[00:03] - Audycja z cyklu Debaty Ufologiczne. Witamy wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie w ten chłodny, ale na antenie Radia Paranormalium bardzo gorący, jak od dłuższego czasu poniedziałek. Krótko po godzinie 20:00, 27 marca 2023 roku rozpoczynamy kolejną audycję z cyklu Debaty Ufologiczne Online. Dzisiaj będzie o prawdziwych deklaracjach, ukrywaniu prawdy i poszukiwaniu obcych, czyli dlaczego nie mówi się głośno o kilku sprawach, jakie miały ostatnio miejsce, a które okazały się na tyle pilne, że sprowokowały dzisiejszą audycję. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk „Ivellios”. Po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami pisarz science fiction, publicysta, autor audycji Bibliotekarium 2.0 Marek Żelkowski, znany już państwu z jednej debaty ufologicznej, chyba z zeszłego roku, Marcin Gibas, fizyk, autor serwisu scienceandphysics.com, sci.fi, a rozmowę poprowadzi dla państwa Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata. Jeszcze tylko przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Można do nas pisać przez cały czas trwania audycji na czatach na www.paranormalium.pl oraz na YouTube. Można także do nas pisać poprzez Gadu-Gadu 36088002. Jesteśmy także na Signalu, na Telegramie, na Facebooku, na odzyskanym parę tygodni temu fanpage'u. Można także do nas pisać na grupach Radio Paranormalium oraz Czytelnicy Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to można także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl bądź drogą SMS-ową pod numer 530 620 493. A więc teraz oddaję głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[02:21] - Dobry wieczór. Szanowni państwo, witamy w kolejnym odcinku Debat Ufologicznych. Nieco nadprogramowym odcinku, ponieważ wydarzyło się wiele dziwnych rzeczy, które zostały przemilczane przez media, nie tylko te mainstreamowe. Dlaczego tak się stało? Tego nikt nie wie, a wiadomości są naprawdę interesujące, żeby nie powiedzieć nawet w pewnym sensie przełomowe. Są tu też dużo bardziej kontrowersyjne sprawy niż te incydenty z lutego bieżącego roku, kiedy nad Stanami Zjednoczonymi i Kanadą miały zostać zestrzelone obiekty UAP, czy też jak to nazwały media UFO. Dzisiaj postaramy się odpowiedzieć na kilka ważnych pytań. Dlaczego tak mocno nagłośniono sprawę strzelania do dronów i balonów, a przemilczane zostały słowa członka Komisji Aeronautyki i Astronautyki, który powiedział, że to UFO, a nie UAP czy jakieś drony są prawdziwym problemem? Pojawi się też bardzo ciekawa hipoteza Aviego Leuba i Seana Kirkpatricka na temat statku matki w pobliżu Ziemi, który może odpowiadać za wysyłanie na naszą planetę różnego rodzaju sond. Przyjrzymy się też sensacyjnym informacjom, które padły w programie Tuckera Carlsona. Odnoszą się one do śmierci amerykańskich żołnierzy, którzy mieli zginąć w wyniku kontaktów z UFO. Także o tym i o wielu innych sprawach dowiecie się w dzisiejszym programie. Gościmy jak zwykle dzisiaj Marka Żelkowskiego, twórcę Bibliotekarium, audycji, na którą zapraszamy co piątek o 20:00. Polecamy wam też książki z wydawnictwa Bibliotekarium, a do katalogu tychże książek link znajdziecie sobie pod spodem. Polecamy wam też nowy numer Nieznanego Świata. Tam między innymi taki temat, artykuł o tym, czy relacje o słowiańskich demonach, między innymi o przebywających z chmur planetnikach, mogą być związane z obserwacjami UFO i humanoidów, jakich doświadczali nasi przodkowie. O tym i o innych sprawach przeczytacie w nowym kwietniowym Nieznanym Świecie. Witam też Marcina, bo obecność Marcina jest dzisiaj niezbędna, dlatego że wiele kwestii, które zostaną dzisiaj poruszone, odnosi się do spraw fizyki i astronomii. O tym dlaczego za chwilę się dowiecie. Marcin jest też współpracownikiem Nieznanego Świata. Możecie jego artykuły przeczytać w różnych numerach, ale zacznijmy może, bo nasi widzowie się pewnie niecierpliwią. Niektórzy, jak się domyślam, czekają na mecz. Panowie, w poprzedniej debacie pod tytułem „Początek inwazji” poruszyliśmy temat osławionego chińskiego balonu, zestrzelonych dronów i wspomnianej afery, jaka została rozdmuchana w mediach, a potem o wszystkim zapomniano. My doszliśmy w czasie debaty do wniosku, że relacje o prawdziwych UFO mogą się gdzieś rozpłynąć na tle doniesień o UAP-ach. Zostaną po prostu wrzucone do jednego worka i tam gdzieś znikną nam z oczu. My poznamy starą jak świat śpiewkę, że w sumie nie wiemy, czy to obcy, czy super tania technologia chińska, czy jakieś amerykańskie czarne projekty. Ale krótko po aferze z dronami i UAP-ami pojawiła się garść konkretów ze strony zarówno amerykańskiego Instytutu Aeronautyki i Astronautyki, ale także szefa organizacji AAROKtórej celem jest badanie UAP-ów. O tym wszystkim media mainstreamowe milczą. Panowie, pytanie na sam początek: dlaczego mainstream zwykle aktywuje się, gdy mamy do czynienia z bzdurami, a nie zauważa poważniejszych i bardziej kontrowersyjnych kwestii związanych z UFO, UAP? Tym bardziej, że przecież teraz głos zabrali eksperci i uczeni. Marku?
[06:34] - Mnie się wydaje, że częściowo już odpowiedzieliśmy na to pytanie. Otóż o to chodzi, że kiedy nadmuchuje się balon z balonami zestrzeliwanymi, to jest bezpieczne, bo wszyscy, łącznie z tymi, którzy pompują balon medialny, doskonale wiedzą, że to są obiekty, które owszem, można obrzucić nazwą UAP, ale tak naprawdę to jest bezpieczne, bo to albo chińskie, albo nasze, albo w każdym razie ziemskie. Dlatego pompuje się ten temat. Ludzie dostają przysłowiowej wariacji, bo szukają tego, chcą się czegoś dowiedzieć. Nie za bardzo im to ułatwiamy, ale z drugiej strony tych materiałów nie brakuje. Natomiast kiedy w grę wchodzą różnego rodzaju materiały dotyczące zjawisk, które ciężko wytłumaczyć, które ocierają się rzeczywiście o zjawiska takie, które z naszego punktu widzenia są interesujące, wtedy lepiej o tym nie mówić, bo jak zaczną ludzie drążyć, jak zacznie być temat eksploatowany i to tak naprawdę poważnie, na tę skalę, na którą eksploatowane były balony, wtedy coś może nieprzyjemnego wyjść, takiego, co nie chcemy, żeby się pokazało. Moim zdaniem to jest jak najbardziej świadome i to jest w gruncie rzeczy prymitywna metoda, ale działa. Jak działa, to czemu jej nie stosować?
[08:18] - Ja tylko przypomnę, że audycja o tych balonach i próbie, jak twierdzili niektórzy badacze, głębszego ukrycia prawdy o prawdziwych UFO, takie masło maślane, ale jednak, została przez nas przedstawiona w debacie pod tytułem „Początek inwazji”, która miała miejsce miesiąc temu. Możecie sobie ją znaleźć w archiwum Radia Paranormalium. Marcin, jak się zapatrujesz na ten temat? Bo rzeczywiście nagle mieliśmy rozdmuchaną aferę o balonach i o dronach i o tym, że ktoś strzela do UFO, które gdzieś mogą być równie dobrze chińskie, jak i ruskie. Nagle pojawia się szereg bardziej interesujących informacji o naprawdę interesującym, przełomowym charakterze i nikt nic nie mówi. Nawet media alternatywne się do tego odnoszą może nie to, że niechętnie, ale ten temat przeszedł po prostu bez echa. Mieliśmy naprawdę kilka fajnych spraw, o których zaraz powiemy. Jak myślisz, czym to jest spowodowane?
[09:31] - Na początku bym chciał wnieść tutaj moją uwagę, że troszeczkę wbrew temu, co teraz tu mówimy, z tego, co ja zauważyłem, to w naszych mediach polskich rzeczywiście można powiedzieć, że nie mówiono, nie wspominano nic. Natomiast po stronie zachodniej, konkretnie w Stanach Zjednoczonych, myślę, że było tego dosyć sporo, bo przypadków w ogóle też odnotowywano. Bo to nie było tylko w Kanadzie, w Stanach Zjednoczonych, ale też w Chinach incydenty miały miejsce, w Rumunii, w Urugwaju. Z tego, co ja czytałem w różnych źródłach, prawdopodobnie też w Meksyku, tylko tu nie mam pewności. Natomiast w tamtych miejscach też. Co chciałem powiedzieć: w Stanach Zjednoczonych, w mediach głównego nurtu, w najbardziej rozpoznawalnych stacjach głównych informacyjnych, takich jak CNN, Fox News, NBC News, w tygodniku „Time”, być może w kilku innych, wbrew temu, co mówimy, dosyć sporo mówili na ten temat. Pokazywali wywiady z byłym pilotem, z tym, który kieruje pionem, który się zajmuje badaniem zjawisk powietrznych, które mogą naruszać bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych. Tam były pokazywane wywiady z nim, wypowiedzi różnych znaczących amerykańskich polityków. Także ja mam wrażenie, że tam było mówione dosyć sporo na ten temat. Niemniej kwestią bezsporną jest, że mimo wszystko jest to za mało. Za mało dlatego, że to powinna być sprawa priorytetowa i nie tylko z punktu widzenia bezpieczeństwa, bo i w ogóle z punktu widzenia, tak jak powiedziałeś, jest to potencjalny przełom, nasuwa się być może technologiczny, ale przede wszystkim takim mentalnym przełomem wynikającym z faktu, że jest możliwe wobec tego wszystkiego, że nie jesteśmy sami, tak jak do tej pory nam się zdecydowanie wydawało, tylko jednak mamy ślady, poszlaki, jakieś wskazówki, żeże jeszcze ktoś może gdzieś być we wszechświecie, gdzieś poza naszym Układem Słonecznym. Po prostu chcę powiedzieć to, że oprócz kwestii bezpieczeństwa jest też kwestia przełomu mentalnego w rozwoju ludzkości w ogóle. I to jest rażące, że mimo wszystko, pomimo tego, że w tamtych stacjach zachodnich mówiło się więcej, dosyć sporo, to i tak jest to za mało i ja myślę, że to wynika z tego, że ludzie nie rozumieją tego, z czym mamy do czynienia. W jakim momencie dziejowym się znajdujemy w związku z tym, co się dzieje. Tak, tak o tym myślę.
[12:52] - To może wynikać tak naprawdę z różnych przyczyn, bo nagle się okazuje, że do zagadki UFO podchodzą naukowcy i są bezradni. Inni mówią, że tak naprawdę wszystko jest ukrywane od nowa, jak się za chwilę dowiemy i o wielu sprawach nic więcej się nie dowiemy, poza tym, że się rozgrywają. I to wszystko mówi się otwarcie w USA. Coś tutaj lata, lata od dawna, stwarza potencjalne niebezpieczeństwo. Natomiast reszta świata jakoś się tak zachowuje trochę dziwnie, bo skoro lata w Ameryce, to jest duża szansa, że u nas też. Marku, czy to nie jest czasami tak, że w Polsce ten temat został politycznie pominięty tylko dlatego, żeby nie dolewać oliwy do ognia tej i tak może nie do końca nieciekawej, ale napiętej sytuacji, w jakiej jesteśmy, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo? Bo nagle, gdyby spojrzeć na to pod takim kątem, jak robią to Amerykanie, o czym za chwilę powiemy, to by się okazało, że na naszym niebie też buszuje mnóstwo intruzów.
[14:04] - Ja nie jestem przekonany, czy to taki był powód, czy też panuje taka tendencja, żeby jednak tych naprawdę istotnych problemów nie poruszać. A wracając jeszcze do tego, co się dzieje na świecie, to tak, oczywiście o tym wszystkim się pisze. Ale rzecz w tym, że ja odnoszę wrażenie, że owszem, różnego rodzaju artykuły, różnego rodzaju wypowiedzi na temat tych zjawisk, które obserwujemy, UFO, one się pojawiają, ale są zamilczane przez te główne przekaziory, które gdzieś tam funkcjonują. I ja tu się podeprę w tym przypadku wypowiedzią człowieka, który dzisiaj pewno jeszcze będzie cytowany, mianowicie Ryana Gravesa. I on napisał coś takiego w swoim artykule: „Kiedy odszedłem z Marynarki Wojennej w 2019 roku, byłem pierwszym pilotem służby czynnej, który publicznie wystąpił i zeznawał przed Kongresem. Od tego czasu pojawiły się znaczące relacje ze spotkań, a Kongres podjął pewne działania, aby zmusić agencje wojskowe i wywiadowcze do zrobienia znacznie więcej, aby dotrzeć do sedna tych tajemnic”. I teraz: „Ale nie było nic zbliżonego do poziomu publicznej i oficjalnej uwagi, która została zwrócona na niedawne zestrzelenie chińskiego balonu szpiegowskiego i trzech innych nieznanych obiektów, które prawdopodobnie były balonami badawczymi”. Więc widzimy, że potwierdza się to, że pewne rzeczy są pompowane, a pewne rzeczy owszem, są w przestrzeni medialnej. Jak ktoś bardzo chce, to się ich doszuka, natomiast są dosyć sprawnie wycofywane, żeby nie poszły na pierwszą linię. Takie mam wrażenie.
[16:02] - Tak, albo są podawane takim językiem, żeby to nie było za bardzo ciekawe, bo ten artykuł Gravesa, o którym mówimy, też się nie ukazał byle gdzie, tylko w Politico. Politico jest bardzo często cytowanym źródłem przez polskie media. Tutaj natomiast jakoś mi to umknęło, a facet powiedział wprost: to, co lata w przestrzeni powietrznej nad Ameryką, to nie jest amerykańskie prawdopodobnie. Marcin, chciałeś coś dodać?
[16:26] - Tak, chciałem dodać: czy panowie zauważyli tak po prostu w swoim otoczeniu, w rozmowie z ludźmi, czy to na kogokolwiek wpłynęło w jakiś taki wstrząsający sposób? Moim zdaniem tak powinno być, bo to takie rzeczy się dzieją, które powinny ludzką świadomością wstrząsnąć, a tak się nie dzieje, bo powiedzieli co nieco u nas w telewizji rodzimej, na różnych kanałach, coś tam było mówione i moim zdaniem to już powinno pociągnąć za ciekawość ludzi, żeby domagali się ludzie jakby więcej. Tak po prostu społeczeństwo. A ja tego nie widzę. I moim zdaniem to jest tak, jak media lubią kreować sytuacje, znaczy się promować wydarzenia, pompować je i tak dalej. Te, które są chwytliwe. I tak ludzie, właśnie jak ćma do ognia, do światła lecą, do różnych takich sensacji, takich można powiedzieć pustych sensacji. A tu mamy teraz sensację, która nie jest pusta, która jest przełomowa. I też taki aspekt dziwi mnie, zresztą ja już wiedziałem o tym wcześniej, że tak jest z ludźmi, ale to jest szokujące, że ludzie w ogóle na to nie reagują. Moim zdaniem nastąpiłby jakiś otwarty kontakt, hipotetycznie jakiś pojazd, statek gdzieś by się ukazał oficjalnie nad Białym Domem, gdziekolwiek. I uważam, że nie byłoby z tego powodu jakiejś wielkiej sensacji. Co niektórzy by nawet tego dosłownie nie widzieli.
[18:00] - Tak, wydaje mi się, że jedyne, co może wstrząsnąć ludzkością, to tak naprawdę jakaś otwarta konfrontacja czy markowana inwazja.Dlatego że nawet jeżeli pojawiają się już takie otwarte sugestie, to one nie bulwersują wielu ludzi. One tylko zwracają uwagę pewnego środowiska, które jest mocno zorientowane, co się dzieje w świecie ufologii i wojskowości. Natomiast reszty to nie interesuje, bo oni wiedzą, że prędzej czy później to może wszystko spotkać się z jakimś zaprzeczeniem. Ale przejdźmy do sedna, bo jak powiedziałem, wkrótce po aferze z balonami i dronami Ryan Graves, były pilot, który kieruje komisją do spraw UAP przy Amerykańskim Instytucie Aeronautyki i Astronautyki, opublikował na łamach rzeczonego Politico zdumiewającą wypowiedź. To był artykuł, gdzie zawarł kilka bardzo interesujących myśli. Graves mówi tak: „Mamy prawdziwy problem z UFO, nie z balonami”. Pisze też o pewnym zdarzeniu, które miało miejsce z udziałem pilotów z jego eskadry. Wydarzyło się to w roku 2014, kiedy dwa F-18 przeleciały w odległości zaledwie 30 metrów od obiektu, który przypominał kostkę umieszczoną wewnątrz przezroczystej piłki czy jakiejś kuli. W tym samym roku, po udoskonaleniu, dopracowaniu radaru okazało się — pisze Graves — że w przestrzeni powietrznej nad Ameryką roi się od UAP, od dziwnych obiektów. I po próbie skorelowania tych danych radarowych z innymi urządzeniami okazało się, że to nie są żadne bliki, to nie są błędy. Coś tam lata. Tych obiektów jest multum. Stwarzają zagrożenie dla ruchu lotniczego, natomiast na szczęście z jakichś powodów do tych kolizji nie dochodzi. Graves mówi jeszcze tak: „Choć jestem inżynierem, UAP wykraczały poza moją wyobraźnię”. Czyli nie posiadały skrzydeł, elementów napędu ani innych typowych dla samolotów czy statków powietrznych elementów. Tutaj też podaje ciekawy przykład. On pisze tak w tym artykule w Politico: „Potrafiły na przykład zawisnąć w powietrzu i utrzymywać pozycję przy wietrze wiejącym z prędkością ponad 220 kilometrów na godzinę”. Marku, zacytowałeś też długi passus Gravesa, ale on twierdzi, że to na pewno nie jest amerykańska technologia. Oczywiście nie mówi, że to są kosmici, ale na pewno nie jest to jego zdaniem amerykańska technologia, tylko bliżej nie jest zidentyfikowany ktoś, kto sonduje poligony, obiekty jądrowe. Czy oznacza to, że Amerykanie tak naprawdę są kompletnie bezradni w tej kwestii? A jeżeli oni są bezradni, to co z pozostałymi nacjami?
[20:53] - Myślę, że to jest przyznanie się do tego, że tak zwane czynniki oficjalne nie chcą się przyznać, że nie bardzo wiedzą, co z tym fantem zrobić. Ja jeszcze zwróciłem uwagę na jeden dosyć ważny szczegół tego artykułu, który całkiem poważnie rozprawia się z takim faktem, że przez lata z pilotów wojskowych robiono po prostu idiotów, bo wmawiano im, że im się wydawało, że coś im się przywidziało albo że źle patrzyli na ten radar. On wyraźnie pisze, że kiedy wstąpił do marynarki wojennej w 2009 roku i przeszedł wieloletnie rygorystyczne szkolenie jako pilot i w szczególności był szkolony, aby być ekspertem w identyfikowaniu samolotów za pomocą wszelkich czujników, którymi dysponują te samoloty, oraz nie tylko czujników, ale rozpoznawanie za pomocą własnych oczu. I zadaniem pilotów jest wiedzieć, co znajduje się w obszarze działania samolotu. W związku z tym wmawianie, że to są wszystko przywidzenia, że tam w ogóle nic nie wiadomo, to są po prostu bzdury. Oni obserwują rzeczy, które gdzieś tam są, które czasami ciężko jest im zidentyfikować. Ale to nie jest tak, że im się coś przywidziało, że czarne plamy widzą na przykład albo tym podobne rzeczy. W dodatku mówi w tym artykule, że w 2014 roku, po modernizacji systemu radarowego eskadra, w której latał, dokonała takiego odkrycia — i to jest może clou tej wypowiedzi — że w przestrzeni powietrznej Stanów Zjednoczonych znajdowały się nieznane obiekty. I to już nie jest tak, że się coś komuś wydawało. On to mówi jasno: są nieznane obiekty. Znowu nie identyfikuje tych obiektów, bo być może są to obiekty pochodzenia ziemskiego. Może to są amerykańskie obiekty, o których ta część sił zbrojnych nie wie. Może to jakieś eksperymenty, a może to nie są amerykańskie eksperymenty. Ja myślę, że to, w co jesteśmy wpędzani jako opinia publiczna, a w każdym razie jej część, to właśnie kompletny brak informacji. I tacy ludzie jak rzeczony Ryan Graves starają się tę mgłę w jakiś sposób rozwiać. W każdym razie podkreślają, że oni się nie wzięli tam znikąd i naprawdę latając tymi samolotami dokładnie wiedzą, co widzą. Ja wiem, że podkreślanie w audycji tak banalnej rzeczy może już przekracza wytrzymałość naszych słuchaczy, ale warto sobie to zestawić po prostu, że z jednej strony tak zwane oficjalne czynniki starają się nam wmówić, że ci amerykańscy piloci w ogóle latają i nie wiedzą o Bożym świecie. Czasami coś odpalą, czasami gdzieś polecą, ale tak na dobrą sprawę to nie wiedzą gdzie i tak dalej. To jest bzdura po prostu. I on w tym artykule między innymi z takim poglądem walczy.W dodatku mamy dzięki niemu właściwie dekadę obserwacji, bo 2009 rok, 2019 to jest mniej więcej ten przedział czasowy i pada wreszcie to stwierdzenie, o którym mówiłeś, że w tym czasie marynarka wojenna oficjalnie potwierdziła 11 bliskich wypadków tego UAP. One wymagały działań tak zwanych wynikowych, czyli pojawiały się raporty. To w latach 2004-2021 były raportowane, a w wojsku jak coś jest zaraportowane, to się nie da tego przyklepać, nie da się tego zamieść pod dywan. W związku z tym były, one się już pojawiły w przestrzeni publicznej. Co jeszcze pisze w tym artykule? Że wiemy jedno, że te powietrzne statki nie są częścią jakiegoś tajnego projektu USA. Czyli to, co powiedziałem wcześniej, chyba jednak nie sprawdza, przynajmniej według Gravesa, że to może jak nie Stany Zjednoczone. W każdym razie nic on o tym nie wie. „Byliśmy pewni”, cytuję teraz, „że to nie było wyjaśnienie” zeznał przed Kongresem w zeszłym roku niejaki Scott Bray, zastępca dyrektora Biura Wywiadu Marynarki Wojennej. Zauważcie państwo, pojawiają się różne czynniki, tak zwane oficjalne, zaczynają się przerzucać. To może było, może nie było. Może wiemy, może nie wiemy. Ja też mam wrażenie, proszę państwa, że to jest element robienia tak zwanego dymu wokół tego wszystkiego. Nie mogę się tego wrażenia pozbyć. A jeszcze gdzieś w pewnym momencie włącza się Joe Biden i wskazuje, że to jest oczywiście ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, dla lotnictwa. Być może w grę wchodzi gromadzenie danych wywiadowczych przez jakieś czynniki zagraniczne i że jest to zagrożenie dla ruchu lotniczego, tego cywilnego. W związku z tym trzeba to badać, ale tak to badają, że właściwie niewiele wiemy. To już mówiliśmy w ostatniej audycji. To mnie w tym artykule tak porusza, że z jednej strony dostajemy oświadczenie, że nie, to nie pochodzi z Ziemi, to jest jakieś chyba obce, a z drugiej strony, już to mówiliśmy dzisiaj, mam wrażenie, że się tym nikt nie przejmuje. Wszyscy mówią: „UFO zawsze było, nigdy nic z tego nie wynikało. Dalej niech tak będzie”. Obawiam się, że to chyba jest świadomie prowadzona polityka. Wiem, wychodzę na wyznawcę teorii spiskowej, ale tu się nie mogę pozbyć tego wrażenia.
[27:21] - Tak. Jak inaczej o tym myśleć, skoro wszyscy tutaj mówią o wydarzeniach, które miały miejsce kiedyś. Niedługo minie 10 lat od tego, o czym mówi Graves, od wykrycia tych UAP-ów w masowej ilości w przestrzeni powietrznej nad Ameryką. I co? W sumie nie wiemy nic. Pojawiają się jakieś suche liczby, suche raporty. Zagrożenie jest tak wielkie, że rzeczywiście aż się nikt nim nie przejmuje. Marcinie, do ciebie z kolei takie pytanie, bardzo ważne moim zdaniem, odnoszące się do sedna sprawy. Graves mówi o spotkaniach z obiektami, które są rodzajem przełomowej technologii. Jak powiedziałem, opisuje też spotkanie z jednym z takich obiektów w roku 2014. Natomiast co ty jako fizyk i ekspert mógłbyś powiedzieć o możliwościach UAP-u w locie? Czy rzeczywiście jest to technologia niemożliwa i niemożliwa do osiągnięcia?
[28:24] - W cudzysłowie niemożliwa jest. Oczywiście większość zachowań, manewrów tych obiektów wedle znanych praw fizyki jest po prostu niemożliwa. O ile niektóre można, jak to się mówi, od biedy wytłumaczyć, jakoś naciągając pewne prawa, stwarzając jakieś super idealne warunki towarzyszące i tak dalej. Powiedzmy, że obserwuje się takie rzeczy, że obiekt porusza się ze znaczną prędkością, nie dając znaków jakichkolwiek napędów. To nie tyle, że nie widać napędu, elementów wystających skrzydeł i tak dalej, czy silnika, tylko po prostu nie ma śladu też cieplnego po działaniu takiego napędu. Jeszcze mamy do czynienia z różnymi innymi aspektami, że w silnym wietrze na przykład, tak jak on tam pisze, ten obiekt lewituje nieruchomo, idealnie nieruchomo. Powiedzmy, że jakoś dałoby się to wytłumaczyć na bazie jakichś silników elektromagnetycznych, czerpania energii z próżni. Nauka dotyka powoli tego. Już wiemy, że jest coś takiego jak energia próżni, energia przestrzeni. Powiedzmy, dałoby się jakoś to wytłumaczyć. Tylko ja tu chcę powiedzieć o takiej fundamentalnej sprawie, wydawałoby się prostej. Taki obiekt, który porusza się z prędkością bliską powiedzmy zeru albo jest nieruchomy i nagle przyspiesza na przykład do prędkości jednego macha albo i więcej. Nagle, czyli w ciągu powiedzmy sekundy, dwóch. Nawet te opublikowane przez marynarkę wojenną, przez Pentagon nagrania one to pokazują.
[30:25] - Albo skręca o kąt prosty przy tak wielkiej prędkości. I tu jest to, co zdecydowanie trzeba powiedzieć. Według znanych nam praw fizyki jest to po prostu niemożliwe. Tu wchodzi w grę szkoła podstawowa, pierwsza zasada dynamiki Newtona, taka nawet na poziomie szkolnym, która jest zasadą piękną w swej prostocie, fundamentalną, według której w ogóle działa kosmos, świat i tak dalej. I ona tu jest złamana, ponieważ jeżeli on tak nagle przyspiesza, bądź hamuje, bądź skręca, to wtedy występują te siły bezwładności, które są też związane z grawitacją, o czym mówił Einstein w ogólnej teorii względności. I taki obiekt nie miałby prawa tego wytrzymać. Nie chce mi się wierzyć, że ktoś gdzieś mógłby skomponować jakieś materiały, które byłyby na to wytrzymałe. Już nie mówiąc o żywych istotach, które miałyby tym sterować, siedząc tam w środku. Jest to po prostu niedopuszczalne i to, co jest tu bardzo ciekawe, to że naukowcy od początku zabierają się za ten problem zuchwale, tytułując się profesorami, doktorami różnych nauk. Zabierają się za ten problem, mówiąc o tym w kontekście praw fizyki, które znamy. Dla mnie jest to niezrozumiałe. Mały człowiek, małe dziecko myślę, że lepiej by to rozumowało. Dla mnie jest niedopuszczalne, jak można tłumaczyć takie zjawiska, bazując na wiedzy, którą już posiadamy. Pierwsze, co moim zdaniem powinno się tu narzucić, to to, że nie wchodząc, nie zagłębiając się, nie filozofując za bardzo, mówiąc tak wprost, przyjmijmy, że obserwujemy to, więc to jest, to jest prawdziwe. Skoro jest to prawdziwe, to znaczy, że muszą istnieć inne prawa fizyki, których nie znamy jeszcze, które na to pozwalają. A ci naukowcy wszyscy mówią o tym w kontekście tych praw, które już znają. Nie wiem, czy zrozumiale się wypowiedziałem, ale myślę, że tak, że tu jest podstawowy błąd naukowców i te aspekty tych nagłych manewrów to jest moim zdaniem absolutna, fundamentalna podstawa, która jest wbrew temu, co dziś wiemy o świecie, o fizyce, o naturze. To jest to, co jest przełomowe. I to powinien być szok, wszystkie siły naukowe powinny być teraz zaangażowane w to, bo to jest przełom, bo to jest coś, co zmieni ludzkość.
[33:23] - Mnie dziwi jedna rzecz. Skoro te UAP tyle potrafią, skoro wykazują takie nadludzkie wręcz możliwości, „nadludzkie” oczywiście wielki cudzysłów, to dlaczego ci, którzy je tworzą, nie obawiają się ich wysyłać? Po prostu Amerykanie jednego, drugiego złapią, no i prędzej czy później taką technologię będą mieli. Ba, Polacy takiego złapią. I co wtedy? Ale o tym jeszcze za chwilę. Otóż panowie, Graves, biorąc pod uwagę to, co żeśmy powiedzieli, ogłosił stworzenie nowej organizacji ASA. Jest to skrótowiec od angielskiego „Amerykanie dla bezpiecznej przestrzeni powietrznej”. I ta organizacja będzie wspierać pilotów i innych specjalistów, którzy będą raportowali UAP, spotkania z UAP. Czyli chodzi o zgromadzenie materiału do analizy, bo jak dodaje wspomniany już Graves, piloci w czynnej służbie, co jest ważne, nie mogą donosić o tych obserwacjach, gdyż szczegóły takich zdarzeń są utajnione odgórnie. Nie można tych informacji zdobyć, nawet powołując się na ustawę o wolnym dostępie do informacji. Czyli tak na chłopski rozum, to tak, UFO oficjalnie istnieje, ale nie dowiemy się, czym jest, czym są te obiekty, bo wszystko to trafia do jakichś tajnych teczek. Dziwne to wszystko, ale jeszcze dziwniejsze jest to, o czym donoszą Avi Loeb oraz Sean Kirkpatrick. Otóż w marcu ukazał się szkic artykułu ich autorstwa. Nosi on tytuł „Fizyczne ograniczenia niezidentyfikowanych zjawiskach powietrznych”. I pojawia się tam koncepcja mówiąca, że niewielkie obiekty UAP czy też UFO mogą być sondami przybywającymi na Ziemię ze statku matki, który krąży gdzieś w pobliżu Ziemi. Przypomnijmy, że Kirkpatrick to doktor fizyki, były pracownik agencji wywiadowczej Departamentu Obrony USA, który latem ubiegłego roku został wskazany na szefa agencji AARO. A ta agencja AARO to w takim bardzo swobodnym tłumaczeniu Biuro do spraw Badania Anomalii we wszystkich ośrodkach ruchu. Loeb to z kolei osoba, o której już wspominaliśmy i temu panu poświęcimy kiedyś osobną w ogóle debatę, ale jest to izraelsko-amerykański astronom, wykładowca Harvardu i długoletni dziekan astronomii na tejże uczelni. Powołał on także do życia projekt Galileo, którego celem jest wykrywanie i analiza naukowa obiektów UAP. We wspomnianym artykule, drodzy państwo, który jeszcze nie został zrecenzowany przez specjalistów, pojawia się hipoteza dmuchawców i pod tą nazwą Loeb i Kirkpatrick rozumieją minisondy wysyłane ze statku matki gdzieś w przestrzeń powietrzną.Teraz pytanie, Marcin, czy obiekty UAP mogą być tego rodzaju pozaziemskimi próbnikami? Bo gdyby tak na to spojrzeć pod względem historii ufologii, to mielibyśmy ciągły ruch w przestrzeni powietrznej i ciągłe wysyłanie do nas sond.
[36:50] - Moim zdaniem takie podejście Leba, nie wiem, czy dobrze wypowiedziałem to nazwisko, jest tym, co właśnie wcześniej powiedziałem. On cały czas próbuje wyjaśniać zjawisko, nie dopuszczając do siebie możliwości, że po prostu my nie wiemy. Cała fizyka budowana przez wieki do dziś nie zna tych praw, którymi rządzą się te obiekty. On wymyślił takie przypuszczenie, że jest ten statek matka gdzieś w naszym Układzie Słonecznym i puszcza takie sondy. Tu po prostu widać jasno, że kieruje się wzorcami naszymi ziemskimi, ponieważ NASA wypuszcza sondy gdzieś w kosmos. Hipotetyczne jakieś obce cywilizacje z daleka przybywające też puszczają takie sondy tu i będą nas badać. Po pierwsze, moim zdaniem, ktoś, kto trudni się tymi tematami już od dawna, porzucił już dawno tego typu rozumowanie, że oni przemieszczają wszechświat w sposób konwencjonalny statkami różnego rodzaju, małymi, dużymi i tak dalej, nawet z prędkością światła podróżując. Jeżeli by tak się działo, to do najbliższej gwiazdy trzeba lecieć chyba około cztery lata. Gdybyśmy nawet podróżowali z prędkością światła. Do kolejnej kilkanaście lat, a już nie mówiąc o przemierzaniu całych galaktyk, bo Droga Mleczna ma 100 000 lat świetlnych średnicy, czyli to jest 100 000 lat podróży z prędkością światła, gdybyśmy chcieli przebyć z jednego brzegu na drugi brzeg tego dysku. To wypada z gry, tego typu rozumowanie, moim zdaniem, wypada z gry, ponieważ moim zdaniem technologie obcych oparte są o nieznane nam prawa fizyki, o takie prawa fizyki, które były już rozpatrywane. Ich historia jest dosyć ciekawa, ale to może na tą chwilę. Według tych praw fizyki oni po prostu przemieszczają się w wielowymiarowej przestrzeni. Mogą, mówiąc popularnie, teleportować się. Ja wiem, że dla niektórych to jest jakaś fikcja rodem z jakiegoś kina science fiction, ale coraz więcej domnień naukowych przedziera się przez ten problem i pokazuje, że jednak jest to możliwe. Więc mówienie o statku matce i wysyłaniu sond na Ziemię, moim zdaniem, mija się tu z jakimś sensem. A to, co bardziej jest sensowne tu, to moim zdaniem jest po prostu element przemian, którym podlegamy i stopniowe, powolne uświadamianie ludziom, przedzieranie się do psychiki ludzkiej pod tym kątem, żeby ludzi powoli, tak mówiąc wprost, przyzwyczajać do tego, że nie jesteśmy sami we wszechświecie. Ponieważ gdyby to nagle zrobić, trudno tu mówić o konsekwencjach, jakie by to poniosło za sobą. Natomiast tego przełomu trzeba dokonać, tego psychicznego, mentalnego przełomu ludzkości, ponieważ to pociągnie za sobą daleko idące skutki, takie na później. Pozytywne skutki, bo zrodzi się pytanie później, jeżeli my to już w tym procesie zrozumiemy, że jest gdzieś we wszechświecie jeszcze życie nie tylko na Ziemi, to przyniesie takie skutki, które z kolei przyniosą pytanie: dlaczego tego wcześniej nie widzieliśmy? A sygnały, ślady już od starożytności były nam podsyłane. Dlaczego my tego nie widzieliśmy? Tu będzie taki sygnał, o tym mówi dużo Igor Witkowski, odnośnie tych blokad, które ludzie mają w głowach, dla których nie widzą tego, co mają przed oczami. Ale jeszcze zmierzając z innej strony do sedna, chodzi mi też o to, że cały ten szum, o którym mówiliście, że to jest taka troszeczkę dezinformacja, troszkę mówią tak, troszkę inaczej. Ten szum jest po to, żeby powoli przedzierać się do tej podświadomości, do psychiki ludzkiej z tym tematem, żeby tą symbolikę zasiać w głowach, żeby powoli przełamywać te tabu i żeby powoli, stopniowo w procesie do ludzkiej świadomości przemawiać, przemycać po prostu, aby to w procesie później kiedyś stało się już oczywiste, bo to jest potrzebne.
[42:03] - Dawno też nie było tak, aby naprawdę wysokiej klasy astronomowie, może to jest złe słowo w ogóle, ale żeby osoby utytułowane nie z jakiegoś uniwersytetu w Pierdziszewie, tylko z Harvarda, wypowiadały się w tak otwarty sposób o tym, że w przestrzeni kosmicznej mogą jednak być obcy i mogą do nas coś wysyłać. Tylko Marku, pytanie, czy to jest dobre podejście, bo rzeczywiście, tak jak Marcin powiedział, oni patrzą na ten temat z takiej naszej ziemskiej perspektywy, ale wiemy, że zjawisko UFO czy UAP trwa tak naprawdęOd co najmniej kilkudziesięciu lat, a może nawet od zawsze ludzie coś widzą na niebie, spotykają kogoś, kto może być pozaziemskim emisariuszem czy astronautą. I nagle się okazuje, że gdyby to wszystko chcieć podsumować, to tak jak powiedziałem, byłby straszny ruch w przestrzeni kosmicznej wokół Ziemi, ciągle jakieś statki matki by kursowały, wypuszczały sondy i tak dalej. Oni by sobie tutaj przelatywali i na nas zaglądali. Wydaje mi się, że Kirkpatrick i Loeb biorą pod uwagę tylko bardzo mały wycinek z ostatnich lat. Chcą stworzyć jakąś hipotezę naukową, ale wydaje mi się, że to, jak mawiają Amerykanie i Anglosasi w ogóle, nie trzyma wody. To jest fajne, ale to nie jest nic nowego.
[43:33] - Ja powiem tak odnośnie statków matek. Ja w ogóle nie jestem zwolennikiem takich przybyszy z gwiazd gdzieś odległych. Raczej myślę, że to w inną stronę zmierza, ale to jest bardziej wiara niż wiedza, w związku z tym mało istotne. Chciałbym natomiast powiedzieć, skąd się wzięła ta koncepcja statków matek. Bo ja jeszcze mam w swoich zbiorach książkowych takie oto pozycje gdzieś z początku lat 80., końca 70., w której osobiści wrogowie UFO, którzy podjęli się tego, żeby udowodnić, że nic takiego nie istnieje, pisali, że byłoby przecież niemożliwe, gdyby te stateczki UFO przybywały do nas z głębi kosmosu. Bo jakżeby to było możliwe? Przecież musiałyby przebyć te olbrzymie przestrzenie i tak dalej. To niemożliwe. Oczywiście odpowiedzią na to była koncepcja statków baz, nawet całych wypraw naukowo-badawczych, które gdzieś tu się zakotwiczyły w Układzie Słonecznym i wypuszczają takie mniejsze próbniki. Stąd się w ogóle pojawiła ta koncepcja. Była niejako odpowiedzią na pewną krytykę, która się gdzieś tam pojawiała, że takie małe to nie może do nas przylatywać z kosmosu. No więc się okazuje, że z kosmosu tylko z tego bliższego. Jeśli mówimy o tej fizyce, której nie znamy tak naprawdę, to ja jestem w stanie sobie od biedy wyobrazić, że przybywa tu, czerpiąc garściami z science fiction w nadprzestrzeni, podprzestrzeni czy jakkolwiek tę przestrzeń nad, pod czy obok nazwiemy, coś tam przybywa, gdzieś tu się wynurza do normalnej rzeczywistości w naszym Układzie Słonecznym, ale żebyśmy nie doznali, broń Boże, szoku, to gdzieś tam kotwiczy, o tym za chwilę będę mówił, gdzieś tam kotwiczy przy wielkich planetach, a do nas wysyła właśnie te małe sondy. I to stało się podstawą tego, co za chwilę postaram się w miarę syntetycznie przedstawić. Otóż są dwie koncepcje: albo gdzieś ten wielki statek matka z wielką wyprawą badawczą zaparkował, tak jak powiedziałem, przy wielkich planetach. Tu wskazuje się różne miejsca, ale najczęściej Saturn i Jowisz to są główne orbity parkingowe, że tak się wyrażę. I tych doniesień jest sporo. Gdzieś tam ktoś znalazł na mapach Google'a, konkretnie taki człowiek, który dosyć znany jest z tego, że on różnego rodzaju teorie na przykład dotyczące Marsa rzuca, niejaki Scott Waring, to chyba tak się wymawia. On wyprysnął z taką koncepcją, że na mapach Google'a odkrył bazę UFO na księżycu Saturna. I tam jest całe miasto według niego, które ma średnicę około 100 kilometrów. Oni sobie tam żyją, nawet jakiś statek tam zaparkowali, ale już nie na orbicie, tylko na samym księżycu. I to się jako pierwsze doniesienie pojawiało. W każdym razie to jest jedna z tych koncepcji i on doszedł do wniosku, że obcy mogą budować takie bazy od bardzo dawna i że oni tu po prostu mają placówkę badawczą. Sobie tam siedzą i nas badają, obserwują, jak to się ludzkość pięknie im rozwija. To jedna koncepcja. Wskazał na księżyc Saturna. Dalej z kolei inny pracownik NASA, ale były, to zawsze jest ten dodatek, że były pracownik NASA twierdzi, że obcy ukrywają się w pierścieniach Saturna i konkretnie chodzi o doktora Normana Bergruna. To jest inżynier pracujący niegdyś w NASA dla firm takich jak Ames i NASA, a też dla Lockheeda Martina. W każdym razie on twierdzi, że gdzieś tam w tych pierścieniach ukrywają się statki kosmiczne, wielkie statki kosmiczne i one kolonizują te okolice, a jednocześnie wysyłają i badają Ziemian. Ja nie będę tego rozwijał. Kto jest ciekawy, niech sobie zajrzy. Jak sobie państwo wpiszecie „statki kosmiczne w pierścieniach Saturna”, to wam odpowiednia lista artykułów wyskoczy.Są też tacy, którzy twierdzą, że te statki to są właściwie żywe statki i one się w tych pierścieniach Saturna czymś pożywiają, a jednocześnie wypuszczają te sondy. Więc jak widzicie państwo, ja nie przywiązuję specjalnie do tego wagi. Raczej sygnalizuję, że tego rodzaju informacje są. One rzeczywiście mogą mocno działać na wyobraźnię. Tak samo jak informacje, że sonda Cassini-Huygens również coś odkryła bardzo daleko od Ziemi. Kiedy zbliżyła się do Saturna, zanim została zniszczona, żeby nie został skażony, broń Boże, żaden z księżyców Saturna, to wcześniej badała wybrane okolice w pobliżu Saturna i gdzieś tam natknęła się na jakieś ślady. Jako ten ślad wskazuje się również charakterystyczną figurę na jednym z biegunów Saturna. Ja to tak szybko przywołuję, ponieważ widzicie państwo, spektrum macie ogromne. Ja pamiętam, że gdzieś tam nawet powoływano się na pewne obrazy. Gdzieś nawet na YouTubie da się znaleźć pewne obrazy, które ponoć zostały zanotowane. Później czytałem na ten temat, że te obrazy wielkich rur czy wielkich cylindrów wynikały raczej z pewnego błędu w transmisji danych. Za mało się na tym znam, żeby zajmować stanowisko. Podejrzany o te bazy jest również księżyc Enceladus, że tam jest podziemna, ukryta baza. Więc jak widzicie państwo, te informacje się mnożą. Podejrzany jest również księżyc w tamtych okolicach, Tarkek, Pan i Mimas. Cóż tam jeszcze? Przelatuję szybko notatki. W każdym razie ja odnoszę wrażenie, że szukanie tych baz, dostrzeganie ich nawet, ono jest takie, że bardzo coś ktoś chce znaleźć i znajduje. Nie deprecjonuję zupełnie. Być może rzeczywiście są to doniesienia godne uwagi. Zawsze na tego rodzaju doniesienia warto rzucić okiem, troszkę je zweryfikować, ale chciałbym pokazać mechanizm. Najpierw się pojawiła koncepcja, że jest statek matka, później zaczęto statku matki szukać. Co więcej, zaczęto go znajdować, czy to za pomocą map Google. Nie wiem, czy mapy Google zmapowały również aż tak odległe przestrzenie. Być może. Nie wiem tego. Widziałem coś o Marsie, ale że tak daleko? Być może tak jest. Ale można okazuje się znajdować za pomocą Google'a. To ja państwu jeszcze opowiem jedną historię, bo skoro statki mogą gdzieś tam parkować na odległych orbitach, to pojawiła się też koncepcja, że statki matki są tu na Ziemi. One po prostu zanurzyły się w oceanie i tam gdzieś sobie czekają i wypuszczają sondy. Opowiem państwu pewną historię, którą mi przekazał jeden z pisarzy, dosyć znanych, science fiction. On znany jest z tego, że lubi spędzać czas w odległych, ciepłych krajach i podobno kiedyś natrafił, za prawdziwość tej historii nie ręczę, ale ona jest ciekawa i śmieszna sama w sobie. Podobno podsłuchał w barze, jak sobie pracownicy Google Maps rozmawiali między sobą. Podobno się później z nimi nawet zaprzyjaźnił. I oni opowiadali o tym, jak to na tych oceanicznych częściach map Google nanoszą rozmaite, bardzo misterne, ciekawe obiekty. Nie za duże, po prostu robią sobie jaja, a później ludzie, ponieważ to przestrzeń olbrzymia, odkrywają i się straszliwie podniecają. Stąd być może pojawiają się różnego rodzaju doniesienia, że ktoś tam też odkrył bazę UFO potężną podmorską w oceanie. Już nie pamiętam lokalizacji. W każdym razie miała być potężna, znajdować się kilkaset metrów pod wodą. Później znaleziono również takie miejsce, w którym było pełno otworków i być może z tych otworków właśnie te sondy wyskakują. To zupełnie inna koncepcja. Ja pomijam, nie wchodzę w szczegóły, bo to wszystko możecie sobie państwo, wpisując statek matka, UFO i tak dalej, znaleźć. Mnie bardziej chodzi o to, że troszeczkę jest to moim zdaniem dopasowywanie tego, co byśmy bardzo chcieli do tego, co tam ewentualnie na tym Google czy w różnych innych doniesieniach znajdujemy. Ale są też doniesienia ciekawe, bo jeśli sobie państwo przypomnicie całą sprawę z tym podłużnym ciałem niebieskim Oumuamua, to też była dosyć głośna sprawa. Ci sami badacze, Avi Loeb między innymi mówił o tym, że pewnego dnia w 2014 roku coś nadleciało na Ziemię, wodowało w oceanie, właściwie spadło na dno oceanu. I to coś przybyło do nas, przynajmniej tak twierdzi, na podstawie obserwacjiKtóre ciężko zweryfikować, bo część z tych informacji pochodzi z satelitów szpiegowskich, a co do zasady nieujawniane są dane szczegółowe. Więc powołuje się właśnie na to, że te satelity odnotowały, że nadleciało coś z olbrzymią prędkością z dziwnego kierunku. I te dwa czynniki sprawiły, że zaczęto ten obiekt traktować jako przybyły spoza naszego Układu Słonecznego, gdzieś z gwiazd, z głębi galaktyki. I w związku z tym duże oczekiwanie, duże poszukiwania, duże zbieranie pieniędzy, żeby ten obiekt tak naprawdę odnaleźć.
