Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było... Nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!" "Mówią Świadkowie" w Radiu Paranormalium. Witam Was bardzo gorąco i serdecznie. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Mam przyjemność zaprosić Państwa na kolejny, trzydziesty drugi już odcinek podcastu "Mówią Świadkowie", czyli jednej z najbardziej paranormalnych, a przy tym wywołujących niekiedy najbardziej skrajne emocje audycji w polskim internecie. Podcast, w którym prezentujemy najciekawsze relacje o spotkaniach z nieznanym, które docierają do Radia Paranormalium. Dzisiejszy odcinek wypełnią w całości relacje nadesłane drogą tekstową. Będą to korespondencje, czasem trochę krótsze, czasem trochę dłuższe, opisujące różnego rodzaju spotkania naszych słuchaczy i czytelników serwisu paranormalium.pl z zaświatami i sferą niefizyczną. Będą to głównie opisy obserwacji duchów, niekiedy podczas spontanicznych wyjść poza ciało. Poznamy też doniesienia o znakach z zaświatów, monicjach, czyli wizjach zwiastujących czyjąś śmierć. Będzie też wyjątkowo dziwna historia pewnej dziewczyny wykazującej przejawy jakichś zaburzeń, być może powiązanych z jej fascynacją okultyzmem.
Zanim jednak przejdę do prezentacji moim skromnym głosem przygotowanego na dziś wyboru korespondencji, pozwolicie Państwo, że przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z czymś trudno wytłumaczalnym.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny: Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem.
Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem Radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. Jeżeli więc Drogi Słuchaczu, Droga Słuchaczko, Droga Osobo słuchająca tej audycji, chcesz się podzielić jakimś trudnym do wytłumaczenia zdarzeniem, na przykład obserwacją UFO, zetknięciem ze sferą niefizyczną czy też doświadczeniem tak zwanego zjawiska błędu, zwanego inaczej glitchem w Matrixie, to gorąco zachęcam do skorzystania z podanych przed momentem kontaktów. Pora, aby przejść do prezentacji przygotowanych na dziś relacji. Korespondencję będę prezentował jedną po drugiej. Będą one oddzielone kilkusekundowymi przerwami. Gdy zaś dojdziemy do ostatniej, owej najbardziej osobliwej historii, jej prezentację poprzedzę krótkim komentarzem.
Zapraszam zatem do słuchania. Fragment korespondencji e-mailowej nadesłanej do Radia Paranormalium dwunastego września dwa tysiące osiemnastego roku: "Trzydziesty pierwszy sierpnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego roku.
Teściowa była umierająca i leżała w szpitalu. Moja żona dyżurowała przy jej łóżku. O godzinie szóstej trzydzieści rano obudził mnie mój pies, owczarek niemiecki, który siedział przed drzwiami do domu i przeraźliwie wył. Za pięć minut dostałem wiadomość, że teściowa umarła."
Korespondencja nadesłana w kwietniu dwa tysiące dwudziestego pierwszego roku przez pana Marcina: "Kilka tygodni temu, przy przekazywaniu moich spotkań ze zjawiskiem UFO, obiecywałem, że odezwę się jeszcze z innym tematem. Kilka lat temu odnotowałem w moim życiu bardzo ciekawe zdarzenie, które zapadło mi w pamięć. Zanim je opiszę, czuję się w obowiązku zarysować pewną kwestię. W czasie studiów zainteresowałem się psychoanalizą, która pomogła mi się wydobyć z kryzysu po śmierci matki. Psychoanaliza w ujęciu Karla Gustawa Junga stała się dla mnie swoistą filozofią rozwoju. Do tego stopnia, że wiele wskazówek i refleksji Junga przyjąłem za coś w rodzaju duchowego kredo....Pod wpływem tej psychologii zacząłem się intensywnie przyglądać moim snom. Zacząłem je zapisywać i coraz lepiej zapamiętywać po przebudzeniu. Zauważyłem, że wiele z tych sennych zdarzeń powraca półświadomie za dnia w postaci myśli pojawiających się znienacka, mających korzenie w konkretnych snach. Zacząłem traktować sny jako rodzaj dodatkowego zmysłu, który ukazywał mi rzeczy umykające świadomości za dnia. Ich nastrój, przedstawione sytuacje i obrazy były jak rodzaj alegorycznego wyjaśnienia obecnej sytuacji lub symulacji tego, co nadejdzie. Gdzieś na początku dwa tysiące szesnastego roku przyśniła mi się sytuacja, która mnie zaniepokoiła i utkwiła w pamięci. Śniłem, że jestem na spacerze z paroma znajomymi. Szliśmy jedną z ulic mojego miasta, roześmiani, zadowoleni z życia, kiedy obok przebiegła siostra mojej matki. Trwało to ledwie kilka sekund, ale usłyszałem jej głos.
Powtarzała głośno i w kółko: "Takie nieszczęście, takie nieszczęście!" Minęła nas, nie zatrzymując się, jakby mnie nie zauważyła. Tu muszę nadmienić, że od kilku lat nie miałem z nią kontaktu. Kiedy żyli rodzice, widywaliśmy się niemal co tydzień. Moja matka była silnie z nią związana. Natomiast po śmierci matki, ojciec zmarł pięć lat po matce, nasze kontakty osłabły. Ciocia była całe życie panną, osobą dość skrytą i trudną w kontaktach. Mieszkała sama w lokalu, w którym wcześniej mieszkali dziadkowie.
Widywaliśmy się sporadycznie, przeważnie w okolicach Święta Zmarłych. Odwiedzałem wtedy groby dziadków i razem szliśmy zapalić znicze i złożyć kwiaty. Kiedyś, podczas takiej wizyty, pytałem ją o korzenie naszej rodziny. W trakcie rozmowy oznajmiła mi: "Ty mnie pochowasz".
Zmroził mnie wówczas ciężar tej przysługi złożonej na moje barki. Uświadomiłem sobie, że faktycznie tak może się stać, bo na miejscu z rodziny zostałem tylko ja. Ale wróćmy do snu. Ten sen nie dawał mi spokoju, ale z uwagi na różne konfliktowe sprawy z przeszłości trudno mi było sprawdzić, czy to ma jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości. Kilka miesięcy później otrzymałem od innej krewnej SMS-a, że ciocia jest umierająca i leży na oddziale paliatywnym. Wówczas z całą mocą wrócił do mnie tamten sen.
Skontaktowałem się z mieszkającą obok cioci przyjaciółką z pracy. Mimo trudnej natury mojej ciotki, przyjaciółka zawsze utrzymywała z nią więź. Opowiedziała mi o zmaganiach mojej ciotki z rakiem krtani.
Pominę może szczegóły choroby, bo są tu nieistotne. W każdym razie po tym SMS-ie udałem się na oddział paliatywny. Spędziłem tam może z piętnaście, dwadzieścia minut, trzymając ją za rękę w milczeniu. Wydawała się jakby zawstydzona i starała się nie patrzeć w moją stronę.
Dopiero gdy wstałem, żeby wyjść, rzuciła mi na odchodne spojrzenie. Coś próbowała powiedzieć, ale nie umiałem jej zrozumieć. Pożegnałem się i tak widzieliśmy się ostatni raz. Była to bardzo przejmująca chwila, którą mocno przeżyłem. Odeszła następnego dnia. To jeszcze nie koniec opowieści. Słowo się rzekło. Po śmierci zająłem się pogrzebem i uporządkowaniem innych kwestii, w tym sprzątaniem mieszkania. W dniu pogrzebu poszliśmy z żoną i przyjaciółką cioci do jej mieszkania. Wszystko wyglądało, jakby tuż przed chwilą wyszła i miała za moment wrócić. Porozglądaliśmy się po nim. Wreszcie usiedliśmy przy stole. Przyjaciółka wspomniała, że ciocia napisała jakiś testament, przy którego spisywaniu była obecna sąsiadka i gdzieś to musi być schowane. Ja sam nie pamiętałem, czy mi ciotka kiedyś o tym wspominała lub nie. Usiłowałem sobie coś przypomnieć na ten temat, ale z marnym skutkiem. Obie panie zaczęły pokrótce przeglądać szafkę z dokumentami, rachunkami, które pomogłyby rozeznać sytuację mieszkaniową. Rozglądały się też za kopertą, w której miał być ów testament, ale bez skutku. Miałem nadzieję, że z uwagi na silną więź emocjonalną, która łączyła nas w przeszłości, otrzymam jakąś wskazówkę, mówiąc wprost, od cioci, gdzie mam tego szukać, skoro mnie wyznaczyła na realizatora jej woli. Usiadłem sobie w kuchni, przyłożyłem pięść do czoła i zacząłem zadawać w myślach prośbę, żeby mi pokazała, gdzie szukać. Po chwili przyszła mi do głowy myśl w postaci obrazu. Zobaczyłem ciocię, jak z tajemniczym uśmiechem Mona Lisy wstaje z tapczanu w dużym pokoju i idzie do szafki w meblościance, czegoś w rodzaju barku.
Zrozumiałem przekaz. Od razu poszedłem do tej szafki i otwarłem ją. Biała koperta tkwiła w małym stojaku w głębi szafki. Otwarłem niezalepioną kopertę i to było to. Podziękowałem cioci i poszedłem poinformować obie panie w pokoju obok, że znalazłem testament. Trochę z początku im było dziwnie, jak wytłumaczyłem, skąd wiedziałem, gdzie tego szukać, ale wkrótce przyjęły to jako coś normalnego.
Przyjaciółka się śmiała i poprosiła, żebym jeszcze znalazł lampę Zeptera, którą ciocia wypożyczyła i byłoby dobrze ją oddać. Tym razem bez namysłu poszedłem do innej szafki i wyjąłem z niej wspomnianą lampę. Uśmialiśmy się wtedy głośno. W końcu powiedziałem, że lepiej będzie zostawić na razie mieszkanie w takim stanie, w jakim je zastaliśmy i niczego nie sprzątać. Mam bowiem wrażenie, że ciocia po długim pobycie w szpitalu wróciła do niego i chce sobie w nim pobyć, zanim odejdzie z tego świata ostatecznie....Zgodziły się i wróciliśmy tam dopiero po kilku dniach. Ciotkę spotkałem kilka tygodni później. Tym razem znów śniłem, że idę po moim mieście w jego onirycznej wersji. Tym razem minęła mnie w zupełnie innym nastroju. Ubrana w dres uprawiała jogging. Była uśmiechnięta i zadowolona ze zmiany. Powiedziała do mnie: "Muszę się teraz wziąć za siebie.
Strasznie się zapuściłam". Pożegnaliśmy się i rozeszliśmy się w różne strony. Spotkałem ją później jeszcze w innym śnie, więc nadal jesteśmy, że tak powiem, w sennym kontakcie. Dzięki za uwagę i pozdrawiam, Marcin.
Relacja nadesłana do www.paranormalium.pl przez pana Krzysztofa w 2008 roku. "Pierwsza moja obserwacja nastąpiła, gdy umarł mój dziadek. Był to rok 2002. Dzień po jego śmierci nóż leżący na stole jakby lekko okręcił się zgodnie ze wskazówkami zegara. Tak poza tym nic niezwykłego się nie działo. Parę lat później, w 2006 roku, umarła moja pierwsza babcia. Dzień przed jej śmiercią, będąc akurat w pokoju gościnnym, oglądałem telewizję. Nagle coś koło mnie uderzyło z hukiem. Początkowo byłem przekonany, że to kot, którego mieliśmy w domu, ale to nie był on, gdyż był wówczas zamknięty w łazience u góry, na piętrze. To zdarzenie, to uderzenie jakby o ziemię, słyszała także moja mama. Na drugi dzień moja babcia umarła. Podobne zdarzenie, tylko bardziej wyraźne, nastąpiło, gdy umarła moja druga babcia w 2007 roku. Byłem wtedy ja i moje zwierzaki. Moje psy akurat znajdowały się wówczas w domu, u góry, na piętrze, w pobliżu komputera. Nagle na dole usłyszałem otwieranie drzwi, potem ich zamknięcie, trzask drzwiami. Następnie słyszałem kroki, jakby szła kobieta na szpilkach. Nie wiem, jak mam to napisać, ale tak było słychać. W każdym razie jakby ktoś chodził. Po chwili usłyszałem, jakby chodzenie po schodach i potem wszystko ustało. Później okazało się, że mniej więcej w tym samym czasie zmarła moja druga babcia. Nie wiem, jak to jest możliwe. Sam czasem myślę, że jestem nienormalny, ale chyba nie jestem nienormalny, skoro takie zdarzenia mam przejściowo. Potem zanikają i po jakimś czasie znów coś się dzieje. Jakoś na początku tej wiosny, nie pamiętam dokładnie, jaki to był miesiąc, przechodząc koło naszego kościoła, to znaczy Wniebowstąpienia Pańskiego, nagle usłyszałem głos, który raz wypowiedział moje imię. Nie wiem, czy to ma jakiś związek, ale na drugi dzień, gdy pracowałem u ojca na stacji paliw, nagle w tej samej chwili, kiedy dosłownie lał deszcz, wszystkie okna w samochodzie były pootwierane, a tata twierdził, że w ogóle ich nie otwierał. Był w szoku i był wściekły, bo był pewny i przekonany, że okien i to wszystkich, by nie otwierał.
