[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Kończy nam się kolejny poniedziałek. Minęła przed chwilą godzina 20:00, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć na antenie Radia Paranormalium kolejny odcinek audycji, na którą wielu z państwa czeka zawsze z wytęsknieniem: „Świat oczami duszy. Audycja o świadomości w całości na żywo”. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:47] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam was, kochani, bardzo serdecznie, jak zawsze.
[00:50] - Tradycyjnie, zanim przekażę głos panu Sławkowi, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Będzie można dzwonić w drugiej części dzisiejszej audycji, ale myślę, że numery telefonów warto zapisać sobie już teraz. Nasz numer stacjonarny to jak zawsze 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów również, bo te także czytamy, to 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego. Na grupie Radia Paranormalium także jesteśmy cały czas, a jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc, panie Sławku, skoro już słuchacze poznali kontakty, to myślę, że mogę spokojnie oddać panu głos.
[02:14] - Dziękuję, panie Marku. Jak podawał pan numer telefonu z kierunkowym 32, to przypomniała mi się taka historia i może uprzedzę słuchaczy, żeby uważali z tym numerem kierunkowym, ponieważ ostatnio próbowałem się dodzwonić do Gliwic. Zaraz powiem, w jakiej sprawie, bo to też dotyczy trochę nas i audycji i tego, co robię. Do Gliwic jest kierunkowy 32. Natomiast nie mogłem się tam dodzwonić, więc mówię: „Dobra, może wpiszę. Trzeba dopisać ten prefiks +48”. I tak pisałem na tym telefonie, zajmując się jeszcze jakąś tam inną rzeczą, że owszem, wpisałem 32 48 plus numer stacjonarny i dodzwoniłem się do Belgii. Tak że kochani
[03:09] - Próbował pan się dodzwonić z Polski do Polski, a wyrzuciło pana do Belgii.
[03:14] - Tak. Tak że kochani, pamiętajcie, że 32 to również jest kierunkowy do Belgii, więc uważajcie. A dzwoniłem do Gliwic, ponieważ jeden ze słuchaczy naszych podrzucił mi numer telefonu i też od razu sobie przypomniałem, że mam do was prośbę. Jeżeli jest wśród słuchaczy bądź wśród słuchaczy znajomych ktoś, kto ma jakieś pojęcie na temat technologii VR, czyli tworzenia filmów w wirtualnej rzeczywistości bądź zajmuje się tym, to prosiłbym o kontakt. A jeżeli jest jeszcze do tego wszystkiego lekko nawiedzony, tak jak część z nas, to tym bardziej będzie mi miło. Nie ukrywam, że temat wirtualnej rzeczywistości, tej technologicznej wirtualnej rzeczywistości jest tematem, którym zajmuję się od pewnie już półtorej roku, może troszeczkę dłużej i chcę go wykorzystać do znalezienia, do wymyślenia, do opracowania czegoś, co będzie przydatne, mam nadzieję, bardzo wielu ludziom. Jest to związane z naszą podświadomością. Przepraszam, kaszel złapałem. Żeby wam za dużo, że tak powiem, nie powiedzieć, póki temat jest jeszcze w jakichś tam powijakach, to na tą chwilę wystarczy. Co prawda wspominałem już o tym, ale przyjdzie taki moment, że będę mógł powiedzieć wam coś na ten temat więcej.
Kochani, teraz do tematu audycji. Obiecałem, że zapoznam się z komentarzami, których już nie przeczytałem i nie odniosłem się do nich, a pojawiły się pod poprzednią audycją. I tak, oczywiście zrobiłem. Jak obiecałem, tak zrobiłem, więc za chwilę o tym. Natomiast jeszcze troszeczkę chaosu się tutaj mi zrobiło. Zapraszam do zapoznania się też z komentarzami pod ostatnią audycją na YouTubie, ponieważ słuchaczki podzieliły się z nami, tymi, którzy przeczytali komentarze. Podzieliły się swoją twórczością artystyczną, zresztą bardzo fajną. Pojawiły się wierszeKtóre mi akurat bardzo się podobały, więc warto by było też docenić. Jest też dalszy ciąg opowieści pani Moniki, więc jeżeli ktoś miałby niedosyt, to też zapraszam, bo jest kilka dość długich opowieści, historii z życia pani Moniki i z jej przemyśleń. Natomiast co do komentarzy pod poprzednią audycją, tych komentarzy czatowych, to oczywiście oprócz takich pod tytułem: „Olej go, Monia, to jest kretyn” jeden z takich zabawniejszych komentarzy, który się pojawił, bo pięknie się wpisał właśnie w temat poprzedniej audycji, gdzie mówiłem, jak łatwo jest wydawać osądy, oceniać innych, nie znając ich.
I jak za pomocą takiego mechanizmu i sposobu wyrażania się można łatwo określić, czy ktoś kieruje się w życiu podświadomością, czy świadomością. Więc był temat i natychmiast pojawił się ktoś, kto udzielił odpowiedzi i potwierdził to, co mówię. Natomiast z takich ważnych rzeczy, które będą tematem dzisiejszej audycji. Pan Mikołaj zadał takie pytanie: „Czy czucie celu do realizacji duszy od najmłodszych lat to bardziej zaburzenie, czy to jest coś naturalnego? Bo towarzyszy mi to dosłownie od przedszkola”. I tu jest dopisane: „W sensie nie odpuszczająca mnie myśl o robieniu czegoś konkretnego dla rzeczywistości”. Takie pytanko się pojawiło i też drugie pytanko na temat UFO pan Mikołaj mi zadał. Natomiast powiem szczerze, jestem bardzo ostrożny, jeżeli chodzi o temat UFO. Nie wgłębiałem się w niego. Nie widzę też sensu większej manifestacji tutaj, bo jeżeli miałaby być, to najprawdopodobniej w moim przekonaniu nastąpiłaby w trochę inny sposób.
Ale mówię, to nie jest temat moich rozmyśleń, dlatego do tego za specjalnie się nie odniosę. Przepraszam was kochani, to jeszcze chyba ten VR. Natomiast do tego pierwszego odnośnie celu duszy, to żeby było ciekawiej, to w momencie, kiedy następnego dnia, czyli w poprzedni wtorek przeczytałem te komentarze, bo już w poniedziałek nie miałem na to specjalnie siły i przeczytałem ten komentarz i to pytanie, to postanowiłem, że taki będzie temat następnej audycji. Oczywiście nie trzeba było długo czekać, żebym podczas moich sporadycznych podróży po różnego rodzaju grupach facebookowych wpadł na ten sam wątek poruszany również na innych forach. I nie ukrywam, że ucieszyła mnie taka świadomość, że jest coraz więcej osób, które ten temat, to zagadnienie rozumieją, a nie tylko przeklepują pewne wyczytane informacje, czyli ludzi takich już świadomych, ludzi, którzy poświęcili trochę czasu na to, żeby się nad tym tematem zastanowić. Bo bardzo często i najczęściej w komentarzach różnego rodzaju pojawia się takie twierdzenie, że celem duszy jest doświadczanie. Ten wątek też był kiedyś poruszany we wcześniejszych audycjach, natomiast ja oczywiście z tym twierdzeniem całkowicie się nie zgadzam. I nie chodzi tu już nawet o logikę, bo jaki byłby sens nawet z takiego ludzkiego punktu widzenia zdobywania doświadczenia przez duszę? Jaki byłby sens? Czemu to miałoby służyć?
Co tej naszej duszy przepełnionej miłością, będącej w ciągłym kontakcie ze źródłem, to doświadczanie najczęściej jednak różnego rodzaju cierpienia i nieszczęścia. Bo umówmy się, że większość ludzkiego życia to jest pokonywanie różnego rodzaju przeszkód i trudności, wypełnianie obowiązków, sprostaniu oczekiwaniom innych ludzi, dążeniu do czegoś, co na pierwszy rzut oka wydaje się naszym celem, ale później się okazuje, że jak już go osiągamy, z takim dążeniem do szczęścia, a później jak to szczęście już osiągamy, to się okazuje, że wcale nie jesteśmy tacy szczęśliwi, jak myśleliśmy, że będziemy szczęśliwi. Większość życia to jest życie przyszłością bądź przeszłością. Mało czasu ludzie spędzają na cieszeniu się chwilą. Więc jaki byłby sens tego doświadczania tych stanów emocjonalnych przez duszę? I do czegóż by miało to doprowadzić? Bo zakładając, że jesteśmy wspólnym bytem, nasza dusza i my jako ludzie to dwa współistniejące ze sobą byty w jednymW jednym jestestwie przepełnione tymi samymi emocjami. To cóż by było z tego pożytecznego oprócz tego, że można by było wziąć flaszkę i usiąść z tą duszą, napić się wódki i narzekać na to, jak to życie jest przegwizdane? Jedyną korzyść, jaką widzę, to właśnie taką, że ta dusza, która już wie, jak to jest przesrane na tym życiu na tej ziemi, by nas rozumiała i mówiła: „No tak, faktycznie, stary, lekko nie jest. Rozumiem cię”.
