[00:01] - Telegram z krańca świata. Dzień dobry. Dzień dobry, panie Piotrze.
[00:07] - Dzień dobry. Pozdrawiam z Tajwanu, nadal będącego częścią wolnego świata.
[00:12] - Ale jak chcą niektórzy, to już niedługo całkiem, chociaż to...
[00:17] - Albo jeszcze inni, tak jak Ursula Le Guin w powieści „Wydziedziczeni”, to wolnym światem jest Korea Północna, Chiny i wszystko to, co nie dało się jeszcze międzynarodowej organizacji banków. Więc to zależy od punktu widzenia. Nawiązuję do samego prologu całej książki, który jest absolutnie wybitny. Jest po prostu porażający, jeśli chodzi o wizję tego, jak można patrzeć inaczej na rzeczywistość.
[00:47] - Tak, to prawda. „Wydziedziczeni” to książka, w której człowiek znajdzie bardzo dużo odniesień. Chociażby ten mur, który na Księżycu funkcjonuje wokół tego kosmioportu. I tak dalej. Kto zainteresowany, to po książkę Ursuli Le Guin powinien sobie czym prędzej sięgnąć. To nie jest łatwa lektura, nie strzelają się wyłącznie albo w ogóle prawie nie.
[01:15] - Nawet proszę dokonać.
[01:18] - Natomiast ona zostaje na przysłowiowym sicie i człowiek się później tej wizji pozbyć nie może.
[01:27] - To jest książka, jak ktoś zna Ursuli Le Guin powieści, to jest książka, w czasie której został wynaleziony Ansible znany między innymi z „Grindera”.
[01:39] - A to nie wiedziałem, mówiąc szczerze, dobrze coś wiedzieć. Okej. Panie Piotrze, my tu gadu, gadu o fantastyce, moglibyśmy tak pewno przez kilka godzin. A tu dzisiaj nas temat goni, a mianowicie takie sprawy związane z geopolityką, a konkretnie blef, negocjacje. Ale i też co jeszcze? Co tam jeszcze miało być?
[02:09] - Straszenie.
[02:11] - Straszenie, właśnie.
[02:12] - I straszenie.
[02:14] - Tak. Ale o co chodzi?
[02:18] - Chodzi o to, że już rozpędzamy powoli promocję tej książki o geopolityce, którą miałem napisać w październiku, ale po prostu nie dało rady tego zrobić wcześniej. Także jeszcze raz wszystkich przepraszam. Książka dosłownie w ciągu tygodnia już będzie ukończona i będzie gotowy e-book od ręki. Także ktokolwiek chce dostać e-booka to zapraszam na Patronite. Tam wszystkim patronom wersję niekomercyjną rozdaję zgodnie z zasadami tamtych wspomagań. Natomiast będziemy rozmawiać o prawidłach geopolityki i prawidłach związanych z psychologią, czyli tym, w jaki sposób ci geopolityczni decydenci i aktorzy geopolityki, którzy decydują w imieniu państw, w imieniu imperiów, w jaki sposób oni podejmują decyzje i w jaki sposób wpływają nawzajem na swoje własne decyzje. Teraz jest kilka takich głównych prawideł. Przede wszystkim to prawidło, które jest podsumowane w moim chyba jednym ulubionym geopolitycznym powiedzonku, które brzmi: „Wojskowi i dzieci lubią się straszyć”. To powiedział polski dziennikarz, cały czas zapominam jego nazwisko, ale zaraz mi się przypomni. Natomiast co jest istotne, straszą się nawzajem żołnierze, politycy, mąż i żona: „Odejdę od ciebie, a odchodź, cholera, jak dobrze”.
Na tej zasadzie. I blefy są sprawdzane albo są niesprawdzane, bo to, co właśnie zrobił ten mąż, to właśnie sprawdził blef swojej małżonki. Inną wersją tego kawału jest: „Nie będę się do ciebie odzywać”, a mąż odpowiada: „Dzięki Bogu”. Więc trzeba mieć nerwy na wodzy. Ja niedawno miałem, w dalszym ciągu mam aferę. Ktoś mnie po złości oskarżył o kradzież książki ze stoiska na Targach Książki tutaj w Tajpej i sprawdziłem ich blef. Po prostu zmyślili sobie historyjkę. Ja wymusiłem rozmowę w korespondencji pisemnej, a nie telefonicznej, bo próbowali do mnie dzwonić i mnie zastraszać, nie wiem, co tak naprawdę chcieli. Natomiast śmieszne było to, że zażądałem maili i sprawdziłem ich blef. W tym momencie ich cały plan, nie wiem, do czego chcieli mnie zastraszyć.
Generalnie tak się robi, żeby pozyskać jakiś asset, czyli jakiegoś współpracownika. Jeżeli dostanę jakiegoś kolesia z jakiegoś wywiadu czy kontrwywiadu tajwańskiego, czy polskiego, czy kogokolwiek, to w sposób spektakularny stanął na panewce. Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, jest taka książka „Wywiad i kontrwywiad” Tomasza Formuckiego. To jest tom ponad 1000 stron na temat wywiadu. To jest książka, która jest podręcznikiem dla służb operacyjnych, historia wywiadu po prostu bardziej niż jakieś tam podręczniki tego, jak przesłuchiwać z wiaderkiem wody, tak jak Amerykanie to robią albo w inny nie do końca przyjemny sposób. Natomiast kto się odwróci i zobaczy na tyłek tej książki, to zobaczy tam moją rekomendację, ponieważ autor jest fanem książki „36 fortelek”, co dla mnie jest wielkim zastrzykiem dopaminy. Natomiast poprosił, żebym udzielił mu zaszczytu napisania takiej rekomendacji. Napisałem jednym zdaniem, które kiedyś wymyśliłem bardzo dawno temu i stwierdziłem, że muszę to kiedyś wykorzystać. Otóż napisałem coś takiego, że książka jest tak świetna, że całą ją zabazgram i zdewastuję notatkami, uwagami i komentarzami. I podpisane: autor „36 fortelek”.
