[00:03] - Czas snu. Wydaje się, że nie obchodzi nas, jak to się czuje, ani to, że jesteśmy świadomi. W jaki sposób sprawiamy, że rosną nam włosy, kształtują się kości, bije nasze serce, a nasze gruczoły wydzielają wszystkie niezbędne substancje. Robimy to, lecz nie wiemy, jak to robimy. My nie przychodzimy na ten świat. My wyłaniamy się z niego tak, jak liście z drzew. Każda jednostka jest przejawem całości królestwa natury, unikalnym aktem całego wszechświata. W naszym sposobie myślenia dominuje pogląd, że jesteśmy duszą, swego rodzaju duchową istotą uwięzioną wewnątrz ciała. Obserwujemy świat, który jest nam obcy. Mówiąc słowami poety Housmana: „Ja obcy i zlękniony w świecie, którego nie stworzyłem przecież.
Rzeczywistość nie jest materialna. Jest to wyobrażenie. Rzeczywistość nie jest duchowa. To jest wyobrażenie. Rzeczywistość po prostu jest”. Alan Watts. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w odcinku numer 47 „Światy wewnętrzne oraz zewnętrzne” audycji „Czas snu”. Z tej strony Juby i miło mi was bardzo serdecznie powitać w tak dużej ilości dzisiaj. 130 osób na początek to naprawdę jest sporo. Nie wiem, czy to jest wina tego, że chcecie posłuchać tego, co mam wam do powiedzenia, czy po prostu zostaliście po audycji Sławka Bączkowskiego, po audycji „Świat oczami duszy”.
Tak czy inaczej jest mi bardzo miło was tutaj powitać dzisiaj. Wszelkie wiadomości parafialne podam na samym końcu. Nie będzie tego dużo, bo nie chcę was też zanudzać. Natomiast chciałbym tutaj dzisiaj poopowiadać troszkę o światach wewnętrznych oraz światach zewnętrznych. Zaznaczam, że są to moje osobiste przemyślenia na ten temat, po tym, jak praktykuję cały czas, tak czy inaczej, w mniejszym bądź większym zakresie swoje doświadczenia związane choćby z OOBE czy zjawiskiem LD. Tutaj pojawiło się pewne pytanie na czacie. Ktoś tutaj wcześniej sformułował coś takiego. Już sekundka, znajdę, bo to się dość szybko przewija. Kiss is better: „Przecież OOBE to największa bujda z tych wszystkich zjawisk niezależnych. Posłuchaj Jana Tarataty o zdębienie”.
Każdy ma swoje własne doświadczenie. Bujda nie jest to na pewno, natomiast OOBE jest snem do pewnego momentu, do pewnego czasu. Później oczywiście się to przekształca i jest zupełnie inny rodzaj doświadczeń. Natomiast OOBE jest oczywiście snem. Już to powiedziałem wielokrotnie w swojej audycji i myślę, że nie ma co tutaj już więcej mówić. Zachęcam was do odsłuchania wcześniejszych audycji, w których to bardziej konkretnie to wyjaśniałem. Jeżeli jest za głośny podkład, to poproszę dajcie mi znać. Natomiast ja jestem taką osobą, która lubi jednak płynąć z muzyką i wolę dać troszkę głośniejszy podkład z tego względu, że tak czy inaczej później przy obróbce, już jako podcast, troszkę obniżam decybele, tak aby pousuwać pewne defekty, które mogą się pojawić. Dzisiaj audycja jest o światach wewnętrznych i zewnętrznych. We wcześniejszej wypowiedzi, jeszcze dzisiaj, kiedy zadzwoniłem do Sławka do audycji, troszkę sobie porozmawialiśmy o światach wewnętrznych, że trzeba zaczynać wszystko od siebie.
Całe zagadnienie tak naprawdę jest kluczem wglądu w siebie, aby zacząć pojmować cały proces, cały mechanizm, który powoduje to, w jaki sposób kształtuje się nasza rzeczywistość. W pewnym sensie też, kiedy na przykład masz zdolność lub kiedy nauczysz się postrzegać z zewnątrz, widzisz te procesy, które powodują to, że zaczyna ci się zmieniać sposób myślenia oraz zaczynasz zarządzać swoją prywatną przestrzenią w zupełnie innym kierunku. Wtedy zaczynają się procesy, które powodują to, że raczej stajesz się bardziej osobą skupioną na swoich własnych doświadczeniach, na swoim prywatnym własnym życiu. Bo tak naprawdę, kiedy zaczynasz pracować nad sobą, to jesteś jak lustro, a lustro to jest odbiciem ciebie. To, co masz wewnątrz siebie tak naprawdę i zaczyna oddziaływać na płaszczyznę ziemską. Tak naprawdę ten moment konfrontacji z własnym lustrem, z własnym odbiciem, z własną świadomością po drugiej stronie, z powrotem do swojego źródła, a potem już wyższe sfery, jest takim etapem naprawczym naszego jestestwa, naszej duszy, tak można było powiedzieć. Jest taka jedna z teorii, że na ziemi jest na przykład piekło. Ale to nie jest piekło w sensie takim, że Przechodzimy tutaj i widzimy, co się dzieje. Spotykamy ludzi, rozmawiamy, wymieniamy się zdaniami, poglądami, obserwacjami i tak dalej. Ale w sensie jest to system naprawczy.
Jest element, który powoduje to, że zaczynamy się samodoskonalić i na nowo powracać do swojego domu. W moich wizjach bardzo często, przechodząc przez różne procesy, było mi to stopniowo pokazywane. To nie jest tak, że ktoś nagle doświadczy jednego zjawiska OOBE czy LD, czy jeszcze innych odmiennych stanów świadomości, choćby przy spożyciu substancji psychoaktywnych, które są również bardzo ciekawym katalizatorem do odblokowania naszego całego potencjału, który jest w nas. Natomiast te wszystkie procesy powodują to, że tak naprawdę zaczynamy na nowo zastanawiać się, myśleć i podejmować kroki do samonaprawy siebie. Bo przecież my w gruncie rzeczy nie jesteśmy źli. Tak naprawdę ja zawsze powtarzałem to, że z natury każdy człowiek jest dobry, bo przecież chyba nikt nie lubi być krzywdzony przez drugą istotę. Kwestia tylko tego, abyśmy na nowo poskładali te klocki Lego, tą całą układankę i poprzez procesy nawet samouduchowienia siebie oraz innych osób, bo przecież też inne osoby są w stanie wpływać również na nasze zachowania, abyśmy na nowo powracali do domu. Miałem kiedyś taką fajną wizję, która pokazywała mi ten powrót do domu. W moich wizjach jest to akurat przepiękna dolina. Czasami nad nią latam, czasami po prostu sobie chodzę, stępuję.
Góry, zielono, w tle jakiś ocean po prawej stronie akurat mojego śnienia widuję bardzo często. Ta sceneria się właściwie nigdy nie zmienia, ona jest zawsze taka sama. Kwestia tylko też, w jakim stanie i nastroju wchodzę, wpinam się w ten system. Ale generalnie jest tam pięknie. Właściwie świat idealny. Jest to miejsce, do którego cały czas w jakiś sposób dążę i bardzo często jest mi to pokazywane w różnych stanach mojej świadomości, bo różnie to bywa. Natomiast jest to miejsce przepiękne. Czuję tam błogość, spokój i tego typu rzeczy. Także jest to bardzo ciekawy i interesujący moment, ale będziemy zaraz powolutku w tym kierunku dążyć. To, że istnieje świat dookoła nas, nie trzeba chyba nikogo do tego przekonywać.
Codziennie rano wstajemy, podążamy swoimi własnymi ścieżkami zgodnie z rutyną, jaką zostaliśmy nauczeni, przyzwyczajeni wedle wzorców, które gdzieś tam kiedyś powstały. Z grubsza też nie musisz się właściwie zastanawiać nad tym, jak ten twój dzień będzie wyglądał. Znasz przecież swoją własną drogę do pracy, ludzi, których po drodze spotykasz, przyjaciół, znajomych. Czasami cię coś może zaskoczyć, ale też starasz się w gruncie rzeczy dopasowywać do sytuacji, które cię w życiu spotykają, ponieważ jesteś myślący oraz elastyczny. Zapytany bez trudu odpowiadasz sobie na pytania: co właściwie robiłeś dzisiaj? Co widziałeś? Co robili inni? Co zaobserwowałeś dzisiaj? Jak ten świat dzisiaj wyglądał? Ale każdy z nas ma również swój świat wewnętrzny.
Jest to świat swoich własnych myśli, własnych wrażeń oraz reakcji na zachowania innych ludzi. Naszych niesłyszalnych przez innych monologów albo i dialogów odgrywanych w swoich własnych myślach rozmów, wyobrażeń, czy też tematów na przyszłość, wracając na przykład do wspomnień. Podczas każdej rozmowy tylko część naszych myśli wydostaje się z nas w postaci słów. Reszta natomiast zamienia się w naszą prywatną wewnętrzną rozmowę. Taki istny dialog o swoich wielu odczuciach. Na przykład nie mówimy, nie spowiadamy się innym ludziom. Nie mówimy o tym, że jest nam na przykład dobrze, że jest nam przykro albo że na przykład boimy się lub jesteśmy pełni złości, zazdrości, nienawiści. Często też nie dzielimy się tego świata z zupełnie nikim innym. Ludzie dookoła nas także nie mówią, co myślą ani czują. I tak naprawdę można powiedzieć, że jest to normalne zjawisko, że gdybyśmy powiedzieli wszystkim, co o nich myślimy, to dopiero wtedy rozpoczęłaby się wojna.
Ten wewnętrzny świat jest dużo bardziej naładowany emocjami: od miłości aż po nienawiść i strach. W swoich myślach jesteśmy dużo bardziej krytyczni, rozżalczeni, niepewni. Pokrywamy to maską, maskami, bo wiele osób ma różne maski. Nie wliczam tu oczywiście przypadków chorobowych. Także pokrywamy się różnymi maskami, obojętnością, złością czy też krytycyzmem do siebie i do innych. Ponieważ mówimy tak niewiele z tego, co myślimy, zakładamy, że inni także, choć nie mówią, są bardziej krytyczni. Zatem obawiamy się też również ich opinii. A czasami powiedzenie jest lekarstwem na całe zło. Ponieważ się czujemy oceniani, a łatwo jest nas na przykład urazić, zaczynamy się wtedy bronić. Obrona przyjmuje nierzadko formę ataku lub krytyki.
Milczymy także często, gdy jest nam miło i nieprzyjemnie, bo nie chcemy odsłonić tej części prawdziwej siebie. Nie chcemy wyjść na tego, któremu zależy, któremu wydaje się, że to wyraz jego słabości. Sprawia to też w dużej mierze, że czujemy się zawsze trochę inni od innych, trochę samotni, gdy z tym samym naszym wewnętrznym życiem zostajemy sami. Czasami mamy wrażenie, że jesteśmy chorzy psychicznie. Nawet bliskich osób nie dopuszczamy do naszego wnętrza. No właśnie, tych bliskich, ponieważ one w takich chwilach są wtedy tak naprawdę nam najbardziej potrzebne. Nierzadko wybieramy też, aby zajmować się tym, co tkwi tak naprawdę w nas albo sprawami innych, bo tak jest po prostu łatwiej. Albo się nie muszę angażować, albo co ja tam mogę, albo co ja mu tam pomogę. I tak czujemy komfort bezpieczeństwa własnego ja. Tak nam to weszło w nawyki, że nawet nie zwracamy na to uwagi, że wciąż jesteśmy uwagą przy innych.
Na przykład on powiedział, ona powiedziała, on zrobił to, a potem zdarzyło się to, tamto i tak dalej. Dziecko znowu zostawiło ubranie w łazience w pracy lub na przykład ktoś powiedział coś niezbyt przyjemnego. Ktoś nie dotrzymał słowa, ktoś miał do nas pretensje, ktoś wyglądał dobrze albo kiepsko. Dlaczego te same zdarzenia, na przykład jednego dnia traktujemy jako takie normalne, lekkie, natomiast drugiego dnia jest nam przykro albo nie powstrzymujemy się od złośliwych komentarzy? Powiesz, że byłeś w złym nastroju, tak? Dobrze, ale właściwie dlaczego? Jak sam siebie rozumiesz? Czy wychodzisz poza, bo ona powiedziała, bo wczoraj miałem ciężki dzień, bo to głupio wygląda, bo to, bo tamto i tak dalej. Ciągłe szukanie jakichś wymówek. Co lub ktoś w twoim wewnętrznym świecie o tym decyduje?
