[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Za oknami nie wiem jak u państwa, ale u mnie -20 stopni i to na śniegu nawet trochę więcej niż to na... Myślę, że u pana Sławka sytuacja wygląda podobnie, ale mam nadzieję, że mimo tych niesprzyjających warunków pogodowych dzisiaj nic już — tak jak wczoraj się to zdarzyło — nic już nam dzisiaj nie przerwie audycji. W razie gdyby przerwało, to po krótkiej przerwie technicznej wrócimy jak najbardziej przy pomocy Internetu ze smartfona, ale jednak. Dzisiaj, 18 stycznia 2021 roku, krótko po godzinie 20:00 rozpoczynamy kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Audycję o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:07] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam was, kochani, bardzo serdecznie. I ciepło.
[01:11] - Cieplutko, bardzo cieplutko. Ja zaraz tutaj oddam głos panu Sławkowi, a przedtem jeszcze przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Co prawda dzwonić będzie można w drugiej części audycji, ale telefony do nas warto zapisać sobie już teraz. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 0008. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i Czytelni Książek Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc, panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:21] - Dziękuję, panie Marku. Kochani, jeszcze raz bardzo gorąco was witam. Przepraszam za poprzedni tydzień, za brak audycji, ale ponieważ jak pewnie co niektórzy się zorientowali, mamy dzisiaj audycję numer 100. Ponieważ takie tam prace zawodowe w zeszłym tygodniu niespodziewanie mi wyskoczyły, więc bałem się, że mogę wpaść w ostatniej chwili, a jednak postanowiłem, że setną audycję chciałbym zrobić gdzieś tam jakąś taką troszeczkę inną, przynajmniej dla mnie inną. Chciałbym to tak troszeczkę pocelebrować, bo to już w sumie dobrze ponad dwa i pół roku jesteśmy. Spotykamy się w poniedziałki z małymi przerwami, więc jest to niewątpliwie dla mnie też bardzo duże wydarzenie. Dlatego przepraszam, że tydzień temu nie było audycji, ale jak się później okazało bardzo słusznie, bo wróciłem do domu dość późno. Natomiast co się odwlecze, jak to mawiają, to nie uciecze. I za chwileczkę zaczniemy audycję numer 100. Natomiast mam też dla was informację już na temat audycji 101, która się odbędzie za tydzień.
Ponieważ w międzyczasie poznałem — jak zwykle przez tak zwany przypadek — niesamowicie energetyczną, niesamowicie fajną dziewczynę, kobietę, która dała się namówić do udziału w audycji przyszłotygodniowej. Porozmawialiśmy sobie troszeczkę telefonicznie i to tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że ten tak zwany przypadek nie był żadnym przypadkiem. A ponieważ ja też dużo ostatnimi czasy mówiłem o zmianach, o różnego rodzaju praktycznych sposobach, jak tych zmian dokonywać i na co uważać, więc Sabina, bo tak owa pani się nazywa, ma na imię, bardzo pięknie wpisuje się w tą naszą tematykę, którą się aktualnie zajmujemy. Zadała mi dzisiaj pytanie, jak mam ją zaprezentować, żeby określić w jakiś profesjonalny sposób to, czym ona się zajmuje. Więc przeczytam wam SMS-a, którego od niej dostałem, żeby tutaj nic nie pokręcić. I to też wam troszeczkę pokaże osobowość i przybliży postać owej pani. Na moje pytanie, jak mam ją zaprezentować, napisała mi: „Mam swój zabawny tytuł, taki sobie samozwańczo wymyśliłam Boss Lady w terapytka. Prowadzę terapię RT opartą na hipnozie i warsztaty rozwojowe. Na warsztatach zajmuję się praktykami świadomego oddechu, pracą z energią ciała, pracą z seksualnością oraz kojeniem ciała i napięcia przez inkorporowane różnych zmysłów”. To tak mniej więcej to zabrzmiało w wersji wydłużonej.
W wersji skróconej brzmi to mniej więcej tak: Boss Lady, RTT i hipnoza.Tym nasza przemiła gość w następnej audycji się zajmuje. Natomiast moją uwagę przykuła swoją olbrzymią świadomością i to, co bardzo w ludziach doceniam, że jak wypowiadają się na jakieś tematy, to je rozumieją. A poza tym zajmuje się regresją, o której wam sporo rozmawiałem i ma spore doświadczenie zwłaszcza w usuwaniu, leczeniu, transformacji blokad, które powstają w naszym dzieciństwie. Stąd taki pomysł. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni. Więc już teraz, jak byście chcieli zaprosić swoich znajomych zainteresowanych tematyką regresingu, świadomej hipnozy i praktycznych metod radzenia sobie z pewnymi traumami i wzorcami z dzieciństwa, to możecie ich poinformować, że za tydzień właśnie ten temat będzie u nas na tapecie. Natomiast o czym będzie dzisiaj? Od jakiegoś czasu padają pytania w moją stronę, skąd ja wiem to wszystko, o czym wam mówię. Najczęściej odpowiadam wam, że nie wiem. Natomiast ten ostatni komentarz, który pojawił się pod dwie audycje do tyłu jednej z naszych słuchaczek, która uświadomiła sobie to, co mówię wam od bardzo wielu audycji, w zasadzie od zawsze, że ja nie czytam książek, nie czytałem tych książek, nie poszukiwałem tej wiedzy, którą mam na zewnątrz, tylko raczej szukałem jej w sobie.
Postanowiłem w dzisiejszej audycji dać poniekąd dowód tego, że tak jest naprawdę. Jak słyszycie, głos mi troszeczkę drży, ponieważ odgrzebałem swój zeszyt sprzed prawie 20 lat, w którym pierwsze swoje przemyślenia zacząłem pisać na papierze. Znalazłem taki stary zeszyt z częścią powyrywanych kartek i tam prawie 20 lat temu zacząłem spisywać swoje myśli i swoje przemyślenia. Dzisiaj wyjąłem ten zeszyt. Miałem go w rękach już parę razy w swoim życiu. Natomiast dzisiaj wyjąłem i postanowiłem troszeczkę też przeczytać sam dla siebie to, co tam wtedy pisałem i poniekąd też obnażyć się przed wami i przeczytać również wam w dzisiejszej audycji to, co napisałem prawie 20 lat temu. Mówię, jest dowód, bo tutaj nawet pod niektórymi wpisami są daty. Ostatni jest z 12.12.2005 roku, więc sprzed 15 lat, kochani. Tak jak wam kiedyś mówiłem, mój pierwszy taki pomysł, projekt nosił tytuł „Życie człowieka, czyli walka dobra ze złem”. On nawet się doczekał mojego pierwszego tworu książkowego, który nigdy nie został wydany.
Natomiast kilka osób go przeczytało i nawet znalazłem wydruki z tego projektu, z tej książki w zasadzie, bo trochę tam się stron tego nazbierało. Jeżeli zdążymy, to przeczytam wam zakończenie tej książki, która była pierwszym uzewnętrznionym przemyśleniem w moim życiu, a początek sięga prawie 20 lat wstecz, więc ci, którzy żyją na świecie więcej jak 20 lat, z pewnością będą w stanie sięgnąć pamięcią wstecz i przypomnieć sobie, jaki mieliśmy dostęp do wiedzy, do literatury, do filmów, do jakichkolwiek informacji poświęconych duchowości. Chciałem wam powiedzieć, że w 1995 roku, czyli pięć lat wcześniej, ukazała się książka i to w Nowym Jorku dopiero, w „New York Timesie” ukazała się książka Louisy Hay „Możesz uzdrowić swoje życie”. Chyba dwa lata czy rok później Tom Ellis wydał „Rozmowy z Bogiem”. Tak więc to na świecie dopiero raczkowało. U nas to jeszcze w ogóle tak na dobrą sprawę prawie nie istniało. Owszem, były już początki reiki, było duchowe uzdrawianie, były początki regresingu.To był ten moment, kiedy to wszystko raczkowało. Natomiast literatury za specjalnie na ten temat jeszcze nie mieliśmy takiej dostępnej ogólnie. Cóż, kochani, z lekkim drżeniem serca i pewnie głosu również, co słychać, biorę się za czytanie tego, co prawie 20 lat temu, jeszcze wtedy dla siebie, z nadzieją, że kiedyś to ujrzy światło dzienne, zacząłem przelewać na papier. Będę szeleścił kartkami, więc lektorem jestem dużo gorszym niż mówcą, zdecydowanie gorszym od pana Marka.
Ale spróbuję zrobić to tak, żeby w miarę możliwości było jak najmniej nudno. Jeszcze jedna prośba. Nazewnictwo, które tutaj się pojawiało, było jeszcze troszeczkę inne i nie na tyle odważne, żeby mówić tak otwarcie o duszy i o reinkarnacji. Jeszcze tyle odwagi, żeby taki mocny nacisk na to kłaść, nie miałem. Zresztą też nie miałem jeszcze aż tak dobrze poukładanej tej wiedzy na temat tych mechanizmów, jak to działa. To się pojawiało troszeczkę później, więc będzie tutaj to, co nazywam Bogiem, w moim przekonaniu, w moich myślach miało być właśnie tym, co my nazywamy źródłem w tej chwili. Jak możecie, to w komentarzach. Nie chodzi mi o to, żebyśmy oceniali merytoryczną zawartość tego, co tam 20 lat temu napisałem, tylko bardziej chodzi o to, żebyście trochę bardziej poznali mnie i też znaleźli być może odpowiedź na to pytanie, które mi zadajecie: skąd się wiedza bierze i czy aby na pewno trzeba jej szukać na zewnątrz? Dobrze, niech się dzieje. „Życie człowieka, czyli walka dobra ze złem.
Czym jest życie? Zadajemy sobie to pytanie częściej lub rzadziej, w zależności, co nas w życiu spotyka. Zazwyczaj to pytanie pada w momencie, kiedy spotyka nas coś złego, nieprzyjemnego lub coś, czego zupełnie się nie spodziewaliśmy i nie podejrzewaliśmy nawet w najczarniejszym śnie, że coś takiego może w ogóle nas spotkać. Ja również zadawałem sobie to pytanie wielokrotnie, mówiąc: o co tu chodzi i co mam teraz zrobić? Myślę, że będę sobie zadawał to pytanie do końca życia po to, żeby usłyszeć odpowiedź. Życie to dar wyborów pomiędzy dobrem a złem oraz nadzieja na realizację marzeń tkwiących w nas. Każda religia, grupa społeczna lub tradycje kulturowe inaczej określają życie, lecz są rzeczy ponadczasowe i kulturowe i religijne. Są to dobro i zło, prawda i fałsz, miłość i nienawiść. Każdy człowiek w założeniu jest dobry i chyba nie ma na świecie człowieka, który świadomie czyni zło. Człowiek, aby czynić zło, musi oszukać lub przekonać swoją odwieczną cechę czynienia dobra.
Sposobów jest mnóstwo, chyba tyle, ile ludzi. Najczęściej pojawiają się takie: bo mi tak dobrze, bo muszę się odwdzięczyć za to, co inni mi uczynili. Nie mam innego wyjścia. Nakazuje mi tak moja kultura, religia bądź grupa społeczna lub po prostu nie umiem inaczej. Te i wiele innych sposobów ma na celu oszukanie lub wręcz zabijanie potrzeby czynienia dobra. Są skuteczne w wielu przypadkach nawet do końca życia, lecz w każdym człowieku drzemie to coś, co ja nazywam sumieniem. To coś puka i podpowiada: posłuchaj siebie, posłuchaj tego, co w tobie dobre. I w tym momencie pojawiają się wyrzuty sumienia. Przychodzi czas na zastanowienie się i wtedy mamy kilka wyjść. Posłuchać tego, co w nas dobre i coś w swoim życiu zmienić.
Możemy to zignorować aż do momentu, kiedy to coś w naszym życiu się wydarzy. Rzadko jest to coś miłego. I wtedy pojawia się pytanie: o co w tym życiu chodzi? Możemy również dalej próbować się oszukiwać, stosując znowu całą serię wymówek. Na przykład: nie teraz, nie mam na to czasu. Jutro się tym zajmę lub to nie wypada, lub nie potrafię. Próbami oszustwa są też drobne, dobre uczynki, aby zaspokoić chociaż na chwilę głód czynienia dobra. Dobro, czyli miłość, radość, szczęście są paliwem lub pokarmem niezbędnym do życia. Cały wszechświat jest utrzymywany w równowadze energetycznej. Planety i gwiazdy przyciągają się, ale jednocześnie się odpychają, bo by na siebie powpadały.
Życie na Ziemi też jest utrzymywane w równowadze, począwszy od spraw materialnych i gospodarczych, na przykład popyt i podaż, a skończywszy na idealnej konstrukcji natury. Jedno zwierzę zjada drugie, ale jednocześnie jeden gatunek pomaga w przeżyciu drugiemu oraz wiele innych przykładów znanych nam jeszcze ze szkoły. Tak samo człowiek osadzony w realiach wszechświata dąży do równowagi. Nikt ani nie może naruszyć tej-Nie może naruszyć tej równowagi bez wywołania skutków ubocznych. Im większa jest skala zaburzeń, tym większe i groźniejsze w skutkach efekty. Wiemy, jakimi kataklizmami może grozić dziura ozonowa. Od coraz gorszego powietrza, poprzez ocieplenie klimatu, aż do powrotu epoki lodowcowej. Ale wracając do naszych spraw, człowiek jest cząstką wszechświata, jednym z jej elementów. Dość ważnym. Jednym z elementów, dość ważnym, świata.
Dlatego podlega tym samym prawom dotyczącym równowagi. Lecz jak to się ma do naszego życia? Co to ma wspólnego ze mną i moimi problemami? Spróbuję to wyjaśnić. Jak już wspominałem, bez względu na religię, kraj, kolor skóry, kulturę i wszystkie te rzeczy, które różnią ludzi między sobą, wszyscy posiadamy jedną wspólną cechę: chęć czynienia dobra. Dobro, które jest w nas, które okazujemy i czynimy sobie i innym, pozwala nam być szczęśliwymi. Pozwala nam się oprzeć całemu złu, z którym się spotykamy na co dzień lub które spotyka nas. Im więcej jest dobra w naszym życiu, tym czujemy się szczęśliwsi. Czujemy, że żyjemy. Im bardziej brakuje nam dobra, tym czujemy się bardziej zmęczeni, zdenerwowani, niepotrzebni.
Wtedy częściej zadajemy sobie pytanie: o co w tym życiu chodzi? Wszystkie dobro jest objawem miłości do Boga, siebie i innych. W zależności od tego, w co wierzymy lub jak jesteśmy nauczeni, kładziemy nacisk na okazywanie miłości tylko w jednym z tych kierunków. Wtedy to nie jest prawdziwa miłość. Są to objawy w pewnym sensie patologiczne, ponieważ intencja okazywania miłości tylko wobec Boga, nie miłując siebie i innych lub tylko wobec siebie, jest nieczysta. Prawdziwa miłość nie liczy zysków ani strat. Jest uczuciem, a nie towarem przetargowym. Nie da się handlować uczuciami bez czynienia krzywdy sobie. Miłość jest siłą napędową każdego człowieka i być może nie zdajemy sobie sprawy, lecz u podstaw wszystkich naszych działań leży miłość. Do każdego naszego wyboru potrzebna nam jest pozytywna przesłanka, która wynika z dobrze lub źle rozumianej miłości.
