[00:03] - Czas snu. Ten stan doskonałości, w którym umysł całkowicie wyzwolony jest od materialnych czynności zmysłowych, nazywany jest ekstazą albo samadhi. Właściwym dla niego jest zdolność oglądania duszy czystym umysłem oraz czerpanie z tego przyjemności i szczęścia. W tym stanie człowiek pełen jest nieskończonego się transcendentalnego szczęścia, ciesząc się sobą samym poprzez zmysły transcendentalne. Ten, kto to osiągnął, żyje zawsze w prawdzie i uważa, że nie ma większej zdobyczy ponad to. Jest on zawsze zrównoważony, nawet w obliczu największych trudności. Stan ten jest prawdziwą wolnością od wszelkich nieszczęść wynikających z kontaktu z materią. Cześć, witajcie bardzo gorąco i serdecznie w kolejnej audycji „Czas snu”. Z tej strony Juby i serdecznie was zapraszam do wysłuchania dzisiejszej audycji. Będzie to taka audycja wręcz jak film.
W jakimś stopniu jest ona wyreżyserowana. Oczywiście nie jest to audycja hybrydowa, natomiast będę starał się robić to w taki sposób, aby była to audycja, która będzie wpływała na nasze pojmowanie i rozumowanie tej całej rzeczywistości. Samadhi jest to, właściwie jak każda, można powiedzieć, też joga, jest to jakiś sposób na życie, który bardzo pięknie pokazuje nam czystą naturę naszej duszy i to, w jaki sposób kontaktować się z tą duszą. Postaram się w tej audycji troszkę porównać swoje własne doświadczenia z doświadczeniami i filozofią samadhi, avid mai, czyli tej całej bańki iluzji, czym ona tak naprawdę jest. Inspirowałem się tu oczywiście filmem z 2017 roku pod tym samym tytułem, jaki ma dzisiaj również audycja. Muzykę też dobrałem w taki sposób właśnie, aby komponowała się w tą filozofię samadhi. Więc samadhi. Samadhi jest to słowo ze starożytnego sanskrytu, dla którego nie ma nowoczesnego odpowiednika. Opowieść o samadhi jest stanowczym elementem, którym będę chciał powiedzieć wam, czym tak naprawdę jest samadhi. Jest to też również dla mnie wyzwanie, aczkolwiek jest to połączenie, ponieważ w jakimś stopniu, kiedy czytam i zaznajamiam się z tą całą filozofią, jest dużo wspólnych punktów, elementów, które również ja doświadczałem w swoich czasach.
Dalej doświadczam, nie patrząc, w tych swoich podróżach transcendentalnych. Są to niesamowite podróże i podróże te w bardzo dużym stopniu wpływały na to, kim dziś tak naprawdę ja jestem jako człowiek, jako istota stąpająca po tej planecie. Samadhi odnosi się też do czegoś, czego nie można przełożyć na poziomie ludzkiego umysłu. Samadhi jest czymś więcej niż tylko nauką. Jest ono manifestacją naszej wewnętrznej podróży. Intencja samadhi jest to, aby nauczyć ciebie, aby też dostarczyć informacji dla twojego ciała, dla twojego umysłu, jaką jesteś istotą. Jest ono inspiracją do odkrycia twojej prawdziwej istoty. Samadhi jest niezwykle ważne, ponieważ w naszym życiu pokazuje tak naprawdę to, czym jesteś wewnątrz, jaka jest twoja prawdziwa natura. My teraz, ludzie, jesteśmy w takim punkcie w historii, w którym nigdy nie zapomnieliśmy o samadhi. Jest to tylko taka gra, iluzja, która stwarza w nas pozory bycia we właściwie doskonałym świecie.
Ale jak sami widzimy, kiedy spojrzymy tylko choćby poza okno, dostatecznie to widzimy, że nie pasuje ten obraz taki naprawdę, jak byśmy chcieli. To zapomnienie całe, te samadhi to jest właśnie maja. Jest to iluzja bycia samego w samym sobą. Jest to iluzja, w którą tak wszyscy żeśmy uwierzyli, że właściwie zapomnieliśmy o tym. Większość z nas pochłonięta jest prozą swojego życia, w której zabrakło miejsca na myśl o tym, o zadawanie sobie pytań, kim tak naprawdę jesteśmy, dlaczego tu przyszliśmy i co tak naprawdę robimy tu na tej planecie. Większość z nas nigdy nie zdawała sobie sprawy ze swojej prawdziwej natury duszy lub tego, co Budda nazywa anatta. Tym, co jest ponad nazwą i formą, ponad własnym umysłem. W rezultacie też uwierzyliśmy, że jesteśmy ograniczeni naszymi ciałami ludzkimi. Świadomie lub nie żyjemy w strachu, że ograniczona struktura nas samych jest strukturą iluzoryczną, z którą się tak naprawdę identyfikujemy i ta struktura w jakimś sensie tak czy inaczej później umrze. Jesteśmy jak skoczek, który skacze sobie w basenie i utożsamia się z tą powłoką ludzką, ale też zapomina o tym, że jest tylko tym skoczkiem i prędzej czy później ta skorupa się rozsypie i tak czy inaczej będzie koniec.
W dzisiejszym świecie znaczna część ludzi zaangażowana jest w religijne lub też duchowe praktyki, jak na przykład joga, modlitwa, medytacja, chanting lub inne rytuały, które praktykują techniki, które są wciąż czymś uwarunkowane. Znaczy to jedynie, że są częścią ego. Poszukiwanie i działanie nie jest tutaj problemem samym w sobie, ponieważ przekonanie, że to właśnie znalazłeś odpowiedź w jakiejś formie zewnętrznej jest najgorsze, co może spotkać ciebie. Duchowość w swojej najprostszej postaci niczym nie różni się tak naprawdę od patologicznego myślenia, które prowadzi donikąd. Jest zwykłym zaangażowaniem umysłu, nic więcej. Więcej w tym jest tego działania niż bycia. Ego zawsze chce wciąż więcej pieniędzy, wciąż więcej władzy, wciąż więcej miłości. Więcej, więcej i więcej. Więcej wszystkiego. Ci wszyscy na tak zwanej ścieżce duchowej pragną być coraz bardziej uduchowieni, przebudzeni, spokojni, wyciszeni, oświeceni.
Niebezpieczeństwo wynikające z tych wszystkich informacji, które będę wam dziś przedstawiał odnośnie samadhi jest to, że twój umysł będzie chciał osiągnąć właśnie to samadhi. Bardziej też niebezpieczne jest myślenie, że już ten stan osiągnął. Kiedykolwiek tylko pojawi się chęć osiągnięcia czegokolwiek, możesz być zawsze pewien, że roboty tego dokona twoje właśnie ego. Bowiem samadhi nie jest osiąganiem ani też wzbogacaniem swojego własnego ja. Samadhi jest dużo większą filozofią. Aby pojąć samadhi, trzeba nauczyć się umrzeć jeszcze raz, ale przed śmiercią. Życie i śmierć jest jak yin i yang, rezerwowa ciągłość. Odsłania się na nowo, nie mając ani też początku, ani końca. Odsuwając na bok śmierć, odczuwamy również życie. Doświadczenie prawdy bezpośrednio z twego prawdziwego ja to nic innego jak pozbawienie siebie na zawsze swojego własnego strachu przed życiem oraz przed śmiercią.
Jesteśmy określani przez społeczeństwo oraz też kulturę i jednocześnie też stajemy się uwarunkowaniem, nieświadomymi niewolnikami kierowanymi poprzez żądze oraz uprzedzenia. Ego to nic więcej jak impuls do powtórzeń. Jest to zwyczajnie ścieżka raz obrana przez naszą energię oraz tendencja do jej wiecznego powtarzania. Obojętnie, czy jest to dla naszego dobra, czy zła. Dla ego nie ma to kompletnie żadnego znaczenia. To tak jakbyś wziął jedną wielką świadomość i poprzez jedną wielką świadomość próbował obserwować życia wieloma oczami. Tak jakbyś patrzył w oczy małego dziecka. Pytanie, co w nich byś zobaczył? A istnieją też przecież nieskończone poziomy pamięci czy też umysłu, spirali w spiralach, mandale i inne rzeczy. Kiedy świadomość identyfikuje się z własnym umysłem i z ego, za każdym razem przywiązuje cię jeszcze bardziej do społecznych uwarunkowań, a więc do Matrixa.
Istnieją aspekty ego, których jesteśmy świadomi, ale to właśnie nasza nieświadomość, archaiczne powiązanie, pierwotna egzystencja czy też lęki są tymi elementami, które napędzają całą maszynerię nas. Niekończąca chęć osiągania przyjemności i unikanie bólu doprowadziły do patologicznych zachowań naszej pracy, naszych związków, naszych wierzeń Myśli oraz całego sposobu życia. Większość ludzi żyje jak bydło w niewoli, poświęcając swoje życie dla Matrixa. Większość ludzi żyje nie swoim życiem. Tworzą tylko iluzję Mai. Iluzję, która daje im poczucie bezpieczeństwa i celowości własnego życia, że jesteśmy na coś przydatni w tym całym społeczeństwie. Żyjemy zamknięci w naszych własnych ramach, w naszych własnych ograniczeniach, wypełnieni cierpieniem i nigdzie tak naprawdę nie dochodzi do nas ta wiadomość, ta myśl, ta informacja, że możemy być wolni. I tak jak kundalini czy inne religie, inne systemy są tylko metodami i technikami i elementami dojścia do zrozumienia nas, własnych siebie. Tak samo samadhi jest tylko próbą, odpowiedzią, drogą, która pozwoli nam w pewnym sensie zrozumieć całą naturę nas własnych. Ale z drugiej strony, kiedy popatrzymy na to wszystko z boku, to możemy dostrzec, że te nasze kotwice, które są naszymi ograniczeniami z przeszłości, są ograniczeniami, które nas warunkują i zamykają w pudełku.
Tak naprawdę głównym celem samadhi jest popatrzenie z zewnątrz i wejście w samego siebie. Żyć tym, co przyjdzie z wierzenia w siebie. Tak naprawdę samadhi jest jednym z wielu odłamów religii buddyjskiej, która w jakiś sposób ma dość mocne powiązania ze mną, a więc z moimi doświadczeniami, które zdobywałem przez bardzo wiele lat. Właściwie od zawsze, ponieważ od dziecka miałem taką tendencję, że zawsze mnie pchało w stronę buddyjską. Wiadomo, jako młokos chodziło się na różne judo, karate i tak dalej, więc zawsze było to połączone z tym, że człowiek potrzebował wyciszenia, większego dystansu do siebie. Zresztą ludzie jako dzieciaki byliśmy uczeni takich rzeczy i jako młokos, już później nastolatek, bardzo dużo medytowałem. Do dnia dzisiejszego zresztą to robię. I właśnie muzyka buddyjska szczególnie ma tutaj jakieś połączenie. Przyszliśmy tak naprawdę na świat z biologicznymi uwarunkowaniami, ale bez samoświadomości. Te wszystkie ograniczenia stwarzają to, że nie do końca jesteśmy w stanie pojąć, kim tak naprawdę jesteśmy.