Więc nawet z takiego ludzkiego punktu widzenia nie dostrzegam w tym za specjalnie jakichś korzyści, jakiegoś głębszego sensu. Biorąc pod uwagę, że nasza dusza jest darem, jest czymś, co dostaliśmy w jakimś celu, że nasza dusza pochodzi bezpośrednio ze źródła. Więc jakie jest jej zadanie? Jeżeli nasza dusza niesie ze sobą dwie dla mnie najważniejsze wartości: prawdę i miłość, to po coś to w sobie ma. Po to, żeby nas, ludzi tego nauczyć. Ona jest dla nas takim drogowskazem i takim przewodnikiem, takim nauczycielem do tego, by doprowadzić nas do pewnego rodzaju zasad, które panują w miejscu, z którego dusza do nas przyszła. Bo taki jest sens nauczania. Jeżeli przyjeżdża do nas człowiek z jakiegoś obcego kraju, to może nam przekazać informacje. Może nas nauczyć wszystkiego tego, co w tym kraju jest. Kultury języka, zachowań, norm, gotowania.
Może nas tego nauczyć. Więc jeżeli dusza pochodzi ze źródła i ma w sobie wiedzę nieco odmienną od tej wiedzy, którą my mamy zapisaną w naszej podświadomości, to po to tę wiedzę ma, żeby nam ją przekazać. Nie odwrotnie. To tak, jak dusza poprzez doświadczanie uczyłaby się od nas tego, co jest na ziemi. Za chwilę, jakby ten proces faktycznie udało się wcielić w życie, to być może doszłoby do takiej sytuacji hipotetycznej, biblijnej, że idąc do nieba musielibyśmy ze sobą wziąć worek pieniędzy. I wtedy to ma sens, jak faraonów się zakopywało ze złotem albo z jakimiś tymi, żeby to dla tego Cerbera miał czy tam dla kogoś. Więc my musielibyśmy też mieć ze sobą worek, nie wiem jakich pieniędzy. Może dolary są takie najbardziej popularne. Po to, żeby najpierw nikt nam nie wyłączył światełka w tunelu. Później, żeby dać w łapę Świętemu Piotrowi, żeby nas tam dalej wpuścił, bo tam z pewnością za czas niedługi panowałaby korupcja, przekupstwo, cwaniactwo i tak dalej.
Więc wydaje mi się, że pójście w tą stronę, że to my będziemy uczyli duszę, a później te dusze będą uczyły źródło tego, co jest na ziemi, nie jest, wydaje mi się, dobrym kierunkiem rozwoju. I mam nadzieję, że to akurat Pan Bóg przewidział, że taka sytuacja może być. Dlatego to dusza ma nas uczyć tego, co w sobie ma. Ona chce nam przekazać te wartości. Natomiast my za specjalnie tych wartości nie chcemy przyswajać. Nie bardzo chcemy ich słuchać i nie bardzo chcemy je gdzieś tam wcielać w życie. Dlatego kochani, celem duszy jest doprowadzić ludzi, każdego człowieka i w związku z tym też całą ludzkość do życia według uniwersalnych wzorców prawdy i miłości. To jest cel duszy. Dzieciaki. Przepraszam.
Dzisiaj mam zamknięte drzwi wyjściowe pierwszy raz od wiosny i moje zwierzęta, że tak powiem, uczestniczą razem z nami w audycji i chyba postanowiły się pobawić. Pies z kotem. Więc to jest cel. Więc bardzo was proszę, jak będziecie słyszeli, że celem dusz jest doświadczanie, to pozwólcie sobie na chwilę refleksji. A być może na przypomnienie sobie tych słów, które powiedziałem przed chwilą i spróbujcie z tym jakoś zarezonować i jakoś to zweryfikować. Zweryfikować to poprzez własne odczucia emocjonalne. Spróbujcie dowiedzieć się, co wasza dusza na ten temat wam powie. Czy ona naprawdę ma ochotę doświadczać, czy nie za specjalnie? Czy raczej się tutaj morduje z nami, patrząc na to, co my wyprawiamy, niż raduje się z doświadczeń, przez które razem z nami przechodzi. Natomiast żeby dojść, bo proces doświadczania jest bardzo ważny.
Ja oczywiście o nim mówiłem również i to doświadczanie jest ważne. Natomiast doświadczanie jest jedną z dwóch znanych mi dróg dojścia do tego celu.... którym jest nauczenie się życia według wzorców duszy, czyli prawdy i miłości. Doświadczanie jest jedną z dróg. Najbardziej naturalną, najbardziej dostosowaną do naszej ziemskiej, upartej natury. Bo nawet myślenie o tym, że my uczymy duszę czegoś, jest naszym ziemskim egocentrycznym stawianiem się zawsze w centrum. Jacy my jesteśmy niesamowicie mądrzy, że będziemy uczyli duszę życia na Ziemi. Ciekawe. Doświadczanie jest naturalną metodą, naturalnym procesem, aby dojść i zrozumieć zasady prawdy i miłości i nauczyć się nimi żyć. Natomiast jest jeszcze druga metoda i wydaje mi się, że gdybyśmy te dwie metody porównywali, to myślę, że ta druga metoda byłaby bliższa naszej duszy.
Ta druga metoda to jest rozwój wewnętrzny, rozwój osobisty, samodzielny i świadomy rozwój naszej świadomości. Reasumując, kochani, pragnieniem naszej duszy nie jest doświadczanie. Doświadczanie jest potrzebne człowiekowi po to, żeby się na własnej skórze mógł przekonać o tym, jak to jest. Jak to tak naprawdę jest. Z poziomu duszy łączność telepatyczna, łączność na poziomie emocjonalnym czy duchowym, połączona z empatią i patrzeniem na wszystkie zachowania, na wszystkie reakcje przez pryzmat prawdy i miłości jest procesem naturalnym. To człowiek, bijąc drugiego człowieka, nie ma świadomości tego, co ta druga osoba myśli i czuje. To człowiek, nie dusza. Dusza doskonale wie, co drugi człowiek w tym momencie odczuwa. To człowiek nie zastanawia się nad tym, jaką krzywdę wyrządza drugiemu człowiekowi kłamiąc, oszukując, obrażając czy wykorzystując drugiego człowieka. Dusza doskonale wie, co tamta osoba w tym momencie czuje, co odczuwa.
To człowiek nie zastanawia się nad tym, co się dzieje z osobami, które on krzywdzi, chociażby zawodząc ich zaufanie w związkach, w przyjaźniach. Dusza doskonale wie. Więc jeżeli ktoś ma się czegoś nauczyć, to właśnie my jako ludzie. A uczymy się tego poprzez doświadczanie tego, jak czuje się osoba krzywdząca i jak czuje się osoba krzywdzona. To nam to jest potrzebne, kochani. Nam, ludziom. Ja często nazywam ten proces prawem Kalego. Kali to taki słynny mały Murzynek, który był bohaterem wielu kawałów, wielu różnego rodzaju bajek, nawet filmów. Jak Kali komuś ukradł krowę, to był wielkim bohaterem. Był wielkim cwaniakiem, wielkim mistrzem, bo on jest mądry, bo on jest dobry, bo dba o rodzinę, bo ma krowę, bo udało mu się ukraść komuś krowę.
Natomiast jak Kalemu ktoś ukradł krowę, to Kali był biedny, pokrzywdzony, a wszyscy ci, którzy w tym brali udział, to są po prostu złodzieje i bandyci. Więc my jako ludzie mamy zwyczaj inną miarką mierzyć swoje czyny, a innej miarki używamy do mierzenia i oceniania czynów innych ludzi. Dusza widzi to tak, jakby używając tej samej miarki. Doświadczanie nie jest potrzebne naszej duszy. Doświadczanie różnych sytuacji i możliwość obejrzenia tej samej sytuacji z różnych stron jest potrzebą człowieka. Może nawet nie to, że potrzebą. To nie to, że my sobie to wymyśliliśmy, tylko to jest jedyny sposób tak naprawdę, żebyśmy zrozumieli, że to jest działanie krzywdzące dla innych, że to jest działanie niewłaściwe. Że to samo, co my odczuwamy w momencie, kiedy ktoś nas skrzywdzi, odczuwają osoby, które skrzywdzimy my. Każdy tak samo się czuje w momencie, kiedy zostaje zdradzony. To nie jest tak, że ja zdradziłem i już, i nic się nie wydarzyło.
Wydarzyło się. Zawiodłem zaufanie drugiej osoby. Może zawiodłem. Nie dotrzymałem słowa, obiecując wierność, uczciwość, prawdę. Nie dotrzymałem słowa. Skrzywdziłem drugą osobę niedotrzymaniem słowa, które mu dałem i on czuje się dokładnie tak samo jak ja, kiedy ktoś nie dotrzymał słowa, które dał mi. Po to jest potrzebne doświadczanie. Więc jeszcze tutaj, odwołując się i nawiązując do pytania pana Mikołaja, odpowiem tak: to czucie celu do realizacji, tak jak pan nazwał to bardziej zaburzenie czy coś naturalnego. Jest to coś naturalnego. To czucie tego celu to jest coś całkowicie naturalnego.