Robimy coś, bo kochamy rodziców, współmałżonków, dzieci, rodzinę. Nawet jak idziemy do nielubianej pracy, idziemy zarabiać pieniądze na utrzymanie kochanej rodziny. Nawet jak robimy coś, na co nie mamy ochoty lub tego nie lubimy, potrzebna nam jest pozytywna ideologia wynikająca z wychowania i szacunku dla rodziców, kultury, religii, przynależności do grupy społecznej lub wyznaniowej, lub wielu innych powodów. Potrzebujemy przekonania, że robimy coś dobrego. Więc dlaczego nam się nie udaje? Przecież robiłem wszystko dla dobra i najlepiej jak potrafiłem. Widocznie jestem nieudacznikiem lub Bóg mnie chce ukarać. Tylko za co? I znów pytanie: o co w tym życiu chodzi? Nawet okazywanie miłości do Boga wymaga pozytywnej myśli.
Niestety, bardzo często przejawy miłości do Boga tak naprawdę są przejawami miłości, a raczej strachu. Pójdę do kościoła, bo Bóg może mnie ukarać za moje lenistwo. Pójdę do kościoła, bo co powie rodzina? Pomodlę się, bo mam jakiś problem i czemu nie spróbować? Może Bóg pomoże. Miłość do innych najczęściej okazujemy, dając im dobre rady, wiedząc lepiej, co im potrzeba lub pomagając im na siłę w rozwiązywaniu problemu. Najszczerszym objawem miłości jest miłość do samego siebie. Chęć robienia sobie przyjemności, dawania radości, stwarzania jak najlepszych warunków w pojęciu psychicznym i materialnym jest dobrym objawem kochania siebie, pod warunkiem, że nie odbywa się to kosztem innych lub nie jest wytłumaczeniem dla robienia zła. Jak widać, miłość jest niezbędna do życia. Gdy zaczyna jej brakować, pojawia się smutek, problemy, choroby.
Głównym powodem ludzkich nieszczęść, począwszy od wojen, poprzez choroby cywilizacyjne, głód i biedę, po nasze codzienne problemy, jest brak miłości. Wszystko to jest przecież nam znane. Przecież my to wszystko wiemy. Więc w czym jest problem? Problem tkwi w zrozumieniu siebie i wyzwoleniu czystych intencji. Lecz wrócę do tego za chwilę. Teraz chciałbym wrócić do momentu, kiedy te nasze problemy, nasze jako ludzkości, się pojawiły. Pojawiły się w momencie, kiedy człowiek stał się jednostką. Kiedy przestał być postrzegany jako plemię, religia, grupa społeczna, naród lub system. Pojawił się problem z naszą indywidualnością.
Przestała nas motywować i chronić grupa. Przestały nas motywować zasady kultury, religii, społeczności lub grupy oraz rodziny. Bycie członkiem jakiejkolwiek grupy daje komfort podejmowania wyborów, gdyż słuszne jest zawsze to, co jest ustalone jako dobro grupy, a człowiek cieszy się byciem w grupie. O smutnych rzeczach nie będę wam czytał, bo tu jest tak dużo. Troszeczkę popisałem o tym, co powoduje to, że gdzieś tam jesteśmy otaczani przez media, przez to, jak są tworzone nasze wewnętrzne systemy wartości. Te, z których sobie zdajemy sprawę, a z których sobie również nie zdajemy sprawy. StraciliśmyStraciliśmy źródło prawdziwego dobra i cel naszego życia. Straciliśmy nasze wewnętrzne źródło mocy i miłości oraz naszej siły napędowej. Jednocześnie zaczęliśmy dostrzegać tę gorszą stronę wolności. Inni też byli wolni i mogli robić, myśleć, mówić o nas i innych to, co chcieli.
Mogli również wierzyć w to, co chcieli i jak chcieli, a to już nie do końca nam odpowiadało. Do tego doszedł medialny terror, który brutalnie zaczął wdzierać się w nasze życie i świadomość. Natłok informacji z całego świata, w których królowały tragedie, wojny, przestępstwa, oszustwa oraz wszystko to, z czym wrażliwy człowiek nie jest w stanie sobie poradzić. Znaleźliśmy się w centrum świata, zasypywani strasznymi, przerażającymi informacjami. Zewsząd otaczało nas zło. Abyśmy mogli poczuć się jeszcze gorzej, zaczęliśmy być karmieni przez 24 godziny reklamami mówiącymi, jak powinniśmy żyć, co jeść, pić, palić, w co ubierać, czym jeździć, w jaki sposób uprawiać seks, co czytać oraz całą serię dobrych rad dotyczących wszystkich dziedzin naszego życia. W trakcie prezentacji produktów używano przeróżnych metod, by nas zachęcić do wyboru właśnie tego. Jednak najgorsze jest to, że rozbudzono w nas poczucie gorszości z powodu nieposiadania tego bądź innego, często zbędnego przedmiotu. To poczucie jest zwłaszcza silne i zakorzenione w podświadomości ludzi uboższych, którzy z powodów finansowych nie mogą sobie na nie pozwolić. Jak strasznie musi się czuć człowiek, któremu udowodniono, że jest gorszy, ponieważ nie używa tego kremu, nie ubiera się w te ubrania, nie jeździ tym samochodem, nie ma takiego telewizora oraz wiele innych powodów, by czuć się nikim.
Jakby do tej pory mu było łatwo i miał mało swoich problemów. Reasumując, jako wolni ludzie zostaliśmy uświadomieni o swojej gorszości z byle jakiego powodu, o otaczającej nas ze wszystkich stron przemocy, ludzkiej tragedii, niesprawiedliwości oraz wszystkich złych stronach cywilizacji, jednocześnie tracąc kontakt ze źródłem dobra, miłości i sprawiedliwości. Jak w takich warunkach utrzymać równowagę energetyczną? Jak żyć w symbiozie z własnym „ja”? Otaczająca nas zewsząd ocena, porównywanie, wywyższanie i poniżanie, walka osobowości, priorytetów, prawd i fałszu, spraw ważnych i ważniejszych spowodowała ogólny chaos w osobowości człowieka. W żaden sposób nie można tego pogodzić z odwieczną potrzebą czynienia przez człowieka dobra i kierowania się miłością. Ludzka dusza łaknąca jak małe dziecko przytulenia, dobrych uczynków, bezskutecznie próbowała się doszukać w tym bezładzie jakichkolwiek norm i zasad. Światem bezsprzecznie zaczął rządzić pieniądz. Waluta zyskała na wartości, natomiast dobro i miłość poszły w zapomnienie. Stan posiadania stał się wykładnią wartości człowieka.
Zapomniano o tym, że człowiek sam w sobie stanowi najwyższą wartość. Naturalną konsekwencją tego bałaganu stały się choroby tak zwane cywilizacyjne: rak, AIDS, zawały, wylewy, samobójstwa i tak dalej. Pojęcie śmierci ze starości prawie przestało istnieć. Żyjąc w obłędzie popadamy w obłęd. Wybieramy szkołę, która nas nie interesuje, lecz da wypłatny zawód. Wykonujemy pracę, której nienawidzimy, ale są z tego pieniądze. Przyjaźnimy się bądź spotykamy się z kimś, kogo nie lubimy, żeby mieć układ. Trwamy w układach lub sytuacjach, których nie znosimy, chociaż na dobre nie wiemy, dlaczego żyjemy w ciągłym napięciu, stresie, lęku i próbujemy dogonić marzenia, które nie są naszymi marzeniami. Są wpojonymi w nas oczekiwaniami naszych szefów, rodziców, przyjaciół, znajomych, współpracowników lub współmałżonków. Gdy już im wszystkim dogodzimy, jesteśmy na każdym kroku uświadamiani, że jeszcze nie jesteśmy dość dobrzy, bo nie mamy tego lub tamtego, nie jemy, nie ubieramy się lub nie wyglądamy tak jak wielcy ludzie tego świata.
Trwamy w chorych układach, by zadowolić producentów reklam, którzy prześcigają się w pomysłach, jak nam zrobić wodę z mózgu. Skutkiem tego jest obwinianie się, stawianie sobie zarzutów, zmuszanie się do jeszcze większego wysiłku, by udowodnić swoją wartość. Jednym słowem wpływa to na naszą bardzo niską samoocenę i brak akceptacji siebie. Już jesteśmy na bardzo dobrej drodze do zniechęcenia, nałogów, odreagowywania swoich stresów na innych, kompleksów, narkotyków lub wręcz samobójstwa. Niska samoocena i brak akceptacji siebie jest jedną z najważniejszych przyczyn powstawania chorób. Temat jest bardzo ważny, więc pozwolę sobie szerzej go poruszyć za chwilę. Rozpisałem się o tych wszystkich strasznych rzeczach nie dlatego, żeby pokazać, w jak beznadziejnej sytuacji się znajdujemy. Piszę o tym, by pokazać, jak mało w naszym życiu jest naszego życia. Co nami kieruje, co determinuje oraz dokąd ta droga może zaprowadzić. Jak już wspomniałem na początku, moim zdaniem wszyscy jesteśmy dobrymi ludźmi.
Przyszliśmy na świat, by czynić dobro i okazywać miłość i radość, i być szczęśliwymi. Chyba każdy na pytanie, czy gdyby wszystko było możliwe, chciałby być dobrym człowiekiem. Wielu zresztą nim jest, a jeszcze więcej tak twierdzi. Prawdę powiedziawszy, to prawie wszyscy są przekonani, że są dobrymi ludźmi. Oczywiście w swoim mniemaniu. To dowodzi jednego: brak nam kryteriów oceny. W ramach wolności i indywidualności każdy dokonuje swojej własnej oceny tak siebie, jak i innych. Więc w zasadzie ilu ludzi, tyle kryteriów. Teoretycznie jest w porządku. Więc skąd tyle nieszczęść, tragedii, wojen, problemów, chorób, skoro wszyscy robimy dobrze?Jeszcze jedno pytanie: skąd się biorą te tak zwane wyrzuty sumienia?
Spróbujmy to jakoś podsumować. Każdy człowiek na świecie rodzi się po to, aby czynić dobro, by żyć zgodnie z zasadami miłości. W każdym z nas jest to coś, co wie, po co przyszliśmy na ten świat, co mamy do załatwienia. Tym czymś jest ludzka dusza, która zna prawdziwą miłość i cel naszego narodzenia. Zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. W każdym człowieku objawia się to w postaci ciała, umysłu i duszy. Walka pomiędzy nimi potrafi sprawić, że nasze życie staje się piekłem, a harmonia i równowaga powoduje, że tworzymy sobie raj na ziemi. Przychodzimy na świat, by kierując się duszą w świecie ograniczeń ciała i umysłu, dawać dowody naszego boskiego istnienia mieszkającego w każdym z nas. Boskiego dziedzictwa mieszkającego w każdym z nas, by dawać na ziemi dowody na istnienie miłości i szczęścia i tutaj szukać drogi do szczęścia, radości i miłości. W zasadzie te trzy punkty odpowiadają na pytanie, kim jesteśmy i co tutaj robimy.
Odpowiadają również na pytanie, o co w tym wszystkim chodzi. No dobrze, powiem wam, że dużo tego, jak się okazuje, a patrzę na zegarek, ale spróbujmy. Na pierwszy rzut oka wydaje się to proste. Wszyscy chyba słyszeliśmy przynajmniej raz w życiu o tym. Mówiono o tym w domu, może w szkole, w zależności kto kiedy jaką szkołę kończy, w kościele bądź w mediach. Problem polega na tym, jak to wcielić w życie. Przedstawię swoją teorię w nadziei, że znajdą się ludzie, którzy wprowadzą ją w życie i swoim doświadczeniem podzielą się z innymi. Na samym początku musimy nauczyć się słuchać samych siebie. I to podkreśliłem już 20 lat temu. Ta umiejętność sama w sobie pozwoliłaby ludziom żyć szczęśliwie.
Bo cóż to znaczy żyć szczęśliwie? Jest wiele kryteriów oceny poziomu szczęścia. Najbardziej popularne to pieniądze, zdrowie i miłość. Im więcej tych czynników na poziomie dodatnim w naszym życiu, tym jest nam lepiej, a im bardziej nam ich brakuje, tym jesteśmy mniej szczęśliwi. Tak to wygląda ogólnie. Jeżeli przyjrzymy się temu bliżej, to okazuje się, że jednemu do szczęścia potrzeba 3000 zł, a dla drugiego 30 000 zł miesięcznie to zapowiedź życia na skraju nędzy. Ktoś się cieszy, że nie ma cukrzycy, a inny na myśl o katarze sięga po leki. Jedni kochają skromne brunetki, a inni zachwycają się wyzywającymi blondynkami. Tych różnic w ocenie, tu się moja męska jakaś natura obudziła. Tych różnic w ocenie, co jest szczęściem, a co nie, jest chyba tyle, co ludzi żyjących na świecie.
To, co dla jednych jest cenne, dla drugich nie ma żadnego znaczenia. Co jednych cieszy, innych złości. Jednych wprawia w zachwyt, innych w nienawiść i tak dalej. Nasuwa się prosty wniosek: ilu ludzi, tyle wzorców szczęścia. Więc naprawdę bycie szczęśliwym to życie w zgodzie z samym sobą. Jest to główny warunek bycia bogatym, zdrowym i kochanym, czyli szczęśliwym. Oznacza to posiadanie takiej ilości dóbr materialnych, zdrowia i miłości w naszym życiu, abyśmy się czuli w tym życiu dobrze i byli szczęśliwi. Wiemy o tym, że nie zawsze ludzie bogaci są szczęśliwi, a ludzie żyjący skromnie są nieszczęśliwi, co nie świadczy o tym, że jest odwrotnie. Niedobór powoduje nieszczęście, nieszczęśliwe życie, ale nadmiar nie musi dawać szczęścia. Tylko my sami wiemy, co jest dla nas szczęściem, ile i czego potrzebujemy, by się czuć szczęśliwymi.
Cywilizacja spowodowała nadmiar produktów na rynku. Podaż przerosła popyt i zaczął pojawiać się problem ze sprzedażą tego, co już wyprodukowane. Więc sztaby ludzi zaczęły ciężką pracę nad tym, jak przekonać ludzi do kupowania coraz to nowych rzeczy. Zaczęto się prześcigiwać w wymyślaniu sposobu, by wmówić ludziom, co jest im jeszcze potrzebne do tak zwanego szczęścia. W tym momencie straciliśmy równowagę wewnętrzną i wyczucie tego, co nam naprawdę sprawia radość i co sprawia, że czujemy się szczęśliwi. Nie chcę się tutaj koncentrować na tym, jak z tym walczyć, jak przeciwstawić się fali informacji przekonujących nas do kupienia nowych butów z najnowszej kolekcji czy nowego samochodu XXI wieku oraz wielu innych. Chciałbym raczej poświęcić więcej czasu na poznaniu własnego wnętrza i siebie samego, gdyż tam znajduje się odpowiedź na większość naszych pytań i dylematów. Życie w zgodzie z samym sobą, życie w harmonii jest gwarancją osiągania tego, o czym marzymy. Jest gwarancją dostatniego i zdrowego życia w miłości. Jest gwarancją realizacji każdego planu i przedsięwzięcia.
Jest gwarancją realizacji każdej naszej prośby i marzenia. Jest gwarancją szczęścia. Każdy człowiek jest inny, każdy człowiek ma inne potrzeby i każdy ma inny cel do zrealizowania w życiu. Te parametry są zapisane w nas samych i nikt poza nami ich nie odczyta. Żadna wróżka, tarot czy jasnowidz nie rozczytają tego planu, naszego planu lepiej od nas samych. Nikt tak dobrze jak my nie wie, czego chcemy, co mamy do załatwienia w tym życiu i co nam może dać szczęście. Tylko my i nikt inny.Oprócz samego Boga nie zna naszego planu i nikt nam nie powie, jak mamy go zrealizować. Ja wiem, że to trochę komplikuje sprawę, bo skoro tylko ja to wiem i jeszcze tego nie odkryłem, bo jestem bądź czuję się nieszczęśliwy, to teraz, kiedy już wiem, że mogę liczyć tylko na siebie, to czy sobie z tym poradzę? Czy będę w stanie odkryć to w sobie? Tu chcę uspokoić wszystkich, którzy właśnie zastanawiają się, czy aby nie odłożyć czytania na inny czas.
Oprócz wielu technik pomagających odkryć samego siebie, każdy człowiek posiada tę umiejętność od samego urodzenia. Tu należy przypomnieć, że wszyscy jesteśmy częścią wszystkiego. Częścią źródła, częścią Boga. Dotyczy to wszystkich ludzi, bez względu na kolor skóry, kraj pochodzenia, wychowanie, kulturę czy religię. Nawet ateiści i naukowcy nie negują istnienia rzeczy czy stanów, za które odpowiedzialna jest jakaś siła wyższa. Gdyby się temu przyjrzał, okazałoby się, że w każdym przypadku jest to ta sama niezbadana siła wyższa, która przeze mnie umownie nazwana jest Bogiem, lecz niech u każdego będzie to nazwane w zgodzie z jego własnym sumieniem i przekonaniem. Tak więc Bóg stworzył człowieka oraz wszystko, co go otacza. Dokonał czynu niezrozumiałego dla ludzkiego umysłu. Powołał do życia idealną konstrukcję żyjącą w symbiozie od miliardów lat. Czyżby więc popełnił jakiś błąd przy tworzeniu człowieka?
Nie dopracował dzieła, które jest w sumie jego dumą i w każdej religii jest nazywane jego dzieckiem stworzonym na jego obraz? Oczywiście, że nie. Jesteśmy jego wiernym odbiciem i posiadamy wszystko, co jest nam potrzebne, by być szczęśliwym. Powiecie: „Cóż to za wierutne bzdury? Ja nic takiego nie mam. Nic takiego nie stwierdziłem, choć żyję tyle lat”. To fakt, że z roku na rok ludziom coraz ciężej jest zauważyć w sobie ten dar, tę umiejętność słuchania siebie, rozmowy z samym sobą i wewnętrznej oceny tego, co dla nas dobre. Jednak ten głos wewnętrzny, ten nasz osobisty przewodnik, mimo że zakrzyczany i zdominowany przez świat zewnętrzny, cały czas jest i czeka na okazję, by o sobie dać znać. Myślę, że każdy człowiek zna uczucie prawdziwego szczęścia, radości, miłości. Chociaż raz na krótką chwilę dane było każdemu doznać tego uczucia i doświadczyć.
Pamiętamy to uczucie spokoju bądź dziwnej ekscytacji, niesamowitej energii, która się skądś wzięła. To niezapomniane uczucie pełni bardzo często pozbawione logiki racjonalizmu. Wspaniałe. I to był właśnie ten moment, kiedy zrobiliśmy coś w zgodzie z samym sobą. Kiedy nasze wewnętrzne ja pojawiło się na moment, krzycząc: „Stary, tak trzymaj”. Byliśmy dumni i szczęśliwi, choć teraz myśląc o tym, być może dziwimy się, mówiąc: „Czemu?”. Dlaczego? Dlatego, że każda rzecz, którą robimy w zgodzie z samym sobą, napełnia nas energią, spokojem, radością. Po prostu daje nam szczęście. Im więcej jest sytuacji, w których mówimy lub postępujemy w zgodzie z samym sobą, tym więcej w nas pozytywnej energii i tym samym bardziej czujemy się szczęśliwi.
Im więcej jest czynników wpływających na nasze zachowanie i postępowanie, myślenie, ubieranie się, sposób wysławiania i tym podobne, a pochodzących z zewnątrz, tym czujemy się gorzej, jesteśmy bardziej nieszczęśliwi. Każdy z nas w każdym momencie ma wewnętrznego doradcę, który nam podpowie, jeżeli tylko dopuścimy go do głosu, co dla nas jest dobre. On wie, co dobre jest dla nas. Nie czynić krzywdy innym i jest zgodne z miłością. Tego doradcę posiada każdy człowiek i jest to niewątpliwy i chyba najcenniejszy dar Boga dla nas, ludzi. I tego daru nie odbierze nam nikt oprócz nas samych. Możemy nawet nie tyle go sobie odebrać, ale bardziej marnotrawimy, nie wykorzystujemy go wcale lub prawie wcale. Skazujemy siebie na cierpienie, niepowodzenie, brak szczęścia, starając się umysłem racjonalnie dokonywać wyboru, nie słuchając wewnętrznej podpowiedzi. A ile razy mówimy o kimś z podziwem lub nawet z zazdrością: „Ten to ma intuicję”. Zapominamy, że my również posiadamy ten sam dar intuicji, tyle tylko, że zapominamy z niego korzystać.
Staramy się żyć tak jak inni, stawiając sobie za wzorzec ludzi, o których nawet nie wiemy, czy są szczęśliwi. Zapominamy również, że to, co dobre dla innych, niekoniecznie musi dawać szczęście nam i na odwrót. To, co nam sprawia przyjemność i radość, niekoniecznie te same uczucia musi budzić w innych bliźnich. W ten sposób budujemy błędne koło mylnych wzorców szczęścia i napędzamy maszynę wzajemnych uwarunkowań, pozbawiając się nawzajem wolności wyboru naszego osobistego szczęścia. Umiejętność odkrywania własnego szczęścia zgodnie z naszym wewnętrznym wzorcem oraz odrzuceniem cudzych, choćby najpiękniejszych wzorców, jest podstawowym krokiem do szczęśliwego życia tu na ziemi.Szczęśliwego pod każdym względem, gdyż wszystkie nasze prośby, marzenia i dążenia, które szczerze wypływają z naszego wnętrza i są budowane na szczerym uczuciu miłości do siebie i bliźnich, są wspierane przez tak zwaną Opatrzność i tym rychlej realizowane przez naszą podświadomość. Należy pamiętać, że tylko realizacja próśb zgodnych z naszym wewnętrznym ja przyniesie nam prawdziwe szczęście. Nieszczere lub niezgodne z nami samymi prośby przy dużym zaangażowaniu naszego umysłu też się zrealizują, lecz ich skutki niekoniecznie muszą być zgodne z naszymi oczekiwaniami. Dlatego tak ważna jest szczerość i uczciwość wobec samego siebie. Moim zdaniem najprostszą i najskuteczniejszą metodą jest szczera rozmowa z samym sobą. Im częściej ona się odbywa, tym lepiej.
Powinna dotyczyć wszelkich spraw, od tych najprostszych do tych najbardziej skomplikowanych. Pozwala to wypracować nawyk zasięgania rady u samego siebie, a jednocześnie podnosi własną samoocenę za każdym razem, gdy podjęta decyzja okazała się słuszna i szczęśliwa dla nas. Oczywiście dialog musi być pozbawiony pretensji, wyrzutów, oskarżeń oraz aktów ataku wobec samego siebie. To może doprowadzić do rozdarcia wewnętrznego. Jest również wiele innych technik poznania zdania naszego wewnętrznego ja. Kochani, przeczytałem wam teraz pierwszy fragment, pierwsze spisane słowa przeze mnie na kartkę papieru sprzed 20 lat. Tak się zaczęła moja przygoda ze słuchaniem samego siebie i tak się też zaczęła moja przygoda z mówieniem o tym, o swoich przemyśleniach innym. Czyli dzisiaj padło na was. Oczywiście tych stron zapisanych jeszcze troszeczkę jest. Dzisiaj nie będę wam czytał.
Natomiast powiem tak, że to, co się zaczęło wtedy, zaowocowało pierwszym projektem mojej książki, który został przelany na papier, nawet jakoś przeze mnie poukładany. Pierwszy projekt nazywał się „Życie człowieka, czyli walka dobra ze złem”. Mam przed sobą wydruki, które komuś dałem do obejrzenia, do przeczytania, natomiast nigdy ich nie wydałem, więc nie będę czytał wam następnych 40 czy 50 stron maszynopisu. Przeczytam wam zakończenie tej książki. Chyba pierwszy projekt zakończyłem jakieś 15 lat temu. Koniec końców dotarliśmy do zakończenia. Dlatego wszystkim, którzy czytają teraz te słowa, chciałbym serdecznie podziękować za wytrwałość. Jednak jeszcze goręcej chciałem wam pogratulować, zwłaszcza tym, którzy jeszcze nie doświadczyli trudów ziemskiego życia. Fakt wzięcia tego typu lektury do ręki pozwala sądzić, że najgorsze już za wami, bo czujecie potrzebę znalezienia własnej drogi i pokierowania samemu własnym życiem. Tym, którzy przez wiele już przeszli, gratuluję siły i wytrwałości i mocno wierzę, że odnajdziecie w końcu to, czego szukacie.
Dziękuję, że odbyliście ze mną tę podróż przez ludzkie życie, bo ja również podczas pisania tej książki wiele się nauczyłem i zrozumiałem. Nie będę się rozpisywał na temat mojego życia, bo nie chcę zrobić z tego autobiografii. Natomiast muszę o paru faktach wspomnieć, aby wyjaśnić genezę powstania tej książki. Przez kilka trudnych chwil w życiu przeszedłem i kilka przykrości życiowych doświadczyłem. Nie jestem nieomylny i wszystkowiedzący, ale potrzeba pomagania ludziom tkwiła we mnie od zawsze, jak pamiętam. Najpierw polegało to na rozdawaniu swoich zabawek kolegom, którzy ich nie mieli, potem działalność społeczna, a w końcu pomaganie moim znajomym w rozwiązywaniu ich problemów materialno-finansowych. Zwłaszcza ta ostatnia forma zakończyła się dla mnie katastrofą. Dlatego jeżeli zaobserwujecie u swoich dzieci podobne zachowania, spróbujcie ich tak pokierować, aby mogli realizować swoje przeznaczenie, lecz nie zapomnieli o sobie. Także moje spojrzenie na świat ludzi i Boga było nieco inne niż powszechnie stosowane, lecz wstydziłem się tego, chcąc być taki jak wszyscy, bo co ludzie powiedzą? Jeszcze jedna ważna rzecz, ważna sprawa.
Zawsze uważałem, że w każdym człowieku jest dobro, tylko trzeba mu pomóc je w sobie odkryć. Wierzyłem, że każdy człowiek jest w założeniu dobry, tylko się pogubił. Jak co do tych dwóch pierwszych moich przekonań, a zwłaszcza sposobu ich realizacji zmieniłem zdanie, tak w dobro każdego człowieka wierzę nadal bardzo głęboko. Pozwolę sobie trochę szerzej to wyjaśnić, abyśmy na zakończenie tej książki mogli spojrzeć na siebie z trochę większą sympatią, może nawet miłością. Zastanówmy się, co jest główną motywacją do działania dla każdego człowieka. Oczywiście, że dobro. To jest dowód na to, że jesteśmy stworzeni, aby czynić dobrze. Od maleńkości aż po starość staramy się robić dobrze i mało tego, jesteśmy przeświadczeni, że robimy dobrze. Niewielu jest ludzi, którzy mówią, że zrobili coś źle i przyznali się do tego szczerze. Bo nawet jak coś nam się nie udaLub to coś lub ktoś jest temu winien.
Tak, ponieważ aby zrobić coś złego, musimy dorobić do tego pozytywną ideologię. Czy ludzie poszliby na wojnę zabijać i grabić, gdyby jakiś wielki człowiek nie przekonał ich, że powinni tak zrobić, bo tego wymaga od nich ojczyzna lub religia lub jakiś inny wyższy cel? Gdyby wyszedł ten sam człowiek i powiedział, że wywołał wojnę, ponieważ chce zdobyć władzę i sławę oraz dobra naturalne, które są w innym kraju, z którym zamierza walczyć, to czy ktoś by go poparł? Oczywiście, że nie. Może jakaś garstka psychopatów. Albo gdyby powiedział, że interesy kilku firm, w których ma udziały, kiepsko idą, może by rozpętał jakieś piekiełko, bo na czym? Jak na czym, ale na wojnie można się dorobić. A potem jeszcze trzeba będzie odbudować kraj po zniszczeniach, to spadnie bezrobocie. A jest jeden pożytek, bo zginie trochę ludzi, a ci, co przeżyją, będą mieli lepsze PKB na głowę. Lub gdyby powiedział, że wkurza go przywódca sąsiedniego kraju, bo obiecał coś i nie dotrzymał słowa, więc trzeba go ukarać.
Oczywiście, że takie lub podobne argumenty nas nie przekonują. Docierają do nas tylko argumenty, które przekonują nas do działań służących dobrym celom. Przykładów z naszego życia można by było mnożyć bez końca, lecz podam kilka tych może bardziej popularnych i częściej stosowanych. Jak sami siebie tłumaczymy zarabiając pieniądze w sposób nie do końca uczciwy. Ale wracając do potrzeby czynienia dobra, która jest naszą cechą wrodzoną. Jak pokazałem to na kilku przykładach, problem tkwi w interpretacji słowa dobro. Jest to kolejne słowo obok wolna wola, miłość, szacunek, które jest interpretowane przez nas w sposób dowolny, lecz niekoniecznie zgodny z prawdą. Po raz kolejny zaproponuję zastanowienie się, komu może zależeć na tym, abyśmy nie zrozumieli prawdziwego znaczenia tych słów i nie nauczyli się wymogów w nich zawartych przestrzegać. Bo tak naprawdę celem naszym jest nauczyć się tego, aby zgodnie z sensem tych słów postępować. Interpretację pozostałych słów już wyjaśniłem, dlatego skoncentruję się na słowie dobro, dobrze.
Robić dobrze to znaczy postępować tak, aby nam było jak najlepiej na wszystkich płaszczyznach naszego życia, włącznie z tą materialną i cielesną. Kierować się miłością do bliźniego, szanując jego wolną wolę. Zrozumienie i nauczenie się tego jest naszym celem jako jednostek oraz całych społeczeństw. Zresztą czy nie lepiej by się żyło na świecie, gdybyśmy przestali sobą nawzajem manipulować, przekonując się, która interpretacja szczęścia jest lepsza? To, co dla jednego jest lepsze, nie musi być lepsze dla drugiego i brak szacunku i olbrzymie naciski na naszą wolną wolę są źródłem naszego cierpienia. Nie dajmy się dłużej wodzić za nos, wierząc, że nigdy nie będziemy szczęśliwi lub coś warci, jeśli nie będziemy jeździć takim samochodem lub mieszkać w takim domu, używać takich kosmetyków i jeść takie produkty. Te manipulacje i naciski dotyczą też innych sfer naszego życia i bytu. Dlatego spójrzmy w siebie, a tam na pewno znajdziemy szczęście, radość i cel naszej drogi. Wierzę bardzo mocno w dobro tkwiące w każdym z nas i cieszę się, jeżeli ta książka pomoże wam ten skarb w sobie odkryć i nauczyć się być z niego dumnym. Trzymam kciuki za tych, którzy przemierzają tę drogę, bo mimo trudności czyhających na niej cel jest tego wart.
Wszystkich, którzy czują niedosyt po przeczytaniu mojej książki, namawiam do dalszych poszukiwań odpowiedzi w innych wydaniach tego typu. Moim celem było napisanie pewnego rodzaju kompendium, które pozwoliłoby zrozumieć zasady, które zostały dla nas ustalone, abyśmy mogli prowadzić dalsze życie w zgodzie z nimi, oszczędzając sobie cierpienia i niepowodzeń. Cieszę się, jeżeli chociaż w części udało mi się to osiągnąć. Powodzenia. Autor. No dobrze kochani, ale się wstrzeliłem. 21:00. Nie wiem, czy nie poszliście spać przypadkiem, bo ja się tak tutaj wczytałem w to.
[53:33] - Tutaj się pojawiają pytania czy właściwie wiadomości na czacie. „Autorze, audycji chyba przeczytam tę książkę. Pozdrawiam”. Chyba.
[53:45] - Okej. Ta książka nigdy nie została wydana, więc tej książki, kochani, najprawdopodobniej nie przeczytacie. Chyba że może jakieś wydawnictwo będzie zainteresowane kiedyś wydaniem tych rękopisów. Natomiast do napisania tej książki, która ewoluowała przez 15, 18 czy 20 lat w mojej głowie i w moim sercu jak najbardziej zapraszam. Co było celem przeczytania tego? Pewnie część z was zrozumie. Natomiast tym, którzy zasłuchali się i nie do końca może skupili na tym, co chciałem przekazać, powiem wprost: ja sobie też przypomniałem, że ja to wszystko, o czym do was mówię, może nie wszystko, bo są fakty, są informacje, które się gdzieś tam pojawiły teraz, rok temu, pół roku temu, tydzień temu, dzień temu. Natomiast większość tych rzeczy, o których do was mówię, tak naprawdę wiedziałem od zawsze.I każdy z nas przychodzi na świat z tą wiedzą, którą mamy zapisaną w naszej świadomości, w naszej duszy. Jak wyłapaliście, być może w tym moim niezbyt składnym czytaniu mojego rękopisu, już 20 lat temu namawiałem i byłem przekonany, że większość odpowiedzi znajdziecie w samych sobie. Ja te ostatnie dwadzieścia, dwadzieścia parę lat poświęciłem na poszukiwaniu tych odpowiedzi właśnie w samym sobie.
Otworzyłem kanał, który dla mnie jest już od ładnych kilku lat kanałem naturalnym. Kiedy pojawia się myśl i ze mnie płyną, nie wiem skąd, odpowiedzi. Nie szukam odpowiedzi na to, o co mnie pytacie w źródłach zewnętrznych. Nie szukam tego w internecie, nie szukam tego w książkach. Nie znalazłem tych odpowiedzi na pytania, które sobie zadawałem, w książkach. Znalazłem je w sobie. I każdy z was może zrobić dokładnie to samo. Znaleźć odpowiedzi o sobie w samym sobie, bo nigdzie indziej informacje o nas nie są zapisane. Tylko w nas. Więc szukanie ich na zewnątrz nie ma najmniejszego sensu.
Nikt nie napisał książki o życiu Sławka Bączkowskiego. Co ma robić, jak ma zrobić, jak ma postępować, jaki jest cel jego życia i sens. I nikt nie napisał książki o panu Kowalskim, Nowaku czy pani Zosi czy pani Basi. Tylko wy możecie tą książkę napisać i tylko wy wiecie, o co w waszym życiu chodzi. Owszem, szukanie wiedzy na temat mechanizmów, na temat konstrukcji może dać mnóstwo frajdy, mnóstwo przyjemności. Na pewno poszerza naszą świadomość. Ale najważniejsze, co w życiu mamy do zrobienia, to bycie szczęśliwymi. Nie wykształconymi, tylko bycie szczęśliwymi. A jak to zrobić, to odpowiedź na te pytanie znajdziecie tylko i wyłącznie w samych sobie. Nie na zewnątrz, tylko w samych sobie.
I to, co powtarzałem wielokroć, że wiedza, której nie wcielamy w życie, jest wiedzą martwą, wiedzą bezużyteczną. I ja wam powiem po 20 latach od momentu, kiedy zacząłem pisać to wszystko, co wam przed chwilą przeczytałem. Jakim jestem człowiekiem po 20 latach? Wiedząc to, co wiedziałem już wtedy, z pewnością jestem człowiekiem spokojniejszym. Z pewnością jestem człowiekiem bardziej świadomym. Ale czy jestem człowiekiem bardziej szczęśliwym? Z pewnością na wielu płaszczyznach tak. I czy ja dobrze wykorzystałem ten czas? A raczej inaczej, czy dobrze wykorzystałem tą wiedzę, którą posiadałem 20 lat temu? Czy dobrze wykorzystałem ją dla siebie?
Nie, nie wykorzystałem jej dobrze dla siebie. Szukałem odpowiedzi, zadawałem kolejne pytania i z pewnością dobrze ją wykorzystałem dla was. Dobrze ją wykorzystałem dla innych, ponieważ mogę o tym mówić. Mam to w jakiś sposób poukładane i tak dalej. Poniekąd po takiej refleksji będę oczywiście potrzebował chwili czasu na to, żeby zastanowić się, czy było warto. Natomiast teraz, w tym momencie, w dniu dzisiejszym proszę was o to, aby ta wiedza, te informacje, które wam przekazuję, nie czekały na wprowadzenie, na realizację w waszym życiu 20 lat. Abyście nie musieli również wy stanąć przed dylematem, po co mi ta cała wiedza była potrzebna. Czy ona spowodowała, że byłem szczęśliwszym człowiekiem, że moje życie było radośniejsze, że życie moich bliskich było radośniejsze, że było szczęśliwsze? Bez wątpienia ta wiedza, ta wiara w dobro tkwiące w każdym człowieku pozwoliła mi przetrwać. Przetrwać 20 lat bardzo burzliwego życia.
Ale czy spowodowała, że byłem przez te 20 lat szczęśliwy? Nie. Dlatego konsekwentnie szukam sposobu na bycie szczęśliwym. A was proszę, nie czekajcie 20 lat. Bo tak jak kiedyś powiedziałem, najwięcej czasu w życiu tracimy na to, by przekonać, znaleźć potwierdzenie tego, że to, co czujemy i to, co myślimy, jest prawdą. Uwierzcie w siebie, uwierzcie w to, co czujecie, uwierzcie w to, co myślicie i nie czekajcie 20 lat, żeby nie stawać przed takimi dylematami, jak ja w tej chwili po przeczytaniu tego, co napisałem 20 lat temu. Kochani, dziękuję wam bardzo za tą część oficjalną, tak zwaną.Nie miałem czasu nawet na komentarze i czytanie, czy tego jest dużo, czy jest niedużo. Tak czy inaczej, umówiliśmy się z panem Markiem na krótką przerwę, więc po przerwie oczywiście wrócę do czytania waszych komentarzy, do telefonów, do rozmów i do tego, na co będziemy mieli tylko ochotę.
[01:01:37] - Zgodnie z zapowiedzią robimy teraz krótką przerwę muzyczną. Powracamy do państwa za jakieś siedem minut. A te siedem minut czekania na drugą część audycji „Świat oczami duszy” wypełni nam zespół Triplex City w utworze „Invited” z Jennifer Greer na wokalu. Utwór, który czasami pojawia się w playliście Radia Paranormalium. Kto jeszcze nie zna tego kawałka, to polecam gorąco poznać, bo naprawdę fajne brzmienia. Jazzowe, trochę jazzu, trochę elektroniki, trochę czegoś tam jeszcze innego. Powracamy za siedem minut do audycji „Świat oczami duszy”, do tej części, w której pan Słowek będzie czytał komentarze i się do nich odnosił. Będziemy także czekać na wasze telefony. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
Zagrał dla nas zespół Triplex City z gościnnym udziałem Jennifer Grave na wokalu. Utwór zatytułowany “Invited”. A my zapraszamy na drugą część audycji Świat Oczami Duszy. Będzie to oczywiście ta część audycji, w której pan Sławek będzie czytał komentarze z czatów i się do nich odnosił. No i będziemy także czekać na wasze telefony. Linia telefoniczna jest już otwarta. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarne 32 746 0008, 32 746 0008. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube.
Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Sądząc po niektórych komentarzach, niektórzy są tutaj bardzo zdesperowani, żeby przeczytać książkę, której fragment pan zaprezentował, panie Sławku.
[01:10:42] - No to może będzie motywacja, żeby ją w końcu wydać. Bardzo mnie to cieszy. Nawet w wersji elektronicznej mam jeszcze jakieś zapiski z tamtych czasów, więc zobaczymy, co czas przyniesie. A najbliższy czas najprawdopodobniej przyniesie czytanie komentarzy. Jeszcze à propos książki, to gros tych myśli, z tych przesłań, z tej wiedzy znalazło się w mojej jedynej książce, czyli “Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” Więc jeżeli ktoś jej jeszcze nie czytał z naszych słuchaczy, to oczywiście jak najbardziej polecam. Nawet ostatnio wysłałem komuś tą książkę i à propos zachęty przede wszystkim, to pierwsza reakcja była taka, że ilość emotikonów, która się pojawiła w książce już ją stawia na pewno w gronie książek nietypowych. No ale wracając do komentarzy, tutaj Sylwia dobry wieczór nam mówi. Jak zwykle na początek miłe przywitania. Też widzę nowe postacie. Nina Dark wita ciepło z Bydgoszczy.
Adam IF witam, miłej setki. Klon napisał: “Dobry wieczór” i tutaj mam komentarz Radka: “Rozmowy z Bogiem to była pierwsza książka o duchowości, a przeczytałem ją dopiero gdzieś w 2014 roku”. No ja jej nigdy nie przeczytałem, więc i tak Radku jesteś ode mnie lepszy. Jakieś tam fragmenty gdzieś tam w moich wypowiedziach się pojawiły, bo ja tak wykorzystuję tą wiedzę z książek. Arteroza wita, witam. Szeptuchy były w dawnych czasach. Pamiętam też sporo książek wychodziło o magii. Pozdrawiam. No tak, to prawda, że z takimi rzeczami można się było spotkać, natomiast dostęp do nich też nie był taki oczywisty. Pamiętam, jak szukałem książki, już nie pamiętam której, to kącik z ezoteryką, bo tak się to wtedy nazywało, w jakimś Empiku czy w księgarni ograniczał się do kilku pozycji.XY napisał: „Dzisiaj tak intymnie jest”.
Dziękuję, że tak to zostało odebrane przez ciebie, bo dokładnie tak to czuję. Bardzo intymnie to czuję i bardzo osobiście tę dzisiejszą audycję. Arteroza pisze: „Chęć czynienia dobra, gdy bogiem jest pieniądz”. Dla niektórych tak, dla niektórych nie. Arek pisze do Radka, że też czytał „Rozmowy z Bogiem”. Arteroza pisze: „Wszystko to, co pan mówi to prawda, ale czas się zmienił. Dziś wirus, jutro wirtualny pieniądz, potem chip i kontrola ludzkości. Coś burkniesz, to cię odłączą. Pozdrawiam”. Powiem wam tak szczerze: ja się nie obawiam takiej przyszłości, ale oczywiście każdy ma swoje własne wewnętrzne przekonania.
Piotrek Sokołowski pisze: „Arteroza, nie ma się co bać. Może tak ma być”. Może tak ma być, może to jakaś próba, może to jakieś wyzwanie, może to po prostu ten etap, kiedy ludzie już powiedzą: „dość” i dalej tego tolerować nie będą. Marzenka się pojawiła. Uszanowanie. Piotrek pisze: „Mamy nieśmiertelne dusze. W 2006 roku miałem poważny wypadek i przestałem się bać śmierci”. Arek pisze: „A co się stało?” No ja aż taki bardzo zainteresowany, co się stało, nie jestem. Jeśli chciał nam powiedzieć, to nam opowiesz o tym, ale miejsce jest dość publiczne, więc wybór należy do ciebie. Piotr pisze: „To nie kara, tylko nauka.
Bóg nas kocha i to się nie zmieni”. Przepraszam was, ale mój koteczek wlazł mi na laptopa i coś ponaciskał. Jeszcze raz. Piotr pisze: „To nie kara, tylko nauka. Bóg nas kocha i to się nie zmieni”. Arteroza pisze: „Trzy dni śniłem o tej czarności, aż się obudziłem”. Piotr pisze: „Nie miałem żadnych wizji, ale pewność tego, że to nie koniec, tylko początek naszej podróży”. Arek pisze: „Jaka pewność? Byłeś poza ciałem?” Chciałbym OBE dopiero po wypadku przewartościowałem swoje życie. Arteroza pisze: „Miałem taki sen, że nagle wszyscy zniknęli.
Nie mogłem tego pojąć, aż pojawił się początek wirusa i miasto opustoszało. Poza ciało nie warto wychodzić, gdyż ktoś może się wkraść. Trzeba się z tym pilnować”. Piotr pisze: „Spokojnie, nic się nie wkradnie. Specjalnie szczepią nam takie pomysły. Polecam Monroe książki. Całe życie temu poświęcił”. Arteroza pisze: „Nazywają to robalem”. Piotr pisze: „Każda dusza ma plan na taką inkarnację. Jak nie jest to zagubienie w OBE, to nic takiego nie nastąpi”.
Arkadiusz pisze: „Oby, panie Piotrze, oby”. Piotr pisze: „To wiesz, że nie ma się czego bać. To nie czarne msze”. Arteroza pisze: „Gdy będę kroczył ciemną doliną, bo ty jesteś. Tak do tego podchodzę”. Arkadiusz pisze: „Słuchanie samego siebie nic nie daje. Ja dopiero zrobiłem kroki w swoim życiu, gdy byłem zainspirowany przez innych”. Do tego się odniosę. Resztę czytam i zaraz wam powiem, dlaczego tylko czytam. Ale do tego się odniosę.
Drogi Arkadiuszu, każdy pewnie ma swoją własną metodę i swoje własne doświadczenia. Ja doszedłem do pewnych rzeczy, wniosków, przemyśleń, spostrzeżeń, słuchając samego siebie. Natomiast jeżeli ciebie inspiruje słuchanie innych, to widocznie tak jest. Piotr pisze: „Jeszcze w nas jest cząstka Boga i dlatego nas Stwórca nie da nas skrzywdzić, a kreację czynimy sami za pomocą naszych umysłów”. Arteroza pisze: „Piotr, to prawda”. Arkadiusz pyta: „Jakie kreacje?”. Życie kreujemy tym, co w nas siedzi. I Piotr pisze: „Myśl to materia. Dawson Church. Ewentualnie Joe Dispenza, twoje nadprzyrodzone zdolności”.
Cezary pisze: „Witam”. A Piotr napisał: „Rezonują ze mną te książki”. Arteroza pisze: „Ateiści też są zagrożeniem dla nowego porządku, gdyż też coś wyznają. Ostatnio o tym czytałem”. Arkadiusz pisze: „Arteroza, w co wierzą? Co wyznają? Niektórzy mają większą wiedzę od katolików, a ogólnie chodzi, że są grupą niepodatną na nowości. Tak często pytam ateistów o wątki Biblii. Mają olbrzymią wiedzę”. Malwinka się pojawiła: „Witam bardzo serdecznie”.
Witamy Malwinko. Arteroza pisze: „Ogólnie nie są to źli ludzie. Z obserwacji to wynika”. Iwonka Grabowska pisze: „Czyżby katolicy byli alfą i omegą?” Arteroza pisze: „Jak to mówi mnich buddyjski: jeśli już masz wiarę, to lepiej jej nie zmieniać”.Arek pisze: „A to wiem. Wiem, że ateiści czytają lub czytali Biblię. Przynajmniej niektórzy”. Hades z niewątpliwie nieustającym pytaniem pyta, kiedy wrócą Debaty Ufologiczne.
[01:19:43] - Nieustająco odpowiadam, że nie udzielam takich odpowiedzi. Jeżeli będzie jakaś debata ufologiczna planowana, to będzie zapowiedziana. Koniec tematu.
[01:19:52] - Arkadiusz pyta: „Na czym polega rozmowa z samym sobą?” Arkadiuszu, zadałeś dobre pytanie. Na czym polega rozmowa z samym sobą? Najlepiej się o tym przekonać, rozmawiając z samym sobą. Natomiast jeżeli to pytanie pojawia się w setnej audycji, to nie wiem, co mam na nie odpowiedzieć. Arteroza pisze: „Autorzy audycji. Chyba przeczytam tę książkę. Pozdrawiam”. Ja również pozdrawiam i polecam. A co do książki to już wyjaśniłem. Marzenka pisze, odnosi się do tego, co Arteroza pisał o jakimś kanale i jakichś filmach: „Arteroza znaczy polecasz nam, aczkolwiek jeszcze nie do końca rozkminiłeś tego kanału”.
Miło. „Tak, tak, często zwalamy winę na innych lub za nasze własne niepowodzenia, tym samym odbierając samym sobie wiarę w samych siebie”. Ot, takie koło się robi. Taki bałagan, Marzenko, w którym żyjemy nieustająco z większą bądź mniejszą świadomością. Arteroza pisze: „To nie tak. Dobrym człowiekiem jest być trudno w stadzie wilków”. Dzisiaj to i ja odnoszę takie wrażenie. Marzenka pisze: „I tu wrócę do początkowych audycji, w których właśnie to jest omawiane”. Arkadiusz pisze: „Nie wierzę w to. Wiedza nie przychodzi sama”.
Oczywiście, że wiedza nie przychodzi sama. Westchnąłem, kochani, ponieważ nie wiem, co mam w takich sytuacjach odpowiadać, bo czasami odnoszę wrażenie, że to, co mówię, w ogóle jest pomijane. Drogi Arkadiuszu, drodzy moi kochani, czy myślicie, że to jest wasza pierwsza reinkarnacja tutaj na Ziemi? Że jesteście pierwszy raz na Ziemi? Nie sądzę. Patrząc na poziom świadomości, nie wiedzy, tylko świadomości, bo o wiedzy nie będę dyskutował, natomiast świadomości, nie zakładam. Potrzeba interesowania się tego typu tematami już jest oznaką tego, że czegoś w życiu szukamy, że szukamy jakiegoś zrozumienia, często zrozumienia samych siebie, zrozumienia sensu własnego życia, zrozumienia sensu doświadczeń, znalezienia odpowiedzi na jakieś pytania, które nas nurtują, a na które nie znajdujemy odpowiedzi w naszej podświadomości. To jest wystarczająco dla mnie dużo informacji, żeby powiedzieć, że najczęściej mamy tutaj do czynienia z duszami dojrzałymi. Jeżeli dusza jest dojrzała, to znaczy, że ma za sobą wiele wcieleń. Bo żeby zdobyć wiedzę i doświadczenia i stać się dojrzałą świadomością, trzeba było ileś dziesiąt, set wcieleń na Ziemi przeżyć.
Nikt nie jest na Ziemi na 99%, chociaż rzadko używam słów „nikt”, „nigdy” po raz pierwszy. Jeżeli nie jesteście po raz pierwszy, to znaczy, że już podjęliście gdzieś decyzję o tym, gdzie się urodzicie, jak się urodzicie, kim się urodzicie i jaki cel będzie waszego wcielenia. Czyli przynajmniej raz, dwa, trzy, pięć, sto, dwieście razy przeżyliście swoją własną śmierć i pięć, 10, 50, 100 czy 200 razy byliście po tamtej stronie. Oczywiście pewnie parę osób pomyśli, że czuję się podirytowany. Nie, nie czuję się podirytowany. Czasami mówię z pewnym naciskiem i podnoszę głos, żeby uświadomić ważność tego, co mówię. Jeżeli ktoś mnie pyta, na czym polega rozmowa z samym sobą i ktoś mówi, że nie wierzy, że wiedza przychodzi sama, to zupełnie nie rozumie tego mechanizmu. Drogi Arkadiuszu, może właśnie jakbyś porozmawiał z samym sobą, może jakbyś poświęcił trochę uwagi samemu sobie, to może byś w samym sobie znalazł informację o tym, jak wyglądała twoja śmierć, kim byłeś w poprzednim wcieleniu, dlaczego wybrałeś taką rolę sobie na to wcielenie. Może sobie przypomnisz, jak to było podczas twojego przebywania w świecie tym duchowym w okresie pomiędzy kolejnymi wcieleniami. Kochani, każdy z nas ma to już za sobą, więc może warto się skupić na tym, żeby dowiedzieć się o tym nie z książki.
Łatwiej jest z książki, bo się bierze książkę i się czyta. Się mówi: „To mi nie pasuje, tamto mi nie pasuje, to mi się nie podoba, to ze mną gra, to ze mną rezonuje”. Niż usiąść, założyć słuchawki na uszy i spróbować się wyciszyć, wprowadzić się w stan spokoju, w którym będziecie mogli porozmawiać z samym sobą. I to jest znowu pójście na łatwiznę. Niech ktoś napisze książkę i mnie przekona, że tak jest. I to jest najprostsze. „Nie podoba mi się. Z tym się nie zgadzam. To jest złe. To mi się podoba”.
I tak jest najprościej usiąść na fotelu, wziąć sobie kawusię do ręki, piwusio albo co tam kto lubi i oceniać.I wybierać. I tak dokonywać zmian w swoim życiu bez własnego udziału. Niech ktoś mnie przekona, niech ktoś mi udowodni. Powiem wam tak: to faktycznie może być w którymś momencie dla mnie irytujące. Jeżeli od stu audycji mówię: w sobie, zajrzyjcie w siebie, znajdźcie taki sposób i taki stan swojego umysłu, emocji i ducha, żebyście zajrzeli w samego siebie, przypomnieli sobie jak to było, to nie. Prościej jest siedzieć i czekać, aż ktoś za was wejdzie w ten stan i wam powie, jak to jest. A część z was jeszcze będzie grymasiła, narzekała, że to nie tak, że to tu nie pasuje, tu mi coś nie gra, to mi się nie zgadza z tym, co ktoś inny powiedział. Kochani, to są te momenty, w których ja mówię koniec. Koniec mojego głupiego gadania, bo ono nic nie daje. Po co?
Po co to całe gadanie, jak większości z was nawet nie chce się usiąść, pomedytować? Przepraszam, poniosło mnie trochę. Nie wiem. Zwracam honor, ale czasami czytając komentarze bądź rozmawiając z ludźmi, takie właśnie odnoszę wrażenie, że wszystko ma się odbyć bez mojego udziału. Nie! Bo przychodzi taki moment, kiedy człowiekiem tąpnie, kiedy szarpnie, kiedy po prostu go sponiewiera w życiu i nie znajdzie odpowiedzi w żadnej książce. I sam będzie musiał podjąć decyzję, co ma dalej zrobić ze swoim życiem i co ma w swoim postępowaniu zmienić. Kochani, to chodzi o to, żeby zmieniać swoje postępowanie, nie siedzieć i pieprzyć jak powinno być, a najlepiej jeszcze, jak inni powinni robić. Duchowość to jest nauka, znalezienie sposobu na zmianę swojego postępowania, a nie siedzenie, gadanie o pierdołach. Duchowość to nie jest kółko gospodyń wiejskich.
To nie jest klub dyskusyjny, to nie jest loża szyderców, że się posiedzi, pogada. Kopy w dupę są po to, żeby zmusić nas do zmiany postępowania. Wszystkie łzy, które wylewamy, wszystkie żale, które mamy, wszystkie te nieszczęścia, które nas spotykają, wszystkie stresy, wszystkie nerwy, wszystkie emocje negatywne, które w nas się kołaczą, to są dowody, że coś w swoim postępowaniu trzeba zmienić w swoim życiu. O to chodzi z duchowością. O to chodzi z rozwojem świadomości, żeby coś w życiu zmieniać i żeby wiedzieć, co zmienić. Po to jest duchowość. To jest rozwój świadomości, a nie siedzenie i pieprzenie o kolejnych lekturach, które trzeba zaliczyć, które trzeba przeczytać, filmy, które trzeba obejrzeć. To są momenty, w których mi opadają ręce. Jeżeli ktoś nie chce zmieniać swojego życia, to niech go nie zmienia, tylko niech nie oczekuje od innych, że to za niego zrobią i niech przestanie narzekać. Nie da się zmienić niczego w swoim życiu, co nie będzie ze szkodą dla nas, jeżeli nie zrozumiemy, co w naszym życiu nam przeszkadza i powoduje, że tacy jesteśmy.
Dojadę z komentarzami do końca. To znaczy przeczytam je. Dzisiaj tylko przeczytam komentarze. Widzę, że zdobyta wiedza się zdobywa 20-30 lat, aż w pewnej chwili zaczyna się układać w całość. Marzenka pisze: Arkadiusz przychodzi poprzez doświadczenia. Tylko w nas jest problem, czy potrafimy te doświadczenia odczytać, zrozumieć. Arteo zapisze: skoro nie ma książki, panie autorze, to może jakaś seria z czytanymi rozdziałami tego, co pan napisał? Skoro każdy ma tę wiedzę w sobie, to po co pisać książki i je wydawać? Marzenka pisze: Arteoza czasami przychodzi szybciej, w zależności jak jesteś otwarty, na ile jesteś w stanie pojąć to, co ona niesie. Arteo zapisze: chciałem napisać książkę o głupocie ludzkiej poza luźnymi kartkami nie umiem tego spiąć w całość.
Arek pisze do Marzenki: wiedza przychodzi tylko poprzez pracę intelektu i zbieranie informacji. Nic za darmo nie przychodzi. Marzenka pisze: ja kiedyś takiej audycji bym w życiu nie słuchała. Poważnie teraz piszę. Marzenka pisze do Arkadiusza: nie tylko przez to. Arek: skoro masz tę wiedzę w sobie, to co tutaj robisz? Po co słuchasz Bączkowskiego? Marzenka pisze: Arkadiusz, bo się cieszę, że są tacy jak ja. Że są tacy ludzie, którzy patrzą na świat podobnie i takich szukam. Arteo zapisze: ale wytkając pewne ograniczenia myślowe masz.
Marzenka pisze: Arkadiusz, audycja jest dla wszystkich. Marzenka, Arek pisze: po co słuchasz coś, co już wiesz? Arteo pisze: przepraszam, źle napisałam, bo ta audycja jest dla wszystkich i tych samych i tych, co coś tam wiedzą i dla tych, co chcą. Arkadiusz pisze: ja słucham, bo nie wiem. Zbieram informacje i obserwuję. Na razie to, co przedstawia Bączkowski pokrywa się z książkami duchowymi.Ja tu słucham może pięć audycji, gdyż akurat ta dziś jest inspirująca. A ja się delektuję, że ktoś potrafi jak ja i się cieszę, że nie jestem sama w tym, co myślę. Nie słuchałem wszystkich audycji, ale na razie pokrywa się z książkami. Arteoz pisze: Autor wypowiedział dużo pozytywnie niesamowitych słów. Marzenka pisze: Autora też trzeba odbierać lub inaczej słuchać go od początku, byście wiedzieli, co ma na myśli i tak dalej.
Autora też trzeba nauczyć się czytać, słuchać, a nie po dwóch, sześciu audycjach mieć już całkowicie pojęcie. Marzenka pisze: Ja nie śpię, ale już kilka książek wydałeś. Może inaczej. Mi wiedza niepotrzeba poza wiedzą o Egipcie i latach minus czterdzieści pięć tysięcy lat. Marzenka pisze: Ja widzę u Sławomira w wypowiedziach siebie. Nie to, że tylko słucham tej audycji i żadnej innej. Patrzę w głąb siebie, słucham innych, porównuję. Arteoz pisze: A czyny jakie masz? Uważam, że wiedza to jedno, ale czyny świadczą tylko o człowieku. Marzenka pisze: A co teraz chcesz, abym ci dla przykładu?
Arteoz pisze: Ja na przykład pomogę zawsze, gdy ktoś pomocy potrzebuje. Jak to mówią moi znajomi, nawet własne łóżko odstąpię do spania. Marzenka pisze: Znaczy, że nie rozumiesz jeszcze. Ale spoko, dojdziesz do tego. Marzenka pisze: Arteoz, odsłuchaj wszystkich audycji, nawet jak ci się nie będzie chciało. Poważnie mówię. Arteoz pisze: Moich komentarzy proszę nie czytać. Rozgadałem się zupełnie nie w temacie. Przepraszam. Tak, proszę wydać książkę.
Ja już jestem pierwszy w kolejce do zakupu. Marzenka pisze: Sławku, popatrz, dałeś swoją wiedzę na tyle, na ile mogłeś. Czy dla siebie? Tego nie wiem, ale na sto procent dałeś je innym i póki istnieje YouTube, to bądźmy z tego wdzięczni. Radek pisze: Jest audiobook „Rozmów z Bogiem” na YouTubie. Marzenka pisze: Ci, co nie pamiętają czasów bez netu, niech sobie uświadomią, na ile wówczas zdobywanie wiedzy czy czytanie książek, czegokolwiek było trudne. Teraz wpisujesz w wyszukiwarkę i masz. Kiedyś tego nie było. No i tu Radek: jakieś też książki polecam. Marzenka pisze: Wiecie co?
Wysłuchajcie różnych audycji, nie tylko tu. Czasu miałam sporo na rozmyślanie. Dużo się nauczyłam, dużo zrozumiałam. Do wielu rzeczy doszłam też sama, poprzez własne odczucia. Polegajcie też na własnych odczuciach. Postarajcie się rozwinąć. Na przykład na samym początku nie rozumiałam Sławka. Nie kumałam, o czym mówi. W międzyczasie dużo się działo, dużo zmieniło i też w międzyczasie Sławka zrozumiałam bardziej i to już uważam za mój postęp. I w ogóle widzę, że się u mnie dużo zmieniło w bardzo krótkim czasie.
Inni piszą, że na to potrzeba lat. Arek pisze: Ja nie odsłuchałem wszystkich audycji. Marzenka pisze: A ja myślę, że potrzeba teraz otwartego umysłu, patrzenia na wszystko z różnych stron, nie tylko tej naszej. W międzyczasie widziałam i słyszałam różne rzeczy i sama sobie poukładałam klocki. Ja On pisze: Witajcie bracia i siostry. Witaj serdecznie Ja On. Jak to kiedyś Ivellios powiedział, może się kiedyś zaaudiobuczy tę książkę. No więc tu akurat się odniosę do tego komentarza, ponieważ chciałem właśnie przypomnieć, że audiobook już jest. Jest audiobook mojej książki, zrobiony zresztą, nagrany przez pana Marka. Więc tak, audiobook również jest.
[01:35:55] - Tylko jeszcze powiem, że uruchomiłem już kontakty podesłane przez audiotekę i czekam na odpowiedź.
[01:36:03] - Ciekawe czy pobiją rekord mojego wydawnictwa.
[01:36:07] - Lepiej nie. Jeżeli słucha nas ktoś z audioteki, to lepiej nie idźcie tą drogą.
[01:36:13] - Tak jest. Nie idźmy na rekord. Ja On pisze: Po dacie urodzenia możecie sprawdzić, jaką duszą jesteście. I Marzenka pyta: I co wówczas? XY pisze: Dobry wieczór panie Sławku, czy przedstawiona wiedza sprzed dwudziestu lat z poziomu dnia dzisiejszego wymaga jakiegoś uzupełnienia, aktualizacji? No dobra, to czas się odnieść jednak do tych komentarzy. Odniosę się do tego, co napisała Marzenka w pierwszej kolejności. Powiem tak: w fali tych komentarzy, które do tej pory się pojawiły, to był Marzenko miód na moje serce. Bardzo ci dziękuję za to, bo ja, kochani, też swoją wrażliwość mam. Może tego tak w audycjach nie słychać, bo jestem mocno skoncentrowany na tym, co mówię.
Natomiast ja też swoją wrażliwość mam. I jeżeli mówię coś bardzo osobistego, to zazwyczaj mówię to w otoczeniu i w towarzystwie, w którym mam przekonanie, że... Inaczej. Ja nie mam potrzeby wygadania się, wyrzucenia z siebie jakichś tam emocji i tak dalej, gadania dla samego gadania. Ja zazwyczaj mówię o swoich prywatnych rzeczach osobistych bądź intymnych tylko wtedy, jeżeli wiem, że ktoś jest nimi zainteresowany, że chce to wiedzieć. I nie z ciekawości czy z chęci robienia plotek, tylko że emocjonalnie w jakiś sposób w moje emocje sięAngażuje, że jest to dla niego coś istotnego, ważnego i słucha tego z jakimś zainteresowaniem. Wtedy mówię o sobie. Bardzo rzadko. Robię to w takich miejscach jak na przykład YouTube, mówię o swoich przemyśleniach. Natomiast dzisiaj postanowiłem podzielić się czymś bardzo osobistym i dlatego Marzenko bardzo ci dziękuję za to, co napisałaś.
Wracając do pytania XY, czy przedstawiona wiedza sprzed 20 lat z poziomu dnia dzisiejszego wymaga jakiegoś uzupełnienia, aktualizacji? Tego nie wiem, bo nigdy nie wiemy, czego jeszcze nie wiemy. Możemy być w miarę świadomi i pewni tego, co wiemy. Ja wiem, że podstawy tego, o czym wiem dzisiaj, miałem od bardzo dawna. Natomiast oczywiście pewne rzeczy w międzyczasie, w ciągu tych 20 lat ulegały aktualizacji i pewnego rodzaju uzupełnieniom. Pojawiały się takie klocki, które rozbudowywały tą całą układankę i najprawdopodobniej te klocuszki będą się pojawiały dalej. Zresztą chciałbym, żeby tak było, żeby to już nie było coś ostatecznego, tylko żeby jakieś nowe rzeczy się pojawiały. Ale to oczywiście życie pokaże. Ja jestem w miarę otwarty na nowości, więc zobaczymy. Ale dziękuję ci za to pytanie.
On pisze: Marzenka, możesz się dowiedzieć czegoś o sobie i co chcesz przerobić w tym wcieleniu. Po co? Pisze Marzenka: Sama do tego doszłam. Nie potrzebuję liczb czy znaków zodiaku do tego. Robert napisał: Witam, przemyślenia przeczytane przez pana w dzisiejszej audycji bardzo mnie zainspirowały do głębszego spojrzenia w siebie samego. Zresztą czynię tak od wielu lat. Od dawna fascynują mnie tematy duchowości i powoli wchodzę na coraz głębsze wody. Super, bardzo się cieszę, panie Robercie. Artoza pisze: Gadanie zasiewa ziarno, potem ziarno kiełkuje albo obumiera. Marzenka pisze: Generalnie, jeśli jest ktoś w zgodzie z samym sobą, to nie potrzebuje zewnętrznych znaków zodiaku czy liczbowych.
On pisze: Sławku, nie poddawaj się. To było do przewidzenia. Robisz dobrą robotę i rób dalej. Pozdrawiam. Dziękuję za ten komentarz. To nie ma nic wspólnego z poddawaniem się. Powiem tak: gdybym ja wyznaczył sobie jakiś cel tych audycji, na przykład oglądalność, ilość pieniędzy, które muszę na tym zarobić, ilość maili, które mam dostać i to nie spełniałoby tych kryteriów, których ja się spodziewałem, to być może można by było mówić o poddawaniu się. Natomiast ja żadnych takich rzeczy nie zakładałem, że coś się wydarzy, że będę miał z tego jakieś korzyści czy coś takiego. To, co dzisiaj przeczytałem, miało tylko... Albo dobra, to podsumuję za chwilę.
Marzenka pisze: Sławek nam pokazuje świat ze swojego punktu widzenia, na tym poziomie, który on zna. Nie każdy musi widzieć ten świat jak Sławek. Tak, to prawda. Nie każdy musi widzieć. Emobil się pojawił. Pisze: Polecam bardzo mądre i pobudzające wyobraźnię i świadomość filmy takie jak „Ratatuj” oraz „Niekończąca się opowieść”. Oglądając takie filmy można wiele zrozumieć, między innymi jak działa rzeczywistość. Marzenka pisze: Cieszmy się, że mamy internet. Dzięki temu mamy możliwość szybciej poszukać i odszukać wiadomości czy nurtujących nas pytań. Kiedyś tego nie było.
Nie było grup ludzi o podobnych zainteresowaniach tak szybko do znalezienia. To wyjątkowa okazja, by nabrać wiadomości i się nimi dzielić. Co zrobicie, jak zabraknie netu? Emobil pisze: Ruch nie zna granic. Jedynie co nas ogranicza, to środowisko i system, w jakim żyjemy. Natomiast nasza wyobraźnia jest pozbawiona tych ograniczeń. Artyści czerpią z tego źródła inspirację. I Hej wszystkim napisał Emobil. Marzenka pisze: Ja czasami idę na łatwiznę, jak często ciężko mi się skupić. Słucham Sławka, nawet nie słucham.
Odpuszczam i leci. I wracam do siebie. I nie, że zawsze i tylko Sławek. Marzenka pisze: Audycje Sławka pomagają mi mocno do powrotu do siebie. Poważnie. Dużo komplementów, Marzenko, dzisiaj od ciebie usłyszałem. I w sumie może bardzo dobrze, bo to też mi pozwala zachować jakąś równowagę energetyczną. Natomiast jedna rzecz mnie w dalszym ciągu, kochani, napawa pewnego rodzaju niepokojem, obawami, by rzec przerażeniem. Powiem to na koniec dzisiejszej audycji. Jest setna audycja o świadomości.
Próbuję wyjaśnić mechanizm powstawania, budowania, rozwijania świadomości, zdobywania świadomości.I głównym źródłem rozbudowywania świadomości jest doświadczanie.
[01:44:02] - Tymczasem mamy, panie Siostru, słuchacza Arkadiusza. Halo, halo, panie Arkadiuszu, czy się słyszymy?
[01:44:10] - Dobry wieczór, panie Arku.
[01:44:12] - Dobry wieczór. Teraz takie pytanie mam.
[01:44:17] - Słucham pana.
[01:44:18] - Pan mówił, że medytacja jest właśnie tym sposobem, by rozmawiać z samym sobą. Gdy pisał pan te pierwsze teksty, to pan medytował przed czy po?
[01:44:28] - Pierwsze słowa zacząłem pisać i te teksty, które dzisiaj przeczytałem, pojawiły się wtedy, kiedy miałem sześcio- czy siedmiotygodniowy okres samoizolacji i kwarantanny, kiedy sześć czy siedem tygodni, już nie pamiętam, spędziłem sam w samotności, bez telewizji, bez radia, bez internetu, bez kontaktu z innymi ludźmi.
[01:44:58] - Dlaczego?
[01:44:59] - Taką miałem sytuację życiową.
[01:45:01] - Dobra.
[01:45:02] - Nie to, że panu nie chcę odpowiedzieć, tylko ogólnie rzecz biorąc, to był dość trudny okres w moim życiu, więc niekoniecznie chciałbym, żeby... Naprawdę bardzo trudny emocjonalnie czas i wtedy właśnie zrobiłem sobie taki detoks totalny. Czyli zero kontaktu z ludźmi, zero alkoholu, zero informacji z zewnątrz. I to był ten moment, kiedy zacząłem pisać to, co dzisiaj przeczytałem.
[01:45:38] - Czy modlitwa jest medytacją?
[01:45:40] - Bardziej afirmacją.
[01:45:43] - Aha, dobra.
[01:45:44] - W moim przekonaniu.
[01:45:47] - Kolejne pytanie. Pan mówił o wiedzy technicznej, że poszerza świadomość, coś tam mówił pan.
[01:45:58] - Że wiedza?
[01:45:59] - Tam było coś o wiedzy technicznej, że trzeba czytać, dobrze czytać, bo poszerza świadomość. Coś takiego pan powiedział.
[01:46:09] - Nie kojarzę tego.
[01:46:11] - To nagrane jest.
[01:46:15] - Że wiedza techniczna poszerza świadomość?
[01:46:17] - Tak. W jakimś stopniu poszerza świadomość. Coś takiego pan powiedział.
[01:46:21] - Może to było w kontekście, to prędzej byłoby bliższe moim poglądom, że są różne techniki poszerzania świadomości czy docierania do samego siebie. To bardziej w tym kontekście. Ogólnie żadna wiedza nie poszerza świadomości. Wiedza poszerza naszą wiedzę.
[01:46:51] - Dobra, ja znajdę ten fragment i za tydzień zadzwonię chyba.
[01:46:56] - Dobra, bo nie kojarzę takiego sformułowania. Chyba że to w komentarzach, czy to było w tej części, kiedy czytałem?
[01:47:02] - Może to w jakimś kontekście szerszym, to muszę tam jeszcze raz odsłuchać.
[01:47:07] - Poproszę, bo mówię tu, żebyśmy jakiegoś babola nie walnęli sobie.
[01:47:13] - Ja to zbadam.
[01:47:15] - Dobra.
[01:47:17] - Nie wiem, czy takie audycje były, czy może pan parę słów teraz powiedzieć coś o żywności, o wegetarianizmie? Takie rzeczy, jak się odżywiać i tak dalej.
[01:47:29] - Powiem tak.
[01:47:32] - Bo to jakieś duchowe jest w tym. Czytałem, że jest.
[01:47:36] - Są różne filozofie na ten temat. Ja nikogo ani nie namawiam, ani nie przekonuję do takiego czy innego sposobu odżywiania. Jedyne, co zalecam, to jak najzdrowsze odżywianie i systematyczne, i spokojne odżywianie. Natomiast oczywiście co do miłości do zwierząt, co do ich statusu duchowego, takie audycje były. Natomiast nigdy nie poruszałem chyba tematu wegetarianizmu, nie ustosunkowywałem się do tego, czy uważam to za coś słusznego, czy popieram, czy jestem przeciwny. Zostawiam to, tak jak parę innych spraw, w gestii i sumieniu i odczuciu każdego człowieka.
[01:48:30] - A o uzależnieniach były jakieś audycje?
[01:48:33] - O uzależnieniach nie.
[01:48:34] - Nie. Dobra. A jak to widać z kontekstu duchowego? Jak to odbierać?
[01:48:40] - Uzależnienia nie wynikają z kontekstu duchowego, tylko z kontekstu podświadomościowego. Większość uzależnień-
[01:48:47] - Ale nie, w kontekście duchowym. Jak tu patrzeć na to?
[01:48:51] - W kontekście duchowym należy patrzeć na to w ten sposób, że nasza dusza, przychodząc tutaj na świat, inkarnując się w konkretnych warunkach, zakłada, z jakimi uzależnieniami będziemy mieli prawo się zmierzyć. Bo jeżeli dusza wybiera rodzinę alkoholików jako miejsce swojej inkarnacji, to wiadomym i oczywistym jest to nawet dla nas, ludzi z ludzkiego punktu widzenia, że jeżeli dziecko napatrzy się na ojca alkoholika, to albo pójdzie w jego ślady, albo zostanie oportunistą, jeżeli chodzi o alkohol. Więc wiadomo, że dusza zakłada, z jakimi uzależnieniami będziemy się musieli zmierzyć w swoim życiu. Natomiast wybór, którą drogą pójdziemy, zależy już tylko i wyłącznie od nas.
[01:49:47] - Dobra, ale to, czy zejdziemy na tą lepszą ścieżkę, to już od poziomu duchowości zależy, nie?To jest dość ciężkie wtedy żyć z taką rodziną alkoholików. Bardzo ciężko jest po tym żyć normalnie, wydaje mi się.
[01:50:06] - Tak, oczywiście, że to zależne od-
[01:50:08] - Musi być silna ta dusza.
[01:50:11] - Może być albo silna, albo może być sytuacja, w której dusza potrzebuje tego doświadczenia. Bo tak jak wspominałem, w zależności od tego, na jakim poziomie rozwoju duchowego, rozwoju świadomości jesteśmy, to do któregoś momentu chcemy doświadczać, tylko żeby wybudować sobie wiedzę. To tak jak dziecko. Nic się jeszcze od niego nie wymaga. On po prostu zbiera wiedzę i doświadczenia po to, żeby w momencie, kiedy skończy 18 lat i będzie wchodził w dorosłe życie, nie był tabulą rasą, tylko już miał jakieś pojęcie, jak w tym życiu postępować. I tak samo jest z duszą. Do któregoś momentu ona tylko ma doświadczać. Więc życie w rodzinie alkoholowej, bycie alkoholikiem, bycie mordercą, bycie złodziejem też jest potrzebne jako doświadczenie. Może być na przykład w niektórych przypadkach alkoholizm czy wszystko to, co my nazywamy negatywnymi cechami człowieka, może być potrzebą doświadczenia. To jest bardzo indywidualna sprawa i mi ciężko jest tak strzelić, czy w tym przypadku jest tak, czy w tym przypadku jest inaczej.
Czasami jest to po prostu nasze doświadczenie, które musimy przejść. Możemy być tym alkoholikiem na przykład przez rok, ale jeszcze zanim stracimy wszystko, zanim rozstanie się z nami żona, dzieci odejdą albo narobimy jakichś krzywd, możemy się jeszcze z tego opamiętać. Albo możemy być tym alkoholikiem do końca życia i umrzeć jako alkoholik. Bycie alkoholikiem czy bycie osobą uzależnioną, tak? Można być hazardzistą i przegrać samochód albo można przegrać samochód, dom, firmę, żonę i swoje nerki. Można się zetknąć z problemem uzależnienia, ale można się też z tego uzależnienia dość szybko obudzić i wyciągnąć jakieś wnioski. To jest bardzo indywidualna sprawa.
[01:52:24] - A medytacja to taka forma jak w buddyzmie, nie? Siedzi się i zamyka oczy i słucha, wsłuchuje się. Człowiek wsłuchuje się w swój oddech, tak?
[01:52:35] - Powiem tak: technik medytacyjnych jest bardzo dużo. Przede wszystkim sztuką jest wyłączenie swojej podświadomości, czyli uspokojenie na tyle własnego umysłu, żebyśmy przestali analizować i rozmyślać o tym, co się dzieje w danej chwili. Co dotyczy tych sfer takich typowo życiowych: co mam do załatwienia, co mam do zrobienia, czego nie zrobiłem, co powinienem zrobić, co będzie, jak będzie to, a co będzie, jak tego nie będzie. To przede wszystkim chodzi o to, żeby jakimś sposobem, dowolnym sposobem, dowolnym dla danej osoby i skutecznym dla danej osoby, jak najbardziej wyciszyć naszą podświadomość. Wtedy możemy wejść w ten stan, kiedy zaczyna nasza dusza się z nami komunikować, ponieważ ona jest druga w kolejności, jeżeli chodzi o szybkość reakcji, o skuteczność dostarczania nam informacji. Jest druga. Podświadomość jest zawsze pierwsza. Tak naprawdę medytacja to jest sztuka uśpienia naszej podświadomości. A wtedy dopiero możemy się skupiać na tym, co gdzieś tam głęboko w nas drzemie. To, co jest z zakopa.
[01:54:05] - Rozumiem. Jedną z tych rzeczy, które mnie przekonują do tego, że mamy duszę i że żyjemy dalej, jest to, że zmarli przychodzą do mnie w snach. Moi znajomi, rodzina. I nie tylko do mnie. Znam wiele osób, do których przychodzą po śmierci. Czytam na forach i wszędzie. To jest bardzo zbieżne. Jak tak z naukowego punktu widzenia patrzeć, to jest korelacja niemal. Jak ktoś umrze, ktoś bliski, to potem ten bliski go odwiedza. I tak to widzę.
Nie wiem, jak pan się do tego odniesie.
[01:54:43] - Mi się ciężko odnieść do tego, co inni czują i co inni wiedzą. I widzą i odczuwają. Nic mi do tego. Ja mówię: jeżeli ktoś mówi, że tak czuje, to znaczy, że to jest prawda, bo to jest jego. Tu nie za specjalnie jest się do czego odnosić i o czym dyskutować. Natomiast ja się mogę-
[01:55:04] - Mówię, że nie można już tego tak brać pod przypadek, bo to jak zaraz jak ktoś umrze, to się potem śni ta osoba, to już nie jest takie przypadkowe. Za każdym razem to jest.
[01:55:16] - Ja panu powiem: ludzki umysł jest w stanie wyprzeć każdą prawdę. Ja twierdzę, że nawet gdyby w dzisiejszych czasach Chrystus czy Budda umówił się na transmisję na żywo z jakąś wielką stacją telewizyjną, to ci, którzy by chcieli w to uwierzyć, którzy są przekonani o tym, padliby na kolanaI zrobili coś. A ci, którzy nie chcieliby w to uwierzyć, powiedzieliby, że to jest manipulacja. Wie pan, my żyjemy w takich czasach, że da się zmanipulować wszystko, więc ludzie po prostu już nawet mówię, żeby Chrystus po wodzie chodził, to powiedzą, że to jest jakiś trik, że to ktoś coś wymyślił, że to jest przebranie. Więc wie pan, my wierzymy w to, co chcemy uwierzyć. A jeżeli człowiek nie chce uwierzyć, to znajdzie milion powodów, żeby w to nie uwierzyć. Wie pan, mogą być dowody naukowe na pewne rzeczy, a i tak ten, kto nie będzie chciał wierzyć, to powie, że to jest bzdura. Więc to jest też sposób na poznanie samego siebie. To, w co wierzymy. Dlaczego w to wierzymy?
Bo z jakiego powodu? Bo kto powiedział, że tak jest? Dlaczego nas to przekonuje? Pan mnie pytał, jak rozmawiać z samym sobą. Właśnie w ten sposób. Wszystko, co się dzieje w naszym życiu, wynika z naszej potrzeby. Chęć poszukiwania wiedzy na te tematy wynika z potrzeby. Chęć pomagania ludziom wynika z naszej potrzeby. Chęć reagowania na pewne rzeczy w dany sposób wynika z naszej potrzeby. Chęć popierania takiego sposobu wysławiania się czy postępowania wynika z naszej potrzeby.
Wszystko to, co nas denerwuje, co nam przeszkadza, co nas irytuje, co nas cieszy, jest informacją o nas samych. Tylko my mówimy: „Bo my tak mamy”. Natomiast dlaczego tak mamy? Dlaczego nas to cieszy? Dlaczego nas to smuci? Dlaczego nas to złości? Tu się zaczyna rozmowa z samym sobą. To jest najprostsza forma. Dlaczego ja się denerwuję tą sytuacją? Co w niej jest takiego denerwującego?
Co mi przeszkadza? Dlaczego taka postawa drugiego człowieka działa mi na nerwy? Dlaczego oczekuję czegoś od drugiego człowieka? Dlaczego wymagam? Dlaczego ja go próbuję ocenić? Dlaczego ja mu wierzę bądź dlaczego ja mu nie wierzę? To jest rozmowa z samym sobą.
[01:57:57] - Tak.
[01:57:57] - To jest poznawanie samego siebie. Bo to wszystko świadczy o tym, jakie mamy potrzeby, jakie mamy preferencje, jakie mamy przekonania. To jest wszystko prawdą o nas samych. Wyłączając po kolei te prawdy, zmniejszamy udział naszej podświadomości w naszym życiu, a zwiększamy udział naszej świadomości, naszej duszy w naszym życiu. To o to chodzi. To jest tak jak z medytacją, panie Arkadiuszu, że medytacja to nie jest poszukiwanie, to nie są stany odmiennej świadomości, to jest dopiero później. Natomiast pierwsza rzecz, którą trzeba wykonać, to trzeba wyłączyć, wyizolować, wyciszyć naszą podświadomość. I tak samo jest z naszymi reakcjami. Pierwsza rzecz, którą musimy wyciszyć, żeby być w pewnym sensie wolnymi ludźmi, wolnymi w reagowaniu, wolnymi w myśleniu, wolnymi w poglądach, to trzeba odebrać władzę podświadomości. Wtedy stajemy się wolnymi ludźmi, przestajemy reagować odruchowo, a zaczynamy reagować tak, jak chcemy.
[01:59:08] - A jeszcze takie pytanie, czy może będą jakieś audycje związane z sytuacją na świecie i polityką?
[01:59:17] - Nie, ja się polityką nie zajmuję.
[01:59:20] - W kontekście duchowym.
[01:59:23] - W kontekście duchowym, panie Arkadiuszu, jest jedna prawda. Każdy w danym momencie swojego życia dostaje dokładnie to, co jest mu potrzebne. I w kontekście życia duchowego i rozwoju duchowego każda rzecz, która nas dotyka, powoduje rozwój naszej świadomości. I nie ma znaczenia, czy to jest rzecz dobra, czy to jest zła.
[01:59:47] - Film, książka, sytuacja na świecie, wszystko.
[01:59:50] - Każda rzecz, z którą się stykamy i przeżywamy ją w jakiś sposób emocjonalnie, zwiększa naszą świadomość.
[01:59:58] - Obojętnie czy realnie, czy nie, to też, nie?
[02:00:02] - Ważne jest, żeby powodowała jakieś emocje. I to jest doświadczenie. Jeżeli są emocje, to jest doświadczenie. Każde doświadczenie jest wkładane do schowka naszej świadomości i tyle. Więc wie pan, tak na dobrą sprawę, z punktu widzenia wyższych instancji, Boga, Stwórcy, Źródła, to co się dzieje w polityce, co się dzieje z koronawirusem, co się dzieje z finansami, nie ma żadnego znaczenia. Ważne jest, żebyśmy z tego doświadczenia wyciągnęli właściwe wnioski. I wie pan, to jest trochę tak: jeżeli dziecku powie się: „Nie rusz tego, bo nie można” i dziecko uwierzy, że czegoś tam nie można, to doświadczenie się kończy. Natomiast jeżeli dziecko to ruszy, to mówimy: „Słuchaj, mówiłem ci tyle razy, nie rusz tego. Jeżeli ruszysz to następnym razem, to nie dostaniesz kieszonkowego”. I dziecko, jeżeli na tym etapie zrezygnuje i nie ruszy danej rzeczy, to dostanie kieszonkowe.
Jeżeli nie, to nie dostanie kieszonkowego. I ojciec mówi: „Słuchaj, dwa razy cię ostrzegałem. Trzecim razem dostaniesz wpierdziel pasem w dupę” i tak dalej. Jeżeli dziecko poprzestaje na tym doświadczeniu, to nie ma pasa w dupę i następnych kar. Natomiast jeżeli zrobi to po raz trzeci-To dostanie klapa w dupę. I tak samo jest z polityką. Jeżeli my od kilkuset lat po raz kolejny wierzymy następnym grupom politycznym, opcjom politycznym, że te, co już będą teraz, to one zrobią nam dobrze, a następnie przez dwa lata ich słuchamy, a później ich nienawidzimy i nie wyciągamy z tego wniosku, że wszyscy politycy tak na dobrą sprawę robią dokładnie to samo, tylko pod różnymi hasłami i pod różnymi sztandarami i w różny sposób. To jeżeli my nie słuchamy ostrzeżeń, to dostajemy coraz większe klapsy, aż w końcu dostaniemy taki wpierdziel, że się w końcu obudzimy i powiemy dość, coś w tym trzeba zmienić, bo kolejne ekipy robią nas po prostu w konia, w trąbę i tak dalej. Więc wie pan, tu kwestia jest, kiedy ludzie coś zrozumieją, jak to dziecko. I tylko o to chodzi, w którym momencie my zrozumiemy.
[02:02:51] - Tak. Dziękuję i dobranoc.
[02:02:56] - Dzięki, dzięki panie Arkadiuszu. Pozdrawiam serdecznie. Dobrej nocy.
[02:03:00] - Dziękujemy bardzo. Ja jeszcze przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, korzystając z tej chwili po telefonie pana Arkadiusza. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów również, bo te również czytamy to 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Pączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[02:04:13] - Dziękuję panie Marku. Ja spróbuję w takim razie znaleźć ten moment, w którym zakończyłem. Ach, już mam, dobrze. Znalazłem moment, w którym zakończyłem czytać komentarze. Skończyłem tutaj na Marzenki, a Marzenka jeszcze dopisała w międzyczasie: „Bo Sławek potrafi opierniczyć, pokazuje co złe, bo człowiek normalnie po kilku dniach niepowodzenia ulega i zaprzestaje tych czy innych praktyk. Tak łatwo i lekko się poddajemy. Liczymy na innych, że oni nam zrobią i pomogą”. To, że oni nam zrobią i pomogą to jeszcze byłoby fajnie, tylko często liczymy na to, że oni za nas coś zrobią. Emobil pisze: „Aby pozyskać wiedzę z jakiejkolwiek dziedziny, trzeba mentalnie się dostroić do tego, co chcemy uzyskać i oczyścić umysł z prymitywnych przekonań. Prawdziwa nauka opiera się na prawdzie i na doświadczeniach”.
Arteroza pisze: „Ja lubię dyskusje, gdyż to rozwija horyzonty, natomiast poklepywanie po ramieniu i wychwalanie przez kogoś autora nie wnosi nic do dyskusji”. Do tego się odniosę, bo to jest też dość ciekawe podejście, że potrzeba jest dyskusji. Właśnie, bo człowiek ma taką naturę, że nie można mu powiedzieć: „Słuchaj, zrób to i to i będzie dobrze”. Nie. I dlatego błąkamy się tyle tysięcy lat, ponieważ nam nie można powiedzieć: „Słuchaj, jeżeli zrobisz tak i tak, to będzie dobrze”. Nie. My musimy się na własnej skórze przekonać, czy to jest prawda, czy to jest nieprawda. Nawet jak dostaniemy po dupie, to wtedy już wiemy, że dostaliśmy po dupie i że to nie jest prawda. Będziemy następnym mówić: „Nie rób tego, bo dostaniesz po dupie”, a następny zrobi to. Choćby był naszym najlepszym przyjacielem, najfajniejszym kolegą, to i tak to zrobi.
I tak nam nie uwierzy. Dlatego my te dyskusje, rozmowy, dywagacje, rozkminki, mówienie o swoim zdaniu, ktoś ma inne zdanie, my go przekonujemy, on przekonuje nas. Później nie pamiętamy już, o czym była dyskusja, czego dotyczył temat. Ale się nagadaliśmy, ale było burzliwie, ale było emocjonalnie, ponieważ my skupiamy w ten sposób swoje emocje, ale jednocześnie tracimy je na dyskusji i po dyskusji już nic nie zostaje. Po dyskusji już nie zostają żadne emocje, żadne siły, żadna energia, która by spowodowała to, że coś zrobimy. Nie, bo już nie mamy siły, bo już na poziomie mentalnym przekonaliśmy kogoś bądź przekonał nas. I teraz to trzeba czekać, aż się coś zmieni. I tak się kręcimy parę tysięcy lat. Marzenka pisze: „Tak Emobilku, i to przede wszystkim na własnych. Dzięki temu, że mamy taką możliwość jak dziś, że słuchamy innych na kliknięcie i dzięki temu możemy szybciej niż kiedyś dzielić się i zmieniać.
Muszę uciekać. Jeszcze godzinka medytacji. Pozdrawiam”. Ja i on pozdrawiamy ciebie. Spokojnych i owocnych życzę. XY pisze: „Dużo emocji słychać w głosie pana Sławka jak nigdy”.Arteroza pisze: „To chyba moja sprawka, te emocje.” Marzenka uspokaja: „Spokojnie, bez emocji. Wiedza pozwala wyzbyć się emocji, gdyż wszystko jest do przewidzenia i zrozumiałe.” Jak już wiele razy podkreślałem, o pewnych rzeczach mówię podniesionym, emocjonalnym głosem, żeby podnieść rangę tego wydarzenia. Bardzo często. Tak, to brzmi emocjonalnie, ale też tak ma brzmieć. Można czuć emocje, można wyrażać emocje albo można stać się emocją.
Staram się te trzy stany rozgraniczać. W tej chwili wyrażam emocje, natomiast nie jestem emocją. Nie jestem irytacją, tylko wyrażam irytację tak, żeby słowo „jestem poirytowany” było podkreślone również moją emocją wyrażoną głosem i tak dalej. Marzenka pisze: „To czekam na link do audiobookowej książki, bo nadal jej nie widzę w meandrach Paranormalium, bo jeszcze jej tam nie ma.” Mobil pisze: „Prawdziwa wiedza opiera się na obserwacji i doświadczeniu, a większość ludzi dedukuje zdobytą wiedzę, aby była kompatybilna z ich przekonaniami i światopoglądem. Cenzuruje się prawdę doświadczalną.” Bardzo ładnie napisane. Cenzuruje się prawdę doświadczalną. Psychologia i filozofia. Marzenka pisze: „Bo każdy odbiera to, co słyszy czy czyta na własnym poziomie, więc spoko, każdy dojdzie do tego we własnym czasie.” To prawda. Mobil pyta: „Moje pytanie, ile jest prawd? Bo z obiektywnej obserwacji można wpaść w paradoks.” Można.
Marzenka pisze do Arterozy: „No tu się mylisz, bo obczaj, po czym ci wszyscy mędrcy do tego doszli. Ale droga do niej jest bolesna.” Ja podziękuję jej za pisanie. Pozdrawiam wszystkich. To jeszcze chciałem uspokoić. Nie, ty byłeś przyczyną moich emocji. Przynajmniej nie jako jedyny i nie bezpośrednio. Radek pisze: „To ciekawe z tym alkoholem, aczkolwiek ja nie jestem wielkim oportunistą, ale też co miesiące, a nawet lata alkoholu do ust nie biorę i unikam imprez typu wesela. Nawet na własnej studniówce nie byłem.” Uważam, że to jest indywidualny wybór i doświadczenie każdego. Marzenka pisze: „Mobil tylko i wyłącznie jak nie jesteś siebie pewny.” Nie wiem, o co chodzi. „Na sny polecam do rozmowy telefonicznego spowiedź u egzorcysty i opowiedzenie o tym.
Powinny ustąpić.” Nie wiem, o co chodzi. Marzenka pisze: „Zawsze jak myślę o mamie czy reszcie rodziny, zaraz na drugi dzień mam telefon, więc jeśli zabraknie netu, to nie wiem, czy prędzej czy później się dogadaliśmy.” Głupie pytanie od słuchacza. Wiadomo, że po doświadczeniu. Wielu osobom coś po jakichś ciężkich doświadczeniach zdarza. Mobil pisze: „Ludzka natura, nieświadomość, chciwość, zazdrość, zemsta i dominacja. Najgorsze w tym, że media jeszcze dorzucają i tym samym pogłębiają tę toksyczną energię nieświadomości. Nieświadomość to też świadomość, tylko że działająca na innym poziomie, wymiarze. Jeśli ma się oczyszczony umysł i myśli i przekonań, to czuje się tę energię nieświadomości, która jest toksyczna i która wręcz wciąga jak gra, która działa na emocjach.” Tu się z Mobilkiem dzisiaj jakoś cały czas zgadzam tym razem. Marzenka pisze, Arteroza: „Jak uważasz, że...” A, bo tam był wątek o błędnym myśleniu. Marzenka odpisuje: „Jeżeli uważasz, że tak, to okej, ja nie neguję.
Jeśli uważasz, że możesz mnie w jakimś aspekcie poprawić, to chętnie wysłucham.” Arteroza pisze: „To nie moja intencja poprawiać. Jedynie chciałem ci napisać o faktach. Wielu z moich kompanów dostało blokadę kont za mówienie prawdy.” Iwonka pisze: „Panie Sławku, słucham i coś mi się nie zgadza. Przepraszam, ale muszę spytać, skoro sam pan pisze pan książki, to dlaczego mówi, że czytanie książek nie daje żadnej wiedzy?” Iwonko, logiczne. Oczywiście, że tak. Natomiast nie mówię, że nie daje żadnej wiedzy. Wprost przeciwnie, uważam, że wiedzę daje, ale tylko wiedzę przede wszystkim. Ja też nie mówię, że żadne książki nic nie dają. Tylko mówię o jednej rzeczy i w sumie dobrze, że pojawił się ten komentarz. Odpowiem na ten i będziemy dzisiaj kończyć.
Kochani, cały czas twierdzę, że wiedza sama w sobie jest bezużyteczna. Powtarzam to od miesięcy, że świadomość to stan emocjonalny, nie stan umysłu. I faktycznie, jeżeli ktoś ma wziąć moją czy inną książkę, przeczytać ją i nic z tym nie zrobić, to lepiej niech ją wykorzysta do podłożenia pod szafkę, żeby się nie kiwała. Będzie taki sam skutek, może nawet większy.O to przede wszystkim chodzi. Iwonko oraz wszyscy kochani słuchacze. Zdobywamy wiedzę po coś. Jeżeli googlamy na przykład: jak naprawić telefon, to po to, żeby naprawić telefon. Jeżeli ktoś googla: jak naprawić iPhone'a, a nie ma iPhone'a, to jak w waszym odczuciu zakwalifikować tą wiedzę? Jako wiedzę bezużyteczną. Jak kiedyś będzie miał iPhone'a to będzie już wiedział, pod warunkiem, że nie zapomni.
Jak robimy prawo jazdy i nie jeździmy samochodem, to z czasem zatracamy umiejętność i musimy zaczynać wszystko od zera. Więc ja mówię: sięgajcie po wiedzę, która jest wam potrzebna do tego, żeby coś zmienić w swoim życiu i nie poziom swojej wiedzy, tylko coś konkretnego zmienić. Rozwój duchowy to jest zmiana postępowania. Zrozumienie sensu danego doświadczenia. Zrozumienie, co nas pcha do takiego postępowania, jaka potrzeba świadoma bądź nieświadoma pcha nas do takiego postępowania i wyeliminowania tej potrzeby ze swojego życia. I zmiana swojego postępowania. Taki jest proces, taki jest sens zdobywania wiedzy o duchowości, żeby zmienić coś w swoim życiu. Natomiast jeżeli robimy to na okrągło, podpieramy się książkami, cytatami, a nic w życiu się nie zmieniamy, to dla mnie to jest bez sensu. Nie, każdy ma swój proces rozwoju. Natomiast ja twierdzę, że to będzie trwało aż do tego momentu, aż dostaniemy klapsa w dupę.
Moją intencją było przekazywanie wiedzy, napisanie książki czy robienie czegokolwiek po to, żeby w pewnym sensie, jeżeli ktoś tylko będzie chciał, uchronić go przed klapsem w dupę. Bo ja to powiedziałem. Z moją osobą, z moją książką czy bez mojej książki, bez mojego kanału i bez moich audycji każdy proces rozwoju świadomości żadnego z was się nie zakończy, nie stanie. On będzie trwał dalej. Tylko dla mnie jest pytanie: poprzez jakie doświadczenia chcecie zdobywać, budować swoją świadomość? To jest jedyne pytanie, które ja zadaję. Jeżeli chcecie i jeżeli człowiek mi mówi: ja chcę budować swoją świadomość według swojego sposobu, systemu, to ja mówię: okej, twoje życie, twoja droga, twój sposób, twój system, twoje doświadczenia, twoje klapsy bądź twoje sukcesy. Nic mi do tego. Ja nigdy nikogo nie przekonuję i tylko po to tu jestem. Nie przypisuję sobie prawa bądź jakichś nadprzyrodzonych umiejętności, żeby pomóc komukolwiek uniknąć doświadczeń.
Nie, nie mam takiego prawa. Nie mam takiej mocy, nie mam takiej możliwości. Jedyne, co mogę zrobić, to pomóc zrozumieć te doświadczenia, przez jakie ktoś przeszedł, spróbować wyciągnąć z nich wnioski i uniknąć kolejnych, jeszcze bardziej bolesnych. To jest jedyna rzecz, którą mogę dla was zrobić. To jest rzecz, którą mogę zrobić, którą mogę pomóc wam zrobić. O to chodzi. Tylko o to mi chodzi, że jeżeli już pojawił się jeden klaps, to żeby można było uniknąć drugiego poprzez zrozumienie samego siebie. Poprzez zrozumienie, dlaczego tak postąpiłem i co powinienem poprawić, żeby nie dostać drugiego klapsa albo trzeciego, albo czwartego, albo piątego. Natomiast jeżeli ktoś mi mówi: ja wierzę w to, co wierzę i chcę żyć według tych poglądów, w które ja wierzę. Mówię: twoja wola i tyle.
I dla mnie sens zdobywania, poszerzania swojej wiedzy po to, żeby przyoszczędzić sobie klapsów albo sprawić, żeby życie było troszeczkę lżejsze, troszeczkę przyjemniejsze i troszeczkę bardziej szczęśliwe ma sens. Natomiast spieranie się o wiedzę, której nikt nigdy nie będzie chciał wcielić w życie, jest stratą czasu dla mnie osobiście. Natomiast jeżeli ktoś ma ochotę dyskutować, pisać elaboraty, kłócić się, przeżywać, dyskutować o czymś, czego nigdy w życiu nie zamierza wprowadzić w życie, to jego wola. Natomiast jeżeli ja mam prowadzić takie dyskusje i ode mnie oczekujecie, że ja takie dyskusje będę z wami prowadził, to ja mam prawo powiedzieć wam „nie”, bo to jest, kochani, mój czas i ja mam prawo dysponować swoim czasem i poświęcać go na to, na co chcę go poświęcać. Dlatego czasami dochodzę do wniosku, że w niektórych przypadkach to jest właśnie ta strata czasu, że ja tu gadam, opowiadam, a i tak mówię o rzeczach, których nikt nigdy nie zamierza wprowadzić w życie. To po co? To mi jest szkoda czasu. Jeżeli wam nie jest szkoda tego czasu, to nie. Natomiast mi jest tego czasu szkoda i tyle. Mogę go poświęcić na coś zupełnie innego.
Może na jakieś rzeczy, które będę chciał wprowadzić w życie. Więc warto jest się zastanowić chociażby, po co słucha się moich audycji. I o to też was, kochani, dzisiaj przy okazji tej setnej audycji bardzo proszę. Zastanówcie się, po co słuchacie moich audycji. Jeżeli tylko po to-Żeby porównywać moją wiedzę z wiedzą innych ludzi, oceniać mój sposób wysławiania się, budowania zdań, ślapania, mlaskania bądź nie. Czy jest w tym więcej sensu, czy jest w tym więcej merytoryki? Czy się zgadza, czy się nie zgadza? To mi jest na to szkoda czasu. Natomiast jeżeli są osoby, na szczęście słyszę. Na szczęście dzisiaj Marzenka powiedziała mi wyraźnie, że coś w jej życiu na skutek tego, co ja mówię, się zadziało.
Czy od czasu do czasu coś się zadzieje, jak odtwarzę audycję. Więc jeżeli są ludzie, którzy wykorzystują to, co mówię do tego, żeby swoje życie w jakiś sposób poprawiać, coś wcielać w życie, coś z tą wiedzą robić, to ja się piszę dalej, róbmy to dalej. Natomiast jeżeli to ma być kolejna audycja, wiedza dla wiedzy, informacja dla informacji, będzie o czym przy kawie podyskutować, to nie. To ja się zajmę czymś innym, kochani, naprawdę. I dlatego proszę was wyraźnie o informację, czy robimy tę audycję po to, żeby coś w swoim życiu zmieniać, czy po to, żeby było o czym pogadać. Ja jestem zawsze za tymi, którzy czegoś chcą, którzy chcą coś zmieniać. Dla ludzi, którzy chcą tylko pogadać o swoim problemie, opowiedzieć mi o nim, pochwalić się nim, poprzeżywać go, zrzucić, przerzucić, wyrzygać się na kogoś ze swoimi problemami, nie daję zgody. I mówię wyraźnie przy setnej audycji: robię tę audycję dla ludzi, którzy chcą dokonywać zmian w swoim życiu. Jak za wygadanie się u psychoterapeuty trzeba zapłacić pieniądze. Więc bardzo proszę was, kochani, o informację do mnie, co robimy dalej.
Czy chcecie dokonywać zmian, czy chcecie tylko posiedzieć i ze mną podyskutować o poglądach, o czymś tam? Mam nadzieję, że ta pierwsza część audycji była bardziej emocjonalna. Natomiast tak jak powiedziałem, kochani, ja też mam swoją może nie cierpliwość, ale wrażliwość. Wywaliłem dzisiaj dość dużą cząstkę siebie, tą obecną i tą sprzed 20 lat czy tam jakiegoś okresu czasu. I tyle. Nigdy nie mam gwarancji, co ktoś z tą informacją zrobi, ale mam nadzieję, że znajdzie się przynajmniej parę osób, które właściwie odczyta intencję, którą wyraziłem na samym początku i prośbę też, którą wyraziłem na samym początku audycji. I tyle. Kochani, nie będę czytał już tych komentarzy do końca. A tutaj jeszcze coś mam. Marzenka jeszcze parę miłych słów napisała.
Bardzo ci dziękuję nieustannie. Kochani, kończymy dzisiejszą audycję. Zleciały się trzy godzinki z jakimiś tam krótkimi przerwami. Za tydzień zapowiedziany temat. Jestem już umówiony z przemiłą panią, więc myślę, że troszeczkę zmienimy emocjonalność na bardziej sprawy praktyczne, więc może to w jakiś sposób was zainteresuje. Także za dzisiaj wam, kochani, bardzo dziękuję. Trzymajcie się cieplutko. I tyle. Do usłyszenia za tydzień. Mam nadzieję, że z troszeczkę, nie ukrywam, moim innym nastawieniem.
Dobra, żeby tego nie przedłużać. Trzymajcie się. Dziękuję za dzisiaj. Dobrej nocy. Pozdrawiam serdecznie.
[02:24:25] - A mówił do was, jak zawsze, gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie i nieustająco zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można szukać przeznaczenia, czyli po co człowiekowi dusza?”. Miejmy nadzieję, że Audioteka tym razem odpowie szybciej niż wydawnictwo Złote Myśli w zeszłym roku. Nie będą się tak ociągać z odpowiedzią na mojego maila. Miejmy nadzieję, że uda się szybko udostępnić w Audiotece między innymi, ale chyba nie tylko, audiobooka z książką pana Sławka. Zachęcamy także do zasubskrybowania kanału pana Sławka Bączkowskiego na YouTube o tytule takim samym jak nasza audycja „Świat oczami duszy”. I do polajkowania jego fanpage'a na Facebooku. No i cóż, dzisiaj już kończymy powolutku nadawanie audycji. Jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę.
Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień na żywo w poniedziałek o 20:00 na antenie Radia Paranormalium.
[02:25:39] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl