Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było... Nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" "Mówią świadkowie" w Radiu Paranormalium. W Radiu Paranormalium rozpoczynamy kolejny, trzydziesty pierwszy już odcinek podcastu "Mówią świadkowie", poświęconego na zaprezentowanie najciekawszych relacji o spotkaniach z nieznanym, jakie trafiają na skrzynkę mailową Radia Paranormalium.
Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dobry wieczór państwu. Dzisiejszą audycję wypełnią relacje dotyczące obserwacji obiektów UFO oraz zjawisk łączonych z UFO. Pojawi się również jedna relacja nadesłana do nas za pośrednictwem serwisu ufo-relacje.pl, a dotyczyć ona będzie obserwacji tak zwanych sypialnianych gości przez małoletnie dziecko. Zanim jednak przejdziemy do prezentacji przygotowanych na dziś relacji, tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i i chcieliby o tym opowiedzieć. Tych z chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy.
Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować.
Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. Jak się przekonujemy, w każdym z odcinków całkiem sporo osób z tych naszych radiowych kontaktów korzysta. Relacje o obserwacjach UFO można również nadsyłać za pośrednictwem specjalnie do tego celu utworzonej strony www.ufo-relacje.pl, www.ufo-relacje.pl. Jest to działająca pod egidą Radia Paranormalium internetowa baza relacji o obserwacjach UFO oraz zjawisk łączonych z UFO. Jak już wspominałem we wcześniejszych odcinkach, każda relacja jest przekazywana dalej ufologom i innym badaczom współpracującym z Radiem Paranormalium. Bywa, że co ciekawsze przypadki kończą się małym śledztwem, którego efekty badacze publikują następnie na swoich blogach, a nawet w książkach.
Na przykład w wydanej ostatnio książce Damiana Treli "Tajemnice Dolnego Śląska", która w głównej części poświęcona jest prezentacji oraz analizie obserwacji UFO na tym terenie. Damian pojawi się na antenie Radia Paranormalium już niedługo.
My tymczasem przechodzimy do pierwszej części dzisiejszej audycji, w której swoim skromnym głosem zaprezentuję wybrane relacje, które nadeszły do Radia Paranormalium drogą tekstową. Spotkanie z dziwnymi postaciami w sypialni. Wola koło Pszczyny, lipiec 2003 roku. Relacja nadesłana za pośrednictwem serwisu ufo-relacje.pl: "Kiedy miałam trzy lata, przeprowadziliśmy się z rodziną na Wolę w powiecie pszczyńskim. Kiedy to zaczęło się dziać?
Nie wiem, ale było to wcześniej, niż to zrozumiałam. Potem powiązałam pewne fakty i zauważyłam, że to, co pamiętam, to nie było pierwszy raz. Co pamiętam jako pierwszy? To było lato. Lipiec chyba. Coś mnie przebudziło. Jeszcze w półśnie poczułam, że coś dotyka mojego boku.
W pierwszej chwili się tym nie przejęłam. Było jakby mackowate, lecz nie oślizgłe. Jechało od ramienia wzdłuż. W pierwszej chwili zrzuciłam to na tak zwaną zmorę nocną i już chciałam spać dalej, gdy ta macka odsunęła moją dłoń na bok i zaczęła iść od boku ku pasze. Dotarło do mnie w tym momencie, że coś jest nie tak i chciałam wstać, lecz usłyszałam w głowie głos: "Nie martw się, Natalko, to tylko Pela". W ramach wyjaśnienia Pela była moim szczurkiem i często spała ze mną pod pierzynką. W podobny sposób dotykała mnie po ramionach czy po boczkach. Już miałam udać się dalej w głęboki sen, gdy do mnie dotarło, że Pela nie żyje od roku. A po drugie, od kiedy ja sama mówię do siebie Natalko? W momencie poderwałam się z łóżka, ale tylko na maksymalnie dwa centymetry....W tej pozie zamarłam, ale nie czułam napięcia mięśni, tylko jakbym lewitowała połową ciała, bo tyłek i nogi dalej leżały. Jedyne, co udało mi się zrobić, to lekko uchylić powieki i ujrzałam dwie ciemne sylwetki, jakby w czarnych płaszczach, wyglądające jak stare dziurki od klucza. W sensie od góry kółko, które rozchodzi się w trójkąt.
Wiedziałam, że obok w pokoju śpi mój tata i zaczęłam krzyczeć. W teorii, bo tak naprawdę miałam tylko rozdziawioną gębę i żaden dźwięk się nie wydobywał, chociaż powinien. Jestem tego pewna. Zaczęłam się szamotać. Bardzo panikowałam. Po chwili tej szamotaniny opadłam na łóżko. Dalej widziałam te dwie postacie. Wtedy usłyszałam kolejną myśl w głowie. Była ona straszniejsza niż to wszystko, co się działo przed chwilą. "Trzeba było myśleć, że to Pela i spać dalej". To już nie było pomyślane przeze mnie. To był obcy głos w mojej głowie. Odeszli. Było słychać przez chwilę takie buczenie, niski, nieprzyjemny dźwięk. Z rozdziawionych dalej ust w końcu wydobył się krzyk. Wybiegłam z pokoju, pobiegłam do taty. Płakałam.
Powiedziałam, że u mnie w pokoju ktoś jest. Ogólnie od tego się wszystko rozpoczęło. Zamieszczę jeszcze kilka wpisów na temat tego, co było dalej. Tego się nie da opisać na raz. Ogólnie później było łatwiej to zaakceptować. W sumie nie ma się czego bać. Krzywdy mi nigdy nie zrobili. Wszystko, co powyżej, to nie jest żart.
Nieraz to opowiadałam i tylko spotykałam się ze śmiechem lub politowaniem w oczach. Liczę tylko na zrozumienie i dziękuję za chwilę uwagi. Pochodzę z Jastrzębia-Zdroju. Górnicze miasteczko na granicy polsko-czeskiej. Nie pamiętam dokładnie, ile miałem wówczas lat, ale według pewnych analiz wychodzi na to, że dwanaście. Także był to rok 1984. Tata mój pracował na kopalni i tego dnia miał popołudniową zmianę i kończył o dwudziestej drugiej.
Nasze osiedle było blisko kopalni i ojciec w domu był zawsze około piętnastu, dwudziestu minut po dwudziestej drugiej. Tego wieczoru nie było inaczej, z tą różnicą, że ojciec wbiegł do domu i bardzo pobudzony mówi do nas: "Chodźcie, zobaczycie latawce!" Muszę tu dodać, że było już ciemno. Według moich analiz była to jesień, więc o dwudziestej drugiej dwadzieścia jest bardzo ciemno. Tata wziął moją siostrę na ręce i ponaglając mnie i mojego brata, weszliśmy na balkon. Widok z balkonu był nieciekawy nawet w dzień.
Wychodził bowiem na hałdy. Krajobraz jak z Księżyca. Zero drzew, aż po horyzont, tylko same góry z kamieni, gliny i tego wszystkiego, co wydobyto kilometr pod ziemią. I ten krajobraz, który normalnie o tej porze tonie w mroku, tym razem był rozświetlony. Nad hałdami latało mnóstwo świateł. Było ich około trzydziestu.
Niektóre większe, inne mniejsze. Ciężko ocenić, bo może wszystkie były takie same, ale że niektóre były bliżej, a inne dalej i wyżej, to wrażenie było takie, że są różnych rozmiarów. Większość była niebieska, błyszcząca, tak dziwnie mrugająca, a najmniej było czerwonych, ale bardzo blado czerwonych. Większość poruszała się w dość chaotyczny sposób.
Drgały i za chwilę wystrzeliwały to w prawo, to w lewo, inne zaś stały prawie nieruchomo. Nie zmieniały kolorów, tylko mrugały. Te, które obniżały lot, swym blaskiem wyraźnie oświetlały ziemię i zaraz potem mknęły w inną stronę i za chwilę wracały. Wyglądały dosłownie jak latawce. Tak, jakby tam był jakiś pokaz świecących latawców. Tata cały czas mówił: "Patrzcie, patrzcie, jak ten zasuwa". I zaraz potem wskazywał innego i w kółko powtarzał: "Co to jest? Co to u licha jest? Czy wy, dzieci, też to widzicie?"
Cały teatr rozgrywał się około dwustu metrów od naszego bloku. Mieszkaliśmy na trzecim piętrze. Zaraz za blokiem był parking, ulica i potem te hałdy. Ciężko stwierdzić, jak duże były te światła. Były znacznie jaśniejsze od gwiazd na niebie, których wówczas nie było widać. Niektóre, te blisko ziemi, były dość spore i jasne, wielkości może koła rowerowego, inne mniejsze i bledsze. Kształty o dziwo były geometryczne, dosłownie takie jak latawce: kwadratowe, trójkątne, ale czasem tak rozbłysnęły jak lampa błyskowa i ciężko było się skupić, bo po chwili ten, który śledziłem wzrokiem, drgał i wystrzeliwał w jakimś kierunku i już jakiś inny przykuwał uwagę. Staliśmy tak z trzydzieści minut, może dłużej. Nie pamiętam, jak to się skończyło, bo mama bardzo nalegała, aby wracać do domu. Gdy wróciliśmy do łóżek, ojciec co jakiś czas jeszcze podchodził do okna i mówił, że jeszcze widać te latawce. Muszę tu zaznaczyć, że mój ojciec był bardzo religijnym facetem. Takim, który na świat patrzy przez pryzmat Pisma Świętego.