Jak myślisz, drogi słuchaczu? Czy rozumiesz swój wewnętrzny krajobraz? Czy poruszasz się po nim równie łatwo jak po świecie zewnętrznym? To takie pytania, które sobie zadajemy w większości dnia. Wyobraź sobie, jakie to ważne i ciekawe zacząć obserwować, co dzieje się w twoim wewnętrznym świecie. A jaka to wolność i bezpieczeństwo móc otwarcie mówić o swoich przeżyciach, rozumieć je, nie kombinować. Od tego też zresztą zależy reszta zjawisk, które wsługują się na nasz szacunek do samego siebie i niebycie samotnym w swoim wewnętrznym świecie. To tylko na początku jest trudne, bo tak naprawdę jakie to jest też, to niestety, ale musi każdy z was, drodzy słuchacze, przejść. Ale z mojej strony mogę tylko powiedzieć jedno, że jest to zjawisko, które uwalnia nas od lęków, napięć, wstydów oraz smutków. Bóg jest naszą jedyną rzeczywistością, ale częstokroć człowiek egzystuje tak, jakby Bóg nie istniał.
Bogiem tu oczywiście jest dla każdego kto inny. Oczywiście kwestia tego, jak to tutaj pojmuje. Nie mówiąc tu oczywiście o kwestiach religijnych. To kwestia świadomego wyboru danej jednostki. Człowiek żyje w dwóch światach, w świecie wewnętrznym, wewnątrz siebie oraz świecie zewnętrznym, który jest widzialny poprzez jego oczy. Świat zewnętrzny poznajemy za pomocą naszych zmysłów, dotyku, słuchu, wzroku, smaku oraz powonienia. Natomiast świat wewnętrzny, z którego składa się dusza, są to nasze myśli, reakcje oraz emocje. Jeżeli chcesz się zmienić, oczyścić swoją duszę oraz umysł, uporządkować własne emocje, to zacznij teraz. Od dziś, od tej audycji choćby nawet myśleć pozytywnie afirmując myśli pełne wiary, spokoju i miłości. To jest właściwa droga, która prowadzi do całkowitej metamorfozy w naszej czy twojej, czy mojej duszy oraz do osiągnięcia pełnej harmonii w spokoju, dzięki czemu bardziej zbliżymy się do Stwórcy.
Do Stwórcy, już tak powiedziałem wcześniej, niech sobie tutaj każdy dopowie sam. Światy te istnieją i tu nie ma już chyba co do tego żadnych wątpliwości. Natomiast aby cały proces w sobie rozpocząć, dobrym punktem byłoby zacząć od siebie, od wnętrza własnego ja. Bardzo dużo ludzi popełnia ten błąd. Ja też do tej większej ilości ludzi się zaliczam, ponieważ raczej zaczyna na samym początku próbować na siłę doświadczać zjawisk, które dla niego są zaskoczeniem. I często zdarza się tak, że za pierwszym razem jest tak przerażony, przelękniony tym wszystkim, co jest w stanie zobaczyć, że więcej tego nie próbuje. Natomiast uważam, że powinniśmy zaczynać od zbadania swojego terytorium wewnątrz siebie, bo przecież tam mamy wszystkie własne zapisy, wszystkie informacje, które są nam potrzebne. Nasza dusza nigdy nam nie da złej informacji, nigdy nas nie wepchnie na lewe sanki. Nasza dusza zawsze będzie nami kierowała w taki sposób, abyśmy doszli wszystko w swoim własnym, naturalnym tempie. Nie dostaniemy pakietów takich, które nie będziemy w stanie przerobić wewnątrz siebie.
Nie będziemy doświadczać rzeczy, które nie są dla naszego wewnętrznego oka widzialne. Bo po co nam doświadczenia, które na przykład nic nie wniosą w nasze dotychczasowe funkcjonowanie tu na tej płaszczyźnie, a z drugiej strony mogą nam utrudnić pojmowanie i dalszą eksplorację, badanie, samodoskonalenie siebie w procesie duchowieństwa. Tak naprawdę wszystko, co dostajemy, jest tylko i wyłącznie wsparciem, materiałami, informacją, którą możemy wykorzystać dla własnego ja. Oczywiście możemy współdziałać również z innymi świadomościami, innymi istotami. Osoba, która doświadcza badania wnętrza siebie, nigdy na przykład nie podniesie ręki tak, aby odebrać komuś życie, bo świadomość jako dusza, chociaż jesteśmy nieśmiertelni, nie wieczni, bo to jest różnica i bardzo dużo ludzi to myli. Jest to moment, kiedy doświadczamy tych naszych wnętrzy, nie jesteśmy w stanie wyrządzić komuś innemu krzywdy, ponieważ wewnętrznym okiem, naszą świadomością widzimy to, jakie będą tego konsekwencje. W pewnym sensie doświadczenia obe nautyczne czy LD są odbiciem naszego wewnętrznego świata, o którym wam dzisiaj, drodzy, powiem troszkę więcej. Natomiast są to tylko i wyłącznie doświadczenia. Ja na to mówię taki poligon doświadczalny, testowy, gdzie możemy sobie pewne rzeczy przerobić w świecie wirtualnym, nie krzywdząc nikomu. Co prawda są ludzie bardziej ezoteryczni oraz inne osoby zajmujące się metafizyką, mówią o tym, że każde nasze decyzje, nawet po tej drugiej stronie, przynoszą konsekwencje w tamtych rzeczywistościach, jak i również w tej.
Tak, zgadza się. Natomiast są one poligonem doświadczalnym, które pozwalają nam przerobić, oczywiście jeżeli taka będzie nasza indywidualna wola i przebadać, zobaczyć, co się stanie na przykład gdy. Nie chciałbym za bardzo wam opowiadać o tych światach, jak one wyglądają, jak te struktury tam są i tak dalej. Z tego względu, żeby nie tworzyć w waszych umysłach sugestii, tak abyście mieli swoje własne doświadczenia, które będą kierowały wami w waszym rozumieniu siebie. Natomiast chciałbym się bardziej w mojej audycji skupić na procesie dążenia do tego, w jaki sposób można to w bardzo fajny, ciekawy sposób, bez napinki, bez większych lęków, strachów praktykować. Przede wszystkim podstawową rzeczą jest to, aby nauczyć się rzeczywiście pracy z oddechem. Polecam wam również stosowanie mudr, czyli om chanting. Jest to bardzo ciekawa opcja. Zaprzyjaźniłem się z tym chyba z półtora roku temu i stosuję to bardzo często. Właściwie praktycznie prawie że codziennie.
Czasami zapomnę, albo czasami człowiek po prostu nie chce wchodzić w te stany, tylko zwyczajnie ze zmęczenia się kładzie i usypia. Natomiast bardzo ważną i istotną informacją i rzeczą jest to, aby robić to swoim własnym indywidualnym tempem. Nie ma co się tutaj za bardzo zrażać ani przejmować tym, że coś nam nie wychodzi, że coś tam jest nie tak po drodze, że czujemy lęki i strachy. Tak naprawdę człowiek, który zaczyna wgląd robić w siebie, kiedy zaczyna stosować choćby nawet medytację, staje się osobą, która ma niesamowity wewnętrzny spokój. I dla mnie to jest większą chęcią osiągania tych wszystkich różnych zjawisk, do których ja dążę, niż same zjawiska, czy też widzenie wewnętrznym okiem świata wewnętrznego, światów wewnętrznych, czy też na zewnątrz. Bo jeżeli tego nie doświadczysz, to nie będziesz w stanie tego zrozumieć ani pojąć. Dla mnie sam stan błogości i akceptacji wszystkiego. Dzisiaj na czacie padło pytanie, gdzie ta dusza istnieje. Dusza jest wszędzie. Problem polega na tym, że ludzie szukają cały czas czegoś namacalnego, widzialnego, tak aby mogli to dotknąć, poczuć, powąchać i usłyszeć i tak dalej.
Ale prawda jest taka, że dusza jest cząstką wszechenergii. Jesteśmy częścią wszystkiego Ja bardzo często stosuję takie porównanie i lubię to porównanie, że jesteśmy sondą, która płynie sobie gdzieś tam w kosmosie i bada. I tak samo tu w tych zjawiskach. Jest to bardzo cenna informacja, ponieważ spokój wewnętrzny daje nam też to, że będziemy w stanie zaakceptować. Cały problem w pojęciu i zrozumieniu całego procesu polega na tym, że my wszystko chcemy dotknąć, widzieć, ale nie ma nic ponad tym, ponieważ w momencie, kiedy zrobimy wgląd wewnątrz siebie, kiedy uspokoimy swój umysł, to zobaczymy, że tak naprawdę nie mamy wpływu na wszystko. Mamy, ale mamy to już na takim trochę wyższym poziomie. Natomiast przy tej niższej płaszczyźnie jesteśmy w stanie wpływać poprzez nasze myśli, poprzez naszą energię, energetykę, podpinając się, czy też nawet przy współpracy innych świadomości niefizycznych jesteśmy w stanie wpływać na to, co nas otacza, co się dzieje. Ale tak mi się przynajmniej wydaje, że głównym naszym celem jest to, że w momencie, kiedy wychodzimy ponad swój własny umysł, tak naprawdę widzimy, że po pierwsze nie mamy stuprocentowej kontroli nad tym naszym umysłem, ale z drugiej strony jest to tak naprawdę nam niepotrzebne, bo po tej drugiej stronie istnieje tylko jedna rzecz. Tą rzeczą jest akceptacja tego wszystkiego, co jest, co nas otacza. Nie kombinujemy, bo po co?
Po prostu jest, jak jest i nie mamy tak naprawdę większego wpływu na to. Możemy manipulować, możemy tworzyć sobie własne iluzje, swoje własne poligony doświadczalne. Możemy wchodzić w inne światy, wykreowane światy czy też w światy innych ludzi, bo też przecież możemy funkcjonować. Ze swoich doświadczeń mam takie rzeczy, że brałem udziały na przykład w innych rzeczywistościach innych osób i to niekoniecznie osób, które znałem osobiście. Więc takie coś jest, istnieje jak najbardziej i jest to kolejne doświadczenie. Tutaj też jest bardzo ważne i istotne, aby w tych własnych światach nie wpadać w te własne iluzje. Czyli też trzeba poznać ten próg swoich możliwości czy też elementów, które pozwolą nam powiedzieć okej, stop, tej granicy już nie przekraczam, bo tam będą konsekwencje tego, co zrobiłem na przykład tutaj. Więc takie rzeczy się zdarzają, ale trzeba też tutaj poznać samego siebie oraz swoje własne możliwości, na co sobie możemy pozwolić. Bardzo istotne też są tutaj spotkania, rozmowy z ludźmi, które ugruntowiają nas w tym myśleniu. Tak naprawdę cała sztuka, jeżeli chodzi o zjawisko OOBE czy LD, do którego później przejdę w dalszej części audycji, polega na tym, abyśmy wiedzieli, co jest tutaj iluzją i gdzie jest ta granica, która warunkuje nas tak, żebyśmy nie podejmowali jakichś takich dziwnych kroków, które w pewnym momencie mogą spowodować to, że się troszkę zapętlimy, zapomnimy naszych wartości, zapomnimy siebie, tym, kim tak naprawdę jesteśmy, po co tu przyszliśmy, w jakim celu.
Bo przecież też możemy być celem dla kogoś, niekoniecznie tylko i wyłącznie dla siebie. Więc te wszystkie elementy sprawiają to, że kiedy zaczynamy w ten sposób myśleć, a poprzez na przykład medytację jesteśmy właśnie do takich wniosków w stanie dojść, czy też na przykład inne rzeczy, jest to proces, który automatycznie się uruchamia, otwierają się drzwi percepcji, a my możemy doświadczać zupełnie innych stanów rzeczy, które w dalszej kolejności przyniosą konkretne i określone doświadczenia. Tak, zastanawiam się, czy komentarze komentować na koniec, czy teraz. Wiecie co? Może zrobię to teraz, bo znając życie w napływie mogę się troszkę później pogubić. No więc tak. Gdzie skończyłem tu wcześniej? Kikolandzik na czacie pisze: „Parę lat temu dobrych, podczas próby OOBE udało mi się wydobyć stan wibracji. W pewnej chwili usłyszałem kobiecy głos, który zadała aż trzy pytania. Odpowiadałem losowo, aż w pewnej chwili powiedziała gratulacje.” Tutaj, drogi słuchaczu, mówisz o zjawisku OOBE.
Ja myślę, że tu troszkę pomyliłeś, bo prędzej czy później każdy takiego stanu doświadcza oraz spotkania. Ale ja myślę, że to nie jest spotkanie z jakimś głosem kobiecy, jakąś inną świadomością. Jest to spotkanie z własnym umysłem. Wiele razy się zastanawiałem również nad swoimi doświadczeniami, czym jest ta postać, którą spotyka się po tej drugiej stronie W momencie, kiedy poznacie swój własny mechanizm, w jaki możecie wejść w swój własny umysł, ten proces przebiega praktycznie natychmiastowo. Natomiast dla początkujących osób i właściwie każdy to będzie miał, jest to moment, kiedy spotykamy się jakby... No właśnie. Ja myślę, że to jest świadomość nasza, która manifestuje nam się w postaci widzialnej. Jest to obraz twarzy. Mężczyźni mają zazwyczaj kobiety. Ja też mam postać kobiety.
Natomiast niektórzy spotykają, znaczy kobiety mają odwrotnie. Jest to osoba, istota, postać, manifestacja, może prędzej tak by to pasowało, która zorientowała się, że uzyskaliśmy już świadomość na takim poziomie, że jesteśmy w stanie wejść na drogę powrotną. Tak bym to określił. I tam często, ma tutaj słuchacz rację, padają pytania. I rzeczywiście może być to trzy, może być to dwa, może być to więcej. Wszystko tak naprawdę jest uwarunkowane tym, jak będziemy długo się opierać. Natomiast pytania padają takie: czy jesteśmy w stanie wrócić na tę drogę? Czy chcemy doświadczyć tego zjawiska? Bo na przykład wiecie, że niektórzy intuicyjnie wiedzą, jak mają postępować. Te zapisy też mamy w sobie.
Więc w planie, kiedy schodziliśmy na tą płaszczyznę, wybraliśmy sobie pewną ścieżkę, pewną drogą łatwiejszą, droższą, mniej wyboistą czy też na przykład płaską. Ten moment jest taki, który pokazuje nam, że okej, jesteś niedowiarkiem. To ja ci to mogę pokazać z innej perspektywy, w inny sposób, abyś ty tego doświadczył i być może te doświadczenia spowodują to, że na nowo będziesz chciał powrócić. Nie będziesz z uporem maniaka brnął w przepaść, w którą tak czy inaczej pewnie wpadniesz. Oczywiście po drugiej stronie też są podczepy, czy też inne byty, które są świadomościami mające nas zepchnąć właśnie na tą gorszą stronę. To czasami my jesteśmy, bo my jako świadomość mamy tę umiejętność, że jesteśmy w stanie rozszczepiać się na wiele innych, mniejszych świadomości. Ale jeżeli poznasz już po tej drugiej stronie samego siebie, to wiesz, gdzie jest ta granica, o której wcześniej w audycji powiedziałem i wiesz, kiedy masz się po prostu zwyczajnie wycofać. Kiedy zrozumiesz siebie, kiedy poznasz te całe mechanizmy, kiedy zobaczysz, nauczysz się odróżniać zarówno, czy to będziesz widział w świecie elektrycznym, czy świecie duchowym, czy świecie astralnym, czy jeszcze w jakichkolwiek innych światach iluzorycznych, które sobie tam stworzysz, to zawsze będziesz wiedział, do jakiego momentu jesteś w stanie brać udział w doświadczeniu. Kiedy coś ci nie będzie po prostu zwyczajnie służyło, będziesz robił cofkę. Ja to mówię na to cofka, czyli wycofujesz się do tyłu.
Okej, zobaczyłem. Wiem, że raczej tam już nie mam szans. Nie ma co wchodzić za bardzo, bo mogę sobie troszkę nabruździć. Mogę też zostawić za dużo energetycznych śladów, które tak czy inaczej będą później warunkowały różne rzeczy, wydarzenia i tak dalej. Więc ta twarz, którą się spotyka, jest właśnie takim punktem zaufania sobie tak naprawdę. Jest to też twarz, która jakbyśmy kombinowali coś za bardzo przy tym na przykład pierwszym spotkaniu, bo takich spotkań może być naprawdę wiele, to w tym momencie ona nam pokazuje nasze odbicie, to znaczy sferę, płaszczyznę taką, że możemy więcej tego nigdy nie spróbować. Więc tak naprawdę ta twarz jest lustrem, odbiciem nas samych, pokazująca nam nasze wewnętrzne niepokoje, nasze prawdziwe intencje w stosunku do samego siebie. Bo jaki będziesz w stosunku do samego siebie, to będziesz odbijał to na zewnątrz. To jest świat wewnętrzny. To jest świat was.
To jest świat własnej natury, waszej własnej natury. To jest świat, w którym nie ma kłamstwa, nie ma kombinowania, nie ma myśli: „A nie powiem tego, bo nie musi o tym wiedzieć”. Mogę wam powiedzieć na 100%, że będzie wiedzieć. To jest świat, w którym porozumiewasz się myślami, telepatią. To jest świat, o którym dawno, dawno temu, gdzieś tam w dalekiej bądź niedalekiej przeszłości, bo to też kwestia patrzenia tej tablicy czasowej, jak to możemy łapać i łączyć. Ale jest to świat, w którym nie ma po prostu kłamstwa. Kiedy widzisz istoty, kiedy coś się próbuje, a tam ciągle jest ta walka, próba zniżenia cię na tą niższą płaszczyznę, to w pewnym sensie my też na własną zgodę i przyzwolenie pozwalamy na to. Ciągle mamy jakieś podczepy, co też jest bardzo ważne i istotne, aby się oczyszczać. Jest to moment, kiedy powinniśmy najpierw zacząć od medytacji i ta medytacja spowoduje to, że nasze ciało fizyczne zacznie wibrować. Często ta wibracja jest punktem, elementem, który powoduje to, że my się tak nagle boimy, przestraszamy.
A ja ten stan po prostu uwielbiam. To jest stan, gdzie wibracja twojego ciała fizycznego wchodzi na zupełnie inny, wyższy stan. Oczywiście jest to uzależnione w dalszym, późniejszym procesie, jakie będziesz podejmował decyzje. Natomiast tak naprawdę bardzo ważne i istotne jest tutaj, aby zatrzymać swój własny umysł, ponieważ on jest dla nas ciągłą przeszkodą. Kiedy zaczynasz doświadczać, to zaczynasz też rozumieć, że umysł twój jest tylko logiczną ciągłością, która ci ciągle przeszkadza w zrozumieniu tego, że ty nie musisz myśleć, ty się musisz poddać całemu procesowi. Moja dusza czy też moja świadomość, bo jest jeszcze nadświadomość, z którą też możemy się łączyć. Natomiast moja dusza, moja świadomość bardzo często mi mówi o tym, żebym nie myślał. „Zatrzymaj umysł, zatrzymaj czas, zatrzymaj myśli. Nie pędź tak. Ty tylko obserwuj.” Non stop mi to jest powtarzane, bo chodzi o to, żebyś zrozumiał i przynióś z tej drugiej strony jak największą ilość informacji.
Jest to cholerny problem, ponieważ ciężko jest zapamiętywać te wszystkie rzeczy, które się dzieją. Natomiast te elementy, czyli zatrzymanie umysłu, powoduje też uruchomienie kolejnych procesów. Ludzie mówią o czakrach, o punktach energetycznych i tak dalej. Jasne, że tak. My też mamy takie punkty energetyczne i też w moich doświadczeniach wiele takich rzeczy widziałem. Widziałem też oczywiście różne przeobrażenia, różne istoty. U mnie te istoty, ponieważ mam w swojej dacie urodzin trzy siódemki, także nie bez przypadku mam taką łatwość wchodzenia w te stany, czy też osiągania OOBE, LD, sny, podróże po snach, które tak naprawdę nie są snami. Znaczy są snami, ale są też wizjami, bo sny na jednej płaszczyźnie mogą pokazać w sposób symboliczny, co mamy w sobie, co nam dolega, na przyszłość możemy w glon wejść. Tak samo wizje zresztą. W sumie ja bym to połączył wszystko w jedno.
Ale mamy możliwość też zobaczenia tego, co nas tak naprawdę boli. Te wszystkie zjawiska, te rzeczy, pozwalają nam się troszkę bardziej kształcić, doskonalić do zrozumienia siebie. Bo uważam i zawsze tak będę uważał, że my jako ludzie z natury jesteśmy dobrzy i naszym celem jest samodoskonalenie siebie oraz wsparcie dla innych świadomości. Jest to bardzo fajny, ciekawy temat, o którym bardzo lubię rozmawiać. Przejdźmy do komentarzy. Mówiłem o tej twarzy. O tej twarzy to bym mógł naprawdę jeszcze dużo rozmawiać, ciężko jest ugryźć ten temat, żeby to tak powiedzieć w logiczny sposób. To jest po prostu doświadczenie. Emobil tutaj pisze: „Ten stan wibracji, który doświadczyłeś odpowiadając podsłuchaczowi o tej twarzy, to zapewne stan aktywacji biopola. Wówczas jesteś ponad stan swojej zwykłej świadomości.” Tak.
Każdy ma to swoje biopole. Wrócę jeszcze do medytacji. Medytować można tak naprawdę na wiele sposobów. Mówi się, że trzeba medytować w ciszy, w spokoju i tak dalej, ale z mojego punktu doświadczenia nie ma to kompletnie żadnego znaczenia. My cały czas jesteśmy w stanie medytacji. Tylko problem jest, jak ten punkt referencyjny przenosimy, czyli mamy większą czy też mniejszą tego świadomość. Natomiast jeżeli medytujesz na przykład na leżąco, ja tu nie widzę żadnego problemu, ponieważ ja sam w ten sposób medytuję i medytuję tak od xxx lat. Jedyną przeszkodą będą ograniczenia twojego własnego ciała fizycznego. To znaczy, że kiedy medytujesz na przykład leżąc na plecach, to prędzej czy później po 30, 40 minutach przyjdzie ten moment, że będziesz się chciał po prostu obrócić i praktycznie nie dasz rady. Albo będzie ci bardzo ciężko utrzymać ten stan, z tego względu, że jest to ciężko.
Jest to nasz naturalny odruch, w momencie kiedy mamy te wibracje, kiedy zaczyna nam ciałem trząść i tak dalej. Ciało fizyczne sprawdza się, kontroluje czy już możemy rozpocząć ten cały proces. Proces mamy cały w sobie zapisany. Tak naprawdę wszyscy mamy własne backupy. Ja w swoich audycjach nie raz mówiłem o tak zwanym pokoju operatorskim. To jest ten punkt, kiedy dociera się do zrozumienia własnej natury, kiedy widzi się, jak te wszystkie klucze współpracują z sobą i na jak wielu płaszczyznach musimy być w balansie, aby te wszystkie procesy się zaczęły. To jest pokój operatorski, w którym reżyserujemy wszystko. Albo też możemy my jako reżyserowie, kiedy wpadamy w te światy zewnętrzne, kiedy możemy sobie stworzyć własne iluzje i nie daj Boże, żebyśmy w nie popadli. Ale też światy, które istnieją, które są nam przedstawiane, światy, w które wchodzimy. Ale tak naprawdę jest jeden świat.
Poprzez ten jeden świat, często jest to pokazywane jako most, możemy przejść w inne światy. Ale ten właściwy świat, ten, który mamy obok siebie każdego dnia, którego nie widzimy normalnymi oczami, jest jeden. Mówi się na to świat astralny i tak dalej. Możemy wchodzić w jego płaszczyzny, warstwy. Wtedy się rozdziela, ale poprzez te światy możemy przechodzić jeszcze w inne sfery światów. Ja wiem, że teraz mogę trochę gmatwać, bo jest to ciężko zrozumieć, ale przynajmniej takie ja mam własne doświadczenia, które po prostu mam. I tak właśnie to widzę. Pamiętam swego czasu, kiedy robiliśmy dużo doświadczeń wspólnych czy też wspólnych śnięć, to bardzo często dyskutowaliśmy na takie tematy, że właściwie ludzie opowiadają o OOBE, o LD, ale tak naprawdę nie rozumiejąc tego, o co chodzi. Być może ja też się w tym przypadku mylę. Natomiast moje doświadczenia mi pokazują to, że jest ten świat fizyczny, świat niefizyczny.
Poprzez świat niefizyczny mamy możliwość wejścia w kolejne inne światy, gdzie rozdzielamy to na światy, które rzeczywiście są światami niefizycznymi oraz światami, które możemy sobie własnym umysłem, własną świadomością stworzyć. W pewnym sensie jesteśmy też kreatorami. Możemy tam sobie wejść, przerobić pewne rzeczy, pewne tematy. Wyobraźmy sobie, że to jest taka chmura, gdzie w tej chmurze jesteśmy w stanie sobie pewne rzeczy przebadać, przerobić et cetera. Chris is better pisze na czacie: „Jeżeli ktoś twierdzi, że wyszedł z ciała, to albo jest zwykłym kłamcą, albo jego stan zahacza o początki choroby psychicznej”. Kiko Grandzik odpowiada mu tutaj: „Leworęczność też kiedyś była uznawana za chorobę”. Mobile dopisuje do Kiko Grandzika: „Łatwiej osiągnąć stany OOBE lub LD, jeśli są jakieś ograniczenia, naruszenia lub zmiany ogniskowe w mózgu. Wówczas świadomości łatwiej przejść w inny poziom rzeczywistości”. I tutaj się z Mobilem zgodzę, ponieważ ktoś kiedyś powiedział, już nie pamiętam teraz kto, ale gdzieś to kiedyś wyczytałem, że rzeczy, o których się mówi, czyli wyjścia poza ciało, nie będą zrozumiane dla osób zwykłych. To znaczy, że aby zrozumieć i pojąć to całe zjawisko i fenomen, trzeba być trochę osobą psychiczną.
Ponieważ zobaczcie, przyglądnijcie się na przykład osobom z chorobą Downa, czy też na przykład osobom po autyzmie. Te osoby, pomimo że są mało sprawne fizycznie, to są w stanie wykonywać bardzo skomplikowane operacje matematyczne. Mają łatwość na przykład w liczeniu w głowie, gdzie zwykły, normalny człowiek uznawany za normalnego nie jest w stanie na przykład dużych liczb mnożyć. I tak samo jest z osobami, które są w takich stanach chorobowych. One mają zakłócany odbiór poprzez swoje ciało fizyczne w tej materii, ale z drugiej strony zachowują też wewnętrzny rozsądek, logikę i mają możliwość operowania na troszkę, może nie wyższym stanie, ale z większą ilością, tak komputerowo, RAM-u. Przynajmniej tak mi się wydaje. To są takie moje oczywiście na sucho przemyślenia. Tutaj EMobile pisze, że medytacja od razu nie działa. Aby były widoczne efekty, trzeba pracować wiele miesięcy, jak nie lat. Można, natomiast są ludzie, którzy mają predyspozycje, którym łatwiej jest to osiągać.
Ja to mam, tak jak mówię o swoich doświadczeniach, to nie jest związane chyba... Jest związane na pewno poprzez datę moich urodzin, że wybrałem sobie taką, a nie inną datę, ponieważ wtedy była jakaś konstelacja, która umożliwiła mi przeniesienie moich umiejętności z innej płaszczyzny tu, w tą. Ale to też jest element, który pozwolił mi już od samego początku rozpocząć ten proces. Bo moje pierwsze doświadczenie z innymi stanami było, kiedy miałem bodajże osiem albo dziewięć lat. Od samego początku, odkąd pamiętam, zawsze byłem zafascynowany buddyzmem. Później też Bruce Lee był i tak dalej, więc karate, później judo trochę trenowałem, różne rzeczy. W tych stanach jest oczywiście potrzebne to, aby panować też nad swoim własnym umysłem. Więc ja już od dziecka, jak czytałem książki, dukałem po swojemu, dorywałem jakieś książki związane z buddyzmem i to było jedno z pierwszych doświadczeń, kiedy chyba w wieku ośmiu albo dziewięciu lat, będąc w domu, ja też to już kiedyś w audycjach opowiadałem, wprowadziłem się w stan medytacji. Brat spał na łóżku, pokój zamknięty, zasłonięte żaluzje, zasłonięte jeszcze firanki, żeby była ciemnica, a ja już jako ośmio-, dziewięciolatek latałem nad ziemią. To jest ciekawe zjawisko.
Jeszcze wrócę do tego, bo czasami się zastanawiałem, dlaczego ciągle mi się na przykład pokazuje ocean, morze i tak dalej. Ale to jest właśnie to. I zresztą moje pierwsze doświadczenie też takie było, jak pamiętam, że najpierw uniosłem się nad ziemią, latałem nad ziemią wśród szczytów górskich. Bardzo dużo zresztą do tej pory latam w taki sposób. Również później były elementy, kiedy latałem nad oceanami, nad morzami. Widziałem różne bitwy, naprawdę ciekawe rzeczy. Więc tak to wyglądało. Dziś już wiem po latach, dlaczego tak jest. Przynajmniej tak się domyślam, jak analizuję sobie różne swoje wojaże, podróże senne. Natomiast bywa to naprawdę różnie.
Kluczem do wszystkiego tak naprawdę, jak już powiedziałem wcześniej, jest poznanie własnego ja, własnego siebie, własnych światów, rozpoczęcie poprzez proces medytacji, poznanie procesów. Jeżeli czegoś się nie wie, to po prostu nie ma sensu na siłę brnąć. Czasami coś musi się uleżeć, żeby zadziałało, a my w tym czasie możemy na przykład robić zupełnie co innego. Przecież wcale niekoniecznie musimy doświadczać tych wszystkich zjawisk. Można to naprawdę w inny, bardziej racjonalny, ludzki, normalny sposób przeżywać. Ja uważam, że zawsze najważniejszym punktem jest to, aby być w zgodzie z samym sobą, aby mieć wewnętrzne wyczucie, że coś jest albo dobre, albo złe. Jeżeli coś nie czujemy, czyli nie czujemy sercem, które też w jakiś sposób ma swój mózg, jest to widoczne, bo nasze serce jest generatorem i to jest bardzo ładnie widoczne. Normalnie walimy taką energią, jak wulkan, dosłownie jak wulkan. Więc kiedy czegoś nie czujemy, to po prostu nie ma co się tym zajmować. Nie ma co się za bardzo tym przejmować.
Lepiej się czasami wycofać i odczekać jeszcze. Być może pracować, może jakiś kurs inny, który nam umożliwi poznanie własnego siebie z innej perspektywy. Jest mnóstwo religii, mnóstwo kursów, mnóstwo różnych czy choćby audycji radiowych, czy nagrań na YouTubie, że naprawdę można robić to w zupełnie inne sposoby. Ja, ponieważ mam taką tendencję, więc u mnie się to tak akuratnie zaczęło. I powiem wam szczerze, że był moment taki, że naprawdę była niezła jazda. Dużo ludzi opowiada na przykład o kosmitach, jakiś astralny i tak dalej. I nie mogę temu zaprzeczyć, bo rzeczywiście są takie istoty, tylko problem jest taki, że ja w ogóle nie wiem, jak to ludzie tworzą jakieś rady, kurde, jakieś 50 tysięcy poziomów. No nie wiem. Chyba że ja może w to nie mam wglądu takiego i nie jestem w stanie tego dostrzec. Być może jeszcze jest daleka droga przede mną.
Natomiast ja to tak nie widzę dokładnie. Wydaje mi się, że mechanizmy są prościejsze. Ja doszedłem do tego w swoich doświadczeniach, że im bardziej jestem przekonany tego, że już poznałem całą prawdę i już wiem, jak wszystko funkcjonuje, że to jest tak albo tak, że nie może być inaczej, to jest to raczej Zgubne. To znaczy jest to moment, gdzie powinienem się zatrzymać, zastanowić się, wyciągnąć wnioski i jeżeli jest coś, co nie daje mi spokoju, to się wycofać i zobaczyć to z innej perspektywy. I od tego są właśnie światy zewnętrzne. Światy, które pozwalają nam zarówno wejść rzeczywiście w inne rzeczywistości, ale też z drugiej strony, tak jak powiedziałem wcześniej, stworzyć takie swoje własne chmury, w których możemy wykreować jakąś inną rzeczywistość wirtualną, w której możemy przebadać, sprawdzić, też zobaczyć, jakie będą konsekwencje naszych choćby własnych działań. Tutaj jeszcze odpowiadając na pytanie Emobile'a na czacie youtubowym Radia Paranormalium. Emobile pisze: „Dokładnie, im bardziej chcemy coś ukryć, czyli nasze myśli, to tak, jakbyśmy się z nimi ujawniali, a nawet wołamy. A istoty świadome widzą i czytają nasze myśli oraz intencje”. No właśnie, czyli potwierdzasz to, co powiedziałem.
Bardzo ci dziękuję. Good tu pisze: „Moim skromnym zdaniem medytacja nie jest bezpieczna przez miliony bytów astralnych, które tylko czekają na okazję, by ją wykorzystać. A poza tym nie widzę nic fajnego z wychodzeniem z własnego ciała”. Ja się z tym raczej nie zgodzę, ponieważ jeżeli jesteś osobą przebudzoną czy też wybudzoną, to jesteś istotą świadomą procesów i własnego siebie ja. Więc jeżeli potrafisz operować swoimi własnymi energiami i znasz wartość siebie, to jest to klucz, którego cholernie się boją właśnie te istoty astralne. Miałem takie sytuacje, że coś tam próbowało do mnie podejść, ale jak tylko uruchomiłem serce, energię serca, mam swoje sposoby, jakby to można było ująć. Więc w momencie, kiedy to uruchomiłem, to nawet nie zdążyłem jeszcze tak naprawdę rozkwitnąć, a te istoty po prostu znikały. Nie byłem w ich punkcie widzenia. Tak bym to określił. To bardzo wyraźnie widać, te punkty energetyczne zaczynają inaczej wibrować.
One robią większe kręgi, nakładają się na siebie, zmienia się energetyka. To też zależy kto jakimi energiami. U mnie to najczęściej jest tak, że ponieważ ja jak wychodzę, to właściwie bardzo dużo operuję na świecie energetycznym. Ja mam taką po prostu naturę w sobie, wbudowany taki mechanizm, że w astrala to już mało co. Ja już bardziej wchodzę w światy energetyczne i ja widzę po prostu tak dosłownie jak w Matrixie. Ivellios tutaj na czacie jeszcze napisał: „Widocznie masz za małą wiedzę na temat medytacji, jakichś swoich podświadomych lęków, przekonań i tak dalej. Medytacje, OOBE, sen to są takie stany, w których te lęki potrafią się bardzo szybko i w trudno kontrolowalny sposób materializować. Na przykład boisz się, że zawalisz jakiś egzamin? To ci się to zmaterializuje we śnie. Boisz się demonów?
Proszam bardzo, we śnie czy w medytacji zobaczysz te demony”. Trzeba zrozumieć też jedną rzecz i ja też tu was, drodzy, uczulam na to, żebyście patrzyli też i zrozumieli, że poprzez właśnie takie kreacje, poprzez myśli jesteście w stanie tworzyć różne rzeczy. Ja na przykład nie mam jakichś takich negatywnych snów, ja w ogóle nie mam koszmarów. Natomiast zdarzają mi się ataki astralne. Zdarzają się te ataki astralne, ja je bardzo łatwo wyczuwam. Czasami wręcz jest tak, że kiedy czuję takie ataki astralne, to dosłownie siadam na podłodze, wprowadzam się w trans, uruchamiam swoje procesy wewnętrzne, rozciągam moją energię serca. A mam taką zdolność, przynajmniej nie tylko ja to wiem i widziałem, ale też wiele osób, z którymi na przykład doświadczałem czy też robiłem eksperymenty różne, choćby w Londynie. Potrafię swoją energetykę, swoje biopole rozciągać nawet do 12 metrów. Najczęściej mam to osiem, dziewięć metrów, to mam takie standardowe biopole. Dlatego być może to jest tak związane, że często na przykład narzekam, że gdzieś nagrywam audycję na ławce czy coś, to nagle bardzo dużo ludzi się wokół mnie gromadzić zaczyna.
Ale to jest wszystko to, że kosmosy i wszechświaty zaczynają się przenikać i komunikować z samym sobą i występuje informacja: „Ej ty, ej ty tam kosmosie, zobacz, tu też jest fajny kosmos”. No to dobra, to w takim razie płyńmy dalej. Ważnym, istotnym elementem, przynajmniej tak moje doświadczenia mi mówią i podpowiadają, że trzeba się wyzbyć tych swoich dogmatów, przyzwyczajeń, nawyków. To są elementy, które cholernie nas ograniczają. W pewnym sensie też sny jako brama, wgląd w siebie są też miejscem, które pozwalają nam zobaczyć też właśnie, ja mówię też na to jakby płachta czy też właśnie ekran śnienia, nasze własne myśli. To miejsce, takie sacrum, takie miejsce, gdzie możemy zobaczyć Co tak naprawdę mamy w sobie? Jakie programy mamy wgrane w siebie? Jest to bardzo ważny i istotny punkt, ponieważ te wszystkie programy są ograniczeniami, które trzymają nas w dziwnych zaczkach, które powodują, że nasz umysł logiczny czy też nasza podświadomość mówi: „Nie stary, to tylko sen. To tylko wymysł. To tylko iluzja, która ci się śni, a w ogóle to sen, to nie ma żadnego znaczenia”.