Na razie od tamtego czasu nic się nie wydarzyło, ale poza tym wszystkim, co tutaj napisałem, miałem także jakby ostrzeżenia od zmarłych. I to nie raz, lecz dwa razy. Raz przyśnił mi się mój dziadek, jakiś niecały rok po swojej śmierci. Przyśnił mi się w tym samym kościele, koło którego niedawno, na wiosnę, słyszałem głos, który mówił wtedy do mnie po imieniu. W tym śnie wszedłem do kościoła. Nagle po prawej stronie kościoła zauważyłem siedzącego mojego dziadka. Wyglądał jak żywy. Siedząc na ławce, odwrócił się do mnie do tyłu.
Był smutny i bardzo przerażony, tak jakby chciał mi o czymś powiedzieć. Gdy się obudziłem, a byłem akurat z kolegą i jego mamą pod namiotem, opowiedziałem im o tym, bo po prostu musiałem. Jakieś dwa dni później zginął mój kot. Dziadek wiedział, że od małego lubiłem zwierzaki. Zginął na skutek potrącenia przez samochód. Do dziś jestem przekonany, że był to znak, ostrzeżenie od mojego dziadka. Drugie podobne zdarzenie nastąpiło, gdy umarła moja druga babcia. Podobnie jak w tym wypadku, przyszła do mnie we śnie. Tym razem sen wyglądał tak: śniło mi się, że moja babcia umarła. Wtedy moja mama zapytała mnie, czy babcia może do rana przeleżeć na moim tapczanie ze mną. Ja się zgodziłem. Położono babcię na moim tapczanie i ja również koło babci się położyłem. No bo w końcu była to moja ukochana babcia, ale nie żywa, tylko martwa. Jej ciało. Wtedy pamiętam, że babcia w tym śnie zaczęła się robić sina.
Ja we śnie zastanawiałem się, ile jeszcze czasu zostało do rana. Babcia coraz bardziej robiła się sina. W końcu się obudziłem. Byłem przekonany, że stanie się coś złego. Mówiłem nawet moim rodzicom, żeby kota nie wypuszczali na dwór. Nastał wieczór. Mama w końcu wypuściła kota. Ja o tym nie wiedziałem. Potem, dowiedziawszy się o tym, że mama go jednak wypuściła, bo sam chciał wyjść, wtedy już byłem przekonany, że kot nie wróci. Czekałem do dwudziestej trzeciej, do północy, do pierwszej w nocy, do drugiej, do trzeciej, do czwartej. I kota nadal nie było, mimo że go wołałem. Kiedy o godzinie piątej zrobiło się już jasno, postanowiłem od razu wyjść na ulicę, bo czułem, że na pewno mu się coś stało. Wyszedłem na ulicę i patrzę. Leży coś na drodze. Im bardziej się zbliżałem, tym bardziej byłem przekonany, że to mój kot. Podszedłem do niego. Był już zimny i sztywny, ale to na pewno był on. Miał taką charakterystyczną, ciemnoszarą plamkę koło prawego oka.
Wtedy już wiedziałem, że i babcia chciała mi w jakimś sensie powiedzieć, co się wydarzy, żebym czuwał."...Jak wytłumaczyć te wszystkie zdarzenia? Korespondencja nadesłana w lipcu 2014 roku. "Mam siedemnaście lat.
Chciałam napisać o dziwnym zjawisku, które zauważyłam głównie w nocy i w moim pokoju. Otóż regularnie od dwóch lat na suficie widzę czarną postać. Nie całą, lecz do pasa. Czarny cień wyglądający na pierwszy rzut oka jak zakonnica. Tyle że cała w czarnym ubiorze. W dzień jednakże widzę nad krzyżem na suficie w pokoju rodziców tęczę, która nie powinna się pojawić, bo tydzień temu, we wtorek w Zielonej Górze było szaro na dworze.
Dlatego to dla mnie dziwne, skąd się wzięła. Nigdy nie zrobił mi ten duch niczego złego. Nie jest agresywny. Mam podejrzenia, iż to dusza zamordowanego w 1998 roku Matthew Sheparda. A to dlatego, bo był on za życia bardzo religijny, a moje domysły związane z tą tęczą są takie, iż Matt był za życia gejem. Zresztą dlatego go zabito z zimną krwią, nad czym ubolewam. Dlatego myślę, że to on się nam ujawnia jako tęcza. Tylko nie wiem, czemu mieszka u mnie w Polsce, a nie u swoich rodziców w USA. A co do tego cienia kompletnie nie wiem, czy to zwykły cień, czy może jakiś inny duch, o którym nie wiem. Ważna informacja, może na coś się przyda. Mieszkam w starym, poniemieckim domu, prawdopodobnie niegdyś należącym do żydowskiej rodziny."
Relacja nadesłana do Radia Paranormalium 22 października 2013 roku. "Nie wiem, od czego zacząć. Może od tego, że w wieku około sześciu, siedmiu lat doświadczyłam OB, nie używając żadnej metody. Byłam za mała, by w ogóle wiedzieć, że coś takiego istnieje. Pamiętam, że byłam w zoo, w klatce z małpami. To było dziwne.
Kilka razy jeszcze przytrafiło mi się coś podobnego, ale byłam w całkiem innych miejscach. Potem ustało. W gimnazjum zaczęło się to powtarzać. Nawet nie wiem, jak to nazwać. Normalnie chodziłam do szkoły, mówiłam do ludzi, ale oni tak, jakby mnie nie widzieli. No bo nie widzieli. Wtedy postanowiłam poszukać w internecie, co to może być. Przeraziłam się, jak zaczęłam o tym czytać. Na szczęście nie tylko ja tego doświadczyłam.
W klasie miałam koleżankę, która miała to samo. Mówiła, że też nie używała żadnych metod. Samo przyszło. Wtedy wiedziałam, że mogę z kimś wymieniać się doświadczeniami i tak dalej. Odbiegając od tematu OB, zawsze, gdy siedziałam w domu sama, działy się dziwne rzeczy. Coś szurało o podłogę, słyszałam pukanie do drzwi, a gdy do nich podchodziłam, tam nikogo nie było.
Rodzice próbowali mi wmówić, że ktoś się wygłupiał, pukał do drzwi i uciekał po schodach, ale za drzwiami nie słyszałam żadnych kroków. Czasami też czułam przyjemny chłód. Mama mówiła, abym się tego nie bała. Ona kiedyś też doświadczyła spotkania z duchem swojej mamy, a mojej babci. Mówiła, że to ona przychodzi do mnie, bym się nie czuła samotna. Gdy nie chciałam tego, mówiła, bym głośno rozmawiała. Wtedy odejdzie. Tak też robiłam, bo bałam się tego. Faktycznie, gdy wypowiedziałam głośno słowa, które kierowałam do tego czegoś, chłód momentalnie przechodził. Nie wierzyłam do końca w istnienie czegoś nadprzyrodzonego.