Jego świat był hermetyczny, jeśli chodzi o sprawy UFO i temu podobne. Zawsze poważny, skupiony, ale pamiętam, że wówczas był dosłownie zafascynowany i bardzo pobudzony. Już będąc dorosłym facetem, wracałem do tego zdarzenia i próbowałem z nim o tym pogadać. Starałem się wydobyć z niego to, jak on to widział. W końcu on był dorosły, a ja dzieciak, więc mogliśmy to odbierać inaczej. Ale wszystko było identycznie zapamiętane przez niego i przeze mnie. Ojciec posyłał krótkie piłki.
Mówił: "Chcesz wiedzieć, co to było? To było UFO, latawce z kosmosu" i tyle. Moja siostra nie pamięta. Było późno i z tego, co pamiętam, to już spała, gdy tata zrobił alarm....Z bratem nie mam kontaktu i nie mogę go zapytać, jak on to zapamiętał.
Mama chyba najbardziej to olała i zawsze wymijająco o tym mówiła. Odpowiadała: "No, coś tam latało, ale ja się tam nie znam". Korespondencja od słuchacza z Tychów na Śląsku. Mam czterdzieści siedem lat i mieszkam w Tychach na Śląsku. W zeszłym roku z powodu przymusowego urlopu pandemicznego zacząłem gruntownie przesłuchiwać wasze debaty ufologiczne i ponownie wróciłem do zainteresowania zjawiskiem UFO. Piszę ponownie, bo w latach dziewięćdziesiątych, jako młody chłopak, bardzo intensywnie interesowałem się nim. Pojawiało się wtedy wiele nowych publikacji zawierających opisy tego zjawiska. W miesięczniku "Sfinks", w "Nieznanym Świecie". Pamiętam, że prenumerowałem nieistniejący już kwartalnik "UFO", dzięki któremu dość dobrze udało mi się poznać zdarzenia uznawane za kanoniczne w tym temacie.
Kupiłem książkę Jay Alana Hayneka "Zetknięcie z UFO" i Ryszarda Fiejtka "Bezpośrednie spotkania", Bada Hopkinsa "Intruzi". Reasumując, na pewien czas zjawisko to opanowało moją wyobraźnię. Miałem wtedy kolegę, który dzielił moją pasję. Do pewnego momentu. Obecnie mam czterdzieści siedem lat i kilka lat temu wróciłem do tego. Sprawiła to znajomość w pracy z kolegą, który pasjonował się techniką kosmiczną, fizyką kwantową i także zjawiskiem UFO. Wciągnęło mnie to na tyle, że postanowiłem odgrzebać kilka wspomnień związanych z tym zjawiskiem, które wpłynęły wówczas na zaprzestanie zajmowania się nim. Jedno z nich zostawiło we mnie na tyle silny ślad, że zapisałem wówczas relację w prowadzonym od dziecka pamiętniku. Właściwie mowa o trzech moich zetknięciach z UFO w ciągu całego życia. Wszystkie one wystąpiły w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku.
Pierwsze nastąpiło 11 sierpnia 1993 roku, drugie dzień później, 12 sierpnia. Daty trzeciego nie umiem określić dokładnie, ale było to podczas ogniska klasowego zorganizowanego po maturze, któregoś czerwcowego dnia 1994 roku. Każde z tych zdarzeń zostawiło we mnie określone wrażenie, natomiast największe zostawiło zdarzenie drugie. Ale zacznę może po kolei. 11 sierpnia 1993 roku przesiadywałem w oknie do północy. Zapowiadano akurat spadające meteory, fragmenty komety Swift-Tuttle.
Tak wynika z mojego wpisu w pamiętniku. Niebo było częściowo zachmurzone. Meteory, jeśli spadały, to nie z tak dużą częstotliwością, jak to zapowiadano. Raczej kilkanaście na godzinę. Podczas tej nasiadówki, która trwała z przerwami od dwudziestej drugiej do północy, zaobserwowałem przelot z zachodu na wschód obiektu o kształcie klasycznego talerza, obłego na bocznych krawędziach. To był raczej świetlny kształt, który połyskiwał na złoto. Przelatywał między chmurami nad blokiem i sam byłem dość sceptyczny co do tej obserwacji. Miałem wrażenie, że chyba sobie wmawiam przelot tego czegoś, że w sumie sam nie bardzo wiem, czy widziałem to, co widziałem. W każdym razie nie zrobiło to na mnie jakiegoś większego wrażenia, ale zmotywowało do następnego posiedzenia w oknie w dniu 12 sierpnia.
Zanim przejdę do opisu zdarzenia z tego dnia, chciałbym zauważyć, że wpłynęło ono na mnie bardzo wielorako. Po pierwsze, doświadczyłem tego, że inni nie chcą wierzyć w moją obserwację. Nawet kolega, który dzielił ze mną pasję. Ojciec zupełnie mnie zlekceważył. Aspekt obojętnej reakcji otoczenia przerobiłem na własnej skórze. Po drugie, pierwszy raz w życiu doświadczyłem bardzo silnie wrażenia obcości, niemożności nazwania własnej obserwacji, przypisania do czegokolwiek. Kiedy trzeci raz, tym razem z grupą kolegów, zaobserwowałem przelatujący obiekt, nie byłem już zaskoczony obojętną reakcją otoczenia i postanowiłem już nie drążyć zdarzenia po wcześniejszych doświadczeniach. Moja niechęć do zajmowania się UFO osiągnęła maksimum. Dopiero wasze rozmowy w debatach ufologicznych na nowo kazały mi się zastanowić nad tymi obserwacjami i rozbudowały moje pojęcie o złożonym charakterze tego zjawiska. Jestem za to wdzięczny i w podziękowaniu przesyłam tę drobną relację z mojej styczności z tym zjawiskiem. 12 sierpnia zasiadłem w oknie i ponownie oczekiwałem na spadające gwiazdy. Tym razem niebo było bezchmurne i obserwacje były łatwiejsza. Nie wiem, czy to się pokrywa z moim zapisem. Dzisiaj pewnie inaczej to pamiętam. Około godziny dwudziestej trzeciej na niebie, wysokość kątowa tak pi razy drzwi czterdzieści pięć stopni, pojawił się wolno przelatujący samolot pasażerski. Leciał od południowego wschodu, pewnie z krakowskiego lotniska Balice. Samolot dość wolno przesuwał się po niebie. Kiedy już miał się schować za wieżowcem, na który mam widok, na niebie nad nim zabłysnęło kilkanaście jaskrawo pomarańczowych kul. Kolor światła, jakim emanowały, porównałbym do intensywnej latarni ulicznej. Zawsze się zastanawiałem, jak opisać kształt formacji, którą tworzyły i ruch, który wykonywały podczas lotu. A ponieważ przelot ich trwał kilka sekund, to mam z tym problem do dziś. Z mojego punktu widzenia leciały w formacji zbliżonej do wycinka okręgu, ale było w tym coś, co nie wiem, jak opisać. Jeden przed drugim wyprzedzały się.... Tworzyły całość niczym ławica ryb, w której pojedyncze osobniki, reagując na ruch drugiego, przesuwają się w inne miejsce. Kiedy jeden wysuwał się do przodu, to za chwilę inny z boku przesuwał się przed niego. Jedyne skojarzenie to ruch ławicy ryb. Całość tworzyła jeden spójny twór, ale złożony z elementów, które poruszały się, uważając jeden na drugiego. Trwało to zbyt krótko, abym zdążył się temu dobrze przyjrzeć i zrozumieć logikę tego ruchu. Ich prędkość w stosunku do samolotu, który leciał poniżej, była jak przejazd rowerzysty obok sunącego krok po kroczku małego dziecka. Cały przelot na zachód, w stronę pobliskiego Mikołowa, trwał nie więcej niż kilka sekund i widziałem je, aż zniknęły z pola widzenia. Wrażenie było piorunujące. To, co widziałem poprzedniego dnia, to było coś zupełnie innego.
Pamiętam, że na placu siedziało kilka osób, ale wątpię, by ktoś to zobaczył. Poinformowałem o tym następnego dnia kolegę, który się też interesował tematem, ale on mnie wyśmiał i odrzucił zupełnie moją relację. Całą noc nie mogłem spać.
Obudziłem ojca, żeby opowiedzieć mu o tym, ale tylko odwrócił się na drugi bok, zaś następnego dnia nie było sprawy. Ale on zawsze był jakby z innej bajki i z oddali, więc mnie to nie zdziwiło. Przez kilka dni czułem niepokój i miałem taki dyskomfort, co mam zrobić z tym doświadczeniem? Z czasem zrozumiałem, że to coś, czego wyjaśnienie nigdy nie nastąpi i powoli zainteresowanie opadło i wzrosła niechęć. Skoro nie ma z kim o tym porozmawiać, ludzie mają opór z zaakceptowaniem występowania w rzeczywistości zjawisk niedających się nijak opisać. To nie ma sensu się tym zajmować. Minęło ponad dwadzieścia lat, zanim zainteresowanie tym tematem wróciło.