[55:08] - Ta kwestia baz, kwestia statek matek to jest odrębny temat, dlatego że można by to wszystko zawsze jakoś ponaginać i wysnuć z tego w miarę logiczne ciągi myślowe. Chodzi o to, że zjawisko UFO jest na tyle zróżnicowane, że trudno uznać, aby ono wszystko pochodziło w całości z jednego źródła. Jeżeli zaś chodzi o te statki matki, okej, może wśród tych wszystkich zgłoszeń ufologicznych z kilkudziesięciu lat takie relacje są. Natomiast czy to tłumaczy całość zjawiska UFO? Nie. Może gdzieś tam, gdyby połączyć hipotezę o statku matce z hipotezą radzieckiego badacza Siegela, to doszlibyśmy do wniosku, że na przykład krąży sobie statek matka, który jest gdzieś na orbicie albo w oceanie i on wysyła sobie te sondy, a te sondy mają możliwość takiego maskowania i takiego wpływu na człowieka, że jak mówił Siegel, one specjalnie mącą ludziom w głowie, żeby nigdy nie pokazać swojej prawdziwej natury. Okej, mamy jakiś scenariusz, który wydaje się nawet logiczny, ale tak jak powiedziałem, cała historia ufologii jest tak długa i mamy tyle obserwacji, tyle zdarzeń, nawet tyle form zjawiska UFO, które się przecież zmienia na przestrzeni lat, o czym żeśmy mówili, że wydaje mi się mało prawdopodobne, aby ciągle jakieś statki matki koło nas przelatywały i wypuszczały swoje sondy. A pamiętajmy też, że przecież niektóre obiekty UFO miały swoich pasażerów.
[56:43] - Ale jak są od setek lat zaparkowane gdzieś tam w pierścieniach Saturna i nic nie robią, tylko nas badają, to nawiązuje, bo tak to również bywa tłumaczone.
[56:54] - Tak, ale jeszcze się przyjrzymy hipotezie Leuba na temat Oumuamua i tego meteorytu Manus, bo też jest to bardzo ciekawe i też ostatnio miało bardzo ciekawy skręt. Ale Marcinie, jak ty się zapatrujesz na kwestię obecności tego statku matki i baz UFO w oceanach?
[57:20] - Trudne pytanie. Jak ja się zapatruję? Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Na pierwszy rzut to mi się to wydaje troszeczkę wykraczające poza wyobraźnię. Wydaje mi się to troszeczkę naciągane po prostu. Dlaczego mieliby być pod oceanem? Dlaczego akurat tam, skoro dysponują technologiami dla nas niepojętymi? Przecież mogliby może lepsze miejsce wybrać. Nie wiem, żadnego konkretu nie jestem w stanie tu wydusić z siebie. Czy to jest możliwe? Jeżeli miałbym się jakoś odnieść do tego, to przychodzi mi na myśl taka kwestia, dosyć poważna kwestia. Mianowicie obserwuje się taką tendencję pojawiania się manifestacji UFO w pobliżu kraterów wulkanów, w pobliżu w ogóle wulkanów. Nawet kiedyś oglądałem w jakimś programie dokumentalnym na którejś komercyjnej, popularnej stacji, że od lat, od dziesięcioleci lokalna społeczność w jakiejś małej miejscowości, nie pamiętam nawet, w którym kraju, obserwowała nagminnie, bardzo często aktywność UFO nad jeziorem. Nie pamiętam oczywiście nazwy tego jeziora. Tam było jezioro, malowniczy krajobraz i tak dalej. I tam było to nagminnie obserwowane do tego stopnia, że urosło do rangi takiej lokalnej małej legendy, która żyła od pokolenia czy dwóch, czy od kilku pokoleń. I pewna grupa badaczy zbadała to. Pojechali tam na miejsce, przeprowadzili śledztwo, wypytując ludzi, którzy tam mieszkali o różne szczegóły i prowadzili też swoje obserwacje. I rzeczywiście były obiekty, obserwowali obiekty i okazało się, że na dnie tego jeziora jest aparatura pomiarowa. Wydobyli tą aparaturę. To były takie nieduże skrzynki. Nie wiedzieli początkowo, do czego to służy. Gdzieś tam to zawieźli do kogoś, do jakichś specjalistów. Ktoś im tam odpowiedział na pytanie, czym to jest. Mianowicie było to aparaturą, która badała aktywność wulkanu, który był pod jeziorem. I wtedy też przyszło mi na myśl, przypomniały mi się inne podobne przypadki, historie niezidentyfikowanych obiektów latających, które właśnie często obserwowane były w pobliżu wulkanów.I to taka analogia. Co ja sądzę na temat tego, że na dnie oceanu może być statek matka? Na początku wydaje mi się to troszeczkę naciągane, ale jeżeli tak skorelujemy to z tą już bardziej sensowną, bardziej namacalną kwestią aktywności UFO w pobliżu wulkanów, to może nie jest to do końca pozbawione sensu i należałoby się nad tym bardziej zagłębić, zastanowić, bo nic tak naprawdę do końca nie możemy powiedzieć na pewno. Tyle na tę chwilę bym powiedział na ten temat. Takie jest moje zdanie.
[01:01:20] - Jeżeli chodzi w ogóle o to, Marku, o czym wspomniałeś, o wydobycie dziwnego obiektu z okolic Papui Nowej Gwinei, to okazuje się, że w 2014 roku eksplodował w okolicach wyspy Manus, w tamtym państwie właśnie, dziwny obiekt. Loeb i jego współpracownik, Amir Siraj, wyliczyli, że ów rzekomy meteoryt poruszał się po bardzo charakterystycznej trajektorii i był przybyszem spoza naszego Układu Słonecznego. Dodatkowo, i to jest najciekawsze, ten obiekt był bardzo wytrzymały. Obliczyli to sobie jakoś. Trudno mi powiedzieć jak. W każdym razie doszli do wniosku, że miał on wytrzymałość, którą posiada tylko 5% skał w przestrzeni kosmicznej. I w ramach projektu Galileo Loeb z Sirajem postanowili to sprawdzić, starając się odpowiedzieć na pytanie, czy był to twór naturalny. I oni zamierzają stworzyć jakieś wielkie sanie i wydobyć kawałki tego obiektu. Dlaczego? Dlatego, aby sprawdzić, czy to nie był jeden z tych dmuchawców, czyli jakaś sonda pozaziemska. Jest to interesujące. Z jakiej przyczyny? Bo Marku, okazuje się, że tak naprawdę, kiedy dowiedziała się o tym prasa, dowiedziała się względnie niedawno, to okazało się, że niektóre media próbowały dotrzeć do informacji na temat tego meteorytu Manus. Dowiedziano się, że zaangażowane w to były czynniki oficjalne. I potem, jak wynika z dziennikarskiego śledztwa, laboratorium Los Alamos postanowiło zwlekać, aż w końcu praktycznie zastopować ujawnienie informacji na ten temat. Okazało się, mówiąc krótko, że rząd Stanów Zjednoczonych wstrzymuje informacje na temat domniemanego meteorytu. Nie wydaje ci się to dziwne?
[01:03:32] - Wydaje mi się dziwne. W dodatku jeszcze w jednej z relacji znalazłem, że naprawdę dziwne są te problemy, bo okazuje się, że to Los Alamos National Laboratory jest właściwie od początku badania tej sprawy nękane wszelkimi opóźnieniami, jeśli próbuje zlokalizować zapisy dotyczące tego obiektu. I tak na przykład prawie rok po tym, jak dowództwo kosmiczne USA nieco losowo potwierdziło, że naukowcy poprawnie zidentyfikowali pierwszy znany obiekt międzygwiezdny, który gdzieś tam się właśnie rozwalił, to nadal jakieś bliżej niesprecyzowane, tajemnicze trudności uniemożliwiają ujawnienie informacji na temat tego obiektu. Informacji, które są tak naprawdę gromadzone przez agendy rządu Stanów Zjednoczonych. Dalej czytam coś takiego, że w 2019 roku naukowcy wymienieni już wcześniej z Harvardu, czyli ten Siraj czy Avi Loeb, opublikowali wstępne badania dotyczące tego ich odkrycia i tego obiektu, który gdzieś tam w pobliżu Papui Nowej Gwinei w 2014 roku walnął w ocean. I zaczęło się poddawanie w wątpliwość. A może te satelity jak śledziły ten ruch, to źle go zidentyfikowały, dodały prędkości nie tak jak trzeba i się okazało, że może on jednak nie przyleciał. Znowu mamy do czynienia z tworzeniem takiej atmosfery nieufności wokół tego. Najpierw było tak: przyleciało to spoza, jest to zdecydowanie obiekt pozasłoneczny, a później zaczęło się właśnie kombinowanie. A może to było źle zmierzone, może źle zinterpretowano wyniki tychże pomiarów. Także cały czas jest mowa o tych tak zwanych biurokratycznych opóźnieniach, cokolwiek to znaczy. Ja sobie zawsze wyobrażałem, naiwnie przyznaję, że jak ktoś chce coś zbadać i mu na tym naprawdę zależy, to nie ma żadnych opóźnień, wszyscy współdziałają. Naiwny to ja dawno już byłem. W każdym razie dowództwo kosmiczne wydało notatkę, że niejaki John Moser, jego główny naukowiec, wykorzystywał dane Departamentu Obrony, aby potwierdzić, że naukowcy mieli rację co do pochodzenia meteoru. To jednak pozostawiło otwarte pytanie, czy rząd przez lata ukrywał informacje o tym doniosłym odkryciu, a jeżeli tak, to dlaczego? Czyli znowu totalna mgła. Coś wiemy, ale czegoś nie powiemy, bo to są informacje tajne z tajnych satelitów naszych wojskowych, nie możemy ich zidentyfikować. Tu jeżeli dobrze sięgam pamięcią, ale to już mówię rzeczywiście z głowy, zdaje się, że nawet nie pozwolono opublikować pracy naukowej tymże naukowcom, którzy byli zainteresowani tym obiektem, ponieważ oni nie mogli zweryfikować, jak to w pracy naukowej, nie mogliPrzytoczyć danych, z jakich obiektów, w tym wypadku satelitów wojskowych, poszczególne informacje pochodziły. W związku z tym uznano, że to nie jest artykuł naukowy, bo nie zachowana została odpowiednia naukowa procedura. W związku z tym artykuł w piśmie naukowym nie mógł być opublikowany. Być może rzeczywiście tak to jest, ale to pokazuje, że to jest takie kółko graniaste. Satelity zanotowały, ale to są nasze satelity, tajne satelity, w związku z czym nie dostaniecie informacji. A ponieważ nie dostaniecie informacji, to nie możecie napisać artykułu, który w jakiś sposób sprawę nagłośni, oświetli, pokaże. W związku z tym dalej bawimy się w tego rodzaju harcerstwo, podchody, czy jakkolwiek to określić. To niedobrze wróży temu przedsięwzięciu, bo naukowcy mają do przeszukania ogromny obszar. Bo to się nie da tak co do dziesiątków metrów tego obiektu zidentyfikować, więc do przeszukania jest spory obszar. A jak jest spory obszar, to może się okazać, że obiekt jest nie do znalezienia. Tak się boję, że tak to może wyglądać.