Dość niedawno, bo kilka miesięcy temu, miałam dziwny sen. Na łóżku odbijało się tak, jakby ciało, którego tam nie było i rozmawiałam z kimś. Na drugi dzień zmarła moja ciocia. Wtedy też wyjechałam za granicę do siostry. Leżałam na łóżku.
Byłam sama w domu. Było ciepło, a na twarzy poczułam chłód, ale różnił się od tego, który czułam w rodzinnym domu. Ten był nieprzyjemny. Zesztywniałam. Po kilku minutach przeszło. Dość niedawno, kilka dni temu, gdy wykonywałam codzienne czynności, akurat obierałam w kuchni ziemniaki na obiad, zaczęły lecieć mi łzy same z siebie. Nawet tego nie kontrolowałam. Zaczęłam też ciężko oddychać. Czułam czyjąś obecność, że stoi w drzwiach kuchni i patrzy na mnie. To był zły wzrok. Coś złego na mnie patrzyło.
Gdy ustało, z niewiadomych powodów usiadłam na podłodze, choć tego nie planowałam. Tak, jakby coś mną kierowało. Przestraszyłam się. Wstałam i idąc w stronę komputera, by zadzwonić na Skypie do rodziców i opowiedzieć im o tym, poczułam, jak ktoś patrzy na mnie, siedząc w salonie na kanapie. Rozpłakałam się.
Teraz był to kontrolowany płacz, taki ze strachu. Ojciec nie chciał mi wierzyć. Powiedział, że jestem nienormalna. Wymyślam sobie. Mama zaś uwierzyła i powiedziała, bym włączyła światła w całym domu i powiedziała głośno: wypierdalaj!
Ale bałam się, bo kuchnię z resztą domu dzielił salon, w którym czułam czyjąś obecność. Zaczęłam czytać i czytać. Niby większość zgadzała się z tym, co czułam, czego doświadczyłam. Przez pierwsze dwa dni bałam się zasnąć. Nie spałam do piątej nad ranem. Spałam z siostrą w jednym łóżku, na wszelki wypadek. O godzinie drugiej pięćdziesiąt siedem zapalił się telefon siostry. Sam, bez przyczyny.
Bateria pełna, nie dostała żadnej wiadomości. Poprosiłam ją, by zobaczyła, która godzina. Powiedziała: za trzy trzecia. Przeraziłam się, ale nic się nie stało. Wczoraj, to jest 21 października 2013 roku, około godziny trzynastej przyszła dwuletnia córka mojej siostry, trzy razy mówiąc, że ktoś puka. Wiadomo, że takie małe dziecko nie zmyśliłaby sobie, że ktoś puka, bo jest za małe. Za każdym razem, gdy podchodziłam do drzwi, nie było nikogo. Zadzwoniła mama i powiedziała, że babcia jest w szpitalu w bardzo ciężkim stanie."...Kilka dni wcześniej miałam sen, który oznaczał, że ktoś z rodziny będzie przyczyną mojego smutku, więc byłam przygotowana, że stanie się coś złego. Miałam jakieś przeczucia.
Kilka godzin później zadzwonił mój młodszy brat i powiedział, że babcia nie żyje. Dziś, dwudziestego drugiego października dwa tysiące trzynastego roku miałam strasznie niespokojny sen, ale niestety nie pamiętam, co mi się śniło. Rozmawiałem kilka dni temu z kolegą i on zasugerował, że mogę być medium lub mieć jakieś zdolności paranormalne.
Nie wiem, co o tym myśleć. Relacja nadesłana pod koniec roku dwa tysiące czternastego. Korespondencja napisana dość chaotycznie, dlatego dla celów prezentacji na antenie będę ją lekko korygował, żeby treść była bardziej zrozumiała. Korespondencja obejmuje szeroką gamę zdarzeń o trudnej do wyjaśnienia naturze, w tym również tak zwane znaki z zaświatów oraz monicje, czyli wizje i zdarzenia mające zapowiadać czyjąś śmierć. "Nie wiem, od czego zacząć, ponieważ zjawisk, które ciężko mi pojąć, było w moim życiu bardzo wiele. Gdy byłam małym dzieckiem, miałam trzy, cztery lata, zaczęły się dziać przy mnie dziwne rzeczy. Najczęściej przez mój sen.
Mieszkaliśmy w starym, drewnianym domu, około dziewięćdziesięcio, stuletnim. Gdy miałam trzy, cztery lata, przyśniło mi się około czterech, pięciu demonów. Były to potwory rozlewające się w cieniu. Przez dwadzieścia lat myślałam, że był to urywek filmu. Szukałam zatem takiego filmu, ale niestety nie znalazłam. Dworek, który mi się śnił, to był nasz pierwszy dom, który należał do bogatej rodziny w Rembertowie.
O tym dworku można było czytać w gazetach. Zawalił się w latach dziewięćdziesiątych. Pamiętam dokładnie szczegóły, meble i całą sytuację, jak gdybym mogła z umysłu wyjąć fotografię. Zaczęło się, gdy miałam pięć, sześć lat. Tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty piąty rok. Gdy jechałam z matką pociągiem Intercity, w nocy około godziny pierwszej, drugiej, przyśnił mi się jeździec, który na moich oczach uciął komuś głowę szablą. Ponieważ byłam małym dzieckiem, puściły mi nerwy, a ja ze strachu posikałam się. Matka się śmiała, jednakże ten sen zapadł mi w pamięć aż do dziś. Może to być dziecinne, ale to reakcja na strach i widok, jaki widziałam.
Widziałam człowieka bez głowy i drugiego człowieka trzymającego jego głowę w rękach. Od tamtej pory cały czas coś w moim życiu daje mi znaki, znaki i uczucie, że coś jest nie tak. Gdy byłam nastolatką, w moim pokoju pojawiła się kula ognia. Przeleciała po całym pokoju i uciekła przez okno. Do teraz na całym moim ciele czuję gęsią skórkę. Opowiedziałam to w domu. Nikt mi nie uwierzył. Innym zjawiskiem było przepowiedzenie śmierci mojego pradziadka. Miesiąc przed tym powiedziałam babci, iż śniło mi się, że jej ojciec umrze albo w moje imieniny, albo w tym roku wcale. Pradziadek umarł w moje imieniny. To dało mi do zrozumienia, że coś ze mną jest nie tak. Przez pewien czas chodziłam codziennie do kościoła i po mszy szłam przez cmentarz. Marzec, godzina osiemnasta, osiemnasta trzydzieści. Lekko szarawo. Idę główną aleją cmentarza. Czuję obecność, czyjś wzrok na moich plecach. Odwracam się, a tam dwóch mężczyzn w czarnych garniturach, z kapeluszami, jak u magika. Odwracam się do przodu, aby zobaczyć drogę ewentualnej ucieczki. W tej samej sekundzie odwracam się do tyłu i wtedy postacie nagle znikły.
Od tamtej pory nie wchodzę na cmentarze sama lub po zmroku. Podobną sytuację miałam po tragicznej śmierci bliskiej mi koleżanki w listopadzie. W grudniu miałyśmy razem świętować Sylwestra. Nie spotkałyśmy się. Zginęła w wypadku przez pijanego kierowcę. Na pogrzebie jej twarz na zdjęciu cały czas na mnie patrzyła.
Czułam to, aż prawie omdlałam. Jej oczy były tak żywe i proszące, by nie robić tego, by jej nie chować. Magda zginęła, wracając ze szkoły, przechodząc przez jezdnię. Wokół jezdni są lasy, pola i drzewa. W ciężką zimę, wracając do domu ze znajomym, zobaczyłam białą postać przebiegającą w tym samym kierunku co ona, znikającą za drzewem. Działo się to na wysokości jej domu. Jej dom jest w głębi pola, przy rzece. Przepraszam, że piszę tak chaotycznie. Jest tego tyle, że nie dam rady więcej trzymać tego w sobie.
Ludzie nie wierzą w to, co czasem mówię. W dwa tysiące pierwszym roku pod pociąg rzuciła się siostra mojego znajomego. Widziałam ją dwie godziny przed samobójstwem. Wiedziałam, że z jej wzrokiem jest coś nie tak. Czułam, że coś się stanie. O godzinie dziewiętnastej usłyszałam dźwięk pociągu towarowego.
Rzuciła się. Później przyśniła mi się w białej sukni. Prosiła, by nie płakać za nią, że jest jej tu zimno. Prosiła, by ją pochować, bo nie chce tu błądzić. Ksiądz nie chciał jej pochować ze względu na samobójstwo. Mówiła, że nie zrobiłaby tego drugi raz i żeby o niej pamiętać. I nie płakała. W jej pokoju znaleźliśmy czarne pióra powtykane w różne przedmioty.
Zabiła się w piątek, a zapiski planów do wykonania miała już na poniedziałek. Gdy weszliśmy do pokoju, pióra uniosły się i latały w powietrzu."...Już na samą myśl o tym mam gęsią skórkę. Zawsze czuję na plecach jakąś energię, gdy wchodzę do mieszkań obcych ludzi. Często wprowadzają mnie w dyskomfort, ponieważ nie czuję dobrej energii. W zeszłym roku wynajęliśmy mieszkanie. Zrobiliśmy to, nie oglądając go, w ciemno, ponieważ zależało nam na tym, by od razu zamieszkać w danej miejscowości. No i zaczęło się. Pierwsze, co poczułam, to obecność czegoś w tym domu. Nie lubiłam w nim zostawać sama. Po pewnym czasie coś ciężkiego usiadło mi na kołdrę. Wiedziałam, że to nie jest mój wymysł. Zaczęłam się bać. Powiedziałam o tym mężowi, że ktoś tu jest, że czuję tutaj jego obecność i że mnie obserwuje.
Po kilku miesiącach kobieta wynajmująca nam mieszkanie oznajmiła, że jej mąż tutaj umarł i domyślam się, że spaliśmy na jego łóżku. Wszystko się psuło. Zaczynaliśmy się ciągle kłócić. Ja zaczęłam widzieć różne rzeczy. Kobieta ta nie kochała męża. Sądząc po rozmowie, jaką prowadziła, rozmawiała o nim jak o jakimś meblu, co się popsuł. No i może dobrze, że się popsuł. Odczułam, że mógł to być zły człowiek, choć ta kobieta też jest zła.
Jest tyle rzeczy, które chciałabym opisać. Po dwóch, trzech zdaniach jestem w stanie wyczuć energię człowieka. Patrząc w oczy, wiem, czy zdradził żonę, czy kłamie, jakie ma zamiary. A ta kobieta była zła.
To było czuć. W mieszkaniu łóżko było ustawione głową do tyłu okna, a nogami w kierunku ściany. Jednakże, gdy otwierało się oczy, było widać ciemny korytarz. Zawsze widziałam tam coś i czułam niepokój przed zaśnięciem. W grudniu pojawiły się, jak ja to nazwałam, anioły, choć teraz zastanawiam się nad tym, czy to aby na pewno były anioły. W drzwiach, przy lekko zapadającym zmroku pojawiała mi się postać duża, mglista, stojąca w drzwiach do korytarza, tak jakby ktoś zasłaniał widok tej ciemni w korytarzu. Tak, jakby nie chciał, aby coś weszło do pokoju lub abym ja nie widziała tego korytarza. Gdy tylko powiedziałam o tym mężowi, na dwa, trzy dni postać znikała. Myślałam, że to tylko moja wyobraźnia, gdy pojawiła się niższa postać, co dało mi do zrozumienia, że to mogą być anioły pilnujące mojego snu.
Czasem, gdy tylko je dostrzegałam, kątem oka zasypiałam, czując lekką ulgę. Sny, jakich tam doświadczałam, były zawsze katastroficzne. Widziałam w snach wojny, obcą cywilizację, nie UFO, obcych. Te sny mogę opisać tak szczegółowo, z detalami stroju kosmitów, którzy śnią mi się bardzo często. Wielkie dziury, z których przybywają i stworzenia niesamowicie piękne. Czuję się, jakbym była chora psychicznie. Ja to wszystko przeżywam. Gdy po raz drugi powiedziałam mężowi o tych postaciach w drzwiach, również zniknęły, ale zaczęły pojawiać się u nas problemy z pieniędzmi. Wiem, że kobieta nam wynajmująca jest przez nie zdominowana. Poza pieniędzmi nic innego nie ma dla niej wartości, a my przeprowadzimy się do nowego mieszkania.
Tydzień był super. Nie miałam obaw o nic. Spałam spokojnie, dopóki nie zasłoniłam okien brązowymi zasłonami. Poczułam czyjąś obecność. Jestem w tym mieszkaniu. Przyśniła mi się mała dziewczynka, około sześciu, siedmiu lat, która siada mi na kołdrze. Nie wiem, czy był to sen na jawie. Pamiętam, że kazałam jej zejść stąd i że powiedziałam, że jej się nie boję.
Poczułam obecność jeszcze innej osoby. Schodząc ze schodów, czuję na sobie wzrok. Przyśnił mi się mężczyzna w kapturze. Nie wiem, czy on jest tutaj, ale wyczytałam potem o miejscu budowy tutejszego bloku.