Widzę jednak, że obecnie zmienił się klimat wokół takich spraw. Więcej osób jest w stanie łatwiej wysłuchać takiej relacji bez oceniania. Ja w każdym razie nie stałem się apostołem nowej religii, pomarańczowych kul na niebie i kosmitów, którzy zewsząd przylatują na Ziemię.
Twierdzę nie więcej, nic ponad to, co opisałem. Widziałem jakieś obiekty na niebie emanujące pomarańczowym światłem, lecące w trudnym dla mnie do opisania szyku. Tylko tyle. Wszelkie inne wnioski wydają mi się nieuzasadnione i zbyt daleko idące. Trzecia obserwacja niezidentyfikowanego obiektu miała miejsce podczas klasowego ogniska po maturze.
Klasyka. Grill rozłożony pod balkonem na parterze, kiełbaski na ruszcie, piwko w dłoni. Siedzimy sobie i nagle zauważam lecący od wschodu obiekt. Jak za pierwszym razem dysk opalizujący na złoto, przebijający się przez chmury. Zauważyłem pierwszy i podniosłem się. Ktoś inny też to zauważył i spytał: "Ej, co to tam leci?" Wszyscy podnieśli wzrok. Ten obiekt już nie leciał z tak dużą prędkością.
Każdy z imprezowiczów zdążył go zauważyć. Nastąpiła głucha i pełna zakłopotania cisza. Nikt nie wiedział, co powiedzieć. Obiekt ruchem jednostajnym przeleciał nad naszymi głowami i oddalił się niespiesznie. I wtedy, pamiętam jak dziś, ciszę przerwał czyjś głos: "Ej, przewróćcie te kiełbasy, bo się przypalą!"
Nikt potem ani słowem nie wspomniał o tym, co widzieliśmy. Nie odbyła się na ten temat żadna rozmowa, jakby tego nie było w ogóle. Nigdy później taki temat nie wypłynął w rozmowie. Tak mniej więcej wyglądały moje spotkania ze zjawiskiem UFO.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o relacje pisemne. W drugiej części audycji wysłuchamy zapisu rozmowy z jednym z naszych słuchaczy z Irlandii, który podzielił się ostatnio dwoma niezwykle ciekawymi zdarzeniami. Nigdzie się nie wybierajcie i nie wyłączajcie odbiorników.
Wracamy po krótkim przerywniku. Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No, tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy troszeczkę gorzej. Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium, www.paranormalium.pl Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium.
Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No, tylko że z powrotem jest już, powiedzmy troszeczkę gorzej. Archiwum Radia Paranormalium, www.paranormalium.pl Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.
Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia, że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl...
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Za chwilę wysłuchamy zapisu rozmowy z naszym słuchaczem mieszkającym w Portlaoise w Irlandii, który podzielił się dość niedawnymi obserwacjami niezidentyfikowanych obiektów na nocnym niebie. Do obserwacji doszło w czerwcu oraz lipcu 2020 roku. Podczas pierwszego zdarzenia świadek zaobserwował eskadrę świateł, która po jakimś czasie ułożyła się w kształt przypominający latający spodek, a za drugim razem na niebie ukazała się dość osobliwie się zachowująca świetlista kula.
Posłuchajmy zapisu rozmowy. Rozumiem, że mogę troszeczkę czasu zająć na tutaj transmisji? Tak, ja mam wolne, dlatego właśnie tak jak pisałem, postanowiłem poświęcić trochę czasu, bo nie wiem, ile to zajmie, że tak powiem. A, a no starałem się też jakoś tak w miarę przygotować. Tam sobie zrobiłem jakieś nie wiem, czy rysunki, czy, czy, czy trochę tekstu, żeby to jakoś tak w miarę wyglądało profesjonalnie. No i jak, jak, jakby to nie wiem, pana interesowało, to ewentualnie mogę dosłać, że tak powiem, te rysunki jakieś na maila.
No rysunki na pewno się przydadzą. Te materiały jakieś ilustracyjne, jeżeli pan ma, to jak najbardziej. Tak, tak, tak, tak zrobiłem, bo no mówię, no wydaje mi się, że to zawsze coś wniesie ciekawszego niż sama opowieść.
Dobrze, bo jeżeli dobrze pamiętam, to tam były chyba dwa zdarzenia. Chciał się pan podzielić. Dwa, dwa, dwa, dwa. Tak, dwa. Miałem dwa i, i no, tak jak kiedyś, tak jak na przykład ja słucham, słucham często. Zawsze się tym interesowałem. Oglądałem jakieś czy filmy, czy programy. Kiedyś, od dawien dawna, nawet mając tam pamiętam dwanaście lat, jakieś, jakieś stare książki, kiedy jeszcze dostęp do tego był mniejszy i zawsze zazdrościłem. Kiedy na przykład słuchałem też pana audycji, zawsze zazdrościłem ludziom, którzy, którzy to widzieli. Po prostu chciałem też, też doświadczyć czegoś podobnego, po prostu jako doświadczenie i często na przykład po pracy albo coś, jak sobie wyjdę na balkon, to sobie patrzyłem w niebo i no i zawsze tak chciałem.
Też mówię, też, też, też coś, coś zobaczyć, być tym jednym z nielicznych szczęśliwców. No i właśnie któregoś dnia no coś takiego, że tak powiem, mi się przydarzyło, co oczywiście tak doszło do mnie troszeczkę po fakcie, no bo to jednak był taki troszeczkę szok, niedowierzanie, ale, ale no, zdarzyło się i to nie dość, że raz, to jeszcze miesiąc między, mniej więcej przerwa była miesiąc pomiędzy kolejnym. Zdarzyło się drugie, takie troszeczkę inne, ale, ale no też pewnie nie mniej ciekawe. Przynajmniej no dla mnie. Sprawiło na mnie ogromne wrażenie. No i postanowiłem, słuchając, mówię wielokrotnie też pana audycji, że, że, że się podzielę tym, bo, bo tak samo jak ja z ciekawością słucham relacji innych osób i wiadomo, czy jakieś filmy, czy zdjęcia jak są, to zawsze fajnie jest sobie na to spojrzeć i poszerzyć swoje horyzonty. No ja niestety zdjęć nie mam, ponieważ no to było wieczorem oba te zdarzenia o pierwszej, drugiej w nocy. A poza tym no, kiedyś próbowałem spróbować zrobić coś, więc telefon to nie za bardzo, aparatu nie mam, to nie za bardzo dałoby radę zrobić, więc no jak- Te telefony to tak nie za bardzo się nadają nawet do selfie czasami, a co dopiero do- Dokładnie, dokładnie. Fotografowania czegoś.
Dopiero coś w odległości, kiedy to trwa dosyć krótko, a jest jeszcze w ciemności i z daleka, więc no telefon pada, no. Muszę zainwestować- Przejdźmy może zatem do, do szczegółów tych zdarzeń. Może, może zacznijmy chronologicznie od tego pierwszego zdarzenia. Kiedy to było? Gdzie? Gdzie to się wydarzyło? Gdzie- To było rok temu. Ja mieszkam ogólnie w Irlandii, w mieście Portlaoise. To jest, no, można sprawdzić tam na Google na przykład.
Wiadomo, to jest tam sto kilometrów od Dublina, ale, ale, ale bliżej są miasta takie jak Stradbally, na przykład dwadzieścia kilometrów około albo Newbridge też tam dwadzieścia pięć. Ogólnie miasto się nazywa Portlaoise i to jest... Mieszkam w takich, w takich budynkach z cegły. No, mówię, jak sobie wpisać na przykład w Google Stradbrook Apartments Stradbally Road, to na przykład można zobaczyć ten kompleks z góry. To jest taki kompleks kilku budynków ceglanych, trzypiętrowych i tam są takie mieszkania, apartamenty. To jest trzy piętra, tam są. I ja mieszkam właśnie w jednym z nich, na samej górze, na trzecim piętrze.
Tak, także to jest, to jest miejsce, że tak powiem, w którym to wszystko, że tak powiem, się wydarzyło. Było to rok temu. To było w czerwcu. Pamiętam dokładnie, bo właśnie już ten lockdown był i tam no, po prostu często człowiek czasami spędzał w domu, bo na przykład pracę zamykali albo coś i spędzałem czas często w domu. I pamiętam, że to właśnie był czerwiec, bo to było lato. Właśnie tak. Taki okres.
