[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:05] - Dzień dobry. Dzień dobry, panie Piotrze. Po dłuższej przerwie.
[00:08] - Dzień dobry.
[00:09] - Czas feryjny, czas wakacyjny. Wakacyjny to nie, taki zimowo-wakacyjny za nami. Czas wrócić do rzeczywistości. Nie wiem, czy szarej, czy kolorowej. Jeszcze się dobrze nie rozejrzałem. Niemniej jednak zaczniemy ten rok 2023 lajtowo. Będziemy mówić o ważnych filmach. To jest kolejna audycja w ramach Book Radia, w której rozmawiamy o tematyce filmowej, bo w kilku innych audycjach też te filmy się pojawiają. Temat ważny, modny. Nie wiem, co jeszcze mógłbym dodać.
[00:53] - Umówiliśmy się przed audycją, że opowiemy o filmach, które powinien obejrzeć dzieciak albo młodzieniec, albo licealista czy dzieciak z podstawówki po to, żeby wyrósł na osobę odpowiedzialną, świadomą swoich wad i zalet i zdolną do pracowania nad tym, żeby się wad pozbyć, a zalety wzmocnić. To będziemy dzisiaj opowiadać. Ja opowiem o jednym filmie i pan Marek jeszcze nie potwierdził tak naprawdę, czy się zgodzi. Ja będę opowiadał o filmie „Pani władca na krańcu świata" z Russellem Crowe'm. A pan Marek?
[01:34] - To będzie niespodzianka. Film mam już wybrany, ale jak się rzekło ja drugi, więc pan zaczyna.
[01:41] - Zacznę od promocji swojej własnej książki, czyli „Siły psychohistorii". Tam w paru miejscach jest słynny eksperyment z ptasim mleczkiem. Polegał on na tym, dla tych, którzy jeszcze nie znają go, że sadza się dzieciaka, który ma pięć, sześć czy nawet cztery lata na krześle, przestole, stawia mu się talerz, na talerz kładzie się mu jedno ptasie mleczko i eksperymentator, badany mówi tak: „Zjesz to ptasie mleczko od razu, to jest twoje. Nikt ci tego z żołądka nie wyszarpie ani z pyska nie zabierze jak piłkę z pyska psu. Natomiast jak poczekasz, ja wyjdę i w czasie, kiedy mnie nie będzie, jednak nie zjesz tego ptasiego mleczka, dostaniesz w nagrodę drugie". Dostaniesz w nagrodę za co? Za zdolność do samokontroli. Tego oczywiście nie mówi, ale zdradzam puentę. Badacze w rozmaitych wersjach tego eksperymentu, to jest na YouTubie, można sobie zobaczyć Marshmallow Experiment po angielsku, po polsku pewnie też jest. Te dzieciaki oczywiście były filmowane, więc na YouTubie jest to głównie w celach humorystycznych, żeby pokazać ludziom, jak te dzieci męczarnie przeżywają, żeby zjeść czy nie zjeść, bo dwa to jednak jest więcej niż jeden.
Jak to mówił mistrz Sałkowski: nie mieć jednego ptasiego mleczka i mieć jedno ptasie mleczko to razem dwa ptasie mleczka, parafrazując. Do czego służy ten eksperyment? Żeby wykazać, czy dziecko ma wpojone wartości, a konkretnie jedną wartość: zdolność samokontroli. Oczywiście eksperymentatorzy badali potem przyszłe losy, bo to był eksperyment nie tylko jednoposiedzeniowy, ale długofalowy. Badali, jak potoczą się losy takiego dzieciaka w perspektywie 10, 20 czy nawet 30 lat. Okazywało się, że dzieci, które od dziecka miały myk do samokontroli, wiodły nie tyle szczęśliwsze, ile pełne większych sukcesów życie, osiągały więcej. W maksymalnym skrócie oczywiście. Natomiast do czego zmierzam? To również w „Siłach psychohistorii" było. Chodzi o to i tutaj będę cytował Krzysztofa Karoña, który stwierdził, że współczesne dzieci, współczesna młodzież nie jest uczona pracy pożytecznej dla innych.
Zdolność do samokontroli, która jest wartością wpajaną międzypokoleniowo, czyli musi istnieć przekaz międzypokoleniowy, dzieciak to z domu wynosi, tą zdolność do samokontroli. To jest sposób na przemodelowanie pracy układu dopaminowego, układu dyrygującego naszą motywacją do tego, żeby wyrzuty dopaminowe i oczywiście różne inne mechanizmy fizjologiczne zachodzą, które nagradzają pewne określone typy zachowań. Chodzi o to, że wyrzuty dopaminowe są inicjowane nie przez przyjemności cielesne, czyli jedzenie i seks, te najbardziej biologiczne, najbardziej podstawowe, najbardziej proste w osiągnięciu. Tylko te nagrody hormonalne są przyznawane za zachowania prospołeczne. Jak stwierdziłem wprost na kartach książki, już nie będę wymieniał tytułu, bo będą protesty słuchaczy, że za dużo gadam o własnych książkach. Natomiast cała cywilizacja, to, co mówiłem w nauki Konfucjusza, to, co jest w Nowym Testamencie, nawet częściowo też w Starym, niektóre porady, to powiedzenie tego samego bez wiedzy o tym, że istnieje coś takiego jak hormony, które w odpowiedni sposób sterują naszym zachowaniem poprzez to, że są produkowane przez organizm w danych sytuacjach. Po to, żeby dzieciaka wykształcić, zsocjalizować go, czy też żeby przymusić, bo to jest zawsze pod przymusem, proszę pamiętać. To i Karoń mówił, i w podręcznikach opisujących podręczniki antropologii czy w książkach na temat antropologii i psychologii jest to wprost powiedziane, że socjalizacja zachodzi pod przymusem. Dlaczego? Dlatego, że oduczamy młodego człowieka czy dzieciaka...
pracy, czerpania przyjemności z tych fizjologicznych, a uczymy, żeby się nauczył czerpać przyjemność, dokładnie satysfakcję konkretnie z rzeczy, które są właśnie esencją całej cywilizacji, czyli pracę dla innych czy budowanie swoich własnych osiągnięć, budowanie swojej kariery czy zdobywanie umiejętności, szlifowanie tych umiejętności aż do poziomu mistrza, o ile to jest możliwe i ta wytrwałość jest wystarczająco duża, silna w dzieciaku, wpojona. Podsumowując, tak to wygląda w największym skrócie. Wszystkie te starożytne dzieła mówią dokładnie to samo, natomiast nie posługują się językiem współczesnej psychologii czy fizjologii mózgu, znajomością pojęcia hormon, tylko mówią za pomocą pojęć religijnych. Trzeba pomagać innym, trzeba powstrzymywać się, nie pożądać żony bliźniego swego i tak dalej. Mówiliśmy już wcześniej o religii, że religia ma nieco inną funkcję, niż twierdzą to uczestnicy debaty na temat religii w życiu współczesnym, we współczesnym świecie i po obu stronach tej debaty. Nie rozumieją tego, nie potrafią, moim zdaniem, oczywiście śmiało to powiedzieć. Podsumowując część teoretyczną, jak słuchają nas rodzice, to należy dzieciaka sprytnie wychować, żeby nauczyć samokontroli. W swoim życiu oglądałem wiele filmów i czytałem wiele książek. Nie ja jeden, pan Marek na pewno też. Nie wiem, czy czytał pan kiedyś jakieś książki?
[08:08] - Zdarza mi się, wie pan. Bóg radio prowadzę, to muszę coś czytać.
[08:13] - To nie ma czasu. Właśnie. Są teraz takie usługi internetowe, że nie trzeba czytać książki, tylko robią streszczenie i zamiast marnować parę godzin, to w pięć minut pan wie, co jest w książce. To jakby coś nie wiecie.
[08:26] - Tak. Najbardziej mnie kiedyś rozbawiła rozmowa z pewnym pisarzem, aspirującym właściwie do pisania. Jak go zapytałem trochę skonfundowany tym, co napisał, czy on w ogóle coś czyta. Usłyszałem wtedy, że: „Zaraz, zaraz. Przepraszam, jak piszę książki, to nie mam czasu czytać. Jeszcze mam dwie rzeczy naraz robić”. Pomyślałem sobie, że los tego pisarza będzie ciężki. Chyba jest ciężki.
[08:58] - Dobrze. Wracając, żarty wszystkie na bok. Kiedyś, na początku polskiego internetu w roku 1997 postawiłem swoją pierwszą stronę internetową. Byłem strasznie szczęśliwy, jak profi dosłownie. Zbierałem tam różne sentencje i aforyzmy, fragmenty ciekawe książek, między innymi Orsona Scotta Carda i wielu innych. Znalazła tę stronę i skontaktowała się ze mną Dorota Terakowska. Dorota Terakowska to jest pisarka, która już nie żyje, a która napisała książkę, która ma pozytywne wartości do przekazania dla dzieciaków. Moją ulubioną jej książką jest „Córka czarownic”. W „Córce czarownic” bodajże, nie jestem dokładnie pewien, było takie pojęcie jak kamień życia. To znaczy takie zdarzenie albo koincydencja zdarzeń, które sprawia, że człowiek nagle podąża w swoim życiu zupełnie innym, ale w tym o wiele lepszym, wartościowszym kierunku.
Decydując, czy film jest dobry czy zły, biorę tylko jedno kryterium. Czy w tym filmie są kamienie życia, które są w stanie człowiekowi na przykład otworzyć oczy na jakiś zupełnie wcześniej nieoswojony albo wyparty przez jakieś neurotyczne zachowanie, aspekt rzeczywistości albo zdolność do spojrzenia na wydarzenia albo na swoje własne życie z kompletnie nowej strony. Są czasem takie spotkania z ludźmi, to każdemu się z całą pewnością zdarzyło, które nagle sprawiają, że zmuszamy samych siebie do tego, żeby na własne życie spojrzeć zupełnie inaczej albo żeby stwierdzić, że do tej pory nie działaliśmy na 100% wydajności, samodyscypliny, zdolności koncentracji, zdolności poświęcenia teraźniejszości dla tego, żeby zbudować lepszą przyszłość. Mówię w maksymalnym uogólnieniu w tej chwili. Nagle kontakt z taką osobą katalizuje nas, zmusza do większej dyscypliny i sprawia, że nagle okazuje się, że zaczynamy nowe życie. Tak jakbyśmy na przykład wymienili stary, zdezelowany samochód na nowoczesny, generalnie działający tak, jak powinien i z należytym przyspieszeniem. Nagle zaczynamy realizować nasze zamiary, plany, aspiracje. Po tym bardzo długim wstępie, za który nie przepraszam, bo był potrzebny i jest potrzebny, mówię, jakim filmem będę teraz operował. Właśnie „Pan i władca na krańcu świata”, czyli „Master and Commander: At the End of the World”. Nie wiem dokładnie, czy to jest ten tytuł, z Russellem Crowe'em.
Jest to film, który czasem sobie, jak jeżdżę na motorze, puszczam, żeby posłuchać dźwięków. Jest znakomicie udźwiękowiony, jest przepiękna muzyka, a przede wszystkim jest pokazany i tu dochodzę do sedna. Russell Crowe jest kapitanem okrętu wojennego, który w 1805 roku, czyli w czasach wojen napoleońskich, ma ścigać na Atlantyku jakąś francuską korwetę czy też francuski okręt liniowy, który ma przepłynąć Cieśninę Magellana po to, żeby w Pacyfiku zwalczać żeglugę angielską czy też brytyjską.Akcja polega na tym, że na tym okręcie jednym z oficerów jest dzieciak, baron, bodajże syn barona, który ma chyba 10 czy 11 lat. Panie Marku, oglądał pan ten film? Bo przepraszam, nie spytałem.
[12:33] - Nie, to wzruszenie dopiero przede mną.
[12:36] - To chusteczki należy przygotować, bo to bardzo wzruszający film. A poza tym oprócz tego, jak wszyscy wiedzą, jedna z przyczyn, dlaczego mi się ten film podoba, to po prostu rąbią się, że flaki latają w powietrzu. Także to też jest jedna z podstawowych cech filmu, które sprawia, że Plebaniec go lubi oglądać. Bardzo przepraszam za to. Znaczy nie, nie przepraszam, bo byłbym hipokrytą, a to już wolę oglądać jak flaki latają niż żeby się okazało, że jestem hipokrytą. Więc jest tam ten mały dzieciak i to jest chłopak, który po prostu dostaje szkołę życia na tym okręcie. Przypomnijmy, jak działają w ogóle okręty na początku XIX wieku czy w XVIII wieku. Otóż taki okręt wypływa na kilka miesięcy w morze, tak jak to czytaliśmy w opisach opłynięcia całego globu przez Magellana czy dalekich wypraw do odległych miejsc, które realizowali Europejczycy na parę miesięcy. To jest ich dom. I właśnie ten dowódca, stąd tytuł filmu „Pan i władca na krańcu świata", bo nie ma większego autorytetu niż kapitan takiego okrętu, który po tej pustce wodnej płynie i płynie, i dzieją się różne rzeczy.
W filmie oczywiście jest pojedynek tych dwóch okrętów francuskiego i brytyjskiego. Co się z tym dzieciakiem dzieje? Otóż w czasie jednej potyczki, to zdradzę, bo to na samym początku, dostaje odłamkiem drewna w rękę i ta ręka musi być amputowana. I kto oglądał, to wie. Natomiast kto nie oglądał, to nie chcę za bardzo też zdradzać. Ten dzieciak po prostu zachowuje się jak dorosły, jest małym dorosłym. W niego jest wpojona odpowiedzialność i rozumienie tego, co się dzieje. I nie wyobrażam sobie, żeby młody człowiek, chłopak, mężczyzna, żeby był wychowany w wartościach innych. Natomiast pana Marka się zaraz podpytam, żeby nie było tak, że tylko ja gadam. Jakie wartości powinny być wpojone młodemu człowiekowi, który jest szlachcicem, jest arystokracją i ma objąć jakąś pozycję władzy?
To jakie cechy powinien mieć taki człowiek, kiedy dorośnie?
[15:07] - Trzy strzały. Pierwsze to umiejętności przywódcze. Tak mi się wydaje. Drugie — umiejętność podejmowania decyzji. Nie na zasadzie takiej, że może w lewo, może w prawo, może prosto, może do tyłu, tylko konkretnie podejmuje decyzje, ale racjonalnie je podejmuje, bez rzutu kostką. Trzecie to nie wiem, to pan mi powie.
[15:34] - Nie no, to na mnie zwalił. To zemsta chyba. Miałem nadzieję, że go ten, a tu proszę bardzo. Więc taki młody człowiek musi być nauczony. W filmie jest to pokazane, że nie działa pochopnie, właśnie umie podejmować decyzje i umie za pomocą rozsądku. Tak jakby pan oglądał ten film tak naprawdę. W pewnej scenie, tuż przed bitwą on chciałby koniecznie razem ze wszystkimi iść dokonać abordażu. Natomiast kapitan, pan i władca, czyli Russell Crowe, którego rola w tym filmie jest po prostu świetna, naprawdę postać wykreowana jest po prostu arcydzieło 10 na 10 moim zdaniem. To jest model, który wszyscy naśladują, zwłaszcza te dzieciaki. Co się właśnie dzieje w filmie.
Więc dzieciak krzyczy, że koniecznie chce, znaczy nie krzyczy, mówi, prosi oczywiście, bardzo chce uczestniczyć w abordażu. Natomiast Russell Crowe mówi prostą rzecz: „Nie możesz", bo nie miał już wtedy ręki. „Nie możesz iść na abordażu, zostajesz na statku i w czasie, kiedy ja będę w abordażu, ty obejmiesz dowództwo nad jednostką." No to proszę zobaczyć, jak ważna rzecz w umyśle tego dzieciaka się dzieje, chociaż nie może on naśladować tych ludzi, którzy idą na śmierć. Stoczyć potyczkę wręcz w walce na broń białą. Natomiast zamiast tego zostaje mu dana odpowiedzialność przywódcza, odpowiedzialność dowódcza. Czyli zamiast robić rzeczy, które rzeczywiście są przynajmniej bohaterskie, bo naraża się człowiek swoje własne życie, to zamiast tego dostaje on najwyższą możliwą odpowiedzialność, czyli przejęcie dowodzenia nad okrętem wojennym. Proszę zobaczyć, jak to bardzo ustawia człowieka. W innym dziele popkultury, czyli w książce, którą już kiedyś opowiadałem, że jest moją ulubioną, czyli „Najazd z przeszłości" Jamesa Hogana. Jest taki fragment, który mówi, że dzieci będą się zachowywały tak, jak będziesz je traktować. Czyli jak dasz im do zabawy tani plastik, to będą się zachowywały jak małe dzieci zachowują się z tanim plastikiem.
Zgubią, popsują, rzucą gdzieś tam w krzaki albo zrobią cokolwiek nie do końca dojrzałego. Natomiast jeżeli dzieciakowi dasz do ręki bardzo drogi sprzęt warty setki tysięcy dolarów i taka scena była opisana właśnie w filmie, to zaczną te dzieci zachowywać się odpowiedzialnie i zachowywać tak, i to też jest dosłownie powiedziane, tak jak mali dorośli badający świat dookoła nich, a nie jak dzieciaki, którym się daje zabawkę do zgubienia w pięć minut. Komentarz?
[18:10] - No tak. Wie pan co? Komentarz to będzie przy okazji filmu, o którym ja będę opowiadał, bo ja uznając wszystko to, co pan powiedział, ja się nie mogę coraz częściejPrzetrawić nie mogę tego, że człowiek jest w gruncie rzeczy istotą pękniętą. Chodzi mi o psychologię człowieka, że on w sobie łączy, jednak musi łączyć na co dzień pewne cechy. Nie chciałbym, przynajmniej na razie, zabierać panu tej części poświęconej filmowi, o którym pan mówi, więc na razie zamilczę. Później dodam coś na temat tego pęknięcia, które obserwuję i które mnie niepokoi, mówiąc szczerze.
[19:04] - Dobra, skoro tak niepokoi, generalnie już nie będę przedłużał, bo powiedziałem to, co było najpotrzebniejsze w tym filmie, co jest esencją tego filmu. On jest absolutnie fenomenalny. Dzieciaka trzeba przywiązać do fotela jak w "Paradeisi". Zapałki na oczy, plastry jak w "Mechanicznej pomarańczy", który jest paskudnym filmem. Ja bardzo go nie lubię. Bardzo negatywnie oddziałuje na mnie. Właśnie, nie oglądam horrorów. To wyjaśnimy kiedyś w następnym odcinku. Absolutnie unikam jak zarazy, jak covida, mówiąc konkretnie. Natomiast przychodzi teraz czas na pana Marka.
Jaki to film? Już nie przedłużam mojego, bo wszystko powiedzieliśmy.
[19:45] - Okej, mówię o swoim filmie, z tym że pewne zastrzeżenie na początek. Mówiąc szczerze, zastanawiam się, pan mnie do tego sprowokował, czy ja jestem jednak do końca normalny, bo polecę państwu w tej chwili film, który... Ja nie lubię, proszę państwa, musicali. Nie lubię. Doprowadzają mnie do szału. W dodatku nie za bardzo lubię ideologię, tak, to chyba już można nazwać ideologią, taką hipisowską. Ona ma swoje oczywiście miejsce w historii, ale mówiąc szczerze, przynajmniej po części została wyprodukowana w tajnych gabinetach i przerzucona na kontynent amerykański. Ja sobie z tego wszystkiego zdaję sprawę, że tam poza masą dobra była masa shitu czy jakkolwiek to określimy. Tak było. Niemniej jednak moim absolutnie topowym filmem jest film "Hair" na podstawie musicalu zrobiony przez mistrza kina, czyli Miloša Formana.
Dlaczego? Teraz ja sobie bardzo często zadaję to pytanie: dlaczego właściwie? Czy piosenki fajnie grają? Ja jestem dosyć odporny, mówiąc szczerze, na piosenki.
[21:02] - Ja tutaj muszę przerwać. Bardzo przepraszam, ale ja przez ostatnie kilka dni słucham w kółko tylko muzyki z "Gwiezdnych wojen" i kto nie słucha muzyki z "Gwiezdnych wojen" codziennie przynajmniej z jednego filmu, nie jest dla mnie istotą ludzką. Przepraszam, że tak żartuję, ale wtrącę, żeby poprzeszkadzać panu Markowi. Wracajmy, przepraszam.
[21:19] - Jasne. Tak, czasami soundtracków z "Gwiezdnych wojen" słucham. Natomiast rzecz charakterystyczna, potwierdziło się, kiedy pan mówił o tym, że słucha czasami na skuterze muzyki z filmu, o którym pan mówił. Ja mogę rzucić bardzo podobną historię. Ścieżkę dźwiękową z filmu "Hair" miałem nagraną najpierw na kasetach, później na płycie CD i też w czasie podróży uwielbiałem słuchać całej ścieżki dźwiękowej, łącznie z listą dialogową. To już świadczy o tym, że jestem dobrze walnięty, ale dobrze, pociągnę rzecz dalej. Film, jeśli go państwo nie znacie, jest dokładnie tym, za czym nie przepadam, czyli musicalem i jest filmem opowiadającym o grupie hipisów z Nowego Jorku. A co dalej, to już nie ma co opowiadać. Często się zastanawiałem, co jest ze mną nie tak, że ja ten film tak polubiłem. Ja ten film w samym kinie widziałem 20 razy.
A to, że miałem go wcześniej na kasecie VHS, teraz mam go na-
[22:22] - Marku, to trzeba być jakimś wariatem. Jak można film więcej niż 20 razy oglądać? Słuchacze wiedzą, że ja się przyznałem też. Dobra, przepraszam.
[22:30] - To wiadomo, możemy sobie podać rękę. To w samym kinie 20, a już nie mówię na tym DVD czy wcześniej na VHS-ie, nie liczyłem, mówiąc szczerze, co świadczy o tym, że rękę możemy sobie spokojnie podać. Ale wracam do sedna, czyli co w tym filmie takiego ważnego? Najpierw o tym pęknięciu, bo ja tu z panem Piotrem rozmawiamy bardzo pracowicie, rozkminiamy sprawy tego świata na takim poziomie, nazwijmy go geopolitycznym albo takim poziomem wyższym, gdzie masy ludzkie są troszeczkę traktowane jako coś, co się przerzuca z miejsca na miejsce. Znowu upraszczam bardzo, ale coś, czym się steruje, co jest w ogóle istotne dla cywilizacji. A film "Hair" odwołuje się do jednostki, do czynienia jednostki na przykład wrażliwą, na przykład odpowiedzialną w takim sensie, że jak daję ci, człowieku, słowo, to ja tego słowa dotrzymam, choćbym nie wiadomo jakim wariatem był i ćpał, ale dałem ci słowo i to słowo jest naprawdę ważne, dlatego, że jest pomiędzy nami relacja. Nie, nie tylko dlatego. Dlatego, że jesteś drugim człowiekiem i ja to szanuję. I nie deklaratywnie, tylko na takiej zasadzie rzeczywiście uważam, że tak powinno być. Ja sobie znowu zdaję sprawę, że ten film, o którym mówię, "Hair", idealizuje pewne rzeczy, że świat hipisów przedstawiony w tym filmie ma się tak do rzeczywistości, nijak się ma po prostu.
Niemniej jednak obraz stworzony przez Formana jest w jakiś sposób dla mnie inspirujący, bo on mówi o pęknięciu. On mówi właśnie o tym, że człowiek z jednej strony jest członkiem społeczności i powinien się zachowywać tak, jak od niego ta społeczność wymaga, ale też nie przestaje być jednostką i jeśli przestanie pielęgnować w sobie bycieBycie tą jednostką, swoją wrażliwość, to w gruncie rzeczy te wszystkie wielkie ruchy na scenie politycznej, te ruchy masowe przestaną mieć sens, bo wartości, które wyznaje jednostka, a w konsekwencji społeczeństwo, jeśli się ich broni, to nie można zapominać, czego się broni. Bo jeśli w imię wolności zaczniemy tę wolność deptać, to mamy coś, co w ogóle jest zaprzeczeniem tego, o co walczymy. Dlatego ten film, pewno mógłbym o nim długo opowiadać, ale opowiadanie musicalu to nie jest najlepszy pomysł. On po prostu pokazuje ludzką twarz człowieka, jeśli tak mógłbym się wyrazić.
[25:46] - Ale jak przeczyta jakiś taki dwunastoletni człowiek albo człowieczyni, bo teraz feminatywy są. Jak obejrzy taki dzieciak, co jest w stanie dać mu pauzę, że tak przepraszam, lubię to amerykańskie sformułowanie, nie da się go przetłumaczyć. Jak na polski można to przetłumaczyć? „To give somebody a pause”, czyli dać komuś pauzę w tym sensie, że powiedzieć coś na tyle nieoczekiwanego, co zmusi do autorefleksji, właśnie zapauzowania, chwilę musi zająć mu, żeby przemyślał od nowa jakiś tam aspekt. Mi się to strasznie podoba to sformułowanie, bo w filmie obejrzałem to, w którym to było w bardzo śmiesznym momencie. Ale co będzie, wracając do "Hair", do tego filmu?
[26:28] - Mnie się wydaje, że to, że będąc członkiem społeczności, uprawiając asabiję, o której mówiliśmy, nie powinniśmy przestawać myśleć. Nie powinniśmy przestawać analizować, w co nas ktoś wpierdziela. I czasami nawet trzeba spełnić swój obowiązek, ale nie poddać się temu. Tak, poddaję się, bo tak musi być i na zasadzie takiego zwierzątka, które daje się sobą sterować, tylko jednostka powinna zachowywać się w taki sposób, że rozkminia naszą rzeczywistość. Cytat, mały cytat rzucę, mój ukochany z tego filmu: „Biali wysyłają czarnych na wojnę z żółtymi, aby obronić ziemię, którą zabrali czerwonym”. To jest oczywiście taki bon mot, taki dowcip, ale coś nam mówi o tym, jakim siłom podlegamy. I co? I w związku z tym, zdając sobie z tego sprawę, odmówimy? Może niekoniecznie, ale warto o tym pamiętać na przykład. Dla mnie to jest w tym filmie ważne, że on uwzględnia, ja nie mam lepszego określenia, to pęknięcie, które jest w człowieku.
[27:45] - Dobrze, to w takim razie, jeśli mogę tutaj zrobić konkurs, akurat robię tak, że czasami robię zupełnie spontanicznie, coś mi przyjdzie do głowy, to właśnie przerywam panu Markowi co niniejszym czynię. À propos wojny w Wietnamie, czyli nie wiem, historia propagandy można powiedzieć, jak ktoś zna odpowiedź na zagadkę, na quiz, to będzie wiedział. Plebaniak nakleił raz sobie wewnątrz muszli klozetowej, bardzo przepraszam, że schodzę na takie fizjologiczne tematy, naklejkę z imieniem osoby o poglądach, że tak powiem, antywojennych. I zrobiłem to na wzór weteranów amerykańskich ze wspomnianej przez pana Marka wojny. I proszę o imię i nazwisko uwiecznione na tej naklejce, w którą trzeba celować. I to koniec zagadki i odpowiedzi na kartkach pocztowych albo za pomocą maila tak jak zwykle. Czyli mamy chiny.pl/telegram albo chiny.pl/konkursy. I tam będzie ta zagadka.
[28:50] - Wie pan, na czym polega paradoks? Że ja pewno taką nalepkę też bym sobie umieścił w tym miejscu, o którym pan mówi.
[28:58] - A mogę się uprzejmie spytać, czy aby to nie z moim nazwiskiem za te złośliwości?
[29:04] - Nie. Natomiast ja staram się po prostu pokazać to pęknięcie. Mam obsesję dzisiaj, że właśnie z jednej strony ta nalepka, bo przecież ja wcale nie uważam, że to było niepotrzebne i tam się nie trzeba było mieszać i tak dalej. Nie, ale z drugiej strony ta moja sympatia dla filmu "Hair" pokazuje, że po pierwsze jest ta druga strona, ten ludzki wymiar tego, to pewne zagubienie. Specjalnie używam słowa zagubienie jednostki, która chwilami ma problemy z rozstrzygnięciem, co jest ważniejsze. I ja myślę, że to w sumie dobrze, jeśli ludzie, bo problemy z rozstrzygnięciem wiążą się z myśleniem. W pewnym momencie trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest tak naprawdę ważne. Ale żeby na to pytanie odpowiedzieć, to trzeba najpierw o tym w ogóle zacząć myśleć. Ten film, o którym mówię, czyli "Hair", on chyba, nie wiem, czy to było intencją w ogóle reżysera czy twórców, ale chyba apeluje do tego, żebyśmy nigdy nie szli w jakąś sytuację bezwolnie i bezmyślnie. Że czasami, nawet jeśli się z czymś nie zgadzamy, to warto wiedzieć, z czym się nie zgadzamy.
Jeśli z czymś się zgadzamy, to też warto wiedzieć, z czym tak naprawdę się zgadzamy, a nie przyjmować, bo ktoś nam powiedział z trybuny czy z jakiegoś innego miejsca: „Patrzcie, to jest ideologia, w nią wierzcie” i my wierzymy. To nie powinno tak być, przynajmniej u człowieka, który jest istotą rozumną. A wie pan, ja się jednak nie powstrzymam. Zakazał mi pan mówienia o filmach science fiction, ale drugim takim filmem, który uwielbiam, ale nie za jego science fictionowatość, tylko za sposób narracji, jest "Atlas chmur".„Atlas chmur”. Film lubię, książkę uwielbiam. Dlaczego? Może i panu by się to spodobało, bo on opowiada pozornie niezależne od siebie historie, które w jakiś sposób umoczone są w bieżącej rzeczywistości, w bieżącej dla danej historii. Czyli mamy historię niewolniczego statku, mamy historie z teraźniejszości, z przyszłości, bardzo odległej przyszłości i to za każdym razem w jakimś stopniu jest polityka i widać, jak jednostki troszeczkę są jak marionetki na scenie. One podlegają takim siłom, pewno psychohistorii, które są nie do powstrzymania. Jednostka ma taką tendencję, żeby próbować czasami się czemuś przeciwstawić.
Widzimy między innymi w tym filmie „Atlas chmur”, jak taka jednostka zostaje, próbująca wręcz, chwilami zmieciona przez te siły.
[32:12] - Tak, dokładnie tak jest. Ja film oglądałem, ale przyznaję, że książki nie przeczytałem. Zawsze miałem ją na liście do przeczytania i chyba przeczytam w którymś momencie. Dlatego, że Mitchell, tak dobrze pamiętam nazwisko autora książki „Atlasu chmur”?
[32:27] - Tak. David Mitchell. Dokładnie.
[32:30] - Generalnie nie jestem pewien, czy to jest takie kółko, tutaj są bardzo brzydkie określenia, samoadoracji. Ja powiem tylko to grzeczne, samoadoracji. Natomiast on był uznany za jednego z najbardziej wpływowych myślicieli czy też intelektualistów, czy pisarzy świata w którymś momencie. Film jest z 2012 roku, z tego, co kojarzę. Książka oczywiście wcześniejsza. Właśnie, reżyserami są bracia Wachowscy, którym trochę odjechało później i stracili pewność, czy są braćmi. Czyli ci od „Matrixa”. Widać ten wpływ w filmie. Nie wiem, czy w książce tak samo. Natomiast sama konstrukcja tego filmu jest to absolutnie fenomenalne dzieło sztuki i jeżeli ktoś lubi bardziej filozoficzne filmy, czyli w „Matrixie” jest bardzo mocna warstwa filozoficzna, w „Matrixie” Reloaded i drugiej, trzeciej części, już nie pamiętam nawet tytułu, ale dlatego nie pamiętam, dlatego że mi się strasznie nie podobało.
Nie podobały te filmy, dlatego, że zostały spłycone i generalnie taka przykra okoliczność jest z sequelami, z kolejnymi częściami pierwszej części, która odniosła olbrzymi sukces, to te pozostałe części to jest zbijanie kasy na popularności tego oryginalnego, pierwotnego dzieła. Wyjątkami są „Indiana Jones” i „Gwiezdne wojny”, uznawane wspólnie, gremialnie przez fanów „Gwiezdnych wojen” jako taka seria. Przede wszystkim mówię o „Imperium kontratakuje”, które jest apogeum całej serii, czyli jest sequelem do „Gwiezdnych wojen”, czyli „Nowej nadziei”, czyli czwartego epizodu, który zrobił olbrzymi sukces i kolejna część nie została zniszczona. To znaczy w podobny sposób jak „Obcy”, czyli ta pierwsza część „Obcy: Ósmy pasażer Nostromo”, który odniósł gigantyczny sukces i Cameron zrobił rzecz genialną. Zamiast zrobić drugi horror, to zrobił film akcji, który zmieniał kompletnie konwencję i całą, jak to się mówi, nie konwencję, tylko nie spodziewaliśmy się, inaczej, jak powiedzieć, zupełnie inny film. Nie próbuje zrobić kopii samego siebie, tylko robi coś zupełnie innego w tym samym wszechświecie. Na tej samej zasadzie, co mi się strasznie podobało w „Terminatorze 2”, to to, że nagle została zrobiona tak zwana, dobrze mówię, subwersja? Czy subwersja oczekiwań? Tak, subwersja oczekiwań czytelnika, że nagle, jak ktoś nie oglądał, to bardzo mi przykro, że teraz zdradzę, ale Arnold Schwarzenegger w pierwszej części był tym złym, który chciał zabić Sarah Connor czy dokonać aborcji. Czyli dla niektórych bardzo pozytywne, ale w takiej wstecznej.
Natomiast w drugiej części okazuje się nagle, że Arnold się też pojawia, czyli zaraz będzie powtórka z rozrywki, znowu będzie zabawa w berka i Arnold będzie gonił. Ale nagle się okazuje, że Arnold nie goni, tylko właśnie broni tego bohatera ludzkości, Marka, przepraszam, Johna Connora, bo chciałem powiedzieć o panu z wielkiego szacunku do pana osoby, twórczości. Przepraszam, że się wyzmyśliałem, ale trzeba rozbawić słuchaczy, żeby nie zasnęli. I w chwili, w której twórcy filmów czy też inwestorzy przede wszystkim, bo to oni decydują, gdzie idą swoje pieniądze, czasami są w niezdrośnie i niszczą te filmy, dlatego że chcą mieć moc decyzyjną co do przebiegu fabuły, co nie powinno mieć miejsca. W sztuce, w tworzeniu sztuki jest tak, że artysta, który dostaje pieniądze od inwestora, powinien być jak wódz dostający rozkaz od władcy w traktacie „Sztuka wojny”. Po tym, jak armia wyjdzie do boju, to władca nie ma nic do powiedzenia, a tylko dowodzący tą armią decyduje, co z nią zrobić. Dzięki temu można osiągnąć zwycięstwo, a jeżeli władca będzie ingerował w zamysł wodza, to dojdzie do klęski. To jest nie tylko w „Sztuce wojny”, ale w innych traktatach chińskich wprost napisane. Na film to się przekłada tak, jak powiedziałem. Reasumując, podsumowując ten wątek, który rozciągnęliśmy, wracamy do „Atlasu chmur” i do „Matrixa”.
„Matrix” zepsuli niestety. Bardzo nad tym ubolewam. Natomiast „Atlas chmur” jest jednoodcinkowym dziełem, dlatego że jest właśnie dziełem sztuki przez duże D, bez skojarzeń i przez duże S, czyli dzieło sztuki. Naprawdę jest absolutnie fenomenalnie poprowadzony ten wątek filozoficzny. Jeżeli ktoś poszuka tego typu filmów, to jest to pierwszy film do polecenia.
[37:17] - Tak, to prawda. Książka jest zupełnie inna, ale też jest fascynująca. Inaczej jest skonstruowana, inaczej to jest poprowadzone.Wydaje mi się, że to norma. Książka jest bogatsza o pewne przemyślenia, ale to nic nie zmienia. To są dwa osobne już właściwie dzieła sztuki. I tak bardzo musiałem właśnie o tym „Atlasie chmur” powiedzieć. Na początku się skupiamy na rzeczach, powiem szczerze, wydaje mi się, że mało ważnych. Taka już rola widza, że na początku pewne rzeczy, wątki go interesują, szczególnie ten gdzieś tam dziejący się w przyszłości, jeden, drugi, a później zaczyna do nas docierać. Po prostu zaczyna do nas docierać, że tam jest coś więcej. I dobrze, bo dosyć szybko zaczynamy się orientować, że tu nie chodzi o kolejne gadżety, że nie chodzi o kolejne jakieś tam historie z przyszłości, że rzecz jest taka trochę totalna, ale w tym dobrym pojęciu tego słowa.
Czyli obejmuje życie. Chyba tak najogólniej, już bardziej ogólnie się chyba nie da. Ale właśnie ten wątek filozoficzny. Ja staram się tak pomykać troszeczkę nad nim, żeby nie zepsuć państwu zabawy, ale ten wątek filozoficzny, też bez przesady, tam nie siedzi żaden facet i nie robi wykładu, ale ten wątek filozoficzny jest tam po prostu wydaje mi się, że dominujący i jak państwo go dobrze wychwycicie, to jakbyście obuchem w łeb dostali, jak ten film się kończy.
[39:02] - Tak, zdecydowanie takie wrażenie jest.
[39:05] - Jak ten film się kończy, to po prostu człowiek sobie mówi: „Wow! O kurczę, to jest coś nieprawdopodobnego”. Dlatego obejrzyjcie państwo „Atlas chmur”, jeśli go jeszcze nie oglądaliście.
[39:18] - Tak, ale oprócz „Atlasu chmur” też trzeba obejrzeć i bardzo za to przepraszam, „Pani władcę na krańcu świata”. Dzieciaka młodego, jak macie dziewczynkę albo chłopca, który dorasta i szuka wzorców, bo dzieci szukają wzorców, naśladują dorosłych. I to już jest ten moment, kiedy następuje tak zwany, proszę użyć tylko w znaczeniu metaforycznym, tak jak ja to w tej chwili robię, następuje fiksacja, czyli jakaś fetyszyzacja. Ja tego użyłem w „Siłach psychohistorii”. Następuje zjawisko podobne do fetyszyzacji, czyli na jakimś bardzo konkretnie skonfigurowanym bodźcu społecznym dziecko się zafiksowuje i to przynosi mu satysfakcję. Więc rodzic dobrze zrobi, to też często jest kwestią przypadku, więc to nie jest tak, że to jest jakieś w pełni kontrolowane, bo nie tylko rodzic kontroluje wychowanie dziecka, ale też rówieśnicy i rodzice rówieśników. Także trzeba pilnować młodego, dorastającego człowieka. Więc kiedy następuje ta fiksacja na jakimś określonym bodźcu, to nagle się okazuje, że tylko takie bodźce albo przede wszystkim te bodźce dostarczają tej przyjemności hormonalnej. Więc ja na przykład zacytowałem książkę, która też nawiązuje do tego filmu „Hair”, który pan Marek... „Hair” znaczy włosy, a pan Marek wie, że ja mam nie do końca obfite owłosienie głowowe, więc to pewnie jakiś rodzaj też złośliwości był z jego strony.
Mam nadzieję, że nie.
[40:46] - Tak, na pewno. Szczególnie, że ja mam wyjątkowo bujną czuprynę, o czym na przykład bywalcy mojego profilu na Facebooku wiedzą. Ja po prostu nie wiem, co z włosami robić.
[40:57] - To musimy jakiegoś specjalistę od Freuda się dopytać jakie to ma znaczenie. Ale wracając już w takim razie do tych dzieciaków. Jak dzieciak się zafiksuje na jakimś momencie, właśnie następuje ten kamień życia. To jest często niedostrzeżone ani przez tego dzieciaka, o którego chodzi, ani przez rodziców, ani przez otoczenie, ale nagle się okazuje, że taki określony typ bodźca w całym przyszłym życiu zdominuje go. Ten właśnie będzie tym kamieniem życia. Przepraszam, że powtarzam, ale jestem bardzo przywiązany do tego właśnie sformułowania. I cała przyszłość zostanie zdeterminowana właśnie przez jakieś pojedyncze zdarzenie. Tak było właśnie w „Córce czarownic” i w innych powieściach Doroty Terakowskiej. I tak było w dziele, które ja cytuję właśnie w „Siłach psychohistorii”, podając właśnie, że nastąpiło zafiksowanie. Natomiast był ten pilot, zapomniałem imienia pierwszego w tej chwili, bo się nakręciłem rozmową z panem Markiem.
Zumbach, jeden z pilotów Dywizjonu 303, który walczył w bitwie o Wielką Brytanię. I on był pokazany na samym początku książki „Sprawa honoru”. Nie wiem, czy ktoś czytał właśnie o Dywizjonie 303. Amerykański autor opisuje właśnie dzieje całego dywizjonu i ludzi, którzy w jego ramach walczyli z Niemcami nad Wielką Brytanią. Tam było coś takiego, że kiedy Zumbach miał chyba osiem czy dziesięć lat, do jego wioski czy też pod miasteczko przyjechał taki cyrk. Piloci przylatywali, pokazywali te maszyny, bo przypominam, że w 1903 roku nastąpił pierwszy lot kontrolowany maszyny wyposażonej w silnik, maszyny cięższej od powietrza, czyli braci Wright. Natomiast sprawa rozgrywała się bodajże w roku, nie pamiętam, tuż po pierwszej wojnie światowej albo tuż przed pierwszą wojną światową. Chyba przed, nie pamiętam. Generalnie to był ten moment formujący. Jest formative years, jest takie sformułowanie formujące, wiek formujący mówiąc o dziecku.
To jest właśnie ten moment, to znaczy ten okres, w którym taki moment w którymś momencie zachodzi, że pewne wydarzenie, szczególnie jedno wydarzenie, właśnie formatuje całą psychikę dziecka i wokół tego często się całe życie toczy jednej osoby. To często jest pokazywane jako wątek w filmach na przykład, że jakieś wydarzenie jest jako małe dziecko na początku filmu, potem jest przeskok i mamy dorosłego człowieka, który jest zdominowany właśnie przez to wydarzenie. Dokładnie coś takiego było opisane w filmie „Kontakt”. Proszę, pamiętajmy, przypomnijmy sobie, kiedy młoda Jodie Foster czy teżEllie Arroway w filmie „Kontakt”. Ona sama opowiada, że spytała się ojca, co to jest za jasna gwiazda na nieboskłonie, na nocnym niebie, a ojciec odpowiedział, że to nie jest gwiazda, tylko planeta Wenus. Znam ten film na pamięć, więc nie będę wymagał oczywiście, żeby słuchacze – oczywiście, że wymagam – ale nie będę przecież wymagał, żeby znali takie szczegóły, bo nie byliby istotami ludzkimi. Natomiast to są tego typu momenty. I Zumbach, wracając do tego przykładu z książki „Sprawa honoru”, mając te, powiedzmy, 12 lat, bo chyba coś mniej więcej tyle było, nie pamiętam tego szczegółu, przepraszam, powiedział coś takiego w swoich wspomnieniach, że kiedy te dwa samoloty uniosły się w niebo, to porwało ze sobą serce tego młodego chłopaka i już w tym momencie wiedział, że zostanie pilotem. To jest coś takiego. I rodzic, któremu uda się zaformatować tym kamieniem życia swoje dziecko do tego, żeby prowadziło produktywne życie czy zgodne z jakimiś wartościami, które rodzic chce temu dziecku zaszczepić, to taki rodzic zrobił dobrą robotę.
Po prostu. I szacun.
[45:02] - A ja chciałbym jeszcze tylko powiedzieć, że film „Hair”, ja już wspominałem o tym, realizował Miloš Forman. Jeśli nie znacie państwo tego reżysera, to tak tylko wspomnę, że to jest reżyser chociażby innego kultowego filmu, takiego jak „Lot nad kukułczym gniazdem”. I cóż, w ogóle musical „Hair” mógł być zrealizowany w wersji filmowej dopiero kiedy ten film pierwszy, czyli „Lot nad kukułczym gniazdem” odniósł sukces. I tak jak piszą w wielu publikacjach ludzie, to są filmy zupełnie różne w środkach wyrazu, w formie, ale opowiadają właściwie bardzo podobną historię. Historię pewnego outsidera i w jednym, i w drugim przypadku, który nie do końca kuma, o co chodzi w rzeczywistości, która go otacza. A już na pewno nie rozumie, że w społeczeństwie istnieją takie granice, których przekroczenie bardzo często okazuje się tragiczne w skutkach. I to tak najkrócej. Jakbym jeszcze chciał coś dołożyć, to właśnie o „Hair” można by powiedzieć. No cóż, to tyle o tym „Hair”.
[46:27] - No to chyba tak. No to dobra, w takim razie domykamy nasze spotkanie noworoczne na początku stycznia. To podsumowując już dzisiejszy odcinek i się żegnając, polecamy dzieciaków przypilnować. Życzę wam w nowym roku, rodzicom albo przyszłym rodzicom, żeby wam się udało wyłapać ten moment i żebyście to wy byli celowymi sprawcami tego momentu, a nie jakiś nie wiadomo kto, pokazywany chociażby na lips of TikTok. Kilka razy wspominałem o tym profilu. Proszę zobaczyć, co się dzieje w Stanach i to do nas dojdzie na pełnej, chciałem powiedzieć bardzo brzydko, na pełnym rozpędzie, a teraz jest tylko na pierwszym biegu. Póki co. Zapewniam, że to jest tylko pierwszy bieg, mimo tego, że ktoś może uznać, że to nie jest do końca pierwszy bieg, tylko znacznie wyższy. Natomiast jako ciekawostkę powiem: u mnie w tej chwili jest godzina 18:05. Właśnie się zakończył zachód słońca i nad horyzontem widzisz gwiazdę, gwiazdę Wenus.
Być może to zauważyłem i nieświadomie nawiązałem do filmu „Kontakt”. Na gwiazdę Wenus właśnie patrzę i wspominając moją podróż motorową po Stanach Zjednoczonych w 2013 roku, jednym z obowiązkowych miejsc właśnie tam było VLA, czyli miejsce, gdzie toczyła się częściowo akcja filmu „Kontakt”. I też miałem to niesamowite szczęście i mam z tego zdjęcia. Byłem tam dokładnie wtedy, w 2013 roku, pod koniec czerwca, kiedy akurat było takie ustawienie, że też było po zachodzie słońca widać planetę Wenus nad horyzontem, jak już słońce zaszło. Cały dzień tam spędziłem właśnie na tym VLA. Także miałem szczęście i to zdjęcie umieszczę na Facebooku zaraz. Jak ktoś jeszcze mnie nie ma dodanego na Facebooku, to bardzo proszę dodać, to pokażę to zdjęcie i pokażę też zdjęcie z obserwatorium Arecibo w Puerto Rico. Też tam byłem w moje własne urodziny zresztą 15 lipca. Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, kiedy mi składać życzenia, proszę. Panie Marku też proszę pamiętać.
Bardzo uprzejmie dziękuję z góry.
[48:21] - Oczywiście.
[48:23] - Natomiast udało mi się dogadać z gośćmi. Też miałem bardzo duże szczęście, że wpuścili mnie do pokoju kontrolnego tego Arecibo, gdzie mam zdjęcie. I to będzie drugi konkurs, już taki awansem na przyszły tydzień. To nie będzie łatwy konkurs. Jest przepiękna, najpiękniejsza po „Świecie Rokhanona” książka, jaką w życiu przeczytałem, która rozgrywa się właśnie w tamtym miejscu. I co to jest za książka? Powstrzymam to zdjęcie i jak ktoś odgadnie, to wystarczy, żeby odgadnąć. Jak ktoś zna tą książkę, to z całą pewnością. Być może pan Marek już też odgadł. Spytam się po nagraniu, czy odgadł.
Zdjęcie pojawi się dopiero wtedy, jak ktoś właśnie odgadnie. Także to drugi konkurs dnia dzisiejszego.
[49:09] - No cóż, panie Piotrze, pięknie dziękuję za pierwsze w 2023 roku spotkanie. No i słyszymy się za tydzień.
[49:18] - Tak jest. Do usłyszenia.
[49:21] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.