[01:08:29] - Tak, w zasadzie oni poszukują jego szczątków.
[01:08:31] - Tak. On się rozpadł.
[01:08:33] - Tak, ale nie wydaje się to dziwne, że nagle, bo to byli dziennikarze portalu Vice, że oni próbują dotrzeć do jakichś danych na temat zwyczajnego meteorytu. Jak by nie było, może on jest przybyszem spoza Układu Słonecznego, ale przecież tysiące takich obiektów przelatywało w pobliżu Ziemi i pewnie wpadało i spadało na nią, zanim zaczęliśmy obserwować niebo. I nagle się okazuje, że to jest jakaś supertajna rzecz. Potem wyskakuje Avi Loeb i mówi tak: „Stworzymy sobie jakiś podwodny projekt i będziemy się starali wyciągnąć szczątki tego obiektu, bo on wydaje się niezwykle twardy”. To wszystko funkcjonuje na pograniczu jakiejś teorii spisku, jakichś niedopowiedzeń nieoficjalnej nauki. Jest to naprawdę bardzo dziwne. Takie przepychanki się jakieś pojawiają. Bo na pierwszy rzut oka mamy do czynienia ze zwyczajnym meteorytem. Jak by nie było, tysiące ich spadają na Ziemię każdego roku. Mniejsze czy większe. Oczywiście tych mniejszych jest więcej. I mam problem z oceną tego przedsięwzięcia, dlatego że zostaną na to wydane grube pieniądze po to tylko, żeby sprawdzić, czy to coś, co się rozpadło koło Papui, nie jest tą sondą obcych. A z drugiej strony ktoś te informacje sobie wstrzymuje i ich nie da, bo nie. To się wydaje wszystko w świecie, który jest nastawiony na postęp, wręcz idiotyczne.
[01:10:07] - A pieniądze nie są banalne, bo tylko podrzucę, że ta wyprawa, ta ekspedycja, przeznaczono na nią półtora miliona dolarów. To są poważne pieniądze.
[01:10:22] - Oczywiście laboratorium Los Alamos, które jest zaangażowane w badanie tego typu incydentów, mówi, że ono nie może, bo ma jakieś problemy proceduralne od kilku miesięcy i cały czas unika podania tych informacji, jakby to było naprawdę coś wielkiego. Ja bym rozumiał, gdyby się to zdarzyło na jakimś zamieszkałym obszarze. To miało miejsce na obszarze, który jest gdzieś strasznie oddalony od cywilizacji. Tak, Marku, jeszcze?
[01:10:55] - Znalazłem ten fragment dotyczący artykułu. Loeb i Siraj przesłali artykuł przedstawiający ich argumenty do recenzowanego czasopisma astronomicznego. Artykuł został odrzucony, ponieważ ich dane były niekompletne. Niektóre dane opierały się na obserwacjach z tajnych systemów wykrywania pocisków, co uniemożliwiało weryfikację szacunków Loeba i Siraja dotyczących prędkości obu obiektów. A skoro nie można było zweryfikować prędkości, to też nie można było tak naprawdę z ręką na sercu powiedzieć, że ten obiekt przybywa gdzieś z bardzo daleka.
[01:11:42] - Zrozumiałbym te wątpliwości, gdyby chodziło o teren Stanów Zjednoczonych, ale mamy tu do czynienia z Papuą Nową Gwineą. Ale Marcinie, Avi Loeb to jest taka postać, która się kojarzy jednoznacznie z jednym obiektem kosmicznym, a mianowicie z tym przybyszem z innego układu gwiezdnego o nazwie ʻOumuamua. On wydał na ten temat książkę. W zasadzie cały czas mocno stoi na stanowisku, żeby to było jakieś anomalne ciało. Nie chcę mówić ciało niebieskie, bo on swego czasu sugerował, że to może być po prostu obca sonda, jakiś uśpiony statek kosmiczny. Jak ty zapatrujesz się pod kątem astronomicznym na sprawę tego obiektu ʻOumuamua? Bo meteoryt Manus to jest rzecz, która pewnie się prędzej czy później wyjaśni. Natomiast ʻOumuamua odleciał w przestrzeń, a pojawiły się różne bardzo dziwne teorie. Pamiętamy, że naukowcy próbowali swego czasu, kiedy on został wykryty w roku 2017, nawet nasłuchiwać, czy on nie nadaje jakichś sygnałów radiowych.
[01:12:53] - Tak. Sprawa była głośna. Do tej pory zdążyło narosnąć też sporo różnych ciekawych historii.
[01:13:04] - Takich już troszkę fantastycznych nawet. Pojawiły się takie przecieki, że wysłana została jakaś tajna misja na Oumuamua, jakaś misja naukowa, tajna, z której wynikały przeróżne rzeczy, że to jest obiekt w ogóle technologiczny, techniczny, pozaziemskiego pochodzenia i historie, już nawet nie pamiętam szczegółów, ale były naprawdę fantastyczne, jeżeli chodzi o to. Natomiast z punktu widzenia astronomii, tak jak chciałeś zapytać, obiekt był przede wszystkim duży. A co najciekawsze nietypowy pod względem trajektorii. Rozważano dosyć dyskusyjną kwestię jego trajektorii, ponieważ na przykład kometa, jeżeli wlatuje w Układ Słoneczny i gdzieś tam już powoli w pole oddziaływania Słońca, takie termiczne, to ta kometa zaczyna topić ten lód, zaczyna się mocno parować i to jest taki efekt odrzutu i ona zmienia wtedy odpowiednio swoją trajektorię. I coś podobnego obserwowano w związku z Oumuamua. W sposób podobny zauważono, że on się porusza. I to był ten aspekt, który zaciekawił naukowców tak na poważnie, ponieważ ogólnie oni oczywiście, jak to naukowcy, byli bardzo sceptyczni co do podejścia Lewa, ale ten aspekt ich zaciekawił i już teraz nie pamiętam, jakie były konkluzje, jakie były wnioski odnośnie tego, dlaczego on tą trajektorię miał taką, jaką miał. W każdym razie mi się wydaje, że to nie był obiekt techniczny i pochodzenia pozaziemskiego. Narosło, tak jak powiedziałem, sporo już mitów, można tak powiedzieć, na jego temat. To też był taki temat troszeczkę, który właśnie przyciągał, ludzie lecieli do niego jak przysłowie choćby do tego światła, więc troszeczkę naturalnie obrósł otoczką, a samo sedno sprawy o tyle było nadzwyczajne, że ta jego trajektoria była dosyć nietypowa i przypuszczenia były takie, że porusza się w sposób po prostu nienaturalny, taki, gdzie grawitacja czy inne oddziaływania, na przykład to oddziaływanie termiczne Słońca, miałoby miejsce w przypadku komety. Tu potwierdzono, że to nie była kometa. I tak naprawdę tylko ta trajektoria, z tego, co ja wiem, była tą rzeczą nietypową, która mogła świadczyć o tym, że może to być rzeczywiście jakiś obiekt pozaziemski, technologiczny. Tak mówiąc nawiasem, to znowu tu nasuwa mi się ta sprawa z tym konwencjonalnym podróżowaniem przez wszechświat tych cywilizacji, które miałyby w nim egzystować, ponieważ mogę powiedzieć z pewnością, że tak to się nie odbywa na pewno w sposób konwencjonalny. Więc tu też taka myśl przychodzi, że troszeczkę to jest takie bez sensu, żeby te cywilizacje, ci przedstawiciele tych wyżej rozwiniętych od nas cywilizacji mieli podróżować w jakimś statku przez lata świetlne przez kosmos. To jest po prostu taki scenariusz z filmu science fiction, z takiego filmu z dawniejszych lat. Moim zdaniem tak to się nie odbywa. Jedyne, co można by tu było powiedzieć bardziej sensownego w tym kontekście, to to, co Marek wcześniej mówił, że może w jakiś niekonwencjonalny, nieznany nam sposób oni przybyli, powiedzmy, tu w nasze okolice i tu sobie operują, to się bardziej trzyma kupy. Ale taka po prostu podróż przez wszechświat ich wielkim statkiem kosmicznym wydaje mi się tu troszeczkę takim infantylnym podejściem. Raczej myślę, że był to po prostu obiekt kosmiczny, który przelatywał i tam w ogóle jeszcze rozpatrywane były kwestie tego, że on był związany grawitacyjnie z jakąś tam gromadą kilkuset gwiazd, bo to z takiego już bardzo makro punktu widzenia, takiego makro kosmicznego punktu widzenia, to w naszym otoczeniu grupa czy gromada kilkuset, powiedzmy, gwiazd jest związana grawitacyjnie ze sobą. I te gwiazdy, o tym się mówi, że one są względem siebie w spoczynku, czyli że się poruszają jako taka spójna masa, taka grupa. I ten obiekt Oumuamua też mógł być związany z taką gromadą gwiazd, a nasz Układ Słoneczny po prostu w swojej podróży poprzez galaktykę przeleciał przez ten obiekt Oumuamua. I myśmy to widzieli właśnie jako taki efekt, że to on wleciał w Układ Słoneczny i jeszcze z nietypową trajektorią.
[01:19:07] - A było na odwrót?
[01:19:11] - Tak teoretyzowano, że to nasz Układ Słoneczny, ponieważ on się porusza względem galaktyki i względem innych gwiazd w galaktyce, mógł przemieścić się względem Oumuamua, który z kolei był związany grawitacyjnie i w spoczynku względem gromady kilkuset czy kilkudziesięciu innych gwiazd.
[01:19:32] - A powiedz mi jeszcze, czy ty widzisz jakiś sens w wyławianiu szczątków tego obiektu z okolic Papui Nowej Gwinei, aby sprawdzić, czy to czasami nie jest dzieło obcych? Bo tak naprawdę obiekty pozasłoneczne przybywające do nas z innych układów mogły nas bombardować i mogą nas bombardować częściej. Tylko to był pierwszy raz, kiedy coś takiego zostało wyśledzone i mamy pewność, że było. Ale skoro Oumuamua raczej nie był twoim zdaniem obiektem technicznym, to czy Loeb i projekt Galileo nie wydają pieniędzy w błoto, żeby przeczesywać dno oceanu w poszukiwaniu okruszków jakiejś skały?
[01:20:17] - Tak. Oumuamua, jeszcze tylko tak wtrącę, nie jestem przekonany do końca o tym, o czym mówię, że to nie był obiekt techniczny obcych cywilizacji, bo mi się wydaje, że nie był, ale dopuszczam możliwość, że mógł być. Wiadomo, chcąc zgłębić każdy z tematów, to nie starczyłoby życia, tak mówiąc troszkę na żarty. Jeżeli chodzi o ten obiekt, który wleciał w pobliżu Papui Nowej Gwinei. Czy jest sens, żeby on te badania tam wykonywał? Wtrącę tak na wstępie, że o ile mi wiadomo, to nie są jakieś budżetowe pieniądze, tylko to są pieniądze pochodzące chyba z jakichś prywatnych środków, fundowane przez jakąś organizację. W każdym razie nie są to publiczne pieniądze, z tego, co wiem, to tak nawiasem mówiąc. A czy jest sens wykonywać te badania? Tu też by się trzeba było bardzo zagłębić, bo ta kwestia od początku jest rozlegle, szeroko rozpatrywana. Tam się zaczęło to chyba od tej kwestii, o której Marek mówił, że te satelity szpiegowskie, czy to były satelity, które monitorowały ruch pocisków chyba.
[01:21:47] - Tak.
[01:21:47] - To one zebrały te dane. I oczywiście to są dane tajne i tak dalej, to, o czym już mówiliśmy, że nie są do końca dostępne i w związku z tym nie może to być publikowane w ramach publikacji naukowej. W każdym razie z tych początkowych danych wynikało, że ten obiekt wleciał w atmosferę z gigantyczną prędkością, o wiele większą niż prędkość naszych bliskich skał, które wlatują w atmosferę ziemską. I to było chyba pierwsze to, co kazało przypuszczać Loebowi, że to jest obiekt pozasłoneczny, spoza naszego układu. I teraz, czy jest sens? On pokłada wielkie nadzieje z tego, co mówi, chyba bardzo jest przekonany, bardzo wierzy w to, że może odkryć coś pozaziemskiego, technicznego. I on sobie tak wolno mówi, swobodnie mówiąc, snuje taką historyjkę, wodze fantazji popuszcza, że jeżeli to jest obiekt, który w swoim składzie mógłby sugerować, że jest pochodzenia pozaziemskiego, pozasłonecznego, że jeżeli ma pewne znamiona techniczne, on sobie tak mówi, że jeżeli ma jakieś elementy techniczne typu guziki i tak dalej, że jeżeli to jest w ogóle może jakiś pojazd, na przykład szczątki jakiegoś pojazdu, to on mówi, że bardzo by chciał wcisnąć ten guzik. Po prostu wydaje się, że on jest fascynatem wielkim tych cywilizacji pozaziemskich i pokłada duże nadzieje, że w końcu któregoś dnia przedstawi twarde dowody naukowe na to, że pozaziemskie techniczne obiekty spadły tu na Ziemię na przykład i będą dowodem wtedy, że we wszechświecie jest techniczne życie. I w tym kontekście ja nie chciałbym mówić, czy to jest sens, czy nie ma sensu prowadzić te badania. Na pewno będą one trudne. Zdaje się, do przeczesania jest chyba 40 mil kwadratowych, z tego, co on wyliczył, gdzie ten obiekt mógł spaść na dno tego oceanu. Nie chciałbym tu mówić, czy jest sens, czy nie ma sensu. W każdym razie wydaje mi się, że takie badania będą bardzo ciekawe, bo nawet jeśli nie potwierdzi, że to jest pozaziemski obiekt techniczny, to może jakieś inne bardzo ciekawe rzeczy tam odkryje.
[01:24:47] - No właśnie, zastanawia mnie to, że on w tej swojej narracji jest taki trochę niespójny. Z jednej strony mówi o poszukiwaniu śladów obcej inteligencji, z drugiej strony mamy takie już motywacje czysto astronomiczne, że będzie pierwszą osobą może, która wejdzie w posiadanie materii z innego układu słonecznego. Nie wiem, czy się nie mylę. W każdym razie, Marcinie, pozostańmy jeszcze na chwilę przy Avim Loebie, dlatego że on z jednej strony szuka śladów obcej sondy potencjalnej gdzieś tam w Papui Nowej Gwinei, ale jak powiedzieliśmy na początku, projekt Galileo też skupia się na Oumuamua.I teraz tak: w artykule, który on napisał z Kirkpatrickiem, o którym mówiliśmy na początku i którego szkic ukazał się na początku tego roku, pojawia się dość kontrowersyjna hipoteza, bo oni tam piszą tak, że UAP-y notują ogromne przyspieszenia i prędkości. W trakcie lotu poszycie tych obiektów, UAP czy też UFO, powinno sprawiać, że ono się rozgrzewa do ogromnych temperatur i dla zewnętrznego obserwatora taki obiekt powinien przypominać świecącą kulę. I teraz tak: albo te obiekty są wykonane z jakichś supermateriałów, które to tarcie niwelują, albo mamy, jak oni wskazują, do czynienia z błędami w rejestracji. Jak zapatrujesz się na ten problem tarcia, o którym oni piszą w swoim artykule z punktu widzenia fizyka?
[01:26:25] - Po pierwsze, co mi przychodzi na myśl, to z tego, co ja wiem, tarcie w ogóle i te procesy, które towarzyszą, gdy obiekt z kosmosu wlatuje w atmosferę ziemską, ten cały bolid, który obserwujemy, te zjawiska świetlne i tak dalej, to wynika w dużym stopniu z tego, że ten obiekt, gdy wlatuje z ogromną prędkością, po prostu ściska powietrze przed sobą wlatując. I gdy to powietrze ściska, naturalnie wtedy ciśnienie rośnie wraz z ciśnieniem temperatura i pojawiają się te efekty świetlne. Robi się tam w mikrotejskali jakaś plazma i są efekty świetlne. I to jest to, co widzimy. Teraz ja nie wiem, bo oczywiście nie chcę się tutaj porównywać do profesora Lewa, bo on jest astronomem z Harvardu i na pewno ma większą wiedzę na tematy astronomiczne. Niemniej czasem tacy ludzie są tak wąsko utorowani w swoich specjalnościach, posiadając gigantyczne pokłady wiedzy w superwąskiej specjalności, zapominając o takich czasem prozaicznych, prostych sprawach, które wie ktoś, kto przeczytał dwie książki. Chcę tu powiedzieć to, że nie wiem, czy podejście takie, w którym jest mowa o supermateriale, z którego mógłby być wykonany taki obiekt, w ogóle ma wpływ na to, czy to tarcie występuje, czy nie, bo to tarcie występuje bez względu na to, z jakiego materiału jest ten obiekt. On po prostu wlatuje. Oczywiście to musi być obiekt na tyle twardy, żeby po prostu nie rozpadł się pod wpływem zderzenia się z atmosferą. Musi to być obiekt spójny w swojej konsystencji, dosyć zbity, po prostu twardy. Ale żeby tu była mowa o jakichś supermateriałach, to myślę, że nie ma potrzeby mówić o supermateriałach, ponieważ te efekty świetlne byłyby tak czy inaczej bazując na wiedzy, którą mamy, na wiedzy z fizyki. Czyli po prostu zakładając, że jeżeli to jest materiał, jakiś kompozyt wymyślony przez wysoko rozwinięte istoty gdzieś tam z kosmosu, czego my dziś nie potrafimy zrobić, nie mówiąc o nieznanych prawach fizyki, to taki obiekt złożony z supermateriałów wlatuje w atmosferę i te efekty świetlne i tak powinny występować według tego, co wiemy, bo on po prostu naciska na cząsteczki powietrza, które są przed nim, czoło jego naciska i tam się generuje plazma i są efekty świetlne. Mówienie o tym, że mógłby on być złożony, zbudowany z supermateriałów, ma sens w kontekście tego, czy on się rozpadnie, czy on to przetrwa i tak dalej. Natomiast jeżeli obserwujemy, że te obiekty UAP, UFO poruszają się z gigantycznymi prędkościami i że nie ma efektów tarcia, tych efektów świetlnych, to świadczy o tym, że mamy do czynienia z czymś nowym. I tu by należało rozwinąć koncepcję antygrawitacji. To chwytliwe pojęcie, które już jest dosyć szeroko znane, popularne. Antygrawitacja. Ponieważ ta sprawa ciągnie się już od dawna z tą antygrawitacją. To już Einstein w latach 20. chyba i 30. XX wieku chciał rozwinąć temat wpływu procesów elektromagnetycznych na grawitację. I to się później tam ciągnęło, nie będziemy rozwijać tematu antygrawitacji, całej historii z tym związanej. W każdym razie są już przesłanki. Były eksperymenty w Europejskiej Agencji Kosmicznej przeprowadzane, które pokazują efekty antygrawitacyjne, w praktyce okazują się być gigantyczne. Liczby tu wchodzą w grę. 10 bodajże z dwudziestoma kilkoma zerami. O tyle przerastają przewidywania teoretyczne te praktyczne wyniki eksperymentów, że ta antygrawitacja naprawdę działa. To jest jedna z przesłanek.Jeżeli połączymy to z tym wszystkim, co miało miejsce kiedyś, podczas na przykład II wojny światowej. Ja to już kiedyś mówiłem o słynnych foo fightersach, które niewątpliwie były faktem. Jest to udokumentowane. Bardzo dużo japońskich pilotów spotykało się w powietrzu z foo fightersami i wyraźnie zeznawali o tym, że miały one wpływ zdalny na urządzenia pokładowe w ich samolotach. To też, nawiasem mówiąc, opisują dzisiaj piloci, którzy zetknęli się w powietrzu z UAP-ami czy UFO, że nawet w kontekście tych ostatnich wydarzeń, oni mówią, nawet było to w tych amerykańskich stacjach informacyjnych, że obserwowali zakłócenia przyrządów pomiarowych, całej aparatury, tych wszystkich systemów, które tam mają. Więc zmierzam do tego, że ta antygrawitacja sugeruje, że to mogą być obiekty oparte o ten typ napędu. Z kolei antygrawitacja ma bezpośredni związek, zresztą jak nazwa wskazuje, z grawitacją. Po prostu tam coś wiruje, pole elektromagnetyczne, które wiruje i które generuje pole grawitacyjne, takie odizolowane, całkiem osobne, niemające nic wspólnego z naszym polem grawitacyjnym. I to z kolei później mogłoby być odpowiedzią na pytanie, dlaczego one tak nagle mogą manewrować, przyspieszać, co nie byłoby dozwolone w naszych ziemskich prawach fizyki. Nie byłoby do zrealizowania. I w związku z tym też, jeżeli one taką osobną czasoprzestrzeń odizolowaną generują dzięki temu napędowi antygrawitacyjnemu, jeżeli one generują, ja mówię to teraz całkiem obrazowo, taką osobną czasoprzestrzeń, osobne pole grawitacyjne, wtedy też nie oddziałują tak fizycznie z najbliższym otoczeniem. Czyli stąd nie ma tych efektów świetlnych, tego tarcia. Trudno to w jednej krótkiej, lakonicznej wypowiedzi dokładnie opisać. Musielibyśmy poświęcić na to pół godziny. Ja bym musiał to przygotować zwięźle i to przedstawić. Natomiast chcę powiedzieć, że to może mieć związek z tym, że te pojazdy są oparte o tego typu napęd i dlatego nie występują przeciążenia, nie występują siły bezwładności, nie występują siły tarcia, bo to jest tak, jakby w osobnej czasoprzestrzeni taki obiekt operuje.
[01:34:35] - Z drugiej strony Loeb i Kirkpatrick zasugerowali, że w grę mogą wchodzić błędy pomiarowe. Marku, i tutaj się okazuje nagle, że widzimy, że oddanie zagadki UFO, UAP w ręce naukowców na niewiele się w sumie zdaje, bo nie mają oni do dyspozycji fizycznego obiektu UAP. Muszą się posiłkować danymi obserwacyjnymi. Te mogą być złudne. Formalnie można wiele o tych obiektach powiedzieć, ale nie można powiedzieć publicznie, a to nas skazuje na domysły. Z jednej strony mamy relacje takich ludzi jak Graves, jak członkowie jego eskadry, którzy mówią, że widzieli tego typu pojazdy, intruzów w przestrzeni powietrznej. Z drugiej strony Loeb i Kirkpatrick mówią: „To wszystko może być jakaś złuda. My potrzebujemy konkretnych informacji”. I w sumie z perspektywy naukowej jest to zrozumiałe. Natomiast czy czasami nie jest tak, że gdzieś w tym natłoku skrupulatności zagubi się sedno problemu? Bo oni nie będą w stanie dotrzeć do fizycznego obiektu UAP. Tak mi się przynajmniej wydaje, dlatego, że jest to przedsięwzięcie na poły prywatne. Mówię o projekcie Galileo. A z drugiej strony cały czas będą poszukiwać takich danych obserwacyjnych, takich danych sensorycznych, takich danych odczytowych, że na nie czekać tak naprawdę bardzo długo.
[01:36:17] - To też dlatego, kiedy mówiliśmy o tym, czy badać, czy powinien to badać, to ja sobie u siebie mówiłem: „Badać”. Bo nic innego właściwie nie pozostaje, tylko dorwać wreszcie to coś, co tam spadło i zainteresować się tym na tyle dogłębnie, żeby coś znaleźć. Albo coś, co potwierdzi, że przybyło do nas z odległych części wszechświata coś, co jest nienaturalne albo bardzo naturalne. Bo tak jak powiedziałeś, ja też o tym wspominałem, zaczynają być kwestionowane dane z tychże satelitów, których nie można ujawnić i tak dalej. Nie będę tego powtarzał. Zaczyna to być kwestionowane, poddawane: „Może tam nałożyły się ruchy i może źle to zinterpretowano”. I tak się powtarzam. W każdym razie wydaje mi się, że nic im innego nie pozostało, tylko próbować to znaleźć. I bez względu na to, czy on sobie ten guziczek tam wciśnie, będzie miał okazję coś wcisnąć, czy nie, to jednak warto prowadzić tego rodzaju badania do końca. Ale twoja sugestia wydaje się bardzo słuszna, to jest potwierdzenie tego, co pojawiło się w naszych wypowiedziach gdzieś na początku audycji.
[01:37:44] - Co ja nazwałem bardzo popularnie, może to nie jest correct, ale że to jest robienie dymu wokół tego wszystkiego. Tak naprawdę maksymalne zatarcie informacji, utrudnienie w docieraniu do potencjalnych osób zainteresowanych, utrudnienie docierania informacji, że w pewnym momencie szczególnie osoby, które z nauką mają niewiele wspólnego, zaczynają tracić z horyzontu to, co jest naprawdę ważne. Bo naukowcy oraz ci, którzy z nimi mają współpracować, zaczynają się gubić. Oni się może nawet nie gubią w tych szczegółach. To ludzie obserwujący te ich poczynania zaczynają się gubić w nadmiarze bardzo szczegółowej wiedzy.
[01:38:39] - Tak, ale z drugiej strony widzisz, powiedziałem, że jest to zrozumiałe z punktu widzenia nauki, bo oni chcą mieć dokładne dane. Ale z drugiej strony mam wrażenie, że odcina się grubą kreską to, co było do tej pory i stara się poszukiwać, przynajmniej Leup z Kirkpatrickiem starają się poszukiwać takich danych, które będą stuprocentowym dowodem na istnienie tych łapów anomalnych. I tak w sumie ja też jestem w lekkim rozkroku, bo nie wiem, komu kibicować. Z jednej strony chciałbym, żeby odpowiedzieli na tą kilkudziesięcioletnią zagadkę zjawiska UFO, ale skoro mają już poszukiwać w tym stogu siana przysłowiowej igły, to może niech jej poszukają. Ale z drugiej strony zobacz, pamiętasz tą naszą debatę o zjawisku UFO na Ukrainie, o odkryciach kijowskich astronomów, którzy mówili, że gdzieś tam, już w okresie wojny z Rosją wykryli w okolicach Kijowa dziwne obiekty na niebie, które się pojawiały w masowej ilości. I wtedy pierwszą osobą, która ich zestrafowała, był właśnie Leup. I tutaj też nie wiem, czy nie zdarzy się tak, że on w napływie informacji, które do niego nacierają, nie uzna a priori, tak jak było w przypadku kijowskich astronomów, że coś nie może istnieć, bo nie.
[01:40:15] - Powiem tak, że ja naprawdę nie znam człowieka, nie wiem, jakie przesłanki, jakie dane do niego spływają i jakimi przesłankami się kieruje. Bo ludzie są tylko ludźmi i może czasami pojawiać się u niektórych dobrze znany syndrom, że: „A nuż czyjeś odkrycie zabierze mi moją sławę, która mnie się należy. Tym, co ja robię, się interesujcie, a nie jakimiś obiektami na Ukrainie”. Absolutnie. Kpię w tej chwili, ale nie dojdziemy do tego. Sam naukowiec, o którym mówimy, też stąpa po cienkiej linie, szuka czegoś, co nie wiadomo, czy znajdzie. Dane wyjściowe były obiecujące, ale później się okazało, że tak naprawdę one są kwestionowane, bywają kwestionowane. Może tak. W związku z tym on też w tej chwili jest w trudnej sytuacji. A jeszcze jak zniknęłoby zainteresowanie jego przedsięwzięciem, to, o czym mówiliśmy, że on te pieniądze zdaje się zbierał, te półtora miliona, o których mówiłem, to jakby straci. Ludzie przestaliby się interesować tym, co robi, straciłby źródło finansowania. Ja wiem, brnę w tej chwili w bardzo niskie, bardzo do ziemi schodzę, do realności, do tego, że żeby prowadzić jakiekolwiek badania, trzeba mieć po prostu pieniądze. Już go doprowadzono do sytuacji, że żadna agenda państwowa czy rządowa może lepiej go nie finansuje. Musi sam sobie te badania sfinansować. Dobrze, źle? Nie wiem, nie znam sytuacji, ale z drugiej strony nie dziwmy się wtedy, że on ciągnie do swojego. To oczywiście nie usprawiedliwia go i nie stawia go być może w dobrym świetle, ale być może zupełnie innymi drogami miał inne przesłanki do tego, żeby twierdzić, że tamto nieważne, ważne jest to, co jest moje. Nie wiem. Bardzo trudno w gruncie rzeczy jakąś diagnozę postawić, bo jesteśmy zbyt daleko od tego wszystkiego i mamy właściwie szczątkowe informacje.
[01:42:39] - Ja się zgadzam z tym.
[01:42:40] - Tak. Z drugiej strony to jest dziekan były z Uniwersytetu Harvard. Gdyby to był z jakiejś prowincjonalnej uczelni, pewnie też by inaczej do niego podchodzono i nie byłby tak traktowany. On też sobie zyskał sporą renomę. Jest traktowany przez media w sposób szczególny, nie jako szarlatan. Ale Marcin, pytanie do ciebie. Okazuje się, że astronomowie mogą brać jednak problem łap na poważnie. Chociaż z drugiej strony nieraz mówiliśmy, że astronomowie nie są tymi naukowcami, którzy są w jakikolwiek sposób wyznaczeni do ocenienia zjawiska UFO. Ale jednak, kiedy się weźmie akademików, oni zwykle się wzdygają w ramionach: „Nie, UFO to jakaś bzdura”. Ale okazuje się, że można. Leup pokazuje, że można.
[01:43:35] - I co byś ty powiedział ze swojej perspektywy, nawet ze swoich doświadczeń na temat tego, jak akademicy, doktorzy, profesorowie reagują na zjawisko UFO? I fizycy, i astronomowie. Czy w tych środowiskach oczywiście polskich, bo do nich się tutaj odnoszę, wypada o tym mówić, czy raczej nie? Może się w swojej karierze naukowo-badawczej zetknąłeś z czymś takim.
[01:44:06] - Powiem z doświadczenia. Teraz ja już nie pracuję w fizyce, ale kiedyś miałem skromne doświadczenie, takie już można powiedzieć, typowo naukowe, poza ukończeniem studiów. I to, co mogę powiedzieć z doświadczenia, to jest to, co mówił na przykład mój profesor od astrofizyki. Bo pamiętam, jak sięgam wspomnieniami, jeden z wykładów i kiedy na nim przytoczył się ten temat. I pamiętam jego wypowiedź, która mniej więcej była taka: gdzieś we wszechświecie życie na pewno istnieje według niego, bo to wynika z tego rachunku prawdopodobieństwa, z tego równania Drake'a, że mamy miliardy, setki miliardów gwiazd w galaktyce, z kolei setki miliardów galaktyk w całym wszechświecie. Więc zakładając, że co któraś gwiazda ma układ planetarny i że w co którymś układzie planetarnym istnieje planeta podobna do Ziemi, tak wymnażając te wszystkie czynniki przez siebie, dochodzimy do wartości jeden, czyli że na pewno gdzieś we wszechświecie istnieje życie inteligentne. Tylko to, że oni nas tu odwiedzają, to jest niemożliwe. Tak zapamiętałem. Tak mniej więcej brzmiało. O wiele krócej ta wypowiedź trwała, ale to było w tym sensie. Ten mój profesor wierzył, że we wszechświecie jest życie, ale nie wierzył, że tu oni przebywają. Dlaczego? Dlatego, że to jest niemożliwe, ponieważ nie da się przekroczyć prędkości światła, a nawet lecąc z prędkością światła, lecieliby tu przez setki lat, miliony lat i tak dalej. To jest niemożliwe. To jest pierwszy punkt, który pokazuje w sposób oczywisty, jakie jest podejście naukowca, tego, z którym ja miałem do czynienia na studiach, profesora astrofizyki. Przytoczyć jeszcze mogę przykład mojego kolegi, który jest naukowcem, fizykiem aktualnie, który zawsze w rozmowach na takie tematy wybuchał po prostu śmiechem, ignorancją, takim złośliwym czepianiem się. I te wszystkie doniesienia na temat UFO, wszystkie przypadki i tak dalej, są po prostu czystym kłamstwem według niego, mistyfikacją, kłamstwem, naciąganiem, próbą zyskania rozgłosu i tak dalej. Na to ja właśnie mówiłem zawsze i do dziś powtarzam, że tacy zagorzali sceptycy, a na dodatek jeszcze tym bardziej ci, którzy się prześmiewają tak złośliwie, to tacy ludzie po prostu są sceptykami, uważają się za takich tylko dlatego, że mało wiedzą na ten temat. Po prostu. Bo gdyby zaczęli czytać wszystkie informacje, słuchać wykładów, czytać książki na te tematy, a te tematy rozciągają się na wiele dziedzin nauki, już od słynnej starożytności, poprzez historię, nawet i poprzez sztukę, aż po dzisiejsze obserwacje, poprzez dzisiejsze doświadczenia, poprzez II wojnę światową i tak dalej. Tego jest cała masa, z której gdybyśmy tak to bardzo sensownie rozpatrywali, wynika spójny obraz tego, że mamy do czynienia z jakąś inteligencją, która nam tu troszkę miesza na Ziemi już od tysięcy lat nawet można powiedzieć. Więc tak odpowiadałem temu mojemu koledze, który po prostu śmiał się, że to są bzdury, kłamstwa, naciąganie i tak dalej. On się po prostu śmiał. Mam też jeszcze jednego kolegę, który jest fizykiem, aktywnym naukowcem w tym momencie. Ten poprzedni, o którym mówiłem, i ten, o którym teraz chcę powiedzieć, obaj są fizykami doświadczalnymi, pracują w dziedzinie fizyki atomowej, w tej dziedzinie, którą ja też przez krótki czas się zajmowałem już dłuższy czas temu. Ten drugi kolega, o którym teraz wspominam, jest już bardziej otwarty. Oczywiście uważa, że jest życie we wszechświecie, ale też już nie mówi z pełnym przekonaniem, że to niemożliwe, żeby oni nas tu odwiedzali, ale wydaje mu się, że nie. Też dlatego, że to jest niemożliwe, że ta prędkość światła jest nieprzekraczalna. Z mojego doświadczenia tak bym opisał stanowisko naukowców, z którymi miałem przeżycia, doświadczenia określone.
[01:49:44] - Profesor, o którym mówiłem, niestety już nie żyje, natomiast tych dwóch kolegów, o których mówię, nawet niedawno, powiedzmy dwa lata temu na przykład, rozmawiałem z nimi i też te tematy się przewijały i w dalszym ciągu ich podejście, tak jak kilka lat wcześniej, do dziś jest podobne. Tak że oni tkwią w swoich ciasnych konserwach, mówiąc troszkę nieładnie, można to powiedzieć. Poza myślą, że robią rzeczy bardzo ciekawe, bardzo zaawansowane, ale to jest dla nich cały świat i po prostu oni są zamknięci tylko na tym. Tyle bym chciał na ten temat powiedzieć. A jeżeli chodzi o innych naukowców, to wszyscy już wiedzą gdzieś tam z otoczenia, z różnych źródeł.
[01:50:41] - Wielu badaczy, w tym Arek Miazga, który akcentuje to szczególnie, mówi tak: astronomowie w zasadzie nie są za bardzo predestynowani do tego, aby mówić nam, czy UFO istnieje, czy nie. Dlatego, że jakby nie było, to jest zjawisko notowane na Ziemi. To jest zjawisko, które ma bardzo bliski związek ze świadomością człowieka, z postrzeganiem. I tak naprawdę my nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy ono wykracza swoim zasięgiem poza Ziemię i czy tam tkwią jego korzenie. Owszem, może tak być, natomiast ono też mogło osiąść na tej Ziemi i współistnieć z nami. Tak że nie jest powiedziane, że my musimy rozpatrywać, Marku, zjawisko UFO przez pryzmat „Star Treka”. Niestety wielu astronomów tak robi. Ja zastanawiam się, w którą stronę oscyluje właśnie Avi Loeb. Bo z jednej strony wydaje mi się, że on jest hardcorowym zwolennikiem hipotezy pozaziemskiej, że są jakieś cywilizacje, które podróżują przez kosmos w swoich zaawansowanych omułach mułach, a z drugiej strony on jest otwarty na to, że oni tutaj są i można ich złapać. Ale kiedy przychodzi co do czego, to wychodzi na to, że jednak się ta konserwa w nim odzywa i on tak naprawdę z jednej strony chce poszukiwania dowodów, ale z drugiej strony, jak powiedziałem, odkreśla taką grubą kreską to wszystko, co do tej pory było. Mnie się to wydaje dziwne.
[01:52:19] - Ja nie wiem, czy to jest takie dziwne. Już o tym mówiłem, że jesteśmy tylko ludźmi. On ma swoją ideę, coś, za czym podąża i trochę się, mówiąc szczerze, odkleił. Zawiesił się na swojej idei.
[01:52:38] - Ja cię zapytam inaczej. Czy w ogóle może się wreszcie okazało, że współczesna nauka, jakby nie patrzeć, nie jest w 100% przygotowana do zmierzenia się ze zjawiskiem UFO? Bo wreszcie ktoś dostał to zjawisko w swoje ręce. Jest AARO, jest Loeb i projekt Galileo i oni sobie mogą teraz działać z pełną odpowiedzialnością i nagle się okazuje, że nie mogą nic za bardzo zrobić innego, niż próbowali naukowcy, powiedzmy, 60 lat temu.
[01:53:07] - Ja myślę, że troszeczkę w tej audycji już na to pytanie odpowiedzieliśmy i pokażę, dlaczego odpowiedzieliśmy. Otóż rzecz mi się wydaje analogiczna do tego, dlaczego na przykład nauka nie może udowodnić, że Bóg istnieje, ale też nie może udowodnić, że nie istnieje. I tego rodzaju sytuacje, kiedy staramy się mówić o czymś, czego na przykład nasz aparat poznawczy nie obejmuje, bo nauka nie zajmuje się transcendencją, czyli czymś, co jest na zewnątrz naszego świata. Taka jest idea, że gdzieś jest zbiór naszego świata i gdzieś tam na zewnątrz jest, ewentualnie jeśli ktoś w to wierzy, Bóg i on tam ma swój świat i nauka nie ma nic do tamtego świata, nie może go opisywać, w związku z czym nie może też niczego udowadniać. I troszeczkę jest tak, że ponieważ my zaczynamy rozmawiać w przypadku UFO o takiej fizyce, już dzisiaj to padło, która nie jest nam znana, jest po prostu fizyką, której nie ogarniamy, która jest znowu na zewnątrz. My jeszcze do niej nie doszliśmy. Ona stanowi dla nas terra incognita typowa, czyli my nic o niej nie wiemy tak naprawdę. To bardzo trudno jest nauce. Nauקה staje w takiej samej sytuacji, ma jakieś zjawiska, które obserwuje, ale o których nie potrafi nic powiedzieć. W związku z tym wygodnie jest czasami niektórym, myślę, że niektórym naukowcom jest wygodniej, nie wiem, powiedzieć: „Nie, tego nie ma, tego nie może być. Swoim autorytetem ręczę”. Tylko niestety ten autorytet może być nadszarpnięty, gdy ktoś tak nim szasta, ponieważ naprawdę to jest tak, że jeśli mówimy o nowej fizyce, innej fizyce, to ponieważ nie mamy aparatu badawczego, nie mamy koncepcji, nie mamy możliwości, żeby to badać, to trudno jest się na ten temat wypowiadać. I tak jak powiedziałem, lepiej, bezpieczniej, niekoniecznie mądrze, ale lepiej przyjąć z taką powagą naukową, że tego po prostu nie ma. Tak mi się wydaje po prostu, że to może być tego rodzaju zjawisko. Nie położę żadnych pieniędzy, nie podejmę zakładu, ale kto wie, czy to nie jest bardzo podobne zjawisko.
[01:55:38] - Marcin?
[01:55:42] - Tak, jest tak, jak mówi Marek. Tylko ja chciałem dodać to, żeTo nie jest tak do końca, że to jest fizyka całkiem nieznana, o której nie mamy w ogóle zielonego pojęcia, ponieważ są teorie, które dosyć mocno tłumaczą wszelkie zjawiska UFO i te teorie są w sposób poważny dosyć daleko potwierdzone. Tylko że jak to w nauce bywa, taka teoria musi być potwierdzona do końca i żeby ona mogła przejść do kanonu, do podręczników, do nauczania. Tylko ta teoria nie jest jednak do końca potwierdzona, bo spora jej część jest potwierdzona i to w sposób dokładny, w sposób efektowny, ale pewnych rzeczy nie tłumaczy. W związku z tym nie przeszła do nauczania, do kanonu fizyki, ale zajmowali się nią naukowcy z organizacji MUFON, Mutual UFO Network. Dosyć obszernie to opisywali w różnych publikacjach naukowych wydawanych przez swoją organizację. To było w latach chyba 80. Ta organizacja działa też do dziś, także świat naukowy i tam zrzeszeni są naukowcy różnej maści, w różnych stopniach naukowych, o różnych specjalnościach i także świat naukowy, jest jego część, która zajmuje się tym na poważnie, na koncie której to organizacji są dosyć poważne, spore dokonania. I to jest jedyne to, co mamy do dyspozycji i te zjawiska, ta antygrawitacja i tak dalej, o których ja tu wspominałem, to tam właśnie było rozpatrywane i to jest jedyne, co mamy do dyspozycji. I mało tego, że jedyne co mamy, to jest też to, co niesie z sobą spore nadzieje na wyjaśnienie tego wszystkiego, bo naprawdę pewne aspekty tej teorii zostały tak dokładnie potwierdzone i to są tak ważne, fundamentalne aspekty, że to jest pewien ślad, taki drogowskaz, który jest bardzo duży, mocny i wiąże się z tym pewna droga, którą myślę, że powinno się bardziej zdecydowanie tą drogą pójść. I co ja tu chciałem powiedzieć? Troszkę mi uleciało. Powiedzmy tyle. Z tego, co chciałem dodać.
[01:58:30] - Panowie, przejdźmy do spraw bardziej kontrowersyjnych. I to jest ostatni punkt w naszej debacie dzisiaj. Prawdziwą burzę wywołał w swoim programie Tucker Carlson, który poinformował, że jakieś 11 lat temu rozmawiał z profesorem ze Stanford University, a ten mu miał wyjawić, że na zlecenie Departamentu Zdrowia Stanów Zjednoczonych badał przypadki śmierci żołnierzy wskutek spotkań z UFO. Ofiar było ponoć około 100. Zmarli wskutek uszkodzeń mózgu. I teraz tak, Carlson nie powiedział tego w swoim talk show. Powiedział to w takim jakimś podcaście. Jeżeli ktoś nie wie, kto to jest, to jest bardzo znany amerykański prawicowy dziennikarz, publicysta, który pracował dla czołowych stacji telewizyjnych w Stanach Zjednoczonych. Od 2016 roku prowadzi taki bardzo znany talk show „Fox News”. Carlson ma wyraziste poglądy i zabiera głos w wielu kwestiach, które uchodzą za takie poruszające opinię publiczną, ale to już osobna sprawa. Okazuje się, że on mówi tak, że w wielu przypadkach te obiekty lądowały na terenie baz wojskowych i kiedy się zbliżali do nich ludzie, doznawali po jakimś czasie ciężkiego uszkodzenia mózgu lub byli po prostu zabijani. I tutaj cytuję: „Zapytałem, czemu nie pisze się o tym na pierwszej stronie „New York Timesa”. Carlson w tym pytaniu odwołuje się do tych słynnych publikacji sprzed lat, z roku 2017, kiedy wskutek kampanii wspomnianej gazety rozpoczęło się ujawnianie informacji na temat programu badań nad UFO. Martin, jakie oddziaływania natury fizycznej związane z techniką, prócz oczywiście promieniowania radioaktywnego, mogą wywołać takie uszkodzenia ciała, o jakich pan mówi?
[02:00:39] - Wszelkie uszkodzenia według mojej wiedzy mogą pochodzić, o ile nie mówimy tu o oddziaływaniu takim, powiedzmy, chemicznym. Czyli tak, mówimy o uszkodzeniach pochodzących od urządzeń technicznych, zaawansowanych i tak dalej. Potencjalnie, powiedzmy.
[02:00:58] - Tak, chociaż on też tego nie precyzuje, bo rzeczywiście nie bierzemy pod uwagę szkodliwego działania jakichś oddziaływań chemicznych, ale wydaje mi się, że w grę wchodziło promieniowanie albo silne pole elektromagnetyczne, o ile jest ono w stanie uszkodzić mózg.
[02:01:19] - Tak, więc nie tu mowa o jakichś oddziaływaniach cząsteczkowych, chemicznych czy mechanicznych, oczywiście i tak dalej. Więc w ogóle w znanej nam fizyce, w przyrodzie istnieją cztery rodzaje oddziaływań i tak naprawdę mamy tylko cztery siły znane, z których budujemy cały wszechświat, cały świat, kosmos i wszystkie oddziaływania, wszystkie efekty są jakby pokłosiem tych czterech oddziaływań. Mianowicie mamyOddziaływania jądrowe, silne, słabe, które odpowiadają za to, że trwają jądra atomowe, za rozpady beta promieniotwórcze, beta plus, beta minus. Dobrze, nie będę tu mówił, mogę się mylić. I mamy oprócz tego jeszcze oddziaływanie elektromagnetyczne, które powoduje wiązania cząsteczkowe, że atomy są. To, że dodatnie jądro przyciąga ujemne elektrony. To jest trzecie oddziaływanie i oddziaływanie grawitacyjne. Co może wpłynąć zdalnie na to, że te obiekty tam wylądowały i żołnierze się zbliżyli i doznali uszkodzeń mózgu? Takie uszkodzenia mózgu mogą powstać, jeżeli nie mówimy o oddziaływaniach chemicznych i mechanicznych i tak dalej, to jedynie wskutek oddziaływań elektromagnetycznych różnego rodzaju, w różnych spektrach, o różnej długości fali, o różnym natężeniu fali. Rozumiem, że nie mówimy też o oddziaływaniach mechanicznych, takich jak fala dźwiękowa o określonych parametrach. Jeżeli by to było oddziaływanie elektromagnetyczne pochodzące od takich obiektów, to nie byłoby w tym nic dziwnego. Nawet jeżeli one emitowały promieniowanie elektromagnetyczne w ramach znanej nam fizyki, które może mieć szeroki zakres. Domyślam się, że jeżeli to jest sprawa niewyjaśniona, to nie było to promieniowanie rentgenowskie, nie było to ultrafioletowe, radiowe, podczerwone. Cały zakres promieniowania elektromagnetycznego jest szeroki i domyślam się, że nie ma tu mowy o jakimkolwiek z tego rodzaju promieniowania, o jakimkolwiek zakresie długości fali tego promieniowania, bo gdyby te obiekty posłużyły się takowym, to domyślam się też, że byłoby to zbadane. Uszkodzenia mózgu mogą powstawać na skutek różnego rodzaju fal elektromagnetycznych. Szczegółów w tym momencie nie znam, ale taka fala elektromagnetyczna charakteryzuje się przede wszystkim długością fali i intensywnością. Czyli możemy sobie to wyobrazić jako ilość cząstek światła, ilość fotonów zawarta w jakimś przedziale czasowym. Albo z innego punktu widzenia będzie to na przykład większa amplituda fali. Więc mamy częstotliwość, amplitudę i odpowiednio dobrana fala elektromagnetyczna i pewnie odpowiednio dobrany czas jej działania. Zresztą takie rzeczy z tego, co mi wiadomo, miały już miejsce na Ziemi w ramach różnych eksperymentów i to powoduje uszkodzenia mózgu, a nawet powoduje wpływ na świadomość, jeżeli już nie uszkodzenia. Natomiast to, dlaczego ci żołnierze umierali, czy mieli uszkodzone głowy, to o ile to nie była fala elektromagnetyczna i też mówimy, że nie mogło to być promieniowanie radioaktywne, czyli jonizujące, czyli jądro atomu helu nie zaatakowało. To nie był strumień takiego typu cząstek naładowanych elektrycznie ani promieniowanie gamma, które jest też promieniowaniem elektromagnetycznym. Z tego, co ja wiem, to określone promieniowanie elektromagnetyczne może spowodować takie skutki u człowieka. A jeżeli to nie było promieniowanie elektromagnetyczne ani te inne oddziaływania, o których wspominaliśmy, to trudno tu powiedzieć, co to mogło być.
[02:05:55] - Tak, niestety on nie sprecyzował, co się tam dokładnie wydarzyło.
[02:06:00] - Jeszcze mogę dodać, przepraszam. Taki wątek był, jeżeli chodzi o pojazdy antygrawitacyjne. Wiele dokumentów wskazuje na to, że one były opracowywane w latach wojny. W żadnych dokumentach nie ma żadnego konkretu, ale jest na tyle poszlak różnych na to wskazujących, że posługując się prostą logiką, poprzez brak zaprzeczenia możemy powiedzieć, że miało to miejsce, te prace nad takimi antygrawitacyjnymi prototypami. Myślę, że ta kwestia jest dosyć znana wielu ludziom. Nie będziemy już tego rozwijać. Natomiast chyba w siłach powietrznych amerykańskich gdzieś były jakieś eksperymenty, gdzie ktoś miał powiedzieć, że piloci, eksperymentatorzy, piloci-oblatywacze prototypów eksperymentalnych bazujących na napędach antygrawitacyjnych, od któregoś człowieka zaangażowanego w te projekty padło takie stwierdzenie, że piloci się rozpadywali. Igor Witkowski o tym mówił i w książkach pisał, że skóra się oddzielała od ciała na skutek oddziaływania napędu antygrawitacyjnego. To jest też taka wskazówka, taki aspekt, który mógłby tu coś wnieść w odpowiedzi na to pytanie: co się działo z tymi żołnierzami na skutek oddziaływania tych obiektów?
[02:07:58] - Tak jak powiedziałem, Carlson, powołując się na swojego informatora tajemniczego, mówi, że te obiekty lądowały na terenie placówek militarnych i ci żołnierze, którzy się zbliżali, w niewyjaśniony sposób doznawali uszkodzenia mózgu. Mark, informator mu powiedział, że pojawiły się też jakieś procesy sądowe związane z tym wszystkim. Tylko pytanie, czy w dzisiejszych czasach jest mowa o tym, żeby takie coś ukryć w ogóle? Owszem, pieniądze mogą wszystko załatwić, także klauzula tajności. Natomiast pytana o te rewelacje rzeczniczka ministerstwa obrony odpowiedziała, że to wszystko kłamstwo, ale tak naprawdę to jest jedyne oświadczenie, jakie od Pentagonu uzyskano. I tak naprawdę my nie wiemy, czy to się stało, czy nie, ale czy to ma jakieś szanse prawdopodobieństwa, coś takiego?
[02:09:03] - Ja powiem tak, aby raz będę może trochę bronił instytucji rządowych, nie ze specjalnym przekonaniem, ale to oświadczenie, które przytoczyłeś, że ta historia jest fałszywa, podała pani rzeczniczka Departamentu Obrony w rozmowie z „Military Times”. Pentagon w ogóle później odmówił jakichkolwiek dalszych komentarzy. Pani rzeczniczka znana jest z imienia i nazwiska, w przeciwieństwie do informatorów, o których tutaj mówimy. W związku z tym ja tak na dobrą sprawę nie jestem w stanie w tym szumie informacyjnym zająć stanowiska, bo oczywiście po to są różne agendy rządowe i armia, żeby podejrzewać je o najgorsze rzeczy i robienie ludziom wody z mózgu. Pewna zasada obowiązuje, która zresztą, powiedzmy sobie to szczerze, nie jest specjalnie daleka od faktów. Wojsko uwielbia wprowadzać cywilów w błąd, bo przecież z cywilami się nie trzeba liczyć. Pomijmy aspekt moralny tego wszystkiego. W końcu armia funkcjonuje za pieniądze tychże podatników. Nie wchodźmy w to w ogóle. W każdym razie armia lubi ściemniać, armia lubi tego rodzaju sytuacje. Natomiast moim zdaniem pierwszorzędne, bardzo ważne jest to, o czym powiedziałeś, czyli należałoby pójść śladem tych procesów, które podobno się toczą, jeśli nawet one znowu będą zagmatwane, zaciemnione i oni się tam procesują, ale to nie wyjdzie na światło dzienne. Warto by takie rzeczy śledzić, jeśli w ogóle jest taka możliwość. A dopóki to jest słowo przeciwko słowu, to znowu jesteśmy w sytuacji takiej, że jedni wierzą w jedno słowo, drudzy wierzą w drugie słowo. Ja zawsze lubię słuchać takich historii. W ogóle lubię słuchać historii i nawet jeśli ona brzmi nieprawdopodobnie, ale odpowiednio fantastycznie, to ja lubię takich historii słuchać. One pobudzają moją wyobraźnię. Natomiast jeśli ktoś z nas mieni się albo próbuje się mienić, że chce dojść do pewnej prawdy, jest badaczem spraw związanych z UFO, to zachowujmy się jak badacze. Zbierajmy informacje i jeśli do jakichś informacji dotrzeć nie można, to należy przynajmniej na razie potraktować tę informację jako wątpliwą, a nie potwierdzającą. I w tym wypadku to są informacje, które są ciekawe, tak jak powiedziałem, zastanawiające. A jeszcze w świetle tego, co usłyszeliśmy odnośnie różnych oddziaływań, to jest jeszcze bardziej ciekawe. Natomiast opiera się na wątłej przesłance jednego oświadczenia anonimowego obserwatora przytoczonego przez człowieka, który nie jest no name, ale jednak ma określoną wizję świata. Więc bardzo trudno zająć stanowisko, mówiąc szczerze. Ta historia oczywiście mnie zainteresowała. Skrzętnie przeczytałem o tych uszkodzeniach mózgu i tak dalej, ale ile jest w tym prawdy? Jeszcze jedna rzecz, która przyszła mi do głowy, że mało było tego rodzaju doniesień innych. To znaczy one się pojawiały, to prawda, ale to nie jest na masową skalę. Nie ma na masową skalę doniesień, że kontakty z UFO równa się problemy z głową, z mózgiem czy z czymś tam jeszcze. To tyle.
[02:13:13] - Różne zdarzenia bywały, ale też rzeczywiście nie było takiej skali śmiertelności wśród zwykłych świadków. Panowie, poruszyliśmy dzisiaj wiele tematów. Nie jestem pewien, że w kwestii UFO i poszukiwania ewentualnie śladów obcej inteligencji w okolicach Ziemi jeszcze nas niejedno zaskoczy. Ważny jest jednak taki morał z dzisiejszego odcinka, że coraz więcej mocnych informacji do nas dociera. Niestety te mocne informacje nie przebijają się przez szum medialny. Ale są po to media alternatywne, żeby te kwestie jakoś dotarły do osób, które się tym wszystkim interesują.Oczywiście mówiąc o mediach mam na myśli media polskie, bo tak jak powiedział Marcin na początku, w zasadzie media mainstreamowe, zachodnie nagłaśniały te wszystkie tematy. Nasze media milczą, nie są po prostu na pewne rzeczy przygotowane. I to w zasadzie tyle. Czekamy na wasze komentarze. Czekamy na dalszy obrót wydarzeń. Tak naprawdę to chyba nie jest koniec. Panowie, dziękuję. W dzisiejszym programie wzięli udział Marek Żelkowski, pisarz science fiction. Marku, zapraszamy, zapraszamy na piątkowe Bibliotekarium, a tam między innymi Filmotekarium, a w nim kilka filmów science fiction i dobrych, i złych.
[02:14:43] - W najbliższym Filmotekarium porozmawiamy o filmach science fiction, nówkach, chciałoby się powiedzieć nieśmiganych, ale tu bym ostrożnie podchodził, bo niestety albo stety filmy znowu będą różnej jakości, bardzo różnej, ale to w piątek będziemy o tym mówić. Będą ciekawe, przynajmniej część z tych filmów będzie ciekawa. Sporo będzie o kosmosie, sporo będzie z kosmosem w jakiś sposób związanych. Będą się działy też na Ziemi. Ale takie science fiction rasowe, powiedziałbym, odnoszące się do wszechświata. Ale właśnie, te nówki nieśmigane niektóre są bardzo zaśmigane. To tyle, żeby nie zdradzać za dużo.
[02:15:34] - Tak, do usłyszenia w piątek. Marcinie, dziękuję ci również. Zapraszamy na twojego bloga. Adres będzie można znaleźć w materiałach w komentarzach pod spodem. Także jeszcze raz dziękuję. I zapraszamy za tydzień na odcinek „Fakta incognita”, ale nie powiemy, czym się zajmiemy. To musicie poczekać.
[02:15:57] - Dziękuję również.
[02:15:58] - Pozdrawiamy.
[02:16:00] - Do usłyszenia.
[02:16:01] - Tę rozmowę prowadził dla państwa Piotr Cielebiaś z „Niestanego świata”. Audycję, jak zawsze, od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”, Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień, tym razem w kolejnym odcinku audycji „Fakta incognita”. Pozwolę sobie jeszcze tylko przypomnieć, że od niedawna dostępna jest w aplikacji YouTube Music możliwość słuchania podcastów. Tak więc naszych audycji również tą drogą można sobie słuchać. Dziękujemy jeszcze raz wszystkim państwu za uwagę. Dzisiaj w szczytowym momencie liczniki słuchaczy pokazały prawie 600 osób. Dzięki wielkie, że jesteście z nami. I bądźcie w kolejnych naszych audycjach. Do usłyszenia w Radiu Paranormalium już niedługo. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[02:17:01] - Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu.
[02:17:14] - UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl.
[02:17:42] - Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.