Godzina, godzina to była, także to był czerwiec w zeszłym roku i to była godzina pierwsza, pierwsza trzydzieści wieczorem. A też to pamiętam, bo wróciłem z pracy po prostu. Ja kończę o pierwszej wieczorem, pracuję w restauracji i no i zawsze, kiedy mam blisko do tej pracy, bo to jest około kilometra, wsiadam na rower, jadę pięć minut. Praktycznie wejście na górę to jest pierwsza dziesięć. Powiedzmy jestem już w mieszkaniu. Wychodziłem jeszcze wtedy, paliłem papierosy, więc wyszedłem sobie na balkon, a jak zwykle sobie postanowiłem się dotlenić. No i się rozglądałem, jak zawsze. Mówię, patrząc w niebo, patrząc w gwiazdy.
No i właśnie podczas takiego jednego wieczoru moją uwagę zwróciło, że jedna z gwiazd, tak jakby po lewej stronie mojej, jak sobie tak stanę na balkonie, jak tam mówię, załączę rysunki, to, to będzie może lepiej zobaczyć.... czerwone i niebieskie. Mm, a mówię: a nic, nic takiego, pewnie samolot, jak często widzę. Tylko że no później tak do mnie doszło, że samoloty ja zazwyczaj, jak wychodzę na balkon, to, to one latają zawsze w takiej samej jednej trasie, bardzo wysoko i strasznie daleko. Więc, yy, no to myślę: no, no nie, no samolot to nie. No helikopter też nie, bo też czasami tutaj latają, ale też mają taką jakby swoją trasę. Z kolei jakby po prawej stronie, więc mówię: no też nie. I tak zwróciło po prostu moją uwagę te światła. Zacząłem się przyglądać, wytężać wzrok, co to po prostu mogłoby być? No, jako że to było, że było ciemno, bo to było tak właśnie mówię, pierwsza, pierwsza trzydzieści.
No to, no to wytężałem wzrok, żeby, żeby coś dojrzeć, kształt jakiś. Co to, co to właśnie jest? Bo tylko widziałem światła, takie czerwone, jakby niebieskie, małe kropeczki, tak jak, tak jak samoloty nieraz potrafią właśnie być, tak się obserwuje wieczorem mrygające.
No, ale to zaczęło tak jakby się troszeczkę powiększać, powiększać. Te światła. Kształtu nie, kształtu nie, nadal nie widziałem, bo było strasznie ciemno. No ale ja mam w zasadzie taki dobry wzrok. Mam czterdzieści tam trzy lata, ale wzrok mam strasznie dobry.
I zacząłem tak wytężać, wytężać, przyglądać się i w końcu zacząłem tak jakby, tak jakby zaczął majaczyć powoli kształt. No i tak nie mogłem dowierzyć, bo faktycznie zaczął przyjmować kształt takiego typowego spodka. Mówię, no to mówię, ciekawie się robi, ale, ale mówię: no tak, jakby nie wierzę. Nadal tak, jakby człowiek, nie wiem, nie dowierza. Nadal się wpatrywałem, czy to faktycznie to, czy to jest coś podobnego, czy, czy, czy, czy może mi się wydaje? Czy ja sobie wmawiam, czy się jakoś zmaterializowało. Więc cały czas się przyglądałem. Starałem się zachować jakiś normalny, że tak powiem, normalną świadomość, nie ulegając ekscytacji i tak dalej. Starałem się wypatrzyć jakieś szczegóły, przyjrzeć się dokładnie, powoli. Oczywiście w tych ciemnościach jak najbardziej, najlepiej jak potrafię. No i kiedy tak się wpatrywałem, właśnie słabo było widać ten kształt. On tak jakby stanął, bo tak jakby te światła mi się wydaje, że na początku były dlatego takie małe, bo były jakby daleko. I to mi się wydaje, tak jakby się nie wiem, przybliżało. Dlatego te światła się zaczęły zwiększać. Ten kształt zacząłem widzieć, ale w pewnym momencie już to stanęło. Tak jakby stanęło sobie to, nie wiem, pięćset metrów ode mnie i wisiało w powietrzu. Więc kształt jak-jako taki tego spodka widziałem, mm, a jednocześnie zaczęły się włączać takie jakby światła.
Tak jakby, tak jak powiedzmy spodek, powiedzmy taki typowy spodek ma, powiedzmy na środku, na środku jest, jest przedzielone, tak jakby powiedzmy, no, tym, tym dyskiem. To tak właśnie na tej wysokości zaczęły się włączać takie jakby światła. Coraz więcej. Nie tylko te czerwone, niebieskie, jak na początku, ale nagle jakieś trzecie, jakieś czwarte i one zaczęły tak jakby się kręcić dookoła siebie i migać. Mm, i mówię: no, to już na pewno nie jest samolot, bo te światła poza tym były takie, zaczęły się robić jakby kwadratowe. Nie wiem, czy pan kiedyś oglądał taki film Stevena Spielberga Bliskie spotkania trzeciego stopnia?
Tak, kojarzę film, natomiast nie oglądałem go jeszcze. Aha, no to, no to właśnie, gdyby obejrzał pan to tam na-na samym końcu, właśnie w filmie, w scenie jest, że, że, że podobny obiekt jakby się komunikuje z ludzkością i, i właśnie na podstawie światła. I tam właśnie doskonale jest, dokładnie tak samo. Właśnie to było, dokładnie tak samo wyglądało. Tak jakby z kwadratów, taka paleta. No ciężko to wytłumaczyć, ale w filmie jest doskonale to pokazane. To dokładnie było tak jak tam. Tylko, że nie taka ilość, bo tam, tam było dużo, a tu tak troszeczkę mniej. I po prostu te światła zaczęły takie kwadratowe, jakby się, jakby się właśnie ze sobą migać, mm, tak jakby kręcić dookoła i właśnie migały. I na początku było jakby cztery różne kolory. Tam czerwony, niebieski chyba był i żółty, i, i jeszcze jakiś czwarty, ale już nie pamiętam. I potem jak się tak... Mówię: nie, no, no nie wierzę. I to jakoś tak zacząłem jakby przyspieszać, a ja jakoś tak tymi światłami, tak jakby hipnotyzowało. Z czasem jakby zauważyłem, że to już są dwa rzędy, tak jakby cztery u góry, cztery na dole, takie wszystkie kwadratowe i to już w ogóle ta paleta tych świateł była już, już, już taka cała kanonada kolorystyczna. Kiedy się zaczęła pojawiać ta kanonada, właśnie świateł tak szybko, że po prostu no tylko mogłem obserwować.
Poczułem się jakoś tak dziwnie, tak jakby jakiś właśnie jakby senny. I to jest też ważne, bo, bo wydaje mi się, że zacząłem być taki senny jakby. Głowa spadła mi tak jakby w dół, ale jak potem to zacząłem analizować, tak później, już następnego dnia, kiedy zacząłem to spisywać, robić te rysunki właśnie, że, mm, że normalnie to było tak ekscytujące, że ja bym, że tak powiem, nie oderwał, nie mogłem oderwać wzroku od tego, więc cały czas chciałem, patrzyłem się na to.
Chciałem jak najwięcej detali mówię, zapamiętać, ale to tak jakby hipnotyzowało, usypiało mnie, że ta głowa mi opadła w dół. Kiedy spojrzałem w górę znowu, no nadal widziałem pojazd. Tylko że, że on już wyglądał kompletnie inaczej. On już kompletnie inaczej wyglądał. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem. Tak jakby nie zdawałem sobie sprawy, że, że, że minął jakiś czas. Nadal się wpatrywałem i, i to, co już widziałem, wyglądało kompletnie inaczej. To już nie wyglądało jak, jak, jak spodek ze światłami.
