[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. I tak nam przeleciał cały sierpień, całe wakacje. Ostatni poniedziałek wakacji. Słuchajcie, ostatni poniedziałek najlepiej spędzić z Radiem Paranormalium i z audycją „Świat oczami duszy” audycją o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:43] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam, kochani, was w ten piękny poniedziałkowy, pochmurny wieczór.
[00:50] - Taką tradycją chyba się już powoli staje to, że dostajemy podziękowania za audycję jeszcze zanim się audycja zacznie. Tutaj pan Marek Zierko nas gorąco wita i dziękuje za kolejną wspaniałą audycję, która się jeszcze nie rozpoczęła, a podziękowania spłynęły już 15 minut temu. To chyba o czymś świadczy, skoro ludzie już tak z góry dziękują. Ja jeszcze tylko przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Będzie można dzwonić do nas w drugiej części audycji, ale numery telefonów warto zapisać sobie już teraz. Oczywiście już teraz będziemy też zbierać komentarze z czatów. Nasze numery telefonów tak jak zawsze stacjonarny: 32 746 0008. Komórkowy: 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02.
Można także do nas pisać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupie Radia Paranormalium. A jeżeli ktoś woli, to może także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:30] - Dziękuję panie Marku. Kochani, jeszcze raz dobry wieczór, witam was bardzo gorąco. Zwłaszcza, że jak na koniec wakacji i na sierpień aura nas nie rozpieszcza.
[02:43] - Potwierdzam. Jak żyję, tak chłodnego sierpnia nie pamiętam.
[02:50] - Chłodny, deszczowy, ponury. Mam nadzieję, że dzisiejsza audycja troszeczkę was ożywi i wyrwie z niezbyt fajnego samopoczucia podczas patrzenia za okno. Jak zwykle oczywiście zachęcam do zapoznania się z komentarzami pod poprzednią audycją. Co prawda tym razem nie było ich aż tak dużo i ta dyskusja była nieco krótsza. Natomiast jak zwykle pojawiają się ciekawe wątki, z którymi być może będziecie chcieli się zapoznać bądź nawet coś tam dla siebie uszczknąć z tej dyskusji. Tym razem na początku audycji ponowię swoją prośbę o to, abyście może wśród swoich znajomych, może wśród was jest ktoś, kto ma pojęcie bądź zna się na technologiach grafik 3D bądź technologiach filmów VR-owych, ponieważ moje działania są już z tym związane. Są już na bardzo dobrej drodze, aczkolwiek brakuje mi tam jeszcze jednego czy dwóch elementów do tej całej mojej układanki, tak aby móc stworzyć wersję beta i rozpocząć testowanie swojego pomysłu, kochani, na was. Mam nadzieję, że to już jest bardzo krótki czas, kiedy uda się mój pomysł w jakimś stopniu sfinalizować i sprawdzić skuteczność jego działania. Na razie nic więcej nie będę mówił. Natomiast gdyby ktoś był i zechciał mnie, kto zna się choć trochę na tej tematyce, to myślę, że bardzo by mi to pomogło, a później w konsekwencji pomogłoby również i wam w transformowaniu wzorców podświadomości.
A może nawet nie tyle transformowaniu, co dodawaniu do swojej podświadomości tego, co w moim przekonaniu najbardziej ludziom brakuje. Tyle nowinek. Natomiast o czym dzisiaj będzie audycja? Jak zwykle nie ma przypadków. Dzisiaj dokonałem takiego wpisu na jednej z grup facebookowych, zapraszając autorkę owego posta właśnie na dzisiejszą audycję, ponieważ dzisiaj będzie trochę o robieniu w zgodzie ze sobą. Co to znaczy robić w zgodzie z samym sobą? I o tym będę wam za chwilę chciał, kochani, powiedzieć. Natomiast jeszcze pociągnę wątek, który pojawił się w poprzedniej audycji, ten, którego nie dokończyłem, dotyczący rozwoju świadomości i rozwoju duchowego. Oczywiście też konsekwencji z tym związanych. Padło takie pytanie: czy jesteście pewni i świadomi tego, do czego dążycie?I czy też jesteście świadomi konsekwencji swoich decyzji.
Swojej decyzji o rozwoju swojej świadomości. Cóż mam na myśli, kochani? Otóż na myśli mam to, że po pierwsze rozwój duchowy, patrząc na to, co się w tej branży dzieje, bardzo często jest postrzegany poprzez pryzmat rozwiązywania doraźnych problemów w sferze emocjonalno-mentalno-fizycznej. Bardzo często z tego, co widzę, ludzie w rozwoju duchowym czy w tak zwanej duchowości przede wszystkim skupiają się na tym, jak rozwiązać swoje problemy bądź różnego rodzaju niedobory w życiu codziennym. I oczywiście nie traktuję tego jak zwykle w kategoriach dobre czy złe, bo z pewnością dobre jest to, że trudne sytuacje życiowe zmuszają ludzi do podjęcia jakichś działań, które tak mocno naciągając, docelowo są działaniami ukierunkowanymi na rozwijanie miłości do samego siebie. Oczywiście jest to bardzo mocno naciągane. Natomiast suma summarum każda poprawa standardu naszego życia jest w pewnym sensie objawem miłości do samego siebie, jest pewną formą rozwijania miłości do samego siebie. I myślę, że jak spojrzycie na to z tej strony, to zwłaszcza ci, którzy nazywali moje wypowiedzi takimi patetycznymi, niektórzy nawet mówili o nich, że takie są biblijne troszeczkę. I ja wcale nie traktuję tego jako coś złego. Natomiast chcę wam powiedzieć, że ja właśnie tę miłość do samego siebie, rozwijanie tej miłości do samego siebie postrzegam właśnie w kategoriach poprawy jakości swojego życia w bardzo prostych sytuacjach.
To nie są proste sytuacje, bo przeważnie różnego rodzaju nieszczęścia czy nieprzyjemne sytuacje nie są prostymi sytuacjami. Natomiast ja właśnie do takich życiowych sytuacji, do takich normalnych sytuacji, codziennych sytuacji namawiam was do używania i stosowania miłości do samego siebie. Bo czy dążenie do lepszych relacji na przykład z ludźmi, z bliskimi czy dążenie do miłości w związku, w rodzinie, czy dążenie do poprawy jakości swojego życia nawet na płaszczyźnie materialnej, czyż to nie jest objaw w pewnym sensie miłości do samego siebie? Oczywiście, że jest. Jak najbardziej jest. Wszystko, co służy poprawianiu naszego samopoczucia, powoduje uśmiech, radość, jakieś przejawy szczęścia w naszym życiu, jest objawem miłości do samego siebie i nie ma w tym żadnego patetyzmu, że chcemy mieć pracę, która sprawi nam większą satysfakcję, sprawi nam radość. Nie będzie tylko obowiązkiem, koniecznością wykonywania jakichś czynności, które nie zawsze wiemy, jaki mają sens i nie zawsze wiemy, czemu służą albo nie zawsze służą temu, co jest na przykład w zgodzie z nami tylko po to, żeby zarobić pieniądze. Fajnie jest, jeżeli ta praca nas rozwija również emocjonalnie. Sprawia nam radość i chęć chodzenia do tej pracy, ponieważ uważamy, że robimy coś, co lubimy. Coś, co jest ważne.
Coś, co jest w naszym przekonaniu słuszne. Coś, co w naszym przekonaniu jest dobre. Oczywiście to jest fajne, to poprawia nasze samopoczucie. Zwłaszcza że praca to jest jedna trzecia naszego życia, a tak na dobrą sprawę to jest połowa naszego aktywnego życia. Więc tak, to jest objaw miłości do samego siebie. Czy umiejętność mówienia spokojnie o swoich potrzebach, o swoich przemyśleniach, o swoich emocjach w relacjach z partnerem, nieoczekiwanie, że ktoś się domyśli bądź nieuważanie, że ktoś powinien się domyślać. Albo trzymanie pewnych rzeczy, nawet tych, które nam gdzieś nie pasują, ale jednocześnie zatruwają atmosferę w domu tylko dlatego, że nie potrafimy, nie mamy umiejętności bądź jesteśmy podszyci strachem, że to wpłynie, że to zmieni, że kogoś możemy stracić bądź coś możemy stracić. I niemówienie o swoich potrzebach, bądź nawet chociażby przemyśleniach. Czyż to nie poprawia jakości naszego życia? Czyż nie daje nam więcej radości, więcej spokoju, więcej szczęścia w związku z tym?
Oczywiście, że daje. I to też jest jak najbardziej objaw miłości do samego siebie. Bardzo często. Ja zresztą uważam, że jest to jeden z największych problemów w relacjach międzyludzkich. Brak spokojnego sposobu, umiejętności wyrażania swoich przemyśleń. To jest to, o czym mówiłem wW jednej z poprzednich audycji, kiedy mówiłem o różnicach pomiędzy działaniem podświadomościowym a świadomościowym. O tej różnicy, kiedy wypowiedzenie swojego zdania „mi się coś nie podoba” stanowi dla drugiej osoby problem, ponieważ ona myśli, że my mówimy, że ona robi źle. Polecam do przesłuchania tę audycję, ponieważ ona jest naprawdę bardzo ważna. To zróżnicowanie, to zrozumienie, kiedy ja mówię o sobie, a kiedy mówię o kimś innym i nauczenie się tej umiejętności mówienia o sobie, a nie o innych. Mówienia mi się coś nie podoba bądź mi się coś podoba, coś lubię, czegoś nie lubię, coś chcę bądź czegoś nie chcę, czegoś pragnę bądź do czegoś nie dążę.
Bez mówienia o tym, że to, do czego ty dążysz albo czego ty pragniesz, jest głupie albo niestosowne. Wyłapanie tej drobnej różnicy i nauczenia się mówienia o sobie. To naprawdę zwiększa komfort i jakość naszego życia na taką bardzo pozytywną, dającą mnóstwo spokoju, co też jest objawem miłości do samego siebie. Nie żadne patetyczne, tylko zwykłe, proste, codzienne. Ta umiejętność mówienia o sobie bądź brak umiejętności mówienia o sobie, bądź niepozwalanie drugiemu człowiekowi mówienia o sobie, gdyż my wtedy myślimy, że on mówi o nas bądź nas krytykuje, bądź nas ocenia. W moim przekonaniu to 90% nieporozumień między ludźmi. 90% różnych napiętych sytuacji między ludźmi można by było wyeliminować, gdyby ludzie mówili do siebie z poziomu świadomości. Pozwolili sobie na możliwość mówienia o sobie i innym mówienia o sobie bez oceniania, czy to jest właściwe, czy jest niewłaściwe, dobre, niedobre. To jest moje, jest subiektywne, ale jest moje, więc jest zdecydowanie prawdą. Ale ja mówię o sobie i mam do tego całkowicie prawo mówić o sobie.