Wracając do historii, która polega na tym nieudanym blefie ludzi, którzy chcieli mnie oszkalować czy przestraszyćProblem polega na tym, że jak... Inaczej, takie prawidłowo straszenie. Jak się straszy, to tylko tak się należy straszyć, czego oni właśnie nie zrobili. Można straszyć tylko tym, co można faktycznie wykorzystać, jeżeli ktoś sprawdzi ten blef. Więc jak mówimy jakiemuś bliskiemu koledze w żartach przy ognisku albo przy grillu: „Zabiję cię”, to wiadomo, że to nie są strachy na lachy, tylko po prostu przyjacielskie przepychanki. Natomiast może pan ma jakieś dowcipne przykłady?
[06:49] - Zaraz, żebym kogoś zabijał albo blefował.
[06:53] - Nie no, jakoś straszył tak leciutko. Na przykład: „Nie dostaniesz kieszonkowego, jak nie odrobisz lekcji”. I to jest realna groźba, prawda? Nie co prawda z teatru wojennego geopolityki, a wręcz przeciwnie z tego ogniska domowego, ale właśnie spełnia to kryterium, że jest to do zrealizowania.
[07:17] - Tak, ale wie pan, przyjdzie matka i powie: „A, to ja ci dam, nie przejmuj się”. I to jest rozbijanie blefu.
[07:25] - Wtedy pan może powiedzieć: „Tak? To ja nie pogadam o tym jutro”.
[07:28] - No widzi pan, pan eskaluje konflikt i tak powoli narasta wojna domowa w domu.
[07:34] - Dokładnie tak. Zresztą na marginesie takie wojny płciowe to teraz jest część wojny kulturowej, jaka się toczy w Stanach i także do nas dotarła oczywiście. Natomiast jest taki świetny film z Michaelem Douglasem „Wojna róż”. To jest nawiązanie do wojny dwóch rodów w Anglii. Natomiast to jest film nakręcony przez Hollywood. Mąż z żoną się pożarli, bo eskalowali wszystkie zachowania dominacyjne i toksyczne kierowane do siebie nawzajem, co nie do końca pozytywnie się skończyło. Nie będę zdradzał. Nie lubię filmów obyczajowych. Ja lubię filmy, w których się strzelają i są wybuchy, więc obyczajowe nie, ale jak ktoś lubi, to na pewno się bardzo mu spodoba. Ale wracając do geopolityki.
Oprócz straszenia mamy też właśnie blefy. Co to są blefy? To jest grożenie konsekwencjami, jeżeli ktoś czegoś nie zrobi albo jeżeli coś zrobi. I teraz blef. Co można zrobić? Łyknąć, czyli dać się zastraszyć, dać się zdominować decyzyjnie. Albo można sprawdzić ten blef i się spytać: „No to zapraszam”. Na tej zasadzie. Już nie będę zdradzał więcej szczegółów, bo ta sprawa jest jeszcze nie do końca sfinalizowana. Natomiast ja mniej więcej w ten sposób sprawdziłem tamtą zagrywkę.
Pokazałem, że nie dałem się zastraszyć, bo istnieje coś takiego, co kto „Siłę psychohistorii” czytał, to już wie albo z innych źródeł. Istnieje coś takiego jak assert domination, mówiliśmy o tym wielokrotnie we wcześniejszych rozmów. To jest nieprzetłumaczalne słowo. Już się pytałem, bo pamiętam. Gdyby ktoś wiedział, jak to dobrze przetłumaczyć na polski. Moim zdaniem się nie da. Assert domination, czyli zadeklarować, ale jednocześnie dokonać aktu ustanowienia dominacji, pokazania kto tu rządzi. Na tej zasadzie. Można pokazać, kto tu rządzi, ale to też jest dominacja, bo dominacja i rządzenie to są dwie różne rzeczy. Rządzenie to jest zdolność rozkazywania innym, nakazywania innym, żeby coś robili albo żeby czegoś nie robili.
Dominacja to jest coś takiego, że to wychodzi samo przez się, że nasze decyzje są ważniejsze. Tak że to jest jakiś termin bardziej ogólny. Natomiast wracając do straszenia, blefu, dominowania i sprawdzania blefów. W geopolityce jest to absolutna codzienność, w tym pokerze geopolitycznym. Wszyscy decydenci, którzy kierują państwem, począwszy od jakichś tam generałów, pułkowników, a skończywszy na jakichś tam ministrach i głowie państwa czy jakimś królu, kimkolwiek. Wszyscy oni się nawzajem straszą. Na przykład są świetne bitwy opisane w starożytnej Grecji, w starożytnym Rzymie, w których to, co żołnierze robią, dowódcy, to na przykład stają na krawędzi jakiegoś wzgórza albo wzniesienia i biorą do siebie też do szeregów ciury obozowe, czyli ludzi, którzy nie są zdolni do rzeczywistej walki w bitwie, ale dzięki temu z daleka oni wyglądają tak, jakby ta armia była znacznie większa. W związku z tym, łączę teraz starożytną grecką sztukę wojenną i jednocześnie chińską, bo słowami Sun Zi będę przemawiał teraz. Jeżeli chcemy, żeby przeciwnik zaatakował, to stawiamy żołnierzy w rzędzie, że jeden za plecami jednego jest drugi, za plecami drugiego jest trzeci, jak ktoś mówi. Bo przyznam, że zawsze się przy tym lubię.
[11:26] - Oj tam, oj tam. Już pan przedstawił, jak to wygląda. W kolejce stoją. Tak, dokładnie.
[11:31] - Dobrze, wiadomo, o co chodzi. Tak, w kolejce. Czyli chcemy, żebyśmy wyglądali na mniejszych, to w takim razie ustawiamy ich jeden za drugim i wtedy przeciwnik myśli: „Ale ich mało, atakujemy”. A jak chcemy nastraszyć, żeby tamten zrezygnował z ataku, to co robimy? Oczywiście bierzemy tych ciur obozowych i stawiamy, jak zwyczajowo stawia się trzech czy czterech żołnierzy, na przykład w falance jeden za plecami drugiego. Żeby poszerzyć tą falangę, to się stawia tylko dwóch żołnierzy. Teraz z daleka to wygląda tak, że ta falanga jest strasznie szeroka, czyli trzeba uciekać. Ale są inne metody, znacznie bardziej wyrafinowane, jakie przekopywałem się-Ciesząc się te 36 forteli, które tak mnie wrzuciły na pozycję rekomendującego książkę o historii wojny, to moim ulubionym była historia Hannibala w czasie jego kampanii w Italii. Polegało to na tym, że miała być bitwa, w której Hannibal miał mniejsze siły i zaprosili posła przeciwnika. Posłannik zawsze jak przychodzi do obozu swojego przeciwnika, to ma oczy szeroko otwarte i wszystko nagrywa telefonem, a jak nie telefonem to mózgiem, bo wtedy telefonów nie było.
I co zrobił Hannibal? Zainscenizował, że w chwili, kiedy oni przechodzili się z tym posłem, szli do jakiegoś miejsca, nie ma znaczenia, do jakiegoś namiotu sztabowego, to nagle przybiegł posłaniec zdyszany po prostu ledwo ostatnim sił i radośnie wykrzyknął, że posiłki przybyły. W domyśle, że przybyli sojusznicy Hannibala po to, żeby stanąć do bitwy przeciwko Rzymianom. I co Rzymianie stwierdzili? „No to w takim razie jednak kiedy indziej stoczymy tą bitwę. Na razie dziękujemy, do widzenia”. Przestraszyli się. Na tym polega takie średnio zaawansowane straszenie. A tak jak wygląda absolutnie straszenie na poziomie geopolitycznym, to możemy sobie – i tutaj praca domowa, obejrzenie filmu – zobaczyć, jak to wszystko wyglądało w filmie „13 dni” z Kevinem Costnerem. Nie pamiętam innych autorów.
Natomiast film jest na temat kryzysu kubańskiego, czyli sytuacji, w której Chruszczow po tym, jak przejął władzę krótko, stwierdził, że Kennedy jest słabym prezydentem i da się zdominować. Przeniósł rakiety na Kubę średniego dystansu po to, żeby wymusić na Amerykanach, to wiemy po fakcie, chociaż nikt tego nie potwierdza, ale to wiemy, to jest taka publiczna tajemnica, umieścili swoje rakiety wycelowane w Rosję w Turcji. To naruszało równowagę sił. W związku z tym Chruszczow wyszedł z planem, że stwierdził, że Kennedy jest słaby i że zrobi taką zagrywkę, że rakiety ustanowi w Kubie, co jakoś wyrównoważyło. Czyli oba państwa się bardziej szachują. Ale w tym momencie zachodzi coś takiego jak niestabilny stan równowagi. Wcześniej, gdyby nie było rakiet ani w Turcji, ani na Kubie, to byłoby stabilne. Oni się mierzą do siebie z tych rakiet, ale każdy ma na swoim własnym macierzystym terytorium. Natomiast kiedy te rakiety są w odległości 10 minut, czy tam 15, czy nawet 20 od terenu macierzystego, to jest za krótki czas na reakcję. W związku z tym wszyscy nie do końca mogą spać w nocy.
W związku z tym skończyła się cała afera. Film jest świetnie zrobiony i tam są pokazane właśnie miejsca, jak ludzie się straszą, wymuszają na sobie rozmaite decyzje, karmią się fałszywymi informacjami, próbują się dogadać jednocześnie. To jest fascynujący przykład. Skończyło się tak, że rzeczywiście, jak wszyscy znamy z historii, Rosjanie wycofali te rakiety pod presją opinii międzynarodowej między innymi, ale także kwarantanny morskiej. Czyli Amerykanie zaczęli zatrzymywać i sprawdzać ładunek statków płynących w kierunku Kuby i po jakimś czasie, po kilku chyba miesiącach, już nie pamiętam dokładnie ilu, rakiety amerykańskie zostały wycofane z Turcji. Czyli generalnie Chruszczow osiągnął swoje, ale wszystkim się zrobiło miękko w nogach, nie chcę mówić na antenie dosadniej. I na tym polega straszenie. Straszenie, blefowanie i dogadywanie i negocjowanie jednocześnie. A często jest tak, że jeszcze dochodzą do tego jawne działania zbrojne, w których żołnierze obu stron się zabijają. Także wszystkie te procesy zachodzą jednocześnie.
[16:09] - Ale mówiąc szczerze, historia, którą pan przedstawił, zawsze mi się kojarzyła jednak z tym, że to Rosjanie, czy też lud radziecki potrafił jednak te możliwości wykorzystać, bo tak de facto, tak jak pan to powiedział, Chruszczow osiągnął to, czego chciał, a w dodatku jeszcze dosyć potężnie Zachód nastraszył. Owszem, w takich kategoriach wizerunkowych to Stany się pokazały, zrobiły blokadę morską i tak dalej, ale de facto musiały w pewnym momencie wziąć swoje rakietki i pojechać z nimi do domu. Czyli tak naprawdę z tego starcia to kto wyszedł zwycięsko?
[16:57] - Świat. Nie wiem, kto naprawdę wyszedł. To zależy, jaką propagandę pan uzna za swoją własną i bronimy swoich.
[17:07] - To prawda, oczywiście. Gdzieś tam zawsze jest ten mit wolnego świata i zniewolonych narodów właściwie pod panowaniem rosyjskim, czy też radzieckim, czy jakkolwiek. To oczywiście jedna z wizji możliwych, ale w każdym razie ja bardzo pragmatycznie do tego podchodzę. Najpierw nie było rakiet w ogóle, później były rakiety w Turcji, później się pojawiły rakiety na Kubie. Wrzask się zrobił, że wolny świat zagrożony. Po czym rakiety zniknęły i z Kuby, i z Turcji.
[17:41] - A wie pan, że tutaj może nie wszyscy wiedzą, przepraszam, że tak wejdę w słowo. Kuba to jest skrót i czy wie pan, od czego to jest skrót Kuba?
[17:49] - To będzie jakiś dowcip?
[17:51] - Nie, ja jestem osobą poważną i jak jest geopolityka, to nigdy nie żartuję.
[17:55] - To słucham niniejszym.
[17:57] - Komunizm u brzegów Ameryki.
[18:02] - No rzeczywiście. I on tam do dzisiaj jest, co gorsza. No dobrze, panie Piotrze, pożartowaliśmy sobie, pośmialiśmy się, jak to było w „Czterdziestolatku”. Jedźmy dalej do geopolityki. Przedstawił pan przykład takiego straszenia się, blefowania. No dobrze, aTe negocjacje mnie jeszcze intrygują, bo one się rzeczywiście nasuwają. Jak się już dobrze postraszymy i trochę poblefujemy, to trzeba by pogadać. Myśli pan, że czasami człowiek nie ma oporów po takim straszeniu, żeby do stołu usiąść?
[18:44] - Problem polega na tym, że to zależy. Każdy przypadek jest inny i trzeba rozumieć motywacje przeciwnika. Straszenie i negocjowanie, i deklarowanie, ile my jesteśmy gotowi pójść do przodu po to, żeby osiągnąć nasze cele, a ile myślimy, że tamci są gotowi, to jest przedmiot fascynujący. Jedna rzecz, która zdarzyła się w ostatnich dniach, tylko nie potwierdziłem tego, gdzieś mi mignęło. Może pan potwierdzi. Podobno Zełenski, ten aktor, który został prezydentem. Reagan, tak. Nie, to w Stanach, na Ukrainie to też było. Chyba jest. Dobrze, żarty na bok.
Podobno powiedział, że amerykańscy żołnierze też będą ginąć na Ukrainie wkrótce. Słyszał pan taką wypowiedź?
[19:40] - Nie, nie słyszałem. Zaskoczył mnie pan i zaniepokoił lekko.
[19:45] - Widziałem fragment, ale teraz są już te wszystkie sztuczne inteligencje, więc nie wiem, czy to ktoś sobie wymyślił. Widziałem to w jednym źródle, ale muszę potwierdzić, czy faktycznie to mówił. Gdyby tak było, to Ukraińcy, generalnie wygląda na to, że będą się jeszcze długo boksować z Rosjanami na swoim własnym terytorium. Od dawna to próbują robić tak, jak było z tymi dwoma rakietami, które spadły na teren Polski. Dla nich zbawieniem byłoby to, gdyby Rosjanie w jakiś sposób przez przypadek zaatakowali NATO albo po prostu żeby kraje Zachodu włączyły się fizycznie do wojny. Nie tylko w jakiś sposób taki skryty, że tylko broń wysyłają albo że tylko ochotnicy, jacyś kontraktorzy, czyli najemnicy przyjeżdżają, żeby walczyć fizycznie jako osoby. Natomiast jeszcze jest jedna rzecz w kwestii negocjacji. Amerykanie podobno też powiedzieli, zobaczyłem to w przelocie wczoraj i nie zdążyłem tego jeszcze sprawdzić. Amerykanie stwierdzili, że będą domagali się odzyskania przez Ukrainę Krymu, co jest poinformowaniem de facto Rosji, że wojna będzie trwała, inaczej, że Zachód nie pozwoli Rosji zatrzymać zdobyczy terytorialnych, licząc od Krymu w 2014 roku. Nie potrafię tego dokładnie zacytować, bo to rzeczywiście, przepraszam za to, w przelocie usłyszałem.