Tylko, mm, było tak jakby troszeczkę i wyżej i było w ogóle jaśniej. Potem jak sprawdziłem na zegarek, to minęło chyba godzina czy dwie. Ale to mówię, to już po całym, po samym, samym, samym fakcie następnego dnia, że tak powiem, dopiero zrozumiałem. Albo po godzinie patrzenia na to wszystko. Mm, że tak powiem, jakby jeden etap to właśnie był jakby ten i tak jakby nie wiem, hipnotyzacja i stracenie jakby świadomości w pewnym sensie. Tylko że stałem, nikt, nic nie upadał, a potem tak jakby druga część tego, to nagle patrzę się nadal, tak jakby nadal się patrzę na te, na to zjawisko, tylko że już to zaczęło być kompletnie zaczęło inaczej wyglądać i-... jakby pudełkiem, takim jak pudełkiem od ptasiego mleczka. Taki no, nie kwadrat, nie prostokąt, tylko takie właśnie jakby ptasie mleczko, jakby pudełko, jakby położyć. No znaczy z ptasiego mleczka pudełka nie trzeba kłaść, bo, bo już jest płaskie. Po prostu takie kwadratowe, jak się patrzy od góry, ale, ale takie płaskie, takie płaskie właśnie i, i to było tak troszeczkę wyżej- Tak jakby te zaokrąglenia w spodku zniknęły i przemieniły się jakby w taki bardziej prostokątny kształt, tak? To znaczy, ja tak jakby mówię, straciłem jakby świadomość, a kiedy tak jakby, tak jakby na nowo zacząłem jakby patrzeć, to, to nie zmieniało się na moich oczach, tylko nagle tak, jakbym nie wiem, spał. Otworzył oczy i nagle patrzę nadal tak, jakbym świadomość. Pamiętam. No, patrz, patrz, patrz na ten, na ten obiekt. Tylko że on kompletnie wyglądał inaczej. On był kompletnie prostokątny. Był tak jakby wyżej, że jak na niego patrzyłem, to pamiętam, przemknęła mi przez myśl taka przez głowę taka myśl, że, że to kompletnie nie przypomina niczego, co ja no, takiego nie przypomina kompletnie jako takiego znanego UFO ani z filmów, ani z rysunków, ani takiej obiegowej opinii, ani z filmów innych ludzi czy z programów, że no, takiego, że tak powiem, kształtu to kompletnie nie widziałem. I tak się zastanawiałem, że no dobra, no, jeśli to jest to, co myślę, no to dlaczego to jest takie kwadratowe? Przecież to powinno mieć właśnie jakiś kształt spodka, kuli, cokolwiek. A to jest takie kompletnie kwadratowe. To jest w ogóle nie, nie aerodynamiczne. A najciekawsze było takie w tym to, że, że to miało tak, jak mówię, to miało kształt takiego jakby pudełka ptasiego mleczka. Tylko że to miało tak jakby z przodu, tak jak powiedzmy, samochód ma reflektory, to, to miało takie jakby takie trójkątne. Ja to narysowałem. To było takie, takie charakterystyczne, takie jakieś trójkątne, takie u góry, tak jakby takie wypustki. To było takie dziwne dla mnie i zwróciło moją uwagę, że w tym całym kształcie, mimo że w ogóle dziwnym, to jakoś te trójkąty takie, tak mnie zachwyciły. Tak się wpatrywałem, wpatrywałem strasznie blisko, znaczy strasznie blisko, strasznie mocno, żeby dojrzeć jak najwięcej szczegółów. I przez to, że już właśnie było tak, jakby jaśniej, to już troszeczkę lepiej to widziałem. I kiedy już tak jakby już prawie mój wzrok się tak super wyostrzył, że już praktycznie widziałem prawie wszystkie szczegóły, no to, to nagle zniknęło. I mówię: nie, no, chwila, moment. I pierwsze, co mi przemknęło przez głowę, to uśmiechnąłem się, że, że to, to, to nie było nie wiem. Coś, coś, coś, co znamy, tylko że faktycznie to mogło być zjawisko zwane UFO. Ja byłem tego świadkiem i po prostu tak jakby nie wiem, wewnętrznie, psychicznie się ucieszyłem, że byłem tego świadkiem, że istnieją. Taka pierwsza myśl mi przeszła przez głowę, ale potem tak zacząłem analizować. Nie, no ale może to chmury zasłoniły albo, albo to gdzieś leci. Może to faktycznie jakiś dron? No bo to takie kwadratowe było.
Mogło w sumie być, ale tak zacząłem analizować. Mówię nie, no, chmury, nawet jak się tak przesuwają, bo często się przesuwają, jak patrzę sobie, stoję, obserwuję, no to idą powoli, powoli zakrywają coś, a to zniknęło momentalnie. Zniknęło po prostu.
Tak, jakby ktoś je wyłączył takim pstryczkiem-elektryczkiem. Tak, tak, tak. Pstryczkiem-elektryczkiem. Ale co ciekawe, jeszcze zauważyłem, a tak jak mówię, mam dosyć dobry wzrok, no, nie chwaląc się. I na przykład, kiedy to zniknęło, to oczywiście no nagle, nagle człowiek się no nie spodziewał czegoś takiego, więc poczuł tak, jakby no, jednak szare istnieją i UFO i w ogóle. I jednak nie jesteśmy sami. I to nie są bzdury, bo należę do tych grona ludzi, którzy mogli to widzieć, szczęśliwców. Ale jednocześnie mówię przez to, że, że wydaje mi się, że mam dobry wzrok, to tak jak z tym pstryczkiem-elektryczkiem, tak jakby ktoś wyłączył, to miałem wrażenie, że, że to było tak, jakby nie, że on zniknął, że zniknął, tylko że tak jakby włączył kamuflaż. Bo, bo, bo bo-bo-bo te zniknięcie tak jakby, tak jakby się nie pokrywało tak idealnie.
Ta niewidzialność tak jakby nie pokrywało się tak idealnie z tym kształtem, w którym on był. Tak jakby, powiedzmy, nie wiem, jak to wytłumaczyć. Tak jakby na przykład nie wiem. Patrzyłby pan na człowieka, który mówi, że umiem znikać. No to pan patrzy na niego. No dobra, no to zaraz zobaczę. I on znika, ale tak jakby przykrywa go coś właśnie też kształtu człowieka, tylko tak powiedzmy o dwa centymetry w prawo, więc znika to, ale, ale pan wie, że to go coś kryło. To było takie jakby dwa centymetry w prawo. Więc tak mi się wydaje, że to było takie trochę jakby kamuflaż, a nie, że on zniknął, że po prostu się nie wiem, przeniósł w jakąś inną przestrzeń czy coś.
Tak, tak mi się wydawało. A drugie też, że przez to, że on był taki kwadratowy i on tak trochę no, wyglądał może jak z filmów, że mi się wydawało, że on, że on jest taki jakby militarny trochę. Nie było tam żadnych broni czy coś takiego, ale on był taki jakiś masywny, taki, taki, taki no, nie przypominający, tak jakby trochę nie wiem.
Czegoś kosmicznego może bardziej, a może bardziej nie wiem, ludzkiego, wytworzonego, wojskowego. W każdym bądź razie no fakt, że to jak wyglądał, jak się unosił bezgłośnie, bo żadnego dźwięku nie wydawał i nagle zniknął, no to, no to po prostu.
No, to był szok. No, to była właśnie tak jakby w skrócie taka pierwsza, ta, ta obserwacja. No- I tutaj chyba jakiś obiekt wojskowy, obiekt wojskowy możemy na pewno wykluczyć, bo to było jakoś tak za blisko i za nisko od zabudowań.
Mówię tak, tak, tak mówię. Co, co, co, co, co odczuwałem? Tak jakby, co może logicznie. Chciałem sobie może wytłumaczyć, co to mogłoby być. Aczkolwiek no, no, też raczej chyba właśnie też bym to wykluczył, bo w sumie no, skoro ten pierwszy obiekt doskonale wyglądał, że tak powiem, jak spodek światła i mówię no, idealnie podobny, jak w tym filmie Spielberga, i po czym nagle powiedzmy, że tam. No, nie wiem, stracił świadomość, bo być może. No, nie wiem, go zahipnotyzowali, wprowadził w jakiś stan cokolwiek.
I nagle co? Godzinę później akurat wojskowy, w tym mniej więcej w tym samym-... tu w tym samym czasie przeleciał drugi, więc możliwe, że to było, nie wiem, ten sam, no tylko się jakoś, no nie wiem, prze- przetransformował cokolwiek, bo, bo, bo, bo mówię, jak potem, że tak powiem, stałem wryty. Patrzyłem jeszcze w to samo miejsce, w którym zniknął. Czy on się pojawi, czy może się pojawić w jakimś innym miejscu, czy, czy on zniknął, a się pojawi tak jak w filmach Meyera? Bo tam były takie na przykład, miał takie filmy nagrane. Oczywiście już tam nie, nie, nie, nie dywagując, czy to było prawdziwe, czy nie, ale no, no, podobnie.
Podobnie wyobrażałem sobie, że to może się pojawi w tej, w tej samej chwili, gdzieś w innym miejscu. Rozglądałem się, no ale, ale przez pięć czy dziesięć minut, czy piętnaście no nic nie było, więc no, stwierdziłem, że dobra, no już pokaz się skończył, więc wystarczy. Idę do domu. Znaczy wchodzę do pokoju i i tyle. Aczkolwiek no mówię, no, zacząłem myśleć. Mówię: nie, no, samolot nie, dron nie, więc to na serio to musiało to być.
A jeszcze jedno takie, no to, że nagle zacząłem myśleć. No, zaraz, zaraz. Spojrzałem specjalnie na zegarek. Właśnie, jak patrzyłem na te... Znaczy wiem, o której wróciłem i, i potem, jak, że tak powiem, zacząłem o tym właśnie myśleć, analizować to wszystko, to nagle zwróciłem uwagę, że jest jakaś druga trzydzieści.
Więc mówię: no, zaraz, zaraz. Ja mam, miałem wrażenie, że patrzę na to, nie wiem, pięć, dziesięć minut, a tu minęło tam godzina czy półtorej. To rozumiem, że nie był pan na tyle zmęczony, żeby, żeby jakby stracić świadomość?
Nie, nie, nie. Ja po pracy, nie, nie. Ja po pracy tak naprawdę mam drugą, drugą, że tak powiem, siły. Mogę siedzieć tam, czasem siedzę do rana, tam nie wiem, coś czytam, przeglądam. Także to, to, to kompletnie w ogóle odpada. Po prostu w momencie, jakby- Tak jakby urwanie się filmu odpada z powodu zmęczenia. Tak, odpada, odpada. Ja nie piję, nie, nawet jak jestem zmęczony, to ja jeszcze czasem potrafiłem biegać po, po pracy także. Albo jeszcze siedzę wieczorami, potrafię znaleźć zajęcie, więc kompletnie to odpada. Po prostu w momencie tej pierwszej obserwacji mówię, zacząłem się taki jakby robić senny i, i potem, tak jakby, kiedy się znowu jakby włączyłem, to zacząłem widzieć ten drugi obiekt. I, i wtedy, kiedy on już tam zniknął, właśnie to, no to spojrzałem jakby ponownie na zegarek. No i stwierdziłem, że minęło półtorej godziny od całego, od całej tej obserwacji. A to, a mi się wydawało, że to było pięć minut, pięć, dziesięć minut, a minęło półtorej godziny, bo, bo nawet już się jakby widniej robiło. To też było takie dziwne, no bo była druga trzydzieści, to była nadal noc, a było tak widno jak rano. Tak, tak jak, tak jak, tak jak wschód wschodzi, powiedzmy o piątej. No, nie wiem, czy, czy właśnie w czerwcu o, o drugiej trzydzieści może być tak jasno, że, że już widać, no, ptaki latające i tak dalej.
To było też takie dziwne. A właśnie, jak już zahaczyliśmy o ptaki i w ogóle o odgłosy możliwie przyrody, czy zwrócił pan może uwagę, czy były słyszalne odgłosy otoczenia w momencie obserwacji? Znaczy wydawało mi się, że było kompletnie cicho, ale tu w ogóle jest cicho. No, tym bardziej o tej pierwszej, drugiej w nocy.
Czasem samochody jeżdżą, ale wtedy właśnie też nie wydaje mi się, żebym słyszał w ogóle samochody. Tak jakby tylko ja i to zjawisko. Tak. Po pierwsze mówię, czy drugiej w nocy to jest takie małe miasteczko i mały ruch. Zwłaszcza mówię o tej pierwszej czy drugiej w nocy, ale czasem zawsze się jakiś samochód albo kilka na pewno zdarzyło, żeby przejechał. A tutaj no, po prostu miałem wrażenie, że tylko byłem tylko ja i to, na to miałem patrzeć tak, jakby tylko, tak, jakby tak, jakby on się pojawił tylko dla mnie. Tak, jakbym miał na to patrzeć, obserwować i jakby wszystko inne dookoła nie istnieje.
Takie, takie wrażenie. To już jest chyba taka pora też, że tam ptaki niektóre zaczynają się budzić i kłapać dziobami. Nie wiem jak u pana, ale u mnie o trzeciej w nocy jest dosyć, dosyć głośno. No są, ja naprzeciwko mam taki, naprzeciwko mam balkonu, jest takie drugie jakby gospodarstwo. Tam jest weterynarz, weterynarz ze zwierzętami. Tam jest kilka drzew dużych i tam są strasznie, jest dużo gniazd. To też jest takie fajne zjawisko.
Mam i takie, taką ciekawostkę jakby, że na przykład o szóstej, o siódmej rano, zależy też od pory roku, jaka jest, to one po prostu o szóstej, siódmej się nagle wszystkie zrywają. Całe niebo jest pokryte ptakami.
To jest takie fajne widowisko. Można też, nawet taki sobie filmik nagrałem. Także, no, słyszałbym chociażby jednego czy dwa. A mówię, tu są ich setki, a wtedy to, no, kompletnie nic. No i na pewno też jest tyle gatunków, że no, któryś mógłby, któregoś mógłbym usłyszeć, zobaczyć. A mówię, to było tylko tak, jakby tylko ja i ten obiekt i cisza dookoła, czy to pojazdów mechanicznych, czy żywych ptaków. No nic, tylko ja i oni. Tak jakby tylko, tylko czyste, takie jakby przeżycie. Także to było takie, no, ciekawe.
Dobrze, do tego, do tego zdarzenia nie mam już tutaj pytań. Także jeżeli chciałby pan przejść do drugiej tej obserwacji, to możemy. Chyba że jeszcze pan ma jakieś spostrzeżenia? To znaczy nie, już w zasadzie chyba tutaj to wyczerpałem, wyczerpałem już temat.
Tak. To, co wszystko jakby było ważne. Tak, to możemy ten drugi. Drugi jest też nie mniej ciekawy, moim zdaniem. Tak jak mówię, też nastąpił też na tym samym balkonie. Też sobie wychodziłem, paliłem, obserwowałem niebo i tak samo ponownie. Około, to było wieczorem, tylko że już nie po pracy. Oczywiście skończyłem pracę tak samo, powiedzmy tam o pierwszej w nocy, o dwunastej czy o pierwszej, ale pamiętam, że tego dnia akurat siedziałem z bratem. Coś oglądaliśmy tam w telewizji, jakieś film czy tam zawsze coś potrafiliśmy sobie znaleźć, obejrzeć na YouTubie jakieś filmiki i już była jakoś tak trzecia, trzecia w nocy. My sobie tak lubimy nieraz posiedzieć wieczorem. Takie nocne marki jesteśmy i było jakoś około trzeciej w nocy. No i wiadomo, jako że też mówię, jeszcze wtedy paliłem, no to po prostu postanowiłem sobie zapalić. Wyszedłem na balkon, no i też, też, też sobie, sobie papierosa. I nagle, patrząc w gwiazdy, nagle zacząłem, zacząłem widzieć taką właśnie malutką kropeczkę. Znaczy malutką gwiazdę, która była tak, jak się widzi, jak są na, na, na niebie. Po prostu, że zaczęła spadać taką smugą i mówię: o!...
Zawsze tam w filmach jest o spadająca gwiazda. Weź sobie życzenie, pomyśl i mówię: No, widzę, widzę spadającą gwiazdę, bo właśnie tak jakby z taką smugą. Tak mi się wydawało, że tak, że tak właśnie wygląda spadająca gwiazda, chociaż w sumie to nie wiem. No ale mówię, no to fajnie, popatrzymy sobie, zaraz, zaraz, pewnie się rozpadnie, no bo leci, leci. No ale pewnie potem znika, no bo się spala czy tam no tak jak nie wiem, meteory, czy po prostu to trwa tylko tam kilka sekund, że jest ta smuga, spada i nagle znika. Tylko że no, tutaj właśnie spadało, spadało i nie znika. I tak zacząłem się temu przyglądać i to zaczęło się tak jakby coraz bardziej powiększać. Jakby kierował się tak jakby w moją stronę. I tak zacząłem się przyglądać. To się zaczęło jeszcze powiększać i nagle zaczęło tak jakby z sytuacją. Zacząłem sobie zdawać sprawę, że tak jakby, że to nie jest żadna gwiazda, tylko to jest tak, jakby może meteoryt, który spada, a potem się powiększa, dlatego ciągnie za sobą ten ogon. Ja mówię, przecież to zaraz walnie. I nagle mówię nie, no niemożliwe. No przecież to tak jak w filmie jak w Armageddon. Mówię przecież niemożliwe, że wezmę sobie na, na balkon, na papierosa, to akurat leci meteoryt i akurat walnie w ziemię i to jeszcze akurat obok mnie, albo nie daj Boże jeszcze w ten mój budynek, akurat w mój balkon.
No przecież nie ma takiego prawdopodobieństwa, a ja nie mogę być tego świadkiem. Zacząłem tak obserwować i to faktycznie leciało i leciało. Zaczęło się powiększać. Miałem wrażenie, że leci tak, jakby w moim kierunku. I nie tyle, że może w mój budynek, ale że to walnie. No, nie wiem, tam sto, dwieście metrów od nas. I mówię nie, no, niemożliwe. No, zaraz, jak to leci. Mówię jak meteoryt. Jeśli to leci z taką prędkością, to przecież jak to walnie nawet dwieście metrów ode mnie, to przecież to będzie jak Hiroshima. Fala uderzeniowa, prędkość i tak dalej. I pamiętam, że nawet spojrzałem na brata, który siedział właśnie na kanapie w pokoju. Mówię nie, no, nie mówię mu.
Znaczy nie wołam go, żeby pokazać, bo, bo nie zdąży. A druga sprawa, że no, jeśli mamy zginąć za chwilę, bo to już tak się, że tak powiem, mi przeszły myśli, to mówię. Nie będę go informował, bo to będzie chwila moment, to zaraz walnie. Przy takiej prędkości to i tak usłyszy ten huk, to i tak nie wiem. Tą falę uderzeniową zaraz wszyscy to odczujemy. Nie tylko ja, ale wszyscy. Jutro będą pisać o tym w gazetach, telewizji. Poza tym zginiemy. Nie ma mowy w ogóle o jakichś planach. Tak jakby to wszystko przemknęło mi w jednej chwili, więc odwróciłem wzrok z powrotem.
Patrzę się na to i kiedy już to było tak bliziutko, że praktycznie takie się wydawało, jakby duże, że to już za chwilę uderzy, to nagle skręciło, tak jakby wyhamowało nad ziemią i zwolniło, zwolniło i zaczęło tak jakby lecieć i zaczęło lecieć prosto, prostopadle, równolegle, równolegle do ziemi. I w tym momencie zdałem sobie sprawę, że to nie jest żaden meteoryt, tylko no, jakiś obiekt, który po prostu właśnie leciał w taki sposób, tak jakby, nie wiem, wszedł szybko w atmosferę, nie wiem.
Przeleciał te, te. No, nie wiem, ile tam pięćdziesiąt kilometrów czy sto. I nagle tu leci, tak jakby znowu, tak jakby się pokazywał przed nami. No bo leciał sobie tak wolniutko. O ile całe te, ten moment lecenia tego z góry, powiedzmy od kiedy zacząłem to widzieć, od małego punkciku aż do samej ziemi, kiedy leciał jakby pionowo w dół, no to to może minęło nie wiem, pięć, siedem sekund. Tak, tutaj zwolnił nad ziemią i zaczął równolegle lecieć tak konstancyjnie, powoli, tak jakby się pokazywał. No i kiedy zdałem sobie sprawę, że to już nie jest właśnie meteoryt, że się nic nie stanie, że to jest jednak jakiś właśnie obiekt. No to zawołałem brata. Chodź, chodź, chodź. Szybko ten. Chodź, chodź, coś zobaczysz. A on tak siedzi. On zawsze jest taki troszeczkę taki grubszy, więc zanim się zebra, zanim to, to mówię dawaj, dawaj, szybko, szybko, szybko. Nie zakładaj tam, nie bierz papierosa, nie bierz telefonu, nie bierz nic. Szybko podejdź. Więc on szybko zrobił tam cztery kroki. Szybko podbiegł i też zdążył to zobaczyć. I patrzyliśmy, kiedy to właśnie już tak sunęło, jakby przed nami. Starałem się wypatrzeć jakiś kształt. To była kula. To była jasna kula wielkości mniej więcej, nie wiem, siedmiu, dziesięciu metrów średnicy. I to leciało właśnie jak, nie wiem. Wyślę na przykład panu zdjęcie tego, tego, co ja widzę przed balkonem, to dokładnie mógłby pan tak sobie troszeczkę zobrazować, jak to wyglądało, ale to wyglądało tak, jakby właśnie leciało tuż przed nami, idealnie przed, tuż przed naszymi balkonami. Właśnie tak, żebym tak jakby, żeby się pokazać. Na wysokości jakichś trzydziestu metrów, powiedzmy w odległości pięćdziesięciu ode mnie, to była właśnie świetlista kula. Starałem się znowu wytężać wzrok, żeby zobaczyć.
No dobra, jest poświata taka może. Może wszedł w atmosferę, może. Może ma jakieś maskowanie, może bije od niego światło, ale pod spodem da się zobaczyć jakiś kształt. Nie wiem, czy spodka, czy kuli, czy czegokolwiek, ale no nic, nie dało się wypatrzeć. To była jasna, świetlista kula. Tylko co było fajne w niej? Że, że ona, ona strasznie pięknie świeciła. To ciężko słowami opisać. To po prostu to było, to było jasne, białe. Nie takie żółte na przykład jak ciepłe jest światło, że ładnie świeci, tylko to było jasne, takie jak srebrne.
Ale patrząc i próbując zaklasyfikować, jaki to kolor, gdybym tak właśnie miał zapamiętać, bo starałem się jak najwięcej zapamiętać, to doszedłem do jakby w głowie, że ja nie potrafię tego zaklasyfikować. Jaki to kolor? Czy to biały, czy to srebrny? To było po prostu takie świetliste, jakby sam Bóg się objawił po prostu. I co było, co było fajne, takie też jeszcze w tym, jak się tak na to patrzyło, że oczywiście to było tak jakby spektakularne, że się tak patrzyło w tą kulę, że, że nie można było odwrócić wzroku, że właśnie nie odwracałem. Ale wiem, że czułem, że po prostu od tego bije takie światło, że cała okolica jest i te drzewa, i ulica te trzydzieści, czy tam pięćdziesiąt, trzydzieści metrów pod nią po prostu jest oświetlona. Następnego dnia patrzyłem, czy że tak powiem, coś nie jest poruszone w gazecie albo coś, czy ktoś to widział, bo to było tak, jakby po prostu.... No możliwe, ale mi się wydaje, że no coś takiego, chociaż to trwało ogólnie wszystko ze dwadzieścia sekund, no to wydawało się, że ktoś to zobaczy, ale nie.
No i kiedy to tak właśnie leciało, no i statycznie patrzyliśmy obaj na to z bratem właśnie przed nami i zastanawialiśmy się, co to jest? No to, kiedy to już tak jakby zaczęło powoli mijać ten nasz punkt widzenia z tego balkonu, to to nagle wystrzeliło, tak jakby pod kątem trzydziestu stopni, prosto przed siebie, tak jakby. I nadal na to patrzyłem, kiedy to zniknie, czy to jeszcze będzie skręcać, czy coś? Ale to po prostu przemknęło przed siebie, pomknęło i patrzyłem na to, aż zniknie. To trwało z pięć, siedem sekund. I potem, jak zacząłem mierzyć, kalkulować, tak po prostu zacząłem sobie analizować, że nie, no zaraz, no meteoryt to nie był, samolot też to nie był. No po prostu. No, to nie było nic, co znamy, tak? To, to nic nie, nie, nie wchodzi w atmosferę z taką prędkością. Nic nie świeci i sensacyjnie, bez, bez dźwięku sobie paradując, pokazując się powiedzmy mi i bratu przede mną przez tam kilka sekund, a potem nagle wystrzeliwuje jakby w stronę kompletnie tak jakby ode mnie, tak jakby chciał uciec ode mnie i leci przed siebie i znika. A mówię, samoloty nieraz jak widzę, jak latają, no to ja widzę samoloty, które latają na dziesięciu tysiącach metrów, więc no i je widzę. A to poleciało jeszcze dalej, no, aż w końcu zniknęło, bo tak, tak było tak jasne, że to było widać no, na pewno bardziej niż ten samolot, który widzę z dziesięciu kilometrów, a więc mogło zniknąć dwadzieścia kilometrów dalej. I to zajęło temu, no nie wiem, kilka sekund, z pięć sekund. Zacząłem przeliczać, jaka mogłaby być tego prędkość. No i wyliczyłem tak mniej więcej. Oczywiście nie jestem super matematykiem, ale na tyle, o ile, że to musiało lecieć w około, no nie wiem, nie wiem, dwadzieścia tysięcy kilometrów na godzinę? Coś takiego.
Czyli dwudziestu machów. No, zakładając jakieś takie. No coś takiego. I to było kompletnie bez dźwięku, tak samo kompletnie zero, zero dźwięków jakichś ptaków, niczego. No, było piękne. Było, było, było tak świetliste, tak, tak, tak piękne, że no nigdy, nigdy lepszego świata nie widziałem.
W żadnym filmie, w żadnych efektach specjalnych, żadnych jarzeniówek. To po prostu no było no coś wspaniałego, ale fakt, jak to szybko weszło w atmosferę, jak to właśnie ostentacyjnie, tak jakby leciało przed nami i potem, jak zniknęło za tym horyzontem z tą prędkością, no to po prostu, no to po prostu to mnie rozbiło.
No i to w zasadzie, w zasadzie, no to w zasadzie tyle, tak? Bo no, to właśnie były takie, takie dwie moje, dwie moje obserwacje. Mam rysunki także, które porobiłem. Mogę, mogę wysłać tam na maila i także, jeśli ma Pan jeszcze jakieś pytania na ten, w tym temacie, to- Tutaj skojarzyło mi się to z obserwacjami dziwnych świateł nad choćby nad doliną Røstangen w Norwegii czy choćby w Polsce nad Karkonoszami. No, tutaj też donosi się o obserwacjach obiektów poruszających się z niemożliwym i właściwie do osiągnięcia przez nasze ziemskie wynalazki prędkościami.
To było niemożliwe. Po prostu to jak, jak to nie wiem. Od momentu, kiedy było malutką kropeczką na niebie, myślałem, że to gwiazda i dosięgnęło, że tak powiem, ziemi. Kiedy na noc zdałem sobie sprawę, że to może być jakiś meteoryt, po czym nagle, że tak powiem, wyrównało ładnie poziom i sunęło powolutku, tak jakby, tak jakby się chciało pokazać. Jakby patrzcie na mnie, podziwiajcie. I faktycznie tak było, no bo przez pięć, siedem sekund patrzyłem na to. To leciało strasznie powoli. Tam dystans pięciuset metrów to właśnie przed nami, tak poziomo. No, sunęło no z pięć sekund, pięć, siedem sekund, więc no na pewno zwolniło wtedy.