Także kochani, wrócę do wątku, bo jak zwykle troszeczkę gdzieś odjechałem, ale myślę, że warto było to też powtórzyć. Duchowość bardzo często właśnie jest wykorzystywana, rozwój duchowy jako sposób na rozwiązanie doraźnych, codziennych problemów bądź niedoborów na wszelkich płaszczyznach, na płaszczyźnie mentalnej, fizycznej i emocjonalnej. I fajnie. Chociaż ze świadomym rozwojem, kochani, ma to tak naprawdę niewiele wspólnego, ponieważ to jest taki trochę mechanizm na zasadzie, chociaż teraz już się to zmieniło, ale przez wiele lat to funkcjonowało mniej więcej w ten sposób, że jeżeli pojawiał się problem w naszym życiu, jakaś tam sytuacja, która nam się nie podobała, to najpierw podejmowaliśmy działania podświadomościowe. Czyli ludzie wykorzystywali możliwości i sposoby rozwiązania tej sytuacji. Te, które były znane naszej podświadomości. Czyli na przykładzie zdrowia, to oczywiście zazwyczaj ludzie próbują leczyć się na początku sami. Czyli coś tam wezmą, może jakiś suplement, może proszek przeciwbólowy, może węgiel jak jest inny kłopot, może aspirynkę, może rutinoscorbin, może to, co w reklamach. To, co w naszej podświadomości jest. Jeżeli to nie pomaga, to wtedy stosujemy drugą metodę.
Tą, która również znana jest naszemu umysłowi, bliska naszej podświadomości. Czyli idziemy do lekarza i podejmujemy leczenie. To leczenie przebiega oczywiście w zgodzie z zaleceniami lekarskimi, medycznymi, popartymi nauką i tak dalej. Jeżeli te metody zawodzą, wtedy ludzie bardzo często poszukują pomocy w medycynie tak zwanej niekonwencjonalnej, czyli różnego rodzaju techniki, które działają, ale nie są w żaden sposób udowodnione przez naukę. Jeżeli problem zdrowotny nie znika, stan zdrowia człowieka się pogarsza i żadna z tych metod nie przyniosła rezultatu, to pozostaje modlitwa, czyli proszenie Boga o zdrowie. Jak trwoga, to do Boga. I tak też jest bardzo często z duchowością ludzi. I tak jest też bardzo często z religijnością ludzi. To są dwa bardzo podobne schematy ludzkiego funkcjonowania. Zresztą trudno się dziwić, bo te schematy religijne są nam znane, naszej podświadomości.
Te sposoby działania są znane bardzo naszej podświadomości. I mamy właśnie taką sytuację, że tak jak bardzo często ludzie chodzący do kościoła nie chodzą do kościoła po to, żeby rozwijać swoją duchowość, żeby wyciągać wnioski z przykazów religijnych, jak mają żyćJak mają postępować, jakimi ludźmi mają się stawać, do czego mają dążyć. Nie po to, żeby znaleźć kontakt z Bogiem i ze swoją własną duszą, tylko po to, żeby coś wymodlić, coś załatwić, rozwiązać jakiś problem. Z duchowością, czyli całym tym obszarem duchowości jest bardzo podobnie. Ludzie często zajmują się tym w momencie, kiedy pojawia się jakiś problem, a te normalne, umysłowe, logiczne sposoby zawiodły. Tak często jest ze zdrowiem. Tak często jest z problemami na przykład w związkach, że próbujemy. Najpierw rozmawiamy z koleżankami, z kolegami, z rodzicami, z teściami, z siostrą, z bratem. Co w sytuacji związkowej możemy zrobić? Co powinniśmy zrobić?
A daj mu, a mu nie dawaj, a pozwól, a mu zabroń, a zrób to, a zrób tamto, a trzymaj go krótko, a poluzuj mu trochę. Działają te mechanizmy podświadomościowe. Wszyscy oczywiście się na związkach znają, bo większość z nas w tych związkach jest, była albo będzie. Natomiast wychowywaliśmy się najczęściej w rodzinach, gdzie rodzice tworzyli związek, więc wszyscy o tym mamy pojęcie, więc mamy prawo się wypowiadać na ten temat, jak powinien wyglądać związek i jakie zachowania w związku są właściwe. To są te działania bardzo mocno podświadomościowe. Później, jeżeli to nie działa, ludzie, zwłaszcza ludzie wykształceni, mówią: „Okej, to pójdźmy na terapię, skorzystajmy z pomocy fachowca”. Czyli psycholog, terapie, jakieś inne rzeczy. W momencie, kiedy to przestaje działać, ludzie poszukują odpowiedzi w sferach duchowych, ale w dalszym ciągu jest to ukierunkowane na rozwiązanie konkretnego problemu, a nie chęci znalezienia odpowiedzi na pytanie, jakim człowiekiem ja na skutek swojego rozwoju duchowego mam być. Właśnie nie kim, tylko jakim człowiekiem ja mam być. Właśnie ta podobna sytuacja jak w przypadku osób chodzących do kościoła.
Co ja powinienem zmieniać w sobie, żeby być takim człowiekiem, jak na przykład oczekuje ode mnie religia? Albo jakim człowiekiem ja mam być w imię mojego świadomego rozwoju duchowego, rozwoju mojej świadomości i tego, czego proces rozwoju duchowości może nie tyle, że wymaga, ale do czego ma doprowadzić? Nie. Ja chcę rozwiązać tylko problem. Ja chcę znaleźć odpowiedź, która mnie interesuje, jak rozwiązać ten problem. Często nawet nie oczekuję tego, że ja zrozumiem, jak rozwiązać ten problem, tylko żeby ktoś przy użyciu swoich magicznych czynności bądź swojej wiedzy ten problem dla mnie i za mnie rozwiązał. Ja wiem i mam świadomość tego, że oczywiście porównanie duchowości z religią obudzi demony podświadomości, ponieważ ludzie zajmujący się tak zwaną duchowością są jak najbardziej przeciwni wszelkim ograniczeniom, które stwarza religia. Oczywiście ja nie mówię, że w 100% czy w 70% jest to bardzo do siebie podobne. Natomiast jeżeli przyjrzycie się tym mechanizmom, tym zachowaniom, to z pewnością zauważycie, że cel jest bardzo podobny. Sposób, cel, technika działania ludzi są bardzo do siebie podobne.
I też nie ma w tym nic złego. Też nie w kategoriach oceny. Jest to mechanizm, który jest bardzo mocno i bardzo dobrze akceptowalny przez naszą podświadomość, ponieważ tak zostaliśmy nauczeni, w takich realiach żyliśmy i żyjemy nadal, więc nie za specjalnie ludzie, którzy zajmują się tą duchowością, często widzą jakikolwiek inny sposób. Nie znają innego sposobu. I mówię, do momentu, dopóki to służy poprawie jakości naszego życia, czyli na celu, takim mocno naciąganym na celu jest miłość do samego siebie i mamy świadomość tego, że robimy to chociaż trochę z miłości do samego siebie, to jest jakiś czynnik duchowości, tej właściwej, w moim przekonaniu, zachowany. Także do momentu, dopóki chociaż na horyzoncie jest miłość do samego siebie, ten aspekt duchowy jest załatwiony. Jedyne, co tak naprawdę nie ma nic wspólnego ze świadomością, to jest moment, w którym zaczynamy się duchowością zajmować bądź w duchowości szukać rozwiązania naszych problemów, ponieważŚwiadomy rozwój to jest wtedy, kiedy wiem, jakim człowiekiem mam być, chcę być i szukam do tego narzędzi. To jest świadomy rozwój. Szukam na przykład książki, szukam audycji, szukam sposobu, aby zostać takim człowiekiem, jak chcę być. Natomiast bardzo często do zajęcia się duchowością, zainteresowania się duchowością, przynajmniej do podjęcia działań, zmuszają nas nieprzyjemne sytuacje w życiu.
Czyli tym motywatorem do podjęcia działań nie jest chęć dokonywania zmian w sobie i dążenia do bycia jakimś tam człowiekiem, tylko niechęć do tkwienia w tym, w czym tkwię. Zmęczenie, znużenie, wkurzenie, brak siły do tkwienia w tym, w czym tkwię w tej chwili i rozwiązania jakiegoś problemu, który bardzo mocno mi doskwiera. To jest najczęściej powód podjęcia działań w kierunku duchowym. Oczywiście jest też moda na duchowość, która budzi coraz większe zainteresowanie, chęć zainteresowania się, jak to jest. I oczywiście jest też gros ludzi, którzy badają, zgłębiają tajemnice czy jakieś informacje, czy szukają informacji po to, żeby zrozumieć samego siebie, żeby dotrzeć do samego siebie, by zacząć żyć tak, jakby chcieli, czyli w tak zwanej zgodzie z samym sobą. Kochani, ja bardzo często czytam takie rady. Chociaż nieraz je słyszę w jakichś fragmentach audycji czy w jakichś wpisach, radach dawanych pod różnego rodzaju prośbami o pomoc, o doradzenie, o jakieś tego typu sytuacje. Co ja mam zrobić, żeby rozwiązać problem moich relacji bądź rozwiązać problem swojego zdrowia, bądź rozwiązać problem swojego szczęścia. Rozwiązać problem mojego szczęścia. Fajnie to brzmi, prawda?
Dość absurdalnie. Problem mojego szczęścia. Natomiast tych całych postów z pytaniami, z prośbami o różnego rodzaju doradzanie jest całe mnóstwo. Jest jeden post i całe dziesiątki, setki komentarzy i dobrych rad, ale to już insza inszość. Natomiast bardzo często pojawia się taka rada: żyj w zgodzie z samym sobą. Fajnie brzmi, nie? Żyj w zgodzie z samym sobą. Dobre, nie? Moja rada jest: żyjcie w zgodzie z samym sobą i pokochajcie samych siebie. Żyjcie w zgodzie z samym sobą.