Natomiast najczęściejPrzez większość ludzi, u większości ludzi zagłuszany przez ich ego, przez ich podświadomość. Ponieważ jeszcze większość ludzi nosi te dwie miarki w kieszeni. Jedną dla siebie, dla mierzenia swoich czynów, a drugą dla mierzenia czynów innych ludzi. Natomiast z duchowego punktu widzenia jest to proces jak najbardziej naturalny. Natomiast fakt może być przez wiele osób odbierany jako zaburzenie. Także kochani, reasumując ten wątek. Celem duszy jest połączenie nas i doprowadzenie do stanu emocjonalnego. Nie mentalnego, tylko emocjonalnego, w którym będziemy potrafili funkcjonować na tym poziomie duchowym, czyli na poziomie prawdy obiektywnej i miłości. Natomiast do dojścia do tego momentu, do tego stanu prowadzą dwie drogi. Jedna ta, którą ćwiczymy od tysiącleci, to jest droga poprzez doświadczanie.
I druga droga, która na szczęście w dzisiejszych czasach się wyłoniła. To jest droga świadomego rozwoju wewnętrznego, świadomego rozwoju własnej świadomości. I teraz kochani, jak to jest z tą świadomością? Ja też jestem niecierpliwy. Chciałbym uzyskiwać bardzo szybko efekty. Może leniwy jestem trochę. W każdym razie tak. Każdy chciałby, żeby efekt tego, co on robił, był jak najszybszy. Nie ma w tym ani nic złego, ani nic dobrego. Tak po prostu jest i się nie ma tutaj z tym, co za specjalnie jakoś boksować.
Ja nawet uważam, że to daje większego powera do działania. Więc tak samo jest z rozwojem świadomości, że chcielibyśmy tę świadomość mieć zaraz po przeczytaniu jednej książki, żeby był taki efekt wow i już. Budzimy się rano i tak. Tak samo jest z wszelkimi technikami, praktykami, warsztatami. Wszystko to, co robimy w kierunku rozwoju tej świadomości. Chcielibyśmy, żeby te efekty były szybkie i często po różnego rodzaju warsztatach czy po medytacjach, czy po jakichś tam spotkaniach jest taki chwilowy efekt wow, że poczuliśmy się cudownie, poczuliśmy się wspaniale. Natomiast to nie jest stan długotrwały najczęściej. I dobrze. A dlaczego dobrze? Powiem w dalszej części.
Dlaczego najczęściej na skutek działania osób trzecich. Mam tu na myśli wszelkiego rodzaju wykłady, warsztaty, różnego rodzaju prowadzenie w medytacjach czy poprzez hipnozy, czy poprzez regresing i tak dalej. Całe mnóstwo tych technik, do których wróżki, jasnowidze, bioenergoterapeuci, coachowie. Dlaczego w kontakcie z takimi ludźmi efekty są takie dość szybkie? Może niezbyt długotrwałe, ale szybsze. Kochani i to nie dlatego, że my nie wiemy, jak to robić, że każdy z nas nie wie, jak to robić. Tylko dlatego, że są dwie metody, po raz kolejny, relacji międzyludzkich. Jedna metoda to jest edukacja, a druga metoda to jest modyfikacja. Edukacja kojarzy nam się źle, ponieważ jest związana ze szkołą, z pouczeniami, z wykładami, z różnego rodzaju monologami, które ktoś tam prawi. Tak jak ja.
Ja uprawiam monolog. Duchowy stand-up. I to jest nudne. Mało tego, to nie przynosi efektów, ponieważ my posiadamy tę wiedzę. Mniej bądź bardziej ją przyswajamy. Posiadamy tę wiedzę, natomiast albo z nią coś zrobimy, albo nie zrobimy, albo ona nam do czegoś się przyda, albo się nie przyda, albo o niej zapomnimy. Kiedyś może sobie przypomnimy. Może kiedyś się przyda. Edukacja jest nudna i mało skuteczna. Zwłaszcza, że mówię źle nam się kojarzy z pewnego rodzaju przymusem, więc nasza podświadomość trochę to odpycha, ponieważ bardzo często w edukacji też jesteśmy wstawiani w osobie pierwszej, ale o tym kiedy indziej.
Druga metoda, czyli metoda modyfikacji, jest skuteczniejsza, ponieważ jesteśmy do niej przyzwyczajeni. Nasza podświadomość jest przyzwyczajona. Metoda modyfikacji to jest metoda, w której nie tylko zostaje nam przekazana pewna informacja, ale wręcz wymagane jest od nas zastosowanie się, wprowadzenie w życie tej informacji. Pewnie zastanawiacie się teraz, dlaczego nasza podświadomość jest do tego przyzwyczajona. Ponieważ takich informacji dostajemy dziennie od dzieciństwa dziesiątki, setki z różnych źródeł.Mam jeszcze otwarty Messengera na poprzedniej audycji i takim przykładem modyfikacji jest wpis Agarty z poprzedniej audycji: „Olej go Monika, to jest kretyn”. Edukacyjne by było poinformowanie kogoś, że jest tym kretynem. To jest edukacja i zostawienie człowiekowi wolnej woli do zrobienia z tym, co chce. Modyfikacja polega na wydaniu polecenia, co z tą informacją każdy ma zrobić. Odbiorca ma zrobić. I teraz kochani, zostaw to, nie rób tego, weź to, zrób to inaczej.
Nie teraz. Co ty robisz? To jest złe. Zastanówcie się, ile takich informacji dostajecie w ciągu jednego dnia i w ciągu swojego całego życia od dzieciństwa. „Mamo, idę pograć w piłkę”. „Nie, nie teraz. Nie rób tego, bo się zmęczysz. To jest bez sensu. To jest głupie. To jest nieodpowiedzialne”.
W rozmowach z przyjaciółmi, w rozmowach ze znajomymi, w rozmowach z kolegami w pracy, w związkach, na imprezach. „Co ty, byłeś zagłosować na nich? Przecież ty jesteś głupi, to są oszuści. Co ty, wierzysz w covida? Przecież to jest bez sensu. Weź się zaszczep, weź się nie szczep. Jak to ty jeździsz metrem? Przecież tam są złodzieje. Tam są bandyci. Tam są oszuści.
Nie jeździj metrem. Nie jeździj tak szybko. Nie jeździj tak wolno. Nie jeździj lewym pasem. Nie jeździj prawym pasem. Nie chodź, pojedź. Nie jedź, pochodź. Nie siedź, wstań. Czemu stoisz? Usiądź”.
Mógłbym wymieniać godzinami. Nasza podświadomość jest odporna na takie informacje. Z jednej strony, ponieważ: „Weź te perfumy, nie weź tych. Dlaczego się ogoliłeś? Nie gól się. Z brodą wyglądasz lepiej. Bez brody wyglądasz lepiej. To cię postarza. To cię odmładza. To cię pogrubia.
To cię wyszczupla. Nie zakładaj tej sukienki. Załóż ten sweter. Załóż czapkę, bo się przeziębisz”. Technika modyfikacji towarzyszy nam od dzieciństwa. „Nie płacz, uspokój się. Czemu krzyczysz? Nie rób z tego problemu”. Polecenia, które dostajemy od całego otoczenia, w którym przebywamy. To są polecenia.
To nie są prośby, to nie jest edukacja. To jest wymagany proces modyfikacji. Wymagany, ponieważ na skutek informacji, które uzyskujemy od naszego rozmówcy, mamy postąpić i zareagować dokładnie tak, jak on nam radzi i jak on sobie tego życzy i jak on uznaje to za słuszne. „Po co się denerwujesz? Weź wyluzuj”. Dobra rada, nie? „Weź wyluzuj. Nie płacz. Po co ty płaczesz? Czym ty się przejmujesz?
Weź się uśmiechnij”. My jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że ciągle jesteśmy modyfikowani, że ktoś od nas oczekuje dokonania zmiany na skutek. I tu można by było znowu przez godzinę wymieniać, na skutek czego on oczekuje od nas zmian. Oczywiście tu się kłania temat podświadomości i paru jeszcze innych czynników, ale podświadomości głównie i prawdy. W czym tkwi sekret? Sekret tkwi w tym, że jeżeli nie uznajemy kogoś za autorytet, to olewamy te próby modyfikacji. Natomiast jeżeli ktoś tylko jest przez nas uznawany za jakąkolwiek formę autorytetu, to informacje od niego modyfikujące nas przyjmujemy najczęściej bezkrytycznie. Nasza podświadomość to przyjmuje bezkrytycznie i dlatego ulega wpływowi. Nie buntuje się. Co prawda z tymi autorytetami to jest trochę tak, że ktoś, nie wiem, nasza przyjaciółka czy nasz przyjaciel, czyli ta pierwsza osoba, do której udajemy się w sytuacji, kiedy jest nam z czymś ciężko, jest autorytetem dla nas, jest osobą zaufaną w kategoriach przyjaźni.