Otóż nie. Moje doświadczenia mi mówią, że te wszystkie rzeczy, które widzę, które się manifestują w sennych płaszczyznach, są odbiciem mojego wnętrza. Pamiętam swego czasu, kiedy bardzo się interesowałem różnymi teoriami na temat reptilian, szaraków i innych rzeczy. Im więcej tego oglądałem, im więcej tego słuchałem, myślałem o tym, rozmawiałem, to te rzeczy mi się pojawiały w moich snach. Pamiętam swego czasu, kiedy słuchałem różnych opisów czy wypowiedzi ludzi na kanałach YouTube'owych, czy gdzieś indziej, to miałem dokładnie takie materializacje. Także to wszystko, co mamy w umyśle wgranym, a uwierzcie mi, wiele rzeczy można zobaczyć, jak jesteśmy umysłowo ograniczeni. Te wszystkie rzeczy się nam materializują w postaci sennej. Ale oczywiście, jeżeli już przejdziemy ten proces, kiedy zrozumiemy, że tak naprawdę to my jesteśmy temu wszystkiemu winni poprzez zajmowanie się czasami, ja na to mówię, pierdołami, powodujemy, że to wszystko się nam tam manifestuje, ogranicza nas i mamy później przykre doświadczenia, że ktoś coś gdzieś tam atakuje i tak dalej. Oczywiście są takie rzeczy. Nie mówię, że nie ma, tylko kwestia jest po prostu świadomości tego i niedawania się wciągania w te iluzje, te nieswoje gry i tak dalej.
Realizujmy swój własny plan, który tutaj mamy, a ten plan na pewno poznacie. poznacie głębszy plan oczywiście, bo ogólny plan to jest oczywiście bycie tutaj i teraz i realizacja swoich marzeń, pragnień, doświadczania tego wszystkiego. Ale większe, głębsze plany już na waszej własnej drodze duchowej zaczną się pojawiać już troszkę później. Czekajcie sekundkę, bo mi się teraz właśnie w tym momencie włączyła defragmentacja dysków. Aj! A nie chcę, żeby mi tutaj znowu coś porąbało. Okej, wyłącz to na razie. Okej. Także te wszystkie plany, materializacja tych wszystkich rzeczy jest odbiciem nas samych wewnętrznych, to, co mamy we własnym umyśle oraz jakie mamy lęki i strachy. Jest też pewna technologia, w swoich audycjach też o tym mówiłem.
Jest pewna technologia, która jest wykorzystywana. Ja też po wielu analizach swoich widziałem takie światy, to są już oczywiście światy zewnętrzne, gdzie widywałem na przykład dziwne sarkofagi, w których ludzie spali. Były to sarkofagi, które były zarówno w pozycji pionowej, czyli ludzie spali, leżeli przykryci takimi sarkofagami, ale były też takie pionowe, gdzie ludzie stali również podpięci pod jakieś dziwne maszyny byli i tak dalej, i też śnili. Nawet były takie momenty w moich wizjach, gdzie podchodziłem do nich po prostu. I to było ciekawe, bo były te świadomości, które były świadome tego, że śnią, bo gdy podchodziłem do nich, oczywiście miały zamknięte oczy i tak dalej. Natomiast w momencie, jak tylko odwróciłem uwagę lekko w inny punkt mojej płaszczyzny śnienia, one otwierały oczy, gdy z powrotem wracałem, one znowu zamykały. To było dosłownie prawie niezauważalne, ale jednak cień tej świadomości gdzieś tam był i to również widywałem. Także takie momenty się zdarzają. Są to światy już oczywiście zewnętrzne. Ojejku, było tego naprawdę bardzo dużo.
Były to światy, gdzie na przykład, i to też jest ciekawy punkt pewien, kiedy wskakiwałem, to był duży, potężny statek, w którego wlatywałem, gdzie nie było końca widać ludzi, istot śniących. Kiedy tak już wchodzicie w zrozumienie siebie, kiedy już zajmujecie się tą całą duchowością, otwierają się wszelkie procesy, które byście nawet nie podejrzewali, że macie coś takiego w sobie. To są pewne programy, ja to tak mówię na to programy, które macie wgrane w sobie. Jest wiele rzeczy, które na przykład pokazuje wam dusza, gdzie zwiedzacie światy i tak dalej. Natomiast macie, przynajmniej w moim przypadku tak wygląda, mam takie samoobronne mechanizmy i dlatego też twierdzę i wiem o tym, że tak jest, że w pewnym sensie my wszyscy mamy takie backupy. To my tak naprawdę jesteśmy tutaj taką sztuczną Można powiedzieć inteligencją, w pewnym sensie, która zamanifestowała się w tej rzeczywistości przy wykorzystaniu oczywiście materiałów, jakie mamy. Nasza Ziemia też jest świadomością i bardzo to widać. My tak naprawdę jesteśmy uzależnieni od niej, bo dzięki niej tu jesteśmy. Ziemia jest procesem zamkniętym, to znaczy samoodnawialnym się mechanizmem, który jest również w postaci energetycznej. Bardzo pięknie widać Ziemię, jeżeli się widzi ją od strony energetycznej.
Czasami wręcz nawet kiedy wylatywałem już w światy zewnętrzne, to nawet widziałem twarz ziemską. Było coś takiego, jakby chmury się skupiały w pewnym momencie i nad Ziemią pojawiała się taka twarz ziemska. Ja bardzo często ostatnimi czasami, kiedy ta cała plandemia wystąpiła, medytowałem i robiłem takie doładowania energetyczne. Nie tylko ja, bo zresztą bardzo wiele osób na świecie, bo tę energię było widać. Czasami było to też materializowane dla mnie. Bo wiecie, jak to jest, zawsze się jest tym niewiernym Tomkiem. Więc czasami ta druga strona nam daje sygnały. Tu w tym przypadku była to Papa Macia, która dawała mi sygnały, że tak dobrze, jest wszystko okej i nie jesteś tylko ty sam. Czasami nawet do mnie wręcz podlatywali. To były świadomości, które w tej czarnej przestrzeni, bo na tym wyższym poziomie jest tylko i wyłącznie czerń, na której jesteśmy w stanie zmaterializować tę wizję swoją na tej płachcie.
I jesteśmy w stanie zobaczyć tę Ziemię łącznie z wieloma poziomami energetycznymi, duchowymi i tak dalej. Ziemia jest w ogóle na wielu poziomach. My jesteśmy tylko jej manifestacją, wyrażeniem myśli. My wszyscy właściwie, to nie jest jako jedna osoba, tylko właściwie wszystkie świadomości, które są w tej płaszczyźnie. Więc my jesteśmy w stanie wpływać na poprawę komfortu, poprawę funkcjonowania tej Ziemi, bo przecież my składamy się z każdego pierwiastka z tej Ziemi, więc niszcząc Ziemię, niszczymy tak naprawdę siebie. My jesteśmy też takim produktem, który został stworzony poprzez pierwiastki te wszystkie, które tutaj mamy, łącznie w połączeniu z wiązką świadomości, do której przylepiają się różne inne rzeczy, choćby nawet myśli, materializacja tych wszystkich pierwiastków, czy też jeszcze innych energii. Bo tak naprawdę myśl łączy się z tym wszystkim. My jako prywatne wszechświaty, kosmosy i to takie już są badania moje wewnętrzne wewnątrz tych światów moich wewnętrznych. Dochodzimy do takiej ściany, gdzie przekraczając pewną granicę nie ma kompletnie nic. Jest czerń, która jest po prostu czernią.
Czernią, nie wiem, 50, 100, 1000D, nazwijcie to, jak chcecie, ale jest czernią, która jest piękna i która jest widoczna, której możecie właściwie wszystko zrobić. Jest tam chłodno też, ale to też jest uwarunkowane sferą, w jaką tak naprawdę wejdziemy, gdzie będziemy podróżować. Poczekajcie sekundkę, ja sobie tylko sprawdzę. Okej, jeszcze mam chwilkę czasu. Także to są sfery, które są dla nas naprawdę odbiciem nas samych, ale też możemy wchodzić w płaszczyzny wspólne. Bardzo ciekawy jest też moment, kiedy spotyka się inne istoty wysokoenergetyczne, wyższe, na przykład mówiąc o sobie, więc wyższe ode mnie. Spotykałem również takie istoty. Jest to spotkanie, które jest tak, jakbyś zobaczył kogoś bardzo bliskiego tobie, a kogo bardzo dawno nie widziałeś. Czasami jest jakaś wymiana informacji, wiedzy, czasami też jest po prostu zwykłe przywitanie się, ale też czasami zdarzają się te negatywne energie. Tu musi być zawsze wszędzie zachowany ten balans, bo tutaj główną intencją jest to, aby w ogóle nasze ciało fizyczne normalnie funkcjonowało.
Potrzebny jest tutaj balans energetyczny, który musi być w pełnej równowadze, ale kiedy złapiemy ten cały mechanizm, wygląda to mniej więcej tak, że osiągamy, ja mówię na to tak zwany efekt motyla, to jest efekt, gdzie tak naprawdę widzimy naszą boskość. W tym momencie widzimy naszą boskość. To znaczy, że już znamy wszystkie mechanizmy, wiemy, jak te energie się manifestują, jak operować tymi energiami. Mamy tutaj też zawsze dwóch towarzyszy po jednej i po drugiej stronie, po prawej i po lewej. Są to energie męskie i żeńskie. One również mogą występować w postaci na przykład motyli albo innych form. Czasami jest też tak, to jest piękne, wyobraźcie sobie lecącego siebie jako złoty, świecący motyl w czarnej przestrzeni i raz na jakiś czas podlatuje do was jakaś inna świadomość, która również jest wysoko, bo skoro już jest na tym poziomie, może być na innym, na niższym. Natomiast być może też kolejny podróżnik astralny albo jeszcze cokolwiek innego z innego świata. Więc z innego świata, niefizycznego. Często takie spotkania mam, ale generalnie ja już podróżuję sam.
Tak naprawdę moment spotykania przewodników to jest moment, kiedy jeszcze potrzebujemy tego wsparcia, kiedy musimy zobaczyć, jak ten niewierny Tomek, aby rozpocząć pewne procesy wewnętrzne w sobie. I te procesy powodują też, że zaczynamy zupełnie inaczej postrzegać rzeczywistość. W ogóle widzimy, w jaki sposób się to składa, te wszystkie poziomy, w jaki sposób następuje materializacja. Tutaj też jest bardzo fajny i ciekawy element, kiedy doświadcza się też elementu bilokacji. Jak to wygląda? Często wygląda to tak, jak ludzie opisują. Ponieważ też doświadczyłem kiedyś NDE, tylko że NDE u mnie zupełnie inaczej wyglądało niż to, co ludzie opisują i na pewno też było inne od zjawiska OBE, gdzie tutaj już mam pełną świadomość doświadczania tego zjawiska i to zjawisko wiem, że występuje. Natomiast kiedy byłem mokosam, mając to NDE, to właściwie taka była pętla. Nie było tych pięknych, jak to ludzie opisują, wzgórz, spotykania zmarłych i tak dalej. Być może byłem za młody wtedy jeszcze, miałem wtedy chyba dziewięć lat albo osiem, jakoś tak.
To też było zaraz po tych jednych z pierwszych doświadczeń przymedytacyjnych, więc dla mnie to była raczej pętla. To jest tak, jakbym odtwarzał cały czas jeden dzień. Natomiast tak właśnie wyglądało u mnie. Tak to wygląda. Każdy ma również różne inne doświadczenia i w tej przestrzeni czarnej, kiedy tam sobie latasz, pływasz, kiedy doświadczasz tego wszystkiego, spotykasz te istoty, one są, przynajmniej w moich światach, są to normalne spotkania. Nie w sensie wykorzystania kogoś energetycznie czy zabrania mu jakiejś energii, czy zrobienia jakichś podczepów i tak dalej. Miałem też takie oczywiście momenty i mam też sporo wątpliwości, co do których momenty, sny bardziej, doświadczenia wizyjne, w których mam czasami takie wątpliwości, czy rzeczywiście to było OBE, czy było to LD, a być może coś trochę więcej. Bardzo dużo miałem w swoich momentach, ponieważ jest to Radio Paranormalium, więc o takich rzeczach mogę tutaj powiedzieć. Miałem również takie dziwne loty z istotami, które pokazywały mi. Ja byłem tylko takim obserwatorem, że sobie siedziałem gdzieś na przykład na fotelu, w jakimś takim dziwnym statku kosmicznym, gdzie sobie latałem.
Mnóstwo planet, mnóstwo przestrzeni różnych na różnych poziomach i tak dalej. Ale miałem też takie momenty, gdzie na przykład widziałem siebie już też w lustrze odbitym, że to ja byłem też w ciele kosmity i podróżowałem swoim własnym statkiem kosmicznym. Przy spożyciu na przykład substancji psychoaktywnych bardzo często jest to pokazywane jako na przykład rozjeżdżający się pokój, gdzie nagle się wszystko rozwala, rozsypuje, gdzie nagle na przykład podróżujesz tym pokojem, tworzy się z tego taki statek kosmiczny i tak dalej. Ale były też również takie doświadczenia, gdzie byłem zabierany. Na przykład miałem te momenty u siebie w Wielkiej Brytanii, gdzie wprowadzałem się w transę. Nagle mi się otwierała płaszczyzna, płachta w moim pokoju, gdzie zstępowały jakieś różne istoty, którymi podróżowałem. W moim przypadku w 80%, nawet może 90% zawsze są to istoty wysokie, blond włosy, długie, ponad dwumetrowej wysokości. Czasami są to kobiety, ale w większym przypadku są to męskie formy. Zresztą wspominałem już chyba kiedyś w audycji, że również kapitana Tomasza jak spotkałem, to również w pierwszą noc, jak u niego spałem, również taką istotę spotkałem. Ale to już odsyłam do innych audycji, w których mówiłem troszkę bardziej szerzej.
Więc takie istoty spotykałem i to z tymi istotami najczęściej podróżowałem. Na początku było ich sporo, kilka, nawet kilkanaście czasami, później coraz mniej. Przewodnika swojego właściwie już nie widuję, bo to tak naprawdę chyba już wiecie drodzy, że przewodnicy to tak naprawdę my, tylko z wyższego poziomu. Przychodzimy po prostu sobie pomóc siebie. Oczywiście można też przywołać inne świadomości, tylko tutaj trzeba uważać właśnie na te różne jakieś takie zagrożenia, żeby też czasami to nie było na zasadzie obopólnej wymiany. W sensie, że jeszcze pal licho jak to jest obopólna wymiana, czyli że coś za coś, bo czasami trzeba jakiś tam może nie cerograf podpisać, ale po prostu na pewną rzecz się zgodzić. Natomiast nigdy się tutaj nie oddaje swoich własnych energii i o tym trzeba pamiętać i trzeba mieć tą świadomość, bo czasami możemy to zrobić nieświadomie. Choćby nawet przez myśl, którą wykreujemy, zmaterializujemy i tego typu rzeczy. Więc trzeba na to uważać, być świadomym po prostu tak samo jak ze snami, kiedy jesteśmy po tej drugiej stronie, gdzie jest ten cholerny problem z zapamiętaniem tego wszystkiego. Bo najgorsze w tym wszystkim jest to, że jak tam jesteś, to wszystko pamiętasz, łapiesz tak, jakby ci ktoś dodatkowe ramy dał.
A jak się tylko wybudzasz, to ta pamięć potrafi być krótka i to bardzo krótka. Czasami już po dwóch, trzech minutach po przebudzeniu możemy tego nie zapamiętać. Ja myślę, że tak to właśnie jest. Przynajmniej ja mam takie doświadczenia ze swojej perspektywy. Zerknę teraz może na czata. Myślę też, że nie pomylę się tutaj zbyt wiele, jeśli na przykład postawię taką tezę, że współcześni ludzie żyją głównie wydarzeniami zewnętrznymi, natomiast pojęcie świata wewnętrznego człowieka traktują już raczej jako taki ekstrawagancki dodatek. Jakiś taki niemający znaczenia tak naprawdę. W dodatku też mało konkretny, abstrakcyjny, a co za tym idzie bezużyteczny. Współczesny człowiek woli się skupiać na przykład na rzeczach namacalnych, na wydarzeniach zewnętrznych, które identyfikuje jako przyczynę swoich różnorodnych stanów psychicznych. Jest on smutny, ponieważ ktoś go odrzucił, wściekły, bo ktoś na przykład się z nim nie zgadza, zawiedziony, gdyż liczy na inny na przykład rozwój wydarzeń et cetera.
Myśląc właśnie w ten sposób, można w zasadzie przeżyć całe swoje życie, co w większości lub też w mniejszości, większym lub też mniejszym powodzeniu czyni właśnie większość ludzi. Jednak skutek takich właśnie zjawisk otaczający nasz świat tkwi w obserwowanej dzisiaj formie. Narzuca ona postrzeganie dotykających nas zdarzeń jako wypadkowych, chaotycznych przypadków czegoś nieprzewidywalnego. Coś, co jest nie do opanowania, a co też za tym idzie niebezpiecznego. Powszechnie dostępna wiedza niestety pełna jest takich właśnie frazesów, które to wręcz utwierdzają ludzi w tym właśnie pogubieniu. Zdarzają się jednak wśród nas tacy podróżnicy, którzy wskutek różnych scenariuszy życiowych zostają wręcz zmuszeni do tych właśnie odkryć, że taka właśnie perspektywa patrzenia na rzeczywistość jest bardziej powierzchowna, a praktykowanie jej na dłuższą metę może doprowadzić do różnego rodzaju życiowych katastrof. Jednakże tak naprawdę nie chodzi o to, by każdy odkrywał tą właśnie wiedzę w samotności. Tak na przykład ja robię, bo akurat ja już mam takie w miarę doświadczenie, że jestem w stanie nad tym panować, choć też czasami mam wątpliwości. Za każdym razem jednak w wielkim cierpieniu od nowa. Rzecz jednak jest w tym, by wreszcie włączyła się ona na trwale do każdego krwiobiegu świadomości tej potocznej, by stała się ona organiczna, naturalna oraz powszechna dla każdego z was.
Aby wreszcie wyparła na te właśnie puste frazesy gotowych schematów, programów, niedziałających recept na życie. Czym zatem właściwie jest świat wewnętrzny człowieka? Chcąc w skuteczny sposób wytłumaczyć, do czego właściwie odnosi się ten powyższy termin, można napotkać pewne trudności. Bowiem świat wewnętrzny człowieka nadal pozostaje pojęciami na wszech miar abstrakcyjnymi. A więc zatem wiele ludzi sobie zadaje te pytania: gdzie on jest zlokalizowany, jak on wygląda, jak działa? Dziś na czacie właśnie takie pytania padły. Gdzie jest dusza? We wcześniejszej audycji Sławka Bączykowskiego. Odruchowo wiążemy go na przykład z takimi hasłami jak wyobraźnia, że to jest wyobraźnia, że to wymysł ludzki, że to jest twórczość, że to są osobiste przemyślenia, którymi się nie dzielimy z innymi ludźmi. Jednak w istocie jest to twór o wiele bardziej rozbudowany, o znaczeniu większym niż każdemu się z nas wydaje oraz o znaczeniu większym wpływu na zewnętrzne wydarzenia każdego z nas.
Tymczasowym, aby tutaj nie brnąć właśnie w takie bardziej naukowe wyjaśnienia, możemy sobie po prostu wyobrazić, że jest w nas taka przestrzeń, w której żyją różne postacie, które funkcjonują na podobnych zasadach co komórki oraz mikroby występujące w całym naszym fizycznym. Tak naprawdę dla tych wszystkich komórek my jesteśmy Bogiem dla nich, ponieważ w jaki sposób my o to nasze ciało fizyczne dbamy, takie stwarzamy mu warunki do funkcjonowania. I tak naprawdę są warunki zewnętrzne oczywiście: zanieczyszczenie powietrze, jakieś zanieczyszczenie elektromagnetyczne i tak dalej, mogą wpływać również na jakość naszego życia, ale w głównej mierze to jednak my powinniśmy brać odpowiedzialność za to, co nas spotyka i na jakim poziomie my jesteśmy i funkcjonujemy i jak się czujemy. Postacie te są oczywiście analogiczne, bo to są takie postacie, które zazwyczaj obserwujemy też. Mówiąc tutaj oczywiście o tych różnych postaciach, które funkcjonują na podobnych zasadach co my. Możemy tu na przykład wziąć inne istoty, które funkcjonują w życiu codziennym obok nas, na przykład nasza mama, nasz tata, sąsiad, szef i tak dalej. Posiadają one swoje życie, swoją własną historię. Występują między nimi rozmaite relacje. Mogą wystąpić tutaj kłótnia, napięcia czy też niesnaski oraz również przyjazne, czy też mniej przyjazne zjawiska, czy też nawet miłość. W realny sposób przeżywają one swoje własne emocje i odczucia wyrażające się na rozmaitszych perypetiach oraz scenariuszach, w których to właśnie uczestniczą.
Wszystko to razem tworzy swoisty film, który formatem nie ustępuje tak naprawdę i uwierzcie mi, że tak jest, hollywoodzkim ... hollywoodzkim wytworom. Wróćmy zatem do takiej analizy, czym owe wewnętrzne postacie są. Są to oczywiście symbole pewnych sił psychicznych czy też obrazów, na przykład zdjęcia czy też kopie. To jest też manifestacja naszych własnych myśli oraz uwarunkowań, wyobrażeń nas samych czy też innych rzeczy, o których wcześniej wspominałem w audycji. Posiadają one swojego rodzaju charakterystyczne cechy, atrybuty, dzięki którym tak naprawdę możemy odróżnić je jedne od drugich, czy też nadać im własne postacie. Rodzaj relacji zachodzących pomiędzy nimi, na przykład napięcie, harmonia, kłótnia, rozwód to ogniska naszych faktycznych stanów psychicznych. To symbolika snów, gdzie mamy pokazane, co się w nas wewnątrz dzieje. Zatem ten stan psychiczny jest tym, co istnieje pomiędzy tymi owymi postaciami. Zazwyczaj jest tak, że większość z nich jest umiejscowiona w podświadomości ludzkiej, zepchnięta do cienia.
I co to w tym momencie dla nas znaczy? A znaczy to, że chodzi o to, aby jako obserwator swojego wewnętrznego filmu, gdzie nie dostrzegamy jakiegoś istotnego wątku, w którym biorą udział nasze figury wewnętrzne, wyobrażenia, zacząć je w końcu dostrzegać i obserwować. I co się tam tak naprawdę zaczyna dziać? Taki nieuświadomiony wątek domaga się jednak tego, by być objętym przez strumień świata naszej własnej świadomości. Dlatego i tutaj pojawia się też taka mała ekwilibrystyka, ponieważ kiedy skupisz się, weźmiesz uwagę na tym zjawisku, ów wątek przyciąga do naszego zewnętrznego życia analogiczną względem swojego rdzenia sytuację, która dzięki temu może stworzyć szansę do rozpoznania tego zjawiska. Rdzeń takiego właśnie wątku ma charakter emocjonalno-odczuciowy, dlatego też działa on jako magnes, który popycha nas w kierunku takich właśnie strumieni działań, zdarzeń, dzięki którym będziemy mieli szansę na rozpoznanie tego. To jest ta zasada, o której się mówi, że czym emanujesz, to to przyciągasz. Funkcjonuje tu właśnie ta zasada, o której wspomniałem, przyciągania podobnego. Rozpoznanie takie przebiega więc poprzez proces wcielania się w rolę którejś z postaci biorącej udział w tym pominiętym wątku. Dlatego więc dopiero uczestnictwo w realnym tym wydarzeniu to jest odpowiedź na to, po co w ogóle są potrzebne te doświadczenia, które to jest prawdopodobnie też podobne do tego, jakie przeżywa się w naszym zagubionym wewnętrznym fragmencie filmu.
Czyli na przykład możemy przerabiać tutaj wyrzucenie z pracy, zdradę męża bądź też na przykład wygranie miliona złotych w totka. Jest to tak naprawdę kluczem do tego, aby spiąć się w ogólną atmosferę tego, jaka w naszym wewnętrznym świecie funkcjonuje. Co nas boli po prostu inaczej. Jednym zdaniem. Jednym słowem można powiedzieć prościej, że możemy się dowiedzieć tak naprawdę, co się właściwie wewnątrz nas dzieje. Dziś w swojej audycji bardziej skupiam się na świecie wewnętrznym niż na zewnętrznym, więc możecie odnieść wrażenie, że nie chcę opowiadać, ale chodzi o to, żeby też za dużo nie dawać wam autosugestii, abyście sami własne światy doświadczali. Wracając do tego, co wcześniej powiedziałem, można wysnuć wniosek, że wewnętrzny świat człowieka ma o wiele większe znaczenie i wpływ na rzeczywistość, niż nam się wydaje. Nasza psychika eliminuje sygnały, które to przyciągają nas do sytuacji będących odbiciem faktycznych stanów psychicznych, a nie tylko wyobrażeń na nie. Zdarzenia takie identyfikujemy jako życiowe katastrofy, czemu trudno się dziwić, gdyż zazwyczaj niezwykle obciążające są one i przytłaczające. Udział w nich daje jednak szansę na weryfikację i zmianę tego, co nie działa w naszym wewnętrznym świecie oraz poprawianie i harmonizowanie.
Takie właśnie jest prawdziwe znaczenie świata zewnętrznego. Jest odbiciem naszego wnętrza, a więc lustro, w którym to możemy przejrzeć, czyli to lustro, które zaskakująco dosłownie, a nie tylko iluzorycznie przedstawi nam, co się w nas samych dzieje i co może nas uchronić od nieszczęścia albo niedoli. Jednak taka sytuacja jest również odruchowa, ponieważ większa reakcja ludzi na to, co widzi w zwierciadle swojego życia, chce tak naprawdę stłuc, zbić to lustro. Jednym z tego przykładów są na przykład alergiczne przyjmowanie tabletek przeciwbólowych, o których to już nie raz wspomniałem. Jest to tak jakby próba stłamszenia, niedojścia do tego tak naprawdę, dlaczego coś nas boli i co jest tego powodem. Współcześnie identyfikujemy bowiem źródło swojego stanu fizycznego z tym, co dzieje się na zewnątrz, zamiast z tym, co przyciągnęło nas do takiego właśnie stanu, a nie do innego strumienia zdarzeń. Zazwyczaj nie umiemy powiązywać dynamicznego układu sił, które to znajdują się w naszym wewnętrznym świecie z obrazem, który to objawia powierzchnia zwierciadła, czyli życie. W tym właśnie tkwi przyczyna naszego zagubienia oraz bycia niewolnikiem w gabinecie naszych własnych cieni. Nie potrzeba więc chyba już dalej tłumaczyć, że zbicie tego lustra nie zmieni tak naprawdę stanu faktycznego naszego oryginału, które jest źródłem obrazu na jego powierzchni. Zgodzicie się ze mną w tym?
Tutaj jeszcze chciałbym was poprosić, oczywiście zróbcie to już po audycji, abyście sobie przeprowadzili taki malutki eksperyment. Połóż się wygodnie lub usiądź, a następnie zamknij swoje oczy. Wycisz emocje leżąc kilka minut bez ruchu. Postaraj się nie myśleć o niczym. I to dosłownie. Przez pięć minut w myślach twórz obraz „nic". Myślami pisz nawet literkę. Wyobrażaj sobie, twórz hipnagogę z napisem „nic". Gdy poczujesz się spokojny, możesz przejść do dalszej części eksperymentu. A więc zacznij sobie to wyobrażać.
Stwórz w swojej pamięci obraz samego siebie, ale nie tej osoby, którą codziennie widzisz w swoim lustrze w domu, a człowieka w jakim stanie się na dany moment czujesz. Zadaj sobie takie następujące pytania: czy twój wewnętrzny świat przekłada się na to, co widzisz na zewnątrz? Czy twój zewnętrzny świat dokładnie odbija to, co czujesz wewnętrznie? Jaka jest zatem różnica między tym, co czujesz wewnętrznie, a tym, co widzisz na zewnątrz? Gdy sam wykonywałem takie zadanie jakiś czas temu, to szczerze przyznam się wam, że czułem się dość dziwnie. Na początku nie wiedziałem, czego tak naprawdę mam szukać ani nad czym się powinienem skupić, czy też zwrócić uwagę. Jednak po kilku minutach wgłębiania się w siebie czułem siebie tak naprawdę i zaczynałem jakby odczuwać odpowiedź, która tak czy inaczej nadejdzie. Naszła w tamtym momencie, kiedy robiłem te eksperymenty. Zdałem sobie również sprawę z tego, że mój zewnętrzny świat zupełnie odbiega od wizji, którą kreuję wewnątrz siebie. W moim wewnętrznym świecie byłem znacznie młodszy od tej osoby, którą na co dzień widuję, kiedy wstaję i patrzę się w lustrze.
Nie widząc, a jednak czując, uświadomiłem sobie, że wewnętrzne to nie ma ani lat, a jedynie doświadczenie, że wnętrze to bazuje na komforcie, a nie tylko na tym, co aktualnie jest w danym momencie, na przykład w modzie. Jeszcze bardziej utwierdzałem się w swoich własnych przekonaniach, że świat wewnętrzny jest jądrem świata zewnętrznego. Jest sercem, bez którego nie może istnieć życie. I dlatego też mój świat zewnętrzny pięknieje, kiedy robię sobie takie eksperymenty. Zatem jaki jest ten świat zewnętrzny? Świat zewnętrzny jest powierzchowny i skupia się na tym, co jest widoczne gołym okiem. Jest fizycznym obrazem nas samych. Obraz zewnętrzny kreują zmysły. To, co widzimy, słyszymy, smakujemy, czujemy, doświadczamy. A jaki jest świat wewnętrzny?
A świat wewnętrzny nie jest już tak oczywisty i zarazem jasno określony jak świat zewnętrzny. Jego obraz jest bardziej skomplikowany, bo jest to machina. Machina, która składa się z pełnej ilości emocji, uczuć, myśli, doświadczeń życiowych. Co zatem łączy te dwa światy? W obu tych światach mamy dozgodne prawy zmiany tego, co nam nie odpowiada, co przekształca. Mamy prawo modyfikować nie tylko swój wygląd i postawę zewnętrzną, ale również to, co dzieje się w środku nas samych. Nic zatem nie jest trwałe. Wszystko się zmienia. Wszystko według naszych myśli. I to właśnie jest kwintesencja rozwoju osobistego, do którego powinien dążyć każdy człowiek.
Do możliwości zmiany, wzrostu, postępu, wzmocnienia, ożywienia, przypomnienia sobie, powrotu do własnych wzorców. I tak jak powiedziałem wcześniej, po przeanalizowaniu swojego własnego ja tu i teraz mogłem w pełni stwierdzić, że jestem znacznie młodszy niż faktycznie wykazuje metryka. Mi bardzo dużo ludzi mówi, że zupełnie nie wyglądam na swój wiek. Jest to oczywiście efekt dobrego w miarę odżywiania się, ale też i efekt współpracy tych dwóch światów. Po samobadaniu też utwierdziłem się jeszcze bardziej w przekonaniu, że noszę tak naprawdę w sobie postać małego dziecka. Które nie tylko potrzebuje mojej uwagi, ale przede wszystkim zrozumienia. To moment, kiedy powinno się powrócić i przypomnieć sobie siebie. Siebie jako dziecka. Obudzić wewnętrzne dziecko. Na czym zatem polega samo zrozumienie?
Zrozumienie następuje w chwili, gdy każdy z nas dotyka swojego wewnętrznego dziecka, a zatem jego potrzeb oraz pragnień. Zrozumienie obejmuje świat, który nie jest tak oczywisty, jak wielu osobom się wydaje. Zrozumienie zawsze idzie dalej, dalej i dalej. Zawsze będziemy szukali tego zrozumienia. Jak połączyć się ze swoim wewnętrznym dzieckiem? Aby wprowadzić autentyczne życie, czyli żyć w zgodzie z samym sobą w świecie zewnętrznym oraz wewnętrznym, trzeba się skomunikować z tym dzieckiem. Oczywiście może to wyglądać dla każdego w zupełnie indywidualny sposób. Nie wystarczy tutaj rzucić na przykład przelotnie: „Ej, stary, co tam u ciebie?” i znów wrócić do życia na tak zwanym autopilocie. Należy zaznajomić się z cechami, ale też przede wszystkim z potrzebami swojego wewnętrznego dziecka. Trzeba też dostroić się do ducha cudów, ducha szczęścia, radości i snów pełnych marzeń.
A to wymaga już zupełnie większego poziomu wyciszenia zewnętrznych głosów na rzecz usłyszenia tych wewnętrznych słów. Nauka dostrzega potrzebę wewnętrznych słów i to właśnie wymaga praktyki, ponieważ nieustannie zagłuszają ją rozbiegane myśli. Myśli, które zawsze powodują to, że świat nasz jest rozbiegany. To jest to, co zawsze mówię: zatrzymać umysł. Które to myśli w większości mają źródło właśnie na zewnątrz. Wsłuchaj się zatem w swój wewnętrzny głos i poznaj prawdę o sobie samym. Poznaj swoje własne potrzeby. Jednym słowem poznaj własną duszę. Medytacja, joga czy też inne praktyki uważności w zupełności mogą ci w tym pomóc. Praktykowanie LD, OBE również jest tą ścieżką.
Do wyboru, do koloru. Pomogą one ci wyciszyć twój własny umysł, abyś w końcu nawiązał kontakt z tym, co będzie prawdziwie pielęgnować twoją własną duszę, twoje wewnętrzne dziecko, a więc istotę, którą zawsze byłeś, niezależnie od nacisków wywieranych na ciebie przez kontakt z światem fizycznym. Istnieją dwa światy próbujące współistnieć w tobie, a więc świat zewnętrzny oraz wewnętrzny. Osoba, którą dostrzegasz w lustrze mogła się zmienić, mogła wydorośleć, ale twoje wewnętrzne dziecko wciąż jest takie same. Bezbronne, narażone na różne wpływy, tak bardzo delikatne. Zatroszcz się zatem o te swoje wewnętrzne dziecko, które zostało ukryte pod płaszczem zewnętrzności. Tylko tak naprawdę od ciebie zależy, jak bardzo będziesz chciał zobaczyć swoją własną prawdę. „A zatem człowiek wyruszył na spotkanie innych światów, innych cywilizacji, nie poznawszy do końca własnych zakamarków, ślepych dróg, studni, zabarykadowanych ciemnych drzwi”. Tak pisał w „Solaris” Stanisław Lem. Dziś już wiem, że uwielbiam takie nieco szalone dni, kiedy to poczucie wdzięczności za możliwość samego doświadczania siebie powoduje to, że czuję się bardziej przyświecony swoim celom.
I tego właśnie też tak naprawdę z całego serca, drodzy słuchacze, wam życzę. A zatem w jakim kierunku, drogi słuchaczu, powinieneś iść? Powinieneś wyjść z własnych baniek światów i zobaczyć prawdziwą naturę rzeczywistości. Kiedy wkładamy cały swój umysł, energię i środki w to, aby uwierzyć w coś, co nie istnieje, wtedy jawi się to jako coś nieistniejącego. I to jest właśnie maya, iluzja. Nie zastanawiaj się zatem nad złem, nad diabłem, grzechami, czy też tą właśnie mayą, ponieważ opanuje cię wtedy tak naprawdę smutek i będziesz zestresowany. Nawet osoby uduchowione angażują się w potępianie świata za brak własnego postępu. Słabość ta ma ogromne znaczenie w tworzeniu barier. Z powodu braku szczerości, uczciwości, wierności i prawdomówności nie uświadamiamy sobie tak naprawdę naszej prawdziwej natury i tego, kim jesteśmy. Projektujemy naszą słabość na zewnątrz i sądzimy, iż rzecz tego świata jest źródłem naszych przeszkód.
Tak mówił Swāmi Rāma. Każda walka skierowana na zewnątrz jest walką z wiatrakami. W istocie zawsze walczymy z własnym umysłem i jego przekonaniami, wizjami, projekcjami. Czasem pociąga nas zaangażowanie w samą walkę, czasem rola ofiary, wyzwoliciela, bohatera, przyjaciela, wroga. Wszystkie te role są bardzo interesujące i dostarczają tego, czego na dany czas łakniemy jako pożywienia, bowiem wszystkie zaspokajają głód pragnienia tylko na jakiś czas. Rzeczywiście w niektórych wypadkach trzeba się przejrzeć, żeby nabrać zdrowego wstrętu do jakiejś używki. W innych na przykład wystarczy tylko zwykła przestroga. Niektóre pragnienia są tak silne, że wokół nich budujemy całe światy, co wcale nie czyni ich bardziej prawdziwymi, lecz w pewności bardziej rozbudowanymi w swoich opcjach wyboru. To trochę tak jak z cukiernią. Ogólnie rzecz ujmując, to słodkie wypieki, ale dla tego, kto lubi te ciastka, jest to cały świat smaków i barw, wyborów i przyjemności.
Sęk w tym, żeby pamiętać, że cukiernia, gdy się z niej wyjdzie, staje się tylko sklepem jak każdy inny, który oferuje swoje produkty, doznania, przyjemności. Oczywiście nie będę dyskutował tutaj nad przyjemnością, nad szkodliwością potępiania, czy też określeniem tego, co jest dobre. Czy jest to lenistwo, obżarstwo et cetera. Patrzę raczej tutaj z szerszej perspektywy, bowiem wychodzę jakoby na zewnątrz tego sklepu i widzę większy świat oraz obraz, który się poszerza. Sądzę też, że to jest wyzwanie dzisiejszych właśnie czasów, aby ten obraz poszerzyć, który widzimy przed oczami. Gorączkowo szukamy też dla siebie drogi, czy też wyjścia, ale jeśli wciąż skupiamy się tylko na tych słodkościach, odwracamy wzrok, w istocie nie widząc tego, gdy na przykład nasze spojrzenie wciąż może powracać do tego tortu, który sobie tam oczywiście gdzieś wcześniej przeobserwowaliśmy lub wyobraziliśmy. W tym sensie też ciężko w ogóle spostrzec cokolwiek innego, bowiem to jest po prostu nie w naszym polu zainteresowania na daną sytuację, miejsce i czas. I tym jest właśnie też przywiązanie, uzależnienie, blokada, zatrzymanie, zastój, bariera. Wszystko to tak naprawdę nas zatrzymuje i powoduje to, że wprowadzamy się w apatię. To, co dodatkowo dokłada do tego kolejne cegiełki to to, że koszyk ten już jest pełny i w tym momencie możemy szukać jakby potępienia tych naszych działań.
Czy zatem karanie dziecka na przykład za to, że lubi słodycze spowoduje, że przestanie ich chcieć, marzyć o nich skrycie? Czy potępienie siebie za słabość uwalniania się od błędnego koła, czy zapętlania się w uzależnieniu na przykład z gorzkim smakiem, poczuciem winy wszystko wpłynie na nasze pojmowanie i zrozumienie? Myślę, że każdy, który potępia siebie, musi pamiętać, że to tylko część jego drogi, aby dojść do tej swojej własnej mety. Aby w następnym procesie przejść moment przebaczenia, wybaczenia samemu sobie i chęć popatrzenia poza to, co staje się stryczkiem, pętlą, kołem, kołowrotkiem, który w piorunujący sposób miażdży duszę, by wyciągnąć krzyk wyzwolenia. Choć nie zawsze jest to droga prosta, ale w dużej mierze tędy właśnie prowadzi dla większości z nas, ponieważ sami nie potrafimy zmusić siebie, aby wybrać nieprzywiązanie siebie do tego. Stąd właśnie też grzęźniemy, zatrzymujemy się. Mamy te takie momenty, kiedy nie jesteśmy w stanie dalej pójść i dopóki nie ujrzymy tej zasadności, tak naprawdę nie zechcemy zmienić, zrzucić naszych starych nawyków czy zwyczai. Tu pojawia się też jeszcze jeden ciekawy związek, który tak naprawdę nie jest nim w istocie. Miłość. Miłość, która jest mylona z przywiązaniem.
Miłość to wolność. Niezatrzymywanie jej jako własności tylko dla samego siebie, ale też przywiązanie do wszelkich ograniczeń oraz powrót do tego, aby na nowo zaspokoić nasze własne potrzeby, ale już zupełnie na innym poziomie. Stąd też pragnąc zatrzymać, tracimy. To jest taki paradoks, który w rzeczywistości jest wspaniałym też rozwiązaniem, ulgą i powoduje to, że nie musimy się trzymać kurczowo, chować się i bronić, aby pozbyć się lęku i dać sobie własną wolność. O to tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Niektórzy na przykład potrafili obrać drogę na skróty i praktykują to, co od wieków nazywamy przebudzeniem, czyli skierowaniem świadomości na rzeczywistość absolutną, jedyną, duchową, przy jednoczesnym też postrzeganiu tego, co jest jego wytworem jaźni. Ego kocha stwarzać swoje własne pogmatwane światy, historie oraz wchłaniać nas w role niekończących się jakichś tam bohaterskich wojen, czy też przygód. Któż zatem bowiem nie kocha na przykład powieści rodem z „Władcy Pierścieni" Tolkiena? Kogóż dziś na przykład zagram? Często, kiedy się kładziemy na przykład spać, właśnie sobie takie role wybieramy.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jesteśmy zarówno reżyserem, scenarzystą, jak i aktorem, a w szerszym planie nawet statystami. Świat nieograniczonych możliwości. Tak byśmy mogli to pojąć i zrozumieć. Tylko po co mi w nim na przykład ból, cierpienie oraz rozpacz? Mędrcy zatem mawiają, że niestety skutek uboczny tego, że zapominamy, że w istocie jesteśmy wszystkimi postaciami w naszym spektaklu i to, że my tak naprawdę go reżyserujemy po najdrobniejsze szczegóły, powoduje to, że właśnie się zapadamy w samych nas. A przykładamy się do tego z taką pieczołowitością oraz starannością, że naturalne jest, że w zabawie chodzi wyłącznie o zapomnienie, o tym, że jest to tylko i wyłącznie zabawa. Bo inaczej, gdzie przyjemność jest na przykład z bycia rycerzem, który walczy z księciem ciemności lub innymi rzeczami. I to jest właśnie moment, kiedy zapominamy. Zapominamy i zasypiamy. I zasypiamy, nie pamiętając naprawdę o naszej prawdziwej naturze rzeczywistości.
Jest to moment, kiedy możemy zatoczyć błędne koło i kiedy możemy się zatracić. I tak mniej więcej wygląda ta szarada z wyższych półek, a raczej spoza tej całej cukierni, o której wam wcześniej wspomniałem, a nawet spoza miasta, w którym są wszystkie cukiernie. Okej? No dobra, ale skoro już udało nam się zerknąć za kulisy powstawania tego właśnie filmu o tych naszych bohaterach wczasów, jak, do diaska, zatem zmienić ten film, aby napisać zakończenie albo po prostu zwyczajnie się obudzić? Tutaj najczęściej walczymy na wielu frontach, o wielu nazwach. Na przykład zniechęcenie, zwątpienie, podważanie prawdy, podkopywanie własnej mocy, osłabianie siebie na liczne metody. Wszystkie te sposoby można by nazwać dystrakcją, a więc odwróceniem uwagi, podczas gdy najbardziej potrzeba nam skupienia umysłu w jednym punkcie we wnętrzu, przez które jest wyjście na zewnątrz, a nie odwrotnie. Najlepszą metodą jest zaprzestanie walki na licznych frontach swego umysłu i puszczenie wszystkich scen, w jakie byliśmy zaangażowani. Jest to piękny moment, niesamowicie wzruszający. Na chwilę zatem pozwalamy sobie podważyć realność wszystkich tych filmów, jakie kręcimy przy centralnym zapytaniu.
I tu tak z dużej litery: dokąd zmierzam? I na razie tyle wystarczy, by doznać szoku, czyli też zdrowego rozsądku, aby się też otrząsnąć. To początek świadomego tworzenia. A zatem doskonałość jest celem i należy zwiększyć swoją zdolność, oczyścić się, zdobyć siłę wewnętrzną. Potem już tylko przyjdzie czas na lepsze. No i chyba zakończyłem to, co miałem dzisiaj do powiedzenia wam, drodzy słuchacze. Skupiłem się dzisiaj w audycji bardziej na wnętrzu, czyli na światach wewnętrznych, bo uważam, że to jest bardziej istotne. Ja oczywiście w swojej drodze życiowej zrobiłem ten błąd, że zaczynałem właśnie na zewnątrz. Co prawda nie ma złych dróg, każda droga prowadzi do celu. Możemy czasami zapętlać się tak, jak wcześniej powiedziałem tu dzisiaj w audycji wam.
Natomiast wydaje mi się, że właściwą drogą jest poznanie samego siebie, swojej własnej natury do tego, aby się doskonalić w całym procesie duchowym. Jest coś więcej niż tylko ta rzeczywistość, która nas otacza i która jest wynikiem naszych własnych myśli, doznań, tego, co spotykamy. Ale jest to plan, który wybrała nasza dusza. I nie do końca zgodzę się z tymi, co twierdzą, że wszystko jest zaplanowane. Spotykamy pewne rzeczy, pewne rzeczy zapominamy, przychodząc tu, w tą rzeczywistość, ale tak czy inaczej wszystko to prowadzi nas w stronę światła. W stronę światła naszego własnego źródła. Źródła, które jest potężne, bo mamy potężną moc, tylko jakoś dziwnym trafem o tym zapomnieliśmy. To by było na tyle dzisiaj. Nie ma co przedłużać już audycji. Bardzo wam dziękuję za to, że było was dzisiaj naprawdę sporo.
Dawno tyle osób nie było, przynajmniej w pierwszej godzinie. Później oczywiście wiadomo, że spada to, bo to jest późna pora. O rzeźnickiej porze audycja jest nadawana. No niestety takie mam warunki. Zachęcam was do tego, abyście próbowali na nowo poznać samego siebie, pokochać siebie takiego, jakim się jest naprawdę. Bez kłamstwa, bez ogródek. A zobaczycie, co się będzie wokół was działo. Będą to niesamowite procesy. Będziecie poznawać niesamowitych ludzi i przede wszystkim będziecie mieli łatwość mówienia i rozmawiania o tych rzeczach. Ja pamiętam czasy, kiedy jeszcze to były lata 90.
czy 2000, kiedy mówiło się o OBE, to trzeba było się ukrywać i raczej ludzie mieli wstyd przed mówieniem tego. Dziś czasy się zmieniły. Jakoś jest tak fajniej. I dużo bardziej ludzie są otwarci. Podniosła się świadomość i to mnie bardzo cieszy. Zapraszam was na moją stronę internetową radiodreamtime.com. Tam macie różne archiwa, pełne archiwa zarówno Radia Paranormalium, jak i Radia Dreamtime. Radio Dreamtime obecnie na YouTubie nie nadaje. Jest tam tylko wstawka chyba dwu-, czy trzyminutowa, ale pod spodem w opisie są linki, gdzie można słuchać radia. Po pierwsze mam dość YouTube'a z tą całą jego polityką.
Jest to prywatna firma, więc sobie może tworzyć, ale czasami wręcz nie ma niepoprawności politycznej, ale YouTube uznaje, że jest niepoprawność polityczna. No cóż, czasami się zdarza, że jeszcze nie zdążę w ogóle włączyć guzika „nadaj na żywo”, a już mam negatywne komentarze. To znaczy, że widać jak boty działają. I skoro tak do mnie ktoś podchodzi i tak mnie na samym początku traktuje, to ja nie chcę brać udziału w tym i nie będę grał w cudze gry, a zagram jednak mimo wszystko w swoją grę. Także zapraszam was jeszcze raz na stronę Radio Dreamtime. Tam macie pełne archiwa. Oczywiście na YouTube'owy profil YubeJohn i tam macie również w formie wideo tę audycję. Już jutro powinna być ona udostępniona. Ja ją zaraz szybko obrobię i powinna być już w archiwach. Skype'a miałem włączonego dzisiaj, ale powiem wam szczerze, tak się zagadałem, tak zamyślałem i tak dalej, że stwierdziłem, że po prostu nie będę już tego Skype'a włączał.
A po drugie chyba w Polsce już jest druga godzina w nocy, więc nie ma co. Coś jeszcze? Jutro albo pojutrze na YouTubie nagram audycję w „Punkt 06”. Jest to audycja, w której mówię bardziej tak od strony obecnej rzeczywistości, co się dzieje, czyli troszkę polityki oraz zdarzeń, które się dzieją na świecie w dobie plandemii. Po audycji tutaj zaraz puszczę wam godzinny utwór muzyczny w częstotliwości 852 Hz, więc polecam tutaj słuchawki. Utwór na zatrzymanie stresu oraz poprawienie swojego czucia emocjonalnego, zdrowia emocjonalnego wewnątrz nas. Także będzie troszkę spokojniejsza muzyka, bardziej chilloutowa. To nic, to chyba na dzisiaj tyle. Dzięki, że byliście. Bądźcie zdrowi w tych dziwnych, szalonych czasach i wszystkiego najlepszego.
Trzymajcie się i do następnego razu. Dzięki tutaj Ivelliosowi za możliwość nadawania w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam wszystkich chłopaków tutaj z radiów zaprzyjaźnionych. Trzymajcie się, bądźcie zdrowi i do następnego razu. Cześć! Aha, i dajcie jeszcze znać, czy taka forma audycji wam się podoba, czy raczej wolicie taką stonowaną, bez muzyki, bez podkładów. To tyle. Cześć.