Natomiast jeżeli rzeczywiście miała miejsce tego typu wypowiedź, to ona oznacza jedno i tylko jedno: wojna będzie eskalować. W tym sensie, że strona Zachodu zadeklarowała, że nie zadowoli ją jakiś kompromis, czyli na przykład, że Rosjanie się z połowy wycofają, że Krym sobie zatrzymają, ale oddadzą część kontynentalną Ukrainy. Nie. Amerykanie zadeklarowali, że wszystko albo nic. W związku z tym to wyznacza ramę wojny, co jest jednocześnie tipowaniem przeciwnika, to znaczy podpowiadaniem, jakie są granice decyzyjne drugiej strony. I Rosjanie w takim momencie mogą stwierdzić: „Aha, skoro tak, to my musimy zaangażować większe siły po to, żeby na pewno wygrać militarnie”. Więc proszę zobaczyć, że uczciwość i szczerość w tego typu negocjacjach nie popłaca. Zawsze przeciwnika trzeba trzymać w niepewności co do tego, czy coś zrobimy albo czy czegoś nie zrobimy, albo jakie są nasze cele minimalne albo maksymalne. I tutaj mogę wam zacytować i opowiedzieć coś, co rzeczywiście się zdarzyło, co jest potwierdzone, bo miałem to zresztą w notatkach i nawet już w tej książce, bo już jest na ukończeniu. Tak jak powiedziałem, został tydzień pisania.
Co się stało w 2021 roku w sierpniu? Amerykanie wycofali się z Afganistanu. I w jaki sposób się wycofali? To podchwytliwe pytanie, więc pewnie pan nie będzie chciał odpowiedzieć. Ale czy skompromitowali się, czy też się nie skompromitowali Amerykanie, wycofując się?
[22:52] - To ja odpowiem tak: ja odnoszę wrażenie, proszę się na mnie nie powoływać, że to miało wyglądać, jakby uciekali stamtąd w panice i że to był rodzaj prowokacji przeznaczony, broń Boże nie dla Talibów. To miało wyglądać, że Ameryka osłabła. Ameryka jest po prostu zagoniona w kozi róg, ucieka, jest słaba i niedecyzyjna. I to miało sprowokować w zupełnie innej części świata to, co tak naprawdę sprowokowało.
[23:22] - Dokładnie. W moim przekonaniu dokładnie tak właśnie jest. Natomiast istnieje jeszcze jeden czynnik. W jednym z esejów książki, którą niniejszym zachęcam do tego, zacytowałem słowa doktora Wojciecha Szewko. To jest specjalista od Bliskiego Wschodu, w moim przekonaniu wybitny. Natomiast on podchwycił tą narrację, że Amerykanie straszliwie się skompromitowali. Jak można tak zrobić, że zostawić tyle sprzętu i tak dalej. Natomiast w drugiej części tej samej wypowiedzi, w jakimś wywiadzie dla jakiegoś radia czy nie radia, już nie pamiętam, stwierdził, że pobyt Amerykanów w Wietnamie przez 20 lat nic nie dał. Natomiast paręnaście minut później, w czasie tej wypowiedzi stwierdził, że stacjonowanie Amerykanów w tamtej okolicy, czyli w Afganistanie, zablokowały plany geopolityczne wszystkich sąsiednich państw. I to jest bingo, czyli obserwacja pierwsza.
Rzeczywiście i z tą drugą obserwacją się zgadzam, a z pierwsząByła nie do końca moim zdaniem przemyślana. Co zrobili Amerykanie? Będąc fizycznie obok Pakistanu kontrolowali, co się dzieje między Pakistanem a Chinami, bo Chiny, pamiętajcie, wybudowały jedną drogę przez te wszystkie wysokie góry między Chinami a Pakistanem po to, żeby zrobić dostęp do portu Gwadar na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego, po to, żeby ominąć całą cieśninę Malaka, całe te mrowie państw, z którymi się tam boksują o te wyspy usypywane i na których się budują lotniskowce, przepraszam lotniska. Natomiast jest jeszcze drugi aspekt tej sprawy. Proszę zobaczyć, ten sprzęt się nie da wykorzystać moim zdaniem dlatego, że Amerykanie musieliby dawać im części zamienne i tak dalej. Natomiast jeśli chodzi o broń krótką, to jak najbardziej by się dało, bo naboje sobie można wyprodukować albo dokupić. Co zrobili Amerykanie? Zostawili masę sprzętu Talibom, czyli co zrobili? To jest hipoteza oczywiście, bo nikt tego nie napisał i nie podpisał i nie przystawił pieczątki, że tak jest. Uzbroili tych Talibów po to, żeby zdestabilizować Afganistan, żeby tym państwom, które nagle zobaczyły, że w Afganistanie jest tak zwana próżnia geopolityczna czy też polityczna, w zależności od kontekstu i w takim wypadku ani Pakistan, ani Chiny, ani nikt w okolicy nie będzie miał swobodnego dostępu, żeby zająć miejsce Amerykanów, bo będzie musiał się układać z Talibami, którzy są uzbrojeni po zęby.
Czyli zobaczcie, że wydarzenia, gdyby ich nie przemyśleć, gdyby pierwsze wrażenie wziąć do podjęcia oceny co się zdarzyło, to Amerykanie dali plamę. Biden powinien iść do domu starców, a nie do Białego Domu. Co oni tam robią? Przecież Ameryka ma być silna i tak dalej. A nagle się okazuje, że Amerykanie całkiem to jest prawdopodobne, bo przypominam, że hipotezujemy w tej chwili, zrobili podwójnie sprytną rzecz robiąc z siebie błaznów w cudzysłowie oczywiście.
[26:38] - Tak, ale ja wrócę jeszcze do tej wcześniejszej pana wypowiedzi. Dzisiaj mówimy o straszeniu i stroszeniu. Pan mnie dobrze nastraszył mówiąc szczerze tą jeszcze niesprawdzoną wypowiedzią na temat eskalacji wojny. Bo wie pan, tego rodzaju przepychanki, tego rodzaju straszenie zawsze mi przypomina sytuację z filmu z aktorem Deanem, gdzie oni jechali samochodami naprzeciw siebie i kto pierwszy stał się cieniasem, to skręcał i już nie jechał. Wie pan, ten konkurs, te zmagania można doprowadzić do końca, czyli do zderzenia. I tego zderzenia najbardziej się trzeba obawiać.
[27:25] - A to pan nawiązuje przepraszam, ja zamieściłem przykład z filmu „Bohater ostatniej akcji” z Arnoldem właśnie w książce „36 fotei”. Do niej wracamy chyba dzisiaj jeszcze pewnie zaraz wrócimy. Nie wiem. Generalnie akcja polegała na tym, że z jednej uliczki w jakimś mieście w Los Angeles na jej krańcu stał ten zły bohater negatywny. Tak gazowali silnikiem, żeby na czołówkę pojechać na Chickena, a z drugiej strony Arnold. Rozpędzili się i doszło do katastrofalnego zderzenia, przy czym Arnold przeżył, wyszedł, a tamten po prostu wyleciał przez szybę. Generalnie był wyłączony z akcji, że tak powiem. Natomiast Arnoldowi nic się nie stało, dlatego, że miał poduszki powietrzne. I Arnold jak wyszedł z samochodu temu dzieciakowi, który był głównym bohaterem tego filmu, powiedział z dumą i całkowicie zasłużoną dumą, że od początku wiedział, że tamten model nie miał poduszek powietrznych, a jego własny samochód miał, więc mógł spokojnie jechać na Chickena i doprowadzić do zderzenia, a tamten tego nie wiedział. Więc na tym polega, przepraszam, ale geopolityka właśnie też na tym polega, że my coś wiemy, a tamten nie wie i działa w sytuacji niepewności.
A to, co powiedziałem o tych cytatach na początku, to też tutaj, jeśli mogę się przyznać i pana Marka przeprosić publicznie, te wypowiedzi rzeczywiście miały miejsce, ale żyjemy właśnie w świecie, w którym niepewnością się straszy. Jak coś jest nie do końca niedopowiedziane, zostawia miejsce do wyobraźni, to działa na emocje, na naszą wyobraźnię lepiej. Lepiej wystraszamy innych niepewnością niż pewnością właśnie.
[29:03] - A o tym, że to jest prawda, to ja proponuję państwu sięgnięcie do lektur, które fascynowały was na przykład 20 lat temu. I pamiętacie książki, które żeście czytali w tamtych czasach i niestworzone rzeczy o nich pamiętacie. Ja kilkakrotnie próbowałem tego rodzaju zabiegów i o ile dobrze pamiętałem dialogi, to wydawało mi się, że w opisach znajdę niesamowite, baśniowe światy. Tymczasem znajdowałem po kilka zdań, a tak naprawdę te baśniowe światy to była moja wyobraźnia, która przy okazji czytania tych książek mocno była uruchomiona i stąd się brały te baśniowe światy, a nie stąd, że tam je autor tak naprawdę zawarł. Znowu dyskusyjna rzecz, ponieważ zawarł tych kilka zdań, które mnie sprowokowały do wyobrażenia sobie, to jest dokładnie ten sam mechanizm, o którym pan Piotr mówi. Czyli jak kogoś dobrze nastraszymy, to właśnie tak, żeby pracować zaczęła jego wyobraźnia, wtedy będzie naprawdę przestraszony.
[30:10] - Dokładnie tak. A jeśli chodzi o ten cytat niepewności, o którym powiedziałem, że nie do końca w czułym oku go zobaczyłem, to proszę zobaczyć, że Amerykanie to powiedzieli. Pozwólmy sobie, że to jest ich deklaracja taka rycerska z odkrytą przyłbicą, że takie są nasze cele, ale oni mogą straszyć. To jest po pierwsze. Ale tak jak powiedziałem jeszcze wcześniej, Rosjanie mogą stwierdzić: „Aha, to znaczy, że my musimy eskalować."Ale w takim momencie, kiedy oni muszą eskalować, to co będą robić? Już i tak jest wojna, ale zaraz zrobią jeszcze bardziej godny potępienia wojenny czyn i tym bardziej zostaną potępieni przez opinię międzynarodową. Czyli tak naprawdę wypowiedź Amerykanów ze strony amerykańskiej mogła być rodzajem próby sprowokowania Rosjan do tego, żeby sami się w jakiś sposób wkopali wizerunkowo.
[31:00] - Aż się boję pomyśleć, na czym będzie to wkopanie wizerunkowe polegać, naprawdę.
[31:06] - Ja też się boję tego. Zobaczymy. Żyjemy w ciekawych czasach i to nie jest powiedzenie chińskie. Próbowałem je znaleźć, bo parę osób publicznych powiedziało, już nie będę mówił po nazwisku, że jak to Chińczycy mówią żyjemy w ciekawych czasach. Są różne warianty tej opowiastki. Z całą pewnością nie jest chińska.
[31:28] - Ja już słyszę, wie pan, od 40 lat, że to chińskie, a pan tymczasem rozbija mówię-
[31:35] - 200 złotych mówi, że to nie jest chińskie powiedzonko. Publicznie. Miesiąc czasu. Jak ktoś znajdzie w ciągu miesiąca źródło, że to jest chińskie powiedzonko, dostaje ode mnie 200 złotych darowiznę.
[31:49] - Proszę państwa, pieniądze leżą na ulicy, rzekłbym. To teraz proszę przetrząsać.
[31:54] - Ja się nie zakładam, jak nie wiem, że wygram. Przeszukałem cały internet chiński w poszukiwaniu. Już nastraszyłem. Teraz się nikomu nie będzie chciało poświęcić czasu, żeby skontestować moje powiedzenie. A może nie przeszukiwałem tego internetu, tylko tak straszę?
[32:14] - Właśnie.
[32:14] - I na tym polega gra geopolityczna.
[32:16] - I struszenie się, bo właśnie pan zadeklarował przeszukanie całego chińskiego internetu, więc człowiek sobie myśli tak, jak pan to powiedział: „Nie, jak już przeszukał ten gość, który zna w dodatku chiński, to co ja tu biedny żuczek będę Baidu niepokoił i tak dalej. Nie, odpuszczę sobie”. I osiągnął pan swój cel. I 200 złotych bezpieczne.
[32:39] - Tak jest. Nikomu się nie będzie chciało teraz, bo za mała jest stawka, za duże prawdopodobieństwo. Inaczej. Na samym początku, jak powiedziałem ten zakład, to jeszcze ktoś może kalkulować: „A poszukam, to znajdę, bo Plebania pewnie nie poszukał”. Ale jak teraz Plebania powiedział, że przeszukał i nie znalazł, to teraz stawka jest taka, że nikomu nie będzie się chciało podobnego czasu zainwestować. Czyli co robimy w tym momencie? Wpływamy na system motywacyjny, na przestrzeń decyzyjną naszego przeciwnika i zniechęcamy go do skonfrontowania się z nami. A politycy? Wystarczy włączyć telewizor. To robią na co dzień.
[33:16] - Ale wie pan, co mi przyszło do głowy, kiedy pan to powiedział? Że ten mechanizm, który pan tutaj zasygnalizował i pokazał jego działanie, nie obejmuje osób zawziętych, upartych czy opierających się o jakieś patologie. Więc tacy przywódcy, takie satrapie różnego rodzaju są odporne na coś takiego. Bo jak ktoś jest tak lekko zaburzony, powie sobie: „A ja jednak pokażę temu Piotrowi Plebaniakowi, że jest. Jak nie, to wymyślę albo stworzę stronę, ale będzie”.
[33:51] - Tak.
[33:51] - I wtedy jest problem.
[33:53] - Ale właśnie nie do końca problem, dlatego że, wiedziałem, że tak będzie, znowu wrócimy do „36 forteli”. Tam jest definicja wojny z podręcznika Marines. Są dwa podręczniki. Jeden rzeczywiście jest field manual, a drugi jest filozoficzny. I z tego filozoficznego ja, przekopując się przez różne lektury, znalazłem coś takiego: „Wojna to jest pojedynek dwóch ludzkich woli”. To są dwie ludzkie determinacje i chodzi o to, żeby być mocniej zdeterminowanym niż tamten. Więc jak znajdzie się ktoś, kto robi na przekór, to trzeba zastosować wobec niego inną taktykę, czyli taką, która go zdeenergetyzuje, która sprawi, że tą determinację utraci. To już w inną drogę się kierujemy, nie straszymy go, bo właśnie to straszenie determinuje go.
[34:47] - Tak. Nakręca.
[34:49] - Jest koncepcja wzięta ze „Sztuki wojny”, koncepcja ziemi śmierci. Ziemia śmierci to jest matnia, z której nie ma wyjścia i można tylko zginąć, a wygrać tylko jakimś nadludzkim wysiłkiem. I naszych własnych żołnierzy, to jest zalecenie Sun Zi, naszych własnych żołnierzy trzeba stawiać na ziemi śmierci, żeby oni wykrzesali z siebie tą nadludzką siłę i uciekli z tej matni. A przeciwnikowi trzeba dać drogę zejścia albo zaprzestać pościgu. Taka jest na przykład taktyka amerykańskich policjantów, którzy bardzo często nie inicjują pościgu na przykład za samochodem, który przejechał na czerwonym świetle albo wiedzą, że przestępca będzie stawiał opór, dlatego, że jak ktoś cię goni, to trzeba uciekać. Tak żartobliwie, ale pościg wywołuje tą konfrontację, że jest stan konfrontacji, w której tamten ucieka i może wyciągnąć pistolet i strzelić do tego policjanta. Po co? Jak mamy jego tablice nagrane, to złapiemy go w miejscu zamieszkania. Na tej zasadzie. Więc każdą metodę trzeba starannie opracować na przeciwnika, którego trzeba poznać.
I znowu do Sun Zi się odwołamy. Pełny cytat jest: „Znaj siebie i przeciwnika”, a na samym końcu jest: „I możesz stoczyć 100 bitew i w żadnej z nich nie odniesiesz porażki”. A druga wersja: „I w żadnej nie będziesz zagrożony”. Są dwie. Więc na tym to polega. Musimy zrozumieć system motywacyjny przeciwnika, parametry, to, co już w połowie naszej rozmowy, bo już zbliżamy się do końca mówiłem, parametry minimalne zwycięstwa, parametry maksymalne zwycięstwa, skłonność do kompromisu, jaki kompromis byłby zadowalający i tak dalej.Też sprowadza się do ustalenia, czy konflikt jest postrzegany przez naszego przeciwnika jako gra o sumę zerowej czy nie zerowej. To jest skomplikowane. Trzeba sobie to najlepiej rozpisać na kartce papieru albo sztuka po sztuce właśnie znajdywać powody. Po to się robią narady sztabowe, burze mózgów i tak dalej.
[37:06] - Ja to jestem prosty człowiek i ja to bym chciał, żeby pan mi na przykład teraz powiedział: czyli jak ktoś nas straszy, to zawsze sprawdzać, czy też jednak zawsze nie sprawdzać?
[37:16] - Sprawdzać. Zawsze sprawdzać.
[37:18] - To jednak dał mi pan pewną receptę. Właśnie, bo ja żyłem w takim przekonaniu, że jak ktoś dobrze nogą tupnie, to może rzeczywiście nie trzeba się stawiać, bo można, za przeproszeniem, w gębę dostać. A może jednak czasami warto na takiego tupacza-
[37:37] - A po co ktoś tupie? Dlatego, że on nie chce panu dać w mordę, bo to go naraża na opinię agresora na przykład. Tupnięciem ma pana zdominować. Ja mam jeszcze zasadę, że tak powiem, z młodości wyciągniętą, dlatego że mówiliśmy w zeszłym tygodniu chyba w tej krótkiej audycji, w tych prawidłach w Bibliotekarium. Ja miałem przejścia takie, że ktoś po to, żeby mnie zdominować, przerywał mi cały czas, nie dawał mi wypowiedzi w mojej młodości i dzieciństwie. Wyrobiłem w sobie odruch i jest to odruch kontrolowany. Powiedzmy, że nie zawsze. Natomiast generalnie odruch jest taki, że zawsze jak ktoś mi przerywa, ja zawsze reaguję grzecznie, niegrzecznie, ale zawsze. Z prostej przyczyny. Dlatego, że wtedy, kiedy byłem dominowany, to niestety zostałem zdominowany z sukcesem i dałem sobie w kaszę dmuchać po prostu.
Zrozumiałem te mechanizmy dzięki temu właśnie, że widziałem, czułem, że jestem manipulowany, ale nie wiedziałem do końca jak. Zacząłem się interesować tą sztuką wojny, którą proszę zobaczyć, że trzeba wrogowi podziękować. Teraz niniejszym dziękuję, żebyś synu zdechł. Wrogom należy dziękować dlatego, że uczą nas tej determinacji, uczą nas radzenia sobie z takimi problemami i uczą nas, w jaki sposób bronić się przed manipulacją. Także to są nasi najlepsi nauczyciele. Zresztą w Grendela było świetnie to napisane. Nie wiem, czy pan pamięta cytat.
[39:10] - Cytatu oczywiście nie pamiętam, ale Grendela pamiętam.
[39:14] - Polecam wszystkim. Tam są świetne przemyślenia właśnie w kwestii najprostszych rozmów, dominowania się nawzajem między uczniami szkoły wojennej, szkoły militarnej. Skończywszy na geopolityce i na wojnie, i na polityce i na debatach między politykami. Także naprawdę Carr robi fascynujące przemyślenia. Książka jest rewelacyjna. Przeczytałem ją, podejrzewam, że tak z 15, 20 razy. Nie liczyłem. Natomiast film jest taki sobie. Co prawda jest Harrison Ford, ale nie potrafili oddać tego klimatu, który zrobił Carr.
[39:52] - To prawda. Film da się obejrzeć, ale bez rewelacji. Cóż, panie Piotrze, dzisiaj troszeczkę mądrzejszy, troszeckę bardziej czujny, właściwie to chyba ważniejsze. Bardziej czujny wychodzę z tej naszej audycji. Pięknie panu dziękuję i do usłyszenia za tydzień.
[40:13] - A jak nie, to? Dobra, powiemy za tydzień, a teraz niech słuchacze czekają w niepewności. Przepraszam, że tak na samo zakończenie, ale rzeczywiście ta niepewność jest kluczem, dlatego że pobudza tą naszą tak zwaną ciekawość poznawczą. To znaczy ciekawość wywoływaną przez dwa czynniki, przede wszystkim kwestie reprodukcyjne i kwestie bezpieczeństwa i przetrwania. Czyli jeżeli mówimy, że czyjś los i prosperity i kurczak w garnku w następnym miesiącu zależy od tego, że coś zrobi albo o czymś pomyśli, albo czegoś ma nie robić, to w tym momencie ta ciekawość jest pobudzana. Cytuję niemal dosłownie wykład profesora Vetulaniego, tego słynnego neurochirurga, który umarł kilka lat temu. Generalnie ciekawość poznawcza, już tak podsumowując zupełnie na koniec, najlepiej jest pobudzana właśnie tą niepewnością jutra.
[41:10] - Czyli powinienem powiedzieć: może będziemy za tydzień, a może nas nie będzie.
[41:16] - Właśnie tak. Słuchajcie, jeżeli będzie wojna, to odwołamy tą audycję, ale jak nie będzie wojna, to słuchajcie za tydzień, wszystko wam powiemy i wtedy będzie dobrze.
[41:27] - I tym optymistycznym akcentem do widzenia się, do usłyszenia z państwem. Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.