Natomiast wcale nie musi być autorytetem w kategoriach wzorców życia czy mądrości życiowej. A i tak informacje od niego najczęściej ludzie przyjmują jak koleżanka: „Weź zostaw go, nie męcz się z nim już dłużej”. Taka dobra rada, nie? „On jest głupi. On jest taki. On jest śmaki. On jest owaki. Odpuść go sobie. Po co ty się dziewczyno męczysz? Jesteś fajna.
Jesteś taka. Jesteś śmaka. Przecież znajdziesz sobie tam następnego, nie? Nie wiem jeszcze dokładnie, jak sobie z tymi kredytami poradzisz, z tą trójką dzieci, ale po co się będziesz męczyć?”. Gdzie sama na przykład pozwala swojemu mężowi, żeby ją zdradzał, ale swojej koleżance doradzi jednak, żeby jednak zakończyła związek, bo... I my też. Nasza podświadomość nie weryfikuje tej informacji w żaden sposób. Czy ta osoba jest wiarygodna, czy ona przekazuje nam właściwą informację, czy niewłaściwą, czy w ogóle ma prawo przekazywać, ma prawo mieć wiedzę na ten temat. Wiedzę ma prawo mieć, tak? Natomiast czy ma doświadczenie?
Czy ta informacja, którą nam przekazuje, czy rada, którą nam daje, ma sens? Czy ona się sprawdza w życiu? Czy ona działa? Tego już nasza podświadomość nie weryfikuje. Wystarczy, że my uznajemy daną osobę za autorytet. Jak sami próbujemy przekonać naszą podświadomość do zrobienia czegoś, to mamy z tym problem, bo ona się buntuje, sabotuje. Autosabotaż, tak? Wymyśla.... różne rzeczy. Natomiast w momencie, kiedy udajemy się do osoby, która z naszego poziomu jest autorytetem, to nasza podświadomość przyjmuje wszelkie modyfikacje i polecenia bezkrytycznie w większości przypadków.
Dlatego wszelkiego rodzaju techniki, które są prowadzone przez osoby trzecie, są bardziej skuteczne niż samodzielna droga wewnętrznego rozwoju. Natomiast pewnego rodzaju problem polega na tym, że nasza podświadomość przyjmie te informacje, nawet spróbuje według nich funkcjonować. Natomiast zostając sami z tymi nowymi wzorcami, musimy pamiętać o tym, że w życiu przyjdzie czas, żeby to zweryfikować. I wtedy zostajemy już sami, bez żadnego autorytetu, bez osoby trzeciej. I wtedy albo te wzorce, które ktoś nam przemycił do naszej podświadomości. „Przemycił” — bo to tak trzeba powiedzieć, kochani, nazywając rzeczy po imieniu, że to są przemycone informacje. Pozycja autorytetu uśpiła naszą podświadomość i pozwoliła przeniknąć nowemu wzorcowi do naszej podświadomości. I to jest fajne. Tylko że przy pierwszej próbie ktoś nas na warsztatach nauczył kierować się w życiu miłością. Podam przykład.
I nasza podświadomość przyjęła to od tego autorytetu. Okej, miłością. Oczywiście miłością taką, jak to jest w niej zapisane, taki wzorzec miłości. W niedzielę wyszliśmy z warsztatów, w poniedziałek dochodzi do pierwszej stresującej sytuacji w naszym życiu, w której nasza podświadomość już troszeczkę ma możliwość wyboru. Mówi: „Okej, mam taki nowy wzorzec, to ci go podsunę”. I w tym momencie, jeżeli przegapimy ten moment, żeby zareagować tym nowym wzorcem, odrzucimy to i wrócimy do starego wzorca, to być może nasza podświadomość, w zależności co to było, jeszcze raz spróbuje nam podsunąć taki pomysł na taką reakcję. Natomiast jeżeli znowu ją odrzucimy, to ona się z tego wycofa i wróci do swoich starych, utartych ścieżek. Więc owszem, można do podświadomości przemycić jakieś nowe wzorce, natomiast utrwalanie ich jest już tylko i wyłącznie po naszej stronie. Jeżeli przegapiamy te momenty, w których mamy możliwość utrwalić te wzorce, to z czasem, i to bardzo krótkim czasem, wszystko wróci do starej normy. Tak że proces jest trochę niebezpieczny dla mnie o tyle, że podświadomość nie ma nawyku weryfikowania tego, co mówi autorytet, więc przyjmujecie wszystko trochę jak w hipnozie.
I później są właśnie te wpisy na Facebooku, że dusza potrzebuje doświadczać, ponieważ ktoś był na warsztatach, jakiś autorytet mu powiedział, że dusza potrzebuje doświadczać i on później już ma zapisane to w swojej podświadomości, w swoim umyśle, że dusza potrzebuje doświadczać, ponieważ z pozycji autorytetu przyjął tą informację jako prawdziwą. Więc o tyle jest to proces niebezpieczny, bo tak naprawdę nie wiadomo, jakie informacje zostaną nam przemycone do naszej podświadomości. I też należy pamiętać o tym, że utrwalenie tych procesów zależy tylko i wyłącznie od nas. Utrwalenie tych modyfikacji, tych nowych wzorców zależy tylko i wyłącznie od nas. To nie jest tak, że raz i już. Więc to też wymaga uwagi. Też wymaga koncentracji, też wymaga czujności i działania z naszej strony. Bo kochani, rozwój świadomości to jest proces długotrwały. Jeżeli przyjrzymy się historii ludzkości, kiedy ludzie chodzili na kamienowanie albo ta słynna historia z krzyżowaniem, biczowaniem kogoś w miejscu publicznym, obcinaniem głowy, na westernach samosądy, czyli wieszanie. Czy strzelanie do kogoś z patrzeniem mu się prosto w oczy, na zimno, na chłodno.
Pojedynki rewolwerowców, walki gladiatorów. Już nie mówię o wojnach, bo to inna sytuacja. To nikogo nie szokowało. W ludzkiej świadomości było to czymś naturalnym. Niewolnictwo. Zabicie tysiąca, dwóch tysięcy niewolników po to, żeby go pochować z jakimś królem, żeby miał asystę, żeby miał mógł to usługiwać. Wow! Super impreza. Niewolnictwo. Teraz jak myślimy o tym, to mówimy: „Wow, jaka patologia.
Jacy ci ludzie byli porąbani. Jak można w ogóle było na to patrzeć?” Wszystkie te procesy... Zresztą dobra, nie sięgając daleko w historii. Czarnoskóry baseballista wystąpił pierwszy raz w drużynie amerykańskiej w wieku 40 lat, w 1940 roku czy w 1950. Ja jak byłem mały, dziadek już nie żył.Ale mój wujo, brat mojej mamy prowadził gospodarstwo. Jako nastolatka chciał mnie nauczyć obcinania głowy kogutowi na rosół i na przykład czegoś takiego jak bicie świni. Takie zajęcie na wsi. Siekiera, nóż, odpowiednia procedura. Nie będę wchodził w szczegóły. Oczywiście ja się nie dałem nigdy na to namówić.
Zawsze znalazłem jakiś wykręt, żeby nie uczestniczyć w tym. Czułem do tego zdecydowanie wyraźną niechęć. Natomiast nieuczestniczenie w tym było objawem mięczactwa. To była normalna czynność każdego nastolatka, taka chrzestna dorosłego mężczyzny. Bicie dzieci. Ja się wychowywałem w tych czasach, kiedy danie klapsa dziecku czy wzięcie paska, czy przypieprzenie dziecku na lekcjach cyrklem przez panią od matematyki nie budziło w nikim... No może trochę za mocno. Mogła lżej. Bicie linijką po dłoni czy bicie paskiem. Dyżurny pasek.
W każdym domu wisiał dyżurny pasek, sznur od żelazka. Ostatnio jakieś słynne historie, kiedy wprowadzano zakaz palenia papierosów w knajpach. Boże, co się działo! W ogóle jaki szok. Jak można? Ograniczenie swobód obywatelskich i tak dalej. Ja już nie wspomnę na przykład o komunie, kiedy po prostu prano nam mózgi informacjami, które teraz większość ludzi by potraktowała jak kabaret, jak film science fiction. Te wszystkie procesy społeczne, te wszystkie procesy zmian świadomości następowały powoli, bo ktoś najpierw wyszedł i powiedział: „Ale dlaczego jeden człowiek ma wykorzystywać drugiego człowieka? Dlaczego?” Więc on oczywiście palnął takie coś i wszyscy: „Co ty, zwariowałeś? Weź się zamknij”.
