieta rakietą i kiedyś tam przypierdzieliła w tym lesie. Z drugiej strony to zjawisko sfilmowane przez drona jest przedziwne. Ja do końca nie wiem, co to tak naprawdę było. Poruszało się z zawrotną prędkością, ale rakiety też poruszają się z zawrotną prędkością. Natomiast ten domniemany zmiana kierunku lotu zadziwia mnie. I ten kształt przedziwny. Zróbcie państwo sobie stop klatki, powiększcie. To naprawdę dziwnie wygląda.
[01:08:47] - Tak, zobaczymy, jaki będzie ciąg dalszy tej sprawy. Teraz temat-
[01:08:51] - Jeszcze przerwę. Przepraszam. Moim zdaniem, obym się mylił, w jakiś sposób będziecie państwo to mogli zweryfikować. Moim zdaniem narracja pójdzie, proszę państwa, taka, że po trupach, na siłę będziecie państwo informowani, że to spadło w grudniu, że ta rakieta spadła w grudniu. Jeśli tak będzie, to tylko przypomnę, to macie państwo informację, że z kolei w kwietniu coś dziwnego, ale przecież nie ta rakieta, skoro w grudniu spadła, przeleciało nad Fordonem. Troszkę propaganda, troszkę ta siła informacyjna zaczyna zżerać własny ogon.
[01:09:36] - Tak, to może zostać wykorzystane na wiele sposobów ta informacja, ale może nie o tym dzisiaj. Przejdźmy do tematu numer cztery. Do tematu wiodącego, czyli kontakt w 2029 roku. Tytuł naszego dzisiejszego programu dotyczy kontaktu z ET, czyli inteligencją pozaziemską pod wspomnianą datą. O cóż może chodzić w tym wszystkim? Otóż na łamach pisma, które się nazywa po polsku Publikacje Pacyficznego Towarzystwa Astronomicznego pojawił się artykuł, którego autorami są uczeni z Uniwersytetu Kalifornijskiego. I tak, bo to jest dość skomplikowane. Przeanalizowali oni sygnały wysłane z Ziemi w stronę statków kosmicznych, między innymi Voyagera 1 i 2, Pioniera 10 i 11 oraz sondy New Horizons w celu ustalenia, jak rozprzestrzeniały się one po kosmosie. Doszli oni do takiego wniosku: otóż jeżeli gdzieś po drodze sygnał przejęli kosmici, to możliwe, że niedługo otrzymamy od nich odpowiedź. I będzie tak w przypadku sygnału z roku 2002, który wtedy był wysłany do Pioniera 10, ale dotarł też w okolice białego karła, który jest oddalony od Ziemi o 27 lat świetlnych. Jeżeli tam ktoś mieszka, Marku, i odpowie, to sygnał dostaniemy w 2029 roku, nie wcześniej. Oczywiście cały problem w tym, czy ktoś tam mieszka.
[01:11:19] - Prawdopodobieństwo jest, że rzeczywiście tego rodzaju sygnał do nas nadleci. Dlaczego? Analiza kierunku, w którym zmierzały sygnały. Ja tylko przypomnę: sondy Pionier to są sondy, które zostały wysłane w pierwszej połowie lat 70. To 1972, 1973. Jakoś tak. Nie mam notatek, ale zaufam swojej pamięci. Zatem jeśli sobie państwo dodacie, że one musiały troszkę jeszcze odlecieć, a później kontaktowano się z nimi, to skoro w 2002, tak spekuluje się, one dotarły do tego białego karła, to sobie odejmijcie państwo 27 lat. Mamy 1982, jeszcze odejmijmy siedem. Koło 1975 roku takie wspomożenie radiowe czy też kontakt radiowy z sondami Pionier nastąpił i w związku z tym można się spodziewać, że skoro w 2002 roku sygnał dotarł, być może ta hipotetyczna obca cywilizacja nie jest tak zbiurokratyzowana jak nasza cywilizacja i odpowiedzą w miarę szybko. Jeśli w miarę szybko to się stanie, to rzeczywiście w 2029 roku taka odpowiedź może nadejść. Przyznam, że to jest masakryczna wręcz spekulacja dokonana, ale z drugiej strony trzeba czasami takim spekulacjom poświęcić trochę czasu, żeby sobie uświadomić z jednej strony odległości, które w kosmosie funkcjonują, które po prostu w kosmosie można napotkać, z drugiej strony właściwie dlaczego taki sygnał nie miałby nadejść?
[01:13:33] - Ja do tego podchodzę bardzo sceptycznie, dlatego że analizując wszelkie portale naukowe, mniej więcej regularnie — trudno powiedzieć co ile — jakiś naukowiec rzuca nam, kiedy ten kontakt nadejdzie. Ale jeżeli tam to doleciało w roku 2002, jeżeli tam ktoś mieszka, szanse na to są pewnie niewielkie. Jeżeli nawet mieszka, to chyba będzie musiał poświęcić trochę czasu na to, żeby tą wiadomość rozkodować, a potem się zastanowić, czy w ogóle odpowiadać. Może ci ludzie przylecą do nas i zajmą nam planetę? Może nie. Gdyby oni byli ludźmi, to by się pewnie zastanawiali przez kolejnych 20 lat. Ale dobrze, jeżeli odpowiedzą od razu, bo są na przykład tak napaleni na kosmiczny kontakt, że chcą mieć jakichś kuzynów w kosmosie, z którymi można pogadać, to dajmy na to, że odpowiedzieli. Ale jeżeli tam nikt nie mieszka, to i tak nie wszystko stracone, dlatego że kolejny sygnał może nadejść w 2033 roku. Oni po prostu przeanalizowali, jak te sygnały wysyłane do statków kosmicznych — tak je najlepiej określić — rozchodziły się po naszym kosmicznym sąsiedztwie. Nawet jeżeli nie nadejdzie ten sygnał w 2033 roku, to i tak nie wszystko stracone, bo kolejne mogą nadejść na przykład w XXII wieku i tak dalej. Im dłużej będziemy żyli, tym więcej tych sygnałów od kosmitów możemy otrzymać, jeżeli w ogóle tam są. W takim postrzeganiu komunikacji we wszechświecie, w takim postrzeganiu zjawiska SETI jest jakiś naukowy romantyzm, Marku. Ale ile jest problemów z tym związanych, wiedzą ci, którzy się tym kiedykolwiek interesowali. I tu nie chodzi tylko o kwestie techniczne. Czy to nie jest trochę strzelanie na ślepo? Ale też związane z tym obawy natury moralnej i etycznej. To jest chyba najczęściej podnoszony problem w ostatnich latach, bo o ile jeszcze przed tym nowym etapem zimnej wojny było tak, że pytano przede wszystkim, czy my w ogóle powinniśmy się kontaktować, czy wysyłać jakieś wiadomości w kosmos, to teraz naukowcy się zastanawiają, co by się stało, gdyby na przykład Chińczycy odebrali wiadomość od kosmitów. Mają do tego najlepsze narzędzie, czyli ten olbrzymi radioteleskop FAST. A gdyby się nie podzielili tą informacją? Gdyby to robili na własną rękę? Czy nie jest to trochę ryzykowne? Może by zaprosili tutaj obcych? Równie gorąca dyskusja toczy się wokół tego, czy w ogóle wysyłać w kosmos jakieś sygnały, o czym przed chwilą powiedziałem, bo możemy sobie naprzytykać problemów, bo na przykład krążą po kosmosie obcy, którzy szukają tylko planety do zasiedlenia i tak dalej. O tym mówiliśmy już wiele razy. Drodzy państwo, projekt SETI to jest w zasadzie myślenie Marku sprzed pół wieku. Jeżeli są jakieś cywilizacje na wyższym stopniu w skali Kardasiewa, to pewnie wiedzą, że tu jesteśmy i w ogóle nie musimy się bawić w jakąś komunikację radiową. Jak powiedziałem, ten kontakt w 2029 roku to jest spuścizna myślenia z lat 60., kiedy projekt SETI, projekt komunikacji z innymi inteligencjami we wszechświecie przy pomocy fal radiowych zaczynał się i raczkował. Wtedy ludzie myśleli, że będzie to wszystko takie łatwe i będziemy sobie odbijać te wiadomości, które będą szły przez kolejne lata świetlne. To się wszystko dość skomplikowało przez te dekady. Wiemy, że jest wiele rozwiązań paradoksu Fermiego, który mówi, że niebiosa w dość niepokojący sposób milczą, ale nauka nie mówi w tej sprawie jednym głosem. Natomiast warto próbować. Dlaczego nie, skoro w 2029 roku coś się może zdarzyć? Cóż, nasłuchujmy.
[01:17:58] - Z drugiej strony te wszystkie teorie nazywane przez niektórych spiskowymi, a raczej — nie mam na to dobrego określenia — teorie, które odzwierciedlają ludzki niepokój, że z tym światem coś jest nie tak. Aczkolwiek czasami rozwiązania czy wytłumaczenia dawane przez teorie spiskowe nie do końca przystają do rzeczywistości. Jednak to, że one się mnożą, jest dla mnie najlepszym dowodem na to, że rzeczywiście ludzie mocno czują, że albo się nam czegoś nie mówi, że niemal na pewno się nam nie mówi różnych rzeczy. Tak jak czasami w człowieku wyczuwa się fałsz, że mówi do nas, uśmiecha się, a tak naprawdę nie mówi prawdy — zbieżność nieprzypadkowa — to bardzo prawdopodobne jest to, że żyjemy w czasach i żyjemy w cywilizacji, która niby jest demokratyczna i w ogóle wszystko wszystkim opowiadają, ale to jest nieprawda. Myślę, że ludzie to świetnie czują, stąd popularność, to zaniepokojenie i popularność tych wszystkich teorii, które świat postrzegają inaczej, które dosyć pejoratywnie określane są teoriami spiskowymi. I właśnie ta foliowa czapeczka zaraz jest zakładana. Wiadomo, wariaci w teorie spiskowe wierzą. Tymczasem moim zdaniem zjawisko jest głębsze i to, że tego rodzaju informacje typu rok 2029 są podawaneNie żebym wierzył, że w 2029 roku zostaniemy poinformowani, że gdzieś tam są bracia w rozumie. Przypuszczam, że wątpię, że to się raczej nie zdarzy. Ale właśnie, i to „ale” jest tak naprawdę najważniejsze, bo mam podejrzenie, że jeśli prawdziwe są te teorie, które mówią o tym, że będzie fałszywa inwazja, że będzie coś w rodzaju zwiedzenia, i tak dalej, doskonale to państwo wiecie, interesujecie się państwo tymi problemami. A zatem jeśli w tych twierdzeniach jest chociaż ziarno prawdy, to super, podajmy taką informację, że w 2029 roku odezwą się do nas, a może przylecą od razu. Piotr pytał o niebezpieczeństwo wysyłania sygnałów w daleki kosmos. Ja przypomnę, całkiem niedawno z Piotrem Plebaniakiem przypominaliśmy space operę „Zapomnij o Ziemi”. Tam kłopoty ludzkości zaczęły się od tego, że ziemianie w swojej naiwności wyruszając w kosmos, tam spotykając inną rasę, podali koordynaty Ziemi. To się bardzo źle skończyło. Kto ciekawy zapraszam, Connie Mack Zapomnij o Ziemi. Ale tu rzeczywiście może być z jednej strony, jeśli to jest prawda i gdzieś tam obcy są, to może się źle skończyć. Z drugiej strony to na przykład, że w 2029 roku każe się nam spodziewać jakiegoś kontaktu, to może być świetny wstęp do tego, żeby nam wmówić, że chwilę później nastąpi inwazja. Czy ona będzie prawdziwa, czy będzie fałszywa? Raczej, jeśli wierzyć teoriom, które nazywane są spiskowymi, to raczej będzie fałszywa. Ależ za to jakie piękne plony da ta fałszywa inwazja. Weźmie się ludzkość za mordę, zrobi się wreszcie z tym wszystkim porządek. Żadnej tam demokracji, bo trzeba przecież bronić Ziemi. Mówię, świetnie państwo znacie tę teorię, więc nie brnijmy w nią. Ale mówię, sensy chociażby takiej informacji, że w roku 2029 coś się tam odezwie, są rozmaite i tych sensów można szukać w różnych miejscach.
[01:22:30] - Tak, ja tutaj cały czas śledzę komentarze. Cały czas też was zapewniam, że zapisujemy sobie te najciekawsze pytania. Niestety zorganizować nam debatę czy też program, w którym odpowiemy na wasze wątpliwości, nie jest tak łatwo. Pewnie gdzieś w najbliższej przyszłości będziemy próbować.
[01:22:53] - Ja to Marku, powiem ci, że już teraz nie wiem, co myśleć ogólnie o ewentualnym sukcesie projektu SETI. Dlatego, że nawet jeżeli się coś wydarzy, nawet jeżeli to zostanie upublicznione, że taki sygnał nadszedł z kosmosu i pochodzi od obcej cywilizacji, co się może wtedy wydarzyć? Ja pamiętam, że to chyba było w ubiegłym roku, w okolicach połowy sierpnia był taki długi weekend w Polsce wtedy i pokazała się w mediach chińskich informacja o tym, że prawdopodobnie Chińczycy przejęli sygnał od obcej cywilizacji. I w naszych mediach oczywiście nie było żadnej reakcji, a to podała chińska agencja. Nie, to nie była Xinhua, tylko to był ten ich Dziennik Ludowy to podał w swojej angielskojęzycznej stronie. No i cóż, konsternacja, jak to Chińczycy ogłaszają, że przejęli sygnał od obcej cywilizacji. To, co się stało potem, było bardzo dziwne, dlatego, że włączyli się w to uczeni z takiego międzynarodowego gremium i chyba zapanowała też panika. Postanowili się dowiedzieć, co ci Chińczycy mówią. Ostatecznie się pojawił taki komunikat ze strony któregoś, nie pamiętam kogo, ze strony któregoś z astronomów zachodnich, który mówił, że została źle przetłumaczona fraza, zostało źle przetłumaczone zdanie tego naczelnego chińskiego astronoma i ono powinno brzmieć, że nie to, że przejęli, tylko że mają nadzieję, że przejmą. Zacząłem się wtedy zastanawiać, czy akurat ktoś z nas nie robi bambuko. Dlatego, że może rzeczywiście coś jest na rzeczy, może rzeczywiście się coś wydarzyło, natomiast zostało to wpuszczone w tryby tej machiny naukowej i oni analizują, skąd ten sygnał nadszedł. Także ta data 2029 może mieć takie znaczenie symboliczne, umowne. To nie jest tak, że oni tego sygnału oczekują. Może on już jest, tylko jest badany. A jeżeli weźmiemy pod uwagę jeszcze te wszystkie szybkie błyski radiowe, inne anomalie, które są wykrywane w kosmosie, to otrzymujemy dość dużą ilość transmisji, które swego czasu jeszcze były brane pod uwagę jako potencjalne przekazy od pozaziemskich cywilizacji. Te szybkie błyski radiowe to są takie bardzo energetyczne, bardzo potężne rozbłyski, które przecież jeszcze Avi Loeb, tak często wspominany w naszym programie, brał przed kilkoma laty za potencjalny ślad istnienia cywilizacji pozaziemskich.
[01:25:52] - Ja tego SETI bym tak nie do końca wykluczał. Ono jest interesujące, dlatego że chociaż pod wieloma względami to może być projekt niedofinansowany, to mamy jeszcze SETI optyczne. Mamy wiele osób, które poszukują przecież śladów tak zwanych superkonstrukcji w kosmosie, tych sfer Dysona i tak dalej. Także astronomowie cały czas są na tropie różnego rodzaju anomalii. Ja powiem tak: ja nie wierzę w ten rok 2029, ale wydaje mi się, że jesteśmy bliżej niż dalej, że kiedyś ta anomalia, takiej, której się nie da wyjaśnić w 100%, się pojawi. Może nie od razu się przekonam, bo zawsze będzie jakaś dyskusja. Pamiętacie taką planetę, która tak dziwnie błyskała? To się nazywała Gwiazda Tabby chyba od nazwiska.
[01:26:57] - Tabby, astronomki. Tabitha ona się nazywa, znaczy ma na imię.
[01:27:05] - I wtedy pojawiło się bardzo wiele różnego rodzaju hipotez, że to może być jakiś pas z odłamków kosmicznych, że to może być pył i tak dalej. I tak naprawdę zobaczcie, co się wtedy wydarzyło. To było dobrych kilka lat temu, Marku, ja nie wiem, to może był rok 2013.
[01:27:26] - Tak, dobrze. To było kilka podejść do tego. W każdym razie tam i 2013, i 2014, i jeszcze później też badano, bo ta gwiazda KIC z rozbudowanym numerem rzeczywiście przygasała dosyć regularnie. Zresztą ona ma kilka nazw. Ta gwiazda jest Gwiazdą Tabby. Pójdziemy w złym kierunku, jak zacznę opowiadać o tej gwieździe i o konsekwencjach, całym tym badaniu, które miało miejsce i wnioskach, które wyciągano, to pożeglujemy nie w tę stronę, to może na jakąś inną audycję.
[01:28:08] - Ale tak na szybko powiem, jaka tam była ta najdziksza koncepcja. Coś okrążało gwiazdę i ona przygasała co jakiś czas. Było widać, że coś z niej jakby pobiera energię. To był taki już naprawdę krańcowy wniosek, a dodatkowo zauważono, że ona na przestrzeni lat, od kiedy jest obserwowana, traci jasność. A wniosek z tego był taki, że skoro coś ją okrąża i ona traci jasność, to znaczy, że coś pobiera energię. A jeżeli coś pobiera energię, to jest sfera Dysona. Jeżeli to jest sfera Dysona, to tam musi być jakaś cywilizacja, która z tej energii korzysta. No i zobaczcie, mieliśmy wydarzenie, które mogło nam potencjalnie wskazywać na istnienie obcej cywilizacji. Gdzie się ta informacja pojawiła? W portalach naukowych, czasami w takich powiedzmy zbliżonych do tematyki debat ufologicznych czy nieznanego świata. Natomiast do mainstreamu takiego bardzo już typowego to nie za bardzo przeniknęło, dlatego że to był trudny temat. To zmuszało odbiorcę do myślenia. I tak będzie chyba też z tym sygnałem od pozaziemskiej cywilizacji. Jeżeli on zostanie przechwycony, to trafi w tryby analizy naukowej i nim my się dowiemy, to kilka lat minie. Tak mi się przynajmniej, Marku, wydaje.
[01:29:35] - Tak, chyba tak. Zresztą jeśli przywołaliśmy gwiazdę Tabby, Tabitha Boyajian to jest w ogóle Ormianka z pochodzenia. Nawet nie wiem, czy dobrze wypowiadam jej nazwisko, bo nie znalazłem nawet transkrypcji, jak należałoby je przeczytać. W każdym razie ona pierwsze obserwacje na temat nietypowego zachowania gwiazdy KIC 8462852 podała już w 2011 roku. Potem te duże spadki jasności, one były naprawdę duże. Na początku mówiono, że to chmura materii ją okrąża, ale później około 2014 roku, 2015 zaczęto mówić, skierowano w to miejsce już takie szczegółowe narzędzia typu Kosmiczny Teleskop Keplera i w związku z tym zaczęto snuć takie teorie właśnie o strefie Dysona w budowie, ewentualnie właściwie nie strefie, a sferze Dysona. Zawsze się przy tym mylę. W każdym razie ta sfera Dysona w budowie ewentualnie, ponieważ już sami twórcy koncepcji, sam twórca już nie żyje, ale zmodyfikowano. Zresztą sam twórca nigdy nie twierdził, że można zbudować sferę Dysona w tej pierwotnej wersji. Uważał ją za konstrukcję niestabilną, ale pojawiła się koncepcja roju satelitów Dysona-Harropa. Ona tam jest przedstawiona w trzech różnych wersjach. Znowu nie będę nudził, bo to chyba dzisiaj nie ten temat. W każdym razie ona już bardzo pasuje do tej koncepcji przygasania gwiazdy, bo to jest kwestia wypuszczania miliardów, tak, nie pomyliłem się, miliardów drobnych satelitów. Jeżeli drobnym satelitą, takim przechwytującym można nazwać satelitę, który rozpina żagiel o powierzchni jakiegoś kilometra kwadratowego, ale w takiej skali kosmicznej, na określonej orbicie czy też w określonej odległości okrążającego Słońce, to rzeczywiście muszą być ich miliardy. I to rzeczywiście powodowałoby to, że taka gwiazdaPrzygasałaby. Ale czuję, że jednak, pomimo że się zastrzegałem, to zaczynam żeglować w kierunku opowieści o mega konstrukcjach. To zdecydowanie nie jest dzisiejszy temat.
[01:32:22] - Tak, za to piątym tematem na naszej liście są okaleczenia zwierząt i to też jest coś, co ostatnio znowu dało o sobie znać. One gdzieś tak od lat 70. rozpalały wyobraźnię i równocześnie budziły przerażenie. I o ile w Europie za tego typu wydarzenia obwiniano satanistów, w Stanach Zjednoczonych zaczęto zwalać winę na czarne helikoptery, co jest dzisiaj zjawiskiem nieco zapomnianym, a potem na kosmitów. Okaleczenia zwierząt po raz kolejny dały o sobie znać, tym razem w Teksasie. Pod koniec kwietnia bieżącego roku szeryf hrabstwa Madison informował o siedmiu zabitych krowach. Może jest ich teraz więcej. I u tych zwierząt z chirurgiczną precyzją wycięto języki. Krowy pochodziły z różnych ranch w rejonie. Jedna z nich miała dodatkowo wycięte organy wewnętrzne. Charakterystyczne dla tego typu zdarzeń było to, że wokół zabitych krów nie było śladów walki, śladów krwi, nawet odcisków butów czy opon. Czyli ci zimni chirurdzy albo inaczej zimni weterynarze działali w sposób zupełnie nieuchwytny. No i cóż, Marku, pierwsza rzecz, która przychodzi na myśl w takich sprawach, to rzeczywiście kosmici. Bo jeżeli oni przylatują na Ziemię i są badaczami z innej planety, i powiedzmy, że chcą sobie przeanalizować nasz łańcuch pokarmowy albo zobaczyć, jak zmieniała się hodowla, zmieniały się gatunki hodowlane, jak postępuje nasz rozwój, to nie ma nic prostszego niż złapać sobie krówkę, która chodzi przecież po pastwisku. Tym bardziej, jeżeli się poruszasz latającym spodkiem. I tak przez długi czas myślano.
[01:34:21] - Ja jeszcze tylko dodam, nawiązując do tego, co powiedziałeś wcześniej, że zjawisko czarnych helikopterów czy czarnych śmigłowców, o którym mówiłeś, że zapomniane. Z punktu widzenia niektórych kręgów dobrze, że zapomniane, ponieważ czy państwo w to wierzycie, czy nie wierzycie, to tak zwane czarne śmigłowce istnieją. To są przerobione śmigłowce Sikorsky, takie bardzo popularne, które nawet w Polsce, te nieczarne modele funkcjonują. One są wykorzystywane przez siły specjalne USA, bo one są pokryte specjalną farbą. Praktycznie to jest rodzaj technologii stealth, tylko nie związanej z kształtem, a raczej z zastosowaną farbą, która między innymi w jednym ze składników jest srebro. To właściwie mało ważna informacja. W każdym razie jeśli coś ma gdzieś pojawić się niespodziewanie, jakiś śmigłowiec ma zostać niezidentyfikowany, niewykryty, nie tylko z powodu tego, że leci bardzo nisko, ale w ogóle jego sygnatura radiowa ma być mocno obniżona, to to są właśnie czarne śmigłowce. Jaki jest związek z krowami? Tego nie wiem. Natomiast Piotrze, przypomnij pytanie, bo gdzieś uciekło w trakcie dywagacji.
[01:35:55] - Ono nie było takie, bo przez długi czas wierzono w to wytłumaczenie, że kosmici porywają krowy. Jest takim trochę najbardziej wiarygodnym. Bo jeżeli badacz z innej planety przylatuje i chce się czegoś dowiedzieć na przykład o jadłospisie czy diecie ludzi, to łapie sobie pierwsze stworzenie z brzegu i sobie je potem analizuje w swoim latającym laboratorium. I tak było do czasu, aż pojawił się doktor Carlton Kelleher.
[01:36:27] - Tak, ale wiesz, ja powiem tak: to zjawisko funkcjonuje w przestrzeni publicznej od bardzo, bardzo dawna. Ja pamiętam jeszcze takie doniesienia z lat 70. I mówiąc szczerze, ja nie mam jasnego zdania na temat tego, co się wydarzyło. Natomiast skoro przywołałeś już Carlta Kellehera, biochemika, który był dyrektorem naukowym National Institute for Discovery Science. Ta organizacja już nie istnieje. Ona była sponsorowana przez pewnego biznesmena. Jej celem było badanie zjawisk anomalnych i on zauważył, że fala okaleczeń zwierząt, która rozpoczęła się w 1964 roku, czyli jednak wcześniej niż pamiętałem, na długo przed tym się rozpoczęła, zanim usłyszano o chorobie wściekłych krów. I on ogłosił na konferencji Narodowego Instytutu Zdrowia, iż amerykańskie bydło może nosić w sobie zalążki jakiegoś nowego schorzenia pokrewnego kołowaciźnie i takiej chorobie, która nazywa się kuru. To jest choroba, która gdzieś tam się narodziła wśród kanibali z Nowej Gwinei. Zatem za te wszystkie takie zwyrodnienia... mózgu, gąbczaste zwyrodnienia mózgów, odpowiadają priony, o których pewno państwo słyszeli przy okazji choroby wściekłych krów. Jego zdaniem, zdaniem Kellehera, ktoś stara się monitorować rozprzestrzenianie się tej choroby, bezprawnie zabijając zwierzęta, o których mówiliśmy. Takie wyjaśnienie daje ów naukowiec Colm Kelleher.
[01:38:45] - Tak, tę osobę możecie kojarzyć ze sprawy rancza Skinwalkera. W książce „Braintrust” zauważył on, że dziwnym zbiegiem okoliczności w niektórych regionach Kanady i Stanów Zjednoczonych mapy okaleczeń krów i występowania choroby wściekłych krów nakładają się na siebie. Jego wniosek był taki, że za okaleczeniami, przynajmniej w większości, stoi taka niezidentyfikowana służba sanitarna, która potajemnie monitoruje bydło pod kątem obecności prionów, które wywołują tak zwane encefalopatie gąbczaste. O tym pisałem dość dawno temu w „Nieznanym Świecie”, ale możecie znaleźć taki trzyczęściowy artykuł, dość długi, w którym przekazuję albo streszczam wnioski z książki „Braintrust” Colma Kellehera. Jakby ktoś chciał ten numer odnaleźć, to niech da znać. To jest w ogóle bardzo interesujący temat w kontekście epidemii chorób neurodegeneracyjnych u coraz młodszych ludzi. Ale to już kwestia na zupełnie inny odcinek. Pytanie, czy doktor Kelleher zamyka drzwi dla pozaziemskiego wątku w aferze okaleczeniowej, tak ją nazwijmy. Otóż nie, nie do końca. Ale więcej znajdziecie w naszym odcinku sprzed lat, bo kiedyś poświęciliśmy okaleczeniu zwierząt, ale też i ludzi osobny odcinek. Oczywiście wnioski są jak zwykle niejednoznaczne, ale fakt, że znowu. To nie jest tak, że znowu to się dzieje, że znowu się zaczęło. Okaleczenia zwierząt prawdopodobnie trwają cały czas, tylko się o nich nie mówi do końca i nie wszystkie sprawy są nagłaśniane. Dziwne jest to, że zazwyczaj koncentrują się w krajach, gdzie pogłowie bydła jest największe: Kanada, Stany Zjednoczone. Może Kanada nie ma największego pogłowia, ale konsumpcja wołowiny jest duża. Stany Zjednoczone, Argentyna na przykład. Dlaczego te zwierzęta nie są okaleczane w taki sposób w innych rejonach globu? Tutaj Kelleher się zastanawia. Może jest tak po prostu dlatego, że istnieje realne zagrożenie co do tego, że pojawi się nowa choroba wściekłych krów i trzeba co jakiś czas w sposób taki, żeby nikt niczego nie podejrzewał i żeby to nie wpłynęło za bardzo na rynek mięsny, nieco przebadać. Z tymi okaleczeniami zwierząt to nie jest taka prosta sprawa.
[01:41:28] - Warto też powiedzieć, że to nie jest tak, że jest tylko ten Kelleher, bo są inni, którzy uważają na przykład, że zjawisko, z którym mamy do czynienia, inny początek, inny skutek, inna przyczyna. Ken Romel mówi o tym, że zjawisko padania bydła ma charakter naturalny. On niejako tłumi te spekulacje dotyczące tej niewidzialnej kontroli weterynaryjnej, ale tak nie do końca, bo równie dobrze możemy sobie wyobrazić sytuację, kiedy zwierzę pada z przyczyn naturalnych, a jakaś tajna sekcja weterynaryjna, wycinając różne organy, języki również, bada, czy przypadkowo to padnięcie danej sztuki nie miało związku rzeczywiście z jakąś chorobą, która gdzieś tam się przyczaiła i zamierza dopiero eksplodować jakąś pandemią, epidemią czy może czymś innym. Być może inna jest sekwencja, inna jest kolejność, że to po prostu zwierzęta padają, a kto się później bada wycinając, a nie padają na skutek wycinania czegokolwiek. Nie rozstrzygniemy pewno tej sytuacji. Warto natomiast wspomnieć o tym, że aczkolwiek niektóre wyjaśnienia wydają nam się bardziej atrakcyjne, może być zupełnie inaczej.
[01:43:13] - Tak, są bardzo różne przesłanki sugerujące, że jednak ktoś te krowy zabija w sposób zupełnie konwencjonalny, w sposób zgodny z wiedzą weterynaryjną. Przy okazji tak, żeby śladów nie było. Świadczy o tym wykorzystanie różnego rodzaju substancji, antybiotyków, środków antyzakrzepowych, tak się chyba to mówi, i tak dalej. Ale jak mówię, jeżeli interesuje was temat, zagłębcie się w archiwum Radia Paranormalium. Tam gdzieś bardzo dawno temu mówiliśmy dokładnie o okaleczeniach zwierząt. Marku, temat numer sześć, bo jak zwykle nam się przeciągnęło. Ten temat numer sześć ma taki złowieszczy tytuł: koniec ufologii. Otóż pod koniec kwietnia na stronie „New York Post” jeden z publicystów opublikował taki tekst: „Jak nauka i polityka kładą kres ufologii”. Dotyczy on tego, o czym powiedziałem na początku. Otóż o ile oficjalnie rząd USA przyznaje, że bada zjawisko UAPCzyli de facto UFO. Wnioski są jak zwykle: albo tajne, albo rozczarowujące. Przy czym istnieje kolejny problem, że tak zwane prawdziwe UFO, czyli to, co wykracza poza rozumienie naukowe, jest zupełnie anomalne, wiąże się zarówno ze sferą psychologiczną, jak i fizjologiczną, jak i fizyczną. Te obiekty nie istnieją, bo po prostu nie wpadają w żadne kategorie. Jest w tym coś zastanawiającego. Coś, co po raz kolejny każe nam zastanowić się nad tym, czy to pozorowane otwarcie na zjawisko UFO, to nowe rozdanie nie było jakąś taką grą, kolejną próbą zaorania tematu. Abstrahując już od tego wszystkiego, pamiętacie przecież Toma DeLonge'a, Akademię To The Stars i wszystkich ekspertów. Często były to bardzo duże nazwiska. Niektóre z nich już padły w czasie tej audycji. To były osoby, które miały zarówno doświadczenie naukowe, jak i polityczne, to były osoby, które pracowały w różnego rodzaju służbach państwowych. Te osoby go wspierały. I to naprawdę nie chodziło o jakieś bzdurki na temat latających kuleczek. Tam mówiono o kwestiach takich, że Ziemia może być odwiedzana przez istoty pozaziemskie. I nagle ci ludzie zostali zepchnięci do drugiej linii i do podziemia. Słyszycie gdzieś o Tomie DeLonge'u teraz albo Luisie Elizondo? Nie. Sprytnie zostali rozegrani. Co prawda można się na nich natknąć w internecie, ale zamiast pojawiać się w CNN czy na New York Timesie, oni odwiedzają dzisiaj jakieś konwencje ufologiczne i są uważani za foliarzy, którzy się uganiają za latającymi spodkami i próbują odpowiedzieć, co się stało tak naprawdę w Roswell. Jaką informację otrzymuje społeczeństwo? Taką, jak powiedzieliśmy w pierwszej części naszego dzisiejszego spotkania, że może te łapy są, a może nie są. Jedyne, co mamy, to rozmyte nagrania wykonane tak naprawdę przez najbardziej zaawansowaną pod względem wyposażenia armii świata.
[01:46:49] - Piotrze, to jest troszeczkę tak, że cała dzisiejsza audycja właściwie mówi o tym, jak bardzo niektórzy badacze, niektóre siły, bo mówiąc siły mam na myśli organizacje najczęściej trzyliterowe. W Stanach one już mają czasami więcej liter, ale są tajne, dwupłciowe i generalnie manipulują różnymi informacjami. Dzisiejszy odcinek pokazuje, jak tego rodzaju siły tak naprawdę manipulują informacjami o UFO, o łapach i raczej kierują całe zjawisko w taką oto sferę, że ludzie się interesują i oczekują jakichś nowych informacji i właściwie każdą informację, która się pojawia, zainteresowane osoby chłoną. Chciałyby się czegoś dowiedzieć, chciałyby chociaż jakąś minimalną cząsteczkę informacji takiej, która przybliżałaby ich do prawdy. Tymczasem otrzymują takie informacje, które za każdym razem prowadzą do takiego: „Łooo, znowu nie powiedzieli za wiele”. I za każdym razem, kiedy tego rodzaju informacja do ludzi dociera, jakaś grupa czuje się zawiedziona i mówi sobie: „A może nie warto się tym, do cholery, zajmować? Może to jednak są bzdury”. Wiecie państwo, UFO nigdy nie miało dobrej prasy. Zawsze było jakoś sekowane. Ten wizerunek nie był najlepszy. Dowodów nie trzeba daleko szukać. Jeżeli jesteście w czasach studenckich, to będzie wam łatwiej, jeśli poza studenckich, to troszkę trudniej, ale jest to oczywiście możliwe. Podejdźcie państwo do jakiegoś ścisłowca, do jakiegoś naukowca i zapytajcie, czy nie zająłby się problemem UFO. Jeśli was nie ofuknie i nie wyrzuci, to zabije was śmiechem po prostu. Poważni naukowcy nie zajmują się takimi bzdurami. Tak naprawdę ludzie zajmujący się UFO chcieliby faktycznych dowodów albo takich mocnych poszlak świadczących o tym, że coś się dzieje na niebie, coś dziwnego. Tymczasem za każdym razem dostajemy taki miszmasz: coś może jest, ale właściwie nie ma, a właściwie to pewno jest zupełnie normalne, ale nie ma dowodów, a może to jest zupełnie coś innego. Takie marudzenie przedstawialiśmy dzisiaj państwu. Bo te informacje, które przytaczaliśmy, właśnie takie są: niepełne, nieskonkretyzowane, uciekające w kierunku jakichś tajemnic państwowych, bardzo ważnych. Nawet przypomnijcie sobie państwo wydarzenia omawiane przecież w audycji z tymi zestrzeleniami balonów, czy też właściwie balonu i obiektów tic-tacowych i wszystkich innych. Niby coś było, niby strasznie się internet ekscytował, a w rezultacie góra urodziła mysz. Ona chyba od początku miała tę mysz urodzić. Nakręcono emocje, nakręcono oczekiwania.A dano później figę albo bardzo niewiele. Pewna część osób poczuła się mocno zawiedziona. Najpierw nakręcono ich emocje, mówiono: „UFO, patrzcie, już zaraz będzie”. I za chwilę: „Nie, nic nie było. Dziękujemy państwu, może następnym razem”. To część ludzi zniechęca, część odsuwa się od tej problematyki, ponieważ ma takie déjà vu, że za każdym razem jest podobnie. Najpierw się nakręca emocje, a później się je studzi i to w taki brutalny sposób. To może sprawić, że rzeczywiście zjawisko UFO przestanie być trendy dla niektórych, dla sporej grupy ludzi.
[01:51:13] - Na pewno tak będzie. Ale jeszcze zwróćmy uwagę na jedną rzecz: dlaczego skanalizowano te informacje na temat UAP-ów ściśle w stronę wojskowo lotniczą? Nie ma żadnego innego UFO na świecie. Oni nie lądują, nie porywają ludzi. Mieliśmy takie doniesienia od 70 lat co do lądowania, porwania, oddziaływania różnego rodzaju i tak dalej. Nie, formalnie tego nie ma według AARO. Są tylko obiekty, które przeszkadzają pilotom. Teraz pytanie, czemu służy takie skanalizowanie tej informacji, skupienie się właśnie w tym punkcie? Odpowiedzi jest kilka. Jedna jest taka, aby zupełnie nie zwracać uwagi na to, co się dzieje, na to, o czym donoszą ludzie. O czym mówiliśmy w przypadku lotniska O'Hare. Żeby nie patrzeć, co tam mówi jakaś kobitka czy jakiś robol nawet, czy jakiś tam człowiek zwykły, nawet jeżeli widział coś dziwnego. Nie, to się nie miało prawa zdarzyć, bo my badamy tylko UAP-y, które obserwują piloci. A kiedy się pyta o te UAP-y, które obserwują piloci: „Panie, my mamy takie słabe te doniesienia, że nie wiadomo, co to jest”. Można tym UFO pogrywać na wielu różnych polach i na wiele różnych sposobów. Oczywiście, gdyby nagle się okazało, że obcy tu są, działają i się poruszają, to też nie byłaby informacja dobra dla wszystkich. Po pierwsze wymagałaby wprowadzenia dodatkowej ilości obostrzeń, a ponieważ to jest zjawisko zupełnie poza kontrolą, to by sparaliżowało zupełnie ruch lotniczy. Jak oglądaliście „Katastrofy w przestworzach”, wiecie, jak działa przemysł lotniczy, jak działają agencje lotnicze, jak ujmują różnego rodzaju zagrożenia w tych swoich kalkulacjach i tak dalej. Nagle się okazuje, że gdybyśmy mieli tych UAP-ów, UFO tak dużo w przestrzeni powietrznej, to może by się wypadało jakoś przed nimi zabezpieczyć, już nawet abstrahując od tego, skąd one są. To by wymagało wprowadzenia dodatkowych procedur, może jakichś dodatkowych urządzeń. I to by kosztowało, wszystko by kosztowało. Koniec końców ludzie musieliby zrezygnować z kolejnej zimnej wojny na rzecz takiego zewnętrznego zagrożenia. Może to zagrożenie zewnętrzne paradoksalnie okazałoby się lepsze, dlatego że chyba, nie wiem, Marku, to Ronald Reagan o tym mówił w tych swoich kilku żartach, że gdyby przylecieli kosmici, to ludzie nagle by się przestali kłócić. Znaczy ludzie, mówię tu o państwach świata. Pod wieloma względami ten temat prawdziwego UFO czy też inteligencji z kosmosu nie jest do końca wszystkim na rękę i on będzie jeszcze długo pogrywany, będzie manipulowany i tak dalej. Chyba że rzeczywiście pojawi się jakiś wielki superstatek, zawiśnie gdzieś nad Watykanem, wystrzeli jakiś promień i da nam wszystkim do myślenia.
[01:54:36] - Tak, może tak rzeczywiście by było. Tylko ja się zastanawiam, dzisiaj już o tym wspomniałem, jaka będzie natura tego statku wielkiego, który zawiśnie. Czy to rzeczywiście będzie przybysz z gwiazd, czy to będzie to zwiedzenie, o którym projekt Blue Beam. Powiedziałeś o tym, że ludzie przestaliby się kłócić. Może jakiś inżynier społeczny doszedł do wniosku, że UFO by się przydało. Zastanawiam się, wymagałoby to analizy ludzi, którzy zajmują się takim manipulowaniem społecznym. Tak naprawdę z naukowego punktu widzenia to raczej pewnymi takimi oddziaływaniami społecznymi. Otóż zastanawiam się na przykład, czy jeśli teraz, na początku roku wzbudziło się wielkie zainteresowanie UFO, UAP-ami, bo tam coś nad Stanami lata, a później publikuje się taki oto komunikat, że obecna ocena społeczności wywiadowczej jest taka, że trzy obiekty były najprawdopodobniej balonami powiązanymi z prywatnymi firmami, instytucjami rekreacyjnymi lub badawczymi badającymi pogodę lub prowadzącymi inne badania naukowe. To powietrze z człowieka schodzi, to jest w ogóle cytat z prezydenta Bidena. Więc z człowieka natychmiast schodzi wtedy powietrze, jak z tego balonu notabene, bo mówi sobie: „Kurczę, najpierw nakręcali”. Wiem, że się powtarzam, ale prowadzę do pewnej nowej tezy. Najpierw nakręcali, a teraz pokazują figę z makiem. To ja się zastanawiam, czyW pewnym momencie, gdy ten przywołany przez ciebie, Piotrze, wielki statek matka zawiśnie gdzieś nad Ziemią, będzie go nawet widać. Może będzie przelatywał na orbicie. Wyobraźcie sobie państwo swój scenariusz. Ale czy wtedy powiedzenie na przykład ze strony rządowej: „Widzicie? Jak mówiliśmy, że UFO nie ma, to nie było. A teraz mówimy wam, że jest. Oto ono”. Mnie się to bardzo kojarzy z jakimiś spiskowymi teoriami. Z nazwy spiskowymi, bo tak naprawdę postarałbym się znaleźć inne miano. Natomiast coraz bardziej jestem przekonany, że sprawy związane z UFO to jest przedmiot ogromnej manipulacji, której jesteśmy poddawani. Oczywiście nie rozstrzygnę dzisiaj, czemu ta manipulacja służy. To jest tylko moja robocza hipoteza w tej chwili, że być może służy rzeczywiście całkiem ludzkim kombinacjom. Oczywiście to nie wyklucza tego, że gdzieś tam to UFO jest, ale ktoś postanowił przy okazji ukręcić swoje lody przy tym wszystkim. Bardzo się tego obawiam, bo moje przekonanie o tym, że ludzkość, a w każdym razie jej sfery rządowe, pozostają w dobrej kondycji, jest mocno nadszarpnięte. W dobrej kondycji oczywiście z punktu widzenia społeczeństwa, bo ich kondycja po tym, jak nas wszystkich spacyfikują w taki czy inny sposób, będzie znakomita. W związku z tym zastanawiam się, czy ta manipulacja, której jesteśmy poddawani, te wszystkie rzeczy, o których dzisiaj mówiliśmy, czyli ta nieustająca niepewność i nieustające zawody, które przeżywamy, czy to nie jest nam po prostu serwowane?
[01:58:29] - Tak. I tutaj moglibyśmy rozpocząć drugą audycję i naprawdę pociągnąć ten temat jeszcze dwie godziny. Ja może takie dwa szybkie wnioski. Narracja na temat UFO oficjalnie jest elementem manipulacji społeczeństwem. Może nie tym najważniejszym w kwestii egzystencji życia i polityki, ale jakimś jest. Na jakimś poziomie tak. I tych plusów jest kilka, o kilku powiedziałem. Myślę, że jeszcze długo się nie wygrzebiemy z tego błędnego koła, jak by nie było. Ale co jeszcze? Wróćmy do pierwszej myśli. Do tej mówiącej, że nic się nie zmieni, dopóki jakiś statek kosmiczny nie zawiśnie na przykład nad którymś z kluczowych miejsc na kuli ziemskiej, czy nad Watykanem, czy nad Częstochową na przykład, czy nad Bydgoszczą, czy nad placem Tiananmen, czy nad Statuą Wolności, albo Placem Czerwonym. Jest coś takiego jak te wszystkie odpowiedzi na paradoksy Fermiego. Dlaczego obcy się nie kontaktują? Dlaczego nie ma sygnałów z kosmosu? Jednym z nich jest tak zwana hipoteza zoo, która mówi, że obcy są na tyle zaawansowani i na tyle już to wszystko ogarnęli, i tą historię mają na tyle długą, że ich takie rzeczy nie ruszają. To znaczy, oni się nie pokażą, bo wiedzą, czym by to groziło. A nawet jeżeli są na stopniu rozwoju już takim, że nie są istotami biologicznymi, tylko, dajmy na to, inteligencją sztuczną, to też tego nie zrobią, bo sobie te wszystkie algorytmy tam przetasują i powiedzą: „Nie, nie będziemy się komunikować z tymi ludźmi, bo...”. I tu mają taką wywrotową historię, że jak to zrobimy, to będzie tylko gorzej. Ale co ciekawe, był taki człowiek, nazywał się Juan Posadas. Trudno mi powiedzieć, kto to był. Dajmy na to, że to był pewien ideolog polityczny, trockista, trockista-ufolog jednocześnie. I on postanowił zaprząc komunizm do pługa kosmicznego. I on twierdził mniej więcej coś takiego, że zadaniem naprawdę zaawansowanych ras jest to, żeby te mniej uświadomione w wyniku rewolucji wpaść na nowe tory. I jeżeli to Posadas miał rację, to być może gdzieś tam w kosmosie istnieje jakiś reptiliański trockista, który postanowi przełamać tą hipotezę zoo, który wyjdzie poza te schematy i wreszcie się tu objawi, porwie ten kosmiczny skuter i zawiśnie gdzieś nad Warszawą na przykład i pokaże: „My tu jesteśmy, a wszyscy was zakłamują”. Tak trochę z humorkiem, Marku, kończymy dzisiejszą audycję. Dodałbyś coś?
[02:01:46] - Dodałbym, że wczoraj w jednej z telewizji komercyjnych był emitowany film „Jupiter: Intronizacja”. I tak sobie pomyślałem, kiedy to mówiłeś, że może po prostu zbliża się czas żniw, ale to nie będą pozytywne żniwa dla nas.
[02:02:12] - Zbliża się czas żniw. Jeszcze kilka miesięcy i rzeczywiścieKombajny wyjadą w pole. Znowu nam się, Marku, przeciągnęło. Dziękuję wszystkim za udział w dzisiejszej audycji. Zapraszamy, jak mówiłem na początku, za tydzień na kolejną debatę ufologiczną. Trochę wywraca nam to ramówkę do góry nogami, ale są ku temu specjalne powody. Audycja będzie dość nietypowa. Nie będzie to suchy, spiskowy temat jak dzisiaj, a raczej taki idący w zupełnie drugą stronę, ale o tym dowiecie się pewnie w niedzielę. Marku, po co by tu zaprosić naszych słuchaczy? Przede wszystkim po to, żeby sięgnęli do „Bibliotekarium” z piątku, bo tam mówiliśmy o bardzo ciekawych wnioskach Charlesa Forta. Ale powiedziałeś też o teorii nadistot. I ta teoria nadistot jest bardzo mocno związana z ufologią.
[02:03:13] - Tak, to prawda. Co prawda w niektórych komentarzach pojawiły się kuriozalne uwagi na temat tego, co mogę powiedzieć na temat tego, jak to dziki postrzegają ludzi. Pozostawię to bez komentarza, ale musiałem to z siebie wyrzucić, bo to jest nieprawdopodobne, że można w ten sposób odbierać teorię przedstawioną, przypomnę, przez Adama Wiśniewskiego „Snerga”, twórcy science fiction, powieści „Robot”, w której ta teoria nadistot się pojawia. I wierzcie mi państwo, jeśli ją tak wysłuchać spokojnie, zastanowić się nad nią, to być może, po pierwsze, oni już tu są, tylko za żadną cholerę, że tak się wyrażę, nie jesteśmy w stanie ich zobaczyć. Być może oni tu przylecą, ale jeśli to będą nadistoty według tej terminologii ukutej przez Wiśniewskiego „Snerga”, to również szans na kontakt nie ma. Po prostu nie będą tym zainteresowane. Bardzo państwu w związku z tym tę część „Bibliotekarium” polecam, bo ta teoria nadistot, ponieważ wiedziałem, że będziemy mówili o rzeczach wyklętych Forta, to ją przytoczyłem, ponieważ ona mocno się wiąże zarówno z tym, o czym on mówił, jak i z tym, w jaki sposób można postrzegać zjawiska związane z ufologią. To oczywiście jest pewna możliwość, pewna koncepcja. Niekoniecznie musi być prawdziwa, ale jest po prostu ciekawa i dlatego bardzo serdecznie państwa zapraszam na wydanie „Bibliotekarium” z ostatniego piątku. Oczywiście zapraszam na każde następne „Bibliotekarium”. A będzie ciekawie, bo w następnym „Bibliotekarium” będziemy z Piotrem rozmawiali o filmach zahaczających o kanibalizm. I tu mnie, mówiąc szczerze, Piotr niezwykle zaskoczył. Nie będę mówił o istocie tego zaskoczenia, ale to będą, nie wiem, czy tak można określić, filmy kanibalistyczne.
[02:05:44] - Tak. W poprzednim „Filmotekarium”, tym piątkowym, mówiliśmy o garści nowości science fiction i horrorowych, więc jeżeli interesują was świeżynki filmowe, to zapraszamy jeszcze raz do tej piątkowej audycji, gdzie było też o nadistotach. Cóż, dziękuję wszystkim za udział. Jeżeli znacie kogoś, kto się interesuje zagadnieniami, o jakich mówimy, to podzielcie się informacjami o Radiu Paranormalium, o „Nieznanym Świecie”, „Bibliotekarium”. Do usłyszenia w kolejnej debacie ufologicznej za tydzień, a temat będzie naprawdę kontrowersyjny. Pozdrowienia.
[02:06:26] - Dobrej nocy.
[02:06:27] - A jeszcze tylko dodam, że jeżeli jesteś tutaj, drogi słuchaczu, droga słuchaczko, pierwszy raz, pierwszy raz się z nami spotykasz, to zachęcamy do zasubskrybowania kanału Radia Paranormalium, żeby nie przegapić każdej kolejnej audycji o UFO i nie tylko. Mówili do państwa przed chwilą Piotr Cielebiaś z „Nieznanego Świata” oraz Marek Żelkomski z „Bibliotekarium”. Audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Ja jeszcze tylko dodam, że dzisiaj testowaliśmy na Radiu Paranormalium podczas tej audycji nowy zestaw wtyczek do poprawiania głosów w locie, co poskutkowało chociażby tym, że nie słychać jakichś atrakcji akustycznych pod postacią szczekających psów czy przejeżdżających samochodów. Troszeczkę, z tego, co słyszałem, tutaj się wdało podczas live’a troszkę trzasków na antenę poszło, ale myślę, że to jest jeszcze do doszlifowania, do dokręcenia. Coś tam trzeba w ustawieniach pozmieniać i jakoś to będzie następnym razem. Myślę, że następnym razem już żadnych trzasków czy innych usterek nie będzie. Myślę, że wtyczki tak czy siak bardzo ładnie się dzisiaj spisały. Dziękujemy wszystkim za uwagę. Tradycyjnie zachęcamy do śledzenia strony Radia Paranormalium www.paranormalium.pl oraz naszych profili społecznościowych. Zachęcamy do zasubskrybowania naszego kanału, do dawania łapek w górę pod audycjami, które się wam podobają. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już niedługo. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium www.paranormalium.pl.
[02:08:19] - Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.