Ale to, jak potem to znowu wystrzeliło do góry i zniknęło na horyzoncie, a było strasznie jasne. To było strasznie jasne. No to mówię, jak ja potrafiłem samoloty widzieć z dziesięciu tysięcy kilometrów, znaczy z dziesięciu tysięcy metrów. Ja widziałem nadal te światełka, jakieś tam migające, czerwone i białe, że już tam nie pamiętam, jakie samoloty mają, ale czerwone na pewno. A to takie całe, całe, będące tym, całą tą swoją kulą, całym tym obiektem świecącym i to zniknęło i to zajęło mu, nie wiem, pięć sekund. No to mówię, no. Zacząłem robić jakieś takie proste obliczenia i mówię: dobra, nawet niech to nie będzie dwadzieścia tysięcy na godzinę, niech to będzie połowa tego. No to przecież to jest nierealne. No, nie ma nic. Mówię: nie, no zaraz. No i takie dochodzenie do tego, czy to mógł być samolot. No mówię, no jak? No, trzydzieści metrów nad ziemią? No nie, no nie. No i co to mogło być? No, no, no. Jedyne proste wyjaśnienie, tak? Byłem kolejnym świadkiem właśnie no, czegoś ponadnaturalnego. No i no, już mnie to tak, że tak powiem, nie to, że, że nie dziwiło. Po prostu zadziwiła mnie skala tego, co to potrafi. Jakby co potrafiło to pierwsze, co potrafi to drugie. Co jeszcze? Jakie są jeszcze, że tak powiem, inne modele? Co jeszcze, czego ludzie są świadkami, mogą być.
I po prostu tak jakby zadziwienia tego, co się nie mieści w naszej matematyce, fizyce, a do czego to jest zdolne. No i po prostu byłem zadowolony, że, że widziałem kolejne coś. No, jeszcze bardzo chętnie bym zobaczył jeszcze następne i jeszcze następne, ale no podejrzewam, że, że tak jak czekałem na to czterdzieści lat i w końcu w przeciągu miesiąca miałem dwie takie obserwacje, tak? Nie wiem, czy mi się jeszcze zdarzy, ale no mi wystarczy już do końca życia.
Aczkolwiek nie powiem, żebym jeszcze nie chciał. Czy ma Pan wrażenie, że te obiekty ukazały się panu w odpowiedzi, jakby na to pragnienie zobaczenia kiedyś czegoś tego typu? Możliwe. Nie wykluczam, aczkolwiek włączyłbym, że na przykład no, nie wiem, że to moja psychika zaczęła płatać mi figle, bo tak bardzo chciałem coś zobaczyć, że aż zobacz z taką ilością szczegółów. Nie wiem. Tego wszystkiego, tyle czasu, ile to trwało i tak dalej.
No to, no nie wiem, czy, czy mam taką bogatą wyobraźnię. To raz. A druga sprawa, no jak gdyby tak było, no to na przykład z tą kulą, w tym, w tym drugim, w tym drugim, że tak powiem- ... drugim zdarzeniu, to może, może przecież brat potwierdzić, że coś takiego rzeczywiście było. Ujrzałem brata. Dokładnie! Zawołałem brata i dokładnie on widział to razem ze mną.
Także, no, to, to nie jest to, że mi się wydawało, ale co, co, co, co, co chciałem dodać jakby ze swojej strony to to, że okej, mo-może mogli, może mnie jakoś tam, że tak powiem, paranormalnie wysłuchali i chcieli mi się pokazać, bo tak bardzo chciałem ich zobaczyć, więc, więc mi się pokazali. Mm, brat, powiedzmy, w tym drugim mógłby poświadczyć, ee, ale, mm, chodzi o to, że też, że miałem wrażenie...
O to mi chodzi, że miałem wrażenie, że nie, że byłem jakby przypadkowym świadkiem, który zobaczył, jak akurat sobie coś przelatuje, tylko tak jakby, no, to tak, jakby się pokazało, mm, tak jakby tylko mi. Tak jakby w sensie, że, mm, tak jak na przykład, nie wiem, spojrzałem na to po lewej, no to zwróciło mo-moją uwagę, no bo zaczął się jakiś tam światełek, ale potem to było tak, jak kiedy spojrzałem już i patrzyłem na to, to, to było tak, jakby skierowane do mnie. Nie na przykład, nie wiem, w prawo czy w lewo, mm, tylko tak jakby do mnie. I oczywiście ja miałem wrażenie, że tylko ja na to patrzę, ale równie dobrze ktoś inny mógł patrzeć.
Powiedzmy, ten balkon o jeden, dwa w lewo, mm, ale no, ja widziałem, a nikt inny tego powiedzmy, nie zgłaszał, tak? Tak samo z tą kulą. No, tu jest tak jakby rząd takich balkonów, że tak naprawdę jest cztery czy pięć mieszkań, więc każdy, wychodząc o tej samej porze co ja, równie też mógł to zobaczyć. No tylko że cała ta sytuacja trwała ze dwadzieścia sekund.
No, akurat ja postanowiłem w tym momencie wyjść na papierosa. Akurat ja to zobaczyłem. Zawołałem brata. On też to dzięki mnie, że tak spojrzał i gdybym go nie zawołał, no to by tego nie widział. Mm, i tak samo, no, ktoś mógł równie dobrze siedzieć w tym samym czasie i oglądać film, ale nie wyszedł na balkon, nie spojrzał, a nawet jak zobaczył, może jakieś światło. Yy, no to akurat może był w kuchni, a może w toalecie i po prostu tego nie widział. Po prostu miałem takie wrażenie, że no, na takim dystansie, na takim obszarze jak ja na przykład wyjdę na balkon i widzę, ja widzę naprawdę taki, wie pan, duży obszar. Nie wiem, nie wiem, dwadzieścia kilometrów w przód, dwadzieścia, dziesięć kilometrów po lewej stronie, z pięć kilometrów po prawej.
To jest strasznie taki duży obszar. A to tak, jak leciało i tak jak, że tak powiem, poziomo, właśnie tak ostentacyjnie przede mną sobie zwolniło i leciało i wystrzeliło. To dokładnie tak, jakby w zasięgu mojego wzroku, tak jakby właśnie chciało się pokazać, yy, mi. A nie, że przypadkowo akurat w tym momencie, tak, tu zleciało w dół, tak tu przeleciało i potem tak wystrzeliło. Tak, takie. Nie widzę tutaj zbiegu okoliczności, że ja po prostu tak jakby miałem wrażenie, że, że o niechcący zobaczyłem, bo i tak to by poleciało, tylko tak jakby, tak jakby dla mnie, tak jakby chciało się pokazać.
Albo no tak, czekałeś tak długo, byłeś cierpliwy i tak chciałeś zobaczyć. No to tak, jak było. Ukażemy ci się. Coś w tym stylu, no. No to taki, można powiedzieć, kolejny przypadek, yy, gdzie zjawisko jakby dostosowało się do oczekiwań, do, jakby do, do, yy, potrzeby, można powiedzieć i do percepcji świadka. No może tak. No możliwe, możliwe, no, bo właśnie gdybym na przykład, na przykład powiedzmy, gdyby oko mogło być kamerą i, że tak powiem, filmować to, co człowiek akurat widzi, no to, to gdyby ktoś to obejrzał, powiedzmy jakiś filmowiec, to wydaje mi się, że no, sam by potem powiedział, że no, sam bym lepiej tej kamery nie ustawił, bo po prostu tak, jak powiedzmy, to leci albo chciałoby się, żeby było nagrane, no to, to było w idealnym miejscu, w idealnym, ee, w idealnym miejscu, jakby właśnie żeby uchwycić jakby ten lot ten i tak dalej. Więc no mówię, no tak, tak idealnie, albo po prostu mi się wydaje. No nie wiem. W każdym razie no, takie, takie to były te dwie sytuacje właśnie.
Dobrze, tutaj nie mam już, yy, pytań do, dotyczących tych, yy, relacji. Ee, rozumiem, że ten obiekt, yy, nie emitował żadnych dźwięków. Wszystko jakby po, bez, bez towarzyszenia. Tak, kompletnie bez dźwięku.
Właśnie starałem się dojrzeć kształt. Nasłuchiwałem i tak samo było znowu cicho, cicho wszędzie. Tak jakby, tak jakby się wszystko zatrzymało, mm, jakby nic dookoła nie istniało. Tylko ja na tym balkonie. Znaczy my z bratem i tylko to zjawisko. I to oczywiście, no mówię, emitowało światłem, takim wewnętrznym od siebie, ale i też oświetlało okolicę. Tak jakby taka poświata właśnie, bo to było strasznie silne światło, takie. Mm, ee, ale, mm, bez żadnego dźwięku, kompletnie, bez żadnych jakby silników. Nic, nic. Czysta, taka czysta kula, czysta, czysta, taka świetlista kula. Porównując właśnie do drzew, nad którymi leciała około siedemdziesięciu metrów. I to by było na tyle, jeśli idzie o relację przekazaną przez tego słuchacza.
Tym samym dotarliśmy do końca dzisiejszego odcinka podcastu „Mówią Świadkowie”. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o zaprezentowanych dziś relacjach. A jeśli sami przeżyliście coś niezwykłego, zapraszam do skorzystania z kontaktów do Radia Paranormalium, które przypomnę pod koniec audycji. Śledźcie również zapowiedzi nadchodzących audycji na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na Facebooku i YouTube. Mówił do Państwa Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już niedługo. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy.
Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.