Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Poniedziałek, 25 stycznia 2021 roku. Minęła przed chwilą godzina 20.00 na naszym zegarze, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy” na żywo. Dziś odcinek bardzo szczególny, bo z gościem. Dyskusja będzie się toczyła wokół regresingu, a gościem będzie Sabina Wolter, która sama o sobie mówi krótko: Boss Lady, RTT i hipnoza. Audycję jak zawsze poprowadzi pan Sławomir Bączkowski, gospodarz audycji „Świat oczami duszy”. Ja nazywam się Marek Sęk "Ivellios" i słychać już chyba, że pan Sławek i pani Sabina są już, czekają po drugiej stronie połączenia internetowego. Ja jeszcze tylko podam kontakty do Radia Paranormalium.
Dzwonić będzie można w drugiej części audycji, ale zapisać można już teraz sobie numery do Radia Paranormalium. Nasze numery to oczywiście jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów również to 536 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas cały czas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania i komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, pani Sabino, oddaję wam głos.
[02:17] - Dziękujemy panie Marku.
[02:19] - Dziękujemy.
[02:21] - Chciałem w imieniu Sabiny podziękować, ale zdążyła się wbić sama z podziękowaniami. Zanim przejdę do tematu naszej audycji, postaram się to zrobić jak najszybciej, to po pierwsze bardzo dziękuję, że zgodziłaś się wziąć udział w naszej audycji i coś tam słuchaczom poopowiadać z pierwszej ręki.
[02:47] - Dziękuję.
[02:48] - O tym, czym się zajmujesz i tak ogólnie. Zresztą zobaczymy, jakie tematy uda nam się dzisiaj i zdążymy poruszyć. Ja natomiast muszę na chwileczkę wrócić do poprzedniej audycji, setnej bądź co bądź, bo dotarły do mnie różne głosy, między innymi podejrzenia o jakąś nadmierną emocjonalność w zeszłym odcinku. Więc chciałem zdementować, że nic takiego nie miało w moich emocjach miejsca. I żeby było też na potwierdzenie tego, powtórzę dokładnie to samo, co powiedziałem w poprzedniej audycji. Od stu audycji próbuję powiedzieć jedną rzecz: że świadomość i rozwój duchowy to jest dokonywanie zmian. Nie zdobywanie wiedzy, nie uczenie się, nie czytanie, nie chwalenie się tą wiedzą, tylko konkretne dokonywanie zmian. Zmian przede wszystkim w samym sobie, co oczywiście nie jest rzeczą prostą, łatwą i często również może nie do końca przyjemną. Natomiast żeby troszeczkę, kochani, wam ten proces ułatwić albo podpowiedzieć, jak to można zrobić, jest właśnie dzisiaj z nami Sabina, która za chwileczkę sama o sobie powie ciutkie więcej, czym się zajmuje, bo to dla mnie jest w dalszym ciągu troszeczkę ciemna magia. Chociaż nie ukrywam, że parę rozmów żeśmy przeprowadzili na ten temat.
Też się chciałem w to troszeczkę bardziej wgryźć. My z Sabiną spotkaliśmy się oczywiście niedawno przez przypadek w internecie, jak zwykle przez przypadek. I ten przypadek zaowocował tym, że Sabina jest z nami. Więc moja droga, mam do ciebie prośbę. To, co ja robię, to słuchacze doskonale wiedzą. Natomiast powiedz naszym słuchaczom, czym ty się aktualnie zajmujesz i co możesz zaproponować innym ludziom ze swojej wiedzy i doświadczenia.
[05:06] - Bardzo piękne pytanie. Dziękuję bardzo za nie. Ale zanim przejdę do odpowiedzi, to chciałam bardzo serdecznie, z całego serducha ciepło podziękować za zaproszenie. Dla mnie to jest niezwykłe wyróżnienie i przypadek nie przypadek, że się spotkaliśmy w internecie.
[05:25] - Nie było możliwości pokazania cudzysłowia, wiesz? Dlatego.
[05:30] - Tak, to jest ten problem czasami z tym, że się mówi, a nie pisze pewnych rzeczy. Ale już żarty może teraz na bok, przechodzimy do poważnych rzeczy. Spytałeś się mnie, czym ja się aktualnie zajmuję. Zajmuję się hipnozą. Zajmuję się terapią RTT, Rapid Transformational Therapy. Jest to metoda terapeutyczna oparta w dużej mierze na hipnozie. Hipnoza jest takim głównym narzędziem ku temu, żeby pozwolić nam wejśćW ten stan umysłu, który jednocześnie pozwoli nam zobaczyć co, gdzie, na jakim etapie i w jaki sposób stało się, doświadczyło nas i ukształtowało w jakiś sposób. Zawsze punktem wyjściowym jest to, żeby wejść w stan emocjonalny, jaki towarzyszył doświadczeniu, bo to nie ma znaczenia często, jakie doświadczenie nas ukształtowało. Choć lubimy to oceniać, na przykład kiedy myślimy sobie o biednych dzieciach w Afryce, to z miejsca mamy obraz raczej budzący żal. A kiedy myślimy o ludziach na przykład z Korei Południowej, to myślimy sobie: „Tam jest raczej spokojniej”.
A jednocześnie tak naprawdę i w jednym, i w drugim kraju, w krajach różni ludzie przechodzą przez bardzo podobne, jeśli nie te same emocje. Źródłem wszelkich rzeczy, jakie nas trzymają, są właśnie te emocje, które w jakiś sposób powstały na skutek doświadczenia, nie zostały odpowiednio przepracowane, nie zostały w odpowiedni sposób zneutralizowane i teraz nas trzymają, bo z kolei na ich podstawie wytworzyły się przekonania, które potem determinują nasze decyzje. Zawsze podczas sesji odwołuję się bezpośrednio do przyczyny miejsca tego doświadczenia, tej pierwszej chwili, która na przykład wzbudziła, dajmy na to, lęk przed pająkami. Dzisiaj na przykład miałam bardzo ciekawą, interesującą sesję z jedną panią, która kompletnie nie wierzy w siebie. Całkowicie była zamknięta na wszystko. Źródłem tego przekonania, jej lęku, braku wiary w siebie było to, że jak miała trzy latka, to jej rodzice byli bardzo zaabsorbowani tym, że stracili dziecko. Ona jako trzylatka nie rozumiała kompletnie tego, co się dzieje, ale odczuła to ich odsunięcie od siebie jako odrzucenie jej i poczuła wtedy, tutaj pozwolę sobie zacytować to, jak to sobie zapisała wtedy, jak miała trzy latka, że „skoro moi własni rodzice nie chcą mnie kochać tak, jak ja tego chcę, to coś jest ze mną nie tak. A skoro coś jest ze mną nie tak, to nie zasługuję na dobro”. Tego rodzaju przekonania kierowały jej całym życiem do czasu, aż poznała ich źródło. Poznanie tego źródła to był pierwszy krok, a drugi, co bardzo cenię w terapii, którą uprawiam, sam regres do tych stan to jest pierwsza rzecz, to jest 30% całej głębokiej zabawy.
Zabawy powiedziałam, ale pracy bardziej może w ten deseń.
[08:50] - Wolę określenie zabawa. Ja osobiście.
[08:56] - Ja może z mojej perspektywy osoby, która to rzeczywiście robi. Dla mnie to jest pasja na przykład, ale jeśli połączyć rzeczywiście pracę z zabawą, to wyjdzie z tego pasja, jeśli miałabym to jakoś teraz sprowadzić do wspólnego mianownika. Ale teraz już koniec dygresji. Drugą bardzo ważną częścią terapii, którą uprawiam, jest to, żeby pokazać człowiekowi, że te wszystkie rzeczy, te wszystkie doświadczenia, te emocje, przede wszystkim te przekonania, one nie są nim. One są częścią jego, one są częścią jego całości. Ale ta całość, ona jest pełniejsza, ona jest znacznie większa i trzeba się na nią otworzyć. Teraz, kiedy jest się już osobą dorosłą i chce się nad sobą pracować, to jest się więcej niż chętnym, żeby zostawić to, co nam nie służy. To jest zawsze piękny aspekt każdej sesji. Widzę, jak ludzie wgłębiają się najpierw właśnie w ciężkie wspomnienia. Ciężkie wspomnienia z perspektywy dziecka, które nie rozumie, nie wiedziało lepiej, nikt mu nie wytłumaczył i zostało pozostawione same sobie z tym, co odczuło.
Teraz, kiedy są dorośli, kiedy chcą się uwolnić od tego, co ich trzyma, co ich sabotuje, boli, wprawia w cierpienie, widzą wyraźnie cały ten kontekst. „To nie była moja wina. To nie jest coś ze mną nie tak. To jest tylko jakiś wycinek czegoś, czego nie widziałam. To jest coś, co spowodowało, że poczułam się tak źle. Ale tak naprawdę to moi rodzice czuli się źle ze sobą, a ja to odebrałam jako własne”. I ten moment jest naprawdę cudowny. I potem właśnie, tak? Chciałeś coś powiedzieć?
[10:40] - Tak, bo ja się boję, że ty za chwilę wyczerpiesz temat i nie będziemy mieli przez następne 50 minut o czym rozmawiać, wiesz?
[10:46] - Przepraszam.
[10:48] - Nie, ja chciałbym dwa aspekty poruszyć z tego, co powiedziałaś, bo to, co pamiętam z naszej pierwszej rozmowy, może nie zelektryzowało mnie, ale zwróciło moją uwagę i wymagało wyjaśnienia. Czyli słowo hipnoza. Pamiętasz, jak żeśmy rozmawiali? Bo ja też pierwsze skojarzenie z hipnozą, tak jak też pewnie większość ludzi ma, to jest, że wprowadzasz człowieka w stan, w którym on nie jest zupełnie świadomy tego, co się wokół niego dzieje i bez jego wiedzy i udziału robisz z nim, co chcesz.
[11:33] - Bardzo dziękuję za to, że przypomniałeś akurat tę kwestię.
[11:37] - Bo ona jest dość ważna, tak? Bo za chwilę-
[11:41] - Tak, rozumiem. Żeby było jasne, to też oczywiście, jeżeli się gdzieś zagalopuję, to po prostu zwróć mi uwagę i oczywiście wrócimy na główny tor. Bardzo często, jeżeli nie zawsze, kiedy rozmawiam z kimś, kto jest zainteresowany terapią, którą prowadzę, zawsze pada to pytanie: „A ta hipnoza to co? To ja ci oddam kontrolę nad sobą?” Nie, to tak nie działa. Gdyby tak było, to ja bym pewnie już nie mieszkała w Polsce. Podejrzewam, że miałabym kilka domów. Nie, no żartuję. A może w sumie? Nie, powiem tak: tego nie uczą w szkołach terapii. Myślę, że tego też się nie uczy hipnotyzerów scenicznych.
Rozróżnijmy też wyraźnie hipnozę kliniczną od hipnozy scenicznej. Hipnoza sceniczna — powiem szczerze, nie wiem, jak to się robi, ale ludzie, którzy zajmują się hipnozą wiedzą, kto jest bardziej podatny, kto jest bardziej otwarty na sugestie. Hipnotyzer sceniczny, rozrywkowy po prostu to widzi i wybiera takich ludzi na scenę. Oni potem rzeczywiście się zabawnie zachowują. Ale hipnoza kliniczna jest czymś zupełnie innym. To jest najważniejsze rozróżnienie, które chciałabym teraz wprowadzić. To nie jest tak, że nagle ja, jako osoba prowadząca, mam kontrolę nad umysłem tego, kto poddaje się temu. To jest zupełnie odwrotnie. Ta osoba, która poddaje się hipnozie, teraz wreszcie ma kontrolę nad własnym umysłem i jest świadoma wszystkiego, co się dzieje. Wszystko się pamięta, wszystko się ogarnia.
Hipnoza to nie jest jakiś dziki trans. To nie jest bujanie nie wiadomo w jakim wymiarze. To nie jest jakieś odcięcie. To jest bardzo naturalny stan, w jakim jesteśmy codziennie. Tylko wchodzimy w to świadomie tym razem.
[13:45] - Dobrze. Bardzo się cieszę, bo bardzo mi zależało, żeby te słowa padły. Ja miałem swoje przygody — w audycjach mówiłem o regresingu, mówiąc, że jednak trzeba być w pewnym sensie ostrożnym i gotowym na to, żeby się na coś takiego zdecydować. W moim osobistym przekonaniu trzeba mieć świadomość tego, na co się człowiek pisze. Dlatego też chciałem, żebyśmy tu nie wystraszyli słuchaczy tym, że zgłoszą się do ciebie, ty zrobisz czary-mary i będą jakieś dziwne rzeczy. Dlatego bardzo mi zależało, żeby padło to określenie, że podczas twoich sesji wszyscy twoi pacjenci — nie chcę użyć tego słowa — ludzie, którymi się zajmujesz, są w pełni świadomi tego, co się wokół nich dzieje i nie ma czegoś takiego, że jest dziura w pamięci.
[14:54] - Nie, to jest niemożliwe po prostu. Wszyscy tak naprawdę zawsze doskonale wiedzą, doskonale pamiętają całą sesję. To jest dla nich bardzo intensywne, bardzo niezwykłe przeżycie. O sesji później się dyskutuje. Ja potem uwielbiam z nimi wracać do rozmowy, jak się czują, jak się mają, jakie mają nowe przemyślenia na temat tego, co się stało. To są naprawdę inspirujące, piękne rozmowy. Oni są zaskoczeni w ogóle, jak ich wprowadzę w hipnozę, co jest bardzo szybkim procesem. Dla mnie wprowadzenie w hipnozę człowieka to jest od dwóch do czterech minut. Oni na przykład potem mówią: „O kurczę, ja nawet nie czułam, że ja jestem w tej hipnozie”. Ale to często bierze się z mylnego przekonania, że to jest jakieś lewitowanie, odlot, jakiś dziwny trans.
Nie, to nie jest tak.
[15:56] - Może na to byś miała więcej chętnych jakbyś takie odloty robiła. Może byłoby więcej chętnych.
[16:01] - Kiedyś miałam bardzo fascynujące zapytanie, czy regresing może cofnąć do przyjemnego doświadczenia. Ja powiedziałam, że tak. Część klientów faktycznie cofa się do wspomnień, które były bardzo przyjemne. Kiedy szukają na przykład czegoś, co było traumatyczne z kolei, a cofają się do wydarzeń, które były przyjemne. Mówię: „Oczywiście”. Natomiast ta osoba potem dopytała: „A możesz na przykład mnie cofnąć, żebym ciągle czuł orgazm?” Ja powiedziałam: „Z takimi pytaniami to chyba nie do mnie jednak. Bardzo przepraszam. Chciałabym też umieć takie rzeczy, ale to tak się nie da”.
[16:41] - Ja słyszałem, że to seksuolog się chyba czymś takim zajmuje.
[16:47] - Nie bardzo. Na pewno chodzi o to, żeby otworzyć kogoś na to, żeby przyjmował tę rozkosz, bo jednak rozkosz fizyczna jest poddaniem, kompletnym oddaniem swojego ciała i najwyższym aspektem bliskości. A to trzeba umieć. Trzeba naprawdę umieć się otworzyć na taką głęboką intymność i bliskość z samym sobą przede wszystkim w pierwszej kolejności, żeby stworzyć coś pięknego, unikalnego z drugim człowiekiem. Dla mnie to jest naprawdę piękna, fantastyczna fuzja dwóch dusz w jednym momencie. Na ten temat też mogłabym dużo mówić, natomiast teraz chyba nie o to chodzi.
[17:32] - Tak jest. Wróćmy do mojego drugiego aspektu, który poruszyłaś na samym początku, bo dla mnie to też jest bardzo istotne z mojego punktu widzenia. Powiedziałaś o tym, że bardzo często ludzie podczas sesji wchodzą w sytuacje, w których docierają do sedna, do momentu powstania jakiejś emocji, na podstawie której później budujemy swoje przekonania i tak dalej, i później staje się to częścią naszego życia, zupełnie automatyczną i całkowicie dla nas prawidłową.Natomiast ty z tego, co my żeśmy rozmawiali, to masz dużo doświadczeń z ludźmi, którzy szukają przyczyny swojego postępowania, zachowania, blokad, przeróżnych ograniczeń w tym wcieleniu, prawda? Najczęściej jest to okres dzieciństwa, czyli znowu z mojego punktu widzenia istotne jest, żebyśmy zrozumieli to, że dziecko rozumuje zupełnie inaczej. I ty najprawdopodobniej z tego przynajmniej, co rozmawialiśmy, pozwalasz ludziom spojrzeć na to, co dla dziecka było niezrozumiałe. Bo często są tu właśnie sytuacje, w których nikt temu dziecku nie wytłumaczy, że ta awantura nie dotyczy ciebie, dziecko. To nie ty jesteś przyczyną, tylko przyczyną jest to, że my mamy problemy finansowe. A przy okazji na przykład tego, że ty sobie zapłakałaś, po prostu pękła jakaś bańka, przelała się czara goryczy i doszło do awantury. Dziecko tego nie rozumie. Nie rozumie tych wszystkich aspektów okołożyciowych.
Nie rozumie, bo nie ma prawa, bo nie wie, co to są pieniądze, co to są problemy, co to są nieprzespane noce, co to są stresy, co to są wymagania szefa w pracy, co to są nieporozumienia w małżeństwie. Dziecko tego nie rozumie, prawda?
[19:43] - Oczywiście.
[19:44] - I interpretuje to na tyle, na ile dziecko potrafi. A ty pozwalasz ludziom spojrzeć na to już z perspektywy człowieka dorosłego, świadomego, który zupełnie inaczej już tą sytuację rozumie, prawda?
[20:03] - Który chce dojrzeć i nabrać neutralności wobec niej. Tak, właśnie o to chodzi.
[20:10] - I czy w twoim przekonaniu to jest właśnie klucz do sukcesu w tym, że ludzie się odblokowują, że mogą spojrzeć na daną sytuację właśnie już z inną świadomością, z innej perspektywy? Myślisz, że to jest...?
[20:28] - To jest bardzo ciekawe pytanie i gdybym miała odpowiedzieć na nie generalizując, to powiem tak. I teraz chciałabym też może rozwinąć to trochę, bo w dużej mierze chodzi szczególnie o to, że jeżeli chcemy rzeczywiście korzystać z życia tak, jak nam się wydaje, że możemy i chcemy się na to otworzyć i potrafimy to sobie zwizualizować, widzimy, jak widzą inni i nie czujemy już na przykład tej zazdrości, ale bardziej inspirację. Czujemy też taką pokorę wobec siebie samych, że to my musimy tak naprawdę przejść przez pewien etap, żeby otworzyć się w pełni. Bo to też jest ważne. Nie każdy i nie na każdym etapie rozwoju potrafi przyjąć pewne rzeczy, ale kiedy dojrzewamy do tego, żeby faktycznie otworzyć się w pełni, to kluczem do tego jest nabranie neutralności wobec wszystkiego, co dzieje się wokół, bo to nie świadczy o nas w żaden sposób. Nasza wartość jest niezmierzona i bezwzględna bez względu na to, co się dzieje dookoła. I cokolwiek by się nie działo, to trzeba zawsze pamiętać właśnie, że ja jako człowiek jestem sobą i jestem esencją czegoś doskonałego, bez względu na to, co się dzieje dookoła. Ja wiem, że to są duże słowa, ale to nie są też słowa, które wskazują na jakąś arogancję. To są słowa, które jednak wynikają z tego, że wiem, kim jestem i wiem, że jako taka jednostka jestem też w stanie pomóc, pokazać i w jakiś sposób poprowadzić też innych ludzi ku temu, żeby oni sami też to dojrzeli w sobie. To jest akurat bardzo piękna intencja i tak uściślając już całkowicie, to takim kluczem faktycznie do tego, żeby uwolnić się od tego, co nas trzyma i otworzyć się w pełni na właśnie sukces, miłość, bogactwo, przyjemność, to jest właśnie poczucie, że jesteśmy neutralni wobec wszystkiego, co się dzieje.
Położeni nad emocjami, które dzieją się w naszych ciałach i w naszych umysłach, potrafiąc je nazwać, ale też nie dając się im porwać, nie mówiąc na przykład, że jestem wściekły, że jestem zły, albo kierując na drugą stronę z kolei: ty coś tam. Nie będę mówić brzydkich słów. Ale jak mogłeś, jak mogłaś.
[22:55] - Zabronione jest.
[22:57] - Oczywiście. Nie, bo to zawsze my mamy trochę problem z emocjami naszymi. Ale jeżeli potrafimy postawić się w tej takiej zdrowej neutralności i powiedzieć wprost: „Jestem szczęśliwym, spełnionym człowiekiem, ale chwilowo mieszka we mnie smutek”. I nieważne, ile ta chwila trwa, jeden wieczór czy pięć lat po stracie kogoś bliskiego. Jestem szczęśliwym, spełnionym człowiekiem, w którym mieszka coś, co teraz go w jakiś sposób może rozstraja i komunikuje to do ludzi. To już samo z siebie jest wyrazem głębokiego szacunku do siebie samego, głębokiej miłości do siebie samego. I też wzbudza to samo u innych ludzi, bo doświadczamy tego, czym jesteśmy. Doświadczamy dokładnie to, czym jesteśmy w istocie i pięknie opisał to Michael Beckwith, tłumacząc, że prawo przyciągania jako takie jest trochę źle rozumiane, bo to nie jest tak, że pomyślę na przykład o rowerze na chodniku i on tam będzie. To jest bardziej prawo rezonansu, że przyciągamy do siebie dokładnie to, czym jesteśmy w istocie.
[24:02] - W sensie emocjonalnym.
[24:05] - Dokładnie. Więc jeżeli nie czujemy się jako ludzie spełnieni, jako ludzie bogaci, ludzie, którzy są pełni miłości i oddania i bliskości, intymności w każdej relacji, w jakiej się znajdują, bez względu na emocje, jakie w nich siedzą.To będziemy doświadczać braku. Będziemy doświadczać czegoś, co nas trzyma. Będziemy doświadczać dokładnie tego, czego chcemy unikać. Co jest ironiczne generalnie, ale tak niestety to już wygląda. Dlatego praca takich ludzi jak ja polega w dużej mierze na tym, żeby pomóc ludziom stanąć w tej neutralnej pozycji. Pokazać im, że to oni kierują swoim życiem, że tak jak oni kiedyś wpuścili coś do siebie i teraz kierowało ich życiem, tak oni sami mogą to rozpoznać teraz, zrozumieć i po prostu puścić. I nie zapomnieć, nie wyprzeć, nie wymazać, tylko objąć w całości. Tak jak właśnie te skrzywdzone dzieci, którymi byli.
[25:08] - Ja to nazywam: poznać emocje, zrozumieć emocje, ale nie stać się emocją.
[25:15] - Dokładnie.
[25:17] - Tak sobie to kiedyś wykoncypowałem, że można mówić o emocjach, trzeba mówić o emocjach, ale można mówić o złości, można mówić o tym, że się ma żal. Można mówić, że się jest zdenerwowanym. Natomiast, żeby nie stawać się tą emocją, żeby nie żyć tą emocją, tylko po prostu zarejestrować, że ona istnieje. Coś w tym stylu.
[25:51] - Chciałam powiedzieć taką bardzo krótką anegdotkę.
[25:53] - Dawaj, bardzo proszę.
[25:56] - Kiedy ja się nauczyłam rozpoznawać, co się we mnie dzieje i komunikować to konkretnie, to jak ja się zmieniłam, to moje otoczenie też odrobinę inaczej już na mnie reagowało. I pamiętam taki jeden dzień wróciłam, jeszcze wówczas z mojej regularnej pracy do domu i byłam naprawdę wściekła, ale tak wściekła, że bym po prostu zabijała tym po maczetą. I widzę, że w zlewie są naczynia, których nie pozmywał mój ukochany. On przychodzi do mnie, się mnie pyta, co tam, jak tam? A ja na niego fukam: „Jestem taka zła i jestem taka wściekła, zabijałabym i w ogóle. To jest okropne. Ten dzień jest do bani. Ja się czuję po prostu, jakby mnie coś przejechało i wypluło i w ogóle”. On tak stanął naprzeciwko mnie, spojrzał się na mnie, przechyłił głowę w lewo i powiedział: „O, taka jesteś wydolność zła”. Po prostu kompletnie mnie rozbroił.
Ja pięć minut później już się tylko śmiałam. Myślę, że wtedy akurat modelowo to wyraziłam, a on to rozbroił. Pomógł mi z tym świetnie. Ale myślę, że też o to chodzi, żeby się dobrze rozumieć.
[27:02] - Fajnie jest mieć obok siebie właśnie taką osobę, która potrafi zareagować i wpłynąć w jakiś sposób na nas, żebyśmy się tam nie zapętlili. Bo to zazwyczaj powoduje takie zapętlenie, że to już jak się zaczyna, to jest efekt kuli śnieżnej i ciężko to później wyhamować. Ale myślę, że też fajnie jest mieć na swoim własnym wyposażeniu jakieś narzędzie, które w razie czego, jak już nikogo nie będzie, to zanim kogoś zamordujemy, pozwoli nam złapać ten dystans do całej sytuacji. Jednak powiedzieć: „Okej, maczeta idzie na ścianę, niech sobie tam dalej wisi i nigdy w życiu się nie przyda”. Przynajmniej tak zrozumiałem, że jeżeli uwalniamy z siebie podczas nawet chociażby twoich sesji, uwalniamy z siebie te negatywne potrzeby. Bo ja na tyle, na ile zrozumiałem cały mechanizm funkcjonowania naszych emocji, to wszystko, co się dzieje w naszym życiu wynika z naszej potrzeby. Nawet bycie ofiarą czy bycie nieszczęśliwym jest naszą potrzebą. Inaczej nie znalazłoby to swojego zmaterializowania w naszym życiu. Nie wybralibyśmy napastnika na swojego partnera, gdybyśmy nie mieli potrzeby bycia ofiarą, prawda? Czy z twojego punktu widzenia, czy z twoich sesji też taki wniosek mogłabyś potwierdzić, rozwinąć, zanegować czy coś takiego?
[28:54] - Interesujące pytanie akurat z takim podejściem do kwestii potrzeb.
[29:00] - Ja wiem, że słowo jest trochę przewrotne, inaczej nam się kojarzy.
[29:06] - Jeśli ja bym odwołała się bezpośrednio właśnie do tego, czego już doświadczyłam, czego się dowiedziałam też z sesji z tymi cudownymi ludźmi, z którymi miałam ten zaszczyt pracować, to taką najbardziej podstawową potrzebą, jaką wszyscy czujemy od chwili, kiedy przechodzimy na świat, od chwili, zanim jeszcze praktycznie przejdziemy na świat, bo niektóre sesje też polegają na tym, że odwołuje się do scen, zanim jeszcze się człowiek urodził. To jest mega ciekawy temat, ale może nie teraz. Natomiast taką podstawową potrzebą jest to, że chcemy czuć połączenie z ludźmi. Moja mentorka mawia: „We are wired for connection and to avoid rejection”. I w takim układzie jesteśmy uzwyczajeni ku temu, żebyśmy szukali połączeń, bliskich połączeń, intymności i miłości z ludźmi. Bo nie oszukujmy się, ale jesteśmy jednak stadni i jeszcze dajmy na to 12 tysięcy lat temu, 15 tysięcy lat temu, jeżeli ktoś nas wykluczył ze społeczności, to pewna śmierć. Jeśli ktoś rzeczywiście się znalazł, który przeżył coś takiego i połączył się z inną społecznością, która go przyjęła, to on miał tyle strachu w sobie, że w genach przekazał po prostu to dalej. „Nie, nie chcemy być wykluczeni, bo inaczej to może oznaczać dla nas coś bardzo złego”.I malutkie dzieci bardzo często w moich sesjach, tych regresjach, dotyczą scen od chwili uzyskania świadomości odczuwania, od chwili, kiedy zaczynamy odczuwać, do mniej więcej ósmego roku życia. Malutkie dzieci przede wszystkim zaczynają sobie kodować, że coś jest z nimi może nie tak w momencie, kiedy czują różnicę między sobą a swoimi rodzicami, a szczególnie matką, kiedy są jeszcze bardzo malutkie. Czują, że muszą komunikować, jeśli są na przykład głodne, że muszą krzyczeć, żeby ktoś je zauważył w tym momencie, że potrzebują właśnie tej uwagi.
A to bierze się bezpośrednio z tego, że chcą bliskości bez przerwy, non stop. Bo zanim wyjdziemy na świat, mamy wszystko pod ręką, praktycznie 24/7. Jest pożywienie, jest ciepło, jest przyjemnie.
[31:36] - Nie przejmujemy się, że jest mokro w pieluszce.
[31:40] - Pieluszek jeszcze nie ma, także
[31:42] - Ten problem nie istnieje.
[31:46] - Ale generalnie tak, w tym cudownym środowisku, w łonach naszych matek jest wszystko i bez przerwy jesteśmy z kimś, non stop, bo po prostu żyjemy w człowieku. A potem nagle okazuje się, że jest inaczej i nie umiemy mówić, nie umiemy w żaden sposób się porozumieć. Nie potrafimy na przykład powiedzieć do dwojga rodziców, którzy się kłócą: „Przepraszam, nie podoba mi się sposób, w jaki komunikujecie swoją złość, gdyż wpływa on na moje przekonania o mnie” . Dzieci raczej biorą to po prostu na siebie. Także jeżeli dwoje ludzi się cieszy obok, to one myślą sobie: „Fantastycznie. Logiczne chyba, bo jestem gwiazdeczką”. Ale jeśli dwoje ludzi się kłóci, a nie daj Boże wyładowują swoją złość na dziecku, to dziecko bezpośrednio myśli: „To jest tylko i wyłącznie moja wina”. I takie coś się potem koduje. Ludzie potem mają przeróżne symptomy bardzo ciężkich rzeczy, typu brak pewności siebie, poczucie, że nie jest się dość dobrym, bezsenność, wszelkie choroby psychosomatyczne, obgryzanie paznokci. To są wszystko rzeczy, które siedzą gdzieś w bardzo wczesnym dzieciństwie najczęściej, a wynikają właśnie z niewyrażonych emocji.
Takich, które wiążą się z poczuciem odrzucenia. Także jeśli chodzi o potrzeby, to póki co doświadczam tylko jednej: potrzeby bliskości i połączenia z ludźmi, intymnego połączenia z ludźmi opartej na miłości.
[33:20] - Okej. Chociaż bardziej mi chodziło właśnie o to, bo jednak staram się w audycjach przekonywać słuchaczy do tego, że większość rzeczy, czy prawie wszystkie rzeczy, które dzieją się w naszym życiu, mają zazwyczaj początek w nas samych. Zresztą ty to potwierdzasz. My sobie nie zdajemy z tego sprawy, gdzie, w którym miejscu, w którym momencie naszego życia, najczęściej bardzo wcześnie, tak jak powiedziałaś, pomiędzy zerowym a ósmym rokiem życia te przekonania są budowane na podstawie doświadczeń, których my jako dzieci nie rozumiemy. Albo rozumiemy je na swój sposób, w jaki dziecko może zrozumieć, mając taką, a nie inną wiedzę. Później chodzi mi o to, żeby szukać sposobów, żeby poznać samego siebie, zrozumieć samego siebie, żeby właśnie wiedzieć, że nic w tym życiu naszym obecnym nie dzieje się z przypadku. W sensie, że wszystkie nasze reakcje, nasze zachowania, nasze potrzeby, nasz brak potrzeb, nasze lęki i całe mnóstwo przekonań jest po prostu w nas. To nie jest nic, co jest na zewnątrz, tylko to wszystko jest w nas. W tym kontekście o potrzebach, to jest zawsze to, co się dzieje w naszym życiu, przeważnie, zawsze to może nie, ale przeważnie za naszym przyzwoleniem.
[35:06] - Tak, przeważnie za naszym przyzwoleniem. Tak, świetnie to ująłeś. Też bym to mniej więcej tak ujęła.
[35:13] - No właśnie. I czy twoje sesje, twoje spotkania z ludźmi pozwalają im zmienić te przyzwolenia, zmodyfikować? Czyli jeżeli do tej pory pozwalałem ludziom się poniżać, to w momencie, kiedy zrozumiałem przyczynę, dlaczego pozwalałem się poniżać, czy następuje zmiana postępowania, zachowania tych ludzi?
[35:44] - Tak, jak najbardziej. To jest właśnie bardzo piękna strona sesji, że szukamy czegoś w scenach bardzo dawnych, często zapomnianych, czasem nawet wypartych. Ale gdybym skupiała się tylko na tym, to tak naprawdę po tych sesjach wychodziliby ludzie bardziej świadomi, ale nadal połamani . Bo oni by po prostu rozumieli, że okej, tak się stało i dlatego jestem, jaki jestem. Ale co ja mogę z tym zrobić, skoro tak się właśnie stało?
[36:16] - I teraz już zrozumiałaś, dlaczego jesteś w tej audycji. Bo wiesz, jak można ludziom pomóc, żeby mogli to zmienić. To jest dla mnie sedno. Żeby nie zostawić człowieka z wiedzą: „Jestem do dupy”. Bo to wiedzieli, zanim do ciebie przyszli.
[36:36] - Tak, to się czuje po prostu .
[36:39] - Tylko żeby móc mu pomóc to zmienić i poczuć się lepiej.Także już ci nie przerywam. Opowiedz, bo to jest fascynujący temat i bardzo chcę go usłyszeć. Jak ludzie później, po tych sesjach modyfikują, zmieniają swoje emocje i swoje życie?
[36:59] - Tak, jak najbardziej. Przede wszystkim najważniejsze, to ludzie najczęściej trafiają do mnie na sesje nie po to, żeby wiedzieć, dlaczego coś się stało, ale dlatego, że oni chcą wreszcie od teraz czuć się lepiej. Oni chcą wreszcie od teraz otworzyć się na miłość, bo na przykład ktoś poznał kogoś, ale czuje, że ten związek może być taki jak reszta, skończyć się dobaniem. Ale to jest naprawdę specjalna osoba i on nie chce, żeby tak było. On chce czegoś innego. I wtedy zawsze zadaję to bardzo ważne pytanie: czego chcesz od swojego życia? Na co chcesz się otworzyć? Na co chcesz sobie pozwalać? Jak chcesz doświadczać swoich dni? Jak widzisz siebie w relacji z innymi ludźmi?
Jak wygląda twój dzień w takiej naprawdę idealnej wersji? Jak się czujesz, kiedy jest źle? Jak widzisz, że wygląda twoje ciało? I to są bardzo szczegółowe pytania. Ja mam ich masę rozłożonych właśnie w takim specjalnym kwestionariuszu, jaki wysyłam do ludzi, zanim jeszcze siadamy do sesji. Bo to, że coś się dzieje i czują się źle, mają jakieś przykre symptomy, mają trudne myśli, to jest jedna rzecz. I sięgamy właśnie do przyczyn tego, dlaczego oni mają te myśli, dlaczego to ich blokuje przed tym, czego chcą. Ale druga, właśnie ta najważniejsza rzecz, to jest otwarcie ich właśnie na to, żeby przyjęli tę właśnie szerszą prawdę o sobie. Bo jeżeli potrafią wyobrazić sobie swoje życie w pełni, jeśli potrafią sobie wyobrazić, że mają piękny, rozkwitający związek, że mają piękną relację ze swoim ciałem, że mogą otworzyć się na rozkosz, że mogą otworzyć się na bogactwo, że mogą wyjść tak naprawdę teraz już z odwagą do ludzi i na przykład otworzyć ten kanał na YouTube, założyć sobie konto na Insta i na przykład łączyć się z influencerami. Cokolwiek to jest, jeżeli potrafią sobie wyobrazić, że mogą to zrobić, to jest najważniejszy krok.
Bo to, co ich trzyma, to jest ten taki element sabotujący. I to się poznaje, to się rozumie i potem się odpuszcza. A wtedy właśnie w kolejnej części sesji, kiedy się już wie, że jest się osobą dorosłą, kiedy się już naprawdę przyjmuje, że wszystko, co się działo w naszych życiach, to był ten element takiego umysłu, jeszcze może skrzywdzonego dziecka, które nie rozumiało, nie wiedziało lepiej, ale tak jak wpuściło w siebie wtedy kiedyś jakiś rodzaj przekonania, tak teraz może się całkowicie otworzyć na te nowe i pozwolić im się głęboko zakorzenić. I podczas sesji takim ostatnim finalnym właśnie jej aspektem jest to, że ja dyktuję ludziom dokładnie to, czego oni sami chcą. Ja jestem podczas całej sesji kimś, kto przewodzi przez moment. Potem już tylko towarzyszę, ale robię to wszystko dla człowieka po to, żeby on sam się otworzył, żeby on sam zobaczył, kim jest, jeśli tylko odrzuci od siebie to, co już nie jest mu potrzebne, to, co już mu nie służy, to, na czym wzrósł i teraz staje się tylko paliwem dla niego, żeby szedł dalej. Bo już nie potrzebuje tego doświadczać, bo nie chce tego doświadczać, bo to nawet nie jest ciekawe, żeby tego doświadczać. Ciekawszy jest ten piękny obraz z drugiej strony. I wszystko, co kiedykolwiek widzimy dookoła, było w czyjejś głowie najpierw. Więc jeżeli można sobie wyobrazić taki świat, zbudować go, to zrobienie życia jednej jednostce dla niej samej, to widzimy dowody czegoś takiego wszędzie.
I ku temu właśnie jest ta ostatnia część sesji, gdzie ja właśnie pomagam im rzeczywiście przyjąć to, na czym im zależy i potem po sesji wręczam im specjalne, spersonalizowane nagranie, które pogłębia ten efekt tego uwolnienia od tych właśnie ciężkich rzeczy i otwarcia się, przyjmowania na doświadczanie tych właśnie nowych, pełniejszych. Tego spokoju, tego harmonijnego i naturalnego spojrzenia na wszystko, tego świadomego, odpowiedzialnego korzystania z wolności. I tu naprawdę chciałabym to powtórzyć, bo to jest bardzo ważne. Świadomego i odpowiedzialnego korzystania z wolności, bo korzystanie z wolności-
[41:13] - Bardzo dobrze. Możesz to powtórzyć jeszcze trzeci raz. Jak nie, to ja powtórzę to za tobą, bo oczywiście ja nie żartuję teraz, już tym razem. Ale to jest naprawdę bardzo ważne to, co powiedziałaś właśnie. Świadomego i odpowiedzialnego, tak?
[41:33] - Tak, jak najbardziej.
[41:34] - Że tylko to połączenie daje to, co powinno być, tak?
[41:41] - Tak, pewnie. I odpowiedzialność jest pięknym aspektem wolności. Jak powiesz do kogoś „odpowiedzialność”, to często myślimy sobie trochę pejoratywnie o tym. Odpowiedzialność jest jakimś ciężarem. A to nieprawda. To jest też jakiś kontekst-
[41:58] - Ale tylko w połączeniu ze świadomością.
[42:01] - Tak. Kiedy świadomie korzystamy z wolności. Znaczy świadome korzystanie z wolności też nie musi być odpowiedzialne na przykład, bo może mieć na względzie tylko i wyłącznie dobro własne. I jest masa takich ludzi. Oni świadomie korzystają z wolności, którą mają, ale nieodpowiedzialnie, więc myślą na przykład tylko o sobie i nie dbają na przykład o bezpieczeństwo, dobro innych ludzi. Nie widzą w innych ludziach też siebie. A kluczem jest właśnie świadome, odpowiedzialne korzystanie z wolności.
[42:39] - Ja mogę dać przykład. Mam z życia. Wielokroć go powtarzałem. Kiedyś moja starsza córkaWynająłem jej mieszkanie w sąsiednim bloku obok. Już nie będę mówił dlaczego. Miała 18 lat wtedy skończone i ona w ogóle chciała studiować we Francji, więc chciałem ją przygotować na ten etap samodzielności, samotności, dbania o siebie, organizowania sobie życia. Pomysł ze studiami we Francji odpadł, natomiast mieszkanie samodzielne w wieku 18 lat bardzo jej się spodobało, więc już nie modyfikowaliśmy tego. I bardzo często ona wracała do domu. Nie znam szczegółów, co tam się działo. Zresztą może nawet i lepiej, chociaż bardzo ufam swojemu dziecku.
I ona często wracała do domu gdzieś tam właśnie ze znajomymi, którzy nocowali u niej, bo tam jeszcze impreza się jakaś ciągnęła i ona wysyłała mi SMS-a: „Tato, jestem już w domu”. I znajomi jej się pytali: „Po co wysyłasz SMS-a do ojca? Przecież nie musisz, nie mieszkasz z nim, tak?” I ona odpowiadała: „Właśnie dlatego, że nie muszę. To chcę, żeby czuł się spokojny. Bo wiem, że się na pewno o mnie troszeczkę martwi, przeżywa. Nie muszę, ale właśnie dlatego wysyłam. Nie dlatego, tylko tak. Tylko właśnie z odpowiedzialności też za moje emocje i tak dalej”. Prawda, że piękne? Uwielbiam to.
[44:15] - Bardzo piękny przykład. Naprawdę świetny przykład. To jest naprawdę fajne. Ja pamiętam, mam dużo też takich przykładów z mojego życia i jeden taki, który mnie bardzo też rozczula, to jest jak mój ukochany jechał gdzieś, nie pamiętam już dokąd, szczerze mówiąc, ale jechał dokądś i kiedy wracał, to wstąpił do takiej naszej ulubionej cukierni. Ale ponieważ miał gdzieś jeszcze coś do załatwienia i pojechał gdzieś dalej, wrócił naprawdę późno w nocy i przyszedł do mnie do sypialni i położył paczuszkę na łóżku. Ja się obudziłam, włączyłam światło. Mówię: „Co to jest?” Bo to było takie ogólnie naprawdę sfatygowane i się zastanawiam, o co tam chodziło. I mówię: „Co to jest w ogóle?” On mówi: „Wiesz co, ja kupiłem nam ten nasz ulubiony torcik, ale on mi spadł i ja do tego depnąłem i w ogóle to nie wiem, czemu to tu przyniosłem”. Ja mówię: „O, ale ten gest”. I to było takie urocze po prostu i to jego bezsilność.
To było takie słodkie i naprawdę okupił mnie. Ale ten gest.
[45:26] - Tak, i na tym torciku jakby tam już ja bym proponował w dalsze szczegóły tego wieczoru już nie wchodzić.
[45:32] - Nie, poszliśmy spać.
[45:35] - Torcik. Ważne były intencje, prawda?
[45:38] - Właśnie. Intencja jest zawsze bardzo ważna.
[45:40] - Dar poświęcenia siebie, narażenia siebie też na przykład. Bo jednak jak się taki sfatygowany torcik komuś przynosi, to różne mogą być reakcje, prawda? Co ty mi tu przynosisz? Więc to też jest odwaga w moim przekonaniu, zwłaszcza ze strony faceta. Więc wielki szacun. Naprawdę wielki szacun.
[46:02] - On był zgnieciony, niestety. Ale ta intencja właśnie, która stała za tym aktem, była naprawdę bardzo, bardzo urocza, bardzo ciepła i na tym warto się właśnie skupiać. I też w komunikacji międzyludzkiej to też jest ważne, żeby wyłapać intencje, a nie symptomy tego, jak ten człowiek się zachowuje w tym momencie. Ja w ten sposób na przykład staram się patrzeć też na kogoś, kto jest naprawdę wściekły i nie panuje nad sobą. Mi się to bardzo często zdarzało, kiedy jeszcze pracowałam właśnie w korporacji i tam były jakieś wybuchy, jakieś fuck upy bez przerwy. Ale na tym polega praca pod presją. To już chyba jest naturalne.
[46:40] - Nie wszyscy ją dobrze znoszą.
[46:44] - Nie, to na pewno. Ja to bardzo ciężko znosiłam, dlatego się bardzo cieszę, że przeszłam to, żeby się tak dobrze nauczyć tego, kim jestem i tego, kim nie jestem w istocie. Ale kiedy mój przełożony na przykład, to był człowiek o bardzo ciężkim charakterze i też szybko wybuchał i też on nie był mistrzem komunikacji. Czasami trzeba było się domyśleć, o co chodzi, bo miał takie bardzo hasłowe podejście. Ale kiedy się wściekał, kiedy się wkurzał, zdarzało mi się tam przekląć, coś rzucić. Ja w tym momencie po prostu widziałam naprawdę rozżalonego małego chłopca, który po prostu nie potrafi inaczej wyrazić tego, co czuje. I z miejsca na przykład mu mówiłam: „Okej, wychodzę, pogadamy o tym za godzinę”. Nawet jeśli na mnie burknął, to na koniec, kiedy już odchodziłam po prostu z firmy, on powiedział: „Wiesz co, ty jedyna jakoś czaiłaś i nie wychodziłaś z taką spuszczoną głową albo nie kłóciłaś się ze mną, że z tobą akurat mogłem rozmawiać po godzinie”. I bardzo się zdziwiłam, ale to było naprawdę fajne uczucie. I stwierdziłam wtedy, że tak, to jest naprawdę warto widzieć w drugim człowieku jednak człowieka i to, że ktoś się wścieka, ktoś naprawdę krzyczy albo zaczyna w jakiś sposób reagować tak, że nas to przytłacza.
To nie dlatego, że on jest zły. To jest dlatego, że on po prostu sobie przez moment nie radzi, nie potrafi lepiej tego opisać, nie potrafi lepiej z tym wyjść do drugiej strony i po prostu kompletnie się też obnaża emocjonalnie pod tym względem, bo to jest jednak wystawienie na coś i nie miałabym takiej śmiałości czy arogancji w tym momencie, żeby zaatakować drugą stronę albo odeprzeć to.
[48:21] - Ale widzisz właśnie, powiedziałaś bardzo istotną rzecz. Znając intencje drugiego człowieka, możemy się właśnie nie dać, potrafić nie wciągać właśnie w emocjonalność tego człowieka. Bo najczęściej, jeżeli ktoś na nas krzyczy, podnosi głos, jest agresywny, złośliwy i tak dalej, to większość ludzi mimowolnie wciąga się w to, czyli staje się dokładnie taką samą emocją i poziom rozmowy czy relacji schodzi właśnie do poziomuTej emocji, którą ktoś zapoczątkował, prawda?
[49:03] - Właśnie tak.
[49:03] - I wtedy robi się błędne koło i naprawdę ciężko jest wtedy z tego wyjść. Ja robiłem parę audycji do tyłu, audycję właśnie na temat intencji, ale przede wszystkim tych naszych, tak? Żebyśmy my też potrafili zrozumieć własne intencje, bo my często sobie naprawdę nie zdajemy z nich sprawy. Ale to inna inszość i o tym już było. Natomiast bardziej mi chodzi o to, że poznanie intencji, to co powiedziałaś, pozwala nabrać innego dystansu, innego spojrzenia na drugiego człowieka i też nie dać się ściągnąć do poziomu jego emocji, tak?
[49:55] - Tak. Ja bym jeszcze w tym miejscu dodała taką jedną radę: jeżeli nie jesteś w stanie wyczuć czyjejś intencji, dowiedzieć się, jaka ona dokładnie jest, bo bardzo często nie jesteśmy w stanie tego zrobić, to naprawdę trzeba mieć na uwadze, że intencje zgoła są zawsze dobre, bo komuś na czymś zależy. Dlatego on tak reaguje. I akurat z taką energią jak się wyjdzie do kogoś: „Ja wiem, że jesteś taki wściekły i widzę, i czuję, że jesteś taki zagniewany, bo ci na czymś zależy i stąd twoja reakcja, za którą może nie lubi”. To generalnie już jest kwestia tego, że on nie był nauczony inaczej, żeby to wyrażać. Ale intencja, jeżeli się założy z góry, że ona miała czemuś służyć i ona była z góry dobra, to też zmienia dynamikę tej danej relacji. Czy to jest długa, czy to jest krótka relacja, czy służbowa, czy intymna, ale dynamika tej relacji jest już jednak lepsza. To też obserwuję właśnie u ludzi po sesjach, że kiedy wychodzą akurat z takim zrozumieniem, z takim nastawieniem, to ich relacje się zgoła zmieniają. Wiele znajomości się posypuje nagle. Co jest może niemedialną rzeczą, którą powiem, ale muszę to głośno mówić.
Niektóre znajomości się sypią, bo okazują się trochę puste jednak już na kogoś, kto się bardziej rozwija. I to jest główny efekt.
[51:23] - Znaczy ja to cały czas traktuję jako korzyść, jako wartość dodaną, tak?
[51:28] - Zgadza się. Tylko niektórzy ludzie boją się takich zmian ze względu na to, że stracą to, co mają teraz. Ale to dlatego, że nie widzą tych rzeczy, które są większe za tym obrazem niedużym. Innych znajomości, takich bogatszych, bardziej naturalnych, pełniejszych i szczerych przede wszystkim. Bezpiecznych też w tej szczerości. Także warto się też otworzyć na to, że zmiany, które przychodzą, przynoszą też ten drugi aspekt, czyli ta doniczka, w której wzrastałam, już jest za ciasna i potrzebuję większej.
[52:07] - Powiem tak: jedna rzecz mnie zaniepokoiła w twojej wypowiedzi i żebyś się nie zastanawiała, o co chodzi, to powiem. Nie pod twoim kątem oczywiście. Powiedziałaś, opisując, jak ludzie przychodzą do ciebie i jaka jest ich potrzeba, że nie jest ich potrzebą poznanie samego siebie, tylko jest potrzebą dokonanie zmian w życiu. Czy z twojego doświadczenia wynika, że gdyby ludzie na przykład wcześniej próbowali poznać samego siebie, to mogliby uniknąć tych już takich ostatecznych rozwiązań, kiedy jest już totalny akt desperacji: „Po prostu zrobię cokolwiek, już pójdę nawet na hipnozę”. Czyli wyczerpałem po drodze już chyba wszystko, co było możliwe, już się zdecyduję nawet na hipnozę, byle tylko odmienić swoje życie. Czy można by było takich sytuacji, poznając siebie wcześniej, próbując zrozumieć samego siebie, uniknąć? Czyli w twoim przypadku stać się bezrobotnym.
[53:33] - Nie. Uważam, że takich sytuacji nie dało się by uniknąć, głównie ze względu na to, że ból jest nieunikniony. Rozwój jest procesem stałym. To nie jest tak, że nauczę się czegoś, rozwinę się w jakiś sposób i tak już będzie. Rozwój jest procesem stałym, rośnie bez przerwy i każdemu etapowi rozwoju towarzyszy ból. To, co jest opcjonalne, to jest cierpienie. I ludzie przychodzą do mnie, bo nie chcą cierpieć. I o to właśnie chodzi, kiedy kierują się ku takim krokom. Natomiast chodzi też o to, żeby nauczyli się żyć w przyjaźni z bólem, bo on jest całkowicie naturalny i on nie jest zagrożeniem życia i on też nie jest czymś, co zostawi nas poranionymi. Ból jest często tym aspektem, dzięki któremu stajemy się bardziej świadomi, pełniejsi, rozumiemy znacznie więcej i potrafimy przejść później przez kolejny etap naszego rozwoju jeszcze szybciej, rozumiejąc jeszcze więcej.
Więc w miarę jak się rozwijamy, w miarę jak zaprzyjaźniamy się z tym aspektem naszego człowieczeństwa, jakim jest ból. Ja wiem, że to jest ciężkie słowo i ono nie kojarzy się przyjemnie. Nie może kojarzyć się przyjemnie.
[54:56] - Ja ci zaraz powiem, co mi się nie kojarzy przyjemnie, ale to jak skończysz.
[55:02] - Jasne. To kiedy się po prostu zaprzyjaźnimy z tym aspektem człowieczeństwaTo tak naprawdę stawiamy się bezpośrednio znowu w tej pozycji, na której mi najbardziej zależy, żebym sama ją czuła, żeby ludzie, z którymi pracuję, też ją w sobie poczuli. Tej neutralności wobec tego, co się dzieje i tego, że jeżeli jakiemuś etapowi mojego rozwoju towarzyszy ból, to nie znaczy, że muszę cierpieć. Bo cierpienie bierze się z przywiązania do rzeczy, które nam nie służą. Jeżeli cierpię, to nie znaczy, że jestem niedobra. Jeżeli cierpię, to nie znaczy, że nie zasługuję na jakąś miłość. Jeżeli cierpię, to też nie znaczy, że cierpię, bo na to zasługuję. Ale jeżeli mnie boli w jakimś momencie jakiś etap mojego rozwoju i za tym etapem jest coś piękniejszego, coś, za co będę wdzięczna jutro, kryje się nowa jakość, kryje się znacznie więcej dobrych doświadczeń, które później rozwiną mnie jeszcze bardziej, to cierpienie staje się niepotrzebne. Wiem, że to są aspekty bardziej z buddyzmu zaczerpnięte, ale one bardzo pięknie służą ludziom, którzy przechodzą przez coś naprawdę trudnego i zwracają się o pomoc tego rodzaju akurat do mnie albo do terapeutów podobnych.
[56:27] - Czy już mogę?
[56:29] - Oczywiście, jeżeli ja się za dużo rozwijam, to powiedz.
[56:33] - Nie, nie chciałem ci przerywać, bo to było bardzo ważne dla mnie. Bardzo ważne było też dla słuchaczy, ponieważ chciałem obwieścić, że 101. audycja była ostatnią audycją. Moja droga, właśnie spowodowałaś to, że to, co robię od 100 audycji, przestało mieć jakikolwiek sens.
[56:55] - To znaczy?
[56:57] - Widzisz, od 101 audycji namawiam ludzi. Nie namawiam, gadam. Gadam i mówię, że można. Że można, poznając samego siebie, szukając w sobie odpowiedzi przeróżnych, poznając samego siebie, można oszczędzić sobie w życiu cierpienia. A ty powiedziałaś, że nie można.
[57:30] - Wiesz co? Przepraszam, nie to było intencją akurat.
[57:38] - Ale słuchaj, stało się. Się mleko rozlało. Dawaj teraz mów, co miałaś na myśli. Ja oczywiście żartuję z tą 101. audycją, że jest ostatnia. Kochani, to też do was mówię. Chciałbym uspokoić i ciebie też. To było może mało żartobliwym tonem było podane, natomiast jeżeli coś miałoby zmienić, to na pewno nie to. Natomiast ja cały czas jestem przekonany, że oczywiście pewnych doświadczeń nie unikniemy. Też jestem przekonany, że pewne doświadczenia, nawet te bardzo bolesne, zwiększają tempo naszego rozwoju świadomości i determinują nas do podjęcia działań i tak dalej.
Natomiast w moim super optymistycznym umyśle jednak jest takie założenie, że zwiększając swoją świadomość samego siebie, będziemy w stanie tym życiem może tak pokierować, żeby takich dramatycznych przeżyć sobie jednak przyoszczędzić. Co ty na to?
[58:45] - Ja się z tym w procentach zgadzam i to też było intencją mojego poprzedniego wywodu. Ból jest rzeczą, której po prostu nie jesteśmy w stanie wymazać z naszego życia. On jest jego elementem. Zawsze na jakimś etapie będziemy czuć się trochę mniej lub bardziej odrzuceni. Zawsze na jakimś etapie gdzieś możemy poczuć się może jakoś niekochani. Będziemy kwestionować swoją wartość. I to jest całkowicie normalne. Natomiast cierpienie jako takie jest procesem, który jest już przyklejony do bólu i ono już zwraca nas przeciwko nam samym. A to już jest opcjonalne i tego nie trzeba już na jakimś etapie doświadczać bez przerwy. Bo ja pamiętam bardzo dobrze serię sesji z ludźmi z zaburzeniami odżywiania.
Bardzo ciężkie problemy, które ciężko wyplenić, ale oni naprawdę wszystko kierują przeciwko sobie. „Jestem w sklepie, ktoś się na mnie spojrzał” i załamanie, które trwa trzy miesiące. Od tego, że ktoś się po prostu na mnie spojrzał w sklepie. A to była kompletnie randomowa osoba i to doświadczenie kompletnie nie miało żadnego znaczenia dla tej drugiej osoby, ale dla tej właśnie, która cierpiała w tym momencie, to było poświadczenie, jak bardzo ona jest beznadziejna. Jak bardzo zwraca na siebie uwagę tym, że jest tak bezwartościowa i to widać, i to z niej się wylewa. Ona to tak właśnie rozumiała. I ten aspekt właśnie tego cierpienia mógł być już wymazany w momencie, kiedy faktycznie się poznała. To nie był proces taki, że na jednej sesji od razu to wyszło. Ona potrzebowała akurat trzech, ale faktycznie w pewnym momencie już do tego dojrzała. Są rzeczy, które się dzieją i one się po prostu dzieją i one nie mają oceny.
Ładunek emocjonalny, ładunek cały przekonania to wszystko my dodajemy do tego. I w tym kontekście to cierpienie jest opcjonalne i to zależy od nas, czy my będziemy się temu poddawać, czy nie. Natomiast ból sam w sobie jest nauczycielem. Myślę, że po prostu mówimy innymi językami o tej samej rzeczy, wiesz?Ja mogę akurat mówić der tyś, także to jest to. Ale jestem przekonana, że chodziło zdecydowanie o to samo.
[01:01:08] - Mam tego pełną świadomość. Zresztą nawet w naszych kilku rozmowach to wychodziło i też żeśmy o tym rozmawiali, że ta nomenklatura słowna wymaga pewnego rodzaju uściślenia. Zresztą chyba rozmawialiśmy, że trzeba będzie to zrobić na początku audycji, nie? Kojarzę, że składaliśmy takie deklaracje. Pamiętasz?
[01:01:34] - Pamiętam. To chyba chodziło akurat o tę nomenklaturę, której się posługuję.
[01:01:40] - Tak. Właśnie minęła godzina audycji i żeśmy tego nie zrobili. Broń Boże, pozostawiam. Widocznie tak miało być i fajnie się udało. Tak, dokładnie. Nomenklatura słowna w bardzo wielu przypadkach, w różnych rozmowach z ludźmi wychodzi, że mówimy o tych samych rzeczach, natomiast inaczej je nazywamy. Ja specjalnie może troszeczkę cię wkręciłem w to, ponieważ uważam, że warto ludzi namawiać i mówić, że rozwój świadomości samego siebie, poznanie samego siebie może przynieść konkretne korzyści w ich życiu.
[01:02:34] - Tak, jak najbardziej.
[01:02:35] - Taka jest moja cały czas intencja i dlatego chciałem, żeby to też przez ciebie zostało powiedziane. Oczywiście pod warunkiem, że się z tym zgadzasz. Ale jak widać suma summarum zgodziliśmy się w tej kwestii. Dobrze, słuchaj, bo mamy już godzinę 21:00. Co prawda ja tutaj mam podgląd w komentarze. Nie ma ich zbyt dużo. Nie wiem, czy tak mało osób nas dzisiaj słucha, czy po prostu się tak zasłuchali w twój głos, że na razie o niczym więcej nie piszą, tylko nasi kochani słuchacze słuchają i czerpią. Natomiast mamy taką umowę, że jednak gdzieś w okolicy godziny jest tej części oficjalnej, a później będziemy się odnosić do tego, co słuchacze nam zadadzą, jakie pytania, bądź będą mieli uprzejmość zadzwonić i porozmawiać z nami na antenie. Więc żeby nie było tak słodko, to chciałem się zapytać, chociaż ja to już wiem, ale bądźmy uczciwi wobec słuchaczy. Powiedz mi, czy wszystkie sesje kończą się sukcesem?
[01:03:49] - Nie, absolutnie nie. Bardzo dziękuję ci za to pytanie. Ono jest genialne. Ja chyba dziś nie ćwiczyłam po prostu na to, żeby je dać. Nie. Są sesje, które nie kończą się sukcesem, gdzie przez sukces rozumiem to, że człowiek czuje się po prostu uwolniony, wzmocniony pozytywnie i idzie już z uśmiechem na twarzy i wie, kim jest. Zdarzyły mi się takie sesje, gdzie na przykład ktoś na tyle nie czuł się zahipnotyzowany, że po prostu to przerwał i nie chciał tego kontynuować. Uznał, że to nie jest to. „Ja się spodziewałem czegoś zupełnie innego.” Trudno, z takimi rzeczami akurat już nie dyskutowałam. Niektórzy ludzie już po prostu wtedy, kiedy proponowałam: „Spróbujmy jeszcze raz.
Może warto, żeby faktycznie potrenować najpierw i przyzwyczaić swój umysł do tego, co się dzieje”, to on wtedy po prostu się uwrażliwi i poczuje się bezpieczniej na tyle, żeby można tę sesję powtórzyć i faktycznie wtedy zajrzeć jeszcze raz, co się stało i gdzie, i jak. Natomiast nie, to jakby się już spotkało z odmową i to też jest kwestia, którą muszę uszanować i nie przywiązuję do tego specjalnie dużo atencji już teraz. Ale odpowiadając na twoje pytanie krótko, to tak. Są sesje, które kończyły się dla mnie porażką i bardzo jestem za nie wdzięczna, bo dzięki nim nauczyłam się lepiej interakcji z ludźmi, wrażliwszego spojrzenia na to, jak im pomóc pogłębić proces, jak lepiej pomóc im zagłębić się w siebie, w taką całkowitą świadomość siebie, swojego ciała i swojego umysłu i kompletnie wyciszyć te dwa najbardziej przeszkadzające elementy naszych umysłów. To jest ten element krytyczny i analityczny i one podważają to, co się dzieje zawsze. „Nie, to nie jest hipnoza. Daj spokój, się tam naoglądałeś filmów i tam wyglądało to inaczej.” Ten analityczny: „Dobra, okej, słyszę każde słowo i wcale nie czuję jakiegoś odcięcia czy jakkolwiek.” A chodzi o to, żeby te dwa elementy były wyłączone kompletnie. Zdarzyło mi się też kilka razy, że zrobiliśmy sesję, natomiast nie było scen żadnych. Ktoś nie był w stanie na przykład cofnąć się do jakiejkolwiek sceny w swoim życiu. I to w ogóle się dzieje bardzo często.
Natomiast to też nie jest kwestia tego, żeby faktycznie cofać się do jakiejś konkretnej sceny, bo ja tak czy inaczej zawsze odwołuję się do tego, co siedzi pod danym problemem, pod danym symptomem emocji. A to można faktycznie wydobyć z człowieka, to można faktycznie odnaleźć, tylko już może inną metodą, będąc właśnie w tym zrelaksowanym stanie. Do tego służą inne narzędzia i wizualizacje, którymi się posługuję i dzięki temu już mogę bezpośrednio pokazać człowiekowi, co on w zasadzie czuje, gdzie to siedzi w jego ciele, z jakimi innymi wspomnieniami, o których może nawet pamięta, ale się wiąże.I to można wtedy odpuścić już z poziomu nadal tego umysłu, który jest poddany hipnozie, który jest otwarty właśnie na ten stan i nie ma tej konieczności grzebania bezpośrednio w tak dawnych scenach wypartych. Ale chodzi właśnie o emocje, bo na podstawie naszych emocji formują się o nas przekonania. O nas samych i o świecie. To nie ma znaczenia, co się stało. Znaczenie ma właśnie ten ładunek emocjonalny, który powstał na podstawie tego doświadczenia. A emocje zawsze są w naszym ciele. A nasze umysły to są bardzo sprytne narzędzia, genialne narzędzia wręcz. I one są też stworzone po to, żebyśmy byli uzbrojeni do przeżycia.
Więc jeżeli cokolwiek-
[01:07:48] - Cokolwiek by to nie znaczyło.
[01:07:51] - Tak, nasz umysł generalnie pod takim względem biologiczno-chemicznym to jest narzędzie, które służy nam do tego, żeby przetrwać. Jego podstawowym zadaniem jest odsuwać nas od cierpienia i blokować nas na to. Więc jeżeli doświadczymy jakiegoś cierpienia wskutek bliskiej sytuacji z drugą osobą, to potem, jak jesteśmy dorośli, mamy problem z nawiązywaniem bliskich relacji z innymi ludźmi. Jeśli ma to sens. Jeśli na przykład doświadczymy cierpienia i ono będzie rozłożone i będzie powtarzane, to nasz umysł zrobi wszystko, żeby nas na to zablokować. Dosłownie. Jeżeli powtarzamy sobie, że nie chcę już tego doświadczać, nie chcę już tego przeżywać, mam tego dość, to generalnie umysł w pewnej chwili po prostu nas zamknie na to i czasami ta bariera ochronna między tym bezpośrednim doświadczeniem jest na tyle silna, że wymaga po prostu trochę treningu. I czasami ludzi przygotowuję do sesji na dwa tygodnie przed, wręczając im na przykład takie nagrania relaksujące, robiąc taką presesję, w której oni po prostu czują, że wtedy nic złego się nie dzieje, że to oni mają kontrolę nad tym procesem, a nie odwrotnie. Bo o to głównie chodzi. Ludzie boją się po prostu tej utraty kontroli.
Umysł, który się za bardzo boi utraty kontroli, myśli sobie: „Jestem narażony na coś. Jeżeli jestem na coś narażony, to mogę być narażony na śmierć”. Jakkolwiek to zero-jedynkowo i absurdalnie brzmi, to nasze umysły generalnie nie myślą inaczej.
[01:09:19] - Podświadomość nie jest logiczna, tak?
[01:09:26] - Właśnie.
[01:09:28] - Po prostu jest, tak jak powiedziałaś, zero-jedynkowa. Ale ja jeszcze jedną bardzo ważną rzecz muszę powiedzieć, bo to jest absolutnie dla mnie genialne i tym Sabina mi bez wątpienia zaimponowała. I to wam, kochani, powiem, że za nieudane sesje, chociaż mimo poświęconego czasu, nakładu sił, emocji i tego wszystkiego, Sabina zwraca pieniądze. Więc jak usłyszałem coś takiego, to sobie pomyślałem, zresztą powiedziałem tobie również, szacun. Wielki szacun. Ja wiem, że to może zabrzmieć w tej chwili jako pewnego rodzaju reklama, zachęta. I kochani, czy tam powiedzmy do korzystania z usług, zresztą interpretacji tego, co powiedziałem, będzie na pewno całe mnóstwo. Natomiast ja chcę powiedzieć jedno: każda forma, każda metoda, zresztą jak wiecie doskonale ci, którzy są z nami tutaj dłużej, rozmawialiśmy już o przeróżnych narzędziach, tak? Hipnoza, regresing jest jedną również z nich. A ze względu na niesamowite podejście Sabiny do swojej pasji i w ogóle do kontaktu z ludźmi, podjąłem właśnie taką decyzję i propozycję, żebyście też mogli się tą pasją troszeczkę od niej zarazić.
Dlatego bardzo cieszę się, że dzisiaj z nami tutaj się pojawiłaś. Ja mam taką propozycję, żebyśmy teraz zrobili przerwę, bo dzisiaj co prawda słuchacze uspakajają, że jednak się zasłuchali, że kilku ich jest. Więc ja mam propozycję, żebyśmy teraz już dali też możliwość słuchaczom pozadawania trochę pytań, bo już widzę, że się pojawiają konkretne pytania, więc myślę, że zrobimy małą przerwę teraz po tej części takiej oficjalnej. Nie wiem, czy ty masz... Nie, ja będę czytał pytania, być może możemy tak zrobić, że ja będę po przerwie czytał pytania słuchaczy, a ty będziesz próbowała się do tego odnieść?
[01:12:03] - Jasne, oczywiście.
[01:12:05] - No chyba że jeszcze coś w tej części oficjalnej chciałaś powiedzieć, tak żeby jakoś swoją działalność też podsumować, tak? Bo ja już mówię koniec, a być może masz jeszcze coś tu istotnego do powiedzenia.
[01:12:24] - Jeśli miałabym podsumować to wszystko, to tak naprawdę wszystko, czego potrzebujemy, mamy w sobie. I wszystko, co nam przeszkadza przed tym, żeby poczuć, że mamy wszystko w sobie, jest też w naszych zanek. Więc warto się po prostu zaprzyjaźnić samemu ze sobą, pokochać się, bo tak, jak my się kochamy, tak jak my się szanujemy, tak jak my się lubimy, tak cały świat nas lubi, kocha i szanuje. I myślę, że to jest takie kluczowe do propagowania i naprawdę wzięcia pod uwagę, kiedy myślimy o sobie i innych ludziach. Tak że to tylko tyle w sumie.
[01:13:00] - Powiem ci tak: tylko tyle i aż tyle. I ja od razu powiem, my tego z Sabiną nie uzgadnialiśmyMam nadzieję, że potwierdzisz. Natomiast to jest miód na moje serce, ponieważ ja wielokroć w audycjach powtarzałem właśnie o tym, że nikt nas nie nauczył miłości do samego siebie i też nikt nas nie nauczył miłości do bliźniego w takiej formie bardziej uniwersalnej i uważam, że to jest wielka nasza nieumiejętność, którą fajnie by było zdobyć. Więc to, co powiedziałaś na sam koniec jest kwintesencją tego, co ja staram się w audycjach też robić. Dobrze. Bardzo się cieszę. Dziękuję ci za te słowa.
[01:13:50] - Ja również dziękuję.
[01:13:53] - Dobrze kochani, w takim razie mam nadzieję, że było miło, sympatycznie, przyjemnie, bo mi osobiście tak. Jeszcze raz dziękuję ci, że do nas tutaj zawitałaś. Poprosiłbym o tego dżingielka, o tę pioseneczkę, panie Marku. I za te cztery minuty z kawałkiem, za pięć minut spotykamy się, więc szykujcie telefony, szykujcie pytania na Messengerze. Wymęczymy dzisiaj Sabinę tak, żebyście mieli satysfakcję i zaspokoili swoją wiedzę, korzystając z tego, że dzisiaj jest razem z nami w audycji w Radiu Paranormalium.
[01:14:39] - Robimy około czterech minut przerwy. Zagra nam projekt muzyczny czy też artysta. Nawet nie wiem, co to tak naprawdę jest. W każdym razie artysta bądź artyści podpisujący się solo jako Electus. Utwór zatytułowany „Revelation” z wmontowanym fragmentem jednego z przemówień Alana Wattsa. A jakie to będzie przemówienie, to się państwo za chwilę dowiecie, jeżeli nastawicie sobie nas słuchanie w tej przerwie. Polecam troszeczkę podkręcić głośność, a my za chwilę wracamy do drugiej części audycji „Świat Oczami Duszy”. Do tej części audycji, w której pan Sławek będzie czytał pytania z czata, komentarze i będzie się do nich odnosił. Będzie także oczywiście się do nich odnosić pani Sabina. Robimy krótką przerwę i wracamy za cztery minutki z lekkim kawałkiem.
Where there are rocks watch out because the rocks are going eventually to come alive and they're going to have people crawling over them. It's only a matter of time. Just in the same way that the seed, the acorn is eventually going to turn into the oak because it has the potentiality of that within it. Rocks are not dead. You see, it depends on what kind of attitude you want to take to the world. Where there are rocks watch out because the rocks are going eventually to come alive and they're going to have people crawling over them. It's only a matter of time. Just in the same way that the seed, the acorn is eventually going to turn into the oak because it has the potentiality of that within it. Rocks are not dead. You see, it depends on what kind of attitude you want to take to the world.
Przed chwilą zagrał nam Electus z utworem „Revelation” i z wmontowanym fragmentem jednego z wystąpień Alana Wattsa. Wracamy w Radiu Paranormalium do audycji „Świat Oczami Duszy”, do drugiej części, w której pan Sławek i nasz dzisiejszy gość, pani Sabina Wolter, będą się odnosić do komentarzy z czatów. Będziemy także czekać na wasze telefony. Linia telefoniczna już teraz jest otwarta. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów również to 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. YouTube'owicze już właśnie teraz donoszą, że wszystko gra.
Nie buczy, ale gra. To bardzo dobrze. Bardzo mnie to cieszy. Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może on także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Komentarzy na razie nie jest jakoś dużo, ale mam taką cichą nadzieję, że to się wkrótce zmieni, prawda?
[01:21:15] - Ja do tego życzenia się również przyłączam. Kochani, jeżeli jesteście, to chciałem przypomnieć, bo wiem, że też się tak zdarza, że niektórzy dołączają do nas w trakcie audycji. Chciałem przypomnieć, że dzisiaj mamy gościa specjalnego w naszej audycji. Sabina, która zajmuje się hipnozą i ja tak w skrócie powiem po mojemu regressingiem. Więc bardzo proszę, kierujcie swoje pytania do niej i wszystko to, co was gdzieś tam interesuje, żebyśmy po prostu ten czas i jej czas również wykorzystali jak najlepiej, jak najpełniej. Może ktoś zechce zadzwonić i żywo gdzieś tam się o coś dopytać, podpytać. Wszystko to, co was interesuje, nurtuje, niepokoi, ciekawi. Jesteśmy do waszej dyspozycji, więc chciałbym, żeby dzisiaj właśnie wykorzystać, w cudzysłowie oczywiście, naszego gościa jak najwięcej, żeby tych pytań pojawiło się jak najwięcej i żeby można jak najwięcej wątpliwości w dniu dzisiejszym rozwiać. Czy dobrze powiedziałem, czy coś tam może nadużyłem twojej gościnności dzisiejszej?
[01:22:41] - Regressing jest elementem tylko całej terapii, jaką stosuję w sesji, ale to tylko tyle.
[01:22:51] - Okej. No to dobrze. To kochani, czekamy na wasze pytania. Ja tutaj oczywiście jak zwykle na początku pojawiają się przywitania. Marcin się pojawił, Zbigniew Cherner, Karim Human się pojawił, Andrzej Michalski. Longi Bongi jest jeszcze z nami. No i tutaj właśnie pierwszy komentarz, który się pojawił, pojawił się w zasadzie 20 minut temu w odpowiedzi na moje pytanie, czy dzisiaj jest was kochani tak mało, czy po prostu zasłuchaliście się i zaciekawiliście tym, co Sabina o swojej pasji, bo tak to trzeba nazwać, opowiadała. I tutaj XY pisze, że zasłuchali się, panie Sławku, bardzo się z tego powodu cieszę.
[01:23:43] - Ja jeszcze bardziej.
[01:23:46] - To widzicie, ile tutaj dzisiaj radosnych ludzi się w naszym otoczeniu pojawiło. Super! Uwielbiam taką atmosferę. No i tutaj, droga Sabino, jest pierwsze pytanie do ciebie od Longi Bongi: „Witam. Syn ma stany lękowe, niską samoocenę. Czy hipnoza mu pomoże?”
[01:24:08] - Hipnoza na pewno mogłaby pomóc, bo powiem tak: jeśli chodzi o częstość, z jaką ludzie się do mnie zwracają ze względu na niską samoocenę, no to to jest 99% problemów i hipnoza zdecydowanie pomaga w tym, żeby tę samoocenę podnieść do tej naturalnej. Nie do wysokiej, ale do tej naturalnej, z jaką przychodzimy na świat. Bo malutkie dzieci generalnie, kiedy przychodzą na świat, one są absolutnie pewne siebie i ich samoocena jest niezwykle wysoka i ona nie jest nadwysoka. Ona nie jest z punktu widzenia takiej postawy aroganckiej, gdzie jestem lepszy niż ktoś inny, tylko ona jest po prostu całkowicie naturalna. I kiedy małe dziecko jest głodne, no to krzyczy po prostu. Albo kiedy chce mu się spać, no to dokazuje w jakiś sposób inaczej. Kiedy jest szczęśliwe, to pokazuje to całą sobą i warto po prostu już z punktu widzenia kogoś, kto przeszedł pewne rzeczy, które tę samoocenę w jakiś sposób nadwyrężyły, wrócić do tego naturalnego stanu i też objąć się całkowicie. I jeśli chodzi też o tę drugą kwestię, czyli stany lękowe, to tak, jak najbardziej. Ja sama miałam taki naprawdę mega ciekawy przypadek mojego jeszcze serdecznego przyjaciela, który zwrócił się do mnie ze względu na naprawdę potworną arachnofobięI to była arachnofobia do tego stopnia, że jak on do mnie przyjechał, bo to był jeden z tych ludzi, którzy przyjechali do mnie. Najczęściej prowadzę sesje online, ale ten akurat postanowił do mnie przyjechać.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobił, kiedy wszedł do mnie do domu, to zaczął się rozglądać. I ja do niego mówię: „Słuchaj, spokojnie, ja ich tutaj nie mam”. I on mówi: „Dobra, tylko chcę się upewnić”. Do tego stopnia był spanikowany, kiedy wchodził do jakiegoś pomieszczenia, którego nie znał. Po prostu szukał tych pająków. Ale podczas sesji faktycznie wyszło, że kiedy był bardzo małym chłopcem, to one go gdzieś tam oblazły i on się tak bardzo przestraszył, że nikt mu też chyba nie wytłumaczył tego lepiej. To nie była nikogo wina, po prostu ci rodzice go otrzepali z tego i powiedzieli: „Już jest spokojnie, jest okej”. Ale dzieciaczek zakodował to sobie znacznie gorzej niż oni mogli mu pomóc. I od tego czasu bał się pająków. Ale po sesji faktycznie już kilka tygodni później, kiedy się go pytałam, jak się czuje, jak się ma, to o ile na początku mówił: „Wiesz co, ja nie wiem.
Mi się wydaje, że to chyba mi nie do końca pomogło”. I mówię szczerze, tak właśnie było. Ja do niego tydzień później dzwoniłam po sesji, to tak właśnie powiedział. Potem, po kolejnych dwóch tygodniach się do niego odezwałam. Mówię: „Jak się czujesz?” I on mówi: „Wiesz co? Tak samo. Ja nie wiem generalnie, czy to działa, czy nie”. Ja mówię: „Dobra, słuchasz nagrania?” „No słucham”. Mówię: „No dobra, to teraz jak wchodzisz do pomieszczenia, w którym nie byłeś wcześniej, to co, to boisz się tych pająków?” On mówi: „No ale ja ich nie widzę nigdzie”. Ja mówię: „A powiedz mi, a szukasz ich?” On: „Ty, faktycznie”.
I dopiero wtedy zrozumiał, że jego uwaga już się przekierowała. Problemy z lękami, z fobiami polegają na tym, że uwaga skierowana jest szczególnie na zagrożenie i my się go doszukujemy dosłownie. Więc gdybym miała naprawdę odpowiedzieć krótko na to pytanie, czy stany lękowe i niska samoocena są do ogarnięcia, mówiąc kolokwialnie, na sesji opartej na hipnozie, to tak. Zdecydowanie może to pomóc. Nie wiem, czy jedna, czy dwie, może trzy maksymalnie sesje by były, ale od jednej do trzech zdecydowanie by bardzo pomogły. Zakładam, że w ciągu sześciu do ośmiu miesięcy od chwili rozpoczęcia takiej sesji problemy by całkowicie zniknęły. Do tego stopnia, żeby faktycznie później życie stało się lepsze, a kolejne problemy, które gdzieś tam dotykają Sina, były raczej pojmowane na zasadzie: to jest kolejne wyzwanie, a nie rzecz, która mnie po prostu stłamsi i w jakiś sposób podważa moją wartość. Tak że mam nadzieję, że to odpowiada na pytanie. Jeżeli nie, to proszę dopytać więcej. Ale jeżeli to odpowiada na pytanie, to bardzo się cieszę.
I wyrażam nadzieję, że tak właśnie jest.
[01:28:45] - Mi dało to odpowiedź. Mam nadzieję, że znajdziemy potwierdzenie w następnym komentarzu. Ale przy okazji, zanim przeczytam następny komentarz, bo na szczęście się tutaj pojawiły następne. Powiedz mi taką rzecz, bo bardzo często ludzie się uzależniają od tego, że ktoś w pewnym sensie załatwia sprawy za nich. Czy twoi pacjenci, znowu się pojawia to określenie, ale póki co na razie lepszego nie mam, nie mają czegoś takiego? Czy ty po prostu załatwiasz jakiś etap i ci ludzie już sobie idą gdzieś tam wolno i próbują to życie po swojemu układać? Czy znowu pojawiają się z jakimiś następnymi problemami i chcą, żebyś to za nich przy twojej pomocy mogli rozwiązać?
[01:29:55] - To jest ciekawe pytanie i użyłeś tutaj dwóch ciekawych sformułowań. Ludzie, którzy chcą, żebym za nich coś zrobiła, i ludzie, którzy chcą, żebym im pomogła coś zrobić. To są dwie różne kategorie ludzi.
[01:30:08] - Poprawiłeś.
[01:30:09] - Bo ja to czuję generalnie wśród ludzi. Jeżeli ktoś się do mnie zwraca i chce, żebym za niego naprawiła problem, to ja nie pracuję wtedy z takim człowiekiem, bo to pokazuje bardzo niedojrzałą postawę do tego, żeby przyjąć się faktycznie w pełni, żeby pracować ze sobą. Bo ja jestem od tego, żeby pokazać, żeby wskazać jakieś ciemne miejsce w swoim umyśle, w swoich wspomnieniach, w swoich przekonaniach. I to ty robisz tam porządek. Nie ja. Ja wskazuję. I potem to ty jesteś też od tego, żeby faktycznie wzbudzić swoją dyscyplinę na tyle, żeby codziennie słuchać tego nagrania, żeby też kontaktować się ze mną, jeżeli czegoś potrzebujesz, żeby też przyjąć, że są inne metody na to, żeby żyć, żeby funkcjonować. I to nie ja rozwiązuję problem. Ja pomagam wskazać, gdzie jest rozwiązanie, ale to wszystko robi tak naprawdę sam człowiek.
[01:31:09] - O, proszę bardzo, to ciekawostka.
[01:31:12] - Tak. Natomiast jest jeszcze taka druga kwestia. Bardzo często jedna sesja diametralnie poprawia jakość życia na wiele miesięcy, ale później ci ludzie, z którymi pracowałam, czasami wracają po drugą albo trzecią. Jak dotąd miałam tylko jedną osobę, która wróciła po trzecią, co prawda, ale problemy, z którymi przychodzą, są już zgoła inne. One są już zupełnie inne.
[01:31:38] - Czyli uruchamia się jakiś proces? Czyli grzebiemy dalej, coś załatwiliśmy, ale jeszcze coś tam w tym buciku doskwiera. Szukamy dalej.
[01:31:48] - Tak. I okazuje się, że faktycznie kiedy to wszystko się oczyściło i później życie nabiera innych barw, innych aspektów, pojawia się z kolei inne wyzwanie do przejścia. Emocje są bardzo podobne często, ale wyzwanie jest inne. Świetny przykład podam też z moich doświadczeń. To była pani, która zwróciła się do mnie, bo była naprawdę chorobliwie nieśmiała. Miała problem z tym, żeby iść po podwyżkę do szefa, a robiła świetną robotę. Była taka zamknięta w sobie, nie potrafiła do końca komunikować tego, co myśli i bardzo brała do siebie pewne rzeczy. To jej okropnie nie służyło i czuła się po prostu stłamszona. Natomiast kiedy była już mniej więcej kilka miesięcy po sesji, zwróciła się do mnie ponownie i się jej pytałam, jak zmieniła się jej sytuacja w życiu. To powiedziała, że po pierwsze zostawiła tę pracę.
Zmieniła ją po paru tygodniach tak naprawdę, bo dostała jakąś fajną ofertę i to było takie kompletnie out of the blue, ale przyjęła ją i jest fajnie. Ale ta druga praca jej się teraz nie podoba i myśli o własnym biznesie. I myślę sobie: ja pierdzielę, co za super ewolucja! Najpierw była kobietą, która bała się odezwać na takim stłamszonym stanowisku, a teraz zastanawia się, czy otworzyć własny biznes. I teraz na czym polegał problem? Na tym, że bała się sukcesu. Jakkolwiek to zabrzmi. Bała się po prostu ruszyć do przodu, bo mówiła, że coś ją hamuje, coś ją sabotuje, nie wie dlaczego. Ale podczas tych pierwszych 15 minut wywiadu już wyłapałam, o co chodzi i spytałam się jej: „A ty nie boisz się czasami po prostu sukcesu? Nie boisz się, że ci się uda?
Albo nie boisz się bardziej, że ci się właśnie nie uda i poczujesz się taka odrzucona, samotna i taka wyszydzona?” Rzeczywiście miała już tej pokory tyle, takiego już rozwiniętego człowieka, że powiedziała: „No chyba faktycznie to jest to. Ja nic nie robię, bo się po prostu boję, że przegram i będę wyśmiana”. Ale faktycznie po sesji zmieniła swoje nastawienie też. Dzisiaj radzi sobie świetnie, ma swoją własną firmę i z tego, co wiem, to niedługo będzie szukać kogoś do pomocy. Także rozwija się i to był naprawdę piękny proces do oglądania. I jestem zdania, że jeśli jest dany problem, to jedna do trzech sesji na ten jeden problem zdecydowanie wystarczy. Natomiast jeżeli mierzymy się z czymś w życiu, to z tego, co obserwuję też po własnych doświadczeniach, po doświadczeniach moich kolegów z branży i tych klientów, z którymi pracowałam, ta jedna sesja naprawdę bardzo podnosi jakość życia. A następne, jeśli mają miejsce, to mają miejsce już po paru miesiącach tak naprawdę. Od trzech do sześciu miesięcy wraca się po kolejną, ale tutaj już z innymi doświadczeniami, innym zapleczem kwestii, które trzeba rozpracować. I one bardzo często mają takie wspólne podłoże, takie kwestionowanie własnej wartości ponownie, poczucie się bezpiecznie, gdzie jesteśmy.
Bo świat jest dostatecznie bezpieczny i nie ma się czego aż tak bardzo obawiać, tylko trzeba to po prostu poczuć i wpuścić do siebie, zaufać sobie przede wszystkim i ludziom, bo to jest istotne.
[01:35:17] - Istotne i trudne. Dobrze, powiedziałaś jedną bardzo ważną rzecz, dlatego pozwoliłem sobie na taką może niezbyt stosowną uwagę, że to ciekawe. Natomiast powiedziałaś właśnie o tym, że tak naprawdę wskazujesz miejsce powstania jakiegoś problemu. Natomiast rozwiązać problem może tylko człowiek sam. Nikt z nas nie ma dostępu do drugiego człowieka, nic mu z głowy nie wyjmie ani nic mu tam nie włoży. Wszelkich zmian musimy dokonywać sami. I pozwoliłem sobie na ten komentarz, bo ja powtarzam to być może już nawet do znudzenia, że nikt nic za nas nie zrobi. Możemy szukać sposobów, możemy szukać metod, możemy szukać technik, możemy szukać pomocy, możemy szukać zrozumienia, żeby ktoś nam coś wyjaśnił. Ale nikt nic, kochani, w naszym życiu nie zmieni. To jest ta czynność, którą musimy zrobić sami.
[01:36:33] - Właśnie tak.
[01:36:35] - Tutaj się pojawiło pytanie w zasadzie do ciebie, ale też z pewnością i do mnie, więc musimy tutaj przeprowadzić krótką negocjację, bo XY pisze: „Czy dzisiejszy gość będzie tylko dzisiaj okazjonalnie na antenie, czy też nie?” Więc pozwolę sobie poznać najpierw twoje zdanie na ten temat. Jak ty się zapatrujesz na to, żeby pojawić się u nas jeszcze kiedyś?
[01:37:09] - Ja powiem tak kokieteryjnie: nie mówię tak i nie mówię nie.
[01:37:14] - Tak myślałem. Ja powiem tak: to, co powiedziałem w przerwie, ja nigdy nic tam nie zakładam, co będzie, jak będzie. Znaczy nigdy, zazwyczaj nie zakładam, więc przed dzisiejszą audycją też nic nie zakładałem. Byłem bardzo mocno przekonany, że to będzie fajna audycja, bo przecież troszeczkę cię już poznałem. To potwierdziłem w przerwie i potwierdzam teraz. Więc ja ze swojej strony z wielką przyjemnością usłyszałbym cię w naszej audycji ponownie, więc przyjmij to zaproszenie.I kokieteryjnie się nad tym zastanów.
[01:37:55] - Ja bardzo kokieteryjnie się nad tym zastanowię i oczywiście teraz już na pewno nie powiem „nie”.
[01:38:00] - Okej, dobrze. To się pokokietowaliśmy troszeczkę, więc nie wiem, czy XY jest zadowolony z tej odpowiedzi, ale miejmy nadzieję, że będzie dobrze. Tutaj Anetka nam się pojawiła w międzyczasie i jest pytanie bardzo ziemskie. Mam pytanie, czy hipnoza może pomóc w rzuceniu palenia? W jaki sposób, jeśli tak? To jest pierwsze pytanie, więc żeby nie mieszać, jak możesz, to odnieś się do tego pierwszego pytania, a później przeczytam drugie.
[01:38:42] - Okej, jeśli chodzi o rzucanie palenia, to efekty są naprawdę spektakularne. Ja sama w ogóle zaczynałam moje pierwsze sesje hipnozy właśnie dla znajomych i dla części swoich bliskich przyjaciół, właśnie na rzucanie palenia. I efekty są naprawdę świetne. Miałam raz nawet fajne efekty z jedną moją przyjaciółką, która powiedziała: „Wiesz co, mój narzeczony też pali. Weź zrób tak, żeby on rzucił”. I tu pojawił się problem. Ja powiedziałam: „No dobra, ale on chce rzucić czy nie?” „No nie, ja mu każę”. Ja powiedziałam: „Okej, jak on będzie chciał, to niech do mnie przyjdzie”. Na tym się to zakończyło. Natomiast jeśli chodzi o rzucanie palenia, to jest też wiele badań.
Tutaj mogłabym się odwołać do ostatnich badań akurat z Uniwersytetu Stanford, jak też z Massachusetts, które pokazują jednoznacznie, że techniki wizualizacyjne podczas hipnozy na rzucanie palenia tak bardzo obrzydzają ten wizerunek papierosa, tak bardzo pokazują jego prawdziwą naturę. Bo to nie chodzi o to, że się nagle przestawia mózg na to, żeby myślał o papierosach, że są fe, tylko żeby zobaczył ich prawdziwą naturę. Papierosy są szkodliwe. Każdy papieros jest szkodliwy. Kropla alkoholu na przykład może pozwolić na to, żeby pewne substancje odżywcze w jakiś sposób lepiej w nas zniknęły. O ile na przykład kieliszek czerwonego wina na parę dni może nam też pomóc zachować zdrowie i witalność, co też potwierdza wiele badań. Oczywiście nie nakłaniam teraz do picia alkoholu, natomiast takie niewielkie mikroilości nam też mogą pomóc w wielu rzeczach. O tyle papieros każdy jest szkodliwy. Natomiast jest jedna jedyna zdrowa rzecz, jak na ironię, w papierosach i to są oddechy. Z tym jest najtrudniej się palaczom pożegnać.
Z tym, że palenie relaksuje, palenie pomaga mi odzyskać jasność umysłu. Palenie pomaga mi też jakoś się odciąć od tego, co się dzieje teraz, odstresować. A to są właśnie te długie wdechy i powolne wydechy ustami. To każdy jogin, każdy praktyk tantry, każdy praktyk breathwork, jakkolwiek po prostu powie, że te wydechy są najbardziej kluczowym momentem, żebyśmy poczuli się zrelaksowani. Więc palnę tędy papierosów, jeśli miałabym poradzić coś na szybko. Ale jeżeli chodzi o rzucanie palenia, to hipnoza naprawdę daje fenomenalne efekty. To nie musi być nawet terapia, którą ja stosuję bardzo często. Hipnoza taka tradycyjna, zwykła może przynieść naprawdę ogromne, bardzo dobre, satysfakcjonujące rezultaty. Bo nawet jeśli ktoś pali trzy paczki dziennie i nagle zacznie palić jeden, dwa papierosy na dzień, to jest ogromny sukces. To, żeby po trzech miesiącach w ogóle się ich wyzbyć, to jest fenomenalny sukces według mnie.
Ale jeżeli ktoś naprawdę chce rzucić palenie i próbował wszystkiego, i ciągle do tego wraca, to hipnoza jak najbardziej może w tym pomóc.
[01:42:01] - Super. Bardzo ci dziękujemy za tą odpowiedź w imieniu Anetki. Natomiast ja powiem ci, że mówisz: „Oddychajmy bez papierosa”. Trudno jest ludziom wyzwolić w sobie motywację do oddychania. Ja w jednej audycji dość mocno kładłem nacisk na oddychanie, żeby jednak wyrobić w sobie taki nawyk chociaż raz dziennie, przez trzy minuty po wstaniu, przed snem, żeby pooddychać. Żeśmy to próbowali robić na antenie. I jak za tydzień zapytałem, czy przez ten tydzień, taką lekcję nawet zadałem, pracę domową, żeby jednak przez tydzień słuchacze sobie popróbowali, to powiem ci szczerze, lasu rąk za tydzień na moje pytanie, kto spróbował, nie było. Więc próbuj. Masz może większy dar przekonywania, czego oczywiście z całego serca ci życzę, żebyś przekonała słuchaczy, że warto jest oddychać, że jest w tym całym mnóstwo pozytywnych czynników, które też poprawiają jakość naszego życia. Bo ja bez wątpienia oddychając, odczuwam również poprawę w swoim ciele fizycznym.
[01:43:31] - Tak, oczywiście. Tutaj jeśli chodzi o oddychanie, to według mnie jest masa naprawdę fenomenalnych mentorów, którzy mogą nauczyć nas oddychać naprawdę skutecznie, żebyśmy poczuli się dobrze. Ale szczególnie odwołuję do Wima Hofa. I to jest facet, który poprzez kontrolę własnego oddechu potrafi obniżyć temperaturę swojego ciała, by wpłynąć też na rytm bicia swojego serca, dzięki czemu ma więcej rekordów Guinnessa chyba niż ktokolwiek inny, kogo znam na ten moment iSzedł w gaciach na Kilimandżaro, to ja mu ufałam.
[01:44:10] - Okej. To ja nie.
[01:44:14] - Prowadził ekspedycję ponad 50 ludzi i wszyscy też byli albo w bikini, albo właśnie w klapkach i gaciach kąpielowych. I da się rzeczywiście kontrolować temperaturę własnego ciała za pomocą oddechu. Da się też za pomocą własnego świadomego oddechu zdecydowanie poprawić jakość poszczególnych segmentów życia. I mówię to ja, która dawniej cierpiała na potworne napady paniki, takie skręcające już dosłownie. I to nie jest ciekawa część mojej historii, ale zaczęłam się tym interesować dopiero w momencie, jak się obudziłam na pogotowiu. Myślałam wtedy, że mam zawał albo udar, ale doskonale przekonałam się o tym, jak nieprawidłowe oddychanie potrafi naprawdę zrujnować zdrowie człowieka. I przez nieprawidłowe oddychanie mam na myśli oddychanie ofiary w aspekcie fizycznym, gdzie widzimy na przykład gazelę, którą obserwuje lew i ona zaczyna oddychać w taki sposób, że po pierwsze nie słychać. Po drugie to jest bardzo szybkie i bardzo płytkie. I w ten sam sposób dzisiaj oddychamy, siedząc za biurkami tyle godzin, siedząc w domu i nie wychodząc, stresując się, wpuszczając w siebie właśnie ciężką energię, która nas gdzieś tłamsi. Tego rodzaju oddychanie męczy nas fizycznie, powoduje ogromną fatygę w ciele.
Nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, że ciągle boli mnie głowa. Ta bezsenność, problemy z metabolizmem, z chronicznym bólem stawów czy pleców, bardzo często jest powodowane reakcjami chemicznymi, jakie zachodzą przez wzgląd na to, że przyjmujemy do siebie nieodpowiednią ilość tlenu w nieodpowiedniej równowadze do dwutlenku węgla. Mówię o tym oddychaniu bardziej już z chemicznego punktu widzenia, ale to jest mega istotne, także nie chcę się zapętać teraz za bardzo, także przerwij mi. Ale oddychanie jest mega istotne. To świadomość może nam bardzo zaszkodzić, jeśli tego nie robimy dobrze. Może nam przynieść fenomenalne rezultaty, jeśli wykorzystamy tę siłę. Tym bardziej że dzieje się samo przecież.
[01:46:26] - I nie wymaga specjalnego sprzętu, czasu i tak dalej. Lepszego narzędzia, które możemy sobie zrobić sami nie ma. Nie potrzebujemy do tego ludzi. Na przykład wizyta u ciebie wymaga czegoś, czasu, zsynchronizowania ciebie, jakichś tam pieniędzy przy okazji. To już wymaga czegoś. Natomiast oddychanie nie wymaga niczego tak na dobrą sprawę. Natomiast ja wrócę do tego momentu zaufania. Powiedziałaś, że masz zaufanie do tego człowieka, którego nazwisko wymieniłaś. Natomiast ja słyszałem ostatnio taką teorię, że nie można zaufać, nie można wierzyć człowiekowi, który budzi się na pierwszy dźwięk dzwonka budzika. Że to jest człowiek nieobliczalny i w ogóle nie wiadomo, co może do łba jeszcze strzelić, skoro się budzi na pierwszy dźwięk dzwonka.
Więc to jest dla niektórych skala szaleństwa. A już wejście w slipkach na Kilimandżaro to jest dla mnie Kilimandżaro.
[01:47:46] - To jestem chyba w pełni nieobliczalny, bo ja zawsze jak słyszę pierwszy dzwonek, pierwszy budzik, to zawsze go przestawiam na 25 minut później i dopiero budzę się na drugi.
[01:47:59] - Czyli pan, panie Marku, to doskonale rozumie, że to jest objaw szaleństwa budzić się za pierwszym dźwiękiem budzika. No właśnie. Jak zaufać człowiekowi, który w slipkach wchodzi na Kilimandżaro? Oczywiście żartuję.
[01:48:14] - Ja się budzę bez budzika na przykład, więc nie wiem, czy mi w ogóle można ufać.
[01:48:19] - Teraz powiedziałaś.
[01:48:21] - Teraz mi przykro. I audycja do bani.
[01:48:26] - Ja już nie będę pogłębiał tutaj tego destrukcyjnego stanu, mówiąc o swoich, że tak powiem, relacjach z budzikiem i porannym wstawaniem, więc przejdźmy płynnie do następnego pytania pani Anety, które będzie z pewnością dla ciebie wyzwaniem. Tak myślę. Pani Aneta pisze tak: „I pytanie drugie. Te opowieści w czasie hipnozy to nie jest kwestia wyobraźni większej lub mniejszej i wiary, że to w czymś pomaga?”
[01:48:57] - Wyobraźni większej lub mniejszej i wiary, że w czymś pomaga?
[01:49:01] - Tak. Czyli ja wnioskuję, że pani Anecie chodzi o to, że to jest taka jakby autosugestia, że my idąc na hipnozę i mając przekonanie, że ona działa, coś wiesz, na zasadzie placebo, że to my sobie wmawiamy i jesteśmy przekonani, że to tylko dlatego pomaga, że my wierzymy w to, że to pomaga. Ja tak zrozumiałem to pytanie.
[01:49:25] - A...
[01:49:25] - Widzisz, wiedziałem.
[01:49:27] - Ja tak do końca właśnie nie rozumiem pytania, bo po co się...?
[01:49:37] - Ja zakładam, że to jest pytanie czysto teoretyczne, bo raczej dla mnie osobiście też nie ma trochę znaczenia, że jeżeli chcę sobie pomóc, to jeżeli robię coś, co mi pomaga, a nie robi mi krzywdy, to dla mnie już nie ma większego znaczenia, czy większy był udział osoby, która mi w tym pomagała, czy większy był udział mojej osoby czy mojej autosugestii na tą okoliczność. Dla mnie istotny, jeżeli chodzi o efekty, jest efekt, który udało się osiągnąć. Więc dla mnie nawet jeżeli byś posiedziała sobie razem ze mną albo przede mnąI wysłuchała mojej opowieści, a ja wyszedłbym ze spotkania z tobą naprawiony, to dla mnie osobiście nie ma znaczenia, co się wydarzyło i kto, i jaki procentowy udział w tym wszystkim miał. To z mojego punktu widzenia. Myślę, że to pytanie jest takie trochę teoretyczne. Jak ty to widzisz u ludzi?
[01:50:53] - Ja powiem w ten sposób: ludzie generalnie wpuszczają siebie to, co chcą w siebie wpuścić. Ja czasami, szczególnie kiedy dochodzi już do trzeciej części sesji, gdzie mówię im te wszystkie rzeczy, na których im zależy, dodając też coś od siebie, to ja widzę ich reakcje. Co ich bardziej ekscytuje, a co mniej. Niemniej jednak ja też skupiam się na tym, żeby dobierać możliwie jak najlepiej wszystkie te narzędzia, które mają im służyć. I jeżeli 75% z tego faktycznie trafia, bo większość tak, to uważam to za sukces. Natomiast wracając jeszcze do kwestii autosugestii, to wielu ludzi ma taką ocenę, że to jest takie pejoratywne. Autosugestia, że wmawiasz sobie, że działa. Ale z drugiej strony autosugestia jest potężnym narzędziem, bo gdyby nie autosugestia, to jak dokonalibyśmy jako ludzie takich rzeczy, jakie dokonaliśmy? Mówię tu o tych naprawdę pozytywnych rzeczach, które nam służą. Na przykład to, że teraz ja siedząc u mnie w domu, mogę po prostu uczestniczyć w tej audycji.
Ktoś naprawdę uwierzył, że potrafi to zrobić i faktycznie ktoś to zrobił lub ci ludzie to zrobili. Ja w takim układzie na przykład zdecydowanie unikam takiego określania, że coś jest dobre lub coś jest złe. Raczej przechylam się w stronę ku temu, że coś może nam służyć albo może blokować nasz rozwój. Przy czym autosugestia dobrze użyta może go przyspieszyć. Autosugestia nieodpowiednio użyta i która polega na tym, że na przykład sobie faktycznie przekazujemy takie raczej ograniczające komunikaty sobie i innym ludziom o sobie, to nas faktycznie trzyma od rozwoju dalej. Także to pytanie teoretyzujące. Jeżeli ktoś by mi po prostu przyszedł na sesję, żeby sprawdzić, czy działa.
[01:53:11] - To nie zadziała.
[01:53:13] - Jeżeli on wychodzi z założenia, że on jest nastawiony, że ona nie będzie działać i on chce mi udowodnić, że ona nie będzie działać, to to jest szkoda mojego czasu. Ja mogę ich dogadać komuś, kto faktycznie-
[01:53:27] - Chce coś zmienić.
[01:53:29] - Tak. Widzi dla siebie po prostu szansę i nadzieję, ale nie potrafi sam w jakiś sposób do tego dojść i potrzebuje pomocy, żeby mógł to sam zrobić. I w takim kontekście to tak. Bo ja miałam masę przypadków takich właśnie, gdzie: „E tam, na mnie to nie działa”. I faktycznie okej. Nawet jeśli czasami widziałam, że działa, to gość potrafił wstać i powiedzieć: „Ja nie czuję nic. Kompletnie. Zero”. No okej. Też nie robię tego dla ludzi, których mam coś przekonywać.
Ja nie muszę nikomu niczego udowadniać.
[01:54:09] - Zwłaszcza, widzisz, i tu się znowu po raz kolejny zgadzamy. Ja też kiedyś usłyszałem taki argument gdzieś tam w jakimś komentarzu, że jestem mało przekonywujący. I też jakiś fragment audycji poświęciłem temu, że my często jako ludzie przyzwyczajeni w naszych obecnych realiach, że wszyscy nas do czegoś przekonują. Używają przeróżnych mechanizmów, które mają nas przekonać do używania produktów, do zmiany swojego stylu życia, do bycia takim, śmakim, jeżdżenia tym, tamtym. I wszyscy się do nas pchają i próbują nas jakby przyciągnąć na swoją stronę. „Nie, nie używaj tego, użyj tamto”. Więc my jesteśmy przyzwyczajeni do przekonywania i w przypadku dokonywania zmian w swoim własnym życiu też często widzę takie coś: „Ty mnie przekonaj, żebym ja coś zrobił”. Gdzie ja mówię: „Ale zaraz, to jakby twoje życie jest, prawda? To nie jest moje życie. Dlaczego ja mam ciebie przekonywać do tego, żeby twoje życie było może ciutkę lepsze?
A jeżeli nie lepsze, to może chociaż weselsze. Może ciutkę szczęśliwsze. A nawet jeżeli nie szczęśliwsze, to mniej nieszczęśliwe”. Więc całkowicie się z tobą zgadzam. My nie jesteśmy od tego, żeby kogokolwiek przekonywać czy cokolwiek udowadniać. Raczej od tego, że jeżeli ktoś już sam wytworzył w sobie potrzebę dokonania jakiejś zmiany, żeby mu w tym pomóc.
[01:55:55] - Tak, zdecydowanie. Poza tym jest też tutaj drugi aspekt. Ci, którzy żądają dowodów, często też nie potrafią uwierzyć we własny potencjał. Potrzebują zobaczyć go gdzieś indziej, żeby właśnie dać się przekonać dosłownie. A to tak naprawdę też jest jakiś etap. Wszyscy popełniamy to, wszyscy mamy to po prostu za sobą lub będziemy mieli, lub mieliśmy i to jest okej. Natomiast warto faktycznie zdać sobie sprawę, że jest masa przykładów ludzi, którzy są szczęśliwi, spokojni, harmonijniI mają naprawdę wszystko i czują wszystko i są tym wszystkim, kim chcą być. To są piękne przykłady i nawet jeśli ich aż tak bardzo nie widzimy, to może warto faktycznie otworzyć oczy i ich poszukać, bo nasza percepcja jest często zaburzona przez to, jak chcemy postrzegać świat, a tym, jaki on jest. Może na tym skończę też wywód, bo wchodzimy już chyba na dosyć filozoficzne tory.
[01:57:03] - Ja proponuję w takim razie, żebyśmy połączyli się ze słuchaczem, który tutaj próbował się połączyć dwa razy przed momentem. Ciekaw jestem, jakie będą pytania, jakie będą spostrzeżenia. Naszym słuchaczem, z którym spróbujemy się teraz połączyć, jest pan Arkadiusz. No więc w końcu się słyszymy, panie Arkadiuszu?
[01:57:32] - Halo, halo! Słyszymy się?
[01:57:34] - Już dobrze.
[01:57:35] - Słyszymy pana, panie Arkadiuszu. Witam serdecznie.
[01:57:38] - Witam. Ja mam takie pytania. Pierwsze pytanie takie: jakie czynniki muszą być spełnione, aby człowieka skutecznie zahipnotyzować? Czy jaki trzeba mieć charakter może?
[01:57:52] - To nie jest kwestia charakteru. Jeżeli chodzi o takie techniczne podejście typowo, to do sesji trzeba podejść z takim czystym podejściem do tego, że cokolwiek się pojawi, to będzie okej. Raczej unikać używek na ten moment, bo one mogą to skutecznie zaburzyć. Więc jeżeli ktoś się decyduje na sesję ze mną, to zawsze mówię, że zero alkoholu. Nie pić za dużo tej kawy, bo ona może za bardzo pobudzać.
[01:58:25] - Może też zero cukru, bo cukier też dosyć mocno pobudza mózg.
[01:58:31] - Nadmiar cukru też szkodzi, natomiast trzeba podejść do tego w takim neutralnym dla siebie nastawieniu i takim, żeby ciało nie było przeciążone specjalnie na ten moment.
[01:58:43] - Ale to tak dzień przed, nie?
[01:58:48] - Szczególnie jeżeli ktoś faktycznie chce skorzystać z sesji, to zawsze rekomenduję, żeby na trzy dni przed raczej nie balował za ostro. Ale jakichś specjalnych, wielkich przygotowań nie ma. Warto po prostu tego dnia nie stosować w diecie niczego, co mogłoby w jakiś sposób obciążyć czy mocno pobudzać ciało, czy z kolei też je przymulać. Także wszelkie takie substancje nielegalne w naszym kraju ani też używki typu alkohol, nadmierne palenie, to po prostu szczególnie odradzam.
[01:59:27] - No dobra, drugie pytanie: jak daleko może pani cofnąć człowieka w czasie?
[01:59:33] - To zależy od niego samego, bo to nie jest mój cel, żeby szukać w jakimś konkretnym miejscu. Umysł podczas hipnozy działa jak wyszukiwarka Google, gdzie wpisuję hasło, które brzmi: „A teraz poszukamy tego momentu, tej chwili, tej sceny, tego miejsca, w którym uwierzyłeś lub uwierzyłaś, że twoja wartość nie jest wysoka albo wytworzył się w tobie mechanizm prokrastynacji”, cokolwiek to jest. I to, co się pojawia, to wtedy analizujemy. Ja analizuję z reguły jedną do trzech scen, czasami czterech. Dla mnie to nie ma znaczenia dokąd, w jakim położeniu w czasie osoba się cofnie, czy to jest przeszłość, czy to jest jakieś poprzednie wcielenie, czy przyszłe wcielenie. To naprawdę nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Najistotniejszy jest właśnie ten ładunek emocjonalny, który towarzyszy temu doświadczeniu, na podstawie którego wytworzyło się to przekonanie, które dzisiaj prowadzi do tych symptomów albo tych mechanizmów, które nas trzymają od rozwoju i szczęścia.
[02:00:46] - No tak. Trzecie pytanie: dlaczego hipnoza regresyjna nie jest w mainstreamie? To raczej jest takie nieznane, niepopularne, prawda? Ciągle się promuje psychologów i psychiatrów. Tylko nie was.
[02:01:02] - To jest ciekawe pytanie. Ja sama się zastanawiałam, dlaczego w zasadzie tak potężne narzędzie, bo sama korzystałam na pewnym etapie swojego życia i mówię to teraz naprawdę bardzo otwarcie i kompletnie bezbronnie. Korzystałam właśnie z usług psychologa, psychiatry i kilku terapeutów. Byłam w dość opłakanym stanie, więc szukałam dla siebie pomocy, ale wówczas tylko się dowiedziałam, że to, co czuję, to jest powszechne i muszę nad sobą po prostu pracować, żeby jakoś sobie pomóc. Tak że tyle mi to pomogło. Natomiast dlaczego to nie jest promowane? Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Ja mam bardzo dużo na przykład trolli i przeciwników, którzy mówią, że hipnoza w ręku kogoś, kto ma jakieś autorytatywne podejście, chęć kontroli, szuka tylko zysków albo coś takiego, to jest potworna rzecz. No i ja się zgadzam się z nimi. Ale moją intencją jest pomoc drugiemu człowiekowi i on mnie wpuści dokładnie tam, gdzie sam uważa, że mnie wpuści.
Ludzie doskonale czują moją intencję, kiedy im towarzyszę, więc ja już miałam tę wątpliwą przyjemność być pod wpływem hipnozy albo takich właśnie praktyk transcendentalnych u ludzi, którzy niespecjalnie się na tym dobrze znają. Ja wspominam to jako dosyć żenujące wypady. Nie dały mi one nic poza tak naprawdę takim poczuciem, że straciłam swój czas. Może oni swój. Natomiast czemu to też nie jest w mainstreamie? Pewnie dlatego, że to właśniePewnie dlatego, że jeszcze popularne jest to bardzo zachodnie podejście, które mówi, że jak coś się stało dawno temu, to trzeba z tym po prostu żyć i nic na to nie da się zrobić.
[02:02:55] - Ja to tak widzę, jakby to było kompletnie przemilczane. Nikt się w ogóle nie odnosi do tych scen, które ludzie mają. Nikt nie zadaje pytań, skąd to jest, skąd to pochodzi. Nawet jak ktoś do poprzedniego wcielenia się cofnie, to nauka i wszyscy tak milczą kompletnie, czy ignorują to jakoś. Nie wiem, co tu jest grane w ogóle.
[02:03:18] - Nauka coraz bardziej też się otwiera na takie rzeczy i są bardzo interesujące-
[02:03:25] - Uważam, że nie.
[02:03:29] - U nas tak-
[02:03:30] - Ja mam taką prośbę, panie Arkadiuszu, wykorzystajmy czas naszego gościa na zajmowanie się tym, czym ona się zajmuje, bo z pewnością nie zajmuje się marketingiem i rozszerzaniem czy promowaniem hipnozy. Tak więc skupmy się na tym, co możemy się dowiedzieć, a nie skupiajmy się dzisiaj na dywagacjach, dlaczego tak się dzieje. Czy nauka, czy historia, czy polityka. Skupmy się na tym, co możemy się dowiedzieć istotnego od naszego gościa.
[02:04:05] - Ile trwa taki regres?
[02:04:10] - Powiem tak: jeżeli chodzi o samą regresję, która też nie zawsze się udaje, o czym wspomniałam wcześniej, to może być jakieś 15 minut do 40. Natomiast cała sesja z tych wszystkich komponentów, z jakich jest złożona, to może być godzina, to mogą być dwie i pół, ale z reguły jest to mniej więcej dwie godziny.
[02:04:40] - Dziękuję.
[02:04:41] - Ja również dziękuję.
[02:04:45] - Dziękujemy bardzo.
[02:04:46] - Pan Arkadiusz się właśnie rozłączył. Ja może skorzystam z okazji i przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Oczywiście te głosowe, bo tych tekstowych chyba nie muszę przypominać. Tutaj bardzo aktywnie niektórzy się na czacie uaktywnili. Nasze kontakty głosowe to oczywiście numery telefonów: stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493 i oczywiście Skype radio.paranormalium.pl.
[02:05:33] - Zachęcamy kochani. Pan Arkadiusz zadał kilka z pewnością bardzo istotnych pytań również dla was, więc jeżeli mielibyście jakieś dodatkowe, to powtórzę swoją prośbę. Wykorzystajmy czas Sabiny i to, że z nami jest na zadawaniu pytań, na które ona może dać nam z racji swojego doświadczenia, wiedzy i umiejętności konkretne odpowiedzi, tak żebyśmy ten czas wykorzystali jak najlepiej. Ja wrócę, czekając oczywiście na następny telefon, na następnego słuchacza bądź słuchaczkę, wrócę do czytania komentarzy. Ten komentarz miał się pojawić przed telefonem pana Arkadiusza, bo był akurat w temacie tego, o czym rozmawialiśmy z Sabiną. Pan Andrzej napisał, że dać wędkę, nie łowić ryby za kogoś. Więc to nie wymaga jakiegoś dodatkowego komentarza. Natomiast tutaj będzie, moja droga, bardzo cenna informacja dla ciebie. Longibongi w podziękowaniu za twoją odpowiedź pisze: „Powiem szczerze, że pani mnie uspokoiła. Syn tuła się po psychologach, psychiatrach, a niestety jako ojciec nie mam zaufania do systemowego traktowania syna.
Czy można się z panią jakoś skontaktować?”
[02:07:06] - Oczywiście. Jak najbardziej. Nie wiem jeszcze tylko, jak to do końca zrobić. Czy gdzieś pod postem na YouTube będzie jakiś może odnośnik do mnie?
[02:07:21] - Coś wymyślimy, panie Marku.
[02:07:24] - Jeżeli taki odnośnik do strony na przykład na Messengera, to jak najbardziej.
[02:07:30] - To ja w takim razie zaraz po zakończeniu audycji obiecuję wysłać wtedy. Albo momencik, może nawet zrobię to zaraz teraz.
[02:07:39] - W razie czego kontaktujcie się ze mną. Ja mam namiary na Sabinę, więc będę-
[02:07:45] - Sławek tutaj konkretnie i się zaprzyjaźniliśmy, także też ma do mnie kontakt w razie czego.
[02:07:55] - I też oczywiście po imieniu i nazwisku Sabinę można znaleźć na Facebooku, gdzie też ma informacje o tym, co robi, więc ten kontakt również facebookowy możemy polecić, prawda?
[02:08:07] - Tak, ja tutaj już przekazałam dane na mój fanpage. Stamtąd też najszybciej wchodzą do mnie wiadomości, więc proszę próbować.
[02:08:19] - Dobra, słuchajcie, tutaj Sabina wystosowała prośbę, ale to między innymi widzę, że akurat chyba też uda nam się dobić do końca, bo czas Sabiny się już tutaj kończy z tego, co wiem. Więc przeczytam ci jeszcze tylko kilka fajnych komentarzy i będziemy też my kończyć w takim razie. Kaśka napisała: „Jesteście super, zawsze włączam i zasypiam lepiej”. Anetka napisała: „Ślicznie dziękuję za odpowiedź”.
[02:08:51] - A ja zapytam pana
[02:08:52] - A jeszcze jest też oda Netki: „Ślicznie dziękuję, już rozumiem”. I tutaj Wit napisał: „A jak jest z regresją przez Skype'a lub telefon? Jeśli przerwie połączenie, to jakie jest wyjście?” I jeszcze pozdrowienia od Wodnika: „Witam serdecznie z Eindhoven”. Więc jesteśmy również w Holandii. Więc jak możesz, jeszcze szybciutką odpowiedź na to pytanie i będziemy ci bardzo serdecznie dziękować za to.
[02:09:17] - Ja odpowiem na to pytanie z wielką chęcią. Z tym pytaniem wiąże się fenomenalna, zabawna historia. Nie wiem, czy pamiętacie, ale to chyba było jakieś dwa lata temu, był taki huragan, przez Polskę latał i nazywał się Sabina.
[02:09:32] - Tak.
[02:09:34] - Był taki. I ja pamiętam, wtedy umówiłam się na sesję z takim jednym panem z Australii. A połączenia z Australii — bo ja głównie pracuję właśnie online — a połączenia do Australii strasznie się zrywają w trakcie sesji. I wtedy po prostu muszę ludzi ponownie wprowadzać w ten stan. I jeżeli na przykład dzieje się tak, że nagle połączenie się zerwie, to ta druga strona w pewnym momencie zda sobie sprawę, że ja jestem coś za długo za cicho. I się po prostu wybudzi. I to nie jest jakiś niedowład, że właśnie trzeba kogoś, kto cię wyprowadzi z tego stanu. To jest ten sam mechanizm, który każe nam wstać rano do łazienki po całym nocnym śnie. Natomiast pamiętam właśnie taką historię, gdzie prowadziłam jedną sesję jednemu panu z Australii i podczas tej sesji nie tylko zrywało połączenia, ale też w pewnym momencie ja po prostu zostałam bez prądu, bo ja mieszkam w bardzo malowniczej wsi, ale jednak wsi. I po prostu byłam załamana i dla mnie to było okrutne.
Musiałam w pewnym momencie po prostu napisać do tego człowieka. Nie odpisywał, więc zadzwoniłam, odebrał i powiedział: „Ej, słuchaj, coś się stało, bo zamilkłaś i ja nie wiedziałem, co się dzieje”. Ja mówię: „No to musimy wrócić do sesji, jak wróci do mnie prąd, bo ja na baterii długo nie pociągnę”. Na szczęście szybko się włączył. Dokończyliśmy tę sesję. Przerywało nam ją pięć razy tego wieczoru, ale co nie zmienia faktu, że jakość tej sesji, pomimo tych zakłóceń, była naprawdę świetna. Przy czym powiem to, że huragan Sabina wiał, to były te cztery razy, że faktycznie przerwało nam tę sesję. Ale raz to było tak, że właśnie prowadzę coś, widzę, że mężczyzna jest bardzo zrelaksowany, jest taki naprawdę rozanielony i wszystko naprawdę idzie świetnie. I w pewnej chwili właśnie otwiera oczy. Widzę go w kamerze, jak otwiera oczy, schyla się pod stół i mówi do mnie: „Sorry, mate” — to tak po australijsku — i podnosi z podłogi węża, wyrzuca go przez okno i mówi: „One tu po prostu wchodzą.
Kontynuuj”. Ja byłam po prostu... Dalej o tym mówię i dalej jestem zdziwiona, że tak po prostu można podnieść węża, wyrzucić go za okno i kontynuuj, jest okej.
[02:12:12] - Pewnie jak się mieszka w Australii, to można.
[02:12:15] - To jest podobno jedyny kraj, gdzie natura tak bardzo chce cię zjeść, że jesteś do tego przyzwyczajony.
[02:12:22] - Dobrze. Kochani, mam nadzieję, że ta odpowiedź was, że tak powiem, uspokoiła. Ja powiem tak, ponieważ rozmawiałem z Sabiną i też jakieś tam swoje doświadczenia mam, więc my faktycznie mamy te skojarzenia takie, że ta hipnoza to jest po prostu dziura później w pamięci przez pół godziny czy przez godzinę, nie wiemy, co się z nami dzieje, więc to już tak nie działa. My w pełni zachowujemy świadomość tego, co się wokół nas dzieje. Owszem, stan jest troszeczkę inny. Może ja bym go porównał, może trochę ze stanem, w który się wprowadzamy podczas medytacji.
[02:13:01] - Bardzo dobre porównanie.
[02:13:04] - Że jesteśmy wyciszeni, jesteśmy jakby pozbawieni, jakby bardziej wyciszeni na bodźce zewnętrzne i też bodźce wewnętrzne, te, które płyną gdzieś tam z naszego mózgu. Ale jednak mimo wszystko cały czas mamy świadomość tego, co się wokół nas dzieje.
[02:13:20] - Właśnie tak.
[02:13:22] - Więc ja też ze swojej strony chciałem was uspokoić, że to już właśnie nie są te stany, że pstryk i jest dziura w pamięci. No dobrze, jeszcze jedno pytanko, moja droga. Pan Arkadiusz napisał: „Czy można zahipnotyzować samego siebie?”
[02:13:39] - Można. Natomiast trzeba to po prostu ćwiczyć.
[02:13:46] - Okej, to mamy odpowiedź dla pana Arkadiusza. Ponieważ obiecałem ci 10 minut, dlatego kończymy, kochani, dzisiejszą audycję. My oczywiście tak, ja myślę, że po tej audycji pojawi się też całe mnóstwo pytań. Zresztą mam taką nadzieję. Więc jeżeli będzie zapotrzebowanie, to ja będę negocjował z Sabiną, żeby odwiedziła nas po raz kolejny, żebyśmy mogli te pytania sobie tam gdzieś posumować i żebyście mogli, kochani, jeszcze raz zadać je już po przemyśleniu, po przesłuchaniu audycji, po tym wszystkim. Dziękuję ci naprawdę bardzo, bardzo gorąco za to, że zdecydowałaś się. Całe szczęście, że ja nie skojarzyłem tego tajfunu Sabina z naszym dzisiejszym spotkaniem. Pewnie miałbym więcej obaw.
[02:14:42] - No proszę bardzo.
[02:14:43] - Podobno imiona tych różnych tam orkanów i innych zjawisk atmosferycznych można sobie kupić. Ja może kiedyś kupię. Ciekawe, czy przyjmą tajfun Ivellios.
[02:14:56] - Hm.Ja nie mam nic wspólnego z tym, co mówiła Sabina, ale w tym momencie mnie trochę zjadłowiło.
[02:15:08] - Dobrze, kochani, mam nadzieję, że było fajnie, ciekawie. Mam nadzieję też, że dzięki Sabinie poznaliście kolejne narzędzie, które może wpłynąć na poprawę jakości waszego życia emocjonalnego, ale również tego zwykłego, fizycznego. Co było moją intencją, Sabiny również, jak zawsze pana Marka. Dziękuję wam wszystkim za obecność, Sabinie za to, że zechciała u nas tutaj gościć, panu Markowi jak zawsze za to, że wszystko przebiegło super, bez żadnych problemów technicznych. Jak zwykle w miłej i niesamowicie radosnej, mam nadzieję również dla was, atmosferze. Wszystkiego fajnego, co wymarzyliście sobie na ten tydzień. Tego wam z całego serca życzę, a za tydzień słyszymy się znowu. Trzymajcie się cieplutko. Do usłyszenia. I już.
Pa, pa.
[02:16:17] - Dziękuję bardzo. Dobrej nocy, kochani. Dziękuję bardzo, że mogliśmy tutaj być.
[02:16:23] - Dobrej nocy i dla ciebie.
[02:16:24] - Mówi do słuchaw do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie zachęcamy gorąco do sięgnięcia po książkę pana Sławka, która mam nadzieję niedługo ukaże się także w wersji audio. Książka zatytułowana „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Wydawca potencjalnej wersji audio się do mnie odezwał, że muszę zrobić okładkę do tej książki, do audiobooka, także jeszcze troszeczkę muszę podłubać w Photoshopie, użyć tych swoich talentów.
[02:17:00] - Panie Marku, lepiej trafić nie mógł, jeżeli chodzi o zrobienie okładki.
[02:17:05] - Moje możliwości głosowe przynajmniej wydawca zna, bo tam już jest w Audiotece inny mój audiobook z moim głosem dystrybuowany. Książka, która pewnie zainteresuje fascynatów ufologii „Gniazdo UFO” Damiana Treli. Jak tylko uda mi się tę okładkę zrobić, to myślę, że udostępnię ją wydawcy i będziemy dalej działać. Oczywiście zachęcamy także do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. I do polajkowania fanpage'a na Facebooku. Zachęcamy także, będzie wrzucony do opisu tej audycji kontakt do pani Sabiny Wolter, również facebookowy. Zachęcam również, jeżeli macie państwo jakieś pytania odnośnie regresingu, to zachęcam do kliknięcia właśnie tam. Czadowiczom ułatwię trochę zadanie. Wkleję link do Facebooka na czatach Radia Paranormalium. Kończymy powolutku dzisiejszy odcinek audycji „Świat oczami duszy”.
Audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień na żywo, krótko po 20.00 na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl