Radio Paranormalium zaprasza do wysłuchania audycji z cyklu "Debaty niekontrolowane". Z wizytą w Biurze Duchów. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium. Co prawda z małymi perturbacjami technicznymi, ale ostatecznie udało się je okiełznać.
Rozpoczynamy kolejną audycję z cyklu "Debaty niekontrolowane" z wizytą w Biurze Duchów. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji Beata Kampa vel Ada Edelman z bloga Biuro Duchów oraz nasz dzisiejszy gość Agnieszka Gąsierkiewicz, psycholog, certyfikowana terapeutka ustawień systemowych według Berta Hellingera. I właśnie ustawieniami hellingerowskimi będziemy się dzisiaj zajmować w naszej audycji na żywo. Zanim oddam głos na drugą stronę połączenia internetowo-telefonicznego, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, bowiem audycja realizowana jest w całości na żywo. Można będzie do nas dzwonić i oczywiście pisać.
Nasze numery telefonów to trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Czekamy także na Państwa komentarze i pytania na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas również spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i bloga Biuro Duchów, na którym to fanpage'u blogowym zresztą znajdziecie wpis z konkursem, o którym Beata Kampa zaraz zapewne powie. Jesteśmy także na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata, a jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc droga Beato, Pani Agnieszko, oddaję Wam głos. Przede wszystkim bardzo serdecznie witam wszystkich słuchaczy. Witam również Agnieszkę. Witam serdecznie. Tak, cichutko. ...
Państwa, którzy- cicho jestem? Tak. No. Głos mam, tak jest słyszany cicho, tak? Tak. To jeszcze powiem w takim razie mocniejszym głosem. Witam serdecznie Ciebie Beato i Państwa, którzy słuchacie audycji. Dobry wieczór już właściwie. Zanim przejdę do, do tego wspaniałego spotkania i porozmawiamy o jakże ciekawej i pasjonującej metody pracy, jaką jest, jaką są sesje według Berta Hellingera, to jeszcze, no zwyczajowo przypomnę Państwu, że na fanpage'u Biura Duchów i Radia Paranormalium toczy się konkurs książkowy.
Tym razem gramy o książkę Amy Herring "Astrologia księżycowa. Odkrywcza podróż przez znaki zodiaku". Bardzo interesująca pozycja dla miłośników astrologii. Serdecznie polecam, bo jest to swego rodzaju nowość na polskim rynku. Warto po tą książkę sięgnąć, a w tej audycji proponujemy Państwu możliwość wygrania tej książki.
Wystarczy udostępnić post, który zamieszczony jest na fanpage'u Biura Duchów i w ten sposób wejść do puli losowania. Będzie mi bardzo miło, kiedy uda mi się wręczyć komuś z Państwa tą książkę. Tymczasem przechodzimy do tematu dzisiejszej audycji. Metoda Berta Hellingera. Nazwa znana nawet laikom. Kiedy mówimy o Bercie Hellingerze, wiele osób kojarzy, albo przynajmniej wydaje im się, że kojarzą, o co w tym chodzi. Ta metoda ma bardzo wielu zwolenników, ale też grupę zagorzałych przeciwników i myślę, że spotkanie z tak wybitnym fachowcem, wybitną specjalistką, jaką dzisiaj gościmy w naszym programie, pozwoli nam znaleźć odpowiedzi na wiele nurtujących nas pytań w związku z tą metodą. Może zacznijmy od rzeczy najprostszej, czyli bardzo proszę Ciebie o przedstawienie przebiegu takiego seansu, spotkania terapeutycznego.
O co w tym chodzi? Jakie są istotne elementy i jak takie spotkanie terapeutyczne przebiega? Bo przecież jest to terapia. Tak, jest to terapia. Być może nie jest to psychoterapia, ponieważ ustawienia się poruszają no, zdecydowanie na obrzeżach tego, co byśmy nazwali klasyczną psychoterapią. Sięgają w nieco inne obszary niż te, których dotyka właśnie klasyczna metoda psychoterapeutyczna, jakakolwiek by ona nie była, bo wiadomo, że psychoterapia...... Nawet ta klasyczna też jest bardzo złożona i zupełnie nie jest jednolitym nurtem.
Pytanie Beato, twoje było, jak to wygląda? Możemy oczywiście od tego zacząć, choć nie wiem, czy to wyjaśni sprawę w sposób najbardziej oczywisty. Może tak, jak zaczęłaś od informacji, że dzisiaj zajmujemy się metodą Berta Hellingera i kiedy to wypowiadałaś, kiedy mówiłaś te słowa, to od razu mi się skojarzył fakt, że ustawienia w całej tej swojej złożoności nawet nie mają jednej określonej nazwy. Niektórzy posługują się pojęciem, no właśnie, metoda Berta Hellingera. Niektórzy używają nazwy ustawienia hellingerowskie, niektórzy ci, którzy nawet odżegnują się od samego Berta Hellingera.
Bo wyobraźcie sobie Państwo, że w ramach tej metody, jakby tą metodą posługuje się też wiele osób, które w gruncie rzeczy mają duży dystans do samego twórcy tej metody. To jest dość zaskakujące i te osoby wolą nazywać ten rodzaj pracy ustawieniami systemowymi, gdzieś tam nie przemycając nawet w nazwie hellingerowskie nazwiska samego Berta Hellingera. Więc już tutaj niektórzy jeszcze mówili konstelacje dawnymi czasy, więc naprawdę już tych, tych nazw jest jakby wiele, co świadczy o tym, że, że tutaj jakby nie mamy jednej wspólnej nawet wizji tego, co się dzieje. Natomiast możemy faktycznie zacząć tą opowieść od, od kilku słów, jak to wygląda? Czyli jeżeli przyjdziemy na takie spotkanie, czy ono się będzie odbywało w grupie, tak jak większość z nas być może kojarzy ustawienia z takich procesów grupowych, prawda? Które już gdzieś tam medialnie nawet zaistniały, choćby, choćby w jakichś filmach się pojawiały.
Tutaj, na naszym rodzimym polskim rynku też był jeden film, gdzie, gdzie ustawienia były wykorzystane jako pewien element całej tam intrygi. Natomiast no tych warsztatów jest wiele i jest ich coraz więcej. Kiedy ja zaczynałam tą pracę z ustawieniami dwadzieścia czy dwadzieścia parę lat temu, to, to terapeutów się tą metodą było niewielu w Polsce, natomiast teraz jest już ich naprawdę ogrom, można powiedzieć.
I takie właśnie ustawienie w grupie może, może stać się naszym doświadczeniem i sposobem na poznanie tej metody, ale też tą metodą na przykład ja osobiście bardzo lubię oprócz grupowych spotkań pracować indywidualnie w gabinecie i wówczas też taki proces ustawieniowy realizujemy sam na sam z osobą, która do mnie przyszła. Ale może opiszmy, jak to wygląda w tej bardziej znanej formie grupowej, bo ona jest taka, nazwijmy też bardziej może, chociaż nie wiem, czy bardziej spektakularna, ale może łatwiej jest to opisać. No, zapewne jest bardzo efektowna, jeżeli patrzymy.
Niewątpliwie robi, robi wrażenie na wielu osobach i wprowadza w zdumienie. Co myślę, to zdumienie, to powiem, że ono mi właściwie cały czas towarzyszy, mimo że tych procesów już przeszłam setki. Oczywiście na pewno poziom takich jakby prostych wrażeń emocjonalnych jest już może mniejszy, bo tak jak sobie przypominam, ustawienia właśnie sprzed tych dwudziestu lat, kiedy żeśmy je tam wykonywali w jakiejś grupie ówczesnych terapeutów czy osób zainteresowanych wtedy tą początkującą w Polsce metodą, to wiesz, wystarczyło parę słów, parę ruchów.
Wszyscy płakali jak bobry, więc teraz już może tak się nie dzieje na tych ustawieniach. Są one jakby w pewnym sensie spokojniejsze, ale z drugiej strony też mam wrażenie, że idące jakby dużo głębiej, też w dużo głębsze obszary. Natomiast tak czy owak, są na pewno widowiskowe i są robiące wrażenie, takie jakby w ogóle poznawczo, ontologicznie. Mnie to cały czas zadziwia, z czym my tu właściwie mamy do czynienia. I szczerze mówiąc, nawet się cieszę, że nie mam takiej do końca jasnej odpowiedzi, tylko jakby coraz więcej pytań. Bo gdybym być może znalazła ostateczną odpowiedź tłumaczącą jakość tego zjawiska, to być może bym ugrzęzła w tym, tak jak wielu teoretyków, którzy, których gdzieś już przestaje to ciekawić, co robią. A tutaj jakby ta ciekawość jest no elementem... ciekawość to może brzydkie słowo, ale takie zadziwienie bardziej bym to nazwała. Jest elementem, który mi nieustannie towarzyszy. Ale wróćmy do tego, jak to wygląda. Czyli przychodzimy na takie spotkanie, na którym zwykle kilka takich procesów może być wykonanych w ciągu dnia. I wstępem do, do tego procesu, zwanego ustawieniem, jest zwykle powiedzenie kilku słów, z czym się przychodzi. Choć też zdarza się, że niektórzy terapeuci pracują tak mocno intuicyjnie. Sam Bert Hellinger tak pracował. Aczkolwiek ja bym tutaj przestrzegała przed takim jakby mapowaniem, takim powtarzaniem sposobu pracy Berta Hellingera, bo on naprawdę był wyjątkowy w swojej takiej pogłębionej intuicyjności i myślę, że tutaj nie można, że tak powiem, modelować jego pracy, tylko trzeba pracować tak, jak, tak, jak to człowiekowi terapeucie w duszy gra. Więc zwykle jednak pojawia się jakieś pytanie, z czym ktoś przychodzi? Aczkolwiek nie jest to takie pytanie, jak na przykład w klasycznej psychoterapii grupowej, gdzie, gdzie opowiada się o sobie dużo, prawda? Jest to cała jakaś tam narracyjna historia przedstawiająca uwarunkowania tej osoby.
Tutaj w gruncie rzeczy im mniej tych słów, tym lepiej. Czyli na przykład klient mówi: przychodzę z tematem mojego związku, w którym na przykład teraz jest jakiś moment takiego rozdroża. Nie wiem, co dalej. Nie wiem, czy teraz jakby Beato, czy teraz powiemy parę słów o tym, z jakimi tematami można przychodzić na ustawienia? Ja bym prosiła, żebyśmy jakby najpierw ten proces może przeanalizowały.
Jak to wygląda. Bo jest to trudne.... Tak, czyli proces generalnie polega na uruchomieniu, na otwarciu czegoś, co nazywamy akurat w ramach ustawień polem wiedzącym polem. Tak to nazywał twórca metody. Niektórzy mówią o polu informacyjnym. To też odrębne zjawisko, któremu za chwilę pewnie poświęcimy parę słów, prawda? Natomiast jest to zaskakujące, jak prosto, jak prosto się to tutaj dzieje. Mianowicie chcę podkreślić, że ustawienia są taką metodą, w której nie wchodzimy w jakiś rodzaj na przykład hipnozy, takiej oddzielającej nas od nas samych.
Stajemy się, owszem, reprezentantami postaci, bo to mogą być osoby, które należą do tematu tego klienta, który zgłosił swoją sprawę, więc może to być reprezentant jego samego, na przykład jego partnera albo jego rodziców, albo jego współpracowników. Jeśli temat dotyczy jakichś zawodowych relacji, ale mogą być to też reprezentanci pewnych aspektów, pewnych jakby no właśnie, tematów czy części nas. Więc może być ktoś, kto stanie jako reprezentant, powiedzmy, objawu albo celu tego klienta, albo jakiejś części jego na przykład poczucia bezpieczeństwa albo własnego życia nawet, bo czasami temat to jest wszystko, temat relacji, czy to będą relacje międzyludzkie, czy to będą relacje w obszarze naszego świata wewnętrznego. To poruszamy się tutaj w relacjach, czyli coś rezonuje z czymś i na przykład w tym, w efekcie tego rezonansu brakuje harmonii, prawda? Czyli jakieś moje aspekty wewnętrzne na przykład się ze sobą nie dogadują albo nie jestem w stanie harmonijnie funkcjonować z osobami w moim otoczeniu. Więc stają reprezentanci tychże, tychże postaci lub aspektów. Stają. Dawnymi czasy, kiedy się robiło ustawienie, to ten tak zwany, nazwijmy go klient ustawiał, czyli i stąd może ta nazwa, prawda?
Czyli zgodnie ze swoim czuciem, takim rozpoznaniem wewnętrznym. W tym pomieszczeniu jakby układał taki obraz tych osób. Czyli tutaj na przykład czuję, że stoję ja- mówił klient do swojego reprezentanta i tam go delikatnie ustawiał w to miejsce. A tu na przykład dwa metry od ciebie czuję, że stoi moja matka, a tu gdzieś tam inne postacie, prawda? I tak delikatnie ustawiał ten obraz. Teraz zwykle już się tego nie robi i naprawdę wystarczy, że ci reprezentanci usłyszą, kogo reprezentują.
I tu się właśnie ten zadziwiający proces realizuje, mianowicie nie wiedzieć właściwie do końca czemu. Oczywiście jakieś koncepty, konceptów tłumaczących to jest wiele, ale jest to zagadka. Osoby te zaczynają rezonować tak, jakby uzyskiwały dostęp, taki właśnie informacyjny do pewnych obszarów rozpoznań dotyczących tego, co reprezentują, czyli tych postaci bądź aspektów. Uzyskuje się ten dostęp do tych informacji poprzez najprostsze wrażenia płynące z ciała. I to jest takie ciekawe, tutaj też poznawczo, bo ustawienia nam pokazują, jak niesamowitym detektorem, jakim skutecznym, trafnym i takim niedocenionym przez nas detektorem informacji, można powiedzieć najogólniej, jest nasze ciało i to ciało, kiedy właśnie stoimy jako reprezentanci. Ono nas prowadzi w tym procesie.
Ono nam pokazuje najprostsze. My się tu nie musimy wczuwać w jakieś siódme głębie. Niektórzy się na przykład obawiają, przychodząc na takie warsztaty i mając w perspektywie bycie reprezentantem, obawiają się, czy ja będę w stanie odpowiednio to poczuć. Więc tu się w ogóle nie ma co tego bać, ponieważ ja mam takie doświadczenie, że każdy jest dobrym reprezentantem, wystarczająco właściwym.
Oczywiście różnimy się wrażliwością, intuicyjnością, jakąś taką sensytywnością własną i każdy odrobinkę inaczej odbierze te sygnały. Aczkolwiek doświadczenie mam takie. Nawet takie eksperymenty gdzieś robiłam, czasami w takich, w takich grupach szkoleniowych, że tą istotę, istotę tego tematu, istotę jakby sprawy, tego, kogo reprezentujemy, odbierzemy w sposób adekwatny, czyli odbieramy pewne takie odczucia. Wygodnie mi się tu stoi wobec na przykład tych innych osób w układzie lub zdecydowanie nie. Na przykład mam potrzebę się tak jakby zwinąć w sobie, schować.
Czuję, że moje ciało jest takie zamknięte. Być może mam się ochotę w ogóle odwrócić w drugą stronę albo patrzeć na podłogę, a być może właśnie czuję, że mnie przyciąga do innych. Czuję się lekko i to takie. I właśnie odczytując takie najprostsze sygnały, czyli przede wszystkim to ciało, jest tutaj takim informatorem najprawdziwszym. Te sygnały płynące z ciała są naprawdę najbardziej adekwatne. Do tego dołączają się wrażenia, odczucia, emocje.
Czasami też dołączają się do tego rozmaite myśli, jakby takie koncepty, obrazy. Ktoś na przykład stoi w takim procesie, zaczyna na przykład tak sztywno ruszać rękami i mówi: ja mam wrażenie, że tutaj jestem jakimś żołnierzem. Tak na przykład, bo taką mam postawę i takie mam odczucie, jakbym był żołnierzem na wojnie.
No więc takie rozmaite, jakby jeszcze wzbogacone różnymi innymi wrażeniami z innych zmysłów, mogą się pojawiać doznania i aczkolwiek mówię, te z ciała płynące są zwykle... One nie są. One nas nie zaprowadzają na jakieś manowce. Czasami już te takie wizje, jakie mamy, to tutaj trzeba być z nimi bardziej ostrożnymi. Aczkolwiek one też niezwykle nas czasami prowadzą, ale tu już więcej ostrożności trzeba, żeby się gdzieś tak nie zapędzić w trochę swoje własne rewiry.
I właśnie idąc za, idąc jakby po nitce tych rozpoznań, cały ten, ten układ, o którym powiedzieliśmy, ten składający się tam z dwóch, trzech czy większej ilości osób, ten, ten proces ustawieniowy.... jakby dąży do, do jakiejś naturalnej, można nazwać, harmonii. I ten proces dążenia, dążenia do harmonii jest, no, często taki często niełatwy, często musi przejść przez różne tam trudne zaułki. I co tu jest ciekawe, taki proces ustawienia to jest, można powiedzieć, tak jakby to jest historia sama w sobie najczęściej, czasami oczywista dla nas, bo czasami tak- Bardzo przepraszam, ale mówisz, zasłuchałam się, ale jednocześnie zanim przejdziesz do tej dalszej części wypowiedzi, to ja sobie pozwolę na kilka słów refleksji do tego, co do tej pory byłaś uprzejma nam powiedzieć o tej metodzie. Ja dwukrotnie byłam świadkiem, czyli uczestniczyłam w ustawieniach. Nie dla siebie, tylko dla kogoś. I potwierdzam w całej rozciągłości to, co powiedziałaś. Na jednym z ustawień.
Pani poprosiła, żebym była jej siostrą i proszę mi wierzyć, że ja zielonego pojęcia nie miałam, że ja tak naprawdę jestem nienarodzoną siostrą. Natomiast momentalnie, kiedy zaproponowano mi miejsce akurat, akurat w tym wypadku siedzące, nie wiedzieć czemu, skuliłam się do pozycji embrionalnej. Zwinęłaś się w kłębek.
Zwinęłam się po prostu automatycznie. Tylko, tylko usiadłam na tym, na tym fotelu. Natychmiast przeszyła mnie, po prostu ogarnęła mnie taka myśl, że ja koniecznie muszę przybrać taką, taką pozycję. Przez moment zastanawiałam się, czy to w ogóle wypada. Oczywiście, no bo inni jakby siedzieli normalnie, ale poszłam za tym. Po prostu pozwoliłam się prowadzić.
I tak się rzeczywiście wydarzyło, że ciało podyktowało jakby to wcześniej, to, kim ja jestem w tej historii. Natomiast podobne, podobne wrażenie było w momencie, kiedy w innej historii odgrywałam, odgrywałam to złe słowo, no ale spełniałam rolę tego świadka, który dotyczył postaci pewnej, pewnej starszej pani.
Później się okazało, że rzeczywiście, no, no, było to bardzo głębokie dla mnie i takie, no, nieprzyjemne momentami wrażenie, ponieważ ta osoba jakby kompletnie była kimś innym niż ja jestem. I tu powiem, że, że źle to zniosłam. Natomiast jeżeli chodzi o odczucia ciała, to nagle poczułam takie szalone drętwienie w palcach prawej ręki.
Ogólnie rzecz biorąc, wrażenie takie, jak niesiemy coś zbyt ciężkiego i potem usiłujemy te palce rozprostować i w zasadzie prawie ich nie czujemy. I okazało się, że ta osoba zanim odeszła, bo to też dotyczyło osoby już nieżyjącej, przeszła paraliż i ta prawa strona no, była niewładna. Także chciałam tylko na bieżąco odnieść się do, do twoich słów i potwierdzić, że to w sposób nieprawdopodobny sprawdza się i działa.
I bardzo przepraszam, bo przerwałam ci, a ty chciałaś jeszcze kontynuować. Tylko jak, jak, jaki jest przebieg, kiedy już wszyscy mają wyznaczone role? Role i wejdą w to odczuwanie i co się wtedy dzieje, prawda? Więc tak jak właśnie tutaj mówiłam chwilkę temu, rozwija się tak, jak ty to też Beata opisałaś, rozwija się historia i ta historia, to w ogóle praca z ustawieniami jest tak fascynująca, moi drodzy, to wam muszę powiedzieć. I to kiedyś powiedział sam Bert Hellinger na jakimś spotkaniu. Pamiętam, ale ja to naprawdę potwierdzam z doświadczenia, że kiedy się tak posiedzi w gabinecie, popracuje tą metodą, to człowiekowi się już nawet nie bardzo chce na przykład do teatru chodzić czy do kina, bo ma tyle tych, tych wrażeń, tych historii, jakby jestem nimi tak wypełniona już. A każda z tych historii jest fascynująca i fascynująca jakby, no bo naprawdę te nasze ludzkie historie, kiedy w nie tak jeszcze wejdziemy troszkę głębiej pod podszewkę i zobaczymy, to właśnie drugie dno, te uwarunkowania, co z czego wynika, co czemu służy, jak to też to postrzegaliśmy czasami jako takie negatywne, prawda?
Jeśli, jeśli tam wejdziemy głębiej i zobaczymy, co właśnie leżało pod spodem i jak zobaczymy na przykład, jak ciężki los ktoś niósł. Osoba, którą postrzegaliśmy na przykład jako jakiegoś tam zamkniętego w sobie albo nieprzyjemnego, tak w kontakcie, prawda? I kiedy nam się odsłaniają takie obszary, to, to naprawdę nabieramy jakiegoś takiego, takiej nowej optyki, danej sytuacji.
I jak tutaj, i to jest bardzo też ciekawe, że te historie, które pokazują się w ustawieniach, są takie, można powiedzieć, przenikające przez czas.... ponieważ po pierwsze ustawienie pokazuje nam zwykle to, co tu i teraz ma miejsce w takim właśnie pogłębionym nieco wydaniu, czyli, czyli patrząc na to na przykład, jak w tym układzie ustawiają się, prawda, choćby partnerzy czy, czy tam rodzina, czy jakieś inne osoby będące ze sobą w relacji, to zwykle ten klient może powiedzieć: "O, tak, faktycznie tak to u mnie wygląda. Na przykład matka stoi odwrócona tyłem do ojca, dzieci są gdzieś pośrodku pogubione" albo jest tam jakoś, prawda? Zwykle taka jest syntonia, odczucie, że tak to wygląda. Więc jest to jakby taki obraz tego, co tu i teraz. Pokazują ustawienia również w takim jakby kontekście historycznym przyczynę, uwarunkowania. Zwykle nas cofają do tyłu, w różną odległość nas cofają, bo czasami cofają nas tylko odrobinę do jakiegoś momentu, kiedy w naszym aktualnym życiu na przykład coś nie zostało przepracowane, choćby w tej relacji partnerskiej. Został jakiś ból, zostało jakieś na przykład jakiś brak wzięcia odpowiedzialności z jednej czy z drugiej strony za coś, żal, pretensje i tak dalej. I czasami tylko o to chodzi.
Czyli jest to wtedy trochę podobne w gruncie rzeczy, jak, jak taki proces psychoterapeutyczny, prawda? W gruncie rzeczy chodzi o to, żeby na przykład wypowiedzieć, nazwać coś, co gdzieś tam leżało nietknięte pod spodem i na przykład jakoś wadziło tej relacji, prawda? Czasami ustawienie cofa nas jeszcze bardziej do tyłu, do momentu i to jest bardzo częste, do momentów tej naszej wyjściowej sytuacji, w której się kształtowały te nasze zręby osobowości, czyli do momentu naszego dzieciństwa i do tego naszego wyjściowego układu.
Czyli ja w sytuacji, kiedy przyszedłem na świat między mamą, tatą i tutaj pokazują się te rozmaite lojalności, komu. To, to są pewne specyficzne ruchy, które też ustawienia odkrywają, oprócz takich klasycznych, jak się też zna z psychoterapii triangulacji, prawda? Czyli takiej, że dziecko gdzieś tam pomiędzy rodzicami godzące czy, czy też produkujące jakieś objawy po to, żeby rodzice się ze sobą dogadali. To ustawienia też pokazują, no, taką na przykład głęboką lojalność nas wobec rodziców. I na przykład fakt, że my bardzo często już jako małe dzieci i to się dzieje zupełnie poza naszą jakąś taką wolicjonalną decyzyjnością, to się dzieje poza naszym rozumem. To nie są decyzje świadome, tylko zupełnie automatyczne, takie atawistyczne, nawet można powiedzieć, nieświadome. Więc mogą one się dziać naprawdę, kiedy mamy miesiąc, a nawet jak obserwuję, to one mogą już w życiu płodowym naszym zapadać. Mam wrażenie, że tak się niekiedy dzieje, kiedy dziecko na przykład wyczuwa, że, że rodzic, no, tak wcześnie, to zwykle dotyczy to matki, że matka jest, że jest jakiś kłopot tutaj, że ona jest na przykład słaba albo czymś bardzo obarczona, albo że ma ogromny poziom lęku w sobie, albo że nie jest gotowa na przykład na macierzyństwo. I w takiej sytuacji dziecko i mówię to, to są decyzje totalnie podskórne i nieświadome, tak jakby decyduje, to ja będę ten dorosły w tym układzie, to ja tutaj muszę być silny, ja to muszę wziąć na siebie jakby odpowiedzialność za ten cały układ, po to choćby, żeby przetrwać. Dla każdego dziecka jest podstawowym, jakby podstawową potrzebą, prawda? Jeżeli wyczuwam, że ktoś, kto ma być moim opiekunem, jest z jakiegoś powodu tak, tak dramatycznie słaby, no to ja muszę być ten silny. I czasami do takiego momentu się cofamy. I tutaj cała sztuka polega na tym, żebyśmy mogli tak mając te ileś tam lat, trzydzieści, pięćdziesiąt czy ileś, żebyśmy mogli spuścić trochę z tego tonu, bo my niesiemy w sobie cały czas taką postawę, tego wielkiego dziecka, takiej osoby na przykład, która jest nadodpowiedzialna, za wszystko czuje, że ona niesie właśnie tą, tą, tą, tą odpowiedzialność, dźwiga za wszystko. Ale też z drugiej strony taka osoba ma zwykle ogromną trudność w wejściu w taką relację, gdzie może być taki dobry przepływ dawania i brania, bo to są osoby, które dają, prawda? One się nauczyły już od zarania dawać, dawać, dawać, ponieważ musiały przetrwać, więc dawały, dawały wewnętrznie czy też potem zewnętrznie, jakoś w realu życiowym.
I ich zadaniem jest nauczyć się brać. A jeśli tego nie zrobiły w tym swoim pierwszym układzie z mamą, no to teraz mają taką jakby możliwość wewnętrznej reaktywacji, tego powrotu do tego momentu i doświadczenia sytuacji, w której mogą się poczuć wreszcie małe i w związku z tym też bezpieczne tak wewnętrznie. I oczywiście nie o to chodzi, żebyśmy wrócili totalnie do jakiegoś poczucia, że jesteśmy dziećmi bezbronnymi i tak dalej, ale żeby ta część w nas, która nieadekwatnie dojrzała oraz nie doświadczyła tego, co każde dziecko, co jakby jest takim wyposażeniem naturalnym każdego dziecka, czyli poczucie bezpieczeństwa, takiej wiary w to, że będzie dobre, takiej pierwszej, otulającej nas dobrej macierzy, prawda? Tak mówiąc, mówiąc trochę poetycko, jeżeli tego nie doświadczyliśmy, no to zwykle nam brakuje tej takiej bazy, która właśnie pozwala choćby się bezpiecznie poczuć w związku, prawda? Ja się wtedy tylko bezpiecznie czuję wtedy, jeżeli totalnie na przykład kontroluję sytuację, ale już nie mogę spuścić z tonu. Więc jeśli mi się uda wrócić do tego mojego pierwszego dziecięcego momentu i tutaj właśnie poczuć się bezpiecznie wśród tych, którzy byli tam u mojego początku, no to, to jest bardzo duży często sukces i często i ustawienia nam w tym niezwykle potrafią pomóc.
Mm, ale co jest charakterystyczne też- Innym słowem, jest to takie kompleksowe podejście do tematu współzależności oraz powiedziałabym, funkcjonowania i reakcji, interakcji między członkami, no, pewnej społeczności, w tym wypadku na przykład rodziny.... Tak, jak najbardziej. Tu się cały czas poruszamy w obszarze tego, co było w doświadczeniu naszym osobistym, czyli mówimy o ustawieniach, które w gruncie rzeczy właśnie gdzieś tam można by porównać do klasycznych psychoterapii, prawda? Mniej lub bardziej pogłębionych.
Czyli moje doświadczenia, czy one by były jakieś z aktualnego życia, czy one by z dzieciństwa doświadczyły, to jakby jest ten poziom. Aczkolwiek myślę, że taki właśnie, no, na przykład to jest, to jest piękne w ustawieniach, co dla mnie jako osoby prowadzącej te procesy jest przeogromnym komfortem, że w nich dochodzi się najczęściej, udaje się dojść do leżącej u podłoża tych naszych relacji, mówiąc najprościej, teraz to słowo jest może nadmiernie trochę eksploatowanych w różnych kręgach, nazwijmy, ezoterycznych, tak? Ale użyję go jednak, bo ono jest najbardziej adekwatne, czyli do miłości. Udaje się tu zwykle dotrzeć do tego, że u zarania naprawdę jest miłość, aczkolwiek ona oczywiście często jest obolała. Często ona jest tak pod spodem, że w ogóle na wierzchu ona się nie może przebić i dlatego myśmy jej nie czuli. Ale do tego się udaje dotrzeć. I to na przykład tak mogę powiedzieć troszkę w kontekście wielu na przykład szkół, takich klasycznych, terapeutycznych, gdzie bardziej docieramy tylko do bólu, prawda?
I konfrontujemy się na przykład ze złością na tych naszych rodziców, że tak nam tam gdzieś krzywdę uczynili. I możemy z tą złością się tam pozmierzać i ją wyrazić. I to też jest oczywiście potrzebne, ale to jest pewien etap.
Jeśli się na takim etapie zatrzymamy, no to niestety, ale tak powiedziałabym, kwaśno w tym życiu trochę będziemy mieli. To, to nie jest, to nie jest jakby dobry punkt startowy do szczęścia w życiu. Jeżeli ja zostaję na jakimś żalu, pretensji i poczuciu takiej krzywdy, nawet jeśli ją sobie uświadomiłem, prawda? A ustawienia pozwalają nam jeszcze dalej pójść. Też przechodzimy bardzo często przez ból, przez, przez cierpienie, przez to na przykład odrzucenie przez tych najbliższych, takie pierwotne i przejść przez coś takiego, co jest naprawdę wyzwanie w takim procesie.
Ale potem, jeśli właśnie jeszcze troszeczkę dalej pójdziemy głębiej, to właśnie dochodzimy najczęściej do tej miłości, która jest u bazy. I to jest, to jest w tych procesach, tak z mojego punktu widzenia, czymś naprawdę takim pięknym i, no i, i to mi pozwala też pracować tą metodą, z takim czystym sumieniem. Ale to właśnie, tak? Tu wydaje mi się też ciekawym i takim odróżniającym tą metodę od innych terapii jest wprowadzenie reprezentantów osób, które odeszły, umarłych. To jest, wydaje mi się, mnie to natychmiast, cały ten proces to trochę kojarzy się z tą metagenealogią Jodlowskiego i sama, sama nazwa właśnie konstelacja rodzinna.
No, to jednak sięga, jest, dla mnie ta nazwa jest piękna, bo ona w moim wyobrażeniu sięga właśnie dalej niż ten nasz, nasz świat, w którym żyjemy. Ona, konstelacja gwiazdy, a więc wszechświat. Ona ogarnia dużo, dużo dalej i dużo głębiej.
I właśnie o tym bym chciała teraz mówić dalej. Tak, dokładnie mi to wyjmujesz z ust, Beato. Przepraszam. To bardzo, bardzo właśnie fajne, że tak wiesz, też się prowadzimy nawzajem w tym. Mhm. Tak, tak.
Jeśli, jeśli mogę, tak? Czy jeszcze byś chciała coś dokończyć? Czasami tutaj słucham i nie wytrzymuję i... No to, to mów, to mów od razu. Ja powiedziałam o tym, o tej zachwycającej dla mnie i bardzo, bardzo takiej obrazowej, głębokiej nazwie konstelacje rodzinne z wprowadzaniem przodków. Tak, ta nazwa mi się też tak mi pięknie brzmi i od razu taki właśnie obraz ładny tworzy, prawda? W przeciwieństwie na przykład do ustawień, które brzmią tak trochę dyrektywnie, takie prawda, coś tu ustawiamy. Też tak mam. Ustawiamy, ustawiamy. Tak.
I właśnie ten temat, który wprowadziłaś, Beato, mianowicie nasza łączność jeszcze z większą ilością osób niż tylko nasi rodzice. To jest właśnie ten dalszy jeszcze ciąg, o którym chciałam powiedzieć, czyli historie nie tylko te nasze osobiste z życia są tematem ustawień, ale to, co jest charakterystyczne dla tej metody, to właśnie fakt, że pozwala ona sięgnąć jeszcze bardziej w głąb. I ta historia, o której powiedziałam, ta fascynująca historia, czasami korzenie ma i czasami prowadzi nas jedno, dwa, trzy lub nawet kilka pokoleń do tyłu.
Pokoleń lub jakichś takich więzi naszych, bo to ustawienia oczywiście one są z pokoleniami związane, ale to ciekawe, że nie tylko osoby z naszej rodziny, tutaj takiej bezpośredniej, z krwi, się pojawiają w ustawieniach, również, również postacie, które z nami lub z naszymi przodkami byli, były jakąś taką istotną koincydencją życiową połączone. Natomiast właśnie to, co Beato wprowadziłaś jako to pojęcie takiej wielkiej konstelacji i też wspomniałaś o osobach zmarłych, to jest taki delikatny, niewątpliwie delikatny element ustawień. Ja się tu zawsze poruszam, poruszam się tu ostrożnie, moi drodzy, bo, bo to tak, jak się mówi, że są takie miejsca, w które nawet anioły boją się zaglądać, prawda?
I jeśli odsłaniamy tą, tą zasłonę, no właśnie, tej drugiej strony i wchodzimy w tą przestrzeń, wchodzimy w nią poprzez, my w ustawieniach nie, nie zaglądamy tam z ciekawości, bo nas to interesuje, co tam po drugiej stronie, tylko zaglądamy tam-...
ponieważ prowadzą nam, nas tam głębokie nasze więzi, głębokie nasze więzi właśnie z tymi, którzy często już odeszli z tego świata. I co ciekawe, mogą być to więzi jak najbardziej świadome, czyli na przykład moja miłość, którą miałam w sercu na przykład do mojej babci, prawda? Która odeszła i było to dla mnie na przykład dużym dramatem, bo powiedzmy, ta babcia mi zastępowała matkę i wtedy ja się mogę w takim procesie na przykład pożegnać, bo czasami tego być może brakowało, albo wypowiedzieć, wyrazić coś, czemu nie dałam, czemu właśnie głosu nie dałam, a teraz mogę to uczynić i to jakąś ulgę przyniesie.
Natomiast często też ustawienia pokazują więzi właśnie nie te świadome, ale te, których byśmy sobie nigdy nawet nie wymyślili, że one istnieją. I to jest bardzo ciekawe. Taki proces nam to pokazuje. Oczywiście sprawdzić to my możemy tylko jakby po efektach tego procesu, czyli po tym, czy on, czy, czy temat, z którym pracowaliśmy, no, w jakiś sposób się zmienił. A jakie to mogą być rodzaje właśnie takich głębokich, czasami, czasami naprawdę starych, dawnych więzi?
Może tutaj parę słów teraz na ten temat, bo to jest właśnie charakterystyczne dla ustawień i z tego ustawienia są szczególnie znane, że w tym, w tym obszarze potrafią się poruszać. Mianowicie chodzi tutaj o, chodzi tutaj o taką lojalność, naszą systemową. Kiedy pracujemy tą metodą, widzimy bardzo wyraźnie, że my nie jesteśmy oderwanym jakby elementem rzeczywistości, tylko jesteśmy w niezwykły sposób połączeni.
Właśnie tak jak w tej konstelacji, którą sobie możemy wyobrazić, patrząc na niebo lub na jakąś siatkę połączeń. Jesteśmy połączeni z wieloma postaciami z systemu, do którego należymy i z którym jakby tak wspólnie rezonujemy.
Tak jak właśnie na przykład też się opisuje biologiczne, rozmaite struktury, organizmy czy gatunki, prawda? I biolodzy obserwują, jak one ze sobą nawzajem rezonują. To na przykład Rupert Sheldrake, jeden z takich znanych badaczy, którzy gdzieś tak się też poruszają, trochę na granicy nauki i tego, co takie, powiedzmy, alternatywne, odkrył i- inaczej odkrył, no, to są pewne jego hipotezy, ale on je cały czas sprawdza. Mówiące o... On to sugeruje nas tą polem morfogenetycznym czy polem morficznym. O tym właśnie współrezonansie, takim w ramach, w ramach przedstawicieli czy jednego gatunku, czy też pomiędzygatunkowym, prawda? I my jako ludzie niewątpliwie też jesteśmy, no, uczestnikami. Jesteśmy jakby wprzęgnięci w taką siatkę oddziaływań. I o co tutaj chodzi?
Chodzi tutaj bardzo często o sytuację, to, co się- może tak od drugiej strony. To, co się dzieje w naszym życiu tu i teraz, czyli na przykład tematy, jakie ze sobą niesiemy, czy to będzie coś, co na przykład dzieje się w naszym ciele, gdzieś jest na poziomie somatyki czy psychosomatyki. Mamy jakąś dolegliwość, coś nas boli albo mamy jakąś tendencję stałą. Wchodzimy na przykład ciągle w podobny rodzaj związków i podobnie one nam się na przykład kończą jakąś porażką. Albo w jakiś szczególny, szczególny sposób wchodzimy w relacje z pieniędzmi. Nie potrafimy ich na przykład zarobić, utrzymać albo mamy tendencję do brania kredytów.
Albo mimo że mamy bardzo bogate wykształcenie i ogromne gdzieś tam zasoby, to nie możemy się odnaleźć w przestrzeni zawodowej. Więc pewne takie nasze stałe tendencje, pewne takie jakości, kiedy je właśnie w taki sposób ustawieniowy próbujemy rozpoznać, to one prowadzą nas bardzo często do identyfikacji naszej właśnie takiej więzi z losem kogoś, kto był w tym naszym systemie przed nami. I najczęściej jest to los postaci, który był, który był jakiś trudny.
Coś, coś na przykład było tak jak się, tak jak się mówi o traumatycznych, rozmaitych doznaniach, które są takimi, kiedy czegoś jest za dużo lub się to dzieje zbyt nagle, lub się to dzieje permanentnie, ciągle jest bardzo obciążające. Więc jeżeli nasi przodkowie doświadczyli takich właśnie przeżyć i w sposób no, jakiś taki konstruktywny, nie udało się przez nie przejść, bo na przykład system naokoło był zbyt mało wspierający lub warunki były tak dramatyczne. Na przykład była wojna i tego wsparcia nigdzie nie było, nijak szukać, prawda? Więc jeżeli jest takie doświadczenie, które właśnie nie zostało przeżyte, to tak jak się na przykład mówi o traumie, to już w takich klasycznych nurtach pracy z traumą, że trauma to jest takie zjawisko, które albo można przeżyć, czyli egzystencjalnie przetrwać, po prostu przejść przez nie tak jak na przykład przez wiele doświadczeń wojennych, prawda, przeszli ci, którzy, którzy no właśnie mieli, mieli takie historie za sobą. I oni przeszli po prostu, żeby przeżyć, czyli, ale nie byli w stanie tego przepuścić przez takie swoje struktury emocjonalne, bo by ich to zabiło, prawda? Bo nie wiem. Poziom lęku, poziom braku bezpieczeństwa byłby tak duży, że tego by po prostu ich organizmy nie przetrwały. Więc oni się nastawili na przeżycie egzystencjalne. Albo traumę można przeżywać, czyli w niej się wtedy emocjonalnie, czyli w niej się wtedy zapadamy i na przykład przez wiele lat nie możemy wyjść z tego. I to na przykład, kiedy sobie popatrzymy, tak no, II wojna światowa jest na pewno gdzieś tam za nami, takim największym koszmarem, prawda, społeczno tutaj takim historycznym, jaki miał miejsce.... te kilkadziesiąt lat temu i kiedy tak popatrzymy nawet z perspektywy czasu, to byli tacy, którzy można powiedzieć, tacy silni, prawda? Ja też jeszcze kojarzę takie osoby. To już są ludzie, którzy mają teraz powiedzmy, około dziewięćdziesięciu lat i mają taką jeszcze energię życiową i tak idą jakby do przodu, mimo już tam jakichś yy oznak słabości ciała. Ale taką werwę mają. I to są ludzie, którzy przeszli przez takie dramaty, ale oni po prostu popruli do przodu, prawda? W tym, w tym, w tym takim jakby ruchu przetrwania.
A są tacy, którzy się zapadli, czyli jakby przeżywali tą traumę. A tutaj chodzi o to, żeby jakby wie co połączyć, połączyć jedno i drugie poniekąd. Ale to właśnie często może się stać dopiero gdzieś w kolejnym pokoleniu. I to jest ta taka trauma, tak jak się to mówi, trauma transgeneracyjna czy taka trauma pokoleniowa, prawda? Takie tematy, które w danym momencie, kiedy one się działy, były zbyt trudne, żeby sobie z nimi poradzić i w związku z tym one przeszły jak takie pewne, można sobie wyobrazić, takie, takie nie wiem, takie jakieś zamknięte kule, takie ko, jakieś takie kompleksy otorbione, otoczone. One przechodzą jakby w następne pokolenia albo te następne pokolenia, można powiedzieć, biorą na siebie ten temat po to, tak jakby, żeby go wreszcie rozwiązać.
Ja na przykład obserwuję, że bardzo często teraz właśnie dopiero rozwiązywane są tematy, które na przykład choćby dotyczą drugiej wojny światowej. I je rozwiązują nie ci, którzy te doświadczenia przeżywali, tylko bardzo często ich wnukowie, prawnukowie. To są dopiero pokolenia, kiedy ten temat może dojść do głosu i już na tyle jest bezpiecznie wokół, że ten temat można teraz przetransformować. Yy i my takie tematy rozmaite w tych swoich więziach rodowych, które są przedziwnym zjawiskiem, jakimś rodzajem takiej łączności, lojalności, takiego powiązania ze sobą, tak jakby Indianie na przykład mówią, prawda, że rodzina ma duszę swoją. I tutaj też to widać. Bert Hellinger też tak mówił, że istnieje coś takiego jak dusza rodu, dusza systemu czy duch systemu.
Potem takiego pojęcia bardziej używał. Mm i, i ta dusza, jeśli gdzieś, mówię dusza tak w cudzysłowie, prawda? Lub no, ta energia systemu, jeżeli gdzieś właśnie jest zablokowana, to jakby to, to zablokowanie tak jakby woła, tak jakby woła te kolejne pokolenia po to, żeby ten temat mógł być puszczony dalej, żeby mógł być oswobodzony. Często w naszym systemie wołają nas ci też, którzy z jakiegoś powodu mieli tam trudne miejsce. Tego miejsca nie znaleźli w tym systemie, a sami się z niego wyłączyli lub zostali przez system wyrzuceni.
Lub jedno i drugie naraz. I to były na przykład właśnie osoby, które... No, to może być różnie. To może być ktoś, kto yy wykroczył gdzieś poza normy tego systemu, czyli popełnił coś, co było niezgodne z zasadami tam ówczesnego życia. Zrobił jakieś wykroczenie, prawda?
Zachował się nie tak, jak należy i system go jakby wyrzucił, bo wiadomo, że każdy system funkcjonuje na zasadzie pilnowania pewnych zasad, prawda? To, to widzimy, mówimy nie wiem, my Kowalscy, my Nowakowie, prawda, my Polacy, my katolicy, my ezoterycy i mamy swoje zasady, w ramach których się poruszamy. Jeżeli ktoś yy należący jakby do tej grupy zacznie mówić: "o, o, to niekoniecznie musi tak być", prawda? Zacznie wątpić w coś, no to wtedy system go nie wyrzuca. System bardzo, bardzo trudno jest, żeby system był na tyle otwarty, że zaakceptuje takiego, który, który zaczyna mieć jakieś inne zdanie. No więc te nasze rodowe systemy podobnie funkcjonują i mogą być to osoby, które właśnie z takiego powodu gdzieś zostały wyoutowane, wyrugowane. Ale na przykład na takich obrzeżach naszego systemu mieszczą się też dzieci, które, które nie znalazły w nim miejsca, czyli na przykład dzieci, że tak powiem, z różnych innych niż prawe łóż, tak? Przyrodnie rodzeństwo, które było znane lub nieznane, które nie zostało tam uznane w danej rodzinie. Dzieci, o tak jak ty wspominałaś, Beato, że reprezentowałaś nienarodzoną siostrę. To też jest często temat ustawień. I tutaj już poza całą tam dyskusją, prawda, ideologiczną na temat aborcji czy, czy, czy dzieci, które nie przeżyły, to w tych procesach ustawieniowych widać, jaką ważną rolę w tej całości, tej konstelacji naszej rodowej, pełnią dzieci, również te, które wcale na świat nie przyszły, które tylko tam zaistniały w brzuchu mamy przez chwilę. Jak one też jakby często domagają się tego prawa przynależności. A co to znaczy domagają się prawa?
Domagają się po prostu miejsca w sercu, prawda? Domagają się takiego uznania na ten moment choćby, że przynależą tutaj. Być może to się dzieje gdzieś na poziomie duchowym. Być może te dusze potrzebują tego uznania.
Jeśli go nie mają, to gdzieś czują się takie wyrzucone. Trudno powiedzieć, jak to się, w jakich przestrzeniach się to rozgrywa, ale na takiej psychologicznej właśnie przestrzeni, prawda? Matka, no, która właśnie doświadcza czegoś takiego. Czy utraty dziecka wskutek jakiegoś naturalnego poronienia, czy tym bardziej wskutek aborcji, kiedy jeszcze jest obciążona odpowiedzialnością, z którą się jakoś tam mierzy lub od której zupełnie ucieka.
Ale, ale o to tutaj chodzi, żeby, żeby właśnie matka, ojciec też, ale matka jest tu zwykle taka pierwsza bardzo, żeby mogła dla takiego dziecka zrobić rzecz, wydaje się najprostszą, ale w gruncie rzeczy najtrudniejszą, czyli znaleźć miejsce w sercu. Móc takiemu dziecku powiedzieć: "moje kochane dziecko", tak wewnętrznie powiedzieć: "ty należysz tutaj do nas".... Tak się stało, jak się stało.
Być może ma powiedzieć: "Szanuję twój los, jeśli tak się wydarzyło", a może ma powiedzieć: "Biorę moją odpowiedzialność za to, że tak się to potoczyło. Natomiast masz miejsce w moim sercu jako dziecko" i wtedy jest to taka dorosła, dojrzała postawa. I wtedy tutaj jakby ta, ta cała równowaga jest zachowana. Dziecko może być dzieckiem.
Nie, nie musi czuć złości, odrzucenia albo na przykład odpowiedzialności za tą sytuację, albo jakiegoś pogubienia w ogóle w przestrzeni. Być taką, nazwijmy, pogubioną duszą, tak? Tylko dziecko znajduje miejsce, a potem sobie gdzieś tam odpływa, najczęściej w swoje, swoje duchowe rewiry, jakieś, tak? Ale na ten moment tego zaistnienia tutaj to miejsce było dane i odczytane przez tą istotę. I to jest bardzo potrzebne, bo jeżeli- Jeśli mogę na sekundeczkę tutaj- Ależ proszę cię, bo ja tak wiesz, jak ja się rozpędzę, to, to nie przestanę. Także mów Beato. Ja poruszyłam ten temat z dwóch powodów. To znaczy obecności przodków.
Pierwszy powód jest taki, żeby uświadomić wszem i wobec, że konstelacja rodzinna nie jest, nie ma w sobie nic z wywoływania duchów, seansu spirytystycznego. To są zupełnie inne przestrzenie, to są zupełnie inne kanały. A poza tym, tu z mojego punktu widzenia, podkreślam, z mojego punktu widzenia tego rodzaju wchodzenie w taki kanał informacyjny i emocjonalny nie musi oznaczać wcale dotykania rzeczywiście tego, co jest po drugiej stronie. Bo my dotykamy w tym momencie, przynajmniej możemy dotknąć emocji, myśli, czynów, wszyst- wszystkiego, co zostało jakby zapisane właśnie w tym polu informacyjnym. I niekoniecznie, uważam, dotykamy wtedy aż bardzo głęboko i nie udajemy się do, do świata duchowego.
Tak, tak. To ja to tak widzę, że tu być może warto to podkreślić, że to tak trochę jak w snach, że nie każdy sen, który śnimy, a w którym pojawia się osoba zmarła, jest faktycznie snem z poziomu astralnego, w którym dochodzi do spotkania dwóch dusz, dwóch świadomości. Czasami po prostu mając do czynienia z taką postacią w scenariuszu naszego snu, jesteśmy jedynie poddani pewnej, no, pewnym działaniom ze strony świadomości, która kreuje, pokazuje nam pewien archetyp oddziałujący w danej chwili na nas bardzo silnie. Czyli jeśli jeździmy za szybko samochodem, we śnie pojawia się zmarła babcia. Niekoniecznie ona się fatyguje do nas z zaświatów w tym momencie, ale ona jest archetypem tej osoby, która zawsze nam grozi tak- takim konstruktem po prostu. Ostrzegała.
I była tą, ostrzegała, przestrzegała. Karmiła nas tymi historiami o wszystkich wypadkach w rodzinie od czasu w ogóle, kiedy wymyślono samochód i skonstruowano go. Także to, to są i ja bym tutaj, no, po-po-pozwoliła sobie w tej dyskusji o tym wspomnieć, że to niekoniecznie jest to samo, żeby sobie nie wyobrażać, że w tym momencie z zaświatów cała rodzina przestępuje w naszą stronę, bo moim zdaniem to tak nie działa. Natomiast to, co my ściągamy z pola i jesteśmy w stanie wczuć się w daną postać, nie chcę powiedzieć odegrać ją, ale dać jej miejsce w przestrzeni tu i teraz, poprzez swoje ciało. To jest inna rzecz. To niekoniecznie są kontakty z duchami przodków.
A poza tym, jeśli mogę jeszcze jedno dodać à propos tych relacji z przodkami, to mnie się to, o czym my tutaj mówimy, cały czas w sposób istotny i przejmujący wręcz momentami kojarzy z tym, co w niektórych środowiskach nazywamy klątwami pokoleniowymi. Czyli właściwie można by się było zastanowić, co jest mechanizmem wtórnym, a co pierwotnym. Czy my nie przepracowujemy jakiegoś procesu rodzinnego i domaga się on wyjaśnienia teraz i spełnienia i zamknięcia jakiegoś historycznego, genealogicznego koła historii, koła jestestwa naszego roju, czyli naszej rodziny, czy też powiedzmy my się odwrotnie i my się programujemy poprzez naszych przodków na, na zasadzie takiej: piętnaście pokoleń temu była pierwsza kobieta, którą źle potraktował mężczyzna. I mamy programowanie wszystkich następnych pokoleń kobiet, że teraz idę na łatwiznę. Facet to świnia.
Mhm. I na to można też i metoda Hellingerowska bardzo mocno pokazuje, jakby w lustrzanym odbiciu to, co ezoteryka nazywa klątwą pokoleniową. Moim skromnym zdaniem.... To tak tylko chciałam dodać, bo to jest bardzo, bardzo istotne, bo ty mówisz pięknie, mówisz uczenie, mówisz porywająco, ale tu są takie rzeczy, które, w których ludzie budzą niepokój.
I właśnie jedną z nich jest jakby pokazanie im tej różnicy, że to nie jest seans spirytystyczny. To nie jest coś takiego, gdzie my otwieramy drzwi do świata duchowego. My być może jesteśmy to zdolni zrobić w trakcie tak silnej koncentracji mentalnej energii i tak dalej, i tak dalej, która tworzy się w tej grupie uczestniczącej w zajęciach. Być może jesteśmy nawet do tego zdolni, ale niekoniecznie to się dzieje. Więc wiesz, bo to jest jakby jeden z tych, no, nie powiem, zarzutów, ale z tych, z tych elementów, które przeciwnicy metody bardzo chętnie przepajają na litą- Z różnych kręgów czy duchowych. I produkują z niej noże albo szpilki. No, tam w zależności od tego, na co mają ochotę.
Mhm. Mhm. Wiesz co, ustawienie też, kiedy sobie myślę o takim wywoływaniu duchów, to troszkę mi się to kojarzy z taką zabawą, prawda? Z eksperymentowaniem. Oczywiście zwykle to tam też miało, było wyrazem jakiejś potrzeby czyjejś, ale tutaj my podążamy właśnie bardziej krokami tych naszych więzi i rozpoznajemy, co my w sobie nosimy, bo my w sobie naprawdę nosimy to.
Nosimy te, no, te właśnie takie nieprzepracowane tematy, nieprzepracowane historie. I ustawienie pozwala jakby sięgnąć do, do źródła tej historii i niejako ją tak przetransformować właśnie po to, żebyśmy tego nie musieli nieść dalej. To jest dla mnie, powiem ci Beato, cały czas taka ogromna zagadka, w jaką przestrzeń my wchodzimy.
Dlatego ja się w ustawieniach poruszam niezwykle ostrożnie. Naprawdę mam wszelkie, myślę, gdzieś tam swoje, swoje tkanki, kanały i tam dostępne struktury, bardzo takie wysubtelnione, żeby na przykład nie pójść za daleko.
Na przykład w tych tematach, bo to zapytałaś o tematy zmarłych, prawda? I tu się, i tak jak żeśmy to tutaj opisywały, pojawiają się te, te historie, jakby one się tak odsłaniają częściowo. Czy to są nasze obrazy wewnętrzne, czy odsłania nam się... No, odsłania nam się na pewno coś, co my tak czy owak nosimy w sobie, tylko zwykle o tym nie wiemy.
To, co na przykład wiesz, tutaj powiedziałaś parę słów o klątwie. Ja bym tutaj mogła troszeczkę to zobrazować, jak to wygląda od strony ustawień, to, co zwykło się nazywać klątwą. O, byłoby bardzo miło i bardzo ciekawe. Wiesz, co ja na przykład tutaj obserwuję?
Obserwuję tutaj bardzo często zjawisko ogromnego jakiegoś doświadczenia bólu, który właśnie nie został, nie został uznany, nie miał możliwości wyrażenia się. Bardzo często, kiedy zanurzymy się pod taki temat, ktoś przychodzi i mówi: "Tam w tej mojej rodzinie to takie niepowodzenia, ciągle się na przykład właśnie nie wiem, związki walą albo ciągle wszyscy bankrutują. To już któreś pokolenie, prawda, że bankrutujemy?" Kiedy wejdziemy głębiej pod to, co właśnie niektórzy nazwaliby klątwą, takie dramaty powtarzające się, to zwykle dojdziemy właśnie do historii jakiegoś bólu, który się nie mógł wyrazić. Bardzo często, co ciekawe, jest to ból na przykład związany z odrzuconą miłością. A takich historii przecież jest wiele, prawda? Kiedy ktoś na przykład kochał zdecydowanie bardziej, druga osoba wybrała kogoś innego lub dla niej to uczucie aż nie było tak istotne, ale ten, który kochał bardzo. Dla niego to było, to był podstawowy motyw życia, prawda? I to, że to uczucie nie mogło zostać zrealizowane i że ta osoba została z takim, z takim, no, z taką właśnie pustką, niemocą w ogóle zrobienia czegokolwiek z tym, co tak mocno ją od środka wypełniało. Z tą, tą miłością czy jakimś pożądaniem. Jedyne, co jest w stanie zrobić, to jakby wypuszcza z siebie taką intencję. Oby, oby tym na przykład kolejnym czy tej parze, która powstała, że tak powiem, na mojej krzywdzie, oby nie działo się dobrze, prawda?
Taka, jakby taki myślokształt, taka intencja powstaje w kimś takim, kto doświadczył takiej, takiej dużej zadry na tym polu, na tym polu miłości uczuciowym. I taki motyw, właśnie taka osoba, taki na przykład odrzucony narzeczony czy, czy ktoś, kogo uczucia właśnie tak zostały, trochę takie... Bo jeżeli, jeżeli to było pogodzone, jeżeli to było, że tak powiem, takie domknięte, prawda? Ktoś powiedział: "Przykro mi." Zostało to wszystko gdzieś tam wewnętrznie pogodzone, to taki temat nie będzie, jakby wisiał nad tym systemem. Natomiast wiszą tematy, które właśnie nie zostały odpowiednio w danym momencie domknięte czy nie miały szansy przeżycia. I one potem tak jakby się tak snują przez to pokolenie. I co tu jest ciekawe, że kiedy my właśnie trafimy się do takiego momentu, czasami to są na przykład postacie, które doznały jakiegoś innego rodzaju bólu w ramach naszego systemu czy przez nasz system. Na przykład ostatnio pamiętam, pracowałam z takim tematem mężczyzny, który miał tam finansowe, zawodowe problemy i myśmy na przykład doszli do sytuacji też z czasów wojny. No, właśnie, ta wojna nam się tu często powtarza, kiedy jego poprzednicy, już nie pamiętam, czy to był dziadek, czy pradziadek tego mężczyzny, dali gdzieś tam schronienie Żydom w jakiejś piwnicy i w pewnym momencie z sąsiadem, nie wiem, co było ich motywem.
Prawdopodobnie jakiś finansowy motyw. Tych ludzi tam przechowujących się zalali po prostu betonem.... Yy, i taka sytuacja po prostu nad tą rodziną wisiała i ta rodzina nie mogła mieć jakby powodzenia takiego finansowego. No, oczywiście można zadać pytanie, gdzie to się dzieje, tak? Tak jakby, tak jakby w pewnym sensie te dusze, które nie znalazły spokoju, które, które gdzieś cały czas domagają się swego w pewnym sensie. Ale kiedy właśnie w takim procesie ustawieniowym, poprzez tych reprezentantów, którzy tam stoją na miejscu, odczuwają te wrażenia i kiedy my, yy, no właśnie i są jakby włączeni w to pewne pole informacyjne i kiedy my w tym polu, yy, kiedy na przykład ci, którzy żyją, głęboko uszanują los tych osób, tak jakby się pochylą wewnętrznie nad nimi, doświadczą też, yy, gdzieś tego bólu, który, który oni przeżyli, ale już w takim świadomym odczuciu, a nie na przykład w tym, że, że ciągle bankrutują, prawda? Bo w tym doświadczali tego bólu. A tu chodzi o to, żeby go jakby, żeby zobaczyć na, na tą realność, co tam się działo, kiedy i kiedy też jakby otworzą serca na tych ludzi, prawda? Czy to był jakiś odrzucony narzeczony, czy to był właśnie ktoś, kto, kto na przykład, powiedzmy, był ofiarą naszej rodziny. To okazuje się, że wtedy właśnie ten cały system znajduje jakiś taki swój rodzaj spokoju, harmonii. Wszystko znów ma swoje miejsce i to, co ja na przykład obserwuję, to można zauważyć, że, yy, że wtedy często, yy, nawet te postacie, na przykład powiedzmy, ta odrzucona narzeczona, staje się takim poniekąd nawet jakby aniołem stróżem tego systemu. Kiedy ona została uznana, kiedy jej, jej to uczucie zostało uszanowane, kiedy ktoś powiedział: „byłaś dla mnie ważna albo być może nie doceniłem wtedy tego, co ty mi ofiarowałaś, albo być może po prostu taka była prawda. Przykro mi, że z twojej strony było to znacznie mocniejsze niż z mojej. No i przykro mi”, prawda? Ale padnie to „przykro mi” i to jest wystarczające. I kiedy coś takiego ma miejsce, to właśnie wtedy widać, że jakby można powiedzieć, nawet z tego, co nazywaliśmy klątwą, powstaje pewien rodzaj... gdybyśmy się tym takim językiem ezoteryczno-duchowym porozumiewali, to pewien rodzaj takiego nawet błogosławieństwa powstaje. Bo często widać, że właśnie z tych postaci, które, które gdzieś tym swoim bólem epatowały czy cierpieniem, no właśnie, powstają tacy wręcz opiekunowie tego systemu. Co jest bardzo, bardzo ciekawe i też takie gdzieś ogromnie budujące dla mnie.
Powiedz, powiedz mi, Agnieszko, taką rzecz, bo przyszło mi do głowy pytanie. Nie wiem, częściowo do-dotyka tematu audycji, częściowo być może nie, ale jest dla mnie istotne. Czy ty uważasz, bo wiele mówisz o tym, że jesteśmy w stanie już z poziomu, ee, nawet życia płodowego, tak, wiele emocji, myśli, odczuć, yy, kontekstów sytuacyjnych dotyczących matki, ojca, rodziny najbliższej przejmować. Czy, czy my mówimy, nie jest swego rodzaju takim przekazywaniem również tego poczucia winy za tą, yy, za tą, yy... No bo powiedzmy, jest rodzina, w której jest ten, jest ta wielka tajemnica, yy, tak obrazowo często w literaturze nazywana tak zwanym trupem w szafie, który, yy, o tym się nie mówi, ale z pokolenia na pokolenie wiadomo, że nasz dziadek, pradziadek zrobił coś tak strasznego jak chociażby to, o czym powiedziałaś, yy, przed chwilą, o, o, o tym, o zamordowaniu ludzi, którym obiecano, yy, schronienie.
Uratowanie, mhm. Tak. I teraz, yy, czy to poczucie winy również może być w ten sposób przekazywane? Jak najbardziej, jak najbardziej. Ja tu bardziej mówiłam o bólu, cierpieniu, prawda? Yy, lęku. Lęk może być często też takim tematem przekazywanym. Taki nieuspokojony, stary lęk.
Bardzo często, ale, ale również to, co właśnie nazwałaś poczuciem winy. Yy, i tutaj co, yy, no właśnie i tutaj też, yy, w takim procesie właśnie ustawieniowym istnieje możliwość, yy, żebyśmy, kiedy uda nam się dotrzeć do tej pierwotnej historii, gdzie ta sytuacja, tego, yy, tego zawinienia miała miejsce, yy, możliwe jest też, że wewnętrzne, ponieważ my jako te dzieci przychodzące do danych systemów, bierzemy w nich wszystko, co jest dla siebie naj-najtrudniejsze. Jak gąbki po prostu, przyklejamy, zabieramy wszystko to, co zostało nieprzerobione, nieprzepracowane. Tak, jakbyśmy przychodzili i mówili: „to, to ja to wszystko jakby tak uratuję, naprawię”. Ci najsłabsi w systemie zawsze jakby mają taką bardziej, yy, że tak powiem, trudną rolę, prawda? Tak jak w wojsku- Że tak nawet powiedzieć. Tak, taką heroiczną. To, to nie generałowie, tylko szeregowcy idą na froncie, prawda, i giną. A w rodzinie to są dzieci. Ci, którzy przychodzą, oni muszą przetrwać. Tak jak powiedziałam, to jest pewien Dawid. Dziecko musi przetrwać w tej rodzinie, więc to, co jest tam trudne, to ono natychmiast bierze, prawda? I to ja, to ja, to ja to będę nieść. I między innymi wina też jest takim często tematem. I o to wtedy chodzi, żeby... no właśnie, żeby, yy, nie ratować tych naszych poprzednich pokoleń poprzez taką właśnie dynamikę wewnętrzną, że my będziemy nieśli to obciążenie, tylko żeby dotrzeć do tej pierwotnej, wyjściowej sytuacji i tak jakby pochylić się przed tym, co tam się stało, uszanować to wszystko, uszanować obie strony.... czasami nawet i najczęściej o to chodzi, żeby się ostatecznie jakby wyłączyć z tego tematu. Ale możemy to tylko zrobić wtedy, kiedy go realnie zobaczymy, bo dopóki ten temat nie będzie zobaczony, to on nam właśnie będzie wisiał jako taki ciężar, takie, taka wina, obciążenie. A jeżeli realnie zobaczymy, co miało, znaczy realnie, realnie, no to już się dzieje jakoś tam symbolicznie w tym procesie ustawieniowym, czasami, czasami klient dokładnie wie. Mówi: "No tak, to jest historia na przykład mojej, mojej babci czy kogoś, prawda?" A czasami już nie mamy tych informacji, więc tylko poruszamy się w obszarze tych odczuć reprezentantów, którzy raźnie coś odbierają, pewne wrażenia, właśnie te dynamiki odbierają, ale już tej historii nie jesteśmy w stanie teraz zreaktywować, żeby prawie dokładnie, prawda, ją w realu życiowym osadzić. Tylko jakby po efektach możemy, możemy zobaczyć, że, że przepracowanie tego tematu przyniosło nam ulgę. No i właśnie o to chodzi, żeby to, co nazywamy winą, zostawić jako odpowiedzialność. To jest też taka pewna transformacja tutaj trochę słowa, prawda? Z winy na odpowiedzialność. I zresztą nawet tak zobaczcie Państwo, jak słuchacze, kiedy sobie pomyślicie o tym, co gdzieś jest takim waszym obciążeniem, no, każdy z nas coś tam w życiu nakiepścił, prawda? Nieadekwatnie się zachował, świństwo jakieś zrobił. Kiedy ciągniemy taki temat za sobą jako wina, to on nas tak ciągnie w dół, tak nas, tak nas obciąża. Ale w gruncie rzeczy tak, tak też nie ma w tym ruchu, prawda? A kiedy my się z tym skontaktujemy na takim poziomie nieco bardziej dojrzalszym, staniemy wobec tego tematu z takim otwartym spojrzeniem i powiemy: ja biorę odpowiedzialność za to, co zrobiłem.
Biorę moją odpowiedzialność. To wtedy po pierwsze ja jestem nie jak takie dziecko, które właśnie dźwiga te ciężary uwalone gdzieś tam już z rękami u podłogi, tylko po pierwsze mogę się stać bardziej właśnie i świadomy, i dojrzały w tym wszystkim. A po drugie też wtedy, konfrontując się też z tym, bo wina to jest często ucieczka. Wina to w gruncie rzeczy jest ucieczka często od odpowiedzialności. Łatwiej jest być winnym, cierpieć. Jestem, jestem taki właśnie, zrobiłem coś takiego okropnego. Będę głowę w popiele trzymać.
Oczywiście tą głowę trzeba chwilę potrzymać w popiele. Niewątpliwie tyle, ile, tyle, ile się należy. Czasami trzeba tak jakby odpokutować, prawda? Ale jeżeli zostanę w tym, no to jestem jakby stracony. I to też do niczego nie, to nikomu ulgi nie przynosi.
Komu przynosi ulgę to, że ja dźwigam winę przez całe swoje życie za coś, za coś, co... Nikomu to nie przynosi ulgi. Na przykład w takiej sytuacji, na przykład tej aborcji, o której żeśmy wspominali, prawda? Czasami matka się czuje tak winna, czy świadomie, czy też tak podskórnie.
Czasami to nie jest wcale uświadomione, tylko na przykład to można rozpoznać po tym, że ona nie ma otwartości, takiej głębokiej otwartości serca na przykład na kolejne dzieci, bo nie jest w stanie ich przyjąć, ponieważ ma taki dysonans wewnętrzny, takie rozbicie, że zrobiła coś tak okropnego, czego nawet nie jest w stanie dopuścić do siebie, ale, ale nie może tego pomieścić w sobie, prawda? A jeżeli się i to, ale czy to przynosi na przykład ulgę temu dziecku, tej, jeśli to można wyobrazić sobie, że była jakaś dusza? Czy to przynosi komukolwiek ulgę?
Nikomu. To wszystkich obciąża, prawda? Wszystkim jest ciężko. Oczywiście nikomu, nikomu nie przynosi ulgi. Ale w Polsce mamy, konsekwentnie właśnie kultywujemy tradycję zakłamywania, zakłamywania rzeczywistości, tradycję dulszczyzny. To, że cały czas wpaja się nam, że, że twardym trzeba być, a nie miętkim. I takie właśnie rzeczy, takie rzeczy, takie słowa kształtują postawę zamkniętą wobec świata i taką, powiedziałabym, też bardzo przemocową. To mówienie, że cierpienie uszlachetnia, z czym ja się kompletnie nie zgadzam, to też jest pewien, pewien klucz do tego- ... Cierpienie nas od życia po prostu. Tak, mnie się to, mnie się to kojarzy też, wiesz, z taką postawą w jodze, bo nie jest ten joginem wbrew opinii ogółu i takiemu powszechnemu wyobrażeniu, kto potrafi, wiesz, nogę za głowę i w ogóle jest tak rozciągnięty jak, jak guma, czyli pokazuje, jak bardzo panuje nad swoim ciałem. Nie, ten jest prawdziwym joginem. Jest nim ten, kto praktykuje jakąś tradycję moralną, etyczną i duchową, związany, związaną właśnie, właśnie z jogą. I dokładnie tak jest. Ja to widzę w naszym życiu, że i w tym zamykaniu nas właśnie w takich, no, gettach po prostu myślowych, gdzie właśnie wręcz oczekuje się, że kobieta, tu w tym wypadku mówimy o kobiecie, która dokonała aborcji, że ona powinna żyć ciągle i ciągle mentalnie się biczując. I jakby nikt nie bierze pod uwagę tego, o czym wspomniałaś. Tej ceny, jaką za jej biczowanie będzie płaciło-...
całe otoczenie. To, że jej poczucie winy może się w sposób dramatyczny odbić na relacjach, powiedzmy, z dziećmi, które się pojawią na świecie, z jej partnerem, no, w relacjach nawet z kobietami, z którymi ona pracuje. Że to, to są bardzo takie, takie trudne rzeczy, ale też po prostu wpajane nam przez, przez całe pokolenia, utrwalane w nas. Oczywiście, oczywiście, bo kiedy tak, kiedy zostajemy w takim poczuciu winy, to też zostajemy w takim wewnętrznym jakby nazwaniu: ja nie jestem w porządku, a nam jest o wiele trudniej czasami dotrzeć do tego wewnętrznego poczucia: ja jestem w porządku. Ja bazowo jestem w porządku, tylko na przykład zrobiłam coś tak okropnego, prawda? I za to teraz, okropnego, w sensie, no, no, no tak to można i nazwać. I otwartymi oczami teraz na to patrzę, i biorę odpowiedzialność za to.
I to nie jest, ja tak teraz sobie szybko mówię, biorę odpowiedzialność, ale zmaganie się wewnętrzne z tym tematem, żeby za coś wziąć odpowiedzialność, jest naprawdę dużą sprawą i czasami też łatwiej jest nam utknąć w tej winie. To jest bardziej takie dziecięce, to jest bardziej gdzieś takie... No właśnie, tak, tak, tak tkwię i tkwię w tym niż, niż się zmierzyć z tą odpowiedzialnością w taki sposób dojrzały. Ale to jest, mi się wydaje, tutaj gdzieś droga i wyjście. Także ustawienia to- Tak, ponieważ uwikłanie- Tematy, które do odpowiedzialności nas bardzo często prowadzą, własnej i do zostawienia też odpowiedzialności przy tych, przy których ona należy, wówczas, kiedy my ją tak właśnie nieadekwatnie niesiemy. Bo to, od czego zaczęłyśmy, prawda? Tutaj ta, ta twoja sugestia o tym, że często niesiemy takie winy rodowe, pojawiła się. I to o to chodzi właśnie, żeby zostawić, żeby zostawić. Za to, co jest moją odpowiedzialnością, ja mam wziąć ją na przykład w relacji partnerskiej, prawda? Ale to, co należy do drugiej strony lub należało do moich przodków, mam z szacunkiem zostawić przy nich jako ich los, jako ich sprawę. Ja się w to nie mieszam już. I wtedy zobacz, ja zostawiając coś takiego, jakby właśnie wychodzę z tej pozycji, tego takiego nadmuchanego, nieadekwatnie dużego, jakiegoś, dużej takiej istoty, która w tym systemie nagle zrobi porządek. Nie, ja wracam na swoje miejsce tego, który na przykład tu jest najmłodszy w tym systemie albo gdzieś tam w jakiejś kolejności był, prawda? Ale nie jest moim zadaniem właśnie, jakby ratować moich przodków, dźwigając winy, odpowiedzialność lub nie ich ból dalej, prawda? Tylko moim zadaniem jest żyć moim własnym życiem. Ale ponieważ przyszedłem na świat taki i w takim miejscu, no więc, no więc właśnie rozglądam się wokół siebie, co mogę zrobić za pomocą ustawień i tak, jakby to terytorium możliwie, nie wiem, harmonizuję na tyle, na ile jest mi to dane w tym momencie, na tyle, na ile potrafię i na ile też to terytorium chce się zharmonizować. Bo to też czasami widać, że pewne tematy, na przykład jeszcze niedojrzałe i jest je bardzo trudno ruszyć. Na przykład jakieś tajemnice, prawda?
Jeszcze jakby nie chcą być odkryte i wtedy też trzeba z nimi ostrożnie pracować. Ja bym powiedziała, że te uwikłania, o których my tu mówimy, mogą zaburzać wręcz nasze przeznaczenie, naszą drogę, naszą, naszą historię duszy, która przychodzi na ten świat i przychodzi w konkretnym celu. Natomiast takie dodatkowe uwikłania mogą bardzo mocno ten proces zaburzać. Może teraz przez chwilkę spróbowałybyśmy sobie odpowiedzieć na to pytanie o to pole informacyjne, morficzne. O to pole duchowe, o którym sam Hellinger przecież mówił, że proces, cały ten proces w jego odbiorze przypomina misterium, że tym procesem zarządza lub też umożliwia jego przeprowadzenie duch, siła absolutnie mentalna czy też- Wyższa od nas. Nie fizyczna i przekraczająca nas znacznie.
Tak, tak, niewątpliwie to, co było tutaj Berta Hellingera sposobem prowadzenia tych, tych procesów, to było takie bardzo głęboko i to z latami mu się zdecydowanie pogłębiało duchowe nastawienie do, do tego, co się dzieje w ustawieniach. Tak on je postrzegał, tak ich doświadczał. I właśnie dlatego ta nazwa ustawienie jest trochę nieadekwatna, bo to nie jest jakby proces czyniony naszym pomysłem, naszą wolą, tylko tak jak to widział Bert Hellinger, jest to proces, jakby któremu my się tak poniekąd poddajemy, dajemy prowadzić.
I tutaj właśnie, no czemu my się dajemy prowadzić? Temu specyficznemu polu, które tutaj mówiłyśmy, że ono się nam pojawia poprzez, ono, ono się jakby ujawnia poprzez reprezentantów, poprzez ich te odczucia, wzajemne ruchy, prawda? Poprzez pokazywanie się tego całego obrazu.... Yy, i to pole też w sposób taki naturalny prowadzi nas też do, no właśnie, do pewnego rozwiązania. Ono, my tutaj nie wymyślamy, co się powinno wydarzyć, żeby było w porządku, tylko kiedy sobie pozwolimy, że to ustawienie samo nas poprowadzi.
Czasami właśnie tak, jak żeśmy mówiły, prowadząc nas przez trudne momenty. To nie jest droga na skróty, to nie jest takie sobie tam pomazanie miodem i jest cudownie. Czasami nas naprawdę przez, przez trudne meandry to prowadzi, yy, ale kiedy właśnie poddamy się temu prowadzeniu, czyli nie mamy tutaj takiej własnej woli, nie mamy pomysłu. Ja jedynie jak ktoś na przykład staje jako reprezentant, to mówię właśnie, żebyś nic tam nadmiernie nie chciał czy nie chciała, nie kombinował, prawda? Bo na przykład nie wiem, lubisz te osoby w grupie, chciałbyś, żeby dla nich było miło, więc jak staniesz jako matka, to się tak postarasz być taką kochającą matką. Nic takiego. Nic nie robimy tutaj, jakby z takiej intencji, tak, żeby było dobrze. Tylko oddajemy się właśnie temu, co się pojawia, ponieważ okazuje się, że to nas w sposób zwykły prowadzi do właśnie takich jeszcze głębszych rozwiązań i jakby takiego uwolnienia jeszcze głębszego. No i to jest zadziwiające to, co nas prowadzi, to nie do końca jest dla mnie, powiem, oczywiste.
To mnie zaskakuje za każdym razem. Czy ja jestem z klientem w gabinecie, czy prowadzę warsztaty, to każdy taki proces jest dla mnie zadziwieniem. Skąd te informacje się pojawiają? Tak adekwatne i tak też jakby skuteczne w swojej efektywności, prawda? Bo to, że to wszystko, ta robota ma sens, że tak powiem, to my możemy stwierdzić, no, oczywiście, po jakiejś tam uldze w trakcie takiego procesu, ale też po tym, jaki to efekt potem przynosi w naszym życiu, jak się zmienia to, z czym myśmy przyszli, jak się relacje w życiu zmieniają, jak się zmieniają, yy, no te nasze tendencje wewnętrzne, rozmaite. Mm, no więc, yy, więc to pole informacyjne jakby, yy, daje o sobie znać w samym ustawieniu, ale ono jakby potem też działa, mam wrażenie, po ustawieniu, no bo ono cały czas działa. To jest niewątpliwie jakaś taka struktura, tak jak właśnie wspomniałam, Ruperta Sheldrake'a.
On akurat od strony biologicznej to badał. Yy, nazwał sobie te swoje koncepcje, te hipotezy, bo on nawet nie mówi, że to jest taka, yy, teoria, to jest stuprocentowa jakby prawda obiektywna, tylko określa to jako pewne hipotezy, które cały czas bada, a bada właśnie, yy, taki rezonans pomiędzy, prawda, pomiędzy gatunkami. Yy, wiele było takich eksperymentów, obserwacji, doświadczeń, kiedy na przykład można było zauważyć, gdzie, kiedy w jednym miejscu kuli ziemskiej na przykład przedstawiciele jakiegoś gatunku, czy to tam szczury, czy ptaki, czy jakieś inne stworzenia, nauczyły się na przykład jakiegoś określonego zachowania, yy, to można było zaobserwować, że w zupełnie innym miejscu zwierzęta tego samego gatunku, które oczywiście fizycznie żadnej styczności nie miały, yy, z tymi poprzednimi, to samo zadanie robiły o wiele szybciej. Tak jakby się przetykały jakieś takie kanały właśnie, które łączą je w sposób zadziwiający, prawda? Obserwowano, yy, zwierzęta, które gdzieś tam oddalone były od siebie, spokrewnione na przykład matki, prawda, z nowonarodzonymi dziećmi. Kiedy zadawano tym dzieciom jakiś tam rodzaj na przykład bólu, to matki oddalone ileś tam tysiąc kilometrów, odczuwały ich. Po prostu parametry się zmieniały, kiedy, kiedy te dzieci reagowały. To zresztą na przykład widzimy, jeżeli mamy zwierzęta domowe i Sheldrake też jest, jedna z jego pierwszych obserwacji i prac dotyczyły zwierząt domowych, psów przede wszystkim.
I to ja na przykład sama widzę, że mój pies, który, yy, jakąś taką ma z kolei swoją traumę nieprzepracowaną, że nie znosi podróżować, yy, dostaje jakiegoś dzikiego dygotu, kiedy musi wejść do auta. To ten nasz pies wyczuwa i to ja mam wrażenie, że po myślach naszych, bo jeszcze nie ma... Ja na przykład rozumiem, gdybym brała walizkę, prawda, pakowała, jakieś rytuały stałe zaczynała wykonywać związane z wyjazdem, ale ja mam wrażenie, że to się jeszcze nie dzieje, tylko na przykład my postanawiamy, że gdzieś wyjedziemy na weekend z tym psem i ten pies już ja widzę, że on na przykład mi pod łóżko zaczyna wchodzić.
Jest przestraszony, tak? Więc i, i myślę, że wielu tutaj słuchaczy, którzy mają psy, mogą stwierdzić, prawda, że pies wyczuwa, kiedy wracamy do domu. Tam już zaczyna merdać ogonem, kiedy pan jest kilometr od domu.
Jeszcze, jeszcze być może ma takie wyczulone zmysły, których my na przykład nie, nie uaktywniamy, prawda? Być może on to już słyszy z tego kilometra, ale albo jakoś tam wyczuwa zapach. Trudno powiedzieć, ale realnie wydaje nam się to niesamowite i być może jest to właśnie, yy, być może jest to pewne takie pole, które, które nie jest do końca fizycznym polem albo jeśli fizycznym, to na jakimś bardzo subtelnym poziomie tej materii polem, yy, w ramach którego między tymi, którzy są jakoś połączeni czy to gatunkowo, czy właśnie w systemie, tak jak w tej rodzinie naszej, prawda, w tym naszym rodzie, jeśli są tam jakieś więzi między nami, a właściwie to między nami wszystkimi są, bo choćby same ustawienia pokazują, że, że między osobami, które się zupełnie nie znają, są tak niesamowite więzi. Bo jeżeli ktoś, kto mnie pierwszy raz widzi, stanie na przykład na miejscu, jako, jako ja albo jako moja matka, albo ktoś tam inny i ta osoba odbiera faktycznie adekwatne, pewne wrażenia. To nie jest tak, że jak stanie, to wie wszystko o tej osobie, bo to by jakieś szalone było, ale pewne takie bazowe wrażenia może wyraźniej, wyraźniej odczuć. No to skąd to wie, prawda? Ja przepraszam, ja bym tu się posłużyła pewnym przykładem, żeby jakby bardziej unaocznić, o czym my mówimy. Bo, yy, i odwołałabym się też do mojego odbioru w tamtej chwili, kiedy byłam świadkiem. Więc ja bezwzględnie czułam, że ja się poddaję czemuś, ee, przekraczającego, przekraczającemu mnie samą, ale poddawałam się temu, yy, bardzo płynnie i bez lęku.... I to bardzo mocno chciałam w tym momencie podkreślić. Natomiast jak ścisłe informacje płyną z tego pola, jest dla słuchaczy, pozwolę sobie przytoczyć taki przykład, gdzie- zresztą to jest chyba dosyć znane, znany przykład takiego ustawienia, gdzie wnuczek miał bardzo wielkie pretensje i właśnie, no, powiedzmy, poczucie winy, że zaniedbał kontakty ze swoim dziadkiem, że mało z nim był, mało czasu mu poświęcał. Najpierw próbował to tłumaczyć tym, że dziadek był taki trochę mrukliwy i zamknięty w sobie.
Niemniej jednak nie było tego pożegnania, kiedy dziadek umarł. No i cały zespół takich rzeczy się tam wydarzył w tej rodzinie. I podczas tego ustawienia Hellingerowskiego ktoś stanął w miejscu dziadka, ktoś z obecnych. I zaczął się tworzyć właśnie cały ten proces, który... Potoczył się proces, o którym my tutaj mówimy. I doszło, doszło do momentu, gdzie pojawił się wątek, że ten, tenże dziadek przez dwa lata był w obozie koncentracyjnym.
I zaproponowano, żeby dołączyli, dołączyły trzy osoby, które jakby w tym momencie przejęły rolę współwięźniów. I teraz tu bardzo ciekawy moment, bo każdemu prawdopodobnie obserwatorowi tej historii, w pierwszej przynajmniej chwili, w pierwszym momencie jej odbioru wydawało się, że tu utworzy się jakaś wspólnota między dziadkiem a tymi współwięźniami, że nastąpi pewna więź współczucia, empatii. Nie! Z, w przeciągu krótkiej chwili więźniowie zaczęli go, współwięźniowie zaczęli go atakować. Zaczęli wykrzykiwać w jego stronę bardzo nieprzyjemne rzeczy w stronę osoby, która była świadkiem tego dziadka. I już pomijam ten proces, ciąg dalszy tego, tego procesu, bo nie jest tu najistotniejszy. Najistotniejsze jest to, że wnuczek dotarł do sedna sprawy.
Dotarł do tego, że dziadek owszem, był w obozie, ale po opuszczeniu obozu zmienił nazwisko. Zmienił kraj, w którym przebywał, ponieważ dziadek w obozie był kapo. Mhm, mhm. To po... No, długo trwała. Dużo by tu opowiadać, ale ten wnuczek się tak zawziął, że dotarł do tych wszystkich faktów, do prawdziwej tożsamości swojego, swojego dziadka. I wspominam o tym, żeby podkreślić, jak niezwykle- Niestety w tym momencie objawiła się złośliwość rzeczy martwych. Mój router niestety zastrajkował, co poskutkowało chwilowym urwaniem się audycji, ale po krótkiej chwili klikania, podłączania i po ponownym połączeniu się odzyskaliśmy nad wszystkim kontrolę i wróciliśmy na łono Internetu. Skończyliśmy na tym naszą, tą część rozmowy, na ustaleniu, jak głębokie i dokładne są te dane, które do nas spływają. À propos naszych przodków. À propos nas samych.
Czasami bardzo zaskakujące i wydaje się wręcz jakby nasza świadomość- ja myślę, że tu się mimo wszystko kłania temat świadomości nielokalnej, poruszany przez fizyków kwantowych i nasza świadomość wydaje się podłączać jakby spontanicznie do odpowiedniego kanału, z którego sczytuje te dane. I to jest dla mnie niesamowite. I to jest, myślę, zagadka, którą prędzej czy później, ale fizycy kwantowi rozwiążą.
Czyli świadomość i w aspekcie duchowym istniejąca, ale też świadomość jako specyficzna baza danych. Mhm. Tak, przekraczająca naszą taką osobistą, że tak powiem, świadomą świadomość, prawda? Tą, którą mamy na wierzchu, do której mamy dostęp i którą gdzieś tam mentalnie obracamy w głowie. Taka większa świadomość. Tak, na pewno. Chociaż też wiesz, jak Beato, opowiadałaś o tej historii i właśnie o tym, że czasami ustawienia faktycznie przyjmują tę historię, czasami odsłaniają właśnie jakby ich drugie dno. Te ukryte różne tematy. Bardzo często, ale też trzeba być troszkę ostrożnym z tymi informacjami, które na bazie ustawień się pojawiają. I tu jest duże wyzwanie dla prowadzącego. Jeżeli prowadzący zaczyna gdzieś tak nurzać się we własnej omnipotencji i pozwala sobie na przykład na takie wyraźne, na podstawie tych informacji ustawieniowych, które powtarzam, są jednak wrażeniami pewnymi, prawda? Nawet jeśli nam się coś wyraźnie bardzo pokazuje, wręcz, że tak powiem, z datami, nazwiskami, to, to musimy pamiętać, że są to wrażenia. Jeżeli prowadzący sobie nadmiernie je tak ukonkretni, to można też wpaść w taką pułapkę. Ja na przykład pamiętam takie ustawienie jeszcze z czasów, kiedy się szkoliłam w tej metodzie. Ono było prowadzone przez niemieckiego, jednego z niemieckich terapeutów-... I w tym procesie ustawieniowym wyraźnie było widać, że matka, klientem był tutaj mężczyzna, taki około czterdziestoparoletni i wyraźnie tam się pokazywało, że matka tego klienta jest związana z jakimś innym mężczyzną. Ona patrzyła po prostu w inną stronę i kiedy tam dostawiono, dostawiono postać, no to się ona zdecydowanie wyklarowała jako, jako jakaś postać, z którą matka jest w relacji miłości.
Natomiast ojciec biologiczny, no, gdzieś tak był tam z boku. Ani on nie był specjalnie zainteresowany, ani matka nie była zainteresowana nim. Natomiast też ten, ten mężczyzna właśnie, z którym ta relacja była taka bardzo żywa, też jakby z wielką ochotą patrzył na tego, tego klienta czterdziestoparoletniego, na jego reprezentanta. A ten klient, też ten reprezentant klienta z kolei czuł dużą więź z tym mężczyzną. No i wniosek terapeuty był taki, jakby narzucający się z tego procesu. Na taki sobie pozwolił właśnie wniosek terapeuta. Twój ojciec nie jest twoim biologicznym ojcem, tak? I ten mężczyzna, wyobraźcie sobie, zrobił badania genetyczne. Namówił, namówił swoją, swoją rodzinę, przekonał i, i gdzieś tam przebadał temat zupełnie biologicznie. I okazało się, że wcale nie, że jego biologiczny ojciec jest jego ojcem, tylko prawdopodobnie na poziomie duszy. I to jest tutaj istotne. I dlatego tak trzeba uważać z tym, żeby, żeby właśnie nie, nie interpretować zbyt, zbyt dosłownie. To znaczy trzeba być takim ostrożnym, prawda? Można. Można powiedzieć, że tu się coś pokazuje, odsłania, ale nie można sobie pozwolić na to, żeby nazywać na sto procent. To wszystko musimy, musimy sobie wewnętrznie rozpoznać bardzo powoli. To są delikatne tematy i niewątpliwie tak było na przykład na poziomie duszy. To ustawienie pokazało jakieś, być może matka kochała kogoś innego. Być może dlatego wcale nie była zainteresowana tym ojcem. Być może marzyła, żeby ten jej syn był dzieckiem innego mężczyzny, prawda? I coś takiego się tutaj ujawniło. I też jednocześnie głęboka więź, bo ta więź ma bardzo często miejsce, tak jak właśnie mówiłam, w przypadku osób takich wyrzuconych, no bo ten, ten narzeczony prawdopodobnie z jakiegoś powodu był jakby wyrzucony poza system, skoro tam nie funkcjonował. Albo oni się rozstali, albo on może się z kim innym ożenił, albo jakieś okoliczności nie pozwoliły, żeby oni byli razem. I wtedy właśnie taki na przykład człowiek młody, mężczyzna, który się pojawia w takim układzie, może być jakby zewnętrznie połączony, mieć taką więź wewnętrzną właśnie z tym, z tym człowiekiem. A porównywalnie, jakby równolegle na przykład kobieta może mieć więź z jakąś byłą, byłą miłością, byłą narzeczoną swojego ojca, prawda? I wtedy ona na przykład też, no właśnie, nie jest w stanie nawiązać dobrej relacji ze swoją matką. Czy ten mężczyzna, o którym mówiłam, miał trudność w kontakcie z własnym ojcem, ponieważ automatycznie był z nim w relacji jakiejś takiej rywalizacji. Jeżeli on wewnętrznie doświadczał siebie, tak jakby niósł w sobie, w środku tego, tego utraconego, tą utraconą miłość własnej mamy, to poniekąd ustawiał się w relacji z nią partnerskiej, prawda?
Tak jakby wewnętrznie reprezentując jej, jej, jej tego ukochanego. No, i w związku z tym automatycznie ustawiał się w opozycji wobec ojca, no, z którym był rywalem, prawda? I to też wszystko można, że tak powiem, tak obierając tę cebulę, przywrócić do właściwego układu. No ale to tak tylko takie moje skojarzenie. Wiesz właśnie, że, że czasami ustawienia ostrożności ogromnej wymagają. I właśnie to jest, myślę, podstawowe. Jeżeli widzimy, że terapeuta, który prowadzi ustawienia, pozwala sobie na za wiele jakiegoś prowadzenia tego procesu, właśnie nie pozwala na to, co ty Beata mówiłaś, żeby, żeby ten proces toczył się sam, prawda? Żeby, żeby jakby to coś większe nas tutaj prowadziło, tylko jest nadmiernie dyrektywne albo właśnie pozwala sobie na takie bardzo jakieś uwagi, tutaj autorytarne, no to myślę, że tu trzeba wtedy być ostrożnym troszeczkę.
Prawda jest taka, że czy... Oczywiście nie chcę sprawy trywializow-, trywializować, żeby to było jasne od początku do końca. Ale czy przychodzisz na ustawienie ze swoim problemem, czy przychodzisz do wróżki, czy przychodzisz do terapeuty pracującego powiedzmy ze snami na przykład.
Jeżeli zadajesz pytanie, musisz być gotowym na odpowiedź. Dlatego tutaj na przykład jednym z zarzutów wobec tej metody jest brak anonimowości, brak prywatności. To, że do tego procesu czasami wiesz, jest to robione w całkiem, wcale niemałej grupie. I teraz metodą kuli śnieżnej coraz kolejne osoby dochodzą, ponieważ no, sam zainteresowany chce poznać źródło swojego problemu albo poprawić coś w swoim życiu. No, z czymś przyszedł na tą grupę i w pewnym momencie ta intymność może zostać bardzo mocno zachwiana, bo padną słowa, które wywołają pewne reakcje i tak dalej, i tak dalej. I to jest jeden z zarzutów dla tej metody, do tej metody kierowany. Natomiast ja uważam, że cóż, no, jeżeli stawiamy pytanie, no, musimy być gotowi na odpowiedź. Inaczej nie ma sensu go stawiać. Dlatego, że z każdego źródła, z którego ta odpowiedź do nas przyjdzie, czy to jest temat snów i na przykład praca z terapeutą i powtarzającymi się snami, jakimś ich aspektem-...
szczególnie dla nas niepokojącym, czy też szczególnie nas, nas interesującym? Czy przyjdziesz do przysłowiowej wróżki lub astrologa i też zadasz pewne pytanie? No, czy przychodzisz właśnie na te ustawienia? No, trzeba być po prostu gotowym na, na odpowiedzi, bo z całej naszej rozmowy wynika, że odpowiedzi te mogą być czasami niewygodne, nieprzyjemne, trudne. Mogą obnażać pewne rzeczy w nas lub w tych, których kochamy.
Rzeczy, o których może nawet nie do końca chcielibyśmy wiedzieć, że one miały miejsce albo że one się toczą. Stąd ja uważam ten, ten zarzut, o którym wspominam, za, za bezpodstawny. Bo jeżeli przyjmuję pewną formę sytuacji, w którą wchodzę świadomie, no to też muszę się liczyć z pewnymi aspektami, kosztami, z pewnymi nawet niespodziankami, które podzieją się w trakcie czegoś, w co dobrowolnie weszłam. Tak, tak, tak. To jest zwykle jakiś taki istotny krok do przodu. Faktycznie, to, co, to, co możemy doświadczyć w ustawieniu, to, czego się możemy dowiedzieć. Chociaż też wiesz, mam takie poczucie, że tyle nam się pokazuje, ile jesteśmy w stanie udźwignąć i to tak krok po kroku się odsłania. Mam też wiele osób, które gdzieś są ze mną w kontakcie już przez wiele lat.
Oczywiście w swoim rytmie są, przychodzą wtedy, kiedy tego potrzebują, ale to jest tak, że też wszystko ma swój czas i w danym momencie to się może odsłonić, a potem przychodzi czas, kiedy, kiedy się odsłaniają te kolejne kotary, krok po kroku. A też wiesz, jeszcze tak wracając do tego, co wspomniałaś o tym takim poczuciu braku anonimowości i jakimś możliwym zagrożeniu z tego płynącym, prawda? Poczuciu takiego dyskomfortu, to też chcę powiedzieć, że oczywiście może mieć to miejsce w jakiejś na przykład ogromnej grupie. Sam Bert Hellinger tak często pracował, prawda, z salami, na których siedziało, nie wiem, tysiąc pięćset osób. Zdarzało mu się z takimi ogromnymi pracować. No i jasne, że tam wtedy, no, jesteśmy każdy wobec, wobec innych nieco anonimowi.
Natomiast w takich grupach warsztatowych, na których jest, powiedzmy, tam kilkanaście osób, to ja muszę powiedzieć, tak, wiecie, że obserwując to i mając już, już tych doświadczeń sporo, że w tych grupach się ba-- myślę, że może to też troszkę od prowadzącego zależy. Na pewno. Ale mam takie doświadczenie, że się bardzo szybko wytwarza jednak takie poczucie wzajemnego, jakiegoś dużego zaufania. I właśnie nie ma tej postawy, takiej czysto obserwacyjnej, tak, żeby se ktoś siedział na krześle i myślał: "Boże, co on tu wyprawia, co on ma za problemy, co jakieś albo, albo, albo jakie on ma dramatyczne problemy", prawda? Tylko poprzez ten fakt, że jesteśmy reprezentantami nawzajem dla siebie, że wchodzimy jakby od środka w te procesy i czujemy to i to, i to, to wszystko możemy doświadczyć tego jako takie bardzo ludzkie, prawda? I przestajemy automatycznie oceniać w związku z tym. Dla mnie w ogóle powiem Ci, że ta przygoda moja z ustawieniami to jest też taka niesamowita lekcja właśnie wycofania się z pozycji kogoś, kto sobie pozwala na ocenę, nawet na myślenie o tym, że Boże, jaki ten człowiek jest, nie wiem, dojrzały, niedojrzały, jakiś, jakiś tam taki emocjonalnie czy siaki emocjonalnie. Ja naprawdę w ogóle jakby gdzieś mam zupełnie wycofaną taką tendencję, żeby taką pozycję zajmować. I tego mnie nauczyły ustawienia, ponieważ ja, będąc od środka, bo na przykład, kiedy pracuję indywidualnie w gabinecie, w takim procesie i on też jest z całym tym bogactwem tych historii, tylko że robimy go w dwójkę, to ja doświadczam jakby, no, właśnie, tego wszystkiego od spodu. Ja mogę się poczuć, jak się ta matka czuła i w związku z tym zupełnie, zupełnie ta ocena tutaj jest nieadekwatna, nie ma miejsca, prawda? Oczywiście można powiedzieć, to też nie o to chodzi, bo czasami to było zarzucane Bertowi Hellingerowi, tej metodzie, że tak z kolei się wszystko wybiela, prawda? Że tutaj ktoś, nie wiem, był, był jakimś przestępcą, robił coś okropnego, tak jak na przykład właśnie hitlerowcy, prawda? Bert Hellinger teraz tu mówi, że mamy wszystkich kochać. Mamy kochać, nie wiem, gałcicieli i jakichś innych okrutników, ale to nie o to chodzi.
Bynajmniej. To jest jakieś, że tak powiem, zdecydowane nadużycie albo po prostu prymitywny sposób postrzegania tego, co się dzieje w ustawieniach. Ponieważ tutaj, nawet jeśli gdzieś ostatecznie się pojawi miłość, bo ona się pojawia, ale to jest na bardzo wysokim poziomie takie odczucie, znaczy takim już subtelnym, na przykład między sprawcą a ofiarą, może się pojawić.
Naprawdę. I to jest, i to jest taki jakby ostateczny etap takiego pojednania, pogodzenia. I ja wiele takich widziałam procesów, gdzie choćby z tych czasów wojennych czy jakichś historii życiowych, sprawca i ofiara byli się w stanie ze sobą pojednać. Ale do tego się dochodzi naprawdę bardzo powolnymi krokami i przechodząc przez te wszystkie trudne doświadczenia i przede wszystkim biorąc odpowiedzialność i zostawiając odpowiedzialność, która do kogoś należy, przy tej osobie. Także to nie jest takie, takie łatwe wybielanie, prawda? No, ale tutaj właśnie jeszcze to, to chciałam podkreślić, że ta atmosfera w tych grupach mam wrażenie, że jest taka bardzo przyjazna, naprawdę i taka właśnie z takim zrozumieniem. Myślę, że już teraz ludzie też... Kiedyś może te ustawienia, tak jak powiedziałam na początku, jednak nas poruszały. Myśmy tam wszyscy płakali, byliśmy po prostu, ktoś tylko powiedział: "Nie wiem, ja jestem dzieckiem", a cała sala buuu, tak? Wszyscy.
Teraz one są inne. Są takie bardziej, bardziej delikatne, też gdzieś idące głębiej. I ludzie na przykład też zrobili się tacy, mam wrażenie, wobec siebie subtelnie. Nie jest tak, że na przykład po takim ustawieniu tam osoba, która była klientem, jest, że tak powiem, oblegana i dopytywana. Ludzie się zrobili tacy właśnie-... mam wrażenie, że taką zdrową mają teraz ostrożność i też ustawienia nas niesamowicie uczą szacunku dla wszystkiego, co jest inne niż nasze. Ty tutaj słyszałam, Beato, powiedziałaś, prawda, że raz reprezentowałaś osobę, która była zupełnie, jakby rozumiem, osobowościowo inna niż ty i to było dla ciebie takie, takie, prawda, trudne nawet. Powiedziałaś, że to było trudne i to bywa trudne, ale to nam wiesz, też jakby poszerza ten nasz wewnętrzny horyzont postrzegania. Dla mnie to są takie cenne doświadczenia, kiedy ja się mogę poczuć choćby nawet jako facet, prawda? Czego na co dzień nie doświadczam albo jako ktoś, kto właśnie nie wiem, był w jakiejś historii, zrobił coś, czego ja nie zrobiłam albo ma jakieś specyficzne swoje. Ja na przykład pamiętam nieraz, nieraz gdzieś tam szkoleniowo też, też to wspominam doświadczenie, kiedy reprezentowałam dziecko autystyczne, prawda?
No i jak wejść w świat dziecka autystycznego? Ja takie dzieci znałam. Jeszcze gdzieś tam byłam studentką psychologii, to pamiętam na jakiś wolontariat chodziłam do takiego ośrodka, więc wiedziałam, jak te dzieci wyglądają.
Mniej więcej gdzieś tam jakieś teorie na ten temat znałam, prawda? Natomiast kiedy tego doświadczyłam od środka, to było takie niesamowite dla mnie wrażenie. I, i to jakby poszerza nam naprawdę takie nasze ludzkie spektrum, prawda? Stajemy się jakby tacy bardziej, nie wiem, wyrozumiali, tolerancyjni. Mniej nam się to wszystko, mniej sobie właśnie pozwalamy na to, żeby oceniać coś, tylko widzimy, że naprawdę wszystko, co istnieje wokół nas, jest, jest po prostu takie, jakie jest. Tak, jest jakie, jakieś ludzkie, jakkolwiek to się tam na zewnątrz pokazuje.
Można też zaznaczyć, że ostatecznie na ustawienia w sensie takich, mam tu oczywiście cały czas na myśli większe grupy, no bo nie sam na sam z tobą, natomiast większe grupy mam. No, wiadomo, że do takiej grupy przychodzą specyficzni ludzie o, o specyficznym nastawieniu. No, umówmy się, że to nie są ci sami, którzy chodzą oglądać walki w klatkach. Mhm. To są ludzie o pewnej wrażliwości, o bardzo często przecież tacy, którzy przeszli już inne sposoby, inne terapie, próbowali pewnych, pewnych rzeczy i nie znaleźli dla siebie odpowiedzi w tej przestrzeni, w której, w której już byli. Przeszli terapię indywidualną. Ja przynajmniej znam takie, takie przypadki i dopiero w tej jakby bazie metod i możliwości znaleźli odpowiednią, odpowiednią, jakby odpowiedni sposób i szansę na to, żeby coś zrobić ze sobą, coś zrobić ze swoim życiem i poszukać odpowiedzi na-na dręczące ich pytania. Także myślę, że ta specyfika tej grupy powiedziałabym, przynajmniej ja tak odbierałam, kiedy w czymś takim uczestniczyłam. Ogromny, ogromnie niespotykany wręcz poziom empatii, pewna wspólnota, która się jak nieomalże automatycznie utworzyła.
Myślę, że to wszystko- Zanurzamy coś bardzo wspólnego. Tak jak mówisz. Podnosi ten poziom- - na tych warsztatach. Podnosi poziom tej intymności, tej, tego, że tam każdy chce w jakiś sposób przyczynić się do tego, żeby ulżyć drugiej osobie, żeby jej pomóc przez bycie świadkiem, przez swoje uczestnictwo. Być może liczą też te osoby na, na rewanż, tak? Na to, że ktoś inny zrobi to dla nich. Ale nie ma w tym nic złego. To jest po prostu wymiana też tej serdeczności, empatii, tego nakierowania na, na konkretną osobę i poniekąd też stawianie się w sytuacji jej samej.
Także mnie się wydaje, że tutaj to są bardzo... no, specyficzne. Zresztą ty wiesz to najlepiej, bo, bo to prowadzisz, że i specyficzni ludzie, bardzo wrażliwi, często i taka, no, zawiązująca się w nieprawdopodobnie szybkim tempie więź między tymi osobami. Myślę, że bardzo, bardzo też tą więź wspiera to, co jest w ustawieniu podstawowe, czyli szacunek.
I ustawienia nas same do tego szacunku prowadzą. One po prostu, że tak powiem, nie pozwolą, żebyśmy, żebyśmy sobie pozwolili na brak tego szacunku. I może właśnie dlatego, przepraszam, tylko jeszcze, jeszcze słówko, że mamy wrażenie bycia w obecności czegoś, co nas przekracza, czegoś ocierającego się jednak o mistykę. To może to powoduje, że łatwiej nam też uruchomić w sobie-... Te najbardziej pożądane w, w tej konkretnej chwili cechy, emocje, wrażenia, odczucia. Może to też ma znaczenie. Faktycznie, być może jest tak. Ja, ja mówię, ja bym się tutaj nie odważyła na, nie wiem, może to jest kwestia, że jeszcze do tego nie dojrzałam, a może to właśnie tak ma być i nigdy tak nie powiem, ale nigdy bym się nie odważyła powiedzieć, że na pewno tutaj działa coś, prawda, konkretnego. Natomiast niewątpliwie możemy zaobserwować, że właśnie ustawienia kontaktują nas z jakimś rodzajem takiej, takiej wyższej energii. To właśnie, że widać, że prowadzą w sposób naturalny do jakiejś harmonii, do pojednania, do pogodzenia, do wyłonienia gdzieś tam spod spodu tych wszystkich trudnych historii, właśnie tej miłości, o której wspominałam. I to, że my się właśnie z czymś takim tutaj kontaktujemy, to myślę, że też powoduje właśnie, że te nasze takie podstawowe, jakieś takie ludzkie instynkty typu, typu jakaś tam no właśnie niechęć, jakaś tam nie wiem, zawiść, zazdrość czy jakieś takie rzeczy gdzieś tak odchodzą na bok, prawda? One tak nam tutaj silnie nie wyskakują, jakby też myślę, że to jest też kwestia tego, że nie musimy się bronić. To jest chyba to tutaj, bo, bo myślę, że często właśnie takie poczucie, wiesz, że się tak nastroszymy albo że, że oceniamy, albo że się lękowo jakoś chowamy w sobie, to jest efekt tego, że my się bronimy, bo coś na przykład właśnie, gdybyśmy tak sobie jakąś terapię wyobrazili na przykład coś jest dla nas zagrażające, niebezpieczne, jakiś temat tam się wyłania, którego my się obawiamy. A tutaj, a tutaj jest trochę inaczej. Tutaj my właśnie przez to, że płyniemy za tym, co nam się pojawia, jakby nie stawiamy czoła jakiemuś oporowi. Ja tutaj tak nieraz mówię, że to jest tak komfortowa praca, na przykład w kontekście psychoterapii, gdzie się wiele pracuje z oporem, zmagamy się z nim miesiącami, żeby się przez niego przebić, a tutaj tego w ogóle nie ma, bo ja tutaj płynę razem z tym, co się dzieje, co się pojawia, ale w związku z tym właśnie nie muszę też uruchamiać tych swoich mechanizmów obronnych, prawda? Które są właśnie często tym, co my odbieramy jako takie nieprzyjemne między sobą. No bo się jednemu włączy taki ten mechanizm, drugiemu siaki. No i jest nam jakoś ze sobą niefajnie, a tutaj nie musimy z nimi startować, ponieważ właśnie gdzieś tak bazowo możemy sobie pozwolić na takie właśnie prowadzenie, które się okazuje, że gdzieś nas do tej, do tej harmonii doprowadza. Więc takie są to specyficzne procesy. To jeszcze chcę powiedzieć, wiesz, to jest dla mnie na przykład samej osobiście ciekawe. Nie wiem, czy tak mają wszyscy, którzy, którzy prowadzą ustawienia czy którzy w nich uczestniczą, ale ja też, kiedy kończę taki proces, ja, kiedy, kiedy w nim uczestniczę, kiedy go prowadzę lub jestem tam w nim zanurzona, to jestem w nim naprawdę na sto procent. Myślę, że wchodzę na moje sto procent. Natomiast kiedy kończę taki proces, to ja się z niego zupełnie jakby wyłaniam, wracam do siebie. I właśnie i to jest też dla mnie wyraz jakiegoś takiego automatycznego szacunku dla tego, z czym pracowałam, że ja potem tego wiesz, nie obrabiam wewnętrznie, nie siadam sobie i nie myślę: "Boże, jaka ta rodzina na przykład biedna albo coś tam." Prawda? Nie, nie pozwalam sobie na coś takiego.
Mam taki automatyzm w sobie, że zostawiam zupełnie tam, gdzie to należy. Nie mieszam się w to, a w związku z tym na przykład zapominam te procesy. Także czasami ktoś mnie tam na przerwie na przykład przychodzi, pyta: "Pani Agnieszko, a tam w tym moim ustawieniu...". Ja muszę naprawdę gdzieś tam sobie dopiero to odklikać, bo ja już zupełnie z tego wyszłam. Także nawet ta dynamika, która mówię, była na przykład przeciekawa, bo to jak książka, każde ustawienie czy jak film jakiś świetny, ale, ale to mi, to mi po prostu odchodzi, to mi odchodzi.
Także to też jest może w pewnym sensie bezpieczne, na przykład dla klientów, prawda, że, że jak mnie gdzieś spotkają na ulicy, to być może mogą mieć taką świadomość, że ja naprawdę nie mam zapisane w pamięci od A do Z, co się działo tam w piątym pokoleniu u nich z tyłu, bo ja to naprawdę puszczam po prostu zupełnie. Także tak to jest. Zważywszy lata twojej praktyki i doświadczenia, gdybyś miała to pamiętać, to biada ci, biada i biada twojemu, twojemu umysłowi przeciążonemu.
Niektóre warto byłoby opisać te historie, bo naprawdę są po prostu fascynujące. W takim sensie też, co one na przykład dały, co przyniosły, prawda? To, jaki był efekt tego i jakie one były ciekawe same w sobie.
Tak. Bezwzględnie tak. Myślę, że taka, taka książka znalazłaby na pewno spore zainteresowanie i nielichą grupę odbiorców. I powiem ci, że od dawna się już też do książki szykuję. Tylko jak wiesz, mam, mam oprócz mojego gabinetu liczne inne sprawy, którymi się zajmuję. Mnie się wydaje, że to jest po prostu w ogóle niezwykłe, że ty jesteś w stanie to ogarnąć, co ogarniasz. I absolutne chapeau bas, bo no, jest, jesteś niesamowicie podzielna, że tak powiem. Jak o niektórych sytuacjach i też miałam okazję obserwować, jak ty sobie z wieloma rzeczami radzisz, to naprawdę mam, mam... Miałam wrażenie momentami, że jest was ze trzy. Po prostu tam gdzieś w polu mojego widzenia. Agnieszko, kochana- Daj Boże, nie rozlezę się tak na części, tylko zostanę w całości, tak? Ach, myślę, że, że osobowość spójna i jak najbardziej, jak najbardziej zdrowa. Natomiast energia rzeczywiście niesamowita w tobie jest. Powiedz mi, czy metoda ta jest rekomendowana, rekomendowana dla każdego?...
Wiesz co? Czy jednak byś się zastanawiała? Ja myślę, że dlatego, czy, ale pytasz w takim aspekcie, czy może być niebezpieczna na przykład? Albo czy może być niewskazana w tym sensie? Tak, czy są, czy przychodzi człowiek w pewnym szczególnym stanie i jak to jest twoim, twoim zdaniem? Czy na przykład przychodzi człowiek świeży, świeża trauma, tak? Ogromna strata, śmierć kogoś bardzo bliskiego. Nie wiem.
Jakakolwiek inna katastrofa. No, z punktu widzenia tej osoby globalna, czyli powiedzmy, czy na świeżo można w to wejść po takim przeżyciu? Wiesz co, to jest tutaj kwestia umiejętności, też takiej terapeutycznej, poprowadzenia takiej osoby, prawda? Bo ja jednak wychodzę z założenia, że żeby się z czymś zmierzyć, to musimy mieć podstawowe poczucie bezpieczeństwa. Ja tak nikogo nie wywalam w kosmos na siłę, bynajmniej i podstawy, że jeśli ktoś by do mnie przyszedł, tak jak mówisz, taki przykład podałaś w takiej świeżej traumie, to ja bym na pewno przede wszystkim pracowała z poczuciem bezpieczeństwa tej osoby, z jej zasobami, wiesz, z wydobywaniem tego, co mogłoby być jej siłą na ten moment. I dopiero kiedy by miała odpowied- odpowiednią właśnie siłę do konfrontacji z czymś tam, to wtedy można tą konfrontację czynić. Także, no, to jest kwestia takiego wyczucia terapeutycznego. Czyli w interwencji kryzysowej powiedzmy, tego nie widzisz. Wiesz co, może być, ale trzeba rozpoznać, na ile ktoś jest silny do, do spotkania się z tym tematem, na ile on to udźwignie.
Czasami też ktoś przychodzi z jakimś bardzo świeżym, ale, ale jest w takiej gotowości. Chce się z czymś spotkać wewnętrznie, prawda? Bo wie, że mu to przyniesie ulgę, a czasami coś będzie za dużo i się trzeba bardziej skupić właśnie tak, jak się pracuje klasycznie z traumą na wzmocnieniu tej osoby najpierw. Więc to jest wszystko kwestia wyczucia. Ale ja ci powiem, że im dłużej pracuję, bo ja na przykład, jak zaczynałam zajmować się ustawieniami, to pracowałam jako psycholog, głównie w takich klinicznych, tam rozmaitych strukturach, jako, ale głównie z takimi pacjentami ciężej zaburzonymi osobowościowo czy takimi, którzy przeszli psychozy, na przykład wyszli ze szpitali i byli w takim oddziale terapeutycznym, gdzie tam sobie jakoś wracali do życia powoli. Ja na przykład, mając doświadczenia właśnie z takimi osobami, gdyby tak mówić nozologicznie, ciężej zaburzonymi. Tak, brzydko to może brzmi, ale z takimi poważniejszymi kłopotami psychicznymi. Ich stan faktyczny. Tak, jakąś tam prawdę, tak? To, to miałam poczucie, że to nie jest osoba, nie jest to metoda na przykład dla osób, które przeszły psychozę czy gdzieś mają taką tendencję psychotyczną, ponieważ im się jakby ten świat zaczął zacierać, prawda? To na przykład wejdą jako reprezentant, a potem nie wylezą z tego, prawda? Bo gdzieś wejdą w jakiś, z jakimś swoim procesem urojeniowym w to i tego...
I miałam takie głębokie poczucie, że nie jest to na pewno metoda na przykład dla psychotyków, prawda? I wiesz, psychotycy tak do mnie też nie przychodzą teraz. No bo, bo jak pracuję już nie, nie gdzieś tam w tych strukturach, gdzie oni po prostu się leczą szpitalnie, tylko, tylko prywatnie, no to raczej, raczej takich klientów nie mam z takimi. Ale mogą być tacy, którzy gdzieś tam mają taką historię za sobą, prawda? No, raczej mi się nie zdarza, żeby ktoś w takiej aktywnej psychozie do mnie przyszedł.
Natomiast miałam na przykład takie doświadczenia. Na przykład moja klientka przyprowadziła swoją siostrę, która, która ma taką już wieloletnią schizofrenię. I powiem, że wiesz co? I coraz większe mam, jakby to chcę powiedzieć, te obszary, to, co mi się na początku wydawało niemożliwe, czy gdzieś tam opatrzone było takim lękiem, albo że to niewłaściwe, że to się nie powinno, to tak z czasem im więcej jest we mnie też spokoju wobec tej metody i takiego ugruntowania, tym bardziej widzę, że, że można też. Na przykład ta dziewczyna, ona tam miała, bo to jest schizofrenia jeszcze połączona z takim, z takim jakby lekkim, można powiedzieć, niedorozwojem. Ona na przykład mówi takim językiem, którego nawet jej terapeuta nie rozumie.
Tak trochę bełkotliwie. Myśmy się jakoś tam komunikowały i ta dziewczyna miała na przykład takie objawy. Po prostu ona się drapała, takie jakieś tam trudne jakby dla niej i dla całego otoczenia. Gdzieś tam się do krwi rozdrapywała i myśmy tak pracowały z tym. I tam się wiesz, nawet historie pewne pokazały, rodzinne. I ta dziewczyna to widać było, że ona w ogromnie łatwy sposób, przy całej tej swojej specyfice, potrafiła być jakby reprezentantem w ramach tego swojego całego układu, z którego pochodziła. I pięknie jakby pewne rzeczy pokazywała, dynamiki i wiesz, i to było, myśmy oczywiście tak ostrożnie pracowały, delikatnie, prawda? Ale mimo wszystko ona z ogromnym czuciem w to weszła i jak się okazuje, jej to ulżyło. No bo o to chodzi, prawda? Żeby coś puściło, jakaś jej łączność, to była jakaś jej, trudno powiedzieć. To tak wiesz, to nie można tak. Bert Hellinger sobie pozwalał na takie określenia.
On na przykład mówił, że psychoza to jest taki w rodzinie nierozwiązany, właśnie w tym klanie, w tym systemie, taki dylemat jakby identyfikacji. Ten, który cierpi na właśnie taką, powiedzmy, jakąś tam formę schizofrenii, że niesie w sobie taką identyfikację zarówno ze sprawcą, jak i z ofiarą.
Czyli w ramach systemu zaistniało jakby tak, jakby sobie wyobrazić, że, że zabicie w ramach systemu, prawda? Na przykład brat brata albo nie wiem, rodzic zabija dziecko, albo, albo dziecko rodzica. Jakiś taki dramat w ramach systemu i że potem ten, który cierpi na psychozy, niesie w sobie jakby identyfikację, jakby pomieszcza w sobie te, te, te dwa skrajne, jakby stany, tak? Te dwie postacie, tak jakby w cudzysłowie mówiąc, pomieszcza w sobie. Taki opis, jakby gdzieś tam się Bertowi Hellingerowi nasunął i on sobie pozwalał na takie, wiesz, na podstawie jakichś obserwacji. On tworzył te opisy na podstawie obserwacji, po prostu procesów, które, które, które robił, tych terapeutycznych.... No, ale myślę, że tak nie, nie zawsze można taki, taki totalnie ogólny tutaj wyciągnąć wniotek i powiedzieć, że zawsze tak jest, prawda? Przy każdej sytuacji coś jest takiego. Nie, myślę, że to, że to jest dość indywidualna sprawa, ale może, może być na przykład taki motyw.
I ja na przykład właśnie po tym doświadczeniu i po jakichś jeszcze kilku takich innych, gdzie właśnie moi klienci mieli w rodzinie na przykład kogoś trichotycznego, to nabrałam jakby więcej takiego poczucia, że, no, że nie można powiedzieć, że ta metoda ma jakieś sztywne ograniczenia i na przykład dla tych się nie nadaje, prawda?
Nadaje się dla tych, którzy do niej po prostu dojrzeli i czują, że są na nią gotowi, bo też nie każdemu taki poziom rozwiązań w ogóle pasuje na takim poziomie, taki właśnie trochę nieuchwytny, gdzieś wchodzący w te obszary duchowe. Nie każdy się w tym odnajdzie, nieprawda? Niektórzy wolą na przykład bardziej tak rozumowo podejść do sprawy i owszem, gdzieś tam sobie uświadomić, powiedzmy, własne emocje, ale już dalej na przykład nie mają ochoty pójść w jakieś tam więzi głębsze, które być może nimi prowadzą. No więc, więc ja nie uważam, że to jest dla każdego w każdym momencie, ale dla tego, który czuje, że, że to może być dla niego, to myślę, że warto.
Myślę, że warto. No, żeby przedstawić tą, tą metodę, przybliżyć w taki sposób, jaki wiedziałam, że ty jesteś w stanie o tym opowiedzieć, że w oparciu o swoje ogromne doświadczenie, głęboką wiedzę, praktykę. Stąd tak bardzo chciałam zrobić tą audycję, bo mnie się wydaje, że jest to niezwykle wartościowa metoda, choć nie do końca może być dla nas w każdym swoim aspekcie zrozumiała. Niemniej, jak to było powiedziane, po owocach ich poznacie. Po owocach można też poznać tą metodę. Agnieszko, bardzo Ci serdecznie dziękuję, że w tym ogromnym natłoku Twoich obowiązków i tego, jak wiele, wiele czasu poświęcasz swojej rodzinie. W tym wszystkim znalazłaś te dwie godziny dla Radia Paranormalium, dla mnie, dla słuchaczy. Naprawdę jestem Ci głęboko, głęboko wdzięczna i dziękuję Ci za ten cudowny czas i to wspaniałe spotkanie. Dziękuję serdecznie. Dla mnie to była ogromna przyjemność, ogromna radość. Ja tą pracę kocham. Kocham też o niej mówić, także było to dla mnie i wyróżnienie Beato, że mnie zaprosiłaś tutaj i też duża radość. Także dziękuję Tobie i dziękuję słuchaczom. Pozdrawiam Państwa serdecznie. Można już powiedzieć dobranoc, bo już się zaczyna powoli robić ciemno wokół.
Także dobranoc Państwu. A była to debata niekontrolowana. Dzisiaj tematem przewodnim były ustawienia Hellingerowskie. Rozmowę jak zawsze poprowadziła Beata Kampel-Ada Edelman z bloga Biuro Duchów, a naszym gościem była pani Agnieszka Gościatkiewicz, psycholog, certyfikowana terapeutka ustawień systemowych według Berta Hellingera.
Ja mam jeszcze takie pytanie: w razie gdyby ktoś był zainteresowany zadaniem pani jakiegoś pytania czy umówienie się na jakieś konsultacje czy coś, czy można się z panią jakoś skontaktować? Tak, ja tu jeszcze jestem na linii i jak najbardziej można. Oczywiście to Państwo znajdziecie mnie gdzieś tam, wpisując w Internet moje nazwisko. Są do mnie namiary. Ja mam stronę taką, która, która ma wdzięczny adres hellinger.com.pl, ponieważ była jedną z pierwszych tutaj w Polsce, więc sobie taki piękny adres mogłam wówczas wykupić. Nazywa się ona Salon Hellingerowski i tam jest sporo też moich artykułów, moich wypowiedzi i można jeszcze ten temat tam pogłębić. A jeżeli ktoś się chce z Państwa skontaktować ze mną, to oczywiście serdecznie zapraszam. Na pytania też chętnie odpowiem. Jeżeli jest taka formuła, żeby gdzieś odpowiadać na... w antenowej przestrzeni radia, to oczywiście też, też chętnie odpowiem czy odpiszę, tak? Bo być może to będzie bardziej już odpisanie teraz. Tak. Dziękujemy jeszcze raz bardzo serdecznie. Ja też dobrej nocy życzę naszym słuchaczom. Bardzo dziękuję za dzisiejszą audycję.
Postaram się niebawem, aby powitać Państwa znowu w Biurze Duchów poprzez Radio Paranormalium. A zanim jeszcze, zanim zejdziemy już tak na dobre dzisiaj z anteny, ja jeszcze tylko przypomnę, właściwie zachęcę Państwa do odwiedzenia bloga biuroduchow.pl. Moli książkowych jak najbardziej zachęcam do sięgnięcia po książkę Beaty Kampel-Ady Edelman "Opowieści z Biura Duchów". No i cóż, oczywiście zachęcamy także do polajkowania fanpage'a Biuro Duchów na Facebooku no i do śledzenia fanpage'a Radia Paranormalium również jak najbardziej. Audycję, jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę, Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych audycjach na antenie Radia Paranormalium. No i oczywiście w kolejnej debacie niekontrolowanej, którą zapowiemy, gdy tylko będziemy znać jej termin oraz temat przewodni.
A więc dobranoc i do usłyszenia. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa.
Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa....Numer telefonu: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. E-mail: radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl oraz Skype: radio.paranormalium.pl.
Czekamy na Twoją relację! Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość. Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No, tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Posłuchaj nieznanego! Radio Paranormalium.
www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No, tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
Archiwum Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych empetrójek czekają na Ciebie.
Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium: www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone. Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia, że ktoś go tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie. Radio Paranormalium - paranormalny głos w Twoim domu.
www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na