[00:01] - Telegram z krańca świata. Dzień dobry. Proszę bardzo, jak ten czas leci. Wydawałoby się, że niedawno zaczęliśmy drugi sezon, a tu już piąty odcinek. I to z jakim tytułem, proszę państwa: „Paszkwil na cykl Wiedźmina i ideologie prestiżowe”. Dobry wieczór, dzień dobry panie Piotrze.
[00:25] - Dzień dobry, ale jeszcze nie dobry wieczór, bo tutaj jest jeszcze późne popołudnie, tak że wyjątkowo dzień dobry.
[00:30] - Ale jak to mawiali pewni satyrycy, w końcu nie wiadomo, kiedy będą nas słuchali.
[00:37] - Oczywiście.
[00:38] - Panie Piotrze, to zrozumiem z naszych wstępnych ustaleń, zaczynamy od ogłoszeń parafialnych.
[00:47] - Tak, ogłoszenia, a może duszpasterskie, bo w końcu jak ja jestem takim pisarzem, to jesteśmy razem, rozmawiamy, w jakiś sposób pokazujemy jakieś fragmenty rzeczywistości, naświetlamy. To może to są ogłoszenia duszpasterskie?
[01:00] - Bardzo proszę.
[01:01] - Dobrze. Kochani, powstaje audiobook. Przestałem się bać słuchania własnego głosu, co miało miejsce dwa tygodnie temu. Naprawdę, ja żadnych tych telegramów nie słuchałem sam, bo się po prostu bałem. Wywiadów tak samo jak ognia unikałem. Natomiast zmusiłem się z prostej finansowej przyczyny. Nagranie audiobooka „Sił psychohistorii” to jest około czterech dni roboczych nagrania. To jest potężna książka, cztery dni nagrania w studiu wyciszanym, to jest około 2000 dziennie za takie studio, za nagranie surówki, czyli to jest same 8000 za wynajęcie studia plus lektor plus obróbka plus przygotowanie i tak dalej, to jest w granicach między 13 a 15 tysięcy. To jest absolutnie nierealne. Więc nagrywam sam i gdyby ktoś z was chciał dostawać rozdziały kilka razy w tygodniu i komentować, co się nie podoba albo jakieś wytykać usterki, to uzgodnimy prywatnie.
Bardzo proszę, skontaktujcie się ze mną i ustalimy. Potrzebuję dwie, trzy osoby, żeby mi w ten sposób pomagały. Druga sprawa, klikanie Facebooka i Twittera reaktywowałem, żeby napędzić sprzedaż, która jest taka sobie, że tak powiem. Jeśli chodzi o promocję, tutaj kulejemy strasznie. Bardzo proszę o klikanie w Twittera i Facebooka, który właśnie odpaliłem po dwóch latach przerwy. Tam będą przepiękne sentencje, nie tylko związane z geopolityką i rozumieniem świata, ale także takie bardziej poetyckie. Te sentencje staną się częścią książki „Głębie, do których trzeba się wspiąć”. Ta książka ukaże się na święta przyszłego roku i będzie miała wstęp profesora Jerzego Bralczyka. Tak że absolutnie na najwyższym poziomie będą takie myśli, które najgłębiej w jakiś sposób pokazują różne zakamarki świata i to jest coś, co jest prawidłami w tych wszystkich moich książkach. Zawsze podkreślam, że to są takie kluczowe, węzłowe myśli.
I to tyle. To koniec ogłoszeń. Teraz konkursy. Słuchajcie, trzeci odcinek sezonu drugiego i czwarty odcinek sezonu drugiego nikt nie odgadł. To znaczy odgadła jedna osoba zagadkę z trzeciego odcinka, ale to była osoba, która już wygrała dwie książki, więc od razu się przyznał. Bardzo dziękuję za honorowe postępowanie. Tutaj widzę, że jesteśmy w dobrym gronie po prostu, więc czysto dla sportu została odgadnięta zagadka. Natomiast powtarzam ją. Ona będzie miała ważność do 5 października, czyli dwa dni od teraz. Jeżeli w ciągu 48 godzin nikt nie odgadnie, to ja opublikuję odpowiedź, a jest w sumie łatwa.
Więc proszę uważnie słuchać tego, co teraz powiem, bo sformułowanie całkowicie drogą dedukcji odrzuca dwie inne możliwości i pozostaje tylko jedna. Pytanie brzmi następująco: jak nazywał się bohater Izaaca Asimova, trylogii Fundacji Izaaca Asimova, który odkrył w akcie wizji wieńczącej kwerendę źródeł pisanych, gdzie znajduje się druga fundacja? Podkreślam, brzmienie pytania, treść pytania ma bardzo duże znaczenie. Jeżeli się tego pilnuje, to bardzo łatwo będzie odgadnąć. To samo jest w odcinku czwartym, czyli z odcinku z 28 września nikt nie odgadł. W związku z tym mówię, że do 13 października będzie można odgadywać. Potem podam odpowiedź. I tutaj też bardzo ważne jest, żeby dobrze usłyszeć to, co się mówi. Treść pytania jest następująca, z odcinka czwartego drugiej sesji, emisja z 28 września. Zakończenie posłowia dla „Sił psychohistorii” zawiera dwa passusy: cytat i parafrazę.
Ten pierwszy passus to jest: „Przeczytaj tę księgę, a zostaniesz nauczycielem królów”. To słowa opowieści o księdze „Sześć tajemnych strategii” i jest takim zakończeniem bardzo słynnej opowiastki dydaktycznej opowiadającej o tym, że pewien starzec trzy razy strofował młodzieńca za spóźnienie się na spotkanie przy takim mostku, który był punktem węzłowym tej opowieści. I w końcu jak młodzieniec przyszedł po prostu poprzedniego dnia wieczorem i całą noc przeczekał, to dopiero zasłużył na to, żeby tą księgę dostać. I właśnie to był jeden z traktatów militarnych starożytnych chińskich pod tytułem „Sześć tajemnych strategii”. To była ta pierwsza fraza, czyli: „Przeczytaj tę księgę, a zostaniesz nauczycielem królów”. Natomiast druga fraza, jaką umieściłem w posłowiu, które odczytałem w czasie emisji, jest parafrazą, czyli jest pewnym przekształceniem i tak zwaną trawestacją, czyli zmianą kontekstu i częściową zmianą znaczenia. Natomiast fraza brzmi, ta już przerobiona: „Przeczytaj tę księgę, a nauczysz się, jak łowić ludzi”. I ta księga jest bardzo powiązana z treścią odczytaną w czasie emisji. Więc kto tej treści zechce sobie posłuchać ponownieZamiast drogą dedukcji dojść, o jaką konkretnie część tej frazy chodzi i jak to znaleźć, wtedy to będzie wszystko banalne. I to tyle.
[06:10] - Ja tylko dodam gwoli radiowej poprawności, że wprawdzie nagrywamy trzeciego, ale będzie emisja czwartego, więc ci, którzy chcą odgadnąć pierwszą zagadkę, będą mieli nie 48, a 24 godziny.
[06:27] - Dobrze, rzeczywiście. To poprawiamy. 48 godzin od emisji ogłoszenia o tym, że kończy się czas na zgadywanki.
[06:35] - Czyli szóstego.
[06:37] - Czyli szóstego. Tak. Bardzo przepraszam, nie pomyślałem o tym.
[06:39] - Okej, panie Piotrze, to skoro skończyły się ogłoszenia duszpasterskie.
[06:45] - Jeszcze jedno ostatnie, żeby zaskoczyć. Mówiłem już, że będę złośliwie w dowolnym miejscu naszych rozmów umieszczał zagadkę bieżącą, więc teraz będzie ten złośliwie wybrany moment, a nie gdzieś tam w środku. I zagadka na dzisiaj brzmi następująco. Kategoria: arcydzieła kinematografii światowej, co jest bardzo dużą podpowiedzią. Zbliża się okres świąteczny i zaraz będziemy mieli wszystko obrąbane w sklepach ozdobami świątecznymi. Na Tajwanie to się zaczyna wcześniej niż w Polsce, już w październiku, czyli zaraz jak zjadę, bo jestem w górach w tej chwili, w plemieniu aborygeńskim. Zaraz jak zjadę na dół do Carrefoura, to zobaczę panie przy kasach i panów przy kasach w czapeczkach Mikołaja. Jestem w 100% przekonany, że tak będzie. Zagadka jest następująca. W związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia i celebracją miłośników kina — więcej nie podpowiem, to już za łatwe, za darmo oddaję tę książkę — jakimi słowami wyrazić należy zadowolenie z nabycia sztuki broni strzeleckiej drogą przejęcia w walce wręcz?
Za łatwe. Także zapraszam do zgadywania.
[07:54] - Tak, panie Piotrze, a teraz zaczynamy temat. Patrzę, a tu się „Wiedźmin” pojawia, cały cykl wiedźmiński i coś, co tajemniczo brzmi: ideologie prestiżowe. To proszę rozwijać.
[08:10] - Tak jest. Starając się zgłębić to, w jaki sposób ludzie podłączają się pod jakiegoś charyzmatycznego przywódcę, czy to przywódcę religijnego, który zaprasza ich na przykład do wspólnego przekonwertowania, nawracania. To mamy bardzo głęboko osadzone w naszej kulturze. To, w jaki sposób i jakie są metafory użyte do opisywania właśnie tego, że ludzi się nawraca jakimś rodzajem akcji przekonującej albo indoktrynującej i tak dalej. Natomiast zauważyłem w pewnym momencie, czytając Sapkowskiego wielokrotnie, że przez całą sagę, czyli przez pierwsze dwa zbiory opowiadań „Ostatnie życzenie”, „Miecz przeznaczenia” i tak dalej, aż do samego końca, do piątego tomu sagi, zmienia się ton wypowiedzi Sapkowskiego. W tym sensie, że na samym początku mamy pokazane jakieś czyny bohaterskie, jakieś czyny poświęcenia i jest to główną treścią, główną nauką moralną, jaką bierzemy z tych opowieści o „Wiedźminie”. A potem zmienia się to w ideologie tak zwane lewicowe. Będę cały czas mówił „tak zwane” z powodów, które myślę, że wszyscy znają. I nagle okazuje się, że ta skala wartości w jakiś sposób zmienia się zupełnie. To znaczy, przestajemy się identyfikować z bohaterem, który poświęca się dla ratowania swoich ziomków, czy też jest patriotą.
Ja uważam się za patriotę przynajmniej. Cały ten ton zmienia się z jednego krańca skali na ten drugi. Stwierdziłem, badając, to za dużo powiedziane, ale zastanawiając się, dlaczego tak jest. I do czego doszedłem? Teraz przedstawię moje rozumowanie. Przede wszystkim jesteśmy w naszej cywilizacji, w naszym zachodnim formatowaniu naszej skali wartości. Istnieje coś takiego jak mit szlachetnego dzikusa. Mit szlachetnego dzikusa to jest sposób, w jaki rozumiemy życie przed cywilizacją, życie ludzi pierwotnych w stanie natury. Otóż w tym micie szlachetnego dzikusa chodzi o to, że my swoje własne życie, życie w cywilizacji, w bardzo skomplikowanych społeczeństwach, w miastach średniowiecznych, w miastach nowożytnych, powiedzmy zachodniej Europy wieku XVI, XVII, XVIII nie lubimy siebie samych. To jest ideologia, która w jakiś sposób nam towarzyszy i która jest bardzo częstym wątkiem dóbr kultury.
Dobrem kultury jest oczywiście saga o „Wiedźminie” Sapkowskiego. Natomiast widzimy to tak, po kolei. Zaraz będzie druga część „Avatara” przed świętami. Tam mamy co? Mamy jakiegoś wyrzutka, outcasta z naszego społeczeństwa, który przyłącza się do plemienia tamziemców, bo my jesteśmy tu, więc tamziemcy na tej planecie Pandora. I on nagle zmienia swoją lojalność. To znaczy przestaje być lojalny wobec swoich własnych ziomków, a zdradza ich, zaczyna z nimi walczyć i jednocześnie przeformatowuje się na tą kulturę, na wartości kulturowe tych tubylców. Dokładnie taki sam schemat, inaczej rozegrany oczywiście, mamy w innym moim ulubionym filmu. Przepraszam, jeżeli kogoś to urazi, ale „Avatar” jest jednym z moich ulubionych filmów, dlatego że jest niezwykle wyraziście pokazany właśnie ten wątek, którym przesiąknięta jest cała nasza kultura. „Lawrence z Arabii”.
Proszę, mamy dokładnie to samo. Człowiek, który pokochał tą pustynię, bo jest czystaTo nie będzie konkurs, może nie za łatwe, ale może kiedyś będzie konkurs. Więc pokochał Lawrence tą pustynię. W pewnym momencie spalą mu mundur brytyjski i każą mu założyć szatki miejscowego Beduina i on zaczyna się śmiać. Nie wiem, czy kojarzycie tą scenę, mi się ta scena przerażająca wręcz podobała. Spotyka akurat Brytyjczyka, jakiegoś dziennikarza, który nagle go zobaczył jako pierwszego natychmiast po ich założeniu ten strój beduiński. To samo widzimy w innym filmie, który jest jednym z moich ulubionych, a mianowicie „Ostatni Samuraj" z Tomem Cruisem. Panie Marku, oglądał pan? Mamy dokładnie ten sam schemat co w „Lawrence z Arabii". Ale proszę zobaczyć, ten schemat ewoluuje, czyli staje się coraz bardziej ekstremistyczny.
O ile w „Lawrence z Arabii" zdrada polega na tym, że on wycofuje się z życia publicznego, macha na wszystko ręką i wraca do siebie kompletnie zrezygnowany. To przepiękna scena zresztą. Natomiast już w filmach kolejnych, takich jak na przykład „Ukochany wróg", który był już elementem konkursu na początku tego roku. Natomiast co mamy? Dokładnie tą samą sytuację. Dwóch jest pilotów, jeden pilot jest człowiek, a drugi pilot jest obcy. Rozbijają się w czasie walki powietrznej w tym samym miejscu na planecie gdzieś tam odległej w bezmiarze kosmosu i muszą ze sobą współpracować, żeby przeżyć. Współpraca czym się kończy? Tym, że człowiek jest przekonwertowany na skalę wartości i na postrzeganie konfliktu, że to ziemianie są tymi agresorami i zaczyna walczyć z ziemianami. Czyli traci tą lojalność wobec własnej grupy.
Przechodząc do Sapkowskiego, ja odczytam fragment, który mnie bardzo się podobał jako człowiekowi, który jest sformatowany tymi ideologiami patriotycznymi. „Krew elfów". Tutaj mamy rozmowę Wiedźmina z Triss Merigold, która była jedną z 14 ze wzgórza, która stanęła do bitwy, do walki z inwazją Nilfgaardu w czasie drugiej wojny pod Sodden. I to, co mówi czarodziejka: „Dlatego — powiedziała po chwili. — Nie mów mi o motywacji. Zanim stanęliśmy na tym wzgórzu, ci z Kapituły powiedzieli nam po prostu: tak trzeba. Czy to była wojna? Czego myśmy tam bronili? Ziemi? Granic?
Ludzi i ich chałup? Interesów królów? Wpływów i dochodów czarodziejów? Ładu przed chaosem? Nie wiem. Ale broniliśmy, bo tak było trzeba". Mniej więcej w tym guście, w tym klimacie ten wątek jest kontynuowany w innych miejscach, na przykład jak była inwazja już pełnoskalowa Nilfgaardu, która wdarła się na tereny Królestw Północy. To była świetna scena opowiadająca o oddziale najemników, który był ariergardą, czyli końcową strażą uciekających ludzi. Oni, chociaż służyli za pieniądze, czyli uciekali przed przeważającym wrogiem i mogli spokojnie uciec, bo nie byli mieszkańcami tego królestwa, którego bronili. Ale nagle z poczucia obowiązku dla tych ludzi, za których chronienie dostali pieniądze, oni zostali i ten pościg opóźnili.
Dzięki temu w domyśle, bo tego nie wyjaśnia autor, ci ludzie uciekający z dziećmi zdołali dotrzeć do granicy, która chroniła, która dawała im immunitet przed tymi żołnierzami Nilfgaardu, którzy chcieli ich obrabować, zabić i coś gorszego. Proszę zobaczyć, że nagle ten ton się zmienia. Nagle zaczynamy słyszeć takie treści jak, pokażę wam coś takiego. To jest z „Chrzestu ognia". Krasnolud opowiada o tym, jak wyglądają stosunki krasnoludów i nieludzi kontra ludzie i o tym, jak wygląda z punktu widzenia krasnoludów i nieludzi ekspansja ludzi na dawne tereny elfów i wszystkich tych pomniejszych ras. „Wasze większe miasta — narzekał krasnolud do wtóru skrzekliwych przekleństw papugi. — Jak jeden mąż pobudowaliście na elfich i naszych fundamentach. Pod mniejsze zamki i miasteczka położyliście własne fundamenty, ale na elewacje nadal bierzecie nasze kamienie. A przy tym cały czas powtarzacie, że to dzięki wam, ludziom, dokonuje się postęp i rozwój". Proszę zobaczyć, co się dzieje.
Mamy ten wątek, że nasza cywilizacja jest zła, a ci, których podbijamy, których cywilizujemy, są dobrzy i pokrzywdzeni i tak dalej. Stąd tak ważnym jest ten mit szlachetnego dzikusa.
[17:20] - Jean Jacques Rousseau o szlachetnym dzikusie.
[17:23] - To niech pan opowie. Panie Marku, pan się zna na filozofii. Czytał o tym Rousseau. Mógłby pan parę słów powiedzieć o tym micie dzikusa? Bo ja nie do końca chciałbym monopolizować.
[17:34] - Mit dzikusa został wprowadzony do szerszej świadomości właśnie przez Jean-Jacquesa Rousseau. Jako człowiek to był gość mało ciekawy. Jak się prześledzi jego życie, to poszukajcie sobie państwo. To nie był sympatyczny gość. Natomiast ten mit szlachetnego dzikusa to rzeczywiście było coś, co pozostało. On wprost twierdził, że ci ludzie, którzy byli przed nami, którzy gdzieś tam prawie po drzewach skakali czy w jaskiniach żyliOni byli prawdziwymi ludźmi, szlachetnymi ludźmi. Oni jeszcze nie byli skażeni naszą cywilizacją, naszym kunktatorstwem, naszym rozważaniem wszystkiego, dzieleniem włosa na czworo, czy nam się opłaca, czy nie opłaca. Ci ludzie byli szczerzy w swoich reakcjach. Byli po prostu-
[18:39] - Lepsi moralnie od nas.
[18:40] - Tak! To było odwołanie do takiej złotej ery w historii świata. Wtedy, kiedy człowiek był prymitywny, czy właściwie prosty, dzikusem był właśnie, to był tak naprawdę najlepszy. Cywilizacja przyniosła ze sobą natomiast, tak twierdzi Rousseau, właściwie same, użyjmy tego słowa, same smrody i niegodziwości.
[19:07] - Tak jest. I tu można odwołać się od razu do bardzo śmiesznego dowodu Lema, który to komentuje. Stwierdził, i to podkoloryzuję, że człowiek krytykujący cywilizację i jej osiągnięcia powinien zachowywać się konsekwentnie: usunąć plomby z zębów, zaprzestać używania telefonu z Internetem, zdjąć przyodziewek, a następnie dumnie wymaszerować na czworaka do lasu i tam zostać. Lem tak stwierdził. Ja się z tym zgadzam. Nawiązywał Lem do czegoś, co nie do końca było rozumiane w czasach, kiedy on formułował tą wypowiedź i na przykład ja czytałem, pisząc „Siłę psychohistorii”, przewertowałem, bo nie czytałem dokładnie książkę Lawrence'a H. Keeleya „Wojna przed cywilizacją. Mit szlachetnego dzikusa”. I on pokazuje w jak pełnym przemocy i śmierci świecie żył właśnie ten człowiek pierwotny z popsutymi zębami, co jest oczywiste, i cały czas zagrożony jakimiś napadami sąsiednich plemion i tak dalej. Tutaj, na Tajwanie, pisząc książkę o tych aborygenskich plemionach, to się działo nawet 100 lat temu.
To się działo jeszcze w Papui, w Nowej Gwinei, mniej więcej 50, 60 lat temu. Więc takie dzikie walki między plemionami gdzieś tam w dżunglach to jest coś, co nadal jest na przykład w niektórych miejscach Amazonii. Oczywiście nie w takim natężeniu jak kiedyś, ale nadal jest. I przykładem takim z tej książki „Wojna przed cywilizacją” jest społeczność Indian One- proszę, notatkę muszę zobaczyć - Oneota w Ameryce Północnej. Ona zajmowała rzekę Illinois i mniej więcej żyli ci Indianie, czy też natywni Amerykanie w XIII wieku. I archeolodzy badając cmentarz należący do jednej z osad wykryli łącznie 264 zwłoki. Co najmniej 43 z nich, czyli 16%, nosiło ślady gwałtownej śmierci. Inny przykład pochodzi z czasów przedhistorycznych. Archeolog, też na stanowisku Ameryki Północnej sprzed 9000 lat, oddala szczątki 12 mężczyzn i 16 kobiet z jakiejś małej grupy myśliwsko-zbierackiej. I z 12 mężczyzn i 16 kobiet, 12 zwłok i 3 szkielety nosiły ślady uszkodzeń czaszki lub głębokich ran.
Tak wyglądało życie właśnie w tej nieskażonej naturze. A co jest najciekawsze, w tej książce jest pokazane, w jaki sposób skażeni ideologicznie archeolodzy, skażeni tymi ideologiami prestiżowymi, zaraz do nich dojdziemy, oni systematycznie odmawiali uznania ewidentnych dowodów na przedhistoryczną przemoc wojenną. Długo nie chcę o tym mówić, bo to jest po prostu bardzo długi wątek. Zajęłby nam cały czas. Natomiast ja dopowiem jeszcze jedną rzecz z sagi o Wiedźminie, żeby już dokończyć ten wątek Sapkowskiego, bo to jest tylko jak gdyby taki wybieg, prośba o spojrzenie z zupełnie innej strony. Zaproponowałem nazwę, żeby nasza rozmowa dzisiejsza nazywała się „paszkwilem na Sapkowskiego”. Uważam, że byliśmy w ciągu sagi o Wiedźminie systematycznie indoktrynowani do ideologii prestiżowych. Może inaczej: odczytam, otworzę tutaj jeden fragment, nie chcę po prostu mówić tego z pamięci albo próbować powtórzyć, jak tam mam dobrze sformułowane. Przypomnijmy sobie to, co mówił krasnolud, że my budowaliśmy jakieś wspaniałe zamki sięgające w niebo, a ludzie po prostu rozkradli kamień z tych zamków, żeby zbudować jakieś własne rudery. Bo tak to wyglądało w słowach krasnoluda.
Odczytuję fragment, w międzyczasie dokartkowałem: „We władaniu takiej wizji ja sam byłem pogrążony niemal bez reszty do całkiem niedawna, właśnie pod przemożnym wpływem literatury i filmów. Miłośnikom sagi o Wiedźminie Geralcie mogę tu zaproponować eksperyment i rzeczywiście niniejszym go proponuję. Przeczytajcie całość sagi pod kątem propagandy przeciw cywilizacji ludzkiej, zniewalającej i mordującej istoty cywilizowane i wyżej uplasowane pod względem moralnym”. Dopiero hen, hen. I przykładem jest to, kto kogo zabija, kto kogo eksterminuje, żeby stworzyć sobie Lebensraum, czyli przestrzeń życiową. W sadze o Wiedźminie non stop byliśmy bombardowani coraz intensywniej tym, że my wymordowaliśmy tych biednych, nieszczęsnych elfów, te biedne, nieszczęsne krasnoludy i tak dalej. Natomiast dopiero w ostatniej części sagi dowiadujemy się i pokazuje to jednorożec Ciri tuż przed teleportacją, ucieczką ze świata elfów, pokazuje jej wielkie cmentarzysko ludzi. Bo Ciri poznała, że ludzie mają kły w składzie zębów, a elfy nie mają kłów, dlatego że to są szlachetne istoty, które nie jedzą mięsa przecież, bo weganizm i wegetarianizm to jest po prostu cnota, na którą wszyscy powinni się przerzucić, nawet nasze psy i koty. Niedawno czytałem artykuł, że jakaś matka wariatka ideologicznie zindoktrynowana do wegetarianizmu dziecko zagłodziła na śmierć, odmawiając temu dziecku jedzenia mięsa. Gdzieś tam link jest, można to łatwoW internecie w każdym razie.
Takie same cyrki były z karmieniem wegańską dietą psów i kotów. To też jest bardzo śmieszne, chociaż nie do końca śmieszne, dlatego, że te ideologie opanowują ludzi, młodych ludzi i w sposób nieodwracalny niszczą ich oprogramowanie kulturowe, doprowadzając do takich absurdów. Wracając do „Wiedźmina” dopiero w ostatnim tomie sagi dowiadujemy się, że elfy swój świat zdobyły na ludziach, a ludzie są niewolnikami, bo Ciri też złapała jedną niewolnicę, służącą w pałacu, w którym była więziona. Okazało się, że ta niewolnica miała zęby, kły, czyli była człowiekiem, a nie elfem. Czyli proszę bardzo, przez sześć tomów sagi, czy siedem tak naprawdę, bo to trwa do samego końca, byliśmy tymi złymi, a nagle tutaj dostajemy sygnał, że w innym świecie akurat się komuś innemu udało nas pokonać, a nie, że my pokonaliśmy tamtego. Czyli nagle się okazuje, że cała ta wbudowana ideologia, my jesteśmy źli. Dziwiłem się temu, ale nie do końca to rozumiałem, kiedy pierwszy raz czytałem Sapkowskiego, całą sagę „Wiedźmina” po kolei. Oczywiście ona się ukazywała, jak ja byłem na studiach na socjologii. To w jakiś sposób budowało pogląd na świat, w bardzo silny i trudno odwracalny sposób. Ale w jakiś sposób wybudziłem się z tego.
Cała kwestia sprowadza się do następnej książki, którą zacytuję. I tu znowu, czytam rameczkę informacyjną. Nie chcę zepsuć tego. „Piękna wizja żyjącego w harmonii z naturą plemienia to między innymi wyparcie się dóbr doczesnych, brak nawozów sztucznych i wspomnianej wcześniej opieki dentystycznej. Życie w harmonii z naturą, hojność i bezinteresowność, walka ze zmianami klimatycznymi, niewyuczona mądrość. Te i inne cechy są przypisane Germanom i pochodzą z traktatu Tacyta pod tytułem „Germania” i są formą krytyki ówczesnego społeczeństwa Rzymu.” Więc proszę zobaczyć, co się dzieje. Przewodnik duchowy, czy też autorytet moralny w postaci Tacyta nagle krytykuje swoje współczesne społeczeństwo, biorąc za przykład te prymitywne, żyjące zgodnie z naturą społeczeństwa dalekiej Germanii na skraju cesarstwa. Widzicie już ten wzorzec? psioczenie na swoich własnych staje się pewnym rodzajem mody. I to mi zaświtało pół roku temu dosłownie.
Dlatego właśnie cała ta ramka powstała o ideologiach prestiżowych. Prawiło jest następujące: tak jak istnieją produkty i marki prestiżowe, na przykład BMW, iPhone, tak istnieją ideologie prestiżowe i pakiety ideologii prestiżowych, czyli całe zestawy ideologii, poglądów na świat, poglądów wyrażających opinie na temat tego, jaki świat powinien być i co jest dobre, i co jest złe. Więc proszę zobaczyć, ktoś, kto na przykład chodzi z iPhone'em, czyli jest odczytywany jako i nazywany jest iPhone'iarzem. Przepraszam, taka dygresja, troszkę będzie chaotycznie. Widziałem kiedyś świetny rysunek satyryczny. Na pierwszej połowie jest człowiek klęczący przed łóżkiem z rękami złożonymi do modlitwy: „O Boże, uczyń mnie lepszym człowiekiem”. Natomiast w drugim kadrze tego rysunku nad łóżkiem materializuje się nowiutki iPhone. Na tym polegają ideologie i produkty prestiżowe. Zakup, posiadanie i używanie czegoś, tak jak właśnie samochodów określonej marki, na przykład BMW i Mercedes są zdecydowanie markami prestiżowymi. Natomiast jak kupimy sobie na przykład Skodę Octavię albo jakiś najwyższy możliwy model Skody, choćby kosztował tyle samo co BMW, to nie będzie to samochód prestiżowy.
To nie będzie produkt prestiżowy, który w jakiś sposób sprawia, że jesteśmy postrzegani jako klasa wyższa, czy jako elita, czy jako ktoś, kto aspiruje do roli jakiejś elity umysłowej, kulturalnej. Na przykład pani Janda, ta słynna nasza polska aktorka. Proszę zobaczyć na jej wypowiedzi. Ona jest szlachta, po prostu 110%. Nie wiem, czy panie Marku słyszał jej wypowiedzi czasami.
[29:07] - Tak, rozmaite, ale ostatnimi czasy to się przerodziło troszeczkę w skowyt, bo nie ma kto do jej teatru chodzić.
[29:15] - Tak.
[29:15] - Najpierw odżegnała ludzi od czci i wiary, a teraz narzeka, że ci ludzie nie chcą chodzić do jej teatru.
[29:23] - Właśnie, dokładnie tak.
[29:25] - To jest problem, panie Piotrze, zwróćmy uwagę na to, że od młodego, już właściwie dzieci w szkole są przyzwyczajane do tego, że chodzi się w określonych butach, żeby tu nie reklamować, określonej marki. Nosi się ciuchy określonej firmy, a jak się ich nie nosi, to szkoła jest brutalna. Jest się dziadem, biedakiem, podczłowiekiem. To jest bardzo brutalne, ale szkoła ma to do siebie, że stosunki pomiędzy uczniami, pomiędzy kolegami są dosyć brutalne i to ustalanie pierwszeństwa, ustalanie kolejności dziobania odbywa się chociażby na tej podstawie, jakie kto ma giezełko na sobie, jakie butki.
[30:15] - Tak. Niedawno, tydzień temu miałem wywiad dla... Zaraz, jak to się nazywa? Nie chcę przypominać sobie, przepraszam. Jestem zamyślony nad tym, co mówić dalej. Natomiast miałem wywiad, w którym człowiek, który mnie przepytywał dziwił się dlaczego jest tak-Wiele o psychologii, o ludzkiej naturze, o tym, że jesteśmy istotami poszukującymi statusu. Bo głównym, centralnym punktem naszej ludzkiej natury jest to, że cały czas, cokolwiek robiąc, poszukujemy statusu, znaczy negocjujemy nasz status. Zaraz o tym powiemy. Natomiast żeby dotknąć temat tych ideologii prestiżowych, sformułowałem następującą prawidłowość: cechą rozpoznawczą toksycznego poglądu lub ideologii, toksycznego to jest skomplikowane słowo, ale to jest nie tylko to, że waliduje on wybory życiowe, czyli utwierdza nas w przekonaniu, że prowadzimy dobre życie, że jesteśmy lepsi od innych ze względu właśnie na to, że mamy taki, a nie inny pakiet poglądów. Ale podnosimy swój prestiż, podnosimy prestiż osoby go głoszącej, jeżeli wypowiadamy ten pogląd i posiadamy ten pogląd.
I to właśnie dlatego nawet najbardziej merytoryczna krytyka zawsze, ale to zawsze będzie odbierana emocjonalnie jako atak naruszający status i prestiż. Nie ma rozmowy z taką osobą. Jeżeli jesteśmy w stanie udowodnić, że się mylimy, to i tak ta ideologia nie została przyjęta dlatego, że jest słuszna, ale została przyjęta dlatego, że jest prestiżowa, że daje prestiż, prawda? Że ja pójdę sobie na paradę równości, kupię sobie iPhone'a, kupię sobie komputer Apple'a, czyli jak to się nazywa? Bo nie używam iPada na przykład.
[32:09] - Będę pił sojowe latte.
[32:11] - O, właśnie! Dokładnie tak. Takim dopełnieniem i też nawiązującym do Sapkowskiego, dlatego, że Sapkowski ma bardzo wiele do powiedzenia, rzeczywiście jest tym autorytetem pokazującym nam, jak działa ludzka natura, ale niejako pośrednio, nie wprost. Sapkowski pozwolił mi zrozumieć, w jaki sposób należy pisać dialogi. Tak na marginesie to powiem za tydzień, jestem w trakcie pisania powieści fantastycznonaukowej. Ogłoszę tytuł za tydzień. Natomiast czytałem i słuchałem rozmaitych instruktaży, jak pisać dobre książki, jak pisać dobre dialogi. I ta obserwacja pod tytułem „Nie rozmawiamy w celu wymiany informacji. Większość rozmów to przede wszystkim mniej lub bardziej jawne renegocjacje statusu”. Ja nagle usłyszałem to samo twierdzenie, które w jakiś sposób rozumiałem, bo to jest rzecz oczywista tak naprawdę.
Jesteśmy gatunkiem, dla którego walka o status jest treścią życia. Natomiast przetłumaczone to na poradę dotyczącą pisania dialogów między postaciami powieści brzmi następująco: „Sekretem napisania perfekcyjnych dialogów powieściowych jest pokazać, w jaki sposób mówiący wzajemnie uznają, podwyższają lub obniżają status własny i innych postaci”. I jeżeli pamiętać o tym prawidle i zabrać się za przeczytanie całej sagi o Wiedźminie, to zobaczymy, ja właśnie to zrobiłem niedawno, dwa tygodnie temu, zobaczcie, że we wszystkich dialogach postaci mają swoją własną agendę, chcą osiągnąć coś własnego i przede wszystkim chcą zademonstrować swój status i swoim ubiorem, i zachowaniem, i wszystkim, co mówią. Z każdego słowa dosłownie dialogów Sapkowskiego przeziera to, że oni ze sobą kłócą się po prostu, przepychają się, że ja jestem ważniejszy, że na moje ma wejść i tak dalej. Na wszystkie możliwe sposoby. Jest to wręcz fenomenalne i właśnie dlatego dialogi Sapkowskiego są uważane za perfekcyjnie napisane. I to tyle.
[34:16] - Tak. A teraz mieliśmy mówić o tej negocjacji statusu, bo to rzecz, którą chyba jeszcze należałoby mocniej zaakcentować.
[34:26] - Negocjacja statusu do czego służy? Służy do tego, żeby przejąć władzę, to znaczy żeby kontrolować zasoby. I to jest coś, co w naszym życiu pierwotnym jeszcze za czasów, kiedy byliśmy tymi szlachetnymi dzikusami, polegało na tym między innymi, że ten, kto był najsilniejszy, ten, kto był przywódcą, jako pierwszy spożywa posiłek, prawda? Wyjadał najlepsze kąski, zjadał najwięcej, a reszta to, co reszcie, to w następnym w hierarchii. Kury, te zwykłe kury, które znoszą nam jajka nie prosto do talerza na szczęście, istnieją etapy pośrednie, ale kury mają niezwykle zhierarchizowane społeczności. I to, że kura siada na najwyższej grzędzie, to ta kura o najwyższym statusie. Dlaczego na najwyższej grzędzie? Dlatego, że na najwyższej grzędzie jest najtrudniejsza do złapania przez drapieżników, które operują na dole, na powierzchni gruntu, czyli najczęściej zjadane są te kury o najniższym statusie. I to samo jest z kwestią znoszenia jaj, czyli wychowania potomstwa, czyli przetrwania, czyli tego, co robią homostaty. Kury, jeżeli mają najniższy status w swoim własnym stadzie, to one zakładają gniazdo gdzieś tam w pobliżu.
Natomiast kury, które mają wysoki status, zakładają to gniazdo gdzieś tam w środku, w miejscu, które jest najlepiej bronione albo najbardziej niedostępne, czyli gdzieś tam wysoko, gdzieś tam w górze. Więc inny przykład. Ja tymi przykładami mogę sypać dlatego, że naczytałem się tyle książek o antropologii i o stratyfikacji społecznej w społeczeństwach prymitywnych, że mógłbym doktoratu nie napisać, ale jakąś pracę magisterską albo licencjacką to obudzony w środku nocy. Oprócz przypisów, bo to trzeba spisać i człowiek tego nie zapamięta. Ale na przykład w kontekście społeczności hawajskich, ludów pierwotnych czy też królestwKtóre tam funkcjonowały. Tam działo się dokładnie to samo, zanim Amerykanie zawłaszczyli sobie Hawaje i stały się kolejnym 50. stanem Stanów Zjednoczonych, to tam żyły królestwa, w których działy się rzeczy straszne z naszego punktu widzenia. Z punktu widzenia tych wszystkich pięknoduchów liberalnych, którzy mówią, że Amerykanie zniszczyli te wszystkie społeczności Indian, tych ludów pierwotnych i zaprowadzili naszą straszliwą, brudną, śmierdzącą, kapitalistyczną, bo marksistami są przeważnie liberałowie, cywilizację. W tych pierwotnych królestwach, w tych społecznościach istniejących na Hawajach było na przykład tak, że królowie mogli brać sobie za żonę kobietę dowolnie wybraną, czy była żoną już kogoś innego, czy córką dorastającą i w innych sytuacjach nie do końca jasnych moralnie. Jeśli chodzi o spożywanie posiłków, to było tak, że ludzie mogli być zagładzani na śmierć ze względu na swój niski status i o ile nie zasłużyli się kopiowaniem, czyli kompletnym posłuszeństwem wobec władcy, byli po prostu wpędzani w biedę, w niedolę i śmierć głodową ze względu na brak dostępu do zasobów.
Tam było dokładnie to samo, co przed chwilą powiedziałem o społeczeństwach pierwotnych żyjących gdzieś po lasach i trujących się zbieractwem. Kolejność dziobania była taka, że ten król się najadał do syta, do pełna, dlatego, że miał władzę polityczną. Z tym to się wszystko wiąże, ten status. Dlatego jest to tak silne w nas. Dlatego, że jest to powiązane też z mechanizmem produkcji dopaminy, która nagradza nas za zachowania pozwalające zdobyć i zgromadzić zasoby i za osiągnięcie satysfakcji seksualnej, czyli rozmnożenia się. To wszystko jest tak niesamowicie silnym źródłem impulsów, które poruszają nas do działania, że trudno to w ogóle przecenić.
[38:25] - Panie Piotrze, tak sobie myślę o tym wszystkim i coś się w tym mechanizmie może nie tyle zacięło, co nie do końca chyba dobrze działa, bo jak sobie patrzę na współczesnych polityków, kojarzę sobie to jeszcze z książką, którą pan kiedyś przywoływał o samolubnym genie. I tak to wszystko wymieszam, to ten gen chyba zwariował, bo mówiąc szczerze, to co reprezentują sobą politycy, oni rzeczywiście pod względem prestiżu, władzy i tak dalej, są rzeczywiście na samym szczycie i kolejność dziobania jest właśnie taka, że oni dziobią na początku. Ale ten gen to tak naprawdę jest wiele fajniejszych miejsc, mówię o człowieku, wielu fajniejszych ludzi, którzy powinni się reprodukować, a nie akurat ci, którzy są politykami. I nie mówię tego w kontekście polskim tylko i wyłącznie, gdzie jest jak jest, ale w ogóle jak się patrzy na klasę polityczną na świecie, to ja nie jestem przekonany, że to się akurat powinno reprodukować. Więc ja rozumiejąc mechanizm, o którym pan mówi, widzę, że coś tam jednak chyba zgrzyta w tym mechanizmie.
[39:42] - Ależ tak! Jest tak dlatego, że na nasz rozwój, na naszą ewolucję kulturową, czyli także ewolucję biologiczną, działają rozmaite siły. Niektóre rzeczywiście są presją na fitness, czyli przeżywają ci, którzy są najlepiej dostosowani albo mają najlepsze wzorce kulturowe, ale wiele mechanizmów jest takich, które niweluje te wszystkie zjawiska. Na przykład w tym eseju w „Siłach psychohistorii”, który nazywa się „Chrześcijański projekt cywilizacyjny” ja tam wyciągnąłem chyba setkę absolutnie fascynujących spostrzeżeń antropologicznych, między innymi takich, że o ile ewolucja kulturowa w kwestii instytucji kultury, czyli na przykład jak handel, prawo, obyczajowość, która pozwala na to, żeby jakaś społeczność, wtedy konkretnie pisałem o prawie magdeburskim i miastach zakładanych na charterze prawa magdeburskiego, to proszę zobaczyć, że w ośrodkach miejskich, podobnie jak mamy to we współczesnej całej cywilizacji, przyrost naturalny był bardzo ujemny ze względu na choroby wywołane brudem między innymi, który tak zniesmaczył tego, jak mu tam, od szlachetnego Dzikusa.
[40:57] - Jana Jakuba Rousseau.
[40:58] - Więc społeczności miejskie traciłyby populację, gdyby nie stały napływ aspirującej do szukającej pracy ludności migrującej z miast. I na przykład po to, żeby miasta niektóre przyrosły o 10%, musiały sprowadzić w danym okresie czasu 20% swojej populacji. Tak duży był przerób i tak dużo tego mięsa armatniego z terenów wiejskich przychodziło. Oprócz tego proszę zwrócić uwagę, że najlepiej ucywilizowani, piśmienni, przypominam, to też była ciekawostka, mówiliśmy wcześniej o samoudomowieniu człowieka. Zdolność pisania i czytania trwale fizjologicznie zmienia strukturę naszego mózgu, a poza tym między innymi jego funkcjonowanie. Między innymi ponieważ ośrodki obsługujące rozpoznawanie pisma sprawiają, że przesuwa się ośrodek rozpoznawania mowy, to pogrubia się nasze wielkie więzło, czyli ten kanał informacyjny przechodzący między półkulami. Także ludzie, którzy byli fizjologicznie, a być może i biologicznie najlepiej sformatowani do tego, żeby przyjąć te nowe osiągnięcia ewolucji kulturowej, oni na przykład byli mnichami, czyli nie rozmnażali się, prawda? Czyli nie zostawiali swoich genów. Czyli to był ten mechanizm redukujący prędkość ewolucji. I to jest ten wspólny proces.
To jest synergiczny proces, który zachodził jednocześnie nie można powiedzieć oddzielnie o ewolu-Ewolucji kulturowej i ewolucji biologicznej, dlatego że to postępowało razem w tych sytuacjach, w których te zdolności kulturowe, zdolności kopiowania pewnych wzorców zachowań, które przynoszą przetrwanie, decydowały o życiu i śmierci. Dlatego że margines przetrwania tych społeczeństw pierwotnych był bardzo mały. Jak społeczność źle kopiowała wiedzę nabytą od osobników dorosłych obdarzonych doświadczeniem, czyli nie potrafiła się dobrze posługiwać językiem i dorośli nie potrafili nauczyć, jak wychować dobrze dzieci, czyli nauczyć je polować i walczyć przede wszystkim, to ta społeczność przegrywała ze społecznością, która żyła obok i potrafiła się lepiej zorganizować. Na przykład lepiej zmobilizować wszystkich członków plemienia do wojny albo lepiej zbudować swoje źródła zdobywania żywności po to, żeby przerosnąć liczbowo. To też świetnie opisałem, przepraszam, że tak się chwalę, w eseju pod tytułem „Wojny są potrzebne”. Tam złapaliśmy ewolucję kulturową za rękę, pokazując fenomenalny przykład z lat 60. o tym, w jaki sposób takie rzeczy zachodzą. Natomiast wracając do czasów średniowiecznych, XII, XIII, XIV, XV wiek, proszę zobaczyć, że nagle ze względu na to, że mamy dużo większy znacznie margines przeżywalności, możemy robić głupstwa i nadal przeżyjemy. Na przykład teraz ktoś może mieć kompletnie głupie poglądy, na przykład uważać, że wegetarianizm jest całkowicie wystarczającą, pełnowartościową dietą dla swojego psa. Ten pies będzie podkradał mięso albo ktoś go będzie dokarmiał, albo w końcu nagle się skończy ten eksperyment, jak ten pies zacznie chudnąć albo ktoś zwróci uwagę.
Natomiast takie cyrki, wybryki, skażenia ideologiczne mogą mieć miejsce praktycznie całkowicie bezkarnie, dlatego że możemy nie jeść mięsa, ale możemy za to uzupełniać brakujące składniki odżywcze, połykając jakieś suplementy czy też jakieś zastępniki mięsa, które w miarę pozwolą przetrwać i osoba nie umrze, ale będzie po prostu żyła w mniej wydajnym stanie stabilnej homeostazy. I tutaj taka dygresja. Proszę zobaczyć, co działo się w książce „Cylinder Van Troffa” Janusza Zajdla. W jaki sposób obniżamy poziom naszego funkcjonowania do innego, gorszego, mniej wydajnego stanu albo stanu pozwalającego na mniejszą zdolność do stawiania oporu na przykład władzy, która chce nas zdominować, chce nas przygnieść. W „Cylindrze Van Troffa” było coś takiego, że ludzie żyli w koloniach pod powierzchnią Księżyca i tam władza po to, żeby spacyfikować wszelkie potencjalne bunty i rebelie, obniżyła zawartość tlenu z 21 do 18%. Pamięta pan ten szczegół?
[45:34] - Pan mi go przypomniał, ale nie pamiętałem.
[45:37] - Proszę zobaczyć, jak to możemy przełożyć na kwestię covidową. Gdyby na przykład można by stwierdzić, że noszenie maseczek, a były przypadki, wyglądało to na prawdziwe doniesienie prasowe, że w czasie WF-u nawet te dzieci nieszczęsne zakładają maseczki i tam jedno się udusiło w czasie biegu dlatego, że miało za mało tlenu, straciło przytomność. Niestety miało słabszy organizm, który nie wytrzymał. I ta obsesja chińska zero zakażeń, zero tolerancji dla covida. I to się skończyło śmiercią. Ale proszę zobaczyć, że żyjemy w spektrum całym. To był przypadek skrajny. Ktoś z niedoboru tlenu umarł. Ale ja na przykład jeździłem na festiwale i w niektórych plemionach, na przykład w tym, w którym jestem plemieniu, wszyscy sobie odlali totalnie te maseczki. Już nie będę mówił brutalniej, gdzie mają te maseczki.
Natomiast były plemiona, robiłem zdjęcia, wszyscy się tam szykowali. Już teraz dosłownie miesiąc temu, czyli w sytuacji, w której wiemy już, że te współcześnie istniejące szczepy covidowe wyewoluowały do stanu kompletnie niemalże niegroźnego dla ludzi. Poza tym ci, którzy mieli umrzeć, czyli mówiąc brutalnie ci, którzy mieli układ odpornościowy niezdolny do walki z tym nowym koronawirusem, oni już umarli. Nie na Tajwanie co prawda, ale generalnie ten szczep, który był niezwykle wirulentny, niezwykle zjadliwy na początku roku 2020 przetrzebił nas po prostu. Tutaj mówię o Europie i Stanach Zjednoczonych. Natomiast teraz, kiedy nie ma zagrożenia tak naprawdę, nie ma tego wirusa, który był tak śmiertelny, to mimo tego, że wszyscy w domach sądzą maseczki, mimo tego, że tutaj szykują się do wejścia na scenę, żeby zrobić taką paradę dookoła tego miejsca ceremonialnego, to nagle oni zaraz siądą, wszyscy zdejmą maseczki na trzy, cztery i przez pół godziny będą jeść, śmiać się, rozmawiać i tak dalej. Pozabijaliby się na śmierć tym aktem jedzenia i rozmawiania bez maseczek. Ale chwilę później wszyscy na trzy, cztery zakładamy maseczki i nagle wszyscy maseczki. „Nie zdejmować, nie zdejmować!” Taka wiedźma z Buchenwaldu cholerna, bo przez nią nie mogłem robić zdjęć twarzy tych roześmianych Aborygenów. Dlatego ją tak strasznie nie lubię.
W tym jednym plemieniu właśnie miała jakaś obsesja. Ona chodziła wśród tych ludzi. „Nie ściągaj maseczki z głowy, na górę, na górę, zasłaniaj nos” Dosłownie, przysięgam. Więc totalna obsesja. Proszę zobaczyć. Wracając już do tematu tego, że obsesyjnie mamy potrzebę, instynkt narzucania swojej władzy, zyskiwania statusu, który pozwala nam dyrygować innymi ludźmi. Proszę zobaczyć, jak to może doprowadzić do sytuacji, które są w niektórych momentach podbramkowe. Na tym polega posiadanie prestiżu. Żeby podsumować już ten wątek, posiadanie tych pakietów poglądów, które sprawiają, że my jesteśmy lepsi i zmuszamy innych, żeby uznali tą naszą wyższą pozycję i w związku z tym nagle kopiowanie wzorców, czyli naśladowanie innychPrzechodzi z nas na tamtych, którzy nas naśladują, którzy mają niższy status od nas. I proszę zobaczyć taki świetny przykład jeden, film „Dynastia”.
Pan Marek na pewno pamięta, ale tutaj młodsi widzowie i słuchacze, przepraszam, tak żartuję, nie pamiętają. Na początku lat 90. jak w Telewizji Polskiej leciała „Dynastia”, to po prostu ulice się opróżniały. Po prostu było jak w stanie wojennym, dlatego że wszyscy siedzieli przed telewizorami i śledzili losy członków amerykańskiej elity z amerykańskiego społeczeństwa, żeby kopiować te wzorce, co oni piją, jak się ubierają. Bo dla nas, kiedy właśnie dołączyliśmy do tego świata Zachodu, to była zupełna nowość i my uznawaliśmy tą wyższość cywilizacyjną. Chcieliśmy dołączyć do tego świata zachodniego, dołączyliśmy do niego i teraz naśladujemy wszystko, co tylko możemy i dzięki temu mamy tą pozycję, że aspirujemy i ciągniemy się w górę dzięki temu właśnie, że tamci pozwalają nam, zsyłają nam te wzorce z tego świata, z tej wspaniałej Ameryki. A my z tego kraju, który właśnie wyrwał się spod kontroli Związku Sowieckiego, po prostu posłusznie naśladujemy, kopiujemy. Ale żeby już podsumować, bo zaraz się kończy nasza rozmowa, zaraz dobiegnie czas. Mam jeszcze jedną najważniejszą rzecz. Do czego służą te ideologie prestiżowe?
Jaką konsekwencją jest to, że w ogóle istnieje takie zjawisko? Więc najważniejsze jest to, że nagle te ideologie prestiżowe, znaczy może nie nagle, możemy traktować jako rodzaj wirusów umysłowych, które rozprzestrzeniają się, które funkcjonują dokładnie tak jak normalne wirusy, czyli są zaraźliwe. Czyli jeżeli jest duża grupa ludzi, która jest zarażona jakąś ideologią prestiżową, to jest jej bardzo łatwo zarazić innych, skłonić w jakiś sposób, żeby inni ludzie widząc, że ta ideologia bądź pakiet ideologii daje prestiż, to ci ludzie sami chcą się dołączyć. I mimo tego, że te ideologie na płaszczyźnie merytorycznej mogą być kompletną bzdurą, to ze względu na to, że właśnie dają prestiż, to one mają tą magiczną moc przyciągania. I teraz dochodzę do clue naszej rozmowy, a właściwie monologu, za co bardzo przepraszam, ponieważ dzisiaj, że tak powiem, monopolizuję naszą rozmowę. Bardzo przepraszam za to. Natomiast co jest najważniejsze? Przeczytałem taki świetny tekst. Jak ktoś chce przeczytać oryginał, to bardzo polecam. Napisał go Zach Goldberg, a tekst nazywa się „America's White Saviors”, czyli biali zbawcy Ameryki.
I w tamtym tekście, pozwoliłem sobie z tego tekstu zresztą w książce „Siły psychohistorii” przekopiować dwa wykresy, jest pokazane, że amerykańscy liberałowie zostali zarażeni czy też nabyli pakiet ideologii, których centralną i najbardziej toksyczną i prowadzącą do samozniszczenia jest ta mianowicie, w której oni przestają czuć lojalność wobec własnej grupy odniesienia, konkretnie cywilizacji zachodniej i białej rasy i zaczynają preferować wszystko to, co tylko jest inne niż to, co sami w sobie nienawidzą. To jest fascynujący tekst. Jak ktoś dysponuje językiem angielskim, to proszę przeczytać literka po literce z najwyższą uwagą, dlatego że ten tekst ma moc wyjaśnienia z czego się wywodzi to szaleństwo nienawiści do samych siebie. Skąd wychodzi ta kultura woke w Stanach Zjednoczonych? Skąd wychodzi ta akcja rewolucji kulturowej, dosłownie tak można to nazwać, destrukcji umysłów młodych ludzi za pomocą tak zwanej krytycznej teorii rasy. Otóż małe dzieci pięcio-, sześcio-, siedmio-, ośmioletnie są indoktrynowani do postaw rasistowskich, do dzielenia siebie nawzajem, bo te dzieciaki są wielokulturowe, czyli są i czarne i z Meksyku i białe i ze wszelkich ze wszystkich rejonów świata. Te klasy są multikulturowe i te dzieci są uczone, że niektóre z nich mają biały przywilej, a niektóre są ofiarami tego białego przywileju i to można tak zwane intersectionality, czyli można zliczać punkty tego przywileju. Czyli na przykład jest ktoś, już mówię tutaj w tym momencie, bo to ma na całym spektrum wiekowym społeczeństwa wpływ. Może być dorosła osoba Murzynką, kobietą, lesbijką i jeszcze jakieś tam punkty bycia ofiarą represjonowaną przez społeczeństwo patriarchalne. I kto więcej ma tych punktów, tym może bardziej czuć się ofiarą.
Zresztą jest osobny esej w „Siłach psychohistorii” na temat kultury bycia ofiarą, który wyjaśnia to zjawisko. Ale najważniejszym elementem jest to, że psychika liberałów jako jedynej grupy społecznej w Stanach Zjednoczonych jest skonstruowana w ten sposób, że ma większą preferencję wobec innych, zwłaszcza pokrzywdzonych, niż reprezentantów grupy własnej. I zaczepieniem tego sposobem pozwalającym temu wirusowi kulturowym zakorzenić się w umyśle tych białych liberałów jest właśnie to, że współczucie dla tych biednych Indian, których ziemie zostały zrabowane przez białych, dla tych mieszkańców pierwotnych Hawajów, którzy zostali zdominowani przez Stany Zjednoczone, które zawłaszczyły sobie ten skrawek lądu gdzieś tam na środku Pacyfiku i tak dalej. To wszystko jest tą ideologią prestiżową i mocą tego wirusa jest właśnie to, że przekonania, które są instalowane za pomocą tego wirusa mają właśnie tą moc prestiżową i stąd ich, że tak powiem, popularność i zdolność do rozprzestrzeniania się. Uff, skończyłem.
[54:39] - Panie Piotrze, z tej naszej dzisiejszej rozmowy taka mnie refleksja naszła. W swoim czasie Fryderyk August von Hayek napisał taką książkę, noblista napisał taką książkę „Najgorsi na szczyt”Ja mam nieodparte wrażenie, że to, co pan dzisiaj scharakteryzował, da się przerzucić, bo dotyczyła ta książka Hajka ekonomii, a da się to przerzucić również na życie społeczne. Przynajmniej coś takiego w tej chwili, mam wrażenie, obserwujemy. Najgorsi pchają się na szczyt. To bardzo pouczające.
[55:15] - Niestety. Zapisałem sobie tytuł, nie czytałem tej książki. Pan Marek poleca, ja niniejszym wkładam ją na listę lektur, także dam znać. Zamelduję, że przeczytałem. Można będzie zrobić kartkówkę z treści. Panie Marku, strasznie dziękuję. I na zakończenie jeszcze powtarzam, jeśli mogę dać pracę domową, taką bardzo przyjemną, ale też z takim czykiem, pracę domową naszym słuchaczom. Słuchajcie, przeczytajcie Sapkowskiego „Wiedźmina” jeszcze raz od początku do końca, zwracając uwagę właśnie na tą kwestię ideologii prestiżowych, ze szczególnym naciskiem na to, jak bardzo jesteśmy programowani do tego, żeby nienawidzić samych siebie, bo właśnie tą najbardziej toksyczną, najbardziej niszczącą naszą zdolność do przetrwania. Proszę zobaczyć, co się dzieje, jak ta ideologia nieposiadania dzieci jest promowana w Stanach Zjednoczonych. Proszę zrobić sobie kwerendę, ile w lewicowych pismach, miesięcznikach, tygodnikach i gazetach codziennych jest artykułów zniechęcających do macierzyństwa, bo to ślad węglowy, że to marnowanie zasobów i tak dalej.
To jest przerażające. Właśnie na tym polega popularność tego, mimo że to jest w oczywisty sposób powodujące obniżenie siły demograficznej państwa. Wszystkie państwa mają problemy z demografią, ale Amerykanie mają najmniejsze, dlatego że importują ludzi z zewnątrz, bo mają ten projekt cywilizacyjny, który przyciąga wciąż. To jest bardzo pesymistyczne, ale zwróćcie uwagę właśnie czytając „Wiedźmina”, bo z punktu widzenia, mówiąc zupełnie drastycznie, mam nadzieję, że nie zrażę, bo lubienie „Wiedźmina” jest ideologią prestiżową też. Kto nie lubi „Wiedźmina”, ten jest świnia po prostu. Proszę zobaczyć, że na koniec robi się tak w „Wiedźminie”... Może inaczej. Przeczytajcie sobie ten fragment, jak Mila zachodzi w ciążę w czasie podróży z wampirem, z wiedźminem, ze wszystkimi innymi i co ona mówi o kwestii posiadania dzieci. To, co wykrzykuje, że nie chce mieć dziecka, jest po prostu wzięte żywcem z tego, co wykrzykiwały aborcjonistki, sprayując i dewastując kościoły w ubiegłym roku na jesieni. To jest, uważam, bardzo niepokojące, co odkryłem w „Wiedźminie” całkiem niedawno i taką nauką już na zakończenie niech będzie to, że uważajmy, co czytamy, dlatego że autorzy, tacy jak ja zresztą, więc uważajcie także na mnie, autorzy też chcą zdobywać zastrzyki, wyrzuty dopaminy poprzez to, że inni zgadzają się z ich poglądami.
Także proszę, żebyśmy trzymali się łącznie ze mną i z panem, panie Marku, i ze wszystkimi, którzy nas tutaj słuchają, trzymajmy się merytoryki, bo ta merytoryka, umiejętność dysputowania, umiejętność podważania poglądów i przypominam, że na okładce „36 forteli” na tej szachownicy, która jest przed tym chińskim generałem, do której gry zaprasza, jest plansza chińskiej gry w Go, jest ułożony alfabetem Morse'a jeden z ulubionych moich motto życiowych, bodajże chyba ulubione: „Należy podważać wszystko to, co da się podważyć, gdyż tylko wtedy znajdziemy to, czego podważyć się nie da”. I to powinno być nasze motto. To nasza cywilizacja zachodnia ma na sztandarach, że kwestionujemy wszystko, a nie że coś jest niepodważalne i że nie wolno tego atakować, bo jest święte, nienaruszalne. A gucio! Wszystko można podważać. I na tym właśnie polega siła naszej cywilizacji, że podważaliśmy wszystkie prawdy, które uznawaliśmy za oczywiste i dzięki temu stworzyliśmy kulturę, która dała nam siłę do stworzenia technologii i zdominowania wszystkich innych, co nie jest do końca pozytywne, ale gdybyśmy tego nie zrobili, to zrobiliby inni. Bo na tym polega właśnie ta przerażająca gra o przetrwanie, że albo jesteśmy zdominowani, albo my zdominujemy. I tak na zakończenie jeden z fragmentów „Sił psychohistorii” nazwałem tytułem takiego skeczu słynnego. Zapraszam, bo to jest bardzo śmieszne, już tak na zakończenie, żeby było wesoło. „Are we the baddies?”, czyli czy my jesteśmy tymi złymi.
I już nie będę robił z tego konkursu, bo mógłbym zrobić kilka w ciągu tego odcinka. Ale zobaczcie wszyscy ten skecz i poczytajmy Sapkowskiego właśnie z uwzględnieniem, jaką ideologią wobec własnej tożsamości, wobec nas samych jesteśmy faszerowani w całej sadze.
[59:44] - I cóż, to chyba jest najlepsza puenta dla dzisiejszego odcinka. Pięknie panu dziękuję i do usłyszenia za tydzień.
[59:52] - Dziękuję. Do usłyszenia.
[59:55] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.