Ileś czasu upłynęło, wyszedł drugi człowiek, mówi: „Ale może tamten miał rację”. No i wstał trzeci i mówi: „No może faktycznie coś w tym jest”. I w końcu się zebrało dziesięciu. Mówią: „Nie, tak nie może być, coś trzeba z tym zrobić”. I powoli, mniej bądź bardziej burzliwie, ludzie oswajali się z tą myślą, aż wychodził autorytet w postaci prezydenta i mówił: „Wygraliśmy walkę z niewolnictwem”. I ludzie mówili: „Wow!”. Tak, z pozycji autorytetu dostali informację: niewolnictwa już nie będzie. Nie będzie obcinania ręki, nie będzie bicia cyrklem, nie będzie bicia dzieci. Ponieważ jeden autorytet tak powiedział, drugi autorytet tak powiedział, trzeci autorytet tak powiedział. Rodzic tak powiedział, że po co, może spróbować inaczej, może bardziej bezstresowo.
Proces tworzenia i zmiany świadomości jest procesem długotrwałym i tak na dobrą sprawę niezauważalnym, bo z poziomu osoby świadomej już oczywiście, no jak to bić dzieci? Chociaż być może wychowaliśmy się w rodzinach, w których ktoś dostawał klapsy, może nawet paskiem po tyłku dostał. Może nawet 20 lat temu, mając dziecko, sam dał dziecku klapsa. Ale teraz mówi: „Nie, nie można bić dzieci”. Więc z punktu widzenia już osoby bardziej świadomej my nie zauważamy tego, że myśleliśmy kiedyś inaczej. Tak działa świadomość i ona jest procesem. Nie ukrywam, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat jest procesem bardzo przyspieszonym, natomiast ogólnie rzecz biorąc jest procesem długotrwałym, płynnym. Tak tej świadomości duchowej, jak i świadomości ludzkiej. I bardzo dobrze, kochani. Wiecie dlaczego?
Dlatego, że czy wyobrażacie sobie taką sytuację, że budzicie się jutrzejszego poranka i jesteście zupełnie innymi ludźmi? Tak diametralnie innymi ludźmi. Mówi się, zresztą ja też powiedziałem, że celem jest życie, funkcjonowanie ludzi przez pryzmat na poziomie prawdy i miłości. A czy wiecie, jak to wygląda w praktyce? Kochani, czy zdajecie sobie sprawę z tego, do czego dążycie? Mnogość grup, mnogość warsztatów, mnogość technik, mnogość rozwoju duchowego, rozwoju świadomości, wszelkich tematów związanych z tą tematyką pokazuje, że jest taki trend dążenia do rozwoju duchowego. Ja ten temat rozwoju duchowego i rozwoju świadomości i świadomego rozwoju świadomości poruszałem kilka audycji do tyłu, więc jeżeli ktoś tego nie wysłuchał, to polecam. Zresztą na moim kanale też jest krótki filmik już na ten temat, jak komuś się nie chce szukać. Natomiast widać, że jest taka tendencja dążenia do rozwoju świadomości, do rozwoju duchowego, czyli docelowo do życia prawdą i miłością. A czy wiecie, kochani, do czego dążycie?
Jak będzie wyglądało wasze życie w momencie, kiedy zaczniecie żyć prawdą i miłością? Czasami odnoszę wrażenie, że owszem, cel jest świetlany, cel jest fajny, cel jest miły, natomiast droga do niego wcale nie jest taka radosna.Zwłaszcza jeżeli ktoś nie jest na nią gotowy. Dlatego warto się zastanowić i potraktujmy to jako zadanie domowe. Co to znaczy żyć miłością? Bo jednym z celów jest osiągnięcie stanu miłości bezwarunkowej. Ja to nazywam: celem jest prawda i miłość. Czy wiecie, z czym to jest związane? Czy wiecie, do czego dążycie? Czy zdajecie sobie sprawę, jakimi ludźmi będziecie i jaka jest do tego droga? I czy jesteście na to gotowi?
Pamiętajcie, że droga do miłości wiedzie poprzez prawdę. Prawda daje wolność i spokój. I dopiero następnym etapem jest miłość. Czy to nie jest trochę taki owczy pęd? Czasami odnoszę wrażenie, że bardzo dużo autorytetów przemyciło do podświadomości ludzi potrzebę życia miłością bezwarunkową. Natomiast nie wytłumaczyło, jak to dokładnie wygląda. Może dlatego, że ludzi, którzy żyją miłością bezwarunkową, ja na swojej drodze jeszcze nie spotkałem. Spotkałem ludzi świadomych, spotkałem ludzi uduchowionych, spotkałem ludzi dobrych, spotkałem ludzi mądrych, ale ludzi żyjących miłością bezwarunkową jeszcze do tej pory nie spotkałem. Ponieważ sam nie potrafię żyć miłością bezwarunkową, przynajmniej tak mi się wydaje, dlatego nikogo do tego nie namawiam. Natomiast wiem, jak wygląda życie człowieka dobrego i świadomego.
Do tego was namawiam, o tym wam mówię. Natomiast chciałbym wam powiedzieć o tym, jakie i co z tym jest związane, jakie tak zwane negatywy są z tym związane, abyście mogli w pełni świadomie podjąć decyzję, czy tego na pewno chcecie i czy jesteście na to gotowi. Także kochani, jak zwykle się rozgadałem. Natomiast tę oficjalną część z pracą domową mógłbym i chciałbym zakończyć. Spojrzałem, że komentarzy nie ma za dużo, ale i tak zrobimy przerwę, ponieważ pan Marek przygotował dzisiaj specjalne kawałki i chciałbym, żeby się pojawiły w dzisiejszej audycji te kawałki. Więc zróbmy kochani przerwę. Być może ktoś zadzwoni.
[51:25] - Łącznie na tyle długie, że dadzą wystarczająco dużo czasu na podzielenie się jakimiś refleksjami tutaj na czacie. Tak siedem, osiem minut przerwy zrobimy, a dzisiejsze kawałki będą ze specjalną dedykacją. Nie wiem, czy ktoś z państwa pamięta taką audycję, którą wyemitowałem równo rok temu w niedzielę 23 sierpnia. Audycja zatytułowana „Mówią Świadkowie”, odcinek 23. I właśnie ta 23. tego wieczoru zyskała szczególny wymiar, bowiem 23. odcinek wyemitowany 23 sierpnia. Krótko po godzinie 23. wygłosiłem dedykację, bowiem ten odcinek był zadedykowany pamięci mojej przedwcześnie zmarłej przyjaciółki, która gdyby żyła fizycznie, oczywiście w tej wirtualnej rzeczywistości miałaby 23 lata. 23, 23, 23, 23.
Może gdybym miał troszkę więcej czasu na wydłużenie tej audycji, to może jeszcze jakaś jedna wielokrotność tej 23. by tam wskoczyła w postaci 86 minut. Jeżeli dobrze liczę. Czy tam 92 jakoś tak?
[52:45] - 92. Tak.
[52:49] - 92. Ta wielokrotność jednak nie wskoczyła. Audycja troszkę wyszła krótsza, ale i tak 23. zyskała taką, można powiedzieć, niezwykłą symbolikę. I dzisiaj właśnie pamięci Emilii chciałbym zadedykować dwa utwory, które już za chwilę w przerywniku muzycznym pójdą w eter. Utwory popełnione wspólnymi siłami przez dwóch artystów podpisujących się jako Haven i Glow, połączone w jeden. Kawałki zatytułowane „I'm Sorry” i „The Truth Is I Love You”. Posłuchajmy takich troszkę ambientowych brzmień i za jakieś siedem minut z kawałkiem powracamy do audycji „Świat Oczami Duszy”. Do tej części, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze i się do nich odnosił. I będziemy także czekać na wasze telefony.
Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
[53:49] - O 21:23.
[53:51] - Dokładnie.
[54:39] - There are a lot of things about me I don't like, and you've got to love me and you have to love all the things about me. And I love you. And I'm sorry I let you down. I'm so sorry. But you let me down too. There's a lot of things about me I don't like. But you've got to love me and you have to love all the things about me. And I love you. And I'm sorry I let you down. I'm so sorry.
But you let me down too. It's okay. I need you to get to me. If you can hear it, get to me right now. Do it! I love you, Teresa. Take care of her. It's okay. It's too late. It's okay.
I need you to get to me. If you can hear it, get to me right now. Do it! I love you, Teresa. Take care of her. It's okay.
[01:00:49] - I wracamy po krótkim przerywniku muzycznym. Tym razem ten przerywnik nie był taki krótki w porównaniu z tym, do czego zdążyliśmy państwa przyzwyczaić. Tym razem poleciały dwa utwory artystów, którzy podpisują się jako Haven i Glow. Glow używa dosyć fikuśnej czcionki, więc może być go ciężko znaleźć, ale chyba na Soundcloudzie ma konto z tego, co kojarzę. Utwory zatytułowane „I'm Sorry” i „The Truth Is I Love You” połączone w jeden. Jeżeli ktoś lubi ambientowe brzmienia, to zachęcam gorąco do zainteresowania się twórczością obu tych artystów. Nagrywają zarówno solo, jak i w duecie, także całkiem fajna muzyka. Z dedykacją dla mojej przyjaciółki Emilii, której szósta rocznica przedwczesnego odejścia z tego świata bije właśnie dziś. A my wracamy po tym przerywniku muzycznym do drugiej części audycji „Świat oczami duszy”. Audycja o świadomości w całości na żywo.
Dzisiaj mamy 23 sierpnia 2021 roku i przechodzimy do tej części, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze i się do nich odnosił. Będziemy także odbierać wasze telefony. Oczywiście jeżeli zadzwonicie, linia telefoniczna jest już otwarta. Nasze numery telefonów tak jak zawsze stacjonarny 32 746 0008. Komórkowy i do SMS-ów również, nie tylko do dzwonienia, ale też do SMS-ów, bo SMS-y także czytamy. Komórkowy numer to 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego.
Jesteśmy oczywiście również na grupie Radia Paranormalium. Zapraszamy do dołączania. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Zachęcamy także do zostawienia komentarzy pod audycją w momencie, gdy już zapis audycji będzie obrobiony i udostępniony na naszym YouTubie oraz na naszej stronie www.paranormalium.pl. „Świat oczami duszy” i „Mówią świadkowie” to są audycje w ostatnich miesiącach najbardziej komentowane spośród wszystkiego, co jest cykliczne i pojawia się na naszym kanale. Teraz myślę, że mogę już oddać głos panu Sławkowi. Przerywnik muzyczny, a raczej czas jego trwania pozwolił, myślę, panu Sławkowi spokojnie zapoznać się z treścią komentarzy na czacie, więc oddaję panu głos.
[01:04:24] - Dziękuję, panie Marku. Przede wszystkim w przerwie przyszła mi taka refleksja, a raczej chęć doprecyzowania, bo padły takie słowa, do których mam zamiar odnieść się w następnej audycji. Czy wiecie, kochani, do czego dążycie i czy jesteście na to gotowi? Z pewnością gros z was powie, że tak, jak najbardziej albo nie będzie do końca rozumiało, co mam na myśli. Otóż kochani, we wszystkich dotychczasowych audycjach skupiałem się na rozwoju świadomości. Natomiast tak jak postrzegam rozwój duchowy, obserwując go od czasu do czasu, to, co się dzieje, rozwój duchowy stał się narzędziem bardzo często do naprawiania swojego życia, do eliminowania z życia różnego rodzaju problemów. A to oczywiście zwiększa świadomość, pozwala zrozumieć samego siebie, pozwala zrozumieć mechanizmy. Natomiast ja nie do takiego rozwoju dążę i zmierzam, ponieważ bardzo często przy rozmowach o rozwoju duchowym, jak pada pytanie: „Czego od rozwoju duchowego oczekujesz?” to uwierzcie mi, że bardzo rzadko słyszę stwierdzenie, że świadomości. Najczęściej właśnie pada odpowiedź pod tytułem: chcę mieć to, chcę mieć tamto. Chcę mieć dobry związek, chcę mieć pieniądze, chcę mieć dobrą pracę, chcę mieć całe zdrowie.
Czyli dążenie do tego, żeby poprawić swój byt czy rozwiązać jakieś problemy, czy niedogodności życiowe. Ale nie na zasadzie jakim człowiekiem ja chciałbym być, tylko co chciałbym mieć. Temu też poświęciłem jedną z ostatnich audycji i dla mnie to jest zasadnicza różnica. Dla mnie rozwój świadomości to jest dążenie do tego, jakim człowiekiem ja chcę być. Nie co chcę mieć, tylko jakim człowiekiem chcę być. Dla mnie rozwój świadomości to jest odzyskanie wolności. Pierwszy krok. Uzyskanie spokoju wewnętrznego. Następny aspekt.Umiejętność kierowania się w życiu prawdą i odwaga do mówienia prawdy o sobie i innych. Oraz odwaga i umiejętność kierowania się w życiu miłością do samego siebie i do ludzi.
O taką zmianę mi chodzi. Czy jesteście świadomi, z czym to jest związane i czy jesteście na taką zmianę gotowi? To tak gwoli doprecyzowania. O tym wszystkim, jak ja to widzę, powiem w następnej audycji, a póki co z małym opóźnieniem przechodzę do komentarzy. Żartowaliśmy i cieszyliśmy się oczywiście z panem Markiem, że pierwszy komentarz pojawił się już o 19:33, pół godziny prawie przed audycją. Pan Marek Dziarko napisał: „Pozdrawiam panów prowadzących oraz wszystkich słuchaczy. Dziękuję za kolejną wspaniałą audycję”. Podniósł poprzeczkę pan Marek. Żartowaliśmy z panem Markiem, że tu już nie można dać plamy. Tutaj Tasp się pojawił, XY.
Ola Maciejko się pojawiła. Jakub Jakub napisał: „Siemka dzieciaki, czas do szkoły”. To tak, żeby nie było za wesoło. Co prawda jeszcze parę dni zostało. Jakub Jakub pisze jeszcze: „Dokładnie. Jest dużo ludzi obudzonych w temacie, ale nie realizują prawdy”. I to był bardzo fajny komentarz. „Dobrze mi wkręcasz kumpel, dobrze mówisz. Ja to samo mówię ludziom, ale ja to robię w sposób emocjonalny. Ty zajebiście pozytywnie panujesz nad tą euforią”.
Cieszę się, że tak to odbierasz. Bardzo fajny komentarz. Dziękuję ci bardzo. Sebcajna się pojawił. Ala się też pojawiła. Mariusz. Pani Monika się pojawiła też. „Dobry wieczór” z lekkim spóźnieniem. Wanda St. się pojawił, a XY napisał: „Przyjemny kawałek”.
Dobrze, więc tu pani Monika napisała taką rzecz odnośnie tematu i doradzenia: „Źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz”. Tak, taka jest prawda. Niestety smutna. I tutaj jeszcze pani Monika napisała: „Najlepsza rada, jaką można dać, to zainteresować się samym sobą”. I pod tym się oczywiście z przyjemnością podpisuję. Daniel napisał: „Jeśli potrafimy żyć bezwarunkową miłością, to oznaczałoby, że już nie żyjemy na Ziemi jako ludzie w fizycznym ciele. Na obecnym etapie nie jesteśmy do tego uwarunkowani, dlatego inkarnujemy”. Cóż ja mogę powiedzieć? Jeśli potrafilibyśmy żyć bezwarunkową miłością. Jest to jakieś założenie, natomiast ja, kochani, tak naprawdę nie wiem, jak ta bezwarunkowa miłość ma wyglądać.
Mówię wam uczciwie, mówiłem o tym już kilka razy, że nie spotkałem na swojej drodze, co nie znaczy, że nie istnieje, osoby kierującej się bezwarunkową miłością. Ja nie potrafię żyć bezwarunkową miłością, więc tak naprawdę nie wiem, jak ta bezwarunkowa miłość ma wyglądać. Nie wiem. Wiem, jaką miłość ja potrafię okazać. Znam wiele dowodów miłości do siebie, do ludzi, do świata w wykonaniu bardzo wielu osób. One się oczywiście troszeczkę różnią. Mają różne aspekty, różne dziedziny. Natomiast wiem, jak wygląda miłość, kochanie bliźniego, kochanie zwierząt, kochanie natury, kochanie samego siebie. Natomiast na temat bezwarunkowej miłości tutaj na Ziemi nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć. Dlatego tak jak mówiłem, nie do takiej miłości was namawiam, ponieważ nie wiem, z czym byłoby to związane.
Natomiast dla mnie wystarczająco trudnym wyzwaniem w dzisiejszych czasach jest życie miłością do bliźniego. I wiem, że to wymaga dużej determinacji tak naprawdę. Dużo też odwagi. Okazywanie miłości ludziom na tym poziomie rozwoju, okazywanie miłości bezwarunkowej ludziom dla mnie mogłoby być bardzo niebezpieczne. Ja nie mam na tyle odwagi, żeby taką miłość bezwarunkową ludziom okazać. Nie mam takiej odwagi. Natomiast z pewnością to, co jest bardzo ważne dla dobrego samopoczucia i dobrego życia osobom już świadomym, chętnym do życia prawdą, to jest miłość do samego siebie. Ostatnio mieliśmy możliwość rozmowy z Moniką na ten temat. Jaka jest różnica pomiędzy miłością dawaną drugiemu człowiekowiA miłością do samego siebie. Jaka jest jakość tej miłości, kiedy jest miłość do samego siebie, a kiedy tej miłości do samego siebie brakuje?
Więc ja namawiam do próbowania pokochania samego siebie, żeby od tego zacząć. Co się dalej wydarzy? Każdy człowiek zadecyduje sam. Natomiast miłość do samego siebie z pewnością nie wyrządzi żadnej krzywdy nikomu. Więc ten eksperyment wydaje mi się na tą chwilę dość bezpieczny. Daniel pisze: „Żyła taka osoba dwa tysiące lat temu, a na imię miała Jezus. To jedyna osoba, o której słyszałem, żeby taką miłością potrafiła żyć”. No więc ja nie jestem specjalistą, nie jestem biblistą i też nie będę wchodził za głęboko w tematy religijne, ponieważ oczywiście postać Jezusa jako osoby mocno uduchowionej, mocno świadomej jak najbardziej szanuję i też wkład czy rolę w tym, co mamy w dniu dzisiejszym bardzo doceniam. Natomiast z tego, co pamiętam, były przykłady, gdzie wpadł i zdemolował jakąś tam świątynię, powywalał stragany i okazał jakąś tam swoją może nie wściekłość, ale na pewno zdenerwowanie do kupców, którzy w świątyni zrobili sobie bazar. Więc być może właśnie miłość bezwarunkowa też polega na tym, żeby umieć bezwarunkowo stawać w obronie prawdy, nie bać się konsekwencji mówienia prawdy czy działania w imieniu prawdy.
Może to jest właśnie objaw miłości bezwarunkowej. Takiej, że nie zastanawiamy się, jakie będą konsekwencje tego, tylko wiemy, co jest prawdą i bezwarunkowo potrafimy tą prawdę w każdej sytuacji, w każdym miejscu wyrażać. Więc nic nie ujmując, nie negując tego, co Danielu napisałeś, pozwoliłem sobie na taką małą refleksję i taką dywagację, że może właśnie na tym to polega, ale ja ze swojego doświadczenia jeszcze nie jestem w stanie wam tego ani potwierdzić, ani zanegować. No dobrze kochani, bo widzę, że dzisiaj komentarzy jest mniej, co w niczym nie umniejsza, mam nadzieję, wartości tej audycji. Ja ten temat, który wam zadałem z chęcią poruszę za tydzień, bo uważam, że to się należy każdemu człowiekowi, który dąży tą ścieżką, o której ja mówię, żeby poznał tak zwane zady i walety. No i cóż, i na dzisiaj będziemy kończyć, kochani. Cieszę się jak zwykle ze spotkania, takiego wirtualnego spotkania z wami.
[01:17:03] - A tu jeszcze jeden komentarz się pojawił, taki obszerniejszy poza komentarzem pani Iwony. Hej. No hej, troszeczkę późno.
[01:17:12] - Witamy droga Iwono. Zuza pisze: „Ja myślałam, że kocham już siebie, jednak ostatnia relacja pokazała mi, że bardziej jeszcze skupiam miłość na drugiej osobie niż na sobie. Tak jakby kocham bardziej kogoś niż siebie. Ale to chyba mój BP”. Nie wiem, co to jest BP.
[01:17:35] - Chyba chodzi o byłego partnera czy jakoś tak.
[01:17:38] - No właśnie ciężko nam, Zuziu.
[01:17:40] - Bylibyśmy bardzo wdzięczni, gdyby pani tutaj rozwinęła-
[01:17:44] - Dopisała.
[01:17:45] - Tajemniczy skrót.
[01:17:48] - Natomiast Zuziu, to właśnie tak wygląda. Jest to właśnie jedno z tych niebezpieczeństw, o których chciałem powiedzieć w następnej audycji, że w momencie, kiedy pozwalamy naszej duszy na udział w naszym życiu, to w imię miłości jesteśmy bardzo podatni.
[01:18:14] - Chodziło o bliźniaczy płomień.
[01:18:16] - Tak? O, proszę bardzo. To znaczy albo to nie jest bliźniaczy płomień, ponieważ chyba że-- no poczekaj, dobrze. Myślę tak na szybko, bo może być taka sytuacja, że bliźniaczy płomień to nie jest tylko euforia, ale jednocześnie też umiejętność pokazania tego, co nam jeszcze dolega. Więc okej, wycofuję się, że to nie jest bliźniaczy płomień. To może być bliźniaczy płomień. Natomiast tak, to jest właśnie chęć taka w ogóle. Ja też to mam, że odpala się, po prostu się odpala. Jeżeli ktoś z moich bliskich, z osób, które są dla mnie ważne, wykazuje jakąkolwiek potrzebę, to ja natychmiast podejmuję działania bez wchodzenia w jakiekolwiek kalkulacje.Czasami też się zastanawiam, czy nie przekraczam granicy czynienia komuś dobrze kosztem samego siebie. Bo bardzo ważne, Zuziu, żeby pamiętać o tym, żeby to, co robimy dla drugiego człowieka, nigdy nie odbywało się kosztem nas samych.
To jest bardzo ważne. Jeżeli zauważyłaś, że bardziej kochasz drugą osobę niż siebie samą, to zastanów się nad tym, czy jest ci z tym dobrze. Ja stety, niestety mam wielką frajdę ze sprawiania przyjemności ludziom, z dawania im radości, z widzenia uśmiechu na ich twarzy, z widzenia jakiegoś przynajmniej cząstkowego szczęścia. I mnie to w żaden sposób nie boli. Nie jest mi z tym źle. W momencie, kiedy dochodzimy do granicy, kiedy dajemy tak zwane szczęście innym ludziom, ale czujemy się z tym źle, to jest to sygnał, że przekroczyliśmy tę magiczną granicę pomiędzy miłością do samego siebie a miłością dla drugiego człowieka. Ale tak, w którymś momencie, kiedy tak jak powiedziałem, dopuszczamy duszę do uczestniczenia w naszym życiu, takie ryzyko przekraczania tej granicy istnieje. Daniel pisze: „Przyjdzie czas, że będzie ci siebie brakować. Wtedy pokochasz się na nowo”. To nie jest dobry kierunek, drogi Danielu.
Oczywiście to jest kolejne doświadczenie, przez które musimy nie musimy przejść. Uważam, że pamiętanie o tym, żeby nie robić czegoś kosztem samego siebie, jest takim fajnym wskaźnikiem, z pewnością mentalnym, ale jednocześnie przypominającym nam o tym, żeby za daleko od siebie nie uciec. Zuza pisze: „Ja się czułam dobrze”. W myśl tego, co powiedziałem, masz trochę odpowiedź, bo nie można dać drugiemu człowiekowi więcej, niż się ma. Więc jeżeli dajesz tak zwaną miłość drugiej osobie, to ona będzie miała taką samą jakość jak miłość, którą masz do samego siebie. Nie pokochasz drugiego człowieka, jak nie kochasz samego siebie. Oczywiście ja nie mówię o stanach zakochania, zauroczenia, fascynacji czy innych takich rzeczy. Natomiast dasz z siebie tylko tyle, ile sama masz. Więc jeżeli uważasz, że miłość do drugiej osoby była większa, to znaczy, że najprawdopodobniej nie doceniasz miłości do samej siebie. Tak myślę.
Ale najważniejsze, że było ci z tym dobrze. Tu pada takie jakby w czasie przeszłym, nie chcę wchodzić z butami w twoje życie, ale to wygląda tak, jakby to był czas przeszły. Chyba że ja źle coś zinterpretowałem. Ale właśnie własne samopoczucie jest najlepszą odpowiedzią, czy robimy coś wbrew sobie, czy nie. Tutaj pan Marek napisał i teraz pojawił się jeden z tych komentarzy, przy których następuje u mnie natychmiastowy i bezwarunkowy opad kończyn wszystkich. Jack Hesman napisał: „Jak się już dogadasz sam ze sobą, to daj znać. Idę spać. Nara”. Dobrej nocy. Nara.
Ale skoro wyraziłeś swoją prośbę.
[01:23:20] - Jak już napisałeś taki komentarz, no to siara.
[01:23:24] - Po prostu daj namiary na siebie. Bo niby jak mam ci dać znać? Nie wiem, jak cię mam znaleźć. Daj jakiś numer telefonu do siebie czy jakieś namiary maila, Messengera czy Facebooka, to dam ci znać. To jest trochę w nawiązaniu do poprzedniej audycji. Jeszcze się cofnę. To, co mówiłem. Bez wchodzenia emocjonalnie w takie sytuacje można przeczytać spokojnie komentarz i zrozumieć jego sens. A sens tego komentarza tak: „Jak już się dogadasz sam ze sobą, to daj znać”. Wyraźna prośba, którą ktoś napisał.
Natomiast najprawdopodobniej on nie zdawał sobie sprawy z tego, co napisał. Bo ja pytam, jak mam ci dać znać. Z chęcią dam ci znać, tylko daj mi taką możliwość. Taką przeczytałem informację. Bezemocjonalną informację. To jest, kochani, między innymi jeden z pozytywów świadomości. Przyjąłem informację od drugiego człowieka i widzę w niej niespójność. I wyrażam prośbę: podaj mi na siebie namiary. Bądź konsekwentny. Jeżeli już o coś prosisz, to zastanów się, o co prosisz, czego oczekujesz, czego wymagasz.
Tak że ponawiam prośbę: daj mi, proszę, na siebie jakieś namiary. Pani Monika pisze tutaj: „Tylko nie wiem, czego to dotyczy. Myślę, że to wynika też z dużej empatii odnośnie komentarzy Zuzi. No właśnie, najważniejsze, żebyśmy sami siebie nie krzywdzili, ale to nie jest łatwe, jeśli drugi człowiek jest dla nas ważniejszy”. To są problemy. To są dywagacje naszej podświadomości. Ważniejszy, mniej ważny.Krzywdzimy siebie, nie krzywdzimy siebie. Do którego momentu możemy coś zrobić, żeby nie skrzywdzić samego siebie? I tak dalej. To są dywagacje naszej podświadomości.
Z punktu widzenia duszy, jeżeli mogę coś zrobić dla drugiej osoby i uważam i wybieram, czy na przykład z drugą osobą wybieramy najwłaściwszą, najlepszą w naszym przekonaniu opcję, to po prostu robię. Jeżeli podejmuję się jakiegoś działania, to je robię. Nie wchodzę już w jakieś dywagacje czy powinienem, czy nie powinienem, czy to jest słuszne. Oczywiście mówię tu o sytuacjach, w których jest to czynność, powiedzmy, emocjonalna bądź fizyczna, nie zabierająca innych bez ponoszenia innych kosztów niż tylko czas. Bo wiadomo, że jeżeli trzeba ponieść koszty materialne, fizyczne, to już się zaczyna inna zabawa. Natomiast jeżeli mogę coś zrobić, to to robię. Ostatnio ze swoim przyjacielem rozmawiałem, bawiliśmy się z psami i on swojego psa tresuje. Przy niej zostaw, pobiegnij, nie pobiegnij, przyjdź, nie przyjdź, podskocz, usiądź, połóż się. Poświęca mu czas swojemu psu. Więc jaki jest problem w tym, żeby w tym czasie robić to, co lubi pies?
To tak jakby poświęcić czas swojemu dziecku i zabrać go ze sobą na piwo, czyli zrobić w tym czasie, który poświęcam dla dziecka coś, co sprawia mi przyjemność. Nie jemu sprawia przyjemność, tylko mi sprawia przyjemność. Pies jak chce nam okazać swoją sympatię, to się położy, przytuli, poliże, pomacha ogonkiem. Robi to, żeby nam okazać swoją miłość. Więc to są dywagacje naszej podświadomości. Jeżeli ktoś mówi, że jemu sprawia to przyjemność, a ja mogę mu to dać, to jaki jest problem w tym, żeby mu tego nie dać? W czym jest problem? Jeżeli jemu sprawi to przyjemność, to dlaczego mi to nie sprawia przyjemności? Bo czuję się ważniejszy. A może to mi brakuje radości wewnętrznej i uważam, że ja dzisiaj dam, a później ktoś powinien dać mi?
A może ja uważam, że w tej sytuacji to ja jestem bardziej potrzebujący niż ta druga osoba? Z punktu widzenia naszej duszy możesz coś dać drugiemu człowiekowi, to mu to daj. W czym jest problem? Pani Monika pisze: „Wpierw trzeba nauczyć się miłości do samego. Nie zbliżysz się do kogoś, jeśli ty sam nie zdołałeś zbliżyć się do siebie”. Tak, oczywiście, że tak. Z tym że to też trzeba nauczyć się czynić, czyli być, a nie wiedzieć. Zbliżenie się do samego siebie nie jest wcale prostą sprawą. Pokochanie samego siebie nie jest prostą sprawą. Jest dobre, jest właściwe, jest przyjemne, ale nie jest proste.
I żeby nie było, że ja mówię, że to w ogóle pstryk i już się robi. Ale tak. Zresztą kochani, ja o miłości i miłości do samego siebie i prawdzie mówiłem, mówię i pewnie będę mówił do tego momentu, dopóki ktoś będzie chciał tego słuchać. Uważam, że jeżeli coś trzeba zmieniać, właśnie tak à propos. To, o czym powiedziałem na samym początku audycji, że celem naszej duszy jest doprowadzić nas do tego, co powiedziałem, do prawdy i miłości, do życia w prawdzie i miłości. I że są dwie metody: albo doświadczanie, albo rozwój wewnętrzny, rozwój świadomości, świadomy. Natomiast tak czy inaczej, kochani, proces ten, czy jedną ścieżką, czy drugą ścieżką wymaga zmiany naszego postępowania. Naszego. Każde tak zwane niepowodzenie, każde nieszczęście, każda rzecz, która przydarza nam się w życiu, a nam się nie podoba, powinna skutkować zmianą naszego postępowania. A żeby zmienić swoje własne postępowanie, to trzeba skupić się na samym sobie.
Trzeba wykonać jakieś czynności, trzeba poświęcić czas, często jakąś pracę, włożyć w to jakiś wysiłek. Natomiast cały ten proces służy temu, żebyśmy to my się zmieniali, żeby to każdy człowiek się zmieniał na skutek tego, co dzieje się w jego życiu, żeby on dokonywał zmiany swojego postępowania. I chcę, żeby to zostało wyraźnie zrozumiane, że nie dokonywania zmiany w świecie otaczającym nas, tylko dokonywania zmiany swojego własnego postępowania, sposobu myślenia, sposobu patrzenia, sposobu rozumienia i sposobu postępowania. I tu są też tylko tak jakby dwie dziedziny, w których można cokolwiek zrobić, żeby zmienić swoje własne postępowanie. Jeden to jest nasza podświadomość, która wymaga zmiany, transformacji, naprawy, poprawy, usprawnienia. I druga rzecz to jest rozwijanie miłości do samego siebie. Tu nie ma wszechświatów, tu nie ma żadnych innych, tu nie ma duszy, że tam trzeba coś modyfikować. Można robić tylko dwie rzeczy. Zmieniać swoją podświadomość i dążyć do miłości do samego siebie. To są dwie najważniejsze czynności i w zasadzie jedyne tak naprawdę, które mamy do zrobienia i możemy zrobić.I w zasadzie na tym cała nauka duchowa mogłaby się na tę chwilę zamknąć.
Cała reszta to są tylko pochodne techniki, sposoby, metody, źródła, informacje i tak dalej. Cel i płaszczyzny działania są tylko i wyłącznie dwie. I tyle. I tym optymistycznym, kochani, akcentem kończymy dzisiejsze nasze cotygodniowe spotkanie w przemiłej atmosferze i jak zawsze myślę, że w dobrych nastrojach, z całym wiadrem czy workiem przemyśleń i fajnych decyzji na jutro. Dziękuję wam za dzisiejsze spotkanie, za dzisiejszą rozmowę, za dzisiejszy czas, który mi poświęciliście. Dziękuję sobie za czas, który poświęciłem wam. Dziękuję panu Markowi za czas, który poświęcił i mi, i wam. I tak sobie fajnie podziękowaliśmy, kochani. Życzę wszystkim dobrej nocy. Samych fajnych, szczęśliwych, radosnych dni, fajnych przemyśleń.
23. dzisiaj jest, za tydzień będzie 30., więc faktycznie jeszcze spotkamy się w wakacje. Korzystajcie z tych wakacji, wyciskajcie z nich, co się da. Uważajcie na siebie i do usłyszenia już za tydzień. Dziękuję wam bardzo serdecznie. Dobrej nocy życzę. Pozdrawiam was, ściskam, całuję i do usłyszenia.
[01:33:17] - Spotkamy się jeszcze w wakacje, choć już od dłuższego czasu zewsząd, szczególnie ze sklepów, dobiegają sygnały, że wakacje dobiegają końca i już niedługo nowy rok szkolny. Miejmy nadzieję, że tym razem ten rok już się obędzie bez jakichś okołopandemicznych utrudnień, że czwarta fala, jeżeli w ogóle nadejdzie, to nie będzie aż tak straszna. Nie będzie biedna młodzież musiała siedzieć całymi dniami w domach i odrabiać zadania do późnych godzin nocnych. Na wiosnę zeszłego roku niektórzy z moich młodszych znajomych mi się skarżyli, taka młodzież w wieku licealnym, że cały dzień przed komputerem siedzą, robią te lekcje i potem dostają jeszcze tyle roboty do odrobienia, tyle zadań domowych, że kończą odrabiać zadania domowe za pięć dwunasta w nocy. Miejmy nadzieję, że te czasy już nie wrócą, a przynajmniej nie będą tak traumatyczne dla naszych młodszych obywateli. I cóż, za tydzień-
[01:34:24] - Dla starszych również, panie Marku.
[01:34:27] - Oj tak, zdecydowanie.
[01:34:29] - Te pobyty dzieciaków w domu były też traumatyczne i dla starszych obywateli.
[01:34:34] - Niestety takie czasy. Tutaj już się niektórzy z nami żegnają. Daniel napisał: „W tę deszczową noc pozdrawiam i dobranoc wszystkim”. I my również mówimy już dobranoc. Kończymy dzisiejszy odcinek „Świata oczami duszy”. Tradycyjnie i nieustająco zachęcamy moli książkowych i nie tylko, również moli audiobookowych do sięgnięcia po książkę pana Sławka Bączkowskiego „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Książka dostępna zarówno w wersji drukowanej i elektronicznej, jak i od niedawna również jako audiobook. Zachęcamy także do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”, do polajkowania profilu pana Sławka na Facebooku. Dziękujemy bardzo za uwagę. Audycję jak zawsze technicznie obsługiwał Marek Sęk "Ivellios".
Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień, w poniedziałek o 20:00 na żywo na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.