Pokochajcie samych siebie. Nie, dobra, to wyrzucam z tego cytatu, bo jak za chwilę się okaże, to nie pasuje do życia w zgodzie z samym sobą. Okazuje się albo okaże się na koniec mojej wypowiedzi, że to są dwie zupełnie różne rzeczy. Żyj w zgodzie z samym sobą. Kochani, cóż to jest za określenie? Przyjrzyjmy mu się troszeczkę głębiej. Kto z nas nie żyje w zgodzie z samym sobą? Kto został zmuszony do innego życia niż żyje w tej chwili? Kto nie ma prawa wyboru bądź nie ma prawa dokonania zmiany tego życia? Może nie mieć odwagi.
Może nie mieć chęci. Może nie mieć siły. Może nie mieć pomysłu. Może nie mieć całego mnóstwa innych rzeczy, ale prawo ma do dokonania zmiany swojego życia. Owszem, są sytuacje, których nie da się cofnąć czy odwrócić, jak na przykład śmierć kogoś z naszych bliskich bądź choroba kogoś z naszych bliskich. Tak. To są sytuacje, z których nie mamy, czy nasza choroba już na pewnym etapie, na które już tak za specjalnie aż bardzo wpływu nie mamy. Przynajmniej na tym etapie już późniejszym. Natomiast kochani, życie w zgodzie z samym sobą jest życiem, jakie prowadzimy cały czas. Już wam wyjaśniam, o co chodzi.
Dzieciaki, uspokójcie się, proszę. Jak przychodzi poniedziałek i godzina 20, moje zwierzęta robią sobie, że tak powiem, właśnie tutaj, w tym pokoju, w którym prowadzę audycję, plac zabaw. Nie wiem, czy to jest też jakaś nowa tradycja w tym domu. Będę musiał z nimi to przedyskutować. Natomiast nie ukrywam, że mnie troszeczkę rozpraszają, za co was trochę przepraszam, bo wdarło się trochę chaosu w tym, co mówię. Dobrze, ale do rzeczy. Kochani, wygląda to w ten sposób, że jakaś pani żyje sobie w związku z człowiekiem. Na przykład mam takich znajomych, sąsiadów takich miałem. Pani była psychoterapeutką w więzieniu i tam poznała swojego przyszłego męża. Zakochali się, wzięli ślub.
On po wyjściu z więzienia z nią zamieszkał i ona postanowiła mu pomóc. Nie udało jej się. Przez jakiś czas była euforia, było fajnie.Natomiast pan wrócił do swoich przyzwyczajeń sprzed więzienia i zaczął robić to samo, co robił przedtem, na skutek czego trafił do więzienia. Historia zatoczyła koło. Natomiast pani w imię miłości i przysięgi dała się bić, poniżać, musiała uciekać z domu z dziećmi i tak dalej. Jak myślicie, czy przez jakiś czas ona robiła to, dając na to przyzwolenie? Czy została zmuszona w jakiś sposób do takiego życia? Oczywiście w każdym przykładzie każdy z nas znajdzie cząstkę siebie, więc rozumiem, że tych opinii czy ocen tej sytuacji będzie całe mnóstwo. A jeżeli nawet się nie pojawią, to z pewnością pojawią się w waszych głowach. I też, żebyśmy mieli jasność: ja nie oceniam tej relacji.
Nie mówię, co ona bądź on powinien zrobić. Ja tylko pokazuję mechanizm, że do któregoś momentu to, co robimy, robimy w zgodzie z samym sobą, przypisując temu przeróżne intencje. Miłość, przywiązanie, chęć pomocy i całe mnóstwo innych pozytywnych cech i intencji. I robimy to. Pomagamy innym ludziom. Rwiemy się do tej pomocy. Wybiegamy przed szereg. Nie odmawiamy nikomu niczego. Pozwalamy ludziom biegać po naszym życiu, po naszej przestrzeni prywatnej, bo jesteśmy w centrum uwagi. Bo jesteśmy duszą towarzystwa.
Bo jesteśmy ludźmi, którzy pomagają innym. Tkwimy w różnego rodzaju relacjach towarzyskich, ponieważ nie chcemy z nich wyjść, ponieważ to są rodzice mojego dziecka ze szkoły czy kolegi, czy koleżanki ze szkoły. Więc dla dziecka będę ich tolerował, bo jak te kontakty się zerwą, to moje dziecko nie będzie miało przyjaciółki czy przyjaciela, czy koleżanki w szkole. W pracy tkwimy w różnego rodzaju relacjach, ponieważ z miłości do rodziny musimy o nią zadbać. Nieważne, jaka ta praca jest. I w naszym przekonaniu dokonujemy słusznego wyboru, jedynego słusznego wyboru. I w ten sposób działamy, robimy, postępujemy w zgodzie z samym sobą, ponieważ dokonaliśmy takiego wyboru. On nam się nie podoba, ale w naszym przekonaniu jest słuszny i właściwy. Więc my sobie dajemy sami przyzwolenie aż do któregoś momentu na tkwienie w sytuacji, która właśnie co? Która później kończy się kłótnią, awanturą, rozstaniem, zrozumieniem bez sensu tego, co robiliśmy.
Kochani, większość życia robimy w zgodzie z samym sobą, za zgodą i przyzwoleniem nas samych. Oprócz sytuacji, na które nie mamy żadnego wpływu, czyli sytuacje losowe, tak zwane. Natomiast tak, większość decyzji, które podejmujemy, podejmujemy jako jedyne słuszne, jako jedyne właściwe i one są w zgodzie z nami, z naszymi poglądami, naszymi przekonaniami, naszymi takimi bądź innymi intencjami. Nie zawsze właściwie zrozumianymi, nie zawsze właściwie nazwanymi, natomiast są w zgodzie z nami. Dlatego rada „żyj w zgodzie z samym sobą” jest radą fajną, natomiast niewiele wnoszącą do naszego życia. I też bardzo często w moim przekonaniu te słowa nie do końca są zrozumiane przez osobę, która tej rady udziela. Nie do końca rozumie mechanizm, w jakim sama funkcjonuje. Jeszcze ważna rzecz. Ja wiem, co autor najczęściej miał na myśli i do czego próbował namówić swojego rozmówcę czy osobę, do której kierował to stwierdzenie. Oczywiście w takim bardzo głębokim domyśle chodzi o to, abyśmy żyli w zgodzie z tym samym sobą, takim niby prawdziwym, takim duchowym samym sobą.
Tylko jest jeden problem: jak odróżnić, czy to, co robimy, jest w zgodzie z naszym ludzkim samym sobą, czy w zgodzie z naszym duchowym samym sobą? Ponieważ chęć bycia przydatnym innym jest na przykład chęcią płynącą najczęściej z podświadomości. Chęć służenia innym jest chęcią płynącą z naszej podświadomości. Chęć bycia ofiarą jest chęcią płynącą z naszej podświadomości. Chęć bycia egoistą jest też chęcią płynącą z naszej podświadomości. I egoista w myśl zasady „bądź sobą, żyj w zgodzie z samym sobą” nie dotyczy tylko tych dobrych tak zwanych cech. To dotyczy również w takim razie właśnie tych egoistów. Tych, których nauczono, którym wpojono wzorce, że mają myśleć tylko i wyłącznie o sobie samych, nie patrząc na innych ludzi. I oni też żyją w zgodzie z samymi sobą. Mają w nosie wszystkich ludzi, myślą o sobie.
Jak mogą, to ich wykorzystają. Jak trzeba ich oszukać, to ich oszukają. Złodzieje żyją w zgodzie z samym sobą. Dążą do swojegoTak zwanego szczęścia i dobrobytu kosztem innych ludzi. W zgodzie z samym sobą również żyje mąż, który bije swoją żonę za to, że zupa była za słona. On żyje w zgodzie z samym sobą, ponieważ tak został nauczony w domu, że żona ma być mu posłuszna, a jeżeli nie jest posłuszna, to on ma prawo od niej to wyegzekwować, ponieważ on jest mężczyzną, a ona jest kobietą. Ludzie wychowani często w dobrobytach, w domach, w których była sprzątaczka, kucharka, ogrodnik, są przyzwyczajeni do tego, że inni ludzie wykonują za tą osobę różnego rodzaju czynności, czyli mu służą. Więc w zgodzie z samym sobą będzie to, że on wchodząc w dorosłość będzie wykorzystywał innych ludzi do tego, żeby nadal mu służyli, ponieważ on jest do tego przyzwyczajony i w jego przekonaniu jest to, że ludzie mają mu służyć. Żyje w zgodzie z samym sobą. Człowiek często bardzo bogaty będzie żył w zgodzie z samym sobą, wychodząc z założenia, że ludzie mają pracować na jego dobrobyt, na jego majątek.
Więc kochani, takie pojęcie życia w zgodzie z samym sobą otwiera również furtki i daje przyzwolenie do działania ludziom, których działania nam się nie podobają. Pamiętajcie, jeżeli dajecie sobie prawo na życie w zgodzie z samym sobą, to to samo prawo w tym samym momencie dajecie również innym ludziom do tego, że też mają prawo żyć w zgodzie z samym sobą. Chociaż to w zgodzie z samym sobą może być inne niż nasze w zgodzie z samym sobą. Komuś może się nie podobać to bądź może uważać to za niewłaściwe naszą chęć życia na przykład na mizernym poziomie bądź w biedzie, a nam się może nie podobać to, że ktoś żyje jakby nadmiernie bogato. To, że jest to inne, to i tak każdy ma prawo żyć w zgodzie z samym sobą. Więc czy to życie w zgodzie z samym sobą jest właściwym określeniem? Czy namawianie ludzi do życia w zgodzie z samym sobą jest właściwe? I jak odróżnić źródło, z którego to przekonanie jak należy żyć płynie? Bo to jest, wydaje mi się najwłaściwsze pytanie w takiej sytuacji. Co to znaczy żyć w zgodzie z samym sobą?
Co dla mnie znaczy żyć w zgodzie z samym sobą i skąd moja potrzeba takiego, a nie innego życia płynie? Z jakiego źródła? Czy to wynika z mojej podświadomości, że ja będę służył innym? Ja będę ofiarą, czy w mojej podświadomości jest potrzeba bycia osobą nieszczęśliwą? Jak w nas samych odkryć, co to znaczy żyć w zgodzie z samym sobą? Dla nas, dla każdego człowieka, dla każdego kochani z was. Skąd, z jakiego źródła, czy z duszy, czy z podświadomości płynie potrzeba takiego, a nie innego życia. Bo miejsce, w którym jesteśmy, każdy z was kochani i ja również jest w danej sytuacji, jest wynikiem jego wewnętrznej potrzeby. I teraz, z którego miejsca ta potrzeba płynie? Czy z naszej podświadomości, czy z naszej duszy?
