Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła. Różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami. Było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez okno. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak, obleśny Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Witam państwa bardzo gorąco i serdecznie w tę chłodną zimową noc i zapraszam do spędzenia najbliższej godziny z kawałkiem z Radiem Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Rozpoczynamy kolejny odcinek podcastu Mówią świadkowie, czyli najbardziej paranormalnej audycji w polskim internecie, w której prezentowane są wybrane relacje o spotkaniach z nieznanym, jakie docierają na naszą redakcyjną skrzynkę. Historie czasem bardziej spektakularne, czasem trochę mniej, ale zawsze intrygujące i pozostawiające słuchaczy z mnóstwem trudnych pytań o prawdziwą naturę naszej rzeczywistości. Dzisiejszy odcinek wypełnią w całości relacje nadesłane do Radia Paranormalium drogą tekstową.
Będą to kolejne w historii tej audycji paranormalne spowiedzi, w których zetkniemy się z mieszanką historii obejmujących obserwacje UFO, dziwnych postaci i innych trudnych do wytłumaczenia fenomenów. Zanim jednak przejdziemy do wysłuchania przygotowanych na dziś relacji, pozwólcie, że przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się z Radiem swoją historią o spotkaniu z nieznanym.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu. 36 08 80 02. 36 08 80 02. Nasz adres e-mail: Radio@paranormalium.pl. Można również kontaktować się za pośrednictwem fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium.
Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.
Na życzenie świadka w razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. W pierwszej z przygotowanych na dziś korespondencji autorka podzieliła się z Radiem Paranormalium licznymi paranormalnymi zdarzeniami z całego swojego życia, zarówno swoimi, jak i tymi, których doświadczyli jej bliscy. Tutaj pozwolę sobie nadmienić, że fragment tej korespondencji był już prezentowany w odcinku poświęconym Bedroom Visitors. Dziś poznamy całą treść korespondencji, która obejmuje ponadto opisy dziwnych zdarzeń na granicy snu i jadu, kontakty z zaświatami oraz zdarzenia obejmujące trudne do wytłumaczenia zniknięcia przedmiotów. Zapraszam do słuchania.
Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium w lutym 2020 roku. "Trudno mi się było zdecydować, do kogo skierować tego maila. No bo tak, jestem czytelniczką Nieznanego Świata od pierwszego wydania. Do tej pory mam w oczach kiosk Ruchu, w którym zobaczyłem miesięcznik po raz pierwszy, a który mimo emigracji towarzyszy mi od tego czasu.
Radio Paranormalium, debaty odsłuchiwanie z archiwum A teraz mówią świadkowie. Chociaż ta ostatnia czasem nieco mnie zaskakuje. Ale przecież ludzie mają różne doświadczenia w życiu i chcą się wygadać. Biuro Duchów, też mam nadzieję, znajdzie coś dla siebie w tym moim wygadaniu. Jeśli ktoś z szanownych redaktorów zdecyduje się na wykorzystanie tego materiału, to proszę bardzo, ale z zachowaniem anonimowości. Jestem w wieku obecnie uznanym za dojrzały, czynna zawodowo, czasem udzielająca się na Facebooku w grupie Nieznanego Świata, ale bez przesady. Z urodzenia i serca warszawianka z emigracji Amerykanka, chociaż wielkiego przekonania do mojej amerykańskości nie mam, chciałabym opowiedzieć Wam kilka epizodów z mojego życia zakrawających o otarcie się z nieznanym. Podzielę to na kilka bloków, aby było to bardziej przejrzyste i zrozumiałe".Dzieciństwo. Nie opowiadałem o tym specjalnie wielu osobom, na pewno mężowi, że jako dziecko czułem się jakby w nie swojej skórze. Objawiało się to głównie tym, że widząc się w lustrze — moja cioteczna babcia miała taką piękną przedwojenną szafę trzydrzwiową z owalnym lustrem — podświadomie wiedziałem, że powinnam wyglądać inaczej. Nieraz stojąc i patrząc się na siebie, usiłowałam, oczywiście bezskutecznie, przypomnieć sobie, jak wyglądałam naprawdę. Do tego wszystkiego miałem też uczucie, że chyba powinnam być chłopcem. To wszystko z czasem zanikło, a ja przyzwyczaiłam się do własnego wizerunku. Jako dziecko miewałem też czasem silne déjà vu, ale to też z czasem ustało. Nie miałem też problemów z własną orientacją seksualną, żeby nie było żadnych wątpliwości. Kiedy zetknąłem się z pojęciem reinkarnacji, było to dla mnie jednocześnie oczywistością i wyjaśnieniem moich rozterek z dzieciństwa. Z kolei w obecnej fazie życia wcale nie jestem pewna, czy chciałabym ponownie przerabiać życie od początku. Ponoć są sposoby, aby tego uniknąć. Z dzieciństwa pamiętam też pewien epizod. Ile mogłam mieć wtedy lat? Doprawdy, nie wiem, ale cztery, pięć?
Czasem zastanawiam się, czy nie był to sen, ale kto do licha pamięta sny z tak wczesnego dzieciństwa? Wydaje mi się też, że słyszałem coś bardzo podobnego na antenie Radia Paranormalium, ale głowy nie dam. Do rzeczy. Byłam mała. Mieszkaliśmy wtedy w domu jednorodzinnym w Warszawie.
Teraz jest to jedna z willowych dzielnic. Wtedy to były okolice w Warszawie, w linii otwockiej. Był wieczór, leżałam w łóżku, nie śpiąc. W pokoju obok mnie, możliwe, że grał telewizor albo radio. Z tamtych czasów zostało mi uwielbienie do muzyki Mantovaniego. W pokoju było ciemno, ale ja nie bałam się ciemności. W pewnej chwili nade mną otworzyła się jakby półka utkana z jasnego światła. Wyszło z niej kilkoro dzieci. Te dzieci też były świetliste. Nie miały wyraźnych rysów twarzy, tylko jakby kontury wypełnione światłem. Nie pamiętam, ile ich było. Może czworo.
Najwyższy z nich był chłopcem. Skąd to wiedziałem? Nie wiem, ale byłam o tym przekonana i ten świetlisty chłopiec zaczął nalegać, żebym się z nimi poszła bawić. Gdzie i jak? Nie wiem, ale pamiętam własny opór i to, że nie chciałam nigdzie iść. Czy się bałam? Chyba nie, bo te dzieci chciały się tylko bawić. Nie było w tym nic strasznego. Tylko ja po prostu wcale nie chciałam nigdzie się ruszać z mojego łóżka. Jak długo to trwało? Też nie wiem. To było tak dawno temu, ale ciągle jest żywe w mojej pamięci. Dzieci się zniechęciły moim oporem i całość powoli znikła, a ja po jakimś czasie spokojnie usnęłam. Nieraz się zastanawiałam, czy ktokolwiek miał podobne doświadczenie.
Może państwo zetknęli się z podobnym zjawiskiem, czytując wiele relacji? Bedroom visitors? Sny. Sny miewam czasem szalone. Nie będę ich opisywać, bo nie o to w tym chodzi. Nie mogę tylko odżałować jednego snu.
Przyśniło mi się, że piszę książkę, i w moim śnie to była cała kompletna książka z fabułą, bohaterami i tak dalej. Niestety po obudzeniu znikła w blasku dnia, a ja straciłam może szansę na bestseller. Oczywiście to żart. Niemniej od dzieciństwa od czasu do czasu śni mi się dom. Obszerny i trochę zagracony, ale zawsze jak trafiam tam we śnie, to mam wrażenie, że naprawdę jestem w domu.
Trudno mi to wyjaśnić. Nie mieszkam w kartonie. Jeśli tylko jestem w Polsce, to mieszkam we własnym warszawskim mieszkaniu, w Stanach od lat w tym samym domu, ale w moim śnie jestem naprawdę w domu, tak jakbym wracała tam, gdzie jest moje miejsce. W ogóle pewne miejsca wracają w moich snach periodycznie i za każdym razem po obudzeniu mam wrażenie, jakbym przechodziła z jednej rzeczywistości do drugiej. Taki mój prywatny matrix. Z tym że tamten ze snu jest jakby ważniejszy, bardziej prawdziwy.
Przyznam też, że na jawie tęsknię do tych snów i tamtej rzeczywistości. Tylko gdzie ona się znajduje? Jest też jeden sen, o którym chciałabym opowiedzieć. Tutaj Biuro Duchów może go dołączyć do tego typu relacji. Ten sen przyśnił mi się dwa, a może trzy tygodnie po śmierci mojej mamy.
Byłam w końcówce ciąży. Mama zmarła na serce. Ja byłam młoda, w zaawansowanej ciąży i do końca byłam chyba nieświadoma tego, co się dzieje. Na dwa, trzy dni przed śmiercią mama opowiedziała mi, że w nocy śnią jej się lub przychodzą do niej zmarli dawno temu krewni. Teraz by mnie to postawiło w stan alarmu. Wtedy, głupia gęś, nie rozumiała nic. Po odejściu mamy, co oczywiste, byłam w szoku. Mój ojciec zmarł dwa miesiące wcześniej. Jestem jedynaczką, więc świat wokół mnie zadrżał w posadach. Moi znajomi sami, jak to się teraz mówi, łosie nie stanowili żadnego oparcia. Ja nawet nie mogłam płakać. I wtedy właśnie przyśniła mi się mama. Śniło mi się, że odwiedziłam ją w sanatorium.
Nie był to na pewno szpital. Bardziej kojarzyło mi się właśnie sanatorium. To była sala pełna łóżek, zwykłych łóżek, białych metalowych, zasłanych białym prześcieradłem, białą poduszką i kolorowym kocem.Życie po życiu.
Następne trzy historie wiążą się z odchodzeniem w zaświaty. W chronologicznym porządku. Pierwsza z nich dotyczy mojego ojca, który dał nam znać o swojej obecności rankiem, następnego dnia po śmierci, zwyczajnie uderzając trzykrotnie w ścianę. Słyszałam to ja i moja mama, która trochę się obawiała pytać. Może myślała, że się wystraszę, ale ku mojemu zdziwieniu przyjęłam te odgłosy jako coś zupełnie naturalnego. Inna rzecz, że do dzisiaj mam wrażenie, że jakaś gniewna część mojego ojca dalej przebywa w tym pokoju. Moja córka twierdzi zresztą to samo. Moja mama dała o sobie znać w inny sposób. W kilka dni po jej odejściu spodziewaliśmy się przyjazdu jej siostry zza granicy. Miała ona lądować na Okęciu wczesnym rankiem. Z tego powodu zamówiliśmy taksówkę na lotnisko odpowiednio wcześniej. Dzień przed spędziliśmy na porządkowaniu mieszkania.
Poszłam spać późno i oboje z mężem zaspaliśmy. Na dziesięć minut przed przyjazdem taksówki obudził nas telefon. Biegnąc do aparatu, byłam bardzo zaskoczona, bo nikt nigdy nie dzwonił tak wcześnie. Telefon był głuchy na moje wołania. Dopiero jak spojrzałem na zegarek, to wtedy zrozumiałem, kto dzwoni.
Działo się to w czasie, kiedy o komórkach i innych wynalazkach czytało się w literaturze SF. Budzenia też nie zamawialiśmy, a przedsiębiorstwo taksówkowe nie miało zwyczaju dzwonić. Ostatnia z tego typu historia, którą chciałabym opowiedzieć, jest dłuższa, ale chyba warta opowiedzenia. Zdarzyło się to we wczesnych latach dwutysięcznych.
Moja teściowa w Warszawie odchodziła z tego świata po ciężkiej chorobie. My niestety borykaliśmy się z problemami finansowymi i mąż nie mógł polecieć do kraju. Pracował wtedy na zlecenie. Sytuacja na rynku pracy w USA była wtedy fatalna i tego właśnie dnia pojechał do pracy. Jeździł jako kierowca ciężarówek. Ja wyszłam do pracy.
Na szczęście etap fizyczny miałem już za sobą, a córka do szkoły. W domu został tylko nasz pies. Córka wtedy nie miała telefonu komórkowego. Niektóre dzieci już je miały, ale ona jeszcze nie. Najpierw zadzwonił do mnie do pracy mąż, dając znać, że dostał dalsze zlecenie i wróci dopiero następnego dnia rano. Potem zadzwoniła córka z telefonu koleżanki, pytając, czy po zajęciach może zostać w szkole, żeby kibicować drużynie szkolnej w zawodach pływackich. Zgodziłem się bez problemu. I tu zaczyna się zabawa.Wczesnym popołudniem ponownie zadzwoniła córka z pytaniem, czy tata jest w domu. Miała jakiś dziwny głos. Można powiedzieć, że była spłoszona. Powiedziałem jej zgodnie z prawdą, że nie. Że mąż wróci dopiero następnego dnia. Może rano. Na to moje dziecko, coraz bardziej zdziwione i spłoszone, opowiedziało, że koleżanka ta od telefonu najpierw pokazała jej, że ktoś próbował połączyć się z nią z naszego domowego telefonu. Ta koleżanka miała moją córkę w swoich kontaktach, bo przyjaźniły się już od długiego czasu. Zresztą przyjaźnią się do tej pory. Przypominam, że w domu był tylko pies, ale on w telefonowaniu był raczej słaby. Córka zdziwiła się, wiedząc, że Jestem w pracy, a ojciec pojechał w trasę. Kilka minut później komórka zaczęła dzwonić, ponownie wyświetlając nasz domowy numer. Koleżanka podała mojej córce telefon. Z relacji córki wynikało, że w telefonie odezwał się męski głos, którego moje dziecko nie rozpoznało. Głos po polsku powiedział, że nie jest dobrze i ucichł. Tej samej nocy zadzwonił kuzyn z Warszawy, dając znać, że teściowa zmarła. Podczas pogrzebu kilka osób próbowało zrobić teściowej zdjęcie w trumnie zwykłymi aparatami i cyfrowymi.
Żadne nie wyszło. Na wszystkich była tylko rozmazana plama. Było i nima. Ostatni etap mojej opowieści to opowieść o znikaniu przedmiotów. Trochę do śmiechu, ale czasem niekoniecznie. Moja mama trzymała moje świadectwa od pierwszej klasy do szkoły średniej. Wszystkie oprócz maturalnego w okładkach od papeterii lotniczej. Może ktoś z Państwa pamięta takowe?
Chyba bladozielone albo blatoniebieskie, z cieniutkim papierem i kopertami z napisem Para avion. Raz w roku mama wyciągała ten folder, żeby dołączyć moje kolejne świadectwo, a potem wkładała je z powrotem z pietyzmem do specjalnej teczki w szafie. I tak co roku. Kiedy zniknęły moje świadectwa, tego nikt nie wie, ale na pewno już po mojej maturze. Żadna z nas uwierzyć nie mogła. Sprawdziłyśmy wszystkie zakamarki. Teczka była? A jakże.
Inne dokumenty leżące w niej też. Ale starej okładki z napisem Para avion z moimi świadectwami. Nie. Tak w głębi duszy to jest mi przykro, bo jakby nie patrzeć, to jest pamiątka na całe życie, z której nie został nawet ślad. Byłam niezłą uczennicą, nawet można powiedzieć, że bardzo dobrą. No, mogę zrozumieć, że dziadkowie w zaświatach chcieli pochwalić się wnuczką, ale żeby tak rąbnąć na wieki? Ponownie Dybuk dał znać o sobie ładne kilka lat później. Wpadliśmy na pomysł obstalowania tapczanu większego niż standardowe, sprzedawane wtedy w sklepach. Do tego potrzebna jest pościel, w tym prześcieradło. Będzie śmiesznie.
Zakupiliśmy wtedy bawełnę w kwiatki i mąż świetnie szyje na maszynie. Uszył nam prześcieradło na wymiar, takie bardziej nowoczesne, z gumką. Miałem też inne — na zmianę. No i kiedyś po zmianie pościeli i praniu wsadziłem owe prześcieradło jak zwykle do bieliźniarki w szafie. Zwykła rzecz, spotykana chyba w każdym domu.
Niespodziewane było to, że już nigdy go z tej szafy nie wyjęłam. Na początku nie mogłem uwierzyć. Wyciągnąłem z szafy całą zawartość, obszukałem, co się dało. Teraz jak to piszę, to śmiać mi się chce. To takie zabawne. Ale wtedy byłam nieźle wkurzona. Przed wyjazdem z Polski spakowałam cały dom. Prześcieradło znikło w niebycie. O tym, że któregoś dnia, już tutaj, w Stanach, postanowiłam schować paszport mój i męża do szafki nocnej, a potem trzeba było płacić w konsulacie za ich odtworzenie, nawet wspominać nie będę. Nie będę też ukrywać, że to znikanie jakoś łączy się z moją osobą i od czasu tych nieszczęsnych paszportów nie ja chowam dokumenty w domu.
Tak na wszelki wypadek. To wcale nie znaczy, że jestem osobą nieprzewidywalną, która rozsiewa wszystko wokół, notorycznie gubiąc przedmioty. Wręcz przeciwnie, wiem, co mam i gdzie. Na ostatek opowiem historię zdjęcia mojej córki. Nie tak dawno córka, już dorosła, poprosiła mnie o znalezienie jej zdjęcia z dzieciństwa.
Szukając, wyjęłam trzy albumy i położyłam je na stoliku kawowym. Przeglądając je, znalazłam inne zdjęcie niż to, o które mnie prosiła. Pomyślałam, że może warto, by je włożyć w oprawkę, bo było starannie wykonane i o rozmiarach pięć na osiem.
Szukając dalej, włożyłam je między kartki albumu, aby potem poszukać do niego ramki. Znalazłam to, co chciałam i zajrzałem z powrotem do albumu, żeby je wyjąć. Zdjęcia nie było. Pomyślałam, że zwariowałam.
Dopiero miałam je w ręku. Może kwadrans upłynął. Przeszukałem album trzykrotnie, przeszukałam dwa pozostałe. Zajrzałem pod stolik, licząc, że może wypadło pod kanapę i gdzie się tylko dało. Zadzwoniłem do męża, prosząc, żeby jak wróci do domu, sam przejrzał albumy. Zdjęcia nie znalazł. I to tyle, jeśli chodzi o zdarzenia zrelacjonowane przez tę słuchaczkę.
Po krótkim przerywniku przejdziemy do prezentacji kolejnej przygotowanej na dziś korespondencji. Nigdzie się nie ruszajcie. Słyszymy się ponownie już za chwilę.Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko, że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium.
Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko, że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Archiwum Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl. Dwa miesiące temu był Trump prowadzący dla pewnego radia. Czy ktoś go tam słyszał?
Podobno jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Druga z przygotowanych na dziś korespondencji ucieszy fascynatów tematyki ufologicznej, bowiem tym razem usłyszymy opisy obserwacji UFO oraz zdarzeń z udziałem tajemniczych postaci, które jak jest przekonany autor korespondencji, są przy każdym z nas i stale nam towarzyszą.
Szczególnej państwa uwadze polecam opis sytuacji z dzieciństwa pojawiający się na początku oraz relację dotyczącą dziwnego zdarzenia podczas pewnej grupowej wyprawy do lasu. Zapraszam do słuchania. Korespondencja nadesłana do Radia Paranormalium 14 listopada 2021 roku. Witam.
Długo się zbierałem do napisania do Was, ale w końcu się przemogłem. Chciałbym się z Wami podzielić większymi dziwnymi sytuacjami i obserwacjami, jakie zdarzyły się dotychczas w moim trzydziestodziewięcioletnim życiu.
Być może niektórym z Was będzie się to wszystko wydawać niewiarygodne. Nie wnikam, ale wiem, że nie jestem jedynym, który doświadcza takich rzeczy. Ludzie często boją się o tym mówić. Z każdym rokiem widać jednak, że sytuacja się zmienia i coraz więcej osób postanawia się przełamać. Będzie Wam tu dane usłyszeć o UFO, dziwnych zjawiskach i tajemniczych postaciach, które jestem przekonany, są przy każdym z nas. Sytuację postaram się przedstawić chronologicznie. Urodziłem się w Jastrzębiu Zdroju w 1982 roku. Zacznę od tego, że pamiętam sporo rzeczy z mojego dzieciństwa. Mając dwa lata byłem z rodzicami nad polskim morzem w jakiejś małej miejscowości niedaleko Kołobrzegu.
Byłem wtedy z rodzicami na plaży. Mama spostrzegła, że jest ze mną coś nie tak. Nagle stałem się osowiały. Wzięła mnie na ośrodek wypoczynkowy i zmierzyła mi temperaturę. Okazało się, że mam czterdzieści stopni gorączki. Natychmiast wsiadliśmy do autobusu i pojechaliśmy do szpitala w Kołobrzegu. Pamiętam izbę przyjęć i ogólne zamieszanie, jak to bywa w takich sytuacjach. Okazało się, że mam ostre zapalenie płuc. Był to rok osiemdziesiąty czwarty i taka diagnoza w takim wieku i w takich czasach nie dawała dobrych rokowań. Lekarze stwierdzili, że mam trzydzieści procent szans na przeżycie. Dni mijały i poprawy nie było.
Pamiętam, że leżałem w pokoju z takim chłopczykiem, który był moim rówieśnikiem. Nie wiem, co mu wtedy było, ale był na siłach. Coś tam zawsze do mnie mówił, pokazywał mi zabawki, ale ja byłem tak słaby, że praktycznie się nie ruszałem.
Pewnej nocy, patrząc się w ciemność sali, na której leżałem, poczułem, jak ktoś jest obok mnie. Była to dziwna postać. W ogóle nie czułem strachu. Mówiła do mnie, mimo że nie ruszała ustami. Głos słyszałem tak, jakby w mojej głowie. Chłopiec, który leżał niedaleko mnie, też tą postać widział. Rozmawialiśmy z nią po swojemu, to znaczy w języku dwulatków. Nagle poczułem, jak mój stan się poprawia. Mój oddech zrobił się głęboki i miarowy. Mój rówieśnik przez szczebelki łóżka rzucił w kierunku tej postaci na ziemię miśka.
Postać spytała się mnie, czy mu go oddam. Dodam, że łóżeczka dla dzieci były bardzo głębokie, to znaczy materace znajdowały się blisko podłogi, a szczebelki były wysokie ze względów bezpieczeństwa. Pamiętam, jak stanąłem w tym łóżeczku na nogi z chęcią podania tajemniczej postaci tej zabawki. Czołem dotykałem krawędzi szczebelek tak, że nie było szans podciągnąć się i wydostać się na drugą stronę. Mi się to jednak udało. Kiedy byłem na podłodze, ruszyłem w kierunku tego miśka. Kiedy miałem już go w ręku, nagle zapaliło się światło. Do pokoju weszła jakaś pielęgniarka. Pamiętam jej zdziwienie w oczach, jak mnie zobaczyła.
Spytała się mnie, co ja robię. Ja pokazałem jej palcem w kierunku tej postaci, że dla niego miśka niosę. Tej postaci tam już jednak nie było. Na drugi dzień przyszli rodzice. Pamiętam ich zdziwienie, jak zobaczyli mnie bawiącego się w szpitalnej świetlicy. Lekarze powiedzieli im, że mój stan z niewyjaśnionych przyczyn się diametralnie poprawił w ciągu jednej nocy. Lekarz opowiedział im też o zajściu w nocy.
Nie miał pojęcia, jak wyszedłem z łóżeczka. Powiedział, że to jest nie do wykonania również w przypadku zdrowych dzieci, które są w pełni sił. Pamiętam wtedy łzy rodziców. Mówili, że to była forma jakiegoś cudu. Sam też się nad tym czasem zastanawiam, przypominając sobie tamte zdarzenia. Takich historii z mojego dzieciństwa mam jeszcze pełno. Do tej pory się zastanawiam, jak ja przeżyłem dzieciństwo, często robiąc głupie i niebezpieczne rzeczy.Wpadając pod samochód, spadając wielokrotnie z wysokości, nie łamiąc przy tym nawet palca lub żadnej innej kości. Czy chodzenie na krawędzi dziesięciopiętrowego bloku w wieku sześciu, siedmiu lat. Takich zdarzeń było pełno. Zawsze czułem przy sobie kogoś. Do tej pory wiem, że ktoś jest, jednak nie było mi już dane zobaczyć tej postaci. Ogólnie to byłem inny niż reszta dzieciaków w moim wieku. Gdy inni biegali po placu zabaw czy wspinali się na trzepak, ja często samotnie chodziłem na wyprawy w rejony niezamieszkane, w odludzia. Frajdę sprawiało mi odkrywanie nowych miejsc. Gdyby wtedy były już smartfony, to jestem pewien, że miałbym fajne materiały z takich wypraw. Zakończę już temat mojego dzieciństwa. Przejdźmy do wieku młodzieńczego i widzenia UFO. Tutaj zacznę od tego, że będąc podrostkiem często jeździłem z ojcem na ryby. Najbardziej lubiłem jeździć na nocki. Sam jakoś pociągu do łowienia ryb nie mam, ale lubiłem leżeć nad wodą na kompletnym odludziu i patrzeć się w nocne niebo. Wtedy często widziałem dziwne obiekty na niebie, które poruszały się w sposób inny niż znane nam obiekty ziemskie. Dodam, że mój tata też się takimi zjawiskami interesuje. Też widywał dziwne rzeczy na niebie i był świadkiem niewytłumaczalnych zjawisk. Obiekty, które są powiedzmy wielkości gwiazdy i ruszają się w niewytłumaczalny sposób na mnie wrażenia nie robią. Jestem przekonany, że każdy może być świadkiem takiego zjawiska.
Wystarczy ruszyć się poza miasto, gdzieś, gdzie jest ciemno i smugie świateł miast nie są widoczne, ale coś, co jest wielkości Księżyca, już zrobi na mnie wrażenie. I tak było pewnej nocy. To Wszystko działo się między rokiem 1998 a 2003. Właśnie wtedy miałem wysyp dziwnych obserwacji. Ale po kolei.
Zacznę od najciekawszego zdarzenia. Zawsze od małego lubiłem chodzić na wyprawy. Chodziłem sam lub z paczką bliskich ziomków. Chodziliśmy często w kierunku czeskiej granicy, przez lasy, pola, tereny kopalniane, hałdy, stare budowle i tym podobne. Taka eksploracja sprawiała nam przyjemność. Zacznę od dziewięćdziesiątego ósmego roku, pewnej późnej jesiennej nocy postanowiłem z trzema przyjaciółmi przejść się na taką wyprawę. Byłem najmłodszy w ekipie. Koledzy kolejno jeden rok starszy i dwóch dwa lata starsi.
Jastrzębie Zdrój, jak na górnicze miasto jest mocno zielone. Kiedyś, dawno temu, zanim powstało to miasto, były tu bagna i moczary. Osiedle, na którym się wychowałem, jest położone w ciekawej okolicy. Blisko mojego bloku jest jara. Za blokami są ogródki działkowe, a za działkami kopalnia i praktycznie od jednej strony kopalni pola i odludzia. I znowu lasy. Udaliśmy się właśnie wtedy w ten odludny rejon kopalniany. Postaram się teraz dokładnie opisać ten teren, bo tak jak całe zajście, tak i to miejsce mocno utkwiło mi w głowie. Pamiętam to wszystko, jakby stało się wczoraj. Po wejściu do małego lasku i wyjściu z niego pojawiał się wielki mur betonowy odgraniczający teren kopalniany. Po zewnętrznej stronie muru był nasyp szerokości około dwóch lub trzech metrów, pozwalający poruszać się obok muru. Mur znajduje się z prawej strony, a z lewej nasyp kończy się sporą skarpą. Poniżej zaś płynie mała rzeczka, potocznie zwana przez tutejszych Smródką.
Dalej za rzeczką znajdują się już pola i odludzie. Widok i klimat był tam zawsze osobliwy, a na dodatek w tę noc pełnia księżyca też robiła swoje. Wieczorami zapach, widok kopalni, tego nasypu i całej reszty sprawiały wrażenie innego świata, świata z przyszłości. Pewnie dlatego tak lubiłem tam chodzić. No ale do rzeczy. Tej nocy, kiedy do wyjścia z lasu było może z trzydzieści metrów i było już widać niewyraźnie ten mur kopalniany. Nie zdawaliśmy sobie jeszcze sprawy, co za chwilę się wydarzy. Szliśmy gęsiego, bo ścieżka w lesie była wąska i w sumie wydeptana przez nas. Ja szedłem przedostatni, za mną szedł kolega, który często robił nam kawały, straszył nas i tem podobne. Właśnie wtedy spytał się mnie, czy coś słyszałem. Uśmiechnąłem się i powiedziałem mu, że tak. Pewnie czubaka brał czai się w krzakach i żeby uważał, bo na niego z tych krzaków za chwilę wyskoczy. Wtedy kolega powiedział, żebym się nie zgrywał. Chwilę potem ten sam kolega powiedział, że musi udać się za potrzebą i że nas dogoni. Szliśmy tak w ciszy i nagle zwróciłem uwagę, że powietrze jest tak, jakby naelektryzowane, tak jak przed burzą i że wszystko jakby ucichło. Nie było słychać żab ani świerszczy, nie było nawet słychać osobliwych dźwięków dochodzących z pobliskiej kopalni. Jednym słowem dało się wyczuć dziwną atmosferę. W pewnym momencie usłyszałem za sobą, jak kolega, który został z tyłu, biegnie w naszą stronę i przeraźliwie krzyczy. Jeden z kolegów z przodu dodał, że znowu się zaczyna i znowu nas ten z tyłu próbuje nas straszyć. Też dokładnie tak pomyślałem, ale gdy ten z tyłu dobiegał do mnie i się obróciłem, mimo że było ciemno, dostrzegłem jego wyraz twarzy. Tego nigdy nie zapomnę. Na twarzy miał wyrysowany śmiertelny strach. Dzięki księżycowi i cieniom w lesie widok był upiorny.Kolega twarz miał zupełnie bladą. Biegł tak, że mnie wywrócił. Kiedy upadłem i podniosłem głowę, widziałem, że cała trójka już biegnie i praktycznie zbliża się do skraju lasu, gdzie był ten wielki mur. W tym samym momencie usłyszałem za sobą coś jakby brzęczenie roju pszczół, ale to brzęczenie było metaliczne. Włos mi się na głowie zjeżył i poczułem, że moja twarz też traci kolory. Szybko się poderwałem i co sił w nogach. Zacząłem biec w kierunku tego muru i kolegów. Dźwięk za mną narastał i zdałem sobie sprawę, że to coś mnie dogania. Na początku biegłem tak, że bałem się obejrzeć, ale gdy to coś było już na tyle blisko mnie, a ja byłem już praktycznie na wylocie lasu, obejrzałem się i zobaczyłem niewyraźny kształt, kształt jakby romb albo coś w stylu dwóch piramid połączonych podstawami.
Miał około metra i unosił się kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. Kształt wydawał się falować. Nie wiem, jak to opisać. Coś, jak czasami widzimy w filmach lub grach, jak postać ma na siebie nałożone pole maskujące. Niby jej nie widać, ale jest taki rodzaj galaretowatej powłoki, która faluje jak gorące powietrze nad rozgrzanym asfaltem. I wtedy zacząłem zwalniać.
Popatrzyłem przed siebie. Dwóch kolegów stało i jeden klęczał. Ten, co mnie wywrócił. Krzyki zamieniły się w szloch. Oni dosłownie płakali. Na ich twarzach wymalowane były śmiertelny strach. Kiedy byłem już blisko nich i mimo że chciałem biec dalej, coś jakby mnie sparaliżowało.
Obróciłem się jeszcze i wtedy to coś było jakieś dwa metry ode mnie. Ten kształt i naładowane elektrycznie falujące powietrze było już widać wyraźnie. Kiedy się temu przyglądałem, mój śmiertelny strach zaczął powoli mijać, ale paraliż jakby się pogłębiał. Dosłownie nie mogłem nawet ruszyć palcem ani mrugnąć okiem. Poczułem, że to coś nie ma złych intencji. I nagle wszystko zaczęło wokół mnie jakby ciemnieć. Zacząłem tracić świadomość.
Wszyscy czterej ocknęliśmy się, jak wracaliśmy w kierunku domu. Było to jakieś dwa kilometry od miejsca zdarzenia. Kiedy spojrzałem na zegarek, zobaczyłem, że wyparowało nam gdzieś około godziny czasu.
Pamiętam, że jak spojrzałem na kolegów, wszyscy mieli w oczach jakby pustkę. Wszyscy wiedzieliśmy, co się stało, ale do samego powrotu do domu nikt się już nie odezwał. Nie wiem, co kolegom wtedy siedziało w głowach. Tematu już nigdy nie poruszyliśmy. Nasze drogi wkrótce się rozeszły. Ja poznałem dziewczynę, moją obecną żonę. To z nią spędzałem każdy dzień. Wypady na wyprawy się skończyły.
Wkrótce poszedłem do wojska. Zaraz po wyjściu z wojska wyjechałem z moją obecną żoną do Czech, gdzie mieszkaliśmy osiem lat. Tam również przez te osiem lat działy się dziwne rzeczy, ale opiszę je za chwilę. Chciałbym się jeszcze cofnąć do początku dwutysięcznego roku, kiedy jeszcze byłem w Polsce i mieszkałem z rodzicami. Opowiem to, co widziałem. To też działo się pewnej nocy. Byłem wtedy niedaleko mojego osiedla, jakieś sześćset, siedemset metrów. Tuż za laskiem, odkąd pamiętam, była taka ostronna miejscówka, gdzie często się z przyjaciółmi chodziło. Na tej miejscówce od dawien dawna leżały betonowe płyty i słupy. Wszystko zarosło i mimo że było to blisko osiedla, było to dobre miejsce na obserwację nieba i żeby posiedzieć w spokoju. Byłem tam wtedy z moim obecnym szwagrem. Było wtedy coś około godziny dwudziestej drugiej dwudziestej trzeciej. Bodajże wczesna wiosna. Piliśmy piwo i gadaliśmy o pierdołach. Ja siedziałem na betonowym słupie, a szwagier stał. I tak przebiegała rozmowa. W pewnym momencie na niebie pojawił się obiekt wielkości Księżyca, a nawet ciut większy. Miał barwę zielonkawą, która przechodziła w pomarańczowy. Obiekt był widoczny około pięć sekund. Wydawał się dosyć spory. Dobrze go widziałem, a szwagier, ponieważ stał do mnie przodem, a tyłem do obiektu, widział tylko moment, jak chował się za lasem na horyzoncie w kierunku Czech, gdzieś na wysokości Cieszyna. Kilka dni później udałem się do mojej siostry. Miała komputer i drukarkę.
Musiałem coś wtedy wydrukować. Usiadłem przy komputerze i coś tam jeszcze musiałem instalować. Podczas instalacji spostrzegłem gazetę na stoliku. Wziąłem ją z nudów do ręki. Moją uwagę przykuł artykuł o UFO. Była to jakaś regionalna śląska gazeta. Teraz nie pamiętam nazwy.
Było tam napisane, że UFO było widziane przez wielu świadków. Data i godzina pokrywały się z moją wcześniejszą obserwacją. Kierunek również się zgadzał. Było wtedy opisane w tej gazecie, że gdzieś przy granicy czeskiej, w jakiejś wsi pewien starszy pan szedł z wnuczkiem przez pola i widział ten obiekt z bliska.
Obiekt był okrągły i unosił się nad polem. Z tego, co pamiętam, to ten pan określił go na dość duży. Miał kilka metrów średnicy. Skoro pisali o tym w gazecie, jestem pewien, że wśród słuchaczy jest ktoś, kto o tym słyszał lub to widział.
Dla mnie widok był osobliwy i mimo że jak wcześniej napisałem sporo razy byłem świadkiem dziwnych manifestacji na niebie, to ten konkretny obiekt zrobił na mnie wrażenie. Przejdźmy zatem do mojego pobytu w Czechach. Ta historia może nie będzie tak ciekawa jak dwie wcześniejsze, bo będzie pochodzić ze sfer duchowych, jak to niektórzy nazywają. Ja to nazywam sferą innych wymiarów, ale chcę ją opisać, bo mam wrażenie, że wszystko, co opisuję, to ma ze sobą jakiś związek. Mianowicie chodzi o obe. Tego zjawiska nie muszę chyba słuchaczom Radia Paranormalium opisywać.Każdy na pewno chociaż raz z tą tematyką się spotkał. Ja osobiście o OB dowiedziałem się, jak miałem gdzieś około szesnastu, siedemnastu lat. Dowiedziałem się o tym zjawisku od kolegi, którego nikt na poważnie nie brał. Jest dziwakiem, podobnie jak ja. A że jestem ciekawski świata, postanowiłem tego kolegę poprosić, żeby mi więcej na ten temat poopowiadał.
Wytłumaczył mi, co to za zjawisko i że ono jest jak najbardziej prawdziwe. Jak opowiadał z zachwytem o różnych światach i wymiarach, to wiedziałem, że nie ściemnia. Tak więc wytłumaczył mi co i jak. Jak się przygotowywać do wyjścia.
Powiedział, że jest to dosyć trudne, ale jak będę się dostosowywał do jego zaleceń, to samo przyjdzie prędzej czy później. O dziwo, już pierwszej nocy doświadczyłem dziwnego stanu. To nie było OB, ale można powiedzieć, że byłem już tam jedną nogą.
Wtedy zrozumiałem, że jest to zjawisko jak najbardziej prawdziwe i tajemnicze. Zacząłem się tym poważnie interesować i studiować temat. Po około tygodniu doświadczyłem pierwszy raz prawie stuprocentowego wyjścia, ale było to dla mnie tak straszne przeżycie, że zaprzestałem praktyk. Stwierdziłem, że tak musi wyglądać umieranie i odłączanie duszy od ciała. Tak więc na kilka lat przestałem się tym interesować. To właśnie w Czechach ciekawość wróciła. Wszędzie, gdzie nie spojrzałem, widywałem informacje o Internet, znajomi poruszające ten temat, książki wpadające mi przypadkiem do rąk. Postanowiłem znów zgłębić tajemnicę OB. Po krótkiej wieczornej medytacji wypowiedziałem intencję, że chcę poznać prawdę o otaczającym nas świecie. Chcę, żeby przyszła postać, która mnie oprowadzi i pokaże, o co w tym wszystkim chodzi.
Nie chciałem po prostu błądzić w tych różnych i odmiennych światach. Poprosiłem jeszcze, żeby mi ktoś pomogł wyjść. Tą właśnie noc zapamiętam bardzo dobrze. U mnie wyjście zawsze wyglądało tak: słyszałem dziwne boczenie, czasem dziwne dźwięki, trzaski lub rozmowy jakichś osób. Do tego silne wibracje. Coś jakby się leżało na mocno trzęsącym się łóżku.
Wibracje u mnie na ogół trwają tak na moje oko kilka minut. Wtedy trwało to kilka sekund. Poczułem czyjąś obecność w pokoju, wyciągnąłem rękę i nagle moją dłoń chwyciła czyjaś dłoń. Miałem wrażenie, że większa przynajmniej trzy razy. Otworzyłem oczy i przede mną stały trzy postacie w kapturach. Były ogromne, sięgały pod sam sufit. Na sobie miały coś, co przypominało ubranie mnichów i wielkie kaptury na głowach. Twarzy nie było widać. Był to trochę straszny widok, ale nie dało się od nich wyczuć złych intencji. Jedna postać, która stała pośrodku, trzymała moją dłoń, a dwie stały z boku i się przyglądały. Po chwili ta środkowa postać powiedziała: "A więc chcesz poznać prawdę? Chodź więc, by się przekonać". Po czym zostałem dosłownie wyrwany z mojego ciała. Krótko po wyrwaniu mnie z ciała widziałem, jak pojawiają się drugie drzwi w mojej sypialni i wlatuję w nie razem z tymi trzema postaciami. Ostatnie, co pamiętam, to to, że w tych drzwiach był tunel i poruszaliśmy się w nim z ogromną prędkością. Czułem wyraźnie fizycznie, jak ta postać trzyma mnie za rękę. I teraz miałaby się zacząć opowieść, ale się nie zacznie. Nie dlatego, że nie chcę się z wami nią podzielić, ale dlatego, że nie mogę. Następne co pamiętam to to, jak się obudziłem nad ranem i głos wyraźnie słyszalny w myślach, żebym się nie martwił. Ale nie Jestem jeszcze gotów, by poznać prawdę. Że tą, gdzie byłem i co mi pokazali, zapomnę po przebudzeniu. Co najdziwniejsze, od tamtego czasu nie dostałem już pełnego wyjścia, a minęło już od tamtej pory z dziesięć lat. Wiem tylko, że pewnego dnia znów tę postać spotkam i znów zacznę doświadczać stanów OB. Nie zostałem całkowicie pozbawiony tej zdolności. Po prostu jak staram się tego stanu doświadczyć, to doświadczam, ale nie mogę otworzyć oczu. Mam je tak, jakby sklejone jakąś mazią. Trudno to opisać, ale czuję na nich coś. To uniemożliwia mi wyjścia, bo tam oczy są potrzebne, tak jak i tu, w fizycznym świecie. Pozostały mi natomiast świadome sny, ale to nie jest już to samo. Przygoda z Czechami zakończyła się niebawem, po ostatnim spotkaniu z trzema tajemniczymi postaciami. Zadziało się to też w dziwny sposób. Pewnego razu chodziłem jakoś negatywnie naładowany. Wszystko mnie drażniło, całe otoczenie, praca, znajomi.
Kiedyś wykrzyczałem na głos przez okno późnym wieczorem, że mam już dosyć tego kraju i otoczenia. Potem wszystko potoczyło się szybko. Jakimiś dziwnymi splotami wydarzeń wyjechaliśmy z Czech z powrotem do Polski. Tam przebywaliśmy niecały rok i nic dziwnego się nie wydarzyło. Jako że w Czechach urodziła mi się córka, a oszczędności zaczęły nam się kurczyć, byłem zmuszony szukać pracy.
Znowu zbieg okoliczności i w ten sam dzień, w którym zacząłem się na poważnie za pracą rozglądać, napisał do mnie znajomy: "Jest praca w Niemczech". Nie zastanawiałem się długo. Po kilku dniach spakowałem się i wyruszyłem do miejsca, gdzie do teraz przebywam. Historia, jaką mi Niemcy tutaj piszą też jest dziwna i pełna dziwnych splotów wydarzeń . W międzyczasie miałem poważny wypadek w pracy. Groziła mi amputacja trzech palców i ogólna pełna niesprawności dłoni. Trzy palce prawie urwane, zmiażdżone kości i pozrywane ścięgna i nerwy. Żaden chirurg nie chciał podjąć się tej operacji. Kiedy sytuacja była już przesądzona, znowu nastąpił dziwny splot wydarzeń. Nagle okazało się, że do Monachium przyleciał znany chirurg, który specjalizuje się w takich przypadkach.Zasiadał w helikopter i przyleciał do bramy, gdzie jest klinika zajmująca się takimi sprawami. Dziś dłoń działa i jest sprawna w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach. Rehabilitacja trwała pół roku i musiała być prowadzona w Niemczech. Z tego powodu postanowiłem tu ściągnąć żonę i córkę i do tej pory mieszkamy tutaj. Przejdę zatem do dziwnego zdarzenia, które miało miejsce tu, gdzie teraz żyję. Pewnej weekendowej nocy, kiedy już żona z córką twardo spały, miałem w planie posiedzieć do rana i pooglądać filmy, pograć lub spędzić czas na YouTube.
Było wtedy gdzieś przed trzecią nad ranem. Jako że w mieszkaniu nie palę, poszedłem do okna w kuchni zapalić papierosa. Zawsze mam telefon w takiej sytuacji i wtedy też miałem. Paliłem papierosa i coś tam w telefonie oglądałem.
Miasto już spało. Mieszkałem wtedy w centrum miasta. Wszędzie stare kamienice i ogólnie nieciekawa okolica, ale miała swój klimat. Wtedy zwróciłem uwagę na białe auto dostawcze. Busa, który stał na dole, jakieś piętnaście metrów od mojego okna. Koło busa stoi stara, opuszczona kamienica. Zawsze, gdy obok niej przechodzę, czuję jakąś dziwną energię.
Usłyszałem jakieś dźwięki dochodzące z tego auta. Coś jakby dwie osoby w środku na pace się ze sobą szarpały. Na początku pomyślałem, że to jakieś żule sobie tam coś wyjaśniają i wtedy dosłownie zrobiła się taka atmosfera, jak wtedy w lesie, kiedy ja i koledzy mieliśmy spotkanie z tym dziwnym czymś. Dosłownie Wszystko zamarło. Wyglądało to tak, jak gdyby czas się zatrzymał. Atmosfera stała się gęsta i znowu można było wyczuć elektryczność w powietrzu. Głosy w busie też ucichły.
Niesamowita cisza trwała może z dziesięć sekund. Wtedy nad tym białym busem pojawiły się czerwone wyładowania elektryczne. Były widoczne i słyszalne bardzo dobrze. Wyglądało to, jakby bus zamienił się w cewkę Tesli, czy coś w tym rodzaju. Samo zjawisko też trwało około dziesięciu sekund. Dźwięki szamotaniny w busie też ucichły. Po wszystkim stałem jak wryty jakiś czas. Nie mogłem się ruszyć, ale nie był to paraliż, tylko ogromne zdziwienie. Teraz już wiem, co znaczy powiedzenie stanął jak wryty. I teraz wiem, czemu ludzie często nie są w stanie nagrać dziwnych zjawisk, mimo że mają telefony w ręku. Dochodzimy do końca moich najdziwniejszych przypadków, których byłem świadkiem. To mniejszych dziwnych zdarzeń miałem więcej, ale nie będę się już na ten temat rozpisywał. Na koniec dodam, może nie tylko mnie się to zdarza, ale od około dwóch lat każdego dnia widzę podwójne liczby minimum kilka razy dziennie. Wiecie, o co chodzi. Spoglądam na zegarek, a tam 11:11, 13:13 i tym podobne. Wspomnę też, że te liczby widzę też na ulicy czy jak na przykład jadę autem. I na koniec opowiem Wam jeszcze ciekawą rzecz, jaka przydarzyła mi się kilka dni temu. Uciąłem sobie wtedy popołudniową drzemkę. Żona i córka były w mieszkaniu. W pewnym momencie usłyszałem, że ktoś wchodzi do pokoju. Byli to na sto procent kobieta i mężczyzna. Byłem na wpół przebudzony i miałem świadomość, ale nie mogłem znów otworzyć oczu. Ale nie było to owe.
Kiedy te postacie weszły do pokoju, kobieta powiedziała do niego: "Tu jest". Czułem i słyszałem, jak mężczyzna podszedł do mnie i przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. Stał tuż koło mnie. Kobieta usiadła na łóżku przy moich nogach. Czułem dosłownie, jak materac się ugina pod wpływem nacisku. Wtedy ten mężczyzna powiedział, że ich słyszy i zaczęli między sobą coś szeptać. Trwało to może dwie minuty, po czym wyszli. Po wszystkim otworzyłem oczy i wybiegłem z pokoju. Żona oglądała coś w telewizji. Zapytałem jej, czy ktoś był u nas w mieszkaniu lub czy coś słyszała.
Odparła, że nie i że coś mi się przyśniło. Ja jednak wiem, że to nie był sen. Potrafię odróżnić sen lub OB. Wiem też jedno: wszystkich nas otacza dziwny świat. A jeszcze dziwniejszy jest ten tuż obok nas, ten niewidoczny. To by było na tyle.
Kiedyś się tu jeszcze może odezwę, jak wydarzy się coś ciekawego. Zachęcam też wszystkich, żeby dzielić się w sieci lub tu w Radiu Paranormalium każdym ciekawym zjawiskiem, jakie widzieliście lub doświadczyliście. Jeszcze raz pozdrawiam i do usłyszenia.
I to już koniec tej korespondencji, ale jeszcze nie koniec tego odcinka. Po krótkim przerywniku przejdziemy bowiem do wysłuchania ostatniej przygotowanej na dziś paranormalnej spowiedzi. Zostańcie z Radiem Paranormalium. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype - Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 30 608 80 02 30 608 80 02. Nasz adres e-mail Radio@paranormalium.pl. Można również kontaktować się za pośrednictwem fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. Na życzenie świadka w razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Zanim przejdziemy do wysłuchania trzeciej z nagranych na dziś korespondencji, pozwolę sobie nadmienić, iż jej krótki fragment był już prezentowany w jednym z odcinków poświęconych spotkaniom z żywym folklorem.
Autor tego emaila poza licznymi zdarzeniami o charakterze paranormalnym podzielił się również swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi tematów poruszanych w naszych audycjach. Zapraszam zatem do słuchania, mając nadzieję, że treść tej korespondencji stanie się zalążkiem do żywej dyskusji w komentarzach pod dzisiejszą audycją.
Korespondencja nadesłana we wrześniu 2019 roku. "Dzień dobry. Od kilku miesięcy odsłuchuję archiwalne audycje z Radia Paranormalium. Na pierwszy rzut poszły debaty niekontrolowane. Po przesłuchaniu wszystkich interesujących mnie tematów zabrałem się za debaty ufo logiczne. Przesłuchałem już większość z nich. Za każdym razem słuchając danej debaty debatowałem razem z prowadzącymi.
Trochę mi szkoda, że nie miałem okazji słuchać tych debat na żywo. Z chęcią zadzwoniłbym i dodałbym swoją relację. Audycje są bardzo ciekawe, rzeczowe i merytoryczne. Z wielką przyjemnością odsłuchuję kolejne nagrania. Muzyka na początku debat u logicznych kojarzy mi się z porcją nowej, paranormalnej wiedzy. Mam cichą nadzieję, że jeszcze załapię się na nowy sezon takich debat, pomimo dosyć mocno wyczerpanego tematu. Wielokrotnie w audycjach namawiacie Państwo do kontaktu.
Od pewnego czasu zabieram się do spisania swoich relacji i koncepcji, jakie zbieram od kilku lat. Nie wiem, czy zacząć od koncepcji, czy relacji, bo jedno i drugie się zazębia. To powolne odkrywanie puzzli, gdzie kolejne informacje, relacje czy swoje doświadczenia dokładają nowe fragmenty. Koncepcje budowy wszechświata i natury naszej rzeczywistości, na pozór wykluczające się wcale nie muszą takie być. Opisują inny aspekt przejawu rzeczywistości. Opisy poszczególnych miejsc, stanów, obserwacji mogą wykluczać się bądź ukazywać kolejne fragmenty danej struktury. Dla przykładu posłużę się czakrą serca. Można spotkać różne opisy kolorów, jakie czakra emituje. Zielony, różowy, świetlista biel czy złoty. Mając tylko szczątkowe informacje z zewnątrz, te opisy wykluczają się i nie wiadomo, kto ma rację. A budowa czakry jest wielowarstwowa. Pierwszy kolor podstawowy, jaki odbieramy to kolor zielony. Później kolejna warstwa. Po dotarciu do środka czakry i wejściu na większe pasmo to kolor różowy. Dalej jest kolor złoty i na końcu jest świetlista energia. Także czakra ma cztery pasma, na jakich wibruje. Kto jaki kolor dostrzeże, taki daje przekaz światłu. Być może są jeszcze inne pasma, o których nie wiem. Tak samo jest z czakrą podstawy. Opisy płatków, jakie są związane z tą czakrą mogą się różnić. Chodzi o ilość cztery lub sześć, a w praktyce wygląda to tak, że początkowo mamy dostęp do czterech pasm informacji. Po opanowaniu i zwiększeniu przepustowości w czakrze wchodzimy na sześć kanałów. Powodziło mnie rozważania na temat żywego folkloru i zjawiska UFO. Czy jest to jedna siła manifestująca się pod różnymi postaciami, czy jednak różne zjawiska wrzucane do jednego worka? Od młodości nie mieściło mi się w głowie, że duchy i UFO to fikcja.
Jako mały chłopiec miałem marzenie, że gdy dorosnę, to będę dokumentował zjawiska paranormalne. Dziewięć lat temu po Sylwestrze na Ślęży zaczęła się moja przygoda z poznawaniem zjawisk paranormalnych. Podczas wędrówki nocą poza głównymi szlakami doświadczyłem obecności jakiejś istoty zamieszkującej miejsce, gdzie kręciłem się od kilku godzin z kuzynem. Była mgła i padał drobny, zamarzający deszcz. W pewnym momencie mgła rozstąpiła się i powstał okręg o średnicy kilku metrów. Dźwięk deszczu stał się wyraźniejszy, nastąpiło wyostrzenie zmysłów i poczucie, że coś okrążyło nas z jednej strony na drugą. Po tych kilkunastu sekundach mgła i dźwięki wróciły do normalności. Kuzyn powiedział tylko "Poczułeś to?" Ja na to odparłem "Tak". I to był znak, że czas odejść. Tak też zrobiliśmy. Poszliśmy w przeciwnym kierunku i około godziny trzeciej wróciliśmy do samochodu. Po tym zdarzeniu czułem, że coś się zmieniło. Poczułem obecność nieznanego. Kilka dni później, gdy rozmyślałem nad tym zdarzeniem, podczas patrzenia w wieczorne niebo, zaczęło kiełkować w mojej głowie nowe przeświadczenie: wszechświat ma poziomy istnienia. Tylko w taki sposób mogą żyć istoty, które są częściowo wyczuwalne. Na pierwszy rzut poszła medytacja. Do tego dodałem poszukiwania energii chi i w tym elemencie znalazłem zagadnienie czakr. Uznając to za dobry trop, zacząłem praktykować pracę z czakrami. Zastosowałem swoje techniki, jakie przyszły mi do głowy. To zaowocowało dosyć szybkim rozwojem w kierunku poszerzania czucia energii. Tym tropem trafiłem na kurs reiki w celu nadania jakiegoś ugruntowania temu, co czuję. Po pierwszym stopniu przez rok robiłem tacie zabiegi. Tata jest po udarze i podchodził do tematu sceptycznie.
Po pierwszym zabiegu odczuł zmniejszenie dolegliwości bólowych. Po kilku kolejnych seansach sam prosił o następne. W tym czasie poszerzałem wiedzę i rozwijałem temat czakry i inne zagadnienia. Ostatecznie trafiłem do studium psychotronicznego. Tam kolejne fragmenty układanki trafiały w moje ręce. Wiele uzyskanych informacji, obserwacji, a także sprawdzeń na własnej skórze budowało kolejne fundamenty wielopoziomowego wszechświata. Doświadczenia zebrane podczas zabiegów splatających wiedzę z bioenergoterapii i technik podchodzących pod szamanistyczne, wzbogacały obraz otoczenia. Zabiegi opierające się na budowie ciał jak eteryczne, astralne, mentalne. To wszystko otwierało kolejne furtki tego, jak funkcjonuje świadomość i nadane jej życie.Pierwsze odprowadzenie zmarłej osoby. Dostałem możliwość oczyszczenia mieszkania, w którym dochodziło do manifestacji ducha.
Przesuwające się przedmioty to za dużo dla nieświadomego człowieka. Bez więcej konsultacji, opierając się na tym, co poznałem, podjąłem temat. Budowa jest jasna. My po śmierci idziemy dalej na kolejne piętro, więc po oględzinach wstępnych, odbywających się jako widzenie na odległość, wiedziałem, że Duch to spokojna osoba zmarła, a nie coś groźnego.
Po godzinnej rozmowie i przeprowadzeniu zmarłej Kobiety w mieszkaniu nastał spokój. Ludzie zamieszkujący uwolnili się od lokatora, a kobieta mogła pójść w dalszą drogę. Obserwacja krasnoludków i wróżek. W rogu ogrodu mam portal astralny wynikający z przebiegania tam linii siatki szwajcarskiej. Po odpowiednim wyciszeniu zauważyłem owal unoszący się nad ziemią.
Po tak ciekawej obserwacji kolejnego wieczora postanowiłem poobserwować portal. Podczas obserwacji w pewnym momencie owal otworzył się w dolnej części, dotykając ziemi. Po kilku sekundach wyszły cztery postaci. Wysokość tych postaci to około siedemdziesiąt, osiemdziesiąt centymetrów.
Szły w rzędzie jeden za drugim, tak jak przechodzi się przez drzwi. Po kilkumetrowej przerwie wybiegła piąta postać, nadrabiając dystans. Po kilku sekundach portal wrócił do pierwotnego stanu. Zdziwienie było na tyle duże, że postacie po kilku metrach przestały być dla mnie widoczne. Tego samego wieczoru miałem okazję widzieć cztery istoty przypominające opisem wróżki lecące w stronę drzewa.
Doświadczenia z UFO. Podczas słuchania audycji przypomniałem sobie zdarzenie z dzieciństwa. Dokładnie nie pamiętam, ile miałem lat. Może pomiędzy ósmym a jedenastym rokiem życia. Cała sytuacja miała miejsce wieczorem. Przed zaśnięciem patrzyłem przez okno wychodzące na ścianę sąsiedniego domu. W pewnej chwili poczułem dziwne uczucie. Miałem wewnętrzną informację, że jeżeli będę patrzył się w okno, to zobaczę wyłaniające się od góry światło. Razem z tym światłem coś przyjdzie. Jednocześnie pojawiło się drugie uczucie. Mówiło mi, żeby się odwrócić do ściany. Dzięki temu przerwę połączenie z tym czymś i się nie pojawi.
Tak też zrobiłem. Po odwróceniu się w stronę ściany niepokój ustąpił. Po chwili zasnąłem. Co to było i jakie miało podłoże? Ciężko mi określić. Po latach mogę skierować się ku temu, że było to coś bardziej fizycznego niż o podłożu astralnym. Jedyna obserwacja czegoś, co porusza się z ogromną prędkością w naszej atmosferze odbyła się kilka lat temu.
Leżąc na dachu, wpatrywałem się w nocne niebo. Dzięki rozwijaniu zmysłów na niebie obserwuję fioletową mgiełkę zakrywającą niebo. W tej mgiełce widziałem kilka szybko przemieszczających się obiektów. Dokładnie nie wiem, co to było. Ruch, jaki widziałem, był szybszy od spadającej gwiazdy, a ruch widziałem co jakiś czas i sprawiło to wrażenie czegoś, co zamieszkuje, czy może wykorzystuje naszą atmosferę. W trakcie poznawania i wędrowania po różnych przestrzeniach fascynowała mnie geometria, czyli to, jak wszystko jest poukładane. Ma to swoje oblicza i miejsca. Zarazem jest tak płynne. Istnienie życia nazywam żywą geometrią. Z moich doświadczeń wynika, że istnieją poziomy i wymiary. Na dzień dzisiejszy nie mam jeszcze tego poukładanego. Mam pewne odczucia i obserwacje, ale są chaotyczne i brak mi spójnego obrazu. Siedem głównych poziomów.
Ilość głównych poziomów pokrywa się z ilością czakr. Każda czakra reprezentuje inną tkaninę wszechświata. Formę życia. Pierwsza — skały, woda, minerały. Druga — rośliny. Trzecia — zwierzęta, w tym ludzie. Czwarta to tak zwane anioły i demony. Piąta jeszcze wyższa forma, mnie nieznana. Jedna z funkcji to przestrzeń oczekujących na wcielenia. Szósta to podświadomość wszechświata. Budowa. Zasady. Geometria.
Obowiązujące prawa. Siódmy poziom zamieszkują strażnicy wszechświata. Obrazując to na paliwo rozwijającej się cywilizacji. Pierwszy poziom to paliwa kopalne, drugi to energia odnawialna, trzeci to energia atomowa, czwarty wychodzi już poza nam znaną fizykę i otwiera kolejną przestrzeń. Piąty i szósty są poza moją wyobraźnią. Każde kolejne poziomy zawierają w sobie te poprzednie, wchodząc na coraz większe zakresy częstotliwości. Ciało fizyczne jest odbiciem ciała eterycznego, eteryczne zawiera się w astralnym, astralne w mentalnym i to powoduje, że wejście na wyższy poziom daje dostęp do tych niższych. Mamy dostęp do niższej formy, ale zyskujemy nowe możliwości.
Hipotetyczny rozwój ludzkości. Zakładając liniowy rozwój ludzkości, jeżeli połowa zacznie rozwijać świadomość umysłu i przekształci ciała w kolejną formę, a druga połowa rozwinie technologię, to i tak w pewnym momencie spotkają się w tym samym miejscu rozwoju.
Prędkość światła jako wyjście do właściwej koncepcji zjawiska UFO. Światło jest najszybszą obserwowaną cząsteczką, jaką znamy. Jednocześnie jest to prędkość graniczna naszej rzeczywistości. Liczymy odległości w latach świetlnych do podróży międzygwiezdnych. Stworzenie napędów z dostępnych nam materiałów i paliw ograniczone jest właśnie do tej prędkości, tak jak nasze ciała.Żyjemy w innym wymiarze. Każda tkanina ma swoją prędkość światła. Daje to niepowtarzalność. Dzięki temu poziomy nie zderzają się ze sobą, ale mogą na siebie oddziaływać. Czyli nasza prędkość światła jest tylko częściowym zakresem dla poziomu wyżej. W tym momencie pojawiła mi się ciekawa refleksja.
Według naszej wiedzy słońca to generatory reakcji atomowych. Wynik tej reakcji to światło, jakie widzimy. Czyli trzeci poziom to prędkość światła wynikająca z reakcji atomowych. Jeżeli chcemy podróżować szybciej niż ta granica, trzeba ją ominąć. Przestajemy być związani z tą prędkością. Zakładając, że nasza przestrzeń ma gęstość wody, to ma swoje ograniczenia związane z jej budową.
Wystarczy wynurzyć się z wody, by zyskać nowe możliwości podróży. Rozwijane prędkości będą zupełnie inne. Wracając do zjawiska UFO. UFO może być z naszego poziomu i z wyższego. Zakładając, że ludzie osiągają napęd czwartego rzędu, przestaje nas obowiązywać czas i przestrzeń, jakie znamy. Zyskujemy możliwość podróży na ogromne odległości.
Dzięki temu możemy skakać po galaktyce czy nawet między galaktykami. Po uruchomieniu napędu omijamy znaną nam przestrzeń. Czas dla nas pozostaje taki sam. Pojawiamy się w wybranym miejscu podczas przemieszczania się. Pole, jakie jest tworzone przez napęd, zmienia strukturę czasoprzestrzeni dla obserwatora.
Kule. Zmieniające się kształty. Zatrzymanie czasu. My, będąc wewnątrz pojazdu, mamy cały czas swoją przestrzeń zachowaną. Po zaprzestaniu podróży i wyłączeniu napędu wracamy na swoją tkaninę życia. Jeżeli cała istota zależy od czwartego rzędu, może być też różnie widziana. To już jest kwestia naszej percepcji.
Zmiennokształtność istot może mieć przynajmniej dwa źródła. Odbicia na wyższych poziomach. Ziemia, jaką znamy, istnieje też na kolejnym poziomie. Tam żyją mityczne istoty: krasnoludki, wróżki, elfy i temu podobne.
One nas widzą, choć mają swoją przestrzeń, a my w normalnych warunkach ich nie widzimy. Natomiast nasze działania mogą na nie wpływać, jak i ich na nas. Wszechświat zbudowany jest z wielu poziomów i wymiarów. Obecnie żyjemy na jednym z wielu pól, jakie istnieją wokół nas. Mamy możliwość widzenia innych wymiarów. Na zakończenie zobrazuję to poprzez znikające przedmioty. Każdy z nas doświadczył zjawiska zaginionych kluczy.
Chodzi o sytuację, kiedy szukamy kluczy lub innych przedmiotów. Szukamy kluczy, które kładliśmy na stoliku, a tam ich nie ma. W dalszym odruchu zaczynamy szukać ich w innych miejscach, przeszukując kolejne miejsca. Nie możemy znaleźć kluczy. Czas nas nagli, bo musimy już wychodzić z domu. Wracamy do miejsca, gdzie byliśmy przekonani, że je kładliśmy, ale tam ich nie ma. Po pewnym czasie siadamy zrezygnowani. Rozpłynęły się w powietrzu.
Po chwili oddechu i lekkiej rezygnacji sięgamy wzrokiem po raz kolejny na stolik i ku naszemu zdziwieniu, klucze na nim leżą. To pokazuje, jak przedmioty materialne są w stanie zniknąć z naszej rzeczywistości. Przestajemy je widzieć, a nawet czuć fizycznie. Jest tak, gdy przeszukujemy kieszenie i okazuje się, że w pierwszej kieszeni, jaką przeszukaliśmy, pojawiają się z powrotem. Nasza percepcja zmienia się i filtruje dane częstotliowości. Mamy możliwość zwiększać lub zmniejszać zakres widzianych fal.
Dlatego ludziom otwartym na takie zjawiska one się zdarzają, a sceptyk będzie na siłę zamykał oczy na to, co się dzieje dookoła niego. Pozdrawiam. I to już wszystko w dzisiejszym odcinku podcastu Mówią Świadkowie. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś historiach. A jeśli macie jakieś swoje ciekawe zdarzenia, którymi chcielibyście się podzielić— zapraszam do kontaktu. Zachęcam również do podzielenia się w sekcji komentarzy swoimi spostrzeżeniami na temat kwestii poruszonych przez autora ostatniej korespondencji. Mówił do państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę i do usłyszenia w kolejnych audycjach na antenie Radia Paranormalium.
Śledźcie zapowiedzi nowych audycji na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych na Facebooku i YouTube'ie. Nadmienię jeszcze na koniec, iż w ostatnim czasie dość mocno pracowałem nad optymalizacją szybkości działania i wyświetlania naszej strony, szczególnie na urządzeniach mobilnych, a także nad obecnością Radia Paranormalium w katalogach podcastów. Zachęcam zatem jeszcze raz do zajrzenia na stronę i przejrzenia przebogatego archiwum starszych audycji. Tylko może nie róbcie tego podczas nocnych wycieczek do lasu, bo w ogóle to chodzenie tak po ciemku bywa bardzo ryzykowne. A zatem dobranoc, bywajcie zdrowi i do usłyszenia ponownie już niedługo. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: 3608 80 02. 3608 80 02. Nasz adres e-mail: Radio@paranormalium.pl. Można również kontaktować się za pośrednictwem fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. Na życzenie świadka w razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.