[00:01] - Telegram z krańca świata. Dzień dobry, dzień dobry panie Piotrze.
[00:07] - Dzień dobry, pozdrawiam z Tajwanu, nadal wolnego Tajwanu. Przepraszam, że robię na złość, mówię na złość geopolitycznym kontrrozmówcom w debatach na temat tej właśnie tożsamości i niezależności. Dzisiaj będziemy rozmawiać o takim temacie, postarałem się zrobić to na wesoło, bo temat rzeczywiście jest po wierzchu przynajmniej w formie swojej wesoły. Wojna na sztachety i balansowanie układu sił i balansowanie drabiny eskalacyjnej, żeby się nie przewróciła na nas zresztą nie pogrzebując nas na przykład popiołami atomowymi. No ale do rzeczy. Przepraszam, tak pożartowałem na początku. W grudniu ubiegłego roku 2022, to mówię, gdyby ktoś nas po 10-20 latach odsłuchiwał to, co tu mówimy. Więc wyciekło do sieci nagranie z potyczki, brutalnej, bezpardonowej potyczki na granicy na tak zwanej linii faktycznego posiadania Line of Active Control po angielsku między Indiami a Chinami, głęboko w górach tybetańskich w Himalajach, bardzo blisko Kaszmiru, czyli miejsca, które jest terytorium z kolei spornym między Indiami a Pakistanem, a Chińczycy z Pakistanem robią poważne przymierze po to, żeby ominąć Cieśninę Malakka. Więc w tamtym rejonie właśnie doszło do kolejnej potyczki, ale właśnie w grudniu wyciekło do sieci ktoś nie wiem, czy specjalnie, czy niespecjalnie to, jak kilkudziesięciu żołnierzy indyjskich toczyło zażartą walkę do ostatniej kropli krwi z Chińczykami, ale właśnie nie na żadne karabiny czy na armaty, czy inne tego typu uzbrojenie, tylko właśnie na sztachety, gazorurki, cegły, kamienie i wszystko, co tylko wpadło w rękę. Nie wiem, czy ktoś z was już to...
Panie Marku, czy pan słyszał czy memy widział może nawet?
[02:15] - Znaczy słyszeć słyszałem, ale nie widziałem. Poważnie mnie pan zachęcił właśnie.
[02:21] - No to zapraszam w takim razie do zakupu książki „Prawidła geopolitycznej gry o przetrwanie.” Zostało mi kochani po pięciu miesiącach pracy trzysta stron do uporządkowania na dzień dzisiejszy, czyli na, który jest? Trzynasty lutego, tak? Marca, przepraszam. I generalnie tam jest link do opisu. Można zresztą znaleźć brawl, czyli po angielsku taka awantura, tak jak karczemna awantura właśnie, czyli rozróba na granicy indyjsko-chińskiej. Tam wszystko będzie, łącznie z filmikiem. Więc to brzmi bardzo śmiesznie. Być może strony chciały nawiązać do, tak humorystycznie, do słynnego takiego powiedzonka Alberta Einsteina: „Nie wiem, na jakiej broni będzie toczona trzecia wojna światowa, ale czwarta na kamienie i kije.” Nawet trzeciej jeszcze nie ma, a już na kamienie i kije walczą. Także proszę zobaczyć jaki postęp jest tutaj w technologii wojennej i strategii przede wszystkim tutaj od strony indyjsko-chińskiej, takim wspólnym wysiłkiem, wspólnymi siłami viribus unitis, że tak zacytuję trylogię udało im się osiągnąć coś absolutnie elektryzującego memosferę na razie, ale także sytuację geopolityczną. O co chodzi?
Sprawa zaczęła się mniej więcej w 1959 roku, czyli mniej więcej dziesięć lat, nawet dokładnie dziesięć lat po proklamowaniu istnienia Chińskiej Republiki Ludowej. Chiny po tym, jak zakończyła się dynastia Qing, czyli dynastia mandżurska, czyli jeszcze inaczej mówiąc zupełnie prowokacyjnie, ale zupełnie na poważnie, tak filozoficznie już w tej chwili zakończyło się panowanie Mandżurów nad Chinami, które trwało ponad trzysta lat. Mandżurowie zostali wchłonięci przez Chińczyków kulturowo, tak jak to reżyser, zapomniałem imienia Carpenter w takim filmie, który się działa na Arktyce. Nie wiem, czy panie Marku już pan kojarzy, bo to będzie zagadka dzisiejsza, o którym filmie mówię.
[04:17] - Coś. Coś.
[04:18] - Coś pan kojarzy, tak? Dobrze. No to powiedział pan, no to już muszę wymyślić jakąś inną zagadkę, bo to za łatwe by było. No właśnie, dokładnie o to chodzi. Chińczycy zrzucili jarzmo tej ostatniej dynastii feudalnej, czyli dynastii Qing, czyli dynastii mandżurskiej inaczej. Pierwszy zresztą mieliśmy okazję oglądać butlę czy też czarę, bo to brzmi bardziej tak dystyngowanie, czarę z prochami pierwszego cesarza tej dynastii mandżurskiej Nurhaci. I w jakim filmie mieliśmy okazję to oglądać? W filmie oczywiście, ponieważ to jest postać historyczna, a poza tym to jest przedmiot historyczny, to film oczywiście dotyczył archeologii. Tutaj podpowiem i to będzie dzisiejsza zagadka. Tylko już niech pan nie podpowiada, bo już i tak jest łatwe.
Za darmo oddajemy znowu książkę. Więc ta dynastia się zakończyła. Powstała republika, została proklamowana, przepraszam, to też znowu poważnie brzmi Republika Chińska, która uciekła potem w czterdziestym dziewiątym roku na Tajwan. Natomiast od tamtego okresu, czy też jeszcze nawet wcześniej, powoli narastał okres chaosu międzydynastycznego to się nazywa w Chinach i doszło do tego, że skoro imperium Qingów się zdezintegrowało, to takie rejony jak Tybet, takie jak Mongolia wewnętrzna i zewnętrzna, generalnie wszystkie rejony na krawędzi, na skrajach tego imperium ogłosiły niepodległość. To jest normalna praktyka małych państw, małych narodów czy też słabych narodów, które wcześniej były ujarzmione mieczem. Korzystając z okazji tego, że to się rozpada, to imperium, to one emancypują, że tak nawiążę do feminizmu. I ogłaszają swoją suwerenność. To stało się właśnie z Tybetem. Proszę zwrócić uwagę, jak ktoś pilnie tego słucha, to w przerwach między dowcipaskami mówię rzeczy naprawdę poważne. Proszę zobaczyć, że z formalnego punktu widzenia, chociażby biorąc pod uwagę, kiedy zainicjowała się dynastia Czingów, Mandżurów, a kiedy państwo mandżurskie przejęło kontrolę nad Chinami, to tak naprawdę Tybet został podbity nie przez Chińczyków, tylko przez Mandżurów.
W związku z tym niepodległość ogłosiły w chwili, w której upadła dynastia mandżurska. Można de facto traktować, że znikł ich reżim i w tym momencie Chiny stały się niepodległym państwem i Tybet stał się niepodległym państwem. Z Mongołami to jest inna historia. Przyznam, że nie jestem na bieżąco. Musiałbym zerknąć, co tam się dokładnie stało, żeby wam zrelacjonować po mojemu, czyli śmieszno-poważnie. Natomiast co się stało? Chiny uznawszy, że to jest Tybet podbity przez Chiny i to jest narracja historyczna chińska. Za tą moją narracją to podejrzewam, że został skierowany do zaprzyjaźnienia się w dużym obozie przyjaźni z pewną mniejszością fizycznie rezydującą na terenie Chińskiej Republiki Ludowej bez nas. Natomiast co się stało z Tybetem? Tybet został spacyfikowany w sposób konkretny i Chiny zdołały utrzymać ten Tybet mimo wysiłków amerykańskich.
Jest taka świetna książka „Dzieci zapomnianego Boga” bodajże, o ile dobrze kojarzę tytuł, o wysiłkach CIA wspierających próbę oderwania Tybetu od Chin w latach 50. i 60. Fascynująca książka. Czytałem dawno, więc nie pamiętam praktycznie nic. Natomiast pamiętam mniej więcej ogólne zarysy tego, co się tam działo. Jak ktoś dysponuje językiem Szekspira, to bardzo polecam. Natomiast Chiny zaczęły graniczyć z Indiami wtedy, czyli Chińska Republika Ludowa mówiąc konkretnie i do pierwszych incydentów granicznych o wyznaczenie precyzyjne tych granic w miejscach, które są na wysokości cztery, pięć, sześć, siedem i osiem tysięcy kilometrów. Pierwsze incydenty zachodziły już w 59. roku, a w 62. roku między październikiem a listopadem przez jeden miesiąc trwała regularna niemalże wojna, która była inicjacją tych szachetowych zadrażnień między Indiami a Chinami, które będziemy mieli zaraz okazję tutaj wszyscy oglądać na tych memach, które jeszcze wczoraj oglądałem dosłownie, więc to było naprawdę godne, że tak powiem, zrepostowania do znajomych.
Wracając natomiast do tamtego miejsca. Dlaczego o tym mówimy? Dlatego mówimy, że mówimy o prawidłach geopolityki i jednym z tych prawideł jest bardzo ostrożne stąpanie po drabinie eskalacyjnej. Drabina eskalacyjna. Na czym polega psychologia poruszania się po takiej drabinie? Jeżeli chcemy wywołać konflikt, to oczywiście nie ma co chodzić po drabinie, tylko bierzemy ją i walimy nią na głowę przeciwnika albo robimy coś innego, destruktywnego. Natomiast generalnie w rozgrywkach o stabilizację układu sił, czyli unikanie otwartego, jawnego konfliktu, który jest kosztowny dla wszystkich stron tego konfliktu, łącznie ze stroną, która tego bardzo pragnie. Najczęściej wszyscy pragną tego konfliktu, ale nie idą w stronę tego konfliktu, dlatego że doprowadziłoby to do tego, że cała sytuacja przestałaby być przewidywalna, a więc koszt zarządzania tą sytuacją drastycznie by się podwyższył. A po drugie takiego typu rozgrywki jak bitwy czy też konfrontacje ostre mają to do siebie, że praktycznie nie sposób przewidzieć ich wyniku. Więc to jest ryzyko, które jest nie do zaakceptowania.
To jest po pierwsze, a po drugie z punktu widzenia Chińczyków kulturowo też jest nie do zaakceptowania z tej prostej przyczyny, że Chińczycy mają kulturę tak zwanego zachowania twarzy czy też tworzenia elementów całego systemu decorum, czyli pozorów tego, że wszystko jest w porządku. W związku z tym unikają sytuacji wiążących się z ryzykiem, unikają sytuacji, które mogłyby w jakikolwiek sposób narazić na utratę twarzy. Unikają w związku z tym, co jest właśnie paradoksalne, przyznawania się do błędów i wycofywania się z tych błędów i publicznego przepraszania za te błędy. I tu mamy dwa przykłady. Pierwszy przykład z II wojny światowej. Do tej pory Japończycy nie przeprosili formalnie za masakrę nankinńską, dlatego że sam akt przeproszenia jest nierealny do wykonania w ich kulturze wstydu, w której akt przeproszenia oznaczałby jednocześnie potwierdzenie, że stało się coś nie tak. Dla nas jest ten Schröder, który przeprosił tych weteranów w którymś momencie, już nie pamiętam, w którym roku dokładnie. I dla nas to jest oczywiste, że trzeba znaleźć siłę charakteru i przyznać się do błędu. I to jest pozytywne. I dla nas właśnie jest niewyobrażalne, że Chińczycy mają kompletnie inaczej w głowach poukładane.
Drugim przykładem jest to, co się zdarzyło w grudniu ubiegłego roku. Zmieniam teraz miejsce, znaczy nie zmieniam miejsce, tylko czas. Chiny prowadziły cały czas politykę zero covid, czyli zamykania ludzi w domach, zamykania praktycznie całych miast po to, żeby zlikwidować wszystkie przypadki i wygasić wszystkie przypadki zachorowania na tego koronawirusa. Czy bo już zapomniałem, tak dawno to było, tyle lat i lat temuWięc realizowali tę zero COVID. Widzieliśmy w internecie co tam się działo, że tam ludzie czasami, ale to wyglądało jak jakaś ustawka dosłownie. Ale rzeczywiście to miało miejsce. Zastawiali ludzi w domach jakimiś sztabami, żeby ci ludzie nie wychodzili, nie pozwalali im robić zakupów wystarczających do tego, żeby utrzymać poziom homeostazy właściwy poprzez spożycie produktów rolno-spożywczych. Generalnie cyrk i w którymś momencie Chińczycy się skapowali, że to do niczego nie doprowadzi, a jeżeli już w ogóle do czegoś doprowadzi, to załamania porządku społecznego, bo ludzie zaczęli poważnie protestować i w którymś momencie, z dnia na dzień Xi Jinping, czyli chiński władca autorytarny, główny decydent Chińskiej Republiki Ludowej sto osiemdziesiąt stopni. Koniec polityki zero COVID. Niczego takiego nie było.
Skończyło się. Proszę nie pytać. Na tym mniej więcej polega zmiana tej polityki o sto osiemdziesiąt stopni, czyli po prostu jej zakończenie. Także tak to wygląda i tak wygląda ta przestrzeń decyzyjna chińska. Natomiast co się dzieje? Wracamy już Sławu do Himalajów w tamtym miejscu, ponieważ ta granica jest nieostra i tam są na tej linii faktycznej kontroli są jakieś tam posterunki, oni się na siebie patrzą, robią różne rzeczy, do których nie ma dostępów, oprócz właśnie tego jednego memicznego filmu sztachetowego. Dlaczego oni się walą na te sztachety, a nie jakoś konkretnie na przykład na granaty albo coś, co by było bardziej widowiskowe przy pokazywaniu w CNN bądź innych mediach? Otóż każda ze stron musi zachować honor, musi zachować twarz przed sobą i musi pokazać, że ma determinację. Pokazanie determinacji to mówiliśmy chyba w tych prawidłach, tych krótkich, tych naszych rozmowach. Pokaz determinacji odstrasza zwierzę.
Teraz co robią? Stroszą się, czyli powiększają obraz swojego ciała tak, żeby zastraszyć cokolwiek stoi naprzeciwko nich. My też czasami podnosimy ręce do góry, prawda? Jak pod dyskoteką z kimś wymieniamy poglądy na rozmaite tematy na przykład taki. Natomiast co jest jeszcze? Odruch, pasywność, czyli podporządkowanie się jakimś wymuszeniom unilateralnym. To minister obrony Indii tak powiedział, że próba unilateralnej zmiany układu sił. Takich słów użył. No więc taka unilateralna próba zmiany układu sił została odparta sztachetami. Oni się tam tłukli przez jakieś dwoje drutu kolczastego, bo nie przechodzili właśnie, bo wkroczenie na terytorium przez ten drut, którym była odgrodzona ta linia faktycznej kontroli, no to już byłby akt agresji, który by wymagał jakichś brutalniejszych prawdopodobnie środków.
No i w 2020 roku kilkudziesięciu żołnierzy po obu stronach, nie dowiemy się ilu tak naprawdę Indianie czy też Hindusi mówią, że dwadzieścia ich zginęło, a Chińczyków czterdzieści, czyli oni wygrali. Na tym filmie, który dostaliśmy od strony indyjskiej, też jakiś żołnierz nakręcił, a może to ktoś specjalnie wypuścił w jakimś momencie, który uznali, że jest optymalny, żeby ten przeciek, ten film w cudzysłowie oczywiście, też ten minister powiedział, że tam na filmie też pogoniliśmy kota czy psa, bo kota chyba się pogania.
[15:35] - No ja bym gonił kota przynajmniej werbalnie.
[15:38] - No tak, no bo rzeczywiście gdyby pogonić psa, to ten pies mógłby nawet zrobić sto osiemdziesiąt stopni i zmienić charakterystykę dynamicznej zmiany układu sił i nas pogonić wtedy. A to lepiej, żeby nas kot gonił, bo on chce jedzenia, a nie pies, który chce nam odgryźć nogę na przykład albo inne części ciała. Więc wracając już do tego przypadku indyjskiego, dlaczego w ogóle o nim rozmawiamy? Dlatego, że jest idealnym przykładem pokazującym, udowadniającym czy też podtrzymującym tą moją tezę, którą już parę razy mówiłem, że do tego, żeby zrozumieć zasady geopolitycznej gry i tych rozgrywek, trzeba przeczytać książkę o prymatologii w domyśle i szczegółowo mówiąc książkę na temat zachowań uwarunkowanych biologicznie, czyli zachowań terytorialnych na przykład.
[16:25] - No panie Piotrze, to powiedziałbym tak, że owszem, historia bardzo piękna o tej walce na sztachety, coś tam jeszcze, tudzież przedmioty przyległe. Natomiast no wie pan, w takim odbiorze większości rzecz wygląda następująco. Coś tam może ktoś na kogoś powiedział i to było takie lokalne zadrażnienie. Ktoś może kogoś opluł, a może ktoś tam coś. W sumie rzecz niewarta uwagi. Natomiast pan to traktuje niezwykle poważnie. Mówi wręcz o balansowaniu układu sił za pomocą tych sztachet. Właśnie, czy tu się coś nie rozjeżdża? No, przynajmniej w takim ogólnym, powszechnym mniemaniu to, że tam się na granicy tłuką na sztachety, to nie ma żadnego znaczenia.
[17:16] - Dokładnie. Obie strony wiedzą, że z jednej strony to jest taka paradoksalna sytuacja, z jednej strony nie mogą ustąpić tej drugiej stronie. Tym bardziej że Chińczycy na tym terenie, który akurat wiele odcinków granicy indyjsko-chińskiej jest taka, że tą aktywną kontrolę, rzeczywistą kontrolę sprawują Hindusi i oni tam siedzą i to na mapie jest tam jednym kolorem, a w drugą stronę też to działa, że Chińczycy siedzą na miejscach, które Indianie mówią, że są ich. W związku z tym jest taka sytuacja patowa i nikt nie ma potrzeby tak naprawdę, żeby to rozwiązywać, bo to są jakieś tam kompletne pustkowia. To jest tylko i wyłącznie kwestia prestiżowa.Ale właśnie te kwestie prestiżowe mają ten paskudny charakter i obie strony świetnie sobie z tego zdają sprawę, że mogą się natychmiast eskalować do momentu, w którym zacznie się rzeczywiście poważna sesja militarna i co doprowadzi do tego, że będą musieli odwrócić swoją uwagę od innych rozgrywek geopolitycznych, na przykład Chiny ze Stanami Zjednoczonymi i wejdą jakieś sankcje, wejdą jakieś kwestie wizerunkowe, tak jak mamy tutaj przecież w trakcie inwazji rosyjskiej na Ukrainę. Proszę zobaczyć, jak Rosja po prostu straciła kompletnie jakiekolwiek dobre imię w przestrzeni międzynarodowej. Czyli z jednej strony nie mogą ustąpić, ale z drugiej strony muszą pokazać, że są w pełni zdeterminowani. I drogą takiego dżentelmeńskiego porozumienia napieprzają się sztachetami. Jest to śmieszne, ale z drugiej strony właśnie jest to świetną ilustracją tego, jak to wszystko działa.
[18:58] - Dobrze, ale mówiąc szczerze, przekładając to, co pan powiedział na pewną realność, która nas otacza, to w gruncie rzeczy kto ryzykuje bardziej? Indie czy Chiny? Moim zdaniem Chiny, bo ja jestem takim chłopskim filozofem, więc moim zdaniem Chiny. Dlaczego? Dlatego, że szykują sobie nowego wroga po prostu. I to takiego zdeklarowanego, jakby tam, nie daj Boże, coś się bardziej zaczęło, to po pierwsze mają nowego, oddanego sobie wroga. Poza tym to, co pan już zaczął wspominać, właściwie w sytuacji, w której głównym celem Chin jest konfrontacja przez Pacyfik ze Stanami Zjednoczonymi, to szykowanie sobie wroga, który ma grubo ponad miliard ludności, to nie jest rozsądne.
[19:50] - Miliard ludności to jest jedno, a po drugie najważniejsze to supertankowce wożące ropę do Chin z Zatoki Perskiej przepływają obok Indii. Więc gdyby rzeczywiście doszło do jakiejś eskalacji nie do końca pozytywnej, czyli militarnej, to co by Hindusi musieli robić? W którymś momencie Chińczycy musieliby albo się zabezpieczyć, albo Hindusi by to sprowokowali, zaczęliby grozić tym dostawcom. A to już jest wtedy kwestia egzystencjalna do tego, że te supertankowce, a dziennie do Chin przybywa ich, z tego, co kojarzę, dwa i pół średnio, dziennie podkreślam, to w tym momencie naprawdę wchodzą bardzo poważne rzeczy. I z tego powodu właśnie obie strony świetnie sobie z tego zdają sprawę, że jakiekolwiek zawirowania z tymi supertankowcami, które są pierwszym momentem, żeby Chińczyków w jakiś sposób przestraszyć, ale jednocześnie nie musiałyby zrobić tego Indie, bo wystarczy, że jakiś inny gracz, na przykład ten sam tajemniczy podmiot, który rozwalił Niemcom ten gazociąg Ribbentrop-Mołotow we wrześniu ubiegłego roku. Ten sam tajemniczy nieznajomy. Prawdopodobnie to są ci reptilianie z jakiejś tam gwiazdy Wega, którzy przylecieli.
[21:13] - Z wnętrza Ziemi, panie Piotrze, z wnętrza Ziemi oni są.
[21:16] - Albo na przykład duch Nora Czilczuriego, pierwszego cesarza dynastii mandżurskiej w szklanej czarze. To może on to zrobił. Bardzo możliwe, bo z tego, co pamiętam, to ta szklana czara chyba się nie rozbiła, ale generalnie możliwe, że się uwolnił ten duch. Ale wracając, zobaczcie, że dojdzie do poważnych zadrażnień na przykład gdzieś tam z tymi Chińczykami i Hindusami. Ktoś tam wykorzysta to i zrobi coś w imieniu Hindusów. Mówię o operacjach fałszywej flagi, jakiś rodzaj, który jeszcze bardziej eskaluje ten konflikt. I proszę bardzo, z jakiejś pyskówki dyskotekowej gdzieś tam na wysokości 4200 metrów, z tego, co kojarzę, to miejsce było, to z takiej prostej pyskówki na sztachety robi się coś, co de facto jest preludium albo nawet pierwszym etapem trzeciej wojny światowej.
[22:14] - A jeszcze bardziej mnie to dziwi, panie Piotrze, że przecież oba kraje, zarówno Chiny, jak i Indie, są w tej alternatywnej wspólnocie gospodarczej, która nazywa się BRICS, która rości sobie, a właściwie marzy bardziej o tym, żeby stać się przeciwwagą dla innych organizacji, czy to militarnych, ale przede wszystkim gospodarczych. Już jest mowa, w każdym razie plany o tym, żeby stworzyć BRICS-ową walutę zapasową. To już jest kompletny absurd.
[22:46] - Ale tutaj musimy powiedzieć, że Amerykanie na pewno robią różne rzeczy, żeby tego BRICS-a kompletnie zdewastować. Po pierwsze RPA na dzień dzisiejszy jest taki chaos społeczny, że nie liczy się jako jakikolwiek podmiot geopolityczny mogący robić poważne ruchy. Brazylia jest kompletnie uzależniona od łańcuchów dostaw. Tutaj przeczytałem w książce Petera Zehana pod tytułem „Disunited Nations”, czyli „Odrzucać Narodów Zjednoczonych”, czyli antyzjednoczone narody, czyli w sytuacji, w której skończył się globalny ład. Brazylia jest bez reszty uzależniona od produkcji zależnej od bardzo dużych ilości substancji nawożących i innych uzdatniających te gleby, na których tamtą soję i inne rośliny uprawne uprawiają. I to, co oni robią w większości, to zaopatrują świat w paszę dla zwierząt. Pasza dla zwierząt sojowa jest produkowana, która jest potrzebna do tego, żeby hodować zwierzęta między innymi w Chinach. Natomiast bez surowców, bez tych substratów, które są potrzebne, czyli bez nawozów konkretnie, te gleby w tropikalnym klimacie, który jest w Brazylii, natychmiast upadają.natychmiast ulegają degradacji i cały geopolityczny myk polegający na tym, że istnieje coś takiego jak Brazylia, zależy od tej właśnie może nie do końca cienkiej, ale po prostu pojedynczej nitki. Gdy tego zabraknie, czyli zabraknie na przykład nawozów, to bardzo się szykowało w ubiegłym roku, w 2022, że nagle świat zostanie bez nawozów. Póki co jest jeszcze dobra, ale niektórzy mówią, że jest wcale nie tak dobrze, dlatego że po prostu wykorzystaliśmy bufory bezpieczeństwa zapasów tych nawozów i zaraz się ten problem zaczął po prostu.
Więc to jest Brazylia. RPA powiedzieliśmy, I to Indie i C to Chiny. Chiny z kolei, to też jest tak, jak gdyby główną tezą całej tej mojej książki o prawidłach geopolitycznej gry, są fenomenalnie wręcz zależne od, po pierwsze dostępu do źródeł energetycznych, do surowców, które są potrzebne do produkcji. Dobrobyt mieszkańców Chin, którzy ciężko pracują na ten swój dobrobyt, zależy od tego, żeby ta produkcja była, czyli zamówienia z całego świata przychodziły i w następnym etapie, w następnej sekcji tego całego procesu produkcyjnego Chiny są beznadziejnie zależne od dostępu do rynków, na których te ich produkty eksportowe są sprzedawane. I teraz Amerykanie mogą w niezwykle prosty sposób i jest to nawet dziesiątki konkretnych sposobów, mogą zniszczyć ten niesamowicie wrażliwy system, rzucając Chiny na kolana, przy czym nie chcą tego robić z rozmaitych przyczyn. Jedną już mieliśmy, na przykład utratę przewidywalności, utratę kontroli nad biegiem sytuacji, która staje się chaotyczna i niemożliwa do kontroli. Więc jeżeliby Amerykanie kombinowali w kierunku zdestabilizowania tych wszystkich łańcuchów dostaw po to, żeby Chiny rzucić na kolana, to musieliby zrobić to w taki łagodny sposób, żeby reszta świata tego nie odczuła. I to, co na przykład to jest to, co się dzieje teraz, nie wiem, czy już chyba powoli zbliżamy się do końca. To, co się w tej chwili dzieje, to na przykład jak zobaczymy sobie infosferę, doniesienia medialne, to po tej polityce zero covidowej, która skończyła się nagle w grudniu, jak nóż ją uciął, między innymi firma Apple, przepraszam jabłko, która miała bardzo duże problemy z dotrzymaniem terminowości dostaw tych iPhone'ów przed świętami, właśnie przed okresem świątecznym w Stanach Zjednoczonych ludzie czekali tygodniami dosłownie na dostawę. Apple zdecydowało, że już do końca 2022 roku 5% mocy produkcji iPhone'ów przejdzie do Indii, a do końca roku 2025 w Indiach będzie produkowane 25% iPhone'ów.
I dlaczego to spowodowało? Ze względu właśnie na te wszystkie perturbacje z koronawirusem. Dlatego, że firma Foxconn, należąca zresztą do Tajwańczyków, jakby ktoś nie wiedział, utraciła zdolności produkcyjne przez te wszystkie lockdowny i po prostu nie była w stanie wyprodukować tyle iPhone'ów, ile Apple potrzebowało do tego, żeby zapewnić dostawy dla swoich klientów. Więc proszę zobaczyć, że o ile w czasach Trumpa, Trump próbował wymyślać jakieś mechanizmy, jakieś dopłaty, jakieś generalnie kombinacje, żeby poprosić czy też namówić firmy amerykańskie do tego, żeby przeniosły produkcję z powrotem na teren Stanów Zjednoczonych Ameryki, to teraz w tej sytuacji, jaka jest, to firmy same kalkulacją, własną kalkulacją własnych zysków decydują, żeby tą produkcję wyprowadzić z Chin. Mistrzowskie posunięcie, gdyby ktoś to w jakiś sposób uknuł. No ale na pewno to jest przypadkiem, dlatego, że w świecie nie ma spisków, bo to jest nieładnie. Krótko.
[28:14] - To prawda, spisków nie ma oczywiście z całą pewnością, ale jak już bym jakiś układał, to chyba ja czegoś nie rozumiem. Prosty człowiek, to nie rozumiem, ale gdybym ja był takim człowiekiem knującym spisek, co nie daj Boże, no to ja bym natychmiast, ponieważ mam jakiś zatarg z Chinami, mówię o Stanach Zjednoczonych, mam jakiś zatarg z Chinami, a w każdym bądź razie bardzo by mi zależało, żeby te Chiny jakoś na kolana rzucić, to ja bym natychmiast napuścił na siebie Chiny i Indie. Zamiast tłuczenia się kamieniami i sztachetami, to ja bym tam tak zamieszał w tym kotle, że oni by się nie tylko czołgami, ale może nawet rakietami zaczęli częstować. Dlaczego to jest myślenie takie niekoniecznie specjalnie rozsądne?
[29:04] - Dlatego, że działalność tego typu zawsze niesie ze sobą ryzyko takie, że zostanie przypisana odpowiedzialność. To jest inna prawidłowość. Ale najprostszym wytłumaczeniem tego, co pan mówi, jest po prostu to, że ten rejon, w którym dochodzi do tych konfrontacji sztachetowo-dyskotekowych, jest głęboko w Himalajach, gdzie Amerykanie nie mają dostępu. Nawet gdyby chcieli, no to mieliby tam tak, jak w tym kawale o tym, że amerykański szpieg został złapany w Rosji i dlaczego, skąd wiedzieliście, że jest tym szpiegiem? I odpowiedział: „U nas czarnych nie ma", prawda? To tu odwrotnie. Tam, gdzie są ci Chińczycy i Hindusi, no to białych nie ma z kolei. Oczywiście są tacy lokalni ludzie wykorzystywani do wywierania tego typu oddziaływań, natomiast to też jest niepotrzebne może moim zdaniem albo po prostu nie nadszedł czas jeszcze właściwy na to, żeby takie oddziaływanie wpuścić w tą geopolityczną układankę. Tysiące powodów. Nie znamy po prostu, możemy tylko właśnie spekulować.
[30:07] - To nie zabrzmiało dobrze, właściwie zabrzmiało groźnie, jak się mówi, że jeszcze nie czas na to, żeby ze sobą skonfliktować Chiny i Indie. Ja tylko przypominam tu ponad miliard ludzi i tu ponad miliard ludzi.To nie wygląda dobrze, ale taka potencjalna wisząca w powietrzu groźba, że to jeszcze nie czas, od razu mnie przenosi do takiego momentu w historii, kiedy będzie na to czas albo kiedy może, to lepsze sformułowanie, może być na to czas. I to zawsze gdzieś jest taki ten miecz, który wisi.
[30:42] - Kiedy ten czas zacznie nadchodzić, to wie pan, po czym można poznać? Jak deszcz, to jaskółki latają nisko. Ale jak zaczynają się czasy niebezpieczne, to ludzie po prostu zaczynają wykupywać papier toaletowy. Więc jak pan zobaczy pustą półkę, to znaczy, że ludzie się o czymś dowiedzieli, że poszła jakaś informacja w naród i instynktownie zaczęli ludzie reagować, nawet sami nie zdając sobie sprawy.
[31:08] - Tak. Panie Piotrze, ja mam jeszcze jedno pytanie nawiązujące do tej sytuacji na granicy chińsko-hinduskiej czy indyjskiej. Czy potrafi pan wskazać podobne incydenty? To chyba najlepsze słowo. Podobne incydenty gdzieś w historii, które też nie miały większego znaczenia, ale też były swoiście pojętą walką o prestiż.
[31:39] - Walką o prestiż. Ale mi pan zadał pytanie. Takim najbardziej sławnym incydentem jest słynna depesza emska, czyli depesza, która została przetłumaczona na zasadzie czary-mary przez samego prawdopodobnie Bismarcka. Chodziło o to, że Niemcy dążyli do zjednoczenia, czy też Prusy konkretnie dążyły do zjednoczenia wszystkich państw niemieckich pod swoją władzą, natomiast Francja próbowała się temu przeciwstawić. Prusy nie mogły same wywołać wojny, ale to już nie jest kwestia prestiżowa, tylko kwestia właśnie obrony się przed łatką agresora. Przypominam casus Rosji dokonującej inwazji na Ukrainę. Proszę zobaczyć, co się stało. Więc po to, żeby tego uniknąć, to został zrobiony mach z takim telegramem czy też depeszą emską, którą przygotował cesarz niemiecki po to, żeby wysłać do cesarza Francuzów. I w tej depeszy zostało zmienione słowo „adiutant” na słowo „kamerdyner” w języku francuskim. To było po twarzom, bo jak można wysłać kamerdynera z odpowiedzią do cesarza?
I co cesarz zrobił? Obraził się. Jego prestiż, można tak to interpretować, jego prestiż został po prostu naruszony, jego godność została naruszona i wypowiedział wojnę Prusom. I o to chodziło Bismarckowi. Także ma pan idealny przykład, świetnie udokumentowany. Przy czym ten myk właśnie nie jest udokumentowany, na kogo zwalić, że kto źle przetłumaczył to słowo.
[33:06] - Tak, ale w takich momentach, przy tego rodzaju przykładach zawsze sobie myślę, że pewien pan bawił się polityką, bawił się tym, co się dzieje na świecie, a sporo ludzi w wyniku tej zabawy zginęło za kilka słów tak naprawdę.
[33:23] - To nie jest zabawa. On się nie bawił w politykę. To jest kwestia budowania imperium. To jest kwestia całych dekad przygotowań do tego, żeby zjednoczyć całe Niemcy. Przecież to była bitwa, przepraszam, wojna z Austrią, zanim była wojna z Francją. Więc to są bardzo poważne gry, które czasami wyglądają rzeczywiście śmiesznie. Natomiast ci, którzy zarządzają tymi grami, robią wszystko, absolutnie wszystko, żeby te rozmaite gimnastyki na drabinie eskalacyjnej nie wymknęły się spod kontroli. Jak jesteśmy przy wojnie francusko-pruskiej, czyli 1870-1871, to jeszcze możemy dokończyć wojną pierwszą światową, która została wywołana niby przypadkiem, niby się uruchomiły jakieś zależności sojuszowe i sam akt ich uruchomienia sprawił, że to ich zadziałanie bezpośrednio prowadziło do wojny. Ale tym mykiem właśnie w czasie tej pierwszej wojny światowej było to, że po zabiciu tego arcyksięcia Ferdynanda Austria wysunęła takie roszczenia, tak poniżające roszczenia wobec Serbii, bo Serbowie dokonali tego skutecznego zamachu, że one były kompletnie nie do przyjęcia. W końcu zresztą nawet w tym przekładzie „Sztuki wojny” jest esej na ten temat.
W końcu Serbowie zgodzili się na wszystkie oprócz tego najbardziej poniżającego, ale i tak wojna wybuchła, dlatego, że była wola polityczna. Austriacy stwierdzili prawdopodobnie w porozumieniu niemym albo werbalnym z Niemcami, że to jest moment, kiedy należy wojnę rozpocząć, do której i tak wszystko zmierzało i wojna miała miejsce. Więc jeżeli przeanalizować te ultimatum skierowane do Austriaków, to nie zabicie księcia Ferdynanda, tylko właśnie te ultimatum i jak gdyby forsowanie go za wszelką cenę, ewidentnie po to, żeby właśnie Serbowie odmówili. Co zrobili zresztą, de facto. Ale to też jest rozmyte, niejasne. Są jakieś różnice percepcyjne, jakieś szczególiki i tak dalej. Ale w końcu co pamiętamy z historii? Co jest napisane w podręcznikach? Że przyczyną wojny był skuteczny zamach na arcyksięcia. I to się udało.
Także na tym polega historia, że piszą ją ci, którzy przeżyli. To jest taki aforyzm.
[35:57] - Pewnej pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że podobno arcyksiążę Ferdynand był postacią ogólnie nielubianą nawet na dworach Europy, a już na austriackim to w ogóle. I w ogóle to była postać, która niespecjalnie ekscytowała tych właśnie możnych ówczesnego świata. Niemniej jednak jako pretekst do wojny, jako taki zapalnik przydał się znakomicie. Tylko że niestety tego nie dożył. Panie Piotrze, pięknie dziękuję za dzisiejszą rozmowę. Proponuję, żebyśmy jeszcze przypomnieli dzisiejszą zagadkę i powiemy sobie do usłyszenia.
[36:35] - Dobrze. W jakim filmie wielu z nas pierwszy raz zapoznało się z imieniem szanownego, dostojnego pierwszego cesarza dynastii mandżurskiej Muraci?
[36:47] - Panie Piotrze, pięknie dziękuję. Do usłyszenia za tydzień.
[36:51] - Do usłyszenia.
[36:53] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.