[00:01] - Telegram z krańca świata. Dzień dobry. Dzień dobry.
[00:07] - Dzień dobry.
[00:07] - Witamy się z państwem po raz ósmy. To już nowa świecka tradycja. W każdym razie po raz ósmy jest z państwem audycja „Telegram z krańca świata”. Pozdrawia Marek Żelkowski i prawdziwy gospodarz tej audycji, czyli Piotr Plebaniak.
[00:24] - Dzień dobry.
[00:25] - Cóż, zadanie przed nami nie wiem, czy lekkie, czy ciężkie. W każdym razie zadanie konkretne, bo musimy skończyć to, co zostało zaczęte w poprzedniej audycji. Rozmawialiśmy o tym, że ewolucja kulturowa postępuje. Jak mamy skończyć, to skończymy. Natomiast najpierw zaczynamy od innej nowej świeckiej tradycji, czyli od konkursu. Panie Piotrze, prosimy.
[00:55] - Tak jest. Konkurs dzisiaj będzie połączony z treścią. Będziemy mówić troszeczkę o cywilizacji, nie tylko o ewolucji kulturowej, która polega na budowaniu naszej psychiki, konstruowaniu naszej psychiki przez rozmaite efekty ewolucji kulturowej zaprogramowane celowo i powstające spontanicznie. Natomiast kultura i cywilizacja są dwie rzeczy, które towarzyszą człowiekowi od trzech, czterech tysięcy lat tak naprawdę i bez nich nie jesteśmy w stanie przetrwać. To znaczy bez języka, który jest częścią, elementem kultury, bez wytworów materialnej cywilizacji, czyli na przykład lekarstw, wypełnień w zębach czy generalnie tego typu drobnych rzeczy, o których na co dzień zapominamy tak naprawdę, bo przyzwyczailiśmy się, że są one oczywiste. Natomiast te elementy cywilizacji sprawiają, że jesteśmy w ogóle w stanie zrobić cokolwiek innego niż z dnia na dzień poszukiwać pożywienia. Na tym właśnie polega ewolucja kulturowa, że umożliwia nam zdolność współpracy. I to jest najbardziej kluczowe. Z osobami, których nawet nie znamy albo których nienawidzimy, w jakiś sposób jesteśmy im bardzo niechętni. Kultura i elementy kultury rozmaite w różnych częściach świata różnie ewoluujące, umożliwia nam taką kooperację.
Może inaczej. Chyba to już mówiliśmy w ubiegłym tygodniu, ale powtórzę, bo to jest naprawdę ważne. Jedynym gatunkiem zdolnym do czegoś takiego, czyli do stworzenia takich warunków społecznych, które umożliwiają współpracę ludzi, którzy się nawzajem nie znają albo normalnie na zasadzie prywatnej, osobistej nie chcieliby ze sobą współpracować, mogą to robić. Ja jako na przykład pisarz mogę napisać książkę i z tej książki może skorzystać osoba, nawet taka, która mnie naprawdę nienawidzi i gdyby mnie spotkała, to by mnie napluła na przykład prosto między oczy. Przepraszam, że tak nie do końca elegancko, natomiast generalnie to jest cała esencja cywilizacji. I dzięki temu, że istnieją instytucje kultury, które taką współpracę umożliwiają, jest możliwe osiągnięcie współpracy na skalę zupełnie masową. Natomiast wracając już do wątku cywilizacji, czyli do tych wszystkich materialnych podstaw naszego współczesnego, wygodnego życia, kiedy mamy dach nad głową, lekarstwa, jedzenie, mamy jak to jedzenie podgrzać i tak dalej, to zagadka jest następująca. Gatunek zagadki: kinematografia. Jak będzie po łacinie „Niemcy do domu”? Można te Niemcy przetłumaczyć w sposób dowolny, natomiast „do domu” będę bardzo prosił o przetłumaczenie dokładne.
Zresztą w filmie, z którego pochodzi to „do domu” jest położone bardzo duże znaczenie w precyzyjnym napisaniu tego bez żadnych błędów interpunkcyjnych i gramatycznych, i ortograficznych. Natomiast kontekstem tego „Niemcy do domu” jest kwestia cywilizacji i w jaki sposób ludzie, którzy są cywilizowani przez jakiś ośrodek, który jest na znacznie wyższym poziomie rozwoju, w jaki sposób oni postrzegają to, czy cywilizacja, która jest do nich przynoszona, jest postrzegana jako rodzaj podboju, jako narzucenie jakichś wzorców kulturowych, których miejscowi ludzie nie chcą? I w filmie, z którego pochodzi to „Niemcy do domu” to jest parafraza, podkreślam, była debata, która jest dosyć sławna i jest na YouTubie do obejrzenia, w której bohaterowie, którzy chcą zrzucić z siebie jarzmo imperium, które ich podbiło i zaczynają się zastanawiać: co ci, którzy nas napadli, podbili i ujarzmili, co oni nam dali w ogóle? Dlaczego mają tutaj w ogóle prawo, żeby przebywać, a nie możemy ich wygonić? Okazało się, że dali drogi, medycynę, edukację, bezpieczeństwo publiczne i tak dalej. Generalnie wnioskiem z całej tej rozmowy przeprowadzonej w sposób żartobliwy, natomiast sięgającej bardzo filozoficznych podstaw tego, jak postrzegamy cywilizację, naturę całej cywilizacji. Więc taka będzie zagadka. Jednocześnie od razu przechodzimy do Asabii. Asabii, tak jak mówiliśmy w zeszłym tygodniu. Czy to wszystko jest jasne, panie Marku?
Chciałem się upewnić, czy nic nie pokręciłem.
[05:56] - Ja bym jeszcze ewentualnie pokusił się o odpowiedź na zeszłotygodniową zagadkę
[06:03] - Chodziło o film „Kontakt”. W filmie maszyna, której plan został przesłany przez inną cywilizację z układu słonecznego gwiazdy Wega. Została zbudowana jedna maszyna, która została zniszczona w ataku terrorystycznym. Natomiast nagle okazało się, że istnieje druga maszyna i ta druga maszyna została zbudowana na wyspie Hokkaido. I to jest odpowiedź. Dwie osoby odgadły. Jedna osoba już wyczerpała limit nagród na ten rok. Bardzo mi przykro i też dziękuję za przyznanie się do winy. Tam gdzie zwykle, czyli na moim Patronite jest napisana i odpowiedź i inicjały osoby, która wygrała. Także już jestem z nią w kontakcie i gratuluję jeszcze raz.
Natomiast podsumowując, jak jest po łacinie „Niemcy do domu”?
[06:54] - Tak. Padło pojęcie asabija. Brzmi tak bliskowschodnio, żeby nie powiedzieć arabsko czy jakoś te klimaty.
[07:03] - Dokładnie.
[07:04] - Tak. To wyjaśnijmy, dlaczego ten termin i to, co się pod nim kryje, jest takie ważne w kontekście tego, o czym mówiliśmy w poprzedniej audycji i o czym będziemy mówić w obecnej.
[07:18] - Asabija jest arabskim słowem, czyli trafił pan w dziesiątkę, na solidarność społeczną czy też zdolność grupy czy też społeczności do osiągania kolektywnych celów. Termin powstał w XIV wieku, przeniknął do naszej sfery, naszej cywilizacji zachodniej przez Hiszpanię, przez Półwysep Iberyjski, na którym trwała rekonkwista od XI do końca XV wieku. Rekonkwista, czyli odzyskanie całego półwyspu przez chrześcijan, które trwało etapami niezwykle długo, generalnie 500 lat. Co się działo na tym półwyspie? Cały obszar był jednym wielkim, bulgoczącym kotłem ewolucji kulturowej, w której w niezwykle wrogim środowisku kulturowo-społecznym, czyli w sytuacji konfliktu między dwoma grupami, czyli muzułmanami i Berberami, którzy napierali, zakładali swoje państwa na terenie Półwyspu Iberyjskiego i posuwali się na północ. Przepraszam, nie posuwali się, tylko zdobyli tą północ. Przegrali z Karolem Młot, który pokonał muzułmanów na przełomie X i XI wieku. Otóż powstały warunki, w których społeczności chrześcijańskie, które napierały na tereny zajęte przez muzułmanów, napierały z północy, były poddane presji ewolucyjnej w tym sensie, że osiągać sukcesy mogły te społeczności, które były w stanie wyprodukować wojowników gotowych poświęcić swoje życie i bezpieczeństwo na to, żeby ta społeczność na styku między dwoma cywilizacjami czy na rubieżach, takich jak my pamiętamy rubieże z powieści Sienkiewicza, w której Polacy walczyli z tymi Kozakami, którzy byli bezpaństwowcami. W tym sensie, że byli nieposiadającymi żadnych tradycji państwowych. To były grupy wojowników, ludzi częściowo wolnych.
Nie wiem, jak to nawet nazwać, ale myślę, że wszyscy albo prawie wszyscy czytali „Trylogię”, więc pamiętają przynajmniej z liceum. Nie wiem, czy pan, panie Marku, ostatnio czytał „Trylogię”. Ja czytałem miesiąc temu całą.
[10:01] - Ostatnio, jeśli przyjmiemy skalę dziesięciolecia, to tak.
[10:07] - To dobrze. Dobre i to. Jest tutaj jeden ważny termin, który musimy wyjaśnić. Jest to kwestia tego, czy wojny zawsze są złe i czy istnieją wojny dobre. Rozmaici antropologowie, którzy badali między innymi społeczności Aborygenów w Papui Nowej Gwinei, stwierdzili, że są wojny, które są dobre. Inaczej, są dwa rodzaje wojen. Są takie, które doprowadzają tylko i wyłącznie do destrukcji i fizycznej destrukcji ludzi i destrukcji wszystkich osiągnięć kulturowych i cywilizacyjnych, jakie są na danym terytorium. Na przykład był podawany wspaniały przykład, w tym sensie, że świetnie wyjaśniał, na czym to polega. Przykład jednego plemienia, które było w stanie zaatakować terytoria ludu sąsiedniego. Natomiast to plemię nie uzyskało nic oprócz tego, że dokonało rzezi napadniętego plemienia.
Nie istniał żaden postęp, nie powstała żadna nowa broń, nie wykształcono żadnych instytucji kulturowych, które by wspomagały zdolność walki, w sensie zwiększenia w jakikolwiek sposób siły tego plemienia, które napadało. Po prostu decydował tylko i wyłącznie liczebność. Kto miał więcej wojowników na danym polu bitwy, ten wygrywał. Natomiast jest inny rodzaj wojen. Wojny, które sprawiają, że następuje postęp czy to technologiczny, czy to kulturowy. Postęp technologiczny to oczywiście jest wynajdywanie nowych broni, które są bardziej śmiertelne czy też bardziej skuteczne w pokonywaniu wroga. Natomiast postęp kulturowy polega na tym, że dana społeczność jest w stanie skuteczniej się zmobilizować, skuteczniej zmobilizować swoją siłę po to, żeby tą samą ilością ludzi walczących wygenerować większą siłę militarnąI przeważać nad przeciwnikiem wielokroć liczebnie mniejszym. Do tego to jest kwestia morale, to jest kwestia religii, która obiecuje życie wieczne wojownikom, którzy poświęcą swoje życie w obronie ojczyzny albo w walce z wrogiem, którego trzeba pokonać i ograć. Czy, Marcinie, masz wszystko jasne do tej pory? Czy coś może niejasne, coś wyjaśnić?
[12:44] - Wszystko na razie jasne. Mam tylko pewien niepokój związany z emisją dźwięku. Raz pan jest głośniej, a raz jest pan ciszej. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Czy to kwestia Internetu, czy czym?
[12:57] - Ja też nie wiem, ale postaram się w takim razie mniej zmieniać pozycję, żeby może jakoś to ustabilizować. Wracając do tematu, czy teraz już jest dobrze, jeśli chodzi o jakość dźwięku?
[13:11] - Tak, teraz jest okej.
[13:13] - Świetnie. Dobrze, to ja zacytuję trochę. Jednym z najsłynniejszych cytatów, które opisują kwestię złych i dobrych wojen, są słowa Karola Darwina z 1871 roku. Brzmi on następująco: „Grupy organizmów, które lepiej współpracują, wygrywają z grupami mniej współpracującymi”. To jest oczywiste, nie wymaga żadnych wyjaśnień czy też podawania przykładów. To jest prawo, które rządzi tym, w jaki sposób wojny są wygrywane lub przegrywane. Natomiast co jest istotne, w czasie prowadzenia wojen przewagę osiągają te grupy społeczne, te społeczności, które są w stanie zaprząc w mobilizowanie ludzi do kolektywnego działania, czyli do kolektywnej obrony czy też kolektywnej zdolności atakowania przeciwnika, te grupy, które wykształcą religię dającą i kary, i nagrody regulujące chęć ludzi do poświęcania się dla całej społeczności. Tutaj możemy zacytować świetne sformułowanie, które brzmi następująco. Pochodzi z książki jednego z antropologów opisujących Ara Norenzayana „Big Gods”, czyli „How Religion Transformed Cooperation and Conflict”, czyli „Wielcy bogowie. Jak religia zmieniła kooperację i konflikt”.
To jest facet, doktor z Uniwersytetu Princeton. Napisał absolutnie fascynującą książkę w 2013 roku właśnie na temat Papui Nowej Gwinei. I jedna z obserwacji brzmi tak: „Tak długo, jak ludzie czują czyjś wzrok na karku, zachowują się lepiej. A grupy ludzi, którzy zachowują się miło wobec siebie, wygrywają z grupami, które tego nie robią”. To akurat nie jest w kontekście wojny, natomiast to jest w kontekście wykształcania przez społeczności zdolności do kooperacji. Parametrów tej zdolności do kooperacji jest bardzo dużo. Czyli mówimy o zdolności ludzi do poświęcania się dla dobra grupy, czyli oddania życia dla niej. Mówimy właśnie o tej grzeczności. To właśnie ten cytat mówi, który przytoczyłem. Natomiast wracając już do Papui Nowej Gwinei i kwestii religijności, tam nastąpił fascynujący eksperyment naturalny, czyli wydarzenie, które pokazało, w jaki sposób ewolucja kulturowa prowadzi do wykształcenia się religii.
Tam było jedno... Słyszy mnie pan, słyszymy się cały czas? Przepraszam, chciałem się upewnić.
[15:56] - Tak, jak najbardziej. Będę w razie czego interweniował, ale na razie słyszę okej.
[16:01] - Dobrze, dziękuję. Tam było plemię, które wzrosło bardzo w siłę liczebnie i napadło inne plemię i inny rejon Papui Nowej Gwinei. Troszeczkę przenosimy się o paręset kilometrów. I okazało się, że ludzie, którzy byli podbijani przez tą mikrogrupę etniczną, stwierdzili, że przegrywają dlatego, że tamci agresorzy mają silniejszych bogów. I teraz problem polegał z tym ludem składającym się z kilkunastu wiosek, który był podbijany, że każda wioska składała się z kilku klanów, które ze sobą na jakichś warunkach współpracowały, ale ciężko, dlatego że każdy klan pilnował swojego własnego interesu i każdy z tych klanów miał swoich własnych bogów. Natomiast co się stało? Ci agresorzy też mieli dokładnie taką samą, identyczną strukturę społeczną. Pamiętajmy, że to było miejsce, gdzie są te złe wojny, które nie prowadzą do żadnego rozwoju społecznego, jeśli chodzi o komplikacje instytucji kulturowych, cywilizacji i tak dalej. Tamci podbijani stwierdzili, że muszą też zacząć czcić tych samych bogów, których czczą agresorzy. I zostały wybrane do tego, żeby przejąć tych bogów od agresorów, bogowie z jednego konkretnego klanu.
Ci bogowie zostali zaadaptowani nie przez jeden klan, jeden do jednego, tylko przez cały lud, czyli kilkanaście wiosek, w każdej wiosce kilka klanów. Ponieważ były różnice językowe, ci nowi bogowie zostali zaadaptowani przez wszystkie wioski i wszystkie klany pod jedną i wyłącznie tą samą nazwą. W związku z tym nagle w całej społeczności, w całym tym ludzie składającym się z kilkunastu wiosek zaczęli funkcjonować bogowie wspomagający kolektywne działania, czyli wspomagający kooperację. Ci bogowie byli czczeni przez wszystkich. Czyli nagle pojawiła się instytucja integrująca, czyli religia, która integrowała nie poszczególne klany w współzawodnictwie międzyklanowym wewnątrz jednego luduAle pojawili się bogowie, którzy wspomagali zachowania kooperacyjne w całym ludzie, pomiędzy wszystkimi wioskami tego ludu. I co się stało? To łatwo chyba zgadnąć. Ci, którzy zostali napadani, nagle uzyskali zdolność kolektywnego działania na poziomie całego ludu i odparli tą inwazję. Cała ta sytuacja opisana jest w książce Ara Norenzayana „Big Gods: How Religion Transformed Cooperation and Conflict", a druga książka, która też opisuje wojny na terenie między Papuasami, czyli mieszkańcami Nowej Gwinei, to jest Mary Meggit „Blood Is Their Argument", czyli „Krew jest ich argumentem". I to też książka opisująca sposób wojowania, sposób toczenia wojen i konfliktów w Papui Nowej Gwinei.
Także tutaj antropologia nam pokazuje, w jaki sposób instytucje religijne są w stanie spowodować, że jakaś grupa ludzi, która tę instytucję podtrzymuje, która je wytworzyła na drodze ewolucji, jest w stanie osiągnąć dzięki nim przewagę. Dobrze. Czy ma pan jakieś pytania?
[19:45] - Oczywiście, że mam, ale zanim pytanie, to jeszcze tylko przypomnę naszym słuchaczom, że łączenie z panem Piotrem to jest łączenie poprzez tysiące kilometrów. Łączymy się z Tajwanem i w związku z tym, jeśli się pojawiają jakieś problemy techniczne, dźwiękowe, to raczej bym składał winę na odległość niż na cokolwiek innego. To tylko tak gwoli przypomnienia. A odnośnie tego, co pan powiedział, to ja powiem tak: myślę, że nie zyskał pan zbyt wielu ludzi, którzy panu klaskali. Intelektualnie to zapewne. Natomiast my, stojąc w obliczu wojny i stosunkowo blisko, trochę trudno nam wyobrazić sobie, że może istnieć dobra wojna. Bo my w tej chwili patrzymy, że każda wojna jest zła, bo giną ludzie. Myślę, że w tej chwili jesteśmy, ale to też jest element kulturowy. Przyzwyczailiśmy się patrzeć na wojnę tu w Europie jako na dopust boży i wszystko byłoby dobre, byle tylko wojny nie było. Kto wie, czy właśnie z tego sposobu myślenia nie bierze się albo nie rodzi się jakaś kolejna wojna w przyszłości.
O to chciałem zapytać, czy aby nie jest tak, że Europa już kompletnie nie czci tych bogów, co trzeba? To tak w kontekście tego, o czym pan mówił przed chwilą.
[21:16] - Więc tutaj dochodzimy dokładnie do clou całej naszej rozmowy, dlatego, że paradoksem wojny, tego, że wojny w ogóle są toczone, jest to, że wojny niosą w sobie potencjał twórczy, czyli potencjał do wzmacniania. Mówiąc językiem nie tyle inżyniera, ile badacza systemów, system staje się bardziej odporny na zakłócenia, jeżeli zostanie poddany ewolucji kulturowej, bo mówimy o systemach społecznych sprawiających, że będzie mniej podatny na zachwiania w chwili zmian warunków środowiska, czyli na przykład pojawienia się w środowisku jakiejś grupy konkurencyjnej. I wojny, to, co chcę powiedzieć, że istnieją jakieś dobre wojny, tak zwane w cudzysłowie oczywiście dobre wojny, polegają na tym, że sprawiają, że społeczeństwa wykształcają instytucje kulturowe wspomagające kooperację wewnątrz grupy. Czyli konflikty międzygrupowe sprawiają, że wewnątrz grupy zanikają konflikty wewnętrzne. I druga prawidłowość, jaka tutaj funkcjonuje, jest następująca: zachowania kooperacyjne trzeba wymusić, czyli muszą być w jakiś sposób na przykład religijne normy narzucane przez religię. Normy, że dla nagrody w niebie, czy też dla zadowolenia bogów, których się wyznaje, czy też dla społeczności, która tych bogów wyznaje, należy się poświęcić i stanąć z bronią w ręku naprzeciwko przeciwnika. Natomiast jest też istotna kwestia, o której mówiliśmy w ubiegłym tygodniu, o tych racjonalnych agentach, czyli ludziach, którzy kierują się tylko i wyłącznie dobrem indywidualnym, a nie dobrem grupy. Mówiliśmy o tym, że grupa składająca się tylko i wyłącznie z racjonalnych agentów zostanie podbita albo zniewolona, albo zniknie po prostu z powierzchni świata z prostej przyczyny. Dlatego, że żaden z członków grupy nie będzie chciał walczyć na rzecz przetrwania tej grupy. Więc wracając do głównego wątku, przejdę tutaj do tematu rekonkwisty na Półwyspie Iberyjskim.
Hiszpański historyk stwierdził świetne sformułowanie: „Różni ludzie, różne reżimy, różne zdobycze". Mówimy tutaj o tym okresie 500 lat, kiedy trwała ta cała rekonkwista, ale zawsze wiek po wieku, po bitwie kolonizacja, a po kolonizacji bitwa. Polegało to na tym, że cała ta rekonkwista trwała falami. To znaczy po zdobyciu jakiegoś tam obszaru coraz bardziej na południe nastąpiła stagnacja, w czasie której siła tych Berberów, którzy bronili się przed inwazjami chrześcijan z północy, wzmacniała się. To było tak na zmianę: wojna i pokój i wojna.Całe pojęcie asabiji pożyczyłem od autora książki pod tytułem "Wojna i pokój i wojna". To jest Peter Turchin. Jego książka została przetłumaczona w styczniu tego roku, czyli trzy miesiące temu została wydana po polsku. Bardzo ją polecam. Jeżeli ktoś ma wolne pieniądze, to absolutnie jest jedną z najbardziej fascynujących książek o naturze człowieka i o tym, co to są tak naprawdę wojny. Główną tezą autora jest to, że jeżeli jest jakikolwiek konflikt, tutaj mamy na Półwyspie Iberyjskim w czasie rekonkwisty konflikt dwóch cywilizacji, to asabiya, czyli zdolność do kolektywnego działania w cyklach wzrasta i maleje.
Te cykle są często rozsynchronizowane między dwóch przeciwników, ale w chwili, w której jest ich dwóch i asabiya jednego, czyli zdolność do toczenia wojen i wygrywania tych wojen. To jest morale, to jest gotowość ludzi do poświęcania się, ryzykowania swoim własnym życiem po to, żeby tego przeciwnika pokonać. Jeżeli jedna społeczność wykształca w jakiś lepszy sposób czy też wzmacnia sobie tą asabiyę, czyli tą zdolność kolektywnego działania, to wygrać jest w stanie wtedy i tylko wtedy, kiedy akurat asabiya, czyli zdolność kooperacji tego przeciwnika słabnie. Świetny przykład, który też jest powiązany z rekonkwistą. Proszę zobaczyć Cortés, który podbił Azteków i Pizarro, który podbił imperium Inków we współczesnym Peru. Co zrobił ten Pizarro? On wkroczył w terytoria Inków w chwili, w której trwała tam wojna domowa. Czyli kooperacja wewnątrzgrupowa wewnątrz imperium Inków była na najniższym możliwym poziomie. Dwóch synów świeżo zmarłego władcy walczyło o sukcesję. Natomiast Pizarro, tak samo jak Cortés, byli produktami społeczeństwa, które przez 500 lat prowadziło rekonkwistę na Półwyspie Iberyjskim.
Mieli i tradycje militarne, i tradycje walki za wszelką cenę i ryzykowania wszystkim po to, żeby wygrać każdą kolejną bitwę albo każdą kolejną wojnę. Mieliśmy tutaj starcie dwóch ludzi jako produktów dwóch różnych systemów społecznych na dwóch różnych etapach pulsowania siły kolektywnego działania. Najciekawsza była też i bardzo powiązana z tym, co przed chwilą mówiliśmy, wahanie się tych naprzemiennych cykli słabości i siły w czasie samej rekonkwisty. Na przykład na terenie Hiszpanii w połowie XI wieku, czyli na początku rekonkwisty, rozpadł się kalifat kordobański, czyli najsilniejsze państwo muzułmańskie na półwyspie. Dokładnie wtedy Kastylia była zdolna podbić okolice Toledo, czyli posunąć się bardziej na południe. Mówimy cały czas o Kastylii, która zajmowała tylko północny skrawek półwyspu. Z kolei w chwili, w której ten kalifat kordobański na samym południu Półwyspu Iberyjskiego podupadł, to nie tylko Hiszpanie z północy się posunęli, ale inna grupa Berberów napadła ten kalifat od południa, przekraczając Cieśninę Gibraltarską. Kiedy kalifat kordobański upadł, ten napór został powstrzymany przez Almorawidów. Przepraszam, mam tutaj ściągawkę, sobie zrobiłem notatki, żeby nie zapominać. Ci Almorawidowie rozgromili armię kastylijską dlatego, że Kastylijczycy zapędzili się za bardzo na południe.
To była bitwa pod Zallaką w roku 1086. Tym samym to nie Kastylijczycy zdobyli Kordobę, tylko kolejna fala tych muzułmanów. Natomiast parędziesiąt lat później ci sami Almorawidowie, którzy podbili Kordobę i dali odpór Hiszpanom, czy też Kastylijczykom mówiąc precyzyjnie, oni sami z kolei podupadli, dlatego że wymarli ci ludzie, którzy mieli wolę walki, czy też mieli tradycje walki, czy też zaczęli żyć bardziej pokojowym życiem. Generalnie zatracili tą siłę, która pozwalała im na podbój. Z kolei Kastylijczycy ponownie ruszyli na południe i w 1150 roku postąpili o kolejne około 100 kilometrów na południe. Licząc dalej w kolejnym cyklu tego słabnięcia i wzrastania sił największy postęp rekonkwisty nastąpił w XIII wieku. Powstała na samym początku, w 1212 roku koalicja chrześcijańska, która doprowadziła do tego, że wszystkie państwa muzułmańskie oprócz Granady zostały kompletnie rozbite. To był moment, w którym znowu się zatrzymała siła chrześcijańska na półwyspie i przez mniej więcej 150 lat, czy nawet niemalże 200 lat nastąpiła stagnacja tej rekonkwisty. Dopiero po 270 latach od tej poprzedniej największejPulsacji tej siły najwyżej podniesionej, jeśli chodzi o zdolność podbojów. Dopiero w 1492 roku, czyli w roku, w którym Kolumb odkrył Amerykę, nastąpiła kompletna, całkowita likwidacja wszystkich państw muzułmańskich, czyli upadła Granada.
Tak wygląda właśnie ta asabiya. Panie Marku, pytanie.
[30:51] - Tak, tylko pan tu nam opowiada o Papuasach, teraz o rekonkwiście, a ja postanowiłem dorzucić do pieca, żebyśmy jechali na konkretach. W Europie jeszcze całkiem niedawno, ponieważ mamy perspektywę historyczną, to właśnie w perspektywie historycznej to zaledwie mgnienie oka temu narody, poszczególne kraje były gotowe, żeby bronić swoich krajów, żeby poświęcać życie. To, o czym pan mówił. Natomiast odnoszę wrażenie, opierając się oczywiście na badaniach różnego rodzaju, które były przeprowadzone w Europie, że w tej chwili coś takiego nie istnieje. Większość ludzi w przypadku konfliktu zastanawia się, w którą stronę uciekać i jak szybko. Więc czy ja mam słuszne, myślę, że tak, ale niech to pan potwierdzi mocą nie tyle urzędu, co pewnych przemyśleń. Czy my nie mamy przypadkiem do czynienia z kompletnym upadkiem tej asabii?
[32:01] - Trafił pan w dziesiątkę. Niestety. Nawet jeden z tekstów do tej książki „Siły psychohistorii”, którą niniejszym reklamuję ponownie, jeden z nich nazwałem „Czy wszyscy jesteśmy degeneres?” To był tytuł mojego wystąpienia na konferencji geopolitycznej trzy lata temu. To moje wystąpienie zmieniło się w tekst eseistyczny, który niestety na samym początku odpowiada na pana pytanie. Niestety tak. Zatraciliśmy tą odporność kulturową, zdolność do obrony swojej własnej tożsamości, swoich własnych wartości w sposób, który byłby nie do pomyślenia dla naszych przodków żyjących 200, 300 czy nawet 100 lat temu, w czasie bitwy warszawskiej.
[32:48] - Przepraszam, panie Piotrze, ja mam wrażenie, nie wiem, jak to w przypadku Polaków, ale w Europie jeszcze kiedy hasał sobie komunizm po Europie Wschodniej, to społeczeństwa zachodnie, co prawda coraz słabiej, bo to hasło „lepiej być czerwonym niż nieżywym” funkcjonowało. Niemniej jednak te państwa, przynajmniej część społeczeństw, była w stanie wykrzesać z siebie, a to przypomnę, trzydzieści kilka lat temu komunizm upadł, były w stanie te społeczeństwa wykrzesać z siebie jednak pewną siłę przeciwstawiania się postępowi komunizmu. Natomiast w tej chwili, powtarzam, minęło trzy dziesiątki lat i po tym nie pozostał ślad. Czy to jest tak, że wygoda życia, pewien jego komfort, czy też czynniki są inne, które sprawiają, że asabiya zanika?
[33:47] - Jest masa tych czynników i jednym z nich jest działalność subwersyjna państw wrogich i to, co już mówiliśmy bodajże w ubiegłym tygodniu, cytowałem maksymę ze starożytnej księgi chińskiej: „Przemoc stosuje się, by kraj wrogi podbić, natomiast cnoty, by kraj własny zachować”. I te cnoty, czyli zdolność budowania asabiyi, niestety w nas zanikła z rozmaitych względów.
[34:12] - Ja przepraszam, ale właśnie mi też pan zanika z głosem.
[34:17] - Dobrze, zacznijmy w takim razie z innej strony. Zacytuję fragment książki Radosława Sikory pod tytułem „Husaria. Duma polskiego oręża”. Tam on cytuje z kolei, i to będzie właśnie ten właściwy cytat tak naprawdę, słowa Jana III Sobieskiego, czyli słowa napisane, bo to jest fragment listu, pod koniec XVII wieku. Król opisuje, w jaki sposób dzieci były wychowywane w jego czasach. Rozpoczynam cytat: „Rodzice nasi wprawowali nas z młodu, abyśmy nie byli degeneres", czyli wyrodkami, bo to po łacinie, "od przodków swych, wystawiając nam na oczy jeszcze w dziecięcym będąc wieku wielką sławę ich, ochotę i odwagę na zaszczyt Kościoła i Ojczyzny. Ka zawsze nas zaraz abecadłem tego wiersza uczyć z nagrobu pradziada naszego: O quanto dulce et decorum est pro patria mori", czyli o jak słodko i zaszczytnie jest umrzeć za ojczyznę. Więc tak to wyglądało 300 lat temu. Natomiast co się dzieje teraz? Wystarczy, że przeczytamy jakieś komentarze w internecie czy wypowiedzi w mediach i tak dalej.
Ludzie nie są mentalnie gotowi do tego, żeby poświęcić swoje wygody, swój dorobek życiowy i tak dalej po to, żeby cała społeczność, którą ci ludzie są częścią, mogła sama przetrwać. To właśnie zanikło i z tego punktu widzenia właśnie na to pana pytanie odpowiedziałem tak. Niestety jesteśmy wszyscy tutaj degeneres, czyli wyrodkami, czyli utraciliśmy tą zdolność. Natomiast to, co się dzieje teraz na Ukrainie, bo zaraz na chwilę sobie do tego wrócimy, to jest coś, co stanie się z całą pewnością dla narodu ukraińskiego mitem założycielskim, czy też wojną założycielską w tym sensie, że przeciwstawienie się inwazji i agresji rosyjskiej będzie tym impulsem wywołującym wzrost tej zdolności kooperacji wewnątrz grupy, czyli wewnątrz narodu ukraińskiego, czyli zdolności do przeciwstawienia się przeciwnikowi.
[36:37] - To ja mam jeszcze pytanie, które wrzucę: czy ten zanik asabiji w społeczeństwach zachodnich to jest proces, który następował samoistnie, samorzutnie czy jakkolwiek samo, czy też tak jak pan to w pewnym momencie sugerował, ktoś nam te nowe poglądy zasuflował w swoim dobrze pojętym interesie?
[37:03] - Wszystkie państwa starają się osłabić swoich sąsiadów i w tym sensie prowadzą tak zwane wojny limitroficzne, czyli wojny na swoich granicach czy na swoich rubieżach. Polega to na tym, że aby sobie zabezpieczyć swoje własne istnienie, własne bezpieczeństwo, należy upewnić się, że sąsiedzi nie są w stanie nas zaatakować. Mówiliśmy tutaj o kwestii Izraela i hipotezie polegającej na tym, że Izrael może celowo powodować ruchy, tendencje migracyjne ze wszystkich krajów sąsiadujących z Izraelem po to, żeby zredukować ilość rekruta mogącego potencjalnie służyć w armiach tych sąsiednich państw. Natomiast wracając do starożytności, zacytuję jeszcze jeden fragment z jednego ze starożytnych traktatów chińskich. To są takie porady wojenne z traktatu zaginionego jeszcze w czasach chińskich starożytnych, który opisuje, jaki powinien być skład wywiadu armii, która wyrusza czy też której przydzielono zadanie zniszczenia przeciwnika. Tu rozpoczynam cytat: „Pięciu winno być oficerów kłów i pazurów, zadaniem których wieścić jest wspaniałość wojsk naszych, ducha tchnąć w oficerów i żołnierzy, by raźnie trudności znosili i bez wahań jakich na potężnego wroga następowali”. Czyli co mamy tutaj do czynienia? Mobilizowanie ludzi do tego, żeby gotowi byli walczyć, wyruszyć na terytorium nieprzyjaciela i tam być może zginąć. Dalej: „Ośmiu winno być wędrujących oficerów, zadaniem których na szpiegów wroga mieć baczenie, zamęt wzniecać wśród ludu przeciwnika i serc odmianę mieć pod rozwagą”. To jest nic innego jak ośmiu oficerów politycznych, którzy dbają o to, żeby swoje własne morale po swojej własnej stronie podwyższyć, a u strony przeciwnika oczywiście obniżyć.
I dalej: „Dwóch oficerów wiedzy tajemnej być winno, których zadaniem jest przez szkalowanie zmieszać umysły wroga, zawołania bóstw i duchów słowa swe przybierając”. Czyli tutaj mamy oddziaływanie na styku sfery ziemskiej i sfery nadprzyrodzonej, dlatego że — tu już mówiliśmy na początku naszej rozmowy — najskuteczniejszym sposobem mobilizowania, ale w związku z tym też demobilizowania ludzi do kolektywnej obrony albo ataku, jest odniesienie czy też posłużenie się tym elementem nadprzyrodzonym, pozaziemskim. Tak to wygląda. Odpowiedź na pana pytanie: z całą pewnością jesteśmy atakowani.
[39:41] - Zadam pytanie bardzo praktyczne: czy istnieje jakiś skuteczny sposób, żeby się temu przeciwstawić? Prosiłbym o taką odpowiedź, która na przykład byłaby wskazówką dla współczesnych społeczeństw europejskich. Co wobec tego, co zastaliśmy, co wcześniej krótko opisałem, czyli tej niechęci do jakiejkolwiek obrony, do jakiegokolwiek podjęcia wysiłku, aby bronić się przed wrogimi działaniami, czy istnieje jakiś sposób, żeby odwrócić tę tendencję, czy też to jest z góry przegrana sprawa?
[40:24] - Istnieją sposoby. Jednym z nich jest stworzenie religii integrującej całą społeczność, czyli na przykład całą Polskę, co jest oczywiście nierealne w dzisiejszych czasach, w których ta religia jest wręcz odwrotnie — niszczona. Natomiast sposobem możliwym do używania na co dzień jest natychmiastowe piętnowanie każdego, kto w jakikolwiek sposób negatywnie wypowiada się o interesie stanu Polski. Mieliśmy świetny przykład na jesieni, w czasie napaści hybrydowej ze strony Białorusi, która ściągnęła sobie migrantów, ściągając z nich też pieniądze za przelot, za pobyt i tak dalej, z terenu Iraku i Syrii. Natomiast następnie tych migrantów puszczono na granicę po to, żeby się przedostawali do Niemiec, ale poprzez Polskę. Wszyscy chyba pamiętamy, co się stało. Jedna z najsłynniejszych wypowiedzi to był bodajże pan Frasyniuk, który bardzo brzydko wypowiadał się o Straży Granicznej. Czy pan pamięta?
[41:33] - Tak, oczywiście.
[41:34] - Oprócz pana Frasyniuka jeszcze jakieś inne osoby, między innymi jakaś aktorka czy też celebrytka, pani Kurdej-Szatan bodajże, też miała bardzo niezwykle pejoratywne określenia, padły z jej strony w kierunku wojska i Straży Granicznej, która broniła nas przed tą napaścią ze strony Białorusi. Wtedy oczywiście był podział, że niektórzy ich bronili, niektórzy ich potępiali. Weszła prokuratura, która zaczęła ich ścigać za te wypowiedzi. Natomiast proszę zobaczyć, w tamtym momencie nie było tak naprawdę pewne, co się dzieje, jaka jest intencja Białorusi, która to robiła. Natomiast proszę zobaczyć, co się stało kilka miesięcy później — nastąpiła inwazja na Ukrainę i w związku z tym nastąpiło wyklarowanie się narracji, czyli naszego obrazu tego, co się działo. Atak, który nastąpił ze strony Ukrainy byłJuż zinterpretowane bardzo prosto jako testowanie gotowości państw zachodnich, w tym między innymi Polski, do stawienia oporu. I w tym momencie uzyskujemy idealną możliwość, żeby wyłapać, zidentyfikować ludzi, którzy działają na szkodę całej naszej społeczności, czyli obywateli Polski. Natomiast czy państwo polskie wykorzystało tą możliwość, żeby podwyższyć tą sabiję? Nie wykorzystało. To jest właśnie ta bierność, która jest przyczyną tego, że ja stwierdzam, że niestety jesteśmy wszyscy degenerates.
Instytucjonalnie, na najwyższym możliwym poziomie instytucji państwowych nie jesteśmy w stanie się obronić. Bronimy się oczywiście Strażą Ograniczną i tak dalej, natomiast w chwili, w której ktoś ewidentnie postępuje wbrew interesowi całej społeczności, czy też całego państwa, państwo nie ma instrumentów ani woli do tego, żeby usunąć na przykład z życia publicznego takiej osoby. To się działo automatycznie, bo ta kurde Szatan straciła kontrakty na reklamę, i generalnie w jakiś sposób została ukarana. Natomiast to była spontaniczna presja społeczna, presja etyczno moralna od dolnej, ale nie ze strony państwowej.
[43:57] - No tak, ale to wszystko, co pan mówi, raczej pogrąża mnie w zapaści. Nie czuję się dobrze, bo zdaję sobie sprawę, że w gruncie rzeczy chyba nie ma takiej idei, za którą współcześni obywatele czy to Polski, czy Europy byliby gotowi rzucić na szalę cokolwiek ze swojego dobrobytu. O życiu już nawet nie mówię, ale czegoś ze swojego dobrobytu. Co prawda mówi się nam, że są idee europejskie, ale to jest puste pojęcie. Tak przynajmniej na to patrzę, bo skoro nikt nie jest w stanie za to, co tkwi za tym pojęciem, umierać ani bronić tego, to znaczy, że to jest niewiele warte tak naprawdę.
[44:50] - Tak, trafił pan tutaj w dziesiątkę. Dlatego, że cała Europa jako konstrukt cywilizacyjny, bo nie jesteśmy kontynentem, Europa nie jest kontynentem, jest półwyspem, ewentualnie subkontynentem, tak jak subkontynent indyjski. Europa jest pojęciem wyłącznie cywilizacyjno kulturowym. Natomiast Europa na dzień dzisiejszy nie posiada żadnej ideologii integrującej, która by spełniła funkcję religii, tak jak religia pełniła funkcję taką w czasie krucjat, czy też w czasie rekonkisty. Nie istnieje taka wspólna idea czy wspólna płaszczyzna. Wręcz przeciwnie, wszelkie tego typu idee, czyli chrześcijaństwo, wartości chrześcijańskie, czy też wartości demokratyczne, które polegają na pluralizmie, na wolności słowa, czy na instytucji kontestowania idei czy współzawodnictwa idei. Kiedy debatujemy, szukamy dziur w naszych własnych ideach i ideach naszego przeciwnika i próbujemy wypracować jakiś wspólny konsensus, który przybliża nas bliżej do prawdy, czy też bliżej do tego, żeby razem współdziałać. Coś takiego nie istnieje. Wręcz są tendencje zupełnie odwrotne. Są zjawiska kulturowe, które zostały tak skonstruowane do tego, żeby jak najbardziej nas podzielić i zniechęcić do jakichkolwiek zachowań kooperacyjnych.
Jedną z takich instytucji nie tyle kontrkultury, antykultury, to też jest słowo, które zostało wymyślone parę lat temu przez Krzysztofa Karo, taki pojawił się i zniknął niestety. Natomiast miał kilka bardzo ciekawych spostrzeżeń i na przykład taka patologia społeczna jak ten ruch Okupas w Hiszpanii, czyli zajmowanie cudzej własności, cudzych budynków, mieszkań przez zupełnie obcych ludzi, którzy znajdowali chwilowo nawet niezamieszkane apartamenty czy wolnostojące budynki. I nie ma instytucji prawnej, która by uchroniła prawo własności pierwotnego, rzeczywistego właściciela. Dochodziło do sytuacji, w których właściciel wyjeżdżał na tydzień, czy na dwa tygodnie na wakacje, wracał, patrzył, jego dom już jest zajęty i nie może wezwać policji, dlatego że osoby okupujące, nie ma na nich paragrafu. Także do tego dochodziło, że prawo własności, czyli coś, co wypracowaliśmy w naszej cywilizacji, powinniśmy tego strzec jak oka w głowie, moim zdaniem przynajmniej, prawo własności zostało w tym momencie zawieszone. Na tej samej zasadzie była ustawa antyprzemocowa. Bodajże w kwietniu 2020 roku przeszła ustawa, która de facto zawieszała prawo własności zagwarantowane konstytucyjnie przez to, że policja miała prawo mężczyznę oskarżonego przez partnerkę o przemoc domową. Mężczyzna był wyrzucany ze swojej własnej własności, nie miał możliwości obrony i upadała też instytucja równości wobec prawa, czyli słowo przeciwko słowu, czyli ten oskarżony o przemoc domową i ta osoba oskarżająca, czyli kobieta, która partnera oskarża. W tym momencie słowo tego partnera nie liczy się w akcie wyrzucenia go z jego własnego domu przez policję. Także to są sytuacje, które powodują upadek czegoś, co jest absolutnie najważniejsze w każdej społeczności, czyli zaufania elementów tej społeczności do siebie nawzajem.
[48:26] - Panie Piotrze, ale chciałbym postawić kropkę nad i, bo kiedy rozmawia się w środkach masowej komunikacji na temat wojny na Ukrainie, ewentualnych konsekwencji czy ewentualnego rozszerzenia się tej wojnyTo bardzo często słyszymy, że Europa Zachodnia, NATO ma taki system obrony, takie sprzęty służące do obrony, lotnictwo wspaniałe, system ochrony powietrznej i tak dalej. Stoimy techniką, nic nas nie zmoże i każdy atak będzie natychmiast odparty. W świetle tego, co pan mówi, owszem, sprzęt bojowy jest jak najbardziej ważny, ale ważne jest też coś innego, coś, czego nie mamy. Czy w związku z tym te uspokajające komunikaty, które płyną: „Tak, damy radę, obronimy się” nie są pudrowaniem rzeczywistości? I czy tak naprawdę ci wszyscy, którzy czerpią jakieś optymistyczne nuty w tych wszystkich zapewnieniach, czy przypadkowo nie są zwodzeni? I czy my jako Europa nie jesteśmy skazani na to, że wcześniej czy później zostaniemy pokonani? I kto wie, czy przez tego wroga, przeciwnika, czy przez nas samych, czy po prostu się poddamy.
[49:54] - Już to się dzieje. Proszę zobaczyć, jak wygląda poczucie tożsamości na przykład Francuzów. Jeszcze 70, 80 lat temu, czyli przed drugą wojną światową, jak się definiowało Francuza? Albo inaczej, jaki był skład etniczny Francji i w jaki sposób była podtrzymywana pamięć historyczna, czyli pamięć o bohaterach, pamięć o wydarzeniach historycznych, pamięć o procesach historycznych, takich jak wojna stuletnia, rewolucja francuska i tak dalej. W zastępstwie ludzi, którzy byli zaprogramowani kulturą francuską, na dzień dzisiejszy jest coraz więcej migrantów z krajów afrykańskich, z krajów Bliskiego Wschodu, których wartości kulturowe są kompletnie w konflikcie z wartościami europejskimi, a tym bardziej francuskimi. Po drugie, nie planują oni jakiejkolwiek, ani rząd francuski ze strony instytucjonalnej, ani ci migranci, żadnej formy akulturacji, czyli wtopienia się w społeczeństwo francuskie i zaakceptowania zastanych w nowym miejscu zamieszkania wartości. Coś takiego nie istnieje. Po drugie, chyba mówiliśmy też w ubiegłym tygodniu, wszyscy żyjemy w pożyczonym czasie. Przede wszystkim kraje Europy Zachodniej: Francja, Niemcy, Wielka Brytania żyją w pożyczonym czasie w tym sensie, że utraciliśmy zdolność do odtwarzania tkanki demograficznej. Nie wiem, jak to nazwać, żeby nie brzmiało to fikuśnie, ale przestaliśmy się rozmnażać.
I te braki, jakie wytworzyliśmy w sile roboczej chociażby, są uzupełniane właśnie przez migrantów, którzy ani kulturowo, ani cywilizacyjnie nie są nami. Mówię tutaj w imieniu Francuzów, Brytyjczyków czy Niemców. Siłą rzeczy życie w tym pożyczonym czasie demograficznie polega na tym, że zatracamy swoją kulturę, zapominamy o niej. Coraz większa część społeczeństwa nigdy nie była częścią tej kultury.
[52:14] - Tak, ale czy to nie oznacza, że kiedy się poddamy, to będziemy żyli? Co prawda będziemy mieli zupełnie inną kulturę, bo tak niektórzy to definiują, że-
[52:27] - Ale to nie będziemy my.
[52:28] - Właśnie. Czekałem, że coś takiego pan powie. To nie musi się skończyć olbrzymią katastrofą. To się może po prostu skończyć cichym zgonem.
[52:39] - Dokładnie tak. To, co pan właśnie zakonkludował, to jest treść bardzo słynnej maksymy, czy też aforyzmu Churchilla o ewentualnym końcu Wielkiej Brytanii. Powiedział następujące słowa: „Jeśli ta nasza długa wyspiarska historia ma się wreszcie skończyć, niech skończy się tylko wtedy, gdy każdy z nas będzie leżał na ziemi, krztusząc się własną krwią”. To bardzo ostre i bardzo bojowe słowa. Natomiast obawiam się, że ponieważ żyjemy w pożyczonym czasie i Brytyjczyków jest coraz mniej i mniej proporcjonalnie do migrantów, których jest coraz więcej i więcej, to wcale tak wojowniczo i wojskowo Wielka Brytania się nie skończy. Skończy się raczej w poniżeniu.
[53:29] - Okej, panie Piotrze, nie powiało dzisiaj optymizmem, a nawet robiło się troszeczkę apokaliptycznie. Oczywiście w wymiarze ziemskim jak najbardziej. Cóż, nie zawsze musi być optymistycznie. Dziękuję bardzo panu za dzisiejszy, ósmy odcinek „Telegramu z krańca świata”. Dobrej nocy życzę i zapraszam na kolejną audycję.
[53:57] - Dziękuję. Do usłyszenia. Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.