Znajduje się on w miejscu, gdzie kiedyś były koszary. W nocy nie jestem w stanie zejść na dół do kuchni. Czuję energię, jakby coś tam się działo i schodząc czuję od stóp do głów, że coś patrzy. Nie mam pojęcia. Czuję się obłąkana. Czasem coś mnie straszy. Jakiś dźwięk. Zasłonka bez wiatru rusza się, a ja nie wiem, co mam robić. Tym, co mnie przyciągnęło na waszą stronę, były orby. Mieszkaliśmy w twierdzy Modlin, gdzie wojna pozostawiła po sobie rumowiska i ja zrobiłam kilkanaście zdjęć, a na zdjęciach pojawiają się orby. To mnie skłoniło do tego, aby opisać tu więcej zjawisk. Przy mnie i przy moim mężu orby pojawiają się na zdjęciach. Czasem się zastanawiam, czy mam się bać, czy też nie. Widziałam wojnę. We śnie przyśniła mi się rakieta, która uderza w ziemię, a jej rozbłysk zabija ludzkość. Śniło mi się to na dwa dni przed informacją o zbrojeniu się Rosji oraz w 2012 roku podobna sytuacja. Powiedziałam wtedy mężowi, że zbliża się zejście kosmitów na Ziemię.
Kosmici, czyste umysły, ponieważ oni czują dobro i zło. Wiem, ponieważ mnie nie zabrali ani nie zabili w pewnym śnie. Nie było rozmowy, tylko przepływ myśli. Porozumiewają się myślami. Patrzę się w oczy każdemu, a ten, kto jest zły, jest zabijany. Zstąpią na ziemię w dniu, gdy człowiek sięgnie po broń atomową. Uderzą w ziemię, a przed nimi nikt się nie schowa.
Nie wiem, czy jestem oprowadzana we śnie, czy to już jawa, ale szczegółowo mogę opisać postacie i ich zachowania. Często we śnie mi mówią o tym, że zazdroszczą nam wyboru i duszy. Oni nie mają ciała, mają układ. Ciężko to ująć w słowa. Są w kombinezonach przypominając ludzi i tak też zstąpią na ziemię....Mają hełmy niczym z kosmicznego filmu.
Zasłaniają ich oczy. Oczy mają bardzo duże i widzą panoramicznie. Wojna będzie trwała krótko. Wiem też, że ludzie trzymający władzę nad światem, nad rządem są demonami. Demoniczne stworzenia. Widać to po oczach, kształcie twarzy, nosie, zębach. Zło, które czuć w każdym ich spojrzeniu i każdym słowie. W Polsce jest ich kilka, ale w Stanach i Niemczech jest kumulacja. Tak wiele bym jeszcze mogła napisać. Dzielę się tym, ponieważ nie mogę już więcej trzymać tego w sobie. Mam wiele myśli, którymi chciałabym się podzielić. Moja pamięć sięga do okresu, gdy miałam dwa lata. Choć ludzie nie dowierzają, skąd mogę pamiętać takie rzeczy? Sny z kosmitami są dla mnie codziennością. Śnią mi się bardzo często.
Mam nadzieję, że po tym, jak to opisałam, nie znikną, bowiem po każdym śnie czuję się bardziej rozwinięta duchowo i wiem, że świat, który mnie otacza, nie jest światem prawdziwym, a tylko kloszem przykrywającym prawdę. Przepraszam za chaotyczny sposób wypowiedzi. Pozdrawiam. R.
Po krótkim przerywniku przejdziemy do prezentacji ostatniej, chyba najbardziej kontrowersyjnej relacji w tym odcinku. Nigdzie się nie wybierajcie. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarny: Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem: Radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu.
Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. No i nadszedł czas na prezentację tej ostatniej, najbardziej osobliwej korespondencji w dzisiejszym odcinku.
Właściwie to nie wiem, czy zaliczać to do jakichś zdarzeń o charakterze paranormalnym, czy raczej mamy tu do czynienia z zaburzeniami psychicznymi spowodowanymi bądź spotęgowanymi silną fascynacją okultyzmem, a niewykluczone też, że również wypraniem mózgu pewnej dziewczyny przez sektę. Niemniej historia dość mroczna, a ostateczny werdykt zostawiam Państwu. Przejdźmy do wysłuchania tej relacji.
Relacja nadesłana w roku 2014. "Witam serdecznie. Może zacznę od wyjaśnień, gdzie mieszkam, kim jestem i czym się zajmuję na co dzień. Mieszkam w niedużym miasteczku Kędzierzyn-Koźle. Nie ma tu zbyt wiele atrakcji. Głównie to miasto pracoholików, alkoholików, wariatów, paranoików i tak zwanych palaczy fajkowego zioła. Reszta wyjechała stąd za lepszym życiem za granicę lub do większych miast.
Ulice opustoszałe, a za oknem autobusu widać na ogół meneli plujących sobie pod nogi resztkami nadziei lub babcię gnającą do kościoła, żeby zająć sobie miejsce siedzące. Jest tu także klub motocyklowy.
Koledzy z podwórka zajmują się sztukami walki. Czasem jeżdżę z nimi na mecze, gdy gra Chemik Kędzierzyn, klub piłkarski. Czasem, bo na ogół nie mam czasu. Często nie ma mnie w mieście. Taka praca. Oczywiście jest tu także ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Siatkówka. Klub znany na całą Polskę. Ja od zawsze interesowałem się czymś innym. Koledzy i znajomi zawsze powtarzali, że zwracam uwagę na rzeczy, które nie trafiają tak po prostu do innych jak do mnie. Że mam wysoki poziom percepcji, że bystry jestem. Sokoli wzrok, mimo że facet, to, że dużą intuicję mam, ale ja wolę określenie: ma nosa. Koledzy z pracy mówią, że mam duży kontakt z naturą i zawsze wyczuję, co i jak.... Pracuję na delegacjach po całej Polsce. Jestem operatorem wózka widłowego, koparko-ładowarki, dźwigu i wszelkiego rodzaju wzwyżek. Spawaczem też jestem. Mam uprawnienia na to wszystko. To się nazywa dbanie o pracownika albo raczej o własny interes i kuper. Kiedyś wysłano mnie i moją brygadę do Białegostoku ustawić kilkanaście nowych maszyn. Trochę tam zabawiłem. Weekendy były wolne od pracy, więc w tym czasie wychodziliśmy poszaleć na miasto. Pewnej nocy z soboty na niedzielę, gdy szedłem samą ulicą do mojego hotelu, zobaczyłem dziewczynę po drugiej stronie ulicy. Była przerażona i strasznie płakała. Naturalnie, że do niej podszedłem i zainteresowałem się, ale to, co poczułem, gdy do niej podszedłem, było przerażające. Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego to poczułem. Ona jedynie płakała i była przerażona, ale czułem coś jakby negatywną siłę, energię wokół niej, aż mi się włosy zjeżyły na rękach. Ona mimo wszystko była śliczna i taka bezbronna.
Taki słodki aniołek. Strasznie cierpiała. Pomyślałem, że ktoś ją skrzywdził, ale poczułem coś innego, że to nie ktoś, a coś ją krzywdzi. Ona patrzyła mi głęboko w oczy, jakby wołała: Pomóż mi! Odprowadziłem ją tamtej nocy do domu.
Podwiozłem taksówkę. Zapamiętałem adres, bo to była najdroższa taksówka w moim życiu. Ponad dwieście pięćdziesiąt złotych. Okazało się, że nie jest z Białegostoku, a z Grajewa. Gdy pytałem, co się stało, to jedyne co mówiła, to to, że nie zrozumiem i że pomyślę, że ona zwariowała. A potem już tylko milczała.
Przy mnie się wyciszyła i zasnęła na moim ramieniu. Zaniosłem ją na czwarte piętro po schodach. Myślałem, że ducha wyzionę. Podała mi klucze i otworzyłem drzwi do jej mieszkania. Na drzwiach było napisane: trzynaście. Pomyślałem: no świetnie, że to nie piątek, tylko sobota, trzynastego kwietnia dwa tysiące trzynastego roku. Położyłem ją na jej łóżko, a obok na szafce stał zegarek, a na nim trzecia trzynaście. Przeszły mnie entuzjastyczne dreszcze. To chyba po tych wszystkich opowieściach z krypty przy ognisku lub od tych horrorów nocnych o demonach i bytach nieczystych. Wydało mi się to dziwne i zastanawiające, że od kiedy spotkałem tą kobietę, to wszędzie widzę same trójki i jedynki dookoła. Zaraz skojarzyło mi się to z demonologią opisującą tą symbolikę.
To sposób, w jaki moce nieczyste drwią z Trójcy Świętej. Dziewczyna tak szybko zasnęła na łóżku w sypialni. Widać było, że była wycieńczona, a ja usiadłem na fotelu w rogu pokoju. Obok stała szafeczka z lampką do czytania. Nad fotelem była półka z książkami. Ciekawie ma zainteresowania- pomyślałem - bo wszystkie tytuły nawiązywały do okultyzmu i demonologii czy innych zjawisk paranormalnych. Cholera!
- pomyślałem. Co za ironia i zbieg okoliczności. A dopiero przed chwilą przeszyły mnie dreszcze na myśl o demonologii, a tu cały leksykon na ten temat. Na szafeczce leżała książka otwarta do połowy i odwrócona, a na okładce było napisane Goecja. Nie zainteresowała mnie zbytnio, bo na okładce był także symbol jakby pentagramu, więc nie skojarzyło mi się to z tym, co mnie interesuje. Pomyślałem, że to o Grecji.
Lol. Za to na półce z tymi niezwykłymi książkami był jeden tytuł, który od razu przykuł moje oko. To było coś o praktykach egzorcystycznych i takie tam. Podręcznik egzorcysty- pomyślałem. Pomyślałem: ale jazda, idę do domu sam. Sam, bo nic nie poderwałem. A tu na drodze, w środku miasta poznaję taką niezwykłą istotkę, w tak niezwykłych okolicznościach. Ta książka była o tym, jak przeprowadzić test na opętanie. Były także opisane rytuały egzorcystyczne. Czytając ją, bardzo szybko zasnąłem.
Rankiem dziewczyna mnie obudziła. Zjedliśmy śniadanie. Przy kawie rozmawialiśmy. Dowiedziałem się, że wierzy w te wszystkie byty. Mieliśmy identyczne zainteresowania, tyle że jej brakowało dystansu do tego wszystkiego. Ale była normalna, nie jakaś tam świruska. Lecz nie chciała mi powiedzieć, co się stało tamtej nocy. Kitowała coś, że była u siostry i razem gdzieś wyszły, a potem się pokłóciły. Ale ja patrzyłem jej głęboko w oczy i oboje wiedzieliśmy, że to nieprawda. Mieliśmy ze sobą wiele wspólnego. Była taka tajemnicza, że non stop o niej myślałem. Kumple z pracy śmiali się, że się zakochałem. Coraz częściej się spotykaliśmy i coraz bardziej się na mnie otwierała, aż w końcu zostaliśmy parą. Wiedziałem, że daję jej wiele radości i że była szczęśliwa, ale gdy nadchodził czas na mnie, to ona wraz z tym coraz bardziej traciła kontakt z rzeczywistością, jakby się martwiła o coś.
Coraz częściej o tym mówiła. Potem stała się na ten temat bardzo wylewna. Z daleka było widać, że daję jej coś więcej niż tylko szczęście. Daję jej ukojenie, normalność, równowagę. Normalnie bym pomyślał, że boi się, że gdy odjadę do domu, to kontakt się urwie.
Postanowiliśmy, że pojedzie do mnie, do mojej mieściny. Mi także zaczęło na niej zależeć, ale to, co się zaczęło dziać, gdy zamieszkaliśmy razem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. To bardzo długa historia. W międzyczasie musiała na kilka dni wrócić do domu....Gdy była w domu, ten jej koszmar powrócił. Dzwoniła do mnie każdej nocy, strasznie płacząc. Jedna rozmowa telefoniczna szczególnie mnie przeraziła. Jak już wspominałem, mam nosa i często wyczuwam, co należy zrobić.
Idę za głosem serca. Tamtej nocy coś mnie tknęło, żeby nagrać rozmowę telefoniczną. Zdaję sobie z tego sprawę, że wielu ludzi nie pochwala tego typu praktyk. Sam byłbym sceptyczny co do takich działań, ale wtedy czułem, że powinienem to nagrać. To, co się nagrało, przeraziło mnie do szpiku kości. Nagranie wrzuciłem na YouTube, a to w takim celu, żeby ktoś, kto się zna na EVP, mógł rzucić na to okiem. Jakiś profesjonalista w tej dziedzinie. A tym bardziej, że słychać na nagraniu zdanie, którego kompletnie nie rozumiem, jakby było wypowiedziane w innym języku. Samo nagranie jest autentyczne, niezmienione.
Mam je nienaruszone na telefonie tym samym, którym nagrałem tą rozmowę telefoniczną. Ciąg dalszy tej historii jest zamieszczony przed tym nagraniem, więc zapraszam. I naprawdę chciałbym, aby ktoś rozszyfrował to, co zostało wypowiedziane w jakby innym języku. Teraz zaprezentuję opis dołączony do filmu.
Kiedyś, na początku znajomości, zadzwoniła do mnie po trzeciej w nocy, strasznie płacząc. Mówiła: "Błagam cię, pomóż mi". Jakieś trzaski i telefon spadł na podłogę. Było słychać tak, jakby ktoś nią rzucał o ściany. Jej krzyki i płacz były przeraźliwe. Tamtego wydarzenia nie zarejestrowałem i nigdy się nie dowiedziałem, o jaką pomoc jej chodziło i co się stało tamtej strasznej nocy. Ona milczała na ten temat. Przez cały związek ona była bardzo dziwna. Była taka dobra i ciepła, ale wiele rzeczy jakby robiła wbrew sobie, jakby ktoś ją zmuszał do robienia tego wszystkiego. Czasami bardzo dziwnie zmieniała wyraz twarzy i kręciła głową w nieludzki sposób lub zamarzała w bezruchu na długą chwilę, patrząc się w jeden punkt. Ten wyraz twarzy, te nagle bardzo szerokie źrenice - przerażające.
Czasem odnosiłem wrażenie, że sprawiało jej satysfakcję, gdy ktoś cierpi, ale nie pokazywała tego po sobie. Poza tym była bardzo inteligentna emocjonalnie. Potrafiła doskonale grać na uczuciach. Raniła mnie i dawała ukojenie. Bawiła się moimi uczuciami jak zabawką i nie widziała w tym nic złego, ale zawsze dawała więcej cierpienia niż ukojenia. Czternastego lutego 2013 roku podarowała mi dwie walentynki. Jedną od siebie, a drugą od cichej wielbicielki. Gdy pytałem, o co chodzi, ona nie potrafiła mi tego wyjaśnić. Kim jest cicha wielbicielka? Ona patrzyła na mnie wzrokiem błagającym o zrozumienie. Milczała, ale w jej oczach zawsze było to samo: "Pomóż mi".
Gdy ja byłem na delegacjach, ona w tym czasie uprawiała perwersyjny seks z byle kim, jak i byle gdzie, oddając się każdemu w całości. W zamian chciała jedynie... Ale gdy wracałem do domu, to nie wypuszczała mnie z łóżka. Chciała się ze mną tylko kochać, bo wiedziała, że ja ją ukoję swoją miłością do niej. Chciałem i postanowiłem ją zostawić po tym, jak dowiedziałem się o zdradach. Miałem dość tych podłości, jakie fundowała mi przez osiem miesięcy za moimi plecami. Poza tym ta jej dziwaczność. Trzecia w nocy dzwoni telefon. To ona. "Błagam cię!" Dziewczyna była sama w domu i zadzwoniła do mnie i błagała mnie, żebym jej nie opuszczał. Dziewczyna, zanosząc się płaczem, błagała mnie o pomoc, ale ja nie wiedziałem, o jaką pomoc jej chodzi.
"Błagam cię, błagam cię, nie zostawiaj mnie. Nie zostawiaj mnie. Pomóż mi. Błagam cię, pomóż mi. Ja cię potrzebuję. Kocham cię. Zrobię dla ciebie wszystko. Pójdę za tobą nawet do piekła". Ja w trakcie rozmowy przebywałem w swoim domu i byłem sam. Po drugiej stronie słuchawki tylko ona.
Coś mnie tknęło, żeby włączyć nagrywanie rozmowy. W trakcie rozmowy nie słyszałem nic więcej, tylko jej głos i jej płacz. Po przesłuchaniu nagrania okazało się, że był z nią ktoś jeszcze. Nagranie jest autentyczne.
Idzie, powiedz, żeby nikt nie wiedział. O! Uspokajasz sobie już? Dajesz już spokój. Nie płacz więcej, co? O, ja... Nagle rozmowa została nieoczekiwanie rozłączona. Gdy oddzwaniałem, ktoś odbierał słuchawkę, lecz w słuchawce była jedynie cisza....Z dziewczyną kontakt kompletnie się urwał. Od tamtej rozmowy stała się zupełnie inną osobą i tak jak wtedy jedynie ze łzami w oczach przejmująco milczała. Na twarzy mieszanka cierpienia i szczęścia, bólu i radości.
I ta jej przerażająco przejmująca cisza. Zawsze wypowiadała tylko jedno króciutkie zdanie, dwa słowa, a jednocześnie tak wiele znaczące, niosące za sobą ogromne poświęcenie, lecz jednocześnie coraz bardziej ze łzami w oczach odpychała mnie od siebie. W jej oczach już nie było błagania o pomoc.
Byłem zbyt daleko, aby do niej na czas dotrzeć tamtej nocy. Gdy ją zobaczyłem następnego dnia, ona była taka spokojna i w jej oczach było coś dziwnego. Na twarzy pełna miłości i szczęścia. Mimo to odpychała, a w oczach ogromna troska o swojego ukochanego.
Jednocześnie chęć skrzywdzenia go. "Kocham cię i za tobą pójdę nawet do piekła" - to ostatnie słowa, jakie od niej usłyszałem. Dziewczyna ta od początku znajomości wydawała się być dziwna. Była bardzo skryta, tak jakby coś ukrywała.
Wiecznie doskwierała jej przejmująca samotność, dlatego panicznie otaczała się fagasami, oferując im swoje ciało. Kto był przy niej tamtej nocy? Tajemnicza, cicha wielbicielka? I co oznaczają słowa wypowiedziane w innym języku?
I co Państwo o tym sądzicie? Bez względu na to, czy w tej historii mamy do czynienia z czymś paranormalnym, czy też raczej znajduje tu zastosowanie wytłumaczenie zdecydowanie bardziej przyziemne, to jednak uważam, że tak czy inaczej historia tej dziewczyny jest dość przerażająca. Nasuwa się pytanie o powód takiego dość osobliwego zachowania się tej dziewczyny. Jak wiemy, była ona silnie zafascynowana okultyzmem. Nasuwa się więc pytanie, czy padła ona ofiarą opętania, czy też może zadziałało tu coś innego?
Może dziewczyna wstąpiła do sekty, w której przeszła pranie mózgu? Cokolwiek się stało, niewątpliwie musiało też wpłynąć na jej relacje z pozostałymi członkami rodziny oraz znajomymi. Niewykluczone, że to właśnie głos któregoś z członków rodziny tej dziewczyny słychać w tle w nagraniu rozmowy telefonicznej.
Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o całej sprawie. Tym oto mrocznym akcentem kończymy trzydziesty drugi już odcinek podcastu "Mówią świadkowie". Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę i zachęcam do śledzenia zapowiedzi nowych audycji i w ogóle wszelakiego rodzaju nowych treści na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl oraz na profilach Radia na Facebooku i YouTube. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy.
Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.