[00:01] - Telegram z krańca świata. Dzień dobry. Po raz trzeci witamy państwa bardzo w audycji Telegram z krańca świata. Z Polski Marek Żelkowski i z odległego Tajwanu Piotr Plebaniak. Dzień dobry wieczór, panie Piotrze.
[00:21] - Dzień dobry, witam wszystkich. Znowu witam.
[00:26] - Tak jak powiedzieliśmy, pan tu jest gospodarzem. Pan może. Mamy trzeci odcinek pod znamiennym tytułem, aż się go boję. „Kopiuj mnie, bo w ryj” taki mamy tytuł. Będzie się pan, panie Piotrze, z tego tytułu za chwilę tłumaczył, ale najpierw wiadomość niezwykle optymistyczna. Pytania zadane w dwóch poprzednich audycjach zostały odpowiedziane. To jest piękna konstrukcja, absolutnie nie polska. W każdym razie na pytania odpowiedziano. Bank został rozbity. Panie Piotrze, jak to tam z tymi pytaniami?
[01:07] - Musimy troszeczkę zmienić formułę naszych zagadek dlatego, że wygląda na to, że powoli zwiększa się nasza audycja, ilość naszych słuchaczy. Robimy tak: za każdym razem będę uprzedzał co niniejszym czynię, że przed napisaniem do mnie maila poproszę o patrzenie na kartę konkursową, czy już ktoś czasem może nie odpowiedział. To nie rozwiąże problemu w 100%, dlatego, że nie zdążę po prostu dobiec do komputera, do tego, żeby się zalogować, wpisać, że ktoś odpowiedział. Zaraz sobie też z tym poradzę. Do rzeczy. Pierwsze pytanie to jest pytanie z tekstem, cytuję: „Wspaniale! Zostaliśmy członkami plemienia”. I ten tekst pojawi się pod zdjęciem, w którym ja jestem przebrany w strój plemienny w miejscu, gdzie szczególnie się zaprzyjaźniłem z lokalsami. Jest to cytat z filmu „Powrót Jedi”. I oczywiście ta podpowiedź, którą do pana Marka się zwróciłem: „You rebel scum” to jest właśnie kwestia z tego filmu, która mi szczególnie zapadła w dzieciństwie, kiedy pierwszy raz ten film oglądałem. Mi się strasznie podobała ta łączność emocjonalna wypowiadającego ze słowami, które wypowiadał. A po drugie mi pokazało: ten przeciwnik myśli źle o nas w taki sam sposób, jak my myślimy źle o przeciwniku. I to było takie pierwsze otwarcie oczu na to, że wszystkie konflikty mają dwie strony, że trzeba spróbować zrozumieć tą drugą stronę, żeby zrozumieć w pełni całą tą dynamikę konfliktu. To było w chwili, kiedy ja miałem chyba dziewięć lat, coś w tym stylu, więc to był taki mały moment objawienia.
[02:50] - Proszę mi wierzyć, panie Piotrze, że dla niektórych osób tego rodzaju konkluzja może być prawdziwym przewrotem kopernikańskim.
[02:59] - Dla mnie wtedy może nie do końca, ale rzeczywiście była dosyć dużym. Dobrze, a drugie pytanie odpowiedział ten sam użytkownik i dwie pozostałe osoby, które odpowiedziały dosłownie parę godzin później. Bardzo przepraszam, spóźniliście się, ale teraz trzeba będzie ewidentnie łapać okazję i od razu odpowiadać. Także bardzo to polecam. Drugie pytanie to było to, w którym filmie postacie, zamiast oglądać relację z lądowania na Księżycu, podziwiali grę w ping ponga? Tym filmem jest oczywiście „Forrest Gump”. Była ta scena w Wietnamie, kiedy on jako rekonwalescent po ranie dawał popis ping ponga przed personelem szpitala i wszystkimi swoimi kolegami, też rannymi. To też było bardzo śmieszne, kiedy pierwszy raz w życiu to oglądałem i wiele razy potem, bo tego typu filmy ogląda się zawsze więcej niż raz. Także pan Zibi odpowiedział. Ja tutaj skracam imię, a w tym wypadku pseudonim, więc proszę też pamiętać, że jak ktoś mi wyśle maila, to ja automatycznie biorę imię i tak jak przestępcę będę wymieniał imię i inicjał nazwiska. Także jeżeli ktoś chce się jakoś inaczej zaprezentować publicznie jako zwycięzca, to proszę też, żeby napisał, w jaki sposób mam publicznie zaanonsować imię zwycięzcy, tak żeby była pełna jasność. Dlatego, że dosłownie trzy osoby w ciągu kilku godzin odpowiedziały dokładnie tak samo na te same pytania, więc musimy to jakoś wyróżnić. W ostateczności to, co zrobiłem, to po prostu pseudonim przerobiony i przeinaczony z e-maila tak, żeby dało się rozpoznać przez osobę wygrywającą, ale też zaanonsowało dla innych, którzy zajęli zaszczytne drugie, trzecie i kolejne pozycje.
[04:44] - Panie Piotrze, tytuł dzisiaj jest mocny. To jedźmy, idźmy albo podążajmy tym śladem.
[04:55] - Zainspirowałem się tytułem przy tłumaczeniu w takim wywiadzie, który zrobiłem dla Polskiego Radia. Wytłumaczyłem tam, że tytuł i podtytuł ma bardzo specyficzną funkcję i należy konstruować w bardzo specyficzny sposób, jeżeli ma to być tytuł zrobiony, że tak powiem, na 100%. Więc tytuł ma w jakiś sposób inspirować albo pokazywać jakiś paradoks, albo zaciekawiać w jakiś sposób, który sprawia, że przyciąga uwagę. Dlatego, że wtedy co robimy? Łapiemy czytelnika, sprawiamy, że on otwiera książkę na jakimś rozdziale czy na jakimś eseju, czy też po prostu bierze książkę do ręki jeżeli mówimy o tytule. I tytuł „Siły psychohistorii” łącznie z okładką, na której jest Napoleon i to mniej osób rozpozna, bo to jest autoportret Leonarda da Vinci. To, co jest na okładce „Sił psychohistorii”. Ale to właśnie zaciekawia, inspiruje w jakiś sposób. Napoleona, który jest ten drugi? Jeżeli ktoś nie wie. Albo Napoleon i da Vinci, co mają ze sobą wspólnego? Oczywiście widzimy to od razu na stole, który przed nimi jest umiejscowiony. Tam są szkice fortyfikacji, które robił Napoleon z czasów napoleońskich i szkice odkryć prawideł natury, które zgłębiał Leonardo da Vinci. Natomiast „Siły psychohistorii”Wyraz się idealnie dał podzielić tak, że jest w dwóch rzędach psycho-historii, czyli siły historii. Rozumiemy, ale dlaczego to psycho? Czyli to inspiruje. Natomiast w tym tytule tytuł „Kopnij mnie, bo w mordę” to jest efekt tego, że sam siebie zainspirowałem po tym, jak przeczytałem swoją własną książkę. Przepraszam, że to brzmi śmiesznie i niepoważnie, ale to absolutnie jest to, o co mi chodziło i pozwolę sobie odczytać całe posłowie, które napisałem. To półtorej strony, które wyjaśnia, dlaczego to jest istotne i dlaczego to posłowie w ogóle udało mi się sformułować po tym, jak już pierwsze wydanie trafiło do czytelników. Także uwaga, czytam posłowie. Ta książka powstawała koncepcyjnie przez równo 25 lat. Została stworzona jako almanach prawideł wyjaśniających to, jak działa świat. Ale stawiając sobie cel, nigdy nie przewidziałbym jej ostatecznego kształtu. Powstała więc na fundamencie paradoksu. Trochę tak jak w passusie z cytowanej już powieści „Dorsai” Gordona Dicksona. I to jest ten cytat z Dicksona: „Czy Kongres goryli zebranych w celu zaplanowania hodowli supergoryla mógłby zaplanować istotę ludzką? Zaniechać rozwoju silniejszych mięśni, mocniejszych i dłuższych zębów, lepszego przystosowania do tropikalnego środowiska?”. I zastanówmy się chwilę. Jeżeli mamy jakieś plany, jakąś dalekosiężną aspirację życiową, to czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić tak zwaną teorię końca? To jest taka fikuśna nazwa, ale dobrze odzwierciedla, co stanie się, jakim człowiekiem będę, kiedy osiągnę zwycięstwo. A jeżeli chodzi o pisanie książki, czyli pisanie jakiegoś rodzaju sformułowanie na piśmie jakiegoś rodzaju obrazu mentalnego, czy też zbioru narzędzi do budowania obrazów mentalnych, bo tym w istocie jest książka z sił psychohistorii, to na początku pracy z całą pewnością będziemy całą kwestię rozumieć kompletnie inaczej niż rozumiemy ją na końcu. I tu jest druga inspiracja i tak się składa, że przychodzi z książki dokładnie tego samego autora, czyli Gordona Dicksona. Ale czytajmy dalej. Książka robi dokładnie to, co powinna. Jest zbiorem idei i rekonceptualizacji, który ma służyć do pozyskiwania optymalnej zdolności oddziaływania na świat. Bo nie tylko chodzi o to, żeby zbudować obraz mentalny, który pozwala zrozumieć, co się dzieje w świecie. Zrozumieć ten pakiet prawideł, który decyduje o naszym przetrwaniu, ale też należy zbudować całe instrumentarium oddziaływania, które zapewni nam, czyli homeostatowi, zdolność trwania, przeżycia albo znalezienia jakiejś optymalnej niszy do tego przetrwania. Teraz czytam dalej. Książka ma służyć jako generator wizji, przebłysków intuicji pozwalających na przemodelowanie percepcji świata i kreowania zdarzeń takich jak czarne łabędzie. I w języku Traktatu sztuka wojny to jest zdolność kierowania mocą, czyli zdolność jej generowania, powołania do życia, zrozumienie, w jaki sposób ona działa, jakimi bodźcami należy ją wykreować, stworzyć i w jaki sposób ją należy rzucić w świat jako instrument działania. Mówię rzucić w świat niejako jak piorun kulisty rzucony przez czarnoksiężnika, przez kogoś władnego zmieniać świat, który sprawia, że dzieje się wola tego, który ten piorun kulisty rzuca. A piorun kulisty rzuca dlatego, że zacząłem czytać trylogię „Wiedźmina” . Tam na początku w jednej z pierwszych opowiadanych była konfrontacja o czarodziejkę Yennefer, Wiedźmina i czarnoksiężnika i Zegharda. Więc nie wiem, czy kojarzycie. Na końcu były dwa ptaszki. Przyleciał każdy do jednego z tych konkurentów. Pustułki. Miłośnicy prozy Sapkowskiego ucieszą się na to skojarzenie, ale nie ucieszą się na następny odcinek, w którym ja dokonam krytyki Sapkowskiego, ideologicznej. Taki plus i minus. Natomiast wracając do czytania. Dowodem tego potencjału książki, czyli potencjału tworzenia, pomagania w modelowaniu świata, w rozumieniu tego, co się dzieje na świecie. Dowodem tego potencjału jest wizja, którą zaraz odczytam. To jest temat ósmy, esej siódmy i wizja D. Książka jest, podobnie jak „36 warteli” rodzajem poradnika. Jest poradnikiem dla niszczycieli i twórców imperiów. Więc taka konwencja tytułem powiedzmy jakiegoś żartu, ale tak naprawdę sprowadza się jej wartość właśnie do tego, żeby pokazać, jak ludziom decydującym o sprawach całej społeczności, w jaki sposób powinni swoją władzę realizować po to, żeby osiągnąć swój cel, czyli przetrwanie homeostatu, czyli przetrwanie swojego reżimu w tym wypadku. Nie mówię o państwach, nie mówię o narodzie, bo naród jest traktowany w tym wypadku, czy też poddani są traktowani czysto instrumentalnie przez władcę do tego, żeby ten władca przetrwał, żeby jego władza przetrwała, żeby jego reżim przetrwał. To jest bardzo subtelna różnica w sformułowaniu, a tak naprawdę kolosalna różnica w tym, żeby zrozumieć, jak decydenci muszą urządzać swój świat dookoła, rozstawiać swoich ludzi, swoich popleczników, swoich wykonawców, agentów do tego, żeby właśnie przeżyć. Czytając dalej. W przebłysku intuicji udaje nam się nagle dostrzec ukrytą siatkę zależności. Doznajemy olśnienia. Takiej wizji dostąpił między innymi bohater powieści „Druga fundacja”, który odkrył prawdziwe położenie tytułowej sekretnej organizacji, czyli drugiej fundacji. Takiej wizji dostał Mendelejew, któremu struktura tablicy pierwiastków, czyli tych zależności wspólnych prawideł dla niektórych pierwiastków, mówimy o tablicy okresowej MendelejewaTa wizja scaliła się w jego umyśle i to sam przyznał Mandela w czasie snu. To wtedy nastąpiło. Nagle zobaczył pełny obraz. Nagle mu się to wszystko poukładało w jeden przebłysk tej intuicji, przebłysk wizji. I nagle zrozumiał wszystko to, co chciał rozumieć przez lata, być może nawet od dziecka. Zresztą to też jest oddzielny wątek, bo niektóre inspiracje właśnie w wywiadzie z Flandro w książce było opisane, że jako dziecko on został zainspirowany, zaszczepiony pewnymi myślami i one w pewnym sensie kierowały całym jego życiem. I tak samo podejrzewam, było z Mandelejem. Niestety nie można go spytać, ale ten wzorzec bardzo często się powtarza. Czytajmy dalej. Generatorem wglądu w naturę jest bodaj najpotężniejsza inspiracja przyświecająca powstawaniu tej książki. Fikcyjny projekt Encyklopedii Finalnej zaczerpnięty z prozy Dixona. To jest cykl, do którego należy „Taktyka błędu", „Borsaj" i ta trzecia książka... „Żołnierzu, nie pytaj". To jest taka trylogia. To są te trzy książki, które miały kolosalny wręcz wpływ na moje życie i na to, co dalej potem czytałem i ile razy czytałem którąś książkę. Przepraszam, bo jeszcze czekam, jestem w plemieniu aborygenskim. Zaraz też o tym wzmiankę powiemy. Natomiast jest jeszcze czwarty pion, bo to jest cały cykl powieści fantastyczno-naukowych. Jest tom zatytułowany „Encyklopedia finalna", czy też „Encyklopedia ostateczna", zależy jak tłumaczyć. Więc było to monumentalne przedsięwzięcie powiązania ze sobą wszelkiej wiedzy zebranej przez rodzaj ludzki. W zamierzeniu inicjatorów tego absolutnie gigantycznego przedsięwzięcia było przenieść ludzkość na nowy poziom rozumienia samej siebie. Chodzi o to, że wystawienie się na pewien pakiet wiedzy powiązany w bardzo specyficzny sposób nagle pozwala doznać olśnienia, jakiejś wizji i zrozumieć, jak to wszystko działa. Czyli jak przeszłość uformowała rodzaj ludzki i jaka przyszłość, bo tu chodzi też o przewidywanie przyszłości. Pamiętajmy, że to jest cały podtytuł książki. Chodzi o to, żeby zrozumieć przeszłość, żeby kontrolować przyszłość. Więc wizja stąd jest absolutnie fenomenalna. Jeszcze pamiętam niektóre przebłyski jak ręcznie, jeszcze wtedy nie było komputerów, wynotowywałem sobie do zeszytu specjalnie złote myśli po angielsku jeszcze, bo tej książki po polsku nie było. Wynotowywałem sobie co ciekawsze spostrzeżenia po to, żeby je zapamiętać, po to, żeby nie przepadły po prostu. I one zostały, jak już niektórzy pewnie przeczytali, w kilku miejscach w książce użyte. To było właśnie z tych notatek. Także one trafiły po wielu latach w moją własną książkę. Czytamy dalej. Mając niniejszą książkę, „Generator inspiracji", książka jest generatorem inspiracji. Powinna być przynajmniej w moim ideale. Mając taką książkę, „Generator inspiracji" w ręku z prawideł ludzkiej natury czytelnik da radę wyprowadzić wszystkie narzędzia oddziaływania, dostroić się z tym, czyli z tymi narzędziami i zrozumieniem świata, czyli z modelem mentalnym do dowolnych okoliczności. Budować i testować modele mentalne. Przepraszam, wtrącenia powtarzają to, co dalej piszę, bo jestem jak gdyby częścią tego tekstu w tej chwili, bo tak powinno być. Jak kto się zna robotę pisarską. Pan Marek zna. Z tą zdolnością będzie trochę tak, jak z anegdotą akademicką o dwóch matematykach debatujących nad skomplikowanym problemem. Stwierdzili oni w pewnym momencie przed tablicą, na której pisali wzory, że nie chce im się iść do biblioteki po podręcznik ze skomplikowanym wzorem i że wyprowadzą ten wzór od zera. Czyli wyprowadzenie wzoru od zera na przykład na obwód koła czy też na jakąkolwiek inną wartość w matematyce bądź w fizyce. Dla zwykłego człowieka, dla zwykłych ludzi takich jak my, dla nas jest to kompletnie niemożliwe do stworzenia. Jest to dla nas czarna magia. Jesteśmy za mali po prostu, jeśli chodzi o abstrakcyjne myślenie. A dla tych akademików pogrążonych w dyskusji to jest po prostu pstryknięcie palcem, prawda? Nie chce im się iść do biblioteki, żeby oszczędzić pięć minut czy trzy minuty. Po prostu oni te dwie minuty czy trzy minuty, czy dokładnie ten sam okres czasu wolą poświęcić na to, żeby sobie rozćwiczyć mózgownicę. Także na tym właśnie polega cała idea tej wielkiej książki, generatorze. Chodzi o to, żeby czytelnik nabył zdolność tego wyprowadzenia wzoru od początku, że spojrzy na jakąś konfigurację sytuacji, zdarzeń, która dzieje się przed jego oczami i nagle stwierdził, że to, ten, tamten i ten punkt, to one się liczą i one tworzą ten obraz tego, co się dzieje i na to, co się dzieje, można jakoś oddziaływać, a cała reszta jest tym nieistotnym szumem. Cytuję tutaj motto „36 forteli". Dobrze, ale w międzyczasie specjalnie teraz daję w środku i to też będzie nowa konwencja, która zawsze już będzie występować, że będziemy w trakcie rozmowy zadawać to pytanie po to, żeby utrudnić. Zaraz powiem dlaczego utrudnić, bo to nie jest do końca fair. Natomiast są w internecie i ja o tym wiem, bo gdzieś indziej kiedyś organizowałem konkurs. Są miejsca, gdzie ludzie dają odpowiedzi na różne konkursy, które są jeszcze w trakcie trwania i po to, żeby ludzie, którzy nie mają tej wiedzy, mogli za darmo wygrać nagrodę. Więc zadawanie pytania w środku wypowiedzi gdzieś tam w środku tego podcastu, a nie na końcu ani nie na początku w jakiś sposób tą praktykę ukróca. Za co bardzo przepraszam. To jest troszeczkę niewygodne, ale zawsze. Dobrze, pytanie następujące: jak nazywa się bohater, który doznał olśnienia co do kwestii tego, gdzie jest druga fundacja? Imię i nazwisko poproszę.Także to to. Przypominam, że teraz jest nas więcej, więc im szybciej, tym lepiej. Kto się opije, wtedy wygra. Proszę też patrzmy, damy linka na początku teraz pod linkiem do podcastu, gdzie można to sprawdzić. Czyli bardzo proste: chiny.pl/konkurs/2. Ta dwójka to jest właśnie ten nasz „Telegram z krańca świata”, w którym w tej chwili jesteśmy.
[18:30] - Okej, tak sobie przypominam. Wspominał pan o różnych snach, chociażby śnie Mendelejewa. W ogóle chemia miała jakieś takie szczęście do snów, bo w swoim czasie jeden z odkrywców tego pierścienia węglowego w związkach organicznych, jemu się również ten pierścień połączonych atomów węgla przyśnił jako grupa diabłów trzymających się za ogon.
[19:03] - Faktycznie, rzeczywiście to było.
[19:06] - Coś w tych snach naszych jest po prostu. Okej, rozumiem, że lekturę już zakończyliśmy.
[19:18] - Nie, rzeczywiście ostatni akapit, taki podsumowujący. Teraz o książce sam pisze w tym posłowiu: „Da się o niniejszym zbiorze prawd fundamentalnych powiedzieć, powtarzając starożytną chińską dykteryjkę o traktacie militarno-politycznym Sześć Tajemnych Strategii. Da się powiedzieć coś takiego: Księgę ten czy inny mędrzec powierzył młodzieńcowi, którego ambicją było zmienić świat i zostać doradcą wielkiego króla. Przeczytaj tę księgę, a zostaniesz nauczycielem królów”. To są ostatnie słowa już w tej chwili w posłowiu, ale to powiedzenie chińskie da się przetłumaczyć na nasz zachodni chrześcijański kod kulturowy, który brzmi: Przeczytaj tą księgę, a nauczysz się, jak łowić ludzi. I nie wiem, czy mógłbym dać drugi konkurs. To już będzie awansem na przyszły tydzień. Oryginalne słowa poproszę. To będzie ten drugi konkurs i to już awansem na przyszły tydzień podkreślam. Także tutaj zapraszam. I to tyle panie Marku, przeczytałem to posłowie i zaraz przeczytamy o tym bowery.
[20:22] - No właśnie to mnie najbardziej niepokoi, bo w jakiś sposób jakaś presja. Boję się, że w ten ryj dostanę po prostu.
[20:31] - Wszyscy dostajemy.
[20:32] - Grzecznie słucham.
[20:35] - Wszyscy tak. O, dziękuję. To zawsze dyscyplina. Proszę zobaczyć, że dobrze skonstruowany tytuł, pierwsze zdanie, że tak powiem, pierwsze wrażenie ustawia. To też jest zresztą w książce w innym miejscu na temat tego, w jaki sposób my niemal bezwiednie, a najczęściej zupełnie bezwiednie regulujemy naszą pozycję w trakcie interakcji z drugą osobą bądź z grupą osób. To jest oczywiście ten esej „Wszyscyśmy narkomanami i fetyszystami”. Natomiast teraz koncentrujmy się na eseju, który się nazywa „Mass Formation Psychosis”. To jest termin „masowa psychoza formacyjna”. To jest termin, który pojawił się w szerokiej debacie publicznej w styczniu bieżącego roku 2022. Ja już nie będę czytał całości tego eseju, bo to by za długo trwało. Natomiast przeczytam tą wizję, która mnie naszła po prostu czytając ten esej w roli czytelnika. Po prostu jakbym się to zebrało. Zebrały mi się myśli w jeden klarowny obraz, dokładnie tak, jak było w „Encyklopedii finalnej” i w książce „Żołnierzu nie pytaj”. Dokładnie taką wizję, znaczy ja bym chciał tak, ale podobną wizję, znacznie bardziej intensywną przeżył jeden z bohaterów, który miał niezwykłą siłę woli do działania i dla mnie jako małego gnojka, to była druga klasa liceum, był wzorem do naśladowania. Niekoniecznie pozytywnym, dlatego że był jako człowiek mieszanką dobrych, pozytywnych i negatywnych cech. Natomiast generalnie to było niesamowite wrażenie właśnie tego, w jaki sposób działa intuicja, w jaki sposób działa olśnienie. Dobrze. Kopiuj mnie bowery. Dlaczego? Dlatego, że i teraz już będę czytać i jednocześnie komentować. „Równolegle działające ewolucje biologiczna i kulturowa sprawiły, że jesteśmy skonstruowani do kopiowania i naśladowania wzorców zachowań. Wedle jednej z hipotez te cechy wykształciły się pod presją ewolucyjną środowiska o marginalnych zasobach, w których o przetrwanie walczyły małe społeczeństwa łowicko-zbierackie do 80 osobników”. I teraz tutaj jest termin rekonceptualizacja, który jest absolutnie kluczowy dla całej książki. Samo słowo rekonceptualizacja jest kluczowe, ale drugie, niemalże i bardzo blisko tego pierwszego jest skalowalność społeczeństw. Społeczeństwa tym skuteczniej są w stanie walczyć o zasoby, im skuteczniej zdołają się wyskalować do większej liczebności. I na przykład to było w kilku innych miejscach książki, bo te spostrzeżenia są w wielu po prostu miejscach. Ta skalowalność na równinach tworzy się zupełnie inaczej niż na terenach górskich, dlatego że na równinach przede wszystkim decyduje liczebność armii pieszych, a potem oczywiście były rydwany, potem były konie. Natomiast w tych najwcześniejszych momentach na równinach czym było więcej na przykład łuczników, procarzy czy miotaczy broni takiej na odległość, czym było ich więcej, tym łatwiej oni zwyciężali w bitwie. I to nie była zależność proporcjonalna, taka liniowa, tylko to była zależność wykładnicza. Czyli jak się miało pięć do jednego, to była niemal nieskończona przewaga. Po prostu można było w pierwszej salwie wymieść tego przeciwnika. Jest też w książce „Siły psychohistorii” wykres obrazujący to prawo, które zostało dopiero sformułowane jako na piśmie w czasie pierwszej wojny światowej. Zaraz tutaj pod podcastem podam numer strony i w ogóle cały fragment zacytuję, nawet cały rysunek, jeżeli dałby radę. Natomiast skalowalność, jeżeli wynaleziemy łukTo jesteśmy w stanie zabić więcej zwierząt, czyli jesteśmy w stanie wyżywić więcej osób w plemieniu. Czyli ta skalowalność zwiększa się na przykład z 80 do 150 i to jest maksymalny sufit dla danego środowiska. Jeżeli wynajdziemy ogień i będziemy zdolni żywność ugotować, w jakiś sposób przyrządzić termicznie do tego, żeby usunąć toksyny, żeby było łatwiej przyswajalne, to jednocześnie uwalniamy nasz organizm do tego, żeby mózg stawał się większy, czyli żebyśmy myśleli w sposób bardziej abstrakcyjny. I zaczyna się tworzyć na przykład kultura. W wielu książkach antropologicznych fascynujące są spostrzeżenia na te tematy. Natomiast znowu ten sufit, za pomocą gotowania zwiększamy zasób dostępnych dla nas zasobów, czyli możemy zwiększyć tą społeczność, prawda? To samo tyczy się przechowywania żywności. Jeżeli nauczymy się robić na przykład pork salt czy salt pork, wieprzowina przekładana solą, która była zjadana szczególnie w Europie Zachodniej, popularna w okresie średniowiecza i wcześniejszym. Generalnie sól jest bardzo cennym konserwantem, czyli umożliwia budowanie wielkich armii, które muszą się poruszać z własną aprowizacją po terenie przeciwnika, który często niszczy własne zasoby po to, żeby zagłodzić armię, która dokonuje inwazji. Wszystko to znamy, natomiast nie potrafimy tego czasami połączyć w obraz, który skutecznie pozwoli nam odczuć cały ten przebłysk wizji tego, w jaki sposób działa historia. Właśnie w ten sposób. Wielkie armie należało skonstruować, zbudować, umożliwić ich powstanie w ten sposób, żeby zdjąć te kolejne sufity, czyli kolejne te blokady uniemożliwiające tej armii zwiększenie swojej liczebności przy poruszaniu się przez przeciwnika. I na przykład Sun Zi w swoim traktacie „Sztuka wojny” to jest świetnie pokazane. Mało tłumaczy uwydatniło ten obszar. Sun Zi mówi, że żywność zdobyta na wrogu jest ileś tam dziesięciokrotny czy dwudziestokrotność, przepraszam, nie pamiętam tego, ale wiele razy cenniejsza niż ta żywność, którą się przywiezie na wozach z własnego kraju. Ze względu na koszt, ze względu na to, że ta własna żywność uważa własny kraj, czyli cywile nie mają za co żyć i zaczynają narzekać, zaczynają się buntować, czyli to jest osłabienie własnej siły. Tą prawidłowość, i to jest w przypisach do tego mojego przekładu, genialnie wręcz wykorzystywał Aleksander Macedoński. To nie tylko jego geniusz wojskowy, to nie tylko jego armia zbudowana przez jego ojca. To nie tylko nauki Arystotelesa, ale też wykorzystanie bardzo ważnego prawidła ludzkiej natury, ludzkiego sposobu zdobywania zasobów. Polega to na tym, że najciekawsze, wyczytałem to gdzieś tam, powinno to być w każdej książce o Aleksandrze Macedońskim, a znalazłem tylko w jednej i to za którąś tam książką w końcu. Otóż jego armie poruszały się, zdobywały kolejne terytorium w ścisłej absolutnie synchronizacji z tym, kiedy w danym miejscu są plony gotowe do zebrania. Po to, żeby ta armia nie głodowała po prostu, żeby oczywiście ogołocić to terytorium, które jest zdobywane. Czyli kosztem zasobów tego terytorium to terytorium zostało zdobywane. Widzi pan? Więc dostrojenie się do pewnych prawideł tworzenia się zasobów, gdzie, kiedy, jak te zasoby się tworzą, umożliwia dokonywanie zwycięstw, osiąganie swoich celów, czyli podbój, czyli przetrwanie homeostazu. Czyli tym homeostatem było wielkie imperium, które w końcu Aleksander Macedoński stworzył.
[28:01] - Tego rodzaju działania, nazwijmy je synchroniczne z tym, co się dzieje na danym terenie. Ja myślę, że dałoby się wyszukać jeszcze kilka innych takich zależności związanych nie tylko z aprowizacją, ale też z różnymi albo też nawet prowokowaniem, na przykład różnego rodzaju zjawiska społeczne, które następują wówczas, czy też ich wzniecanie na przykład.
[28:31] - Tak.
[28:31] - Czy ja dobrą drogą podążam?
[28:33] - Tak. Dlatego że ja nad dzisiejszym odcinkiem bardzo długo myślałem i zarówno czytelników, i pana zaszczepiłem pewną wizją, która dopiero teraz się wyłania, a pan już się jej dostrzegł. Ale dobrze, idźmy dalej na spokojnie i powoli. Podałem już dwa przykłady: zdolność gotowania i zdolność projekcji siły, że tak skopiuję naszego mistrza geopolityki Jacka Bartosiaka. Chodzi o to, że rozmaite bronie i zdolność ich używania pozwalają na to, że nasza własna armia zyska znaczną, wykładniczo rosnącą przewagę nad armią przeciwnika, jeżeli jesteśmy w stanie opracować jakąś innowację na polu walki. Ale najważniejszym i teraz uwaga, różni antropologowie, różni prymatolodzy nie mówią o tym w sposób wprost i nie jest to centrum ich zainteresowania przy opisywaniu tego, w jaki sposób te małe społeczeństwa żyjące w tych marginalnych środowiskach, w jaki sposób te małe społeczności rosły. Natomiast ja, składając do kupy to, co oni mówią pół słówka, tam trzy czwarte słowa, tam jakaś sugestia, tam jakiś wynik jakiegoś badania, stwierdzam rzecz następującą. I tu jest pogrubienie, których tych łącznie takich pogrubionych wizji, prawideł wielkich jest 70 w całej książce. Naśladowanie zachowań i praktyk jest kluczową, konstytutywną cechą homo sapiens. Wtórną adaptacją tego pakietu cech stała się zdolność budowania cywilizacji i imperiów, a przede wszystkim do ultrakooperacji, która jest esencją tego, czym jest budowanie imperiów i cywilizacji.W małych grupach, kiedy wydajność rolnictwa czy też protorolnictwa polegającego na częściowym dbaniu o rośliny, które rosną w lesie, czyli trzeba im oczyścić dostęp do światła, trzeba je jakoś nawozić, czyli coś przynieść albo w równy sposób umyślić okolice tej rośliny. Dzięki temu ona lepiej wyrośnie. Natomiast kluczową cechą konstytutywną Homo sapiens, dlatego, że żadne inne zwierzę nie ma takiej cechy praktycznie, bardzo niewiele zwierząt używa narzędzi, jest kopiowanie praktyk od innych osobników tego samego plemienia. Jeżeli na przykład moje plemię nauczy się podgrzewać w ognisku jakieś wnątrze czy kłącza wykopane spod ziemi i dzięki temu one stają się jadalne, to dla nas otwiera się możliwość powiększenia tej społeczności. To jest całkowicie jasne do tej chwili. Natomiast umiejętność posługiwania się językiem. Język to jest zbiór koncepcji, za pomocą których opisujemy świat i przekazujemy tę wiedzę następnym pokoleniom. Czyli następuje transmisja wiedzy, następuje zjawisko, które nazywamy kulturą, czyli przekaz niematerialnej wiedzy z pokolenia na pokolenie. Ten proces jest kumulowany. Na tym polega ultrakooperacja, czyli zdolność kooperowania między ludźmi obcymi, która jest dalszym etapem ewolucji kulturowej. Natomiast jesteśmy w tej chwili na etapie tych malutkich społeczności myśliwsko-zbierackich około 80, 100, 150 osób. I teraz zobaczmy. Ja uważam, że jest to pewnik, natomiast antropologowie mówią, że to jest być może, czynnikiem zwiększającym liczebność grupy, czyli zdolność przetrwania w walce międzygrupowej. Jest esej na ten temat w „Siłach psychohistorii” na temat odkryć antropologów na Papui-Nowej Gwinei, w której jednemu z plemion w okolicy, w środowisku, w którym ten sufit był na około 300 osób na jedną wioskę, na jedno plemię. Oni zdołali powiększyć to do 1500 ze względu na zaadaptowanie innych bogów z sąsiedniego plemienia w niezwykle fascynujący sposób. Natomiast o co chodzi? W chwili, w której jakaś społeczność odkryje sposób kulturowy, nie biologiczny, sposób na powiększenie swojej liczebności, czyli zwiększenie szans swojego przetrwania w danym środowisku, ta grupa zyskuje przewagę i za tym idzie równolegle także ewolucja biologiczna. Ewolucja biologiczna to jest także fizjologiczne zmienianie struktury mózgu. Mówiliśmy o tym wcześniej, cytując to, co ja wynalazłem w czasie pisania „Sił psychohistorii”. Nasz mózg w procesie nauki czytania i pisania zmienia swoją strukturę. W związku z tym struktura, a zarazem i psychika ludzi czytanych i pisanych jest odmienna, funkcjonuje inaczej, jest zdolna budować inne obrazy mentalne niż osoba, która jest pozbawiona takich zdolności ze względu na fizjologiczną budowę mózgu, która ma taki, a nie inny kształt ze względu na historię osobniczą. Czyli to nie jest dziedziczone w DNA, tylko to jest dziedziczone poprzez kulturę, bo kultura jest skumulowanym sposobem kształtowania języka, czyli tego zbioru koncepcji, zdolności pisania. Czyli to jest kwestia też zdolności kontrolowania dłoni, która musi stać się instrumentem niezwykle precyzyjnym do tego, żeby prowadzić instrument pisarski, czy to pióro, czy to długopis. Więc proszę zobaczyć, że to wszystko na siebie nachodzi i wszystko jest ze sobą powiązane. Idąc dalej, spostrzeżenie i teraz czytam, kontynuuję. To był tylko zaledwie pierwszy akapit. Proszę zobaczyć, jak dużo zajęło to, żeby jakoś naświetlić problematykę, o której będziemy dalej mówić. Spostrzeżenia na temat przyrodzonej skłonności do uczenia innych naszych wzorców i podatności na narzucane wzorce zachowań wskazują bodaj najbardziej fundamentalny mechanizm działania naszych umysłów. I to jest to, co właśnie powiedziałem, czyli naśladowanie zachowań i praktyk jest kluczową cechą konstytutywną Homo sapiens. Inaczej mówiąc, upraszczając maksymalnie, proszę mi to wybaczyć, naprawdę trzeba przeczytać dwie czy trzy książki antropologiczne na temat powstania rodzaju ludzkiego, żeby to złapać. Ja nie pisząc tę książkę, ale dopiero czytając tę książkę, po prostu połączyłem w jeden obraz i nagle mi się to ułożyło. Więc naśladowanie, jeżeli człowiek jest fizjologicznie, czy też genetycznie, czy też kulturowo przystosowany do tego, żeby lepiej kopiować wzorce potrzebne do przeżycia, czyli produkcja żywności, przyrządzanie tej żywności przez obróbkę termiczną czy szereg innych umiejętności i czynności, które się uczymy od innych osób, ci, którzy są biologicznie przystosowani lepiej i kulturowo do kopiowania, do odrzucania wzorców, które są szkodliwe i przyjmowania wzorców, które są pozytywne dla przetrwania, to ta społeczność, która ma takich ludzi, przetrwa. Więc proszę zobaczyć, jaka jest tak zwana presja ewolucyjna. Presja ewolucyjna w najbardziej newralgicznym momencie powstawania gatunku Homo sapiens. Dlatego jest konstytutywna, dlatego to napisałem. Presja tak się kształtuje tymi siłami psychohistorii, które jeszcze nie istniały wtedy, bo przecież istniały dopiero wtedy plemiona jakieś prymitywne. Natomiast tak te siły kierujące ludzką ewolucją kulturowo- biologiczną były ukształtowane, że sprawiły, że jesteśmy maszynami do kopiowania wzorców kulturowych. Widzi pan to?
[36:06] - Tak, tylko ja tak się zastanawiam, bo w pewnym momencie mówił pan o tym, że mózg człowieka piszącego i potrafiącego czytać zmienia się, ale użył pan słowa „inny”. Nie użył pan słowa wartościującego. To on się lepszy czy gorszy staje tak naprawdę?
[36:26] - To zależy. I do tego właśnie dochodzimy.Jeżeli w procesie ewolucji dochodzi do wykształcenia mechanizmów kopiujących te zachowania innych członków plemienia, innych członków społeczności, to czytając dalej, zjawiska takie jak synchronia mowy ciała. Mówiliśmy o tym, ja też czytowałem jakiś dopisek chyba dwa tygodnie temu. Synchronia polega na tym, podam dwa przykłady, że kilkudniowe dziecko już jest w stanie zsynchronizować poruszenia swojego ciała, swoich kończyn, odnóży chciałem powiedzieć, swoich rączek z tym, co robi mama. Jesteśmy tą synchronię w stanie złączyć jako ludzie z innymi gatunkami małp naczelnych, przede wszystkim z szympansami, dlatego że te systemy wychodzą z tego samego pnia ewolucyjnego. Jesteśmy częściowo w stanie uzyskać synchronię właśnie z szympansami i z innymi małpami. Ale proszę zobaczyć jeszcze inne rzeczy: tańce rytualne plemienne, transy hipnotyczne, przede wszystkim zbiorowe hipnozy. I tutaj właśnie nawiązujemy do tych mass formation psychoses, masowych psychoz formacyjnych. To są mechanizmy, które funkcjonują w nas bezwiednie. Nie zdajemy sobie w pełni z tego sprawy. Proszę zobaczyć, do czego nasze rozumowanie prowadzi. Naukowcy stawiają takie hipotezy, a nawet teorie na temat tak zwanych neuronów lustrzanych, które zostały odkryte 30 lat temu. Dla przypomnienia neurony lustrzane zostały przez przypadek odkryte bodajże przez jakiś włoski zespół badaczy. Badali mózg i reakcje mózgu małp makaków i przez przypadek zostały odkryte te struktury w mózgu. Proszę zobaczyć, jak mało wiemy o naszym własnym umyśle i naszym własnym mózgu tak samo. Małpa została podłączona elektrodami do maszyn mierzących przewodnictwo nerwowe, aktywność komórek w niektórych miejscach mózgu wtedy, kiedy ta małpa wykonywała jakieś czynności, na przykład jedzenie owoca. Natomiast zostawiono tą małpę na przerwę obiadową czy coś w tym stylu. Przepraszam, że tak połowo to mówię, natomiast to jest absolutnie kluczowe. I nagle się okazało przez przypadek, że ta małpa widząc, że ci badacze coś robią innego, to też te neurony zaczęły się aktywować. Czyli okazało się, że neurony aktywują się nie tylko przy wykonywaniu czynności na przykład jedzenia banana, ale także te same struktury neuronowe aktywują się na widok tego, jak ktoś inny zjada tego banana. Proszę sobie wyrobić własną opinię na ten temat. To jest bardzo kontrowersyjne. Rozmawiałem z dwoma psychologami na ten temat i każdy z nich zalecał ostrożność, dlatego że na tak wczesnym etapie badania i zrozumienia są te struktury, ale one istnieją. Neurony sprawiające, że odczuwamy te same emocje i aktywizują się te same rejony mózgu, niezależnie od tego, czy my coś robimy, czy też ktoś inny wokół nas robi. Więc jak patrzeć na te tańce rytualne, jak na zbiorowe hipnozy, jak na jakieś transy narkotyczne, którym podają się takie plemiona w dżungli amazońskiej, o których czytamy. Jest świetny, zresztą genialny film, który niesamowicie na mnie wpłynął „Odmienne stany świadomości", bardzo stary film z lat 80. Bardzo polecam wszystkim. Strasznie to pasuje do tego, o czym dzisiaj mówimy. Dalej. Współczesna nauka dopiero poznaje te mechanizmy działania ludzkiej natury. Ale mistrzowie wojowania, czyli ci Sun Zi, czyli ci mistrzowie, którzy rozumieją ludzką naturę i potrafią zaprząc te wszystkie siły psychohistorii do tego, żeby kierować losami całych imperiów. Oni zaprzęgają je do swoich celów od prawieków i przeliczają je eksperymentalnie, zanim zostaną nazwane i opisane. Te przeliczanie eksperymentalne, teraz nagle okazuje się, że jest ściśle powiązane teoretycznie nie tylko z nauką. Przeliczanie eksperymentalne to chodziło mi o to, w jaki sposób naukowcy badają rzeczywistość i formułują wzory w fizyce i matematyce. Niektóre prawidłowości da się wyliczyć matematycznie, dojść do nich drogą matematyki, wykształceń, wzorów i zależności matematycznych, a inne odczytać z rzeczywistości eksperymentalnie, czyli po prostu mierzyć wartość jakiejś zmiennej. I tak jest na przykład, stała struktury sublima. Nie pamiętam po włosku jak to się wypowiada. Przepraszam za to. Natomiast przypomnę sobie po podcaście i napiszemy je pod spodem. O co chodzi? Mistrzowie wojowania rozumieją ludzką naturę, ale nie potrafią napisać o niej książki, tylko działają. To są praktycy i na przykład to, o czym rozmawialiśmy chyba w zeszłym sezonie „Telegramu z krańca świata" prestidigitatorzy. Dobrze powiedziałem to słowo? Magicy.
[41:23] - Tak, to było to słowo pułapka. Tak, magicy. Zostańmy przy magikach, bo to się trzeba dobrze skupić na akcencie. A pan już wypowiedział tak, jak było wtedy. Miałem problemy, dopóki sobie tego nie przeanalizowałem w głowie.
[41:37] - Więc magicy, którzy robią różne sztuczki z rękami, odwracają naszą uwagę. Oni świetnie rozumieją, jak działa mózg, czyli na przykład jak mają dwie ręce między swoją własną twarzą a twarzą tej osoby, którą chcą omamić tą sztuczką, to istnieje funkcja w naszym mózgu, w naszej percepcji taka, że widzimy tylko to, co zbliża się w naszym kierunku, czyli jedna dłoń magika, którą on wysuwa celowo w kierunku naszych oczu. I w tym momencie włącza nam się widzenie tunelowe. Nie widzimy tego, co on robi z drugą ręką, mimo tego, że nam się wydaje, że ona nie jest zasłonięta, ale rzeczywiście nie jest zasłonięta. Ale dzięki temu, że tą drugą rękę przysuwa, to my się koncentrujemy wyłącznie, to jest zjawisko czysto fizjologiczne, wyłącznie skupiamy się na tym przybliżającym się obiekcie, a przestajemy nagle przez ułamek sekundy widzieć tą drugą rękę, którą on coś robi, na przykład upuszcza.Ten przedmiot albo wyjmuje jakiś przedmiot z rękawa albo z jakiegoś innego miejsca. Tacy magicy, oni to mają we krwi. Oni to rozumieją, oni to mają w rękach. Takie jest angielskie słowo sleight of hand. Oni są mistrzami w takim myku ręką, który jednocześnie w jakimś cyklu ruchów, które odwracają uwagę, jednocześnie robią to, co mają robić, czyli sprawiają, że nagle: „O, jak to zrobiłeś?”. Dziwimy się. I tak właśnie rządzą i wygrywają wojny mistrzowie wojowania. Przerobiliśmy czwarty akapit tego trzystronicowego tekstu. Ponieważ zaraz będzie się nasz czas kończył, to przyspieszamy. I teraz tak: mechanizm kopiowania ma naturę zakażenia wirusami kulturowymi. Kopiowanie innych widzimy między innymi w neuronach lustrzanych, w synchronii stanów emocjonalnych, zwłaszcza sygnalizowanych mimiką twarzy. Instytucje cywilizacji realizują wtórną adaptację tych cech. Władza nad innymi decydująca w społecznościach pierwotnych między innymi o kolejności jedzenia upolowanej zdobyczy również zasadza się na wtórnej adaptacji kopiowania zachowań, dowodu przynależności do grupy. Dlatego, że każda grupa, każde plemię to jest niesamowicie zróżnicowane przede wszystkim tutaj na Tajwanie mniej więcej 100 lat temu i w Papui Nowej Gwinei do dzisiaj, oczywiście w Ameryce Południowej, w dżungli amazońskiej, gdzie antropologowie mogą na żywo jeszcze patrzeć, w jaki sposób funkcjonują te najbardziej prymitywne mechanizmy przynależności grupowej. Przede wszystkim jeszcze zachodzi zagospodarowanie mechanizmu nagradzania za zgodność kulturową i tego się odnosi na przykład, to bada ten słynny eksperyment Ascha z odcinkami. To znaczy jest osoba badana, jest ofiarą spisku. To znaczy jest w grupie kilku osób, które udają takich samych badanych jak ta badana rzeczywiście osoba, a tak naprawdę są w zmowie z eksperymentatorem i ci, którzy są w zmowie, wskazują najdłuższy... Przepraszam, są trzy odcinki różnej długości i obok jest czwarty, który ma być porównany, z którym jest równy, czyli z tym największym, z tym średnim czy z najmniejszym. I ci, którzy są w zmowie, mówią, że ten odcinek kontrolny, który należy porównywać, jest równy temu złemu, niewłaściwemu. I patrzą ludzie, to jest eksperyment nad, jak to się nazywa? O rety, zapomniałem słowo. Jejku, konformizmem. Przepraszam, nakręciłem się całą treścią całego tego eseiku, mikroeseju, więc wylatują mi słowa z głowy. Natomiast ten eksperyment nad konformizmem pokazuje, że jeżeli inni członkowie tej samej grupy, do której należymy, pokazują coś ewidentnie błędnego, to my nie powiemy, że oni są w błędzie, tylko właśnie uruchamia się ta chęć zgodności, podporządkowania się grupie. I jednocześnie my uruchamiamy ostracyzm wobec tego, który ma odmienne zdanie od grupy. Pomyślisz inaczej. Masz myśli tak: z nami się nie napijesz. To był zresztą pierwotny tytuł tego eseju. Zamiast „Kopiuj mnie w ryj” to miało być „Z nami się nie napijesz” tak w cudzysłowie. Natomiast proszę zobaczyć to także sygnalizujące przynależność grupową tatuaże plemienne, mundury, stroje ludowe, fryzura. Na przykład w Korei Północnej wszyscy w ten sam sposób się fryzują. Po co? Po to, żeby pokazać, że stanowią część jednego narodu, który musi walczyć z całym światem, tym kapitalistycznym, który chce ich zagłodzić. Wszystko to są działające na poziomie fizjologicznym sygnały potwierdzające zgodność posiadanych wzorców kultury. Dwa inne skokowe akty odblokowania skalowalności są szczególnie wyraziste i pokazują potęgę pewnych przełomowych wydarzeń. Mówiliśmy chyba o tym w zeszłym sezonie, trzy, cztery miesiące temu. Pierwszy z tych aktów odblokowania skalowalności to jest zmiana modelu władców na ojca opiekuna. To było między innymi pojawienie się konfucjanizmu. To było pojawienie się chrześcijaństwa. Chodzi o to, że władca teraz nie zabija tych mieszkańców innych sąsiednich krain po to, żeby zaludnić je swoją własną ludnością, bo to jest mniej ekonomiczne, mniej wydajne, mniej skuteczne, ale przekurtowuje ich, germanizuje, rusycyzuje, sinizuje czy robi cokolwiek. Przekształca tych przedstawicieli innych kultur i sąsiednich ludów w swoich własnych. I w tym momencie to imperium przestaje być ograniczone przez tą pojedynczą tożsamość etniczno-lingwistyczną. I to jest problem religii judaistycznych, czyli tych judaizmu, że to jest taka inkluzywna, że nasi są nasi, jesteśmy etnicznie inkluzywni, a w chwili, w której jesteśmy w stanie stworzyć religię uniwersalistyczną, w której chodzi o zarażanie naszą kulturą, a nie namnażanie samych siebie biologiczne, to w tym momencie uzyskujemy efekt skali. Dzięki temu mechanizmowi kopiowania wzorców kulturowych jesteśmy w stanie nie mieć ani Greka, ani Żyda, tylko wszyscy być w Chrystusie Jezusie i stworzyć wspólnotę metaetniczną, która jest w stanie przerosnąć wszystko inne, które jest w obecnym momencie, że tak powiem, na rynku przetrwania. W związku z tym proszę zobaczyć, zdolność narzucania swoich wzorców kulturowych jest instrumentem budowania potężnych imperiów i potężnych społeczności. Nie są te społeczności, nie bazują już na pokrewieństwie krwi, ale na pokrewieństwie idei i dzięki temu właśnie są w stanie przebić to ograniczenie kulturowe, jeśli chodzi o swoją własną liczebność.Dobrze i dalej. Drugim takim skokowym aktem jest wykształcenie modelu państwa obywatelskiego. I to jest świetny przykład z czasów Napoleona. To pozwoliło na tworzenie armii, których żołnierzy do walki nie kierowała powinność feudalna, tylko kierował patriotyzm, czyli gotowość poświęcania się, czyli mówimy o asabiji, gotowość poświęcania się dla własnego narodu. I moim zdaniem to też jest na inną rozmowę, zrobimy ją za dwa tygodnie. To, że współczesne siły globalistyczne za największego wroga uważają naród i ideologię narodową, wynika czystej właśnie z kwestii konkurowania tych dwóch modeli kulturowych. Jeden model kulturowy ogranicza się do jednego pojedynczego narodu, do którego powinniśmy kierować swoją przynależność, naszą lojalność i naszą gotowość do samopoświęcenia. A tu nagle ktoś buduje imperium globalne, zglobalizowane, polegające na wspólnocie. Właśnie tutaj nie ma, bo Unia Europejska nie ma żadnej ideologii. Znaczy jest jedna taka na cztery litery, ale to jest ideologia ze swojej natury dzieląca i różnicująca ludzi, a nie łącząca w jakąś wspólną klasę. Więc to też jest na kolejny oddzielny odcinek. Natomiast oprócz chrześcijaństwa w Europie nie istnieje ideologia, która by spajała cały kontynent. I to jest jedna z przyczyn, dla których moim zdaniem jesteśmy zagrożeni w wojnach kulturowych z czynnikami zewnętrznymi. Ale wracając, wojny napoleońskie, tak jak i równoległy proces kształtowania się pruskiego modelu państwa, to crescendo, czyli apogeum wzajemnego kopiowania wzorców. To kopiowanie wzorców dawało przetrwanie, które uczyniło mocarstwa Zachodu, czyli mocarstwa Europy Zachodniej perfekcyjnymi machinami podboju reszty świata. Dlatego że te machiny wykształciły się w toku ewolucji kulturowo-cywilizacyjnej tutaj na miejscu, w Europie, po to, żeby zdolnością modyfikowania swojej własnej kultury doprowadzić do powiększenia skalowalności. Czyli Prusy stworzyły to Imperium Niemieckie w 1871 roku, prawda? Te wszystkie wzorce budowania państwa, które zostały wypracowane między innymi przez Fryderyka Wilhelma i tak dalej, wszystko to było częścią doskonale dostrojonej maszyny do tego, żeby podbijać i zarażać swoją własną kulturą te państwa, społeczności sąsiednie. I teraz tak: kluczową zdolnością okazała się zdolność transformacji własnej kultury przez adaptację wzorców z zewnątrz. I to jest cecha, która w innych rejonach była wygaszona przez formę struktur społecznych opartych na klanach i rodach. Dlatego że klany i rody źle współpracują, nie potrafią tworzyć instytucji złożonych z tak zwanej dobrowolnej przynależności, czyli na przykład uniwersytetów. Czym są uniwersytety? To są instytucje, w których ludzie, którzy są niespokrewnieni klanowo czy rodzinnie, ale którzy mimo wszystko ze sobą współpracują. Otóż te wzorce kulturowe, które powstały w Europie, w przeciwieństwie do tego, co było w reszcie świata, sprzyjały powstawaniu takich wielkich instytucji i one właśnie wyprowadziły, to było całe clou potęgi Europy, leży właśnie w tym. Te trzy słowa: instytucje dobrowolnej przynależności to jest klucz do potęgi kulturowej, a potem militarnej, a potem i każdej innej Europy nad resztą świata. Filtr etniczny blokuje więc możliwość skalowania. Więc to jest racjonalny, powiedzmy aspekt tych wszystkich ideologii proeuropejskich, które ja tutaj widzę. Dzięki adaptacji wtórnej osiąga się skalowalność. Z bandy stu Artusów tworzy się klan. Religia jest z kolei tym spoiwem, już mówiliśmy przed chwilą na przykładach, spoiwem metaetnicznym, które odblokowuje kolejny etap, kolejny rząd wielkości wzrostu organizmu politycznego ponad klan czy małą grupkę etnolingwistyczną. Jednak najklarowniejszym przykładem jest różnica między skrajnie plemiennym judaizmem a skrajnie uniwersalistycznym. Może skrajnie to przesadziłem, chyba to wykreślę. Plemiennym judaizmem a uniwersalistycznym chrześcijaństwem. I to już mówiliśmy nie ma Greka ani Żyda. Czyli niezależnie od tego, do jakiego plemienia należysz, z jakiego krańca świata jesteś, zawsze możesz zostać chrześcijaninem. W judaizmie niestety jest prawo krwi bardziej liczy się, że trzeba udowodnić swoje pochodzenie. To jest oczywiście bardzo niedorzeczna kwestia w wielu aspektach, ale tym się nie zajmujemy tutaj. Dalej. I teraz już podsumowujemy. Powyższa konceptualizacja wskazuje na to, co jest sekretną mocą sprawczą wszystkich przywódców i niejawnych ośrodków władzy. Zdolność skalowania w górę liczby wyznawców poprzez infekowanie ich wspólnym mitem. Ten mit ustanowi władzę nad duszami. Kto ma możność sterowania mechanizmami społecznych epidemii, ten jest w stanie większą grupę, a czym większą grupę stworzy swoich wyznawców, tym łatwiej narzucić swoją wolę czy swoją wizję, czy swoją kulturę, swoje wzorce kulturowe wszystkim innym dookoła. Czyli to jest przepis na wygrywanie wojen w płaszczyźnie sfery kulturowej. Być władcą czy też charyzmatycznym przywódcą to kształtować ludzkie stany mentalne, na co obiekty wpływu dają swoją zgodę, bo poddajemy się niektórym charyzmatycznym przywódcom, na przykład takim, którzy nie zostali przyjęci na Akademii Sztuk Pięknych w Austrii. My się poddajemy im dlatego, że obdarzają nas tą wizję energetyzującą. Więc stosowny fragment „Sztuki wojny”, który jest powiązany właśnie ze wszystkim tym, co teraz powiedzieliśmy. Cytuję tą „Sztukę wojny”: „Jeżeli żołnierzy karzesz, nim ich serca zjednasz, oni powolni twym rozkazom z woli własnej nie będą. Posłuchem cię nie obdarzą. Powodować nimi nie zdołasz”. Charyzmatyczny władca musi w jakiś sposób zdobyć posłuch, czyli zdobyć zgodę na to, żeby ci jego poddani, czy też żołnierze, czy też zniewoleni przez niego ludzie zostali w jakiś sposób przetworzeni umysłowo, nastawieni do tego, żeby od niego kopiować wzorce. To jest najwyższy prestiż być tym źródłem wzorców nie tylko prawa. Też jest oddzielny esej na ten temat w „Siłach psychohistorii”, ale też kopiować wszystkie wzorce, sposoby zachowania. To najwyżej stojąca osoba, czyli teraz jakieś celebrytki, które ubierają jakąś bluzkę i za chwilę, za miesiąc wszystkie nastolatki zakładają taką samą bluzkę dlatego, że chcą kopiować tą osobę o najwyższym prestiżu, która jest źródłem dla nich, ideałem.jakimś wzorem do naśladowania. To wszystko jest bardzo głęboko osadzone w naszej fizjologii naszego umysłu. Po prostu dlatego, że tak wyewoluowaliśmy, żeby kopiować zachowania tego, który nam te zachowania w jakiś sposób narzuci rozmaitymi technikami. Dalej. „Kto zdoła przejąć tą kontrolę, zdoła zbudować większą rzeszę wyznawców, którzy powodowani tym samym wspólnym mitem” – wspólny mit to jest osobny termin kluczowy w całej książce – „przeważał nad mniej licznymi i mniej oddanymi wspólnej sprawie”. Dlatego to jest też mit energetyzujący. Brakuje nam tego słowa. Tak samo mówimy teraz na przykład religia Holokaustu, religia LGBT, jakaś tam religia owaka, ale po prostu nie mamy słowa, które określa pewien rodzaj mitu energetyzującego, połączonego właśnie z tym mitem wspólnym, bo nie istnieje w naszym języku ani w angielskim, ani w żadnym innym. Po prostu nie ma tego słowa i w związku z tym dlatego właśnie nie potrafimy scalić tego w jeden obraz mentalny, który nam pozwala dostrzec pewne ukryte mechanizmy. I dalej, już ostatni akapit, już kończymy. „Kto dostroi się do tych prawideł, kto zaprzęgnie je do swoich celów i odblokuje potencjał wzrostu, stanie się założycielem imperium i panem losu” – to jest cytat ze „Sztuki wojny” – „garnących się pod jego skrzydła maluczkich. To dlatego najgłębszą esencją spiritual warfare, czyli wojny duchowej, jest zawiadywanie tendencjami ludzkiej natury, które są produktem ewolucji, której to liczyło się przetrwanie”. Koniec.
[56:13] - Tak. Wie pan co, panie Piotrze, to, że jesteśmy maszynami do kopiowania, to zrozumiałem, ale naszła mnie taka refleksja dosyć ponura, która też pozwala zauważyć, czym się różni pesymista od optymisty. To jest sławny przykład ze szklanką, ale w tym przypadku ja mam taką refleksję: uważajcie państwo, co kopiujecie, bo się możecie czasami bardzo zdziwić.
[56:44] - Jest nawet taki cytat ze „Star Treka”, który mi przychodzi w tym momencie, który jest zresztą na początku tworzenia strony gawaga.pl, która powstała w 1997 roku na początku istnienia internetu: „Uważaj na swoje myśli, mogą nie być twoje”.
[57:02] - No właśnie. I tym mało optymistycznym, ale bardzo mądrym ak-
[57:08] - Nie. To jest bardzo optymistyczne. Proszę, zobaczmy. Teraz, kiedy rozumiemy te mechanizmy, kiedy rozumiemy źródło tych sił, które powodują naszym zachowaniem, to nagle wiemy, co kontrolować. Więc zdobywamy instrument kontroli i co przede wszystkim? Zdobywamy instrument samoobrony przed ludźmi, którzy chcą nas skazić swoim własnym wirusem kulturowym i przejąć kontrolę nad naszym zachowaniem, nad naszym myśleniem. Także to jest maksymalnie optymistyczne. I podam jeden przykład, który jest w przypisie. Ukryłem go specjalnie w przypisie. Chciałem już pominąć, ale odczytam teraz. Dlatego, że musimy zapamiętać, że to nam daje siłę. Rozumienie tego, co nami powoduje, daje nam siłę. Więc pomniki to taki żarcik jednocześnie. Bez problemu wszyscy wyłapią. Pomniki należy stawiać być może za bezsensowne, w cudzysłowie, nakazy noszenia maseczek w czasie COVID-19, unieczynniając kanał przekazu, jakim jest ludzka twarz, bo ludzką twarzą zarażamy stanami emocjonalnymi, paniką między innymi, radością, śmiechem. Jak ja przeglądam te zdjęcia tych roześmianych Aborygenów, to po prostu morda mi się roześmiała sama. Nie potrafię tego kontrolować, bo po prostu to działa na poziomie neuroanatomicznym. Służy to ograniczeniu propagacji wirusów, ta maseczka, wirusów kulturowych, czyli nie wirusów COVID-19, tylko ta maseczka blokowała przekaz transmisji wirusów kulturowych, które mogłyby utrudnić. I tutaj dlatego właśnie należy pomniki stawiać na przykład Klausowi Schwabowi, dlatego że dzięki temu, że te wirusy ograniczały, ludzie by wpadali w panikę przecież, jeszcze by zagłosowali ponownie na Trumpa albo powstałby jeszcze jakiś inny faszyzm. To tylko właśnie dzięki tym decydentom, którzy nam każą nosić maseczki, nasze społeczeństwo może... Przepraszam, ja tak kpię sobie teraz z tych wszystkich nakazów, bo oczywiście maseczki to jest kompletna bzdura i rzeczywiście przyczyną raczej było to, żeby wygaszać protesty społeczne. I w nawiasie w tym przypisie: wygaszanie faszyzmu i zapobieganie faszyzmowi, powstaniu faszyzmu spontanicznemu, bo to jest takie zjawisko jak w latach 30. w III Rzeszy, to są konkurencyjne ośrodki władzy duchowej, dlatego że najważniejszą koncepcją, którą możemy spróbować, jak nazwać wojny, które się toczą o nasze umysły w naszych umysłach, to są spiritual warfare, czyli wojny duchowe. To kiepsko po polsku brzmi, a po angielsku świetnie, bo mamy wojny hybrydowe, mamy wojny limitroficzne, mamy wojnę w przestrzeni duchowej. Trudno to nazwać, ale właśnie to są spiritual warfare, czyli wojny o nasze dusze właśnie za pomocą tych wirusów kulturowych. I te wojny, które się toczą, one są kompletnie niewidoczne, bo zachodzą między konkurencyjnymi ośrodkami władzy duchowej. Dlatego na przykład, i to wprost wcześniej napisałem, ale nie potrafiłem scalić tego w jedną wizję, w eseju o asabiji napisałem, że Kościół jest atakowany nie dlatego, że to jest jakiś zbiór zabobonów. I tutaj różne inwektywy idą w kierunku tego, że to jest nieracjonalne, że to jakieś bzdury wymyślone w średniowieczu i tak dalej. Nie, to jest konkurencyjny ośrodek władzy duchowej, a mając władzę duchową, jesteśmy w stanie wytworzyć kontrsile wobec każdego ataku w przestrzeni działania wirusów kulturowych, jakie możemy sobie wyobrazić. Czyli oddziaływuje to na naszą zbiorową zdolność do samoobrony i obrony naszych wartości i obrony naszego wspólnego mitu. A jeszcze już ostatnia rzecz. Wcześniej w tym eseju „Masowa psychoza formująca” cytowałem Montaigne'a. Jak to się czyta, tego francuskiego myśliciela? Nie pamiętam. Montaigne. Tak. Jak to odmienić, to też nie wiem. Niech pani nie pyta, niech pani nie mówi nawet. Nasze poglądy są dobrem wspólnym i niestrudzenie rywalizujemy z innymi w dowodzeniu naszych przekonań całą mocą swego rozumu, który jest narzędziem giętkim, elastycznym i dającym się przystosować do każdej formy, przez co świat jest wypełniony i przesiąknięty bredniami i kłamstwami. To są właśnie te konkurencyjne pakiety wirusów kulturowych. Nic dziwnego. Nic dziwnego, że ludzie nie mogą znaleźć nic, w czym mogą się zgodzić nawet w tym, że niebo jest nad naszą głową. On właśnie widział te wojny kulturowe, które sprawiają, że polegają na budowaniu w umysłach i zbiorowym umyśle ludzi jakiejś wspólnej wizji, wspólnego mitu albo niszczenia tego wspólnego mitu i wspólnej wizji. Koniec.
[01:01:26] - No tak. A zatem na zakończenie audycji nieco zmodyfikowana myśl. Ci wszyscy, którzy uważają, że pan Piotr Plebaniak i Marek Żelkowski opowiadają tutaj bzdury, serwują państwu taką gumę do żucia dla uszu, to ci wszyscy mają problem i mają pesymistyczne zakończenie. A ci wszyscy, którzy uważają, że coś w tym wszystkim jest, ci będą mieli zdecydowanie optymistyczne przesłanie. Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.