Jak to odróżnić i które „żyj w zgodzie z samym sobą” jest może nie tyle, że właściwe, ale lepsze dla nas. Ja wam to kochani powiem, chociaż już o tym mówiłem i z pewnością słyszeliście to już wielokrotnie. Natomiast ważne jest, aby informacja, którą już posiadamy, pojawiła się w naszej świadomości wtedy, kiedy jest nam potrzebna. To jest istotny warunek, żeby ją właściwie wykorzystać. Otóż kochani, kiedyś wam mówiłem, że takim pewnego rodzaju uniwersalnym wzorcem postępowania jest to, że wszystko, co robimy dla siebie, nie odbywało się kosztem innych osób, a wszystko, co robimy dla innych osób, nie odbywało się kosztem nas samych. I jak się to ma do rzeczywistości? Do rzeczywistości ma się to tak, że w naszej podświadomości jest, podświadomości każdego człowieka żyjącego na Ziemi w dzisiejszych czasach są wpojone pewne wzorce, z których my sobie nie zdajemy sprawy. Natomiast na przykład wzorzec korporacyjny jest to wzorzec normalny, że mróweczki pracują za ziarnko ryżu, aby na górze piramidy stojący człowiek, królowa bądź król miał setki tysięcy worków tego ryżu tylko dla siebie. To jest wzorzec, który my społecznie akceptujemy. Nasza podświadomość to akceptuje, że jest piramida finansowa i tak jest, i nikt zbyt głęboko w to nie wchodzi, nie zastanawia się nad tym.Jest całe mnóstwo wzorców, które zostały nam przedstawione jako coś normalnego.
Natomiast jest to całe mnóstwo wzorców, które są krzywdzące dla nas. Tak działa świat biznesu, tak działa świat reklamy, marketingu, tak działa świat mediów, tak działa świat polityki. Dla mnie jednym z fenomenów polityki jest to, że naród zatrudniając swojego pracownika w postaci premiera, ministra czy posła na przykład, nie może go przez cztery lata zwolnić z pracy. Czyli to tak, jakby przyjść do firmy i powiedzieć: „Okej, ja tu będę pracował, ale przez cztery lata nic mi pan nie może zrobić. Ja mogę robić, co chcę. Natomiast pan, panie szefie, przez cztery lata nie może mi nic zrobić. No, chyba że moi koledzy z pracy powiedzą, że oni podejmą decyzję, to wtedy oni będą mogli mnie zwolnić. Wie pan, pana pracownicy będą mogli mnie zwolnić, ale pan mnie nie będzie mógł zwolnić”. Jest taki mechanizm absurdalny, że zatrudniając pracownika, pracownik zaczyna decydować o tym, kiedy się zwolni z pracy, czy będzie chciał pracować, czy nie będzie i jego koledzy z pracy będą decydowali o tym, czy on będzie pracował, czy nie. Natomiast ten, kto go zatrudnił, nie ma prawa zwolnienia go z pracy.
Taka ciekawostka demokratyczna. Natomiast tych mechanizmów, które zostało nam przedstawionych jako normalne, a które są bardzo często krzywdzące dla nas osobiście, są niefajne. Zostało nam wpojonych bardzo dużo. Szanuj starszych tylko za to, że są starsi. Nie szanuj człowieka za to, jakim jest człowiekiem, tylko szanuj tylko za to, że jest starszy. Gro naszego postępowania w zgodzie z samym sobą wynika z wzorców podświadomości. Nasza dusza mówi: możesz być, kim chcesz. Możesz dążyć, do czego chcesz. Możesz robić to, co chcesz. Nikt od ciebie nic nie oczekuje.
Możesz być takim człowiekiem, jakim pragniesz. Ważne jest tylko jedno, abyś był dobry dla siebie i dla innych ludzi. Masz prawo dążyć, do czego chcesz, ale nie możesz tego robić kosztem innych ludzi. Ty masz prawo zrobić ze swoim życiem, co tylko chcesz. Nikt od ciebie nic nie oczekuje. Nikt ci nic nie narzuca. Będę cię wspierać we wszystkim, do czego dążysz pod jednym jedynym warunkiem, że nie będziesz tego robił kosztem innych ludzi. Nie krzywdź siebie i nie krzywdź innych ludzi. I takie życie w zgodzie z samym sobą ja osobiście jak najbardziej popieram. Natomiast żebyście kochani mieli tą czujność, czy wasze działania w zgodzie z samym sobą nie płyną przypadkiem z podświadomości, to pamiętajcie o jednej rzeczy.
Pamiętajcie o zadaniu sobie pytania, czy to, co chcecie, zamierzacie zrobić, nie będzie krzywdą dla was samych. Czy nie skrzywdzicie siebie samych? Czy nie zrobicie dla drugiej osoby czegoś kosztem was samych? Nasza podświadomość nie ma takich ograniczeń. Ona może nas namawiać do tego, abyśmy robili dla innych kosztem samego siebie, ponieważ takie wzorce mogły zostać nam w dzieciństwie przedstawione, że możemy sami siebie, w zgodzie z samymi sobą zmuszać do robienia czegoś dla innych kosztem samego siebie. Jeżeli przekraczacie tą granicę, że zaczynacie robić coś kosztem samych siebie, kosztem swojego komfortu, kosztem czasu, bądź nie daj Bóg kosztem pieniędzy, kosztem ryzykowania swojej pracy czy swojego zdrowia, czy nie daj Bóg swojego życia. Dlatego, że ktoś o coś was poprosił albo nawet nie poprosił, a wy chcecie mu tak zwanie pomóc, a zaczynacie, wchodzicie na płaszczyznę, w której zaczyna się to odbywać kosztem was, to miejcie przekonanie, że najprawdopodobniej to życie w zgodzie z samym sobą wynika z waszej podświadomości. Dlatego, aby tak naprawdę żyć w zgodzie z samym sobą, z tą duchową cząstką naszej istoty ważne jest, aby nauczyć się kochać samych siebie. Tylko tak naprawdę nauczyć się kochać samych siebie, żeby ten czujnik, który będzie nas ostrzegał przed tym, że zaczynamy coś robić kosztem samych siebie, żeby ten czujnik zawsze działał. Miłość do samego siebie jest właśnie takim mechanizmem ostrzegającym.
Ostrzegającym nas przed tym, że za chwilę zrobimy dla drugiej osoby coś, co odbędzie się naszym kosztem. Ja nie mam kochani nic przeciwko pomaganiu drugiemu człowiekowi, naprawdę. Natomiast pomoc, żeby była szlachetna, żeby była mądra, żeby była dobra, musi spełniać kilka warunków. Po pierwsze musi ta pomoc, prośba o pomoc być wyrażona przez osobę. Ta osoba musi wyartykułować, czego pragnie, czego potrzebuje, czego mu brakuje. Nie ma prawa oczekiwać od nas czegoś, co będzie wbrew nam bądź kosztem nas samych. I musi to być prośba o rzecz, czynność bądź cokolwiek, czego ta osoba sama nie może sobie dać z jakiegoś tam powodu. Wtedy to jest pomoc. WięcNie myślcie kochani, że ja mówiąc o miłości do samego siebie i nieprzekraczania granicy robienia czegoś kosztem samego siebie, namawiam was do tego, abyście stali się oziębli, oschli, nieczuli na potrzeby innych ludzi, nieempatyczni, zamknięci w sobie, wyizolowani, egoistyczni. Wprost przeciwnie — ja uwielbiam, sprawia mi wiele radości możliwość zrobienia czegoś dla drugiego człowieka.
Między innymi audycje, które robię, sprawiają mi również wielką przyjemność. Natomiast ci, którzy ze mną rozmawiali na przykład telefonicznie, wiedzą, że to też ma swoje granice. To tak, jakbym rzucił w tej chwili pracę i zajął się tylko prowadzeniem audycji i odpisywaniem na wasze maile, czekaniem na wasze telefony, rozwiązywaniem różnego rodzaju dylematów, zapominając o tym, że muszę z czegoś żyć. Albo gdybym pozwolił wam czy innym ludziom na wejście tak mocno w moje życie, że nie miałbym czasu na nic innego, tylko na rozwiązywanie na przykład jakichś sytuacji czy dylematów innych ludzi. Więc pomaganie, tak zwane pomaganie innym, tak. Natomiast po spełnieniu pewnych warunków i nigdy kosztem samego siebie. Dlatego kochani, jeżeli słyszycie radę pod tytułem: „Żyj w zgodzie z samym sobą”, to zadajcie sobie pytanie, czy żyjecie w zgodzie z samym sobą i z którym sobą w zgodzie tak naprawdę żyjecie, a z którym sobą byście w zgodzie żyć chcieli. I pamiętajcie też o tym, że moje namawianie was do rozwijania, do dążenia do miłości, do samego siebie nie jest tylko patetyczne, tylko nawet w takiej sytuacji miłość do samego siebie, tylko prawdziwa miłość, nie egoizm, nie egocentryzm, tylko miłość do samego siebie jest świetnym systemem ostrzegawczym. Kiedy zaczynamy wchodzić w jakieś sfery, zaczynamy robić coś dla innych ludzi, zapominając na chwilę czy na dłuższą chwilę o samym sobie. A nie powinniśmy nigdy samego siebie tracić ze swojego horyzontu, ze swojego życia.
Będziemy się kiedyś pewnie rozliczać ze swoich czynów, ze swoich postępków, nie z postępków innych ludzi. I też tylko na swoje życie tak naprawdę mamy wpływ i taki prawdziwy wpływ i tylko w swoim własnym życiu możemy dokonywać zmian. Więc dlatego ważne jest, żeby umieć się w mądry sposób skupić na sobie samych, bo po to tutaj jesteśmy. I pamiętajcie, że miłość do samego siebie to nie jest egoizm. Miłość do samego siebie to jest bycie dobrym dla siebie, ale też zrozumienie, że można być dobrym dla siebie i dobrym dla innych ludzi. Że można kochając siebie, kochać też innych ludzi i żyć w taki sposób, by być sobą, być takim człowiekiem, jakim się chce, nie krzywdząc w ten sposób nikogo na świecie i też pozwalając innym ludziom żyć w ten sam sposób. Inaczej od naszego, ale w ich właściwy sposób. Jak widzicie, po raz kolejny audycja i moje wywody sprowadzają się do tego samego, o czym mówię od stu audycji. Do miłości, do samego siebie i do tego, co nam w tej miłości do samego siebie najmocniej przeszkadza, czyli do podświadomości. Jak zwykle tutaj się rozgadałem, więc w kontekście następnej być może audycji zadam wam takie pytanie, taką pracę domową kolejną.
Wyobraźcie sobie, że jest taka instytucja jak Bóg. To może być jedna postać, to może być dwanaście postaci, to może być dwieście postaci, które się spotykają, siedzą, naradzają, dyskutują i podejmują decyzje na temat tego, o czym my mówimy, że nie chcemy. A tak na dobrą sprawę bardzo byśmy chcieli, żeby to tak działało. Bo z pewnością większość ludzi przynajmniej raz, a może nawet kilka razy w swoim życiu pragnęło, aby Bóg spełnił jego prośbę. Myślę, że większość ludzi miało takie sytuacje w życiu, kiedy tylko tak naprawdę w naszym przekonaniu Bóg mógł tą sytuację naprawić. Wymyślcie sobie, wyobraźcie sobie taką instytucję i zastanówcie się kochani, albo inaczej. Wyobraźcie sobie złotą rybkę i macie trzy życzenia do wypowiedzenia. To jak one by brzmiały? A ja w następnej audycji postaram się to wszystko wywrócić do góry nogami, jak zwykle. Dobrze kochani, dziękuję wam bardzo.
Mam nadzieję, że ten plac zabaw, który się dzisiaj znowu po raz kolejny dział w moim studio, nie wpłynął na zbyt duży chaos w mówieniu tego, co chciałem wam kochani przekazać. A jak wpłynął, to przepraszam.I cóż, tę część oficjalną tak zwaną uważam za zakończoną.
[55:29] - Przechodzimy do drugiej części audycji „Świat oczami duszy”, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze i się do nich odnosił. Będziemy także odbierać telefony. Linia telefoniczna jest już teraz otwarta. Można do nas dzwonić na nasze numery stacjonarne 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy i do SMS-ów również, bo te także czytamy, to 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego. Mamy też grupę Radio Paranormalium, a jeżeli ktoś woli, to może także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[56:42] - Dziękuję panie Marku. Kochani, tak przeleciałem sobie jeszcze w czasie muzyki przez komentarze. Faktycznie nie ma ich zbyt dużo, więc jeżeli ktoś miałby ochotę zadzwonić i ze mną porozmawiać na żywo, to sugeruję zrobić to jak najszybciej, ponieważ jak skończą się komentarze, to będziemy kończyli naszą dzisiejszą audycję. Przywitał się tutaj, przywitał, przywitała Motmen Marcin S., Marek Ziarko. „Witam gorąco i serdecznie pana redaktora Marka oraz Sławka”. Sławku, dziękuję. „Dzięki wielkie za kolejną wspaniałą audycję. Pozdrawiam, Marek”. Marku, pozdrawiamy również. Dawid Charaz pozdrawia nas z Rumunii.
China się pojawił. I tu jest pytanie od Sebastiana. Za chwilę je przeczytam, ale skończę przywitania. XY, Pan Meluna, Equilibrium, Jan Krzysztof. I tutaj Eufoteoria pisze: „Koty domagają się uwagi”. Koty zawsze domagają się uwagi, zwłaszcza podczas audycji. I to przywitań by było na tyle, więc przejdę do pytania Sebastiana: „Miałem napisać w komentarzach tydzień temu, ale piszę teraz. Czy mógłby pan wyjaśnić pojęcie morale? Dlaczego ludzie muszą być chwaleni? Podobno jest to zaleta dobrego szefa.
Bez tego ludzie się wypalają. Od wieków tak głęboko jesteśmy niedowartościowani. Mówi się, że znamy swoją wartość, ale też chcielibyśmy usłyszeć coś dobrego na swój temat: talentu, pracy. Czy podtrzymywanie morale to narkotyk ego?” Z pewnością zgodzę się z tym, że zaletą dobrego szefa jest popieranie tego, co jest dobre. To jest wielowątkowe, z pewnością. Teraz myślę tak na biegu. Nigdy jakoś tak się nie zastanawiałem nad tym zbyt mocno. Natomiast z pewnością zgodzę się, że pokazywanie tego, co robimy dobrze, jest bardzo ważne. Nawet kiedyś wysnułem taką teorię, że każdy, kto zaczyna się zawodowo zajmować zarządzaniem ludźmi, w sensie otwiera swoją własną firmę bądź przejmuje jakieś stanowisko, takie kierownicze, w którym ludzie będą mu podlegali, oraz rodzice, zwłaszcza w przypadku posiadania pierwszego dziecka, powinni obowiązkowo ustawowo być kierowani na tak zwaną tresurę psów. Co prawda słowo „tresura” jest słowem niefajnym, ma taką kiepską konotację emocjonalną.
Natomiast podczas tresury psów, układania psów zwraca się uwagę na to, że nie karami, nie krzykiem, nie biciem, nie tłumaczeniem, tylko uwypuklaniem tego, co jest właściwe w zachowaniu psa, tego psa się wychowuje. Czyli dawaniem nagrody za dobre zachowania, za właściwe zachowanie. Nie karaniem, tylko nagradzaniem. Myślę, że to też pokazuje troszeczkę działanie instynktu. Natomiast fakt faktem to działa. Kiedyś ta moralność była zupełnie przypisana do poszczególnych grup społecznych, więc tam z moralnością nie było takich problemów, ponieważ o tą moralność, o tę morale dbało całe społeczeństwo, cała wspólnota. My w tej chwili, zwłaszcza teraz, przez ostatnie kilkadziesiąt lat żyjemy też w czasach, kiedy w kategoriach morale, moralności czy właściwości postępowania jest totalny chaos, bo tak naprawdę rzeczy, które wolno robić, mało tego, rzeczy, którymi ludzie się chwalą, że je robią i uważają je za właściweJest mnóstwo i my bardzo często możemy się pogubić w tym, co jest właściwe, a co nie. Myślę, że to też jest istotne, że my potrzebujemy. Może też potrzebujemy dla równowagi emocjonalnej. Chociaż z pewnością czynnika naszego ego nie można bagatelizować, ponieważ tak jak napisałeś: „narkotyk naszego ego”.
Tak, w pewien sposób tak. Takie dowartościowanie. Natomiast drugim aspektem, takim emocjonalnym, może być z pewnością chęć zachowania równowagi pomiędzy tym, co robimy źle, a tym, co robimy dobrze. Dążenie do równowagi. Ponieważ zdecydowanie więcej informacji dostajemy na temat tego, co robimy źle. Jesteśmy informowani, co robimy źle, co powinniśmy poprawić, co powinniśmy zmienić, jak powinniśmy się zachowywać, jak postępować. Oprócz naszej podświadomości, która nam to narzuca w pewien sposób, całe otoczenie cały czas daje nam również informacje i wskazówki, co powinniśmy zmienić i jak powinniśmy postępować. Myślę, że wewnętrznie dążymy do tego, żeby równowagę pomiędzy tym, co robimy dobrze, a tym, co robimy źle, zachować. Myślę, że to jest wieloaspektowy wątek. Mogę powiedzieć, jak to wygląda z punktu widzenia świadomości.
Ponieważ ja robię rzeczy dobrze, ale popełniam też błędy i z punktu widzenia świadomości popełnienie błędu jest procesem radosnym. Zrozumienie popełnienia błędu jest procesem radosnym. Ostatnio miałem sytuację zawodową, w której nie mogłem znaleźć przyczyny niewłaściwego efektu. Generalnie chodziło o proces lakierowania. Coś się zadziało, to nie szło tak, jak powinno. Rozmawiałem z ludźmi, konsultowałem się, dopytywałem i nie mogłem dojść przyczyny, z jakiego powodu efekt jest dla mnie niewłaściwy. W którymś momencie coś pozmieniałem, coś porobiłem. Poszło tak, jak powinno być. Ta sytuacja trwała kilka dni. To nie jest tak, że to trwało pięć minut, tylko kilka dni dociekań.
Zadziałało, jest okej. Natomiast nie odniosłem pełnego sukcesu, ponieważ nie wiem, co było przyczyną tego złego efektu. Z punktu widzenia świadomości zrozumienie przyczyny błędu jest sukcesem i każdy czynnik, który w tym pomaga, jest czynnikiem dla mnie korzystnym, ponieważ mogę to w jakiś sposób próbować wyeliminować ze swojego życia, żeby nie popełnić drugi raz tego samego błędu. Z punktu widzenia świadomości, jeżeli ktoś pokazuje mi błąd w moim postępowaniu, tylko ja nie mówię o błędzie pod tytułem: „Źle robisz, że tak robisz bądź tak nie robisz, tak postępujesz, tak się zachowujesz”. To nie o to chodzi. Nie chodzi mi o dyskusje podświadomościowe z drugim człowiekiem, który jest święcie przekonany, że zna jedyny słuszny sposób postępowania, tylko o takie zwykłe rzeczy, takie życiowe. Że zwróci mi uwagę na coś, czego nie brałem pod uwagę, nie miałem świadomości istnienia czegoś takiego i pokaże mi mój błąd w moim myśleniu, w moich założeniach, to ja się cieszę, ponieważ zrozumiałem przyczynę swojego niepowodzenia w jakimś działaniu. To nasze ego, nasza podświadomość jest tak mocno uwrażliwiona na to, że buntuje się przeciwko temu, jak ktoś nam mówi, że my coś robimy nie tak, że nie mamy racji. Ja nie mam żadnych problemów z powiedzeniem: „Okej, faktycznie. Nie pomyślałem, nie wziąłem tego pod uwagę.
Dzięki. Fajnie. Tak, masz rację”. To jest kolejny aspekt, o którym ja często wspominam. Aspekt miłości i prawdy. Coś jest prawdą, obiektywną prawdą, że tak jest. Ostatnio miałem z kolegą dyskusję na temat przerw w dostawie prądu. Rozmawialiśmy, dyskutowaliśmy i faktycznie jednego z aspektów nie wziąłem zupełnie pod uwagę. Mówię: „Tak, okej”. Bo taka sytuacja może mieć miejsce, bo taka jest prawda.
I nieważne, w jaki sposób do tej prawdy dochodzimy. Nieważne, kto miał rację, a kto tej racji nie miał. Z punktu widzenia świadomości ważne jest, aby dotrzeć do prawdy, aby zrozumieć prawdę, aby poznać prawdę. Z punktu widzenia świadomości wiemy, co robimy dobrze, a co robimy źle, więc dodatkowe informacje już nie są człowiekowi potrzebne. Najczęściej to jest trochę takJeżeli przedstawiam jakąś prawdę drugiej osobie i on mówi: „Tak, rozumiem, zgadzam się z tobą” albo na przykład: „Tak, masz rację”, to jeżeli mówimy o prawdzie, to ja mam informację taką o drugim człowieku, że on też już do tej prawdy właśnie dotarł. Poznał tą prawdę. Nie jest informacją dla mnie, że ja mam rację, tylko jest informacją dla mnie, że ten człowiek też dotarł do prawdy. Więc jeżeli, kochani, poznacie prawdę, zrozumiecie prawdę, uświadomicie sobie prawdę na jakikolwiek temat. To nie chodzi o prawdę duchową, tylko o prawdę, przyczynę awarii waszego samochodu albo świadomość tego, że wykonujecie pewną czynność nawet chociażby zawodowo i wiecie, jak zgodnie z prawdą ta czynność powinna być wykonana, to nikt wam już nie będzie musiał mówić, jak należy ją robić, ani motywować do tego, żeby zrobić ją dobrze. Ponieważ w swojej świadomości będziecie już znali prawdę i będziecie wiedzieli, czy ta czynność jest wykonana dobrze, czy źle i sami dla siebie będziecie strażnikiem i biczem, który nie pozwoli wam zrobić czegoś źle.
Tak działa świadomość. Na przykład stare dusze są świetnymi pracownikami w wykonywaniu czynności, wykonywaniu zadań samodzielnych. Jeżeli zostawi im się przestrzeń i dowolność w podejmowaniu decyzji i w działaniu, to one zawsze, stara dusza będzie dążyła do tego, żeby wykonać czynność jak najlepiej. Nie trzeba jej do tego motywować, ponieważ ma w sobie samym wystarczającą motywację do tego, żeby wykonać każdą czynność zgodnie z prawdą, czyli zgodnie z tym, jak ona powinna być właściwie wykonana. Więc w pewnym momencie naszego rozwoju tak zwane podtrzymywanie morale nie jest już człowiekowi do niczego potrzebne, ponieważ jest w stanie sam samodzielnie zrozumieć, czy wykonał coś dobrze, czy wykonał coś źle. I nawet jak ktoś mu będzie mówił, że zrobił coś źle, to on i tak będzie wiedział, że wykonał to dobrze. Natomiast jak będzie wiedział, że wykonał coś źle, a ktoś mu będzie mówił, że on to wykonał dobrze, to też będzie wiedział, że jest w tym zwykłe kłamstwo albo manipulacja, albo pusty komplement, albo chęć przypodobania się sobie, albo niewiedza, jak to powinno być zrobione właściwie. Więc aspekt morale już nie nabiera takiej wartości dla osób świadomych. Bo często to właśnie takie prawienie komplementów, podkreślanie, mówienie, nie zawsze zgodnie z prawdą, jest takim też elementem manipulacji wykorzystywanym przez drugą stronę. Aczkolwiek też jest możliwością podniesienia czyjejś samooceny, jeżeli ta samoocena jest zbyt niska.
Także mówię, jest to temat bardzo wielowątkowy, ale myślę, że przynajmniej z punktu widzenia świadomości i też perspektyw, jak to wygląda, gdzieś już tam, w którymś momencie naszego życia, naszego rozwoju, kiedy już to nie jest nam do niczego potrzebne, przynajmniej w taki sposób, jak część ludzi do tego podchodzi, może to też być zachętą do tego, żeby do tego świadomego rozwoju osobistego, własnego, prywatnego dążyć. Nie wiem, drogi Sebastianie, powiedz, czy coś uprościłem, czy wprost przeciwnie coś zagmatwałem. Jan Krzysztof S. pisze: „Brzmi dobrze. Bądźmy trochę egoistami? Zadbajmy o siebie, żeby móc pomóc innym”. Drogi Krzysztofie, ja dość precyzyjnie staram się używać słów i odróżniać jednak, tłumaczyć, przypominać, że egoista to nie jest to samo, co człowiek kochający samego siebie. Tak samo jak rozróżniam asertywność od miłości do samego siebie. Ponieważ egoizm z założenia jest wybieraniem własnego dobra w sytuacji konfliktowej, kiedy musimy dokonać wyboru moje dobro czy czyjeś dobro. Egoista w takich sytuacjach, to jest określenie egoizmu, zawsze wybierze swoje dobro, nawet kosztem dobra drugiego człowieka.
Miłość do samego siebie jest wybieraniem własnego dobra, ale nie kosztem drugiego człowieka. Dlatego nie namawiam do egoizmu, nawet tego tak zwanego zdrowego egoizmu. I tak samo będę powtarzał, że asertywność, kiedyś to było takie bardzo mocne, bardzo popularne uczenie asertywności. Ja też myślałem, kiedyś byłem namawiany do tego, żeby nauczyć się właśnie tego zdrowego egoizmu i asertywności. I zawsze mówiłem, że coś mi w tym nie gra, że nawet ten zdrowy egoizm mi jakoś wewnętrznie nie pasuje. I też asertywność, czyli uczenie się stawiania granic. Uczenie się stawiania granic to jest budowanie murów obronnych. Czyli ja się otoczę murem i będę się tam czuł bezpiecznie, ponieważ nie pozwolę nikomu siebie zaatakować. Tylko w tej twierdzy można tkwić latamiI nigdy nie pojechać na wakacje na Teneryfę po to, aby cieszyć się życiem, poznać coś innego, być w fajnych miejscach, być z fajnymi ludźmi. Ponieważ ja asertywnie wybuduję mur i nikogo tam nie przepuszczę.
Jest okej, jest bezpiecznie, ale czy ja jestem w tej twierdzy szczęśliwy? Miłość do samego siebie to jest dążenie do własnego dobra. Bezpieczeństwo jest jednym z czynników, takim, że jest mi dobrze, ale jednocześnie lęk przed utratą tego bezpieczeństwa nie pozwala mi czuć się bezpiecznie. Ponieważ jeżeli ktoś zrobi wyłom w końcu w tej mojej zaporze, to zagrozi mojemu bezpieczeństwu. Więc jestem bezpieczny, ale żyję w strachu, w lęku przed utratą tego bezpieczeństwa. To, co powiedziałem dzisiaj w audycji, miłość do samego siebie jest takim naszym radarem. Takim radarem, kiedy ten radar ostrzega nas przed tym, że wchodzimy w strefę komfortu drugiego człowieka tylko dlatego, że wiemy, jak my się czujemy w momencie, kiedy ktoś wchodzi w naszą strefę komfortu. To tworzy pewnego rodzaju wzajemną, dwustronną relację. Asertywność i egoizm tworzy jednostronną relację. Miłość do samego siebie tworzy dwustronną relację.
Czyli ja dbam o siebie, żeby ktoś na przykład nie przeszkadzał mi w czynnościach, w których pragnę być sam bądź chcę mieć spokój, nie chcę mieć żadnych dodatkowych bodźców. Więc na przykład mam nawyk taki, że dzwonię do kogoś i pytam go na początku, oczywiście po przedstawieniu się, czy ma dla mnie chwilę na rozmowę, czy mu nie przeszkadza. Bo to, że ktoś odebrał telefon, bo ludzie odbierają telefon odruchowo, nie znaczy, że ma teraz czas i ochotę na kilkuminutową rozmowę. Może ma tylko czas na przekazanie jakiejś informacji. „Tak, to ja. Nie zna pan mojego numeru telefonu, więc jeżeli będzie pan miał chwilę czasu, to proszę do mnie oddzwonić”. Mógłbym to zrobić SMS-em, ale SMS-a dłużej się pisze. Więc miłość do samego siebie wytwarza właśnie ten mechanizm wzajemnego zrozumienia. Ja nie chcę, nie życzę sobie, żeby ktoś zakłócał mój spokój, więc ja nie zakłócam spokoju drugiego człowieka bez jego zgody. Nie wchodzę w jego życie bez jego wiedzy, bez jego zgody, ponieważ ja sam nie chcę, żeby ktoś wchodził w moje życie.
Ja chcę mieć prawo podejmowania świadomych decyzji, więc ja drugiemu człowiekowi też przedstawiam sytuację, na przykład jeżeli czegoś od niego chcę, tak żeby on mógł podjąć świadomą decyzję, żeby znał wszystkie za i przeciw. Ja chcę znać wszystkie za i przeciw, więc drugiemu człowiekowi daję to samo, czego pragnę ja. Ja swoim wielu pracownikom, jak mnie pytali, jak mają obsługiwać klienta, jakie są moje oczekiwania, zawsze mówiłem jedną rzecz: obsłuż go tak, jak ty chcesz być obsłużony. Czy chcesz, żeby ktoś ci wmawiał, że coś jest dobre tylko dlatego, że masz to na półce? Nie. Powiedz: „To jest dobre, ale jest coś lepszego w tej samej cenie, ale nie mam tego w tej chwili na stanie, ponieważ się właśnie skończyło”. Tego oczekujesz, żeby było uczciwie? Daj tą samą uczciwość drugiemu człowiekowi. I tutaj tych przykładów można by było oczywiście, kochani, mnożyć. Jan Krzysztof pisze jeszcze tak: „Żeby zadbać o siebie, czasem trzeba rozwalić świat naokoło siebie, stracić znajomych, przyjaciół, którzy wpływają na nas źle, rzucić stare nawyki, zmienić na lepsze, zdrowsze.
Czy źle to rozumiem?” Drogi Janie Krzysztofie, doskonale to rozumiesz i w zasadzie po raz drugi nie udało mi się tego wątku wcisnąć w ramy czasowe, które gdzieś tam sobie założyliśmy z panem Markiem, że to będzie około godziny. Ale dokładnie tak. W poprzedniej audycji już o tym mówiłem i też prosiłem, żebyście, kochani, zadali sobie pytanie, czy jesteście gotowi. Ponieważ doskonale zdaję sobie sprawę z tego i też bardzo się cieszę z tego komentarza. Wyobraźcie sobie, kochani, taką sytuację, że dostajecie tabletkę, taką tabletkę, która w ciągu nocy wytworzy w was stan miłości do samego siebie. Obudzicie się rano jako inni ludzie. I cóż was czeka w tym nowym świecie przepełnionym miłością do samego siebie? To bardzo często, co napisał pan Jan Krzysztof. Czasami trzeba rozwalić świat dookoła siebie, stracić znajomych, przyjaciół, którzy wpływają na nas źle, rzucić stare nawyki, zmienić na lepsze, zdrowsze. Zrobić rewolucję w swoim życiu.
I też dążenie do tej świadomości, dążenie, uczenie się, wypracowywanie, czy jakkolwiek by to nazwałBo język ludzki jeszcze nie wymyślił właściwych słów. Ja to nazywam procesem transformacji ewolucji, bo proces transformacji ewolucji jest procesem takim stopniowym, nie szokowym. I dlatego on ileś czasu trwa, żebyśmy właśnie nie musieli robić rewolucji w swoim życiu, tylko dojrzewając, dorastając, rozwijając się, dążąc w kierunku miłości do samego siebie, zaczynamy dostrzegać pewne rzeczy, które nam nie pasują. Zaczynamy sobie zdawać sprawę, że: ale właściwie dlaczego ja to robię? Jaka jest przyczyna, że ja pozwalam się wykorzystywać? Jaka jest przyczyna tego? Dlaczego ja tak postępuję? To jest nierozsądne w ogóle. Dlaczego ludzie obok mnie i ich potrzeby są ważniejsze od moich potrzeb? Dlaczego moi kumple w piątek mówią: idziemy na dyskotekę wyrywać laski i się nawalić tak do spodu, do twardego resetu.
I ja z nimi idę. Dlaczego? Przecież ja mam fajną żonę, rodzinę. Ja ich kocham. Jest mi z nimi dobrze. Dlaczego ja się daję innym osobom wmanipulować w takie działania, ryzykując na przykład swoje szczęście? Dlaczego ja tak robię? Żeby nie stracić kolegów, żeby nie stracić w ich oczach, żeby nie przyznali mi miana mięczaka, pantoflarza i tak dalej. Tylko pytanie, czy pantoflarz w oczach moich kolegów jest trudniejszy do przyjęcia niż oszust, kłamca i zdrajca w oczach mojej żony? Co jest dla mnie ważniejsze?
Utrzymanie mojego szczęścia rodzinnego, statusu rodziny i tak dalej? Czy zdanie moich kolegów? I człowiek świadomy właśnie, myślący przez pryzmat miłości do samego siebie, mówi: zaraz, ok, tak, umówiłem się z żoną, że wyjdę w piątek na imprezę, żeby zresetować się po całym tygodniu pracy. Ale czy mam prawo robić coś, co odbędzie się, czy chcę robić coś, co może być kosztem mnie albo kosztem mojej rodziny, moich bliskich? Więc muszę dokonać wyboru, co jest dla mnie ważniejsze w życiu. Czy moich kolegów, czy moje dobro i moje szczęście. I w tym momencie zaczyna się weryfikacja. Tylko że jest to proces powolny. A dobra, nie słuchajcie, ja w ten weekend to nie mogę, bo coś tam. Przestaje nam to sprawiać przyjemność.
Ta gonitwa za jakimiś wzorcami czy prawdami innych ludzi i wtapianie się, zespajanie się z tym, czego inni chcą. Bo mi to nawet te krzyki, te wrzaski, te szpanowanie przed tymi pijanymi laskami, nawet mi to nie sprawia przyjemności. Ja siedzę z tymi kumplami, przyglądam się i ja nie rozumiem, w czym oni widzą radość. No ale jestem z nimi. Udaję, że się dobrze bawię. No to jeszcze jedno piwko, to pójdę na parkiet, a tu stoi jakaś dziewczyna samotna, to sobie z nią porozmawiam, co u niej słychać i tak dalej, żeby nie było, że się alienuję. Zdycham następnego dnia. Nie poświęcam czasu swoim dzieciom, chociaż jest sobota. Moglibyśmy wyskoczyć na rowery, bo mam kaca. Robię całe mnóstwo rzeczy, które odbywają się kosztem mnie, mojego zdrowia, mojego czasu, mojej też przyjemności.
Tylko dlatego, żeby komuś było przyjemnie. Nie mi, tylko komuś. Bo to jest wizja jednego z moich kolegów, tych czterech, którzy są razem ze mną. Być może jeszcze jeden się bawi tak samo dobrze jak ten. Natomiast trzech pozostałych też widać, że tak próbuje do tego dążyć, ale też nie do końca są o tym przekonani, że to jest fajne, że to jest dobre, że to jest słuszne. Miłość do samego siebie, ta budząca miłość do samego siebie zaczyna nam zwracać uwagę na takie rzeczy. Na niewchodzenie już na terytorium, w którym zaczynamy realizować pragnienia innych ludzi kosztem samego siebie. Ale tu całkowicie się z panem Janem Krzysztofem zgadzam, że tak, że czasami, zwłaszcza takie gwałtowne, takie wybuchowe, czyli mam już dość, teraz będę dbał o samego siebie. Bardzo często to jest związane z rozwaleniem całego świata wokół nas. I stąd moje pytanie w poprzedniej audycji, czy jesteście kochani na to gotowi i czy macie świadomość, w jakim kierunku zmierzacie?
Bo zmiana samego siebie zawsze zmienia nasze relacje z otoczeniem. Zawsze. Owszem, ja mam sposób. Znalazłem sposób, jak zrobić to bez aż takiej wielkiej rewolucji. Ja, zmieniając samego siebie, nie poniosłem aż tak wielkich strat towarzysko, zawodowo, rodzinnie, jakichś tam innych. Da się to zrobić w sposób spokojny. Znaczy mi się dało. Nie powiem, że każdemu się to da. Natomiast tak, często może być to związane z bardzo dużymi zmianami, takimi gdzieś tam w życiu.Pan Krzysztof jeszcze pisze: „Więc powiedzenie żyj w zgodzie z samym sobą jest w stylu Coelho. Niby coś, a jednak patrząc głębiej nie ma nic pod tym i jest zarazem taki paradoks”.
Mam nadzieję, że w pewnym sensie ten paradoks dzisiaj próbowałem właśnie wyjaśnić. Nie wiem, na ile mi się udało. Natomiast myślę, że każdy sam w sobie, jeżeli będzie miał oczywiście ochotę, zastanowi się i przynajmniej będzie miał jakąś wskazówkę co do tego, co to znaczy żyć w zgodzie z samym sobą. Czy żyje w zgodzie z samym sobą i które to „z samym sobą” nim kieruje, czy to podświadomość, czy już to bardziej duchowe. I tutaj pan Krzysztof pisze po owocach, po tym, że nie krzywdzimy innych i nie zaburzamy też życia innym. Nie wiem, do czego to było, ale całkowicie się z tym zgadzam. Pan Jan Krzysztof pisze: „Bóg, czyli my sami to proste, ale okej, spróbuję. Dawno nie trafiłem na audycję na żywo, dlatego się tak rozpisałem”. Dziękuję serdecznie za dobre słowa. Przyjemność również po mojej stronie.
Cieszę się, że mam tak od razu odzew odnośnie tego, że się zrozumieliśmy. Bo dla mnie to jest właśnie ważne, żeby się, kochani, z wami zrozumieć. Nie żeby prawić wykłady, tylko żeby znaleźć razem z wami płaszczyznę zrozumienia, żeby ta prawda, o której ja mówię, była też prawdą dla was. Nie taką prawdą demagogiczną, że ja ją wam narzucam, tylko taką prawdą świadomą, prawdą zrozumiałą i uznaną nie z racji mojego autorytetu, tylko z racji waszego wewnętrznego akcesu, że to jest prawda. To jest cel moich działań, jeden z wielu. Dlatego cieszę się, że tutaj dostałem taki fajny, natychmiastowy feedback. Timio pisze: „Pozdrawiam Sławka, Marka i Monikę”. My również pozdrawiamy, a pani Monika nawet jest z nami dzisiaj, a ja pozdrawiam pana Kazimierza. Nie ukrywam, że ja też pana Kazimierza pozdrawiam. Zresztą wszystkich was kochani pozdrawiam.
Pana Kazimierza dawno tutaj z nami nie było. Mam nadzieję, że jest wszystko w porządku. Jak pan Kazimierz nas słucha, to serdecznie pozdrawiam i żywię nadzieję, że wszystko jest okej. Pani Monika pisze: „Dzięki, choć dziwnie się czuję będąc wyróżniona. Dlatego wspomniałam o panu Kazimierzu, który nie raz zaistniał na audycji i miło się go słuchało”. To też, pani Moniko, jest informacja dla pani, dlaczego pani się z tym dziwnie czuje, prawda? Zawsze wszystko, co budzi w nas jakieś reakcje i emocje, jest jakąś tam wskazówką o nas samych. „Pozdrowienia z pracy. Zostaję jeszcze dwie godziny”. Kamil Dosiński się przywitał z nami, że też pozdrawia.
Witamy Kamilu, też świeży nick. Bardzo się cieszę. I właśnie przed chwileczką pan Jan Krzysztof napisał: „Te wcześniejsze komentarze nawiązywały do treści, która padła. Trudno mi wrócić do tych, do których słów konkretnie. Jednak w dalszej części wszystko się rozjaśniło”, co mnie, panie Krzysztofie, bardzo cieszy. Ja dlatego tych słów czasami używam być może zbyt dużo, ale tak jak mówię, zależy mi na tym, żeby jak najmniej niedomówień czy niewyjaśnień, niedoprecyzowań padało z mojej strony, żeby ten przekaz był jak najbardziej szczegółowy. Bo tak po prostu lubię mówić z miłości do was, kochani, i z miłości do samej siebie. W związku z tą nawiązaną między nami relacją właśnie mam taki system, sposób, nawyk, potrzebę. Znowu nie ma właściwego słowa, żeby z szacunku do was przedstawiać wam wszystkie aspekty. Nie tylko te, wydawałoby się pozytywne, bądź nie tylko te negatywne, tylko wszystkie, żebyście mogli świadomie podjąć decyzję.
Świadomie to jest często nazywane rozsądnie. Zgodnie z rozsądkiem. To jest takie ziemskie określenie. Zgodnie z rozsądkiem. Czyli rozsądzić, znać wszystkie możliwe dostępne dla nas aspekty i na zasadzie rozsądku, rozsądzenia podjąć decyzję, czy w coś wchodzimy, czy nie. To jest tak jak w biznesie. Czy tak jak podejmując pracę. Czy tak jak wchodząc w związek jakiś. Słuchaj, dzisiaj jest tak, ale za dwa lata to ja będę miał już brzuszek, to, tamto, ślamusto i ogólnie rzecz biorąc, to ja teraz wyglądam na takiego lowelaska, ale ja ogólnie to jestem leniwym facetem, więc tak za specjalnie na mnie liczyć nie będziesz mogła. I ja tak do końca też jeszcze nie wyrosłem z gier komputerowych.Lubię posiedzieć przed telewizorem.
Dzieci są fajne, ale ja się tam zajmę nimi jak będą już miały 12 lat, bo takimi maluszkami to ja nie umiem, nie lubię. I to jest rozsądnie. To jest uczciwie. To jest zgodnie z prawdą. Taki jestem. Owszem, będę się starał to w sobie korygować, ale nie wiem, czy mi się uda. I to jest świadomie wtedy. Podejmujemy decyzję, czy chcemy być z daną osobą, czy nie, ale znamy nie tylko te wyidealizowane i te aspekty, które nam sprzedał na kilku randkach, bądź w tych momentach, kiedy się widzieliśmy, ale również te aspekty takie, które skrzętnie przed nami ukrył. W pracy: będzie pan zarabiał 10 000, samochód, telefon, piękna atmosfera, młody zespół kreatywny, będzie się pan mógł rozwijać i tak dalej. Ale to po godzinach, wie pan, deadline'y, jak coś to ktoś pana opieprzy.
Świadomie to jest znając wszelkie za i przeciw, wszelkie dostępne. Natomiast świadomość to jest też umiejętność wyłapania między wierszami tego, czego ludzie nie chcą nam powiedzieć, że świadomość to jest taki mechanizm, że człowiek dąży do tej świadomości, pragnie tej świadomości, pragnie poznania wszelkich aspektów danej sprawy i potrafi je wygrzebywać spomiędzy zdań wypowiadanych przez innych ludzi. Ponieważ jest w człowieku już potrzeba tego, żeby mieć wszelkie informacje na temat tego, co będzie chciał zrobić. Chce posiąść jak najwięcej informacji, żeby móc świadomie tę decyzję podjąć. Więc załącza się ten mechanizm poszukiwania i doszukiwania się. I to w życiu praktycznym bardzo fajnie pomaga funkcjonować, ponieważ jesteśmy wyczuleni na różnego rodzaju manipulacje, na próby oszukania nas, na próby omamienia nas bądź wyidealizowania swojej osoby. Kiedyś ktoś mądrze powiedział, że dobry śledczy pyta tylko o to, co już wie, po to, żeby wiedzieć, czy ten człowiek, którego przesłuchuje, czy od którego próbuje wydębić informację, mówi mu prawdę. Bo jeżeli mówi prawdę, to nie oszuka nas. Jeżeli jest osobą prawdomówną, to najprawdopodobniej nie oszuka nas też w innych kwestiach. Natomiast jeżeli od samego początku kłamie, to nie można mu już zaufać w żadnej innej informacji.
Ja pamiętam, jak z moim przyjacielem jeździliśmy. On jak tam zmieniał samochody, to nie zmieniał ich tak nagminnie, ale za każdym razem jak jechaliśmy, to brał mnie ze sobą. Jechaliśmy sobie razem i na samochodach on się znał doskonale, dużo lepiej ode mnie. Natomiast on brał mnie z tego powodu, że ja rozmawiałem z człowiekiem. Pytałem go o różne rzeczy po to, żeby zrozumieć właśnie, czy on mówi prawdę. Ponieważ jeżeli mówi prawdę w tej kwestii, to też dowiemy się prawdy o samochodzie. I za każdym razem ten wybór był zgodny z prawdą, czyli z tym, co człowiek nam powiedział. Więc świadomość ma też takie zalety, takie stricte użytkowe, że łączą się pewne fakty ze sobą same i pozwalają nam wyłapać, czy ktoś nas próbuje oszukać, czy nie. To taki kolejny aspekt świadomości. Barbara się pojawiła.
Witam. Witamy Barbaro. Jan Krzysztof pisze jeszcze: ja muszę wrócić do kwestii egoizmu. Trochę się tutaj z tym nie zgadzam, jednak może spróbuję zrozumieć to inaczej, popatrzeć z innej strony. Panie Janie Krzysztofie, ja oczywiście staram się przedstawić ten aspekt jak najbardziej obiektywnie, bo jednak każde słowo ma jakieś znaczenie i skoro są dwa słowa, które opisują podobne stany, to też między sobą się czymś pewnie różnią, skoro to są dwa różne słowa. Pewnie jakaś minimalna różnica jest. Natomiast egoizm to jest umiejętność dokonywania wyborów dobrych dla siebie, ale również niebiorących pod uwagę, bądź wręcz w sytuacjach konfliktowych ze świadomością, że odbędą się kosztem innego człowieka. Miłość do samego siebie takiej sytuacji w samym założeniu nie ma, ale pozostawiam to. Z chęcią też w razie czego włączę się w jakąś dyskusję, podyskutuję na ten temat. I tak jak w większości różnego rodzaju rozmowach telefonicznych i dyskusjach z różnymi słuchaczami na początku wydawało się, że zmierzamy w innym kierunku, później najczęściej okazywało się, że tak naprawdęAlbo rozmawiamy o tym samym, albo w bardzo wielu kwestiach się zgadzamy, więc myślę, że tutaj też znajdziemy płaszczyznę porozumienia.
Kochani, komentarze się skończyły. Z jednej strony poniekąd czasami cieszę się nawet z tych krótszych audycji, ponieważ te cztero-, pięciogodzinne audycje często odstraszały ludzi potrzebą poświęcenia czasu. Myślę, że dwie godzinki prędzej ktoś sobie wygospodaruje w ciągu dnia niż cztery. Jeszcze mam jeden komentarz od pana Krzysztofa. Zgadzam się. Jednak jest też słowo egocentryzm. Nie zgadzam się z tym, że właśnie w sytuacjach konfliktowych wybór zawsze jest na siebie w przypadku egoizmu. Nie dla mnie. Więc nie jest pan egoistą w takim razie. Może tak trochę, bo czasami ludzie dodają sobie otuchy.
Bo powiedzenie komuś „kocham cię” brzmi słabo, natomiast „kocham siebie” brzmi słabo w większości ludzi. Może się trochę zdziwić, jak to kochasz siebie. Więc takie mówienie: „wiesz co, bo ja to jestem takim zdrowym egoistą” czasami brzmi ciut lepiej. Natomiast egocentryzm to jest to, o czym mówiłem w jednej z ostatnich audycji, kiedy przedstawiałem sposób podejścia, patrzenia i słuchania informacji przez pryzmat świadomości i przez pryzmat naszej podświadomości. Egocentryzm to jest stawianie siebie zawsze w centrum, patrzenie na wszystko, co nas otacza przez pryzmat samego siebie. To jest egocentryzm i to jest domena naszej podświadomości. Egocentryzm nie ma nic wspólnego z obiektywizmem. Egocentryzm to jest właśnie postawienie siebie w centrum i patrzenie na wszystko przez pryzmat samego siebie. Pan Krzysztof pisze: „Już kończę. Też dobrej nocy, będę wpadać częściej”.
Bardzo się cieszę. Dziękuję za odwiedziny. Zapraszam oczywiście częściej. Abrakadabra pisze: „Co z panem Wojtkiem?” Dobre pytanie, ale nie do mnie. Aczkolwiek mieliśmy przyjemność z panem Wojtkiem wymienić się jakimiś prywatnymi informacjami jakiś czas temu, to pewnie będzie z miesiąc. Natomiast korzystając z okazji pozdrawiamy oczywiście pana Wojtka przy tej okazji. Natomiast pytanie jest dobre, ale nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć. Pan Jacek. Tego nie skomentuję. Zostawię was z tym, bo jest fajny komentarz pana Jacka.
Jacek Grab pisze: „Nie zawsze, panie Jacku, nadążam za pana tokiem myślowym. Czasami jest dla mnie taki zaskakujący. Nieraz potrzebuję dwa razy przeczytać pana komentarze, aczkolwiek za każdym razem zmuszają mnie do jakichś przemyśleń”. I wam też, kochani, pozwolę, zwłaszcza tym, którzy nie bywają na komentarzach, nie czytają komentarzy pod audycjami na YouTubie bądź w radio i nie znają pana Jacka. Przeczytam i zostawię was z tym komentarzem. Pan Jacek pisze: „Trzy życzenia do złotej rybki. Być w jednej trzeciej ciebie materialną, w dwie trzecie duchową, w trzy trzecie legendarną. Aha, złota rybka została złapana i we własnym interesie chciała odzyskać wolność”. Kochani, wszystko. Zostawiam was z tym do rozkminienia i do komentowania.
Może właśnie pod najbliższą audycją. Zapraszam do komentowania też tego i też właśnie życzeń, dzielenia się ze mną tymi życzeniami, żebym miał jak najwięcej możliwości dowiedzenia się o was przed następną audycją. Na dzisiaj, kochani, kończymy. Bardzo mi było miło po raz kolejny się z wami spotkać. Cieszę się również z nowych osób, które do nas dołączają. Też po ilości odsłon na YouTubie zauważyłem, że chyba faktycznie wakacje się kończą. Zachęcam do udziału w dyskusjach właśnie pod audycjami. Tam się dzieją też fajne rzeczy. No i cóż, wszystkiego dobrego wam życzę. Udanego rozpoczęcia roku szkolnego, powrotu z urlopu, jeżeli ktoś jeszcze na nim jest.
I przygotowania się już niestety do tych dłuższych wieczorów. Mam nadzieję, że spędzonych na równie fajnych rzeczach jak dzisiejsza audycja. Dziękuję panu Markowi, wszystkim, którzy wzięli udział w dyskusji czatowej. Pozdrawiam was, kochani bardzo, bardzo gorąco i bardzo serdecznie. Wszystkiego dobrego z serducha wam życzę. I cóż, słyszymy się za tydzień. Dobrej nocy, trzymajcie się. Pa, pa.
[01:43:51] - A mówi do was jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie nieustająco zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”. Książka jest dostępna w wersjach drukowanej, elektronicznej oraz jako audiobook od niedawna. Zapraszamy także do polajkowania fanpage'a pana Sławka na Facebooku i do zasubskrybowania kanału „Świat oczami duszy” na YouTube i śledzenia, co pan Sławek na tym kanale również publikuje. A my dzisiaj już się z państwem żegnamy. Oczywiście tylko na sześć dni. Kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy” oczywiście już za tydzień, w poniedziałek o 20:00 na antenie Radia Paranormalium. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień, w poniedziałek o 20:00 na antenie Radia Paranormalium. Oczywiście na żywo.
[01:45:07] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl