Radio Paranormalium zaprasza do wysłuchania audycji z cyklu "Debaty niekontrolowane". Z wizytą w biurze duchów. Mija nam powolutku niedziela, trzynastego grudnia dwa tysiące dwudziestego roku. To jest super pora, żeby rozpocząć kolejną debatę niekontrolowaną z cyklu "Z wizytą w biurze duchów". Audycja oczywiście w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami już dzisiaj: prowadząca rozmowę Beata Kampa vel Ada Adelman z bloga Biuro Duchów oraz nasz dzisiejszy gość Less Hoduń. Yy, zanim przekażę głos, yy, prowadzącym dzisiejszą audycję, tradycyjnie, yy, podam kontakty do Radia Paranormalium. Będzie można do nas dzwonić. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na, yy, GG pod numerem trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube.
Można także do nas pisać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i bloga Biuro Duchów, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc myślę, że teraz, Beato, panie Lesu, mogę z czystym sumieniem oddać Wam głos.
Witam bardzo serdecznie. Witam państwa, witam gościa naszego dzisiejszego, Lesu. Witam Cię serdecznie. Dzień dobry. Cieszę się, że spędzimy ten czas wspólnie. Z racji, yy, takiej powiedzmy, yy, tradycji, jaka, yy, tutaj przez, przez wiele miesięcy naszych audycji powstała, przypominam jedynie o konkursie na fanpage'u Biura Duchów. Tym razem w takim przedświątecznym ok-okresie, yy, możecie Państwo, yy, biorąc udział w tym, yy, konkursie, yy, po prostu, yy, wylosować książkę mojego autorstwa "Opowieści z Biura Duchów". Yy, wcześniej był konkurs dotyczący, yy, mojej najnowszej książki i część osób, yy, delikatnie dopominała się o taki konkurs z opowieściami, więc taki konkurs zrobiłam i zachęcam do wzięcia w nim udziału. A mnie będzie bardzo miło uszczęśliwić kogoś na te święta.
Drodzy Państwo, w poprzednim odcinku rozmawialiśmy o snach. Rozmawialiśmy bardzo długo. Udało nam się poruszyć ledwie część, yy, zagadnień, które planowaliśmy na tamtą audycję. Dzisiaj chcemy poruszyć temat jasnowidzenia. Wydaje się, że, yy, na świecie wiele jest osób, którym dane jest po, zaglądać za kurtynę czasu i poznać, yy, fakty mające się ziścić w przyszłości. Wydaje się, że czas jest, yy, zupełnie czymś innym niż, yy, do tej pory nam się wydawało. Czas, yy, nie jest liniowy i tego wodzi... Tego dowodzi nauka. Stąd możliwe jest, yy, prognozowanie przyszłości, gdyż w pewnym sensie żyjemy w wiecznym teraz.
Użyłam celowo słowa prognozowanie, gdyż moim zdaniem wszechświat nie zna pojęcia rzeczy przesądzonych. Stąd, yy, bywa, że prekognicyjne wglądy pozwalają jedynie znaleźć pewne ciągi myślowe i wskazówki, które pozwalają nam uniknąć pewnych zdarzeń dotyczących nie tylko nas samych, ale też bliskich nam ludzi lub nawet bardzo wielu ludzi. Jeśli do, jeśli jest to temat, yy, w którym pojawia się, yy, możliwość katastrofy, jakiegoś zdarzenia zagrażającego wielu osobom.
Mm, można powiedzieć, że nie tylko jesteśmy kowalami swojego losu, ale też potrafimy często przy, go przewidzieć. Takie, yy, wskazówki pojawiają się bardzo często w naszych snach. Symbole, pewne elementy naprowadzające nas na to, co się wydarzy, a czasami wręcz całe sceny, które dotyczą naszej przyszłości.
Powiedz mi, yy, mój, yy, szanowny dzisiejszy gościu, jak ty widzisz tą prekognicyjną zdolność, która wydaje się praktycznie dostępna każdemu z nas, aczkolwiek nie każdy chce i potrafi z tego korzystać?
Yy, ta nieli-nieli-nielinearność czasu jest tutaj chyba takim kluczem, jeżeli chodzi o w ogóle rozpatrywanie, yy, tematu prekognicji czy, yy-... procesu tworzenia się tak zwanej rzeczywistości, tak? Bo jesteśmy nauczeni i tak nasz mózg funkcjonuje, że idziemy po nitce do kłębka, tak? Czyli jest jakaś droga, czyli jest jakiś początek drogi, jest jakiś środek i koniec. Natomiast właśnie z tym czasem może być coś zdecydowanie innego.
Natomiast odczytywalność sama rzeczy, które de facto już chyba się wydarzyły, bo jeżeli ktoś odczytuje informację i ta informacja ubrana jest w nie tylko wrażenie, ale i w obraz, i w dźwięk, to znaczy, że ta sytuacja już się wydarzyła, czyli ona ma gdzieś miejsce, tak? Czyli wszystkie klocki, te istotne najbardziej dla rozwoju rzeczywistości, są w jakimś, w jakiejś konfiguracji poukładane. Jak to wygląda? No, trudno jest to określić, dlatego że my, ludzie nauczeni jesteśmy bardzo, no, powierzchownego traktowania takich tematów, tak? Bo to jest zbyt głębokie i zazwyczaj, gdy, a powiedzmy, no, imprezy, tak, wśród przyjaciół, kiedy sobie siadamy i że tak powiem, noc mija i zaczynamy sobie rozmawiać, to w końcu dochodzimy do rozmów na tematy właśnie egzystencjalne, nieskończoności, przewidywania przyszłości i tak dalej.
Jest nieuchronność losu. I w końcu człowiek nagle orientuje się, że to wszystko jest za duże na naszą głowę. Bo jak można pojąć coś, co się nazywa nieskończoność? No przecież nie może być tak, że coś się gdzieś w danym momencie skończy. Tak samo i z sytuacjami, które już się wydarzyły, a które jeszcze nie są nam znane. Z jakiego powodu tak to wygląda? Trudno jest mi powiedzieć. Natomiast te sytuacje, o których mówiłaś wcześniej, że one wydarzają się i posiadają szczególny ładunek emocjonalny. Tam szczególna energetyka jest w tym zawarta, tak, jeżeli chodzi o wypadki, katastrofy, jakieś nieszczęścia. No, nie ukrywajmy, są to bardzo silne doświadczenia dla, dla ludzi, związane z niesamowitą emocjonalnością, więc one w jakiś sposób wysyłają chyba właśnie najsilniejsze komunikaty w przestrzeń, w czas. I ta osoba, która akurat z jakiegoś powodu może nawet nie wyznawać, może nawet nie wierzyć w to, ale umie się w jakiś sposób dostroić. Jej umysł, jej świadomość potrafi odczytywać, potrafi odczytywać te rejestry. To ta osoba będzie w stanie to odczytać. I, no i jeżeli takie osoby są, to znaczy, że nie można mówić o tym, że czas jest linearny, tak? Bo gdyby czas był linearny, to nie byłoby czegoś takiego jak prekognicja. Nie byłoby czegoś takiego jak jasnowidzenie, które sięga właśnie, mówmy w cudzysłowie, do przodu, bo skoro coś zaistniało, to ono się przedstawiło w takiej formie tej osobie. Aha, i weź teraz bądź mądra i pisz wiersze, tak? To są bardzo trudne i zakręcone rzeczy, a my no, posiadamy troszeczkę inny rodzaj wiedzy jako ludzie i inny rodzaj przyzwyczajenia, żeby w dość łatwy sposób przeskoczyć ten temat. Wiesz, no, to są rzeczywiście bardzo trudne pojęcia. Niemniej dowiedziono podczas badań laboratoryjnych, że nasza świadomość jest w stanie przewidzieć pewne rzeczy z kilkusekundowym nawet wyprzedzeniem, a u tych najlepszych to nawet w kilkudziesięciosekundowym wyprzedzeniu. Były prowadzone badania, w których pokazywano ludziom obrazy i później jakby zmieniano szyk wyświetlania tych obrazów, a ludzie mieli na przykład wcisnąć guzik przed, wiesz, w tej chwili, kiedy im się wydaje, że za chwilę pojawi się na przykład obraz pejzażu jakiegoś. Mhm.
i eksperymentów. I okazywało się, że wiele było takich, takich prób rzeczywiście w warunkach laboratoryjnych, podkreślam, czyli spełniających te wszystkie wymogi badawcze, na które tak bardzo podobno kładzie się nacisk w nauce, udało się to powtórzyć i było to... nawet spełnił się ten wymóg powtarzalności tego, tego efektu. Stąd istnieje przecież, istnieje wiele sytuacji, w których my sami możemy dotknąć tego, tego kilkusekundowego wyprzedzenia. Mam tu na myśli na przykład takie chwile, w których myślimy o kimś i w tym momencie dzwoni telefon.
Dokładnie. Kiedy zdarza się na przykład sytuacja, że myślimy o kimś i sami właściwie nie wiemy dlaczego. I, i spotykamy, załóżmy, w jakimś dużym markecie osobę, której nie widzieliśmy od miesięcy. Ale wcześniej dziwnym trafem pojawia się w naszym umyśle myśl, wspomnienie, jakiś przebłysk, taki flesz dotyczący tej osoby. I to jest jakby jeden poziom, który ja bym wyodrębniła, taki po prostu dotykający nas w stanach pełnej, no, powiedzmy, pełnej, pełnej naszej świadomości, tak? Inny poziom osiągamy w momencie, kiedy śnimy. I tutaj nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale ja bym też podzieliła te, powiedzmy, profetyczne wizje na co najmniej dwie kategorie. Jedna jak gdyby dotykająca tego, co nazwalibyśmy w cudzysłowie kontaktem z planetą, czyli czymś, co pojawia się u dużych grup ludzi, można powiedzieć, w przededniu jakichś wielkich kataklizmów. I tu prawdopodobnie znajdą się osoby, które powiedzą: „A, bo to nasz gadzi mózg wychwytuje pewne informacje i w tym momencie przeczuwamy, że coś się zdarzy".
No, powiedzmy, na tej samej zasadzie co zwierzęta.... Choć ja się oczywiście z tym do końca nie zgadzam, ale od razu tak, taka myśl się pojawia, jeśli chodzi o oponenta. I drugi, zupełnie inny poziom, kiedy wydaje się, że te informacje, które do nas przychodzą we śnie, mają charakter czegoś na kształt sczytywania pewnych faktów, pewnych rzeczy, które nas dotyczą, ale w sposób świadomy nie moglibyśmy tych informacji posiąść. I trzeci aspekt, dla mnie taki proroczy, to są właśnie wskazówki, które wydają się pochodzić całkowicie z zewnątrz, jakby od obserwatora, który znajduje się w takim oddaleniu, że może tą sytuację, że ma ogląd po prostu ogromny, ogromny ogląd sytuacji i dostęp do wielu licznych informacji. Czy Ty też jakby w podobny sposób to postrzegasz?
Tak, myślę, że to jest, to jest bardzo ciekawy podział. Natomiast ja bym tutaj jeszcze dołożył może jedną cegiełkę od siebie, że tego typu pozyskiwanie takiej wiedzy odbywa się w momencie świadomego wejścia w stan senny.
Czy tutaj będziemy mówić o lucid dreaming, czyli świadomym śnie, który odbywa się w momencie, kiedy są normalnie pory snu, jak gdyby dla człowieka, czyli pory nocne, kiedy organizm akceptuje sen jako sen i można, że tak powiem, ten sen przerobić na to śnienie świadome. I druga rzecz to są, to są momenty, kiedy śni się po to właśnie, żeby wygenerować jakieś specjalne stany, które mają czemuś służyć. I tutaj między innymi chodzi o pozyskiwanie wiedzy, jaką otrzymywał Edgar Cayce. To był człowiek, który wchodził w stan podobny do snu i te informacje pozyskiwał. Więc myślę, że te dwa aspekty, jak gdyby tutaj takiego świadomego, że tak powiem, otwarcia się na dane komunikaty, to też jest chyba ciekawe i zasadne ubarwienie.
No tak, bo to jest, tylko to jest jak gdyby zależne od pewnych umiejętności śniącego. Ja odnosiłam się jakby do tych spontanicznych, do powszechnych stanów. Natomiast rzeczywiście, jeżeli chodzi o śniących proroków, jeśli można tak powiedzieć, czy przepowiadających, no to rzeczywiście Cayce jest tutaj postacią bardzo znaną i no, wiesz, ja byłam zaskoczona, kiedy zbierając materiały do książki, dowiedziałam się, że Cayce'emu pośmiertnie kilka amerykańskich uczelni przyznało doktora honoris causa, albowiem oni wykorzystywali pewne elementy.
Przepraszam, zapomniałam dodać uczelni medycznych, które wykorzystywały właśnie to, co Cayce wyśnił i to, co zostało przez niego opisane. I rzeczywiście jest to wielki fenomen. Choć jeśli pozwolicie Państwo na krótką dygresję, to chciałabym przypomnieć również postać bardzo mało znaną, postać Lukrecji de León. Wieszczka ta żyła w Hiszpanii za czasów Filipa II. No i całą wiedzę o niej zawdzięczamy niestety archiwum Świętego Oficjum.
Ja tylko krótko przypomnę, że ona śniła na przestrzeni, przede wszystkim te sny były spisane, tysiąc pięćset osiemdziesiąt siedem, pięćset dziewięćdziesiąt. I Lukrecja de León śniła o... Albo inaczej, śniła w bardzo specyficzny sposób. My byśmy to dzisiaj nazywali nie tyle świadomym snem, co ona po prostu opuszczała ciało i była w stanie, śniąc, przemieszczać się mentalnie. Można powiedzieć, że była mentalnym szpiegiem, którą Hiszpani wykorzystywali, gdyż ona na podstawie tego, co, co, tych informacji, które zebrała podczas tych astralnych wizyt we wrogich obozach, na dworach nieprzyjaciół rodziny królewskiej, na podstawie zebranych informacji przez nią właśnie opracowywano różne tego rodzaju nie tylko taktyki bojowe, ale strategie dyplomatyczne. Ona służyła swojemu krajowi bardzo dobrze i miała możnych protektorów, jak się Państwo domyślacie. I trwało to do czasu tak zwanej wielkiej czystki w Toledo. Tą wielką czystkę przeprowadziła Święta Inkwizycja, a jak wiemy z historii, oni byli tak skuteczni, że przy nich Gestapo to po prostu okazałoby się dyletantami bez pojęcia.... jak siać terror i jak działać skutecznie w ten, w sposób właśnie taki brutalny. Lukrecja, jako ciekawostkę dodam, że Lukrecja przeżyła koszmar lochów inkwizycji, a z kazamatów Świętego Oficjum wydobyła jej, wydobyła ją Lady Jane Dormer, która, no, dzisiaj powiedzielibyśmy, była producentką teatralną, organizatorką różnych widowisk i ona po prostu wywiozła ją do Anglii, gdzie, jak się można domyśleć, ta młoda kobieta służyła zapewne swoim talentem królowej. A więc mamy tutaj jeszcze inny obszar możliwości jasnowidzenia, tak? I możliwości ludzkich dotyczących wykorzystania procesu snu. I to jest, to, to było dla mnie bardzo zaskakujące, powiem szczerze.
Natomiast ja bym jeszcze tutaj chciała się odnieść jak gdyby głębiej do tego, co mówiłeś o Cayce. Powiedz mi, no, on otrzymywał informacje, które jak wspomniałam, z których po dziś dzień korzystają uczelnie medyczne, ponieważ jest to świetna podpowiedź dotycząca i pewnych terapii, leków i po prostu bardzo, bardzo szerokich aspektów dotyczących medycyny i farmacji. To wobec tego powiedz, skąd twoim zdaniem tak naprawdę jasnowidze, jasnowidzący, a szczególnie Cayce, brał te informacje? Czy on się przesuwał niejako w czasie i przestrzeni?
Jeżeli czas jest nielinearny, to znaczy, że otacza nas wszystko, co się wydarzyło i co się wydarzy w naszym przekonaniu ludzkim. Rzecz pierwsza. Rzecz druga: umiejętnie czerpał, otwierając się na tę wiedzę. Umiejętnie czerpał właściwe informacje, które być może się nauczył.
Być może w naturalny sposób wiedział, które informacje są potrzebne. Zresztą panuje przekonanie, że przecież Cayce nie był medykiem z wykształcenia. Natomiast wszyscy twierdzą, że bardzo sprawnie i bardzo profesjonalnie posługiwał się zarówno terminami medycznymi, jak i sugestiami, co należy zastosować i tak dalej, i tak dalej. Więc gdzieś te wszystkie informacje na pewno muszą być zawarte. Czyli jak gdyby ta Kronika Akaszy była dla niego, stała otworem, tak?
Więc on korzystał z tej możliwości. Po prostu dzielił się z tym ludźmi. To wszystko. On przecież tak samo jak z kolei inny polski, słynny polski swego czasu pan Ossowiecki. Tak, to był, to była osoba, która zajmowała się technicznymi aspektami rzeczywistości tak naprawdę, tak? Jego ojciec był chemikiem, on był inżynierem, a później nagle okazało się właśnie, że te kwestie, które związane były z postrzeganiem pozazmysłowym, po prostu zdominowały to życie w jakiś sposób. Więc tak samo i tutaj, w jego przypadku, tak, on zajmował się tymi kwestiami medycznymi, no, pomimo tego, że nie był do tego jak gdyby stworzony. Ale mówię, wszystko kwestia rozstrojenia, tak? Więc tak samo jak osoba, która nie wierzy, a która zaczyna doświadczać. Ot, dzisiaj miałem rozmowę z zaprzyjaźnionym artystą. Pozdrawiam Wojtku! Który opowiadał mi o tym, że z pewnym swoim znajomym czasem spotyka się i ten znajomy ma umiejętność jakąś, właśnie posiada taką umiejętność, która pozwala mu na wgląd, pozwala mu na odbieranie jakichś fluidów, czy to od osób właśnie, które są już po drugiej stronie, czy informacji związanych z czymś, co właśnie ma się wydarzyć.
Więc pytałem go, czy ta osoba, która pomimo tego, że ma dystans, że jest osobą niejako niewierzącą w takie rzeczy, mówię, czy ona otrzymując taki komunikat i czując, że ten komunikat powinien być w jakiś sposób komuś przekazany, czy ona to robi? Czy ona jest tego świadoma i zachowuje ten porządek rzeczy? No, mówi tak. Przekazuje informację, ale mówi: „No, mimo wszystko ma, ma takie luźne nastawienie względem tego i woli, woli nie dowierzać raczej, tak?” Więc zobaczmy, jakie tutaj jest przeogromne bogactwo podejść i nastawień samych ludzi, którzy, którzy takimi tematami się zajmują. I okazuje się, że później, że zajmują się, no, wręcz niesamowicie, tak? Bo mają ogromne sukcesy, pomagają ludziom i co ciekawe, nie otrzymują za to opłaty. W sensie nie potrzebują otrzymywać za to opłaty, jak twierdzą. No, Cayce w jakiś tam sposób, no, nie tyle może pobierał opłaty, co ludzie po prostu wpłacali datki na, na jego, że tak powiem, istnienie, utrzymanie. No, przecież każdy musi w tym wymiarze żyć, opłacić rachunki, po prostu przetrwać. Nie każdy musi żyć w luksusie, ale no, jakieś tam minimum musimy mieć. Jak wspomniałam, przypadek Cayce'go jest absolutnie wyjątkowy z tego względu, że zachowało się bardzo dużo materiałów, z których jak powiedziałam, czerpie się do dzisiaj. Mało tego, przyznano mu tym, za to wszystko, co on-... Z jakiejkolwiek by to nie była przestrzeni, ale przyniósł tę informację, którą przyniósł ludzkości, przyznano, przyznano mu nagrodę honoris causa, doktora honoris causa. Więc to, to jest już naprawdę bardzo, bardzo poważna sprawa. Ale czasami zastanawiam się, czy to nie działa w ten sposób, że troszkę zgodnie jak z tą maksymą, że kiedy uczeń jest gotowy, pojawia się mistrz. To, kiedy my jesteśmy gotowi, żeby otrzymać pewne informacje, to łapiemy, jak to nazwać, właśnie to dostrojenie do odpowiedniej fali. I wtedy przychodzą pewne pomysły, inspiracje. To szczególnie chyba właśnie w świecie artystów jest takie bardzo namacalne i ukryte.
Jak rozmawiam z ludźmi, często pojawia się właśnie wątek tak zwanych marzeń, tak? No bo standardowo ludzie traktują rzeczy, które przychodzą im do głowy jako marzenia, czyli te fluidy, które coś przyjemnego dają człowiekowi w postaci podszeptów, podpowiedzi. No i słyszę tak: „A wiesz, no bo coś mi tam przychodzi do głowy, ale to jakieś tylko głupie marzenia, to, to, to nieistotne". Ja mówię: wręcz przeciwnie. Jeżeli jest moment, że przychodzi ci to do głowy, to znaczy, że jesteś gotowy, żeby to zrobić, bo na przykład jest to związane, nie wiem, z nauką języka, z założeniem jakiejś działalności, ze stworzeniem, nie wiem, jakiegoś dzieła sztuki czy coś w tym stylu. Jeżeli przychodzi ci ten pomysł do głowy, to zacznij się tym zajmować. Mówię, bo gdybyś nie był gotowy, to znaczy, że umysł twój nie byłby na tyle chłonny, żeby przyjąć te informacje. Nie pojawiłoby się, nie wyświetliłoby się. To nie jest tak, że ty całe życie myślisz o tym, nie wiem, żeby wyjechać na narty w Alpy lub żeby, nie wiem, posadzić sobie palmy na podwórku i stworzyć uprawę tych palm, tak? Czy cokolwiek innego będziesz robił. Jest to, mówię, to pojawia się tobie w umyśle na zasadzie: przyszło. Dlaczego? Nie wiem, dlaczego tak, ale przyszło. Jeżeli przyszło, przy- przyjrzyj się temu i zacznij się tym zajmować. Jeżeli jest to twoim marzeniem, to będziesz miał tym większą frajdę.
To jest właśnie umiejętność bycia osobą jasnowidzącą w pewnym sensie, tak? Czyli każdy nasz umysł potrafi odbierać, odczytywać te komunikaty, potrafi je przetwarzać emocjonalnie w taki sposób, że odczuwamy je jako swoje, jako coś bardzo przyjemnego, coś, co fajnie by było zrobić, coś, co chcielibyśmy zrobić lub kim chcielibyśmy być. Czyli taki rodzaj jasnowidzenia pragmatycznego, które nas ukierunkowuje, które pokazuje nam, jak mogłaby rzeczywistość wyglądać, co moglibyśmy z niej fajnego mieć. No, nie każdy się przyznaje do tego. Nie każdy może chce przyznać się, że oto gdzieś jakaś podświadomość mu tam coś szepcze i to na tyle wyraźnie i często, że może nawet się i nie przyzna czasami, że w ogóle cokolwiek się z nim takiego dzieje. Aż w końcu przyjdzie taki moment przełamania.
Właśnie impreza. Właśnie sobie siedzimy, jest troszkę więcej alkoholu. Ktoś się wtedy być może otworzy. No szkoda, że nie jest to w normalnym stanie świadomości, tak? Bo, bo to, to kurczę, wtedy tak łazi tam za tym człowiekiem, łazi i psuje mu życie. W sensie takim, że człowiek sam ma wrażenie, że to, że to mu psuje życie, tak? Bo coś mu gada, coś mu gada. On myśli, że, że może coś nie tak z moją psychiką i tak dalej, ale jednak to są umiejętności, tak? Bo wszyscy posiadamy tę umiejętność. Tylko technologizacja naszego życia sprawia, że człowiek staje się troszeczkę bardziej wygodny, niż był kiedyś. Czyli mniej odczytujemy tego, co mamy gdzieś w głowie, a bardziej funkcjonujemy w postaci palców klikających po ekranach. No niestety, szkoda. Myślę, że my, ta technologizacja oczywiście robi swoje, dlatego, że my zestrajając się z maszynami, z którymi współpracujemy, które mają być nam pomocne i często są, to po prostu, no, stajemy się tacy jak one. My dostosowujemy się do pewnych wygód i czasami korzystamy nadmiernie, co prowadzi do tego, że wiesz, kiedyś umiejętność liczenia w pamięci i umiejętność chociażby liczenia w słupku była powszechna. Przypominasz sobie, przecież doskonale pamiętasz te czasy, jak panie w sklepach nie miały kalkulatorów elektronicznych, jakichś wag i- i przeliczających. I z prędkością światła wydawało się przeliczały- Tak jest.
-ile tam za te dwadzieścia deko cukierków czy za te czterdzieści osiem deko schabu. A w tej chwili ludzie się tak przyzwyczaili do tego, że używają kalkulatora. I ja to widzę po moich dzieciach, że przeciętnemu człowiekowi, gdybyś powiedział, ile to, jakąś taką prostą, prostą do przeliczenia rzecz. No właśnie, ile za te dwadzieścia deko cukierków, jak kosztują one trzydzieści dwa złote za kilogram, to w pierwszej chwili konsternacja.
Dokładnie. Bo i pierwsze co, to co robi ten człowiek, zanim uruchomi swój umysł? A jest to tak proste działanie, że naprawdę nie wymaga jakichś szczególnych zdolności matematycznych. Ale co robimy pierwsze? Sięgamy po kalkulator.... Mamy jakiekolwiek wątpliwości dotyczące, no, wszystko jedno, jakiejś sprawy, która, o której rozmyślamy. No co robimy?
No, sięgamy po wujka Google'a, tak? Ja nie mówię, że to jest złe, bo poszukiwanie nowych informacji jak najbardziej. Tylko że my się nie zastanawiamy, nie staramy się sobie tego przypomnieć, tylko natychmiast wywołujemy, wywołujemy tą akcję poszukiwawczą. Wyszukiwarkę, tak.
Tak. I wyszukiwareczka. Także to masz rację. Poza tym też jest silna presja tego starego paradygmatu, który wiele wskazuje na to, on się sypie po prostu. Stary paradygmat, postrzegający dość z poziomu newtonowskiego wszystko. I jest ta presja, że człowiek jest w stanie coś wykoncypować na zasadzie takiej zimnej i twardej kalkulacji. I to jest okej. Natomiast jak człowiek używa jakby tych mniej zbadanych zmysłów, to albo oszalał, albo a co najmniej nie należy mu ufać. I jesteśmy uczeni, żeby nie ufać jakimś przeczuciom, że my mamy wszystko sprawdzić, przekalkulować, jak...
jest, powiedziałabym, taka, taka naturalna więź nasza z nadświadomością, ze światem widzialnym i niewidzialnym, który nas otacza. Ona jest jakby odsuwana, deprecjonowana. Wiesz dlaczego? Dlatego, że jest bardzo bliska. Powiedziałaś o tym wcześniej.
Spontaniczność. Kolejne słowo klucz. Spontaniczność to jest coś właśnie, co jest bezpośrednio z tym związane. Bo jeżeli dotyka to wszystkich tych, którzy wyznają zasady, że jest coś więcej niż tylko materia, tych, którzy w ogóle nie wierzą i niszczą takich ludzi, którzy wyznają zasadę, że jest coś więcej niż tylko materia. Spontaniczność, czyli nie jesteśmy przygotowani na to, co w danej chwili może do nas przyjść. Natomiast rozmawialiśmy wcześniej. Tutaj kojarzy mi się pewien temat związany ze słowem spontaniczność. Spontaniczność może być nie tylko w kontekście zjawisk, które wydarzają się gdzieś tutaj, obok, w czasie.
Taki spontan może wynikać też i człowiek jest totalnie wtedy zaskoczony względem sytuacji, które są odsunięte w czasie o dość znaczącą ilość godzin, miesięcy wręcz nawet. Bo nie pamiętam, miałem akurat w poprzedniej audycji jeszcze powiedzieć o pewnym panu, którego miałem przyjemność poznać tutaj w Szczecinie i jego nawiedzały właśnie takie, takie wizje, które polegały na tym, że on widział jakieś tam rozkrzaczenia, jakieś takie drabinki, jakieś takie pałąki, takie coś dziwnego. On mówi: "Nie wiem, co to było takiego". Tak mu się to też śniło. I też nie zapisywał i robił rysunki. W momencie, kiedy przyszedł atak na WTC i pojawiły się zdjęcia, te najbardziej charakterystyczne ujęcia. Pan zamarł, bo to było dokładnie to. Tak więc spontaniczne jest to dlatego, że my się tego nie spodziewamy, ale czas w rozciągnięciu może być tak długi, że czasem może się wydawać, że opowiadamy jakieś bzdury. Do wszystkiego, do każdej sytuacji musi być odpowiednia ilość czasu, prawda? Więc tak naprawdę ten czas później zweryfikuje, czy to, o czym mówiliśmy, jest prawdą. A w przypadku ekstrasensów, takich właśnie, którzy zajmują się przewidywaniem przyszłości czy jasnowidzeniem, no to oj, też bywa bardzo różnie, ale czas zawsze weryfikuje. No to właśnie Ossowiecki, jeżeli mnie pamięć nie myli, powiedział, że najtrafniejsza jest ta przepowiednia, która się nie spełnia. Bo jeżeli on w swojej przepowiedni kogoś, może pojedynczą osobę, może jakąś grupę, może naród ostrzega przed czymś i następnie ta przepowiednia okaże się, że się nie spełniła, to on powiedział, że jest szczęśliwy, bo to znaczy, że ludzie dokonali jakichś działań naprawczych, zaradczych, które powstrzymały najgorsze.
Tak, ale też powiedział ciekawą rzecz, mianowicie, że lubi, kiedy mu się przewidzi, przewidywania nie sprawdzają. Dlatego, że czuje się wtedy jak wiele osób normalnych, zwyczajnych osób ze społeczeństwa i nie jest kimś, kto służy zabawianiu gawiedzi, jak on to mniej więcej określał. Więc też bardzo ciekawe podejście.
No, wiesz, w ogóle ważny jest aspekt, który tutaj należy poruszyć, mianowicie taki, że niestety wiele z przepowiedni tych najbardziej znanych ekstrasensów, no, powiedzmy, mam tutaj na myśli Nostradamusa, Babę Wangę, po prostu tych gigantów, którzy przepowiadali naszą przyszłość. Wiele z tych, o tej Makedzie, tej królowej Saby to już nawet nie wspomnę, że dopuszczano się niesamowitych przekłamań, manipulacji.... Tu, ponieważ, no niestety, te najwięksi, najwięksi z ludzi, którzy sięgają za kurtynę czasu albo też do pewnej bazy danych, no, bardzo, bardzo głęboko, oni mieli bardzo duży wpływ na, na politykę po prostu.
I dlatego ich, ich przepowiednie były wykorzystywane politycznie, a przez to bardzo mocno manipulowane. I to niestety w tej chwili jest często wykorzystywane przez naukę, która mówi, że one się nie sprawdziły. Momentami dochodzi wręcz do tego, że no, te przepowiednie są zbierane i włączane do pewnego kanonu w taki sposób, że trudno już odróżnić te prawdziwe od tych stworzonych ad hoc, na potrzeby polityczne. Przecież jest taka historia, kiedy to Anglicy, wiedząc, jaką niesamowitą słabość do Nostradamusa mają Niemcy, bo przecież, że rzekomo jedna z przepowiedni Nostradamusa miała mówić o pojawieniu się Hitlera. No, a naziści z euforią przyjmowali taką interpretację, gdyż ona nadawała ich przywódcy, no, mistyczny status.
No, a jak Goebbels mawiał, że trójkąt stanie się kwadratem, jeśli będzie to powtarzał odpowiednio długo, no to z tego korzystano i do tego sięgnął również brytyjski wywiad. Nie wiem, czy słyszeliście Państwo o tym, że brytyjski wywiad sfałszował jedną z przepowiedni, przepowiedni Nostradamusa, a właściwie sfabrykował, bo tak stworzyli ją od początku i sfabrykowali tą przepowiednię mówiącą o tym, że będzie zamach na Hitlera i on w tym zamachu zginie, co przyczyni się do oczywiście upadku Niemiec. I oni poszli tak daleko z propagandą, że ulotki z tą przepowiednią zrzucano nad Niemcami, aby no, po prostu demoralizować Niemców. I wiesz, to było wszystko zrobione w takim kontekście, że no tak, znacie jedną przepowiednię, ona jest wam na korzyść, ale nie znacie tej tajemniczej, którą my znamy. I co ciekawe, to miało bardzo duży efekt. To jest tak samo, jak z działaniami wśród, powiedzmy, polskich polityków.
Najpierw jeden z polityków powie na temat drugiego, że ten jest taki i taki, zrobił to, tamto i jest w ogóle i go nazwie. Później go przeprosi, ale to, co powiedział, zostaje w przestrzeni, zostaje w pamięci ludzkiej. Cały czas jest rozpatrywane jako jeden z elementów opisujących tamtą osobę. Tak, to jest właśnie podkopywanie morale narodu i nie dziwię się wcale. Podejrzewam, że cały sztab marketingowców siedział nad tym, żeby coś takiego stworzyć. No i to są bardzo skuteczne rzeczy.
Ale stworzyli ją ponoć tak, tak doskonale, wiesz, jakby naśladując styl Nostradamusa, że taki no, znakomity znawca twórczości Nostradamusa rozpoznał tą przepowiednię jako prawdziwą, umieszczoną w jakimś wydawnictwie, które opublikowało te przepowiednie. Po prostu przez przypadek wzięli ten falsyfikat i wsadzili do Centurii Nostradamusa.
Oczywiście on to zgłosił, to zostało rozpoznane. No ale jak dobrze ją podrobiono, tak? Niesamowite. Co nie było proste, bo przecież wiemy, jakimi on się posługiwał. Nie dość, że starofrancuskim, to jeszcze różnymi takimi dialektami. I mieszał i łacinę, i grekę, i Bóg wi co. Także to nie jest takie, to nie jest takie proste, ale chodzi mi po prostu o to, że tak wiele z tych przepowiedni wykorzystano politycznie, że to też miało wpływ na to, że jak gdyby osłabła wiara w możliwości prekognicyjne ludzi, nawet tych, którzy no, wydawali się takimi po prostu ikonicznymi wręcz postaciami tej, tej, w tej, w tej, w tej dziedzinie, tak? Jeżeli chodzi- popatrz teraz, jaki to jest paradoks.
Ja tylko króciuteńko. Jak silna jest komunikacja ze strony przekazów płynących od jasnowidzów i jak bardzo ludzie to chłoną, a jak bardzo jest to wypierane ze świadomości? No dokładnie, dokładnie. Dlatego, że gdybyśmy zawierzyli może bardziej sami sobie, no to mogłoby się okazać, że my naprawdę mamy ogromny potencjał w tym kierunku i że jesteśmy i na jawie w takiej, powiedzmy, uproszczonej formie, czyli powiedzmy, no, tak jak mówimy, pomyślałeś o kimś, zadzwonił telefon i we śnie na dużo, dużo głębszym i takim potężniejszym poziomie jesteśmy w stanie nie tylko przewidywać, ale też na bieżąco odbierać to, co się dzieje z ludźmi.... Który, których kochamy, yy, z ludźmi, którzy, z którymi jesteśmy związani i, jak również jesteśmy w stanie zaglądać, yy, zaglądać za kurtynę, za kurtynę czasu. To jest, yy, myślę, że komuś bardzo na tym zależało, żeby, żebyśmy nie myśleli o sobie i nie poznali siebie i tego, kim my jesteśmy naprawdę. Znaczy, bo to nie w smak jest osobom i grupom osób, które zarządzają społeczeństwami, tak? Bo gdyby ludzie- gdzieś właśnie ostatnio wyczytałem, gdyby ludzie dowiedzieli się, kim są, jakie mają, jaki mają potencjał w sobie, to być może żylibyśmy w o wiele lepszej rzeczywistości. Bardzo możliwe, że by tak było. Natomiast, no faktycznie, jeżeli wzrasta samoświadomość, wówczas wzrasta większy może nie tyle krytycyzm w kontekście tego, co się widzi, ile większe rozumienie, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej. A to wiadomo, wtedy odsuwa taką jednostkę. To jest swego rodzaju taka, ee, taki rodzaj apostazji mentalnej, tak? W zasadzie może społecznej, bo, bo jednak ktoś wie. To nie jest na zasadzie już wiary, tak? Bo nie mówmy, że wierzymy jasnowidzom czy, czy wierzymy uzdrowicielom, czy wierzymy wróżkom. Nie.
Tak jak powiedziałem, czas weryfikuje wszystko, więc jeżeli ktoś mówi jakieś rzeczy, to na pewno przyjdzie moment, kiedy będzie ta weryfikacja widoczna. Jeżeli jest to związane z naszymi jakimiś bardzo konkretnymi okolicznościami, jako, jako mną, moją rodziną, moim społeczeństwem, sąsiadami czy kimkolwiek, tak? To jeżeli ktoś mówi w konkretach czasu, sytuacji, wydarzeń, osób, to wtedy na pewno zostanie to zweryfikowane i wtedy będzie wiadomo, czy ten ktoś mówił prawdę, czy tylko po prostu jest takim szarlatanem. A niestety również tacy chodzą po świecie.
No, wiesz, to jest, są dobrzy lekarze i źli lekarze. Są dobrzy stolarze i źli stolarze i są, można powiedzieć, ludzie szlachetni, parający się czy też posiadający umiejętności jasnowidzenia. I są po prostu ludzie, którzy się za takowych jedynie podają. I to, to jest bez wątpienia. Ale tu ważną rzecz poruszyłeś, że też taka osoba, ee, bardzo często, mm, no, narażona jest na takie po prostu złe traktowanie albo ostracyzm ze strony otoczenia. I to moim zdaniem też skutecznie gasi wielu ludzi, którzy mogliby pomóc i rzeczywiście mają bardzo silnie rozwiniętą tą intuicję. Najprostszy przykład i na pewno ty też znasz takie ze swojego życia. Taka...
Korespondowałam z panią z zawodu pielęgniarka, która opowiadała, że ona zawsze miała jakieś sny dotyczące przyszłości swojej i swoich bliskich, bo one się bardzo często sprawdzały, a przynajmniej w taki sposób znaczna część z nich się sprawdzała, taki weryfikowalny, powiedzmy, sposób. I wiesz, miał- miała na przykład sen, w którym śniła, że autobus z dziećmi spada na, yy, no, powiedzmy, z takiego, powiedzmy, z urwiska, tak? Że jest taki nasyp i autobus ten wpada w poślizg i spada z tego nasypu i się przewraca. No i rozpoznała, że to jest, że to są, to nie są przypadkowe dzieci, że to są te dzieci, z którymi jej córka, dzieci z klasy jej córki i oni jadą na wycieczkę. No i ona podjechała, bo mąż rano zawiózł córkę do szkoły, tam na miejsce zbiórki, a ona przebudziwszy się dosłownie, no wiesz, kurtkę, kurtkę zarzuciła na piżamę, wsiadła w samochód, podjechała do tego autokaru, bo on jeszcze nie zdążył odjechać na wycieczkę i zabrała tą córkę do domu. Zabrała ją z tego autokaru i była przy tym bardzo poddenerwowana i tak dalej. I rzeczywiście tak się stało. Ten autokar w drodze powrotnej wpadł w poślizg i na szczęście żadne z dzieci nie zginęło, ale wiele dzieci ucierpiało. I później było takie zebranie specjalnie zorganizowane w szkole. No bo wiesz, czy ktoś komuś może pomóc? Organizowanie lekcji dla tych dzieci, wiesz, z połamanymi rączkami i nóżkami. No, tam różne rzeczy były. No i tak, żeby po prostu jakoś tych ludzi zorganizować. I ona była tam na tym zebraniu traktowana jak trędowata, ponieważ inni rodzice, zwłaszcza matki, powiedziały: "Ty wiedziałaś, że stanie się coś złego, a nam nie powiedziałaś". Ale gdyby powiedziała, to wtedy by ją prawdopodobnie ukamienowano, szydzono by z niej i tak źle, i tak niedobrze.
No, ale to jest... Czy ja uważam- nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, Lesu, ale ja uważam, że to jest przyczynek do tego, iż wiele osób mających takie przebłyski, w których widzą to i owo, siedzą cicho. Po prostu wolą się nie odzywać. Dokładnie.
Ponieważ boją się, co się stanie, jak się stanie. ... Nie umiemy szanować się nawzajem, nie umiemy się słuchać i nie umiemy rozumieć świata. Krótko. No wiesz, jesteśmy w stanie docenić i docenić różne, różnego rodzaju sztukę, dzieła sztuki i yy czy jakieś inne takie ogólnoludzkie rzeczy, do których mamy dostęp. Natomiast- Amerykańskie szczególnie, prawda? Och!
Amerykańskie. Wszystko takie piękne, nie? Takie jak u samych swoich. Taki ładny, amerykański. Szkoda. Dokładnie. A przecież kurczę, sami w sobie mamy tyle, tyle niesamowitości. I właśnie, widzisz, no, gdyby umieć, gdyby umieć ze sobą się komunikować, no to nie wiem, ale to jest też strasznie dużo rozmawiania i strasznie dużo tematu opisowego, bo on i tak podsumowuje się jednym, tak?
Gdybyśmy umieli, umieli bardziej szanować siebie, no to wtedy nawet taki podszept na zasadzie, że no właśnie, chyba coś dzisiaj się stanie. I to podejrzewam, że wtedy nie tylko ta jedna matka by miała ten sen, tylko gdyby większa osób, większa ilość osób była otwarta na takie komunikaty, to wówczas byłoby tych komunikatów więcej i mog- mogliby rozmawiać ze sobą. Mogliby się otworzyć na to, tak? To może dzisiaj nie jedźmy i tak dalej, i tak dalej. Więc umiejętności, umiejętności, jeszcze raz umiejętności, a nie wiara, tak? A ja wierzę, że coś tam, bo ktoś powiedział.
Nie. Wiedza przede wszystkim i umiejętności. Tutaj nasz słuchacz pisze no tak: "Jackowski przewiduje teraźniejszość, a wszystkie jego przepowiednie się nie sprawdzają". Mm. Myślę, że general- generalizowanie, że wszystkie to z pana strony jest taką emocjonalną troszeczkę formą komunikatu.
No, sam Jackowski przyznaje, że nie każda z przepowiedni się sprawdza, chociażby w kontekście jego współpracy z policją. Ja akurat miałem tę przyjemność kiedyś, gdy jeszcze prowadziłem sympozjum Ukryta Rzeczywistość w Policach, w Miejskim Ośrodku Kultury. Pani dyrektor pozdrawiam.
Okazało się, że pan Krzysztof przyjął moje zaproszenie. Przyjechał. Byli również fizycy, którzy występowali podczas tego sympozjum. To było takie sympozjum właśnie interdyscyplinarne i on przywiózł potwierdzenia w postaci dokumentów podpis- podpisanych, podpieczętowanych przez organa policji. Ale jak sam przyznał, on nie jest stuprocentowy. Policja nie jest stuprocentowa. Zawsze jest jakiś procent niepewności, zawsze jest coś nie tak. Z różnych powodów, tak? Więc on tak samo przyznaje. On nie jest idealny, ale na tyle, na ile potrafi, na tyle pomaga.
I wielokrotnie bywało tak, że w bardzo dziwnych miejscach, w bardzo trudnych, wydawałoby się miejscach, gdzie nie powinno się tam nic wydarzyć, odnajdywane były ciała osób, które zaginęły, które tam zmarły. I coś tam się stało takiego, tak? Więc wskazywanie dokładnej trajektorii przemieszczania się, żeby do tej osoby dotrzeć, że tu jest, mamy, dajmy na to, strumyk. Tutaj leży jakieś takie dziwne drzewo. Później przechodzimy przez jakiś rów i docieramy tam do tej osoby. I to się wszystko zgadza. Więc uważam, że generalizowanie takie, że nic się tam nie zgadza, no, jest nie fair, tak? Natomiast faktycznie są również sytuacje, kiedy mu nie wychodzi. Z jakich przyczyn? No to on na pewno sam czuje, tak? Czasem mówi, że pewne osoby nie życzą sobie, jak gdyby emocjonalnie być odnalezionymi. Czasem te komunikaty są niezbyt czytelne. Myślę, że to tak jak w życiu, tak? Mamy czasem pewność, że coś robimy dobrze, a czasem występują takie czynniki w danej sytuacji, które sprawiają, że no, weźmie się nam nagmatwa tutaj, nagmatwa informacyjnie i się pogubimy, tak? Chociaż gdyby wydawałoby się, że to jest coś prostego. No to chyba to tu właśnie wygląda.
Jest też kwestią oceny. Czyli w przypadku, kiedy pan Jackowski szuka osoby zaginionej i prawdopodobnie szuka ciała, powiedzmy to wprost i znajduje, nakierowuje ekipę policyjną na konkretne miejsce. I oni rzeczywiście znajdują tam ciało, ale nie tej osoby, której on szukał. To pytanie powstaje, czy to jest sukces, czy porażka? Bo znalazł w tym miejscu ciało innej osoby.
Ona też w jak- w jakiś sposób, być może komunikacyjnie, ta akurat jaźń przebiła się do niego i doprowadziła do odnalezienia swoich kości, tak? Dokładnie. Bo kilkakrotnie w przypadku pana Jackowskiego tak było, że odnaleziono w danym miejscu zwłoki, zakopane, kości.
No, czy powiedzmy, w różnym tam stanie rozkładu ciało, ale niekoniecznie tej osoby, której on szukał. I dlatego mówię, no, pewne rzeczy czy ocenianie w kategoriach, mm, w kategoriach sukcesu i porażki, no to wydaje mi się, że tutaj trzeba by było też pewną, pewną wstrzemięźliwość w ocenie zachować.... Poza tym też ja nie ukrywam, że jestem pod wielkim wrażeniem Krzysztofa Jackowskiego i ta postać wydaje mi się szalenie utalentowana i niezwykła. Natomiast chciałabym powiedzieć, że często chyba mylone są wypowiedzi pana Jackowskiego, w których on nie tyle opowiada o swoich wizjach, co po prostu dokonuje pewnej bardzo świadomej analizy rzeczywistości. I to, co pan Jackowski powie jako nie Jackowski jasnowidz, tylko Jackowski, człowiek myślący, jest właśnie mylone z wizjami. A poza tym powiedzmy sobie szczerze, kiedy się dochodzi do pewnego rodzaju popularności medialnej, a pan Krzysztof jest bardzo popularną postacią i medialną, to niestety, ale mogą media to wykorzystywać. Bo jeżeli bardzo taka, powiedzmy, popularna gazeta napisze, że Jackowski powiedział to i to, to Jackowski musiałby mieć bardzo dużo pieniędzy i bardzo dobrych adwokatów, żeby wytoczyć tej gazecie proces, proces i udowodnić, że on tego nie powiedział i że to nie była wypowiedź autoryzowana et cetera. Myślę, że wiecie Państwo, o co mi chodzi i nie będę tego wątku już tutaj bardziej rozwijać, ale pamiętajmy o tej manipulacji medialnej.
Ja jeszcze chciałbym odnieść się tutaj w kontekście tego, co, co słuchacz zgłosił. Chciałbym się odnieść do pewnego, do pewnej sytuacji, jaka miała miejsce właśnie i była związana akurat z panem Jackowskim. To była rzecz dotycząca morderstwa pewnej prominentnej rodziny w Japonii. Prawdopodobnie było to tak. Zresztą można do tych informacji jak gdyby dotrzeć. I polecamy oczywiście zajrzenie tam panu i innym słuchaczom. Była to rzecz bardzo ciekawa, ponieważ no, była ponoć trudność w dojściu do tego, co tam się stało w ramach tej tragedii i zaproszono po prostu pana Jackowskiego.
Pan Jackowski przyjechał, poopowiedział dokładnie. Później okazało się, że było to spójne bardzo z prawdą. No i na drugi dzień oczywiście wszyscy się kłaniają na ulicy panu Jackowskiemu. No i właśnie. I teraz pytanie, w jaki sposób można by było dowiedzieć się o danym wydarzeniu? Trzeba by było wiedzieć wcześniej, że zostanie się zaproszonym do takiej telewizji.
Trzeba by było dowiedzieć się, nauczyć się czegoś o rodzinie, która została zamordowana, o samej kulturze w Japonii i tak dalej, i tak dalej. Tak więc mówimy tutaj o rzeczach, które no troszeczkę wykraczają poza tak zwane normalne dedukowanie. Więc widocznie są pewne sytuacje, które w nieoczywisty sposób wpływają informacją do umysłu takiej osoby. A są takie sytuacje, takie okoliczności, miejsca, przedmioty, które bardzo czytelnie mówią. Ja tutaj już nawiązuję do następnego tematu, o którym chciałbym troszeczkę później powiedzieć. Jest to związane chociażby z tak zwanym chyba eksperyment arizoński to się nazywało. Chris Robertson, brytyjski jasnowidz, został zaproszony do eksperymentu naukowego, który kontrolowało dwóch naukowców i kilka osób jeszcze było związanych z tym eksperymentem, które były niejako ukryte i nie brały formalnego udziału w danym przedsięwzięciu. I Chris Robertson miał za zadanie... W zasadzie pojechał z jednym z tych naukowców w podróż, w trasę. Było wytyczonych dziesięć miejsc, które były losowo przez kogoś tam wybrane. Nikt nie wiedział, co to będą za miejsca. I on dokładnie rysował, opowiadał, spisywał, do jakich miejsc będą jechać.
Spisywał szczegóły, które były z tym miejscem związane. A mówi się, że nie ma naukowych doświadczeń związanych z jasnowidzeniem. A, a jednak są. Rozwiń ten temat, proszę. Tak od razu, że tak powiem. Idźmy w tym kierunku.
Film można zobaczyć. Nazywa się bodajże „Jasnowidz”. Dużo filmów będzie mogło być odnajdywanych właśnie z udziałem pana Krzysztofa Jackowskiego. Natomiast tutaj chodzi o Chrisa Robertsona, człowieka, który zaczął funkcjonować w przestrzeni publicznej, informacyjnej, w kontekście osoby jasnowidzącej na podstawie różnych rzeczy, które działy się akurat tam na wyspach, jak na przykład sytuacja, kiedy on zgłosił się na policję i powiedział, że zostanie wysadzony bank. Powiedział, kto to zrobi, jak to będzie wyglądało i tak dalej.
Faktycznie doszło do takiej sytuacji, że bodajże dwie czy trzy osoby wysadziły się tam. To byli, z tego, co pamiętam, bojownicy IRA i chodziło o jakieś banki i tak dalej. Ja już teraz nie pamiętam bardzo szczegółów, natomiast pan potrafił właśnie przekazać i zapisać tego typu, tego typu wydarzenia. Został zaproszony kiedyś właśnie przez amerykańskich naukowców do wzięcia udziału w eksperymencie, gdzie było dziesięć dni doświadczenia. Polegało to na tym, że zostały zaproponowane przez osoby-...
które z dwoma naukowcami, którzy ściśle brali udział w tym doświadczeniu, nie wiedzieli i informacje, yy, polegające na tym, że dostawali informacje, co dzisiaj odwiedzą, w którą stronę pojadą i do jakiego miejsca zmierzają, docierały w dość kręty sposób do osoby niewiedzącej, czyli naukowca, który jeździł z Chrisem w te właśnie wycieczki.
A Chris sukcesywnie miał spisywać swoje przeczucia, yy, polegające na tym, że miał jak gdyby urzeczywistniać za pomocą swoich spisów, przewidywań, gdzie będą się udawać. I na filmie widać, wszystko jest zarejestrowane kamerą. W jaki sposób ten eksperyment przebiegał i jak obydwaj naukowcy byli po prostu w totalnym szoku, że rzeczy, które on rysował, dojeżdżali na miejsce i okazywało się, że tam jest dokładnie to. Dokładnie o to chodzi. Tam dokładnie stoi taki samochód, który na kołach ma dokładnie taki wzór złożony ze śrub, który rysował Chris. I tak dalej, i tak dalej. Więc wow! To, to było dla mnie mega przeżycie.
Niesamowite. Chociaż ja jestem osobą, która nie powiem, że wierzy, ale ja wiem, że świat wygląda inaczej niż się, niż się mówi tutaj z telewizji, z radiu czy tych innych mediów mainstreamowych, czyli, czyli wygładzony i tylko po prostu tak po łebkach. Ja wiem, że wszystko istnieje, czego my jeszcze nie znamy. A mimo wszystko oglądając ten dokument, byłem przeszczęśliwy, zadziwiony i mam nadzieję, że tego typu rzeczy będzie występować więcej. Bo to dowodzi tylko i wyłącznie temu, że umiemy, że coś jest innego, tak, że powinniśmy postrzegać. Być może dzięki temu powinniśmy lepiej żyć. Bo tak jak kiedyś Paracelsus powiedział, tak: „Wszystkie górki, pagórki, łąki i doliny są aptekami”. Więc jeżeli natura stworzyła coś, co nam zaszkodziło, to też stworzyła na to jakieś panaceum, jakiś środek zaradczy. Więc tak samo najprawdopodobniej jest tutaj. Jasnowidzenie jest narzędziem po to, żebyśmy mogli lepiej żyć.
No, jeszcze w rękach szczególnie szlachetnych. Przypomnijmy tutaj, bo nie darowałabym sobie, gdybyśmy tego nie zrobili, postać ojca Klimuszko. Bo wybitny, wybitny jasnowidz, człowiek, który również odnalazł bardzo wiele osób, a powojennej zawierusze, no to dopiero miał czego szukać. On patrzył w ludzi jak w otwartą księgę.
Przecież tam kilkakrotnie były prowokacje ubeckie w jego stronę, bo chcieli go ośmieszyć. I on trzykrotnie przynajmniej rozpoznał tych prowokatorów i zawstydził ich. No, w sobie tylko znany sposób i w swoim stylu, czyli po prostu wskazując im pewne, pewne rzeczy, na przykład z ich przeszłości. Także on potrafił i w przyszłość, i w przeszłość zaglądać.
I ja mam wrażenie, że to, co ojciec Klimuszko opisał w swoich wizjach dotyczących przyszłości, to się już od dłuższego czasu dzieje na naszych, na naszych oczach. I warto sięgać nie tylko po wszelkie zielniki przez tego zakonnika stworzone, ale również można sięgnąć do, do jego, do jego wizji dotyczących przyszłości. Patrzę, mm, co tu piszą o panu Jackowskim, bo oczywiście jeszcze odniesienia będą. Och, pan Krzysztof chyba dzisiaj będzie miał czkawkę. Z tego, co tu pisze jeden pan Jackowski przewiduje co roku trzecią wojnę światową.
Być może pan Jackowski ma dar i widzi, co się wydarzyło. Może i wyczuwa jakieś tragedie, które się wydarzyły, ale nazywanie go kimś, kto może przewidywać przyszłość, jest co najmniej nie, nie na miejscu. A ja odniosę się do tego jeszcze w jeden sposób. Do tej, do tej wypowiedzi.
Mianowicie w taki, że jeżeli przyjmiemy, że Krzysztof Jackowski jest w stanie sczytywać z akaszy po prostu pola informacyjnego, informację na zadany temat, to trzeba zdawać sobie sprawę, że on, jeżeli odmówimy mu tych wglądów w przyszłość, tak? Że powiemy tak, on sczytuje informacje na zadany temat mniej więcej. Okej, tylko weźmy pod uwagę, że jeśli sczytuje informacje dotyczące pewnych spraw politycznych, gospodarczych, nawet na ten moment, to przecież sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie, tak? I tutaj również zmianie mogą ulegać jego przepowiednie. Choć oczywiście może się mylić i to nie ulega wątpliwości, ale mówienie też, że nie wybuchła wojna taka czy inna, o której wspominał pan Krzysztof. No, ja bym się tu bardzo zastanowiła, dlatego że na wielu krajach, zwłaszcza w okolicach pewnej zatoki umiejscowionych tam, wrze jak w kotle. I czy to już jest konflikt, czy jeszcze nie?... No to kwestia jest tego, czego my, jak my to widzimy, czego my się spodziewamy? Tak.
Ja pozwolę sobie też tutaj odnieść się do takiej bardzo polskiej formy odnoszenia się do pewnych osób. W momencie, kiedy Adam Małysz odnosił sukcesy, był mistrzem, wszystko było okej. Kiedy przestał odnosić sukcesy, wieszano na nim psy i koty. Myślę, że Adam tak czy tak zawsze pozostanie mistrzem, niezależnie od tego, co teraz robi, bo tym mistrzem był. Nagrody zdobywał i Polskę za granicami sławił. Zdobył wiele nagród w takiej formie, w jakiej tego nikt wcześniej nie zrobił. I podobnie jest z panem Krzysztofem. Pan Krzysztof posiada te umiejętności i jeżeli coś mu się nie udało, po prostu mu się nie udało. Tak, to jest rzeczą ludzką, bo człowiek jest istotą ułomną niestety, ale jednocześnie jest osobą, która posiada umiejętności, tak jak powiedziałaś, do sczytywania informacji, które są dla nas codziennych, że tak powiem, zjadaczy chleba niedostępne. A pan Krzysztof to potrafi. Uważam, niech robi to, co robi dalej i niech robi to, że tak powiem, jak najlepiej, tak? Bo chodzi przede wszystkim o pomaganie ludziom. Bo to nie jest tak, że jeżeli ktoś jest jasnowidzem, to mówi: "Ale ja jestem zajebistym jasnowidzem.
Tak, ja wam teraz pokażę." Nie, te rzeczy robi się w pewnym konkretnym celu, czyli właśnie, żeby nieść pomoc, żeby nieść dobre słowo. Jeżeli właśnie tak wcześniej powiedziałaś, że ta rzeczywistość jakoś się zmienia i być może tak jak Osowiecki powiedział, że on cieszył się, że coś się nie wydarzyło, co przewidywał. To znaczy, że ludzkość umiała w jakiś sposób na tę rzeczywistość wpłynąć tak, żeby nie stało się to złe, tylko żeby było to, co mamy teraz, czyli, czyli pokój. Tak, więc ta wojna nie doszła do skutku, żaden tam konflikt nie wybuchł i każdy z nas by sobie tego życzył. Więc jeżeli od czasu do czasu panu Krzysztofowi udaje się pomagać bardzo skutecznie, to niech nadal robi to, co robi, bo przecież to jest pomoc niesiona konkretnym ludziom, tak? To nie jest rzecz pod tytułem, że ja robię wszystko. To nie jest James Randi, tak? Człowiek, kiedyś iluzjonista, który już, już się przeniósł do tej lepszej rzeczywistości. Ciekawe, co on tam widzi teraz. Który strasznie, strasznie psioczył na tematy wszystkie paranormalne i przeciwko wszystkim stawał się robić, że tak powiem, okonia po to tylko, żeby pokazać ludziom, że on ma takie stanisko, że tej paranormalności nie ma żadnego jasnowidzenia i tak dalej, tak? Więc takie, takie zakrzykiwanie no, do niczego dobrego nie prowadzi.
No na pewno nie. On był tylko prestidigitatorem i on z tego poziomu oceniał innych, robił sztuczki. On uważał, że wszyscy postępują i mogą postępować tylko tak jak on, czyli oszukiwać naszą percepcję. I każdy mierzy swoją miarą. Dokładnie. Także pojawia się pytanie. No, tutaj jest też pan: "Kiedyś oglądałem vlogi Jackowskiego. Jestem świadom tego, o czym mówiła pani Beata, czyli niekoniecznie jasnowidzenia, ale oceny sytuacji społeczno-politycznej." No, ja tutaj po prostu myślę, że jeśli ktoś słucha Krzysztofa Jackowskiego, spijając każde słowo z jego ust i zakłada, że właśnie nie, nie stosuje tego odróżnienia, tego filtru, że czym innym jest jego ocena bieżącej sytuacji społeczno-politycznej z perspektywy no, człowieka, wydaje się, mającego całkiem, że tak powiem, spore umiejętności logicz- logicznej analizy, a czym innym są jakieś paranormalne prognozy. Nasza słuchaczka pyta: jak odróżnić prawdziwego jasnowidza od fałszywego? Jak odróżnić, Pesu?
Wydaje się, że bardzo proste pytanie, prawda? Tu też wkracza w grę umiejętność odczuwania. Jeżeli umiemy posługiwać się przeczuciami, jeżeli umiemy patrzeć na ludzi, jeżeli funkcjonujemy z naszą rodziną, z naszymi przyjaciółmi, znajomymi osobami, są- są- sąsiadami, tak? I tak dalej. I umiemy obserwować ludzi. Widzimy ich zachowanie, wiemy, jakiego rodzaju gesty i jakiego rodzaju zachowania są związane z jaką osobowością. I porządkujemy sobie te informacje na tyle, żeby być świadomymi tego, że to, w jaki sposób patrzymy, ma sens. No to uważam, że takiej osobie nie trzeba mówić zbyt dużo, bo wtedy każda osoba, która patrzy w sposób świadomy, nie chwyta od razu wszystkiego, tak?
Bo jasnowidz, bo oczekiwania. A jeżeli ludzie są w momencie szczególnym w swoim życiu, że coś stało się w ich rodzinie, że potrzebują pomocy, bo ktoś zaginął, bo ktoś zmarł, bo nie wiadomo, co się wydarzyło, więc wtedy są oczekiwania względem takich jasnowidzów, tak?
Po pierwsze reputacja takiej osoby.... Czyli wiadomo, jak często dana osoba jest używana, że się tak brzydko wyrażę, do wykorzystania ją w tego typu sytuacjach jak poszukiwania, jak wskazywanie miejsc, przedmiotów, ludzi i tak dalej. To jest rzecz pierwsza. Rzecz druga. Bywają też osoby, które są sensytywne i które posiadają umiejętności, ale z tym się nie obnoszą. Więc nawet jeżeli to będzie ktoś z pani otoczenia, ktoś wskazany, a kogo by pani wcześniej nie podejrzewała, choć na przykład mogła pani widywać taką osobę, to sposób rozmowy samej, którą prowadzi się z daną osobą jeszcze przed zaczęciem mówienia, o co konkretnie chodzi, powinien dać do zrozumienia, z kim mamy do czynienia, tak? Czyli umiejętność posługiwania się czytaniem ludzkich gestów. Czy to jest sympatyczna osoba? Czy to jest osoba nerwowa, która ucieka wzrokiem, tak? Po prostu obserwujmy, ale także też sugerujmy się tym, że ktoś powiedział, że dana osoba pomogła, że dana osoba przyniosła ulgę, tak? Ponieważ powiedziała coś, czy odnalazła coś lub kogoś i zrobiła to w taki, a w taki sposób. Więc obserwacja ludzi, uczenie się nawzajem siebie to, to uważam, że wszystko.
Ja powiem w ten sposób najprościej: po owocach ich poznacie. Bo ludzie, którzy wykonują, wykazują pewne talenty. Oni bardzo często, tak jak powiedziałeś, albo się jakoś nadzwyczajnie z tym nie obnoszą, a nawet jeśli mają tą niewiarygodną odwagę, to zdajmy sobie sprawę, jaką odwagę trzeba mieć, żeby publicznie mówić chociażby o tych rzeczach, o których my tu dzisiaj rozmawiamy. To nie jest takie proste. Moi, wielu moich znajomych się dziwiło I żeby usiąść gdzieś w jakimś programie.
pytało mnie: „Skąd ty bierzesz tą odwagę? Wiesz, że ogląda cię tak dużo osób i ty po prostu mówisz o tym, co przeżyłaś". Na przykład. Skąd ty to bierzesz? Przecież zawsze będą ludzie, tak zwani hejterzy. Zawsze będą ludzie, którzy cię będą krytykować. A ja odpowiadam, że po prostu jestem sobą i myślę, że całe moje życie przygotowywało mnie na to, żeby robić pewne rzeczy, żeby mnie zahartować, żebym miała dość siły i odwagi, żeby się przeciwstawić takim... Ja nie mówię o ludziach, którzy, spokojnej krytyce, bo ktoś może się ze mną nie zgadzać. Ja mówię o ludziach agresywnych, bardzo takich, no, szukających sieci wyżycia, tak? Więc po prostu. To jest jeszcze jeden aspekt, o którym trzeba powiedzieć, że publiczne, że tak powiem, przyznanie się do pewnych, do pewnych rzeczy.
Tak jak kilku takich mamy znanych w Polsce jasnowidzów, między innymi pan Jackowski. To też jest, to też jest rodzaj odwagi. To jest pierwsza sprawa. Druga sprawa jest taka, co te uczynki ich przynoszą, tak? A i Krzysztofa, i jeszcze paru innych osób w tym kraju i w ogóle na świecie. Są to ludzie, którzy przynoszą innym ukojenie, odnajdując właśnie chociażby zwłoki zaginionych bliskich, którzy po prostu dzięki temu ci ludzie odzyskują spokój ducha. Wskazują im różne rozwiązania spraw bieżącej przyszłości, pewne aspekty istotne w ich życiu. Czasami potrafią wskazać temu człowiekowi w kilku słowach, kilku zdaniach drogę do samego siebie, ponieważ widzą dużo, dużo dalej. Więc ja bym przede wszystkim szukała owoców.
No, oczywiście wywołaliśmy ogromną, ogromną dyskusję na temat właśnie umiejętności Krzysztofa Jackowskiego. No, ja uważam, że każdy niech zostanie tutaj ze swoim zdaniem, bo sceptyków nie przekonamy. I, i tyle. I ja proponuję, żebyśmy tutaj przeszli do jakby kolejnego etapu naszej rozmowy albo poszerzyli ten, o którym, o który zacząłeś. O, o tym amerykańskim naukowcu, o tych eksperymentach.
Wiesz co? Bo tutaj przede wszystkim chodzi o tak zwaną wiarygodność. Skąd się bierze tak zwana wiarygodność? Jak to już pani przed chwileczką nasza słuchaczka zapytała. Wiarygodność się bierze ze sposobu, w jaki dana osoba się prezentuje, czyli kim jest, jakiego, jakich sformułowań używa, jakie ma metody, czy ma sukcesy. A czasami bywa tak, że osoba, która jest dobra w jakiejś dziedzinie- już nie mówimy o jasnowidzeniu, która jest dobra w jakiejś dziedzinie, może się okazać po prostu zwykłym patafianem, ale jednak wygrywa....
Ale jednak jest gdzieś tam na piedestale z nagrodą, bo wygrywa, ponieważ ma dar do tego. Będzie też taka osoba, która będzie zdobywała szlify, laury, uznanie i będzie coraz więcej pozytywnych sytuacji, które ona, że tak powiem, zamieniła w spokój, w dobro, czyli jak gdyby pomogła innym ludziom. Osoba, która będzie, dajmy na to, bardzo cicha, będzie niewiele mówiła. Też są takie osoby.
Zobaczmy: Baba Wanga, postać na południu Europy, która była niewidoma przez kilkadziesiąt lat, a jednak umiejętnie przewidywała i potrafiła wielu ludziom pomóc, tak? Ludzie są ludźmi, więc nie róbmy w ten sposób, bo to jest właśnie też takie generalizowanie, tak? Albo pan Jackowski, wszystko mu nie wychodzi, albo to, tamto, albo tamto, owamto. Nie! Jest wiele różnych czynników i kryteriów, które możemy przyłożyć do danej sytuacji. I czasem nawet właśnie najlepszy mistrz typu Adam Małysz. Troszeczkę wiatr inaczej zawieje, więc już poleci inaczej. Ci, którzy stoją na dole, oni nie będą tego widzieli, bo ten wiatr jest niewidoczny.
Czyli jest pewien czynnik, który zafunkcjonował, tak? I teraz wyobraźmy sobie, że Adam skoczył i nie poleciał tak, jak trzeba, chociaż wszyscy oczekiwali i powiedział, że ten wiatr. To teraz, czy wszyscy przyjmują tę jego wypowiedź za prawdziwą? Przecież mógł dzisiaj być na przykład niedysponowany z jakiegoś powodu. Może się źle czuł, może był chory, może był po totalnej imprezie, może był zły, może coś, tak? A on jednak powiedział, że to był wiatr. Skąd my to wiemy? Ja uważam, że nie ma sensu się skupiać na to, skąd my to wiemy. Jeżeli Adam na następnych zawodach wychodzi na skocznię, skacze znowu i leci bardzo daleko i znowu wygrywa, to znaczy, że tam w danej sytuacji miało się prawo zadziać coś, co było troszeczkę inne, niż byśmy wszyscy oczekiwali.
Więc wiarygodność. Tak, tak jak tutaj i ty Ado mówisz, i ja mówię: wszystko czas zweryfikuje. Więc niezależnie od tego, czy ktoś osiąga to w sposób skomasowany, tak? Tu i teraz, nagle jest wysyp, eksplozja umiejętności, niesamowitości, bo tego ludzie oczekują, tak? Ludzie idą skrótowo, myślowo po trupach do celu, na zasadzie: jeżeli umiesz, to masz umieć po prostu na maksa.
No nie, jesteśmy ludźmi. Pamiętajmy o tym, że często się mylimy, że może być tak, że analiza formalna pana Krzysztofa miesza się z jego wizją, a on to wszystko prezentuje na bieżąco. Cały czas jego umysł pracuje tak, jak każdego innego jasnowidza, tak jak każdego innego eksperta w jakiejkolwiek dziedzinie, tak?
Jeżeli mówimy o lotach w kosmos czy samolotach, które latają tak ponad nami, ogromne kolosy. Nieraz w programie pokazywane są sytuacje, kiedy to przesunięcie jednego przecinka o jedno, dwa oczka, okazywało się, że samolot, który startuje, zaraz musi lądować i to nawet nie wyleciał jeszcze dobrze z lotniska, ponieważ okazało się, że paliwa było zatankowane za mało, ponieważ albo system, albo człowiek inaczej ustawił przecinek. No sorki, miało prawo się tak stać, bo gdyby się tak nie stało, to znaczy, że nie ma prawa dziać się nic, czego byśmy nie oczekiwali.
Czyli powinniśmy żyć cały czas w zgodzie, pokoju. To po co są w takim razie kartele narkotykowe? Po co są wojny na Bliskim Wschodzie? Po co są niesnaski międzykulturowe w Afryce i tak dalej, i tak dalej, tak? Więc generalizowanie i oczekiwanie nad wyraz prowadzi po prostu do pewnych radykalizmów myślowych. A to jest totalny dyskomfort w postrzeganiu świata. Jeżeli zaczynamy rozumieć świat, jeżeli uczymy się świata, życia jako młodzi ludzie, jeżeli czytamy, nie uprzedzajmy się. Tak to kiedyś ktoś powiedział. Nie pamiętam, kto to był. To Einstein chyba był, tak? Zdrowy rozsądek to jest zbiór uprzedzeń, które człowiek nagromadził w sobie przed osiemnastym rokiem życia. Więc wrócę do tego samego, o czym mówiłem.
Rozummy siebie nawzajem, rozummy siebie samych i umiejętnie posługujmy się wiedzą. Ale nie mówię o wiedzy naukowej. Niedawno, jakiś czas temu rozmawiałem z pewną młodą osobą na temat właśnie tego, co i jak się wydarza, a o czym nie wszyscy wiedzą. Nie wszyscy to rozumieją i akceptują. Czyli te wszystkie tematy para i tak dalej, i tak dalej. Osoba fajnie rozmawiała, ale była zdystansowana do tego. Ja później mówię, że coś, coś zaczynamy rozmawiać o wiedzy i po dłuższym czasie czuję, że coś mnie nie łapie. I mówię: stop, stop, stop, stop. Ale mówię, nie chodzi o wiedzę naukową, o której ty mówisz. Chodzi mi o wiedzę jako doświadczenie. Zobaczmy na przykład Erich von Däniken, człowiek, który jest wyśmiewany przecież niejednokrotnie, a to jest facet, który jeździ w miejsca, które później opisuje. Nie siedzi przy kaloryferze i przy laptopie, śmiejąc się z innych. Tylko on jedzie, poznaje, doświadcza i pisze na ten temat książkę.
Więc sięganie po poznanie świata, poznanie drugiej osoby to też jest poznanie nas samych. Tylko po prostu powinniśmy otworzyć taką możliwość we własnym umyśle. Ja mogę tylko dodać jedną rzecz od siebie.... Że my w tym wszystkim musimy oddzielić czasami człowieka od jasnowidza. W tym sensie można być, przecież doskonale wiemy, że można być wspaniałym, empatycznym lekarzem i okropnym ojcem. Można być przywódcą narodu na miarę Gandhiego, który jednocześnie był fatalną, że tak powiem, głową własnej rodziny. Więc to, że pan Jackowski po, po, we wszystkich sprawach medialnych się pokazuje, choć wrażenie jest takie, że czasami mógłby dla dobra idei pewnych zjawisk paranormalnych, mógłby zamilknąć. To po prostu jest tego rodzaju właśnie sprawa. Oddzielmy jasnowidza od człowieka, bo może pewne rzeczy związane z ego, z potrzebą bycia zauważonym i tak dalej, to są rzeczy takie ludzkie, mniejsze, powiedzmy, od tego, czym może nas taka osoba zaskoczyć. W sensie, w sensie pozytywnym, w sensie tego, co potrafi.
Więc tak jak w każdym zawodzie potrafimy oddzielić osobowość na to, co prezentujemy zawodowo, to, co prezentujemy prywatnie, to, co prezentujemy w jakichś relacjach międzyludzkich. Każdy z nas ma różne aspekty i tutaj można w pewnym sensie powiedzieć, że no, czasami zaprezentowanie niektórych cech charakteru powoduje, że no, powiedzmy, Krzysztof Jackowski wydaje nam się mniej, mniejszy, niż jest.
Jeżeli chodzi o to, jakim jest jasnowidzem. Zobacz, nie zawsze osoba, która zajmuje się jasnowidzeniem. Ja teraz tylko i wyłącznie skupię się na tym, bo myślę, że w każdej dziedzinie życia może być bardzo podobnie, chociażby w byciu lekarzem, tak? Pan Ossowiecki ile razy wspominał o tym, że musiał zmieniać treść tego, co wynikało mu z odczytu, z jego, z jego umysłu, ponieważ mówił: gdyby... No, jak on mógł to zrobić takiej osobie, tak? Bo gdyby powiedział o tym czy o tamtym, po prostu mogłoby tę osobę załamać lub wręcz zniszczyć mentalnie.
A były to sytuacje, które po prostu były niekomfortowe, związane ze zdrowiem, z czymś tam. Więc wolał to obrócić w inny sposób, po to, żeby podnieść troszeczkę ego danej osoby, podnieść jej energetykę.
Czyli tutaj też jest taka troska o drugiego człowieka. Ja mówię o takich osobach, które no, z sercem się zajmują, tak? Swoją profesją. A przecież zdaję sobie sprawę i na pewno tak jest, że wiele razy takie osoby były badane, tak, na tak zwaną wiarygodność, jak pan na przykład Ossowiecki. Chociażby słynna sytuacja z listem od marszałka Piłsudskiego, który był mocno zainteresowany działalnością tą mentalną pana Ossowieckiego i kiedyś przekazał przez specjalnego posłannika kopertę z zapisem pewnym. No i okazało się, że Ossowiecki odczytał: „Pocałuj mnie w dupę!” Po prostu, tak? Kiedy wszystko to działo się w kontrolowanych warunkach. No, on wiedział od razu, tak? I przez wiele osób był, był badany. No, trudno jest powiedzieć, tak? Wiesz co, kojarzy mi się tutaj taka sytuacja związana z, z rozmową, jaką kiedyś z panem redaktorem Rymuszko odbyłem odnośnie Joasi Gajewskiej. To była taka dziewczynka, o której pan Rymuszko i pani Ostrzycka napisali książkę „Nieuchwytna siła”. Chodziło o wszelkiego rodzaju, jak to mówią, poltergeisty, tak? Czyli poruszające się przedmioty. Tam się naprawdę wokół tej dziewczynki działy rzeczy po prostu niebywałe. I to wszystko było też doświadczone przez, przez naukowców z różnych dziedzin. A kiedyś pan redaktor opowiedział mi taką sytuację właśnie, że to całe dochodzenie naukowe do tego, żeby to: „Zrób jeszcze raz, Asiu, zrób jeszcze raz, tak?” Bo ona coś tam na jakimś etapie umiała generować.
No i okazywało się, że już później nie robi. I pan redaktor pyta: „Czemu nie robiłaś?“ Ona mówi: „Bo ja już tego pana nie lubię.“ A ktoś chciał po prostu, żeby jeszcze raz powtarzała. Jeszcze raz, aż do skutku. Aż ten pan będzie zadowolony, tak? Że oto ona powtarza, bo ja jej każę.
Więc, więc tak to się mniej więcej dzieje. No nie, bo to jest specyficzny rodzaj zajęcia, tak? Jasnowidzenie to jest jak i uzdrawianie, jak i inne tego typu okoliczności, umiejętności. To jest specyficzny rodzaj zajęcia związany z dobrem drugiej osoby, bo przecież niesiemy tutaj jakąś informację, porządkujemy pewne treści po to, żeby drugiej osobie pomóc. Więc jeżeli ktoś traktuje to opacznie, czyli tworzy własne ego, tworzy własne priorytety i kształtuje tylko i wyłącznie swój wizerunek, no to faktycznie to trzeba wyraźnie powiedzieć, że z dala od takich ludzi.... Ale niestety zajęcie albo stety wręcz, zajęcie samo z siebie jest zorientowane na to, żeby nieść informację, a informacja zawsze jest uporządkowaniem emocji. Jeżeli ktoś nie wie czegoś, a się czegoś boi, strach potrafi wywoływać agresywne zachowania. Tak, stąd się biorą niesnaski, kargul i tak dalej.
Stąd się biorą później większe jakieś rzeczy. Dochodzi do wojen właśnie ze strachu i z dezinformacji. Więc jeżeli posiadamy informację, jesteśmy spokojniejsi. Jeżeli ktoś zachowuje się względem nas dziwnie, tak? Jeżeli skacze, podrzuca się i tak dalej i my nie wiemy, o co chodzi, możemy, może nam się wydawać, że ktoś jest niepoważny względem nas, ale jeżeli dowiemy się, że dana osoba ma padaczkę, co to jest padaczkę i jak to wygląda, wtedy będziemy wiedzieli, że ta osoba jest chora. I tak dalej, i tak dalej, tak? Czyli rozumienie. Wiedza na zasadzie posiadania właściwych informacji i odpowiedniego ich używania.
Ja bym tu jeszcze chciała do jednej specyficznej formy takiego jasnowidzenia się odnieść. Mianowicie formy jasnowidzenia, gdzie osoba znajduje się w danym miejscu i lub dotyka jakichś przedmiotów i jest w stanie określić na przykład, kto uprzednio trzymał tę rzecz w rękach i jak, jaki był, jakie były koleje losu poprzednich właścicieli danej rzeczy. I tutaj jest ciekawa rzecz, ciekawa hipoteza profesora Manczarskiego, który wysnuł, wysnuł taką oto hipotezę, że nośnikiem tej informacji są ślady pozostawione na powierzchni przedmiotu. Mogą to być zarówno ślady chemiczne, jak i energetyczne. I on twierdził, że są to swego rodzaju fale o charakterze widmowym, obejmujące no, po prostu szeroki zakres częstotliwości.
On, profesor Manczarski, to był, zaznaczmy, światowej sławy naukowiec, który eksperymentował w swoim czasie z Osowieckim. I tu powstała tak zwana hipoteza śladu, czyli po prostu hipoteza mówiąca o tym, że jest to swego rodzaju promieniowanie elektromagnetyczne mózgu i biopola, które może być odbierane od nadawcy do odbiorcy. I pole to może być po prostu odczytywane, bo my tu mówimy o jasno, tylko o przewidywaniu przyszłości. Ale są ludzie, którzy potrafią po prostu czytać właśnie takie historie miejsc, przedmiotów. Co, może tutaj byłbyś uprzejmy jakby swoją koncepcję przedstawić?
Wiesz co, to jest odciskanie energetyczne w danym miejscu, w danej chwili specyficznego śladu. Wydaje mi się, że można by było to porównać tak obrazowo, jakby... Wyobraźmy sobie aplikację komputerową w postaci programu, który służy do tworzenia obiektów trójwymiarowych.
Być może nie każdy miał z tym styczność. To ja powiem, jak to mniej więcej wygląda. Chodzi o to, że możemy budować w przestrzeni. Możemy tworzyć w przestrzeni siatkę, konstrukcję, później nakładać na to powierzchnię, później dodawać kolor, fakturę i tak dalej, i tak dalej. Więc wyobraźmy sobie teraz, że tworzymy taką siatkę, która jest złożona tylko i wyłącznie z punktów, która zaznacza wygląd czegoś, samą konstrukcję. I teraz ta konstrukcja, dajmy na to, automatycznie zaznaczona jest kolorem czerwonym. Teraz wkładamy w tę samą przestrzeń konstrukcję zupełnie inną, która jest na zielono. Mamy następną, trzecią, która jest na niebiesko i tak dalej. Mamy możliwość umieszczenia w jednej przestrzeni wiele takich konstrukcji, które się przenikają i mają swoją emanację. Więc ze względu na to, że w jednej przestrzeni naszej rzeczywistości poruszają się ludzie, przedmioty, zwierzęta, porusza się też samo powietrze, ale ta przestrzeń jest w pewnym sensie świadkiem tego, jak ktoś się przemieścił, tak? To, że ekstrasensi odczytują specyficzne informacje w szczególny sposób, czyli wojny, katastrofy, wypadki, tragedie, związane jest z emocjonalnością, która zadziała się w danym miejscu.
Emocjonalność to jest po prostu nic innego jak odpowiedni zapas energii, specyficznej energii, która jest ukierunkowana w ramach jakiegoś wydarzenia albo jest efektem tego wydarzenia. Czyli ten komunikat energetyczny został w danym miejscu w pewien sposób zapisany. Więc umiejętność odczytywania, no, to jest niezła sztuka, naprawdę. Czyli tak jak mówisz, bierzesz coś do ręki. Kto tego dotykał? Jak on wyglądał? Można też historię prześledzić danej osoby....
To jest, jest jak gdyby możliwe, tak? Ponieważ wszystko się wydarzyło, wszystko, jak to mówią, wszystko zostaje w naturze. W naturze nic nie ginie. Ee, a jeżeli wszystko jest energią, to ta energia w taki czy w inny sposób jest przez przestrzeń zapamiętywana. Tylko my nie potrafimy tego w standardowy sposób odczytywać. No, ponieważ nie kształcimy się w tym, tak? Nie doskonalimy swoich umiejętności, bo akurat na co dzień zajmujemy się czymś innym, tak? Pracą w sklepie, pracą w biurze, pracą na fabryce i tak dalej, i tak dalej. Więc temu poświęcamy swój czas i temu poświęcamy swoje siły. Gdybyśmy skupili się na tym, żeby umieć, ee, odczytywać tego typu komunikaty, podejrzewam, że niejedna z osób, chociażby słuchających nas teraz, byłaby zaskoczona, że: „Jak to ja? Ja przecież, ja nic z tym nie mam wspólnego” i tak dalej. Czasami tak bywa. Sam niekiedy spotykam ludzi, którzy mówią, że nagle coś im się zaczęło w życiu dziać. No i teraz, teraz nagle te wszystkie przewidywawcze, ee, informacje do nich docierają i oni, oni już jakoś z tym żyją, jakoś sobie już z tym radzą. Ale kiedyś to było bardzo dziwne, bo oni też nie chcieli, yy, pogodzić się z tym, że oto nagle wiem coś, czego nie wiem, czego nie miałem prawa lub nie miałam prawa wiedzieć, tak?
Bo skąd mam wiedzieć, że się wydarzy to, że będzie osoba taka i taka ubrana w taki, a w taki sposób i sytuacja będzie, yy, związana z tym to, a z tamtym. No jak? Po-- w jaki sposób? Takie jest przekonanie społeczne, że przecież nie powinniśmy wiedzieć, tak? Nie powinniśmy wiedzieć nie tylko o tym, co wydarzy się tutaj lub wydarza się w tym momencie gdzieś tam w innej przestrzeni, a tym bardziej, co wydarzy się za jakiś czas. Więc umiejętność i tylko i wyłącznie przeznaczenie czasu mogłyby pozwolić doskonalić w sobie, ee, takie właśnie talenty, takie zdolności, które czasami, tak jak mówię, mogłyby być — wow! — zostać odkryte.
Jak to ja? Ja, co? Jak? Tylko też jest jeszcze jedno zagadnienie. Mm, mianowicie takie, że chyba nie każdy jest psychicznie na to wszystko gotowy. Ooo, dlatego że bardzo często jest tak, że przychodzi pewna wiedza, z którą po prostu nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Wiemy wcześniej niż inni, a jednak nie jesteśmy w stanie temu zapobiec.
Ale cóż- Ale jeśli przychodzi- Jak to powiedział jeden z moich znajomych: „Ekstrasensem nie da się bywać. Albo się nim jest, albo nie i nie można sobie wybierać tego, czego się doświadcza”. Powiedz, yy, jeżeli mogę o to zapytać, czy ty doświadczyłeś takiego snu, przekazu, mm, czegoś, co, no, było rzeczy... dla ciebie taką, no, jednoznaczną projekcją przyszłości?
Mm, ja miałem kiedyś zwyczaj zapisywania, yy, tego typu sytuacji, aa, które wydarzały mi się i przynosiły bardzo konkretną informację, co zawsze dla mnie jest czymś na zasadzie: „Wow, kurczę, że znowu to się wydarza, że znowu niesamowite!". Natomiast po jakimś czasie przestałem to spisywać, ponieważ musiałbym prawie bez przerwy siedzieć i spisywać, mm, rzeczy, które właśnie w taki sposób doświadczały mnie w kontekście tego, co dzieje się z rzeczywistością. W mojej pierwszej książce „Lekcja paranormalności” jest taki dział, który bodajże nazywa się „Moje intuicje”.
Ja to tak kiedyś nazywałem i taki tytuł, ee, nadałem właśnie temu, mm, działowi. I on jest poświęcony tylko i wyłącznie wybranym, ee, wybranym jakimś tam historiom. Tego jest chyba kilkanaście stron czy... już teraz nie pamiętam zbyt dobrze. Ee, natomiast, yy, zaskakiwały mnie komunikaty niezwyczajne, jak, dajmy na to, kiedyś, mm, będąc grafikiem dla, mm, pewnej sieci sklepów.
Aa, mieliśmy spotkać się następnego dnia i o określonej godzinie, wręcz wcześniej niż przychodziliśmy, ponieważ było to spowodowane jakimiś tam potrzebami, związane, związanymi z działaniami marketingowymi. Więc umówiliśmy się na ten następny dzień.
To była zima. Akurat tego następnego dnia od samego rana był taki lód, był taki mróz i tak wszystko totalnie inaczej wyglądało, ee, że ja ledwo dojechałem wtedy do, do pracowni. Natomiast, yy, osoba, dziewczyna, która miała dojechać, niestety spóźniała się. Ona mieszkała w Stargardzie, a to jest kilkadziesiąt kilometrów od Szczecina, więc ze względu na te warunki było po prostu bardzo ciężko. Aa, i była sytuacja tego typu, że dochodzi już ta godzina, ale jej nie ma, więc dzwonię do niej i mówię: „Cześć, Koreczku!".
Halo, halo? Mamy chyba jakiś problem z połączeniem z Lesem Hoduniem. Przez chwilę nie było pana słychać. Les? Cześć! Wróciłem? No teraz to już tak. I była zima. Była zima, były korki na drogach i jest sytuacja: ja dzwonię do niej, żeby zapytać, gdzie jest, bo jechała kilkadziesiąt ki- No i właśnie jakaś tajemnicza, tajemnicza siła właśnie w takich momentach musi nam urywać połączenie z Internetem.... a konkretnie opowiadającemu tę historię Lesowi. Czy, czy my- No będę próbował w takim razie.
Halo, halo, dzień dobry wieczór. Spróbujmy jeszcze raz. Nie wiem, czy jestem, czy jestem słyszalny. Słyszymy się, słyszymy się. Super! To ja w takim razie szybciut- No i znowu. Wiecie co? Ja proponuję, żebyśmy zrobili to samo, co zrobiliśmy w poprzedniej chyba audycji, czyli żebyśmy przeszli po prostu na telefon. Bo jeżeli się tutaj jakieś cuda dzieją z połączeniem internetowym, w takich właśnie momentach, to jest czas, to jest znak, żeby skorzystać z naszego tajnego rozwiązania uniwersalnego na tego typu problemy, czyli żeby połączyć się telefonicznie. Zaraz tutaj odnajdę telefon do Lesa Hodunia i się przełączymy. I powinniśmy się słyszeć już przez telefon. Halo, panie Lesu, czy się słyszymy?
Dzień dobry wieczór. Jestem tak. No to teraz już chyba nic- Dobrze, cieszymy się. - nam nie powinno przerwać. Chyba tylko jakaś awaria czekanika. Dokończ nam tą historię. Bardzo proszę, Les. Ja w takim razie powinienem teraz, mam nadzieję, być. Jechałem kiedyś, jechałem kiedyś na pewien, jeden z koncertów z muzykiem z mojego zespołu. Rozmawialiśmy- Ale dokończ nam historię o tej dziewczynie.
Zaraz do tego wrócę. Zaraz do tego wrócę. I tutaj akurat chodziło o postrzeganie tego typu rzeczy, jak przewidywanie. Rozmawialiśmy ze względu na to, że on bardzo był gadatliwą osobą i lubił rozmawiać i naprawdę fajnie mi się z nim rozmawiało, to mimo wszystko był ostrożny co do myślenia na takie tematy. I zazwyczaj mówił mi tak: „No bo wiesz, bo są jakieś, jakieś osoby, które mają tam zakres informacji, mają jakiś plan, biorą sobie, powiedzmy, wytyczne względem tego, co chcą zrobić i czego projekt powinien dotyczyć. I to jest coś mniej więcej takiego, tak?” A ja mówię: jasne, zgadzam się. Są tacy ludzie, którzy umiejętnie potrafią planować i przewidywać jakieś koniunktury, które wynikną w ramach postępowania danego przedsięwzięcia. Natomiast mówię: chodzi o sytuacje, kiedy wiesz, a nie wiesz. No, no jak? No, ja właśnie zacząłem opowiadać mu takie przypadki, jak na przykład z tą dziewczyną, która miała dojechać następnego dnia na spotkanie, a był... Okazało się, że wszystkie drogi były oblodzone, bo po prostu zima tak zaatakowała, tak skuła lodem wszystkie jezdnie, że były totalne korki. Ja ledwo dojechałem do, do pracowni, a ona w ogóle już przyjechała bardzo późno. Natomiast ja w momencie, kiedy nastąpił moment spotkania, zadzwoniłem do niej, żeby zorientować się, gdzie ona jest. I mówię do niej: „Cześć, Koreczku, mówię, gdzie jesteś?” I chciałem uderzyć w temat korków na drogach, więc mówię: „Cześć, Koreczku”. A ona mówi: „A skąd ty wiesz, jak się do mnie zwracali w liceum?” A ja mówię: „Ale, ale o co ci chodzi?” Ona mówi: „Bo ja jestem z panieńska nazwiska Korecka, tak? I mówili do mnie Koreczek.” A ja mówię: „Ale jak?” To był, to był, powiedzmy, jeden z przykładów, które zawarłem w lekcji paranormalności. Drugi przykład, o którym chcę opowiedzieć, dotyczy między innymi Fundacji Nautilus, z którą kiedyś miałem okazję współpracować. Był temat tego typu, że oprócz tego, że jestem projektantem logo fundacji, to byłem też osobą, która zaprojektowała i administrowała stroną internetową przez tam bodajże jakieś dwa lata czy coś takiego. I w momencie, kiedy docierały jakieś informacje, ja oczywiście starałem się te informacje publikować.
Pamiętam, że kiedyś był okres związany z wylotowem, czyli wysyp, wysyp wzorów w zbożu i na bieżąco te informacje Robert Bernatowicz mi wysyłał. Ja oczywiście otrzymałem pewną rzecz w postaci zdjęć i w postaci opisu Roberta i to coś miałem zamieścić. I siedzę, i wpatruję się w to, i mówię: kurde! I właśnie przyszła do mnie taka emocja, takie wrażenie, że to jest to. To mi się wydaje spójne z czymś tam i to, to nie jest ostatni. To będzie jeszcze zaraz następny wzór i ten następny wzór będzie wyglądał tak i tak.
I ja dokładnie, dokładnie widziałem. Po czym wsiadłem w samochód i jadę sobie do Szczecina. Opublikowałem tam tę informację. Dzwoni Robert: „Cześć, dostałeś ode mnie maila z tym nowym kręgiem?” Ja mówię: tak.
Opublikowałem. Mówię: o tej i o tej godzinie mi wysłałeś. „Nie - mówi - wysłałem ci następnego”. Okej, mówię: no to wrócę, to w takim razie zobaczę. Przyjechałem, odebrałem maila i zrobiłem się blady, bo okazało się, że wzór w zbożu wyglądał dokładnie tak, jak go przewidziałem. Nie wiem, dlaczego ta informacja się pojawiła, ale się pojawiła.
I jeszcze jeden przykład chciałbym podać. Już tak kończąc temat, który bardzo lubię. Pamiętam, kiedyś, dawno temu zakupiłem perkusję, która należała do mojego serdecznego kolegi, również perkusisty i na tej perkusji grałem przez pewien okres czasu. Ze względu na to, że przemieściłem się przez Polskę, czyli przyjechałem do Polic koło Szczecina. Ta perkusja została tam, no, ponieważ tutaj już nie była mi potrzebna. Miałem po prostu inne plany względem życia.
I sytuacja wyglądała następująco. Po kilku latach dzwoni do mnie ten właśnie mój serdeczny kolega i pyta, czy zechciałbym mu tę perkusję sprzedać. Mówi: bo on chce swojemu chrześniakowi, który tam jest zainteresowany grą na perkusji.
Ja mówię: nie ma sprawy, Irek, przyjadę. Mówię: to, to się dogadamy. Ja mam taką naturę podpierdzielacza. Lubię kombinować, lubię robić numery przez telefon, lubię zmieniać głos, podawać się za zupełnie kogoś innego i ludzie czasem po prostu nie mają pewności, z kim rozmawiają. To jest bardzo fajne. Robię takie rzeczy bardzo nieszkodliwie, ale, ale jest później kupę śmiechu z tego. I sytuacja wyglądała następująco.... Jadę sobie tam w tamte rejony. To jest południowy wschód Polski i chcę powiedzieć tylko tyle, że o tym moim znajomym wiedziałem tyle, że grał w zespole jako perkusista, pracował w jakiejś tam firmie i mieszkał pod, pod miastem. To wszystko.
Natomiast nie wiedziałem o nim żadnych innych informacji, które pozwoliłyby mi w jakimś tam ogólniejszym, pełniejszym kształcie postrzegać. Po prostu spotykaliśmy się okazjonalnie i tak okazjonalnie spędzaliśmy czas. I sytuacja jest następująca: jadę sobie i dzień wcześniej wziąłem telefon i dzwonię, i mówię ze wschodnim akcentem: "Dzień dobry, ja chciałbym od pana kupić z półtorej tony pszenicy." Słyszę z drugiej strony głos: "Ale to chyba pomyłka." Ja mówię: "Nie, od pana też się dowiedziałem, że sprzedaje pan półtorej tony pszenicy. Ja chciałbym od pana kupić." A Irek mówi: "Nie, nie, nie- mówi — to coś, coś nie tego." A ja mówię: A perkusję chce pan kupić? Chwila ciszy. Lesłuu! No i oczywiście przyznałem się. Pojechałem następnego dnia do Irka i słuchajcie, co Irek powiedział. Mówi: "Kurde, dzwoni jakiś koleś, mówi chce, żebym, żebym mu sprzedał półtorej tony pszenicy, a ja dzień wcześniej sprzedałem dwie tony pszenicy. Nie miałem bladego pojęcia, że ten człowiek ma coś wspólnego ze zbożem, z uprawami, z czymkolwiek. Tak, nie było to absolutnie w moim zasięgu. Wymyśliłem sobie coś, co przyszło mi do głowy tylko i wyłącznie. I takich rzeczy było bardzo, bardzo dużo. I one mi się cały czas dzieją, cały czas się zdarzają. Traktuję to jako po prostu przecudny koloryt dnia codziennego i jako możliwość umysłu. To wszystko. Lesłu, to nie miałeś... To trzeba ująć tak: no, nie miałem świadomie dostępu do tych informacji.
Absolutnie nie wiedziałem. Tak, nie wiedziałem, że Irek może mieć jakieś pole, że on czymkolwiek takim się zajmuje. Wiedziałem, że ma jakąś małą szklarenkę, gdzie sobie uprawia pomidory. To wszystko, tak. Ale żeby mieć, żeby sprzedać pszenicę, pomyliłem się, tylko mówię wszystkim o pół tony. Tak.
Ale była to pszenica. Było to w zasadzie w ramach dwóch sąsiadujących ze sobą dni, tak? Czyli mogłem wymyślić rzeczy, które byłyby związane z milionem innych, innych kontekstów. No tak. Ze wszystkim, cokolwiek. Ma pan na przykład do sprzedania trzy tony węgla, węgla, jak to się mówi u nas na Śląsku. Węgla, tak. Mogłoby być- Albo chciałbym, chciałbym mu, że tak powiem, zaproponować, że sprzedam mu trzy belki, kurczę, ten, włókna lnianego czy coś w tym stylu, tak? Że chciałbym mydło panu przywieźć. No, nie wiem. Można tu wymyślać naprawdę krocie niesamowite, więc taka precyzja i tak jest dla mnie zastanawiająca i informująca tylko i wyłącznie, że to wszystko dzieje się w obszarze możliwości każdego człowieka, tak? Tylko człowiek prawdopodobnie nie zwraca na to uwagi, bo traktuje to jako: a, coś tam się stało, takie, takie duperele, tak? Zbieg okoliczności.
Tak, co tam takiego mówić. A takich moich opowieści jest naprawdę pełno i one dzieją się. Nie ma dnia, żeby mi, żeby się coś takiego nie wydarzyło. Co chwilę mi się wydarza. To, że ja wiem, że coś usłyszę czy odczuję dokładnie takim, jakim, jakim być powinno.
To jest niesamowite. To jest po prostu przepiękne, tak? No, ale to jest związane przede wszystkim z tym. Wydarza się to codziennie, wszystkim. Tylko ty- Dokładnie. masz tą przewagę, że zwracasz na to uwagę, że dostrzegłeś pewien, pewien koloryt, pewien cykl, pewien, pewne przełożenie różnych faktów na rzeczywistość. A żyjesz tak, bo żyjesz w świadomym tu i teraz. I to jest, no i to jest po prostu twoja wartość dodana w życiu, tak? Staram się po prostu żyć pozytywnie, tak?
Czyli jeżeli coś takiego mnie spotyka, po prostu patrzę na to z punktu widzenia kogoś, kto chce wyciągnąć jak najbardziej pozytywne wątki z tego, co się akurat wydarzyło. I to sprawia, że się uśmiecham, że się fajnie czuję, że jest niesamowite, tak? Bo nagle idziesz, idziesz do sklepu i mówisz pani: "Dzień dobry, ja poproszę.
Chciałbym kupić kilka kostek kredy kolorowej." A ona mówi: "Potrzebuje pan to na fakturę?" Ja mówię: "No w sumie tak. A czemu to pani pyta?" "Bo pojedynczych kostek nie mogę wpisać na fakturę. Mogę tylko całe pudełko wpisać." "A ile kostka kosztuje?" "Dwanaście groszy." "Ja myślałem, że pięć czterdzieści." "Nie.
Pięć czterdzieści kosztuje całe pudełko. Pani żartuje." To są bardzo precyzyjne komunikaty, które mnie w ogóle nie mierżą, ale sprawiają, że się po prostu totalnie uśmiecham, tak? Można, można fajnie wyczytać. Można wyczytać fajnie, ale trzeba też mieć świadomość i przyznać, że czasami nadchodząca wiedza bywa bardzo ciężka.
O, tak. Dla mnie takim szczególnym, trudnym momentem, gdzie ja w ogóle, niesamowicie mnie to poruszyło i zaczęłam się zastanawiać, czy to, czy to jest wiedzieć szybciej niż inni, czy to jest przekleństwo, czy to jest błogosławieństwo? I dla mnie- Wydaje mi się, że to jest kwestia decyzji. To nie wiem. Nie wiem. Ja przeżyłam taki moment krytyczny w ocenie całej tej sytuacji.
Dokładnie siedemnastego lipca, a właściwie z nocy z szesnastego na siedemnastego lipca dwa czternaście, kiedy to śniłam pewien sen, a następnego dnia, czyli siedemnastego lipca o godzinie dwunastej, zestrzelono nad Ukrainą Malaysia Airlines samolot....
który, w którym na pokładzie było przecież dwustu osiemdziesięciu trzech pasażerów i piętnastu członków załogi. Mhm, tak. Śniłam, mm, że jestem, stoję na wielkim, pustym polu. Środek dnia, słońc- no, słońce świeciło bardzo wysoko, więc na pewno było to właśnie taka godzina koło południa.
Nagle to niebo zaczęło się zaciągać czarnymi chmurami i zrobiło się bardzo ciemno, a ja na niebie zobaczyłam w tym śnie chińskie lampiony. Hmm. Było ich mnóstwo, w różnych kształtach i kolorach. Były lampiony, yy, w kształcie Myszki Miki czy innych takich postaci dziecięcych. Były lampiony w kształcie chińskiej pagody. Jak gdyby te lampiony dotyczyły różnych ludzi, w różnym wieku i w różnych kulturach. Hmm. I przez moment to wyglądało nieprawdopodobnie pięknie na tym zaciemnionym niebie. Te kolorowe lampiony, wiesz, takie te ze świeczką w środku.
Tak, tak, tak. I nagle wiatr zaczął spychać te lampiony w pobliże tych ciemnych chmur i one zaczęły spadać na ziemię wokół mnie, jeden po drugim i zamieniały się w popiół. Hmm. A ja tam stałam i cały czas powtarzałam sobie: „Jaka strata, jaka wielka strata!“.
Nie wiem do dziś, czy ten sen miał związek z tą katastrofą, czy to był jakiś dziwny zbieg okoliczności, ale widz- zo- dostrzegłam w tym po seng tą alegorię. I kiedy, yy, obudziłam się i po tym śnie ciężko jest dobrze funkcjonować. No tak.
Ale powiedzmy, że ciąg zdarzeń, po prostu rytm dnia tak mnie wciągnął i obowiązki rodzinne, inne, że nawet nie miałam czasu głęboko jakoś nad tym się zastanowić. No, do godziny czternastej, piętnastej, kiedy to, yy, po prostu, yy, włączyłam telewizor, jakieś, mm, wiadomości tam leciały i właśnie dowiedziałam się o katastrofie tego samolotu. I co gorsza, kiedy pokazywano zdjęcia z pogorzelsika, później zdałam sobie sprawę, że to jest dokładnie to miejsce, to pole, na którym stałam.
Ponieważ to była taka charakterystyczna okolica, charakterystyczny jak gdyby obraz w tle pewnych, pewien zarys i tak dalej. Nie mam wątpliwości- Mhm ... że to było to miejsce, ale nawet gdyby to nie było to miejsce, to po prostu zderzenie tych dwóch faktów było dla mnie tak okrutne i tak to, tak ciężko to przeżyłam, że tą swoją bezsilność. I tak mówiłam sama do siebie: „Na co mi to jest potrzebne? Na co mi ta wiedza, jak ja nie mogę z tym nic zrobić?“.
Popatrz teraz Ado na, yy, pewien paradoks. Ty przeżyłaś to tak ciężko, dlatego, że ludzie nauczeni są przeżywać ciężko takie rzeczy. Yy, natomiast we śnie dostałaś komunikat, yy, narysowany tak pięknym obrazem, tak lekkim i bardzo symbolicznym, tak? Czyli wydawałoby się, że należałoby, yy, zaakceptować to, pogodzić się z tym. No, trudno, wydarzenie jest wydarzeniem, tak? Jakkolwiek tragiczne było ono nie było, po prostu z jakiegoś powodu było zapisane w Księdze Akashy i w jakiś sposób miało się wydarzyć.
Więc, yy, doświadczanie tego w postaci, yy, ja już nie mówię przeżywania osób, które są związane z osó- z ludźmi, którzy, którzy tam byli fizycznie w tym samolocie, tak? No bo wiadomo, że ludzie przyzwyczajają się do siebie, że, że zżywają się ze sobą i później tego typu wydarzenie, no, to jest ogromna strata, jednak, tak?
I nie-niekiedy trauma na całe życie, a wręcz i osoby związane z tymi, którzy w takim wypadku zginęli, no niestety, też albo targają się na swoje życie, albo po prostu ich serce nie wytrzymuje. Więc wydaje mi się, że gdyby, mm, nauczyć się pojmować inaczej to wszystko, co się dzieje wokoło, wokoło nas, to nie byłoby takiej traumy związanej z tym, tak?
Rozumielibyśmy, że po prostu jest pewien zapis życia, jest pewien jakiś ciąg, który powinien zostać wypełniony. Yy, no, to jest paradoksalne po prostu. Bo, bo, bo jeżeli przychodzi do ciebie taki komunikat w postaci tych lampionów, no przecież to jest przepiękne, tak? Przecudne, lekkie, bardzo normalne i spokojne traktowanie, yy, całej materii życia. Yy, ja przepraszam, że po tym twoim optymistycznym i takim pokazaniu tego, jak może być, jak to działa w sposób piękny, że ja tutaj na koniec naszego programu taką troszeczkę wyskoczyłam z zupełnie jakby z, yy, przeciwległego końca, yy, tej emocji. Ale po prostu zawsze robiąc audycję, chcę być od początku do końca z państwem uczciwa. I stąd o tym wspomniałam, że pojawiają się wątpliwości, że, yy, umysł człowieka i jego konstrukcja psychiczna m-może mieć różne filtry. Być może mój umysł jest taki, że, mm, ten filtr, który się pojawił, pozwolił na wygenerowanie, mm, bardzo symbolicznego obrazu, a nie dosłownego.
Ale tak czy owak, mogą się pojawić, yy, ta- dostrzeganie, takie głębokie bycie w tu i teraz i dostrzeganie tych wszystkich powiązań i różnych symboli oraz, yy, zdarzeń, jak gdyby powiązanych ze sobą, yy, współistniejących, powiązanych ze sobą, yy, nicią życia.... No, może mieć też, yy, taką trudną dla prze- dla człowieka, yy, trudną do zapłacenia cenę. I, yy, to są, wszystko ma swoje, jak powiedział nasz noblista, wszystko ma swoje, yy, plusy ujemne i minusy dodatnie.
I chyba z tym, yy, nie jest inaczej. Jak najbardziej. Także ja, yy- Myślę, że możemy polecić państwu, którzy są z nami dzisiaj, aby próbowali sami doświadczać, uczyć się, czuć, wysłuchać i być może odkryć w sobie to, że jednak umieją posłużyć się innego rodzaju odczytem rzeczywistości, niż tylko patrząc oczami i słysząc uszami.
Dokładnie! To czasami przychodzi w sposób zaskakujący. A jeżeli państwo, yy, nawet nie wierzycie, to spróbujcie wyszukać w Googlach doświadczenia, które pomagają sprawdzić, bo być może okaże się, że nagle państwo będziecie jednak kimś specyficznym, kimś dobrym w tym, w tej dziedzinie.
Przede wszystkim, yy, każde takie potwierdzenie, mm, napływające z przestrzeni rzeczywistości niejawnej, ubogaca nas i wzmacnia nas, yy, od tej strony potwierdzającej naszą właśnie tą dualną, duchowo-fizyczną naturę. I to jest, myślę, istotne chociażby z tego względu.
Tak. I pamiętajmy, że to się nie dzieje po to, żeby komuś zaszkodzić, żeby pokazać swoją wyższość, bo on jest tutaj nie wiadomo, jakim jasnowidzem. Tylko dzieje się to po to, żeby mieć świadomość posiadania fantastycznego narzędzia do pomagania ludziom, do bycia.
Do i do głębszego bycia sobą, bycia sobą- Dokładnie tak. -w połączeniu z innymi, ze wszechświatem. Do świadomości, że to jest coś tak nie do, yy, nieprawdopodobnego, coś tak niesamowicie skonstruowanego.
To, w czym my jesteśmy, że, yy, trudno, yy, tutaj, mm, iść tropem, yy, co po niektórych mędrców zakładających i wmawiających nam niejako, że to wszystko tak przez przypadek sobie wybuchło i tak się stało, i tak się samo ułożyło, zbudowało i tak dalej, i tak dalej. Także to wszystko ma swoją wartość, oczywiście. No cóż, widzę, że oczywiście przekroczyliśmy ten czas audycyjny. Ja, yy... Czy chciałbyś coś jeszcze dodać na zakończenie, mój wspaniały gościu?
Wydaje mi się, że tak jak mówię, możemy pozostawić Państwa z takim zadaniem domowym, żeby próbowali zorientować się, czy umieją posłużyć się tego typu narzędziem. A i jeżeli ktoś zacznie się wsłuchiwać w siebie i próbować odkrywać te możliwości, to przede wszystkim znajdzie, znajdzie fajne, dobre samopoczucie. Bo poznawanie wiedzy, wczytywanie się, wgryzanie się w temat zawsze jest związane z tym, że poszerzamy swoją, swój zakres informacyjny, a dzięki temu wiemy więcej. Czyli już nie wyśmiewamy, tylko jesteśmy już niejako ekspertami, bo za wiedzą idzie znajomość tematu. Więc być może okaże się, że czytając, czytając, czytając lub nawet ćwicząc, pomyślimy sobie: „O, przecież ja już tak robiłam, ja już tak miałam. To już się wydarzyło”. Życzymy jak najlepszych wyników.
Zdecydowanie. A przy okazji, korzystając z tego, yy, naszego dzisiejszego spotkania, yy, myślę, że, yy, ja również chcia- chciałabym życzyć Państwu wszystkiego dobrego i na te nadchodzące święta tym, którzy akurat w onym czasie świętują. I wszystkiego dobrego, yy, na nowy rok. Myślę, że, że jesteśmy w trudnym czasie, ale, yy, damy radę i przejdziemy przez, przez wszystko, każdą przeszkodę przed nami, mając przede wszystkim, yy, na uwadze, yy, współistnienie na tej planecie i mając gdzieś w sercu i w umyśle zakodowane, że cokolwiek się dzieje, niech się dzieje dla wyższego dobra, niech się dzieje dla wszystkich w pozytywnym aspekcie. Życzę Państwu, życzę Tobie Marku i Tobie Lesu wszelkiej obfitości i po prostu pięknego, spokojnego czasu, który pozwoli nam odpocząć od tego, czym jesteśmy na co dzień, że tak powiem, bombardowani zewsząd i pozwoli nam zebrać siły, uporządkować wszystkie myśli i stanąć do życia z nowym rokiem, z nową nadzieją i ku dobru wszystkich. Po prostu wzlatujmy.
Dokładnie. Jak to ostatnio- Wszystkiego najlepszego. Jak to ostatnio widziałem na Facebooku, yy, jedna moja znajoma to ta, tutaj udostępniła coś takiego: „Wszyscy uczestniczymy w filmie, który na pewno ma happy end”. Tak więc miejmy nadzieję, że rzeczywiście ten happy end nastąpi.
Przed chwilą mówili do Państwa- ...Beata Kamp, Beata Adelmann, prowadząca rozmowę z bloga Biuro Duchów. Zachęcamy oczywiście do zajrzenia na biuroduchow.pl, no i do zainteresowania się książkami, które Beata wydała. Szczególnie książką "Opowieści z Biura Duchów" oraz książką poświęconą snom: "Sny. Czego możemy się z nich dowiedzieć?". Książki są dostępne zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej. Był z nami dzisiaj również muzyk, badacz, pasjonat tematów paranormalnych, artysta Less Hoduń.
Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium - paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnych audycjach na antenie Radia Paranormalium, no i oczywiście w kolejnej debacie niekontrolowanej, która pewnie ukaże się już po Nowym Roku. Miejmy nadzieję, że rok 2021 będzie duuużo, dużo lepszy od 2020. Yż... Fajnie by było, żeby chociaż nie było gorszy, tak swoją drogą. No nicż, do usłyszenia ponownie w kolejnych audycjach na naszej antenie.
Trzymajcie się zdrowo! Hej. Hej! Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Numer telefonu: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero osiem. E-mail: radio@paranormalium.pl.
Radio@paranormalium.pl oraz Skype: radio.paranormalium.pl. Czekamy na Twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość. Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko, że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
Posłuchaj nieznanego! Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No, tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Archiwum Radia Paranormalium: www.paranormalium.pl Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie.
Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych empetrójek czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć.
Archiwum audycji Radia Paranormalium: www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone. Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia, że ktoś go tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.