I tak jak powiedziałem wcześniej, w oczach dziecka nie znajdziesz samego siebie, ale jedynie świetlistą pustkę. Przypomnijcie się dzieciom małym. Nie mają nic tak naprawdę. Jak patrzysz w te oczy, to widzisz kosmos. Nasze oczy w ogóle są odzwierciedleniem całego kosmosu. To znaczy, że normalnie jak patrzymy w ludzkie oczy, to tak jakbyśmy widzieli w jakimś sensie kosmos. Dorastając, wgryzamy się w maskę noszoną ponad naszą świadomością. Według na przykład Szekspira świat jest jedną wielką sceną, na której my jesteśmy jedynie aktorami. Ten element się bardzo często pojawia, szczególnie u początkujących śniących, ponieważ występuje zawsze element sceny, gdzie wszyscy nam biją brawo. W przebudzonej istocie świadomość wybija się ponad osobowość, ponad maskę.
Kiedy jesteśmy przebudzeni, nie identyfikujemy się ze swoim własnym charakterem. Nie wierzy się, że jest się maską, którą raz po raz nosisz. Zmieniasz tylko powłokę, ciało ludzkie. Tak naprawdę nie odgrywasz żadnej roli. Jesteś tylko i wyłącznie obserwatorem. Tak naprawdę z punktu widzenia świadomości twoje życie nie ma jakiegokolwiek znaczenia. Jest to tylko kolejna powłoka, pojazd. To kolejne oczy, przez które ogólna świadomość jest w stanie obserwować otaczającą rzeczywistość, która jest odbiciem nas samych wewnątrz. Co wewnątrz, to na zewnątrz. Co na dole, to u góry.
Pamiętacie to, prawda? Maski nas ograniczają. Maski powodują to, że ukrywamy swoją prawdziwą naturę i w gruncie rzeczy wiemy, że chcemy poznać tą prawdziwą naturę, ale jednak mimo wszystko przed samym sobą ukrywamy to, jaką jesteśmy istotą, jak potężną jesteśmy istotą. Kwestia tylko dojścia i zrozumienia naszej ludzkiej istoty, aby doskonale rozumiała i wiedziała, w jakim punkcie swojej samoświadomości jest. Bo jesteśmy też, jak powiedziałem nie raz w audycjach, w pewnym sensie sądami, czy tak jak inne porównanie, które dzisiaj padło również w audycji, jesteśmy w pewnym sensie jedną wielką świadomością. Świadomością, która poprzez nieskończoną ilość oczu na tym świecie jest w stanie doświadczać swojej własnej iluzji. Potem na przykład jak Platon napisał „Republikę” 2400 lat temu. Ludzkość wciąż poszukuje wyjścia z tejże jaskini. Kiedy przeglądam różne obrazki, które mówią o filozofii samadhi, jest to bardzo dziwna korelacja. Już z perspektywy lat, kiedy oglądam różne obrazy i przedstawienia różnych scen i tak dalej.
Niesamowita jest łączność, a właściwie wizja tych wszystkich obrazów z tymi rzeczami, które mam w głowie. Wręcz dosłownie czasami się nie mogę nadziwić, że wizje, które kiedyś miałem, dziwne podróże, dziwne tunere, przemieszczanie się pomiędzy jedną a drugą sferą, planetą czy innymi rzeczami. Na tych obrazach wygląda dokładnie tak samo, jak mi się to wszystko przedstawiało. To jest pytanie. Skoro wizje miałem ileś lat temu do tyłu, a od jakiegoś dwóch lat zajmuję się całą filozofią samadhi, to w jaki sposób te wizje, które doświadczałem nigdy nie mając pojęcia o samadhi, nagle kiedy przeglądam sobie te wszystkie zdjęcia, okazuje się, że ktoś miał wcześniej już podobne wizje, wręcz niemalże identyczne z tym, co ja miałem. To jest jedno z potwierdzeń tego, że jesteśmy wszyscy jedną wielką świadomością, która w jakimś stopniu poprzez nas, poprzez nasze oczy próbuje załapać cały kontekst poprzez różne punkty widzenia. Czekajcie sekundkę, bo musiałem poprawić jedną rzecz. Kontynuujmy w takim razie. W rzeczywistości jednak bardziej niż kiedykolwiek jesteśmy nasiąknięci swoją własną iluzją. Iluzja, która ogranicza nas, która jest tylko i wyłącznie kotwicą do naszej ludzkiej rzeczywistości.
Platon i Sokrates opisują na przykład skrępowanych łańcuchami ludzi, którzy są uwięzieni w całej swojej jaskini. Poproszę was tutaj, abyście dobrze skupili się na tym, co teraz będę mówił, bo jest to bardzo prosty obraz przedstawienia tej całej filozofii. Pisał o tym Sokrates wraz z Platonem, o ludziach, którzy znajdują się w jaskini i którzy są odwróceni do pustej ściany. Wszystko, co widzą, to cienie, które są wyświetlane właśnie na tej ścianie poprzez rzeczy, które poruszane są nad nią, umieszczone za ich plecami ogniska widzeńowego. Ten teatrzyk kukiełkowy staje się ich właściwie prawdziwym światem. Według Sokratesa cienie były tak blisko, jak tylko więźniowie mogli ujrzeć rzeczywistość. Tymże była dla tych świadomości, które były umieszczone w tej jaskini. I nawet gdy powiedziano im o istnieniu świata na zewnątrz, oni nadal wierzyli, że są to tylko i wyłącznie cienie, które były wszystkim, co istnieje. Nawet gdy podejrzewali, że było coś więcej niż te cienie, które były wyświetlane na tej ścianie czy ekranie, możemy sobie to wyobrazić też jako ekran. Kiedy podejrzewali, nie byli oni w stanie pozostawić tego wyobrażenia, co już znali.
Wszak nic innego nie znali tak naprawdę. To jest ten moment, kiedy czasami ludzie, którzy są po NDE czy jeszcze po jakichś innych zjawiskach Opisują, czy ja też czasami w swoich audycjach opisywałem o elemencie, gdzie widuje się tak zwany ekran, na którym masz pokazywane. To jest bardzo często pokazywane nam jako kino czy miejsce, w którym oglądamy na przykład swoje przeszłe życie, czy możemy zaglądnąć w przyszłość. Uciszę troszkę podkład, bo coś za głośno. Dzisiejsza ludzkość tak naprawdę jest jak ci ludzie, którzy dostrzegają jedynie znajome cienie pojawiające się czy to w jaskini, czy to na jakimś na przykład rzutniku, ekranie. Cienie te to tak naprawdę analogia naszych własnych myśli. Świat naszych myśli to jedyny świat, jaki znamy. Ale jest coś więcej. Kiedy się zastanowisz i zaczniesz badać ten fenomen, tą tematykę, to zdasz sobie sprawę, że jest coś więcej ponad umysłem, ponad dwoistym umysłem. A zatem czy jesteś gotowy opuścić tę jaskinię, opuścić to wszystko, co znasz i pójść na przykład w prawo, aby odnaleźć swoją prawdziwą naturę o tym, kim jesteś, o samym sobie?
Jest to bardzo często przedstawiane również w narysunkach takich, gdzie idą sobie jak ludzie kozy. Ścieżką mamy rozwidlenie dróg i teraz kwestia, w którą stronę. 99% ludzi idzie przeważnie w lewą stronę. Zresztą ten element się też pojawia, kiedy przechodzisz już te bramy śnienia i kiedy zapadają pewne decyzje odnośnie twojego dalszego rozwoju duchowego. W którą stronę pójdziesz? W lewo czy w prawo? Aby doświadczyć samadhi, potrzebne jest jedynie odwrócenie uwagi od właśnie tego cienia. Odmyśl się i pójdź w stronę światła. Kiedy żyjesz w ciemności, musisz stopniowo przyzwyczajać się do tego. Jest to dość ciężki punkt i element, ponieważ bardzo często to światło z jednej strony nas ciągnie i chcemy lecieć w stronę tego światła, ale z drugiej strony jest to lęk i strach przed wszystkim, przed czymś, co jest nieznane.
Aklimatyzując się do nowego, potrzebujesz czasu. Potrzebujesz wysiłku oraz silnej własnej woli, aby odkryć nowe i porzucić stare, które masz zakotwiczone w sobie. Stare nawyki tak naprawdę są ograniczeniem. Ograniczają nasz umysł, który jest pułapką dla świadomości, jest labiryntem, jest więzieniem. To można porównać choćby nawet do tej sceny, która była w „Matrixie”, kiedy Neo znajdował się właśnie w tym punkcie, w pokoju, gdzie znalazł się z tym całym projektantem, kiedy to na ścianie były różne monitory i swoje własne kreacje widział na tych ekranach monitorów. To nie znaczy też, że jesteś uwięziony. Tak naprawdę oznacza to, że jesteś sam sobie więźniem w swoim własnym umyśle. Więzienie to iluzja. Iluzja własnej kreacji. Jeśli identyfikujesz się ze swoją izoloryczną osobą, wtedy właśnie jesteś uśpiony.
Kiedy tylko zdajesz sobie sprawę z tego więzienia, zaczynasz walczyć, by się z niego wydostać. Tym samym też traktujesz iluzję jako coś prawdziwego i wciąż pozostajesz uśpiony. Tylko że odkąd pojś ten, staje się bardziej realny, bardziej rzeczywisty. Jest on dla ciebie koszmarem. Do skąd będziesz uciekał od tych właśnie swoich . To tak, jakbyś był w więzieniu, gdzie przez kraty oglądałbyś swój świat, manifestację swojego świata. Samadhi to właśnie przebudzenie z tego snu o podzielonym ja, o ego. Jednym słowem, jednym zdaniem samadhi można określić naukę o tym właśnie ego. Samadhi to koniec identyfikacji się z tym więzieniem, którym jesteś ty sam. Nigdy nie poczujesz się wolny, bo kiedykolwiek pójdziesz, więzienie tam zawsze będzie z tobą.
Przebudzenie to nie jest pozbycie się umysłu czy też Matrixa. Przebudzenie to brak identyfikacji z tym. Wtedy właśnie możesz doświadczyć życia w pełni i cieszyć się bez zachcianek, bez strachu, bez iluzji. W starożytnych naukach nazywano to prostą grą Leila, a więc grą dwuistość. Zawsze jest ten podział, dualność. Ludzka świadomość jest zatem nieskończona. Na jednym krańcu utożsamiamy się z materialną istotą. Na drugim zaś krańcu jest Samadhi, aby pozbyć się samego siebie. Każdy krok ku Samadhi przynosi mniej cierpienia. Mniej cierpienia nie oznacza jednak, że życie jest wolne od bólu.
Samadhi jest ponad bólem oraz przyjemnością. Znaczy to, że im mniejsza jest rola umysłu, tym mniejszy jest opór na dziejące się wokół rzeczy, a opór ten powoduje jedynie cierpienie. Doświadczenie Samadhi to też możliwość ujrzenia tego, co jest na końcu ciągłości, zrozumienia, że jest coś ponad materialnym światem. W chwili, gdy na przykład porzucisz swoje ja, nie ma miejsca na egoistyczne myśli, dwuistość czy samouwielbienie. Jest za to Anatta, czyli w dosłownym tłumaczeniu „ja jest”. W tej pustce jest zalanie prajnii, a więc mądrości zrozumienia, że właściwie ja jako ja jest daleko ponad grą w dwuistość, poza całkowitą ciągłość. Prawdziwe ja, ponadczasowe, niezmienne zawsze teraz. Oświecenie to nic innego jak scalenie pierwotnej spirali wciąż zmieniającego się świata lub też lotosu, w którym czas rozwija się wraz z twoim ponadczasowym istnieniem. Twoja wewnętrzna instalacja jest jak wciąż rozwijający się kwiat, a jak tylko przestaniesz utożsamiać się z nim jako swoje, staje się żywym mostem między organicznym oraz ponadczasowym. Bardzo często przedstawiane jest to też, nawet w Piśmie Świętym, w Biblii mamy ten element wieży Babel, który jest pomostem, skrótem pomiędzy nami jako istotą ponadczasową a naszą boskością.
Dopiero ukształtujące się właściwe ja to tak naprawdę początek niezwykłej drogi. Większość ludzi doświadczy lub zgubi Samadhi w ciągu całego swojego życia, na przykład podczas wielu medytacji, które sobie robią ludzie, aż w końcu będą w stanie u nich zintegrować to z każdym aspektem swojego życia. Bardzo często podczas medytacji dochodzimy do sedna swojej pierwotnej natury. A ile się ludzi przestrasza, medytując i widząc dziwne rzeczy. Ale tak naprawdę jest to manifestacja nas samych, nas wewnętrznych, czyli to, co mamy w sobie. Doświadcza tych stanów, aby za chwilę o tym zapomnieć, stosując na nowo stare wzorce i zapominając, gubiąc się, kim tak naprawdę jest. Uświadomić sobie tą niezwykłą pustkę i spokój w każdym aspekcie swego życia, w każdej cząstce samego siebie, znaczy stać się pustką samą w sobie. Jest to jak kosmiczny taniec, w którym ciągle zmieniają się różne aspekty i do których ciągle próbujemy się dostosować. Spokój tak naprawdę nie jest czymś odrębnym od ruchu. Nie jest też także jego przeciwnością.
W Samadhi spokój oraz ruch jednoczą się, stając się pustką. Jest to jeden wielki kosmiczny taniec. Dla twego umysłu to zupełnie nonsensowne i niezrozumiałe. Kartezjusz na przykład to koleś, który był ojcem zachodniej filozofii i rzekł swego czasu: „Myślę, więc jestem”. Żadna inna fraza jaśniej nie ukazuje upadku cywilizacji oraz pełnej identyfikacji z cieniami na ścianie jaskini, o której wcześniej wspominałem. Błąd Kartezjusza, jak i błąd niemal wszystkich ludzi, polega właśnie na utożsamianiu swojego własnego ja, istnienia właśnie z tymi myślami. Na początku najsłynniejszego traktatu Kartezjusza czytamy, że prawie wszystko jest połączeniem i może być też poddane w wątpliwość. Nasze zmysły, a nawet myśli. Czy myślimy właśnie? Czy nasze myśli są nasze?
Z wyższej perspektywy, z punktu innego widzenia nie do końca tak jest. Podobnie również w Kalama Sutrze Buddha mówił, że w celu doświadczenia swojej prawdziwej absolutnej absolutum musimy poddawać w wątpliwość wszystkie nasze tradycje, skrypty, nauki, zawartość umysłu, nasze doznania. Obydwaj zaczęli oni wtedy z wielkim sceptyzmem jakby widzieć różnice polegające na zupełnie innym poziomie myślenia. Natomiast Buddha doszedł w tych swoich naukach jeszcze troszkę dalej, ponieważ wyduł się tej powłoki i wszedł ponad najgłębsze obszary swojego własnego umysłu. Może na przykład gdyby Kartezjusz poszedł dalej niż tylko i wyłącznie myśli, uzmysłowiłby sobie prawdziwą naturę swojego własnego ja i odkryłby dużo więcej niż zachodnia świadomość, która byłaby dziś zupełnie na innym poziomie zrozumienia. Zamiast jednak tego Kartezjusz mówił o demonie, który nas zatrzymuje. Bardzo często jest przedstawiany choćby na obrazkach, gdzie mamy właśnie jakąś rękę nad planszą w jaskini, która manewruje swoimi marionetkami i świadomościami, które nie do końca są świadome istnienia ponad własnych iluzji. Nie rozpadną jednak owego demona. Czym on tak naprawdę jest? Jak na przykład w filmie „Matrix” wszyscy możemy być połączeni do tego samego programu żywiącego.
Jednym słowem możemy być baterią, która tak naprawdę przedstawia nam naszą własną iluzję. W tym właśnie ludzie żyli w Matrixie, podczas gdy na przykład inne świadomości będące na zupełnie innym poziomie były jedynie bateriami, z których cała energia szła na potrzeby tych właśnie maszyn żywiących się ich energią. Także „Matrix” ma bardzo podobną filozofię do samadhi. Oczywiście to jest na innym poziomie pokazywane nam, ale w gruncie rzeczy tak czy inaczej zawsze chodzi właśnie o te same przedstawienie, tylko inne obrazki po prostu. Inny reżyser, może bym tak powiedział. Ludzie tak naprawdę zawsze chcą obwiniać czynniki zewnętrzne o całe swoje nieszczęście. Może być to na przykład też pojedyncza grupa, kraj, religia lub pewnego rodzaju dominujące sekty, jak na przykład Illuminati czy demon Kartezjusza, czy też na przykład maszyny, które były w Matrixie. I ironicznie to właśnie Kartezjusz określił siebie jako tego demona. Kiedy zdasz sobie sprawę z samadhi i dojdzie do ciebie to, że jest coś, co kontroluje ciebie, że jest jakaś maszyna, demon, który pochłania twoje życie dzień po dniu. W pewnym sensie jesteś uwarunkowany, zakotwiczony z własnymi demonami.
Niektórzy mówią na to własne cienie. Tą maszyną właśnie jesteś tak naprawdę ty. Twoja istota składa się z wielu uwarunkowanych podprogramów lub też tak zwanych małych władców. Jeden szef na przykład pragnie jedzenia, drugi większej ilości pieniędzy, inny jakiegoś lepszego statusu społecznego, stanowiska, władzy czy czegokolwiek, co sobie wymyśli. Seksu, bliskości z inną osobą. Jeszcze inny chce mieć więcej świadomości, czy też tego, aby inni więcej na przykład zwracali na niego uwagi. Żadne praktycznie nigdy się nie kończą i nigdy tak naprawdę jako ten cały szef nie jesteś w stanie zaspokoić swoich własnych potrzeb. Jest to oczywiście iluzja, a spędzamy tutaj też wiele czasu i tracimy energię na dekorowanie naszych własnych pułapek, naszych więzień, ulegając naciskom ku lepszej masce, tak aby karmić naszych małych szefów, tak aby stawali się jeszcze bardziej władczymi. Tutaj jest, przynajmniej w moim przypadku, bardzo ciekawy eksperyment, który robiłem właśnie w tamtym roku. Takie eksperymenty plażowe, kiedy było mi to przedstawiane dosłownie jak siedziałem sobie, wprowadzałem się w trans i zasłaniałem oczy, jeszcze wiązałem ręcznikiem, żeby tam ciemność była, żadne światło nie dochodziło.
I właśnie miałem takie przedstawianie izolacyjne tego właśnie jednego z małych szefów, który sobie siedzi na krześle przed dwoma wielkimi ekranami i sobie właśnie ogląda to swoją tak zwaną małą świadomością, świat zewnętrzny. Niesamowite doświadczenia, niesamowicie wnoszące. Jak na przykład narkomani, którzy im bardziej staramy się zadowolić nasze własne małych szefów, czyli tych ludzików w głowie, o których wam przed chwilką powiedziałem, tym bardziej stajemy się chciwi. Ścieżka do wolności nie jest też ani ulepszaniem, ani jakimkolwiek zadowalaniem siebie, ale porzuceniem tego właśnie wszystkiego. Niektórzy boją się, że przebudzenie doprowadzi ich do utraty tożsamości i radości życia. Przeciwnie jednak, kiedy tylko i wyłącznie porzucimy te uwarunkowane ja, wtedy zaczynają się zmieniać nasze priorytety wewnętrzne. Wtedy wyjdzie na powierzchnię tak naprawdę prawdziwa natura naszej duszy. Ponieważ większość z nas wciąż tkwi w matriksie, nigdy nie dowiemy się tak naprawdę, co wyraża nasza prawdziwa dusza. To jest ten nieodłączny element, z którym dziś się spotykamy, że ludzie przebudzeni dalej z powrotem wracają i są dalej zaśpieni. Tak bym to określił.
Za dużo mamy tych kotwic w sobie, które nas warunkują i ściągają do płaszczyzny ziemskiej, ograniczając nasze ciała, nasze myśli, nasze wyrażanie, ekspresję samych nas. Ścieżka do samadhi wymaga też medytacji i obserwacji uwarunkowanego ja, które wciąż się zmienia i dojścia do swojej prawdziwej natury, nie poddając się żadnej zmianie. Dochodząc do pewnego miejsca źródła tego jestestwa, oczekujesz tak naprawdę dalszych wskazówek, ale nie nalegając przy tym, że świat zewnętrzny też musi się zmienić. Nie moja wola, ale siła wyższa wszystkiego dokona. Znamy to chyba, prawda? Ktoś coś za nas zrobi. Jeśli pragniesz zmiany jedynie tego, co na zewnątrz, dostosowując się do wewnątrz, do swojej ścieżki, to jest tak jak chęć zmiany odbicia w lustrze poprzez manipulację odbicia własnego na ekranie. Chcesz zobaczyć uśmiech w lustrze? To dlaczego wtedy nie chcesz na przykład wpływać na swoje odbicie? To tak naprawdę ty jesteś źródłem tego, co widzisz po drugiej stronie lustra.
Zdanie sobie sprawy ze swego prawdziwego ja wcale nie oznacza, że to, co na zewnątrz musi też się zmienić. To, co ulega zmianie, to świadomość. Inteligentna wewnętrzna energia prana, która jest wolna od wszelkich uwarunkowań, staje się wtedy gotowa, by być kierowana przez duszę. Pojmiesz wtedy też prawdziwy cel duszy, kiedy tylko zaobserwujesz wszystkie te uwarunkowania, niekończącą się pogoń i po prostu pozwolisz im zwyczajnie biec i odejść. W greckiej mitologii poznajemy potępionego Syzyfa, który powtarzał bezcelowo swoje zadanie, które polegało na ciągłym wnoszeniu głazu pod górę dla osiągnięcia swojej własnej wieczności. Jego zadaniem było właśnie wtaczanie na górę ogromnego głazu, który tak czy inaczej zawsze przed samym wierzchołkiem staczał się ponownie w dół. Albert Camus to Francuz, który mówił mniej więcej coś takiego. Albert Camus, egzystencjalista, laureat Nagrody Nobla, widział pracę Syzyfa jako metaforę ludzkości. Pytał zatem, jak możemy odnaleźć znaczenie w tej absurdalnej egzystencji. Jak każdy wyznaczał sobie pytania.
Przecież dziś wiemy, że wszyscy mamy bardzo podobne myśli i podobne zadajemy pytania. Mówił on o tym, że tak naprawdę harujemy bez końca na potrzeby jutra, które nigdy nie nadchodzi, a potem umieramy. Przychodzimy nago i odejdziemy nago. To jest pewne na 100%. Jeśli dojdziemy do prawdy, to albo oszalejemy, utożsamiając się z ego, albo w końcu przebudzimy się i będziemy wolni. W dzisiejszym świecie osoby, które ocierają się o tą prawdziwą naturę rzeczywistości, w większości przypadków są uznawani za szaleńców. Tak to działa. Im bliżej jesteś prawdy własnej natury, tym bardziej jesteś psychiczny i nie może być inaczej. Nie dokonamy niczego w naszej codziennej gonitwie, bo to jedynie odbicie naszego własnego wewnętrznego świata. Kosmiczny żart.
Absurdalność sytuacji staje się jasna tylko wtedy, gdy nastąpi całkowita porażka ego i jego daremnych dążeń. I tak jak ten Syzyf, który ciągle pcha ten kamień do góry w nadziei na lepsze jutro, na to, że w końcu mu się uda. Tak śmieję teraz, bo patrzę sobie na takiego małego żuczka, który sobie właśnie idzie po jakiejś tam skarpie i dość duży kamień czy chyba jakieś jedzenie, posiłek sobie wnosi do góry. A my jak mamy dzisiaj prosto, prawda? W filozofii zen opowiada się, że przed oświeceniem rąb drewno, unosi wodę. Natomiast po oświeceniu rąb drewno, unoś wodę, czyli de facto nie ma żadnej zmiany. Przed oświeceniem pchasz kamień pod górę. Po oświeceniu również pchasz kamień pod górę. Gdzie więc jest zatem ta zmiana? Tak z ciekawości pewnie zadasz sobie pytanie.
Zmianą jest ta wewnętrzna odporność na to, co jest, co zastajesz. Ale nie ma już wtedy tego wysiłku, a raczej ten, co się trudzi, zdał sobie sprawę z tej własnej swojej iluzji. Twojej iluzji umysłu oraz siły wyższe są w tym momencie tak naprawdę połączone, zjednane. Kiedy tylko zdasz sobie z tego sprawę. Samadhi to wyzbycie się oporu na wszelkie zmiany. W jednym słowie poddanie się procesowi bez wyjątku. Tylko ten, który osiągnął wewnętrzny spokój, niezależnie od okoliczności, tak naprawdę osiągnął prawdziwe samadhi. Przestajesz walczyć nie dlatego, że popierasz jedynie jedną czy inną rzecz, ale dlatego, że twoje uwarunkowania się zmieniły i są niezależne od innych czynników wewnętrznych. Trzeba też zaznaczyć, że twoja akceptacja rzeczywistości w takiej formie, jakiej jest, absolutnie nie oznacza koniecznie, że zaprzestajesz wszelkiej działalności albo stajesz się medytującym pacyfistą. Właściwie zachodzi coś przeciwnego, gdyż nie napędzają ją nieświadome motywy, więc jesteśmy tak naprawdę w stanie zjednać się z tą i między sobą potężny zasób swojej własnej energii.
Już chyba rozumiecie o tym, co często mówiłem w swoich audycjach, że jesteśmy w pewnym sensie generatorami. Wiele będzie jednak próbować, bo według nich o zmiany w świecie trzeba walczyć z każdym napotkanym przeciwnikiem. Jednak walka o pokój to jak krzyk o ciszę, bo tworzy więcej czegoś, czego przecież tak naprawdę nie chcesz. W dzisiejszych czasach walczymy przeciwko wszystkiemu. Przeciwko terrorom, chorobom, głodowi, zarazom, pandemiom. Ale przecież tak naprawdę każda wojna to wojna przeciwko samemu sobie. Nikt przecież z natury nie lubi chyba strzelać do innej osoby. Walka jest częścią sporego złudzenia. Chcemy zatem pokoju, a wciąż wybieramy na swoich przywódców tych, którzy te wojny prowadzą. Okłamujemy siebie, mówiąc, że ważne są dla nas prawa człowieka.
Jednak wciąż kupujemy rzeczy wykonane na przykład w tanich chińskich fabrykach przez dzieci, które dostają wypłatę jednego dolara na przykład na miesiąc. To tak tylko powiedziałem teraz, żeby przedstawić skalę tego całego problemu. Chcemy czystego powietrza, jednak wciąż je zatruwamy. Chcemy, by nauka wyleczyła nas z raka, ale nie zmieniamy naszych morderczych nawyków. Dzięki którym tak naprawdę jesteśmy jeszcze bardziej chorzy i chorzy. Oszukujemy siebie, że chcemy lepszej jakości życia, ale sami ukradkiem popieramy swoim postępowaniem cierpienie i śmierć. Z jednej strony chcemy się odchudzić, ale wieczorem o drugiej w nocy wstajemy i jemy kawałek ciasta z lodówki. Wiara w to, że jesteśmy w stanie wygrać z rakiem, głodem, chorobą czy też z innym wrogiem stworzonym przez nas samych, doprowadzi nas jednak do złudzenia Że nie musimy zmieniać sposobu, w jaki żyjemy na tej planecie. A to właśnie nasz wewnętrzny świat jest miejscem, w którym dokonać musi się ta wewnętrzna zmiana. Kiedy tylko odkryjemy w sobie spiralę życia, wtedy właśnie zewnętrzny świat zjednoczy się z tą i będzie tym samym, co mamy wewnątrz.
Póki jednak to nie nastąpi, cokolwiek nie zrobimy, doda jedynie bigosu chaosu w nas samych. Wojna i pokój zatacza znowu razem. Zatańczy znowu razem, bo tak czy inaczej, jak z doświadczenia wiemy, są one przecież nierozerwalne. Jedno nie może przecież istnieć bez drugiego. Tak jak światło nie może istnieć bez ciemności, a dół bez góry. Kobieta bez mężczyzny. Plus minus. Białe, czarne. My jednak oczekujemy światła bez ciemności, pełny bez pustki, szczęścia bez smutku. Im bardziej rozumiemy nasz umysł, tym bardziej niepotrzebnie dzielimy nasz świat.
I te podziały mogą być naprawdę ogromne. Wszak wiemy, że ludzie są różni i zmienni. Każde rozwiązanie podane przez nasze ego tworzy problem sam w sobie i wkrótce rozwiązanie staje się problemem zamiast tym, co próbowaliśmy udowodnić i zmienić. Tworzymy konflikty. Tworzymy wojny. Walka tworzy opór. Walka wewnętrzna tworzy opór. To, co widzimy wzrokiem. To, co jest na zewnątrz, to jest i wewnątrz. Ludzka pomysłowość nie zna granic w tworzeniu nowych antybiotyków, ale przez te właśnie bakterie stają się coraz bardziej przebiegłe.
Pomimo naszych niezmiенnych wysiłków, na przykład w walce z rakiem, zachorowalność jednak wzrasta. Coraz więcej na przykład ludzi głoduje. Niemal codziennością stały się akcje terrorystyczne. Więcej ludzi głoduje. A przecież mamy dziś już takie technologie, że w zupełności każdy mógłby być zaspokojony i nie czuć głodu. Ale wystarczy po świętach popatrzeć na kosze, co się z nich wylewa. Co jest nie tak z tym zatem naszym podejściem do tego całego świata? Dlaczego tak się w ogóle dzieje? Jak uczeń czarownika z poematu Goethego posiadliśmy niezwykłą siłę. Niestety nie potrafimy tej siły wykorzystać.
Problem w tym, że kompletnie nie rozumiemy tego narzędzia. Pal licho jeszcze jak ktoś zrozumie albo załapie, to takich ludzi jest na pewno garstka, ale jednak większość ludzi przeżywa swoje życie w zupełnej nieświadomości tego, co tak naprawdę się dzieje. Tutaj nie widzę drodzy słuchacze, że piszecie. Ja zerkam tutaj, ale wiecie co? Jest mi bardzo ciężko się skupić na tym, co mi tutaj piszecie, a w przekazie, który chcę powiedzieć, jest to inny dzisiaj rodzaj audycji i robię sobie tutaj jakby taki troszkę mały eksperymencik. No i tak to wygląda. Tak naprawdę nie rozumiemy naszego umysłu, jego właściwości oraz jego przeznaczenia. Skupiamy się zupełnie na absurdalnych rzeczach. Tak naprawdę na uprzykrzaniu sobie życia i walki z tym życiem, które zrodziło się tak naprawdę z ograniczonego warunkami myślenia, ze sposobami i ze sposobu odczuwania i doświadczenia życia. Możemy to bardzo zaobserwować, kiedy siedzimy na przykład w domu, kiedy teraz mamy więcej czasu i ludzie nie są w stanie wytrzymywać z sobą dłuższego czasu bycia z sobą.
Ślepy racjonalizm okra zdołał nas bez możliwości czerpania z mądrości wielu starożytnych kultur, czasów minionych wieków. To wszystko już było. To wszystko żeśmy przerabiali i dalej ciągniemy w jakąś dziwną stronę. Nasze ego pozbawiło nas kompletnej możliwości odczuwania głębi oraz własnej świetności życia i jego wzniosłości, oraz tego, że istnieją różne poziomy świadomości, które ludzkość niestety kompletnie w dziejach historii utraciła. W tradycji na przykład starożytnego Egiptu występują neters, czyli archetypowe formy, które są utożsamiane przez tych, którzy czyścili swoje ciało fizyczne i duchowe w taki właśnie sposób, aby móc osiągnąć wyższe stany świadomości. Oryginalny neter albo boski składnik tej mądrości znany był jako Thoth lub Tehuti. Często był on przedstawiany jako oficer z głową ptaka lub ibisa. Reprezentował on również źródło. Co ciekawe, po jednej z audycji Sławka Bączkowskiego, gdzieś mi na Facebooku wyskoczyła gra, gdzie mogłem sobie sprawdzić swoje pochodzenie, przeznaczenie. Są takie gry, czasami pojawiają się i człowiek czasami kliknie w taką grę i właśnie też mi wyszła dokładnie ta sama postać.
Dziwne to, ale takie odbicie troszkę tego wszystkiego. Thotha możemy traktować jako kosmiczny składnik myślenia lub też myśli. Dał nam on język, pomysł, pismo, matematykę, sztukę, czy też wszelkie wytwory naszego własnego umysłu. Poczekajcie, ja tylko podciągnę, bo mi się wydaje, że podkład jest chyba za cicho albo ja to mam u siebie za bardzo ściszone. Tylko ci, którzy przeszli specjalny trening, mieli dostęp do tajemnej wiedzy Thotha. Znamy to chyba, prawda? Wszelkie kulty, wszelkie dziwne organizacje tajemne i tego typu rzeczy. Księga Thotha nie jest książką samą w sobie. Stanowi jedynie tajemniczy zbiór zapisów Ksiąg Kakaszy lub też zapisów z wyższych sfer eterycznych. Legenda głosi, że mądrość Thotha była głęboko ukryta w tajemniczym miejscu ludzkiego istnienia, chroniona przez złotą spiralę.
Archetyp lub wieczny mit węża lub smoka stojącego na straży skarbu. Przewija się w wielu kulturach pod postacią kundalini, szekini, či, świętego. Wielu różnych aspektów. Co ciekawe, jest to element, który jest również spotykany, przynajmniej przeze mnie w moich wizjach, których doświadczam. To przedstawienie ducha lub też wewnętrznej energii. Złota spirala to nic innego jak konstrukcja ego powiązana z wewnętrzną energią i dopóki nie jest przezwyciężona i nie okiełznana, nie pozwoli ona duszy na dotarcie do prawdziwej mądrości. Mówiono, że Księga Thotha przyniosła jedynie cierpienie każdemu temu, kto ją czytał. Nawet wtedy, gdy poznali sekrety bogów oraz tego wszystkiego, z czego jesteśmy skonstruowani i co jest ukryte gdzieś tam wysoko w gwiazdach. Trzeba też zrozumieć, że księga ta przyniosła jedynie cierpienie każdemu, kto ją czytał, gdyż ego próbowało nad nią zapanować. W egipskiej tradycji przebudzona świadomość reprezentowała Ozyrysa.
Bez przebudzonej świadomości każda wiedza lub zrozumienie nabyte było ograniczone przez „ja” i stało się niebezpieczne i kompletnie oddzielone od wyższej mądrości. Otwarte na przykład musiało być oko Horusa, które również powinniście tutaj znać. Ezoteryczne znaczenie, jakiego się doszukałem tutaj, to może być przypomnienie upadku na przykład w ogrodzie Eden. Księga Thotha wskazuje na wielkie podobieństwo do Księgi Mądrości Dobra i Zła, którego owoce zjedli Adam oraz Ewa. Powiem wam szczerze, że też miałem kiedyś taką wizję tego całego zdarzenia. Jest to taki element zawarcia paktu, dealu, ale z doświadczenia wam już kochani mówię, że nigdy nie wchodźcie w jakieś takie dziwne deale, bo się to szybko skończy. Oczywiście ludzkość już dawno zjadła zakazany owoc, otworzyła księgę Thotha i została wygnana z ogrodu. Wąż jest to metafora dla pierwotnej spirali łączącej zarówno mikro-, jak i makrokosmos. Dziś tylko jesteś tym wężem tak naprawdę. Jest to tak naprawdę egoistyczny umysł wyrażony w przejawiającym się świecie.
Nigdy przedtem nie mieliśmy tak wielkiego dostępu do wiedzy i informacji. Dziś doszliśmy do głębi materialistycznego świata, znajdując nawet tak zwaną boską cząstkę, czyli cząstkę Higgsa, ale nigdy nie byliśmy tak ograniczeni i zanurzeni w ignorancji, ponieważ straciliśmy wiedzę, informację tego, kim tak naprawdę jesteśmy, jak mamy żyć i nie rozumiemy w ogóle całych mechanizmów kryjących nasze cierpienie bytności tutaj, na tym padole ziemskim. To jest cała fizjologia Samadhi. Jest to przedstawienie ogólnie tego, kim tak naprawdę jesteśmy. Wyciąganie wniosków oczywiście, słuchacze, zostawię tutaj wam. Próbuję was tylko zaznajomić z tą całą filozofią, zachęcić was do szukania wiedzy i informacji, a przede wszystkim, tak mi się wydaje, że cały proces musimy rozpocząć od siebie, bo tylko to nas tak naprawdę ogranicza. Za każdym razem, gdy określamy cokolwiek jako dobre lub złe, ustalamy priorytety, a co za tym idzie ograniczenia naszego jestestwa, które staje się wytworem własnego ego. Rozwiązaniem nie jest walka o pokój i zdobywanie natury, ale zwyczajnie rozpoznanie momentu prawdy, w którym nasze ego prowadzi do podziału na siebie i innych. Moje i twoje. Człowiek i natura.
Wewnętrzny i zewnętrzny świat. Ego z przemocą tworzy barykady, granice ze wszystkimi i z wszystkimi. Bez ego nie istnieje żadna wojna przeciwko czemukolwiek, nie ma pychy i eksploatowania natury dla chęci zysku. Te wszystkie zewnętrzne konflikty są odzwierciedleniem naszych własnych wewnętrznych problemów. Tak naprawdę nie wiemy, kim jesteśmy. Zidentyfikowaliśmy się zupełnie z naszym ego, zjadany przez nasze własne lęki oraz oddzielonych od naszej prawdziwej natury. Rasy, religie, państwa, polityczne układy oraz wszelkie inne grupy, do których należymy, to tak naprawdę nasze wielkie ograniczenia. To elementy, które zasilają nasze własne ego. Niemal każde ugrupowanie istniejące obecnie na świecie uzurpuje sobie prawo do wyłączności na prawdę. A my zupełnie tak samo działamy na swoim właśnie podwórku.
Przecież mędrców i filozofów jest mnóstwo. Nawet możecie mnie tutaj wziąć za tego, który też próbuje przekazać swoją jedną jedyną prawdę, ale oczywiście to nie jest mój cel w moich audycjach. Przyswojenie sobie prawdy absolutnej to wywyższanie siebie ponad wszystko w taki sposób, w jaki czyni to ego. Teraz bardziej niż kiedykolwiek współdziałają na świecie przeróżne systemy i aksjomaty. Jest możliwe, aby różni ludzie doświadczali kompletnie różnych myśli i emocji odnoszących się do tego samego zjawiska. Kiedy weźmiesz jedną osobę albo dwie, trzy, które będą stały na przykład przed pomidorem w markecie, jeden będzie widział kropki na nim, drugi będzie widział piękno natury, trzeci będzie widział, że jest za mało czerwony i tak dalej. Wszyscy doświadczamy jednego zjawiska z innego punktu obserwacji. To jest to, co powiedziałem wcześniej, że ogólna świadomość widzi oczami wielu mniejszych świadomości. W ten sam sposób dwa różne wymiary samsara i nirvana, a więc niebo oraz piekło zamieszkują ten sam świat. Jedno i to samo wydarzenie może okazać się katastrofalne dla jednej osoby, a błogosławieństwem dla drugiej.
Przecież możemy nie lubić jednej osoby, ale to nie znaczy, że ta osoba może mieć naprawdę dobre intencje w poprawianiu choćby naszego losu. Takie sobie zawsze zadajemy pytania i próbujemy ucieczki skręcić lekko w bok, żeby jednak przyjrzeć się trochę z innego punktu. Być może jednak okej, łapię kłba, dobrze, coś jest, ale jednak zawsze jest ten element niedowiarka, syndrom niedowiarka. Oczywistym też staje się to, że żadne z wydarzeń na zewnątrz nie powinno burzyć twojego wewnętrznego świata. Utożsamianie sobie Samadhi to jak bycie samonapędzającym się kołem, bycie niezależnym wszechświatem Samym w sobie. To taki wąż, co ciągle zjada swój własny ogon i co też jest jednym z pierwszych elementów obserwowanych przez osoby doświadczające innych wymiarów. Twoje doświadczenie życia nie jest uzależnione od zmieniających się wciąż zjawisk. Analogię można odnaleźć w gwieździe hepsaptalnej Metatronu, wspomnianej w wielu starożytnych chrześcijańskich, muzułmańskich czy też żydowskich tekstach, odnoszącej się do egipskiego Neter Tota, czyli greckiego Hermesa Trismegistusa. Metatron jest ściśle powiązany tetragramem. Tetragram to elementy geometryczne, wzór, pierwotne ucieleśnienie rzeczywistości.
Widzimy to bardzo często w kościołach na ołtarzach. Nazywane też słowem Bóg lub też Logos. Mamy tutaj dwuwymiarowy obraz, który jest jakby obrazem figurki, ale gdy spojrzysz w odpowiedni sposób, pod odpowiednim kątem, otrzymasz wtedy trzy sześciany. Patrząc na obraz nic się w nim nie zmienia, ale twój umysł doda nowy wymiar. Stworzy iluzję tego twego obrazu. Trójwymiarowość albo twoja perspektywa jest zwyczajnie sposobem patrzenia w nowy sposób na otaczający cię świat. Doświadczenie Samadhi uwalnia nas od perspektywy odtworzenia nowych, gdyż nie ma już ja zaangażowanego w konkretny punkt widzenia. Największe umysły w historii ludzkości wskazywały często na poziomy myśli ponad ograniczeniami. Ponad strukturę własnego siebie. Einstein na przykład powiedział: „Prawdziwy wyznacznik ludzkiego bytu jest ustalony poprzez stopień i poczucie oddzielenia od własnego ja”.
Więc nie jest tak, że myśli i istnienie ja jest złe. Myślenie jest tak naprawdę pięknym narzędziem, ale tylko wtedy, gdy wypływa prosto z serca. Powiedziano na przykład w Wedancie, że umysł jest dobrym sługą, ale beznadziejnym władcą. Nasze ego wciąż filtruje rzeczywistość poprzez języki, nalepki, etykiety i niekończące się osadzanie, wystrzelenie jednego ponad drugie. Kiedy kieruje tobą zmysł oraz umysł, pojawia się niekończące się cierpienie, niekończące zachcianki i uprzedzenia, które zamykają się w sieci twojego własnego myślenia, które powodują to, że zamykasz się wewnątrz siebie, w swoim własnym pudełku. Jeśli chcesz szczerze doświadczyć Samadhi, nie osądzaj swoich myśli jako te dobre czy te złe, ale tak naprawdę dowiedz się, kim jesteś przed powstaniem tej myśli, przed działaniem zmysłów. Kiedy porzucisz wszelkie etykiety, tylko wtedy ujrzysz rzeczy takie, jakie są prawdą, jakie są prawdziwe. W momencie, gdy powiesz dziecku, czym jest ptak, a on uwierzy ci na słowo, to będzie moment, gdzie nigdy tak naprawdę nie ujrzy tego ptaka. Ujrzy jedynie swoją myśl, wyobrażenie, jak ten ptak wygląda. Ja wiem, że to jest trudne do zrozumienia dla normalnych, przeciętnych ludzi, ale jeżeli się już troszkę wyżej wbijesz na poziom tego zrozumienia, zupełnie inaczej zaczynasz myśleć oraz funkcjonować.
Wielu ludzi jest przekonanych o tym, że tak naprawdę są wolni, świadomi oraz przebudzeni. Ale oczywiście jest to iluzja. Jeśli już uwierzyłeś, że jesteś przebudzony, to dlaczego tak trudno jest ci uwierzyć w to, co już tak naprawdę znasz? Zanim nastąpi przebudzenie, musisz zaakceptować fakt, że śpisz. Musisz zaakceptować fakt, że żyjesz w matriksie Szczerze zatem przeanalizuj swoje życie bez obwiniania samego siebie. Czy jesteś w stanie zatrzymać powtarzające się wciąż nawyki, gdy tylko tego zechcesz? Czy jesteś w stanie przestać ganiać się za przyjemnością, unikając bólu? Czy jesteś uzależniony od jedzenia, czynności, przeszłości? Czy wciąż osądzasz siebie, obwiniasz, krytykujesz siebie oraz innych? Czy twój umysł wciąż potrzebuje stymulacji, czy jednak czujesz się kompletny po prostu będąc we własnej ciszy?
Czy reagujesz na opinie innych o sobie? Czy wciąż poszukujesz aprobaty lub wsparcia z zewnątrz? Czy w jakikolwiek sposób sabotujesz sytuację w swoim życiu? Większość z nas doświadczać będzie swojego życia w ten sam sposób rok za rokiem, za 10 lat, za 50 lat. Ale kiedy tylko zaczniesz obserwować swoje mechanizmy, wtedy poczujesz się przebudzony. Zaczniesz rozpoznawać głębię problemu. Wtedy, kiedy jesteś kompletnie uśpiony, całkowicie pogrążony we śnie, jak na przykład mieszkańcy jaskini Platona, o której wcześniej opowiadałem. Nawet jak usłyszą prawdę, to nie będą w stanie zmienić niczego w swoim życiu, bo tak bardzo się przyzwyczaili do swoich starych wzorców. To tak, jakbyś chował głowę w piasek. Znałbyś cały mechanizm, ale nie chciałbyś go dostrzec.
Idziemy na głęboką wodę z usprawiedliwianiem naszych wzorów, chowając właśnie tę głowę w piasek, zamiast spojrzeć prawdzie w oczy. Chcemy wybawicieli, ale nie potrafimy sami zawisnąć na krzyżu. Jaką jesteś więc w stanie cenę zapłacić za to, aby być wolnym? Zdając sobie sprawę, że każda zmiana wewnętrzna pociągnie za sobą zmianę zewnętrzną. Twoja stara konstrukcja oraz twoja stara tożsamość musi zatem umrzeć, aby narodzić się na nowo. Pierwszym krokiem zatem do przebudzenia jest świadomość identyfikacji z umysłem, z twoją maską. Coś wewnątrz nas musi umrzeć i usłyszeć tę prawdę i wyrwać nas z tej czeluści. Gdyż jest częścią ciebie coś ponadczasowego, które zawsze wewnątrz ciebie tę prawdę znało. Przemiana musi nastąpić wewnątrz, abyś zrozumiał całą istotę siebie. Struktura umysłu rozprasza nas, zabawia, czyni nas wciąż czyniącymi, konsumującymi, ciągle coś chcącymi.
Ciągle w nieskończonym się cyklu zmieniających się uprzedzeń i zachcianek. Trzymając z dala nas od własnego rozkwitania naszej świadomości, z dala od pierwotnego ewolucyjnego prawa, którym jest samadhi. Życie stało się więc patologicznym myśleniem. Twoja boska istota została zniewolona poprzez identyfikację z ograniczonym ja. Wielka mądrość, prawda o tym, kim jesteś, została głęboko zakopana w tobie samym. Jeden z buddystów, przeczytam wam nazwisko, bo jest ono bardzo ciężkie, Krishnamurti powiedział i tutaj zacytuję jego słowa: „Nie jest miarą czyjegoś zdrowia bycie dobrze zaadaptowanym do tego całego chorego społeczeństwa”. Identyfikacja z egoistycznym umysłem jest chorobą, a lekarstwem na to jest właśnie samadhi, jedna ze ścieżek. Oczywiście każda ścieżka będzie mówiła, że jest tą najważniejszą, ale ten wybór oczywiście, drodzy słuchacze, pozostawiamy już tutaj wam. Świeci, mędrcy oraz inni przebudzeni dawno już pojęli mechanizm samopoddania się. Ja sam jako podróżnik astralny bardzo często Kierowany przez swoją własną duszę otrzymuję właśnie takie przekazy i informacje, abym się poddał temu całemu procesowi i dał się zwyczajnie prowadzić.
W jaki zatem sposób doświadczasz swoje prawdziwe ja? Czym ono dla ciebie jest? W jakim punkcie jesteś teraz? Co pozostanie, gdy opuścisz iluzję samego siebie i zajrzysz pod zasłonę Mai? Wielu z nas boi się tego, ale mam dla was pocieszenie. Boimy się dlatego, że jest to nieznane. Nie jesteśmy w stanie sobie przypomnieć naszej prawdziwej natury. Tak właśnie jest z tą Maią. To, co również dla was dzisiaj przygotowałem odnośnie tej całej iluzji. Oczywiście wierzymy wszyscy w to, co będziemy doświadczać, bo to jednak jest chyba największy wskaźnik dla nas, kiedy możemy mówić coś, gdy tego sedna sprawy, problemu doświadczamy.
Oczywiście zapomniałem wam podać linka do genialnego, przynajmniej według mnie, filmu, który opowiada również o samadhi. Zresztą tym filmem też się tutaj inspirowałem, więc pewnie dało się słyszeć w wypowiedzi. Jest to bardzo ciekawa filozofia. Z tego, co pamiętam, również Bart w „Chacie mistyka” miał jakiś odcinek poświęcony właśnie samadhi, więc w pewnym sensie uważam, że jest ono bardziej prawdziwe, czystsze niż choćby nawet cała filozofia kundalini. To jest oczywiście połączone. To nie ma tak, że coś jest lepsze, coś jest gorsze. Jest to też w końcu kolejna filozofia i próba, droga, ścieżka wskazania do dotarcia nas wewnątrz siebie. To tyle chyba na dzisiaj, co przygotowałem dla was. Jest to naprawdę ciekawe zagadnienie. Pytacie mnie tutaj na czacie również o Tomasza Kapitana.
Zachęcam was do słuchania Trójki Pasternaka, które jest, co się rodzę, Radiu Cenzura. O godzinie 19 tam macie informacje. Ja się tutaj na Tomasza nie będę wypowiadał. Tu po prostu zwyczajnie nie ma, więc nie czuję się też za bardzo upoważniony. To tyle chyba. Zapraszam was również na audycje moje, które spontanicznie sobie nagrywam na YouTubie, Periscope oraz audycja nowa w punkt do archiwów. Właśnie o tej godzinie chyba powinienem. Nie, przepraszam, godzinę wcześniej powinienem zacząć. Także dzisiaj troszkę wcześniej zacząłem audycję. Jest to uwarunkowane tym, jak Sławek Dygo prowadzi swoją audycję „Świat oczami duszy”, do której też również was, kochani drodzy, serdecznie zapraszam.
Ja będę na dzisiaj kończył w takim razie. Aha, jeszcze jest nowy projekt, który jest tworzony przez Radio Cenzura. To się nazywa „Debaty cenzurowane”. Taka nazwa mylna troszkę, natomiast „Debaty cenzurowane” tak żeśmy to nazwali. Spotkanie Rady Galaktycznej. Tak trochę to śmiesznie brzmi, żeśmy mieli taką nawet z tego polewkę, ale z drugiej strony, kiedy popatrzysz z tej perspektywy, że jednak każdy jest rzeczywiście tym prywatnym kosmosem, wszechświatem, to taka nazwa, „Spotkanie Rady Galaktycznej” już nabiera zupełnie innego sensu. Bo tak czy inaczej audycje, które się odbywają w Radiu Cenzura, są również na YouTubie przez Tomasza Milewskiego retransmitowane. I jeszcze ja tutaj też będę w swoim radiu retransmitował z tą próbą stworzenia takich rozwiązań w tym sensie, aby nie tylko mówić i gadać, ale już podejmować jakieś konkretne działania w tych jakże dziwnych i szalonych czasach. Dzieje się bardzo dużo wokół nas. System już poluzował, przynajmniej na razie, bo widzę, że już od połowy maja można rezerwować loty do Polski.
Tylko że jak będę leciał na dwa, trzy dni do Polski i mają mi jakąś aplikację dawać, czy znowu zmuszać mnie do jakiegoś kwarantann To wiecie co? Chyba jednak pozostanę tu u siebie. Tu jednak jest troszkę więcej, jakby nie patrzeć, tej iluzorycznej wolności, której doświadczam, bo mogę sobie wyjść normalnie na spacery krajobrazowe i nie ma tutaj z tym żadnych problemów. Co jeszcze? Zrobiłem ostatnio audycję, też właśnie periscope'11 o zmianach i przemianach, więc też was zachęcam. Tam też troszkę opowiedziałem o samadhi, o tej filozofii. To jest na kanale YouTube'owym moim, więc to będzie takie uzupełnienie też do tej dzisiejszej audycji. Pytań nie dajecie żadnych, więc raczej będzie- No właśnie, to po co ja mam lecieć do Polski, jak mają mi narzucać? Zresztą w ogóle jak oni to chcą rozwiązać? Skoro ja polecę do Polski na dwa, trzy dni, no to jak mnie kwarantanną mają objąć?
Co, mam od razu wysiąść i iść do domu w cztery ściany? Czym jest sen? A teraz jeszcze niedługo będą akcje, bo już się szykują do stworzenia prawa, że kierowcy, którzy przewożą jedzenie, będą również poddawani kwarantannie dwutygodniowej. Także chaos się zrobi nieciekawy. Wszystko się to zaczęło robić w momencie, kiedy Wielka Brytania opuściła Unię Europejską. No to jak? No właśnie, to Ivellios mi tutaj napisze: „Jak przyjedziesz na trzy dni, to masz kwarantannę na 14 dni”. Czyli tak, przyjeżdżam do Polski, od razu mi dają 14 dni. Za trzy dni wyjeżdżam. Czyli de facto jestem uciekinierem.
Przyjeżdżam do Wielkiej Brytanii i znowu mam kolejne dwa tygodnie. To dziękuję bardzo za takie wakacje. Nie, to jest po prostu... Ja kiedyś powiedziałem takie coś, że oznaką tego, że system się kończy, jest jego wariactwo. To znaczy moment, kiedy właśnie takie dziwne absurdy powstają i tak dalej. Ja widzę, że ludzie podłapali, nawet parę dni temu gdzieś na Facebooku chyba umieściłem informację, że jak to jest, że w momencie, kiedy było około trzech tysięcy ludzi zakażonych, pozamykali ludzi w domach. A kiedy doszło to do ośmiu chyba, czy do dziewięciu, bo nawet nie wiem, ile jak teraz jest, nawet nie śledzę tego po prostu, bo to jest głupota i tak dalej, nie wpadam w tą iluzję. Natomiast kiedy nagle wzrosło do ośmiu czy dziewięciu, to otwierali lasy, parki, wszystko i tak dalej. Więc nawet dzisiaj, kiedy z moją mamuśką rozmawiałem sobie, to tak patrzyłem kątem, wiecie, wyobraża sobie w głowie człowiek tą całą rozmowę, tak? Jak tam z matką się rozmawia czy z kimś tam.
I widziałem tak kątem oka, patrzyłem na tą w myślach moją mamę i tak mówię, ona mi tak w tej powiedziała, że: „No wiesz, otworzyli nam już w końcu parki, możemy wyjść do parku, do lasu”. Tak popatrzyłem na to tak. O kurde, pozwolili. Nie, to jest po prostu tragedia. Tak Marku, 14 dni przymusowego siedzenia na dupie i nicnierobienia. No właśnie tak jest w Polsce. Tutaj nie ma tak raczej. Ja staram się wychodzić przynajmniej raz dziennie gdzieś tam w plener i jakoś nie widzę, żeby ludzie tutaj chodzili w tych maskach. Raz na dwie, trzy godziny gdzieś tam kogoś zobaczę, ale raczej w ogóle fajne zjawisko, bo jak sobie chodzę na spacerze po klifach, to idę cały czas prosto przed siebie, a to ludzie mnie unikają. Także nie muszę nawet zmieniać kierunku.
Idę sobie po prostu, relaksuję się, słucham se muzyczki, a ludzie omijają mnie szerokim łukiem. Co za czasy, co za parodia. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, to zadawajcie na czatach odnośnie śnienia i tego całego samadhi. A jak nie to powolutku będę kończył. No to tak jeszcze, żeby dopełnić już tą audycję, to termin samadhi wywodzi się z sanskrytu. „Sam” oznacza razem z, całkowicie lub doskonalenie, „a” oznacza blisko lub dookoła, a „dha”, „da”, „tha” nie wiem jak to się czyta, oznacza inaczej mieścić. Najbardziej podstawową definicją oznaczającym jest to, jest ona najbardziej jakby też podstawową definicją, ten cały termin samadhi, które oznacza pełny stan koncentracji. Samadhi jest stanem, w którym człowiek postrzega tożsamość swojej duszy jako ducha. Jest to doświadczenie boskiej ekstazy, podróży transcendentalnej, jak również percepcji nadświadomości. Także sen jest to tylko jedna ze ścieżek.
Ale kiedy zdasz sobie sprawę i kiedy zaczniesz podróżować transcendentalnie, a więc już Na podstawie frak-- tak jak we fraktalach jest, które zostały raptem tak naprawdę odkryte. Ile to minęło? 40 lat temu, w '80 roku, jak dobrze pamiętam, które są przedstawieniem, manifestacją zapisu otaczającej rzeczywistości przyrody. Dusza postrzega cały wszechświat. Innymi słowy, ludzka świadomość staje się jedną z kosmicznych świadomości. Dusza zdaje sobie wtedy sprawę, że jest czymś więcej niż tylko uwarunkowanym etykietą ciałem. Chrześcijańscy na przykład święci wcześniej opisywali to doświadczenie jako właśnie mistyczne małżeństwo, w którym to dusza wtapia się w najwyższego stwórcę i staje się jednym z nich. Istnieją trzy rodzaje samadhi i tutaj wymienię wam nazwy. Są to trudne nazwy, więc przepraszam za pomyłki. Czyli jedna to jest jeden rodzaj samadhi, to jest savikalpa samadhi, druga to jest nirvikalpa samadhi oraz sahaja samadhi.
Bartek by to pewnie lepiej powiedział, bo on bardziej zaznajomiony jest z indyjskimi przekazami. W savikalpa samadhi mogą istnieć myśli w transie, ale trans nie zostaje zakłócony. Myśli są więc jak dzieci bawiące się w pokoju, gdy ojciec jest głęboko pochłonięty nauką. Dzieci bawią się, ale przeszkadzają. Tak więc w savikalpa samadhi może wystąpić turbulencja myśli oraz idei, ale boski trans nie zostaje tu w tym przypadku naruszony. W takim to stanie samadhi postrzegamy samych siebie jako narzędzie najwyższego. Nie musimy nic robić, jesteśmy doskonaleni, doskonali i kompletni. Inaczej na przykład niż w nirvikalpa samadhi, gdzie cała myśl się zatrzymała, a w savikalpa pojawiają się myśli, ale nie wpływają te myśli na ciebie. Jednym słowem nie zauważasz, ale nie angażujesz się w nie. To jest tak, jak ja mam też często właśnie powtarzane w swoich mistycznych podróżach, że mam tylko i wyłącznie obserwować.
W nirvikalpa samadhi, jak wcześniej wspomniałem, nie ma myśli, idei ani niczego, z wyjątkiem bezgranicznego spokoju, światła i rozkoszy. W tej przestrzeni nieskończonego spokoju, światła i rozkoszy istnieje tylko i wyłącznie obserwator i jego ukochane najwyższe „ja”, którzy tak naprawdę stali się jednym. I to jest nazywane „oneness”. W pikalpa samadhi jesteś gigantycznym sercem wszechświata. Jest też uważane, że najwyższe samadhi, które może osiągnąć większość mistrzów duchowych, ale trwa to najwyżej kilka godzin lub kilka dni. Także ten stan, jak wiecie, tak samo po medytacji, głównie przez medytacje, czy też transy wprowadzające trwa i skutki po prostu tego połączenia. Zawsze ten cień, to ego jednak wypływa, ale trwa to najwyżej, tak jak wspomniałem, kilka godzin lub kilka dni. Potem jednak, tak czy inaczej, musisz wrócić do tego świata fizycznego. Często nie chcemy ponownie wracać do tego właśnie świata i to się często objawia właśnie jakimś takim dziwnym poczuciem utraty czegoś. Myślę, że osoby, które medytują bardzo dobrze ten stan znają.
Mówi się nawet, że jeśli zostaniemy tam przez 18-20 dni, bo są też takie procesy, takie istoty, osoby, które również medytują w dłuższy sposób, to znaczy zamykają się gdzieś w jaskiniach czy w jakichś innych klasztorach i non stop praktycznie medytują. Zresztą Paweł tutaj też był w jednej z audycji właśnie ta osoba, która przechodziła ten proces niejedzenia przez bardzo długi okres. Także właśnie. Mówi się nawet, że jeśli zostaniemy tam przez 18 czy też 21 dni, nasza dusza może opuścić ciało i przejść na drugą stronę. I to jest też ciekawe, bo wydaje mi się, że tych stanów doświadczałem, o czym mówi tutaj nirvikalpa samadhi. Pamiętam swego czasu, kiedy miałem podróże takie, że wychodziłem już jakby poza granice. W ogóle, żeby to całe wszystko zrozumieć, to chyba najprostsze będzie, to wyobraźcie sobie. Powiem wam tak mniej więcej, jak ja to widziałem w swoich wizjach, bo może to będzie najprościej. Wyobraźcie sobie ekran i to, co samanci wcześniej mówiłem godzinę temu, czy tam półtorej o tej właśnie jaskini, gdzie Miałeś manifestację swojego świata w tej własnej mali iluzji, w którą wpadłeś i uwierzyłeś w to wszystko tak mocno, że zacząłeś kreować, kształtować rzeczywistość i tworzyć własne światy na wzór Boga. I tak samo ten stan, o którym tu wcześniej wspomniałem.
Miałem kiedyś takie właśnie wizje, kiedy opuszczałem naszą sferę życia, czyli Ziemię, Księżyc i leciałem gdzieś dalej, gdzieś dalej. To się robiło małe, wręcz do kropeczki. W pewnym momencie widziałem, że takich światów, galaktyk robiło się parę. One ciągle zbiegały się do tego środka, punktu centralnego, tak bym to nazwał. Ale wyglądało to w ten sposób, że nagle wiele innych wszechświatów, bo tu też trzeba zrozumieć to, że Ziemia, my jako ludzie tworzymy też jakąś świadomość planetarną. Tak samo i w momencie, kiedy wycofywałem się do tyłu, widziałem, jak te wszystkie wszechświaty schodziły się do jednego wątku, jednego źródła, do środka. I w pewnym momencie dotarłem do czegoś takiego jak ekran, taki potężny ekran w przestrzeni kosmicznej. Całkowita ciemność, żadnych świateł, nic. Samanti mówi o tym miejscu, że to jest ten punkt, kiedy całkowicie zrozumiesz swoje istnienie, swoją boskość. To znaczy, że nie masz już w tym momencie żadnych ograniczeń.
I jedna z takich wizji była to, że właśnie w takim miejscu się spotkałem. Nie było kompletnie nic. Byłem tylko sam i wyłącznie nieograniczony żadnymi ograniczeniami, a widziałem na tym ekranie śnienia właśnie tą całą wizję, wizję tych światów łączących się. Co ciekawe, kiedy to wszystko się złączyło z jednym punktem, z jednym źródłem, w pewnym momencie pojawiła się tylko i wyłącznie ciemność. Nawet ekran był ciemny. To ten ekran, kiedy ja zacząłem się skupiać na tym ekranie, ten ekran zaczął się wyginać i falować. Jak z tą łyżeczką dosłownie w „Matrixie”, kiedy ta łyżeczka nagle zaczęła się uginać, to okazało się, że na tym ekranie jeszcze powstawały inne, kolejne iluzje, które pokazywały mi, że takich ekranów jest... Wyobraźcie sobie ekran w ekranie, w ekranie, w ekranie. Także tych ekranów naprawdę masa, ale ciekawym tutaj zjawiskiem było to, że byłem w stanie zafalować wibracyjnie, bo jakoś tak dostałem wtedy przekaz, żeby dostrajać się wibracyjnie do tej przestrzeni, w której się znalazłem. To znaczy, że w tej przestrzeni informacja biegła w sposób inteligentny, ale też jako energia, której nie widziałem, ale czułem ją wibracyjnie.
Więc kiedy zacząłem się dostosowywać, to musicie sobie to, drodzy, wyobrazić w ten sposób, że wisisz w ciemnej przestrzeni i zaczynasz odbudować, dostrajać się. Bo tak często też robię w swoich wizjach, że ta płachta śnienia, ten cały ekran, ten film, który jest po prostu wyświetlany na tej jakiejś dziwnej płachcie, on cały zaczął falować. Te rogi zaczęły się odklejać od tego całego ekranu i dosłownie, ponieważ teraz patrzę na laptopa, więc to będzie mnie chyba najlepiej wam wytłumaczyć, że jak mam na przykład tekst przed sobą teraz i patrzę na przykład na jakąś tam stronę www, to jest to nakładka nałożona na ekran. To znaczy, że z tyłu, za tym ekranem jest to światło, które pokazuje tą prawdziwą iluzję. Nie wiem, czy łapiecie, o co mi chodzi. To wygląda dosłownie, jakbyś nakleił na prawdziwą naturę, prawdziwą rzeczywistość jakąś naklejkę z ruchomym obrazem. I to, co Samanti właśnie tutaj mówi o tym, że w momencie, kiedy załapiesz, możesz popaść w to, więc to twoje ego przejmie całkowicie kontrolę albo właśnie kiedy się już z tego wyzwolisz, a to jest naprawdę już według mnie i z tego, co widzę też z różnych relacji, bardzo wysoki stan. To jest ten stan właśnie pustki, ciemnicy, takiej holograficznej czerni, gdzie wyzbywasz się już tych programów, które tworzą iluzję. I wiesz, gdzie już jest ta granica tej twojej prawdziwej natury, a tej twojej iluzji światów iluzorycznych, które sobie stwarzasz. To tak jeszcze, żeby dopełnić to jeszcze też odnośnie tego całego ekranu i tej nakładki, która w moich wizjach, a były to wizje transcendentalne i mistyczne, to już naprawdę Dzieją się tam takie akcje.
To jest tak, jakbyście przez kilka godzin dosłownie siedzieli w kinie i oglądali ten serial z tym warunkiem, że macie już świadomość tego, że to jest film. Natomiast był taki moment, że najpierw, kiedy miałem pokazaną tę nakładkę, kiedy zaczęły mi te rogi falować, pojawiło mi się takie światło, które jest umieszczone z tyłu za ekranem, gdzie widzimy tylko rozbłyski tego światła. W to mogłem jeszcze zaglądnąć, w tę iluzję na tym ekranie. Natomiast kiedy wyszedłem, chodzi o to, że mogłem być w wielu miejscach jednocześnie, czyli być po tej stronie astralnej, obserwować tę całą iluzję, ten cały ekran, ale być też jednocześnie w tej rzeczywistości i widzieć jeszcze ten ekran nad ekranem. To znaczy, że ekran miał w sobie kolejny ekran, kolejny ekran, kolejny ekran. I ten ekran, który miałem po stronie astralnej, byłem w stanie w niego ingerować. Byłem w stanie zajrzeć gdzieś tam za tę kotarę. Natomiast ten świat, w który przenosiłem swoją świadomość pomiędzy astralem a tą rzeczywistością i też widziałem nakładkę tej rzeczywistości, to już był problem, ponieważ nie byłem w stanie. Próbowałem na początek, później mnie oczywiście moja dusza złapała za kark, żebym się tam za bardzo nie wychylał. I w pewnym momencie, kiedy już na siłę boksowałem się dosłownie, padło takie zdanie, że jeżeli tam zajrzę i wejdę w tamtą rzeczywistość, to już nie mam powrotu do tej rzeczywistości.
To był jedyny moment w całej mojej historii śnienia, wizji czy wprowadzania się w transów, kiedy dostałem taką informację. To było na tym poziomie czystej hologramicznej czerni, gdzie właściwie jesteś już ty jako ty, gdzie widzisz te wszystkie blokady, te wszystkie ograniczenia. I to jest właśnie też w nawiązaniu do tego, co wam mówiłem o tym drugim rodzaju samadhi, czyli nirvikalpa samadhi. Zaraz wam omówię jeszcze trzecie, ale jeszcze chwileczkę przerwę. I omówmy jeszcze tą pozostałą trzecią część, ten odłam samadhi. To się nazywa, kiedy już nasza dusza opuści to ciało i przejdzie na tą drugą stronę, to przychodzi samadhi zwane jako sahaja samadhi. Sahaja samadhi jest stanem wyższej świadomości, w którym jesteśmy w stanie pracować zarówno na planie fizycznym, jednocześnie zachowując samadhi nirvikalpa. To jest ten stan, kiedy już jesteś jedną nogą w tej rzeczywistości, a drugą nogą w astralu, w innej rzeczywistości. To jest moment, kiedy jesteś na przejściu tych światów. Ja tego stanu bardzo często doświadczam.
Mam swoje mechanizmy wypracowane przez lata, które ułatwiają mi wejście. Czasami robię to nieświadomie, ale w większości przypadków robię to świadomie. Jest to tak, jakby ktoś siedział cicho zarówno w samolocie odrzutowym, który leci z prędkością na przykład 1000 mil na godzinę, a w ogóle nie zauważał żadnego ruchu. To jest ten moment porównywalny też na przykład do efektu właśnie Oz, gdzie jesteś w stanie swoją myślą, świadomością zatrzymać świat, czyli tak jakby się wszystko nagle zatrzymało. Ten stan też opisują ludzie na przykład, którzy są porwani przez jakieś UFO albo inne rzeczy. Wydaje mi się, że to są bardzo podobne stany albo przynajmniej blisko siebie i wyglądają właściwie tak samo. W sahaja samadhi uczyni się najwyższą transcendentalną świadomość wewnątrz, a też jednocześnie rzuca się w wir działań świata w celu przekształcenia i uwolnienia ludzkości od ignorancji. To samadhi jest dla tych, którzy dotarli do najwyższego i przez których najwyższy absolut chce się przejawić i ich przenikać. To taki kosmiczny taniec, który wcześniej wam o audycji mówiłem. W sahaja samadhi wykonujemy codzienne zadania oraz obowiązki, ale każda z tych czynności jest nasycona błogością, którą może przynieść jedynie świadomość boskiej chwili obecności.
Mówi się, że niewielu mistrzów duchowych osiągnęło taki stan sahaja samadhi. Przychodzi to tak naprawdę dzięki pokorze oraz łasce, a łaska ta jest to dar wglądu nadany przez Stwórcę i nie może ona być wymuszona. Zachodni w tradycjach joginistycznych oraz buddyjskich, czyli taki ruch Vipassana, jest osiągany dzięki praktyce dhyany, czyli medytacji. Dhyany, coś takiego. Ciężkie nazwy. Mam niestety problem z wymawianiem. Dhyana. Dzięki takiej medytacji rozwijamy świetlisty umysł, który jest zrównoważony, zbilansowany i uważny. Taka medytacja oznacza naszą wspólną świadomość z jednością, a więc z wiecznym absolutem komplementacji stwórczej oraz tworzeniu. Kochanku czy też umiłowanym, znawco czy też znanym, które staje się jedną wielką jednością.
W jednej chwili jesteśmy boskim kochankiem, a Bóg jest tutaj najwyższym umiłowanym. W następnej chwili zmieniamy takie role. W komplementacji stajemy się zarówno jednością ze Stwórcą i widzimy cały wszechświat w nas. W tym czasie, kiedy na przykład patrzymy na nasze własne istnienie, nie widzimy człowieka, ale widzimy jego duszę, czyli coś więcej niż tylko cielesną i materialną powłokę. Polecam wam oczywiście, żebyście sobie obejrzeli te filmiki. Są one również w języku polskim. Podaję wam linka na stronie, na czacie Radia Paranormalium na YouTubie. Dobra, to tyle na dzisiaj, nie ma co przedłużać. Jest to tylko taki wstęp, zachęta dla was, kochani, abyście się zaprzyjaźnili z tą filozofią samadhi. Według mnie jest to jeden z kluczy elementów do tego, aby dostosować się do tej nowej rzeczywistości, która nadchodzi.
Bo będzie ciekawie. Niedługo możemy jeszcze wiele ciekawych rzeczy zobaczyć. Tak naprawdę wszystko jest ograniczone naszymi myślami. Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że to nie było takie za chaotyczne. W sumie robię teraz audycję bez przygotowań, bo tak po prostu chyba jest najlepiej. Troszkę wcześniej dzisiaj wystartowałem. Jak wspomniałem wcześniej, zapraszam was na audycję w niedzielę o godzinie 19.00 albo 20.00. Ciągle jest ten sam problem związany z różnicami czasowymi, ale na Radio Bez Cenzury są zapewne informacje, więc sobie tam zerknijcie, ewentualnie na YouTubie zasubskrybujcie mój kanał czy Tomka Milewskiego, Tele Realnego. Tam też również retransmitowana będzie audycja.
Druga część za tydzień, czyli w najbliższą niedzielę o godzinie 19.00 albo 20.00 debaty cenzurowane, spotkanie Rady Galaktycznej, biorąc pod uwagę to, że każdy z nas jest prywatnym wszechświatem, więc nazwa ta wcale nie jest taka głupia. Aczkolwiek żeśmy się troszkę śmiali z tej nazwy. Dobrze, trzymajcie się, bądźcie zdrowi. Ja wam na koniec w takim razie puszczę jeszcze hiphopowy kawałek samadhi. I to chyba tyle. Zdrowia, przede wszystkim odporności w tak dziwnych i szalonych czasach. Do następnego razu. Trzymajcie się. Bądźcie zdrowi. Cześć.