[00:03] - Audycja z cyklu Debaty Ufologiczne. Witamy wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie. Dzisiaj, 6 marca 2023 roku, krótko po 20:00 zapraszamy na audycję, która bardzo wielu z państwa ucieszyła, sądząc po reakcjach pod zapowiedziami. Dzisiaj kolejna audycja z cyklu Debaty Ufologiczne. Będzie to bardziej wywiad, a naszym gościem dzisiaj będzie znany już państwu autor i badacz ufologii Damian Trela. Rozmowę poprowadzi dla państwa Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata, a ja, Marek Sęk „Ivellios”, będę kręcił gałeczkami i przekazywał komentarze z czatów. Można do nas dzisiaj pisać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także wysyłać do nas SMS-y pod numerem 536 20 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Można także pisać do nas poprzez nasze profile na Telegramie, na Signalu, na Facebooku, a jeżeli ktoś woli, to może nam wysyłać e-maile na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Teraz z czystym sumieniem mogę przekazać głos Piotrowi Cielebiasiowi i Damianowi Treli. Piotrze?
[01:40] - Dobry wieczór. Witamy w kolejnej debacie ufologicznej, która tym razem przyjmie formę wywiadu, dialogu. Dzisiaj rozmawiamy z Damianem Trelą, którego nowa książka o tajemnicach Dolnego Śląska ukazała się bardzo niedawno. Jest to świeżynka. Mamy do czynienia z kontynuacją wcześniejszej, bardzo dobrze przyjętej książki „Tajemnice Dolnego Śląska. UFO i niewyjaśnione zjawiska”. Ona się, Damianie, ukazała chyba w 2011 roku, jeżeli dobrze pamiętam. Tam streściłeś swój ufologiczny dorobek i próbowałeś też odpowiedzieć na trudne pytanie o genezę zjawiska UFO.
[02:19] - Zdaje się chyba w 2021 roku, jeżeli dobrze pamiętam.
[02:23] - Witam serdecznie. Sprostowanie już od razu: w 2021 roku. Zdaje się, że to był kwiecień mniej więcej, także jeszcze nie ma pełnych dwóch lat od kiedy wyszła druga część. Oprócz tych typowo ufologicznych zdarzeń w obu książkach, bo jeszcze mamy twoją trzecią książkę „Gniazdo UFO”, ale to jest osobna sprawa, to w tych obu książkach o Dolnym Śląsku, oprócz typowych obserwacji UFO, zwróciłeś uwagę na zdarzenia wysokiej dziwności oraz tak zwany żywy folklor. To chyba wszystkich naszych słuchaczy, może nie wszystkich, ale bardzo wielu interesuje. W dzisiejszym programie skoncentrujemy się właśnie na tych sprawach, tych najdziwniejszych. Oczywiście nie tylko. Zapytamy też Damiana, co sądzi o najnowszych wydarzeniach na arenie ufologicznej, tych, o których było tak przecież głośno. Mówię o tych zastrzeleniach, tych balonach i tak dalej. Damianie, zacznijmy od pytania, które już chyba padało przynajmniej kilkakrotnie w kontekście różnych problemów, różnych tematów, jakie były w debatach poruszane. Jak to jest z tym Dolnym Śląskiem? Dlaczego on tak bardzo obfituje w relacje o UFO, w przeciwieństwie do na przykład Podlasia? Musimy zdać sobie sprawę, że nawet jeżeli uwzględnimy ten podział na województwa, to w niektórych z nich może nie to, że nie dzieje się nic pod względem ufologicznym i anomalnym, ale doniesienia spływają bardzo rzadko. A z czego ta ufologiczna, ta anomalna aktywność na Dolnym Śląsku, Damianie, wynika? Może to po prostu kwestia otwartości ludzi, takiego tygla kulturowego również, którym Dolny Śląsk, jakby nie patrzeć, jest.
[04:15] - Nie wiem, czy to jest kwestia jakiegoś tygla kulturowego. W każdym razie jeszcze w latach 90., kiedy ta ufologia polska tak prężnie się rozwijała, bo w zasadzie kiedy już chyliła się ku upadkowi, wtedy istniał podział regionalny, administracyjny, w cudzysłowie, Polski i każdy z tych badaczy miał swój rewir. Ja kiedy wchodziłem w meandry ufologii pod koniec lat 90., to oczywiście działałem aktywnie tutaj, na swoim rodzinnym obszarze Dolnego Śląska. I tak już zostało. Chociaż były też momenty, gdzie potrafiłem wsiąść w samochód i jechać na drugi koniec Polski, żeby udokumentować jakiś ciekawy przypadek. Dzisiaj moje życie zawodowe, rodzinne mnie bardzo ogranicza w takich kwestiach, więc skupiam się tutaj, na swoim obszarze Dolnego Śląska. Jest to na pewno bardzo ciekawy region. Tych relacji było udokumentowanych przeze mnie bardzo wiele, czego pokłosiem są właśnie dwie ostatnie książki, a ostatnia jest takim podsumowaniem zgromadzonego na przestrzeni wielu lat materiału badawczego. Co mogę powiedzieć? Dolny Śląsk jest ciekawy. Jeśli sobie na przykład wsiądziemy w samochód i przejedziemy sobie drogę od Legnicy do Jeleniej Góry, do Szklarskiej Poręby, będziemy sobie przemierzać trasę numer 5 od Bolkowa aż po Jelonę Górę, to będziemy mijać wiele moich dwóch ostatnich publikacjachTo są takie miejsca jak Nowa Wieś Legnicka, miejscowość znajdująca się blisko Legnicy, Jawor, miejscowość Jeżów, Stare Rochowice. Możemy tak dalej sobie wymieniać te poszczególne miejscowości i okaże się, że tego jest bardzo dużo i coraz więcej gromadzi się tych miejscowości, gdzie kiedyś coś ciekawego się wydarzyło i co przyszło mi udokumentować. Okaże się, że kumulacja tych wszystkich zdarzeń koncentruje się już w obszarach wyżynnych, górskich. Ja na ten aspekt już wielokrotnie zwracałem uwagę w poprzedniej swojej publikacji, szczególnie że to nagromadzenie różnych obserwacji UFO i nie tylko, bo jeśli spojrzymy szerzej na problem, to będą to nie tylko obserwacje UFO, ale również dziwne zdarzenia, które zahaczają o wysoką dziwność, o tematy dotyczące folkloru. To wszystko gromadzi się w obszarach górskich, w obszarach Sudetów i bardziej ściśle, wyżennie idąc dalej Karkonoszy. Nie wiem, czy inne rejony Polski są mniej ciekawe. Wydaje mi się, że gdybyśmy, to już mówiłem w wywiadzie z Markiem Żelkowskim, gdzie rozmawialiśmy do programu „Bibliotekarium” na ten temat, gdybyśmy się przejechali po innych miejscowościach w Polsce, efekt byłby być może zbliżony i udałoby nam się dotrzeć do wielu ciekawych relacji. Po prostu ludzie nie mówią o tym otwarcie. To jest ciągle temat tabu. Te historie są mocno zakopane w pamięci ludzkiej, a często mówimy o zdarzeniach, które są dosyć odległe, które wydarzyły się w latach 70., 80. i 90., czyli wtedy, kiedy to zjawisko miało największą falę manifestacji i one umknęły pamięci ludziom. One się pojawiają sporadycznie, przypadkiem, bo ktoś przeczyta coś na temat UFO i sobie przypomni o jakimś zdarzeniu i znajdzie takiego Damiana Trele i postanowi się z nim skontaktować. Czasami musiałem się wielokrotnie natrudzić, żeby dotrzeć do niektórych świadków, którzy naprawdę mieli sensacyjne historie. Niektóre z nich są opisane w mojej ostatniej książce, ale myślę, że gdybyśmy spojrzeli szerzej na całą Polskę, to tych miejsc jest sporo, takich anomalnych, ale obszary górzyste, obszary górskie są newralgicznymi obszarami, w których się koncentruje sporo dziwnej anomalności.
[08:45] - A gdybyśmy w czterech wojskowych słowach mieli powiedzieć, Damianie, gdzie osoby zainteresowane twoją nową książką mogą ją znaleźć, to gdzie się powinni kierować?
[08:57] - Obszar jest bardzo szeroki, bo książka jest wydana przez wydawnictwo Illuminati, które jest częścią Wydawnictwa Kobiecego, więc zasięg jest ogólnopolski. Książkę można nabyć w księgarniach internetowych, na przykład TaniaKsiazka.pl. Jest również Empik i wiele innych księgarń internetowych. Jeśli ktoś jest zainteresowany nabyciem egzemplarza autorskiego, to również może do mnie napisać w prywatnej wiadomości. Jeszcze drobnym nakładem dysponuję autorskim.
[09:33] - Tak, przypomnę tylko, że książka nazywa się „UFO i niewyjaśnione zjawiska Dolnego Śląska”, wydawnictwo Illuminatio. Książka jest świeżutka. Trzymam ją właśnie w rękach. Może w którymś z następnych programów zorganizujemy konkurs, w którym będzie ona do wygrania. Ale przejdźmy do tematów już, jak to się mówi, bardziej solidnych, ale niezwiązanych jeszcze z książką, bo ostatnio znowu na Śląsku, chociaż raczej w tym przypadku Śląsku Opolskim, zrobiło się głośno o kolejnej manifestacji UFO. To też jest tak jakby twój rewir, jakby nie patrzeć. Krótki luk na to wydarzenie. 20 lutego poinformowano o sensacyjnym wydarzeniu w okolicach Brzegu, w województwie wspomnianym opolskim. Miał wylądować obiekt przypominający te, które są widoczne na zdjęciach sił powietrznych Stanów Zjednoczonych, czyli mówiąc krótko, tak zwany tic-tac. Jeżeli ktoś nie wie, co to jest, pod tą nazwą rozumiemy superszybkie obiekty, które były rejestrowane na kamerach myśliwców. One były potem udostępniane przez Pentagon. Wokół nich rozpętała się cała afera związana z badaniami nad UFO i tak dalej. No ale cóż, Damianie, okazało się, że pojawiło się dwóch panów bodajże, którzy stwierdzili, że sfilmowali taki tic-tac, a co najciekawsze sfilmowali ponoć jego lądowanie. W sieci zawrzało, bo ta historia pokazała się nawet na kilku portalach, powiedziałbym mainstreamowych. Ale jaki był jej finał?
[11:23] - No właśnie, jaki był finał? Finał był zaskakująco przewidywalny, powiedziałbym wręcz. Powiem szczerze, gdy pierwszy raz zobaczyłem ten materiał filmowy, to on w pierwszym momencie zrobił na mnie dosyć duże wrażenie. Faktycznie wydawał się być dosyć wiarygodny. Więc pierwsze, co zrobiłem, to skontaktowałem się z osobą, do której ci świadkowie w pierwszej kolejności uderzyli. Czyli to była Fundacja Nautilus i Robert Bernatowicz. Spróbowałem ustalić personalia tych panów, aby podjąć kontakt i w ogóle pojechać w to miejsce. Byłem nawet gotowy.Zrobić taką wizję lokalną, bo faktycznie zdarzenie wydawało się być dość mocno sensacyjne i warte udokumentowania na miejscu. Tutaj Robert Bernatowicz przeprowadził tylko rozmowy telefoniczne z tymi świadkami. Raczej najpierw chyba staje się osobą, która znała tych świadków, a później udało mu się dotrzeć do głównych świadków. Tak więc były to tylko rozmowy telefoniczne i relacje zdalne. Na pierwszy rzut oka wyglądało to dosyć ciekawie. One były takie dosyć spójne ze sobą te historie, ale problem się już zaczął pojawiać, gdy ktoś zdecydował się dotrzeć na to miejsce. Był to Rafał Nowicki, który znany jest być może słuchaczom Radia Paranormalium z kanału YouTube UFO Alarm. On akurat udał się na miejsce i próbował spotkać się z tymi ludźmi, chciał z nimi porozmawiać i przede wszystkim zobaczyć to miejsce zdarzenia. I tutaj się pojawiły problemy. Nagle okazało się, że świadkowie nagle zamilkli i nie byli chętni spotkać się face to face, więc to już zaczęło być takim pierwszym podejrzeniem. Ale tutaj jak byłem w kontakcie telefonicznym z Rafałem Nowickim, to on bardzo mocno drążył ten temat. Zresztą chyba za niedługą chwilę opublikuje ten materiał na swoim kanale YouTube, więc zachęcam do zerkania tam na UFO Alarm. Sam próbował znaleźć to miejsce, co mu się w zasadzie udało. Jak się okazało, już były nieścisłości pewne, bo z relacji telefonicznych wynikało, że ten obszar wyglądał zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Ale wszystko na to wskazuje, że jednak to była zwykła podpucha w wykonaniu tych panów, którzy chcieli nagle znaleźć się w centrum uwagi.
[13:59] - Tak, a przypomnijmy jeszcze, że chodzi o nagranie z tramowizji, bo to jest taki charakterystyczny materiał, na którym ma być widać właśnie owego tic taca, który sobie przyziemił gdzieś na Opolszczyźnie. Oczywiście w sieci pojawiły się różne teorie, że to Amerykanie, że to rosyjski obiekt, oczywiście gość z kosmosu i tak dalej. Sprawa dość szybko zamarła. Muszę powiedzieć, że z jednej strony dobrze, że udało się ją wyjaśnić, po co mamy mnożyć legendy, ale też troszeczkę szkoda. Nie masz takiego, Damianie, wrażenia, że tego jest naprawdę coraz mniej? Że tych historii, są rzadkie, a to, co do nas dociera najczęściej od świadków, także do Radia Paranormalium, za co dziękujemy, to są historie sprzed lat. Jest bardzo mało rzeczy ufologicznych współczesnych. I ten temat też już był wielokrotnie poruszany. Dlaczego się tak dzieje i co może być przyczyną? Ja jeszcze powiem tylko tak, że w piątek Damian był gościem u Marka Żelazowskiego w „Bibliotekarium”. Ta audycja wykręciła rekord prawdziwy zarówno pod względem odsłuchań, liczb odsłon, ale też pod względem obecnych ludzi na premierze. Także jeżeli chcecie posłuchać, o czym Damian mówił w tej audycji, a podejmował troszeczkę inne tematy niż my dzisiaj tutaj, także zachęcam poszukać sobie tego filmu na kanale Radia Paranormalium. Przejdźmy, Marku i Damianie, do tych historii najciekawszych, bo wybrałem sobie z twojej książki kilka opowieści. Oczywiście tylko kilka. Chcemy czytelników potencjalnych rozochocić, ale nie opowiedzieć im wszystkiego. I wybrałem sobie kilka historii, które mnie, szczerze mówiąc, jakoś najbardziej poruszyły. Szczególna była ta z Nowej Wsi Legnickiej, o której przed chwilą wspominałeś. Zacząłem sobie wyobrażać to wszystko, jak się to tam działo. A działo się tak: otóż w pewien mroźny zimowy dzień na początku lat 90. grupka dzieci bawiła się. Zjeżdżali sobie na sankach z okolicznej górki, kiedy nagle zabawę przerwał przylot obiektu UFO. Ten spodek z nóżkami wylądował na wzniesieniu. Jedna z dziewczynek, bodajże siostra świadka, który ci to zgłosił, nawet dotknęła jego powierzchni. Strasznie dziwna sprawa. Jaki był, Damianie, przebieg tego zdarzenia? Jak na to trafiłeś? A kiedy mi to opowiesz, to zapytam cię jeszcze o ten wątek dziecięcy w spotkaniach z UFO, bo kiedyś napisałeś o tym bardzo ciekawy artykuł dla „Nieznanego Świata”, ale o tym za chwilę. Co się tam działo w tej Nowej Wsi Legnickiej?
[17:09] - Nowa Wieś Legnicka to taka historia, która jest być może znana gdzieś w polskich kręgach ufologicznych od jakiegoś czasu. Mam na myśli to starsze pokolenie, bo ten przypadek był udokumentowany jeszcze, można powiedzieć, na świeżo na początku lat 90., kiedy się wydarzył, bo mówimy tutaj o roku 1991, a rzecz miała miejsce w podlegnickiej wsi Nowa Wieś Legnicka. To jest niewielka miejscowość znajdująca się przy trasie łączącej Legnicę z Jaworem. Przypadek miał miejsce w 1991 roku i był udokumentowany przez ekipę legnickich badaczy UFO. Więc ja tą historię znałem od wielu lat. Jednak nie zdecydowałem się nawiązać do niej w swojej pierwszej książce, gdyż tak naprawdę ja jej osobiście nie dokumentowałem. Ale pojawiły się nowe okoliczności. Zupełnie przypadkiem, można powiedzieć, pod koniec 2021 rokuKiedy pierwsza książka dotycząca Dolnego Śląska i UFO była już wydana, bardzo kusił mnie ten temat. Poczyniłem duże starania, żeby dotrzeć do jakichkolwiek świadków. Byłem nawet w tej miejscowości, rozmawiałem z mieszkańcami, ale nikt nie kojarzył tej historii, więc starałem się dotrzeć do źródła, mając ciągle w pamięci materiały archiwalne klubu legnickiego. Przypadek sprawił, że znałem nazwisko jednej z osób, która była uczestnikiem tego zdarzenia. Internet bardzo się przyczynił do tego, że żyjemy w globalnej wiosce, więc czasami łatwiej dotrzeć do niektórych osób przez różne kanały social mediów. Tak się złożyło, że dotarłem do rodziny tego świadka, którzy nakierowali mnie dalej do osoby, która była głównym świadkiem tego zdarzenia i najwięcej zapamiętała. Relacja tej osoby nie została udokumentowana na świeżo jeszcze na początku lat 90. Historia jest niezwykła, bo dotyczy dzieci, to były dzieci w wieku 10–11 lat. Teraz to są dorośli ludzie. Z panem, z którym miałem przyjemność rozmawiać, nazwijmy go umownie pan Janusz G., to jest obecnie mieszkaniec Wrocławia. Osoba, która chciała pozostać anonimowa z uwagi na wykonywany zawód, ale udało mi się z nim spotkać i udokumentować jego relację. Ona się w pełni pokrywała z historią, którą znałem z raportów, a wręcz bardzo gruntownie ją uzupełniła o nowe szczegóły. Historia jest niezwykła pod tym względem, że grupka dzieci bawiąca się na górce agralnej zjeżdżała na sankach. Była mroźna zimowa aura i w pewnym momencie dzieci zauważyły świetlisty punkt, który nadlatywał w ich stronę. Ten obiekt robił się coraz większy, aż w końcu ewidentnie trajektoria lotu wskazywała na to, że to coś nagle zamierza wylądować na tej górce, na której dzieci się bawiły. Oczywiście dzieci w popłochu uciekły. Zjechały na dół z tej górki na sankach i zobaczyły nagle obiekt, wypisz, wymaluj jak klasyczny latający spodek, oświetlony kolorowymi światełkami, o dyskoidalnym kształcie, który na trzech nóżkach sobie usiadł na tej górce agralnej i stał tak mrugając światełkami. W pewnym momencie ktoś z tej grupy postanowił jednak przełamać strach i podejść bliżej. Dwójka czy trójka tych dzieci weszła z powrotem na tą górkę, zbliżyła się do tego obiektu. Już niestety świętej pamięci, była siostrą głównego świadka, z którym miałem przyjemność rozmawiać. Podeszła na tyle blisko do tego obiektu, że go dotknęła. I co ciekawe, ten obiekt w tym momencie zareagował inteligentnie na to. Zapaliły się tam jakieś światełka. Ten obiekt pojaśniał, co sprawiło, że ta dziewczyna się przestraszyła i wycofała się momentalnie. Nawet wydobyła się jakaś dziwna para spod tego obiektu i w tym momencie on zaczął startować, unosił się do góry. Uniósł się na kilkanaście metrów do góry i odleciał na pewną odległość. Jeszcze obserwowali, jak paraduje na pobliskich wzgórzach. On sobie przeskakiwał z jednego wzgórza na drugie, aż w końcu w pewnym momencie odleciał w kierunku przebiegającej w tamto miejsce autostrady A4. To jest niezwykła historia i kolejny przypadek, w którym uczestnikami są dzieci. Tak jak, Piotrze, słusznie zauważyłeś, kiedyś pokusiłem się o taką publikację do „Nieznanego Świata”, gdzie opisywałem różne historie, które pochodziły też między innymi z mojego archiwum, a dotyczyły relacji dzieci. Coś jest takiego zastanawiającego, że jest jakaś nić łącząca, że najczęściej te zjawiska, albo bardzo często te zjawiska dotykają właśnie dzieci. Możemy się pokusić o różne dywagacje, dlaczego tak jest. Z mojego punktu widzenia może to wynikać z tego, że być może percepcja dzieci jest nastawiona bardziej w swojej sferze psychicznej na możliwość przyciągania takich zjawisk. Nie bez kozery mówi się o tym, że dzieci mają bardziej wyeksponowaną u siebie falę alfa, które mogą łączyć się z takimi ośrodkami anomalnymi, jak to ja nazywam często i aktywować pewne zjawiska. A przykładów na to jest bardzo wiele, bo jak ktoś czytał moją poprzednią książkę „Tajemnice Dolnego Śląska”, to tam opisuję kilka takich historii, które się rozegrały nie tylko na Dolnym Śląsku, bo tam też wspominam o bardzo ciekawym przypadku bliskiego spotkania trzeciego stopnia, które rozegrało się w Opolu. To jest miejscowość, która już w zasadzie jest poza Dolnym Śląskiem, ale też historia, która dotyczy dzieci. Tam pojawia się motyw obiektu UFO, który ląduje, pojawiają się istoty. Także taki bardzo charakterystyczny, klasyczny można powiedzieć przypadek. Tego jest znacznie więcej. Trudno to zrzucić na karb przypadku, że w jakiś sposób dzieci potrafią mieć szersze pole widzenia na tego typu zjawiska.
[23:56] - Tak, warto dodać, że świadkami wielu lądowań UFO i pojawienia się humanoidów w Polsce były właśnie dzieci. Jeżeli sobie zobaczycie przypadki tego typu, to właśnie tam często występują dzieci jako świadkowie. Jednym z takich chyba zapomnianych zdarzeńO których mało się mówi, był Linówek. To jest jedno z najdziwniejszych polskich bliskich spotkań i lądowań, spotkań z humanoidami jednocześnie. Opisał je Arek Miazga swego czasu na blogu. Także zachęcam do obejrzenia. Damianie, ciekawe jest też to, czasami sobie tak myślę, że mamy bardzo mało zdarzeń z zimy, takiej zimy śnieżnej. Zawsze mnie interesuje, zawsze mnie zastanawia, dlaczego to UFO tak unika śniegu. Brzmi to głupio, ale tak jest. Coś w tym jest, że tych relacji, kiedy leci obiekt i na przykład pada śnieg, jest śnieżyca, bo jest zimno, mamy mało. Tutaj też jest taki smaczek właśnie w przypadku Nowej Wsi Legnickiej, że to wszystko się działo w czasie, jak powiedział świadek, dość mroźnej zimy.
[25:14] - Tak.
[25:16] - Nim przejdziemy do kolejnej sprawy, to może taki mały off topic. Powiedz proszę, co sądzisz o tych wszystkich sprawach związanych ze strzelaniem do mniemanego UFO sprzed kilku tygodni? Czy nie masz wrażenia, że sprawie poświęcono zbyt wiele uwagi? Bo nagle mieliśmy gadane przez pięć lat o tym, że Amerykanie badają zjawisko UAP, a tu nagle, kiedy zaczęli to gonić, wszystkie media na świecie napisały o zestrzelonych UFO. A przecież mieli już tego terminu nie używać. Czy nie masz takiego wrażenia, to był nasz wniosek chyba z debaty na ten temat, że na tle podobnych doniesień o UAP, o różnych dronach rozmyje się gdzieś temat prawdziwych UFO?
[26:05] - Ja mam wrażenie, że on się rozmywa już od... Możemy śledzić w mainstreamowych mediach, jaka jest budowana narracja myślowa na temat UFO, jak tematem UFO się żongluje w mediach. Można powiedzieć, że czemuś to służy. Na pewno jest w tym jakaś ukryta logika, która jest dla nas jeszcze trudna do zgłębienia i do ustalenia, dlaczego tak jest, że tak często się w tym momencie mówi o UFO, gdzie statystyki zupełnie temu przeczą. Bo to wszystko dotyczy jakichś obiektów, jak mówisz Piotrze, TikTok czy jakichś cygarowatych kształtów. Głównie to jednak takich bardziej bezzałogowych dronów. I dominuje tutaj wątek dotyczący właśnie jakiejś intruzji w przestrzeń powietrzną takiego kraju jak Stany Zjednoczone z założeniem, że mamy tutaj do czynienia raczej z jakimiś obiektami szpiegowskimi pochodzącymi z Chin czy z Rosji. Jest w tym sporo niewiadomych rzeczy i ja tak jak śledziłem te ostatnie wydarzenia, to nasuwała mi się taka aluzja, że wiele lat temu w Roswell, gdzie była katastrofa UFO, był potężny, o szerokim zasięgu materiał prasowy, gdzie otwarcie się mówiło o tym, że faktycznie armia amerykańska przejęła spodek, po czym później wszystko zostało zdementowane. I tak samo tutaj się budowała w ten sam sposób narracja. Już nie mówiono o UAP, natomiast mówiono o UFO z silnym naciskiem i akcentem na termin UFO. Dlaczego? Możemy się tylko domyślać dlaczego. Po czym później wszystko obrócono o 180 stopni i zaczęto dyskutować już o tym, że przestrzeń powietrzna została naruszona przez prawdopodobnie bezzałogowe pojazdy pochodzące z Chin czy z Rosji i tak dalej. Mam nieodparte wrażenie, że od wielu lat budują się jakieś geopolityczne intrygi między mocarstwami. Wiele nie wiemy z tego, albo inaczej, na podstawie tego, co możemy wyczytać w mediach, to jest tylko fragment tego. Mam wrażenie, że po prostu tematem UFO się żongluje w mediach i służy to nastrajaniu społeczeństwa na odpowiednie myślenie. Jakie? Być może niedaleka przyszłość nam powie, w jakim kierunku to szło i jakie były intencje tego wszystkiego. Mam wrażenie, że po prostu żyjemy w bardzo ciekawych czasach. Ale to nie pierwszy raz, kiedy w historii temat UFO jest wykorzystywany do różnych celów, czy to politycznych, czy to militarnych i et cetera.
[29:27] - Przejdźmy do historii, które wywołują chyba największe emocje. Chodzi o tajemnicze zaginięcia. Jeżeli w grę wchodzi UFO i tajemnicze zaginięcie, to mamy combo. Na obszarze Dolnego Śląska kilka takich historii było, znaczy kilka dziwnych zaginięć. Jeżeli chodzi o zaginięcia z elementem UFO, to już są strasznie rzadkie historie w skali całego świata, ale jednak coś takiego w swojej książce opisujesz. Chodzi o zdarzenie, już mówię, z Przełęczy Łaszczowej. To jest historia sprzed kilkudziesięciu lat mówiąca o mężczyźnie, który podążył za tajemniczym światłem, a następnie przepadł. Co się tam wydarzyło, Damianie?
[30:17] - To jest historia, która pochodzi...Do której udało mi się dotrzeć, gdy zbierałem różne materiały. Rzecz miała miejsce w Przełęczy Łaszczowej. To jest obszar przynależny do okolic Barda, Kłodzka, czyli mniej więcej Gór Bardzkich, które są częścią Sudetów. Bardzo piękny, malowniczy rejon. Wielokrotnie się tam udawałem, i w celach turystycznych, i w celach dokumentacyjnych. Tej historii, powiem szczerze, nie znałem. Gdy natrafiłem na książkę „Legendy i opowieści ziemi ząbkowickiej”. To jest książka, na temat której pojawiło się wiele różnych opinii, tych pozytywnych i negatywnych, bo w tej książce jest też opisana historia, która się rozegrała w pobliżu Barda Śląskiego i dotyczyła zaginięcia grupki studentów. Rzecz miała miejsce w latach 60. bodajże w pobliżu pewnego kamienia, z którym wiązały się różne dziwne historie. Taka historia jest też opisana w tej książce. I ta historia gdzieś po latach później okazała się zwykłą fikcją. Ja o niej gdzieś tam w swojej książce wzmiankuję również. O takim zdarzeniu, które rozegrało się na początku lat 60., zdaje się, gdzie pewna trójka mężczyzn, to był pewien pan wraz ze swoimi synami, przemierzali obszar Przełęczy Łaszczowej. Udawali się, zdaje się, do Barda i chcieli przeciąć trasę takim skrótem. Rzecz miała miejsce w momencie, kiedy doszło do bardzo ulewnej burzy. I nagle jeden z tych mężczyzn zauważył dziwne światło, które pojawiło się po drugiej stronie przypływającego w tamtym miejscu potoku. To zjawisko go na tyle zaintrygowało, że postanowił przejść przez ten strumyczek górski, który tam płynie i przyjrzeć się temu z bliska. Natomiast jego synowie zostali po drugiej stronie. Robiło się ciemno, zaczął padać ten deszcz i w pewnym momencie mężczyzna, tutaj autorzy używają nazwiska Zbigniew Rusin. Nie wiemy, czy jest to prawdziwe nazwisko, czy jest to jakiś pseudonim. Tutaj mi się oczywiście nie udało dotrzeć do głównych świadków tego zdarzenia, chociaż poczyniłem pewne starania, żeby uzyskać jakieś informacje w ogóle poza tym, co było wiadomo z książki „Legendy i opowieści ziemi ząbkowickiej”. Historia jest bardzo ciekawa w tym sensie, że pojawia się motyw jakiegoś obiektu świetlnego. Później się okazało, że to była kula, taka jarząca się, mieniąca się kolorowymi światełkami. Ten mężczyzna podszedł na tyle blisko do tego zjawiska i w pewnym momencie zapadł się pod ziemię. Jego synowie zaczęli go szukać, wołać. Robiło się już ciemno, padał coraz bardziej deszcz i zdecydowali się jednak wrócić do domu. Wezwano milicję. Rzecz miała miejsce w latach 60., więc tutaj mówimy już o działaniu milicji i okoliczni mieszkańcy też zdecydowali. W każdym razie pod ziemię na, zdaje się kilka dni, chyba trzy dni zdaje się było tak, że nie było go w ogóle, nie można go było nigdzie znaleźć. I nieoczekiwanie nagle mężczyzna się znajduje. W tym sensie, że puka do drzwi pani Alicji Bednarek, która była z rodziny pana Zbigniewa Rusina. Jakby nigdy nic mówi, że czekał na swoich synów, bo wrócił z powrotem w miejsce, gdzie się rozstali panowie i z racji tego, że ich tam już nie zastał, postanowił wrócić po prostu do domu. Później okazało się, że był w totalnym szoku, że go nie było tak długo i odbywały się poszukiwania jego. Wspomniał więcej na temat tej historii z kulą. Okazało się, że ten punkt świetlny był jakąś taką świetlistą kulą, która go zainteresowała. Ten obiekt w pewnym momencie wystrzelił do góry z ogromną prędkością i on postanowił po prostu wrócić. Nie wiedział, że go tyle nie ma. Miał wrażenie, że całe zdarzenie trwało chwilę. A więc taka bardzo sensacyjna historia, która można powiedzieć mocno nawiązuje do tych spektakularnych historii, o których możemy dziś poczytać w literaturze ufologicznej, zachodniej literaturze ufologicznej. Mam tu na myśli na przykład przypadek tego Travisa Waltona. Nie wiemy, na ile ta historia jest wiarygodna oczywiście. Ja starałem się dotrzeć z tego zdarzenia. Nic takiego nie znalazłem w archiwum prasowym. Próbowałem się też skontaktować z autorem tej książki, jednym z współautorów, ale tutaj nie było możliwości. Nikt nie odpisał na moją korespondencję, więc traktuję tą historię jako ciekawostkę. Jeśli jest prawdziwa, to naprawdę jest sensacyjna. W każdym razie nikt z okolicznych mieszkańców nie kojarzył takiej historii, bo ja tam byłem kilka razy. Robiłem taki lokalny wywiad środowiskowy, ale nic nie udało mi się ustalić bezpośrednio na miejscu, więc po prostu sygnalizuję o takiej sprawie w książce. I ona bardzo koresponduje z tymi słynnymi przypadkami, które zaliczają się do kategorii Missing 411, które znamy właśnie z różnych opowieści ze Stanów.
[36:13] - Tak, mnie to przypomina jeszcze pewną historię, którą gdzieś tam wykopał chyba Arek Miazga i ona pochodzi z Kroniki mieszczanina krakowskiego, że to miało dziać się w roku 1577. Czytam tutaj, uwaga: „Dnia 22 miesiąca czerwca, w wigilię św. Piotra z Pawłem, panna wzięta w deszczu, łyskaniu z ciałem i duszą, córka Czarnego Pawła z Olkusza”.Która u pani Mączyńskiej aptekarki była na wychowaniu. Tak zginęła, jako w czym chodziła dnia ostatniego zaś ją przywróciło tę pannę także w łyskaniu, w trzaskaniu, w deszczu bardzo wielkim. W tym wszystkim, jak ją wzięło, tak ją zaś jej nawet przywróciło. O czym była bardzo wielka inkwizycja przez ludzie zacne, przy czym był jegomość ksiądz biskup kamieniecki białobrzeski Stanisław. Powiem ci, Damianie, że ta historia z tej przełęczy, o której mówiliśmy przed chwilą, jakoś mi bardzo nasunęła nie tylko tą historię, którą przed chwilą przeczytałem, ale też opowieści, z którymi spotykałem się, dokumentując tak zwany żywy folklor. Chodziło o te wszelkie świetliste obiekty, świetliki, świcoki. One w każdym rejonie Polski mają inną nazwę. Gdzieś to się tam wszystko koncentruje wokół nazwy świetlik, świecznik. Oczywiście nie zawsze należy traktować je jako zwykłe legendy. Ja znam na przykład taką historię, kiedy grupa ludzi w latach 80. obserwowała legendarnego świecznika lub świetlika, o którym krążyły legendy przez lata w ich wsi. Obserwowali go na żywo i okazało się, że to była latająca kula, dość duża, która po prostu manewrowała sobie w biały dzień nad polami, zupełnie niczym się nie przejmując. Także ten żywy folklor, te wszystkie dziwne opowieści muszą być czasami traktowane z, jak mówisz, pewną dozą krytycyzmu, ale też czasami są w nich jakieś ziarenka prawdy. Damianie, powiedziałeś w rozmowie z Markiem Żelkowskim, bibliotekarzem ostatnio, że korci cię do tego, żeby spróbować trochę innego formatu literackiego, żeby napisać powieść koncentrującą się właśnie na różnego rodzaju dziwnych zaginięciach. Powiedz mi tak szczerze, co cię do tego skłoniło? Czy fakt, że z Dolnego Śląska pochodzą takie dziwaczne czasami historie zaginięć, o których słuchamy w programie „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”? Z drugiej strony mamy słynny Wysoki Kamień i tę legendę miejską o zaginionych ludziach. Ale jednak w Polsce co roku ginie bardzo wiele osób. Czy twoim zdaniem da się z tych relacji wyłonić takie, które by znalazły albo które mogłyby konkurować z tymi historiami, które są opisane w serii książek Davida Polandesa? Bo czasami mi się wydaje, że Polandes do tych swoich książek wszystko wrzuca, wszystko, co jest, każdą historię, która jest niewyjaśniona. Natomiast czasami wystarczy jakiś mały element, żeby to wszystko wyjaśnić tak naprawdę. Tak już podsumowując, po pierwsze, co cię skłoniło do podjęcia takich kroków w celu napisania powieści? I czy szukając, wertując te materiały, bo ja wiem, że to jest jeszcze dopiero zamiar, który się tam majaczy na horyzoncie, ale czy przygotowując się już tak nawet mentalnie, znalazłeś jakieś historie realne o zaginionych, które by cię zaintrygowały i w których moglibyśmy powiedzieć, że coś jest na rzeczy pod względem anomalnym?
[40:14] - Dobrze to ująłeś, że to jest na razie taki zamysł, który gdzieś tam mam z tyłu głowy i dojrzewam do tego, aby kiedyś podjąć się takiego zupełnie innego gatunku literackiego, już nie faktologicznego, ale fabularnego. Ten temat mnie zawsze interesował, jeśli chodzi o zaginięcia. Nie da się ukryć, że w Polsce generalnie jest mało takich historii. Inaczej, tak jak powiedziałeś, jest sporo tych zaginięć, ale to wszystko krąży wokół zagadnień takich czysto kryminalnych. Także jeśli sobie przepuścimy to przez filtr zdrowego- naprawdę na palcach możemy policzyć te historie, które faktycznie ocierają się o jakąś anomalność, o jakieś zjawiska paranormalne. Nie bazuję tutaj na jakiejś konkretnej historii, która raczej będzie w moim przypadku, mojego dzieła literackiego, które gdzieś tam się w przyszłości ukaże, będzie bazowało na fikcyjnych wydarzeniach. Nie będę się tu opierał na jakichś faktach. Po prostu chcę zbudować historię, która będzie balansowała gdzieś na granicy jakiegoś horroru i takiego dreszczyka z silną konotacją jakiejś anomalności, paranormalności.
[41:43] - Czyli jeżeli chodzi o inne zaginięcia z terenu Dolnego Śląska, nie widzisz takich, które by były jednoznacznie dziwne? A może są takie, które jakoś zwróciły twoją uwagę? Bo muszę powiedzieć, że coraz częściej na polskim YouTubie, w różnych publikacjach pojawiają się próby stworzenia polskiej bazy danych o Missing 411. I tak się czasami zastanawiam, bo nawet z Weliosem mieliśmy wczoraj na ten temat rozmowę, czy to się da zrobić. Bo tych opowieści różnych dziwnych o ludziach, którzy przepadli często w dziwnych okolicznościach, jest dużo. Ale czy my zawsze znajdziemy tam jakiś wątek anomalny lub ocierający się o anomalię? To jest dobre pytanie.
[42:35] - Jeżeli o taki czysty zapis dokumentalny, to myślę, że niewiele będzie takich historii, które faktycznie moglibyśmy podpiąć pod takie kategorie anomalneAle jeśli potraktujemy to jako ciekawostki i miejskie legendy, to może się z tego zbudować coś ciekawego i tych historii będzie sporo. Ale powiem szczerze, z obszaru Dolnego Śląska i stricte górskiego rejonu tych historii jest naprawdę niewiele. Więcej można na ten temat poczytać, jeśli chodzi o inne rejony Polski, jak Tatry, jak Babia Góra. Tam tych historii jest zdecydowanie więcej i one faktycznie są godne uwagi i ciekawe.
[43:19] - Tak. Pamiętam, swego czasu Robert Leśniakiewicz gromadził na swoim blogu takie przypadki zaginięć. To było w zasadzie gdzieś na pograniczu zaginięć i tragedii w górach, ale to były historie, które opowiadały o ludziach, którzy zaginęli w Tatrach, a potem nagle odnajdywali się w miejscach, które były uprzednio przeszukane przez ekipy poszukujące. On tutaj podał mnóstwo tych przykładów. Jak znajdziemy ten materiał, bo możliwe, że on gdzieś był na którymś ze skasowanych blogów pana Roberta, to wrzucimy to dlatego, że to jest bardzo ciekawe i godne uwagi. Kibicujemy ci, Damianie. Jeżeli oczywiście twoja powieść się ukaże, to bardzo chętnie o niej porozmawiamy. Także o tych inspiracjach, mam nadzieję, zdarzeniami realnymi, do których się dokopiesz. Bo czasami mi się wydaje, że historie naprawdę dziwne, które przerażają, ludzie nie zawsze chcą o tym mówić. Czasami lepiej jest coś zakopać nawet w aktach policyjnych jako niewyjaśnione lub bez wyjaśnienia, niż doszukiwać się konotacji związanych ze zjawiskami anomalnymi. Ale wróćmy, Damianie, do przypadków wysokiej dziwności, bo w swojej nowej książce poświęcasz też nieco miejsca tak zwanemu żywemu folklorowi, o którym już mówiłem. Żywy folklor. Cóż to jest? To są spotkania z istotami uznawanymi za mityczne lub legendarne. Przy czym są to spotkania całkiem namacalne. Wiele razy mówiliśmy o tym, że ludzie nieco się otworzyli w tej kwestii i zaczęły do nas spływać bardzo liczne relacje na temat tego typu doświadczeń. Dużo pisze o tym również Arek Miazga. Czy chcesz wymienić jakąś szczególną opowieść z tej swojej nowej książki, która ociera się o tematykę żywego folkloru? I co w ogóle wspólnego z tym zagadnieniem może mieć teoria dystorsji José Antonio Caravaggi? Bo to jest taka hipoteza, która w jakiś sposób blisko ociera się o to, co żeśmy mówili na przykład w kontekście poglądów doktora Jacques'a Vallée, że UFO nie jest konkretnie tym, na co wygląda. Tak samo nie jest z humanoidami. I żywy folklor potwierdzać może to przypuszczenie, że tak naprawdę to, co świadkowie widzą, jest jakąś manifestacją nie do końca określonej siły, która przyobleka się w wyobrażenia sczytane z ich głów. Tak chyba możemy najprościej teorię dystorsji wyjaśnić, ale o niej za chwilę. Jeżeli chodzi o ten żywy folklor, Damianie, to tam wspominasz o różnych goblinach, stworkach. A która historia z tej nowej książki jakoś tak podziałała na ciebie najbardziej?
[46:42] - Temat żywego folkloru jest mi bardzo bliski i od wielu lat dokumentuję różne tego typu historie. Ma on zdecydowanie dużo wspólnego z tematyką ufologiczną. Tak jak mówiłeś słusznie tutaj, Piotrze, jest jakaś nić łącząca tego typu relacje, współczesne relacje z relacjami ufologicznymi, z takimi, powiedzmy już klasycznymi bliskimi spotkaniami z UFO. Natomiast jeśli chodzi o taki żywy folklor, który się przewija w mojej najnowszej książce, to ja tutaj nawiązuję do takich historii źródłowych. Tak jeszcze wracając do Barda Śląskiego, to tam są też takie historie bardzo folklorystyczne, można powiedzieć. To jest w ogóle bardzo magiczne miejsce. Górska miejscowość w sercu Gór Opawskich, położona w centrum miejscowości klasztor, z którym też się wiąże objawienie maryjne jeszcze z bodajże XV czy XVI wieku. Na przykład taka historia, o której wspominam, o takim dziwnym gnomie, który był zaobserwowany w latach 70. jeszcze w centrum miejscowości Barda Śląskiego przez pewną kobietę. Idąc przez jedną z głównych ulic w Bardzie Śląskim zobaczyła taką zakapturzoną postać z krótkimi, grubymi nogami, która przemknęła jej przez ulicę i schowała się gdzieś w krzakach. Takie właśnie najczęściej wyglądają te relacje, że to są takie krótkie obserwacje jakichś dziwnych humanoidalnych istot. W tym przypadku akurat to była taka niewielkiej wysokości postać, która przemknęła gdzieś tej kobiecie. Są też takie historie bardzo nietypowe, jak na przykład w miejscowości Laskówka w latach 50. Też jest historia opisana w książce, gdzie grupka mężczyzn, wracając do domu z takiej bardzo ulewnej burzy, spotyka taką dziwną postać, która jestPrzezroczysta i wygląda jak taki worek przepełniony wodą, która przechodzi obok nich. Wygląda jak humanoidalna postać, ale też nie do końca. Taka historia też jest opisana w mojej książce. Jeszcze tam wzmiankuję o relacji, która jest znana czytelnikom z poprzedniej mojej książki „Tajemnice Dolnego Śląska”. Chodzi o zdarzenie w Barcinku, gdzie pewien mężczyzna, mieszkaniec okolic, podczas grzybobrania spotyka dziwnie wyglądające postacie, które na początku bierze za harcerzy. Ubrane w taki ściśle przylegający kostium koloru zielonego, które sobie chodzą, wchodzą sobie nagle na drzewo i zachowują się tak, jakby miały jakieś przyssawki na butach i spacerują sobie po takim starym bukowym drzewie, jakby w ogóle nie obowiązywały ich prawa grawitacji. I co ciekawe, podobną historię udokumentowałem od zupełnie niezależnego świadka w miejscowości Wojcieszów, do której też bardzo często docierałem i dokumentowałem wiele niezwykłych historii. Tam jest też historia opowiedziana mi przez jednego z mieszkańców, który w pobliżu góry Miłek znajdującej się niedaleko Wojcieszowa był świadkiem podobnej wręcz historii. Cała różnica polega tylko na tym, że te postacie, które widział w lesie, które chodziły po drzewie, jakby miały przyssawki, były koloru czerwonego. Miały kostiumy koloru czerwonego. To jest w ogóle taka niezwykła kwestia. I tutaj w zasadzie ocieramy się o tą teorię dysorsji. Bo jeśli założymy, że te zdarzenia, czy to bliskie spotkania z UFO, czy takie historie zahaczające o żywy folklor, mają znamiona jakiejś wizji. Takiej wizji, którą możemy porównać do ekstazy religijnej typu objawienia maryjne, gdzie ktoś widzi jakąś postać albo jest świadkiem manifestacji jakiegoś zjawiska anomalnego. I często dzieje się tak, gdzie jest dwóch. Notabene historia jest też opisana w mojej książce, która rozegrała się pod koniec lat 90. w Lublinie koło Legnicy, gdzie trójka osób młodego wieku, tu też znowu nawiązujemy do dzieci, z dwóch różnych miejsc obserwowała to samo zjawisko i każdy opisywał to inaczej. Jeden człowiek widział obiekt w kształcie takiego statku powietrznego, który wyglądał jak taki XVII-wieczny masztowiec, a dwóch innych w tym samym czasie obserwowało to z innego budynku i widziało obiekt, który przypominał już taki bardziej walcowaty, cegłokształtny obiekt. I tutaj się możemy zastanawiać, dlaczego tak się dzieje, że te zjawiska manifestują się zgodnie z naszym odbiorem osobistym, tak jakby przechodziły przez filtr naszej percepcji, naszej świadomości. Tutaj nawiązując do teorii dysorsji José Caravaci, hiszpańskiego badacza UFO, który wyszedł z taką koncepcją w ostatnich latach. Można powiedzieć, że ta teoria jest uzupełnieniem teorii Jacques'a Vallee dotycząca systemu kontroli i w ogóle tych przemyśleń, które gdzieś zawierał w swoich książkach John Keel. Ona moim zdaniem w bardzo trafny sposób tłumaczy, jak przebiega mechanizm takich bliskich spotkań. Dlaczego te historie się nigdy nie powtarzają. Mają zawsze w sobie jakiś duży współczynnik niezwykłości. Zawsze przebiegają inaczej, tak jakbyśmy mieli do czynienia z masową manifestacją różnych kształtów obiekt. Czyli jest obiekt, jest lądowanie jakiegoś obiektu, pojawiają się jakieś postacie, ale zawsze wyglądają inaczej, zachowują się groteskowo. Ma się wrażenie, że to jest po prostu forma jakiejś takiej wizji onirycznej, gdzie to wszystko jest przepuszczane przez filtr, być może zupełnie nieświadomie przez tych ludzi, którzy doświadczają takich wizji, znajdując się po prostu we właściwym momencie, o właściwej porze i być może poprzez swoje własne osobiste zdolności, o których nie mają bladego pojęcia, są w stanie stworzyć taki scenariusz. A co się kryje za tą siłą? Tego nie wiemy, prawda? Mam wrażenie, że egzystujemy wspólnie z jakimś inteligentnym żywiołem. Ja tutaj jestem zwolennikiem tych koncepcji parafizycznych, jeśli chodzi o tematykę UFO. Żywiołu, który nigdy nie pokazuje się, nie pokazuje swojej prawdziwej twarzy. Jest taki plastyczny, dostosowuje się do naszej percepcji, do formy przyjmowania tego, w jaki sposób możemy to zjawisko zaakceptować. Tutaj ewidentnie się uwypuklają motywy z kolektywnej nieświadomości, z tego, co możemy czerpać w ogóle z takiej zbiorowej nieświadomości. Można powiedzieć, że teoria dystorsji to taka siła, która jest niczym zwierciadło, które odbija nasze lęki, myśli. A kim albo czym jest to zjawisko, to już wymaga głębszej analizy.
[54:17] - Tak, mamy do czynienia z takim tricksterem, kimś, kto jest od nas potężniejszy. Jest jakaś inteligencja, która jest od nas potężniejsza i się z nami bawi w kotka i myszkę. Ewentualnie się maskuje. I tym można tą zabawę wytłumaczyć, że po prostu nigdy nie chce nam pokazać swojego oblicza. Ale skoro robi to już od, na dobrą sprawę tysięcy latMa w tym jakiś cel. I tak po nitce do kłębka możemy dojść do bardzo wielu wniosków. Jeden z nich mówi na przykład, że być może te wszystkie anomalne zdarzenia, o których ludzie mówią, to są błędy w matriksie wynikające z tego, że nasza rzeczywistość jest w rzeczywistości programem komputerowym stworzonym przez jakieś zaawansowane istoty, ale jednak programem pełnym dziur. I tam, gdzie ten program troszeczkę zaczyna krzaczyć, pojawiają się różnego rodzaju zjawiska, które my uznajemy za anomalne. Damianie, to też jest ważne w kontekście komentarzy, które się czasami pojawiają, kiedy mówimy o tego typu teoriach. Z drugiej strony nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby uznać na przykład, że te wszystkie dziwne istoty są przybyszami z innych linii rzeczywistości czy z innych wymiarów i one tutaj trafiają do naszego świata. My widzimy ich w taki sposób, bo tak naprawdę nie jesteśmy w stanie postrzegać ich w pełni, ich pełnej fizycznej natury. Także, w którą stronę byśmy nie poszli, zawsze znajdziemy jakieś pro i kontra. A dlaczego o tym mówię? Dlatego, że czasami, kiedy rozmawiamy o tym w debatach, ale i gdzie indziej piszemy o tych parafizycznych teoriach na temat zjawiska UFO, pojawiają się zawsze głosy powątpiewania. I one celują najczęściej w to: skoro to UFO to nie są kosmici, to co tak naprawdę z tymi relacjami o obcych inteligencjach? I teraz takie trudne pytanie chyba, czy ty myślisz, że rzeczywiście obcy nas w ogóle nie odwiedzają, czy też może wśród tego morza różnego rodzaju dziwnych zdarzeń, tej teorii dystorsji, teorii Jacques’a Vallee, zbiorowej nieświadomości, wszelkich innych dziwnych terminów, czy tam jest miejsce według ciebie na odwiedziny istot z kosmosu? Czy po prostu zostawiasz sobie furtkę otwartą mówiącą, że jednak to ET mogło nas kiedyś odwiedzić?
[57:05] - Kiedy zaczynałem swoją ścieżkę entuzjastą koncepcji pozaziemskiej, ukierunkowała mnie w takie myślenie mentalność polskiej ufologii końca lat 90., gdzie po prostu dominowała teza pozaziemska i w zasadzie nie było innej definicji. Gdzieś tam w kuluarach krążyły jakieś tezy dotyczące sposobu tłumaczenia zjawiska UFO w kontekście jakichś międzywymiarowych manifestacji. Ale gdy spojrzymy na UFO w szerszej perspektywie, to wychodzę z założenia, że jest to konglomerat i ja to zawsze podkreślałem w swoich wypowiedziach czy to w swoich publikacjach, że nie można wykluczyć tego, że w zjawisku UFO przewija się wiele różnych motywów. I być może w tym wszystkim jest jakiś wątek pozaziemski. Jeśli mówimy o relacjach dotyczących obiektów niezidentyfikowanych, które przemieszczają się w przestrzeni, o których mówią piloci. Chociaż teraz to już jest trudne, bo żyjemy w takich czasach, że bardzo trudno odróżnić niezidentyfikowany obiekt od jakiegoś drona czy jakiejś tajnej czarnobudżetowej technologii wojskowej. Ale ja nie wykluczam tego, że w tym wszystkim jest gdzieś wątek pozaziemski. Natomiast gdy spojrzymy na te bliskie spotkania z UFO i gdy je przefiltrujemy przez świadectwa historyczne, świadectwa folklorystyczne i porównamy je z tym, co mamy teraz, co wynika bezpośrednio z różnych relacji, wniosek się nasuwa wręcz oczywisty, że trudno to łączyć z jakimś zjawiskiem pozaziemskim, jakimś kosmicznym zjawiskiem, które tutaj przylatuje. To jasno wynika po prostu z materiału badawczego.
[59:18] - Mówił o tym między innymi José Antonio Caravaca, z którym przeprowadziłeś wywiad dla „Nieznanego Świata”. Jak ty w ogóle na niego trafiłeś? Powiedz. I tak w dużym skrócie jeszcze raz, o czym jest ta teoria dystorsji? Caravaca tłumaczy to na przykładach, że jest historia, że jest lądowanie UFO i ono się charakteryzuje jakimiś bardzo dziwnymi elementami. I on w tych elementach dopatruje się odniesień na przykład do filmów, do science fiction i tak dalej. Ale okazuje się, że z drugiej strony nie możemy zaprzeczyć realności niektórych zdarzeń, czyli coś się dzieje, ale też coś się przyobleka w szaty, żeby tylko przed człowiekiem ukryć swoją prawdziwą naturę. I to jest chyba sedno teorii dystorsji. Zgodzisz się ze mną?
[01:00:09] - Zgodzę się z tobą jak najbardziej. Oczywiście tutaj Caravaca dokonał bardzo mocnej, gruntownej syntezy zjawiska UFO, bo on w swoich publikacjach bazuje nie tylko na swoich materiałach badawczych, ale na całej światowej literaturze. Możemy ubolewać nad tym, że te książki nie ukazały się w wersji anglojęzycznej, a już w ogóle w języku polskim, bo naprawdę są bardzo cenne poznawczo. On bardzo starannie i gruntownie stara się po prostuPrzedstawić zjawisko UFO w zero jedynkowym podejściu do tego, do czego to wszystko prowadzi. Te relacje, czy sięgniemy do lat 50., 40., a może jeszcze do bardzo odległych czasów, mają ciągle te same motywy. Przewija się w nich wiele wspólnych elementów, które świadczą o tym, że w danym obszarze historycznym nasz światopogląd wyglądał inaczej. Inaczej postrzegaliśmy te zjawiska. Dominuje w nich olbrzymia groteskowość, na którą Karawaka zwraca uwagę. Zresztą ja też na to wielokrotnie zwracałem uwagę, kiedy dokumentowałem różne swoje relacje z bliskich spotkań z UFO. Moim zdaniem jest to jedna z bardzo trafnych tez, które Karawaka postawił i opiera się na materiałach badawczych, więc odwołuje się bezpośrednio do źródeł. I to jest najcenniejsze. Ja trafiłem na Jose Carvacana przez zupełny przypadek w zasadzie, bo trafiłem kiedyś na jego blog i czytałem jego pierwsze publikacje blogowe, bo on prowadzi też blog w języku angielskim. To, co czytałem w jego publikacjach, w pełni pokrywało się z moim światopoglądem, który sobie wyrobiłem na przestrzeni wielu lat, dokumentując te zjawiska. Karawaka zwraca uwagę na wiele motywów, na przykład na historię bliskiego trzeciego stopnia przypadku, który on sam osobiście dokumentował u pewnego Hiszpana, który w okolicach Alicante obserwował obiekt, który w wypisie miał wyglądać jak obiekt Apollo 11, który lądował na Księżycu. I później się okazało, że ten człowiek, który przeżył to bliskie spotkanie trzeciego stopnia, wcześniej oglądał materiał dokumentalny z lądowania Apollo na Księżycu. On doszukują się wielu takich. Taki klasyczny przypadek z lat 50. Cenina, miejscowość we Włoszech, gdzie pewna pani w latach 50. podczas słynnej fali UFO była świadkiem lądowania obiektu, z którego wyłoniły się skrzatopodobne postacie, które porwały kwiatki, które niosła w ręku i wskoczyły do tego obiektu i chyba tam odleciały. Później okazało się, że w tym miejscu był ślad materialny po lądowaniu obiektu. A później, gdy Karawaka porównywał sobie, jak wyglądał ten obiekt i porównał go z piecami węglowymi, które wtedy były bardzo popularne we Włoszech i nie tylko zresztą, modelami pieców węglowych z lat 50., to okazało się, że ten obiekt bardzo przypominał właśnie taki piec węglowy. Więc niewykluczone, że ta pani po prostu w to zdarzenie wplątała pewne jej bliskie i znane motywy. To nie znaczy, że te wszystkie historie to są jakieś zwykłe halucynacje. Jest ewidentnie jakieś zjawisko, którego nie jesteśmy w stanie rozgryźć w 100%, które zachowuje się inteligentnie, które ma formę jakiegoś żywiołu i które próbując nawiązać kontakt z człowiekiem, wgryza się w jego psychikę. Dlatego te zdarzenia są przepuszczone przez filtr naszej świadomości i pojawia się tam sporo groteskowości i pewnych motywów, które są nam znane z naszego otoczenia. Tego można znaleźć bardzo dużo. UFO, gdzie bardzo wielu ludzi obserwowało postacie, które przypominały znane nam motywy z logo Open Mindshare. Te postacie bardzo przypominały. Wtedy zdaje się, że chyba była kampania reklamowa w latach 50. Open Mindshare, więc jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności te motywy się przeplatały w tych bliskich spotkaniach. Na takie aspekty właśnie Karawaka zwraca uwagę. Ja też je dostrzegam w swoich relacjach, które dokumentuję, że te motywy są takie szczególne i bardzo osobiste w bliskich spotkaniach z UFO.
[01:05:23] - Przejdźmy jeszcze do takiego zdarzenia, które pojawiło się w różnego rodzaju opracowaniach, ale o nim więcej nie wiemy. Jest to lądowanie UFO w Parku Popowickim we Wrocławiu. A Wrocław to jest w ogóle osobna historia, jeżeli chodzi o twoje badania i twoje archiwum, bo nie da się ukryć, że to miasto swego czasu było jednym z polskich biegunów zjawiska UFO. Tam się działy naprawdę mocne rzeczy. Było dużo obserwacji, czego dowodem są zapisy w twoim archiwum i oczywiście także pierwsza książka. Ta legenda o parku, znaczy legenda, powiedziałem tak nie bez przyczyny, ale zaraz to wyjaśnię. Ta opowieść o Parku Popowickim pojawiła się już w książkach Rzepeckiego i Piechoty, ale do tej pory w zasadzie nie mamy żadnych nowych informacji. Jak ty patrzysz na tą sprawę? Bo ona jest taka strasznie kolorowa, strasznie nie chcę powiedzieć bajkowa, ale wręcz aspiruje do miana miejskiej legendy. Coś się tam wydarzyło. Mieliśmy bardzo dziwne zdarzenie. Mieliśmy humanoidy, które chyba się unosiły w powietrzu. Ale tak naprawdę, kiedy próbujemy się więcej dowiedzieć, to trafiamy na same znaki zapytania. Coś więcej udało ci się ustalić w tej kwestii może?
[01:06:50] - Mi się akurat nic więcej nie udało ustalić. Ja o tej historii wspominam w swojej książce, bo to jest bardzo budująca relacja. Jedna z naprawdę sensacyjnych relacji, która od wielu lat krąży w polskiej literaturze ufologicznej. Jak już wspomniałeś, po raz pierwszy o tej historii nawiązuje Bronisław Rzepecki w swojej książce „Bliskie spotkania”. Już nie pamiętam dokładnie tytułu tej książki, ale ja uznaję tą historię. Ty sugerujesz, że to może być jakaś miejska legenda. Faktycznie, ten jeden znany trzon tej historii jest powielany w wielu różnych publikacjach, bo bazujemy na jednym źródle. Ale to źródło jest dla mnie wiarygodne z tego względu, że ta historia była dokumentowana przez Ireneusza Hurija z wrocławskiego klubu. To jest ufolog starej daty. Człowiek, który aktywnie działał jeszcze w latach 90. tutaj na Dolnym Śląsku i zbierał różne relacje, więc od niego pochodzi ta relacja. Nie sądzę, że jest wymyślona. Uważam ją za autentyczną, bo człowiek, który ją dokumentował, dla mnie jest też jakimś autorytetem. Zresztą sam Marcin Stachurski, który należał do jego klubu, też mógłby coś więcej powiedzieć na temat tego zdarzenia, bo te materiały dotyczące tej historii przewijają się w archiwum, więc on miał z nimi styczność jeszcze jak był członkiem klubu należącego do Ireneusza Hurija. Uważam tą historię za ciekawą i dlatego nie omieszkałem o niej wspomnieć w swojej książce, bo ona jest jakby uzupełnieniem różnych bliskich spotkań trzeciego stopnia, których przewinęło się wiele na terenie Dolnego Śląska i trudno byłoby o niej nie wspomnieć. Może tak pokrótce przypomnimy, o co chodzi. Chodzi o zdarzenie, które rozegrało się w Parku Popowickim we Wrocławiu jeszcze w latach 70., dokładnie w '79 roku, więc wtedy, kiedy była prawdziwa fala UFO w Polsce, gdzie rodziła się ufologia w Polsce i wtedy tych relacji było naprawdę bardzo dużo. Dwójka takich chłopców w godzinach popołudniowych zobaczyła obiekt, który wisiał sobie na otwartej przestrzeni gdzieś w Parku Popowickim. Dyskoidealny obiekt z przezroczystą kopułką. I nagle w jego pobliżu pojawiły się dwie istoty. Świadkowie jeszcze chyba zauważyli jedną postać, która siedziała tam w pojeździe. Wszystkie te postacie wyglądały identycznie, a jedna z postaci nawet w momencie, kiedy jeden z tych chłopców chciał podejść bliżej tego obiektu, zauważył on wtedy, że ta postać była naelektryzowana, tak jakby jej włosy unosiły się do góry i trawa w pobliżu falowała od tego obiektu. Także historia jest bardzo ciekawa. Trudno sugerować tutaj, że Ireneusz Huryj postanowił sobie zażartować, wymyślił jakąś historię i puścił ją w obieg. Może teraz, po latach się śmieje, że jest ta historia powielana, ale mentalność ufologów tamtej epoki była zupełnie inna. Ci ludzie nie szukali sensacji, tylko szukali prawdy. Więc nie sądzę, aby tutaj ktoś dopuścił się jakiejś manipulacji, puścił historię, która stała się później miejską legendą. Traktuję ją poważnie.
[01:10:46] - Powiedz mi, co z tak zwanymi paranormalnymi sagami, to jest historiami ludzi, którzy mają na koncie wiele różnego rodzaju dziwnych wydarzeń. I ty relacje państwa albo rodziny K. opisujesz właśnie na swoim blogu. Oni wyglądają tak, jakby zostali z jednej strony wybrani przez jakąś siłę, a z drugiej strony przez nią prześladowani, jakby nie było. To są bardzo dziwne historie. To jest chyba kwintesencja dziwności. Czy mógłbyś nam parę słów o tym powiedzieć?
[01:11:18] - Historia, która jest opisana na moim blogu, do której tutaj nawiązujesz, bazuje na relacji jednego z członków tej rodziny. To jest rodzina mieszkająca w Lublinie i historie, które na przestrzeni wielu lat toczyły się w życiu tej rodziny, są bardzo wielowątkowe i zahaczają o wiele różnych zagadnień. Można powiedzieć, że to jest taki miszmasz różnych niezwykłych zdarzeń, które sięgają jeszcze pokoleniowo do lat 50. i dotyczą przede wszystkim takich bardzo paranormalnych wątków nawiązujących do spotkań z demonicznymi postaciami w miejscach, które uznawane były w tamtych czasach za nawiedzone. To są historie bardzo synchroniczne wręcz. Jest cała masa różnych wydarzeń, które przetoczyły się przez rodzinę. Ja tutaj używam pseudonimu oczywiście, używam nazwiska Kuczyńskich, ale tak naprawdę to jest fikcyjne nazwisko. Ze zrozumiałych względów ten pan, który mi zdawał relację tych różnych niezwykłych zdarzeń, chciał pozostać anonimowy. Więc tam jest bardzo dużo takich wątków demonicznych, paranormalnych, jak na przykład zdarzenieGdzie główny komentator opowiadał mi o tym, że kiedy jeszcze jako dziecko widział taką kukiełkową postać, która zaczęła pukać do okna. On jeszcze to widział jako dziecko ze swoją starszą siostrą w mieszkaniu, w którym kiedyś mieszkał i w którym też było wiele niezwykłych, paranormalnych zdarzeń, jakie się rozegrały. I ta postać w jego mniemaniu zwiastowała śmierć. Dla mnie ta historia jest szczególna z tego względu, że ja podobne zdarzenie dokumentowałem też na Dolnym Śląsku, gdzie taka dziwnie wyglądająca postać pukała do okna, a później okazało się, że w tym domu rozegrała się też tragedia.
[01:13:44] - Tak, to chyba było opisane w którymś z twoich artykułów do „Nieznanego Świata”.
[01:13:49] - Tak, wspominałem o tym.
[01:13:51] - Nie pamiętam już, który to był artykuł, ale postaramy się go przypiąć w opisie audycji, bo to jest wstrząsająca historia. To była chyba jakaś-
[01:13:59] - Bardzo wstrząsająca.
[01:14:00] - Jakaś głowa wręcz. Ale muszę ci powiedzieć, że ja coraz bardziej skłaniam się do wniosku, może dla niektórych zabrzmi to głupio, ale że tego typu zdarzenia, czyli wszelkiego rodzaju synchroniczności, spotkania, zdarzenia typu psi, które się nie kwalifikują jako UFO, na przykład jako żywy folklor, takie jakieś dziwne zdarzenia, powiedzmy sobie, że one bardzo często rzeczywiście, jak potem obserwuję, są zapowiedzią nieszczęścia lub śmierci. Dlaczego? To tak, jakby po prostu na krótko przed zgonem kogoś ci bliskiego otwierał się jakiś portal i łączyły się jakieś nici. I ty dostajesz wtedy sygnał. Dostajesz taki sygnał i szczerze mówiąc, kiedy przyglądałem się tego typu relacjom, okazywało się zawsze gdzieś później ktoś umierał. To jest dziwne. Nie umiem wam tego w 100% jeszcze wyjaśnić. Natomiast to już Camille Flammarion, który nie tylko był wielkim naukowcem, ale też ekspertem od zjawisk paranormalnych, on to zauważył już w swojej książce opublikowanej bardzo dawno temu. Z tego, co pamiętam, to chyba w latach 20. ubiegłego wieku ta książka wyszła, ale o tym porozmawiamy kiedy indziej. Jeżeli interesują was takie paranormalne sagi, to oczywiście jest przecież też historia ze Słociny. Tych dwóch pań, o których pisał Arek Miazga. One też doświadczały wszelkich wyobrażalnych form dziwności tak naprawdę: od spotkań z UFO po jakieś dziwne istoty, dziwne doznania, przenikanie do innych płaszczyzn rzeczywistości. I to wszystko się działo gdzieś tam na tle zwyczajnego, normalnego życia, ale też mocno na nie wpływało. Także ta saga rodziny Kuczyńskich, o której piszesz na swoim blogu, jest bardzo interesująca. Ja się tak czasem zastanawiam, ile osób pada ofiarą czegoś takiego. Bo śmiało możemy powiedzieć, że słowo „ofiara” nie jest w tym przypadku przesadzone.
[01:16:16] - To jest prawda. I jeszcze tak tylko dodam, że jak spojrzymy w ogóle na to szerzej, ja się wielokrotnie z tym spotykałem, kiedy docierałem do różnych świadków obserwacji UFO. Bardzo często taka historia prozaiczna, czyli jakieś zdarzenie z udziałem UFO, było takim punktem wyjścia do dalszej dyskusji. Później okazywało się, że taki człowiek miał w swojej historii masę różnych przeżyć, historii zakrawających bardzo mocno o jakieś wątki paranormalne. I to wszystko jakoś dziwnie ze sobą się łączy i myślę, że warto patrzeć na takie zagadnienia z szerszej perspektywy, z bardziej otwartym umysłem.
[01:17:02] - Tak, to jest tak, jak na przykład dawniej były osoby, które posiadały jakiś dar wglądu w inną rzeczywistość. Nazywano je wiedźmami, wiedźmarami, guślarzami i tak dalej, szamanami. W każdej kulturze mieli inną nazwę. Natomiast okazuje się, że oni dzisiaj też istnieją, tylko że oni już dzisiaj nie leczą, nie są uznawani za wróżbitów, za łącznik z tamtym światem. Oni po prostu sobie żyją w naszym społeczeństwie, ale zachowali ten dostęp do innego świata. I ja ci powiem, Damianie, co mnie jeszcze interesuje, że czasami jest tak, że w tego typu paranormalnych sagach ta zdolność jest dziedziczna. Tak jak dawniej były rzekomo dziedziczne zdolności wieszcze, prorocze czy uzdrowicielskie, tak w przypadku wielu tych historii, o których mówimy, jest właśnie tak, że one dotykają całych rodzin i one się na przykład ciągną przez pokolenia. Kiedy się dopytujemy świadka, czy w jego życiu, czy w jego rodzinie zdarzały się jakieś dziwne historie, to ja na przykład bardzo często słyszę: „Tak, moja babcia na przykład była osobą sensytywną”. I ta sensytywność, ta zdolność do odbioru innych, nie wiem, jak to powiedzieć, innych częstotliwości rzeczywistości jest kluczowa w tym momencie. Ale dobrze, to jest jedna rzecz, ale ponieważ za chwilę kończymy spotkanie z Damianem, to chciałbym się jeszcze odnieść do jednego aspektu z twojej książki, bo cały czas nasze opowieści krążą gdzieś wokół granic Polski, wokół gór. No i co mnie tak szczególnie zainteresowało, bo jeżeli UFO tak sobie umiłowało te obszary graniczneTo czy spotkałeś się z relacjami, które mówią o spotkaniach pograniczników z tego typu dziwnymi zjawiskami? Ja pamiętam osobiście, to była tak naprawdę jedna z pierwszych historii, które dokumentowałem. To akurat się działo na Górnym Śląsku, w dzisiejszym województwie śląskim, na granicy z ówczesną Czechosłowacją. Jeden pan opisał mi takie zdarzenie, którego doświadczył jego ojciec, który był właśnie w straży miejskiej, że po prostu zobaczył gmerające się cienie. Wyglądało to jakby na śniegu pojawiła się czarna plama, troszeczkę w kształcie człowieka i sobie po prostu stała. Stała, tak jakoś niezdarnie się poruszała. On oczywiście próbował to zbadać. Okazało się, że w tamtym miejscu nikogo nie ma. I o dziwo, kilka dni potem zmarła w ich rodzinie bardzo bliska osoba. Jak powiedziałeś, Damianie, to wszystko się gdzieś tak dziwnie łączy. Czasami nam się zdaje, że to jest wręcz absurdalne, że próbujemy znajdować jakieś paralele między różnego rodzaju historiami niezwykłymi. Ale tak jest. To spojrzenie z dala, spojrzenie z boku pozwala nam być może na zrozumienie tego, na czym te zjawiska się tak naprawdę opierają. Ale to już za dużo powiedziałem, nagadałem się, ale jak to jest z tymi pogranicznikami? Bo w swojej książce opisujesz też takie bardzo dziwne spotkanie z Jakuszyc. Co się tam wydarzyło?
[01:20:42] - To jest bardzo niezwykła historia, która rozegrała się równolegle do aktywnej fali UFO, która przewinęła się przez Karkonosze w 1994 roku. W tamtym czasie lokalna prasa bardzo często donosiła o manifestacji takich dziwnych świateł, które zwykle starano się tłumaczyć w lokalnej prasie właśnie jako światła dyskotekowe pochodzące z przygranicznej dyskoteki z czeskiej miejscowości Harrachov. Tylko problem w tym, że wiele tych relacji, które też zresztą ja po latach dokumentowałem w różnych miejscowościach, czy to Jelenia Góra, czy Szklarska Poręba, bo głównie one w tym obszarze się koncentrowały. Bardzo często te relacje były takie dosyć zaskakujące, bardzo anomalne, bym powiedział, bo się rozgrywały na przykład na bezchmurnym niebie, więc ciężko było tutaj w ogóle tłumaczyć tego typu historie, relacje jako właśnie światła dyskotekowe. To były często takie bardzo duże pierścienie świateł, które się manifestowały. Ale do czego nawiązuję? Mianowicie do tego, że często się dzieje tak, że przy tych falach UFO równolegle dochodzi do niektórych bliskich spotkań z UFO. I właśnie historia, która jest opisana w mojej najnowszej książce, dotycząca zdarzenia, które rozegrało się w Jakuszycach. To jest już taki rejon Szklarskiej Poręby Górnej, który już jest takim przygranicznym rejonem. Tam jest rzut kamieniem do granicy czeskiej. I pewien pan, który wybrał się na wycieczkę, można powiedzieć, spotkał swojego kolegę, który był kierowcą autobusów miejskich, które tam kursowały, powiedzmy między Jelenią Górą a Szklarską Porębą. Postanowił po prostu się z nim przejechać, bo dawno go nie widział i pogawędzić sobie trochę z nim. Kiedy dojechali panowie do Jakuszyc, tam jest postój autobusowy i ten pan postanowił wyjść sobie z autobusu za potrzebą. Przeszedł kilkanaście metrów, a to była już taka aura zimowa. Przeszedł kilkanaście metrów dalej i nagle widział gdzieś tam w koronie drzew jakieś światło, które go zainteresowało, więc udał się jeszcze dalej w tym kierunku i nagle zobaczył obiekt przypominający pierścień z takimi słupami świateł opadającymi w dół. I ten obiekt sobie wisiał między drzewami. On stał jak osłupiały, obserwując to zjawisko i nagle w pewnym momencie uświadomił sobie, że nie jest sam, że w jego pobliżu są inni ludzie. I to byli, jak się okazało, to była Straż Graniczna. Jeden z tych mundurowych podszedł do tego mężczyzny i powiedział mu, że on ma stąd natychmiast odejść. Więc ten czym prędzej wrócił z powrotem do swojego kolegi. Tam już wsiadali jacyś pasażerowie i on powiedział mu, że przed chwilą widział po prostu UFO, a tamten mu oczywiście nie uwierzył. I co ciekawe, kiedy autobus ruszył, doszło do niezwykłej rzeczy. Mianowicie ten obiekt, jak się okazało, wystartował i przeleciał nad tym autobusem i wtedy doszło do wyłączenia silnika i kiedy obiekt przeleciał, poleciał dalej. Nagle po chwili wszystko wróciło do normalności. Silnik się zapalił i oni ruszyli w dalszą podróż. Taka po prostu niezwykła historia, która jest właśnie opisana w tej książce. I ona się rozegrała równolegle do tej fali UFO, która przewijała się wtedy przez obszar Karkonoszy.
[01:24:31] - Tak o tym i o innych wydarzeniach, o których żeśmy wspominali w dzisiejszym programie, a także o tych, o których żeśmy nie wspominali, przeczytacie w najnowszej książce Damiana Treli pod tytułem „UFO i niewyjaśnione zjawiska Dolnego Śląska”. Przypominamy, że jeżeli się skontaktujecie z Damianem, to on kilka kopii ma, żeby tam wam złożyć swój podpis. Natomiast książka jest chyba ogólnie dostępna, bo wyszła w dość dużym wydawnictwie Illuminatio.Link znajdziecie gdzieś pod spodem. Tak samo znajdziecie pod spodem odnośniki do wszystkich materiałów z Nieznanego Świata, o których żeśmy wspominali i których Damian jest autorem. Ja bym ci chciał serdecznie podziękować, Damianie, i zaprosić cię na kolejne audycje w nadchodzących miesiącach, bo my teraz zmieniamy trochę format nadawania. Debaty będą się pojawiać rzadziej, natomiast będą przeplatane nowym formatem, w którym UFO też pewnie będzie gościć. Także kto wie, w jakich tam jeszcze okolicznościach się usłyszymy. Cóż mi pozostaje, Damianie? Podziękować ci jeszcze raz, życzyć owocnej pracy nad powieścią. I przede wszystkim życzyć ci tego, żeby wyszła kolejna część książki opierającej się o historię swojego archiwum. Dlatego, że jestem pewien, że jeszcze niejedną ciekawą książkę tego typu, opowiadającą o historiach lokalnych, które są tuż obok nas, które są łatwe dla lokalnego badacza do zweryfikowania, uda ci się napisać i będziemy mieli supermateriał do poczytania. Także cóż, Damianie.
[01:26:26] - Dziękuję serdecznie. Dziękuję za zaproszenie. Mam nadzieję, że czas pozwoli, aby jeszcze nie raz zagościć w debatach ufologicznych. Tak więc serdecznie pozdrawiam. Dziękuję za dzisiejsze spotkanie. I do usłyszenia, mam nadzieję.
[01:26:43] - Pozdrawiamy i wszystkich słuchających zachęcamy do nabycia książki Damiana. Było bardzo interesująco, drodzy państwo, ale to jeszcze nie jest koniec. Dlatego, że za chwilę postaramy się połączyć ze świadkiem, nietypowym świadkiem obserwacji UFO. Nie będzie to świadek anonimowy, jak to bywa w większości naszych rozmów, publikacji. Jest to youtuber. Jest to osoba, która niektórym jest znana, innym osobom jest mniej znana. O tym za chwilę powiemy. Pan Paweł pewnie nam troszeczkę więcej o sobie opowie. Historia, którą on ma do opowiedzenia, jest naprawdę niezwykła. Ona się wpisuje w taki szereg bliskich spotkań na terenie naszego kraju, które się rozgrywały od lat 70. po drugą dekadę obecnego wieku. O co chodzi? O tym za chwilę się przekonacie. Ja tylko przypomnę, że niedługo, to znaczy za tydzień, jeszcze mamy normalną debatę. Mamy normalne Oblicze Nieznanego, ale już za dwa tygodnie, czyli 20 marca, troszeczkę zmienia się nasz format nadawania. O czym chcę wam powiedzieć? Myśmy już kilka razy mówili, że Debaty i Oblicza Nieznanego będą się pojawiały rzadziej, gdzieś tak raz na miesiąc. Ale mówiąc debaty i oblicza mamy na myśli audycje, w których pojawia się więcej niż dwóch gości. I te tematy są bardzo rozległe, bo jak zauważyliście, my staramy się bardzo przekrojowo te tematy traktować. Ale tak naprawdę nie zmieni się wiele, bo pojawi się nowa audycja. Nie wiem, Marku i Veliosie, czy możemy zdradzić tytuł?
[01:28:51] - Tytuł taki bardzo intrygujący, bo po łacinie: Facta incognita.
[01:28:58] - Tak. I Facta incognita będzie w zasadzie tym, czym są Oblicza Nieznanego. Także niewiele się zmieni, tylko będziemy się spotykać z Markiem Żelkowskim i oczywiście Veliosem w tym gronie i będziemy podejmowali bardziej konkretne tematy. Także będą to zarówno takie monograficzne opracowania pewnych konkretnych zdarzeń i zjawisk, jak i też odniesienia do tego, co się obecnie na świecie dzieje. Także w zasadzie nie zauważycie wielkich zmian między Obliczami Nieznanego a Facta incognita. Tylko tyle, że będą to audycje bardziej szczegółowe. Nie będziemy się tak spieszyć, żeby wam dany problem w pełni naświetlić. Może będzie troszeczkę krócej, ale będzie większe skumulowanie informacji i będzie ciekawiej. Nie będziemy unikać kontrowersyjnych tematów. Przede wszystkim, jeżeli macie jakieś propozycje dla nas, to piszcie. Ja cały czas tutaj staram się analizować wasze komentarze, które są bardzo ciekawe i Velios mi te najciekawsze wysyła. Kiedyś, obiecuję, zrobimy tak zwane pytanie niezadane, w których się ustosunkujemy do tych kwestii, o które pytacie. To tyle. Czyli 20 marca spotykamy się w nowym formacie. Trzymajcie za nas kciuki. A teraz postarajmy się połączyć z panem Pawłem, który opowie nam bardzo niezwykłą historię.
[01:30:39] - Halo? Dobry wieczór, panie Pawle. Tutaj Radio Paranormalium, Marek Sęk po tej stronie.
[01:30:44] - Dobry wieczór, czy dobrze mnie słychać?
[01:30:46] - Bardzo dobrze, fantastycznie.
[01:30:48] - Bardzo dobrze, wręcz wspaniale. Witaj Pawle. Ja tutaj zrobiłem taki krótki wstęp odnośnie tego, kim jesteś, ale może zechciałbyś nam parę słów powiedzieć, bo też nie jesteś zwykłą postacią. W Polsce jest tak, że ludzie boją się już mówić o swoich spotkaniach z UFO.A szczególnie osoby, które są troszeczkę bardziej znane niż przeciętny Kowalski, to już w ogóle. Także może trzy słowa o sobie, gdzie można w ogóle się z twoją osobą w internecie spotkać? To tak tytułem wstępu.
[01:31:28] - Dobry wieczór, jak widzę, bo jestem pierwszy raz u was na streamie, więc widzę, że mamy tam ponad 600 osób, więc wszystkich serdecznie pozdrawiam. Najprawdopodobniej niektórzy z tych słuchaczy mnie znają i wiedzą, co robię w YouTubie, jaki mam kanał. Fakt, że kontrowersyjne czasami treści na tym kanale są, więc jeżeli chcecie to obejrzeć, to proszę, żebyście mieli 18 lat, bo czasami tak to wygląda. Ale tak szybciutko powiem wam jedną rzecz, że ta cała historia miała miejsce osiem lat temu. Ja się zdecydowałem na jednym ze swoich streamów opowiedzieć to. Niestety zostałem tak okrutnie wyszydzony, że jeszcze miesiąc później Wykop, Discord, jeszcze inne instytucje śmiały się ze mnie do rozpuku, więc zakończyłem temat, bo wiem, że to nie było akurat chyba najmądrzejsze z mojej strony.
[01:32:35] - To było odważne na pewno. Ja tylko dodam, że naszym gościem jest pan Paweł z Warszawy. Taki jest pana obiegowy pseudonim w necie, ale tak naprawdę ma pan tych pseudonimów więcej. Pana obecny kanał się nazywa?
[01:32:54] - Ram Pam Pam.
[01:32:55] - Tak, damy link pod spodem. Rzeczywiście jest to dość duża mieszanina tematyczna. Tematy z życia tak naprawdę. Ale powróćmy do tej historii, na której się skupimy. Jak to się stało? Co w zasadzie się wydarzyło? Gdzie się pan wtedy kierował? Bo to też się zdarzyło w drodze.
[01:33:18] - Tak, to się zdarzyło w drodze, tylko jeszcze wtedy nie były modne telefony komórkowe, którymi się wszystko nagrywało. Dlatego tego nie mam, takiej relacji nie mam. Natomiast wydarzyła się sprawa w 2015 roku. To był wrzesień, połowa września. Udawałem się wtedy z Warszawy do Puław na Rajd Nadwiślański i to była gdzieś godzina koło piątej. Wyjechałem dużo wcześniej, ale w miejscu, gdzie się to wszystko wydarzyło, to była godzina gdzieś koło piątej i już praktycznie świtało. Ja może opowiem całą tę historię, a później ewentualnie jakieś pytania, dobra?
[01:34:08] - Tak, czekamy.
[01:34:10] - Dobrze. To lecę. I teraz tak: przejeżdżałem, dokładnie ustaliłem, pamiętam i tak dalej, w miejscowości Kobylnica Kolonia. Tam przejeżdża się drogą numer 801 w stronę Dęblina, około dwóch kilometrów lasem. Są dwie części leśne i mniej więcej zaraz jak się wjeżdża do drugiej części leśnej przy cmentarzu wojennym, wjechałem do tej części leśnej i w połowie tej mojej podróży, przede mną widziałem już gdzieś tam brzask, świtało. Możemy sobie wyobrazić, jak wygląda droga przez las, a na końcu tej drogi jakiś tam brzask. I teraz jest sytuacja taka, że nagle z lewej części lasu wyjechało tak jakby motocyklista i zarzucił tak światłem. Ja zobaczyłem w lusterku, że coś za mną wyjechało i jedzie. Jeszcze sobie pomyślałem: „Teraz o tej porze z lasu?” Myślałem, że to jacyś gajowi czy myśliwi, ale dobrze. Tylko że to światło, które już później jechało za mną w odległości powiedzmy 100 metrów, to było takie dziwne światło, dlatego, że nie zostawiało cienia. Ono ogarnęło całość tego lasu przede mną. Moje światła jakby się wtopiły w to światło. Z reguły światło jak świeci, to przez lusterko wsteczne człowieka oślepia. To nie oślepiało, ale ani nie było cienia w samochodzie, w kabinie samochodu, nie było również cienia przede mną. Bo jak ktoś zaświeci za tobą, jak jedziesz, zaświeci za tobą długie światła, to drzewa rzucają cień. Jechałem wtedy osobowym samochodem marki Fiat Punto, nieduży samochód. I te światła się pomalutku do mnie, to światło jedno zbliżało, ale tak jak mówię, bardzo dziwnie się poczułem, bo to światło jakby mnie otaczało dookoła. Białe światło, bezbarwne, białe światło. I teraz to coś widziałem, że leci nade mną i już się ze mną zrównało, ale zaczyna mnie wyprzedzać. Te drzewa, które tam rosły w tym lesie, miały może wysokość z 15 metrów. I ten obiekt, widziałem to bardzo dokładnie, był trójkątny i końce tego trójkąta lekko zachodziły na drzewa nad lasem, a więc miał może około 20, 30 metrów szerokości. I dalej emitował to światło w ko-... w którym to świetle zobaczyłem, że to jest trójkąt, a z tyłu z wylotów silników, na całej podstawie tego trójkąta były takie wyloty i falowało powietrze. Falowało powietrze i to było widać właśnie w tym białym świetle, które emitował do przodu. I to falowało tam to powietrze tak jak z silników, bardzo wysoka temperatura. Tylko że była taka sprawa, że nic nie słyszałem. Było bezszelestnie, słyszałem tylko silnik samochodu. Bezszelestnie zrównał się ze mną. Miałem wtedy może 80, 90 kilometrów, bo szybko nie jeżdżę. Zrównał się ze mną, wyprzedził mnie, odleciał jakieś może 200 metrów, już na końcówkę tego lasu i bardzo szybkim manewrem wyleciał znad tego lasu, poleciał w lewo. Ja wtedy uchyliłem okienka, bo nie słyszałem tego grzmotu silników. No bo przecież człowiek przeżył te 60 lat i wie, jaki samolot ma dźwięk. I posłuchajcie. Wtedy przez to okienko wpadł zapach. To pachniało tak, jak czasami po długim czasie uruchamiamy klimatyzację w samochodzie. Jeździmy bez klimatyzacji i nagle uruchamiamy klimatyzację. Takie jakieś zjonizowane powietrze, jak po burzy albo jak z jakiejś nieużywanej klimatyzacji. I to było wszystko. Później próbowałem ustalić, pomyślałem sobie: „Przecież niedaleko jest lotnisko w Dęblinie, więc bardzo możliwe, że to był jakiś samolot”. Ale później na łeb mi tak weszło i mówię sobie: „Cholera, przecież nie mógł z taką szybkością przelecieć nade mną”. I jak próbowałem ustalić, do czego był podobny ten obiekt, to najbardziej prawdopodobnie podobny był do takiego bombowca B2 Spirit. Miał identyczne kształty, bo ja go widziałem tylko od tyłu i od dołu. I to jest cała ta moja historia. Normalnie byłem w takim stanie, że sobie myślę tak: „Cholera, przecież wiem, że to wszystko widziałem”. Jak się zatrzymałem już później. „Wiem, że to wszystko widziałem, ale przecież to, co widziałem, to nie jest prawda”. I do tej pory, przez te osiem lat nic nie zrobiłem z tym tematem.
[01:39:45] - Jest to bardzo ciekawe, dlatego że swego czasu mieliśmy wysyp tego typu zdarzeń na obszarze całej Polski, od Lublińca przez Radomsko. To była raczej południowa Polska w większości. Mieliśmy kilka incydentów z latającymi trójkątami gdzieś tam wyżej w Poznaniu, co jest interesujące, bo pewnie nasi słuchacze o tym wiedzą. Myśmy temu poświęcili kilka, może nie kilka debat, ale kilka razy wspominaliśmy o tej fali UFO wtedy nad Polską. To było mniej więcej w latach 2008-2013. Wtedy te trójkąty się tak pojawiały. W pana przypadku jest to rok 2015, czyli to też się wpisuje w jakąś taką dłuższą narrację. Co jeszcze mi przychodzi do głowy? Przede wszystkim to, że to jest bardzo podobne do tego, co było widziane w tych wszystkich lokalizacjach. Jak mówiłem, Lubliniec, Wików koło Radomska to jest chyba najbardziej podobne zdarzenie. Tam też dosłownie nad bardzo ruchliwą trasą przeleciał identyczny obiekt. Może nie był tak jasny, natomiast były widoczne te dysze. Raport na ten temat sporządził Arek Miazga i to był 16 września 2010 roku. W pana przypadku to było jakieś pięć lat później. Jest to wszystko bardzo interesujące, szczególnie ten zapach, dlatego, że żaden ze świadków akurat o tym nie mówił, nie zwracał na to uwagi. No ale samo to, że nagle jest pan w okolicy Dęblina, tak? To jest stolica polskiego lotnictwa, jak by nie było. Ja miałem wujka, który pracował w Dęblinie. Nie powiem, kim był, ale kiedyś go próbowałem podpytać ogólnie o zjawisko UFO. Jakoś tak za bardzo rozmowny nie był. Wiem, że wujka ma tam też Arek Miazga. Chyba nie zdradziłem za dużo. Myśmy też starali się wręszyć zawsze od tej strony, ale nie zawsze się udawało. Nie wydaje się panu dziwne, że był pan w tak bardzo newralgicznym punkcie dla polskiej obronności? Tam przecież, jak się jechało swego czasu, nie wiem, jak tam jest teraz, ale przecież tam te anteny radarowe robiły spore wrażenie, kiedy się przejeżdżało przez tamten rejon. I nagle coś takiego się pojawia, co przeczy zdrowemu rozsądkowi, jak by nie było. Ale jeszcze dodam jedną rzecz, która jest bardzo znamienna w przypadku tych latających trójkątów. Otóż one zawsze, prawie zawsze pojawiały się w pobliżu baz wojskowych. Nie zawsze były to bazy lotnicze, dlatego że w Lublińcu akurat mamy komandosów. Ale przecież mieliśmy zdarzenie z Poznania, mieliśmy zdarzenie z Radomska, całkiem niedaleko tam jest przecież Dołaska i tak dalej, i tak dalej. Tych przypadków było naprawdę dużo. Jak pan ocenia po latach to zdarzenie? Czy ono jakoś wpłynęło na pana światopogląd?
[01:43:05] - Ja jeszcze wrócę na chwilkę. Ja też to lokalizowałem cały czas, jak trwało to nade mną, bo to była prawie minuta. Ja cały czas byłem przekonany, że to jest jakiś samolot właśnie z lotniska w Dęblinie.I dopiero później, jak się zatrzymałem, doszło do mnie to, że nie ma przecież takich samolotów, żeby bez dźwięku i z przelotową prędkością 90 na godzinę na takim niskim pułapie mogły takie robić rzeczy. Przynajmniej ja takich samolotów nie widziałem. Ja próbowałem później dzwonić na lotnisko i ustalać, a przynajmniej zgłosić taki fakt, ale jak to tam zawsze jest, tajemnica państwowa i tak dalej. I oni mi tam nic nie udostępnią. Wtedy jeszcze nie było chyba Flightradaru, gdzie można było zobaczyć. Ale teraz, po latach, ja cały czas, jak tam przejeżdżam, bo przejeżdżam cały czas, bo sobie jeżdżę do Kazimierza nad Wisłą, to przejeżdżam tamtędy i cały czas mam to przed oczami. Szczególnie to światło, które nie rzuca cienia. Jesteście otoczeni. Ja byłem otoczony światłem dookoła, które nie rzuca cienia. W kabinie auta nic nie rzucało cienia i przede mną też. Ja się poczułem w ogóle jak we mgle. A później ten nalot, on był całkowicie czarny. Nie widziałem nawet jakichś charakterystycznych cech. Widziałem tylko, że w tym swoim świetle, które emitował z przodu, wyglądał, to był trójkąt, na pewno trójkąt. I widziałem, i czułem to falujące powietrze z tyłu. No i tyle. I myślę, że tak, bo do tej sprawy tutaj wszyscy podchodzą na zasadzie: „No tak było, minęło” i tak dalej. Ale po latach wiem, że coś jest. Wiem, że widziałem coś, czego nie można określić, co się w głowie nie mieści. Ja to widziałem, ja to przeżyłem i tyle. Każdy niech sobie myśli, co chce. Ja to przeżyłem i nigdy tego nie zapomnę.
[01:45:25] - Myśmy, analizując tego typu relacje lata temu, bo to głównie się działo w okolicach roku 2013. Tam była taka kulminacja tego typu zdarzeń. Myśmy się zastanawiali, czy to może mieć jakiś związek z wydarzeniami ówczesnymi na Ukrainie. Bo pamięta pan, co się tam wtedy działo? I myśmy się zaczęli zastanawiać: no dobrze, tam jest pewien tumult, tam są wydarzenia bardzo dużej rangi, szczególnie w świetle tego, co widzimy dzisiaj. I pierwszy wniosek, który przychodził do głowy, że to są jakieś tajne samoloty amerykańskie. I to był nasz taki, muszę powiedzieć, bardzo prostolinijny wniosek, że doszliśmy do wniosku, że Amerykanie po prostu testują u nas coś, czego nie mogą testować u siebie, bo u nich to zobaczą, a u nas się zamknie gęby ludziom, bo nikt tego poważnie nie traktuje. Przecież w Ameryce były przypadki, takie jak słynne światła z Phoenix, kiedy ogromny trójkątny obiekt przeleciał nad wielkim miastem. Była z tego straszna afera w roku 1997, a potem była analogiczna sprawa ze Stevenville, kiedy widziano też ogromny obiekt w kształcie bumerangu czy też trójkąta, który stał się tematem bardzo silnie eksploatowanym przez media. Ale tutaj nagle w Polsce, tuż przy granicy z Ukrainą, gdzie pojawiało się zarzewie konfliktu, jaki teraz stanowi od roku główny przedmiot zainteresowania, powiedzmy przynajmniej w Europie. No i myśmy tak analizowali to właśnie z tej perspektywy. No ale teraz mamy wojnę już pełnoprawną i tych obiektów nie ma. To jest dziwne, prawda? A nie wydaje się panu też dziwne to, o czym żeśmy mówili, również analizując tego typu przypadki, że jakby nie było, te obiekty pojawiając się tak nisko, manifestując się, nie zachowując żadnego marginesu bezpieczeństwa, robią w zasadzie więcej złego niż dobrego dla tych potencjalnych swoich właścicieli z CIA czy różnych dziwnych projektów pod szyldem DARPA na przykład. Bo one się, jak powiedziałem, zachowywały w taki sposób wręcz ekshibicjonistyczny. Te obiekty się chciały pokazywać, one latały, przelatywały i tak dalej. Czy pan się poczuł zagrożony w jakiś sposób tym?
[01:48:07] - Znaczy ja poczułem się bardzo zdziwiony, bo nigdy w życiu takie coś mnie nie spotkało. Ja myślę, że jeżeli rzeczywiście w tym roku czy w innych latach trwały takie próby samolotów z jakimś napędem, nie wiadomo jakim, który jest bezgłośny, to tak jak pan mówi, tak jak mówisz, że to byłby ekshibicjonizm. Pokazywać coś, co powinno być ukryte. Dlatego ja cały czas, bo ja później, jak analizowałem, jak to wygląda, to później oczywiście najbardziej prawdopodobnym było to B2 i później poczytałem sobie o tym i tak dalej. Wiedziałem, że tam są próby i tak dalej, ale nie kojarzyłem tego absolutnie z Polską, że w Polsce na lotnisku właśnie w tym mogłyby się takie loty odbywać i tak dalej. Tym bardziej że ten lot, to co mnie spotkało, ja byłem sam na tej drodze. Tam nie było w ogóle ruchu i ten obiekt zareagował tak, jakby on mnie gdzieś odnalazł, bo tak jak mówiłem, z lewej strony, z tyłu nagle wleciał równolegle do tej drogi. A więc nagle. Ja myślałem, że to albo motocyklista wyjechał, ewentualnie Straż Leśna czy coś w tym rodzaju. A więc on się zachowywał tak, jakby nadleciałWyrównał z drogą i przeleciał nade mną, żeby to wszystko zobaczyć. Później, po latach wyeliminowałem taką możliwość, że to jakieś B-2 czy coś w tym rodzaju. Ale mówię, najbardziej przerażające było światło, które nie dawało cienia. Jazda taka wyglądała jak jazda w bardzo dużej mgle z dobrą widocznością. A więc jedziesz we mgle i jesteś niepewny. Jedziesz bardzo niepewnie, bo nie wiesz, co cię może spotkać. Natomiast tutaj jesteś niepewny, ale wszystko widzisz i nie ma cienia. Więc wymiar się zatarł. Ja jestem człowiekiem, który wierzy, że istnieją inne cywilizacje i że mają na to wpływ. Ten meteor w Czelabińsku czy gdzieś, który się rozsypał nad Ziemią. Są takie pokazywane filmiki na YouTubie, że coś w niego uderzyło. I tyle. Uważam, że to, co mnie spotkało, nie jest fantazją i wiem, co mnie spotkało. Nie szukam rozgłosu, bo wiem, że to są historie, z których się ludzie śmieją. Nie szukam rozgłosu, ale wiem, że miałem kontakt z takim czymś.
[01:50:52] - Jeszcze mój ostatni komentarz, który sobie pozwolę rzucić. Jak pamiętam te relacje sprzed lat, to tam charakterystycznym elementem było to, że ludzie, którzy obserwowali te trójkąty czy bumerangi, najczęściej od spodu, wspominali o efekcie galarety. Mówili, że jak patrzyli od spodu, to widzieli światełka. Tylko że te światełka wyglądały tak, jakby pływały w brudnej wodzie albo jakby się trzęsło. A pan mówi, że to był gaz, jakaś spalina.
[01:51:24] - To był czarny obiekt na tle tego światła. Czarny, trójkątny obiekt, który z tych niby wylotów z tyłu, tak jak gorące powietrze, faluje. I tak to wyglądało. Żadnych świateł, jedyne to światło z przodu i nic więcej.
[01:51:43] - Tak, bardzo ciekawe. Jeżeli pan zajrzy sobie do tej relacji z Wikłowa, może znajdą się jakieś punkty styczne. Dziękujemy bardzo za tą niezwykle ciekawą relację. Pozdrawiamy. Oczywiście mam nadzieję, że więcej osób otworzy się na tego typu zdarzenia, opowie o swoich niezwykłych doświadczeniach.
[01:52:09] - Dobrze by było, dlatego że teraz mamy taką możliwość, że możemy filmować, mamy przy sobie aparaty i tak dalej. Wtedy tej możliwości nie miałem. I tutaj, jak obserwuję cały internet, to widzę, że takie relacje z takich czy innych obserwacji są. Pozdrawiam również serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium oraz was, panowie. Działajcie dalej. Zobaczycie, że któregoś dnia ludzie w to uwierzą.
[01:52:40] - Dziękujemy, pozdrawiamy. Do usłyszenia. Dobrej nocy.
[01:52:45] - Do usłyszenia. Dziękuję serdecznie.
[01:52:48] - Bardzo ciekawa relacja. Bardzo taka charakterystyczna dla pewnego okresu polskiej historii ufologicznej. Czyli jak mówię, w drugiej dekadzie przede wszystkim obecnego wieku mieliśmy do czynienia z wysypem tego rodzaju zdarzeń. Historia pana Pawła nie jest jedyną, jest jedną z wielu. Jeżeli was to interesuje, to sobie możecie sięgnąć do naszego archiwum. Tam to wszystko jest. Powiedziałem, że wtedy mieliśmy zaczątki wojny, mieliśmy falę latających trójkątów. Teraz mamy wojnę za naszymi granicami. Nie ma absolutnie żadnych obiektów u nas. Ale jeżeli sobie sięgniecie do tej audycji, naszej drugiej chyba to była, Ivelliosie, o wojnie na Ukrainie, tak?
[01:53:46] - O wojnie na Ukrainie chyba tak. Druga debata ufologiczna z tego sezonu.
[01:53:52] - To był gdzieś październik chyba ubiegłego roku. To tam powiedzieliśmy o obserwacjach trójkątów, ale w innych państwach, które może nie sąsiadują z Ukrainą, ale jednak tam te obiekty dały o sobie znać. Co warto jeszcze wspomnieć. Może się powtarzam teraz, ale pamiętam takie komentarze pewnych ekspertów wojskowych, którzy przyglądali się latającym trójkątom i tym doniesieniom, szczegółom na temat charakterystyki lotu. I pamiętam wypowiedź pewnego eksperta, niestety nie przypomnę sobie nazwiska, który powiedział wówczas, że to może być samolot przyszłości, przy czym to może być de facto sterowiec zdolny do przenoszenia bardzo dużej ilości ładunku na duże odległości przy minimalnym zużyciu paliwa i oczywiście minimalnym wykryciu. Ale z drugiej strony ta historia pana Pawła pokazuje nam, że te obiekty zachowywały się tak, jakby chciały się pokazać. I tak samo było w tych wszystkich innych incydentach. Gdyby to byli Amerykanie, którzy coś tam u nas testują, wątpię, żeby się tak rozbijali po naszym niebie, żeby się pokazać. Ale jeżeli się ktoś interesuje tymi zjawiskami, jeżeli ktoś słuchał naszych audycji, to wie, do jakich wniosków doszliśmy odnośnie latających trójkątów. Uff, Ivelliosie, to chyba koniec na dzisiaj.
[01:55:38] - No to wygląda, że dzisiaj już będziemy kończyć. A co za tydzień, Piotrze?
[01:55:44] - Za tydzień? Chyba mogę zdradzić. Za tydzień kolejna audycja z cyklu „Dziwne historie, dziwne opowieści”. Przyjrzymy się najciekawszym relacjom z Nieznanego Świata. Będzie to pierwszy odcinek mikrocyklu zaprezentowanego w formie iceberga, gdzie weźmiemy pod uwagę osiem niezwykłych historii wydrukowanych na przestrzeni lat przez Nieznany Świat, które trafiły do działu Dotknięcie nieznanego. Uszeregujemy je od tych, powiedzmy, bo to nie są zwykłe historie, nie chcę powiedzieć najmniej normalnych, ale uszeregujemy je w takim porządku od tych najmniej szokujących do tych najbardziej odjechanych. Także czekajcie na ostatni odcinek Obit nieznanego w tym sezonie. Za tydzień spotykamy się o godzinie 20:00. Zapraszam też na kolejne wydanie Bibliotekarium w piątek. Tam oczywiście znajdziecie segment Filmotekarium, gdzie z Markiem opowiemy o filmach troszeczkę apokaliptycznych, ale tak nie do końca. O co nam chodzi, to już musicie się sami przekonać. Cały czas napływają tutaj komentarze i pytania. Te najciekawsze, jak Boga kocham, spisujemy i kiedyś się odniesiemy do nich. Nadsyłajcie też nam swoje relacje. Ja bym chciał też zwrócić uwagę na taki fakt, że niedługo, w przeciągu może dwóch, trzech miesięcy pojawią się kolejne odcinki naszych mikrocykli, czyli paranormalnych zbrodni, polskich potworów, polskich legend miejskich. Jeżeli macie związane z tym komentarze albo historie, to bardzo proszę nadsyłajcie je na maila, którego znajdziecie pod spodem, gdyż będą one wykorzystane i takich historii poszukujemy. Ale to chyba wszystko. Dziękuję ci Marku za opiekę nad dzisiejszą audycją. Dziękuję oczywiście jeszcze raz Damianowi Treli. Dziękujemy panu Pawłowi, którego sobie możecie wyszukać w internecie. Pewnie tutaj widzę po komentarzach, że wiele osób skojarzyło pana Pawła po głosie, bardzo charakterystycznym. Także dziękujemy i jemu za podzielenie się tą historią. I cóż, do usłyszenia. W zasadzie to w piątek, a w kolejnym odcinku naszych stałych audycji za tydzień.
[01:58:35] - Dzięki również tobie, Piotrze, za poprowadzenie dzisiaj dwóch rozmów. Dzisiaj mieliśmy w drugiej części audycji taką troszeczkę namiastkę chyba „Mówią świadkowie” na żywo. Ja tutaj zdradzę państwu, że mam bardzo dużo materiału do kolejnych odcinków, ale ilość tego materiału powoduje, że nie za bardzo wyrabiam się z czasem, jeżeli chodzi o przygotowanie tego do publikacji. To jest wiadomość jednocześnie i dobra, i zła. Dobra, bo tych spraw jest bardzo dużo. Praktycznie nie ma tygodnia, żeby nie rejestrował tutaj jakiegoś kolejnego słuchacza, kolejnego świadka z ciekawą historią. A zła informacja jest taka, że na ten 50. odcinek będzie trzeba jeszcze poczekać. Ale tu kolejna dobra informacja. 50. odcinek na pewno będzie za jakiś czas, a zanim to kolejna dobra informacja. Będą następne oczywiście. Byli z nami dzisiaj prowadzący rozmowy Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata. W pierwszej części audycji rozmawialiśmy z Damianem Trelą o jego nowej książce. Gdzie tą książkę można znaleźć, dowiecie się państwo chociażby z bloga Damiana Treli czastajemnic.blogspot.com oraz z linków, które państwu udostępnimy pod tą audycją. No i był z nami dzisiaj także pan Paweł z Warszawy, świadek obserwacji UFO. Audycję, jak zawsze od stronę techniczną obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę, dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. No i śledźcie oczywiście stronę Radia Paranormalium. Zaglądajcie do Nieznanego Świata. No i śledźcie także nasze profile na portalach społecznościowych, bo tam zawsze pierwsi się dowiecie o kolejnych audycjach, kiedy będą kolejne audycje i jaki będzie ich temat. Także dzięki jeszcze raz, że byliście. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już niedługo. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje Polska baza relacji o obserwacjach UFO www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.